poniedziałek, 20 marca 2017

"Donner sans rien attendre en retour"


Febe
 Kobieta | 25 lat (dusza 724) | Właścicielka oraz opiekunka w "Szmaragdowym Przedszkolu" | Mieszkanie (Cledo)
 Niepoprawna optymistka, wita wszystkich swoim pogodnym uśmiechem, w każdym potrafi dojrzeć dobro, nawet wtedy, a raczej szczególnie wtedy, kiedy ktoś nie chce go w sobie zobaczyć.
Energiczna | Zabawna | Przyciąga problemy | Wdowa | Mamusia

"Nie wygląd i twarz świadczą o Nas, liczą się gesty, nawet te najdrobniejsze. Zwykłe "przepraszam" czy "dziękuję" może wywołać uśmiech na nie jednej buzi. Pamiętajcie dzieci, dusza jest ukryta w oczach, a prawdziwy charakter w sytuacjach niewygodnych dla jednostek"


MEDUZA          ROMKA          POWIĄZANIA          GŁOS          GYPSY


Stare komentarze
_______________________________________________________________________
Witam wszystkich serdecznie i zapraszam do mojej Meduzy!
Oczywiście wszelkie wątki i powiązania mile widziane ^^ 
Kontakt GG: 1096765


Wątki z: Ninath, Willow, Ray, Yensen, Kuro, ...

69 komentarzy:

  1. Kuro nie miał zamiaru robić Febe awantury, gdy tylko wróci do swojego ciała, a wręcz przeciwnie. Miał zamiar jej jeszcze raz podziękować za to, co dla nich zrobiła, zwłaszcza dla niego bo znów mógł porozmawiać ze swoją żoną i wyjaśnić te nurtujące ich sprawy. Więc z momentem, gdy Yuuki wychodziła z ciała Febe, nie mógł powstrzymać chwili słabości, co było idealnie wymalowane na jego twarzy. Nie widzieli się tyle lat, a teraz Yuuki dała mu niecałą godzinę na to, by się nią nacieszył. I to nie do końca. Pragnął ją znów dotykać w ten jeden sposób, ale z tyłu głowy miał to, że to nie jest jej ciało i widział to za każdym razem, gdy się od niej odrywał. To nie była jej blada, delikatna skóra, ani jej słodki zapach, ani jej puszyste włosy czy słodkie usta, które tak czule całowały go ostatnim razem. Było to pewnego rodzaju rozczarowanie, ale wiedział ze inaczej by się nie spotkali. Gdy kobieta opuściła już jej ciało, on westchnął głęboko zakrywając twarz jedną z dłoni. W tym momencie oddałby wszystko, dosłownie to wszystko co miał, by spotkać się z nią po raz kolejny. Niestety tak się nie stanie i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, choć cały czas próbował wyprzeć się tej gorzkiej prawdy.
    Na nowy byt w ciele Febe najpierw nie zareagował prawie wcale, przyglądał się jej ze stoickim spokojem mając wrażenie, że Febe sobie z tym poradzi i niedługo przed nim stanie właśnie ona. Ta cyganica, którą do niedawna gardził jak niczym innym wcześniej. Dopiero, gdy duch rozbił szkło i przeciął nadgarstki mulatki zerwał się na równe nogi, od razu łapiąc ją za dłoń, w której miała spory kawałek szkła.
    - Uspokój się!- huknął łapiąc i za drugą rękę, by przypadkiem nie uderzyła głową w żadną ostrą rzecz. Nie chciał mieć na sumieniu tej kobiety, mimo wszystko, a jeszcze miałby problemy gdyby wyszła od niego poważnie zraniona. Albo w ogóle by nie wyszła. - Natychmiast masz wyjść z jej ciała- warknął przyciskając ciało Febe do siebie, w razie gdyby chciała go jakoś zaatakować.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  2. - Takie raczej nie napotykają wojskowych na swojej drodze – zaśmiał się. Aczkolwiek zgadzał się z Febe. Na takie szkoda była jego czasu. Jeżeli miał zakładać jakąś rodzinę to tylko i wyłącznie z kobietą, która będzie w stanie go zrozumieć i wspierać. Niestety, to nie było łatwe zadanie, a jego aparycja zdecydowanie tego nie ułatwiała. Gdy wspomniała o Redzie, Vakarian zaśmiał się po raz kolejny oraz poruszył żuwaczkami.
    - Cóż, Red jest mniej więcej w moim wieku. A nasze wspólne pomysły po pijaku raczej na starcie wygrywają z żywiołową pięciolatką, bo my powinniśmy być poważni jako wojskowi. Niestety, postawisz przed nami wódkę i zaraz wszystko idzie się jebać – odpowiedział na propozycję meduzy. Cóż, możliwe, że Ines faktycznie mogłaby zrobić coś bardziej pociesznego niż dwójka pijanych, dorosłych mężczyzn. Oni raczej byli miejscami po prostu żenujący. Jak wtedy kiedy strzelali do ryb u Garrusa. Żal było to w ogóle pamiętać.
    - Cóż, taki Parwikursor ma tylko trzydzieści centymetrów i jest szybki jak cholera. Zgrabnie ucieknę, zanim mnie zmiażdżysz – powiedział. Gdyby mógł uśmiechnąłby się teraz zwycięsko, jakby właśnie wygrał jakiś słowny pojedynek. Ale to nie był pojedynek. Mógł być z siebie po prostu dumny z powodu, iż wymówił tą nazwę poprawnie. Naprawdę. Ten kto nazywał te stworzenia musiał chyba zwyczajnie walić pięścią w klawiaturę. Nie da się tego od tak przeczytać.
    - Nie zazdrośnik, ale jak zacznę odpierdalać sam to będzie się ze mnie śmiał najbliższe pół roku. Nie narażę się na takie upokorzenie – wyjaśnił zaraz, gestykulując przy tym delikatnie ręką jak wykładowca na uczelni. – On sam chętnie by mi pozwolił się teraz porządnie napić, ale nie dam mu tej satysfakcji – nie ma nawet takiej opcji. W życiu.
    - Nie wyzwanie, a wymówka. Nie jestem na tyle pijany żeby tańczyć bez parkietu i więcej pić też nie zamierzam – dodał, opierając obie ręce o blat. Nie będzie przecież kłamać, bo się jeszcze bardziej pogrąży.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  3. - Teoretycznie kontrola fizyczna jest czasem łatwiejsza od werbalnej. Niektórym magom łatwiej korzystać z kosturów czy run z zaklęciem niż po prostu je wypowiedzieć. Warto chociaż spróbować, jeżeli faktycznie interesuje Cię moje zdanie – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem. Miło było wiedzieć, że zwykli, niezwiązani z jej profesją faktycznie wykazywali zainteresowanie tym co mówi. To naprawdę przyjemna odmiana po badaniu ruin z Yensenem, który ciągle udawał, że ma wszystko gdzieś. Nawet jeśli na swój sposób słuchał tego co ma do powiedzenia i tak był wkurzający.
    - Podróżuję, nawet dość sporo, po całym świecie – odpowiedziała. Tak, altmerzy zdecydowanie lubili, gdy okazywało im się zainteresowanie w kwestii posiadanej przez nich wiedzy. Febe w tym momencie bardzo plusowała.
    - Mam w tym momencie dwójkę uczniów, to dość wymagające zajęcie, poza tym ciągle prowadzę badania magiczne. Nie mam czasu na wykłady. Wszystko co wiem zapisuje i wysyłam do Gildii – wyjaśniła. Cóż, prawdą było też to, że nie chciało się przywiązywać za bardzo do tego świata. I tak już za bardzo lubiła wszystko co robiła. Ewentualne rozstanie mogłoby być naprawdę przykre, jednakże bardzo chciała spotkać się ponownie ze swoim ukochanym.
    - Zdziwiłabyś się, ale ja czasami spotykam nawet poza targiem – puściła jej oczko. – Co prawda nam też ciężej przytyć, nasze ciała nie są identyczne co ludzkie – dodała. – Tycie to raczej jakby taki ostateczny dowód, że komuś faktycznie za dobrze się żyje i nie jest żadnym inkubem. Najbardziej na tycie narażone są chyba metamorfy, ale one i tak mogą manipulować swoim ciałem bez problemu – zaśmiała się. Przy Romce uśmiech nie schodził jej z ust. Czuła, iż była naprawdę w dobrym, miłym towarzystwie. Na wypowiedź Ines zaśmiała się po raz kolejny. Nawet łezka pojawiła się w oku elfki.
    - A strzelanie magią się liczy? – zapytała z uśmiechem na ustach. Cóż, ze zwykłej broni nigdy nie uczyła się strzelać. Potrafiła z łuku, jednak nie było to nic godnego uwagi. Strzałą celowała bardzo długo w porównaniu z płynnym miotaniem zaklęć. No i ona nie potrafiła napiąć cięciwy tak, aby przebiła nawet najgrubszy pancerz. Nie to co Firnar.
    - Ciekawość u dziecka nie jest niczym złym – powiedziała do meduzy, gdy ta uspokajała dziewczynkę. Ninath osobiście lubiła takie dzieci. Głodne wiedzy. Sama taka była. Do dzisiaj pamięta jaką przyjemność sprawiało jej odkrywanie nowych faktów z życia. To było niesamowite dla takiego szkraba.
    - Pracuję. Od nich biorę zlecenia na badania. Każdy kolekcjoner sztuki chce jakiś skarb, ja wolę zająć się wiedzą, którą zostawiono w ruinach i cyrkulacjami magicznymi – odpowiedziała. Cóż, w zasadzie spora część doświadczonych magów była w Gildii, chociażby ze względu na biblioteki i arcaneum, które osobiście ciężko było wybudować.
    - Odleciałaś, mówisz? – zapytała z lekko zadziornym uśmiechem. Znała kogoś kto podobnie odlatywał przy jej wykładach. Zaśmiała się na to porównanie. – Mój przyjaciel, z którym często pracuje też odlatuje w krainę fantazji, ale jego zazwyczaj to wszystko nudzi, a przynajmniej tak mówi – dodała.



    Ninath

    OdpowiedzUsuń

  4. Właśnie o tym mówił. Nie przestanie być taki jaki jest. Nie da rady. Objął ją ramieniem i pokiwał głową na znak zgody. Przy okazji znowu mógł znaleźć się bliżej niej. Może było to odrobinę samolubne z jego strony. Może. Aczkolwiek był to ten rodzaj egoizmu, który łatwo było wybaczyć.
    Zaśmiał się cicho, kiedy wspomniała o dzieciach. On sam nie mógł mieć dzieci, dlatego myśl o zaakceptowaniu cudzych nie była dla niego jakaś problematyczna. I tak w inny sposób nie mógł by zostać nazwany tatą. Tak, to były te momenty, gdy szczerze żałował tego kim jest. Gdyby go nie porwali za dziecka, kto wie jak teraz wyglądało by jego życie. Spojrzał ponownie na Febe. Cóż, może dla niej faktycznie było warto to wszystko ścierpieć. Czas wszystko pokaże. Yensen nie mógł już się doczekać, aby osobiście się o tym przekonać.
    - Ja też lubię – powiedział, dotykając delikatnie dłonią jej policzka z ciepłym uśmiechem na ustach. Nakierował jej wzrok na swój, chcąc dodać kobiecie otuchy w miarę możliwości. Chętnie poznałby dzieci meduzy, postarał się zaprzyjaźnić. Doszedł jednak do wniosku, że za wcześnie na takie propozycje. Nie wiadomo nawet czy im wyjdzie, czy on będzie miał dobre podejście do dzieci. Teoretycznie jakoś udało mu się wychować Ray’a, tylko że on miał już szesnaście lat. Uśmiechnął się w jej stronę.
    - Chętnie je zabiorę jeśli nie masz nic przeciwko – dodał, schodząc dłonią niżej. Złapał dłoń Febe i delikatnie ucałował. – Przekażesz mi wszystko telefonicznie, dobrze? – zapytał, spoglądając na nią. Oczywiście to przynosiło pewien lęk. Lęk, iż dzieci go nie zaakceptują, ale jeżeli tego dojdzie to nigdy nie będą mogli być razem. Lepiej przekonać się o tym wcześniej niż później.
    - Możesz też mi podpowiedzieć co lubią, żeby się nie nudziły – zagaił jeszcze. Jeszcze raz ucałował jej dłoń.
    - A teraz pozwól, że już się rozstaniemy, muszę wracać do Gildii. Chociaż serce wolałoby zostać – pożegnał się.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  5. Yensenowi dni po części leciały bardzo szybko, z drugiej strony dłużyły się niemiłosiernie. Wiedział, że to z powodu nadchodzącego pikniku z Febe i jej pociechami. Stresował się tym jak może przebiec owe spotkanie, czy dzieci go polubią, czy na drugim spotkaniu oni sami będą rozumieć się równie dobrze. Eh, było tak wiele obaw, a i tak nie mógł się doczekać aż zobaczy jej roześmiane, piękne oczy po raz kolejny. Do tego te pełne, wyraziste usta, które najczęściej zdobi uśmiech bardziej promienny niż tysiąc Słońc. Rzeczywiście, zakochał się nie na żarty. Sam nie raz wypominał innym, że takie szybkie zauroczenie nie wróży nic dobrego. Teraz rozumiał, dlaczego nikt go nie słuchał. Po prostu nie dało się słuchać cudzego głosu rozsądku, gdy własny był mocno otępiały.
    Dogadał się z jednym z kucharzy pracujących w Gildii, aby ten przygotował dla niego jakieś przekąski na ów piknik, byleby Yensen dostarczył mu wszystkie składniki no i oczywiście sypnął dodatkowym groszem za poświęcony czas. Dla okhotnika to nie był najmniejszy problem. Nie narzekał na brak pieniędzy, wręcz przeciwnie.
    Udał się do Salree, aby kupić wszystko czego potrzebował. Biorąc pod uwagę fakt, że przepychał się między straganami z warzywami, owocami, rybami, itp. był wyjątkowo zadowolony. Pewnie dlatego, iż każda robił to głównie dla Romki, a nie dla siebie. W pewnym momencie jego uwagę przykuł dziecięcy krzyk. Spojrzał mimochodem, początkowo nie planując większego wtrącania się. O ile faktycznie nie musiałby tego robić. Jednak gdy tylko zobaczył jak meduza (z którą był umówiony) napomina dziewczynkę podszedł. Nie miał za bardzo pojęcia o co chodziło, dopóki nie dojrzał sporej rany na ustach kobiety. Przyśpieszył kroku, by zaraz uklęknąć tuż obok nich.
    - Spokojnie, nie zrobię Twojej mamie krzywdy – zaczął na początek, spoglądając na małą. Sam wolałby najpierw ocenić z kim ma do czynienia, gdyby znalazł się na miejscy szkraba. Chociaż w tym momencie jego tętno przyśpieszyło. Chciał najzwyczajniej w świecie zabić tego, kto jej to zrobił. – Jestem jej przyjacielem i się martwię – dodał, po czym delikatnie dotknął ramienia Febe. – Kto Ci to zrobił? – zapytał. Tak, bardzo się powstrzymywał żeby nie kląć przy dziecku. Jeszcze dawał radę.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiał zachowanie małej Ines, chyba rozumiał. Nigdy nie troszczył się o matkę. Nie miał okazji. Mimo wszystko nie raz martwił się o Ninath czy Ray’a. Potrafił być agresywny, o wiele bardziej niż małe dziecko, więc nawet jej nie ganił tylko po prostu pokiwał delikatnie głową w stronę dziewczynki, aby zapewnić o swoich intencjach. Była niezwykle waleczna jak na tak młode ciało. Nadal jednak bardziej interesowała go Febe. Nie będzie teraz przejmował się wyrabianiem opinii dobrego i niewinnego człowieka, gdy kobieta, którą kocha jest taka zraniona. Zabije tego skurwysyna, który jej to zrobił. Jego oczy oczywiście wyrażały tę żądzę mordu, jednak bardziej widać było w nich troskę o Romkę oraz dzieci, które miała. Czuł się po części za nie odpowiedzialny.
    Pomógł jej zbierać wszystkie produkty, które wypadły, starając się jak najbardziej przy tym zrobić jak najwięcej za nią, byleby tylko się nie przemęczała.
    - Kurwa mać… - syknął mimowolnie, chociaż zdawał sobie sprawę, że przy dzieciach nie powinien. – Zabiję tego skurwysyna, przysięgam – dodał, spoglądając pewnie w oczy meduzy. – Nie pozwolę, aby ktokolwiek Cię jeszcze raz tknął, przysięgam – szepnął. Widok jej łez… to było gorsze niż najgorsza rana i pobudzało go do walki lepiej niż niejeden eliksir. Objął ją. Przytulił do siebie, razem z Ines, która była w ramionach swojej mamy. Delikatnie gładził plecy Febe, chcąc dać jej siłę.
    - Spokojnie, nie będziesz musiała tam wracać. Nie pozwolę. Będziesz bezpieczna – nie rzucał słów na wiatr. Wymyśli coś. Jeszcze nie wie co, chociaż nie! Doskonale wie, co zrobi. Jakieś dwa dni temu do Gildii dotarło zlecenie na wybicie gniazda wiwern, które zaległy się gdzieś w puszczy. Zapłatą była winnica o ile dobrze pamiętał, a w winnicy dało się mieszkać. Bierze tą robotę.
    – Chodźmy stąd. Zabiorę was do Gildii, odpoczniecie tam. Wcześniej weźmiemy Rahima. Gdzie jest? – oczywiście pamiętał, jak wspominała mu o dwójce dzieci. Córeczce oraz synku. – Weźmiemy go i pojedziemy, dobrze? – zapytał z troską w oczach. Wszystko się ułoży. Jeżeli będzie trzeba będzie pilnował ich domu dzień i noc, ale nikt więcej nie tknie ani Febe, ani jej dzieci.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń

  7. - Febe, jesteś dla mnie ważna. Chcę was chronić. To nie jest dla mnie żaden problem. Zależy mi na Tobie i twoich dzieciach – wyjaśnił spokojnie. Mówił szczerze. A jej zachowaniem nawet się nie przejmował. Przy natłoku problemów, rzadko kiedy zachowujemy się normalnie. Yensen doskonale o tym wiedział. Dla niego potrzeba pomocy to nie był powód do wstydu. Poza tym, jeżeli chodzi o szopki na środku ulicy, to on był w tym niepisanym mistrzem. Z tym nie można było się nawet kłócić. Pomógł wstać Romce, po czym wziął jej zakupy. Nawet nie chciał słyszeć protestów.
    - No to chodźmy po niego – zakomunikował, idąc tuż obok niej. Ines wyglądała lekko komicznie przyglądając mu się jakby prowadziła jakieś niezwykle ważne śledztwo, ale nie miał z tym większego problemu. Mała miała duszę prawdziwego wojownika. Jego uwagi zdecydowanie w tym wypadku by mu nie pomogły zaplusować u dziewczynki.
    Gdy już znaleźli się pod drzwiami niani, a raczej gdy już zobaczył synka meduzy, zauważył, iż jest o wiele bardziej podobny do matki niźli Ines. Był jednak o wiele mniej zainteresowany nim niż siostra. Sam nie wiedział czy to dobrze, czy źle. No, ale teraz nie był czas na kupowanie sympatii dzieci. Uśmiechnął się delikatnie w ich stronę.
    - Miło mi poznać dwa największe skarby waszej mamy – powiedział do dzieci, gdy Febe go przedstawiła. Co mógłby jeszcze dodać? Nie miał pojęcia, więc tego nie zrobił. Lepiej nie mówić nic, niż się ewentualnie pogrążyć. Uśmiechnął się jednak nieco szerzej, gdy zaprzeczyła co do bycia wujkiem dzieci. To było naprawdę obiecujące.
    - Parking jest jakieś pięć minut stąd – zmienił zamiast tego temat. Zaraz zaprowadził ich tam. Otworzył auto, następnie bagażnik, gdzie schował zakupy.
    - Wolisz siedzieć z dziećmi z tyłu czy z przodu? – zapytał jeszcze, zanim otworzył jakiekolwiek drzwi. Wolał wiedzieć.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedyny błąd, ale jednak jaki ważny błąd. Westchnął ciężko i skinął lekko głową. Będzie musiał popracować nad agresją. To akurat było pewne. I nie będzie z tym tak łatwo jakby tego chciał. Ech, pomaganie w przedszkolu nie zapowiadało się na łatwą pracę. Nic a nic.
    Kiedy tylko skończył sprzątać przez chwilę obserwował kobietę. Jej profesjonalizm objawiał się w niemal każdym geście i słowie. Aż mu się wstyd zrobiło, że jest takim młokosem, który nic nie potrafi zrobić. Odetchnął głęboko dopiero, gdy oznajmiła, że teraz mają chwilę spokoju. Bo tej nie mógł spieprzyć, chociaż coś. Zaparzył im obu kawy, po czym podał jej kubek, siadając na jednym krześle.
    - Jesteś taką oazą spokoju… chyba nic nie jest w stanie wytrącić cię z równowagi – oznajmił i mówił to w dobrej wierze. – To niesamowite – uśmiechnął się lekko. – No i dzieciaki słuchają cię… i mają respekt do twych słów. Naprawdę, trzeba być kimś niesamowitym, by to osiągnąć – dodał zaraz, patrząc na śpiące szkraby. – Długo musiałaś się tego uczyć? – zainteresował się zaraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  9. Była obrzydliwa w każdym tego słowa znaczeniu. Najchętniej rzuciłby tą istotą o ścianę, szybko skręcił kark i byłoby po wszystkim jednak... w głowie nadal brzmiała głośna, wyraźna myśl, że było to ciało Febe. Nie byle jakiej osoby z ulicy, wiec musiał przede wszystkim być delikatny. O ile będzie miał do tego możliwość.
    - Zamknij się- jej obie dłonie zatrzymał swoją jedną, a mocniejszym pchnięciem rzucił ją na łóżko, przysiadając na jej brzuchu okrakiem. Drugą dłoń zatrzymał na szyi, by nie zrobiła ani sobie, ani jemu krzywdy.- Natychmiast masz wyjść z jej ciała, chyba że chcesz poczuć święconą wodę.- zagroził. Nie wiedział, czy to jakkolwiek pomoże, ale musiał w to głęboko wierzyć.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  10. Ray pokręcił tylko głową. Nie potrafił sobie wyobrazić wybuchającej Febe. No nie… jakoś tego nie widział, ale kto tam wie… może faktycznie coś w tym było. Uśmiechnął się delikatnie.
    - Jakie ćwiczenia? – zainteresował się zaraz. Warto było wkładać w siebie co nieco, a już tym bardziej jeśli chodziło o personalne rozwijanie siebie. – Może czegoś się nauczę – uśmiechnął się lekko. Może właśnie w ten sposób uda mu się pokonać swoje koszmary. Może właśnie cierpliwość była tu kluczem?
    - Pamiętasz swoje sny? – zapytał jej zanim zdołał ugryźć się w język. Cholera! Nad tym też będzie musiał popracować i to już, od zaraz… ale skoro już zadał pytanie to chciał koniecznie usłyszeć na nie odpowiedź. – Ja pamiętam tylko te… tak zwane koszmary – przyznał szczerze i wzruszył ramionami. Te, które dotykały go i fizycznie.
    - A po przedszkolu zamieniasz się w kochającą mamę? Jak Rahim i Inez sobie radzą z tymi zmianami? No bo tutaj… muszą słuchac mniej więcej… a tam jesteś ich mamą…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  11. Kuro już naprawdę nie miał pomysłów do tego, jak mógłby odgonić tą zmorę z ciała Febe. Nadal ściskał w dłoni jej nadgarstki, ale za to uważał na szyję, która tonęła w jego szorstkiej, wielkiej dłoni. Jej jęki nie robiły na nim wrażenia, jedynie obrzydzony odwrócił od niej wzrok, od razu łapiąc gdzieś kątem oka białą szałwie w pudełku. Yuuki opowiadała mu o magicznych właściwościach tej rośliny, o tym że odpędza złe byty, oczyszcza człowieka od środka... Musiał zrobić z niej wiązankę, podpalić i dym jak najszybciej roznieść po domu, by odgonił te całe plugastwo z jego domu.
    - Jesteś obrzydliwa- syknął, jednak po chwili poczuł jak mocniej się szarpie, a zamiast tego zniekształconego głosu, usłyszał Febe. Tą normalną Febe, którą szybko puścił opadając ciężko na materac.- Dopiero teraz się obudziłaś?!- warknął do niej, jednak szybko wziął głębszy oddech by się powstrzymać. Ruszył do pudełka, w którym od razu złapał szałwię i małą podstawkę, w której Yuuki go spalała. Od razu go podpalił, stawiając to na etażerce, by później złapać ją za nadgarstek.
    - Ktoś wszedł w Twoje ciało...- zakaszlał czując duszący zapach zioła, ale szybko kontynuował pracę nad jej ręką.- Pierdolone dusze!- z szuflady wyjął bandaże, którymi dobrze obwiązał jej dłoń.
    - Teraz jedziemy do szpitala, opowiesz im to wszystko, bo to cholerstwo może powrócić a ja... nie jestem w stanie Ci z tym pomóc- wyznał.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  12. - Da się uczyć za pomocą zabawy? - zdziwiła się szczerze. Nie przypominała sobie, aby ktokolwiek się z nią bawił. Nauka to poważna sprawa, zawsze ją tego uczono, i zakładano, że tę samą wiedzę przekaże swoim dzieciom w podobny sposób.
    - Czy posiada talent magiczny? - zapytała, wracając trochę do swego sztywnego trybu. Przynajmniej udało jej się zapanować nad drżeniem głosu. Walka brzmiała dość ryzykownie, szczególnie dla Willow, która już w tym momencie pamiętała jedynie treningi na poważnie. Nie wszystkie blizny wyniosła z faktycznego pola bitwy. Nie miała pojęcia ile chłopiec miał lat, ale pamiętała, że radzono panować nad magią bardzo wcześnie. Sama nie pamiętała kiedy zaczynała naukę, miała wrażenie jakby te umiejętności towarzyszyły jej od zawsze.
    - Alfabet łaciński? - zapytała jeszcze bez większego zastanowienia, zanim zdążyła się zorientować, że to chyba głupie pytanie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  13. Przykład z ciastkami trochę go rozbawił. Uznał jednak, że może spróbować z pomarańczami. Uwielbiał je i jadł niemalże codziennie. Czasem żartował, że dzień bez pomarańczy to dzień stracony. Mógłby spróbować wytrzymać dzień bez jedzenia tego owocu czy coś.
    - Spróbuję – uśmiechnął się lekko, jednak uznając że zasłużyła na odpowiedź. Wielu mu powtarzało, że jeśli nie będzie mówił to nikt go nie zrozumie. Wolał już o tym pamiętać i choć starać się coś w tym zmienić. – Przyda mi się nauczyciel cierpliwości, sensei – dodał zaraz nieco weselej. Nie dość, że ta cecha przyda mu się w pracy to jeszcze w życiu prywatnym. Choć uważał, że z Willow ćwiczy swą cierpliwość maksymalnie. Starając się nie przeć do przodu za mocno i powstrzymując się przed zbędnymi gestami czy czynami, którymi mógłby ją zrazić.
    - Gryzie sumienie lub chcemy wyprzeć z pamięci – powtórzył za nią przez chwilę pochylając się nad tym problemem. Może rzeczywiście coś w tym było. Może powinien zacząć godzić się ze swoimi wspomnieniami oraz wyrzutami sumienia. Może wtedy jego matka by odpuściła i przestała go nękać. Może zniknęłyby sińce i rany cięte. – Mhm może… ale nie łatwo jest to zrobić – uśmiechnął się krzywo mamrocząc do samego siebie. Jakoś tak odruchowo.
    - Inez to jednak mały wulkan energii – uśmiechnął się lekko. – Zaczniemy lekcje teleportacji jak się obudzi. Może tylko chwilkę dzisiaj. Opanujemy jakiś ułamek – zaproponował spokojnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń

  14. Moment, w którym Febe pocałowała go w policzek przy dzieciach…Nie mógł nawet wyrazić swojej radości. Uśmiechnął się szeroko, patrząc na Romkę. To on dziękował. Taka kobieta jak ona – nawet nie myślał, że kiedyś będzie mógł być takim szczęściarzem. Zaśmiał się na reakcję Ines. Mała faktycznie mogła nie rozumieć jakie relacje ich łączą. No cóż, miał nadzieję, że przywyknie. Ona oraz Rahim. Te dzieci wydawały się takie…kochane? Pierunie, czy on kiedykolwiek użył takiego epitetu? Kiedykolwiek wcześniej? Musiał naprawdę robić się przy nich miękki.
    Czerwone oczy dziewczynki jakoś go nie przerażały. Jego tęczówki przypominały oczy drapieżnika i zdecydowanie nie należały do przyjemnych widoków, o ile się nie przywyknie. Spojrzał więc na małą z szerokim uśmiechem oraz puścił jej oczko.
    - Największe, więc będę ich bronił – zapewnił wesołym tonem, aby dziewczynka nie odebrała tego zbyt poważnie, chociaż taki właśnie był. Febe mogła być pewna, iż przy nim nic nie groziło jej rodzinie. Następnie spojrzał na Rahima. Nie wiedział czy znajdzie z nim jakiś wspólny język, przynajmniej nie liczył na to, że nadejdzie to w miarę szybko. Jemu też po prostu puścił oko z uśmiechem na ustach. Cholera, z jego bliznami i haczykowatym nosem raczej nie wyglądało to zbyt przyjaźnie. Kurwa mać, że też musiał tak wyglądać. Normalnie ojciec roku. Pomimo obaw, które nagle się pojawiły, ponownie się roześmiał, gdy tylko córka meduzy przytuliła się do jej nogi. Cóż, za zaborcze dziecko! Nie mógł się po prostu powstrzymać. Pokiwał głową na znak, że naprawdę rozumie przekaz.
    - Mam! – potwierdził, gdy tak nieporadnie chwytała jego palec. Westchnął, a następnie wziął ją na barana. – Możemy tak iść? – zapytał, spoglądając na małą z uśmiechem. Oby Ines polubiła ten rodzaj transportu. Naprawdę podobało mu się towarzystwo dzieci. Czuł się jakby spełniony. Nie raz żałował, iż jest bezpłodny. Brak dzieci, zwłaszcza w tym wieku, potrafił dać się we znaki. Na szczęście mocny, dobry alkohol wszystko maskował.
    Przy aucie pomógł usadzić Febe dzieci, a następnie otworzył kobiecie drzwi po stronie pasażera. Oczywiście też je za nią zamknął. Sam usiadł przed kierownicą. Odpalił auto. Wyjechał z parkingu.
    - Podróż nam trochę zajmie, ale jakoś powinno minąć. Tylko do Gildii bezpośrednio można dostać się pieszo, albo konno – wyjaśnił, wyjeżdżając z ronda. – Mam nadzieję, że to nie problem? – zapytał jeszcze. Dla dzieci taka konna przejażdżka mogła być całkiem przyjemnym doświadczeniem, a z parkingu Gildii do samej twierdzy nie było aż tak daleko. Jakieś dziesięć minut piechotą, może nawet mniej.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  15. Na wzmiankę o Gildii wzruszył lekko ramionami, po czym zastanowił się chwilę. Trochę ich w tej Gildii było, ale nie znał dokładnej liczby osób, więc nie bardzo wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie.
    - Sporo… - przyznał w końcu. – Gildia jest dla mnie jak rodzina. Wychowywali mnie – uśmiechnął się lekko. – Zajęli się smarkaczem i pozwolili dorosnąć. Nauczyli gotować i prać… śmiesznie się o tym opowiada. Bo takie trywialne czynności, ale byłem kompletnie zielony jak mnie przyjmowali – zaśmiał się nieco.
    - Jest wesoło. Tu coś wybuchnie, tam podłoga się urwie… a innym razem ktoś wypije eliksir i zmieni się w żabę. Zawsze znajdzie się ktoś do kielicha i ktoś do wspólnej zabawy – wyszczerzył się. – Można się też… zakochać – dodał nieco ciszej, jakoś tak trochę onieśmielony.
    - Powinnaś wpaść i odwiedzić wujaszka Yensena… choć on uznaje zasadę, że panienek do pokoju nie sprowadza – dodał zaraz śmiejąc się lekko. – Nagiego go można spotkać tylko pod prysznicem – puścił do niej oczko i dopił swoją kawę.
    - A co? Chciałabyś dołączyć? Myślę, że miejsce by się znalazło – przyznał wesoło.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  16. Podobało mu się to jak Ines zareagowała. Czuł, że z nią szybko znajdzie wspólny język. Rahim był jednak dla niego zagadką. Cóż, postanowił w tej sprawie po prostu dać rzeczom iść przed siebie. Liczył na to, że kiedyś się jakoś zaprzyjaźnią, chociaż zdecydowanie nadawali na innych falach. Chłopiec był zbyt spokojny.
    - Ihaha! – zarżnął niczym rasowy koń dla Ines. Uznał to za zabawne.

    W miasta wyjechali w miarę szybko. Nie było żadnych korków, nawet na autostradzie.
    - Nie tylko koni w zasadzie – zauważył. W stadninie Gildii znajdowały się różne wierzchowce. Halle, smokoliczki, czy nawet brontowce. Naprawdę było co oglądać. Każdy preferował inne stworzenie do jazdy, aczkolwiek okhotnik najlepiej czuł się na koniu. Mimo wszystko wolał żeby dzieciaki oraz Febe wszystko zobaczyli na własne oczy.
    - Ale to niespodzianka – dodał jedynie, po czym lekko przyśpieszył na pustej drodze. Ani Ines, ani Rahim mu nie przeszkadzali. Nie miał problemu z żywiołowością, no chyba, że kogoś nie lubił, albo sam nie czuł się najlepiej – najczęściej podczas kaca . Także na słowa Romki pokręcił głową oraz zaśmiał się wesoło.
    - Jakby mi przeszkadzało to bym powiedział, więc spokojnie. Jestem cynicznym skurwysynem, ale lubię wesołe dzieciaki. Są inne rzeczy, które mnie wkurwiają – odpowiedział.



    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  17. - Niby jak chcesz to zaszyć? Jedną ręką?- spytał, unosząc jedna brew ku górze. Musiał znaleźć coś, co nie jest zakrwawione i dać to Febe do przebrania. Jej bluzka była poplamiona, zakrwawiona po jednej stronie, a tak na osiedlu się z nią nie pokaże. Jeszcze znów zaczęłyby się plotki o tym, że morduje w mieszkaniu. Jedną już taką słyszał...
    Podał Febe czystą, białą bluzkę na ramiączka, którą kupił sobie ostatnio. Mimo, że była męska, na pewno lepsza od tego co miała na sobie.
    - Przebierz się, bez dyskusji, jedziemy do szpitala. A jeśli nie, sam Cię zaprowadzę.- odwrócił się do niej plecami, by pozbierać świeczki, które mogły coś podpalić. Musiał ją stąd zabrać, odstawić do szpitala, załatwić opiekę jej i dzieciom... Tyle spraw na głowie, przez jedną duszę. Siedział chwilę w miejscu, aby mogła zdążyć się przebrać, po czym odwrócił twarz.
    - Pij pij, dobrze Ci zrobi.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń

  18. Nie miała pojęcia jak pomóc w sprawie zachęcenia dziecka. Nigdy nie miała swoich, a jej nikt nie musiał zachęcać do nauki. Od małego była typem kujona, więc wszystkie lekcje były dla niej po prostu przyjemne. Mimo wszystko chętnie pomoże na miarę swoich możliwości. Cholera, robi się zbyt dobra. A podobno przebywa z samymi cynikami. Zaśmiała się w myślach.
    - I tak by nie została, raczej. Wszystkie moje badania zapisuje i przenoszę do archiwum Gildii, a te historyczne przy okazji do różnych muzeów. Uważam, że powinniśmy mieć pełną świadomość tego skąd pochodzimy, kim byliśmy – odpowiedziała, odkładając filiżankę z kawą. Cóż, gdyby jeszcze ona pochodziła z tego świata. Co prawda coraz bardziej utożsamiała się z tym miejscem, jednak fakt, że była altmerem nieco jej to wszystko utrudniał. Niby była elfem, ale też nie do końca. Różnili się.
    - Cóż, ja raczej nie chodzę po ludzkich miastach, kiedy wychodzę za kurtynę. Nie mieszkają zbyt często w miejscach wartych mojej uwagi – powiedziała z delikatnym uśmiechem. Chciała jeszcze dodać, że ludzie wcale jej nie przeszkadzają. Powstrzymała się. Słyszała o pogromie. Niewiele osób było w stanie po tym zaakceptować normalnego człowieka w swoim towarzystwie. Ciężko było się dziwić. W Mundus nienawidziła nordów za to, co zrobili z flamerami i ogólny całokształt ich historii. Gdzie oni widzieli waleczność oraz powód do dumy, ona widziała krew starych, mądrych ras i upadek kultury, wiedzy. Westchnęła cicho.
    - Może w końcu nauczy się trzymać język za zębami, albo będzie na tyle silna, że nie będzie musiała przejmować się tym czy kogoś urazi – napiła się ciepłego napoju. Osobiście nie miała problemu z tym, iż ktoś mówi co myśli. O ile nie gadał żadnych bzdur, wtedy pojawiał się problem. Dlatego starała się omijać idiotów.
    -Yensen? – zapytała, robiąc wyraźnie zaskoczoną minę. Chyba się przesłyszała. Po chwili jednak zrozumiała, że nie. Zaśmiała się wesoło; nawet łezka w oku się jej zakręciła. Starła ją palcem. – Znam, nawet bardzo dobrze. To mój najlepszy przyjaciel – wyjaśniła. Przyjrzała się Romce trochę bardziej dokładnie.
    - A Ty musisz być tą Febe, o której mi opowiadał, tak? – dodała po chwili.
    - A Yensen, owszem, rzuca się w oczy. Jest świetnym wojownikiem i łowcą. Czasami nawet potrafi okazywać pozytywne emocje.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  19. - Coś na pewno by się znalazło – przyznał z uśmiechem Ray, pozwalając sobie na chwilę zamyślenia. – Tak w barze na pewno by się znalazło… zwykle mają tam wielki ruch, więc jeśli jesteś chętna to zapraszam – uśmiechnął się szczerze, zaraz jednak uciekając od niej wzrokiem do swojej kawy, kiedy ta rzuciła pytaniem o jego „dziewczynę”. Sam nawet nie wiedział czy może ją już tak nazywać, ale po cichu tak właśnie robił.
    Zagryzł nieco wargi i wzruszył ramionami, długo nie odzywając się. No cholera, czemu to tak ciężko przechodziło przez gardło. Czemu czerwienił się jak ostatni idiota? No czemu, czemu, czemu?
    - Nie wiem czy szczęściara – wymamrotał w końcu. – Bo ja chyba słabym materiałem na chłopaka jestem – przyznał krzywiąc się przy tym nieco. Działał mocno na oślep. Małymi kroczkami i do przodu, ale jednak na oślep. – Willow… mieszka w Gildii i ma pokój obok mojego – wymamrotał w końcu zaraz chowając się za kubkiem kawy.

    Ray

    OdpowiedzUsuń

  20. Kurwa. Ledwo się powstrzymał, aby nie przekląć po raz kolejny. Nie miał pojęcia, że dzieciaki tak szybko podłapią. Zwolnił odruchowo. Ray też zaczął używać więcej cenzuralnych słów przy Yensenie, ale on miał szesnaście lat gdy się poznali, a te maluchy nie miały nawet sześciu. No dobra, gdzieś, kiedyś słyszał, że dzieci najszybciej łapią wulgaryzmy. Niestety, to było gdzieś i kiedyś. Przypomniał sobie dopiero, gdy mleko się już rozlało. Tak. Był w dupie. Uśmiechnął się tylko. Nie było w tym żadnej wesołości, a raczej zażenowanie własnym sobą. Osobiście zniósłby klnące dzieciaki, ale Febe z pewnością nie. Spojrzał w jej stronę. Byli na prostej, a druga na tym odcinku była pusta, więc pozwolił sobie. Tylka na parę sekund. Zaraz wrócił wzrokiem do jezdni, przyśpieszając. Romka szybko odwróciła uwagę dzieci od jego słownictwa. Mógł spokojnie odetchnąć. Cóż, trzymanie języka za zębami nie będzie należało do prostych zadań.
    - Taa…. – westchnął, gdy się do niego zwróciła, po czym lekko zaśmiał. – Pamiętasz tego od napier…znaczy od walki z wiatrakami? Może się skończyć podobnie – odpowiedział.
    Po kilkunastu minutach byli już na miejscu. Yensen wjechał do garażu, który automatycznie się otworzył. Wewnątrz było mnóstwo różnych pojazdów. Od starych, po nowe, przez małe i dużo. W zasadzie to nie był garaż, a wspólny parking dla członków Gildii. Naprzeciwko znajdowała się stajnia zewnętrzna, a przy budynku była wewnętrzna. Teraz, oczywiście, udali się do zewnętrznej. Otworzył całej rodzinie drzwi, a w środku można była dojrzeć zagrody z rozmaitymi rasami zwierząt. Okhotnik pokazywał po kolei każde nowe zwierzę, o ile dzieciaki tego chciały, aż nie doszli do zagrody podpisanej ‘’Yensen – okhotnik’’. Wewnątrz znajdował się jeden, czarny koń.
    - A to jest, Chernyy – wskazał zwierzę. Naprzeciwko znajdowała się zagroda Ninath. Wewnątrz była halla. Ją też im pokazał, bo i tak będą musieli ją wziąć. Na jednym koniu wszyscy nie pojadą. – A tutaj mamy Nirnaye – poklepał hallę po pysku.



    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  21. Spojrzał na kobietę beznamiętnie, po czym odwrócił się znów do swojej szafy. Na jej zadziorne zachowanie nawet nie zareagował, nie pociągała go nawet teraz, nie działała na niego wcale. Dla niego mogła iść tam nawet nago, dla niego nie miało to różnicy, nie widział w niej nikogo atrakcyjnego i tyle.
    Rzucił jej swoje krótkie spodenki, w których często ćwiczył, po czym ruszył do okna by je szeroko otworzyć. Musiał bardziej wywietrzyć sypialnię z dymu szałwii, bo jeszcze się tu poduszą. Bardziej on, gdy już pójdzie spać.
    - Tylko szybko, nie wiem ile krwi straciłaś- przeleciał po niej wzrokiem, opierając się tyłkiem o parapet i założył ręce na piersiach. Nadal nic. Ani szybszego bicia serca, ani podniecenia, jakby patrzył na jakąś szkaradę. A prawda była taka, że Febe miała jakiś swój urok. Tylko już przestał na niego działać już dawno.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  22. Febe miała rację. Kuro stał w tym samym miejscu od wielu, wielu lat. Nie zaczęło się to odkąd tylko się rozstali, a wraz z momentem, gdy stracił miłość swojego życia. Yuuki była wyjątkową kobietą i nawet teraz, gdy przecież spał z wieloma kobietami po niej, nadal nie mógł zapomnieć o tej kobiecie. Przeklinał za to siebie w myślał bardzo często, a jednak było to w pewnym sensie dobre. Przynajmniej potrafił być stały w uczuciach i to mogło imponować wielu osobą, gdyby tylko wiedzieli co w sobie kryje. A nie wiedział nikt. Ani Febe, ani Melanie, ani nawet jego syn. Nikt.
    - Mam się uśmiechać na widok tego, że krwawisz? Że niedawno zaatakowało nas... coś? Nie jestem w tej sytuacji skory do uśmiechów, jakichkolwiek. Wystraszyłem się- przyznał szczerze, kierując się do wyjścia z domu. Samochód był zaparkowany przed blokiem, gdzieś daleko na parkingu, bo rzadko go używał. Zarobił na niego, gdy jeszcze był ochroniarzem, ale to było wymuszone pracą.
    - Siadaj ze strony pasażera, w razie czego szybciej Cię zreanimuje- wsiadł za kółko, dość szybko odpalił silnik od razu wyłączając muzykę w samochodzie.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  23. (Może Larrete by pracowała w przedszkolu Febe? :3 I pewnego dnia pomogłaby jej przy dzieciach, czy coś?)

    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  24. (To zaczynam :3)

    Znalazła to ogłoszenie przypadkiem w gazecie, gdzieś na jednej z ostatnich stron. Głosiło ono, że Szmaragdowe Przedszkole poszukuje osób miłych, komunikatywnych i chętnych do pracy w charakterze opiekunki lub opiekuna. Cała rzecz bardzo ją zainteresowała - Larrete uwielbiała dzieci, do tego chciała się jakoś uniezależnić od ojca, który wciąż szukał dla niej męża lepszego niż Yves, ten parszywy zdrajca, więc akurat trafiła jej się idealna okazja. W tym celu zatelefonowała do właścicielki przedszkola imieniem Febe i umówiła się z nią na spotkanie. Teraz właśnie czekała na owo spotkanie przed pokojem dla dyrekcji i pracowników. Ubrana była ładnie, ale i praktycznie: wygodne, ciemne spodnie, niebieska koszula z gładkiego, pozbawionego wzorów materiału, do tego czarna torebka, wygodne półbuty o kolorze turkusu. Ubioru tego dopełniały włosy spięte w profesjonalny kok i lekki makijaż - Larrete już dawno nauczyła się, że obojętnie, czy idziesz na randkę z facetem, czy na rozmowę w sprawie pracy, najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Miała nadzieję, że uda jej się wywrzeć to wrażenie w sposób pozytywny na właścicielce. Wprawdzie nie miała tego wykształcenia, którego wymagało większość pracodawców, ale uwielbiała dzieci, poza tym czasem zdarzało jej się opiekować dziećmi wujków i ciotek z Włoch. Ciekawa była, czy to wystarczy?
    Kiedy drzwi się uchyliły, wstała z krzesła, zaniepokojona. Serce biło jej nie tak, jak co dzień, i chociaż doskonale wiedziała, że to tylko rozmowa o pracę, nie mogła się oprzeć swego rodzaju ekscytacji.


    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  25. -Proszę mi mówić Larrete, a ja - o ile oczywiście nie będzie to pani przeszkadzało - będę panią nazywać Febe, w ten sposób będzie nam wygodniej.-zaproponowała z uśmiechem rudowłosa, siadając naprzeciwko Febe na krześle przed biurkiem. Nie traciła kontaktu wzrokowego z przyszłą pracodawczynią, uważała to za ważne; jako Pamphilli Larrete musiała mieć kontrolę nawet nad tak błahą jak ta sytuacją, kiedy chodziło o pracę. Musiała pokazać, że jest silna psychicznie i fizycznie, że nadaje się do wielogodzinnej pracy nad małymi dziećmi i ich charakterami. Przełknęła ślinę, zastanawiając się, co dalej powiedzieć. Cholera, może przesadziła? Ale otwarta, pogodna Romka wcale nie sprawiała wrażenia wielkiej formalistki, poza tym Larrete chyba nie powiedziała niczego niegrzecznego...
    -Tak, jestem zainteresowana tym stanowiskiem. I tak, opiekowałam się dziećmi wujków i cioć z Włoch-wyjaśniła z uśmiechem.-Zio Mario miał siedmioro dzieci, którymi ktoś musiał się zajmować, i najczęściej byłam to ja. Ponieważ opiekowałam się każdym z ich dzieci aż do momentu, gdy ukończyły osiemnastkę, cóż...Mam trochę doświadczenia. Jeżeli jednak to nie wystarczy, chętnie się czegoś douczę.
    Uśmiechnęła się ciepło, strzepując pyłek z ubrania. Naprawdę była gotowa poszerzyć swoje horyzonty wiedzy i zdolności, nauczyć się czegoś nowego, przejść kursy i inne tego typu rzeczy...Czego się nie robi, by poszerzyć horyzonty! Doświadczenie, które zdobędzie, pozwoli jej na pewno dobrze wychować dzieci, jeżeli będzie je miała. Szkoda, że nie będzie ich mogła mieć z Yvesem...najbardziej jednak chciałaby wiedzieć, czemu myśli o tym zdradzieckim idiocie, siedząc przed swoją przyszłą szefową, do cholery!

    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  26. Spojrzał na nią zdziwiony.
    - Febe, tu nie chodzi o to, czy to Ty czy nie. Po prostu wystraszyłem się tej istotowy jej zachowania i tego, co zrobiła. Ogólnie. Tak samo pewnie bym zareagował, gdyby przyszedł do mnie ktokolwiek inny. To zwykłe, ludzkie przejęcie. - odwrócił wzrok na drogę, by przypadkiem nie spowodować jakiegoś wypadku. Jeszcze tego im brakowało, nie dość że demon, to wypadek. Prychnął cicho, gdy dotarł do niego sens ostatniego stwierdzenia. "Ludzkie przejecie", jakby jeszcze on był człowiekiem, ktokolwiek stąd w Mortiel.
    Nie jechali długo, wręcz przeciwnie, dotarli do szpitala w szybkim tempie i on się o to postarał. Jej rana jeszcze zacznie się babrać, wda się zakażenia, a nie były to przyjemne rzeczy. Sam poczuł to kiedyś na własnej skórze, widział takie rany na własne oczy, gdy nawet zaczynały już w pewnych miejscach podgniwać. Były to nieprzyjemne wspomnienia, ale za to jak przypominały o tym, jak uczył się życia.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  27. - To smokoliszek, w przeciwieństwie do większości smoków jest zwykłym stworzeniem i bardzo dobrym wierzchowcem dla sporych osób - wyjaśnił, podchodząc do zagrody z ów zwierzęciem. Jeden z jego znajomych, ogromny, rogaty mężczyzna na nim jeździ. Cóż, oboje są do siebie niezwykle podobni. W sensie Yensen oraz Aaron, bo tak nazywał się ów znajomek. Oboje lubili dobrze zjeść, wypić a także byli fanami dobrej, ciężkiej walki. Kto, wie, może nawet spotkają go w Gildii, chociaż okhotnik szczerze wolałby nie. Rogacz aż nazbyt preferował towarzystwo pięknych pań, a Febe urody nie można było odmówić. Dlatego też darował sobie opowieść o przyjacielu, udając się do następnych zagród.
    Reakcja dzieci bardzo go ucieszyła. Odwzajemnił uścisk Romki z delikatnym uśmiechem na ustach. Spojrzał na nią.
    - Cóż, Gildia jest syntezą tego czym Mortiel od zawsze powinno być, jeżeli gdzieś indziej ten kraj ma wady, to tutaj ich nie znajdziesz. No, może poza wadami członków, ale to inna historia - odpowiedział, wyciągając wolną rękę ku zwierzęciu, którym Rahim się zainteresował. Podprowadził je, a wierzchowiec zainteresowany wyciągnął swój łuskowaty łeb ku publiczności. Smokoliszki były z natury wredne, więc brunet trzymał go mocno za uprząż, tak aby nie zrobił krzywdy dziecku. Mimo wszystko zaczął się szarpać, na widok malucha, więc Yensen szybko pchnął go do tyłu.
    - Hajda! - krzyknął , patrząc w oczy narowistej bestii. Zwierzęta te nie akceptowały ''delikatnych'' jeźdźców, a oswojenie ich wymagało nie tyle umiejętności jeździeckich, co silnego, twardego charakteru. Zwierze uniosło przednie nogi do góry, ale ostatecznie zrezygnowało z jakichkolwiek rozrób, gdyż Yensen sięgnął za plecy, chwytając swój miecz. Oczywiście nie skrzywdziłby zwierzęcia, ale tylko tam można było ów bydle uspokoić. Zaprowadził ich dalej.
    Koń Yensena był dość narwanym stworzeniem, ale wiernym. Nie miał pojęcia czy zaakceptuje Febe dostatecznie szybko, aby mogła go dosiąść, ale halla Ninath była raczej spokojna.
    - Przyznam, że bardziej pasuje do tej halli. Oboje są spokojnymi obserwatorami, a mój ogier nie słynie z cierpliwości, więc wolałbym żebyś pojechała z Rahimem na Nirnaye - zaczął, następnie spojrzał na Ines. Zaśmiał się i ukucnął obok dziewczynki. Pogłaskał ją po głowie.
    - Kokietować mnie nie musisz, ale jedziesz ze mną, bo samą Cię zrzuci - gdy to powiedział Chermyy, jakby na zawołanie prychnął, stukając kopytem o podłoże. Wstał. Przygotował oba wierzchowce do drogi i wyprowadził je z zagród. Pomógł wsiąść Febe oraz dzieciakom, a na sam koniec sam usiadł na swoim koniu, tuż przed Ines, tak aby nie wypadła. Przed nimi była w miarę krótka podróż.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  28. Stoicyzm Rahima spodobał mu się w tej sytuacji. Dorośli często panikowali w podobnych, co zresztą nie było dziwne. Wierzchowce potrafiły zranić, zwłaszcza kiedy zaczynały wariować. Właśnie dlatego powinien pilnować ich ktoś doświadczony, aby zwierzę nie zrobiło nikomu krzywdy. Na szczęście teraz do niczego nie doszło, a syn Febe wydawał mu się teraz niezwykle odważny. Tak, zdecydowanie miał w sobie coś z wojownika, a gdyby jeszcze odczepił się od matczynej spódnicy - mógłby zostać naprawdę kimś znanym. Yensen uśmiechnął się delikatnie, przyglądając się dziecku.
    - Każdy dobry wojownik tak ma - odpowiedział, kierując swój wzrok na meduzę. Mówił naprawdę szczerze. Sam walczył całe życie, więc takie oceny robił już odruchowo. Oceniał każdego kogo spotkał, ale przynajmniej był przygotowany, gdy nagle dochodziło do jakiś bójek. Tak jak w dniu, kiedy poznał piękną Romkę. Zdecydowanie zmieniła diametralnie jego życie w tak krótkim czasie. Myślał o niej codziennie, praktycznie cały czas, mimowolnie widział swoją przyszłość u jej boku. W jakiś spokojnym, ustronnym miejscu, z dwójką tych cudownych dzieciaków. Byłby wtedy szczęśliwy? Jako ojciec? Cóż, być może. Nigdy specjalnie o tym nie myślał. Był bezpłodny, więc i tak nie mógł mieć własnych pociech. Przez myśl nawet mu nie przyszło, aby jakiekolwiek adoptować.
    - Możliwe, halle niewiele się od nich różnią, nawet samice. Ale z pewnością są lepszymi wierzchowcami niż jelenie - zauważył z uśmiechem, zakładając siodło Nirnaye. Zwierzę grzecznie stało, przyglądając się nowym twarzom. Nie była jakoś specjalnie zaniepokojona. Dzieci oraz kobieta wydawały się jej przyjazne, a skoro Yensen im ufał, to ona też. Tak była przynajmniej szkolona przez Ninath. Chernyy był podobnie. Miał być posłuszny elfce. Oporządził drugiego konia. Zaśmiał się na stwierdzenie Ines, po czym poklepał ją delikatnie po ramieniu.
    - Wolno, bo ktoś musi ją chronić - puścił dziewczynce oczko, z lekko zadziornym uśmiechem. - Jak będzie sama, to kto będzie jej rycerzem? Jakiś kocur? Po co, skoro ma pod ręką profesjonalistę? - dodał, prężąc dumnie pierś. Oczywiście zrobił to dla żartu, aby mała nie odebrała go zbyt poważnie.
    Gdy już siedzieli na wierzchowcach, byli poza stajnią i kierowali się w stronę Gildii. Spojrzał na Febe, która jechała razem z Rahimem.
    - Nie wszystko, ale coś tam chyba tak, nie mam pewności. To bardzo trudny język, a ja poliglotą za bardzo nie jestem - odpowiedział, przyglądając im się z zadowoleniem. Nie miał pojęcia o czym chłopiec mówił, mógł się tylko domyślać. Mimo wszystko nie zaszkodziło z nimi odrobinę pożartować. Całej trójce z pewnością jest potrzebna odrobina humoru.
    Dotarli na teren Gildii. Yensen zszedł ze swojego konia, który przez całą podróż był wyjątkowo grzeczny. Pomógł zejść małej, oraz Febe z synkiem. Zaprowadził oba wierzchowce do stajni, a następnie dołączył do rodziny. Ukradkiem złapał dłoń Febe.
    - Witam w moim domu - zakomunikował, prowadząc ich do środka. Już na wstępie przywitał ich widok mosiężnego stołu, za którym siedział brodaty krasnolud, który cały swój wzrok skupiał na kalkulatorze oraz różnych wykresach. Co chwilę klął z uśmiechem na ustach.
    - Bannar! - zakrzyknął okhotnik, zwracając swoją uwagę.
    - Oh, kurwa, Yensen! - zaśmiał się, wynurzając swój wzrok znad cyferek. Spojrzał na Febe, po czym na dzieciaki. Od razu zaczął gładzić swoją długą brodę z podziwem. - Wypuścić Cię tylko samego i już kogoś przynosisz. Ja nie wiem, jak jakiś hycel. Gdyby nie to, żeś nam Ray'a wpuścił, przez co zaraza, stajnia nam płonie średnio raz w miesiącu, to bym powiedział, że na śliczne kobiety. Ale żeś tego małego gówniarza przywlókł i chuja, nie komplement dostaniesz! - zaśmiał się ponownie. - Uszanowanie, pięknej pani. Kłaniam się. Jestem Bannar Firestone, tutejszy księgowy - dodał, lekko pochylając głowę.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie był do końca pewny, czy chce przeprowadzić z Febe tę rozmowę. Ostatnia sytuacja z dziećmi, w sklepie, nie była przyjemne a wręcz przeciwnie i to chyba przeważyło na wszystkim. Nadal nie był w stu procentach przekonany, mimo to pojawił się przed domem Febe z dwoma ogromnymi pokrowcami na obrazy, bo przecież jakoś musiał jej zrekompensować tą pomoc z Yuuki.
    Zapukał cicho do drzwi, oparł się o framugę ramieniem i po prostu czekał, aż ta otworzy.
    Zrobił dla niej trzy obrazy, które powinny się jej spodobać, więc miał jakiś pretekst do tego, by ich odwiedzić. I zobaczyć swoje dzieci. Widząc ją w drzwiach, uśmiechnął się lekko odrywając się od ściany.
    - Cześć- przywitał się.- Mogę wejść? Mam coś dla Ciebie za pomoc przy ostatnim- wytłumaczył od razu. Musiał jakoś ją przekonać, by go wpuściła, bo jeśli tego nie zrobi, to jak miał zrealizować swój plan?

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  30. - Umiem wymieniać żarówki – obruszył się lekko. Te całe kobiece metafory go dobijały. Właśnie dlatego tak lubił Willow. Przynajmniej nie musiał się martwić o to, że jej nie zrozumie. Przynajmniej tyle nieporozumień im odejdzie. Niewielka to pociecha, trzeba przyznać, ale jakaś mimo wszystko.
    Pokiwał lekko głową, samemu tylko podchodząc by zobaczyć Febe w akcji. Sam jeszcze nie umiał za dobrze opiekować się dziećmi i nie chciał by rodzice zwątpili w jego umiejętności, przez co narobiłby kłopotów samej Febe. Wolał więc się nie odzywać.
    - Jak już dzieciaki pójdą to jeszcze czeka sprzątanie – bardziej stwierdził niż zapytał. – I wreszcie upragnione wolne? – tym razem zapytał. – Wow… teraz jeszcze bardziej cię podziwiam. Przecież to cały dzień w pracy… i na dodatek nieco rutyny się w to wkrada… ja to chyba bym tu nie wytrzymał – przyznał szczerze. Zdecydowanie wolał to swoje życie pełne adrenaliny i trochę jakby na krawędzi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  31. Larrete zamyśliła się głęboko, chcąc odpowiednio ubrać w słowa swoje odczucia i przemyślenia. Wreszcie odpowiedziała na pytanie Romki, uśmiechając się ciepło:
    -Kiedy sześcioletni Rafael spalił biedronkę swoimi zdolnościami, upomniałam go i pokazałam mu w książeczce o biedronkach, jak należy obchodzić się z owadami. "Widzisz, Rafe, jeżeli spalisz jedną biedronkę, to wielka mszyca zje jeden kwiatek w ogrodzie taty. Biedronki jedzą mszyce, skarbie, i przez to kwiatki nie więdną." Siedmioletnia Anita, jego siostrzyczka, ciągle działała na nerwy rodzinie, zamrażając wszystko i wszystkich...
    Zaśmiała się cicho, przypominając sobie to wydarzenie. Tak, Anita Pamphilli była bardzo denerwującym dzieckiem i denerwującą kuzynką, ale...
    -Kiedyś zamroziła mi stopy i śmiała się, widząc, że nie mogę się ruszyć. Wiesz, co zrobiłam? Poczekałam chwilę, aż skończy się śmiać, a potem poinformowałam małą: "Skarbie, nie powinno się zamrażać ludzi. Lepiej jest zamrozić sobie owoce". Nigdy nie uderzyłabym dziecka, a sądzę, że nie ma tu gorszych dzieci niż Anita, więc...sama widzisz.
    Uśmiechnęła się lekko, po czym przebiegła myślami jeszcze raz kwestię Febe. Pytała o jej wady. Cóż...
    -Jeżeli chodzi o moje wady, nie jestem perfekcjonistką sensu stricte, nie załamię się, jak nie wypełnię wszystkich punktów z grafiku - zapewniła pogodnie. - Trochę więcej kłopotów może być wtedy, kiedy nadejdzie nów, a mi ciężej będzie np. opanować burzę, by dzieci się nie bały. Poza tym...ach, tak, jestem z bogatej, dobrej rodziny, na pewno jestem więc rozpuszczona, pyskata, a dzieciaki to tylko okazja do zbijania kasy. To chyba wszystko, co mogę negatywnego o sobie powiedzieć.
    Roześmiała się serdecznie, zakładając nogę na nogę i przyglądając się z upodobaniem uroczej Romce. Czuła z nią, jak powiedziałaby Ania Shirley, "pokrewieństwo dusz".

    Larrete

    OdpowiedzUsuń

  32. Larrete rzeczywiście przyszły do głowy te pytania, niemniej jednak postanowiła zadać je w odpowiedniej kolejności i w stosowny sposób. Była damą, a damy zwykle nie wyrywały się bezsensownie z "ile za godzinę", tylko traktowały takie kwestie należycie i delikatnie je poruszały w rozmowach z pracodawcami.
    -Co konkretnie leżałoby w mojej gestii, Febe? -spytała ciepło, rozglądając się jeszcze raz po pomieszczeniu.-Ostatnio nie narzekam na brak czasu, więc w razie czego jestem chętna do udzielenia wszelkiej pomocy. Och, no i właśnie...
    Uśmiechnęła się ciepło do prawie - że - szefowej, po czym otworzyła torebkę i zaczęła ją przeszukiwać. Towarzyszyły temu ciche pomruki typu "aha, tu są klucze, tu dokumenty", wreszcie jednak wyciągnęła to, czego szukała - tym czymś okazała się być mała, prostokątna wizytówka z czerpanego papieru, na której wypisano handwritingiem "Signora Larrete Pamphilli", jej adres domowy, adres e-mail i numer telefonu, dokładnie tak, jak powinno być. Wręczyła ją Febe, nie tracąc pogody na twarzy i uśmiechu z ust.
    - Proszę bardzo, pomyślałam, że może się przydać - wyjaśniła ciepło. - Przeczuwam bowiem, że nasze kontakty nie będą li i jedynie służbowe...Czy to normalne, że pracownica czuje w szefowej przyjaciółkę?
    Zaśmiała się głośno, niewymuszenie, po włosku. Odprężyła się. Skoro była mowa o okresie próbnym, jest już dobrze. Pozostawało tylko dopytać o...
    - ..ach, i jeszcze jedno, w jakich godzinach będę pracowała i czy pobieram wynagrodzenie za okres próbny? A jeśli tak, to jakie? - spytała z taką swadą, jakby opowiadała właścicielce przedszkola jakiś nader dobry kawał.

    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  33. Spodziewał się takiej reakcji dzieci, ale cóż mógł począć? Jedyne co miał możliwość zrobić, to zwykłe odejście z ich życia, a tego nie chciał. Nie po ostatnim, gdy jawnie nazwały innego przydupasa Febe Swoim ojcem. To On nim był i musiał przypomnieć to tej rodzinie, nawet jeśli miałoby to zniszczyć jej nowy związek. Podejrzewał, że ma nowego mężczyznę, zachowywała się inaczej. Widział po prostu, kiedy ktoś jest zakochany, a tak było w jej przypadku.
    - Też miło was widzieć- zignorował jej pytanie, zerkając na okno, w którym siedziała jego córka. Czerwone oczy wpatrywały się w niego jak w intruza, ale jeszcze daleko było jej do wzroku, który on posiadał. Często morderczo poważny, niebezpieczny. Ale jeszcze się nauczy.- Musimy porozmawiać o dzieciach- mruknął w jej stronę, czekając aż go wpuści- I o tym, kto jest ich ojcem.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  34. Wszedł do środka dziarskim krokiem gotowy na to, aby przeprowadzić z dziećmi rozmowę rodzicielską, ale gdy już dzieciaki stały przed nim, czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia zabrakło mu słów. Stał na środku pokoju jak słup soli wpatrując się to w Ines, to w Rahima, ale przez to słowa jeszcze bardziej uwięzły mu w gardle. Kurwa no! Westchnął głośno przykładając palce do czoła zastanawiając się, jak niby ma im to wytłumaczyć. Nie dało się, do tego czuł, że się stresuje. Zestresował się przez dwójkę dzieci! Nawet ludzie ze szkoły nie doprowadzali go do takiego stanu, a zrobiły to takie maluchy. Usiadł na fotelu przed nimi, zakładając jedną nogę na druga po czym spojrzał jeszcze raz na Febe.
    - Wiecie dobrze, że Yensen nie jest waszym ojcem, prawda?- spytał ich, w końcu przełamując się przed wydobyciem jakiegokolwiek głosu.- Jestem nim ja i nie życzę sobie, abyście mówili że jest inaczej.- tu spojrzał na córkę, którą przywołał do siebie dłonią. To ona powiedziała i najchętniej za to przełożyłby ją przez kolano, tak jak Febe, która przymykała oko na takie jej zachowanie. Tak, obu miał ochotę sprać pośladki aż do czerwoności.
    Przywołał również do siebie syna, musieli do niego podejść. Musieli w końcu się przekonać, że są tylko dziećmi, że nie zmienią tego kto ich spłodził i nie ważne, jak bardzo go nienawidzą.
    - Popełniłem błąd, że pozwoliłem abyście wychowywali się tyle czasu bez ojca- rzekł w końcu, gdy się zbliżyły. Nawet pochylił się bardziej w ich stronę.- Ma zamiar to naprawić, czy wam się podoba czy nie. Będę częściej was odwiedzał, prawda mamo?- tu zwrócił się do Febe, ją również przywołując gestem dłoni. Gdyby ich losy potoczyły się inaczej, tej rozmowy po prostu by nie było, ale nie każdy romans kończył się przed ślubnym kobiercem. A że pojawiły się tu dzieci, no cóż. Trudno. Musieli sobie z tym poradzić.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  35. - Nie pomagasz, wiesz?- spojrzał na Febe karcąco. Jak niby miał do nich podejść? Przynieść wielką torbę cukierków, przeprosić wszystkich za to jak się zachował kilka lat temu i błagać na kolanach o to, by traktowali go jak ojca? Niedoczekanie ich.- Nie uważasz, że najwyższy czas, abym stał się ich ojcem? One potrzebują kogoś z nimi spokrewnionego, nie pierwszego, lepszego faceta z ulicy. I chcę poprawić te relację, tylko jak, skoro Ty będziesz ciągle obok? Chciałbym mieć z nimi dobre relacje, jak wtedy, gdy byliśmy razem.
    Spojrzał w jej oczy, wstając ze swojego miejsca, minął dzieci i stanął przed kobietą. Górował nad nią wzrostem, więc musiał nieco pochylić głowę.
    - Jeśli chcesz, bym był w ich życiu, po prostu mi pomóż. Dobrze wiesz, jakie to będzie trudne i potrzebuje w tym Ciebie.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  36. - A szkoda… jestem pewien, że i z mieczem byś sobie poradziła. Najważniejsza na polu bitwy jest cierpliwość, zaraz potem idzie refleks. Obie te rzeczy masz opanowane do perfekcji… no i to przedszkole wydaje się być swego rodzaju polem bitwy – odważył się zauważyć Ray, po czym uśmiechnął się do niej nieco i pomógł jej posprzątać zabawki.
    - To jutro też o tej samej porze? O której zaczynamy prywatne lekcje z Inez? – zapytał jej zaraz, bo przecież chciał pomóc tej małej dziewczynce, która swoją energią mogła rozsadzić cały ten przybytek, a przynajmniej takie wrażenie sprawiała. Ray nie mógł się już doczekać tego nowego zadania, jak i obawiał się że kiepski może z niego mentor wyjść. Westchnął więc tylko przeciągle i postanowił zepchnąć swe wątpliwości w kąt.
    - Ne, Febe… jak długo znasz już Yensena? Czy ty też byłaś kiedyś zakochana po raz pierwszy? Wiesz dla mnie to trudne uczucie i nawet nie wiem czy ja ffaktycznie czuję miłość – przyznał bez bicia. No rodziny to on cudownej nie miał i nie chciał tu kłamać. Po prostu obawiał się, że on nie potrafi kochać. – Jak to wszystko wygląda? Naczytałem się o motylach w brzuchu, ale cholera… raczej nic mi się tam nie wykluło – burknął. Prosty z niego chłopak był i czasem nie łapał metafor.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  37. On nigdy nie dał jej wsparcia? Zaśmiał się na jej słowa. Ta kobieta nawet nie miała pojęcia co mówi. Skoro nie dał jej nigdy wsparcia, to co niby robił przy niej, gdy tylko dowiedział się o ciąży? Chciał jej pomóc, był przy niej, ale niech będzie. Nie pomagał jej, a on nie miał zamiaru wyprowadzać ją z tego błędu, nie przy dzieciach, które patrzyły się na nich. Jakby oczekując tego, iż zaraz znów uderzy ich matkę i wyjdzie na tego najgorszego. Jak zawsze zresztą przy niej. Bo ona nie zawiniła w niczym nigdy! Wtedy ktoś zapukał do drzwi, a widząc w nich nieznajomą kobietę tylko zmierzył ją nieprzyjemnym spojrzeniem, mówiąc tym samym by się pospieszyła. Na szczęście szybko znikła, z dziećmi.
    - Masz rację- przyznał w końcu- Yumi był zrodzony z miłości, kochałem Yuuki. Za to Ty byłaś tylko przelotną przygodą, pomyliłem się co do uczuć, jakich Cię wtedy darzyłem. Ale te dzieci, które przyszły z tego romansu nie różnią się niczym od Yumi'ego. Nie twórz bariery między nimi tylko dlatego, że są zrodzone jedynie z zauroczenia.- również spojrzał w jej oczy. Nie wyszło im, no dobrze. Był na nią za to wściekły, później przyszło obrzydzenie do jej osoby, przez co odsunął się również od dzieci, ale teraz tu był. Chciał to naprawić, zrobić coś, by widziały w nim swojego ojca. Tego, na którego mogły liczyć, na którego ramieniu mogły się wypłakać. Popełnił błąd wtedy, gdy ją uderzył, przyznał to. Zasłużył sobie na to, by Febe go nienawidziła, ale nie dzieci. Im nie zrobił nic. A ich relacja musiała się poprawić.
    - W takim razie, chciałbym spędzić z nimi czas, nawet przy Tobie. Zależy mi na tym, by uważały mnie za ojca, chciałbym nim być mimo tego, że już nie jesteśmy razem- zrobił krok w jej stronę. Nie był zły, miał łagodne spojrzenie, znała ten wzrok i wiedziała, że nie musi się go bać.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  38. Jej łzy nie zrobiły na nim wrażenia. Widział tyle razy, jak kobiety płaczą, widywał tak wiele krzywd na świecie, że sam nieco się na łzy uodpornił. Jeśli już na kimś mu niezwykle zależało, to dopiero, ale na Febe mu nie zależało. Na dzieciach jedynie, które teraz były z jakąś obcą kobietą, a nie z nim. Ze swoim ojcem, który zająłby się nimi lepiej, niż ktoś obcy i na pewno wyniosłyby z tego więcej korzyści.
    Gdy pokazała mu zdjęcie, oraz zaczęła opowiadać... Zrobiło mu się po prostu przykro. Zawiódł ją, gdy ona najbardziej tego potrzebowała. Potrzebowała ojca, który by się nią zajmował, kogoś kto nauczyłby ją jeździć na rowerze, wiązać buty, czy nawet kogoś, kto ululał by ją do snu snując opowieści. On również wychowywał się bez ojca przez całe życie i wiedział, jak jest to bolesne. Dlatego wrócił, dlatego miał zamiar się nimi zająć i pokazać, że je kocha. Bo kochał. Były jego dziećmi, może nie był przy tym, gdy Rahim był jeszcze w łonie Febe. Ale Ines oczekiwał, patrzył jak rośnie wewnątrz Febe. Teraz tego żałował, że nie był przy obydwu ciążach.
    - Febe- dotknął lekko jej ręki, patrząc na zaszklone oczy, po czym westchnął.- Wybacz mi za to, że mnie przy was nie było. Przy nich...- poprawił się, wiedząc co obydwoje przechodzili z sobą, gdy byli razem.- Ale teraz mam zamiar pokazać, że ten facet ze zdjęcia jest naprawdę takim, jakim go opisaliście. Że będzie się o nie troszczył i mogą na niego liczyć w każdej sytuacji, a on im pomoże. Przytuli- dłoń przeniósł z jej ręki na plecy i lekko ją objął, widząc w jakim jest stanie. Nie mogła płakać, musiała być silna. Dla siebie, dzieci, swojego szczęścia i przyszłości, którą będzie musiała zamiar wywalczyć. Samotne matki może miały ciężko, ale przez to były cenniejsze od innych, silniejsze na swój sposób. Nie mogły liczyć na ukochanego, gdy w nocy dzieci chorowały. Były cenniejsze.
    Westchnął, kładąc podbródek na jej głowie i czekając, aż wyleje z siebie swoje smutki, jak powie że go nienawidzi, jak się go brzydzi i jakim chujem był dla niej i ich dzieci.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie spodziewał się, że kobieta oprze głowę na jego torsie. Raczej oczekiwał wyrywania się, ucieczki z jego objęć, więc jej reakcja była dla niego zaskoczeniem, lecz tego nie okazał. Jego twarz nadal pozostawała niezmienna, jakby nie chcąc, by Febe widziała jego emocje . Miał mieszane uczucia co do tego, czy poradzi sobie z przekonaniem do siebie własnych dzieci do tego, iż jest ich Ojcem, nie tylko kimś kto je spłodził. Czekała ich długa droga do osiągnięcia celu, trudna i wyboista. Ale mimo to Kuro chciał się jej podjąć, nie miał zamiaru zawalić, a jeśli już dzieci będą spoglądały na niego łagodniej, będzie usatysfakcjonowany z efektu.
    - Nie mam zamiaru już nikogo zawodzić, a zwłaszcza krzywdzić. Zmieniłem się, Febe- spojrzał w jej zielone, niczym mech oczy, a na jego twarzy pojawiła się nostalgia.- Nie będą despotą w relacji z nimi, za bardzo zalezy mi na poprawieniu tych relacji.
    Wzrok przeniósł na zamknięte jeszcze, duże płótno.
    - Nie otworzysz?- spytał, wskazując podbródkiem na podarunek.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  40. Owszem, nigdy nie mogła podziwiać jego obrazów, gdy jeszcze byli razem, bo zwyczajnie wtedy przestał malować. Nie miał na to czasu. Praca, malutkie dziecko, a przede wszystkim Ona i jakoś nigdy nie było okazji przysiąść do płótna. Oczywiście, rysował jednak w ukryciu, na kartkach, bądź kiedy ona spała, ale wszystkie rysunki wyrzucał zwyczajnie. Bądź później, gdy Ines podrosła, dawał jej swoje szkice do pokolorowania. Ale teraz miała ku temu doskonałą okazję. Pierwszy obraz przedstawiał dzieci, Ines i Rahima, praktycznie jako noworodki, a szczegóły były powalające. Zawdzięczał to zdjęcią, bo sam nie pamiętał zbyt wielu szczegółów, a Rahima namalował tylko dzięki zdjęciom i Mel, która miała ich kilka na telefonie. Nie było go przecież przy porodzie, ani przez większość jego krótkiego życia. Na widok jej wzroku uśmiechnął się smutno.
    - Miałem namalować dwa. Na jednym miała być sama Ines, na drugim tylko Rahim byś mogła powiesić im je w pokoju ale stwierdziłem... że tak, jak zrobiłem to tutaj, będzie lepiej. I będzie lepszą pamiątką dla Ciebie- nie przywiązał uwagi do jej pochwały, wiedział iż są ładne, ale ważniejsze było to, że jej się podobają i będą stanowiły ogromną pamiątkę. Nie po nim.
    Wstał z miejsca, by kucnąć zaraz obok niej.
    - Nie ma za co, to ja powinienem Ci podziękować za to co zrobiłaś wtedy dla mnie i Yuuki. Gdy ją przywołałaś- spojrzał na chwilę w jej oczy, lecz szybko odwrócił twarz.- Chciałbym jeszcze namalować was osobno, jeśli chcesz i nie odmówiłabyś prezentu- zaproponował siadając po turecku na ziemi.- Muszę mieć tylko wasze aktualne zdjęcia, albo... możecie mi pozować.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  41. Musiał dowiedzieć się więcej o tym Yensenie. Kim był, co robił i przede wszystkim gdzie mieszkał. Nie miał zamiaru składać mu wizyty, czy iść z nim na pięści tylko dlatego, że związał się z jego byłą. Raczej chciał po prostu wiedzieć, a jeśli zrobiłby jego dzieciom krzywdę, to dopiero przywita go swoją pięścią. Nie był zazdrosny o Febe, ale o maluchy. To na nich mu zależało, kobieta nie była ważna.
    Wstał, na ramię biorąc swoją ogromną teczkę na ramię, w której przyniósł wszystkie dwa obrazy.
    - Więc zaczekam, gdy już ogarniesz swoje życie osobiste- podszedł powoli do drzwi, na głowę zarzucając dość obszerny, czarny kaptur i spojrzał na nią jeszcze.- Mam nadzieję, iż zadzwonisz. Nie przeszkadzam w takim razie, skoro jesteś zajęta, baw się dobrze i do zobaczenia- złapał za klamkę, po czym wyszedł cicho z jej mieszkania kierując się prosto do swojego domu. Rozmawiali normalnie. To był dla nich naprawdę wielki krok, jeśli chodziło o lepszą relację. Wcześniej darli ze sobą koty, nie raz się upokarzali, a dziś? Dziś w miarę normalna rozmowa.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  42. - Jak mógłby narzekać na taką mamę?! Febe, weź przestań! – zaśmiał się. Akurat tego był pewien. Widział jak bardzo Rahim był przywiązany do swojej rodzicielki. Dałby sobie rękę uciąć, że jeżeli już o niej myśli, to w samych superlatywach. Zawsze był blisko meduzy. Podobno dzieci miały taki okres, zwłaszcza chłopcy. Tak przynajmniej kiedyś słyszał, bo w praktyce nie miał nigdy okazji przekonać się osobiście. Nigdy nie zaznał matczynej miłości, raczej baty swoich ludzkich mentorów, którzy chcieli z niego zrobić swojego łowcę. Vesenmir był dla niego kimś na wzór ojca. Surowego ojca, który na dziwny, indywidualny sposób okazywał troskę. Cholera, kochał tego drania, a mimo wszystko praktycznie zawsze kłócili się o coś. Brunet mógł się bez problemu nazwać czarną owcą ich patologicznej, okhotniczej rodziny. Nie raz chciał przeprosić za wszystko czym go rozsierdził, ale za każdym razem rozmyślał się, gdy tylko na myśl przyszło mu, iż w ten sposób ujmie sobie godności. Niestety, gdy zmądrzał było już za późno. Teraz stara się po prostu nieść najważniejsze wartości papci i pamiętać o tym, że to on ukształtował z niego takiego mężczyznę, jakim jest teraz. Rahim z pewnością nie okaże matce takiej niewdzięczności. Było widać, iż jest ulepiony z całkiem innego gliny niż on. Zapewne charakterem musiał pójść po łagodnym usposobieniu Romki. Febe nie tylko była przepiękną kobietą. Miała niezwykły, pogodny charakter. Ines była równie radosna, jeśli nie radośniejsza niż ona, a jej syn posiadał spokojne, prawdopodobnie również czułe serce. Tak wspaniała kobieta jak ona nie mogła wychować źle swoich dzieci.
    Gdy szedł z wierzchowcami do stajni, usłyszał czyjeś kroki. Dziewczynka zapewne zaraz by przybiegła do Yensena, i poczęła zadawać przeróżne pytania odnoście zwierząt, a może nawet i broni. Była niezwykle ciekawska, a wstyd zdawał się być małej obcy. Stąd doszedł do wniosku, że mały szpieg za nim to właśnie Rahim. Nawet jeżeli kierowało nim zwykłe zainteresowanie rumakami, fakt że nie bał się pójść za okhotnikiem był niezwykle miły. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Cieszył się, iż chłopiec się go nie bał. Oczywiście, gdy się odwrócił, jego już nie było. No cóż, trudno. To co usłyszał zachowa dla siebie, aby nie peszyć małego. Zdobycie przyjaźni Rahima z pewnością nie będzie najprostszym zadaniem. Różnili się od siebie, a Yensen po prostu to czuł. Znalezienie nici porozumienia może okazać się nie lada wyzwaniem. Uśmiechnął się do Ines, gdy ta do niego podeszła. Wolną ręką pogładził jej włosy, a później podał tak, aby mogła za nią złapać, jeżeli zechce.
    - Ja nie narzekam. Zwłaszcza, że tłoczno tu i praktycznie zawsze wesoło – zapewnił, po czym weszli do środka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Powinien uprzedzić, że Firestone, jak stereotypowy krasnolud, nie był zbytnim krasomówcą, a różne wulgaryzmy traktował jako nieodłączną część mowy. Jemu osobiście to nie przeszkadzało. Sam wyrażał się identycznie i dopiero teraz starał się w jakiś sposób ograniczyć. Dlatego też ugryzł się w język, aby nic nie odpowiedzieć brodaczowi. Mimo wszystko i tak w myślach zwyzywał go od parszywych chujów, co to języka za zębami utrzymać porządnie nie potrafią. Zamiast tego zaśmiał się jedynie.
      - Ty zamiast się lampić na Ninath, to byś się żoną swoją zajął, bo potem się dziwisz, że Cię wałkiem okłada za każdym razem jak wracasz. Jak ma tego nie robić, skoro Twoje gały na wszystkie strony świata latają? – odpowiedział. Cholera. Był z siebie dumny. Nie użył ani jednej kurwy dla wzmocnienia swojej riposty. I to przy pierwszej próbie. Kurwa, był zajebisty w walczeniu z tymi wulgarnymi wiatrakami. Bannar natomiast uniósł ręce do góry, gdy mały go skarcił. Zaśmiał się donośnym tenorem.
      - Ależ żaden problem! Też bym bronił takiej ładnej matki. Zresztą już widzę, jak Yensen mnie w myślach właśnie na wpół z zazdrości przecina. Zazdrośnik, chędożony – odpowiedział machając ręką.
      - Nie wpół, nie wpół. Głowę Ci, kolego, odrąbuje. To różnica – okhotnik sprostował.
      - Oh, kurwa. Faktycznie. Różnica! – oboje się zaśmiali. Na pytanie Febe, brunet zaśmiał się.
      - Jeżeli parszywy charakter Ninath liczymy jako mnogość osób, to faktycznie. Sprowadzam całą armię kobiet, ale pięknej bym ją nie nazwał – rzucił. Oczywiście nie chciał się jakoś bronić przed Febe. Zawsze z elfką żartowali na temat swojego wyglądu. Ona wyrzucała mu każdą skazę, a on kłamał, że jest równie szkaradna co noc listopadowa. Żaden się nie obrażał.
      - Weź Ty sobie kup okulary może, ślepaku. Taką to, bym sobie wyobracał, proszę ja Ciebie…
      - Aktualnie, to ona obracała Tobą w powietrzu po podobnym komenatarzu...

      Usuń
  43. Ray zastanowił się nad tym czy faktycznie jest w stanie rozweselić, czy pocieszyć Willow. A już tym bardziej czy potrafiłby jej wytknąć błędy? No może i by potrafił, ale potem mógłby stracić przez to głowę, albo narazić się na obrazę majestatu. Z drugiej strony parę razy już mu się to zdarzyło i jakoś jeszcze żył. Może jednak potrafił to zrobić? Wzruszył lekko ramionami jakby odpowiadając sobie na swoje własne pytania.
    - Zdecydowanie mało romantyczne… no i nie mogłem sobie wyobrazić tych pasożytów latających po brzuchu – przyznał szczerze. Niby gdzieś tam wiedział, że to tylko głupia metafora (swoją drogą, jaki idiota je wszystkie wymyślił… i po jaką cholerę…), ale mimo to jego wyobraźnia płatała mu figle. – No to jakoś tych motyli nie czuję… raczej jestem w miarę swobodny przy niej – przyznał szczerze. Może to też uszło jako motyle? A czort jeden wiedział.
    - Jasne, możemy zacząć jutro w przedszkolu – zgodził się zaraz. Jakoś nie bardzo widział siebie ganiającego po całej Gildii w poszukiwaniu małej dziewczynki, która gdzieś tam mu się przeniosła i nie wiadomo było gdzie. Zwłaszcza jeśli tą dziewczynką była Ines. Mała diablica, która temperamentu jakoś po matce chyba nie odziedziczyła.
    - A właśnie… które dziecko wdało się bardziej w ciebie? No bo Ines… cóż, jakoś tak zbyt wybuchowa jest – przyznał szczerze. – Ale może też taka byłaś jako dziecko czy nastolatka? – zaproponował, bo trochę poczuł się tak, jakby ją teraz obrażał.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  44. Spieprzył.
    Spierdolił po całej linii i wiedział to od początku, tylko nie potrafił jakoś się do tego przyznać. Wszystko było gotowe, wyjazd za granicę, do drugiego świata, bo doskonale wiedział, iż w tym go odnajdą. Musiał szybko uciekać mając nadzieję, iż nie dorwą się do jego rodziny. Yumi był bezpieczny w szkole, wierzył w tamtych nauczycieli, którzy pilnowali murów szkoły, a jeśli nie, miał go pod opieką pewien młody człowiek. Jemu mógł zaufać. Z Mel nie widział również problemu, właściwie nawet nie miał pojęcia, czy nawet tamci o niej wiedzą, a jeśli tak. Poradzi sobie, to była silna dziewczyna. Za to Febe... I ich dzieci. Oni byli w pełni bezbronni i wierzył w to całym swoim sercem. Lecz nie mógł od ta po prostu do nich wpaść z tekstem: "Musicie uciekać, bo na karku mam całą grupę mafii." Febe by go za to zabiła.
    Dlatego nie pojawiał się u niej w domu, trzymał się z dala, nawet nie dzwonił. Wszystko, byleby tylko nie odnaleźli jego dzieci i nie zrobili im krzywdy.
    Przechodził właśnie koło placu zabaw, gdy zauważył dwójkę maluchów bawiących się w tym miejscu. Dostrzegł oczywiście Rahima i Ines, a na ich widok uśmiechnął się pod ciemnym kapturem. Nie wyglądał w nim dziwnie. Młodzieńcy często tak chodzili, nie rzucali się przez to za bardzo w oczy i mógł zniknąć tak w tłumie ludzi. Stał dłuższą chwilę patrząc na swoje pociechy, do momentu gdy kątem oka nie zauważył trójki, tak dobrze znajomych mu ludzi, którzy zmierzali w stronę jego dzieci. Te oddalone były od niani. Nie ochroni ich! Rzucił się pędem ku nich, nie zważając nawet na to, czy kaptur zasłania mu gębę. Dotarł do nich! Chwycił maluchy w swoje ramiona, po czym zdążył obejrzeć się na trójkę podejrzanych ludzi, którzy wyciągali broń z kieszeni celując w ich stronę. Ostatnia szansa!
    Opadł boleśnie plecami na twardą, drewnianą podłogę, a z jego ust wydobył się jęk boleści. Dzieciaki bowiem nie były aż tak lekkie...
    - Nic wam się nie stało?- spytał, świdrując je swoimi krwistymi, wystraszonymi tęczówkami.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  45. Kuro uniósł się szybko z ziemi, wypuszczając ze swoich objęć również swojego synka. Spoglądał po dzieciach. Na bogów. Nic im się nie stało! Uśmiechnął się szeroko, siedząc na tyłku na ziemi i po prostu się w nie wpatrywał. Uratował je, tego był w stu procentach pewien. Na początku nawet nie reagował na ich słowa, dopiero potem... Spuścił wzrok z Ines biorąc przy tym głęboki oddech. Nie chciał, by od razu uwieszała się mu na szyję, ale żeby mówiła takie głupoty. Gdyby chciał je porwać, na pewno nie wylądowałyby w mieszkaniu swojej matki. Podniósł się z podłogi, by już iść za uciekającą dziewczynką, tylko nagle na ich horyzoncie pojawiła się Febe. W szlafroku. Przełknął głośniej ślinę, unosząc się z klęczek. Jego twarz wyrażała obawę, przepraszał ją przy tym wzrokiem...
    - Zaraz wszystko Ci wyjaśnię, naprawdę- rozejrzał się szybko po mieszkaniu, jakby przypominając o sytuacji z placu zabaw. Najpierw podszedł do okien, by zasłonić sobie w nich rolety, głównie w salonie. Dopiero po tym podszedł do Febe, poprawił czarną bluzę jaką miał na sobie.
    - Musicie wyjechać, jak najszybciej.- zaczął, lecz wzrokiem zatrzymał się na chłopcu.- Puść go na razie, to nie rozmowa na uszy dziecka. Naprawdę. Uwierz mi.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  46. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić Febe wywijającej kozły na ulicy czy wpadającej w szał i kokietującej mężczyzn. Jakoś tak nie pasowało mu to do niej choć bardzo starał się to zobaczyć. Przekrzywił nawet głowę, by spojrzeć na kobietę pod innym kątem, ale nie pomogło. Cóż mógł to zwalić jedynie na zbyt krótki czas jaki z nią spędził. Jakby nie patrzeć dopiero co się poznali.
    - Mhm… musiałbym chyba zobaczyć cię w innym środowisku, bo jakoś tak nie widzę cię takiej wybuchowej – przyznał bez bicia, zaraz obserwując jak Febe odprawia ostatnie dzieciaki i zostają tylko we czworo. Od razu zabrał się do sprzątania, próbując namówić do pomocy Ines i Rahima.
    - Zrobimy sobie zawody – zakasał rękawy. – Ten kto najlepiej posprząta, jutro ma prawo do trzech życzeń – klasnął w dłonie i wrócił do układania zabawek. Trzy życzenia. Nie mogło pójść aż tak fatalnie. Najwyżej nie uda mu się czegoś spełnić, ale nie chciał im obiecywać słodkiego czy innych bajerów. Jeszcze okazałoby się, że nie mogą czegoś jeść, czy kupiona rzecz jest dla nich nieodpowiednia. Trzy życzenia wydawały się więc opcją idealną.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  47. Kuro spojrzał na kobietę dziwnie, marszcząc przy tym brwi, ale opanował się szybko idąc w stronę następnego okna. W co on się wpakował? W największe gówno za jakie niedługo przyjdzie mu płacić, ale jak on ma jej to przedstawić? Szybko zasłonił okno, po czym już spokojniejszy mógł wziąć głęboki oddech. Teraz przynajmniej nikt nie będzie ich śledził, nie wiedzą że przyszedł akurat do niej. Chyba nie wiedzą.
    - Spokojnie- wyciągnął obie dłonie nieco w przód, tym ruchem nieco ją uspokajając.- Usiądź.
    Sam to zrobił. Zajął miejsce na jednej z kanap, przeczesał swoje włosy palcami, po czym spojrzał na jej ciało. A raczej na szlafrok, który miała na sobie.
    - Musicie szybciej się przeprowadzić, ktoś może od was czegoś chcieć.- zaczął wpatrując się w jej wielkie, zielone oczyska.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  48. Opiekunka. Nie pomyślał wtedy o opiekunce. Na uwadze miał wtedy tylko swoje dzieci.
    - Zostawiłem ją na placu zabaw, mam nadzieję, że nic jej nie zrobili...- westchnął głęboko wpatrując się w pudła rozstawione w pokoju. Skoro niedługo już wyjeżdżają raczej nie ma o co się już martwić. A jednak miał złe przeczucia do tej ich wyprowadzki, zwłaszcza teraz, gdy miał na głowie nie małe kłopoty.- Febe. Po prostu ktoś mnie szuka, a bliskie mi osoby już nie są bezpieczne. Musicie uważać. Ty i dzieci.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  49. Spojrzał na Febe, a później na maluchy które wpadły do pokoju od razu wtulając się w szlafrok swojej matki. Sam uśmiechnął się do nich ciepło, nawet widząc co Ines ma do "powiedzenia" na jego temat. Może kiedyś jeszcze zmieni zdanie na jego temat, taką miał nadzieję przynajmniej.
    - Nie chce mnie widzieć- podrapał się po brodzie, której nie zdążył dziś ogolić przez co wyglądał nieco... starzej.- Nie miałem nawet okazji się z nią widzieć, więc... A nie chcę pokazywać tym, którzy mnie ścigają, że utrzymujemy jakiś kontakt.- wyjaśnił jej, by poznała punkt jego widzenia na tą sprawę.
    - W razie czego... Zniknę na jakiś czas z miasta, więc Ci ludzie mogą iść za mną ale gdyby ktoś dziwny się pojawił. Dzwoń. Ewentualnie szukaj pomocy u Yensena, uciekajcie razem gdzieś. Najlepiej do Otheli.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  50. Bycie żołnierzem było o wiele prostsze niż bycie kobietą. Zamiast siedzenia przy szafie i wybieraniu właściwego stroju mogła chwycić za broń, założyć mundur i nikt jej nie oceniał po tym, jak wyglądała. Brakowało jej tamtych czasów i chętnie by do nich wróciła, ale czas było w końcu wyjść z tych czasów. Trzeba było w końcu być kobietą, tyko problem był w tym... że Melanie nie potrafiła się za to zabrać. Założenie czegoś "kobiecego" nie stanowiło dla niej żadnego problemu, miała takich rzeczy od groma w swojej szafie jeszcze z czasów liceum, ale gorzej było się przełamać do bycia kobietą i nie odpychaniu od siebie każdego, kto tylko by się zbliżył. Nie miała nawet autorytetu na którym mogła się wzorować. I tu nie chodziło tylko o to, że wychowywała się całe życie bez matki. Raczej o kogoś, kto pokazałby jej jak można było zmienić się w kokietującą, ponętną kobietę. A w tedy przyszła jej do głowy Febe. Pamiętała czasy, gdy kobieta miała kilku adoratorów zanim jeszcze związała się z jego bratem. Ba. Nawet w Otheli, gdy już miała dwójkę szkrabów, koło niej kręcił się jeden mężczyzna i to dość ładnie postawiony. Kapitan jednego z korpusów w wojsku, na nieszczęście, kapitan ludzi jak się później okazało. Ciekawiło ją więc jak ona to robiła, że po przykrym związku z Kuro miała nadal chęć na dokazywanie. Potem jednak przypomniała sobie o tym, że kobieta tańczy. I to nie byle jak. Ona sama potrafiła tańczyć, owszem, ale jedynie tak w klubach, może czasem na jakiś przyjęciach w Otheli ale nie tak jak Febe. Bardziej jednak zależało jej na tym, by przyjrzeć się kobiecie. A nauka tańca okazała się dobrą okazją. Więc umówiła się z nią, gdy odbierała dzieci z przedszkola, na małą lekcję tańca. Maluchy zostawiła pod okiem opiekunki, a sama poszła do kobiety. Stała już pod jej drzwiami i zapukała cicho, mając nadzieję, że jest sama. Nie z mężczyzną, o którym słyszała.
    - Cześć.- przywitała się z nią, gdy ta otworzyła drzwi.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  51. Dziewczyna widząc dwójkę dzieci żegnających swoją mamę tylko uśmiechnęła się w ich stronę. Pocieszne maluchy. Miło było mieszkać z całą trójką przez pewien czas i patrzeć na to, jak kobieta się nimi opiekuje. Ciekawie było patrzeć na to, jak inna matka przelewa całą swoją miłość na swoje pociechy. Było to urocze i zawsze wtedy czuła się lepiej. A do tego maluszki... Ines była słodka, choć krnąbrna, ale to Rahim jak dla niej był tym ulubionym z rodzeństwa. Może to przez jego spokojny charakter.
    - Można tam iść, o ile właśnie nikogo tam nie będzie- posłała jej lekki uśmiech poprawiając przy tym mały plecak, który miała na sobie zawieszony. Obejrzała się jeszcze za siebie, czy dzieciaki jeszcze ich obserwują.- Wolałabym, by nikt na to nie patrzył.
    Włożyła dłonie do kieszeni. Już ta nauka tańca była dla niej w pewnym stopniu upokarzająca. Nie nawykła do proszenia o pomoc i było to dla niej krępujące uczucie. A do tego podpatrywanie kobiety...

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  52. Dziewczyna speszyła się nieco na jej zadziorny uśmiech. Taniec przed lustrem skojarzył jej się zaraz tylko z jednym, a z Febe nie były aż tak blisko, żeby opowiadać sobie o takich rzeczach. Mimo to uśmiechnęła się lekko na jej zaczepkę.
    - Znaczy... nie chciałam, by ktoś oglądał to, jak się tego uczę. Później, jak załapię rytm to już inna sprawa.- pokiwała lekko głową.- A jeśli o taniec chodzi, to może jakieś podstawy, choć dobrze wiesz, że trochę tego liznęłam w Otheli.
    Nari uczyła ją tego kiedyś, gdy zaczęła się nią opiekować jako jej straż, tak samo jak dworskiej etykiety, czy języków. Dzięki niej mogła się w miarę dogadać z osobami, które nie znały angielskiego, choć jej othelijski nie był na najlepszym poziomie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  53. Uśmiechnął się lekko zakładając dłonie na piersiach, gdy powiedziała, by na siebie uważał. Należał do osób, które raczej bawiły się z przeciwnikiem i rzadko uważały na to, aby przypadkiem nie oberwać. Jeśli już ktoś bardzo nadepnął mu na odcisk to dopiero brały się poważnie za swoją robotę, a tak było w tym przypadku. Musiał tylko na chwilę zniknąć, podładować baterię i przyszykować się do tego, by jakoś zniszczyć całą mafie. Inaczej ucierpieć mogą jego bliscy.
    - Mam zamiar- przyznał się.- Nie będę patrzył na to i kajał się widząc, że krzywdzą kogoś na kim mi zależy.
    Spojrzał na maluchy uczepione szlafroka Febe, a później na nią samą. Może i nie byli już kochankami, ale czułby się potwornie, gdyby przez niego coś się stało kobiecie z którą kiedyś żył i darzył ją jakimiś uczuciami.
    - Wy też na siebie uważajcie. I na Yensena.- kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej, po czym wyciągnął dłoń do dzieci, by lekko palcami musnąć ich czarne włosy.- Poza tym... chciałbym jeszcze pomówić o tym, jak po przeprowadzce mogę Cię znaleźć.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  54. Melanie nigdy nie tańczyła dla siebie, przy sprzątaniu czy gotowaniu zajmowała się bardziej rozmyślaniem, czy po prostu zakładała słuchawki na uszy, włączała swoje ulubione kawałki i to zajmowało jej czas. Dziewczyny różniły się również przez to.
    Weszła powoli do sali rozglądając się ciekawsko na wszystkie strony.
    - Już idę.- poprawiła plecach, po czym żwawym krokiem podążyła do łazienki. Dobrze, że wzięła coś lżejszego na przebranie. Szybko włożyła na siebie zwykłą, dłuższą koszulkę z rękawem, leginsy i trampki. Włosy splątała w długi warkocz, by nie przeszkadzał w ćwiczeniach, po czym wróciła na salę. Czekała na Febe oparta o ścianę. Nie potrzebowała rozgrzewki.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  55. Spojrzała speszona na swój strój, a na jej twarzy pojawiło się zawstydzenie. Miała wparować tutaj w sukience? W wysokich butach na obcasie? To było dla niej nie do pomyślenia. Specjalnie w domu wybrała wygodne ubrania, by dobrze jej się ćwiczyło, no i nie chciała się tak bardzo eksponować. Po prostu się wstydziła, ale nie miła zamiaru przyznawać się przed Febe, że tak właśnie jest. Najchętniej teraz znalazłaby się pod kołdrą, w pozycji embrionalnej i nie wychodziłaby, dopóki ten wstyd który teraz odczuwała, nie zniknie.
    - Postaram się następnym razem przynieść coś odpowiedniego.- wzrok przeniosła na magnetofon czekając, aż popłynie z niego muzyka. Czuła się dziwnie... bezbronna. Nigdy jeszcze nie była w takiej sytuacji, oczywiście nie biorąc pod uwagę lekcji z Nari, bo to była bardziej zabawa i dziewczyna mogła pozwolić sobie przy przyjaciółce na swobodę. A Febe ją onieśmielała, zwłaszcza w tym stroju.
    - Nie, nie chodziło o hip hop ani o balet.- zagryzła wargi kładąc dłonie na biodrach i czekając na to, aż Febe dobierze jakąś ciekawą muzykę.- Coś bardziej... kobiecego.- mruknęła cicho spuszczając wzrok na wyższe buty Febe.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  56. Przez dłuższy moment po tym jak muzyka już zaczęła lecieć, Mel po prostu wpatrywała się w taniec Febe. To wszystko, każdy ruch wydawał się jej aż nazbyt erotyczny. To dotykanie szyi czy swojej tali... Mel nie mogła się do tego przemóc. Nadal stała w miejscu z dłońmi założonymi na biodrach i obserwowała. Musiała się przełamać, po to właśnie przyszła. W końcu złapała jakiś rytm, powoli od ud zmierzała dłońmi wyżej przy tym lekko muskając opuszkami palców swoją skórę i patrząc na lustro jak mniej więcej to wygląda. A wyglądało inaczej niż ona zwyczajnie, nawet w pewnym momencie poczuła, że nie jest tą samą Mel. Tamta raczej patrzyłaby z boku na to co robi Febe, a tak...
    Dłonie przeniosła na wyżej na talię, po czym zgrabne zakręciła biodrami. Piekły ją policzki. Czuła wstyd kręcąc się w rytm spokojnej, oczywiście jak na skaranie, miłosnej piosenki. Cóż za zrządzenie losu.
    Jej taniec wyglądał poprawnie, w miarę łapała rytm, miała nawet swoje ruchy, lecz bardzo wzorowała się na Febe i na tym, co podejrzała u Aki. W końcu miała możliwość podziwiać jej taniec w klubie, choć z nią nie tańczyła.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  57. Firestone nie miał pojęcia o tym, iż przy dzieciach nie powinno się przeklinać. U niego w domu różne niecenzuralne słowa były na porządku dziennym, taka była chyba po prostu krasnoludzka natura, która idealnie wpisywała się w kanon toksycznej, kochającej się rodziny obowiązujący w Gildii. Rozmawianie o kimś i żartowanie praktycznie nigdy nie miało złej intencji. Tutaj każdy zdawał sobie sprawę ze swoich zalet i wad; nikt nie próbował wynieść się ponad innych, przynajmniej nie w tym samolubnym, egoistycznym znaczeniu. Ninath niejednokrotnie uczestniczyła w podobnych dyskusjach i nie było to bynajmniej obgadywanie, a przyjacielskie przekomarzania. Yensen bardzo lubił tę praktykę. Uśmiechnął się, widząc iż Febe niekoniecznie podziela ich zdanie. Powinni chyba zakończyć temat, chociaż naprawdę nikogo nie obrażał, a gdyby elfka, o której właśnie mowa, byłaby tu teraz z nimi zapewne sama toczyłaby razem z nimi ową zabawną dyskusję. Brannan spojrzał na Ines, która to uczepila się jego nogawki.
    - Oj tam zaraz za wysoka, jestem krasnoludem. Nasz wzrost liczy się miarą serca! – zaoponował ze śmiechem na ustach. No dobrze, może i sięgał jej do bioder, ale za to jakie miałby tam pole do popisu bez klękania?! Przecież to nie jego wina, że pociągały go wyższe kobiety. Krasnoludzkie kobiety nie słynęły jakoś szczególnie z urody, aczkolwiek jego żona też nie była podobna do nocnych koszmarów. – Nie patrz nigdy na wzrost moja mała, czasami na wiek, ale nie przesadzaj też z tym. Nie tutaj – dodał jeszcze na koniec, po czym sięgnął do jednej z szuflad biurka i wyjął cygaro. Okhotnik podszedł do Romki, objął w pasie, a następnie skierował ku głównej Sali Gildii. Obaj mężczyźni czuli, iż czas już się rozstać. Pożegnali się jeszcze oraz rzucili dwa, może trzy żarty między sobą na odchodne. Jak zwykle zresztą. Pokazał dzieciom salę biesiadną, która zazwyczaj służyła jako miejsce spotkać, a co miesiąc wszyscy zbierali się tutaj właśnie na biesiadę. Na jednej ze ścian była przywieszona wielka tablica z najróżniejszymi ogłoszeniami, które co jakiś czas były zrywane przez innych członków. Ogółem panował przyjemny dla oka gwar. Wszyscy byli uśmiechnięci, bądź udawali wielce zirytowanych. Gdzieniegdzie toczyły się nieco poważniejsze rozmowy, ale aura przyjaznej sielanki mimo wszystko dominowała.
    - A to, że tak powiem, mój salon – zaczął, dalej prowadząc rodzinę. Udali się aż do kamiennych schodów, którymi udali się na górę, na trzecie piętro z salami mieszkalnymi. Yensen zaprowadził ich do swojej komnaty. Była urządzona dość skromnie, jednakże nie brakowało w niej akcentów z jego rodzinnej krainy. Ściany były przyozdobione bronią, chociaż nad łóżkiem znajdował arras przedstawiający scenę batalistyczną. Było to dzieło jednej ze starych przyjaciółek Vesemira, która właśnie jego postanowiła uwiecznić na owym dziele. Brunet dobrze wspominał przybranego ojca, a owo dzieło sztuki zawsze przynosiło przyjemne wspomnienia z nim związane. Dwuosobowe łóżko było niepościelone, widać było iż sypia tutaj jedna osoba. Pościel była ciemna i prosta. Na komodach znajdowaly się różne dokumenty, fiolki z eliksirami oraz suszone zioła. Chociaż całość wyglądała na nieuporządkowaną, było wręcz przeciwnie. Był to jego porządek. On miał się tutaj odnaleźć.
    - A tutaj spędzam większość dnia, kiedy nie ma mnie poza domem. Witam w moich skromnych progach – zakomunikował, prezentując im całą panoramę.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  58. Dziewczyna stanęła na moment odrywając dłonie od swoich bioder, by szybko założyć je na piersiach, a speszony wzrok wbiła w podłogę. Nie potrafiła być taka jak Febe, tak pewna siebie i prowokująca, bo zwyczajnie się taka nie czuła. Nawet to porównanie jej nie pomogło. Strzelanie i taniec to były dwie inne rzeczy, w tym pierwszym była dobra, pewna siebie, w drugim zaś wszystko pozostawało do życzenia. Od tych ruchów, aż po wyraz twarzy Melanie, czy nawet głupi strój do ćwiczeń.
    - Nie potrafię tak, nie umiem...- zrobiła dwa kroki w tył przygryzając mocniej wargi. Westchnęła. Co ona sobie myślała przychodząc tutaj? Że w te kilka godzin znów odzyska tą pewność siebie jeszcze sprzed... porodu? To było niemożliwe.- Wybacz, że marnujesz na mnie swój czas.- spojrzała na nią przepraszająco uśmiechając się w jej stronę dość smutno.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  59. - Więc będę odwiedzał was w przedszkolu, gdy wszystko się spokoi. Mam nadzieję, że nastąpi do szybko, bo chciałbym znów szybko się z wami spotkać- włożył dłonie do kieszeni patrząc na swoje pociechy.- Może nawet zabrałbym was do zoo, jeśli oczywiście mi pozwolisz- tu spojrzał na Febę w oczekiwaniu. Chciał w końcu być dla nich ojcem, nie tylko mężczyzną, który dał im życie i który zniknął jak typowy tchórz. Jak jeden mężczyzna, który zrobił podobnie i gardził nim jak nikim przedtem. Czy był taki sam? Na samo wspomnienie jego osoby na jego twarzy pojawiła się nieprzyjemna nuta. Nie mógł być taki jak on...

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  60. - Spróbujmy jeszcze raz- Mel westchnęła ciężko. Te lekcje miały przyjść jej z łatwością, przynajmniej tak widziała to w swojej głowie, jak nagle wszystkie bariery opadają, a Ona zachowuje się tak prowokacyjnie jak Febe. Przeliczyła się jednak i to bardzo. Słysząc kolejną piosenkę, już nieco mniej "prowokacyjną" uśmiechnęła się lekko. Widać było, że Febe się stara ją cokolwiek nauczyć za co w głębi duszy była jej niezwykle wdzięczna.
    - Nie chcę tak szybko się poddawać, ale sama widzisz jak jest. A nie jest najlepiej- posłała jej uśmiech, po tym jej mimika twarzy powróciła do obojętnej. Musiała jak najlepiej wczuć się w muzykę.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  61. Tańczenie samej, bez jakiegoś partnera wydawało jej się jeszcze trudniejsze, niż przełamanie się do zatańczenia z kimś. Wstydziła się przed Uzi'm w klubie, ale to Febe peszyła ją o wiele bardziej, niż chłopak. Tamten przynajmniej poruszał się razem z nią, nie oceniał i przede wszystkim, było w miarę ciemno. Tutaj było wszystko widoczne, po niepewność goszczącą na jej twarzy, po niepewne ruchy. Na szczęście słowa Febe nieco podniosły ją na duchu. Miło było słyszeć, że nie jest tak beznadziejnie jak się spodziewała.
    - No dobrze- westchnęła marszcząc brwi.- Ale jak będzie już naprawdę okropnie, to mów.- uśmiechnęła sie do niej ciepło, po czym zaczęła się ruszać, lecz na początku wychodziło nieco opornie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  62. Starała się dobierać ruchy tak, by choć przypominały te, które wykonywała Febe. Nie było to trudne fizycznie, wszystko to mogło przyjść jej z łatwością i powoli, lecz bardzo powoli właśnie takie się stawało. Może przychodziło jej to z łatwością, dlatego że była po prostu wyćwiczona w pewien sposób? Nie wiedziała.
    Po zamknięciu drzwi poczuła się już o wiele pewniej z myślą, iż nikt nieproszony nie wkroczy na teraz sali w które ćwiczył. Wzięła głębszy oddech czując, jak powoli robi się jej gorąco.
    Przymknęła nawet oczy, tak jak poleciła jej Febe zaczynając na nowo ruchy, które teraz były czystą kopią tych, które wykonała wcześniej ciemnowłosa kobieta. Tańczyła i nie wyglądało to tak, jak na samym początku. Ruchy czarnuli były płynne i dosyć seksowne, lecz według niej cały efekt psuł oczywiście jej "strój do ćwiczeń".

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  63. Dziewczyna nie zamierzała spocząć na laurach, ten trening był pierwszą, a zarazem najtrudniejszą lekcją jaka przed nią stała. Zdawała sobie z tego świetnie sprawę, jednak tak bardzo pragnęła wyznaczonego sobie celu, że po prostu nie mogła zrezygnować czy zatrzymać się w tym jednym punkcie, w którym stała aktualnie. Do tego pomagała jej Febe, jedna z najbardziej uwodzicielskich kobiet jaką znała i wiedziała, że przy niej zdobędzie to, po co wyciągała dłoń.
    Słowa kobiety podniosły ją nieco na duchu, tym samym utkwiły w nikłym przekonaniu, iż nie jest tak beznadziejne jak sądziła na początku.
    - Nie mam zamiaru na nich spoczywać- przyznała się. Na ruchy Febe odpowiadała wręcz takimi samymi i teraz naprawdę zaczęła się starać, wiedząc iż dobrze jej idzie.

    Przystanęła w miejscu, gdy Febe kręciła właśnie swojego pirueta cały czas spoglądając na to, jak płynnie się porusza. Uśmiechnęła się nawet do siebie. To wszystko wydawało się być tak nierzeczywiste, jakby zamiast niej, stała jakaś inna dziewczyna. Sama podeszła do swojej wody, którą chwyciła szybko i zatopiła w niej wargi.
    - Zmęczyłam się bardziej niż na siłowni- przyznała, gdy już odstawiła butelkę od ust. Rozpuściła na szybko włosy, widząc w lustrze, że większość włosów wyszła z gumki.- Jesteś naprawdę dobrą nauczycielką, nie sądziłam że dobrze mi pójdzie- uśmiechnęła się do niej dość ciepło, lądując zaraz na podłodze, by odpocząć choć chwilę.
    - Po treningu z Nari myślałam już, że nic nie da się w tym kierunku zrobić. A tu proszę.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  64. Może Febe miała rację, na pewno ją miała co tylko potwierdził dziewczynie jej widok w lustrze. Z rumianymi polikami i uśmiechnięta wydawała się bardziej kobieca i zupełnie nie tak jak ona zazwyczaj, do tego już nie przypominała tak bardzo Kuro. Choć oboje byli do siebie podobni zawsze starała się to jakoś maskować, ale z zimnym wzrokiem i niedostępnym zachowaniem była naprawdę do niego podobna, co niejednokrotnie wprawiało ją w przerażenie. Wiedziała bowiem, jaki On potrafił być i czasami miała wrażenie, że się do niego upodabnia. A tego naprawdę nie chciała. Dlatego, już odkąd wyjechała z Febe do Otheli, starała się być bardziej uśmiechnięta lecz nie zawsze jej to wychodziło. Zwłaszcza, kiedy nie czuła się w czymś pewnie tak jak teraz. Słysząc dobijanie się do drzwi szybko odwróciła twarz w tamtą stronę, a widząc Ines tylko uśmiechnęła się szeroko.
    - Cześć łobuziaku- podeszła bliżej do dziewczynki, by lekko przy tym kucnąć i podać małej rękę na powitanie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  65. Kobieta złapała Ines w swoje objęcia śmiejąc się przy wesoło. Zapomniała już jaka Ines potrafi być śmiała wobec ludzi, jednak dziewczynka jej nie zaskoczyła. Był to z jej strony miły gest i zrobiło jej się nawet ciepło na serduszku widząc, że mała cieszy się na jej widok. Poczochrała włosy Ines, gdy ta zaczęła ciągnąć ją w stronę magnetofonu idąc posłusznie za nią, chcąc zobaczyć co takiego wymyśliła tym razem.
    - Twoja mamusia nauczyła mnie na tyle dużo, żeby inni mogli tańczyć razem ze mną- odpowiedziała jej z uśmiechem obserwując dziewczynkę, żeby przypadkiem nie zrobiła sobie krzywdy tymi wygłupami. Może i Febe miała na nich oko, ale wolała osobiście zadbać, żeby mała nic sobie nie zrobiła. Wiedziała dobrze, że dzieci są niesamowicie energiczne i mają tysiące pomysłów w głowie. Słysząc Rahima obróciła twarz w jego stronę, pomachała mu ręką. Zaraz po tym usłyszała kolejne stópki zmierzające w ich stronę, zaraz po tym przez drzwi jak burza wpadł Chris. Szybko zmierzył spojrzeniem całe pomieszczenie zatrzymując wzrok na Rahimie.
    - Mówiłem, że to Rahim!- wskazał dłonią na chłopca, wzrok przenosząc na swoją opiekunkę, która zziajana wchodziła za chłopcem z Lux u boku.- Mama!- uśmiechnął się szeroko do Mel.
    - No i tyle by było z wolnego czasu- uśmiechnęła się do nich, wystawiając rękę ku dziecku.- Widziałeś Rahima z daleka?- spytała, a dumny chłopak wypiął pierś do przodu.
    - No- podszedł zaraz do Lux i by z nią się przywitać.
    Lux szybko oderwała się od niańki widząc w swoim zasięgu wzroku Ines, która nadal trzymała Mel za rękę. Podbiegła do niej szybko przerywając ich więzy, po czym wystawiła dziewczynce język wtulając się w bok matki.
    - Spokojnie zazdrośnico- zachichotała czarnula, widząc nieprzyjemnny wzrok córki skierowany do kuzynki.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  66. Mel zmarszczyła brwi słysząc, jak Ines odzywa się do jej córki, bowiem nie zamierzała czekać aż zrobi to Febe, bo wiedziała dobrze jak Lux reaguje na Ines. A nie reagowały na siebie dobrze, można byłoby powiedzieć, że dzieci się nienawidziły. Przynajmniej ona odniosła takie wrażenie patrząc niejednokrotnie w soczysto zielone oczy swojej córki. Taki sam wzrok miał jej ojciec, gdy widział przed sobą przeciwnika, więc Mel znała to spojrzenie aż za dobrze.
    Nagle chłopiec zaraz wspiął się w ramiona swojej matki, a ta nawet nie zdążyła zaprotestować, szybko objęła go obiema rękoma przyciskając go lekko do siebie śmiejąc się przy tym.
    - Wiesz, że już nie ważysz pięciu kilo?- spytała go, muskając zaraz jego nosek, a ten pokiwał dumny głową.
    - No tak mamo. Przecież już jestem dorosłym mężczyzną! Jak wujek Shiro- Chris pokazał szybko swojego "bicepsa" siląc się na to, by coś tam było widać.
    Kobieta zaśmiała się.
    - Widzę właśnie- poprawiła go sobie na rękaw. Nie ważył mało, a ona też nie miała jakiejś naprawdę wielkiej siły, więc ciężko było go trzymać. Spojrzała jeszcze na córkę, po czym odeszła trochę, by odstawić Chrisa znów na ziemię.- Dlatego jak dorosły facet, nie będziesz nadwyrężał rąk mamy.
    - Ale...
    - Jesteś dorosły, czy dzidzia?- spytała go unosząc brew.
    - Dorosły...- spuścił wzrok, a Mel pokiwała mu głową.
    Lux cały czas zaciskała swoje piąstki patrząc na kuzynkę coraz bardziej nienawistnym wzrokiem, jednak gdy ta wyzwała ją pierwsza w jej oczach pojawiły się ogniki. Szybko złapała kuzynkę za włosy ściskając je naprawdę mocno, po czym rzuciła się na nią z pięściami.
    - Nie jestem głupia, bachorze!- krzyknęła siadając na jej plecach, by bić ją jeszcze mocniej. Zaraz wokół jej rąk pojawiła się czarna, dziwna mgła. Dziewczyna widząc co się dzieje, szybko podniosła do górę córkę, szybko ściągając ją z pleców kuzynki stawiając ją na równe nogi, kilka kroków od drogiej dziewczynki. Przykucnęła na przeciwko niej, złapała ją za ramiona patrząc w oczy.
    - Spokój!- uniosła głos, widząc że ani jedna, ani druga nie zamierzają przestać. Na szczęście, obie nie użyły na drugiej swojej mocy, więc szkody nie były jakieś wielkie. Choć się poturbowały.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  67. Lux upadła z płaczem na ziemię upadając nie tyle co na tyłek, ale na bok zdzierając sobie rękę. Mel nie zdążyła zrobić nic, spojrzała tylko naprawdę zła na Rahima marszcząc przy tym nieprzyjemnie brwi, jednak nie zrobiła nic w stosunku do niego. Wokół dziewczynki zaraz pojawiły się oblepiające ją cienie, które unosiły się dodatkowo wokół niej. Mel wiedziała, że one nie są w najmniejszym stopniu zależne od niej, więc wystraszyła się nie na żarty. Nadludzka siła to jedno, ale moc dystansowa, która mogła z łatwością zabić to drugie. Ciemna powłoka zmierzała szybko do chłopca, jedna macka nawet przylepiła się do jego ręki, tam gdzie znajdowały się łuski przyczepiając się do nich jak pijawki.
    - Lux!- szybko podbiegła do córki biorąc ją w swoje ręce i nie zwracając uwagi na cienie, zaczęła oglądać rękę dziecka.- Spokojnie, już dobrze. Już... cii. Cichutko- starała uspokoić się małą delikatnym kołysaniem zajmując się nią w pełni. Zajęła się nią tak bardzo, że nie zwróciła uwagi na Chrisa wpatrującego się w kuzyna. Dziewczyną targały mieszane emocje, głównie wściekłość na Rahima i Febe, później strach o małą. Najbardziej bała się tego, ze chłopiec zrobił jej coś poważnego, że sobie coś złamała. Najwyraźniej jednak ta była twardsza, niż jej się wydawało.
    Czuła jak mocno drży, zwłaszcza był to gniew skierowany do dwójki kuzynostwa, ale i ból spowodowany zdarciem skóry. Nie było tak źle. Teraz liczyło się uspokojenie jej.
    Chris jak na "starszego" brata przystało czekał tylko na to, aż Rahim ruszy się z miejsca. Był na to gotowy.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  68. Lux uspokajała się znacznie w ramionach matki. Bądź co bądź, ręka bolała ją znacznie, ale z całą rodziną przy boku czuła się o wiele lepiej, niż gdy stała sam na sam obok Ines. Nadal łkała, ale już nie z wściekłości i bezradności, ale ze zwyczajnego bólu. Mel najbardziej teraz zależało na tym, by po prostu się uspokoiła, a cienie zniknęły. I sama również widziała w dzieciach w pewnym stopniu odbicie ich ojca, lecz Febe nigdy nie zrozumie dlaczego reaguje tak właśnie na te cienie, nie tyle co ze strachu, przecież nie tylko na Febę ojciec jej dzieci podnosił rękę. Bo Mel w swoich dzieciach widziała ojca, w pewnym stopniu potwora, który stracił człowieczeństwo wraz z pragnieniem tej mocy... Mocy, którą posiadają jej dzieci.
    Otworzyła szeroko oczy czując obok siebie małą przylepę wtuloną w jej ciało, spojrzała na Ines, by później odsunąć ją lekko do siebie, bo czuła jak i Lux chce przytulić swoją kuzynkę.
    - Przepraszam Ines, n-nie chciałam tak...- załkała, obejmując kuzynkę swoimi rączkami i chowając mokrą twarz w jej bluzeczkę. Dziewczyna szybko przeleciała wzrokiem i po Ines, w końcu dziewczynki pobiły się obie. Prócz wyrwanych włosów i poobijanego ciała nie było nic. Tyle spokoju. Obie dziewczynki pogłaskała po głowach, a zaraz do nich dołączył też Chris obejmując je obie mocno.- A-ale...
    Cienie już w większości zniknęły, panoszyły się jeszcze u stóp dziecka, ale nie wyglądały groźnie jak na początku.
    - Już cicho, uspokójcie się wszyscy- każdego pogłaskała po głowie, obracając szybko w stronę Rahima. To były tylko dzieci, ona i Febe będą musiały wyjaśnić im wiele spraw, zauważyła to dopiero teraz, a mogły uniknąć całej tej sytuacji jedną głupią rozmową. Spojrzała na Febe już spokojniejsza, porozumiewawczo wręcz. Już dawno powinny wyjaśnić im, że są rodziną. Powinni się chronić, pomagać sobie, a nie nienawidzić i krzywdzić jak to było teraz.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń