poniedziałek, 20 marca 2017

"Donner sans rien attendre en retour"



Febe
 Kobieta | 25 lat (dusza 724) | Właścicielka oraz opiekunka w "Szmaragdowym Przedszkolu" | Mieszkanie (Cledo)
 Niepoprawna optymistka, wita wszystkich swoim pogodnym uśmiechem, w każdym potrafi dojrzeć dobro, nawet wtedy, a raczej szczególnie wtedy, kiedy ktoś nie chce go w sobie zobaczyć.
Energiczna | Zabawna | Przyciąga problemy | Wdowa | Mamusia

"Nie wygląd i twarz świadczą o Nas, liczą się gesty, nawet te najdrobniejsze. Zwykłe "przepraszam" czy "dziękuję" może wywołać uśmiech na nie jednej buzi. Pamiętajcie dzieci, dusza jest ukryta w oczach, a prawdziwy charakter w sytuacjach niewygodnych dla jednostek"


MEDUZA          ROMKA          POWIĄZANIA          GŁOS          GYPSY


_______________________________________________________________________
Witam wszystkich serdecznie i zapraszam do mojej Meduzy!
Oczywiście wszelkie wątki i powiązania mile widziane ^^ 
Kontakt GG: 1096765


Wątki z: Ninath, Salira, Willow, Garrus, Ray, Yensen, Kuro, ...

130 komentarzy:

  1. Ooo….sam doskonale wiedział całkiem sporo o nietolerancji dzięki sierocińcowi.
    - Raz zmień się w głupiego kota i zaraz wszystkim odpierdala – zażartował, wchodząc w zakręt – naprawdę spokojnie, żeby nie przestraszyć dzieci. Skręcił w leśną dróżkę, o której wspominała Febe. Zmieniając biegi oraz zmniejszając prędkość na krótką chwilę. Spojrzał ukradkiem w lusterko, obserwując zachowanie dzieci. Chwilę później wrócił spojrzeniem na drogę.
    - Postaraj się nawigować w razie czego – uprzedził, regulując biegi. Szczerze mówiąc, chętnie włączyłby sobie jakąś muzykę, ale nie wypada mu puszczać mu muzyki, której słucha przy dzieciach. Mogłyby wkroczyć w wiek buntu o wiele szybciej niż spodziewałaby się tego Romka.
    - Więc po co mieszkasz przy takich ludziach? Nie mają własnych problemów? – zapytał. Plotkowanie to coś, czego nigdy nie był w stanie zrozumieć i prawdopodobnie nigdy nie zrozumie. No ale to on. Wychował się w miejscach, gdzie plotki były uważane za rzeczy zbędne. Czasami w wojsku razem z kolegami opowiadali sobie o ‘’swoich kobietach’’. Cóż, Garrus wtedy najczęściej mógł się tylko pochwalić tak zwanymi numerkami, czy przelotnymi romansami, ale im wyżej był w randze wojskowej, tym niej czasu na strzępienie języka im pozostawało.
    - Jak na razie ja ich nie przerażam, więc jest dobrze. Nie uwierzysz ile osób ma problem z moją budową ciała – zaśmiał się – Najlepsza była wampirzyca, która nazwała mnie ‘’potworem’’, po tym jak zwymiotowała po wypiciu mojej krwi – dodał wyraźnie rozbawiony. Ostrzegał ją, że żelaza w jego krwi nie znajdzie, ale ta była uparta. To był najkrótszy seks w jego życiu i najgorszy.
    - W stolicy zostanę jeszcze przez kilka dni, więc mogę Ci coś tam pokazać – odpowiedział. Pod koniec tygodnia wracał do Tyge na badania. Tego nie mógł przegapić tym bardziej, że przydałoby się uzupełnić jego apteczkę. Byłoby naprawdę paskudnie, gdyby nagle jakaś mutacja uniemożliwiłaby mu oddychanie…


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  2. Skręcił w lewo zgodnie z instrukcją kobiety. Cóż, on był przyzwyczajony do technologii. Miał z nią styczność od małego, to było zwykłe przyzwyczajenie. Czuł się nieswojo w miejscach podobnych do np. Eflei – to nie były jego klimaty. Za dużo magii, fantazji za mało prostoty i postępu.
    - Cóż, ja tam wolę postęp – mruknął. Nie był z tego powodu jakoś negatywnie nastawiony do kobiety. Po prostu miał inne zdanie niż ona – to wszystko. Skręcił na polecenie Febe, przemieniając biegi. Nie był przyzwyczajony do takiej drogi. Zazwyczaj jeździł po autostradach, czasami ze Stanley’em wybierali się na przejażdżki po pustynnych drogach, ale tam nie było kałuż i błota. Oj, trzeba będzie wypucować tą ślicznotkę po powrocie do domu. W sumie, to nie taki zły pomysł.
    - Nie wszyscy tacy są, ale zdarzają się jednostki naprawdę ludzkie – żeby Cię akceptowali musisz wyglądać jak człowiek, normalnie. Nie obchodzi ich, że to tylko powłoka, wykształcona przez system obronny. Gdybyśmy nie byli prześladowani większość z nas pewnie wyglądałaby inaczej, wykształcilibyśmy pełnie swojej rasy, tak sądzę. A ty jakie masz zdanie? – zapytał, po czym zaparkował przed jeziorem. Wyszedł z samochodu, zabierając swój karabin. Zamknął auto ‘’na pilota’’.
    - Podstawy są dość proste, tylko radziłbym na początku używać normalnych dróg, takie jak ta wymagają większego skupienia i babrania się z pedałami, biegami – no i ciężej zerkać na dzieci – wyjaśnił, otwierając bagażnik. Wziął torby z zakupami do rąk.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  3. - Ahh… to pewnie przez ten okular, prawda? Zdradza wszystko! Cholera! A już chciałem grać niepozornego wieśniaka, który ledwie ogarnia to auto, niech to szlag… - powiedział iście dramatycznym głosem, jakby naprawdę ktoś właśnie odkrył jego największą intrygę, po czym lekko się zaśmiał.
    - Może nie, nasza prawdziwa natura daje nam większą siłę, a tego potrzebujemy żeby radzić sobie z ludźmi. Kiedyś znowu wrócą, a my musimy być gotowi.Wyobraź sobie, jak piękne mogłoby być Mortiel, gdyby każdy z nas ujawnił swoje prawdziwe ‘’ja’’ – tyle kultur, wierzeń, pragnień. To właśnie to, czym jesteśmy. Prymarcha chce nam to dać, a ja staram się przygotować na to swoich ludzi – dodał.
    Uścisnął rączkę dziewczynki wolną ręką i uśmiechnął się do niej – na swój sposób. W tych dzieciakach była przyszłość ich kraju. Kto wie czego one dokonają.
    - Malutka, nie pomagaj mi, tylko prowadź dzielnie do skarbu! – odsunął od Ines torbę z zakupami. W zasadzie to po prostu uniósł ją wyżej, tak aby nie sięgała. Miał ponad dwa metry wzrostu, więc to nie był żaden problem dla niego. Zmierzwił jej włosy, a następnie pokręcił palcem, żeby nie dotykała torby z zakupami.
    - Nie jest denerwująca, raczej zabawna. Miło spędzić czas z dziećmi, które nie piszczą na twój widok; ale spokojnie Febe – nie jestem zainteresowany pedofilią, wolę pobawić się w jej wujka – odpowiedział, również pół żartem, pół serio. Naprawdę chciałby pobawić się w takiego wujka, o dziwo. Nie sądził, że kiedykolwiek polubi dzieci. Cóż, może faktycznie zaczyna się starzeć?
    - Znajdziemy jakieś miejsce i dam Ci parę lekcji, ale do końca tego tygodnia, potem mnie nie ma – wyjaśnił, po czym ruszył za Romka w stronę jej domu. Wszedł do środka, kiedy otworzyła drzwi i zgodnie z jej radą spojrzał pod nogi. Wymiął parę przeszkód. Kuchnię znalazł dość szybko, dzięki unoszącemu się, typowemu dla kuchni, zapachowi. No cóż, u niego tak nie pachniało, ale z kuchni pokładowej często dochodził podobny zapach. Odłożył zakupy, rozejrzał się po mieszkaniu.
    - Całkiem uroczo mieszkasz – mruknął, szukając jakiś śladów technologii.

    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  4. Miny? Zaśmiał się pod nosem, przyglądając się zabawkom. Dziewczynka miała naprawdę niesamowitą wyobraźnię, ale też praktyczne podejście. Dobre zabezpieczenie przed włamywaczami nigdy nie jest złym pomysłem. Wyszedł z kuchni…no prawie. Oparł się o framugę drzwi, przyglądając dzieciom i kobiecie.
    - W wojsku uczą nie tylko rozbrajanie min, możemy pomyśleć o jakiś konkretniejszych pułapkach, co prawda bez eksplozji, żeby nie zniszczyć domu, ale może być zabawnie – zagaił, rozglądając się po pomieszczeniu. Miał już parę całkiem dobrych pomysłów. Można by nawet dodać jakieś komiczne elementy, żeby spodobało się dzieciom i w razie złapania intruza widok nie był zbyt…straszny?
    - Nie ma za co, naprawdę – odpowiedział. – I tak nie miałem co robić – dodał lekko żartobliwym tonem. Cóż, naprawdę lubił sobie żartować praktycznie ze wszystkiego – to rozluźniało atmosferę, albo dodawało luźniej atmosferze przyjemniejszego uroku, lepszego.
    - Wątpię, żebym miał czas zapoznać Cię ze wszystkim. Przepustki nie trwają wiecznie, a muszę jeszcze chodzić na regularne badania – wyjaśnił. – Ale mogę coś pomóc, w miarę możliwości czasowych – od razu zaproponował. Oczywiście nie ma zamiaru za nic płacić, aż tak miłosierny to on nie jest. No ale sprzęt AGD nie musi być wcale aż taki drogi. – Możesz też sama się nauczyć, jak już poznasz potęgę internetu – dodał. – Tylko nie pokazuj go zbyt szybko dzieciom, albo stracisz ich radość życia - odsunął się od framugi i przeszedł parę kroków, zanim Ines porwała go za sobą.
    - Ranizon? – zapytał udając niesamowicie zafascynowanego tym o czym dziewczynka mówiła. Prawdę mówiąc, nie miał najmniejszego pojęcia czym mógłby być ten ‘’ranizon’’ – może miała na myśli garnizon. Szczerze wątpił, chociaż po nadnaturalnych dzieciach można się wszystkiego spodziewać. Poszedł za dzieckiem do pokoju, po prostu czekając na chwilę prawdy.
    - Nie pogardzę kawą – krzyknął z pokoju dziecięcego do Romki.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  5. - Na przepustkach mam go sporo, przynajmniej w tym tygodniu, poza tym to żaden problem. Lubię technologię – połączymy przyjemne z użytecznym. Żaden problem – rzucił na wychodne, po czym już na dobre został porwany przez Ines. Udawał niezykle przejętego, kiedy mała pokazywała mu swój mały arsenał. Cóż, naprawdę ją polubił. Może i sam chciałby mieć kiedyś takie dziecko – mały żołnierz, duma tatusia. Wziął karabin od Ines i pokazał dziewczynce, jak powinna go poprawnie trzymać. Ustawił jej rączki i główkę do niewidzialnego celownika.
    - Z karabinu strzelamy jak jesteśmy baaardzo daleko od wroga, pamiętaj. Atakujemy z zaskoczenia i nawet nie musimy zakładać płachty! – zaśmiał się. – Wujek uwielbia karabiny. Jak będziesz grzeczna to pokaże Ci swoją kolekcję – zaproponował – a pułapek nauczymy, spokojnie - dodał, starając się jakoś zaciekawić dziecko. Jednak zaraz został odstawiony dla kołysanki, którą zaczęła śpiewać Febe. Nie miał pojęcia po co. Nigdy nie miał jako takiego kontaktu z dziećmi, nie licząc własnego dzieciństwa, ale tam jakoś nikt się specjalnie nim nie przejmował. No do czasu, ale nie ważne. Przeszedł z pokoju dzieci do kuchni i usiadł, biorąc do rąk kawę. Po brzmieniu języka zgadł, że śpiewa po francusku, całkiem ładnie musiał przyznać. Dzieci wyglądały na zachwycone, a on po prostu słuchał, bo nie miał nic innego do roboty. W zasadzie jeszcze pobawiłby się z Ines, no ale trudno. Upił łyk gorącego napoju, a zaraz później dołączyła do niego Romka.
    - Naprawdę? – zapytał, lekko zaskoczony. – Cóż, raczej nie miałem takiego zamiaru, starałem się być po prostu miły dla nich – odpowiedział, wstając z krzesła. Przeniósł się dość szybkim krokiem do salonu, gdzie zajął miejsce w fotelu. Rozsiadł się wygodnie, przyglądając się kawie.
    - Jak zazwyczaj spędzasz czas z dziećmi? – zapytał.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo wrażeń? Zaśmiał się w myślach. Naprawdę nie miał najmniejszego pojęcia o dzieciach. Dla niego to był naprawdę spokojny dzień, zero problemów, walk - spokojny dzień na przepustce z delikatnym urozmaiceniem. Wrażeń bardziej wpływających na emocje doświadcza pijąc ze Stanley'em, przynajmniej tak mu się wydawało. Upił kolejny łyk. Bardzo lubił smak kawy - gorzki, taki realny i pobudzający zmysły. Za każdym razem kiedy pił kawę czuł się jakby więcej bodźców zaczęło do niego docierać, więcej niż zwykle. Cóż, to zapewne skutek jego mutacji. Spojrzał na Febe, kładąc stopę jednej nogi na kolanie, rozsiadł się nieco wygodniej.
    - Wątpię, żebyśmy w tydzień ogarnęli wszystko, a nie mogę został dłużej, mam badania - wyjaśnił, wcześniej lekko parskając śmiechem. Tak, Ines była naprawdę uroczym dzieckiem - pierwszym jakie polubił.
    Poruszył żuwaczkami odruchowo, kiedy usłyszał chłopięcy głos. Odwrócił się w stronę, z której dobiegał. Widok kolejnego dziecka nieco go zaskoczył. Po prostu nie spodziewał się, że kobieta może mieć jeszcze trzecie. Chciał się jakoś z nim przywitać, jednak chłopiec zaraz wyskoczył do niego z mordą. I to jeszcze fałszywie go oskarżając, poza tym to zachowanie wobec własnej matki. Gdyby Vakarian miał brwi, z pewnością by je zmarszczył. Niestety ich nie posiadał. Po prostu wstał z miejsca, odkładając kubek z kawą. Spiorunował chłopaka wzrokiem, a raczej jego biegnąca po schodach sylwetę.
    - Gówniarz... - syknął bardziej sam do siebie. Wziął kubek z kawą do góry, po czym wziął naprawdę głęboki łyk i szczerze żałował, że to nie była wódka. Ten chłopiec naprawdę go zdenerwował. Nikt nie miał nikomu prawa narzucać z kim będzie rozmawiał. Poza tym poczuł się jak balast, intruz. Wziął głęboki wdech, odwracając wzrok w stronę drzwi. Powinien już sobie iść. Właśnie chciał to jakoś zakomunikować Romce, kiedy do domu wpadła do opiekunka... Vakarian poruszył żuwaczkami dość gwałtownie, a z jego gardła wydobył się cichy warkot. Naprawdę był zirytowany. Cholera, wiedział, że nie jest przystojny, że nie wygląda normalnie, ale kurwa.... Nie jest rzeczą! Jest żywą istotą. Spojrzał na opiekunkę najzimniejszym spojrzeniem jakie mógł zaserwować.
    - Tylko nie strasz mną dzieci, nie chcę żeby następnym razem płakały na mój widok - rzucił oschle. Po chwili spojrzał na Febe.
    - Z chęcią, jeśli się nie obrazisz - mruknął, kierując się w stronę drzwi. Wyszedł z domu, po czym skierował swoje kroki w stronę auta.
    - Nie wiedziałem, że moja obecność spowoduje tyle złości... i strachu - powiedział. odwracając się w jej stronę.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  7. - Ale ona nie paraduje codziennie w swojej gargulcowatej formie i ja nie powinienem w swojej - wytłumaczył ironicznie. Wiedział jak inne istoty go traktują - nigdy się tym nie przejmował. Niestety ostatnio zbyt dużo osób zaczęło akceptować to jakim jest, więc zmiękł. Żałosne. Wziął głęboki wdech, zaciskając szpony w pięści. Bardziej był zły na siebie, że pozwolił się skrzywdzić. Spojrzał na las. Przyroda nie przynosiła mu uczucia spokoju, niestety. Chciał do cywilizacji. Napić się czegoś naprawdę mocnego, a potem leczyć kac cały następny dzień.
    - Jak syn może w ogóle nie mówić do swojej matki ''mamo''?! - zapytał zaskoczony. Okej, rozumiał bezstresowe wychowanie, chociaż raczej by go nie pochwalał, ale coś takiego!? Poruszył żuwaczkami, opierając się o auto. Teraz to on miał za dużo wrażeń.
    - Raczej wątpię, żeby to było możliwe, wiesz... pijany nie odwiozę Cię do domu. To może być problem, nie sądzisz? - zapytał, chowając ręce do kieszeni. W zasadzie to może i by przystał na jej propozycję. Darmowy alkohol nigdy nie jest zły, a i działa świetnie na odstresowanie, ale cóż... Przecież jej nie zostawi późną nocą na pastwę rozochoconych pijaczyn, czy erotomanów.

    OdpowiedzUsuń
  8. (Miałam wielki dylemat, ale ostatecznie zjawiam się tutaj, ze względu na powiązanie Febe z Garrusem. Coś czuję, że zrobimy z nich wszystkich uroczą i maksymalnie nietypową rodzinkę. :D Robimy burzę mózgów?)

    Salira Shepard

    OdpowiedzUsuń
  9. Temat Yumiego postanowił już zostawić w spokoju. Gówniarz nie bardzo go interesował, zwłaszcza kiedy dowiedział się, że nie jest jej synem. Po prostu jeśli jeszcze raz coś takiego usłyszy to postara się nauczyć go szacunku do dorosłych.
    - Nie jesteś? - zaśmiał się. - Ot przykładna mamusia idzie się napić ze zmutowanym metamorfem! Wszyscy chodźcie plotkować. Febe, staczasz się... - dodał z przekąsem, wyjmując ręce z kieszeni. No cóż, nie umiał długo się denerwować. Wojsko nauczyło go bardzo szybko redukować poziom stresu. Spojrzał na nią kątem oka, kiedy się tak uroczo uśmiechała i pokręcił głową.
    - Hamuj, mnie nie zbałamucisz! Możemy pójść się napić, ale nie dam się wykorzystać! Nie zdobędziesz mojej utraconej cnoty - dodał, zasłaniając swoje ciało dłońmi, udając przestraszoną dziewicę. Zaraz jednak się uspokoił, gdyż wyczuł zapach Ines, a ona raczej nie powinna słuchać tego typu żartów w tak młodym wieku. Szybko się wyprostował i przygotował na natarcie Młodej. Zaraz schylił się do dziewczynki, która znowu wtuliła się jego nogę. Odsunął ją od siebie, delikatnie łapiąc w ramionach. Rozchylił lekko szczęki, co w jego mimice oznaczało uśmiech. Zaraz się zaśmiał ja jej słowa oraz zmierzwił delikatnie włosy.
    - Wujek myślał, że śpicie, więc nie chciał was budzić - wyjaśnił, puszczając Ines oczko. - A na poligonie bądź dla niej delikatna, bo jeszcze sobie krzywdę zrobi, a swoim nie wolno ranić - noooo chyba, że masz na celowniku dezertera, wtedy nie wolno się wahać! - wytłumaczył, jakże poważnie, po czym podał dziecko Febe. Wstał, ponownie opierając się o samochód.
    - Wujek też musi wracać do domu, Ines - również pogroził dziewczynce palcem. Przyglądał się jeszcze przez chwile rodzinnej scenie, odprowadził małą rozrabiakę wzrokiem i westchnął głęboko. Czyli jednak piją.
    - Ale jak będziesz miała kaca i dzieciaki będą Cię męczyć to nie będzie moja wina, pamiętaj - zapowiedział, wskazując kobiecie drzwi pasażera. Usiadł na swoim miejscy, zabierając w międzyczasie karabin z siedzenia. Odstawił go na tylne siedzenia.
    - Zrozumiano? - zapytał dla pewności.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  10. - Nie? A ile masz lat? - zaśmiał się. On nie był młody, przynajmniej nie czuł się młody. Aktualnie jego wątroba ma jakieś dwadzieścia lat, a nerki około czterdziestu, ale to pewnie i tak się niedługo zmieni, więc nawet nie było sensu się tym przejmować. Bardziej patrzył na swój prawdziwy wiek, zastanawiając się ile jeszcze pociągnie, w końcu jest ewenementem.
    - Ohh.. Febe nie kuś mnie! Mam pracę i obowiązki - nic by z tego nie było - odpowiedział z przekąsem.
    Odpalił samochód i wyjechał z podwórka.
    - Na szczęście nie wiesz gdzie mieszkam, przeraziłyby się - dodał, wyjeżdżając na drogę. Jechali przez kilkadziesiąt minut aż znaleźli się w stolicy. Garrus zaparkował obok swojego ulubionego pubu w tym mieście i wyszedł z auta. Zaprowadził Febe do wejścia, po czym otworzył jej drzwi. No cóż, podstawowe zasady kultury znał.
    - Zobaczymy, ale taka mama jest w stanie wypić - mruknął, kierując się w stronę baru.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  11. Bliźnięta wcale tak nie rozrabiały, więc Febe w spokoju mogła zająć się innymi dzieciakami, jakie miała pod opieką. Było to wielkim ułatwieniem dla ich rodziców. Teraz, gdy siedziały w spokoju, ubrani czekając na Mel mogła dostrzec to od razu. Czarnulka weszła do przedszkola, zaraz uśmiechając się naprawdę szeroko w stronę swoich pociech, by zaraz wziąć je w ramiona i wyściskać. Nie widziała ich sporo czasu, więc Febe nie powinna się niczemu dziwić.
    - Cześć- przywitała się z kobietą, unosząc przy tym lekko głowę znad czarnych czuprynek bliźniąt- Byliście grzeczni, prawda?- spytała, kiedy w końcu dzieci odkleiły się od niej.
    - Byliśmy- odezwał się Chris, zaraz pokazując swoje białe ząbki, bo uśmiechnął się szeroko- Ciocia powiedziała, że idziemy na spacer.
    - I lody!- dodała Lux, zaraz pokazując swój brzuszek.- A Ines nie dostanie, bo mnie biła- dziewczynka wskazała na swoją kuzynką swoją drobną ręką.
    Mel wstała na równe nogi, łapiąc obojga dzieci za ręce.

    OdpowiedzUsuń
  12. Szło w miarę dobrze, bo przy dobrych prądach za nie cały rok dzieci znów będą mieszkać z nią. Jak za czasów akademii z czego była niesamowicie zadowolona, zwłaszcza że dała radę z samotnym wychowaniem małych diablątek przez pewien czas. Lux zwężały dziwnie swoje oczy na odzywkę kuzynki, dziewczynka nie przepadała za nią, wolała raczej Yumi'ego i Rahima dogadywała się z nimi o wiele lepiej. Niby mogłaby jej oddać, ale kategorycznie zabroniła tego ciotka wraz z wujkiem, no i mama byłaby zła. Głównie przez to zrezygnowała.
    - Jesteś głupia- powiedziała tylko przytulając się zaraz do nogi swojej mamy, chowając twarz tak, by dziewczynka jej nie widziała.
    - Lux- upomniała ją matka, karcąc przy tym spojrzeniem. Nie lubiła, gdy jej dzieci zachowywały się tak a nie inaczej, a właściwie to się bała ich takiego zachowania. Do tej pory jeszcze nie poznała ich mocy i wolałaby, by Ines nie oberwała czymś dziwnym. A jeśli odziedziczyłaby zdolności po niej, nie byłoby zbyt ciekawie. Ciemnowłosa wyprowadziła dzieci z przedszkola, uważając przy tym również na pozostałą dwójkę, bo jednak mieli dość sporą gromadkę.- Można iść. - zadecydowała kierując się do centrum miasta.- Co tak wogóle u Ciebie? Widzę, że przedszkole dość dobrze prosperuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakoś specjalnie nie przejął się wiekiem Febe. Znał nie jedną długowieczną istotę, niektóre z nich pewnie były nawet starsze od kobiety, ale tutaj nie robiło to większej różnicy. W Mortiel wiek był raczej rzeczą drugorzędną przy relacjach. W końcu każda rasa rozwija się inaczej.
    - Ja sześćdziesiąt pięć, ale postaraj się nie traktować jak gówniarza, okey? – upomniał się jeszcze.
    Podróż minęła mu w miarę szybko. Puścił nawet muzykę z odtwarzacza MP3, które było zamontowane w pojeździe.
    - Te nowości niekoniecznie powinny wpaść im w ręce. Wiesz, służbowy komputer, agresywne filmy, broń, dużo broni , no i nie jest tam zbyt przytulnie. Uwierz, mogłyby się wystraszyć – nie zgodził się z meduzą.
    - Nie ma za co – mruknął, zamykając drzwi od pub’u. Poprowadził Febe do środka. Placówka była raczej średnich rozmiarów. Dominowała czerń i czerwień. Siedzenia były obszyte skórą , mosiężne stoły były wykonane z najlepszego dębu. Oświetlenie było na tyle mocne, by móc się swobodnie poruszać, ale nie oślepiało ani nie raziło po oczach. Brakowało też parkietu do tańca, chociaż stoliki były raczej umieszczone pod ścianą. Z głośników wydobywała się jezz’owa muzyka przeplatana ze swingiem. Cały lokal prezentował się dość klimatycznie. Nie wyglądał ani na obskurną dziurę, ani zbyt wykwintny – przeznaczony jedynie dla wyższych sfer. Zazwyczaj przychodzili tutaj Ci, którzy chcieli odciąć się od zbyt dużej normalności, albo czuli się nieswojo w innych miejscach ze względu na zbyt rażące cechy urody. Właśnie dlatego to było ulubione miejsce w stolicy dla Vakariana.
    - Nawet nie wiesz jakie mam tempo – zauważył – Możliwe, że to ty mnie spijesz. Miałaś więcej czasu, żeby zdobyć dobrą tolerancję alkoholową – zaśmiał się, wypatrując jakiegoś wolnego stolika. – Nie odmówię darmowego alkoholu po ciężkim dniu pracy – przytaknął. Cóż, najlepiej o tym nieodmawianiu wiedział Stanley. Od kilku lat już nawet nie proponuje, że cokolwiek postawi – to nie było na jego kieszeń. W zasadzie to chyba na niczyją kieszeń. Jeżeli ktoś kiedyś umiał kogoś przepić to właśnie Vakarian i nie chodzi tutaj o konkurs w piciu. Zajął miejsce w rogu pomieszczenia. Rozdział się wygodnie na jednej kanapie. Spodziewał się, że Romka usiądzie naprzeciwko.
    - Czystą whisky! – odkrzyknął jeszcze, po czym oparł wygodnie głowę o oparcie. O tak, tutaj było cholernie wygodnie.
    - Obsługa da radę, zaufaj mi – mruknął, leniwie kierując wzrok na koleżankę. Strzelił karkiem, zakładając rękę za oparcie. – Za każdym razem jak przyjeżdżam do Phyoen, ale nie jestem alkoholikiem, spokojnie. Po prostu nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie można poczuć się swobodnie w tym mieście. Jakoś tak zbyt… sam nie wiem. Po prostu to nie miejsce dla mnie, ale tutaj mamy spotkania z roboty, że tak powiem – wyjaśnił. Zaraz później dostał butelkę czystej whisky i odpowiednią szklaneczkę. Chyba zauważyli, że Febe zamawiała za niego. Zaśmiał się pod nosem. Tak. To zdecydowanie jego najbardziej standardowe zamówienie.
    - Może za nową znajomość? – zaproponował, nalewając sobie alkoholu. Już czuł w nozdrzach ten ostry zapach.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  14. - Więc mogę liczyć na to, że po raz trzeci zostanę ciocią?- spytała uśmiechając się do niej ciepło. W sumie cieszyła się, że Febe sobie kogoś znalazła, zwłaszcza po tym co zrobił Kuro i jaką świnią się okazał. Mogła zrobić to już parę lat temu, kiedy On niby nadal przy nich trwał, ale widać była zbyt zaślepiona miłością do niego.
    - Komplikacjami z Yumim?- spytała zdziwiona, pamiętając o tym jakie to dziecko było aniołkiem. Grzeczny, kochany... Takim go jeszcze pamiętała, gdy często zdarzało się jej, nim opiekować. Ale najwyraźniej wszystko się zmieniło. - Może po prostu nie radzi sobie ze swoimi mocami? Rozmawiałaś o tym z nim?- zmarszczyła brwi, przypominając sobie jak się zmienił, gdy zjawy zaczęły go odwiedzać coraz częściej.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Zdrowie! - powiedział nieco głośniej, stukając się szklankami z Febe, po czym upił większego łyka. Od razu poczuł jak alkohol rozlewa się w jego gardle, zostawiając drapiące uczucie - uwielbiał to. Odłożył szkło z impetem, rozchylając lekko żuwaczkę.
    - Każdy może tutaj przyjść - wskazał ruchem głowy grupkę, która wyglądała całkowicie normalnie, obok nich siedziała kobieta ze sporymi rogami - wszyscy wesoło się śmiali i pili, wtórując wcześniej głośnymi toastami - Ale nie mają prawa przyczepić się do cudzego wyglądu. Powiedzmy, że panuje tutaj ograniczona wolność słowa. To nie tak, że tacy jak my chcemy się odizolować od tych piękniejszych jak Ty. Po prostu chcemy czasami spędzić trochę czasu bez zgryźliwych uwag, a wiesz jak to w pubie. Pijany gada różne rzeczy. Tutaj nie usłyszę, że wyglądam jak hybryda strusia i kory drzewnej - sam zaśmiał się na to porównanie. - Ale poza tym miejscem jest dużo innych gdzie można dobrze się poczuć, ale Phyeon znam tylko to jedno - dodał jeszcze, po czym upił kolejnego łyka whiskey. Zauważył, że Romka jakby zauważyła coś ciekawego, ale zignorował to. Nie jest za bardzo wścibski, żeby zaraz się o wszystko dopytywać.
    - Większość roku w zasadzie spędzam na morzu. Na lądzie jestem jakieś cztery miesiące, rzadko kiedy więcej - powiedział, opierając jedną rękę na stole. Mam przyjaciela - nazywa się Stanley. Siedzi w siłach powietrznych. Często idziemy raz gdzieś się napić, czy po prostu pogadać, poza tym mam dobry kontakt z żołnierzami floty. Ale tak - jestem pracoholikiem. Nawet teraz do głowy wpadł mi całkiem niezły pomysł na nowy slot taktyczny przeciwko piratom - zaśmiał się. Dopił resztę alkoholu jaka była w szklance, a następnie dolał sobie. Spojrzał nieco uważniej na koleżankę, później w stronę, w którą spoglądała, udając kompletnie niezainteresowanego tematem. Nawet leniwie napił się w tym czasie.
    - To twój znajomy, czy wróg, że tak na siebie spoglądacie? - zapytał, kiedy już wrócił do niej wzrokiem. Cóż, lata w wojsku wyrabiały jakieś zdolności spostrzegawcze.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  16. Słuchała jej uważnie, patrząc przy tym wprost przed siebie, jednak wzrok miała zupełnie nieobecny. Nie sądziła, że Yumi się do tego posunie, zwłaszcza wiedząc jak Kuro potraktował jego i Febe, a nawet swoje młodsze dzieci.
    - Nie spodziewałam się po nim takiego zachowania- powiedziała w końcu, głaszcząc jedną z dłoni Chrisa po włosach, który grzecznie szedł u jej boku- Mogę go wziąć do siebie, jeśli bardzo Ci przeszkadza- zapropnowała, choć wiedziała że przyniesie to nowe obciążenie na jej barki. Ale cos musiała zrobić dla tego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  17. Sama Mel podeszła do budki z lodami, by wziąć maluchy na ręce, by wybrały sobie coś słodkiego. Lux ożywiła się nieco na widok słodkości, zwłaszcza kolorowych lodów jakie tu podawali i właśnie to sobie wybrała. Chris pozostał jednak przy gofrze z owocami i posypką.
    - Trzeba coś z tym zrobić, bo na razie tylko my mamy jakiekolwiek do tego prawo- powiedziała sadzając swoje maluchy na ławce, a przy nich kucnęła wpatrując się w nie jak w obrazek. Kochała je niemiłosiernie, nawet mimo tego że kogoś jej przypominały.
    - U mnie w porządku- pokiwała do niej głową, odrywając wzrok od zielonych oczu swojego synka i tego, jak zajada się swoim deserem.- Szukam teraz jakiegoś współlokatora, bo nie chcę wydawać zbyt wiele pieniędzy które odkładałam na dzieci- przyznała.- Kiedyś trzeba im zrobić pokoje. I tak będzie mi o wiele łatwiej, stracę mniej pieniędzy, niedługo będą mieszkać znów ze mną- pocałowała swoje dzieci po głowach.

    OdpowiedzUsuń
  18. - Sama ich wybrałam, nie pozwoliłabym żeby dzieci były przez ten czas z jakimiś dziwnymi ludźmi. - uśmiechnęła się do kobiety, lecz jej wzrok znów spoczął na jej uśmiechniętych pociechach. Oboje już zjedli swoje desery.
    - No idźcie- powiedziała do tej dwójki, widząc jak patrzą na uciekających kuzynów, którzy biegli wprost do zabawek.
    - Kocham Cię mamo- powiedziała dwójka, po czym prędko pobiegli do najbliższej atrakcji, akurat wypadło na chuśtawki- Uważasz tak?- spytała zdziwiona- Przynajmniej mam taką nadzieję. Pozostaje tylko licencjat, wyjście za mąż i wszystko będzie w jak najlepszym porządku.
    Kiedy dziewczyny tak sobie miło rozmawiały, nie zauważyły jak jakach zakapturzona postać wchodzi na plac zabaw. Jego krwiste tęczówki najpierw prześlizgnęły się po sylwetce romki, następnie padły na czarnulce i jej dzieciach, a na końcu spojrzał na Ines i Rahima. Nie spodziewał się, że tak wyrosną. Uśmiechnął się na ten widok lekko, po czym podszedł powoli do swoich dzieci, kucając wpierw przy Rahimie.
    - Cześć kochanie- przywitał się z synkiem. Chłopiec widział tą twarz, mimo że w połowie zakrywał ją kaptur.

    OdpowiedzUsuń
  19. Yensen zatrzymał się w Salree na dwa dni. Tylko dwa dni, po podróży prosto z Eflei. I akurat w ciągu tych dwóch dni musiał, tradycyjnie, wplątać się w awanturę. Cóż, gdyby całą sytuację oglądał jakiś przyjaciel mężczyzny, zapewne modliłby się w duchu żeby tym razem nie rozpoczęła się żadna bójka. Jak to się wszystko zaczęło? Dość zwyczajnie. Podczas przechadzki po targu ktoś przypadkiem wylał na bruneta piwo z beczek. W zasadzie nikt nie miał najmniejszego pojęcia jak to się stało. Yensen nie był nawet wściekły. Właściciel straganu zaproponował mu darmową skrzynię najlepszego chmielowego trunku jaki ma w ramach rekompensaty i nowe ubranie. I właśnie o ubranie poszło. Okhotnik zadowolony przyjął propozycję i zdjął skórzaną kurtkę oraz koszulkę, którą miał na sobie, odsłaniając tym samym swoje blizny. Zwróciły uwagę naprawdę wielu osób, ale jedna domyśliła się czym są spowodowane . Niestety akurat ta osoba nie miała pozytywnego zdania o jego rasie.
    - Oooo…proszę! Jeden z tych morderców nadal żyje! – krzyknął, rozpychając się na chodniku. Wszyscy momentalnie zaczęli szeptać między sobą. Jednym szczerze powiewała cała awantura, inni się zaciekawili. Nawet zdążyli się szybko podzielić na strony konfliktu. Yensen spojrzał poirytowany na mężczyznę. Był od niego nieco wyższy ,miał długie blond włosy.
    -Nie jesteśmy mordercami – syknął przez zęby, zakładając na siebie suchą koszulę. Nie zdążył jej nawet zapiąć.
    - Dlatego nikt wam nie pozwolił zasklepić blizn, tak? – zapytał z ironią. Brunet zastanowił się chwilę. Niby było w tym trochę racji, ale nigdy nie uważał się za mordercę, a raczej od dawna się za niego nie uważał. Odbył już swoją karę.
    - Przecież zostaliśmy uniewinnieni. Byliśmy niewolnikami! Nie mogliśmy od razu się zbuntować! – krzyknął podchodząc do niego. Oboje spojrzeli sobie hardo w oczy.
    - Więc mogliście zginąć i nie zabijać naszych!
    - Nooo…,kurwa, myślisz, że TY byś tak zrobił na moim miejscu?! Nie pierdol!
    - Nie odzywaj się tak do mnie! – zawiesił się na chwilę, rozglądając nerwowo po okolicy. – O..oczywiście, że tak! – rzucił głośno, jednak w jego głosie wyraźnie było słychać wahanie. Yensen zmarszczył brwi, uśmiechając się ironicznie.
    - Kłamiesz – stwierdził sucho – A ja nigdy nie mówiłem, że moja rasa jest święta. Po prostu już zostaliśmy ukarani. Wypierdalaj i nie wkurwiaj mnie, bo sam zamknę Ci mordę – dodał, po czym się odwrócił. Chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Umyć się, potem może znaleźć sobie jakąś koleżankę na noc – odstresować się; już samo zlecenie na wyspie nie należało do łatwych. Pierdolonego archeologa im się zachciało, a raczej ochroniarza w rzyć chędożonego archeologa. Jednak nagle do jego uszu dotarł kobiecy…pisk, a później poczuł szarpnięcie. Siłą został ponownie odwrócony do blondyna. Tym razem trzymał jedną ręką jakąś kobietę. Wyraźnie było widać, że nie stoi przy nim z własnej woli. Okhotnik wstrzymał oddech. Teraz był wściekły. Jakim prawem wtrącał do tej dyskusji innych?!
    - No… Ty jesteś kobietą! Pewnie masz dzieci! Chciałabyś żeby taki potwór kiedyś przyjechał was zabić? – zapyta, przybliżając swoją twarz do jej. – Spójrz na jego wzrok już chce Cię zabić! – dodał. Yensen w tym momencie załamał się mentalnie, jednocześnie osiągając swego rodzaju apogeum gniewu.
    - Jedną osobą, którą mam ochotę porządnie pierdolnąć jesteś TY, pojebusie! – krzyknął.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  20. Utopia dla nadnaturalnych, eh? Może i dla nadnaturalnych ale miejsca takie jak utopia nie istnieją. Inaczej Dyrus nie otrzymywałby zleceń tego typu jak te którego właśnie się podjął. Właśnie spacerował drogą otoczoną polami w malowniczym Cledo. Miejsce to ma ten charakter który zachęca go do osiedlenia się tu. Niestety, to właśnie czego pragnie jego serce, a to nie znaczy że jego instynkt ma te same upodobania. Chociaż nie jest w tych okolicach po to by myśleć o ewentualnej przeprowadzce. Był już w stolicy gdzie przeprowadził małe śledztwo na temat wampirka którego ma się pozbyć i podobno zamieszkuje tutaj. Pracownica przedszkola która lubi opróżniać ofiary do sucha. Dyrus myślał że mają w Mortiel miejsca które dostarczają wampirom zamieszkującym to miejsce krew w sposób taki by nikt na tym nie cierpiał. No ale co to za frajda sączyć krew z butelki. Dzięki urokom wsi nie zajęło mu zbyt dużo przesłuchanie przechodni napotkanych po drodze. Wystarczyło kilka zaczepek i już wiedział gdzie szukać celu. Nie ukrywajmy że jego charyzma w tym pomogła. Stanął przed mostkiem który umożliwiał przejście przez niewielką rzekę sprawdzając jeszcze raz w swoim notatniku wskazówki co do tego domu. Wszystko się zgadzało. Schował więc go do wewnętrznej kieszeni swojej ukochanej czarnej skórzanej kurtki i zaczął kierować się do drzwi frontowych, po drodze spoglądając na zachodzące już słońce. Wczłapał po schodkach i zapukał do drzwi, czekając po tym na otwarcie drzwi.

    Dyrus

    OdpowiedzUsuń
  21. Kuro nie spodziewał się takiego powitania, myślał raczej że dzieci nie będą go pamiętać, a on po prostu spędzi z nimi kilka chwil chcąc je chociaż zobaczyć. Wyrosły i chciał zobaczyć jak się miewają. Jednak na wybryk Ines zacisnął mocniej szczękę wraz z pięściami, ale nie odsunął się od swoich dzieci, wręcz przeciwnie. Chciał je przyciągnąć do siebie, jakoś przytulić, by dziewczynka się uspokoiła. Jego czerwone oczy przejechały po wystraszonym dziecku. Jakoś nie było mu jej szkoda, nie wiadomo czemu.
    Zdziwił się bardzo, gdy Ines zniknęła wraz z Rahimem, a Chris opadł boleśnie na ziemię. Nie mógł jednak przyjrzeć się dokładniej chłopcu i wściekłej Mel, która do niego pobiegła od razu sprawdzając czy nic mu nie jest, bo ktoś go popchnął.
    - Uspokój się!- powiedział głośniej, od razu łapiąc ją za nadgarstki i trzymając tak, by się nie wyrwała. Spojrzał na nią twardo, oczy wbijając wprost w jej twarzy. Teraz mogła go poznać, wyglądał prawie tak samo, prócz tych kilku szczegółów i bliźnie na twarzy. Trzymał ją mocno, nie chcąc by go uderzyła i po prostu tak stał oddychając głośniej. Dla niego znalezienie dzieci nie było problemem, więc nie rozglądał się jak głupi po całym placu. Czarnowłosa zauważyła jego twarz, tak jak Febe i zaraz Kuro został odepchnięty jakąś niewidzialną siłą w tył, puszczając przy tym nadgarstki romki a sam opadł boleśnie na plecy. Jęknął boleśnie.

    Kuro.

    OdpowiedzUsuń
  22. Naprawdę miał dość tej sceny. Dopraszanie kogoś na siłę było naprawdę poniżej pasa. Zacisnął pięści, wpatrując się w mężczyznę z nienawiścią. Nie powinien tego mówić, ale naprawdę miał ochotę go zabić, niezależnie od tego do jakiej rasy należał. Po prostu chciał ubić skurwysyna. Mimo wszystko wziął głęboki wdech. Musiał się kontrolować, inaczej przysporzy kłopotów Gildii, a to wkurwi nie tylko Mistrza. Na szczęście nie musiał sobie sam z tym radzić. Brunetka naprawdę nieźle odpyskowała temu blondaskowi. Yensen nawet uśmiechnął się pod nosem. Śliczna i zadziorna. Było co podziwiać.
    - Gdyby nie on, nie musiałbym tego robić! – krzyknął, kiedy Romka mu odpyskowała. Blondyn przyglądał się chwilę całej sytuacji. Nie podobała mu się ta paplanina. Mogłaby jeszcze kogoś przeciągnąć na stronę okhotnika, więc stwierdził, że sam musi sobie poradzić z tym…problemem. Podszedł do okhotnika, ignorując tłum. Zamachnął się i już miał uderzyć.
    Yensen widząc zbliżającego się blondyna, automatycznie przygotował się do bójki. Ugiął kolana, a kiedy ten się zamachnął, wykonał szybki piruet, łapiąc jednocześnie jego nadgarstek. Wykręcił go, przykładając do pleców przeciwnika. Ten krzyknął z bólu, odsłaniając szpiczaste uszy. Elf, zajebiście. Jeszcze tego mu brakowało. Cóż, trudno. Jak się wjebał, to wjebał. Puścił rękę blondaska i kopnął go w krzyż na tyle mocno, że się wywalił na ziemię, prosto na kałużę. Przeciwnik odwrócił się z uśmiechem na ustach.
    - Kurwa… - brunet westchnął, czując nadchodzące kłopoty.
    - Widzicie?! To maszyna do zabijania takich jak my! – krzyknął, po czym splunął krwią z rozciętej wargi. Tak. Yensej był w szerokiej i ciemnej dupie.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  23. - Ale nim nie świecisz, więc nie masz pod górkę – mruknął, popijając alkohol. Już nawet nie chciało mu się opowiadać ile musiał się męczyć ze swoimi podkomendnymi żeby zaczęli go szanować. O czasach kiedy sam był adeptem nawet nie chciało mu się wspominać. To była jedna wielka katorga i nie jedna bójka, w której musiał udowodnić swoją wartość. Tak, to były ciężkie czasy, ale cholera, za nic by ich nie oddał. – Poza tym w tej odsłonie wyglądasz tak, że nie przyciągasz bandy nietolerancyjnych debili, tylko po prostu mężczyzn – dodał, polewając sobie. Tak zdecydowanie szybko pił – głowę też miał w miarę mocną. Nie czuł jak na razie specjalnej różnicy. Był praktycznie trzeźwy, ba! Dałby sobie rękę uciąć, że w tym momencie sprałby niejedno dupsko, bez zachwiania się. Zdecydowanie za dużo pił ze Stanley’em. To podchodzi pod alkoholizm!
    - Ja tylko powtarzam. Nie znam się na ornitologii. Ptaszki nigdy mnie nie interesowały, jeśli wiesz, co mam na myśli – zażartował, po czym sam się zaśmiał.
    - Po prostu kobiety mnie uwielbiają – puścił jej oczko. – Z facetami jest gorzej, im trzeba czasami dać po mordzie, żeby nauczyli się szacunku – dodał, unosząc literatkę do góry. Zaraz przechylił ją i upił duży łyk. Po tej butelce zdecydowanie zamówi sobie sok z cytryny, czy coś w ten deseń – na wszelki wypadek.
    - Mogę iść z nim porozmawiać jeśli się boisz – zagaił, kiedy usłyszał od niej wyjaśnienie. Nie chciał żeby znowu się wplątała w jakąś kabałę, tylko dlatego, że wszyła się z nim napić. – Wiesz mam karabin w aucie, poza tym wyglądam dość…groźne. Może wystarczy to, że wyglądam groźnie – dokończył, opierając oba łokcie na blacie. Jedną ręką gestykulował, zniżył nawet ton, żeby brzmieć jak najbardziej przekonująco. Po chwili przytaknął głową, biorąc do ręki szklankę.
    - Tylko uważaj na siebie i jak coś wołaj o pomoc. Nie chcę żebyś miała problem, bo wyszłaś się z wujkiem napić. Ines by mnie chyba zabiła – rzucił do Romki, zanim zdążyła odejść od ich stolika.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  24. Honoru? Chciał się zaśmiać, ale nie zdążył, gdyż został pociągnięty (zdecydowanie zbyt nagle). Yensen nie bawił się w honor i racje wyższe, wolał mieć za co żyć. Po prostu nienawidził, kiedy ktoś czepiał się jego rasy, a bójka...cóż - odruch. Gdy ktoś go atakuje automatycznie oddaje.
    Z początku, zrobił kilka niezdarnych kroków, jednak już po chwili złapał równowagę i biegł praktycznie równo z brunetkę, dając jej jedynie prowadzić. Użył znaku ard, żeby zwalić jakieś beczki, poustawiane przy murze.
    - Dość sporo, jak dasz radę możesz podziwiać – odpowiedział z równie zadziornym uśmiechem, wyrywając się z jej uścisku. Wskoczył zręcznie na śmietnik, z niego wykonał szybko skok, złapał za sznur z praniem i wyrwał z zabezpieczeń. Ubrania spadły prosto na goniące ich istoty, a on wylądował przed kobietę, robiąc przy tym przewrót, co by nie złamać sobie karku. W tej samej sekundzie wstał na ziemię i biegł tuż za nią. Wchodzenie w ostre zakręty, czy skoki nie były dla niego najmniejszym problemem. Odkąd pamiętał musiał wykonywać podobne akrobacje, żeby walczyć o życie, w międzyczasie planując mordercze zasadzki - przykładowo na taką mantikorę, która była o wiele, wiele gorsza niż rozwścieczony tłum. No ale tłumu nie wolno posiekać, więc zostawała mu ucieczka. Na szczęście miał naprawdę ładne widoki przy okazji. Ten dzień nie był w zasadzie do końca spieprzony.
    Nagle poczuł jak ciągnie go w jakiś zaułek. Nie krzyknął – więcej, grzecznie oparł się o ścianę, wyciszając własne funkcje życiowe do minimum (tak potrafił to, jak każdy okhotnik. Przydatne przy walce z przerośniętymi gadami). Objął ją odruchowo w pasie ramieniem, samemu odwracając głowę w bok. Przymknął oczy nasłuchując. Kręcili się po okolicy jeszcze kilkadziesiąt sekund, ale w końcu odpuścili. Brunet odczekał, aż znikną z zasięgu wszystkich zmysłów stosowanych przy tropieniu, a później zarwał rękę – dość leniwie. Spojrzał z niewinnym uśmieszkiem na towarzyszkę, chociaż niewinności w tym uśmieszku ani oczach nie było w ogóle.
    - Chyba nie sprawiłem Ci kłopotu – szepnął, wertując kobietę wzrokiem. – Zazwyczaj jestem bardziej ubrany przy pierwszym spotkaniu i nie zmuszam swoją obecnością do spierdalania przed wściekłym tłumem. Wybacz – dodał.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń

  25. - Wolałbym do nieco przyjemniejszych miejsc – zażartował, przechylając lekko głowę w bok. Jego uśmiech zaraz zmienił tonację na nieco bardziej wyzywający. Cóż, Yensen był naprawdę bezpośredni. Nie bawił się też w dobieranie słów. Po prostu mówił to co myślał. Po chwili zaczął zapinać swoją koszulę, żeby nie świecić swoją klatką piersiową – no nie na pierwszym spotkaniu. Jakieś normy go jednak obowiązywały. Zapiął ją w kilkanaście sekund, nie spuszczając wzroku z Romki.
    - Takie powitanie mi nie przeszkadza, chociaż mogłaś się na początku przedstawić, z czystej kultury – parsknął śmiechem, chowając koszulę w spodnie. Poprawił jeszcze swoje sztylety w cholewkach, bo zaczęły go lekko pić. Oczywiście przy pasie miał jeszcze gnata, ale ten nie sprawiał większego problemu.
    - Cóż, inni nazwali by to małym maratonem z przeszkodami – mruknął, chowając ręce do kieszeni. Oparł się o ścianę, krzyżując nogi. Tak, zdecydowanie nie wyglądał na kogoś kto przejmuje się czymkolwiek, na tyle mocno ile powinien.
    - To nie takie proste… wiesz to taki odruch. Kiedy ktoś mnie atakuje to po prostu oddaję – westchnął – Poza tym coraz rzadziej spotyka się takich debili. Powinni wiedzieć jak te blizny kurewsko bolą. To nie nasza wina. My nie mieliśmy możliwości pierdolonego wyboru. Zabrali nas – w jego głosie można było wyraźnie wyczuć nutkę irytacji, ale co się dziwić? Nikt nie chciał być wiecznie karany za to co zrobił jako… niewolnik (bo inaczej tego ująć się nie da).


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  26. - Z pewnością będzie jeszcze bardziej gorące niż zazwyczaj – mruknął z wyzywającym uśmieszkiem. Cóż, raczej nigdy nie był specjalnie powściągliwy ze swoimi odzywkami. Lubił bawić się w gry słowne, ale te kulturalne podchody i całe te zasady dobrego wychowania były dla niego po prostu tak bardzo potrzebne jak rzyci okulary. Zaśmiał się cicho pod nosem.
    - Naprawdę? – udał, że nie wierzy w jej słowa. – A w ogóle nie wyglądasz na spracowaną, zmęczoną życiem gosposię, która pragnie jedynie poplotkować. Zaskakujesz, pozytywnie – dodał lekko szarmanckim tonem. Swojej pozycji nie zmieniał. Wiedział, że wygląda atrakcyjnie – poza tym miał dobry widok na uroczą Romkę. Było czym cieszyć oko. Zdecydowanie było warto dać się sprowokować dla takiej wybawicielki.
    - O ile ma się na to ochotę, nie sądzisz? – odpowiedział na jej szepty. Mówił lekko ochrypłym głosem, lekko nachylając się w jej stronę. Naprawdę był oczarowany urodą kobiety, nie tylko urodą. Sam charakter tej piękności był naprawdę pociągający. Mogłaby być połowę brzydsza, a i tak nie miałaby najmniejszego problemu z uwodzeniem. – W takim razie mogą próbować. Mieszkam tutaj już tyle lat, że pierdolę to jakiej kto jest rasy. Po prostu jeżeli mam się bronić, albo jest taka konieczność nie zawaham się zabić. Po prostu Araael za każdym razem się na mnie drze – wyjaśnił. – Jak możesz być taki nieodpowiedzialny?! Znowu muszę ratować Twój chamski tyłek, a ty masz to w dupie! Ogarnąłbyś się! – perfekcyjnie odegrał ton swojej przyjaciółki, gestykulując przy tym tak samo jak ona. Zaraz jednak wrócił do swojej poprzedniej pozycji, by śledzić ruchy meduzy.
    - Ooo… możemy być potworami, ale tylko jak ktoś nas ładnie poprosi – powiedział, odwzajemniając jej uśmiech, z tą różnicą, że jego był bardziej uwodzicielski. Odczekał chwilę, kiedy zniknęła. I tak słyszał jej kroki, zapach zresztą też czuł doskonale – w końcu był stworzony do tropienia. Gdy ponownie zniknęła, ruszył za nią. Dogonił ją kilkoma większymi krokami. Ponownie schował ręce do kieszeni spodni.
    - A ja Yensen, ale wracając do Ciebie… Febe brzmi bardzo ładnie i pasuje do Twoich oczu – takie…niepokorne – stwierdził.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  27. Dziewczyna była przerażona widokiem mroku kłębiącego się wokół wystraszonej Lux, która zapłakana siedziała nie daleko brata wpatrzona w niego szeroko otwartymi oczyma. Mel zawsze starała się chronić dzieci, w miare swoich możliwości, przed mocą jaką odziedziczyły po swoim ojcu, teraz wystarczyła jedna sytuacja, a ta dziwna siła znów się ich uczepiła.
    - Spokojnie- powiedziała cicho biorąc swojego synka w ramiona, choć cienie przyczepiły się i jego, kołysząc go delikatnie. Całkowicie zignorowała Febe, czy nawet Kuro, który wściekły wstał z ziemi patrząc złowrogo na siostrę, która potraktowała go swoją mocą. Na Febe nawet nie spojrzał, wzrok kumulując na cieniach. Nic nie powiedział, musiał w pełni uwolnić się od uczucia dyskomfortu i bólu jaki zadała mu siostra.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  28. Mężczyzna stał i po prostu patrzył, próbując kątem oka zauważyć, gdzie podziały się dzieci Febe. Gdy do niego podeszła, od razu otworzył szeroko oczy robiąc kilka kroków w tył. Zdenerwował się, że Febe podnosi na niego głos. Nie miała do tego żadnych praw, a jeśli się nie uspokoi to gorzko tego pożałuje.
    - Nic jej nie mówiłem, przywitałem się tylko. To Ty, kurwa, nagadałaś na mnie jakieś głupoty- warknął zaciskając dłonie w pięści. Prześlizgnął po niej spojrzeniem, zatrzymując się dłużej na jej ustach.- Więc wara ode mnie.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  29. Jego wzrok nie zelżał, nawet gdy kobieta się rozpłakała. Dzieci na pewno się tu zaraz pojawią, więc nie miała co płakać. A co do jego obecności, również nie musiała się przejmować. I tak pewnie zniknie za jakiś czas, jak to ma w zwyczaju, więc będzie miała spokój. Bo tego przecież chciała.
    - Nie płacz- powiedział podchodząc do niej i kładąc swoją dłoń na jej ramieniu, a ta zacisnęła się trochę mocniej jakby chcąc dodać jej otuchy.- Może prze teleportowała ich do domu.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  30. - Nie jestem bogiem Febe- powiedział twardo, zaraz ściągając dłoń z jej ramienia. Nie lubił, gdy kobiety płaczą. - Przenoszę się w miejsca, które znam.
    Nie wiedział, czy uważała go za aż tak potężnego. Był silny, to fakt, ale nie miał jakiś boskich mocy, które ona mu przypisywała. Przeteleportuje się w różne miejsca, mógłby nawet wrócić do Niemiec, Polski w której przebywał podczas drugiej wojny. Ale te miejsca musiał pamiętać, a i nie wiadomo czy nagle nie będzie tam autostrada a on wpadnie pod koła samochodu. Miał ograniczenia, po prostu.
    - Chodźmy do Twojego mieszkania...- zaciął się na chwilę, widząc jak Chris nagle się podnosi i wtula w szyję swojej matki z płaczem. - Wszystko w porządku?- spytał jej jeszcze, ale chwilę później wściekła dziewczyna zniknęła wraz ze swoimi dziećmi patrząc złowrogo na parę.
    - Więc nie przeszło jej z nimi nawet po takim czasie...- westchnął ciężko.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  31. Kuro zbyt dobrze znał Mel, by nie wiedzieć o co jej chodzi. Odczytywał jej emocje jak z dłoni, mimo że próbowała je przed nim ukrywać na wiele sposobów, ale teraz nic nie mógł zrobić. Melanie nie była za bardzo zadowolona z faktu widząc co zrobiła Ines, wręcz widział czystą furię przez pewien moment.
    Muszą znaleźć jak najszybciej dzieci.
    - Złap się mnie. Gdzie mieszkasz?- powiedział wkładając dłonie do obszernych kieszeni swoich spodni. Nie miał zamiaru jej dotykać, jeśli ona nie będzie tego chciała. Wogóle nie miał zamiaru jej dotykać. Kiedy to zrobiła, zaraz zmienili otoczenie, pojawiając się w wyznaczonym przez romkę miejscu. - Prowadź.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  32. - Żebyś się nie zdziwiła – uniósł palec ku górze i zaczął nim ostrzegawczo ruszać. – Teraz jestem trzeźwy. Jeszcze nic o mnie nie wiesz – dodał, przechylając głowę w bok. Cóż, gdyby mógł ukazywać jakąkolwiek mimikę pewnie poruszyłby zabawnie brwiami, albo zrobił minę jakiegoś psychola. Niestety zostawała mu tylko żuwaczka, która poruszała się w zasadzie bez jego kontroli.
    - A zdziwisz się, ale wiem – mruknął kontent, popijając whisky. – Rób co chcesz, tylko zachowuj się przy dzieciach, czy coś. Nie wiem, nie umiem dawać rad. No chyba, że zapytasz mnie o najlepszy sposób na zestrzelenie kogoś z odległości stu pięćdziesięciu metrów, co ty na to? - zapytał, wracając na chwilę wzrokiem w jej stronę.
    - Łooo...hola, hola! Nie tak prędko! Już stoję na straży dobra naszej wspaniałej matki! – przyłożył rękę do piersi. Oczywiście miał na myśli swój kraj. Nie raz mu powtarzano, że ojczyzna to matka. Nie bardzo rozumiał dlaczego matka skoro nazywa się OJCZYZNĄ, przecież jak byk na początku stoi ‘’ojciec’, ale nie jemu wnikać w humanistyczne nazewnictwo. – Niestety muszę zawieść żeńską część mortielskich kobiet – dodał, udawając ubolewanie. Kiedy Febe odeszła, dolał sobie alkoholu i powoli popijał. Myśli szybko wróciły mu do ukochanej floty i planów wojennych. Mógłby zainstalować nowe działa z diamentową obudową, tylko o większej średnicy rażenia. Andromeda jeszcze takich nie ma – z tego co wiedział, a większa siła rażenia nigdy nie zaszkodzi. Co prawd najpierw będzie musiał o tym powiadomić kapitan Shepard – a raczej zakomunikować jej, ale to gdy już będą na statku. Na początek przygotuje wszystkie plany. Zobaczy gotowe. Kliknął parę razy na boku okularu i zaraz pojawiły mu się przed okiem różne zakładki. Zręcznym ruchem palca po obudowie wybrał odpowiednie komendy. W tym samym czasie w jego domu w Tyge właśnie zaczęły drukować się dokładne plany statku i działa E145-BFA. Doskonale. Teraz był pewny, że nic nie wypadnie mu z głowy.
    Dopiero po jakimś czasie spojrzał w stronę baru. Zaraz zauważył tego gacha, który wcześniej tak taksował Romkę wzrokiem. Była wyraźnie niezadowolona jego obecnością oraz natarczywością, przynajmniej to wyczytał z jej gestów. Chciał nawet interweniować, ale ona sama wyśmienicie sobie poradziła. Wziął wdech, wytężając słuch – tak musiał tak robić, żeby skupić się na konkretnym zmyśle. Zaraz dotarły do niego słowa tamtego mężczyzny. Momentalnie poczuł, jak nachodzi go ochota na delikatne obicie komuś mordy. Nawet wstał, ale ten został już grzecznie wyprowadzony, tuż po genialnej scence meduzy. Garrus usiadł więc grzecznie na swoim miejscu, dolewając sobie alkoholu. W tej odsłonie nadal wyglądała naprawdę ładnie. Dla niego takie niuanse estetyczne nie robiły problemy – wystarczyło spojrzeć na niego. Tym bardziej, że teraz wyglądala nieco…egzotycznie?
    - Na szczęście opuszcza już ten jakże przyjemny przybytek – dodał, przykładając literatkę do żuchwy. – Swoją drogą, naprawdę nieźle wyglądasz w tej formie, spójrz na tamtego satyra, chyba mu się spodobałaś – powiedział jeszcze, lekkim ruchem głowy wskazując oponenta. Tak, Febe w tym momencie zrobiła wrażenie na wszystkich – dobre wrażenie.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  33. Czekając na otwarcie drzwi przelatywał wzrokiem tu szczegółowo po drzwiach, tu po oknie zaraz obok czy samej budowie ścian nośnych. Gdy w końcu usłyszał otwieranie się drzwi, pokierował wzrok na nie, a następnie na otwierające je kobietę, którą szukał. Od razu szczero lecz drobnie się uśmiechnął.
    - Dobry wieczór. - Pokłonił się lekko ruchem głowy w trakcie przywitania. - Czy mam przyjemność z Panią Febe? - Zwracając się do kobiety cały czas utrzymywał z nią kontakt wzrokowy, spoglądając swoimi jasno fioletowymi oczyma głęboko w jej szmaragdowe, chcąc wyczytać z jej osoby trochę więcej. Jak na kogoś kto przybył w sprawie zabójstwa, nie dawał po sobie poznać żadnych złych intencji. W końcu póki co nie ma zamiaru nikogo atakować, jak na razie.
    - Pracuje Pani w Szmaragdowym Przedszkolu, prawda? Mam bowiem związaną z nim sprawę. - Kontynuując skupione spojrzenie na Romce, złączył dłonie za plecami.

    Dyrus

    OdpowiedzUsuń
  34. - Podrywaczem? Ależ skąd...kobiety nie mają z tym nic wspólnego. Podobno jestem cynicznym sukinsynem, który ma w dupie takt przez co ładuje się w kłopoty, sama zresztą widziałaś. Widziałaś też, w jakim zajebistym stylu to robię - powiedział, chowając ręce do kieszeni. Uśmiechnął się na wieść o tej zniechęcającej liście. Nawet lekko się zaśmiał. Ona chyba nie znała listy jego wszystkich negatywnych cech i rzeczy, które powinien zmienić. O tym powinna porozmawiać z Ninath. Najlepiej przy mocnej kawie i ciastkach - to naprawdę trochę trwa. Uśmiechnął się szarmancko w jej stronę.
    - Jakby mi to przeszkadzało - mruknął. - Chętnie posłucham tych wszystkich wad, a później opowiesz mi o swoich zaletach, najlepiej przy czymś smacznym, może piwo, albo kawa. Co wolisz? - zaproponował, zagradzając jej drogę. Wyciągnął rękę w stronę kobiety, unosząc jedną brew do góry. Może nie wyglądał jakoś urzekająco przez blizny i haczykowaty nos, ale nadal posiadł w sobie jakiś urok - przynajmniej w to wierzył.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  35. –Ja jestem problemem, Panno Febe –odwzajemnił jej ton, uśmiechając się nieco szerzej, ale nadal w tym samym stylu. Naprawdę lubił takie niewinne flirty, zresztą nje tylko flirty, jednak nigdy nie naciskał. Po prostu lubił cieszyć się chwilą spędzoną z piękną kobietą. Ta kobieta była nie dość, że niezwykle atrakcyjna, to jeszcze idealnie potrafiła pociągnąć jego skromną grę. Czego można chcieć więcej? Nie chciał zdominować Romki. Po prostu uznał, iż tak będzie ciekawiej. Nigdy nje zmuszal kobiety do niczego, nawet podczas igraszek nie chciał żeby czuły się przytłoczone. Patrzył, zgadywał czego chciały - nie jego problem, że większość chciała być przez jakiś czas na jego łasce. Cóż, jemu to nie przeszkadzało. Zostawiało raczej miłe wspomnienia.
    Całą "grę" meduzy oglądał z wyraźnym zaciekawieniem, towarzyszył temu wzywający uśmiechem. Nawet cicho mruknął, kiedy otarła się o niego ramieniem. Zaraz ją dogonił. Widok jej oczu ani trochę nie zrobił na nim wrażenia. Zaśmiał się tylko cicho.
    –Moje wyglądają podobnie na co dzień, ale w Twoim wydaniu wyglądają bardziej egzotycznie i pociągająco, a ja myślałem, że to kolej na wady –udał zawiedzionego.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  36. Skrót, który kobieta wybrała tym razem, również miał ją zaprowadzić do niecodziennej atrakcji urozmaicającej zakupy, które tak naprawdę jeszcze się nawet nie zaczęły.

    W cieniu odrapanej ściany, pokrytej mniej lub bardziej wulgarnymi graffiti miejscowych nastolatków rysowała się czyjaś niewyraźna sylwetka. Był to mężczyzna w średnim wieku, nie mający więcej niż 35 lat, choć w rzeczywistości mógł być jeszcze młodszy, gdyż kilkudniowy zarost dodawał mu nieco lat. Na wpół siedział, na wpół leżał na nagim bruku, ciężko opierając głowę o oblepioną resztkami śmieci ścianę kontenera. Nie wyglądał jednak, by wydobywający się z niego smród przeszkadzał mu w jakikolwiek sposób. Wręcz przeciwnie, zdawał się być niezwykle zadowolony z pozycji w jakiej się znalazł. Zimny metal pojemnika dawał mu ulgę i ukojenie w bólu, które od czasu do czasu odciskało swoje piętno na jego przerażająco spokojnej twarzy w postaci grymasu cierpienia.
    Większość ludzi mijała go bez słowa, nie zauważając lub nie chcąc nawet go zauważyć. Trudno im się było dziwić. W takich miejscach i w takim stanie znajdowało się tylko pijanych marynarzy, których obsługa w końcu wyrzuciła z baru lub naćpanych nastolatków, którzy próbowali ukryć swoje uzależnienie przed rodziną. Jego trudno było jednak zaliczyć, do którejś z tych dwóch kategorii. Mimo ciemnych, krótkie włosów pozostających w wiecznym nieładzie i gęstej szczeciny na szczęce nie wyglądał na zaniedbanego. Ubrany był dość schludnie, jakby właśnie wyszedł na chwilę z biura na lunch, by w każdej chwili powrócić do piętrzącego się stosu papierów na biurku. Jego twarz mówiła jednak co innego.
    Szatyn wyglądał na więcej niż zmęczonego. Był blady jak ściana. Jego poszarzała twarz wyglądała jak u trupa i tylko malujące się pod oczami ciemne sińce nadawały jej jakiś kolorów. Nie trudno było znaleźć przyczynę tak tragicznego wyglądu mężczyzny. Biała koszula, którą miał na sobie, z każdą chwilą nabierała coraz ciemniejszego odcienia szkarłatu, wskazując na głęboką ranę. Nos również miał lekko skrzywiony, jakby złamany. Wyglądało na to, że został pobity i to dość dotkliwie, a następnie porzucony przez napastników i skazany na rychłą śmierć na śmietniku. Prawda była jednak nieco bardziej skomplikowana.
    Cassiel usłyszał w oddali czyjeś ciche kroki. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu niedaleko stąd znajdowała się dość ruchliwa ulica pełna straganów, kupców i ich klientów. Wiedział o tym, bo sam przeciskał się przez ten tłum, zanim całkowicie stracił siły i wylądował tutaj. Nie mógł się jednak powstrzymać, by odruchowo nie spojrzeć na zbliżającą się w jego stronę postać. Szybko jednak pożałował i jęknął cicho, kiedy ból przeszył jego ciało. Z powrotem przylgnął policzkiem do chłodnej, metalowej powierzchni i przymknął oczy, ciężko oddychając. Właśnie wtedy przeszłą mu przez głowę myśl, że przyjdzie mu tutaj umrzeć. On, niegdyś wielki Archanioł dokona żywota w jakimś portowym miasteczku, wśród smrodu gnijących śmieci. Przez nikogo nie opłakany. Bezimienny. Samotny. Jak właściwie do tego doszło. Przecież początkowo całkiem nieźle mu szło. Zdobył ubrania i bandaże. Sam opatrzył sobie rany na plecach i o własnych siłach dotarł do miasta. Opatrunki jednak okazały się być niedostatecznie dobrze wykonane, a przebyta droga zbyt długa i ciężka dla rannego anioła, o czym przypominała bezustannie spływająca po plecach ciepła krew i skupiająca się w rowkach brukowanej drogi wokół niego. Tak. W tym momencie chyba rzeczywiście wolał Piekło.

    ||Cassiel||

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie był winny zniknięcia tych dzieci. On tylko do nich podszedł i nic więcej, zagadał do Rahima, chcąc zobaczyć jak dzieci Febe rosną, a dziewczyna od razu teleportowała się z bratem. Nic nie zrobił, nie uderzył jej, nawet krzywo na nich nie spojrzał. Kiedy już się odnajdą, zechce pewnie z nią porozmawiać o jej zachowaniu, w końcu chcąc czy nie chcąc byłą jego córką. Jakiś szacunek powinna mieć. Nie ważne że zniknął, bo dzięki niemu chodzi po tym świecie. Gdy znaleźli się nie daleko domu Febe, ten od razu ruszył w jego stronę, obserwując uważnie wszystko co tu było. Nie podobało mu się to, że dzieci wychowują się w takich warunkach. Gdyby tu był, na pewno na coś takiego by nie pozwolił.
    Wszedł do domu, przy czym wyjął ręce z kieszeni.
    - Garrus?- spytał marszcząc nieprzyjemnie brwi- Powiedz mniej więcej, gdzie to jest. Może znam to miejsce i zaraz tam będziemy- powiedział idąc za nią, bo ta gdzieś pobiegła.

    Kuro.

    OdpowiedzUsuń
  38. Cassiel uniósł powoli ciężkie z wyczerpania powieki, czując na swoim policzku czyjś ciepły dotyk. Z twarzą przy kontenerze nie mógł jednak wyraźnie zobaczyć osoby, która zainteresowała się jego losem. Z wysiłkiem podniósł lekko głowę, chcąc spojrzeć w twarz nieznajomego, szybko jednak tego pożałował. Natychmiast zaczęło mu się kręcić w głowie, a przed oczami zatańczyły tysiące gwiazd. Obraz stawał się coraz bardziej zniekształcony i zamazany, jakby patrzył na świat przez grubą taflę lodu. Wszystko zlewało się w jeden ciemny kształt rysujący się tuż przed jego twarzą, który z każdą chwilą rósł i rósł, zajmując całe jego pole widzenia. Z powrotem zamknął oczy, próbując odegnać od siebie tą ciemność. Jednak zamiast tego, miał wrażenie, jakby ten mrok pochłaniał go coraz bardziej, podczas, gdy on sam odpływa i spada prosto w jej otchłań.
    W tym samym momencie ktoś delikatnie położyć dłoń na jego czole i zapytał o coś cicho. Ten jeden gest wydobył go z powrotem na powierzchnię. Nie zrozumiał jednak o co chodzi. Słowa, tak samo jak obraz zaczęły mu się zlewać w jedną całość. Stały się nieustającym szumem i dzwonieniem w uszach, które było coraz cichsze i mniej wyraźne, tak jakby oddalał się od ich źródła. Słyszał kolejne zdania, a raczej rzucane przez kogoś komendy i instrukcje. Nic jednak tak naprawdę do niego nie docierało. Nic poza bólem, który wstrząsnął całym jego ciałem.
    Cassiel jęknął cicho, kiedy jego tajemniczy wybawca próbował go podnieść. Nie stawiał oporu, ani nie walczył. Nie miał nawet na to siły. Wiedział, że ktoś chce mu pomóc. On też tego chciał, starając się ułatwić mu zadania. Nogi jednak jakoś nie chciały go za bardzo słuchać. Co prawda udało mu się zrobić kilka stabilnych kroków. Przez większość jednak czasu jedynie powłóczył nogami i chwiał się niebezpiecznie. Upadłby, gdyby nie pewne ramiona, asekurujące go przez cały czas. Gdyby jeszcze nie ten paraliżujący go ból. Zacisnął jednak zęby i dzielnie milczał przez całą drogę.
    Na pierwszy dłuższy jęk pozwolił sobie dopiero na miejscu. Było to jednak bardziej westchnienie ulgi, niż odgłos cierpienia. Dlatego też nie próbował się wyrwać, gdy ktoś ujął pewnie jego twarz i zmusił do otworzenia oczu. Nie mógł jej odmówić. Miała tak ciepły, kojący głos, pełen współczucia i troski. Nie mógł jej zawieźć. Już wystarczająco dużo sprawił się problemów. Lekko uchylił powieki i spojrzał na swoją wybawicielkę mętnym, zaszklonym wzrokiem oczu o głębokiej barwie czystego błękitu.
    Pierwszą rzeczą, którą zobaczył były duże, intensywnie zielone, kocie oczy, przypominające pierwsze, wiosenne liście na drzewach. Oczy patrzące na niego z niezwykłą czułością. Określenie, że oczy są zwierciadłem duszy nie wzięło się znikąd. Cassiel, tak jak wszystkie anioły, potrafił z nich wyczytać całą prawdę o człowieku, zajrzeć do jego najciemniejszych zakamarków i odkryć każdy brud. A ona była czysta jak łza. Jej dusza była piękna, choć smutna.
    Dopiero po chwili oderwał, by lepiej móc się przyjrzeć jej materialnej powłoce. Wydawała mu się być ładna. O ciemnej karnacji i delikatnych rysach. Na ziemi mogła być uznawana nawet za piękną, a w jego sytuacji wręcz anielsko piękno. Cassiel nie miał jednak poczucia estetyki żyjących tutaj istot, a samo określenie „anielsko piękna” było dla niego tylko głupim frazesem. Codziennie oglądał oblicza aniołów i wiedział, że nic w wszechświecie nie może się równać z ich urodą ich czystego światła.
    - Tak. – odezwał się w końcu cicho, nie chcąc by dłużej trwała w tej niepewności. Miał głęboki głos o zaskakująco uspokajającej barwie. Niestety dość mocno zniekształcony przez chrypę, co odkrył z niejakim niesmakiem. Chcąc jakoś nadrobić, uśmiechnął się do niej delikatnie, z wysiłkiem, ale szczerze – Chyba się wykrwawiam.

    ||Cassiel||

    OdpowiedzUsuń
  39. –Taką rozgrzewkę to mogę mieć codziennie - mruknął pod nosem, a przynajmniej udawał, że było to pod nosem. Zdecydowanie to będzie dobra zabawa. Ponownie schował ręce do kieszeni, kiedy zignorowała jego gest i z uwagą przyglądał się jej ruchom. Nie czuł jeszcze żadnej zobowiązującej więzi, więc nje czuł się czymkolwiek przytłoczony. Cóż, to co opowiadała było nieco zaskakujące. Wąż jakoś mu nje pasował do typu urody kobiety –nie wyglądała na Greczke, a nimi kojarzyły mu się meduzu. Poza tym nie zrobiło to na nim większego wrażenja. Uśmiechnął się tylko pobłazająco. Cyganka? Ha! On sam nje miał własnej ojczyzny. Był niewolnikiem. Wzmianka o tańcu mu się spodobała. Chętnie by to zobaczył. Cały czas był nie wzruszony. Dopóki nie wspomniała o byciu matką. To było faktycznie coś. Nawet na nią nie wyglądała. Jednak widział na czym polega gra, więc zaraz na jego twarz wrócił zadziorny uśmiech. Objął ją w pasie, ciągnąc do siebie. Sam oparł się o ścianę.
    –A ja jestem cynicznym sukinsynem. Dużo klnę, nje mam własnego domu, mieszkam w Gildii i nje zapowiada się, abym chciał zmieniać lokum, moje blizny krwawia, zostałem stworzony z myślą o zabijaniu takich jak Ty, nie jestem mistrzem tatktu, lubię naprawdę mocny alkohol i jestem chamski. Kto jest gorszy, hm? - zapytał z cynicznym wyrazem twarzy, lekko przesuwając swoją twarz do kobiety i



    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  40. - Oj, to nie brzmiało zbyt groźnie – zaśmiał się na jej uwagę. – Bardziej jakbyś chciała go bliżej poznać – zauważył żartobliwie. Zdziwił się nieco, kiedy Febe nalała sobie jego alkoholu. Whiskey bez żadnych dodatków potrafiła być naprawdę mocna, nawet dla wprawionych graczy. No ale przecież nie wyrwie jej szklanki z ręki, tym bardziej, że przyszła tutaj co nieco zaszaleć. Najwyżej będzie nieco bardziej zabawnie niż oboje to przewidywali.
    - Tylko nie za często, dopóki dzieci nie podrosną. W tak młodym wieku nie powinny odwiedzać pubów, jeszcze za bardzo im się spodoba – odpowiedział, kończąc swoją literatkę. Następnie spojrzał na butelkę z alkoholem. Była już prawie pusta, a on nie czuł większej różnicy. Cóż, na to pozwolić sobie nie mógł. Chciał się napić, a nie zwilżyć gardło. Uniósł rękę do góry, aby przywołać kelnera. Zamówił kolejną butelkę whisky oraz wodę z cytryną na koniec – tak na wszelki wypadek.
    - O, już ma adoratora – zaśmiał się, nalewając sobie ostatnią porcję w butelki. – Tylko mnie teraz nie wystaw, bo się obrażę i nici z wujkowania – dodał lekko pretensjonalnym tonem. Oczywiście wszystko było w formie żartu. Sam zaśmiał się lekko po chwili, po czym napił się alkoholu. – I lepiej nikogo nie szukaj, nie dzisiaj. Poczuję się skrzywdzony – zakończy swój wywód, dotykając ręką piersi, jakby właśnie ktoś mu wyrywał serce. Cóż, alkohol na ten czas zdecydowanie poprawił mu humor. Tyle dobrego, ale wciąż chciał się lekko upić.
    - Nie czaję, spokojnie. Ale mogłaś grzecznie poprosić – odgryzł się.
    - Dlatego tak mnie plecy pewnie bolą, wiesz upadek na asfalt i w ogóle. Musiałem być nieźle nabąblowany, że nie pamiętam. Takie rzeczy powinny zapadać w pamięć, nie sądzisz? – udał zamyślonego. Dokończył swoją whiskey i akurat przyszedł kelner z nową butelką. Rychło w czas!
    - Chętnie popatrzę – odpowiedział, kiedy powiedziała mu o tańcu. – Nie znam się, ale ocenię – dodał, rozkładając się wygodniej na kanapie.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  41. Czuł lekkie podniecenie jakie w niej wywołał. Jej zapach nieco się zmienił, źrenice też delikatnie się rozszerzyły, a on potrafił to zauważyć – jako jeden z niewielu. Nie każda rasa w końcu potrafiła dopatrzeć się podobnych szczegółów. Uśmiechnął się z tego powodu zadziornie. Nie narzekałby gdyby do czegoś doszło, jednak nie nastawiał się na ten czas na żadną zobowiązującą relację, więc wolał się trochę powstrzymywać. Trochę. Czekał na odpowiedź Romki, czując jak jego męskie ego rośnie, na widok jej lekko speszonej twarzy. Podobała mu się ta gra, zwłaszcza wpływ jaki na nią miał. Rzadko szło mu tak dobrze z kobietami. Zazwyczaj dłużej szukał wspólnego języka, a podchody nie były aż tak przyjemne.
    - Nikt? – zapytał lekko ochrypłym głosem. To brzmiało naprawdę dobrze, przyjemnie. Jej słowa były naprawdę…budujące, chociaż zdecydowanie nie pasowały do małej, niewinnej gry, w którą grali. No trudno. Czymś takim mogła ją zmienić. Dała mu coś na podobieństwo utwierdzenia się w tym, iż jest wolną istotą – równą każdemu innemu w Mortiel. Czasami dobrze było mu o tym przypomnień, zwłaszcza, że niektórzy chcieli udowodnić okhotnikowi, że jest inaczej.
    - Pewnie masz rację – westchnął, w momencie gdy dotknęła jego torsu. Poczuł delikatne ciepło, niestety na bardzo krótką chwilę. Zdążył zapamiętać to uczucie. Zapisał je w sobie. Wypuścił powietrze z ust, kiedy się odsunęła. W tym geście dało się wyczuć nutkę niezadowolenia, ale bardzo delikatną. Nie oczekiwał zbyt wiele w pierwszych minutach znajmości. Tym bardziej, iż prawdopodobnie była samotną matką, a więc zapewne oszukaną przez innego mężczyznę – wywnioskował to po wzmiance o macierzyństwie. Takie kobiety miały spory uraz do innych facetów, więc powinien się cieszyć, że w ogóle z nim flirtuje. Zaraz uśmiechnął się zadziornie. Założył ręce za kark, lekko mrużąc oczy.
    - Czasami mi wychodzi, jestem dumny, że przy takiej pięknej kobiecie – odpowiedział zadowolony. – Niczego nie robię specjalnie – dodał, odsuwając się od ściany. Nie zmniejszył ich dystansu. Przeszedł na drugą stronę, aby jej nie zrazić.
    - Ty wybieraj, bo mnie oskarżysz jeszcze o próbę spicia Cię. Wybiorę alkohol. Mocny alkohol – zaśmiał się.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  42. - A czy ja mówię o swoich zaletach? - zapytał, kłaniając w pasie w stronę Romki. Wyprostował się po krótkiej chwili, prezentując jej swój wyzywający uśmiech. Trzymanie dystansu nie sprawiało mu większych problemów. Nawet nie przypuszczał, że samymi słowami można się tak dobrze bawić. Cóż, w dobrym towarzystwie wszystko wypada lepiej, prawda? Zaśmiał się w myślach. Schował ręce do kieszeni spodni, przechylając lekko głowę do tyłu. Spojrzał na przejrzyste, błękitne niebo. Nico za wcześnie żeby upić się do nieprzytomności. Pora była idealna na jedno, może dwa piwa. Zaraz wrócił wzrokiem do kobiety. Zdecydowanie wolałby się przy niej za bardzo nie schlać. Jeszcze uznałaby go za zboczonego wariata, a tego nie chcieli.
    - Oskarżyć bez wyroku sądu zawsze mnie Panienka może - zauważył. Ugiął lekko kolana, jakby przed chwilą wypowiedział najlepszą ripostę na świecie. Oczywiście tak nie było - i on o tym wiedział. Na dalsze słowa kobiety zareagował delikatną zmianą mimiki. Jego uśmiech stał się bardziej przyjazny, spokojniejszy, mniej wyzywający. Te gry, które proponowała brzmiały... cóż, bardzo przyjemnie oraz kusząco. Przystałby na nie z wielką chęcią.
    - Chętnie doczekam tej chwili - szepnął jedynie w odpowiedzi, racząc ją zalotnym spojrzeniem.
    - Preferuję naprawdę sporo alkoholi, ale o tej godzinie nie wypada Cię z każdym zapoznać - zauważył, stając na prostych nogach. Przeszedł parę kroku do tyłu, nie spuszczając z niej wzroku. W ten sposób kierował się ku wyjściu z uliczki. - Dlatego zaproponuję piwo, albo słabego drinka, co wolisz - dodał. Oczywiście on zostanie przy piwie. Drinki były dla niego zdecydowanie zbyt kobiece. Delikatne, ładne - mógł patrzeć jak Febe sączy drinka, ale sam by się go nie napił. Czułby się taki...niemęski.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  43. Kuro od dawna już nie wychodził z domu, właściwie to od czasu, gdy nie wyprowadził z baru pewnej cudnej blondynki, która później okazała się chłopcem. Może trochę się zraził. Dziś jednak wyszedł, bo przez ostatnie tygodnie jego mały biznes kręcił się o wiele lepiej a zarobione chciał wydać na jedno- alkohol. Dlatego też ruszył od razu do jednego z największych barów w mieście, by tam właśnie wydać pieniądze na najlepszy alkohol jaki mieli dostępny. Przynajmniej taki miał, bo gdy tylko wszedł do baru i zauważył cyganicę w towarzystwie jakiegoś faceta, nie mógł uwierzyć. Spojrzał wpierw na jej ubranie i brudne, bose stopy krzywiąc się przy tym nieprzyjemnie. Nigdy nie zrozumie dlaczego nie nosiła butów, przecież tym samym raniła swoje stopy, a do tego ta biała koszulka, która więcej odkrywała niż zakrywała. Podszedł do ich stolika zakładając ręce na piersiach.
    - A Ty nie powinnaś być w domu z dziećmi?- spytał mierząc ją wzrokiem- Czy już nie możesz wytrzymać, żeby nie rozkładać każdemu nóg?- uniósł jedną brew ku górze. Nie mógł w nią uwierzyć, zamiast grać matkę, zajmować się pociechami, ona szlajała się z byle kim po barach.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  44. Wściekłość w oczach Kuro była aż namacalna. Gdy tylko stanęła przed nim, po czym ominęła go jak gdyby nigdy nic od razu chwycił ją mocno za ramię, nawet nie przejmując się swoją nadludzką siłą. Po czym bez większych rozmów przerzucił ją sobie przez ramię klnąc głośno w dziwnym języku. Złapał ją mocniej za ciało, by mu się nie wyślizgnęła i nic nie mówiąc, po prostu przeteleportował się z baru w jedną z bocznych uliczek, a tam przyparł ją mocniej do muru.
    - Co ty odpierdalasz?- warknął przyciskając ją do brudnej ściany, patrząc na nią roziskrzonymi tęczówkami.- Nadal masz mi za złe to, że zniknąłem przez mój stan?- uderzył mocno o ścianę obok jej głowy. Po jego pięści pozostała dość spora pajęczynka, ale nie dotknął samej kobiety wcale.- Powinnaś zajmować się dziećmi, nie szlajać się po barach i udawać nastolatkę. Poza ty, spójrz jak wyglądasz?- tą samą dłonią którą trafił w ścianę dotknął jej białej bluzki odkrywając prawie całkowicie jej piersi.- Zacznij ubierać się na swój wiek, bo teraz wyglądasz jak tania dziwka.
    Wziął głębsze oddechy, czując że zaraz może całkowicie wybuchnąć. A tego nie chciał, mimo wszystko nie chciał zrobić jej krzywdy, choć w tym momencie brzydził się nią jak nikim innym wcześniej. Mógł dać jej nawet własną skórę, by tylko się okryła.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  45. - Na jedną właśnie patrzę- odparł pewny siebie, nawet nie zwracając uwagi na to, że przez chwilę miała cycki na wierzchu. Nie interesowało go to, nie interesowało go jej ciało, bo mogła biegać nawet nago, a jemu nie robiło to żadnej różnicy. Zachowywała i wyglądała jak łatwa kurwa, więc dlaczego by jej tak nie traktować? Poza tym, ktoś z boku musiał zwrócić na to uwagę, bo reszta rozochoconych mężczyzn jedynie patrzy, bo ten stan rzeczy im się podoba. Jego brzydził i nawet nie miała pojęcia jak bardzo.- I proszę Cię bardzo ale dzieci wtedy idą ze mną. Nie będzie wychowywała ich jakaś głupia cyganica- złapał za jej podbrudek- I jestem dorosły, w przeciwieństwie do Ciebie, bo nadal zachowujesz się jak nastolatka. Rozochocona, głupia, łatwowierna- zaczął wymieniać ściskając jej podbródek coraz mocniej, wcale nie kontrolując już swojego ciała i zachowania.
    - I już wróciłem, więc wracaj do domu i zajmuj się tymi bachorami. Inaczej uwierz, że więcej ich nie spotkasz.

    kuro

    OdpowiedzUsuń
  46. Ruszył za nią nie pozwalając jej od siebie uciec. Wszystkie jej obelgi przyjmował do siebie bez piśnięcia słowem, udało mu się uspokoić burzę w jego umyśle i nagłą chęć pokazania jej, kto tu tak naprawdę rządzi. Złapał ją za nadgarstek szybko przypominając sobie wygląd jej domu, po czym bez słów ich tam przeteleportował. Musiał zadbać o to, by jego dzieci nie musiały siedzieć z obcą babą, skoro miały matkę.
    - Zdejmuj to co masz na sobie- odparł zacięcie, nie zwracając uwagi na to jak mogło to zabrzmieć.- Natychmiast ubierz się jak matka, bo może jesteś kobietą ale przede wszystkim masz dzieci. A nie w smak im oglądać twoje obwisłe cycki.
    Założył ręce na piersiach patrząc na nią wyczekująco.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  47. - To nie jest dziecinada, nie mówię o tym byś nosiła pierdolone golfy. Po prostu nie odkrywaj tyle ciała. Myślisz, że przez to jacy faceci do Ciebie lgną?- złamał ją za ramię, ściskając ją mocniej i przyciągając w swoją stronę. Ale nie tak, by ich ciała się stykały- Widzą w Tobie przygodę, panienkę na jedną noc, która chętnie im zatańczy by później rozłożyć nogi czy dać dupy w łazience. Tak jak w moim przypadku- przyznał się w końcu. Dłużej nie mógł tego ukrywać.
    - Gdyby nie to, że zaszłaś w ciąże, byłabyś dla mnie nikim. Nie dorównujesz innym do pięt, bo co taka pierdolona rasa może wiedzieć o miłości?- zmarszczył brwi.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  48. [Dziękuję za miłe przywitanie c: Ten pomysł, że mieli kiedyś ze sobą styczność jest bardzo dobry. Nawet, jeśli nie była to większa znajomość, to mojego mogłaby kojarzyć choćby po krzywym jestestwie, heh. Można to wykorzystać w wątku, który bym zaproponowała, ale mi trochę wstyd, bo mam pustkę w głowie, jakby mogło ich wyglądać ponowne (?) spotkanie ;; ]

    Zewłok

    OdpowiedzUsuń
  49. - A Ty moim. Ty i te Twoje bachory, których nie chcę widzieć na oczy- warknął w jej stronę- Świat nie kręci się wokół Ciebie, zauważyłaś idiotko?- pchnął ją mocno patrząc na nią tak, jakby zaraz mógł rozerwać jej gardło.- Nie chce tylko by te bachory wyrosły na kogoś takiego jak Ty, brzydze się Tobą, Twojej rasy, pierdolonych umiejętności. I tych brudnych, gołych stóp!- teraz już krzyczał, po czym podszedł do niej i z całej swojej siły uderzył ją w twarz, a kobieta upadła na ziemię. Miał nadludzką siłę, ale nie obchodziło go to w tym momencie, mógł jej nawet skręcić kark.
    - I wiem więcej o miłości niż Ty, mogłaby to powiedzieć każda moja kobieta do której coś czułem.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  50. - Nie mówię, że mówisz, ale możliwe, że narzekasz za to, że mówię to czego mówię - powiedział. Sam w zasadzie nie rozumiał sensu zdania, ale wydawało mu się dobrą grą słów. Szedł w stronę ulicy, rozmyślając...w zasadzie o wszystkim. Jego myśli skupiały się głównie wokół kobiety, ale czasem odbiegały od niej w stronę Gildii, czy uroków Salree, miasto było naprawdę piękne i nawet ktoś taki jak Yensen musiał to docenić. Wyprowadził Febe z uliczki, zabierając na jedną z kolorowych kamienic. Podał jej nawet ramię, udając nie wiadomo jakiego gentelmena. Tak naprawdę w ogóle nie znał się na żadnych konwenansach, zasadach kultury. Po prostu czasami o nich słyszał, a innym razem starał się zasłyszane informacje umiejętnie wykorzystać w praktyce.
    - Łowca powinien umieć czekać cierpliwie na zwierzynę, potrafię to. Możliwe, że jest gorzej z kobiety. Niektóre są zbyt piękne żeby czekać grzecznie w krzaczkach, aż któraś łaskawie podejdzie - zażartował, chowając jedną rękę do kieszeni.
    Wcześniej przyglądał się tanecznym krokom Romki i musiał przyznać, iż widok był co najmniej zachęcający do obejrzenia dalszej części. Miał cichą nadzieję, że taka okazja w końcu nastąpi.
    - Cieszę się, że moje towarzystwo tak kusi - mruknął, uśmiechając się wyzywająco. Już nie mógł się doczekać tego drinka. Szli przez kilkanaście minut, które brunetowi upłynęły stosunkowo szybko. No ale w dobrym towarzystwie czas leci o wiele, wiele szybciej niż ktoś by chciał. Otworzył jej drzwi przed wejściem do pubu. Nie była to najlepsza knajpa w mieście, jednakowoż też i nie najgorsza, raczej przeciętna - za to alkohol był tutaj naprawdę dobry.
    - Jakieś konkretne życzenia co do drinków? - zapytał, rozglądając się za wolnym stolikiem. Był jeden dwuosobowy tuż przy różnych starych, oprawionych rycinach. Zaprowadził tam koleżankę.
    - Daj mi moment, zaraz nam zamówię alkohol, może jakąś przekąskę i wrócę - zakomunikował, po czym się oddalił do baru.


    Yensen :3

    OdpowiedzUsuń
  51. - Jest grzeczne, dopóki żadna zwierzyna nie podejdzie zbyt blisko - skwitował z pewnym siebie uśmieszkiem.
    Wysłuchał zamówienia kobiety, po czym kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Coś delikatnego, owocowego. Cóż, Febe będzie zdana na gusto kelnera. Yensen znał się na drinkach równie dobrze co na balecie. No trudno. Postara się zamówić coś przyzwoitego, w końcu barmani byli raczej pomocni niż marudni - zarabiali przecież na tym zamówionym alkoholu. Podszedł do baru spokojnym krokiem. Oparł się o blat, czekając aż obsługujący zachce przyjąć jego zamówienie.
    - Czego Pan sobie życzy? - usłyszał po krótszej chwili, w której zdążył przejrzeć szybko spis alkoholi. Swojego wyboru był pewien.
    - Ciemne, zimne piwo - zaczął wskazując kątem oka beczkę z emblematem znanej mortielskiej marki chmielowego trunku. - I jakiegoś drinka, owocowego, nie zbyt mocnego. Może Pan coś polecić? - dodał zaraz, unosząc jedną rękę do góry, jakby chciał za moment wytłumaczyć swoje niezdecydowanie, jednak jak na bruneta przypadło po prostu uniósł rękę, któremu towarzyszył jeden z tych jego uśmiechów. Mężczyzna za barem popatrzył pobłażliwie na okhotnika, kiwając głową. Nie trudno było się domyślić, że często miał podobnie niedoświadczonych klientów.
    - Przyszedł Pan z koleżanką żeby pogawędzić, czy szybko się napić i... - zaczął, opierając się łokciami o blat. Yensen zmarszczył brwi. Nie jego sprawa, ale że ma przyzwoite plany to może mu nawet łaskawie odpowiedzieć.
    - Po prostu posiedzieć - urwał, zanim tamten w ogóle dokończył zdanie. Barman uśmiechnął się nieco szerzej, wyjmując fantazyjną szklankę.
    - W takim razie Peach Daiquiri będzie doskonałym wyborem - duży, dość słaby i naprawdę smaczny - powiedział, po czym odwórócił się, aby wziąć potrzebne alkohole do drinka. Zaraz wziął się za przygotowania. - Do tego jakaś przekąska? - zapytał, kończąc trunek. Położył go na stalowej tacy.
    - Coś dobrego, obojętnie - brunet mruknął, przyglądając się pomarańczowemu napojowi. Brakowało mu palemki, o której mówiła. Zamiast tego był kwiat wanilii tuż obok wbitego kawałka brzoskwini, no i oczywiście czarna słomka. Barman podał jeszcze kufel ciemnego piwa dla mężczyzny, a także jakąś przekąskę. Pachniała serem, pieczarkami oraz mięsem. W zasadzie Yensen liczył na coś słodkiego, ale przekąska danie wyglądało dość...dobrze. Na pieczarce było mięso, na którym rozpływał się żółty ser. Okhotnik zapłacił od razu za zamówienie, następnie wrócił do stolika. Usiadł naprzeciwko kobiety, kładąc tackę na stole. Spojrzał w międzyczasie na ryciny. Część kojarzył. Stare miasta i świątynie nieludzi, z czasów zanim Ci normalni zaczęli kontrolować świat. Pochodziły z czasów średniowiecza, a więc pewnie pub należał do jakiegoś archeologa...
    Zaraz jednak wrócił wzrokiem do Romki. Uśmiechnął się w jej stronę.
    - Wiem tylko, że piwo jest tutaj zajebiste. Drink i te...mięsne grzybki to dla mnie nowość. Twój nazywa się Peach Daiquara, czy jakoś tak. Podobno jest dość smaczny - oczywiście pomylił nazwę, bo nawet nie słuchał specjalnie przy tłumaczeniu barmana. Po prostu miał być smaczny i na to liczył.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  52. - Co? Nie, nie! Nic się w nim nie stało. - Zaśmiał się drapiąc się lewą dłonią po tyle głowy, widząc impulsywną reakcje Romki na wzmiankę o przedszkolu. W końcu powiedział że przyszedł tylko z związaną z nim sprawą, a nie by powiedzieć że została na nie zrzucona atomówka, bo to raczej byłoby słychać.
    - Przyszedłem by wypytać o nie odrobinę, bo byłbym zainteresowany zapisaniem córki. Może zadzwonienie było by łatwiejsze, ale jestem odrobinę staromodny i preferuje bezpośrednie odwiedziny. - Wyjaśnił, przed tym opuszczając dłoń którą następną schował w kieszeni. - Oczywiście jeśli mogę zająć chwilę, nie chcę się narzucać. - Dodał jeszcze z przyjaznym uśmiechem, przez który było widać jedną czy dwie zmarszczki które zaczęły mu dokuczać.

    Dyrus

    OdpowiedzUsuń
  53. Pierwsze co zrobił po tym jak usiadł na swoim miejscu, było upicie soczystego łyka piwa. Następnie westchnął zadowolony, odkładając kufel na stół. Właśnie wtedy kobieta zwinęła mu go sprzed nosa, na co zareagował lekkim zdziwieniem. Panie zazwyczaj nie piły piwa – tak, wiedział, że to stereotyp, ale kiedy już zażyczyła sobie drinka był pewien, iż jednak Febe jego piwa nie ruszy. Teraz jest biedniejszy o jeden łyk. Wielka szkoda. Nazwą drinka się nie przejął, ale mimo wszystko zapisał sobie w pamięci poprawną wymowę Peach Daiquiri, tak na wszelki wypadek, gdyby musiał następnym razem coś zamawiać.
    - W tym momencie zwątpiłem – mruknął, opierając się łokciem o blat. Uśmiechnął się zaczepnie w jej stronę. – Skoro wolisz słodki smak to pij drinka – dodał puszczając oczko. Osobiście o wiele bardziej wolał gorzkie piwo; słodkości odkładał na inne przyjemności. Sam zaraz wziął jedną pieczarkę i zjadł praktycznie za jednym kęsem. Było naprawdę dobre, nawet się tego specjalnie nie spodziewał. Potrawa nie wyglądała aż tak dobrze jak smakowała, przynajmniej według niego. Cóż, nawet żarcie sugeruje, żeby nie oceniać po pozorach.
    - Spokojnie, barmanowi płacą za ładne ozdabianie i wypite drinki pięknych pań, jeśli nie wypijesz zarobi tylko połowę. Chyba mu tego nie zrobisz, hm? – zażartował, odwzajemniając zalotny uśmiech. Co prawda jego nie wyglądał uroczo. Może przystojnie, ale tylko dla niektórych kobiet, jego haczykowaty nos oraz szpetne blizny mimo wszystko robiły swoje.
    - Hmm… - zastanowił się przez chwilę, szukając swoich zalet. Tak, to zdecydowanie było trudne zadanie. Był cyniczny, wredny, egoistyczny, istny przykład dobrego człowieka. Musiał naprawdę się skupić, aby znaleźć cos czym nie było wstyd się pochwalić. W końcu jednak udało się. – Jestem niezwykle uroczy i czarujący, a po pijaku nie lada ze mnie aktor – powiedział, zbliżając lekko swoją twarz do swojej towarzyszki.
    - Jestem jednak pewien, że to Panienka będzie miała o wiele więcej do powiedzenia o sobie w tejże kwestii, niż ja – dodał, unosząc kącik ust nieco wyżej.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  54. [Chodź pomysł trzeci i czwarty kusił, to jednak ten pierwszy mnie kupił całkowicie. Pozwól zatem, że zacznę c: ]

    Możliwe, że to było po prostu desperacją, a nie myśl stworzoną przez zdrowy rozsądek, ale dla Zewłoka uchodziła za pomysł, wręcz genialny. Nawet specjalnie wyciągnął z szafy swój najlepszy płaszcz, wypastował lakierki i zacerował dziury w skarpetkach. Zadbał też, aby rogi lśniły bardziej niż zazwyczaj, a pazury nie wyglądały, jak ostrza zużytego sekatora. Tak mlaskał i cmokał nad swoją osobą, aż z przekonaniem można powiedzieć, że nie wystroiłby się tak nawet na własny pogrzeb. A pomyśleć, że to tylko po to, aby pierwsze wrażenie wywrzeć pozytywne. Niejednokrotnie nazwano go łachudrą czy innym obdartusem, na co tym razem pod żadnym pozorem nie może sobie pozwolić. Nie tyle, ile honor mu na to nie pozwalał, ale coraz bardziej kurczące się zasoby finansowe.
    Uzbrojony w determinacje i niespotykanie dobre myśli opuścił wynajmowaną sutenere, wpakował się w podmiejski bus i przejechał kawałek miasta. Pozytywne nastawienie nie opuszczało go nawet po wyjściu z pojazdu komunikacji ani podczas spaceru uliczkami osiedla. Dopiero coś zaczęło się w nim kruszyć, gdy stanął przed celem. Zatrzymał się przed ogrodzeniem i zaczął przyglądać się domowi, a także otaczającym go ogrodowi. Następnie obrócił się, aby zlustrować okolicę. Wszystko wydawało mu się być takie zadbane, miłe dla oka i na swój sposób urocze. Myśl ta jednak zamiast przynieś więcej pozytywnej energii, sprawiła, że Zewłok poczuł, jak oblewa go zimny pot. Nagle dopadł go coś w rodzaju strachu, zmieszanego z zażenowaniem względem własnej osoby. Po prostu zrozumiał, że tu nie pasuje.
    Gdy zobaczył tę ofertę pracy w gazecie, całkiem zgłupiał. Durno napalił się, że to może będzie to - robota w jego miewaniu idealna. Od zawsze uwielbiał dzieci. Kojarzyły mu się z radością, taką niewinnością i słońcem, podczas gdy mu zawsze towarzyszył mrok. Jednak pomyśleć, że on mógł z nimi pracować? On? Kpina!
    Wstyd wprawdzie kazał mu w tej chwili zawrócić i odejść, jak najdalej, jednak jakaś iskierka nadziei ciągle go tu trzymała. Niby mógł spróbować, a kto wie, może by coś z tego wyszło. Naprawdę chciał, ale nie mógł się przemóc. I tak dreptał w miejscu, to odchodząc kawałek, to znów wracając, tak w kółko nie potrafiąc się zdecydować.

    Zewłok

    OdpowiedzUsuń
  55. - Podpuść mnie jeszcze bardziej, a sama będziesz chciała znaleźć grób mi, a później sobie, ze wstydu – powiedział jakże dumnym tonem. Dawno nie był aż tak rozbawiony. Gierki słowne ze Stanley’em były niezastąpione, ale po czasie robiły si nieco oklepane; w końcu ile można śmiać się z jednej osoby? Wreszcie nadchodzi taka chwila, że nic nowego nie możesz wymyślić, a powtarzanie tych samych żartów…cóż, to zdecydowanie jest naprawdę nudne. Właśnie dlatego był wdzięczny w duchu za towarzystwo Febe, była dla niego jak tama świeża bryza.
    - Mam nadzieję, że nie za szybko. Miło tutaj, ale nawet tolerancyjny podrywacz to nadal podrywacz. Trzymaj ją z dala od takich miejsc nawet po osiemnastce, no chyba, że sama będzie umiała odróżnić bez problemu jakiegoś alvaro od porządnego gościa – odpowiedział, biorąc do ręki szklankę z whisky, którą jakiś czas temu odstawił. Wyobraził sobie małą Ines, która stała na stole i zagadywała po kolei każdego popijając przy okazji sok pomarańczowy w fantazyjnej szklance. Tak, to był zabawny widok, ale lepiej go nie urzeczywistniać. - Ines wcześniej zainteresujemy karabinami maszynowymi, jak podejdzie do niej jakiś facet to go najwyżej rozstrzela – wzruszył ramionami. Po części cieszył się, iż jego takie problemy z dziećmi nie dotyczyły. Jedno wielkie urwanie głowy, poza tym ze swoją pracą nie miałby w ogóle dla nich czasu. – Rahim z kolei będzie łamał kobiece serca. Też nie za ciekawa opcja, tak sądzę. Wiele przyjdzie na skargę. Współczuję Ci. Masz zbyt wspaniałe dzieci – westchnął, dotykając dłonią piersi.
    - Czuję się trochę bezpieczniej. Oh, Ines jest moim wiernym obrońcą – zaśmiał się.
    - Może to jakaś obrona, nie wiem, może uważasz, że piję za dużo! – stanął w obronie kobiety, która sama się oskarżyła. Odczekał chwilę, wpatrując się z przejęciem w prawie pustą butelkę whisky – ale chyba zamówię jeszcze jedną. Tylko nie oceniaj. To nie jest alkoholizm, jeszcze – dodał, podnosząc rękę, aby przywołać kelnera. Szybko domówili jeszcze to na co mieli ochotę.
    - Za drugą kolejkę ja płacę – dodał po fakcie. Nie chciał nawet słyszeć sprzeciwu. Był pewien, że zarabia od niej więcej, a whisky nie należała do tanich trunków.
    - Możliwe, je nie będę teraz nad tym rozmyślał, mózg też mnie boli - jęknął, udając niesamowicie obolałego.
    - Nie ma mowy. Małe dzieci tańczą lepiej ode mnie – stwierdził, po czym opróżnił swoją szklaneczkę z alkoholem.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  56. Pogardę w oczach to miał on, gdy oglądał to beznadziejne przedstawienie z meduzą w roli głównej. Nic nie zrobiły na nim ani jej pazury, ani zęby na których widok jedynie prychnął. Czuł się zażenowany tą całą sytuacją, jej pokazem siły, której tak naprawdę nie miała i jedyne co robił, to stał z dłońmi w kieszeniach obserwując jak robi z siebie pokrakę.
    - Jesteś żałosna- stwierdził patrząc na jej córkę. Dopiero Yumi zwrócił u niego o wiele większą uwagę. Przykucnął szybko wyciągając do niego swoje ręce, by móc go przytulić. I tak też zrobił, kiedy jego synek wtulił się w jego ramiona nie zwracając uwagi na poszkodowaną kobietę. W końcu to był jego ukochany ojciec i nie ważne co zrobił, zawsze będzie ważniejszy od innych.
    - Tęskniłem- przyznał cicho Kuro gładząc synka po plecach, które poruszyły się pod wpływem szlochu.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  57. Cieszył się, że drink smakował kobiecie. Barman dobrze wykonał robotę, a Yensen dobrze wydał pieniądze; poza tym rozmowy przy alkoholu upływają tak samo jak smak trunku – im smaczniejszy, tym przyjemniejsza rozmowa. Wszystko szło jak najlepiej, jak na razie.
    Febe była naprawdę piękną kobietą, jakby nie patrzeć. Jej karnacja mogła się nie podobać niektórym z manią na punkcie jednego koloru skory, ale Yensen do takich nie należał. Poza tym oczy kobiety były niezwykle radosne oraz pociągające jednocześnie – takie połączenie było niezwykle rzadkie, co czyniło je jeszcze bardziej kuszącymi. O ustach nawet się nie wypowiadał – pełne, ciemne, uśmiechnięte – idealne. Włosy zgrabnie opadające na szczupłe ramiona, odkryte białą koszulą, która delikatnie uwydatniała kobiece kształty Meduzy. Nawet kostki kobiety posiadały swój nie banalny urok, na tyle mocny, że ktoś tak nieromantyczny i nieobyty jak Yesnen, mógł to dostrzec. Wziął mały łyk piwa, przyglądając się kobiecie. W jego spojrzeniu nie było niczego erotycznego – po prostu podziw, nie tylko dla fantastycznej urody, lecz także niespotykanego, niezwykłego dobrego charakteru. Sam nawet nie wiedział, iż jego oczy tak bezczelnie go zdradzają, być może nawet nie zdawał sobie sprawy z tych uczuć.
    - Jeśli będę dostatecznie pijany to może kiedyś zobaczysz jak wspaniale odgrywam swoich przyjaciół. Moją popisową rolą jest mój mistrz – Vesemir, chociaż osobiście nienawidził tego – zaśmiał się, odkładając kufel na stół. Uśmiechnął się lekko ironicznie w stronę Romki, jednak uśmiech zaraz zmienił się na zalotny, gdy tylko ugryzła kawałek brzoskwini. Oparł się wygodnie jedną ręką na stole. Słuchał słów z dość dużą uwagą jak na niego. Była mężatką, hm? Jakoś go to nie dziwiło. Taka kobieta nie mogła być zbyt długo sama. Zalety też były naprawdę interesujące. Co do tego dobrego samarytanina to zdążył się nawet osobiście przekonać. Gdyby nie ona pewnie teraz tłumaczyłby się razem z tym elfem policji, o ile elf byłby w stanie. Kto wie jak daleko posunąłby się wściekły okhotnik? Cóż, widział też jak tańczy. No tak jakby. W końcu lekko podrygiwała omijając beczki, kiedy wracali z uliczki.
    - Chętnie poznałbym te zalety – mruknął mimo wszystko, również przybliżając swoją twarz do jej. – Może pomijając ten skopany tyłek – dodał. Sam też potrafił walczyć, nawet całkiem nieźle, ale umiejętność wprawnego zabijania raczej nie zaliczała się do zalet, nie na takim spotkaniu.
    - A jakie są Twoje dzieci? – zapytał po chwili, odsuwając swoją twarz. Nie chciał przesadzać z flirtowaniem na pierwszym spotkaniu. Poza tym przypomniał sobie, jak wspominała o tym, iż jest matką. Do takich opowieści raczej nie pasuje aura niewinnego flirtu.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  58. Oczy okhotnika były przystosowane do tego żeby odróżniać kształty w ciemnościach, dostrzeżenie delikatnego rumieńca na polikach kobiety nie było zbyt wymagające, jednak było dla niego niezwykle miłym zaskoczeniem. Jeszcze nie spotkał się z czymś takim, albo po prostu nie pamiętał podobnej sytuacji. Rumieńce u kobiet w jego przypadku zazwyczaj pojawiały się, cóż, w łóżku. Uśmiechnął się nieco cieplej w jej stronę.
    - Ależ oczywiście, że być chciała – zaśmiał się, wracając szybko do rzeczywistości. Tamta krótka chwila mogła być nieco niebezpieczna dla jego cyniczno-skurwiałego serca, jeszcze by zmiękło. – Mam tak fantastyczne pomysły, że ludzie ustawiają się kolejkami, aby je zobaczyć. Kto wie, może Tobie uda się poza kolejką – dodał nieco ciszej, jakby chciał dodać swojemu głosowi nutkę tajemniczości. Pokręcił głową na jej kolejne słowa. Zdecydowanie zachęcała go do kontynuowania znajomości, może nawet dołożenia pewnych starań. W tym momencie wydawała mu się… idealna.
    - Za coś takiego to mogę Ci nawet zaprezentować mojego popisowego Vesemira! – odparł, rozkładając się wygodnie na krześle, na tyle na ile było to możliwe. Upił kolejny, większy łyk piwa, po czym odłożył kufel z impetem. Wziął do ręki przekąskę, a następnie włożył do ust- było smaczne, a on jak każdy stereotypowy mężczyzna lubił dobrze zjeść.
    - Możliwe, ale ja lubię kiedy mój tyłek nie jest skopany. Ktoś musi na tym świecie być tym niegrzecznym chłopcem, bo inaczej zaroiłoby się od jeszcze gorszych skurwieli niż ja. Potraktuj mnie jako takiego cichego obrońcę ludzkości – wytłumaczył, biorąc do ręki jeszcze kolejnego grzybka. Zdecydowanie żart mu nie zmalał, nawet w jej obecności. Ale to raczej nie było nic złego, przynajmniej nie według Yensena. Z drugiej strony on nie widział problemu z przeklinaniu podczas rozmowy z dziećmi, a to już jest problem.
    O dzieciach słuchał z uwagą. Nie wiedzieć czemu interesowały go, ba! Może nawet chciałby je kiedyś poznać. Najpierw jednak musiałby to sobie uświadomić. Siedział przez chwilę w ciszy, gdy Febe zakończyła swój wywód, myśląc nad odpowiednim doborem słów. Mimo wszystko nie wypadało żartować z dzieci kobiety, na której chciało się wywrzeć dobre wrażenie, poza tym nie chciał ich obrazić, a jego żarty świetnie sobie z tym radziły. Na początek ugryzł się w język. W końcu znalazł idealną odpowiedź.
    - Ich ojciec jest skończonym idiotą, skoro zostawił taką kobietę jak Ty. Zresztą Twoje dzieci będą równie zajebiste, on może tylko użalać się nad tym, co przejebał – skwitował, uśmiechając się na swój sposób. Wypił jeszcze jeden łyk piwa.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  59. [Ooo bardzo chętnie xD Słyszałam, że z wujaszkiem Yensenem się szykuje to i owo, no i tak chyba zacznę Wasze wątki podglądać by ślepia nacieszyć. Chętnie coś wymyślę. Pierwszy pomysł mi wpadł, że może Ray dostałby zastępstwo za kogoś z przedszkola? Albo może miałby jej tam pomóc przez chwilę? Ale jestem otwarta na pomysły i sama czytam dopiero i poznaję kartę meduzki :D ]

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  60. [Okay, pasuje choć Ray teleportacji do końca jeszcze nie opanował. Tj ląduje tam gdzie chce, ale nie zawsze dokładnie tam - zdarza mu się wylądować np w kibelku zamiast przed drzwiami :P Ale podstawy jakieś są, co nie? :)

    Zaczniesz, czy ja mam zacząć? ]

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  61. Założyć? Cóż, chętnie przyjąłby zakład, gdyby nie był pewny swojej przegranej. Sam nie wiedział dlaczego, ale z wielką przyjemnością już by jej wszystko pokazał. Niestety, musiał trzymać jakikolwiek fason, inaczej po prostu się ośmieszy. Tak przynajmniej sądził. Zresztą taka forma flirtu naprawdę mu się podobała. Nigdy w życiu z żadną kobietą nie rozmawiało mu się tak dobrze, żadna nie miała też takich pięknych, radosnych oczu, nie wspominając o pełnych, czerwonych ustach. Nie tylko ciało kobiety, jej dusza też wydawała mu się wspaniała, idealna. Chciał ją poznać, każdą z twarzy jaką skrywa, dlatego szczerze żałował, że nie potrafi zajrzeć w czyjś umysł patrząc jedynie w oczy. Te piękne, pełne szczęścia i miłosierdzia, szmaragdowe oczy.
    - Wygląda na to, że wyprzedzasz moje myśli – również się zaśmiał. Nawet się nie zorientował, iż cały czas taksowali siebie wzrokiem. On nie mógł po prostu oderwać swojego od Romki. Wszystko w niej było niezwykle atrakcyjne, a samo przyglądanie się dostarczało oczom niebanalnej przyjemności. Nie mógł wyjść z podziwu dla jej urody. W pewnym momencie nawet pomyślał, że to powinno być karane. Sama jej obecność mogła wieść na pokuszenie nie jednego mężczyznę, niektórzy pewnie sobie zbyt wiele wyobrażali. Z jednej strony ciężko było ich winić, Febe po prostu była niesamowita, jak jakaś gwiazda, która przypadkiem spadła na ten parszywy świat. Zdecydowanie nie pasowała do przygnębiającego, egoistycznego świata, jednak nie miał zamiaru jej tego mówić. Chciał żeby została, nawet gdyby pochodziła z innego wymiaru, chciał aby była tutaj. Z nim. Z drugiej strony, myśląc dalej o nachalnych mężczyznach, z chęcią zaszlachtowałby każdego, który chociażby zbyt lubieżnie na nią spojrzy. Miała takie czyste i dobre serce. Nie zasługiwała, by występować w fantazjach jakiegoś erotomana.
    Westchnął cicho, przykładając sobie kufel piwa do ust. Zdecydowanie myślał zbyt dużo, zwłaszcza bacząc n fakt, iż był całkowicie trzeźwy. Nie powinien sam wyobrażać sobie zbyt dużo, bo potem tylko będzie żałować. Mimo wszystko nie mógł odstąpić od gry. Uśmiechnął się arogancko.
    - Ależ jestem skurwielem, tamten był po prostu chujem – zaśmiał się lekko ochrypniętym głosem. – Nie szukam zwady na trzeźwo, ale nie uciekam od niej. Zamiast wymigać się od kłopotu, będę krzyczeć i nie dam sobie wmówić jakiś bzdur. Altruistą też bym siebie nie nazwał – nie po tym co czynił zanim dostał się do Mortiel. Jakby nie patrzeć mordował sobie podobnych, nawet jeśli był niewolnikiem. Może miałby jakąś możliwość, sposobność żeby się sprzeciwić. Sam jej nie szukał, dopiero kiedy inni zaczęli o tym rozmawiać dołączył swoje ostrza. Czym przez to może siebie nazywać dobrym człowiekiem? Nie do końca. Chociaż pomógł, sam nie wyszedł z inicjatywą, a wiedział, że był zwykłym mordercą.
    - Po prostu jesteś zbyt dobra, żeby dostrzec moje wady, albo ja zręcznie kłamię – dodał, unosząc lekko podbródek do góry, jakoby w geście triumfu.
    - Ten chuj Cię wykorzystał – powiedział stanowczym tonem, automatycznie, mimowolnie, zmieniając wyraz twarzy na poddenerwowany. Nie wiedział kim jest ten Kuro, ale miał ochotę uciąć mi jaja, a potem…cóż, zdać się na własną wyobraźnię. Mógł dać sobie z nią spokój, a nie robić dzieci, żeby potem opuścić. Kurwa, on nie mógł nawet pomarzyć o własnych dzieciach, a ten żałosny…Upił kolejny łyk, przy okazji opróżniając kufer. – Wkurwia mnie. Nie zasługiwał na Ciebie ani na dzieci – dodał.
    Yensen się nie uśmiechnął. Nadal był wściekły. Nie rozumiał jak można było potraktować w taki sposób taką kobietę. Skończony idiota.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uspokoił się dopiero wtedy, gdy poczuł dotyk jej stopy na swojej łydce. Od razu złagodniał, uśmiechając się delikatnie. Flirciarska gadka? Cóż, nie wiedział co w takiej sytuacji powiedzieć, więc uznał, iż Vesemir będzie lepszą opcją. Brakowało mu tylko tego zabytkowego kapelusza.
      - Ah, młoda damo – zaczął, prostując się jak struna. Położył dłonie na blacie stołu. – Zaprawdę, wiedzieć powinnaś, że nie dla okhotników romantyczne gry i swawole, albowiem codziennie życie swe narażać winni i ze złem świata tego się rozprawiać – kontynuował, zmieniając nieco ton głosu. Minę miał niezwykle poważną. Jedną rękę gestykulował, druga oparł o swoje biodro. Tak, właśnie tak zapamiętał swojego papcię Vesemira.


      Yensen

      Usuń
  62. Kobieta przyjechała dzisiaj do stolicy, aby uzupełnić zapasy ziół na mikstury i kupić przy okazji jakąś nową książkę dla Arii z działu literatury współczesnej. Nie rozpieszczała blondynki, po prostu obiecała jej, że jeżeli w tydzień opanuje przywołanie atnorocha mrozu, dostanie nową książkę, a uczennicy udało się wywiązać. Zioła mogła oczywiście kupić w Eflei, ale tutaj był o wiele większy wybór i tutaj to właśnie nie kto inny jak Yril sprzedawała najlepsze towary, których potrzebowała Ninath, poza tym nigdy nie zaszkodzi zwiedzić nieco cywilizowanego świata podczas przerwy między prehistorycznymi elfickimi ruinami. Załatwienie wszystkich sprawunków poszło jej wyjątkowo szybko, toteż postanowiła trochę odpocząć oraz pospacerować po mieście. Jak większość przedstawicieli swojej rasy miała w sobie ukrytą ciekawość świata, lubiła chodzić, węszyć, odkrywać, a nuż spotka ją coś ciekawego.
    Tak właśnie się stało, gdy przechodziła obok placu zabaw. Dostrzegła dwóch chłopców, którzy dręczyli małą dziewczynkę. Byli od niej o wiele starsi. Po prostu skandal. Miała dość tych szujowatych samców. Naprawdę niewielu z nich zasłużyło sobie na jej szacunek. Szybkim krokiem udała się w ich stronę, jednak uprzedziło ją inne dziecko. Również dziewczyna o śniadej cerze. Ninath była na tyle blisko, że słyszała każde słowo małej. Uśmiechnęła się pod nosem, kontynuując chód.
    - Mała wojowniczka – mruknęła unosząc lewą dłoń na wysokość ramienia. Momentalnie zalśniła zieloną poświatą, tym samym światłem po chwili zaczęli błyszczeć pierwotni napastnicy. Altmerka uśmiechnęła się w ich stronę pogardliwie. Wiedziała, iż jeden z nich jest sparaliżowany, ale miała też świadomość, że rozumie wszystko co się do niego mówi – czysto teoretycznie, bo w posiadanie rozumnego mózgu u tych dwóch nie wierzyła.
    - Ładnie to tak zaczepiać dziewczynkę mniejszą i młodszą od siebie? W dodatku we dwójkę? – zapytała, przyciągając sparaliżowanego ku sobie. Chciała go nieco obejrzeć. Może sama byłaby w stanie mu pomóc. Pytanie tylko czy chciała.
    - Inna dziewczynka musiała was dopiero powstrzymać. Wstydźcie się. Nie macie za grosz honoru – w tym momencie jej oczom rzuciły się spiczaste uszy sparaliżowanego. – Zwłaszcza ty, mój elfi bracie – dokładnie obejrzała jego uszy, by rozpoznać plemię. - Da’len *– powiedziała w jego dialekcie. – Ir harellan elvhen. Nadas sahlin abelas. ** - dodała stanowczym tonem. Teraz oczywiście nie mógł tego zrobić, ale miał czas. Ona nie da mu spokoju. Następnie spojrzała ma małą wojowniczkę, uklęknęła obok niej, cały czas utrzymując zaklęcie.
    - Jesteś naprawdę dzielna, stając w jej obronie – tutaj spojrzała na dziewczynkę, która miała być ofiarą, podała jej rękę. – Nic Ci się nie stało, maleństwo? – zapytała. Nienawidziła, kiedy mężczyźni pastwili się nad kobietami, nawet w tak młodym wieku!


    Ninath

    *dziecko
    ** jesteś zdrajcą swojego ludu. Musisz natychmiast przeprosić.

    OdpowiedzUsuń
  63. Ray przyjął to zlecenie, nie mając większego wyboru. Jak zdążył już zauważyć, nie miał wyrobionej marki i niewiele mógł z tym zrobić. Łapał się więc wszystkiego, by przypadkiem nie zostać darmozjadem. Wolał już to od klepania biedy, choć kompletnie nie miał pojęcia czy poradzi sobie z małymi dziećmi. Nie miał w tym żadnego doświadczenia. Tylko nadzieja, iż przedszkolanka nie będzie jakąś tam zołzą podtrzymywała go na duchu.
    Na miejscu pojawił się chwilę po rozpoczęciu pracy przedszkola i wszedł do środka, ogarniając wzrokiem całe pomieszczenie. Aż przełknął ślinę widząc te małe pędraki biegające dookoła i wesoło się śmiejące. „Takim to dobrze” przeszło mu przez myśl. Beztroskie i samowolne. Miały cudowne dzieciństwo.
    - Dzień dobry – przywitał się z jedyną dorosłą osobą, którą tam zobaczył. Siedziała przy biurku wraz z małą dziewczynką, która jakoś nie chciała się uśmiechać. – Jestem Ray i mam pani jakoś pomóc – oblizał lekko wargi, wsuwając ręce do kieszeni. Trochę obawiał się pytania o doświadczenie, ale postanowił nie poddawać się od samego początku. Uśmiechnął się przyjaźnie do małej dziewczynki i kucnął tuż obok niej.
    - Cześć – przywitał się z nią. – Co taką pochmurną minkę masz? Za dużo złych wydarzeń? – zainteresował się, chodź wątpił by mała od razu zechciała z nim współpracować. Po prostu pragnął spróbować swych sił, uznając że jeśli uda mu się zjednać choć jednego malucha, to jakoś sobie poradzi. No i podniesie swą samoocenę przy okazji.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  64. - To jest Twój braciszek- odezwał się Kuro rozeźlony głupotami, jakie wygadywała Febe. Później jeszcze się zdziwi, jak dzieci się od niej odwrócą jeśli okłamuje je w tak ważnych sprawach. Yumi nie jest ich bratem? Głupota. Wstał, gdy kobieta kazała chłopcu się pakować. Zmierzył ją nieprzyjemnym spojrzeniem, gdy chłopiec pobiegł do swojego pokoju by spakować wszystko.
    - Jesteś niedorzeczna- odparł oschle, włożył dłonie do kieszeni, by już go nie kusiło. Uderzenie jej kolejny raz i tak by nic nie poskutkowało, bo idiotka się nie nauczy. To on decydował, a ona nie nauczyła się przez te miesiące gdy z nim była? - Idę pomóc Yumiemu się pakować- odparł wymijając ją, po czym ruszył do syna. Nie zamierzał pozostawiać go z nią, jeszcze wyprałaby mu mózg jak młodszym dzieciom, a on nie miał zamiaru tego tolerować. I tak znosił już za długo jej dziwkarskie zachowanie. Już podczas ciąży dawała mu sygnały, gdy kręciło się koło niej zbyt wielu facetów.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  65. [Z Akelą nie wiem jeszcze, ale z Febe możemy coś wykombinować. Zastanawiam się, czy by coś takiego przeszło: Will jest aspołeczna i nie lubi słuchać innych (+ nie potrafi nic zrobić w domu), więc ktoś z Gildii ją w końcu wyśle do przedszkola, tam gdzie jej miejsce :D Mogłaby pracować jako coś w rodzaju asystentki Febe za karę, że coś spierdzieliła i przy okazji pouczyć się życia.]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  66. Ray zawahał się chwilę, widząc to spojrzenie małej, ale wytrzymał je, odsuwając się dopiero, kiedy Febe wzięła dziewczynę na ręce. Zaraz też zdębiał. Jak to? Miał się nimi wszystkimi zająć od tak? Nie, nie, nie, nie… to raczej graniczyło z cudem.
    Odruchowo jednak skinął głową nie chcąc wyjść na jakiegoś nieroba. Przykucnął pod ścianą i obserwował bacznie dzieciaki. Pamiętając o Rahimie zerkał na niego od czasu do czasu, ale na szczęście nic się nie szykowało. Kiedy opuścił swą czujność, nagle wybuchła wojna. Dwóch chłopców zaczęło zaczepiać Rahima, a ten zacisnął mocno swe piąstki i krzyknął głośno szykując na nich zmasowany atak.
    Ray chętnie by go obejrzał, gdyby nie fakt że miał tu być tym dorosłym. Niemal natychmiast znalazł się obok dzieci. Przykucając obok nich.
    - Hej, hej, co się stało? – zapytał ich po prostu, łapiąc Rahima za rękę i spoglądając mu prosto w oczy.
    - Chcieli mi zabrać autko! – odkrzyknął chłopiec, nie mogąc się uspokoić. Samochód. No jasne, każdy chłopiec marzył o prowadzeniu auta. – To mój samochód!
    - Nieprawda! – odparł czarnowłosy. – Wszyscy mogą się nim bawić! Już za długo się bawisz! – fuknął na niego.
    - Kłamiesz! Dopiero zacząłem! – Rahim miał łzy w oczach i były to raczej łzy złości niż żalu. Ray skrzywił się nieco. No pięknie, zaraz będzie tu miał wojnę domową. Rozejrzał się dookoła szukając czegoś czy mógłby zająć wszystkie dzieci i w końcu klasnął w dłonie.
    - Zrobimy tak – zdecydował. – Rahim pożyczysz im samochód, a my pobawimy się czymś innym. Będzie fajnie, zobaczysz – wziął chłopca na ręce i przeniósł go do kąta, skąd złapał za miotłę, podając ją chłopcu. – Chciałbyś polatać? – zaproponował, bo wszystko było lepsze od tragedii. Poinstruował malca jak na niej usiąść i choć widział, że maluch nadal nie jest zadowolony uznał, że jakoś da sobie z nim radę. Wprowadził miotłę w stan lewitacji i powoli wzniósł ją nieco wyżej.
    - Trzymaj się mocno – poradził chłopcu puszczając go wreszcie i pozwalając mu polatać. Inne dzieci rozdziawiły usta, choć z pewnością już widziały takie dziwa.
    - Każdy będzie miał swoją chwilę – rzucił szybko Ray, by zanegować kłótnie. Obserwował Rahima, pilnując by miotła nie latała zbyt szybko i zbyt wysoko. Chłopiec zdawał się powoli uspokajać, a on odetchnął z wyraźną ulgą. Pierwszy konflikt zażegnany.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  67. Ray automatycznie zatrzymał miotłę i pomógł Rahimowi z niej zejść.
    - Nic się nie martw, zaraz na nią wrócisz – obiecał chłopcu, mierzwiąc mu włosy i samemu zajmując jego miejsce. Wolał nie powierzać tego zadania malcowi, choć kusiło go to przez chwilę. Dzięki temu maluch mógłby zyskać uznanie reszty przedszkolaków. Mimo to w ostatecznym rozrachunku uznał, że szybciej będzie jeśli sam ściągnie małą złośnicę. – Okay, Inez. Złap mnie mocno za rękę – poprosił dziewczynki wyciągając w jej stronę dłoń. Dziewczynka zmrużyła niebezpiecznie oczy, ale widząc że inaczej nie zejdzie oraz będąc zbyt przerażoną do ponownej próby teleportacji niepewnie złapała jego dłoń. Wówczas Ray posadził ją sobie na kolanach i swobodnie sprowadził na ziemię.
    - Proszę bardzo – uśmiechnął się do niej. – Często ci się to zdarza? – zapytał jej znów, ale nie dostając odpowiedzi oddał miotłę wyciągającemu po nią łapki Rahimowi. Znów wprowadził go w ruch, po czym przystanął przy Febe.
    - Szczerze cię podziwiam. Masz anielską cierpliwość do tej szarańczy – skomentował cicho, ale wcale nie złośliwie. Zdążył już zauważyć, że mieszanka typów osobowości była w tej grupie wyjątkowa.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  68. Ray powoli zawrócił miotłę i opuścił ją na dół, pozwalając Rahimowi z niej zejść. Zmierzwił mu zaraz włosy szepcząc mu do uszka, że jeszcze będzie mógł polatać trochę później. Od tak, by chłopcu się smutno nie zrobiło, skoro dopiero co odzyskał lepszy humor.
    - Rahim pomożesz mi trochę co? Będziesz instruował jak trzymać miotłę – podał miotłę Inez i kiedy chłopiec wyjaśnił jak ją trzymać wprowadził ją w ruch. – Tylko trzymaj mocno – poradził jeszcze dziewczynce.
    - Ja? Podejście do dzieci? Raczej nie – zaśmiał się cicho. – Po prostu starałem się konflikt rozwiązać… - wymamrotał, a miotła pierwsza przyszła mu do głowy. Zabawa z tym pojazdem trwała dobre pół godziny, a po tym Ray zarządził odpoczynek. Dla samego siebie oczywiście. Potrzebował niezwykle dużo skupienia, prowadząc miotłę, na której nie siedział i jeszcze rozmawiając z pozostałymi dziećmi. Usiadł więc przy Febe i odetchnął głęboko.
    - Ines nie ma instruktora? Mógłbym spróbować jej pomóc – zaproponował od razu. – Sam jeszcze do końca nie umiem się teleportować, ale chociaż nie ląduję na szafach… - wyjaśnił krzywiąc się lekko. – W każdym bądź razie trochę o tym się naczytałem… może będę w stanie pomóc, albo chociaż trochę poprawić celność tej umiejętności? – dodał zaraz, choć nie był pewien czy Ines pozwoli mu sobie pomóc. Rahim jakoś bardziej przypadł mu do gustu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  69. Chłopiec spakował wszystkie swoje rzeczy, od ubrań po książki, a we wszystkim pomagał mu ojciec. Chciał go stąd zabrać, pokazać mu że się zmienił. Mieli w końcu być rodziną. Zszedł szybko na dół słysząc akurat słowa córki.
    - Gdyby twoja matka nie była taka jaka jest, pewnie nadal byłbym taki kochany- odparł tylko, czekając aż chłopiec założy buty.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  70. Febe nie miała o niczym pojęcia, nie znała przecież jego historii, upodobań. Niczego, więc nie mógł się dziwić że kobieta uważała go za brutalnego chama. Słowami dziecka się nie przejął. Wiedział doskonale co to miłość, bo gdyby tak nie było, Yumi na pewno nie pojawiłby się na świecie. Kiedy chłopiec ubrał buty, spojrzał smutno na ojca, a raczej na jego bliznę na twarzy po czym spojrzał jeszcze na pokoik dzieci.
    - Idź- odparł spokojnie Kuro, kierując się za nim. Oparł się o framugę, gdy jego pierworodny podszedł wolno do łóżeczka brata. Ucałował jego rękę, po czym spojrzał na Ines.
    - Zawsze będe Twoim starszym bratem- powiedział ledwo powstrzymując łzy. Mimo wszystko zabolało go zachowanie Febe. Podszedł do dziewczynki, by szybko wcisnąć ją w swoje ramiona. Będzie tęsknił- Kocham Cię tak samo jak tato- to powiedział jej już do ucha i ze łzami w oczach pocałował ją w ciemne włosy, podciągając nosem. Chciałby już być starszy, by mieszkał sam ze swoim rodzeństwem.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  71. Kuro nie za bardzo przejął się słowami dziecka. Prędzej Yumi, któremu zrobiło się przykro z tego powodu i szybko pobiegł do ojca wtulając się w jego ciało. Mężczyzna gładził go po plecach, pocałował w głowę i dopiero wyszedł z synkiem z pokoju. Spojrzał po tym na Febe, pogrzebał coś w kieszeni wyjmując dość spory plik pieniędzy. Podał jej go w dłonie.
    - Na dzieci- mruknął cicho. Powinien jej płacić i od tego czasu będzie to robił. Chwycił za walizkę podnosząc ją, jakby nic nie ważyła.

    OdpowiedzUsuń
  72. Zagwizdał z uznaniem unosząc kciuk w górę i gratulując samej sprawczyni zamieszania, po czym zwrócił się do Febe z uśmiechem na twarzy.
    - Spróbuję cos na to zaradzić. Przynajmniej żeby potrafiła się teleportować kiedy chce i zatrzymać ten proces, gdy nie będzie jej to pasowało – obiecał spokojnie. – No i miejsce docelowe… tylko u mnie też czasem się to myli. To znaczy do miejsca docieram, ale często wpadam nie tam gdzie chcę. To znaczy ląduję w łazience zamiast drzwi wejściowych albo coś – zaśmiał się i podrapał lekko po głowie. – Ale nic to. Przynajmniej nie wpadam z pluskiem do morza i nie zwiedzam gorących wulkanów – zauważył spokojnie, bo przecież to był już jakiś plus.
    - Skąd pomysł na przedszkole? – zainteresował się zaraz, patrząc teraz uważniej na Febe. – To dość nietypowe zajęcie… no bo komu by się chciało użerać z dzieciakami – zauważył śmiejąc się przy tym nieco. – Podziwiam cię za tak szalone pomysły – przyznał zaraz. – Musisz mieć anielską cierpliwość.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  73. Przewrócił oczami zirytowany jej zachowaniem. I tak znajdzie sposób do tego, by jakoś te pieniądze jej dać i była to tylko kwestja czasu. Schował pieniądze do kieszeni, po czym bez żadnego pożegnania podszedł do drzwi, by wyjść z tego domu jak najszybciej. Był zły. Na nią, na Yumiego, na dzieci, a najbardziej na samego siebie i to co w nim siedziało.

    OdpowiedzUsuń
  74. Ray powiódł wzrokiem do małej dziewczynki i uśmiechnął się lekko.
    - To podobno największa nagroda, gdy uczeń przerasta mistrza - zauważył spokojnie, choć nie był pewien czy dać się przerosnąc 5-latce to taki świetny pomysł. - W każdym razie podejmę się wyzwania - zakasał rękawy swej bluzy i przeciągnął lekko, zastanawiając się zaraz jak ugryźć pytanie o jego własną motywację. Skrzywił się lekko i podrapał po głowie.
    - Cóż... nie jestem jakoś mocno w Gildii znany, bo długo w niej nie siedzę - przyznał szczerze. - Kiedy tam trafiłem to miałem jakieś 16 lat i to tam pobierałem trochę nauk - uśmiechnął się. - Wujaszek Yensen zajął się moimi umiejętnościami związanymi z mieczem, a magii uczyłem się z książek. Miotła to takie tam moje hobby - uśmiechnął się krzywo. - Więc łapię się wszystkiego co mogę, by wyrobić swą markę... no wiesz, najpierw lekkie zlecenia... - zerknął na dzieciaki. Wcale nie wyglądało na to by było mu bardzo lekko, ale co poradzić. Taki los. - ...a potem może coś bardziej wymagającego się trafi - uśmiechnął się.
    - Poza tym pomyślałem, że jeśli nie dam rady z dziećmi to na polu walki tym bardziej będę przeszkadzał - zauważył dość rezolutnie. - Rahim wygląda na zamkniętego w sobie - zauważył obserwując chłopca od dłuższego czasu. - Coś się stało, czy po prostu już tak ma? - zapytał zaraz. No bo przecież niektóre dzieci po prostu były takie spokojne. - Ines i Rahim są niczym ogień i woda - dodał zaraz ze śmiechem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  75. Ray skinął głową na jej wzmiankę o Yensenie. Znał, szanował i traktował niczym swego wujka, choć Yensenowi raczej to nie pasowało. Trudno, musiał się przyzwyczaić, stary pryk jeden. Kłótnia dzieci, która im przerwała nie wyglądała na poważną, ale Ray uznał że lepiej jak się nie będzie wtrącał. Obserwował tylko mistrzynię w akcji odruchowo podchodząc do Rahima. Chłopiec też na moment przerwał zabawę, uważnie patrząc na swą siostrę i mamę.
    - Martwisz się o nie? - zagadnął go Ray kucając przy chłopaku. - Chyba już nie musisz. Twoja mama doskonale opanowała sytuację, a Ines... trochę się poboczy - zaśmiał się cicho, widząc jak mała teraz tupie wściekle nogami cały czas opierając się swej mamie. Nie będzie mówiła przepraszam, bo przecież nie zrobiła nic złego.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  76. [przysięgam, że zacznę, jak tylko uda mi się usiąść do kompiutora - czyli jakoś w przyszłym tygodniu. nie lubię zaczynać z telefonu :< ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  77. Ray starał się utrzymać dobrą minę do złej gry. Uśmiechnął się lekko do dzieci, czując że jest obserwowany ze wszystkich stron. Nie bardzo komfortowa sytuacja, trzeba przyznać. Pierwsze pytanie omal nie zrzuciło go z krzesła. Co miał im odpowiedzieć? Przecież sam edukacji za bardzo nie odebrał. Uczył się z książek i internetu. Nigdy nie wpadł na to by sprawdzić odpowiedzi na takie pytania.
    - Nasze oczy są bardzo wrażliwe. Mrugamy żeby je nawodnić... znaczy uhm... - oblizał językiem wargi, jak zwykle zresztą. Robił to kiedy trochę się denerwował. - Spróbujcie ich delikatnie dotknąć palcem - poradził. - A potem starajcie się nie mrugać przez dłuższą chwilę. Powinny zacząć nas szczypać - wybrnął z tego. - Mrugamy by oszczędzić sobie tych nieprzyjemności... no i wyobrażacie sobie jakby to było spać z otwartymi oczyma? Straszne - wzdrygnął się na krześle.
    - Teraz ja! Dlacego ocean jest niebieski, a woda nie?
    - Uhm to wszystko przez odbijające się światło słoneczne - wyjaśnił cicho, choć wcale tego nie był pewien. - Światło się rozwarstwia i powstają różne kolory... dlatego czasem wydaje nam się, że ocean jest zielonkawy, a innym razem niebieski - pstryknął lekko palcami. - A tak naprawdę... woda jest tego samego koloru co ta z kranu - dodał zaraz, a dzieciaki pokiwały lekko głowami, choć Ray miał wrażenie, że neiwiele z tego zrozumiały. Zapisał sobie też w pamięci by poczytać o różnych, dziwnych rzeczach. Następnym razem na pewno pójdzie mu lepiej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń

  78. - Mam nadzieję, bo inny nie będę – westchnął z delikatnym uśmiechem. Nie dałby rady zmienić swoich nawyków. Miał ponad tysiąc lat; to zdecydowanie za późno na tak diametralne zmiany. Był raptusem i nic tego nie zmieni. Oczywiście nie krzywdził bliskich sobie osób, po prostu gotowało się w nim, kiedy ktoś obrażał jego rasę, bądź irytował w inny sposób, wymienienie wszystkiego zajęłoby naprawdę sporo czasu. To była wada, naprawdę sporo, dlatego cieszył się, że Febe nic do niej nie miała, a przynajmniej nie miała na ten moment. Nie wiedzieć dlaczego bardzo zależało mu na opinii kobiety.
    - Sama może oceń? – zaśmiał się. Był skurwielem, był tego świadom, ale nie wobec niej. Nie widział z Romce czegokolwiek co mogłoby wywołać w nim gniew. Zdawała się taka ciepła i dobra, pełna miłości. Jej oczy zdawały się być ostoją…ostoją dla kogoś takiego jak on. Wiedział jednak, że nie ma nawet prawa myśleć o tym w ten sposób, więc zaraz wyrzucił z siebie te myśli. Nie chciał jej zranić, a nic innego raczej nie potrafił przynieść kobiecie. Tak przynajmniej sądził.
    Słuchał, chociaż z niechęcią o byłym mężczyźnie meduzy. Po prostu już go nienawidził i nie mógł nic z tym zrobić, przynajmniej do momentu, dopóki nie zobaczy go na oczy. Udało jej się stłamsić złość jaka kłębiła się w nim wobec tego całego ojca dzieci Febe. Teraz faktycznie nie było sensu się nad nim rozwodzić, szkoda nerwów i cennego czasu. Miał o wiele ciekawsze tematy do rozmowy, ale z chęcią wysłucha wszystkiego co ona ma do powiedzenia. Nie wiedział jak to przekazać, ale tak było. Jeśli chciała mu się wyżalić mogłaby to zrobić bez większego problemu, zwłaszcza, iż wystarczył jeden jej dotyk by się uspokoił.
    - Kłopoty? – zaśmiał się. – Wystarczy, że wyjdziesz ze mną gdziekolwiek i już będziesz miała kłopoty, przecież wiesz kim jestem, poza tym mam dość kłopotliwą robotę – dodał, poszerzając nieco swój uśmiech, oczywiście w zadziorny sposób. Zabijanie różnych nierozumnych monstrów nie należało do łatwych zadań, zresztą robienie archeologom za ochronę też nie, zawsze mieli talent do ściągania na siebie jakiś kłopotów, a on musiał nadstawiać karku, no ale lepsze to niż wybijanie nieludzi, zdecydowanie lepsze. Co by zrobił, gdyby setki lat temu trafił na nią z zleceniem zabójstwa? Zrobiłby to? Miał szczerą nadzieję, że nie, ale nie mógł teraz tego stwierdzić. Te czasy dawno minęły, na szczęście.
    - Jeżeli potrzebujesz jakiś kłopotów chętnie Ci gdzieś jeszcze zabiorę, ale nie chciałbym Cię zranić – dodał poważniejszym tonem. Naprawdę nie chciał, aby cierpiała z jego powodu. Była matką, musiała troszczyć się o dzieci, ktoś taki jak on… cóż nie widział siebie w roli dobrego ojca, nie bez powodu okhotnicy byli bezpłodni, poza tym nie miał nawet własnego domu…



    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  79. Ray poczuł się jeszcze bardziej osaczony, bo choć już wydawało mu się, że wybrnął z najtrudniejszego to pytanie o tatę trochę go zbiło z tropu. A już zwłaszcza, kiedy zobaczył blednącą twarz Febe i jej smutne oczy. Mimo to przeniósł wzrok na Rahima i Ines, nie chcąc pozostawiać ich bez odpowiedzi.
    - Wiecie już jak powstają dzieci? - zapytał ich wszystkich. - Do tego jest potrzebna kobieta, mężczyzna i w najlepszych warunkach ich miłość. To właśnie wtedy powstaje nowe życie - wyjaśnił powoli, zaraz oblizując nieco wargi i przeczesując sobie włosy palcami.
    - W idealnych warunkach... mężczyzna pozostaje z kobietą i razem zajmują się dzieckiem. To wtedy mamy mamę i tatę razem przy dziecku. Pełną i kochającą się rodzinę. Tata pełni podobną funkcję do mamy, kocha, zajmuje się dzieckiem, karmi, bawi się z nim - uśmiechnął się lekko.
    - Ale świat nie jest idealny i czasem dziecku musi wystarczyć tylko mama, albo tylko tata, a to nie oznacza nic złego, wiecie? Bo takie dziecko jest kochane tak samo mocno, jak i nie mocniej, bo ten jeden rodzic stara się przelać całą swą miłość na swoje dziecko - wyjaśnił cicho, zastanawiając się czy taka odpowiedź wystarczy dzieciakom i samemu będąc zaskoczony tym, że pociągnął wypowiedź dalej.
    - Ja miałem tatę i mamę, ale mama mnie nie kochała. Dzięki temu odseparowała mnie od rodziny na długie lata - zagryzł nieco wargę. - Do teraz nie mam mamy, a i tata się nie popisuje. Takie sytuacje też się zdarzają - uśmiechnął się lekko wstając z krzesła i podchodząc do Ines i Rahima. - Dlatego cieszymy się z tego co mamy - dodał zaraz. - Bo wasza mama kocha Was najmocniej na świecie - poczochrał ich po włosach i wrócił na miejsce.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  80. Przez dłuższą chwilę nie mógł złapać oddechu. Jego poranione do krwi plecy oraz dość spora rana na brzuchu dawała się mocno we znaki przez co nie mógł normalnie funkcjonować. Trudności z oddychaniem, mroczki przed oczyma i ból to jedyne rzeczy, które teraz zauważał. Czuł się, jakby umierał i takie miał wrażenie, leżąc bokiem na jakimś chodniku w Salree, kaszląc przy tym i plując śladowymi ilościami krwi. Po raz pierwszy w życiu zauważył, że przesadził w tym barze i nie powinien wtedy się odzywać w obronie tej kobiety. Przepłacił prawie za to życiem.
    Moce nie nadążały w regeneracji jego poranionego ciała.
    Zaklął pod nosem unosząc się na rękach, czując jak ktoś do niego podchodził. Nie dadzą mu żyć? Ku jego zdziwieniu rozpoznał twarz kobiety, jednak nic więcej, bo szybko stracił przytomność.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  81. - Nie ma za co - odparł z uśmiechem. - Nie chciałem ich okłamać, a chyba najlepiej podać przykład w takich wypadkach - dodał zaraz siadając obok niej. Skinął tylko głową, przyjmując jej wyrazy współczucia, bo nie był jeszcze gotowy na to by spowiadać się jej z całej swej przeszłości. Nie był też pewien, czy kiedykolwiek będzie na to gotów.
    - Mhm kawy poproszę. Czarnej, bez mleka i cukru. Taka jest najlepsza - uśmiechnął się szerzej idąc za nią do kąta z czajniczkiem. - Będę prosił o pomoc w wymyślaniu gier - dodał zaraz, bo kompletnie nie miał doświadczenia z dziećmi i póki co czuł że wcale jej nie pomaga, a przecież był tu po to by pomóc. Działał instynktownie, ale chciał dać od siebie coś więcej. Chciał stać się kompetentnym opiekunem. We wszystkim co robił starał się jak mógł, by doprowadzić to do względnej perfekcji.
    - Z chęcią pobiorę nauki od mistrzyni - zaśmiał się cicho, przyjmując od niej kubek z parującą cieczą. Pachniała cudownie i była jednym z pierwszych rzeczy, które miał dzisiaj w ustach.
    - Twoje dzieciaki są strasznie dociekliwe - zauważył wesoło. - Widać, że żywe z nich srebra, ale i delikatne przy okazji - obserwował dzieci, które teraz ze sobą pięknie się bawiły. Tylko Rahim odłączył się od grupy i teraz żmudnie rysował coś przy stoliku.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  82. - Nie śpieszę się na tamten świat, więc mamy sporo czasu – uśmiechnął się w odpowiedzi. Rozmowa była dla niego normalną czynnością. Płeć nie miała przy tym znaczenia, zwłaszcza kiedy mógł posłuchać tak melodyjnego głosu. Kiedy był jeszcze podlotkiem możliwość usłyszenia pięknego głosu należała do jednej z lepszych rozrywek, Yensenowi zostało to do dzisiaj. Poza tym Febe miała wyjątkowo piękną barwę, zresztą nie tylko to. Przebywanie przy niej…cóż aktualnie nie miał ochoty na nic innego.
    - Już w samej rozpiętej koszuli? – zaśmiał się. Kiedy jeszcze uciekali nie zdążył jej nawet zapiąć, pamiętał to. Dopiero po jakimś czasie to zrobił, zresztą i tak opinała jego tors, więc tak czy siak widok na jego mięśnie był dość dobry. To nie przeszkadzało Yensenowi, chciał mieć po prostu zasłonięte blizny, a ubiór jak na razie spełniał swoje zadanie. Gorzej jak otworzą mu się blizny. Niedługo będą już całe dwa tygodnie jak tego nie zrobiły, więc mógł czuć się zagrożony. Za każdym razem bolało jak cholera. –Będę miał to na uwadze, zaufaj mi – dodał, biorąc do ręki przekąskę. Wziął ją do ust i w miarę szybko zjadł. Ta jej nieśmiałość była naprawdę urocza, chociaż chyba wolał kiedy tak sobie z nim bezczelnie flirtowała.
    - Dlaczego kłopoty? – zapytał cicho, przysuwając delikatnie swoją twarz. Nie chciał sprawiać jej problemów, nie tych nieprzyjemnych. Co do tych dobrych, musiała o tym sama zadecydować, on był nawet gotów zaryzykować, pójść w ciemno.
    - Mam podać Ci swój numer? – odpowiedział, gdy wspomniała aby nie znikał. Cóż, z jego pracą różnie bywało. Czasami nie mógł korzystać z technologii nawet przez kilka dni, a i tak nigdy nie mógł zapewnić, że przy swoich zleceniach wróci żywy, taka praca. No dobrze, nie taka, ale uwielbiał brać najtrudniejsze zlecenia. Później było czym się chwalić w Gildii. – Ale i tak mogę być niedostępny jak w robocie nie będzie zasięgu, albo będę zajęty nie dawaniem się zabić – dodał jeszcze żartobliwie.
    - Cóż, należę do Gildii, od jakiś czterystu lat, zdążyłem już sobie wyrobić całkiem niezłą markę, dobrze płacą, ale i wrzucają do niezłego gówna. Ostatnio czyściłem gniazdo pełzaczy, skończyłem dzisiaj rano, a mamy wieczór – zaczął, opierając łokcie o blat. Chciał aby ta opowieść była interesująca. – Z początku była mowa o kilku tych skurczysynach. Bułka z masłem, ale okazało się, że zdążyły już założyć sporo gniazdo dwa kilometry dalej, zostawianie go to głupota, zwłaszcza w pobliżu przystani rybackiej, mało tam wojowników mieszka. Poszedłem więc do tego cholernego gniazda. Ciemnej jest chyba tylko w głębokiej rzyci, zaufaj mi. A stworów wszędzie pełno, i nie tylko zwykłych robotnic. Na początek rozświetliłem sobie drogę ignii, ale popalić się tych skurwysynów ni jak nie dało, więc wypiłem kota – to taka nasza mikstura, która pozwala widzieć w całkowitych ciemnościach. Oczywiście przy tym musiałam nieźle się naskakać, żeby mnie nie przebiły. Kiedy zacząłem widzieć zaczął się fantastyczny pokaz akrobacji bite…arg! – nie dokończył. Kiedy poczuł mocny ból na bliźnie, jednej, drugiej. Zaczynały się otwierać. Mężczyzna wstał, nie chcąc prezentować zakrwawionych pleców w barze, a biała koszula z pewnoścą by go zdradziła.
    - Wybacz mi – westchnął, po czym szybko poszedł w stronę drzwi, co chwilę ruszając ramionami i zagryzając zęby z bólu. Skręcił szybko w zaułek i oparł się o ścianę.
    - Ja pierdole… - mruknął, rozpinając koszulę. Może jednak jej nie ubrudzi… Zdjął ją z siebie. Była krew, na szczęście niewiele, dopiero po chwili zaczęła spływać jakby strumieniami.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  83. Kiedy dziewczyna rozmawiała ze swoją mamą (tak przynajmniej strzelała elfka), ona obejrzała miejsce, w które ugryzła chłopca Ines. Odetchnęła, kiedy nie zobaczyła żadnej krwi ani głębszej rany. Wystarczy po prostu pozbyć się śliny, a mały łobuz zaraz wróci do normy. Aktualnie był praktycznie cały sparaliżowany, w końcu nie należał do najwyższych jako dziecko, jednak nadal był elfem, wysokim jak na swój młody wiek, więc jakoś ą nie zdziwiło, kiedy zauważyła jak nerwowo porusza stopami. Odzywać się jednak nie mógł, nie teraz. To może nawet i dobrze. Zaraz uniosła drugą dłoń nad rączkę chłopca, jej oczy zalśniły ostrym światłem, a ślina zaczęła w płynny sposób ulatniać się do góry, tworząc bańkę. Kiedy zebrała całą, zmieniła bańkę w kostkę lodu, a później po prostu zniszczyła ową bańkę, a odłamki szybko złapała w swoje pole telekinetyczne, przenosząc je do pobliskiego śmietnika. Odstawiła chuliganów na ziemię, patrząc na chłopca, który był sparaliżowany. Oczywiście jej spojrzenie dalekie było do aprobaty. Mały spuścił głowę, po czym podszedł do dziewczynki, z której przed chwilą się śmiał. Pochylił się nad nią.
    - Ir abelas – powiedział, przykładając rękę do piersi. Ninath przewróciła oczami. Tamta nie była elfką, więc go nawet nie zrozumiała.
    - Ona ma to zrozumieć – zaznaczyła tonem, który nie znosił sprzeciwu. Elf kiwnął głową.
    - Przepraszam – powtórzył – Przyrzekam, że więcej Cię nie skrzywdzę. Żałuję swoich czynów i proszę o wybaczenie – dodał. Cóż, przełożył na powszechny typową formułę z elfiego narzecza. Dziewczynka nadal mogła niewiele zrozumieć z paplaniny, ale przynajmniej ją przeprosił, a paraliż był wystarczającą nauczką. Rudowłosa szczerze wątpiła, aby jeszcze chcieli się z kogoś naśmiewać.
    - Oj przestaną, drogie dziecko – powiedziała, uśmiechając się ciepło w jej stronę. Dotknęła delikatnie czuprynki dziecka, gładząc ją. – Dziewczynki muszą być dwa razy twardsze od chłopców, żeby zasłużyć na połowę ich szacunku – mruknęła. Nie podobała jej się ta zasada, ale w większości przypadków obowiązywała. – Ale też dziwią się trzy razy bardziej, kiedy taka dziewczynka skopie im wszystkim tyłek – dodała, dotykając palcem wskazującym jej nosa. Wierzyła, że ta mała to osiągnie. Znajdzie sobie tą siłę, by pokazać ile warte są mocne kobiety.
    - Pewnie sama byś usunęła ten jad – odezwała się do Romki z uśmiechem na ustach. – Ja to po prostu zrobiłam po swojemu, ale skoro Twoje dziecko ma takie zdolności, to Ty pewnie też i umiesz im przeciwdziałać, a jeśli nie to szpital jest tuż za rogiem – dokończyła jeszcze, po czym przyjrzała się kobiecie. Przypominała łudzącą tą, o której jakiś czas temu opowiadał jej Yensen, jednak nie chciała wyciągać pochopnych wniosków.
    Na stwierdzenie małej wojowniczki, altmerka zaśmiała się wesoło. – Zdecydowanie tak! – przyznała, spoglądając na Ines. – Nawet nie mieliby jak uciec, przy takiej wojowniczce, jak ty – dodała, puszczając małej oczko. Najmłodsza podeszła niepewnie do rudosłowej, łapiąc za płaszcz kobiety. Spojrzała na nią nieco niepewnym wzorkiem.
    - Mogie…mogiee..na lącki? – zapytała. – Nie fiem, dzie jes moja mama – dodała, spuszczając wzrok. Elfka, zaraz wzięła ją na ręce, przytulając do siebie.
    - Pewnie zaraz Cię znajdzie, albo my znajdziemy ją, Słoneczko – powiedziała, pocieszającym tonem. Oczywiście wobec chłopca, czy starszej dziewczynki nie byłaby taka łagodna, ale do takich malców miała po prostu słabość, pewnie jak każda kobieta bez dzieci w jej wieku.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  84. Los najprawdopodobniej będąc skrajnie znudzony niezdecydowaną postawą Zewłoka, postawił wziąć sprawy w swoje hipotetyczne ręce i sprawić, że drzwi domostwa otwarły się i za nich wyskoczyła niewielka dziewuszka. Widząc dziwnego stwora wcale nie zaczęła histerycznie krzyczeć coś w stylu "mamo, mamo, potwór uciekł z szafy" tylko entuzjastycznie pisnęła o jakimś jelonku, wprawiając tym demona w zdumienie. Jednakże to osoba, która wyłoniła się tuż za małą, zaskoczyła go bardziej. Wszędzie poznałby ten uśmiech.
    - Febe.. - zaczął, jednak w tym samym momencie poczuł, jak coś ciągnie go za nogawkę. Gdy spojrzał w dół, natrafił na błyszczące szkarłatne oczy, wgapiające się w niego intensywnie, definitywnie coś od niego wyczekując. Nagle stwierdził, że dzieci są niesamowite, zwłaszcza ta ich śmiałość. Nie każdy miałby wystarczająco dużo odwagi, aby zaczepić nazbyt ruchliwe zwłoki. Nawet dorośli czują się niepewnie w jego towarzystwie lub na jego widok nagle przypominają sobie, że muszą coś załatwić w innej uliczce, innego miasta.
    - Przyznam, nie spodziewałem się, że ciebie tu spotkam. - rzekł do kobiety, jednak także w tym samym momencie zauważył, że mają dość sporą widownię. Rzesza dzieciaków śledziła wzrokiem nieznajomego, a na ich twarzach malowała się różnoraka gamma emocji, od zaskoczenia, obojętności czy po zainteresowanie nietypowym gościem. Zewłok skłamałby, gdyby powiedział, że nie zrobiło to na nim wrażenia. Tak się zmieszał, że nagle zapomniał, co miał powiedzieć i po co tu w ogóle przyszedł.
    - Widziałem ogłoszenie i tak pomyślałem... - chwilę zajęło mu ocknięcie się. Wystękał niepewnie, pazurami skrzypiąc po wewnętrznej stronie płaszcza w poszukiwaniu wycinka informującego o wakacie. - Ja tu w sprawie tego. Szukam pracy od jakiegoś czasu i tak, i tak... Też tu pracujesz?


    ~Zewłok, któremu jest bardzo, ale to bardzo głupio, że musiałaś tyle na to czekać. :c

    OdpowiedzUsuń


  85. Plecy bolały go do tego stopnia, że oparł się o mur, chociaż prawdopodobnie nie należał do najczystszych. Cóż, nawet jeśli do jego organizmu wedrze się tyfus, albo gangrena to w tym momencie wszystkie te bakterie i tak zostaną wypalone, jak zawsze – po prostu będzie boleć jeszcze mocniej. Zacisnął powieki, dotykając dłońmi ramion. Wbił paznokcie w skórę sycząc. Nienawidził tego uczucia, ale nigdy nie dałby go sobie odebrać. To była jego kara, pokuta za popełnione grzechy; bez niej ponownie będzie potworem, bo jak inaczej mógłby odkupić swoje winy? Zabił zbyt wielu by w ogóle błagać o wybaczenie.
    - Blizny… - westchnął, słysząc głos Febe. Spojrzał na nią powoli, otwierając oczy. Nie prezentował się teraz zbyt atrakcyjnie, raczej żałośnie, jednak nie mógł nic na to poradzić. – Otwierają się… co jakiś czas… - wyspał jeszcze, po czym odchylił głowę do tyłu. Czuł jak krew wypływa z blizn strumieniami, jeszcze przez kilkanaście sekund, potem tylko bolało jak cholera.
    - Poczekaj… - dotknął dłonią jej ręki, zatrzymując na swoim ramieniu. Ponownie przymknął oczy. – Ale nie pomagaj, nie chcę…ja muszę to czuć – dodał, ledwo, bo ledwo przez ból. Dotyk kobiety był przyjemny, koił jego nerwy, ale nie zmniejszał cierpienia fizycznego, podobało mu się to. W sprawie blizn od zawsze był w pewnym sensie masochistą, ale nie pogardzi towarzystwem Romki, chciałby zatrzymać ją jak najdłużej przy sobie. Niestety w tym stanie ciężko mu było dokończyć opowieść.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  86. Praca w grupie nie była jej mocną stroną, nie miała pojęcia dlaczego ją zaciągnęli na tamtą misję. Przecież powinni byli się tego spodziewać. Poza tym jaki był problem? Misja się udała, a że dwie osoby wyszły z tego wszystkiego ciężko ranne to już nie jej wina. Co prawda mogła nie wyrywać się do przodu, jak podekscytowane dziecko w sklepie z cukierkami, ale kto wie co by się stało gdyby pozostała w szeregu? Przecież to był jeden z nielicznych momentów, gdy czuła, że ma jakąś kontrolę nad swoim życiem i czynami. Inni po prostu mogli się dostosować do jej brawury, i już. Zamiast tego postanowiono nauczyć ją “pokory”. Co jej po pokorze? Do tej pory świetnie jej szło bez niej. Nie potrzebowała jakiejś starszej pani przedszkolanki. Co ona mogła wiedzieć? Czego mogła ją nauczyć?
    Stając przed przedszkolem zastanawiała się, czy nie wolałaby po prostu zostać wyrzucona z Gildii, niż bawić się w to całe asystowanie. Ciekawe dlaczego w ogóle tego nie zrobiono? Zakładała, że rodzina jej matki mogła mieć z tym coś wspólnego, oni lubili się wpychać w jej sprawy. W pewnym sensie mieli do tego prawo, powinna być wdzięczna.
    Słyszała dzieci, bawiące się dzieci. Jak się bawią dzieci w ogóle? Ona się uczyła łaciny w ich wieku. To wszystko to bardzo zły pomysł. Może powinna wrócić do Gildii i powiedzieć, że odchodzi. Jakoś sobie poradzi na własną rękę. Roboty nigdy za mało, tak właśnie, teraz się powoli wycofa, nikt jej jeszcze nie zauważył…
    Z przedszkola wybiegła gromadka dzieci, kierująca się do ogrodu. W dodatku kobieta im towarzysząca wcale nie była starszą panią. Willow zamarła, jak dzikie zwierzę, które właśnie zauważyło zagrożenie. Została zauważona, nie mogła już uciec.
    - Shite… - mruknęła.

    Willow

    [zaczęłam! :D przepraszam, że jakoś tak marnie, ale mam nadzieję, że ujdzie.]

    OdpowiedzUsuń
  87. - Ciekawe hobby to utrudnianie sobie życia – skomentował śmiejąc się przy tym lekko. Od tak, bo dobry humor przy dzieciakach to podstawa. Tak przynajmniej zakładał. Wolał tez zawsze zostawiać sprawy prywatne gdzieś za progiem, gdy wchodził do nowej pracy. Praca była pracą, a problemy prywatne rozwiązywał tuż po niej. – Może mogłabyś dołączyć do niego nowego klubowicza? Chętnie poznam to hobby dogłębnie – uśmiechnął się szeroko, zaraz znów zerkając na dzieciaki.
    - Serio? Wow… ale masz niesamowitą umiejętność. W życiu jej nie osiągnę – oznajmił z wyraźnym podziwem wypisanym na twarzy. – Moje pomysły są dość tandetne. Tor z przeszkodami. Wyścig na miotłach, czy układanie puzzli lub gra w karty – zaśmiał się z lekkim zażenowaniem. – Nic odkrywczego i na pewno dzieciaki nie będą się dobrze przy tym bawiły – upił łyk swojej kawy, ciesząc się że ją ma.
    - Mhm… nie wszystkie cechy po złych rodzicach są złe – przyznał cicho, choć sam nie potrafił odnaleźć w sobie czegokolwiek co by odziedziczył po matce. No może zza wyjątkiem swych oczu, ale co się dziwić? Przecież nie dane mu było jej poznać. Być może mógłby jej przypisać swą zawziętość, ale wolał o tym nie myśleć. – Rahim ma jeszcze czas. W końcu może się jeszcze zmienić, a jeśli nie… to przecież nic nie szkodzi. Na pewno znajdzie sobie jakieś zajęcie – przyznał jej rację.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  88. Pierwsze co zauważyła, to to że przywitanie było bardzo mało formalne, co już wprawiło ją w dyskomfort. Była w całkowicie nowej sytuacji i jeszcze zwracano się do niej tak otwarcie. Dreszcz ją przechodził.
    - Przysłano mnie z Gildii, tak. - Skinęła głową, prostując się nieznacznie. - Willow MacDougall - przedstawiła się, starając się utrzymać neutralny wyraz twarzy.
    Ten dzieciak się na nią gapił. Dlaczego on się gapi? Czy można przywalić dzieciakowi? Chyba nie. Cholera, jak obchodzić się z czymś czemu nie można przywalić? Jest na to wszystko bardzo nieprzygotowana.
    Odchrząknęła cicho.
    - Jaki będzie mój zakres obowiązków? - zapytała, chcąc jak najszybciej przejść do rzeczy właściwej.
    Może to potraktować jako swego rodzaju przygotowanie na przyszłość. Wychowanie potomstwa zawsze należało do jej roli, chociaż nie planowała zostać wrzucona w gromadkę wyrośniętych dzieci. To tak jak kiedyś zaczęła się uczyć zaklęć ponad poziomem jej zaawansowania. Skończyło się to co prawda paskudnie, ale przynajmniej nauczyła się powstrzymywać krwawienie wewnętrzne magią.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  89. Przenoszenie go w tym stanie nie należało do najprzyjemniejszych, wręcz przeciwnie. Z każdym złym poruszeniem tej dwójki, rany otwierały się jeszcze szerzej co było widocznie nie tylko po coraz bardziej zakrwawionej bluzce, ale i na twarzy mężczyzny. Ból był nie do zniesienia, na szczęście jednak zemdlał w pewnym momencie, gdzieś w połowie drogi. Zbudził się dopiero czując coś zimnego na swoim czole.
    Otworzył szeroko oczy, podnosząc się na łóżku i nawet nie zastanawiał się, jak tu się znalazł. Syknął, łapiąc się za otwartą ranę, brudząc nie tylko swoje dłonie ale przede wszystkim pościel i resztę swoich ubrań. Na Febe na razie nie spojrzał, był zbyt zajęty tamowaniem krwawienia i poszukiwaniem swoją intuicją tego, kto to mu zrobił.
    Niedługo później odwrócił wzrok, spojrzał na Febe jakby bęznamiętnie i zsunął stopy z łóżka chcąc się z niego podnieść i jak najszybciej uciec.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń

  90. - Oh, nie wszystko. Spróbuj kiedyś gotować z pomocą magii. Kulinaria i wiedza tajemna nie idą w parze – odpowiedziała na stwierdzenie, że z magią wszystko idzie szybciej. Owszem większość rzeczy idzie o wiele szybciej, ale nie wszystko. Wtedy świat byłby zbyt prosty dla magów i zbyt niesprawiedliwy dla istot nieuzdolnionych magicznie. Odwzajemniła uśmiech kobiety, chowając ręce do kieszeni spodni. – Ja zazwyczaj wyciągam jad, bo nigdy nie chciałam uczyć się o wszystkich jadach, znam tylko te śmiertelne, których za pomocą magii nie można usunąć – dodała od tak. W zasadzie nie wiedziała dlaczego. Jako altmerka miała chyba zakodowane, że musi zawsze wtrącić coś o swoich umiejętność, jeśli ma okazję się tym pochwalić. Kiedyś starała się z tym walczyć, ale nigdy jej nie wyszło. Szkoda, bo tej cechy nie lubi w swojej rasie, nawet jeżeli po części mają ku temu powody, nie ma sensu wiecznie chwalić się talentem (nie tylko magicznym).
    Rozmowie z matką dziewczynki po prostu się przysłuchała. Wolała się nie wtrącać, żeby przypadkiem nie wyjść na jakąś egoistkę, którą w zasadzie po części była. Ale nikt nie musiał przecież o tym wiedzieć.
    - Żaden problem. Najważniejsza była tamta mała, no i zatruty chłopiec. W takich sytuacjach formalności to najmniej ważna sprawa – zaśmiała się delikatnie. Tak, ją to bawiło. Miała dość specyficzne poczucie humoru, o ile w ogóle je przejawiała. - Jestem Ninath – dodała podając rękę Febe, tak jak to było w zwyczaju.
    - Może kawę, jeśli nie masz nic przeciwko. Od gofrów jeszcze przytyję – zaproponowała, wybierając z dwóch opcji. Wyjęła drugą rękę z kieszeni, żeby poprawić swoje włosy oraz diadem, który tradycyjnie zdobił czoło rudowłosej. Spojrzała na Ines, kiedy usłyszała pytanie.
    - Lubię patrzeć jak ktoś strzela. Sama wolę używać magii. Mam kolegę, który ma karabin i wiele innych broni – odpowiedziała dziewczynce, po czym puściła jej oczko. – Może kiedyś mu coś podprowadzę i Ci pokażę, co? – zaoferowała z lekkim przekąsem w głosie. Tak, uwielbiała takie małe dzieci. Czasami nawet żałowała, że nie miała swoich, ale cóż…Jej serce nie spotkało tutaj nikogo, komu mogłoby zaufać.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  91. Był przyzwyczajony do tego bólu, znał jego wszystkie etapy, wiedział co kiedy nastąpi i z jaką częstotliwością, a jednak za każdym razem czuł się jakby właśnie umierał. Do tego rodzaju cierpienia można jedynie przywyknąc, ale nie tak, by na spokojnie je znieść. Ale teraz było inaczej, obecność Meduzy w pewnym sensie mu pomagała. Co prawda nadal bolało jak cholera, lecz czuł też swego rodzaju wewnętrzny spokój, nie denerwował się. Patrzył tylko w jej ciepłe zielone oczy, które emanowały niezwykłą dobrocią. Widział w tych dwóch dużych jedeitach nie tylko troskę, ale też coś czego bał się chociażby dopuścić do swoich myśli - sympatię. Szybko wyrzucił to z siebie, wiedział że to nigdy nie mogłaby być prawda. Nie zasługiwal na kogoś takiego jak ona. Mimo wszystko nie pozwoli jej odejść tak łatwo, skoro sama do niego przyszła. Dotknął delikatnie dłoni Febe, którą objęła jego twarz i przymknął oczy. Przy niej cała ta katorga z chodziła ma drugi plan. Co prawda mięśnie drgały mu z bólu, jednak osobiście nie zwracał na to większej uwagi. Znał ten ból, a teraz mógł odkryć coś, a raczej kogoś nowego. Uśmiechnął się delikatnie w stronę brunetki.
    -Opowiedz mi o czymś... - szepnął jedynie, nadal nie puszczając dłoni kobiety. Mógłby trzymać ją w nieskończoność.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  92. Uśmiechnął się, kiedy zaczęła opowiadać. Oparł głowę o ścianę i po prostu słuchał. Na pytanie, czy był w Paryżu jedynie pokręcił przecząco głową. Nigdy tam nie dotarł. Jej głos był niezwykle wciągający, koił jego zmysły, niczym przyjemna, spokojna muzyka o poranku, gdy tylko wypoczęty otwierasz oczy. Ona cała była jak taki ciepły, czerwcowy poranek.
    Gdy zaczęła bardziej gestykulowac oraz oddalać się od niego, logicznym było, iż zabrała swoją dłoń. Na ten gest Yensen zareagował krótkim grymasem niezadowolenja, q zasadzie niezauważalnym. Mimo wszystko dalej chłonął jej słowa z pasją. Musiał przyznać, że miała naprawdę barwną przeszłość. Całe szczęście, nie była ona barwna w taki sposób jak jego.
    Na koniec opowieści nie mógł się po prostu powstrzymać i objął Febe w pasie. Uśmiechnął się delikatnie.
    -Jestem dobry w tropieniu, ale postaraj się mi tego nie robić - szepnął.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  93. Postara? Na tę chwilę to chyba mu wystarczyło. Chyba, bo nie chciał jej tracić. Musiała go jakoś zahipnotyzować, gdyż przez ten krótki czas poczuł niezwykłą więź między sobą a Febie i nie miał najmniejszej ochoty jej przerywać. Nie pamiętał kiedy ostatnio czuł się w taki sposób przy jakiejkolwiek kobiecie. Znaczyła dla niego naprawdę dużo, biorąc pod uwagę fakt, że znają się jedynie kilka godzin. Przecież to jest istne szaleństwo! Szaleństwo, z którego nie miał zamiaru się leczyć. Spojrzał na włosy Romki, zapamiętał tę falę loków, których kosmyki niezdarnie lądowały na jego klatce piersiowej, przynosząc ze sobą przyjemne mrowienie na skórę mężczyzny. Spojrzał na usta, piękne, pełne, radosne i uwodzicielskie jednocześnie, z których wydobywał się najpiękniejszy dźwięk jaki kiedykolwiek słyszał. Nie śpiewała, a mimo wszystko każde jej słowo było niczym świergot słowika, koiło każdy jego nerw, było jak przyjemny narkotyk, który uzależniał od pierwszego razu. Wiedział, że to była pułapka, nie wiedział czy taka, w którą warto wpaść, ale czuł; chociaż nie. Nie czuł. Po prostu chciał w nią wpaść, nieważne ile miałoby go to kosztować. Najzwyczajniej chciał przekonać się co skrywa ta kobieta, poznać jej wszystkie tajemnice, marzenia, obawy, lęki; być z nią kiedy tego potrzebuje i wtedy kiedy nie potrzebuje, być dla niej podporą, oparciem – kimś w kim zawsze znajdzie pocieszenie; czuł pod skórą, jak każda jego cząstka wręcz błagała by się o nią zatroszczyć. Po części przepadł nawet jego zdrowy rozsądek, który to po części już przyzwalał na to szaleństwo. Jedynym hamulcem był strach. Strach przed tym, że Febe wystraszy się tych wszystkich chęci, pragnień – ucieknie. Nie mógł zaakceptować nawet tej myśli. Właśnie dlatego cały czas się hamował. Wziął głęboki wdech, zwalniając na chwilę akcję swojego serce, które i tak już biło jak szalone. Wypuszczał powietrze powoli, stopniowo, bezgłośnie. Dotyk kobiety był dla niego jakby prąd, ale nie taki zwyczajny. Uczucie na skórze było podobne do…ciężko było to nawet do czegokolwiek porównać. Jakby jakaś bogini właśnie łaskawie go dotknęła. Jej skóra była taka delikatna, a dłonie drobne i zgrabne; kontrastowały z jego szorstkimi, szerokimi. Chociaż kontrast w życiu zazwyczaj przejawiał się groteskowo ten tutaj był dla niego iście pięknym widokiem – spełnieniem marzeń.
    Kilka żyć. Oh, gdyby on mógł powiedzieć to samo o sobie. Zabić tylko kilka osób. To brzmiało jak błogosławieństwo, przynajmniej dla niego. Yensen był mordercą. To fakt, o którym nigdy nie zapomni, a nawet gdyby chciał jego blizny mu nie pozwolą. Coś takiego nie wywarło na nim wrażenia, negatywnego. Był raczej zaskoczony, że przyznała mu się do tego. Nie sądził, iż będzie w stanie tak łatwo mu zaufać, tak jak on jej. Dotknął delikatnie jej polika wolną ręką i kciukiem powoli, z nabożną czcią przejechał po jej lekko rumianym policzku, uśmiechając się przy tym czule w stronę meduzy.
    - To nie zmienia tego kim jesteś – powiedział stanowczym, aczkolwiek niezwykle troskliwym tonem. – Jesteś dobrą kobietą. Wielu chciałoby powiedzieć, że ma tylko kilka żyć na sumieniu – kontynuował. – Ja chciałbym mieć ich chociaż kilkaset, a pewnie są ich tysią…- urwał tutaj. Nie. Nie powinien jej tego mówić. Był potworem. Nie takim z ludzkich legend. Prawdziwym potworem. Nie zasługiwał by znajdować się tak blisko tego anioła. Nie powinien, a jednak nie mógł się powstrzymać. Po raz kolejny wziął głęboki wdech, szukając w sobie odwagi. Był w obowiązku poinformować ją o swoich grzechach.
    Naprawdę, był?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Są ich tysiące. Jestem stary, stworzyli ze mnie mordercę, nawet teraz param się zabijaniem, co prawda nie niewinnych, ani nawet normalnych przestępców, ale nadal mam krew na rękach i nie umiem inaczej żyć – dodał na jednym wydechu, po czym zamknął usta, jakby nie chciał nic już więcej powiedzieć. Bał się jak na to zareaguje. Po części, teoretycznie powinna się tego spodziewać po kimś takim jak on – maszynie do zabijania. Właśnie, maszynie. Nigdy nie miał nawet okazji poznać swoich rodziców. Jego jedyną rodziną były inne maszyny jemu podobne. Wszyscy szukali jakiegoś wsparcia, pomocy, ale ciężko było je dać sobie nawzajem, kiedy potrafili tylko zabijać.
      - Dla mnie jesteś aniołem – odparł, gdy wspomniała o ocenianiu. Nie miała nawet pojęcia jak wielką ulgę teraz mu przyniosła, o ile była w stanie go zaakceptować.
      Gdy zwiększyła dystans, jakby odruchowo przysunął ją do siebie, wplatając dłoń w burzę loków Romki. Przymknął oczy.
      - Może oboje jesteśmy – szepnął, opierając brodę na czubku głowy towarzyski. Nie miał pojęcia dlaczego to zrobił, dlaczego się nie opamiętał. Po prostu chciał to zrobić.

      Usuń
  94. [ Nie staram się udowodnić, że Febe robi to źle. Po prostu była to najzwyklejsza pomyłka z mojej strony w odpisie, o czym mogłaś się dowiedzieć z rozmów na GG. Ale jeśli tak uważasz, nie będę zabraniać Ci wypowiadać swojego zdania i odczuć względem tego co napisałam.]

    Spojrzał na nią otumaniony jeszcze snem i zaraz ułożył się w taki sposób, w jaki chciała. Nie szarpał się przy tym, po prostu pozwalał na grzebanie przy zranionych miejscach co chwilę tylko sycząc cicho. Jednak, gdy wbiła igłę w jego ciało, złapał ją mocniej za dłoń próbując się wyrwać i uciec od bólu, jaki mu zadała.
    - Nie musisz się wyżywać- westchnął boleśnie, a słysząc jej pytania uniósł na nią, swoje zmęczone oczy.- Grzebią we mnie igłą, jak ma być w porządku?- uniósł brwi, uśmiechając się przy tym lekko. Był zbyt wyczerpany na głupie dogadywanie, poza tym był jej wdzięczny za to, że mu pomogła. - Nie no, jest nawet dobrze jak na obecną sytuację. Gorsze rzeczy mi zszywali- przyznał patrząc na swój nagi tors, który okalały dość spore blizny. Nawet ta na jego twarzy była gorsza, ale za to miał o wiele lepszą obsługę. Szpital polowy nie był aż tak zły, bo byli tam profesjonalni lekarze i to nie jeden.

    OdpowiedzUsuń
  95. - Więc lepiej się nie wyżywaj, proszę- spojrzał znów na sufit, bo gdy tylko spoglądał na swoje rany, od razu widział przed swoją twarzą tego chuja, który mu to zrobił. Cały zabieg był niezwykle nieprzyjemny, co Febe mogła widzieć na jego krzywiącej się twarzy.
    - Wiesz, na wojnie jest mało czasu na zlepianie takich ran. Zwłaszcza, kiedy napierdalają Cię z każdej strony i starasz się przeżyć ratując jeszcze ludzi- westchnął znów. Wziął od niej napój, opróżniając całą zawartość buteleczki, po czym złapał ją za dłonie i z jej pomocą wstał na nogi. Od razu podparł się ściany, łapiąc za zszytą ranę, jakby ta miała po chwili się otworzyć.
    - W ile to zniknie?- spytał.- Yumi nie może tego zobaczyć, znów zacznie płakać...

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  96. - Gdybym dziś się nie naraził, pewnie jakaś kobieta zostałaby zgwałcona w barze. I uwierz, w dawnych latach byłem w stanie oddać nawet za kogoś życie, później wszystko się zmieniło. Właściwie to po Jej śmierci- przyznał patrząc na to, w jaki sposób obchodzi się z jego ranami. Miał nadzieję, że zniknie w kilka dni i będzie mógł wrócić do normalnego życia. W szkole najwyżej weźmie urlop zdrowotny, a Yumi jest na tyle duży, że sam się sobą zajmie w pewnym stopniu. Opadł na poduszki, dłonie podkładając pod głowę, a swoimi oczyma śledził Febe. Nie przemknęły mu nawet jej nagie nogi, bo przecież rozerwała sobie spódnicę. '
    - U niego w porządku. Powoli zaczyna panować nad swoimi zdolnościami, w szkole idzie mu naprawdę świetnie. Jest naprawdę dobry- przyznał drapiąc się po głowie.- A jak tam Inse i Rahim? Co u was?

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  97. Kuro był nawet ciekawy, co się dzieje u dzieci. W końcu ona sama sobie ich nie zrobiła, a to co zrobił jej jakiś czas temu, było nie do pomyślenia. Miał nawet zamiar ją przeprosić, ale nigdy nie miał ku temu okazji, do tego nie chciał dodatkowo stresować ani jej, ani dzieciaków. Słysząc jak przez niego się boją, uśmiechnął się do niej przepraszająco.
    - Wybacz- zmarszczył brwi, szybko kładąc sobie dłoń na twarzy, przy tym ją zakrywając. Zachował się wtedy niepoprawnie, ale w pewnym sensie ona była temu winna. Prowokowała go do kłótni dobrze wiedząc jaki on jest. Może nie znała tego przyczyny, ale mogła się domyśleć po tym, co jej opowiadał gdy jeszcze byli razem. Matka Yumi'ego rozumiała, zaakceptowała i starała się pomóc, a przy Febe wszystko kręciło się wokół niej i to najbardziej go irytowało. Nie pytała co u niego, jak się czuje, ciągle musiał latać za nią i pilnować, czy przypadkiem nikt się do niej nie dobiera. Męczyło go to, ten jej charakter i brakowało mu niewinności swojej żony. Bo ona była idealną kobietą, czułą, kochającą, niewinną i kryjącą się przed wszystkimi mężczyznami, prócz niego. Imponowało mu to, szkoda tylko że już nie żyła. Wtedy nawet nie spojrzałby na Febe, która wprawdzie miała być tylko na jedną noc, a i dzieci nie pojawiłyby się na świecie. Do tego, z nią były ciągle problemy.
    - Niech Ines broni matki- uśmiechnął się znów- Byle tylko nic nie straciła ze swojej kobiecej delikatności, bo to w niej jest piękno kobiety- zamrugał oczyma, odkrywając twarz.- Dlatego nie uczyłem Cię kiedyś obrony. Spójrz na Mel, ona potrafi i widzisz co się z nią dzieje. Jak jesteś bezbronna, szybciej znajdziesz swojego obrońce- puścił jej oko próbując się unieść na poduszce. Chciał mieć ją wyżej, by było mu z tym wygodniej.

    OdpowiedzUsuń
  98. Stał tak wtulony w Romkę i przez chwilę poczuł jak cały świat na chwilę się zatrzymuje, tak aby mógł jak najdłużej cieszyć się tą chwilą. Gdy dotknęła jego torsu poczuł jak serce mu staje. Dosłownie na sekundę. Jedna z piękniejszych chwil w jego życiu. Potraktował to na coś jako dowód zaufania. Tym bardziej, że nie przeszkadzało jej to kim był, kim jest i kim prawdopodobnie zostanie na cały życie. Czerpał z tej chwili wszystkimi swoimi zmysłami. Wdychał zapach włosów kobiety. Cała pachniała jak świeżo upieczony jabłecznik oraz pierwsze wiosenne kwiaty – niesamowita kombinacja, taka ciepła, czuła, tak jak ona; idealnie to do niej pasowało. Przed oczyma miał cały czas obraz jej roześmianych jadeitowych oczu i uśmiechniętych ust, które rozpromieniały cały świat dookoła. Opuszkami palców przeczesywał miękkie włosy Febe, co przynosiło mu przyjemne mrowienie, które koiło wszystkie jego nerwy. Zapomniał nawet o bólu, jaki towarzyszył jego plecom. Wziął głęboki wdech. Czy ją odprowadzi? Nie musiała nawet pytać. Każda okazja, aby przedłużyć czas spędzony z meduzą było na wagę złota. Nie mógł jej od tak zmarnować. Odchylił głowę, dotykając delikatnie dwoma palcami jej podbródka. Nakierował jej oczy na swoje, uśmiechając się przy tym w sposób w jaki nie robił tego od bardzo dawna.
    - Oczywiście – stwierdził z pewnością i nutką radości w głosie. – Daj mi tylko założyć koszulę, nie chciałbym pokazywać publicznie swoich blizn – dodał, po czym lekko się zaśmiał. Tak, to nie był dobry pomysł. Każdy był inny. Różne istoty mogłyby różnie zareagować na jego plecy. Już raz dzisiaj tego doświadczyli, a on nie chciał ściągać na nią kolejnych kłopotów. Nie zasługiwała na to, na cierpienie; zwłaszcza z jego powodu. Złapał delikatnie ją w tali, powoli odsuwając od siebie, jednak bardzo niechętnie. Wolałby jeszcze tak zostać, ale i tak spędzą razem jeszcze trochę czasu. Miał nadzieję, że jak najwięcej.
    Założył szybko koszulę na siebie, zapiął guziki. Następnie spojrzał na nią.
    - W którą stronę? – zapytał, łapiąc ją delikatnie za rękę, powoli i niepewnie. Jakby bał się odtrącenia. Może słusznie.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  99. [O! Ja zapomniałam, że Twoja Febe mieszka w Cledo. To tak... a co jeśli chciałabym wątek i z Febe i Niklausem? Z Febe coś lekkiego i wesołego. Może mogłyby być dobrymi koleżankami lub przyjaciółkami jeśli Ci to nie przeszkadza. Wiesz co tygodniowa herbatka i ploteczki :D Natomiast do Niklausa zwrócę się pod kartą Niklausa. Ray odpisze niedługo :) ]

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  100. Ray skinął lekko głową, uśmiechając sie przy tym nieco. Ines wyglądała na silną osóbkę i miał wrażenie że jeszcze trochę i przerośnie ich wszystkich. Wystarczyło ją tylko dobrze pokierować.
    - A dlaczego nie? Można by zacząć od bambusowego mieczyka - zauważył z uśmiechem. On sam uczył się na takim przez chwilę, bo Yensen dość szybko stwierdził, że czas na prawdziwą broń. Sparingi z nim uważał za najlepsze co mogło go spotkać. Potem był zmęczony, ale szczęśliwy. Dużo się od niego uczył.
    - Moglibyśmy spróbować - pstryknął palcami już węsząc okazję do niecodziennych zajęć z maluchami. Gdyby tak pokazać im ile jest frajdy w machaniu drewnianym mieczem, pewnie zmęczyłyby się szybko i spokojnie poszły spać. - Następnym razem skombinuję parę bambusowych mieczy - zdecydował. - Ines zobaczy, że to nie takie łatwe i będzie można sprawdzić jej silną wolę... a reszta dzieci będzie miała frajdę wymachując nimi - uśmiechnął się do Febe, a potem podgrzał nieco swój kubek. On po prostu nie znosił chłodnej kawy. Musiała parzyć go w gardle, by odczuwał przyjemność z sączenia jej.
    - Jak długo chodzisz po świecie? - zaryzykował pytanie, choć doskonale wiedział, że kobiet nie powinno się pytać o wiek. No trudno, ciekawość wzięła górę i zanim zdołał się zorientować pytanie opuściło jego wargi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  101. Zaśmiał się, tak szczerze i nawet miło, gdy wspomniała o tym wszystkim.
    - Oboje z Melanie mamy ciężki charakter co już niejednokrotnie widziałaś, gdy się razem spotykaliśmy, więc szczerze wątpię. Ona zajęła się pracą i studiami, ja Yumi'm i tworzeniem, więc raczej nie stawiałbym na szybkie spotkanie kogoś dla siebie. Ale może.
    Szybko zwrócił wzrok na gospodarza, krzywiąc się przy tym jeszcze z bólu, ale zdążył zamówić sobie u niego szklankę zwykłej wody i zaraz znów byli sami.
    - Głupi byłem- przyznał.- I chyba za bardzo na siłę chciałem zrobić z Ciebie Ją. Nie wyszło- zagryzł wargi przypominając sobie widok swojej żony, w chwili gdy byli jeszcze szczęśliwi i wszystko było w porządku. Wtedy chyba spodziewali się dziecka, a ona była w początkowych miesiącach ciąży. Brakowało mu jej, ale nie znalazł jej jeszcze w nikim. Żadnej jej cechy.
    - Czasem znów chciałbym się obok kogoś obudzić- wyznał otwierając swoje ślepia.- Przy kimś kto nie patrzyłby na mnie jak na potwora, jak często robiłaś to Ty.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  102. - Oby było, tak jak mówisz. - spojrzał na swoją wodę, którą przyniósł gospodarz, od razu zabierając ją ze swojego miejsca i opróżnił jednym, większym łykiem.
    - Najbardziej denerwowało mnie to, że tak łatwo nam poszło... Jedno spotkanie w barze, kilka piw i zaraz leżałaś pode mną. To jest z tego najbardziej przykre, bo oboje z nas jakoś za bardzo się nie staraliśmy. Przy niej było inaczej- przyznał. A słysząc to, że się z nią widziała otworzył szeroko oczy, szybko siadając zaraz obok z nadzieją w oczach. On wiedział, że Yuuki była duchem i ciągle stąpała obok Yumi'ego, czuł to a i sam chłopiec mu to mówił, ale po jej śmierci nie miał okazji jej spotkać i w tym wszystkim to było najgorsze. Kochał ją najbardziej na świecie, oddałby za nią własne życie, gdyby miała okazję wrócić, a ona po prostu mu się nie okazywała.
    - Kiedy przyszła?- spytał lekko łamiącym się głosem. Chciał ją zobaczyć, najlepiej teraz i ten ostatni raz wziąć ją w ramiona. Tęsknił za nią niemiłosiernie i każda myśl o niej, wypalała w jego sercu ogromną dziurę, której nie był w stanie sam załatać. - Proszę, powiedz mi- dodał łapiąc jej dłoń w swoje, by zacisnąć się na nich delikatnie. Zależało mu na tym, jak na niczym innym do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
  103. Kuro wpatrywał się w nią z nadzieją w oczach. Tak bardzo chciał, by w końcu zobaczyć czy pomówić z ukochaną, chcąc wyjaśnić sobie to wszystko. Przede wszystkim, dlaczego wtedy ich zostawiła odbierając sobie życie. To było w tym wszystkim najtrudniejsze. Nie sam fakt, że znalazł ją już martwą w mieszkaniu, gdy z dzieckiem na rękach wracał do swojej ukochanej.
    - Proszę- spojrzał na nią raz jeszcze, mocniej ściskając jej dłoń. Gdyby musiał nawet błagać, zrobi to, byle tylko pomówić z Yuuki na osobności.

    OdpowiedzUsuń
  104. Na wiadomość, że to zrobi, na jego twarzy pojawiło się prawdziwe podziękowanie. Nie miał pojęcia, jakby mógł jej to wszystko wynagrodzić, tym bardziej że od zawsze zachowywał się tak a nie inaczej. Yuuki jednak zawsze potrafiła ogarnąć wszystkie jego zapędy, bo nawet gdy traktował ją tak, jakby należała do niego, ona potrafiła to spokojnie w nim uspokoić. I chyba to w niej uwielbiał, zamiast się poddawać, ona obracała to na swoją korzyść w swój sposób.
    - Jasne- uśmiechnął się do niej, choć żałował, że nie mógłby zobaczyć żony w całej okazałości. Była niezwykle piękną kobietą, chyba najpiękniejszą jaką spotkał i jej widok byłby miodem na jego zbolałe serce. - Nie miałem nawet zamiaru.

    OdpowiedzUsuń

  105. - Koszula tak, plecy nie, lepiej je chować, sama widziałaś – zauważył odwzajemniając jej zadziorny uśmiech. – No chyba, że znowu mam brać udział w jakiejś bójce?– dodał, poprawiając koszulę. Uniósł jedną brew do góry pytająco. Dla niej nawet sam by zaczął, wystarczy, że poprosi, albo po prostu będzie tego potrzebować. Tak. Nie przepuści nikomu, kto będzie próbował ją zranić w jakikolwiek sposób. To będzie jeden z niewielu słusznych powodów, dla którego można nawet odebrać komuś życie.
    Kiedy odwzajemniła jego uścisk poczuł się pewniej. Po prostu wiedział w tym momencie, iż nie musi się bać, że od niego zaraz odejdzie. Był bezpieczny, a raczej jego serce było. Zacisnął mocniej uścisk, splatając swoje palce z jej. Spojrzał w te wspaniałe oczy. Nie potrzebował niczego innego. Zdecydowanie za szybko doszedł do takiego wniosku, ale może właśnie teraz padł ofiarę tej tajemniczej miłości od pierwszego wejrzenia, w którą tak naprawdę chyba nigdy nie wierzył.
    - Ah…wiesz, moim starym kościom przyda się taki trening. Mają ponad tysiąc lat, jak nie będę o nie dbał, to może mi wyskoczyć dysk w trakcie salta między jakimiś zbirami, a to byłby komiczny widok. I śmiertelny – powiedział spokojnie, lekko żartobliwym tonem, idąc mniej zatłoczoną stroną ulicy, aby mogli spokojnie iść trzymając się za ręce. No i rozmawiać. Schował wolną rękę do kieszeni spodni. Odruchowo. Następnie spojrzał przed siebie.
    - Poza tym nie chciałbym żeby coś Ci się stało w drodze powrotnej do domu. Ktoś musi bronić pięknych kobiet, ja chcę bronić tej konkretnej – dodał, aczkolwiek nie patrzył na nią w tym momencie. Tylko po to, żeby nie zrobić zbyt maślanych oczu przy tym wyznaniu. Chciał wyglądać pociągająco, może tak beztrosko, niebezpiecznie i bezpiecznie zarazem.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  106. Zatkało go i to bardzo. Zachował się niczym nieogarnięte dziecko, które teraz patrzyło na nią z rozdziawioną buzię. Brodę musiał długo zbierać z ziemi, a kiedy w końcu mu się udało odchrząknął nieco.
    - To ja tu 5-latek przy tobie jestem - zauważył z lekkim śmiechem na ustach, by jakoś zamaskować ten swój nietakt. Niby nie powinien się już dziwić, zwłaszcza że wychowywał się pod skrzydłami długowiecznego Yensena, ale w życiu by nie pomyślał, że ta młoda kobieta może sobie tyle lat liczyć.
    - A Ines i Rahim... to prawdziwe pięciolatki czy takie już... no długowieczne? - zapytał zaraz, bo jakoś tak zaczęła go interesować ta cała długowieczność.
    - Podobno magowie też długo żyją, ale... jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić - przyznał szczerze. Starzał się normalnie i obawiał się, że geny matki nie pozwolą mu na długowieczność.
    - Nie jest przykro patrzeć jak osoby odchodzą? No wiesz... przez te stulecia? - zapytał cicho, dopijając wreszcie swoją kawę i zerkając teraz na dzieci. Nadprzyrodzone, ale jednak jeszcze dzieci.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  107. - Niby tak - zgodził się Ray. - Ale mieszkam w Mortiel jedynie 9 lat... i wiele dziwów mnie jeszcze dziwi - dodał, zdając sobie sprawę z gry słów, którą akurat użył. - Wcześniej nie miałem pojęcia, że tyle jest ras, tyle dziwów... byłem zamknięty w laboratorium... nie miałem okazji poznawać świata istot magicznych, ale za to znam doskonale zachowania ludzkie - wzruszył ramionami, jakoś tak nie bardzo chcąc poruszać ten temat. Na dodatek faktu, że posiadał w sobie część ludzkiej krwi po dziś dzień nie był w stanie przetrawić. Doskonale rozumiał dzieci Febe. Hybrydy... sam taką jedną był i jakoś niespecjalnie go to rajcowało.
    Wstał wraz z Febe pomagając jej z tymi najbardziej ociągającymi się dzieciakami. Nastraszył je trochę potworami i niemal od razu znalazły się na czele stawki.
    - Wujaszek Yensen trochę lat sobie liczy, ale jakoś tak.. nie czuję aż tak dużej różnicy - przyznał szczerze, bo jak niby miał czuć kiedy to ten mężczyzna wprowadzał go w tajemne sztuki picia alkoholu czy szermierki. Nie był w stanie uważać go za starego dziadka. Starczył mu fakt, że i tak się obruszał za samo "wujaszek", ale trudno. Musiał to przeżyć i koniec.
    - Co cię z nim łączy? Jakieś pikantne szczegóły? - zapytał po chwili milczenia, gdy dzieciaki już siedziały grzecznie przy stolikach czekając na swoje porcje. Zaraz też znalazł się przy garze z parującą zupą i zaczął odbierać talerzyki i zanosić je dzieciakom na stół. Po części był ciekawy i chciał otrzymać jakieś szczególiki, którymi mógłby podokuczać trochę ochotnikowi, ale tak naprawdę po prostu pragnął zmienić temat. Wolał rozmawiać o kimś, niż o sobie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  108. - Nie najdzie- zapewnił uśmiechając się do niej ciepło, a na jej pytanie, szybko swój wzrok przeniósł na poraniony brzuch delikatnie dotykając go opuszkami palców. Szczypało, jednak krew nie leciała, przynajmniej nie tak mocno, więc nie miał się czym przejmować. Zdjął jej rękę ze swojego torsu siłując się ze wstaniem z łóżka, w końcu jednak stanął na równe nogi napinając przy tym każdy swój mięsień tak, że były naprawdę dobrze widoczne. Należał do takich osób, które mimo wszystko dbały o swoją sprawność fizyczną i widoczne było to gołym okiem, więc kobiety miały na co patrzeć. Znaczy, miałyby gdyby nie bały się tych jego oczu oraz blizn okalających jego ciało i przede wszystkim- twarzy.
    - Jakby ktoś mnie rozszarpał i zszył na nowo.- westchnął głębiej, dłoń przykładając do pleców i tam też sprawdzając, czy wszystko w porządku. Musiał się niedługo przejść z tym do Melanie, bo ona może przyspieszy regenerację, lub całkowicie to zalepi. Nie ważne, że mogły zostać z tego blizny, bo i tak miał ich wystarczająco.- I możesz zaprowadzić mnie do domu, Yumi i tak jest u kuzynostwa, więc nie będzie nam przeszkadzał- wyjaśnił jej, zwracając swoje oczy ku jej twarzy i nieco niżej, na długą szyję oraz dekolt.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  109. Zaśmiał się cicho na jej słowa, a jego ciało rozluźniło się zaraz.
    - Zszyjesz mnie jeszcze raz- mruknął, zanim jeszcze wyszła. To w tym pokoju na nią czekał, ubierając na siebie powoli swoją zakrwawioną, rozerwaną bluzkę i szło mu to niezwykle mozolnie.
    Gdy wróciła, od razu oparł się na jednym z ramion kobiety oddychając szybciej przez zrobienie w jej stronę kilku kroków.
    - I po co mi to było- powiedział sam do siebie kierując się za Febe, przed budynek, a przed nim stała już taksówka. Wszedł do niej, prawie opadając na całe wolne siedzenia, a jego wzrok zatrzymał się na kierowcy. Podał szybko swój adres.
    - Tylko szybko- warknął do niego nieprzyjemnie, chcąc być już w swoim domu i porozmawiać z Yuuki. Febe mu to obiecała.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  110. Ray uważnie taksował ją spojrzeniem, gdy wspominała o Yensenie, a uśmiech rósł mu na ustach. Ha! Będzie czym męczyć ochotnika! Żyć nie umierać! Wreszcie to nie on będzie obiektem żartów, a uda się odbić nieco piłeczkę. Może choć jednego seta udałoby mu się wygrać przy wujaszku. Aż zatarł dłonie z uciechy.
    - Jego trzeba trochę przycisnąć - stwierdził wesoło, odbierając talerz zupy i dziękując za posiłek. - Choć co ja tam wiem... do tej pory nie mogę się pochwalić dużym dobytkiem jeśli chodzi o związki - dodał nieco się rumieniąc. Choć była taka jedna, o którą się aktualnie starał to była ona pierwszą, o którą faktycznie się starał. Nie miał pojęcia jak obchodzić się z kobietami i co zrobić w tak absurdalnym przypadku jakim była Willow.
    - Uhm Febe... jako, że jesteś nieco starsza stażem, to może wiesz co takiego lubią dziewczyny? Jak zdobyć ich serce? - znów zapytał, nie przemyślawszy wcześniej o co pyta. Zagryzł nieco wargi i wlepił w nią pełne nadziei spojrzenie. Warto było spróbować, co nie?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  111. Skrzywiła się lekko słysząc “Will”. Tylko jedna osoba w jej życiu się do niej zwracała w ten sposób, ale jej już nie było na tym świecie. Willow nie miała pojęcia, że będzie miało to dla niej jakiekolwiek znaczenie, dopóki ta kobieta nie użyła tego zdrobnienia. Teraz zdawało jej się, że by się zaczęła wściekać, gdyby ktoś próbował ją tak nazywać. Widziała obecnie jedną osobę, która by ewentualnie mogła zdobyć to prawo.
    “Prawo”, cóż za głupie określenie na taką drobną rzecz jak używanie zdrobnienia.
    Szczerze powiedziawszy o wiele bardziej komfortowo czułaby się w relacji “na pan/pani” niż przechodzenie “na ty” tak szybko. Jednak postawiona przed wyborem Will, czy Willow, jej decyzja była dość oczywista.
    - Willow, poproszę - odpowiedziała bezbarwnym tonem.
    Starała się ignorować chłopca, nieprzyzwyczajona do atencji dzieci. Jakie one mają małe nosy…
    - Czym… - Odchrząknęła cicho, nie wiedząc gdzie spojrzenie podziać. - Czym zajmują się dzieci? Na ich obecnym etapie rozwoju?
    Znajdowała się poza swoją strefą komfortu, co ją stresowało. Nie była w stanie zapamiętać chociażby jednego przedstawionego jej dziecka, oprócz Rahima, któremu musiała poświęcić specjalną uwagę. W porównaniu do innych, nie wydawał się być aż tak przerażający, oprócz tego ciągłego gapienia się na nią, to by nie miała mu nic do zarzucenia.
    Gdy nagle przyniósł jej kwiatka, kompletnie ją zamurowało. Nie miała pojęcia jak ma zareagować. Czy przystoi odmawiać dzieciom takich rzeczy? Jednak nie mogła zaprzeczyć, że to jak utrzymywał poważną minę w tej sytuacji, było niezwykle urokliwe. Przykucnęła przed nim, przekrzywiając głowę w bok.
    - Nie jestem dla ciebie za stara? - zapytała, unosząc brwi.

    Willow

    [jak rozumiem reszta dzieci to będą NPC do ogólnego użytku, a Rahim i Ines do Twojego? :) ]

    OdpowiedzUsuń
  112. Wszedł powoli do domu, od razu zapalając światło w większym korytarzu. Mieszkanie wydawało się sterylnie czyste, zachowane w kolorach szarości i bieli, jednak na ścianach powywieszane były różne obrazy jego autorstwa. Najczęściej przedstawiały one jego przeżycia, krajobrazy jakie zapamiętał ze swojej podróżny i niejednokrotnie ludzi. Więc nie było one surowe, w dodatku ślady obecności dziecka były widoczne na pierwszy rzut oka, więc było również ciepłe w pewien sposób. Febe miała co podziwiać, bo na wejściu do mieszkania, na przeciwko drzwi wisiała dość sporej wielkości ramka, a na niej przedstawionych było kilka osób kucających obok skrzyń wypełnionych różnego rodzaju materiałami czy ozdobami.
    Kuro oparł się o jedną z szafek, od razu ściągając z ciała zakrwawione ubranie i rzucił je w najdalszy kąt, uśmiechając się przy tym nieco beztrosko.
    - Nie musisz się trudzić, będzie robiła za szmatę do pędzli- wyjaśnił, kierując się powoli do kuchni, gdzie zrobił im po drinku. Alkohol miał mu w tym wszystkim pomóc, a i w jakiś sposób uśmierzyć ból fizyczny i ten psychiczny. Skierował się do swojej sypialni, wskazując Febe by ruszyła za nim.
    Szklanki ustawił na nocnym stoliku, tym wolnym, bo na drugim miał swoje pomazane od farby pędzle, a nie daleko swój nowy obraz. Do tego książki na wolnej stronie łóżka, które zastępywały mu puste miejsce po drugiej osobie.
    - Usiądź- wskazał jej na łóżko, a sam ruszył do szklanej szafy, zajmującej całą ścianę. Pogrzebał w niej chwilę, po czym wyciągnął dość spore pudełko, które podał Febe. Znajdowały się tam różne rzeczy, od świec, kadzideł, po zapachowe zioła czy dziwne amulety, których on chyba bał się dotykać. - Weź co chcesz, by ją przywołać- mruknął, po czym znów odwrócił się do mebla w poszukiwaniu następnego pudła. Tym razem z jej rzeczami, a była ich naprawdę spora kolekcja.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  113. To co mówiła miało sens. Faktycznie nie było jednego sposobu, by dziewczynę zdobyć. No i te, które leciały na drogie błyskotki raczej sobie odpuszczał, ale mimo to wciąż pozostawał bez odpowiedzi. Westchnął ciężko, przez chwilę w milczeniu spożywając posiłek i zastanawiając się jak to wszystko ugryźć. Dopiero huk dochodzący jakieś trzy stoliki od nich wrócił go do rzeczywistości. Odruchowo upuścił łyżkę i wstał od stołu.
    Troje dzieci wszczęło bójkę, przez co stół poleciał w powietrze i roztrzaskałby się im na głowach, gdyby tylko tam dotarł. Ray szybko wyciągnął dłoń w stronę stołu i skoncentrował się na przedmiocie. Stół zatrzymał się w powietrzu wraz ze wszystkimi talerzami i przez dłuższą chwilę po prostu tam sobie szybował, zanim chłopak odnalazł wolne od szkód miejsce, na które sprowadził przedmioty.
    - Hej, co to miało być? – zapytał maluchy, podchodząc do nich i kucając obok nich. – Nie chcę wiedzieć kto zaczął – uciął ich próby przekrzykiwania się i zrzucania winy na innych. – Macie pojęcie co się mogło stać? Mogliście skrzywdzić waszych przyjaciół! – fuknął, być może trochę zbyt gniewnie, ale maluchy wyprowadziły go z równowagi. Nie rozumiał jak można było być tak bezmyślnym, choć z drugiej strony powinien wziąć poprawkę na ich wiek. – Złamane kończyny to najlepsze co w tym wypadku mogło się zdarzyć – zauważył chłodno. Zacisnął mocniej pięści i ugryzł się w język, by nie powiedzieć czegoś więcej. Oj chyba nie był najlepszą osobą do rozwiązywania konfliktów. Kiedy pomyślał o tym, co mogło się wydarzyć, aż w nim zawrzało. Poczekał tylko aż Febe do nich dołączy, a potem opuścił salę. Wyszedł do ogrodu by trochę ochłonąć. Potrzebował dobrych 10 minut by móc dalej spokojnie oddychać, a w tym czasie dołączył do niego Rahim, jakby chcąc sprawdzić czy wszystko z nim w porządku. Ray ukucnął tuż przy nim i uśmiechnął się do niego lekko.
    - Nic się nie martw. Nic się nie stało – zapewnił go spokojnie. – Hej Rahim, kim chciałbyś zostać w przyszłości? – zapytał trzylatka, tak naprawdę będąc trochę egoistą. Chciał po prostu zająć czymś swe myśli, by odstawić resztkę złości w kąt. Musiał jeszcze wiele się nauczyć, zwłaszcza jeśli chodziło o opanowanie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  114. Usiadł nie daleko niej, a jego wzrok wylądował na jej twarzy uśmiechając się przy tym lekko. Jego dłoń zaraz powędrowała do naszyjnika, który przez cały czas wisiał na jego szyi, po czym zacisnął mocniej dłoń na tym, co wisiało na samym jego końcu.
    - Chyba mam coś takiego- sprawnym ruchem odpiął łańcuszek, a z niego wprost do dłoni Febe poleciała drobna, srebrna obrączka z małym diamencikiem z przodu. Pierścionek zaręczynowy. który podarował jej, gdy w końcu zdecydował się na to, by spędzić z nią resztę życia. Doskonale pamiętał ten moment i jej szeroki uśmiech, gdy kleknął przed nią i spytał, czy zostanie jego żoną.
    - Użyj tego- odwrócił od niej wzrok, by naszyjnik odłożyć na swoją szafkę nocną.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  115. Ray pozwolił mu się trochę oddalić zanim ruszył za chłopcem. Nie chciał go przecież zostawić samego w ogrodzie. Jeszcze coś głupiego przyszłoby mu do głowy, albo zwyczajnie się przewróci i zedrze sobie kolana. Kaplica murowana. Z dzieciakami nigdy nie było wiadomo. Tak samo jak i z kobietami niestety.
    - Fajnie jest mieć takie zainteresowania – uśmiechnął się do chłopca siadając na ławce w altance. – A ludzi też malujesz? – zainteresował się zaraz, tak myśląc o tym że może udałoby mu się go nakłonić do namalowania Willow. To mogłoby być interesujące. Zdecydowanie tak. Chciałby zobaczyć jej minę, kiedy nieśmiały Rahim zacząłby ją próbować przekonać do nieruchomego siedzenia, a potem dałby jej swój rysunek. Zaśmiał się cicho, bo samo wyobrażenie poprawiło mu nieco humor.
    - No to może będziesz malarzem, jak ci się to tak spodoba – dodał zaraz, opierając się plecami o oparcie ławki. On sam nie miał zainteresowań. Tak przynajmniej mu się wydawało, bo gdyby Rahim go o to zapytał nie wiedziałby co mu odpowiedzieć. – Lubisz to przedszkole? – zapytał go jeszcze, chcąc nawiązać z chłopcem jakiś kontakt, zanim wrócą z powrotem do budynku. Złość zniknęła, a on sam czuł się już na tyle pewnie, by wracać do pracy. Nie chciał zostawiać Febe samej z tym wszystkim. Bo choć dzieciaki były kochane, to niestety potrafiły dać w kość. I to mocno. Gdyby to wiedział wcześniej, pewnie nie przyjąłby tej roboty.

    Ray
    Ray pozwolił mu się trochę oddalić zanim ruszył za chłopcem. Nie chciał go przecież zostawić samego w ogrodzie. Jeszcze coś głupiego przyszłoby mu do głowy, albo zwyczajnie się przewróci i zedrze sobie kolana. Kaplica murowana. Z dzieciakami nigdy nie było wiadomo. Tak samo jak i z kobietami niestety.
    - Fajnie jest mieć takie zainteresowania – uśmiechnął się do chłopca siadając na ławce w altance. – A ludzi też malujesz? – zainteresował się zaraz, tak myśląc o tym że może udałoby mu się go nakłonić do namalowania Willow. To mogłoby być interesujące. Zdecydowanie tak. Chciałby zobaczyć jej minę, kiedy nieśmiały Rahim zacząłby ją próbować przekonać do nieruchomego siedzenia, a potem dałby jej swój rysunek. Zaśmiał się cicho, bo samo wyobrażenie poprawiło mu nieco humor.
    - No to może będziesz malarzem, jak ci się to tak spodoba – dodał zaraz, opierając się plecami o oparcie ławki. On sam nie miał zainteresowań. Tak przynajmniej mu się wydawało, bo gdyby Rahim go o to zapytał nie wiedziałby co mu odpowiedzieć. – Lubisz to przedszkole? – zapytał go jeszcze, chcąc nawiązać z chłopcem jakiś kontakt, zanim wrócą z powrotem do budynku. Złość zniknęła, a on sam czuł się już na tyle pewnie, by wracać do pracy. Nie chciał zostawiać Febe samej z tym wszystkim. Bo choć dzieciaki były kochane, to niestety potrafiły dać w kość. I to mocno. Gdyby to wiedział wcześniej, pewnie nie przyjąłby tej roboty.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  116. Spojrzał się na nią dziwnie, gdy usiadła na ziemi, jednak szybko podał jej nie zapalniczkę, a zapałki leżące gdzieś w komodzie wraz z paczką papierosów. Usiadł na przeciwko niej, przyglądając się temu co kobieta robi. Już od dawna nie brał udziału w podobnych "rytuałach", ostatni raz właściwie robił to, gdy jeszcze Yuuki nie była w ciąży. Od tego czasu minęło już dziewięć lat? Więcej? Nie pamiętał dokładnie, bo zanim jeszcze zaczął starać się o dziecko zakazał jej tych praktyk, ze względu na powodzenie swojego planu.
    Wziął swoją szklankę, zaraz wypijając całą jej zawartość.
    - Wszystko w porządku?- spytał.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  117. Ray również poszedł za nim. W końcu jeszcze tu pracował. Jeszcze go Febe nie zwolniła choć podejrzewał, że niedługo mu to już groziło. Jeszcze parę takich akcji zrobi i koniec. Na pewno. Mimo to wrócił do środka już całkiem spokojny i podszedł do Febe. Rahim najwyraźniej również się uspokoił bo teraz znów malował przy stoliku.
    - Przepraszam - podrapał się lekko po głowie. - Za tę reakcję. Wiem, że powinienem być nieco bardziej cierpliwy... - przyznał szczerze, zanim zdołała cokolwiek powiedzieć. Zaraz też pomógł jej sprzątać po obiedzie. No do czegoś musiał się w końcu przydać co nie? Jeśli nie do opieki nad dziećmi, to chociaż do sprzątania. Ot co. Z tym sobie poradzi. Przynajmniej cierpliwości nie straci.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  118. Kuro uważnie przyglądał się temu co robi Febe, nie chcąc ominąć momentu, w którym Yuuki wejdzie do jej ciała i będzie mógł w końcu wziąć ją w swoje ramiona. Gdy w końcu kobieta opadła na plecy, on szybko do niej doskoczył od razu łapiąc ją za ramiona, by nie opadła na rozpaloną świecę. Słysząc swoje imię głosem Yuuki, jego oczy zaszkliły się od razu, a kobieta wylądowała w jego ramionach. Ściskał ją mocno, wtulając w siebie zapominając o tym, że to nie ciało Yuuki, a Febe i mogła sobie tego nie życzyć.
    - Tęskniłem, tak cholernie tęskniłem Yuuki- przyznał tłamsząc szloch, wtulił swoją twarz w jej ramię, a kobieta powoli gładziła jego plecy z nieukrywaną czułością.
    - Już spokojnie- szepnęła odsuwając go nieco od siebie, by zetrzeć łzy z polików.- Chciałam z Tobą porozmawiać o tym wszystkim.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po dłuższej rozmowie pożegnał żonę, a gdy ta tylko wyszła z ciała nie mógł powstrzymać złości jaka go ogarnęła. Nie był to zbyt szczęśliwy moment, wręcz przeciwnie. Mimo tego, że mógł porozmawiać z Yuuki, ta nie powiedziała mu nic konkretnego, wręcz przeciwnie. Pozostawiła o wiele więcej pytań niż odpowiedzi i przede wszystkim- nie wyjaśniła motywu swojego samobójstwa, a tego oczekiwał najbardziej. W głowie brzmiały mu nadal jej słowa.
      Dbaj o swoje dzieci.

      Usuń
  119. Gotowanie nie było sztuką, w której Ninath jakoś specjalnie by się spełniała. Potrafiła gotować dobrze, ale jej dania ograniczały się raczej do prostych w wykonaniu rzeczy i szybkich, a o deserach nie było nawet mowy. Zawsze bardziej skupiała się na księgach czy badaniach, niż na jedzeniu, więc nawet się sobie nie dziwiła. Ale nie zazdrościła Febe, chyba. Nie miała tak naprawdę dla kogo gotować. Jej podopieczna lubiła ją zaskakiwać różnymi potrawami, a Firnara tutaj nie było. Bardzo często tego żałowała. Brakowało jej go. Oczywiście nikomu nie okazywała tej tęsknoty. Uśmiechała się do meduzy i zaśmiała się na jej żart.
    - Gdyby magia była aż tak wszechstronna głód by w ogóle nie istniał – westchnęła. – Ale każdy mag stara się jak może, więc kto wie…może pewnego dnia na pstryknięcie palców będzie można zjeść kaczkę w pomarańczach, wszystko przed nami – dodała po chwili, z delikatnym przekąsem. Oczywiście to był żart. Szczerze wątpiła, że ktokolwiek zająłby się tworzeniem zaklęć na jedzenie. Przy aktualnych osiągnięciach to by było co najmniej żałosne. Kiedy kobieta zaczęła opowiadać o zębach dziewczynki, altmerka wydała się naprawdę zainteresowana i faktycznie była, prawdopodobnie nawet jeszcze bardziej, niż mogłaby dać po sobie poznać. Cóż, skrzywienie zawodowe. Chętnie przyjrzałaby się z bliska tym gruczołom jadowym.
    - Myślę, że mogłaby się może nauczyć kontroli unerwienia tych gruczołów, w ten sposób mogłaby zmniejszyć, lub zwiększyć dawki jadu, ale musiałabym dokładnie obejrzeć zęby i zobaczyć rentgen żeby zo – tutaj urwała i spojrzała na Ines, a potem z powrotem na Febe. Po cholerę ona to mówiła. – Wybacz, to już jest chyba odruch bezwarunkowy. Jestem archeologiem, a zdarza mi się badać żywe istoty. Widać już mi zostało – przeprosiła, uśmiechając się przepraszająco. Romka mogła przecież sama szukać jakiegoś rozwiązania. Jej gadanie mogło być bezużyteczne. Tym bardziej, że jej córka nie wyglądała na taką, która jakoś specjalnie bałaby się o rozwój mocy, chyba nawet wręcz przeciwnie. Ninat to nie przeszkadzało, chociaż osobiście wychowała się inaczej, ale to było szczęśliwe dzieciństwo.
    - Jeżeli chodzi o trucizny czy jad to zawsze można pozbyć się go tylko zaklęciem. Niektóre momentalnie niszczą ciało, więc trzeba podać antidotum, które będzie regenerować komórki, aczkolwiek przy produkcji niektórych mikstur powinno się użyć zaklęcia. Na przykład na jad czarnego bazyliszka. Należy połączyć zaklęcie niwelujące jad zwykłego – tutaj szukała odpowiedniego słowa. Stwór, czy okaz nie pasował. Nawet w Gildii był jeden bazyliszek i wyglądał całkowicie normalny. – zwykłego przedstawiciela gatunku razem z miksturą wspomagającą krążenie, inaczej żyły mogą się zamknąć – wyjaśniła. Znowu. Tak, Febe czeka jeszcze nie jeden wykład. Yensen musiał się przyzwyczaić, bo zwykłe ‘’ ale skończ o tym pierdolić’’ nigdy nie podziałało. Zresztą, żadna odzywka słowna nigdy na nią nie podziała.
    -Każda rasa tyje – zaśmiała się. – Elfy mają inną przemianę materii, ale uwierz, potrafimy przytyć. Tak samo jak możesz spotkać czarnego wampira, chociaż kojarzą się z bladymi istotami – dodała. - O ile dobrze kojarzę mój ostatni zleceniodawca był elfem z nadwagą. Nie wyglądał może jak beczka, ale pod jego garniturem zdecydowanie nie krył się męski tors z kobiecych fantazji – zaśmiała się, na wspomnienie o mężczyźnie. – Ale cieszę się, że tak nas inni widzą.
    Słysząc Ines, nie mogła powstrzymać się od szczerego śmiechu. Mała wyglądała na zdeterminowaną. Niestety, nie wyobrażała sobie jak Yensen z zainteresowaniem zajmuje się małym dzieckiem. Nigdy się do nich za bardzo nie zbliżał. Głównie przez swoją bezpłodność. Po części sama go rozumiała. Widok szczęśliwych dzieci bolał, kiedy ma się świadomość, że ty nigdy nie będziesz ich mieć. Ona była co prawda płodna, ale jedyny mężczyzna, z którym mogłaby mieć dzieci, cóż…
    Zmierzwiła małej włosy, przymykając oczy ze śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Może po prostu pożyczę ten karabin, hm? Nie wiem czy ma teraz czas na odwiedziny – wyjaśniła. – Ma bardzo dużo pracy w Gildii. Może sam Cię kiedyś odwiedzi – puściła jej oczko. Oby tylko nie zrobiła dziewczynce pustych nadziei. No nic, jakoś go zmusi, jeżeli będzie protestował. Albo Ines pójdzie do tego wujka Garrusa.
      - Małe dzieci mają taki dar – zauważyła, odbierając swoją kawę od kelnera. – Ale miejmy nadzieję, że mnie nie zbałamuci, bo jak się zorientuję to mogę zacząć chuchać i dmuchać aż jej takie głupie pomysły wydmucham z głowy – tutaj spojrzała na małą. Tak, nie wiedziała za bardzo jak rozmawiać z dziećmi. Działała czysto spontanicznie.


      Ninath

      Usuń
  120. Uśmiechnął się zadowolony, kiedy Febe zainicjowała kolejną rundę ich niewinnej gry. Zaśmiał się cicho, spoglądając na nią.
    -Można połączyć obie te rzeczy jeśli chcesz i po prostu odwiedzisz mnie podczas treningu, hm? - zapytał, a na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech. - Będziemy tylko w swoim towarzystwie, ty będziesz mogła podziwiać mój nagi tors, a ja będę miał dla kogo się popisać najlepszymi sztuczkami - dodał. Tak, już widział jak specjalne dla Febe wykonuje skomplikowane akrobscje na wahadle. Oczywiście z zawiaznamymi oczyma. Tak jak za każdym razem. Tak jak kazał Vesemir.
    Ona jak stary piernik? Pokręcił głową. Wyglądała o wiele lepiej niż zwykłe kobiety po dwudzieste.
    - Ja tam dałbym Ci nie więcej niż dwadzieścia trzy lata. Tylko mam nadzieję, że to wtedy nie podejdzie pod pedofilie, jeżeli gość z tysiakiem na karku się Tobą zainteresuje- zażartował. Aczkolwiek tylko i wyłącznie w kwestii pedofilii. Reszta była jak najbardziej prawdziwa, chociaż może ciężko było to wyczyc w żarcie. Cóż, po części dobrze dla Yensena. Nie wyjdzie na skończonego idiote, który zakochuje się po pięciu minutach. Co miał na swoją obronę? Gdyby nie była taka wspaniała, to pewnie nigdy by do tego nje doszło.
    -Starałem się zaimponować pewnej pięknej kobiecie - odparł na komentarz o jego akrobacjach. Gdy wspomniała o niebezpieczeństwie jakie niosła ze sobą praca Yensena, ten nie rozumiał na początku p co jej mogło chodzić. Każdy zarabiał na swój sposób. On nje potrafił inaczej. Dopiero po chwili wpadł na to, iż Febe może się po prostu o niego martwić. Wtedy przesunął się delikatnie do niej.
    - Nie musisz się bać, jestem dużym chłopcem i mam już tyle doświadczenia, że nic mnje już nie zaskoczy. Ze sprawnym dyskiem taka praca to banał dla mnie - zapewnił. No nie do końca mówił prawdę. Bardzo często brał najdroższe zlecenia, które narażaly na ryzyko nawet najlepszych. Na wielu misjach walczył o życie, ale nigdy się nie podda. Będzie wychodził żywy z każdego zlecenia Możliwe, że teraz ma nawet dla kogo.
    - Mam nadzieję, że częściej będziesz się tak czuła - zauważył, gładzac kciukiem w tym czasie wierzch jej dłoni. Chciał, aby to przy nim się tak czuła, tylko przy nim. Nje był do końca pewien dla czego. Po prostu tak musi być.
    Przystanął na chwilę w miejscu, spoglądając z rozbawienjem na Romke. Tak chciała się bawić?
    -Przyznaj, że po prostu chcesz pooglądać moje ciało w akcji. Wiem, że jest fantastyczne - puścił jej oczko. - ale co będę z tego miał, moja droga? - zapytał.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  121. Uśmiechnął się do niej.
    - Cieszę się, że nie chcesz zgrzeszyc. Gdzieś na górze na pewno Ci to zapiszą - odpowiedział zadowolony. Co prawda nie był skłonny wierzyć w Boga, bo jakoś mu to wszystko nie pasowało, ale fakt mówienia o nim po prostu jakby wrósł w mężczyznę. Żył w takich czasach, gdy pobożność była częścią życia każdego. Pamiętał jak na jego rodzinnych terenach przez setki lat czczono Swaroga czy Pieruna. Bóg pojawił się później, niby podobno wcześniej już w niego wierzono... Cóż, przynajmniej żarty z nim związane były dość zabawne.
    -Zależy jakich sztuczek - zauważył ze śmiechem na ustach. - Akrobacje chyba sobie darujemy, bo kto wie, może już jesteś ode mnie lepsza - dodał ciszej, podchodząc do kobiety. Chętnie pokazał by jej kilka ruchów bojowych. Mogłaby sama się bronić, nie żeby teraz nie umiała, jednak nauka mogłaby być niezwykle ciekawym doświadczeniem. Nigdy nie uczył tak pięknej kobiety.
    -Jak to nie z gołym? - udał zaskoczenie. Złapał się dłońmi za pierś, jakby właśnie coś przebiło jego serce. - Jak możesz być taka okrutna!? Co powiedzą tam na górze!? - dodał z udawanym wyrzutem. Chwilę potem prychnął śmiechem rozbawiony.
    -Staro!? Już teraz się nie zastanawiam, czy to nie jest jakaś pedofilia! - zauważył. Cóż, Yensen wyglądał jakby był blisko czterdziestki, zresztą jego system immunologiczny mówił dokładnie to samo. Mężczyzna starzał się. Naprawdę bardzo powoli, ale wiedział, że kiedyś skończy siwy i pomarszczony. Trudno. Tak czy siak ma długie, zaskakujące życie. Uśmiechnął się na stwierdzenie Meduzy. To co mówił miało formę żartu, ale nigdy nie kłamał przy tym. No, nie przy niej w każdym razie. Czuł, że Febe jest wyjątkowa, niezwykła. Domyślał się, że zakochuje się w kobiecie. W pewnym sensie bał się tego. Bał się, że to nie wyjdzie. Była matką, miała już kogoś. Co prawda ten ktoś okazał się totalnym idiotą, ale kto wie czy nagle nie zmieni zdania, czy on się nie zmieni. W zasadzie miał nadzieję, że nie. Chętnie zajął by jego miejsce i zrobił wszystko tak jak należy. Ktoś taki jak ta Romka zasługiwała na prawdziwe szczęście. Objął ją delikatnie ramieniem, opierając podbródek o czubek jej głowy.
    - Nie wiem czy jesteś szczęściarą, skoro chodzi o mnie, ale mam nadzieję, że wszystko ułoży się dobrze - powiedział lekko niepewnym tonem. Zresztą dopiero po chwili zorientował się co dokładnie powiedział. Zaczął żałować, iż tak późno. Powinien był ugryźć się w język. Nie ugryzł. Kurwa. Zaśmiał się, żeby tylko nie brnąć dalej w ten temat. Odsunął się od niej. Co prawda niechętnie.
    - Nie musisz się o mnie martwić - zapewnił po raz kolejny - Mam doświadczenie w tej pracy i nie dam się łatwo zabić. Nie jedna rzecz już próbowała, a zostało mi na pamiątkę tylko kilka blizn. Nawet palca nie dali rady mi odciąć - pokazał swoje ręce, puszczając jej oczko. Słyszeć, że ktoś się o niego martwi... To było nowe. Chociaż nie. Nie tyle nowe, co już od bardzo bardzo dawna zapomniane uczucie; za to niezwykle przyjemne. Zrobiło mu się cieplej na sercu.
    Mruknął, gdy zaczęła wodzic palcami po jego torsie. Nie dało się ukryć, iż podobało mu się to. Uśmiechnął się szarmancko, kiedy przestała. Schował ręce do kieszeni, udając, że przez chwilę się zastanawia. Nachylił się nad nią, po czym również wyszeptał jej do ucha:
    -Zgoda, ale biegniesz pierwsza.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  122. - Ale więcej zasług nigdy Ci nie zaszkodzi - odpowiedział, uśmiechając się, gdy usłyszał jej perlisty śmiech.
    - Zobaczymy jak zacznę Cię uczyć - mruknął, również z przekąsem. - Ale nie wymuszaj na mnie taryfy ulgowej, bo niczego się nie nauczysz - pogroził jeszcze, unosząc jedną brew do góry. Oczywiście chodziło mu o to, że nie będzie w stanie się oprzeć namowom kobiety i cały trening szlag trafi. Nie żeby miałby coś przeciwko temu. Wręcz przeciwnie, jednak chyba nie tego chciała. Chyba. Na kolejne słowa Febe zaśmiał się głośno. Ukłucie zazdrości? To było niezwykle urocze. Poza tym robiło przyjemną nadzieję mężczyźnie. Pokiwał przecząco głową z niewinnym uśmiechem na ustach.
    - A od kiedy piękna kobieta musi być zazdrosna? Skoro i tak jesteś najpiękniejsza, hm? - zapytał szeptem. Sam przysunął się o krok do kobiety, przez co dystans między nimi jeszcze bardziej się zmniejszył. Spojrzał w jej oczy. Nie miał pojęcia dlaczego, ale ten odcień zieleni uważał za najpiękniejszy kolor na świecie. Cóż, zaczął tak uważać dopiero dzisiaj, ale czuł, iż szybko zdania nie zmieni. O ile kiedykolwiek je zmieni. Nie miała pojęcia jak bardzo chciał ją teraz pocałować. Nie rozumiał dlaczego. Nie było to też spowodowane tylko i wyłącznie pociągiem seksualnym, chociaż Romka była według niego niezwykle pociągająca. Po prostu czuł się przy niej inaczej, lepiej niż z kimkolwiek innym. Nie chciał tego stracić. Chciał być jak najbliżej to tylko możliwe. Nie chciał żeby się martwiła, nie wiedział tylko jak wytłumaczyć jej, że nie musi się bać. Jest doświadczonym wojownikiem. Czy w ogóle dałby radę ją przekonać? Może gdyby zobaczyła go na żywo w akcji, jednakże nie chciał jej narażać na tak niebezpieczny pokaz. Wziął głęboki wdech.
    - Twoja osoba może co najwyżej dodać mi motywacji do walki. Jest jeszcze łatwiej kiedy mamy dla kogo walczyć, wiesz - powiedział. Tylko to przyszło mu do głowy. Oczywiście podczas walki nie raz znajdował się na skraju życia i śmierci, ale zawsze udawało mu się znaleźć wyjście. Grunt to nie stać bezczynnie. Jak z tymi pełzaczami.
    Uspokoił się, gdy zaczęła biec ze śmiechem na ustach. Stał tak przez chwilę w miejscu zwyczajnie się w nią wpatrując. Boże, była taka piękna. Uśmiechnął się rozmarzony mimowolnie. Dopiero po dłuższej chwili rzucił się w ''pogoń'', śledząc trop meduzy, gdyż zdążyła już zniknąć mu z oczy. Słyszał czasami jej śmiech, co tylko ułatwiało mu tropienie. Sam się zaśmiał, omijając pobliskie drzewa. Zatrzymał się na chwilę. Wziął głęboki wdech. Był pewien, że właśnie tak pachniało szczęście - wolnością oraz nią, tą wyjątkową, jedyną kobietą.
    Cicho podbiegł do niej, zagradzając drogę. Oparł ręce po bokach jej głowy z zadziornym uśmiechem na ustach.
    - Mam Cię! - krzyknął rozbawiony. Wpatrywał się przez chwilę w te ciepłe jadeitowe oczy, czerwone pełne usta, aż nie wytrzymał. Wpił się delikatnie w usta kobiety, z czułością i ostrożnością z początku. Po chwili pocałował ją nieco pewniej, jedną rękę wplatając w puszyste loki Febe. Oderwał się po jakimś czasie, od razu spoglądając jej w oczy. Oddychał ciężko, a jego puls był wyraźnie przyśpieszony.
    - I ty też masz mnie - szepnął cicho. W tonie Yensena można było wyczuć pewną nutkę lęku. Lęku przed odrzuceniem.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  123. - Pewnie będę - zaśmiał się, kiedy pogroziła mu palcem. No dobra, na pewno będzie. Raczej nie dałby rady skupić się tylko na treningu w jej obecności. Nie żeby tego chciał. Uwielbiał trenować, jednak czuł, że jej obecność nie pozwoli mu się tak łatwo skupić.

    Ten moment był dla niego co najmniej magiczny. Nie pamiętał nawet, kiedy ostatnio czuł takie napięcie podczas pocałunku. I nie, nie miał tutaj na myśli napięcia seksualnego (nie tylko jego). To było coś jakby strzała kupidyna, chyba. Wziął głęboki wdech. Nie chciał teraz stracić Febe. W tym momencie był już pewien, iż się zakochał. Cóż, nigdy nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia. Teraz, jak na ironię, jest jej żywym przykładem. Wypuścił powietrze, przyglądając się reakcji Romki. Cholera. Wiedział, że źle robi, ale mimo wszystko miał nadzieję, że..., że...No właśnie. Nawet nie miał pojęcia czego oczekiwał. Wziął głębszy wdech, kolejny raz. Spojrzał na nią przepraszającym wzrokiem.
    - Przepraszam... ja, to nie tak - wykrztusił powoli. Odczekał chwilę. Czas? Chodzi tylko o czas? Uśmiechnął się w duchu. Na jego minie niestety nie można było tego dostrzec. Był pewien obaw, czy w ogóle im to wyjdzie. Czy ona zechce dać mu szansę. W zasadzie... i tak już zrobił z siebie idiotę.
    - Febe, jeżeli chodzi o czas...mam go sporo, tylko proszę...nie odtrącaj mnie teraz. Daj mi szansę - powiedział, podchodząc na dwa kroki. Chciał podejść bliżej, dotknąć tej delikatnej dłoni, ale bał się. Tak cholernie się bał, że straci szansę, o którą właśnie prosi. - Zaproszę Cię na randkę, kilka randek. Nie chcę iść od razu z Tobą do łóżka. Nie jestem niewyżytym zwierzęciem - dodał, spoglądając w bok, jakby bał się spojrzeć w jej piękne, zazwyczaj roześmiane jadeity.

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  124. - Dla mnie osobiście tych drugich. Wiesz, skrzywienie zawodowe – odpowiedział, lekko ruszając żuwaczkami, na znak, że zaśmiałby się. Mógłby, ale od razu po wypowiedzeniu zdania napił się whisky. Zdecydowanie to była jego ostatnia szklaneczka dzisiaj, albo zacznie go brać i skończy rano z kacem. Nie mógł nawet przewrócić oczyma w geście zawiedzenia. Cóż, mutacja robiła swoje. Niby chciał odzyskać swój pierwotny kształt, jednak zdążył przywyknąć do tego ciała, a nauka tych wszystkich prehistorycznych stworzeń była mozolna, więc utrata ich nieźle by go zirytowała.
    - Na razie i tak nie mam nikogo i nie szukam. Jestem pracoholikiem. Gdybym miał żonę i dzieci to byłaby bardziej samotna matka niż mężatka – zauważył. Nie przejmował się tym zbytnio. Nie czuł aktualnie żadnego pociągu do zakładanie rodziny. Miał jeszcze tyle do zrobienia w pracy. Technika ciągle szła do przodu, a on chciał być w centrum wydarzeń. Bronić bezpieczeństwa kraju, troszczyć się o każdego porządnego rodaka. – A jeżeli chodzi o wstyd…Wystarczy mi Red – zaśmiał się. Cóż, jego przyjaciel nie przynosił mu wstydu. Wyglądał o niego lepiej od Garrusa, ale oboje uwielbiali przedrzeźniać się między sobą. Wstyd tona nich patrzeć jak oboje zasiądą na poważnie do kielicha. Raz zniszczyli hologramowy telewizor Vakariana, strzelając do filmu wojennego.
    Kiedy kelner przyniósł kolejną butelkę…Cóż, no trzeźwy nie musi być. Wystarczy nie mieć kaca, prawda? Z drugiej strony…jutro ma jeszcze wolne. Byleby nie zrobić sobie wstydu przed nowo poznaną kobietą i będzie dobrze. Dokończył to co miał nalane jednym duszkiem i spojrzał na butelkę. Na szczęście meduza nie mogła dostrzec w jego oczach tego alkoholowego pożądania. Mutacja: 1, zwykła forma: 0. Poruszył zadowolony żuwaczkami.
    - Spokojnie, jak będę spadał na Ciebie czy coś, to się zmienię w jakąś jaszczurkę i nawet nie poczujesz – odpowiedział.
    - Dwie butelki mnie wykończą i znowu mi odpierdoli. Bez Reda wolałbym mnie, bo nie da mi przez pół roku spokoju. Chyba, że magicznie wparuje. Wtedy zrobimy sobie popijawę – zaproponował, a raczej się wymigał. Nie było opcji żeby Stanley nagle się tutaj pojawił.
    - Cóż, ja się umiem chyba tylko gibać, ale na szczęście tutaj parkietu do tańca nie ma – zauważył. To miejsce było zdecydowanie zwykłym pubem przeznaczonym tylko po to, by się czegoś napić, albo przekąsić. Aczkolwiek przydałoby się więcej tego typu lokali.


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  125. Westchnęła cicho, przyjmując kwiatka od chłopca, po części trochę dlatego, bo nie chciała go urazić, a po części, aby mieć możliwość powiedzenia Rayowi, że on to jej takich prezentów nie daje. Na samą myśl, udało jej się wykrzesać maleńki uśmiech.
    - Dziękuję - powiedziała, podnosząc się z kucków.
    Co prawda nie rozumiała idei dawania komuś kwiatów, jako że są kompletnie nieprzydatne do czegokolwiek. Pewnie dla niektórych miały wartość sentymentalną, jednak ona jej jakoś nie czuła. W dodatku teraz trochę nie wiedziała co ma z kwiatkiem zrobić.
    Willow nie zrozumiała dlaczego jej kompletnie racjonalne pytanie rozbawiło kobietę, ale nie poczuła się za dobrze słysząc jej śmiech. Poczuła się jak idiotka.
    - Ale czym można zająć dzieci? - Jej głos trochę drżał, gdy traciła cierpliwość. Starała się jeszcze utrzymywać profesjonalną otoczkę, ale coraz gorzej jej to szło.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  126. Cóż, fakt, że od niego odskoczyła w pewnym sensie go zranił, w środku. Nie raz spotykał się z odrzuceniem ze względu na swoją rasę. Nie dziwił się. Był mordercą i miał krew rodaków na rękach. Jak bardzo by nie żałował, nie zmieni tego co było. Te grzechy zostaną z nim do końca życia. Mimo wszystko szukał, nadal szuka akceptacji. Znalazł ją głównie w Gildii, ale Febe, w tym momencie to głównie na niej mu zależało. Idiota zakochał się. Teraz był w pułapce, z której nie sposób uciec. Nawet teraz. Wziął głęboki wdech. Na jej śmiech nie wiedział co myśleć. To wyrażało tyle różnych rzeczy, a on zapoznał się z każdą wersją, iż wolał po prostu poczekać. Ale tak. Przygotował się na najgorsze. Nie odważył się nawet na początku spojrzeć w oczy kobiecie, bo zwyczajnie się bał, że go wyśmieje. Czekał na słowa. Gdy usłyszał o czekaniu na zaproszenie, spojrzał niepewnie w jej stronę lekko zaskoczonym wzrokiem. Odwzajemnił uśmiech dopiero po chwili, chociaż jego wzrok nadal był niepewny. Nie chciał zostać odrzucony. Dotyk Romki przyprawiał go o przyjemne dreszcze, w miejscu, w którym go dotykała. Mimowolnie przymknął powieki na tę drobną pieszczotę. Odwzajemnił uścisk na dłoni. Zmieniać?
    - Starych drzew się nie przesadza, a za mną już jedno milenium – zauważył. To było potwierdzenie, zgoda na prośbę. Gdyby miał się zmienić, ba! Chyba nawet by nie potrafił. Zbyt wiele stuleci ukształtowało to kim teraz jest. Każda jego zaleta i wada – to był on, niczym żywy posąg. Trwał w swojej formie i był, niezmienny przez te lata. Miał swoje własne credo, którego przestrzegał, gdy tylko przekroczono jego granicę. Kiedyś, dawno temu, pozwolił się dostosować. To był horror. Nie zmarnuje szansy, którą dostał razem z innymi. Tej szansy na wolność. Zawsze będzie taki sam. Po kres swych dni, nie zrezygnuje z własnych ideałów, szczerości. Chciałby tylko, by ona to zaakceptowała. To kim jest. To kim zawsze będzie.
    - Odprowadzę Cię, jak obiecałam – zakomunikował, powoli kierując się z powrotem w stronę Cledo. Pozostało mu tylko przez ten czas pomyśleć nad odpowiednią randką. Zwykła ekskluzywna restauracja raczej nie była w ich stylu. Zdecydowanie nie w jego. Źle by się czuł w otoczeniu masy sztywniaków, z drugiej strony nie chciał, aby to było coś zbyt banalnego. Febe wydawała się uwielbiać ruch, naturę. Gdy tylko znaleźli się pod jej domem był już pewny co zorganizuje. Spojrzał na nią.
    - Co powiesz na piknik? Znam pewne przepiękne miejsce. Co ty na to? – cóż, jeżeli chodziło o jedzenie…nie był urodzonym kucharzem, ale coś wymyśli. Da sobie radę. Dla niej zrobiłby wszystko.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń