piątek, 31 marca 2017

“Szaleniec nie jest człowiekiem, który stracił rozum. Szaleniec to ktoś, kto utracił wszystko poza rozumem.”


Kuro Imito
| 120 lat | Dwudziestopięcioletnie ciało | Nefilim | Phyoen | Teleportacja, nadnaturalna siła, szybkość i wytrzymałość | Nauczyciel sztuki i literatury | Utalentowany malarz i rysownik | Dawniej płatny ochroniarz | Ojciec trójki dzieci |

Krzyczy, klnie, rzuca rzeczami wypijając przy tym hektolitry zimnej kawy za swoim biurkiem pomazanym nie tylko farbą, ale i innymi, dziwnymi maziami. Wybuchowy charakter, ale poza tym rozbrajające uśmiechy i papierosy między wargami praktycznie co przerwę za budynkiem szkoły, miejscem zwanym palarnią. Wybuchowe humory i hormony uczniów znosi z dystansem, by po lekcjach zostać z kimś sam na sam i pokazać, że jednak nie jakiś dzieciak wygra z nim wojnę, a on sam. Po szkole chodzą plotki, że jakiś obłąkany psychopata zapłacił dyrektorowi nie małą sumkę pieniędzy, by tylko powyrzywać się na swoich małoletnich studentach, a mało kto wie, że z niego naprawdę spoko gość. Nie lubi cwaniaczków i puszczalskich pań, i takich próbuje niszczyć na każdym kroku, gdy tylko najdzie taka okazja. Prywatnie jest kochany, opiekuńczy i czuły. Rogi wychodzą mu dopiero wtedy, gdy ktoś próbuje go jakoś ograniczyć, czy ma odmienne zdanie od niego. Można go kochać albo nienawidzić, są dwie opcje. A Ty którą wybierzesz?

Powiązania    Historia    Metryka 

Od autorsko.
Wizerunek i głos należy do Koujaku z Dramatical Murder. Jeśli chodzi o wątki i odpisy z tym panem, to jesteśmy wybredni i humorzaści, bo nie lubimy się męczyć nad czymś, co nie sprawia satysfakcji. Kuro sobie znika i wraca, ale nie mam serca do końca się z nim rozstać. W razie czego, zapraszam do wątków, bo tak naprawdę mamy wielkie serduszko (mimo innej, powszechnej opinii) i chcemy trochę miłości. Kontakt w administracji.
Wątki: ?

147 komentarzy:

  1. Febe dzisiejszego dnia umówiona była z Melanie. Właśnie ubierała Chris'a, jednocześnie zerkając na brojące Ines i Lux. Jedynie Rahim siedział grzecznie obok mamy i machał nogami, wpatrzony w kuzyna. Od niedawna zaczął się u niego dość widoczny okres zazdrości o mamę, więc ubieranie innego chłopca uznał za zbyt ważne, aby móc bawić się z siostrą czy kuzynką. Febe uśmiechnęła się do Chris'a.
    - No, gotowy, jeszcze tylko Rahim. Wasza mama zaraz powinna być i wtedy pójdziemy na plac zabaw. Dobra? - wstała i wzięła synka na ręce. Mały oczywiście zaraz wykorzystał okazję i przytulił się do niej mocno.
    - Rahim jest psylepa - stwierdziła Ines i uśmiechnęła się szeroko, oczywiście zaczepiając przy tym kuzynkę. Febe pokręciła głową.
    - Tak, jest, a Ty jesteś zaczepialska, dalej, ubieraj kurtkę - powiedziała meduza wskazując płaszczyk dziewczynki. Mała zaraz posłusznie ruszyła po odzież i zaczęła się ubierać. W tym samym czasie Febe przyszykowała Rahima i zanim zdążyła zapiąć mu kurtkę w drzwiach przedszkola pojawiła się Mel.
    - Hej - kobieta powitała ją ciepłym uśmiechem i złapała za rączkę swojego synka.
    - Ciocia! - okrzyknęła radośnie Ines, świdrując ją swoimi krwistymi oczyma i uśmiechając się pod nosem. Mimikę twarzy miała typowo po Kuro. Rahim nie był tak towarzyski jak siostra, uczepił się spódnicy matki i zawstydzony spojrzał na ciotkę. Febe zaśmiała się.
    - Oj młody, teraz tak się chowasz, a jak podrośniesz to będę miała dom pełen laseczek - zażartowała meduza, widząc zachowanie syna.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  2. Febe oczywiście wiedziała o sytuacji z bliźniakami. Jako ich opiekunka w przedszkolu musiała znać prawnych opiekunów, więc szczęśliwy wyraz twarzy Mel, na widok pociech, wcale jej nie zdziwił. Prawdę mówiąc podziwiała dziewczynę, jak na tak szybkie rodzicielstwo i bycie samotną matką i tak radziła sobie dobrze. W prawdzie dzieci wychowują obcy ludzie, ale podobno wszystko idzie ku dobremu.
    - Ines? Biłaś Lux? - Febe zapytała patrząc surowo na dziewczynkę.
    - Oj tam biłam, nie moja wina, ze taka delikatna jest - powiedziała dumnie podnosząc brodę i zakładając ręce na piersi.
    - Dobrze, skoro tak stawiasz sprawę to rzeczywiście lodów nie będzie, chyba, że przeprosisz kuzynkę, wtedy się zastanowimy co z Twoim deserem - Febe odpowiedziała jej na spokojnie. Czerwone oczy zaraz nieco się zmrużyły.
    - Dobze, nie musę jeść lodów - córka odpowiedziała jej równie spokojnie. Nie należała do dzieci które łatwo przekupić, no, chyba, że miało się karabin na plecach. Nie była też gniewnym dzieckiem, kary przyjmowała z takim spokojem, że meduza czasem zastanawiała się czy w ogóle jest w stanie ją jakoś ukarać. Mała widząc jak Mel trzyma za rączki jej kuzynostwo podleciała zaraz do mamy i również chwyciła jej dłoń.
    - Jesteś małym pyskolem - stwierdziła Feb, nadal patrząc na nią tym samym wzrokiem. Ines westchnęła.
    - Przepraszam Lux, że pozwoliłaś mi się bić - powiedziała i uśmiechnęła się do kuzynki. Ach... Febe była pewna, że mała zapewni jej w przyszłości sporo rozrywek. - I ja naprawdę obejdę się smakiem, nie chce lodów - dodała patrząc na mamę. Febe uśmiechnęła się lekko. Zdanie "obejdę się smakiem" dziewczynka ostatnio używała bardzo często, pewnie je gdzieś podłapała.
    - Dobrze, ważne, że przeprosiłaś, dość oryginalnie, ale zawsze coś - pogłaskała małą po głowie i wszyscy opuścili budynek. Feb jeszcze przekluczyła drzwi, po czym chwyciła dzieci za rączki.
    - Może pójdziemy na ten plac bliżej centrum? Tam po drodze jest budka z lodami. Trochę większa odległość, ale załatwi się dwie rzeczy na raz - zaproponowała wychodząc na chodnik.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  3. Febe zdawała sobie sprawę, że obie dziewczynki odziedziczyły temperamenty po ojcach, przez co często dochodziło między nimi do utarczek. Ciekawiło ją jak będzie wyglądać relacja dzieci w przyszłości. Ines w prawdzie nigdy nie skarżyła się na kuzynkę, ale lubiła jej się psocić i docinać. Meduza trochę martwiła się o bezpieczeństwo obu. Prędzej spodziewała się bójki w ich wykonaniu niż jakichkolwiek chłopców z grupy, którą prowadziła.
    - A dobrze, mam już jedną pełną grupę dzieci, więc na razie zamknęłam nabór, jestem sama jako opiekunka, jak znajdę kogoś do pomocy to wtedy otworze nabór na grupę drugą - uśmiechnęła się do Mel. - Na szczęście znalazłam sympatyczną panią na kucharkę, więc będę mogła skupić się przede wszystkim na dzieciach - dodała zadowolona. - A tak ogólnie... - wzruszyła ramionami - głównie żyję pracą i domem, no, chociaż ostatnio poznałam kogoś i bardzo miło spędziłam czas poza domem. Poza małymi komplikacjami z Yumim i nianią to spotkanie mogę uznać za udane - uśmiechnęła się raz jeszcze.
    - Wujek Garrus jest super! - oznajmiła Ines, przysłuchując się ich rozmowie. Febe zaśmiała się lekko.
    - Tak kochanie, jest - puściła małej oko.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  4. Febe zaśmiała się lekko.
    - Oj nie, nie, to nie tego typu znajomość. Po prostu umie oderwać mnie od rzeczywistości, ale nic większego między nami nie ma. Chociaż nie powiem, bywa pociągający - uśmiechnęła się niewinnie. Zaraz po pytaniu co do Yumiego westchnęła ciężko.
    - Nie, ogólnie jest wspaniały, bardzo pomocny, dzieciaki go uwielbiają, ale... Kiedy przebywam w towarzystwie mężczyzn zaczyna zachowywać się agresywnie, wypomina mi Kuro... - na to imię zagryzła lekko zęby. Zaraz jednak uśmiechnęła się do Mel, troszkę smutno. - Mówi, że powinnam być jego, że go nie kochałam i... - spojrzała gdzieś w bok. Ciężko jej się o tym mówiło. Zerknęła na dzieci. Ines znowu starała się zaczepić Lux, jednak widząc wzrok mamy zagadnęła do Rahim'a i zaczęła mu o czymś opowiadać. Meduza uśmiechnęła się pod nosem.
    - Nie rozmawiałam z nim o zdolnościach, nie wydaje mi się aby miały z tym jakiś związek, mam po prostu wrażenie, że tęskni za ojcem i ma mi za złe, że ja nie... - tu nawet nie dokończyła. Kuro nadal był dla niej wielką niewiadomą. Cieszyła się, że nie miesza w życiu dzieci, ale, no właśnie. Zawsze było jakieś ale.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  5. Febe uśmiechnęła się do Mel.
    - Ja też nie, nie umiem wyjaśnić tych jego przeskoków, zupełnie jakby miał rozdwojenie jaźni - westchnęła i zaraz spojrzała na dziewczynę dużymi oczyma. Czy Yumi jej przeszkadzał? Zagryzła lekko dolną wargę.
    - Nie wiem Mel, z jednej strony traktuję go jak syna i nie chciałabym pozbywać się go z takich powodów... Z drugiej chciałabym ruszyć do przodu, wyrzucić w końcu z głowy myśli o Twoim bracie... Może na początku postaram się z nim porozmawiać, wspomnę o propozycji zamieszkania z Tobą i zobaczymy co Yumi na to powie - zaproponowała. Dochodziły właśnie do budki z lodami, więc Feb wzięła Rahim'a na ręce, aby mógł zobaczyć jakie desery są dostępne.
    - A u Ciebie co słychać? - zapytała zatrzymując się w niewielkiej kolejce.
    - Mioge jujke? - chłopiec pokazał rączką rurkę z kremem zamawianą przez osobę przed nimi w kolejce.
    - Tak słońce, możesz - Feb uśmiechnęła się do dziecka. Zerknęła jeszcze na Ines, która hardo trzymała się zdania, że nie chce deseru.
    - Na fojnie nie ma deseru, muszę się przyzczaić - stwierdziła dumnie, a meduza pokręciła głową.
    - Oj Ty wojno, mówi się przyzwyczaić - powiedziała do niej wolno, po czym dziewczynka starała się wypowiedzieć słowo poprawnie. Szło jej dość mozolnie, ale mama i tak pogłaskała jej głowę. Uwielbiała swoje szkraby, a szczególnie te ich odmienne charaktery.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieciaki ledwo weszły do piaskownicy, a Ines już zaczęła budować fortecę.
    - Rahim chodź, zrobimy wojnę! - zaproponowała uradowana. Jej brat nieco zawstydzony obecnością innych dzieci usiadł na brzegu piaskownicy i obserwował siostrę. Nagle ktoś kucnął przy jego boku i przywitał się. Chłopiec zdezorientowany spojrzał na zakapturzonego mężczyznę. Nie miał pojęcia kim jest, był za mały aby go zapamiętać. Wlepił w niego ciekawskie szmaragdowe oczy.
    - Nie kochanie... - odpowiedział. Tak mówiła do niego tylko mama. Ines słysząc głos brata szybko podniosła głowę. Ona doskonale skojarzyła mężczyznę. Prawdę mówiąc bardziej po głosie niż po twarzy. Pamiętała zdjęcie, które osobiście zabrała mamie spod poduszki, już dawno temu. Nie podobało jej się, że mama zawsze płacze kiedy na nie patrzy. Zdjęcie to przedstawiało właśnie tego pana. Dziewczynka zmarszczyła czoło i szybko podbiegła do brata, odpychając swoją małą rączką Kuro.
    - Zostaw go! Idź sobie! Sio! - krzyknęła łapiąc Rahima za rękę. Na te krzyki Febe oderwała wzrok od Mel i szybko spojrzała w stronę dzieci. Zaniepokojona zmrużyła oczy. Ktoś zaczepiał jej maluchy?
    - Ines! - krzyknęła głośno, a dziewczynka zerwała się zaraz, ciągnąc brata za sobą. Była bardzo zdenerwowana.
    - Sio! - krzyknęła raz jeszcze, oglądając się za mężczyzną i nawet nie zauważyła jak wpadła na Chris'a. Uderzenie było na tyle silne, że cała trójka powywracała się na ziemię, a na rączkę Chris'a spadło kilka kropel śliny Ines. Ślina dziewczynki potrafiła sparaliżować nawet Febe, a co dopiero tak małe dziecko. Mała jednak nie bardzo się przejęła, była tak wystraszona widokiem pana ze zdjęcia, że mocno przytuliła brata do siebie i zaczęła szybko oddychać.
    - Ines! - Febe widząc to wszystko szybko ruszyła do dzieci, nie miała pojęcia co jest grane i kogo mała tak bardzo się wystraszyła. Niestety... nim dobiegła do dzieci zauważyła jak jej córka emituje pewnego rodzaju światło.
    - Nie... Nie, nie, nie! Ines stop! - krzyknęła wyraźnie przejęta, wiedziała co to oznacza. Zanim się spostrzegła mała wraz z bratem rozsypała się w drobne puzzle i zniknęła z zasięgu wzroku kogokolwiek. Meduza zatrzymała się gwałtownie, zastygła w bezruchu.
    - Nie, nie, nie... - zaczęła nerwowo powtarzać rozglądając się dookoła. To nie było możliwe. Ines zdarzało się samodzielnie przeteleportować, ale zwykle pojawiała się kilka metrów dalej, dodatkowo towarzyszyło temu to lekkie światło. Teraz? Teraz nigdzie jej nie było widać. Kobieta zaczęła nerwowo oddychać.
    - Ines?! Rahim?! - krzyknęła jeszcze łamiącym się głosem. Jej oczy zatrzymały się na mężczyźnie, który pojawił się przy jej pociechach. Ruszyła na niego z impetem i pchnęła mocno.
    - Coś Ty zrobił?! Gdzie są moje dzieci! - krzyknęła, była tak zdenerwowana, że nawet nie zwróciła uwagi na twarz nieznajomego.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  7. Febe chwycona za nadgarstki próbowała się zaraz wyrwać, jednak na widok jego twarzy po prostu zamarła. Zapowietrzyła się i zrobiła duże oczy... Po jaką cholerę on wrócił?! Dopiero co mówiła, że praktycznie udało jej się o nim zapomnieć a tu... Czuła się jakby serce miało jej zaraz wyskoczyć z piersi. Zwierzenia, zniknięcie dzieci, widok Kuro. Jej oddech mimowolnie przyspieszył, zupełnie jak przy stanach paniki. Kiedy Kuro odleciał pchnięty jakąś siłą ona sama zachwiała się, gdyż została delikatnie pociągnięta wraz z jego uchwytem. Ustała jednak na nogach i zaczęła szukać podpory. Starała się uspokoić oddech i gdyby nie widok leżącego Chris'a to pewnie po prostu by się przewróciła. Mimo wyraźnego osłabienia zacisnęła jednak zęby. Olała całkowicie mężczyznę i ruszyła szybko w stronę chłopca.
    - Wszystko z nim dobrze? - zapytała wyraźnie zatroskana. Czułaby się okropnie, gdyby Ines zrobiła mu jakąś krzywdę. Myśli kłębiły się teraz w jej głowie, jednak nie była już tą słabą kobietką, którą Kuro mógł mieć w pamięci. Nie planowała znowu być słaba, tym bardziej, a raczej szczególnie w towarzystwie czerwonookiego.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie interesowały go żeńskie twarze. Prawdopodobnie dlatego, że w żaden sposób nie potrafił dopasować ich do swojego ciała, a tym bardziej natury, choć z tym ciałem... to różnie bywało. Nie należał do szczególnie wysportowanych, często nawet z żalem stwierdzał, że posiada bardziej żeńską figurę, niż męską. Drobne ciało nie pomagało mu w przetrwaniu w tym pieprzonym świecie. Słaby, niewysoki, ale przynajmniej diabelnie szybki i zwinny. Wszystko posiadało dwie strony medalu, tego zdołał się tutaj nauczyć.
    Kobiety przydawały się jednak w przypadku, kiedy szybko potrzebował nowej męskiej twarzy. Zdecydowanie najłatwiej było uwieść pierwszego lepszego mężczyznę posiadając twarz pięknej, urodziwej niewiasty, aby ukraść jego twarz niespodziewanym pocałunkiem. Ulęgnąwszy zepsuciu, nie potrafił ich już nawet odróżnić, dlatego przestawały mu przeszkadzać. Nigdy jednak nie czuł się komfortowo nosząc damskie oblicze.
    Podobnie tego wieczoru, w spięciu zajmował jedno z wysokich krzeseł przy barze wyjątkowo popularnego baru. Od dłuższego czasu sączył przez słomkę alkoholowy napój, który zresztą należał do bardziej przez niego lubianych. Wlewał go w siebie litrami, wiedząc, że i tak nigdy nie będzie w stanie się upić; jego ciało nie przyjmowało fizycznych pokarmów. Nie przynosiły nawet najmniejszego uczucia sytości ani żadnych wartości odżywczych. Jedynie przechodziły, nie zostawiając po sobie nic prócz psychicznego spełnienia. Do życia potrzebował znacznie mniej humanitarnej pożywki. Twarzy.
    Pomijając fakt, iż na co dzień zmieniał twarze jak rękawiczki, nie bawił się w przebieranki; nosząc twarz kobiety omieszkał próbować upilnować pasujący jej ubiór. Miał nadzieję, że śliczna, niezwykle niewinna buźka oraz kaskada złotych włosów wystarczą, aby zatrzymać serce jakiegoś faceta. Marne umiejętności flirtu nie zawiodły go jeszcze ani razu, choć zazwyczaj nie używał głosu. Nieskromnie sądził, że potrafił sprawnie kokietować i miał nadzieję, że tego wieczoru nie zostanie wyprowadzony z błędu. Potrzebował męskiej twarzy jak wody. Wszystkie, które do tej pory miał pod ręką, powoli ulegały zepsuciu. Starając się o przyjęcie do tutejszej szkoły musiał posiadać akceptowalne oblicze, aby nie odstraszyć otoczenia. Zresztą, obiecał sobie przestać kraść twarze, jednak... bez tego nie mógł przeżyć. Dlatego właśnie musiał dostać się do owej akademii. Szukał tam pomocy.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  9. Febe nie musiała dotykać nawet chłopca, od razu było widać, że w jakimś stopniu został sparaliżowany. Na widok cieni władających przez Lux i z powodu ogólnego zamieszania plac zabaw zaraz opustoszał.
    - Jest sparaliżowany, Ines musiała go przez przypadek oślinić, ale to nic groźnego, przejdzie z czasem. Ważne, że się nie wgryzła, wtedy byłoby gorzej - powiedziała pospiesznie, aby zapewnić Mel, że zdrętwienie chłopca nie skończy się tragedią. Zdolność jej córki była dość kłopotliwa, z drugiej strony mogła w przyszłości uratować dziewczynkę, o ile przewidziana jest dla niej jakaś przyszłość. Cholera wie gdzie się przeteleportowała. Febe, widząc, że najwyraźniej jest zbędna przy maluchach wstała i spojrzała na Kuro zimnym wzrokiem.
    - Coś Ty jej powiedział, że się tak wystraszyła?! - zapytała z agresją w głosie. - I po cholerę w ogóle wróciłeś?! - warknęła jeszcze. Nie wiedziała o sytuacji ze zdjęciem, do dzisiejszego dnia zastanawiała się gdzie przepadło, ale była w głębi serca wdzięczna, że zniknęło.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  10. - Głupot?! - raz jeszcze się uniosła. - Nigdy nic złego im nie mówiłam na Twój temat! Z resztą gdybyś tu był to być to do cholery wiedział! - tak, była zdenerwowana, cholernie. Oczy kobiety zaszkliły się. Za dużo emocji, troska, strach, niepewność i jeszcze te cholerne czerwone tęczówki. Podciągnęła nosem powstrzymując łzy i odwróciła się od niego. Schowała twarz w dłoniach... Chciała się uspokoić, nie będzie płakać, nie będzie... Cały czas to sobie powtarzała, zaciskając zęby. Uspokoiła powoli oddech, jednak z płaczem nie wygrała, kilka łez spłynęło po jej policzkach. Szybko je przetarła. Nie chciała aby ktokolwiek ją w takim stanie oglądał. Chciała pomyśleć.
    - Gdzie mogą być... - wyszeptała bardziej do siebie niż do niego. Dzieci znały wiele miejsc, przeszukanie wszystkich zajęłoby wieki. Znowu zacisnęła zęby.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  11. Choć usilnie starał się udawać brak zainteresowania otoczeniem, nieustannie uciekał wzrokiem od napoju do głębi pomieszczenia. Obserwował uważnie wszystko, co działo się dookoła, szukając przy okazji najdogodniejszej ofiary - najlepiej już lekko podpitej i szukającej jednorazowej, szybkiej zabawy. W końcu wystarczył jeden pocałunek, aby odebrać komuś twarz. Aby odebrać życie.
    Nie spodziewał się, że ktoś tak szybko wpadnie w jego zaskakująco słabe sidła. W przeciwieństwie do innych szukających łatwej przygody pań nie wyposażył się w krótką spódniczkę oraz szpilki; czując, że ktoś zmierza w jego kierunku, celowo powoli założył nogę w obcisłych jeansach na drugą i dopiero wówczas przeniósł wzrok na nieznajomego. Ze wszystkich sił starał się ukryć stres, który zaczął odczuwać, ale zarazem podekscytowanie, że jego plan może się powieść. Lustrował mężczyznę wzrokiem srebrzystych oczu spod wachlarza długich, czarnych rzęs; pragnął nadać temu spojrzeniu zachęcający wydźwięk, jednakże zacisnął mocniej chude palce na szklance, kiedy napotkał oczy nowego towarzysza. Takiego szkarłatu nie widział jeszcze nigdy w swoim jakże krótkim życiu. Choć nie potrafił przyznać się do tego przed samym sobą, pierwszy raz poczuł, że właśnie przegrał w swojej własnej grze. Te szkarłatne ślepia, doskonale zbudowane ciało, z całą pewnością przerastał go siłą, a do tego był... cóż, cholernie przystojny. Przez dłuższą chwilę nie potrafił oderwać od niego wzroku, nim wreszcie z ogromnym trudem opanował rozszalałe serce. To wszystko tylko gra. Nasza gra. Nie możemy przegrać, prawda? Niemożność używania głosu znacząco utrudniała mu zadanie, nie potrafił zmodyfikować go na tyle, by brzmiał dostatecznie dziewczęco, aby uwieść mężczyznę. Musiał wystarczająco sprowadzić go na manowce, a raczej dobrze podpić, jeśli miał zacząć jakkolwiek działać.
    Zdobył się na delikatny, zalotny uśmiech i gestem wskazał wolne miejsce obok. Miał nadzieję, że szkarłatnooki prędko ulegnie tym pełnym, malinowym ustom, które skradł przypadkowej dziewczynie. Starał się trzymać na wodzy czarujące spojrzenie, aby zbyt prędko nie stało się jednoznaczne. Wiedział, że musi być rozsądny i uważny. Musiał grać ostrożnie. Jeden niewłaściwy ruch mógł skończyć się dla niego tragicznie, a im dłużej wpatrywał się w twarz mężczyzny, tym silniej czuł, że w żaden sposób nie będzie w stanie jej sobie odmówić.
    Podobnie gestem zwrócił uwagę barmana, aby nie nadużywając słów ani głosu w żaden sposób zamówić kolejny napój. Wskazał również na prawie już pustą szklankę owego nieszczęśnika, który właśnie się przysiadł. Z pewnością nie wiedział, jak ogromny błąd właśnie popełniał.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  12. Febe drgnęła czując dłoń na swoim ramieniu.
    - Nie płaczę, chwila słabości... - wyszeptała jedynie i zaraz delikatnie odwróciła głowę w jego stronę.
    - Możesz... - wzięła głęboki wdech. Zdolności Kuro mogły się teraz przydać, nie wiedziała po co tu wrócił, ale miała już dość krzyków.
    - Możesz nas przenieść w miejsca których nie znasz? - zapytała. Czerwonooki w końcu nie znał położenia ich teraźniejszego domu, jak i miejsc w których bywała z dziećmi, jednak przy teleportacji przeszukanie większości z nich ułatwiłaby znacznie zadanie.
    - W jakiś sposób pobrać ode mnie te informacje? - dopytała jeszcze. Miała nadzieję, że jest to możliwe.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  13. None jeszcze nie był świadomy tego, że to właśnie on popełnia ogromny błąd. Wszystko miało się okazać w niedalekiej przyszłości, zwłaszcza, że już od samego początku został postawiony pod ścianą i to jeszcze z nożem na gardle. Nie mógł odpędzić od siebie tego faceta. Nie mógł utracić tej twarzy. Cholernie mocno jej pragnął i z trudem panował nad głodem we własnych oczach; jego towarzysz i przyszła ofiara zresztą borykała się z podobnym problemem, aczkolwiek całkowicie innej natury. Złodziej czuł się już wygranym, zwłaszcza, kiedy mężczyzna spoglądał w kierunku jego biustu, skrzętnie skrytego pod nieskazitelnie białą koszulą, który właściwie przecież nie istniał.
    Czuł się prawdziwie odzierany z godności, musząc udawać kobietę. Nie czynił tego często, a raczej przybieranie oblicza kobiety należało do stanów wyjątkowych, takich jak ten – potrzebował męskiej twarzy i to szybko, a patrząc na to, jak brunet pożerał go wzrokiem, to była najłatwiejsza droga do zdobycia jej. Obawiał się tylko sytuacji, kiedy musiał nawiązać rozmowę. Kradnąc komuś twarz, jakiemukolwiek stworzeniu, przyjmować tylko jego oblicze – nie ciało ani głos. Nauczył się jednak modyfikować go na tyle, aby chociaż w minimalnym stopniu przypominał kobiecy. Czasami całkiem nieźle mu to wychodziło, jednak, cóż... tylko czasami. Tego najbardziej się obawiał. Porażki spowodowanej tym, że tym razem mu nie wyjdzie.
    Zamieszał przygryzioną już wyraźnie słomką w klarownym napoju, zanim oparł się łokciem o blat baru i rzucił zalotne spojrzenie adoratorowi.
    — Zapewne to samo, co taki przystojny mężczyzna.
    Pragnął odetchnąć z ulgą, kiedy zdołał wykrztusić z siebie te kilka słów w ponętnym, damskim języku. Stanowiło to dlań rzecz niezwykle trudną i winien ograniczać ją do minimum, jednak w tej sytuacji musiał dać z siebie wszystko. Nie tylko modulowanie głosu przychodziło mu z trudem, lecz i sam flirt nie chciał przechodzić mu przez gardło. Traktował to jako samoponiżanie się; był jak pieprzony narkoman, który dla używki był w stanie zrobić wszystko. None właśnie taki był. Był w stanie zrobić wszystko dla tej jednej, niezwykle pociągającej go twarzy.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  14. Czyli czekał ich spacer. Febe poczuła się trochę skrępowana. Raz jeszcze przetarła oczy, aby upewnić się, że żadna łza jej nie zaskoczy.
    - Nie jesteś, racja - przyznała zerkając na niego ukradkiem i zaraz oplotła się swoimi ramionami. Dawno nie czuła tak dziwnego zimna jak teraz. Przytaknęła mężczyźnie gdy wspomniał o mieszkaniu i zaraz spojrzała na Melanie. Zacisnęła zęby słysząc to "nami", jednak ostatecznie spojrzała na twarz Kuro i wzruszyła ramionami.
    - Nigdy nie wnikałam o co jej chodziło, może po prostu miała dobre przeczucie, że my to nie jest dobry pomysł - skomentowała i ruszyła w stronę przystanku.
    - Musimy podjechać autobusem, chyba, że masz samochód. Nie mieszkam w tym mieście - oznajmiła mu jeszcze.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie potrafił sam przed sobą ukryć tego zaskoczenia. Naprawdę poszło mu aż tak łatwo? Nie chciało mu się w to wierzyć. Gdzieś musiał być haczyk. Gdzieś musiał kryć się podstęp. Nigdy nie ufał ludziom, a raczej tym wszystkim nadnaturalnym istotom, nawet, jeśli miały paść jego ofiarą. Zawsze musiał zachowywać ostrożność, aby przypadkiem nie zostać zdemaskowanym.
    Chwilę zastanawiał się nad tym, czy nie powinien zagrać nieprzystępnej niewiasty; jej twarz sama w sobie kipiała niewinnością, brak asertywności prawdopodobnie dodawał jej uroku. Tak przynajmniej sądził. Nic nie przeszkadzało mu w tym, by wyjść na łatwą; to on przecież wiódł prym w tej rozgrywce, z taką łatwością omotał sobie szkarłatnookiego wokół palca. Nie mógł zmarnować tej okazji. W końcu obaj dążyli do tego samego, lecz w odrobinę innym aspekcie – pragnęli znaleźć się w ustronnym, odosobnionym miejscu, bez gapiów i bez ani jednego świadka. Obaj potrzebowali rozładować te jakże zwierzęca pragnienia, z tą małą różnicą, że pragnieniem None'a było zaspokojenie potwornego głodu, który rósł z każdą sekundą, ilekroć jego wzrok rejestrował tę bliznowatą twarz.
    Nie musiał udawać, że się waha, a przy tym tak seksownie przygryzł dolną wargę, nadając jej jeszcze mocniejszego odcieniu. Wreszcie skinął delikatnie głową, upijając ostatni łyk trunku i powoli zsunął się z siedzenia, prezentując się mężczyźnie. Wiedział już, że jego pułapka zadziałała, pozostawało mu tylko grać uległą do samego końca, do momentu, kiedy wreszcie będą sami, a wówczas będzie mógł złożyć na jego ustach ten śmiertelny pocałunek, którego tak bardzo pragnął.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  16. Febe nie miała zamiaru winić swojego dziecka za to co zaszło, nawet nie przypuszczała, że Melanie mogłaby winić małą. Sama ma przecież dzieci i dobrze wie, że nie potrafią one kontrolować swoich zdolności. Zatrzymała się słysząc polecenie Kuro. Nie miała ochoty zbliżać się do niego, ale skoro to miało pomóc...
    - Cledo - odpowiedziała jedynie chwytając lekko jego kurtkę. Spojrzała gdzieś w bok. Nadal nie wiedziała po co wrócił, ale wiedziała, że znowu namieszał jej w głowie. Akurat teraz... Teleportacja nie wywołała u niej jakiś specjalnych efektów ubocznych, Ines już nie raz zagwarantowała jej małą przygodę i meduza nawet się przyzwyczaiła. Jedynie lekko się zachwiała ruszając w stronę swojego domu. Na szczęście nie było do niego daleko.
    - Ines?! Rahim?! - zawołała, wchodząc na mostek, prowadzący bezpośrednio na jej teren. Dzieci mogły przecież zacząć jej szukać i jakoś wyjść z domu. Nie słysząc odpowiedzi przyspieszyła nieco i wpadła szybko do mieszkania. Zawołała maluchy raz jeszcze i zaczęła szukać po pokojach.
    - Nie ma ich - głos znowu jej się lekko załamał, ale zaraz chrząknęła i wszystko wróciło do normy. Weszła jeszcze do pokoju maluchów. Zagryzła wargę, mimowolnie jej wzrok padł na skrzynię z pluszakami Ines. Zamrugała szybciej oczyma.
    - Karabin, miny... Garrus - skojarzyła nagle. Ines od kilku dni cały czas mówiła o nowym wujku.
    - Garrus - powtórzyła zaraz. - Ines mówiła, że przy nim jest bezpiecznie, skoro się bała to mogła o nim pomyśleć... - ta myśl uderzyła ją jak piorun. Zaczęła krzątać się po mieszkaniu, szukając komórki.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  17. Niepewnie przełożył złote loki przez zewnętrzne w stosunku do mężczyzny ramię, aby mógł w pełni podziwiać tę niewinną buźkę – delikatne rysy twarzy, całkiem możliwe, że wciąż nastoletnie, te równie delikatne wargi, gdzie na jednej z nich wciąż odznaczał się maleńki ślad po jej przygryzieniu, delikatnie rumiane policzki i te duże, srebrne oczy, które spoglądały na niego spod wachlarza długich, czarnych rzęs. Choć mężczyzna o tym nie wiedział i prawdopodobnie nigdy nie dostąpi zaszczytu, aby się tego dowiedzieć, ilekroć None kradł czyjąś twarz, nigdy wraz ze zmianą oblicza, nie zmieniała się barwa jego oczu. Był to prawdopodobnie ich naturalny kolor, który często modyfikował poprzez soczewki.
    Poczuł się odrobinę zmieszany, kiedy został w ten sposób przyciągnięty i pozbawiony wszelkiej przestrzeni osobistej. Podziałało to prawdopodobnie na jego korzyść, bowiem zarumienił się, dodając sobie jeszcze więcej uroku.
    Nie miał bladego pojęcia, jak długo szli i dokąd tak właściwie był prowadzony, jednakże nie to się dla niego liczyło. Liczył się sam cel i to, że nie musiał martwić się używaniem głosu, przynajmniej na razie, a przede wszystkim to, że mężczyzna wciąż nic nie podejrzewał. Miał nadzieję, że tak zostanie.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  18. Cholera.
    Nie znał tej okolicy i wiedział, że będzie miał problem z ucieczką, jeśli mu się nie powiedzie, aczkolwiek w tamtej chwili wykluczał niepowodzenie. Widok obskurnego bloku nie przeraził go, wręcz przeciwnie; gdyby ktoś w takiej okolicy znalazł trupa, byłoby to mało znaczące zdarzenie, prawda?
    Cholera!
    Wszystko zawsze kończyło się na przedpokoju. Gdziekolwiek się zaczynało, najdalszym punktem był właśnie przedpokój, gdzie zostawał już tylko ten jeden pocałunek. Wiele razy zdarzało mu się uwodzić mężczyzn dla ich twarzy, jednakże jeszcze nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji... w takim potrzasku zdecydowanego, napalonego faceta, który nie dał mu szansy nawet rozejrzeć się po pomieszczeniu. Choć w pierwszej chwili poczuł odruch odrzucenia go od siebie, nie mógł tego zrobić; gra jeszcze nie dobiegła końca, jeszcze nie wygrał, wciąż grali i wciąż istniało prawdopodobieństwo, że przegra.
    Cholera...
    Przegrywał z mężczyzną w momencie, kiedy tak mocno trzymał go przy tej ścianie, uniemożliwiając ucieczkę. Uniemożliwiał mu także dotarcie do tych ust, których potrzebował, aby zakończyć tę rozgrywkę. Udostępniał mu swoją szyję, wierząc, że w ten sposób zapewni mu jeszcze więcej fałszywego poczucia bezpieczeństwa, ale kiedy tylko znalazł się na wysokości jego twarzy, wplótł palce w jego czarne włosy, chwytając je mocno, aby zaraz wycisnąć na jego ustach mocny, drapieżny pocałunek, który miał przypieczętować koniec żywota szkarłatnookiego.
    Nic specjalnego jednak się nie wydarzyło.

    |upsik Nono

    OdpowiedzUsuń
  19. Przerażenia, które wypełniło nie tylko serce, ale i umysł oraz całe jego ciało, nie można było opisać słowami. Nie miał bladego pojęcia, co właśnie się działo. Przecież go pocałował. Pocałował tego mężczyznę, który powinien już leżeć na podłodze w bezruchu, powoli kamieniejąc. Powinien już z tryumfem nosić jego twarz, jednak... nic takiego nie nastąpiło. Nie odebrał mu twarzy. Nie zabił go. I choć kontynuowali pocałunek, nadal nic podejrzanego dla mężczyzny się nie działo, a kiedy przygryzł mocno jego dolną wargę, None wiedział już, że coś poszło nie tak. Wszystko poszło nie tak. Ogarniał go tak ogromny szok, że nie zauważył nawet, kiedy znaleźli się w innym pomieszczeniu, do tego na łóżku. Szkarłatnooki może i był pijany, ale na pewno nie był głupcem; lada moment odkryje, że sprowadził do swojego domu nie niewinną niewiastę, a chłopaka, na dodatek potwora, mordercę. Czarnowłosy już wcześniej miał okazję zwęszyć postęp, tak cholernie mocno napierając na ciało swojej "partnerki". Wzwód w spodniach Kuro nie był jedynym wymagającym rozładowania problemem; choć None zjawił się tu w zupełnie innym celu, nie potrafił ukryć, ani też przyznać się przed samym sobą, że namiętna chwila pomiędzy nim a tym cholernie przystojnym mężczyzną widocznie go podnieciła. Jednak nie to się wówczas dla niego liczyło. Liczyły się sekundy, które dzieliły go od zostania zdemaskowanym. Wciąż ulegając dotykowi i pocałunkom szkarłatnookiego, rozpaczliwie błądził wzrokiem po pokoju, szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki. I znalazł, ale tylko jedną, tak koszmarnie ryzykowną, tak bardzo narażoną na niepowodzenie.
    Szklaną butelkę pełną whisky, która została tu przyniesiona wraz z nim samym i stała właśnie na szafce zarz obok łóżka.
    Nie wahając się ani przez chwilę, korzystając z rozkojarzenia podnieconego mężczyzny, chwycił ją za szyjkę drobną dłonią i z całych sił rozbił na głowie czarnowłosego, prędko uciekając z jego uścisku.

    |None

    OdpowiedzUsuń

  20. Nie chciał nawet wiedzieć, z jaką prędkością biło mu serce. Przegrał. Przegrał we własnej grze. Nie pamiętał nawet, kiedy ostatni raz był tak przerażony, jak teraz. Tak jak do tej pory był pewien swego zwycięstwa, tak teraz trzymała go pewność, że zdoła uciec z rozegranego pola bitwy. Przecież ten facet był pijany, poza tym, czy ktoś potrafiłby zdzierżyć taki cios butelką? Jak widać potrafił.
    Z jego gardła wyrwał się stłamszony krzyk, którego barwa ani trochę nie przypominała już delikatnego, nieśmiałego, kobiecego głosu. Zdecydowanie należał do mężczyzny, a raczej wciąż chłopca, jednak i to Kuro mógł uznać za kolejny przekręt.
    Wręcz wciśnięty w ścianę, Złodziej począł szukać jakiejkolwiek deski ratunku. I tak został już zdemaskowany, przeliczył się co do si i sprawności mężczyzny, czego tak bardzo żałował. Z przerażeniem wpatrywał się w jego szkarłatne ślepia, bez trudu odnajdując w nich nieskrywane szaleństwo i żądzę mordu. W odruchu chwycił drobną dłonią jego nadgarstek, jakby miało mu to w jakimkolwiek stopniu pomóc kontrolować nacisk palców na jego chudej szyi. Nic innego już mu nie pozostało.
    W czasie zaledwie mrugnięcia przed oczyma bruneta zamiast delikatnej twarzy blondynki pojawiło się oblicze pozbawionej skóry i mięśni bestii; była to czaszka prawdopodobnie wilka, wciąż z pełnym uzębieniem, którego paszcza kłapnęła groźnie zaraz przed twarzą Nefilima.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie mógł go dosięgnąć. W żaden sposób obronić się, nie mógł nawet go tknąć. Zmienił nawet oblicze na czaszkę kozła, aby chociaż minimalnie wydłużyć pysk, jednak na nic mu się to zdało. Jeszcze mocniej wciśnięty w ścianę, sapnął głucho z bólu, czując, jak pęka pod naporem jego drobnego ciała. Nie miał zamiaru poddawać się bez walki, jednak w tej sytuacji miał bardzo ograniczone pole do popisu. Prędko zrezygnował z szarpaniny, potrafił rozsądnie przeanalizować sytuację i w porę zejść ze sceny, zwłaszcza teraz, kiedy stopniowo tracił grunt pod stopami. Stał na palcach, ledwo dotykając podłogi. Wbijając zadbane, mocne paznokcie w nadgarstek mężczyzny, przemienił czaszkę zwierzęcia na oblicze nastolatka. Stopniowo ulegało zepsuciu, co widać było szczególnie na pozbawionych fragmentów skóry skroniach oraz czole. Kosmyki kruczoczarnych włosów opadły na jego srebrzyste oczy, nieco zmniejszając pole jego widzenia. Zmienił twarz na tę, w której czuł się najbardziej komfortowo ostatnimi czasy. Jednak tak jak wszystkie, w końcu musiała ulec zniszczeniu.
    — Średnio palę się do walki — wycedził z trudem przez ściśnięte gardło. Miał wyraźne trudności ze złapaniem oddechu, jednak Nefilim (na całe szczęście) nie trzymał go na tyle mocno, by zaczął się dusić.
    Był nieuzbrojony, słaby i zdecydowanie bezbronny w przeciwieństwie do mężczyzny, w którego pułapkę dał się wciągnąć, do tego całkowicie świadom tego, że lada moment mógł stracić życie. Wszystko poszło nie tak. I nie rozumiał, dlaczego. Przecież go pocałował. Przecież miał odebrać mu twarz. Gdzie popełnił błąd, którego nie potrafił nawet zrozumieć?
    — Nie chciałeś się przypadkiem trochę zezwierzęcić? — Syknął w odpowiedzi na pytanie, kątem oka zerkając na połyskujące w bladym świetle lampy ostrze.

    |prawdopodobnie martwy Nono

    OdpowiedzUsuń
  22. Febe nadal przeszukiwała mieszkanie, jednak słysząc Kuro zatrzymała się na chwilę i spojrzała na niego.
    - Nie znam jego adresu, wiem tylko, że jest z... - w tym momencie usłyszała dźwięk swojego telefonu i ruszyła w stronę źródła. Widząc imię wyświetlone na ekranie komórki zapowietrzyła się i szybko odebrała.
    - Tak?! - zaczęła lekko podenerwowana. Zaraz zaśmiała się z wyraźną ulgą i uśmiechnęła szeroko. Zerknęła kątem oka na Kuro po czym weszła do sypialni dzieci i przymknęła nieco drzwi.
    - Nawet nie wiesz jak się wystraszyłam, z resztą tak jak i mała. Cieszę się, że są bezpieczni... Dobrze, spotkamy się. Znowu będę musiała Ci jakoś podziękować - zaśmiała się lekko i zaraz wyszła z pokoju. Pożegnała jeszcze Garrusa i odłożyła telefon z głośnym westchnięciem. Zamknęła jeszcze na chwilę oczy.
    - Nic im nie jest - poinformowała ojca dzieci i otworzyła oczy.
    - Nie musisz się martwić, możesz iść do domu. Garrus załatwi kilka spraw i przywiezie maluchy, tak więc czuj się wolny - powiedziała i weszła do kuchni, oparła się jeszcze o blat, aby wziąć kilka głębszych, uspokajających wdechów.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  23. Choć przez chwilę mógł wyglądać groźnie, zwłaszcza, kiedy w czasie zaledwie mrugnięcia zmieniał twarze, w tamtej sytuacji był zupełnie jak pies, który dużo szczeka, a więc mało gryzie. Zdawał sobie sprawy z tego, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Że mężczyzna lada moment, bez oporów, po prostu go zabije, w końcu widocznie czerpał z tego niezłą rozrywkę. A chłopak wciąż nie rozumiał, jak doszło do tego wszystkiego... przecież zawsze wystarczał tylko jeden, mały pocałunek. Tylko jeden pocałunek, aby odebrać czyjeś życie, nasycić się, zdobyć nową twarz do kolekcji. Pragnął znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tym razem mu się nie udało? Gdzie popełnił błąd? Mógł nie mieć okazji się dowiedzieć. Mimo tego, duma, a raczej brak rozsądku, nie opuszczały go.
    — Nie jestem demonem — warknął, spluwając szkarłatnookiemu w twarz.
    Nie uważał siebie za nie wiadomo kogo. Wręcz przeciwnie, trwał w przekonaniu, że nie posiada żadnej wartości. Że jest tylko bestią, zasługującą jedynie na śmierć. Odbierał wszelakim istotom życie dla własnych korzyści, dla własnego przetrwania... każdy miał swój sposób na przetrwanie w tym świecie, a None posiadał właśnie taki, nie inny. Posiadał również nieutemperowany charakter i niewyparzony język. Mógł przypłacić to życiem.
    — Łudzisz się, że zacznę błagać cię o litość...? — Owszem, był przerażony. I to cholernie przerażony, lecz pomimo tego lęku, determinacja i szaleńczo zgubna zuchwałość nie znikały z jego spojrzenia.

    |zdecydowanie martwy Nono

    OdpowiedzUsuń
  24. [Hej. Dziękuję :) Zaraz coś wymyślę :D A jak będę zachłanna to może i do drugiej postaci też, a co!]

    Glen nie często miał okazję podróżować i wcale nie narzekał z tego powodu. Salree wystarczało mu w zupełności. To właśnie tam znał niemalże każdy kąt i doskonale wiedział, w które rejony nie powinien się zapuszczać. Dlatego też, gdy jego właściciel ni stąd ni zowąd zdecydował zabrać go ze sobą do Phyoen, poczuł zdezorientowanie i jeszcze coś, czego osobiście nie potrafił zidentyfikować. To uczucie zdenerwowania łączyło się z podekscytowaniem. Miał w końcu okazję do obejrzenia stolicy tego kraju i nie zamierzał sobie tego odpuścić. Od samego przyjazdu chłonął ulice tego miejsca głodnym wzrokiem. Obserwował poruszające się po nim barwne istoty, z zaskoczeniem zauważając, że ich gama jest zdecydowanie większa niż w Salree, a przecież samo portowe miasto nie należało do najmniejszych. Spodobała mu się ta odmiana i nawet nie zaprotestował, kiedy został wysłany po sprawunki, kiedy jego pan bawił się wyśmienicie przegrywając pieniądze w kasynach.
    Chłopak miał okazję pozwiedzać i zamierzał z tego skorzystać. Doskonale wiedział, że nie musi martwić się o godzinę. Pałętał się więc ulicami miasta jedynie obserwując i co jakiś czas upewniając się, że obroża jest dostatecznie mocno schowana pod zapiętą kurtką. Wolał nie obnosić się ze swoją rasą, bo nigdy nie wiadomo co czaiło się za rogiem.
    Nie wiedząc nawet kiedy ruszył krok w krok za migdalącą się parą. Strzępki ich rozmowy wywoływały uśmiech na jego podłużnej twarzy. Dawno już nie słyszał takiej beztroski i pewnie szedłby za nimi jeszcze długo, gdyby para nagle nie zniknęła w jednym z mieszkalnych domów.
    Dopiero wtedy Glen zdał sobie sprawę, że nie ma bladego pojęcia gdzie się znajduje. Centrum miasta to na pewno nie było. Zamrugał kilkakrotnie, opierając się o balustradkę, tuż naprzeciw budynku mieszkalnego i spróbował przypomnieć sobie trasę.
    - Lewo, obok klubu "Vouge", potem w prawo... minąć supermarket, a potem... - wyliczał na głos, by nieco dodać sobie tym otuchy. Skrzywił się lekko i przeklął się w duchu. Nie pamiętał. Nie miał bladego pojęcia jak wrócić... a co najgorsze w pobliżu nie widział żywego ducha. Stare przysłowie "koniec języka za przewodnika" w tym wypadku zdecydowanie nie należało do przydatnych.
    Zrezygnowany uznał, że raz kozie śmierć i obrócił się na pięcie. Nieco na chybił trafił wybrał boczną uliczkę, którą przeszedł dość powoli, rozglądając się nieco niespokojnie dookoła. Próbował odnaleźć punkt zaczepienia. Nawet raz wydało mu się, że mijał ten niebieski balkon, ale zaraz stracił trop.
    W tym całym zamieszaniu nie zauważył, że idzie na zderzenie czołowe z innym osobnikiem, póki na nim nie wylądował, a raczej nie odbił się od niego niczym piłka i tylko cudem utrzymał na nogach. Dopiero wówczas uniósł wzrok, napotykając na sobie blask czerwonych tęczówek. Fascynujących, czerwonych tęczówek.
    W normalnych okolicznościach, pewnie padłby na ziemię i błagał o wybaczenie, ale tym razem tak się ucieszył widząc żywą duszę, że wskoczył mężczyźnie w ramiona.
    - Dziękuję, dziękuję, dziękuję - wydusił z siebie. - Z nieba mi pan spada - uśmiechnął się szeroko.

    Glen

    OdpowiedzUsuń

  25. Wciąż walczył. Wciąż walczył, a przynajmniej próbował, ale jak mógł wygrać i obronić się przed tą bestią w łudząco ludzkiej skórze, kiedy nagle, z nieznanych przyczyn, stracił całą swoją moc? Nie miał żadnych szans. Najmniejszych. Mimo to, wbijał sobie coraz to kolejne gwoździe do własnej trumny, nie bacząc na możliwe zagrożenie, nie bacząc na to, że lada moment może stracić życie. Był tak nieugięcie zuchwały, dopóki nagle nie stracił świadomości.
    Rozbicie głowy o ścianę nie należało do najprzyjemniejszych doznań. Sam nie był pewien, czy krzyknął głośno, czy raczej wcale; chwilowo stracił wzrok niemal całkowicie, by następnie przez długie minuty nie mogąc odzyskać jego ostrości. Głoś uwiązł mu w gardle, opuścił nawet dłoń, której paznokciami kaleczył rękę swojego oprawcy.
    Czuł, że krwawi. Ból rozsadzał mu czaszkę, wręcz promieniował w całej jego głowie, paraliżując ciało. Przynajmniej nie stracił przytomności, choć nie wiedział, czy nie okazałoby się to lepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji.
    Chciał zaprzeczyć, zaprotestować, wciąż pragnął walczyć. Sam nie był świadomy tego, że kontakt z tym mężczyzną, kiedy jeszcze nosił twarz kobiety, tak bardzo go podniecił. Nie spodziewał się tego po sobie. Podejrzewał, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, zostanie obdarty z wszelkiej godności. Pomijając fakt, że przez Nefilima tracił właśnie ostatni oddech.
    — Wolałbym umrzeć — wycharczał w bezdechu, poprzez ból, krew i nieświadome łzy.

    |auć

    OdpowiedzUsuń
  26. None posiadał całkowicie śmiertelne ciało, w którym, już nierozerwalnie, mieszkał duch Koha, Złodzieja Twarzy. To ciało niczym nie różniło się od ludzkiego, można było zranić je tak samo łatwo. Był tak samo delikatny, wątły, słaby i kruchy, lecz jak doskonale widział Kuro, ciężko było go zabić. Zbyt kurczowo trzymał się życia, choć sam nie był tego świadom.
    Nawet nie wiedział, kiedy znalazł się na łóżku, ani w jaki sposób został przeniesiony. Przez odcięcie dopływu tlenu ponownie chwilowo całkowicie pociemniało mu przed oczyma oraz w umyśle, a prócz wciąż pulsującego bólu głowy, teraz także czuł, jak kilka strużek szkarłatnej posoki spływa po jego szyi, wsiąkając w kołnierz jak dotąd nieskazitelnie białej koszuli. Przynajmniej mógł teraz oddychać. Cudownie. Nie wiedział, czy przypadkiem nie wpadł spod deszczu pod rynnę, ale podejrzewał, że tak właśnie było.
    Szarpnął gwałtownie rękoma, choć w istocie był już całkowicie bezsilny. Nie rozumiał, kiedy i jak zostały skrępowane. Nie potrafił odnaleźć tego momentu w pamięci, a czerń wciąż zalewała mu oczy, choć wpatrywał się nienawistnie w swojego oprawcę. O czym tym pieprzysz...? Ból rozrywał mu głowę, jednak jego ciało wciąż promieniowało cholernym gorącem, nadal czując uścisk bruneta na własnym kroczu. Sposób, w jaki teraz wpatrywał się w niego, także sprawiał, że ten okrutny ból w jakiś sposób odchodził na dalszy plan. W całości ogarniał go teraz wstyd i zażenowanie. Zaczynał naprawdę pragnąć śmierci.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  27. Trochę już ochłonął, a uśmiech zdołał zniknąć z jego twarzy, zastąpiony mieszaniną niepewności i chęci poznania tego osobnika bliżej, a także... odnalezienia się wreszcie w gąszczu uliczek miasta.
    - Zgubiłem się - wypalił prosto z mostu i grając w otwarte karty. Przecież nie będzie kłamał i wymyślał, kiedy pragnął otrzymać pomoc od mężczyzny. Wykręcił sobie palce i przestąpił z nogi na nogę.
    - Pyeon to czarna magia. Nie mam bladego pojęcia jak wrócić na główną ulicę - przyznał szczerze, po czym poczochrał się po głowie i spojrzał na mężczyznę błagalnie. - Pięknie proszę o pomoc i obiecuję się za nią odwdzięczyć... jakoś, byle nie życiem - zastrzegł sobie zaraz. - Pożyć jeszcze trochę bym chciał - mruknął pod nosem i odruchowo cofnął się o krok, choć jego towarzysz wcale nie wydał mu się taki straszny. Zdarzało mu się wpadać na gorszych osobników, a temu wyjątkowo dobrze z gęby patrzyło.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  28. Skórzany pasek, który krępował jego dłonie, nieprzyjemnie wrzynał mu się w skórę. Jeszcze boleśniej wciął się w jego kościste nadgarstki, kiedy został brutalnie obrócony, głęboko zdzierając skórę, aż do krwi. Choć nie żył wcale tak długo na tym świecie, zdołał doświadczyć różnych rzeczy, a szczególnie tych pochodzących z kategorii nieprzyjemnych. Jednak jeszcze nigdy nie był tak poniewierany i jawnie, brutalnie, bez wahania odzierany z godności. Wiedział, że nie ma żadnych szans na wydostanie się z tej sytuacji. Żadnych szans na ucieczkę. Mógł liczyć tylko i wyłącznie na łaskę Nefilima, bowiem o ratunek ze strony osoby trzeciej szczerze nie liczył.
    Jego ciało cholernie drżało, nad czym w ogóle nie panował. Nie panował nad niczym. Nawet kiedy szkarłotnooki go dotykał, nie panował nad swoim głosem, który składał się w niezrozumiałe dźwięki i niekontrolowanie uciekał z jego ust wraz z nierównym, ciężkim oddechem.
    — Proszę... przestań... — wydusił jedynie, choć sam nie wiedział, dlaczego to zrobił.
    Całe jego ciało, dusze i umysł trawił ogromny wstyd, który sprawiał, że wolałby po prostu umrzeć niż musieć tego doświadczać. Zaledwie jeszcze chwilę wcześniej zarzekał się, że nie będzie błagał o litość, podczas gdy teraz to robił... Nigdy nie sądził, że zostanie tak prędko złamany. A taki właśnie był. Ukrył twarz w pościeli, nie chcąc, by zauważono jego łzy. Czuł na sobie to okrutne spojrzenie mężczyzny, które sprawiało, że czuł takie samo obrzydzenie do niego, jak i do samego siebie.
    — Nie patrz tak na mnie... — Pragnął zakryć się w jakikolwiek sposób, ale wiedział, że to niemożliwe. Wolałby mieć na sobie spodnie niż tę pieprzoną, zaplamioną krwią koszulę, która na dodatek podwijała się, odsłaniając pełne blizn, blade plecy.
    Wiedział, że nie pozostało mu już nic innego, jak po prostu poddać się. Poddać się i oddać mężczyźnie, mając nadzieję, że chociaż oszczędzi mu życie, kiedy z nim skończy. Nie mógł przekładać dumy ponad własny żywot. Pomimo wszystkiego, nie chciał umierać. Nawet pomimo tego, kim był.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  29. Febe od dawna nie wychodziła z domu. Ostatnio sporo czasu spędzała z dziećmi i nawet nie zawracała opiekunce głowy. Dzisiejszego wieczora również nie planowała wychodzić, jednak dostała nagły telefon. Okazało się, że jej przyjaciółka mieszkająca poza Mortiel odwiedziła dziś tą krainę razem ze swoim wybrankiem, dziewczynie bardzo zależało, aby Febe poznała jej przyszłego męża, więc meduza dała się namówić na wypad. Załatwiła opiekę dla dzieci, przyszykowała się i wyszła na umówioną godzinę. Spotkali się w jednym z największych barów w mieście. Para zdecydowanie do siebie pasowała i nawet Feb, jako "trzecie koło u wozu" nie czuła się źle w ich towarzystwie. Siedzieli już od godziny przy swoim stoliku, kiedy jej przyjaciółka poszła za potrzebą, akurat chwilę później przy stoliku pojawił się Kuro ze swoją uroczą gadką. Febe spojrzała na niego i zaśmiała się.
    - Kevin, poznaj Kuro, zapładniacza dla moich dzieci, bo ciężko go nazwać ojcem - przedstawiła czerwonookiego narzeczonemu jej przyjaciółki i zaraz dokończyła drinka. Wstała od stołu stając bezpośrednio przed Kuro i spojrzała mu w oczy.
    - Wybacz, ale nie mogę wytrzymać, więc pozwól, że pójdę rozłożyć komuś nogi - powiedziała z zadziornym uśmieszkiem i bezceremonialnie ruszyła w stronę baru. Miała ochotę na kolejnego drinka, nawet na dwa, jak nie dziesięć. Towarzystwo czerwonookiego oznaczało kąśliwe uwagi, więc warto było się wyluzować.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  30. Meduza nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, myślała, że po prostu przeklnie za jej plecami i pójdzie w cholerę, ewentualnie rzuci jakąś równie uroczą wiązankę. Kiedy poczuła mocny chwyt chciała oponować, nawet spróbowała się wyrwać, jednak nie wiele to dało. W prawdzie siły jej nie brakowało, ale była po prostu zaskoczona. Przyparta do ściany syknęła lekko i zaraz spojrzała mu prosto w oczy. Jego krzyki i popisy siły nie zrobiły na niej wrażenia, patrzyła na niego z kamienną twarzą. Takiego go przecież najbardziej pamiętała, tym akurat jej nie zaskoczył. W ciszy wysłuchała skarg i zarzutów, jednak kiedy chwycił jej bluzkę i prawie z niej ściągnął po prostu uderzyła go w rękę i wyrwała mu materiał, poprawiając go sobie tak, jak wyglądał przed chwilą - odsłaniając jedynie ramiona. Pokręciła głową.
    - Chyba dawno na dziwkach nie byłeś mój drogi, nie będziesz mi mówił jak mam się ubierać, to po pierwsze. Po drugie nic nie odpierdalam. Co Ty odpierdalasz? Wbij sobie w końcu do głowy, że nie jestem Twoją własnością i jak będę chciała to nawet naga wyjdę na ulicę - powiedziała zdecydowanym głosem. - I mam w dupie to, że zniknąłeś! Sam podjąłeś taką decyzję i skoro sam zrezygnowałeś z dzieci to teraz nie mów mi jak mam je wychowywać i kiedy się nimi zajmować! Jak byś nie zauważył jestem nie tylko matką, ale i kobietą! - nie krzyczała, ale mówiła stanowczym tonem.
    - Nie boję się Ciebie Kuro - to powiedziała ze spokojem. - Dorośnij w końcu, skończ te szopki, żyj własnym życiem i nie wpieprzaj się do mojego - mówiła patrząc w jego krwiste tęczówki, nadal spokojnie. Westchnęła głośno. - I daruj sobie te kurwy czy dziwki, już wiele razy określiłeś mi kim dla Ciebie jestem, nie mam problemów z pamięcią - dodała nie spuszczając z niego oczu.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  31. Spojrzała na niego unosząc jedną brew i nie wytrzymała, po prostu zaniosła się śmiechem. Szybko jednak spoważniała i po raz kolejny posłała mu kamienne spojrzenie, przysunęła znacznie swoją twarz do jego twarzy.
    - No uważaj, bo jeszcze przez przypadek przejmę się opinią kogoś tak zachwianego emocjonalnie - odpowiedziała krótko i miała zamiar po prostu odejść, przejść pod jego ręką, jednak na słowa o dzieciach zrezygnowała. Teraz posłała mu spojrzenie pełne pogardy.
    - Ta głupia cyganicha jest ich oczkiem w głowie. Na szczęście iloraz inteligencji odziedziczyły po mnie i, jak ostatnio miałeś okazję zobaczyć, nigdzie z Tobą nie pójdą. Kiedy chwycił jej podbródek i wspomniał o dorosłości oraz jej rozochoceniu ta pchnęła go mocno na przeciwną ścianę. Wbrew pozorom była silniejsza niż wyglądała. Chwyciła kawałek szkła leżącego na jakiejś skrzyni i przyłożyła mu do gardła. Oczy kobiety zmieniły się w oczy węża.
    - Jeszcze raz zagrozisz mi dziećmi, a będziesz mógł je oglądać jako kamienny posążek w moim salonie - syknęła w jego stronę i rozbiła resztki butelki tuż przy głowie mężczyzny. Zaraz po tym znowu go pchnęła i sama ruszyła ku wyjściu z alejki.
    - Nie zbliżaj się więcej do mnie, a tym bardziej do nich! - krzyknęła jeszcze wyraźnie zdenerwowana. Nie miała ochoty go oglądać, na zabawę też straciła chęć. Po prostu zatrzymała się przy pierwszym lepszym zakręcie i przyległa do ściany, zasłaniając swoją twarz dłońmi, musiała się uspokoić.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  32. - Roger, szefie - Glen odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy padły te słowa z ust mężczyzny. Był wybawiony. Przy takim przewodniku raczej nikt nie postanowi zrobić sobie z niego przekąski czy worka treningowego. Wystarczyło spojrzeć na jego towarzysza by ochota na to odeszła.
    Zrównał z nim krok, choć musiał się trochę wysilić by utrzymać odpowiednie tempo. Z której strony nie patrzeć, jego towarzysz był wyższy co sprowadzało się do dłuższych nóg.
    - Parę godzin - odparł na jego pytanie. - Ale zostaję tu kilka dni - dodał zaraz, nie wchodząc jednak w szczegóły swojego pobytu. Sam ich przecież nie znał. Od kaprys wampira by zabrać go ze sobą i pokazać mu trochę świata, a potem zostawić na pastwę, kiedy sam zabawiał się w kasynie.
    - Jak tu jest? I czemu akurat to miejsce wybrałeś na swój dom? - zapytał go zaraz, chcąc podtrzymać rozmowę i naprawdę teraz żałując że nie może sobie zapalić. Papierosy go kusiły, ale jeszcze pamiętał jakie baty zebrał za swój poprzedni z nimi wybryk. No bo skąd miał wiedzieć, że akurat tego dnia Michael będzie chciał się napić jego krwi. Nabrał głębokiego oddechu i powoli wypuścił powietrze z płuc.
    - Jak będziesz tak palił, para ci uszami pójdzie i w lokomotywę się zamienisz - burknął, chcąc sobie trochę ponarzekać.

    Glen

    OdpowiedzUsuń

  33. Wciąż nie wiedział, gdzie popełnił błąd. Wciąż nie rozumiał, co poszło nie tak. Dlaczego nie odebrał mu twarzy, kiedy go pocałował? Wszystko miało wyglądać inaczej. Wszystko miało zakończyć się na tym jednym pocałunku, miał posilić się, zostawić jego ciało i odejść jak gdyby nigdy nic, a tymczasem znajdował się w jego łóżku, skrępowany, nagi i obnażony z wszelkiej godności, sponiewierany, złamany. Te szkarłatne oczy były zwiastunką nieszczęścia, przeklinał siebie za to, że wówczas tego nie zauważył, nim było za późno. Odkąd zjawił się w tym klubie, nieustannie popełniał błędy, jeden za drugim, czując się wygranym, choć w rzeczywistości nie był. Sam doprowadził do tej sytuacji. I właśnie ponosił tego konsekwencje.
    Tylko przez chwilę odważył się, aby obrócić głowę i spojrzeć na swojego oprawcę. Pożałował tego niemalże natychmiast, a na dodatek nie miał czym stłumić krzyku, kiedy Nefilim wbił paznokcie w jego delikatne ciało. Sam także to czynił, zaciskając dłonie w pięści tak mocno, że paznokciami ranił sobie ich wnętrze. Jednak nawet samookaleczenie nie wystarczało, by odwrócić jego uwagę od tego, co lada moment miało nastąpić. Czy był jakikolwiek sens, aby opierać się dalej? Wiedział, że nie.
    Posłusznie podniósł biodra, wypychając je do tyłu. Na powrót odwrócił wzrok, ukrywając przed nim twarz. Czekał już tylko na najgorsze.
    — Zrób to — wydusił z siebie błagalnym tonem. Pragnął, by to już nadeszło i jak najszybciej się skończyło. To przerażenie odbierało mu umiejętność racjonalnego myślenia.

    |None

    OdpowiedzUsuń
  34. - Kuro do jasnej... - tyle zdążyła powiedzieć przed teleportacją czując jego dłoń na nadgarstku - ... cholery! - dokończyła w swoim domu, na szczęście nie krzycząc, jedynie mówiąc pewnym tonem i patrząc w te jego oczy. Zaraz do salonu wpadła opiekunka dzieci i spojrzała na nich trochę zaskoczona.
    - Febe, wszystko dobrze? - zapytała. Meduza przeniosła na nią spojrzenie.
    - Tak, dziękuję Ci za dzisiaj, możesz iść do domu - posłała jej uśmiech, a kiedy dziewczyna zniknęła ona spojrzała na Kuro unosząc brew. - Cycków też najwyraźniej dawno nie widziałeś, to są ramiona - odgryzła się również zakładając ręce na piersiach. Zaśmiała się słysząc o "obwisłych cyckach". Kuro usilnie próbował ją obrazić, a to wymyślanie jej wad było coraz bardziej żałosne. Nie narzekała na brak jędrności swojego biustu, jak na swoją rasę była jeszcze młoda. Pokręciła głową.
    - Skończysz tą dziecinadę? Nie będę chodziła w golfie i spódnicy do ziemi tylko dlatego, że Ty masz takie wymogi. Nie masz nic do gadania jeżeli chodzi o mój styl ubioru, już Ci to powiedziałam i trzeci raz nie powtórzę - powiedziała spokojnie.
    - A teraz, skoro już mnie odprowadziłeś, to możesz stąd wyjść, to mój dom, śpią tu moje dzieci i to moje ciało, nie mam zamiaru się przy Tobie rozbierać - wskazała mu drzwi ręką.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  35. Zmarszczyła czoło słysząc jego słowa i gniewnie spojrzała na dłoń na swoim ramieniu. Strąciła ją szybkim ruchem i wkurzona spojrzała na niego.
    - Lgną faceci? Przygodę?! Ty w ogóle masz jakieś pojęcie o moim życiu?! Gówno o mnie wiesz! Tak, popełniłam błąd, jesteś moim największym życiowym błędem! Jesteś porażką i wiem o tym doskonale! Zwykłym śmieciem, któremu wpadłam w ramiona, nie mając pojęcia o zmianach jakie zaszły w tych czasach! Teraz jest inaczej i błagam Cię, skończ to pierdolenie. Skoro jestem dziwką i nikim to skąd u Ciebie taka troska o to komu rozkładam nogi?! Z resztą... gówno mnie to obchodzi!I nie mów mi o miłości, bo to ja wychowuje Twoje dzieci, wszystkie, i wszystkie traktuje jak własne! To Ty je porzuciłeś, nawet Yumiego - warknęła w jego stronę. - Musisz być na prawdę płytką istotą skoro uważasz, że to od rasy zależy jakakolwiek wiedza - pchnęła go w stronę drzwi. - Wyjdź stąd i więcej nie wracaj - popchnęła go jeszcze raz, z wyraźną złością w oczach.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  36. - Nie jestem nieletni - obruszył się trochę czarnowłosy, ale zaraz westchnął ciężko. Nie miał przecież bladego pojęcia jak długo już żyje ten jego towarzysz i chyba wolał się tego nie dowiadywać. Może właśnie dla niego był tylko nieszczęsnym bachorem, który przypałętał mu się ot tak i teraz miał z nim problem.
    Glen odważył się wreszcie przyjrzeć się mu dokładniej, by zapamiętać twarz swego wybawcy. Kolejnego już zresztą. Ostatnio miał do nich szczęście. Szczęście w nieszczęściach. Ten mężczyzna był wyjątkowo przystojny i jakoś taki mało straszny, dopóki nie spojrzało się na jego wyraz twarzy. Zacięty i wiecznie wkurzony, a może właśnie zmęczony życiem. Chłopak nie wiedział. Nigdy nie był dobry w rozszyfrowywaniu kogokolwiek. Wzruszył więc ramionami i skrzyżował ręce za głową.
    - Pierwsze, lepsze i akurat stolica - zauważył nieco zgryźliwie. - Miałeś wyjątkowe szczęście, ale... nie nudzi ci się tu czasami? No wiesz, rutyna może być gorsza od śmierci - zauważył spokojnie, jakoś nie potrafiąc milczeć. Przecież on też chciał coś wynieść z tego spotkania i miał nadzieję, że nie będą to siniaki.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  37. None był "dziewicą", jeśli można tam było w ogóle powiedzieć o mężczyźnie. Nigdy nawet nie całował się z nikim w celu innym niż odebranie twarzy oraz życia, tym bardziej więc nigdy nie miał okazji doświadczyć prawdziwego stosunku, nie mówiąc już o tym, że nigdy nie pomyślałby, że to on właśnie znajdzie się w tej poniżającej roli. Nie mógł ukrywać, że się tego bał. Zwyczajnie nie potrafił, widać to było w każdym jego najmniejszym geście, spojrzeniu, w oddechu.
    Czuł doskonale, jak na niego napierał, jak niewiele brakowało, aby wreszcie się w nim zatopił. Nie próbował nawet myśleć, jak bardzo mogło to boleć, biorąc pod uwagę fakt, jak wielkiego członka posiadał jego oprawca. Po prostu nawet nie próbował.
    — Nie, proszę... — jęknął niewyraźnie, chowając twarz w pościeli. Poduszka doskonale spełniała swoją funkcję i tłumiła jego głos, dopóki Nefilim brutalnie nie złapał go za włosy.
    Jęknął jeszcze głośniej i żałośniej, dziękując samemu sobie za giętkość własnego ciała. Głowa na powrót wypełniła się bólem, kiedy był tak trzymany w ten sposób.
    — Nie — starał się odpowiedzieć, znacznie wyraźniej, choć jego głos drżał równie mocno, co całe jego ciało. Szczególnie zatrząsł się, czując na swoim karku oraz uchu oddech mężczyzny. Jęknął cicho z tego powodu. Nie potrafił się do tego przyznać przed samym sobą, ale podniecało go to. Całkiem mocno. — Delikatnie...

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  38. - Więc mnie zostaw w spokoju porąbańcu! Kto normalny nachodzi swoją życiową pomyłkę! Idź w cholerę! Czy ja nie wyrażam się jasno! Dzieci Cię nie potrzebują! Jesteś czarną, wielką plamą na ich życiorysie i zawsze będziesz! - sama się wydarła, zapominając na chwilę o śpiących maluchach. Nawet nie zauważyła jak Ines uchyla nieco drzwi, za nią stał Rahim i wyglądali co się dzieje, nawet Yumi zbieg po schodach i wszedł do salonu akurat w momencie, w którym Febe oberwała, przewracając się pod siłą uderzenia. Na szczęście zdążyła podeprzeć się dłońmi, a na podłodze zobaczyła krew. Zaśmiała się, nie był to normalny śmiech, jej oczy przybrały postać węża, skóra zaszła łuską, a paznokcie znacznie wydłużyły się, tak samo zęby jadowe wyszły na wierzch. Spojrzała na Kuro, a krew ściekała jej z rozciętej wargi. Prychnęła śmiechem, nawet nie ścierając z siebie krwi.
    - Tylko na tyle Cię stać? - zapytała z pogardą w głosie. Może i mężczyzna był silny, ale nawet w 1/3 nie znał jej możliwości. Skręcenie karku? Zabawne. Mógł tylko o tym śnić.
    - Zapomniałeś dodać, że MI mogłaby to powiedzieć każda, bo JA umiem nawiązać kontakt z osobami zza grobu. Ty nie kochasz, Ty sobie przywłaszczasz - wstała i kątem oka dostrzegła małą Ines biegnącą w jej stronę.
    - Zostaw mamę Ty potworze! - krzyknęła tuląc się do nogi matki. Kobieta szybko wzięła ją na ręce.
    - Ines, co mówił wujek Garrus! Jak będziesz duża to możesz bronić mamusię, teraz to mamusia broni Ciebie! - powiedziała stanowczym głosem. Spojrzała jeszcze na Yumiego i zaraz wróciła do normalnej postaci, nie będzie się biła przy dzieciach, chyba, że Kurą ją do tego zmusi.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  39. Zaczął się zastanawiać. Na poważnie zaczął zastanawiać się nad tym, czy gdyby od samego początku był tak powściągliwy i uległy, trzymał język za zębami, byłby w stanie nie dopuścić do tej sytuacji. Może gdyby nie jego pyskatość, wszystko skończyłoby się inaczej? Może nie miałby teraz rozbitej głowy? Nie byłby nagi, obnażony i sponiewierany, tak jak teraz był. Mógł tak gdybać bez końca, jednak na ziemię nieustannie sprowadzał go szkarłatnooki mężczyzna, jego obecność—, jego dotyk i jego oddech, który drażnił jego kark, doprowadzając jego ciało do szaleństwa. Nigdy w życiu nie pomyślałby, że właśnie tam posiada tak silną strefę erogenną. Szczególnie właśnie kark, ale i uszy, a także szyja.
    W odpowiedzi na pocałunki Nefilima, również drażnił jego uszy, jednak nie dosłownie, a nieśmiałymi jękami, które jednak, mimo wszystko, starał się dusić, choć ich nie kontrolował.
    Znów miał ochotę z niego zakpić, ale tym razem na szczęście ugryzł się w język. Jak śmiał w ogóle o to pytać? Przecież oczywistym było, że nie.
    — Nie — sapnął, jeszcze bardziej płonąc ze wstydu.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń

  40. Nie byli kochankami. Nie łączyło ich żadne pozytywne uczucie, a None godził się na takie poniżenie tylko dlatego, że chciał ocalić swoje życie. W przeciwieństwie do Nefilima nie korzystał z tego w żaden sposób, choć jego ciało w istocie obracało się w sferze wysokiej, przyziemnej przyjemności. Naprawdę niewiele brakowało mu do spełnienia, choć dla szkarłatnookiego mogło nie być to wcale tak oczywiste. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wiele bodźców działało na jego dziewicze ciało, jak ogromne napięcie budowały, nawet pomimo tego, w jakiej sytuacji się znajdował.
    Rozbita głowa, krwawiące nadgarstki, okaleczone pośladki. To wszystko zniknęło w jednym momencie, a jego ciało wręcz promieniowało dwoma zupełnie skrajnymi doznaniami - błogą rozkoszą, o której świadczyła lepka wydzielina na pościeli, a także piekielny ból, którego sądził, że nie zniesie ani chwili dłużej. Przyćmił jego zmysły, rozmywając wzrok, ograniczając słuch; nie wiedział już nawet, jak głośno krzyknął, o ile w ogóle to zrobił, bowiem powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Nie był świadom tego, jaką salwę jęków wypuszczał z własnych ust, nie miał pojęcia, jak długo już wgryzał się we własne ramię, w nadziei, że pomoże mu to jakoś uciec od rozrywającego bólu i palącego gorąca, które trawiło jego ciało. Zabijcie mnie...

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  41. Wydawać się mogło, się był prawdziwym, porcelanowym dziełem sztuki. Niezwykle kruchy, jednocześnie niesamowicie piękny. Śnieżnobiała porcelana, skalana szkarłatną posokę, stanowiła w istocie wyjątkowo piękny widok. Ledwo opierał się torsem o łóżko, bowiem skrępowane ręce ciągnęły go w górę, jednak dociskany zdecydowaną dłonią mężczyzny, wyginął się w idealny, przepiękny łuk, który znaczyła linia okrutnie wręcz wystających kości kręgosłupa. Mógł mieć twarz przerażającej bestii, ale w istocie był niezwykle delikatny.
    Stopniowo, prócz bólu, coraz bardziej i szybciej wypełniało go przeraźliwe gorąco. Czuł się tak, jakby całe jego ciało płonęło, choć był niezdolny do najmniejszego ruchu. Zaczynał słyszeć oznaki rozkoszy dobiegające z ust czarnowłosego, z początku nie potrafił odróżnić ich od swoich własnych, jednak prędko nauczył się je rozpoznawać, szczególnie wtedy, gdy zdał sobie sprawę z tego, że tylko bardziej go podniecają. Czuł na sobie jego spojrzenie, już nie tak szaleńczo dzikie, ale wciąż wygłodniałe, szczególnie czuł jego brutalny dotyk, raniące skórę dłonie, czuł go wewnątrz, w sobie, nawet a w szczególności temperaturę jego ciała, która rozpalała go jedynie bardziej. Zaczynał czuć nawet zapach jego potu, a wszystkie te doznania intensyfikowały się, dążąc do ponownego zatarcia się w jedno, cudowne uczucie, wynoszące na wszelkie wyżyny przyjemności.

    OdpowiedzUsuń

  42. Nefilim nie był jedynym, który osiągnął spełnienie w tamtym momencie. Zaskakująco dobrze się ze sobą zgrali; ich ciała okazały się być ze sobą idealnie kompatybilne pod naprawdę wieloma względami. Choć Złodziej posiadał tak drobne ciało i tak ciasne wnętrze, idealnie mieścił w sobie Kuro, a i bez problemu potrafili dopasować się do siebie. Przylegali do siebie każdym najmniejszym milimetrem powierzchni ciała, nie istniała między nimi żadna luka.
    Choć jego ciało wciąć promieniowało bólem, a już szczególnie miejsce, w którym wciąż znajdował się szkarłatnooki, ogarniała go także fala niesamowitej rozkoszy. Czuł go doskonałe, każdy jego centymetr, czuł jak pulsował wewnątrz niego z gorąca i przyjemności. Jęknął po raz ostatni cicho, kiedy mężczyzna wtulił się w jego obolałe plecy. Oddychał zdecydowanie szybciej i niespokojniej niż on, jego ciało trzęsło się w spazmach i było całe zlane potem, podobnie jak twarz, którą zalewały także łzy i krew. Jedyne, czego teraz pragnął to po prostu zemdleć bądź usnąć, czego był zaskakująco bliski.

    OdpowiedzUsuń
  43. Kiedy tylko jego ręce zostały oswobodzone, z jękiem opadł na pościel, doceniając jej miękkość. Jego nadgarstki okropnie krwawiły, brutalnie obdarte ze skóry. Podobnie krwawiły jego pośladki, nie wspominając już o szyi oraz głowie, choć krwią przejmował się zdecydowanie najmniej. Bardziej degustował go fakt, iż leżał we własnym nasieniu, oznace osiągnięcia spełnienia nawet z powodu tak poniżającego czynu. Czuł się wykorzystany, ale to było zdecydowanie najłagodniejsze określenie. Tym stosunkiem wykupił sobie życie, nie wiedząc nawet, ile będzie mu dane z tego korzystać. Nefilim pozostawił na jego duszy oraz ciele niezwykle silne piętno, które sprawiało, że Złodziej momentami nawet tej śmierci pragnął.
    Nie potrafił nawet drgnąć, leżąc w nagości na łóżku, zaraz u boku swego oprawcy. Zastanawiał się, czy naprawdę był tak nieświadomy swojego czynu, czy po prostu sobie z niego kpił. W żadnym wypadku nie potrafił wstać, nie mówiąc już o opuszczeniu jego mieszkania. Miał zamiar uciec stąd jak najprędzej, jednak dopiero wtedy, gdy zregeneruje siły chociaż w najmniejszym stopniu. Nie czuł się już zagrożony ze strony mężczyzny, dlatego łatwowiernie pozwolił sobie na zamknięcie oczu. A potem była już tylko ciemność i błogostan.

    OdpowiedzUsuń
  44. Ona żałosna? Zabawne. Mężczyzna musiał na prawdę mieć tupet, jeżeli pomyślał, iż Febe chce jego nastraszyć. Mogła go zamienić w głupi posążek, w dowolnej chwili, swoją przemianę zawdzięczała jedynie negatywnym emocją, którym pozwoliła przejąć kontrolę na tą krótką chwilę. Widząc zachowanie chłopca przybrała kamienną twarz, wiedziała, że nie jest normalny, jednak nie spodziewała się aż takiego braku wdzięczności z jego strony. Uspokoiła szybko córkę, głaszcząc ją po policzku.
    - Co robi braciszek? - zapytała zdenerwowana Ines, pokazując na starszego chłopca.
    - To nie jest Twój braciszek - powiedziała szybko meduza i zaniosła dziewczynkę do jej pokoju. - Popilnuj tu grzecznie Rahim'a - poleciła małej i zamknęła ich pokój. Zaraz po tym wróciła do salonu.
    - Idź pakuj walizki Yumi, Twój tatuś Cię zabiera - powiedziała wymijając ich i otwierając drzwi na oścież.
    - Poczeka na zewnątrz, kiedy Ty się będziesz pakować - spojrzała na Kuro i wskazała drzwi, nakazując mu opuścić jej mieszkanie.
    - Nie będę się powtarzać - powiedziała oschle.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  45. Glen zmarszczył nieco brwi i go wyprzedził, po czym obrócił się na pięcie by teraz iść do tyłu, wpatrzony w twarz swojego wybawcy.
    - Może i się nie znam - zgodził się po chwili, wzruszając ramionami. - Ale blizny z całą pewnością wyznacznikiem charakteru nie są - dodał zaraz, potykając się nieco i rezygnując z maszerowania do tyłu. Jednak i tę umiejętność mógł spisać na straty. Wrócił do swojego miejsca, pół roku za swym towarzyszem, przeciągając się lekko.
    - Bo co najwyżej zamordowałeś kilkadziesiąt osób z tego czy innego sposobu, przecież to tu całkiem normalne - westchnął przeciągle nieco ośmielony. Zaraz jednak zacisnął mocno wargi uznając, że być może lepiej będzie jak zamknie buzię na kłódkę. Może i wierzył, że jego przewodnik najgorszym osobnikiem nie był, ale wierzył też w to, że jedno jego uderzenie mogło mu w najlepszym wypadku pogruchotać trochę kości.
    - Jak rozumiem żyjesz dłużej niż pół wieku... jak to jest z tym zmieniającym się światem? - zainteresował się tak po prostu. Nic na to nie mógł poradzić. Od dziecka walczył ze swą ciekawością. Znał przecież porzekadło, iż "ciekawość to pierwszy stopień do piekła", ale skoro już i tak pokonał pierwsze 3 stopnie, to mógł przeskoczyć i na czwarty.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  46. Kuro nie musiał martwić tym, czy będzie w stanie spojrzeć chłopcu, którego skrzywdził, w oczy. Kiedy podnosił się z łóżka, nieświadomie obudził nastolatka, który już pod nieobecność Nefilima z wielkim trudem podniósł ołowiane powieki. Światło poranka oślepiło go, tak samo mocno jak okropny ból przeszył całe jego ciało. Promieniował z kilku miejsc na raz, tak bardzo sponiewierał go poprzedniego dnia szkarłatnooki. Był świadom tego, że o ile uda mu się stąd uciec, będzie musiał odwiedzić jakiegoś lekarza, bowiem zamartwiał się stanem własnej głowy.
    Nieobecność czarnowłosego ułatwiła mu wiele rzeczy. Fakt faktem, łatwiej było uciekać w nocy, jednak nie bez powodu spał tak długo - regenerował sił, aby być w stanie stąd uciec. Nawet jeśli stracił poprzedniego wieczoru spodnie, wciąż jeszcze miał bokserki, w których udało mu się wymknąć z mieszkania. Oknem.
    Nie do końca pamiętał, jak tutaj trafili ani jak wrócić do domu. Starał się unikać drogi, którą mógłby ktokolwiek przechodzić, jednak w pewnym momencie było to nieuniknione; jakiś młody chłopak, napotykając go w tak okrutnym stanie, w jakim był, zechciał mu pomóc. None z wdzięczności ukradł mu twarz, a następnie ukrył się w mieszkaniu nieszczęśnika, które było całkiem niedaleko.
    Nawet nie wiedział, kiedy zaczął płakać z frustracji oraz poniżenia. Wszystko w nim pękło, kiedy znalazł się pod zimnym prysznicem. Szorował swoje ciało jak najdokładniej i najmocniej tylko się dało, nawet kalecząc się paznokciami. Miał nadzieję, że w jakiś sposób uda mu się dzięki temu zmyć z siebie wydarzenia poprzedniej nocy, jednak... nic mu w tym nie pomogło. Tego nie dało się po prostu wymazać.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  47. Febe zrobiło się trochę głupio. Złość wzięła górę i zaczęła gadać głupoty. Nie oczekiwała od Yumiego wyboru między nią, a jego ojcem. Dała mu dom i starała się aby miał w nim dobrze, myślała, że chłopiec okaże chociaż odrobinę wdzięczności. Widząc jednak jego zachowanie zauważyła, że jest zaślepiony miłością do ojca. Nie chciała, aby jej dzieci przebywały z kimś takim. W momencie, w którym olał karygodne zachowanie ojca pokazał, że Ines i Rahim również nie mogą liczyć na jego pomoc, w razie gdyby Kuro odbiło. Ines nie zwróciła uwagi na wypowiedź Kuro.
    - Nie jest? - zapytała mamę.
    - Tata ma rację, jest, mama po prostu jest zła i zmęczona - odpowiedziała jej jeszcze. Mała zrobiła naburmuszoną minę.
    - To nie jest mój tata, tata był fajny, przyniósł Ci kwiatki i dał Ines pluszaka - tu spojrzała na Kuro. - On nie jest fajny - dodała. Febe zdziwiła się, że mała pamięta tamtą scenę, jednak nie miała zamiaru prostować jej wypowiedzi, nie teraz.
    Kiedy stała przy drzwiach i usłyszała komentarz jej twarz nadal była kamienna.
    - Mam gdzieś jaka jestem w Twoich oczach - odpowiedziała jedynie. - Idź, bylebyś zniknął mi z oczu - zamknęła drzwi patrząc jak idzie na górę, do pokoju syna. - Miło, że sobie o nim przypomniałeś - dodała jeszcze i ruszyła do pokoju dzieci, aby je uspokoić. Już zaraz siedziała z nimi w kuchni. Kołysała Rahim'a cicho śpiewając mu nad uchem i patrzyła na Ines, która czuwała przy schodach, chciała się upewnić, że dziwny Pan na pewno opuści ich mieszkanie. Inaczej nie zaśnie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  48. Po tym, co się wydarzyło, potrzebował tygodnia, aby dojść do siebie. Psychicznie i fizycznie, choć w obu przypadkach tak naprawdę wciąż nie czuł się dobrze, a psychicznie ani trochę lepiej. Nie miał okazji zasięgnąć profesjonalnej pomocy medycznej, dlatego odniesionymi w starciu z Nefilimem ranami musiał zając się sam. A nijak znał się na medycynie. Na całe szczęście nic nie wskazywało na to, by naprawdę potrzebował profesjonalnej opieki.
    Kiedy tylko poczuł się lepiej, udało mu się zdobyć nową, potrzebną twarz. Potrzebował jej tak bardzo, ponieważ bez niej nie mógł zacząć normalnie uczęszczać do Szkoły dla nadnaturalnych istot im. Charlsa Monteza. Niedługi czas temu otrzymał oficjalne potwierdzenie dotyczące przyjęcia, i choć był z tego powodu niezmiernie szczęśliwy, to jeszcze bardziej przerażony. Nie miał bladego pojęcia, co go tam czeka i czy znajdzie tam pomoc, której tak potrzebował.
    Wydawało mu się, że klasa przyjęła go całkiem miło, choć tak naprawdę z nikim jeszcze nie rozmawiał. Z twarzą nastoletniego blondyna przesiedział wszystkie lekcje samotnie, a żadna z nich niespecjalnie go zainteresowała. Z zniecierpliwieniem czekał cały dzień tylko na jedne zajęcia. Zajęcia ze sztuki.
    I choć z takim zniecierpliwieniem na nie czekał, ośmielił się spóźnić. Nie zdążył przyswoić dobrze planu szkoły i miał problem ze znalezieniem odpowiedniej klasy. Dlatego też wpadł do klasy kilka minut po dzwonku, oczywiście, natychmiast przepraszając, jednak zamarł, kiedy padło na niego spojrzenie tych szkarłatnych oczu. To chyba jakiś żart, pomyślał sobie i już chciał wycofać się z pomieszczenia, kiedy przypomniał sobie, że ma przecież zupełnie inną twarz. Tylko nieliczne elementy wskazywały na to, że to on właśnie był tym bezczelnym dzieciakiem, a były to między innymi ślady paznokci Nefilima na jego szyi oraz skrzętnie obandażowane nadgarstki.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  49. Chłopak odetchnął z ulgą, kiedy zdołał przekonać się, że Nefilim go nie rozpoznał. Przynajmniej tyle dobrego. Za wszelką cenę jednak starał się unikać patrzenia mu w oczy, obawiając się, że może srebrne tęczówki przywiodą mu na myśl wspomnienia tamtej nocy. Tak jak te szkarłatne oczy przypominały o tym chłopakowi.
    — Hampnie Hambart — wymamrotał pod nosem, bojąc się, że jeśli powie to głośniej, zdenerwuje tym nauczyciela.
    Bez żalu pogodził się z uwagą w pierwszym dniu szkoły, w końcu nie zależało mu ani na dobrym imieniu, ani na dobrych wynikach. Zacisnął chude palce na płótnie i zajął miejsce na samym końcu klasy, gdzie mógł bez stresu zająć się pracą. Koszmary senne... świetnie, idealny temat dla mnie.
    Od samego początku wiedział, co namaluje. Odkąd zdołał wydostać się z sypialni Nefilima w jednym kawałku, nieprzerwanie śnił tylko jeden, pieprzony koszmar, w którym zawsze pojawiały się te same, szkarłatne oczy. Średnio przejął się groźbą nauczyciela, a raczej już wtedy zupełnie go nie słuchał.
    Zamalował płótno na czarno, aby na środku namalować parę dużych, szkarłatnych oczu. Nie potrzebował na to dużo czasu, bowiem ich obraz miał doskonale zarejestrowany w głowie, wystarczyło tylko odtworzyć go na płótnie. Nie miał pojęcia, czy jego wizja koszmaru była cokolwiek warta, ale jedno należało mu przyznać - niewątpliwie posiadał ogromny talent.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  50. — Może to nie pańskie oczy?! — Nastolatek próbował się usprawiedliwić, kiedy był ciągnięty za kołnierz koszuli mundurka na środek klasy.
    Ten obraz nie miał dla niego żadnej wartości. Namalował go, bo takie otrzymał zadanie. Nie zdołał się zbytnio do niego przywiązać, dlatego bez żalu oglądał, jak jego dzieło niszczone było na oczach całej klasy. Znacznie uspokajał i pocieszał go fakt, iż nie tylko on patrzył na nauczyciela jak na wariata. Wszyscy uczniowie widzieli, że coś wyraźnie było z nim nie tak.
    Zanim wrócił na swoje miejsce, pozbierał pozostałości płótna, aby wyrzucić je do kosza. Kiedy uczniowie opuszczali klasę, jedna z dziewcząt szturchnęła go.
    — Nie przejmuj się, Hampie — rzuciła, posyłając mu pokrzepiający uśmiech.
    Zdołał go odwzajemnić, jednak był to zakłamany wyraz twarzy. Nie przejmował się tym, że jego obraz został zniszczony, ale faktem, że będzie musiał zostać teraz sam na sam z tym demonem. Tak stało się chwilę później. Salę wypełniła cisza.
    — Nie uważa pan, że obraz powinien odzwierciedlać prawdziwe uczucia artysty? — Zapytał cicho, nieco drżącym głosem, kiedy znalazł się z powrotem za czystym płótnem. Bał się otrzymać odpowiedź.

    |Nono

    OdpowiedzUsuń
  51. Ines uniosła jedną brew słysząc wypowiedź dziwnego Pana i założyła rączki na swojej klatce piersiowej.
    - Jezeli nie umiez być kochany dla dzieci, bo nie lubis mamy to tak na plawde nie umies kochać - odpowiedziała mu jedynie. Febe na szczęście ruszyła w ich stronę zanim mała zaczęła wypowiedź i zaraz dziewczyna mimowolnie stała za nią.
    - Przestań jej mieszać w głowie i nie zwalaj winy na mnie, nic nigdy Ci złego nie zrobiłam. Otwórz w końcu oczy, oboje zawiniliśmy i skończ już tą szopkę - powiedziała stanowczo. - Zadbaj teraz o swojego syna, mam nadzieję, że weźmiesz go do siebie, a nie podrzucisz ciotce. Tą dwójkę zostaw w spokoju, nimi ma się kto zająć - powiedziała lekko marszcząc czoło i nie czekając na jego komentarz wzięła Ines za rączkę. Rahim spał już w jej ramionach, zaprowadziła ich do pokoju. Tam położyła synka w kołysce, a dziewczynka sama wskoczyła na swoje łóżko. Czujnie obserwowała czy dziwny Pan już wychodzi. Meduza usiadła na jej łóżku i pogładziła ją po głowie.
    - Mamusiu ciągle krwawisz - powiedziała smutno.
    - Nie, krew już zaschła, spokojnie, nic mi nie jest, ważne że Ty i brat jesteście cali - uśmiechnęła się lekko. Mała wtuliła się w jej brzuch bardzo mocno.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  52. To był największy problem, Febe i Kuro po prostu się nie znali, jednak Kuro z własnej inicjatywy pokazał meduzie przede wszystkim swoje złe strony. Starała się, chciała mu pomóc, przyjęła pod swój dach jego pierworodnego, a co dostała w zamian? Obelgi i agresję. Miała po prostu dosyć. Kiedy usłyszała zdanie o starszym bracie oczy kobiety zaszły łzami.
    - Przepraszam Yumi, ja po prostu już tak dalej nie mogę... - przyznała z żalem, była silna, ale nie aż tak bardzo. Ines spojrzała na mamę.
    - Wiem - odpowiedziała dziewczynka i przytuliła starszaka bardzo mocno. - Mamusia jest zmęczona i mówiła głupoty - dodała nadal w niego wtulona. Mimo dużego autorytetu jakim był dla niej Yumi, na wspomnienie o tacie pokręciła głową.
    - Nie mam taty, ale Ciebie kocham - odpowiedziała patrząc chłopcu z lekkim uśmiechem w oczy.
    - Ines... - Febe nie chciała aby mała wprowadzała znowu nieprzyjemną atmosferę.
    - Nie mam taty - powtórzyła uparcie dziewczynka i spojrzała na Kuro. Wbrew pozorom, jeżeli chodzi o złość, bardzo przypominała ojca, co nie pozwalało jej po prostu zapomnieć widoku kiedy ten uderza mamę. W jej spojrzeniu było widać iż zdaje sobie sprawę kim jest czarnowłosy, jednak nie miała zamiaru tego powiedzieć na głos. Febe westchnęła głośno i spojrzała na Yumiego.
    - Możesz mi nie wierzyć, ale jesteś tu mile widziany, dziękuję Ci za pomoc - powiedziała jeszcze widząc jak jej córka wchodzi pod kołdrę. Ucałowała jej czoło.
    - Dobranoc skarbie - powiedziała cicho i wyszła z pokoju, przepuszczając Yumiego przodem. Zamknęła drzwi cicho, po czym spojrzała na dwójkę. Miała nadzieję, że chociaż w spokoju opuszczą jej mieszkanie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  53. Ines nie miała na celu zmartwić tego człowieka, po prostu chciała oświadczyć, że bez taty jej dobrze. Febe natomiast na widok pliku pieniędzy zrobiła duże oczy.
    - Kuro... Nie chce Twoich pieniędzy, mam swoje, dzieciom niczego nie brakuje. Nie wystarczy dać pliku kasy, aby nazwać się ich ojcem - pokręciła głową.
    - Sam powiedziałeś, są Twoją pomyłką, Ty jesteś dla nich obcy, a ja tego nie przyjmę - nie chciała się kłócić, po prostu nie weźmie od niego pieniędzy. Najpierw nazywa ją dziwką, później płaci, nie, nie poprze jego teorii.
    - Kup coś za to Yumiemu, skup się na nim, nas zostaw w spokoju - dodała jeszcze spokojnie. Na prawdę była zmęczona tą całą sytuacją, nawet nie miała siły, aby się złościć. Musiała jeszcze iść się ogarnąć, nie pójdzie spać usmarowana własną krwią.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  54. [Ojej, dziękuję! I cieszę się, że ktoś nas może wprowadzić w ten świat, bo obie postacie są szalenie ciekawe. Napisałam tu, bo z reguły czuję się lepiej w damsko-męskich, ale to wcale nie oznacza, że nie wymyślimy czegoś dla obu pań :3 Lubię niszczyć i odbudowywać i kłaść różyczki, a później znów rozwalać klocki, im więcej jazdy po emocjach, tym ciekawiej oczywiście. Myślę nad wątkiem i zastanawiam się jak by ugryźć jakąś relację, jeśli oczywiście chcesz. Zastanawiam się, czy nie mogliby się poznać, gdy Maiev była jeszcze zupełnie mała, przygarnięta przez karczmarza. Nie znam Kuro sprzed dwudziestu lat, ale może to on ją znalazł i oddał karczmarzowi w mieście? Ewentualnie poszukamy pomysłu w teraźniejszości, jak to widzisz?]

    Maiev

    OdpowiedzUsuń

  55. Teraz także wiedział, co namaluje. Obecność mężczyzny drażniła go i wprawiała w zakłopotanie, jednocześnie chciał zachować swoją prawdziwą tożsamość w tajemnicy... a z drugiej strony pragnął przypomnieć mu o swoim istnieniu. Wypalił na jego ciele i psychice piętno, którego nie dało się wymazać w żaden sposób. Powinien ponieść za to odpowiedzialność. W szczególności jednak pragnął dowiedzieć się, dlaczego nie odebrał Nefilimowi życia, kiedy go pocałował. To stanowiło dlań największą zagadkę wymagającą rozwiązania. Nie mógł tak tego zostawić i nie mógł rozwiązać jej, nie obracając się w pobliżu Nefilima.
    — Odniosłem się do rzeczywistości i własnych doświadczeń, aby jak najlepiej ująć i odzwierciedlić temat, profesorze — odparł ze spokojem, choć głos wciąż mu drżał. Powoli malował na płótnie, ponownie zamalowując je w większości na czarno.

    |Nonu

    OdpowiedzUsuń
  56. Glen wywrócił na to tylko oczyma, ale zamknął się uznając, że z tego rozmówcy to za wiele nie będzie. Spisał go na straty, ot i cała filozofia, a niech ten się cieszy, że mu wyszło. Zamiast tego założył ręce za głowę obserwując miasto w odsłonie nocnej. Wciąż nie mógł nadziwić się tej różnorodności. Tu wieżowiec, a z drugiej strony rudera.
    - Jesteś pewien, że wiesz gdzie idziesz? - zapytał go po chwili, gdy droga zmieniła się w błotnistą ścieżkę. Jakby nie patrzeć chciał się dostać do centrum miasta, a nie do jakiejś podejrzanej rudery, w której cuchnęłoby śmiercią.
    - Jak chcesz dołączyć kolejnego trupa do kolekcji to chyba nie potrzebujesz większych rytuałów co? Jeden ruch i po mnie. Przecież to widać gołym okiem - westchnął ciężko, gryząc się w język dopiero po tej wypowiedzi.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  57. Kiedy mężczyzna znalazł się za jego plecami, nastolatek zamarł, a pędzel wyleciał mu z dłoni. Drewno uderzyło głucho w kafle, a szkarłatna farba rozbryzgała się po nich. Właśnie zaznaczał na swoim obrazie takie szczegóły jak cieknąca ze skroni krew oraz rany na szyi. Odruchowo ich dotknął, bowiem wciąż tam były, nie zagoiły się jeszcze, choć starał się je pielęgnować.
    Milczenie nauczyciela utwierdziło go w przekonaniu, że go rozpoznał. Połączył wszystkie fakty. Poniekąd miał taki cel, jednakże przerażenie rosło w nim coraz bardzo i szybciej z chwili na chwilę. Drgnął, aby całkowicie zesztywnieć i znieruchomieć na swoim miejscu, kiedy poczuł na barkach jego ręce. To była tylko jednak noc, ale były mu tak cholernie znajome... a jednocześnie obce, bowiem nie uraczył go nigdy tak delikatnym dotykiem. Zapragnął odsunąć się od niego jak najdalej, ale tego nie uczynił. Gdzieś w głębi duszy bał się, że ten czuły dotyk zaraz skręci mu kark. I tak już wypalał mu skórę przez ubranie, doprowadzał do drżenia ciała, nierównego oddechu, niemiarowego bicia serca.
    Wciąż dotykając palcem ran na szyi, powoli przesunął dłoń w dół, muskając delikatnie dłoń mężczyzny na swoim ramieniu. Potem opuścił ją całkowicie, aby nerwowo poprawić opatrunek na drugiej ręce.
    — Ale to nic takiego, prawda? — Zdołał wyszeptać, zaciskając powieki, bowiem zaczynał czuć niebezpiecznie zbierające się łzy. Nie mógł teraz płakać. — Pewnie nic cię to nie obchodzi. Pewnie zapomniałeś, że to w ogóle się wydarzyło... — nerwowo szeptał pod nosem. Bał się, że w swoich słowach snów przekroczy granicę. — Ale ja pamiętam. Nigdy tego nie zapomnę. Ale to mało istotne — powtórzył się. — Chciałem tylko wiedzieć, dlaczego nie mogłem cię wtedy zabić. Wciąż nie mogę tego pojąć. Spędza mi to sen z powiek. Tak jak twoje oczy... — zamilkł wreszcie, bojąc się reakcji Nefilima.

    OdpowiedzUsuń
  58. Drżał nieustannie, czując jego dłonie na swoich ramionach. Przypominało mu się to uczucie, ten moment, kiedy czuł je także na swoim drobnym ciele, takie gorące, groźne, dzikie... teraz dotykał go delikatnie, jednak wciąż były tak samo szorstkie. Ta szorstkość niekoniecznie mu przeszkadzała, ale zapamiętał ją szczególnie.
    Wstrzymał oddech, kiedy dotknął jego twarzy, a właściwie nie jego własnej; była mu całkowicie obca, była jedynie nośnikiem, zamiennikiem, nic w istocie nie znaczącym. Ale czuł dzięki niej doskonale te ostrożne muśnięcia, jakby mężczyzna bał się, że chłopiec zaraz po prostu bezpowrotnie rozpadnie się w jego dłoniach.
    Dopiero kiedy dotknął jego ust, powoli odchylił głowę, aby uciec od jego dłoni. Ten dotyk paraliżował go. Nie mógł pozwolić, aby sprawy wymknęły się spod kontroli. Już się wymykały.
    — Nie wyglądałeś, jakby sprawiało ci to ból — odezwał się, powoli obracając w jego stronę. Słyszał jego płacz, ale nie do końca potrafił w to uwierzyć. W końcu czy możliwym było, aby z dzikiej, szalonej bestii w jedną chwilę stać się zapłakanym, stłamszonym przez wyrzuty sumienia chłopcem? Nie wierzył w to. — Wręcz przeciwnie... pewnie byś mnie zabił, gdybym ci się nie oddał — powiedział znacznie ciszej, zerkając na niego srebrzystymi oczyma. Były dokładnie tak samo błyszczące jak tamtej nocy.
    Niepewnie podniósł dłoń. od knykci po przedramię zakrytą opatrunkiem, aby dotknąć mokrego od łez policzka mężczyzny. Bardziej gestem niż siłą zmusił go do pochylenia się. Sam stanął na palcach, aby dosięgnąć jego ust i musnąć je swoimi drżącymi wargami. Jednakże podobnie jak ostatnio, nic się nie wydarzyło.

    OdpowiedzUsuń
  59. Te usta były tak miękkie, tak ciepłe, tak przyjemne, że zapragnął pocałować je znowu, jednak... cholera, co on wyprawiał? Przecież miał go zabić. Dokładnie tak. Przecież jego pocałunki odbierały życie. Kradły twarze. Nefilim miał upaść przed nim martwy, a on miał mieć jego twarz. Wszystko działo się nie tak jak powinno.
    Odsunął się, tak jak zrobił to mężczyzna, wpadając na sztalugę z płótnem. Natychmiast dotknął swoich ust, jakby pragnął odkryć w ten sposób, co było nie tak. Nie odpowiedział na pytanie szkarłatnookiego, jednak jego zachowanie mówiło samo za siebie. Był przerażony i zagubiony, zrozpaczony, bezsilny. Potrzebował pomocy.
    — Dlaczego? — Zapytał, nie dowierzając, bardziej samego siebie, niż Kuro. — Dlaczego, kurwa, dlaczego, nie możesz umrzeć?! — Spojrzał na mężczyznę z wyrzutem. Także miał łzy na policzkach, których już nie kontrolował. W jego oczach malowało się prawdziwe przerażenie, dokładnie takie, jak tamtej nocy. — Dlaczego...? — Wyszeptał. — Czym ty, do cholery, jesteś...?
    Nie mógł znieść tego uczucia. Nie mógł znieść jego spojrzenia. Ukrył twarz w dłoniach, aby oprzeć się o ścianę i z bezsilności osunąć po niej na podłogę. Dlaczego...?

    OdpowiedzUsuń
  60. Znieczulica ludzka była ogromna, to wiedziała od bardzo dawna, jednak szokiem było dla niej, że istoty, które tak brzydzą się rasy ludzkiej, niewiele się od nich różnią. Jeszcze niedawno miała okazję pomóc tajemniczemu mężczyźnie, rannemu, porzuconemu przy śmietniku, obgadywanemu przez uliczne plotkary. Teraz... cóż, teraz szła ulicami Salree, wracała z pewnego spotkania i uśmiech nie schodził jej z twarzy. Wszystko byłoby dobrze, pewnie spokojnie wróciłaby do domu, jednak nagle w oddali zauważyła kogoś leżącego na chodniku. Opcje było wiele, ona jednak obstawiała, że albo jest pijany, albo ranny. W obu tych przypadkach nie powinien zostać olany przez społeczeństwo, więc z cichymi przekleństwami ruszyła szybciej w jego stronę. Prawdę mówiąc w pierwszej chwili nie rozpoznała mężczyzny, było dość ciemno, a on, ledwo na nią spojrzał, a już stracił przytomność.
    - Na litość Boską, co Ciebie spotkało? - zapytała bardziej siebie i kucnęła przy nim. Szybko obejrzała rany i jednoznacznie stwierdziła, że bez drobnego szycia się nie obejdzie. Widać było, że ciało samo się regeneruje, jednak robiło to w takim tempie, że facet zdążyłby się dwa razy wykrwawić. Nie miała pojęcia czy dla jego rasy wykrwawienie się jest niebezpieczne, jednak wolała nie ryzykować. Rozejrzała się dookoła, tym razem, jak na złość, ulice były puste.
    - No dobra, kolego, musimy sobie poradzić tutaj - stwierdziła szybko i ułożyła swoją chustę, zwykle przepasaną przez biodra, za plecami mężczyzny. Przewróciła go na nią plecami, delikatnie, tak aby rany nie zabrudziły się od ziemi. Rozcięcie na brzuchu wymagało większego zainteresowania. Spojrzała na twarz poszkodowanego i zamarła. Dopiero teraz zauważyła z kim ma do czynienia, uliczna latarnia oświetliła jego lico.
    - Kuro?! - zapytała z niedowierzaniem. Szybko jednak wróciła na ziemię, dobra, nie pajali do siebie sympatią, ale przecież go tu tak nie zostawi. Westchnęła głośno i gwałtownym ruchem urwała spory kawał swojej spódnicy. Niech się idiota cieszy, że dziś ją ubrała, doskonale pamiętała jak jej wyrzygiwał styl ubioru, a teraz proszę, może jej fereta ocali mu życie. Szybko zatamowała krwawienie kawałkiem urwanego materiału i raz jeszcze się rozejrzała. Na szczęście tym razem na widoku pojawił się jakiś mężczyzna, zanim zauważył już pomagał kobiecie przenieść rannego do swojego domu, a zaraz po tym poleciał dla niej po specjalne nici do sklepu. Febe w tym czasie przemywała twarz Kuro zimnym okładem, na rękę by jej było gdyby jednak odzyskał przytomność.

    Febe

    OdpowiedzUsuń

  61. None wiedział doskonale, że płacz w niczym mu nie pomoże. Wszechogarniająca bezsilność i zirytowania działało jedynie na jego niekorzyść, powinien wykorzystać fakt, że mężczyzna był równie skonfundowany i zagubiony, co on. Możliwe nawet, że bardziej. Tak, zdecydowanie bardziej. Powinien przejąć sytuację zamiast się mazać, aby dobrnąć do swojego celu - dowiedzieć się, kim był ten mężczyzna, a raczej czym, aby odkryć, dlaczego nie potrafił odebrać mu twarzy oraz życia.
    Wytarł łzy w rękawy koszuli od mundurka, uspokajając oddech. Powoli rozprostował nogi, wciąć siedząc na podłodze pod ścianą, a następnie spojrzał na swoje dłonie. Wciąż nieco bolały, choć prawidłowo goiły się pod opatrunkami.
    Nie miał bladego pojęcia, jak ten mężczyzna, który właśnie był na granicy wybuchu rozpaczy, był w stanie zrobić mu coś takiego przeszło tydzień temu. Podejrzewał, że miało to związek z wyjątkową niestabilnością emocjonalną, ale nie mógł go osądzać. Doskonale odnajdował się w tym temacie. Z drugiej strony, gdyby był mściwy, mógłby prosto zniszczyć reputację Nefilima. Ale nie chciał tego. Potrzebował zbliżyć się do niego, aby wyciągnąć odeń jak najwięcej informacji.
    — Jestem None — odparł po prostu, spoglądając na niego z dołu i ciągnąc cicho nosem. — Złodziej Twarzy. Jestem duchem, chyba — dodał ciszej. Tak naprawdę więcej o sobie nie wiedział. — Właściwie, to mój poprzednik był duchem, ale... to skomplikowane — westchnął żałośnie. — Nie ma znaczenia, kim jestem. Poprzez pocałunek powinienem móc zabrać ci twarz, ale jesteś zbyt upartym draniem — mruknął. Mówił o tym tak, jakby było to coś zupełnie normalnego.

    przepraszam

    OdpowiedzUsuń
  62. [Przypominam, że Kuro był nieprzytomny przed przeniesieniem go oraz, że Febe wie jak postępować z rannymi o czym doskonale wiesz, nie wspomnę o tym, że plecy i rana na brzuchu Kuro również zostały zabezpieczone, więc będę wdzięczna jeżeli przestaniesz w odpisach próbować udowodnić, że czegokolwiek Febe się dotknie, to zrobi to źle ;)]

    Rana mężczyzny była już dawno zatamowana, więc prawdę mówiąc nie miał on co przy niej robić. Wbrew pozorom fakt, że oprzytomniał był dobrym znakiem więc Febe westchnęła z ulgą.
    - Brawo, brawo, zimne spojrzenie już poszło, jeszcze kilka przezwisk i spotkanie uznam za zakończone – podsumowała jego dziecinne zachowanie. Kiedy ten zsuwał nogi z łóżka do domu wpadł wystraszony mężczyzna z odpowiednimi nićmi. Febe od razu je od niego odebrała, podziękowała i zamknęła drzwi od sypialni. Po tym chwyciła nogi Kuro i ponownie ułożyła na łóżku.
    - Zanim zaczniesz swój teatrzyk to pomyśl o Yumim – spojrzała na niego karcącym wzrokiem. – Matkę już stracił… Na mojej zmianie ojca nie straci – powiedziała pewnym głosem. – Połóż się, zaszyję Ci tą ranę. Jak Ci to sprawi przyjemność to sobie popatrz w sufit i pobluźnij trochę na moją osobę – rzuciła już na niego nie patrząc. Lekko położyła dłoń na jego torsie, aby przypadkiem nie wykonał jakiegoś gwałtownego ruchu i zdjęła z rany materiał tamujący krwawienie.
    - Prawie jak na wojnie – skomentowała i uśmiechnęła się lekko pod nosem. – Chyba zacznę ze sobą nosić apteczkę, wtedy też co chwilę się przydawała – powiedziała. Nie oczekiwała od niego odpowiedzi, bardziej mówiła do siebie, aby nie skupiać się na tym kogo zszywa. Szybko osuszyła jeszcze ręce i przystąpiła do szycia. Zaraz miała całe dłonie w krwi, jednak nie przeszkadzało to jej w sprawnym cerowaniu Kuro. Jeżeli chodziło o gospodarzenie czy prace pielęgniarskie to spokojnie zasługiwała na szóstkę w tych tematach, miała w końcu sporo czasu i sporo przygód, przez które zdobyła doświadczenie. Będąc w połowie szycia spojrzała na twarz Kuro.
    - Żyjesz? Słyszysz mnie? Wszystko w porządku? No… poza krwawieniem – zapytała, nie rzucała mu żadnych dziwnych czy pogardliwych spojrzeń, nie bawiła jej ta dziecinada.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  63. Czując jego dłoń na swojej drgnęła lekko, w prawdzie uścisk był mocny, jednak wywołany czymś innym niż chęcią zadania jej bólu, odzwyczaiła się od tego. Słysząc komentarz, mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem.
    - Gdybym to robiła jęczałbyś z bólu - spojrzała na niego jednorazowo, uśmiechając się zadziornie. Pokręciła głową nieco rozbawiona jego odpowiedzą. Znowu na niego spojrzała, cóż... uśmiechu też dawno nie widziała na jego ustach, przynajmniej nie w swoim towarzystwie. Nawet lekko zmarszczyła czoło zdziwiona jego mimiką twarzy. Ostatecznie jednak też się uśmiechnęła i wróciła do szycia rany.
    - Wygląda na to, że większość swoich ran zostawiłeś bez szycia, pewnie dlatego uczucie igły i nici pod skórą nie jest przyjemne - podsumowała zbliżając się powoli do końca.
    - Tak zauważyłam, normalnie zapytałabym co wyprawiałeś, ale chyba daruję sobie tą wiedzę - odpowiedziała zakładając ostatnie szwy. Ładnie zakończyła szycie i wstała z łóżka. Wzięła wcześniej przygotowane, czyste materiały oraz buteleczkę specyfiku odkażającego i wróciła na swoje miejsce. Przemyła mu okolice rany i starła z całego torsu ślady krwi. Spojrzała na twarz mężczyzny.
    - Teraz będzie trochę szczypało - ostrzegła go, bezpośrednio polewając zaszytą ranę płynem z butelki. Zaraz po tym znowu wstała i ruszyła po szklankę z wodą, przystawiła mu ją do ust.
    - Napij się i staraj nie nadwyrężać mięśni brzucha. Zrobimy dźwignię, złapiesz się mnie mocno i pomogę Ci wstać do siadu. Muszę jeszcze przemyć Ci plecy. Tam aż tak źle nie wyglądasz, ale lepiej będzie je jakoś porządnie zabezpieczyć - dodała, posyłając mu delikatny uśmiech.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  64. Drobna groźba i prośba w jednym zdaniu były dość nietypowe w ustach Kuro. Febe nawet przechyliła głowę. Gdzie się podział jej narwaniec? Nawet przez myśl przeszło meduzie, że może naprawdę był "jej narwańcem"? W końcu to ona działała na niego jak płachta na byka.
    - Spokojnie, wiem, że się dobrze nie znamy, ale mogłeś zauważyć, że nie należę do mściwych - stwierdziła, nadal z lekkim uśmiechem. Brała tą rozmowę na dystans, ot tak, po prostu. Przytaknęła mu.
    - Nie byłam nigdy w centrum ostrzału, jedynie ratowałam tych, którym można było jeszcze pomóc, ale masz rację. Chociaż jak mam być szczera to obstawiałam, że po prostu starałeś się przeżyć, ratowanie innych jakoś mi do Ciebie nigdy nie pasowało - przyznała pomagając mu przy staniu. Dobrze wiedziała, że nie jest to dobra pozycja dla świeżo zaszytej rany, dlatego jak najszybciej zamoczyła czysty materiał i przemyła rany mężczyzny dokładnie. Pokręciła głową.
    - Zawsze musisz się w coś wpakować... - powiedziała cicho. Słysząc pytanie westchnęła lekko.
    - Nie znam możliwości Twojego organizmu, jeżeli będziesz odpoczywał to zapewne maksymalnie kilka dni, ale musisz odpoczywać, a nie uganiać się za winowajcą w poszukiwaniu zemsty - powiedziała stanowczo i zaraz zaczęła robić opatrunek na całym jego ciele. Zarówno plecy i rana na brzuchu zostały zakryte, tworząc swego rodzaju koszulkę z bandaża. Zaraz po tym zdjęła szybko z łóżka brudną kołdrę i pościele.
    - Kładź się - poleciła i podeszła do niego, aby i w tej czynności mu pomóc. Nie chciała, aby leżał w własnej krwi.
    - Jeżeli ma nie płakać to może pomyśl o nie pakowaniu się w tarapaty hm? - uśmiechnęła się do niego pod nosem. - Co u niego w ogóle słychać? - zapytała i przysiadła na brzegu łóżka.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  65. Słysząc jego wyjaśnienie zdziwiła się, nie z powodu faktu iż obronił jakąś kobietę, to wcale nie było aż tak dziwne. Bardziej zszokowało ją same wyjaśnienie, tym bardziej część w której wspomina ukochaną, matkę Yumiego, tak przypuszczała. Nie bez powodu chłopiec jest przecież jego oczkiem w głowie. W prawdzie Kuro okazywał to w bardzo dziwny sposób, ale nie raz widziała jak patrzy w oczy chłopca. Uśmiechnęła się lekko.
    - Wierzę Ci, ale to było kiedyś, a ja mam w zwyczaju patrzeć na "tu i teraz"... - przyznała z lekkim uśmiechem. Miała nadzieję, że kiedyś znowu znajdzie swoją muzę. Sama przecież niedawno myślała, że nie znajdzie się nikt bardziej wyjątkowy niż Phobus, a jednak był pewien okhotnik, który zaczynał zmieniać jej sposób myślenia w tej sprawie. Uśmiechnęła się nieco cieplej na wspomnienie mężczyzny. Zaraz jednak wróciła na ziemię i wysłuchała tego co Kuro miał do powiedzenia.
    - Zawsze dobrze sobie radził z nauką, kilka razy pomagałam mu przy zadaniach domowych. Czasem po prostu był rozkojarzony, ale myślę, że to przez tęsknotę - przyznała. - Cieszę się, że z zdolnościami też dobie dobrze radzi - uśmiechnęła się. Słysząc jednak jego pytanie jej uśmiech nieco zmalał, nadal widniał na twarzy, ale był zaledwie uniesieniem kącików ust.
    - Cóż, po Twoich odwiedzinach Ines boi się spać w domu, co chwile sprawdza czy jestem bezpieczna, nie pozwala się do mnie prawie nikomu zbliżyć, ale powoli dochodzi do siebie... na szczęście nie jestem w tym sama i kilka osób mi pomaga. Rahim natomiast mówi jeszcze mniej niż kiedyś, ale zaczął dużo rysować i malować, jak na trzylatka to bardzo sprawnie mu to wychodzi - odpowiedziała bez większych emocji w głosie. Nie wiedziała czy lanie tak na niego podziałało czy co innego, ale fakt iż zainteresował się w ogóle dziećmi był równie zaskakujący co wcześniejsze momenty.
    - Spokojnie, poradzę sobie z nimi - dodała jeszcze zanim cokolwiek powiedział.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  66. Teraz to już całkowicie zgłupiała. Kuro chyba na prawdę mocno został poturbowany. Słysząc przeprosiny i widząc jego zachowanie zamrugała szybko oczyma. On naprawdę był wielką zagadką. Doskonale pamiętała, mogła stawać na głowie dla niego, jednak wystarczyło, że spotkała się z jakimś mężczyzną, nawet służbowo, a już leciał do niej z obelgami, zrzucając winę na nią, mówiąc, że to przez nią tak się zachowuje. Kiedy byli razem zachowywał się jakby była jego własnością i chociaż to jego darzyła uczuciem on musiał ją mieć na wyłączność. Jakby to była jej wina, że komuś innemu wpadła w oko. Westchnęła głośno wspominając te sytuacje, jednak zaraz uśmiechnęła się lekko. W końcu przeprosiny Kuro to nie byle powód do radości.
    - Jeżeli utrata kobiecej delikatności idzie w parze z większym prawdopodobieństwem iż obroni się, mimo uczucia jakim darzy swojego oprawcę, to poświęcę tą jej delikatność. Nie chcę aby kiedykolwiek znalazła się w podobnej sytuacji do mojej Kuro. Nie traktuj tego jak oskarżenia, dobrze wiem, że umiesz kochać i potrafisz być wspaniały. Jednak nie dla mnie, dawno to do mnie dotarło, ale jeszcze trochę się łudziłam i chciałam pomóc - przyznała wzruszając ramionami.
    - A Mel... radzi sobie dobrze, tylko zamknęła się w tej swojej skorupie i nikogo nie chce wpuścić do środka. Zawiodła się na wielu osobach więc z jednej strony mnie to nie dziwi. Mam jednak nadzieję, że znajdzie kiedyś swojego obrońce, a Ty znajdziesz kogoś za kogo znowu będziesz w stanie oddać życie - uśmiechnęła się ciepło. Taka szczera rozmowa z nim była jej chyba potrzebna. Miała mu dużo do zarzucenia, chyba najbardziej to, że nigdy jej nic nie mówił, zawsze obrzucał winą, nie umiał określić co tak na prawdę go wkurza. Rozstali się tak dawno, a dopiero teraz byli w stanie ze sobą normalnie porozmawiać. Zaraz drzwi pokoju uchyliły się i do środka zajrzał właściciel sypialni.
    - Przepraszam, pacjent cały i zdrowy? - zapytał. Febe wstała z łóżka i spojrzała na gospodarza przepraszająco.
    - Najmocniej przepraszam, tak, wszystko się udało, musi trochę odpocząć, ale myślę, że jeszcze dzisiaj przeniosę go do domu - wyjaśniła i podniosła z ziemi brudne prześcieradła.
    - To niestety raczej nie zejdzie, ale oddam Panu pieniądze za pościel i nici, bez obaw, nie będzie Pan stratny - zapewniła go. Mężczyzna machnął dłonią i zabrał od niej pościele.
    - Pani da spokój, mało kto w tych czasach by pomógł temu biedakowi, miło mi, że i ja się przysłużyłem - odpowiedział.
    - Może coś do jedzenia albo do picia? - zapytał kobiety. Febe uśmiechnęła się ciepło, na prawdę zaczynała mieć coraz lepsze mniemanie o mieszkańcach Mortiel.
    - Może małą filiżankę herbaty - poprosiła.
    - A Pan, Panie kolego? - zapytał Kuro i zaraz zniknął za drzwiami, aby wyrzucić prześcieradła i zrealizować zamówienie.
    - Śmieszne - uśmiechnęła się pod nosem patrząc za zamknięte drzwi. Dopiero po chwili spojrzała na Kuro i wróciła do niego wzrokiem.
    - Musieliśmy się rozstać, zbluzgać, poszarpać i Ciebie załatać żeby w końcu normalnie porozmawiać - zaśmiała się pod nosem.
    - Aż tęsknię za dzieciństwem - zażartowała, uśmiechając się do niego.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  67. Sama zaśmiała się delikatnie widząc go w takim stanie. Na prawdę miłą odmianą było popatrzeć na jego uśmiech. Z taką mimiką prezentował się jeszcze lepiej niż zwykle.
    - Jak to mówią, każda potwora znajdzie swego adoratora, możliwe, że dojdzie do tego szybciej niż myślisz - puściła mu oko. Kiedy powiedział jej co tak naprawdę chciał osiągnąć westchnęła głośno i pokręciła głową.
    - Kuro, nikt nigdy nie będzie taki jak ona, ale jest szansa, że znajdzie się ktoś podobny - uśmiechnęła się ciepło, jednak słysząc kolejne zdanie jej uśmiech znowu nieco zbladł.
    - Możliwe, w pewnym momencie zachowywałeś się wobec mnie jak potwór, więc dziwne gdybym patrzyła inaczej - wzruszyła ramionami. Przecież nie robiłaby tego gdyby nie obawa przed kolejnym wybuchem i kolejnymi siniakami.
    - Nawet gdybym patrzyła na Ciebie maślanym wzrokiem to znalazłbyś inny powód do awantury czy... W sumie, nie ważne - uśmiechnęła się smutno. Z jednej strony żałowała, że im nie wyszło, z drugiej tak najwyraźniej miało być i pewnie na dobre im to wyjdzie.
    - Zawsze byłam ta zła, nawet kiedy byłam przy Tobie w chorobie, kiedy się Tobą zajmowałam, kiedy mimo tych wszystkich upokorzeń, cały czas trwałam przy Tobie ... Nawet kiedy oszalałeś i przyszłam z pomocą i kiedy zajęłam się Twoim dzieckiem, sama z siebie, bez Twojej prośby, po prostu wzięłam pod swój dach i traktowałam jak własnego syna. Wiem, że straciłeś ukochaną, ja swojego też straciłam, ale... Musisz nauczyć się doceniać to co masz. Teraz żyjesz przeszłością i szukasz drugiej Yuuki, nie znajdziesz w ten sposób szczęścia. Ona też tak uważa, przyszła raz do mnie, myślała, że mogę Ci pomóc... Najwyraźniej jedyne co mogę to zaszyć Twoje fizyczne rany, od tych na sercu znajdzie się kto inny - podsumowała wszystko, a drzwi nagle otworzyły się. Gospodarz wszedł do środka i postawił ich zamówienia.
    - Dziękuję - Febe kiwnęła mu głową.
    - Już nie przeszkadzam, w razie co jestem w salonie - powiedział jedynie i zniknął. Meduza wróciła wzrokiem do Kuro i uśmiechnęła się.
    - Skoro już mamy wieczór zwierzeń to musiałam to powiedzieć - dodała, nadal pogodnym uśmiechem na twarzy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  68. - Tak, tu się zgodzę - wyraźnie się zawstydziła. - Do dziś nie wiem co się ze mną wtedy stało, wtedy w barze gdy wylądowaliśmy w łóżku. Chyba po prostu po tych kilkuset latach wstrzemięźliwości poczułam łatwą okazję na energetyczny posiłek i odrobinę przyjemności, eh... - westchnęła. - Było minęło, miło, że chociaż teraz nie skaczemy sobie do oczu - uśmiechnęła się. Widząc jego wzrok i reakcję na wspomnienie ukochanej spięła się lekko. Może niepotrzebnie o tym mówiła? Milczała, nie bardzo wiedząc jak ma to wytłumaczyć. W końcu sama nie do końca rozumiała swoje możliwości rozmawiania z zmarłymi. Spojrzała na dłoń mężczyzny zaciskającej się na jej dłoni. Wolną rękę położyła na jego ramieniu.
    - Nie podam Ci dokładnie daty, ale pierwszy raz kiedy oszalałeś i mieszkałeś w tej ruderze. To ona namówiła mnie na odwiedzenie Ciebie, wtedy co przyszłam z Yumim - odpowiedział i zagryzła lekko wargę. Miała pewnego rodzaju przeczucie.
    - Jeżeli chcesz to... - nie była pewna czy mu to zaproponować.
    - Mogę spróbować... No wiesz, mogę spróbować się z nią skontaktować, ale… Nie wiem czy to dobry pomysł – zawahała się lekko. Nie wiedziała czy takie spotkanie nie namiesza Kuro w głowie i czy znowu mu nie odbije.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  69. Takiego wyrazu twarzy u mężczyzny nigdy się nie spodziewała zobaczyć. Widać było, że bardzo mu zależało. Febe nie czuła potrzeby upokarzania go błaganiem, już i tak wystarczająco widziała jak sprawa jest dla niego ważna.
    - Spokojnie Kuro, zrobię to, ale nie tutaj – rozejrzała się. – Potrzebuję więcej miejsca, kilka świeczek i najlepiej jakiś przedmiot, który do niej należał. Pogładziła nawet jego dłoń, jakby chcąc dodać otuchy. Teraz dopiero zauważyła jak bardzo była, i nadaj jest, potrzebna mu pomoc. Najwyraźniej miał z Yuuki coś do wyjaśnienia. To by wyjaśniało dlaczego kobieta tak często ją odwiedza i dlaczego on w każdej potencjalnej partnerce szuka właśnie zmarłej żony.
    - Tylko są pewne granice. Jeżeli mi się uda to pamiętaj, jedynie głos będzie jej, ciało, twarz czy usta zostaną moje. Żadnego całowania, macania i innych zabaw. Jasne? – spojrzała na niego i pogroziła mu palcem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  70. Ona, na nieszczęście Kuro i własne, nie była jak Yuuki. Może gdyby ich romans miał miejsce teraz, kiedy zdecydowanie bardziej odnajdywała się w świecie, ich los potoczyłby się inaczej, ale nie było co gdybać. Chwilowo chciała mu po prostu pomóc, a że miała ku temu okazję, cóż, w końcu sam ją naprowadził na ten pomysł. Zaśmiała się lekko, gdy powiedział, że nie ma zamiaru.
    - Pewnie, że nie masz, ale jak ją usłyszysz to zapewne najdzie Cię ochota na choćby najdrobniejsze czułości, dlatego ostrzegam – uśmiechnęła się pogodnie.
    - To co? Jak się czujesz? Wolałabym na noc zawieźć Cię do domu. Już i tak dość mocno skorzystaliśmy z gościnności gospodarza tego domu – zauważyła, patrząc na niego pytająco.
    - Tylko nie zgrywaj mi tu teraz twardziela – dodała, delikatnie dotykając przez bandaż miejsca szycia. Chciała sprawdzić, czy materiał nie zabrudzi się krwią. W prawdzie zszyła go bardzo dokładnie, ale z krwawieniem różnie bywało.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  71. Obserwowała go bacznie będąc w pogotowiu, gdyby miał się zachwiać czy przewrócić. Widząc jak napina mięśnie uśmiechnęła się pod nosem. Dobrze pamiętała ciało mężczyzny. Kiedy byli razem częściej widziała go nagiego niż w ubraniach.
    - Jak będziesz się tak prężyć to Ci szwy pójdą szybciej niż myślisz - uśmiechnęła się zadziornie. Słysząc jego słowa wzruszyła ramionami.
    - No nie powiem, jest co liczyć, ale nie martw się, wielu kobietom podobają się blizny, często uchodzą za seksowne - posłała mu pogodny uśmiech po czym wstała z łóżka. Przytaknęła mu i zaraz zwróciła uwagę na to gdzie przeskakuje wzrokiem. Miała nadzieję, że nie wyskoczy jej znowu z pretensjami co do ubioru. Chrząknęła lekko i wskazała kciukiem drzwi.
    - Poinformuję tylko gospodarza, że wychodzimy, a Ty... lepiej się ubierz, wolałabym uniknąć odganiania kobiet od Ciebie. No, chyba, że jakaś wpadnie Ci w oko, to może nawet poproszę o numer w Twoim imieniu - zażartowała, śmiejąc się lekko i zaraz wyszła z sypialni. Gospodarza zastała śpiącego na kanapie więc jedynie napisała mu kartkę i zostawiła trochę pieniędzy, aby zwrócić chociaż odrobinę za pościel. Wykręciła jeszcze numer, załatwiając im transport. Zaraz wsunęła głowę do pokoju gdzie był Kuro.
    - Dobra, możemy ruszać - zapewniła go i zbliżyła się. - Tylko nie przesadzaj z wysiłkiem, w razie co to oprzyj się o mnie - dodała.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  72. - Może po to żebym Cię znalazła, zaszyła i na spokojnie pogadała? A może po to, aby porozmawiać z żoną? Cholera wie, ale podobno nic nie dzieje się bez przyczyny - wiedziała, że kieruje to pytanie do siebie, ale mimo wszystko postanowiła mu odpowiedzieć. Już zaraz pomogła Kuro wyjść z domu i wejść do taksówki. Sama usiadła obok kierowcy, aby mężczyzna miał na tyłach sporo miejsca. Tradycyjnie sporo żartowała z taksówkarzem i prawie ciągle się uśmiechała, dzięki czemu podróż nie była tak ponura, jak wyraz twarzy Kuro. Kiedy dotarli na miejsce pomogła mu wyjść i uśmiechnęła się pod nosem.
    - O wiele lepiej Ci do twarzy z uśmiechem - przyznała prowadząc go do domu. Oczywiście wcześniej zapłaciła za transport. Kiedy weszli do środka rozejrzała się dookoła, ostatecznie zatrzymując wzrok na jego czerwonych oczach.
    - Koszulę to bym na Twoim miejscu wywaliła i tak nie wiele z niej zostało - poradziła. - Chyba, że chcesz to Ci ją zamoczę - wzruszyła ramionami. - Masz coś do picia? Przyda się przed rytuałem - uśmiechnęła się lekko.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  73. Kobieta wchodząc do środka zwróciła uwagę na każdy obraz po kolei, ostatecznie zawieszając spojrzenie na tym bezpośrednio naprzeciw drzwi wejściowych. Uśmiechnęła się delikatnie. Najwyraźniej Kuro znalazł spokój w malowaniu i oddawał się temu dość mocno. Wiedziała, że ma talent, jednak nigdy nie dane jej było widzieć go przy płótnie czy podziwiać jego prace. Kiedy on szykował wyskokowe napoje, ona zbliżyła się do obrazu z skrzynią i oglądała go dokładnie. Zwróciła się w stronę Kuro kiedy wyszedł z kuchni po czym kiwnęła głową, widząc jego gest. Ruszyła za nim, jednorazowo oglądając się jeszcze na obraz. Weszła do sypialni, od razu zwracając uwagę na nowo tworzone dzieło. Chwyciła jedną z szklanek i usiadła na łóżku, tak jak prosił. Upiła łyka, obserwując Nefilima z delikatnym uśmiechem na twarzy. Nie pamiętała go już tak spokojnego, dziwnie było się przestawić, ale dawała radę. Widząc pudło upiła jeszcze łyka i odstawiła szkło, aby odebrać karton.
    - Dziękuję – uśmiechnęła się ciepło i zaczęła przeglądać szpargały. Wyciągnęła jedynie kadzidełko i wszystkie możliwe świece. Podniosła na niego wzrok.
    - Najlepiej jak dałbyś mi coś co było dla niej cenne, coś co może wywołać przyjemne wspomnienia… Nie tylko jej, Twoje też… Sukienka z pierwszej randki czy coś o wiele cenniejszego – poleciła mu. Nie chciała grzebać w ciuchach jego zmarłej żony, dziwnie by się czuła, a do nawiązania połączenia i tak najlepsze by było coś ważnego dla obojga kochanków.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  74. Febe chwyciła drobny przedmiot i zaraz spojrzała na obrączkę. Uśmiechnęła się delikatnie, wręcz smutno, patrząc na biżuterię. Nie wiedzieć czemu w jej głowie od razu pojawiło się pewne pytanie. Czy kiedykolwiek dostanie podobną błyskotkę? Kiedy wychodziła za Febusa oświadczyny wyglądały zupełnie inaczej niż w dzisiejszych czasach, a ona chcąc nie chcąc marzyła o kompletnej rodzinie. Wyrwała się z zamyślenia i spojrzała na Kuro, cicho chrząkając.
    - Jak najbardziej się nada - skomentowała i posłała mu delikatny uśmiech. Zaraz po tym zeszła z łóżka na podłogę, usiadła w siadzie skrzyżnym i zaczęła układać dookoła siebie świece. Jedną z nich postawiła bezpośrednio przed sobą i ponownie spojrzała na Kuro.
    - Masz zapalniczkę? - zapytała, a kiedy ją dostała odpaliła wszystkie świece powoli. - Lepiej usiądź, to może chwilę potrwać - poinformowała go i zaraz wystawiła lekko swoje zęby jadowe. Ostrą końcówką rozcięła skórę na swojej dłoni, a na ranie ułożyła pierścionek zaręczynowy. Zacisnęła rękę i przymknęła oczy. Zaczęła szeptać coś w niezrozumiałym języku, nawet bardziej poruszała ustami, niż mówiła.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  75. Kilka kropel krwi meduzy wpadło do lekko roztopionego już wosku świecy i ogień zasyczał nieprzyjemnie. Febe zmarszczyła czoło, w kółko powtarzała te same słowa, jednak nie spodziewała się, że tak szybko poczuje przepływ dziwnej energii. Słysząc pytanie Kuro przyłożyła delikatnie palec do swoich ust i przytaknęła mu, odpowiadając, jednocześnie prosząc o ciszę. Zaraz drgnęła lekko i zaczęła szybciej oddychać, otworzyła szeroko oczy. Nie spodziewała się tak szybkiego odzewu, a to co zobaczyła... Rozejrzała się po pomieszczeniu, zupełnie tak jakby wypełniony był on jakimiś istotami, w rzeczywistości przy jej osobie kłębiło się sporo dusz, czekających na drobny błąd, małą pomyłkę. Meduza jednak zacisnęła zęby i zdezorientowany wzrok zmienił się na ten bardziej pewny. Nie musiała długo szukać, żona Kuro jako jedyna stała w tłumie, z delikatnym uśmiechem i patrzyła w jej stronę. Febe złapała z nią kontakt wzrokowy i uśmiechnęła się ciepło.
    - Yuuki... - wyszeptała, by zaraz po tym wyciągnąć w jej stronę dłoń. Wtedy kobieta pojawiła się przed jej obliczem i lekko musnęła palce romki. Ta gwałtownie zamknęła oczy i coś odrzuciło ją tak, że wylądowała plecami na podłodze. Otworzyła oczy dopiero po chwili, ciężko łapiąc powietrze, jednak teraz to nie była ona. Wzrok kobiety wylądował na twarzy Kuro i stał się niesamowicie czuły. W prawdzie oczy nie uległy zmianie, ale głos i samo "wnętrze" Febe owszem. Meduza zamieniła się na chwilę miejscami z Yuuki, stała w pokoju, jednak widoczna była jedynie dla innych dusz. Uśmiechnęła się lekko i aby nie przeszkadzać parze wybrała się w wędrówkę po mieszkaniu mężczyzny, nie wiedziała, że oddalanie się od ciała nie było najlepszym z pomysłów.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  76. Nerwowo potarłem wciąż obolałe nadgarstki. Gdyby nie krzywo założone opatrunki, z całą pewnością rozdrapywałbym teraz rany ze zdenerwowania. Nie potrafiłem wybaczyć sobie tego, jak bardzo emocjonalnie reagowałem, znajdując się w jego towarzystwie. Przecież nigdy nie miałem problemu z tym, aby odebrać komuś życie. Zawsze czyniłem to w bezduszny sposób, będąc całkowicie obojętny na cudze cierpienie. Ludzie byli tylko moją pożywką, a ja potrzebowałem ich twarzy, żeby żyć. Nie obchodziło mnie to, że mogli mieć rodzinę, dzieci, marzenia... W rzeczywistości byłem jedynym, który nie powinien żyć i doskonale o tym wiedziałem.
    Tymczasem ten Nefilim w zaledwie jedną noc złamał mnie całkowicie. Fizycznie i psychicznie. W moment skruszył mur pozorów i fałszywości, który wokół siebie budowałem; zdjął z mojej twarzy maskę potwora bez serca, dlatego teraz siedziałem pod tą pieprzoną ścianą, nie do końca wiedząc, co mówię i co czynię. Co myślę. Nie wiedziałem, co o nim myślałem. Kiedy na niego patrzyłem, nie miałem pojęcia, co właściwie czuję. Za każdym razem w pierwszej sekundzie czułem nienawiść i obrzydzenie, ale zaraz przypominały mi się jego łzy sprzed chwili i jego miękkie usta na moich własnych wargach...
    — Hampnie Hambart to nie moje prawdziwe imię — mruknąłem pod nosem, na wypadek, gdyby o tym nie wiedział.
    Zdołałem podnieść na niego wzrok, aby spotkać się z jego szkarłatnymi tęczówkami. I znów poczułem ten charakterystyczny dreszcz, te ciarki na całym ciele, które zmusiły mnie, abym na powrót wrócił spojrzeniem na podłogę.
    — To nic takiego — odparłem, zerkając na swoje nadgarstki. Obtarcia goiły się dosyć dobrze, czego nie mogłem powiedzieć o rozbitej głowie. Na samo tego wspomnienie wzdrygnąłem się i pociągnąłem kolana ku sobie, jakby miało to mi zapewnić odrobinę więcej bezpieczeństwa. — Ale moja głowa wciąż cholernie boli.

    missowalas or

    OdpowiedzUsuń
  77. Nie byłem w stanie przyznać się do tego na głos, ale potrzebowałem kogoś z chociażby podstawową wiedzą w dziedzinie medycyny. Nie znałem się na tym kompletnie, a jedyne, co potrafiłem, to odbierać innym twarze, dlatego moje rany nawet po tygodniu nie miały się zbyt dobrze. Spoglądając na niego czułem, że również średnio się do tego nadaje. Poza tym, absolutnie nie wyobrażałem sobie, żebym pozwolił mu się dotknąć. Nigdy więcej.
    Powoli podniosłem się, otrzepując z kurzu spodnie od mundurka. Nawet nie chciałem wiedzieć, jak w nim wyglądam. Przy mojej aktualnej posturze i wadze wręcz wszystko było na mnie za duże, a stojąc przy nim czułem się jak prawdziwy karzeł.
    Powoli podszedłem do biurka i stanąłem po przeciwnej stronie. Dopóki na mnie nie patrzył, miałem możliwość przyglądania mu się z mniejszym lękiem, niż kiedy wymienialiśmy się spojrzeniami. Niemal parsknąłem, kiedy nazwał mnie swoim dawnym znajomym. Bardzo zabawne.
    — Powiedz mi — odezwałem się nagle, kiedy już się rozłączył. Nie potrafiłem powstrzymać swojej ciekawości, a i jego osoba popychała mnie do tego. — Spotkałeś już kiedyś kogoś... takiego jak ja? — Spytałem. Nie byłem do końca pewien, jak sformułować to pytanie, ale miałem na myśli innego Złodzieja Twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  78. Nie zdziwiła mnie jego odpowiedź. Ja sam, odkąd tylko pamiętam, szukałem podobnych sobie, gdziekolwiek tylko miałem okazję przebywać. Podświadomie wiedziałem, że nigdy nie uda mi się znaleźć kogoś takiego, jak ja, jednak wciąż wierzyłem. Wciąż miałem nadzieję, że kiedyś uda mi się odnaleźć istotę podobną do mnie, taką, przy której znajdę swoje miejsce. Będąc tak okropnie innym od wszystkich wokół wiedziałem, że nigdy nie znajdę tutaj swojego miejsca. Po prostu tutaj nie pasowałem. I nikt mnie tu nie chciał.
    — To chyba oczywiste — odparłem natychmiast, przyglądając się uważnie jego twarzy. Jego wzrok wciąż mnie peszył, ale z każdą chwilą czułem się coraz pewniej w jego towarzystwie, choć wciąż nie miało to nic wspólnego z poczuciem bezpieczeństwa. — Masz przepiękną twarz — wypaliłem.
    Dopiero po dłuższej chwili zrozumiałem drugie znaczenie moich słów, którego pierwotnie nie rozpatrywałem. Całkowicie wbrew sobie niespodziewanie poczułem, że się czerwienię. I choć nie była to moja twarz, nie zmieniało to faktu, że to ja się czerwieniłem.
    — Wiesz, co miałem na myśli — dodałem cicho pod nosem, na wypadek, gdyby mnie nie zrozumiał.

    OdpowiedzUsuń
  79. Akane siedziała w spokoju i czytała jedną z książek, które ostatnio przyniósł jej Niklaus. Trochę się o niego martwiła. Od spotkania z tą dziwną blondynką był bardziej ponury. Chociaż wczoraj… Wyglądał na zadowolonego. Dziewczynka uśmiechnęła się lekko.
    - Mówię Ci Varona, przynosi fajne książki, ale bez Ciebie jest smutniejszy niż zwykle – powiedziała i spojrzała na miejsce obok siebie. Nikogo tam nie było, ale mała dałaby sobie rękę uciąć, że siostra cały czas gdzieś jest przy niej, mimo, że jej nie widziała. Spochmurniała znowu. Od śmierci dziewczyny Akane nie była tak pogodna jak kiedyś, jedynie przy Niklausie nie sprawiała wrażenia ponurej. Wczytała się w tekst przed nosem kiedy nagle usłyszała pukanie. Nie miała pojęcia kto mógłby chcieć ją odwiedzać, a jej kochany Blondyn nie miał w zwyczaju pukać. Patrzyła chwilę na drzwi, dopiero po czasie odłożyła książkę i ruszyła do drzwi. Otworzyła je od razu patrząc wysoko, w oczy swojego nauczyciela.
    - Imito sensei? Dzień dobry – przywitała się i spojrzała na niego pytająco. – Mogę jakoś pomóc? – zapytała. Po chwili już wszystko wiedziała. Zaprosiła nauczyciela do środka informując, że dosłownie za parę minut Niklaus powinien tutaj przyjść. Tak też się stało. Akane zdążyła jedynie nalać szklankę wody dla gości i drzwi jej pokoju otworzyły się.
    - Dobra, ostatnia dostawa książek, na razie Ci wystarczy – zakomunikował Blondyn i zaraz poczuł uścisk dziewczynki na sobie. Zaśmiał się lekko i pogładził jej włosy.
    - Ciebie też miło widzieć – przywitał się i dopiero wtedy spojrzał na Kuro. Zmarszczył czoło.
    - Coś nabroiła? – zapytał unosząc brew.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  80. Niklaus kiwnął głową, słysząc, że nie chodzi o Akane. Dziewczynka uśmiechnęła się do niego, zadowolona z pochwały nauczyciela.
    - Złote dziecko pod opieką Niklausa, ha... Nie jeden nauczyciel złapałby się za głowę - zauważył, chcąc przy okazji rozbawić nieco dziewczynkę. Ta uśmiechnęła się pod nosem.
    - Broiłeś? - zapytała zaciekawiona.
    - Ależ gdzie tam - puścił jej oko i znowu spojrzał na Kuro. Nie miał pojęcia czego mógłby chcieć od niego brat Mel. Może to ona go tutaj wysłała? Wzruszył ramionami i ruszył na fotel, aby się tam rozsiąść. Dziewczynka w tym czasie usiadła na kanapie i zaciekawiona się im przyglądała.
    - No spoko, o co chodzi? - zapytał zainteresowany i sięgnął ciastko ze stołu po czym je lekko nadgryzł, nie spuszczając z Kuro wzroku. Nigdy jakoś specjalnie nie miał okazji z nim rozmawiać, jedynie sporo o nim słyszał. No i poinformował Febe o jego śmierci, ale nic więcej.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  81. Słysząc zdanie mężczyzny wyraźnie uniósł brew, zaskoczony.
    - Yumi? Myślałem, że się na mnie będzie gniewał gdzieś do osiemnastki - zauważył z przekąsem w głosie. Dobrze pamiętał chłopca, jednak za cholerę nie wiedział co takiego mu obiecywał kiedy ostatnio się widzieli, w końcu to było jakieś 4 lata temu, jak nie lepiej. Zjadł ciastko i wzruszył ramionami.
    - Jak dla mnie żaden problem, mam tylko nadzieję, że moja skleroza go nie zawiedzie - odpowiedział i spojrzał na zaciekawioną Akane.
    - Kto to Yumi? - zapytała.
    - Syn Kuro, znaczy Pana Imito - Nik posłał małej uśmiech, ona zrobiła to samo i kiwnęła głową, na znak, że rozumie.
    - Masz jakiś konkretny dzień na myśli? Chodzi o dzisiaj czy przyszedłeś to ze mną ustalić? - zapytał jeszcze wracając do czarnowłosego wzrokiem.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  82. Niklaus już jako uczeń miał problem z tym całym „pan” i „pani”. Używał tego słowa dopiero kiedy dana osoba zasłużyła na większy szacunek, przynajmniej w jego oczach. Od razu przed oczami pojawiły mu się dwie osoby, Febe, nauczycielka wróżbiarstwa i… No właśnie, nauczyciela matematyki nie pamiętał, nie zagościł na długo w murach szkoły, ale był godzien szacunku nastolatka. Uśmiechnął się pod nosem na wspomnienia. Zaraz jednak wrócił na ziemię i spojrzał znowu na Kuro. Przytaknął mu.
    - Sobota jak najbardziej nam pasuje, co nie? – tu zerknął na Akane, która bez większych emocji przytaknęła głową. Dopiero po chwili odwzajemniła uśmiech Kuro. Ostatnio kiepsko jej wychodziło zapoznawanie nowych istot, ale przy Niklausie czuła się nieco pewniej, dzięki czemu nie stresowała się aż tak bardzo umówionym spotkaniem. Po ustaleniu szczegółów wizyty Nik i Akane grzecznie pożegnali Kuro i zajęli się projektem, w którym Blondyn miał pomóc młodej.

    Kiedy nadeszła sobota, pół godziny przed umówionym spotkaniem Niklaus i Akane szykowali się do wyjścia.
    - Spokojnie, Yumi jest bardzo dojrzały jak na swój wiek, powinniście się dogadać – uspokoił dziewczynkę, która stała przed lustrem. Ta spojrzała na swojego opiekuna lekko zestresowana.
    - Nie bardzo mnie tu lubią – przyznała, a Nik zmarszczył czoło i kucnął przy niej.
    - Mogę wiedzieć dlaczego? – zapytał. Dziewczynka po swojemu wytłumaczyła mu o co chodzi, co sprawiło, że stwierdził iż w najbliższym czasie musi wybrać się do jej rodziców. Teraz jednak miał co innego do zrobienia. Wyszedł z Akane przy boku i na spokojnie starał jej się dać kilka rad. Chwilę przed dotarciem do celu zmienił temat, aby nie musiała się stresować, że ktoś ich usłyszy. Zaraz zatrzymali się pod umówioną budką z lodami i czekając na Kuro i Ymiego zamówili sobie po pucharku deseru.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  83. Meduza podczas dialogu ukochanych wędrowała po mieszkaniu Kuro, w spokoju oglądając jego obrazu. Trzeba było przyznać, miał talent. Uśmiechnęła się lekko, w końcu Rahim odziedziczył po nim dryg do malowania… Może i on kiedyś zapełni ich dom obrazami? Drgnęła kiedy poczuła gotowość Yuki do opuszczenia jej ciała. Powolnym krokiem wróciła do sypialni, od razu widząc niezadowoloną minę mężczyzny. Zaczynała trochę obawiać się powrotu do ciała. Jeżeli szykuje się kolejna awantura to nie zabawi tutaj długo. Westchnęła niesłyszalnie i usiadła naprzeciwko swojego ciała, oczywiście nadal była niewidoczna dla Kuro. Nie zdawała sobie sprawy, że swoim spacerem naraziła się na zerwanie połączenia i otworzyła tym samym drzwi dla nieproszonych gości. Miała właśnie otworzyć oczy i znowu znaleźć się w pokoju, jednak kiedy je otworzyła… Coś było nie tak. Znalazła się w pomieszczeniu, jednak było ona całe białe, wyglądało jak niekończący się korytarz.

    Na miejsce Yuki wskoczyła zupełnie inna dusza. Otworzyła oczy i od razu posłała Nefilim’owi zadziorny uśmiech.
    - Jaki smakowity – szepnęła i zaśmiała się bardzo nienaturalnie. Zaraz po tym na czworaka szybko się do niego zbliżyła i spojrzała niewinnie na jego twarz.
    - Yensen, Yensen, Yensen… w jej głowie ciągle jakiś Yensen – zachichotała i zaczęła wspinać się po Kuro dłońmi, tak, aby wstać na proste nogi, spojrzała mu prosto w oczy.
    - Ale to nie Ty, prawda? – bardziej zapytała niż stwierdziła i znowu uśmiechnęła się zadziornie. – Ty jesteś Kuuuuro, Kuuurooo – zaśmiała się po raz kolejny i zaczęła obracać dookoła własnej osi, przetrącając wszystkie świeczki. Wyglądała jak wariatka. Nagle doskoczyła do etażerki przy łóżku i chwyciła szklankę z drinkiem. Bezceremonialnie rozbiła ją o podłogę.
    - Nie lubicie się! – krzyknęła do mężczyzny, jednak zaraz znowu się zaśmiała. – To takie słodziutkie – pochyliła się i sięgnęła kawałek szkła z podłogi.
    - Zobaczymy jak bardzo się nie lubicie – uśmiechnęła się zadziornie i szybkim ruchem zraniła samą siebie w okolicach nadgarstka, jej śmiech po raz kolejny rozniósł się po pokoju.
    - Lubię krew, wiesz?! – nie przestawała się śmiać, przymierzając się do kolejnego cięcia.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  84. Akane właśnie kręciła bączki gdzieś nieopodal, kiedy do Niklausa podbiegł chłopiec i wtulił się mocno. Blondyn zaśmiał się lekko, musiał przyznać, że dzieciakowi się mocno urosło. Objął go lekko ramieniem i poklepał po plecach, po czym przybił mu piątkę.
    - No siema, nieźle wyrosłeś. Jeszcze trochę i będziesz wyższy ode mnie – zagadał z zadziornym uśmiechem.
    - Dzień dobry – Akane lekko się skłoniła w stronę nauczyciela i zaraz przeniosła wzrok na chłopca. Mignął jej kilka razy w szkole, ale nigdy nie mieli okazji porozmawiać. Niklaus kiwnął jedynie głową do Kuro i znowu się zaśmiał słysząc o starzeniu.
    - Dziewczyny lubią starszych, więc to chyba dobrze, co nie? – powiedział pół żartem, pół serio, tykając go palcem wskazującym w czoło. Zaraz kiwnął głową na swoją towarzyszkę.
    - Co do dziewczyn, poznaj moją podopieczną, Akane – przedstawił dziewczynkę, która trochę niepewnie zerknęła na chłopca.
    - Cześć – powiedziała cicho, jednak bała się patrzeć prosto na niego, nie z powodu wstydu, po prostu obawiała się tych dziwnych obrazów, które widziała patrząc na innych zbyt bezpośrednio.
    - To co? Skoro się już wszyscy znamy… Masz ochotę na lody? – zapytał chłopca. Oni nadal swoje desery trzymali w ręce, jednak teraz ruszyli całą paczką w stronę jakiegoś stolika.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  85. Zapewne gdyby Kuro znał Niklausa dużo lepiej, wiedziałby, że tak naprawdę większość żyjących w Mortiel istot jest dla niego gówniarzami. Chłopak jednak nie czuł się jakoś specjalnie staro, ba, nawet wielu rzeczy nadal musiał się nauczyć.
    Akane widząc wzrok chłopca zamrugała oczyma i kiedy ten zwrócił się do Niklausa, ona spojrzała w miejsce, na które Yumi zwrócił uwagę. Nie zdawała sobie sprawy z jego zdolności i faktu, że Varona stoi przy niej i w ciszy towarzyszy siostrze i swojej sympatii w każdym spotkaniu. Duch nic nie mówił, uśmiechała się tylko patrząc raz na dziewczynkę, a raz na chłopaka. Niklaus również nie zdawał sobie sprawy z jej obecności, zaśmiał się tylko lekko i przytaknął.
    - Wodne, na patyku, w rożku, jakie tylko chcesz – odpowiedział. Już zaraz siedzieli z zamówieniami przy stoliku. Akane dostając cichy znak od opiekuna, że ma ich zostawić samych, zapytała czy może udać się na plac zabaw. Rzecz jasna dostała pozwolenie i ruszyła na huśtawki. Blondyn spojrzał na chłopca zajadającego smakołyk.
    - I co tam u Ciebie? Mieszkasz w końcu z tatą co? – zagadał.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  86. Byt zaśmiał się kiedy ten ruszył na nią.
    - Ojoj, jaki troskliwy – powiedziała „słodziutkim” głosem i nagle spochmurniała.
    - O tak! Tak lubisz co?! Złap ją mocniej! – krzyknęła, ale zaraz znowu się zaśmiała i zaczęła szarpać. Kuro jednak przycisnął ją do siebie, a ta mruknęła gardłowo.
    - Milutko – szepnęła i oblizała ucho mężczyzny delikatnie, po to, aby zaraz znowu się roześmiać.
    - Bo co? – zrobiła niewinną minę. – Zabijesz mnie? Przyprzesz do ściany? – kłapnęła zębami przed jego twarzą i oblizała się zachłannie. Po raz kolejny po pomieszczeniu rozniósł się jej śmiech. Mimowolnie istota spojrzała na rozerwaną spódnicę kobiety.
    - Ho, ho, czyżbyś już się dobierał, zwierzaku? – uśmiechnęła się zadziornie i powoli oblizała pełne usta.
    - No chodź, pobawimy się – szepnęła jeszcze.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  87. Rzucona na łóżko jęknęła głośno i zaraz zaczęła wydawać inne odgłosy, jakby udając rozkosz.
    - Taak, pokaż jej kto tu rządzi - sapnęła delikatnym głosem.
    - Nawet nie wiesz jak ją kręci ta cała dominacja - szepnęła starając się podnieść głowę jak najwyżej i patrząc mężczyźnie w oczy. Uśmiechnęła się zadziornie.
    - Przecież tak lubisz mieć kogoś pod sobą - dodała i znowu się zaśmiała. Słysząc o wodzie święconej zmarszczyła czoło. Szarpnęła się zaraz mocno.
    - Nie jestem demonem śmieciu! - warknęła w jego stronę, jednak zaraz znowu zaczęła się śmiać. Ucisku na nadgarstkach czy szyi nie czuła w końcu to nie było jej ciało. Te wszystkie niedogodności poczuła Febe. Siedząc w pustym pomieszczeniu rozglądała się, kiedy nagle poczuła ból, najpierw coś ostrego przejechało po jej nadgarstku, poczuła ciepło krwi, spojrzała na swoje ręce, jednak wszystko wydawało się ok. Zaraz pojawił się ucisk na nadgarstkach, poczuła szarpnięcie, ciężar na brzuchu i przypieranie do materaca, tak samo dłoń na szyi. Czuła wszystko, stojąc w pustym, białym pomieszczeniu. Zaczęła szybciej oddychać. Nagle przypomniała sobie gdzie tak na prawdę powinna być, przypomniała sobie o Kuro, a ból jaki czuła sprawił, że przypomniała sobie te momenty, w których ją bił. Zacisnęła zęby, jej umysł rozjaśnił się, nie wiedziała co dokładnie się działo, ale pamiętała, że oddzieliła się od ciała właśnie w obecności swojego byłego. Zdenerwowana zacisnęła powieki i...
    - No na co czekasz! Przecież wiem, że masz ocho... - kreatura w ciele Febe zakaszlała nagle, przerywając wypowiedź, kobieta zaczęła ciężko oddychać i nagle krzyknęła. Zaraz po tym zamilkła, nabrała zachłannie powietrza i spojrzała wystraszonym wzrokiem w oczy mężczyzny. Starała się uspokoić oddech, jednak sytaucja w jakiej się znalazła była bardzo nie jasna. Złapała dłonie Nefilima.
    - Puść mnie! - warknęła, łapiąc kilka głębszych wdechów.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  88. Meduza rzuciła mu zimne spojrzenie. Czyli jednak? Awantura? Pogładziła się lekko po skórze szyi czekając na kolejne krzyki. Dopiero wtedy zauważyła, że rzeczywiście krwawi z nadgarstka. Rozejrzała się dookoła, nie bardzo wiedziała co tu takiego zaszło. Wzrok zatrzymała na Kuro, który wbrew pozorom nie kontynuował swoich zarzutów. Pamięć powoli wracała, bardzo powoli. Zmarszczyła czoło patrząc co takiego mężczyzna robi, jednak widząc szałwię i czując uchwyt nadgarstka pamięć zaczęła wracać o wiele szybciej. Również zakaszlała i nadal milcząc przyglądała się mu. Nie spodziewała się, że zajmie się opatrywaniem jej rany, to było, zaskakujące. Spojrzała na niego, nie ukrywając zdziwienia. Na wieść o szpitalu już całkowicie zesztywniała.
    - Kuro, już wszystko w porządku, wróciłam, sama do końca nie wiem co się stało, ale ta dusza już nie wróci, a rana, przecież sama mogę ją sobie zaszyć – powiedziała pewnie i zabrała nadgarstek z jego uścisku. Sięgnęła szybko szklankę leżącą blisko niej, strasznie ją suszyło w gardle. Nie zwracając za bardzo uwagi na zawartość w środku opróżniła szkło na raz. Skrzywiła się mocno, zapomniała, że w szklankach znajdował się alkohol.
    - Osz… - zacisnęła zęby i szybko wstała z łóżka, chciała ruszyć do kuchni po wodę, ale nagle upadła na kolana, podpierając się dłońmi. Kilka kropel krwi spadło na podłogę. Zaczęła krwawić z nosa, na szczęście nie obficie. Dodatkowo zakręciło jej się w głowie.
    - Ojej… - szepnęła, dopiero teraz odczuła zmęczenie. Nie wiedziała, że przyjęcie obcej duszy do ciała może być aż tak wyczerpujące. Prawdę mówiąc wielu rzeczy nie wiedziała w tym temacie. Spojrzała na Kuro wyraźnie zmęczonymi oczyma, dziwne myśli pojawiły się w jej głowie.
    - Powinnam już iść… - stwierdziła, przymykając ciężkie powieki.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  89. Milczał dając się chłopcu całkowicie wypowiedzieć. Prawdę mówiąc nie wiedział co młody czuje, w końcu wychował się bez rodziców i nie bardzo rozumiał więź łączącą potomstwo z „stwórcami”. Słysząc jednak o szkole poklepał go po ramieniu z wyraźnym zadowoleniem na twarzy.
    - No to super, a z czego idzie Ci najlepiej? – zapytał zaciekawiony zainteresowaniami Yumiego. Na kolejną wypowiedź zareagował lekkim zdziwieniem. Pamiętał jak chłopiec chciał uciec od cyganki, no, ale to było spory czas temu. Najwyraźniej wydoroślał, albo po prostu nawiązał dobrą relację z jej dziećmi. W prawdzie Niklaus był w szoku, że nadal pamięta imiona tych bobasów, w sumie informacje o Rahimie obiły mu się jedynie o uszy, to Ines bardziej kojarzył.
    - Skoro tęsknisz to czemu ich nie odwiedzisz? – zapytał. O relacji Kuro i Febe też za dużo nie wiedział, ale najwyraźniej ich romans zakończył się na dwójce dzieci i niczym więcej, bywa i tak.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  90. Rei dzisiejszego dnia wybrała się na rozmowę w sprawie praktyk w szkole dla nadprzyrodzonych. Ubrała się elegancko, ale nie przesadnie. Buty na obcasie, czarna, obcisła, z wysokim stanem, spódnica, kończąca się przed kolanami, a do tego biała koszula bez rękawków, luźno wciśnięta w dolną część garderoby. Oczywiście na rękach delikatne maki, które po prostu uwielbiała. W sprawie tatuaży dziś poszła w skromność.
    Prawdę mówiąc nie spodziewała się, że rozmowa wyjdzie aż tak dobrze, a tym bardziej, że jeszcze tego samego dnia zostanie przypisany jej nauczyciel, u którego będzie odbywać praktykę. Wypełniła jedynie stosowne papiery i zaraz ruszyła w stronę poleconej jej sali, podobno od 10 minut trwały w niej zajęcia prowadzone przez niejakiego Kuro Imito. Dziewczyna ze spokojem i delikatnym uśmiechem na twarzy szła korytarzem. Kiedy zapukała do drzwi usłyszała uniesione głosy, mimo to otworzyła klasę i weszła cichutko do środka. Spojrzała po uczniach, ostatecznie lustrując sytuację z uczniem, wyraz jej twarzy nie zmienił się, nadal delikatnie się uśmiechała, mimo widoku ucznia trzymanego za włosy.
    - Dzień dobry - powiedziała, skupiając teraz wzrok na nauczycielu.
    - Spokojnie, Pan się nim zajmie, ja się nigdzie nie spieszę - przyznała grzecznie stojąc przy drzwiach.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  91. Widząc, że nauczyciel skupił na niej całą uwagę uśmiechnęła się skromnie i wyciągnęła w jego stronę dokumenty, ładnie schowane w przezroczystych koszulkach.
    - Nazywam się Rei Yamawaki, studiuję pedagogikę sztuki, zgłosiłam się do szkoły na praktyki, a dyrekcja przydzieliła mi właśnie Pańskie zajęcia, Panie Imito. Chciałabym zostać pańską praktykantką – wyjaśniła na spokojnie lokując spojrzenie błękitnych tęczówek w czerwonych oczach mężczyzny, trzeba było przyznać, były bardzo zjawiskowe. Takiego koloru jeszcze swoim tęczówką nie nadawała. Może kiedyś spróbuje?
    - Czy nie będzie z tym problemu? – zapytała jeszcze, nie chciała aby pomyślał, że nie ma w tej kwestii wyboru.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  92. - No to zajebiście, ważne, że jakiekolwiek zajęcia są w stanie Cię zainteresować – przyznał z zadziornym uśmiechem. Sam chodził do tej szkoły i doskonale pamiętał jak bardzo się obijał. Jedynie matematyka była w miarę ciekawa, chyba, że prowadził ją jakiś przybity nauczyciel. Przed oczyma pojawiło mu się kilka zabawnych, przynajmniej w jego mniemaniu, sytuacji z czasów szkolnych. Zaśmiał się pod nosem. Uśmiech jednak zniknął kiedy usłyszał wypowiedź na temat rodzeństwa chłopca. Kuro? Chyba czas odwiedzić swoją dawną nauczycielkę i dowiedzieć się co u niej słychać, bo wygląda na to, że sporo się zmieniło. W sumie… słyszał opinie na temat brata Melanie i w pewnym sensie rozumiał niechęć do własnego dziecka, ale… cóż, Niklaus miał powód. Co było powodem Kuro? Nie chciał wnikać.
    - Myślę, że jak z tatą pogadasz to pozwoli Ci ich odwiedzić, przecież nie musi iść z Tobą, odprowadzi Cię na miejsce spotkania i tyle, zajmie się sobą. Pod okiem Febe i tak Ci się nic nie stanie, tego jestem pewien – puścił oko dzieciakowi i rozejrzał się jeszcze, aby zobaczyć co porabia Akane. Na szczęście grzecznie siedziała na huśtawce i obserwowała bawiące się dzieciaki… Chociaż, to chyba nie należało do normalnych zachowań.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  93. Dla Niklausa słowo „zajebiście” było dość powszechnie używane, więc nawet nie zwrócił uwagi na jego wydźwięk w ustach dziecka.
    - Myślę, że nawet na pewno – dodał jedynie, nie zagłębiając się bardziej w temat. Dowie się wszystkiego w swoim czasie. Blondyn zmierzwił włosy chłopca i właśnie chciał coś wspomnieć o fryzjerze, kij, że sam miał kudły podobnej długości, ale trochę droczenia zawsze się przyda. Jednak Yumi zaintrygował go wypowiedzianym pytaniem. Nik spojrzał w miejsce, gdzie chłopiec przed chwilą zerkał.
    - Jaka dziewczyna? Akane? – zapytał dla pewności. W sumie nikogo godnego uwagi nie zauważył, a o zdolnościach chłopca nie miał pojęcia lub po prostu zapomniał, cholera wie. Tak czy siak, uniósł brew w geście zdziwienia patrząc na niego.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  94. Febe przetarła krew spływającą z nosa i spojrzała na zabandażowaną dłoń. Kuro miał rację, szycie jedną ręką było możliwe, ale po co miałaby się szpecić krzywą blizną? Złapała koszulkę, którą jej rzucił i westchnęła ciężko… Ta jego władczość, cóż, może czasami taka dominacja była potrzebna? Rozłożyła ciuch i zamrugała szybciej oczyma. Spodziewała się jakiegoś golfa, w końcu nie tak dawno usłyszała od mężczyzny, że zbyt kuso się ubiera, a teraz do przebrania dostała za duży bezrękawnik. Jej to jak najbardziej odpowiadało, ale po prostu nie spodziewała się tego. Na to czy się odwróci czy nie nie zwracała specjalnie uwagi, przecież i tak wiele razy widział ją nago. Powoli zdjęła z siebie ciuchy i na bieliznę założyła koszulkę, ta sięgała jej bezpośrednio za pośladki. Wstała powoli.
    - Nie muszę znieczulać się alkoholem i tak na miejscu coś mi dadzą – mruknęła cicho i spojrzała mu w oczy.
    - Dostanę coś na nogi czy mam paradować w tej kusej „sukience”? – zapytała z lekko zadziornym uśmiechem, wycięcie w bezrękawniku nawet dobrze nie zasłaniało jej stanika, co ją nieco rozbawiło, biorąc pod uwagę kilka wcześniejszych wydarzeń.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  95. [Kapelusznik nie jest dyrektorem jak by co ^^]

    Zerkała na mężczyznę ukradkiem, aby nie osaczać go wzrokiem, wydawało jej się, że tak po prostu nie wypada. Wiele razy podobne zachowania można było odebrać jako ponaglanie do podjęcia decyzji, a tego Rei nie chciała. Skupiła wzrok na uczniach, przeskakując z jednej twarzy na drugiej, jej obecność zdecydowanie wywołała ciekawość. Wróciła wzrokiem do nauczyciela dopiero kiedy ten oddał jej papiery, uśmiechnęła się delikatnie słysząc odpowiedź.
    - Nawet Pan nie wie jak się cieszę - przyznała wypuszczając zebrane w płucach powietrze. Naprawdę zależało jej na tym stanowisku, po prostu wiedziała, że tutaj praktyka będzie praktyką, a nie parzeniem herbatki czy usługiwaniem komukolwiek. Ruszyła posłusznie na wskazane miejsce, przy okazji zerkając na zaczęte prace uczniów, wśród kilku dostrzegła nawet ziarenko talentu. Słysząc o szczęściu ponownie się uśmiechnęła.
    - Tak, mam, od urodzenia - zażartowała uśmiechając się nieco szerzej i zaraz spojrzała Imito w oczy.
    - Prawdę mówiąc to chyba właśnie temperowania klasy będę musiała najbardziej się nauczyć. W prawdzie, w przyszłości chciałabym skupić się na nauce najmłodszych klas, ale doświadczenia nigdy za wiele - przyznała i kiwnęła głową.
    - Myślę, że na pierwszych zajęciach głównie skupię się na obserwacjach, ale jeżeli pojawią się jakieś pytania to bez obaw, jestem zbyt głodna wiedzy aby je przemilczeć - delikatny uśmiech wciąż gościł na jej twarzy.
    - Och, bardzo dziękuję, jakbym mogła prosić to herbatę - odpowiedziała po raz kolejny przenosząc wzrok na sztalugi uczniów.
    - Tylko jeszcze - uniosła lekko palec ku górze - Jaki dostali temat? - zapytała zaciekawiona.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  96. Niklaus zmarszczył lekko czoło. Blondynka obok? Raz jeszcze rozejrzał się, ale nikogo nie widział. Wtedy Varona zaśmiała się dźwięcznie i delikatnie zmierzwiła jego włosy. W prawdzie nie powinien tego poczuć, ale coś sprawiło, że automatycznie domyślił się o kogo chodzi. Spojrzał dokładnie na twarz dziewczyny, mimo, że nadal jej nie widział.
    - Varona – szepnął. Blondynka spojrzała na chłopca.
    - Proszę, powiedź mu, że już zniknęłam. Lubię ich oglądać kiedy nie wiedzą o mojej obecności – poprosiła z delikatnym uśmiechem na ustach. Niklaus spojrzał zaraz na Yumiego.
    - Jest tutaj? Blond włosy, blond rzęsty, błękitne oczy… Drobna… Jest tu? – zapytał z lekkim niedowierzaniem w głosie.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  97. Przytaknęła nauczycielowi głową, podążając za nim wzrokiem, od czasu do czasu odrywając go, aby zerknąć na sztalugi uczniów. Miała wrażenie, że więcej w niej nadziei co do marnych kresek uczniów niż u Pana Imito, jednak on zdecydowanie był bardziej doświadczony, więc trochę zmartwił ją fakt tego zniechęcenia jakim emanował. Z drugiej strony co się dziwić, może gdyby chociaż trafił się jeden godny uwagi uczeń zachowanie mężczyzny byłoby nieco inne. Teraz wyglądał jakby z góry skazał wszystkich na niepowodzenie. Nie oceniała czy to dobrze, czy źle, za krótko znała tych uczniów aby wystawiać jakiekolwiek opinie. Zrozumiała jego zażenowanie, gdy dowiedziała się co jest tematem zajęć. Perspektywa była jedną z podstawowych umiejętności w rysowaniu czy malowaniu, a tutaj, cóż, większość prac wydawała się po prostu płaska. Rei złapała lekko swoją wargę dwoma paznokciami i jakby lekko przyszczypywała... Taki odruch, gdy się nad czymś zastanawiała. Na ziemię sprowadziło ją pytanie Imito.
    - Ziołową poproszę - odpowiedziała mu i zaraz wstała z miejsca, aby udać się do obrazu.
    - Przepraszam, wiem, że miałam siedzieć, ale oglądanie obrazu z daleka wydaje mi się mało racjonalne - uśmiechnęła się przepraszająco do czarnowłosego i zaczęła oglądać dzieło. Pan Imito zadbał o najdrobniejsze szczegóły, jego kreska przypadła jej do gustu, chociaż była prawie pewna, że w swojej karierze stworzył prawdziwe perełki.
    - Nie brak Panu kunsztu Panie Imito, szkoda, że tak pojętna młodzież zamiast korzystać z darmowych lekcji woli się po prostu opierniczać i lekceważyć te zajęcia - skomentowała bez dozy agresji czy niechęci w głosie. Po prostu stwierdziła fakt, ale uwaga najwyraźniej dotknęła kilka pojedynczych jednostek, gdyż w klasie pojawiły się drobne szepty i szmery. Dziewczyna spojrzała na zebranych, jednak nie przejęła się za bardzo, podeszła po prostu do nauczyciela i odebrała gotową już herbatę, uśmiechnęła się do niego.
    - Bardzo dziękuję. Pozwoli Pan, że i ja postaram się stworzyć coś na płótnie przy moim miejscu? - zapytała patrząc w jego czerwone źrenice.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  98. Rei umoczyła delikatnie usta w naparze i zaraz oblizała je zadowolona.
    - Pyszna – przyznała pogodnie po czym ruszyła w stronę swojego miejsca.
    Kubek odłożyła na ławce, a sama podeszła do sztalugi chwytając w palce jakiś bardziej poręczny pędzel. Postanowiła nie wybiegać zbyt przed szereg, chciała trzymać się zadanego tematu jednocześnie nie przesadzając z tworzeniem cudów na kiju. Postanowiła namalować coś niewielkiego, tak, aby wyrobić się do dzwonka. Całe zajęcia spędziła przy sztaludze tworząc swój obraz, w przerwach przyglądała się uczniom i ich pracą, czasem zerknęła w stronę nauczyciela z delikatnym uśmiechem, by zaraz wziąć łyk napoju i wrócić do pracy. Skończyła jakieś 6-7 minut przed dzwonkiem i usiadła przy swojej ławce, przyglądając się swojej pracy z uroczym uśmiechem. Mogłaby spędzać całe dnie przy sztaludze, po prostu to uwielbiała, to, muzykę i tatuaże. Spojrzała na Pana Imito po czym ruszyła z świeżo opróżnionym kubkiem w jego stronę.
    - Skończyłam. Dziękuję za herbatę. Gdzie odłożyć kubek? – zapytała jeszcze uznając, że pozostawienie naczynia byłoby bardzo niestosowne.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  99. Niklaus zmarszczył lekko czoło słysząc, że poszła… Zaraz jednak przypomniał sobie, że jest przy dziecku i czując jego rękę na ramieniu uśmiechnął się lekko po czym zmierzwił mu włosy.
    - Skoro jest szczęśliwa to najważniejsze – powiedział, uznał, że Yumi zasługuję na odpowiedź.
    - Nie jestem pewien, ale jeżeli to Varona, to była ona siostrą Akane – tu spojrzał na dziewczynkę. Pamiętał doskonale czasy kiedy była bardzo energicznym i pogodnym dzieckiem. Teraz siedziała na huśtawce, która prawie przestała się huśtać i smutna patrzyła na bawiące się dzieci, była zupełnie inna, a Nik nie wiedział co z nią zrobić, tylko przy nim czuła się pewnie i bezpiecznie, reszta istot po prostu ją przerażała, a raczej to jej się bano ze względu na świeżo uaktywniające się zdolności. Przemyślenia przerwała mu cisza, spojrzał na chłopca i zauważył, że on również obserwuje, ale swojego ojca. Blondyn spojrzał na nauczyciela, jednak zaraz wrócił do Yumiego wzrokiem.
    - Jeszcze będzie szczęśliwy, zobaczysz, i on i Ty – puścił dzieciakowi oko i zaraz przywołał swoją podopieczną ruchem ręki. Dziewczynka z wyraźną ulgą zeskoczyła z huśtawki i ruszyła w ich stronę.
    - Masz jakieś marzenia Yumi? – zapytał go, zanim młoda do nich dołączyła.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  100. Kobiecie nawet przez myśl nie przeszło, że może być teraz dla niego podniecająca. Sytuacja po prostu wydawała jej się komiczna, biorąc pod uwagę awantury jakie kiedyś potrafił jej robić. Teraz? Cóż, była zbyt pogodną osobą, aby boczyć się na niego o nieudaną przeszłość, poza tym teraźniejszość kreowała się w kolorach tęczy, była po prostu szczęśliwa. Złapała w locie krótkie spodenki i ubrała je na siebie.
    - Widzę, że śmiech jest nadal Ci obcy - zauważyła bez ogródek, poprawiła spodenki i koszulkę tak, aby jak najmniej pokazywać ciało i spojrzała na niego.
    - Gotowa - powiedziała dość obojętnie i powoli ruszyła w stronę wyjścia, nie chciała znowu się obalić, a tym bardziej korzystać z jego ramienia. Nie miała pretensji o ten chłód jaki mężczyzna powodował, ale stwierdziła, że po prostu nie warto przy nim się starać czy pomagać... i tak tego nie docenia. Spojrzała na bandaż który zaczął powoli przeciekać i z głośnym westchnięciem zatrzymała się przy samochodzie Kuro. Nawet zrobiło jej się żal nefilima. Meduza przynajmniej ruszyła dalej, on wydawał się stać od dawna w tym samym miejscu.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  101. Odpowiedź Kuro zbiła ją z tropu. Patrzył na nią jak na bezwartościowy przedmiot, a jednak przejął się jej raną czy samym opętaniem... wystraszył się... Zmarszczyła lekko czoło i spojrzała na niego dziwnie gdy stali przy samochodzie. Zaraz wsiadła do środka i raz jeszcze rzuciła mu spojrzenie pełne podejrzeń. Po chwili jednak spojrzała w okno. Reanimacja... Pokręciła lekko głową jakby nie do końca wierzyła w to co słyszy.
    - Jesteś pełen sprzeczności... Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbyś się wystraszyć czymkolwiek związanym z moją osobą - przyznała, nie patrząc w jego stronę, zanim włączył muzykę. Oparła jedynie brodę na swojej dłoni, łokieć na fragmencie drzwi i patrzyła na widoki. Wiedziała, że mało się znali, ale nie spodziewała się, że aż tak niewiele o nim wie, był naprawdę tajemniczym osobnikiem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  102. Chcąc nie chcąc słyszała fragmenty rozmowy Pana Imito z uczennicą, nawet widziała ten strach na twarzy dziewczyny. Cóż, nie wiedziała czy to strach przed nauczycielem czy spowodowany ogólnym brakiem pewności siebie. Prawdę mówiąc była tu nowa i nawet nie zdążyła usłyszeć o Kuro siejącym postrach, dla niej mężczyzna wydawał się... przyjemny dla oka? Nie bardzo wiedziała jak inaczej to nazwać. No, ale Rei była na prawdę dziwna, nawet w tym magicznym świecie wyróżniała się pewnymi zachowaniami czy przemyśleniami. Osobiście uważała to za dużą zaletę. Co do sytuacji... uśmiechnęła się delikatnie, w końcu nie każdy nauczyciel przejąłby się sytuacją zaczepki, a z rozmowy wynikało, że właśnie o to chodziło. Japonka wzrokiem odprowadziła uczennicę i zaraz spojrzała na nauczyciela, aby mu przytaknąć i odłożyć swój obraz w wskazane miejsce. Słysząc pytanie znowu przystawiła palec do dolnej wargi i lekko się w nią uszczypnęła.
    - W sumie... Boją się Pana? Znaczy... Lepiej jak uczniowie się boją nauczyciela? Mam wrażenie, że to zależy od klasy, ale zawsze marzyło mi się być szanowaną wśród uczniów. Jest to realne czy mogę tego typu marzenia przyrównać do gruszek na sośnie? - zapytała zbliżając się i stając przy boku mężczyzny. Spojrzała na obraz.
    - Prawdę mówiąc spodziewałam się większego bohomazu, ale... - uśmiechnęła się delikatnie - Podobno wszystko przed "ale" można rzucić w niepamięć - skomentowała swoją własną wypowiedź, jednak zaraz wskazała kilka miejsc na obrazie.
    - Gdyby tutaj kreska została lepiej poprowadzona... Po prostu widać, że autorowi się chciało, ale tylko przez pierwsze kilka minut, później już leciał jak się dało. O, na przykład noga. Jedna nawet nogę przypomina, ale druga... widać, że początkowo chciał ją namalować w innej pozycji, ale ostatecznie poszedł na łatwiznę - stwierdziła i zaraz spojrzała na twarz Imito.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  103. „Czasu”, tak, ostatnio bardzo często słyszał to słowo, chociaż patrząc na swoje życie… Może rzeczywiście w pewnych kwestiach był potrzebny jedynie czas? Nie, nie bardzo w to wierzył. Dlatego pokręcił głową i spojrzał na chłopca.
    - Wiary w siebie Yumi, nie czasu. Czas to tylko… wspomnienia – sam potrzebował chwili, aby dokończyć. Zamyślił się na kilka sekund, jednak zaraz posłał mu uśmiech.
    Problem Akane nie polegał na stronieniu od dzieci, dziewczynka z początku nie miała problemu z nawiązaniem drobnych relacji, jednak z pewnych powodów to dzieci od niej zaczęły stronić przez co mała przestała próbować, wolała posiedzieć sama lub z Niklausem. Nawet tutaj, gdzie praktycznie wszyscy obdarzeni byli niesamowitymi zdolnościami, istniały takie, które przerażały, szczególnie młode pokolenie.
    Na odpowiedź chłopca uśmiechnął się lekko, a zaraz obok pojawiła się Akane.
    - A Ty? – zapytał jej. Dziewczynka zamrugała szybciej oczyma.
    - Ale co ja?
    - Jakie masz marzenia? – usłyszała czarnulka i zastanowiła się chwilę
    - Żebyś był z Varoną – odpowiedziała uśmiechając się niepewnie. Blondyn spojrzał na nią zaskoczony… Czy te dzieci nie mogły mieć jakiś bardziej realnych marzeń? Westchnął i zaśmiał się, mierzwiąc włosy i jej i jego.
    - Też mi się trafiła dojrzała ekipa… Tych życzeń nie mogę spełnić, ale mogę Was zabrać do wesołego miasteczka. Co Wy na to? – zapytał z zadziornym uśmiechem. Akane mrugnęła oczyma i uśmiechnęła się delikatnie.
    - Byłoby bardzo fajnie – przyznała i jeszcze zerknęła w stronę chłopca.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  104. Wysłuchała odpowiedzi i kiwnęła głową.
    - Rozumiem, czyli po prostu trzeba być sobą, no i umieć w jakiś sposób okiełznać młodzież – podsumowała z delikatnym uśmiechem. W sumie racja, po co udawać przy uczniach? Przecież w końcu zauważą, że udajesz i albo zjedzą żywcem albo przestaną szanować. W końcu nikt nie lubi gdy ktoś na dłuższą metę udaje.
    Słysząc pytanie raz jeszcze przytaknęła.
    - Tak, tu również – wskazała drugie miejsce pozbawione wcześniejszego szkicu – Dlatego obraz wygląda jakby był robiony na szybcika… Tak przy okazji. Uczniowie mają jedną lekcję na jeden obraz czy dzieli to Pan na kilka zajęć? – zapytała. W końcu nie każdy musi umieć malować, a 45 minut to dość niewiele na dokładne wykonanie czegoś dobrego. Sama przed chwilą namalowała obraz średniej jakości, ale ona miała dar do tego typu rzeczy, więc nie było czego porównywać.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  105. Kiwnęła głową na znak, że rozumie.
    - W takim razie nie rozumiem ich pośpiechu... Pewnie się lenią na dwóch zajęciach, a do roboty biorą dopiero na ostatnich - stwierdziła, cały czas idąc przy jego boku. Zwracała uwagę na co nauczyciel patrzy i w jaki sposób ocenia uczniów, chciała nawet zapytać co będzie kryterium oceny, jednak on pierwszy zadał pytanie. Uśmiechnęła się lekko.
    - Wie Pan, dla każdego "obraz dobrej jakości" może oznaczać co innego, ale... - wskazała kiwnięciem głowy na obraz pod tablicą - taki zajął by mi z trzy godziny, góra dzień, zależy jak bardzo skupiłabym się na jego stworzeniu - odpowiedziała pogodnie. Zwróciła uwagę, że patrzy na jej tatuaże... w prawdzie nie wyglądały na znaczące, ale takie były. Miała tylko kilka wybranych wzorów jakie nanosiła na swoje ciało, często po prostu zmieniała ich kształt, ułożenie płatków, łodyg czy łap, ale trzymała się symboli ważnych dla niej. Na przykład, maki, które najczęściej widniały na skórze Rei były ulubionymi kwiatami jej babuni. Odruchowo spojrzała w niebo za oknem, na wspomnienie staruszki. Uśmiechnęła się trochę smutno, tęskniła za jej pogodną twarzą. Wróciła na ziemię kiedy Kuro był już dwa obrazy dalej, szybko doskoczyła do jego boku.
    - A Ty? Znaczy... A Panu ile zajął ten obraz? - zapytała dla podtrzymania rozmowy, widząc, że zbliżają się do jej pracy.
    - Z góry przepraszam za brak tła, ale chciałam skupić się na ciele człowieka i skończyć przed dzwonkiem - wyjaśniła, wolała nie dolewać oliwy do ognia, w końcu i tak mężczyzna był wystarczająco zniechęcony podejściem młodzieży do jego przedmiotu.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  106. Rei zdziwiłaby się gdyby usłyszała inną odpowiedź, w prawdzie nie znała zdolności nauczyciela, ale ona swoją szybkość wykonywania prac zawdzięcza Tennyo. Miło jej się słuchało tego jak Pan Imito opowiada o swoim tworzeniu, uwielbiała takie tematy, a mało było osób naprawdę zaciekawionych malarstwem. Słuchała go z lekkim rozmarzeniem na twarzy i zaraz uśmiechnęła się uroczo.
    - Muszę przyznać, że sceneria sama w sobie urzeka, a wykonanie dodaje atrakcyjności, ma Pan bardzo ciekawą kreskę - przyznała szczerze. - Też byłabym dumna - dodała raz jeszcze patrząc na jego dzieło z uśmiechem. Po chwili wróciła do niego wzrokiem i z zaciekawieniem przyglądała się mimice jego twarzy. Zdziwienie? Czyżby coś zrobiła nie tak? Nie... To był inny rodzaj zdziwienia, po chwili pojawił się uśmiech, co pozwoliło Rei cichutko odetchnąć, nie lubiła zawodzić, nie w sprawach plastycznych czy muzycznych.
    - Dziękuję - odpowiedziała wyraźnie zadowolona z faktu, że nauczycielowi obraz się spodobał. Słysząc pytanie trochę się zdziwiła. Mogła dokonać wyboru? Była przekonana, że szkoła musi zatrzymać wszelkie jej prace dla dowodu podjętych tu praktyk. Znowu zaczęło się przyszczypywanie dolnej wargi, zaraz jednak uśmiechnęła się pogodnie.
    - Narazie niech zostanie, szykuje mi się mała przeprowadzka więc bez sensu abym donosiła do akademika rzeczy - postanowiła, nadal wyraźnie zadowolona, delikatny uśmiech nie schodził jej z twarzy.
    - Ale dziękuję za propozycję, zapamiętam panujące tu zasady - dodała i nagle jej się coś przypomniało.
    - A właśnie... Jakie kryteria wziął Pan pod uwagę przy ocenianiu obrazów uczniów? - zapytała, a jej uśmiech nieco się zmniejszył, jednak nadal unosiła kąciku ust ku górze.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  107. Blondyn spojrzał na pogodne twarzy dzieciaków i zaraz przeniósł wzrok na Kuro.
    - Spokojnie, będzie w domu na czas. Postaram się go aż nadto nie zdemoralizować - zapewnił z tym swoim tradycyjnym uśmieszkiem. Miał sporo za uszami, ale należał do słownych istot. Kwestii dania dziecku pieniędzy nie komentował, zachowanie było kulturalne więc niby po co. Widząc, że Yumi jest gotowy do drogi wyciągnął dłoń do Akane, dziewczynka uwielbiała z nim iść za rękę, czuła się wtedy bezpieczniej. Oczywiście Varona cały czas im towarzyszyła, jednak teraz nie rzucała się tak w oczy. Blondyn pogonił jeszcze chłopca, aby szedł przy jego drugim boku i ruszyli.
    - Idziemy - odpowiedział jeszcze.

    Akane puściła jego dłoń dopiero kiedy dotarli na miejsce, w tym samym momencie na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Niklaus zaśmiał się lekko na widok jej miny.
    - No dobra, to gdzie idziemy najpierw hm? - zapytał zerkając to na chłopca, to na dziewczynkę.
    - Może wojna samochodów?! Albo rollercoaster?! - zaproponowała zaraz młoda i wesoło spojrzała na swoich towarzyszy.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  108. - Bardzo dziękuję - odpowiedziała, również z uśmiechem. Nie rozumiała dlaczego niektórzy uczniowie się go bali, no, może z ponurą miną nie wyglądał na najprzyjemniejszego typa, ale z tym delikatnym uśmiechem jak najbardziej było mu do twarzy. Chociaż dla Rei żadne z dotychczas poznanych zachowań mężczyzny nie było odstraszające. Usiadła na przeciw Pana Imito, na biurku jednego z uczniów, kiedy ten wymieniał na co zwracał uwagę. Usatysfakcjonowana odpowiedzią kiwnęła głową i spojrzała na najbliższe prace.
    - No przy takiej liczbie zajęć przeznaczonych na jeden obraz mogli zdecydowanie bardziej się postarać, poza tym, skoro nie chodzą na zajęcia dodatkowe to najwyraźniej uważają, że nie mają problemu z malowaniem, więc nie ma co ich oszczędzać - dodała śledząc go wzrokiem. Zawołana posłusznie wstała i ruszyła do biurka, chwytając zaraz podaną kartkę. Oparła się pośladkami o biurko nauczyciela i stanęła do niego profilem, na spokojnie wyczytywała nazwisko ucznia oraz postawioną mu ocenę. Po ostatnim wpisie odłożyła kartkę na biurko i w lekkim zamyśleniu spojrzała na twarz nauczyciela.
    - Ma Pan jakiegoś ucznia, nawet starego, już z poza szkoły, ale takiego którego miło się wspomina? - zapytała zaciekawiona.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  109. Różnorodność wypowiedzi dzieci była dość spora, jednak nawet Akane zainteresowała się wykrzyczanym przez Yumiego smakołykiem, Blondyn widząc to uśmiechnął się lekko.
    - Dobra, to wata cukrowa będzie na koniec, żeby Was nie zmroczyło na jakiejkolwiek atrakcji, co Wy na to? – zaproponował i zaraz dostał aprobatę swojej podopiecznej. Wiedział, że młoda bardzo mocno stresuje się obecnością chłopca, w prawdzie nie chodziło tu o zazdrość, po prostu nie chciała źle wypaść przy dobrym koledze Niklausa, nawet jeżeli był on młodszy od niej. Prawdę mówiąc mimo różnicy wieku Akane była od niego drobniejsza, należała do niskich dzieci, nie to co Yumi. Widząc, że chłopiec właśnie do niej kieruje swoje pytanie zapowietrzyła się lekko i szybko odwróciła wzrok, aby przypadkiem nie spojrzeć mu w oczy. Niklaus postanowił pomilczeć, widząc, że któreś z nich w końcu podjęło próbę kontaktu.
    - Chce! – powiedziała stanowczo, wiedziała, że jej zachowanie może być mylnie odebrane, jednak po prostu była zestresowana jak nigdy. Spojrzała na swojego opiekuna, ten uśmiechnął się do niej łagodnie.
    - Akane ma problem z kontrolowaniem swoich zdolności, dlatego tak panicznie boi się spojrzeć na Ciebie, nie przejmuj się tym za bardzo – Blondyn zmierzwił włosy dziewczynki, kierując wzrok na Yumiego. – Chętnie popatrzę jak strzelacie – dodał, widząc rumianą twarz dziewczynki, tak, zawstydził ją. Chyba właśnie dlatego ukradkiem spojrzała na chłopca i posłała mu lekki uśmiech. Teraz kiedy znał powód jej dziwnego zachowania było to łatwiejsze do zrealizowania. Cała trójka ruszyła w stronę wspomnianej atrakcji i już zaraz dziewczynka bardzo celnie i energicznie rozbijała kręgle, oczywiście nie zawsze udawało jej się zbić wszystkie, ale zwykle jedynie 2-3 pozostawały nietknięte.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  110. Rei na widok uśmiechu nauczyciela znała już odpowiedź, jednak wolała usłyszeć to co mężczyzna ma do powiedzenia. Niezwykle ją interesowały jego doświadczenia, w końcu na nich mogła oprzeć swoje przypuszczenia co do wykonywanego w przyszłości zawodu. O ile to właśnie nauczanie będzie jej dane. Dziewczyna przymknęła lekko powieki i odchyliła delikatnie głowę w tył kiedy Pan Imito opowiadał, lubiła wczuwać się w tego rodzaju wypowiedzi, miała naprawdę duże pokłady kreatywności przez co zaraz w głowie tworzyła sobie własną wizję opisywanej osoby, tak było i teraz. Nawet czując jego wzrok na swojej twarzy, nawet wtedy pozwoliła sobie na jeszcze chwilę fantazji. Dopiero po chwili podniosła powieki i spojrzała nauczycielowi w oczy.
    - Musiała być naprawdę wspaniała – przyznała uśmiechając się do niego nieco rozmarzona. Sama miała w zwyczaju nucić podczas malowania czy rysowania, w końcu muzyka była jej drugim ukochanym hobby.
    - Może i mnie będzie dane mieć taką perłę, chociaż na razie w zupełności starczyłoby mi stać się taką perłą, chociaż w jednym, bliskim mi zainteresowaniu – dodała, by zaraz wrócić na ziemię i usłyszeć dzwonek na lekcje.
    - Ojej… zajęłam Panu całą przerwę? Najmocniej przepraszam, nawet nie zauważyłam ile nam czasu zleciało – zauważyła szybko odpychając się od biurka i nieco poprawiając swoje ciuchy.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  111. Miło było słyszeć, że nauczyciel się nie gniewa, jednak na informację o kolejnych zajęciach zamrugała szybciej oczyma.
    - Właśnie… Jak ma wyglądać moja praktyka? Widzimy się na wszystkich zajęciach czy z konkretną klasą? – zapytała jeszcze. Otrzymując drugą możliwość jako odpowiedź przytaknęła głową i powoli, acz niechętnie ruszyła w stronę wyjścia z klasy. Zatrzymała się zaraz słysząc coś o przyszłości i obejrzała na Pana Imito. Uśmiechnęła się delikatnie na komplement i zaraz kiwnęła głową na znak, że rozumie.
    - Prawdę mówiąc jestem tak ubrana ze względu na samą rozmowę w sprawie praktyk, nie spodziewałam się, że od razu wyślą mnie na zajęcia, ale zapamiętam, dziękuję za przestrogę – złożyła dłonie i ukłoniła się lekko w jego stronę, w ramach okazania wdzięczności. Podniosła jeszcze wzrok na kartki i wróciła oczyma do twarzy Imito.
    - Jest Pan naprawdę bardzo sympatyczny – przyznała zabierając papiery i od razu przeglądając je na szybko.
    - Mi również było, i mam nadzieję będzie, miło – dodała, nadal z lekkim uśmiechem na ustach po czym opuściła klasę.
    ________________________________

    Kilka dni później dziewczyna szła, z niewielkim koszykiem w dłoni, po jednym z marketów. Postanowiła wybrać się na drobne zakupy, gdyż po prostu skończyło jej się kilka kolorów farb. Ubrana w swoją ulubioną czerwono-czarną sukienkę, z unasienionymi wzorami róż oraz czerwone buty na lekkim obcasie weszła pomiędzy półki z artykułami plastycznymi. Rąk dziś nie zdobiła tatuażami, jedynie na plecach można było dostrzec kilka pąków chryzantem, ukochanych przez nią kwiatów. Zaintrygowana poszukiwaniem konkretnych kolorów farb nie zauważyła mężczyzny stojącego przy jednej z półek i bezceremonialnie w niego weszła.
    - Ojej – obudziła się zaraz, nieco tracąc równowagę. – Najmocniej przepraszam! – dodała ustając mimo wszystko na nogach. Podniosła wzrok na swoją ofiarę i…
    - Pan Imito?! – zdziwiła się wyraźnie. No pięknie, mogła wpaść na każdego, a musiał to być akurat nauczyciel u którego ma praktykę. W prawdzie jej stoicyzm nie pozwalał na przejęcie się tą całą sytuacją, jednak zdepnięcie mężczyzny nie należało do jej najskrytszych marzeń.
    - Pan wybaczy, tak się wczułam w poszukiwania, że zapomniałam o bożym świecie – przyznała z przepraszającym wyrazem twarzy.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  112. Rei sama spojrzała na swoje farby i zaraz wróciła do nauczyciela wzrokiem, kątem oka zerkając na chłopca stojącego przy jego boku.
    - Zakupy, zgadł Pan – zaśmiała się lekko, w końcu nie trudno było się domyślić, bądź, co bądź ale znajdowali się w sklepie.
    - Widzę, że syn wdał się w tatę – zauważyła skupiając teraz wzrok na dziecku. Lubiła dzieci, w sumie mało było istot na tym świecie, których nie lubiła. Skąd wiedziała, że to syn mężczyzny? Był do niego cholernie podobny i nie wierzyła, że mogłaby się w tej sprawie pomylić. Dostrzegała najdrobniejsze szczegóły jeżeli chodziło o rysy twarzy czy kształt ciała, jedynie oczy mieli innego koloru.
    - Yumi!! – usłyszała nagle i spojrzała na małą dziewczynkę nadbiegającą od strony pleców Kuro i chłopca. – Yumi, Yumi, Yumi! – powtórzyła energicznie dziewczynka, jej czerwone oczka dało się zauważyć już z daleka. Wbiegła z impetem w syna Pana Imito i przytuliła go mocno.
    - Ines! – zaraz zza rogu wyłoniła się kobieta, a tuż przy jej boku kolejny malec. Rei trochę zdezorientowała się w całej sytuacji. Dziewczynka zdecydowanie była córką tej dorosłej kobiety, ale oczy… Tu Rei zerknęła na Kuro, to samo zrobiła Febe i zastygła na chwilę. Rahim spojrzał na matkę i pokazał palcem w stronę chłopca.
    - Baciszek – powiedział, jakby matka nie zauważyła. Meduza przeleciała szybko wzrokiem po całym zgromadzeniu i zaraz uśmiechnęła się do synka.
    - No idź się przywitaj – powiedziała do dziecka i zmierzwiła mu włosy, zielonooki zaraz ruszył w stronę Yumiego, jednak zrobił to zdecydowanie mniej energicznie niż siostra. Febe ruszyła w ich stronę dopiero po chwili, po drodze łapiąc kilka przyborów dla Rahim’a, w końcu i on czuł smykałkę do rysowania. Japonka stała patrząc na tulące się dzieci i zaraz przerzuciła wzrok na nadchodzącą Romke. Zauważyła kolejne podobieństwa… Czyżby kobieta była żoną Pana Imito?
    - Cześć słońce – Febe przykucnęła przy Yumim i posłała mu uśmiech, zaraz spojrzała na jego ojca i jego… towarzyszkę? Im również posłała delikatne uśmiechy.
    - Hej – przywitała się z Kuro i zaraz wstała, aby wyciągnął dłoń do dziewczyny obok niego.
    - Miło poznać, jestem Febe, jeden z rodziców tej dwójki – powiedziała pogodnie, na co Rei zareagowała uśmiechem. Uścisnęła jej dłoń.
    - Mi również miło, Rei Yamawaki, praktykantka Pana Imito – wyjaśniła, aby nie doszło do żadnych niejasności. Febe kiwnęła głową na znak, że rozumie i zaraz spojrzała znowu na Yumiego i klejącą się do niego Ines. Rahim nie był tak czuły jak siostra, jedynie jednorazowo przytulił brata, by zaraz potem z zaciekawieniem spojrzeć na twarz Kuro, jednocześnie trzymając się rączką nogi mamy. Dziewczynka natomiast całkowicie lekceważyła obecność dorosłego osobnika.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  113. Ines tęskniła za starszym bratem i było to widać gołym okiem, nawet nic nie mówiła, po prostu tuliła się do niego z szerokim uśmiechem. Rahim natomiast na słowa o rośnięciu odwrócił twarz od twarzy Kuro i znowu spojrzał na chłopca.
    - Ti tes – odpowiedział z tym swoim bystrym spojrzeniem i powagą na twarzy, dopiero na gest mężczyzny znowu na niego spojrzał, jednak dłoni nie zbliżył, schował się bardziej za nogą mamy. W pamięci miał nadal jego rozgniewaną twarz i po prostu nie znał mężczyzny na tyle dobrze, aby tak się spoufalać. Meduza uśmiechnęła się trochę smutno, nie na rękę jej była ta niechęć dzieci do ojca, jednak była w stanie to zrozumieć. Po prostu negatywne emocje bardziej zapadały w pamięci dzieci. Chłopiec spojrzał na mamę i wskazał Kuro palcem.
    - Pan… - oznajmił. Ostatnio zaczął się bardziej przełamywać w sprawie mowy, co mocno cieszyło kobietę. Rei postanowiła nie wtrącać się w całe zamieszanie, jednak uznała, że po prostu odejść też nie wypada, więc stała, z uśmiechem obserwując dzieciaki. Meduza chciała nawet poprawić swojego synka, jednak nagle usłyszała entuzjastyczny głos Yumiego i uśmiechnęła się do niego.
    - No proszę, może kiedyś z tatą i Rahimem stworzycie jakiś piękny obraz – skomentowała z szerokim uśmiechem i pogłaskała córkę po głowie.
    - A Ines będzie waszą modelką – dodała, aby mała nie czuła się pominięta.
    - No napefno! Mamo to czeba caaaały czas stać i stać, a Ty widziałaś żebym ja lubiła stać? – zapytała, wydymając usta i krzyżując rączki na piersi. Febe zaśmiała się.
    - No racja, prędzej wybierzesz całą czerwoną farbę i będziesz się bawiła, że to krew pokonanych przez Ciebie żołnierzy – odpowiedziała z przekąsem. Przy Ines tego typu pomysły można było śmiało podsuwać, była tak kreatywna, że zaraz i tak wymyślała coś nowego i o wcześniejszych głupotach zapominała. Rahim oczywiście był już w swoim świecie i z zaciekawieniem obserwował rzeczy Yumiego, nawet mu je pokazywał i pytał „co to?”. Ines w tym całym zamieszaniu tylko raz spojrzała na Kuro, jednak zaraz wyraźnie pokazała, że nie jest to dla niej nic przyjemnego.
    - No… Bardzo Was przepraszamy, ale jesteśmy umówieni i musimy uciekać – Febe klasnęła lekko w dłonie, aby zwrócić uwagę wszystkich. – Może się jakoś niedługo umówicie to będziecie mieli dużo czasu na rozmowę – podsumowała i posłała Yumiemu, Kuro i Rei lekki uśmiech. Ines jak na zawołanie pojawiła się przy nodze matki i jeszcze raz zerknęła na Kuro, by potem podnieść wzrok na twarz meduzy.
    - Tata na nas czeka? – zapytała, a Febe zrobiła duże oczy i na kilka sekund zastygła.
    - Tata? Tata stoi tu obok – kobieta zwróciła się do dziewczynki, ta jednak machnęła ręką.
    - Nie ten! Prawdziwy tata! – powiedziała mała stanowczo. Febe westchnęła głośno i przymknęła na chwilę powieki. Posłała Kuro przepraszające spojrzenie.
    - Przepraszam, musimy iść – wzięła Rahim’a na ręce, oddała Yumiemu wszystkie przybory jakie mu pokazał i chwyciła rączkę Ines, po czym zaczęła oddalać się stanowczym krokiem. Córka jeszcze chyba nigdy nie postawiła jej w tak głupiej sytuacji, zaraz zaczęła z nią rozmawiać, jednak ta po prostu pomachała na pożegnanie do Yumiego i spojrzała na Kuro ponuro, by potem po prostu słuchać reprymendy matki.
    Rei wyczuła napięcie jakie zapanowało w powietrzu.
    - Całkiem urocza rodzinka – powiedziała, z lekkim uśmiechem, chcąc dać do zrozumienia nauczycielowi, że nie musi się przejmować jej obecnością przy tym małym przedstawieniu.
    - Słyszałam, że chcesz malować – zagadała jeszcze chłopca. – Może chcesz zobaczyć dzisiejszą wystawę w galerii sztuki? – zaproponowała dziecku dla odwrócenia myśli. Nie wiedziała czy jest mu to potrzebne, ale jej pomagało kiedy w domu odbywały się te najbardziej ostre awantury.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  114. Prawda była nieco inna, Akane wręcz marzyła o tym, aby znowu móc swobodnie patrzeć na inne dzieci, na inne istoty, na kogokolwiek. Nie bała się patrzeć jedynie na Niklausa, gdyż znała od dawna wszystkie jego grzechy i grzeszki. Niestety, zdolności jej rasy uaktywniały się dosyć późno, a związany z nim brak kontroli potrafił zapewnić naprawdę nieprzyjemne widowisko, a wystarczało jedno spojrzenie. Dodatkowo Nik nie miał pojęcia na czym dokładnie jej moce polegają, od dłuższego czasu zbierał się, aby odwiedzić Państwo Calibri, jednak do urlopu mu jeszcze trochę zostało.
    Blondyn stał z boku straganu i śmiał się pod nosem widząc uradowane twarze dzieci. Jego dzieciństwo wyglądało zdecydowanie inaczej i chyba im nawet lekko zazdrościł, chociaż… Może dzięki temu jest taki zaradny… Normalnie pewnie zacząłby się nad tym głowić, ale nagle przy jego boku pojawił się Yumi z pliczkiem kuponów.
    - No, no, nieźle strzelasz chłopaku, starczy i to spokojnie – odpowiedział, chociaż fakt, że chłopiec zainteresował się ogromnym pluszakiem był dla niego… po prostu nie pasowało mu to do tego akurat chłopca. Zerknął jeszcze na Akane, która wykonywała swój skromny taniec szczęście, trzy razy pod rząd zbiła wszystkie kręgle. Zaśmiał się i wrócił wzrokiem do chłopca.
    - To co bierzemy misia? – zapytał z zadziornym uśmiechem i zaraz ruszył z nim, aby odebrać nagrodę, która została wręczona bezpośrednio w ręce Yumiego.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  115. Ines doskonale zdawała sobie sprawę z tego kto jest jej ojcem, jednak niechęć do Kuro pokazywała na każdym kroku. W życiu codziennym jeszcze nigdy nie nazwała Yensena tatą, zrobiła to po złości, w tym stanie bardzo przypominała swojego tatusia.
    Rei natomiast pokręciła głową, jakby zupełnie nic się nie stało, w sumie w jej oczach właśnie tak było, ale różne istoty różnie odbierały dane wydarzenia. Najwyraźniej w życiu chłopca też sporo się wydarzyło, wyglądał na niewzruszonego, jednak dziewczyna nie żałowała rzuconej propozycji.
    - Legendy z całego świata, podobno najmłodszy autor ma piętnaście lat - odpowiedziała dodając do wypowiedzi ciekawostkę i uśmiechnęła się zarówno do chłopca jak i jego ojca.
    - Zaczynają za dwadzieścia minut, w sumie sama się tam wybierałam, ale nie pogardzę dobrym towarzystwem - przyznała, nadal z pogodnym uśmiechem.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  116. Słysząc wyjaśnienie posłała mu jedynie lekki uśmieszek.
    - Całe szczęście, już myślałam, że może masz gorączkę po tych obrażeniach – odpowiedziała jedynie i resztę drogi milczała. Tak, uwaga była nieco kąśliwa, ale kobieta powiedziała to spokojnie.
    Kiedy dotarli na miejsce opuściła pojazd zaraz po jego zatrzymaniu się. Spojrzała na Kuro wychodzącego z samochodu.
    - Dziękuję za podwiezienie, ale nie kłopocz się bardziej, jestem dużą dziewczynką, na odział trafię sama. Możesz wracać do domu – powiedziała stanowczym tonem. Nie widziała sensu w dalszym przebywaniu razem, jeszcze ten ich dialog zakończy się jakimiś głupimi tekstami czy zachowaniami.
    - Rzeczy upiorę i oddam Ci na dniach – dodała jeszcze, oddalając się powoli w stronę głównego wejścia.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  117. Rei spojrzała na Kuro i uśmiechnęła się delikatnie, naprawdę miło jej się zrobiło, że kogoś zachęciła do odwiedzenia takiego miejsca. Czasami miała wrażenie, że jeszcze trochę i wystawy zostaną skazane na wymarcie, ale, w młodym pokoleniu nadzieja. Ona osobiście, jeżeli zostanie kiedyś nauczycielką, często będzie organizować wypady w takie miejsca, tak samo do teatru, tak, zdecydowanie.
    - Spokojnie, nie ma pośpiechu, galeria jest tuż za rogiem – odpowiedziała, nadal wyraźnie zadowolona. Zaraz wyciągnęła rękę do chłopca i przywitała się.
    - Ciebie również miło poznać Yumi – odpowiedziała z uśmiechem, może i nie miała za wiele w życiu do czynienia z dziećmi, ale kiedy opiekowała się swoim chłopakiem wykonywała zadania bardzo mocno związane z czynnościami niani, poza tym Hikaru przez pierwsze tygodnie jej pracy zachowywał się jak dziecko, później nieco mu przeszło, nieco. Uśmiechnęła się delikatnie na wspomnienie cyrków jakie z nim miała. Chcąc nie chcąc sporo ją ta relacja nauczyła, chociaż było ciężko.
    - Cieszę się bardzo, dawno… W sumie to nigdy nikt mi nie towarzyszył na tych wystawach – przyznała nieco tym rozbawiona, zaraz pochyliła się jeszcze po kilka farb. Zerknęła jeszcze na nauczyciela.
    - Ach, niech się Pan nie boi, Yumi niczego nieodpowiedniego tam nie zobaczy, wystawa jest zorganizowana przede wszystkim dla dzieci więc wystawiane obrazy nie powinny być gorszące. Osobiście chciałam zobaczyć czy coś mnie tam zaskoczy, wie Pan, chcąc uczyć podstawówkę warto poszerzać swoje horyzonty – dodała. Tak, przy niektórych osobach miała tak jakby czytała w myślach. W prawdzie nie posiadała takich zdolności, ale czasami jej się udawało.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  118. Różowy?! Niklaus już całkowicie zdębiał, nie miał pojęcia po co chłopcu taki pluszak, nawet zastanawiał się czy Kuro mu nie przywali kiedy jego syn wróci z takim fantem. Skrzywił się znacznie widząc szeroki uśmiech dziecka i przejmując zabawkę, dopiero kiedy ruszyli w stronę Akane doznał olśnienia. Czyżby Yumi chciał jej dać prezent? Blondyn zaczął rozumieć uczucia, którymi ojcowie darzyli adoratorów swoich córek, jednak w tym przypadku chodziło o dzieci, przez co zachowanie chłopca wydawało się… urocze? Tym bardziej, że gest skierowany był w stronę Akane, która cierpiała na brak towarzystwa. Dziewczynka, zaczepiona, odwróciła się w stronę Yumiego i już zaraz została praktycznie przykryta podarkiem. W pierwszych sekundach prawie straciła równowagę, w końcu była niższa od chłopca, jednak zaraz spojrzała w górę, jakby z niedowierzaniem.
    - Dla… Dla mnie? – zapytała, a jej twarz ozdobiły dorodne rumieńce. Niklaus uśmiechnął się delikatnie na widok jej reakcji, automatycznie przed oczyma pojawił mu się moment, w którym to podarował Yuuki pluszaka. Akane speszona spojrzała na chłopca.
    - Jest… - chciała coś powiedzieć, ale nagle oparła prezent o fragment ściany i zrobiła krok w stronę chłopca, wspięła się na palce i dała mu buziaka w polik, nadal z rumianymi policzkami i brakiem odwagi na kontakt wzrokowy.
    - Dziękuję, to najładniejszy prezent jaki dostałam – przyznała, ostatecznie odważając się na zerknięcie w oczy swojego towarzysza. Niklausa nawet zaskoczył jej śmiały ruch, ale… dziewczynka nigdy nie należała do nieśmiałych, po prostu po śmierci siostry zrobiła się bardzo smutna… Blondyn otrząsnął się z tej słodkiej scenki i zaraz chrząknął lekko.
    - No dobra gołąbki, to teraz Pan Misio idzie ze mną, a my… Na co macie ochotę? - zapytał i wziął maskotkę na plecy, aby żadne z dzieci nie musiało dźwigać ciężaru. Akane oczywiście musiała jeszcze sprawdzić czy jej podarek jest na pewno odpowiednio zabezpieczony, kiedy to zrobiła zbliżyła się do boku Yumiego i obejrzała się na Niklausa.
    - Umi, to Umi, a nie Pan Misio – poprawiła swojego opiekuna, na co ten zacmokał ustami.
    - Dobra Umi, jesteś skazana na moje towarzystwo – odpowiedział nieco rozbawiony. Czyżby przyszło mu być piątym kołem u wozu?
    - Może krzywe zwierciadła? – zaproponowała jeszcze dziewczynka.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  119. Febe właśnie wydurniała się z dziećmi na dywanie, kilka minut temu skończyli obiad i maluchy naszło na zaczepki. Śmiechy roznosiły się po ich mieszkaniu i fakt otaczających ich pudeł do przeprowadzki napełniał dzieci i meduzę dodatkową, pozytywną energią. Ines i Rahim na wieść o zmianie miejsca zamieszkania znacznie się uspokoili. Nadal mieli problemy z spaniem w tym miejscu, od czasu uroczej wizyty ich tatusia, Rahim jeszcze jakoś dał się ululać, jednak Ines regularnie sprawdzała czy z mamą wszystko w porządku. Pukania do drzwi nie spodziewała się sama meduza, jednak Ines zaraz zamrugała szybciej oczyma.
    - Yensen?! – zapytała z nadzieją w głosie.
    - Sen, Sen! – zawołał zaraz Rahim, tak, nawet jego blokada słowna ustępowała coraz bardziej od kiedy w domu bywał mężczyzna, przy którym dzieci dobrze się czuły. Febe zaśmiała się i uspokoiła maluchy.
    - Spokojnie, zaraz zobaczymy – powiedziała pogodnie i ruszyła otworzyć drzwi. Kiedy to zrobiła pogodny uśmiech szybko zniknął. Ciekawska Ines oczywiście musiała również zerknąć kto to i zaraz krzyknęła, biegiem ruszając po brata i zaciągając go do pokoju.
    - Schowaj się! – rozkazała mu i stanęła w framudze ich pokoju, aby w razie co obronić brata.
    Febe spojrzała jedynie na trzymane przez Kuro przedmioty, obejrzała się na dzieci i westchnęła głośno.
    - To bardzo miło z Twojej strony, ale… Odwiedziny to nie był najlepszy pomysł – przyznała, znowu zerkając na dzieci, uśmiechnęła się do Ines i zaraz zamknęła drzwi, wychodząc na zewnątrz.
    - Chodzi tylko o wyrazy wdzięczności czy coś jeszcze? – zapytała. Ines oczywiście już zaraz była przy oknie i bacznie obserwowała Kuro, nie szczędząc przy tym mrużenia oczu czy po prostu ponurej twarzy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  120. - Też mam taką nadzieję, jednak z doświadczenia wiem, że sporo zależy od wyobraźni. Nie jedna osoba w zwykłym kleksie z pióra doszukuje się sprośności – zauważyła z delikatnym uśmiechem i zaraz spojrzała na chłopca. Jego zachowanie nieco ją rozbawiło, jednak po prostu uraczyła go pogodnym uśmiechem.
    - Och Yumi, nie śpiesz się tak do dorosłości, jeszcze zatęsknisz za beztroskimi czasami dzieciństwa – powiedziała wesoło i wróciła wzrokiem do oczu Kuro.
    - Tak, oczywiście, że gotowa, wystawa jest moim głównym celem, sklep odwiedziłam jedynie przy okazji – odpowiedziała melodyjnie, na przepraszający wzrok nie zwracając za bardzo uwagi. W końcu mężczyzna nie miał za co przepraszać.
    - Och, przy okazji na każdej wystawie rozstawiają całkiem zacną liczbę sztalug i tablic, przeznaczone są dla odwiedzających, aby mogli swoje ewentualne natchnienia od razu przelać na płótno – poinformowała kiedy zbliżali się do kasy. Spojrzała na Yumiego.
    - Kreskę Twojego taty już poznałam, może dane mi będzie zobaczyć dzisiaj coś Twojego autorstwa – zaczepiła chłopca, posyłając mu kolejny uśmiech i znowu spojrzała na jego ojca.
    - Przy okazji mam pewne pytanie… W sumie bardziej zależy mi po prostu na opinii. Jak Pan już wie, chcę zająć się głównie nauczaniem w najmłodszych klasach i… Znane mi są techniki ożywiania rysunków. Zastanawiam się czy wprowadzenie takiego urozmaicenia na moich przyszłych, ewentualnych zajęciach jest dobrym pomysłem i nie łamie przypadkiem żadnych zasad nauczania. Oczywiście wszystko z umiarem, jak zawsze – przedstawiła swój pomysł, uśmiechając się delikatnie i powoli zmierzając do wyjścia ze sklepu.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  121. Prawdę mówiąc Niklaus raczej obstawiał, że to mu by się oberwało, nie dziecku. Nie znał mrocznej strony Kuro, a sam przecież zabił swoją córkę, co automatycznie stawiało go na ostatnim miejscu w kwestii bycia rodzicem, dlatego nie wpierdalał się w wychowywanie potomstwa innych. Zachowanie obu dzieciaków było naprawdę nietypowe, jeszcze bardziej nietypowe było uczucie jakie gościło w Blondynie. Z jednej strony cieszył się, że Akane w końcu znowu uśmiecha się przy kimś innym niż on sam, z drugiej… To tylko dzieci, a do tego jego podopieczna potrafiła bardzo mocno się do kogoś przywiązać, ewentualna strata przyjaciela… nie ważne z czyjej winy czy jakiego powodu. Eh… Po prostu wiedział, że Yumi widzi w nim swojego kumpla, wiedział też co się działo z kumplami jeżeli któryś zranił siostrę tego drugiego. Tak, porównanie do siostry było lepsze niż do córki, chociaż tak naprawdę to przy Akane Blondyn czuł się jak rodzic.
    Yumi nie był sam, dziewczynka też po raz pierwszy pocałowała chłopca w polik, oczywiście nie licząc taty czy Niklausa, ale oni byli rodziną, nawet swojego opiekuna tak traktowała. Emocje jakie chłopiec jej zapewnił spowodowały, że nie myślała już o swoich kłopotach z zdolnościami i bardziej śmiało zerkała w jego oczy, uśmiechając się delikatnie. Nik westchnął głośno widząc te ich amory. Czyli jednak, wpakował się w randkę, no pięknie. Zaśmiał się w myślach i zaprowadził dzieciaki do komnaty z lustrami. Sam postanowił nie wchodzić, zapłacił jedynie za Akane i kupił bilet Yumiemu, za przeznaczone dla niego pieniądze, po czym ruszył na „widownię”, gdzie mógł obserwować szalejące w komnacie dzieciaki. Jego podopieczna zadowolona chwyciła dłoń chłopca i pociągnęła w stronę pierwszego lustra śmiejąc się uroczo.
    - Zobacz, zobacz, ale z nas grubasy! – znowu się zaśmiała patrząc w odbicie i strojąc przy tym głupie miny.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  122. Prawdę mówiąc po sytuacji ze sklepu Febe spodziewała się jakiejś rozmowy, jednak nie myślała, że Kuro specjalnie w tej sprawie pofatyguje się do jej domu. Westchnęła ciężko.
    - Kuro, ja wiem kto jest ich ojcem, Rahim jest za mały żeby to zrozumieć, a Ines… Ines powie wszystko co jej ślina przytoczy, byle by pokazać jak bardzo Cię nie znosi. Ma prawie pięć lat, wpadłeś do jej domu i zrobiłeś awanturę. Nie jest głupia i tatę pamięta jako kogoś innego. Staram się załagodzić tą jej niechęć, ale jest równie uparta co Ty… - znowu westchnęła i nacisnęła klamkę.
    - Ale skoro chcesz, sam się przekonaj – otworzyła drzwi, puszczając go przodem. Na to Ines zeskoczyła szybko na ziemię.
    - Mamo obiecałaś! – krzyknęła.
    - Obiecałam, że nie zrobi ani Wam, ani mi krzywdy, i nie zrobi – tu spojrzała na Kuro. Niech tylko spróbuje powtórzyć chociażby fragment z ostatniej wizyty. Tym razem nie skończy się na krzykach czy upomnieniach. Ines spojrzała z pogardą na ojca, na co meduza podeszła do niej i przykucnęła.
    - Chce tylko porozmawiać, spokojnie – powiedziała i ucałowała czoło dziewczynki. Jej wzrok nie uległ zmianie. Rahim nadal był zamknięty w pokoju, jednak jakoś nie specjalnie przejął się całą sytuacją. Febe ruszyła po chłopca i zawołała go do salonu. Ten posłusznie przyszedł, jednak zdążył już dobrać się do kredek, więc zagościł w pokoju z kartką i innymi przyborami. Usiadł niedaleko siostry, jednorazowo patrząc na Kuro, ostatecznie lekceważąc go i przystępując do rysowania. Febe po prostu spojrzała na mężczyznę.
    - Proszę bardzo, rozmawiaj – powiedziała i zaczęła spokojnie krzątać się po pokoju, pakując różne drobne pierdoły do kartonów.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  123. Dziewczynkę wyraźnie rozbawiała obecność w tym miejscu, a towarzystwo Yumiego tylko poszerzało jej uśmiech, chociaż drobny rumieniec ciągle gościł na twarzy Akane. Zaciągnięta przed chłopca spojrzała w odbicie jak zaczarowana, ulokowała swoje oczy w jego, tych odbitych w lustrze i uśmiechnęła się mocniej, aby po tym zaśmiać się delikatnie.
    - Chyba jednak wolę być taka niska jak jestem - przyznała rozbawiona, patrząc na zdeformowane ciało w lustrze. Zaraz po tym ruszyła za chłopcem i widząc kolejne odbicie nadymała policzki przez co jej twarz wyglądała w zwierciadle naprawdę komicznie. Spojrzała znowu na odbicie chłopca i zaraz też poklepała go po brzuchu.
    - No, no, Yumi, chyba ukradłeś cały wózek waty cukrowej - zażartowała i z uśmiechem spojrzała w oczy chłopca. Wtedy przed jej oczyma pojawiły się różne obrazy z jego życia. Wystraszona wciągnęła głośno powietrze i cofnęła się o dwa kroki, przy okazji jedną zahaczając o drugą i lecąc w stronę podłogi. Nie przestraszyła się chłopca, ale tych wszystkich scen, które teraz migały jej przed oczyma. Widziała zarówno rozmowy z duchem matki, jak i ataki innych demonicznych stworzeń z zaświata. Widziała kilka wesołych scen, jednak złe doznania zdecydowanie górowały w jego życiu. Blondyn widząc z daleka co się dzieję wstał z miejsca i ruszył nieco przyspieszonym krokiem w ich stronę. Życiu dzieciaków nic nie groziło, więc nie było sensu siać dookoła paniki.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  124. Akane już zamykała oczy, taki typowy odruch przed upadkiem i poczuciem bólu, kiedy nagle została złapana przez chłopca i przyciągnięta mocno w jego stronę. Odruchowo wtuliła się w niego, drżąc lekko, wizje nadal nie ustępowały, przez co mocniej zacisnęła powieki. Spięła się mocno na pierwsze słowa Yumiego. Skąd miał to wiedzieć? Przecież był tylko dzieckiem… W prawdzie po wielu przejściach, ale jednak dzieckiem. Z początku nawet nie poczuła dotyku na włosach, jednak po chwili rzeczywiście zaczęło ją to uspokajać, ostatecznie jednak zerknęła kątem oka na nadchodzącego Blondyna i gdy ten pojawił się obok ruszyła w jego stronę. Na szczęście w porę się pochylił i młoda wylądowała w jego ramionach, mocno się tuląc. Nik spojrzał na Yumiego dość wymownie. Cały czas gryzł się z myślami czy ta ich znajomość wyjdzie Akane na dobre, czy wręcz odwrotnie.
    - Zachowałeś się jak prawdziwy facet, jestem z Ciebie dumny – przyznał puszczając chłopakowi oczko. Mimo myśli jakie go dopadały musiał przyznać, że bardziej dojrzale Yumi zachować się nie mógł. Tak, zdecydowanie był dojrzalszy niż jego rówieśnicy. Akane na pochwałę Niklausa zerknęła ukradkiem na chłopca.
    - Przepraszam… - powiedziała smutno, uważając, że teraz pewnie weźmie ją za prawdziwą dziwaczkę.
    - Wizje? – zapytał Nik, wtrącając się w ich rozmowę, Akane jedynie przytaknęła.
    - No dobra, będę musiał jak najszybciej tą sprawę ogarnąć, a teraz… Co powiecie na watę cukrową? – zapytał i puścił oko do dziewczynki. Nie chciał drążyć tematu, to zdecydowanie nie działałoby na korzyść jego podopiecznej.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  125. Ines patrzyła wyczekująco na mężczyznę, ostatecznie zakładając rączki na piersi i przewracając oczyma. Też rozmowny ojciec jej się trafił… Rahim natomiast skupił się na swoim rysunku, nie zwracając uwagi na „słup soli” przed sobą. Febe nawet rozbawiła sytuacja, Kuro dziwnie wyglądał tak się stresując, a dzieciaki sprawiały wrażenie, jakby miały wysłuchać skazańca, szczególnie dziewczynka. Meduza jednak nic nie komentowała, spokojnie układała rzeczy w kartonach.
    Kiedy Kuro w końcu się odezwał dzieci zareagowały jedynie na imię „Yensen”. Ines znowu posłała ojcu spojrzenie pełne pogardy, a Rahim po prostu podniósł głowę i spojrzał na twarz mężczyzny, potem przenosząc wzrok na siostrę. Ta zaraz odwróciła wzrok od czarnowłosego i spojrzała za okno z wyraźnym fochem na twarzy. Gest dłoni całkowicie zlekceważyła, Rahim wprawdzie zauważył go i wiedział o co chodzi, ale nie miał zamiaru zbliżać się do obcego faceta, którego kojarzył jedynie z uderzeniem matki i wściekłym wyrazem twarzy. Znowu zaczął rysować na kartce, nie ruszając się ani na krok. Ines milczała cały czas, jednak kiedy Kuro wspomniał o błędzie znowu spojrzała na niego pogardliwie.
    - A wiesz co?! Ray powiedział, że tata chowuje dzieci z mamą razem. Mnie chowuje Yesen, nie Ty! – fuknęła na niego z wyraźną złością w oczach. Febe zatrzymała się i spojrzała w stronę Ines, nawet Rahim spojrzał znowu na siostrę, widząc jej złość sam zmarszczył czoło i wskazał palcem na Kuro.
    - Odam Ci – powiedział z spokojem w głosie. Ines spojrzała na brata pytająco, a ten wstał powoli i zbliżył się do ojca, spojrzał mu w oczy z tą swoją powagą. – Odam Ci za mami, jak Himi bedzie duzi – poinformował go, na co i Febe się zbliżyła i sprawnym ruchem złapała chłopca na ręce.
    - Noo… Znakomite podejście Kuro – tu osłoniła nieco Ines i spojrzała w krwiste oczy byłego. – Nie, nie prawda… Na tą chwilę jesteś jedynie dawcą nasienia, nie ich ojcem, a tym bardziej nie tatą. Nie będziesz ich odwiedzał w domu, bo zwyczajnie się Ciebie boją i Cię nie znają. Nie zabronię Ci ich widywać, ale nie zamierzam zabierać im ich bezpiecznej przestrzeni. To Ty nas olałeś, Ty powiedziałeś, że ich nie chcesz, że jesteśmy Twoim problemem. Teraz… jeżeli naprawdę Ci zależy to proszę bardzo, postaraj się naprawić relację ze swoimi dziećmi, ale to ja je cały czas wychowywałam i wszystko będzie odbywać się na moich zasadach – powiedziała stanowczo, aczkolwiek nie była w swojej wypowiedzi agresywna.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  126. „Nie pomagasz” zabrzmiało w uszach meduzy i miała wrażenie, że zaraz skoczy Kuro do gardła.
    - Nie pomagam? Kuro pierwszy raz w życiu odwdzięczyłeś mi się za jakąkolwiek pomoc, więc nie oczekuj ode mnie wsparcia. Czy Ty kiedykolwiek mi je dałeś? – to było pytanie retoryczne, normalnie powiedziałaby więcej, ale po pierwsze dzieci były obok, a po drugie mężczyzna wyrósł przed nią niczym grzyb po deszczu.
    - Potrzebują miłości, zrozumienia, cierpliwości, ten pierwszy lepszy facet o którym mówisz im to daje, troszczy się o Twoje dzieci, traktuje jak własne. Ty natomiast obudziłeś się jakiś czas temu i wymagasz od nich szacunku, o który nawet się nie postarałeś – również spojrzała mu w oczy, nie czuła już przed nim strachu, o dziwo Kuro nawet nie próbował być straszny. Febe chciała coś jeszcze powiedzieć, ale nagle ktoś zapukał do drzwi i te uchyliły się delikatnie. W szparze między skrzydłem a futryną pojawiła się głowa różowowłosej kobiety. Trochę zmieszana spojrzała na całą gromadkę. Ines dumnie patrzyła na mamę jak stawia się temu całemu ojczulkowi, Rahim natomiast po prostu bawił się włosami Romki.
    - Przepraszam, ja po dzieciaki – powiedziała kobieta, na co Febe wypuściła powietrze głośno i pokiwała głową.
    - No tak, wybacz wyleciało mi z głowy – zaśmiała się trochę nerwowo i postawiła syna na podłodze. Ines na widok opiekunki zaraz znalazła się obok niej i z szerokim uśmiechem przytuliła nogę kobiety.
    - Idziemy na plac zabaw?! – zapytała entuzjastycznie, a kiedy dostała twierdzącą odpowiedź zawołała Rahima, po czym ruszyła po plecak do pokoju i już zaraz po dzieciach nie było śladu. Na wychodne jeszcze cmoknęły kucającą mamę w polik i…
    - Nie daj się mamo – usłyszała meduza od córki, po czym została z Kuro sama w domu. Wstała na równe nogi i spojrzała na niego.
    - Kuro, nie zostawię Cię z nimi sam na sam, nie dopóki z własnej woli nie zechcą z Tobą zostać. Nie zmusisz ich do sympatii dla Twojej osoby. Ines pamięta tatę jako mężczyznę z czułym wzrokiem, który przyszedł do jej mamy z bukietem róż… Zobaczyła Cię po latach jak bez skrupułów rozwalasz mi wargę, jak przez Ciebie pluję krwią i leżę na ziemi. Czego od niej oczekujesz? Bezwzględnej lojalności jak u Yumiego? On chociaż jest zrodzony z miłości i zawsze będzie Twoim oczkiem w głowie, doświadczył od Ciebie wiele dobrego, nie tak jak moje dzieci. Rahim nawet Cię nie pamięta, jedyne co utknęło mu w głowie to jak podnosisz rękę na jego mamę, kobietę, która w tym wieku jest dla niego całym światem. Nie możesz tu po prostu przyjść i wymagać od nich nie wiadomo czego tylko dlatego, że jakimś dziwnym sposobem wylądowaliśmy w łóżku – powiedziała nie dając mu dojść do słowa i dopiero po ostatnim zdaniu zamilkła, oczywiście nadal patrząc mu w oczy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  127. Niklaus widział, że zachowanie Akane trapi Yumiego. Czyżby naprawdę w tak krótkim czacie jego podopieczna zyskała tak dużą sympatię chłopca? Mniejsza o to, przynajmniej na tą chwilę, ważne było, że młody zachował wszelkie opinie dla siebie i chociaż sprawiał wrażenie, że nic wielkiego się nie stało. Na jego słowa o wacie cukrowej Akane przestała się trząść i znowu na niego spojrzała z jakąś taką nadzieją w oczach. W szkole, dzieci po podobnym jej zachowaniu, często rezygnowały z wspólnego spędzania czasu, pojedyncze jednostki wytrzymywały tak do trzeciej wizji, ale nie rozumiejąc co dziewczynka potrafi po nich powiedzieć, również wymiękały. Akane nie wiedziała jak będzie z Yumim, ale fakt, że pierwszy raz przyjął nad wyraz spokojnie był bardzo podtrzymujący na duchu. Kiwnęła głową.
    - Tak, będzie dobra – powtórzyła po chłopcu i posłała mu delikatny uśmiech.
    W tym całym zamieszaniu nawet Niklaus zamówił sobie watę, jednak on nie szalał z kolorami, doskonale wiedział, że kolor nie zmienia smaku przysmaku, jest zwykłym barwnikiem dodawanym do cukru, z którego powstaje, mimo to nie uświadamiał chłopca, ani swojej podopiecznej, która zamówiła watę koloru tęczy. Zadowolona odebrała słodycz i oblizała usta jeszcze przed pierwszym kęsem. Widać było, że humor jej się poprawił, poza tym, fakt, że jej towarzysze nie patrzą teraz na nią krzywo sporo ułatwiał.
    - Twoja wygląda jak chmurka – zauważyła, patrząc na swojego opiekuna, ten uśmiechnął się do niej ciepło i pochylił się, aby pstryknąć ją w nos.
    - Oj chmurko – zmierzwił jej jeszcze włosy, po czym spojrzał na Yumiego i diabelski młyn, który wskazywał.
    - Pewnie, idealna atrakcja na delektowanie się watą cukrową – stwierdził, prostując się.
    - Tak! Jeszcze nigdy nie byłam na diabelskim młynie! – krzyknęła Akane i ruszyła biegiem w stronę atrakcji.
    - Halo… czek… - Nik zawołał za nią, jednak zaraz machnął ręką i zjadł odrobinę waty.
    - Ach kobiety Yumi, mówię Ci – pokręcił głową i uśmiechnął się pod nosem, po czym ruszył razem z chłopcem do kolejki, którą Akane już zajmowała.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  128. Ciąża, zabawne. Co z tego, że był przy niej kiedy nosiła dziecko w brzuchu, skoro potem i tak w najgorszym momencie zniknął bez słowa… Febe oczywiście zdawała sobie sprawę, że również zawiniła, przecież rozmawiali o tym ostatnio i otwarcie przyznała się do wszystkiego, ale dzieci… Dla dzieci wszystko było albo czarne, albo białe, były za małe aby zrozumieć zawiłość sytuacji. Mama była przy nich zawsze, tata ich zostawił, rachunek był prosty.
    Febe słysząc o facji zdziwiła się lekko. Czyżby rzeczywiście nadszedł czas, w którym dane im będzie normalniej prowadzić dialog? Bez przekrzykiwania się kto ma rację? Na tą myśl drgnął jej kącik ust, jednak słysząc, po raz któryś, jak to była jedynie przygodą, mimowolnie spuściła wzrok na podłogę i zacisnęła lekko wargi. Pojedyncza łza wydostała się z jej zaszklonych oczu, jednak kobieta szybko odwróciła głowę i przetarła policzek. Tak, zabolało, mimo, że zdawała sobie z tego sprawę to zabolało… Zdawała sobie również sprawę z tego, że wtedy, mimo tych wszystkich przykrości, ona coś do Kuro czuła. Przecież nie trwałaby przy nim, gdyby nie miała nadziei, że kiedyś stworzą kompletną rodzinę… Nawet kiedy już nie byli razem, ona starała się mu pomóc, idiotka. Podciągnęła szybko nosem, jakby wyrwała się nagle z zamyślenia i spojrzała na nefilima, gdy ten się jeszcze zbliżył.
    - Coś Ci pokarzę – powiedziała nieco łamiącym się głosem i ruszyła do jednego z pudeł przy pokoju dzieci. Oczy miała nadal lekko zaszklone, ale żadna łza nie wydostała się, jak na razie, na zewnątrz. Pogrzebała chwilę w kartonie i wyciągnęła zaraz fotografię. Zbliżyła się do Kuro i pokazała mu przód zdjęcia. Przestawiała jego samego, jednak była cała zagryzmolona długopisem i przekreślona w kilku miejscach czerwonym flamastrem.
    - Kiedy nas zostawiłeś trzymałam ją pod poduszką, idiotka wylewałam prawie co noc łzy, w nadziei, że może jednak kiedyś się pojawisz – zaczęła, patrząc gdzieś w przestrzeń.
    - W Otheli, kiedy Ines podrosła, weszła w jednym z tych momentów do pokoju, zapytała czemu płaczę i czy to tata jest na zdjęciu, wtedy się zaczęło – westchnęła, znowu podciągając nosem.
    - Wzięłam ją na kolana i … zaczęłam o Tobie opowiadać, powiedziałam jej, że tak, że to tata… Dostała bzika na Twoim punkcie – Febe zaśmiała się lekko – Codziennie przychodziła i chciała słuchać historii o Tobie. Nigdy nie opowiadałam o tym co mnie złego przy Tobie spotkało, chciałam, żeby dzieci nie sugerowały się naszą relacją – tu odwróciła zdjęcie. Na tyle było zapisane kilka cech charakteru, ciężko większość było odczytać, gdyż te również zostały pokreślone. – Po każdej opowiedzianej historii spisywałyśmy jedną z Twoich cech charakteru, trzy ostatnie napisała sama, o czym nawet nie miałam pojęcia, gdyż zdjęcie w tajemniczych okolicznościach zniknęło spod poduszki. Znalazłam je dopiero niedawno, ale… Wracając do tematu… Zanim zdjęcie zniknęło Ines miała dość przykrą przygodę z pewną dziewczynką, tej samej nocy przyszła zapytać czy jesteś złym tatą, zaprzeczyłam, jednak wyraźnie widziałam, że coś ją gryzie. Znowu zapytała czemu płaczę, a ja odpowiedziałam, że za Tobą tęsknię. Chyba uwierzyła, ale najwyraźniej postanowiła, że zabierze zdjęcie, żebym już nie tęskniła… Jeżeli chodzi o morał historii. Ona spała z tym zdjęciem, co noc patrzyła na nie, aż w końcu fakt, że nie ma taty ją przytłoczył, zaczęła opowiadać niestworzone historię o tym jaki to jesteś fajny, jednak kiedy wróciłyśmy do Mortiel, a Ciebie znowu nie było, wszystko się zmieniło. Przestała o Tobie mówić, jedynie raz powiedziała, że musisz być naprawdę paskudny, bo jej nawet nie odwiedzasz, a ja przez Ciebie tak często płakałam, mimo, że od dłuższego czasu przestałam wylewać łzy – tu kobieta westchnęła ciężko i przetarła oczy – Mimo wszystko znowu zaprzeczyłam i zaczęłam jej wyjaśniać, że jesteś ciężko chory i wrócisz jak wyzdrowiejesz… Oczywiście miałam na myśli Twoje napady agresji…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i wróciłeś, wtedy na placu, a później w domu, potwierdziłeś jej najgorsze przypuszczenia, pokazałeś, że mama cały czas kłamała, bo mówiła, że jesteś fajny. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak często się ze mną kłóci i jak potrafi być wredna, nie zdajesz sobie sprawy jak jest do Ciebie podobna i jak bardzo się na Ciebie gniewa, bo ją zawiodłeś, bo ją zostawiłeś. Jeżeli naprawdę chcesz odzyskać te dzieciaki to musisz wiedzieć, że z moją pomocą czy bez, to będzie tak samo trudne. Rahim twardo trzyma stronę siostry, naśladuje ją, a ona jest negatywnie do Ciebie nastawiona, mnie uważa za kłamczuchę, więc cokolwiek o Tobie mówię idzie u niej w niepamięć – znowu głos jej zadrżał, jednak w końcu spojrzała w oczy Kuro. – Ale wcale się jej nie dziwię, tym bardziej teraz, kiedy pojawił się Yensen, który odpowiada praktycznie wszystkim cechom wypisanym na zdjęciu… - zakończyła swój długi wywód i wyraźnie zmęczona oklapła na pobliski mebel.

      Febe

      Usuń
  129. Na szczęście Febe nie chodziło o zrobienie wrażenia, po prostu czasami nie potrafiła utrzymać emocji na wodzy, co najczęściej wywoływało u niej właśnie pojedyncze łzy czy szklane oczy. Miała ogromny żal do Kuro, nie o siebie, rozstanie na dobre im wyszło, szczególnie jej, w końcu poznała okhotnika, przy którym czuła się naprawdę szczęśliwa. Miała cichą nadzieję, że i Kuro znajdzie kogoś równie trafionego co matka Yumiego, a może nawet kogoś lepszego. Miała żal właśnie o dzieci, że tak namieszał im w głowie. Na dotyk zareagowała lekkim drgnięciem, nie ze strachu, po prostu wyrwał ją z zamyślenia. Na spokojnie słuchała co ma do powiedzenie i nawet nie specjalnie poruszyło ją objęcie ramieniem czy ułożenie brody na jej głowie. Nie miała ochoty na kolejne wojenki, Kuro wszystko już wiedział, przynajmniej to co powinien wiedzieć od niej. Reszty będzie musiał dowiedzieć się od samych dzieci. Znowu przetarła oczy, nie płakała, ale przed chwilą była temu bliska. Teraz ze spokojem oparła głowę o tors mężczyzny.
    - Dziękuję – powiedziała cicho i trwała tak przez kilkanaście sekund. Dopiero po chwili ruszyła się i wyswobodziła na spokojnie z jego uścisku po czym spojrzała mu w oczy.
    - Jeżeli znowu je zawiedziesz, zostawisz lub skrzywdzisz… To jest Twoja ostatnia szansa Kuro i mówię poważnie. Nic Ci nie obiecuję, ale nie będę przeszkodą do waszych dobrych relacji, jeżeli uda Ci się ich przekonać to proszę bardzo, tylko nie bądź w tym despotyczny, bo na siłę to nigdy nic nie jest szczere – podsumowała i wstała z mebla, ruszyła schować zdjęcie do odpowiedniego kartonu i westchnęła cicho. Tak, musiała być silna, na szczęście teraz miała w kimś oparcie, szkoda tylko, że Yensena nie było w pobliżu.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  130. Kobieta sama nie wiedziała co ma myśleć, była jedynie pewna tego, że do niczego nie będzie zmuszać dzieci, chce tylko aby te dały szanse Kuro. Zostało jeszcze porozmawiać właśnie z maluchami, a raczej z Ines, w końcu to ona była starsza i to ją brat coraz częściej naśladował. Westchnęła głośno na słowa mężczyzny.
    - Myślę, że nikt nigdy celowo kogoś nie zawodzi Kuro, czasami po prostu tak wychodzi. Mam nadzieję, że tym razem Ci się powiedzie - odpowiedziała i zaraz zerknęła na zapakowane podarunki. Racja, zupełnie o tym zapomniała. Na jego pytanie uśmiechnęła się tylko delikatnie i zaraz kucnęła przy pierwszej paczce. Najpierw obadała ją lekko dłońmi, później zerwała papier i spojrzała na... Obraz? Zrobiła zaskoczoną minę, szybko odwróciła go tak, aby opierał się o kanapę tyłem. Widząc malowidło kącik jej ust drgnął. Namalował dzieci, maleństwa, które nie wyszły jeszcze z pieluszek. Wzrok kobiety zrobił się czuły i zaraz rozpakowała drugi podarunek. Tu zdziwiła się o wiele bardziej... Drugi obraz przedstawiał ją samą w towarzystwie Ines i Rahim'a, zaśmiała się delikatnie i spojrzała na Kuro.
    - Umiesz zaskakiwać - przyznała i posłała mu ciepły uśmiech - Są piękne... Nigdy nie miałam okazji podziwiać obrazów Twojego autorstwa - dodała, znowu patrząc na podarunki. - Dziękuję, na prawdę bardzo trafiony prezent - znowu podniosła na niego wzrok. - Zawisną w naszym nowym domu - stwierdziła i delikatnie przejechała palcem po namalowanych twarzyczkach ich maluchów.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  131. Kiedy wyjaśniał co chciał wcześniej namalować, ona nadal podziwiała obrazy z delikatnym uśmiechem.
    - Obstawiam, że obie wersje byłyby równie dobre, ale miło mi, że i ja zagościłam na płótnie – przyznała bez większych uniesień i podążyła za nim wzrokiem, chcąc wiedzieć co ma zamiar zrobić. Na szczęście jedynie zajął miejsce obok i… podziękował. Nadal nie mogła się do tego przyzwyczaić. Widząc jak ucieka wzrokiem sama wróciła oczyma do obrazów.
    - Właśnie podziękowałeś – zauważyła znowu delikatnie dotykając płótna. – Tak więc jesteśmy kwita – dodała zerkając w jego stronę. Czuła się trochę niekomfortowo, no ale cóż, chyba będzie musiała się przyzwyczaić. Słysząc propozycję zdziwiła się lekko i zaraz zaśmiała delikatnie.
    - Ines i pozowanie, widać, że mało znasz swoją córkę – nie powiedziała tego kąśliwie, raczej była bardziej rozbawiona wyobrażając sobie małą i pozowanie.
    - Na razie mam sporo na głowie, przeprowadzka, remont, przedszkole, życie osobiste, mama na pełen etat, ale jak się nieco uspokoi to może się zgłosimy. Poza tym, musiałabym jeszcze powiedzieć o tym dzieciom i Yensenowi tak więc teraz jednoznacznie Ci nie powiem – odpowiedziała dość pogodnym głosem i wstała z kucek. Ruszyła w stronę największych kartonów i zdjęła z nich plandekę, poszukała jakiś płócien i wróciła do obrazów, aby je ładnie okryć i zaraz włożyć do kartonu.
    - No, żeby przypadkiem ich nie zapomnieć – pomyślała na głos i obejrzała się na mężczyznę, a zaraz po tym na zegarek.
    - Wiem, że to trochę nieeleganckie, ale umówiłam się z Innubi za pół godziny na placu, więc muszę powoli wychodzić – zauważyła i sięgnęła jeszcze swoje ponczo przerzucone przez oparcie kanapy. Nałożyła je na siebie i złapała torebkę w dłonie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  132. Rei zamyśliła się na chwilę, tradycyjnie przygryzając przy tym lekko dolną wargę.
    - Chyba ma Pan rację, co tylko świadczy o tym, że byłam nietypowym dzieckiem – przyznała z lekkim rozbawieniem na ustach. Ona jakoś nigdy nie zawracała sobie głowy sprośnościami.
    Reakcja chłopca wyraźnie ją ucieszyła, miło było popatrzeć na młodzieńca, któremu wspomnienie o sztaludze i możliwości popisania się umiejętnościami artystycznymi sprawiała radość.
    - Nie mogę się już doczekać – przyznała z pogodnym uśmiechem i zaraz zapłaciła za swoje zakupy. Na przepuszczenia w drzwiach dziewczyna zareagowała skromnym „dziękuję” i szybko opuściła sklep, aby nie zagradzać za długo przejścia. Słysząc odpowiedź na pytanie uśmiechnęła się subtelnie.
    - Ach, widzi Pan, wychowałam się w Japonii, a tam, nie ukrywajmy, ciężko przyzwyczaić się do możliwości samodzielnego dokonywania wyboru czy braku zakazów. Pewne rzeczy wyniosłam z ojczyzny i jakoś nie mogę się jeszcze do końca przestawić – wyjaśniła machając przy tym lekko ręką. – Jednak cieszę się, że spotkałam się z pozytywnym odbiorem pomysłu – przyznała, nadal delikatnie się uśmiechając.
    Ledwo minęli jeden zakręt, a im oczom ukazał się obszerny plac, a na jego środku budynek sporej galerii obrazów. Zarówno na zewnątrz jak i w środku przygotowana została wystawa. Wszystkie obrazy były oczywiście zabezpieczone, w razie ewentualnej zmiany pogody czy lepkich rączek niektórych istot. Zwiedzających na pierwszy rzut oka było niewielu, szczególnie w środku, jednak fakt iż wystawę przeznaczono głównie dla dzieci podwoił, jak nie potroił liczbę gości.
    - No proszę, więcej zwiedzających niż się spodziewałam – zauważyła z nieco szerszym uśmiechem i ruszyła do pierwszego lepszego obrazu. Przedstawiał zwierzęta „zbudowane” z geometrycznych kształtów, na oko Japonki nic specjalnego, główną atrakcją była kolorystyka, idealnie dobrana.
    - Dobrze, że autor nie poszedł w, ostatnio bardzo popularną, pstrokaciznę, jakoś nie potrafię zrozumieć wprowadzania do pierwszej lepszej sceny gryzących się kolorów. Co innego w przypadku odpowiedniego tematu, ale… O, tutaj – przeszła obraz dalej, a na jej twarzy pojawił się lekki grymas. – Nawet nie jestem w stanie skupić się na całości, uwagę zwracają szczegóły, które kompletnie nic nie wprowadzają do obrazu – skomentowała dzieło zatytułowane „Babie lato”, na którym najbardziej rzucającym się elementem był czerwony trampek, porzucony gdzieś na trawie, oraz łopatka i wiaderko o kontrastujących się barwach fioletu i żółci.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  133. Słysząc pytanie chłopca uśmiechnął się pod nosem. Prawdę mówiąc nie miał zamiaru uczyć go stereotypowego patrzenia na kobiety. Sam był już bardzo stary i spotkał różnego rodzaju panienki. Zarówno te marudne, czepliwe, kochające zakupy i plotkowanie jak i te zabawne, urocze, a jednocześnie nie tak bardzo kobiece. Osobiście przeżywał dni w których było mu wszystko jedno, nie planował związku czy angażowania się więc charakter schodził na drugi plan, liczył się teraz wygląd. Biorąc pod uwagę, że Yumi w jakiś sposób interesuje się Akane, cóż, nie planował przedstawiać mu swoich chwilowych przekonań.
    - Tak naprawdę Yumi to są różne, większość z nich na przykład nie powie Ci nic wprost, będą chciały abyś się domyślał, inne wręcz przeciwnie, jedne są proste, inne bardziej skomplikowane – wzruszył ramionami. – Wszystkim natomiast należy się szacunek – podsumował, chociaż myślał odrobinę inaczej. Nie miał jednak zamiaru demoralizować chłopca, chociaż nie, demoralizowanie to nieodpowiednie słowo, po prostu nie chciał wpieprzać się w jego wychowywanie.
    Spojrzał na Akane i pogłaskał ją po głowie kiedy stanęli przy jej boku, dziewczynka uśmiechnęła się szeroko.
    - Będzie super – powiedziała wyraźnie podekscytowana i spojrzała jeszcze na Yumiego, rumieniąc się przy tym delikatnie.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  134. Na słowa nauczyciela nie zdziwiła się jakoś specjalnie. Rysy twarzy miał delikatnie japońskie, jedyne co mogło ją zaskoczyć w tej wypowiedzi to wiek mężczyzny, który wynikał z jego wypowiedzi. Musiał liczyć sobie zdecydowanie więcej od niej, a nie wyglądał.
    - Skoro Pan tak mówi – odpowiedziała jedynie uznając, że jest bardziej doświadczony i po prostu ma rację. Wystawa, owszem, składała się przede wszystkim z prac nawiązujących do bajek, jednak dla najmłodszych uczestników wystawiono i obrazy, po prostu kolorowe, aby maleństwa miały na czym zawiesić oko. Rei spojrzała na Kuro słysząc o współczesności i mimowolnie dotknęła lekko ramienia mężczyzny.
    - Bez obaw, ma to swoje plusy, dzięki temu łatwiej znaleźć perełki w tłumie. Poza tym, w młodych nadzieja, a z tego co widziałam to aż dwójka Pańskich dzieci interesuje się malarstwem, trochę odpowiednich wzorców, a może w przyszłości prawdziwe piękno wróci do łask – zagadnęła i zaraz spojrzała na wskazany obraz.
    - Och, Alicja w Krainie Czarów – zauważyła zbliżając się do komiksu. – No i to jest obraz godny uwagi, spójrz, najdrobniejsze szczegóły wykonany z takim kunsztem – skomentowała, mimowolnie pozwalając sobie na bezpośredni zwrot do nauczyciela. Przyglądała się obrazowi przez chwilę, jednak kątem oka zauważyła coś równie ciekawego. Dwa obrazy dalej, młoda dziewczyna o krótko ściętych, jasno brązowych włosach i długim zielonym płaszczu, stała na statku towarowym i zdziwiona spoglądała w swoje odbicie wodne, gdzie na głowie miała koronę, a dodatkowo zdobiła ją iście królewska kreacja. Rei uśmiechnęła się na wspomnienie jednej ze swoich ulubionych bajek. Zbliżyła się do malunku.
    - Ten, ze względu na sentymenty, nawet bardziej mi się podoba – przyznała cicho, przyglądając się dziełu.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  135. Febe dzisiejszego dnia załatwiła sobie trochę wolnego, nie dość, że był weekend i nie musiała iść do pracy to Innubi zaoferowała zajęcie się dzieciakami. Podobno szykował jej się jakiś wyjazd i napływ gotówki był mile widziany. Po dość głośnym poranku spędzonym z maluchami meduzy opiekunka postanowiła zabrać dzieci za plac zabaw. Ines tradycyjnie tryskała energią, a Rahim, ze swoim stoickim spokojem szedł przy siostrze, od czasu do czasu powtarzając po niej pojedyncze słowo. Innubi uwielbiała te dzieciaki, były dosłownie swoim przeciwieństwem i uzupełniały się idealnie. Przed puszczeniem szkrabów wolno kucnęła przy nich i przypomniała o podstawowych zasadach zachowania, takich jak "Nie bijemy innych" czy "Nie rozmawiamy z obcymi". Po tym usiadła z książką na ławce i od czasu do czasu zerkała na zabawę dzieci. Dzisiejszego dnia, o dziwo, córka meduzy nie miała ochoty na rządzenie bawiącym się towarzystwem, tym razem trzymała się blisko brata. Na pierwszy rzut poszła piaskownica.
    - To co Rahim? Bedziemy lepić babki jak z Akane? - zaproponowała i już zaraz pociechy siedziały w piaskownicy. Ines oczywiście cały czas zagadywała brata, który przy niej odzywał się niezwykle często. Dziewczynka, nawet czasami otrzepywała braciszka z piasku czy uważała, aby nie zrobił sobie krzywdy łopatką czy inną zabawką, coraz częściej wykazywała troskę wobec młodszego rodzeństwa.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  136. Innubi kątem oka dostrzegła mężczyznę biegnącego w stronę Ines i Rahim’a, jednak ten był zbyt szybki aby mogła jakoś zareagować. Kiedy wstała i wykrzyczała ich imiona dzieci jedynie zdążyły podnieść głowy i już zaraz znalazły się w ramionach Kuro. Dziewczynka krzyknęła wyraźnie zdezorientowana, a kilka kropel jej śliny wylądowało na ciele nefilima. Paraliżujący jad był naprawdę niezwykle silny, jednak fakt, iż na skórze znalazła się niewielka ilość, a sam Kuro był dość masywnej postury, sparaliżowana została jedynie jego ręka od palców po same ramię. Rahim… jak to Rahim, z stoicyzmem na twarzy po prostu złapał się ręki mężczyzny tak, aby nie spaść.
    Febe w tym czasie zdążyła zapakować ostatnie kartony z pierdołami. Większość mebli zostawiła w mieszkaniu, uznała, że wynajmie posiadaną przez siebie chatkę, dzięki czemu dodatkowo zarobi. Wszystkie półki były już puste, na kanapach nie było poduszek, zostały podstawowe przybory jak szczoteczki do zębów czy… No właśnie, olejek różany, tak, meduza, korzystając z dnia bez dzieci postanowiła zrobić sobie dzień relaksu, dzień dla siebie. W mieszkaniu rozbrzmiewała spokojna muzyka relaksacyjna, a ona sama pluskała się właśnie w wannie, kiedy nagle usłyszała jakiś łomot.
    Ines zaczęła się szarpać na widok twarzy ojca, na szczęście przytrzymywana ją ręka została sparaliżowana więc szybko się wydostała.
    - Chciałeś nas porwać! – krzyknęła oskarżycielsko. Rahim natomiast na spokojnie usiadł przy mężczyźnie i spojrzał na siostrę.
    - Pan pif paf – powiedział, na co Ines zmarszczyła czoło.
    - Nie prawda Rahim! On nas nie kocha! – wykrzyczała łamiącym się głosem i z zaszklonymi oczyma uciekła do pokoju. Na to wszystko z łazienki wyszła Febe, ubrana w szlafrok z wyraźnym zdziwieniem spojrzała na uciekającą córkę, a potem na Kuro i synka.
    - Co tu się…? – zmarszczyła czoło i zaraz podbiegła do malucha, aby wziąć go na ręce, po tym spojrzała na byłego oczekując wyjaśnień.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  137. Niklaus słysząc pytanie zaśmiał się lekko.
    - Tego już sam będziesz musiał się dowiedzieć – odpowiedział. Nie chciał mu za dużo mówić, tym bardziej, że najwyraźniej Akane chodziła mu po głowie. Był jej opiekunem, jeżeli już ma mieć w przyszłości do kogoś pretensje o jej złamane serce, do nie chce mieć ich do siebie i swoich słów, opacznie zrozumianych przez dziecko.
    - Najlepiej po prostu dobrze ich słuchaj, ale przede wszystkim bądź sobą – doradził jedynie.
    Dziewczynka widząc entuzjazm w chłopcu uśmiechnęła się jeszcze szerzej, jednak na tekst o patyczkach spojrzała na Niklausa nieco zdziwiona, ten zaśmiał się.
    - Może te patyczki sobie odpuśćcie… No… - tu nachylił się do obu – ewentualnie po tajniacku, ale nikt was nie może nakryć – dodał szeptem z zadziornym uśmiechem. Akane zakryła usta i zaśmiała się cicho.
    - Dobra, misję patyczki czas zacząć – również szepnęła i zaraz wzięła spory kawałek waty do buzi, chciała jak najszybciej pozbyć się smakołyku, aby móc już wykonać misję. Blondyn widząc jej zaangażowanie cały czas się uśmiechał, a kiedy nadeszła ich kolej wpuścił dzieciaki przodem, aby mogły usiąść obok siebie, on zajął osobny fotel, chcąc im zostawić nieco przestrzeni, jakoś nie w smak mu było oglądanie dziecięcych zalotów.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  138. Rei z delikatnym, nawet trochę smutnym uśmiechem obserwowała obraz, przejechała delikatnie palcem po szklanej osłonie, która otaczała dzieło. Słowa Kuro usłyszała, jednak nie odpowiedziała na nie, ocknęła się dopiero kiedy poczuła dotyk na ramieniu. Spojrzała na twarz nauczyciela.
    - Nie zawsze Panie Imito… - powiedziała cicho i znowu spojrzała na twarz Anastazji – Nie zawsze są najpiękniejsze – dodała trochę zamyślona. Bajka bardzo mocno przypominała dziewczynie o tym co spotkało jej rodzinę, w prawdzie losy Rei i bohaterki potoczyły się zupełnie inaczej, ale… coś je łączyło. Japonka miała cichą nadzieję, że i w jej życiu przyjdzie czas na „żyli długo i szczęśliwie”, w prawdzie nie miało to nic wspólnego z mężczyzną, który stał przy jej boku… Nie oszukujmy się, dziewczyna na tą chwilę na nikogo nie zwracała uwagi w TEN sposób. Owszem, przebywała często w towarzystwie płci przeciwnej, ale… Znowu spojrzała na Kuro, był przystojny, jednak patrzyła na niego czysto zawodowo. Jest jego praktykantką, tylko uczennicą Esam’a czy zwykłą znajomą innych mężczyzn, nikim więcej i dobrze jej z tym. Uśmiechnęła się delikatnie i zaraz zwróciła uwagę na Yumiego. Pochyliła się lekko do chłopca.
    - To co mały mistrzu? Pokażesz mi co potrafisz? – zapytała, chcąc zmienić swój tor myślenia.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  139. Febe obserwowała mężczyznę, wyraźnie czekając na wyjaśnienia. Rozumiała chęć odwiedzin, jednak lądowanie z dziećmi na środku pokoju było dość... oryginalnym sposobem i nieco niepokojącym. Milczała nie spuszczając z niego wzroku, jedynie poprawiła lekko szlafrok, aby przypadkiem nie odsłaniać za bardzo ciała, fakt przebywania w jego towarzystwie praktycznie nago był trochę krępujący. Meduza zmarszczyła czoło widząc dziwne zachowanie.
    - W co Ty się znowu wpakowałeś? - zapytała kiedy ruszył zasłonić okno. Czy on kiedyś dorośnie? Jak chciał zapewnić dzieciom bezpieczeństwo kiedy w głowie mu ciągle głupoty? Westchnęła ciężko i postawiła Rahim'a na podłogę, kiedy usłyszała prośbę.
    - Słońce idź przytul siostrę, jest bardzo smutna - powiedziała do chłopca, ten spojrzał swoimi bystrymi oczyma na Kuro, później na mamę i zaraz bez słów potruchtał w stronę pokoju, z którego dało się słyszeć ciche podciąganie nosa dziewczynki. Febe spojrzała na Kuro marszcząc przy tym lekko czoło, była wyraźnie niezadowolona.
    - A więc? - zaczęła czekając na wyjaśnienia.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  140. Febe również się w niego wpatrywała, tymi wielkimi, zielonymi oczyskami, jednak dziwny wyraz jej twarzy nie uległ zmianie.
    - Kuro dziś odbierają ostatnie pudła, jutro rano przyjedzie Yensen i się stąd zabieramy, tak więc wydaję mi się, że zalicza się to do Twojego „szybciej” – odpowiedziała.
    - Nie zmienia to faktu, że spokojna nie jestem – dodała patrząc na niego z góry, gdyż usiadła dopiero po głośnym westchnięciu. Założyła delikatnie nogę na nogę.
    - Dowiem się co jest grane? Gdzie Innubi? Zostawiłam z nią dzie… - przerwała i dorwała pilota, którym wyłączyła relaksacyjną muzykę, jakoś zaczęła ją irytować. Wróciła wzrokiem do mężczyzny.
    - Dzieci, wyszła z dziećmi, wracasz z nimi Ty… - spojrzała na niego wymownie. Miała tylko cichą nadzieję, że nie zrobił krzywdy opiekunce, on, ani nikt inny.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  141. Meduza przymknęła na chwilę powieki. Zastanawiała się czy ten mężczyzna kiedykolwiek sprowadzi coś takiego jak "spokój" na jej małą rodzinę. Westchnęła ciężko i otworzyła oczy patrząc na twarz Kuro. Kiwnęła głową.
    - Dobrze, rozumiem, będziemy uważać - odpowiedziała i zwróciła uwagę na ciszę panującą w pokoju dzieci. Oba maluchy stały za drzwiami, zerkając na rodziców zza szczeliny. Febe nawet rozbawiły podchody szkrabów i zaśmiała się pod nosem, po tym kucnęła i rozłożyła swoje ramiona. Dzieci jak na zawołanie wyleciały z framugi i podbiegły do mamy mocno się w nią wtulając, przez co meduza prawie straciła równowagę. Ines przetarła zaczerwienione oczy i schowała twarz w szlafroku mamy, Rahim natomiast tulił się do niej, jednak ukradkiem zerkał na mężczyznę, który ostatnio często się u nich pojawiał i sprawiał, że jego siostra zachowywała się zupełnie inaczej niż zwykle.
    - Nic mi nie jest - szepnęła do dzieci. - Tata chciał Was ochronić, dlatego zniknęliście z placu zabaw - wyjaśniła im spokojnie. Ines jednak wymruczała ciche "y-y", co miało znaczyć, że nie wierzy w dobre intencje tego mężczyzny. Febe pogłaskała ją po głowie i wróciła wzrokiem do Kuro.
    - Melanie też ostrzegłeś? - zapytała. Wolała wiedzieć czy dzieci jego siostry, będące w przedszkolu pod jej opieką również wymagają większej uwagi.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  142. Febe na jego słowa przypomniała sobie zachowanie Melanie kiedy Kuro pojawił się po raz pierwszy na placu zabaw, kiedy Ines przeteleportowała siebie oraz brata do Garrusa. Zacisnęła usta w wąską kreskę, cóż, nie jej sprawa dlaczego rodzeństwo nie rozmawia, chociaż miała swoją własną teorię. Meduza kiwnęła głową, na znak, że rozumie, jednak słysząc o Otheli zmarszczyła brwi.
    - Tam na pewno nie wrócę, ale nie martw się, poradzimy sobie, w razie niebezpieczeństwa zawsze możemy przenieść się do Goldii Yensen'a, tam nic nam nie grozi - odpowiedziała i zaraz wstała, zostawiając dzieci wtulone w jej nogi. Teraz nawet Ines zerknęła na ojca, jednak na jej twarzy wyraźnie malował się gniew. Mała uparta buntownica. Kobieta pogłaskała dzieci po główkach i jeszcze raz spojrzała na Kuro.
    - Uważaj na siebie i... - przerwała na chwilę przygryzając dolną wargę, po tym wróciła do niego ze stanowczym wzrokiem.
    - Nie ograniczaj się, jeżeli zagrożą dzieciom to ja nie cofnę się przed niczym, myślę, że Ty tym bardziej nie będziesz miał z tym problemu - dodała. W prawdzie nie widziała go ostatnio wkurzonego, ale nie wierzyła, że całkowicie pozbył się tej agresji... Teraz przynajmniej nadarzyła się okazja, aby na kimś się wyżył, jednocześnie robiąc przy tym coś dobrego.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  143. [Fakt, mogliby się jakoś dogadać. czy znać nie jestem pewna, ale nie wykluczone, albo chociaż kojarzyć? ]

    Bakeneko

    OdpowiedzUsuń
  144. Febe nie zależało na Kuro tak jak kiedyś, w dużym stopniu był jej obojętny, jednak skoro już się namalował w życiu dzieci i chciał naprawić z nimi relację to niech przynajmniej znowu nie znika, tym bardziej z powodu własnej śmierci. Słysząc, że nefilim nie planuje się ograniczać uśmiechnęła się lekko i równo z nim spojrzała na maluchy. Słysząc kolejne zdanie podniosła na niego wzrok, nadal ze swoim delikatnym uśmiechem.
    - Spokojnie, będziemy ostrożni – zapewniła go po raz kolejny. Rahim pod wpływem dotyku dłoni nie zmienił pozycji, nadal bacznie obserwował ojca, dopiero kiedy jego ręka wylądowała na głowie siostry odwrócił się plecami do mamy i teraz obserwował zachowanie Ines. Ta zmarszczyła gniewnie czoło i schowała się bardziej pod szlafrok meduzy, na co chłopczyk wrócił wzrokiem do mężczyzny i również zmarszczył lekko czoło. Febe szepnęła kilka słów po francusku do dzieci, sama pogładziła ich głowy, po czym wstała i poprawiła szlafrok mocno rozluźniony przez malutkie rączki.
    - Telefonicznie, ewentualnie w razie nagłego przypadku od poniedziałku do piątku codziennie jesteśmy w przedszkolu, tak od 7 do 15 możesz nas tam znaleźć – odpowiedziała. W tym czasie i Ines przywarła plecami do nóg matki, po czym spojrzała na Kuro z wyraźnie naburmuszoną miną, chociaż więcej w jej buźce było widać żalu niż gniewu, u chłopca natomiast wróciła typowa obojętność.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  145. Po pierwszym zdaniu Febe uśmiechnęła się delikatnie, najpierw do Kuro, któremu przytaknęła głową, a później do dzieci. Ines słysząc o zoo zmarszczyła brwi mocniej i znowu odwróciła się twarzą do mamy, wtulając ją w szlafrok. Kobieta przejechała delikatnie dłonią po głowie małej.
    - Spokojnie, przecież też bym poszła – zapewniła dziewczynkę, która spojrzała teraz na uśmiechniętą twarz matki.
    - Zoo – powtórzył Rahim i pokiwał głową patrząc to na mamę, to na Kuro. Meduza widząc jego dość pozytywną reakcję znowu spojrzała na nefilim’a.
    - No, teraz nie będziesz miał wyboru, młody jest bardzo pamiętliwy, tak więc lepiej się sprężaj z tymi swoimi sprawami – powiedziała pół żartem, pół serio.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  146. Kącik warg dziewczyny drgnął lekko kiedy ojciec pouczył swojego syna, z jednej strony mężczyzna wydawał się bardzo szorstki w obyciu, z drugiej miał w sobie pewnego rodzaju ciepło, tak przynajmniej ona uważała. Przyjęła krzesełko z cichym podziękowaniem na ustach i zaraz usiadła tak, aby nie widzieć co Yumi maluje. Chciała mu dać swobodę, a wiedziała jak stanie nad kimś może wybić z głowy najwspanialsze pomysły. Zaciekawiona spojrzała na twarz chłopca, gdy ten usłyszał pytanie, intrygowało ją co takiego siedzi w głowie tego młodzieńca. Słysząc odpowiedź uśmiechnęła się pogodnie, a nawet lekko zaśmiała.
    - No tak, tej nutki tajemniczości to się akurat spodziewałam - przyznała zerkając kątem oka na ojca chłopca.
    - A Pan? Pamięta Pan swoje pierwsze większe dzieło? - zapytała, równie zaintrygowana co przed chwilą.

    Rei

    OdpowiedzUsuń