piątek, 23 lipca 2010

Z marzeniami przez życie... [vol 2]


Glen Raider
21-lat | Obecnie: ELFEA (wcześniej: Salree) | Człowiek | Niewolnik | Oczytany | Kochający muzykę oraz tętniący życiem port | Obserwuje istoty magiczne, gdy tylko ma wolną chwilę | Gra na gitarze i pianinie (choć to drugie jedynie dla kaprysu jego właściciela) | Osierocony dawno temu z zanikiem pamięci | Pierwsza chwila w pamięci - zakładana obroża w wieku 8 lat |


Historia | Powiązania |  



[To tyle ode mnie. Skąpo, ale na temat. Karta w miarę możliwości będzie uzupełniana. Na wątki chętna wszystkie!] 
 
POPRZEDNIA KARTA

7 komentarzy:

  1. Słysząc uwagę o bliźniakach, Szwed najpierw zbaraniał i wpatrzył się w Glena z zidiocieniem na twarzy, później poczerwieniał, a wreszcie odkaszlnął. Rozumiał, że można było się upijać, ale żeby aż tak? Czy on też wyglądał tak kretyńsko, kiedy był pijany?
    -Nie, nie mam bliźniaka-wyjaśnił wreszcie, przecierając zmęczone oczy i odsuwając okulary i dokumeny, zanim Glen zdążył je zniszczyć.-Mam co prawda brata, ale Gabriel bawi w Anglii...a poza tym...
    Urwał. Przekręcił się na stołku i wychylił się do przodu, chcąc powąchać chłopaka. Ile wypił? Co dokładnie wypił? I czemu, na Boga, miał tak kretyńsko słabą głowę?! Potrząsnął głową, marszcząc brwi, po czym wyjął czystą kartkę i zapisał sobie, co następuje, kaligraficznie ładnym pismem: Nauczyć Glena pić. Będzie musiał się za to zabrać na poważnie.
    -Jeżeli już pijesz, to po pierwsze, niezbyt wypada pić samemu. Po drugie, nie z gwinta, tylko ze szklanki, i po trzecie: nie byle chłam, tylko uważaj, co wybierasz-westchnął ciężko. Trudny był los ojca...czy raczej opiekuna, tfu! Co ta jego podświadomość, już go umieszcza na właściwym miejscu? Wstał i zerknąwszy na jedzącego Glena, sprzątnął ze stołu talerz. Umieścił go spokojnie w zmywarce (dobrze, że zainwestował w ten sprzęt), a chwilę później leniwie pił espresso z ciepławego, szarego kubka z motywem wieży Eiffla.
    -Jak się czujesz, Glen?


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  2. -Trzeba było wziąć tą dużą i niebieską butelkę Glen Moray. Dzisiaj już ci jej nie dam, ale jak wytrzeźwiejesz i poczujesz się lepiej, to za parę dni cię poczęstuję-obiecał spokojnie Akira, głaszcząc chłopaka po ciemnych, miękkich w dotyku włosach. Półcienie światła załamywały się na jego koszuli i spodniach, padały na subtelne zawijasy, liczby i znaki stawiane zarówno w alfabecie łacińskim, europejskim, jak i w zwykłych kanji (wszak kontrahenci pochodzili zarówno z kręgu kultury zachodniej, jak i wschodniej, i należało się do nich dostosowywać pod każdym względem), drżały na idealnie wypolerowanej szklance i w kroplach wody na plastikowej butelce, z której pił Glen. Ponowił myśl o nauczeniu chłopaka tajników dżentelmeńskiego upijania się (o ile samo upijanie się można byłoby zaliczyć do tej normy).
    -Pana? Jaki on tam pan, panem to ja tu jestem!-oburzył się z uśmiechem, szturchając delikatnie chłopaka. Z korytarza wiodącego do kuchni dobiegło go coś, co zabrzmiało jak urażone, pełne irytacji prychnięcie. Najwyraźniej Terayuki wszystko doskonale słyszał i postanowił temu dać wyraz poprzez zamanifestowanie swojej obecności...tyle, że Akira tylko się lekko, kpiąco uśmiechnął i pokiwał głową, jakby odpowiadając własnym myślom.
    -Dasz radę mi jeszcze w czymś pomóc, czy mam cię odprowadzić do pokoju?-spytał z troską. Stan chłopaka nie wydawał się mu najlepszy, ale jeżeli młodzieniec się zdecyduje, żeby go wesprzeć w działaniach, nie będzie mu przecież zabraniać.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyna zaśmiała się lekko.
    - Nie trzeba takiego przypominać, aby nim zostać – uśmiechnęła się zadziornie i znowu się zaśmiała. Na pytanie o matkę chrzestną wzruszyła ramionami.
    - Prawdopodobnie i bez Twojej pomocy nią zostanę, więc nie specjalnie mi zależy – pokazała mu język – ale skoro tak nalegasz, to może się zgodzę – zaśmiała się raz jeszcze i wzięła łyka piwa. Na informację o wujku prychnęła lekko śmiechem, jednak zaraz spojrzała na niego troskliwie i dotknęła jego ramienia, nie skomentowała na razie wypowiedzi, jedynie nie pozwoliła mu wstać, ba nawet powaliła na kanapę i spojrzała surowo.
    - No, no, chyba nie myślałeś, że dam Ci się tak po prostu położyć do łóżka co? Najpierw to ja zobaczę czy jesteś cały, bo te Twoje jęki zdecydowanie mi się nie podobają – powiedziała stanowczo i zaraz podwinęła mu koszulkę, zaczęła dłońmi badać jego brzuch. Pokręciła głową, zdecydowanie miał złamane 5 żeber, no i ten zapach krwi… Nie musiała nawet sprawdzać, na plecach znajdowała się paskudna rana, ciężko było tego nie wyczuć.
    - Masz dwie opcje albo zabieram Cię do lecznicy albo wzywam tutaj swojego znajomego, myślałam, że może sam coś z siebie wydusisz, ale widzę, że jesteś typowym samcem, ja natomiast jestem typową samicą i nie pozwolę Ci nawet spać w takim stanie – powiedziała władczo i złapała swój telefon.
    - Więc? – spojrzała na chłopaka pytająco by zaraz pochylić się lekko nad jego twarzą.
    - Jest jeszcze opcja, w której zamieniam Cię w wilkołaka, ale to o wiele bardziej bolesne niż dwie wcześniejsze – na jej twarzy znowu pojawił się zadziorny uśmiech.

    Aki

    OdpowiedzUsuń

  4. -Nie ma czegoś takiego jak to, że nie potrafisz nic pożytecznego-zauważył rozsądnie Akira, przyglądając się Glenowi. Czy był na tyle narąbany, żeby nie umieć zagrać czegoś na pianinie? W sumie można by mu to zaproponować...ale jak wytrzeźwieje. Na razie nie zagrałby na trzeźwo nawet Sabatonu, nie mówiąc już o innych klasykach, zarówno tanecznych, jak i "do posłuchania".
    -Na razie potrafisz polewać ludziom, umiesz też grać na instrumentach, więc będziesz od czasu do czasu grał i przywabiał mi tym klientów.-uśmiechnął się lekko mężczyzna. Przyjrzał się jeszcze raz krytycznie Glenowi, po czym odprowadził go na schody...a raczej miał zamiar to zrobić. Nie udało mu się to jednak, gdyż w tej chwili do Akiry podszedł mężczyzna z nożem. Wiało od niego tak silnie alkoholem, że smok skrzywił się z obrzydzeniem.
    - Teeee...facedddd...a sssa ile...ty spszeeedasz tego chopaczkaaa? - zabełkotał niewyraźnie nieznajomy, chwytając Glena za ramię i śmiejąc się w dość głupi sposób. Zimne spojrzenie smoka wyrażało w tej chwili więcej niż tysiąc słów.
    -Jest zbyt cenny, byś mógł sobie na niego pozwolić, i należy do mnie-odparł lodowato, chwytając mężczyznę za dłoń. Po krótkiej chwili rozległ się trzask łamania paliczków w dłoniach. Nieznajomy zawył z bólu, a w oczach Akiry pojawił się niebezpieczny błysk przywodzący na myśl płomienie.
    -Glen, idź na górę i odpocznij. Jak wytrzeźwiejesz, pomożesz mi sprzątać bar, zrobić zakupy i będziesz ćwiczył z Yukim-zadysponował stanowczo.-Ja mam tutaj...kogoś do załatwienia. Lub coś.
    Jego uśmiech wskazywał, że pewnego rodzaju oferty należałoby dokładnie przemyśleć przed złożeniem ich Englundowi.
    Akira

    OdpowiedzUsuń
  5. Wilczyca jedynie pokręciła głową.
    - Nie obchodzi mnie Twoje zawsze. Teraz jest teraz, a nie jest ono przy Michaelu tylko przy mnie. Skoro jesteś na tyle głupi i nieodpowiedzialny to nie pozostaje mi nic innego jak podjąć decyzję za Ciebie - odpowiedziała stanowczo, nie wysilając się nawet na pogodne uśmiechy. Ciężko jej było zrozumieć mieszkanie z tym porąbanym wampirem, ale była w stanie to zrobić, jednak jeżeli chodziło o zdrowie, nie, tego nie przepuści i jak będzie trzeba to mu po prostu przywali, aby nie szamotał się podczas jakichkolwiek badań.
    - Nawet nie próbuj zwiewać, bo obiecuję, że poznasz kilka innych, mało przyjemnych zastosowań mojej przemiany - pogroziła mu mrużąc przy tym oczy i wpatrując się w jego źrenice, zupełnie jak zwierze pokazujące przeciwnikowi, że nie ulegnie i będzie walczyć jeżeli przyjdzie taka potrzeba. Nawet po zdaniu wyjaśniającym jego przybycie stanowczość Aki nie zniknęła.
    - Jej już nie uratuję, ale Tobie pomogę, czy tego chcesz czy nie - odpowiedziała jedynie i zaraz wykręciła numer do znajomego. Oczywiście Glen'a nie spuszczała z oczu, jeszcze przyszedłby mu do głowy jakiś debilny pomysł. Już zaraz przeprowadziła rozmowę telefoniczną i umówiła lekarza.
    - Będzie w przeciągu trzydziestu minut - poinformowała go jeszcze i ze spokojem wzięła łyka swojego piwa. Już ona mu da tak lekceważąco podchodzić do swojego zdrowia, jeszcze się chłopak zdziwi.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybko zauważył pijącego Glena w towarzystwie Terayukiego i jeszcze szybciej do niego podszedł. Było tak, jakby to nie on wczoraj połamał kości obcemu mężczyźnie, chętnemu na zakupy w niewłaściwym miejscu i z niewłaściwym podejściem do interesów. Uśmiechnął się przyjaźnie do chłopaka i stanął przy nim, zapalając starannie papierosa przy pomocy niewielkiego ognika.
    -Zjadłeś już śniadanko?-spytał z uśmiechem.-Jeżeli nie, to zrób je sobie i zjedz. Potrzebujesz siły. Za piętnaście minut wyjeżdżamy do miasta na zakupy, będę czekać w samochodzie. Jak wrócimy, to poćwiczymy w garażu.
    Terayuki zerknął nieco obojętnie na Glena. Ciekaw był, jak szybko dzisiaj gówniak odpadnie, skoro tak bardzo kiepską miał kondycję. Jaką niby korzyść miałby mieć z niego Trancy, poza darmową stacją krwiodawstwa, skoro nie umiał ani walczyć, ani chronić swojego pana? A przy tym to jego zachowanie...Tak, Terayuki nie do końca rozumiał motywy, które przyświecały Akirze przy "adopcji" tego dzieciaka. Nie skomentował tego jednak. Sprzątnął talerz, po czym udał się na swoje stałe miejsce za barem. Miał nadzieję, że uda mu się jakoś wytłumaczyć całą tę sytuację pani Akemi i złapać przy okazji parę plotek.
    Piętnaście minut później Akira czekał już w samochodzie - tym samym, z którym Glen miał już przyjemność. Jedną dłonią trzymał dopalającego się papierosa, drugą kierownicę, a po jego twarzy błądził nieokreślony uśmiech.
    Z radia dobiegała radosna, pogodna melodyjka Lisy Ekdahl i jej "Vem vet".

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  7. - Przykro mi, że troskę masz mi za złe, ale… - Wilczyca spojrzała Glen’owi w oczy.
    - Mam to gdzieś co zrobisz następnym razem – przyznała z nie ukrywaną szczerością na twarzy i zaraz powiodła za nim wzrokiem. Westchnęła ciężko widząc w jakim jest stanie. Kiedyś zachowanie chłopaka bardziej by ją zraziło. Teraz? Od jakiegoś czasu emocjonalnie podchodzi jedynie do wybiórczych sytuacji czy osób. Słysząc kolejne słowa zbliżyła się do łazienkowych drzwi i oparła ramię o framugę.
    - Widzę, że wymiotujesz jak kot, a do tego śmierdzisz trupem, podbiegając do muszli klozetowej nie robisz na mnie wrażenia, przynajmniej nie udowadniasz tym swojego dobrego samopoczucia – powiedziała spokojnie, nadal bacznie go obserwując. Sama również posłała chłopakowi słaby uśmiech, aby potem ruszyć za nim na kanapę, usiąść obok i pilnować go w milczeniu. Zachował się niestosownie i Aki nie miała ochoty na dialogi. Nie lubiła kiedy ktoś umyślnie narażał swoje zdrowie, w prawdzie sama jakiś czas temu naraziła własne życie, jednak zaplanowała zawczasu ratunek dla samej siebie i poinformowała odpowiednie osoby, dzięki którym była pewna, że przeżyje. Tutaj natomiast widziała zwykłego człowieczka, który był silniejszy psychicznie niż fizycznie, a zgrywał nie wiadomo jakiego twardziela. Pokręciła głową, od tak, nic nie mówiąc, nie słuchając, jedynie podsumowując tym gestem swoje przemyślenia. Zaraz usłyszeli pukanie do drzwi i po chwili w pokoju pojawił się szczupły mężczyzna, był równy z Wilczycą, mierzył całe 1,74m.
    - No witaj – przywitał się z dziewczyną i spojrzał na chłopaka, od razu na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. – Człowiek? – zapytał i zerknął na znajomą. Ta założyła ręce na piersi i spojrzała lekarzowi w oczy.
    - Człowiek – potwierdziła jedynie. Mężczyzna kiwnął głową i zbliżył się do pacjenta.
    - Doktor Kowawic, miło poznać – przedstawił się i zacmokał ustami. – Mam nadzieję, że będziesz współpracować – zaczął grzebiąc w torbie położonej na stoliku przy kanapie, zerknął na chłopaka i wyciągnął strzykawkę, którą zaraz napełnił tajemniczym płynem. – Czy nie? – zapytał z przyjemnym uśmiechem na ustach i pstryknął kilka razy palcami w gotowy do użycia zastrzyk. Aki usiadła spokojnie naprzeciwko i bacznie obserwowała całą sytuację, głównie skupiając się na Glenie, a raczej jego wszelkich podejrzliwych odruchach.

    Aki

    OdpowiedzUsuń