poniedziałek, 20 marca 2017

"Donner sans rien attendre en retour"


Febe
 Kobieta | 25 lat (dusza 724) | Właścicielka oraz opiekunka w "Szmaragdowym Przedszkolu" | Mieszkanie (Cledo)
 Niepoprawna optymistka, wita wszystkich swoim pogodnym uśmiechem, w każdym potrafi dojrzeć dobro, nawet wtedy, a raczej szczególnie wtedy, kiedy ktoś nie chce go w sobie zobaczyć.
Energiczna | Zabawna | Przyciąga problemy | Wdowa | Mamusia

"Nie wygląd i twarz świadczą o Nas, liczą się gesty, nawet te najdrobniejsze. Zwykłe "przepraszam" czy "dziękuję" może wywołać uśmiech na nie jednej buzi. Pamiętajcie dzieci, dusza jest ukryta w oczach, a prawdziwy charakter w sytuacjach niewygodnych dla jednostek"


MEDUZA          ROMKA          POWIĄZANIA          GŁOS          GYPSY


Stare komentarze
_______________________________________________________________________
Witam wszystkich serdecznie i zapraszam do mojej Meduzy!
Oczywiście wszelkie wątki i powiązania mile widziane ^^ 
Kontakt GG: 1096765


Wątki z: Ninath, Willow, Ray, Yensen, Kuro, ...

33 komentarze:

  1. Kuro nie miał zamiaru robić Febe awantury, gdy tylko wróci do swojego ciała, a wręcz przeciwnie. Miał zamiar jej jeszcze raz podziękować za to, co dla nich zrobiła, zwłaszcza dla niego bo znów mógł porozmawiać ze swoją żoną i wyjaśnić te nurtujące ich sprawy. Więc z momentem, gdy Yuuki wychodziła z ciała Febe, nie mógł powstrzymać chwili słabości, co było idealnie wymalowane na jego twarzy. Nie widzieli się tyle lat, a teraz Yuuki dała mu niecałą godzinę na to, by się nią nacieszył. I to nie do końca. Pragnął ją znów dotykać w ten jeden sposób, ale z tyłu głowy miał to, że to nie jest jej ciało i widział to za każdym razem, gdy się od niej odrywał. To nie była jej blada, delikatna skóra, ani jej słodki zapach, ani jej puszyste włosy czy słodkie usta, które tak czule całowały go ostatnim razem. Było to pewnego rodzaju rozczarowanie, ale wiedział ze inaczej by się nie spotkali. Gdy kobieta opuściła już jej ciało, on westchnął głęboko zakrywając twarz jedną z dłoni. W tym momencie oddałby wszystko, dosłownie to wszystko co miał, by spotkać się z nią po raz kolejny. Niestety tak się nie stanie i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, choć cały czas próbował wyprzeć się tej gorzkiej prawdy.
    Na nowy byt w ciele Febe najpierw nie zareagował prawie wcale, przyglądał się jej ze stoickim spokojem mając wrażenie, że Febe sobie z tym poradzi i niedługo przed nim stanie właśnie ona. Ta cyganica, którą do niedawna gardził jak niczym innym wcześniej. Dopiero, gdy duch rozbił szkło i przeciął nadgarstki mulatki zerwał się na równe nogi, od razu łapiąc ją za dłoń, w której miała spory kawałek szkła.
    - Uspokój się!- huknął łapiąc i za drugą rękę, by przypadkiem nie uderzyła głową w żadną ostrą rzecz. Nie chciał mieć na sumieniu tej kobiety, mimo wszystko, a jeszcze miałby problemy gdyby wyszła od niego poważnie zraniona. Albo w ogóle by nie wyszła. - Natychmiast masz wyjść z jej ciała- warknął przyciskając ciało Febe do siebie, w razie gdyby chciała go jakoś zaatakować.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  2. - Takie raczej nie napotykają wojskowych na swojej drodze – zaśmiał się. Aczkolwiek zgadzał się z Febe. Na takie szkoda była jego czasu. Jeżeli miał zakładać jakąś rodzinę to tylko i wyłącznie z kobietą, która będzie w stanie go zrozumieć i wspierać. Niestety, to nie było łatwe zadanie, a jego aparycja zdecydowanie tego nie ułatwiała. Gdy wspomniała o Redzie, Vakarian zaśmiał się po raz kolejny oraz poruszył żuwaczkami.
    - Cóż, Red jest mniej więcej w moim wieku. A nasze wspólne pomysły po pijaku raczej na starcie wygrywają z żywiołową pięciolatką, bo my powinniśmy być poważni jako wojskowi. Niestety, postawisz przed nami wódkę i zaraz wszystko idzie się jebać – odpowiedział na propozycję meduzy. Cóż, możliwe, że Ines faktycznie mogłaby zrobić coś bardziej pociesznego niż dwójka pijanych, dorosłych mężczyzn. Oni raczej byli miejscami po prostu żenujący. Jak wtedy kiedy strzelali do ryb u Garrusa. Żal było to w ogóle pamiętać.
    - Cóż, taki Parwikursor ma tylko trzydzieści centymetrów i jest szybki jak cholera. Zgrabnie ucieknę, zanim mnie zmiażdżysz – powiedział. Gdyby mógł uśmiechnąłby się teraz zwycięsko, jakby właśnie wygrał jakiś słowny pojedynek. Ale to nie był pojedynek. Mógł być z siebie po prostu dumny z powodu, iż wymówił tą nazwę poprawnie. Naprawdę. Ten kto nazywał te stworzenia musiał chyba zwyczajnie walić pięścią w klawiaturę. Nie da się tego od tak przeczytać.
    - Nie zazdrośnik, ale jak zacznę odpierdalać sam to będzie się ze mnie śmiał najbliższe pół roku. Nie narażę się na takie upokorzenie – wyjaśnił zaraz, gestykulując przy tym delikatnie ręką jak wykładowca na uczelni. – On sam chętnie by mi pozwolił się teraz porządnie napić, ale nie dam mu tej satysfakcji – nie ma nawet takiej opcji. W życiu.
    - Nie wyzwanie, a wymówka. Nie jestem na tyle pijany żeby tańczyć bez parkietu i więcej pić też nie zamierzam – dodał, opierając obie ręce o blat. Nie będzie przecież kłamać, bo się jeszcze bardziej pogrąży.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  3. - Teoretycznie kontrola fizyczna jest czasem łatwiejsza od werbalnej. Niektórym magom łatwiej korzystać z kosturów czy run z zaklęciem niż po prostu je wypowiedzieć. Warto chociaż spróbować, jeżeli faktycznie interesuje Cię moje zdanie – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem. Miło było wiedzieć, że zwykli, niezwiązani z jej profesją faktycznie wykazywali zainteresowanie tym co mówi. To naprawdę przyjemna odmiana po badaniu ruin z Yensenem, który ciągle udawał, że ma wszystko gdzieś. Nawet jeśli na swój sposób słuchał tego co ma do powiedzenia i tak był wkurzający.
    - Podróżuję, nawet dość sporo, po całym świecie – odpowiedziała. Tak, altmerzy zdecydowanie lubili, gdy okazywało im się zainteresowanie w kwestii posiadanej przez nich wiedzy. Febe w tym momencie bardzo plusowała.
    - Mam w tym momencie dwójkę uczniów, to dość wymagające zajęcie, poza tym ciągle prowadzę badania magiczne. Nie mam czasu na wykłady. Wszystko co wiem zapisuje i wysyłam do Gildii – wyjaśniła. Cóż, prawdą było też to, że nie chciało się przywiązywać za bardzo do tego świata. I tak już za bardzo lubiła wszystko co robiła. Ewentualne rozstanie mogłoby być naprawdę przykre, jednakże bardzo chciała spotkać się ponownie ze swoim ukochanym.
    - Zdziwiłabyś się, ale ja czasami spotykam nawet poza targiem – puściła jej oczko. – Co prawda nam też ciężej przytyć, nasze ciała nie są identyczne co ludzkie – dodała. – Tycie to raczej jakby taki ostateczny dowód, że komuś faktycznie za dobrze się żyje i nie jest żadnym inkubem. Najbardziej na tycie narażone są chyba metamorfy, ale one i tak mogą manipulować swoim ciałem bez problemu – zaśmiała się. Przy Romce uśmiech nie schodził jej z ust. Czuła, iż była naprawdę w dobrym, miłym towarzystwie. Na wypowiedź Ines zaśmiała się po raz kolejny. Nawet łezka pojawiła się w oku elfki.
    - A strzelanie magią się liczy? – zapytała z uśmiechem na ustach. Cóż, ze zwykłej broni nigdy nie uczyła się strzelać. Potrafiła z łuku, jednak nie było to nic godnego uwagi. Strzałą celowała bardzo długo w porównaniu z płynnym miotaniem zaklęć. No i ona nie potrafiła napiąć cięciwy tak, aby przebiła nawet najgrubszy pancerz. Nie to co Firnar.
    - Ciekawość u dziecka nie jest niczym złym – powiedziała do meduzy, gdy ta uspokajała dziewczynkę. Ninath osobiście lubiła takie dzieci. Głodne wiedzy. Sama taka była. Do dzisiaj pamięta jaką przyjemność sprawiało jej odkrywanie nowych faktów z życia. To było niesamowite dla takiego szkraba.
    - Pracuję. Od nich biorę zlecenia na badania. Każdy kolekcjoner sztuki chce jakiś skarb, ja wolę zająć się wiedzą, którą zostawiono w ruinach i cyrkulacjami magicznymi – odpowiedziała. Cóż, w zasadzie spora część doświadczonych magów była w Gildii, chociażby ze względu na biblioteki i arcaneum, które osobiście ciężko było wybudować.
    - Odleciałaś, mówisz? – zapytała z lekko zadziornym uśmiechem. Znała kogoś kto podobnie odlatywał przy jej wykładach. Zaśmiała się na to porównanie. – Mój przyjaciel, z którym często pracuje też odlatuje w krainę fantazji, ale jego zazwyczaj to wszystko nudzi, a przynajmniej tak mówi – dodała.



    Ninath

    OdpowiedzUsuń

  4. Właśnie o tym mówił. Nie przestanie być taki jaki jest. Nie da rady. Objął ją ramieniem i pokiwał głową na znak zgody. Przy okazji znowu mógł znaleźć się bliżej niej. Może było to odrobinę samolubne z jego strony. Może. Aczkolwiek był to ten rodzaj egoizmu, który łatwo było wybaczyć.
    Zaśmiał się cicho, kiedy wspomniała o dzieciach. On sam nie mógł mieć dzieci, dlatego myśl o zaakceptowaniu cudzych nie była dla niego jakaś problematyczna. I tak w inny sposób nie mógł by zostać nazwany tatą. Tak, to były te momenty, gdy szczerze żałował tego kim jest. Gdyby go nie porwali za dziecka, kto wie jak teraz wyglądało by jego życie. Spojrzał ponownie na Febe. Cóż, może dla niej faktycznie było warto to wszystko ścierpieć. Czas wszystko pokaże. Yensen nie mógł już się doczekać, aby osobiście się o tym przekonać.
    - Ja też lubię – powiedział, dotykając delikatnie dłonią jej policzka z ciepłym uśmiechem na ustach. Nakierował jej wzrok na swój, chcąc dodać kobiecie otuchy w miarę możliwości. Chętnie poznałby dzieci meduzy, postarał się zaprzyjaźnić. Doszedł jednak do wniosku, że za wcześnie na takie propozycje. Nie wiadomo nawet czy im wyjdzie, czy on będzie miał dobre podejście do dzieci. Teoretycznie jakoś udało mu się wychować Ray’a, tylko że on miał już szesnaście lat. Uśmiechnął się w jej stronę.
    - Chętnie je zabiorę jeśli nie masz nic przeciwko – dodał, schodząc dłonią niżej. Złapał dłoń Febe i delikatnie ucałował. – Przekażesz mi wszystko telefonicznie, dobrze? – zapytał, spoglądając na nią. Oczywiście to przynosiło pewien lęk. Lęk, iż dzieci go nie zaakceptują, ale jeżeli tego dojdzie to nigdy nie będą mogli być razem. Lepiej przekonać się o tym wcześniej niż później.
    - Możesz też mi podpowiedzieć co lubią, żeby się nie nudziły – zagaił jeszcze. Jeszcze raz ucałował jej dłoń.
    - A teraz pozwól, że już się rozstaniemy, muszę wracać do Gildii. Chociaż serce wolałoby zostać – pożegnał się.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  5. Yensenowi dni po części leciały bardzo szybko, z drugiej strony dłużyły się niemiłosiernie. Wiedział, że to z powodu nadchodzącego pikniku z Febe i jej pociechami. Stresował się tym jak może przebiec owe spotkanie, czy dzieci go polubią, czy na drugim spotkaniu oni sami będą rozumieć się równie dobrze. Eh, było tak wiele obaw, a i tak nie mógł się doczekać aż zobaczy jej roześmiane, piękne oczy po raz kolejny. Do tego te pełne, wyraziste usta, które najczęściej zdobi uśmiech bardziej promienny niż tysiąc Słońc. Rzeczywiście, zakochał się nie na żarty. Sam nie raz wypominał innym, że takie szybkie zauroczenie nie wróży nic dobrego. Teraz rozumiał, dlaczego nikt go nie słuchał. Po prostu nie dało się słuchać cudzego głosu rozsądku, gdy własny był mocno otępiały.
    Dogadał się z jednym z kucharzy pracujących w Gildii, aby ten przygotował dla niego jakieś przekąski na ów piknik, byleby Yensen dostarczył mu wszystkie składniki no i oczywiście sypnął dodatkowym groszem za poświęcony czas. Dla okhotnika to nie był najmniejszy problem. Nie narzekał na brak pieniędzy, wręcz przeciwnie.
    Udał się do Salree, aby kupić wszystko czego potrzebował. Biorąc pod uwagę fakt, że przepychał się między straganami z warzywami, owocami, rybami, itp. był wyjątkowo zadowolony. Pewnie dlatego, iż każda robił to głównie dla Romki, a nie dla siebie. W pewnym momencie jego uwagę przykuł dziecięcy krzyk. Spojrzał mimochodem, początkowo nie planując większego wtrącania się. O ile faktycznie nie musiałby tego robić. Jednak gdy tylko zobaczył jak meduza (z którą był umówiony) napomina dziewczynkę podszedł. Nie miał za bardzo pojęcia o co chodziło, dopóki nie dojrzał sporej rany na ustach kobiety. Przyśpieszył kroku, by zaraz uklęknąć tuż obok nich.
    - Spokojnie, nie zrobię Twojej mamie krzywdy – zaczął na początek, spoglądając na małą. Sam wolałby najpierw ocenić z kim ma do czynienia, gdyby znalazł się na miejscy szkraba. Chociaż w tym momencie jego tętno przyśpieszyło. Chciał najzwyczajniej w świecie zabić tego, kto jej to zrobił. – Jestem jej przyjacielem i się martwię – dodał, po czym delikatnie dotknął ramienia Febe. – Kto Ci to zrobił? – zapytał. Tak, bardzo się powstrzymywał żeby nie kląć przy dziecku. Jeszcze dawał radę.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiał zachowanie małej Ines, chyba rozumiał. Nigdy nie troszczył się o matkę. Nie miał okazji. Mimo wszystko nie raz martwił się o Ninath czy Ray’a. Potrafił być agresywny, o wiele bardziej niż małe dziecko, więc nawet jej nie ganił tylko po prostu pokiwał delikatnie głową w stronę dziewczynki, aby zapewnić o swoich intencjach. Była niezwykle waleczna jak na tak młode ciało. Nadal jednak bardziej interesowała go Febe. Nie będzie teraz przejmował się wyrabianiem opinii dobrego i niewinnego człowieka, gdy kobieta, którą kocha jest taka zraniona. Zabije tego skurwysyna, który jej to zrobił. Jego oczy oczywiście wyrażały tę żądzę mordu, jednak bardziej widać było w nich troskę o Romkę oraz dzieci, które miała. Czuł się po części za nie odpowiedzialny.
    Pomógł jej zbierać wszystkie produkty, które wypadły, starając się jak najbardziej przy tym zrobić jak najwięcej za nią, byleby tylko się nie przemęczała.
    - Kurwa mać… - syknął mimowolnie, chociaż zdawał sobie sprawę, że przy dzieciach nie powinien. – Zabiję tego skurwysyna, przysięgam – dodał, spoglądając pewnie w oczy meduzy. – Nie pozwolę, aby ktokolwiek Cię jeszcze raz tknął, przysięgam – szepnął. Widok jej łez… to było gorsze niż najgorsza rana i pobudzało go do walki lepiej niż niejeden eliksir. Objął ją. Przytulił do siebie, razem z Ines, która była w ramionach swojej mamy. Delikatnie gładził plecy Febe, chcąc dać jej siłę.
    - Spokojnie, nie będziesz musiała tam wracać. Nie pozwolę. Będziesz bezpieczna – nie rzucał słów na wiatr. Wymyśli coś. Jeszcze nie wie co, chociaż nie! Doskonale wie, co zrobi. Jakieś dwa dni temu do Gildii dotarło zlecenie na wybicie gniazda wiwern, które zaległy się gdzieś w puszczy. Zapłatą była winnica o ile dobrze pamiętał, a w winnicy dało się mieszkać. Bierze tą robotę.
    – Chodźmy stąd. Zabiorę was do Gildii, odpoczniecie tam. Wcześniej weźmiemy Rahima. Gdzie jest? – oczywiście pamiętał, jak wspominała mu o dwójce dzieci. Córeczce oraz synku. – Weźmiemy go i pojedziemy, dobrze? – zapytał z troską w oczach. Wszystko się ułoży. Jeżeli będzie trzeba będzie pilnował ich domu dzień i noc, ale nikt więcej nie tknie ani Febe, ani jej dzieci.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń

  7. - Febe, jesteś dla mnie ważna. Chcę was chronić. To nie jest dla mnie żaden problem. Zależy mi na Tobie i twoich dzieciach – wyjaśnił spokojnie. Mówił szczerze. A jej zachowaniem nawet się nie przejmował. Przy natłoku problemów, rzadko kiedy zachowujemy się normalnie. Yensen doskonale o tym wiedział. Dla niego potrzeba pomocy to nie był powód do wstydu. Poza tym, jeżeli chodzi o szopki na środku ulicy, to on był w tym niepisanym mistrzem. Z tym nie można było się nawet kłócić. Pomógł wstać Romce, po czym wziął jej zakupy. Nawet nie chciał słyszeć protestów.
    - No to chodźmy po niego – zakomunikował, idąc tuż obok niej. Ines wyglądała lekko komicznie przyglądając mu się jakby prowadziła jakieś niezwykle ważne śledztwo, ale nie miał z tym większego problemu. Mała miała duszę prawdziwego wojownika. Jego uwagi zdecydowanie w tym wypadku by mu nie pomogły zaplusować u dziewczynki.
    Gdy już znaleźli się pod drzwiami niani, a raczej gdy już zobaczył synka meduzy, zauważył, iż jest o wiele bardziej podobny do matki niźli Ines. Był jednak o wiele mniej zainteresowany nim niż siostra. Sam nie wiedział czy to dobrze, czy źle. No, ale teraz nie był czas na kupowanie sympatii dzieci. Uśmiechnął się delikatnie w ich stronę.
    - Miło mi poznać dwa największe skarby waszej mamy – powiedział do dzieci, gdy Febe go przedstawiła. Co mógłby jeszcze dodać? Nie miał pojęcia, więc tego nie zrobił. Lepiej nie mówić nic, niż się ewentualnie pogrążyć. Uśmiechnął się jednak nieco szerzej, gdy zaprzeczyła co do bycia wujkiem dzieci. To było naprawdę obiecujące.
    - Parking jest jakieś pięć minut stąd – zmienił zamiast tego temat. Zaraz zaprowadził ich tam. Otworzył auto, następnie bagażnik, gdzie schował zakupy.
    - Wolisz siedzieć z dziećmi z tyłu czy z przodu? – zapytał jeszcze, zanim otworzył jakiekolwiek drzwi. Wolał wiedzieć.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedyny błąd, ale jednak jaki ważny błąd. Westchnął ciężko i skinął lekko głową. Będzie musiał popracować nad agresją. To akurat było pewne. I nie będzie z tym tak łatwo jakby tego chciał. Ech, pomaganie w przedszkolu nie zapowiadało się na łatwą pracę. Nic a nic.
    Kiedy tylko skończył sprzątać przez chwilę obserwował kobietę. Jej profesjonalizm objawiał się w niemal każdym geście i słowie. Aż mu się wstyd zrobiło, że jest takim młokosem, który nic nie potrafi zrobić. Odetchnął głęboko dopiero, gdy oznajmiła, że teraz mają chwilę spokoju. Bo tej nie mógł spieprzyć, chociaż coś. Zaparzył im obu kawy, po czym podał jej kubek, siadając na jednym krześle.
    - Jesteś taką oazą spokoju… chyba nic nie jest w stanie wytrącić cię z równowagi – oznajmił i mówił to w dobrej wierze. – To niesamowite – uśmiechnął się lekko. – No i dzieciaki słuchają cię… i mają respekt do twych słów. Naprawdę, trzeba być kimś niesamowitym, by to osiągnąć – dodał zaraz, patrząc na śpiące szkraby. – Długo musiałaś się tego uczyć? – zainteresował się zaraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  9. Była obrzydliwa w każdym tego słowa znaczeniu. Najchętniej rzuciłby tą istotą o ścianę, szybko skręcił kark i byłoby po wszystkim jednak... w głowie nadal brzmiała głośna, wyraźna myśl, że było to ciało Febe. Nie byle jakiej osoby z ulicy, wiec musiał przede wszystkim być delikatny. O ile będzie miał do tego możliwość.
    - Zamknij się- jej obie dłonie zatrzymał swoją jedną, a mocniejszym pchnięciem rzucił ją na łóżko, przysiadając na jej brzuchu okrakiem. Drugą dłoń zatrzymał na szyi, by nie zrobiła ani sobie, ani jemu krzywdy.- Natychmiast masz wyjść z jej ciała, chyba że chcesz poczuć święconą wodę.- zagroził. Nie wiedział, czy to jakkolwiek pomoże, ale musiał w to głęboko wierzyć.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  10. Ray pokręcił tylko głową. Nie potrafił sobie wyobrazić wybuchającej Febe. No nie… jakoś tego nie widział, ale kto tam wie… może faktycznie coś w tym było. Uśmiechnął się delikatnie.
    - Jakie ćwiczenia? – zainteresował się zaraz. Warto było wkładać w siebie co nieco, a już tym bardziej jeśli chodziło o personalne rozwijanie siebie. – Może czegoś się nauczę – uśmiechnął się lekko. Może właśnie w ten sposób uda mu się pokonać swoje koszmary. Może właśnie cierpliwość była tu kluczem?
    - Pamiętasz swoje sny? – zapytał jej zanim zdołał ugryźć się w język. Cholera! Nad tym też będzie musiał popracować i to już, od zaraz… ale skoro już zadał pytanie to chciał koniecznie usłyszeć na nie odpowiedź. – Ja pamiętam tylko te… tak zwane koszmary – przyznał szczerze i wzruszył ramionami. Te, które dotykały go i fizycznie.
    - A po przedszkolu zamieniasz się w kochającą mamę? Jak Rahim i Inez sobie radzą z tymi zmianami? No bo tutaj… muszą słuchac mniej więcej… a tam jesteś ich mamą…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  11. Kuro już naprawdę nie miał pomysłów do tego, jak mógłby odgonić tą zmorę z ciała Febe. Nadal ściskał w dłoni jej nadgarstki, ale za to uważał na szyję, która tonęła w jego szorstkiej, wielkiej dłoni. Jej jęki nie robiły na nim wrażenia, jedynie obrzydzony odwrócił od niej wzrok, od razu łapiąc gdzieś kątem oka białą szałwie w pudełku. Yuuki opowiadała mu o magicznych właściwościach tej rośliny, o tym że odpędza złe byty, oczyszcza człowieka od środka... Musiał zrobić z niej wiązankę, podpalić i dym jak najszybciej roznieść po domu, by odgonił te całe plugastwo z jego domu.
    - Jesteś obrzydliwa- syknął, jednak po chwili poczuł jak mocniej się szarpie, a zamiast tego zniekształconego głosu, usłyszał Febe. Tą normalną Febe, którą szybko puścił opadając ciężko na materac.- Dopiero teraz się obudziłaś?!- warknął do niej, jednak szybko wziął głębszy oddech by się powstrzymać. Ruszył do pudełka, w którym od razu złapał szałwię i małą podstawkę, w której Yuuki go spalała. Od razu go podpalił, stawiając to na etażerce, by później złapać ją za nadgarstek.
    - Ktoś wszedł w Twoje ciało...- zakaszlał czując duszący zapach zioła, ale szybko kontynuował pracę nad jej ręką.- Pierdolone dusze!- z szuflady wyjął bandaże, którymi dobrze obwiązał jej dłoń.
    - Teraz jedziemy do szpitala, opowiesz im to wszystko, bo to cholerstwo może powrócić a ja... nie jestem w stanie Ci z tym pomóc- wyznał.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  12. - Da się uczyć za pomocą zabawy? - zdziwiła się szczerze. Nie przypominała sobie, aby ktokolwiek się z nią bawił. Nauka to poważna sprawa, zawsze ją tego uczono, i zakładano, że tę samą wiedzę przekaże swoim dzieciom w podobny sposób.
    - Czy posiada talent magiczny? - zapytała, wracając trochę do swego sztywnego trybu. Przynajmniej udało jej się zapanować nad drżeniem głosu. Walka brzmiała dość ryzykownie, szczególnie dla Willow, która już w tym momencie pamiętała jedynie treningi na poważnie. Nie wszystkie blizny wyniosła z faktycznego pola bitwy. Nie miała pojęcia ile chłopiec miał lat, ale pamiętała, że radzono panować nad magią bardzo wcześnie. Sama nie pamiętała kiedy zaczynała naukę, miała wrażenie jakby te umiejętności towarzyszyły jej od zawsze.
    - Alfabet łaciński? - zapytała jeszcze bez większego zastanowienia, zanim zdążyła się zorientować, że to chyba głupie pytanie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  13. Przykład z ciastkami trochę go rozbawił. Uznał jednak, że może spróbować z pomarańczami. Uwielbiał je i jadł niemalże codziennie. Czasem żartował, że dzień bez pomarańczy to dzień stracony. Mógłby spróbować wytrzymać dzień bez jedzenia tego owocu czy coś.
    - Spróbuję – uśmiechnął się lekko, jednak uznając że zasłużyła na odpowiedź. Wielu mu powtarzało, że jeśli nie będzie mówił to nikt go nie zrozumie. Wolał już o tym pamiętać i choć starać się coś w tym zmienić. – Przyda mi się nauczyciel cierpliwości, sensei – dodał zaraz nieco weselej. Nie dość, że ta cecha przyda mu się w pracy to jeszcze w życiu prywatnym. Choć uważał, że z Willow ćwiczy swą cierpliwość maksymalnie. Starając się nie przeć do przodu za mocno i powstrzymując się przed zbędnymi gestami czy czynami, którymi mógłby ją zrazić.
    - Gryzie sumienie lub chcemy wyprzeć z pamięci – powtórzył za nią przez chwilę pochylając się nad tym problemem. Może rzeczywiście coś w tym było. Może powinien zacząć godzić się ze swoimi wspomnieniami oraz wyrzutami sumienia. Może wtedy jego matka by odpuściła i przestała go nękać. Może zniknęłyby sińce i rany cięte. – Mhm może… ale nie łatwo jest to zrobić – uśmiechnął się krzywo mamrocząc do samego siebie. Jakoś tak odruchowo.
    - Inez to jednak mały wulkan energii – uśmiechnął się lekko. – Zaczniemy lekcje teleportacji jak się obudzi. Może tylko chwilkę dzisiaj. Opanujemy jakiś ułamek – zaproponował spokojnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń

  14. Moment, w którym Febe pocałowała go w policzek przy dzieciach…Nie mógł nawet wyrazić swojej radości. Uśmiechnął się szeroko, patrząc na Romkę. To on dziękował. Taka kobieta jak ona – nawet nie myślał, że kiedyś będzie mógł być takim szczęściarzem. Zaśmiał się na reakcję Ines. Mała faktycznie mogła nie rozumieć jakie relacje ich łączą. No cóż, miał nadzieję, że przywyknie. Ona oraz Rahim. Te dzieci wydawały się takie…kochane? Pierunie, czy on kiedykolwiek użył takiego epitetu? Kiedykolwiek wcześniej? Musiał naprawdę robić się przy nich miękki.
    Czerwone oczy dziewczynki jakoś go nie przerażały. Jego tęczówki przypominały oczy drapieżnika i zdecydowanie nie należały do przyjemnych widoków, o ile się nie przywyknie. Spojrzał więc na małą z szerokim uśmiechem oraz puścił jej oczko.
    - Największe, więc będę ich bronił – zapewnił wesołym tonem, aby dziewczynka nie odebrała tego zbyt poważnie, chociaż taki właśnie był. Febe mogła być pewna, iż przy nim nic nie groziło jej rodzinie. Następnie spojrzał na Rahima. Nie wiedział czy znajdzie z nim jakiś wspólny język, przynajmniej nie liczył na to, że nadejdzie to w miarę szybko. Jemu też po prostu puścił oko z uśmiechem na ustach. Cholera, z jego bliznami i haczykowatym nosem raczej nie wyglądało to zbyt przyjaźnie. Kurwa mać, że też musiał tak wyglądać. Normalnie ojciec roku. Pomimo obaw, które nagle się pojawiły, ponownie się roześmiał, gdy tylko córka meduzy przytuliła się do jej nogi. Cóż, za zaborcze dziecko! Nie mógł się po prostu powstrzymać. Pokiwał głową na znak, że naprawdę rozumie przekaz.
    - Mam! – potwierdził, gdy tak nieporadnie chwytała jego palec. Westchnął, a następnie wziął ją na barana. – Możemy tak iść? – zapytał, spoglądając na małą z uśmiechem. Oby Ines polubiła ten rodzaj transportu. Naprawdę podobało mu się towarzystwo dzieci. Czuł się jakby spełniony. Nie raz żałował, iż jest bezpłodny. Brak dzieci, zwłaszcza w tym wieku, potrafił dać się we znaki. Na szczęście mocny, dobry alkohol wszystko maskował.
    Przy aucie pomógł usadzić Febe dzieci, a następnie otworzył kobiecie drzwi po stronie pasażera. Oczywiście też je za nią zamknął. Sam usiadł przed kierownicą. Odpalił auto. Wyjechał z parkingu.
    - Podróż nam trochę zajmie, ale jakoś powinno minąć. Tylko do Gildii bezpośrednio można dostać się pieszo, albo konno – wyjaśnił, wyjeżdżając z ronda. – Mam nadzieję, że to nie problem? – zapytał jeszcze. Dla dzieci taka konna przejażdżka mogła być całkiem przyjemnym doświadczeniem, a z parkingu Gildii do samej twierdzy nie było aż tak daleko. Jakieś dziesięć minut piechotą, może nawet mniej.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  15. Na wzmiankę o Gildii wzruszył lekko ramionami, po czym zastanowił się chwilę. Trochę ich w tej Gildii było, ale nie znał dokładnej liczby osób, więc nie bardzo wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie.
    - Sporo… - przyznał w końcu. – Gildia jest dla mnie jak rodzina. Wychowywali mnie – uśmiechnął się lekko. – Zajęli się smarkaczem i pozwolili dorosnąć. Nauczyli gotować i prać… śmiesznie się o tym opowiada. Bo takie trywialne czynności, ale byłem kompletnie zielony jak mnie przyjmowali – zaśmiał się nieco.
    - Jest wesoło. Tu coś wybuchnie, tam podłoga się urwie… a innym razem ktoś wypije eliksir i zmieni się w żabę. Zawsze znajdzie się ktoś do kielicha i ktoś do wspólnej zabawy – wyszczerzył się. – Można się też… zakochać – dodał nieco ciszej, jakoś tak trochę onieśmielony.
    - Powinnaś wpaść i odwiedzić wujaszka Yensena… choć on uznaje zasadę, że panienek do pokoju nie sprowadza – dodał zaraz śmiejąc się lekko. – Nagiego go można spotkać tylko pod prysznicem – puścił do niej oczko i dopił swoją kawę.
    - A co? Chciałabyś dołączyć? Myślę, że miejsce by się znalazło – przyznał wesoło.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  16. Podobało mu się to jak Ines zareagowała. Czuł, że z nią szybko znajdzie wspólny język. Rahim był jednak dla niego zagadką. Cóż, postanowił w tej sprawie po prostu dać rzeczom iść przed siebie. Liczył na to, że kiedyś się jakoś zaprzyjaźnią, chociaż zdecydowanie nadawali na innych falach. Chłopiec był zbyt spokojny.
    - Ihaha! – zarżnął niczym rasowy koń dla Ines. Uznał to za zabawne.

    W miasta wyjechali w miarę szybko. Nie było żadnych korków, nawet na autostradzie.
    - Nie tylko koni w zasadzie – zauważył. W stadninie Gildii znajdowały się różne wierzchowce. Halle, smokoliczki, czy nawet brontowce. Naprawdę było co oglądać. Każdy preferował inne stworzenie do jazdy, aczkolwiek okhotnik najlepiej czuł się na koniu. Mimo wszystko wolał żeby dzieciaki oraz Febe wszystko zobaczyli na własne oczy.
    - Ale to niespodzianka – dodał jedynie, po czym lekko przyśpieszył na pustej drodze. Ani Ines, ani Rahim mu nie przeszkadzali. Nie miał problemu z żywiołowością, no chyba, że kogoś nie lubił, albo sam nie czuł się najlepiej – najczęściej podczas kaca . Także na słowa Romki pokręcił głową oraz zaśmiał się wesoło.
    - Jakby mi przeszkadzało to bym powiedział, więc spokojnie. Jestem cynicznym skurwysynem, ale lubię wesołe dzieciaki. Są inne rzeczy, które mnie wkurwiają – odpowiedział.



    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  17. - Niby jak chcesz to zaszyć? Jedną ręką?- spytał, unosząc jedna brew ku górze. Musiał znaleźć coś, co nie jest zakrwawione i dać to Febe do przebrania. Jej bluzka była poplamiona, zakrwawiona po jednej stronie, a tak na osiedlu się z nią nie pokaże. Jeszcze znów zaczęłyby się plotki o tym, że morduje w mieszkaniu. Jedną już taką słyszał...
    Podał Febe czystą, białą bluzkę na ramiączka, którą kupił sobie ostatnio. Mimo, że była męska, na pewno lepsza od tego co miała na sobie.
    - Przebierz się, bez dyskusji, jedziemy do szpitala. A jeśli nie, sam Cię zaprowadzę.- odwrócił się do niej plecami, by pozbierać świeczki, które mogły coś podpalić. Musiał ją stąd zabrać, odstawić do szpitala, załatwić opiekę jej i dzieciom... Tyle spraw na głowie, przez jedną duszę. Siedział chwilę w miejscu, aby mogła zdążyć się przebrać, po czym odwrócił twarz.
    - Pij pij, dobrze Ci zrobi.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń

  18. Nie miała pojęcia jak pomóc w sprawie zachęcenia dziecka. Nigdy nie miała swoich, a jej nikt nie musiał zachęcać do nauki. Od małego była typem kujona, więc wszystkie lekcje były dla niej po prostu przyjemne. Mimo wszystko chętnie pomoże na miarę swoich możliwości. Cholera, robi się zbyt dobra. A podobno przebywa z samymi cynikami. Zaśmiała się w myślach.
    - I tak by nie została, raczej. Wszystkie moje badania zapisuje i przenoszę do archiwum Gildii, a te historyczne przy okazji do różnych muzeów. Uważam, że powinniśmy mieć pełną świadomość tego skąd pochodzimy, kim byliśmy – odpowiedziała, odkładając filiżankę z kawą. Cóż, gdyby jeszcze ona pochodziła z tego świata. Co prawda coraz bardziej utożsamiała się z tym miejscem, jednak fakt, że była altmerem nieco jej to wszystko utrudniał. Niby była elfem, ale też nie do końca. Różnili się.
    - Cóż, ja raczej nie chodzę po ludzkich miastach, kiedy wychodzę za kurtynę. Nie mieszkają zbyt często w miejscach wartych mojej uwagi – powiedziała z delikatnym uśmiechem. Chciała jeszcze dodać, że ludzie wcale jej nie przeszkadzają. Powstrzymała się. Słyszała o pogromie. Niewiele osób było w stanie po tym zaakceptować normalnego człowieka w swoim towarzystwie. Ciężko było się dziwić. W Mundus nienawidziła nordów za to, co zrobili z flamerami i ogólny całokształt ich historii. Gdzie oni widzieli waleczność oraz powód do dumy, ona widziała krew starych, mądrych ras i upadek kultury, wiedzy. Westchnęła cicho.
    - Może w końcu nauczy się trzymać język za zębami, albo będzie na tyle silna, że nie będzie musiała przejmować się tym czy kogoś urazi – napiła się ciepłego napoju. Osobiście nie miała problemu z tym, iż ktoś mówi co myśli. O ile nie gadał żadnych bzdur, wtedy pojawiał się problem. Dlatego starała się omijać idiotów.
    -Yensen? – zapytała, robiąc wyraźnie zaskoczoną minę. Chyba się przesłyszała. Po chwili jednak zrozumiała, że nie. Zaśmiała się wesoło; nawet łezka w oku się jej zakręciła. Starła ją palcem. – Znam, nawet bardzo dobrze. To mój najlepszy przyjaciel – wyjaśniła. Przyjrzała się Romce trochę bardziej dokładnie.
    - A Ty musisz być tą Febe, o której mi opowiadał, tak? – dodała po chwili.
    - A Yensen, owszem, rzuca się w oczy. Jest świetnym wojownikiem i łowcą. Czasami nawet potrafi okazywać pozytywne emocje.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  19. - Coś na pewno by się znalazło – przyznał z uśmiechem Ray, pozwalając sobie na chwilę zamyślenia. – Tak w barze na pewno by się znalazło… zwykle mają tam wielki ruch, więc jeśli jesteś chętna to zapraszam – uśmiechnął się szczerze, zaraz jednak uciekając od niej wzrokiem do swojej kawy, kiedy ta rzuciła pytaniem o jego „dziewczynę”. Sam nawet nie wiedział czy może ją już tak nazywać, ale po cichu tak właśnie robił.
    Zagryzł nieco wargi i wzruszył ramionami, długo nie odzywając się. No cholera, czemu to tak ciężko przechodziło przez gardło. Czemu czerwienił się jak ostatni idiota? No czemu, czemu, czemu?
    - Nie wiem czy szczęściara – wymamrotał w końcu. – Bo ja chyba słabym materiałem na chłopaka jestem – przyznał krzywiąc się przy tym nieco. Działał mocno na oślep. Małymi kroczkami i do przodu, ale jednak na oślep. – Willow… mieszka w Gildii i ma pokój obok mojego – wymamrotał w końcu zaraz chowając się za kubkiem kawy.

    Ray

    OdpowiedzUsuń

  20. Kurwa. Ledwo się powstrzymał, aby nie przekląć po raz kolejny. Nie miał pojęcia, że dzieciaki tak szybko podłapią. Zwolnił odruchowo. Ray też zaczął używać więcej cenzuralnych słów przy Yensenie, ale on miał szesnaście lat gdy się poznali, a te maluchy nie miały nawet sześciu. No dobra, gdzieś, kiedyś słyszał, że dzieci najszybciej łapią wulgaryzmy. Niestety, to było gdzieś i kiedyś. Przypomniał sobie dopiero, gdy mleko się już rozlało. Tak. Był w dupie. Uśmiechnął się tylko. Nie było w tym żadnej wesołości, a raczej zażenowanie własnym sobą. Osobiście zniósłby klnące dzieciaki, ale Febe z pewnością nie. Spojrzał w jej stronę. Byli na prostej, a druga na tym odcinku była pusta, więc pozwolił sobie. Tylka na parę sekund. Zaraz wrócił wzrokiem do jezdni, przyśpieszając. Romka szybko odwróciła uwagę dzieci od jego słownictwa. Mógł spokojnie odetchnąć. Cóż, trzymanie języka za zębami nie będzie należało do prostych zadań.
    - Taa…. – westchnął, gdy się do niego zwróciła, po czym lekko zaśmiał. – Pamiętasz tego od napier…znaczy od walki z wiatrakami? Może się skończyć podobnie – odpowiedział.
    Po kilkunastu minutach byli już na miejscu. Yensen wjechał do garażu, który automatycznie się otworzył. Wewnątrz było mnóstwo różnych pojazdów. Od starych, po nowe, przez małe i dużo. W zasadzie to nie był garaż, a wspólny parking dla członków Gildii. Naprzeciwko znajdowała się stajnia zewnętrzna, a przy budynku była wewnętrzna. Teraz, oczywiście, udali się do zewnętrznej. Otworzył całej rodzinie drzwi, a w środku można była dojrzeć zagrody z rozmaitymi rasami zwierząt. Okhotnik pokazywał po kolei każde nowe zwierzę, o ile dzieciaki tego chciały, aż nie doszli do zagrody podpisanej ‘’Yensen – okhotnik’’. Wewnątrz znajdował się jeden, czarny koń.
    - A to jest, Chernyy – wskazał zwierzę. Naprzeciwko znajdowała się zagroda Ninath. Wewnątrz była halla. Ją też im pokazał, bo i tak będą musieli ją wziąć. Na jednym koniu wszyscy nie pojadą. – A tutaj mamy Nirnaye – poklepał hallę po pysku.



    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  21. Spojrzał na kobietę beznamiętnie, po czym odwrócił się znów do swojej szafy. Na jej zadziorne zachowanie nawet nie zareagował, nie pociągała go nawet teraz, nie działała na niego wcale. Dla niego mogła iść tam nawet nago, dla niego nie miało to różnicy, nie widział w niej nikogo atrakcyjnego i tyle.
    Rzucił jej swoje krótkie spodenki, w których często ćwiczył, po czym ruszył do okna by je szeroko otworzyć. Musiał bardziej wywietrzyć sypialnię z dymu szałwii, bo jeszcze się tu poduszą. Bardziej on, gdy już pójdzie spać.
    - Tylko szybko, nie wiem ile krwi straciłaś- przeleciał po niej wzrokiem, opierając się tyłkiem o parapet i założył ręce na piersiach. Nadal nic. Ani szybszego bicia serca, ani podniecenia, jakby patrzył na jakąś szkaradę. A prawda była taka, że Febe miała jakiś swój urok. Tylko już przestał na niego działać już dawno.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  22. Febe miała rację. Kuro stał w tym samym miejscu od wielu, wielu lat. Nie zaczęło się to odkąd tylko się rozstali, a wraz z momentem, gdy stracił miłość swojego życia. Yuuki była wyjątkową kobietą i nawet teraz, gdy przecież spał z wieloma kobietami po niej, nadal nie mógł zapomnieć o tej kobiecie. Przeklinał za to siebie w myślał bardzo często, a jednak było to w pewnym sensie dobre. Przynajmniej potrafił być stały w uczuciach i to mogło imponować wielu osobą, gdyby tylko wiedzieli co w sobie kryje. A nie wiedział nikt. Ani Febe, ani Melanie, ani nawet jego syn. Nikt.
    - Mam się uśmiechać na widok tego, że krwawisz? Że niedawno zaatakowało nas... coś? Nie jestem w tej sytuacji skory do uśmiechów, jakichkolwiek. Wystraszyłem się- przyznał szczerze, kierując się do wyjścia z domu. Samochód był zaparkowany przed blokiem, gdzieś daleko na parkingu, bo rzadko go używał. Zarobił na niego, gdy jeszcze był ochroniarzem, ale to było wymuszone pracą.
    - Siadaj ze strony pasażera, w razie czego szybciej Cię zreanimuje- wsiadł za kółko, dość szybko odpalił silnik od razu wyłączając muzykę w samochodzie.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  23. (Może Larrete by pracowała w przedszkolu Febe? :3 I pewnego dnia pomogłaby jej przy dzieciach, czy coś?)

    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  24. (To zaczynam :3)

    Znalazła to ogłoszenie przypadkiem w gazecie, gdzieś na jednej z ostatnich stron. Głosiło ono, że Szmaragdowe Przedszkole poszukuje osób miłych, komunikatywnych i chętnych do pracy w charakterze opiekunki lub opiekuna. Cała rzecz bardzo ją zainteresowała - Larrete uwielbiała dzieci, do tego chciała się jakoś uniezależnić od ojca, który wciąż szukał dla niej męża lepszego niż Yves, ten parszywy zdrajca, więc akurat trafiła jej się idealna okazja. W tym celu zatelefonowała do właścicielki przedszkola imieniem Febe i umówiła się z nią na spotkanie. Teraz właśnie czekała na owo spotkanie przed pokojem dla dyrekcji i pracowników. Ubrana była ładnie, ale i praktycznie: wygodne, ciemne spodnie, niebieska koszula z gładkiego, pozbawionego wzorów materiału, do tego czarna torebka, wygodne półbuty o kolorze turkusu. Ubioru tego dopełniały włosy spięte w profesjonalny kok i lekki makijaż - Larrete już dawno nauczyła się, że obojętnie, czy idziesz na randkę z facetem, czy na rozmowę w sprawie pracy, najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Miała nadzieję, że uda jej się wywrzeć to wrażenie w sposób pozytywny na właścicielce. Wprawdzie nie miała tego wykształcenia, którego wymagało większość pracodawców, ale uwielbiała dzieci, poza tym czasem zdarzało jej się opiekować dziećmi wujków i ciotek z Włoch. Ciekawa była, czy to wystarczy?
    Kiedy drzwi się uchyliły, wstała z krzesła, zaniepokojona. Serce biło jej nie tak, jak co dzień, i chociaż doskonale wiedziała, że to tylko rozmowa o pracę, nie mogła się oprzeć swego rodzaju ekscytacji.


    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  25. -Proszę mi mówić Larrete, a ja - o ile oczywiście nie będzie to pani przeszkadzało - będę panią nazywać Febe, w ten sposób będzie nam wygodniej.-zaproponowała z uśmiechem rudowłosa, siadając naprzeciwko Febe na krześle przed biurkiem. Nie traciła kontaktu wzrokowego z przyszłą pracodawczynią, uważała to za ważne; jako Pamphilli Larrete musiała mieć kontrolę nawet nad tak błahą jak ta sytuacją, kiedy chodziło o pracę. Musiała pokazać, że jest silna psychicznie i fizycznie, że nadaje się do wielogodzinnej pracy nad małymi dziećmi i ich charakterami. Przełknęła ślinę, zastanawiając się, co dalej powiedzieć. Cholera, może przesadziła? Ale otwarta, pogodna Romka wcale nie sprawiała wrażenia wielkiej formalistki, poza tym Larrete chyba nie powiedziała niczego niegrzecznego...
    -Tak, jestem zainteresowana tym stanowiskiem. I tak, opiekowałam się dziećmi wujków i cioć z Włoch-wyjaśniła z uśmiechem.-Zio Mario miał siedmioro dzieci, którymi ktoś musiał się zajmować, i najczęściej byłam to ja. Ponieważ opiekowałam się każdym z ich dzieci aż do momentu, gdy ukończyły osiemnastkę, cóż...Mam trochę doświadczenia. Jeżeli jednak to nie wystarczy, chętnie się czegoś douczę.
    Uśmiechnęła się ciepło, strzepując pyłek z ubrania. Naprawdę była gotowa poszerzyć swoje horyzonty wiedzy i zdolności, nauczyć się czegoś nowego, przejść kursy i inne tego typu rzeczy...Czego się nie robi, by poszerzyć horyzonty! Doświadczenie, które zdobędzie, pozwoli jej na pewno dobrze wychować dzieci, jeżeli będzie je miała. Szkoda, że nie będzie ich mogła mieć z Yvesem...najbardziej jednak chciałaby wiedzieć, czemu myśli o tym zdradzieckim idiocie, siedząc przed swoją przyszłą szefową, do cholery!

    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  26. Spojrzał na nią zdziwiony.
    - Febe, tu nie chodzi o to, czy to Ty czy nie. Po prostu wystraszyłem się tej istotowy jej zachowania i tego, co zrobiła. Ogólnie. Tak samo pewnie bym zareagował, gdyby przyszedł do mnie ktokolwiek inny. To zwykłe, ludzkie przejęcie. - odwrócił wzrok na drogę, by przypadkiem nie spowodować jakiegoś wypadku. Jeszcze tego im brakowało, nie dość że demon, to wypadek. Prychnął cicho, gdy dotarł do niego sens ostatniego stwierdzenia. "Ludzkie przejecie", jakby jeszcze on był człowiekiem, ktokolwiek stąd w Mortiel.
    Nie jechali długo, wręcz przeciwnie, dotarli do szpitala w szybkim tempie i on się o to postarał. Jej rana jeszcze zacznie się babrać, wda się zakażenia, a nie były to przyjemne rzeczy. Sam poczuł to kiedyś na własnej skórze, widział takie rany na własne oczy, gdy nawet zaczynały już w pewnych miejscach podgniwać. Były to nieprzyjemne wspomnienia, ale za to jak przypominały o tym, jak uczył się życia.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  27. - To smokoliszek, w przeciwieństwie do większości smoków jest zwykłym stworzeniem i bardzo dobrym wierzchowcem dla sporych osób - wyjaśnił, podchodząc do zagrody z ów zwierzęciem. Jeden z jego znajomych, ogromny, rogaty mężczyzna na nim jeździ. Cóż, oboje są do siebie niezwykle podobni. W sensie Yensen oraz Aaron, bo tak nazywał się ów znajomek. Oboje lubili dobrze zjeść, wypić a także byli fanami dobrej, ciężkiej walki. Kto, wie, może nawet spotkają go w Gildii, chociaż okhotnik szczerze wolałby nie. Rogacz aż nazbyt preferował towarzystwo pięknych pań, a Febe urody nie można było odmówić. Dlatego też darował sobie opowieść o przyjacielu, udając się do następnych zagród.
    Reakcja dzieci bardzo go ucieszyła. Odwzajemnił uścisk Romki z delikatnym uśmiechem na ustach. Spojrzał na nią.
    - Cóż, Gildia jest syntezą tego czym Mortiel od zawsze powinno być, jeżeli gdzieś indziej ten kraj ma wady, to tutaj ich nie znajdziesz. No, może poza wadami członków, ale to inna historia - odpowiedział, wyciągając wolną rękę ku zwierzęciu, którym Rahim się zainteresował. Podprowadził je, a wierzchowiec zainteresowany wyciągnął swój łuskowaty łeb ku publiczności. Smokoliszki były z natury wredne, więc brunet trzymał go mocno za uprząż, tak aby nie zrobił krzywdy dziecku. Mimo wszystko zaczął się szarpać, na widok malucha, więc Yensen szybko pchnął go do tyłu.
    - Hajda! - krzyknął , patrząc w oczy narowistej bestii. Zwierzęta te nie akceptowały ''delikatnych'' jeźdźców, a oswojenie ich wymagało nie tyle umiejętności jeździeckich, co silnego, twardego charakteru. Zwierze uniosło przednie nogi do góry, ale ostatecznie zrezygnowało z jakichkolwiek rozrób, gdyż Yensen sięgnął za plecy, chwytając swój miecz. Oczywiście nie skrzywdziłby zwierzęcia, ale tylko tam można było ów bydle uspokoić. Zaprowadził ich dalej.
    Koń Yensena był dość narwanym stworzeniem, ale wiernym. Nie miał pojęcia czy zaakceptuje Febe dostatecznie szybko, aby mogła go dosiąść, ale halla Ninath była raczej spokojna.
    - Przyznam, że bardziej pasuje do tej halli. Oboje są spokojnymi obserwatorami, a mój ogier nie słynie z cierpliwości, więc wolałbym żebyś pojechała z Rahimem na Nirnaye - zaczął, następnie spojrzał na Ines. Zaśmiał się i ukucnął obok dziewczynki. Pogłaskał ją po głowie.
    - Kokietować mnie nie musisz, ale jedziesz ze mną, bo samą Cię zrzuci - gdy to powiedział Chermyy, jakby na zawołanie prychnął, stukając kopytem o podłoże. Wstał. Przygotował oba wierzchowce do drogi i wyprowadził je z zagród. Pomógł wsiąść Febe oraz dzieciakom, a na sam koniec sam usiadł na swoim koniu, tuż przed Ines, tak aby nie wypadła. Przed nimi była w miarę krótka podróż.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  28. Stoicyzm Rahima spodobał mu się w tej sytuacji. Dorośli często panikowali w podobnych, co zresztą nie było dziwne. Wierzchowce potrafiły zranić, zwłaszcza kiedy zaczynały wariować. Właśnie dlatego powinien pilnować ich ktoś doświadczony, aby zwierzę nie zrobiło nikomu krzywdy. Na szczęście teraz do niczego nie doszło, a syn Febe wydawał mu się teraz niezwykle odważny. Tak, zdecydowanie miał w sobie coś z wojownika, a gdyby jeszcze odczepił się od matczynej spódnicy - mógłby zostać naprawdę kimś znanym. Yensen uśmiechnął się delikatnie, przyglądając się dziecku.
    - Każdy dobry wojownik tak ma - odpowiedział, kierując swój wzrok na meduzę. Mówił naprawdę szczerze. Sam walczył całe życie, więc takie oceny robił już odruchowo. Oceniał każdego kogo spotkał, ale przynajmniej był przygotowany, gdy nagle dochodziło do jakiś bójek. Tak jak w dniu, kiedy poznał piękną Romkę. Zdecydowanie zmieniła diametralnie jego życie w tak krótkim czasie. Myślał o niej codziennie, praktycznie cały czas, mimowolnie widział swoją przyszłość u jej boku. W jakiś spokojnym, ustronnym miejscu, z dwójką tych cudownych dzieciaków. Byłby wtedy szczęśliwy? Jako ojciec? Cóż, być może. Nigdy specjalnie o tym nie myślał. Był bezpłodny, więc i tak nie mógł mieć własnych pociech. Przez myśl nawet mu nie przyszło, aby jakiekolwiek adoptować.
    - Możliwe, halle niewiele się od nich różnią, nawet samice. Ale z pewnością są lepszymi wierzchowcami niż jelenie - zauważył z uśmiechem, zakładając siodło Nirnaye. Zwierzę grzecznie stało, przyglądając się nowym twarzom. Nie była jakoś specjalnie zaniepokojona. Dzieci oraz kobieta wydawały się jej przyjazne, a skoro Yensen im ufał, to ona też. Tak była przynajmniej szkolona przez Ninath. Chernyy był podobnie. Miał być posłuszny elfce. Oporządził drugiego konia. Zaśmiał się na stwierdzenie Ines, po czym poklepał ją delikatnie po ramieniu.
    - Wolno, bo ktoś musi ją chronić - puścił dziewczynce oczko, z lekko zadziornym uśmiechem. - Jak będzie sama, to kto będzie jej rycerzem? Jakiś kocur? Po co, skoro ma pod ręką profesjonalistę? - dodał, prężąc dumnie pierś. Oczywiście zrobił to dla żartu, aby mała nie odebrała go zbyt poważnie.
    Gdy już siedzieli na wierzchowcach, byli poza stajnią i kierowali się w stronę Gildii. Spojrzał na Febe, która jechała razem z Rahimem.
    - Nie wszystko, ale coś tam chyba tak, nie mam pewności. To bardzo trudny język, a ja poliglotą za bardzo nie jestem - odpowiedział, przyglądając im się z zadowoleniem. Nie miał pojęcia o czym chłopiec mówił, mógł się tylko domyślać. Mimo wszystko nie zaszkodziło z nimi odrobinę pożartować. Całej trójce z pewnością jest potrzebna odrobina humoru.
    Dotarli na teren Gildii. Yensen zszedł ze swojego konia, który przez całą podróż był wyjątkowo grzeczny. Pomógł zejść małej, oraz Febe z synkiem. Zaprowadził oba wierzchowce do stajni, a następnie dołączył do rodziny. Ukradkiem złapał dłoń Febe.
    - Witam w moim domu - zakomunikował, prowadząc ich do środka. Już na wstępie przywitał ich widok mosiężnego stołu, za którym siedział brodaty krasnolud, który cały swój wzrok skupiał na kalkulatorze oraz różnych wykresach. Co chwilę klął z uśmiechem na ustach.
    - Bannar! - zakrzyknął okhotnik, zwracając swoją uwagę.
    - Oh, kurwa, Yensen! - zaśmiał się, wynurzając swój wzrok znad cyferek. Spojrzał na Febe, po czym na dzieciaki. Od razu zaczął gładzić swoją długą brodę z podziwem. - Wypuścić Cię tylko samego i już kogoś przynosisz. Ja nie wiem, jak jakiś hycel. Gdyby nie to, żeś nam Ray'a wpuścił, przez co zaraza, stajnia nam płonie średnio raz w miesiącu, to bym powiedział, że na śliczne kobiety. Ale żeś tego małego gówniarza przywlókł i chuja, nie komplement dostaniesz! - zaśmiał się ponownie. - Uszanowanie, pięknej pani. Kłaniam się. Jestem Bannar Firestone, tutejszy księgowy - dodał, lekko pochylając głowę.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie był do końca pewny, czy chce przeprowadzić z Febe tę rozmowę. Ostatnia sytuacja z dziećmi, w sklepie, nie była przyjemne a wręcz przeciwnie i to chyba przeważyło na wszystkim. Nadal nie był w stu procentach przekonany, mimo to pojawił się przed domem Febe z dwoma ogromnymi pokrowcami na obrazy, bo przecież jakoś musiał jej zrekompensować tą pomoc z Yuuki.
    Zapukał cicho do drzwi, oparł się o framugę ramieniem i po prostu czekał, aż ta otworzy.
    Zrobił dla niej trzy obrazy, które powinny się jej spodobać, więc miał jakiś pretekst do tego, by ich odwiedzić. I zobaczyć swoje dzieci. Widząc ją w drzwiach, uśmiechnął się lekko odrywając się od ściany.
    - Cześć- przywitał się.- Mogę wejść? Mam coś dla Ciebie za pomoc przy ostatnim- wytłumaczył od razu. Musiał jakoś ją przekonać, by go wpuściła, bo jeśli tego nie zrobi, to jak miał zrealizować swój plan?

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  30. - Umiem wymieniać żarówki – obruszył się lekko. Te całe kobiece metafory go dobijały. Właśnie dlatego tak lubił Willow. Przynajmniej nie musiał się martwić o to, że jej nie zrozumie. Przynajmniej tyle nieporozumień im odejdzie. Niewielka to pociecha, trzeba przyznać, ale jakaś mimo wszystko.
    Pokiwał lekko głową, samemu tylko podchodząc by zobaczyć Febe w akcji. Sam jeszcze nie umiał za dobrze opiekować się dziećmi i nie chciał by rodzice zwątpili w jego umiejętności, przez co narobiłby kłopotów samej Febe. Wolał więc się nie odzywać.
    - Jak już dzieciaki pójdą to jeszcze czeka sprzątanie – bardziej stwierdził niż zapytał. – I wreszcie upragnione wolne? – tym razem zapytał. – Wow… teraz jeszcze bardziej cię podziwiam. Przecież to cały dzień w pracy… i na dodatek nieco rutyny się w to wkrada… ja to chyba bym tu nie wytrzymał – przyznał szczerze. Zdecydowanie wolał to swoje życie pełne adrenaliny i trochę jakby na krawędzi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  31. Larrete zamyśliła się głęboko, chcąc odpowiednio ubrać w słowa swoje odczucia i przemyślenia. Wreszcie odpowiedziała na pytanie Romki, uśmiechając się ciepło:
    -Kiedy sześcioletni Rafael spalił biedronkę swoimi zdolnościami, upomniałam go i pokazałam mu w książeczce o biedronkach, jak należy obchodzić się z owadami. "Widzisz, Rafe, jeżeli spalisz jedną biedronkę, to wielka mszyca zje jeden kwiatek w ogrodzie taty. Biedronki jedzą mszyce, skarbie, i przez to kwiatki nie więdną." Siedmioletnia Anita, jego siostrzyczka, ciągle działała na nerwy rodzinie, zamrażając wszystko i wszystkich...
    Zaśmiała się cicho, przypominając sobie to wydarzenie. Tak, Anita Pamphilli była bardzo denerwującym dzieckiem i denerwującą kuzynką, ale...
    -Kiedyś zamroziła mi stopy i śmiała się, widząc, że nie mogę się ruszyć. Wiesz, co zrobiłam? Poczekałam chwilę, aż skończy się śmiać, a potem poinformowałam małą: "Skarbie, nie powinno się zamrażać ludzi. Lepiej jest zamrozić sobie owoce". Nigdy nie uderzyłabym dziecka, a sądzę, że nie ma tu gorszych dzieci niż Anita, więc...sama widzisz.
    Uśmiechnęła się lekko, po czym przebiegła myślami jeszcze raz kwestię Febe. Pytała o jej wady. Cóż...
    -Jeżeli chodzi o moje wady, nie jestem perfekcjonistką sensu stricte, nie załamię się, jak nie wypełnię wszystkich punktów z grafiku - zapewniła pogodnie. - Trochę więcej kłopotów może być wtedy, kiedy nadejdzie nów, a mi ciężej będzie np. opanować burzę, by dzieci się nie bały. Poza tym...ach, tak, jestem z bogatej, dobrej rodziny, na pewno jestem więc rozpuszczona, pyskata, a dzieciaki to tylko okazja do zbijania kasy. To chyba wszystko, co mogę negatywnego o sobie powiedzieć.
    Roześmiała się serdecznie, zakładając nogę na nogę i przyglądając się z upodobaniem uroczej Romce. Czuła z nią, jak powiedziałaby Ania Shirley, "pokrewieństwo dusz".

    Larrete

    OdpowiedzUsuń

  32. Larrete rzeczywiście przyszły do głowy te pytania, niemniej jednak postanowiła zadać je w odpowiedniej kolejności i w stosowny sposób. Była damą, a damy zwykle nie wyrywały się bezsensownie z "ile za godzinę", tylko traktowały takie kwestie należycie i delikatnie je poruszały w rozmowach z pracodawcami.
    -Co konkretnie leżałoby w mojej gestii, Febe? -spytała ciepło, rozglądając się jeszcze raz po pomieszczeniu.-Ostatnio nie narzekam na brak czasu, więc w razie czego jestem chętna do udzielenia wszelkiej pomocy. Och, no i właśnie...
    Uśmiechnęła się ciepło do prawie - że - szefowej, po czym otworzyła torebkę i zaczęła ją przeszukiwać. Towarzyszyły temu ciche pomruki typu "aha, tu są klucze, tu dokumenty", wreszcie jednak wyciągnęła to, czego szukała - tym czymś okazała się być mała, prostokątna wizytówka z czerpanego papieru, na której wypisano handwritingiem "Signora Larrete Pamphilli", jej adres domowy, adres e-mail i numer telefonu, dokładnie tak, jak powinno być. Wręczyła ją Febe, nie tracąc pogody na twarzy i uśmiechu z ust.
    - Proszę bardzo, pomyślałam, że może się przydać - wyjaśniła ciepło. - Przeczuwam bowiem, że nasze kontakty nie będą li i jedynie służbowe...Czy to normalne, że pracownica czuje w szefowej przyjaciółkę?
    Zaśmiała się głośno, niewymuszenie, po włosku. Odprężyła się. Skoro była mowa o okresie próbnym, jest już dobrze. Pozostawało tylko dopytać o...
    - ..ach, i jeszcze jedno, w jakich godzinach będę pracowała i czy pobieram wynagrodzenie za okres próbny? A jeśli tak, to jakie? - spytała z taką swadą, jakby opowiadała właścicielce przedszkola jakiś nader dobry kawał.

    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  33. Spodziewał się takiej reakcji dzieci, ale cóż mógł począć? Jedyne co miał możliwość zrobić, to zwykłe odejście z ich życia, a tego nie chciał. Nie po ostatnim, gdy jawnie nazwały innego przydupasa Febe Swoim ojcem. To On nim był i musiał przypomnieć to tej rodzinie, nawet jeśli miałoby to zniszczyć jej nowy związek. Podejrzewał, że ma nowego mężczyznę, zachowywała się inaczej. Widział po prostu, kiedy ktoś jest zakochany, a tak było w jej przypadku.
    - Też miło was widzieć- zignorował jej pytanie, zerkając na okno, w którym siedziała jego córka. Czerwone oczy wpatrywały się w niego jak w intruza, ale jeszcze daleko było jej do wzroku, który on posiadał. Często morderczo poważny, niebezpieczny. Ale jeszcze się nauczy.- Musimy porozmawiać o dzieciach- mruknął w jej stronę, czekając aż go wpuści- I o tym, kto jest ich ojcem.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń