piątek, 14 kwietnia 2000

Requiem aeternam.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Choć upadły autorytety, to jednak świat trwał dalej. Żył, nieprzerwanie tocząc swoją historię. Gnał na przód, nie mając zamiaru czekać na nikogo. A zwłaszcza na nędzny, nic nieznaczący byt, który utracił całą potęgę, gdy życie ostatniego wiernego dobiegło końca. Bez osób, które potrzebowały jego patronatu, Zewłok nie mógł się dłużej nazywać Śmiercią. Stracił swoje powołanie, sens dla którego, tak naprawdę został stworzony i dla którego istniał. W takiej sytuacji nie miał innego wyjścia, jak się po prostu dopasować. Wyzbył się honoru i odrzucił status boskiego, aby przyjął miano zwykłego śmiertelnika. Ukrył się pośród istot, którymi niegdyś się tak fascynował, a które tak się go obawiały.
Wówczas spotkało się to z wielkim oburzeniem ze strony braci i sióstr z panteonu. Uznali to za największe plugastwo, szramę na majestacie. Większość z rodu wolała oddać się nicości i przepaść w zapomnieniu, aniżeli ratować się i uczynić, to samo co on. Zewłok z tego powodu przez lata doświadczał wielu przykrości, jednak nigdy nie pomyślał, że mógł być to zły wybór. Zwłaszcza teraz, gdy nadal żyję, oddycha i stąpa po ziemski padole, w odróżnieniu od innych duchów, które przepadły w czasie.
---

Błądzi, bo taką dolę sobie wybrał. Nie może albo po prostu nie potrafi pozostać w jednym miejscu. Coś go ciągnie wciąż dalej, ku nieznanemu, wabiąc go złudnymi mnożarkami, że tam będzie lepiej. Jego oczy przez lata widziały wiele, nogi przeszły niezliczone kilometry, a ręce chwytały się różnorakich prac. Niby niczego nie potrzebuje, ale wciąż uparcie czegoś szuka.

---
DODATKOWE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz