25 marca 2017

Not everything’s a mystery. Some things are exactly what they appear.


Come on in, take a seat.
Tell me how you feel this weak.
Are you cursed? Are you blessed?
Are you still inside the mess?

Timmy
Viper, Shorty, Queenie, Blue, Drunk
technopata. handlarz informacjami.
not just a pretty face.
fekete leves.

Przeklina w obcym języku. Ma dziwny akcent. Lubi grzebać w elektronice, naprawiać rzeczy, budować coś nowego z czegoś starego. Lubi też robić przelewy z cudzych kont bankowych bez pytania, gdy brakuje jej pieniędzy. W wolnym czasie siedzi w barach, przegrywa zakłady i wdaje się w bójki. Dla zabawy podpala innym spodnie, gdy zmusza baterie ich telefonów do przegrzania się. Technopatia towarzyszyła jej od zawsze. Tłumaczy sobie nią swój niski wzrost. Wygląda jak dzieciak, ale podobno jest koło trzydziestki. Kiedy nie chce opowiadać o sobie i skąd się wzięła ten rok temu, używa karty przyszłam tutaj, by zacząć od nowa, nie chcę wracać do przeszłości. Dla efektu, patrzy wtedy w dal. Zwykle działa, więcej nie pytają. Myślą, że jest ofiarą, ale to nie tak. Chyba.
Zawinie informacje z czyjegoś komputera. Za odpowiednią opłatą napisze dla kogoś wirusa. Jeżeli jest w dobrym humorze, to starczy postawić jej piwo.
Nie nazywa Girie domem, chociaż tam na razie mieszka. Zagnieździła się w jednym z opuszczonych domów, który pewnie jako jedyny w okolicy wykorzystuje energię elektryczną. Nie jest to pałac, trochę śmierdzi, okolica niebezpieczna, ale kiedy jej to w czymkolwiek przeszkodziło?

In the end, you're always alone with your actions.


[kontakt i życiowe rady: istoleasweetroll@gmail.com
gdzieś ukryłam więcej informacji.
ale tak ogólnie to nie mam nic do ukrycia?]
credits:
tytuł: Dragon Age: Inquisition - The Descent
cytaty: Shinedown I Own You
Dragon Age: Inquisition
art: Pheberoni

118 komentarzy:

  1. | Wiem, że to niegrzeczne, ale podglądałam kartę jeszcze w roboczych. Przepraszam za to najmocniej. Przyznać muszę, że zaskoczyło mnie to, że ktoś stworzy postać zamieszkującą Girie, w dodatku tak świetną!
    Wiem, że zbyt dużo się tu nie dzieje, ale mamy wszyscy nadzieję, że niedługo wszystko się rozkręci. Życzę więc miłego pobytu na BtC~ |

    Ýril

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Jako jedna piąta administracji, przyjmuje zaszczyt, by przywitać Cię na naszym blogu z otwartymi ramionami. Życzę masy wątków i tego, byś poczuła się wśród nas jak w prawdziwej rodzinie. Powodzenia z postacią, dość trudną do okiełznania, a tak przynajmniej mi się wydaje.
    A tu już mniej administracyjnie...
    Nie ukrywam, podglądałam panią jeszcze przed tym, zanim ją opublikowałaś. Postać naprawdę ciekawa, za co u mnie masz dużego plusa, do tego ten cudny wizerunek, którym podbiłaś moje zbolałe serduszko. W razie czego, gdybyś miała ochotę, zapraszam serdecznie do mojej Mel, bo dziewczynki na pewno się dogadają. Zwłaszcza, że czarnula była w przeszłości podobna do Timmy. Masy wątków i weny :D. ]

    Melanie Miroki.

    OdpowiedzUsuń
  3. [ OH. MÓJ. BOŻE! Tak bardzo uwielbiam tą babkę! <3 Brak mi słów, nie umiem się wypowiedzieć w tym momencie. Wiem tylko, że chcę wątek. KP mnie po prostu kupiła. Nie dość, że arty już mnie przyprawiają o ciary to jeszcze jej moce...tak bardzo widzę tutaj wątek z Garrusem. Ale dobra.
    Po pierwsze (powtórzę się)- świetna KP. Konkretny, subtelny minimalizm, który tak bardzo kocham. No i prostota.
    Po drugie - wieeeelki plus za Węgierkę. Sama kiedyś miałam Węgierkę na jednym blogu i teraz obudził się we mnie taki sentyment.
    Po trzecie - baw się tutaj dobrze, jak cholera! Nie opuszczaj nas :') NIGDY MI TEGO NIE RÓB.
    Po czwarte - sama będę grała za jakiś czas w Inkwizycję, więc kolejny plus! BioWere tworzy naprawdę dobre gry! <3 Gdyby jeszcze Andromeda była tańsza...
    Po piąte: chodź na wątek. Garrus przez 10 lat bawił się w zbawcę świata w Gire, więc mogą już się znać. Timmy mogłaby być jego informatorem, albo coś ten deseń. Możemy też zacząć relację od początku. Co ty na to?

    Jeszcze raz - baw się dobrze. Życzę Ci genialnych wątków i fantastycznych relacji.
    Czuj się jak w domu.

    p.s.
    nie miej nic do ukrycia :3 ]


    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam serdecznie! :D Ja osobiście, niestety, nie mam pomysłów na wątek, ale zdecydowanie popieram przedmówców. KP jest genialne, tak samo jak wizu i sam opis postaci. Jestem dość konkretną osobą, więc nie będę się tutaj rozpisywać, ale życzę udanej zabawy, dużo weny no i zapraszam, mimo wszystko, do siebie. Jakiekolwiek pomysły i propozycje mile widziane ^^]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Melanie pracuje w takim pośrednim miejscu, lecz podpięłabyn to pod jakąś mordownie gdzie spotyką się Ci bardziej niebezpieczni klienci. Tam można coś zacząć.
    A co do pomysłu, mam tylko jeden i nie wiem czy właściwie Ci się spodoba. Mianowicie. Mel znajdzie chwilę w swoim zabieganym życiu na to, by wyjść jakoś sama na piwo właśnie do jakiejś spylunki. Przysiądzie się obok Timmy do baru i jakoś to wszystko się zacznie. Mało wystrzałowy wątek, ale zawsze może się rozkręcić.]

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Dziękuję za komplement <3 Ja się jaram Garrusem jak norweskie kościoły, więc wiesz. :3
    Btw, dlaczego hunagrystyka, skoro po węgiersku to brzmi coś ala magyar? o.O albo taka paskudna germanistyka...? BEZ SEEENSU! NO ALE NIEWAŻNE! Grunt, że jak ktoś klnie to zawsze brzmi genialnie, a i sama się nauczć chętnie nauczę kląć po węgiersku, więc czekam aż Timmy zaklnie w wątku. <3
    Andromedy szybko sobie właśnie przez cenę nie kupię :") Będziemy ratować rasę - co prawda to nie galaktyka, ale coś zawsze XD NO I BĘDZIE JAAL!!! <3 normalnie jak taki Garrus 2.0 tylko romantyczny, cnie? UWIELBIAM. :3
    EA to w ogóle. Jest taki dowcip o wytwórniach gier:
    Bethasda do gracza: Widzisz te góry? Możesz się na nie wspiąć!
    BioWere: Widzisz te góry? Możesz je wyruchać!
    EA: Widzisz te góry?
    Gracz: Jakie góry?!
    EA: Jeśli zapłacisz to będziesz mógł je zobaczyć!

    .... bardzo śmieszny żart :")

    Co do wątku.. well.. hm.. no dobra. Garrus raczej pije tylko w Tyge, albo innych miejscach, gdzie do jego wyglądu się nikt nie doczepi ani do stanowiska, więc nie wiem czy spotkanie w klubie wypali. ALE! Co powiesz na to, żeby spotkali się PRZYPADKIEM w Saltree, nie wiem...Timmy zainteresuje się okularem Garrusa do tego stopnia, że przypadkiem je np. wybuchnie, albo coś + Garrus mógłby szukać dobrego informatora z Gire i mogliby być umówieni na spotkanie, które przez to zaczęłoby się w dość nietypowy sposób, hm? Co ty na to? ]

    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  7. [ To wszystko wyjaśnia, chociaż dla mnie to nadal troszkę dziwne, wolałabym od tego słowa na ''m'', którego nie umiem poprawnie napisać. XD
    Co do Jaala i Liam'a, to sama sobie obejrzałam trochę romansów. Liam ma lepszy głos, ale Jaal lepsze sceny według mnie. XDD Ale chce się sama przekonać na własnej grze. Jeszcze tyle musze czekać na ten pikny dzień :(
    Co do wątku to podoba mi się taka koncepcja, nawet byłoby ciekawiej. ''Oo... to ty rozjebałaś mój okular!'' XDDDD czy coś w tym stylu! XD I, TAK. Okular Garrusa może wyświetlać napisy, jeśli włączy się odpowiednią funkcję - w końcu jeden z najnowocześniejszych gadżetów z Tyge. XDD

    To kto zaczyna? :D

    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  8. Salree było miastem, które dało się lubić. Nikt tutaj nie pierdzielił o polityce - przynajmniej nie do Garrusa. Cóż, może to nie było zbyt normalne, że ktoś tak wysoko w hierarchii wojskowej czuł taki wstręt do polityki, ale Vakarian od zawsze wolał działać niż gadać. Dlatego nie ruszał się ze swojego stanowiska od kilku dobrych lat.
    Dzisiaj właśnie rozpoczynała się jego przepustka. Nie lubił tego okresu – ląd wydawał się strasznie nudny, w porównaniu z morskimi bitwami, czy nawet zwykłym sztormem. Niestety musiał z tym żyć. Przechadzał się właśnie dzielnicą portową, która prowadziła przez różne stragany. Sam nie skupia wzroku na tych towarach. Po prostu zaciągnął kaptur nieco bardziej na głowę, aby za bardzo nie pokazywać swojej żuwaczki. Nie było tajemnicą, że w Salree nie wszystko było legalnie sprowadzane i sprzedawane. Co mógł z tym zrobić? Władza na to przyzwala, jakby nie patrzeć nawet czarny rynek w jakiś stopniu rozwijał handel, a sporo wysoko postawionych osób chciało prześcignąć rozwojowo ludzką rasę – a to już było coś co naprawdę podobało się metamorfowi.
    Dzisiaj nie miał ochoty nawet się napić. Jedyne o czym marzył w tym momencie to położyć się w hotelu, odpocząć i następnego dnia wrócić do domu. Od jakiegoś czasu czuł dziwnie kłucie w wątrobie. Nie mógł tego z niczym przyrównać. Tak, zalety posiadania czegoś podobnego do wiecznego nowotworu. Bał się wypić nawet zwykły cydr, żeby sobie nie zaszkodzić.
    Szedł spokojnie chodnikiem, kiedy nagle na jego okularze wyskoczyło jakieś powitanie. Momentalnie się zatrzymał, nie wierząc w to co widzi. Jedyne napisy jakie powinny się tutaj wyświetlać to współrzędne kursu, czy jego osobiste notatki, przypomnienia, a to…czyżby jakieś haker?!
    - Ja pierdole… - mruknął, rozglądając się wokół siebie. Szukał jakiś charakterystycznych cech, czegoś co zdradzałoby nadawcę. Niestety nie mógł nic znaleźć. Postanowił na wszelki wypadek wyłączyć urządzenie. Momentalnie cały świat stracił na ostrości. Przymknął, więc to oko, aby nie utrudniało mu poruszania się. Musiał wywalić teraz sprzęt, a później dowiedzieć się o co chodziło. W najgorszym przypadku to może być początek ataku terrorystycznego.


    Garrus
    [ ja własnie lubię czasem sobie obejrzeć jakiś romans z gry czy inne smaczki, bo mnie świerzbi, a wiem że gry za szybko to nie dostanę. :( Nie mam nawet benzyny do poświęcenia, nerki też nikt mi nie pozwala oddać. No trudno... ]

    OdpowiedzUsuń
  9. [ A co do Yensena.... XDD
    To dziękuję za komplement <3 Uwielbiam Lamberta, więc po prostu musiałam go stworzyć i łaskawie się podzielić jego wspaniałą mordką i odzywkami typu ''Nie marudź, bo tak Ci zasznuruję gorset, że się zesrasz'' :D
    Na wątek jestem jak najbardziej chętna - jebać życie towarzyskie i oceny! :")
    Jeśli chodzi o to zamieszanie to raczej nie w wątku z Yensenem, ale można by coś ugrać z Garrusem. No i oczywiście Timmy miałaby ogólnie sporo problemy, bo zaczęłyby się poszukiwania kobiety. Ludzie tutaj są taką rasą niższą, no i Mortiel ciągle jest gotowe na wypadek wojny. Poza tym jakby działa wbrew państwu, więc wiadomo... trzeba się pozbyć terrorystów, bo Mortiel jest właśnie azylem dla nieludzi.
    ALE JA NIESKŁADNIE GADAM!

    POWTARZAM: Chętnie wezmę jakiś wątek. ]

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Wybacz, że tak późno odpisuje. Obiecuje poprawę.]

    Najtańsze wino, tylko na to było ją teraz stać i to własnie kupiła, od razu zajmując jedne z najdogodniejszych miejsc przy barku wiedząc, że nikt się do niej nie dosiądzie. Los zechciał jednak inaczej, podsuwając jej pod nos jakiegoś pijanego gościa, który na oko był już sporo po trzydziestce który zechciał zagadać właśnie ją. Ku jej nieszczęściu, nie dawał jej spokoju nawet po spokojnym spławieniu go, bo tą lekką uwagę puścił mimo uszu nadal uważnie obserwując ją zapijaczonym spojrzeniem. Co było wyjątkowo obleśne. Sam facet nie grzeszył urodą, wyglądał jak siedem nieszczęść. Do tego łapska obłamujące ją czasem po bokach, których cudem nie oderwała bo już się niecierpliwiła. Należała do bardzo wybuchowych osób i gdyby nie to, że miała swoją lampkę z winem za którą zapłaciła, jak na siebie, majątek już dawno by mu coś zrobiła. Ale na szczęście ktoś się wcisnął między nich i od razu zawiesiła na tej osóbce swój wzrok, przejeżdżając od samego czubka głowy, aż po cycki ukrytymi za dość sporą bluzą.
    "Dobrze poznali".
    Czarnulka aż wzdrygnęła się na jego śmierdzący oddech, który dochodził do niej aż tak daleko. I jaka była jej satysfakcja, gdy mężczyzna odskoczył od stolika jak poparzony, od razu próbując zrobić coś z palącymi się spodniami. Na jej twarzy pojawiło się nie małe zdziwienie.
    - Nie ma sprawy- odpowiedziała automatycznie, dość cicho by nie słyszeli tego inni, a jej dłoń automatycznie powiodła do kieliżka, który był jeszcze w połowie zapełniony. - To Ty?- spytała, wskazując kiwnięciem głowy na mężczyznę, który już próbował ściągać z siebie palące się spodnie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń

  11. Poczuł wyraźną ulgę z wyłączonym urządzeniem, chociaż wiedział, że dla wprawnego hakera mogło to być tylko utrudnienie, które prędzej czy później zlikwiduje. Poza tym w tym momencie część jego świata straciła na ostrości. Cholera, nie był do tego przyzwyczajony. Chciał najszybciej znaleźć się w aucie, znaleźć stare, niewygodne szkło, a potem poszukać sprawcy. Sprzętu będzie musiał się pozbyć prędzej, bądź później, gdyż informacje zawarte w jego pamięci mogły narobić tylko szkód, jeżeli zostaną odkryte – tego ryzykować nie mógł.
    - Kurwa mać – zaklął pod nosem, rozglądając się naokoło. Szukał czegoś podejrzanego, czegokolwiek. Niestety nie wychodziło mu to najlepiej. Sprawca był albo zbyt niski, albo idealnie się ukrywał, albo był gdzieś gdzie nie można było go dostrzec z tej pozycji. Po prostu cudownie.
    Gdy tylko jego okular ponownie się włączył, poczuł nagły skok adrenaliny, serce zaczęło mu walić jak młot, dosłownie. W tym momencie dopiero poczuł się bezradny. Maszyny, które tak uwielbiał teraz go prześladowały. Aktualnie jedna z jego ulubionych. Nigdy nie przypuszczał, iż korekta jaką okular na jego oko będzie przez niego tak bardzo nienawidzona, no dobra, w ogóle się tego nie spodziewał. Tym bardziej, że tekst wyświetlany na ekranie wskazywał na mentalność jakiejś nastolatki. Czyżby tym domniemanym zamachowcem był jakiś szczeniak? Jeszcze lepiej. Widząc jak wszystkie opcje zaczynają nagle wariować, zaczął starać się to jakiś uregulować, zblokować, ale te foldery, w których nie było nic wartościowego, żeby też sprawdzić czego chce ten intruz.
    W końcu napisała coś sensownego. Obrócił się w zasadzie w ułamku sekundy po odczytaniu wiadomości. Mam Cię! Jego oczom ukazała się niska brunetka z czerwonym śladem na ustach. Szybko przemienił się w niewielką, prehistoryczną jaszczurkę, wcześniej łamiąc urządzenie na pół, aby mieć pewność, iż już nie zadziała. Biegiem ruszył w jej stronę a swoją właściwą formę przybrał tuż przed nią. Złapał nadgarstek kobiety, z którą dzieliła go dosłownie kolosalna różnica wzrostu, przynajmniej tak mu podpowiadała jego ograniczona widoczność.
    - Lepiej żebyś miała dobrą wymówkę – szepnął, unosząc chudy, blady nadgarstek do góry. Spojrzał przy tym stanowczo w niebieski oczy przeciwniczki .


    Garrus

    [ Co do powiązania to nie mamy nic przeciwko, o ile ta ludzka organizacja ma tylko podejrzenia i nie wie o Mortiel, a tym bardziej położeniu kraju, albo Timmy może być też agentem wysłanym z Kolonii (stosunkowo nowa lokacja na blogu). ;) Jakbyś miała więcej pytań, bo źle wytłumaczyłam zapraszam na GG, albo pocztę: pers.quinn@gmail.com, albo po prostu dalej pod KP. XDDDD
    A co do mamy Jaala, to czytałam dwie wiadomości od niej na YT, więc wiem. Jest naprawdę kochana. XDDD :") Ah, ta ciekawość o ludzką reprodukcję! <3 ]

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miała jakoś ochoty na kupowanie drinków nieznajomym kobietą, zwłaszcza że i Timmy nie była w gustach czarnowłosej ale skoro chciała dostać odpowiedź na swoje pytanie. Gestem dłoni przywołała barmana zamawiając od razu whiskey z lodem, a jej wzrok przez cały czas spoczywał na lekko poparzonym mężczyźnie, który już zrzucił z siebie podpalone spodnie. Na ten widok pokręciła tylko głową. Nie miała ochoty oglądać nagich, postarzałych ciał, do tego ten widok już zaczynał ją gorszyć.
    Uniosła brew ku górze słysząc jej wypowiedź, a zaraz na jej twarzy pojawił się miły uśmiech, chyba pierwszy raz tego wieczoru.
    - Sprzedają tu dobre drinki, głównie dlatego- przyznała chwytając w dłonie swoje szkło wbijając swoje ciemne oczy w jej twarz.- A teraz odpowiedz na pytanie, masz już drinka- wskazała dłonią na szklankę, którą postawił przed nią barman.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jestem jak najbardziej za i oba pomysły z informacjami mi pasują. Zakładam też, że już się jakoś tam znamy. Choćby i przelotem :) ]

    Ray dopiero co rozprawił się z wyjątkowo parszywą robótką, bo choć krew na rękach nie była dla niego pierwszyzną to wyjątkowo nie lubił potem czyścić swojego ubrania. Tego dnia nie spodziewał się rozlewu krwi i całkiem niechcący pokusił się o swój ulubiony biały t-shirt. Teraz żałował tego niemiłosiernie. Będzie musiał go spalić, a nie miał na to najmniejszej ochoty.
    Z ciężkim sercem wszedł więc po butelkę whisky do zaufanego sklepu. Jakoś trzeba było się pocieszyć, co nie? Potrzebował już jedynie kompana do kieliszka, a skoro był w pobliżu Girie postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
    Chwila skupienia i wylądował prosto w łazience trzydziestoletniej Timmy. Zaklął pod nosem, czując że znów mu się za to dostanie. Dobrze chociaż, że nie zastał jej na posiedzeniu, bo pewnie straciłby głowę i żadne whisky by go nie poratowało. Po cichu więc zakradł się do salonu i wyszczerzył się do Timmy.
    - Yo! - przekroczył próg pokoju, pokazując butelkę whisky na swoją obronę. - Przychodzę z darem - dodał zaraz, siadając na fotelu i stawiając butelkę na stole.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Nie ma za co :) Tylko jak odpisuję to nigdy nie wiem jak długie to wyjdzie :) ]

    - Podpasek nie znalazłem, a przydałyby się - puścił do niego oczko, po czym uśmiechnął się lekko już automatycznie zajmując miejsce naprzeciw butelki alkoholu którą tu przyniósł. - Ale masz tu ciepło... aż miło - zauważył, zsuwając z siebie bluzę i zostając w tej nieszczęsnej białej, poplamionej koszulce.
    - A czy ja zawsze muszę przychodzić ze sprawą? - zapytał retorycznie, bo tak naprawdę nie był pewien czy chce rozmawiać o swojej siostrze.
    - Przyszedłem do ciebie, pogawędzić, wypić i może coś zjeść - oznajmił spokojnie. - Chciałem wejść normalnie, ale teleportacja mi szwankuje... serio, dobrze że nie było cię wtedy w kibelku. Wybacz, raz jeszcze - wstał by odkręcić butelkę. - Masz dwie szklanki? - zapytał raczej retorycznie. Serio miał ochotę na chwilę zwykłej rozmowy i może trochę śmiechów.
    - Co słychać?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  15. - Czepia się, no normalnie czepia się - wywrócił oczyma przyjmując kubki z My Little Pony i przez dłuższą chwilę z rozbawieniem je oglądając. Te kolorowe kucyki jakoś mu tu nie pasowały. Rozlał jednak whisky, podając jeden z nich Timmy.
    - Nowicjusza się czepia... to mój pierwszy raz z tym problemem - zaśmiał się nieco, poprawiając na sobie t-shirt i z dumą klepiąc się po czerwonych plamach. - Przynajmniej zaschły... btw nie znasz jakichś dobrych odplamiaczy? Vanish może nie zdziałać aż takich cudów, a to moja ulubiona koszulka - otarł niewidzialne łzy i choć wiedział, że robi z siebie sierotę, wcale mu to w tej chwili nie przeszkadzało. Potrzebował trochę rozluźnienia. Zaraz też przypomniał sobie, że wlazł jej do mieszkania w buciorach i popędził na korytarz by je zsunąć. Tak gotowy wrócił na swój fotel, siadając na nim po turecku.
    - Znaczy z teleportacją? - uniósł lekko brew. - Nie, myślę że nie. To jest, u mnie to normalne... bo uczę się jej, ale myślę, że da się ją w końcu opanować - skinął lekko głową. - Już mi wychodzi coraz lepiej. Przynajmniej ląduję u tego osobnika, u którego chciałem... choć w Gildii się na mnie denerwują - podrapał się lekko po głowie.
    - No wiesz... z babeczką w łóżku, a tu wpadam... - roześmiał się serdecznie, choć samo wspominanie mroziło mu krew w żyłach. Niejednokrotnie miał po tych wypadkach guzów od groma i ciut ciut.
    - Cieszę się, że choć kogoś raduje moja obecność - skłonił się jej i wyciągnął w jej stronę kubeczek z My Little Pony. - Na zdrowie - wziął sobie łyka przez dłuższą chwilę trzymając palący płyn w ustach i połykając go dopiero po niej.
    - Skąd ta miłość do Little Pony?
    Nie wytrzymał. Ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Musiał zapytać i już.

    Ray

    [ooo nie mogę się doczekać :D SERIO!!!]

    OdpowiedzUsuń
  16. Byłeś przed chwilą czym? Małą jaszczurką? Owszem. Czy to naprawdę było takie dziwne w Mortiel? Metamorf to dość powszechna rasa. Po prostu nie każdy we właściwej formie ma taki paskudny pysk jak on. Westchnął. Kolejna z problemami estetycznymi. Cholera, jakby już mało ich tutaj było. Gdyby nie wcześniejsze wybryki kobiety, może i by z nią pożartował na temat swojej aparycji, jednakże w tym momencie był po prostu na nią wściekły. Mogła narobić tyle szkód, że w tej niziutkim móżdżku i tak by się ten ogrom nie zmieścił.
    - Mogę być jeszcze bardziej – szepnął, lekko zaciskając uścisk na jej nadgarstku. Nie tak, by wyrządzić jej jakąkolwiek krzywdę, tylko aby poczuła, iż w tym momencie ma przejebane. Na dalszą wypowiedź brunetki przewrócił oczami. W tym momencie do żadnych ironicznych uwag nie było mu śpieszno. Pewnie gdyby wcześniej nie narozrabiała cała sytuacja wyglądałaby o wiele inaczej.
    - Nie ważne co to było. I nie, nie możesz – odpowiedział stanowczym tonem. Jeszcze tego brakowało, żeby naprawiła to urządzenie i przejrzała wszystkie funkcje. Mogła go pocałować w dupę.
    - Po cholerę zaczepiasz cudze urządzenia, hm? – zapytał. I tak pewnie nie powie mu prawdy, ale no… Przynajmniej pobawi się w złego glinę.

    Garrus

    [ no, a teraz to ja się poopierdałam z odpisami. Czy żałuję? Możliwe. Na e-maila jako tako odpowiedziałam, chyba, nie wiem, przepraszam, że jestem. ;-;
    Jakie rozmowy? Wtf, mój mózg mnie rzucił, więc musicie mnie pomagać. :C ]

    OdpowiedzUsuń
  17. Chłopak z uznaniem pokiwał głową, notując sobie w pamięci wiadomość o Vanishu. Jeszcze raz obejrzał swój kubek, po czym dopił resztę alkoholu, polewając im ponownie.
    - I nie żałujesz? – uniósł lekko brew. – Trzeba wiedzieć co się w domu trzyma – zażartował wskazując zaraz komputer dłonią. – Jeszcze 3 głębsze i odpalimy sobie odcineczek – zatarł ręce. Oj tak był do tego zdolny, ale tylko wtedy, kiedy w głowie przyjemnie szumiało. Alkohol robił swoje.
    Kolejne pytanie nieco go zmieszało. Przeniósł swój wzrok na te szkarłatne plamy i wzruszył ramionami.
    - Słaba w łóżku była – mruknął poważnie, ale zaraz pokręcił przecząco głową. – No co ty? Jaką kochankę? Kto by chciał takiego o… głupiego – wskazał palcem na samego siebie. – Zlecenie z Gildii… wyszło bardziej krwawo niż przypuszczałem. Nie obyło się bez trupów – westchnął ciężko. – Wiesz jak jest… staniesz komuś na odcisk i potem nie ma już wyboru. Zabij, albo sam zginiesz. Takie realia – wymamrotał, jakoś nie mając ochoty o tym opowiadać. Nie przepadał za tym… ale jeszcze bardziej nie znosił mycia i konserwowania swej katany po wszystkim. Doprowadzało go to do szewskiej pasji… nawet zaczął się zastanawiać, czy Vanish nie zdziałałby i tu cudów, ale szczerze w to wątpił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  18. Znów zawiesił się na swoim kubeczku, jakoś nie mając ochoty rozwodzić się nad swoją samooceną. Może i był towarzyski i wszędzie błyskał uśmiechem, ale czasem sam łapał się na tym, że to tylko pozory. Pozory, które szybko weszły mu w krew. Dopił drugą porcję whisky i rozlał im ponownie.
    - Zazdroszczę ci takiej beztroski... niczego nie żałować - pokręcił przecząco głową. - Aaa... tak się chyba nie da - uśmiechnął się krzywo. - Trzeba nie mieć duszy, a ty z całą pewnością ją masz - wystrzelił w jej stronę palcem. - I bijące serducho. W końcu żyjesz, co nie? Karzełku - pokazał jej język, trochę na siłę starając się zarażać pozytywną energią.
    - To co? My Little Pony, odcinek pierwszy? - zaproponował wyciągając telefon i jednak decydując się na Taniec połamaniec, dziecko bum. Film, który zaraz jej puścił, siadając obok niego. - To są kucyki na popijawie - uśmiechnął się krzywo. To jedyny film jaki trawił z tymi konikami i to tylko dlatego, że można było się przy nim pośmiać. Z głupoty ludzkiej, oczywiście.

    Ray

    OdpowiedzUsuń

  19. - Obie te rzeczy – odpowiedział na pytanie brunetki. Cholera, nie miał w tym momencie najmniejszej ochoty na cwaniakowanie, w przeciwieństwie do niej. To nie zapowiadało zbyt owocnej współpracy. Cóż, w zasadzie od początku na taką nie liczył.
    - Nie używam, bo zaczęłaś w tym grzebać, nie lubię jak ktoś grzebie w moich zabawkach – dodał, ciągnąc ją delikatnie przed siebie. Zaczął iść w stronę, gdzie ludzi było znacznie mniej, tam poszuka opuszczonej uliczki i zrobi jej szybkie przesłuchanie, później najwyżej wyląduje w więzieniu, bez elektroniki. Całe szczęście dzisiaj poza okularem nie miał przy sobie żadnych gadżetów, wszystko zostawił w swoim pokoju, w hotelu.
    - A nikt Ci nie mówił, że nie rusza się cudzych rzeczy bez pozwolenia? – tym razem to on zapytał, trzymając mocno nadgarstek kobiety, aby nigdzie mu nie uciekła w tym tłumie. W zasadzie chciał poznać motywację tego irytującego karzełka, albo po prostu musiał jako przedstawiciel służb porządkowych. Nie mógł w końcu skazać jej tylko dlatego, że posiada takie a nie inne zdolności, nie jest człowiekiem żeby zachowywać się jak potwór. Na tę myśl rozluźnił uścisk. Przypomniało mu się jego własnego dzieciństwo, wszystkie cierpienia zadawane tylko dlatego, że urodził się jako metamorf, korzystanie ze swoich mocy…to nic złego, dopóki nie wykorzystujesz tego na czyjąś szkodę. Spojrzał na nią łagodniejszym wzorkiem.
    - Co chciałaś z tym zrobić? Z moim okularem? – spytał dość cicho, biorąc pod uwagę poprzedni ton mężczyzny.


    Garrus

    [ wybacz, że tak późno XDD ;-; Kompletnie zapomniałam o czym był temat :( Obiecuję poprawę, proszę o naukę, pokutę itd...]

    OdpowiedzUsuń

  20. Nie lubił krzywdzić bez powodu. Mimo wszystko w tym okularze miał dostęp do ważnych plików. Ważnych głównie dla niego, ze względu na zapiski o uzbrojeniu konkretnych statków podlegających pod niego. Ogólnie niezbyt ważne. Gorzej kiedy wróg dostanie coś takiego. Chociaż w Mortiel nie powinno być żadnych szpiegów. Nie wpuszczano tutaj ludzi od pamiętnego pogromu. Wziął głęboki wdech przyglądając się kobiecie. Niby wyglądała nie pozornie, ale coś mu w niej nie grało. Nie sprawiała wrażenia świętej i nie, nie chodziło tutaj o pozory rasowe. Po prostu coś było w niej nie tak jak powinno.
    - Nieznajomość prawa nie zwalania od nieprzestrzegania go – zauważył puszczając kompletnie nadgarstek brunetki. Nie bał się, że zrobi mu krzywdę. Uciekać też by raczej nie próbowała, bo chyba, iż miała coś na sumieniu. Wtedy pojawiłby się mały problem. – Grzebać w takich urządzeniach mogą nieletniemu rodzice i policja w wypadku podejrzenia o popełnienia przestępstwa. To chyba raczej oczywiste – dodał. Ah, jaki on teraz musiał wydawać się sztywny. Cholera, no nie lubił taki być, ale jak mu to mus, jak mawiają.
    - Następnym razem jak coś Cię zaciekawi bezpieczniej jest po prostu podejść i zapytać. Ten okular to coś jak android, tylko przy okazji wprowadza korektę wzroku – wyjaśnił. Poruszył żuwaczkami na znak zaprzestania agresji. Gdy się denerwował potrafił nawet wydawać z siebie dźwięki podobne do warczenia. Miał jej coś jeszcze do powiedzenia? Chyba nie… Chociaż trochę się bał, że robi go trochę w chujka. Najłatwiej byłoby ją jeszcze zabrać na komisariat i zobaczyć czy jest notowana. Tak na wszelki wypadek.


    [ Garrus, ty sztywniaku. Jak możesz?!
    WAŻNE, ŻE JEST ODPIS :D
    Jak ten wątas nam się skończy możemy myśleć drugi, albo z innymi postaciami, hm? :> Bo tutaj coś chyba sobie do gustu nie przypadną. XD ]

    OdpowiedzUsuń
  21. Duchy, ależ on musiał przynudzać skoro został nazwany panem praworządnym. Sam nienawidził sztywniaków, a tu proszę. Czyżby już zaczynał się starzeć? W tak beznadziejny i chujowy sposób? Chyba potrzebował pomocy terapeuty, albo porządnej butelki rynkolu. W zasadzie to rynkol brzmi o niebo lepiej. Ale nie okaże jej teraz zażenowania własnym zachowaniem. Nie ma zamiaru stoczyć się do samego końca. Na podszepty niespecjalnie zareagował. Po prostu spojrzał na nią spod byka, aczkolwiek przy jego mimice twarzy nie dało się tego raczej rozpoznać. Bo co miałby powiedzieć? Tylko nie rób tak wysokim urzędnikom państwowym i wojskowym! Już widział jak się go słucha i szuka gości w mundurach, którzy mogliby mieć różne ciekawe gadżety przy sobie. Zajebisty pomysł.
    Cóż, gorzej zrobiło się, kiedy zaczęła pytać jak najęta o jego okular.
    - Kurwa… - mruknął na sam początek, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu ratunku. Niestety nie znalazł go. Westchnął ciężko. Po cholerę odpowiadał? Mógł sobie pójść.
    - Procesor ma moc siły obliczeniowej 7,7 na sekundę, dysk 308GB, nie przyjmuje, RAM 16GB, bateria starcza na długo – odpowiedział po dłuższej chwili. Nie wiedział nawet po co. Może po prostu miał nadzieję, że jak już zaspokoi jej głód wiedzy, to się odczepi. Tak, on się na to łudził. Czy był przez to jeszcze bardziej skończonym idiotą?


    [ a żeś mnie z tą wydajnością wzięła... Nie miałam w pierwszej chwili za bardzo pojęcia o co chodzi. XDD Pytałam tatę o co chodzi z tymi pojemnościami i na koniec przepisywałam ze swojego kompa i porad w necie. Czy wyszło? A bo ja wiem. XDD ]

    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  22. Ostatnie dni w pracy były dosyć burzliwe. I nie chodziło wcale o krnąbrnych pracowników, a zirytowanego Yvesa, do którego niedawno dotarły wieści o częstych drobnych rabunkach dostaw, przychodzących do głównego portu – jego portu.
    Siedział właśnie niedbale na swoim krześle biurowym, czytając opis strat. Dwadzieścia procent z ostatniej dostawy najlepszej whisky dostępnej w Szkocji. Jakieś pięć tysięcy franków. Dalej było złoto z pierwszego stopu. Jedynie dziesięć procent start, a jednak stracił aż piętnaście tysięcy. Gdyby stał, z pewnością ugięłyby się pod nim nogi. W tym momencie czuł jak się gotuje w nim i robi słabo jednocześnie. Na resztę papierów nawet nie spojrzał. Chciał wrócić o własnych siłach do domu. Odłożył dokumenty na biurko, po czym pomasował swoje skronie.
    - Kurwa mać – mruknął, mrużąc oczy. Jak w ogóle mógł do tego dopuścić? Czyżby miał jakiegoś kreta w zarządzie, czy idiotów za ochroniarzy. W tym samym czasie w jego telefonie odezwał się głos sekretarki.
    - Panie Nuireur, przyszła pani Timmy, mogę już ją wpuścić? – zapytała lekko niepewnym głosem. No tak, już musiała wyczuć negatywne emocje blondyna. Po części to dobrze. Może sama zrozumie, iż ma się bardziej przykładać do pracy razem z resztą. Nienawidził ochrzaniać kobiet. Aczkolwiek w sytuacji gdzie musiał zatrudniać kogoś z zewnątrz, by rozwiązać problem na jego usta cisnęło się wiele obelg na każdego.
    Gdy tylko brunetka weszła, Yves wstał gestem dłoni wskazując jej wygodne, zdobione krzesło przed jego biurkiem.
    - Dzień Dobry, Timeo - przywitał się, używając węgierskiej formy. Gdzieś słyszał przed zaproponowaniem jej pracy, że mówi właśnie z tym akcentem. Uznał za dobry gest użycie imienia w formie, której używała prawdopodobnie przez większość życia. – Zapewne domyślasz się czego od Ciebie oczekuję – dodał, siadając na swoim miejscu.


    Yves
    [ mam nadzieję, że dobrze napisałam ''Timea'' XD ]

    OdpowiedzUsuń
  23. (No dżedźdź. :* Strasznie się cieszę z tak miłego powitania, dawno nie blogowałam, więc przepraszam z góry za błędy...i z rozkoszą porywam na wątek! Szwed (w połowie) i Węgierka, Jesus Christ jak ja bardzo chcę wątku ;_; Mogę nawet zacząć, tylko powiedz mi, jak i co robimy.)

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  24. Tyle mocy w takiej małej rzeczy, a i nawet w mniejszej – oto co potrafią zrobić w Tyge. No, ale zwykłych cywili takie niuanse nie dotyczyły. Takich perełek nie wystawiało się na sprzedaż ot tak i nikt nie powinien w tym grzebać. Niestety, do zakazanych owoców pchano się najbardziej. Westchnął cicho, słysząc jej żart. Oczywiście rozumiał podtekst, w swoim gronie uchodził za naprawdę wyluzowanego, przy niej mu jakoś nie wychodziło. Może w innych okolicznościach by się zaśmiał. Może.
    Bardziej zainteresował się kobietą, gdy zobaczył jak krwawi. Podszedł nawet bliżej, chcąc ewentualnie pomóc utrzymać jej równowagę. Ah, ta troska o obywatela. Był zaskoczony, że całą sytuację zniosła tak…tak spokojnie. Musiała chyba często mieć podobne problemy. Chciał w zasadzie zaprotestować, jednak rozmyślił się, gdyż przypomniał sobie, iż przed chwilą odgrywał tutaj złego glinę. Taka zmiana nastroju przystoi jedynie kobiecie z okresem, nie szanowanemu wojskowemu. Po prostu przyglądał się jak odchodzi.
    - Tylko uważaj na siebie i odwiedź jakiś szpital. Szkoda by było, gdybyś tak nagle nam tu padła, nie? – rzucił jedynie na odchodne, po czym sam poszedł w swoją stronę. Cóż, nie było to zbyt proste, biorąc pod uwagę, że na jedno oko praktycznie nic nie widział. Szedł niezwykle powoli, usiłując na nikogo nie wpaść. Pieprzony okular. Autem do domu już nie wróci. Cholera.

    [ No, to myślę, że teraz możemy lecieć z tym wątkiem z informatorem. Co ty na to? :D Bo Garrus raczej nie będzie bawił się w bohatera w tym momencie. ;-;
    A co do horyzontów, no nie myślałam, że kiedyś będę ogarniać moc sprzętów. XDD co prawda ogarniałam już dziwne dla mnie rzeczy, ale cóż, ten wątek plasuje się na piedestał. XDD ]
    Garrus

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie bardzo przejął się aparycją kobiety. Wiedział, że pochodzi z Gire, więc nie oczekiwał, że przyjdzie tutaj odstawiona jak milion dolarów. Poza tym, jak to mówią, nie szata zdobi człowieka. Aczkolwiek zdecydowanie zdobią go rany, w przypadku Timmy niezwykle liczne. Wyglądała jakby właśnie zaliczyła spotkanie z jakimś zawodowym bokserem, albo wyjątkowo wkurzonym wilkołakiem. Jakby nie patrzeć byli w Mortiel, tutaj bardziej prawdopodobna wydawała się raczej opcja druga.
    - Timmy – poprawił się, kładąc dłonie na blacie. Splótł palce ze sobą, lustrując brunetkę wzrokiem w oczekiwaniu na odpowiedzieć. Gdy ją usłyszał, cóż, doszedł do wniosku, iż zdecydowanie są z dwóch różnych światów. Nie żeby mu to przeszkadzało. Cały czas angażował się charytatywnie i walczył o ogólną równość dla każdego, wyłączając z tego ludzi.
    - Ta whisky była warta prawdopodobnie więcej niż cała Pani garderoba – stwierdził. Cała, bo naprawdę nie wyglądała jakby nosiła markowe rzeczy. Przyjmując, że ma jeszcze kilka par takich spodni – są warte tyle samo co jedna butelka tegoż trunku. Dla jednych to niewiele, dla drugich całkiem sporo. Zdecydowanie sporo stracił na tym sierociniec, na który miały iść pieniądze z tego transportu. Po odliczeniu strat te pięćdziesiąt procent robiło się mniejsze. Niestety.
    - Ale chyba wolisz przejść od razu do interesów – zaczął po chwili, odsuwając się od biurka. – Niekoniecznie dbam o cenę. Chcę dorwać tych złodziei. Nie okradają tylko mnie, ale wszystkie instytucje, na które łożę – wyjaśnił. Jeżeli chodziło o cenę, w zasadzie mógł nawet trochę przepłacić, chociaż naprawdę wysoko cenił sobie usługi Timmy. Kontakt z Gire jest niezwykle pomocny.
    - Wiem jak wygląda sytuacja w Gire, ale nie damy rady ot tak zrobić z tego miejsca metropolii, a sam za dużo nie zdziałam – dodał, gdyby faktycznie ją to interesowało. Yves starał się pomóc jakoś tamtejszym mieszkańcom. Sponsorował wielu dzieciakom edukację w szkole im. Charlsa Monteza. Nie było może to zbyt wiele, lecz wiele więcej nie mógł zrobić. Prymarcha czerpał z tego miejsca swoje własne korzyści. Jak to mówił, dla dobra kraju. Nuireur sam nie mógł nic zmienić. Okradanie go za to, iż sam nie może zbawić świata było głupie. Jeżeli już ktoś chciał się bawić w Robin Hooda, mógłby się dobrać do Tyge, nie jego.


    Yves

    [ jak krótko. ;-; wybacz! mam nadzieję, że się poprawię! ]

    OdpowiedzUsuń
  26. (Dobry pomysł z rozróbą! :D Akira jest informatorem mafii, będzie też zakładał w Eflei bractwo asasynów, więc może obronić Timmy, a potem proponować jej dołączenie do niego xDD)

    Akira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Tylko, jak mówię, musisz zacząć ;_; )

      Akira

      Usuń
  27. Tego dnia w "Howling Flame" nie było zbyt wielu klientów, więc Akira skończył na numerowaniu świeżo przybyłych tu aż z dalekiej Europy butelek alkoholu. Należało dokładnie opisać każdą sztukę, opatrzyć etykietą, sprawdzić, czy jest to dobry napój godny serwowania w drinkach...chociaż rzadko kiedy trafiło się coś niegodnego. Usłyszawszy kobiecy, nacechowany doprawdy europejskim (a na pewno nie szwedzkim) akcentem głos, Akira natychmiast dał spokój butelkom i pośpieszył, by obsłużyć nowego gościa osobiście.
    -Ów facet musiał być niezwykle nieuprzejmy, skoro wystawił tak uroczą piękność jak pani-skomplementował nieznajomą. Przyjął lekką ręką jej banknot; wygnieciony, czy nie, zawsze miał jakąś wartość. W tle solista śpiewał lekko ochrypłym głosem "Revolution underground, come on down to London town". Zaiste, piosenka pasowała idealnie zarówno do typu urody, jaki reprezentowała sobą nieznajoma brunetka, jak i do tych obdartych w kilku miejscach ze skóry dłoni, którymi chwyciła po chwili napełnioną przezeń najtańszą, najprostszą czystą, na jaką mogło się zdobyć "Howling Flame".
    -Ciężki dzień w pracy?-zagadnął z uśmiechem, prostując się i biorąc się za przecieranie szklanek. Robiący nieopodal to samo Terayuki tak niefortunnie tym się zajmował, że trzymane przezeń naczynie wyślizgnęło mu się z rąk.
    - Kusoooo! - wrzasnął panicznie na cały bar, po czym podskoczył, próbując złapać szklankę. Serce Akiry stanęło z przerażenia. Nie mogąc się nawet ruszyć, ze zgrozą obserwował trajektorię lotu i chyba nawet nie zauważył, że zsunęły mu się trochę okulary. Na szczęście chwilę później brunet złapał bez problemu nieszczęsne szkło, a blondyn odetchnął głęboko z ulgą. Każdą ze swoich szklanek traktował jak kochankę, z każdą związana była jakaś śmieszna lub ciekawa historia, podobnie jak z alkoholami, które tu serwował. Gdyby Terayuki odważył się ją stłuc, stłukłby też - choć w części - jego serce.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  28. -Nie zawsze, ale najczę...-i Akira nie zdążył dokończyć, gdyż właśnie w tej chwili do środka wkroczyło dumnie grono osobników odzianych w cokolwiek skomplikowane ubiory jak na zwykłych ludzi i cokolwiek za dobrze uzbrojonych...tak troszeczkę.
    - Akira Englund? - warknął jeden z nich, zbliżając się do baru z pistoletem w dłoni.
    -Być może, zależy, kto pyta-wzruszył niefrasobliwie ramionami barman, wracając do polerowania szklanek. Niestety, szklanka stojąca na blacie, którą miał wytrzeć, rozprysła się w drzazgi. Sam barman chwilowo chyba osłupiał. Ze zgrozą wpatrywał się w drogocenną i rzadką szklankę z rosyjskiego szkła, którą z takim trudem i nakładem zdobywał od znajomego ze Wschodu...a która teraz właśnie pękła.
    Kurwa-pomyślał ze zgrozą, cofając się w stronę alkoholu, jakby chciał go zasłonić własną bohaterską piersią-Akodo tutaj?!
    Rzeczywistość, strzały i nóż, który świsnął nieopodal jego ucha, a wbił się w ścianę, uprzytomniły mu słuszność tego stwierdzenia aż nazbyt skutecznie.
    - Jak się czujesz w piekle, Englund?! - krzyknął ochryple któryś z nieznajomych. Barman zanurkował pod blat, aby uniknąć strzałów (ręce już miał i tak przekrwawione), po czym odkrzyknął:
    -Znakomicie!
    -Nie byłbym taki pewny!
    Trzask jednej z butelek i krzyki klientów wybitnie naruszyły zen Akiry. Rozwścieczony smok wyprostował się i zapalił szybko papierosa. Fala ognia wygenerowana przez popiół z fajki pofrunęła bezpośrednio w kierunku nieznajomych, omijając ową czarującą kobietę, którą komplementował.
    -Na taką rozrywkę pani liczyła, madame?!-krzyknął do niej, wskakując na blat i odpierając bezpośredni atak za pomocą swego płomienia.

    Akira

    OdpowiedzUsuń
  29. Kiwnął głową na jej komentarz. Każdy miał inne priorytety, a jego nie obchodziła cudza garderoba, no chyba, że mowa o Larrete. Timmy świadczyła naprawdę przydatne usługi, więc domyślał się, że nie miała problemu z zarobkiem. Fakt, iż nie wydaje zarobionych pieniędzy na ubrania – to był jej własny wybór. Zresztą, nie zatrudniał kobiety aby oceniać garderobę.
    - Tylko? – zapytał wyraźnie zaskoczony. Przecież to była czysto symboliczna opłata. Spodziewał się, że zażyczy sobie kwoty bliskiej, a nawet wyższej niż dziesięć tysięcy franków. Wziął głęboki wdech. Tego się nie spodziewał. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów.
    - Masz ochotę? – zapytał podając jej opakowanie w pierwszej kolejności. Po chwili jednak opamiętał się. – Chyba, że wolisz, abym nie palił podczas naszego spotkania – zaznaczył. Kultura przede wszystkim. Jeżeli była zagorzałą przeciwniczką palenia powstrzyma się, chociaż osobiście wolałby zapalić. Gdy usłyszał, iż nie ma najmniejszego problemu, wyjął jednego papierosa dla siebie, po czym wziął z blatu biurka srebrną, zdobioną zapalniczkę, by odpalić fajkę. Zaciągnął się dymem. Ten wleciał do płuc, przynosząc swego rodzaju uspokojenie. Od razu lepiej. Wypuścił szarą chmurę, odwracając głowę w stronę okna. Teraz o wiele łatwiej było mu przetrawić tak niską cenę. O ile wykona zlecenie dobrze, zdecydowanie odpali jakoś premię Węgierce.
    Dla niego Gire nie miało uroku. To były slumsy, których osobiście nie cierpiał. Brud, biedota, choroby – jego rodzina od zawsze usiłowała z tym walczyć. Raz samotnie, innym razem z innymi. Nuireur’owie nie byli źli. Nie wszyscy. Każdy posiadał jakieś grzechy, ale ród blondyna był po prostu szczodry. Nie oznaczało to jednak, że nie popełniali błędów. Yves był niezwykle mściwy, a zdrad jakiś się dopuścił żałował do dzisiaj. Niestety, pokusy czyhają na niego nawet dzisiaj. Zaciągnął się po raz kolejny.
    - Komuś z pewnością przeszkadza i uważa, że mój port daje za mało – zauważył. – Dlatego kradną moje dostawy – i pieniądze. Cholernicy. Osobiście się z nimi policzy, przynajmniej z szefem tej pieprzonej szajki.
    - Liczę na owocną współpracę, Timmy – dodał. – Zależy mi na zamknięciu tych przemytników, albo chociaż unieszkodliwieniu. Jeżeli będziesz czegoś potrzebować możesz informować mnie osobiście, bądź przez sekretarkę. Dostaniesz wszystko co jest potrzebne Ci do pracy, ale wolałbym żebyś poszła się upić na umór dopiero po wykonanej robocie – na koniec dołożył jeszcze swój, jakże krótki, monolog.
    Szantaż? Cóż, jak dla niego, to bardzo dobry początek. Mimo wszystko całość zostawia inwencji twórczej brunetki.
    - Zrób co będziesz chciała, byleby było skutecznie. No i postaraj się nie zginąć – odpowiedział. Fakt, że ktoś go nie lubił nie był zaskakujący. Dla osób pokroju Francuza to nie była żadna nowość.


    Yves

    OdpowiedzUsuń
  30. -Jak jesteś za trzeźwa, to się upij!-odkrzyknął Akira ze śmiechem. Właśnie otoczył się płomieniem i próbował zwęglić jednego z przeciwników, co szło mu tak średnio, zważywszy na to, że mężczyzna okazał się żywiołakiem ognia. Ogień zwalczaj ogniem...Najwyraźniej tym razem Hantei Akodo się postarał i dobrze dobrał przeciwników, nie chcąc niczego ułatwiać swemu blondwłosemu nemezis.
    -Uwaga, whisky na jedenastej!-wrzasnął blondyn, widząc, że wspaniała, potężna butelka Jacka Danielsa rozpada się w drobny mak pod wpływem strzałów z broni. Z głośników dobywała się jakaś szanta, chyba "Drunken sailer", ale ucichła, gdy jeden z mężczyzn je przestrzelił.
    - Wścieknę się od tej muzyki! - wrzasnął.
    Akira zaśmiał się cicho. Troglodytyzm i nieokiełznanie tych nędznych najmitów teraz dopiero wychodziły w pełni na jaw. Widać było, jak bardzo są nieokrzesani i nieobyci w sztuce, w końcu "Drunken sailer" zaliczało się do gatunku szant, i to nie byle jakich szant, bo szant irlandzkich - Ireland shanties, stanowiących część nurtu marynistycznego w muzyce europejskiej. Niemniej jednak nie było teraz czasu na edukację klas niższych - raczej powinien był je spalać. I tak właśnie w tej chwili czynił.
    -Wściekniesz się już za chwilę-obiecał z uśmiechem, posyłając na oponenta kolejną falę płomieni. Coś czuł jednak, że powodem napadu furii wroga nie będzie tylko muzyka...

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  31. [Hej, hej, tak sobie od dłuższego czasu patrzę co tu u Timmy się dzieje. Wątek Febe-Willow jakoś nam nie idzie więc pomyślałam o Taisji i Twojej technopatce. Mam nawet w głowie pewien pomysł, który może skutkować dłuższą relacją, ale najpierw chciałbym wiedzieć... Czy wątek z tą akurat postacią jest w stanie Cię zainteresować? ;)]

    Taisja Lebiediewa

    OdpowiedzUsuń
  32. Kolejna prośba i kolejne przygody do przeżycia. Tak, Taisja odbierała zlecenia prymarchy jako urozmaicenie w swoim życiu. Tak naprawdę wcale nie przykładała wagi do motywów władcy, była mu wdzięczna i pomagała, kiedy tego potrzebował. Nie wołał jej wcale tak często, jednak gdy już dochodziło do spotkania sam na sam, to prośba bywała szokująca. Nie dla Rosjanki, ona, wychowana w Tyge miała zupełnie inny światopogląd, została inaczej wychowana i nawet zabicie jednostki utrudniającej wykonanie polecenia nie było dla niej niczym szokującym. Normalny jednak obywatel złapałby się za głowę, słysząc co dane jest wykonywać dziewczynie.
    Tym razem jednak nie chodziło o narażanie czyjegokolwiek zdrowia czy życia, najczęściej wysyłana zostawała bo informacje, tak jak w tym przypadku. Robotę miała o tyle łatwiejszą, że informacje na temat pracowników i zmian jakie tam obowiązywały dostała jeszcze przed wyrażeniem zgody na przyjęcie zadania. Tak samo plan zagospodarowania budynku i rozmieszczenia kamer. Wystarczyło tylko dostać się niezauważenie do środka i odnaleźć niezbędne dokumenty.
    Plan był prosty, przynajmniej w teorii. Taisja, mimo zapewnień co do pewności przekazanych informacji, wolała samodzielnie upewnić się z kim i czym będzie miała do czynienia. Dwa dni, dokładnie tyle spędziła na szpiegowaniu pracowników magazynu. Po tym czasie przystąpiła do działa. Niby przypadkiem szturchnęła ramieniem jednego z ochroniarzy, gdy ten mijał ją na chodniku, wysiadając z samochodu i ruszając na swoją zmianę. Oczywiście przeprosiła z szerokim uśmiechem, niezauważanie lokując w jego kieszeni niewielką paczuszkę. W ramach przeprosin udała, iż wyczarowała taką samą i podała mu ją bezpośrednio do rąk. Mężczyzna przyjął podarek i zaciekawiony przyglądał się mu. Paczuszka nie zawierała niczego podejrzanego, tak więc spokojnie przeszła kontrolę i znalazła się wewnątrz budynku. Dziewczyna zaśmiała się radośnie i zniknęła z okolic magazynu, aby znaleźć się na dachu budynku obok. Wszystko byłoby normalne gdyby nie jakaś postać, która jak gdyby nigdy nic pojawiła się przy wejściu i weszła do środka. Kim był lub była? Ruda z zaciekawieniem przyległa do płaskiej powierzchni, obserwując działania nieznajomej istoty. Uśmiechnęła się cichutko klaszcząc w dłonie. Czyżby miała mieć towarzystwo? Osoba ta zdecydowanie nie należała do pracowników, a zdolności Tai pozwoliły wyczuć jej, jak kamery zostają zmanipulowane.
    - Brzydko, brzydko – mruknęła cicho, nadal z tym swoim szerokim uśmiechem i zaraz zachichotała pod nosem. Przymknęła oczy łącząc się z swoimi paczuszkami, przekazanymi ochroniarzowi. Tak jak przypuszczała, płaszcz odwiesił na wieszak, a prezent dostarczony do ręki po prostu odłożył na pierwszą lepszą płaską powierzchnie. Nie czekając dłużej dziewczyna otworzyła swoje cyber paczuszki, wypuszczając z nich drobne energetyczne świetliki – małe bańki od środka skrzące się zielonymi błyskawicami. Sztuczka przykuła uwagę pracowników, lecz na wiadomość, że jest to prezent od ulicznej czarodziejki i dokładnym prześwietleniu paczuszek uznano bańki za pokaz mający cieszyć oko. Tym bardziej, że te zaczęły poruszać się, jakby tańcząc, przykuwając swoim występem jeszcze mocniej uwagę ochroniarzy. Tylko kilka z baniek cichaczem oddaliło się od grupy i zaczęło unosić się przy samym suficie, tworząc jakby ścieżkę do pomieszczenia z szafkami. Kiedy ostatnia kulka pojawiła się właśnie w tym pomieszczeniu Tai przyuważyła postać, która chwilę temu kręciła się przy wejściu.
    - Bardzo, bardzo brzydko – znowu zachichotała, po czym zeskoczyła z dachy, bezpośrednio przed budynek, tak, aby kamery jej nie dosięgały. Stworzyła kolejne kilka energetycznych baniek i ułożyła tak, aby te stworzyły ścieżkę ku drzwiom wejściowym. Bańki te oczywiście nie przylegały bezpośrednio do siebie, oddzielała je dość spora przestrzeń. Jedynie dwie były naprawdę blisko, ta przed i bezpośrednio za drzwiami budynku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyna strzyknęła palcami i znowu się zaśmiała, by po tym przybrać formę świetlnego promienia i podążając przygotowaną ścieżką, zmaterializować się bezpośrednio w pomieszczeniu z szafkami. Tam, ostatnia z baniek, unosząca się niedaleko nieznajomej sprawiła, że to właśnie na okupywanej przez dziewczynę szafce, nagle, pojawiła się Rosjanka z szerokim uśmiechem i zacmokała, grożąc jej palcem.
      - Jesteście bardzo niegrzeczni – zauważyła z rozbawieniem na twarzy.

      Taisja

      [Tym razem ja przepraszam, ale inne wątki rozproszyły mnie tak bardzo, że nie byłam w stanie wczuć się w moją Rudą pannę, ale teraz będę odpisywać regularnie, co każdy czwartek ^^]

      Usuń
  33. Taisja przekręciła dość mocno głowę na bok, bacznie obserwując mimikę twarzy dziewczyny. Rozbawienie z jej ust nie zniknęło, w końcu tajemnicza nieznajoma mogła zapewnić nieco rozrywki. Zachichotała słysząc ponurą wypowiedź na temat próby zagadania, by po tym kątem oka zerknąć na trzymany w ręku folder. Wróciła do twarzy czarnowłosej dopiero przy następnym zdaniu. Przekręciła głowę na drugą stronę i pokazała równe uzębienie w szczerym uśmiechu. Niczym kot, giętko, na czterech kończynach przeszła szafkę obok, aby znowu znaleźć się nad głową obcej. Zerknęła do szafki, którą otworzyła i wzruszyła ramionami.
    - Ależ pracuj – powiedziała uroczym głosem, znowu chichocząc, zanim Timmy dokończyła zdanie. Tai zdążyła już przeanalizować numery wypisane na ręce dziewczyny, dzięki czemu wiedziała, że szuka dwóch tych samych folderów co ona, do tego tamta jeden już znalazła. Prawdę mówiąc impulsy elektryczne nie wspomagały działania jej zmechanizowanych kończyn, były dodatkiem do zdolności rudej. Ciało cyborga w znacznej części zostało zrekonstruowane przez sztucznie stworzoną skórę, przeszczepy i mechaniczne protezy kości, a przez swoje zdolności technopatyczne doskonale czuła co czarnulka zamierza. Udała zaskoczenie czując pierwszy policzek, jednak zaraz po kolejnym ręka Rosjanki zastygła w bezruchu, a ona zaśmiała się nieco głośniej. „Świetliki” wcześniej rozproszone po całym budynku teraz zaczęły przybywać do tego konkretnego pomieszczenia. Taisja zeskoczyła z szafki prosto przed twarz Timmy i z zafascynowaną miną złapała ramiona dziewczyny.
    - Niesamowite! – uśmiechnęła się niczym mała dziewczynka. – Jesteś technopatką, prawda?! – bardziej stwierdziła niż zapytała. Znowu zaśmiała się uradowana i nagle, przybierając postać promienia zmaterializowała się za plecami dziewczyny. Oczywiście wykorzystując do tego swoje bańki z energią. – Zawsze chciałam spotkać kogoś takiego! – oznajmiła, nadal wyraźnie podekscytowana, obejmując Timmy ramieniem. Znowu przeniosła się przed jej twarz, jednak tym razem z wyciągniętą ręką, która od razu zacisnęła się na szyi czarnuli. Dotyk skóry pozwolił ukraść sporą część energii życiowej, przez co nieznajoma mogła poczuć mdłości, a na pewno mocne osłabienie. Tai puściła ją, nadal z szerokim uśmiechem na ustach. Nawet podskoczyła w miejscu kilka razy i lekko zaklaskała w dłonie. – To Ty się może zastanów, dlaczego ledwo włóczysz nogami – zachichotała pochylając się i zabierając z dłoni dziewczyny znaleziony folder. – Tak przy okazji, słaba z Ciebie przekąska, zwykły brudny człowieczek, jeszcze śmierdzisz Girie – szepnęła z uroczym wyrazem twarzy, po czym w podskokach ruszyła do innej szafki, aby tam poszukać drugi folder. – Urocze to nasze babskie spotkanko, nie sądzisz? – zapytała, podrygując sobie do wyimaginowanej melodii jakiegoś żwawego utworu.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  34. [fiuuu, zaszalałaś. Ok, nie mogę być gorszy]

    Smętnie patrzył na swój pusty kufel po piwie. Patrzył i marzył o głębi złocistego płynu. Marzył o pełnym kuflu. Takim, który nigdy by się nie kończył. To by było jazda! Fortunę by na tym zbił!
    - Dlaczego nikt mnie nie obdarzył talentem do wytwarzania nieskończonej ilości piwska - fuknął wściekły na ten pusty kufel, zanim roztrzaskał go o ścianę. Krzywo powieszony obraz zerwał się i zleciał wprost na jego ukochaną kanapę. Dobrze, że kolejnej dziury w ścianie się nie dorobił. Burknął coś pod nosem o sprzątaniu, gdy tylko wróci i wyszedł z domu, zamykając zdezelowany zamek na trzy razy. Nikt nie próbował się do niego włamywać, a jeśli już się ośmielił to szybko kończył swój żywot, ale ubezpieczony śpi spokojnie.
    Bar, do którego się udał znajdował się cztery kroki od jego miejscówki. Nie chciało mu się drałować dalej. Nie w niedzielę wieczorem, gdy kolejnego dnia miał od rana prowadzić lekcje. A poza tym... rzucił monetą. Wypadło na ten bar, a on z losem nie zamierzał dyskutować. Wsunął dłonie w kieszenie i zgarbił się odrobinę, jakby jego niski wzrost nie był wystarczająco niski.
    Był już po trzecim piwie, gdy w jego stronę poleciała butelka. Uchylił się, wylewając po tym swoje czwarte i przeskoczył przez bar, szukając sprawcy. Nie ważne, że prawie dostał w łeb... ale kto do cholery miał czelność pozbawić go trunku?! Tego blondyn nie mógł przebaczyć. Złapał kolejną ofiarę za lecącą w jego stronę pięść i wykręcił mu rękę, trochę za mocno. Rozległ się wrzask i przyjemny dźwięk łamanych kości. No cóż, sam się o to prosił. Kopnął go w tyłek, a potem przemaszerował po nim, by stanąć przed jedyną dziewczyną, kotłującą się w tym barze.
    - Yo! To twoja sprawka? Wisisz mi piwo - bardziej stwierdził niż zażądał. Choć z Timmy nie znał się za dobrze, nie raz już widział jak wywołuje awantury. - To już twoje 10, kiedy zaczniesz spłacać dług? - wyszczerzył się do niej radośnie. Mogłaby wreszcie zacząć to robić. Nie musiałby się wtedy martwić swoimi topniejącymi zasobami na alkohol.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  35. Brew podjechała mu do góry i skrzyżował dłonie na piersiach, podcinając przypadkowej ofierze nogi. Kolejne połamane krzesło i jeszcze jeden żałosny wrzask barmana. Biedak, będzie za to wszystko wykładał ze swojej kieszeni. Jego problem. Meliodas nie zamierzał mu pomagać.
    - Och, która kanalia śmiała cię uderzyć? - zmrużył niebezpiecznie oczy. - Wlejemy mu razem, ale piwa ci nie odpuszczę - pogroził jej pięścią przed oczyma, teraz nawet trochę żałując, że jest taki niski. Nikt go nie brał na poważnie, a podczas bójek najczęściej był pomijany. Odgarnął niesforne kosmyki z twarzy. Dopiero teraz naszła go ochota na porządną rozróbę.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  36. Miał na nią oko. Już przecież wiedział, że jeśli Timmy wleje sobie zbyt dużo, jej odruchy są mocno opóźnione. Ostrożnie więc pilnował jej pleców i gdy tylko rosły mężczyzna się na nią zamachnął, kopnął go między nogi.
    - Oi! Mój błąd - wyszczerzył się do kulącego mężczyzny i zanim ten zdołał wyprowadzić w jego stronę wiązankę przekleństw, wyprowadził piękny prosty, łamiąc mu przy tym nos.
    - To ten łamaga? - Meliodas spojrzał na niemalże trupa i nakreślił nad nim znak krzyża. Tyle to mu się należało, niezależnie od tego czy był wierzącym czy nie. Sam blondyn przecież nim nie był.
    - Nie ma co tu zbierać - burknął. - Idziemy do monopolowego i wbijamy ci na chatę - rzucił jeszcze, decydując się wziąć sprawy w swoje ręce. Lepiej było się zmyć, zanim rozróba przeniesie się w dalszą okolicę. Zwłaszcza on nie chciał znów zostać złapany na gorącym uczynku. Często mu się zdarzało świecić oczyma i twierdzić, że przecież to nie on zaczął.
    - Chodź - pewnie złapał nadgarstek dziewczyny i pociągnął ją zanim ta zdołała zaprotestować.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  37. [No prosze już dorobił się pseudonimu ^^" ]

    Dobrze, że nie musiał jej tłumaczyć dlaczego akurat na jej chatę. A niby gdzie miał nauczyć się odbierać te cholerne maile, skoro u siebie nawet nie miał komputera? Ale o tym zamierzał jej przekazać dopiero po paru głębszych. Wówczas idzie coś zdziałać i nie będzie chciała zbyt wysokich cen za swoje usługi. Może nawet uda mu się je wydębić za skreślenie dwóch piw z jej długu? Oblizał lekko wargi, czując że to całkiem niezły plan.
    - Ty udostępniasz chatę, ja stawiam czystą - doczłapali się do pierwszego monopolowego, gdzie Meliodas zdecydował się wejść sam. Tak na wszelki wypadek, co by nagle nie stwierdzili, że Timmy jest zbyt pijana, by cokolwiek im kupić.
    Nie trwało to zbyt długo, a on już trzymał siatkę z pięcioma butelkami wódki. Tak na wszelki wypadek oczywiście.
    - Sok nie będzie potrzebny, nie? - upewnił się, że dobrze pamiętał jej upodobania, choć może stwierdził, że skoro on płaci to będzie po jego myśli. On nie zapijał, tylko wlewał w gardło i patrzył z pogardą na tych, którzy potrzebowali zapitki.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  38. [spoko, spoko. Pseudo dobre jest ^^]

    W jednej chwili pożałował swojego niecnego planu. Stąpał ostrożnie, by przypadkiem niczego nie potłuc. I to on twierdził, że ma burdel w mieszkaniu, a przecież rozbił jedynie jedną szklankę, a po podłodze walały się papiery związane z nauczaniem. Zanotował sobie, że będzie musiał przeprosić swe mieszkanko za wyzwiska jakimi je obrzucał w myślach.
    - Jasne, nie ruszać puzzli - powtórzył, a jego wzrok mimowolnie padł na stół. Maciupeńkich kawaluntków [podkreśla mi, że nie ma takiego słowa, ale ja go używam... dowiedzieć się po tylu latach, że złej polszczyzny używasz... bezcenne] to tam było z trzy tysiące. Gwizdnął z podziwem, bo drugie tyle wydawało się być już ułożone.
    - Oi Timmy! Muszę ci się pochwalić - rozwalając się na kanapie i otwierając butelkę wódki. Od razu wypił z niej porządny łyk. - Ogarniam kserokopiarkę! Tę, którą mi zainstalowałaś w szkole - rzucił wesoło. Co prawda od czasu do czasu musiał prosić o pomoc dzieciaki, ale tylko kiedy trzeba było wymienić tusz, albo papier się zaciął. Wolał nie ryzykować, że coś popsuje.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  39. Rozlał im wódkę do kieliszków od wina, patrząc na nie z pewnym niesmakiem. Podał jeden Timmy i wrócił na kanapę. Wódka w kieliszkach do wina. Francuzi uznaliby to za profanację, pewnie cała rzesza zwolenników czerwonego płynu również, ale on o to nie dbał. Ważne, że było z czego pić.
    - Zamierzałem, ale moje dzieciaki potrafią wymieniać tusz... i jak się papier zatnie to też sobie radzą - wzruszył ramionami, jednocześnie przyznając się do swojej niemocy. Nigdy nie miał do czynienia z tak zaawansowaną technologią. Choć żył już długo, nie odczuwał potrzeby wprowadzania jej do swojego życia.
    - Przyznaję, to duże ułatwienie. Nie muszę pisać testów w 16 kopiach, tylko w jednej. Oszczędza czas, dzięki - uśmiechnął się krzywo i stuknął się z nią kieliszkami, a potem swój przełknął na raz, nawet nie delektując się płynem. Zaraz znów dolał alkoholu i pokręcił przecząco głową.
    - Zwariowałaś chyba... nawet komputerem nie umiem się posługiwać, a ty mnie już na głęboką wodę z tymi małymi cudeńkami rzucać chcesz? - uniósł lekko brew. - Nie ma opcji. Jest zdecydowanie za wcześnie na takie nowości... - mruknął. Telewizora też nie miał, bo sądził że wisiałby tylko u niego w domu, a on bałby się go używać. Niby chciał się nauczyć, ale miał przed tym wszystkim duże opory.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  40. [a tu taki zonk xD strolowałem cię chyba ^^" nie pamiętam czy o nich pisałaś :P]

    Zerknął na telefon, nawet nie próbując go brać do dłoni. Zniszczy go przypadkiem, a Timmy nie zostawi tego od tak. Ta kobieta uwielbiała interesy i już nie raz sprzedała mu coś po wyższej cenie niż powinna, ale nic to. Ważne, że nie był to żaden bubel. Wszystko działało.
    - Wiesz... - odchrząknął. - Technologia chyba nie jest dla mnie - przyznał szczerze. - Po prostu jakoś nie czuje tego... "flow"? Tak to się teraz mówi? - uniósł lekko brew. Z drugiej strony może warto byłoby posiadać taki prymitywny telefon. Mógłby skontaktować się z kim tylko chciał przy pomocy tego urządzonka, a nie liczyć na często zawodną pocztę. Westchnął całkiem rozbity. Niby chciał, ale wciąż nie był pewien.
    - Dobra... ale jak tym cholerstwem się posługiwać? Słyszałem o jakichś ładowarkach i kabelkach... kiedy je podłączać? Skąd wiedzieć, że to już czas? I po co są te guziki? - spojrzał na nią, czując że Timmy zaraz wybuchnie gromkim śmiechem, ale co tam! Przecież nie będzie udawał, że się zna, skoro z technologią za pan brat nie był.
    - Ale wiesz... umiem posługiwać się kuchenką gazową - przypomniało mu się. - Następnym razem musisz wpaść na baraninę w piwie. Wychodzi mi cud i malina - wyszczerzył się do niej, dumnie wypinając pierś i upijając porządny łyk z plastikowego kielicha. - Tak jakoś... wyślę ci list, kiedy będzie gotowa - dodał zaraz i nieco za późno ugryzł się w język. No żesz... a przecież przed chwilą miał już nawet ochotę spróbować swych sił z tym telefonem dla emerytów.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  41. [No mówię, że taki TROL! xD Dopowiedziałem sobie to i owo. Serio?! Wow! To ja chyba zmienię kierunek studiów na Węgierski xD]

    Spodziewał się takiego obrotu spraw. Dobrze, że chociaż miał całą listę. Wyciągnął z kieszeni papier i skreślił jedno piwo. Zawsze był zorganizowany, więc i długo Timmy rejestrował.
    - Wracamy do dziewięciu piw - złożył kartkę w małą kosteczkę i z powrotem schował ją do kieszeni. - Płytę indu... co? - uniósł lekko brew. Matko przenajświętsza! Czego ona od niego wymagała?! On przecież nawet nie umiał wypowiedzieć tego słowa. Zrozpaczony wychylił cały kieliszek wódki i nalał sobie kolejną porcję, siadając na kanapie po turecku.
    Te wszystkie kable, telefony i inne bajery już teraz go przerażały, a nawet w dłoni ich nie poczuł. Ten świat robił się mu coraz bardziej obcy. To był znak. Znak od niebios, że czas się ulatniać. Przejść w spoczynek, ale nie... on nie mógł sobie na to pozwolić. Jeszcze nie teraz.
    - Dobra, ale mów w języku jak dla debila... bo dziecko zrozumie szybciej niż ja - odchrząknął, wcale nie będąc zażenowany swą niewiedzą. Każdemu się zdarzało!
    - Pewnie, że jest! A ty myślisz, że jak ja funkcjonuję? - fuknął na nią, ale w duchu zgodził się z nią. Musiałby na tydzień wcześniej planować obiad, by wystosować odpowiednią datę w liście papierowym. Potem poczekać na odpowiedź i jeszcze dać znać, że plany się nie zmieniły. Baraniny już dawno by nie było.
    - No to podrzucę cię list pod drzwi. Wsunę przez szparkę. Będzie szybciej - wzruszył ramionami.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  42. Blondyn przekrzywił głowę i zamrugał kilkakrotnie. Czyżby mu przed chwilą zasugerowała wkładanie czegoś innego w inną szparkę?
    - Oj Timmy, nie sądziłem, że ty taka rozpustna jesteś - odchrząknął, trochę się z nią drocząc. - Ale skoro tak się sprawy mają to wiesz gdzie mnie szukać - wyszczerzył się, zaraz poważniejąc by wysłuchać krótkiego wykładu na temat telefonu. Miał już zadać pytanie a propo stacjonarnego telefonu, ale powstrzymał się, gdy usłyszał "nieważne" z jej strony. Coś mu świtało o tym stacjonarnym telefonie. Kiedyś chyba nawet z niego korzystał.
    - Taki jak budka telefoniczna? - zapytał, przypominając sobie, że w Londynie z takich korzystał podczas wojny światowej.
    - Dobra reasumując. Telefon powie mi, że się rozładowuje. Rzuci wesoło "Meliodas, czas na żarcie" i wtedy ja wrzucam coś na ruszt a jego podłączam do kabelków - machnął ręką. Szło zapamiętać. - Ok, a co z tym dzwonieniem? Mam jakąś listę czy muszę wszystko zapamiętywać? Bo telefon bez numerów mi do niczego potrzebny nie jest - wymamrotał, wciąż nie będąc pewien czy chce się pisać w takie ustrojstwa. Zaraz mu Timmy wyskoczy z komputerem, a on tu po prostu zdechnie.
    - A co jeśli telefon jednak mi nie oznajmi głośno, że potrzebuje papu? - zapytał jej zaraz. - Albo jak oznajmi, a ja nie będę miał mu jak go zapewnić? - rzucił jeszcze.

    Meliodas [technologiczna niedojda jak nikt inny...]

    OdpowiedzUsuń
  43. Blondyn zaśmiał się pod nosem. Spalił jej żart, a czuł że urósł odrobinę. Tak, tak, miał piekielną z tego satysfakcję. Niech ma! Za te wszystkie razy, kiedy musiał płacić więcej niż powinien za jej usługi. O! Tak się jej odpłaci!
    - Wpisać i nazwać... jak mam je wpisać i nazwać? - zapytał, nie zastanawiając się nad głupotą tego pytania. Numer wybierał stukając w guziczki, więc potem pewnie działał jakiś guziczek, który go pozwalał zapisać. - Ok, sam numer to raczej wiem, ale jak mam zapisać z imieniem? - zainteresował się. Nawet czuł ekscytację nowościami. Tak wielką, że aż zszedł kanapy i usiadł tuż obok niej, wraz z drugą butelką wódki. Otwierał ją właśnie, kiedy wysiadł prąd.
    - No i po nauce - westchnął, rozlewając sobie wódkę do kieliszka. - Hm... no to czas na moje tradycyjne metody - zdecydował spokojnie, wyciągając kilka świeczek, które przezornie kupił wraz z wódką. Tak na wszelki wypadek. Girie rządziło się swoimi prawami, a przerwy w dostawach prądu zdarzały się zbyt często, by można było to nazwać przypadkiem.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  44. [whoop, whoop, a seksu brak xD]

    Uniósł brew zaskoczony, że w ogóle to pytanie padło. Oczywiście, że tak myślał. Nie, on nie myślał. On to po prostu wiedział.
    - Za bardzo polegasz na technologii - wzruszył ramionami, nie wyjaśniając skąd te świeczki miał przy sobie. On zawsze był przygotowany na takie ewentualności. Teraz postawił trzy, by oświetliły tylko ich fragment pokoju. Uśmiechnął się lekko, obserwując spokojnie falujący płomień świeczki. Znów wrócił myślami do przeszłości, ale zaraz skupił się na pytaniach Timmy. Prawda. Mimo kilku spotkań, za dobrze się nie znali.
    - No już bez przesady. Wiem co to telefon. Korzystałem ze stacjonarnych - obruszył się trochę. - Korzystałem, ale nigdy ich nie lubiłem - przyznał w końcu. Żyję tu już tak długo, a świat zmienia się z każdym rokiem. Czasem żałuję, że nie mamy średniowiecza. Konie, ogniska, popijawy przy nim, to było coś... a teraz? Spaliny i murowane dachy, wycinane lasy... ech ten świat schodzi na psy - uśmiechnął się na wspomnienie starych, dobrych czasów, a potem wzruszył lekko ramionami.
    - Nigdy nie czułem palącej potrzeby by podążać za technologią. Obronić się mogę bez niej... mam paru znajomych, którzy też nie przepadają za tym postępem, więc umawiamy się normalnie. Przecież wtedy też się dobrze żyło i nie siedziało się z nosem w komórkach czy innych internetach - parsknął cichym śmiechem.
    - A u ciebie skąd to zamiłowanie? I nie lepiej by ci było w Tyge? Tam wszystko jest skomputerowane. Pewnie nawet pracownice w sklepach to androidy lub inne roboty - rzucił jeszcze upijając trochę swojej wódki.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  45. [No bez przesady xD Kosmate myśli dobrze jest mieć, ale nie że zaraz seks non stop. U mnie to same trupy w wątkach]

    Roześmiał się serdecznie i poklepał ją po plecach, gdy ta się zakrztusiła. Nie sądził by kogokolwiek jeszcze dziwiły takie zbiegi okoliczności, ale życie bywało zaskakujące.
    - Ano średniowiecze, liczę sobie ponad 3000 lat - puścił do niej oczko. - Dobrze się trzymam jak na staruszka - dodał zaraz ze śmiechem, choć jego rodzina uznałaby go za chłopaka dopiero co wchodzącego w dorosłość. No może dwudziesto- kilkulatka. Lepiej było to przemilczeć.
    - Mhm wyłączyć mówisz... to zapraszam do szkoły. Dzieciaki na pewno pomogą ci się wyłączyć - uśmiechnął się lekko, dolewając jej wódki. Im więcej wypiła tym była zabawniejsza i łatwiej się z nią robiło interesy.
    - Kara i Sarah wciąż mają do ciebie pytania o te farby do włosów i soczewki [powiązałem sobie Timmy z moimi dziećmi - można poczytać w powiązaniach, sorka... pasowała mi tam. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz. Zmienię jeśli nie pasuje] - westchnął, bo on kompletnie się nie znał na tych kobiecych cudeńkach, choć cieszył się jak głupi że dziewczynki zdecydowały się na zmianę koloru włosów. Przynajmniej teraz dało się je rozróżnić.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  46. [A widzisz? To musicie to zmienić. Są trupy jest impreza xD Nie chcecie jakiegoś wspólnego wątku gdzieś tam - ognicho czy inna impreza? xD Polowanie na dziki! xD]

    Zamrugał kilkakrotnie a potem wpadł na to, co to były te bezpieczniki. No przecież, że te śmieszne guziki, które czasem wypadały i trzeba było je włączyć. Pstryknął palcami. Przecież to takie oczywiste.
    - W takim razie mogę cię zaprosić na ognisko na łonie natury - oznajmił spokojnie, stukając się z nią kieliszkami. Jeszcze nie była wystarczająco pijana, by poruszać temat dzieciaków. Napomknął już i teraz będzie bardziej czujna. Wywrócił oczyma, że też zrobił błąd amatora. Wypił całą zawartość swej szklanki za jednym zamachem i dolał sobie trochę więcej przezroczystego płynu.
    - No stary piernik jestem, takim się pomaga... a nie kasę z nich trzepie - pstryknął dziewczynę między oczy i uśmiechnął zawadiacko. - A może zagramy w pokera, co? - zaproponował. Umiał dobrze kantować i trzepał z tego niezła kasę. - Jak wygram uczysz u mnie w szkole obsługi komputerów... zaznaczam, że komputer pomogę ci przytachać, jeśli nam go skombinujesz. Jak przegram, anuluję ci cały dług i zadłużam się u ciebie na 10 butelek wódki - klasnął w dłonie. - Wchodzisz w to?

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  47. [Smoki odpadają xD Mój kurdupel chce ich mieć za przyjaciół, a nie wrogów. Jasna sprawa, już maila wystosowałem do Śnieżynki! ]

    Meliodas uśmiechnął się do niego szeroko i pokiwał głową na znak, że doskonale rozumie jej nostalgię. Dokładnie o takim ognichu mówił i nie zamierzał się wycofywać ze swojej propozycji. Zwykle miał problem z namówieniem ludzi na taki wyskok, więc Timmy już nie miała wyjścia. Trzymał ją za słowo albo i za język, jak zwał tak zwał.
    - Dobra to przypomnę ci tylko, że się zgodziłaś jak będziesz trzeźwa - zapewnił ją, a jego ton był wesoły, acz nie znoszący sprzeciwu.
    Dopił swoją porcję wódki i odstawił szklankę. W głowie przyjemnie mu szumiało, ale to tyle. Nawet kaca nie będzie miał. Ruszył w stronę pudeł i uniósł lekko brew. Nie miał pojęcia co jest na nich napisane i sądził, że nie warto nawet zadawać tego pytania. Otworzył pierwsze z nich i przekopał się przez damską bieliznę, nie znajdując tam nic więcej.
    - Oi Timmy na chuja ci tyle tego... gaci to masz ze czterdzieści i tylko 6 z nich wygląda na seksowne - rzucił w jej stronę jednymi ze stringów, które znalazł, a potem ruszył w stronę drugiego pudła. Tu znalazł technologię. Jakieś bliżej mu niezidentyfikowane części, kabelki i inne przyciski. Odłożył pudło na bok, nawet nie próbując go przekopywać. Jeśli to tam były karty to już ich nie znajdzie. Tego ruszać nie będzie.
    W trzecim odnalazł papierzyska. Stare zeszyty, rachunki i inne koperty. Wywrócił oczyma i ze zrezygnowaniem dotarł do czwartego.
    Alleluja! Były! Na samym wierzchu. Zadowolony ze swoich łowów wrócił do dziewczyny.
    - Znalezione - potasował karty i je rozdał. - Za wygraną - stuknął butelkę o kieliszek Timmy i pociągnął porządny z niej łyk.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  48. [fun fact - mnie rozbawił xD / no dobra, chyba że to będzie mega wredny smok robiący spustoszenie. Wtedy się piszę xD]

    W odpowiedzi wzruszył ramionami. Skąd miał wiedzieć po co jej seksowne gacie? Może by poczuć się dobrze we własnej skórze, albo zachęcić jakiegoś faceta do siebie. Nie wiedział, nigdy nie dbał o takie szczegóły.
    Zerknął w swoje karty i wymienił dwie. Ot tak dla niepoznaki. Zresztą mógłby zagrać w otwarte karty. Nie pierwszy raz grali w pokera i Timmy doskonale znała jego sztuczki. Była jedną z niewielu, którzy potrafili go ograć... o ile była trzeźwa oczywiście.
    - A bo ja wiem? Ty mi powiedz po co... jesteś kobietą, czy nie? - uniósł lekko brew. - Staników nie nosisz, pranie robisz raz na ruski rok... faceta ci brakuje, faceta - wywrócił oczyma. - Ewidentnie brakuje ci celu w życiu.

    Meliodas [króceej, sorry]

    OdpowiedzUsuń
  49. [ha, ha, ha, ha - dobrze podsumowane xD ]

    - Chodzi mi o twój ogólny stan - wywrócił oczyma. - Chlejesz jak świnia, ubierasz się jak świnia... zombie nie interesująca kobieta. Depresją śmierdzi na kilometr, a to ja od 2500 lat nie związałem się z nikim - zauważył trochę za późno gryząc się w język. Timmy tego nie odpuści, nawet jeśli była pijana. Przyczepi się i będzie sobie z niego jaja robiła. Wpakował się jak śliwka w kompot. Pierwszą partyjkę wygrał, zaraz rozdał na drugą.
    - Gramy do trzech, co by zachować pozory sprawiedliwości - rzucił wesoło, zmieniając trochę temat i teraz przyczepiając się do jej kolejnych słów.
    - Ogarnij się trochę kobieto, wyjdź do ludzi... może etacik u mnie na zadupiu? - zaproponował od tak. Przydałby mu się ktoś do nauczania o technologii, bo przecież był z tym zielony. - Nie za darmo, oczywiście. Płacić ci będę normalną, godziwą pensję... i jeszcze obiady darmowe do tego. Warunkiem jest pozostawanie trzeźwym podczas lekcji - wyjaśnił spokojnie.

    Meliodas [rekrutacja wstąpiła w fazę 2]

    OdpowiedzUsuń
  50. Wysłuchał jej rad i aż wychylił pozostały w butelce trunek, kiedy skończyła mówić. Odwrócił od niej wzrok i zacisnął mocniej wargi. Oczy mu się zeszkliły, gdy zabębnił palcami w pustą butelkę. W tym momencie dziękował temu, który wyłączył prąd u niej w mieszkaniu. Łzy same spłynęły po policzkach, a on ich nie próbował ukrywać. Dopiero po dłuższej chwili milczenia starł je rękawem swojej bluzy i zerknął na Timmy.
    - Może - uśmiechnął się krzywo. - A może po prostu jeszcze tej sprawy nie zakończyłem - butelka, którą trzymał w lewej dłoni roztrzaskała się na kawałki, a szkło poraniło mu dłoń. Nawet nie zwrócił na to uwagi, tylko zacisnął mocniej szczęki.
    - Czyli wygrana należy do mnie - mruknął, odrzucając karty. - Gdzie masz zmiotkę? Posprzątam tu - zdecydował, ciągle trochę się trzęsąc. Alkohol i bolesne wspomnienia dobrze wiedziały gdzie trafić, by go wyprowadzić z równowagi. Nabrał głębokiego oddechu w płuca i zaraz wypuścił je ze świstem.
    - Masz rację, może nie chcesz. Nie siedzisz w zamknięciu - zgodził się, uśmiechając do niej blado. Starał się jak mógł by nie popaść w jeszcze gorszy humor.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  51. Nie o apteczkę ją pytał, ale stłamsił w sobie potrzebę wyperswadowania jej tego. Złapał latarkę zdrową dłonią i gwizdnął przeciągle. Niby wiedział, że w tym mieszkaniu taki syf, ale to światło jedynie je potęgowało. Dobrze, że mu latarkę załatwiła, bo zanim dotarłby do łazienki to nie tylko rękę musiał by opatrzyć.
    Otworzył drzwi do łazienki tylko po to, by i tak zauważyć wielki syf. Wywrócił oczyma i zniesmaczony ostrożnie przestąpił przez walające się tam butelki. Jedna z nich odbiła się od jego stopy i z głuchym brzdękiem padła na podłogę, podcinając drogę kolejnej.
    O Matko Boska Częstochowska! Timmy tu domino układała z butelek, a on jej to wszystko zepsuł. Już słyszał te wyzwiska pod swoim adresem. Wywrócił tylko na nie oczyma i wreszcie dopadło zlewu.
    Alleluja! Znalazł apteczkę. Liczył na to, że nie była przeterminowana. Przemył dłoń pod bieżącą wodą i trzymając latarkę między zębami, zaczął wyciągać kawałki szkła z ranek. Pozwolił sobie na dłuższą kontemplację ręki niż ustawa przewidywała. Nie chciał zakażenia, ani innego syfu przypadkiem sobie przypałętać.
    - Oi! To gdzie masz tę zmiotkę?! – krzyknął z łazienki, kończąc bandażować sobie dłoń. Wracać mu się nie chciało, bo znając Timmy mógł się spodziewać, że zmiotka też jest w łazience. Drugi raz nie chciał przechodzić tego osobliwego toru przeszkód.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  52. Ech… a miał nadzieję, że łatwo pójdzie. Ponownie złapał za latarkę i lawirował między śmieciami, by dotrzeć do kuchni. Zawahał się nawet na moment zanim otworzył szafkę. Timmy nie należała do najczystszych stworzeń. Miał się czego obawiać. Stęchlizny, szczurów, grzyba… wszystkiego. Przełknął głośno ślinę i jednak otworzył drzwiczki. Na szczęście nawet smród go nie zamordował. Szybko złapał zmiotkę i szufelkę. Teraz pójdzie szybko i przyjemnie. Tak myślał, póki nie usłyszał dziwnych odgłosów z salonu. Wyjrzał przez framugę i skrzywił się.
    - Timmy, jak masz zamiar rzygać to rób to w łazience – warknął. Więcej do sprzątania, jak nic. Ta kobieta chciała go wykończyć, a on sam się podłożył. Znów będzie pomagać bezinteresownie. Westchnienie wyrwało mu się z piersi. Zaczynał rozumieć, że chyba nigdy nie pozbędzie się tej swej bezinteresowności. Zakorzeniła się w nim zbyt mocno. Najgorsze było to, że wcale nie miał jej tego za złe. Chyba… wymiociny Timmy mogły to zmienić.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  53. [dobra, to zaczynam nowy wątek xD do szkoły ją wezmę xD]

    Szczerze? Zapomniał o tym co wynegocjował podczas gry w pokera z Timmy i dopiero, gdy ta pojawiła się jakiś tydzień później w progu jego szkoły. Miał już wychodzić do domu, ale przypałętała się, zastając go przy porządkach.
    - O! Przyszłaś pogadać o pensji? - zainteresował się z wielkim uśmiechem na twarzy. - Zostało nam trochę curry z obiadu, chcesz? - zaproponował, chcąc pokazać jej że gołosłowny to nie jest. Zaprosił ją do pokoju nauczycielskiego i zaparzył kawy. Dziewczyna wyglądała jakby pościła kilka dni z rzędu.
    - Mam też parę pytań dotyczących telefonu - wyciągnął go z kieszeni i złapał dwoma palcami, by przypadkiem go nie popsuć. Na razie jedynie ładował go, gdy telefon mu podpowiadał, że czas na żarcie i odbierał telefony od niezidentyfikowanych jednostek. Miał wpisany tylko jeden numer, bo poprosił o wpisanie go osoby od której kontakt chciał.
    - Dobra, wracając do naszych rozważań... jak zapisać tych moich znajomków? - od razu podał jej listę numerów, które miał na kartce. Dostał je od Rogacza i Yensena, gdy tylko pochwalił się telefonem. Zebrał przy tym burzę oklasków i gwizdów, jakby przyjaciele tylko czekali aż wreszcie się na niego zdecyduje. Zapomniał tylko wspomnieć, że nie bardzo wie jak się nim posługiwać.
    - Ogarnąłem odbieranie telefonów i kończenie rozmów... ale dostaję masę wiadomości od dziwnych numerów... chcą żebym odpisywał bo wygrana czy inne bajery - wzruszył ramionami. Jeszcze tego nie próbował, bo tak głupi to jednak nie był.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie wpadł na to by poprosić dzieciaki o pomoc. Nie zawsze musiały wiedzieć jaki z niego idiota w związku z technologiami. Na dodatek przestarzałymi.
    - Nie sądzę by potrafiły - odchrząknął, gładko naginając prawdę. - Wyśmiały by taki przestarzały model i stwierdziły, że jeszcze coś zepsują - dodał zaraz, wiedząc że kłamie jak najęty. Zatuszował to uśmiechem i stawianą przed Timmy miską z curry.
    - Kluczy przy sobie nie mam. Są u mnie na chacie - mruknął tym razem przepraszająco. Skąd miał wiedzieć, że akurat dzisiaj wpadnie? Wolał ich nie zgubić, więc zostawił je w bezpiecznym miejscu.
    - Robiłaś? Udało ci się na takich przekrętach wzbogacić? Jak to działa? - zainteresował się wlewając sobie kawy, a Timmy herbaty i stawiając tuż obok niej. Usiadł naprzeciw dziewczyny, czekając na dobrą historię. Może wyciągnie z niej to co najważniejsze i będzie czego nauczyć małe pędraki. Na to skrycie liczył. Zamierzał zasypać dziewczynę pytaniami o detale i nie odpuścić, choćby nosem kręciła. Nawet zapomniał już swojego pytania o telefon. Najwyżej do końca życia będzie prosił kumpli o wpisanie swych numerów. Żadna strata.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  55. - Hm? Do domu? Dziś nie planowałem - odparł z zadziornym uśmiechem na twarzy. Rozsiadł się wygodniej na kanapie, sięgając po kartę z rozpisanymi zajęciami. - Hm...ok nie będę na nie odpisywał - westchnął przeciągle, pod nosem marudząc, że zachciało się staruszkowi problemów to telefon sobie sprawił.
    Zaraz jednak przypomniał sobie o w jego mniemaniu rzekomo prawdziwym celu wizyty Timmy. Odstawił na stolik swoją miseczkę curry i uśmiechnął się do niej przyjaźnie, sięgając sobie okulary.
    - Przejdźmy do biznesów - odchrząknął spokojnie, wkładając na nos okulary. Uważał, że z nimi wyglądał poważniej. - Mogłabyś zacząć u nas pracować od zaraz. Hm zajęcia odbywałyby się dwa razy w tygodniu - rzucił, na razie na nią nie patrząc. Podskórnie podejrzewał, że dziewczyna nie ma bladego pojęcia o czym rozmawiali tamtej, pamiętnej nocy. Wszystko mógłby jej wkręcić, ale zwyczajnie mu się nie chciało.
    - Do tego jeśli byłabyś chętna to ja przygarnę pomoc podczas organizowanych wypadów, ognisk i tak dalej. Szesnaście pędraków czasami trudno ogarnąć - przyznał ze spokojem. - A to... byłaby twoja pensja plus darmowe obiady, kawa... i dozgonna wdzięczność - mruknął, pokazując jej wyliczone koszty. - Oczywiście podlega to dyskusji.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  56. [ Również mam nadzieję, że wyjdzie i to w ten sposób jak planuje. Co do propozycji wątku, biorę to! :D Worick mógłby nawet spotkać się z nią tak po pracy, aby wydobyć z niej jakieś informacje nie w mundurze, bo to mogłoby ją jakoś speszyć. Ewentualnie wykminimy coś innego.]

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  57. [ Da się zrobić jak najbardziej, Worick z chęcią zobaczy Girie. Także, zacznę jutro, ale jeśli oczywiście chcesz przejąć pałeczkę to proszę ja Cie bardzo.]

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  58. - Chciałbym tylko nieśmiało przypomnieć, że wygrałem to w uczciwej grze w karty - zauważył kładąc kontrakt tuż przed nią i uderzając w niego lekko dłonią. - No weź, czy to naprawdę takie trudne by tu przytelepać swoje szanowne dwa poślady dwa razy w tygodniu? Ja od ciebie nie wymagam bycia tu dwadzieścia cztery na dobę, siedem dni w tygodniu - wywrócił oczyma.
    Tyle to nawet i on z bachorami nie wytrzymywał. Każdy potrzebował swojej odskoczni i chwili odpoczynku. Podał Timmy długopis.
    - Oczywiście, że się zgodziłaś. Masz to na swoich komputerach wraz z przewróconym przeze mnie dominem w łazience - wywrócił oczyma. - No chyba, że skasowałaś, ale wtedy postępujesz bardzo nie uczciwie i będę musiał wyciągnąć cięższą artylerię! - pstryknął palcami i uśmiechnął się do niej szeroko. - To jak będzie? Przypominasz sobie? - zainteresował się.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  59. Blondyn pstryknął palcami i dopadł do niej, a potem po prostu zaczął ją łaskotać, wszędzie gdzie się dało. Byle tylko odnaleźć miejsca, w których dziewczyna działała na łaskotki.
    - Dzieciaki nauczyły mnie jak nagrywać moim przedpotopowym telefonem - wyszczerzył się do niej. - Następnym razem się nie wymigasz - ostrzegł ją. Tyle to on akurat wiedział. Nie był aż tak zacofany. Wiedział, tylko nie potrafił się tym posługiwać. Puścił ją jednak po chwili i zrobił oczy kota ze Shreka.
    - Na prawdę tego nie zrobisz? No weź, w imię przyjaźni - zamrugał kilkakrotnie robiąc niewinną minkę. - Przecież cię nie ochujam... zapłacę - wymamrotał niezadowolony, że ewidentnie nie idzie mu przekonywanie dziewczyny.
    - Dzieciaki cię lubią? - rzucił jeszcze chcąc przemówić wprost do jej samolubnego serca. - Alkohol tu mam? - spróbował z uzależnieniem. - Podzielę się moimi zbiorami whiskey? - rzucił jeszcze desperackim tonem, bo akurat tego nie chciał robić. - I wygrałem uczciwie a ty udajesz, że tego nie widziałaś - burknął totalnie pobity.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  60. Wywrócił oczyma i westchnął przeciągle, ostatecznie z niej schodząc. Teraz to dopiero poczuł się oszukany. Zakład to zakład. Wygrał. Nie powinna robić mu teraz aż takich problemów. Niczym dzieciak nie potrafiący przegrywać, wrócił na swoje miejsce i naburmuszył się trochę.
    - Nie jesteśmy - przyznał. - Przyjaciele nie wycofują się z wcześniejszych zobowiązań - burknął niezadowolony. Naprawdę nie znosił przegrywać, a tyle wkładał swym wychowankom do głów, że powinny dobrze znosić porażki.
    - Ja do ciebie z sercem, a ty z kamienną twarzą - odetchnął głęboko i oparł się wygodniej, odchylając głowę do tyłu. - Zdesperowany może nie. Po prostu chciałem urozmaicić im zajęcia - wzruszył ramionami. - Ale spoko, poradzę sobie bez ciebie - dodał zaraz. Do tej pory sobie radził to i teraz da radę. - Łaski bez - wywrócił oczyma.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  61. - Nie słyszałaś nigdy o tym, że faceci dojrzewają trochę później od kobiet? Ja jeszcze nie dorosłem - podniósł się ze swojego miejsca i sięgnął sobie po whisky, upijając z butelki porządny łyk.
    - Zapomnij. Kluczy ci nie oddam. Ty nie dotrzymujesz obietnic, ja też nie muszę w takim wypadku - rzucił swobodnie. Serio miał teraz humor naburmuszonego dzieciaka. Byle jej zrobić na złość. Nic innego się teraz nie liczyło. Pragnął, by Timmy pocierpiała... w jego mniemaniu pocierpiała.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  62. Skinął głową i uśmiechnął się do niej lekko.
    - Próbuj szczęścia, Timmuś.
    Nie miał obowiązku jej pomagać, ani ułatwiać zadania. Chciała się włamać, niech się włamuje. Nic zbyt cennego w nim nie miał. Postawił przed nią szklankę z whisky i odetchnął.
    - O kluczach pamiętasz... to dziwne, bo dostałem je po obietnicy - przypomniało mu się. Jednak łyk whisky dobrze mu zrobił. Od razu umysł mu lepiej pracował.

    Meliodas

    [odwrotnie do mojego xD]

    OdpowiedzUsuń
  63. Blondyn pokręcił lekko głową i uśmiechnął się nieco, biorąc swoją szklaneczkę w dłonie. Upił łyk złotego płynu, by powieść spojrzeniem do Timmy, która zaczęła zbierać się do wyjścia. Normalnie by tego nie zrobiła. Nie w obliczu alkoholu, a teraz zachowywała się zwyczajnie podejrzanie.
    - Powodzenia - uśmiechnął się do niej krzywo. - Tylko postaraj się nie rozwalić wszystkich druidzkich zaklęć, co? Bo inaczej będziesz miała demony na głowie... wolałbym tego uniknąć - rzucił odruchowo. Serio, wolał ich na łbie nie mieć. Chociaż tam chciał trochę spokoju. Kiedy wyszła, roześmiał się nieco. Nawet jeśli się włamie to ich nie znajdzie. Jej klucze miał przy sobie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  64. [Nie wiem xD Ty myślisz, że ja wszystko co piszę pamiętam? Chyba zacznę prowadzić dzienniczek odpisów w pliku Word xD]

    Słyszał te jej nieudolne próby dostania się do jego mieszkania. Próby, które jedynie podrażniły jego uszy, gdy rozdrażniła nie to zaklęcie co trzeba. Zacisnął dłonie na uszach będąc całkiem nieszczęśliwym, że musiał się znaleźć w mieszkaniu akurat w momencie ataku Minotaura. Druidzi nie powiedzieli mu tylko jak się pozbyć tego potwora. Nie potrzebował tej informacji. Potwór miał strzec jego domu, a nie być mu zmorą. Tego co miało nadejść się nie spodziewał. Kiedy Timmy uniknęła ataku, on otworzył drzwi i wciągnął ją do środka, zaraz je za nią zamykając.
    Niestety Minotaur zmaterializował się tuż przed nimi, przyprawiając go o chwilę grozy. Odskoczył od Timmy, uznając że to ona powinna się nim zająć.
    - Głupia babo… teraz go ujarzmij – fuknął na nią, bo Minotaur prychał niczym rozjuszony byczek nie mogąc się zdecydować, który cel załatwić najpierw. Zdewastuje mu mieszkanie jak nic. – Głupia baba – fuknął na nią raz jeszcze, odskakując od niej jeszcze bardziej. Chciał zajść potwora od tyłu, ale ten ryknął porządnie omal mu bębenki w uszach nie popękały.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  65. Blondyn parsknął śmiechem widząc Timmy z jego bokserkami. Nawet się tym nie przejął. Zwłaszcza, że Minotaur zwrócił na nią uwagę. Pozwoliło mu to na skoncentrowanie swej energii i oplecenie nią potwora, powoli go w niej wiążąc.
    - To jak? Zmieniłaś zdanie co do szkoły? - zapytał dziewczyny, trzymając Minotaura krótko, ale będąc jeszcze w stanie wypuścić go ze smyczy. Sama go uruchomiła, więc sama go będzie wtedy musiała zwalczyć. Niech się męczy dziewczyna.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  66. - Wychodzi ze mnie demon - zauważył szczerząc się teraz do niej. Wypuścił potwora ze smyczy i rozsiadł się wygodnie na fotelu.
    - Sama go uruchomiłaś, sama się z nim baw - nie zamierzał palcem kiwnąć by jej pomóc. W razie czego zgrabnie uniknie ataku. Trochę bał się o swoje mieszkanie, ale skoro i tak było do remontu o jedna czy osiem dziur więcej nie zrobią mu różnicy.
    - To nie jest pierdoła - rzucił jeszcze. Dla niego nią nie była. Szkoła nadawała sensu jego życia, od kilkudziesięciu lat. Żyjąc tak długo, trudno było o sens istnienia.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  67. - Nie słyszałaś o subiektywnym spojrzeniu na świat - powtórzył po niej, nawet nie ruszając się z miejsca, kiedy ta żądała swych kluczy. Uśmiechnął się do niej złośliwie, zerkając teraz na Minotaura. Dla niej ten Minotaur nie był pierdołą, dla niego był. Mogliby tak w kółko, ale zwyczajnie mu się nie chciało. Wyłączyła mu prąd w mieszkaniu. Pięknie. Więcej roboty na wolne popołudnia. Będzie czym się bawić.
    Wstał z miejsca i zręcznie ją wyminął idąc do swej zdewastowanej lodówki, by ocenić szkody. Minotaur rozpłynął się w powietrzu. Zagwizdał i westchnął przeciągle. Tyle dobroci. Cały obiad poszedł do luftu. No nic. Trudno ugotuje coś nowego, jak już upora się z brakiem prądu.
    - Zapomnij młoda. Radzę ci zmienić klucze do mieszkania - rzucił w jej stronę pogodnie. Po tej akcji na pewno ich nie dostanie. Mogła to sobie wybić z głowa. - I strzec go jak oka w głowie, bo pewien demon może zechcieć porozbijać twoje maleństwa - rzucił tylko wyciągając z lodówki o dziwo ocalałą butelkę whisky.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  68. Co ona sobie myślała? Że zostawi zdewastowanie jego kuchni tak bez odzewu? Kuchnia to świętość. Nawet większa niż jego szkoła. Wkurzył się za jej zniszczenie i nawet nie zatrzymał. Niech majstruje przy tych swoich zamkach i wymienia klucze.
    Ech... chwilę mu to zajęło, ale w końcu wyszedł za nią i złapał ją za nadgarstek. Chciała spokojnie umrzeć. To dało się załatwić. Bezceremonialnie wziął ją na ręce i bez słowa ruszył w stronę dachu najwyższego budynku, który Girie posiadało.
    - Proszę bardzo. Zabijaj się. Chcesz umierać w spokoju to zrób to jak należy. Po co męczyć się kilkanaście lat? Po co gnić w swoim małym gniazdku i przeżywać swą egzystencję nie robiąc w niej nic pożytecznego? - zapytał jej kwaśno. - I po cholerę unikałaś Minotaura i niszczyłaś mi kuchnię, skoro tak bardzo pragniesz umrzeć? - uniósł brew jeszcze wyżej. - Proszę, skacz - zerknął w dół. - Jeśli faktycznie jesteś tylko człowiekiem, zginiesz na pewno - wywrócił oczyma.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  69. Roześmiał się serdecznie, gdy tak się na nim uwiesiła i znów złapał ją pewniej wskakując na murek i patrząc w dół, jakby rozważając czy warto ją zrzucić. Nie zrobił gestu, który mógłby ją jeszcze bardziej przestraszyć.
    - Właśnie. Mam swoje własne demony - sarknął nieco. - Dlatego potrzebuję pomocy w szkole - westchnął ciężko. - Jak mnie zabraknie to nie będzie nikomu, kto tym pędrakom pomoże - spojrzał na nią, by wreszcie bezceremonialnie odbić się od murku i skoczyć w dół. Opadali szybko. Czuł jak Timmy mocniej go obejmuje. Pozwolił sobie na chwilę zapomnienia i dopiero będąc dwa metry nad ziemią pozwolił sobie na zwolnienie pędu. Wylądował gładko. No prawie. Wbiło go trochę w ziemię, a kolana ugięły mu się pod ciężarem, jaki oboje mieli. Nie wykalkulował dobrze dodatkowego balastu w postaci Timmy, ale nic poważnego się im nie stało. Dopiero tam postawił dziewczynę na ziemi i puścił ją ostatecznie.
    - Zawsze mogę ci kark skręcić, jeśli tak bardzo pragniesz śmierci - spojrzał jej prosto w oczy. - Ale ty chyba jej nie chcesz - puknął ją palcem w pierś. - Gdybyś chciała, skoczyłabyś bez wahania - wyciągnął z kieszeni jej klucze i przez moment bawił się nimi, kręcąc kółkiem na palcu. Dopiero wtedy wręczył je czarnowłosej.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  70. Potarł bolącą szczękę i uśmiechnął się lekko. Trochę ją nastraszył, ale nic się nie stało. Uśmiechnął się szerzej gdy wspomniała o zastanawianiu się. Nie poszedł za nią. Ta odpowiedź wyraźnie go usatysfakcjonowała. Jego pędraki nie musiały być jej priorytetem. Nie potrzebował tego, ale dobrze było wiedzieć, że jest szansa na zawitanie jej na pokładzie.
    ~.~
    - Hm? – przetarł zmęczone oczy i ziewnął przeciągle póki co nie będąc w stanie skupić się na jej głosie. Sens słów dotarł trochę później. – Jasne, właź – przeciągnął się i przepuścił w progu. Latał w czarnych spodniach dresowych, z gołą klatą, bo jak legł tak legł.
    - Jakich szkód? Chcesz mi zasponsorować remont generalny mieszkania? – uniósł lekko brew, zerkając na nią i udając, że wcale nie wie o szkodach, które wyrządził Minotaur. Nie udało mu się jeszcze odzyskać światła, a lodówki zdołał się pozbyć. Nowa miała przyjść na dniach. Do tej pory zamierzał rozwiązać problem elektryczności.
    - Siadaj – rzucił niedbale. – Czego się napijesz? Kawy? – mruknął, nastawiając wodę na kawę na kuchence gazowej. Dobrze, że jeszcze ta mu się ostała.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  71. Westchnął ciężko obserwując swoje mieszkanie z pewną nostalgią. Pokręcił przecząco głową i postawił przed nią kawę, sobie biorąc drugi kubek. Usiadł naprzeciw niej.
    - Wolę ten generalny remont - przyznał szczerze. - To mój budynek - dodał zaraz. Nie wyobrażał sobie by miał go opuszczać, a wynajmujących tu mieszkania zostawić na lodzie.
    - I tak zamierzałem robić remont - przyznał z lekkim uśmiechem. - Ty mi tylko pomogłaś w podjęciu ostatecznej decyzji - oblizał lekko wargi upijając trochę kawy.
    - Co do szkoły... które dni preferujesz? - zapytał spokojnie. - Trzy dni w tygodniu czy jednak pięć? - zapytał rzeczowo.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  72. Zagalopował się jak nic. Skrzywił się przy tym niezadowolony, że wyczuła tę niezbyt delikatną sugestię i pokiwał głową z uznaniem, siadając teraz po turecku. Chwilę milczał delektując się swą kawą, by wreszcie spojrzeć na nią spokojnie.
    - No dobra, dwa - zgodził się, nie widząc w tym żadnego problemu. - Poniedziałek może być? Czy wolisz jakieś w środku tygodnia? - zapytał spokojnie. Wolał wiedzieć już wcześniej jak przygotować sobie rozkład zajęć.
    - I w co mam zainwestować przed twoim przyjściem? - uniósł lekko brew. - A może pójdziesz ze mną jakiś komputer kupić? - zaproponował. On się na tym nie znał i nie zamierzał robić z siebie jeszcze większego idioty niż był.
    - Hm... chcę - przyznał szczerze. - Nawet jeśli tu długo nie zostanę to chcę... lubię to miejsce. Jest moje. Tylko jeszcze nie ma swojego charakteru - przyznał ze śmiechem. - A co? Chętna jesteś do pomocy? Myślę, że będę robił imprezę remontową - zatarł dłonie już widząc myślami listę gości.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  73. Gdy zaczęła do niego rzucać kosmicznymi nazwami uniósł dłoń do góry. Nie miał pojęcia co ona do niego mówi.
    - Najmłodszych to trzeba by nauczyć w ogóle komputer odpalać - odchrząknął. - Ale dwóch starszych planuje iść na programowanie albo coś w ten deseń... gry chcą tworzyć - odchrząknął. Nie znał się na tym w ogóle. Podrapał się lekko po głowie.
    - Czyli nie wysyłać ci zaproszenia - zakodował sobie w głowie. Nie to nie. Prosić się nie będzie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  74. - Dobrze, czyli ja załatwiam ze 4-ry gruchoty, a ty składasz im ten lepszy - potwierdził to co usłyszał. Nie było z tym absolutnie problemu. Na kompach się nie znał, ale wiedział gdzie je nabyć. Właściwie każdy sklep ze sprzętem elektronicznym, który omijał szerokim łukiem, je posiadał.
    - Hm ale lepiej jednak jakbyś ze mną poszła... nie chciałbym przepłacić - odchrząknął. Sprzedadzą mu jeszcze gruchota, którego nie da się naprawić za absurdalną cenę. Nie chciał w taki układ wchodzić.
    - Wiesz Timmy... ja jestem otwarty na propozycje. Jeśli chcesz ich nauczyć czegoś więcej niż informatyka to jak najbardziej jestem za - skinął głową. - Im więcej praktycznych umiejętności tym lepiej - zgodził się z nią.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  75. [ O matko i córko. Bij, strzel śmiało. Kompletnie zapomniałam, ale! Ale już się za to biorę i odpis będzie dziś jeszcze :c]

    Worick z bukietem kwiatów

    OdpowiedzUsuń
  76. Girie nie było jego ulubionym miastem, można było powiedzieć, że było jednym z ostatnich które darzył jakąś sympatią. Wolał stolicę, ta wydawała mu się jakoś bardziej ułożona, bardziej czysta i zdał sobie o tym dobrze sprawę, gdy tylko wjechał w uliczki tego zatęchłego miejsca. Czuł się tak, jakby nagle przeniósł się do innego wymiaru, najbardziej ujął go widok ludzi, dzieci i kobiet które patrzyły dość dziwnie w jego stronę tymi swoimi przerażonymi oczami. Nie żeby lubił jakoś dzieci, nie lubił, ale serce mu się krajało widząc, jak te cierpią. Zwłaszcza te najmłodsze, które nie były przecież winne, a cierpiały w takim samym stopniu jak dorośli, może nawet i bardziej. Musiał jak najszybciej się stąd wydostać, wolał być w domu i nie patrzeć na ból w oczach tych wszystkich, ale dostał jasne polecenie. Znaleźć tą jedną, jedyną dziewczynę która była świadkiem pewnego wydarzenia. Specjalnie ubrał się po cywilnemu, żeby jej nie wystraszyć, nie wiedział jaka była. Miał tylko zdjęcie, informatorzy pokazali pewien bar jako jej ulubioną miejscówkę, więc pojechał. Bo czemu by nie. Wszedł spokojnym krokiem do baru, wręcz speluny, a smród fajek od razu dotarł do jego płuc. On sam palił, ale tutaj... tutaj nic nie było wietrzone, w pierwszej chwili miał ochotę się po prostu zrzygać, ale powstrzymał się wchodząc głębiej. Musiał się napić, piwa, zimnego, albo czegokolwiek z lodem. Było mu gorąco, musiał też przyznać że chyba się stresował co nie świadczyło o nim najlepiej. No ale był w tym sam, żadnych posiłków, nie wiadomo czy ona nie była uzbrojona. Spodziewał się tego po Girie, wszystkiego się spodziewał, nawet tego że których z gości miał przy sobie broń. On miał, ale i tak czuł się niepewnie.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  77. Wzruszył ramionami w odpowiedzi. Sam siebie zadziwiał chęcią zakupu tego elektronicznego sprzętu. Miał cichą nadzieję, że sam się przy tym czegoś nauczy. Nie stanie się od razu guru techniki, ale chociaż oświeci go i będzie potrafił włączyć i wyłączyć komputer.
    - Jasne, zapłacę ci nadgodziny - machnął z westchnieniem dłonią. Skoro nawet tego nie mogła mu odpuścić to i to dostanie. Był niewyspany, więc zgadzał się niemal na wszystko. Taki już jego urok. Dzieciaki wiedziały jak go podejść. Wystarczyło tylko znaleźć odpowiedni moment i miały go w garści. Teraz, ten moment, mogła obserwować Timmy. Nie musiał sie upijać, by pleść trzy po trzy czy zgadzać się na niemal każdą głupotę.
    - Spokojnie, jeszcze nie zapisałem się na dodatkowy kurs - wyszczerzył się do niej. - Młode załapią szybko, ze mną byłoby pod górkę - przyznał ze śmiechem.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  78. Nie rozumiał. Miała rację. Nawet blisko zrozumienia nie był. Znów ziewnął i poczochrał sobie włosy, dopijając wreszcie kawę. Nic mu nie dała. Nadal był tak samo śpiący jak poprzednio, a słońce oświadczało samo południe. No pięknie. Bokiem mu zaczynają wyłazić zlecenia z Gildii. Zabierał się za nie wieczorami, a potem umierał pół weekendu. Starość nie radość.
    - Nie rozumiem - przyznał, ale Timmy doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Już sam fakt, że nie dokończyła swojego porównania tylko przerwała o tym świadczył. - Ale wiem co to brak cierpliwości - pstryknął palcami. - Jak się poddasz to się wkurzysz i dupa... a jak to przetrzymasz to potem będzie łatwiej - rzucił znów ziewając.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  79. Skinął lekko głową przyjmując to wszystko do wiadomości. Jak rozumiał to oznaczało jeszcze jeden tydzień bez Timmy w szkole. To się nawet dobrze składało. Zdoła przygotować dzieciaki na zmiany, ale sądził że przyjmą Timmy z otwartymi rękoma. Zwłaszcza chłopaki, których hormony zaczynały skakać. Za dużo niespożytego testosteronu.
    - Jasne to dobry pomysł – zgodził się, wychylając się z kanapy i sięgając po bluzę. Wreszcie ją na siebie założył, krzyżując ręce na klatce i znów ziewając. – Ech co jest dzisiaj – przetarł oczy dłońmi i wlepił wzrok w Timmy.
    - Ile chcesz zarabiać? – zapytał prosto z mostu. Był w stanie zaproponować jej sporo, ale wolał się upewnić, że będzie go na nią stać zanim podpiszą umowę. W przeciwieństwie do niej, on o swoich obietnicach pamiętał. – Będę uważnie przyglądał się twoim lekcjom – dorzucił wesoło. Nie dlatego, by ją zrazić. Zwyczajnie chciał z nich wycisnąć co się tylko dało. Sam planował poszerzyć horyzonty. Może nawet będzie w stanie podłączyć komputer do drukarki i sam z niej wydrukować. To by był hit nad hity. Jego imię wymalowaliby na wszystkich kominach Phyoen w podzięce za jego trud i pot.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  80. Rozejrzał się uważnie po spelunce. Ci ludzie, nie podobali mu się w żadnym stopniu i nigdy sam z siebie by tu nie przyszedł. Cholera jasna, że nie trafiła mu się jakaś nowobogacka dziewuszka z dobrego domu, która przesiaduje u siebie w ogrodzie z drogim szampanem w dłoni. Przeleciał jeszcze raz wzrokiem, odnalazł ją i mężczyzna praktycznie od razu ruszył w jej stronę przysiadając się zaraz obok niej, po czym skinął na barmana.
    - Whisky, całą butelkę- od razu położył odliczoną kwotę na stół, kątem oka przemierzał jej twarz, a usta mężczyzny rozszerzyły się w szerokim uśmiechu, pokazując przy tym szereg białych, równych zębów. Zauważył limo pod okiem, czyżby dziewuszka była okładana? Od razu na myśl wpadła mu przemoc w rodzinie, to było już chyba zboczenie zawodowe, ale co zrobić.- Cześć- zagadał do niej, gdy obok niego już stała butelka z alkoholem- Nieźle Ci wymierzył- zauważył zakładając jej włosy za ucho, by lepiej widzieć jej twarz.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  81. Pokręcił głową słysząc o tym błahym powodzie. Dla niego szacunek wobec kobiet był podstawą, nie wyobrażał sobie podnieść na jakąś rękę tylko dlatego, że coś mu nie pasowało. Obrona własna to była inna sprawa, ale żeby dać z pięści w twarz? Zajebałby skurwiela, który dopuścił się takiej rzeczy, sam chętnie pokazałby mu to jak fajnie jest być okładanym, zwłaszcza że Worick bić się potrafił. Odsunął dłoń od jej twarzy, po tym przeleciał po niej wzrokiem. Nie wyglądała na kurę domową, jakoś nie pasowało mu wizualnie to, aby kobietka siedziała przy garach i usługiwała jakiemuś damskiemu bokserowi. Była z niej zadziora, widział to w jej sposobie bycia, choć różnie mogło być.

    - Nie wyglądasz mi na taką, która pozwoliłaby sobie na uderzenie ze strony faceta- przyznał, po tym jednak szybko wyciągnął kartkę, którą trzymał w kieszeni. Podsunął jej pod nos- Właściwie to... przyszedłem w tej sprawie. Byłaś na miejscu zdarzenia- odchrząknął, obserwował barmana by przypadkiem ten nie wciskał nosa w nie swoje sprawy. Znał takich, którzy lubili dużo wiedzieć, nawet sprzedawali informację za drobną sumę chyba w ramach rozrywki.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  82. Na miejscu wielu zdarzeń? Dlaczego więc nie zgłosiła się jako świadek tych zdarzeń, przecież jej zeznania mogły być bezcenne dla spraw, dla tej sprawy w której była jednym z niewielu świadków... Nie rozumiał jej, sam by od razu pobiegł na komisariat, tak przecież wypadało zrobić z obowiązku. Westchnął. Sądził na początku, że kobieta mu ucieknie, a tutaj trafił mu się ugodzony nożem pisklak, do tego z zamkniętym dziobem, który trzeba było jakoś otworzyć i to jak najszybciej, zanim reszta zauważy.

    - Chcesz?- spytał jej, chwycił swoją butelkę z alkoholem i pomachał jej przed nosem- Mogę kupić Ci takich kilka, tylko powiedz... czy byłaś świadkiem tej strzelaniny. Złóż zeznania, nawet tutaj, a postaram się by tego Ci dzisiaj nie zabrakło- znów machnął buteleczką, po czym postawił ją zaraz obok jej ramienia. Oby się skusiła, oby odezwało się w niej sumienie i dała mu jakieś odpowiedzi, wskazówki i cieszyłby się nawet z najmniejszych. - Phyoen, zaraz nie daleko maleńkiego baru "Arra", koleś w czarnej skórze, był Blondyn i dwóch innych. Pamiętasz?

    Worick
    [ Może byłaby świadkiem właśnie morderstwa?]

    OdpowiedzUsuń
  83. Wystraszyła się? Tylko czego? Osoby, które nie mając nic na sumieniu nie zachowują się w ten sposób, zazwyczaj są zaskoczeni, może nieco przestraszeni składając zeznania, ale jej strach czy zaskoczenie nie polegało na tym.

    - Zginęła jedna osoba, nie miał przy sobie dokumentów, na razie nie znamy jego tożsamości ale wszystko jest w toku...- odchrząknął, po tym złapał za swoją butelkę, by dolać do swojej szklanki więcej trunku. Tak samo dolał jej, nie mogła z nim rozmawiać na trzeźwo, może rozwiąże jej się język pod wpływem promili. Dla niego to byłoby ułatwione zadanie.- Zeznasz?- spytał, musiał na nią naciskać, inaczej nic by nie powiedziała, a te zeznania były diabelnie ważne. Była praktycznie jedynym świadkiem, nie licząc tamtego chłopaka, który widział Timmy i zdarzenie, choć nie do końca i umknęło mu wiele ważnych szczegółów.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  84. Kącik ust uniósł się nieco wyżej słysząc nazwisko, to od razu zostało zapisane w jego telefonie. Szybko wysłał też sms'a do swojego kumpla z pracy, co by już szybko wyszukał tego gościa w bazie danych, więc przez moment nie zwracał uwagi na Timmy. Poprawił się jednak, wrócił do niej spojrzeniem i uśmiechnął się łobuzersko.

    - Tak wogóle Worick jestem- wyciągnął ku niej dłoń, po czym poruszył nieco zabawnie brwiami by rozładować w jakiś sposób atmosferę. Nie chciał, aby czułą się jak na komisariacie, z kajdankami na rękach i pod czujnym okiem kilku policjantów. Tu miało być luźno. Po uściśnięciu ręki wrócił do poprzedniej pozycji, chwycił za szkło i wyżłopał całą jego zawartość, oblizał jeszcze wargi umoczone w alkoholu.
    - Skąd go znasz?

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  85. Właściwie chciał z nią jeszcze trochę porozmawiać, miał ku temu doskonałą okazję, bo na komisariacie pewnie już prześwietlali dzięki jego wiadomości a on sobie kupił przecież butelkę dobrego alkoholu. Więc dlaczego by nie? Może się czegoś dowie, bardziej liczył na mile spędzany czas ze szklaneczka w dłoni Uśmiechnął się szeroko słysząc jej imię

    - Z czystej ciekawości- wzruszył ramionami, po tym szybko zdjął z siebie skórę zostając w dość dopasowanej, jasnej koszuli która idealnie podkreślała jego dość sporą posturę.- Oczywiście, jeśli tak bardzo się naprzykrzam to mogę odejść, choć podejrzewam że kobieta nie chciałaby siedzieć sama w tak zatęchłym i podłym miejscu. Pewnie niektórzy już ostrzą pazury za rogiem na takie niewiasty, zdarza się to tutaj dość często. Nie sądzisz?- uniósł brew ku górze. Był ciekaw jak reagują tutejsi mieszkańcy na takie akcje. Wieczne bijatyki, nie rzadko morderstwa, a nawet gwałty. Dla niego to było niedopuszczalne, no ale on wychował się w zupełnie innym środowisku.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  86. Meliodas potrząsnął szybko głową i uśmiechnął się do niej przepraszająco. Zupełnie nie to chciał osiągnąć poprzez obserwowanie jej pracy.
    - Skądże znowu - pokręcił znów łepetyną. - Po prostu sam chcę coś z tych twoich lekcji wyciągnąć - wyszczerzył się do niej. Taki już był. Zawsze szukał miejsca, gdzie mógłby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, a takie lekcje mogły sporo mu dać. Zwłaszcza jeśli prowadzone były dla dzieci. Chociaż może nie do końca... bachory zawsze łapały nawet najtrudniejsze rzeczy w mig, on mógł być nieco bardziej wymagający. Ale nic to. Spróbuje tak czy siak.
    - No to co powiesz na 15 dolarów za godzinę? - zaproponował jej taką stawkę. - Nadgodziny też będą płacone - obiecał jej zaraz.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  87. Spojrzał na nią tak, jakby z księżyca się właśnie urwała. Zamrugał kilkakrotnie zastanawiając się czy przypadkiem nie zostaje tu ofiarą jakiegoś okrutnego żartu, którego stary pryk jak nic nie jest w stanie pojąć. Nic na to nie wskazywało.
    - No wiesz… zwykle masz określoną ilość godzin w takiej pracy – odchrząknął. – Dajmy na to 6 w tygodniu. Może być rozłożone na dwa dni, jeśli nie chcesz przychodzić częściej – zaproponował. – Nie wiem ile ich potrzebujesz bo kompletnie się nie znam na tym twoim świecie – przyznał szczerze. – Ustalimy sobie ile godzin normalnie, a w razie nadgodzin otrzymasz dodatkowe wynagrodzenie za ich ilość – wzruszył ramionami.
    Teraz to on poczuł się trochę zakłopotany. Nie powinien się dziwić takimi pytaniami, ale mimo to wciąż gdzieś mu się to w głowie zmieścić nie chciało. Uśmiechnął się do niej łagodnie próbując tym samym zamaskować swe zaskoczenie.
    - No chyba, że masz inne wyobrażenie o tej robocie to ja chętnie posłucham i pójdziemy na kompromis – rzucił spokojnie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  88. Przewrócił oczami. Kobiety bywały dziwne, zwłaszcza te które spotykał ostatnio, wydawało im się coraz bardziej że coś potrafią, a wcale tak nie było. Miał wrażenie, że gdyby doszło do takiej sytuacji, to dziewczyna już dawno wylądowałaby w jakiejś ciemnej uliczce pobita, okradziona, pewnie zgwałcona i bez ważniejszych narządów, które można byłoby sprzedać na czarnym rynku. Dla niego to było coraz bardziej śmieszne.

    - Facet poradzi sobie z takimi typami prędzej niż kobieta- burknął, bowiem właśnie w ten sposób to widział. Dla niego płeć przeciwna nadal była bezbronna, nawet nie zwracał uwagi na ich moce bo te bywały zawodne, a facet miał zawsze pięści i twardy ryj. Dla niego to było oczywiste. Zresztą, nie miał zamiaru nikogo moralizować, więc nie upomniał jej nawet że nie powinna sama wychodzić z domu. Może nawet niech zostanie z tym swoim bokserem, taki przynajmniej obroni w razie czego.

    - Problem?- zaśmiał się głośno- Nie, to tak po prostu- wzruszył ramionami.

    Worick

    OdpowiedzUsuń
  89. - Okay, to umawiamy się na 6 godzin w tygodniu i w razie potrzeby wydłużymy ten czas - zgodził się z nią, spokojnie wszystko notując i na prędko tworząc kontrakt. Ręcznie, bo jakżeby inaczej. Komputer wciąż był z nim niekompatybilny. Za to, gdy tylko skończył wstał i dumnym krokiem podszedł do kopiarki, którą bez trudu uruchomił i radośnie skopiował to i owo. Próbował nie dać po sobie poznać jak się cieszy, że może jej się pochwalić swą nowo nabytą wiedzą, ale wszystko było po nim widać jak na dłoni.
    - Proszę. Jeszcze parafkę złożyć i będziemy mieć wszystko sfinalizowane. Przeczytaj dokładnie, czy aby cię nie oszukuję - rzucił ze śmiechem. Z demonami różnie bywało.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  90. Meliodas skinął głową również wstając. Zabrał oryginał i schował go do jednej ze swych teczek, by potem uścisnąć jej jeszcze dłoń. Tak dla potwierdzenia swoich słów i bo zwyczajnie mu się tego zachciało.
    - No to jesteśmy umówieni - dodał z uśmiechem. - Do zobaczenia jutro mój nowy belfrze - zaśmiał się cicho, bo i on jakoś Timmy sobie w tej roli nie wyobrażał. Wszędzie, tylko nie w szkole. To mogło być ciekawe doświadczenie dla nich obojga.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  91. Klepnął się otwartą dłonią w czoło i skinął delikatnie głową. No przecież, że musiała zamówić sprzęty. Westchnął przeciągle przeklinając trochę swoją głupotę, a z drugiej strony zastanawiając się czy aby nie zaczął się u niego proces demencji. Stary był, nie na tyle by ta choroba dotknęła jego rasę, ale do diabła, mieszkał na ziemi. Może organizm też mu się przestawił.
    - Dobra, to złapię cię gdzieś w barze w weekend. Ja stawiam - kiwnął jej jeszcze, wracając na chwilę do rzeczywistości i zrzucając wredne myśli w kąt.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  92. [dobra, to jedziemy z tematem]

    Z esemesami miał pewien osobliwy problem. Nie potrafił na nie odpisać. Za każdym razem gdy próbował popełniał błędy. Wściekły na to wszystko odebrał wreszcie telefon i na powitanie ochrzanił ją za te przeklęte esemesy.
    - Do mnie się dzwoni, Timmy - burknął. - Nie nauczyłaś mnie jak odpisać na te całe wiadomości - bąknął ciesząc się, że teraz go nie widzi. Był zwyczajnie sfrustrowany swoją nieudolnością. Podejrzewał już, że nie ma dla niego nadziei w tej materii, ale nie zamierzał teraz roztrząsać tego problemu. Gdy tylko dogadali szczegóły, rozłączył się i umówionego dnia przyszedł pod jej dom. Dłonie wsunął w kieszenie, opierając się o ledwie trzymającą się lampę uliczną, która i tak dożyła już swych dni. Czekał spokojnie, odliczając w myślach mijane minuty. W końcu pokiwał do dziewczyny i uśmiechnął się szeroko.
    - Zawsze spóźniasz się na spotkania? - zainteresował się, choć przecież Timmy nie spóźniła się prawie wcale. To on przylazł za szybko i zdołał się już wynudzić.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  93. - Całe szczęście, że wybraliśmy twoje mieszkanie na miejsce spotkania - odparł z teatralnym westchnieniem ulgi. Zaraz też zrównał z nią kroku niechętnie przyjmując do wiadomości fakt, że ich przewoźnikiem jest zwyczajna pipa robiąca w portki przed pierwszym lepszym problemem.
    - Ten cały transport... to jakiś twój znajomy? - zapytał chcąc się dowiedzieć czy przypadkiem Timmy ma takich kumpli czy to zwyczajny zbieg okoliczności. Nie wyglądała na osobą, która posiada w kręgu znajomych boidudków. Mimo to pozory lubiły mylić.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  94. Uścisnął dłoń znajomemu Timmy przyjmując do wiadomości jej tłumaczenie a propo samochodu. Faktycznie wyglądał na nówkę sztukę. Błyszczał tak mocno, że niemal go oślepiał. Wepchnął się na swoje miejsce i zatrzasnął za sobą drzwi. Samochody nie były mu obce, ale nigdy nie nauczył się jeździć. Nie wiedział nawet czy byłby w stanie to zrobić i w tej chwili wolał zaufać szoferowi Timmy.
    - Nie masz choroby lokomocyjnej, co? - szturchnął Timmy w bok. - Nie chciałbym żebyś zarzygała tapicerkę swojemu kumplowi - wyjaśnił swoją obawę, choć po prawdzie obawiał się tylko i wyłącznie o swoją osobę. Zdecydowanie nie przewidział takiego przypadku, a latanie w samych bokserkach jakoś mu się nie widziało. Był już na to za stary.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  95. Meliodas nie miał nic przeciwko wyciu Timmy. Wręcz przeciwnie, dobrze się bawił słysząc jej usilny próby zabrzmienia dobrze. Próby, które często spływały na niczym. Dziewczyna jednak się tym nie przejmowała co dobrze o niej świadczyło. Przynajmniej w jego odczuciu.
    Jedynym co mu przeszkadzało był fakt, że co chwila musieli się zatrzymywać, by posłuchać jej występu. Jakby nie mogła wyć podczas jazdy. Nawet pokusił się o stwierdzenie, że byłby szybciej piechotą ale nie wypowiedział tych myśli na głos. Dzielnie zniósł całą podróż i był pierwszym, który wyskoczył z samochodu. Zdecydowanie nie należał do stworzeń lubiących być zamkniętych w metalowych puszkach dłużej niż ustawa przysługiwała.
    - Dobra, co dalej? - zapytał gdy pożegnali się już z Eddym. Ten miał załatwić coś w mieście, szemrane interesy - lepiej było nie wnikać, i wrócić po nich wieczorem. - Może bar karaoke? Poćwiczyłaś już to czas zawojować scenę - puścił do niej oczko.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  96. Demon przeciągnął się lekko i wywrócił oczyma. Zero funu z tą kobietą. Tylko biznesy jej w głowie. Aż strach pomyśleć jaka z niej nauczycielka będzie.
    - Jasne, ale skoro twój kumpel będzie dopiero wieczorem to chyba możemy najpierw zaznać trochę afrodyzjaków, co nie? - uniósł lekko brew, spoglądając na nią uważnie. Nie wiedział jak długo zajmie jej targowanie się o sprzęty, więc czekał na wyrok.
    - Chodź, jedno piwo nie zaszkodzi, nawet w godzinach pracy. Słuchaj się szefa - puścił do niej oczko.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  97. Parsknął śmiechem, gdy stwierdziła, że prawdziwy z niego demon. W którą stronę by nie spojrzeć, miała cholerną rację. Był nim, może specyficznym, ale jednak demonem.
    - Od jednego piwa jeszcze nikt w nałóg nie wpadł - klepnął ją w plecy i ruszył wgłąb miasta, posłusznie oddalając się od portu. Skoro port przywoływał dla niej niesmaczne wspomnienia to lepiej było się od niego oddalić. - Pójdziemy do cywilizowanej knajpy z dobrym żarciem - rzucił spokojnie i poprowadził ją uliczkami by wreszcie wejść do środka. - Mają cudowną dziczyznę - wyjaśnił swoje upodobania i od razu zamówił dla siebie dzika w potrawce oraz kufel piwa.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  98. Wyszło na to, że stawia. No nic, raz się żyło. Usiadł z nią przy jednym z drewnianych stolików i spokojnie czekał na ich dania, sącząc przy tym piwo.
    - Co to jest to całe halaszle? Jak się je robi i jak smakuje? - przypomniał sobie, że nie tak dawno temu rzuciła tą w jego mniemaniu potrawą, bo skoro robiła ją babcia i nie smakowała za dobrze to musiała być jakąś tradycyjną potrawą.
    - Czemu mówisz o tym z takim zgryźliwym wyrazem twarzy? Aż tak ci nie smakowało? - zainteresował się, zwyczajnie chcąc zagaić rozmowę, poznać nowy przepis i wprowadzić go do menu w szkole a tak, ku swojej radości i niedoli Timmy. Za to całe wykorzystywanie jego dobroci.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  99. Słuchał jej z wyraźnym zainteresowaniem przyswajając sobie nowe informacje na temat węgierskiej, ostrej potrawy. Ten cały opis brzmiał całkiem smakowicie, choć faktycznie prześmierdnięcie mieszkania czy szkoły jakoś mu nie pasowało. Pokiwał więc tylko głową, unosząc nawet lekko brew gdy wspomniała o swoim byłym. Z pewną dozą nostalgii w głosie, jakby w ogóle się nie zorientowała że to robi.
    - Rekord guinnessa? Z tego co mi wiadomo to jest od groma głupich rekordów do pobicia. Aż dziw, że nadprzyrodzeni nie próbują tego robić. To mógłby być łatwy sposób na zarobek - rzucił swobodnie już kalkulując w myślach rekordy, które byłby w stanie pobić bez ujawniania swojej tożsamości.
    - Hm to jest myśl - stwierdził do siebie i skinął głową w podzięce kelnerce, która przyniosła ich potrawy na stół. - Zastanowię się nad pobijaniem rekordów... jak zdecyduję się na tę zupę rybną to zaproszę cię do pomocy - dodał susząc do niej zęby.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  100. Roześmiał się serdecznie, gdy mówiła o swoich umiejętnościach w gotowaniu. Co prawda wiedział, że nie każdy ma do tego predyspozycje, ale nie sądził, by była aż taka kiepska. Zraziła się po jednym nieudanym razie po prostu i dalej nie chciała próbować. Niby nic dziwnego, ale jakoś mu się to nie widziało. Wygodna wymówka.
    - Dobra, zmuszać nie będę - machnął w końcu ręką, ocierając łzy które poleciały mu z tej wesołości. Zabrał się za jedzenie, bo byl niezwykle głodny. Od czasu do czasu zapijał dziczyznę trunkiem, by wreszcie na nią spojrzeć.
    - Ale jakbyś zmieniła zdanie to wiesz gdzie mnie szukać. Proste potrawy każdy umie zrobić przy odrobinie wysiłku i prób. Na chińskich zupkach ciężko się żyje, a żeby je zrobić to chociaż wodę zagotować musisz potrafić - wystrzelił w nią widelcem i pomachał nim w powietrzu. - Więc mi tu nie marudź. Na pewno aż taka kiepska nie jesteś.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  101. Wzburzyła się. Zupełnie bezpodstawnie w jego mniemaniu, więc zamiast przeprosić wzruszył ramionami. Mówił ogólnie, nie odnosił się tylko do jej umiejętności kulinarnych. No ok, może trochę jednak się odniósł ale chciał ją raczej zmobilizować, podnieść na duchu niż wkurzyć. A wyszło jak zwykle. Trudno. Dokończył swoje piwo jednym haustem i zamówił drugie.
    - Nie bój żaby, jeszcze kiedyś cię do tego przekonam - stwierdził raczej żartobliwie, żeby trochę się z nią podroczyć. Skoro była na to aż tak podatna to czemu by nie wykorzystać tej wiadomości aż do końca.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  102. - Ja już swoje sposoby mam. Teraz zdradzać ich ci nie będę bo jeszcze się uodpornisz i nic nie zadziała - puścił do niej oczko, śmiejąc się pod nosem. Uwielbiał się droczyć, a kiedy już odnajdywał sobie kolejną ofiarę to nie puszczał tak szybko. Wrócił do jedzenia dziczyzny, delektując się jej smakiem i zapachem.
    - A właśnie... ja ci przypadkiem nie wiszę obiadu? - zapytał, bo tak mu się kołatało, że jej wisiał. Hm... wielu osobom już obiad wisiał i teraz wszystko mu się już kręciło. To akurat żadnym problemem nie było, bo skoro gotować uwielbiał to i obdarowywać żarełkiem chucherka również.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  103. Jej komentarz potraktował wzruszeniem ramion i zawadiackim uśmiechem błądzącym mu po wargach. Mógłby skomentować tym samym co ona jeszcze chwilę temu. Nie znała go za dobrze, a wyciągała takie a nie inne wnioski. Nie miał jednak na to ochoty. Postanowił więc zostawić to bez odpowiedzi. Nich tam sobie myśli co chce. Ważne, że humor jej się poprawił. Zdecydowanie wolał taką odsłonę Timmy, choć i cała reszta specjalnie mu nie przeszkadzała.
    - Dobra… - roześmiał się serdecznie, kiedy dziewczyna stwierdziła, że to nie jest ten obiad, który Meliodas jej zrobił i pokiwał głową. – Się wie – rzucił swobodnie. – Przecież ten obiad nie powstał za sprawą mych magicznych palców – wyszczerzył się, akurat pewien siebie swoich obiadowych umiejętności. Dokończył jedzenie i dopił drugi kufel piwa.
    - Ten obiad to mała podzięka za fatygę – rzucił spokojnie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  104. Meliodas wzruszył ramionami i skinął głową.
    - No to uznaj to za gest dobrej woli. Ja już tak mam. Przyzwyczajaj się - mruknął, jakoś niespecjalnie zrażając się jej odpowiedzią. Pozwolił się jej wyprowadzić z baru i ruszył w ślad za nią. Jakiś metr z tyłu. Nie miał bladego pojęcia dokąd Timmy go prowadzi, ale Salree powoli zmieniało się w zabrudzone miasto, nie tak piękne jak centrum. Jak nic prowadziła go do slumsów. Dobrze, że nie należał do tych, których łatwo było zaciukać!

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  105. Nie za bardzo uśmiechało mu się wchodzić do tej rudery, mimo że wiedział by nie oceniać książki po okładce. Cały czas czuwał, oczekiwał na atak który na szczęście nie nadchodziło, choć miał wrażenie, że z każdym zaułkiem coraz więcej łbów śledziło ich kroki.
    W końcu jednak poznał tego całego Kiełka i nieco się skrzywił. Nie przepadał za wampirami. Miał z nimi złe wspomnienia po prostu. Nie ważne czy były prawdziwe czy energetyczne. Żadnych jego wątroba dobrze nie trawiła.
    Nawet ucieszył się, że Timmy ich nie przedstawiła. Tak było zdecydowanie lepiej. Wolał tu pozostać anonimowy na wypadek, gdyby musiał Kiełka pozbawić kłów oczywiście. Facet działał mu na nerwy, więc z radością przyjął wiadomość przestawiania ciężkich klamotów z miejsca na miejsce.
    - Czego szukamy? - zapytał jej tylko, chcąc być w temacie, mimo że i tak w nim nie będzie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  106. No i przepadł. Jak nic wpadł w czarną dziurę rozpaczy nie mając bladego pojęcia o czym mówi. Karty sieciowe czy graficzne... karty to on znał, owszem. Ale takie papierowe do gry w pokera czy innego jeszcze brydża. Był w tym całkiem dobry to trzeba przyznać. Potem rzuciła o internecie i tu mógł się nawet wypowiedzieć, ale mu nie pozwoliła. Aż poczuł się jak jakiś niedorozwój technologiczny. No cóż, prawda często bolała bardziej niż fałsz.
    - Internetu nie mam podłączonego, bo nie mam komputera... to po co mi on? - zapytał prosto z mostu, gdy skończyła paplać. - A klawiatura? To to coś gdzie się stuka i tekst wychodzi, nie? Spoko. Tyle ogarnę - mruknął jeszcze ostrożnie przestępując między gratami, by przypadkiem niczego nie popsuć. Znalazł wielkie pudło z klawiaturami i zaczął je przeglądać. W końcu wybrał cztery nienaruszone i jedną, w której klawisze chodziły trochę gorzej. Niech sobie Timmy wybiera ile wlezie o!

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  107. Zrobił kilka śmiesznych min i wywrócił oczyma.
    - Zrzędzisz jak stara baba - burknął trochę zły, że jej coś nie podpasowało. Normalny alfabet... dla niego i cyrylica była normalnym alfabetem. Długo żył i to w różnych krajach poprzebywał to znał wiele języków. Jedne lepiej, inne gorzej... ale dogadałby się z każdym. W końcu jednak zanurkował do kartonu raz jeszcze i tym razem odnalazł inne klawiatury, którym pokompletował literki wyciągając je z innych, bardziej popsutych sprzętów. Dopiero wtedy odetchnął głęboko. Niby za dużo zrobić nie musiał ale napocił się przy tym ogromnie. Taki stres jak ten dzisiejszy nie przeżywał często.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  108. - Weź, spociłem się przy tym bardziej niż przy sparingu z trzema demonami - wywrócił oczyma, wcale nie żartując. Miał tylko wrażenie, że to wszystko było potem psychicznym a nie fizycznym. Dziwnym jednym słowem.
    - Mhm... czyli można powiedzieć, że dajesz tym gratom nowe życie - stwierdził, wypowiadając swe myśli na głos. Trochę nieświadomie trzeba to przyznać. - Uwielbiasz? To dlaczego częściej tego nie robisz? - zapytał jej z czystej i wrodzonej ciekawości.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  109. Wysłuchał jej i miał trochę wrażenie, że się nie zrozumieli. Mówiła wcześniej o miejscu. Tej rupieciarni i technologii w niej się znajdującej. On rzucił o dawaniu drugiego życia tej technologii, a ona zamarudziła z nowinkami technologicznymi. No dobra, może faktycznie musi uważać na to co mówi, bo teoretycznie ma wyjść pięknie a wychodzi kiepsko.
    - Mhm rozumiem. Znaczy staram się zrozumieć – przyznał z lekkim uśmiechem. – Rozumiem, że im nowsze tym lepsze – zapewnił ją szybko, pakując wszystko co wyszukała, całkiem ostrożnie do pustych pudeł. Zaczął je tachać do wyjścia, raz po raz obserwując tego całego Kiełka. – To i ze światem tak jest, im młodsze tym lepsze. Stare odchodzi w zapomnienie – aż go wzięło na nostalgię. Do cholery! Co się z nim działo, ostatnio?!

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  110. Miał niezłego fuksa, że udało mu się uskoczyć przed wchodzącymi mężczyznami i nawet pudło mu z rąk nie wypadło. Odłożył je jednak w kąt wyczuwając, że zaraz się zacznie. A niech tylko spróbują ich sprzęt poturbować. Czterech rosłych wilkołaków nie zapowiadało nic dobrego. Do tego lejący ze strachu w gacie wampir. Aż go obrzydzenie wzięło.
    - Co robimy? - zapytał Timmy podchodząc do niej jak gdyby nigdy nic. No przecież nie będzie się krył, nie było ku temu potrzeby.
    - Dwóch twoich, dwóch moich, a wampirek się kryje pod biurkiem i chociaż nie przeszkadza? - zaproponował taki plan, widząc jak Kiełek coraz bardziej zapada się w samym sobie. Robił się malutki, a przynajmniej takie wrażenie się odnosiło.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  111. Aż gwizdnął z podziwu, kiedy porty zaczęły się im palić i zakodował w pamięci by nie nosić telefonu komórkowego przy sobie w obecności Timmy. Nawet teraz wyciągnął swój z kieszeni i ostrożnie odłożył na ladę obok Kiełka.
    - Przypilnuj go, ale nie dotykaj. Timmy szaleje - posłał krzywy uśmiech wampirowi, przeciągając się mocno. - Hm czyli pilnujemy by sprzęt był w całości - wypowiedział swe myśli na głos. - Kiełek pod ladę, ale już - rzucił znów do śmierdzącego tchórza i dopadł najbliższego wilkołaka, który jeszcze nie zdążył się przeobrazić. Wykopał go na zewnątrz. Zwierzę obiło się o samochód Eddy'ego. Aż dało się słyszeć jego siarczyste przekleństwo.
    - Sorki - Meliodas poczochrał się po włosach i w jednym susie znalazł się na wilkołaku, chwytając go tak, by odciąć mu dopływ powietrza. Mężczyzna walczył, ale szybko stracił werwę i przytomność.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  112. Pozostał jeszcze jeden, na którego Meliodas już ostrzył sobie ząbki. Uśmiechnął się do niego szeroko i przez chwilę patrzył na niego z ukosa zastanawiając się jakby tu przeciwnika potraktować. Jednak wilkołak okazał się równym tchórzem co Kiełek. Podkulił ogon i spieprzył gdzie pieprz rośnie. Nawet nie musiał się wysilać. Demon dmuchnął sobie w grzywkę i podszedł do poszkodowanej Timmy.
    - Żyjesz? Nastawiamy na żywca, czy szpital? - zapytał prosto z mostu. Co prawda dużego doświadczenia w nastawianiu żeber nie miał. Jedynie co to sobie kiedyś nastawił i jakoś przeżył do kolejnego złamania. Nie było to jednak cudownie wykonana robota.
    - Eddy, może ty umiesz nastawiać co? - zapytał. Wiedział też, że żebra należy po prostu usztywnić i ból z czasem minie, a nie chciał Timmy powodować większego nieszczęścia niż to było potrzebne.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  113. Meliodas machnął lekceważąco ręką.
    - Przesadzasz, Eddy. Wystarczyłoby ją otworzyć i poukładać jej te żebra - uśmiechnął się krzywo. Żartował, bo jakoś ta cała sytuacja wydawała mu się niezwykle komiczna. Przysiadł za Timmy i podciągnął ją ostrożnie, by opierała się o niego plecami w pozycji półleżącej. Taką miał nadzieję, że tak to ma wyglądać. Wzorował się na obrazku pokazanym mu przez Eddiego.
    - Kiełek ci nie wylezie na słońce, bo zdechnie zaraz - dodał jeszcze, ale Kiełek znalazł sposób. Opatulił się szczelnie i wysunął deski do usztywnienia Timmy na zewnątrz sklepiku. Dało się słyszeć syk smażonej skóry i ręce Kiełka zniknęły wraz z nim we wnętrzu sklepu.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  114. - Ty chora babo przestań się już tak mądrzyć - Meliodas wywrócił oczyma. - Dopiero co kontrakt podpisała i już na chorobowe chce iść. Wyjdę z nią jak Zabłocki na mydle - parsknął cichym śmiechem i pokręcił głową. - Ty, Eddy... a ty apteczki w samochodzie nie masz? Może znajdziemy tam jakieś bandaże... o albo nożyczki i zrobimy jej bandaże z jej koszuli - pstryknął palcami, uznając swój pomysł za niezwykle genialny. Koszulka Timmy nadałaby się na nie jak ulał. - Cyckonosz założyłaś? - zapytał tylko asekuracyjnie już chcąc wprowadzać swój wyśmienity plan w życie.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  115. Meliodas poruszał zabawnie brwiami i zaśmiał się lekko.
    - Jak już mam mieć takie kłopoty z nową nauczycielką to chociaż jakieś profity będę miał w postaci rozbieranek - pokazał jej język, zaraz ostrożnie biorąc ją na ręce i przenosząc do sklepu.
    - Kiełek! Rób porządek na blacie, albo szykuj kanapę - wydał rozporządzenie kierownicze i ostrożnie wspiął się po schodach. - Eddy ty bandażujesz. Wyczytałeś tam jak to robić to wcielaj wiedzę w praktykę - poradził mu jeszcze wesoło. Cała to akcja niezwykle go cieszyła, choć nie miał pojęcia dlaczego. Wreszcie rozruszał trochę swe kości. To był czas najwyższy na nowe zadanie z Gildii. Co by przypadkiem kontroli nad sobą nie stracił.

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń
  116. Meliodas podśmiewywał się trochę pod nosem, ale zaraz skinął głową i udał poważnego, kiedy przejął telefon od Eddy'ego.
    - Ty... ale weź mi literki powiększ - poprosił, klepiąc chłopa w plecy. -Przecież tego doczytać się nie da...
    Eddy wydawał się zaskoczony prośbą, ale nie zamierzał tego komentować. Nie teraz, kiedy mu Timmy "schodziła" [wyolbrzymienie specjalne].
    - Ok, no to tak... Kiełek, trzymaj Timmy. Timmy, musisz zrobić wydech. Jak Timmy zrobi wydech, to Eddy dajesz z tym bandażem w miejscu złamania. Tam gdzie sinior - wskazał dłonią. - Ok, a... i jeszcze łapę jej trzeba unieruchomić. Tą od strony złamanego żebra - dodał zaraz, po kolei instruując chłopaków co mieli robić.
    - Ty, ale płaskie dechy też się niektórym widzą - zauważył jeszcze. - Nie każdy leci na balony...

    Meliodas

    OdpowiedzUsuń