piątek, 23 lipca 2010

Z marzeniami przez życie... [vol 2]


Glen Raider
21-lat | Obecnie: ELFEA (wcześniej: Salree) | Człowiek | Niewolnik | Oczytany | Kochający muzykę oraz tętniący życiem port | Obserwuje istoty magiczne, gdy tylko ma wolną chwilę | Gra na gitarze i pianinie (choć to drugie jedynie dla kaprysu jego właściciela) | Osierocony dawno temu z zanikiem pamięci | Pierwsza chwila w pamięci - zakładana obroża w wieku 8 lat |


Historia | Powiązania |  



[To tyle ode mnie. Skąpo, ale na temat. Karta w miarę możliwości będzie uzupełniana. Na wątki chętna wszystkie!] 
 
POPRZEDNIA KARTA

20 komentarzy:

  1. Słysząc uwagę o bliźniakach, Szwed najpierw zbaraniał i wpatrzył się w Glena z zidiocieniem na twarzy, później poczerwieniał, a wreszcie odkaszlnął. Rozumiał, że można było się upijać, ale żeby aż tak? Czy on też wyglądał tak kretyńsko, kiedy był pijany?
    -Nie, nie mam bliźniaka-wyjaśnił wreszcie, przecierając zmęczone oczy i odsuwając okulary i dokumeny, zanim Glen zdążył je zniszczyć.-Mam co prawda brata, ale Gabriel bawi w Anglii...a poza tym...
    Urwał. Przekręcił się na stołku i wychylił się do przodu, chcąc powąchać chłopaka. Ile wypił? Co dokładnie wypił? I czemu, na Boga, miał tak kretyńsko słabą głowę?! Potrząsnął głową, marszcząc brwi, po czym wyjął czystą kartkę i zapisał sobie, co następuje, kaligraficznie ładnym pismem: Nauczyć Glena pić. Będzie musiał się za to zabrać na poważnie.
    -Jeżeli już pijesz, to po pierwsze, niezbyt wypada pić samemu. Po drugie, nie z gwinta, tylko ze szklanki, i po trzecie: nie byle chłam, tylko uważaj, co wybierasz-westchnął ciężko. Trudny był los ojca...czy raczej opiekuna, tfu! Co ta jego podświadomość, już go umieszcza na właściwym miejscu? Wstał i zerknąwszy na jedzącego Glena, sprzątnął ze stołu talerz. Umieścił go spokojnie w zmywarce (dobrze, że zainwestował w ten sprzęt), a chwilę później leniwie pił espresso z ciepławego, szarego kubka z motywem wieży Eiffla.
    -Jak się czujesz, Glen?


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  2. -Trzeba było wziąć tą dużą i niebieską butelkę Glen Moray. Dzisiaj już ci jej nie dam, ale jak wytrzeźwiejesz i poczujesz się lepiej, to za parę dni cię poczęstuję-obiecał spokojnie Akira, głaszcząc chłopaka po ciemnych, miękkich w dotyku włosach. Półcienie światła załamywały się na jego koszuli i spodniach, padały na subtelne zawijasy, liczby i znaki stawiane zarówno w alfabecie łacińskim, europejskim, jak i w zwykłych kanji (wszak kontrahenci pochodzili zarówno z kręgu kultury zachodniej, jak i wschodniej, i należało się do nich dostosowywać pod każdym względem), drżały na idealnie wypolerowanej szklance i w kroplach wody na plastikowej butelce, z której pił Glen. Ponowił myśl o nauczeniu chłopaka tajników dżentelmeńskiego upijania się (o ile samo upijanie się można byłoby zaliczyć do tej normy).
    -Pana? Jaki on tam pan, panem to ja tu jestem!-oburzył się z uśmiechem, szturchając delikatnie chłopaka. Z korytarza wiodącego do kuchni dobiegło go coś, co zabrzmiało jak urażone, pełne irytacji prychnięcie. Najwyraźniej Terayuki wszystko doskonale słyszał i postanowił temu dać wyraz poprzez zamanifestowanie swojej obecności...tyle, że Akira tylko się lekko, kpiąco uśmiechnął i pokiwał głową, jakby odpowiadając własnym myślom.
    -Dasz radę mi jeszcze w czymś pomóc, czy mam cię odprowadzić do pokoju?-spytał z troską. Stan chłopaka nie wydawał się mu najlepszy, ale jeżeli młodzieniec się zdecyduje, żeby go wesprzeć w działaniach, nie będzie mu przecież zabraniać.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyna zaśmiała się lekko.
    - Nie trzeba takiego przypominać, aby nim zostać – uśmiechnęła się zadziornie i znowu się zaśmiała. Na pytanie o matkę chrzestną wzruszyła ramionami.
    - Prawdopodobnie i bez Twojej pomocy nią zostanę, więc nie specjalnie mi zależy – pokazała mu język – ale skoro tak nalegasz, to może się zgodzę – zaśmiała się raz jeszcze i wzięła łyka piwa. Na informację o wujku prychnęła lekko śmiechem, jednak zaraz spojrzała na niego troskliwie i dotknęła jego ramienia, nie skomentowała na razie wypowiedzi, jedynie nie pozwoliła mu wstać, ba nawet powaliła na kanapę i spojrzała surowo.
    - No, no, chyba nie myślałeś, że dam Ci się tak po prostu położyć do łóżka co? Najpierw to ja zobaczę czy jesteś cały, bo te Twoje jęki zdecydowanie mi się nie podobają – powiedziała stanowczo i zaraz podwinęła mu koszulkę, zaczęła dłońmi badać jego brzuch. Pokręciła głową, zdecydowanie miał złamane 5 żeber, no i ten zapach krwi… Nie musiała nawet sprawdzać, na plecach znajdowała się paskudna rana, ciężko było tego nie wyczuć.
    - Masz dwie opcje albo zabieram Cię do lecznicy albo wzywam tutaj swojego znajomego, myślałam, że może sam coś z siebie wydusisz, ale widzę, że jesteś typowym samcem, ja natomiast jestem typową samicą i nie pozwolę Ci nawet spać w takim stanie – powiedziała władczo i złapała swój telefon.
    - Więc? – spojrzała na chłopaka pytająco by zaraz pochylić się lekko nad jego twarzą.
    - Jest jeszcze opcja, w której zamieniam Cię w wilkołaka, ale to o wiele bardziej bolesne niż dwie wcześniejsze – na jej twarzy znowu pojawił się zadziorny uśmiech.

    Aki

    OdpowiedzUsuń

  4. -Nie ma czegoś takiego jak to, że nie potrafisz nic pożytecznego-zauważył rozsądnie Akira, przyglądając się Glenowi. Czy był na tyle narąbany, żeby nie umieć zagrać czegoś na pianinie? W sumie można by mu to zaproponować...ale jak wytrzeźwieje. Na razie nie zagrałby na trzeźwo nawet Sabatonu, nie mówiąc już o innych klasykach, zarówno tanecznych, jak i "do posłuchania".
    -Na razie potrafisz polewać ludziom, umiesz też grać na instrumentach, więc będziesz od czasu do czasu grał i przywabiał mi tym klientów.-uśmiechnął się lekko mężczyzna. Przyjrzał się jeszcze raz krytycznie Glenowi, po czym odprowadził go na schody...a raczej miał zamiar to zrobić. Nie udało mu się to jednak, gdyż w tej chwili do Akiry podszedł mężczyzna z nożem. Wiało od niego tak silnie alkoholem, że smok skrzywił się z obrzydzeniem.
    - Teeee...facedddd...a sssa ile...ty spszeeedasz tego chopaczkaaa? - zabełkotał niewyraźnie nieznajomy, chwytając Glena za ramię i śmiejąc się w dość głupi sposób. Zimne spojrzenie smoka wyrażało w tej chwili więcej niż tysiąc słów.
    -Jest zbyt cenny, byś mógł sobie na niego pozwolić, i należy do mnie-odparł lodowato, chwytając mężczyznę za dłoń. Po krótkiej chwili rozległ się trzask łamania paliczków w dłoniach. Nieznajomy zawył z bólu, a w oczach Akiry pojawił się niebezpieczny błysk przywodzący na myśl płomienie.
    -Glen, idź na górę i odpocznij. Jak wytrzeźwiejesz, pomożesz mi sprzątać bar, zrobić zakupy i będziesz ćwiczył z Yukim-zadysponował stanowczo.-Ja mam tutaj...kogoś do załatwienia. Lub coś.
    Jego uśmiech wskazywał, że pewnego rodzaju oferty należałoby dokładnie przemyśleć przed złożeniem ich Englundowi.
    Akira

    OdpowiedzUsuń
  5. Wilczyca jedynie pokręciła głową.
    - Nie obchodzi mnie Twoje zawsze. Teraz jest teraz, a nie jest ono przy Michaelu tylko przy mnie. Skoro jesteś na tyle głupi i nieodpowiedzialny to nie pozostaje mi nic innego jak podjąć decyzję za Ciebie - odpowiedziała stanowczo, nie wysilając się nawet na pogodne uśmiechy. Ciężko jej było zrozumieć mieszkanie z tym porąbanym wampirem, ale była w stanie to zrobić, jednak jeżeli chodziło o zdrowie, nie, tego nie przepuści i jak będzie trzeba to mu po prostu przywali, aby nie szamotał się podczas jakichkolwiek badań.
    - Nawet nie próbuj zwiewać, bo obiecuję, że poznasz kilka innych, mało przyjemnych zastosowań mojej przemiany - pogroziła mu mrużąc przy tym oczy i wpatrując się w jego źrenice, zupełnie jak zwierze pokazujące przeciwnikowi, że nie ulegnie i będzie walczyć jeżeli przyjdzie taka potrzeba. Nawet po zdaniu wyjaśniającym jego przybycie stanowczość Aki nie zniknęła.
    - Jej już nie uratuję, ale Tobie pomogę, czy tego chcesz czy nie - odpowiedziała jedynie i zaraz wykręciła numer do znajomego. Oczywiście Glen'a nie spuszczała z oczu, jeszcze przyszedłby mu do głowy jakiś debilny pomysł. Już zaraz przeprowadziła rozmowę telefoniczną i umówiła lekarza.
    - Będzie w przeciągu trzydziestu minut - poinformowała go jeszcze i ze spokojem wzięła łyka swojego piwa. Już ona mu da tak lekceważąco podchodzić do swojego zdrowia, jeszcze się chłopak zdziwi.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybko zauważył pijącego Glena w towarzystwie Terayukiego i jeszcze szybciej do niego podszedł. Było tak, jakby to nie on wczoraj połamał kości obcemu mężczyźnie, chętnemu na zakupy w niewłaściwym miejscu i z niewłaściwym podejściem do interesów. Uśmiechnął się przyjaźnie do chłopaka i stanął przy nim, zapalając starannie papierosa przy pomocy niewielkiego ognika.
    -Zjadłeś już śniadanko?-spytał z uśmiechem.-Jeżeli nie, to zrób je sobie i zjedz. Potrzebujesz siły. Za piętnaście minut wyjeżdżamy do miasta na zakupy, będę czekać w samochodzie. Jak wrócimy, to poćwiczymy w garażu.
    Terayuki zerknął nieco obojętnie na Glena. Ciekaw był, jak szybko dzisiaj gówniak odpadnie, skoro tak bardzo kiepską miał kondycję. Jaką niby korzyść miałby mieć z niego Trancy, poza darmową stacją krwiodawstwa, skoro nie umiał ani walczyć, ani chronić swojego pana? A przy tym to jego zachowanie...Tak, Terayuki nie do końca rozumiał motywy, które przyświecały Akirze przy "adopcji" tego dzieciaka. Nie skomentował tego jednak. Sprzątnął talerz, po czym udał się na swoje stałe miejsce za barem. Miał nadzieję, że uda mu się jakoś wytłumaczyć całą tę sytuację pani Akemi i złapać przy okazji parę plotek.
    Piętnaście minut później Akira czekał już w samochodzie - tym samym, z którym Glen miał już przyjemność. Jedną dłonią trzymał dopalającego się papierosa, drugą kierownicę, a po jego twarzy błądził nieokreślony uśmiech.
    Z radia dobiegała radosna, pogodna melodyjka Lisy Ekdahl i jej "Vem vet".

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  7. - Przykro mi, że troskę masz mi za złe, ale… - Wilczyca spojrzała Glen’owi w oczy.
    - Mam to gdzieś co zrobisz następnym razem – przyznała z nie ukrywaną szczerością na twarzy i zaraz powiodła za nim wzrokiem. Westchnęła ciężko widząc w jakim jest stanie. Kiedyś zachowanie chłopaka bardziej by ją zraziło. Teraz? Od jakiegoś czasu emocjonalnie podchodzi jedynie do wybiórczych sytuacji czy osób. Słysząc kolejne słowa zbliżyła się do łazienkowych drzwi i oparła ramię o framugę.
    - Widzę, że wymiotujesz jak kot, a do tego śmierdzisz trupem, podbiegając do muszli klozetowej nie robisz na mnie wrażenia, przynajmniej nie udowadniasz tym swojego dobrego samopoczucia – powiedziała spokojnie, nadal bacznie go obserwując. Sama również posłała chłopakowi słaby uśmiech, aby potem ruszyć za nim na kanapę, usiąść obok i pilnować go w milczeniu. Zachował się niestosownie i Aki nie miała ochoty na dialogi. Nie lubiła kiedy ktoś umyślnie narażał swoje zdrowie, w prawdzie sama jakiś czas temu naraziła własne życie, jednak zaplanowała zawczasu ratunek dla samej siebie i poinformowała odpowiednie osoby, dzięki którym była pewna, że przeżyje. Tutaj natomiast widziała zwykłego człowieczka, który był silniejszy psychicznie niż fizycznie, a zgrywał nie wiadomo jakiego twardziela. Pokręciła głową, od tak, nic nie mówiąc, nie słuchając, jedynie podsumowując tym gestem swoje przemyślenia. Zaraz usłyszeli pukanie do drzwi i po chwili w pokoju pojawił się szczupły mężczyzna, był równy z Wilczycą, mierzył całe 1,74m.
    - No witaj – przywitał się z dziewczyną i spojrzał na chłopaka, od razu na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. – Człowiek? – zapytał i zerknął na znajomą. Ta założyła ręce na piersi i spojrzała lekarzowi w oczy.
    - Człowiek – potwierdziła jedynie. Mężczyzna kiwnął głową i zbliżył się do pacjenta.
    - Doktor Kowawic, miło poznać – przedstawił się i zacmokał ustami. – Mam nadzieję, że będziesz współpracować – zaczął grzebiąc w torbie położonej na stoliku przy kanapie, zerknął na chłopaka i wyciągnął strzykawkę, którą zaraz napełnił tajemniczym płynem. – Czy nie? – zapytał z przyjemnym uśmiechem na ustach i pstryknął kilka razy palcami w gotowy do użycia zastrzyk. Aki usiadła spokojnie naprzeciwko i bacznie obserwowała całą sytuację, głównie skupiając się na Glenie, a raczej jego wszelkich podejrzliwych odruchach.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  8. You took it with you when you left
    These scars are just a trace
    Now it wanders lost and wounded
    This heart that I misplaced


    Akira zaśmiał się cicho. Ostatnią rzeczą, jaką planował zrobić w tym życiu, było krzywdzenie niewinnych niewolników, którzy nic mu nie zawinili. Nie wiadomo dlaczego, sam traktował Glena, tego dzieciatego, uroczego Glena, jak własne dziecko. Dlatego wybuchnął śmiechem i poczochrał go po włosach wolną ręką, po czym wyjechał bezpośrednio na drogę.
    -Twoim kościom nic nie grozi, mały-zapewnił z niezbitą pewnością.-I będziemy trenować we trzech, bo jeszcze będzie nam towarzyszyć Yuki aka Pan Drzwi. Co do zakupów, chodzi o zwykłe, codzienne zakupy do kuchni i załatwianie nowego alkoholu do baru. Zakupy do domu pozostawiam tobie, możesz też sobie coś kupić, ale jeżeli chodzi o nowy alkohol...
    Zaśmiał się cicho. Stali teraz na czerwonym świetle, zaczęło padać. Deszcz bębnił melancholijnie o szyby, przyszedł znikąd, jak większość ludzi znikąd lub jak większość klęsk i nieszczęść w życiu człowieka, światła mrugały niespokojnie, sznury mokrych samochodów stały w oczekiwaniu na swoją kolej. Kolorowe budynki Eflei zdawały się tracić swoje kolory na rzecz ożywionej przyrody.
    -Byłeś już w Phyoen?-zagadnął, pomijając na razie kwestię kaca.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  9. Lekarz na spokojnie zajął się ranami i złamaniami Glen’a. Ten nawet nie był w stanie poczuć większego bólu, ewentualnie drobniejsze ukłucia czy ruch żeber. Dodatkowo był w pełni świadomy, no ale co tu dużo mówić, lekarz, którego sprowadziła Aki miał sporo ciekawych substancji w zanadrzu, takich, którymi dysponowało jedynie Tyge.
    Dziewczyna stała cicho, nie szukała nawet tematu do rozmowy, była bardziej zamyślona niż zwykle, no i nie wydawała się teraz tak sympatyczna jak przy ich pierwszym spotkaniu. W prawdzie kiedyś udawanie było u niej na porządku dziennym, ale teraz sporo się zmieniło i nie miała zamiaru posyłać wszystkim uroczych uśmiechów, kiedy u niej było, po prostu źle. Słysząc pytanie chłopaka zeszła na ziemię i spojrzała na niego, unosząc jedną brew. Wzruszyła ramionami.
    - Nie ma na to konkretnej recepty, wilkołaki dzielą się na takie czystej krwi i kundle, mamy też różne rody czy zwyczaje. W każdym tym odłamie przemiana może wyglądać zupełnie inaczej. Dla mnie jako istoty czystej krwi przemiana nie jest aż tak bolesna, tym bardziej teraz, początki były gorsze. W moim stadzie jedynie władający Alpha ma zdolność przemiany człowieka w swojego pobratymca, a kiedy już to zrobi to przemieniony również jest czystej krwi. Ugryzienie kundla najczęściej grozi śmiercią w męczarniach, coś jakbyś się przemieniał, ale … - westchnęła i posłała Glen’owi lekki uśmiech. Przysunęła się do niego i spojrzała mu w oczy.
    - Po prostu łamie Ci wszystkie kości i przekształca je w zupełnie inne, zmienia się cały szkielet. Przy udanej transformacji boli tak samo, ale idzie się przyzwyczaić, przy nieudanej po prostu nie jesteś w stanie przybrać odpowiedniego kształtu ciała i zabija Cię Twój nowy szkielet, gdyż kości nie mieszczą się w ludzkim ciele – wyjaśniła, po czym dotknęła go palcem wskazującym w czoło.
    - Tak więc spokojnie, nawet nie mogę Cię przemienić – dodała odsuwając palec. Lekarz spojrzał na nią z zadziornym uśmiechem.
    - Jego żebra to wyglądają jakby się już kilka razy próbował przemienić – skomentował. Wilczyca spojrzała na lekarza.
    - Uroki życia z wampirem – powiedziała jedynie i wstała z kanapy. – Coś do jedzenia? – zapytała znajomego, który kończył już robotę przy Glen’ie, ten pokręcił głową.
    - Podziękuję, muszę lecieć zaraz dalej – odpowiedział z uśmiechem i zabezpieczył jeszcze bandaże założone na ciele chłopaka. Aki kiwnęła głową.
    - Dzięki za niego – oparła się łokciami o oparcie kanapy, na której leżał Glen. Lekarz wstał i kiwnął jej głową.
    - Do usług, a Ty się zdrzemnij, sen Ci dobrze zrobi – tu spojrzał na chłopaka, pogrzebał jeszcze w torbie i wyciągnął saszetkę z 6 tabletkami. – To w razie jakby bolało. Rano zejdzie znieczulenie i możesz mieć problemy z … z czymkolwiek – przyznał i z uśmiechem na ustach opuścił mieszkanie. Aki spojrzała na Glen’a.
    - Za te dzisiejsze pyskówki to mi nawet nie będzie Ciebie jutro żal – powiedziała żartobliwie, uśmiechając się pod nosem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  10. -Tak, tam jest Akademia, a właściwie Szkoła imienia Charlsa Monteza-odpowiedział nieco zdziwiony Akira, unosząc brwi. Czyżby Glen był kiedyś już na terenach tej szanowanej i godnej uznania placówki?
    Może miał tam jakichś znajomych? Sam Englund był tam tylko parę razy, kiedy spotykał się z informatorami, raz zajrzał tam, kiedy inny z jego siatkipowiedział mu o Akane, chciał sprawdzić, na ile to wszystko się pokrywa z sensacjami, które otrzymał z pierwszej ręki. Zdziwienie Glena z początku go zdeprymowało, nie wiedział, co powiedzieć. W każdym razie zatrzymał samochód na kolejnym czerwonym świetle. Akurat z radia, w którym umieścił płytkę, leciała jakaś pogodna, wakacyjna piosenka.
    -Czuję się dobrze, bąblu, spokojnie-roześmiał się, ruszając z miejsca. Kilka skrętów, skomplikowanych ulic, sporo ludzi, ciche, szybkie bity...
    -Oczywiście, że możesz coś sobie kupić. I po to przecież cię zabrałem, żebyś mi pomógł. Ale najpierw pomożesz, potem sobie coś kupisz-stwierdził spokojnie, wjeżdżając płynnie na parking przed jednym z marketów w Phyoen. Obok tego gargantuicznego wręcz w swoich rozmiarach molochach stała hurtownia alkoholu i to tam najpierw musiał się udać blondyn.
    -Chodź-polecił, parkując samochód na wolnym miejscu pod hurtownią. Wyjął ze schowka kartkę z zakupami, sprawdził, czy telefon, kluczyki i okulary są na swoich miejscach, po czym wysiadł. Kiedy Glen do niego dołączył, Englund zamknął samochód za pomocą pilota i weszli szybkim krokiem do hurtowni.
    Ponure, ciemne wnętrze pozbawione światła bardziej przypominało zapuszczony magazyn dla narkomanów niż miejsce do interesów: mnóstwo kartonów, pudeł i pudełek, stojące po kątach butelki, sporo porozrzucanych tu i tam petów. Akira wydawał się znać to miejsce jak swoją własną kieszeń; zaraz zapalił jednego.
    -Conrad? Acke?-krzyknął szorstko. Na jego wezwanie odpowiedzieli dwaj mężczyźni: jeden wysoki, szczupły, jasnowłosy, z blizną przebiegającą przez twarz, w wojskowej kurtce; drugi, wyższy nawet od Akiry, ścięty na jeża, o fioletowych włosach i oczach, palący papierosa.
    - Daj ognia gówniarzowi, Connie - warknął, patrząc na Glena z ciekawości. - Zabaweczka?
    -Nie, młody nie pali-przerwał stanowczo Akira.-I nie zabaweczka, a przynajmniej nie dla ciebie. Przyszedłem po alkohol i pendrive'a.
    -Spoko - wzruszył ramionami Acke. Syknął na Conrada; blondyn od razu zapalił światła i wcisnął jakieś guziki. Oczom Glena ukazały się półki pełne najróżneijszych alkoholi, wódek, piw i innych tego typu rzeczy. O ile fioletowowłosy gdzieś znikł, pewnie poszedł po pendrive'y, o tyle śmierdzący marychą i jakimś innym ziołem Conrad został i otwierał na rozkaz Akiry wszystkie pudełka.
    -Glen, szukaj dobrej whisky. Single Malt, Blended, możliwie jak najstarszy rocznik. Patrz na etykiety-polecił spokojnie blondyn.-Szukaj wszędzie i nie bój się, nic ci tu nie zrobią.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  11. Reakcja Glena na trzydziestoletnią, pradawną whisky była na tyle dziwna, żeby Conrad i Acke wymienili zdziwione spojrzenia, a Akira odruchowo przycisnął mocniej do siebie płaczącego chłopaka i pochylił się, by otrzeć mu opiekuńczo łzy. Pogłaskał go po włosach.
    -Już dobrze-zapewnił go łagodnie.-Już dobrze. Zaraz wracamy do domu. Acke!
    Mężczyzna skinął głową. Wziął whisky i wyniósł je na zewnątrz; za nim wybiegł zaaferowany czymś Conrad, który po chwili wrócił, by wynieść jeszcze kilka kartonów tej samej whisky i jakichś innych alkoholi. Blondyn objął Glena ramionami i poczochrał mu włosy, tak jak robił to z Gabrielem jego ojciec, kiedy byli mali. Gabriel..ojciec...wspomnienie bliskich osób silnie go zabolało, ale musiał być silny. Nie przyszedł tu przecież po wspominki, do licha!
    Wyprowadził chłopca na zewnątrz i umieścił w samochodzie. Zakupy, które chciał zrobić, również się znalazły po upływie pół godziny i po tym, jak musiał wysupłać sporą sumę z portfela, żeby Acke ruszył tą teletubisiową dupę gdziekolwiek.
    -Już wszystko w porządku, Glen-mówił łagodnie, ruszając.-Załatwiliśmy, co mieliśmy załatwić...Wejdziemy do innego sklepu, tego z gitarami i innymi rzeczami dla muzyków, i kupisz sobie jakieś śpiewniki albo nowe nuty, co ty na to?
    Spojrzał z niepokojem na chłopca. Niezbyt rozumiał jego emocjonalną reakcję, choć z drugiej strony nasuwała mu się myśl o wspomnieniach lub jakiejś traumie związanej z Michaelem. Może Michael lubił pić taki alkohol albo coś w tym rodzaju?

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  12. Aki nie oczekiwała przeprosin, dobrze wiedziała jak dziwnie potrafią zachowywać się ranne zwierzęta, sama nie raz przechodziła diametralne zmiany w przypadku jakichkolwiek okaleczeń. Słysząc o lekach kiwnęła głową.
    - To już się okaże jutro, w razie co tabletki leżą tu na stole – odpowiedziała jedynie patrząc na niego zza oparcia kanapy. Na kolejne pytanie zareagowała lekkim śmiechem i zgarnęła z twarzy chłopaka kilka pojedynczych włosów.
    - Jeszcze trochę i pomyślę, że albo chcesz się mojej rasie dobrać do tyłka, albo chcesz zostać jednym z nas – uśmiechnęła się zadziornie i podparła brodę na dłoniach.
    - A więc, tak, odnosimy rany, jednak potrafimy się bardzo szybko wyleczyć, no, oczywiście są substancje wyjątkowe, które i nam mogą sprawić spory problem – przyznała i zaraz przeciągnęła się, a kilka jej kości strzeliło. Przytaknęła mu głową.
    - Owszem, przywykłam, teraz to… Przypomina trochę zaszywanie rany, najgorsze jest znieczulenie, samo szycie nie boli, czujesz jedynie nić przeplatającą się przez warstwy skóry – wzruszyła ramionami i zaraz przeskoczyła kanapę, aby znaleźć się po jej drugiej stronie, przy twarzy Glen’a. Chwyciła koc z fotela obok i przykryła nim przyjaciela, po tym kucnęła i uśmiechnęła się do niego lekko.
    - Jeżeli chodzi o troskę to przywyknij, albo po prostu więcej się nie odzywaj, jako wilkołak jestem silna ale dbam też o swoich, po prostu stadne ze mnie stworzenie i nie musisz posiadać kłów, pazurów czy jakichkolwiek nadprzyrodzonych zdolności, aby znaleźć się w mojej grupie – dodała z ciepłym uśmiechem i wstała, powoli kierując swoje kroki do kuchni.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  13. [Mi jak najbardziej odpowiada ^^]

    Wilczyca dzisiejszego dnia była trochę poddenerwowana. Okazało się, że w ich stadzie jest pewien mąciwoda i właśnie z jego powodu nikt nie może dość do porozumienia. Dziewczyna uznała, że dyskretnie, ale weźmie sprawy w swoje łapy. Tego kto jest jej celem dowiedziała się dość szybko, teraz pozostało jedynie znaleźć wilka i sprowadzić do parteru. Po zasięgnięciu stosownym informacji udała się do miejsca, w którym owy osobnik jest najczęściej widziany. Do nowo otwartego baru Akiry, mężczyzny do złudzenia przypominającego jej przyjaciela. Fakt, że ma jakiś punkt odniesienie w przypadku ewentualnej rozmowy z właścicielem tylko dodał jej pewności siebie co do swojego planu. Ruszyła do baru, a kiedy dotarła na miejsce weszła do środka z impetem, od razu zwracając na siebie uwagę. Olała wszystkie rzucone w jej stronę spojrzenia i powęszyła w powietrzu. Skupiona ruszyła w stronę baru, jednak nie czując poszukiwanej woni westchnęła ciężko. Zaraz w nosie zakręcił się inny zapach, a oczy Aki powędrowały prosto do oczy Glen’a. Zmarszczyła brwi. Co on tu robił?
    - Cześć… - odpowiedziała wyraźnie zaintrygowana. Ostatnio kiedy się widzieli leżał u niej na kanapie ranny, a skoro świt wymknął się z mieszkania, na co Wilczyca mu po prostu pozwoliła, i tak wszystko słysząc. Teraz spojrzała na niego dość wymownie. W prawdzie nie przyszła się tu napić, ale skoro pytał.
    - Tequile, mam ochotę porachować komuś kości, więc sól i cytrynę też poproszę – powiedziała z dość nietypowym dla siebie wyrazem twarzy, po czym raz jeszcze rozejrzała się po przybytku.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczyna patrolowała okolicę i dopiero słysząc odgłos stawianego przed nią szkła wróciła wzrokiem do Glen’a, uśmiechnęła się do niego delikatnie.
    - Raczej szukam – odpowiedziała nie wdrażając się w szczegóły, wolała, aby jej intencje wobec członka stada nie były rozpowszechnione. Zadowolona widokiem alkoholu posypała fragment dłoni szczypną soli, do tej samej ręki wzięła kawałek cytryny, a w drugiej wylądował kieliszek. Zlizała sól, przechyliła szkło i zagryzła wszystko cytryną. Skrzywiła się przy tym lekko, ale zaraz wypuściła głośniej powietrze czując przyjemne ciepło w gardle. Zerknęła katem oka na znajomego… kolegę… przyjaciela, sama nie wiedziała jak ma go nazwać po tym ostatnim spotkaniu. Słysząc pytanie ponownie posłała mu uśmiech.
    - Nie z szkołą, a szkołę, nie rzuciłam nauki, po prostu byłam już w ostatniej klasie, a teraz na dniach zaczynam studia – odpowiedziała i powtórzyła czynności picia tequili, tym razem grymas nie zagościł na jej twarzy. Kolejne pytanie wywołało u niej lekkie uniesienie brwi. Czyżby do życia wrócił ciekawski Glen? Pokręciła głową.
    - Nie mam ani starej pracy, ani nowej. Mieszkam tutaj, razem ze stadem więc pieniądze nie są mi potrzebne, chce się skupić na uczelni – przyznała po raz kolejny przechylając szkło. No, na razie starczy, trzy szoty to dobra rozgrzewka. Słysząc uwagę skierowaną do klienta uśmiechnęła się pod nosem.
    - No, ale coś mi mówi, że Ty masz więcej ciekawostek do opowiedzenia – zagadnęła zerkając na podpitego klienta. Instynkt podpowiadał jej, że na tego pana trzeba uważać, alkohol różne cuda potrafił zdziałać.
    - Co tu robisz? – zapytała, przenosząc wzrok do oczu chłopaka.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  15. Wilczyca objęła swoją twarz dłońmi, tworząc z niech pewnego rodzaju „półkę” dla brody i z zaciekawieniem przyglądała się pracy Glen’a. Nawet zapomniała po co tu przyszła, alkohol przyjemnie połechtał jej żołądek, a do tego obecność znajomego wprowadziła ją w lepszy nastrój.
    - Pedagogikę tańca i choreografii, chcę w przyszłości założyć własną szkołę tańca – odpowiedziała, zdradzając przy okazji swoje plany. Na wieść o śmierci wampira jej wargi rozszerzyły się, twarz ozdobił uroczy uśmiech.
    - Wiedziałam, że z tego Akiry porządny facet, Niklaus by się nie przyjaźnił z byle łajzą – stwierdziła bez ogródek i zaraz zamrugała szybciej oczyma widząc przelatujące blisko szkło. Zmarszczyła gniewnie czoło i wstała z miejsca patrząc na Pana Tanaka.
    - A jak będzie trzeba to ja pomogę – powiedziała stanowczo świdrując mężczyznę swoim dzikim wzrokiem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  16. Wilczyca zerknęła na chłopaka, kiedy ten ją uspokajał, a widząc, że rzeczywiście klient nie planuje robić awantury uśmiechnęła się lekko i wróciła na swoje miejsce. Teraz uwagę Aki zwrócił drugi barman, spojrzała na niego swoim badawczym wzrokiem zanim ten jeszcze dotknął Glen’a. Co zrobić, czasami bywała nadopiekuńcza, ale wolała reagować na jakiekolwiek zagrożenia za często i zbyt gwałtownie niż spóźnić się chociaż raz. Teraz akurat nie wyczuła nic niepokojącego więc jedynie na obserwacji się skończyło. Słysząc propozycję skierowaną do przyjaciela nawet posłała niedoszłemu podejrzanemu lekki uśmiech, jednak zaraz całkowicie skupiła się na człowieku. Zaśmiała się lekko słysząc jego słowa, jednocześnie posyłając mu szeroki uśmiech.
    - Serio? Bo ja bardzo chętnie, jeszcze nie miałam okazji nikogo uczyć tańczyć – przyznała, nadal z tym samym uśmiechem.
    - Noo, spokojnie, w takim razie zaczniemy od walca, tam przydaje się mieć kij w du… Znaczy, sztywną postawę, tak, zdecydowanie się przydaje – poprawiła się i zaśmiała lekko, szturchając go przy tym łokciem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  17. Aki zaśmiała się delikatnie.
    - Żartuję głupolu, to po prostu nawiązanie do tej Twojej sztywności – znowu zaniosła się śmiechem.
    - Takiego gibania to sam się nauczysz, ja mogę nauczyć Cię lepszego – poruszyła zabawnie brwiami, jeżeli chodziło o taniec to nie kryła się za maską skromności, wiedziała, że jest w tym dobra. – Jednak walc, zapewniam Cię, zauroczyłby nie jedną pannę. Niewielu jest mężczyzn umiejących dobrze tańczyć – uśmiechnęła się zadziornie i zaraz spojrzała na niego trochę zdziwiona.
    - Pożarty? – zapytała, a na jej twarzy zagościło rozbawienie. – Nie jemy ludzi, przynajmniej nie stado do którego ja należę – dodała śmiejąc się cicho pod nosem. Nie miała pojęcia, że chłopak uważa ją za przywódcę tutejszego stada, więc nawet nie mogła wyprowadzić go z błędu.
    - Musiałbyś coś przeskrobać, aby się serio narazić, no, chociaż pewnie nie jeden by skorzystał z okazji zażartowania sobie z Ciebie i po prostu próbował nastraszyć – dodała znowu uśmiechając się zadziornie.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hej, hej ^^ ja z informacjami przybywam. Ze względu na obowiązki w życiu prywatnym postanowiłam odpisywać dziennie u jednej postaci, tak więc Akeli przypisany jest poniedziałek i właśnie w ten dzień możesz spodziewać się odpisu. Później idę według alfabetu, więc Febe we worek, Rei środa, Taisja, do której przy okazji zapraszam, w czwartek, Niklaus jest ostatni, czyli w piątek ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  19. (Oto mój obiecany prezent :* )
    Słuchając Glena, Akira tylko westchnął i pokręcił głową. Nie chciało mu się jakoś wierzyć, by chłopak dla niecnych i złych celów odstawił jakiś nieuczciwy numer związany ze sceną, której świadkami byli on, Conrad Jågerstrand i Acke Baerner, najlepsi współpracownicy bractwa. Nigdy oficjalnie nie dołączyli do jego szeregów, żyli raczej na uboczu nie mieszali się do zbyt wielu spraw, nie chcąc ryzykować niepotrzebnych zatargów.
    Jak to mówią: lepszy wróbel w garści...
    -Rozumiem-zgodził się. Wzmianka o kompozytorstwie zaciekawiła go, czyżby dorwał nowego Ibsena gitary? Cenił sobie muzykę mistrza, melancholicznego autora "Peer Gynt", sławnego dramatu epoki romantyzmu przerobionego potem na operę. Miło mu było pomyśleć, że chłopak, którego poznał w takich, a nie innych, okolicznościach, naprawdę miał talent muzyczny i mógł go wykorzystać. Co więcej, jego muzyka mogła zapełnić dziwnie cichy do tej pory dom Akiry.
    -Pewnie, że możesz, Glen. Wybierzesz też coś dla Terayukiego i mojej mamy-polecił. O Elise wolał chłopcu na razie nie mówić, póki jej nie spotkał, było dobrze.
    Na bazarze znalazły się już tłumy ludzi. Zostawili samochód w dogodnym miejscu, po czym ruszyli na podbój stoisk.
    -Wybierz coś naprawdę ciekawego dla mojej mamy, Glen. Należy się jej, wychowała mnie i wychowa ciebie-w głosie Akiry zabrzmiała nostalgia.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziewczyna słysząc teorię o śmierci w lesie zaśmiała się i rozbawiona pokręciła głową, ostatecznie posyłając Glen’owi szerszy uśmiech.
    - Wilkołak na kacu? To raczej nam się nie zdarza, nawet gdy z jakiegoś powodu jeden z nas postanowi zostać abstynentem, a jednego wieczora pójdzie w tango. Nasz system immunologiczny działa na bardzo zaawansowanym poziomie więc brak witaminy C w organizmie szybko uzupełniamy – przyznała, trochę zbyt poważnie podchodząc do tematu, jednak na jej twarzy gościło nadal rozbawienie, więc można było uznać, że w pełni zrozumiała sens wypowiedzi.
    - A lekcje możemy zacząć od zaraz, no, chyba, że Pan niewolnik ma rączki pełne roboty – uśmiechnęła się zadziornie i zaraz puściła mu oko.

    Aki

    OdpowiedzUsuń