Krzykopudło

BEHIND THE CURTAIN
→ Witamy w Mortiel i życzymy dobrej zabawy!

1 stycznia 2000



Melanie Yuuka Miroki

10 VII 1995, Japonia — Dwadzieścia dwa lata — Ostatni rok licencjackich studiów psychologicznych — 163cm, 45 kg — Nefilim — Instruktorka na strzelnicy — Kontrola krwi i teleportacja — Dom na obrzerzach Phyoen — PowiązaniaOpowiadania


200 komentarzy:

  1. Wiedział. Po prostu wiedział, że wycieczka do Phyoen to porąbany pomysł. Zaklął pod nosem, gdy przeliczył dzieciaki i jednej mu brakowało. Na dodatek małej Marie. Zagryzł mocno wargi i zacisnął pięści.
    - Prosiłem Was do cholery jasnej! - krzyknął na swoich podopiecznych. - Prosiłem, żebyście uważali na najmłodszych - zacisnął mocniej wargi. - Do pokojów, ale już i żadne się z nich nie rusza, póki tu nie wrócę - warknął jeszcze, a potem po prostu ich zostawił. Liczył na to, że tym razem go posłuchają. No przecież nie będzie łaził ze zgrają 15 uczniów w poszukiwaniu jednego zagubionej owieczki. On to miał szczęście do tych zgubionych malców.
    ~*~
    Mała odsunęła się od kobiety wyraźnie przerażona. Przypomniała sobie słowa nauczyciela o tym, żeby nie ufać nieznajomym. Mało brakowało by przerażona zmieniła się w krzesło, ale uśmiech czarnowłosej trochę ją uspokoił i zachęcił.
    - Zgubiłam się - wymamrotała patrząc w swoje buty i trzęsąc się z zimna. Nie miała pojęcia dokąd iść, gdzie jest ich hostel ani jak odnaleźć przyjaciół. - Umrę tu! - rozpłakała się przykucając i obejmując swoje małe, kościste kolana ramionami. - Meliodas mnie zabije - dodała jeszcze między jedną falą płaczu a kolejną. Demon kilkakrotnie to zaakcentował zanim wyszli do miastu. Powiedział im wszystkim, że jeśli znajdzie zgubionego to zatłucze i poćwiartuje... a ona mu uwierzyła. W jej zwykle pogodnym nauczycielu licho siedziało!

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  2. - Zabije, pani nie rozumie - odparła mała ze zdziwieniem wlepiając w nią swoje ślepka i otulając się mocno kurtką kobiety. - Bo... bo... bo ja nie wiem, gdzie jest mój domek - przyznała cichutko. - Bo... bo ja w Girie z mamą mieszkam - wyszeptała wciąż na nią patrząc, teraz już zdecydowanie bardziej ufnie niż poprzednio.
    - Marie! - Meliodas pędem wpadł na ulicę i szybko znalazł się przy małej, czując że serce to on ma na ramieniu. Przyjrzał się jej dokładnie, a potem objął dziewczynkę mocno, przytulając do siebie.
    - Prosiłem, tyle razy prosiłem... żebyście nie odłączali się od grupy... - wyszeptał, głaszcząc małą po plecach i włosach. Wydawała się być cała przemarznięta i zwyczajnie spięta.
    - Już dobrze... jezu, martwiłem się o ciebie - pacnął ją lekko w głowę, po czym odwrócił się do czarnowłosej i zmierzył ją chłodnym spojrzeniem, węsząc u niej niecne zamiary. Nic takiego nie wyczuł co przyjął z wyraźną ulgą. Na dodatek mała pociągnęła go za rękaw.
    - Ta pani mi pomogła... miałyśmy iść na czekoladę i jedzonko - wyjaśniła całkiem czerwona na twarzy. - Proszę pani... to Meliodas, mój nauczyciel... - wyjaśniła cicho. - Ale...ale możemy iść na jedzonko i czekoladę? - zapytała jej, łapiąc teraz i kobietę za rękę.
    - Marie... tak nie można - pouczył ją demon, teraz już łagodnie uśmiechając się do czarnowłosej. - Przepraszam, że panią osądziłem i dziękuję za pomoc.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  3. Marie zadowolona zwróciła teraz wzrok na Meliodasa i złapała go dwoma łapkami, patrząc na niego jak ten kot ze Smreka. Sam blondyn nie chciał się zgadzać, bo pozostała piętnastka pozostawała w tej chwili bez opiekuna, ale jej błagalne spojrzenie po prostu do niego przemówiło.
    - No dobrze. Szybka czekolada i ciacho – zgodził się, biorąc małą na barana i ostatecznie uspokajając szalejące serce. Jednak się nie zgubiła, ale on już w życiu wycieczki do tak wielkiego miasta nie zrobi.
    - Meliodas – wyciągnął dłoń w stronę czarnowłosej kobiety. – Jestem nieudolnym opiekunem tej tutaj – wyjaśnił, nawet nie próbując się usprawiedliwiać. Uznał, że to nie miało sensu. Zgubił ją i pozwolił zmarznąć. Jakiekolwiek wymówki spotkałyby się z sarkastycznymi uwagami kobiety lub niedowierzaniem w głosie. – Jeszcze raz dziękuję za pomoc… pani wybiera kawiarnię, ja stawiam – uśmiechnął się do niej delikatnie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  4. Złość przeszła szybko, dziewczyna wiedziała jak i gdzie go złapać czy ugryźć żeby negatywne emocje przemienić w podniecenie. Sam zaczął bardziej łapczywie zaciskać dłonie na jej pośladkach, a czując skórę na swoich plecach przeniósł rękę na talię dziewczyny, powoli pnąc się nią coraz wyżej, ostatecznie zatrzymując na piersi. Ciśnienie w spodniach rosło coraz bardziej. Zaśmiał się lekko na słowa Czarnuli i rozejrzał dookoła.
    - Jak tak mają się kończyć te nasze awantury to mógłbym je polubić – przyznał, również zachrypniętym głosem i podniósł ją, oplatając nogi dziewczyny na swoim pasie i podtrzymując ją za pośladki. Z zadziornym uśmiechem skierował się z nią na tyły budynku, a tam przyparł do muru, by znowu złapać mocniej jej szczękę i agresywniej wpić w usta, drugą dłonią prześlizgując palcami po bieliźnie dziewczyny. Jak miło, że miała dziś spódniczkę.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  5. Pokręcił przecząco głową w odpowiedzi, a mała roześmiała się cicho i przejęła pałeczkę uznając, że może wtrącać się w rozmowę dorosłych czasami.
    - My jesteśmy z Girie - oznajmiła radośnie. - Ale mamy wycieczkę, caaała klasą - wyjaśniła tylko, tym samym sprawiając że demon skrzywił się lekko. Zaraz wypapla,że mamy 16 osób w klasie i tylko jednego opiekuna co było dość kategorycznie zabronione.
    - Czasem się tu pojawiam, dobre kasyno macie - postanowił przejąć pałeczkę. - Ale nie przepadam za wielkimi miastami, więc zdecydowanie wolę te mniejsze... a jeszcze bardziej naturę. Las, ognisko, zwierzyna... mógłbym tak żyć całe życie - zapewnił ją z uśmiechem.
    - Bo ty stary jesteś, Meliodas - rzuciła cicho mała, a demon podskoczył trochę by usłyszeć jej pisk. - Przepraszam - wymamrotała przestraszona.
    - No, gubisz się i jeszcze marudzisz mi tu dzieciaku - zaśmiał się cicho.

    Meliodas
    [nie ma sprawy :) u mnie tez różnie to wychodzi]

    OdpowiedzUsuń
  6. Mała oddała dziewczynie płaszcz i rozebrała też swoją kurtkę, by pobiec do kominka znajdującego się w kawiarence. Otoczony został zielenią, a całość dodała uroku temu miejscu. Marie wyciągnęła rączki i przykucnęła przy ogniu ogrzewając się trochę przy okazji. Meliodas spuścił ją na moment z oczu, by spojrzeć na Melanie.
    - Przyjemne - przyznał z delikatnym uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Przyjazne i takie ciepłe, wcale się nie dziwię, że często tu przebywasz - spojrzał na nią uważnie. - Pracujesz na uniwersytecie? - ostatnio miał szczęście do poznawania pracowników tego przybytku i gdy tak o nim wspomniała od razu do tego zagaił. Marie przybiegła do nich chwilkę później.
    - Meliodas ja chcę czekoladę z bitą śmietaną i ciacho czekoladowe - oświadczyła poważnie, gramoląc się Melanie na kolana. - Proszę pani? A pani lubi dzieci jeść? - zapytała, na co demon omal nie spadł z krzesła. Zanotował sobie by nigdy nie straszyć malców przed wyjazdem do wielkiego miasta. To nie wróżyło niczym dobrym.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  7. Blondyn skwitował to wszystko delikatnym uśmiechem, a potem złożył ich zamówienie dla siebie biorąc czarną kawę i kawałek waniliowego ciasta z kremem. Dopiero wtedy odebrał przychodzący telefon, przepraszając przy tym Melanie.
    - Spokojnie, znalazłem ją. Będziemy za godzinkę – uspokoił pozostałe dzieciaki. – Ech tak, czas wolny, tylko nie oddalajcie się od hotelu, co? Jak już idziecie to w grupach trzy osobowych – przypomniał i jeszcze chwilę pokonwersował, zanim się rozłączyć.
    - Dzieci mają za dużo pomysłów – przyznał jej rację i roześmiał lekko, przeciągając przy tym odrobinę. – Moja wesoła ferajna ma zdecydowanie za dużo pomysłów. Często zgubnych pomysłów – przyznał szczerze. Tacy już mu się trafili i nic na to nie poradził. – Masz podejście do dzieci – zauważył, kiedy dziewczynka w ogóle się jej nie bojąc wygodniej mościła się na jej kolanach.
    Marie w tym czasie zajęła się bawieniem puklem włosów Melanie. Ich długość bardzo ją fascynowała.
    - Jak będę duża też takie będę miała. Mięciusie, lśniące i dłuuuuuuugie – wyjaśniła radośnie, choć miała już całkiem pokaźne warkocze. – Ale pani pewnie używa specjalnych kosmetyków, prawda?

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  8. Poczuł się niczym piąte koło u wozu, gdy tak obserwował te dwie, dobrze dogadujące się dziewczyny. Zaśmiał się nawet przy tym i rozsiadł wygodniej na swoim krześle, czekając tylko aż mała coś zmaluje i przestanie być takim "aniołem". Marie jednak nie zamierzała psuć sobie opinii. Była zbyt wystraszona po zgubieniu grupy, by teraz to robić.
    - Tylko podcinać? - popatrzyła na kobietę jakby ta jej kłamała w żywe oczy. - Ale ja podcinam i nie są takie mięciusie - zauważyła robiąc naburmuszoną minę. Dorośli potrafili tylko kłamać.
    - W Girie mamy inną wodę - odchrząknął Meliodas. - Wiesz Marie dużo czynników się na to składa. Używasz innego szamponu, myjesz je nie tak często jak Melanie... - zaproponował
    - Ty się nie znasz na babskich sprawach. Sarah tak mówi - dziewczynka skrzyżowała ręce i zmierzyła go pociągłym spojrzeniem. Meliodas rezolutnie postanowił się zamknąć. Tej walki nie wygra. Doskonale zdawał sobie z tego sprawy. Nie miał ku temu argumentów.
    - Dlaczego o dziwo? - spojrzał na Melanie. - Przecież jesteś miła, obdarzasz je uśmiechem... wcale się nie dziwię, że dzieciaki do ciebie lgną - postanowił pociągnąć temat. - Moja ferajna na pewno by cię pokochała - dodał jeszcze, odpuszczając fakt, że oni kochają wszystkich kto przynosi słodycze.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  9. Marie sama zmieniła swe miejsce, kiedy przyszło jej ciacho. Potrzebowała więcej miejsca do jedzenia. Cały czas przyglądała się Melanie, kopiując jej ruchy. Sama również wzięła patyczek do ręki i zaczęła powoli jeść bitą śmietanę ze swojej czekolady.
    - Jest taaakie zamieszanie - odparła wesoło Marie, a potem zmarszczyła lekko nos i spojrzała na Meliodasa, kopiując jego słowa. - Pędraki! Jak się nie uspokoicie to poślę was do diabła! Po co tam wlazłaś, skoro zejść nie możesz?! Jak chcesz całować to zrób to z zaskoczenia, otwarcie nic nie wskórasz! Diabły piep.... - Meliodas zakrył jej usta dłonią i zmierzył spojrzeniem, choć wcale nie wściekłym. Mała roześmiała się serdecznie gdy już ją puścił.
    - Przepraszam, rzeczywiście zdarza mi się na nich krzyczeć - przyznał z zakłopotaniem. - Ale moje dzieciaki są w tak różnym wieku, że nie sposób nad nimi zapanować - przyznał szczerze. - Chcesz poznać? Żaden problem. Zapraszam do Girie. Swoje pociechy też możesz zabrać. Im więcej tym weselej... jeśli jeszcze przywieziesz czekoladę to kupisz te małe pę... ekhm dzieciaki totalnie - puścił do niej oczko i upił trochę swojej kawy.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  10. Meliodas omal nie spłonął ze wstydu, a nieświadoma Marie ponownie skopiowała ruch Melanie, rozsmakowując się w słodkiej śmietanie. Trochę z zemsty, a trochę dla zabawy, demon wziął sobie na palec trochę śmietany dziewczynki i posmakował jej. Marie spiorunowała go wzrokiem i przyciągnęła deser bardziej do siebie.
    - Głupi Meliodas - burknęła pod noskiem, teraz biorąc się za swoje ciacho.
    - Rozumiem - skinął głową. - W takim razie zapraszam cię samą - wzruszył ramionami, nie chcąc jej do niczego zmuszać, ale Marie zrobiła smutna minkę.
    - Ale tak to ja nigdy nie poznam żadnego chłopaka! Klaus woli Ann... a ja zostanę zawsze sama - wybuchnęła i zaniosła się płaczem.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  11. - Makijaż? - mała wtuliła się mocno w Melanie tak naturalnie, jakby znały się od dawna, a nie tylko parę chwil. - A jaki makijaż?
    Meliodas machnął pozwalająco dłonią i zajął się swoim ciastem. Postanowił nie wtrącać się w rozmowę tych dwóch, bo i tak nie zrozumiałby o co im chodzi. Zwłaszcza teraz, kiedy oczy Marie mocno się zaświeciły na dźwięk słowa "makijaż". Małe dziewczynki uwielbiały czuć się jak dorosłe. Już nawet chłopak poszedł w niepamięć.
    - Ciocia? A ty umiesz robić taki ładny makijaż? - mała popatrzyła na nią sceptycznie. - Bo... bo ty chyba nie masz makijażu dzisiaj - dziewczynka dotknęła jej policzków swoimi małymi palcami.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  12. Marie wstrzymywała oddech, dopóki kobieta nie skończyła jej malować. Następnie raz jeszcze wstrzymała oddech patrząc w lusterko.
    - Ale to ja?! - zapytała całkiem zdziwiona i zaraz zeszła z jej kolan i podeszła do Meliodasa, by mu się pokazać. - Meliodas, zobacz! - uśmiechnęła się szeroko. - Jestem duża! - powiedziała radośnie i okręciła się wokół własnej osi, by ze śmiechem pobiec znów do kominka. Rzadko kiedy miała okazję być w takich kawiarenkach, ba żeby nie skłamać. To był jej pierwszy raz, więc wszystko ją zachwycało.
    - Marie już cię lubi. To kwestia czasu, żeby ci zwaliła na głowę pozostałe maluchy - zauważył demon, jedząc swoje ciacho i popijając przy tym czarną kawę. - Co studiujesz? - zainteresował się zaraz. On nigdy nie studiował. Najpierw pałał się morderstwami, co nadal uskuteczniał, a kiedy mu się znudziło to zdecydował się porobić trochę kursów i dzięki temu zyskać licencję nauczyciela.
    - Nie chciałabyś popracować w Girie? Przydałaby mi się pomoc - przyznał szczerze. - Wiem, że to nie jest kuszące... bo trzeba by odrzucić wygodne życie, ale... chociaż od czasu do czasu - uśmiechnął się do niej.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  13. Tyle razy powtórzyła w swej wypowiedzi nudne, że zaczął się nawet zastanawiać po co sobie ten kierunek wybrała, ale ugryzł się w język zanim wypowiedział tę myśl na głos.
    - Będziesz badać morderców? - uniósł lekko brew i podparł brodę o swoje dłonie. - No to może mała praktyka - odchrząknął lekko. - Co możesz o mnie powiedzieć? - uśmiechnął się do niej szeroko, choć jego oczy bacznie ją obserwowały. Był zwyczajnie ciekawy co też ta dziewczyna może wymyślić. Nie była detektywem, a psychologiem. - Pytaj o co chcesz... tak mi się kojarzy, że psycholog wyciąga swoją ofiarę przez pytania - upił trochę swej kawy, by zaraz niemal się zapowietrzyć i zakrztusić czarnym płynem. Potrzebował krótkiej chwili by się uspokoić.
    - Telefon? - powtórzył po niej głucho, by już mówić że nie posiada takiego ustrojstwa, ale przypomniał sobie, że Timmy w jedno go uzbroiła. - Tak, mam... ale nie wiem jaki jest mój numer - wzruszył ramionami, po czym podał jej swój przedpotopowy telefon do ręki. - Najlepiej to ten... obsłuż się sama, bo ja nawet zapisać numeru nie umiem. Odbieram telefony, ale wiadomości nie piszę - dodał zaraz, zażenowany tym wszystkim. Powiódł wzrokiem za Marie. Jak by się przydała by rzucić rozbrajającym komentarzem to oczywiście jej nie było.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  14. W między czasie puścił jej sygnał co by miała i jego numer, a potem wysłuchał tej jakże wnikliwej analizy. Kiedy skończyła westchnął przeciągle.
    - No dobra, ale myślałem że dowiem się o sobie coś nowego - przyznał szczerze, choć przecież dopiero zaczęli tą osobliwą sesję. - Tak jestem demonem, tak mam na swym koncie... morderstwa, ale nie kilka - zaprzeczył szybko. - I nie kilkadziesiąt, po trzech setkach przestałem liczyć - wyjaśnił spokojnie, a nie mieszkał jeszcze wtedy na ziemi.
    - Liczę sobie jakieś 3000 lat, a po ziemi chodzę 2500 lat. W zeszłym roku padła jakaś setka z mojej ręki - podrapał się po głowie. Mówił to wszystko tak spokojnie, jakby zabijanie było na porządku dziennym. Nie chwalił się, ale i nie bił w pierś i nie żałował tego co zrobił. Spojrzał na nią uważniej.
    - Jestem niski, ale nie mam na tym punkcie kompleksu - dodał jeszcze co by nie poszła przypadkiem w te rejony. - A! Nie znoszę nowinek technicznych - pomachał swoim telefonem jej przed nosem i westchnął przeciągle. To była najnowocześniejsza rzecz jaką posiadał.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  15. - Co nie? - uniósł lekko brew, a potem poruszał raz jedną a raz drugą. - Trzymam się całkiem nieźle, można powiedzieć, że w sile wieku jestem - wyprężył muskuły i roześmiał się serdecznie. Nie zdradził jej specjalnie dużo o sobie, bo nie czuł się jeszcze na tyle komfortowo w jej towarzystwie, ale był ciekaw jej dalszych pytań i był gotów powiedzieć trochę więcej. Nie musiał zaraz zdradzać swych najmroczniejszych sekretów, ale rąbek tajemnicy dało się uchylić.
    - Nie znoszę - powtórzył. - Nie umiem się nimi posługiwać to fakt, ale nie znoszę ich bo uważam je za stratę czasu. Weźmy na to ten internet... zgubne narzędzie szatana. Przez co mamy tylu uzależnionych i tak mało osób bawi się na świeżym powietrzu. Dlatego tak lubię Girie. Tam nie ma tego problemu - uśmiechnął się nieco szerzej i wziął kawałek swojego ciacha do buzi. Przeżuwał go powoli delektując się jego smakiem.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  16. Pokręcił przecząco głową kompletnie nie zgadzając się z takim rozumowaniem, ale powstrzymał się od komentarza. Tylko by się pospierali i do niczego nie doszło, bo on nie zamierzał dawać się przekonywać, a nie sądził by Melanie dała się przekonać do jego racji. Wzruszył więc ramionami.
    - Dla mnie internet to utrapienie. I bez niego ludzie dobrze sobie radzili - wyjaśnił tylko, zakładając ręce za głowę i zerkając na małą Marie, która teraz wąchała kwiatki i biegała od jednego kąta do drugiego, ciągle jednak patrząc czy nie zgubiła swego opiekuna.
    - Hm można powiedzieć, że od wszystkiego i do niczego - mruknął spokojnie. - Mam dzieciaki w wieku 7 do 18. Szesnaścioro - uśmiechnął się lekko. - Szczególnie lubimy historię i matematykę, ale to dlatego że zawsze je lubiłem - przyznał bez bicia. - Uczymy się gotować, walczyć, próbują pokonać mnie... ale jeszcze im się to nigdy nie udało - skrzywił się lekko, bo sądził że teraz jego szkoła będzie się tej kobiecie wydawała jak jakaś sekta, albo jeszcze gorzej... piekło na ziemi. - Ale dzieciaki to lubią. Stawiam na to, by były zaradne - zakończył pozytywnie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  17. - Wielkie dzięki, będziemy wdzięczni za wszelkie dary - przyznał szczerze. Choć podręczniki mieli to nie zawsze były na nie fundusze. Niektóre już im się rozpadały. Wypadało zaopatrzyć placówkę w nieco nowsze egzemplarze, nawet jeśli miałyby być używane. Jego ferajna nie zwróci na to uwagi. Będą bardziej zainteresowane tym co znajduje się w środku niż faktem, że to nie są nowiutkie podręczniki.
    - Gotuję, ale daleko mi jeszcze do mistrzostwa. Ostatnio moim popisowym daniem jest baranina w piwie - wyszczerzył się do niej. - Musisz jej kiedyś spróbować. Akurat to mi wychodzi znakomicie - uniósł lekko brew w górę.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  18. Mała przytuliła się szybko do Melanie, wyraźnie przestraszona. Nie zrobiła nic złego. Ot chciała po prostu zerwać sobie kwiatka, tak jak zwykle robiła to na łące tuż przed szkołą. Meliodas im na to pozwalał, więc nie bardzo rozumiała złość tej pani. Chciała nawet przeprosić, ale Melanie już wstawała z miejsca, a Meliodas rzucił kilka miedziaków by zapłacić za ich posiłek. Marie zamrugała szybko i powiodła wzrokiem po swojej niedokończonej czekoladzie. Dopiero na zewnątrz stanęła i zaniosła się płaczem.
    - Ale ja nie wypiłam czekolady! Ja nie chcę iść! - zaczynała wpadać w histerię. Meliodas już miał ją uspokajać, ale Melanie była szybsza, więc wsunął tylko dłonie w kieszenie i czekał na rozwój wypadków.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  19. Blondyn miał nieco inne podejście do seksu, dla niego do zbliżenia mogło dojść nawet tam, w zatęchłej uliczce, ważne, że nie było gapiów, Wpijał się agresywnie w jej wargi, jednak na ugryzienie oderwał się od niej i spojrzał pytająco. W prawdzie nie bolało, jednak ona zwykle robiła coś takiego w ramach „kary”. Zmarszczył czoło i spojrzał na nią pytająco. Ech… zatęsknił za podejściem Shi, jak miała ochotę to miała i nie wydziwiała jak większość dziewczyn. Melanie zdecydowanie brakowało spontaniczności i chłopak skrzywił się lekko, przewracając przy tym oczami. Teleportacja nie wywołała u niego efektów ubocznych, tak wiele razy cofał się w czasie, że coś takiego były niczym dla jego organizmu. Teraz, w mieszkaniu dziewczyny, chociaż pustym, odstawił ją na ziemię i westchnął lekko. Nawet jej zadziorny uśmiech został zlekceważony, chłopak bezceremonialnie ruszył do kuchni i sięgnął sobie jakiś napój z lodówki. Obskoczyli tu już jej sypialnie, kuchnię, jedną z łazienek… Cóż, Nik przez czas swoich szaleństw przywykł do bardziej szalonego życia i to miejsce było według niego po prostu oklepane. Nie pamiętał kiedy ostatnio stracił ochotę na seks, ale teraz właśnie przypomniał sobie to uczucie. Spotkanie z brunetką w klubie przypomniało mi kilka akcji i nagle miał wrażenie, że jego życie przepełniło się nostalgią… cholernie wkurwiające uczucie. Ruszył do salonu by opaść na kanapę i tam spojrzał na Mel znudzonym wzrokiem. Pomasował wolną dłonią swoje skronie.
    - Jesteś taka przewidywalna, że aż mnie zmorzyło… - mruknął i opadł plecami na kanapę, po czym przymknął powieki.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  20. Nawet nie otworzył oczu kiedy dziewczyna stanęła przed nim, po prostu westchnął ciężko.
    - Ja pierdole, Mel… - tu spojrzał na nią ponuro. – Nie kręć kolejnej zadymy. Liczyłem na zabawę, a tradycyjnie dostałem Ciebie kręcącą nosem, bo coś jest nie po Twojej myśli. Do tego ta pieprzona monotonia, nawet seks musisz uprawiać w specjalnie oznaczonych miejscach – przekoloryzował nieco to ostatnie, ale ciężko było nie zauważyć, że ta najchętniej miałaby wszystko zaplanowane. Trzymała przy sobie kogoś, kto myśli o prawdziwej stabilizacji. Jego życie takie nie było, on skakał z miejsca na miejsce, dziś był tu, jutro mógł być już zupełnie gdzie indziej. Ostatni częściej grzał jedno miejsce i najwyraźniej zaczynało go to nużyć.
    - A tryb skurwiela mam włączony całą dobę, więc nie zgrywaj zaskoczonej – wzruszył ramionami i znowu zamknął oczy.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  21. Melanie tak samo dobrze wiedziała z kim wchodzi w związek, wiedziała to lepiej niż on, on bowiem nigdy nie udawał, a ona prawie zawsze nosiła maskę i udawała, cały czas coś udawała. Pamiętał ją za czasów szkolnych i miał nadzieję, że chociaż odrobina tamtej dziewczyny w niej została, ale nie, ona zmieniła się w… ciężko było znaleźć na nią jedno słowo. Chłopak był młody, jak na przedstawiciela swojej rasy, a ostatnio czuł się jak w związku z dobrą czterdziestką. Zero spontaniczności, zero młodości… Czasem pogibała się na parkiecie i tyle. Uniósł brew ku górze gdy wspomniała o jednej pozycji.
    - Nawet jeżeli, to, to akurat by mi nie przeszkadzało – znowu spojrzał na nią tym swoim znudzonym spojrzeniem. Zahaczył łokciem o oparcie kanapy i złapał pasmo jej włosów w dwa palce.
    - Już od dawna zachowujesz się jak baba po 40, myślałem, że to tylko jakaś gra, że dla bliskich sobie osób jesteś… inna. Nie ma w Tobie życia Mel, a o spontaniczności nawet nie wspomnę. Nie korzystasz w najmniejszym stopniu z młodości, a rolę matki wbiłaś sobie tak bardzo do głowy, że nawet robienie głupot jest Ci obce. Nie mówię o głupotach, na które nie powinno sobie pozwalać, mówię o zwykłych wygłupach, głupich minach, pajacowaniu na parkiecie. Dziś pierwszy raz zrobiłaś coś co nie wypada, miałaś w dupie towarzystwo pod klubem, spodobało mi się to, bo to lubię, ale oczywiście zaraz wszystko poszło się jebać… Bo przecież seks w dziwnych miejscach uprawiają tylko te szlaufy na jednorazowy numerek – przewrócił oczyma. – Tu nie ma czego ograniczać Mel, po prostu nie umiesz cieszyć się życiem, a ja nie planuję się do tego dostosowywać, mówię z góry. Chociaż powinno to być dla Ciebie oczywiste. „Nie kręcą mnie emo laski”, pamiętasz? Nie kłamałem wtedy na plaży, ale kurwa… nie myślałem, że moje spostrzeżenie jest aż tak trafne – raz jeszcze wzruszył ramionami.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  22. Siedział patrząc na nią dość wymownie.
    - To akurat już wiem – stwierdził i zaraz westchnął ciężko, po czym odsunął dłoń, którą dotknęła i przełożył ją na ramie dziewczyny, obejmując partnerkę przy tym i przyciągając do siebie. Cmoknął Czarnulę w czoło i oparł polik na czubku głowy. Milczał. Chyba musiał sobie wszystko raz jeszcze na spokojnie przetrawić. Wiedział, że ma trudny charakter, ale po prostu nie miał ochoty tego zmieniać. Próbował przy Yuuki i nie wyszło mu to na dobre, wręcz przeciwnie. Verona mimo wszystko coś w nim widziała, nawet nie przeszkadzało jej jednostronne uczucie. W sumie Mel nie zawdzięczała tyle chłopakowi co blondynka, ale wbrew wszystkim gazetowym i sąsiedzkim plotkom traktował ją inaczej niż resztę znajomych czy popularne „chwilówki”. Nie było to może jakieś silne uczucie, ale coś ich mimo wszystko do siebie ciągnęło. Raz jeszcze ucałował jej czoło i wstał z kanapy, dopiero teraz przechylając wcześniej trzymaną butelkę. Ruszył do jednego z okien, otworzył je szeroko i opierając się o parapet, wystawił głowę na zewnątrz, po czym odpalił papierosa.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  23. Ostatnio sporo kursował między miejscowościami, by zmylić trochę demony, które coś zbyt często węszyły koło Girie, naprzykrzając mu się porządnie. Akurat teraz był w Phyoen i postanowił z tego skorzystać. Nocne życie w stolicy brzmiało niczym marzenie i choć nie robił tego po raz pierwszy to za każdym razem to ubóstwiał. Kursował więc od jednego baru do drugiego, w każdym zabawiając nie dłużej niż pół godziny. Odpowiednia ilość czasu na posmakowanie tych rodzajów whiskey, których nie miał jeszcze okazji pić.
    Ale w tym jednym, konkretnym postanowił zabawić nieco dłużej, zwłaszcza gdy na parkiecie zobaczył znajomą twarz czarnuli. Podszedł do niej z uśmiechem na twarzy i odbił od jej obecnego partnera.
    - Kopę lat, przyszła psycholożko – rzucił wesoło, okręcając ją wokół własnej osi i zaraz przyciągając ją bliżej siebie. – Co tu robisz taka samotna i już nieco wstawiona? Dziewczynom to nie przystoi – pogroził jej palcem przed nosem, choć tylko w przyjaznym geście.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  24. Roześmiał się serdecznie słysząc ten przytyk do swojej osoby i puścił jej dłonie, by pokazać jej zaraz nieudolnego robota, którego uczyły go dzieciaki w Girie. Zaraz też wytknął jej język.
    - Wcale nie ukrywam, że ze mnie dziadek jest – wyszczerzył się do niej, nie odpowiadając na pytanie o zabawie. Pewnie, że można było się bawić. Ba, czasem nawet trzeba było. Wyznawał kilka zasad w życiu, a jedną z nich było dzień bez imprezy to dzień stracony i coś często te dni ostatnio mu przeciekały przez palce.
    - To co? Stawiam ci kilka głębszych za ponowne spotkanie – uśmiechnął się szeroko, gdy piosenka się skończyła. Dość tych tańców. Nie ukrywał, że akurat za nimi to nie przepadał. Jak każdy facet, wolał popatrzeć z dala przy szklaneczce dobrego alkoholu. Uważał to za naturalną kolej rzeczy, ale nigdy nie odmówiłby tak doborowego towarzystwa. Melanie doskonale mu pasowała do definicji doborowego towarzystwa. Poprowadził ją do stolika i postawił przed nią czystą.
    - To co? Po jednym – stuknął się z nią kieliszkami, wychylając jeden niemal od razu.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  25. To było bardzo dobre pytanie, ale zanim na nie odpowiedział polał im jeszcze po jednym, bo poczuł, że tego potrzebuje. Uśmiechnął się do niej zawadiacko i poruszał raz prawą, a raz lewą brwią.
    - A co? Dziadki nie mają prawa się bawić? – zapytał ze śmiechem na ustach, przeciągając się lekko. – Czasem potrzeba mi zapomnienia. Mam swoje hobby. Kolekcjonuje whiskey – przyznał spokojnie, przesuwając palcem po swoim kieliszkiem. – W klubach sprawdzam, którą warto zakupić do domowego zbioru. Nie lubię kupować kota w workach. Nauczyciel też człowiek, popić lubi – zakończył z wyraźnym uśmiechem na ustach, po czym wychylił kolejny kieliszek.
    - Ty to już nieźle wstawiona, co nie? – spojrzał na nią uważniej. Zdecydowanie nie wyglądała tak, jakby przed chwilą tu wpadła. Zaróżowione policzki, nieco zamglony wzrok i to ogólne rozluźnienie. Ładnie się załatwiała, ale on nie zamierzał jej zatrzymywać.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń

  26. Powiódł za nią wzrokiem, ale zaraz dolał jej alkoholu do kieliszka widząc jak prycha. Najwyraźniej coś ją zdegustowało. Nie zamierzał pytać co i skoro nie chciała mówić o swym hobby to i on będzie milczał w tym zakresie. Wychylił kolejny kieliszek już nawet nie czując nawet tego palącego uczucia w gardle. Przepite je miał jak nic. Uśmiechnął się lekko, kiedy i on poczuł szumienie w głowie.
    - Zagramy w dziesięć pytań. Szybkie odpowiedzi – klasnął w dłonie. – Twój pierwszy pocałunek. Ulubiony kolor. Najlepsze wspomnienie. Znienawidzona osoba. Ukochany. Najlepszy przyjaciel. Coś szalonego co zrobiłaś. Rzecz, której się wstydzisz. Z czego jesteś dumna? Czego się boisz? – rzucił szybko, zanim Mel zdążyła zaprotestować.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  27. Wysłuchał jej z uśmiechem na twarzy. Nie spodziewał się otrzymać tak szybko wszystkich odpowiedzi. Być może często grała w te dziesięć pytań. Liczył się z tym, że odbije pałeczkę, ale nie że aż tak go to ugodzi. Aż musiał sobie golnąć jeszcze jednego na zachętę.
    - Najgorsze wspomnienie to zdecydowanie śmierć Liz, pierwszy pocałunek był z… ech chyba też z Liz, ulubiona potrawa to baranina w piwie. Moje popisowe danie – przypomniał jej, jeśli jeszcze tym się nie chwalił, bo ostatnio wszystkie laski na ten tekst wyrywał. – Ulubione miejsce… nie wiem, szczerze? W tej chwili Girie, moja szkoła. Dawno temu była to mała wyspa, na której spotykałem się z moją ukochaną – uśmiechnął się do niej, choć oczy mu trochę zmarkotniały. Nalał sobie kolejnego i wypił od razu, by zagłuszyć ból serca. – Uzależniony to ja jestem od alkoholu – wzruszył ramionami. – Ale nie potrafię się porządnie spić, wrzucam w siebie ten alkohol jak herbatę i dupa… szumi we łbie nic poza tym – burknął czując, że to przekleństwo. Zawsze był świadom tego co robi. Może nie w pełni, ale nigdy nie był w sytuacji, by musiał wymiotować po dobrej imprezie. Żałuję, że nie udało mi się jej obronić. Nienawidzę własnego ojca, a kocham Liz… ciągle siedzi mi w sercu. Nie łatwo jest ją zastąpić przez kogokolwiek – mimowolnie pomyślał o Eli. Czuł się z tym źle. Przespał się z nią, ale tak naprawdę jeszcze nie czuł do niej głębszego przywiązania. Ot stara znajoma. – Szkocka, jakakolwiek, byle szkocka – stuknął się z nią szklaneczkami i wypił kolejny kieliszek wódki.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  28. Blondyn powiódł za nią wzrokiem i ostatecznie dokończył poprzednią butelkę wódki, a potem pognał tuż za nią, wpadając na genialny plan. Procenty przyjemnie szumiały mu w głowie. Złapał Mel za nadgarstek i pociągnął za niego lekko.
    - Co powiesz na zwinięcie alkoholu i picie do księżyca? – zaproponował mając już trochę dość tego hałasu, na który byli narażeni w tym klubie. Nie dało się własnych myśli usłyszeć, a on jednak wolał świeże powietrze, choć o to w Phyoen było raczej trudno. Zwyczajnie pragnął się przewietrzyć. – Ty zagaduj barmanów, a ja karzeł pospolity, zwijam ze trzy butelki wódki – puścił do niej oczko. Czuł, że Mel sobie z tym zadaniem poradzi. Ostatnio w ten sposób zwijał kawę wraz z Febe, więc liczył na powtórkę z rozrywki. Może nawet uda jej się wydębić darmowego drinka.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  29. Blondyn wślizgnął się niepostrzeżenie za ladę i buszował sobie śmiało za nią, szukając interesujących go butelek. Kusiła go szkocka, ale zdecydował sobie odpuścić. Za wysoko stała. Musiałby zwrócić na siebie zbyt wielką uwagę, by ją sięgnąć. Mel doskonale szło flirtowanie. Właśnie otrzymywała darmowego drinka, przy okazji wesoło śmiejąc się z jakiegoś nieudolnego żartu barmana. Musiał się pospieszyć. Chwycił pierwsze z brzegu butelki, zerkając na etykiety dopiero za barem. Uff, nie wyszło tak źle. Okazało się, że trafił na dwie czyste i jedną doprawianą żurawiną. Wszystko to co lubił. Uśmiechnął się zawadiacko i podszedł do Melanie, by zwrócić na siebie uwagę. Wódkę schował już do swojego plecaka.
    - Czas na nas – puścił do niej oczko, bo choć nie chciał przerywać jej flirtu to wolał nie dowiadywać się co się stanie, gdy barman zorientuje się, że ktoś podebrał mu alkohol. Ze śmiechem ruszył w stronę wyjścia, słysząc jak blondyn tłucze szklankę, najwyraźniej widząc co się stało. Zapasy trochę mu się uszczupliły.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  30. - Dobrze? Bardzo dobrze! Jesteś świetna w te klocki – zauważył dając jej kuksańca w bok. Oczywiście, że za nią szedł. To ona była tą, która znała to miejsce. On należał do kategorii turystów. Przynajmniej póki tu nie zamieszka. Miał to w planach, ale jeszcze nie teraz. Póki co wolał coś zdecydowanie bardziej cichego. Jak Girie czy Cledo. Te dwa miejsca były w stanie uspokoić jego skołowane myśli. Odkręcił sobie wódkę i stuknął się butelką o jej butelkę.
    - Twoje zdrowie moja partnerko w zbrodni – upił porządny łyk i zaraz zaczął się za nią wspinać do jej wspomnianego miejsca, kiedy do niego dotarli. Widok jaki się przed nimi rozciągał był niesamowity. Nie mógł powstrzymać zachwytu. – Wow… z tej perspektywy nawet Phyoen wygląda pięknie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  31. Meliodas przystanął przy niej, opierając się o ścianę i sam również zapatrzył się w dal, obserwując te wszystkie światła. Jakoś tak go uspokajały i koiły myśli. Tak samo jak Cledo czy Girie. Tak. Znając takie miejscówki, mógłby tu mieszkać. Tylko musiałby ich sporo poznać, by móc się ukrywać przed wścibskimi spojrzeniami innych. Znów wypił trochę alkoholu i odchylił głowę do tyłu.
    - Wszystko pięknie, ale przez te światła gwiazd nie widać – wskazał butelką na niebo. – Księżyc świeci, ale gwiazd nie ma. Schowały się. Za jasno tu jest – usiadł po turecku na ziemi i ponownie upił łyk wódki. Coś sporo dzisiaj pił. Miał wrażenie, że tego potrzebuje, by odgonić swe myśli. Spojrzał na Melanie i uśmiechnął się nieco. – Dzięki… naprawdę wiedziałaś dokąd mnie zabrać. Udany wypad.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  32. Odruchowo jej przytaknął, choć po ciemku architektura raczej widoczna nie była. On przynajmniej nie wiedział czym tu się zachwycać. Światła oczywiście były czarujące i szło się w nich rozkochać. Zgadzał się w stu procentach, ale architektury jeszcze nie widział, więc nie mógł stwierdzić czy faktycznie nadrabiała brak gwiazd. Przez chwilę milczał tylko obserwując to miasto. Wsłuchując się w jego odgłosy. Zamknął nawet oczy dla polepszenia wrażeń. Wyjące syreny, auta pędzące po autostradzie, szumiący wiatr, jakieś krzyki gdzieniegdzie. Miał wrażenie, że to miasto nigdy nie zasypia, ale nie wypowiedział tego na głos. Westchnął tylko ciężko, podnosząc się na równe nogi i nieco się na nich chwiejąc.
    - O… a to nowość – zaśmiał się. Alkohol zaczynał na niego oddziaływać, ale nie bardzo rozumiał tego fenomenu. Zwykle alkohol aż tak mu nie szkodził. Zmarszczył lekko brwi, ale nic nie mógł wymyślić, więc tylko upił jeszcze trochę wódki. – Ej Mel… skakałaś kiedyś na bungee? – zapytał jej patrząc w dół. Był gotów wziąć ją na ręce i po prostu zeskoczyć. Wiedział, że nic sobie tym nie zrobi. Taki plan niezwykle go bawił, więc chwilę później trzymał dziewczynę w ramionach. – No to jedziemy – zrobił rozbieg i wyskoczył z głośnym okrzykiem radości.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  33. Roześmiał się głośno, słysząc jej autentyczną radość w głosie. Jemu też się podobało. Taki skok niezwykle mu odpowiadał i chętnie zrobiłby to raz jeszcze, ale nie teraz. Podał jej dłoń i skinął głową.
    - Umowa stoi, będę czekał na tę twoją niespodziankę – rzucił wesoło i uścisnął jej dłoń by przypieczętować ich umowę. A co, skoro już proponowała to przecież nie będzie jej odmawiał. To by było w złym guście. Poza tym już nie mógł się jej doczekać. Skoro podobało jej się to co zrobili przed chwilą to mógł się domyślić, że ta jej niespodzianka też będzie wiązała się z adrenaliną. – W wolnej chwili na pewno – puścił do niej oczko i założył ręce za głowę. – Dobra, co teraz zwiedzamy? – spojrzał na dziewczynę pytająco. Noc była jeszcze młoda a on miał ochotę trochę poszaleć.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  34. Powiódł za nią spojrzeniem i wyszczerzył się, zacierając ręce z uciechy. Co mu szkodziło. Każdy powinien mieć taki swój dzień na wygłupy. Jego właśnie nadchodził. Konsekwencje nie były tu istotne. Najważniejsze to dobrze się bawić. Oblizał lekko wargi i pokiwał energicznie głową.
    - Panie przodem – zaprosił ją gestem. On malować za bardzo nie potrafił, więc postawi na szalone napisy. Może jakieś bohomazy, żadne wielkie dzieło sztuki, ale najpierw… dzieciaki. Stanęli tuż za nimi i postukali ich po ramionach.
    - Was matka nie uczyła, że nie wolno takich rzeczy robić? – Meliodas zmarszczył brwi i nadał swojej twarzy surowego wyglądu, choć nie było to łatwe, zważywszy na alkohol który wciąż trzymał w dłoniach. – Policję już wezwaliśmy. Znikać stąd jeśli wam życie miłe! – krzyknął na nich.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  35. Popatrzył jeszcze za uciekającymi młodzikami i zabrał się za malowanie. W jego wykonaniu powstał przepięknie koślawy napis „Girie rządzi!” oraz jeszcze koślawszy wilkołak, który bardziej przypominał niezidentyfikowanego potwora.
    - Zabrakło ci serduszka – rzucił, dając kuksańca w bok Melanie i pokazując o co mu chodzi na swoim malowidle. Zaczął okrążać swój rysunek sprayem, by zrobić z tego serce, ale w trakcie czynności usłyszał głośny gwizd.
    - Kur… gliny! – rzucił w stronę Melanie, łapiąc ją za nadgarstek i rzucając się do ucieczki. Niestety gliniarz nie był sam. Kolejny pojawił się zza rogu. Demon wpadł wprost na niego i odruchowo puścił dziewczynę padając na ziemię jak długi. Ten koleś wyglądał jakby został zrobiony ze skały.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  36. Meliodas chciał mu się wyrwać, ale ze zdziwieniem stwierdził, że albo alkohol go osłabił, albo to ten mężczyzna był zbyt silny. Szamotał się jeszcze trochę, zanim ten nie wykręcił mu ramion do tyłu, boleśnie ściskając. Aż miał wrażenie, że bark mu się obluzował. Na szczęście to tylko wrażenie.
    - Jakie dzieciaki?! – obruszył się. – Porządni obywatele… panie władzo na pewno jestem od pana starszy. Widziałem wiele – rzucił chcąc się usprawiedliwiać.
    - Tak, jasne. Dokument tożsamości jest? – zapytał chłodno, na co Meliodas zbaraniał. Zapomniał o swoim dowodzie. Zostawił go w pokoju hotelowym. Mina mu zrzedła a funkcjonariusz pchnął go do radiowozu. – Alkohol, niszczenie mienia państwowego i ucieczka. Nagrabiliście sobie – warknął zatrzaskując za nimi drzwi.
    - Masz przy sobie dokumenty? – Meliodas nachylił się do Mel. – Jak masz to znikaj, nie musisz mi towarzystwa dotrzymywać… jakoś wybrnę – szepnął konspiracyjnie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  37. Kiedy spalił papierosa zerknął tylko w stronę kuchni. Westchnął ciężko, wyrzucił odpałek za okno i zamknął je, po czym ruszył do Mel. Zabrał szklankę z jej dłoni, po czym wolną rękę ujął swoimi palcami i przyciągnął Czrnule do siebie, agresywnie wpijając się w ciepłe wargi dziewczyny. Nie reagował na żadne ewentualne sprzeciwy. Złapał jej drugą rękę i przyparł do lodówki, unosząc jej nadgarstki nad głową. Dopiero po chwili oderwał się od jej spierzchniętych ust.
    - Jestem chujem, wiem, skurwielem, chamem, nawet dupkiem… I trudno, tego już nie zmienisz - powiedział tym swoim obojętnym tonem, po czym bezceremonialnie podciągnął jej sukienkę i wsunął dłoń pod bieliznę, mocno przejeżdżając po jej kobiecości.
    - Rozumiesz? – szepnął nad jej uchem, jedną dłonią nadal trzymając jej oba nadgarstki. Zaraz jednak się odsunął, widząc jak się przed nim broni.
    - Lepiej się zastanów, czy jesteś to w stanie zaakceptować – prześlizgnął po niej spojrzeniem i wycofał się z kuchni, aby ruszyć w stronę drzwi wyjściowych i zniknąć za nimi.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  38. Niklaus ustawiał właśnie ostatnie meble w salonie, miał zamiar na dniach zorganizować parapetówkę i poszaleć sobie z znajomymi. Musiał ogarnąć jeszcze kilka spraw, chociażby dokupić szklanki, kufle, czy nawet zwykłe sztućce i talerze. W sumie, to właśnie kuchnia została do ogarnięcia i już mógł zapraszać gości do własnego kąta. Jutro zaczynał się nowy tydzień więc blondyn był sam w mieszkaniu, Akane bywała jeszcze w akademiku i dopiero za tydzień wprowadzała się tu na stałe, zwalniając pokój tam, w szkole. W salonie rozbrzmiewała jakaś rockowa muzyka, a sam blondyn ogarniał jeszcze ostatnią komodę, oczywiście w swoich luźnych bojówkach i bez koszulki, popijając od czasu do czasu whiskey. W końcu zadowolony stanął na środku pokoju i rozejrzał się.
    - No i kurwa pięknie – zerknął w stronę tarasowych drzwi. – Kupić jeszcze grilla i będzie zajebista zabawa – uśmiechnął się pod nosem i zamoczył usta w alkoholu.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  39. Widząc Mel za oknem nieco się zdziwił. Co robiła w jego ogrodzie? Dopiero gdy otworzył drzwi i zobaczył w jakim jest stanie, zmarszczył gniewnie czoło.
    - Coś Ty odjebała? – zapytał, mimo wszystko patrząc na nią i starając się zlokalizować ewentualne rany. Krew była jej czy kogoś? Zanim odpowiedziała westchnął ciężko i wpuścił ją do środka. – Wejdź, nie będziesz tak stała na zewnątrz – mruknął. Zaczynał się nawet zastanawiać czy kiedykolwiek dane mu będzie spędzić jeden, normalny tydzień, bez rewelacji. Wskazał dziewczynie drzwi łazienki.
    - Idź się ogarnij, zrobię coś do picia, czy jedzenia, a później wszystko opowiesz – polecił, ruszając do kuchni. Wstawił wodę i otworzył lodówkę, aby wyciągnąć produkty do zrobienia zwykłych kanapek. Sam planował przygotować kolację, a że trafił mu się niespodziewany gość, no cóż.
    Kiedy dziewczyna brała prysznic, on wszedł jej do łazienki i wyciągnął z szafki jakiś świeży ręcznik.
    - Tu Ci kładę, możesz się w niego wytrzeć – rzucił i zaraz zza lustra wyciągnął małą apteczkę. – A tu masz bandaże, plastry i inne pierdoły. Wołaj jak będziesz potrzebować pomocy – dodał i opuścił toaletę. W co ona się znowu wjebała?

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  40. Po opuszczeniu toalety zdarzył nakryć do stołu na dwie osoby i zalał dziewczynie herbatę. Nawet nie pytał czy ją chce. Uznał, że ta teraz będzie lepsza od kawy, obstawiał, że Mel była wystarczająco pobudzona po swojej krwawej przygodzie. Postawił kubek przy jednym z talerzy i zaraz usłyszał jej wołanie. Zajrzał do środka.
    - No tak, zapomniałem – zauważył i zaraz ruszył do swojej sypialni, aby przynieść jej jakąś większą bluzę i najmniejsze dresy jakie miał, do tego podkoszulek. Odłożył wszystko przy zlewie.
    - Ubierz się i możesz przyjść do stołu – poinformował i opuścił toaletę, samemu ruszając w stronę krzesła. Usiadł na nim, oparł łokcie o blat i po prostu czekał aż Mel do niego dołączy.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  41. Siedział na krześle, a gdy Melanie pojawiła się na widoku, spojrzał w jej stronę i wskazał krzesło skinieniem głowy. Złapał pierwszą kanapkę i wgryzł się w nią. W prawdzie nie przepadał za niespodziewanymi gośćmi, ale co zrobić. Zjadł w spokoju dwie kromki chleba i dopiero po tym spojrzał na dziewczynę dość wyczekująco. Skoro już do niego przyszła w takim stanie, to chyba nie po to aby pomilczeć. Gdyby chciała zachować to co zaszło dla siebie, to prawdopodobnie poszłaby do własnego mieszkania.
    Na imię jej brata zmarszczył lekko czoło, ale gdy dokończyła obie jego brwi uniosły się wysoko. Milczał, patrząc w jej oczy bez przerwy. Miał wrażenie, że się przesłyszał, coś nawet jakby zapiszczało w jego głowie. Nawet nie mrugnął. Słuchał jej, gdy kontynuowała i obserwował jednocześnie, aby wyłapać ewentualny przekręt. Nie miał pojęcia po co miałaby kłamać, ale ostatnio wielu jej zachować nie rozumiał. Zmrużył wzrok, widząc jak łapie się za brzuch, jednak cały czas milczał, dając jej skończyć. Słysząc pytanie kiwnął głową i odłożył kanapkę, którą cały czas trzymał w dłoni. Wstał od stołu i zbliżył się do Mel, by kucnąć przy jej krześle.
    - Zdejmij bluzę i pokaż tą ranę – polecił, patrząc na nią bez wyrazu. Musiał sobie wszystko poukładać w głowie. Dla niego zabijanie było czymś normalnym, ale dla Mel… Tym bardziej, że tu chodziło o jej brata. Kiedy zdjęła bluzę mogła zobaczyć lekką irytację na jego twarzy. Owinęła się bandażem „na odpierdol”. Wiedział, że ona kontroluje krew i mogła zatamować krwotok, ale mimo wszystko. Westchnął ciężko i po prostu odsunął, razem z krzesłem, bardziej od stołu.
    - To była obrona własna Mel, prędzej czy później on by tak skończył… - skomentował w końcu całe zajście, po czym wstał i ruszył do łazienki. Wrócił z apteczką i zaczął rozwijać opatrunek, który miała na sobie. Rozumiał, że była zestresowana, ale dlaczego po prostu nie poprosiła o pomoc przy tym? Westchnął ciężko i zaraz przyjrzał się ranie. – Trzeba szyć – powiedział bez ogródek i zdjął wszystko ze stołu. – Kładź się – rozkazał, wskazując na blat. – Mogę zadzwonić po Febe, jej to wyjdzie lepiej niż mi. Utrzymasz krwawienie czy nie masz już sił? – jeżeli dziewczyna da radę to zadzwoni po meduzę, jeżeli nie, on podejmie się szycia. Wolał jej teraz nie zawozić do szpitala, zaraz pojawiłaby się policja.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  42. Niklaus słysząc jej słowa tylko przytaknął głową. Rozumiał, nie chciała rozgłosu, w sumie nic dziwnego. On sam po zabiciu Kateriny nie zwoływał wszystkich i nie mówił co się stało. Poszedł w alkohol i jego bliscy długo nie wiedzieli co było powodem takiego zachowania. Otworzył apteczkę i zaczął szykować nici i igłę. Przy swoim trybie życia był zaopatrzony nawet w nici rozpuszczalne, te na szczęście tutaj nie były potrzebne, rana nie była aż tak głęboka, wystarczyło ją zszyć z wierzchu. Kiedy już wszystko ogarnął i zobaczył krew wypływającą z boku Mel, złapał dziewczynę za ramiona i po prostu położył płasko na stole. Nawet nie zwrócił uwagi na to całe zawstydzenie.
    - Widzę, że nie dasz. Leż i przestań zgrywać niepokonaną. Nawet ja taki nie jestem – tu rzucił jej zadziorny uśmiech. – Dobra, lekko obrócimy Cię na bok… Czekaj… - ruszył po jakąś poduszkę i zaraz podłożył ją pod nerki dziewczyny, tak, aby nie musiała napinać mięśni w celu utrzymania się w tej pozycji.
    - Leż spokojnie i staraj się nie spinać – ruszył jeszcze po jakąś nową szmatkę kuchenną, a z lodówki wyciągnął butelkę whiskey. Postawił szkło przy Mel. – Twoje znieczulenie – rzucił i zdjął jeszcze swój pasek, włożyło w dłoń czarnuli. – Gryź jak będzie bolało – polecił wracając do apteczki. Złapał szmatkę, starł krew i zaczął odkażać ranę, by po tym wkłuć się w jej ciało i założyć pierwszy szef. Niestety warunki w jego domu były bardziej prymitywne niż te w szpitalu, ale on nie raz był łatany w gorszych i żyje.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  43. Uniósł brew ku górze, słysząc o spinaniu.
    - Mięśnie Mel, mięśnie… Mówię o mięśniach, podczas szycia ich nie spinaj – pokręcił głową. Mógłby dyskutować z nią na temat tego jej „nie spinania się”, ale nie był to najlepszy moment. Zamiast tego skupił się na szyciu, robił to dość powoli. Nie miał takiej wprawy jak Febe, a nie chciał, aby blizna, która zostanie po tym zabiegu szpeciła jakoś znacznie ciało Czarnuli. Od czasu do czasu zerkał na jej twarz, ale głównie skupiał się na ranie.
    - Dasz radę, jeszcze chwila – rzucił jedynie na pocieszenie i już zaraz zakładał ostatni szew. Przemył delikatnie zakrwawiony bok i założył na szycie opatrunek, by po tym pomóc dziewczynie ostrożnie wstać do siadu i owinąć ją bandażem, aby całość lepiej się trzymała. Oczywiście przed „czystą” częścią zabiegu umył ręce, gdyż te były w jej krwi. Westchnął ciężko i bez zbędnych pytań przeniósł swoją pacjentkę na kanapę i zabrał się za sprzątanie „sali operacyjnej”. Milczał, po prostu tak wolał. Dopiero po skończonej robocie klapnął na krześle i opierając brodę na łokciu zerknął w stronę dziewczyny.
    - Yumi, Ty, Twoija rodzina robi sobie z mojego mieszkania prawdziwy szpital. Mam nadzieję, że Kuro się tu jeszcze nie przyczołga… Jesteś pewna, że nie żyje? – skrzywił się w lekkim grymasie. Może po prostu leżał nieprzytomny? Dziewczyna w nerwach mogła w końcu nie sprawdzić czy rzeczywiście jej brat jest trupem.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  44. [ Dziękuję cieplutko za miłe słowa. Oczywiście bardzo chętnie piszę się na wątek, bo Melanie bez wątpienia skrada moje serduszko. Jakieś to pomysły wpadły ci do głowy? :) ]

    Nestor

    OdpowiedzUsuń
  45. [ Pomysł z ziółkami mi pasuje, można to zawsze potem rozwinąć i ze zwykłego zakupu w coś ciekawego ich wplątać. >:D ]

    Nestor

    OdpowiedzUsuń
  46. Słysząc odpowiedź przymknął oczy i pomasował swoje skronie.
    - Myślę, że brata zabiłaś po raz pierwszy – stwierdził bez ogródek. – A emocje robią swoje – dodał i otworzył oczy. – Mniejsza, niech zdycha, nawet jeżeli żyje – mruknął. Po tym jak musiał zajmować się jego dzieckiem, bo ten kretyn poobijał chłopca jak worek treningowy, po tym, nawet widząc go rannego na ulicy, po prostu by dobił. Złapał butelkę alkoholu i przechylił ją, by poczuć przyjemne pieczenie w gardle. Znowu spojrzał na Melanie i po chwili wstał od stołu. Ruszył po jakiś koc, na górę, do swojej sypialni. Wygrzebał go spod porozrzucanych ciuchów i wrócił na dół, by ją okryć.
    - Jak będziesz chciała to Cię później przeniosę do łóżka, jak nie to się zdrzemniesz tutaj. Coś potrzebujesz jeszcze? Telewizję Ci włączyć? – zapytał bez większych emocji na twarzy czy w głosie, stojąc nad nią.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  47. Niklaus był zmęczony, dniem, niespodziewaną wizytom, zaszywaniem. Nie miał zamiaru udawać, że to wszystko jest spełnieniem marzeń, czy zalicza się do udanych wieczorów. Ten nie był udany i chłopak chciał nawet poruszyć z Mel temat ich ostatniej awantury i tego wszystkiego co między nimi było albo czego nie było. Stał chwilę, patrząc na nią. Też była zmęczona, więc uznał, że lepiej zostawić to na jutro.
    - Rano pogadamy – rzucił, gdy ta już ułożyła się do snu i sam ruszył w stronę łazienki, by wziąć prysznic i przygotować się do spania.
    - Dobranoc – odpowiedział jej na odchodne, a po ogarnięciu się ruszył po prostu do siebie i położył spać.
    Obudził się wcześnie, nie należał do śpiochów. Ruszył do kuchni i zaczął szykować śniadanie. Starał się nie zachowywać zbyt głośno, co by nie obudzić zbyt gwałtownie dziewczyny. Mimo swojego obojętnego jestestwa umiał zachować się jak na gospodarza przystało.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  48. Zerknął na Mel, gdy ta pojawiła się w kuchni i nawet zaśmiał lekko na jej słowa o szykowaniu.
    - Ledwo się pojawiłaś, a już zabraniasz mi jeść w moim własnym domu – zauważył z przekąsem w głosie, opierając tyłek o blat i przyglądając się jej. Cholera jasna, chciał czy nie, była ładna, szczególnie z uśmiechem na ustach. Sam chrząknął, wyrywając się z zamyślenia, na usłyszane podziękowania.
    - Nie ma sprawy – odpowiedział jej i złapał szklankę, do której nalał soku, zaraz sięgnął drugą i z obiema ruszył w stronę Mel, by wręczyć jej chociaż napój. Zaśmiał się lekko i pokręcił głową.
    - Już widzę jak strzelasz do nich z snajperki, z dachu sąsiada – rzucił i wcisnął jej szklankę soku w dłoń, uśmiechając się przy tym zadziornie. Po chwili spoważniał i wolną dłonią założył jej włosy za ucho.
    - Co do tych lasek… - zaczął i zabrał dłoń z jej twarzy. – Myślałem, że chcę, ale… Mel ja się nie nadaje na związek. Po Yuuki… - zaciął się i upił większego łyka napoju. Tak, teraz był pewien, że to właśnie sytuacja z niebieskowłosą w znacznym stopniu odpowiadała za to jego hamowanie uczuć. – Nie chce, nie umiem, nie wiem. Po prostu nie zależy mi tak bardzo jak powinno przez co nie mam problemów z chamskim zachowaniem, a tak nie powinno być – wzruszył ramionami. Nie chciał jej mówić o sprawach, które musiał załatwić, to powinno wiedzieć jak najmniejsze grono osób. Nie miał zamiaru też zasypywać ją oskarżeniami jaka z niej maruda, już ostatnio jej to wypomniał i uznał, że to w zupełności wystarczy.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  49. Foix miał za sobą ciężką, zarwaną noc, dlatego pomysł, aby dosypać sobie środków pobudzających do porannej kawy wydał mu się najbystrzejszą rzeczą pod słońcem. Co prawda nie był uzależniony, cóż, przynajmniej nie za bardzo, ale momentami czuł, że bez wspomagania swoim zielskiem niechybnie by zginął. Była to dla wskrzeszeńca sytuacja co najmniej niesmaczna.
    Wzdrygnął się na dźwięk pukania i przeczesał dłonią włosy, gratulując sobie, że przynajmniej zdążył się kompletnie ubrać.
    Otworzył drzwi, starając się wyglądać jak najbardziej poważnie ( i zdrowo ).
    - Dzień dobry - powiedział na widok kobiety. - Proszę wejść - zaprosił ją, domyślając się, iż była ona jego klientką. Zresztą nie przepadał za rozmawianiem na progu. Omiótł wzrokiem salonik, do którego weszli. Pomieszczenie nie wyglądało tak źle jak się tego spodziewał, większość zielarskiego bałaganu nie wydostała się na szczęście z jego gabinetu. Także kawa zaczynała działać, napełniając jego ciało energią.
    - Co panią sprowadza? - zapytał, oferując jej miejsce siedzące, jednocześnie stopą odsuwając swoją kotkę od półki na którą ewidentnie zamierzała wskoczyć. Coco fuknęła urażona i ruszyła w stronę Melanie z zamiarem zbadania nowej osoby oraz przywitania się.

    Nestor

    OdpowiedzUsuń
  50. W pierwszej chwili chciał dodać coś jeszcze. Mel nadal była ważna i nie chciał nagle zrywać kontaktu, ale uznał, że tak po prostu będzie lepiej. Nikt w tym mieście nie wpadnie na to, że mu nadal na niej zależy. Może nie jak na ukochanej, ale nie była „nikim”. Mimo to, wolał, aby nawet ona w tej chwili myślała, że nie jest zbyt istotna. Po prostu chciał się zabawić i tyle.
    - No i zajebiście, poszło dość gładko – przyznał i odsunął się od niej, wziął łyka soku i znowu ruszył do kuchni. Kiwnął jeszcze głową, gdy wspomniała o zbieraniu się.
    - Było by miło, zaraz przychodzi koleżanka – dodał, upewniając dziewczynę, że rzucony przez nią pomysł jest jak najbardziej trafny. Wrócił do kontynuowania przygotowania śniadania, z typowym dla siebie obojętnym wyrazem twarzy i dopiero gdy Czarnula opuściła mieszkanie, on westchnął ciężko. Tak było po prostu bezpieczniej. Wystarczyło, że musi pilnować Akane jak oka w głowie.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  51. Blondyn patrzył jeszcze chwilę srogo na chłopca, jednak słysząc przeprosiny i dalsze słowa westchnął lekko. Zrobiło mu się nawet żal Yumiego. Zarzucił mu rękę na kark i nieco do siebie przygarnął, taki kumpelki uścisk.
    - Fajnie, że ją bardzo lubisz, nie mam nic przeciwko, ale lepiej się nie przyzwyczajać. Jesteście młodzi, możesz polubić kogoś innego bardziej niż ją, a ona może polubić też kogoś innego. Możesz ją bronić czy przytulić po przyjacielsku, ale całowanie zostaw na późniejsze lata – powiedział spokojnie, ale stanowczo. Nie miał nic do chłopca, jednak wolał utrzymać córkę jak najdłużej z dala od tego typu relacji. Wiedział, że nie uchroni jej przez zawodami miłosnymi, ale na to było po prostu za wcześnie.
    - No, ale lepiej teraz mi coś opowiedz o tym projekcie co Ci Ane przy nim pomaga. Hm? Podobno wybrałeś sobie jakiś ciekawy temat… - zaczął z innej beczki, co by chłopca nie zastraszyć za bardzo. Jego przysięga w zupełności mu wystarczyła. Z córką rozmawiał na ten temat wczorajszego dnia, więc nawet ciekawiło go spotkanie dzieciaków. Młoda miała wrócić rano, na śniadanie.
    Wieczór minął dość miło, w tle leciał film, a on od czasu do czasu poruszał z Yumim jakieś „męskie” tematy. W końcu przyszło mu położyć dzieciaka w pokoju Ane, a on wrócił jeszcze do kuchni, zająć się swoimi sprawami i posprzątać po krwawym gościu.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  52. Blondyn położył się dość późno. W głowie chodziło mu wiele nieprzyjemnych myśli. Zarówno związanych z Mel, jak i jej bratem. Wiedział, że sam uchodził za dupka, ba, wiedział, że nim po prostu jest, ale Kuro… Niby można było tłumaczyć jego zachowania chorobą psychiczną, ale… Nie znał drugiej takiej istoty, kogoś niezrównoważonego do tego stopnia jak nefilim. Tu już nawet nie chodziło o pobicie dziecka. Nie Niklausowi było to oceniać, sam w końcu własną córkę zabił. Teraz bardziej chodziło o cel. Jaki Kuro miał cel w zrażaniu do siebie wszystkich? Czy w ogóle miał jakiś cel? On, nawet jeżeli zachowywał się chamsko, to robił to z jakiś powodów, a ten kretyn… Chyba po prostu już tak miał i tyle. Z taką myślą właśnie zasnął i prawdę mówiąc obudził go dopiero lepki buziak na policzku.
    - Tato? – usłyszał i mruknął coś, lekko uchylając powieki, Ane dała mu buziaka i stała nad jego łóżkiem. – Tato, co Yumi robi u mnie w pokoju? – zapytała wyraźnie zawstydzona. – Przecież sam mi mówiłeś, że… - nie dokończyła, gdyż wielka dłoń ojca przyległa do całej jej twarzy.
    - Cicho młoda. Musiał gdzieś spać. Stoczył wielką bitwę i musiałem go poskładać do kupy – mruknął, siadając na brzegu łóżka i zerkając na rozszerzające się oczy córki. Przejęła się i bez słowa pobiegła w stronę swojego pokoju.
    - Yumi? – dopadła do niego i szybciutko usiadła na skwaru swojego łóżka. – Yumi? Wszystko dobrze? – zapytała z troską w głosie i na twarzy. Blondyn pokręcił głową nieco rozbawiony jej reakcją i wstał powoli, od razu ruszając do schodów, na dół, do kuchni. Zaczął szykować coś do jedzenia.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  53. [Jest i odpis, ale chcę poinformować, że przez kilka najbliższych dni mogę nie odpowiadać bądź robić to z opóźnieniem. Komputer mi definitywnie kona i będę musiała załatwiać nowy sprzęt, co może chwilkę zająć. :c ]

    Nestor przetarł oczy, skupiając się na zdjęciu przedstawiającym specyficzną roślinę. Znał ją doskonale, a fakt, że była praktycznie nie osiągalna w Mortiel sprawiał, że dla przyzwoitych zielarzy stawała się niemal bezcenna.
    - Mam trochę zasuszonych liści, ale nie nadadzą się do użytku domowego - stwierdził, bo w istocie, roślinę posiadał i wykorzystywał ją sporadycznie do tworzenia poszczególnych leków jako składnik. - Potrzebna byłaby świeża. Można jeszcze przygotować podróbkę, ale nie działają tak dobrze jak oryginał i...hm, powiedzmy że powodują czasami niezbyt dobre skutki uboczne - powiedział, podnosząc wzrok na klientkę. Coco po obwąchaniu jej palców bezwstydnie władowała się na miejsce obok niej.
    - Chyba mógłbym to zorganizować, jeśli pomogłaby pani załatwić kogoś zdolnego do podróży między wymiarami w obie strony - poinformował dziewczynę w końcu. Cała wyprawa byłaby mu nawet na rękę, oprócz wykonania zamówienia, sam mógł uzupełnić swoje zapasy i rozejrzeć się za kilkoma innymi roślinami. Spojrzał na nią pytająco.

    Nestor

    OdpowiedzUsuń
  54. Widząc uśmiech chłopca Ane wyraźnie ulżyło i sama chętnie go objęła. Dopiero słysząc wyjaśnienie, odsunęła się lekko i zrobiła gniewną minę, teraz bardzo przypominała Niklausa z tą swoją mimiką twarzy.
    - Znowu oni? Co chcą? Jak się nie odczepią to mój tata im kości poprzetrąca, zobaczysz. Opowiadał mi raz jak przywalił takiemu jednemu na korytarzu… - usiadła na łóżku i opowiadała mu historię z życia Niklausa, jednocześnie przyglądając się temu jak ubiera ciuchy. Bandaż na ciele i poobijana twarz nie wyglądały najlepiej, ale jej to nie przeszkadzało, nie, jeżeli Yumi czuł się dobrze.
    Blondyn w czasie pogawędki młodziaków przyszykował tosty z serem szynką, nalał każdemu do szklanki soku i już miał nakrywać do stoły, gdy dzieciaki zeszły na dół.
    - No witam naszego wojownika – puścił oko do Yumiego, sam latał w bokserkach, ale był to typowy dla niego strój o tej porze dnia.
    - Opowiadałam Yumiemu jak zbiłeś tego kolesia na kwaśne jabłko! – przyznała Akane z szerokim uśmiechem. Nik zaśmiał się.
    - Kótrego? – zapytał z zadziornym uśmiechem. W końcu trochę tych kolesi było. Dziewczyna odwzajemniła jego uśmiech i złapała talerze, aby iść rozłożyć je na stole.
    - Opowiadałeś mi tylko o jednym – zauważyła z wymowną miną, a Niklaus zaśmiał się.
    - No tak, ten na szkolnym korytarzu, ale to byłem starszy. W waszym wieku też dostawałem niezłe bęcki – przyznał i ruszył na swoje miejsce, na środku stołu kładąc talerz tostów. Ane co chwilę zerkała na Yumiego i w razie takiej potrzeby pomagała mu na wszelkie sposoby. Zdawał się być obolały, więc to podała mu tosta czy też przysunęła szklankę, aby mógł ją lepiej złapać. Blondyn obserwował ich, ale minę miał dość pogodną. Czasami czuł się cholernie głupio, miał wrażenie, że mała bardzo przypomina jej matkę, ale nie był pewien, przecież nawet nie znał tej kobiety.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  55. Słysząc o byciu łobuzem spojrzał na Yumiego i uśmiechnął się pod nosem.
    - Podobno to nadal jestem – zauważył i pokręcił głową, śmiejąc się przy tym lekko.
    - Podobno? – zapytała Ane i uśmiechnęła się niewinnie do ojca. Ten spojrzał na nią znacząco. Miał wrażenie, że z dnia na dzień robi się śmielsza i coraz bardziej przypominała mu samego siebie. Nie do końca wiedział czy może być z tego dumny. Chyba wolałby, aby miała lepsze, łatwiejsze życie. Wrócił spojrzeniem do Yumiego, wracając jednocześnie myślami do jego osoby.
    - Ciągle to się nie biłem, ale zdarzało się. Twojemu tacie kilka razy podpadłem, dlatego opowiada takie rzeczy i dlatego nie przepadamy za sobą – wyjaśnił dość obojętnie i wgryzł się w tosta. Po tym zaczął opowiadać dzieciakom, trochę naciągane lub przekoloryzowane historyjki z czasów szkolnych. Wolał o nich mówić bardziej prześmiewczo i pomijał bardziej brutalne czy smutne momenty w historiach. Po prostu chciał jakoś rozbawić towarzystwo, szczególnie chłopca.
    Kiedy wszyscy skończyli jeść Nik zapędził młodych do zgarnięcia ze stołu i wraz, a sam włożył zniesione przez nich naczynia do zmywarki.
    - To co? Decyzja podjęta? Febe czy Mel? – rzucił w stronę chłopca. Odpowiedź nie zdziwiła go, ciotka była raczej lepszym rozwiązaniem, tym bardziej, że Febe miała już nowe życie z nowym mężczyzną. Yumi czułby się pewnie nie swojo w towarzystwie Yensena, a może i nawet Yensen miałby jakiś problem z obecnością chłopca.
    - Możesz się powoli szykować, chyba, że chcesz jeszcze trochę u nas zostać – rzucił, zamykając zmywarkę i przecierając dłonie ręcznikiem. Akane spojrzała ciekawskim wzrokiem na twarz Yumiego. Nadal pamiętała słowa ojca o tym ich całowaniu i nieodpowiednim czasie, nawet przygryzła lekko wargę, karcąc się w myślach, że w tej chwili miała ochotę po prostu mocno przytulić chłopca. Oczy ją trochę zdradzały, dlatego szybko spojrzała w stronę Niklausa i po prostu uśmiechnęła się wdzięcznie, jakby w podzięce za zajęcie się Yumim i samą propozycją jego zostania.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  56. Niklaus kiwnął głową i posłał córce bardzo lekki, ledwo widoczny uśmiech. Słysząc słowa chłopca dotyczące Akane zacisnął lekko zęby i spojrzał na dwójkę dość wymownie.
    - Tak, spotykać tak, ale od odprowadzania to są chłopacy. Odprowadzę Cię ja, Ane może iść z nami – odpowiedział stanowczo i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Akane mimo wszystko uśmiechnęła się radośnie i zaraz doskoczyła do boku Yumiego.
    - Tata się o mnie boi, lubi Cię, ale… Po prostu kilku go nie lubi i boi się, że mi coś zrobią, nawet do szkoły mnie ostatnio odprowadza – szepnęła mu na ucho i zaraz ruszyła za ojcem, by wraz z nim odprowadzić chłopca do jego ciotki.
    Kiedy już wyszli Nik pozwolił dzieciakom na odrobinę prywatności, szedł za nimi i odzywał się tylko gdy był o coś pytany. Głównie po prostu obserwował, otoczenia jak i parkę. Kiedy w końcu dotarli do domu Mel, zbliżył się do dzieciaków i zapukał do drzwi. Tam, po zaproszeniu do środka wszedł z Ane na dosłownie pięć minut. Chciał jedynie w dyskretny sposób przekazać Mel kto jest prawdziwym sprawcą wypadku Yumiego. W dalszy przebieg sytuacji się nie planował wtrącać. Jak spotka Kuro to mu po prostu przywali, jednak tylko wtedy.
    Blondyn pozwolił pożegnać się jeszcze parce i po tym zabrał córkę do domu.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  57. Umówili się na przedmieściach w miejscu, o którym policja chyba zapomniała, a w które mieszkańcy nie mieli potrzeby się zapuszczać... Chyba, że dilowali.
    Palił papierosa, przeglądając coś w telefonie i głęboko oddychając, po długim marszu. Nie dorobił się jeszcze samochodu, a najbliższy przystanek był kilometr dalej. Przebył długi marsz, na który jego, zmaltretowane tyloma latami jarania fajeczek, płuca nie były gotowe.
    W końcu, na miejscu pojawiła się jakaś kobieta. Odwrócił od niej wzrok, żeby w razie czego nie wzbudzić jej czujności. Każda kobieta poczułaby się nie swojo, gdyby w czasie spaceru zadupiem, wgapiał się w nią jakiś koleś.
    Rzucił papierosa na glebę i zdeptał go butem.

    [chyba wciąż umiem]

    Aleksander

    OdpowiedzUsuń
  58. Podniósł wzrok, słysząc swoje nazwisko. Poczuł się niepewnie, widząc przyjaciółkę swojego brata, ale na jego twarz szybko wrócił uśmiech.
    - Proszę, proszę. Co ty tu robisz, Miroki? - zapytał niewinnie, jakby wcale nie wiedział, o co chodzi.
    Zrobił krok w stronę dziewczyny, wciskając ręce w kieszenie kurtki.
    Melanie nic się nie zmieniła.
    No, może nie widział jej dobrze, kiedy ukrywała się pod kapturem, ale mógł to stwierdzić po jej twarzy i ciele.
    Wyglądała jak nastolatka, którą zresztą niedawno była. Bardzo ładna nastolatka, warto wspomnieć.
    - Masz pieniądze? - zapytał, postanawiając przejść od razu do interesów.
    Mogli sobie rozmawiać do woli, kiedy on nie będzie miał już towaru pochowanego po kieszeniach.

    Zgadujkto

    OdpowiedzUsuń
  59. Odebrał swoją zapłatę i natychmiast podał jej marihuanę, zapakowaną w woreczek strunowy.
    - Z jakiegoś powodu ci ufam - odparł, wkładając sobie pieniądze do kieszeni.
    Nawet gdyby chciał, nie mógłby przeliczyć tych pieniędzy. Było ciemno, a w pobliżu nie było żadnej latarni. Mógłby sobie świecić latarką z telefonu, ale to wyglądałoby śmiesznie.
    - Od dawna ćpasz? - zapytał, podnosząc brew i uśmiechając się sugestywnie. Po chwili wywrócił oczami. - A zresztą. Odprowadzić cie do domu? Różni ludzie się tu kręcą o tej porze. Wcale nie jesteśmy najgorsi.

    Jakiśpedał

    OdpowiedzUsuń
  60. - W takim razie... - Puścił ją przodem, żeby prowadziła do swojego domu.
    W głowie już obstawiał jak wygląda miejsce, które zamieszkuje dziewczyna. Stawiał na jakieś małe mieszkanie, daleko od miejsca, w którym pracuje.
    - A ja nie spodziewałem się, że na całe miasto akurat ty będziesz się u mnie zaopatrywać. Świat jest mały - powiedział, marszcząc nos. Popatrzył na nią kątem oka i uśmiechnął się. - Może zacznijmy od formalności - czym się aktualnie zajmujesz?

    Ten, co ją z nim szipujo

    OdpowiedzUsuń
  61. Zdziwił się trochę, kiedy skręcili w ulicę, odchodzącą od miasta. Trochę go to nawet zirytowało, że jego intuicja znowu okazała się zawodna. Wcześniej był lepszym detektywem.
    - Strzelnica to fajne miejsce, chociaż sama przyznasz, że strzelanie "na wolności" a w budynku, to niebo a ziemia. - Wyprostował się i rozejrzał. Nie znał tej okolicy. Właściwie nie znał większości zakamarków tego miasta.
    Ale wiedział wystarczająco, żeby móc się po nim niezauważenie poruszać.
    - Może kiedyś odwiedze cię w pracy... Co studiujesz? - zapytał od razu, kiedy tylko skończyła mówić.
    - Od kilku miesięcy. Trochę ciężko było mi się przyzwyczaić do policji, bo u nas takiego czegoś nie było, ale radze sobie. Musiałem się czymś zająć, żeby spłacać czynsz. Jestem zbyt wygodny, żeby mieszkać na ulicy.
    Przeciągnął się, mrucząc cicho. Nocna atmosfera działała na niego kojąco i usypiająco. Brakowało jeszcze tylko nastrojowej muzyki.
    Przeszli przez ulice. Aleksander nadal patrzył na samochody z zaciekawieniem. Dwadzieścia pięć lat i nigdy nie widział takich cudów. Technika to jednak wspaniała rzecz.
    - Czemu jesteś singielką? Z tego co pamiętam, to w liceum się o ciebie zabijali - popatrzył na nią, spod zmrużonych powiek. - Jakub jest paplą.

    Chybajużwiesz

    OdpowiedzUsuń
  62. Zaśmiał się cicho, słysząc o gówniarstwie.
    On też by nie wytrzymał. On albo, skazane na niego, dzieci. Któreś by w końcu pękło.
    - I miałaś racje. Psychologia jest lepsza. Będziesz zawodowo potrafiła manipulować ludźmi. - Zrobił krok w bok, przepuszczając jakieś dziecko, które biegło, pewnie spiesząc się do domu. - Nie. Wywnioskowałem po tym, że poszłaś sama kupować trawe. Gdybyś miała faceta to kupowałby on albo po prostu by ci towarzyszył... Najprawdopodobniej.
    Rozejrzał się, znowu marszcząc nos. Zaczynało być chłodno i chociaż miał bluzę, marzła mu twarz.
    - Daleko jeszcze? Byłem pewien, że mieszkasz w jakimś bardziej zatłoczonym miejscu.

    Wścibski

    OdpowiedzUsuń
  63. Piątkowy wieczór Blondyn spędzić miał w pracy, jednak z niewiadomych przyczyn on i jego współpracownicy dostali informację o dniu wolnym. Jakby tego było mała cała trójka sobotę również miało mieć wolną, więc noc sama zapraszała do spędzenia jej poza domem. Zanim Niklaus zdążył coś zorganizować usłyszał pukanie do drzwi. Stali za nim Izy oraz Kou. Blondyn zaśmiał się na ich widok i po kilku kąśliwych uwagach zaprosił do środka. Nie planowali jednak spędzić czasu wolnego w mieszkaniu jednego z nich, o nie. Towarzysze Nikiego byli już przyszykowani, on ogarnął się w piętnaście minut i mogli wychodzić podbijać miasto.
    - A młodej nie ma? – zagaił jeden z nich gdy wychodzili.
    - Ane? Nie, co Ty, weekendy spędza w szkolnym akademiku z koleżankami. Niech ma coś z życia – uśmiechnął się zadziornie. Wolał uchodzić za luźnego rodzica niż przyznać, że gdy on weekendy często zajęte ma przez pracę to młoda jest bezpieczniejsza w murach szkoły. Nie przepadał za zostawieniem jej samej w domu.
    Dziś, kiedy pewny był iż nic jej nie grozi, mógł całkowicie wyluzować. Nie minęło dużo czasu jak pojawili się przed wejściem do znanego sobie klubu. Wcześniej wpadli jeszcze do pubu, by podrażnić swoje przełyki czymś mocniejszym, jednocześnie tańszym niż tutaj. Ich fucha miała spory plus, wchodzili bez kolejki, po tak zwanej znajomości. Przybili sobie piątki z tutejszymi bramkarzami i szybko znaleźli się przy jednej z loży dla vipów. Mieli tutaj idealny widok na parkiet, a lubili go obserwować, szczególnie gdy wypełniony był kobietami. Właśnie poruszali jakieś luźne tematy, gdy Kou wskazał parkiet i jedną z bardziej ruchliwych dziewczyn.
    - Chyba wezmę się za tą – oznajmił z łobuzerskim uśmiechem. Nik siedział akurat tyłem do „ofiary” kolegi. Wstał lekko i spojrzał za siebie chcąc zobaczyć kogo to sobie chłopak upatrzył. Zmarszczył czoło na widok znajomej buzi. Co tu do licha robiła Rima?!
    - Ta ruda? – wrócił spojrzeniem do Kou, pytając z kpiną w głosie. Jego towarzysze spojrzeli po sobie.
    - Co? Już ją miałeś? – zapytał Izy z przekąsem w głosie. Nik uśmiechnął się kpiąco.
    - Mogłem, ale nie skorzystałem – rzucił, a oni zaśmiali się.
    - Cały Niklaus – dodał Kou i zmierzwił włosy Blondyna. – Nasz narcyzek – dodał, na co Nik uśmiechnął się jedynie z dumą. Opróżnił jeszcze szkło po czym wstał z kanapy.
    - Podbijaj jak chcesz, ale to żadne wyzwanie – przyznał Blondyn, po czym skierował się w stronę baru. – Przyniosę nam coś dobrego – zapewnił ich jeszcze, zanim Ci zaczęli wymieniać się uwagami co do rzekomej znajomej Nik’a, jak i innych dziewczyn.
    Chłopak zatrzymał się przy barze i gestem ręki przywołał barmana. Zamówił największą butelkę whiskey, mimowolnie lustrując okolicę spojrzeniem. Skoro była tu ruda to prawdopodobnie nie sama.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  64. Mruknął coś cicho i pokiwał głową, przyspieszając kroku.
    Zastanawiało go, czym na co dzień porusza się dziewczyna i dlaczego nie przyjechała tym na spotkanie. Znaczy - owszem, mogła być fanką rowerów albo długich spacerków, ale byłoby jej ciężko.
    Przyjrzał się domowi Melanie. Nadal czuł się głupio, bo nie zgadł za pierwszym razem, gdzie mieszka dziewczyna... Ale przynajmniej znał jej stan cywilny.
    - Chętnie, skoro brak ci towarzystwa. - Uśmiechnął się, mrugając uwodzicielsko.

    OdpowiedzUsuń
  65. Właśnie dojrzał Mel tańczącą na parkiecie kiedy ktoś puknął jego ramię. Zerknął na dziewczynę kątem oka i już zaraz zaśmiał się pod nosem. Jego koledzy wyraźnie zaskoczeni mrugali teraz oczyma. Dziwne, że nie zgubili swojego szkła.
    - Hej – odpowiedział jej, po czym odebrał zamówioną butelkę, którą barman właśnie mu podał. Wyciągnął z kieszeni zmiętolone pieniądze i zapłacił za trunek. Wrócił wzrokiem do rudej i uśmiechnął się nieco zadziornie. – Nie spodziewałaś się barmana i ochroniarza w klubie, no, no, to całkiem ciekawe – zauważył z nutką kpiny w głosie i sam podparł bar jednym łokciem. – Sam się siebie tu nie spodziewałem, miałem być w robocie, ale cóż, niespodzianka. A Wy co? Odbijacie sobie tydzień? – zapytał i kiwnął głową w stronę jej i tańczącej Czarnuli, dając tym samym znać, że ją dostrzegł.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  66. Na jej komentarz o Ane uśmiechnął się kącikiem ust. Zawsze musiała coś odpowiedzieć.
    - Umiem o nią zadbać nawet na odległość – przyznał i puścił dziewczynie oko. Oczywiście zwrócił uwagę na jej reakcję co do zauważonego alkoholu. Rima zawsze była mało skryta. Należała do tych które brały co chciały i tylko czasem trafiał się im trudniejszy orzech do zgryzienia. Tak przynajmniej widział ją Blondyn. – Właściwie to… - zaczął kiedy dziewczyna zaproponowała wspólną zabawę. Nie miałby nic przeciwko, gdyby był w tym klubie sam. Chciał nawet zaoponować, jednak uznał, że wypada się chociaż powitać. Złapał butelkę whiskey i ruszył za nią. Widząc Shiro powitał go koleżeńskim chwytem dłoni i zaraz powędrował spojrzeniem na nieznajomego. Kolesiowi chyba nie bardzo spodobała się jego obecność. Cóż, Nik miał to gdzieś. Kiwnął mu tylko głową. Został już przedstawiony więc nie czuł potrzeby inicjować dalszego dialogu. Nie usiadł na wskazanym miejscu, ale nalał sobie whiskey do szkła i wypił wzniesiony toast. Nie proponował nikomu dolewki, gdyż Ci mieli pełne szklanki.
    - Właściwie to nie jestem tu sam, więc tylko przyszedłem się przywitać – przyznał i zaraz wskazał kciukiem kumpli, którzy wyraźnie zaintrygowani obserwowali całą sytuację. Nik spojrzał w ich stronę i zaraz wrócił oczyma do pozostałej trójki. – Jak chcecie to wbijajcie do nas, sporo tam miejsca, no i widoki ciekawe – tu spojrzał dość wymownie na Shiro i Jack’a, po czym poruszył zabawnie brwiami.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  67. Niklaus zadowolony ruszył w stronę loży. Już widział to zdziwienia na twarzy kumpli, gdy ten przyprowadzi im ekipę, w tym pannę, na którą czaił się Kou. Zerknął na przyjaciół Mel, gdy omawiali podsuwanie pod nos dziewczyny.
    - A co z tą, która tak Ci się podoba? – zagadnął do Shiro. Dobrze pamiętał o blondynce, którą mu opisywał nad jeziorem, gdy zeszło na tematy dziewczyn. Oczywiście uśmiechnął się przy tym zadziornie. Przecież to oczywiste, że na pewno nie podoba mu się tylko jedna dziewczyna. Poza tym, chyba była dość oporna, z tego co pamiętał.
    Kiedy dotarli na miejsce Blondyn postawił butle na stole i z cwanym uśmiechem spojrzał na zaskoczonych kolegów.
    - Izy, Kou, to moi znajomi, Rima, Shiro i… Jack – chwilę musiał pomyśleć przed przedstawieniem ostatniego. Zaraz jeszcze spojrzał na torebkę trzymaną przez Shiro. No tak, zapomniał o Mel. Nie miał pojęcia jak dziewczyna zareaguje na jego obecność, ale w sumie miał mistrza w obojętności więc i teraz to nie uległo zmianie. – A to moi kumple po fachu, razem pracujemy jako barmani i ochroniarze – wyjaśnił przedstawiając ich sobie. Kou oczywiście uśmiechnął się zaraz szarmancko w stronę Rimy i jako pierwszy zaproponował jej, znaczy wszystkim, aby śmiało siadali.
    - Będzie jeszcze Mel – rzucił Nik, gdy siadał na kanapie. Jego kumple spojrzeli na niego pytająco.
    - Imprezujesz z byłą? – zapytał Izy. Niklaus wzruszył ramionami.
    - Do oczu sobie nie skaczemy z tego powodu, chyba – stwierdził i zaraz zaproponował wszystkim whiskey i polał je.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  68. W domu Melanie było ciemno, więc od razu po wejściu, zaczął szukać prztyczka.
    Wszedł za dziewczyną do kuchni. Przysunął sobie najbliższe krzesło i rozsiadł się na nim wygodnie, grzejąc się.
    Przez chwilę bawił się, szturchając językiem swoje kolczyki, ale szybko znudziło mu się patrzenie na plecy Mel i postanowił przerwać ciszę.
    - Już i tak mnie zabiłaś, spokojnie - rzucił, przybierając śmiertelnie poważny wyraz. - Ale musimy się rozejść. Potrzebuje do łazienki. Gdzie jest? - Zeskoczył z krzesła i doskoczył do wyjścia z kuchni.

    Chrabonszcz

    OdpowiedzUsuń
  69. Niklaus upił łyka i trochę zdziwiony spojrzał na Rimę i Shiro. Serio? Nawet im nie powiedziała o zerwaniu. Nawet znajomi Blondyna spojrzeli na nich dziwnie.
    - Może nadal się łudzi, że coś z tego… - zaczął Izy z kpiącym uśmieszkiem.
    - Zamknij się – przerwał mu szybko Nik i posłał mu jedno ze swoich ostrzegawczych spojrzeń. Nie miał zamiaru wchodzić w ten temat. Nie wnikał nawet w to czemu nie powiedziała swoim najbliższym przyjaciołom, jej sprawa. Wrócił spojrzeniem do Shiro i Rimy. Szczególnie zwrócił uwagę na chłopaka, wyglądał na dość zadowolonego z sytuacji, w sumie nie dziwiło to Blondyna. W końcu sam sugerował Mel, że chyba Shiro czuje do niej mięte. Przytaknął głową.
    - Byłą. Nie ma co opowiadać. Chyba każdy widział, że do siebie nie pasujemy i tyle – wzruszył ramionami i upił kolejnego sporego łyka.
    - Noo, nawet Ane, pamiętasz Kou jak do nas zagadała? – Izy szturchnął łokciem kumpla, a ten zaśmiał się.
    - Czekaj, czekaj, jak to było… „Tata jest z Wami zupełnie inny niż przy swojej Mel. Tak powinno być?” – zacytował dziewczynkę, zmieniając przy tym głos.
    - Dobra, pośmialiście się już. Może spadajcie lepiej na parkiet albo zmieńcie temat – mruknął Nik, lekko marszcząc czoło. Nie przyszedł tu opowiadać o swoim zerwaniu. Jego kumple udali, że zakluczają usta, jednak Kou pochylił się zaraz nad stołem i spojrzał na podirytowaną Rimę.
    - Może poszukamy jej razem, na parkiecie? – zaproponował z szarmanckim uśmiechem. Niklaus spojrzał na niego i rozbawiony pokręcił głową.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  70. Nik i Izy powędrowali wzrokiem za parką.
    - No nieźle, idzie w ślady starszego braciszka – czarnowłosy spojrzał wymownie na Niklausa, a ten prychnął pod nosem.
    - Daj spokój…
    - Stary, nie od dziś wiadomo, że próbuje Cię naśladować – rzucił Izy. Nik pokręcił głową.
    - W takim razie współczuję Rimie, Shiro, będziesz musiał jej przypilnować – zwrócił się do przyjaciela Czarnuli pół żartem, pół serio i zaśmiał się lekko. Automatycznie na wspomnienie dwójki, która ich opuściła, obejrzał się za nimi i dojrzał nadchodzącą Mel. Mina nieco mu zrzędła, jednak tylko odrobinę. Klapnął znowu na swoje miejsce i opróżnił swoje szkło. Zerknął na parkiet, jakby szukał na nim jakiegoś ciekawego obiektu zainteresowań. Izy na widok jego zachowania i zbliżającej się dziewczyny uśmiechnął się zadziornie. Zawsze starał się jakoś zażenować kumpla, taki typ.
    - No proszę, Twoja laska się znalazła, znaczy, była laska – pomachał Mel i uśmiechnął się pod nosem. Niklaus przeskoczył wzrokiem na niego i pokręcił głową, doskonale wiedząc co ten próbuje zrobić. Po chwili spojrzał na Czarnulę.
    - Hej – przywitał się z nią. Jego twarz nie była tak obojętna jak zwykle, Blondyn nawet się lekko uśmiechnął, ale nie było w jego minie niczego spacje lnie szokującego.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  71. Kiedy dziewczyna przywitała się i zajęła miejsce, on jeszcze raz posłał Iziemu jedno ze swoich spojrzeń i pokręcił głową. Chciał mu dać znać, że dziś ma sobie odpuścić. Czarnowłosy westchnął ciężko, przewrócił oczyma i przytaknął Blondynowi, sugerując tym samym, że rozumie. Po tej krótkiej wymianie spojrzeń Nik oparł się wygodnie i założył kostkę jednej nogi na kolano u drugiej. Oczywiście nie rozstawał się ze szkłem i znowu zaczął przeszukiwać parkiet.
    Spojrzał na całe towarzystwo dopiero słysząc hasło do picia. Bez sprzeciwu również wyzerował swój trunek i nieco głośniej odstawił szklankę na stolik. Oblizał usta.
    - To wy tu sobie pijcie, a ja idę na łowy – rzucił ze swoim zadziornym uśmiechem, przelatując po wszystkich wzrokiem. Ciężko było nie zauważyć tych figlarnych iskierek w jego tęczówkach i wirującego nieco szybciej piasku. Wbrew pozorom była to oznaka naprawdę dobrego humoru. Ktoś rzucił mu się w oczy.
    - Która? – zaraz przyuważył to jego kumpel i zaciekawiony spojrzał na parkiet.
    - Lepiej dla siebie kogoś poszukaj – rzucił Blondyn, wcześniej pokazując środkowy palec kumplowi.
    - Kurwa… Głupi chuju – zaśmiał się czarnowłosy w odpowiedzi i aż wstał z miejsca by zobaczyć do kogo zmierza Niklaus. Ten skierował się prosto do niskiej blondynki, wyglądali jakby się znali i zaraz ruszyli w stronę parkietu.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  72. Przytaknął i poszedł do łazienki, kierowany instrukcjami Mel.
    W łazience zaczął szukać najdroższych kosmetyków. I znalazł - szampon fructis goodbye damage. Wlał sobie szampon do ust i wyjebał przez okno.

    Aleksander

    OdpowiedzUsuń
  73. Przytaknął i poszedł do łazienki, kierowany instrukcjami Mel.
    Myjąc ręce, przyglądał się jej kosmetykom. Na półkach stały zwykłe, babskie szampony i kremy, z dwa męskie i dziecięce. Zdecydowanie zbyt dużo rzeczy przeznaczonych dla dzieci.
    Gdy tylko wszedł do kuchni, uderzył go subtelny, słodki zapach.
    - Nie jesteś zbyt cierpliwa, prawda? - zapytał, unosząc brew. Westchnął i pokręcił głową, wracając na swoje miejsce. Po drodze chwycił jeszcze herbatę, którą przygotowała dla niego dziewczyna.
    - Chcesz, żebym tu z tobą posiedział? W sumie, nie mam co robić w domu...

    OdpowiedzUsuń
  74. Kou wywijał na parkiecie z Rimą, Niklaus ze swoją tajemniczą blondynką, a Izy, cóż, Izy był specyficzn. On raczej należał do obserwatorów i cwaniaczków. Dostał jasne znaki od Niklausa, że z tym drugim dzisiaj ma się ograniczyć, więc po prostu opuścił jego znajomych i ruszył poszwędać się po klubie, wywęszyć lub wywołać jakieś afery. Uwielbiał prowokować innych.
    Kiedy Kou wrócił wraz z rudą do stolika, również jego buzia mocno się cieszyła. Chłopak był dość skryty, chociaż rzeczywiście podobał mu się styl bycia Niklausa i często próbował go naśladować, z różnym skutkiem. Nie potrafił być tak bezczelny i oschły jak Blondyn, ale to chyba akurat było na jego korzyść. Od razu złapał swoją szklankę i polał sobie, by ugasić pragnienie. Dopiero po tym zerknął na dziewczyny i im również zaproponował dolewkę. Usiadł naprzeciwko swojej tanecznej partnerki, jednak nie wtrącał się w dialog przyjaciółek. Odwzajemnił jedynie uśmiech Rimy. Zaraz jednak zauważył, że po schodach idzie Niklaus i chrząknął nieco.
    - No, teraz my możemy pilnować alkoholu, a Ty podbijać parkiet. Jeden partner już idzie – rzucił zadziornie, a Niklaus nie do końca wiedząc o co chodzi spojrzał na nich pytająco.
    - Hm? – zmarszczył lekko czoło.
    - Co tak szybko? Dała Ci kosza? – zaczął zaczepnie jego kumpel.
    - Młody, w czapę dawno nie dostałeś? – Nik uśmiechnął się kącikiem ust i nalał sobie alkoholu.
    - Mel byś zabrał lepiej na parkiet, a nie mi grozisz. Biedna siedzi tu i szkła pilnuje – stwierdził Kou pewnym tonem głosu. Blondyn zaśmiał się lekko, czasami miał wrażenie, że rozmawia z własnym odbiciem. Upił łyka alkoholu i spojrzał na Melanie.
    - O nią się nie martw, bez problemu znajdzie chętnych do tańca, ale… Jak nie masz nic przeciwko to nawet chętnie – ostatnie zdanie powiedział bezpośrednio do niej i zaproponował swoją rękę. Brał pod uwagę odmowę, nawet stawiał na nią bardziej niż na przyjęcie propozycji.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  75. Podziękował, zabierając się za przygotowywanie blanta. Wypchnął sobie policzek językiem, żeby łatwiej było mu się skupić.
    - Nie było mnie tam od dawna i jakoś nieszczególnie tęsknie, ale zawsze mogę cię tam zabrać, jeśli chcesz - powiedział. Podniósł się i włożył sobie skręta do ust. - Dasz coś do odpalenia?
    Przez chwile przyglądał się jej podejrzliwie, pstrykając palcami, po czym zapytał -
    - Właściwie, co ty umiesz? Każdy, kogo dotychczas spotkałem, potrafił zrobić coś ciekawego - produkować światełka z wiązką prądu, powiększać rzeczy i te de, i te pe. A ty?

    Aleksander

    OdpowiedzUsuń
  76. Po kilku nieudanych próbach odpalenia zapalniczki, w końcu udało mu się podpalić końcówkę skręta. Oddał Mel jej własność, odczekał chwilę i zaciągnął się.
    Zaśmiał się i rozłożył ręce, opierając się o blat obok Melanie.
    - Sama chciałaś się ze mną szlajać. Nie nalegałem - powiedział, wypuszczając dym nosem. Wzdrygnął się, czując jak słodki dym przepływa przez jego układ oddechowy. Lubił to uczucie, chociaż na początku zawsze czuł się niekomfortowo.
    - Po śmierci Hentcau i ślubie Kamiena, króla goylów, zaczęła się dyktatura. Wojsko zabrało mi moją działkę - teraz ludzie boją się ich. Nie miałem po co tam dalej siedzieć. - Zrobił pauze na kolejnego bucha. - Od dawna nie masz kontaktu z Jakubem?

    OdpowiedzUsuń
  77. - Żyje. Tego jestem pewien. - Przytakiwał samemu sobie, wpatrując się w panele. Nie był jeszcze naćpany, ale już powolutku zaczynało go łapać, dlatego przetwarzał coraz wolniej
    Zamrugał zauważając, że twarz Melanie nagle się do niego zbliżyła i uśmiechnął się półgębkiem, wdychając ustami dym z jej ust.
    - "Widywaliście się" to duże uproszczenie, raczej nieudolnie siebie unikaliśmy - rzucił, mrużąc oczy w wymownym uśmiechu. - Ostatni raz widziałem go zaraz przed moim zjawieniem się tu. Dał mi lustro.
    Odpowiedział na jej zaczepkę i tym razem to on dmuchnął jej w twarz dymem. Następnie wyprostował się, przeciągnął i ruszył w stronę (w jego mniemaniu) salonu.
    - Oprowadzisz mnie po swojej chacie? Spora jest. Kiedy się tego wszystkiego dorobiłaś?

    OdpowiedzUsuń
  78. Strasznie korciło go, żeby zapytać o jej dzieci.
    W myślach układał już scenariusze ich rozmowy. Oddał sie temu tak bardzo, że prawie wszedł w drzwi, prowadzące do ogrodu.
    - Faktycznie. Miałaś szczęście - przyznał i zaciągnął się pospiesznie. - Cledo jest daleko?
    Spojrzał na kota, uśmiechając się pobłażliwie. Od dziecka nie przepadał za tymi stworzeniami - jakoś nie potrafił się do nich przekonać. Był zdecydowanie fanem psów.
    Przytaknął, po czym znowu nastała niezręczna cisza.
    - Zróbmy coś ze sobą. Nawalmy się. Masz jakiś alkohol? - Odwrócił się na pięcie i wszedł do jej mieszkania. - Oczywiście, że masz. Poszukajmy go, dopóki jeszcze wiemy, co robimy.

    OdpowiedzUsuń
  79. Znalezienie jej barku zajęło mu krócej niż chwile. Tym razem jego przeczucia go nie zawiodły.
    Zaczął przeglądać zapasy z miną znawcy, nucąc coś pod nosem.
    - Co podać? - zapytał, wyjmując gin.
    Jak się bawić, to się bawić. A co!
    Podał jej alkohol, którego potrzebowała i podniósł się, zatrzaskując szafkę nogą.
    - Nie tańczę. To była wyjątkowa sytuacja - powiedział, zajmując się nalewaniem napoju.
    Zaciągnął się blantem, po czym wziął sporego łyka ginu. Skrzywił się i syknął, ocierając usta.
    - Nie musisz mi podsuwać tańca na rurze, żeby na mnie popatrzeć, Słonko. - Puścił jej oczko. Po chwili prychnął i pokręcił głową. - Jestem otwarty na doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  80. Wziął kolejny łyk napoju, tym samym opróżniając szklankę.
    - Na przykład? - zapytał, unosząc brwi. Przytrzymał dym dłużej w płucach i wydmuchał go na bok.
    - Miło mi. Ja powinienem częściej do ciebie przychodzić. - Dolał sobie ginu, przytrzymując blanta w ustach.
    Podniósł naczynie i stanął przed Melanie.
    - Chociaż to pewnie niemożliwe. Musisz się zajmować dziećmi... Twoimi? - zapytał.
    Przyglądał się Melanie spod przymrużonych powiek, uśmiechając się półgębkiem. Było mu gorąco - od dymu, unoszącego się w pomieszczeniu i od alkoholu.
    - Przenieśmy się może do ogrodu? Będzie klimat. Księżyc, wieczorek i ciepełko.
    Zamruczał cicho, odwracając się na pięcie.
    - Albo do salonu. W kuchni mi się nie podoba. Złe feng shui czy coś... Wyrwijmy się stąd. Znudziło mi się siedzenie i gadanie o niczym... A może Azura?

    OdpowiedzUsuń
  81. - Niestety, znam się trochę na dzieciach. Niewdzięczne stworzenia - prychnął, skręcając do ogrodu.
    Zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na Melanie, mrugając z dezorientacją.
    - Ja nie jestem nie cierpliwy, tylko energiczny. Tak mi mówiła mama. - Przybrał wysoki, prześmiewczy głos i szukał czegoś w kieszeniach jeansów.
    Po chwili, w triumfalnym geście, podniósł małe lusterko.
    - Tak się składa, że ja mam. Cacko. Dzięki niemu tu jestem. - Przyjrzał się przedmiotowi z nabożnym więc podziwem. Jego skręt zgasł, ale zupełnie tego nie zauważył. - To jak? Lecimy narobić głupot?

    OdpowiedzUsuń
  82. Ostatnim co poczuł, przed teleportacją, był dotyk Melanie.
    Zakręciło mu się w głowie i poczuł, jak żołądek wywraca mu się na drugą stronę. Pierwszym co zrobił, kiedy stali już na jednej z bocznych ulic Azury, było odwrócenie się, odmaszerowanie kilku kroków i szybkie wyrzucenie z siebie zawartości żołądka.
    - Wybacz - wyharczał, prostując się. Przepłukał usta ginem, który ciągle trzymał w dłoni, po czym odstawił szklankę na chodnik. - Odkupie ci tą szklankę. Zapomniałem odłożyć.
    Odwrócił się w stronę Melanie i podszedł bliżej.
    - Pamiętasz jeszcze to miejsce? Trochę się tu zmieniło, ale ulice pozostały te same - rzucił, wymijając ją. - Żandarmi mieli je patrolować w nocy, ale większość na to leje. Jesteśmy bezpieczni.
    Podniósł głowę i popatrzył na dwa księżyce.
    Jak dobrze być w końcu w domu.
    - To... gdzie mam cie prowadzić?

    OdpowiedzUsuń
  83. Pokręcił głową, na chwilę spuszczając wzrok.
    - Po tym, jak razem z twoją białowłosą koleżanką uciekliśmy z kraju, bar przejęły władze. Chyba zburzyli ten budynek... Teraz, takie miejsca nie mają tu prawa bytu. To miejsce to straszna stypa. - Ruszył przed siebie, a następnie skręcił w prawo i zaczął iść środkiem drogi. O tej porze i tak nie jeździły żadne dorożki. - Ale niektórzy nie stosują się do przepisów i chyba znam miejsce, które jest jeszcze otwarte. Nie jest to co prawda mój bar, ale pewnie dawno nie byłaś w takiej prawdziwej karczmie - bez prądu, kasy fiskalnej i bez piwa z sokiem.
    Skrzywił się, udając obrzydzonego i schował dłonie w kieszeniach. Nadal miał przy sobie pieniądze od Mel.
    Szkoda tylko, że tutaj raczej ich nie użyje.
    - Jeżeli odpowiednio się postaramy, to spotkamy twojego przyjaciela. Właściwie to on nas spotka. Co powiesz na to, żeby zabawić się w ucieczkę z więzienia? Bez obaw. Ich cele to jakiś żart. Dziecko by z nich wyszło. - Zacmokał, ponownie zakręcając. - Wyszli z formy.
    Jeszcze kilka ulic i stanęli przed sporym, murowanym budynkiem.
    W środku paliły się światła, a kiedy podeszło się bliżej, można było usłyszeć rozmowy i muzykę.

    OdpowiedzUsuń
  84. Posłał jej szybki uśmiech, po czym pchnął skrzypiące drzwi do knajpy i wszedł do środka.
    Nie zdziwił się, kiedy zobaczył typowe do bólu wnętrze karczmy. Kelnerki w długich spódnicach i luźnych koszulach, pijani faceci, kilka prostytutek i cwaniacy, grający w jakąś karcianke w kącie.
    Wszystkie stoliki były zajęte. Na drugim końcu pomieszczenia znajdowały się solidne, drewniane schody. Powietrze było gęste od dymu i śmierdziało używkami.
    - Cudownie - westchnął Aleksander, nostalgicznym tonem. Spojrzał na Melanie, jakby chciał zobaczyć jej reakcje na to osobliwe miejsce. - Pijemy dalej? Jeżeli chcesz to wiedz, że jestem spłukany. Musimy załatwić pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  85. Blondyn uśmiechnął się kącikiem ust gdy Mel wspomniała o napluciu do szklanki i nawet został zaskoczony. Nie chodziło nawet o samą zgodę na taniec, raczej o to luźne podejście do samej propozycji. Chociaż raz obeszło się bez dziwnych min czy niepewności w oczach i on osobiście poczuł ulgę. Nie wnikał nawet czy Melanie tyle wypiła, że zachowywała się swobodniej niż zwykle, nie interesował się też tym czy rozluźniła się w jakikolwiek inny sposób, po prostu zaprosił ją do tańca, dając chwilę prywatności Kou i Rimie. W sumie patrząc na nich to zaraz sami by ją sobie załatwili. Kiwnął głową na palec ku górze i milcząc poczekał, by później złapać dłoń Czarnuli i poprowadzić ją na parkiet. Pierwsze co cisnęło mu się na usta to pytanie o dzieciaki. Zaśmiał się i nawet tego nie ukrywał.
    - Serio się starzeje – skomentował na głos swoje myśli. Cholera, był na imprezie, a nie w kawiarni na spotkanku. Spojrzał na dziewczynę z zadziornym uśmiechem i obrócił ją dookoła. – Długo już tu balujecie? Wszędzie Cię pełno. Chyba ostro ostatnio dajesz w palnik – rzucił z przekąsem w głosie, nie przerywając tańca.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  86. Niklaus dobrze wiedział, że Kou nie widział problemu w śmiałym okazywaniu uczuć, o ile uczuciem można było nazwać to co działo się na kanapach. Chłopak w prawdzie nie należał do zbyt śmiałych, ale kiedy ktoś jasno i wyraźnie zdradzał ochotę na tego typu zabawy to nie oponował i często przejmował inicjatywę, tak jak teraz. Osobiście Blondynowi to nie przeszkadzało, w sumie to nie zwracał na to uwagi, pewnie dlatego.
    Widząc jak Mel co chwilę na kogoś zerka, sam spojrzał w stronę jej przyjaciela i przewrócił oczyma rozbawiony tym ich zerkaniem na siebie. Zarówno Shiro robił to nad wyraz często, jak i Melanie, chociaż ona zdecydowanie częściej. W sumie Czarnula nawet będąc w związku wszędzie zabierała „przyjaciela” ze sobą, więc Nik nie zdziwiłby się gdyby coś kiedyś między nimi wypaliło.
    Uniósł brew ku górze, gdy ta mruknęła coś w odpowiedzi. Dopiero teraz widział jak bardzo się co do niej pomylił. Niby była przy nim zawsze, ale nigdy nie tolerowała w pełni jego samego, nie widziała różnicy kiedy żartował, a kiedy na poważnie był kąśliwy. Prychnął pod nosem, znowu ją obrócił.
    - Dobrze, że te Twoje oczy są w miarę ładne, szkoda tylko, że Ty jesteś ślepa jak kret – podsumował na koniec lecącej piosenki. Teraz w jego tonie nie było ani odrobinki humoru. Uśmiechnął się cynicznie i gestem dłoni podziękował za taniec. Zaraz spojrzał za dziewczynę i widząc znowu swoją blond znajomą posłał jej uśmiech, Mel całkowicie lekceważąc, udał się właśnie do niej i to z nią postanowił spędzić czas na parkiecie. Ona przynajmniej nie widziała szyderstwa w każdej jego wypowiedzi.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  87. Uśmiechnął się, obserwując akcje Melanie. Spodziewał się, że dziewczyna nie będzie miała problemu, żeby coś ukraść - w końcu święta nie była.
    Podszedł do baru i usiadł na drewnianym, skrzypiącym krześle. Chciał oprzeć ręce, ale okruchy i lepka plama na blacie sprawiły, że zrezygnował.
    - No, no. Nieźle. - Zacmokał, uśmiechając się do dziewczyny, która wyglądała na dumną ze swojego wyczynu. Wziął od niej pieniądze i przytaknął.
    Podniósł rękę, żeby przywołać barmana, a następnie poprosił o kieliszek wódki. Nie mogli się teraz rozpijać. Jeżeli jego założenia okazałyby się trafne, za jakieś piętnaście minut powinien pojawić się tu Jakub - a akurat spotkanie z bratem bliźniakiem wypadało przeprowadzić na trzeźwo.
    - Nie chcesz? - zapytał, podnosząc kieliszek. - Może przynajmniej wodę ci zamówię. Głupio mi pić samemu. - Przeczesał włosy dłonią i, na przekór swoim słowom, wlał sobie alkohol do gardła.

    OdpowiedzUsuń
  88. Uniósł brew, śmiejąc się cicho i oparł się wygodniej na krześle.
    - Masz spust, dziewczyno - powiedział, jeżdżąc palcem po krawędziach naczynia.
    Popatrzył na Melanie spod przymrużonych powiek.
    - Obawiam się, że o rocka będzie tu ciężko. Jeszcze nie wynaleźli prądu, a ciężko zagrać Offspringów na lutni... I do ciężkiej muzyki nie da się tańczyć z miejskimi nastolatkami. To byłaby zbyt wielka strata. - Wypchnął dolną wargę w prześmiewczym wyrazie twarzy, po czym westchnął, wracając do swojej codziennej ekspresji.
    - Azura jest w porządku, ale jako odskocznia. Nie chciałbym tu znowu mieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  89. Niklaus po tych kilku minutach z Mel upewnił się jedynie, że zerwanie było najlepszym co mógł w tej relacji zrobić. Mimo wszystko miał cichą nadzieję, że dziewczyna kiedyś znormalnieje i da się z nią pogadać jak z przyjaciółką, a nie napuszoną dziunią szukającą wszędzie docinek. Dobrze, że dzisiejszego wieczoru nie był sam, mógł przynajmniej szybko odciąć się od drażniących myśli. Sporo czasu spędził przy boku tajemniczej blondynki, jednak później można było go zobaczyć w towarzystwie Izy’ego. Ta pyskata menda na siłę szukała afery i chociaż Blondyn bardzo lubił rozpierdol to dzisiejszy wieczór wolał spędzić spokojnie. Zabrał przyjaciela i widząc jak Kou siedzi sam przy stole wrócił do niego by usiąść w początkowy składzie. Oczywiście chłopacy zaczęli wymieniać się przeżyciami sprzed chwili. Izy nie zapomniał spytać o relację z byłą, przez co oberwał w łeb i wygnany został do baru po kolejną butelkę whiskey, wtedy Kou nieco otworzył się co do sytuacji z Rudą i Nik przez chwilę czół się jak grupowy psycholog. Znał podejście Rimy do facetów i cieszył się, że dziewczyna nie wkręciła mu się jakoś na poważnie, w sumie sam go ostrzegał, więc wiedział w co się pakuje. Tak czy siak panowie dyskutowali sobie dość głośno, w końcu zeszło też na luźniejsze bardziej męskie tematy do których zostali zaproszeni nawet Shiro i jego kumpel. To nie tak, że z poprzednich tematów ich wykluczono, dwójka chłopaków pojawiła się dopiero co przy stoliku i zaraz zostali zgarnięci.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  90. Chłopacy rozmawiali w najlepsze i w pierwszej chwili nawet mała awantura przy barze nie zwróciła ich uwagi. Dopiero gdy ta przybrała na hałasie, Izy, jako pierwszy, odwrócił głowę. Oczy aż mu zalśniły, a na twarz wkradł się zadowolony uśmieszek. Uwielbiał takie sytuacje, zawsze znajdywał wtedy dogodne miejsce obserwacji i przyglądał się reakcją wszystkich zebranych. Niklaus od razu wyczuł tą jego specyficzną aurę i również spojrzał za siebie. Automatycznie zacisnął zęby i jedną z pięści, widząc co odbywa się przy parkiecie. Wstał gwałtownie, jego sąsiad nawet go nie zatrzymywał, w końcu Blondyn też był obiektem jego obserwacji.
    - Mel – rzucił Nik i po tym haśle cała ekipa wstała i po prostu ruszyła w stronę zebranych. Jedynie Izy został na miejscu, no, zbliżył się do barierek, by mieć lepszy widok. Niklaus wyprzedzał nieco całe zgromadzenie, zareagował najszybciej i nie czekał na kogokolwiek.
    Mężczyzna właśnie zamachiwał się na Czarnulę, gdy Blondyn pociągnął ją w tył i obiema dłońmi zablokował cios kamiennego stwora. Tłum zaczął buczeć. Nie podobał im się fakt, że ktoś ośmielił się wtrącić. Nik w pierwszej chwili spojrzał prosto w oczy przeciwnika, zaraz jednak zamknął oczy i starał się uspokoić nerwy. Dźwięk wydawany przez gapiów irytował bardziej niż sama próba uderzenia Melanie. W chłopaku buzowało do tego stopnia, że nawet nie zwrócił uwagi co mówi przeciwnik, jakie rzuca groźby i w jaki sposób chce go wkurzyć, bądź uspokoić, a może nawet się wytłumaczyć…? Nie docierało nic. Otworzył oczy, a piasek w nich szalał do tego stopnia, że zanikły nawet źrenice. Piasek i wszelkie pyły przyniesione tu na podeszwach imprezowiczów zaczęły drgać na podłodze, a z gardła piaskowego dziadka zaczął cicho rozbrzmiewać nieprzyjemny warkot. Właśnie wtedy oberwał… Poczuł to i przeleciał kawałek, by zatrzymać się na jednym z betonowych słupków umieszczonych na środku sali. Twarz w miejscu uderzenia zaczęła pękać, a na twarzy Niklausa namalował się psychiczny wręcz uśmiech. Jego ręce zaczęły się sypać, a wcześniej drżące pyły uniosły się wysoko. W klubie nastała cisza. Przerwał ją odgłos szybkich kroków. To Blondyn szedł ku przeciwnikowi, by po chwili zacząć z nim pojedynek pełen brutalnych i bardzo szybkich ciosów.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  91. Niklaus, a raczej Piaskowy Dziadek, bo teraz to właśnie jego pierwotna postać kontrolowała całą sytuację, a więc… Piaskowy Dzidek czerpał przyjemność z tego całego pojedynku. Blondyn dawno nie dawał mu siąść za sterami i złość zbierał już od dawna. Ostatnim razem doprowadziło tragedii, teraz jednak nie był zły aż tak. Bardziej bawił się z przeciwnikiem niż walczył na poważnie. Nawet kamień nie był w stanie mu zaszkodzić, gdy ciało chłopaka coraz mniej przypominało to ludzkie. W końcu zniknęła nawet znajoma wszystkich buźka Blondyna. Zamiast niej zobaczyć można było prawdziwe oblicze Nik’a. Tą twarz bez wyrazu i sypiący się z każdej kończyny piasek. Istota nie posiadała nawet stóp, sunęła po drobinach pyłów, lezących tu, na podłodze i zwinnie wymijała powolne uderzenia przeciwnika. Kamienny stwór w pewnym momencie sięgnął dzbanek leżący na stoliku i jego zawartością chlusnął prosto w twarz piaskowego. Ten warknął podirytowany i zaraz poczuł na mokrym fragmencie ciała cios. Woda sprawiała, że mokre miejsce nieco twardniało i piaskowe ciało nie było tak odporne na ciosy jak przy suchej formie. Przeciwnik był silny, Niklaus zrobił kilka kroków w tył i zaraz między nimi wylądowało jakieś inne stworzenie. W tym stanie jego świadomość nie rozpoznawała znajomych. Stworzenie zacisnęło swoje trójpalczaste dłonie i ryknęło głośno, niczym jakieś prehistoryczny stwór. Oczywiście była to oznaka niezadowolenia i zanim Kou dobiegł do swojego towarzysza, ten zacisnął swoją piaskową łapę na głowie Shiro i zakleił jego twarz własnym piaskiem, tak, że chłopak ledwo łapał powietrze. To był jego pojedynek i nikt nie miał się w to wtrącać.
    - Kurwa Niklaus! – warknął młodszy z barmanów i próbował zrobić cokolwiek, jednak on i jego gumowe ciało zdawało się nie przynosić rezultatów. – Puść go! – krzyknął wkurwiony chłopak i skakał niczym pchła dookoła piaskowego stworzenia. Szybko tego pożałował. Stwór pozwolił by druga, wolna ręka wróciła do formy ludzkiej i wymierzył jeden konkretny cios, prosto w twarz Kou. Ten odleciał gdzieś w bok i zatrzymał się na jednej z ścian. Zaraz za nim poleciał Shiro, który przestał być zaduszany, jednak wylądował tuż obok Kou, również mocno ciśnięty w ścianę, niczym upierdliwa mucha trzaśnięta kapciem. Wtedy zebrany wcześniej pył i piasek otoczył pierwszego przeciwnika Nik’a i zamknął w piaskowej trumnie, w celu zaduszenia piaskiem.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  92. Piaskowy stwór rozejrzał się dookoła, racząc wszystkich swoim specyficznym wyrazem twarzy. Nikt nie planował podchodzić i tylko dzięki temu on nie szalał dalej. Nikt go nie próbował rozjuszyć, na szczęście. W innym przypadku mógł zacząć demolować cały budynek, a może nawet posunąłby się jeszcze dalej. Cichy warkot wydobył się z gardzieli stworzenia, coś jakby ostrzeżenie. Tylko jedna osoba zlekceważyła te warkoty i zaraz pojawiła się tuż przy Piaskowym Dziadku. Ten spojrzał na nią, gdy wypowiedziała to drażniące w uszy imię. Przyglądał się jej kilka sekund, a po tym bez chwyli zawahania zacisnął łapsko na drobnej szyi dziewczyny i, tak jak w przypadku Shiro, zaczął zaklejać powoli jej twarz piaskiem. Patrzył przy tym na nią bez wyrazu. W tej formie nie mógł nawet zmienić mimiki. Powoli piaskiem zachodziły policzki, czoło i broda Melanie. Samo zduszenie szyi sprawiało problemy z oddychaniem, ale nie było ono tak ciężkie jak po zakryciu ust i nosa. Chwilę przed tym coś w oczach piaskowego stworzenia uległo zmianie. Mruknął coś niewyraźnego pod nosem, zaraz warknął wściekle i pomachał głową. Po tym krótkim przedstawieniu poluźnił uścisk na szyi Czarnuli. Nadal trzymał ją, jednak nie zaduszał. Piasek z jej twarzy powoli zaczął schodzić, a i trumna, w której ukryty został kamienny mężczyzna powoli się rozsypywała. Po niecałej minucie Niklaus wrócił do swojej ludzkiej formy. Wciąż trzymał dłoń na szyi Mel, ale gdy tylko zorientował się co jest grane, szybką ją zabrał, a sam, mocno osłabiony wylądował kolanami na ziemi. Podparł się jedną dłonią o podłogę. Jego przeciwnik zaczął głośno kaszleć. Nawet on wrócił do normalnej formy i teraz kamień nie okalał jego ciała.
    Kou w tym czasie ocknął się i powoli skierował dłoń ku potylicy, aby złapać obolałe miejsce. Chociaż w tym przypadku gumowe ciało do czegoś się przydało i głowa chłopaka nie była rozbita. On sam był jedynie nieco oszołomiony.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  93. - Właśnie o tym mówię. W Phyoen jest wygodniej...
    Odwrócił się, kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwi. Uśmiechnął się, komentując cichym "oho", kiedy do karczmy wparowało dwóch mężczyzn.
    Jednego poznał od razu - ciężko było nie poznać własnej twarzy. Drugiego nie kojarzył. Był to niski chłopak o białych włosach i jasnej skórze. Nie nosił odznaki na piersi, ale jego mundur był bardzo podobny do tego Jakubowego - szary, z grubego materiału.
    Blondyn rozejrzał się, kompletnie ignorując gości, którzy nieudolnie udawali trzeźwych.
    W końcu, razem ze swoim towarzyszem, podszedł do Melanie i Aleksandra.
    - Aleksandrze Ink, Melanie Miroki. W imieniu generała i króla Kamiena jesteście aresztowani - powiedział, jakby recytował jakiś wyjątkowo nudny wiersz. Potem podniósł wzrok i uśmiechnął się lekko. - Nie sprawiajcie problemów, dobra?
    Aleks podniósł się, wzdychając głośno i odwrócił się, żeby mężczyźni mogli go skuć.

    OdpowiedzUsuń
  94. Kajdany były ciężkie i niewygodne. Aleksander pociągnął je, ale oczywiście okazały się nierozrywalne. Pewnie produkowali je z materiału, którego nawet karły nie potrafiły poruszyć.
    - No, no. Czegoś się nauczyliście - powiedział, kiedy Jakub wypychał go przez wejście od karczmy. Kiedy drzwi się zamknęły, od razu wróciły rozmowy. Za plecami słyszeli, że wizyta kapitana wywołała niezłe poruszenie.
    - Co wy tu robicie, Melanie? Co ty tu robisz z nim? - zapytał cicho białowłosy mężczyzna, który prowadził dziewczynę. - Teraz musimy cie wsadzić do więzienia...
    Przeszli przez kilka pustych ulic. Azura nie była dużym miastem - dopiero zamek, który znajdował się we wschodniej części, robił wrażenie. Ale po rodzinie królewskiej można było się spodziewać przepychu.
    - Czemu trzymacie więzienie obok siedziby króla? Jakbym się tam wysadził, to bez problemu moglibyśmy go sprzątnąć - odezwał się Aleksander, któremu chyba znudziło się siedzenie cicho.
    Jakub zatrzymał się i wskazał palcem na wysoką, ceglaną budowlę, w stronę której zmierzali.
    - To, braciszku, jest siedziba całego, uzbrojonego po zęby, oddziału. Lochy są głęboko pod nim... Powodzenia z wysadzaniem się tam. - Blondyn poklepał chłopaka po ramieniu i uśmiechnął się z udawaną życzliwością. - Chodź lepiej. Musze was jeszcze przesłuchać?
    - Takie zadania mają teraz kapitanowie?
    - Takie zadania mają bracia pojebów. Chodź - powtórzył, a potem zaczął ciągnąć ich dalej.

    OdpowiedzUsuń
  95. Niklaus, lekceważąc całe otoczenie, siedział na podłodze, nadal podparty jedną dłonią. Miał przymknięte powieki i przez dłuższy czas ich nie podnosił. Dziwne myśli przewijały się przez jego głowę. Najlepsze wspomnienia mieszały się z tymi najgorszymi. Widział jak pierwszy raz trzymał swoją córkę na rękach, jak była jeszcze maleńkim dzieckiem. Widział twarz matki dziewczynki, Blanke i to jak ulatuje z niej życie. W uszach słyszał płacz Kateriny. Kiedy wyprowadzali go z domu pewien był, że mała zostanie zabita, tak jak jej matka. W sumie, wolałby takie zakończenie niż moment, w którym zabija ją własnymi rękoma. Wszystkie te wspomnienia przeplatywały się teraz w jego głowie. W obu tych sytuacjach stracił panowanie i pozwolił sobie na zachowanie o wiele brutalniejsze niż to sprzed chwili. Nie sądził, że znowu puszczą mu hamulce i to z powodu takiej błahostki. Przecież wystarczyło sklepać gościa… Zacisnął zęby i otworzył oczy by zlustrować spojrzeniem Melanie.
    - Jak na byłego żołnierza to strasznie kiepsko się bronisz. Przydałby Ci się jakiś trening – zauważył bez większych emocji w głosie i zaraz poczuł dotyk na ramieniu.
    - Niklaus, kurwa, cały jesteś? – zapytał Kou, a Blondyn prychnął cicho pod nosem.
    - Cały – odpowiedział krótko. W końcu co niby miało mu się stać? To raczej on poobijał innych, ale rzeczywiście, czuł się po przemianie mocno osłabiony. Przyjaciel blondyna złapał jego rękę i przerzucił sobie za szyją, pomagając mu przy okazji wstać. Zaraz pojawiła się cała reszta towarzystwa.
    - Sorry – rzucił Nik w stronę Shiro i Kou, potem zerknął na Mel. – I dzięki – mruknął ciszej. Wtedy po jego drugiej stronie pojawił się Izy.
    - No Nikuś, dałeś niezły popis – stwierdził uśmiechając się przy tym zadziornie.
    - Rozumiem, że zająłeś miejsce lipowskie – warknął opryskliwie Kou.
    - Dajcie spokój, po prostu pomóżcie mi wyjść – Nik zmarszczył gniewnie czoło. Najmłodszy z barmanów kiwnął głową, starszy natomiast zaczął komentować jak by to chętnie wymienił się swoimi poglądami z Kou, ale na szczęście ani Niklaus, ani młody nie zwracali uwagi na jego bełkot. Po prostu cała trójka ruszyła do wyjścia. Tam chłopacy posadzili Niklausa na niewielkim murku, a on wciągnął mocno świeże powietrze, by po chwili odpalić papierosa.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  96. Aleksander odebrał spojrzenie Melanie i przytaknął. W jednej chwili wyprostował się i zaparł nogami tuż przed progiem. Jakub zatrzymał się, prawie na niego wpadając.
    - Co kombinujesz? - zapytał blondyn, cofając się. - Nie, żebym się tego po tobie nie spodziewał, bo coś za łatwo dałeś się złapać, ale...
    - Twoja córka jest bardzo ładna. Ma to po mamie - powiedział czarnowłosy, odwracając się na pięcie. Oparł się o framugę i sięgnął po lusterko do tylnej kieszeni spodni.
    Blondyn prychnął, marszcząc brwi. Serre, podążając za Jakubem, puścił Melanie i odsunął się ostrożnie.
    - Chcesz mnie zastraszyć? Tak? Spokojnie, Roksana i Maja są bezpieczne. Twoi przyjaciele nie zrobią im krzywdy?
    - Skąd... Skąd ta pewność? - zapytał Warui. Na jego twarz wstąpił niepokój. Rzucił Melanie wymowne spojrzenie.
    - Spalili ci chatę. Musieliście się nieźle pożreć... - Kapitan na chwile zamilkł, przyglądając się ruchom brata z uniesionymi brwią. - Szukasz lustra?
    - Nieee... - Aleks poruszył nonszalancko ramionami, uśmiechając się sztucznie. Jednak mina mu zrzedła, kiedy Jakub wyciągnął z kieszeni wojskowej kurtki zagubiony przedmiot. - Mel. Zrobisz nam jakiś myk z krwią?

    OdpowiedzUsuń
  97. Poczuł ulgę, kiedy dziewczyna oznajmiła, że zamierza ich z tego wyciągnąć. Zjadał go wstyd, bo dał się okraść Jakubowi, ale przynajmniej nie siedział w lochu.
    Jakub szarpnął się, jakby próbował wyrwać rękę z uścisku jakiegoś niewidzialnego monstrum - na próżno.
    Potem świat zawirował, a po chwili byli już w zupełnie innym miejscu.
    Tym razem Aleksander od razu się odsunął. Tak zapobiegawczo, gdyby znowu miał wymiotować.
    Podniósł dłoń (kajdanki magicznie zniknęły) i pokazał Melanie palcem, żeby dała mu moment na dojście do siebie.
    Wziął kilka, głębokich oddechów, po czym powiedział -
    - No, dobra jesteś. - Odgarnął włosy dłońmi, śmiejąc się do siebie. - Dzięki za uwolnienie i w ogóle, ale gdzie jesteśmy? - zapytał, rozglądając się.
    Kojarzył to miejsce, ale nie mógł go dopasować do żadnej konkretnej drogi. A na pewno nie do drogi do domu... tego spalonego domu.
    - Zresztą... - Podszedł do Melanie i wyjął jej lustro z dłoni. - Wracajmy do Phyoen, zanim znowu coś spieprze.
    Podniósł szkiełko i spróbował przenieść się z powrotem do świata Melanie. Tyle że nic się nie wydarzyło.
    - Wychujał nas? - zapytał czarnowłosy, ponawiając czynność. - Wychujał nas.

    OdpowiedzUsuń
  98. Uderzył się w czoło i odgarnął włosy ręką, drugą dłonią wkładając lustro do kieszeni.
    Teraz to dopiero było mu głupio. Nie dość, że Jakub ich przechytrzył, to jeszcze stali w środku chujwiegdzie w mroku. Sytuacja, w jakiej się znaleźli, dała mu mentalnie z liścia i sprawiła, że natychmiast otrzeźwiał.
    - Nie mam pojęcia. Znam dwa sposoby na podróżowanie między światami - czary albo Lustro. A w pobliżu ani czarodzieja ani posiadacza portalu. Świetnie - Opadł na wilgotną, chłodną ziemię i złapał się za głowę. - Musimy wrócić do Azury i je ukraść. Najlepiej jak najszybciej... Nie możesz nas teleportować z powrotem?

    Aleksandyr

    OdpowiedzUsuń
  99. Niklaus palił w spokoju papierosa kiedy doszło do małej awantury między Melanie i Shiro. Uśmiechnął się w duchu, no w sumie na twarzy też. Nie tęsknił za awanturami z tą dziewczyną, zdecydowanie nie. Zanim Rima wkroczyła do akcji on zdążył spalić fajkę i teraz po prostu stał oglądając przedstawienie. Kou był wyraźnie zaskoczony tą wymianą zdań przyjaciół, a Izy uśmiechał się od ucha do ucha. Uwielbiał takie sceny, czerpał z nich energię i nawet teraz jego ciało wyglądało jakby płonęło delikatnym czarnym ogniem. Blondyn westchnął ciężko i właśnie sięgnął kolejną fajkę, gdy padło coś o trenowaniu Czarnuli. Włożył papierosa między usta i zerknął, to na rudą, to na Mel. Wzruszył ramionami.
    - Ja tam ją mogę uczyć, ale ona sama musi chcieć, nie mam zamiaru się z nią użerać. Treningi z moją osobą nie należą do przyjemności – zaznaczył z zadziornym uśmiechem i odpalił fajkę. Odepchnął się pośladkami od podpieranego murka i ruszył w stronę Mel. Stanął naprzeciwko niej.
    - No i taki trening będzie na moich zasadach, żadnych negocjacji czy kompromisów – zaznaczył obojętnym tonem i obszedł dziewczynę dookoła. Miał wrażenie, że Czarnulę czeka sporo pracy. Podczas wymiany ciosów nawet nie wpadła na to aby pozbyć się tych niewygodnych butów, na które Niklaus teraz patrzył dość wymownie. Uśmiechnął się kącikiem ust, cóż, musiał przyznać, że nogi dziewczyny wyglądały w nich seksownie. Szybko zepchnął na drugi plan tego typu myśli i z typową dla siebie obojętnością wrócił oczyma do twarzy dziewczyny. Zaciągnął się papierosem.
    - Zainteresowana? – zapytał i posłał jej kolejny zadziorny uśmiech.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  100. Powoli zapominał o Azurze. Przygoda z Mel trochę ostudziła jego zapał do odwiedzin w domu i, chociaż chciał się zobaczyć z przyjaciółmi, zrezygnował z kolejnej konfrontacji z Jakubem. Wolał siedzieć w Phyoen - szukać pracy, bawić się za sprzedane złoto (które okazało się mieć dużo większą wartość niż w jego świecie) i powoli zapominać o przeszłości, w czym bardzo pomagała mu Eliza, której postanowił poświęcać całą swoją uwagę.
    No bo czemuś musiał.
    Siedzieli na domówce u znajomego i gadali o jakiś pierdołach, próbując przekrzyczeć muzykę, którą ktoś puścił za głośno. Ktoś regularnie polewał, więc rozmowa kleiła im się jak nigdy.
    - Miałem problemy z siecią i nie mogłem się dodzwonić do połowy osób, które chciałem zaprosić. Jak dzwoniłem do Melanie to ciągle wywalało mi połączenie...
    - Melanie Miroki? - przerwał Aleks, wychwytując w wypowiedzi chłopaka znajome imie. Kiedy ten pokiwał głową, zapytał - Ona tu jest?
    - Kto to? - wtrąciła Eliza, spoglądając na niego bokiem. - Znam ją?
    - Patrz. Idzie nawet. Mel! Chodź do nas! - zaczął krzyczeć jeden z mężczyzn, machając do czarnowłosej ręką.

    OdpowiedzUsuń
  101. Niklaus nie pamiętał już kiedy ostatnio kogoś uczył walki. Czasy te były bardzo odległe i chłopak nawet nie starał sobie przypomnieć twarzy czy losu swoich uczniów. Do treningów z Melanie miał dość sceptyczne podejście, wiedział, że dziewczyna coś potrafi, ale na jego oko nie umiała wykorzystać swojego potencjału. Zgodziła się na te lekcje i Blondyn był praktycznie w stu procentach przekonany, że dziewczyna będzie żałować podjętej decyzji.
    Umówił się z nią w szkole, na sali gimnastycznej, którą wynajął. Chciał zacząć od typowo lekcyjnych warunków, w teren pójdą jak dziewczyna pokaże na co ją stać. Na miejscu pojawił się przed czasem, w dłoni trzymał butelkę wody, przez ramię przewieszoną miał torbę sportową i kierował się bezpośrednio na salę gimnastyczną. W przebraniu się nie przeszkadzała mu nawet odbywająca się ostatnia godzina wf-u. Rozebrał się do samych bokserek, po tym wciągnął na siebie dresy i zaczął owijać bandażem dłonie, robiąc z nich coś na podobieństwo rękawiczek używanych do walk MMA. Oczywiście został bez koszulki, tak trenowało mu się najlepiej. Oparł się jeszcze o barierki i zaczął oglądać kończący się mecz siatkówki. Zadziorny uśmiech zagościł na jego twarzy gdy dojrzał kilka ciekawskich spojrzeń skierowanych w jego stronę. Zerknął po chwili na zegarek, Mel miała jeszcze trochę czasu, więc się nie denerwował, najwyżej ją mocniej pociśnie jeżeli się spóźni.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  102. Piątkowy wieczór spędzał w barze, tyle że tym razem po jego drugiej stronie. Kumpel ze studiów się rozchorował i poprosił go o zamianę, a skoro Natan potrzebował pieniędzy to od razu się na to zgodził. Zwłaszcza teraz, kiedy dowiedział się o swym pożal się boże ojczulku. Barmaństwo musiał mieć we krwi. Nie było innej opcji.
    Radził sobie nieźle i z każdym nowym drinkiem nabierał wprawy, gdy wparowała ta długowłosa piękność. Jakoś tak nie pasowała mu do tego baru. Jakby urwała się zupełnie z innej rzeczywistości. Nie rozumiał dlaczego pojawiła się w tej spelunie, ale nie był tu po to by rozumieć.
    - Piwo raz - powtórzył i zaraz zaserwował jej kufel dobrze schłodzonego piwa, obok stawiając drinka własnej roboty. - Na koszt firmy - posłał jej zawadiacki uśmiech. - Takich okazów nie widuje się tu zbyt często - rzucił jeszcze wesoło.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  103. - Dobre pytanie - odparł na wzmiankę o wieku. Skończone osiemnaście już miał, więc nie powinno być problemu. Faktycznie w niektórych lokalach oczekiwało się 21 lat by w ogóle myśleć o pracy tam, ale on był jedynie na zastępstwie.
    - Osiemnastkę na karku mam - pokazał jej znak zwycięstwa i nachylił lekko nad barem. -A co? Chciałaś mnie podkablować szefciowi? - zapytał marszcząc nieco brwi, ale komentarz ten rzucając dość żartobliwie. Ot żeby podroczyć tę piękność.
    - To prawda - zgodził się znów. - Mają tu niezłe piwo... ale jeszcze lepszy wybór drinków - dodał unosząc lekko kącik ust w górę w pół uśmiechu. - Który wciąż czeka aż je wypróbujesz - dodał nieco pewniej siebie.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  104. Aż uniósł się dumą, gdy stwierdziła że dobre i po raz pierwszy podziękował genom swojego ojca za to, że miał je gdzieś tam w środku i uaktywniały się, kiedy on robił drinki. No właśnie, nie sądził by to były jego własne umiejętności. On zwalał winę na geny, nieważne czy robił coś dobrze, czy wręcz przeciwnie.
    - Dzięki wielkie - obdarzył ją promiennym uśmiechem. Na moment stracił z oczu wszystko co działo się w barze. Miał przed sobą tylko tą młodą kobietę, która choć seksowna i rozgarnięta... wydała mu się nagle łatwym celem. Mógłby ją sobie omamić wokół własnego palca i wydoić jak zacną krówkę.
    - Skroję ci coś jeszcze, jeśli chwilkę zaczekasz - puścił do niej oczko i zajął się małą kolejeczką, która właśnie zdołała się wytworzyć. Z szarmańskim uśmiechem obsługiwał klientki, a klientów traktował nieco poważniej.
    - Wybacz, że musiałaś czekać - rzucił odgarniając niesforne włosy, które opadły mu na czoło. - Ależ dzisiaj ruch, człowiek nie wie w co ręce włożyć - zażartował trochę. - Hm? Częściej? Oj ale ja tu za często nie jestem, zastępuję kumpla dzisiaj - przyznał szczerze robiąc nieco zawiedzioną minę.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  105. Natan pokiwał przecząco głową. Nie widział się w roli barmana na stałe. Nie kręciło go to aż tak mocno. Owszem czasem zastępował kumpli z czystej dobrej woli i chęci łatwego zarobku. Dostawał spore napiwki, które potem zabierał ze sobą do domu, a kumple oddawali mu dniówkę.
    - Hm no nie wiem, czy beze mnie drinki nie stracą na jakości - zażartował gładko, zaraz zabierając się za przepalającego gardło drinka. Pod ladą przejrzał menu i postanowił dodać trochę od siebie. Chyba po raz pierwszy w życiu starał się, by ten drink mu jakoś wyszedł. Zwykle tak się nie przejmował. Parsknął w myślach śmiechem wywracając oczyma. I po cholerę on się tak stara?
    - Proszę bardzo - postawił przed nią zrobionego już drinka. - Czego tu szuka taka dziewczyna? - zapytał swobodnie, popijając swojego drinka, którego w między czasie zmajstrował. - Zwady czy księcia na białym koniu? - uniósł lekko brew.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  106. Wzruszył ramionami w odpowiedzi.
    - Zabijam czas pomiędzy wydawaniem drinków rozmowami z interesującymi klientami. Dziś padło na ciebie. Nie ma nikogo innego, kto mógłby cię tu pobić - zauważył swobodnie, upijając kolejny łyk swojego drinka i odstawiając go za ladę.
    - Mhm na odstresowanie znam inne sposoby, picie zakrywa tu trochę o alkoholizm - pogroził jej palcem przed nosem, by zaraz musnąć go koniuszkiem palca wskazującego. - Lepiej iść z facetem do łóżka, albo poszaleć z kumpelami w wesołym miasteczku. Można też zjeść kubełek lodów i obejrzeć łzawą komedię - zażartował niczym znawca tematu.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  107. Natan w ogóle nie przejął się jej odruchem. Skończył swojego drinka jednym haustem i przyszykował sobie drugiego. Jedynym plusem tej roboty był nie kończący się alkohol. Póki trzymałeś się w miarę prosto na nogach i wciąż mogłeś obsługiwać klientów, wszystko grało.
    - Jasne, wszystko zależy od naszych gustów i guścików - zgodził się z nią po prostu, ustawiając zaraz rząd szklanek na ladzie i wykonując jedyny popisowy numer który znał. Jednym ruchem strącił shoty wódki do szklaneczek doprawiając ją odpowiednio, by rozdać odpowiednim klientom. Jeden z nich podstawił czarnowłosej pod nos.
    - Na doprawienie zapijania stresów - rzucił tylko, zaraz szukając sobie kolejnego celu. Z jedną nie wyjdzie to zabierze się za drugą.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  108. - Już wspominałem, ja tu tylko zastępuję profesjonalistę - zaśmiał się cicho, sprzątając po sobie i po niej również. Przemył ladę szmatą i ukradkiem zerknął w jej telefon. Naprawdę go to nie interesowało, póki nie zobaczył wyświetlanego numeru. Niemal nie zapadł się pod ziemię i od razu się odsunął. No i pięknie. Jeszcze mogło go spotkać spotkanie z własnym rodzicielem.
    Wbrew sobie samemu chwycił za jej telefon zerkając do środka.
    - Skąd masz jego numer? - zapytał machając jej telefonem przed nosem. Nie przyszło mu do głowy, że to może być ktoś zupełnie inny, tylko z tym samym imieniem. - Jak go zdobyłaś? Wpadnie tu po ciebie? - zasypał ją pytaniami, odsuwając wszystko inne w kąt. Teraz bar i fucha, którą przejął po kumplu wcale się dla niego nie liczyły. Daleko mu było do profesjonalizmu.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  109. Nawet się nie zmieszał na ten jej krzyk. Przekręcił przy tym głowę w prawo i palcami pokazał odrobinę.
    - Odrobinkę, ale to już dawno - oznajmił wesoło, przeskakując przez ladę. Znalazł się tuż obok niej i klepnął ją zawadiacko w tyłek. - Mówię o Niklausie - oznajmił prosto z mostu. Nigdy nie bawił się w owijanie w bawełnę. Złapał dziewczynę za rękę i poprowadził na środek sali, by zacząć prowadzić ją w rytm muzyki. W razie gdyby chciała mu przywalić dość często zmieniał kierunek wygibasów zwanych tańcem.
    - Skąd masz jego numer? Znasz go? Tobie też bachora spłodził?

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  110. Odpuścił machając rękoma przed sobą, by pokazać że rączki trzyma przy sobie. Oho. Czyli jednak go znała i chyba nie było między nimi dobrych relacji, skoro w odpowiedzi rzuciła kurwami. Zwilżył wargi językiem i cofnął się kilka kroków w tył.
    - Dzięki za taniec - skłonił się przed nią niczym prawdziwy dżentelmen, by obrócić się na pięcie i ruszyć do baru. Klienci zaczynali się już burzyć, a on nie chciał narobić kumplowi problemów.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  111. Sala zdążyła się już zwolnić, a on nadal czekał. Nie przepadał za spóźnialskimi co było widać po wyrazie jego twarzy. Na widok dziewczyny przybrała jeszcze bardziej oschły wyraz, szczególnie gdy usłyszał wyjaśnienie.
    - To na przyszłość wychodź na wcześniejszy – odpowiedział z obojętnością w głosie, wciąż popierając drabinki. – Za każdą minutę spóźnienia 5 pompek – spojrzał na zegarek – 50 pompek, raz, raz, ruszaj się. Jak znowu się spóźnisz to podbijemy stawkę do dziesięciu pompek za minutkę i tak coraz wyżej za następne spóźnienia – oznajmił bez większych emocji i czekał aż dziewczyna wykona polecenie. Nie miał zamiaru napawać się widokiem jej „męczeństwa”, to był trening i nic więcej. Sam odsunął się od drabinek i zaczął rozgrzewkę. – Podczas pompek patrz lepiej co robię, bo będziesz musiała mnie nadgonić, a ja nie mam zamiaru powtarzać wykonanych już ćwiczeń – dodał i strzelił palcami, po czym przystąpił do rozgrzania swoich stawów – nadgarstki, kostki, kolana, ramiona, łokcie, nawet szyja.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  112. Wciąż nie potrafił przyzwyczaić się do tego miejsca. Zamieszkał u Niklausa, wraz z jego córką w domu. Dostał nawet swój własny pokój i niby wszystko było dobrze, ale wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tej ciszy. W burdelu zawsze ktoś coś od niego chciał. Tu było inaczej. Najczęściej mógł robić co mu się żywnie podobało. Nikt się nie wtrącał. Tego dnia zaoferował swą pomoc i został w domu z Akane i jej kolegą. Właśnie byli w trakcie przygotowywania mufinek, kiedy rozległo się pukanie. Chłopak przerzucił ręcznik przez ramię i odgonił dzieciaki od piekarnika, tłumacząc im że gorące i nie wolno palców przykładać. Matko. Nie miał pojęcia jak zajmować się dziećmi, ale starał się nad sobą panować.
    - Już idę - krzyknął, gdy znów zapukano. Otworzył drzwi tak szybko jak się dało i zamrugał kilkakrotnie. - Em... czego tu... szukasz? - zapytał trochę się jąkając. Cholera, że też musiało trafić na tę czarnowłosą. Miał nadzieję już nigdy jej nie spotkać, a tu taki klops.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  113. Natan nie wiedział jak ma się zachować w tej sytuacji. Zamknął za nią drzwi i wyminął ją w progu, podchodząc do dzieciaków. Wsunął palucha do lukru i posmakował go lekko.
    - To może pójdziemy na układ? - zaproponował zerkając na upartego chłopca i czarnowłosą, która wyglądała tak, jakby miała zaraz wybuchnąć. - Może zostaniecie na mufinki? Dzieciaki skończą je robić, zjemy i wtedy Yumi wróci z tobą do domu - zacisnął wargi w cienką linię. Kurczę. Tak trudno było być dorosłym, kiedy miał ochotę wywalić tę kobietę z domu i schować się pod kołdrą ze wstydu. I po jaką cholerę on nawet próbował ją podrywać w tym barze. Gdyby wiedział, że tak to się skończy... to odpuściłby sobie.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  114. Słuchał tej wymiany zdań, coraz to mocniej kibicując Yumiemu niż kobiecie. Nawet liczył im punkty i póki co to chłopiec był na prowadzeniu. Taki gówniarz, a już tak dobrze potrafił sobie radzić. Wyjdą z niego ludzie. Tego był pewien. Ukucnął przy Akane i spojrzał jej prosto w oczy.
    - Oni tak zawsze? - zapytał cicho, chcąc zorientować się w sytuacji. Miał wrażenie, że jest tu piątym kołem u wozu. Niczego nie ogarniał, ale co się dziwić. Mieszkał w tym domu dopiero od tygodnia!
    - Zawsze, czasem mocniej - przyznała mała i pobiegła do Yumiego, w chwili kiedy ten wystosował bombę. Natan uniósł lekko brew i zatrzymał na chwilę czas. Wszystko stanęło w bezruchu. Upewnił się jeszcze machając dłonią czarnowłosej przed oczyma. Nawet nie mrugnęła.
    - Jasna cholera mnie zaraz weźmie. No pewnie, że się za tobą wstawię, ale raczej nic ci to nie pomoże, mały - burknął do Yumiego, który i tak go teraz usłyszeć nie mógł. - Przylazła alkoholiczka, która najwyraźniej opiekuje się tym brzdącem. Młody nie chce wracać do domu, ale sińców nie ma. Nie leje go jeszcze... - poczochrał się po włosach, dalej chodząc w tą i z powrotem po kuchni. Nie doszedł do żadnych wniosków więc odwołał to całe zatrzymanie czasu.
    - Jasna sprawa, młody - rzucił do dzieciaka z uśmiechem. - Ale dzisiaj to nie najlepszy pomysł wiesz? Niklaus wróci dopiero nad ranem. Nie będziemy mieli jak go zapytać - wyjaśnił mu. - A ja nie mogę za niego się zgadzać - pokręcił głową przepraszająco. - Jutro znowu wpadniesz. To tylko noc. Przecież ta wiedźma nic ci nie zrobi - puścił do niego oczko.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  115. - Hej, nie przesadzasz trochę? - Natan jednak nie potrafił ugryźć się w język. - To jeszcze dzieciak. Owszem przegiął, ale ty mu niczego nie wyjaśniasz. Tylko krzyczysz - burknął. Matka inaczej go wychowała. Jak zrobił coś złego to najpierw mu to tłumaczyła a dopiero później stosowała odpowiednią karę co do czynu. A często się to zdarzało i na pewno nerwy musiały ją ponosić.
    - Yumi nic takiego nie zrobił... - dodał jeszcze i zaraz uśmiechnął się do chłopca. - Już wyciągamy - dodał. Wyłączył piekarnik. Założył dwie rękawice i postawił mufinki na stole.
    - Teraz chwilę odczekamy, a dekorowanie lukrem to wasze zadanie - rzucił wesoło, czochrając Akane po włosach.
    - Kawy? Herbaty? Wody? - przypomniało mu się, że ma gościa. Alkoholu nie proponował. Wolał, by dziewczyna została jednak trzeźwa.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  116. Obrócił się na pięcie i złapał za serce, czując jak to łomocze mu w piersi. Była przerażająca i szczerze współczuł młodemu z całego serca. Dobrze, że jego matką nie była. Nie polubiliby się. O na pewno nie. Wyciągnął kubek z szafki i nalał do niego wody niegazowanej, którą zaraz postawił obok Melanie.
    - Nikt nikomu głowy nie zawraca - odparł spokojnie, pomagając Akane, precyzyjnie położyć gwiazdeczkę na samym czubku babeczki. - Jeszcze test smaku będzie - dodał zaraz. - Będziesz naszym testerem. Spokojnie, cyjanku nie dodaliśmy - uśmiechnął się do niej zawadiacko i przysiadł na jednym z wolnym krzeseł. - Jestem Natan - postanowił się jednak przedstawić. - Od niedawna tu mieszkam - dodał zaraz.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  117. Aleks uśmiechnął się niezręcznie, skupiając wzrok na kolorowych szklankach z logiem coca cola.
    - Ja ciebie też. Skąd się znacie? - zapytał, spoglądając na Melanie.
    Eliza odsunęła się i podniósła, trzepiąc spodnie.
    - Ja już ide. Pa.
    - Pa - rzucił krótko, przepuszczając ją. - No to... Mały jest ten świat, co nie, Mel?
    - Ale zamulasz - stwierdził chłopak, który wcześniej wołał Mel, po czym zaczął znowu polewać. - Napijcie sie lepiej, bo nie da się was słuchać.


    Aleks

    OdpowiedzUsuń
  118. - To ja taką super zrobię - zaoferował się Yumi, odkładając jedną babeczkę i zabierając się za drugą. Akemi potrząsnęła główką.
    - Nie! Ja zrobię - oznajmiła szybko, nie chcąc być gorsza. Natan roześmiał się serdecznie.
    - O widzę, że jurora będzie czekała trudna decyzja - zaśmiał się wlewając sobie wody do szklanki i popijając trochę, bo w gardle zrobiło mu się sucho.
    - Hm? No dzisiaj akurat tak. Zaoferowałem pomoc, bo coś mu wyskoczyło - wzruszył ramionami. Był tu darmozjadem. Niklaus nie brał od niego pieniędzy, więc chciał dać też trochę od siebie. - A co? Zazdrościsz? - uniósł lekko brew.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  119. Natan wywrócił oczyma na to jej marudzenie. Dziwne miała smaki, nie ma co... choć o nim można było powiedzieć dokładnie to samo. Nie przepadał za słodyczami, więc nie wypowiedział się na ten temat. Schował swoje komentarze do kieszeni.
    - No nie wiem - mruknął w końcu. - Ma niezłą chałupę, pracę niczego sobie i świetną córkę - zauważył spokojnie, a Akemi podsunęła Melanie babeczkę pod nos. - Czego tu chcieć więcej?
    - Moja będzie lepsza - zapewnił z dumą. Yumi spochmurniał trochę i skrzyżował ręce na klatce planując rywalizować z kolejną babeczką własnej roboty. Wygra, choćby nie wiadomo co!

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  120. Dziewczynka zaklaskała w dłonie, a potem oddała ozdoby Natanowi i Melanie. Yumiego złapała za rękę i pociągnęła do swojego pokoju. Natan dmuchnął sobie w grzywkę i zerknął na ozdoby. Oj pogada sobie dzisiaj z małą i to jak. No, ale skoro znudziło jej się ozdabianie to nic nie mógł na to poradzić.
    - Tak się wymądrzałaś o ilości lukru to teraz pokaż na co cię stać - wycelował w nią pęsetą i sam rozpoczął dekorowanie swojej. Jako, że nie miał talentu artystycznego to po prostu wlepił cały czub babeczki w lukier, a potem zaczął nakładać na nią czekoladowe gwiazdki i różowe perełki.
    - Masz w domu troje dzieci - przypomniał sobie, że ta wspominała coś o dwójce swoich plus Yumi. - I nadal masz czas na piątkowe, alkohowe szaleństwo? Szacun stara... - wypalił nagle, trochę zgryźliwie. - Zostawia dzieci bez opieki i wyłazi do klubu, a potem wraca kompletnie spita. To się nazywa odpowiedzialność... - gwizdnął tylko, odkładając swoją babeczkę na talerzyk i biorąc kolejną w dłonie.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  121. Natan wzruszył ramionami. Niby nie oceniała, a tu już wysnuwała swoje własne wnioski na temat jego osoby. Uśmiechnął się do niej krzywo i kolejną babeczkę zanurzył w lukrze.
    - Skoro tak, to ja szczerze ci radzę odwalić się od tego co robię - odparł chłodno. - Oceniam to co widzę i nie wnikam dalej. Możesz sobie być i kochającą matką, ale jak do tej pory pokazujesz się tylko od tej gorszej strony - zauważył chłodno i nie miał tu na myśli tylko jej pokazu w barze. Wiadomo tam różni ludzie się pojawiają i zupełnie inaczej zachowują niż normalnie. Ale i dzisiaj pokazała swój wybuchowy charakterek, gdy rozpoczęła kłótnię z maluchem. Potem nagle zmieniła się w anioła. Dwulicowa wiedźma jak nic, ale tego jej nie powiedział. Zachował dla siebie.
    - Mój ojciec jest tylko na papierku - zauważył spokojnie. - Nie miał bladego pojęcia, że ma bękarta - dodał, jakoś niespecjalnie przejmując się tym jak nazwał samego siebie. Zdołał się już przyzwyczaić do tego przydomku i nawet je polubił.
    - I nikt mnie nie musi lać, bym wylądował na ostrym dyżurze - dodał trochę pogodniej, bo jego słabe zdrowie samo mu to gotowało przynajmniej raz w roku. Dobrze, że Niklaus jeszcze o tym nie miał pojęcia.
    - Wiesz alkoholizm się zaczyna od tych piątkowych wypadów. Trzeba uważać, by nie przerodziły się w sobotnie i niedzielne również - machnął w jej stronę nożem umoczonym w czekoladzie i całkiem niechcący ubrudził jej nos. Parsknął śmiechem gdy to zobaczył.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  122. Nic dziwnego, że nie posiadał charakteru ojca. Wychowywała go matka i przypadkowi mężczyźni odwiedzający jej komnatę. No i alfons, którego chłopak ostatecznie się pozbył, gdy odchodził z tego przybytku. Choć właściwie nie był pewien czy się go pozbył, bo nie sprawdził tego. Nie było mu to do szczęścia potrzebne.
    - Machaj sobie do woli, tylko oszczędź te swoje balony. Dzieci w każdej chwili mogą się tu pojawić - rzucił lekko, wymownie patrząc jej na dekolt. Miała się czym pochwalić to nie ulegało wątpliwością. Były kształtne i zgrabne. Spokojnie mogłaby pracować w burdelu.
    Aż ugryzł się w język, gdy ta myśl przeszła mu przez myśl i poczochrał po głowie, jakby wyrzucając to sobie. Pięknie. Zdecydowanie za długo tam przebywał. Odłożył brudny nóż na chusteczkę i wrócił do dekorowania babeczki. Tym razem postanowił ułożyć szlaczek. Miał być prosty, ale gdy zaczęła wychodzić falka zmienił koncepcję.
    - Zamiast dawać "dobre" rady zajmij się swoim życiem, cioteczko - mruknął jeszcze. Ona nie lubiła gdy się ją oceniało po niewielkiej ilości znajomości, on wręcz nienawidził otrzymywać rad od praktycznie obcej mu osoby.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  123. Uniósł lekko brew i prychnął pod nosem. Jeśli chciała go jeszcze podburzyć to nie bardzo jej to wyszło. Odłożył swą babeczkę na bok i złożył dłonie na blacie, prostując się na krześle. Ścierpł na nim odrobinę i zaczynał odczuwać dyskomfort w okolicach krzyża. Super, znów odzywał się jego brak kompletnego zainteresowania sportem.
    - Nie przeszkadzasz mi tu. Dzieciaki dobrze się bawią to daj im się wybawić, skoro Yumi ma mieć szlaban - odparł spokojnie. - Starszym bratem... raczej nieznajomym, z którym trzeba przebywać bo ojciec pracuje - poprawił ją. Akane nie traktowała go jak starszego brata, ani on nie traktował jej jak siostry. Mieszkali razem tylko tydzień, a Niklaus miał w dupie czy coś ich łączy czy nie. Natanowi to nie przeszkadzało. Wiedział, że tak szybko się do siebie nie przekonają. Na razie był w tym domu piątym kołem u wozu, ale mało go to obchodziło. Najważniejszy był dach nad głową i żarcie.
    - A... babeczki dostaniecie na drogę. Akane nie może ich wszystkich zjeść, a ode mnie pomocy nie dostanie - skrzywił się lekko. Zdecydowanie za dużo ich wyszło.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  124. - Ach no tak, oczywiście - klepnął się dłonią w czoło. - Dać ci namiary na dobre kluby? Kobiety z pokaźnym towarem... - tu jego wzrok znów padł na jej baloniki. - ...piją tam za darmo - poruszał sugestywnie brwiami, podchwytując ten jej żartobliwy ton.
    - Ale wiesz, przerwa w szkole nie jest zbyt długa - zauważył spokojnie. - No chyba, że będą zrywać się z lekcji, a to już inna inszość. Podrzucę ten temat Akane - uśmiechnął się lekko, ostatecznie zbierając materiały do dekoracji i podsuwając jej pod nos płynną czekoladę oraz czystą łyżeczkę.
    - Wcinaj bo się zmarnuje - rzucił tylko, sprzątając resztę, a babeczki dzieląc na dwie kupki, jedną pakując do pudełka dla Melanie i Yumiego.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  125. - Ukręcenie łba mi raczej nie grozi, ale skoro tak mówisz... to namówię do tego Yumiego - pstryknął palcami. Zwali odpowiedzialność na malca i nie będzie miał nieprzyjemności. Heh, ale nie był na tyle bezczelny by to zrobić, więc argumentów na takie czcze gadanie nie miał żadnych.
    - Nie da się ukryć. Z tyłu liceum a z przodu muzeum... a wydawało mi się, że nie masz aż tylu lat by tak biadolić - uśmiechnął się jeszcze. Ziewnął nieco, zakrywając przy tym buzię i zerknął na zegarek. Oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia. Dochodziła dwudziesta trzecia. Akane już dawno powinna być w łóżku.
    - Okay, chyba czas zwijać tę imprezę - odparł szczerze. - Sorry, ale czas zachować się jak na starszego brata przystało i położyć małą do wyra - zaśmiał się trochę zakłopotany.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  126. Mimo swojego luzackiego podejścia do życia, Natan nie opuszczał zajęć na uczelni. Obiecał to swojej matce. Że skończy te studia i wyjdzie na ludzi. Co prawda to drugie mogło takie proste nie być to jednak z pierwszą częścią nie widział problemów. Kryminalistykę lubił, czasami nawet za bardzo, więc z zapałem chodził na zajęcia, wkurzając się kiedy nie mógł wstać z łóżka z powodu osłabienia organizmu.
    Dzisiaj też był na uczelni, choć rano miał już lekką temperaturę. Zignorował ją jednak na rzecz kolokwium, którego nie mógł sobie odpuścić. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie wyszedł ze szkoły. W dłoniach trzymał gorącą kawę chcąc się jakoś rozgrzać. Szyję opatulił szalikiem, mimo ciepłej pogody. Trząsł się niczym osika na wietrze. Marzył już jedynie o łóżku. Dlatego pozwolił się okrążyć.
    - No nareszcie - chłopak, który stał tuż przed nim sugestywnie strzyknął palcami. - Wreszcie cię mam...
    - No masz - zgodził się Natan trochę nieprzytomnie. Zlustrował swojego przeciwnika z góry do dołu i cofnął się o krok, wpadając wprost w łapy kumpla rosłego chłopaka. W tej chwili wydawał się mu być dwa razy większy od niego. Na dodatek minę miał nietęgą.
    - Jak mogę pomóc? - zapytał nie bardzo rozumiejąc. Nie przypominał sobie by podpadł temu kolesiowi. Nie przypominał dopóki nie mignęła mu blond czupryna dziewczyny, którą ostatnio zwiódł na manowce. - Aaa... - uniósł dłoń do góry. - No masz ci los, znów złowiłem w sidła zajętą kobietę - wymamrotał czując jak obraz rozlewa mu się przed oczyma. Chciał zatrzymać czas i zwyczajnie ich wyminąć, ale nie zdążył. Cios nadszedł znienacka, wprost w jego nos. Kawa rozlała mu się po koszuli parząc go przy tym, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. O dziwo wciąż utrzymywał się na nogach, mimo rozkwaszonego nosa. Szarpnął się, ale kumpel rozwścieczonego mocno go trzymał.
    - Możemy się jakoś dogadać? - wydusił z siebie przez zaciśnięte gardło. - Przecież to ona ma wiele na sumieniu, nie? Chyba jej nie zaspokajasz, skoro... - zagryzł zęby na języku. No szlag! Musiał mieć niewyparzoną gębę. Drugi cios sprawił, że nogi się pod nim ugięły, ale kumpel boksera trzymał go twardo i nie puszczał.
    - Już ja ci przemaluję tę buźkę! - warknął bokser zamierzając się do kolejnego ciosu. Jasnowłosy jeszcze dość przytomnie zasłonił się tym razem rękoma. Głównie myśląc o życiu swojego przeciwnika. Jeśli ten zraniłby się niechcący i miał kontakt z jego krwią to niedługo padłby trupem, a tego Natan nie chciał. Krzyknął głośno słysząc jak kość przedramienia mu pęka. Cholera! Gość miał stalowe ręce. Dosłownie!

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  127. Usłyszał jej głos dochodzący jakby gdzieś z oddali. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu po kręgosłupie, a w głowie się zakręciło, kiedy jego bokser otrzymał czysty cios prosto między nogi. Zabolało, psychicznie, ale zabolało i jego. Kumpel boksera puścił go nagle i Natan omal nie poleciał na twarz. Gdyby nie to, że Mel chwyciła go za ramię, stawiając do pionu to padłby tam jak długi. Wprost w tą rozlaną kawę. Zamierzał jej podziękować, ale ciężko było mu wydobyć z siebie jakikolwiek głos. Puściła go wreszcie i utrzymał się na nogach, by powlec się tuż za nią.
    Przycupnął na najbliższej ławce, nawet nie przejmując się pogardliwymi spojrzeniami, jakie rzucali w jego stronę inni studenci, którzy mieli okazję oglądać tę jatkę. Sięgnął do kieszeni po chusteczkę i przytknął ją sobie do nosa, odchylając głowę do tyłu.
    - Nie dotykaj – wychrypiał jeszcze na tyle przytomnie. Zwyczajnie się bał, że coś się jej stanie. – Moja krew… uhm to trucizna dla innych – wyjaśnił krótko, krzywiąc się z bólu. – Dzięki – dodał jeszcze, dużo ciszej. Nie miał żadnej siły by jej odszczeknąć czy warknąć, że przecież by sobie poradził. Nie poradził by. Doskonale to wiedział.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  128. Nawet się nie odezwał. Chwycił od niej chusteczki i przyłożył ją do nosa, krzywiąc się lekko. Pięknie. Ech, że też musiał celować właśnie tam, a on nawet z blondyną się nie przespał. Oskubał jej portfel z kasy i tyle ją widział. Westchnął przeciągle. No przecież by się za facetem podzielił kasiorką, gdyby ten nie uniósł się niepotrzebnie głupią dumą.
    - Nic mi nie jest - odparł spokojnie, ale zaraz zaklął siarczyście. Jednak prawa ręka ucierpiała bardziej niż nos. Każdy, najmniejszy ruch przyprawiał go o ból większy niż sobie tego życzył.
    - Umiesz nastawiać kości? - zapytał jej coraz mniej przytomnie. Temperatura robiła swoje, a on myślał teraz tylko o tym, by zmniejszyć dostarczany organizmowi ból. Nic więcej się dla niego nie liczyło. Pewnie nawet poczułby wstyd, bo uratowała go dziewczyna, ale miał na to wylane. Nawet to do niego za bardzo nie docierało.
    - Ech, ale najpierw przydałaby się whisky... na znieczulenie - wymamrotał sam do siebie.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  129. Niemal od razu osunął się na posadzkę, gdy znaleźli się w męskim kiblu. Miał jej nawet powiedzieć, że może nastawiać na środku korytarza, bo jemu to lotto, ale nie miał siły. Spojrzał nieprzytomnie na biały płyn, to na Melanie.
    - "Tatuś" łeb mi ukręci jak się dowie, że od obcych dragi przyjmuję - wydusił z siebie odrobinę codziennej werwy i zgryźliwości, choć nie wyszło tak jakby tego chciał. Nie bardzo mu się podobał fakt, że będzie miał wypić ten biały płyn, ale nie miał ani argumentów ani siły ani ochoty by oponować. Był potulnym i naiwnym gówniarzem.
    - Tylko... żadnych szpitali - wychrypiał jeszcze, zanim wypił ten biały płyn. Powiedziała, że będzie mu jak po dragach. Dragów raczej nigdy nie brał, ale jak po dragach to już się czuł z temperaturą trawiącą jego ciało. Nie mogło być gorzej... a jednak było.
    - O ja pier... - wymamrotał, odsuwając się od niej automatycznie, gdy tylko płyn zaczął działać. Melanie zmieniła mu się w pół konia, który rżał za każdym razem, gdy otwierała usta. Cholera. Nie wiedział czy śmiać się czy płakać. Posadzka nagle zniknęła, a na jej miejscu pojawiła się galareta, mięciutka galareta na dodatek.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  130. Ukłucie bólu jakie towarzyszyło nastawianiu kości nie było nie do zniesienia. Zwłaszcza w porównaniu ze strachem przed wytworem jego własnej głowy. Wolał zagryzać zęby i nic nie mówić, a niżeli pozwoli potworowi się z niego naśmiewać.
    Coś do niego mówiło, ale on wolał posadzkę. Sny jakie miał później nie należały do najłagodniejszych. Nie wiedział co się z nim dzieje, a kiedy ostatecznie otworzył oczy znajdował się na kanapie w nieznanym mu mieszkaniu. Pomału dźwignął się z niej, krzywiąc niemiłosiernie. Na czole miał zimny okład, najprawdopodobniej chcąc zbić mu temperaturę. Łeb mu pękał, bark pulsował nikłym bólem, na dodatek ten nos. Musiał wyglądać jak tysiąc nieszczęść na raz, czyli odrobinę gorzej niż zwykle.
    - Hej - wychrypiał widząc Mel w drzwiach. - Dzięki za wszystko, ja będę się już zbierać - rzucił szybko, nie chcąc jej na głowie siedzieć w takim stanie, ale gdy wstał na nogi to omal nie upadł. Szczęśliwie złapał się kanapy i na nią zaraz wrócił.
    - Za chwilkę zniknę - obiecał jej jeszcze.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  131. Z wdzięcznością wziął od niej butlę z wodą i od razu wytrąbił jej połowę, odstawiając z powrotem na podłogę. Chwilę zbierał się by jej odpowiedzieć, ale w końcu ulokował wzrok w jej twarzy.
    - Miałem ważne kolokwium - mruknął na swoje usprawiedliwienie. Gdyby miał leżeć to pół życia by musiał w łóżku spędzić. - Co ty mi zrobiłaś? Łeb mi napierdziela jak szalony - zamarudził trochę, czując łzy napływające do oczu. Szybko starł je zdrową dłonią, bo mimo nastawionego barku nadal uważał, by tej ręki nie używać.
    - Ja w życiu nie ćpałem - przyznał się jej. Nie miał dragów w ustach ani razu i szczerze nie chciał tego powtarzać ani razu. - Często bierzesz? - zapytał jej jeszcze trochę tym przerażony.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  132. Natan, uniósł się na łokciach by wreszcie usiąść. Dość powoli zsunął z siebie koszulę, która i tak nadawała się już tylko do piachu. Zakrwawiona jakby co najmniej w jakiejś masakrze brał udział. Odsunął się też trochę od oparcia kanapy, by Melanie miała lepsze dojście do jego barku. Obserwował jej poczynania uważnie.
    - Mhm, mnie to nie kręci - odparł szczerze. Do narkotyków nie miał neutralnego podejścia. On zwyczajnie nie widział w nich sensu. Zwłaszcza po tym co przed chwilą przeszedł. Horror, a nie przyjemność. Na moment stracił równowagę i poleciał wprost na nią. Oparł czoło o jej ramię i nabrał kilka głębokich oddechów. Cholera, nieźle go wzięło nie ma co.
    - Wezmę chyba taksówkę, by ci na głowie nie siedzieć - zacisnął mocno wargi. Dzieci Mel wpadły do domu akurat w tym momencie, jakby się zmówiły.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  133. Nie widział w tym żadnego problemu. Odzyskał równowagę i powoli oparł się o kanapę, krzywiąc przy tym z bólu. Świetnie, zapowiadało się na długą przeprawę przez ból i cierpienie. Aż zgrzytnął zębami z tej "radości".
    Nie zamierzał czekać. Chciał już wrócić do domu, do swojego łóżka. Chciał już mieć to wszystko za sobą. Dlatego chwycił swoją koszulę, powoli zakładając ją na siebie, by wreszcie wstać nieco chwiejnie na nogi. Musiał odespać to cholerstwo. Temperatura dawała mu się tak we znaki, że gdy pomyślał do domu to przed oczyma stanął mu burdel, w którym się wychował. To tam zamierzał się udać. Każdy krok zakrapiany był bólem pulsującym od czaszki i przez bark. Świetnie. Jak go zobaczą w domu to się załamią. Na pewno. Uśmiechnął się krzywo, łapiąc wreszcie ściany i przechodząc przez drzwi. Odnalazł nawet swoje buty i wsunął je na nogi. Mel wystarczająco dużo zrobiła. Zaklął siarczyście potykając się o jakieś klocki i wpadając na szafkę, gdy stracił równowagę. No i pięknie. Miał lepszą fazę niż normalnie. Zanim dziewczyna wróciła udało mu się wyjść z domu i ruszyć ulicą w stronę burdelu. Usiadł jednak przy drzewie na pierwszym lepszym rogu i przymknął oczy. Chwile sobie odpocznie i pójdzie dalej. TO był dobry plan

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  134. - Móc mogę, ale nie chcę ci robić problemów, więc zwyczajnie chciałem ci dać spokój - mruknął ponuro. Przecież ona go nawet nie lubiła i ze wzajemnością. Ich poprzednie spotkania za dobrze się nie kończyło. Nie kliknęło między nimi, więc jego osoba musiała jej niezwykle ciążyć.
    - Nawet nie wiem dlaczego ty mi pomagasz - westchnął ciężko. - Ale nie odpowiadaj... pewnie przez wzgląd na mojego ojczulka - westchnął powoli wracając z nią do mieszkania. Wszystko przez cholerną gorączkę. Dałby sobie radę i z tym barkiem i z nosem... tylko ta gorączka osłabiała go konkretnie.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  135. Pokręcił przecząco głową i syknął cicho, gdy mocniej zacisnęła bandaż. Zaraz też ubrał koszulę, zapinając ją pod samą szyję. Zrobiło mu się zimno i aż szczęknął zębami, zanim nabrał głębokiego oddechu.
    - Nastawić, ale już mnie nie futruj tym czymś - poprosił. - Po stokroć wolę ból - wymamrotał. Chciał wrócić do domu, ale nie do końca wiedział gdzie jest jego dom. Czy ta brama o której wspomniała Mel to faktycznie jego dom? Zacisnął mocno szczęki. On chyba nie miał domu, przynajmniej nigdzie teraz nie czuł się jak u siebie.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  136. Skrzywił się i szarpnął mimowolnie, gdy nastawiała nos, ale nie krzyknął. Wytrzymał to, choć miał ochotę przekląć ją i wysłać do wszystkich diabłów. Będzie musiał ojca zapytać czy zna jakiegoś diabła.
    Opatulił się kocem całkowicie i położył na kanapie przymykając oczy.
    - Nie przeleciałem jej - odparł zachrypniętym głosem. - I nie, nie wiedziałem... zwykle nie spotykam swoich ofiar na uczelni, ale jej zachowanie mnie wkurzyło. Wozi się porsche i udaje księżniczkę... a daje się uwieźć na kilka czułych słówek - uśmiechnął się krzywo.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  137. - Gorszy dzień - powtórzył za nią i prychnął cicho, by roześmiać się wreszcie. Pokręcił przecząco głową i skrzywił bo zbyt dużo ruchów głowy na raz. - To już nie mój problem. Będę uważać, by robić głębszy wywiad od tej pory - mruknął masując sobie skronie zdrową dłonią, po czym zerknął na Mel. Uśmiechnął się krzywo.
    - Jakoś trzeba na siebie zarobić - mruknął z uśmiechem. - Korzystam z tego czym obdarzyła mnie matka natura... czarujący uśmiech i zatrzymywanie czasu - odparł spokojnie. Na niej i tak tej sztuczki już by nie wykorzystał, więc nie widział problemu w tym, że jej powie. Albo po prostu jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego co zrobił.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  138. Natan pokręcił ze śmiechem głową i uniósł lekko brew. Naprawdę myślała, że z każdą chodził do łóżka za pieniądze? A niby taka doświadczona życiem, a zero cwaniactwa nie miała.
    - Nie, dzięki. Wolę to co robię - odparł, nie tłumacząc się już bardziej. - Szybki zarobek, dobry zarobek... a po studiach znajdę sobie normalną pracę, a to... będzie moim hobby - wyjaśnił bez zbędnych ceregieli. - A barmanem za chiny nie będę - zarzekł się. Nie będzie robił niczego w czym maczał palce Niklaus. Nie i tyle. Uparł się niczym gówniarz.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  139. Zasłonił oczy zdrową ręką i odetchnął głęboko. A nie tak dawno temu pierdoliła o nie ocenianiu książki po okładce. Aż sarkastyczny uśmiech pojawił mu się na twarzy, gdy o tym pomyślał.
    - A czego się spodziewałaś po synalku kurtyzany, co? - zapytał jej chłodno. - Poszedłem w jej ślady z nieco lepszym zasobem - podniósł się na łokciach i zerknął na nią nieco przytomniej. -A co? Chcesz spróbować mych usług? Ostrzegam, tani nie jestem - rzucił znacząco przesuwając wzrokiem po jej figurze.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  140. Prychnął pod nosem znów kładąc się na kanapie i zasłaniając oczy dłonią.
    - Ona nie żyje. A myślisz, że dlaczego wprowadziłem się do ojczulka? Bo chciałem? Bo nagle go odnalazłem i a wcześniej szukałem go całymi dniami i nocami niczym wygłodniały pies? - zaśmiał się cicho. - Zabił ją ten cały Rozpruwacz - mruknął zaciskając mocniej wargi. Emocje jednak przejmowały nad nim górę, kiedy o tym mówił. Zacisnął mocno pięść i odetchnął głęboko powoli się uspokajając.
    - Najchętniej odnalazłbym tego padalca i ubił niczym psa, ale nie mogę - wyrzucił z siebie. - Nie mam tyle siły, ani doświadczenia. I nie będę miał nigdy, bo od dziecka choruję za każdym pieprzonym deszczem, każdym kichnięciem obcej osoby. Więcej czasu spędzam w łóżku niż na zewnątrz - rozgadał się jak nic, gdy temperatura trochę mocniej przyćmiła mu umysł. - Więc nie mam szansy na osobistą zemstę. Nie jestem na tyle głupi by porywać się z motyką na księżyc - uśmiechnął się krzywo i odkaszlnął trochę.
    - A ta propozycja, droga Melanie nie była na serio. Zanim wybiorę swoją ofiarę musi ona spełnić kilka warunków. Ciebie eliminuje fakt, że wiesz gdzie mieszkam - złożył z palców pistolet i wystrzelił z niego w nią kilkoma ziarnkami piasku. - Nigdy nie chodzę z moimi ofiarami do łóżka - dodał oblizując lekko wargi. - Dla mnie liczy się tylko dobra zabawa i grube portfele tych kobiet.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  141. Nie wiedział czy powinien jej wierzyć, ale mimowolnie skinął głową. Nie chciał by uważano go za mamisynka, ale z drugiej strony był mocno związany ze swoją matką. To naturalne, że go bolała jej strata.
    Dźwignął się z posłania i pozwolił Melanie asekurować się do tego stopnia, by omal na niej nie wisieć.
    - Jedziemy do domu, jak rozumiem? - wymamrotał jeszcze obserwując opiekunkę, która wydawał się łypać na niego nieufnie. Nic dziwnego, był intruzem w tym domostwie. - Tylko mnie gdzieś w polu nie zamorduj - poprosił jeszcze, bo nie był pewien czy dotrzyma jasność umysłu aż do mieszkania Niklausa.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  142. Zlekceważył całkowicie jej miny i rozgrzewał się w spokoju, do czasu aż nie usłyszał mruknięcia dziewczyny. Spojrzał na nią i zaraz uśmiechnął się pod nosem. Spokojnie poczekał aż skończy swoje i właśnie kiedy planowała zacząć powtarzać jego ćwiczenia pokręcił głową.
    - Jeszcze Twoje świeżo zażyczone przysiady, też pięćdziesiąt. Raz, raz – klasnął nawet w dłonie, aby ją popędzić. Jeszcze jej się odechce miałczenia na tych ich treningach.
    Kiedy Mel skończyła swoje karne zadania on był już blisko końca rozgrzewki, tak więc Czarnuli nie zostało wiele do powtórzenia. Cóż, najwyżej coś sobie nadwyręży i nauczy się nie spóźniać.
    - Dzisiejsze zajęcia uznaj za czysto teoretyczne. Najpierw sprawdzę na co tak właściwie Ciebie stać. Zaczynamy od walki wręcz, bez używania jakichkolwiek zdolności – oznajmił podskakując to na jednej, to na drugiej nodze. Korzystając z momentu, w którym dziewczyna kończy ostatnie ćwiczenie wymierzył cios nogą i pchnął ją tym samym w stronę podłogi.
    - Zasada pierwsza, spodziewaj się niespodziewanego – zadziorny uśmiech wkradł się na twarz Blondyna, a on złapał butelkę wody, by wziąć kilka większych łyków. Zakręcił ją i rzucił w stronę Mel, gdyby chciała się napić.
    - Zadanie jest proste, nie dać się sprowadzić do parteru i unieruchomić przeciwnika – dodał i poprawił bandaże na dłoniach. – Dajesz… mała – ostatnie rzucił nieco kpiąco, co by rozjuszyć odrobinkę „uczennicę”.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  143. Nie tego się spodziewał. Zdecydowanie nie tego. Nie uprzedziła go, nie powiedziała nic. Nawet okiem nie mrugnęła i przeteleportowała ich. Odepchnął ją automatycznie, chwiejąc się na nogach i opadł na kolana kaszląc niczym opętany.
    - Jezu! Kobieto! - krzyknął na nią ledwie się trzymając. Żołądek podchodził mu do gardła, głowa jak nawalała wcześniej to nadal nawalała dodatkowo dodając do atrakcji zawroty głowy. - Nigdy... więcej... tego... nie rób - wydusił wciąż nabierając szybkie oddechy, które raz po raz zmieniały się w kaszel.
    - Nosz kur... przecież nie dojdę do domu... - omal łzy nie zakręciły mu się w oczach.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  144. - Albo przy lesie... - dokończył za nią, podstawiając gospodarzowi swój kieliszek, żeby mu polał. Popatrzył na sake, która spłynęła po jego palcach, krzywo. Nienawidził wódki, a tej szczególnie.
    No, ale polali - trzeba pić.
    - No, to za miłe spotkania. - Podniósł naczynie do toastu i uśmiechnął się do dziewczyny. Wszyscy stuknęli się i wypili.
    - Jestem styrany. Nigdy więcej nie przychodzę na domówkę po pracy. Nigdy - powiedział jakiś koleś, którego imienia Aleksander nie zapamiętał.

    OdpowiedzUsuń
  145. Zadziorny uśmiech nie zniknął z jego twarzy, gdy ta zawtórowała mu z tym drobnym epitetem. Od razu dostrzegł luki w jej obronnej pozycji, jednak na tą chwilę nie zamierzał tego wykorzystywać, to by było za łatwe, a chciał mimo wszystko mieć jakiś ubaw z tych zajęć. Cios w głowę odparł bez najmniejszego problemu, Mel mogła być elastyczna niczym guma, ale różnica wzrostu robiła swoje. Kiepskie rozpoczęcie pojedynku, nawet jeżeli zastosowała ten ruch jako zmyłkę. To jak zaatakowała kolana bardziej mu się widziało. W końcu był wyższy, więc to właśnie na nogach dziewczyna powinna się skupić. Oczywiście były jeszcze inne sposoby i chociaż lubił dziewczynę to przypuszczał, że te nawet nie przyszłyby jej do głowy, a szkoda. Czarnula atakowała dość dobrze, tyle, że była bardzo przewidywalna, uparła się na tych kolanach i ogólnie rzecz biorąc dolnych partiach ciała. Ostatni atak był kategorycznym błędem. Podczas blokowania kolana naturalne było delikatne zgięcie ciała, przez co brzuch napinał się znacznie i uderzanie go, nawet udane, miałoby mały sens. Dodatkowo chłopak wykorzystał swoją pozycję i zakleszczył rękę Czarnuli po czym wykręcił boleśnie.
    - I już nie miałabyś ręki – szepnął, zatrzymując skręt dłoni na tyle, by jej za bardzo nie uszkodzić. – Prawdziwy przeciwnik by się nie cackał, złamałby ją bez problemu – puścił ucisk i odepchnął Mel lekko od siebie. – Myśl Mel, to podstawa. Wojny nie wygrywa się siłą czy wielkością, najważniejsza jest strategia – popukał się po skroni, dając znać, aby ruszyła szare komórki. – No i postawa – podszedł do niej, po czym poprawił zarówno ustawienie rąk jak i nóg. – Przy prawdziwym pojedynku na śmierć i życie nie jest tak istotna, ale zdecydowanie łatwiej wyprowadzać będzie Ci z niej ciosy – pouczył ją, po czym oddalił się na dwa duże kroki. – Spróbuj raz jeszcze – zachęcił ją poruszając palcami dłoni w swoją stronę i sam przybrał odpowiednią pozycję obronną.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  146. Natan przytrzymał się bramki i przestąpił próg, cały czas walcząc z mdłościami. Już miał jej jeszcze coś zamarudzić, gdy gdzieś z tyłu głowy poczuł że coś jest nie tak. Odwrócił się gwałtownie na chwilę odzyskując jasność umysłu. Złapał Mel za rękę i wciągnął do środka, zatrzaskując za nimi bramkę, w chwili gdy coś się z nią zderzyło. Nie bardzo rozumiał co się dzieje. Jakichś trzech zakapturzonych facetów obrało sobie dom Niklausa za cel, a oni zwyczajnie napatoczyli im się na drodze.
    - Akane – wyrwało mu się i puścił dłoń Melanie biegnąc w stronę domu. Dziewczynka nie mogła tam zostać sama. Nie wiedział nawet czy Niklaus jest już w środku, ale jeśli nie… to musiał małą zabrać stamtąd jak najszybciej się dało. Pewnie była przerażona.

    Natan [nie pytaj xD planu nie mam, możesz coś domyślić xD może to Mel ścigają? :P]

    OdpowiedzUsuń
  147. Natan nie patrzył za nią. Od razu skierował się do pokoju Akane. Dziewczynka stała w pidżamce, przecierając zmęczone oczy. Wyglądała troszkę bladziej niż zazwyczaj. Natan odetchnął głęboko i zamknął na moment oczy. Pamiętał coś o tym, że powinno się okazywać spokój przy dzieciach, by niepotrzebnie paniki nie wprowadzać.
    - Chodź Akane – wyciągnął do niej dłoń. – Musimy się stąd wy… - zaczął, ale zaraz skoczył do małej i odciągnął ją w bok, zanim czarna kula trafiła w ścianę roztrzaskując krzesło. – Kur… - zaczął, gryząc się w język. Kiedy potrzebował zatrzymania czasu to go nie było, nie potrafił z siebie tego wykrzesać. – Schowaj się – poprosił małą, obracając się do przeciwnika. Jeden musiał się Mel wymknąć, był na jego głowie.
    Pięknie. Ze złamanym nosem, świeżo nastawionym barkiem oraz gorączką tak wysoką, że ledwie widział na oczy, stanął przeciw zakapturzonym przeciwnikiem. W dłoni dzierżył drewnianą nogę krzesła, które przed chwilą się rozpadła. Marna pociecha z takiej broni, ale nie mógł liczyć na swoje moce. Przynajmniej nie na te od Niklausa. Miał jedną szansę na milion, by swój plan wprowadzić w życie. Ale nie pozwoli skrzywdzić Akane.
    Jego przeciwnik prychnął pogardliwie widząc jego postawę i wystrzelił serię pocisków z dłoni. Natan uskoczył przed pierwszym, wpadając na łóżko dziewczynki. Kolejny przeleciał tuż nad jego głową, a jeszcze jeden trafił go w nogę. Wrzasnął bardziej zaskoczony tym trafieniem, niż faktycznym bólem. Facet przerwał ostrzał i zbliżył się do chłopaka.
    - Nie jesteś dla mnie żadnym przeciwnikiem smarku – złapał go za włosy i podniósł go do góry, po czym zwinął pięść i zamachnął się waląc prosto w nos. Gruchnęło ponownie. Świeżo nastawiony nos znów został rozkwaszony, a chłopak rozchylił usta by nabrać powietrza. Miał wyraźne problemy z oddychaniem, a mimo to zamachnął się nogą krzesła celując wprost w głowę faceta. O dziwo przeciwnik przyjął cios, ale to nie jemu zadziała się krzywda, tylko drewno rozsypało się na kawałki.
    Zakapturzony uśmiechnął się szyderczo, by wyprowadzić cios wprost w brzuch jasnowłosego. Natan zwinął się w pół kaszląc okropnie i wypluwając przy tym krew. Był ledwie przytomny, gdy tamten rzucił nim o ścianę. Uderzył w nią pięknie głową i osunął po niej, czując się coraz słabiej. Mimo to podniósł się po raz kolejny. Piasek zatańczył tuż przed nim atakując mężczyznę. Słabo, bo tylko na tyle czerwonooki miał sił, ale to wystarczyło by zdołać się do niego zbliżyć. Natan liczył na łut szczęścia. Łut, który szczęśliwie się pojawił. To wówczas przeciął sobie dłoń scyzorykiem, który zawsze nosił przy sobie. Krew popłynęła niemal od razu. Zwinął pięść i gdy zakapturzony przedarł się przez zasłonę z piasku, uderzył go prosto w twarz. Kilka kropel jego krwi dostało się do organizmu mężczyzny, ale Natan nie doczekał się rezultatu. Został posłany znów na ścianę, tym razem przywalił głową na tyle mocno by stracić przytomność. Zanim to zrobił zauważył jedynie, że zakapturzony zaczął się dusić. Udało się. Akane była bezpieczna.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  148. Akane zasłoniła usta dłońmi i zamknęła oczy. Siedziała cicho pod biurkiem. Starała się nie ruszać, ale w końcu ciekawość zwyciężyła. Otworzyła oczy w chwili, gdy zakapturzony padł w spazmach na podłogę i wykrwawił się tuż przy niej. Jego puste ozy patrzyły prosto na małą. Dziewczynka szybko wydostała się spod biurka i szturchnęła głowę trupa swym kapciem, jakby chcąc się upewnić że ten faktycznie nie żyje. Brak reakcji przyjęła z ulgą. Podbiegła wówczas do Natana i przyklękła obok niego, szarpiąc go mocno.
    - Natan? Natan, wstawaj – poprosiła, ale nie było odpowiedzi. Dotknęła palcami jego głowy i gdy tylko je odciągnęła zobaczyła na swej dłoni krew. Przerażona wytarła rękę o spodnie od pidżamy i odnalazła swój telefon. Szybko wybrała numer do taty.
    - Tatuś? Tatuś przyjedź! – poprosiła wyraźnie przerażona. – Tatuś, w domu jest trzech panów, Natan mocno krwawi z głowy, jeden pan nie żyje, a (ciocia) Mel [nie wiem jak Akane na nią woła xD] walczy z dwoma na dole… - wyjaśniła.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  149. Wpadł na Melanie tak całkowicie przypadkowo, robiąc zakupy w supermarkecie. Ostatnio odpoczywał od dzieciaków w Girie i wykonywał pewne misje dla Gildii. Czuł, że to czas najwyższy, bo ciemna strona jego natury zaczynała mocno dawać mu się we znaki. Zaczynało się niewinnie, od chłodnej obojętności. Potem to wszystko przeradzało się w złość, furię i mordowanie tego kto mu się pod rękę nawinie. Dlatego musiał zająć się swym zdrowiem psychicznym i spożytkować swoje furie na nic nie wartych morderców.
    Właśnie wracał z jednego zadania w całkiem dobrym nastroju, gdy przypomniał sobie że nie ma nic na kolacje. To dlatego znalazł się w tym supermarkecie i wpadł wprost na dzieciaki Melanie. Zaraz też rozpoznał czarnowłosą. Pomachał do niej z wielkim uśmiechem.
    - Yo! Rodzinne zakupy na kolację? No proszę – zagwizdał z podziwem. Ostatnio co chwilę wpadał na swych znajomych i ich dzieci. Aż miał wręcz wrażenie, że gdzie nie pójdzie tam rodzicielstwo się kłania. Cóż… on miał na to jeszcze czas i nie zamierzał na razie zmieniać swojego statusu. Wieczny singiel to było coś.
    - Co dobrego robicie? – bezceremonialnie zerknął jej do koszyka na zakupy i z uznaniem pokiwał głową. – To może znajdzie się miejsce dla kolejnej gęby co? Mam niezłą szkocką przy sobie a ty wciąż wisisz mi małe szaleństwo – przypomniał wesoło.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  150. Meliodas pokiwał głową jakby się zastanawiał nad tą opcją, zmarszczył nieco nos, ale zaraz wyszczerzył się do niej. Zrobił znak zwycięstwa i poczochrał jakiegoś malca, który wrzucił aż 4 czekolady do wózka.
    - Spokojna twoja rozczochrana. Masz do czynienia z kandydatem na kolejną Magdę Gessler. Wciąż w procesie nauki, ale całkiem nieźle mi idzie – wypiął dumnie pierś do przodu. – A alkohol na deser – dodał, zerkając na swoje zakupy. – Podzielę się jakimś z panią domu – zapewnił wesoło. – I obiecuję nie siedzieć do rana. Dam odpocząć tobie i twoim maluchom.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  151. - Hm… no mógłbym, ale z tymi zakupami to nie ma szans – odparł kręcąc przecząco głową. – Dobra, to widzimy się za pół godziny. Przyjdę z całą siatą produktów – dodał zaraz i ruszył w alejki planując co tu zrobić. Uznał, że skoro jest tyle dzieciaków to domowa pizza będzie w sam raz. Nie dość, że Mel zrobi zdrowszą wersję fast foodu to jeszcze dzieci będą miały szansę jej pomóc.
    Kupił wszystko co było potrzebne, upewniając się że sera ma odpowiednią ilość i wraz z tym skierował swe kroki do Mel. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie przypomniał sobie w połowie drogi, że właściwie nie wie gdzie dziewczyna mieszka. Szczęśliwym trafem miał przy sobie telefon.
    - Oi, Mel… w którą stronę do ciebie? – zapytał prosto z mostu, gdy ta odebrała. – Nigdy nie miałem okazji cię odwiedzić – przypomniał, usprawiedliwiając tym swą niewiedzę.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  152. Wysłuchał jej kierunków i skinął lekko głową.
    - Jasne, dotrę – zapewnił ją. – Wyszedłem z tego supermarketu co się widzieliśmy, więc na pewno jakoś daleko stąd nie mieszkasz – zauważył wesoło ruszając w podanym przez dziewczynę kierunku. Trochę mu to zajęło, ale w końcu stanął na progu jej mieszkania.
    - Sukces. Kierunków nie pominąłem, choć przyznaję bez bicia na końcu szedłem na węch – rzucił ze śmiechem. Aura Melanie wręcz śmierdziała, a dzieciaki tylko ją potęgowały.
    - Dobra, dziś rodząca się gwiazda showbiznesu proponuje domową pizzę. Świetna i prosta sprawa, na dodatek dzieciaki mogą pomagać – wyjaśnił swój plan.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  153. - Kawa brzmi świetnie – zgodził się z nią trochę wypakowując zakupy, by schować jej do lodówki mięso i butelkę wódki, co by ją schłodzić. Milczał, gdy zadała mu to pytanie, po czym dmuchnął sobie w grzywkę i zerknął na Melanie.
    - Jak się czuję bez faceta? Normalnie – odparł zwyczajnie. – Właściwie to zastanawiam się dlaczego dał ci się zabić – przyznał szczerze, unosząc lekko brew. Kuro nie wyglądał na takiego, którego dałoby się łatwo podejść, ale co on tam wiedział. Znał faceta kilka tygodni.
    - To była niezła przygoda z mojej strony – postukał palcami o szafki. – A co u mnie… - zastanowił się trochę dłużej. – Ostatnio miałem dużo na głowie, wiele się działo… i teraz doprowadzam psychikę do porządku – uśmiechnął się krzywo. – Byłem blisko wybuchu, ale już mi lepiej – zapewnił ją spokojnie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  154. Muchy by nie skrzywdziła… tak, jasne. Gdyby nie ten jeden komentarz to pewnie by jej uwierzył, ale tak… cała jej przykrywka padła. Nie zamierzał jednak drążyć tematu. Zwyczajnie mu nie zależało. Upił tylko łyk swojej kawy, po czym machnął lekceważąco ręką.
    - Daj spokój – uśmiechnął się nieco. – Nie przejmuj się. Poradziliśmy sobie bez podręczników. Dajemy radę na kserówkach. Dzieciaki głupie nie są – dodał zaraz z delikatnym uśmiechem. – Jestem pewien, że te które kończą ze mną teraz naukę poradzą sobie w życiu, a z resztą zobaczę się po wakacjach.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  155. Pokręcił przecząco głową. Gdyby zatrudnił kolejną kobietę to z torbami by wyszedł.
    - Nie, nauczycieli mam ostatnio pod dostatkiem – przyznał spokojnie. – Pracuje u mnie Rei i Timmy. Dlatego mogę sobie pozwolić na wypad – wyjaśnił wesoło. No i osiem godzin dziennie faktycznie dawało się we znaki, ale zdołał się już do tego przyzwyczaić.
    - A co? Potrzebujesz etatu? – uniósł lekko brew, szukając wśród swoich znajomych kogoś, komu przydałaby się pomoc. Nikt nie przyszedł mu do głowy, więc wzruszył lekko ramionami. – Przykro mi. U mnie go nie będzie. Mam złe przeżycia z aniołami – westchnął przeciągle. Przez problemy jakie dostarczała mu obecność Eli dookoła szkoły miał serdecznie dość tego gatunku. Owszem pogadać tak, wypić piwo czy mocniejszy trunek również. Ale nie chciał ich blisko swojej placówki.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  156. - Się wie – Meliodas dopił swoją kawę i odstawił kubek do zlewu, by zakasać rękawy. – Zaczniemy od ciasta na pizzę. Można iść na łatwiznę i użyć gotowego – poklepał jedno opakowanie gotowca, które kupił by dokładnie jej wszystko wyjaśnić.
    - Albo zrobić swoje własne. To będziemy dziś robić – otworzył mąkę i sypnął nią w dziewczynę. – Do roboty – uśmiechnął się. Pizza domowa nie była jakoś specjalnie skomplikowana, ale wszystko zależało od jakości ciasta na spód. – Klucz do sukcesu leży tutaj – pokazał jej jak zrobić dobre ciasto. Pracował sprawnie, wyjaśniając krok po kroku co robi i po co. Tak jakby miał do czynienia z własnymi uczniami. Włączył mu się nauczycielski ton i dopiero po dłuższej chwili zorientował się co robi.
    - Sorry – westchnął. – Gotuję z dzieciakami – wyjaśnił. – Im trzeba łopatologicznie wszystko wyjaśniać. Kroczek po kroczku. Nawet te oczywiste rzeczy – podrapał się po głowie nieco zmieszany, ale zaraz roześmiał serdecznie. – Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  157. Meliodas potwierdził naprężając bicepsy przez moment.
    - Poza pizzą, noszę jeszcze dziki, kiedy mam ochotę na dziczyznę – wyjaśnił jej wesoło. – Lepsze niż siłka – przyznał spokojnie. – Wystarczy trochę nauki i o… doskonale ci idzie – zauważył, kiedy ciasto Mel zaczęło wyglądać. – Zostaw teraz pod przykryciem na pół godziny. Wyrośnie. Podzielimy je na kilka części i resztę zamrozisz – wyjaśnił swój zamysł, samemu też kończyć ze swoim.
    - Dobra, przerwa. Za pół godziny zajmiemy się resztą.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  158. Klepnął ją ścierką w udo i pokręcił ze śmiechem głową.
    - Typowe wymówki leniwca moja droga – oznajmił wesoło, wyciągając warzywka. – Pokroimy je, a do ostatniej części zawołasz swoje małe pędraki. Niech się pobawią i poukładają wszystko na pizzy tak jak będą chciały – zaproponował takie rozwiązanie, biorąc do ręki nóż i chwilę się nim bawiąc. Lubił, gdy dzieciaki włączały się w gotowanie. Wprowadzały do kuchni kupę śmiechu i zamieszania. Czasem nawet zastanawiał się nad własnym dzieciakiem, ale zaraz rezygnował z tego pomysłu. Nie byłoby tu bezpieczne. Nie, w sytuacji w jakiej się znajdował.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  159. Wycieczka, wycieczką. Czas miło spędzony z Akane i Niklausem dobiegł końca. Czas było wrócić do szarej rzeczywistości. Nie było go ponad dwa tygodnie na uczelni. Dwa tygodnie podczas których zregenerował swój organizm na tyle by mógł wrócić pełen werwy. A tak mu się tego dnia nie chciało.
    Na dodatek mieli mieć dzisiaj zupełnie inne zajęcia niż normalnie. Konsultacje z psychologiem. Taka próba przed tym co mogło ich czekać w pracy. Każdy otrzymał numer pokoju do którego miał wejść. Natan był ostatni w kolejce, więc zdołał w tym czasie wypalić 3 papierosy i wypić czarną kawę. Denerwował się. Nie powinien, ale denerwował się.
    W końcu nadeszła jego kolej. Wszedł do środka i rozejrzał się po przystosowanym do tego celu pomieszczeniu. Zniknęły obskurne ławki. Zostały zastąpione dwoma, skórzanymi fotelami, w których można było się zapaść oraz stolikiem pomiędzy nimi, jakby miał pozwalać na przestrzeń osobistą. Zapach palonej kawy rozchodził się po pomieszczeniu i o dziwo koił jego zmysły. Zajął miejsce na jednym z foteli, dopiero wtedy zerkając na swojego psychologa. Omal nie padł z wrażenia widząc tam Melanie.
    - Cześć – przywitał się z nią krótko. – Jestem ostatnią ofiarą losu – uśmiechnął się krzywo.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  160. Wywrócił oczyma i pokręcił głową z dezaprobatą. Ach ta dzisiejsza młodzież. Na nic nie mają czasu i żywią się takim śmieciowym żarciem. Westchnienie uciekło mu spomiędzy warg zanim zdołał je powstrzymać. No nic. Mamusia od siedmiu boleści nie miała czasu na gotowanie. Aż się wierzyć nie chciało. Nie skomentował tego jednak, tylko zaraz pomógł jednemu z jej dzieci pokroić mięsko w paseczki jakie chcieli. Potem wrzucił wszystko na patelnię i doprawił do smaku.
    - Co takiego ważnego robisz, że nie masz czasu, hm? – zainteresował się. – O! Wiem co mogłabyś dla mnie zrobić – pstryknął palcami. – Mam ostatnio trudną młodzież na wychowaniu. Może podrzucę ci jakiegoś na pogadankę, co? Bo moje groźby nie działają i ciągle mnie skubańce śledzą – westchnął przeciągle. Miał tego serdecznie dosyć. Nic tylko martwić się głupolami. Pod nogi włazili i nie chcieli dać mu spokoju. Głupie dzieciaki.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  161. Meliodas wrzucił mięsko na patelnię i pozwolił dzieciakom po kolei dodawać warzywka. Najpierw trzeba je było trochę podsmażyć zanim wylądowały na pizzie. Zwykle tego nie robił, ale dzieciaki lubiły mieć miękkie rzeczy. Zerknął na Mel i jej sos. Dobrze sobie z nim radziła. Nawet pokiwał z uznaniem głową.
    - O narkotykach mi nie wiadomo – przyznał szczerze wracając do rozmowy. – Alkohol to na pewno jest, nie raz już ich złapałem pijanych. No a jak wilkołaki sobie popiją to głupie pomysły mają. Zdarzało im się iść za mną na zlecenie… i ledwo ujść z tego z życiem. Mnie słuchają jednym uchem, drugim to wypuszczają. Wiesz, widziały mnie ostatnio w akcji… i uznały, że im też wolno – westchnął przeciągle. Że też musieli zobaczyć go w demonicznej formie. Na dodatek cieszył się z wygranej, z krwawego morderstwa. Jako nauczyciel trochę przez to stracił.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  162. Ataki Melanie teraz były lepsze, jednak siła jakiej używała nie robiła na chłopaku wrażenia. Obstawiał, że ze względu na ich znajomość dziewczyna się hamuje, a nie musiała. Bronił się, stawiał głównie na obronę, odpierał ataki, cofając się coraz bardziej w stronę drabinek. Wyglądało na to, że Mel zaraz zapędzi go w kozi róg, jednak przy jednym z jej ruchów Niklaus złapał drabinki za swoimi plecami i zaatakował od dołu, podciągając się wycelował stopami prosto w klatkę piersiową przeciwniczki i sprzedał jej naprawdę konkretnego kopa, obiema nogami.
    - Pamiętaj, że walka to nie tylko ciosy, musisz wykorzystywać otoczenie, a najlepiej jak zaczniesz aktorzyć – rzucił i doskoczył do dziewczyny. Teraz on zaczął atakować, skupiał się na jej ramionach, szyi i okolicach twarzy. Nie uderzał jej buzi, jedynie machał dłońmi w jej okolicy, jakby celowo nie trafiając. Wszystko wykonywał płynnie i bardzo szybko, aż w ostatnim momencie wykonał niespodziewany ruch w dół i podciął Czarnulę. Po tym odskoczył zaraz w tył. – Pozory są bardzo istotne przy wymianie ciosów, musisz nauczyć się nabierać przeciwnika, zmyl go nawet bezsensownymi działaniami, uśpij czujność i zaatakuj tam, gdzie się tego nie spodziewa – polecił i znowu zaczął podskakiwać, to na prawej, to na lewej nodze.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  163. - Jak cholera, od tego spotkania zależy czy zaliczę zajęcia czy nie – przyznał szczerze jasnowłosy. Stresował się, choć nie powinien. Miał to potraktować jak zabawę, ale jednak nie potrafił. Miał za dużo za uszami by tak to traktować. Dmuchnął sobie w grzywkę i sięgnął po stojącą na stoliku kawę, bo nagle zaschło mu w gardle. No i jak miał się nie stresować, jak miał przed sobą Melanie. Ostatnie ich spotkanie nie zakończyło się zbyt pozytywnie.
    - Samopoczucie raczej dobre… po raz pierwszy od dawna nie choruję – uśmiechnął się lekko odpowiadając na jej kolejne pytanie. Zamierzał współpracować na tyle na ile się dało, choć jego wzrok trochę przeskakiwał z twarzy czarnowłosej na ściany. Pięknie. Byle tylko jej nie wyszło, że kłamie, kiedy tego nie robił.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  164. - Może, ale wiesz… atrakcji to ja im trochę zapewniam. Sparingi mamy, obozy przetrwania, podchody z elementami treningu, ogniska, wycieczki, zwiedzanie Gildii – zaczął w spokoju wyliczać. Nie sądził by o to chodziło, ale oczywiście mógł się mylić. Nigdy nie sądził, że jest nieomylny.
    - Pochodzą z szemranych rodzin, więc może tam też gdzieś leży problem – zauważył jeszcze wzdychając ciężko. Trudne było życie staruszka próbującego rozgryźć współczesną młodzież. – A tak zmieniając temat… ja wciąż czekam na to twoje szaleństwo, które mi obiecałaś zanim przymknęli nas za graffiti – zauważył wesoło, składając wszystkie składniki do różnych misek i krojąc ciasto na pizzę na kilka kawałków.
    - No młodzieży, brać je w łapy i robimy zawody. Które z was zrobi największy spód od pizzy – klasnął w dłonie pokazując dzieciakami jak rozpocząć zabawę z ciastem.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  165. Pokręcił przecząco głową, ale zaraz wzruszył ramionami.
    - Właściwie to fascynuje mnie układ krwi w miejscu przestępstwa. Można dzięki niej wywnioskować co się działo i odtworzyć całe zdarzenie. To nią chcę się zajmować. Ostatnio spodobały mi się też zajęcia z sekcji zwłok, więc myślę nad karierą takiego badacza, co to ma obejście z miejscem przestępstwa ale i z laboratoryjną pracą – uśmiechnął się lekko. Na takie pytania mógł odpowiadać bez żadnej krępacji.
    - Moja krew ma specjalne właściwości… heh więc zdecydowałem, że pójdę w tę stronę. Nigdy mnie nie brzydziły miejsca przestępstw, więc tym bardziej odnalazłem tu siebie. Za to kompletnie nie widzę samego siebie w roli policjanta… - przyznał drapiąc się lekko po głowie. – Jeśli przyjdzie mi nim być to raczej pójdę na barmana i na stałe znajdę gdzieś fuchę.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  166. Natan stanowczo potrząsnął głową.
    - Nie, to co wybrałem mi się podoba. Przekwalifikować mogę się zawsze, ale na razie zostaję przy krwi. Może i można więcej wywnioskować z sekcji zwłok, ale nie daje to całego obrazu. Ślady krwi na ścianie czy podłodze są istotne. Rozłożenie ich w pomieszczeniu może nawet zasygnalizować drogę ucieczki. Czasem również wzrost mordercy. Wystarczy chwilę pogłówkować – wyjaśnił.
    - Kwestią finansową się nie martwię. Mama odkładała na moje studia od kiedy tylko przyszedłem na świat… mam wystarczająco dużo pieniędzy by je ukończyć – zacisnął nieco wargi. – I muszę je ukończyć, nie ma wyjścia. Jej praca nie może pójść na marne – szepnął, spoglądając w bok, bo wciąż było mu trudno z myślą, że matki już nie ma.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  167. - Wychodzi na to, że sama musisz do mnie wpaść. Wieczorami zawsze jestem gotów na szaleństwo – pokazał jej język i zaraz przysunął się do chłopca by pomóc mu ze składnikami. – Świetnie ci idzie Chris – zapewnił malucha i zmierzwił mu włosy dłonią. – No, no… wydaje mi się, że będziemy lepsi od babek – dodał jeszcze ze śmiechem. Nie lubił psuć zabawy dzieciakom dlatego zwykle ich jeszcze trochę podburzał do większej pracy.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  168. Chłopak spiął się wyraźnie, ale wytrzymał jej spojrzenie. Milczał przez długą chwilę, by wreszcie pokręcić przecząco głową.
    - Nie chcę o tym rozmawiać – odparł prosto z mostu. – Znalazłem ją, po jej śmierci. Krew była wyraźnie widoczna – wyjaśnił jej chłodno. – Więc nie wydaje mi się, bym miał mieć jakikolwiek problem z miejscami zbrodni. Przetrwałem miejsce zabójstwa mojej matki… to zniosę już wszystko – wyjaśnił, wreszcie przerywając kontakt wzrokowy i zasłaniając się kubkiem swojej kawy.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  169. Meliodas skinął tylko głową i usiadł z dziećmi do kolacji. Sięgnął sobie po kawałek pizzy i posmakował ją. Przez chwilę milczał, by wreszcie pokiwać z uznaniem głową. Wyszło im i to całkiem nieźle.
    Po kolacji dzieci poszły się bawić, a on rozlał im do szklanek whisky.
    - Wpadaj kiedy chcesz, na 90% zastaniesz mnie w Girie… pozostałe 10% to takie moje wypady jak ten dzisiejszy, kiedy nic mi się nie chce – wyjaśnił wesoło. – Ale telefon masz, więc z kontaktem też problemu nie będzie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  170. Padło to pytanie, którego najbardziej się obawiał. Zważywszy na to, że Melanie jest znajomą Niklausa nie chciał odpowiadać, ale wzrok sam uciekał mu od jej twarzy i doskonale wiedział że to znak, że zaraz jej skłamie. Odetchnął głęboko i odchylił głowę do tyłu, przecierając oczy palcami.
    - Szukam – przyznał w końcu z sercem na ramieniu. – Ale wolałbym, żeby Niklaus się o tym nie dowiedział – spojrzał na nią poważnie. – Nie chcę narażać jego i Akane na niebezpieczeństwo, nawet jeśli miałbym przepłacić to życiem… I podejrzewam, że matka coś wiedziała. Musiała go widzieć, przeczuwać śmierć… bo zostawiła mi list. Chciałem przejrzeć listy, które zostawiła Niklausowi… ale on je trzyma pod kluczem – skrzywił się lekko. Wcale mu się nie dziwił, bo przecież była to sprawa osobista… ale on czuł, że coś tam nabazgrała. Dała jakąś poszlakę.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  171. - Śmiej się śmiej – skomentował Meliodas. – A jak dostaniesz starsze urządzenie w łapy to z płaczem do mnie przyjdziesz – pomachał jej palcem przed nosem, uśmiechając się zaraz szeroko. Upił trochę whisky i wzruszył ramionami.
    - Telefon ogarniam, ale smsów to do mnie nie pisz. Nie odpiszę – przyznał szczerze. – Przeczytam, ale nie odpiszę – poprawił się. – Ksero ogarniam i pralkę też… piekarnik i mikrofala również nie stanowią problemu. Komputer to czarna magia – wyznał ze śmiechem. – Ale mam Timmy… uczy dzieciaki to i mnie nauczy – pokazał jej język.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  172. Mijał mu właśnie jeden z najnudniejszych dni w pracy, klientów było tak mało, że bał się ilości jedzenia, którą będzie musiał spisać na straty. Musiał w końcu pomyśleć o skontaktowaniu się z jakąś organizacją pomagającą najuboższym albo domem dziecka, przecież nawet tu musiało być coś takiego.
    Rozmyślania przerwały mu odwiedziny znajomej twarzy, przy barze siedziało jeszcze kilka osób, ale widocznie zabierały się do wyjścia już za niedługo.
    - Wynudziłem się dzisiaj za całe życie, poważnie. - Podszedł do dziewczyny i uściskał ją na przywitanie, po czym stanął obok.
    - Praktycznie połowa dań nie zeszła i mam istny meksyk w kuchni. Aj, daj mi chwilkę. - Szybko podszedł do lady, widząc że goście się rozglądali. W prawdzie zatrudniał kelnera dorywczo, ale nie mógł on zawsze przychodzić ze względu na studia, a Silviego nie było stać na jeszcze jednego pracownika, więc dużą część pracy wykonywał sam, co - trzeba przyznać - było męczące.
    Pożegnał wychodzących przy wyjściu, taka była jego zasada - chciał mieć kontakt z klientami, bo przecież w dobrym towarzystwie wszystko jest smaczniejsze.
    Wrócił do czarnowłosej i dosiadł się do stolika.
    - Mela, wybrałaś coś czy mam cie zaskoczyć, bo poważnie, dzisiaj możesz brać co chcesz na koszt firmy. - Uśmiechnął się przyjemnie, gdyby mógł - dałby jej nawet miesięczny zapas posiłków, byleby tylko tego nie wyrzucać. Serce go dosłownie bolało, kiedy musiał to robić.
    - Tak właściwie... Mieszkasz tu dłużej, może wiesz czy działa tu coś w rodzaju pomocy charytatywnej? Bo wolałbym, żeby właśnie w w takich przypadkach ktoś to zjadał niż żeby gniło w śmietniku za budynkiem. - Nie znał tu jeszcze praktycznie nikogo ( a przynajmniej nie kogoś takiego, kto mógłby coś wiedzieć). Zdecydowanie zbyt szybko się tu wprowadził i kupił restaurację. Nawet nie poznał przed tym miasta.

    [Nieco chaotycznie i tak dalej, ale spoko - rozegram się!]

    Sillvi

    OdpowiedzUsuń
  173. Westchnął, słysząc odpowiedź dziewczyny. Miała racje - najpierw musiałby załatwić całą papierkową robotę, pewnie jakieś kontrole, żeby sprawdzili czy wszystko w porządku z jedzeniem i tak dalej. Na pewno nie załatwiłby tego "na już". No i dodatkowo - przecież nie mógł robić tego za darmo, no nie pojechałby na tym zbyt długo, prędzej musiałby spakować walizki i samemu zgłosić się do takiej organizacji.
    - Dobra, o tym później, teraz zajmę się jedzeniem, bo padniemy. - Wstał od stolika i przeszedł za ladę, tu przygotowywał dania z gotowych już składników, żeby klient widział co je. Miał wrażenie, że widok jedzenia jeszcze bardziej wzmaga apetyt.
    - Chcesz coś na deser? Upiekłem dzisiaj cud bezę - pochwalił się głośno, odstawiając pierwszy talerz. Sam znowu skończył z makaronem z krewetkami w sosie śmietanowym. "Jeszcze trochę i się roztyje od nadmiaru tych klusek", pomyślał, zmniejszając swoją porcję.
    Położył wszystko na wielkiej tacy, po czym wrócił do stolika i zaczął wykładać talerze przed dziewczyną.
    - Voilà - Uśmiechnął się szeroko, kiedy skończył. - Mam zamiar na lato wprowadzić różne shake, więc próbujesz tego jako pierwsza. - Wskazał na wysoką szklankę z czekoladowym napojem, bitą śmietaną i dwoma biszkoptami na górze.
    - Planuję jeszcze inne smaki, masz jakieś propozycje? Co byś chciała spróbować, bo nigdy nie piłaś? - Lubił poznawać opinie innych, tym bardziej częstych gości, bo dobrze wiedzieli co i jak można by było zmienić.
    - Właściwie, jeśli masz gdzieś niedługo czas, nie chciałabyś ze mną poszukać jakiegoś miejsca, które chciałoby ze mną współpracować? - złożył ręce jak w geście modlitwy i popatrzył na nią prosząco. - Wiesz, jestem tu krótko i nie wiem czy sobie poradzę.

    OdpowiedzUsuń
  174. Słuchał dziewczyny, nawijając kolejne długie nitki (oczywiście perfekcyjne ugotowanego, bo złe ugotowanie makaronu byłoby hańbą do końca życia) na widelec. Nie miał kompletnie ochoty na jedzenie, chociaż wyglądało i pachniało dobrze, miał wrażenie, że nie ma smaku, ale wydawało mu się, że porządnie je doprawił.
    To nie wróżyło dobrze, nie miał ochoty na tydzień w łóżku, a raczej - nie mógł sobie na taki pozwolić, bo nie było komu zająć się restauracją, a tydzień zamknięcia to za duże straty.
    - Jasne, a co powiesz na malina-jeżyna-mięta i cytryna-mango-jabłko? Mógłbym zrobić osobno taką orzeźwiającą wersję - Wyciągnął z kieszeni notatnik z kartkami do przyklejania, którego zapomniał wyciągnąć jeszcze z wczoraj, gdy robił za kelnera. Zanotował sobie propozycje i schował go z powrotem.
    Zaśmiał się, zauważając, że dziewczyna tak zaaferowała się jedzeniem, że kompletnie ominęło ją jego kolejne pytanie.
    - Melanie, słuchasz ty mnie tam w ogóle? - zapytał, uśmiechając się wesoło. - To jak z tą pomocą w szukaniu? - przypomniał jej pytanie, po czym odsunął od siebie miskę.
    - Smakuje ci? Chcesz jeszcze może moje? - Podsunął danie w jej stronę. - Nie mam apetytu ostatnio, może muszę odświeżyć kartę dań. - Zastanawiał się czy to zmęczenie czy po prostu znowu zbliżają się ciężkie chwile.

    Sillvi

    OdpowiedzUsuń
  175. Nie był przekonany do jej zapewnień. Podejrzewał nawet co ona sobie teraz myśli. Kuba był poszukiwanym mordercą w całym kraju. Ktoś w końcu go złapie i wystosuje mu odpowiednią zapłatę, ale on nie chciał by to był przypadkowy ktosiek. On sam chciał to zrobić. Zacisnął pięści i odetchnął głęboko. Zwyczajnie pragnął się zemścić i czuł, że jeśli ktoś zrobi to za niego, jego gniew nie minie. Był zbyt wielki. Nie powiedział jednak tego na głos, tylko uśmiechnął się i zmienił temat.
    - Dobrze ci się przesłuchuje ludzi? Co ze mnie wyczytałaś? – zainteresował się, bo zwyczajnie ciekawość zżerała go od środka.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  176. Wywrócił oczyma i machnął lekceważąco dłonią. No dobra, to młode pokolenie niezwykle go denerwowało. Wszystko chciało robić samo i uważało, że Internet wszystko im powie… nie zawsze było to prawdą. On uważał, że najlepiej zasięgnąć rady u żywej istoty, która będzie tą zaufaną… a nie przypadkowej osobie lub innej maszynie.
    - A rób co chcesz – burknął niezadowolony, że tak się odrzuca jego pomoc. – Tylko jak coś ci wybuchnie to nie przyłaź potem z płaczem – parsknął śmiechem, wciąż unosząc się dumą. Dopił swoją whisky i wstał przeciągając się lekko. – Ładnie się urządziłaś – zauważył wesoło.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  177. - Nie mówię ci wszystkiego, bo nie wzbudzasz mojego zaufania - wypalił prosto z mostu, zaraz uśmiechając się krzywo. Owszem przeszło mu przez myśl, że musiałby trochę potrenować, ale zwyczajnie mu się nie chciało. Polegał zwykle na swoich sztuczkach. Zatrzymaj czas i zwiewaj, ale i one nie zawsze działały. Już dawno uznał, że nie będzie wszechmocny.
    - Ćwiczenia mi nie służą - odparł wymijająco. Zwykle dostawał tak dużej zadyszki, że miał wrażenie iż serce mu zaraz rozsadzi i omdlewał prawie za każdym razem.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  178. - Moje gniazdko? - Meliodas wyraźnie się skrzywił, a potem roześmiał serdecznie kręcąc przecząco głową. - Moje gniazdko powinno przejść generalny remont. Lodówkę mi ostatnio Timmy schrzaniła, dziury Eli w ścianie zrobiła, a balkon trzyma się ostatnimi nitkami... ale jest dobrze - uśmiechnął się krzywo. - Jeszcze trochę przetrzyma i zrobię remoncik.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  179. Obolałą kością ogonową dziewczyny nie przejął się w najmniejszym stopniu. To był trening, a nie pogadanka przy herbatce. Pokręcił głową słysząc jej słowa i tylko westchnął ciężko.
    - Jesteś mocno ograniczona Mel, to nic dobrego. Ostatnio byłaś w barze, w barze do cholery, a nawet nie wpadłaś na pomysł by wykorzystać cokolwiek z otoczenia. Planujesz dać się zabić, tylko dlatego, że będziesz w pomieszczeniu? – uniósł brew ku górze patrząc na nią pretensjonalnie. Podszedł do niej i podał rękę, aby pomóc wstać. Pomysł dziewczyny był mało oryginalny, ale lepszy od większości dzisiejszych, miał tylko jedną wadę – Niklaus nadal trzymał jej rękę, a uderzenie w brzuch sprawiło iż mocniej ją zacisnął na dłoni dziewczyny, dużo mocniej. Co za tym szło? Podcinając mu nogi, sama poleciała na podłogę, gdyż on ją pociągnął za sobą. Gruchnęli dość głośno o panele, Blondyn na szczęście zamortyzował upadek i oparł się na łokciach. Spojrzał na Melanie dość wymownie.
    - Chyba nie do końca to chciałaś osiągnąć… - zauważył i znowu pokręcił głową. – Robisz od chuja małych, ale bardzo istotnych błędów. Nie wiem z kim było Ci dane walczyć, ale Kuro musiał być cienki jak barszcz w te klocki skoro dałaś radę go zabić – stwierdził bez ogródek i wstał do pół siadu. – Nawet nie było sensu się przez tym bronić, sama sprawiłaś, że wystarczyłby jeden mój ruch i byłoby po Tobie. Twoją głowę rozwaliłbym na tej podłodze z łatwością, w najlepszym przypadku złamałbym Ci nos. Gdybym obrócił się w drugą stronę to przygniótłbym Cię ciężarem własnego ciała i… o kurwa, tu miałbym możliwości od wybory, do koloru. Chociażby głupie uduszenie – podniósł się na równe nogi i zmierzwił swoje włosy. – Na dziś starczy, już dość mi pokazałaś. Masz ogromne braki i krótko mówiąc nie umiesz walczyć – nie patrzył na nią, zaczął rozwiązywać bandaż przy jednej ze swoich dłoni. – Nasze następne spotkanie będzie dłuższe, dziś jedynie chciałem zobaczyć nad czym z Tobą muszę popracować. Już wiem wszystko – oznajmił i dopiero teraz zerknął w jej stronę.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  180. - Ta. Moja dziewczyna. - Wzruszył ramionami, a potem rozłożył bezradnie ręce.
    Jakoś nie specjalnie bał się Elizy. Dziewczyna jeszcze nigdy nie podniosła na niego głosu. Zależało jej na nim trochę za bardzo niż powinno.
    - Może przejdziemy się na balkon, Mel? Palisz? - zapytał, gotowy do podniesienia się.

    OdpowiedzUsuń
  181. Zaśmiał się głośno, słysząc propozycję pracy. To nie był taki zły pomysł!
    - Jakbym zbankrutował to na pewno odezwę się do ciebie i ci to przypomnę - "A gdyby nie dwa małe biegające i krzyczące diabełki, to zrobiłbym nawet z chęcią", dodał w głowie, bo nie miałby odwagi, żeby to powiedzieć!
    Oparł łokcie o blat stołu i zgiął w nich ręce, a brodę oparł na dłoniach. Przymknął oczy i westchnął cicho.
    - Tak, tak, pani mamo. - Uśmiechnął się lekko, dawno nikt nie powiedział mu, że musi o siebie dbać. Taka miła odmiana.
    - A tak naprawdę, to pozwoliłem mu wyjść wcześniej, bo i tak było mało ludzi, co prawda czasami jestem sam, ale sobie radzę. - Podniósł się i odchylił na krześle, wyciągając ręce w górę.
    - Chociaż dzisiaj czuję, że będę spał jak małe dziecko. - Obserwował przeszkloną ścianę za sobą, na której zbierały się kropelki. Oczywiście, zaczęło lać, bo jak już zepsuty dzień to po całości.
    - A właśnie, co u twoich? Kto z nimi zostaje tak do późna? Bo sama widzisz co się tam dzieje. - Wskazał palcem na szybę. Kiedyś dowiedział się, że Melanie była matką, ale nigdy nie odważył się zapytać o ojca, a skoro miał okazję...

    Sillvi

    OdpowiedzUsuń
  182. Dał się pchnąć, jednak nie przesunął się nawet o milimetr. Co do trzepnięcia, Mel mogła jedynie poważyć, Nik, z kamiennym wyrazem twarzy odchylił nieco głowę i jej dłoń nawet go nie musnęła. Z takim wzrostem musiałaby się bardziej wykazać, aby rzeczywiście trafić.
    - Owszem, dupa i to wołowa, z Ciebie… - odpowiedział jej, obserwując obruszenie dziewczyny z zażenowaniem. – Nie zwalaj braków umiejętności na aparycje. Drobniejsze od Ciebie były w stanie mnie o wiele bardziej zaskoczyć, pozytywnie rzecz jasna – oznajmił sucho i ruszył po swoją torbę. Również planował wziąć prysznic, ale słysząc o kurzu zaśmiał się kpiąco.
    - Ojej, to straszne, kurz. Może jeszcze mi zagrozisz złamaniem paznokietka? – znowu zaśmiał się w ten sam sposób. – Jak Ty przetrwałaś wojsko? Z kosmetyczką u boku? – prychnął. Serio? Kurz? Nawet nie czekał na odpowiedź. Po prostu przerzucił torbę przez ramię i kręcąc głową zniknął w męskiej toalecie. Po szybkiej kąpieli przebrał się i ruszył prosto do domu.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  183. Chłopak uniósł lekko brew nie bardzo rozumiejąc jak mogła mieć wszystko po zadanych mu dwóch czy trzech pytaniach, ale szczerze mówiąc zaczynał to mieć w dupie.
    - Mój pierwszy raz – przyznał spokojnie. – I wrażenia nie są zbyt pozytywne. Czuję, że to była stracona godzina – wzruszył ramionami. Miał wrażenie, że Mel zrobiła wszystko na odwal się. Niczego z niego nie wyciągnęła a on nie czuł się ani gorzej ani lepiej po sesji z nią. Myślał, że coś tutaj osiągną, a tu takie wielkie nic.
    - Cóż może dlatego, że nie jesteś jeszcze profesjonalnym psychologiem – wzruszył ramionami. – Lata praktyki na pewno robią swoje. Jest jeszcze dla ciebie nadzieja – uniósł kciuk w górę, jakby chcąc ją pocieszyć.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  184. Podniósł się i poszedł na balkon, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów.
    Odpalił jednego szluga i oparł się o barierkę. Mieli stąd widok na całe osiedle. Aleksander wbił wzrok w jakąś kobietę, która wpatrywała się w swój telefon.
    - To miałaś dobre przeczucia - odpowiedział, wypuszczając dym nosem.
    Popatrzył na nią kątem oka, podnosząc brew.
    - Pracuje? Zawsze pracuje... A ty? Przecież możemy spotkać się poza pracą.

    OdpowiedzUsuń
  185. Meliodas ryknął śmiechem, gdy Mel wysunęła wniosek o tak feralnym podrywie. Rozejrzał się nawet po jej mieszkaniu, zanim wziął się pod boki i uniósł lekko brew w górę.
    - Właśnie widzę jak twój podryw na facetów działa – zauważył z krzywym uśmiechem. – Ani widu ani słychu żebyś miała któregoś na oku – dokończył swoje whisky i przeciągnął się mocno. – Dobra kochana, będę się zbierał co by sąsiedzi ci niczego zbereźnego nie pomyśleli – uśmiechnął się znów. – Do zobaczenia niedługo.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  186. Natan pokręcił przecząco głową i dmuchnął sobie w grzywkę.
    - Nie, tu widać jak ty mnie oceniasz – odbił piłeczkę. – Ja nie twierdzę, że po jednym spotkaniu powinienem poczuć się lepiej, ale powinienem chociaż poznać jakieś twoje wnioski – zauważył spokojnie. – A ty zadałaś trzy pytania na krzyż i nawet nie kwapiłaś się by jakoś to wszystko zakończyć – wywrócił oczyma.
    - Ale rozumiem, zadanie szkolne więc trzeba je odpierdolić i mieć z głowy – pokiwał lekko głową. – Dlatego mam szczerą nadzieję, że profesjonalista zachowuje się jednak inaczej – oblizał wargi i wstał z kanapy, gdy tylko nadszedł czas na wyjście z pokoju.
    - Trzymaj się, Mel. Powodzenia po studiach – życzył jej tego z całego serca, po czym zwyczajnie wyszedł z pomieszczenia.

    Natan

    OdpowiedzUsuń
  187. [ Ajaj, muzyczka robi super klimacik nowej karcie :D! ]

    Przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią Melanie, nie rozumiał jak to jest być z kimś non-stop, więc mógł jedynie domyślać się, że będzie jej ciężko przeżyć rozstanie z małymi. Chociaż miał wrażenie, że dobrze jej to zrobi, każdy powinien mieć chwilę dla siebie, a miał świadomość, że dziewczyna jest niesamowicie zabiegana. Dodatkowo teraz jeszcze musiał dodać sobie do tego brak ojca dzieci, co już doprowadziło do tego, że uznał takie życie za niemożliwe. I niby to on tu się przepracowywał?
    - Chyba jednak wolę moją aktualną. - Uśmiechnął się pokrzepiająco. Dziewczyna się nie skarżyła, ale miał wrażenie, że jest jej ciężko. - Nie jesteś zmęczona... Wiesz, tym wszystkim? - Nie dał rady też powstrzymać się przed zapytaniem, bardziej wyrwało mu się niż było to przemyślane, ale trudno. Chciał wiedzieć, bo trochę też martwił się o takie osoby. Sam był starszy, a jedyne co miał to restauracja, gdzie dziewczyna już miała rodzinę.
    - Nie masz jakiejś rodziny, która by mogła pomóc ci z opieką? Jednak opiekunka kończy codziennie w określonych godzinach. - Rzucił zupełnie naturalnie, składając karteczkę na kształt łabędzia.
    - Matko! Przepraszam, że tak cię wypytuję, nie odpowiadaj serio - dodał szybko, obracając się do dziewczyny twarzą, chociaż wzrokiem uciekł na bok. Położył dłoń na karku i rozmasował go, czując się nagle spięty. Palnął bez namysłu i teraz było mu niezręcznie.

    Sillviano

    OdpowiedzUsuń
  188. Przytaknął na jej propozycje. Co prawda, robienie interesów ze znajomymi nie było jego ulubionym sposobem na zarobek. Ciężej było uciec, kiedy coś się spieprzyło.
    Spojrzał z leniwym uśmiechem na chłopaka, który pojawił się na balkonie. Na początku miał zamiar powiedzieć "nie" i po prostu iść do Elizy, ale ostatecznie uległ. Należała mu się jakaś rozrywka.

    Do klubu ostatecznie poszła mała ich grupka. Większość osób odesłano do domu, bo byli zbyt pijani, żeby robić cokolwiek w miejscach publicznych. Duża część była też po pracy, więc poszli odpocząć.


    [ Opis klubu zostawiam tobie, boś chciała ]


    Aleksander

    OdpowiedzUsuń
  189. Nie do końca ucieszył się z tego, że jego znajomi postanowili wynająć tancerkę. Może był dziwny, ale podziwianie namiotów jego kolegów nie było tym, co chciał robić w sobotnie wieczory. Jego na szczęście jakoś szczególnie nie podniecały takie zabawy.
    Kupił sobie drinka i pił go, siedząc cicho wśród innych, dopóki Mike go nie wywołał.
    Pokazał mu środkowy palec i wywrócił oczami. Dziewczyny zaczęły klepać go po plecach i zachęcać, a temu już nie mógł odmówić.
    Dopił drinka, podniósł się i wszedł na podest. Zakręcił głową, żeby rozciągnąć szyję.
    - Tylko, chuju, bez rączek - mruknął, chwytając dłonią śliską od potu rurę.

    OdpowiedzUsuń
  190. Wziął głęboki oddech, po czym obrócił się wokół rury, kończąc w przysiadzie. Podniósł się, otrzepał spodnie, ukłonił i zeskoczył z podestu.
    - To... na jaką zapłatę się umawialiśmy? - zapytał, udając wielce zmęczonego swoim wyczynem.
    - No ej! - rzuciła jedna z dziewczyn, śmiejąc się wesoło. - Ja za to nie płacę.
    Aleksander rozłożył bezradnie ręce i wrócił na swoje miejsce. Chwycił w dłonie pustą szklankę.

    Aleksander

    OdpowiedzUsuń
  191. [Dziękuję ci, że to nie znowu maraton z Harrego, każdy chce z niego zazwyczaj, a ja mam już tak dość! XDD]

    Zaśmiał się trochę wymuszonym śmiechem, żeby jakoś się rozluźnić. Czasami czuł się zbyt swobodnie i po prostu paplał, co mu ślina na język przyniosła, a później było mu głupio. Starał się to zwalczać, ale nie zawsze się pilnował, już na pewno nie w towarzystwie znajomych. Dlatego ucieszyło go to, że Melanie nie miała mu za złość
    wścibskości.
    - Hm... - wymamrotał, odchylając się na krześle, złapał się kantu blatu, żeby nie upaść i popatrzył na sufit, starając się przypomnieć sobie swój harmonogram. W weekendy miał niesamowicie zapchane dni, od rana do wieczora: wydawali śniadania, obiady i kolacje do późna, bo wtedy miał największe utargi, ale... Przecież świat się nie zawali, jeśli raz sobie odpuści!
    - W sumie, o ile twoje dzieci na wejściu nie przechrzczą mnie na wujka do zabawy, to bardzo chętnie, bo wiesz - urwał na chwilę i usiadł normalnie, przekręcając się do Mel. - Nie radzę sobie z nimi, właściwie to prawie mnie przerażają. - Zaśmiał się, oczywiście wyolbrzymiał, ale jednak chciał się zabezpieczyć.
    - Tylko musisz mi dać chwilkę, kuchnia sama się nie ogarnie. - Wstał, zerkając na jeszcze pełen talerz z makaronem, który miała dziewczyna.
    - Skończ sobie spokojnie... W sumie, może chcesz, żebym wziął coś ze sobą? Mam trochę słodyczy i mogę też dać ci coś na śniadanie, obiad? Mówiłem, masakra, została tego chyba tona - rozgadał się, w międzyczasie przechodząc za ladę, gdzie zaczął układać szklanki, które wcześniej - już umyte - stały na całej szerokości.

    Sillviano

    OdpowiedzUsuń
  192. Uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, kiedy zaoferowała pomoc. Nie było tego wszystkiego dużo, zawsze sprzątał w wolnych chwilkach po troszeczkę, dzięki czemu na koniec dnia nie miał całej armii brudnych garnków do ogarnięcia. Mimo to nie mógł narzekać dwie dodatkową parę rąk do pomocy.
    - Masz moją wdzięczność - rzucił, od razu kierując się do kuchni. - Tak naprawdę wystarczy, że tu zetrzesz, salę zdążyłem już posprzątać. - Zniknął za rogiem kolejnego pomieszczenia, gdzie rozejrzał się, szukając miejsca od którego powinien zacząć.
    - Ale najpierw - pomyślał na głos, podchodząc do dużej lodówki, otworzył jedno ze skrzydeł i wyciągnął świeżo zrobione tiramisu. Podszedł do szafy obok, z której wyjął pudełko na ciasta z logiem Homry i zapakował do ciasto. Wszystko schował w papierowej torbie z uszkami.
    - Teraz nawet się nie zorientuje, no tak bez prezentu nie wypada - wymamrotał do siebie, zakasując rękawy i zabrał się do sprzątania.
    Tak naprawdę ogarnął wszystko z lekkim przymrużeniem oka, żeby nie kazać Melanie czekać. W planie miał przyjść wcześniej następnego dnia i wtedy wszystko dokończyć. Przeszedł jeszcze szybko na koniec pomieszczenia, gdzie stała szafka całkiem inna niż pozostałe, bo Sillviano dostawił ją, gdy pomieszczenie było wykończone, kiedy uznał, że zdecydowanie za często biega po schodach na górę - do swojego mieszkania. Trzymał w niej kilka najpotrzebniejszych rzeczy, fartuch na zmianę w razie ubrudzenia swojego podczas gotowania, jakieś tabletki, ładowarkę i tak dalej. Między innymi miał tam też ubrania na zmianę, gdyby musiał pilnie gdzieś wyjść.
    Przebrał koszulkę, zabrał telefon, klucze do restauracji, złapał w dłoń torbę z ciastem i wrócił na salę.
    - Gotowe, mamy gdzieś jeszcze po drodze wstąpić?- zapytał, kucając przy ladzie, gdzie włączył przełącznik. Coś piknęło, a Sillviano wstał z dumnym uśmiechem.
    - Alarm. Ostatnio zainstalowałem - pochwalił się, wskazując dłonią na szyby. - Mam zawsze wrażenie, że takie wielkie okna to najmniej bezpieczne rozwiązanie.

    Sillviano

    OdpowiedzUsuń
  193. Wszedł ostrożnie do domu, za dziewczyną, jakby się chował. No bo w sumie trochę to robił, miał nadzieję, że jeśli bestyjki wylecą skądś to pierwszą dopadną mamę a nie nowego wujka.
    - A, dziękuję - uśmiechnął się przelotnie, po czym zdjął kurtkę i odwiesił ją na wolny wieszak. Miał wrażenie, że lato właśnie się kończyło, wieczory były zdecydowanie za zimne. Może zamiast kolejnych zimnych napojów powinien myśleć już o kawach na jesień? Rozmarzył się na chwilę, już czując te dyniowe i cynamonowe smaki.
    Klepnął się lekko w tył głowy, żeby wrócić całkiem do rzeczywistości.
    Nie był pewien, gdzie powinien iść. Dawno nie odwiedzał kogoś w domu, właściwie... Nawet nie pamiętał kiedy to było.
    - Ah, mam coś - zawołał zadowolony, przechodząc do kolejnego pokoju. Trafił na kuchnie. - Wiem, wiem, nic nie chciałaś, no ale nie wypada - dodał głośno, odstawiając torbę na blat i usiadł do stołu, żeby poczekać na właścicielkę.

    Sillviano

    OdpowiedzUsuń
  194. Uśmiechnął się z dumą, kiedy zobaczył minę dziewczyny, gdy wyjęła ciasto. Ha! Taki z niego był przykładny gość - dobrze wiedział, że wypada coś wziąć, nawet jeśli gospodarz odmówił. Poczuł się nieco senny, ale to od razu minęło, gdy Melanie otworzyła szafkę - tak charakterystyczną w każdym domu. Od razu wychylił się z miejsca, wyglądając jej przez ramię, co by popatrzeć czy ma może tam coś interesującego.
    No i się nie pomylił, oczy prawie mu zabłyszczały na widok butelki dobrego wina, a jego dusza konesera wręcz zapłakała, gdy dziewczyna zmieniła swoją wcześniejszą propozycję.
    - A może jednak coś bardziej owocowego? - zapytał, patrząc tęsknie na butelkę, która została odstawiona na swoje miejsce. Cóż, każdy miał rzeczy, którym nie mógł odmówić. A dla Sillviano, zaraz obok dobrego jedzenia i przystojnych klientów, było to właśnie wino.
    - Znaczy... Jeśli wolisz piwo, to może być, ale ciasto, ciekawy film i lampka wina, to jest dopiero plan na dobry wieczór. - Zdecydował się przekonywać dalej, bo Melanie naprawdę zrobiła mu smaka. Uśmiechnął się przy tym niewinnie, mając nadzieję, że nie wychodzi na jakiegoś wielkiego pijaka.

    Sillviano

    OdpowiedzUsuń
  195. Złożył dłoń w pistolet i wskazał na Melanie.
    - Zapamiętam to - rzucił.
    Wtedy do pokoju weszła tancerka.
    Aleksander spojrzał tęsknie na pustą szklankę. Nie chciał teraz wychodzić po dolewke, żeby nie robić zamieszania, a występ też interesował go tak średnio. Może gdyby nie był w grupie...
    Oparł się wygodniej postanawiając, z braku alternatywy, pooglądać tańczącą dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  196. Wyszedł za Melanie z pokoju, w duchu dziękując dziewczynie za wybawienie. Miał nadzieje, że na zewnątrz będzie trochę mniej duszno, ale się przeliczył - klub śmierdział potem, alkoholem i innymi bliżej nieokreślonymi substancjami.
    - To jak wytrzymasz w moim towarzystwie? - zażartował, bo tylko na taki poziom żartów pozwalała mu ilość procentów, które krążyły w jego organizmie.
    - Bourbon - rzucił, stawiając swoją szklankę na blacie.
    Spojrzał na Melanie, unosząc jedną brew. Westchnął, opierając się o drewnianą płytę (mistrz synonimów).
    - Nie, ale mieszkam niedaleko. Możemy do mnie po coś podskoczyć jak chcesz - odparł, odgarniając grzywkę ruchem głowy. - Właściwie możemy, bo mam już trochę dosyć tłumu.
    Podziękował barmanowi skinieniem głowy i podał mu pieniądze, kiedy ten podsunął mu alkohol.
    - Zdrowie - zerknął na Mel, uśmiechając się.
    Nadal dziwiło go, że była psiapsióła Jakuba okazała się taką spoko dziewczyną. Spodziewał się bardziej czegoś w stylu swojego brata - zadzierającej nosa, wiecznie wkurwionej hipokrytki. No, miło się zaskoczył.

    OdpowiedzUsuń
  197. Uśmiechnął się wesoło, szczęśliwy, że dziewczyna była ochoczo nastawiona do jego prośby. Już czuł, że znalazł sobie kogoś do degustowania jego kolekcji. Może nawet doradcę, jeśli będzie szukał nowych smaków pasujących do dań?
    - Jasne - rzucił, wstając szybko. Zabrał z blatu paczuszki, przez chwilę pomyślał o jakiejś misce, ale uznał, że to bezsensowne. Im mniej zostanie do pozmywania - tym lepiej.
    Usiadł posłusznie na wskazanym miejscu i wziął do ręki podaną lampkę. Przez chwilę jeszcze rozglądał się wokoło. Uwagę Sillviano najbardziej przykuł ogród, lubił takie miejsca. Przytulnie i spokojnie. Domek gdzieś na obrzeżach, gdzie można odpocząć. Poczuł nostalgię, ale szybko się otrząsnął, wracając wzrokiem do Mel.
    - A, tak - wymamrotał, przystawiając kieliszek do nosa. Przymknął oczy i zaciągnął się lekko, kręcąc delikatnie dłonią.
    - Hmm... Czuć bardzo dojrzałymi owocami, więc jest bardziej z południa. Może Chile? - zaczął, po czym zamyślił się na chwilę i wziął małego łyka. Uśmiechnął się.
    - Obstawiam, że to merlot, ale już trochę leżało, czuć ten fajny karmelowy posmak - dodał zadowolony. - Podsumowując, masz dobry gust. - Puścił jej oko i wziął kolejny łyk, siadając wygodniej na kanapie. Odstawił lampkę i sięgnął po paczuszkę krakersów w kształcie zwierząt.
    - Zawsze najpierw odgryzam im głowy - rzucił patrząc na ciastko w kształcie żółwia. - A ty?

    Sillviano

    OdpowiedzUsuń
  198. - Żebym jakąś miał - pomyślał, ale nie powiedział nic, bo zerwanie raczej nie było czymś, czym chciał się chwalić koleżankom.
    Wypił alkohol ciurkiem, pod koniec marszcząc tylko nos jak królik. Odłożył szklankę i rzucił barmanowi lekki uśmiech, dziękując za obsługę, po czym chwycił Mel za rękę.
    - To chodź. Nie chce siedzieć u ciebie do rana. Jutro chyba pracuje - powiedział, ruszając do wyjścia.
    Na dworze było dużo chłodniej niż w klubie. W końcu mógł odetchnąć pełną piersią... no dobra, to była trochę przesada, bo przed wejściem wciąż waliło dymem papierosowym.
    - Z Jakubem wam nie szło, nie? - zapytał, kiedy szli chodnikiem, wzdłuż ulicy. - Znaczy - kłóciliście się?

    OdpowiedzUsuń
  199. Zanim zjadł któregokolwiek ze zwierzaków, najpierw przez chwilę patrzył na niego, jakby chciał poinformować co się zaraz stanie. Po tym odgryzał mu główkę i znowu patrzył na swoje dzieło. Czasem zastanawiał się, czy to nie jego psychopatyczna potrzeba się odzywa, oczywiście żartował, zwykłe przyzwyczajenie z "za dzieciaka".
    Oderwał się od swojej zabawy i popatrzył na Melanie, zdziwiony.
    Zaśmiał się w reakcji na jej strzał.
    - Nie, tego drugiego wręcz nienawidzę. - Uśmiechnął się szeroko, sięgając po wino, żeby im dolać. Nigdy nie było mu za dużo tego trunku, miał wrażenie, że już się na nie dosłownie uodpornił (od ilości, którą w swoim życiu już wypił), więc nie bał się, że się schleje i narobi wstydu.
    - Dla mnie one są... Zbyt nierzeczywiste? Niby pokazują prawdziwe życie, a jednak nie, nie uważasz? Wiesz. Takie zbyt szczęśliwe te ich zakończenia - wytłumaczył, biorąc swoją lampkę w dłoń. Podciągnął nogi pod siebie i usiadł po turecku.
    - Jak dla mnie to nie ma takich w tym świecie - zamarudził, kręcąc dłonią z kieliszkiem i obserwując jego ruchy. Jednak szybko się zreflektował i ponownie zaśmiał wesoło.
    - Czekaj, bo zaczyna nam wieczór filmowy zmieniać w jakieś beznadziejne wylewanie żalów. Oglądamy? - zaproponował, sięgając po kilka krakersowych zwierzątek.

    Sillviano

    OdpowiedzUsuń

Layout by Netka Sidereum Graphics
Behind the Curtain