11 lutego 2000

Z deszczem mu do twarzy... [vol 3]


Ray
 
 około 25-lat | GILDIA | MAG | 


- Śmierdzi od ciebie człowiekiem na kilometr! Ten komentarz pada przynajmniej kilka razy w tygodniu i choć powinien się już do niego przyzwyczaić to nie potrafi. Zawsze wówczas dobywa katanę i zabarwia ją płomieniami. Jego oczy zachodzą mgłą, a on sam wyszczerza się do nieszczęśnika.
- Nienawidzę ludzi - oświadcza chłodno. - Ale jeszcze bardziej nie znoszę, gdy się mnie do nich porównuje - dodaje jeszcze, zanim zatapia swą katanę w ciele nieszczęśnika. O ile oczywiście trafi, bo z tym różnie bywa. Czasem po takiej szarży musi szybko uciekać. Z pomocą przychodzi mu wtedy teleportacja. 

DANE OSOBOWE | HISTORIA | POWIĄZANIA


[Jako, że od samego początku nie mogłam zdecydować się na rasę i miałam dwa jej typy, zdecydowałam wystartować i z drugim panem. Jakoś nie potrafię grać kobietkami. Za co z góry przepraszam. CYBER PERS oraz Wujaszek Dragon namówili mnie na podanie numeru GG: 50569079 ] 


100 komentarzy:

  1. [oho, tutaj też!]

    Odetchnęła z ulgą.
    - To dobrze, bo nie wiem jak się zachowywać w szkole… - powiedziała, idąc wraz z nim, czując, że tak powinno być. Ta sytuacja była… znajoma.
    - Tak myślałam, że coś jest źle. Bo przecież… ja nigdy nie byłam w szkole, ani… ani… - Zmarszczyła czoło. - Wujek Yensen? Kto to jest? - Nie wiedziała, a może nie mogła sobie przypomnieć. Może ta osoba nie była aż tak ważna dla niej, by go znała. - Ale… ale… może... Tak się znowu czuję… jakby ktoś chciał ze mnie kogoś zrobić… zmusić do bycia kimś… - powiedziała z trudem, starając się wyjaśnić swoje uczucia. Miała wrażenie, że towarzyszyły jej od bardzo dawna, ale ostatnio miała od nich przerwę, i teraz znowu ktoś znowu próbował. - Ja już nie chcę się tak czuć - postanowiła, tupiąc nogą. - Ale jeżeli śpimy, to jak mamy się obudzić? Czy… ten wujek miał jakiś pomysł?

    Will

    OdpowiedzUsuń
  2. Położyła mu dłoń na ramieniu.
    - Weź się w garść! - powiedziała, jakoś tak nie obawiając się słów. - Łamanie się nam nie pomoże! - Zacisnęła palce na mostku nosa, marszcząc czoło. Musiała pomyśleć. Coś jej nie pasowało przed śniadaniem. Co to było? Mama… nie zachowywała się jak żadna z matczynych figur w jej życiu. To mogło znaczyć, że to nie jest jej życie. Tego już się domyślali. Więc jakie było jej życie? Jakie było jego życie?
    Uniosła dłoń do jednego z warkoczyków. Nigdy takich nie nosiła. Nawet kiedy miała jeszcze długie włosy. Dlaczego miała długie włosy? Matka tak chciała. Mówiła, że lepiej tak wygląda. To miało jakiś cel… jaki? Już o tym wiedziała w tym wieku. Coś jej mówiło, że większość dzieci jeszcze o tym nie myśli, że ona też nie powinna, ale wiedziała o tym. Bo miała inne życie, nie to co ten świat starał jej się narzucić.
    Jej było łatwiej to wszystko łączyć, odkrywać wiedzę kawałek po kawałku. Ta kobieta… coś powiedziała… czy ty musisz tak twardo stąpać po ziemi? Może to dlatego. Co jeżeli sobie przypomni wszystko? Ta kobieta tego na pewno nie chciała.
    Przykucnęła przy Rayu, ocierając mu łzy z policzków rękawem.
    - Hej, skąd go znasz? - zapytała. - Skąd znasz tego Yensena?

    Will

    OdpowiedzUsuń
  3. Mortiel. Gildia. To wszystko wydawało się ważne, znajome. Willow. Nikt na nią nie mówił Will. Nikt oprócz… oprócz… Krzyk. Dębowa deska. Połamane paznokcie. Krwawiące palce. Wciągnęłą ze świstem powietrze, czując jak drżą jej dłonie. Ale co było potem? Koścista dłoń na ramieniu. Słowa które nie miały znaczenia. Statek. Niekończące się rozmowy. Nowa szansa…
    - Gildia… - wymamrotała. - Tam się poznaliśmy... - Potrząsnęła głową. - Więc to nie był głupi sen? Byliśmy dorośli?
    Miała tam obowiązki, musiała wrócić, nie mogła tu zostać. Czuła się jakby przypominała sobie uczucia jakiejś obcej osoby, ale wiedziała… że należą do niej.

    Will...?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zmarszczyła czoło. Przez chwilę jeszcze myślała, że to dziwne, że on ją by kochał, bo przecież nie tak działały rodziny… Ale zaraz też...
    Oh…
    Zrozumiała. Nadal ją to dziwiło, ale już w inny sposób. Sama się lekko zarumieniła.
    - Shite... - wyrwało jej się, po czym zaskoczona zasłoniła usta dłonią. Jak ona się wyraża! Potrząsnęła głową. - Co ty mówisz…? - wymamrotała, zaciskając palce na mostku nosa.
    Poznali się. Co było dalej? Jak dobrze się znali? Czemu akurat tego ta obca osoba nie chciała jej ukazać? Jedyne co przebiło się przez natłok myśli…
    - Gath-solais… - powiedziała, patrząc przez chwilę na Raya jakby po raz pierwszy go w życiu widziała. Potrząsnęła głową. - Ja już tak nie mogę. Wracamy i się jej pytamy! - postanowiła, chwytając Raya za rękaw i ciągnąc go z powrotem w stronę budynku z którego wyszli. Bo dom to to nie był.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacisnęła usta, niezadowolona. Mógł mieć rację, ale ona już traciła cierpliwość. Chciała coś zrobić, a nie tylko gadać. Może przy konfrontacji ta kobieta by coś wyznała, albo przynajmniej wiedzieli lepiej na czym stoją.
    O dziwo, jego występ z ogniem nie był dla niej zaskoczeniem. Przyjęła go raczej jako coś oczywistego i to dopiero ją zdziwiło.
    - Widziałam. Chyba nie pierwszy raz - odparła. Sama uniosła swoją dłoń wpatrując się w nią przez chwilę. Wiedziała że nie może skupić się na samym ogniu, coś jej mówiło, że to nie tak działało. Zaczęła krążyć wokół pomysłu zrobienia czegokolwiek. Jej usta poruszyły się same, nieznane słowa spływały z języka bezwiednie. Jej dłoń zapłonęła, ogniem który jej nie parzył. Osiągnęła zamierzony efekt. Miała wrażenie, że mogła już takie rzeczy osiągać bez głośnego mówienia. Co jeszcze potrafiła zrobić?

    Will

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyglądała mu się cały czas z troską w oczach. Nie miała pojęcia co mogło przytrafić się chłopakowi, ale najwyraźniej nie były to przyjemne doświadczenia. Kiwnęła głową i ruszyła wstawić wodę w czajniku, przygotowała im dwie herbaty. Dzieci na szczęście wymęczyła zabawa na dworze i większość z nich drzemała w najlepsze, tylko kilka główek zerkało zaciekawionych w stronę dorosłych, jednak szybko straciły zainteresowanie. Jedyny Rahim nie szykował się do spania. Usiadł niedaleko Ray’a z kartkami i zestawem kredek, po czym w skupieniu przystąpił do rysowania. Meduza w tym czasie odstawiła herbaty na jedną z ławek i zajęła sąsiednie krzesło. Spojrzała na jąkającego się chłopaka wyraźnie zdezorientowana. Ciężko nawet było zrozumieć co mówi. Pokręciła głową.
    - Czekaj – powiedziała i po prostu dotknęła polika Ray’a. W tym też momencie, jak na zawołanie, dostała wizji. To co gnębiło jej gościa pokazało się kobiecie przed oczyma, zabrała mu wszystkie negatywne emocje, dzięki czemu mógł uspokoić umysł, jednak ona zesztywniała na chwilę, trawiąc wszystkie informacje jakie była w stanie wchłonąć. Zapowietrzyła się przy tym i dopiero po chwili wróciła jej świadomość. Ray mógł poczuć spokój wewnętrzny, a nawet nieco błogi stan delikatnego otępienia. Febe natomiast przyłożyła dłoń do swojego ciała. Dojrzała jedynie pojedyncze sytuacje w głowy chłopaka, ciężko było ułożyć je w spójną całość, były to po prostu sytuacje, które najbardziej go gryzły.
    - Może teraz będziesz w stanie lepiej się wysłowić – stwierdziła trochę zmęczona swoją sztuczka.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  7. Ćwiczenie brzmiało dobrze. Pokiwała głową.
    Zaraz też zaczęła sprawdzać co jeszcze potrafi. Zamroziła wodę w kałuży, uniosła kilka kamyczków, jeden po drugim, sprawdzając ile jej się uda za jednym razem. Były jeszcze jakieś trudniejsze sztuczki, ale ich już jej się nie udało osiągnąć. Pioruny z dłoni, wybuchy, jakieś wzory… musiała sobie przypomnieć te wzory. Coś jej mówiło, że jeden z nich się przyda.
    - Ray, zaatakuj mnie - powiedziała do chłopca po kilkunastu minutach ćwiczeń. Chociaż te ćwiczenia wydawały się być bardziej przypomnieniem.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  8. Zmarszczyła brwi. Jak mają się czegokolwiek nauczyć w ten sposób? Mogłaby przysiąc, że już w ten sposób ćwiczyła ze swoim rodzeństwem… Z siostrą? Miała siostrę? Co się z nią stało? Jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Nie chciała sobie przypominać.
    - Jak to nie dasz rady? - zapytała skonfundowana. - Nie możesz jeszcze raz użyć ognia? - Uniosła dłoń mrucząc inkantację pod nosem, podrywając do góry pięć kamyczków którymi wcześniej ćwiczyła. Jeszcze nie udało jej się zrobić tego bez głośnego wypowiadania zaklęcia. - To może ja zaatakuję ciebie?

    Will

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Popsułam nam wątki, to powinnaś krzyczeć. Zwłaszcza, że jesteś starsza. Tak czy siak, jeszcze raz przepraszam. Oby teraz nam przyjemnie i ładnie szło, bo wątki nasze jak najbardziej lubię. Tylko je mozolnie zabijam. ;-; ]

    Gniazdo wiwern powinno brzmieć groźne, zwłaszcza jeżeli ktoś nie był zbyt doświadczony w walce z dzikimi stworzeniami. Było mimo wszystko na tyle bezpiecznym wyzwaniem, żeby nie zagrażały życiu Ray’a. Przynajmniej pod okiem Yensena. Najwyżej oboje skończą w bandażach, ale będą żywi. Wierzył, iż taka dawka adrenaliny dobrze zrobi chłopakowi, zwłaszcza w tym czasie. Nic tak nie oczyszcza umysłu jak walka o życie. I nic tak nie poprawia humoru jak wygrana takiej walki. Słońce dopiero niedawno zaczęło piąć się po nieboskłonie. Był poranek, nie wcześniej niż przed dziewiątą. Skoro mają wyruszyć konno, potrzebują sporo czasu, więc jeżeli wyjadą za jakąś chwilę, powinni dotrzeć przed południem do doliny. Widząc jak szatyn biegnie w jego stronę, odsunął się od framugi stajennych drzwi, wychodząc uczniowi naprzeciw. Uśmiechnął się delikatnie wzruszając ramionami.
    - Nie spóźniłeś się, lubię siedzieć przy moim koniu. Dogadujemy się – odpowiedział, mierzwiąc dwudziestolatkowi włosy. Nawet jeżeli brakowało mu tylko kilku lat do trzydziestki, dla niego zawsze będzie małym szczylem, którym trzeba się opiekować. Takiego go poznał i takim na zawsze już dla niego pozostanie. Yensen nie mógł nic z tym wyobrażeniem poradzić. Na dobrą sprawę, nawet się nie starał, bo i po co? Odsunął się od niego po chwili, po czym udał się do swojego konia. Pogłaskał kare zwierzę po łbie, na co to odpowiedziało wesołym ruchem łba.
    - Bierz swojego ogiera czy tam klacz ze stajni i ruszamy. Im szybciej będziemy na miejscu, tym szybciej zacznie się zabawa – zakomunikował, następnie sam dosiadł wierzchowca. Chwycił lejce i czekał.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  10. Kobieta musiała wziąć kilka głębszych oddechów, by na jej twarzy zagościł typowy dla niej wyraz. Pokręciła głową słysząc przeprosiny.
    - Nic mi nie jest, to tylko tak nieprzyjemnie wygląda, zaraz będzie dobrze – przyznała, posyłając chłopakowi lekki uśmiech. Dla niej liczył się fakt, że mu pomogła, chociaż na chwilę. Kiedy już całkowicie doszła do siebie również chwyciła swój kubek herbaty i umoczyła usta w napoju. Czekała aż sam zacznie, miała czas i nie czuła potrzeby by go popędzać. Na wzmiankę o Willow kącik ust uniósł się lekko. Ach, ta dziewczyna pojawiła się tu raz i chyba była jedyną istotą, której meduza zapłaciłaby za samo nie przychodzenie. Strasznie ciężki przypadek. Mimo wszystko miała cichą nadzieję, że radzi sobie w życiu i dogaduje się z Rey’em, chociaż plotki chodziły różne. Zmarszczyła czoło na wzmiankę o laboratorium. No tak, od tego typu przeszłości ciężko było się uwolnić, kiwnęła głową na znak, że rozumie. Nie drążyła głębiej, nie widziała w tym najmniejszego sensu. Widząc dłoń ujęła ją lekko w swoje dłonie i przyjrzała się bliżej.
    - Co dokładnie Ci się z nią stało? Może będę mogła jakoś pomóc, a jak nie ja to znam pewną istotę, która na pewno coś na to zaradzi, nawet dwie – zauważyła i z troską spojrzała na chłopaka. Przecież go tak nie zostawi, skoro mogła rzeczywiście okazać się pomocna.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  11. [hej ;)
    wszyscy tacy kochani zarzucaja mnie postaciami a ja nie umiem wybrać ^_^ help me now ! oboje są uroczy a Glena to bym nawet uściskała cieplutko płacząc nad jego smutnym losem i jakby nie patrzeć troche do siebie podobni w sytuacji są ;) No nie wiem na kogo się zdecydować - która postać potrzebuje więcej "uwagi"? ]

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  12. Przewróciła oczami, jeszcze silniej utwierdzając się w przekonaniu, że Ray rzeczywiście nie mógł być jej bratem. Po pierwsze - nie miała brata, po drugie - nawet gdyby miała, to nie byłby takim mięczakiem.
    Skierowała kamyczki w jego stronę starając się zaatakować go z kilku stron, aby wyzwanie było większe. Jeżeli się nie obroni, to pewnie skończy się siniakami. Mogła włożyć w to więcej siły, ale… powstrzymała się. Na razie chciała zobaczyć co się teraz stanie.

    Will

    [I'M BACK. częściowo.]

    OdpowiedzUsuń
  13. Uśmiechnęła się zadowolona, gdy w końcu zrobił coś konkretnego. A więc coś tam jednak potrafił, chociaż sam chyba nie wiedział co dokładnie, wnioskując z jego reakcji. Trzeba było się tym zająć, musieli wiedzieć co potrafią. To co robiła to rzeczywiście jedynie sztuczki, musiała je przeistoczyć w coś silniejszego jeżeli mieli... Jakiś taki niepokój poczuła, gdy pomyślała o zaatakowaniu tej kobiety. Wiedziała, że nie jest jej matką, ale jednak coś w tego typu figurze wzbudzało respekt, coś co powstrzymywało ją do podniesienia na nią dłoni.
    Jednak nie miała czasu się teraz nad tym zastanawiać. Nie oczekiwała od Raya, że sam ugasi ogień który ją więził. Wolała się sama wydostać. Otarła pot z czoła, gorąc promieniujący od płomieni stawał się coraz bardziej przejmujący.
    Więc może coś w stylu tego zaklęcia, którym zamroziła kałużę. Najpierw był ten ruch dłonią, potem inkantacja… czy najpierw inkantacja? Otaczające ją płomienie nie pozwalały się skupić. Nie miała, aż tak dużego doświadczenia w bojach… jeszcze. Gdzieś z tyłu głowy zaczęła podgryzać ją panika. Inkantacja, dłonie, czy coś jeszcze? A może coś związanego z ogniem? Czy ona znała coś związanego z ogniem?

    Will

    OdpowiedzUsuń
  14. Odetchnęła z ulgą, gdy płomienie się rozproszyły. Stała jeszcze chwilę w miejscu, starając się uspokoić rozpędzone serce. Wzięła jeszcze głęboki oddech, zanim pochyliła się nad Rayem. Przekrzywiła głowę w bok, wpatrując się w niego marszcząc brwi.
    - Katanę? A skąd ci to… - Urwała, gdy w jej głowie błysnął obraz młodego mężczyzny biegnącego z wyciągniętym mieczem. Z kataną. To mógł być on. Tak jej się zdawało. Zaczynała być pewna. Szczególnie, gdy w dłoni chłopca pojawiła się ta sama katana. Coś nadal ją odgradzało od tej części życia, ale przynajmniej wiedziała, że istnieje. Błysnęło jej jeszcze jakieś znajome uczucie, gdy usłyszała swoje imię. Dlaczego to jak ją nazywano zawsze miało dla niej większe znaczenie? Może to zamyślenie sprawiło, że nie zauważyła gdy nagle pojawiła się przy nich ta kobieta udająca ich matkę. Poczuła przejmujący ból, gdy wykręciła jej ucho. Przez pierwszą chwilę przyjęła tę karę ze spokojem, musiała ponieść konsekwencje za swoje czyny, ale gdy zobaczyła, że łapie też Raya… coś ją zdenerwowało. Nie wiedziała dlaczego pomyślała nagle, że on już wystarczająco dużo się nacierpiał z rąk swojej matki. Bez dalszego zawahania Willow chwyciła zaklęciem leżącą na ziemi katanę i z ogromną siłą pokierowała ją w stronę kobiety, wbijając jej miecz w brzuch. Puściła ich, Willow od razu pociągnęła Raya za rękaw aby się oddalić. Ubranie kobiety zaczęło przemakać krwią, czerwona strużka popłynęła z jej ust, gdy uniosła głowę aby spojrzeć na dzieci.
    - Ja chciałam tylko… - Zakasłała krwią, cofając się kilka kroków.
    Coś mówiło Willow, że to jeszcze nie koniec, ale może da im trochę czasu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiedziała co robić. Miała za mało informacji by podejmować jakiekolwiek decyzje. Już wystarczająco źle się czuła po zaatakowaniu tej kobiety. Wiedziała, że to nie była jej matka, ale mimo to ją to gryzło. No i jeszcze dziwiło ją to co spowodowało jej zachowanie. Może Ray był ważniejszy niż się spodziewała. Może to co wygadywał wcześniej o tej całej miłości miało jakieś podstawy. Fu.
    Zmusiła ich do zatrzymania się, zaraz gdy wypadli z krzaków. Zmęczyła się. Oddychała ciężko, opierając dłonie na kolanach. Jej serce biło jak oszalałe. Uniosła głowę dopiero po dłuższej chwili, zauważając przez to zmianę w krajobrazie.
    - Jeszcze niedawno było rano… - powiedziała wpatrując się w ciemniejące niebo i zachód słońca. Wzięła jeszcze jeden głęboki oddech. - Może… Musimy więcej poćwiczyć? Może wiedzieliśmy jak ją pokonać?

    Will

    OdpowiedzUsuń
  16. - Nie wiemy tego, czy nie wiedzieliśmy! - To brzmiało lepiej w jej głowie. Westchnęła ciężko. - Jedynie wiem, że im więcej ćwiczę, tym więcej przypominam sobie co potrafiłam… - dodała, siadając przy nim. Nie pamiętała wiele z życia, jakby coś ukrywało jej wspomnienia przed nią, ale zaklęcia do niej wracały. - Myślałam, że od kiedy przebiłam ją mieczem, to raczej zostaje nam zabicie jej. - Pokiwała głową. Świat na pewno nie był prawdziwy. - Nie wiem czy damy radę zniszczyć… świat. Wydajesz się zmęczony - dodała, zerkając na niego.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Ciamajdy w wątku zawsze spoko, dlaczego by nie? A co do przesłuchania, mogłoby być coś takiego, ale bardziej myślałam w inną stronę zupełnie. A co gdyby Worick zatrudniłby Ray'a? Miałby zadanie do gildii, trochę małe śledztwo na swojej żonie. Obserwacja jego domu, gdy go nie ma, takie tam. Jeśli nie chcesz, zrozumiem. Tak tylko to proponuje.]

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  18. Niemal zaczęła się o niego martwić w pewnym momencie, gdy brzmiał coraz gorzej, ale kiedy w końcu się podniósł i zgodził się na ćwiczenia to przyjęła to ze skinieniem głowy. Gdyby było coś bardzo nie tak, to by przecież tak nie ryzykował, prawda? Nikt nie jest taki głupi.
    Uśmiechnęła się radośnie, kiedy nareszcie ją zaatakował. Ugasiła kule ognia falą mrozu, po czym sama zaczęła atakować. Ciężko było tutaj określić upływ czasu, wydawał się nienaturalny, więc nie wiedziała ile czasu trenowali. W końcu jednak stwierdziła, że potrzebuje przerwy. Jej twarz była mokra od potu, policzki zaczerwienione, oddech płytki, ale usta rozciągnięte w uśmiechu. To był ten dobry typ zmęczenia. Kilka zaklęć już rzucała, bez wypowiadania formułki na głos, przypomniała sobie kilka nowych ataków. Teraz jednak przypomniała sobie o tym co powiedział Ray wcześniej. Nie pamiętała, aby zabijali tę kobietę wcześniej, ale jeżeli miał rację…
    Myśl, myśl, co o tym wiesz? Coś musisz wiedzieć.
    - Ray… powiedz mi wszystko co pamiętasz, albo co myślisz, że pamiętasz - powiedziała, siadając na trawie, patrząc na niego z powagą.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Uznałam, że Rai wysłał mu sms'a ze zdjeciem co by się jakoś spotkali...]

    Worick już dawno chciał sprawdzić, czy wniosek o sprawę rozwodową był słuszny, ale jakoś nigdy nie miał do tego okazji... Wcześniej mógł wziąć nawet na siebie to, że między nimi nie wychodziło, nie było go wiecznie w domu, a jeśli już był to kompletnie nie zajmował się swoją żoną więc z jakiej racji taki związek miał wyjść? Ale gdy usłyszał od swojego kumpla, że ten widział jego żonę na mieście z jakimś typkiem... Po prostu musiał to sprawdzić, więc zgłosił się w tej sprawie do gildii. Detektywi by go wyśmiali, policjant proszący o pomoc! Ale tam nie krępował się o to prosić. Gildia to jednak była gildia. O dziwo rezultaty przyszły bardzo szybko. Jednak jego cudowna małżonka doprawiała mu rogi! Kurwa mać! Wściekł się jak nigdy, gdy zobaczył na zdjęcia na których ta, w tej swojej czerwonej kiecce, wymalowana jak nigdy obściskiwała się ze swoim kochasiem. Nie kto innym jak jej byłym, którego rzuciła dla niego. Siedział wtedy na komisariacie, a po zobaczeniu zdjęcia wściekłość wzięła nad nim górę. Kobieta zamiast zajmować się ich synem szlajała się gdzieś po mieście, przygruchała sobie nawet kochasia. Wyszedł z pracy, musiał wyjść bo inaczej dostałby tam kurwicy, a i tak wszyscy widzieli ze coś jest nie tak. Bo gdzie podział się ten lekkoduch Worick z wiecznym uśmiechem na twarzy? Facet, który wziął to zlecenie podobno siedział jeszcze przed hotelem w którym zabunkrowała się parka. To ich dorwie kurwa. Dotarł tam jakieś pół godziny po sms'ie, dostrzegł go od razu i szybko do niego podszedł.
    - Gdzie oni są?- warknął, nawet nie siląc się na jakiś uśmiech, którym go obdarowywał na pierwszym spotkaniu. Co to, to nie.- Nadal są w pokoju?

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  20. [ale to ona ją przebiła ostatnio kataną…]

    Willow na ułamek sekundy poczuła się spanikowana, ale szybko się pozbierała. Fakt, że kobieta trzymała Raya tak blisko siebie, trochę jej utrudniał sprawę, ale co ją obchodziło co mu się stanie? Nie był dla Willow nikim ważnym, przynajmniej tak myślała, chociaż jego słowa mogły mówić coś innego. I ten cichy głosik w jej głowie też jej kazał być ostrożną.
    Zasłanianie się dzieckiem miało to do siebie, że w sumie połowę ciała miało się odsłoniętą. Wykorzystując chwilę nieuwagi, Willow zmusiła jedną z gałęzi otaczających ich drzew do porządnego zamachu. Kobieta dostała w głowę. Puściła Raya, ale nie zawiniątko. Leżąc na ziemi chwilę je jeszcze przytuła kurczowo do ziemi, zanim ze wściekłym wrzaskiem uderzyła pięścią w ziemię. Grunt pod nogami Willow zatrząsł się mocno, tak że dziewczynka straciła równowagę. Upadła na tyłek, uniosła głowę by zobaczyć górującą nad nią kobietę, której paznokcie prawej dłoni wydawały się być nienaturalnie długie i ostre, o czym Willow się szybko przekonała dostając nimi po twarzy. Pęd sprawił, że padła na bok. Rana na policzku piekła okropnie, czuła jak krew spływa po jej szyi, jak w oczach zbierają się łzy. Zacisnęła dłoń w ziemi, wypełniając ją magią szykując zaklęcie, starając się ignorować ból na plecach, które właśnie też zostały potraktowane pazurami. Ostatnie słowa inkantacji były bolesnym krzykiem, ale ataki ustały. Spojrzała za siebie. Kobieta wisiała nad nią nadziana na kolec ziemisty kolec wyrośnięty z gruntu. Wydawała się zaskoczona. Nawet w tym unieruchomieniu jednak ściskała to zawiniątko, z którego teraz wydobył się płacz. Ledwo żywa kobieta stała się uspokoić niemowlę, zapominając o wszystkim co ją otaczało. Jakby trzymała cały swój świat w ramionach.
    Willow podniosła się z trudem i bez zawahania wyrwała niemowlę. Dopiero po tym akcie trochę się przestraszyła, że to jedynie rozwścieczy kobietę, ale ona zaczęła łkać i błagać… Dobrze. Willow spojrzała na niemowlę beznamiętnie. Położyła je na ziemi, w jej dłoni nagle pojawił się nóż, dobrze jej znany. Kiedy przeniosła na niego wzrok w jej oczach było więcej emocji, niż kiedy patrzyła na to dziecko. Przesunęła kcikiem po grawerowanej, pokrytej runami rączce. W prawdziwym świecie nie będzie jej dane go trzymać. Szkoda, że nie ma czasu na cieszenie się nim trochę dłużej.
    Uniosła spojrzenie na Raya.
    - Zniszczę jej świat - powiedziała spokojnie i wbiła noż w pierś płaczącego niemowlęcia.
    I wtedy opadła na nich ciemność.

    [killin’ children like it’s no biggie.]

    Will(owwww)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zaśmiał się pod nosem, niby wesoło ale tak naprawdę nutka zirytowania pojawiła się w tym niepodśmiewaniu. Był zły, nie na Ray'a, na swoją nierozważną i głupiutką żonkę, niby chciała ratować ich małżeństwo, niby wszystko chciała wyprowadzić na prostą drogę, a tu nagle spotyka się ze swoim kochasiem. Tylko po co? Dla kasy, której nie miał? Dla seksu, którego nie było już parę dobrych miesięcy? Nie miał pojęcia, zupełnie nie wiedział o co jej kurwa chodziło. Może o to, że on wypruwał żyły w pracy, a ona niczym dama siedziała w domu pizdą do góry? Nie musiała robić nic, syn wychowywał się praktycznie sam. Zmarszczył brwi, jednak atmosferę rozładować szerokim uśmiechem.
    - To pora ich odwiedzić, chodź- szarpnął go za sobą, po tym ruszył żwawo do hotelu zupełnie ignorując recepcjonistkę. Przelotnie pokazał tylko swoją odznakę i już pędził wielkimi susami na górę

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  22. Marcus przywołał ruchem dłoni do siebie jednego z młodszych uzdrowicieli. Nachylił się do niego.
    - Sprowadź Fingala, powiedz, że się obudził - wymamrotał cicho, pewnie nie chcąc aby Ray usłyszał, chociaż gdyby chłopak się skupił to pewnie by to do niego dotarło.
    Uzdrowiciel kiwnął głową i wyszedł z sali, a Marcus wrócił do zajmowania się swoim pacjentem. O Willow powiedział na razie tylko tyle, że znajduje się w innym pomieszczeniu, ale dziewczyna żyje i nic jej nie jest. Widać było, że na razie chce skupić się na Rayu. Nie wspomniał jeszcze o tym, że byli nieprzytomni trzynaście dni. Może nie chciał stresu dokładać.
    Po jakimiś dłuższym czasie, na tyle długim, że Marcus zdążył już odstąpić od Raya i niecierpliwie zerkać na drzwi, wrócił wysłany przez niego uzdrowiciel, a za nim ciągnął się młody, chudy mężczyzna, stosunkowo wysoki, chociaż zgarbiony. Jasne brązowe włosy były wyraźnie ułożone w taki sposób, by zasłaniać mu twarz. Kiedy Marcus do niego podszedł, odwrócił wzrok wbijając go w ścianę, palcami bawiąc się brzegiem przydługich rękawów koszuli. Przez całą rozmowę nie spojrzał na uzdrowiciela ani razu. W końcu obaj mężczyźni ruszyli gdzieś w głąb kliniki. Po ponad godzinie młodzieniec pojawił się na nowo. Usiadł gdzieś na parapecie i wbił zamyślone spojrzenie w okno.
    Obecność i zmartwienie Gandxala było tak wyraźne, że Willow przez chwilę myślała, że jeżeli otworzy oczy to zobaczy demona, a raczej formę jaką by przybrał, jednak zamiast niego stał Marcus, co też raczej jej nie zdziwiło. Nie rozpoznała jednak pomieszczenia w którym się znalazła.
    - Gdzie… jestem? - zapytała, a jej głos brzmiał wyjątkowo rześko jak na sytuację w której była.
    - Pokój na ciężkie przypadki - odpowiedział uzdrowiciel.
    Wtedy zorientowała się, że leży na podłodze w środku skomplikowanego magicznego kręgu. Z tego co wiedziała to miał on zazwyczaj zadanie spowolnienia czyiś funkcji życiowych, zazwyczaj aby zarobić sobie trochę czasu.
    - Ile…?
    - Trzynaście dni.
    Odetchnęła to nie aż tak dużo. Spojrzała na swoją rękę nadal spoczywającą na temblaku. Spowolnione funkcje życiowe znaczyły, że jej obrażenia się nie goiły.
    - Ray? - zapytała, macając zdrową ręką opatrzony nos.
    - Wybudził się.
    Odetchnęła z ulgą. Chciała wstać, by móc go zobaczyć, jednak jej nogi odmówiły posłuszeństwa. Marcus pomógł jej wdrapać się na wózek inwalidzki, którego nie omieszkała skomentować uwłaczającym. Zerknęła jeszcze raz na krąg.
    - Kto go zrobił?
    - Później ci powiem - odpowiedział jej Marcus po chwili milczenia, wyraźnie nie wiedząc, czy jej to teraz powiedzieć, wyprowadzając wózek.
    Reszta lecznicy była stanowczo silniej naświetlona, na tyle mocno, że musiała zasłonić oczy aby obronić się przed paskudnym słońcem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  23. Miał ochotę mordować, nie tyle co jej kochanka co swoją żonkę. Puszczała się zamiast zajmować ich synem, on rozumiał wiele rzeczy, ale kurwa no. Do tego te jęki, które teraz zbrzydły w jego uszach. Jak dawno ich nie słyszał? Zaśmiał się pod nosem słysząc, że ten jest gliną. Jest, owszem, więc może po morderstwie dostanie mu się mniej lat odsiadki albo pomogą mu w tym znajomi, którzy przyjadą na miejsce morderstwa. Wpadł do środka, a widząc gruchającą parkę od razu się zerwał. Mężczyznę, jednym konkretnym ruchem odrzucił na jedną ze ścian, a dość niska, blondwłosa dziewczyna pisnęła.

    - Worick! To nie tak jak myślisz kochanie...- podeszła szybko do niego, chciała złapać za dłoń, ale ten wyrwał ja mocno z jej uścisku.

    - Zamknij się i wypierdalaj- syknął.- Masz dosłownie chwilę na to, by się ubrać. Wracasz do domu, zabierasz swoje rzeczy i więcej nie chcę widzieć Cię na oczy.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  24. Willow, słysząc znajomy, chociaż słaby, głos, pozwoliła sobie spojrzeć w jego stronę, chociaż oczy nadal się nie przyzwyczaiły do końca. Musiała nadal je mrużyć, chociaż pewnie i tak by to robiła, nawet bez silnego światła, by okazać swoje niezadowolenie.
    - Nazwij mnie tak jeszcze raz, a przysięgam, że już nigdy nie dostaniesz ode mnie śniadania - powiedziała ostrzegawczym tonem.
    Swoją uwagę skupiła na Rayu, raczej jej nie obchodził nikt inny, więc nawet nie zauważyła młodzieńca siedzącego gdzieś tam na uboczu, który nie wiadomo skąd sprawił sobie kartkę papieru i zaczął coś z niej składać. Zauważył go zaś Marcus i nie wydawał się zadowolony z jego obecności, ale nie odezwał się jeszcze tylko pomógł Willow wdrapać się na łóżko.
    - Czuję się głodna, zmęczona - odpowiedziała, krzywiąc się, kiedy nogi się pod nią ugiwły i tylko wsparcie Marcusa uchroniło ją przed upadkiem. - Ale ty wyglądasz gorzej ode mnie - stwierdziła, przenosząc na Raya zatroskany wzrok.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  25. - Zrobiłam raz - przypomniała mu. Zrobiła raz, a potem opętał ją demon, może ten fragment trochę przyćmił śniadaniową część. - I wygląda na to, że pierwszy i ostatni - dodała, mrużąc oczy w niezadowoleniu.
    - Się nie martw, Willi… - Marcus odchrząknął, wyraźnie chcąc się dołączyć do Raya w denerwowaniu jej, jednak się z jakiegoś powodu powstrzymał. Było to do niego dość niepodobne. - Nie martw się Willow, niedługo dostaniecie coś lekkostrawnego. - Czyli papkę, mówił o papce.
    Gdy upewnił się, że Willow już bezpiecznie przebywa na łóżku i nie ma wokół niej żadnych ostrych przedmiotów, odszedł od nich zająć się resztą spraw.
    Teraz kiedy już siedziała w ciszy, zaczęła sobie wszystko układać w głowie, szczególnie ostatnie momenty snu. Ten dziecięcy widziała obserwowała wtedy jak osoba postronna, odcinając się od tamtej Willow z przeszłości. Nawet jako mała dziewczynka wiedziała co trzeba zrobić i po prostu to robiła. Nie wiedziała czy teraz byłaby w stanie...
    - Beannachdan dhut, bana-mhaighstir MhicDhùghaill - powiedział głos, którego nie słyszała tak dawno, że niemal go nie rozpoznała, ale upewniła się co do swoich podejrzeń zwyczajnie unosząc głowę, aby spojrzeć na osobę stojącą przed jej łóżkiem.
    Pierwotne zaskoczenie zostało zastąpione przez podejrzenie. Niezależnie od tego jak bardzo nie chciała się mylić w swoich domysłach, to nie mogła kompletnie ich odrzucić. Podejrzewała go o tę pułapkę od początku, chociaż starała się znaleźć w głowie jakieś inne wytłumaczenie, a teraz jego obecność tutaj tylko jeszcze bardziej świadczyła o jego winie. I mimo to jakoś tak ją to zabolało gdy zwrócił się do niej tak oficjalnie.
    - Beannachdan dhut, Fingal - odpowiedziała chłodno. - An e thu fhèin a bh 'ann? - Fingal nie odezwał się, wpatrując się w jakiś punkt na uboczu. To akurat nie było nic dziwnego, zawsze się tak zachowywał, od dziecka. Jeden z powodów dla których był tak mało popularny. - An e thu fhèin a bh 'ann? - powtórzyła pytanie, w jej głosie rosło napięcie.
    Skinął głową. I wbrew regułom zaczął się tłumaczyć. Powinien był poczekać na jej pozwolenie. Ale już nie zwracała na to uwagi. Chciała wiedzieć dlaczego. Jego sposób mówienia trochę się zmienił, nadal machał rękami podczas tłumaczenia, zdania nadal były krótkie, często zdawkowe, ale jego głos był trochę słabszy, bez wyrazu. Tłumaczył, że to był wypadek, że stracił kontrolę, że to miał być miły gest, że nie chciał. Westchnęła ciężko, chcąc zacisnąć palce na mostku nosa, ale ból szybko jej przypomniał, że jeszcze jest złamany. Tęskniła za rozmowami w gaelickim, ale wolałaby teraz konwersować o pogodzie, a nie o tym, że ostatnia osoba której jeszcze umiarkowanie ufała z jej starego życia prawie ją zabiła.
    - Trus a-mach… - wymamrotała, kiedy skończył.
    - Bana-mhaighstir...
    - Trus a-mach! - powtórzyła głośniej i trochę bardziej wściekle.
    Wykonał grzeczny, płytki ukłon i wyszedł z lecznicy z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Miała wrażenie, że kiedyś potrafiła rozpoznać co myśli pod tą jego naturalną maską, ale może jej się tylko wydawało. Nie wiedziała już czy mu wierzyć. Czy może komukolwiek wierzyć. Była zmęczona.
    - Czy ty też mnie kiedyś zdradzisz, Ray? - zapytała cicho wpatrując się w przestrzeń. Nie chciało jej się tłumaczyć co właśnie zaszło.
    Gandxal był podejrzliwy, ale to akurat nic dziwnego. Nie przepadał za Fingalem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  26. - Ubieraj się kurwa, albo Ty i twój kochaś wylądujecie z kulką w głowie. Ale już!- krzyknął, po tym spojrzał na mężczyznę, który stał niewzruszony jego krzykami. Niewzruszony do czasu, gdy nie wyjął pistoletu i go nie przeładował. Oczy kobiety rozszerzyły się w panice, szybko narzuciła na siebie swoją czerwoną, dość krótką sukienkę odrzucając do kochanka koszulę. Tamten również zaczął się ubierać, przecież widok broni to nie były już żarty.
    - Worick, ale... nasze małżeństwo, nasz syn...

    - Zamknij się- warknął.- Ty mogłaś o tym pomyśleć kochanie, zanim nie zaczęłaś się puszczać, zanim nie zaczęłaś wychodzić z domu na całe dnie. Myślisz, że o tym nie wiem?- tutaj wyciągnął zza swoich pleców Ray'a- Śledził Cię, przez gruby miesiąc. Nie pomyślałaś o naszym synu wtedy, gdy wyłaziłaś na całe noce do klubów? Myślisz, że nie wiem!?- krzyknął głośno, po czym strzelił w jedną z szyb, a oboje podskoczyli w miejscu.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  27. I pomyśleć, że bała się do niego napisać przez swoje wyrzuty sumienia za to jak go wcześniej potraktowała. Że był dla niej kimś w rodzaju przyjaciela, chociaż zrozumiała to dopiero podczas którejś sesji u psychiatry. Był, dopóki nie porzuciła go jak śmiecia, i pomimo wszelkich racjonalnych wyjaśnień czuła się z tym źle.
    Myślała, że się różnił od innych. Może mówił prawdę, może to naprawdę jedynie był wypadek, ale po Angusie nie wiedziała czy chce ufać nekromantom. Nie zdziwi się już jeżeli jej podejrzenia okażą się słuszne. To wszystko brzmiało jak coś co ona by zrobiła, by osiągnąć swój cel. A może już by nie zrobiła. Spojrzała na swoją dłoń. Jako ten mały smarkacz ze snu na pewno by się nie zawahała. Była wtedy silniejsza.
    Drgnęła, gdy dotarł do niej głos Raya.
    - Przynajmniej jesteś szczery… - powiedziała nie patrząc na niego.
    Miała nadzieję, że był szczery. Już mu się to zdarzało. Potrzebowała teraz szczerości. Nie odezwała się więcej, dopóki nie pojawił się Marcus z jedzeniem. Oczywiście od razu zażądała od niego wyjaśnień. Dowiedziała się od niego, że nie uzdrowiciele ledwo ją utrzymywali przy życiu przez pierwsze kilka dni, kiedy nagle pojawił się Fingal, przyznając się, że to jego wina, że golem mu się wyrwał spod kontroli, i zaproponował to zaklęcie które ją uratowało.
    To wyczucie czasu ją męczyło. Myślenie ją męczyło.
    Chciała czemuś przywalić. Dostała tylko sudoku.
    Skupiła się na łamigłówce, nie inicjując już dalszej rozmowy z kimkolwiek. Potrzebowała oderwania.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  28. Skończyła już prawie całą książeczkę, kiedy Ray się odezwał. Tym razem na niego spojrzała, ale on się odwrócił. Co oznaczał ten gest? Nie chciał na nią patrzeć? Czy po prostu chciał już iść spać? Za oknami było ciemno.
    - Może masz rację… Może powinnam... - powiedziała świdrując spojrzeniem tył jego głowy. - On zawsze był… trochę inny - dodała, wracając do swoich cyferek. Pułapki, zemsty, intrygi nie były w jego stylu. Fingal nie myślał w taki sposób. Po prostu chciał tworzyć.
    Nie pomyślała nawet o tym jak Ray to może wszystko postrzegać.
    Nie mogła zasnąć przez długi czas. Bolała ją ręka, i nos, i życie, i już miała dość wszystkiego. Zasnęła dopiero nad ranem, więc gdy Fingal przyszedł po południu, jeszcze się nie obudziła. Stał chwilę przy jej łóżku jakby nie wiedząc co teraz ze sobą począć, po czym przysunął sobie krzesło i usiadł przy Rayu.
    - Ty… - zaczął cichym głosem, patrząc gdzieś w bok. - Ty też byłeś we śnie. Opowiedz o nim.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  29. Podczas gdy Ray opowiadał o śnie, Fingal wyciągnął z kieszeni spodni poskładaną w kwadrat kartkę, którą zaraz rozłożył, przejechał po niej dłonią co sprawiło, że stała się gładka, bez żadnych zgięć. Musiał użyć jakiegoś zaklęcia.
    - To był mój błąd - przyznał ze spokojem, zaczynając składać kartkę na szafce nocnej. - Nie chciałem jej zniszczyć - odpowiedział. - Kobieta. Opowiedz mi o kobiecie - zażądał, nie przerywając swojej zabawy z kartką.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie miał zamiaru strzelać, po prostu chciał ich jakoś wystraszyć i najwyraźniej poszło mu to naprawdę świetnie. Żona się wystraszyła, jej kochanek prawie uciekał w popłochu, a on wyszedł na świra... No cudownie. Po jeszcze jednym wystrzale, tym razem w ścianę, schował broń i z założonymi rękoma przyglądał się swojej małżonce. W tym momencie już miał do niej podejść, pomóc jej przy tym ubieraniu się, ale Ray go zatrzymał. Spojrzał na niego nieco zdziwiony, właściwie trochę o nim zapomniał, a słysząc oskarżenia miał ochotę cisnąć nim o ścianę. Jakim prawem ten gówniarz go oskarżał, owszem, nie było go często w domu ale to nie usprawiedliwiało jej do tego, by się z kimś puścić! Jednym, konkretnym ruchem odsunął go od siebie.
    - Zamknij się- syknął- Dobrze wiem co robię, a Ty... Twoja robota chyba jest skończona, nie?- spytał. Z kieszeni spodni zaczął wyciągać swój portfel, po czym szybko dał mu wyliczoną sumę.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  31. - Zawsze lubiła moje golemy… - odpowiedział, kończąc robić zagięcia i zaczynając proces składania kartki w jakiś konkretny kształt. On zwyczajnie robił origami. - Nie chciałem jej w nim zamknąć. Musiałbym ją najpierw zabić. Jej się nie może nic stać. Potrzebujemy jej. - Dotychczas jego głos był pozbawiony silniejszych emocji, ale ostatnie zdanie wypowiedział z wyraźnym przekonaniem. - Sama twoja egzystencja jest problematyczna - dodał już bardziej rzeczowo. - Odpowiadam na twoje pytania. Odpowiedz na moje. Opowiedz mi o kobiecie.

    OdpowiedzUsuń
  32. Jego palce zatrzymały się, gdy Ray wspomniał o demonie. Potrząsnął głową.
    - Dziecko będzie jej decyzją - odpowiedział, patrząc na powyginaną kartkę trochę smutno. - Potrzebujemy przywódcy. MacDougallowie mieli pod sobą kilka klanów, bez przywódcy… zaczniemy walczyć między sobą. - Wrócił do składania kartki. Powoli zaczynała nabierać kształtów, jeszcze musiał dopracować szczegóły. - Czy odczuwasz jakieś niecodzienne objawy w realnym świecie? - zapytał, gdy Ray skończył opowiadać o kobiecie. Zanim jednak zdążył usłyszeć odpowiedź coś innego złapało jego uwagę.
    - Fingal? - Willow uniosła się na zdrowym łokciu, obserwując ich obu trochę zaspana.
    Mężczyzna poderwał się z miejsca gniotąc w dłoni niedokończoną papierową gwiazdę. Stanął przodem do niej, chociaż nie patrzył na nią.
    - Beannachdan dhut, bana-mhaighstir MhicDhùghaill* - przywitał się z nią oficjalnie.

    Willow

    *masz :P : Greetings to you, Mistress MacDougall.

    OdpowiedzUsuń
  33. [ech, no nie dogodzisz, nie dogodzisz xD ]

    Kłopotliwa egzystencja? Willow odprowadziła Raya wzrokiem zaniepokojona. Coś było nie tak, czuła to w kościach. Miała tylko nadzieję, że gdy będzie miała okazję się o to zapytać to powie jej prawdę i nie będzie się wykręcał. Niby starał się ją ochronić przed zamartwianiem się, ale powinien już zrozumieć, że ją jeszcze bardziej męczyła niewiedza.
    Z zamyślenia wyrwał ją głos Fingala. Wzięła głęboki wdech. Oboje mają kilka rzeczy do powiedzenia. Dyskutowali przez dobrą godzinę i im dłużej rozmawiali, tym więcej widziała w nim tego Fingala którego znała. Tego który by nigdy jej nie postawił w niebezpiecznej sytuacji specjalnie.
    Kiedy Ray pojawił się z powrotem, ona i Fingal siedzieli nad małą szachownicą. Willow wydawała się ogromnie skupiona na grze, podczas gdy mężczyzna dawał wrażenie niezmiernie mało zainteresowanego. Usłyszawszy jednak kroki Raya w okolicy, dziewczyna uniosła głowę by na niego spojrzeć.
    - Co się dzieje? - zapytała.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziwne, wcześniej wpadał w ten akcent kiedy był podenerwowany, o ile dobrze pamiętała, ale teraz wydawał się być raczej spokojny. Może to te leki na niego tak działały.
    Fingal zaczął coś do niej mówić po gaelicku, ale pod wpływem jej znaczącego odchrząknięcia, przestawił się na angielski.
    - Czy ty też masz jakieś objawy, bana-mhaighstir? - zapytał, na co Willow zaprzeczyła. Fingal wtedy odwrócił się w stronę Raya. - Czy tylko to cię boli? Czy dzieje się coś jeszcze?
    Z tego co się dowiedziała to sam Fingal niewiele wiedział o potencjalnych konsekwencjach snu, jako że on nie rzucił klątwę na rdzeń, tylko sam wymknął się spod kontroli. Nawet jeżeli to była prawda, to nie mogła się powstrzymać przed obwinianiem go za stan Raya… i obwiniała też trochę siebie. W końcu to trochę się stało z jej powodu.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie był bez winy, owszem, ale on nie latał od kochanki do kochanki jak to robiła, ciężko pracował na rodzinę, dom. Na to, aby ona co tydzień mogła wychodzić sobie do klubów, barów, droższych restauracji, by miała wszystko co najlepsze bo tak było trzeba. Czuł taką powinność względem niej, a ona wbiła mu nóż w plecy. Wypuścił głośno powietrze z płuc, miał dość, potrzebował spokoju. Słysząc propozycję od chłopaka spojrzał na niego z lekko zmarszczonymi brwiami. Napić się? Chciał tego i potrzebował, więc szybko kiwnął w jego stronę głową.
    - Kiedy wrócę ma Cię już nie być- warknął jeszcze do żony, po czym ruszył wraz z chłopakiem na dół. Recepcjonistka patrzyła na niego przestraszona, ale nic nie powiedział, dał jej po prostu trochę pieniędzy w ramach rekompensaty za szkody, po czym spojrzał na ciemnowłosego.
    - Nie strzeliłbym w nich, nie jestem szaleńcem. Chciałem ich jedynie postraszyć- wyjaśnił, mając nadzieję że chłopak zrozumie. On sam by pewnie tak postąpił choć... patrząc na jego zachowanie nie był tego taki pewien. Był bardziej bojaźliwy od jego syna.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  36. - Ja się nie martwię o ciebie - odparł Fingal, wstając. - Chcę naprawić mój błąd. Bana-mhaighstir pozwoli, że dokończymy grę kiedyindziej. - Złożył szachy i wykonał grzeczny ukłon na pożegnanie. Jeszcze dodał coś po gaelicku, co sprawiło, że Willow jedynie zacisnęła wargi. Czując, że to jedyna reakcja jaką dostanie, zwyczajnie opuścił lecznicę.
    Willow odprowadziła go wzrokiem.
    - Przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej… - westchnęła. Zsunęła się z łóżka, jej nogi nadal trochę drżały, ale mogła na nich ustać. - Widzę, że problemy sercowe… - powiedziała z lekkim uśmiechem. To co opowiadał brzmiało jak zawał, ale raczej Marcus by wiedział.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  37. Worick nie był szaleńcem, nie działał pod wpływem presji, bo jego praca często wymagała zimnej, wręcz brutalnej kalkulacji i to jej wyuczył się przez te kilka lat. Tak było i tym razem, nie strzeliłby, nie miał ochoty chować tej kobiety jako swojej żony, wiedząc że ta nie była wobec niego szczera ani wierna. Nie wytrzymałby tego i co powiedziałby małemu za te kilka lat? "Co się stało z mamą?" To byłoby zbyt trudne i wolał nie podejmować się tego ryzyka. Ruszył do jednego z barów, najbliższych. Znał mapkę stolicy, mieszkał w niej od urodzenia, a wszystkie bary znał wręcz na pamięć. Tak jak klubów, nie tylko dzięki pracy policji, ale i z osobistego doświadczenia. Po prostu lubił szlajać się po tych pierwszych, zwłaszcza ze swoimi kolegami, lecz on robił to nagminnie. Może był alkoholikiem? Nie miał pojęcia, a jeśli nim nie był to niewiele mu brakowało do tego, by popaść w nałóg. Zwłaszcza teraz. Rozwód, dzieciak, praca, kredyt. Matko jedyna.

    Wybrał mały bar, wręcz spelunkę do której chodził w każdą sobotę, bo zwyczajnie mieli tu najdłużej otwarte i z szerokim uśmiechem przyjął swoje piwo, od razu umaczając w nim usta. Tego mu było trzeba. Z kieszeni wyciągnął paczkę papierosów, wsadził jednego między wargi i odpalił szybkim ruchem zapalniczki.
    - Co takiego się stało, że nie jesteś przebojowy?- spytał, właściwie z ciekawości, bo ewidentnie nie wyobrażał go sobie jako chłopaczka, który miał podbijać jakoś bardziej świat. - Kobieta?- spytał, a na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek. Oh, kobiety... One naprawdę potrafiły zamieszać w głowie, namieszać w życiu i on coś o tym wiedział.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  38. - Ał, ostrożnie… - syknęła, gdy ją przyciągnął do siebie co naruszyło boleśnie jej rękę na temblaku. Po kilku chwilach stwierdziła, że i tak jest jej niewygodnie w pozycji w której się znalazła, ale nie miała wiele przeciwko, aby Ray znajdował się tak blisko niej. Nie wiedziała, że tęskniła za jego bliskością. Zbyt wiele się wydarzyło. Więc jako że nie chciała mu przerywać procesu “pożyczania egzystencji” równie bezceremonialnie co on wcześniej, zwyczajnie wgramoliła mu się do łóżka, szybkim zaklęciem zasuwając zasłony wokół nich.
    - Jeżeli ci się coś stanie to go zabiję - wymamrotała.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  39. - Nie wystarczy… - mruknęła pragnąc po prostu wrócić do siebie, zapomnieć o reszcie świata. Fingal przyniósł ze sobą wszystkie nieprzyjemne wspomnienia, przez co wpadała częściej w zamyślenie.
    - Najbardziej martwi mnie to, że jeżeli Fingal naprawdę nie skonstruował tej klątwy, to będzie ciężej określić co się dzieje - powiedziała cicho, mimochodem przejeżdżając dłonią po jego klatce piersiowej. - Tego typu klątwy nie zostawiały zazwyczaj obrażeń fizycznych… prędzej psychiczne. - Co prawda rzadko kiedy zdarzały się dwie ofiary, co pewnie ich uratowało przed stanem wegetatywnym.
    Zagryzła wargę, czując rosnące poczucie winy. Niezależnie od tego czy to było w złej wierze, czy dobrej, golem był przeznaczony dla niej. Ray się tylko pojawił w złym miejscu o złym czasie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  40. Worick uniósł brew ku górze słysząc jak mężczyzna od tak sobie zaczyna mu się spowiadać, to było dla niego dziwne. On sam nigdy nie opowiadał o swoim życiu, zwłaszcza nie obcym osobą, a dla niego Ray był obcy. Może ten chłopak po prostu tego potrzebował, więc ten mu nie przeszkadzał, tylko wsłuchiwał się w jego słowa. Czasem lepiej było pogadać z kimś niezwiązanym ze sprawą, dla zimnej kalkulacji.

    - Próbowałeś coś z tym zrobić? Lekarze? Jakieś magiczne zaklęcia? Wiem, że niektórzy to potrafią, choć sam nigdy nie miałem problemu ze swoją mocą. Może warto spróbować w takim wypadku- wzruszył ramionami, po czym zbliżył piwo do swoich ust, aby upić z niego łyk- Wiesz... moja sąsiadka zajmuje się magicznymi schorzeniami, jest takim jakby medykiem, ale bez uprawnień. Chcesz do niej numer?- spytał.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  41. [w mojej nieskończonej dobroci serca zignoruję fakt, że Ray złapał ją za jej złamany nos xD ]

    Westchnęła, zamykając oczy. Tak łatwo ją rozgryzł, ale też specjalnie się nie ukrywała. Fingal też jej powiedział, że jest bardziej ekspresyjna, chociaż przy nim mogła być z przyzwyczajenia. Będzie musiała to w sobie wyplenić.
    - To powinieneś łapać jakieś przeziębienie, a nie chroniczny zawał - mruknęła.
    Nagle zacisnęła dłoń na jego koszulce.
    - To imię… przypomina mi kogo tam spotkałeś - powiedziała, nie patrząc na niego. - Ta dziewczynka potrafiła podjąć najtrudniejsze decyzje bez zawahania. Ja już tak nie potrafię. Myślisz, że to była lepsza wersja mnie? - Naprawdę się nad tym zastanawiała. We śnie odcięła się od małej siebie, bo wiedziała, że to będzie najbardziej efektywne. Nie pozwalała jej sobie przypomnieć o rzeczach które ją zmieniły.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  42. Zarumieniła się lekko, słysząc jego słowa, uśmiechając się lekko. Po chwili jednak znowu na jej twarzy pojawiły się wątpliwości. Problem w tym, że ona powinna być zdolna do zrobienia tego co należy, niezależnie od tego czy jej się to podobało czy nie. Nie powinna wręcz myśleć o tym, czy to aprobuje. Trzeba zrobić i tyle. Zmieniła się, ale niekoniecznie na lepsze, przynajmniej nie w kontekście klanów. Nie chciała jednak o tym teraz dyskutować, zresztą on pewnie już się tego domyślił. W końcu wiedział jakie Willow ma przed sobą zadanie.
    Widząc, że jego stan się pogarsza, podniosła się ostrożnie, nie chcąc już go zagadywać. Może mówienie źle na niego działało.
    - Dam ci odpocząć - powiedziała cicho, zsuwając się z jego łóżka. Poprawiła mu kołdrę. - Leki chyba nie działają. Zawołać Marcusa? - zapytała patrząc na Raya uważnie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  43. Widząc płomyk przy jego palcach uśmiechnął się szeroko, nawet nieco przybliżył się do ognia, lecz nie na tyle by się sparzyć. Od zawsze fascynowały go moce innych, jego własne nie były tak spektakularne jak tych wszystkich, którzy go otaczali. Jedni kontrolowani wodę, ogień, wspomagali roślinom wzrost, komunikowali się ze zwierzętami, byli nieludzko silni, szybcy, widzieli w ciemnościach, wchodzili do ludzkich umysłów, widzieli przyszłość i przeszłość. A on? Ziemia, nic specjalnego, nawet jej nie używał, bo w pracy w policji była zbędna. Gdyby z rąk wysuwały mu się różne zabaweczki, to by było coś! A tak... Uniósł brew ku górze słysząc pytanie. Co zrobi?

    - Wezmę syna do siebie oczywiście, moja żona nie jest nam do niczego potrzebna, a zwłaszcza do wychowywania dziecka. Jest za młoda, nie nadaje się...- mruknął, niezbyt zadowolony z faktu, iż kobieta jest od niego mocno młodsza. O piętnaście lat przecież!

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  44. Przez chwilę miała wrażenie, że chciał ją zatrzymać, ale nawet gdyby to zrobił i tak by opuściła jego łóżko. Z jej ręką wolała jednak spać sama, a mogło ją w końcu znużyć. Wbrew pozorom nie spała aż tak dużo.
    - Oczywiście, tobie nigdy nic nie jest… - mruknęła przewracając oczami.
    Słysząc jednak o tym, że boi się zasnąć, przysiadła na skraju jego łóżka. Trochę go rozumiała, chociaż ona nie miała podobnego problemu. Może i opętania jej osoby nie były na porządku dziennym, ale z magią którą się posługiwała i życiem jakie kiedyś wiodła, obcowanie z takimi rzeczami nie oddziaływało na nią aż tak silnie.
    - Czy mogę ci jakoś pomóc? - zapytała, bo sama nie wiedziała co ma mu powiedzieć, aby poczuł się lepiej.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  45. Ta prośba ją zaskoczyła i wpędziła w zamyślenie. Oni raczej nie mieli legend jako takich, legenda zawierała w sobie zwykle jakiś fałsz, a im opowiadano historie, które się wydarzyły.
    - Raczej nie mamy legend, a wspomnienia… wielu bohaterów tych historii jeszcze do niedawna żyła, na swój sposób - powiedziała, wpatrując się w sufit starając sobie coś przypomnieć. - Oczywiście mogli coś zmyślać - dodała wzruszając ramionami. - Zazwyczaj były to przestrogi, przykłady z prawdziwego życia. Albo bitwy. Zawsze lubiliśmy bitwy. Szczególnie te które wygraliśmy. - Mogła opowiedzieć coś o nich, ale nie była pewna, że rozplanowanie taktyczne będzie wyjątkowo ciekawe w tym momencie. - Chociaż… jest pewna historia. Chyba ciekawa. Trochę bardziej z klanu mojej matki, ale my też się tam pojawiamy.
    To był moment w historii kiedy nekromancja w obecnej postaci była jeszcze czymś nowym, a na dzielenie się wiedzą należało sobie zasłużyć. MacTavishowie, pomimo tego że przysięgli wierność MacDougallom, grali na dwa fronty przez co stracili zaufanie obu klanów i zostało im odebrane wsparcie Gandxala. Tracili na sile i pozycji z każdym minionym rokiem. Pewnego razu jednak młody MacDougall przez przypadek zabił młodego króla Szkotów, Jakuba IV, zmieniając bieg historii. Nekromanci sprawujący nad nią pieczę ogłosili, że była to przedwczesna śmierć za której spowodowanie groziła najwyższa kara. MacTavishowie zobaczyli w tym swoją szansę, jako że specjalizowali się w iluzjach. Zaproponowali, że mogą stworzyć pierścień który pozwoli noszącemu go przybrać postać króla. To wbrew pozorom nie było łatwe zaklęcie, mężczyzna miał jeszcze przeżyć trzydzieści lat, więc iluzja musiała się naturalnie starzeć, aby nie wzbudzać podejrzeń. Poza tym ktoś musiał poświęcić swoje życie, aby zamieszkać wśród zwykłych ludzi, idealnie wtapiając się w dwór. Zaoferował się Màrtainn MacTavish, pod warunkiem, że jego klan zostanie znowu przyjęty pod opiekę MacDougallów i Gandxala. Oferta została przyjęta, a Màrtainn przeżył resztę swojego życia jako król Szkocji, ginąc w bitwie, w której miał zginąć. Od tego czasu klan MacTavish wiernie służy MacDougallom, na swoje sposoby.
    - MacTavishowie są znani ze swojego lubowania się w podstępach, dlatego zazwyczaj się im nie ufa - dodała Willow, kończąc swoją opowieść. - My zazwyczaj wolimy zmierzyć się z czymś bezpośrednio, dlatego nas dobrze uzupełniali. Szczególnie w czasach, kiedy trzeba zrezygnować z wielkich bitew na rzecz dyplomacji. - Westchnęła ciężko. Jej klan miał problem, aby nadążyć za czasami.

    Willow
    [king of Scots was a necromancer, true story, bro.]

    OdpowiedzUsuń
  46. Poruszyła się niespokojnie.
    - Nie przestępców - odpowiedziała z przekąsem. Skąd to słowo mu przyszło do głowy? - MacTavishowie polegają na sprycie i manipulacji, ale to nie czyni ich przestępcami. Dobry manipulator legalnie osiągnie to co chce, a ich ofiara jeszcze podziękuje za to, że została oszukana - odparła, wspominając słowa swojej matki. Jej nauki w większości poszły w las, Willow wiele odziedziczyła po ojcu, chociaż czasem zdarzało się jej je wykorzystywać na tyle ile potrafiła. - Moi rodzice sobie w ogóle nie ufali, ale to nie jest nic nowego. Większość “par” sobie nie ufa. Zaufanie może zaprowadzić… do innych uczuć. - Uciekła gdzieś wzrokiem, rumieniąc się lekko.
    Odchrząknęła cicho.
    - Duchy są kojarzone się z horrorami? - zdziwiła się trochę. - Ach, no też racja, mogłby być. - Pokiwała głową, chociaż dla niej obcowanie z duchami nie było niczym niezwykłym. Mimo to ten park brzmiał ciekawie. Dużo by można się z niego dowiedzieć, dobre miejsce dla nekromanty.

    Willow

    [moja droga, czy ja Cię kiedykolwiek śmiałabym okłamać?]

    OdpowiedzUsuń
  47. Pokiwała głową.
    - Rozumiem, mimo tego że dorastałam z chodzącymi szkieletami pod jednym dachem, to Mortiel zrobiło na mnie wrażenie - powiedziała. - Zwykle izolowaliśmy się od innych ras, wchodząc w kontakt jedynie w szczególnych wypadkach, więc znaczenie ich tutaj wszystkich, razem… to był szok kulturowy. Jeden z wielu. - Powinien dobrze pamiętać jak kiedyś reagowała chociażby na dotyk i tak naprawdę nadal miała problem z podaniem komuś obcemu ręki na powitanie.
    Usłyszała wymowne odchrząknięcie Marcusa zza zasłony. Odsłoniła ją i spojrzała na niego pytająco.
    - Och, dobrze, jesteście ubrani… - Uzdrowiciel odetchnął z ulgą, na co Willow przewróciła oczami. Co on myślał, że oni tu robili? I to jeszcze publicznie? - Ja i Ray potrzebujemy chwili prywatności... - orzekł, przeganiając ją machaniem rękami. - Tobą się zajmę później - dodał z uśmiechem.
    Willow westchnęła ciężko, ale wróciła bez gadania do swojego łóżka.

    Willow

    OdpowiedzUsuń

  48. - Wiem, na razie jednak nie zamierzam wchodzić w nowy związek. Za wcześnie- przyznał, jednak po tym uśmiechnął się łobuzersko- Kobiet na jedną noc oczywiście nie liczę, ale nie sądzę żeby takowe też się pojawiły- upił łyk alkoholu. On wiedział że będzie ciężko, nawet nie miał pojęcia jak sobie z tym wszystkim poradzi, ale musiał coś zrobić, by nie zawieść syna. Zaśmiał się szczerze słysząc o zabiciu małego, choć nie było to śmieszne. Miał dziwne poczucie humoru.
    - Nie jestem z tych, którym jak przeszkadza dzieciak to go zostawia czy udaje, że niechcący wypadł z okna. Jak już sobie kogoś brać to kobietę, która zaakceptuje to że masz dziecko jeśli nie to niech spada.- zerknął na niego kątem oka- Zobaczysz jak to jest kiedy sam ze swoją kobietą dorobicie się dziecka.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  49. Słuchała go i obserwowała jego obie dłonie. Na wzmiankę o Marcusie uśmiechnęła się delikatnie. Znała go, w końcu była w związku z Yensen’em i już nie raz odwiedzała Gildię. Ray nie musiał tłumaczyć kim jest jego znajomy, jednak meduza nie przerywała mu, jedynie posłała ciepły uśmiech.
    - Och, skoro on się Tobą zajął to mogę być spokojna – przyznała i wzięła głębszy wdech, czując się już lepiej. Zaraz popukała się palcem po brodzie. – Skoro z kośćmi jest wszytko dobrze, to jest to kwestia mięśni. Próbowałeś może akupunktury? – zapytała, biorąc łyka napoju i mrużąc lekko oczy. – Albo to kwestia psychologiczna, może po prostu tak bardzo przejmujesz się tym co zaszło, że coś blokuje Twoje zdolności. Możesz to robić nawet podświadomie… - zauważyła jeszcze. Skoro już w jakiś sposób przekonała go do mówienia to nie chciała by ta rozmowa nic mu nie dała. Nie musiała od razu rozwiązać tego problemu, ale podsunięcie kilku pomysłów. Czemu nie?

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  50. Przez ostatnie kilka dni żonglowała czasem bardziej niż zwykle. Poza wizytami u Marcusa, aby jak najszybciej jej ręka wróciła do sprawności, miała jeszcze Fingala na głowie, który krążył wokół niej niczym satelita, przez co rzadko widywała się z Rayem, ale starała się do niego czasem zajrzeć. W pewnym momencie jednak zwyczajnie przestał wychodzić ze swoich kwater, a że nie miała w zwyczaju się aż tak mocno narzucać stwierdzając, że jak będzie chciał to przyjdzie, mogła więcej czasu poświęcić Fingalowi. Zresztą, Marcus zdjął jej już opatrunek z nosa to okazało się, że chrząstka się trochę krzywo zrosła, czego nie mogła przeżyć. Może to i dobrze, że nie widziała się z Rayem, nie chciała aby ją teraz oglądał. Co prawda Marcus starał się jej wytłumaczyć, że prawie tego nie widać, ale ona patrząc w lustro potrafiła skupić się tylko na tym defekcie. Przecież zawsze wpajano jej do głowy, aby twarz chronić. Nawet tego nie potrafiła zrobić.
    Po raz kolejny zawitał do niej Fingal, który głównie pomagał jej ostatnio z nauką starożytnego greckiego. Co prawda, sam się jeszcze uczył, ale wiedział więcej od niej, no i miał wcześniej nauczycieli.
    Czytała właśnie tekst, z którego później wypisywała czasowniki i określała ich formy, a Fingal trochę na uboczu składał jakieś wyjątkowo skomplikowane origiami z kilku kartek. Słysząc pukanie w szybę, uniosła głowę marszcząc brwi. Jej towarzysz nawet nie drgnął.
    Widząc Raya, bezwiednie uniosła dłoń do nosa, chcąc go zasłonić, ale chwilę później ją opuściła. Nie mogła przecież zasłaniać tego cały czas w ten sposób, to by wyglądało dziwnie. Gdyby wiedziała, że się przypałęta, to by przynajmniej iluzję na twarz rzuciła, chociaż jak ostatnio coś w ten sposób ukrywała to zauważył. Może jednak poszuka w sobie jakiś talentów jej matki, która w magii iluzji się akurat specjalizowała, jak na MacTavish przystało.
    Podeszła do okna, uchylając je lekko, jednak nie otwierając na oścież.
    - Mam też drzwi - poinformowała go.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  51. Jego lepsze samopoczucie ją wprawiło w trochę lepszy nastrój, ale zdołała go jeszcze ukryć. Co prawda, piknik na dachu brzmiał zachęcająco, ale była czymś zajęta. Nie mogła tak po prostu tego wszystkiego rzucić, bo Ray ją o to poprosił.
    - Mi nie żal, spędzam ten dzień bardzo produktywnie - odparła, podążając wzrokiem za jego spojrzeniem. Może i pogoda sprzyjała spędzaniu czasu na świeżym powietrzu, a nie siedziedzeniu w domu, ale naprawdę chciała skupić się teraz na nauce. Wiedziała jednak, że całego dnia nad tym nie spędzi. Zwykle dla rozrywki szła na trening, a teraz jeszcze przegrywała w szachy z Fingalem. Dzisiaj mógł być to piknik. - Jest jeszcze wcześnie. Daj mi dwie godziny, potem wyjdę, dobrze? - zaproponowała takie rozwiązanie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  52. Kącik ust uniósł się lekko ku górze słysząc o niewinności u tej kobiety, dla niego to było urocze, gdy kobieta wstydziła się intymności i trzeba było jej pokazać wszystko po kolei. Miał kiedyś taką dziewczynę, jeszcze za czasów szkoły i rozczulał się za każdym razem gdy musiał ją uczyć, a z Kate... Z Kate było inaczej, była bardzo śmiała w swoich działaniach, zbyt pewna siebie i chyba brakowało mu tej niewinności. Dla niego właśnie takie dziewczyny były najbardziej wartościowe, ale każdy miał swoje gusta.

    - Prawdziwą rodzinę?- zamrugał szybko, spuścił wzrok w kufel- Ciężko, bardzo ciężko. To wielka odpowiedzialność mieć małżonkę, a gorzej jest tylko jak pojawia się dziecko. Mnie to przez pewien czas mocno męczyło, przez to dostałem nawet w pewnym momencie depresji, po narodzinach syna- wyjaśnił mu- Ale da się przyzwyczaić, no i nie wszyscy tak mają. Ale po takim czasie mogę powiedzieć, że jest świetnie. Zwłaszcza, gdy budzisz się z ukochaną w ramionach, a dziecko już drepcze do wspólnej sypialni.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  53. Febe uśmiechnęła się ciepło.
    - No, jakkolwiek to zabrzmi, na głowę nie pomoże, jedynie na rękę. Chodzi o wbijanie specjalnych metalowych igiełek w, tak zwane, akupunkty. Pobudza to krążenie krwi i wzmacnia energię, więc mogłoby nieco ożywić swoje mięśnie i pozbyłbyś się tego skurczu, jednak… - tu zrobiła pauzę i zamyśliła się na chwilę, jednocześnie mierząc chłopaka wzrokiem. – Nawet zdrowa dłoń nie wiele pomoże, jeżeli chodzi o wewnętrzną blokadę. Będzie to jakiś krok na przód, ale wątpię, że całkowicie rozwiąże problem – przyznała, nadal z troską w oczach. Chyba już z przyzwyczajenia większości swoich znajomych po prostu matkowała, taka była i już.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  54. Uśmiechnęła się na chwilę, dopóki jeszcze wpatrywała się w miejsce w którym przed chwilą przebywał Ray. Kiedy się jednak odwróciła od okna, jej wyraz twarzy wrócił do swojej bezpiecznej neutralności. Nie była tu sama.
    Kiedy skończyła pracę okazało się, że ma jedynie dziesięć minut, więc wygoniła szybko Fingala i poskładała notatki do jakiejś zorganizowanej kupy. Dopiero gdy otwierała okno pomyślała, że może powinna coś ze sobą wziąć, tylko że dobrze wiedziała, że nie miałą ani czasu, ani czego. Wchodząc na parapet przyszło jej do głowy, że może powinna coś ze sobą zrobić, ale też się by przez to spóźniła. Pozostało jej tylko mieć nadzieję, że nie wygląda najgorzej, nie zdążyła nawet w lustro spojrzeć. Chociaż Ray widywał ją w gorszym stanie. Ale w innych okolicznościach. Jakie to w ogóle są teraz okoliczności? Miała ochotę od tych przemyśleń walnąć czołem w ścianę, ale niespecjalnie miała ku temu możliwość, bo już wchodziła na dach. Musiała się aktywnie powstrzymywać, aby nie zacisnąć palców na mostku nosa. Potrzebowała w tym momencie obu dłoni. To jej przypomniało o nosie. I znowu chciała się cofnąć. Nie zdążyła jeszcze znaleźć jakiegoś dobrego, prostego sposobu, aby ukryć swoją najnowszą niedoskonałość. Powinna była więcej czasu z matką spędzić, by jej iluzji przynajmniej nauczyła.
    Za późno jednak na cofanie się. Została zauważona. Uśmiechnęła się lekko, trochę wymuszenie, i wgramoliła się na dach. Ray jak zwykle o wszystkim pomyślał. Jej uśmiech stał się nieco bardziej szczery. Usiadła ciężko na kocyku, podświadomie narzucając trochę dystansu między sobą, a Rayem. Może nie chciała, aby mógł się jej dokładnie przyjrzeć. Odetchnęła głęboko, wpatrując się zachód słońca, barwiący niebo na purpurowo. Teraz sobie uświadomiła jaka jest zmęczona psychicznie. Od wszystkiego. Ten wieczór dobrze jej zrobi.
    - Nie wiem czy powinnam pić… - odezwała się po chwili, zerkając na butelkę wina. - Dawno nie piłam, mogłam się odzwyczaić. - To mówił jej rozsądek, ale tak naprawdę nie miałaby nic przeciwko, aby wlać w siebie alkohol.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  55. Ostatnio bardzo często słuchała swojego rozsądku. W końcu wzięła się za naukę, nie tylko trening. Należało jej się trochę głupoty. Śmieszne. Wcześniej nigdy by sobie nie pozwoliła tak pomyśleć. Na głupoty nigdy nie było czasu. Zerknęła na Raya. Teoretycznie cała ich znajomość powinna być dla niej taką głupotą, ale dobrze wiedziała, że nie była.
    Wzięła od niego kieliszek.
    - Już myślałam, że próbujesz mnie upić - stwierdziła trochę rozbawiona tym jak od razu zaczął się wycofywać ze swojej propozycji. Zakręciła winem w kieliszku, aby je napowietrzyć. Alkoholu zwykle nie piło się dla przyjemności w jej kręgach, zwykle pojawiał się on jako narzędzie. Aby komuś rozwiązać język, aby zaczerwienić policzki, aby stwarzać pozory rozluźnionej atmosfery. Nigdy by się nie przyznała, że akurat sama lubiła raz na jakiś czas się napić.
    - Dzień mi minął produktywnie. Zaczęłam przerabiać koniugację czasowników ściągnych - odpowiedziała, by po chwili sama się zakłopotać. - To chyba nie jest szczególnie ciekawe - mruknęła, potrząsając głową. - A tobie? - zapytała zarówno zwyczajowo jak i z ciekawości, bo chciała wiedzieć co u niego. Przecież kilka dni siedział u siebie w pokoju ostatnio. Była kwestia którą jeszcze chciała poruszyć, ale mogła ona jeszcze chwilę poczekać.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  56. Uśmiechnęła się lekko na jego rozbrajającą szczerość. Dobrze, że jeszcze nigdy jej się nie zdarzyło pić bez umiaru. Wolała raczej nie tracić nad sobą kontroli.
    - Naprawdę jestem pod wrażeniem, że czytasz o nekromancji w taki sposób - powiedziała patrząc na niego z uznaniem. - To nie są łatwe rzeczy tak w ogóle, więc w obcym języku musi być jeszcze ciężej. - Musiała przyznać, że znajomość rytuałów znacznie jej pomagała w rozszyfrowaniu tekstów w obcych językach, teraz najlepsze porównanie miała z greckim którego się przecież dopiero uczyła, ale już w miarę wiedziała o co chodzi gdy przetłumaczyła odpowiednie słowa. Gorzej było z tekstami innej natury, dlatego pewnie głównie takie Fingal jej podrzucał.
    - Nie dokucza mi - odpowiedziała, zaskoczona, że w ogóle Ray o nim wspomniał. - Do tej pory był bardzo pomocny. Jak będzie trzeba to sama skopię mu tyłek. Ja mam do tego prawo. - Uśmiechnęła się znacząco i upiła trochę wina. Było zaskakująco dobre. Zaskakująco, bo już przyzwyczaiła się, że złego wina nie potrafi pić - jej kubki smakowe zostały przyzwyczajone do tego lepszej jakości niestety, albo na szczęście.
    - Ale tobie może zacząć - stwierdziła, wbijając spojrzenie gdzieś w horyzont. - Powinnam ci nałożyć tę pieczęć ochronną, aby nie mógł grzebać ci w przeszłości. Jeżeli już tego nie zrobił. - Fingal wiedział, że by jej się to nie podobało, więc by się pewnie do tego nie przyznał.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  57. Westchnęła ciężko. Znowu będzie musiała mu to tłumaczyć. A przecież już się kiedyś zgodził.
    - Stalowa wola tu w niczym nie pomoże - powiedziała, kręcąc głową. Kochała to jak bardzo chciał polegać na własnej sile, ale tutaj po prostu źle to zrozumiał. - Ta pieczęć chroni cię tylko przed okiem duchów i demonów przywoływanych przez nekromantów. Tak że nie mogą udzielać na twój temat informacji. Nie obronisz się przed tym w głowie. To tak jakby… oni mieli książkę z historią całego świata. Taka pieczęć zasłania im fragmenty o tobie. - Upiła wina. - W taki sposób cię znalazłam, gdy leżałeś wtedy w jaskini - przypomniała ich jaszczurkową przygodę. Co prawda taka pieczęć by już jej takie akcje uniemożliwiła… w sensie, ten typ o którym myślała. Istniały inne, ale nie chciała ich proponować. - Szczerze, to Fingal już mógł sprawdzić twoją przeszłość, a ty nic o tym nie wiesz. Tego się nie czuje.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  58. Wiedziała jaki Fingal był cięty na Raya, znała go na tyle dobrze, by to zauważyć. Nie chciała aby go dręczył niepotrzebnymi przytykami, które pewnie by przypominały te którymi rzucał Gandxal. Nie spodziewała się jednak, aby Fingal miał zamiar atakować Emily. Raczej. Chociaż inni nekromanci mogli już nie być tacy mili.
    - Myślałam, że po prostu nie chciałbyś aby ktoś naruszał twoją prywatność - odpowiedziała. - Nie wspominając już o tym, że jak ktoś wie jakie pytania zadawać to może się też dobrać do mnie. - Wzruszyła ramionami. Ją chroniła jej własna pieczęć, co oznaczało, że jeżeli jakieś wydarzenie w życiu Raya zawierało jej osobę, duch by wspomniał o niej jako nieznanej osobie. No a z iloma nekromantami Ray spędzał czas? (miała nadzieję, że zna odpowiedź na to pytanie)
    Zanim zdążyła mu odpowiedzieć na jego kolejne słowa, wepchnął jej winogrono do ust. Słodki sok rozlał się jej przyjemnie po języku. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, który wkradł się na jej usta, gdy zmniejszył dystans między nimi. Nie myślała już o swoim nosie. Bardziej o jego. I jego ogólnej bliskości, której jej brakowało.
    - Chcesz aby zawsze mogła cię znaleźć? - zapytała również jakimś takim przyciszonym głosem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  59. Jego intensywne spojrzenie zaparło jej dech w piersi. Przepełniło ją uczucie oczekiwania na to co wiedziała, że nastąpi, chociaż czekała na tyle długo by i się trochę zniecierpliwić, niemal sama odruchowo się nachylając do pocałunku. Zdążył ją jednak ubiec. Przymknęła oczy, odwzajemniając pocałunek.
    Ku jej przerażeniu i zaskoczeniu, nie udało jej się powstrzymać niezadowolonego pomruku, gdy się od niej odsunął.
    Ta ich senna przygoda chyba rzeczywiście trochę ją zmieniła. Utrzymywanie nad sobą kontroli przy Rayu zaczynało być nieznośnie trudne.
    - To jedynie ochrona, nie rozumiem dlaczego mógłbyś jej nie chcieć - stwierdziła, biorąc z talerza kanapkę. - Więc… - Odchrząknęła cicho, odwracając wzrok. - Więc jest typ pieczęci który pozwoliłby mi cię znaleźć. Między innymi. I to z większą łatwością niż normalnie. Nie chcę jej proponować, bo nakłada je się na sługi.
    Widocznie ją ten pomysł gryzł. Niby chciała mieć możliwość odnalezienia go w nagłych przypadkach, ale waga jaką niosła ze sobą ta pieczęć przyprawiała ją o dyskomfort.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  60. [“wskazał na jej pieczeń.” ach, to była piękna, pachnąca pieczeń.]

    Odetchnęła z ulgą. Dobrze. Tak było dobrze. Nie chciała mu zakładać tej drugiej pieczęci. Trzeba było wierzyć, że to zaklęcie wystarczy.
    Kiedy wykrzesał z palców ogień, odstawiła wszystko co trzymała i również wstała, aby się przyjrzeć jego demonstracji.
    - Ray, to wspaniale - powiedziała, wydając się naprawdę cieszyć się tym jego, stosunkowo niewielkim, postępem. Wiedziała jednak, że musi to być dla niego duży krok w przód. W ogóle, w przód, jakikolwiek.
    - Pomagał ci w tym może ktoś…? - zapytała, niby niewinnie, niby nie myśląc o nikim konkretnym, jednak nagle sobie przypominając jakieś szepty i chichoty roznoszące się po Gildii. Starała się nie zwracać uwagi na plotki, jednak czasami coś do niej docierało i musiała walczyć całą sobą, aby zwyczajnie za pomocą nekromancji nie sprawdzić czy jest w nich ziarenko prawdy. Chyba czuła zazdrość.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  61. Na wspomnienie Febe jednak poczuła dziwne ukłucie niepokoju. Przecież ta kobieta była taka radosna, nie tak jak Willow. I chociaż ufała Rayowi w tej materii, to jednak te cholerne plotki… Mimo wszystko, musiała przyznać, że była wdzięczna Febe, że przynajmniej trochę Rayowi pomogła, nawet jeżeli było to niewiele.
    Ten sen pozwolił im na wiele rzeczy, uświadomiła sobie, gdy przyciągnął ją do siebie. Objęła go ramionami za szyję.
    - Nie… - mruknęła w odpowiedzi na jego pytanie o zazdrość, odwracając wzrok, swoim tonem i zachowaniem wyraźnie mówiąc, że była zazdrosna. Ale przecież jej się nie godzi do tego przyznawać. Powróciła do niego spojrzeniem, gdy kontynuował. Kiedy mówił jej te wszystkie rzeczy od których jedynie rosły rumieńce na jej twarzy.
    Odwzajemniła pocałunek, przymykając powieki, głupawo ciesząc się tą bliskością.
    - Kiedy jest ciężko? - zapytała, gdy oderwali się od siebie. Nadal go jednak obejmowała, zapominając o jakimkolwiek dystansie. - Może ci coś poradzę? - zapytała z lekko zadziornym uśmiechem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  62. Och, ależ ona się przyznawała do swoich uczuć, tyle że nie w języku który on mógł zrozumieć.
    - Nie mogę zmienić tego jak podchodzę do moich obowiązków, ale… chyba oboje mamy problem z przyznawaniem się do tego co nas trapi, prawda? - Przekrzywiła głowę bok, patrząc na niego uważnie. - Wtedy rzeczywiście jest ciężko… - przyznała. Mogła sobie wyobrazić to co on przeżywał, kiedy coś przed nim ukrywała. W końcu czuła to samo. Oboje nie chcieli się nawzajem martwić, ale czuła że powinni w końcu sobie bardziej zaufać.
    Na wspomnienie o eks-chłopakach popatrzyła na niego ogromnie zdziwiona, przez kilka sekund nie łącząc faktów. Przecież ten zwrot określał jakąś intymną relację, a ona… Oh. Oooh.
    - Jesteś zazdrosny - stwierdziła, nadal mając problem ze zrozumieniem dlaczego. Przecież ona kompletnie nie postrzegała Fingala jako potencjalnego partnera, był za nisko w hierarchii. Chociaż może zewnątrz mogło to dość podejrzanie wyglądać. - Fingal jest mi przydatny, naprawdę nie musisz się nim przejmować. Nie łączyła nas nigdy intymna relacja. I nie będzie. - Wtuliła się w Raya, twarz ukrywając w zagłębieniu jego szyi, aby móc przyznać się do swoich uczuć po gaelicku.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  63. Zaskoczyło ją, gdy wziął ją na ręce, już myślała, że znowu planuje coś głupiego, ale nie zdążyła się nawet zastanowić co, a już siedziała na jego kolanach. Ach, no dobrze, tak też może być. Tak bardzo może być.
    - Może i jest naturalne, skoro mam ten sam odruch - odpowiedziała mimochodem bawiąc się jego włosami. - Ale oboje chyba już dowiedzieliśmy się, że ukrywanie takich rzeczy jedynie przynosi problemy - westchnęła. - Na przykład ja mam ochotę ci przywalić, gdy mi mówisz, że wszystko w porządku, kiedy widzę, że nie jest - dodała z lekko zadziornym uśmiechem. - I chociaż na związkach znam się pewnie jeszcze mniej od ciebie, to domyślam się, że to nie jest najlepszy refleks - stwierdziła.

    Willow
    [chcę ją upić. dzień dobry.]

    OdpowiedzUsuń
  64. [TAK, MIELI KIELISZKI, BYŁA PEŁNA KULTURA, RÓB SOBIE NOTATKI. (przy Tobie czuję się jakbym miała pamięć absolutną) :DDDD
    ona nie tknie piwa, ani wódki, ale winem też się da upić, szczególnie jak się mało pije (zerknęłam wymownie w lustro - mi wystarczy kieliszek do obiadu xD ).]

    Uśmiechnęła się. Tyle potrzebowała. Rozumiała, że nie zawsze jest się w stanie o czymś mówić, ale jeżeli by jej przynajmniej zaufał na tyle, aby powiedzieć, że coś się dzieje. Żeby ona mu zaufała. Pogodziła się z faktem, że właśnie tego chciała, chociaż długi czas się przed tym broniła. W końcu ona nie mogła nikomu ufać. Ale jemu chciała. Jemu już chyba ufała, co musiała przed sobą przyznać. Czuła się przy nim bezpieczna - że może być sobą na tyle na ile potrafiła. To było dla niej najważniejsze poczucie bezpieczeństwa. W końcu, potrafiła się obronić, chociaż lubiła gdy działali razem w niebezpiecznych sytuacjach.
    - Dobrze, o jeden powód mniej dla którego miałabym ochotę ci przywalić - odpowiedziała, stukając się z nim kieliszkami. Upiła trochę wina. - Wiesz, że nie zawsze mogę działać zgodnie z moimi uczuciami, Gath… - westchnęła.

    Willow
    [powinnam być na estońskim, ale udaję, że się uczę na jutro, hihihihihi.]

    OdpowiedzUsuń
  65. [... zastanowię się :* ]

    Po dwóch kieliszkach jej policzki pokrył rumieniec, który z każdym kolejnym robił się coraz mocniejszy.
    Czasami zdarzało jej się być zbyt pewną siebie. No, zwykle miało to jakieś podstawy, ale teraz…
    Była przekonana, że jak poczuje, że alkohol zaczyna uderzać jej do głowy, to przestanie pić. W końcu posiadała jakąś samokontrolę. Oczywiście, że tak. Ale jakoś tak nie skojarzyła, że alkohol zazwyczaj właśnie w tę samokontrolę uderza. Więc gdy Ray podał jej butelkę wina bez zawahania wzięła łyka prosto z butelki, chociaż było to niezwykle nieeleganckie z jej strony, jej matka przewróciła by się w grobie, gdyby takowy posiadała.
    Zanim zdążyła się nie zgodzić na grę już w niej uczestniczyła. Co prawda nic jej nie przeszkadzało, aby nadal się nie zgodzić, ale automatycznie odpowiedziała:
    - Wyzwanie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  66. Jęknęła cicho.
    - W… olliw…? - zaczęła. Tak, pierwsze imię poszło łatwo. - Emery… - mruknęła pod nosem, starając sobie zwizualizować swoje drugie imię. - Y… re… me… - Dobrze to też nie było aż takie trudne.
    Z nazwiskiem oczywiście poszło najgorzej. Męczyła się z nim okropnie, wino wcale nie pomagało, ale musiała się z tego wszystkiego napić. Zaczęła rysować w powietrzu literki i chociaż były niewidzialne, to jakoś jej się rozmywały…
    - Lag… oud… cam…? - wymamrotała w końcu potwornie na tym skupiona. Chyba na grece się tak nie skupiała jak nad tym. - Starczy - prychnęła niezadowolona, że tyle jej to zajęło. - Teraz ty, pytanie czy wyzwanie? - zapytała, lekko naburmuszona.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  67. Poddanie się nawet jej nie przyszło do głowy. Jej się musiało udać. I się udało.
    Jakie mogło być wyzwanie? Pierwszy raz grała w tę grę i nic ciekawego nie przychodziło jej do głowy. W końcu zmrużyła oczy, stwierdzając, że Ray jest stanowczo bardziej trzeźwy od niej i trzeba szybko temu zaradzić.
    Podała mu swoją, niedawno napoczętą, butelkę wina.
    - Wypij do połowy - powiedziała, bo miała dobre serce, a także chciała jeszcze mieć co pić.
    A gdy nadeszła jego kolej na zadanie jej tego groźnego pytania, uparcie odpowiedziała:
    - Wyzwanie. - Jeszcze nie była aż tak pijana, by ryzykować z prawdą.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  68. Rzeczywiście, zarumieniła się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było teraz możliwe.
    - “Z języczkiem”? - wymamrotała przysuwając się do niego. - Naprawdę? Ile ty masz lat? - Takie nazewnictwo jeszcze bardziej ją kłopotało. Nie mógł użyć innej nazwy? Zawahała się jeszcze na ułamek sekundy, kilka centymetrów przed jego twarzą. To przecież nie tak, że nigdy się nie całowali. Przecież się całowali. Wiele razy. A raczej… to zwykle on ją całował. Chyba nawet potrafiła wyliczyć ile razy to ona zainicjowała pocałunek [o ile mnie moja pamięć absolutna nie myli to tak ze dwa czy trzy razy xD ale bardziej skłaniam się ku dwóm]. W końcu się jednak przemogła.
    Smakował winem, ona pewnie też. Zamknęła oczy oddając się tej przyjemności, czując jak potwornie pieką ją policzki. W ogóle zrobiło jej się tak jakoś gorąco. Nie przerwała pocałunku, dopóki nie zabrakło im powietrza.
    - No to… prawda czy wyzwanie? - wyszeptała po chwili nie odsuwając się jednak od niego.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  69. Po raz kolejny się zamyśliła, patrząc gdzieś w bok. W końcu jednak powróciła do niego spojrzeniem.
    - Powiedz tha gaol agam ort - powiedziała cicho, patrząc mu w oczy z jakimś takim dziwnym wyrazem.
    To było głupie. Przecież słyszała to od niego już wcześniej, ale… jakoś tak chciała usłyszeć jak to mówi w języku bliskim jej sercu. Była nawet gotowa mu pomóc, gdyby miał problem z wymową, ale według niej to nie było, aż tak trudne do powiedzenia. Chciała to usłyszeć od niego w ten sposób, nawet jeżeli będzie to kaleczył. Przynajmniej ją rozbawi.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  70. Jakoś tak wstrzymała oddech kiedy zaczął to mówić, nawet jeżeli wyszło trochę koślawo. Jednak… mniej koślawo niż się spodziewała, co wydało jej się trochę podejrzane. Wątpliwości wszelkie rozwiał, gdy dodał jeszcze coś od siebie.
    - Uczyłeś się tego - powiedziała, otwierając szeroko oczy, trochę z zaskoczenia, trochę z przerażenia. Przecież… przecież… ona mu to wcześniej mówiła. Czy zrozumiał ją wtedy? Czy o to mu chodziło, kiedy powiedział, że nie potrafi się ona przyznać do własnych uczuć?
    To nie tak, że nie była gotowa, bo już chyba trochę była, na tyle by nie móc się powstrzymać przed powiedzeniem mu tego. Bardziej… robiła to dla niego. Aby nie wiedział. W końcu kiedyś jej tu już nie będzie.
    Niemniej jednak, fakt, że w ogóle się tego uczył ujął ją naprawdę za serce. To naprawdę wiele dla niej znaczyło.
    - A o co chciałbyś mnie zapytać? - wymamrotała, nadal trochę zagubiona w swoich myślach.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  71. Była zaskakująco podatna na sugestie w tym momencie. Po prostu usłyszała “pytanie?” i się na to zgodziła, za bardzo zaplątana w swoich rozmyślaniach. Dopiero jak już to pytanie zadał to się zorientowała co zrobiła. Ale mogło być gorzej.
    - Nie boję się… - Nadęła policzki jak małe dziecko, ale zaraz wypuściła powietrze. Napiła się jeszcze wina, co by jej słowa łatwiej przez gardło przeszły. - No, może trochę się boję. Ale to nie… - Westchnęła ciężko. - Moi przodkowie zbudowali ten klan na tych tradycjach. Nie chcę odrzucać wszystkiego w co wierzyli… Jestem im coś winna… No i… inne klany są też przywiązane do tradycji, więc gdybym ja nagle chciała je odrzucać to mogliby się ode mnie odwrócić, szczególnie patrząc na to na jakiej słabej pozycji teraz się znajduję. - Wzięła porządny łyk wina. - No i to nie tak, że w ogóle od tradycji nie odchodzę - wymamrotała, patrząc na niego wymownie.
    Cała ich relacja odbiegała od wszelkich zasad i tradycji. Nawet jeżeli jakiś klan sobie pozwalał na to by mieć intymne relacje z kimś poza kontraktem, to miało to być na podłożu fizycznym, bez przywiązania emocjonalnego. To po prostu za bardzo osłabiało nekromantę.
    - Pytanie czy wyzwanie? - zapytała po chwili.
    Słońce już zaszło jakiś czas temu, a niebo już nabrało znacznie ciemniejszych barw. Przy chłodniejszym powiewie wiatru, skuliła się mimowolnie, wtulając się bardziej w Raya w poszukiwaniu ciepła.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  72. Przymknęła oczy, delektując się jego znajomym ciepłem i bliskością. O wiele łatwiej było jej się do niego kleić, teraz kiedy alkohol naruszył jej granice jeszcze bardziej. Nie zastanawiała się nad tym co ktoś pomyśli, co by przecież robiła, nawet gdy byli sami.
    Nie powinna się upijać.
    Zamyśliła się dłuższa chwilę. Nie wiedziała o co go może zapytać. Wiedziała w sumie wszystko co najważniejsze, przynajmniej jej się tak wydawało, a nawet gdyby czegoś nie wiedziała to zwykle też nie miała problemu by się zapytać normalnie. Nie miała sposobu na wykorzystanie tej gry, ale może… wykorzysta swój obecny stan, zanim jej trzeźwy umysł przejmie z powrotem kontrolę.
    - Bardzo ci przeszkadza brak seksu? - zapytała cicho. Trapiło ją to raz na jakiś czas. - Oczywiście, zakładając, że nie sypiasz z kimś na boku... - dodała trochę bardziej żartobliwie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  73. Nie mogła powstrzymać chichotu wywołanego przez jego zakłopotane zachowanie. Toż to było takie zwyczajne pytanie! Nie mogła jednak zaprzeczyć, że była z siebie całkiem zadowolona, że udało jej się go aż tak zapeszyć. Co prawda, nie planowała tego, ale też niczego nie żałowała.
    No dobrze, może jednej rzeczy trochę żałowała.
    - Nie wiem czy ze sobą jesteśmy… - wymamrotała, unosząc na niego trochę smutne spojrzenie. - Wiem, że nie powinnam. Ale robię już wiele rzeczy których nie powinnam. Wiem, że gdybyś sypiał z kimś na boku, to by to ogromnie bolało. I mnie, i ciebie, bo pewnie bym ci skopała tyłek. - Jej usta zadrżały, jakby chciały się wygiąć w uśmiechu.
    - Ciepło i towarzystwo? No dobrze, wybroniłeś się - mruknęła.
    Jej zdrowy rozsądek wzbraniał się przed fizyczną bliskością, ale przecież już parę razy się zdarzyło, że gdyby nie siła wyższa, to by jej serce uległo. Teraz jak o tym pomyślała to powinna się bardziej pilnować. Aż się wina napiła z tego wszystkiego. Jej butelka również była na wykończeniu, chociaż sama jej przecież nie wypiła. Czuła jednak, że alkohol robi swoje, to znaczy zaczynała się robić śpiąca. Ziewnęła cicho.

    Willow
    [hahaha, siła wyższa zawsze znajdzie wyjście z takiej opresji!]

    OdpowiedzUsuń
  74. [Ty żeś za to jebła odpisem.]

    No, to ją całkiem rozbudziło. Serce zaczęło łomotać w jej piersi jak oszalałe. Jej ciałem wstrząsnął przyjemny dreszcz, gdy zalała ją fala ciepła. Było jej gorąco, ale nie wiedziała, czy to przez koc, czy przez słowa Raya, czy władczy pocałunek którym ją uraczył. Wzięła kilka głębszych oddechów, kiedy oderwali się od siebie.
    - Od kiedy jesteś taki władczy…? - wymamrotała w jego usta, patrząc na niego spod zmrużonych powiek. Na wspomnienie o Finagalu jednak odchyliła lekko głowę do tyłu. Naprawdę musiał teraz o nim wspominać? - On nie jest mój… - odpowiedziała uparcie. - I o czym w ogóle chcesz z nim rozmawiać?

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  75. Tego po prostu nie dało się przeżyć na trzeźwo. Dopiła swoje wino.
    - Ale czy to coś zmienia, że jesteśmy razem oficjalnie…? - westchnęła.
    Co prawda, nie była pewna czy zachowywali się jak prawdziwa para, ale ich relacja zawierała pewne kluczowe elementy, więc jakie miało znaczenie nadawanie sobie tytułów?
    - Gaaaath… - jęknęła po chwili, obejmując go za szyję. - Oczywiście, że chcę wiedzieć… - wymamrotała patrząc na niego wzrokiem zbitego psa. - Nie możemy mieć przed sobą tajemnic, skoro jesteśmy razem… - dodała uśmiechając się zadziornie.

    Willow
    [z jednej strony chcę ją częściej upijać, bo mi to daje bardzo wolną rękę, ale z drugiej wiem, że ona teraz to już przy nim alkoholu nie tknie xD ]

    OdpowiedzUsuń
  76. Więc do tej pory nie czuł się pewnie? Ach, no, może trochę czasami, rzeczywiście. Ale tak było przecież wcześniej. Musiał uważać co robi, kiedy jeszcze nie przyzwyczaiła się do jego dotyku. Teraz go pragnęła. Ojej. Czy ona to właśnie pomyślała? Po jej ciele rozszedł się niezwykle przyjemny dreszcz, kiedy jego usta musnęły jej ucho. Przestała na chwilę myśleć.
    Jej umysł się włączył, jak już siedziała u niego na łóżku.
    Wiedziała gdzie to zmierza i przez niezwykle długą chwilę nie miała żadnego zamiaru tego zatrzymywać. Jednak coś ją tknęło, jakiś przebłysk w jej zamglonym alkoholem umyśle.
    Położyła Rayowi dłoń na piersi, nie odsuwając go od siebie co prawda, ale zarazem powstrzymując go przed przysunięciem się do niej.
    - Nie kiedy jesteśmy pijani… - wymamrotała patrząc na niego prosząco.
    Chciała go. Było to bardzo proste pragnienie. Wiedziała, że nie powinna, ale chciała. Jednak jeżeli kiedykolwiek miałaby do tego dopuścić, to… no właśnie. Chciała by to ona dopuściła, a nie alkohol.

    Willow
    [nie zrobię Ci tego (ani sobie) ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  77. [ej, ale to dobra reakcja!]

    Uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że ją zrozumie, nie obawiała się nawet, że będzie musiała go długo przekonywać… w sumie nie wiedziała czy by dała radę go długo przekonywać, zanim sama by nie uległa własnym namiętnościom.
    - Będę musiała to jakoś przeżyć… - odpowiedziała, kitosząc się obok niego, szukając wygodnej pozycji. Zagryzła jedynie wargę, czując jego oddech przy swoim uchu. Nie żałowała, że powstrzymała ten ciąg wydarzeń, ale… no, nie. Nie żałowała. To była dobra decyzja. - Wiem, że nie zrobisz… - odpowiedziała cicho. - Ufam ci - dodała jeszcze ciszej.
    Przymknęła oczy. Jego obecność zaczynała działać na nią kojąco, co przywróciło jej wcześniejszą senność. Alkohol też pewnie pomógł. Zasnęła po kilku minutach, z lekkim uśmiechem błąkającym się po ustach.
    Obudziła się zaś skrzywiona. Powodów mogło być wiele - ból głowy, suchość w ustach, fakt, że pamiętała co się działo. Jęknęła cicho.
    - Nigdy więcej… - wymamrotała.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  78. Właśnie to chciała powiedzieć. I w jej przypadku, akurat mogły to nie być słowa rzucone na wiatr. Burknęła coś niezrozumiałego w gaelickim na to jego “słonko”. Czyli on też pamiętał. I ogólnie jakoś tak brzmiał lepiej od niej.
    - Ała… - mruknęła, gdy dostała butelką wody. Łapanie rzeczy nie zaliczało się teraz do jej umiejętności. Nie miała jednak siły się złościć. Usiadła powoli na łóżku, zaciskając palce na mostku nosa. Dlaczego ona sobie to zrobiła? Westchnęła ciężko i przyssała się do butelki. Zaspokajając pierwsze pragnienie, zakopała się z powrotem w pachnącą Rayem pościel. Gdyby nie czuła się tak potwornie, to by nie było nawet tak źle.
    - Nie… - odpowiedziała, trochę mniej zachrypnięta. Na samą myśl ją trochę zemdliło. - Która godzina? - zapytała po chwili, nie wyglądając jednak z pod kołdry.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  79. [tłumacz się, tłumacz.]

    Znowu coś burknęła spod kołdry w odpowiedzi. Słysząc jednak która godzina wydała z siebie niezadowolony jęk. Wyjrzała spod kołdry, kiedy jego kroki się zbliżyły. Przymknęła oczy czując opuszki jego palców na swoim czole. Miło.
    - Tak… Chociaż teraz już nie... - mruknęła. Spojrzała gdzieś w bok, wyraźnie nad czymś rozmyślając. - Miałam od rana siedzieć nad książkami, bo po południu… - Zawahała się. - Fingal miał przyjść, żeby to posprawdzać… - dodała ciszej.
    Zauważyła już, że Ray jest na Fingala raczej cięty, ale nie to było powodem jej niepewności. Pamiętała jak Ray się odgrażał, że chce o czymś z Fingalem porozmawiać i nie wiedziała do końca jak ma to rozumieć.
    Jak na zawołanie rozległo się pukanie. Willow schowała się pod kołdrą.
    - Jeżeli to on to powiedz, że jestem chora. Tylko nie mów, że piłam. Błagam.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  80. Willow jęknęła głucho, gdy trzasnął tymi drzwiami. Miała zamiar go ochrzanić, jak tylko wróci. Chciałaby móc stwierdzić, że ją zdziwiło gdy jednak nie wrócił od razu. Obawiała się, że go gdzieś wciągnie.
    - Dlaczego bezczelny…? - zapytał Fingal, jak zwykle nie ukazując szczególnie mocnych emocji, chociaż można by się pokusić o stwierdzenie, że był lekko zaskoczony. Ciekawe tylko czym? Tym, że jego całkowicie logiczne zachowanie zostało okrzyknięte bezczelnym, czy że Willow pozwoliła sobie się upić. Przecież w takich sprawach zawsze utrzymywała kontrolę.
    Zmartwiał, gdy Ray zaczął go gdzieś ciągnąć. On jeszcze gorzej dogadywał się obcym dotykiem od Willow - zanim się już w miarę do tego przyzwyczaiła. Prawdopodobnie miał ochotę teraz Rayem rzucić o ścianę, ale musiał się powstrzymać. Gdyby coś temu magowi zrobił to mogłoby to ugodzić Willowa, a tego nie chciał. Bardziej mu się opłacało mieć ją po swojej stronie.
    Więc zaparł się jak uparty koń i wyrwał swoją rękę z uścisku Raya.
    - Mogę iść sam - powiedział, jego głos był wyraźnie bardziej ekspresyjny niż zwykle, głównie chłodny. Nadal jednak nie patrzył na swojego rozmówcę, zaczął skubać krawędź rękawa. - Jaką sprawę? - zapytał, już trochę bardziej neutralnie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  81. - Mówisz o sobie - stwierdził Fingal. - Szansa jest nikła - odpowiedział od razu, nadal miętoląc brzeg rękawa. - Jeżeli chcesz mnie poprosić o pomoc, to muszę odmówić. Do klanu nie dołącza się z powodu kobiety, tylko żeby poszerzać swoją wiedzę i ciągle się rozwijać. - Umilkł na chwilę, chyba nad czymś bardzo intensywnie myśląc. - I nawet jakbyś zdołał dołączyć do któregoś, to twoja osobista pozycja byłaby zbyt niska, aby wesprzeć bana-mhaighstir w ten sposób. - Mogłoby się wydawać, że powiedział to tak, jakby istniał inny sposób.

    (wcale nie) Willow

    OdpowiedzUsuń
  82. Fingal bardzo długo nic nie mówił. W pewnym momencie wyjął pogniecioną gwiazdę i zaczął ją rozkładać, jakby kompletnie zapomniał o istnieniu Raya. Zacisnął usta, zastanawiając się nad czymś. Odezwał się chyba dopiero po kilku minutach, i jeżeli Ray go poganiał to w ogóle na niego nie zwracał uwagi.
    - Klan MacDougall to klan wojowników. Najważniejsze to… pokazać swoją siłę - zaczął powoli. - Myślę, że… bana-mhaighstir szuka tej siły na zewnątrz, jak polityk którym nie jest. A powinna sięgnąć do siebie. Na przykład… - Papier w jego dłoniach rozerwał się. Fingal popatrzył na to wręcz smutno. - Na przykład, zdecydować sama jak chce prowadzić swój klan. I odnieść sukces.

    (zaskakująco pomocny) Finguś

    OdpowiedzUsuń
  83. Westchnął.
    - Rozmawialiśmy o tym… kiedyś. - Znowu zamilkł, chyba zaczynając powoli rozumieć dlaczego Ray go nie lubi. - Kiedy zapytałem dlaczego zaczęła ze mną negocjować kontrakt. Wtedy moja słaba pozycja w hierarchii nie miała aż tak dużego znaczenia, ale nadal mogło się to wydawać złym ruchem z jej strony. Przecież powinna poszukać kogoś silnego… a dla większości taki nie byłem. Nie jestem. Ona jednak widziała potencjał w golemach. I sama powiedziała, że jeżeli uda jej się pozostać przy swojej decyzji to będzie to oznaka siły. - Wydawał się być jakiś taki smutny. Pokręcił głową. - Klan nadal powinien składać się z magów, najlepiej tych którzy nie boją się używać nekromancji. Bana-mhaighstir nadal chce kultywować rozwój wiedzy, więc sama nie będzie chciała przyjmować kogokolwiek. I nie powinna. To delikatna sprawa. - Schował pognieciony papier do kieszeni i wzruszył ramionami. - Więc skoro to jej sprawa to czemu ze mną o tym rozmawiasz za jej plecami? - zapytał.

    Fingal (HE'S SUCH A GOOD BOY.)

    OdpowiedzUsuń
  84. Pokiwał głową.
    - Bana-mhaighstir jest uparta. Tylko obawia się spożytkować ten upór gdzie indziej. - Wcisnął dłonie do kieszeni, wbijając spojrzenie w ziemię. Chyba głupio mu się zrobiło od tych słów. Nie mógłby ich powiedzieć Willow w twarz, nie z relacją jaką mieli. - Takie było założenie, że to życie w Mortiel to jedynie przejściowa faza. - Przestąpił z nogi na nogę. - Gandxal nie jest uwięziony w jej głowie, tylko w swoim wymiarze. Zawsze tam był - poprawił go Fingal, garbiąc się jeszcze bardziej. - Więc nie musi też wychodzić. Jeżeli jednak naprawdę chciałaby go uwolnić, to jej partner nie będzie całkowicie przypadkowy. Na pewno nie możesz to być ty. - Umilkł. To chyba było oczywiste. - Nie czuję się dobrze rozmawiając o tym. To nie moje miejsce - powiedział cicho.

    Fin

    OdpowiedzUsuń
  85. Chyba nie zrozumiał, ale Fingal już nie chciał go zatrzymywać. Ray nie mógł być ojcem tego dziecka, jako że Willow nigdy by go w takim razie nie poświęciła. Nie mogłaby tego zrobić mężczyźnie na którym jej w jakiś sposób zależało.
    Willow tym czasem pocierpiała chwilę, przewracając się z boku na bok. W końcu nie mogła dłużej wytrzymać. Czuła się brudna. Spanie w ubraniu jej nie służyło. Prysznic. Mogła pójść do siebie, ale trochę się bała, że ją ktoś zobaczy. No nic. Musiała popracować z dostępnymi środkami.
    Kiedy Ray wrócił, ona właśnie wychodziła z łazienki ubrana za duży t-shirt, susząc włosy ręcznikiem. Nadal czuła się paskudnie, ale przynajmniej nie była brudna.
    - Pożyczyłam koszulkę i ręcznik. I prysznic - powiedziała, już trochę mniej zachrypnięta. - Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, bo teraz już za późno.
    Udało jej się znaleźć zwykły czarny t-shirt, który zakrywał jej tyłek. To było najważniejsze. Niestety bielizna nadal wczorajsza, co było trochę niesmaczne, ale nie mogła nic poradzić.

    Willow! I to jak!

    OdpowiedzUsuń
  86. Z początku nawet nie zwróciła uwagi na to jak jej obecny stan na niego wpływał, jako że nie spojrzała w jego stronę, nadal wycierając włosy. Dopiero gdy pojawił się przed nią i popatrzyła na jego twarz uświadomiła sobie w jakim jest stroju. Zarumieniła się, słysząc jego słowa. Nie określiłaby się tym epitetem. Przecież jej skóra na jej nogach była naznaczona bliznami, szczególnie paskudna była ta na lewej łydce, ślad po ugryzieniu przez wilka. Zewnętrzny bok prawego uda zaś przecinała pamiątka po otwartym złamaniu. To nie mogło być aż tak atrakcyjne. Szybko przestała o tym myśleć.
    Ręcznik opadł na podłogę, gdy Ray złączył ich usta w pocałunku. Mimowolnie jej powieki opadły, a ramiona oplotły go za szyję.
    - Żadnego picia, już nigdy więcej - wymamrotała. - Tobie też przydałby się prysznic - dodała trochę żartobliwie.
    Chociaż było tak bardzo miło stać w jego objęciach, to wolałaby się położyć i dalej cierpieć w swoim kacu.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  87. Walnęła się na łóżko z zadowolonym pomrukiem. Wtuliła twarz w pachnącą Rayem poduszkę. Przykryła się z powrotem kołdrą, ale wystawiając łydkę z blizną na zewnątrz, co by jej za gorąco nie było. Przymkęła powieki i nie otworzyła ich nawet gdy Ray zaczął się kręcić po pokoju. Dopiero gdy usłyszała, że usiadł obok, otworzyła jedno oko.
    Jego pytanie ją zaskoczyło i wprawiło w zamyślenie.
    - Nie wiem czy pasja… - odezwała się po chwili, wyciągając w jego stronę dłoń, zaczynając poprawiać mu roztrzepane, wilgotne włosy. - Lubię dowiadywać się nowych rzeczy. Lubię stawać się silniejsza, a to daje mi wiedza. Zazwyczaj. Czasem coś jest po prostu ciekawe. - Cofnęła nagle dłoń. - Czy to pytanie ma związek z tym o czym rozmawiałeś z Fingalem? - zapytała stosunkowo spokojnie, chociaż rozsadzał ja niepokój i ciekawość. Chciała by sam jej powiedział o czym rozmawiali, ale nie mogła się powstrzymać przed lekkim dążeniem tematu. A musieli rozmawiać, bo przecież nie było go na tyle długo, że zdążyła połapać się w jego szafie i wziąć prysznic.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  88. Zacisnęła mu dłoń na ramieniu, chcąc jakoś dodać otuchy, gdy wspomniał o doświadczeniu. Wiedziała jak bardzo musiał mu ciążyć jego ograniczony dostęp do własnej magii. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak by na nią to wpłynęło, gdyby wydarzyło jej się to samo. Magia była tak integralną częścią jej życia i całej osoby… nie zawahałaby się przed niczym by ją odzyskać.
    Zacisnęła usta słysząc jego zdawkową odpowiedź.
    - Coś ty taki tajemniczy? - mruknęła niezadowolona, dając mu pstryka w ucho.
    Nie chciała mu grozić tym, że Fingal prawdopodobnie jej powie, jeżeli go zapyta o czym rozmawiali.

    [ta lepsza] Willow

    OdpowiedzUsuń
  89. Burknęła coś niezadowolona. Droczyć mu się zachciało.
    - Chciałabym to usłyszeć od ciebie, a nie od niego - odparła, marszcząc brwi.
    To że mogła się w łatwy sposób dowiedzieć, nie znaczyło, że zaraz wykorzysta okazję. Udawało jej powstrzymywać podobne odruchy do tej pory. Nekromancja na wiele jej pozwalała.
    Ale ta ich rozmowa ją gryzła. Szczególnie, że miała być o Rayu. I wierzyła, że była. Jej pierwszym odruchem zaczynało być ufanie mu, że mówi jej prawdę. Przynajmniej w takich przypadkach.
    Uniosła się na łokciu.
    - Ty pamiętasz, że w pewnym momencie byliśmy tam rodzeństwem, prawda? - zapytała.
    Chociaż chyba trochę go rozumiała. Na samym początku mieli tam swobodę działania, szczególnie on. Mógł przecież używać magii.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  90. Westchnęła.
    - Prawda, ten sen dawał nam pewną swobodę, ale w pewnym momencie byśmy oszaleli, a nasze ciała pozostałyby w stanie wegetatywnym - odparła. - Ale udaje nam się żyć z adrenaliną w prawdziwym świecie. Nawet bez twojej magii. - Znowu zaczęła mu poprawiać włosy, ale w pewnym momencie zaczęła się po prostu nimi bawić.
    - Przystawia? - powtórzyła za nim. - Nie rozumiem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  91. Aaaaa, to o to chodziło. Nie zrozumiała wyrażenia “przystawiać się do kogoś”. Znaczy, teraz już rozumiała.
    - Przesiaduje u mnie w pokoju… bo poprosiłam go o pomoc… z greckim… - wymamrotała, zaciskając palce na mostku nosa. - W szachy można grać ze znajomymi… - Westchnęła. - I zapukał do ciebie, bo to dziwne, że nie mnie było w pokoju jeżeli byliśmy umówieni na spotkanie. - Było to dla niej bardzo logiczne i mało podejrzane. - Niby się kręcił wokół mnie jak jeszcze miałam rękę na temblaku, ale martwił się o mnie, jako że na mnie spoczywa odpowiedzialność za jego klan. Poza tym jemu nie wypada się do mnie… przystawiać? - Ostatniego słowa użyła niepewnie. - Ale… nawet jeśli by to robił, to jego sprawa nie moja, prawda?

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  92. Uśmiechnęła się lekko, machinalnie przygładzając wilgotne włosy. Już nawet nie udawała, że to jego czochranie ją denerwuje.
    - Hm, ale głowa nadal boli - mruknęła niezadowolona.
    Umilkła na dłuższą chwilę rozważając jego słowa. Teoretycznie miał rację. MacDougallowie byli w dużej większości wojownikami i siłę cenili sobie bardzo wysoko. I teoretycznie to zależało od niej kto będzie należał do jej klanu, w końcu miała się stać jego naczelniczką.
    - Tak powiedział? - odezwała się w końcu nie patrząc na Raya, a wzrok wbijając w sufit. - Powinien wiedzieć, że nie mogę działać według własnego kaprysu, już nie - powiedziała. - Moja pozycja jest słaba, potrzebuję wsparcia od innych klanów by ją odbudować. - Nie widziała innej drogi. Nie znosiła polityki, ale musiała się nią zająć. Kiedyś może i wierzyła, że jeżeli coś postanowi, nawet jeżeli będzie to decyzja zgodna z powszechną opinią, i wyjdzie to im wszystkim na dobre to będzie to oznaka siły woli. Że zrobiła coś po swojemu i się tego trzymała. Ale przecież nie mogła tak ryzykować.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  93. Nawet nie chciała iść na basen. Wysokie stężenie chloru na nią dobrze tam nie działało. Nie zdążyła mu tego powiedzieć jednak, bo sam sobie uświadomił, że nawet ze względu na niego to nie będzie dobry pomysł. Pogłaskała go po włosach.
    - Mmmm… a może się zdrzemniemy…? - zaproponowała cicho. - Nie mogę uwierzyć, że masz w sobie tyle energii… Wypiłeś więcej ode mnie - mruknęła trochę naburmuszona.
    Niby spała do późna, ale czuła się zwyczajnie zmęczona.
    - Jak załatwisz szachownicę, to cię pouczę… po drzemce - powiedziała. - Teraz nie mam siły myśleć. Ani nic tłumaczyć.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  94. - Och, to prawie jak przyzwyczajanie się do trucizny - zauważyła, wtulając się w niego. Miała wrażenie, że jeszcze niedawno nie byłaby w stanie tego zrobić. Od kiedy przestała się aż tak denerwować? Jego bliskość była wręcz kojąca, i nawet nie myślała o swoim ubiorze w tym momencie.
    Zasnęła z łatwością, nie śniło jej się kompletnie nic. Obudziła się jeszcze przed Rayem. Najgorszy, najostrzejszy ból przeszedł, teraz pozostawał ten tępy, więc do przeżycia. No i zaczęła być głodna, więc zaczynało jej iść ku lepszemu.
    Nie budziła jeszcze Raya, ciesząc się po prostu świętym spokojem, czując jednak jak zaczął się poruszać odwróciła się w jego stronę. Napotkała jego spojrzenie i uśmiechnęła się lekko. Ich twarze dzieliły jedynie milimetry. Nagle jednak spoważniała. - Chcesz dołączyć do klanu? - zapytała cicho.
    Właśnie to do niej dotarło. Chciał za nią podążyć, dla niej. Nie próbował jej namówić, aby została i porzuciła swoje dziedzictwo, ale szukał sposobu aby zostali razem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  95. Patrzyła na niego przez chwilę z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. W środku jednak biła się z myślami. Dawno już postanowiła, że nigdy go nie wciągnie w ten świat. Nie myślała nawet o tym, że ewentualnie mógłby się stać jego częścią. A jednak, gdy przyznał jej rację, jej serce zabiło mocniej z jakiegoś głupiego powodu.
    - Naprawdę mógłbyś opuścić Mortiel, aby dołączyć do klanu? - drążyła nadal temat, wbijając intensywne spojrzenie w jego oczy.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  96. Patrzyła na niego starając się chyba doszukać w jego spojrzeniu kłamstwa, chociaż wiedziała, że go tam nie znajdzie. Wiedziała, że mówił prawdę, że wierzył w swoje słowa. Serce biło jej jak oszalałe. Istniało tyle powodów, by całkowicie wykluczyć możliwość przyjęcia go do klanu. Od jego własnego dobra, do jej. A mimo to… była to taka kusząca propozycja.
    Musiałaby jednak wtedy zrezygnować z uwolnienia Gandxala, a także swojej zemsty, nie była pewna czy chce to jednak zrobić. Ale w jednej rzeczy w tym wszystkim miała już pewność.
    Przysunęła twarz jeszcze bliżej, by pocałować go delikatnie.
    - Tha gaol agam ort - wyszeptała, całkowicie świadoma tego co mówi i że on to rozumie. Chciała aby rozumiał. Chciała aby wiedział.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  97. Parsknęła cichym śmiechem, gdy zaburczało jej w żołądku. To było bardzo romantyczne zakończenie tej wymiany zdań. Miała nadzieję, że Ray sobie ją dobrze zapamięta, bo Willow prawdopodobnie już nigdy więcej mu takiej rzeczy nie powie. A przynajmniej nie z taką łatwością jak on to robił.
    Leżała jeszcze chwilę wpatrując się w sufit. Miała mu tego nie mówić. Zabrać to ze sobą do Szkocji, bo w końcu miała nadzieję, że grobu akurat uniknie. Przynajmniej na następne kilka wieków. Westchnęła cicho. Jednak czy naprawdę by chciała żyć tyle czasu bez niego? Zarumieniła się na samą myśl, że w ogóle zadaje sobie takie pytanie.
    Wyszła po chwili z łóżka, przeciągając się lekko.
    - Mogą być szaszłyki - odpowiedziała, masując sobie skronie, siadając przy stole. - Chodźmy do kina - zaproponowała nagle.

    Willow
    [przez kino to ja rozumiem: jest zbyt cukierkowo, chodźmy się z czymś napierdalać.]

    OdpowiedzUsuń
  98. - Jak nie będziesz się dobrze czuł to po prostu wrócimy - powiedziała uśmiechając się lekko. - Więc spróbujmy… któregoś dnia. Niedługo.
    Podczas jedzenia nie odzywała się, zbyt głodna by przerywać i zbyt uprzejma, by gadać z pełnymi ustami. Chociaż co poniektórzy by stwierdzili, że siedzenie przy stole bez spodni też nie jest uprzejme, ale było chyba bezpiecznie założyć, że Rayowi ten stan rzeczy raczej nie przeszkadzał.
    - Chciałabym ci nałożyć tę pieczęć jutro, o ile nie zmieniłeś zdania - powiedziała, tonem brzmiącym trochę jakby przechodziła do interesów.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  99. Wciąż nie rozumiała jak można było nie być przekonanym do takiej pieczęci. Chociaż może ona wychowywała się w taki sposób - zawsze postrzegać swoich pobratymców jako wrogów, którzy jeżeli tylko będą mogli to wykorzystają sytuację, każdą najdrobniejszą informację.
    I dobrze wiedziała, że większość z nich by tak zrobiła. Ona sama by tak zrobiła.
    Westchnęła z ulgą, gdy ostatecznie się zgodził.
    - Prosisz mnie o ulgowe traktowanie? - zapytała, unosząc brew. - Obawiam się, że nie mogę tego zagwarantować. - Uśmiechnęła się trochę zadziornie. Nie miała zamiaru mu odpuszczać. - A, ale drzwi do pokoju mam zamknięte… na klucz… i zaklęcie. - Westchnęła. Nie chciała jeszcze wychodzić z pokoju Raya… a jak ją ktoś zobaczy? To głupie, że nadal się tym przejmowała. - Muszę cię poprosić, abyś wszedł do mnie przez okno. Jeżeli możesz. - Ona nie mogła. Miała wrażenie, że drogą którą weszła, czyli przez okno nie da jeszcze rady się przedostać. Aż jej się zatęskniło do teleportacji Raya, której tak nie znosiła. - Ta ściana mi przeszkadza… - mruknęła z przekąsem, zerkając na ścianę która dzieliła ich kwatery.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  100. Jęknęła cicho, zażenowana słysząc jego słowa zza ściany. Chociaż tych mamrotanych już nie dosłyszała. Westchnęła ciężko, zaciskając palce na mostku nosa. W sumie, przydałyby jej się jakieś ubrania. Jej jeszcze były w pralce, no i potem by musiały wyschnąć, to by się do nocy zeszło, więc w sumie mogłaby tu już zostać na kolejną noc, co jej w sumie nie przeszkadzało, ale nie chciała się narzucać, no i tak poza tym trzeźwa była tym razem, oboje byli trzeźwi…
    - Tak, na wszystko trzy! - odkrzyknęła, nie chcąc głośno mówić aby wziął jej bieliznę, już sam fakt że ją weźmie był wystarczająco niezręczny i wstydliwy.
    Szafę miała całkiem uporządkowaną, więc o to nie miała się co martwić, że Ray nie znajdzie tego co trzeba. Nie ukrywała tam też jakiś straszliwych sekretów, no oprócz... przypomniała sobie, że trzymała tam też sukienki. Nie nosiła żadnej z nich od kiedy przybyła do Mortiel, nie było okazji, w końcu w Szkocji zakładała je na specjalne okazje.

    Willow

    [ale według inwencji twórczej autora można w tej szafie znaleźć wiele rzeczy. na przykład kilt. dlaczego Willow posiada kilt? kto wie. może dlatego, że kiedyś (*cough, cough* w lutym) rozmawiali przez chwilę o kiltach. może. nie wiem.
    za to wiem, że dzisiaj próbowałam moją inną postacią namówić kogoś na kilt i odmówił. no co to w ogóle ma być. moje postaci domagają się facetów w kiltach!]

    OdpowiedzUsuń