piątek, 22 stycznia 1999

Errare humanum est

"...I zabrzmiał głos Metatrona. A śpiew jego czysty niósł się przez niebiosa, echem wołając "Stań się". Nie była to pieśń zwyczajna. Z niej to stworzone nie jedno, lecz dwa światła zajaśniały. Łaska Boża spłynęła na nie i dołączyły do Zastępów dwa nowe anioły. Imiona ich Cassiel, Bóg jest mym gniewem, Jego prędkość mi sprzyja, Archanioł wśród Siedmiu, i Cassie, Lśniąca na nieboskłonie, Światło nad ludzkością, Walcząca wśród Cherubinów."


Cassiel nigdy nie był sam. Nie zaznał samotności, ani nie odczuł bólu straty. Istniał w krainie wiecznej szczęśliwości, wielbiąc Pana i grzejąc się w świetle jego chwały. W tak wielce rozbudowanej społeczności, jakim były Zastępy Anielskie, Niebiańskie Wojska Boga, trudno było czuć się niechcianym czy niepotrzebnym. Od zawsze ktoś mu towarzyszył.  Jednakże Cassie była przy jego boku od zawsze - odkąd tylko zajaśniał po raz pierwszy, a ona razem z nim.
Wśród aniołów nie ma więzów krwi, ani pokrewieństwa rodzinnego. Wszyscy są sobie bratem i siostrą. Wszyscy są dziećmi Ojca. Jednak jego i Cassie od samego początku łączyło coś więcej - jakaś niezwykła więź, jaką może mieć ze sobą jedynie rodzeństwo na ziemi. To dlatego tak łatwo było im o sobie mówić jako bliźniakach. Nie było to zresztą określenie tak bardzo dalekie od prawdy. Oboje zostali stworzeni z jednej pieśni Metatrona, który nieświadomie powołał do Zastępów Anielskich dwa nowe światła zamiast jednego. Nic dziwnego, że byli do siebie tak bardzo podobni, nawet jeśli zostali przydzieleni do różnych hierarchii. Cassiel został jednym z Siedmiu Archaniołów, a Cassie zasiliła oddział Cherubinów. Mimo tego rozumieli się bez słów i, choć było to niewłaściwe, zależało im na sobie nawzajem bardziej niż na innych aniołach, a nawet ludziach, którym mieli służyć i pomagać. To przywiązanie musiało w końcu sprowadzić nieszczęście na jedno z nich.
Praca aniołów, choć z pozoru prosta i przyjemna, wcale taka nie jest. To chwile pełne szczęścia i błogiego spokoju, ale także wieczna walka dobra ze złem, z której nie każdy anioł wychodzi cało. Cassie w tym przypadku była szczególnie narażona. Jako Cherubin, jej zadaniem było strzec drogi do Drzewa Życia i bram Edenu - miejsc, gdzie zło nie zdołało jeszcze pozostawić swojego śladu, a gdzie z niesamowitą zawziętością starało się przedostać. Tak było również i tamtego dnia, kiedy całe życie Cassiela legło w gruzach.
To była niezwykle zacięta i trudna walka. Cassie już kilkakrotnie o mało co nie straciła życia, nieustannie unikając ciosów i samej zadając śmiertelne rany. Nim się spostrzegła, wszyscy jej kompanii polegli. Została sama na polu bitwy. Sama w nierównej walce, w której nie miała szans na zwycięstwo. W której miała zginąć, nim dotrą posiłki.

Cassiel wiedział, że anielicy coś grozi. Nie wiedział skąd ta pewność, ale zwyczajnie czuł, że siostra go potrzebuje. To była właśnie łącząca ich więź. Gdy jedno potrzebowało pomocy, drugie wiedziało o tym natychmiast. Tak było również i tym razem.
Archanioł bez zastanowienia porzucił wszelkie obowiązki i natychmiast wyruszył na pomoc siostrze. Cudem zdąrzył na czas, nim anielica pożegnała się z tym światem. Sprawnie zakończyć nierówną walkę i ocalił życie Cassie, która została ciężko ranna. Tymczasem on sam szczęśliwie wyszedł ze starcia bez szwanku. Nie wiedział, jednak, że przyjdzie mu jeszcze zapłacić za tą chwilę bohaterstwa.
Wieść o tym wydarzeniu szybko obiegła całe niebo, docierając również do pozostałej szóstki archaniołów. Zwierzchnicy aniołów stróżów od razu postawili swojego brata przed sądem. Nikogo to jednak nie zaskoczyło. Cassiel złamał zasady. Zawiódł i zaniedbał swoje obowiązki, co było równoznaczne z buntem. A kara za złamanie woli Bożej przez anioła jest tylko jedna - strącenie z niebios do piekieł. Bóg jednak nie zjawił się by osądzić winy archanioła. Właściwie to nigdy nie uczestniczył w żadnym z sądów. Odkąd Cassiel pamiętał wszystkim zajmowali się Archaniołowie, wymierzając sprawiedliwość według praw Ojca i wypełniając pozostawione im przez niego zadania. Tak naprawdę Cassiel nie spotkał nigdy osobiście Stwórcy. Dlatego też poczuł się zawiedziony, gdy i tym razem nie dane mu było oglądać jego oblicza. Był zrozpaczony. Była to właściwie ostatnia szansa  anioła, nim trafi do królestwa Lucyfera i na zawsze pożegna się z obecnością Boga
Ojciec go jednak nie opuścił. Po rozpatrzeniu okoliczności i zasług anioła, postanowiono złagodzić mu karę. Cassiel, owszem, miał opuścić Zastępy Anielskie i pożegnać się z niebem, ale nie wysłano go do piekieł. Zamiast tego miał spędzić resztę życia na ziemi. Nim wysłano go jednaj między ludzi, archaniołowie postanowili, że nie tylko odbiorą mu Łaskę Bożą, ale również skrzydła, które miał sobie własnoręcznie odciąć. Dopiero po złożeniu ich na ręce Gabriela, został zrzucony z niebios.
Pierwsze chwile na ziemi były najgorszym koszmarem, o jakim nie śnią nawet śmiertelnicy. Samotny, obolały i załamany niemalże wykrwawił się na śmierć. Po raz pierwszy odczuł ból, głód, smutek, wstyd i tęsknotę. Odebrano mu wszystko co znał i kochał. Dom, skrzydła, moc, obecność Ojca, a przede wszystkim Cassie, z którą bezpowrotnie utracił więź wraz ze skrzydłami. Anioł nie potrafił odnaleźć się ani w nowej rzeczywistości, ani w nowej roli czy nawet we własnym wcieleniu, które musiał przybrać. Bez perspektyw i sensu dalszej egzystencji pocieszenie znalazł w alkoholu. Odporność na trunki nie pozwalała mu jednak zapomnieć o tęsknącie, która rozrywała mu serce i wypełniającej go pustce.
Nadzieja na odmianę losu przyszła nagle i niespodziewanie. Nawet nie wiedział kiedy właściwie wpadł mu do głowy ten pomysł. Owszem, wyrzucono go z nieba i odebrano Łaskę Bożą, ale nie zabroniono wrócić do domu, co wydawało się być niemożliwe bez skrzydeł. Pomysł był szalony, ale nie niewykonalny. Wystarczy tylko, że odzyska skrzydła i znajdzie utraconą Łaskę, która tak jak on została porzucona gdzueś na ziemi.
Cassiel jakby nieco odżył. Z zapałem zacząć chwytać się każdej, nawet najgorszej roboty, za wynagrodzenie wyznaczając anielskie pióra, które czasem zdarza się zgubić stróżom.  Trudniejszym zadaniem okazało się jednak odzyskanie łaski. Anioła czeka szukanie igły w stoku siana, a właściwie to na całym świecie. Ma niewiele czasu. Musi się spieszyć, nim ktoś wykorzysta jego moc zamknietą w Łasce do złych celów lub cała wyblaknie i tak jak on stanie się śmiertelna nim ktokolwiek zdąży ją odnaleźć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz