23 lipca 2010

Z marzeniami przez życie... [vol 2]


Glen Raider
21-lat | Obecnie: ELFEA (wcześniej: Salree) | Człowiek | Niewolnik | Oczytany | Kochający muzykę oraz tętniący życiem port | Obserwuje istoty magiczne, gdy tylko ma wolną chwilę | Gra na gitarze i pianinie (choć to drugie jedynie dla kaprysu jego właściciela) | Osierocony dawno temu z zanikiem pamięci | Pierwsza chwila w pamięci - zakładana obroża w wieku 8 lat |


Historia | Powiązania |  



[To tyle ode mnie. Skąpo, ale na temat. Karta w miarę możliwości będzie uzupełniana. Na wątki chętna wszystkie!] 
 
POPRZEDNIA KARTA

43 komentarze:

  1. Słysząc uwagę o bliźniakach, Szwed najpierw zbaraniał i wpatrzył się w Glena z zidiocieniem na twarzy, później poczerwieniał, a wreszcie odkaszlnął. Rozumiał, że można było się upijać, ale żeby aż tak? Czy on też wyglądał tak kretyńsko, kiedy był pijany?
    -Nie, nie mam bliźniaka-wyjaśnił wreszcie, przecierając zmęczone oczy i odsuwając okulary i dokumeny, zanim Glen zdążył je zniszczyć.-Mam co prawda brata, ale Gabriel bawi w Anglii...a poza tym...
    Urwał. Przekręcił się na stołku i wychylił się do przodu, chcąc powąchać chłopaka. Ile wypił? Co dokładnie wypił? I czemu, na Boga, miał tak kretyńsko słabą głowę?! Potrząsnął głową, marszcząc brwi, po czym wyjął czystą kartkę i zapisał sobie, co następuje, kaligraficznie ładnym pismem: Nauczyć Glena pić. Będzie musiał się za to zabrać na poważnie.
    -Jeżeli już pijesz, to po pierwsze, niezbyt wypada pić samemu. Po drugie, nie z gwinta, tylko ze szklanki, i po trzecie: nie byle chłam, tylko uważaj, co wybierasz-westchnął ciężko. Trudny był los ojca...czy raczej opiekuna, tfu! Co ta jego podświadomość, już go umieszcza na właściwym miejscu? Wstał i zerknąwszy na jedzącego Glena, sprzątnął ze stołu talerz. Umieścił go spokojnie w zmywarce (dobrze, że zainwestował w ten sprzęt), a chwilę później leniwie pił espresso z ciepławego, szarego kubka z motywem wieży Eiffla.
    -Jak się czujesz, Glen?


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  2. -Trzeba było wziąć tą dużą i niebieską butelkę Glen Moray. Dzisiaj już ci jej nie dam, ale jak wytrzeźwiejesz i poczujesz się lepiej, to za parę dni cię poczęstuję-obiecał spokojnie Akira, głaszcząc chłopaka po ciemnych, miękkich w dotyku włosach. Półcienie światła załamywały się na jego koszuli i spodniach, padały na subtelne zawijasy, liczby i znaki stawiane zarówno w alfabecie łacińskim, europejskim, jak i w zwykłych kanji (wszak kontrahenci pochodzili zarówno z kręgu kultury zachodniej, jak i wschodniej, i należało się do nich dostosowywać pod każdym względem), drżały na idealnie wypolerowanej szklance i w kroplach wody na plastikowej butelce, z której pił Glen. Ponowił myśl o nauczeniu chłopaka tajników dżentelmeńskiego upijania się (o ile samo upijanie się można byłoby zaliczyć do tej normy).
    -Pana? Jaki on tam pan, panem to ja tu jestem!-oburzył się z uśmiechem, szturchając delikatnie chłopaka. Z korytarza wiodącego do kuchni dobiegło go coś, co zabrzmiało jak urażone, pełne irytacji prychnięcie. Najwyraźniej Terayuki wszystko doskonale słyszał i postanowił temu dać wyraz poprzez zamanifestowanie swojej obecności...tyle, że Akira tylko się lekko, kpiąco uśmiechnął i pokiwał głową, jakby odpowiadając własnym myślom.
    -Dasz radę mi jeszcze w czymś pomóc, czy mam cię odprowadzić do pokoju?-spytał z troską. Stan chłopaka nie wydawał się mu najlepszy, ale jeżeli młodzieniec się zdecyduje, żeby go wesprzeć w działaniach, nie będzie mu przecież zabraniać.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyna zaśmiała się lekko.
    - Nie trzeba takiego przypominać, aby nim zostać – uśmiechnęła się zadziornie i znowu się zaśmiała. Na pytanie o matkę chrzestną wzruszyła ramionami.
    - Prawdopodobnie i bez Twojej pomocy nią zostanę, więc nie specjalnie mi zależy – pokazała mu język – ale skoro tak nalegasz, to może się zgodzę – zaśmiała się raz jeszcze i wzięła łyka piwa. Na informację o wujku prychnęła lekko śmiechem, jednak zaraz spojrzała na niego troskliwie i dotknęła jego ramienia, nie skomentowała na razie wypowiedzi, jedynie nie pozwoliła mu wstać, ba nawet powaliła na kanapę i spojrzała surowo.
    - No, no, chyba nie myślałeś, że dam Ci się tak po prostu położyć do łóżka co? Najpierw to ja zobaczę czy jesteś cały, bo te Twoje jęki zdecydowanie mi się nie podobają – powiedziała stanowczo i zaraz podwinęła mu koszulkę, zaczęła dłońmi badać jego brzuch. Pokręciła głową, zdecydowanie miał złamane 5 żeber, no i ten zapach krwi… Nie musiała nawet sprawdzać, na plecach znajdowała się paskudna rana, ciężko było tego nie wyczuć.
    - Masz dwie opcje albo zabieram Cię do lecznicy albo wzywam tutaj swojego znajomego, myślałam, że może sam coś z siebie wydusisz, ale widzę, że jesteś typowym samcem, ja natomiast jestem typową samicą i nie pozwolę Ci nawet spać w takim stanie – powiedziała władczo i złapała swój telefon.
    - Więc? – spojrzała na chłopaka pytająco by zaraz pochylić się lekko nad jego twarzą.
    - Jest jeszcze opcja, w której zamieniam Cię w wilkołaka, ale to o wiele bardziej bolesne niż dwie wcześniejsze – na jej twarzy znowu pojawił się zadziorny uśmiech.

    Aki

    OdpowiedzUsuń

  4. -Nie ma czegoś takiego jak to, że nie potrafisz nic pożytecznego-zauważył rozsądnie Akira, przyglądając się Glenowi. Czy był na tyle narąbany, żeby nie umieć zagrać czegoś na pianinie? W sumie można by mu to zaproponować...ale jak wytrzeźwieje. Na razie nie zagrałby na trzeźwo nawet Sabatonu, nie mówiąc już o innych klasykach, zarówno tanecznych, jak i "do posłuchania".
    -Na razie potrafisz polewać ludziom, umiesz też grać na instrumentach, więc będziesz od czasu do czasu grał i przywabiał mi tym klientów.-uśmiechnął się lekko mężczyzna. Przyjrzał się jeszcze raz krytycznie Glenowi, po czym odprowadził go na schody...a raczej miał zamiar to zrobić. Nie udało mu się to jednak, gdyż w tej chwili do Akiry podszedł mężczyzna z nożem. Wiało od niego tak silnie alkoholem, że smok skrzywił się z obrzydzeniem.
    - Teeee...facedddd...a sssa ile...ty spszeeedasz tego chopaczkaaa? - zabełkotał niewyraźnie nieznajomy, chwytając Glena za ramię i śmiejąc się w dość głupi sposób. Zimne spojrzenie smoka wyrażało w tej chwili więcej niż tysiąc słów.
    -Jest zbyt cenny, byś mógł sobie na niego pozwolić, i należy do mnie-odparł lodowato, chwytając mężczyznę za dłoń. Po krótkiej chwili rozległ się trzask łamania paliczków w dłoniach. Nieznajomy zawył z bólu, a w oczach Akiry pojawił się niebezpieczny błysk przywodzący na myśl płomienie.
    -Glen, idź na górę i odpocznij. Jak wytrzeźwiejesz, pomożesz mi sprzątać bar, zrobić zakupy i będziesz ćwiczył z Yukim-zadysponował stanowczo.-Ja mam tutaj...kogoś do załatwienia. Lub coś.
    Jego uśmiech wskazywał, że pewnego rodzaju oferty należałoby dokładnie przemyśleć przed złożeniem ich Englundowi.
    Akira

    OdpowiedzUsuń
  5. Wilczyca jedynie pokręciła głową.
    - Nie obchodzi mnie Twoje zawsze. Teraz jest teraz, a nie jest ono przy Michaelu tylko przy mnie. Skoro jesteś na tyle głupi i nieodpowiedzialny to nie pozostaje mi nic innego jak podjąć decyzję za Ciebie - odpowiedziała stanowczo, nie wysilając się nawet na pogodne uśmiechy. Ciężko jej było zrozumieć mieszkanie z tym porąbanym wampirem, ale była w stanie to zrobić, jednak jeżeli chodziło o zdrowie, nie, tego nie przepuści i jak będzie trzeba to mu po prostu przywali, aby nie szamotał się podczas jakichkolwiek badań.
    - Nawet nie próbuj zwiewać, bo obiecuję, że poznasz kilka innych, mało przyjemnych zastosowań mojej przemiany - pogroziła mu mrużąc przy tym oczy i wpatrując się w jego źrenice, zupełnie jak zwierze pokazujące przeciwnikowi, że nie ulegnie i będzie walczyć jeżeli przyjdzie taka potrzeba. Nawet po zdaniu wyjaśniającym jego przybycie stanowczość Aki nie zniknęła.
    - Jej już nie uratuję, ale Tobie pomogę, czy tego chcesz czy nie - odpowiedziała jedynie i zaraz wykręciła numer do znajomego. Oczywiście Glen'a nie spuszczała z oczu, jeszcze przyszedłby mu do głowy jakiś debilny pomysł. Już zaraz przeprowadziła rozmowę telefoniczną i umówiła lekarza.
    - Będzie w przeciągu trzydziestu minut - poinformowała go jeszcze i ze spokojem wzięła łyka swojego piwa. Już ona mu da tak lekceważąco podchodzić do swojego zdrowia, jeszcze się chłopak zdziwi.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybko zauważył pijącego Glena w towarzystwie Terayukiego i jeszcze szybciej do niego podszedł. Było tak, jakby to nie on wczoraj połamał kości obcemu mężczyźnie, chętnemu na zakupy w niewłaściwym miejscu i z niewłaściwym podejściem do interesów. Uśmiechnął się przyjaźnie do chłopaka i stanął przy nim, zapalając starannie papierosa przy pomocy niewielkiego ognika.
    -Zjadłeś już śniadanko?-spytał z uśmiechem.-Jeżeli nie, to zrób je sobie i zjedz. Potrzebujesz siły. Za piętnaście minut wyjeżdżamy do miasta na zakupy, będę czekać w samochodzie. Jak wrócimy, to poćwiczymy w garażu.
    Terayuki zerknął nieco obojętnie na Glena. Ciekaw był, jak szybko dzisiaj gówniak odpadnie, skoro tak bardzo kiepską miał kondycję. Jaką niby korzyść miałby mieć z niego Trancy, poza darmową stacją krwiodawstwa, skoro nie umiał ani walczyć, ani chronić swojego pana? A przy tym to jego zachowanie...Tak, Terayuki nie do końca rozumiał motywy, które przyświecały Akirze przy "adopcji" tego dzieciaka. Nie skomentował tego jednak. Sprzątnął talerz, po czym udał się na swoje stałe miejsce za barem. Miał nadzieję, że uda mu się jakoś wytłumaczyć całą tę sytuację pani Akemi i złapać przy okazji parę plotek.
    Piętnaście minut później Akira czekał już w samochodzie - tym samym, z którym Glen miał już przyjemność. Jedną dłonią trzymał dopalającego się papierosa, drugą kierownicę, a po jego twarzy błądził nieokreślony uśmiech.
    Z radia dobiegała radosna, pogodna melodyjka Lisy Ekdahl i jej "Vem vet".

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  7. - Przykro mi, że troskę masz mi za złe, ale… - Wilczyca spojrzała Glen’owi w oczy.
    - Mam to gdzieś co zrobisz następnym razem – przyznała z nie ukrywaną szczerością na twarzy i zaraz powiodła za nim wzrokiem. Westchnęła ciężko widząc w jakim jest stanie. Kiedyś zachowanie chłopaka bardziej by ją zraziło. Teraz? Od jakiegoś czasu emocjonalnie podchodzi jedynie do wybiórczych sytuacji czy osób. Słysząc kolejne słowa zbliżyła się do łazienkowych drzwi i oparła ramię o framugę.
    - Widzę, że wymiotujesz jak kot, a do tego śmierdzisz trupem, podbiegając do muszli klozetowej nie robisz na mnie wrażenia, przynajmniej nie udowadniasz tym swojego dobrego samopoczucia – powiedziała spokojnie, nadal bacznie go obserwując. Sama również posłała chłopakowi słaby uśmiech, aby potem ruszyć za nim na kanapę, usiąść obok i pilnować go w milczeniu. Zachował się niestosownie i Aki nie miała ochoty na dialogi. Nie lubiła kiedy ktoś umyślnie narażał swoje zdrowie, w prawdzie sama jakiś czas temu naraziła własne życie, jednak zaplanowała zawczasu ratunek dla samej siebie i poinformowała odpowiednie osoby, dzięki którym była pewna, że przeżyje. Tutaj natomiast widziała zwykłego człowieczka, który był silniejszy psychicznie niż fizycznie, a zgrywał nie wiadomo jakiego twardziela. Pokręciła głową, od tak, nic nie mówiąc, nie słuchając, jedynie podsumowując tym gestem swoje przemyślenia. Zaraz usłyszeli pukanie do drzwi i po chwili w pokoju pojawił się szczupły mężczyzna, był równy z Wilczycą, mierzył całe 1,74m.
    - No witaj – przywitał się z dziewczyną i spojrzał na chłopaka, od razu na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. – Człowiek? – zapytał i zerknął na znajomą. Ta założyła ręce na piersi i spojrzała lekarzowi w oczy.
    - Człowiek – potwierdziła jedynie. Mężczyzna kiwnął głową i zbliżył się do pacjenta.
    - Doktor Kowawic, miło poznać – przedstawił się i zacmokał ustami. – Mam nadzieję, że będziesz współpracować – zaczął grzebiąc w torbie położonej na stoliku przy kanapie, zerknął na chłopaka i wyciągnął strzykawkę, którą zaraz napełnił tajemniczym płynem. – Czy nie? – zapytał z przyjemnym uśmiechem na ustach i pstryknął kilka razy palcami w gotowy do użycia zastrzyk. Aki usiadła spokojnie naprzeciwko i bacznie obserwowała całą sytuację, głównie skupiając się na Glenie, a raczej jego wszelkich podejrzliwych odruchach.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  8. You took it with you when you left
    These scars are just a trace
    Now it wanders lost and wounded
    This heart that I misplaced


    Akira zaśmiał się cicho. Ostatnią rzeczą, jaką planował zrobić w tym życiu, było krzywdzenie niewinnych niewolników, którzy nic mu nie zawinili. Nie wiadomo dlaczego, sam traktował Glena, tego dzieciatego, uroczego Glena, jak własne dziecko. Dlatego wybuchnął śmiechem i poczochrał go po włosach wolną ręką, po czym wyjechał bezpośrednio na drogę.
    -Twoim kościom nic nie grozi, mały-zapewnił z niezbitą pewnością.-I będziemy trenować we trzech, bo jeszcze będzie nam towarzyszyć Yuki aka Pan Drzwi. Co do zakupów, chodzi o zwykłe, codzienne zakupy do kuchni i załatwianie nowego alkoholu do baru. Zakupy do domu pozostawiam tobie, możesz też sobie coś kupić, ale jeżeli chodzi o nowy alkohol...
    Zaśmiał się cicho. Stali teraz na czerwonym świetle, zaczęło padać. Deszcz bębnił melancholijnie o szyby, przyszedł znikąd, jak większość ludzi znikąd lub jak większość klęsk i nieszczęść w życiu człowieka, światła mrugały niespokojnie, sznury mokrych samochodów stały w oczekiwaniu na swoją kolej. Kolorowe budynki Eflei zdawały się tracić swoje kolory na rzecz ożywionej przyrody.
    -Byłeś już w Phyoen?-zagadnął, pomijając na razie kwestię kaca.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  9. Lekarz na spokojnie zajął się ranami i złamaniami Glen’a. Ten nawet nie był w stanie poczuć większego bólu, ewentualnie drobniejsze ukłucia czy ruch żeber. Dodatkowo był w pełni świadomy, no ale co tu dużo mówić, lekarz, którego sprowadziła Aki miał sporo ciekawych substancji w zanadrzu, takich, którymi dysponowało jedynie Tyge.
    Dziewczyna stała cicho, nie szukała nawet tematu do rozmowy, była bardziej zamyślona niż zwykle, no i nie wydawała się teraz tak sympatyczna jak przy ich pierwszym spotkaniu. W prawdzie kiedyś udawanie było u niej na porządku dziennym, ale teraz sporo się zmieniło i nie miała zamiaru posyłać wszystkim uroczych uśmiechów, kiedy u niej było, po prostu źle. Słysząc pytanie chłopaka zeszła na ziemię i spojrzała na niego, unosząc jedną brew. Wzruszyła ramionami.
    - Nie ma na to konkretnej recepty, wilkołaki dzielą się na takie czystej krwi i kundle, mamy też różne rody czy zwyczaje. W każdym tym odłamie przemiana może wyglądać zupełnie inaczej. Dla mnie jako istoty czystej krwi przemiana nie jest aż tak bolesna, tym bardziej teraz, początki były gorsze. W moim stadzie jedynie władający Alpha ma zdolność przemiany człowieka w swojego pobratymca, a kiedy już to zrobi to przemieniony również jest czystej krwi. Ugryzienie kundla najczęściej grozi śmiercią w męczarniach, coś jakbyś się przemieniał, ale … - westchnęła i posłała Glen’owi lekki uśmiech. Przysunęła się do niego i spojrzała mu w oczy.
    - Po prostu łamie Ci wszystkie kości i przekształca je w zupełnie inne, zmienia się cały szkielet. Przy udanej transformacji boli tak samo, ale idzie się przyzwyczaić, przy nieudanej po prostu nie jesteś w stanie przybrać odpowiedniego kształtu ciała i zabija Cię Twój nowy szkielet, gdyż kości nie mieszczą się w ludzkim ciele – wyjaśniła, po czym dotknęła go palcem wskazującym w czoło.
    - Tak więc spokojnie, nawet nie mogę Cię przemienić – dodała odsuwając palec. Lekarz spojrzał na nią z zadziornym uśmiechem.
    - Jego żebra to wyglądają jakby się już kilka razy próbował przemienić – skomentował. Wilczyca spojrzała na lekarza.
    - Uroki życia z wampirem – powiedziała jedynie i wstała z kanapy. – Coś do jedzenia? – zapytała znajomego, który kończył już robotę przy Glen’ie, ten pokręcił głową.
    - Podziękuję, muszę lecieć zaraz dalej – odpowiedział z uśmiechem i zabezpieczył jeszcze bandaże założone na ciele chłopaka. Aki kiwnęła głową.
    - Dzięki za niego – oparła się łokciami o oparcie kanapy, na której leżał Glen. Lekarz wstał i kiwnął jej głową.
    - Do usług, a Ty się zdrzemnij, sen Ci dobrze zrobi – tu spojrzał na chłopaka, pogrzebał jeszcze w torbie i wyciągnął saszetkę z 6 tabletkami. – To w razie jakby bolało. Rano zejdzie znieczulenie i możesz mieć problemy z … z czymkolwiek – przyznał i z uśmiechem na ustach opuścił mieszkanie. Aki spojrzała na Glen’a.
    - Za te dzisiejsze pyskówki to mi nawet nie będzie Ciebie jutro żal – powiedziała żartobliwie, uśmiechając się pod nosem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  10. -Tak, tam jest Akademia, a właściwie Szkoła imienia Charlsa Monteza-odpowiedział nieco zdziwiony Akira, unosząc brwi. Czyżby Glen był kiedyś już na terenach tej szanowanej i godnej uznania placówki?
    Może miał tam jakichś znajomych? Sam Englund był tam tylko parę razy, kiedy spotykał się z informatorami, raz zajrzał tam, kiedy inny z jego siatkipowiedział mu o Akane, chciał sprawdzić, na ile to wszystko się pokrywa z sensacjami, które otrzymał z pierwszej ręki. Zdziwienie Glena z początku go zdeprymowało, nie wiedział, co powiedzieć. W każdym razie zatrzymał samochód na kolejnym czerwonym świetle. Akurat z radia, w którym umieścił płytkę, leciała jakaś pogodna, wakacyjna piosenka.
    -Czuję się dobrze, bąblu, spokojnie-roześmiał się, ruszając z miejsca. Kilka skrętów, skomplikowanych ulic, sporo ludzi, ciche, szybkie bity...
    -Oczywiście, że możesz coś sobie kupić. I po to przecież cię zabrałem, żebyś mi pomógł. Ale najpierw pomożesz, potem sobie coś kupisz-stwierdził spokojnie, wjeżdżając płynnie na parking przed jednym z marketów w Phyoen. Obok tego gargantuicznego wręcz w swoich rozmiarach molochach stała hurtownia alkoholu i to tam najpierw musiał się udać blondyn.
    -Chodź-polecił, parkując samochód na wolnym miejscu pod hurtownią. Wyjął ze schowka kartkę z zakupami, sprawdził, czy telefon, kluczyki i okulary są na swoich miejscach, po czym wysiadł. Kiedy Glen do niego dołączył, Englund zamknął samochód za pomocą pilota i weszli szybkim krokiem do hurtowni.
    Ponure, ciemne wnętrze pozbawione światła bardziej przypominało zapuszczony magazyn dla narkomanów niż miejsce do interesów: mnóstwo kartonów, pudeł i pudełek, stojące po kątach butelki, sporo porozrzucanych tu i tam petów. Akira wydawał się znać to miejsce jak swoją własną kieszeń; zaraz zapalił jednego.
    -Conrad? Acke?-krzyknął szorstko. Na jego wezwanie odpowiedzieli dwaj mężczyźni: jeden wysoki, szczupły, jasnowłosy, z blizną przebiegającą przez twarz, w wojskowej kurtce; drugi, wyższy nawet od Akiry, ścięty na jeża, o fioletowych włosach i oczach, palący papierosa.
    - Daj ognia gówniarzowi, Connie - warknął, patrząc na Glena z ciekawości. - Zabaweczka?
    -Nie, młody nie pali-przerwał stanowczo Akira.-I nie zabaweczka, a przynajmniej nie dla ciebie. Przyszedłem po alkohol i pendrive'a.
    -Spoko - wzruszył ramionami Acke. Syknął na Conrada; blondyn od razu zapalił światła i wcisnął jakieś guziki. Oczom Glena ukazały się półki pełne najróżneijszych alkoholi, wódek, piw i innych tego typu rzeczy. O ile fioletowowłosy gdzieś znikł, pewnie poszedł po pendrive'y, o tyle śmierdzący marychą i jakimś innym ziołem Conrad został i otwierał na rozkaz Akiry wszystkie pudełka.
    -Glen, szukaj dobrej whisky. Single Malt, Blended, możliwie jak najstarszy rocznik. Patrz na etykiety-polecił spokojnie blondyn.-Szukaj wszędzie i nie bój się, nic ci tu nie zrobią.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  11. Reakcja Glena na trzydziestoletnią, pradawną whisky była na tyle dziwna, żeby Conrad i Acke wymienili zdziwione spojrzenia, a Akira odruchowo przycisnął mocniej do siebie płaczącego chłopaka i pochylił się, by otrzeć mu opiekuńczo łzy. Pogłaskał go po włosach.
    -Już dobrze-zapewnił go łagodnie.-Już dobrze. Zaraz wracamy do domu. Acke!
    Mężczyzna skinął głową. Wziął whisky i wyniósł je na zewnątrz; za nim wybiegł zaaferowany czymś Conrad, który po chwili wrócił, by wynieść jeszcze kilka kartonów tej samej whisky i jakichś innych alkoholi. Blondyn objął Glena ramionami i poczochrał mu włosy, tak jak robił to z Gabrielem jego ojciec, kiedy byli mali. Gabriel..ojciec...wspomnienie bliskich osób silnie go zabolało, ale musiał być silny. Nie przyszedł tu przecież po wspominki, do licha!
    Wyprowadził chłopca na zewnątrz i umieścił w samochodzie. Zakupy, które chciał zrobić, również się znalazły po upływie pół godziny i po tym, jak musiał wysupłać sporą sumę z portfela, żeby Acke ruszył tą teletubisiową dupę gdziekolwiek.
    -Już wszystko w porządku, Glen-mówił łagodnie, ruszając.-Załatwiliśmy, co mieliśmy załatwić...Wejdziemy do innego sklepu, tego z gitarami i innymi rzeczami dla muzyków, i kupisz sobie jakieś śpiewniki albo nowe nuty, co ty na to?
    Spojrzał z niepokojem na chłopca. Niezbyt rozumiał jego emocjonalną reakcję, choć z drugiej strony nasuwała mu się myśl o wspomnieniach lub jakiejś traumie związanej z Michaelem. Może Michael lubił pić taki alkohol albo coś w tym rodzaju?

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  12. Aki nie oczekiwała przeprosin, dobrze wiedziała jak dziwnie potrafią zachowywać się ranne zwierzęta, sama nie raz przechodziła diametralne zmiany w przypadku jakichkolwiek okaleczeń. Słysząc o lekach kiwnęła głową.
    - To już się okaże jutro, w razie co tabletki leżą tu na stole – odpowiedziała jedynie patrząc na niego zza oparcia kanapy. Na kolejne pytanie zareagowała lekkim śmiechem i zgarnęła z twarzy chłopaka kilka pojedynczych włosów.
    - Jeszcze trochę i pomyślę, że albo chcesz się mojej rasie dobrać do tyłka, albo chcesz zostać jednym z nas – uśmiechnęła się zadziornie i podparła brodę na dłoniach.
    - A więc, tak, odnosimy rany, jednak potrafimy się bardzo szybko wyleczyć, no, oczywiście są substancje wyjątkowe, które i nam mogą sprawić spory problem – przyznała i zaraz przeciągnęła się, a kilka jej kości strzeliło. Przytaknęła mu głową.
    - Owszem, przywykłam, teraz to… Przypomina trochę zaszywanie rany, najgorsze jest znieczulenie, samo szycie nie boli, czujesz jedynie nić przeplatającą się przez warstwy skóry – wzruszyła ramionami i zaraz przeskoczyła kanapę, aby znaleźć się po jej drugiej stronie, przy twarzy Glen’a. Chwyciła koc z fotela obok i przykryła nim przyjaciela, po tym kucnęła i uśmiechnęła się do niego lekko.
    - Jeżeli chodzi o troskę to przywyknij, albo po prostu więcej się nie odzywaj, jako wilkołak jestem silna ale dbam też o swoich, po prostu stadne ze mnie stworzenie i nie musisz posiadać kłów, pazurów czy jakichkolwiek nadprzyrodzonych zdolności, aby znaleźć się w mojej grupie – dodała z ciepłym uśmiechem i wstała, powoli kierując swoje kroki do kuchni.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  13. [Mi jak najbardziej odpowiada ^^]

    Wilczyca dzisiejszego dnia była trochę poddenerwowana. Okazało się, że w ich stadzie jest pewien mąciwoda i właśnie z jego powodu nikt nie może dość do porozumienia. Dziewczyna uznała, że dyskretnie, ale weźmie sprawy w swoje łapy. Tego kto jest jej celem dowiedziała się dość szybko, teraz pozostało jedynie znaleźć wilka i sprowadzić do parteru. Po zasięgnięciu stosownym informacji udała się do miejsca, w którym owy osobnik jest najczęściej widziany. Do nowo otwartego baru Akiry, mężczyzny do złudzenia przypominającego jej przyjaciela. Fakt, że ma jakiś punkt odniesienie w przypadku ewentualnej rozmowy z właścicielem tylko dodał jej pewności siebie co do swojego planu. Ruszyła do baru, a kiedy dotarła na miejsce weszła do środka z impetem, od razu zwracając na siebie uwagę. Olała wszystkie rzucone w jej stronę spojrzenia i powęszyła w powietrzu. Skupiona ruszyła w stronę baru, jednak nie czując poszukiwanej woni westchnęła ciężko. Zaraz w nosie zakręcił się inny zapach, a oczy Aki powędrowały prosto do oczy Glen’a. Zmarszczyła brwi. Co on tu robił?
    - Cześć… - odpowiedziała wyraźnie zaintrygowana. Ostatnio kiedy się widzieli leżał u niej na kanapie ranny, a skoro świt wymknął się z mieszkania, na co Wilczyca mu po prostu pozwoliła, i tak wszystko słysząc. Teraz spojrzała na niego dość wymownie. W prawdzie nie przyszła się tu napić, ale skoro pytał.
    - Tequile, mam ochotę porachować komuś kości, więc sól i cytrynę też poproszę – powiedziała z dość nietypowym dla siebie wyrazem twarzy, po czym raz jeszcze rozejrzała się po przybytku.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczyna patrolowała okolicę i dopiero słysząc odgłos stawianego przed nią szkła wróciła wzrokiem do Glen’a, uśmiechnęła się do niego delikatnie.
    - Raczej szukam – odpowiedziała nie wdrażając się w szczegóły, wolała, aby jej intencje wobec członka stada nie były rozpowszechnione. Zadowolona widokiem alkoholu posypała fragment dłoni szczypną soli, do tej samej ręki wzięła kawałek cytryny, a w drugiej wylądował kieliszek. Zlizała sól, przechyliła szkło i zagryzła wszystko cytryną. Skrzywiła się przy tym lekko, ale zaraz wypuściła głośniej powietrze czując przyjemne ciepło w gardle. Zerknęła katem oka na znajomego… kolegę… przyjaciela, sama nie wiedziała jak ma go nazwać po tym ostatnim spotkaniu. Słysząc pytanie ponownie posłała mu uśmiech.
    - Nie z szkołą, a szkołę, nie rzuciłam nauki, po prostu byłam już w ostatniej klasie, a teraz na dniach zaczynam studia – odpowiedziała i powtórzyła czynności picia tequili, tym razem grymas nie zagościł na jej twarzy. Kolejne pytanie wywołało u niej lekkie uniesienie brwi. Czyżby do życia wrócił ciekawski Glen? Pokręciła głową.
    - Nie mam ani starej pracy, ani nowej. Mieszkam tutaj, razem ze stadem więc pieniądze nie są mi potrzebne, chce się skupić na uczelni – przyznała po raz kolejny przechylając szkło. No, na razie starczy, trzy szoty to dobra rozgrzewka. Słysząc uwagę skierowaną do klienta uśmiechnęła się pod nosem.
    - No, ale coś mi mówi, że Ty masz więcej ciekawostek do opowiedzenia – zagadnęła zerkając na podpitego klienta. Instynkt podpowiadał jej, że na tego pana trzeba uważać, alkohol różne cuda potrafił zdziałać.
    - Co tu robisz? – zapytała, przenosząc wzrok do oczu chłopaka.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  15. Wilczyca objęła swoją twarz dłońmi, tworząc z niech pewnego rodzaju „półkę” dla brody i z zaciekawieniem przyglądała się pracy Glen’a. Nawet zapomniała po co tu przyszła, alkohol przyjemnie połechtał jej żołądek, a do tego obecność znajomego wprowadziła ją w lepszy nastrój.
    - Pedagogikę tańca i choreografii, chcę w przyszłości założyć własną szkołę tańca – odpowiedziała, zdradzając przy okazji swoje plany. Na wieść o śmierci wampira jej wargi rozszerzyły się, twarz ozdobił uroczy uśmiech.
    - Wiedziałam, że z tego Akiry porządny facet, Niklaus by się nie przyjaźnił z byle łajzą – stwierdziła bez ogródek i zaraz zamrugała szybciej oczyma widząc przelatujące blisko szkło. Zmarszczyła gniewnie czoło i wstała z miejsca patrząc na Pana Tanaka.
    - A jak będzie trzeba to ja pomogę – powiedziała stanowczo świdrując mężczyznę swoim dzikim wzrokiem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  16. Wilczyca zerknęła na chłopaka, kiedy ten ją uspokajał, a widząc, że rzeczywiście klient nie planuje robić awantury uśmiechnęła się lekko i wróciła na swoje miejsce. Teraz uwagę Aki zwrócił drugi barman, spojrzała na niego swoim badawczym wzrokiem zanim ten jeszcze dotknął Glen’a. Co zrobić, czasami bywała nadopiekuńcza, ale wolała reagować na jakiekolwiek zagrożenia za często i zbyt gwałtownie niż spóźnić się chociaż raz. Teraz akurat nie wyczuła nic niepokojącego więc jedynie na obserwacji się skończyło. Słysząc propozycję skierowaną do przyjaciela nawet posłała niedoszłemu podejrzanemu lekki uśmiech, jednak zaraz całkowicie skupiła się na człowieku. Zaśmiała się lekko słysząc jego słowa, jednocześnie posyłając mu szeroki uśmiech.
    - Serio? Bo ja bardzo chętnie, jeszcze nie miałam okazji nikogo uczyć tańczyć – przyznała, nadal z tym samym uśmiechem.
    - Noo, spokojnie, w takim razie zaczniemy od walca, tam przydaje się mieć kij w du… Znaczy, sztywną postawę, tak, zdecydowanie się przydaje – poprawiła się i zaśmiała lekko, szturchając go przy tym łokciem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  17. Aki zaśmiała się delikatnie.
    - Żartuję głupolu, to po prostu nawiązanie do tej Twojej sztywności – znowu zaniosła się śmiechem.
    - Takiego gibania to sam się nauczysz, ja mogę nauczyć Cię lepszego – poruszyła zabawnie brwiami, jeżeli chodziło o taniec to nie kryła się za maską skromności, wiedziała, że jest w tym dobra. – Jednak walc, zapewniam Cię, zauroczyłby nie jedną pannę. Niewielu jest mężczyzn umiejących dobrze tańczyć – uśmiechnęła się zadziornie i zaraz spojrzała na niego trochę zdziwiona.
    - Pożarty? – zapytała, a na jej twarzy zagościło rozbawienie. – Nie jemy ludzi, przynajmniej nie stado do którego ja należę – dodała śmiejąc się cicho pod nosem. Nie miała pojęcia, że chłopak uważa ją za przywódcę tutejszego stada, więc nawet nie mogła wyprowadzić go z błędu.
    - Musiałbyś coś przeskrobać, aby się serio narazić, no, chociaż pewnie nie jeden by skorzystał z okazji zażartowania sobie z Ciebie i po prostu próbował nastraszyć – dodała znowu uśmiechając się zadziornie.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hej, hej ^^ ja z informacjami przybywam. Ze względu na obowiązki w życiu prywatnym postanowiłam odpisywać dziennie u jednej postaci, tak więc Akeli przypisany jest poniedziałek i właśnie w ten dzień możesz spodziewać się odpisu. Później idę według alfabetu, więc Febe we worek, Rei środa, Taisja, do której przy okazji zapraszam, w czwartek, Niklaus jest ostatni, czyli w piątek ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  19. (Oto mój obiecany prezent :* )
    Słuchając Glena, Akira tylko westchnął i pokręcił głową. Nie chciało mu się jakoś wierzyć, by chłopak dla niecnych i złych celów odstawił jakiś nieuczciwy numer związany ze sceną, której świadkami byli on, Conrad Jågerstrand i Acke Baerner, najlepsi współpracownicy bractwa. Nigdy oficjalnie nie dołączyli do jego szeregów, żyli raczej na uboczu nie mieszali się do zbyt wielu spraw, nie chcąc ryzykować niepotrzebnych zatargów.
    Jak to mówią: lepszy wróbel w garści...
    -Rozumiem-zgodził się. Wzmianka o kompozytorstwie zaciekawiła go, czyżby dorwał nowego Ibsena gitary? Cenił sobie muzykę mistrza, melancholicznego autora "Peer Gynt", sławnego dramatu epoki romantyzmu przerobionego potem na operę. Miło mu było pomyśleć, że chłopak, którego poznał w takich, a nie innych, okolicznościach, naprawdę miał talent muzyczny i mógł go wykorzystać. Co więcej, jego muzyka mogła zapełnić dziwnie cichy do tej pory dom Akiry.
    -Pewnie, że możesz, Glen. Wybierzesz też coś dla Terayukiego i mojej mamy-polecił. O Elise wolał chłopcu na razie nie mówić, póki jej nie spotkał, było dobrze.
    Na bazarze znalazły się już tłumy ludzi. Zostawili samochód w dogodnym miejscu, po czym ruszyli na podbój stoisk.
    -Wybierz coś naprawdę ciekawego dla mojej mamy, Glen. Należy się jej, wychowała mnie i wychowa ciebie-w głosie Akiry zabrzmiała nostalgia.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziewczyna słysząc teorię o śmierci w lesie zaśmiała się i rozbawiona pokręciła głową, ostatecznie posyłając Glen’owi szerszy uśmiech.
    - Wilkołak na kacu? To raczej nam się nie zdarza, nawet gdy z jakiegoś powodu jeden z nas postanowi zostać abstynentem, a jednego wieczora pójdzie w tango. Nasz system immunologiczny działa na bardzo zaawansowanym poziomie więc brak witaminy C w organizmie szybko uzupełniamy – przyznała, trochę zbyt poważnie podchodząc do tematu, jednak na jej twarzy gościło nadal rozbawienie, więc można było uznać, że w pełni zrozumiała sens wypowiedzi.
    - A lekcje możemy zacząć od zaraz, no, chyba, że Pan niewolnik ma rączki pełne roboty – uśmiechnęła się zadziornie i zaraz puściła mu oko.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  21. Wilczyca zaśmiała się delikatnie.
    - W takim razie pozostaje nam umówić się na lekcje w bardziej intymnym miejscu – odpowiedziała, nadal posyłając chłopakowi uśmiech. Słysząc kolejne zdanie pokręciła głową, jakby niedowierzając w to co mówi. Zawsze wykazywał niezwykłą ciekawość, ale tego typy pytania brzmiały dość dwuznacznie. Dodatkowo wypowiedziana „lipa” podkreśliła znacznie tą dwuznaczność.
    - Ktoś tu planuje wykorzystać mój stan nieważkości? – zapytała z zadziornym uśmiechem, biorąc po tym porządnego łyka swojego trunku, by zaraz ponownie zanieść się delikatnym śmiechem. Słysząc szybką odpowiedz Glena co do zaistniałej sytuacji dalej nie ukrywała rozbawienia. Wiedziała już, że czas spędzony z chłopakiem zleci jej bardzo przyjemnie i nawet zapomniała o mężczyźnie, z którego powodu pojawiła się w knajpce. Z przyjacielem rozmawiała w najlepsze, większość czasu po prostu się wydurniając. Ostatecznie umówiła się z nim na przyszły miesiąc, przy klifie, na którym mieli już okazję siedzieć, oczywiście w celu przeprowadzenia lekcji tańca i zmyła się krótko przed północą.

    [Tym razem ja pozwolę sobie na przeskok w czasie, aby wydarzenia były bliższe teraźniejszości ^^]

    Miesiąc w którym Aki nie miała okazji widzieć się z przyjacielem zleciał dziewczynie bardzo szybko. Głównym powodem był fakt jej zniknięcia, trzy tygodnie, właśnie tyle czasu poświęcono na jej poszukiwania. Kolejnym wydarzeniem było mocne spięcie z Cahanem i odkrycie prawdy co do własnego ojca. W skrócie? Wilczyca była po prostu zdołowana. W tym wszystkim praktycznie zapomniała o umówionym spotkaniu, lekcji tańca dla Glen’a, jednak fart chciał, że na klifie pojawiła się w zupełnie innym celu, półtorej godziny przed umówioną godziną. Siedziała na skraju skały z policzkami mokrymi od łez i po prostu popijała whiskey, prosto z butelki, która w tym momencie stała przy jej boku. Przybita wszystkim co ją spotkało patrzyła w dal, na wodę rozbijającą się o brzegi, delikatnie machała nogami, nie zdając sobie nawet sprawy ile czasu siedzi w tym miejscu.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  22. Never fear shadows...
    Popatrzył długo, uważnie na Glena. Kiedy ten wręczył mu jakieś 30 minut potem okulary w kształcie serc, najpierw osłupiał, a potem ryknął śmiechem.
    -Co za pomysł!-zaśmiał się, kręcąc głową z rozbawieniem. -Skąd ci to strzeliło do głowy?
    Wziął jednak okularki i włożył je sobie na nos, po czym zrobił sobie z Glenem zdjęcie, wciąż chichocząc. Po krótkiej chwili chwycił młodego niewolnika za ramię i zaprowadził go do samochodu. Tam Akira umieścił w bagażniku zakupy zrobione w ciągu owych trzydziestu minut, opuścił z hałasem klapę, po czym oparł się o maskę samochodu i odpalił sobie papierosa. Westchnął, przyglądając się Glenowi.
    -Co było wcześniej, nim trafiłeś do Trancy'ego jako niewolnik? Czy w ogóle coś było?-spytał ni stąd, ni zowąd.
    Sam nie wiedział, skąd wypływają z niego takie pytania i myśli, czemu chciał o to zapytać. Może po prostu lepiej było wiedzieć coś więcej o tym, co się miało pod dachem...?
    ...for there's a light shining somewhere near by.


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  23. Wilczyca była tak zamyślona, że nawet nie wyczuła nadchodzącego Glen’a i dopiero gdy ten usiadł obok, ona drgnęła zerkając w jego stronę. Widząc znajomą twarz szybko odwróciła twarz i ręką starła z twarzy ślady po łzach. Po tym znowu na niego spojrzała z lekkim uśmiechem. Już chciała pytać co tu robi, gdy ten wypalił o tym czekaniu, a ona zmarszczyła wyraźnie czoło. Niby, że ona czekała na niego? Zamrugała szybciej oczyma i nagle przypomniała sobie o ich spotkaniu.
    - O do licha! – puściła szklaną butelkę, by złapać się za żuchwę. Alkohol zleciał w dół klifu, a Aki orientując się co zrobiła szybko spojrzała za trunkiem, krzywiąc się znacznie. Chwile patrzyła na miejsce, z którym szkło rozbiło się na drobny mak, by po tym, raz jeszcze spojrzeć na Glen’a, tym razem zaciskając usta w wąską kreskę.
    - Wybacz, jestem dziś bardzo rozkojarzona. Zupełnie zapomniałam o naszej lekcji, ale… Na szczęście niewiele potrzeba do nauki tańca – tu poklepała nogę chłopaka i uśmiechnęła się trochę szerzej. – Te Twoja dwa kikuty w zupełności wystarczą – uśmiechnęła się bardziej zadziornie. Lekcja była czymś co mogło odciągnąć ją od negatywnych myśli więc była pozytywnie nastawiona do takiej formy spędzania czasu.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  24. Wilczyca spojrzała na twarz chłopaka mrugając szybciej oczyma. Czyli jednak sytuacja przerosła nawet jej zdolności aktorskie. Westchnęła ciężko słysząc wypowiedź o zmuszaniu się. Czy rzeczywiście tak było? Spojrzała w fale rozbijające się pod ich nogami, jednak wróciła do Glen’a wzrokiem kiedy znowu się odezwał. Kącik jej ust uniósł się lekko. Kolejne słowa również ją rozbawiły, przez co zaśmiała się cicho pod nosem i pokręciła głową.
    - Oj Glen – skomentowała cicho, po czym automatycznie położyła głowę na ramieniu chłopaka. Znowu ciężko odetchnęła. Zamyśliła się, najwyraźniej oboje się zamyślili, gdyż chłopak nagle wypalił coś o jakimś Trancy’m, przez co na ziemię wróciła i Wilczyca. Podniosła głowę i spojrzała na towarzysza zaciekawiona. Glen jednak zmienił temat, zadając to specyficzne pytanie i Aki znowu spojrzała w fale pod nogami.
    - Rodzina, chłopak… ale najbardziej ja sama, ja i moje zachowanie – przyznała, by po tym zerknął na przyjaciela i uśmiechnąć się smutno.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  25. Słuchała Glen’a z tym samym smutnym uśmiechem, jednak gdy wspomniał o akceptacji, kącik ust dziewczyny drgnął lekko. Zaśmiała się pod nosem i podpierając na dłoniach przesunęła w tył, aby wciągnąć na powierzchnię dyndające wcześniej nogi.
    - Tak, pięknie – przyznała cicho i westchnęła ciężko patrząc na własne buty. Dopiero kolejne zdanie chłopaka wyrwało ją z zamyślenia, znowu na niego spojrzała, marszcząc przy tym delikatnie czoło. Milczała, a gdy usiadł, raz jeszcze oparła głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy i uśmiechnęła się nieco szerzej. Nie uważała, że to ona ma większe problemy, nie patrzyła na to pod kątem „wielkości”. Problemy miał każdy, jednak obecność Glena pozwalała jej odpędzać najgorsze myśli.
    - Ufasz mi? – podniosła lekko głowę i z zadziornym uśmiechem spojrzała w oczy chłopaka. Proponowany skok wydawał się teraz naprawdę ciekawym pomysłem, a przy wykorzystaniu swojej siły mogła zagwarantować im naprawdę daleki wyskok z klifu. Może odrobina adrenaliny przywróci jej trzeźwe myślenie i zamiast użalać się w samotności, po prostu zacznie działać?

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  26. Uśmiech dziewczyny poszerzał się, gdy chłopak szukał odpowiedzi. Nawet raz jeszcze prychnęła śmiechem, obserwując jak wstaje. Spojrzała na klif, by po tym sprawnie podnieść się i stanąć przy jego boku. Na twarzy znowu zawitał uśmiech. Stres, tak, ciekawie oglądało się to uczucie. Zaśmiała się raz jeszcze i poprawiła ubranie chłopaka.
    - Na szczęście w tej krainie są istoty, które będą w stanie pomóc mi z uporczywym duchem – zażartowała, puszczając mu oko i złapała jego rękę, od razu ciągnąć go w głąb lądu. – Będę musiała się rozpędzić… - zaznaczyła, puściła dłoń towarzysza i zrzuciła z siebie bluzę. Obejrzała się na niego, znowu z zadziorną miną. – Tylko się nie wystrasz, jak już będę po, to po prostu złap moją łapę – zaznaczyła, zostając jedynie w podkoszulku i spodniach. Odsunęła się kawałek dalej i już zaraz zatrzymała się, gwałtownie zaciskając swoje dłonie, z jej gardła wydobył się warkot, a ona skuliła się lekko. Po tym skóra dziewczyny zaczęła pękać, kości zmieniały położenia i w przeciągu kilkunastu sekund doszło do jej przemiany w wilkołaka. Dwu metrowy, dwunożny stwór stał przed Glenem. Akela spojrzała w jego stronę, oczy były bardziej zwierzęce, ale tylko to odróżniało je od tych w ludzkiej postaci. Nie skomlała, nie warczała i tak by nie zrozumiał, podeszła więc bliżej i po prostu wyciągnęła swoje spore łapsko w jego stronę. Kiedy chwycił ją, stała chwilę, patrząc na niego i uśmiechając się lekko, po tym jednak, bez problemu podniosła go do góry i założyła sobie na plecy, tak, by rękoma oplatał jej kark. Opadła na cztery łapy i napięła mięśnie. Nie czekając na odmowy chłopaka, czy na jakiekolwiek podpowiedzi zdrowego rozsądku, ruszyła. Rozpędziła się mocno, jednak nie biegła najszybciej jak umiała, w prawdzie budowa jej ciała sprawiała, że chłopak osłonięty był od gwałtownych podmuchów wiatru, które mogły spowodować zwianie go z grzbietu wilczycy, ale mimo to nie chciała jeszcze bardziej ryzykować. Szybko zbliżyli się do klifu i z ogromną siłą wybili w powietrze. Pod naciskiem łap wilkołaka, ukruszyła się nawet warstwa skały, jednak oni byli już w powietrzu. Zaraz zaczęli pikować prosto do wody, skok był daleki i skały nie zagrażały im, jednak teraz wszystko zależało od dobrego kąta wbicia się w taflę wody.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  27. Taisja spacerowała właśnie ulicami miasta. Jej postać zdawała się szokować. Mogła iść tymi samymi drogami, dzień w dzień, a i tak zawsze była pełna entuzjazmu, z szerokim uśmiechem na ustach oraz tanecznym krokiem. Dzisiejsze popołudnie nie było wyjątkiem. Dziewczyna należała do, tak zwanych, ciekawskich jaj, tak więc głośne zbiorowisko było czymś co, zdecydowanie, przyciągało jej uwagę. Właśnie tak znalazła się na tajemniczej licytacji. Oczywiście, zdawała sobie sprawę z istnienia niewolników, ale prawdę mówiąc, poza Tyge było tak inaczej, że uwagę Rosjanki przykuwały mniej istotne pierdoły. Dopiero teraz miała okazję bardziej rozeznać się w sytuacji. Przeciskała się między nadnaturalnymi, krocząc dumnie, ubrana w długie rurki i odsłaniającą ramię koszulkę. Dookoła niej, tradycyjnie, krążyły elektryczne „świetliki”. Małe bańki wypełnione wiązkami energii. Chwilowo na „podium” nie było nikogo, chociaż kilka istot cieszyło się już swoim trofeum w postaci niewolnika.
    - Numer 345 – usłyszała nagle i automatycznie podniosła wzrok zaciekawiona. Człowiek. Szeroki uśmiech nie schodził z jej twarzy. Ciekawe, jak bardzo różni się jego energia życiowa od nadprzyrodzonej istoty? Pewnie zaczęłaby się bardziej nad tym zastanawiać, jednak małe zamieszanie przy chłopaku przykuło jej uwagę. Nie tylko jej. Z tłumu wyłonił się pierwszy kandydat, bardzo popularny, słyną z tego, że jego niewolnicy często znikali. Dziwne, bo zazwyczaj brał tych bardziej niepokornych. Rosjanka nie zwróciła jednak uwagi na zgłoszenie i z tym swoim niezwykle szerokim uśmiechem ruszyła w stronę podium. Wskoczyła na nie, po czym bezceremonialnie zbliżyła się do numeru 345.
    - Hej! – krzyknął zainteresowany „zdobyczą” mężczyzna. Dziewczyna znowu go zlekceważyła i obeszła na spokojnie chłopaka. – Jak jesteś zainteresowana to musisz się zgłosić! – warknął w ich stronę, uderzając dłonią w podium. Mężczyzna od bata nieco zdezorientowany przyglądał się sytuacji. Taisja, nadal nie wzruszona, zatrzymała się przed twarzą niewolnika i zaśmiała lekko.
    - Człowiek – znowu zachichotała. – Chodź – rzuciła, po czym złapała jego dłoń.
    - Hej! On jest mój! – warknął mężczyzna, a tłum ożywił się znacznie. Tai spojrzała na krzykacza zaciekawiona. Zamrugała szybciej oczyma.
    - Twój? – zapytała.
    - Tak, ten Pan go kupił – odezwał się w końcu organizator.
    - Oh… - Tai znowu zamrugała oczyma. Po czym posłała swoje „świetliki” w stronę nieba, by kumulując w nich zebraną energię posłać ją w stronę rywala. Nic nie zapowiadało tego ataku, a przede wszystkim nic nie dowodziło, że to właśnie jej sprawka. Mężczyzna, niczym zwęglony kawałek mięsa, padł na ziemię. Taisja westchnęła głośno, nawet nie próbując zatuszować tego, że udaje.
    - O nie, co za straszny wypadek – powiedziała, po czym od razu uśmiechnęła się szeroko, zarówno do, zastygłego z wrażenia tłumu, jak po tym, do organizatora licytacji. Dopiero wtedy spojrzała na samego niewolnika. – No to idziemy – oznajmiła. – A Ty – tu spojrzała na organizatora i wyciągnęła z torebki jakiś kwit. – Masz – podała mu. – Jesteśmy kwita – zachichotała, po czym bezceremonialnie zeskoczyła z podium, ciągnąc za sobą chłopaka.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  28. Glen nie był jedyny, który nie wiedział co sądzić, czy jak się zachować. Oczywiście, jasne było, że ofiara porażenia żyje, został jedynie szybko znokautowany i to on zajął teraz uwagę zebranych tu istot. Rosjanka w tym czasie obróciła się, by spojrzeć co jest powodem zachowania jej nowego dobytku. Zamrugała oczyma, tak jak poprzednio, zupełnie jakby nie rozumiała co chłopak do niej mówi. Patrzyła tak na niego, aż nie wspomniał o ucieczce i zaufaniu. Wtedy uśmiechnęła się szeroko po czym skierowała swoją dłoń na brzuch chłopaka.
    - Wiesz… - zaczęła, a jej palce zaczęły wędrówkę w stronę torsu niewolnika, wspinając się po jego koszulce. – Możesz sobie uciekać – dodała, nadal z szerokim uśmiechem. Ostatecznie złapała materiał przy kołnierzyku i zaciskając na nim palce, zbliżyła znacznie swoją twarz, kłapiąc zębami, bezpośrednio przed nosem człowieka. – Ja Cię chętnie złapię – przyznała, po czym zaczęła chichotać, nadal ukazując rząd swoich równych zębów. Puściła go, widząc kątem oka jak mężczyzna, którego potraktowała wstrząsem elektrycznym wstaje, przy pomocy dwójki innych. – Idź, idź… - poklepała ramię numeru 345, a wyraz jej twarzy nie ulegał zmianie. Można by nawet powiedzieć, że uśmiechnęła się uroczo. Ciężko mimo wszystko było nie dojrzeć tej nutki szaleństwa w jej oczach, czy samym uśmiechu. Już po chwili, tuż przy jej boku znalazł się poturbowany mężczyzna.
    - Ty… - warknął, pokazując ją palcem. Tai podskoczyła, odwracając się w jego stronę przodem.
    - Ooo… - chwyciła palec i pomachała nim, niczym dłonią przy powitaniu. – Miło mi „Ty”, jestem Taisja Jegorowna – przedstawiła się z uśmiechem na ustach i puściła palec. – A fee… ależ jesteś brudny! – zaśmiała się, po czym zdmuchnęła z ręki czarny pyłek, świadczący o dotykaniu czegoś lekko zesmolonego. Mężczyzna po prostu zbaraniał, tak jak dwójka jego towarzyszy. Dziewczyna nie miała zamiaru czekać, aż świadomość przywróci mowę, miała ciekawsze zajęcia niż użeranie się z mięśniakami, korzystając z okazji, po prostu odeszła, kierując się w stronę nadchodzącego niewolnika.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  29. W podskokach zbliżyła się do chłopaka i spojrzała na jego, jak to nazwał, dobytek. Słysząc jego pytanie zaśmiała się i obróciła na jednej nodze dookoła własnej osi.
    - U-m-i-e-m – przeliterowała, nadal z szerokim uśmiechem, po czym zmarszczyła lekko nos, tykając i jego nos swoim palcem. Na wspomnienie wrogów przyłożyła palec do brody w geście zastanowienia. – Hmm… Mądry – powiedziała nad wyraz poważnie jak na nią. W sumie, nie miała zbyt wielu wrogów, głównie dlatego, że mało kto próbował zawierać z dziewczyną znajomości. Odpychała już na starci, to tym zbyt szerokim uśmiechem, to nadmiarem energii, a ostatecznie podejściem i brakiem rozpoznawania jakichkolwiek negatywnych emocji.
    - Ooo – westchnęła czule, gdy wspomniał o stracie pana, przyciągnęła nawet dłonie do swoich piersi i cała jej twarz nabrała urokliwego wyrazu. – To całkiem słodkie – przyznała, znowu łapiąc jego dłoń, zaraz po tym uśmiechając się szeroko. – Nie martw się, nie tak łatwo się mnie pozbędą – posłała mu zadziorny uśmiech i teatralnie zatrzepotała rzęsami. Znowu ruszyła, w wcześniej wyznaczonym sobie kierunku. Oczywiście nie miała zamiaru puszczać ręki chłopaka. Zachichotała słysząc jego podsumowanie. – Ja? Na Twoim miejscu bardziej martwiłabym się o siebie – znowu zachichotała. W prawdzie nie miała zamiaru zaganiać go do zamiatania butów, ale ludzi często był w stanie przerazić sam fakt podróży do Tyge, a co dopiero posiadać mieszkańca tak rozwiniętego miasta jako swojego pana.
    - Byłeś w Tyge? – zapytała, nadal z tym swoim zadziornym uśmieszkiem, znowu naruszając przestrzeń osobistą przez znaczne zbliżenie twarzy. – Co o nim słyszałeś? – posłała kolejne pytanie z wymownym wyrazem twarzy.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  30. „Na tyle blisko”, cóż, dla Taisji bliskość to bliskość, nie miała ona większego czy mniejszego znaczenia. Dziewczyna robiła to, na co miała ochotę, potrafiła nawet „zlikwidować” przeszkodę, gdy ta stanęła jej na drodze. To akurat miała okazję niedawno zaprezentować. Odruch odsunięcia się nie uraził jej, w sumie nie zwróciła na niego nawet zbytnio uwagi, po prostu czekała na odpowiedź. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, słysząc opinię wystawioną przez niewolnika. Dopiero po zabraniu dłoni, zwinęła usta w potocznie zwany „dziubek” i spojrzała bardziej ciekawsko na twarz chłopaka. Zmrużyła po chwili oczy, zupełnie jakby gest zdecydowanie nie przypadł jej do gustu. Nagle jednak, gdy wspomniał o mięśnie armatnik i puścił jej oczko, uśmiechnęła się szeroko i tym razem złapała go pod ramię, dumnie krocząc przy jego boku.
    - Świetnie się składa! Mogę być świrem technicznym – zachichotała i zaczęła przekręcać głowę, to na prawą, to na lewą stronę. – Od dziś mieszkasz w Tyge – poinformowała go i znowu się zaśmiała. Po tym sama z siebie puściła łokieć chłopaka i wyskoczyła dwa duże kroki przed niego. Idąc zaczęła tańczyć, po prostu kręciła się dookoła własnej osi czy robiła gwiazdę lub jakieś inne salto, wydając przy tym ciche gwizdy, od czasu do czasu przybierając jakąś pozę, za każdym razem, gdy chłopak zabierał głos. Mimo wszystko, słuchała go uważnie i było to widać, gdyż za każdym razem przerywała swoje harce. Słysząc o umieraniu zaśmiała się.
    - Uuu… Jakie to dramatyczne – szepnęła do niego, by po tym dalej zacząć pajacować po swojemu. Zatrzymała się gwałtownie, na wzmiankę o baczności i rozejrzała dookoła. Szybko jednak machnęła ręką i klepnęła się w czoło. – Tai głupku, to pewnie tylko te twoje głosy w głowie – zaśmiała się raz jeszcze i doskoczyła do Glen’a.
    - Mmm – mruknęła tym swoim elektronicznym głosem. – Dobrze się składa, ja to „kłopoty” Panie 345 – znowu posłała mu szeroki uśmiech i nawet kiedy się przedstawiał stała mu na drodze. – G-l-e-n – przeliterowała, po czym tyknęła go w nos, definitywnie lekceważąc informację o przestrzeni osobistej. – Ja nie cenie – przyznała bez ogródek, po raz kolejny uśmiechając się szeroko, jednak tym razem nie ukazując zębów. Odskoczyła do boku chłopaka, tego, gdzie miał gitarę, przyjrzała się jej z bliska.
    - Co to? – zapytała zaciekawiona, ruszając dalej w drogę.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  31. Słysząc to wymowne wyjaśnienie spojrzała na niego zaciekawiona. Gitara? Jego? Zamrugała szybciej oczyma, jakby te słowa do niej nie dotarły, dopiero po kolejnym powtórzeniu uśmiechnęła się szeroko i zachichotała.
    - Nie wezmę jej – zapewniła chłopaka i poklepała energicznie jego ramię, by po tym w podskokach iść przy jego boku. – Co z nią robisz? – zapytała szczerze zaintrygowana. Nigdy nie miała do czynienia z podobnym instrumentem, jednak mógł być spokojny. Akurat cudze przedmioty aż tak jej nie intrygowały. – Uuu, ciastko! – zanim odpowiedział na jej pytanie Rosjanka zawiesiła spojrzenie w wystawie jeden z cukierni. Szybko zmaterializowała się w postać promienia świetlnego i już zaraz stała bezpośrednio przy szybie, oblizując przy tym usta. – Mmm, wygląda smakowo. Chodź, wejdziemy – obejrzała się za Glen’em i pogoniła go ruchem dłoni.

    Tai
    [btw. Jak będziesz chciała drobnego urozmaicenia to niech Glen kiedyś, podczas tej jej materializacji w promień świetlny zniszczy jeden z świetlików, np. będzie go wkurzał latając przy głowie xD trochę go prąd kopnie, ale nie szkodliwie, natomiast u Tai może być inaczej hy hy]

    OdpowiedzUsuń
  32. Czuła stres Glen’a, jednak adrenalina była tutaj bardziej istotnym uczuciem. Oddech chłopaka, to jak ją puszcza, wszystko było pod kontrolą, teraz już się nie martwiła. Bez pasażera na plecach poczuła się naprawdę wolna. Masa jej ciała wywołała głośny plusk, gdy przebijała się przez warstwę wody. Tam otworzyła oczy i pozwoliła wrócić swojemu ciału do humanoidalnej postaci. Wypłynęła na powierzchnie chwilę później niż chłopak i namierzając go wzrokiem od razu się zaśmiała. Słysząc słowa chłopaka ponowiła śmiech i ruszyła w jego stronę. Ciuchy miała odrobinę poszarpane, ale na szczęście pod wodą nie było widać za wiele. Ochlapana odwzajemniła się tym samym, a nawet złapała chłopaka za głowę i zanurzyła na chwilę pod wodą.
    - Tego mi było trzeba – przyznała rozmarzonym głosem, gdy przestała się droczyć z przyjacielem, a na jej twarzy zagościł szczery, szeroki uśmiech. – Tylko się za dużo nie chwal, bo jeszcze kolejka się do Ciebie ustawi na takie skoki – zażartowała, dryfując w jednym miejscu.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  33. Grał? Oderwała wzrok od ciasta i spojrzała na niego zaciekawiona. Zagrać dla niej? Zamrugała szybciej oczyma i rozejrzała się, jakby sprawdzając czy przypadkiem nie mówi tego do kogoś innego. Nie przyzwyczaiła się do tego typu propozycji, większość po kilku minutach znajomości chciała jej sklepać twarz. Znowu na niego spojrzała, jednak po chwili przeniosła wzrok na roladę, o której mówił. Wróciła oczyma do Glen’a i posłała mu zadziorny uśmiech, doskakując od razu do jego boku.
    - Zo-ba-czy-my- wycedziła swoim rozbawionym głosem, jednocześnie układając obie dłonie na ramieniu chłopaka i opierając na nim ciężar swojego ciała. Zaśmiała się po czym pociągnęła go w stronę wejścia, akurat, gdy drzwi zostały uchylone przez wychodzącego klienta. Zatrzymała się dopiero przy blacie i z szerokim uśmiechem zaczęła oglądać inne słodkości na ladowej wystawie.
    - Co dla Was? – padło pytanie od obsługi.
    - O! – wyprostowała się gwałtownie, po czym przysunęła chłopaka bliżej kasy. – Mów – poleciła, gdyż sama nie miała pojęcia jak nazywa się wskazany przez chłopaka przysmak.

    Taisja
    [Tak mi nudno, to odpisałam xD]

    OdpowiedzUsuń
  34. Słysząc pytanie otworzyła usta, ale nie miała pojęcia jak odpowiedzieć. Miała problem z podejmowaniem tego typu decyzji. Uśmiechnęła się niewinnie.
    - Ty mów ile – odpowiedziała krótko spoglądając pogodnie na pochmurną kobietę. Jak jej coś się nie podobało to zawsze mogła potraktować ją swoimi Piorunkami. Zaśmiała się na wyobrażenie sobie momentu, w którym podaje im talerzyki ciasta drżąc od porażenia. Tai słysząc rzucane przez chłopaka nazwy wystawiła głowę nad jego ramię i z ciekawskim wzrokiem przyglądała się co jest co. Szczególnie zaintrygowała ją dziwna nazwa „tego” dla produktu, który rzucił jej się w oczy gdy szli ulicą. Cóż, nie ona odpowiadała za takie dziwactwa. Wepchnięta przed kasę zrobiła duże oczy. Znowu uśmiechnęła się szeroko i trzepnęła dłonią w głowię.
    - A no tak, pieniążki – zachichotała, a na jej biodrach zaraz zmaterializowała się, potocznie zwana „nerka”, z której wyciągnęła pieniądze i po podliczeniu wszystkiego zapłaciła. Chwyciła oba talerzyki, jeden wciskając Glen’owi i od razu kierując się do jakiegoś wolnego stolika. Usiadła przy nim i najpierw dokładnie obejrzała oba smakołyki z szerokim uśmiechem na ustach. Sięgnęła pierwsze ciastko i przysunęła do swojego oka bliżej.
    - Tego – powiedziała do siebie, a po tym spojrzała na drugi przysmak. – Rolada i tego, co lepsze, czas na pojedynek! – oznajmiła entuzjastycznie i wpakowała ciastko do buzi, energicznie je przeżuwając. Oczywiście nic jej z buzi przy tym nie wypadało.
    - Mmm… - mruknęła zadowolona i automatycznie pogładziła się po brzuchu.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  35. Słysząc słowa Glen’a zamrugała szybciej oczyma.
    - Och, rozumiem… - o dziwo fakt, że coś źle zrozumiała nieco ją w tym momencie speszył.
    - Ciastko owsiane z kawałkami czekolady kontra… - tu wypuściła głośno powietrze i zaśmiała się rozbawiona. – Chyba jednak wolałam nazwę „tego” – przyznała uśmiechając się szeroko. W sumie Glen bardzo się nie pomylił, Tai byłą niczym dziecko świeżo wypuszczone z domu. Całe życie spędziła w jednym miejscu – laboratorium. Najpierw wczesne dzieciństwo, a po tym ciężka operacja i długoletnia rehabilitacja. Kiedy mogła wychodzić, to jedynie w obszarze Tyge, a każdy wie, że to miasto oderwane jest dość mocno od rzeczywistości. Dziewczyna nie wiedziała praktycznie nic o prawdziwym życiu, do tego jedynym jej dotychczasowym towarzystwem byli zapracowani rodzice czy inni laboranci, ewentualnie ktoś z służby wojskowej. Nie rozumiała przez to wielu zachowań społecznych. Fascynowało ją dosłownie wszystko, nawet to, jak chłopak wkładał roladę do ust i uśmiechał się rozmarzony. Cóż to musiał być za smak! Bez ogródek chwyciła łyżkę i skosztowała napoczęty już przez niego kawałek. Wsunęła przysmak do ust i naśladując go również przymknęła oczy, jednak zaraz uchyliła jedną powiekę, by upewnić się co powinna robić dalej. Smak ciasta szybko uderzył do głowy i zamiast przyglądać się poczynania chłopaka wzięła kolejną łyżkę rolady. To jak rozpływała się w ustach było po prostu…
    - Czadowe! – okrzyknęła nagle, robiąc duże oczy. – Ależ to jest pyszne! – przyznała entuzjastycznie i przytaknęła mu zaraz głową.
    - Lubię czekoladę. To jest czekolada, prawda? – bardziej stwierdziła, niż zapytała. – Uwielbiam czekoladę! – dodała z szerokim uśmiechem i nałożyła sobie cały jeden kawałek na swój talerz, aby zacząć go konsumować z apetytem. Zupełnie zapomniała o ciastkach.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  36. Taisja słuchała go uważnie, a jej uśmiech poszerzał się coraz bardziej. O mamo! Tyle różnych czekolad.
    - Pójdziemy i mi pokażesz i pokażesz jak zrobić! – powiedziała entuzjastycznie. Tai była zbyt ciekawa świata by pozwolić mu wszystko robić samodzielnie. Jeżeli już miał gotować to mógł z góry szykować się na jej twarz wiszącą i towarzyszącą przy każdej czynności w kuchni. Sama coś tam umiała w kuchni, ale ograniczało się to co najwyżej do kanapek. Samo wspomnienie o gotowaniu przypomniało dziewczynie o dość istotnej sprawie. Co właściwie robili niewolnicy? Mieszkanie dziewczyny sprzątało się samo, a jedynie z tym, no i posiłkowaniem się na służbie, kojarzyła sobie niewolnictwo. Myśli w tym temacie zostały szybko zepchnięte na dalszy plan. Gdy chłopak wspomniał o sposobie jedzenia ciastek Rosjanka zamrugała oczyma. Nie mylił się co do rolady, więc ledwo skończył zdanie, a ona podniosła rękę w górę i zaczęła machać do babki za ladą.
    - Czarna kawa raz! – złożyła zamówienie i zaraz wyskoczyła z krzesła, aby złapać portfel i pobiec do lady, zapłacić. Z dumą wróciła na miejsce, trzymając filiżankę z kawą. Usiadła i uśmiechnęła się szeroko, od razu łapiąc za ciastko. Włożyła je do środka napoju i trzymała za suchą końcówkę.
    - Za-mo-czyć – przesylabowała – i… - tu wyciągnęła ciastko, ale… to było nieco skruszone i ułamało się, lądując na dnie filiżanki. Wyraźnie zaskoczona patrzyła na brakujący fragment ciasta, który miał trafić do jej buzi. Zmarszczyła czoło i spojrzała na Glen’a.
    - Co jest?! Kawa zjadła mi ciastko! – mruknęła głośniej, wyraźnie niezadowolona.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  37. Nadal patrzyła na niego gniewnie, zupełnie jakby ją oszukał. Zacisnęła łyżeczkę w dłoni, gdy on złapał swoją. Co znowu knuje ten drań?! Uspokoiła się dopiero, gdy wyłowił kawałek ciastka, teraz przypominającego kupkę piasku. Zamrugała oczyma wyraźnie zaskoczona.
    - Ej! – oburzyła się, kiedy to on zjadł wyciągnięty kawałek, naburmuszyła nawet policzki. Odwróciła wzrok obrażona, zerkając na niego kątem oka, jedynie udając, że nie słucha tego co mówi. Kiedy pokazał wszystko dokładnie, ona zmrużyła oczy i z podejrzanym wzrokiem chwyciła kolejne ciastko. Powtórzyła ruchy chłopaka i… Tak! Smakołyk trafił do jej buzi. Zaraz uśmiechnęła się szeroko. Zaśmiała się radośnie i klasnęła w dłonie trzy razy.
    - Py-szniu-tkie- znowu przsylabowała, kołysząc się na krześle, na boki. Znowu chwyciła łyżeczkę i wbiła ją w roladę.
    - Ale czekoladowe bardziej mi smakuje – przyznała i wróciła do pałaszowania kawałka, od czasu do czasu odrywając spojrzenie od ciasta i przenosząc je na twarz Glen’a, uśmiechając się przy tym po swojemu.
    Kiedy zjedli już swoje porcje i dostali jeden kawałek rolady na wynos Tai tanecznym krokiem opuściła kawiarnie. Przeciągnęła się tuż za wyjściem i zaśmiała radośnie, od razu doskakując do ramienia chłopaka.
    - Jak idealnie! Mamy niecałą godzinę do transportu na Tyge! – zakomunikowała i poklepała go po głowie. – Muszę Ci przecież pokazać gdzie teraz mieszkasz – uśmiechnęła się szeroko, nie zwracając uwagi na jeden kącik ust, uwalony od czekolady.
    - To zakupy i idziemy do portu! – dodała jeszcze, po czym obróciła się dookoła własnej osi, niechcący strzelając Glen’a swoimi rozpuszczonymi włosami w okolice twarzy. Zasłoniła zaraz usta i zaśmiała się.
    - Upsi – znowu się zaśmiała i posłała mu niewinny uśmiech.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  38. Czego nie lubił? Włosów? Kobiecych włosów? Kobiet? Uuu… może lubił chłopaków? Tai wyszczerzyła się, jednak zaraz poczuła to całe pociągnięcie i z cichym syknięciem położyła dłoń w miejscu, gdzie było źródło lekkiego bólu. Po tym jednak znowu zachichotała, widząc jak Glen nadziewa się prosto na jej bańkę energii. Nie ukrywała rozbawienia jeszcze przez jakiś czas drogi, szła przy jego boku i śmiała się wesoło.
    - No zobaczymy czy nie będziesz – powiedziała w końcu z swoim szerokim uśmiechem i dała mu w końcu spokój z tym obłapywaniem go. Skręciła nagle do jednego ze sklepów spożywczych, w celu zrobienia zakupów. Oczywiście pytała Glen’a o smaczne rzeczy oraz uparła się na wszystkie, wcześniej przez niego wymienione, rodzaje czekolady. Po zakupach skierowali swoje kroki do odpowiedniego portu. Tam Tai usiadła na jednej z ławek, oczywiście w siadzie skrzyżnym i spojrzała na to tajemnicze pudło chłopaka.
    - Co mi zagrasz? – zapytała zaciekawiona. Do transportowca zostało jeszcze piętnaście minut.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  39. Zaśmiała się rozbawiona i zaraz powtórzyła po nim gest z zakluczeniem sobie ust. Znowu się zaśmiała.
    - Nie jesteś? Nawet w ludzkim świecie takie skoki często uważane są za szaleństwo. Tam w prawdzie nikt nie skacze z grzbietu wilkołaka, ale… przymkniemy na to oko – uśmiechnęła się szeroko, chlapiąc go przy tym. Przytaknęła zaraz głową.
    - Oj wiem, właśnie dlatego ten skok był taki wystrzałowy, nawet tutaj mało kto by w niego uwierzył – przyznała rozbawiona i uniknęła bryzgu wody, jaki chciał jej zapewnić, dając nura pod wodę i kierując się w stronę brzegu. Wypłynęła na powierzchnie z drugiej strony chłopaka i posłała uśmiech.
    - Zaproponowałabym wyścig, ale to chyba byłoby mało sprawiedliwie – zauważyła. Humor zdecydowanie jej się poprawił. Kiedy w końcu wyleźli na brzeg dziewczyna nadal się uśmiechała. Chwyciła swoją nieco podartą koszulkę i zaczęła ją wykręcać. Po chwili jednak zrezygnowała machając ręką.
    - Walić, sama wyschnie – stwierdziła i oklapła tyłkiem na piasek, twarzą zwróconą do oceanu, przymknęła na chwilę powieki, wciągając świeży zapach wody.
    - Mogłabym tu tak siedzieć do białego rana – szepnęła, po czym zerknęła na Glen’a. – A Ty? Masz już jakieś swoje ulubione miejsce w Mortiel? – zagadnęła zaciekawiona.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  40. Miała przez chwilę wrażenie, że chłopak bredzi. Wyglądał na zmęczonego, owszem, ale nie myślała, że aż tak. Uśmiechnęła się kącikiem ust na wzmiankę o treningu. Nie miała zamiaru go dzisiaj forsować, jeszcze by jej tu padł. Podniosła się lekko i na czworaka przeszła dzielącą ich odległość. Zawisła swoją twarzą nad twarzą chłopaka.
    - Pytałam o ulubione miejsce w Mortiel, a Ty mi wyskakujesz z treningiem – zaśmiała się i wycisnęła mu na twarz wodę z swoich włosów, po tym usiadła na swoich łydkach.
    - Jak nie będziesz słuchał co kobieta do Ciebie mówi to nigdy nie zyskasz sobie u żadnej większej sympatii – wytknęła mu jeszcze język, by po tym ponownie się roześmiać.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  41. Taisja na szczęście lub nieszczęście, była roztrzepaną istotą. Na świecie interesowało ją zbyt wiele, by całą uwagę skupiać na czekoladzie, jednak zrobić jej zapasów nie zaszkodziło. Miała dużo pieniędzy i w sumie nawet nie doceniała ich wartości, po prostu szła i kupowała to na co miała ochotę. Siedząc na portowej ławce bacznie obserwowała Glen’a, a gdy wyrwała go z zamyślenia uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Słysząc pytania zamrugała szybciej oczyma. W sumie nie widziała problemu, aby właśnie teraz pokazał jej o co właściwie chodzi z tą gitarą. Energicznie przytaknęła głową i poklepała miejsce obok siebie, zachęcając go tym, by usiadł. Nie rozglądała się, całą uwagę skupiła na pokrowcu, czekając na to, co zostanie z niego wyjęte. Widząc instrument zamrugała szybciej oczyma, automatycznie robiąc przy tym z ust dzióbek. W Tyge było coś podobnego, jednak wyglądało mniej… staroświecko? Cóż, nie komentowała tego, po prostu grzecznie czekała na muzykę przeskakując oczyma z gitary na jej właściciela i uśmiechając się lekko. Jedynie przy strojeniu przysunęła bliżej twarz, by zobaczyć co Glen właściwie robi, a gdy usłyszała pierwsze dźwięki, przekrzywiła głowę, niczym zaciekawione psowate stworzenie, po czym z szerszym uśmiechem wróciła oczyma do grajka. Instrument wydawał delikatniejsze dźwięki niż te, które znała Tai. Zaraz zamknęła oczy i zaczęła kołysać się na boki, w rytm granej melodii. Oczywiście uśmiech nie opuszczał twarzy dziewczyny. W pewnym momencie uniosła powieki i zaśmiała się radośnie, klaszcząc przy tym trzy razy w dłonie. Zaczęła wprowadzać różne kombinacje w swój siedzący taniec, cały czas wpasowując się w granej melodii i czas ten płynął jej najwyraźniej bardzo przyjemnie.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  42. Dziewczyna nie musiała być zachęcana dwa razy, kiedy tylko usłyszała szybszą melodię zaczęła energiczniej gibać się na ławce i już zaraz wyskoczyła z niej, aby wczuć się w kolejną melodię. Teraz dużo podskakiwała, bo właśnie takie kroki najbardziej jej pasowały do utworu. Obróciła się kilka razy dookoła własnej osi i kiedy muzyka przestała nagle grać, gwałtownie odwróciła głowę w stronę Glen’a. Tak jak zwykle na jej twarzy gościł uśmiech, tak teraz brakowało jedynie błyskawicy nad głową, chociaż i bez niej gromiła wzrokiem mężczyznę, który ośmielił się w taki sposób przerwać jej zabawę.
    - Zostaw go! – huknęła swoim elektronicznym głosem, a jej oczy zaświeciły się na zielono. Mężczyzna zaśmiał się pod nosem, Tai wyglądała przy nim jak dziecko. Nie dysponowała nadnaturalną siłą, mogła go porazić swoją wiązką energii, ale wtedy oberwałby i Glen. Nie wiedzieć czemu, nie chciała aby obrywał. Nagle zmieniła wyraz twarzy i zaśmiała się.
    - Żartowałam – machnęła ręką i uśmiechnęła się kokieteryjnie. – Sama chętnie go troszkę podręczę – znowu zachichotała i zbliżyła się, patrząc na Glen’a z wyższością. – Zostaw trochę zabawy dla mnie – rzuciła do obcego i trzepocząc rzęsami oplotła jego ramię swoimi rękoma. Nie wnikając w to czy facet ma ją za pojebaną, czy za urodziwą i dał się nabrać, nagle zmieniła wyraz twarzy i korzystając z faktu dotykania gołej skóry mężczyzny zaczęła pobierać jego energię życiową. Skutek był natychmiastowy, Glen wylądował znowu na ziemi, a wściekły facet teraz złapał za gardło Tai, był silny, więc sztuczka ta go tylko osłabiła. Dziewczyna zaśmiała się w pierwszej chwili, gdy zawisła w powietrzu.
    - Taka kurwa jesteś cwana?! Swoich atakujesz w obronie ścierwa?! – warknął, a ona znowu się lekko zaśmiała, tyle na ile mogła. Jej cierpienie szybko się jednak skończyło. Mężczyzna został popieszczony silną wiązką energii i zaraz opadł na ziemię, puszczając Rosjankę, która plackiem wylądowała na deskach portu. Zakaszlała i z zadziornym uśmiechem spojrzała na przeciwnika. Twardy był, przysmażony, ale nadal na kuckach i świadomy.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  43. W głowie dziewczyny już powstawał plan jak pozbyć się większego od siebie przeciwnika, ale myśli te przerwał Glen i jego chwyt. Zanim się zorientowała stała już na nogach, ciągnięta gdzieś w tłum istot. Zaskoczyło ją zachowanie chłopaka, przecież nie lubił dotyku i wydawał się aż nad wyraz spokojny, a tu nagle wpada w innych i nawet nie przeprasza. Ona też nie planowała przepraszać, po prostu pozwoliła się prowadzić, uznała, że to całkiem zabawne, takie uciekanie. Osobiście nie znała tego miasta zbyt dobrze, owszem, trochę je już zwiedziła, ale chłopak zdawał się lepiej orientować w tym miejscu od niej. Nie oponowała. Wciągnięta do jakiegoś pomieszczenia zastygła w bezruchu, a czując dłoń na ustach uśmiechnęła się lekko i poszurała skórę Glen’a końcówką języka, zaraz też zasłaniając mu usta, w razie gdyby chciał wydać jakiś odgłos obrzydzenia.
    - Kurwa, dorwę tą parkę! Tędy panowie! – dało się słyszeć i kilku mężczyzn przebiegło tuż za drzwiami. Tai nasłuchiwała jeszcze chwilkę po czym zabrała dłoń z twarzy chłopaka i uśmiechnęła się do niego niewinnie.
    - Calusi jesteś? – zapytała, niby z troski, ale bardziej chodziło o ciekawość.

    Tai

    OdpowiedzUsuń