23 lipca 2010

Z marzeniami przez życie... [vol 2]


Glen Raider
21-lat | Obecnie: ELFEA (wcześniej: Salree) | Człowiek | Niewolnik | Oczytany | Kochający muzykę oraz tętniący życiem port | Obserwuje istoty magiczne, gdy tylko ma wolną chwilę | Gra na gitarze i pianinie (choć to drugie jedynie dla kaprysu jego właściciela) | Osierocony dawno temu z zanikiem pamięci | Pierwsza chwila w pamięci - zakładana obroża w wieku 8 lat |


Historia | Powiązania |  



[To tyle ode mnie. Skąpo, ale na temat. Karta w miarę możliwości będzie uzupełniana. Na wątki chętna wszystkie!] 
 
POPRZEDNIA KARTA

167 komentarzy:

  1. Słysząc uwagę o bliźniakach, Szwed najpierw zbaraniał i wpatrzył się w Glena z zidiocieniem na twarzy, później poczerwieniał, a wreszcie odkaszlnął. Rozumiał, że można było się upijać, ale żeby aż tak? Czy on też wyglądał tak kretyńsko, kiedy był pijany?
    -Nie, nie mam bliźniaka-wyjaśnił wreszcie, przecierając zmęczone oczy i odsuwając okulary i dokumeny, zanim Glen zdążył je zniszczyć.-Mam co prawda brata, ale Gabriel bawi w Anglii...a poza tym...
    Urwał. Przekręcił się na stołku i wychylił się do przodu, chcąc powąchać chłopaka. Ile wypił? Co dokładnie wypił? I czemu, na Boga, miał tak kretyńsko słabą głowę?! Potrząsnął głową, marszcząc brwi, po czym wyjął czystą kartkę i zapisał sobie, co następuje, kaligraficznie ładnym pismem: Nauczyć Glena pić. Będzie musiał się za to zabrać na poważnie.
    -Jeżeli już pijesz, to po pierwsze, niezbyt wypada pić samemu. Po drugie, nie z gwinta, tylko ze szklanki, i po trzecie: nie byle chłam, tylko uważaj, co wybierasz-westchnął ciężko. Trudny był los ojca...czy raczej opiekuna, tfu! Co ta jego podświadomość, już go umieszcza na właściwym miejscu? Wstał i zerknąwszy na jedzącego Glena, sprzątnął ze stołu talerz. Umieścił go spokojnie w zmywarce (dobrze, że zainwestował w ten sprzęt), a chwilę później leniwie pił espresso z ciepławego, szarego kubka z motywem wieży Eiffla.
    -Jak się czujesz, Glen?


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  2. -Trzeba było wziąć tą dużą i niebieską butelkę Glen Moray. Dzisiaj już ci jej nie dam, ale jak wytrzeźwiejesz i poczujesz się lepiej, to za parę dni cię poczęstuję-obiecał spokojnie Akira, głaszcząc chłopaka po ciemnych, miękkich w dotyku włosach. Półcienie światła załamywały się na jego koszuli i spodniach, padały na subtelne zawijasy, liczby i znaki stawiane zarówno w alfabecie łacińskim, europejskim, jak i w zwykłych kanji (wszak kontrahenci pochodzili zarówno z kręgu kultury zachodniej, jak i wschodniej, i należało się do nich dostosowywać pod każdym względem), drżały na idealnie wypolerowanej szklance i w kroplach wody na plastikowej butelce, z której pił Glen. Ponowił myśl o nauczeniu chłopaka tajników dżentelmeńskiego upijania się (o ile samo upijanie się można byłoby zaliczyć do tej normy).
    -Pana? Jaki on tam pan, panem to ja tu jestem!-oburzył się z uśmiechem, szturchając delikatnie chłopaka. Z korytarza wiodącego do kuchni dobiegło go coś, co zabrzmiało jak urażone, pełne irytacji prychnięcie. Najwyraźniej Terayuki wszystko doskonale słyszał i postanowił temu dać wyraz poprzez zamanifestowanie swojej obecności...tyle, że Akira tylko się lekko, kpiąco uśmiechnął i pokiwał głową, jakby odpowiadając własnym myślom.
    -Dasz radę mi jeszcze w czymś pomóc, czy mam cię odprowadzić do pokoju?-spytał z troską. Stan chłopaka nie wydawał się mu najlepszy, ale jeżeli młodzieniec się zdecyduje, żeby go wesprzeć w działaniach, nie będzie mu przecież zabraniać.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyna zaśmiała się lekko.
    - Nie trzeba takiego przypominać, aby nim zostać – uśmiechnęła się zadziornie i znowu się zaśmiała. Na pytanie o matkę chrzestną wzruszyła ramionami.
    - Prawdopodobnie i bez Twojej pomocy nią zostanę, więc nie specjalnie mi zależy – pokazała mu język – ale skoro tak nalegasz, to może się zgodzę – zaśmiała się raz jeszcze i wzięła łyka piwa. Na informację o wujku prychnęła lekko śmiechem, jednak zaraz spojrzała na niego troskliwie i dotknęła jego ramienia, nie skomentowała na razie wypowiedzi, jedynie nie pozwoliła mu wstać, ba nawet powaliła na kanapę i spojrzała surowo.
    - No, no, chyba nie myślałeś, że dam Ci się tak po prostu położyć do łóżka co? Najpierw to ja zobaczę czy jesteś cały, bo te Twoje jęki zdecydowanie mi się nie podobają – powiedziała stanowczo i zaraz podwinęła mu koszulkę, zaczęła dłońmi badać jego brzuch. Pokręciła głową, zdecydowanie miał złamane 5 żeber, no i ten zapach krwi… Nie musiała nawet sprawdzać, na plecach znajdowała się paskudna rana, ciężko było tego nie wyczuć.
    - Masz dwie opcje albo zabieram Cię do lecznicy albo wzywam tutaj swojego znajomego, myślałam, że może sam coś z siebie wydusisz, ale widzę, że jesteś typowym samcem, ja natomiast jestem typową samicą i nie pozwolę Ci nawet spać w takim stanie – powiedziała władczo i złapała swój telefon.
    - Więc? – spojrzała na chłopaka pytająco by zaraz pochylić się lekko nad jego twarzą.
    - Jest jeszcze opcja, w której zamieniam Cię w wilkołaka, ale to o wiele bardziej bolesne niż dwie wcześniejsze – na jej twarzy znowu pojawił się zadziorny uśmiech.

    Aki

    OdpowiedzUsuń

  4. -Nie ma czegoś takiego jak to, że nie potrafisz nic pożytecznego-zauważył rozsądnie Akira, przyglądając się Glenowi. Czy był na tyle narąbany, żeby nie umieć zagrać czegoś na pianinie? W sumie można by mu to zaproponować...ale jak wytrzeźwieje. Na razie nie zagrałby na trzeźwo nawet Sabatonu, nie mówiąc już o innych klasykach, zarówno tanecznych, jak i "do posłuchania".
    -Na razie potrafisz polewać ludziom, umiesz też grać na instrumentach, więc będziesz od czasu do czasu grał i przywabiał mi tym klientów.-uśmiechnął się lekko mężczyzna. Przyjrzał się jeszcze raz krytycznie Glenowi, po czym odprowadził go na schody...a raczej miał zamiar to zrobić. Nie udało mu się to jednak, gdyż w tej chwili do Akiry podszedł mężczyzna z nożem. Wiało od niego tak silnie alkoholem, że smok skrzywił się z obrzydzeniem.
    - Teeee...facedddd...a sssa ile...ty spszeeedasz tego chopaczkaaa? - zabełkotał niewyraźnie nieznajomy, chwytając Glena za ramię i śmiejąc się w dość głupi sposób. Zimne spojrzenie smoka wyrażało w tej chwili więcej niż tysiąc słów.
    -Jest zbyt cenny, byś mógł sobie na niego pozwolić, i należy do mnie-odparł lodowato, chwytając mężczyznę za dłoń. Po krótkiej chwili rozległ się trzask łamania paliczków w dłoniach. Nieznajomy zawył z bólu, a w oczach Akiry pojawił się niebezpieczny błysk przywodzący na myśl płomienie.
    -Glen, idź na górę i odpocznij. Jak wytrzeźwiejesz, pomożesz mi sprzątać bar, zrobić zakupy i będziesz ćwiczył z Yukim-zadysponował stanowczo.-Ja mam tutaj...kogoś do załatwienia. Lub coś.
    Jego uśmiech wskazywał, że pewnego rodzaju oferty należałoby dokładnie przemyśleć przed złożeniem ich Englundowi.
    Akira

    OdpowiedzUsuń
  5. Wilczyca jedynie pokręciła głową.
    - Nie obchodzi mnie Twoje zawsze. Teraz jest teraz, a nie jest ono przy Michaelu tylko przy mnie. Skoro jesteś na tyle głupi i nieodpowiedzialny to nie pozostaje mi nic innego jak podjąć decyzję za Ciebie - odpowiedziała stanowczo, nie wysilając się nawet na pogodne uśmiechy. Ciężko jej było zrozumieć mieszkanie z tym porąbanym wampirem, ale była w stanie to zrobić, jednak jeżeli chodziło o zdrowie, nie, tego nie przepuści i jak będzie trzeba to mu po prostu przywali, aby nie szamotał się podczas jakichkolwiek badań.
    - Nawet nie próbuj zwiewać, bo obiecuję, że poznasz kilka innych, mało przyjemnych zastosowań mojej przemiany - pogroziła mu mrużąc przy tym oczy i wpatrując się w jego źrenice, zupełnie jak zwierze pokazujące przeciwnikowi, że nie ulegnie i będzie walczyć jeżeli przyjdzie taka potrzeba. Nawet po zdaniu wyjaśniającym jego przybycie stanowczość Aki nie zniknęła.
    - Jej już nie uratuję, ale Tobie pomogę, czy tego chcesz czy nie - odpowiedziała jedynie i zaraz wykręciła numer do znajomego. Oczywiście Glen'a nie spuszczała z oczu, jeszcze przyszedłby mu do głowy jakiś debilny pomysł. Już zaraz przeprowadziła rozmowę telefoniczną i umówiła lekarza.
    - Będzie w przeciągu trzydziestu minut - poinformowała go jeszcze i ze spokojem wzięła łyka swojego piwa. Już ona mu da tak lekceważąco podchodzić do swojego zdrowia, jeszcze się chłopak zdziwi.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybko zauważył pijącego Glena w towarzystwie Terayukiego i jeszcze szybciej do niego podszedł. Było tak, jakby to nie on wczoraj połamał kości obcemu mężczyźnie, chętnemu na zakupy w niewłaściwym miejscu i z niewłaściwym podejściem do interesów. Uśmiechnął się przyjaźnie do chłopaka i stanął przy nim, zapalając starannie papierosa przy pomocy niewielkiego ognika.
    -Zjadłeś już śniadanko?-spytał z uśmiechem.-Jeżeli nie, to zrób je sobie i zjedz. Potrzebujesz siły. Za piętnaście minut wyjeżdżamy do miasta na zakupy, będę czekać w samochodzie. Jak wrócimy, to poćwiczymy w garażu.
    Terayuki zerknął nieco obojętnie na Glena. Ciekaw był, jak szybko dzisiaj gówniak odpadnie, skoro tak bardzo kiepską miał kondycję. Jaką niby korzyść miałby mieć z niego Trancy, poza darmową stacją krwiodawstwa, skoro nie umiał ani walczyć, ani chronić swojego pana? A przy tym to jego zachowanie...Tak, Terayuki nie do końca rozumiał motywy, które przyświecały Akirze przy "adopcji" tego dzieciaka. Nie skomentował tego jednak. Sprzątnął talerz, po czym udał się na swoje stałe miejsce za barem. Miał nadzieję, że uda mu się jakoś wytłumaczyć całą tę sytuację pani Akemi i złapać przy okazji parę plotek.
    Piętnaście minut później Akira czekał już w samochodzie - tym samym, z którym Glen miał już przyjemność. Jedną dłonią trzymał dopalającego się papierosa, drugą kierownicę, a po jego twarzy błądził nieokreślony uśmiech.
    Z radia dobiegała radosna, pogodna melodyjka Lisy Ekdahl i jej "Vem vet".

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  7. - Przykro mi, że troskę masz mi za złe, ale… - Wilczyca spojrzała Glen’owi w oczy.
    - Mam to gdzieś co zrobisz następnym razem – przyznała z nie ukrywaną szczerością na twarzy i zaraz powiodła za nim wzrokiem. Westchnęła ciężko widząc w jakim jest stanie. Kiedyś zachowanie chłopaka bardziej by ją zraziło. Teraz? Od jakiegoś czasu emocjonalnie podchodzi jedynie do wybiórczych sytuacji czy osób. Słysząc kolejne słowa zbliżyła się do łazienkowych drzwi i oparła ramię o framugę.
    - Widzę, że wymiotujesz jak kot, a do tego śmierdzisz trupem, podbiegając do muszli klozetowej nie robisz na mnie wrażenia, przynajmniej nie udowadniasz tym swojego dobrego samopoczucia – powiedziała spokojnie, nadal bacznie go obserwując. Sama również posłała chłopakowi słaby uśmiech, aby potem ruszyć za nim na kanapę, usiąść obok i pilnować go w milczeniu. Zachował się niestosownie i Aki nie miała ochoty na dialogi. Nie lubiła kiedy ktoś umyślnie narażał swoje zdrowie, w prawdzie sama jakiś czas temu naraziła własne życie, jednak zaplanowała zawczasu ratunek dla samej siebie i poinformowała odpowiednie osoby, dzięki którym była pewna, że przeżyje. Tutaj natomiast widziała zwykłego człowieczka, który był silniejszy psychicznie niż fizycznie, a zgrywał nie wiadomo jakiego twardziela. Pokręciła głową, od tak, nic nie mówiąc, nie słuchając, jedynie podsumowując tym gestem swoje przemyślenia. Zaraz usłyszeli pukanie do drzwi i po chwili w pokoju pojawił się szczupły mężczyzna, był równy z Wilczycą, mierzył całe 1,74m.
    - No witaj – przywitał się z dziewczyną i spojrzał na chłopaka, od razu na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. – Człowiek? – zapytał i zerknął na znajomą. Ta założyła ręce na piersi i spojrzała lekarzowi w oczy.
    - Człowiek – potwierdziła jedynie. Mężczyzna kiwnął głową i zbliżył się do pacjenta.
    - Doktor Kowawic, miło poznać – przedstawił się i zacmokał ustami. – Mam nadzieję, że będziesz współpracować – zaczął grzebiąc w torbie położonej na stoliku przy kanapie, zerknął na chłopaka i wyciągnął strzykawkę, którą zaraz napełnił tajemniczym płynem. – Czy nie? – zapytał z przyjemnym uśmiechem na ustach i pstryknął kilka razy palcami w gotowy do użycia zastrzyk. Aki usiadła spokojnie naprzeciwko i bacznie obserwowała całą sytuację, głównie skupiając się na Glenie, a raczej jego wszelkich podejrzliwych odruchach.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  8. You took it with you when you left
    These scars are just a trace
    Now it wanders lost and wounded
    This heart that I misplaced


    Akira zaśmiał się cicho. Ostatnią rzeczą, jaką planował zrobić w tym życiu, było krzywdzenie niewinnych niewolników, którzy nic mu nie zawinili. Nie wiadomo dlaczego, sam traktował Glena, tego dzieciatego, uroczego Glena, jak własne dziecko. Dlatego wybuchnął śmiechem i poczochrał go po włosach wolną ręką, po czym wyjechał bezpośrednio na drogę.
    -Twoim kościom nic nie grozi, mały-zapewnił z niezbitą pewnością.-I będziemy trenować we trzech, bo jeszcze będzie nam towarzyszyć Yuki aka Pan Drzwi. Co do zakupów, chodzi o zwykłe, codzienne zakupy do kuchni i załatwianie nowego alkoholu do baru. Zakupy do domu pozostawiam tobie, możesz też sobie coś kupić, ale jeżeli chodzi o nowy alkohol...
    Zaśmiał się cicho. Stali teraz na czerwonym świetle, zaczęło padać. Deszcz bębnił melancholijnie o szyby, przyszedł znikąd, jak większość ludzi znikąd lub jak większość klęsk i nieszczęść w życiu człowieka, światła mrugały niespokojnie, sznury mokrych samochodów stały w oczekiwaniu na swoją kolej. Kolorowe budynki Eflei zdawały się tracić swoje kolory na rzecz ożywionej przyrody.
    -Byłeś już w Phyoen?-zagadnął, pomijając na razie kwestię kaca.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  9. Lekarz na spokojnie zajął się ranami i złamaniami Glen’a. Ten nawet nie był w stanie poczuć większego bólu, ewentualnie drobniejsze ukłucia czy ruch żeber. Dodatkowo był w pełni świadomy, no ale co tu dużo mówić, lekarz, którego sprowadziła Aki miał sporo ciekawych substancji w zanadrzu, takich, którymi dysponowało jedynie Tyge.
    Dziewczyna stała cicho, nie szukała nawet tematu do rozmowy, była bardziej zamyślona niż zwykle, no i nie wydawała się teraz tak sympatyczna jak przy ich pierwszym spotkaniu. W prawdzie kiedyś udawanie było u niej na porządku dziennym, ale teraz sporo się zmieniło i nie miała zamiaru posyłać wszystkim uroczych uśmiechów, kiedy u niej było, po prostu źle. Słysząc pytanie chłopaka zeszła na ziemię i spojrzała na niego, unosząc jedną brew. Wzruszyła ramionami.
    - Nie ma na to konkretnej recepty, wilkołaki dzielą się na takie czystej krwi i kundle, mamy też różne rody czy zwyczaje. W każdym tym odłamie przemiana może wyglądać zupełnie inaczej. Dla mnie jako istoty czystej krwi przemiana nie jest aż tak bolesna, tym bardziej teraz, początki były gorsze. W moim stadzie jedynie władający Alpha ma zdolność przemiany człowieka w swojego pobratymca, a kiedy już to zrobi to przemieniony również jest czystej krwi. Ugryzienie kundla najczęściej grozi śmiercią w męczarniach, coś jakbyś się przemieniał, ale … - westchnęła i posłała Glen’owi lekki uśmiech. Przysunęła się do niego i spojrzała mu w oczy.
    - Po prostu łamie Ci wszystkie kości i przekształca je w zupełnie inne, zmienia się cały szkielet. Przy udanej transformacji boli tak samo, ale idzie się przyzwyczaić, przy nieudanej po prostu nie jesteś w stanie przybrać odpowiedniego kształtu ciała i zabija Cię Twój nowy szkielet, gdyż kości nie mieszczą się w ludzkim ciele – wyjaśniła, po czym dotknęła go palcem wskazującym w czoło.
    - Tak więc spokojnie, nawet nie mogę Cię przemienić – dodała odsuwając palec. Lekarz spojrzał na nią z zadziornym uśmiechem.
    - Jego żebra to wyglądają jakby się już kilka razy próbował przemienić – skomentował. Wilczyca spojrzała na lekarza.
    - Uroki życia z wampirem – powiedziała jedynie i wstała z kanapy. – Coś do jedzenia? – zapytała znajomego, który kończył już robotę przy Glen’ie, ten pokręcił głową.
    - Podziękuję, muszę lecieć zaraz dalej – odpowiedział z uśmiechem i zabezpieczył jeszcze bandaże założone na ciele chłopaka. Aki kiwnęła głową.
    - Dzięki za niego – oparła się łokciami o oparcie kanapy, na której leżał Glen. Lekarz wstał i kiwnął jej głową.
    - Do usług, a Ty się zdrzemnij, sen Ci dobrze zrobi – tu spojrzał na chłopaka, pogrzebał jeszcze w torbie i wyciągnął saszetkę z 6 tabletkami. – To w razie jakby bolało. Rano zejdzie znieczulenie i możesz mieć problemy z … z czymkolwiek – przyznał i z uśmiechem na ustach opuścił mieszkanie. Aki spojrzała na Glen’a.
    - Za te dzisiejsze pyskówki to mi nawet nie będzie Ciebie jutro żal – powiedziała żartobliwie, uśmiechając się pod nosem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  10. -Tak, tam jest Akademia, a właściwie Szkoła imienia Charlsa Monteza-odpowiedział nieco zdziwiony Akira, unosząc brwi. Czyżby Glen był kiedyś już na terenach tej szanowanej i godnej uznania placówki?
    Może miał tam jakichś znajomych? Sam Englund był tam tylko parę razy, kiedy spotykał się z informatorami, raz zajrzał tam, kiedy inny z jego siatkipowiedział mu o Akane, chciał sprawdzić, na ile to wszystko się pokrywa z sensacjami, które otrzymał z pierwszej ręki. Zdziwienie Glena z początku go zdeprymowało, nie wiedział, co powiedzieć. W każdym razie zatrzymał samochód na kolejnym czerwonym świetle. Akurat z radia, w którym umieścił płytkę, leciała jakaś pogodna, wakacyjna piosenka.
    -Czuję się dobrze, bąblu, spokojnie-roześmiał się, ruszając z miejsca. Kilka skrętów, skomplikowanych ulic, sporo ludzi, ciche, szybkie bity...
    -Oczywiście, że możesz coś sobie kupić. I po to przecież cię zabrałem, żebyś mi pomógł. Ale najpierw pomożesz, potem sobie coś kupisz-stwierdził spokojnie, wjeżdżając płynnie na parking przed jednym z marketów w Phyoen. Obok tego gargantuicznego wręcz w swoich rozmiarach molochach stała hurtownia alkoholu i to tam najpierw musiał się udać blondyn.
    -Chodź-polecił, parkując samochód na wolnym miejscu pod hurtownią. Wyjął ze schowka kartkę z zakupami, sprawdził, czy telefon, kluczyki i okulary są na swoich miejscach, po czym wysiadł. Kiedy Glen do niego dołączył, Englund zamknął samochód za pomocą pilota i weszli szybkim krokiem do hurtowni.
    Ponure, ciemne wnętrze pozbawione światła bardziej przypominało zapuszczony magazyn dla narkomanów niż miejsce do interesów: mnóstwo kartonów, pudeł i pudełek, stojące po kątach butelki, sporo porozrzucanych tu i tam petów. Akira wydawał się znać to miejsce jak swoją własną kieszeń; zaraz zapalił jednego.
    -Conrad? Acke?-krzyknął szorstko. Na jego wezwanie odpowiedzieli dwaj mężczyźni: jeden wysoki, szczupły, jasnowłosy, z blizną przebiegającą przez twarz, w wojskowej kurtce; drugi, wyższy nawet od Akiry, ścięty na jeża, o fioletowych włosach i oczach, palący papierosa.
    - Daj ognia gówniarzowi, Connie - warknął, patrząc na Glena z ciekawości. - Zabaweczka?
    -Nie, młody nie pali-przerwał stanowczo Akira.-I nie zabaweczka, a przynajmniej nie dla ciebie. Przyszedłem po alkohol i pendrive'a.
    -Spoko - wzruszył ramionami Acke. Syknął na Conrada; blondyn od razu zapalił światła i wcisnął jakieś guziki. Oczom Glena ukazały się półki pełne najróżneijszych alkoholi, wódek, piw i innych tego typu rzeczy. O ile fioletowowłosy gdzieś znikł, pewnie poszedł po pendrive'y, o tyle śmierdzący marychą i jakimś innym ziołem Conrad został i otwierał na rozkaz Akiry wszystkie pudełka.
    -Glen, szukaj dobrej whisky. Single Malt, Blended, możliwie jak najstarszy rocznik. Patrz na etykiety-polecił spokojnie blondyn.-Szukaj wszędzie i nie bój się, nic ci tu nie zrobią.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  11. Reakcja Glena na trzydziestoletnią, pradawną whisky była na tyle dziwna, żeby Conrad i Acke wymienili zdziwione spojrzenia, a Akira odruchowo przycisnął mocniej do siebie płaczącego chłopaka i pochylił się, by otrzeć mu opiekuńczo łzy. Pogłaskał go po włosach.
    -Już dobrze-zapewnił go łagodnie.-Już dobrze. Zaraz wracamy do domu. Acke!
    Mężczyzna skinął głową. Wziął whisky i wyniósł je na zewnątrz; za nim wybiegł zaaferowany czymś Conrad, który po chwili wrócił, by wynieść jeszcze kilka kartonów tej samej whisky i jakichś innych alkoholi. Blondyn objął Glena ramionami i poczochrał mu włosy, tak jak robił to z Gabrielem jego ojciec, kiedy byli mali. Gabriel..ojciec...wspomnienie bliskich osób silnie go zabolało, ale musiał być silny. Nie przyszedł tu przecież po wspominki, do licha!
    Wyprowadził chłopca na zewnątrz i umieścił w samochodzie. Zakupy, które chciał zrobić, również się znalazły po upływie pół godziny i po tym, jak musiał wysupłać sporą sumę z portfela, żeby Acke ruszył tą teletubisiową dupę gdziekolwiek.
    -Już wszystko w porządku, Glen-mówił łagodnie, ruszając.-Załatwiliśmy, co mieliśmy załatwić...Wejdziemy do innego sklepu, tego z gitarami i innymi rzeczami dla muzyków, i kupisz sobie jakieś śpiewniki albo nowe nuty, co ty na to?
    Spojrzał z niepokojem na chłopca. Niezbyt rozumiał jego emocjonalną reakcję, choć z drugiej strony nasuwała mu się myśl o wspomnieniach lub jakiejś traumie związanej z Michaelem. Może Michael lubił pić taki alkohol albo coś w tym rodzaju?

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  12. Aki nie oczekiwała przeprosin, dobrze wiedziała jak dziwnie potrafią zachowywać się ranne zwierzęta, sama nie raz przechodziła diametralne zmiany w przypadku jakichkolwiek okaleczeń. Słysząc o lekach kiwnęła głową.
    - To już się okaże jutro, w razie co tabletki leżą tu na stole – odpowiedziała jedynie patrząc na niego zza oparcia kanapy. Na kolejne pytanie zareagowała lekkim śmiechem i zgarnęła z twarzy chłopaka kilka pojedynczych włosów.
    - Jeszcze trochę i pomyślę, że albo chcesz się mojej rasie dobrać do tyłka, albo chcesz zostać jednym z nas – uśmiechnęła się zadziornie i podparła brodę na dłoniach.
    - A więc, tak, odnosimy rany, jednak potrafimy się bardzo szybko wyleczyć, no, oczywiście są substancje wyjątkowe, które i nam mogą sprawić spory problem – przyznała i zaraz przeciągnęła się, a kilka jej kości strzeliło. Przytaknęła mu głową.
    - Owszem, przywykłam, teraz to… Przypomina trochę zaszywanie rany, najgorsze jest znieczulenie, samo szycie nie boli, czujesz jedynie nić przeplatającą się przez warstwy skóry – wzruszyła ramionami i zaraz przeskoczyła kanapę, aby znaleźć się po jej drugiej stronie, przy twarzy Glen’a. Chwyciła koc z fotela obok i przykryła nim przyjaciela, po tym kucnęła i uśmiechnęła się do niego lekko.
    - Jeżeli chodzi o troskę to przywyknij, albo po prostu więcej się nie odzywaj, jako wilkołak jestem silna ale dbam też o swoich, po prostu stadne ze mnie stworzenie i nie musisz posiadać kłów, pazurów czy jakichkolwiek nadprzyrodzonych zdolności, aby znaleźć się w mojej grupie – dodała z ciepłym uśmiechem i wstała, powoli kierując swoje kroki do kuchni.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  13. [Mi jak najbardziej odpowiada ^^]

    Wilczyca dzisiejszego dnia była trochę poddenerwowana. Okazało się, że w ich stadzie jest pewien mąciwoda i właśnie z jego powodu nikt nie może dość do porozumienia. Dziewczyna uznała, że dyskretnie, ale weźmie sprawy w swoje łapy. Tego kto jest jej celem dowiedziała się dość szybko, teraz pozostało jedynie znaleźć wilka i sprowadzić do parteru. Po zasięgnięciu stosownym informacji udała się do miejsca, w którym owy osobnik jest najczęściej widziany. Do nowo otwartego baru Akiry, mężczyzny do złudzenia przypominającego jej przyjaciela. Fakt, że ma jakiś punkt odniesienie w przypadku ewentualnej rozmowy z właścicielem tylko dodał jej pewności siebie co do swojego planu. Ruszyła do baru, a kiedy dotarła na miejsce weszła do środka z impetem, od razu zwracając na siebie uwagę. Olała wszystkie rzucone w jej stronę spojrzenia i powęszyła w powietrzu. Skupiona ruszyła w stronę baru, jednak nie czując poszukiwanej woni westchnęła ciężko. Zaraz w nosie zakręcił się inny zapach, a oczy Aki powędrowały prosto do oczy Glen’a. Zmarszczyła brwi. Co on tu robił?
    - Cześć… - odpowiedziała wyraźnie zaintrygowana. Ostatnio kiedy się widzieli leżał u niej na kanapie ranny, a skoro świt wymknął się z mieszkania, na co Wilczyca mu po prostu pozwoliła, i tak wszystko słysząc. Teraz spojrzała na niego dość wymownie. W prawdzie nie przyszła się tu napić, ale skoro pytał.
    - Tequile, mam ochotę porachować komuś kości, więc sól i cytrynę też poproszę – powiedziała z dość nietypowym dla siebie wyrazem twarzy, po czym raz jeszcze rozejrzała się po przybytku.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczyna patrolowała okolicę i dopiero słysząc odgłos stawianego przed nią szkła wróciła wzrokiem do Glen’a, uśmiechnęła się do niego delikatnie.
    - Raczej szukam – odpowiedziała nie wdrażając się w szczegóły, wolała, aby jej intencje wobec członka stada nie były rozpowszechnione. Zadowolona widokiem alkoholu posypała fragment dłoni szczypną soli, do tej samej ręki wzięła kawałek cytryny, a w drugiej wylądował kieliszek. Zlizała sól, przechyliła szkło i zagryzła wszystko cytryną. Skrzywiła się przy tym lekko, ale zaraz wypuściła głośniej powietrze czując przyjemne ciepło w gardle. Zerknęła katem oka na znajomego… kolegę… przyjaciela, sama nie wiedziała jak ma go nazwać po tym ostatnim spotkaniu. Słysząc pytanie ponownie posłała mu uśmiech.
    - Nie z szkołą, a szkołę, nie rzuciłam nauki, po prostu byłam już w ostatniej klasie, a teraz na dniach zaczynam studia – odpowiedziała i powtórzyła czynności picia tequili, tym razem grymas nie zagościł na jej twarzy. Kolejne pytanie wywołało u niej lekkie uniesienie brwi. Czyżby do życia wrócił ciekawski Glen? Pokręciła głową.
    - Nie mam ani starej pracy, ani nowej. Mieszkam tutaj, razem ze stadem więc pieniądze nie są mi potrzebne, chce się skupić na uczelni – przyznała po raz kolejny przechylając szkło. No, na razie starczy, trzy szoty to dobra rozgrzewka. Słysząc uwagę skierowaną do klienta uśmiechnęła się pod nosem.
    - No, ale coś mi mówi, że Ty masz więcej ciekawostek do opowiedzenia – zagadnęła zerkając na podpitego klienta. Instynkt podpowiadał jej, że na tego pana trzeba uważać, alkohol różne cuda potrafił zdziałać.
    - Co tu robisz? – zapytała, przenosząc wzrok do oczu chłopaka.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  15. Wilczyca objęła swoją twarz dłońmi, tworząc z niech pewnego rodzaju „półkę” dla brody i z zaciekawieniem przyglądała się pracy Glen’a. Nawet zapomniała po co tu przyszła, alkohol przyjemnie połechtał jej żołądek, a do tego obecność znajomego wprowadziła ją w lepszy nastrój.
    - Pedagogikę tańca i choreografii, chcę w przyszłości założyć własną szkołę tańca – odpowiedziała, zdradzając przy okazji swoje plany. Na wieść o śmierci wampira jej wargi rozszerzyły się, twarz ozdobił uroczy uśmiech.
    - Wiedziałam, że z tego Akiry porządny facet, Niklaus by się nie przyjaźnił z byle łajzą – stwierdziła bez ogródek i zaraz zamrugała szybciej oczyma widząc przelatujące blisko szkło. Zmarszczyła gniewnie czoło i wstała z miejsca patrząc na Pana Tanaka.
    - A jak będzie trzeba to ja pomogę – powiedziała stanowczo świdrując mężczyznę swoim dzikim wzrokiem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  16. Wilczyca zerknęła na chłopaka, kiedy ten ją uspokajał, a widząc, że rzeczywiście klient nie planuje robić awantury uśmiechnęła się lekko i wróciła na swoje miejsce. Teraz uwagę Aki zwrócił drugi barman, spojrzała na niego swoim badawczym wzrokiem zanim ten jeszcze dotknął Glen’a. Co zrobić, czasami bywała nadopiekuńcza, ale wolała reagować na jakiekolwiek zagrożenia za często i zbyt gwałtownie niż spóźnić się chociaż raz. Teraz akurat nie wyczuła nic niepokojącego więc jedynie na obserwacji się skończyło. Słysząc propozycję skierowaną do przyjaciela nawet posłała niedoszłemu podejrzanemu lekki uśmiech, jednak zaraz całkowicie skupiła się na człowieku. Zaśmiała się lekko słysząc jego słowa, jednocześnie posyłając mu szeroki uśmiech.
    - Serio? Bo ja bardzo chętnie, jeszcze nie miałam okazji nikogo uczyć tańczyć – przyznała, nadal z tym samym uśmiechem.
    - Noo, spokojnie, w takim razie zaczniemy od walca, tam przydaje się mieć kij w du… Znaczy, sztywną postawę, tak, zdecydowanie się przydaje – poprawiła się i zaśmiała lekko, szturchając go przy tym łokciem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  17. Aki zaśmiała się delikatnie.
    - Żartuję głupolu, to po prostu nawiązanie do tej Twojej sztywności – znowu zaniosła się śmiechem.
    - Takiego gibania to sam się nauczysz, ja mogę nauczyć Cię lepszego – poruszyła zabawnie brwiami, jeżeli chodziło o taniec to nie kryła się za maską skromności, wiedziała, że jest w tym dobra. – Jednak walc, zapewniam Cię, zauroczyłby nie jedną pannę. Niewielu jest mężczyzn umiejących dobrze tańczyć – uśmiechnęła się zadziornie i zaraz spojrzała na niego trochę zdziwiona.
    - Pożarty? – zapytała, a na jej twarzy zagościło rozbawienie. – Nie jemy ludzi, przynajmniej nie stado do którego ja należę – dodała śmiejąc się cicho pod nosem. Nie miała pojęcia, że chłopak uważa ją za przywódcę tutejszego stada, więc nawet nie mogła wyprowadzić go z błędu.
    - Musiałbyś coś przeskrobać, aby się serio narazić, no, chociaż pewnie nie jeden by skorzystał z okazji zażartowania sobie z Ciebie i po prostu próbował nastraszyć – dodała znowu uśmiechając się zadziornie.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hej, hej ^^ ja z informacjami przybywam. Ze względu na obowiązki w życiu prywatnym postanowiłam odpisywać dziennie u jednej postaci, tak więc Akeli przypisany jest poniedziałek i właśnie w ten dzień możesz spodziewać się odpisu. Później idę według alfabetu, więc Febe we worek, Rei środa, Taisja, do której przy okazji zapraszam, w czwartek, Niklaus jest ostatni, czyli w piątek ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  19. (Oto mój obiecany prezent :* )
    Słuchając Glena, Akira tylko westchnął i pokręcił głową. Nie chciało mu się jakoś wierzyć, by chłopak dla niecnych i złych celów odstawił jakiś nieuczciwy numer związany ze sceną, której świadkami byli on, Conrad Jågerstrand i Acke Baerner, najlepsi współpracownicy bractwa. Nigdy oficjalnie nie dołączyli do jego szeregów, żyli raczej na uboczu nie mieszali się do zbyt wielu spraw, nie chcąc ryzykować niepotrzebnych zatargów.
    Jak to mówią: lepszy wróbel w garści...
    -Rozumiem-zgodził się. Wzmianka o kompozytorstwie zaciekawiła go, czyżby dorwał nowego Ibsena gitary? Cenił sobie muzykę mistrza, melancholicznego autora "Peer Gynt", sławnego dramatu epoki romantyzmu przerobionego potem na operę. Miło mu było pomyśleć, że chłopak, którego poznał w takich, a nie innych, okolicznościach, naprawdę miał talent muzyczny i mógł go wykorzystać. Co więcej, jego muzyka mogła zapełnić dziwnie cichy do tej pory dom Akiry.
    -Pewnie, że możesz, Glen. Wybierzesz też coś dla Terayukiego i mojej mamy-polecił. O Elise wolał chłopcu na razie nie mówić, póki jej nie spotkał, było dobrze.
    Na bazarze znalazły się już tłumy ludzi. Zostawili samochód w dogodnym miejscu, po czym ruszyli na podbój stoisk.
    -Wybierz coś naprawdę ciekawego dla mojej mamy, Glen. Należy się jej, wychowała mnie i wychowa ciebie-w głosie Akiry zabrzmiała nostalgia.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziewczyna słysząc teorię o śmierci w lesie zaśmiała się i rozbawiona pokręciła głową, ostatecznie posyłając Glen’owi szerszy uśmiech.
    - Wilkołak na kacu? To raczej nam się nie zdarza, nawet gdy z jakiegoś powodu jeden z nas postanowi zostać abstynentem, a jednego wieczora pójdzie w tango. Nasz system immunologiczny działa na bardzo zaawansowanym poziomie więc brak witaminy C w organizmie szybko uzupełniamy – przyznała, trochę zbyt poważnie podchodząc do tematu, jednak na jej twarzy gościło nadal rozbawienie, więc można było uznać, że w pełni zrozumiała sens wypowiedzi.
    - A lekcje możemy zacząć od zaraz, no, chyba, że Pan niewolnik ma rączki pełne roboty – uśmiechnęła się zadziornie i zaraz puściła mu oko.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  21. Wilczyca zaśmiała się delikatnie.
    - W takim razie pozostaje nam umówić się na lekcje w bardziej intymnym miejscu – odpowiedziała, nadal posyłając chłopakowi uśmiech. Słysząc kolejne zdanie pokręciła głową, jakby niedowierzając w to co mówi. Zawsze wykazywał niezwykłą ciekawość, ale tego typy pytania brzmiały dość dwuznacznie. Dodatkowo wypowiedziana „lipa” podkreśliła znacznie tą dwuznaczność.
    - Ktoś tu planuje wykorzystać mój stan nieważkości? – zapytała z zadziornym uśmiechem, biorąc po tym porządnego łyka swojego trunku, by zaraz ponownie zanieść się delikatnym śmiechem. Słysząc szybką odpowiedz Glena co do zaistniałej sytuacji dalej nie ukrywała rozbawienia. Wiedziała już, że czas spędzony z chłopakiem zleci jej bardzo przyjemnie i nawet zapomniała o mężczyźnie, z którego powodu pojawiła się w knajpce. Z przyjacielem rozmawiała w najlepsze, większość czasu po prostu się wydurniając. Ostatecznie umówiła się z nim na przyszły miesiąc, przy klifie, na którym mieli już okazję siedzieć, oczywiście w celu przeprowadzenia lekcji tańca i zmyła się krótko przed północą.

    [Tym razem ja pozwolę sobie na przeskok w czasie, aby wydarzenia były bliższe teraźniejszości ^^]

    Miesiąc w którym Aki nie miała okazji widzieć się z przyjacielem zleciał dziewczynie bardzo szybko. Głównym powodem był fakt jej zniknięcia, trzy tygodnie, właśnie tyle czasu poświęcono na jej poszukiwania. Kolejnym wydarzeniem było mocne spięcie z Cahanem i odkrycie prawdy co do własnego ojca. W skrócie? Wilczyca była po prostu zdołowana. W tym wszystkim praktycznie zapomniała o umówionym spotkaniu, lekcji tańca dla Glen’a, jednak fart chciał, że na klifie pojawiła się w zupełnie innym celu, półtorej godziny przed umówioną godziną. Siedziała na skraju skały z policzkami mokrymi od łez i po prostu popijała whiskey, prosto z butelki, która w tym momencie stała przy jej boku. Przybita wszystkim co ją spotkało patrzyła w dal, na wodę rozbijającą się o brzegi, delikatnie machała nogami, nie zdając sobie nawet sprawy ile czasu siedzi w tym miejscu.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  22. Never fear shadows...
    Popatrzył długo, uważnie na Glena. Kiedy ten wręczył mu jakieś 30 minut potem okulary w kształcie serc, najpierw osłupiał, a potem ryknął śmiechem.
    -Co za pomysł!-zaśmiał się, kręcąc głową z rozbawieniem. -Skąd ci to strzeliło do głowy?
    Wziął jednak okularki i włożył je sobie na nos, po czym zrobił sobie z Glenem zdjęcie, wciąż chichocząc. Po krótkiej chwili chwycił młodego niewolnika za ramię i zaprowadził go do samochodu. Tam Akira umieścił w bagażniku zakupy zrobione w ciągu owych trzydziestu minut, opuścił z hałasem klapę, po czym oparł się o maskę samochodu i odpalił sobie papierosa. Westchnął, przyglądając się Glenowi.
    -Co było wcześniej, nim trafiłeś do Trancy'ego jako niewolnik? Czy w ogóle coś było?-spytał ni stąd, ni zowąd.
    Sam nie wiedział, skąd wypływają z niego takie pytania i myśli, czemu chciał o to zapytać. Może po prostu lepiej było wiedzieć coś więcej o tym, co się miało pod dachem...?
    ...for there's a light shining somewhere near by.


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  23. Wilczyca była tak zamyślona, że nawet nie wyczuła nadchodzącego Glen’a i dopiero gdy ten usiadł obok, ona drgnęła zerkając w jego stronę. Widząc znajomą twarz szybko odwróciła twarz i ręką starła z twarzy ślady po łzach. Po tym znowu na niego spojrzała z lekkim uśmiechem. Już chciała pytać co tu robi, gdy ten wypalił o tym czekaniu, a ona zmarszczyła wyraźnie czoło. Niby, że ona czekała na niego? Zamrugała szybciej oczyma i nagle przypomniała sobie o ich spotkaniu.
    - O do licha! – puściła szklaną butelkę, by złapać się za żuchwę. Alkohol zleciał w dół klifu, a Aki orientując się co zrobiła szybko spojrzała za trunkiem, krzywiąc się znacznie. Chwile patrzyła na miejsce, z którym szkło rozbiło się na drobny mak, by po tym, raz jeszcze spojrzeć na Glen’a, tym razem zaciskając usta w wąską kreskę.
    - Wybacz, jestem dziś bardzo rozkojarzona. Zupełnie zapomniałam o naszej lekcji, ale… Na szczęście niewiele potrzeba do nauki tańca – tu poklepała nogę chłopaka i uśmiechnęła się trochę szerzej. – Te Twoja dwa kikuty w zupełności wystarczą – uśmiechnęła się bardziej zadziornie. Lekcja była czymś co mogło odciągnąć ją od negatywnych myśli więc była pozytywnie nastawiona do takiej formy spędzania czasu.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  24. Wilczyca spojrzała na twarz chłopaka mrugając szybciej oczyma. Czyli jednak sytuacja przerosła nawet jej zdolności aktorskie. Westchnęła ciężko słysząc wypowiedź o zmuszaniu się. Czy rzeczywiście tak było? Spojrzała w fale rozbijające się pod ich nogami, jednak wróciła do Glen’a wzrokiem kiedy znowu się odezwał. Kącik jej ust uniósł się lekko. Kolejne słowa również ją rozbawiły, przez co zaśmiała się cicho pod nosem i pokręciła głową.
    - Oj Glen – skomentowała cicho, po czym automatycznie położyła głowę na ramieniu chłopaka. Znowu ciężko odetchnęła. Zamyśliła się, najwyraźniej oboje się zamyślili, gdyż chłopak nagle wypalił coś o jakimś Trancy’m, przez co na ziemię wróciła i Wilczyca. Podniosła głowę i spojrzała na towarzysza zaciekawiona. Glen jednak zmienił temat, zadając to specyficzne pytanie i Aki znowu spojrzała w fale pod nogami.
    - Rodzina, chłopak… ale najbardziej ja sama, ja i moje zachowanie – przyznała, by po tym zerknął na przyjaciela i uśmiechnąć się smutno.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  25. Słuchała Glen’a z tym samym smutnym uśmiechem, jednak gdy wspomniał o akceptacji, kącik ust dziewczyny drgnął lekko. Zaśmiała się pod nosem i podpierając na dłoniach przesunęła w tył, aby wciągnąć na powierzchnię dyndające wcześniej nogi.
    - Tak, pięknie – przyznała cicho i westchnęła ciężko patrząc na własne buty. Dopiero kolejne zdanie chłopaka wyrwało ją z zamyślenia, znowu na niego spojrzała, marszcząc przy tym delikatnie czoło. Milczała, a gdy usiadł, raz jeszcze oparła głowę na jego ramieniu. Przymknęła oczy i uśmiechnęła się nieco szerzej. Nie uważała, że to ona ma większe problemy, nie patrzyła na to pod kątem „wielkości”. Problemy miał każdy, jednak obecność Glena pozwalała jej odpędzać najgorsze myśli.
    - Ufasz mi? – podniosła lekko głowę i z zadziornym uśmiechem spojrzała w oczy chłopaka. Proponowany skok wydawał się teraz naprawdę ciekawym pomysłem, a przy wykorzystaniu swojej siły mogła zagwarantować im naprawdę daleki wyskok z klifu. Może odrobina adrenaliny przywróci jej trzeźwe myślenie i zamiast użalać się w samotności, po prostu zacznie działać?

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  26. Uśmiech dziewczyny poszerzał się, gdy chłopak szukał odpowiedzi. Nawet raz jeszcze prychnęła śmiechem, obserwując jak wstaje. Spojrzała na klif, by po tym sprawnie podnieść się i stanąć przy jego boku. Na twarzy znowu zawitał uśmiech. Stres, tak, ciekawie oglądało się to uczucie. Zaśmiała się raz jeszcze i poprawiła ubranie chłopaka.
    - Na szczęście w tej krainie są istoty, które będą w stanie pomóc mi z uporczywym duchem – zażartowała, puszczając mu oko i złapała jego rękę, od razu ciągnąć go w głąb lądu. – Będę musiała się rozpędzić… - zaznaczyła, puściła dłoń towarzysza i zrzuciła z siebie bluzę. Obejrzała się na niego, znowu z zadziorną miną. – Tylko się nie wystrasz, jak już będę po, to po prostu złap moją łapę – zaznaczyła, zostając jedynie w podkoszulku i spodniach. Odsunęła się kawałek dalej i już zaraz zatrzymała się, gwałtownie zaciskając swoje dłonie, z jej gardła wydobył się warkot, a ona skuliła się lekko. Po tym skóra dziewczyny zaczęła pękać, kości zmieniały położenia i w przeciągu kilkunastu sekund doszło do jej przemiany w wilkołaka. Dwu metrowy, dwunożny stwór stał przed Glenem. Akela spojrzała w jego stronę, oczy były bardziej zwierzęce, ale tylko to odróżniało je od tych w ludzkiej postaci. Nie skomlała, nie warczała i tak by nie zrozumiał, podeszła więc bliżej i po prostu wyciągnęła swoje spore łapsko w jego stronę. Kiedy chwycił ją, stała chwilę, patrząc na niego i uśmiechając się lekko, po tym jednak, bez problemu podniosła go do góry i założyła sobie na plecy, tak, by rękoma oplatał jej kark. Opadła na cztery łapy i napięła mięśnie. Nie czekając na odmowy chłopaka, czy na jakiekolwiek podpowiedzi zdrowego rozsądku, ruszyła. Rozpędziła się mocno, jednak nie biegła najszybciej jak umiała, w prawdzie budowa jej ciała sprawiała, że chłopak osłonięty był od gwałtownych podmuchów wiatru, które mogły spowodować zwianie go z grzbietu wilczycy, ale mimo to nie chciała jeszcze bardziej ryzykować. Szybko zbliżyli się do klifu i z ogromną siłą wybili w powietrze. Pod naciskiem łap wilkołaka, ukruszyła się nawet warstwa skały, jednak oni byli już w powietrzu. Zaraz zaczęli pikować prosto do wody, skok był daleki i skały nie zagrażały im, jednak teraz wszystko zależało od dobrego kąta wbicia się w taflę wody.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  27. Taisja spacerowała właśnie ulicami miasta. Jej postać zdawała się szokować. Mogła iść tymi samymi drogami, dzień w dzień, a i tak zawsze była pełna entuzjazmu, z szerokim uśmiechem na ustach oraz tanecznym krokiem. Dzisiejsze popołudnie nie było wyjątkiem. Dziewczyna należała do, tak zwanych, ciekawskich jaj, tak więc głośne zbiorowisko było czymś co, zdecydowanie, przyciągało jej uwagę. Właśnie tak znalazła się na tajemniczej licytacji. Oczywiście, zdawała sobie sprawę z istnienia niewolników, ale prawdę mówiąc, poza Tyge było tak inaczej, że uwagę Rosjanki przykuwały mniej istotne pierdoły. Dopiero teraz miała okazję bardziej rozeznać się w sytuacji. Przeciskała się między nadnaturalnymi, krocząc dumnie, ubrana w długie rurki i odsłaniającą ramię koszulkę. Dookoła niej, tradycyjnie, krążyły elektryczne „świetliki”. Małe bańki wypełnione wiązkami energii. Chwilowo na „podium” nie było nikogo, chociaż kilka istot cieszyło się już swoim trofeum w postaci niewolnika.
    - Numer 345 – usłyszała nagle i automatycznie podniosła wzrok zaciekawiona. Człowiek. Szeroki uśmiech nie schodził z jej twarzy. Ciekawe, jak bardzo różni się jego energia życiowa od nadprzyrodzonej istoty? Pewnie zaczęłaby się bardziej nad tym zastanawiać, jednak małe zamieszanie przy chłopaku przykuło jej uwagę. Nie tylko jej. Z tłumu wyłonił się pierwszy kandydat, bardzo popularny, słyną z tego, że jego niewolnicy często znikali. Dziwne, bo zazwyczaj brał tych bardziej niepokornych. Rosjanka nie zwróciła jednak uwagi na zgłoszenie i z tym swoim niezwykle szerokim uśmiechem ruszyła w stronę podium. Wskoczyła na nie, po czym bezceremonialnie zbliżyła się do numeru 345.
    - Hej! – krzyknął zainteresowany „zdobyczą” mężczyzna. Dziewczyna znowu go zlekceważyła i obeszła na spokojnie chłopaka. – Jak jesteś zainteresowana to musisz się zgłosić! – warknął w ich stronę, uderzając dłonią w podium. Mężczyzna od bata nieco zdezorientowany przyglądał się sytuacji. Taisja, nadal nie wzruszona, zatrzymała się przed twarzą niewolnika i zaśmiała lekko.
    - Człowiek – znowu zachichotała. – Chodź – rzuciła, po czym złapała jego dłoń.
    - Hej! On jest mój! – warknął mężczyzna, a tłum ożywił się znacznie. Tai spojrzała na krzykacza zaciekawiona. Zamrugała szybciej oczyma.
    - Twój? – zapytała.
    - Tak, ten Pan go kupił – odezwał się w końcu organizator.
    - Oh… - Tai znowu zamrugała oczyma. Po czym posłała swoje „świetliki” w stronę nieba, by kumulując w nich zebraną energię posłać ją w stronę rywala. Nic nie zapowiadało tego ataku, a przede wszystkim nic nie dowodziło, że to właśnie jej sprawka. Mężczyzna, niczym zwęglony kawałek mięsa, padł na ziemię. Taisja westchnęła głośno, nawet nie próbując zatuszować tego, że udaje.
    - O nie, co za straszny wypadek – powiedziała, po czym od razu uśmiechnęła się szeroko, zarówno do, zastygłego z wrażenia tłumu, jak po tym, do organizatora licytacji. Dopiero wtedy spojrzała na samego niewolnika. – No to idziemy – oznajmiła. – A Ty – tu spojrzała na organizatora i wyciągnęła z torebki jakiś kwit. – Masz – podała mu. – Jesteśmy kwita – zachichotała, po czym bezceremonialnie zeskoczyła z podium, ciągnąc za sobą chłopaka.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  28. Glen nie był jedyny, który nie wiedział co sądzić, czy jak się zachować. Oczywiście, jasne było, że ofiara porażenia żyje, został jedynie szybko znokautowany i to on zajął teraz uwagę zebranych tu istot. Rosjanka w tym czasie obróciła się, by spojrzeć co jest powodem zachowania jej nowego dobytku. Zamrugała oczyma, tak jak poprzednio, zupełnie jakby nie rozumiała co chłopak do niej mówi. Patrzyła tak na niego, aż nie wspomniał o ucieczce i zaufaniu. Wtedy uśmiechnęła się szeroko po czym skierowała swoją dłoń na brzuch chłopaka.
    - Wiesz… - zaczęła, a jej palce zaczęły wędrówkę w stronę torsu niewolnika, wspinając się po jego koszulce. – Możesz sobie uciekać – dodała, nadal z szerokim uśmiechem. Ostatecznie złapała materiał przy kołnierzyku i zaciskając na nim palce, zbliżyła znacznie swoją twarz, kłapiąc zębami, bezpośrednio przed nosem człowieka. – Ja Cię chętnie złapię – przyznała, po czym zaczęła chichotać, nadal ukazując rząd swoich równych zębów. Puściła go, widząc kątem oka jak mężczyzna, którego potraktowała wstrząsem elektrycznym wstaje, przy pomocy dwójki innych. – Idź, idź… - poklepała ramię numeru 345, a wyraz jej twarzy nie ulegał zmianie. Można by nawet powiedzieć, że uśmiechnęła się uroczo. Ciężko mimo wszystko było nie dojrzeć tej nutki szaleństwa w jej oczach, czy samym uśmiechu. Już po chwili, tuż przy jej boku znalazł się poturbowany mężczyzna.
    - Ty… - warknął, pokazując ją palcem. Tai podskoczyła, odwracając się w jego stronę przodem.
    - Ooo… - chwyciła palec i pomachała nim, niczym dłonią przy powitaniu. – Miło mi „Ty”, jestem Taisja Jegorowna – przedstawiła się z uśmiechem na ustach i puściła palec. – A fee… ależ jesteś brudny! – zaśmiała się, po czym zdmuchnęła z ręki czarny pyłek, świadczący o dotykaniu czegoś lekko zesmolonego. Mężczyzna po prostu zbaraniał, tak jak dwójka jego towarzyszy. Dziewczyna nie miała zamiaru czekać, aż świadomość przywróci mowę, miała ciekawsze zajęcia niż użeranie się z mięśniakami, korzystając z okazji, po prostu odeszła, kierując się w stronę nadchodzącego niewolnika.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  29. W podskokach zbliżyła się do chłopaka i spojrzała na jego, jak to nazwał, dobytek. Słysząc jego pytanie zaśmiała się i obróciła na jednej nodze dookoła własnej osi.
    - U-m-i-e-m – przeliterowała, nadal z szerokim uśmiechem, po czym zmarszczyła lekko nos, tykając i jego nos swoim palcem. Na wspomnienie wrogów przyłożyła palec do brody w geście zastanowienia. – Hmm… Mądry – powiedziała nad wyraz poważnie jak na nią. W sumie, nie miała zbyt wielu wrogów, głównie dlatego, że mało kto próbował zawierać z dziewczyną znajomości. Odpychała już na starci, to tym zbyt szerokim uśmiechem, to nadmiarem energii, a ostatecznie podejściem i brakiem rozpoznawania jakichkolwiek negatywnych emocji.
    - Ooo – westchnęła czule, gdy wspomniał o stracie pana, przyciągnęła nawet dłonie do swoich piersi i cała jej twarz nabrała urokliwego wyrazu. – To całkiem słodkie – przyznała, znowu łapiąc jego dłoń, zaraz po tym uśmiechając się szeroko. – Nie martw się, nie tak łatwo się mnie pozbędą – posłała mu zadziorny uśmiech i teatralnie zatrzepotała rzęsami. Znowu ruszyła, w wcześniej wyznaczonym sobie kierunku. Oczywiście nie miała zamiaru puszczać ręki chłopaka. Zachichotała słysząc jego podsumowanie. – Ja? Na Twoim miejscu bardziej martwiłabym się o siebie – znowu zachichotała. W prawdzie nie miała zamiaru zaganiać go do zamiatania butów, ale ludzi często był w stanie przerazić sam fakt podróży do Tyge, a co dopiero posiadać mieszkańca tak rozwiniętego miasta jako swojego pana.
    - Byłeś w Tyge? – zapytała, nadal z tym swoim zadziornym uśmieszkiem, znowu naruszając przestrzeń osobistą przez znaczne zbliżenie twarzy. – Co o nim słyszałeś? – posłała kolejne pytanie z wymownym wyrazem twarzy.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  30. „Na tyle blisko”, cóż, dla Taisji bliskość to bliskość, nie miała ona większego czy mniejszego znaczenia. Dziewczyna robiła to, na co miała ochotę, potrafiła nawet „zlikwidować” przeszkodę, gdy ta stanęła jej na drodze. To akurat miała okazję niedawno zaprezentować. Odruch odsunięcia się nie uraził jej, w sumie nie zwróciła na niego nawet zbytnio uwagi, po prostu czekała na odpowiedź. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, słysząc opinię wystawioną przez niewolnika. Dopiero po zabraniu dłoni, zwinęła usta w potocznie zwany „dziubek” i spojrzała bardziej ciekawsko na twarz chłopaka. Zmrużyła po chwili oczy, zupełnie jakby gest zdecydowanie nie przypadł jej do gustu. Nagle jednak, gdy wspomniał o mięśnie armatnik i puścił jej oczko, uśmiechnęła się szeroko i tym razem złapała go pod ramię, dumnie krocząc przy jego boku.
    - Świetnie się składa! Mogę być świrem technicznym – zachichotała i zaczęła przekręcać głowę, to na prawą, to na lewą stronę. – Od dziś mieszkasz w Tyge – poinformowała go i znowu się zaśmiała. Po tym sama z siebie puściła łokieć chłopaka i wyskoczyła dwa duże kroki przed niego. Idąc zaczęła tańczyć, po prostu kręciła się dookoła własnej osi czy robiła gwiazdę lub jakieś inne salto, wydając przy tym ciche gwizdy, od czasu do czasu przybierając jakąś pozę, za każdym razem, gdy chłopak zabierał głos. Mimo wszystko, słuchała go uważnie i było to widać, gdyż za każdym razem przerywała swoje harce. Słysząc o umieraniu zaśmiała się.
    - Uuu… Jakie to dramatyczne – szepnęła do niego, by po tym dalej zacząć pajacować po swojemu. Zatrzymała się gwałtownie, na wzmiankę o baczności i rozejrzała dookoła. Szybko jednak machnęła ręką i klepnęła się w czoło. – Tai głupku, to pewnie tylko te twoje głosy w głowie – zaśmiała się raz jeszcze i doskoczyła do Glen’a.
    - Mmm – mruknęła tym swoim elektronicznym głosem. – Dobrze się składa, ja to „kłopoty” Panie 345 – znowu posłała mu szeroki uśmiech i nawet kiedy się przedstawiał stała mu na drodze. – G-l-e-n – przeliterowała, po czym tyknęła go w nos, definitywnie lekceważąc informację o przestrzeni osobistej. – Ja nie cenie – przyznała bez ogródek, po raz kolejny uśmiechając się szeroko, jednak tym razem nie ukazując zębów. Odskoczyła do boku chłopaka, tego, gdzie miał gitarę, przyjrzała się jej z bliska.
    - Co to? – zapytała zaciekawiona, ruszając dalej w drogę.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  31. Słysząc to wymowne wyjaśnienie spojrzała na niego zaciekawiona. Gitara? Jego? Zamrugała szybciej oczyma, jakby te słowa do niej nie dotarły, dopiero po kolejnym powtórzeniu uśmiechnęła się szeroko i zachichotała.
    - Nie wezmę jej – zapewniła chłopaka i poklepała energicznie jego ramię, by po tym w podskokach iść przy jego boku. – Co z nią robisz? – zapytała szczerze zaintrygowana. Nigdy nie miała do czynienia z podobnym instrumentem, jednak mógł być spokojny. Akurat cudze przedmioty aż tak jej nie intrygowały. – Uuu, ciastko! – zanim odpowiedział na jej pytanie Rosjanka zawiesiła spojrzenie w wystawie jeden z cukierni. Szybko zmaterializowała się w postać promienia świetlnego i już zaraz stała bezpośrednio przy szybie, oblizując przy tym usta. – Mmm, wygląda smakowo. Chodź, wejdziemy – obejrzała się za Glen’em i pogoniła go ruchem dłoni.

    Tai
    [btw. Jak będziesz chciała drobnego urozmaicenia to niech Glen kiedyś, podczas tej jej materializacji w promień świetlny zniszczy jeden z świetlików, np. będzie go wkurzał latając przy głowie xD trochę go prąd kopnie, ale nie szkodliwie, natomiast u Tai może być inaczej hy hy]

    OdpowiedzUsuń
  32. Czuła stres Glen’a, jednak adrenalina była tutaj bardziej istotnym uczuciem. Oddech chłopaka, to jak ją puszcza, wszystko było pod kontrolą, teraz już się nie martwiła. Bez pasażera na plecach poczuła się naprawdę wolna. Masa jej ciała wywołała głośny plusk, gdy przebijała się przez warstwę wody. Tam otworzyła oczy i pozwoliła wrócić swojemu ciału do humanoidalnej postaci. Wypłynęła na powierzchnie chwilę później niż chłopak i namierzając go wzrokiem od razu się zaśmiała. Słysząc słowa chłopaka ponowiła śmiech i ruszyła w jego stronę. Ciuchy miała odrobinę poszarpane, ale na szczęście pod wodą nie było widać za wiele. Ochlapana odwzajemniła się tym samym, a nawet złapała chłopaka za głowę i zanurzyła na chwilę pod wodą.
    - Tego mi było trzeba – przyznała rozmarzonym głosem, gdy przestała się droczyć z przyjacielem, a na jej twarzy zagościł szczery, szeroki uśmiech. – Tylko się za dużo nie chwal, bo jeszcze kolejka się do Ciebie ustawi na takie skoki – zażartowała, dryfując w jednym miejscu.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  33. Grał? Oderwała wzrok od ciasta i spojrzała na niego zaciekawiona. Zagrać dla niej? Zamrugała szybciej oczyma i rozejrzała się, jakby sprawdzając czy przypadkiem nie mówi tego do kogoś innego. Nie przyzwyczaiła się do tego typu propozycji, większość po kilku minutach znajomości chciała jej sklepać twarz. Znowu na niego spojrzała, jednak po chwili przeniosła wzrok na roladę, o której mówił. Wróciła oczyma do Glen’a i posłała mu zadziorny uśmiech, doskakując od razu do jego boku.
    - Zo-ba-czy-my- wycedziła swoim rozbawionym głosem, jednocześnie układając obie dłonie na ramieniu chłopaka i opierając na nim ciężar swojego ciała. Zaśmiała się po czym pociągnęła go w stronę wejścia, akurat, gdy drzwi zostały uchylone przez wychodzącego klienta. Zatrzymała się dopiero przy blacie i z szerokim uśmiechem zaczęła oglądać inne słodkości na ladowej wystawie.
    - Co dla Was? – padło pytanie od obsługi.
    - O! – wyprostowała się gwałtownie, po czym przysunęła chłopaka bliżej kasy. – Mów – poleciła, gdyż sama nie miała pojęcia jak nazywa się wskazany przez chłopaka przysmak.

    Taisja
    [Tak mi nudno, to odpisałam xD]

    OdpowiedzUsuń
  34. Słysząc pytanie otworzyła usta, ale nie miała pojęcia jak odpowiedzieć. Miała problem z podejmowaniem tego typu decyzji. Uśmiechnęła się niewinnie.
    - Ty mów ile – odpowiedziała krótko spoglądając pogodnie na pochmurną kobietę. Jak jej coś się nie podobało to zawsze mogła potraktować ją swoimi Piorunkami. Zaśmiała się na wyobrażenie sobie momentu, w którym podaje im talerzyki ciasta drżąc od porażenia. Tai słysząc rzucane przez chłopaka nazwy wystawiła głowę nad jego ramię i z ciekawskim wzrokiem przyglądała się co jest co. Szczególnie zaintrygowała ją dziwna nazwa „tego” dla produktu, który rzucił jej się w oczy gdy szli ulicą. Cóż, nie ona odpowiadała za takie dziwactwa. Wepchnięta przed kasę zrobiła duże oczy. Znowu uśmiechnęła się szeroko i trzepnęła dłonią w głowię.
    - A no tak, pieniążki – zachichotała, a na jej biodrach zaraz zmaterializowała się, potocznie zwana „nerka”, z której wyciągnęła pieniądze i po podliczeniu wszystkiego zapłaciła. Chwyciła oba talerzyki, jeden wciskając Glen’owi i od razu kierując się do jakiegoś wolnego stolika. Usiadła przy nim i najpierw dokładnie obejrzała oba smakołyki z szerokim uśmiechem na ustach. Sięgnęła pierwsze ciastko i przysunęła do swojego oka bliżej.
    - Tego – powiedziała do siebie, a po tym spojrzała na drugi przysmak. – Rolada i tego, co lepsze, czas na pojedynek! – oznajmiła entuzjastycznie i wpakowała ciastko do buzi, energicznie je przeżuwając. Oczywiście nic jej z buzi przy tym nie wypadało.
    - Mmm… - mruknęła zadowolona i automatycznie pogładziła się po brzuchu.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  35. Słysząc słowa Glen’a zamrugała szybciej oczyma.
    - Och, rozumiem… - o dziwo fakt, że coś źle zrozumiała nieco ją w tym momencie speszył.
    - Ciastko owsiane z kawałkami czekolady kontra… - tu wypuściła głośno powietrze i zaśmiała się rozbawiona. – Chyba jednak wolałam nazwę „tego” – przyznała uśmiechając się szeroko. W sumie Glen bardzo się nie pomylił, Tai byłą niczym dziecko świeżo wypuszczone z domu. Całe życie spędziła w jednym miejscu – laboratorium. Najpierw wczesne dzieciństwo, a po tym ciężka operacja i długoletnia rehabilitacja. Kiedy mogła wychodzić, to jedynie w obszarze Tyge, a każdy wie, że to miasto oderwane jest dość mocno od rzeczywistości. Dziewczyna nie wiedziała praktycznie nic o prawdziwym życiu, do tego jedynym jej dotychczasowym towarzystwem byli zapracowani rodzice czy inni laboranci, ewentualnie ktoś z służby wojskowej. Nie rozumiała przez to wielu zachowań społecznych. Fascynowało ją dosłownie wszystko, nawet to, jak chłopak wkładał roladę do ust i uśmiechał się rozmarzony. Cóż to musiał być za smak! Bez ogródek chwyciła łyżkę i skosztowała napoczęty już przez niego kawałek. Wsunęła przysmak do ust i naśladując go również przymknęła oczy, jednak zaraz uchyliła jedną powiekę, by upewnić się co powinna robić dalej. Smak ciasta szybko uderzył do głowy i zamiast przyglądać się poczynania chłopaka wzięła kolejną łyżkę rolady. To jak rozpływała się w ustach było po prostu…
    - Czadowe! – okrzyknęła nagle, robiąc duże oczy. – Ależ to jest pyszne! – przyznała entuzjastycznie i przytaknęła mu zaraz głową.
    - Lubię czekoladę. To jest czekolada, prawda? – bardziej stwierdziła, niż zapytała. – Uwielbiam czekoladę! – dodała z szerokim uśmiechem i nałożyła sobie cały jeden kawałek na swój talerz, aby zacząć go konsumować z apetytem. Zupełnie zapomniała o ciastkach.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  36. Taisja słuchała go uważnie, a jej uśmiech poszerzał się coraz bardziej. O mamo! Tyle różnych czekolad.
    - Pójdziemy i mi pokażesz i pokażesz jak zrobić! – powiedziała entuzjastycznie. Tai była zbyt ciekawa świata by pozwolić mu wszystko robić samodzielnie. Jeżeli już miał gotować to mógł z góry szykować się na jej twarz wiszącą i towarzyszącą przy każdej czynności w kuchni. Sama coś tam umiała w kuchni, ale ograniczało się to co najwyżej do kanapek. Samo wspomnienie o gotowaniu przypomniało dziewczynie o dość istotnej sprawie. Co właściwie robili niewolnicy? Mieszkanie dziewczyny sprzątało się samo, a jedynie z tym, no i posiłkowaniem się na służbie, kojarzyła sobie niewolnictwo. Myśli w tym temacie zostały szybko zepchnięte na dalszy plan. Gdy chłopak wspomniał o sposobie jedzenia ciastek Rosjanka zamrugała oczyma. Nie mylił się co do rolady, więc ledwo skończył zdanie, a ona podniosła rękę w górę i zaczęła machać do babki za ladą.
    - Czarna kawa raz! – złożyła zamówienie i zaraz wyskoczyła z krzesła, aby złapać portfel i pobiec do lady, zapłacić. Z dumą wróciła na miejsce, trzymając filiżankę z kawą. Usiadła i uśmiechnęła się szeroko, od razu łapiąc za ciastko. Włożyła je do środka napoju i trzymała za suchą końcówkę.
    - Za-mo-czyć – przesylabowała – i… - tu wyciągnęła ciastko, ale… to było nieco skruszone i ułamało się, lądując na dnie filiżanki. Wyraźnie zaskoczona patrzyła na brakujący fragment ciasta, który miał trafić do jej buzi. Zmarszczyła czoło i spojrzała na Glen’a.
    - Co jest?! Kawa zjadła mi ciastko! – mruknęła głośniej, wyraźnie niezadowolona.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  37. Nadal patrzyła na niego gniewnie, zupełnie jakby ją oszukał. Zacisnęła łyżeczkę w dłoni, gdy on złapał swoją. Co znowu knuje ten drań?! Uspokoiła się dopiero, gdy wyłowił kawałek ciastka, teraz przypominającego kupkę piasku. Zamrugała oczyma wyraźnie zaskoczona.
    - Ej! – oburzyła się, kiedy to on zjadł wyciągnięty kawałek, naburmuszyła nawet policzki. Odwróciła wzrok obrażona, zerkając na niego kątem oka, jedynie udając, że nie słucha tego co mówi. Kiedy pokazał wszystko dokładnie, ona zmrużyła oczy i z podejrzanym wzrokiem chwyciła kolejne ciastko. Powtórzyła ruchy chłopaka i… Tak! Smakołyk trafił do jej buzi. Zaraz uśmiechnęła się szeroko. Zaśmiała się radośnie i klasnęła w dłonie trzy razy.
    - Py-szniu-tkie- znowu przsylabowała, kołysząc się na krześle, na boki. Znowu chwyciła łyżeczkę i wbiła ją w roladę.
    - Ale czekoladowe bardziej mi smakuje – przyznała i wróciła do pałaszowania kawałka, od czasu do czasu odrywając spojrzenie od ciasta i przenosząc je na twarz Glen’a, uśmiechając się przy tym po swojemu.
    Kiedy zjedli już swoje porcje i dostali jeden kawałek rolady na wynos Tai tanecznym krokiem opuściła kawiarnie. Przeciągnęła się tuż za wyjściem i zaśmiała radośnie, od razu doskakując do ramienia chłopaka.
    - Jak idealnie! Mamy niecałą godzinę do transportu na Tyge! – zakomunikowała i poklepała go po głowie. – Muszę Ci przecież pokazać gdzie teraz mieszkasz – uśmiechnęła się szeroko, nie zwracając uwagi na jeden kącik ust, uwalony od czekolady.
    - To zakupy i idziemy do portu! – dodała jeszcze, po czym obróciła się dookoła własnej osi, niechcący strzelając Glen’a swoimi rozpuszczonymi włosami w okolice twarzy. Zasłoniła zaraz usta i zaśmiała się.
    - Upsi – znowu się zaśmiała i posłała mu niewinny uśmiech.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  38. Czego nie lubił? Włosów? Kobiecych włosów? Kobiet? Uuu… może lubił chłopaków? Tai wyszczerzyła się, jednak zaraz poczuła to całe pociągnięcie i z cichym syknięciem położyła dłoń w miejscu, gdzie było źródło lekkiego bólu. Po tym jednak znowu zachichotała, widząc jak Glen nadziewa się prosto na jej bańkę energii. Nie ukrywała rozbawienia jeszcze przez jakiś czas drogi, szła przy jego boku i śmiała się wesoło.
    - No zobaczymy czy nie będziesz – powiedziała w końcu z swoim szerokim uśmiechem i dała mu w końcu spokój z tym obłapywaniem go. Skręciła nagle do jednego ze sklepów spożywczych, w celu zrobienia zakupów. Oczywiście pytała Glen’a o smaczne rzeczy oraz uparła się na wszystkie, wcześniej przez niego wymienione, rodzaje czekolady. Po zakupach skierowali swoje kroki do odpowiedniego portu. Tam Tai usiadła na jednej z ławek, oczywiście w siadzie skrzyżnym i spojrzała na to tajemnicze pudło chłopaka.
    - Co mi zagrasz? – zapytała zaciekawiona. Do transportowca zostało jeszcze piętnaście minut.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  39. Zaśmiała się rozbawiona i zaraz powtórzyła po nim gest z zakluczeniem sobie ust. Znowu się zaśmiała.
    - Nie jesteś? Nawet w ludzkim świecie takie skoki często uważane są za szaleństwo. Tam w prawdzie nikt nie skacze z grzbietu wilkołaka, ale… przymkniemy na to oko – uśmiechnęła się szeroko, chlapiąc go przy tym. Przytaknęła zaraz głową.
    - Oj wiem, właśnie dlatego ten skok był taki wystrzałowy, nawet tutaj mało kto by w niego uwierzył – przyznała rozbawiona i uniknęła bryzgu wody, jaki chciał jej zapewnić, dając nura pod wodę i kierując się w stronę brzegu. Wypłynęła na powierzchnie z drugiej strony chłopaka i posłała uśmiech.
    - Zaproponowałabym wyścig, ale to chyba byłoby mało sprawiedliwie – zauważyła. Humor zdecydowanie jej się poprawił. Kiedy w końcu wyleźli na brzeg dziewczyna nadal się uśmiechała. Chwyciła swoją nieco podartą koszulkę i zaczęła ją wykręcać. Po chwili jednak zrezygnowała machając ręką.
    - Walić, sama wyschnie – stwierdziła i oklapła tyłkiem na piasek, twarzą zwróconą do oceanu, przymknęła na chwilę powieki, wciągając świeży zapach wody.
    - Mogłabym tu tak siedzieć do białego rana – szepnęła, po czym zerknęła na Glen’a. – A Ty? Masz już jakieś swoje ulubione miejsce w Mortiel? – zagadnęła zaciekawiona.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  40. Miała przez chwilę wrażenie, że chłopak bredzi. Wyglądał na zmęczonego, owszem, ale nie myślała, że aż tak. Uśmiechnęła się kącikiem ust na wzmiankę o treningu. Nie miała zamiaru go dzisiaj forsować, jeszcze by jej tu padł. Podniosła się lekko i na czworaka przeszła dzielącą ich odległość. Zawisła swoją twarzą nad twarzą chłopaka.
    - Pytałam o ulubione miejsce w Mortiel, a Ty mi wyskakujesz z treningiem – zaśmiała się i wycisnęła mu na twarz wodę z swoich włosów, po tym usiadła na swoich łydkach.
    - Jak nie będziesz słuchał co kobieta do Ciebie mówi to nigdy nie zyskasz sobie u żadnej większej sympatii – wytknęła mu jeszcze język, by po tym ponownie się roześmiać.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  41. Taisja na szczęście lub nieszczęście, była roztrzepaną istotą. Na świecie interesowało ją zbyt wiele, by całą uwagę skupiać na czekoladzie, jednak zrobić jej zapasów nie zaszkodziło. Miała dużo pieniędzy i w sumie nawet nie doceniała ich wartości, po prostu szła i kupowała to na co miała ochotę. Siedząc na portowej ławce bacznie obserwowała Glen’a, a gdy wyrwała go z zamyślenia uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Słysząc pytania zamrugała szybciej oczyma. W sumie nie widziała problemu, aby właśnie teraz pokazał jej o co właściwie chodzi z tą gitarą. Energicznie przytaknęła głową i poklepała miejsce obok siebie, zachęcając go tym, by usiadł. Nie rozglądała się, całą uwagę skupiła na pokrowcu, czekając na to, co zostanie z niego wyjęte. Widząc instrument zamrugała szybciej oczyma, automatycznie robiąc przy tym z ust dzióbek. W Tyge było coś podobnego, jednak wyglądało mniej… staroświecko? Cóż, nie komentowała tego, po prostu grzecznie czekała na muzykę przeskakując oczyma z gitary na jej właściciela i uśmiechając się lekko. Jedynie przy strojeniu przysunęła bliżej twarz, by zobaczyć co Glen właściwie robi, a gdy usłyszała pierwsze dźwięki, przekrzywiła głowę, niczym zaciekawione psowate stworzenie, po czym z szerszym uśmiechem wróciła oczyma do grajka. Instrument wydawał delikatniejsze dźwięki niż te, które znała Tai. Zaraz zamknęła oczy i zaczęła kołysać się na boki, w rytm granej melodii. Oczywiście uśmiech nie opuszczał twarzy dziewczyny. W pewnym momencie uniosła powieki i zaśmiała się radośnie, klaszcząc przy tym trzy razy w dłonie. Zaczęła wprowadzać różne kombinacje w swój siedzący taniec, cały czas wpasowując się w granej melodii i czas ten płynął jej najwyraźniej bardzo przyjemnie.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  42. Dziewczyna nie musiała być zachęcana dwa razy, kiedy tylko usłyszała szybszą melodię zaczęła energiczniej gibać się na ławce i już zaraz wyskoczyła z niej, aby wczuć się w kolejną melodię. Teraz dużo podskakiwała, bo właśnie takie kroki najbardziej jej pasowały do utworu. Obróciła się kilka razy dookoła własnej osi i kiedy muzyka przestała nagle grać, gwałtownie odwróciła głowę w stronę Glen’a. Tak jak zwykle na jej twarzy gościł uśmiech, tak teraz brakowało jedynie błyskawicy nad głową, chociaż i bez niej gromiła wzrokiem mężczyznę, który ośmielił się w taki sposób przerwać jej zabawę.
    - Zostaw go! – huknęła swoim elektronicznym głosem, a jej oczy zaświeciły się na zielono. Mężczyzna zaśmiał się pod nosem, Tai wyglądała przy nim jak dziecko. Nie dysponowała nadnaturalną siłą, mogła go porazić swoją wiązką energii, ale wtedy oberwałby i Glen. Nie wiedzieć czemu, nie chciała aby obrywał. Nagle zmieniła wyraz twarzy i zaśmiała się.
    - Żartowałam – machnęła ręką i uśmiechnęła się kokieteryjnie. – Sama chętnie go troszkę podręczę – znowu zachichotała i zbliżyła się, patrząc na Glen’a z wyższością. – Zostaw trochę zabawy dla mnie – rzuciła do obcego i trzepocząc rzęsami oplotła jego ramię swoimi rękoma. Nie wnikając w to czy facet ma ją za pojebaną, czy za urodziwą i dał się nabrać, nagle zmieniła wyraz twarzy i korzystając z faktu dotykania gołej skóry mężczyzny zaczęła pobierać jego energię życiową. Skutek był natychmiastowy, Glen wylądował znowu na ziemi, a wściekły facet teraz złapał za gardło Tai, był silny, więc sztuczka ta go tylko osłabiła. Dziewczyna zaśmiała się w pierwszej chwili, gdy zawisła w powietrzu.
    - Taka kurwa jesteś cwana?! Swoich atakujesz w obronie ścierwa?! – warknął, a ona znowu się lekko zaśmiała, tyle na ile mogła. Jej cierpienie szybko się jednak skończyło. Mężczyzna został popieszczony silną wiązką energii i zaraz opadł na ziemię, puszczając Rosjankę, która plackiem wylądowała na deskach portu. Zakaszlała i z zadziornym uśmiechem spojrzała na przeciwnika. Twardy był, przysmażony, ale nadal na kuckach i świadomy.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  43. W głowie dziewczyny już powstawał plan jak pozbyć się większego od siebie przeciwnika, ale myśli te przerwał Glen i jego chwyt. Zanim się zorientowała stała już na nogach, ciągnięta gdzieś w tłum istot. Zaskoczyło ją zachowanie chłopaka, przecież nie lubił dotyku i wydawał się aż nad wyraz spokojny, a tu nagle wpada w innych i nawet nie przeprasza. Ona też nie planowała przepraszać, po prostu pozwoliła się prowadzić, uznała, że to całkiem zabawne, takie uciekanie. Osobiście nie znała tego miasta zbyt dobrze, owszem, trochę je już zwiedziła, ale chłopak zdawał się lepiej orientować w tym miejscu od niej. Nie oponowała. Wciągnięta do jakiegoś pomieszczenia zastygła w bezruchu, a czując dłoń na ustach uśmiechnęła się lekko i poszurała skórę Glen’a końcówką języka, zaraz też zasłaniając mu usta, w razie gdyby chciał wydać jakiś odgłos obrzydzenia.
    - Kurwa, dorwę tą parkę! Tędy panowie! – dało się słyszeć i kilku mężczyzn przebiegło tuż za drzwiami. Tai nasłuchiwała jeszcze chwilkę po czym zabrała dłoń z twarzy chłopaka i uśmiechnęła się do niego niewinnie.
    - Calusi jesteś? – zapytała, niby z troski, ale bardziej chodziło o ciekawość.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  44. Tai uśmiechnęła się szeroko, po czym wzruszyła ramionami.
    - Popłyniemy następnym! – poinformowała radośnie i zaraz zamrugała szybciej oczyma. „Dzięki”? Zmarszczyła czoło, jakby nie rozumiała co do niej mówi. Znała jego znaczenie, jednak coś było nie tak, nie kojarzyła, aby ktoś jej kiedykolwiek za coś dziękował. Kilka krótkich myśli pojawiło się w głowie rudej, ale wraz z nimi zawitało to drażniące uczucie w głowie i zaraz zastąpiła wspomnienia jakimiś głupotami. Znowu uśmiechnęła się, tym razem nie pokazując zębów i machnęła dłonią.
    - Nie ma sprawy, lubię takie akcje – przyznała by dopiero po tym wyszczerzyć się do chłopaka. Chciała ruszyć za nim żwawym krokiem, więc na propozycję wyjścia jedynie przytaknęła głową, zaraz prawie lądując na plecach Glen’a. Zaciekawiona spojrzała na drzwi i siadającego, zmartwionego towarzysza. Znowu na drzwi, na twarz chłopaka. Pochyliła się nad nim i zbliżyła znacznie swoją twarz do jego twarzy. Milczała chwilę przyglądając się mu, po tym kucnęła.
    - Co jest grajku? – zapytała, kładąc się na ziemi, nogi lokując na jednej ze ścian, a głowę tuż między stopami towarzysza, tym samym widząc jego buzię i posyłając mu szeroki uśmiech. Skubany tak łatwo nie ucieknie od jej wzroku!

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  45. Uśmiech z twarzy dziewczyny zniknął. Chłopak nie zachowywał się normalne. Jakby jeszcze Rosjanka wiedziała na czym polega normalne zachowanie. Podniosła się do kucek i patrzyła na Glen’a zaintrygowana. Dojrzała drżenie dłoni chłopaka. Czegoś się bał? Jej? Nie… chyba nie. Spojrzała na drzwi, jednak kiedy się odezwał wróciła wzrokiem do niego. Zmarszczyła czoło. Niedobrze?
    - Poczekaj – powiedziała i poklepała go po ramieniu, by po tym, z uśmiechem na twarzy przekształcić jedną ze swoim rąk w fragment jakiejś zbroi. Przysunęła się do drzwi i na spokojnie, laserem umieszczonym w nowym ramieniu, przepaliła zamek w drzwiach. Wywarzanie ich mogłoby być za głośne i zwróciliby uwagę mężczyzn, którzy zapewne nadal kręcili się gdzieś w okolicy. Wstała, po czym z szerokim uśmiechem otworzyła na oścież ich „klatkę”. Obejrzała się na chłopaka.
    - Lepiej? – zapytała, jednak zaraz przed drzwiami pojawił się właściciel schowka z groźną miną, tupiąc nogą.
    - W końcu was mam! Od tygodnia znikają mi zapasy! – rzucił w ich stronę. – Policja już tu jedzie! – dodał zachodząc im drogę ucieczki.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  46. Ona stała zaskoczona słysząc oskarżenia. Kradzież? Miała tyle pieniędzy, że spokojnie mogłaby kupić jego spiżarnie całą, po co miałaby kraść. Nawet zmarszczyła czoło i już chciała posłać w stronę mężczyzny wiązkę energii, gdy nagle Glen objął ją ramieniem. Zamrugała szybciej oczyma, przenosząc spojrzenie na chłopaka. Patrzyła na niego zdziwiona, gdy opowiadał te wszystkie głupoty. Szybko jednak załapała o co chodzi i zaraz szybkim ruchem zdjęła z ramienia rękę Glen’a.
    - Obściskuj mnie tak przy pierwszej lepiej istocie to zaraz wszyscy się dowiedzą i nie skończy się za zbirach! Dobrze wiesz jacy są rodzice, jacy są mieszkańcy! To na prawdę nic wielkiego – tu zwróciła się do mężczyzny, robiąc przy tym zawstydzoną minę, aby cała sprawa wydała się bardziej prawdziwa, w końcu za taki związek dziewczyna przez nie jedno stworzenie mogłaby zostać zlinczowana. Właściciel spojrzał na nich podejrzanie, zaraz wszedł do środka i obejrzał swoje zapasy, cały czas rzucając parce dziwne spojrzenie. Szczęście chciało, że był już dość wiekowy i najwyraźniej sporo go w życiu spotkało.
    - No uciekajcie już… widzę, że nic nie ruszone. A panienka się go nie wstydzi! Ma chłopak odwagę, że tak mówi otwarcie o uczuciu! Takiego to wśród naszych ciężko dziś znaleźć, a co dopiero wśród ludzi! No już, sio, sio – pogonił ich rękoma, nie chcąc słuchać więcej wyjaśnień. To nawet zaskoczyło dziewczynę, jednak bez zbędnego przedłużania posłała uśmiech gospodarzowi i złapała dłoń Glen’a, by szybko ruszyć z nim w stronę portu.
    - Dlaczego to zawsze udawanie pary tak dobrze działa, ciekawe nie? – zachichotała zerkając na towarzysza, rzecz jasna nie puszczając jego dłoni.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  47. Patrzyła na niego, oczekując odpowiedzi, gdy jej nie dostawała przez dłuższą chwilę naburmuszyła twarz i dopiero widok zakupów był w stanie zmyć ten grymas. Zadowolona puściła dłoń chłopaka i ruszyła do toreb, ściskając je radośnie.
    - Co dzisiaj zrobimy w kuchni? – zapytała wyraźnie zaintrygowana, gdy zbliżali się do promu. Zauważyła, że ten jest nieźle zasapany i zaśmiała się lekko.
    - Przydałby Ci się Garrus, zrobiłby z Ciebie prawdziwego żołnierza – stwierdziła dumnie wchodząc już na pokład i popędzając go ręką. Czekała ich dobra godzina podróży, na szczęście tutejsze promy nie były tak wolne, jak te ludzkie. Podróż dziewczyna, o dziwo, spędziła spokojnie. Miała hopla na punkcie wody, a z swoim wzrokiem na podczerwień widziała więcej niż przeciętna istota, widziała delfiny pływające pod powierzchnią wody i wszystkie żyjątka emitujące chociaż odrobiną ciepła. Sprawiało jej to wiele radości i pochłaniało czas. Jedynie kilka razy szturchnęła Glen’a w ramię informując, że jeden ze ssaków zaraz wyskoczy nad powierzchnię i klaskała za każdym razem, gdy do tego dochodziło. Po dotarciu do celu złapała jeden z worków, z zakupami i ruszyła do bramki kontrolnej. Pokazała odpowiednią przepustkę, kazała wpisać Glen’a na listę, jako niewolnika rzecz jasna i już zaraz byli za murami Tyge.
    - To jesteśmy – zakomunikowała z szerokim uśmiechem i spojrzała na chłopaka.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  48. No proszę, tego się nie spodziewała. Jeszcze nie tak dawno chłopak trzymał jak największy dystans, a teraz obłapywał jej ciuchy. Tai uśmiechnęła się pod nosem. Nic dziwnego, Tyge zazwyczaj szokowało, przerażało lub fascynowało. Widząc minę Glen’a stawiało na to ostatnie. Zaśmiała się lekko.
    - Coś nowego – odpowiedziała z szerokim uśmiechem i pewnym krokiem szła przed siebie. – Tu masz aptekę, tu, zaraz obok lecznicę, a tutaj zrobisz najszybciej zakupy… - zaczęła mu pokazywać bardziej istotne budynki. – Przy bramce zgłosiłam Cię na listę, więc jutro powinien przyjść dokument upoważniający Cię do przebywania w tym mieście, nie jako turysta. Lepiej bez tego nie wychodź na ulicę, a jak już się zdarzy i Cię złapią to pamiętaj, Taisja Lebiediewa, to ja, powiedź o mnie. Wtedy będę musiała odebrać Cię z posterunku, ale przynajmniej nie zostaniesz wyrzucony za mury, ani nigdzie indziej – dodała, mając w ostatnim na myśli laboratorium. – Mieszkamy tutaj – wskazała jeden z wieżowców – siódme piętro, numer mieszkania trzy – uśmiechnęła się szeroko i złapała Glen’a pod ramię, przekraczając z nim próg wieżowca i kierując się do windy. Kiedy dotarli już do mieszkania, przysunęła oko do specjalnego urządzenia, otwierając tym samym właz drzwi.
    - Tadaam! – wskazała rękoma na wejście i ruchem dłoni zaprosiła Glen’a do środka.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  49. Zachichotała wesoło i sama wskoczyła do mieszkania, a drzwi zamknęły się same. Chłopak trafił tu w odpowiednim momencie, zwykle wszędzie walały się różne narzędzia, śrubki, zębatki i fragmenty urządzeń, które dziewczyna samodzielnie konstruowała, ale dzień wcześniej z zwykłej nudy, ogarnęła zdecydowaną większość i teraz jedynie w salonie można było dojrzeć ślady po majsterkowaniu.
    - Nie, nie bałaganię aż tak – przyznała i uśmiechnęła się szeroko. Słysząc pytanie złapała nadgarstek Glen’a i pociągnęła go przez kuchnio jadalnie, prosto do gościnnych łóżek. Pokazała górną pryczę i dolną. – Możesz sobie wybrać, która Twoja, ja śpię tutaj – wskazała łóżko, które od jego wyrka oddzielała jedynie półka z książkami. – Tam jest łazienka – tu wskazała mleczno szklane drzwi i znowu spojrzała na bruneta. – To niestety mieszkanie dla jednej osoby, ale przywykniesz – wytknęła mu język i zaraz w podskokach ruszyła do salonu. – Ten pokój jest największy, tu też można spać – rzuciła, po czym wykonała salto i plecami wylądowała na kanapie, śmiejąc się przy tym. Spojrzała z tej pozycji na Glen’a. – Lepsze to niż ten ciasny schowek, kochanie – powiedziała z przekąsem w głosie i znowu się zaśmiała. Po tym szybko wstała z kanapy i ruszyła po siatkę pozostawioną przy drzwiach, złapała ją, skierowała się do kuchni i zaczęła wszystko rozpakowywać.
    - Tu jest wszystko na ruch – zbliżyła się do szafki i machnęła dłonią przy jej lewym rogu. Nie posiadały one uchwytów czy uszek, czując ruch, zapalała się mała dioda w miejscu czujki i dziczku unosiły się ku górze. Tai obejrzała się na Glen’a i uśmiechnęła szeroko. – Tak samo lodówka – pokazała podobne działanie, jednak tu drzwi otwierały się w prawo.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  50. Dziewczynie nie przeszkadzał fakt zajęcia obu łóżek, w końcu i tak nie miewała gości, a nawet jeżeli to były kanapy. Zaśmiała się słysząc o prądzie. Dlaczego wszyscy uważali ją za istotę uzależnioną od technologii? W prawdzie w tym swoim kombinezonie, otoczona elektrycznymi bańkami czy elektronicznym głosem mogła kojarzyć się praktycznie z robotem, ale… Westchnęła, nadal rozbawiona. Ruszyła do pewnej skrzynki, wiszącej na ścianie.
    - Nie, większość, owszem, miałaby problem, ale w Tyge jeszcze nigdy taka sytuacja nie miała miejsca, nie od kiedy żyję, a nawet jeżeli – tu otworzyła skrzynkę – zbudowałam sobie agregat prądotwórczy, jeżeli padnie prąd to wystarczy energii, spokojnie na 3-4 dni, a przez ten czas albo wszystko naprawią albo się wydostaniemy. Poza tym, można przejść na obsługę ręczną – wzruszyła ramionami i posłała mu szeroki uśmiech, po czym zamknęła skrzynkę. – Czegoś jeszcze nie wiesz? Coś jeszcze potrzebujesz? Klucze dostaniesz jutro, dopiero jak przyjdzie Twój dokument – wróciła do kuchni i skończyła rozkładać kupione słodycze i inne produkty spożywcze.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  51. Stanowczo pokręciła głową.
    - O nie, światło na ruch to jakaś masakra. Przy łóżkach masz lampki, takie jak… w samolotach albo autokarach – wyjaśniła, nadal z uśmiechem i zaciekawiona od razu się do niego zbliżyła, chcąc widzieć wszystko co robi. Zaraz, korzystając ze swoich zdolności, przeszukała domowy komputer, który znajdował się w salonie i klasnęła w dłonie.
    - Włoskie danie! Jestem za, jeszcze nie jadłam! – oznajmiła entuzjastycznie i zatańczyła za plecami chłopaka swój krótki taniec szczęścia, który za każdym razem wyglądał inaczej. Przy kolejnym pytaniu, zastygła w bezruchu.
    - U, u! Muzyka! – pobiegła w stronę komputera i już zaraz w całym mieszkaniu rozniosły się dźwięki pierwszej, jakiejś żwawej melodii. Głośniki nie były widoczne, ukryte w różnych pomieszczeniach, z możliwością wyłączenia każdego z osobna, jednak nikt na tą chwilę tutaj nie spał, więc nawet w toalecie można było tańcować. Rosjanka tanecznym krokiem wróciła do kuchni i gibała się, znowu obserwując każdy ruch bruneta.
    - Jak masz jakieś muzyczne życzenie to mówisz „Lee, poproszę” no i tytuł utworu, ona Ci wyszuka – uśmiechnęła się do niego szeroko.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  52. Tai dokładnie lustrowała każdą czynność, mimo to starała się nie wchodzić chłopakowi w paradę, czasem zerknęła mu przez ramię, czy wychyliła się zza niego w celu dokładniejszej analizy. Cóż, Glen był wyższy, więc nawet stawanie na palcach nie wiele się zdawało, gdy chciała coś dojrzeć. Oglądanie tych wszystkich czynności sprawiało dziewczynie frajdę, uwielbiała uczyć się tego typu nowości. Słysząc pytanie uśmiechnęła się szeroko.
    - Pewnie! - w podskokach ruszyła do lodówki. Tutaj mogła szaleć, nawet jak nie rozumiała do końca polecenia to zaraz sprawdzała w komputerze o co chodzi i nie ruszając się z kuchni poznawała kolejną ciekawą rzecz. Jej kuchnia była bardzo dobrze wyposażona, posiadała nawet maszynę do mieszania ciasta i wypiekania chleba, takie dwa w jednym. W prawdzie trochę zajęło jej odnalezienie tarki, ale gdy tylko dopadła ją i jakąś miskę to zaraz z entuzjazmem zaczęła trzeć ser. Nie przesadzała z jego ilością, w końcu chodziło tylko o porcję dla dwojga i „przyprószenie” jak to nazwał Glen. Dumna, z gotowym składnikiem, podeszła do chłopaka i postawiła miskę, po czym zaczęła wyciągać talerze i szykować sztućce.
    - Co do picia? – zagadnęła jeszcze i posłała chłopakowi szeroki uśmiech.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  53. Kiwnęła głową, tą informację również starając się zapamiętać. Ba, nawet nalała sobie właśnie takiego wina do kieliszka, a Glenowi soku, o który poprosił. Zaniosła oba szkła do stołu i usiadła naprzeciwko swojego towarzysza. Słysząc jego słowa uśmiechnęła się szeroko.
    - Jak byś większość życia żywił się kroplówkami, to byś raczej nie wybrzydzał przy jedzeniu – zauważyła, nieświadomie zdradzając o sobie pewną informację. No tak, uwielbiała jedzenie, ale nie bez powodu. Zarówno po operacji, jak i przez większość rehabilitacji nie mogła jeść normalnie, tak więc teraz cieszyła się każdym stałym posiłkiem i nie miała okazji posmakować jeszcze czegoś, co by nie przypadło do jej gustu. Złapała widelec i nabrała na niego makaron, jednak ten sprawnie uciekał z sztućca. Oburzona spojrzała na potrawę, jednak szybko dojrzała jak chłopak zabiera się za posiłek i naśladując go, w końcu wzięła pierwszy kęs do ust. Tak jak się spodziewała, jedzenie było pyszne i nie przeszkadzał jej nawet fakt, że od sosu uwalony miała nawet nos, gdyż wciąganie makarony przysparzało jej jeszcze nie mało atrakcji. Dziewczyna co chwilę śmiała się krótko, gdy makaron wymykał się jej z ust czy samego widelca, a ostatecznie najedzona opadła na oparcie krzesła i upiła łyka wina, by po tym ze smakiem oblizać usta.
    - Masz rację, pasuje bardzo dobrze – przyznała mu rację i uśmiechnęła się szeroko.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  54. Tai słysząc falę pytań zamrugała szybko oczyma. Fakt, że pytał nie był dla niej dziwny, raczej to, jak za jednym razem poruszył wiele różnych tematów. Szpital, wydarzenia, dzieciństwo, uśmiech. Poza dwoma pierwszymi, prawie żadne nie było ze sobą powiązane. To jak wycofał swoje pytania było jeszcze dziwniejsze, ale dziewczyna zaśmiała się, rozbawiona całą sytuacją. Wzruszyła ramionami. W sumie, nikt nigdy nie zapytał jej o to tak wprost. Zaraz nieco spoważniała i łapiąc widelec, rozsmarowała resztki sosu na talerzu.
    - W szpitalu byłam przy narodzinach – zaczęła z zadziornym uśmieszkiem, zerkając na niego, jednak zaraz wróciła wzrokiem do sosu. – Wychowywałam się w tutejszym laboratorium, miałam wypadek i większość dzieciństwa spędziłam na operacjach czy rehabilitacji, ale do siódmego roku życia było całkiem zabawnie – wzruszyła ramionami i posłała mu kolejny uśmiech, odpowiadając jednym zdaniem na większość zadanych pytań.
    - Żyję, mogę chodzić, mam dwie ręce, widzę, jestem całkowicie sprawna i w końcu mogę wyjść poza Tyge, mogę poznawać świat. Dlaczego miałabym się nie uśmiechać? – tym razem ona zapytała i znowu przechyliła kieliszek, oczywiście, z tym samym uśmiechem na ustach.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  55. Wilczyca pokręciła głową.
    - Oj Glen, źle na to patrzysz. Przecież… To, że Ty zmieniasz lokację nie oznacza, że dane miejsce też to robi. Jestem pewna, że w Mortiel jest lub znajdzie się jakieś miejsce, do którego będziesz chciał wracać, chociażby wspomnieniami – przyznała z uśmiechem i zaraz klapła na piasku plecami, tuż obok niego. Znowu się zaśmiała.
    - Przecież Twoje dzieci nie podzieliły losu niewolników, no, chyba, że miał byś je z niewolnicą albo w 100% miały by geny tylko po ojcu, a to raczej mało prawdopodobne. Chociaż… do ojcostwa Cię nie namawiam, jesteś tu oficjalnym niewolnikiem, zginąłbyś za spłodzenie potomstwa. Ewentualnie po skreśleniu z listy, sfingowanie śmierci i te sprawy – rzuciła pół żartem, pół serio i zaśmiała się szturchając go w bok. Po tym spoważniała i z lekkim uśmiechem spojrzała w niebo.
    - A tak serio, to mało kto planuje miłość, ona sama przychodzi i to w najmniej oczekiwanym momencie – westchnęła lekko przypominając sobie to jak poznała Cahan’a i jak rozwijała się ich znajomość. Brakowało jej wilka, brakowało coraz bardziej, coraz bardziej żałowała tej całej awantury.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  56. Słysząc o punkcie uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Sprawiała wrażenie głupiutkie, często nawet taka była, w końcu dopiero uczyła się funkcjonowania „prawdziwego” świata, mimo to, miała w głowie swoje mądrości. Przekręciła głowę na bok, niczym zaciekawiony zwierzak i słuchała tego co miał do powiedzenia o jej uśmiechu. Zachichotała.
    - Smucę? Niee, szkoda czasu, ale złościć się umiem – zauważyła dumnie, po czym zmarszczyła czoło i wydęła usta, pokazując swoje „oburzenie”. Zaraz, tak jak on, pochyliła się nad stołem i nastawiła ucho. Znowu zachichotała i zaklaskała w dłonie.
    - Jasne! – oznajmiła entuzjastycznie i wstała gwałtownie z krzesła. – Tylko nie wszędzie będziesz mógł wejść – uśmiechnęła się tajemniczo i nagle ułożyła dłonie na środku stołu i przeskakując przez niego znalazła się tuż nad udami chłopaka, stojąc okrakiem. Tajemniczy uśmieszek nie znikał z jej twarzy. – Czas na podwieczorek – szepnęła chwytając w dłonie jego twarz i kradnąc pocałunek, pobierając przy tym energię chłopaka. Odsunęła się jednak bardzo szybko i z zniesmaczonym wyrazem twarzy pomlaskała, nadal stojąc w tej samej pozycji.
    - A fee… Nawet jednego świetlika byś nie napędził. Ludzie naprawdę są tacy słabi? – zapytała jak gdyby nigdy nic. Ciekawość zaspokojona.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  57. Dziewczyna, wyrwana z zamyślenia spojrzała na twarz człowieka. Znacznie pobladł. No pięknie… Dawno nie miała podobnej sytuacji. Teraz przynajmniej wiedziała, że jako energetyczna przekąska Glen nie będzie zbyt przydatny. Zmarszczyła czoło wyraźnie niezadowolona. Polubiła go, fajnie grał na gitarze, no i ugotował coś smacznego. Westchnęła ciężko.
    - Człowiek… - zaczęła, ale wtedy on padł jak długi prosto na nią. Zamrugała szybciej oczyma. Tego się nie spodziewała. – Hej… - podniosła lekko twarz chłopaka, jednak ten cały był wiotki i razem zaczęli zsuwać się z krzesła. Dziewczyna wstała energicznie i złapała go pod ramionami. Szybko położyła go na podłodze i poklepała dłonią po policzkach. – Glen?! Halo, słyszysz mnie?! – potrząsnęła nim delikatnie i zaraz nastawiła ucha do jego nosa, aby sprawdzić, czy chociaż oddycha. Kątem oka zerkała na klatkę piersiową chłopaka. Osłabienie, owszem, ale utrata przytomności?! Zwykle jedynie martwi nie wstawali po jej pocałunku, ale zwykle żywiła się na nadprzyrodzonych, a nie, ona zawsze się nimi żywiła! Glen był pierwszym człowiekiem i dziewczyna już teraz wiedziała, że nigdy więcej takim się nie pożywi.
    - Koniec grajku, od jutra zaczynasz trening i to ze mną! – krzyknęła jeszcze w jego stronę i zaraz odchyliła mu głowę lekko w tył, zatkała palcami nos i wdmuchała powietrze do ust chłopaka. – Budź się, no! – burknęła wyraźnie niezadowolona i znowu nim potrząsnęła. Skoro to tylko osłabienie, wywołane brakiem energii, to chłopak powinien zaraz wrócić do normy. O ile ludzie odpoczywali równie szybko co nadprzyrodzeni. Dla pewności przyległa jeszcze do jego klatki piersiowej, serce biło, przynajmniej miała takie wrażenie. Bezsilnie usiadła przy nim i czekała. Poczuła się jakoś dziwnie, pierwszy raz zrobiło jej się nieprzyjemnie, że doprowadziła kogoś do takiego stanu. Zwykle kończyli tak Ci, którzy jej podpadli, a brunet nic przecież nie zrobił. Poczuła dziwne ukłucie w okolicach skroni i karku. Tak, to był pierwszy symptom dolegliwości, która miała się dopiero rozwinąć.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  58. Dziewczyna siedziała pięć minut, później dziesięć. Zniecierpliwiona wstała i ruszyła po szklankę wody, po tym zabrała jeszcze niedopity sok chłopaka i znowu przy nim usiadła, tym razem jednak pod ścianą, aby było jej wygodniej. Napoje czekały na niego, ona ich nie tknęła. Cały czas patrzyła, szukała oznak, że już się budzi. Na pewno go nie zabiła, więc musiał wstać. Gdy minęło piętnaście minut przypełzła do niego na czworaka i zawisła nad twarzą.
    - Gleeen – szepnęła i tyknęła w nos. – Glen! – krzyknęła zaraz i znowu się naburmuszyła. No ileż można się regenerować?! Z ciężkim westchnięciem wróciła pod ścianę i znowu czekała. Na pierwsze jęknięcie człowieka, siedząc w pół siadzie wyprostowała plecy jak struna. Tak! Czyli jednak żyje! Chciała od razu do niego ruszyć, ale zachowywał się jakoś dziwnie. Nadal źle się czuł? Ludzie naprawdę byli dziwnie skonstruowani. Zaczynała zastanawiać się po co właściwie strach i izolacja przed takimi formami życia. Powolutku przesunęła się w jego stronę, a słysząc co mówi wydęła usta i spojrzała na kulkę, którą z siebie stworzył, dość wymownie. Sięgnęła szklankę z wodą i przysunęła mu prosto pod nos, tak samo zrobiła z sokiem. Chłopak mógł słyszeć odgłos przesuwanego szkła po podłodze.
    - No co zrobić, głupia – mruknęła oburzonym tonem. – Więcej tak nie zrobi – dodała zaraz, teatralnie odwracając twarz od chłopaka w popularnie zwanym „fochu”. Pozwalała sobie jedynie na zerkanie w jego stronę, jednak w razie jakichkolwiek podejrzanych ruchów uciekała wzrokiem, aby sobie nie myślał, że nie słyszała.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  59. Kiedy wstał, ona odwróciła gwałtownie głowę i nawet zamknęła oczy, więc czując jego ramiona z początku zesztywniała. Co on robił? Otworzyła oczy i zamrugała nimi szybciej. Jak by tego było mało chłopak zaraz rozłożył się na jej ramieniu. Tai zmarszczyła czoło i chciała coś powiedzieć, ale wtedy usłyszała prośbę. Zmarszczyła czoło jeszcze bardziej.
    - Czy ja Ci wyglądam na leżak?! – uniosła się lekko i mimo wszystko odwróciła do niego przodem i raz jeszcze złapała pod pachy, pomagając wstać na nogi. – Mam dziwne wrażenie, że to człowieki są od wykonywania poleceń – powiedziała już spokojniej, jednak nadal naburmuszona. Podprowadziła go do łóżka i posadziła na jego brzegu. Przeniosła rzeczy z dolnej pryczy na górną, nie miała zamiaru dźwigać go i wpychać na wyższe piętro.
    - Dzisiaj śpisz na dole – poinformowała i zaraz przyszykowała dla niego okrycie. Ruszyła jeszcze po przygotowane szklanki z napojami i postawiła mu je na szafce we wnęce ściany stykającej się z łóżkiem. Westchnęła ciężko i sama klapła na brzegu jego wyrka.
    - Masz wodę i sok – burknęła jeszcze wyraźnie niezadowolona.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  60. [Bić? Oszalałaś?! Ta dziewczyna właśnie potrzebuje takich sytuacji, więc jak dla mnie jest wręcz idealne! :D]

    Właśnie planowała wstać i przyszykować się do spania, chciała czy nie ten dzień był pełen emocji. „Porwanie” Glen’a, manto spuszczone jego niedoszłemu właścicielowi, kawa zjadająca ciastka, nowe przysmaki, potyczka w porcie, udawanie pary, nowy lokator, omdlenie… Tak, ten dzień zdecydowanie zapewnił jej sporo rozrywki, ale i zmęczenia. Dlatego właśnie wstawała, aby iść wziąć prysznic, gdy nagle chłopak drgnął dziwnie, a z jego oczy popłynęły łzy. Płakał? Rosjanka zaskoczona zbliżyła się nieco i zaraz została gwałtownie przyciągnięta. Oho, jak na chorego miał krzepę w rękach. Tai zapowietrzyła się, nie wiedząc czego ma się spodziewać, nawet zamknęła oczy, zaskoczona tym nagłym atakiem, po chwili jednak otworzyła oczy i spojrzała na wtulonego w jej ciało bruneta. Uśmiechnęła się szeroko i zaraz zaśmiała pod nosem.
    - „Ty nawet we włosach masz pułapki? Ugh już nie będę Cię dotykać” – sparodiowała jedno z jego zdań, jakie do niej wypowiedział, po czym rozbawiona poklepała go po włosach.
    - To ja śpię tu… - dodała jeszcze zerkając na twarz swojego lokatora. Nie wiedziała co to za dziwne uczucie, ale zrobiło jej się dziwnie ciepło w środku całego ciała. Znowu poczuła nieprzyjemne ukłucie w okolicach skroni i karku, jednak zlekceważyła je i nawet nie zauważyła kiedy zasnęła.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  61. Taisja ostatnimi czasy dość często ulatniała się z domu, potrafiła wyjść na zawołanie, nawet w trakcie posiłku. Czasami chowała się w toalecie, ale kiedy czuła, że szklane drzwi nie będą odpowiednim zabezpieczeniem to po prostu wychodziła. Wystarczyło, że Meliodas widział ją w tym opłakanym stanie w jakim potrafiła znaleźć się z powodu urządzenia wszczepionego w kark. W oczach człowieka wolała zostać tą wiecznie uśmiechniętą, bezinteresowną i zbyt energiczną dziewczyną. Dla odmiany dzisiaj akurat wracała z Girie, jak zwykle miała za sobą przygody i nawet na noc nie wróciła do mieszkania, dopiero teraz zmierzała w jego stronę. Jakby tego było mało szła na boso, w męskiej, czerwonej bluzie i krótkich spodenkach, również męskich. Przez ramię miała przerzucony swój kombinezon, a pod ciuchami nic, kompletne zero. W końcu kombinezon służył jej za bieliznę.
    Weszła do domu od razu przybierając na twarzy swój typowy, szeroki uśmiech.
    - Jestem! – rzuciła, jednak nie słysząc odpowiedzi rozejrzała się po mieszkaniu. Westchnęła ciężko i oklapła na kanapę. Glen wyszedł… Pewnie znowu na zakupy. Właśnie chciała wstać z kanapy i iść sprawdzić lodówkę, kiedy usłyszała otwieranie się drzwi, więc po prostu oklapła plecami na mebel. Zaraz wszystkiego i tak się dowie od niego.
    - Hej… - rzuciła z uśmiechem, widząc jak odkłada siatkę w kuchni, zaraz jednak dojrzała coś dziwnego w jego rękach i energicznie podniosła się do pół siadu.
    - Co to?! – zapytała mrugając szybciej oczyma.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  62. Dziewczyna znowu zamrugała oczyma. Reksio? Wstała z kanapy. Siedziała w salonie, więc nie dane jej było dokładnie zobaczyć jak wygląda chłopak, w prawdzie coś tam jej rzuciło się w oczy, ale ciapata kulka w jego rękach zdawała się po prostu ciekawsza. Ruszyła w ich stronę i zatrzymała się nagle widząc rany na jego ciele. Nawet to, że nie zapytał jej o zgodę na zwierzątko było mało istotne, zmarszczyła czoło i pokręciła głową. Przy Glenie dane jej będzie nauczyć się matkować, komukolwiek. Bez słowa ruszyła do łazienki i milczała, mimo, że zasypywał ją pytaniami. Wyszła z pomieszczenia, z apteczką w dłoni. Podeszła do bruneta, poklepała po głowie psiaka, posadziła jego pana na jakimś taborecie i wyciągnęła zwierzaka z jego dłoni, patrząc w oczy chłopaka tak, jakby jakikolwiek sprzeciw groził co najmniej śmiercią.
    - Daj mu pochodzić, po to ma łapki, prawda? – stwierdziła puszczając zwierzaka na podłogę. Nie wiele wiedziała o psach, poza tym, że to zwierzęta domowe o które trzeba dbać. Nigdy nie zajmowała się żadnym zwierzakiem. Widziała kilka w laboratorium, ale nie nazwała by ich domowymi. Zajęła się twarzą chłopaka, kątem oka zerkając na małe stworzonko, obwąchujące wszystko dookoła. Chcąc nie chcąc na jej ustach malował się lekki uśmiech, śmieszny był ten mały stworek.
    - Najpierw to Ty mów skąd go masz. Biłeś się o niego? Wyglądasz jakby Cię kto samochodem stuknął – zauważyła i sama palnęła go w głowę, zupełnie tak jak Meliodas swoich uczniów, a przynajmniej jednego.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  63. Glen był zabawny, nawet w tak poważnej sytuacji jak opatrywanie ran Tai nie mogła się powstrzymać i uśmiechnęła się szeroko, kręcąc przy tym głową.
    - Jak byś ze mną trenował to by wyszło Ci lepiej – zauważyła i również patrząc mu w oczy uśmiechnęła się zadziornie. Zaraz zamrugała oczyma szybciej. On pytać? Ją? Chłopak był naprawdę nie możliwy. W prawdzie Tai była zielona, jeżeli chodziło o niewolników i o wiele innych tematów, ale dałaby sobie rękę uciąć, że wcale nie miała obowiązku się przed nim tłumaczyć. Znowu się zaśmiała na jego pytania i kucnęła by pogłaskać szalonego malucha, dobierającego się do spodni Glen’a.
    - U kolegi – odpowiedziała, odwracając twarz w stronę człowieka i uśmiechając się do niego tajemniczo. – Musiałam coś sprawdzić i potrzebowałam jego ciuchów – dodała wzruszając ramionami i zaraz szczeknęła na Reksia, uznając, że pora na dawkę typowych dla niej wygłupów, co by nie wyszła na zbyt poważną. W prawdzie miała o czym teraz myśleć, ale wizja bólu nie była zbyt przyjemna, więc wolała zająć się szczeniakiem, który wyraźnie zdziwił się na jej zachowanie. Rosjanka zachichotała i na czworaka ruszyła do blatu z siatką i zakupami, tam podniosła się na kolana i wyciągnęła jakiś plasterek szybki, by zaraz rozdrobnić go i wrzucić maluchowi do przygotowanej przez Glen’a miski.
    - Masz, zjedź trochę, później Cię wykąpiemy i pójdziemy na zakupy – zwróciła się do psa i zaraz doczłapała się do Glen’a by korzystając z jego ciała wstać na równe nogi. Uśmiechnęła się szeroko tykając go lekko w nos.
    - Mam coś dla Ciebie – rzuciła nagle i ruszyła w stronę salonu, zaraz wróciła do kuchni i podała chłopakowi breloczek z gałką oczną. – To klucz, nie będziesz musiał męczyć się z wbijaniem kodu dostępu do drzwi, przykładasz je do czytnika i drzwi otwarte – posłała kolejny szeroki uśmiech. – Pilnuj go jak oka w głowie – rzuciła robiąc przy tym głupią minę i zaraz doskoczyła do ich nowego członka rodziny. Wzięła malucha na ręce i obróciła się z nim dookoła własnej osi, z śmiechem na ustach.
    - Idziemy się pluskać! – oznajmiła i ruszyła do łazienki energicznie, podskakując z głośnym „patatai” na ustach.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  64. Zatrzymała się w połowie drogi do łazienki i spojrzała rozbawiona na Glen’a.
    - Głupi Glen, oj głupi – zachichotała. – Czy moje oko wygląda na wyrwane? – zapytała z lekką kpiną w głosie i znowu się zaśmiała. – Mam sztuczne oczy grajku, swoje straciłam w wypadku, po prostu poprosiłam aby wydrukowali jeszcze jedno. Drukarka 3D, fajna zabawka – wzruszyła ramionami. Weszła do łazienki, drzwi zostawiając otwarte, wsadziła szczeniaka do kabiny prysznicowej i puściła wodę z prysznica, by opłukać zwierzaka, był uroczy… przynajmniej tak wydawało się dziewczynie. Nie raz słyszała to słowo i pasowało jej do określenia tego malucha. Kąpiel nie była długa, zaraz dziewczyna otuliła Reksa ręcznikiem i znowu wzięła na ręce, idąc w stronę salonu.
    - Ale się kręcił, tak samo jak Ty – uśmiechnęła się szeroko wisząc nad Glen’em i kładąc mu na nogach, nadal trochę mokre zwierze. Sama oklapła przy głowie chłopaka i zmierzwiła mu włosy palcami.
    - Chyba kiepsko Cię lali wcześniejsi właściciele, w ogóle nie patrzysz na to co mówisz – zachichotała i raz jeszcze potargała mu włosy. Nie żeby jej to w jakikolwiek sposób przeszkadzało. Akurat pizze miała okazję jadać już nie raz, więc tym razem nie zostanie niczym nowym zaskoczona. Kiwnęła głową.
    - Ale jutro zrobisz pyszny deser – poleciła z zadziornym uśmiechem po czym uruchomiła komputer na odległość i przywołała do siebie jego monitor, aby z kanapy mieli dobry widok na menu jednej z lepszych pizzerii w Tyge.
    - Jakie lubisz? – zapytała z zaciekawieniem, zerkając na Glen’a.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  65. [przychodzi mi na myśl uwolnienie go, narazajac sie przy okazji na wendetę rozłoszczonego krwiopijcy, gdy ten wypiłby kiedyś zbyt duzo a potem wysłał ledwo stojacego na nogach po cos do miasta xD zatem aż tak ma dobre serduszko ^_^]

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  66. [oj ty xD
    Co i tak nie zmienia faktu, że jest empatyczna hehe
    O ile jego pani by wyraziła na to zgodę to czemu nie. W koncu przydadzą sie kiedyś nowe umiejętności ;)]

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  67. [mi tam obojętnie gdzie w sumie - możesz wybrać ;)

    Chcesz zacząć? *__*]

    Eli

    OdpowiedzUsuń
  68. Taisja uśmiechnęła się zadziornie słysząc jego stwierdzenie.
    - Ja tam Cię takiego lubię – wzruszyła lekko ramionami i oparła się wygodniej. – Ale jak nabroisz to coś wymyślę – tu znowu posłała mu zadziorny uśmiech, również nie przerywając kontaktu wzrokowego. Dopiero gdy psiak po nim boleśnie przeszedł, ona zaśmiała się lekko, rozbawiona widokiem tej dwójki. Słysząc jednak odpowiedź na temat pizzy oderwała się od oparcia kanapy i pochyliła nad głową chłopaka, zawieszając swoje oczy dokładnie naprzeciwko jego oczu. Dzieliło ich może jakieś dziesięć centymetrów, nie więcej.
    - To wiem. Pytałam jakie lubisz, a nie jakie zjesz – uśmiechnęła się szeroko oglądając jego twarz do góry nogami. Chciał czy nie, naruszanie przestrzeni osobistej nadal nie było jej obce.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  69. Z początku i ona szybciej zamrugała oczyma. Jak to? Nigdy nie miał możliwości zwykłego wyboru pizzy? A niby to ona jest taka niedoświadczona. Nawet chciała się lekko zaśmiać, ale on nagle podniósł ręce i dziewczyna zaraz zesztywniała, czując jak ich nosy się stykają. To było niezwykle dziwne, nie przywykła do tego, to ona była tą od naruszania prywatnej przestrzeni! Kiedy ktoś robił coś podobnego, ta nie wiedziała jak się zachować. Podobna sytuacja miała miejsce nie dawno, z Adrienem, ale… Glen nie był Adrienem, a wtedy Tai posunęła się do pocałunku tylko po to by obronić wilkołaka. To tutaj, ta bliskość, ona była… po prostu inna. Przed dłuższą chwilę zapomniała o oddychaniu, nawet nie wiedziała co myśleć, ale gdy odezwał się i musnął jej usta w głowie aż się zakotłowało. Drgnęła i przymknęła oczy, zaciskając przy tym palce. Nie, nie, nie… Tylko nie przy nim. Nie potrafiła tego powstrzymać. Nagle wciągnęła głośno powietrze i odsunęła się od Glen’a gwałtownie. Jej oczy zaszkliły się. „Glen to Twój chłopak?” zaraz pojawiło się w głowie pytanie Meliodas’a, to jak wspominała przy nim o kuchni człowieka, jego naleśnikach, to jak brunet wtulił się w nią i razem zasnęli na jego łóżku. Zerwała się z kanapy. Miała być przy nim tą wiecznie uśmiechniętą, pełną energii i szurniętą dziewczyną, a nie słabeuszem mierzącym się z tymi durnymi atakami.
    - Zostań – rzuciła go niego łamiącym się głosem i sama ruszyła biegiem do łazienki. Jeżeli już miała przez to przechodzić to bez widowni. Sfery mózgu jakie aktywowała musiały być naprawdę istotne, gdyż ból przyszedł niezwykle szybko. Ledwo wpadła do toalety, a już czuła to pulsowanie. Przyparła plecami do drzwi i zjechała bezsilnie na podłogę. Zaczynała żałować, że są mleczno szklane, przez to było widać jej sylwetkę. Skuliła się, jak najmocniej chcąc powstrzymać wypływające spod powiek łzy. Palce u nóg, palce u rąk, cała była zwinięta. Przynajmniej własnym ciałem zagradzała wejście i nikt nie musiał jej takiej oglądać. Podciągnęła nosem, próbowała uspokajać oddech, nic, rwało ją coraz mocniej. Znowu wbiła paznokcie w swój kark, a już tak ładnie się goiły ostatnie zadrapania. Nie wytrzymała, jęknęła boleśnie i po prostu zwinęła się w kulkę na podłodze, tak jak brunet, gdy odzyskał wtedy przytomność. Podpełzła pod umywalkę, tam było najchłodniej i właśnie tam ostatecznie przywarła czołem do podłogi, znosząc jeden z gorszych ataków jaki kiedykolwiek miała.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  70. Nie chciała żeby ją taką widział, ale kiedy już wpadł do łazienki to poczuła dziwną ulgę, tak jak wtedy, gdy blondyn był przy niej podczas ataku.
    - Boli… Glen – szepnęła drżącym głosem, nadal się zwijając. Nawet w pierwszym momencie nie chciała mu pozwolić dojść do karku, usilnie wbijając paznokcie z skórę, ale po chwili odpuściła i nawet oparła czoło o jego nogę, nadal wyraźnie spięta. Dopiero po dobrych dwóch minutach kołysania, ból zelżał, a ona zaczęła nieco normalniej oddychać. Podciągnęła się, łapiąc koszulkę chłopaka w palce i ułożyła mu głowę na ramieniu, nadal lekko drżała. Wtuliła się w niego przymykając oczy i cicho podciągnęła nosem.
    - Wszystko boli… - powiedziała wyraźnie zmęczonym głosem i odwróciła głowę tak, by schować nos między jego obojczykami.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  71. Mruknęła coś niewyraźnie pod nosem, gdy przeprosił i otworzyła lekko powieki czując jak ją podnosi.
    - Glen?! – zapytała jakby przestraszona, nie wiedząc co się dzieje, jednak na widok jego twarzy uspokoiła się na nowo i pozwoliła sobie na kolejne przymknięcie oczu.
    - To nie Twoja wina – szepnęła, kiedy układał ją na łóżku i uchyliła zmęczone powieki. – Nie Twoja… - powtórzyła jakby była w lekkim transie. Zaraz kącik jej ust drgnął lekko i dziewczyna wtuliła się w kołdrę, którą tak dokładnie ją przykrył. Te kilka minut mocno ją wyczerpało. Z każdym atakiem było coraz gorzej, to krwotok z nosa, to osłabienie. Jakby tego było mało, Tai miała coraz częściej ochotę żyć, żyć po swojemu, tak jak chciała. Zawiesiła spojrzenie na brunecie, gdy ten nastawiał gitarę, jednak wszystkie myśli przychodzące do głowy po prostu odpychała, nie chcąc na nowo przeżywać tego co przed chwilą. Słysząc pierwsze dźwięki gitary, uśmiechnęła się nieco szerzej, nadal wyraźnie zmęczona.
    - Nauczysz mnie? – zapytała cicho i z jego twarzy przeniosła wzrok na instrument. – Jak będzie czas… Nauczysz? – zapytała raz jeszcze, wracając wzrokiem do jego twarzy. Gdy odpowiedział, uśmiechnęła się raz jeszcze i po prostu zasnęła. Co z tego, że było dość wcześnie, musiała pospać, odpocząć i trwało to dobre trzy godziny. W końcu zaczęła się przebudzać i zaraz poczuła coś mokrego na dłoni wystającej z łóżka. Spojrzała w dół i zaśmiała się lekko.
    - Reksio… - zaczęła zaspanym głosem i rozejrzała się po mieszkaniu, by zorientować się gdzie jest Glen.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  72. Dziewczyna zaśmiała się nieco zaskoczona tymi czułościami zwierzaka i nawet gdy ten ułożył się na klatce, nie miała zamiaru oponować. Był milutki w dotyku, szczególnie po kąpieli. Łóżko Tai znajdowało się bezpośrednio przy toalecie, więc ciężko było nie słyszeć specyficznych odgłosów zza szklanych drzwi. Rosjanka z nieco smętniejszą miną głaskała pupila, a gdy Glen opuścił łazienkę spojrzała od razu na niego. Zawsze musiał się w coś wpakować. Kiwnęła głową, milcząc i zaraz przyjęła szklankę. Musiała przesunąć zwierzaka bardziej na materac, gdyż pić z takim tobołkiem na ciele nie było jej dane. Podniosła się do pół siadu i umoczyła usta w szklance. Spojrzała po tym na szkło i jednym palcem zaczęła jeździć po jego brzegu. Pokręciła głową, gdy wspomniał o potrzebach i nagle przeniosła dłoń na głowę chłopaka. Wyglądał na rozpalonego.
    - Teraz Ty się kładziesz, zrobimy Ci okład – postanowiła i położyła stopy na podłodze, posyłając brunetowi lekki uśmiech. Zaraz wstała powoli i sama ruszyła do łazienki, by wyciągnąć z jednej szafki dwa małe, białe ręczniki. Zamoczyła je w letniej wodzie, wyżymała i wróciła do łóżek.
    - No dalej, dziś mamy dzień odpoczynku – rzuciła pogodnie, uśmiechając się do chłopaka nieco szerzej.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  73. Spojrzała na niego tak, jakby jej słowa nie podlegały dyskusji i patrzyła cały czas, dopóki nie zadał pytania. Wtedy wzrok dziewczyny zelżał, a ona uciekła wzrokiem gdzieś w bok i tylko pokiwała głową na „tak”. Usiadła na brzegu łóżka i ułożyła mu jeden ręcznik pod karpiem, wcale nie na głowie, podobno takie działanie było złudne. Zaraz wyciągnęła ręce w stronę jego koszulki i zawahała się lekko, zerkając na jego twarz ukradkiem. Zrobiło jej się trochę cieplej niż powinno, wzięła głębszy wdech i złapała materiał jego odzieży, po czym podwinęła ją do góry. Aż dziw, że w całej tej sytuacji zabrakło jej języka w buzi. Uśmiechnęła się słysząc o laboratorium.
    - Mogę pokazać dzisiaj jak odpoczniesz, albo jutro, jakoś po śniadaniu – zaproponowała układając drugi ręcznik na jego obolałych żebrach i zaraz zaśmiała się lekko, czując język psa na skórze. Również pogłaskała zwierzaka i wślizgnęła się łóżko, układając głowę na wysokości ramienia Glen’a. Reksio zaraz wcisnął się między dwójkę i merdał ogonem, patrząc to na jedno, to na drugie. Odwzajemniła uśmiech bruneta, znowu na niego lekko zerkając.
    - Twoje kawałki i tak mogłyby wylądować nie tam gdzie powinny – zauważyła z zadziorną minką, mają na myśli wymioty człowieka. – Poza tym… Przecież nigdzie nie uciekasz, prawda? – tu spojrzała na Glena jakby oczekiwała jakiegoś zapewnienia. – Jeszcze nie raz zjemy pizze – dokończyła myśl i przechyliła lekko głowę, opierając na ramieniu chłopaka swoją skroń.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  74. To było… miłe. Tak sobie siedzieć i… rozmawiać. Dziewczynie przypomniało się nawet tych kilka momentów, w których mama lub tata znaleźli czas dla niej i w podobny sposób siadali we dwójkę, czy nawet trójkę na łóżku, opowiadając sobie różne głupoty czy poruszając bardziej istotne sprawy. Mama nie, ale tata bardzo często też w tych momentach głaskał jej głowę. Uśmiechnęła się delikatnie, by po tym usłyszeć pytanie co do oczu. Przygryzła niepewnie dolną wargę i spojrzała na psiaka. W pierwszych sekundach milczała, w końcu jednak wyciągnęła dłoń i pogładziła Reksia po łebku. Przytaknęła głową.
    - Tak, miałam… Jako dziewczynka… No wiesz, nudziłam się sama w laboratorium i wymyślałam sobie dziwne zabawy, raz weszłam po rusztowaniu jednego z pomieszczeń pod sam dach – powiedziała z dumą i spojrzała na Glen’a wesoło, zaraz jednak spochmurniała. – No, ale potem spadłam prosto do zbiornika, gdzie przeprowadzano akurat testy i… - wzruszyła ramionami. – Obudziłam się prawie trzy lata później… - przyznała uciekając gdzieś wzrokiem. W sumie, nie miała jeszcze okazji tego komukolwiek opowiedzieć. Wróciła wzrokiem do Glen’a i uśmiechnęła się lekko. – Zostałam bardzo silnie porażona prądem, straciłam oczy, skóra była cała usmażona tak jak większość organów wewnętrznych. Trzy lata trwały wszystkie przeszczepy i regeneracja ciała… - dodała czując jakąś taką wewnętrzną potrzebę powiedzenia mu. Poznania lepiej.
    - A Ty? Od dawna jesteś niewolnikiem? – zapytała patrząc na niego zaciekawiona.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  75. [oj biedna ;) Wracaj do zdrowia zatem ;) *tuli* Nic sie nie stało ;)]

    Nie przywykła do brania sobie uczni. Sama sie sobie dziwiła, ze sie zgodziła zwazywszy na to, ze nie zostawała w jednym miejscu zbyt dlugo. Ale była w poblizu. Zaadoptowała jakas chate do swych celow a potem zaczela sie udzielac publicznie. Zwlaszcza u takiej jednej, ktora chetnie by zabila gdyby mogła. No ale coz.
    Było pozno, gdy skonczyła porzadki i cisze rozleglo pukanie.
    - prosze - zachecila glosno - dobry, dobry. Wejdz prosze. Nie obawiaj się. Ja nie gryze.
    Odwróciła sie do niego.
    - a i owszem. Rozmawialysmy o tobie i starczy na dzis tego "moja pani". Przekraczajac progi tego domu, jestes "wolny" od tego obowiazku. Znajdz sobie jakies wolne miejsce do siedzenia. Nie dawno robilam zakupy i nie mialam kiedy tego ogarnac. Chcesz czegos do picia?

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  76. Niesmiały - skomentowała tylko - i do tego zachowywał sie jak karne stworzenie, ktore czakalo na kare.
    - slyszałam, ze z ciebie niezle utrapienie. Wymagam skupienia ale tez i kreatywnosci w mysleniu, bo kazda rosline trzeba znac od A do Z. Ale to juz jutro.
    Przelotnie zerknęła na ramie.
    - zaraz sie tym zajmiemy. Twoja pani zostala poinformowana, ze jak zaczniesz nauke u mnie to na jakis czas tu zamieszkasz. Moje warunki mieszkaniowe sa jak widac skromne. Łozko mam jedne wiec przyda sie jakis materac.
    Dokonczyła nalewac herbate. Dla siebie biała a dla niego cos przeciw zakazeniu. Widac bylo, ze rane mial dlugo i juz powoli zaczynala czerniec.
    - Masz to wypic. Ostrzegam, ze jest gorzkie. Cos widze, ze najpierw trzeba poprawic twoja kondycje nim sie wezmiemy za konkrety. Mozesz mnie pytac o wszystko zwiazane z nauka.
    Zamyslila sie nad mascia. Podeszła do polki wyciagajac dwie. Woda na szczescie była w odpowiedniej temperaturze, wiec nalala do miski i to wszystko wraz ze czystymi szmatkami, gaza i bandazem wrocila do chlopca.
    - Moze szczypac. - ostrzegla biorac sie do pracy.

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  77. Gdy przytulił ją mocniej zesztywniała na chwilę. Po jej ciele przeszedł dziwny dreszcz, a ona zerknęła na twarz chłopaka trochę niepewnie. Kącik jej ust uniósł się lekko i dopiero po chwili rozluźniła mięśnie, raz jeszcze układając wygodnie głowę przy obojczyku chłopaka. Słuchała tych dość ubogich wspomnień, a na wieść o bólu podniosła głowę i spojrzała na niego zaciekawiona. Przecież ona, właśnie teraz, miała bardzo podobnie. Nie w tej chwili, ale… Oparła głowę o ramię chłopaka i słuchała obserwując jak porusza ustami. Nagle wydęła swoje, robiąc nieco oburzoną minę.
    - Papugujesz… - rzuciła, nie zmieniając wyrazu twarzy. – To mnie tutaj przeszywa ból, gdy pomyślę o tym, o czym nie trzeba – zauważyła i tyknęła palcem jego nos, naciskając go delikatnie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  78. Zachichotała pod nosem.
    - oczywiscie.
    Probowała zachowac powage, bardzo trudno jej to szlo.
    - to dobrze.. i juz. Skonczone. Dzis masz wolne, wiec mozesz wyjsc, albo tez jak sie nudzisz cos zagrac. Bo to chyba gitara, prawda?

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  79. Zachichotała widząc jego skrzywioną buzię i zaraz uśmiechnęła się szeroko, był taki zabawny! Zaraz jednak spoważniała. Wcześniej wspomniał o Michaelu, teraz o Akirze, chyba miał dość wielu właścicieli. To w sumie ją mało obchodziło, bardziej zainteresowała się tym co mówił dalej. Również się uśmiechnęła, kiedy on to zrobił i zaśmiała lekko, starając się uniknąć tego całego ataku na czoło, nawet złapała dłoń chłopaka i odciągnęła od swojej głowy, uśmiechając się zadziornie.
    - Pewnie nie… - przyznała, znowu czując dziwne pieczenie na policzkach i szybko położyła głowę, znowu przy jego obojczyku, co by ukryć ten swój stan, którego kompletnie nie rozumiała.
    - Już wiem, więcej nie zapytam, nie chcę żeby Cię bolało – przyznała z pogodnym uśmiechem na twarzy.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  80. - Jak sobie coś przypomnisz, to sam mi opowiedz – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem i również zamknęła oczy. Brunet był dość kościsty, ale wygodny, przynajmniej w jej mniemaniu.
    Spała smacznie i nawet nie spodziewała się tego co miało nastąpić rano. Obudził ją podniesiony głos Glen’a i zaraz z hukiem wylądowała na podłodze, wydając przy tym zgłuszony bólem jęk. No… Takiej pobudki to jeszcze nigdy nie doświadczyła. Uniosła głowę i pomasowała swój obolały nos, ten bowiem oberwał najbardziej, mając bliskie zapoznanie z podłogą. Przetarła jeszcze oczy zaspana, słysząc nadal jakieś krzyki, nie bardzo je jednak rozumiejąc. Powoli odwróciła się i siadła do pół siadu. Widząc co jest na rzeczy nawet zaczęła cieszyć się, że jej nos jest teraz napuchnięty.
    - Ooo fuuuuj… - miauknęła niezadowolona. – Nie będziesz wchodził na łóżko, Ty mały draniu! – również krzyknęła, nadal siedząc na podłodze i zaraz zmroziła psa wzrokiem. W sumie, od kiedy Glen przeniósł go do domu psiak nie miał szans na załatwienie tych spraw gdzie indziej niż w mieszkaniu, ale żeby w łóżku? W prawdzie spacer i zakupy mieli w planach, ale… No cóż, wszystko się jakoś skomplikowało. Wstała energicznie i złapała zwierzę pod pachę, energicznie ruszyła w stronę drzwi, a minę miała co najmniej nietęgą.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  81. Zerknęła na niego i jego obrożę po czym westchnęła ciężko. Nie rozumiała jak takie podejście do ludzi miało naprawić błędy z przeszłości. Przecież żyjący tu teraz ludzie i ich pradziadkowie nie mieli nic wspólnego z tymi, którzy rozpoczęli bunt. Musieliby mieć nie po kolei w głowie, aby atakować nadprzyrodzonych teraz, gdy w pewnym sensie byli odcięci od ich świata. Zamyśliła się, jednak gdy znowu się powtórzył wzruszyła ramionami.
    - Powstały w laboratorium więc pewnie i tam musiałbyś się ich jakoś pozbyć – stwierdziła, jakby to było oczywiste. Niestety, mogło być oczywiste, ale niezwykle ciężkie do zrealizowania. Wilczyca chętnie by mu pomogła, mimo wszystko. Zaraz zaśmiała się ciepło i poszerzyła uśmiech, słysząc o kawiarence.
    - O tak, tu mogę Cię poprzeć, chętnie bym tam znowu poszła – stwierdziła, znowu lokując spojrzenie w niebie.
    Myśli o Cahanie były wciągające, ale i nieprzyjemne, w końcu ciągle byli pokłóceni. Glen jednak skutecznie zajął jej głowę czymś zupełnie innym. Gdy zaczął sypać pytaniami jak z rękawa, Aki znowu uśmiechnęła się rozbawiona. Tak, to był ten typowy Glen, którego tak dobrze znała. Przy ostatnim pytaniu spojrzała na chłopaka zaciekawiona i obróciła się na brzuch, lustrując ciekawskim wzrokiem jego twarz.
    - Pocałowałeś kogoś znienacka? – uśmiechnęła się nikle. Oczywiście spodziewała się zaprzeczenia i przypisywała to pytanie nad wyraz wielkiej ciekawości bruneta. Oparła się na łokciach i uniosła łydki ku górze, zaczynając nimi machać na przemian.
    - Hmm… - mruknęła, zanim odpowiedział na jej pytanie. – Chęć całowania czy nawet całowanie to jeszcze nie miłość, to tak zwany pociąg seksualny, jeżeli masz ochotę kogoś całować, to znaczy, że ta osoba Ci się po prostu podoba, coś Cię do niej przyciąga, lubisz być blisko, dosłownie. Nie masz konkretnego licznika w głowie, który mówi, że to już to, że właśnie teraz miłość się zaczyna, po prostu… To taki stan, w którym nawet milczenie z jedną osobą sprawia Ci przyjemność, łapiesz się na tym, że zawieszasz na niej czy na nim spojrzenie, uśmiechasz oglądając co robi, chcesz sprawiać jej przyjemność, martwisz się, troszczysz, dbasz o bezpieczeństwo, opiekujesz, bronisz. Jeżeli jesteś w stanie za tą jedną istotę oddać własne życie, to już jest najwyższy stopień miłości. W sumie… zaczyna się różnie, zależy od jednostki, zwykle pojawia się flirt, zawstydzenie, zarumienione policzki, przyspieszone bicie serca w towarzystwie tej osoby, chęć zaimponowania, myślenie o tym co u niej, słanie specyficznych uśmiechów, spontaniczne pocałunki, a nawet droczenie się i jakieś niewinne prowokacje, o na przykład dziewczyny czasami udają, że im zimno, tylko po to, aby chłopak oddał jej swoją bluzę, potrafią nawet udać potknięcie, aby znaleźć się w ramionach swojego obiektu westchnień – zaśmiała się przy tym ostatnim i zaraz szturchnęła go w bok.
    - To co? Jak z tym Twoim całowaniem? – rzuciła zaczepnie i uśmiechnęła się do niego zadziornie.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  82. Starała się ukryć ten znaczący uśmieszek, już wiedziała, że doszło do wspomnianego pocałunku! Czyli jednak! Ha! Chciała aż krzyknąć „a nie mówiłam”, ale powstrzymała się, widząc, że to nie jest chyba dla niego najprostsza sprawa. Chyba dla nikogo nie była. Zaraz zmarszczyła brwi i spojrzała na niego dziwnie.
    - Bolało? Coś Ty jej zrobił? Pocałował czy ugryzł? – zapytała z przekąsem w głosie. – Ucieczkę jeszcze jestem w stanie zrozumieć, mogłeś ją zdziwić, zawstydzić i uciekła nie wiedząc jak się zachować. Jednak skoro wróciła i leżała Ci na ramieniu to najwyraźniej coś jest na rzeczy – uśmiechnęła się do niego szeroko. No proszę! Nawet Glen’a coś trafiło! Zaraz zacmokała ustami niezadowolona.
    - Glen, zbyt dosłownie bierzesz sobie to całe bronienie do głowy. Nie chodzi o bronienie fizyczne, owszem, ono jest mile widziane w obliczu zagrożenia, ale o wiele ważniejsze jest wsparcie psychiczne, to, że ona może na Cieie liczyć, zwierzyć Ci się na przykład albo poradzić – położyła dłoń na jego ramieniu. Nie spodziewała się, że będzie miała kiedykolwiek okazję zobaczyć go aż tak zawstydzonego. Uśmiechnęła się zadziornie i zaraz zamrugała szybciej oczyma.
    - Zaraz… czekaj… Na pieska? Mieszkacie razem? – zapytała nie łapiąc się na zmianę biegu rozmowy.
    - Kim ona jest? Ma imię? – zapytała zaintrygowana.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  83. Tai zabrała zwierzaka na spacer, dzięki temu nawet odrobinę się uspokoiła i kupiła dla ich nowego lokatora jedzenie, smycz, miski, legowisko i jakieś małe ringo do zabawy. Weszła do środka z tobołami i od razu postawiła siatki przy drzwiach.
    - Ale się cieszył, kupiłam kilka rzeczy dla niego. Przed laboratorium możemy podejść do weterynarza, tam trzeba będzie zaczopować malucha, zbadać i zaszczepić – poinformowała z uśmiechem i spojrzała zza ramienia chłopaka na szykowaną jajecznicę.
    - Aj! Glen! – skarciła go zaraz, gdy przeciął palec i skoczyła szybko do łazienki, po chwili znowu była obok, chwytając jego dłoń i wyciągając mu palec z buzi. Przyniosła plaster, jednak przed zaklejeniem rany przepłukała ją pod zimną wodą. – No normalnie jak z dzieckiem – spojrzała na niego wymownie, wydymając swoje usta i marszcząc lekko czoło. Po tym przetarła jego dłoń papierem i założyła mu plaster. – Ja pokroję – poinformowała odwracając się przodem do blatu. Zaraz jednak obejrzała się i złapała bruneta, przyciągając tak, aby był tuż za nią. – Ty mi powiesz jak – dodała z lekkim rumieńcem na twarzy i położyła jego dłoń na swojej ręce, zupełnie jakby miał ją pokierować. Widziała podobną scenę w filmie i coś ją tchnęło, żeby zobaczyć jak to jest w rzeczywistości.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  84. Taisja była zbyt roztrzepaną istotą by zwracać uwagę na filmową kontynuację podobnych scen. Po prostu zachciała, aby to właśnie w ten sposób pokazał jej jak trzeba kroić składniki więc doprowadziła do takiej właśnie sytuacji. Uśmiechnęła się szeroko, widząc, jak chłopak nie oponuje i pozwoliła, by prowadził jej rękę z wyraźną fascynacją w oczach. Zaśmiała się nawet dotykając mięsa.
    - Ale to śmieszne w dotyku! – zauważyła i obejrzała się na niego, chwile po tym jak on nachylił twarz nad jej ramieniem. Spoważniała mając twarz chłopaka tak blisko swojej i zaraz poczuła znowu to ciepłe uczucie w całym swoim ciele. Zaraz potrząsnęła głową i jednak wyswobodziła się z ich uścisku, stając ostatecznie przy boku Glen’a z rumianymi policzkami.
    - M-może ja lepiej nakryję do stołu – zaproponowała i uciekła wzrokiem gdzieś w bok, by po tym ruszyć do szafek i wyciągnął sztućce oraz talerze. Zacisnęła mocno swoje zęby, jeszcze chwila i znowu mogłoby dojść do tego durnego ataku bólu, nie chciała go znowu przeżywać i chociaż chciała to musiała ograniczyć kontakt z chłopakiem, urządzenie w jej szyi wyjątkowo nie lubiło bruneta. Bez słowa, z jakimś strapieniem na twarzy pomogła mu przygotować posiłek, a po tym usiadła, czekając aż nałoży porcje na talerze.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  85. Zajela sie praca porzadkujac dom, by zrobić troche miejsca dla chlopaka.
    Robiło sie późno. Zaczela robic skromna kolacje. Potem go zawolala.
    - Glen. Kolacja!! Nie zapomnij umyć rąk. - polecila - miske z woda masz na komodzie. - dodała lapiac sie na tym, ze mu matkuje. Starzeje sie juz chyba.
    A na stole lezal bochen chleba swiezo upieczony, warzywa, mięsiowo a na deser upiekła placek. No trzeba go bylo podkarmic bo wygladal jak worek kosci. Do popicia byla herbata.
    - to smacznego. Musisz miec sily. - powiedziała samej tylko pijac. Nie potrzebowała az tyle jedzenia, którego i tak kiepsko trawila. - po kolacji bedzie spanie. Wstaje wczesnie rano, wiec sie przygotuj.

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  86. Zerknęła na niego, gdy nakładał jedzenie i mimo wszystko, lekko, odwzajemniła jego uśmiech.
    - Smacznego – odpowiedziała i jadła w spokoju, od czasu do czasu, ukradkiem, zerkając na twarz bruneta. Z początku bawiła się chwilę jedzeniem, jednak gdy usłyszała pytania, wsunęła pierwszy kawałek jajecznicy do ust i uśmiechnęła się, zaznaczając w tej sposób, że jak zwykle, jej smakuje.
    - Gdzie chcesz, może spać przy Twoim łóżku albo w salonie. To Twój piesek, Ty zdecydujesz – zawiesiła na chłopaku spojrzenie, nadal z lekkim uśmiechem na ustach. Po tym westchnęła lekko. – Nie, nie będzie miał legitymacji. Wystarczy czip pod skórą, jeżeli się zgubi to odczytają dane właściciela i adres zamieszkania. Tylko oficjalnie ja będę jego właścicielką, Ty niestety nie możesz – wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia jajecznicy.
    - Nadal chcesz iść do laboratorium? – zapytała dla pewności. Ostatnio chłopak wydawał się podekscytowany taką możliwością, a teraz miała wrażenie, że głównie Reksio zajmuje jego głowę. Nie żeby źle się z tym czuła, ale jakoś zrobiło jej się smutno i po zjedzeniu połowy swojej porcji odsunęła talerz.
    - Jest… naprawdę bardzo pyszne, ale więcej nie dam rady – powiedziała cicho. Trapiły ją własne myśli, a raczej to, że nie może sobie na nie pozwolić i gubiła się w tym wszystkim coraz bardziej. Nawet teraz, w jej oczach, widać było właśnie zagubienie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  87. Z usmiechem machnęła ręka.
    - U mnie sie nic nie marnuje - odparla siadajac na drugim stolku. Popijala herbate patrzac ze spokojem na jego rozterki, ktore bylo widac na twarzy.
    - Zjesz ile zjesz a reszta bedzie na pozniej.
    Zasmiala sie.
    - troche przesadzilam, ale taka juz mam nature. - zaklopotala sie z lekka - ja? Jadlam w trakcie tworzenia, ale tobie to zaraz zoladek wyjdzie z glodu - zauwazyla slyszac jego burczenie. - wcinaj Glen. Bez obaw. Ja nie bije ani nie gryze - dodala. Jedynie troche mogla uszczknac sobie jego mlodzienczej energi. Czasem to czula sie jak pasozyt na ziemi.

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  88. - No prosze...
    Mruknela do siebie patrzac jak zajada w takim tempie jakby sie bal, ze ktos mu zje.
    - No nie krepuj sie. - zachecala glowa, by zjadl wiecej. No nie dal sie namowic skubany jeden. No ale coz.
    - Alez prosze. - odparla pogodnie - oj oj bedzie mi tu rozkazywac. No ale dobrze. Jutro rano. - dodała smiejac sie i wstajac od stolu. - Glen badz tak mily i posprzataj po posilku. Ja w tym czasie przyszykuje spanie. Troche nam tu bedzie ciasno, ale przezyjemy prawda? - puscila mu oko.

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  89. Chciał poznać jej środowisko? Zamrugała szybciej oczyma. To było całkiem zabawne, gdyż ona chciała poznać jego. Tyge miała już opanowane od deski do deski, to inne miasta bardziej ją intrygowały. Słysząc jego śmiech, sama uśmiechnęła się lekko. Ona również uchodziła za ciekawe jajco, a na domiar wszystkiego przypuszczała, że Glen będzie w stanie odpowiedzieć na większość nurtujących ją pytań. Ona zapewne przyda się mu do wyjaśniania jakiś zaawansowanych technologii. Słysząc o laboratorium pokręciła głową.
    - W laboratorium są tworzone, ale zakładają je w innym miejscu – odpowiedziała krótko i sama zerknęła na „ozdobę” bruneta. W głowie zaraz pojawiło się wiele pytań, chociażby o to jak żyją niewolnicy. Nie miała okazji się o tym dowiedzieć, a on zapewniał informacje z pierwszej ręki. Już nawet rozchyliła usta, by zadać pytanie, ale wtedy on zabrał głos. Zastygła z lekko rozchylonymi wargami. Słysząc o przyjaciołach zacisnęła wargi w wąską kreskę i zmarszczyła lekko czoło, patrząc gdzieś w bok.
    - Nie mam przyjaciół – stwierdziła, nie do końca rozumiejąc kto kwalifikuje się do tej grupy istot. Nie miała pojęcia kiedy ktoś staje się przyjacielem, a kiedy jest tylko znajomym czy kolegą. Potrząsnęła głową i zaraz spojrzała na Glen’a weselej. – Jednak całą resztę mogę Ci pokazać – dodała i wstała z miejsca. – Idę się w takim razie przyszykować, a Ty zjedź i możemy ruszać – posłała mu jeszcze jeden uśmiech i w podskokach ruszyła w stronę szafy. Teraz musiała nauczyć się z niej korzystać, bez kombinezonu nie mogła dowolnie zmieniać swoich kreacji. Z początku złapała zwykłe ubrania, ale po chwili obejrzała się na bruneta i przypomniała sobie słowa pewnej blondynki. Poczuła delikatne pieczenie na policzkach. Wróciła wzrokiem do szafy i zmieniła swój wybór na jakąś lekką, zwiewną sukienkę. Ruszyła do łazienki, by wyjść z niej po piętnastu minutach, ubrana w swoją dziewczęcą kreację, z długim warkoczem po boku głowy. Uśmiechnęła się do chłopaka.
    - Gotowy? – zapytała.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  90. Dziewczyna nadal bacznie go obserwowała, a ten specyficzny uśmieszek nie znikał z jej twarzy.
    - Wierzę – odpowiedziała krótko z głupią miną. Ależ on zmieniał temat! Zaśmiała się lekko i pokręciła głową, by zaraz po tym zmierzwić włosy chłopaka.
    - Wpadłeś jak śliwka w kompot – zauważyła, zanim ten pochwalił się swoim bohaterskim czynem. Zaraz zmarszczyła czoło, słysząc o pobiciu i nieprzyjemnym wzrokiem zlustrowała jego żebra. Już chciała mówić, ze trzeba było po nią dzwonić, ale powstrzymała się, wiedząc, że Glen i tak czuje się już dostatecznie słaby.
    - Jak byś pozwolił się trenować to sprałbyś nie jednego nadprzyrodzonego. Do wymiany ciosów nie potrzeba super zdolności. Nawet nie zdajesz sobie sprawy co potrafią zwykli ludzie. Tylko sprawiają wrażenie kruchych i słabych, ale zarówno umysłowo i fizycznie mają sporo perełek na swoim koncie – przytaknęła sobie sama głową i zaraz pogroziła mu palcem.
    - Tylko sobie nie myśl, że zapomniałam o tym Twoim pocałunku, ale już nie będę Cię z nim męczyć. Co ma być to będzie – stwierdziła i energicznie wstała, proponując Glen’owi swoją dłoń przy wstawaniu i posyłając mu ciepły uśmiech.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  91. Zaskoczona jego pytaniami, szczególnie pierwszym, dotyczącym jego osoby, patrzyła na niego przed dłuższą chwilę. Zaraz uśmiechnęła się delikatnie.
    - Ja… źle zrozumiałam… - przyznała trochę zawstydzona. – Po prostu w laboratorium nie mam i… - tu machnęła ręką i przerywając temat ruszyła do łazienki. Nie chciała się przyznawać, że właściwie nie wie do czego przykleić termin „przyjaciel”.
    Gdy już z niej wyszła i zobaczyła reakcję bruneta, jej policzki znowu się lekko zaczerwieniły. Naprawdę wyglądała super? Uśmiechnęła się szeroko, jednak zaraz zmarszczyła czoło i wydęła usta oburzona.
    - O jacie… Co Wy macie z tym kochankiem? Meliodas też ciągle o nim mówi! – pokręciła głową i pewnie złapała dłoń Glen’a. – Ja nawet nie wiem kto to kochanek, ani przyjaciel, nie wiem… co to znaczy. Meliodas mówił mi tylko co to gra wstępna – wzruszyła ramionami i pociągnęła chłopaka w stronę wyjścia. Dopiero tam puściła go i kucnęła aby założyć nową obrożę na szyję Reksia i doczepić do niej smycz. Podała ją Glenowi i uśmiechnęła się lekko.
    - Sukienka jest dla… Dla Ciebie – wypaliła, czując jakąś taką wewnętrzną potrzebę poinformowania go. Zaraz jednak pokręciła głową, czując znajome ukłucie w szyi i automatycznie syknęła, przykładając dłoń do karku. – Znaczy… pomyślałam, że ładnie będzie pokazać się w niej tam, bo… jakby… No wiesz, rodzice moi tam mogą być… - zaczęła wymyślać, byleby zejść myślami na jakiś bezpieczniejszy temat.
    - Och… chodźmy już lepiej… - zmarszczyła lekko czoło i szybko opuściła mieszkanie, po czym ruszyła przy boku chłopaka w stronę weterynarza. Nagle znowu wydała się jakaś smutniejsza.
    - Najpierw zaprowadzimy Reksia, tam się nim zajmą, my zwiedzimy laboratorium i po wycieczce odbierzemy naszego malucha – zerknęła na bruneta, a kącik jej ust uniósł się lekko.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  92. W prawdzie Tai wiedziała o co chodzi w tej całej grze tylko w teorii, w praktyce nie było jej dane zdobyć doświadczenia w tych sprawach, ale utrzymała Glen’a za pierwszym i za drugim razem, gdy prawie zgubił żeby na podłodze. Nie wiedziała co odpowiedzieć na jego pytanie i po prostu zastygła w bezruchu zapowietrzona. No właśnie… Jak to dla niego? Sama nie do końca to rozumiała. Już miała coś odpowiedzieć, ale wtedy on podziękował i cmoknął ją w usta, znowu. Rosjanka stała nadal cała sztywna i nawet zamknęła oczy, aby mimo wszystko zepchnąć to dziwne, narastające w niej uczucie ciepła, na dalszy plan, po tym opuszczając bezceremonialnie mieszkanie. Nawet nie mogła odwzajemnić tego całego buziaka, a chciała spróbować.
    - Dziękuję – odpowiedziała jedynie cicho na komplement.
    W drodze do weterynarza była milcząca, od czasu do czasu zerkała na bruneta. W końcu jednak spojrzała na jego obrożę i… Coś do niej dotarło. Miała nagle wrażenie, że są bardzo podobni, ich sytuacja. Zacisnęła usta w wąską kreskę. Jako nadprzyrodzona, bogata istota mogła porównać się do niewolnika… Jej świadomość coraz bardziej dawała o sobie znać, a urządzeniu w szyi zdecydowanie to nie pasowało. Poczuła silny ból i syknęła głośno, kucając nagle na środku chodnika i zaciskając palce. Zaraz jednak obok niej znalazł się Reksio, liznął w nogę i zaskoczył tym dziewczynę, przez co myśli poszły w zupełnie inną stronę, a ból po prostu zniknął. Tai spojrzała na psiaka, wystawiał jęzor i merdał ogonem. Uśmiechnęła się do niego i pogładziła po łebku, po czym spojrzała na Glen’a, nadal kucając.
    - Glen… - z jego oczu przeniosła wzrok na obrożę bruneta. – Gdybyś mógł wybrać, zaryzykować własnym życiem aby móc być wolnym lub żyć bezpiecznie tak jak dotychczas – tu wróciła spojrzeniem do jego źrenic – to co byś wybrał? – zapytała z wyraźną trwogą na twarzy.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  93. Spojrzała na niego smutno. Znowu sprawiła mu przykrość? To nie było fajne uczucie. Odruchowo wyciągnęła dłoń w jego stronę i pogłaskała policzek bruneta, sama zaraz będąc zaskoczona swoim gestem i szybko zabierając dłoń.
    - Rozumiem, przepraszam… Chodziło o… - „mnie” pchało się na usta, ale zamiast tego po prostu westchnęła. Nie chciała zagłębiać się w temacie. – Taka tam ciekawość – wypaliła nagle i uśmiechnęła się szerzej, by po tym wstać i pociągnąć Glen’a do góry. – Chodź, bo nigdy tam nie dojdziemy – zaśmiała się lekko. – Wszystko Ci pokażę! Wszystko co tylko będę mogła! Zobaczysz nowe rośliny jakie tworzą i urządzenia, nawet samochody i instrumenty! Tak, instrumenty też są! – wypaliła entuzjastycznie i odskoczyła w bok, by zakręcić się dookoła własnej osi, zaraz znowu doskoczyła do bruneta i zaśmiała się radośnie. – Będziesz nawet mógł spróbować zagrać i, i, i… I poproszę Ash, może wpuści nas do swojego gabinetu! – zaklaskała w dłonie i zaraz oplotła jedną z rąk chłopaka swoimi obiema, przytulając się do niej. – Zobaczysz! Będzie super! – zapewniła i energicznie ruszyła w stronę wejścia do weterynarza, oczywiście ciągnąc Glen’a za sobą. Już zaraz znaleźli się w środku i przekazywali Reksia obsłudze. Tai jeszcze poprosiła o wyjaśnienie co dokładnie będzie pieskowi robione. Pracownik po kolei objaśnił jak wygląda czipowanie, używając do tego projekcji, która dokładnie pokazywała co się odbędzie. Gabinet był przeszklony, tak, aby właściciele mogli ewentualnie oglądać czy ich pupilom nic nie grozi i jak wygląda zabieg.
    - Piesek będzie chwilowo uśpiony, więc mogą państwo odebrać go za pięć godzin, dopiero wtedy zacznie się wybudzać – dodał mężczyzna, wypełniając książeczkę psiaka. Rosjanka pokiwała głową i już zaraz mogli opuszczać budynek.
    - Nie martw się, jest dzielny i nic mu się nie stanie, teraz już oficjalnie będzie nasz! – zagadała do Glen’a, nie oszczędzając uśmiechu.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  94. Taisja zerknęła na ich splecione palce i posłała kolejny szeroki uśmiech słysząc o rodzince.
    - Tak! Dokładnie! – wypaliła entuzjastycznie. Musiała przestać słyszeć jakiekolwiek podteksty w jego wypowiedzi czy widzieć coś więcej w jego gestach, inaczej urządzenie w szyi nie da jej spokoju. Przytaknęła mu głową i prowadziła go w stronę laboratorium, wmawiając sobie samej, że to całe trzymanie za rękę i bliskość bruneta, że to nic wielkiego. Przecież ona nie raz w podobny sposób wędrowała z nowo poznanymi istotami.
    - Byłeś kiedyś w Girie…? – zaczęła i już zaraz opowiadała mu jak dziwne jest to miasto i jego mieszkańcy. Dla odmiany nie obrażała tego miejsca, ani stworzeń tam żyjących. Głównie opowiadała o własnych przygodach jakie tam miała. – Nawet uratowałam tam Meliodas’a i jego wilkołaka, takiego Adrien’a, strasznie dziwny – stwierdziła z lekkim grymasem na twarzy. Zaraz jednak zerknęła na Glen’a. W prawdzie Tai pocałowała wilka tylko w ramach odwrócenia uwagi, Glen natomiast musnął jej usta z nie wiadomych jej powodów, ale namieszał tym trochę w głowie Rosjanki i Tai zaczęła podejrzewać, ze i ona mogła swoim czynem poprzestawiać kilka klepek w głowie Adrien’a. Westchnęła ciężko i zaraz wolną ręką zmierzwiła włosy bruneta, po czym zatrzymała się przed wielką bramą.
    - Tadam! Jesteśmy na miejscu – oznajmiła wesoło i nie puszczając jego ręki zbliżyła się do strażnika.
    - Młoda Lebiediewa! No jak miło! Co nas tak rzadko odwiedzasz? Nudno tu bez Twoich harców! – mężczyzna zaśmiał się i zaraz nieco zmarszczył czoło, patrząc na dłoń dziewczyny złączoną z niewolnikiem. – Nowy? – zerknął na Tai i posłał jej porozumiewawcze spojrzenie. Ta naburmuszyła twarz i pokręciła głową.
    - Nie! To mój… - tu przycięła się i sama spojrzała na Glen’a, zaraz jednak uśmiechnęła się szeroko. – Mój przyjaciel! – oznajmiła z szerokim uśmiechem, a strażnik uniósł jedną brew ku górze, nie ukrywając zaskoczenia. – Mam co robić Roger, może zacznę was częściej odwiedzać, ale teraz nas wpuść, idziemy zwiedzać – przytaknęła sobie sama głową. Mężczyzna westchnął ciężko i pokręcił głową.
    - No dobra, tylko go pilnuj, tego swojego… przyjaciela – spojrzał wymownie na bruneta i wpuścił parkę do środka. Taisja zaśmiała się.
    - Nie muszę, Ty to zrobisz wystarczająco dobrze – odpowiedziała, wytykając strażnikowi język i zaraz podniosła się lekko na palcach, co by sięgnąć ucha Glen’a. – Będziesz pod stałą obserwacją, założę się, że zaraz da komunikat i wszystkie kamery będą skierowane na Ciebie – szepnęła do niego i nie przejmując się tym, prowadziła go dalej, do drzwi wejściowych. – Będziesz sławny – zachichotała jeszcze, uśmiechając się szeroko.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  95. Taisja zasmiała się lekko słysząc pytanie.
    - Nie bardzo, jak byłam mała to co chwilę chodził mi za plecami. Akurat jak go potrzebowałam to go przy mnie nie było i ma to sobie za złe, dlatego jest taki miły. Trochę się obwinia za mój wypadek i teraz panicznie wszystko obserwuje – wzruszyła ramionami i kiedy ten pokazywał znak „victory” ona przysunęła się do niego i lekko go objęła, pokazując język do kamery. Po tym raz jeszcze zachichotała.
    - Przy mnie i tutaj będziesz musiał jakoś znieść te światła, praktycznie wszyscy mnie tu znają – stwierdziła, ale nie musiała tego mówić, gdyż co chwilę jakiś pracownik witał ją, czy to uśmiechem, czy z grymasem na twarzy. – Zawsze to nieco broiłam, jedni uważali to za urozmaicanie czasu, inni za przeszkadzanie – wyjaśniła z uśmiechem, odpowiadając na powitania innych i idąc dalej. Zaraz pojawili się przy okienku, gdzie starsza kobieta podała dziewczynie listę, na której ta złożyła podpis i podała ją Glen’owi.
    - Mogę prosić o autograf? – zapytała z przekąsem w głosie. – Co chcesz zobaczyć najbardziej? – zapytała, gdyż zaraz stali przed wielkim łukiem, tu rozpoczynały się wycieczki i korytarze były mocno rozwidlone. – Tu mamy wystawy, wiesz, coś w stylu muzeum, tutaj możemy zobaczyć pracę laborantów, tam są sale testowe, na prawo pokoje mieszkalne, a na lewo wynik prac najlepszych pracowników – wyjaśniła i ujęła jego dłoń obiema swoimi, czekając jakby zniecierpliwiona na odpowiedź. Nigdy nie miała okazji oprowadzać kogoś po tym miejscu i była tym mocno podekscytowana.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  96. Przy Glenie naprawdę ciężko było jej pilnować własnych myśli. Co chwilę robił lub mówił coś, co wywoływało to przyjemne uczucie ciepła. Spojrzała na uśmiech chłopaka i odwzajemniła go, by po chwili musnąć ustami jego polik.
    - Będę – zapewniła go i zaraz pociągnęła w stronę części mieszkalnej. – Chodź, chodź! – szybko wrócił jej entuzjazm i już zaraz zaczęła mu opowiadać o swoim dzieciństwie. O tym jak wspinała się po widocznych rusztowaniach przy ścianie, jak straszyła pracowników zwisając z sufitu, jak chowała się po kątach czy zaglądała tam gdzie nie trzeba. Czasem wspominała o rodzicach czy jakimś ich znajomym, ale z tego co mówiła wynikało, że dzieciństwo spędziła dość samotnie. Pokazała chłopakowi swój dawny pokój, swoje łóżko i na nim właśnie przysiadła. Miejsce to było jeszcze mniej przytulne niż teraźniejsze mieszkanie dziewczyny.
    - Tam śpią rodzice, tutaj byłam ja, nie miała swojego pokoju, nie było miejsca na takie luksusy – wyjaśniła i poklepała miejsce obok siebie, zachęcając Glen’a aby usiadł. – W sumie i tak często spałam w ich łóżku, jest większe, a oni mało kiedy docierali tu na noc. Mają sporo pracy, nie raz zanosiłam im koce i przykrywałam ich, bo zasnęli przy własnych biurkach – uśmiechnęła się lekko i spojrzała w sufit. Nawet zaczęło ją ciekawić jak by to było, gdyby rodzice byli kimś innym. Wrócił wzrokiem do bruneta.
    - W sumie to jak patrzę na to co się dzieje poza Tyge… Miałam nudne dzieciństwo – stwierdziła i zaśmiała się lekko. – A po wypadku to już go nie było. Uczyłam się mówić, chodzić, siadać, jeść, przyzwyczajałam się do nowych oczu, a jak już to opanowałam to przyszły treningi z Garrusem, walka, strzelanie, obrona – wzruszyła ramionami. – Trochę jak maszyna bojowa – znowu się zaśmiała i klapła plecami na łóżko, rozkładając ręce na boki.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  97. Zerknęła na niego i uśmiechnęła się szeroko.
    - Oj mieli – zachichotała, jednak zaraz spoważniała i zamrugała szybciej oczyma. Żywe srebro? Nie do końca rozumiała co ma na myśli, ale odwzajemniła jego uśmiech i podniosła się, słysząc, że i on chce o sobie opowiedzieć. Oparła się na łokciach i obserwowała jego twarz. Słuchała uważnie. Na wzmiankę o pianinie i gitarze uśmiechnęła się kącikiem ust. Tak, to akurat jej nie dziwiło, Glen i robienie komuś na przekór, mimo wszystko, bardzo do niego pasowało. Dopiero na wzmiankę o robieniu krzywdy dziewczyna zmarszczyła czoło, wróciła do siadu, podwijając nogi. Nie spodobał jej się ten cały wampir. Naburmuszenie zniknęło z twarzy, gdy Glen poruszył temat samotności i maszyny. Spojrzała na chwilę na swoje dłonie.
    - No nie wiem… -szepnęła. – Robię krzywdę innym bardzo często i… czasami, bardzo często mi się to podoba – przyznała, unosząc na niego niepewne spojrzenie. Zaraz drzwi jej pokoju otworzyły się gwałtownie i pojawiła się w nich zielonowłosa kobieta.
    - Tai! – rzuciła i zaraz spojrzała na nieznajomego i zmarszczyła lekko czoło. – A co tu się dzieje? – zapytała nie bardzo rozumiejąc. Rosjanka potrząsnęła głową i uśmiechnęła się do kobiety.
    - Hej Ash, to Glen, mój przyjaciel, oprowadzam go po laboratorium – uśmiechnęła się.
    - Po laboratorium? A nie po sypialni? Wystroiłaś się jak paw, dawno Cię takiej nie widziałam… - rzuciła trochę oskarżycielskim tonem, jakby sugerowała im jakąś schadzkę. Tai jednak nie do końca zrozumiała sugestię i spojrzała dziwnie na znajomą. Wydęła usta.
    - Nie wiem do czego pijesz, Glenowi się sukienka podoba – zauważyła. Ash spojrzała na bruneta trochę nieprzyjemnie.
    - Mam nadzieję, że bez sukienki Cię nie ogląda – rzuciła bezceremonialnie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  98. Taisja zaśmiała się słysząc o pokazywaniu się bez sukienki. Ash zawsze taka była, nawet matka dziewczyny nie była tak zaborcza jak ta kobieta. Nie chodziło o jakieś uczucie, po prostu nie mogła mieć dzieci i Rosjankę od zawsze traktowała jak własną córkę. Dziewczyna już chciała coś odpowiedzieć, ale pałeczkę przejął Glen i zaskoczył ją samą wypowiedzią, przez co przeniosła zaskoczony wzrok właśnie na niego. Policzki zielonowłosej zaraz spłonęły gniewnym rumieńcem. Co za bezczelny gnojek! Tai naprawdę nie wiedziała co się teraz dzieje, zaraz została przyciągnięta przez Glena i poczuła jego usta na swoich, zdecydowanie mocniej niż ostatnio. Z początku otworzyła oczy z zdziwienia, ale zaraz przymknęła je i oddał się czułości. Ash ruszyła w ich stronę, jednak była dość niska i Tai szybko wyciągnęła rękę, mimowolnie układając dłoń na całej powierzchni twarzy kobiety, zatrzymując ją tym samym i przedłużając lekko pocałunek.
    - Tai do cholery! – usłyszała zirytowany skrzek kobiety i oderwała się od ust bruneta, by spojrzeć na niego nieco maślanym wzrokiem. Zaraz jednak Ash złapała ją za nadgarstek i gwałtownym ruchem szarpnęła, wyciągając z pokoju.
    - Ty tu sobie poczekasz! – rzuciła jeszcze zamykając za nimi drzwi i zostawiając w niej samego Glen’a. Tai zaciągnęła do swojego gabinetu.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  99. Tai zaciągana do innego pokoju nadal była w lekkim letargu po tym co zaszło, dopiero po chwili urządzenia dało o sobie znać i czując mocne „poruszenie” w nieodpowiednich częściach mózgu wywołało bardzo silne uczucie bólu. Rosjanka ledwo trafił do gabinetu, a zaraz legła na ziemię i krzyknęła głośno, zwijając się z bólu.
    - Tai? Tai?! Co się dzieje?! Co on Ci zrobił?! – warknęła agresywnie kobieta i chciała wyjść, aby cofnąć się po chłopaka i mu po prostu wpieprzyć.
    - Zostaw! To nie on! – krzyknęła ruda i złapała się za kark, powstrzymując płacz.
    - Czy Ty jesteś nienormalna! To niewolnik! Wykorzystuje Cię, a Ty mu na to pozwalasz! Mów co się dzieje! – kucnęła przy dziewczynie i chciała ją dotknąć, jednak ta wściekła podniosła się lekko i pchnęła zielonowłosą.
    - To nie on mnie wykorzystuje! – krzyknęła, tym razem nie powstrzymując łez. Ash spojrzała zaskoczona na dziewczynę, która znów zgięła się pod wpływem bólu.
    - To… To jest to urządzenie? – zapytała, przypominając sobie ostatnią wizytę młodej Lebiediew. Ruda tylko kiwnęła głową i podciągnęła nosem. Nie mogła za dużo mówiąc, leżała skulona, zaciskała zęby, dłonie, palce… - Tai, nie rozumiesz, nie możesz mu tak pozwalać, nie może Ci się podobać – kobieta kręciła głową.
    - Bo jest człowiekiem?! – zapytała z agresją w głosie Rosjanka i uniosła na kobietę wściekłe, zapłakane spojrzenie.
    - On udaje miłego, po prostu udaje żebyś go dobrze traktowała. Nawet by na Ciebie nie zwrócił uwagi jakbyście się minęli na ulicy – powiedziała pewnym tonem, ale Tai jedynie odłożyła głowę na ziemię i ją pokręciła. – Słońce, świat jest podły… - chciała kontynuować, ale młoda jej przerwała.
    - Naprawdę?! Mam głupi czip w karku i nie mogę nawet pomyśleć o nim czegoś miłego, nie mogę mieć przyjaciół, nic nie mogę, nic czego chce! Tylko to co oni chcą, tylko robienie krzywdy innym, tylko wykonywanie poleceń, tylko to! – warknęła. – Nie mów mi o podłym świecie! Nie mów jaki jest Glen, jaki jest Melio, jaka Rissa! Nie wiesz jacy są, a ja wiem, wiem, a nie może mi nawet na nich zależeć! – dodała i poczuła kolejny konkretny atak. Znowu z krzykiem zwijała się po podłodze, a Ash po prostu nie wiedziała co robić.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  100. Całą negatywną atmosferę przerwał głośny huk i niespodziewany gość przy jednej ze ścian. Tai aż się zapowietrzyła na widok bruneta i szybko starła łzy z policzków. Jak on…? No tak, przecież sama mu opowiadała o tym sposobie. Zdziwienie Rosjanki było niczym w porównaniu z zdziwieniem Ash. Ta aż wstała z wrażenia i wytrzeszczyła oczy, otwierając szeroko usta. Znała wielu niewolników, ale ten zdecydowanie wyróżniał się na ich tle.
    - Glen… - szepnęła Tai i zaraz wtuliła się w jego ramiona, ciężko dysząc. Kiwała głową, starając się wykonywać to co podpowiadał, ale kiepsko jej szło. Dopiero po dłuższej chwili ból zaczął odpuszczać, a ona skupiła się na oddechu i w końcu dała radę go uspokoić. – Glen – powtórzyła cicho i podciągnęła nosem wlepiając twarz w jego tors i przymykając oczy. Te ataki były naprawdę męczące. Ash stała i obserwowała dwójkę, zaciskając usta w wąską kreskę. Musiała przyznać, on chociaż wiedział jak się zachować w tej całej sytuacji.
    - Jest przydatny Tai, ale to nadal niewolnik, Twoi rodzice… - znowu chciała zacząć pouczanie, ale Tai podniosła na nią gniewne spojrzenie.
    - Moi rodzice nie są tak ograniczeni – powiedziała, znowu z agresją w głosie i podniosła się, korzystając z ciała bruneta jako podpory. Chwyciła jeszcze jego rękę. – Chodź Glen – starła ostatnie łzy z policzków nie spuszczając wściekłego wzroku z kobiety. – Idziemy zwiedzać laboratorium, a potem to może nawet zdejmiemy tą moją sukienkę – rzuciła, celowo, aby podrażnić laborantkę. Udało jej się, bo ta zaraz zmarszczyła czoło, jednak Tai olała to i ruszyła z chłopakiem w stronę wyjścia, lekko chwiejąc się na nogach.
    - Wszyscy chcą mi mówić jak mam żyć… - mruknęła do wyjściu pod nosem, bardziej do siebie, ale Glen bez problemu to usłyszał.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  101. - Nie chcę, mieliśmy zwiedzać laboratorium, nie popsuję tych planów przez ten głupi czip – odpowiedziała zmęczonym, nieco naburmuszonym głosem. Cieszyła się, że był obok, nawet pomoc w postaci przytrzymania była miła, a słowa o własnym wyborze sprawiły, że nawet lekko się uśmiechnęła. Owszem wybierze, tylko musi jeszcze ten swój wybór przeżyć. To już wolała zostawić dla siebie. Również milczała, starać się nie myśleć za wiele, jej głowę zajmowała teraz chęć pożywienia się czyjąś energią, czyli chęć skrzywdzenia, a to urządzeniu jak najbardziej odpowiadało. Zatrzymała się gdy chłopak zaszedł jej drogę i spojrzała na niego zaskoczona. Zaśmiała się lekko widząc jak napina mięśnie. Akurat wychodzili na skrzyżowanie wszystkich korytarzy, tu było nieco więcej istot i Tai, bez chwili zawahania złapała nagle kogoś za nadgarstek, a zaskoczona istota spojrzała na nią, zaraz czując wyraźne osłabienie. Rosjanka natomiast nabrała wigoru i lekceważąc mężczyznę, który musiał aż oprzeć się o ścianę po kradzieży energii, przytaknęła głową brunetowi.
    - Pewnie! – ruszyła zaraz w stronę nogi rusztowania. – Bierz tą drugą nogę i rób to co ja! – poleciła wesoło i zaczęła się wspinać nieco wyżej. – Wiesz, jak nie chcesz się uczyć walki to chociaż możemy razem poćwiczyć, żebyś miał więcej siły – zaproponowała. – Nie musisz jej używać źle, ona przyda się też do dobrych rzeczy – zauważyła, ta, która przed chwilą okradła kogoś z energii.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  102. Tai zaśmiała się cicho widząc jego wspinaczkę. Sama zdążyła uwiesić się na jeden z rur brzuchem. Z prawdzie dyndanie w kiecce powinno być trochę krępujące dla dziewczyny, ale ona nie bardzo znała to pojęcie.
    - Mordować to mogę każdego, Ty mi się przydasz to innych celów – rzuciła do niego zaczepnie i uśmiechnęła się szeroko, machając nogami i czekając aż do niej w końcu dotrze. – Początki zawsze są ciężkie, ale opłaci się, zobaczysz. Zaczniemy spokojnie i z czasem się rozkręcimy – postanowiła. To już nie brzmiało jak propozycja, raczej obietnica. Znowu się lekko zaśmiała.
    - Tak, zdecydowanie musimy nad Tobą popracować. Musisz mieć siłę żeby mnie zanieść gdzieś dalej jak Ci zemdleję – wytknęła mu język. Zachichotała kiedy do niej dotarł i musnęła go w policzek, w ramach nagrody.
    - No i teraz układasz ręce tak… - zaczęła tłumaczyć i jednocześnie pokazywać. Nie minęła minuta i zaraz obkręciła się dookoła rury, robiąc na niej fikołka. Po tym złapała swoją sukienką, znowu widząc na brzuchu i związała ją w kroku. Przecież nie będzie świeciła majtkami po oczach bruneta. Uśmiechnęła się do niego zadziornie i powyginała nieco ciało, aby zawisnąć do góry nogami na tej samej rurze. Znowu się zaśmiała, gdy materiał sukienki odsłonił jej całe nogi, zatrzymując się na jej kroku.
    - No i tak na przykład kradłam im czapki w głów, te takie śmieszne berety co lekarze noszą, o czepki! – uśmiechnęła się szeroko.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  103. - Wymówki – pokręciła głową. – Przecież nie chodzi o bicie. Jesteś niewolnikiem, ale posiadasz własnego pana czy panią, to im masz być posłuszny, a nie wszystkim nadprzyrodzonym. Jeżeli Twoja właścicielka będzie w niebezpieczeństwie to powinieneś ją bronić. Prawda? Nawet za cenę własnego życia. Tak mówią zasady, a zasady mój drogi można wykorzystać na wszelkie sposoby – tu uśmiechnęła się do niego tajemniczo. To całe bronienie się bruneta przed treningiem i wyjaśnienia nie trafiały do niej, bardziej skupiła się nawet na tych jego wykrętach niż na tym, że zdradził imię, o które wcześniej pytała. – Skoro tak się bronisz tym niewolnictwem, to przypomnę Ci, że powinieneś wykonywać polecenia swojej damy, a ona najwyraźniej też sobie życzy Twojego treningu – poruszyła zabawnie brwiami i pogroziła mu palcem. – Tak łatwo się nie wykręcisz, nie tylko Ty masz gadane – uniosła kącik ust i zaśmiała się lekko.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  104. Zmarszczyla brwi a potem je wygladzila.
    - coz jak bede zajeta to pewnie i sie tym zajmiesz. Jednak tylko w natloku obowiazkow. - odpowiedziala na chwile przerywajac zajecie. - zreszta przyzwyczailam sie do "samodzielnego" zycia i niewolnikow nie posiadalam ani posiadac nie zamierzam - wrocila do lezanki az w koncu skonczyla scielic .
    - i gotowe. - stwierdzila zadowolona. - Niewolnik czy nie, tez czlowiek. Tez ma odczucia, mysli, czuje zmeczenie i tym podobne. Jestes tu moim uczniem a nie niewolnikiem. - przypomniala mu - a teraz chodzmy spac. Czeka nas duzo pracy i wiesz mi - jutro pierwsze co pomyslisz pod wieczor, to "kiedy ona w koncu przestanie mi biadolic i da mi spac" - zasmiala sie.

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  105. Zaśmiała się głośno i już otwierała usta, gdy poczuła na nich palec i zastygła w bezruchu. Znowu się zaśmiała i przytaknęła mu głową.
    - Oj przestań, musisz się tylko dobrze rozbujać – uśmiechnęła się zadziornie i zaraz wskoczyła na tą samą rurę co on, usiadła na niej okrakiem, twarzą do Glen’a. Uśmiechnęła się szeroko i pokręciła głową.
    - Pisałam na nich, lubiłam pisać, jakieś rymowanki albo takie tak króciutkie piosenki – wzruszyła ramionami. – No, czasem coś im głupiego narysowałam na tym berecie i oddawałam. Oni tutaj wszyscy są tacy śmieszni. Tak zapracowani, że nawet nie widzieli zmian na czepku – raz jeszcze się zaśmiała, po czym przysunęła do chłopaka.
    - To chociaż zawiśnij do góry nogami, pomogę Ci! – ułożyła dłonie na jego udach i oparła na nich swój ciężar ciała. – Po prostu pochyl się w tył, jakbyś chciał paść na łóżko plecami, ja Ci pomogę zahaczyć nogi – nadal posyłała mu szeroki uśmiech.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  106. - No trzymam! – wydęła usta oburzona, w prawdzie zjechał nieco z rury, ale nadal na niej wisiał. Westchnęła głośno i zaraz zmieniła pozycję. Przeniosła tyłek nad łydki Glen’a, zahaczając o rurę nogami, przy zewnętrznej stronie ud bruneta. Dla bezpieczeństwa pochyliła się jeszcze lekko w przód i ułożyła dłonie na rurze. Gdyby Glen zaczął się zsuwać, wystarczyło usiąść i już byłby bezpieczny.
    - Teraz to możesz nawet się huśtać na prawo i lewo! – rzuciła zadowolona z wymyślonego przez siebie zabezpieczenia. Słysząc pytanie pokręciła głową.
    - Teraz nie piszę, do tego trzeba znać emocje i wiedzieć co się czuje, a ja… przez ten głupi czip nie wiem – stwierdziła lekko wydymając usta i wychyliła się jeszcze odrobinę mocniej w przód, aby lepiej widzieć twarz przyjaciela.
    - Jak chcesz wrócić do siadu to po prostu postaraj się zrobić brzuszek, ja Ci pomogę, jakbyś nie dał rady – uśmiechnęła się do niego zadziornie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  107. Taisja aż z niedowierzaniem spojrzała na chłopaka. Serio było z nim aż tak źle? Pokręciła głową i zacmokała, grożąc mu palcem.
    - Wycisnę z Ciebie siódme poty na tym naszym treningu całuśniku Ty jeden! – wydęła wargi w ramach oburzenia i zaraz wypięła się mocniej, łapiąc jednocześnie szlufki spodni chłopaka i wykorzystując kształt rury, na jakiej się znaleźli, własnym ciężarem ciała zaczęła wciągać bruneta, tak, aby mógł usiąść. Teraz ona wisiała do góry nogami, a on mógł odzyskać trzeźwość umysłu. Tai jednak nadal miała jego łydki między swoimi nogami, co raczej nie należało do najwygodniejszych.
    - Nie ruszaj się teraz bo ja zlecę – zachichotała, rozbawiona tymi powietrznymi wygibasami. Puściła jego spodnie, aby nie ściągnąć go za bardzo w swoją stronę. Groziło to ich wspólnym upadkiem. Na szczęście dziewczynie brzuszki obce nie były i już zaraz, zamiast zwisać w dół, wyprostowała się i zapowietrzyła na chwilę, gdy jej twarz znalazła się tuż przy twarzy bruneta. Jakby tego było mało siedziała na nim okrakiem.
    - T- to… To chyba czas ruszać dalej – zaczęła wyraźnie zawstydzona.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  108. Wklejona w chłopaka milczała dłuższą chwilę, chcąc uspokoić oddech i zająć myśli czymś innym. To raczej nie było łatwe biorąc pod uwagę ich sytuację. Mimo wszystko nie wytrzymała i zaśmiała się widząc jego przerażenie.
    - Miałam nauczyć Cię huśtać się na tych rurach – przypomniała mu, oddychając już spokojniej i zaraz po prostu lekko się w niego wtuliła i pogłaskała po głowie.
    - Glen, spokojnie. Puść mnie, bo inaczej zostaniemy tu do wieczora. Zejdę z Ciebie i sprowadzę Cię na dół – odkleiła się od bruneta i uśmiechnęła do niego szeroko. – Połóż spokojnie dłonie na tej rurze, obok moich nóg, powoli – poleciła mu cicho i przytaknęła sobie sama głową. Kiedy to zrobił ona energicznie ujęła jego dłonie i odchyliła się w tył szybko, przez co po prostu brunet ześlizgnął się w dół i przekręcony przez uchwyt Tai zawisł jakieś trzydzieści centymetrów nad ziemią. Ona trzymała jego dłonie i sama nadal zahaczała nogami rurę. Uśmiechnęła się do Glen’a.
    - Widzisz, żyjesz – zachichotała i puściła go, by opadł na podłogę. Ona sama zeszła na dół równie sprawnie co weszła na górę i zaraz pojawiła się przy chłopaku. – Przynajmniej nie będziesz mógł powiedzieć, że było nudno – uśmiechnęła się do niego szeroko.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  109. Akela zaśmiała się widząc jego oburzenie na twarzy i zaraz objęła go, tak po prostu.
    - Glen, jesteś po prostu nie zastąpiony – przyznała i raz jeszcze zaniosła się śmiechem. Tego chłopaka nie zamieniłaby na żadnego innego przyjaciela. Słysząc o akrobacjach na rurach zamrugała szybciej oczyma. – Co? – zapytała z śmiechem na ustach. – Chcesz mi powiedzieć, że za jakiś czas będę oglądać Cię w lateksowych slipach, jak wijesz się dookoła rury? – znowu się roześmiała, tylko tak skojarzyły jej się wspomniane przez niego akrobacje na rurze. – Chyba musze poznać tą Twoją pannę, może zdradzi mi kilka tajników pole dane’u – poruszyła zabawnie brwiami. W sumie, była tancerką, ale nigdy nie próbowała tańca na rurze, a prezentował się ciekawie.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  110. [Widzę, że Aki już z Tai się myli, hehe. xDD]

    Taisja w odpowiedzi uśmiechnęła się szeroko i ujęła dłoń chłopaka. Tym razem ona splotła ich palce i w podskokach ruszyła wzdłuż jednego z korytarzy.
    - Teraz laboratoria, później zajrzymy do naszego małego muzeum, a kuchnia… Naprawdę chcesz oglądać kuchnie? – zapytała zaintrygowana. W sumie ta niewiele różniła się od tej, którą Glen widział na co dzień w ich mieszkaniu, ale skoro chciał, to mogła mu ją pokazać. – Kuchni jest tu całkiem sporo, ale wyglądają prawie identycznie jak ta u nas – poinformowała go z uśmiechem i zaraz zrobiła dwa wielkie susy, puściła jego dłoń i obróciła się dookoła własnej osi, tuż pod stalowym łukiem, oznaczającym wejście do pomieszczeń pracowniczych.
    - Tadaam! – rozłożyła ręce na boki i zaśmiała się wesoło. Tutaj korytarz szedł dalej prosto, ale po bokach, za szybami, można było dojrzeć laborantów pracujących na zaawansowanych maszynach. Badali oni różne rośliny, minerały i inne naturalne substancje. Taisja skakała w prawej strony na lewą i przy każdym oknie opowiadała co nieco o danym badaniu. Przy szóstym oknie zatrzymała się gwałtownie.
    - U! U! A tu są rodzice! Moi rodzice! – złapała Glena obiema dłońmi za nadgarstek i przyciągnęła do szyby za którą pracowała, krótko ścięta dość wysoka brunetka i niższy od niej, brodaty, rudy mężczyzna. W sumie mężczyzna bardziej był zajęty na tą chwilę obłapywaniem pośladów żony niż pracą. Taisja zaśmiała się na ten widok.
    - Cały tata – skwitowała krótko i zaraz zapukała w okno, na co jej ojciec podskoczył jak oparzony. Córka pogroziła mu palcem, a on z zabawną miną wzruszył ramionami i zaraz zaśmiał się lekko. Po tym Rosjanka zaczęła komunikować się z nim językiem migowym. To zwróciło uwagę jej mamy i ta zaraz odwróciła się i uśmiechnęła szeroko. Również zamieniła z córką kilka „słów”, oczywiście oboje zwrócili uwagę na towarzysza dziewczyny i kilka razy zerknęli na niego czy nawet wskazali. Po tej krótkiej wymianie „zdań” pokazali gościom, aby poczekali minutkę i wrócili na chwilę do swoich badań. Taisja znowu się zaśmiała.
    - Rodzice zaraz do nas przyjdą, ale tylko na chwilkę, pytali o Ciebie i chcą Cię poznać – uśmiechnęła się szeroko do Glen’a.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  111. Zasmiała sie slyszac jego prosbe.
    - Nie no, jestes udany Glen. Moze jeszcze kolysanke? - zapytała rozbawiona skonczywczy ostatnie "poprawki" w pomieszczeniu a w tym poukladnanie suchych juz garow i innych drobiazgow zanim zaczela gasic polowe swiatel. Podchodzac do swego lozka siegnela po jego gitare. Usiadla na brzegu i przejechala pare razy palcami po strunach nim rzeczywiscie zaczela cos grac. Anioly uwielbialy muzykę, wiec zagrala to co pierwsze przyszlo jej na mysl. Była to jaka nostaligczna ballada, ktorej tu sie nie slyszalo.

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  112. Już otwierała usta, aby odpowiedzieć na pierwsze pytanie, ale zaraz po nim pojawiło się drugie i kolejne. Tai zastygła w bezruchu z uchylonymi ustami i wpatrywała się w Glen’a dość zaskoczona. Kiedy w końcu zamilkł ona roześmiała się rozbawiona.
    -Po mojej operacji, straciłam głos w wypadku, dlatego teraz brzmię tak jak brzmię, to sztuczny głos. Zanim mogłam się nim posługiwać, rodzice nauczyli mnie migać. Tak było łatwiej się porozumiewać. Na trzymanie długopisu, kartek i pisanie słów byłam za słaba. Później język ten przydawał się właśnie w takich momentach jak ten, rodzice rzadko opuszczają laboratoria – odpowiedziała na wszystko krótką historią z jej życia i zaraz kiwnęła głową. – Jasne, jeżeli chcesz to Cię nauczę – uśmiechnęła się szeroko, widząc jednak jak spuszcza wzrok i ewidentnie się denerwuje zrobiła w jego stronę krok, zmniejszając ich dystans. Zanim zadał czwarte pytanie zatkała mu usta dłonią i uśmiechnęła się szeroko. – Urodziłam się w Mortiel, moi rodzice są z Rosji. Uczyli mnie cyrylicy od małego, więc ciężko powiedzieć czy jest trudna. Trudniejsza niż angielski jak dla mnie. Nawet sama dobrze jej nie umiem – przyznała i odsłoniła mu usta. – Nie denerwuj się – cmoknęła go lekko w policzek i zaraz zrobiła krok w tył, posyłając mu kolejny szeroki uśmiech. Pokręcił głową. – Nie zjedzą, wolą warzywa – wytknęła język brunetowi i zaraz dojrzała jak jej mama rusza w stronę wyjścia. Ojciec musiał niestety zostać przy urządzeniach.
    - Taisja! – zawołała kobieta i zaraz uściskała córkę. Między nimi nawiązał się szybki dialog w języku rosyjskim i brunetka spojrzała w stronę towarzysza swojego dziecka.
    - To jest Glen, mój przyjaciel – to już powiedziała normalnie, a jej matka wyciągnęła dłoń do młodzieńca.
    - Glen, miło mi Cię poznać. Moja córeczka nigdy nam jeszcze nikogo tu nie przyprowadziła, przynajmniej nie głównym wejściem – kobieta zaśmiała się, jednak zaraz dostała kuksańca w bok. Wolała, aby temat przyprowadzania ofiar eksperymentów nie był teraz poruszany.
    - Mamo, przecież większość życia spędziłam tutaj, chyba… - zaczęła, ale brunetka zaraz złapała jej policzki i po prostu wymiętoliła.
    - Skarbie, wiem, mówiłam o tym okresie od kiedy biegasz wolno po świecie – poklepała córkę po głowie i zbliżyła się do bruneta, zostawiając twarz Tai w spokoju. Zerknęła na jego obrożę. – No, no, z 2004 roku, długo już bawisz jako niewolnik. Należysz do Tai, czy masz innego właściciela? – zapytała wyraźnie zaciekawiona. Przyglądała mu się jakby był obiektem jej badań. Ruda w tym czasie masowała swoje policzki, zaraz jednak pojawiła się przy boku Glen’a.
    - Ash już zrobiła Ci matczyny wykład? – kobieta zerknęła na córkę, a ta skrzywiła się, co wywołało śmiech u jej matki. – Dała nam znać o całej sytuacji, opowiedziała coście wyrabiali – tu uniosła spojrzenie na oczy Glen’a i uśmiechnęła się zadziornie, zaintrygowana jego reakcją.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  113. Matka dziewczyny zaśmiała się słysząc o niewiedzy.
    - Ach nie wie? No tak, znając jej pomysły mógłbyś większości nie przeżyć – rzuciła nadal rozbawiona. Rodzice Rosjanki mieli aż nadto luźne podejście do życia. W sumie, przy takiej pracy, szczególnie w tej tajnej części laboratorium, tak było lepiej. Nie dostawało się w głowę, przynajmniej nie tak szybko. Tai widząc jak brunet chowa się za nią, nie drgnęła, mogła robić za jego tarczę i nie przeszkadzało jej to w najmniejszym stopniu. Jej matka i tak jedynie zaśmiała się widząc rumiane poliki towarzysza Tai. Ruda nawet miała wrażenie, że ona najmniej z całej rodziny wyróżniała się na tle reszty społeczeństwa.
    - Och, no cóż, ja tym bardziej nie wiem. Po prostu w każdym roku dodajemy coś unikatowego do każdej obroży, na pierwszy rzut oka są identyczne, jednak różnią się drobnymi szczegółami – kobieta machnęła dłonią i już chciała kontynuować, ale Tai chrząknęła głośno.
    - Mamo… Weź… Znowu zaczynasz – spojrzała na nią z wymowną miną.
    - No tak, tak… A więc dobrze Ci się żyje?
    - No… - tym razem dziewczyna zaczęła, ale zaraz matka ją przytuliła.
    - No to wspaniale! Tylko nam wnuków za szybko nie zróbcie! – rzuciła roześmiana i ucałowała czoło dziewczyny. – Wybacz, mamy wyniki, bawcie się dobrze i melduj się częściej! – wypowiedziała wszystko z prędkością karabinu maszynowego i zaraz wskoczyła znowu do sali badań.
    - To niewolnik, on nawet nie może… - Tai uniosła palec, jakby chciała jeszcze coś dodać, ale jedynie wypuściła głośno powietrze… Zacisnęła zęby i stała chwilę patrząc na plecy rodziców. Dopiero po chwili odwróciła się w stronę Glen’a i uśmiechnęła bardzo lekko.
    - Tak mniej więcej wyglądało moje dzieciństwo, po operacji – skwitowała i złapała dłoń chłopaka. – Chodźmy stąd, pokażę Ci… Coś innego – mruknęła trochę przybitym głosem, jednak nadal delikatnie się uśmiechała. Ruszyła w stronę wyjścia z tej części laboratorium, ciągnąc za sobą bruneta. Jakoś straciła ochotę przebywać akurat tutaj.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  114. [Oj, Natsu będzie zły. xD]

    W prawdzie Taisja wypowiadając swoje słowa miała na myśli wnuki, o których wspomniała matka. Glen mógł w ten sposób sprowadzić na siebie śmierć, a tego Rosjanka nie chciała. Niestety, nie dokończyła zdania, a za mało ogarniała świat, by zauważyć swoją gafe. Zauważyła jednak zmiany w jego zachowaniu, szczególnie ten nie szczery uśmiech i zabranie ręki. Zatrzymała się, mimo jego słów i spojrzała na bruneta jakoś dziwnie. Nagle poczuła się przy nim tak, jak przy większości poznanych istot, po prostu nie chciana. Pierwszy raz z tego powodu poczuła ukłucie w okolicach klatki piersiowej. Zmarszczyła lekko czoło i znowu ruszyła.
    - Chodźmy… - powtórzyła po nim zamyślonym głosem i wyprzedziła go nieco, nie chcąc by widział teraz jej minę. Nie wiedziała co jest grane, ale czuła się źle i nawet nie miała zamiaru udawać, że jest inaczej. Ominęła całkowicie laboratoria i ruszyła w stronę muzeum. Tym razem weszła do pomieszczeń bez żadnych okrzyków radości. Odruchowo przetarła oczy i dopiero wtedy odwróciła się w stronę bruneta. Wskazała pierwsze eksponaty. W tym miejscu był pokazany rozwój różnych urządzeń, od tych najbardziej prymitywnych po czasy obecne i najnowocześniejsze rozwiązania. Tai oprowadza go po tym miejscu, jednak na jej buzi nie było uśmiechu. Zamiast tego skupiała się na swoich myślach i na tym, że może Ash miała rację… Tylko po co w takim razie Glen przeciskał się przez ten głupi szyld? W połowie zwiedzania Tai zacisnęła mocno pięści i przerwała opowiadanie, odwróciła się z gniewnym wzrokiem do chłopaka i spojrzała mu prosto w oczy.
    - O co Ci chodzi? Dlaczego taki jesteś? – zapytała, wydymając usta. Nie rozumiała. Dlaczego tak nagle zmienił do niej podejście?

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  115. Na pierwsze dwa słowa zmarszczyła mocniej czoło, jednak na zwrot w jej stronę, złość przerodziła się w zdziwienie. Patrzyła na niego w milczeniu. Teraz już nic nie rozumiała. Kiedy dodał coś o wyrzucaniu i karygodnym zachowani, znowu zmarszczyła czoło i pokręciła stanowczo głową.
    - Nie jestem Pani! Jestem Tai! – krzyknęła na niego, również nie przerywając ich kontaktu wzrokowego. Skrzyżowała ręce pod biustem i wydęła usta.
    - Oddawaj mi w tej chwili mojego Glena… Ten jest głupi, ja chce mojego – patrzyła na niego z tą swoją oburzoną miną.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  116. Powiedziała? Złość znowu zniknęła, a ona zamrugała szybciej oczyma. Na kolejne słowa zrobiło jej się smutno i sama spojrzała w podłogę. Przecież nic nie mówiła takiego… Przecież jej też tego nie wolno… Zacisnęła zęby i podniosła szybko oczy, po tym ujęła twarz chłopaka obiema dłońmi i podniosła, tak, aby na nią spojrzał.
    - Mi też nie wolno i mam to gdzieś… Jesteś przyjacielem i nic Ci nie będę wybaczać, nie mam nawet czego… - chciała kontynuować, gdy nagle ją olśniło. Czyżby mówił o momencie, w którym jej mama wspomniała o wnukach? – Och Glen! Ty ciapku! – krzyknęła nagle i w przypływie pozytywnych emocji przyciągnęła jego twarz do siebie i pocałowała. Tak, tym razem ona. Zaraz oderwała się od niego i zaśmiała. – „To niewolnik, on nawet nie może” mieć dzieci, bo go zabiją! Głupolu, to chciałam powiedzieć. Nie chce żebyś umierał! To źle? Dlatego jesteś smutny? – zapytała go i zaraz spojrzała na niego podejrzliwie. – Ty chcesz mieć ze mną dzieci? – tu znowu zaczęła mrugać szybciej oczyma.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  117. Przyglądała mu się bacznie kiedy odpowiadał, jednak kiedy kucnął nie osaczała go, mając wrażenie, że ten po prostu potrzebuje odrobinę przestrzeni. Szaleństwo, coś takiego jak potrzeba przestrzeni w ogóle wpadło do jej głowy. Nie wie, chce, nie chce? Przecież nawet ona sama nie wiedziała. Jak ona będzie chciała? Uśmiechnęła się lekko. Nawet nie wiedział jak bardzo pragnęła robić i myśleć to co chciała. Przy kolejnych słowach nie wytrzymała, po prostu musiała przy nim przykucnąć i pogłaskać jego głowę.
    - Będzie mnie to bolało, ale wtedy mnie po prostu przytul - wypaliła nagle. – Ja dużo nie rozumiem Glen, nie wiem i nie umiem rozpoznać uczuć, ale… Lubię jak jesteś obok i jest mi wtedy tak ciepło i… - już zaczynała czuć nadchodzący ból - … nie lubię jak Ci źle i chyba serce też mi skacze, bo coś mi ciągle skacze, o tutaj – pokazała klatkę piersiową. – Znaczy… nie ciągle, jak Ty jesteś – tu zacisnęła zęby i syknęła cicho, upadając z przykuca na kolana. Oczy zaszły jej łzami, ale chciała dokończyć. – Ty nie możesz i ja też, ale ja mogę swoje „nie mogę” zmienić i zrobię to, bo tak chce – wypaliła bardzo nie jasno i zaraz skuliła się czując jak jej kara nadchodzi i to bardzo intensywnie. Jej zachowanie zwróciło nawet uwagę co niektórych pracowników, a krzyki przywołały, nikogo innego, jak strażnika. Zaraz znalazł się on przy parce.
    - Co jest?! Co jej zrobiłeś!?! – znowu padło oskarżenie w stronę chłopaka.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  118. Wtuliła się i mimo wszystko, mimo bólu, było znośnie, jednak nagle została brutalnie z nim rozdzielona, przez co szarpnęła się.
    - Glen! – krzyknęła za nim, ale zaraz upadła, bo ból znowu zaatakował.
    - Przecież mówię, omamił ją, to podstępne stworzenia, a ona jest młoda i głupia… - usłyszała zaraz Ash gdzieś w pobliżu i znowu się szarpnęła, krzycząc coś niezrozumiale. Złość rosła coraz bardziej. Szczególnie, gdy brunet został wyprowadzony, a jej zaczęto wpajać jakieś hasła anty ludzkie. Do tego wszystkiego dochodził ten paskudny ból i dziewczyna po prostu nie wytrzymała. Cały ten czas leżała skulona, ale teraz wyprostowała się i krzyknęła bardzo głośno, co przy jej sztucznym głosie brzmiało niezwykle nieprzyjemnie. Większość obecnych stworzeń zatkało aż uszy. Rosjanka czuła tak ogromną złość, że nawet ból przestał istnieć. Urządzenie w karku lubiło, gdy dziewczyna była w podobnym stanie. Z tego wszystkiego wywołała się prawdziwa bijatyka. Taisja w tym wszystkim wykrzykiwała jakieś pojedyncze hasła i ostatecznie wylądowała, mocno poobijana, tuż pod celą, w której zamknięto Glen’a. Przez jej ciało nadal przechodziły wiązki energii, a w korytarzach rozbrzmiewał alarm, świadczący o intruzie. Atak na pracowników nie był zbyt dobrym rozwiązaniem, ale ona naprawdę miała po dziurki w nosie mówienia jej co ma myśleć i robić. Nawet nie wiedziała, że wszystko z ukrycia ogląda sprawca całej sytuacji, w której się znalazła.
    - Dajcie im uciec… Ten chłopaczek może nam się kiedyś o wiele bardziej przydać – padło w jednym z tajnych pomieszczeń.
    Rosjanka szybko dostała się do zamkniętego bruneta i uwolniła go, znacznie się tym uspokajając.
    - Glen – szepnęła, gdy mogła wtulić się już w jego ciało. – Szybko, trzeba wiać – dodała zaraz i pociągnęła za sobą. Nie miała zamiaru opuszczać laboratorium głównym wyjściem więc ruszyła w stronę wyższych pięter. – Wiesz co jeszcze robiłam jako dziecko? – wypaliła nagle. – Chowałam się na dachu – przyznała, gdyż właśnie tam go prowadziła.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  119. [Prawdę mówiąc jeszcze nie wiem, rzuciłam to tak spontanicznie, ale bardziej myślałam o jakiejś groźbie w przyszłości. :P ]

    Gdy wpadli na dach, a on wspomniał o swoim locie, zerknęła na niego i uśmiechnęła się.
    - Łoo, serio? Musiało być super – ta informacja tak ją zafascynowała, że na chwilę zapomniała o zagrożeniu, Glen jednak szybko o nim przypomniał. Taisja uśmiechnęła się zadziornie.
    - Jak to jak? – jej uśmiech poszerzył się i zapowiadał po prostu kolejną przygodę. Rosjanka wskoczyła na jedno z podwyższeń, na którym było kilka kominów. Wspięła się na najwyższy i zajrzała do środka. Dało słyszeć się, jak przestawia jakieś przedmioty i mruczy coś pod nosem. Zaraz wyłoniła się i nieco umorusana podała Glen’owi kij do walki. Zeskoczyła z komina i odebrała przedmiot od chłopaka.
    - Daj mi chwilę – powiedziała uroczym głosikiem i nagle zaczynała napierdzielać kijem w dach, próbując go złamać. To już wyglądało mniej uroczo. Kiedy w końcu dokonała swojego, zdmuchnęła włosy z swojej twarzy i posłała brunetowi niewinne spojrzenie. – Łap i chodź – podała mu jedną część drewna i zaraz obejrzała się na wejście dachu. Pościg już tutaj był. Złapała chłopaka za dłoń i pociągnęła w stronę nadajnika z liniami pod napięciem. Sprzeciw nie wchodził w grę. Podniosła obie ręce Glen’a, gdy znaleźli się już pod kablami. Umieściła na kablu kawałek złamanego kija, a dłonie chłopaka zacisnęła na drewnie, sama podłożyła swój kawałek na części Glen’a i bezceremonialnie skoczyła w stronę bruneta, owijając się nogami dookoła jego pasa i patrząc mu w oczy z uśmiechem.
    - Odepchnij nas od tego murku i trzymaj kij z całych sił, jak nie dasz rady, ja utrzymam Cię nogami – puściła mu oko. W prawdzie nie była pewna czy sobie z tym poradzi, ale wolała to niż oglądanie jak chłopaka okładają. Trasa zjazdu nie była długa, ale szybka.
    - Dalej Glen, pchaj! – pogoniła go, gdy pościg zbliżał się coraz bardziej.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  120. Tai zbyt dobrze znała to miejsce, innego sposobu po prostu nie było. Do tego plan był naprawdę przemyślany. Kij do walki miał większą średnicę niż trzonek miotły, a nawet ten poradziłby sobie z tym chwilowym zjazdem. Jakby tego było mało, drewno nie przewodziło prądu, więc w razie ewentualnego zachwiania się i dotknięcia drugiego przewodu, byli bezpieczni. Jedynym problemem mogło być starcie drewna, ale trasa nie była na tyle długa, aby wyżłobić niebezpieczny rowek.
    - Będzie dobrze! – rzuciła mu jeszcze na pocieszenie i gdy ten odważył się w końcu ich odepchnąć, ona zaśmiała się głośno i zaraz również krzyczała, jednak w fascynacją w głosie, zupełnie jakby była na kolejce górskiej. Kiedy wylądowali na dachu, ona w locie zabrała nogi z pasa bruneta i dotykając twardej powierzchni wykonała przewrót nad Glenem, aby nie spaść na niego i nie przygnieść go jeszcze bardziej. Wylądowała na kuckach, podpierając się dłońmi i szybko spojrzała na swojego przyjaciela, czy aby na pewno jest cały. Właśnie całował dach, więc w sumie nie była pewna co ma na ten temat myśleć. Wstała i zbliżyła się do niego z nieco zmarszczonym czołem. Analizowała to co robił. Zaraz drgnęła, zaskoczona jego krzykiem. Zamrugała szybciej oczyma i zaraz została przytulona. Po kilku minutach sama też go przytuliła i pogładziła po plecach, uśmiechając się szeroko i zerkając na wygrażających w ich stronę strażników.
    - Jak będzie trzeba Cię ratować to zrobię jeszcze więcej – odpowiedziała przy jego uchu tonem, nie znoszącym sprzeciwu. – Ale na tą chwilę starczy – dodała wtulając w jego tors głowę i trwając tak przy nim, czekała, aż się uspokoi. Po tym podniosła głowę, by spojrzeć mu w oczy.
    - To co? Chyba najwyższy czas odebrać Reksia – uśmiechnęła się szeroko i złapała jego dłoń, by spleć ich palce.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  121. Taisja spojrzała na bruneta i uśmiechnęła się szeroko.
    - Co nie? Dużo atrakcji jak na jeden dzień – zachichotała. Rzeczywiście, jak na zwykłe odwiedziny w laboratorium to cały ten wypad był pełen wrażeń. Poprowadziła Glen’a do wyjścia z dachu, razem opuścili budynek i ruszyli w stronę gabinetu weterynaryjnego. Tam odebrali Reksia, nieco jeszcze zamroczonego, ale całego i zdrowego.
    - Och, zjadłabym konia z kopytami. Co dziś robimy na obiad? – zapytała, gdy wyszli z gabinetu i ruszyli w stronę domu. Sama nie wiedziała czy jest bardziej głodna, czy zmęczona. Miała wrażenie, że po tych wszystkich rewelacjach, zasnęłaby z miską jedzenia w łóżku. Pochyliła się do psiaka i poklepała go po łebku.
    - Ja Ci mówię mały, ten Twój Pan to same problemy – zwróciła się do zwierzaka i zerknęła na Glen’a by wytknąć mu język i zacząć opowiadać Reksiowi wszystko to, co dziś ich spotkało. Oczywiście nie brakowało przy tym energicznych gestykulacji czy entuzjastycznych okrzyków.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  122. Niklaus w robocie miał dzisiaj tłumy, nie żeby narzekał, ale jeden z klientów przykuł dość znacznie jego uwagę. Przypominał kogoś kogo blondyn szukał od jakiegoś czasu. Przypominał tak bardzo, że gdy mężczyzna ruszył do toalety, Niklaus zapomniał o tym gdzie się znajduje i bezceremonialnie ruszył za nim. Odruchowo złapał jakiegoś szczyla spod baru i wrzucił za niego, o tak, co by grał pozory.
    W kibelku doszło między nim a wspomnianym typem do „delikatnej” wymiany zdań. Rzecz jasna dialog ten był czasochłonny i, no cóż, można było się nim nawet zmęczyć. Pech chciał, że rozmowa była tak intensywna, że gdy blondyn opuszczał toaletę, zostawił w niej kilka porozbijanych kafelek i nieprzytomnego klienta w jednej z kabin. Sam przetarł swoją rozwaloną wargę i nastawił sobie dwa wybite palce, po czym wrócił za bar i pytająco spojrzał na siedzącego tam bruneta.
    Nareszcie? A ten co? Sam nie dawał rady w robocie? Chyba jakiś nowy… Blondyn dopiero po kilku sekundach zorientował się, że ma do czynienia z niewolnikiem i zaciekawiony oparł się o blat jednym łokciem. Mało kiedy nadprzyrodzony zwracał mu uwagę, a tu proszę, ludzie zawsze mieli coś do powiedzenia.
    - Z pragnienia nie zdechną… - zaczął, a gdy usłyszał jak ktoś wywołuje bruneta, na jego twarzy namalował się zadziorny uśmiech. – Ale widzę, że znasz się na rzeczy – dodał, bardziej do siebie i sam chwycił shaker, by obsłużyć innych. W jaki wielkim był zdziwieniu, gdy pytając o zamówienie, usłyszał, że klient poczeka na tego drugiego barmana, aż ten będzie wolny. Nik uniósł brew ku górze i zerknął na Glen’a.
    - Ty młody… Machnij nam po jakimś drinku, zaraz nam mordy poschną – rzucił zaciekawiony umiejętnościami człowieka, a sam obsłużył tych, którzy nie kręcili nosem co do doboru barmana.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  123. Zerknela na niego raz, ale grac nie przestala.
    - bez obaw - oddała mu wlasność - byłam ciekawa brzmienia a tys jest za bardzo spiety Glenie. Nic sie twojej gitarze nie stanie a teraz czas spac.
    Poczekała na niego, by mogl zaaopiekowac sie pieczolowicie swoja gitara a potem zgasila swiatla i w pomieszczeniu zrobiło sie ciemno i cicho. Przygladala sie mu jak spal po czym sama sie zdrzemnela.

    [soorki, ze tak dlugo nie bylo odpisu - poprawie sie ;)]

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  124. Aki nie ukrywała rozbawienia kiedy usłyszała do czego jest zmuszany. Pokręciła nawet głową.
    - Ruchu więcej Ci się przyda, zdecydowanie – przyznała z szerokim uśmiechem i zaraz strzeliła mu otwartą dłonią w tył głowy, niezbyt delikatnie.
    - Prędzej straciłbyś oczy mój drogi – uśmiechnęła się do niego zadziornie. Już widziała reakcję Cahan’a na tego typu pouchwalanie się. On nie przepadał za ludźmi, a co dopiero za takimi sugestiami z ust człowieka w stronę dziewczyny. – O ile nie życie – tu wytknęła mu język. Tak, Jej Wilk zdecydowanie nie zatrzymałby się na oczach. – Jak jesteś taki zgrany to pogadaj z tą swoją, ja nigdy nawet nie próbowałam pool dance’u, ona powinna sobie poradzić skoro taka elastyczna – poruszyła zabawnie brwiami, znowu mierzwiąc mu włosy i poganiając ruchem ręki.
    - Chodź – rzuciła nagle. – Tu niedaleko jest fajna knajpka, podają pyszne grillowane mięso – oblizała się aż na wspomnienie ostatniego posiłku w tamtym miejscu i z uśmiechem zaczęła prowadzić Glen’a właśnie tam.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  125. W kwestii kłopotów, Tai i bez pomocy Glena ściągała je na siebie prawie zawsze. Czy brunet przy niej był, czy nie, zawsze coś się działo. Zerknęła na niego z lekkimi rumieńcami na twarzy, tak… Mimo wszystko wolała gdy jednak był obok.
    Widząc co robi zamrugała szybciej oczyma, a po tym roześmiała się i drgnęła lekko kiedy chłopak szczeknął.
    - Mój dwugłowy cerber – skomentowała i doskoczyła do Glen’a by cmoknąć jego policzek, a po tym łepek Reksia. Nie oponowała, mógł iść na smyczy, ją osobiście to po prostu bawiło. Ciężko było tego nie zauważyć. Skakała przy jego boku, trzymając smycz, ale nie nadużywała jej, po prostu tańcowała przy chłopaku i rzucała propozycję posiłków.
    Jej zmęczenia dało zobaczyć się dopiero chwilę przed wejściem do ichniego wieżowca. Tai nawet lekko się ssapała i gdy tylko weszli do mieszkania westchnęła głośno, ruszając po szklankę z wodą. Wypiła ją od razu.
    - Kurczak, zdecydowanie zapiekany kurczak – rzuciła, głośno odstawiając szkło na blat i unosząc rękę w górę. – Ja… Ja się na chwilkę położę – mruknęła, drugą ręką przecierając oczy. Po tym ruszyła prosto do łóżka chłopaka, po drodze gubiąc buty i w sukience padła na jego wyrku. Wtuliła twarz w poduszkę bruneta, wciągnęła zapach jaki on zostawił na materiale i przytuliła ją mocno, od razu zamykając oczy.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  126. W prawdzie słyszał o swojej popularności, ale zwykle kojarzyli go bardziej z rozwiązłym stylem życia niż robieniem dobrych drinków, tak przynajmniej mu się wydawało. W pracy, owszem, zbierał dużo pochwał i chyba tylko dlatego szef nie marudził na jego niektóre wyskoki i chamskie zachowania wobec klientów. Miał o tyle fart, że jego pracodawca rozstawiał ich po różnych barach i Niklaus nie bywał zbyt długo w jednym miejscu. Dodatkowo szef nie lubił buractwa, więc ewentualne wyskoki zwykle uchodziły blondynowi na sucho.
    Pierwsze co zrobił po bacznej obserwacji człowieka to przyjrzał się samemu drinkowi, wyglądał całkiem spoko. Chłopak złapał szkło i podstawił je pod światło, jakby chciał lepiej zobaczyć warstwy powstałe w napoju. Kiwnął głową z uznaniem i zaraz uniósł brew słysząc o mistrzu. Kącik jego ust uniósł się mimowolnie. Ten brunet najwyraźniej wiedział jak dobrze wkupić się w jego łaski. Klientem się nie przejął, było ich tu całkiem sporo, więc nawet jeżeli poczuje się urażony to trudno, będzie siedział z suchą gębą. Nik wrócił spojrzeniem do drinka i upił dość spory łyk. Poczuł przyjemne pieczenie na języku, smaki były naprawdę dobrze wyważone, nie za ostro, a jednocześnie posmak alkoholu nie kuł w język. Wyraźnie zaskoczony spojrzał na chłopaka przed sobą.
    - Kurwa młody… Dawno nie piłem tak dobrego ostrego drinka. Gdzie Ty się uczyłeś? – zapytał z nie ukrywaną ciekawością i zaraz wziął jeszcze jeden łyk.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  127. Obudzila sie po dwoch godzinach snu swieza i wypoczeta. Przecietnie tyle spala reszta nocy dumajac nad swym bytem. Mysli wedrowaly w roznych kierunkach az w koncu skupila sie na obecnosci chlopaka. Wstala i podeszla cicho. Lekko przylozyla dlon do czola i delikatnie poglaskala. Przez chwile na twarzy goscil smutek.
    - biedny chlopak - mruknela pod nosem zabierajac szybko dlon, gdy ten sie poruszyl i przekrecil na drugi bok. Popatrzyła jeszcze chwile i zajela sie juz czym innym - na dworze, bo i tam trzeba bylo porobic to i owo. Domek jak i obejscie nie bylo najnowsze, wiec nic dziwnego ze wszystko sie sypalo.
    Zajela sie praca az nastal ranek. Zajela sie wiec sniadaniem a w nim byly resztki kolacji z wczoraj i swieze bulki i jakas tam wedlina.
    - dobry, dobry. Widze, ze juz wstales, bo sniadanie na stole. - odparla cieplo - co... - namyslila sie - musze sprawdzic twoja wiedze, nim zaczniemy. Powiedz mi: miales juz kontakt z roslinami i tematami pokrewnymi. Uprzedzam, ze ziololecznictwo, bywa i trudne i monotonne wiec malo osob sie decyduje na takie kierunki.

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  128. Zaśmiała się i pokręciła głową.
    - Chcesz żebym się z nim kłóciła? Nie pozwolę na to, aby on odpowiadał za Twoją śmierć – pogroziła brunetowi palcem, uśmiechając się przy tym zadziornie. Słysząc pytanie o taniec poruszyła zabawnie brwiami. – Sama się z nią umówię jak zechce, jestem odważną dziewczynką – wytknęła mu język i znowu się zaśmiała.
    - Dżentelmen pierwsza klasa, aż zazdroszczę tej Twojej wybrance – stwierdziła rozbawiona i złapała chłopaka pod ramię, aby zaprowadzić do wspomnianego lokalu. Podróż zajęła im mało czasu, nawet nie 10 minut. Knajpka ozdobiona w śródziemnomorskim stylu nie wyróżniała się za bardzo z otoczenia, ale ciężko było ją przeczyć, chociażby z powodu unoszących się dookoła zapachów. Akela poprowadziła Glena prosto do drewnianej ławy i stołu, kawałek od nich rozłożony był wielki, kolisty grill, a na nim przygotowywano zamówienia. Dziewczyna oblizała się aż na widok pięknie wypieczonych kawałków mięsa.
    - Jeny, uwielbiam takie klimaty, ogniska, grille, świeże powietrze – przyznała z szerokim uśmiechem i wciągnęła do nozdrzy mocniej zapach roznoszący się w okolicy.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  129. Blondyn ostatnio często słyszał podziękowania. Nawet skrzywił się lekko na ich wydźwięk. Chyba się naprawdę starzał. Pokręcił głową i wrócił na ziemię, upijając kolejnego łyka drinka. Słysząc o barze w Eflei uniósł lekko brew ku górze.
    - U Akiry? – zapytał wyraźnie zaintrygowany. Na wyspie tylko jego „bliźniak” posiadał bar, więc nie widział innej możliwości. Uśmiechnął się pod nosem, no, jeżeli to właśnie on zajął się szkoleniem tego młokosa to mógł uwierzyć w jego talent. W końcu i w jego przypadku Akira miał spory wkład w alkoholowym szkoleniu. Słysząc o brakach wzruszył ramionami.
    - Czy ja wiem. Może wcale nie tak wiele – przechylił szkło i wypił drinka do końca. Z hukiem odstawił szklankę na blat i szybko obsłużył nowego klienta. Zerknął w czasie mieszania składników na chłopaka.
    - Sporo czasu spędziłem wśród ludzi, mimo wszystko, zdolna z was rasa, biorąc pod uwagę to jak małe macie możliwości to potraficie osiągnąć bardzo wiele, aż za wiele – przyznał z grymasem na twarzy. Laboratorium nadal wspominał niezbyt przyjemnie. Wrócił spojrzeniem do klienta i postawił przed nim szkło, po czym wypełnił napojem. Nie wysilał się na sztuczne uśmiechy, przyjął zapłatę i znowu spojrzał na bruneta.
    - Podobno trening czyni mistrza, a Ty już radzisz sobie zajebiście, przynajmniej przy ostrych drinkach. Co jak co, ale kubki smakowe nawet ludzie mogą mieć dobre – wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod nosem.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  130. Słysząc o delikatnych drinkach uśmiechnął się pod nosem.
    - No tak, u barmanów czy kucharzy zrobienie czegoś, czego się nie lubi, dobrze, to już prawdziwa klasa – przyznał, sam sobie przy tym przytakując. Korzystając z chwili spokoju przy barze, tym razem on zaczął łączyć składniki na drinka dla siebie oraz człowieka. – Nie wiem jak robią inni, ja większość robię na czuja. Czasami pomaga zerknięcie na zamawiającą istotę. Jak widzę laskę z pazurem to nawet do babskiego drinka dodaję trochę więcej wódki, na przykład – wzruszył ramionami i zaczął podrzucać shaker i wykonywać przy jego pomocy mniej zaawansowane sztuczki. Zatrzymał swój pokaz słysząc wypowiedź dotyczącą ludzi. Uniósł lekko brew ku górze. Pierwszy raz uwierzył w tego typu słowa, wypowiedziane tutaj, przez niewolnika. Zdarzało mu się z kilkoma rozmawiać. Na wybuch bruneta kącik ust Blondyna uniósł się lekko. Na wspomnienie zazdrości i pochodzenia zaśmiał się i pokręcił głową.
    - Serio myślisz, że gdybyś był nadprzyrodzony to automatycznie mógłbyś ich obronić? – zapytał z kpiną w głosie i rozlał im po drinku. Spojrzał zaciekawiony na bruneta. – Jeszcze kilka dni temu w moim domu pojawił się chłopiec, którego własny ojciec zbił na kwaśne jabłko, bo tak. Sam, mimo swoich zdolności nie byłem w stanie ocalić bliskich mi istot – przyznał i znowu wzruszył ramionami. Wziął łyka mocniejszego trunku, który przygotował. – Rób dalej „co możesz”, jeżeli jesteś dla tych swoich bliski równie ważny co oni dla Ciebie to docenią każdy gest. Jeżeli nie jesteś ważny to ich strata – puścił oko chłopakowi i uśmiechnął się zadziornie, by po tym zwrócić do obsługiwania klientów. – Właściwie… Sam tu jesteś? Raczej nie często widuję tutaj takich jak Ty bez właścicieli – zauważył, zerkając na niego kątem oka.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  131. Oczekujac na odpowiedz stawiala szklanki na stole a potem zaczela nalewac do kubkow kiwajac glowa.
    Wziela potem jego notatki do reki i zaczela je przegladac.
    - ciekawe - mruknela dalej ogladajac - acz ta roslina ma inne zastosowanie - wskazala - a tamta - pokazala - ma inna nazwe - obejrzała do konca zapiski a potem je oddala.
    Usmiechnela sie.
    - duzo tu tego nie ma, ale mniej wiecej wiem juz od czego powinismy zaczac. - poszerzyla usmiech - ale zaczniemy po sniadaniu. Przygotowalam dla ciebie nowy notatnik i dlugopisy. - dodala wracajac do stolu i gestem zaprosila i jego.

    Elisa

    OdpowiedzUsuń
  132. Dziewczyna słysząc prośbę co do wybrania posiłku nie oponowała, lubiła decydować, miała to chyba po prostu we krwi. Kiwnęła głową i ruszyła złożyć zamówienie. Do stolika wróciła jedynie z piwem, zarówno dla siebie jak i Glen’a. Postawiła kufel przed nosem chłopaka i z zadziornym uśmieszkiem rozsiadła się z swoim napitkiem naprzeciw niego. Usiadła i od razu wzięła łyka.
    - O czym myślisz? – zapytała widząc jak brunet rozgląda się dookoła, zupełnie jakby czegoś szukał albo jakby czegoś mu tu brakowało.
    Słysząc pytanie i dopowiedź zaraz po nim zaśmiała się i poruszyła znaczącą brwiami.
    - Nie przepadamy za ludzkim mięsem prawdę mówiąc – rzuciła z uśmiechem i zaraz wzruszyła ramionami. – Ogniska mamy po każdym polowaniu, to taki… rytuał w moim stadzie. Polujemy dwa razy w tygodniu, czasem częściej, zależy czy łowy się udają i w jakim stopniu. Teraz nie mamy zbyt wielu członków, ale trzeba wszystkich wykarmić. Mojemu bratu można sporo zarzucić ale akurat polowania organizuje świetnie. Chociaż skromnie powiem, że do ognisk wróciliśmy dzięki mnie, widzisz… Poprzedni Alpha chciał nas mocno uczłowieczyć i zakazał wszelkich „dzikich” zwyczajów. Na szczęście on już… nie żyje – ostatnie dwa słowa powiedziała nieco ciszej i z nieco bledszym uśmiechem. Szybko jednak wrócił jej poprzedni wyraz twarzy.
    - Chętnie Cię zabiorę do swoich, chociaż nie oczekuj nadmiernej radości. Ci co zostali nie przepadają za ludźmi z powodu poprzedniej władzy i tego przymusu upodobniania się do nich, do tego wilkołaki są dość wybuchowe, ale lubimy imprezy, dobry alkohol, dobra zabawa i zapominamy o tym co nas dzieli z innymi, przynajmniej w moim stadzie – puściła mu oko i upiła kolejny spory łyk piwa.

    Aki
    [Nie wiem jak to się stało, że dopiero teraz odpisuję, ale odpisuję. xD]

    OdpowiedzUsuń
  133. Zamyslila sie chwile.
    - mozesz zaczac od nowej strony zapiski, jednak wolalabym bys trzymal moje notatki osobno, bo troche tego tu bedzie. W ten sposob sie nie pomylisz. Po tym jak dojdziemy do tych roslin bedziesz mial porownanie w tym co sama zauwazylam. - odparla pogodnie. Zauwazyla jego nieznaczna zmiane, gdy sciskal na powrot zeszyt. - Nie kaze ci go wyrzucac czy cos w tym guscie. Jednak prosze cie bys z niego nie korzystal na jakis czas.
    Wrocila do zastawy jednoosobowej w sumie.
    - mysle, ze jest to temat z toba zupelnie nie zwiazany - dodala surowiej odwracajac sie do niego - skupmy sie na twej nauce. Mamy ograniczony czas, bo choc nie uzgadnialam dokladnie kiedy masz wrocic, ale twoja pani bywa dosyc ... niecierpliwa. A teraz sniadanie Glen. - siegnela po czajnik i nalala do kubkow herbate.

    Eli

    OdpowiedzUsuń
  134. - alez bedziesz, bo jak z ciebie pobiore odpowiednia ilosc energii to obawiam sie, ze zabraknie ci sil moj drogi. Wlasnie tak sie zywie. A wiesz mi. Nie chcesz tego. - odparla spokojnie.
    Potem westchnela.
    - nie mam ci tego za zle, zes ciekaw, ale z ciekawoscia trzeba uwazac. Czasem lepiej wiedziec mniej niz wiedziec za duzo i miec potem problemy. A co do zabojstwo. Nie zabije mnie bron smiertelnika. Co najwyzej bardziej wkurzy. - dodala - wiec niawet nie probuj uzyc widelca - zazartwowala teraz z niego.

    Eli

    OdpowiedzUsuń
  135. [Dla Ciebie zaszczyt, a dla mnie oznaka podmiany KP. xD Miło mi, że mogłam coś dla Ciebie zrobić nie kiwając nawet specjalnie palcem w tej sprawie. :D Chociaż znając życie przesadzasz z tą nadwagą, hy, hy.]

    Blondyn słuchał chłopaka jednym uchem, głównie skupiając się na klientach. Kiedy kolejna fala zamówień ustała on znowu oparł się o bar i złapał swoje szkło, od razu mocząc usta w trunku. Wzruszył ramionami.
    - Całkiem prawdopodobne. Zawsze możesz spróbować poddać się jakiemuś eksperymentowi, cholera wie, może wyjdziesz z niego cało i posiądziesz jakąś w chuj zajebistą moc – rzucił pół żartem, pół serio. Brunet sprawiał wrażenie sympatycznego, ale nie oszukujmy się, Niklaus miał wyjebane na większość swoich rozmówców i nawet przypuszczał, że więcej tego chłopaka nie zobaczy. Mało kiedy jakoś poważnie angażował się w tego typu rozmowy. W prawdzie kolejna wypowiedz nieco go zaskoczyła i Nik miał wrażenie, że trawił na serio dziwny egzemplarz. Czy on był zasmucony samotnym przebywaniem tutaj? Obstawiał, że niewolnicy w takich sytuacjach skaczą z radości. Wolne od właściciela brzmiało dość dobrze, biorąc pod uwagę ich rolę. W milczeniu przyglądał się chłopakowi. Nawet zmierzył go dokładnie wzrokiem. Zaraz znowu wzruszył ramionami.
    - Jesteś jakiś inny – stwierdził krótko i prychnął śmiechem. Upił kolejny łyk alkoholu. – Nie powinieneś się cieszyć, że właścicielka dała Ci spokój? – uniósł jedną brew w geście zastanowienia. Po tym machnął dłonią.
    - A siedź tu sobie do woli, wstęp jest dla wszystkich, nawet dla ludzi. Wbrew pozorom wasza rasa ma dość sporo sprzymierzeńców – stwierdził bez większych emocji. Brunet nie działał mu na nerwy, robił dobre drinki, do tego zaciekawił go swoją osobą. Dopóki nie broił, Niklaus nie miał nic przeciwko aby grzał sobie miejsce w jego towarzystwie.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  136. Słuchając go moczyła usta w alkoholu, a kiedy wspomniał o tym, że nie można mieć wszystkiego, odłożyła szkło i przytaknęła mu.
    - W sumie racja i to dwa razy, ale wiesz, z tego co słyszałam to przy wejściu do budynku stoi skrzynka i można do niej wrzucać własne spostrzeżenia co do ten miejscówki, pochwały, pomysły, podziękowania. Zawsze możesz wrzucić tam swoją karteczkę z tą propozycją, może spodoba się założycielom – posłała mu uśmiech. Brała kolejnego łyka piwa, gdy padło jego pytanie i… cóż, po prostu się nim opluła. Glen umiał zaskakiwać pytaniami, ale to co usłyszała teraz przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
    - Orgię? – zapytała powstrzymując śmiech. – Glen, jesteśmy w znacznej mierze rodziną, to by było dziwne, no wiesz… z własnym wujkiem czy ciotką – uśmiechnęła się pod nosem i podejrzanie spojrzała na chłopaka. Słysząc kolejne pytanie pokręciła głową i tym razem zaśmiała się, wyraźnie rozbawiona. – Ledwo jakaś panna wpadła Ci w oko, a już tylko seks Ci w głowie- rzuciła pół żartem, pół serio i poruszyła znacząco brwiami. – Co do pytania wilki kopulują tylko i wyłącznie w celach rozrodczych, nie robią tego dla przyjemności. Dlatego seks zwykle jest w humanoidalnej postaci, ale nikt nie zabranie robić tego w innej formie. Ja osobiście mam za sobą jedynie ten ludzki, tak więc niestety nie zaspokoję Twoich głębszych pytań – przyznała, nadal rozbawiona.
    - A Ty? Właściwie to byłeś już z kobietą? Wiesz coś o seksie czy jesteś świeżakiem? – zapytała z zadziornym uśmiechem.

    Akela

    OdpowiedzUsuń
  137. - No wybacz, że nie spełniamy Twoich standardów – znowu się zaśmiała. Glen był po prostu niesamowity. Niewielu rzeczy Aki była pewna, ale nie wyobrażała sobie kogoś innego na miejscu jej przyjaciela. Nie wymieniłaby bruneta na nikogo innego. Nawet wtedy, a może szczególnie wtedy, gdy ją zawstydzał. Poruszany temat mimo woli namalował w jej głowie obraz jej Wilka i dziewczyna aż zatęskniła za jego idealnym ciałem, dotykiem czy dzikim spojrzeniem. Prawie odpłynęła, ale zadane przez nią pytania w porę ją obudziły. W sumie nie tyle pytania co odpowiedź Glen’a. Zamrugała szybciej oczyma.
    - Ty się serio nieźle wkręciłeś – zauważyła, gdy ten wspomniał o różnicy stosunku z uczuciem i bez uczucia. Przy wzmiance o specyficznym ojcu zacisnęła lekko zęby i zawtórowała chłopakowi w krzywym uśmiechu.
    - Taa… rozumiem – przyznała i podniosła kufel piwa, coś jakby na bezsłowny toast. Upiła go trochę. Uśmiechnęła się kącikiem ust na te całe „nówki”, jednak słysząc dalszą wypowiedź zmarszczyła nieco czoło. Patrzyła pytająco na bruneta. – Czekaj, czekaj… To ona Ci w oko wpadła, czy wy już jesteście razem? – zapytała wyraźnie zaintrygowana. – U mnie? – popukała się palcem po brodzie. – Prawdę mówiąc nie jestem oficjalną alfą, na tą chwilę rządzi mój brat, ja jestem następna w kolejce, ale… Cahan też jest alfą w swoim stadzie, tyle, że on już dowodzi. Hmm… - wzruszyła ramionami. – Wiesz, u nas to chyba zależy od tematu, są sprawy na których ja się znam lepiej i wtedy ja dominuję, no i odwrotnie. Jeżeli pytasz o sekst to nie – tu uśmiechnęła się łobuzersko – w łóżku zdecydowanie bardziej podoba mi się jak to mój Wilk dominuje. Chociaż i na co dzień to lubię. Wiesz, umiem na przykład obronić się sama, ale w jego towarzystwie pozwalam by mnie bronił. Dla wilkołaka to ujma jeżeli nie umie obronić własnej partnerki, nawet gdybym mu pomagała, po prostu źle by się czuł. Ma na głowie całe stado i musi sobie samemu udowadniać, że jest silny i że da radę – wyjaśniła i przytaknęła sobie samej głową.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  138. Blondyn zaśmiał się lekko. No, rzeczywiście, chłopak miał dość ciekawy życiorys jak na niewolnika.
    - Nie wiem czy Ci na głowę padło, ale masz dystans do swojej sytuacji. Tak przynajmniej to wygląda na moje oko. Nie wiem jak inni, ale u mnie coś takiego się chwali – wzruszył ramionami i opróżnił swoje szkło. Cały czas obserwował bruneta i nawet uniósł kącik ust ku górze widząc po jego sztuczkach, że on również go obserwuje. Wrócił do pracy jednak nie na długo. Rumiana twarz człowieka zaintrygowała go nieco. Znowu uśmiechnął się łobuzersko.
    - Jest jak dziecko i prowadzi się z demonem, ciekawe – zaśmiał się widząc jak chłopak zaciska dłoń na szkle. – Lubisz ryzyko młody. Nie każdy pozwoliłby sobie na wzdychania do swojej właścicielki – teraz to on puścił oko chłopakowi. Za długo chodził po tym świecie by nie zauważyć tych specyficznych odruchów zazdrości. W końcu sam miał podobne.
    - Masz właściwie jakieś imię? – uniósł brew zaciekawiony, chcąc jednocześnie zmienić temat. Nie interesował się życiem uczuciowym innych, jeszcze inni zaczęliby interesować się jego sprawami w tym temacie, a to nie było mu na rękę. Chociaż… Po prostu by nie odpowiedział, ale automatycznie popsułby mu się humor, a dziś miał dobry, więc nie wnikał w szczegóły.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  139. - Tyle, ze ja nie jestem nia. Roznica polega na tym, ze energia jest glownym pozywieniem. Przyswajanie innego powoduje bol brzucha i inne takie, co skutkuje pobraniem wiekszej ilosci "pokarmu. To calkiem co innego. - odparła spokojnie a potem uniosla brew. - chyba mnie pomyliles z demonami, wiesz/ Ja sie nie ukladam. Sorki slonce. Jesli nie chcesz jesc to nie jedz. Mozesz chodzic glodnym. Co w sumie jest dobrym pomyslem. Umysl bedziesz mial jasny. A teraz koniec rozmow. Czas na twoje lekcje. - wypila dwoma haustami reszte napoju i wstala. - Zaczniemy na lace za miastem, wiec sie ubieraj i wez wszystko co potrzebne.

    Eli

    OdpowiedzUsuń
  140. [Ha, no idealnie, tylko do jej opiekuńczości dodam jeszcze mały gratis. :D]

    Ostatnie przygody Tai zdecydowanie wykraczały poza normy codziennego życia w Mortiel. Wpakowała się w nie małe kłopoty i postanowiła trochę się poukrywać, co by nie sprowadzić na Glen’a czy Reksa większych kłopotów. Sam fakt, że „pouchwala się” z niewolnikiem wywołał nie raz jakąś awanturę, więc wolała uniknąć kolejnego konfliktu. W prawdzie czas spędzony poza domem, bez obecności bruneta, nie był dla niej specjalnie przyjemny, zdecydowanie bardziej wolała przeżywać właśnie z nim jakiekolwiek przygody czy wyjść na zwykły spacer. Nie do końca jeszcze rozumiała to co czuję w jego obecności.
    Do domu wróciła po siedmiu dniach, po drodze zauważyła, że ktoś wepchnął coś do jej skrzynki. Ruszyła po papiery i chowając je pod pachę wskoczyła do windy. Już zaraz była w mieszkaniu.
    - Jestem! – rzuciła i odłożyła pocztę na blacie stołu. Ledwo zdążyła przywitać się z psiakiem, a w oczy rzucił jej się brunet. Jak na panujące za oknem upały był dziwnie grubo ubrany. Taisja zmarszczyła lekko czoło i zaniepokojona zbliżyła się do niego. Nawet jej nie odpowiedział. Czyżby się obraził?
    - Glen? Gniewasz się? – zapytała od razu i skierowała dłoń na jego policzek. Czując jak ciepłą ma twarz wystraszyła się lekko. Taka temperatura nie była normalna, ale przynajmniej się odezwał. Zdjęła mu kaptur z głowy.
    - Glen! Jesteś chory! Coś Ty robił?! Nie można Cię zostawić samego w domu na dłużej niż trzy dni! – huknęła poddenerwowana. Wystraszyła się i to nie na żarty. W laboratorium nie jeden zgon wywołała podwyższona temperatura. – Co Ty robisz w kuchni, w takim stanie?! Już do łóżka! – skarciła go i nie czekając na reakcję chłopaka przełożyła sobie jego rękę przez ramiona i zaprowadziła go do wyra. – Koniec tego dobrego, więcej nigdzie bez Ciebie nie idę, masz leżeć, ja się Tobą zaopiekuję… - tradycyjnie buzia jej się nie zamykała i myśląc na głos rozplanowywała to co trzeba zrobić, aby zbić gorączkę. Dobrze, że wujas Garrus dał jej sporo życiowych rad, inaczej byłaby zielona w każdym temacie, poza technologią czy innymi swoimi drobnymi hobby. W czasie swojej paplaniny zaczęła się rozbierać i w samej bieliźnie stojąc przed szafą wyciągnęła pielęgniarski fartuszek. Wciągnęła go na siebie, na głowę założyła specjalną czapeczkę i już zaraz wyglądała jak prawdziwa piguła. Dumnie stanęła przy łóżku chorego.
    - Pielęgniarka Tai gotowa do pracy! – oznajmiła z szerokim uśmiechem. Kolejne nowe doświadczenie!

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  141. [Ha! Ty nawet nie wiesz co ona ma w szafie. xD Dobrze, że już kombinezonu nie nosi bo by co chwilę jakieś dziwne wdzianko na siebie wkładała. :D]

    Słysząc pochwałę z jego strony zarumieniła się delikatnie, zaraz jednak skoczyła bliżej łóżka i podniosła głowę wysoko.
    - No wiem – odpowiedziała mało skromnie z swoim tradycyjnym szerokim uśmiechem, ostatecznie jednak zerknęła na niego – ale dziękuję – szepnęła, nadal z drobnym wypiekiem na policzku. Usiadła na skraju łóżka i dokładniej okryła go pierzyną, zapychając każdą możliwą szczelinę, szczególnie w okolicy szyi chłopaka. Słysząc o przeziębieniu pogroziła mu palcem i wydęła usta.
    - To nie jest przeziębienie, to coś mocniejszego. Trzęsiesz się jak siki na wietrze – oczywiście musiała pomylić słowa powiedzenia i zamiast „osika” wtrąciła tam „siki”. Nie byłaby sobą, gdyby nie strzeliła jakiejś gafy. Tai nie chciała nawet słuchać wyjaśnień, zakryła dłonią usta bruneta i pokręciła głową.
    - Nie ważne, już jestem – spojrzała czule na chorego i dość gwałtownie ułożyła swoją głowę na wysokości jego klatki piersiowej. Troska cały ten czas nie była wskazana, nie z czipem w szyi, ale… Taisja nawet nie zdawała sobie sprawy, że dawka narkotyku w jej organizmie jest już tak duża, że nawet ból przestał być mało wyczuwalny.
    - Chcesz coś? – zapytała tuląc się do jego torsu. Co z tego, że przez pierzynę, jej to nie przeszkadzało. Słysząc prośbę uniosła głowę i spojrzała na niego, bardzo szybko mrugając przy tym oczyma. Znowu ma śpiewać? Patrzyła przez chwilę na bruneta jak na idiotę. Po chwili jednak uśmiechnęła się szeroko.
    - Jak sąsiedzi przyjdą pytać co za kot tak jęczy to nie miej do mnie pretensji – stwierdziła i wytknęła chłopakowi język. Podniosła się do siadu i popukała palcem brodę. Co niby ma mu zaśpiewać?
    - U, u, u! Mam! – oznajmiła entuzjastycznie i klasnęła w dłonie. Przypomniała sobie pewną rosyjską kołysankę. Mama nie często kładła ją spać, właśnie dlatego te kilka wieczorów gdy jej ją śpiewała, tak bardzo zapadło w pamięć Rosjanki. Poprawiła włosy chłopaka, tak, aby nie wpadały mu na twarz i cicho zaczęła znaną jej „Tili tili bom”.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  142. Kończąc piosenkę zawiesiła spojrzenie na śpiącym brunecie. Na jej twarzy automatycznie namalował się szeroki uśmiech.
    - No w końcu to Ty zasnąłeś przy mojej muzyce – szepnęła i pochyliła się nad nim, by pocałować rozgrzane czoło chłopaka. Nie raz czuła jak on robił to samo, kiedy zasypiała przy jego gitarze. Raz jeszcze sprawdziła czy Glen aby na pewno jest dobrze przykryty, a po tym ruszyła do salonu, by w komputerze sprawdzić dokładnie jak leczyć gorączkę u ludzi. Kiedy przejrzała z dwadzieścia forów, ruszyła do kuchni, aby przygotować brunetowi jedną z polecanych miksturek. Musiała oczywiście zejść jeszcze do sklepu i chociaż wzbudzała zainteresowanie w tym swoim pielęgniarskim kubraczku, to osobiście nie zwracała na to uwagi. Po prostu kupiła wszystko co było potrzebne i wróciła do domu. Właśnie studziła zagotowaną wodę, przygotowaną do zalania świeżego imbiru, cytryny i miodu, kiedy kątem oka dostrzegła pozostawioną na stole pocztę. Wrzątek nie potrzebował jej towarzystwa by się schłodzić więc Tai ruszyła zobaczyć cóż to za czasopismo trafiło do jej skrzynki. Zmarszczyła czoło.
    - Newstiel… - przeczytała na głos, dostrzegając, że ktoś włożył zakładkę na konkretnej stronie gazetki, jakby chciał, aby ją właśnie tam otworzono. Rosjanka zamyśliła się lekko, zaraz zerknęła w stronę Glen’a, który najwyraźniej powoli się wybudzał. Wróciła wzrokiem do gazetki i otworzyła ją. Plotki? Do tego jedna zaznaczona czerwonym flamastrem w kółko. Dziewczyna przeczytała wyróżniony tekst i automatycznie zacisnęła zęby, a jej oczy zalśniły trochę mocniej. Zdenerwowana cisnęła gazetką w kąt pokoju i wyraźną irytacją wróciła do kuchni, by dokończyć przygotowania miksturki.
    - Głupi Glen – fuknęła pod nosem czując w klatce piersiowej dziwny ucisk, do tego miała wrażenie, że jej oczy robią się dziwnie wilgotne.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  143. Wilczyca słuchała tych domowych opowieści z nikłym uśmieszkiem na ustach. Z tej dwójki musiała być udana para, już widziała oczyma wyobraźni jak ta nadpobudliwa dziewczyna, o której wspominał jej Meliodas, marudzi Glenowi. Mimowolnie zaśmiała się delikatnie. Po chwili jednak westchnęła i pokręciła głową.
    - No jesteś, jesteś, wiem… Strasznie mnie to irytuje. Głupota, gdyby nie ludzie to połowa mieszkańców Mortiel by nie istniała, w końcu większość z nich to mieszańce, no ale… Co poradzić… - wzruszyła ramionami z nietęgą miną. W prawdzie nie pasowało jej to całe zniewolenie, ale miała wrażenie, że Glen o zniewoleniu i o tym czego mu nie wolno tylko opowiada, nie bardzo się stosuje do tych wszystkich zasad. Uśmiech znowu wrócił na jej twarz, nie miała bowiem ku temu nic przeciwko. Na reakcję bruneta roześmiała się głośno.
    - No mamy i owszem, głupek z niego, przecież się we mnie zakochał – wytknęła Glenowi język i zaśmiała się raz jeszcze. W tym momencie do stolika przyniesiono zamówienie Akeli, kelner postawił talerz przed jej nosem, podał sztućce i spojrzał na Glena, trochę jakby z żalem w oczach.
    - Przykro mi, ale nie mogę obsługiwać niewolnika, musisz odebrać swoje danie sam, tylko weź lepiej paragon – szepnął w jego stronę, widać było, że nie odpowiada mu taka kolej rzeczy. Akela spojrzała na kelnera. Nawet ją lekko zaskoczył, zwykle brunet miał pecha trafiać na tą opryskliwą część społeczeństwa. Uśmiechnęła się do niego lekko, w ramach pochwały takiego zachowania i zaraz wyciągnęła świstek papierka, który dostała przy kasie. Podała go Glenowi. Kelner jednak przechwycił go, wykreślił danie, które już podał i dopiero wtedy przekazał do rąk człowieka.
    - Najlepiej nic nie mów, podaj, zabierz potrawę i wracaj do przyjaciółki – puścił jeszcze oko chłopakowi i odszedł od ich stolika.
    - Ho, ho, masz branie – zażartowała wilczyca.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  144. [Wydanie 3, tam, gdzie jest wzmianka o Eli. xD Ja jestem mega ciekawa jego pytań i tych zadanych przez innych autorów! No i samych odpowiedzi!]

    Słysząc kroki chłopaka Taisja automatycznie przetarła dłonią policzki, jednak na niewiele się to zdało, łzy nadal wypływały, a ona zacisnęła mocno usta, nie rozumiejąc co się właściwie z nią dzieje. Wiedziała tyle, że jest wściekła na Glena. Nie odpowiedziała na jego powitanie, nie odpowiedziała na pytanie, stała i mieszała to co dla niego przygotowała. Dopiero po chwili podciągnęła nosem i cisnęła łyżeczkę do zlewu. Odwróciła się w stronę człowieka, podeszła i wręcz wcisnęła kubek z naparem w jego dłonie.
    - Masz i wypij! Zrobiłam dla Ciebie, ale pewnie Twoja Eli robi Ci lepsze rzeczy! 0 warknęła w jego stronę i chociaż głos jej się łamał to starała się nie wyginać ust w tą specyficzna podkówkę. Wyminęła chłopaka raz jeszcze podciągając nosem. Po drodze złapała Reksia i szybszym krokiem udała się z nim do salonu. Tam usiadła na brzegu kanapy, podciągnęła kolana pod brodę i przytuliła się do psiaka, lokując spojrzenie w jakiejś zębatce leżącej na stoliku.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  145. Siedziała cały czas tak samo, od czasu do czasu zerkając czy brunet tu idzie czy nie. Kiedy go zauważyła szybko wróciła wzrokiem do zębatki i wydęła usta, mocniej tuląc Reksia. Słysząc o dobrym jedzeniu zacisnęła zęby, pięści i nawet palce u stóp. No pięknie! Jeszcze umie gotować! Zmarszczyła czoło. Super, dużo dziwniejsza niż ona… Odwróciła od niego twarz jeszcze mocniej. Uważa Tai za dziwadło, a ona myślała, że się lubią. Słysząc pytanie o zazdrość zerknęła jednorazowo w stronę bruneta, jednak szybko uciekła wzrokiem i raz jeszcze wydęła usta. Prychnęła pod nosem. Dopiero na wzmiankę o Reksiu odwróciła buzię ku człowiekowi i spiorunowała go spojrzeniem.
    - Nie jestem głupia! No i co z tego, że dziwna?! – znowu krzyknęła i mimo wszelkich starań jej usta wygięły się w niezadowolonym grymasie. Posadziła psiaka wolno i sama schowała twarz w kolanach, dodatkowo opatulając się rękoma. – Idź sobie do niej, niech robi Ci pyszne jedzonko. Tai przecież nie umie gotować i jest dziwadłem – mruknęła łamiącym się głosem.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  146. Aki niby grzecznie czekała na swojego przyjaciela, ale zapach był tak nieziemski, że podjadła już odrobinę dania. Kiedy do niej dołączył przestała się ograniczać.
    - Ha! Już nie udawaj. Może i jesteś niewolnikiem, ale przystojnym. Sporo panienek się za Tobą ogląda. Tak właściwie to nie tylko panienek – poruszyła zabawnie brwiami. Słysząc pytanie uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Oj… różnie – zaśmiała się. – Mocno go prowokowałam, nieświadomie, ale… Podniosłam mu tym nie raz ciśnienie i to nie tylko to w spodniach – znowu poruszyła brwiami. Pokręciła nawet głową na wspomnienie ich pierwszego pocałunku. – Moi rodzice mocno utrudnili naszą relację. Kiedy poznałam Cahana byłam już zaręczona z kimś innym. Bardzo mocno mnie do niego ciągnęło, tylko wobec niego byłam nad wyraz śmiała w swojej nieśmiałości, ale przez to dawałam nie jasne sygnały. Pewnego dnia, po wydarzeniach z domu po prostu czułam potrzebę by znaleźć się akurat przy tym Wilku… - zaśmiała się. – Grzeczniutka Aki włamała się przez okno do jego pokoju. Spał, więc położyłam się obok i zasnęłam. Wtedy byłam już pewna, że to mój Wilk, pierwszy raz od bardzo dawna byłam tak spokojna, pierwszy raz czułam się tak bezpiecznie, mimo, że zaledwie dzień wcześniej przeżyłam, dosłownie, piekło – opowiedziała to z uśmiechem na twarzy. Pokręciła jeszcze głową. – Nie miałam, Cahan jest pierwszym moim partnerem. Prawdę mówiąc to nie funkcjonuję najlepiej w związku, znaczy, wiesz… Nigdy nie mogłam na nikim polegać i mam czasem problem z współpracą, a związek to pewnego rodzaju współpraca – wzruszyła ramionami.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  147. Zamknęła drzwi za nimi. Prowadzac go po krótce wyjasnila po co ida wlasnie tam.
    - no wiesz. W tego typu miejscach jest wiele uzytecznych roslin. Niektore moga byc trujace inne dobre, ale trzeba je znac. Jak nie mozna czegos kupic bo na przyklad dostawa w sklepie sie skonczyla w sklepie to na lace to znajdziesz. O ile wiesz czego szukasz. - usmiechnela sie do niego. - Na koniec szkolenia zrobie ci egzamin. A wiesz mi - jest trudny. Radze ci wiec uwazac na zajeciach. Ta wiedza moze ci sie kiedys bardzo przydac.

    Eli

    OdpowiedzUsuń
  148. Blondyn dosłownie na kilka sekund przerzucił spojrzenie z twarzy chłopaka, na jego wyciągniętą dłoń. Przypomniało mu się nawet jak kiedyś agresywnie reagował na ten gest. Wszystko za sprawą niewoli i głupiego wierszyka. Zaśmiał się pod nosem i uścisnął dłoń niewolnika. Nie widział w tym problemu.
    - No i zajebiście – uśmiechnął się tajemniczo, po czym puścił dłoń bruneta i zwrócił się twarzą do zebranych tu gości. – Zapraszamy do baru! Barman Glen zapewni Wam pikantne doznania! Nowe drinki od nowego nabytku tego baru! – rzucił w eter, aby zaciekawić bawiące się istoty. Oczywiście słysząc o nowości w kolejce zaraz przybyło gości, a Blondyn uśmiechnął się nikle do chłopaka.
    - Większy zarobek zawsze spoko – skomentował swoją małą reklamę i kontynuował pracę. Nawet kiedy zasypano go pytaniami o przeszłość, on nie przestawał obsługiwać klientów. – Ciekawskie z Ciebie jajo – zauważył. – Pamiętam wszystko, owszem, ale wszystko to co jest związane ze mną. W Mortiel jestem dość świeżym mieszkańcem – wzruszył ramionami i prychnął śmiechem.
    - Glen, Glen, moja historia jest długa i zawiła – zaczął przerywając pacę i patrząc obojętnie na chłopaka. Westchnął zaraz ciężko. – Ale nie nudzi mi się, jest co robić na świecie, zarówno tym jak i ludzkim – mruknął wracając do robienia drinków. – A tych całych „bliskich” mam dopiero od niedawna, nikt nie zdążył umrzeć śmiercią naturalną, tak więc radziłem sobie dzięki zemście. Nie polecam, uzależniające cholerstwo – rzucił z zadziornym wyrazem twarzy.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  149. Słysząc śmiech chłopaka zacisnęła pięści jeszcze mocniej i skuliła się bardziej na kanapie. Drgnęła dziwnie czując jego dotyk i oburzona wyciągnęła głowę z pomiędzy kolan, aby spojrzeć na niego z tym swoim oburzeniem, z mokrymi oczyma i wydętymi wargami. Chciała ją znowu schować, ale Glen złapał jej twarz i nakierował na swoją. Taisja zrobiła duże oczy.
    - Najważniejsza? – powtórzyła niczym zahipnotyzowana i zamrugała szybciej kilka razy. Teraz nawet wiadomość o jeszcze jakiejś Aki nie była tak kłująca w uszy. Na twarzy Rosjanki namalował się nawet lekki uśmiech, a ona starła z twarzy pozostałości po łzach. Dopiero gdy zobaczyła zdjęcie owej przyjaciółki… Na chwilę znowu posmutniała. Niepewnie zerknęła na Glen’a. Ją lubił najbardziej? Inne dziewczyny nagle poszły w niepamięć, sama pogłaskała Reksia i przysunęła się nieco bliżej Glen’a.
    - Dlaczego? Dlaczego mnie lubisz najbardziej? – zapytała go, szczerze tym zainteresowana. Przypomniały jej się słowa pewnej istoty, o tym, że gdyby go wtedy nie kupiła to nigdy by jej nie zauważył, w tłumie byłaby jakąś irytującą nastolatką, wrzutem na tyłku czy kimś po prostu zbyt głośnym. Czy gdyby zdjęła mu tą obrożę… Zostałby?

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  150. [ A czy mamy już jakiś pomysł na wątek? Chętnie wysłucham propozycji! :D ]

    Cahan

    OdpowiedzUsuń
  151. - to tak jak z owocami cisu - jedna czesc jest trujaca druga nie. Podasz komus calkiem przypodkowa nie wlasciwa. W efekcie śmierc murowana. To sie zwlaszcza tyczy ludzi lub hybryd ludzkich. Do krzewow dojdziemy jak uporamy sie z zielskiem - puscila mu oko - A wracajac do twego pytania to trudna sztuka. Mozesz mi wierzyc jednak, ze to wykonalne nawet jesli jak sie o tym mowi to mozna zasnac. Po krzewach przejdziemy do drzew i tutaj tez mozna przypiac latke czasu, w ktorym je zbieramy. Pamietaj by nie brac za duzo. To zywa roslina. Nie odpowie Tobie na bol jaki jej zadasz [bosz czuje sie jak znachorka jakas xD], ale jak to mowia czarownice dobre intencje zawsze sa lepsze od zlych. Te zle wróca do ciebie szybciej niz myslisz w najmniej spodziewanych momentach.
    Rozejrzała sie po lace. Szukała im odpowiedniego placyku do nauki.
    - o tam usiadziemy - wskazala miejsce.

    Eli

    OdpowiedzUsuń
  152. Westchnęła ciężko i pokręciła głową.
    - Dlaczego Ty jesteś dla siebie taki surowy, co? Nie wystarczy Ci, że prawie wszyscy dookoła patrzą na Ciebie z góry? Jęczysz i jęczysz o tej swojej szpakowatości, a jest na to proste rozwiązanie. Na szczęście, jak to powiedziałeś, Twoja właścicielka przymusi Cię do treningów – uśmiechnęła się dumnie. – Za to już ją lubię – przyznała i wgryzła się w swoje mięso. Przerwała dopiero gdy zadał kolejne pytania.
    - Glen, to jest dość indywidualna sprawa, jedni zakochują się w czyjejś twarzy, inni w charakterze, jeszcze inni patrzą na obie te rzeczy. Ja w Cahanie nie zakochałam się od razu, po prostu coś mnie do niego ciągnęło, miałam ochotę z nim przebywać, ale uczucie pojawiło się później. Miłość bywa okrutna, ale jest prawdziwa jeżeli jesteś w stanie przełożyć swoje dobro nad dobro ukochanej istoty. Nie mówię tu o uleganiu, mówię o tym, że z własnej woli stawiasz, dajmy na to, marzenia danej osoby, nad swoje. Cieszysz się tylko dlatego, że ona się cieszy, a jej obecność działa na Ciebie inaczej niż ktokolwiek inny. W pozytywnym znaczeniu rzecz jasna. Jesteś przy niej bardziej radosny, bardziej energiczny… Jeżeli przy tej osobie odczuwasz dyskomfort, jeżeli nie możesz być sobą, jeżeli w jej wyglądzie zupełnie nic Cię nie pociąga to taka relacja jest skazana na niewypał… Wiesz, nawet w związku zdarzają się kłótnie, sprzeczki… Są nawet dłuższe okresy tych zatarć, jeżeli jesteś z kimś tylko z powodu charakteru to w momencie tych sprzeczek, dostrzegania wad, stwierdzasz, że nie warto, że jednak nie jest taka fajna. Jeżeli coś Ci się w niej podoba to nawet w przypadku odkrycia wad, nadal coś Cię przy niej trzyma i łatwiej przejść przez ten trudny okres… - wypuściła głośno powietrze. – matko, ale się nagadałam – zaśmiała się i pokręciła głową. – Jeszcze chwila i mi jedzenie wystygnie – znowu się zaśmiała.

    Akela

    OdpowiedzUsuń
  153. Niklaus doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że chłopak tu nie pracuje, ale klienci po prostu uwielbiali nowości i stwierdził, że wykorzystanie nowej buźki wyjdzie na dobre, zarówno jemu jak i jego szefowi, czy właścicielowi tego przybytku. Glen rzeczywiście miał w tym najmniejszy udział ,o ile jakikolwiek by miał. Słysząc o napiwkach zaśmiał się pod nosem. Bystry chłopak.
    - Twoje napiwki mogą być Twoje, od moich trzymaj się z daleka – odpowiedział z zadziornym uśmieszkiem i jakimś takim dziwnym błyskiem w oku. Obsługiwał klientów dalej, ale słysząc propozycję przestał i zaskoczony spojrzał na bruneta.
    - Ha! – pokręcił głową i zaśmiał się pod nosem. – Odważny jesteś. Szanuję, serio młody, szanuję – znowu pokręcił głową. – Przyjmuję wyzwanie – rzucił w odpowiedzi. Jak mógłby odmówić?! W końcu był mistrzem w zbieraniu napiwków, szczególnie tych od kobiet. Bez zbędnych ceregieli złapał dwa słoiczki, które opróżnił z dotychczasowych napiwków, jeden postawił przy brunecie, drugi obok siebie.
    - Zaczynamy od zera – znowu uśmiechnął się zadziornie i od razu wrócił do przyrządzania napoi, tym razem jednak nie ograniczał się w swoich sztuczkach, podawał swoje drinki sprawnie, ale z dodatkowymi atrakcjami.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  154. Ona również zamrugała szybciej oczyma widząc jego reakcję, szczególnie ta rumiana twarz chłopaka rzuciła jej się w oczy i mimo wszystko dziewczyna uśmiechnęła się bardzo delikatnie. Powoli zaczynała rozumieć co znaczą te gorące policzki na jej czy cudzej twarzy. Ona niewinna? Miała dość sporo istnień na sumieniu, może i większości nie zabiła, ale urządziła im konkretne piekło oddając schwytanych do laboratorium gdzie posłużyli jako obiekty testów. Z postrzeloną mogła się zgodzić, a bycia kochaną nie umiała zdefiniować. Znowu zamrugała szybciej oczyma gdy tak gwałtownie wstał i znowu wspomniał o gorączce. Pozwoliła mu nawet zrobić kilka kroków, ale zaraz wstała z kanapy i złapała dłoń chłopaka, zatrzymując go, jednak nie mając dość odwagi by spojrzeć mu prosto w oczy. Zbliżyła się na krok do jego pleców, nadal trzymając za nadgarstek.
    - Ja… Ja Cię lubię najbardziej bo… - spojrzała w ziemię i nagle przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie. Na jej twarzy od razu zagościł szeroki uśmiech, a ona uniosła głowę. – Bo mi pokazałeś co to czekolada i, i… I nauczyłeś jeść kruche ciastka i, i… bo robisz pyszne obiady, uczysz mnie nowych smaków, grasz mi na gitarze. Bo przyprowadziłeś tu Reksia i… Bo Ty nie mówisz mi co mam robić, tak jak większość, tak jak Ci z laboratorium – tu znowu spojrzała w podłogę i puściła nadgarstek chłopaka.
    - U, u, u! Wiem! Bo mogę się też Toba opiekować! – wypaliła entuzjastycznie i skoczyła prosto przed jego twarz by zaraz po tym wtulić się głową e jego tors i opleść swoimi ramionami.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  155. [ Hmm... no to może zaaranżowane spotkanie przez Aki gdzieś w barze jakimś? ;D ]

    Cahan

    OdpowiedzUsuń
  156. Dla Tai nie liczył się fakt, że każdy mógł to zrobić, zrobił akurat Glen i chociaż były inne istoty, które nauczyły ją równie wiele to właśnie chłopak zdobył u niej największą sympatię. Słysząc pytanie odkleiła się od niego i pokiwała głową.
    - Ok – odpowiedziała nad wyraz krótko jak na siebie. Na stwierdzenie o złości uśmiechnęła się lekko. Może i była dość wybuchowa, ale dość szybko jej te stany przechodziły. Dopiero na pstryczek w nos zaśmiała się tak jak to miała w zwyczaju i z szerokim uśmiechem odprowadziła Glena wzrokiem, prosto do łóżka. Sama ruszyła w stronę jadalni, jednak w połowie drogi zatrzymała się i obróciła na piecie, aby ruszyć jeszcze do bruneta. Pochyliła się nad jego uchem.
    - Jeszcze najbardziej lubię jak się uśmiechasz, no i Twoje włosy, fajne są – szepnęła jakby zdradzała mu jakiś wielki sekret i po tym odskoczyła od łóżka, by w podskokach ruszyć ku poprzedniemu celowi. Teraz czuła się spełniona, powiedziała wszystko co chodziło jej po głowie. Usiadła przy stole jadalnianym i od razu złapała kilka części, by zaraz lekko przygryźć swoją dolną wargę i zacząć tworzyć jakieś kolejne cudo techniki.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  157. [ Będę wdzięczna jak Ty zaczniesz XD ]

    Cahan

    OdpowiedzUsuń
  158. W czasie, w którym Glen zajmował się sprzątaniem Niklaus zdążył obsłużyć dwóch klientów i w sumie tylko to przelało czarę wygranej na jego stronę. Brunet radził sobie naprawdę dobrze i Blondyn nie mógł tego nie zauważyć. Ba… Może to nie było w jego stylu, ale zauważył, że jego „styl” ostatnio coraz bardziej się zmienia. Wszystko za sprawą małej Akane, która po prostu wprowadziła do jego życia specyficzny rodzaj ciepła i zwykle oschły cham został nieco okiełznany. Blondyn ukradkiem zabrał dwie monety ze swojego słoika i wrzucił do słoika Glen’a kiedy ten zajmował się gaszeniem pragnienia. Dodatkowy napiwek wrzucił jego ostatni klient i różnica w uzbieranej sumie nie była znacząca, jednak Nik wiedział już, że to on stawia. Skąd to wiedział? Już w szkole odznaczał się geniuszem matematycznym, a był również spostrzegawczy i liczył zawartość obu słoików od samego początku konkurencji.
    Oparł się o blat i zaśmiał gardłowo słysząc pytanie.
    - Kwestia przyzwyczajenia, dużej wytrzymałości i sprawności fizycznej. Jesteś dość flakowaty, nic dziwnego, że tak szybko wymiękasz – rzucił z zadziornym uśmiechem i złapał słoik dzieciaka, by mu go podać. – Twoja zapłata – rzucił i sięgnął zaraz najdroższą butelkę alkoholu z półki. – I moja przegrana – uśmiechnął się kącikiem ust. – Dawaj szklankę – pogonił bruneta, sam wyciągając z kieszeni niewielki pliczek pieniędzy i włożył do kasy odpowiednią ilość gotówki za trunek. Wtedy do baru podszedł średniego wzrostu mężczyzna.
    - Siema – rzucił do Blondyna. Nik spojrzał na kumpla zaskoczony, później zerknął na zegarek.
    - O kurwa, już? – zapytał sam siebie. Kou, jego znajomy, zaśmiał się.
    - Co? Czas sobie przyspieszyłeś? – zapytał przeskakując przez blat baru i zerkając na Glen’a.
    - Można tak powiedzieć, podobno w dobrym towarzystwie płynie szybciej – rzucił Nik w odpowiedzi, by po tym pogonić Glen’a zza baru. – Musimy wypić jak normalni klienci, mam koniec zmiany. Weź szkło i zajmij nam jakieś miejsca, zaraz dołączę – polecił chłopakowi, musiał jeszcze obgadać kilka spraw z zmieniającym go barmanem.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  159. Akela pokręciła głową.
    - Nie chodzi o szpakowatość. To, że nabierzesz siły nie oznacza, że od razu pojawią się wielkie mięśnie. Niektórzy mają szczupłą sylwetkę i nie są w stanie w naturalny sposób „urosnąć”. Ćwiczą mimo wszystko, chociażby dla zdrowia. Poza tym chyba nie do końca rozumiesz rolę jaką przypisano niewolnikowi. Masz wykonywać bezwzględnie polecenia swojej właścicielki, nie wszystkich nadprzyrodzonych. Masz jej usługiwać, owszem, ale i bronić, nawet przed innym nadprzyrodzonym. Dbanie o kondycje nie jest tu zakazane, nawet dla zwykłych ludzi – pogroziła mu palcem, uśmiechając się zadziornie. – Oj, nie mów hop – zaśmiała się. – Słyszałam, że to dość… oryginalna istotka. Jeżeli to prawda to śmiem wątpić, że szybko odpuści – teraz to ona się wyszczerzyła.
    Po swoim długim monologu i reakcji chłopaka znowu się zaśmiała. Machnęła dłonią.
    - Daj spokój. Cahan jest tak naprawdę moim pierwszym facetem i prawdę mówiąc nie mam aż nadto doświadczenia, więc guru ze mnie kiepskie – stwierdziła i wytknęła mu język. – Wszystko o czym mówię to w większości analiza własnych uczuć czy zachowań moich przyjaciół, no, obcych również – wzruszyła ramionami i złapała ostatni kawałek mięsa w palce. Tutaj nikt nie bronił się przed rezygnacji z używania sztućców. Żeberka, które zamówiła dziewczyna o wiele łatwiej jadło się w ten mniej elegancki sposób.
    - Jakie plany na wieczór? – zapytała nagle, co by tak nie drążyć tych miłosnych tematów. Oczywiście, była otwarta na wszelkie pytania w tej tematyce, ale brunet wiedział na tą chwilę chyba wszystko co chciał wiedzieć.

    Akela

    OdpowiedzUsuń
  160. Dziewczyna tak długo siedziała nad swoim nowym wynalazkiem, że zasnęła przy stole jadalnianym. Na szczęście w nocy Reksio dobrał się do jej nogawki i rozbudził, dzięki czemu dziewczyna poczłapała do swojego łóżka i walnęła się na nie w ciuchach. Zasnęła błyskawicznie.
    Kiedy chłopak gotował w kuchni do jej nosa docierały coraz to przyjemniejsze zapachy, zaczęła coś mruczeć i przewracać się z boku na bok, zupełnie jakby walczyła sama ze sobą. Wstać, czy spać. Dopiero palec wbijający się w jej twarz i jeszcze mocniejszy zapach jajecznicy sprawił, że dziewczyna uniosła leniwie powieki. Na widok Glen’a uśmiechnęła się, jednak zaraz wtuliła w poduszkę.
    - Hejoś – powitała go chowając pół twarzy. Zachichotała cicho, gdy pochylił się nad jej uchem i dmuchnął w nie. Uniosła się na łokciu od razu przenosząc wzrok na przyniesiony talerz. – Jemy dziś w łóżku? – zapytała nieco zaskoczona, podnosząc się jeszcze bardziej – do siadu. Zabrała mu bezceremonialnie talerz i odstawiła na bok, by po tym po prostu się do niego przytulić i z głową na jego ramieniu przymknąć oczy.
    - Ale miałam kosmiczny sen, wiesz? – mruknęła leniwie do ucha bruneta.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  161. Dziewczyna zaśmiała się.
    - Glen, nie zarzucam Ci migania się od obowiązków, po prostu za wszelką cenę szukasz wymówki, aby nie trenować. Teraz już tej wymówki nie masz – puściła mu oko kończąc swój posiłek. Wytarła dłonie w serwetkę i upiła jeden z ostatnich łyków piwa. Spojrzała na niego wyraźnie zaskoczona.
    - Czekaj, bo chyba nie rozumiem… Czy Ty narzekasz, że masz wolną rękę? Wolałeś wampira kata? – jedna z jej brwi uniosła się automatycznie. – Może rzeczywiście lepiej się zastanów co tak właściwie Ci się w niej podoba. Jesteś w pewnym sensie skazany na jej towarzystwo. Wyszłoby nieciekawie, gdyby Twoje pocałunki czy inne czułości wynikały z czegoś innego niż Twoje własne chęci czy jakieś głębsze uczucie – opróżniła swój kufel. – Nikt nie lubi jak ktoś się bawi jego uczuciami – wzruszyła ramionami i zmierzwiła włosy bruneta. Zaciekawiona spojrzała na niego.
    - Gwiazdy i piosenka? Nie wiedziałam, że je piszesz… - zauważyła z tajemniczym uśmiechem. – Chętnie bym jakąś usłyszała – kiwnęła głową i dała znać kelnerowi, że prosi o rachunek.

    Aki

    OdpowiedzUsuń

  162. Cahan od dłuższego czasu nie bywał w barach. Miał zbyt dużo na głowie jako nowy wódz w stadzie. Poza tym chciał też poświęcać jak najwięcej czasu swojej dziewczynie, kiedy już znajdował na to chwilę. Kontakt z innymi znajomymi trochę mu się urwał, aczkolwiek miał nadzieję, że zrozumieją. Nie mógł tak po prostu zaniedbać swoich obowiązków, czy wystawić stada na niebezpieczeństwo. Już nie był synem wodza, który mógł bezkarnie latać i bić się bez powodu. Musiał wydorośleć. Mimo wszystko miał świadomość, iż osobą, którą najbardziej martwił ten fakt była Akela. Nie bez powodu zaprosiła go do baru, aby mógł poznać jej przyjaciół. No tak, pozwanie swoich znajomych było dość ważną częścią relacji, zwłaszcza że o ich związku krążyły różne plotki, w które był zamieszany niejaki Glen. To właśnie z nim mieli się we dwójkę spotkać. Czekał jakieś piętnaście minut przed barem na dziewczynę, aż w końcu zrezygnował. Musiała zwyczajnie ustawić mu spotkanie. Wymuszony męski wieczór? Uśmiechnął się rozbrajająco kręcąc głową. Co za dziewczyna. Wszedł do przybytku, po czym rozejrzał się po obecnych. Zauważył mężczyznę z obrożą na końcu Sali. Innego niewolnika tutaj nie było, więc strzelał, że to właśnie jest jego dzisiejsze towarzystwo. Zresztą aparycją pasował do opisu podanego przez przebiegłą pannę Cadogan. Podszedł jeszcze do baru i zamówił duży kufel jasnego piwa. Zapłacił z góry, po czym z alkoholem w ręku udał się w stronę bruneta. Od razu dało się wyczuć w jego zapachu stres. No tak, jego wzrost mógł peszyć takich jak on. W Mortiel nikt nie okazywał ludziom litości. Cahan był w stanie to zrozumieć. Sam żywił urazę do części. Mimo wszystko starał się dać szansę innym. Ten młodzik w końcu jest praktycznie bezbronny. Uśmiechnął się delikatnie w jego stronę.
    - Cześć, Cahan – przywitał się, siadając naprzeciwko niego. Przecież nie będą stać jak słupy soli cały czas. – chłopak Aki – dokończył już siedząc. Glen wyglądał dość chuchrowato według wilkołaka. Cóż, nie pierwszy raz widział faceta z drobną budową. Tym lepiej. Nawet gdyby chciałby odbić mu jego Wilczycę, nie miałby szans. Szans na przeżycie.
    - Od razu uprzedzam, że Akela najprawdopodobniej ustawiła nam to spotkanie i sama nie przyjdzie, żebyśmy się mogli sami dobrze poznać. Więc się uspokój. Nie jem ludzi. Jesteście strasznie łykowaci – zażartował. Ludzkie mięso miał tylko wtedy, gdy rozrywał przeciwnika na strzępy. Czasami jakiś kawałek wpadał mu do gardła. Nie dało się jednak porównać tego smaku do surowej, krwistej dziczyzny. Zwierzęta zwyczajnie były smaczniejsze.

    Cahan
    [ przepraszam, ale staram się jakoś nadrabiać :”). Wybacz persowi, proszę ]

    OdpowiedzUsuń
  163. Słysząc propozycję snów zaśmiała się cicho i odkleiła od niego. Złapała swój talerz i wzięła dwa pierwsze kęsy [No i idę zrobić jajecznicę, Twoja wina! xD].
    - Niee – przeciągnęła swoją wypowiedź i znowu się zaśmiała. – Tańczyłeś w naszym salonie i to jeszcze w samych majtkach! Nawet Reksio nie wiedział co się dzieje – przytaknęła sobie głową i wzruszyła ramionami, biorąc kolejne kęsy jajecznicy. Zamrugała zaraz szybciej oczyma i spojrzała podejrzliwie na bruneta.
    - To był sen, prawda? Nie robiłeś czegoś takiego, nie? – zapytała dla pewności. To co widziała zdawało się bardzo realne i sama nie do końca pewna była odpowiedzi. – Szło Ci całkiem nieźle – podsumowała ostatecznie z łobuzerskim uśmieszkiem. Już ona mu da się z niej nabijać.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  164. - Ja tam nie narzekam na jej pomysły, chociaż czasami wolałbym być informowany, tak jak teraz. Ale nie będzie źle, tak sądzę – odpowiedział na stwierdzenie Glena, biorąc kolejny łyk piwa. Nie chciał się spieszyć. Miał dość mocną głowę, ale nie miał zamiaru zaczynać drugiego piwa pięć minut po wejściu do pubu. To byłaby już lekka przesada.
    - Absolutnie nie jak kurczak. Lecter kłamał – zaśmiał się, przytaczając sławną postać Kanibala. Spojrzał na chwilę w okno zastanawiając się nad doborem słów, tak żeby brunet nie uciekł zaraz przez toaletowe okiennice. Skakanie z drzewa, na którym znajdował się bar nie było zbyt mądrym pomysłem. Wolał nie zmuszać jego lęków do takich rozwiązań. Chociaż…może sprawdzić jak twarde ma nerwy.
    - Zacznijmy od tego, że ludzkie mięso jest czerwone, nie białe jak kurczaka. Poza tym, nie ma typowego smaku jak zwierzęce. Jest bardziej słodkie, ogólnie ma taki słodki posmak, tak samo jak krew. Ogólnie nie radziłbym robić ludzkiego mięsa typowo na słono, bo za bardzo gryzłoby się ze słodyczą, a sam nie przepadam za cukierkami. Więc nie należysz do przekąsek, na które miałbym ochotę – wyjaśnił spokojnie, z uśmiechem na ustach, jakby właśnie rozmawiali o piłce nożnej czy innej normalnej rzeczy.
    - Większość demonów ma lekki zapach siarki, nieważne co zrobią, zawsze czuć, że urodzily się w piekle, albo stamtąd pochodzą ich przodkowie. To tak ja czy Aki zawsze będziemy pachnieć po trochu lasem – zaczął, stawiając kufel na stół. – Demona nigdy nie jadłem, raz wbiłem w jednego zęby, miał lekko kwaśny posmak, ale tak samo jak w przypadku ludzi, słodycz też jest mocno wyczuwalna. A wampir, owszem, jest paskudny w smaku. Jakbyś jadł padlinę. Tylko krew mają smaczną. Nie polecam – zakończył swoją wypowiedź z lekkim uśmiechem. Kiedyś jeden wampir próbował zbałamucić mu siostrę i zaprosić do grupki jakiś chorych krwiopijców. Rozrywanie ich nie było najprzyjemniejsze dla kubków smakowych, ale mimo wszystko razem z Karilah i Farkasem świetnie się przy tym bawili.
    - A co Cię tak ciekawią te smaki? Sam chcesz skosztować? – zapytał, unosząc lekko jedną brew ku górze. Następnie napil się piwa.



    Cahan

    OdpowiedzUsuń
  165. Postawił swoją szklankę po lewej stronie Glena i tam też usiadł. Od razu spojrzał na niego słysząc co mówi. Uśmiechnął się pod nosem.
    - Poznałeś mnie po prostu w lepszym momencie – przyznał i zaśmiał się pod nosem. – A tak poważnie, to po prostu mnie nie wkurwiasz. Pozory mylą, jestem uważany za cwaniaka, łobuza czy chuj wie kogo, więc mało kto podchodzi do mnie i gada jak do normalnego typa. Większość zachowuje się jakby obejrzała za dużo seriali mafijnych i z grubej rury walą teksty, co by pokazać jakie to twardziele. Takich zgasić najłatwiej – uśmiechnął się łobuzersko, po czym wyciągnął z kieszeni paczkę fajek. Rzucił ją na stół wcześniej wyciągając jednego papierosa. – Jak chcesz to się częstuj – dodał i odpalił swojego, od razu przyciągając do siebie popielniczkę stojącą na stoliku. Nie miał zamiaru zdradzać przed człowiekiem swojego prawdziwego, tego szalonego oblicza. Miał wydawać się normalny, musiał przestać rzucać się tak w oczy, aby mężczyzna którego szuka na serio się nim zainteresował. – Poza tym… - zaczął i wypuścił dym z ust. – Normalność to kwestia dość sprzeczna, szczególnie w takim miejscu jak Mortiel. Tutaj nawet Ty nie jesteś normalny – zauważył i polał im do szklanek trunku. Przyglądał się chwilę z zaciekawieniem sylwetce chłopaka, w końcu pochylił się nieco nad stolikiem i spojrzał mu prosto w oczy. Ziarna piasku zawirowały figlarnie w jego tęczówkach.
    - Zawsze mnie to intrygowało… Znasz jakiś innych niewolników? Podoba Ci się coś w ogóle, w tej krainie, czy raczej z góry ją przekreślasz ze względu na swoje położenie?

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  166. Pokręciła głową.
    - Glen, to po prostu mów, że nie chcesz. To trochę głupie, „chcę być silny, ale nic nie zrobię w tym kierunku”, tak momentami brzmisz. Jak z góry powiesz, że jest dobrze jak jest to nikt nie będzie naciskał – wyjaśniła mu i wypuściła głośniej powietrze. Nie należała do dobrych tłumaczy, chyba. Wilkołaki z reguły nie należały, za mało cierpliwości i szybka irytacja. Do tego w jej życiu ruch i sport był koniecznością, nawet ojciec dziewczyny, mimo swoich debilnych postanowień, kładł nacisk na sprawność fizyczną dzieci.
    Słuchała przyjaciela i ostatecznie kiwnęła głową.
    - No rozumiem, przywykłeś po prostu do innego życia, zarówno w sprawie usługiwania jak i miejsc zamieszkania. Nigdy nie byłam w Tyge, ale słyszałam, że jest bardzo specyficzne. Kontrola ponad wszystko – przeszły ją aż nieprzyjemne ciarki. – Nie zazdroszczę, ja bym nie zamieniła żadnego miejsca z Efleą. Tam jest po prostu idealnie – uśmiechnęła się nieco szerzej, po czym wyciągnęła portfel i uregulowała rachunek, który właśnie przyniósł kelner.
    - Ja bym chętnie posłuchał – rzucił, słysząc propozycję skierowaną do Wilczycy. Tym razem dziewczyna nie wytrzymała.
    - Nie pouchwalasz się za bardzo?! – wstała gwałtownie od stolika i nieprzyjemnie spojrzała na kelnera. Ten skierował na nią spojrzenie.
    - Pani wybaczy, taki luźny żarcik – odpowiedział i uśmiechnął się niewinnie.
    - Bierz kasę i spadaj – wilczyca wcisnęła mu pieniądze w dłoń i pokręciła głową. – To co, gdzie moja serenada? – zapytała z zadziornym uśmiechem i spojrzała na bruneta.

    Aki

    OdpowiedzUsuń