czwartek, 23 marca 2017

"Tell me "go back home"

Akela Cadogan
Kobieta | Wilkołak | 19 lat | Studentka pedagogiki tańca i choreografii | Tancerka
"nieświadoma" kokietka | niewinna | niebezpieczna


"Don't want to hear about it
Every single one's got a story to tell
Everyone knows about it
From the Queen of England to the hounds of hell

And if I catch it coming back my way
I'm gonna serve it to you
And that ain't what you want to hear
But that's what I'll do
And the feeling coming from my bones
Says find a home

I'm going to Wichita
Far from this opera for evermore
I'm gonna work the straw
Make the sweat drip out of every pore
And I'm bleeding, and I'm bleeding, and I'm bleeding
Right before the Lord
All the words are gonna bleed from me
And I will think no more
And the stains coming from my blood
tell me "go back home"







Wątki z: Glen, Allen, Eygon, Melanie

141 komentarzy:

  1. Życie studentki nie pozwalało na zbyt wiele, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię związaną z czasem wolnym, życiem prywatnym i pieniędzmi. Mel nie mogła narzekać na dwa punkty z tej listy, za to życia prywatnego miała jak na lekarstwo i podupadało z każdym następnym dniem. Całe dnie absorbowała jej uczelnia i praca, przez co zaniedbała nie tylko swoich nowych znajomych ale i również tych starych. I w końcu nadszedł ten pamiętny dzień, gdy po dość długim czasie mogła się spotkać z dawną koleżanką z akademika, Lex z którą nie widziała się już pare miesięcy. Ucieszyła się więc na wieść o wspólnym wieczorze w towarzystwie jeszcze jednej, znajomej osoby i od razu zapowiedziała, że będzie.
    Zmierzała teraz do tak znajomego jej akademika, niosąc ze sobą jakieś niezłe przekąski i alkohol, ukryty w torbie, by przypadkiem nikt jej nie przyłapał na wnoszeniu alkoholu dla nieletnich. Weszła swobodnie do środka, od razu idąc pod właściwy numer pokoju, po czym zapukała cicho do drzwi i weszła. Wolała zrobić to tak. Spojrzała na obie dziewczyny z uśmiechem, zaraz zdejmując torbę z ramienia. Te kilka miesięcy nie zmieniły, aż tak bardzo, Lexi. Nadal widziała w niej tego wesołego ognika, jakiego poznała jeszcze w akademii, który uśmiech przypominał jej aż za bardzo, uśmieszek psotnego dzieciaka. Ale wyrosła na kobietę, to musiała jej przyznać, bo teraz widząc ją w pełnej okazałości aż uśmiechnęła się szerzej.
    - Już zaczęłyście beze mnie?- zdjęła swoje buty, opierając się tyłkiem o ścianę, mocując się ze sznurówkami.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiechnęła się do Lexi, zaraz lekko ją obejmując na powitanie. Dziewczyna mogła się tego nie spodziewać, zwłaszcza że czarnulka w szkole była dość chłodna z kontaktami z innymi osobami, prócz kilku beznadziejnych przypadków, więc takie przytulenie mogło wprawić dziewczynę w zakłopotanie.
    - Cześć cześć- zwróciła się do Aki, zaraz podając jej dłoń, gdy już odkleiła się od czerwonowłosej- Tak, w końcu możemy spokojnie pogadać. I chętnie napije się wina, czerwonego jeśli macie, a jak nie to coś mocniejszego- weszła w głąb pomieszczenia, zdejmując z siebie jeszcze lekki płaszczyk wraz z szalem. Odłożyła wszystko na wieszak, zaraz opadając obok dawnej współlokatorki.
    - Aż tak to widać?- uśmiechnęła się do niej ciepło, zakładając nogę na nogę oraz opierając się wygodniej na kanapie chcąc mieć na obie dziewczyny lepszy widok- Trochę zabiegana jestem, muszę przyznać. Wiesz, studia i praca dają człowiekowi nieźle w kość. Lepiej opowiadaj co tam u Ciebie słoneczko.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  3. Odebrała od Akeli wino z uśmiechem, szybko zatapiając w nim swoje wargi, oczywiście przez cały czas słuchając uważniej czerwonowłosej. Na wiadomość o tym, że Lexi została matką spojrzała z niedowierzaniem to na jedną to na drugą dziewczynę. Tego się nie spodziewała, sądziła że Lex i Shin nie zamierzają szybko zakładać rodziny, zwłaszcza że Shin według niej nie nadawał się za bardzo na kogoś takiego. Albo już była, aż nadto uprzedzona do demonów, po zdarzeniach z jednym z takich jak on.
    - No to gratuluje- zagryzła lekko wargi, odstawiając kieliszek na stolik- Chłopiec, tak? I wiesz, polemizowałabym z tym, że Shin jest słodki. Ale już uważasz- tu zwróciła się do Aki.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  4. Lexi nawet nie miała pojęcia, jak Mel jej teraz zazdrośni. Może i nie było tego po niej widać, a jednak oddałaby wszystko, żeby teraz zająć miejsce Lexi. Nie chodziło o Shina, Mel nawet go nie lubiła, raczej myślała w jakiej sytuacji jest czerwonowłosa. Miała kochanego mężczyznę, który wskoczyłby za nią w ogień, do tego niedługo miała zostać żoną, a przede wszystkim, Shin pomagał jej przy nowonarodzonym dzieciaczku.
    Ona nigdy tego nie doświadczyła, od narodzin bliźniąt musiała zmagać się ze wszystkim sama, czy to gorączką dzieci, ich złym dniem, nieprzespanym nocą czy wybraniem zastępczych opiekunów dla nich, póki sama nie stanie na nogi i nie będzie mogła się nimi zająć. Ba, nie mogła liczyć nawet na to, by Yami zajął się nimi przez jeden dzień, gdy jeszcze chodziła do szkoły, by w spokoju mogła zająć się egzaminami na koniec szkoły. Było jej trochę smutno, zwłaszcza gdy pomyślała o swoim byłym chłopaku, ale na szczęście dobrze to zamaskowała. Jeszcze będzie w takiej sytuacji, to sobie obiecała.
    - Ciekawie- podsumowała łapiąc za butelkę z winem, by dolać go sobie do lampki. Musiała jakoś przyswoić sobie te informacje, przeżyć chwilowy ból z jakim się teraz zmagała po przypomnieniu sobie zakapturzonego- A ja stoję nadal w martwym punkcie, jeśli chodzi o jakikolwiek związek. Cóż, powodzenia wam życzę- tu prześlizgnęła oczami szybko po Lexi, chcąc dokładniej sprawdzić czy ciąża ją zmieniła. Może, gdyby widziała ją nago, zobaczyłaby jakieś rozstępy, za duży brzuszek jak to zawsze jest po ciąży. Ale jej o to nie poprosi, aż tak w głowie jeszcze nie miała.
    - A jak tam u Ciebie Aki? Z Cahanem w porządku?
    Oczywiście, wiedziała od dawna że są razem, przecież przez jakiś czas spotykała się z Cahanem w akademi, oczywiście tylko na płaszczyźnie znajomości a i plotki do niej docierały.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  5. - Za mało- stwierdziła z uśmiechem, słysząc o ile dzieci wymarzyła sobie Akela- Dwanaścioro to odpowiednia liczba, Cahan pewnie będzie wniebowziety, gdy będzie miał taką gromadkę. - wypiła większy łyk wina ze swojej lampki, myśląc przy tym czy dziewczyny mają jeszcze jakiś zapas alkoholu w szafkach. Może i im wychodziło w miłości, za to ona mogła piąć się po szczeblach kariery, miała szansę na coś więcej niż tylko byciem dobrą matką czy kurą domową. Pocieszała się tym, choć szczerze wolałaby już mieć kogoś obok, nawet jeśli skończyłaby szkołę zaraz po akademii. Ale nie mogła przyznać tego nawet przed samą sobą.
    - W razie czego, macie mnie. Dwójkę dzieci mam już za sobą i chętnie służę i radą i pomocą. Ciotka Mel zawsze w pogotowiu- uśmiechnęła się do nich łobuzersko, opróżniając jednym przechyleniem szkła, całe wino jakie tam miała. Miała przynajmniej alkohol, czasami miała wrażenie że tylko to ratuje ją przed rzuceniem wszystkiego w cholerę i zaszyciem się pod kołdrą, by tam płakać w poduszkę i lamentować na swoje życie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  6. Mel chyba się zestarzała na takie zabawy. Picie alkoholu, owszem, żarty o seksie, o głupich młodzieńczych wybrykach były fajne, ale polewanie się alkoholem chyba nie było w jej stylu. Jednak dostatecznie szybko teleportowała się na drugą stronę pokoju, by nie zostać do końca zmoczoną przez Lexi. Nie będzie tak szła przez pół miasta, zwłaszcza że bluzka już przylepiła się nieprzyjemnie do jej biustu.
    - Zachowujecie się gorzej niż moje dzieciaki, spokojniej- pokręciła głową, zajmując miejsce na fotelu. W sumie nie wiedziała, czy Aki wie o jej dzieciach, bo niby skąd? Lex raczej nie zajmowała się jej osobą w rozmowach z dziewczyną, Cahan nawet o tym nie wiedział, tak samo Shin. A Nik pewnie nie wspomniał o tym słowa, bo miał wyjebane. Jak to on. - Zaraz będe musiała was umyć, a tego nie chcecie- spojrzała na nie z wymownym uśmiechem nalewając sobie czystej do kieliszka.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Nie jestem sztywna, po prostu chcę wrócić w miarę czysta do domu. I nie śmierdzieć alkoholem na kilometr- spojrzała na swój kieliszek z trunkiem, poszukując wzrokiem jakiejś dobrej popitki, by wódka łatwiej weszła do jej organizmu. Po usłyszeniu pytania, uniosła wzrok najpierw na twarz Akeli, później na Lex rumieniąc się przy tym dość mocno. Jakie zabawy preferowała? Dla niej zabawą było siedzenie przy alkoholu i takiej zabawy doświadczała do tej pory. Żadne szalone noce w łóżku, wygłupy na imprezach, tańczenie do białego rana wraz ze znajomymi.
    - Picie alkoholu, najbardziej mi znana zabawa. I najlepsza, jakiej tylko mogłam posmakować- przyznała patrząc na nie już łagodniej.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  8. - Nie jestem sztywna- powiedziała ciszej patrząc na kieliszek z wódką, nawet nie szukając już popitki. Wlała w siebie wszystko, na jeden łyk. Do takich zabaw, może potrzebowała po prostu dobrego towarzystwa, a takie towarzystwo znalazła w jednej osoby. Z którą, niestety, nie miała teraz kontaktu, więc musiała zadowolić się tym, co dostała od losu. A los postawił na jej drodze Aki i Lex.
    - Można i zagrać w butelkę- wzięła pierwszą lepszą, kładąc ją na fotelu, po czym wzięła za kant stołu i bez trudu odsunęła go w drugi kąt pokoju. - Kto kręci?- spytała kładąc butelkę na środku- A. I odpowiadamy na każde pytanie, wykonujemy każde zadanie. Może w końcu was zawstydzę.

    mel

    OdpowiedzUsuń
  9. - Nawet nie jesteście w moim typie, wybaczcie- uśmiechneła się do niej, a po tym jak butelka wypadła na nią jej uśmiech automatycznie się zmniejszył. Lexi mogła spytać o wszytsko i tego bała się najbardziej, że zada jej jakieś niewygodne pytanie, z którego nie będzie wstanie wyjść bez stracenia dumy- Pytanie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  10. Automatycznie się zarumieniła, słysząc o co właściwie dziewczyna pyta. Ona i Niklaus, dla niej brzmiało to równie niedorzecznie i nawet nie mogła sobie wyobrazić tego, że miałaby całować się z blondynem. Aktualnie myślała o nim, jako o przyjacielu, jako jakiejś rodzinie i dziwnie byłoby mieć z nim jakiekolwiek zbliżenie. Przypomniała się jednak pewna sytuacja, gdy jeszcze mieszkali ze sobą w akademiku.
    - Owszem- powiedziała zgodnie z prawdą- Ale tylko na płaszczyźnie przyjacielskiej, gdy potrzebowałam go w pewnej sprawie i nie miałam nikogo obok. A jeśli chcesz wiedzieć na co konkretnego, to przytulenie.
    Chwyciła za butelkę opuszczając głowę niżej, by dziewczyny nie mogły podziwiać jej rumieńcem. Zakręciła, a szyjka butelki padła na Aki.
    - Zadanie czy pytanie?

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  11. - Ej, to przez alkohol- zaczęła się tłumaczyć, zaraz kładąc swoje chłodne dłonie do zarumienionych policzków. To nie było tak i niech sobie nie myślą. Dobrze jednak, że Nik gdzieś wybył i nie musiał słuchać tych głupot, które na pewno naopowiadałaby mu Lexi.
    Melanie musiała się nieco zastanowić nad zadaniem dla Aki, w końcu dziewczyna mogła znieść naprawdę wiele i łatwo byłoby jej zrobić połowę zadań.
    - Wypij pięć shotów pod rząd- wskazała na pełne kieliszki, które co przed chwilą rozlała.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziewczyna była zadowolona z zadania, które jej dała, zwłaszcza widząc jak krzywi się po wypitym alkoholu. Gdy padło na nią po raz drugi, wybrała zadanie, nie chcąc by wdrążały się jakoś bardziej w jej życie prywatne, zwłaszcza jeśli chodziło o relację jej i blondyna. Pewnie gdyby tu był, wszystkiemu by zaprzeczył, ale niestety. Ale widząc te okropną sukienkę i słysząc zadanie, spojrzała nieprzyjemnie na Akelę, a później na to coś różowego co leżało obok niej. Mel nie lubiła chodzić w sukienkach, a co dopiero w takim czymś, co przypominało jej wymioty jednorożca.
    - Dobra- odburknęła, płonąc przy tym rumieńcem- Ale uwierz Aki, następne zadanie będzie bolało.
    Wstała z miejsca, zabierając ze sobą sukienkę, po czym poszła do pokoju by tam w spokoju ją na siebie założyć. Przy tym zdjęła swoją obszerną, męską bluzę i po chwili wyszła ubrana w te dwie rzeczy. Oczywiście, bluza była na wierzchu, a kaptur miała zarzucony.
    - Pierwszy raz wyglądam, jakby zrzygał się na mnie jednorożec- powiedziała, opadając zaraz na ziemię, by zakręcić butelką. Zakręciła butelką, a ona trafiła wprost na Lexi.
    - Prawda czy wyzwanie?- powiedziała szybko, zakładając ręce na piersiach.
    - Prawda- czarnowłosa uśmiechnęła się do Lex niewinnie, choć w oczach igrały ogniki- Miałaś kiedyś erotyczne sny z kimś, kto nie jest Shinem?- oparła się wygodniej o fotel.

    OdpowiedzUsuń
  13. Słysząc pytanie, Mel od razu spłonęła zagryzając wargi. Nie lubiła tematów erotycznych, zadała je tylko, od tak sobie, a one od razu zaczęły wypytywać ją o takie rzeczy. I do tego, tym samym wkraczając do jej życia intymnego. A mogła wybrać następne, głupie zadanie.
    - Z jednym- przyznała się, spuszczając wzrok na pusty kieliszek, w którym było wino. Może nie wydawało się to prawdą, ale tak było, choćby nawet Mel sprawiała inne wrażenie. Miała chłopaków, ale tylko ten jeden wskoczył jej do łóżka, a raczej to ona do niego weszła i wszystko potoczyło się tak, jak się potoczyło. Niby sprawiała wrażenie otwartej dziewczyny, która między nogami miała kilkadziesieciu, ale pozory lubią mylić. Szybko zakręciła butelką, chcąc rozgonić myśli kłębiące się wokół tej jednej chwili w namiocie, bo to były zbyt bolesne wspomnienia. Wpadło na Aki.
    - Prawda czy wyzwanie?
    Na odpowiedź dziewczyny, na jej twarzy pojawił się mały uśmieszek, lecz nie zakrył soczystego rumieńca.
    - Nie przeszkadza Ci to, że twój chłopak pieprzył się kiedyś z pierwszą lepszą laską?

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeproszenie Akeli nie było tak proste, jakie się wydawało. Mel nie przepraszała zbyt często, właściwie to prawie wcale i sama świadomość że musi to zrobić, uświadomiła jej że w pewien sposób musi poniżyć się przed jakąś osobą. Nie lubiła tego, przez całe swoje życie unikała takich sytuacji, gdzie ktokolwiek mógł ją poniżyć, a teraz ma się płaszczyć przed jakąś laską. Mel na początku nie widziała w swoich słowach nic złego, przecież Cahana nie łączyło nic z tymi dziewczynami, nie kochał ich więc mogła to określić jakie zwykłe pieprzenie się. Nie było tam uczuć ani niczego pozytywnego w tych relacjach. Później jednak uświadomiła sobie swój błąd, że ludzie inaczej postrzegają seks niż ona, więc zdecydowała się do niej przyjść. Zapukała cicho do jej pokoju, po czym odsunęła się od drzwi i założyła ręce na piersiach. To wszystko przychodziło jej z trudem i wiedział to każdy, kto lepiej już ją poznał.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Cześć- przywitała się z nią, patrząc na nią zupełnie poważnie. Czuła się niezręcznie w tej sytuacji i nawet postawa dziewczyny jej to utrudniała. Nie była przyzwyczajona do przepraszania, nikt jej tego nie nauczył i tę umiejętność zdobyła zbyt późno, a teraz jedynie zaczęła to szlifować.
    - Nic nie zostawiłam, chciałam porozmawiać o poprzednim naszym spotkaniu- sprostowała szybko, po czym odchrząknęła, bo głos uwiązł jej w gardle. Dlaczego to było tak diabelnie trudne, przyznanie się do błędu to jedno i to przychodziło jej dobrze, za to te nieszczęsne przeprosiny były zupełnie inną sprawą. Równało się jej to z upokorzeniem.
    - Chciałam przeprosić za tamte słowa o Cahanie. Po prosu widziałam to w trochę inny sposób niż Ty i przedstawiłam to tak, jak widziałam.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  16. Na szczęście dziewczyna przyjęła przeprosiny i automatycznie kamień spadł jej z serca. Na jej twarzy również zakwitł delikatny uśmiech, po czym pokiwała głową wchodząc zaraz za nią do pomieszczenia.
    Sama chciała naprawić stosunki z nią. Nie miała zamiaru robić sobie w ludziach wrogów, zwłaszcza że kilku już miała i nie zamierzała tej listy powiększać.
    - Jak w szkole?- spytała, zdejmując ze swoich pleców skórę i powiesiła ją na jednym z wolnych wieszaków.

    OdpowiedzUsuń
  17. Weszła do pokoju dziewczyny.
    - Herbatę- poprosiła przelatując szybko wzrokiem po winie, jakiego napiła się dziewczyna. Ona wolała spasować z alkoholem, zwłaszcza że czekał na nią dość spory egzamin i nie chciała mącić sobie alkoholem w głowie jak to miała czasem w zwyczaju. Lampka wina niby nikomu nie zaszkodziła, ale i tak wolała spasować.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  18. - Niedługo mam następne egzaminy, które chyba zależą od tego czy zostanę na uczelni czy nie- przyznała się, siadając na kanapie i założyła nogę na nogę obserwując uważnie dziewczynę krzątającą się po kuchni- Psychologia więzienna- wzięła od razu z talerzyka jednego herbatnika, którego zamoczyła na chwilę w herbacie.- Sam kierunek nie jest ciężki, o ile nie pracujesz i się sama nie utrzymujesz. Ale nie narzekam, chociaż jest ciekawie- wyjęła ciastko z herbaty, po czym odgryzła większy kawałek.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  19. - Myślałam głównie o tym, by rozmawiać z usadzonymi. I nawet nie mam pojęcia, interesuje mnie tylko ta jedna posada- wyjaśniła z uśmiechem. Do tego wynagrodzenie jest dość spore, więc bez problemu mogłaby utrzymać swoją rodzinę. - A Ty co zamierzasz po skończeniu szkoły? Oprócz dzieci, bo już jest wiadome.- zjadła resztkę ciastka, a mokre palce przetarła w chusteczkę.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  20. - A coś jest nie tak, jeśli chodzi o Twoją sytuację w rodzinie?- uniosła jedną brew ku górze, patrząc na nią uważniej. Mel zawsze mogła jej pomóc, choć tak naprawdę nie miała pojęcia jak to jest w prawdziwej rodzinie i jakie mogą wynikać z tego problemy. Prawie nigdy jej nie miała, może przez kilka pierwszych lat swojego życia miała matkę, ale to nie to samo.
    - Ciekawe plany, choć pewnie trudno Ci będzie taką założyć. Do tego potrzeba masy pieniędzy jak i umiejętności, a pewnie jakimś asem w dziedzinie tańca nie jesteś.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  21. - Zawsze pozostaje zwykła praca- wzruszyła ramionami patrząc na nią dziwnie. Aki była dziwna, ale nie mówiła nic na ten temat, bo nie chciała sobie robić w niej wroga.- A jak nie, zawsze mogę coś wymyśle. Lubię działać na żywioł i często tak robię.- przyznała szczerze. Nigdy jakoś specjalnie nie planowała. Niby miała jakieś marzenia związane z założeniem rodziny, ale to nie był do końca jej plan. Teraz aktualnie może się to spełnić, a jeśli nie. Trudno. Życie zaskoczy ją w inny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Nie wiem- przyznała cicho, zaciskając obie dłonie na swoim gorącym kubku. Nie miała pojęcia, czy blondyn jeszcze do nich zawita, z nim nic nie było wiadome. Zawsze mógł znaleźć dla siebie lepsze miejsce, mógł stracić pamięć, zostać zamknięty na nowo w laboratorium, czy po prostu zginąć w swojej podróży.
    - Ale mam nadzieję, że tak.- uśmiechnęła się do dziewczyny ciepło, myśląc o swojej ostatniej rozmowie z Niklausem. Tęskniła za nim w pewnym stopniu, brakowało jej tych jego odzywek, aroganckiego zachowania czy stylu bycia. W końcu był jej przyjacielem, ale nikim więcej.- Czasem za nim tęsknie- przyznała patrząc na wnętrze kubka- Poszłabym z nim na jakieś piwo czy coś, pośmiała się jak za starych, dobrych lat. Jego znam chyba najdłużej, jeśli chodzi o akademię, bo reszta osób gdzieś zniknęła. Fajnie by było, gdyby nagle zawitał w drzwiach- jej uśmiech poszerzył się. Brakowało jej znajomych z akademii. Dwójkę swoich koleżanek już pochowała, miała tylko nadzieję że na jego pogrzebie nie będzie musiała uczestniczyć.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  23. - Nie raz kopnął mi w dupę tak, że musiałam się przez to podnieść. Fajny z niego gość, szkoda że czasem taki chuj- przypomniała sobie, a słysząc jej następne słowa uniosła szybko głowę ku górze.- Aż tak wam się bez nas nudzi? Niedługo i pojawią się następni, będzie ciekawie. Uwierz.
    Oparła się wygodniej na kanapie, przybliżając herbatę do swoich ust. Niedługo już i ona będzie wysyłać dzieci do tej szkoły, czy syna Kuro a z nimi ta szkoła prędzej czy później wyleci w powietrze. Zwłaszcza wiedząc, jaki charakter ma ona i ich ojciec, co było wybuchową mieszanką.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie bardzo zwróciła uwagę na to, że Akela z kimś rozmawia, w pełni zajęła się herbatą, a jej myśli chaotycznie kręciły się wokół blondyna. Mógłby już wrócić, kopnąć ich wszystkich na nowo w dupę. Mel słysząc jej propozycję zgodziła się od razu.
    - Chętnie- uśmiechnęła się do niej- Dawno już nie strzelałam, przeszło z dwa lata- podrapała się po głowie. Coś koło tego. Ostatni raz chyba jeszcze w Otheli, może trochę później, choć mały pistolet nadal leżał w szafce z jej ubraniami. Tak na wszelki wypadek.
    - Idziemy teraz?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  25. Szybko dopiła swoją herbatę, zaraz zakładając na swoje ramiona kurtkę. Wyszła równie szybko z akademika, od razu wkładając swoje dłonie do kieszeni i wpatrywała się przed siebie. Mogła jej pokazać naprawdę wiele, zwłaszcza że kilka lat temu, przez cały rok miała z nią więcej do czynienia i nie musiała się kryć ze swoją bronią po kątach. W Otheli jej życie przez dłuższy czas było zależne od tego, czy potrafi strzelać i dzięki temu wyrobiła tam dziwne manewry czy reakcję, których nie nauczy się człowiek nigdy nie uczestniczący w wojnie. Spojrzała na Aki zaciekawiona, kiwając przy tym głową.
    - Tylko... nauczyć cię korzystania z broni w inny sposób, niż nauczyciele. Nie poprawny, ale za to dzięki niemu będziesz mogła szybciej zareagować na ataki.- powiadomiła ją- I bardziej będzie ci to potrzebne w jakimś terenie, a myślę że jako wilkołak nie będziesz tego używać.- wzięła głębszy oddech stając nie daleko bramy, by przepuścić Akelę przodem. Ona nawet często nie pamiętała tych "poprawnych" podstaw jakich ją uczyli w tym świecie, a nie chciała jakoś szczególnie mieszać w głowie. Tu nie trwała wojna, więc nie będzie jej to potrzebne.
    - Z jakiej? Nie wiem, różnie to było. Używałam tego co miałam akurat pod ręką. W Mortiel często snajperki, bo byłą niesamowicie dokładna, gdy było trzeba.
    Oczywiście, wiedziała że zdradza Aki informacje, że w tym świecie miała swoją broń. Jakoś szczególnie się tym nie przejęła, choć nie mówiła tego prawie nikomu. Nawet jej przyjaciele o tym nie wiedzieli, prócz Nari, ale ona była wyjątkiem.
    - Wszystko zależało od Twoich sił, terenu w jakim się znajdujesz, klimatu, warunków. Sama może się kiedyś o tym przekonasz- puściła jej oczko, gdy się z nią zrównała.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  26. [Dziękuję. Też jestem tego ciekawa... sama się zastanawiałam, czy człowiek ma tu rację bytu... ale raz kozie śmierć :) Mam nadzieję, że ktoś się odważy na wątek :)]

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  27. Ona po prostu wiedziała co i jak z bronią, więc na ten temat miała dużo do powiedzenia. Musiała mieć, bo inaczej dawno leżałaby pod ziemią nie wiadomo gdzie. Jej umiejętności może i były rozległe, ale przez ludzkie ciało często zawodziły, zwłaszcza że większość swojej mocy oddała bratu. Gdyby tego nie zrobiła, pewnie nawet nie musiałaby się martwić atakami, bo te szybko by się regenerowały.
    - Używałam- przyznała się wkładając dłonie do kieszeni kurtki.- Do rekreacji. - skłamała gładko stając przy pasach, by światło zmieniło się na zielone. Ciekawiło ją, co zrobiłyby władze wiedząc co tak naprawdę z nią robiła. - Ale spokojnie, nie zamierzam do nikogo strzelać. Przynajmniej jak na razie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  28. [Może uda się coś wymyślić :) Ale nie wiem czy będzie wysokich lotów. Mam problem z początkami, pewnie jak każdy :D]

    Glen powoli zaczynał przyzwyczajać się do Phyoen. Rozróżniał już nazwy ulic i wiedział gdzie podejść po bułki, a gdzie można spokojnie usiąść i odpocząć. Nadal miał lekką traumę po ostatnim zagubieniu się, ale zdecydowanie lepiej sobie radził, choć... zaczynał tęsknić za Salree. Miał nawet ochotę wspomnieć o tym jego właścicielowi, ale postanowił mu dać jeszcze parę dni. Nigdy nie wiadomo, czy mężczyzna nie wpadnie w zły humor przez taką wzmiankę.
    Tego dnia dość niespodziewanie znalazł się w szkole Charlsa Monteza, oczywiście nie sam. Pech jednak chciał (choć może i szczęście), że polecono mu poczekać na dziedzińcu. Nie widział w tym powodu do sprzeciwu, więc dość posłusznie oddalił się od swojego pana i przysiadł na jednej z ławek, stawiając na obserwacje.
    A było co obserwować. Ten dziedziniec nie był zwyczajny. Przewijały się przez niego najróżniejsze rasy, co i rusz przedstawiając mu nową rozrywkę. A to zawody w lataniu, to strzelanie strumieniami z rąk, albo inne wycie. Byli też tacy, którzy przeliczali duże liczby zarzucając się skomplikowanymi matematycznymi wyzwaniami...
    Jednak jego uwagę przykuła pewna dziewczyna, która na pierwszy rzut oka wyglądała dość normalnie i kołysała się w takt przygrywanej muzyki. W pewnej chwili zaczęła tańczyć, ale cóż to był za taniec... zahipnotyzował go i przyciągnął do siebie. Nie wiedział kiedy znalazł się tuż przy niej, ale gdy tylko skończyła swój występ, klaskał jej niczym jakiś fan.
    - Pięknie - zauważył, zanim ugryzł się w język. - Tańczysz jak zawodowiec... chyba - odchrząknął, no bo skąd miał wiedzieć, jak wygląda taniec zawodowców?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  29. Glen odruchowo zrobił krok w tył i opuścił dłonie przestając klaskać. Poprawił bluzę nieco mocniej, choć wiedział że swojego zapachu nie ukryje. Nie było takiej możliwości. Nie zamierzał również kłamać, bo nie widział w tym sensu. Uparcie więc patrzył w tęczówki dziewczyny próbując z nich wyczytać jej zamiary.
    - Tak - udało mu się w końcu wydukać przez zaciśnięte gardło. - Jestem człowiekiem - odruchowo podniósł dłoń do góry chcąc dotknąć nią szyi, ale w połowie ruchu zmusił się do opuszczenia jej. Tyle lat już uczył się pozbywać tego odruchu, ale obroża wciąż mu tam ciążyła. - Któremu zresztą podobał się twój występ - zauważył z rozbrajającym uśmiechem, którym próbował ukryć swe zażenowanie. Zazwyczaj nie wstydził się swej rasy, co nie zmieniało faktu, że czuł się z nią źle. Niemal każda istota patrzyła na niego z pogardą, złością lub odrazą. Jakby był jakąś zarazą. Teraz też tego szukał, ale te błękitne tęczówki pozostawały dla niego zagadką.
    - Uczysz się tu? - spróbował ją zagadać, by trochę odwrócić jej uwagę od samego siebie. - Ciężko jest? - zainteresował się.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  30. Słuchał jej z wyraźną fascynacją. Studiowanie tutaj musiało być fajne. Nawet złapał się na tym, że myślami sam wstępuje w szeregi studentów tej placówki. W końcu uwielbiał czytać i uczyć się nowych rzeczy. Zaraz jednak potrząsnął głową.
    - Nie wyglądałaś na stremowaną - żachnął się. - Byłaś taka zwinna i lekka... - oblizał spierzchnięte wargi. - Przyciągałaś uwagę - dodał zaraz jakoś zaskoczony, że z taką łatwością może ją prowadzić.
    - Z fotograficzną pamięcią musi być nudno - zauważył zaraz i nie, nie przemawiała przez niego zazdrość. Przecież i on chciałby mieć coś wyjątkowego, czym mógłby się pochwalić czy obronić, a nie... jedyne czym mógł się chwalić była umiejętność ukrywania się w zagłębieniach mieszkań Salree. - To znaczy... no bo żadnego wyzwania z nauką... czy też pamięta się każdy szczegół... nie ma też zaskoczenia i może również przyprawiać o mdłości, gdy zobaczysz za dużo... śmierć czy nędzników - zacisnął nieco wargi. Zdecydował się na wytłumaczenie swojej opinii.
    - Ja? - kopnął mały kamień, który uwierał go pod stopami. - Jestem tu przejazdem - uśmiechnął się krzywo. - Czekam... na swojego p... - odchrząknął. - ...właściciela. Miał jakąś sprawę na uniwersytecie - wzruszył ramionami. Jakoś tak sama rozmowa o nim samym wydała mu się taka nudna. Jego życie opierało się przecież na tym samym i tylko te nieliczne wycieczki pozwalały mu na oderwanie się od rutyny.
    - Wiesz... lepsza fotograficzna pamięć niż okowy - zauważył z lekką nutką wesołości w głosie. No dobra, trochę zmienił zdanie, ale kto by tego nie zrobił?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  31. Roześmiał się cicho, słysząc jej wyznanie o fotografii. To faktycznie brzmiało dość dziwnie, choć w gruncie rzeczy miało sens. Mimo umysłu działającego niczym najlepszy aparat fotograficzny, zdjęcia były czymś innym.
    - Lubisz uwieczniać wspomnienia na fotografiach i potem je przeglądać? Ja lubię - przyznał szczerze. - Znaczy rzadko kiedy mam na to czas i okazję, ale lubię to. Później można wrócić do tych najlepszych i poprawić sobie nimi humor w chwili grozy - uśmiechnął się szeroko idąc wraz z nią do automatów z herbatą i kupując dwa napoje.
    Było nie było, to ona była tu płcią ładniejszą i wypadało zachować się jak na dżentelmena przystało. Podał jej jeden kubek i usiadł na ławce, opierając się o stolik tuż przed nim.
    - Zawsze milej jest mieć coś w dłoniach, a nie przeglądać tego w głowie - dodał zaraz. - Choć może tak to nie działa z twoją pamięcią - żachnął się prawą dłonią rozczochrując swe niesforne, czarne kosmyki włosów. Zbyt długie zresztą, ale nie było chęci ani ochoty na odwiedzenie przybytku zwanego "Fryzjerem".
    - Jak tutaj trafiłaś? - zapytał szczerze tym zainteresowany, ale zaraz ugryzł się w język, przypominając sobie o swych manierach. Przecież starał się być dżentelmenem, a nawet się nie przedstawił. - Jestem Glen, miło mi cię poznać - wyciągnął w jej stronę dłoń, czując się znacznie swobodniej niż na początku.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  32. - Czyli teraz patrząc na tę ławkę przed oczyma masz wszystkie swoje wspomnienia dotyczące tej ławki? Wow... że cię głowa jeszcze nie boli - gwizdnął z podziwem upijając trochę swojej herbaty. Trudno mu było coś takiego sobie wyobrazić. Zwłaszcza jeśli miałby problemy nad kontrolowaniem tej umiejętności.
    - Podziwiam cię, serio. Że jeszcze nie oszalałaś z tą umiejętnością. Pewnie trudno było nauczyć się nad nią zapanować. - rzucił swobodnie znów upijając nieco herbaty i nie wchodząc w szczegóły jej przeszłości, bo ta nie wyglądała zbyt kolorowo.
    Czarnowłosy na chwilę zamilkł zastanawiając się nad odpowiedzią na jej pytanie. Czasem zastanawiał się jak tam jest, ale nigdy specjalnie go tam nie ciągnęło.
    - Żyje mi się dobrze... tak myślę, mój pan jest całkiem w porządku. Znaczy no wychował mnie, więc jeśli robisz to co do ciebie należy to masz całkiem dobrze - przyznał szczerze. - Czasem zastanawiam się jak jest za kurtyną, ale nie wiem po co miałbym tam lądować... nie wiem co tam jest, co mnie czeka... a może czekają laboratoria i wieczne pytania? - mruknął. - To już wolę zostać tu, znosić uszczypliwości i czasem mieć pogruchotane kości - uśmiechnął się szeroko. - Nie jest tak źle, bo przecież można też spotkać całkiem przyjazne istoty... jak ty na przykład i wśród gąszczu niesamowitości zauważyć, że przecież ja też jestem niesamowity, oryginalny - wzruszył ramionami.
    - A ty chciałabyś się stąd wyrwać? Planujesz tu robić jakąś karierę? - zainteresował się zaraz.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  33. Glen trochę się ożywił. Zerknął na nią z wyraźnym zainteresowaniem, przez moment tylko tak patrząc i przesuwając palcem po krawędzi szklanki.
    - Nie wiem czy pochodzę zza bariery, czy nie. Nie pamiętam tego co było przed... musiałem mieć jakiś wypadek, bo nie mam wspomnień sprzed 8 roku życia - przyznał szczerze, decydując się jednak coś o sobie opowiedzieć. Nie widział potrzeby w ukrywaniu tego. - Nie wiem czy ktoś tam na mnie czeka czy nie i wolę o tym nie myśleć - przyznał szczerze, nieco mocniej ściskając papierowy kubek z herbatą. - Tak jest po prostu łatwiej - uśmiechnął się krzywo, nie komentując już tego jak wygląda i jak mu jest u swojego pana. Wiedział, że nie ma najgorzej ale zdarzały się sytuacje, których nikomu nie chciał opowiadać.
    - Tęsknisz za swoją rodziną? Myślisz, że tu im będzie lepiej? - zapytał jej zaraz, biorąc jeszcze jeden łyk ciepłego płynu. Naciągnął kaptur na głowę, gdy zobaczył odrazę w spojrzeniu przechodzących obok studentów. Tak było łatwiej. Zmniejszał pole swojego własnego wzroku i miał nieco więcej odwagi.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  34. Weszła do środka, od razu rozpinając delikatną kurtkę jaką miała na sobie, bo w środku było dość ciepło. Przyglądała się wszystkiemu, od wywieszonej broni, po cele w jakie mięli trafiać. Nie pracowała z bronią nigdy w tak sterylnych warunkach, a to wyjście będzie ku temu idealną okazją. Czarnowłosa ruszyła za Aki, witając się z mężczyzną lekkim skinieniem głowy.
    - Nigdy- przyznała się łapiąc za długopis, po czym powoli wypełniła wszystkie potrzebne rubryki, po czym odsunęła się od biurka. Sama chciałaby wybrać sobie broń, lecz nie miała pojęcia, czy będzie mogła. Poprawiła włosy za ucho, uśmiechając się przy tym do Aki.- A Ty?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  35. - Czasami lepiej nie pamiętać... - powtórzył za nią w zamyśleniu, po czym potrząsnął przecząco głową. - ... ale czasem to co pamiętamy jest gorsze niż to o czym zapomnieliśmy - dodał zaraz. - Więc wolałbym jednak pamiętać, ale myślę że to tylko marzenie ściętej głowy. Minęło zbyt wiele lat, by wspomnienia wróciły - wzruszył ramionami i zerknął na idealnie lecący kubek do kosza na śmieci. Zagwizdał z podziwu, a potem uniósł lekko brew. Serio? Miał się popisywać swoimi umiejętnościami celowania?
    - To co dostanę za wrzucony kubek? - zapytał jej zaraz uśmiechając się figlarnie. Skoro już miał próbować swych sił w tym jakże trudnym zadaniu dla kogoś z większą zdolnością do unikania ciosów, niż celowania w coś, to chciał mieć o co zawalczyć.
    Opróżnił swój kubeczek i chwilę przerzucał go z ręki do ręki, by w końcu wycelować i rzucić. Kubek odbił się od krawędzi śmietnika, ale zaraz wpadł do środka.
    - O... - Glen zamrugał zaskoczony. - ... tego się nie spodziewałem - przyznał i rozesmiał się serdecznie.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  36. Spojrzał z powątpiewaniem na małą kuleczkę, której masa była zdecydowanie mniejsza od poprzedniego kubka.
    - No nie no... tak szybko chcesz zmazać tę mą radosną chwilę? Dopiero co wygrałem deser... - zrobił nieco naburmuszoną minę, ale i tak przymierzył się do rzutu. Wszystko dla urozmaicenia sobie czasu. Tak jak się spodziewał. Tym razem przerzucił swój cel i z lekkim rozczarowaniem rozczochrał sobie włosy.
    - Widzisz? Nie ma lekko. Dwóch cudów jednego dnia nie mogło być - zauważył, po czym roześmiał się serdecznie. - Serio. Nie mam pojęcia jak ty to zrobiłaś... masz świetnego cela - pochwalił ją, klepiąc ją lekko po plecach. - Zawsze trafiasz? - zainteresował się, bo miał cichą nadzieję, że zdradzi mu swą technikę.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  37. Dziewczyna podeszła do tego czerwonego plastiku, by przelecieć po nim uważniej wzrokiem. Mieli tu całkiem sporo broni do wyboru i nie miała pojęcia, na jaką ma się zdecydować. W końcu wypatrzyła sobie jedną, po czym szybko obróciła do nich twarzą wbijając oczy w pracownika, który się jej przyglądał.
    - Glock 17L 9mm x 19- zadecydowała. Nie miała pojęcia, dlaczego ten mężczyzna mierzy ją wzrokiem, przecież kobiety również znały się na broni. I chyba nawet nie miał pojęcia jak sporo. Kiedy odszedł, spojrzała na Akelę pytająco.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  38. Słysząc słowa wilczycy zmarszczyła dziwnie brwi patrząc równie dziwnie na mężczyznę, po czym skrzywiła się nieco. Wzrok przeniosła na Aki, od razu kręcąc szybko głową i uśmiechając do niej ciepło. Co to to nie.
    - To raczej nie to- powiedziała jej cicho, zanim mężczyzna do nich powrócił. Całego wykładu słuchała spokojnie, po czym chwyciła pewnie swoją broń, od razu sprawdzając czy naboje są w środku zanim jeszcze odparł gdzie można je znaleźć. Ruszyła za Aki, próbując ignorować pracownika i nawet ją wyprzedziła, by odebrać swoje naboje.
    - Co się tak cieszysz?- spytała, gdy weszły już przez drzwi, ładując przy tym magazynek do broni. Sprawdziła raz jeszcze, czy wszystko jest sprawne, czy broń nie miała jakiś większych uszkodzeń które mogłyby zrobić Akeli krzywdę, bo ona zawsze mogła szybko przeteleportować się z tego miejsca. A nie wybaczyłaby sobie, ani Cahan by jej nie wybaczył, jeśli wilczycy coś by się stało.
    - Strzelaj- wskazała na jedną z tarcz, zakładając przy tym dłonie na swoich biodrach, chcąc zobaczyć na jakim etapie jest dziewczyna. Zawsze mogła je gdzieś zaprowadzić, by podszkoliła swoje umiejętności.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  39. Patrzyła na nią uważnie, uśmiechając pocieszająco, gdy nie trafiła w środek tarczy. Poklepała ją lekko po ramieniu, zaraz stając obok dziewczyny i celując w tarczę, po czym bez dłuższego wycelowywania po prostu strzeliła w czerwoną kropkę znajdującą się na głowie ich celu. Potrafiła strzelać i nie sprawiało jej to żadnych problemów ale nie chciała jakoś popisywać się swoimi umiejętnościami. Czasem czuła, jakby broń była częścią niej i jakby posługiwała się nią od dziecka.
    - Spróbuj tak długo nie celować- poradziła jej opuszczając dłoń z pistoletem.- Unieś rękę, strzel od razu. Zobaczymy gdzie trafisz.- uśmiechnęła się do niej, odsuwając kilka kroków w tył, by widzieć jak stoi. Może w tym był problem.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  40. - Widzisz- uśmiechnęła się do niej miło, jednak zaraz do niej podeszła.- Pamiętaj o postawie.- stanęła zaraz obok niej, kładąc jej dłonie na biodrach by szybko ją ustawić. - Staraj się nie stać całym ciałem na przeciwko celu, lekko bokiem ale to rada już dotycząca, gdy będziesz strzelać do przeciwnika.- dodała prostując plecy.
    - Bokiem nie tak łatwo będzie Cię trafić, stojąc twarzą od razu strzeli Ci w głowę. Najlepiej jakbyś strzelała z ugiętych lekko nóg, by być gotową do ucieczki czy uników. Pomogą Ci w tym wyczulone zmysły- mruknęła cicho ale nadal nie zdjęła dłoni z jej ciała. Poklepała ją za raz po plecach, by ją wyprostować.
    - Strzel teraz- mruknęła, po czym zajęła się swoją tarczą i strzelaniem do celu. Wymierzała sobie coraz to inne cele, nie tylko środek ale konkretne linie, jakie tam były. Jednak jej wzrok spoczął na chwilę na tym pracowniku, który zaraz do nich wrócił i stanął nie daleko Akeli. Mel uśmiechnęła się do dziewczyny lekko.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  41. - I jeszcze bezczelnie się przyznaje do tego, że nie miałem z nią szans - pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym westchnął ciężko jeszcze jakby rozpamiętując swą przegraną. A przecież mógł się bardziej postarać. Ożywił się jednak kiedy tylko wspomniała mu o wciąż pozostającym w grze deserze. No, chociaż tyle mu zostanie. Nagroda pocieszenia, ale zawsze. Lepsze to niż nic.
    - Coś się stało? - zareagował na jej wzdrygnięcie, które nie pierwszy raz się tu pojawiło. Oblizał lekko wargi i przeskanował okolicę spojrzeniem. Byłoby mu zdecydowanie łatwiej, gdyby miał jakieś moce. Nie widząc jednak zagrożenia wzruszył ramionami i znów na nią spojrzał.
    - Myślę, że lepiej będzie jak odbiorę nagrodę kiedy indziej - stwierdził spokojnie. Wolał nie napawać sobie biedy oddalając się z tego miejsca. Nie wiedział co może strzelić Michaelowi, a przecież wampir był ostatnio w wyjątkowo dobrym humorze.
    - O wilku mowa - spojrzał w stronę nadchodzącego mężczyzny. - Może wpadniesz kiedyś do Salree. Oprowadzę cię po okolicy - zaoferował się, choć nie do końca wiedział, czy dziewczyna pójdzie na taką propozycję.
    - Tu się szlajasz - Michael przystanął przy chłopaku i zmierzył zimnym spojrzeniem dziewczynę. - Spuścić cię z oczu na chwilę... Glen ile razy mam ci powtarzać, by nie zagadywać obcych?
    - Nie jestem już dzieckiem - bąknął chłopak, czując rumieńce wstępujące mu na policzki. Właśnie dlatego nie lubił kiedy ten pojawiał się na horyzoncie. Zawsze coś chlapnął tym starym jęzorem. - Wapniak się odezwał - burknął pod nosem wstając z miejsca. - Do zobaczenia, będę pamiętał o deserze - wyszczerzył się jeszcze do dziewczyny.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  42. Niby unikała kontaktu fizycznego ale to była część nauki, pokazała jej postawę którą używała bardzo często i wiedziała, że ta jej się przyda. To nie było obłapianie, po prostu pokazała co i jak po czym szybko się odsunęła. Gdyby natomiast Akela była facetem, nawet by jej nie dotknęła. Słysząc słowa pracownika, zaraz wbiła w niego swoje oczy poważnie zastanawiając się nad tą propozycją. Potrzebowała pieniędzy, ale praca i studia dawały jej nieźle w kość, do tego miałaby dołożyć sobie coś dodatkowego?
    - No nie wiem- przyznała cicho spuszczając muszkę z tarczy, wycelowaną już w jeden konkretny punkt. Podeszła bliżej nich. Nie wiedziała, czy chętna byłaby pracować przy broni zwłaszcza po roku w Otheli, kiedy robiła to bo po części musiała. Zwłaszcza że , przyzwyczaiła się do faktu iż broń używała do ochrony czy ataku, nie jakiś zabaw.
    - Tak sądzisz?- spytała Aki, unosząc jedną z brwi ku górze.- Nie jestem profesjonalistką, nie mam żadnych uprawnień przecież.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie uśmiechnęła się ani razu do chłopaka, jedynie spłonęła rumieńcem odwracając od niego wzrok, a ten spoczął na tarczy do której celowała Aki. Gdyby wpadła nawet chłopakowi w oko, pewnie szybko by uciekła jak to miała w zwyczaju od kilku lat, po prostu chyba dostatecznie się zraziła i myśl, że komuś się podoba wywoływał u niej strach. Którego nie potrafiła przezwyciężyć, a do tego te pochwały co do jej strzelania... Wzięła głębszy oddech odchodząc od chłopaka na kilka kroków, by przetrzeć twarz lewą dłonią w której nie trzymała broni, bo strzelała jedną, tylko prawą ręką. Niby była w tym dobra ale to nie był jeszcze ten poziom umiejętności jaki kiedyś chciała mieć.
    - Bo nie jestem- westchnęła głośniej. Gdyby nią była na pewno nie musiałaby chodzić z dwiema bliznami po postrzale na ciele, które skrzętnie ukrywała za specjalnie dopasowanymi ubraniami. I gdyby była profesjonalistką, nie odrzuciłaby przyjemności do strzelania. A ona z tego zrezygnowała, dopiero ten jeden wypad uświadomił jej co tak naprawdę straciła. Na poklepanie po ramieniu skrzywiła się nieco zagryzając wargi. Musiała wszystko to poważnie przemyśleć, bo gdyby mogła tu pracować jej kilka problemów mogłoby zniknąć. Opuściła nieco wzrok, by spojrzeć na Aki lekko z góry. - Idzie Ci coraz lepiej- pochwaliła ją, uśmiechając dość ciepło, lecz nadal widać było w niej lekkie wahanie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  44. "Młoda"- jak ona nie lubiła, gdy ktoś ją tak nazywał jednak wszystko przemilczała lecz z trudem. Musiała trzymać język za zębami, bo jej nieprzemyślane słowa kiedyś mogą zaprowadzić ją do grobu i ona wiedziała to aż za dobrze. Już nie raz mogła stracić przez takie odpyskowywanie życiem.
    - Można coś zjeść- zgodziła się przechadzając się obok Aki, patrząc na błędy w jej postawie. Na razie nic nie zauważyła, prócz zbyt twardo stojących stóp. Powinna stać o wiele lżej na ziemi, by odskoczyć w porę, kiedy ktoś ją zaatakuje. Ale nie chciała wytykać błędów przy chłopaku. Przeniosła zaraz na niego wzrok- No dobrze- westchnęła zajmując jedno z dalszych miejsc, zaraz obok niego. Ona nie bała się przegranej, akurat to nauczyła się znosić z godnością. Gorzej z innymi rzeczami.
    Uniosła pistolet, samej przyjmując odpowiednią pozycję, po czym wystrzeliła w środek głowy tego kształtu przypominającego człowieka.
    - Ty też nieźle strzelasz- zaczęła do chłopaka, patrząc na niego przez chwilę.- Kto Cię tego nauczył?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  45. Oddała wszystkie strzały w ruszające się tarcze, przy tym trafiając w sam ich środek, w czerwone punkciki po czym zrobiła kroków w tył. Już dawno nie miała broni w ręki i trochę się od tego odzwyczaiła. - Więc jest remis- odezwała się cicho, spuszczając dłoń tak by już nie była wycelowana w tarcze.
    - Dobrze strzelasz- pochwaliła go, podchodząc do Aki i podała jej swoją dłoń. Musiała zebrać długie włosy pałętające się po jej twarzy, by nie przeszkadzały w ewentualnej dogrywce. Chociaż na nią nie liczyła. - Na ile czasu jest to wykupione?- spytała, patrząc na nią z lekkim uśmiechem.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  46. Spięła włosy w luźną kitkę, nie zwracając już uwagi na mężczyznę. Uwagi Akeli nieco ją dotykały, czuła się przez to dość skrępowana, bo nie przyzwyczaiła się do tego że ktoś się za nią ogląda tym bardziej teraz, gdy wyszła już z akademii. Choć nadal wyglądała tak samo jak teraz i nie zmieniła się w cale jeśli chodziło o wygląd. Po prostu nie czuła tego, że mężczyźni zwracają na nią uwagę.
    - Jak to?- spytała na nią zdziwiona poprawiając włosy za ucho, które nie wplątała w dość grubego kucyka- Głupoty wygadujesz. Po prostu dobrze mu się ze mną strzelało i tyle. A ty ze mnie jajcujesz- uśmiechnęła się do niej, zaraz zabierając od niej dłoń, by szybko ją odbezpieczyć.- Postrzelaj jeszcze trochę jak chcesz. Niedługo naprawdę pójdziemy coś zjeść, bo już czuje jak burczy mi w brzuchu.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  47. Czarnowłosa spojrzała szybko przez szybę dokładniej teraz przypatrując się twarzy mężczyzny, po czy jej kącik ust uniósł się ku górze. - I co z tego że się uśmiecha?- spytała poprawiając jeszcze koszulę,którą miała na sobie by wyglądać jak człowiek, nie wywłoka. - To jeszcze o niczym nie świadczy Aki- wmawiała sama sobie, nie wiedząc co począć z tą wiedzą od Aki.
    - Poza tym. Nie wiem czy ta praca będzie przeszkadzać mi w studiach, bo kto widział psychologa z bronią w ręku. A trochę szkoda zawalić mi dwa lata i te pieniądze które w to włożyłam.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  48. - Chodziło mi raczej o to, czy pracodawny zechcą mieć kogoś w więzieniu wiedząc, że miał do czynienia z bronią. Nie potrzebuje tego, by więźniowie darzyli mnie szacunkiem za to że potrafię posługiwać się bronią, sama na nich to wymuszę- ostatnie słowa powiedziała już ciszej, nie ciągnąc już rozmowy o tym, że mężczyzna ją podrywał. Nie była na to przygotowana, na coś takiego było o wiele za wcześnie i musiała jakoś łagodnie jej to przetłumaczyć. Może wtedy, gdy pójdą coś zjeść będzie miała na to chwilę. Nie każdy miał szczęście w miłości, nie każdy darzył zaufaniem osobę, która aktualnie się za nią uganiała.
    - Chodźmy, umieram z głodu- mruknęła zanim mężczyzna wszedł do środka, po czym lekko kiwnęła mu głową na pożegnanie nie obdarowując go uśmiechem. Nie liczyłaby na kolejne spotkanie, bo pewnie gdy już uświadomi sobie do czego to może doprowadzić ucieknie jak najdalej broniąc się przed nim jak tylko będzie potrafiła. - Cześć- mruknęła cicho do niego, zaraz doganiając Aki i klepiąc ją lekko po plecach.
    - Chińszczyzna- zadecydowała wkładając dłonie do kieszeni jeansów, patrząc na tym przed siebie jakby zamyślona.- I może kawa, bo niedługo padnę Ci tu z nóg.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  49. Nikomu prawie nie podała informacji, że była w wojsku zwłaszcza że to było w innym wymiarze i kompletnie się nie liczyło. Nie mówiła o tym nikomu, kto miał jakikolwiek wpływ na jej przyszłą edukację, karierę, a jej przyjaciele wiedzieli tylko skróconą wersję jej zniknięcia, zwłaszcza że nie raz dopytywali się o jej bliznę na barku i jakoś musiała z tego wybrnąć. Tak naprawdę chyba bała się mieć znów do czynienia z bronią w większym stopniu mając w głowie to, że matka nie powinna zajmować się czymś takim. A tu nagle dostała świetną propozycję, pewnie z o wiele większą stawką i musiała wybrać między kilkoma sprawami, połączyć je, by na niczym nie straciła. W wyborze przeszkadzał jej chyba jedynie strach i brak doradcy, który mógł ją jakoś dobrze ukierunkować.
    - Boje się, okej?- przyznała jej w końcu spuszczając głowę nieco w dół, patrząc przy tym na swoje buty. - Poza tym, raczej chciałabym pracować w czymś spokojniejszym niż strzelnica. Do tego trochę boje się tego faceta.
    Wzięła głębszy oddech idąc za nią do tego baru, który zaproponowała, ale i tak pewnie nie będzie tam nic ciekawego jak na jej gust. Przez prawie całe swoje życie jadła dobrą, chińską kuchnię i miała do niej pewne wymagania.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  50. Nie było jej łatwo wyrażać swoich emocji wprost ale z biegiem lat musiała wszystkiego się uczyć, w końcu w niedalekiej przyszłości będzie musiała uczyć tego i swoje pociechy. Gdyby postępowała inaczej, pewnie wyrosłyby na kogoś takiego jak ona czy ich ojciec. A tego nie chciała, bo miały wieść całkiem normalne życie. Usiadła na krześle, odbierając od razu od dziewczyny kartę i przeglądając ją z zaciekawieniem.
    - Wiem- ucięła jej w połowie, zaraz unosząc na nią swoje oczy- Do pewnego czasu żyłam w Japonii, właściwie stamtąd pochodzę- wyznała zagryzając mocniej swoje wargi, po czym położyła menu na stoliczku. Przejechała palcem po jednej z nazw, uśmiechając się przy tym szeroko. - W krajach azjatyckich zawsze podają wszystko na wielkich talerzach, a porcje są ogromne. Do tego dodatkowe talerzyki na sosy, ryż i inne dodatki. Z tego mnie nie zagniesz- uśmiechnęła się do niej ciepło. To nie tak, że dziewczyna wyglądała na typową Azjatkę, miała tylko kilka ich cechmi to tego trzeba było naprawdę mocno się przyjrzeć, by je dostrzec. Geny przejęła bardziej po ojcu, bo matka obdarzyła ją kolorem skóry, włosów czy oczu. Charakteru również po niej nie odziedziczyła.
    - Kurczak gongbao i zielona herbata - wybrała w końcu prostując się nagle. - A Ty? Upolowałaś coś?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  51. [Nie ma sprawy. Nic się nie stało :) Następnym razem będę się przypominać ;D I pewnie, wątek deserowy można zacząć!]

    Glen już dawno wklepał numer poznanej dziewczyny do swojego telefonu, ale nie miał jeszcze okazji by się z nią skontaktować, więc gdy jej czupryna mignęła mu na ulicy w Salree, aż przystanął nieco zdumiony, zapominając o tym co miał do zrobienia. Podświadomie wsunął kartkę ze sprawunkami do tylnej kieszeni spodni i sam ruszył za Aki, by złapać ją na rozstaju dróg.
    - Cześć - przywitał się z nią z uśmiechem, po czym zerknął na zegarek. Dochodziła już siedemnasta. - O zobacz jak się dobrze składa. Akurat pora deserowa - wyszczerzył się do niej, po czym przeciągnął się lekko. - Co cię sprowadza do Salree? Wycieczka krajoznawcza, czy raczej chęć przygody? A może jedno i drugie? - zaproponował chcąc jakoś zagaić, w końcu trochę czasu się nie widzieli, a on miał ochotę na spacer w miłym towarzystwie. Nie mogło się lepiej złożyć.
    - Może panią oprowadzę - zaproponował zaraz wesoło.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  52. Uśmiechnęła się lekko w stronę dziewczyny, zaraz odbierając swoją zieloną herbatę od razu biorąc w dłonie trzy saszetki z cukrem jakie stały na stoliczku, by ją posłodzić. Wiedziała, że nie powinno się tak robić, ale inaczej by jej nie wypiła.
    - Nie jest tak źle. Kiedyś czekałam godzinę na makaron z warzywami właśnie w takiej chińskiej restauracji- zaczęła mieszać swoją herbatę, odkładając puste saszetki gdzieś na bok.- Właściwe. O co chodzi z tym chłopakiem i droczeniem się?- uniosła jedną brew ku górze.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  53. - Skrytym prześladowcą? Skądże znowu, ale przyznam że popatrzyłbym na twój taniec raz jeszcze - oznajmił dość odważnie i założył ręce za głowę, tam je krzyżując. Przez moment zniknął gdzieś z rzeczywistości, szukając w pamięci jakiegoś odpowiedniego miejsca dla damy, w końcu skinął lekko głową.
    - Jest taka kawiarnia, mają w niej pyszne ciacha, gorącą czekoladę oraz lody, a położona jest dość nietypowo, bo na drzewie - uśmiechnął się delikatnie. - Rozciąga się z niej niesamowity widok - dodał zaraz, po czym złapał ją lekko za rękę. - Teraz będzie na nią idealny czas. Zdążymy na zachód słońca - mruknął jakoś tak podświadomie chcąc ją nieco rozweselić, bo mimo że jakiegoś szóstego zmysłu nie miał to widział te podkrążone oczy i znał uczucie zmęczenia. Mimo najszczerszych chęci człowiekowi się wtedy odechciewało.
    - Jak poszedł ci konkurs tańca? - zapytał dziewczynę nieco zainteresowany, ale głównie po to by do niej zagaić. - Trzymałem kciuki, serio - zapewnił ją zaraz. - Więc jeśli nie poszło możesz zwalić na mnie - pokazał jej język i puścił jej dłoń, by nie być zbyt nachalnym. Po prostu wolał ją przez chwilę potrzymać, by przypadkiem nie zgubiła się w tłumie kolorowych istot.
    - Masz tu gdzie się zatrzymać? - znów zadał pytanie, jakby nieco podświadomie unikając rozmowy o samym sobie, bo przecież był tylko szarym człowiekiem. Nic nadzwyczajnego.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  54. - A jak, był taki jaki sprzedawali w chinach. I pewnie czekałąbym znów tą godzinę, byle tylko go dostać- przystawiła szybko do warg swoją herbatę, by upić kilka mniejszych łyków. Ucieszyła się na informację, że chłopak nie był nachalny, nie musiała więc obawiać się o to że znów kolejny facet zagra jej na nerwach. Lub gorzej, na uczuciach gdyby jednak coś z tego wyszło. - I dobrze, że nie jest nachalny- uśmiechnęła się do niej, patrząc zaraz na kucharzy którzy przygotowywali im jedzenie zza szyby.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  55. - Kusząca propozycja - odparł z rozbrajającym uśmiechem, chowając teraz ręce do kieszeni i nieco zwalniając kroku, kiedy wydostali się z najgorszego harmideru. Nie przepadał za wielkimi tłumami, więc dopiero teraz nieco odetchnął. - Tylko nie wiem co na to Michael - wzruszył nieco ramionami i zamknął prawe oko. - Hm karmił się wczoraj, więc nie powinno być problemu - mruknął pod nosem. - Dziś może wyjdzie na panienki czy coś... hm myślę że aż tak źle nie będzie jak znów zarwę noc - uśmiechnął się spokojnie, po czym uniósł lekko brew zerkając na Aki z figlarnymi ognikami w oczach.
    - Poważnie? A komu się nie podoba? - zainteresował się chcąc ją trochę poznać. - Rozumiem, że twoja druga połówka już by mnie na strzępy rozerwała - uśmiechnął się krzywo skręcając teraz w boczną uliczkę i doprowadzając ją do kamiennych schodków. Te prowadziły w dół do małego placu, na którym główną atrakcją był wielki i rozłożysty dąb. Drewniane schody zakręcały się wokół pnia starego drzewa prowadząc wprost na sam jego czubek, gdzie ukryty w liściach został ustawiony domek. Dziś - kawiarnia.
    - Panie przodem - przepuścił ją przed siebie, bo zdecydowanie nie chciał jej spowalniać swym tempem wchodzenia.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  56. - A już widziałaś go nago?- uśmiechnęła się do niej prowokująco. Oczywiście chodziło jej o faceta ze strzelnicy, nie Cahana, bo jego nagiego widziało go chyba pół akademii. Bez niej oczywiście, bo to był jej kumpel od picia w dawnych czasach. Tak niech pozostanie.
    - Wiesz. Na razie nie interesuje się facetami, bo mam studia ale miło wiedzieć, że na kimś robię wrażenie. - poprawiła na nowo swoje włosy- Nasze ostatnie spotkanie nam nie wyszło, więc może zechcesz wyjść do klubu?- zaproponowała nagle- Oczywiście możesz kogoś ze sobą zabrać.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  57. Zanim zdążył jej odpowiedzieć na cokolwiek, dziewczyna już niknęła mu gdzieś w połowie drogi na szczyt. Przyspieszył wówczas i doczłapał się na samą górę. Oparł dłonie o kolana i przez chwilę po prostu dyszał ciężko, starając się uspokoić oddech.
    - Proponuję taras na tyłach kawiarni - wydyszał w końcu, gdy uznał, że jest w miarę dobrze. To tam znaleźli sobie miejsce i zamówili po kubku gorącej czekolady. On sam skusił się jeszcze na gałkę lodów waniliowych, bo po tych schodach potrzebował czegoś dla ochłody.
    - Praca? - przypomniał sobie o jej pytaniu. - Hm... mieszkam u Michaela od kiedy pamiętam - wzruszył ramionami. - Właściwie wychowywałem się pod jego skrzydłami i zawsze denerwowało mnie to, że on się wcale nie starzeje - nadąsał się trochę. - Można tak to nazwać, chłopiec na posyłki - przyznał szczerze. - Zwykle robię zakupy, gotuję jeśli akurat kucharka jest chora, posilam go swoją krwią choć niechętnie... - wywrócił nieco oczyma. - ...zawsze o to walczymy, ale jakie mam szanse na wygraną? Przecież z góry jest wiadomo że przegram, tylko wolę żeby się chwilę pomęczył. Nie ma nic za darmo - mruknął. - Gram na pianinie jak wystawia bankiety, sprzątam mu mieszkanie i ogólnie... spędzam z nim czas jeśli ma na to kaprys. Poza tym czasem robi sobie ze mnie worek treningowy, ale zazwyczaj stara się to usprawiedliwić moim karygodnym zachowaniem... - spojrzał gdzieś w bok. - No bo jest karygodne... no wiesz, daje mi dość dużo luzów i chyba sobie ufamy tak odrobinę - wymamrotał. - Nie marudzi jeśli robię zakupy 6 godzin - uśmiechnął się krzywo. - A ja nie marudzę, kiedy zostawia mnie z dziwnymi gośćmi, bo akurat odechciało mu się z nimi spotykać - zakończył, trochę zawstydzony, że aż tyle jej wychlapał. Przecież nie taki miał zamiar.
    - No i nie przypadłaś mu do gustu - dodał zaraz. - Dwa dni mnie z domu nie wypuszczał po tym naszym spotkaniu... - mruknął, już nie wchodząc w szczegóły i nie tłumacząc jak to dalej wyglądało. Skutki odczuwał do dnia dzisiejszego, bo plecy całkowicie się nie zagoiły. - Można więc chyba powiedzieć, że też jest zazdrosny...

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  58. Skinął tylko głową zgadzając się z nią w milczeniu. Gdyby trafił na jakiegoś zwyrodnialca, pewnie nie miałby tyle swobody. Na początku zresztą też jej nie miał, po prostu przez lata ją sobie wypracował. Zwyczajnymi powrotami do domu. Nie myślał nawet o ucieczce, bo przecież nie miał dokąd pójść i doskonale wiedział, że Michael mógłby go wytropić dość szybko, a wtedy... lepiej było nie myśleć co wtedy się mogło stać.
    - Podobnie? - uniósł lekko brew wracając myślami do ich rozmowy. - Co masz na myśli, Aki? - zapytał jej zaraz. Nie wyobrażał sobie by w rodzinie mieć podobnie do jego sytuacji teraz, ale na pewno miał słabe wyobrażenie a propo rodziny. Przecież nawet nie pamiętał swojej, a w wilkołaczej nigdy się nie wychował. - Przepraszam, ale jak wygląda rodzina u Ciebie? U Twojej rasy? - zainteresował się choć może niezbyt taktownie. Upił łyk gorącej czekolady i zerknął na widok rozchodzący się przed nim. Lepiej było go chłonąć, póki miał na to okazję. Raczej nie prędko tu wróci, zwłaszcza pamiętając o zakwasach, jakie miały go załatwić. Już czuł pulsowanie mięśni.
    - Jesteś niesamowita wiesz? Weszłaś tu i nawet się nie zmachałaś. Chciałbym też tak mieć - przyznał szczerze.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  59. Glen wzruszył tylko ramionami i odchylił się nieco na krześle.
    - Ktoś mi niedawno powiedział, że jestem odważny ale głupi - odparł wkładając słomkę do swej czekolady i upijając porządny jej łyk. - Ktoś inny, że mam szczęście do wpadania na łagodne stworzenia lub takie w dobrym humorze - zaśmiał się cicho. - Może coś w tym jest - wzruszył ramionami, nie komentując faktu o gazetach zza kurtyny. Wolał się z nimi nie zapoznawać i wolał nic nie wiedzieć. Zdecydowanie lepiej było tak jak było.
    - Chciałabyś kiedyś być taką Alfą? - zainteresował się. - Myślisz, że dałabyś radę poprowadzić całe stado? Jesteś pogodna, ale stanowcza. Dobrze wysportowana. Założę się, że w walce nie masz sobie równych. Potrafisz słuchać i gadasz z sensem. Czego chcieć więcej od Alfy? - wyliczył jej cechy i uniósł lekko brew zerkając na nią uważniej. Nie pytał co się stało i czemu poprzedni tyran nie żyje. Czuł, że nie są to najradośniejsze wspomnienia dla dziewczyny.
    - Hm a jak to jest z dziećmi? W stadzie znajdowany jest potencjalny mężczyzna, czy zdarzają się małżeństwa z innymi rasami? - zapytał jej zaraz, jakoś tak zaciekawiony tym wszystkim.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  60. Chłopak słuchał jej z wypiekami na twarzy. Oczyma wyobraźni widział już te wspólne polowania, schadzki i imprezy. Musiał przyznać, że podobało mu się to co mówiła... albo może jak o tym wszystkim opowiadała. Słychać było od niej dumę i radość. Taką czystą niezobowiązującą radość. Lubiła to swoje życie na łonie natury, w gronie rodziny. A teraz była tu. Sama, samotna. Jej oczy mówiły wszystko, bo choć nie potrafił czytać z nich jak z otwartej księgi to zobaczył tyle ile mu wystarczyło.
    - W takim razie kibicuję bratu, ale i tobie... nie daj się w razie czego - uśmiechnął się szeroko, chcąc jakoś tak po ludzku dodać jej otuchy. Dopiero wówczas zapatrzył się na zachód słońca. Właśnie kończył się kolejny dzień. Dzień jak co dzień. Bez żadnych szczególnych zdarzeń. Przeciągnął się lekko. Lubił takie dni, kiedy to wracał do domu wcale nie poturbowany. Były one rzadkością, ale były. Odruchowo wstał z miejsca i poszedł na moment do baru. Po krótkiej wymianie zdań wrócił z gitarą w dłoniach.
    - Znasz to? - zagrał kilka akordów, a potem zaczął śpiewać. "Castle on the Hill" Edda Shareena, bo choć nie interesował się doniesieniami spoza zasłony, to uwielbiał słuchać muzyki... a że jego wampir też pałał do tego miłością, miał czego słuchać. W ich mieszkaniu można było znaleźć całą biblioteczkę muzyczną... bo jak twierdził wampir ta zajmuje mniej miejsca niż normalna z książkami.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  61. Glen uśmiechnął się tylko na ten komentarz i skłonił się jej lekko, po czym odstawił gitarę na bok. Nie sądził by kiedykolwiek dane mu było się oddalić poza kurtynę, ale miło było choć trochę sobie pomarzyć.
    - Dziękuję bardzo. Jak tylko będzie to możliwe uraczę was swą obecnością i na pewno poszerzę swój repertuał o innych wykonawców - obiecał jej z uśmiechem, po czym upił już nieco chłodniejszej czekolady. - Fajnie tak wrócić do wspomnień co? - bardziej zapytał niż stwierdził, bo sam wspomnień z dzieciństwa nie miał. Wyobrażał sobie co prawda jak mogło to wyglądać, ale pozostawało to jedynie w sferze jego własnej wyobraźni.
    - Droga pani Alfo, proponuję pani małą randkę - roześmiał się na widok jej miny. - Ale nie w sensie romantycznym. Po zachodzie słońca pustoszeją klify. To niezłe miejsce na spacer. Jak zdążyłem się zorientować masz niezwykłą wytrzymałość fizyczną i jesteś niezłą atletką. Klify nie będą stanowiły dla ciebie żadnego wyzwania - uśmiechnął się nieco. - A skoro nie masz co robić, a ja nie mogę zaproponować ci łóżka, bo twoja rasa i rasa Michaela raczej się nie lubią - wyjaśnił wesoło

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  62. Przewróciła oczami.
    - Przecież żartowałam- westchnęła cicho wsłuchując się uważniej co do jej zrażenia do facetów. Miała rację ale wolała okłamywać sama siebie, że nie ma czasu ani odpowiedniego kandydata co do chłopaka właśnie dla niej. No i bała się kolejnej rozłąki z kimś, na kim mogło jej zależeć. Dlatego przez te lata była sama jak palec.
    - Świetnie w takim razie- uśmiechnęła się do niej, zaraz zwracając wzrok na potrawy jakie im przynieśli i zaraz zajęła się swoją porcją.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  63. - Idziemy - zgodził się niemalże od razu, wstając i przez moment rozprostowując kości. - Czekaj Gazelo, dziadek musi się rozgrzać - rzucił pół żartem, a pół serio. W końcu czekała go schodkowa katorga. Zanim się doczłapie w dół to minie przynajmniej kwadrans.
    - Ok, gotowy - ruszył za nią, zaczynając dość żwawo, ale w połowie drogi kapitulując i robiąc sobie odpoczynek. No żesz, szlag by to! Płuca już nie te, mimo że miał jedyne 21 na karku. Ostatnie stopnie odbębnił czując zakwasy łapiące go w łydkach i kolanach. Szlag by to, no szlag!
    - Co ty robisz, żeby mieć taką kondychę? - zapytał opierając dłonie na kolanach i chwilę sapiąc tylko, by w końcu uspokoić oddech oraz swe serducho. - Ok, idziemy - poprowadził ją uliczkami, wybierając tę najkrótszą drogę, by oszczędzić sobie zbędnej kompromitacji.
    - Naprawdę ci zazdroszczę - dodał zaraz i wcale nie chodziło mu tu o rasę dziewczyny, tylko o tę wytrzymałość, którą i on chciałby posiadać. - Od dziś biorę się za siebie. Następnym razem może ci nie dorównam, ale nie będę aż tak sapał - wreszcie stanęli przed dróżką prowadzącą w stronę klifów. Była to wąska i nieco kamienista droga z obu stron otoczona dość wysoką trawą. Na nieszczęście Glena prowadziła w górę.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  64. Ona również się jakoś nie szykowała. Do tego głowę zajął jej dawny kolega jeszcze za czasów akademii, a gdy tylko dowiedział się, że ona gdzieś wychodzi nie dał jej nawet dojść do słowa. Po prostu postawił przed nią fakt, że idzie razem z nią, by w końcu razem się napić. Nie ważne, że była umówiona z Aki, do niego nic nie docierało jak zawsze zresztą. Więc na szykowanie się nie miała czasu, wzięła tylko szybki prysznic, przeczesała tylko swoje długie włosy nic więcej z nimi nie robiąc. Do wszystkiego ubrała swoje ulubione, ciemne rurki ładnie zakrywające wszystko co powinny, koszulę z jednym odpiętym guziczkiem i wyższe buty na obcasie. Na wszystko nałożyła swoją ulubioną, czarną skórę i oboje ruszyli w umówione miejsce.
    Mel widząc Uziego uśmiechnęła się zakłopotana, a wzrok szybko przeniosła na Aki ze wzrokiem "Dlaczego on?". Od razu przestała czuć się tak bardzo komfortowo, mimo to przywitała się z nim lekkim uśmiechem. Przecież nie mogła odnieść wrażenia, że jest niemiła, bo było zupełnie inaczej.
    - Cześć- przywitała się z obojgiem, zaraz dłoń układając na plecach swojego towarzysza. Ten ujął dłoń Aki z szarmanckim uśmiechem, pocałował lekko jej wierz posyłając jej zadziorne spojrzenie. Daiki robił wrażenie, nie swoim ubiorem, a ogromną posturą typowego niedźwiedzia ze swoimi bujnymi, czarnymi włosami splecionymi gdzieś z tyłu głowy w luźną kitkę. Do tego był przystojny, co podkreślała jego biała koszula wraz z normalnymi spodniami i glanami. Dla niektórych byłby to ideał chłopaka i zatonąć było można w jego błękitnych, soczystych oczach.
    - Daiki- przedstawił się mierząc wilkołaka spojrzeniem. Warto jednak było przyjść z Mel, zwłaszcza jeśli dziewczyna miała takie koleżanki!- Wchodzimy do środka?- zaproponował otwierając przed paniami drzwi jak na dżentelmena przystało. Może nim nie był ale chciał wywrzeć dobre wrażenie na kobiecie, która strasznie mu się spodobała.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  65. - Testy wytrzymałościowe? - spojrzał na nią unosząc lekko brew. - Ale chyba nie dzisiaj, co? - upewnił się, że nie zamierzała go mordować tego samego dnia. Już widział siebie biegającego na 100 metrów i tuż przy mecie umierającego. Widział siebie w przestworzach z błogim uśmiechem. Tortury opłaciłyby się przynajmniej pod tym względem.
    - No tak, tancerka z ciebie - przypomniał sobie, bo przecież kiedy ją spotkał to akurat tańczyła. To wiele wyjaśniało, ale znowu nie wszystko. Bo przecież on wiele razy uciekał, więc teoretycznie powinien mieć dobrą kondycję, a tu nic z tego.
    - Skakałem - przyznał z uśmiechem. - Ale nie z tych... - dodał zaraz. - Jeszcze na tyle nie zwariowałem. Można się zabić, skacząc z tych klifów. Tam na dnie są wystające kamienie z ostrymi końcami. Będąc amatorem można po prostu pożegnać się z życiem. Serio, nie warto - oznajmił dość pogodnie. Ileż to historii się nie nasłuchał o śmiałkach próbujących swych sił z tymi klifami. Niemalże każdy kończył tak samo.
    - Ale jak skoczysz i przeżyjesz to otrzymasz wieczną chwałę. Staniesz się legendą - rzucił jeszcze. - Mimo to lepiej nie próbować...

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  66. - Zapamiętam i jeśli obudzę się o tej 5 rano to dam znać – obiecał jej, zaraz dołączając do dziewczyny i jedynie dla bezpieczeństwa siadając na skraju klifu. Pomachał lekko nogami i zerknął na nią.
    - Szczerze mówiąc, było przerażająco… Michael mnie z niego zepchnął w ramach zemsty… - mruknął. – Ledwie co mi się udało na powierzchnię wypłynąć, ale na szczęście żadnych rekinów w pobliżu nie było. Zbyt płytko, tak sądzę – uśmiechnął się delikatnie, po czym znów spojrzał w dół.
    - No wiesz, nie chciałbym jednak byś próbowała… bo lubię cię i nie uśmiecha mi się wyławiać twego martwego, dryfującego ciała – żachnął się zaraz. Wszystko w granicach rozsądku co nie? Poza tym pomyślał też trochę o sobie. Wolał nie zastanawiać się co by było, gdyby ktoś się zorientował, że to akurat on był z nią widziany jako ostatni. Był człowiekiem, a to dla wielu starczało by oskarżyć i zabić przy okazji.
    - Więc jeśli chcesz skakać, to lepiej z tamtego – pokazał dłonią na nieco niższy klif oddalony od tego jakieś dwa kilometry. – W wodzie nie ma zbyt niebezpiecznych skałek i rekinów też brak – uśmiechnął się lekko.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  67. Od poprzedniego spotkania minęły jakoś dwa tygodnie, jednak Melanie nawet nie odczuła tego czasu. Uczelnia, praca, poszukiwanie współlokatorów... to teraz zajmowało większość jej czasu i do tego coraz częściej musiała ślęczeć przed książkami, by jakoś ogarnąć cały materiał. A to była dopiero połowa nauki. Czas dla siebie, czy na wyjścia ze znajomymi miała mała mało, mimo to zorganizowała sobie czas tak, by wyjść w tym tygodniu z Aki i nawet wzięła sobie wolne w pracy. Nadal pracowała jako kelnerka, bo nie mogła zebrać odwagi, by pojawić się w strzelnicy. Może kiedyś.
    Właśnie zmierzała w umówione miejsce, nie daleko lasu z całym zapotrzebowaniem. Chciała poduczyć Aki strzelania, zwłaszcza że dziewczyna miała naprawdę ładne grono adoratorów i broń w torebce zawsze jej się przyda. Szczególnie, gdy będzie miała pojęcie jak dobrze jej używać. Weszła do lasu wypatrując uważnie swoją znajomą, a gdy tylko pojawiła się na jej horyzoncie na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
    - Cześć- przywitała się, zaraz odkładając mniejszą torbę na kamień.- Jak się czujesz?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  68. Glen wzruszył ramionami w odpowiedzi, jakoś nie chcąc wchodzić w szczegóły kar i innych zemst jakie stosuje Michael. Lepiej było o nich nie myśleć, bo gdyby zaczął to robić, z pewnością wracałby już do mieszkania.
    - Sam z siebie? - popatrzył na nią nieco nie rozumiejąc. - A wyjście na piwo do niebezpiecznego baru się liczy? Albo randka z taką jedną wilkołaczką? Hm... a może samotny spacer po stolicy kraju? - zapytał zerkając na nią z delikatnym uśmiechem. Wstyd się było przyznać, ale on raczej nie marzył. Nie widział w tym sensu, bo przecież życie szybko weryfikowało jego wszystkie marzenia.
    - Ja nie mam marzeń - dodał zaraz. - Wystarczy mi ciepły posiłek i łóżko... i odrobina czasu dla siebie - dodał zaraz. - Po co marzyć, kiedy wiesz że twe marzenia raczej się nie spełnią? - spojrzał jej prosto w oczy i postukał palcem po swej obroży. - To zostanie tu na zawsze - wzruszył ramionami, teraz spoglądając na morze, bo jakoś tak humor nieco mu opadł.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  69. Serce podeszło mu do gardła, kiedy ta puściła się biegiem, ciągnąc go za sobą. Pięknie i znów skończy w wodzie. Zdążył się już przyzwyczaić, że nikt nie szanuje jego decyzji. Zacisnął mocno powieki i jakże się zdziwił, kiedy Aki zatrzymała się nagle. Nie zdążył wyhamować i wylądował na jej plecach. To wówczas wysłuchał jej do końca, a potem spokojnie obserwował jak znika w tafli wody, a po chwili się z niej wyłania. On sam nie zamierzał skakać. Jakoś nie przemawiał do niego ten klif. Złe wspomnienia były zbyt silne...a poza tym serce wciąż mu biło jak szalone. Serio. Kiepski z niego atleta był. Obserwował tylko jak Aki wychodzi na brzeg i wspina się po klifie do góry, a kiedy wreszcie znalazła się obok niego uniósł lekko brew.
    - I jak? Woda zimna? - zainteresował się, by zaraz odpowiedzieć na jej wywód o marzeniach. - Marzenia powinny być do spełnienia, więc co mi po marzeniu ze ślubem czy daleką podróżą, kiedy i tak ich nie osiągnę? - zapytał jej spokojnie. - Mój główny cel w życiu to przeżyć i cieszyć się z tego co mogę. No i dręczyć odrobinę Michaela - uśmiechnął się krzywo. - Tak powinno zostać - wzruszył ramionami. - Nie chcę ślubu ani dzieci. Bo po co mi one skoro i tak zostaną tu uwięzione? -uniósł lekko brew. - Nie marzę o krainie za kurtyną, nie znam jej i wolę się do końca do niej nie zbliżać, żeby nie zatęsknić... - dodał zaraz, zastanawiając się czy to co mówi ma jakikolwiek sens. - Nie nakładam sobie kajdan na marzenia... ja po prostu chyba nie wiem jak marzyć by móc mieć realny cel.

    OdpowiedzUsuń
  70. Patrzyła uważnie na Akelę. Widać, że dziewczynie to wszystko już przeszło i czuje się świetnie, zapewne była to zasługa Cahana ale nie miała ochoty wchodzić w szczegóły. Jej wystarczyło to, że nie musiała przepraszać za swojego kumpla, bo w końcu to ona go przyprowadziła na tę zabawę i gdyby nie to, spędziliby całkiem miły wieczór we trójkę. Słysząc pytanie, ruchem głowy wskazała na swoją torbę, do której podeszła wyjmując z niej prawdziwy pistolet, z ostrą amunicją.
    - Postrzelamy sobie- powiedziała podając jej naładowaną już broń. Nie była jakaś specjalna, od to zwykła policyjna strzelba, jaką tu często używali. - Dobrze, że czujesz się już lepiej. A Cahan dorwał już tego idiotę?- zagaiła. Przecież wysyłała mu sms'a z jego adresem. Miał jej numer, podawała mu go jeszcze jak chodzili razem do akademii, po tym gdy był u niej raz w domu. Bo kto, jak nie on pomoże jej przenieść masę książek, z którymi ona nie da sobie rady sama.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  71. Sama wyjęła z torby swoją broń, naładowała ją szybko nabojami i stanęła nie daleko dziewczyny, palcem wskazując jej na drzewo.
    - Po prostu, sprawdzimy Ci celność. Byłaś ostatnio na strzelnicy?- spojrzała na nią kątem oka, szybko wystrzeliwując dwa pociski w pień. - Spróbuj w nie trafić. Czasem będzie Ci potrzebna celność snajpera. Mnie to nie raz uratowało- przyznała, opuszczając broń i zaczęła spoglądać na pień, czekając aż Aki zacznie swoje przedstawienie. Mogła zabrać ją w jedno miejsce, ale nie wiedziała jak zareaguje na to, że będzie musiała zabić prawdziwego człowieka.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  72. [ Dziękuję za powitanie ^^
    Ja za to kupuję całą sobą Aki ( kocham wilkołaki i wszystko co się z nimi wiąże ), więc jak znajdziemy pomysły to wątek musi być :D

    Oo feniksy też są świetne i przynajmniej moja Ignis by się nie martwiła o spopielenie kolejnej swojej koleżanki... Ale to nic, trzeba pomyśleć jak te dwie nasze panie połączyć chyba, że wolałabyś wątek prowadzić drugą swoją postacią :D ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  73. Glen uśmiechnął się do niej lekko, ale zaraz odwrócił od niej wzrok. Koszulka dziewczyny ładnie podkreślała teraz jej wdzięki. Musiał się mocno powstrzymywać przed patrzeniem na nią, bo mimo wszystko był chłopakiem w kwiecie wieku.
    - Nigdy nie widziałem wilkołaka w formie wilkołaczej - wyznał szczerze wstając ze swojego kamienia. Dlatego też do głowy mu nie przyszło prosić o takie rzeczy. Przecież jakby to wyglądało. Ona, krucha kobieta i on na niej? Jakoś nie mógł sobie tego wyborazić.
    - Jeśli nie masz nic do przebrania, to może zmieścisz się w coś mojego? - zaproponował. Był przecież wątły i mógł się czymś podzielić. - Chodź, pójdziemy do mnie... Michaela jeszcze tam nie ma - stwierdził spokojnie, prowadząc ją powoli do swojego miejsca zamieszkania. Nie chciał przecież, by Aki się przeziębiła.
    Kwadrans później wprowadził ją do swojego pokoju, pokazując też łazienkę, którą miał tuż przy nim.
    - Głodna? Zrobię coś do jedzenia i z góry przepraszam za zapach. Może śmierdzieć wampirem - mruknął, bo on jakoś nie miał z tym problemów. Nie rozróżniał zapachów. Już miał wyjść po coś do jedzenia, kiedy zderzył się ze wspomnianym stworzeniem.
    - Cześć Glen - Michael złapał go w objęcia, nie dając szansy na ucieczkę. - Zastanawiałem się co tak długo zajęła ci ta lista zakupów - pomachał mu przed oczyma listą, którą przed chwilą wyciągnął z kieszeni jego spodni. - Czyżbyś o nich zapomniał? - uniósł lekko brew, a jego czerwone tęczówki nie zapowiadały niczego dobrego.
    - Ja... Aki zgubiła drogę i chciałem jej pomóc, ale wpadła do wody, więc... - skrócił wersję ich wędrówki by jakoś się wyratować, przez co niemal od razu poczuł palący policzek.
    - Doprawdy? I zajęło ci to 5 godzin? - zapytał z niedowierzaniem, po czym przeniósł wzrok na młodą wilkołaczkę. - Pani się rozgości - uśmiechnął się do niej lekko, po czym wykręcił dłoń chłopaka, przez co Glen jęknął boleśnie i zatopił kły w jego szyi.
    - Michael! Wczoraj jadłeś! - Glen spróbował się mu wyrwać, bez szans. Zawroty głowy przyszły niemal natychmiast. Nie zdążył się zregenerować po poprzednim posiłku wampira. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa, a przed oczyma pociemniało. Niemal od razu zabrakło mu sił, a wampir nie chciał przestać pić. Dopiero kiedy chłopak zatrząsł mu się w ramionach, puścił go, pchając mocno na podłogę.
    - No dobrze, zajmij się swym gościem. Później sobie o tym porozmawiamy - rzucił jeszcze na odchodnym.
    Glen zacisnął mocniej powieki, bezskutecznie próbując podnieść się z podłogi.
    - Nic mi nie jest - wymamrotał do Aki. - Zaraz przejdzie - zdołał usiąść i z trudem oparł się o ścianę, zakrywając ugryzienie drżącą dłonią. - Ale kolacja musi chwilę poczekać - uśmiechnął się krzywo. - Wybacz, że musiałas to oglądać...

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  74. [ To niech chodzą do tej samej klasy i mogły się zapoznać wcześniej właśnie przez to, że Akela oprowadzała Ignis po szkole ;) Może niech się coś zadzieje np na terenie szkoły, że Ignis prawie wybuchnie, ale Aki ją powstrzyma w jakiś sposób/uspokoi/zaciągnie w ustronne miejsce i moja pani się jej "wypłacze" na ramieniu? Coś w tym stylu żeby jakoś zacząć ich relację ;)
    A dlaczego Ignis mogłaby wybuchnąć? Hmhm... Może jakiś inny uczeń się jej uczepi w tym dniu i Ignis w końcu by mogła nie wytrzymać... Mogłoby coś takiego być? :) ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  75. [Jesli to nie problem to mogłabym zostawić to tobie? ^.^ ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  76. Przyglądała się temu jak strzela, a na jej twarzy pojawił się zadowolony uśmiech. Robiła postępy co ją cieszyło, bo jednak w jakiś sposób jej pomogła i chciałaby by pod jej czujnym okiem kontynuowała to zajęcie. Akela miała zadatki i widziała to teraz, gdy za pierwszym razem trafiła w jej kulę.
    - Świetnie Ci idzie- pochwaliła ją, ignorując to co powiedziała wcześniej.- Jeszcze trochę pracy przed Tobą ale będzie naprawdę dobrze- uśmiechnęła się do niej ciepło, przy tym wkładając dłonie do kieszeni swoich spodni. Stała i patrzyła, jak dziewczyna zgrabnie obchodzi się z bronią, jak skupia na celu mrużąc jedno z oczu. Tego wszystkiego nauczyłaby się o wiele szybciej z bardziej doświadczonym nauczycielem, ale na tą chwilę nie była w stanie załatwić jej nikogo innego. Osoba, która ją tego wszystkiego uczyła, zniknęła a reszta ludzi, którzy obchodzili się z bronią i których znała, byli po prostu niebezpieczni. Nie chciała narażać ją na spotkanie z takimi osobami.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  77. [Aleś zaszalała xD Nie ma sprawy, nic się nie stało :) ]

    Glen nie zdążył zareagować na jej reakcję. Nawet nie zauważył kiedy ruszyła się z miejsca. Przycisnął mocniej dłoń z kawałkiem jej bluzki do szyi i powoli podniósł się z ziemi. Podpierając się o wszystko co napotkał na swej drodze ruszył tuż za nią. Wolał, by Aki nie pakowała się w niepotrzebne kłopoty, niezależnie od tego jak dobre intencje miała. Poruszał się okropnie wolno, z każdym krokiem walcząc o zachowanie przytomności i nie zwrócenie całego podwieczorku. Szlag by to wszystko trafił. W myślach tylko błagał, by Michael nic nie zrobił dziewczynie.
    - Nie ma takiej opcji - odparł chłodno wampir, krzyżując ramiona. - Glen jest mój i nie jest na sprzedaż - oznajmił mierząc ją chłodnym spojrzeniem.
    Glen nie spodziewał się po nim niczego innego, ale był nieźle zaskoczony propozycją Aki. Co też ona sobie myślała?! Śmierci szukała, czy jak? Musiał szybko coś zrobić, zanim wampir straci cierpliwość. Przecież dopiero co się napoił, miał więcej sił niż normalnie.
    - Nie masz niczego czym mógłbym być zainteresowany, słodki wilkołaczku - zauważył Michael, robiąc krok w stronę Aki i wyszczerzając do niej swe zęby. - Glen jest moją własnością i pozostanie ze mną tak długo jak będę tego sobie życzył - warknął, zaraz obracając się na pięcie jakby coś go sparzyło.
    Raider skrzywił się widząc jego wściekłe spojrzenie mierzące go od stóp po głowę. Zamarł, ale coś kazało mu zrobić kolejny krok do przodu. Musiał ich przecież powstrzymać przed najgorszym.
    - Aki... tu jest mi dobrze - zapewnił słabo dziewczynę. Przeklął się w myślach za ten ton, ale co mógł zrobić. Nie był w stanie wykrzesać z siebie nic więcej. Dyszał przynajmniej tak jakby przebiegł 10 km, choć z drugiej strony nigdy tego nie zrobił, więc nie do końca wiedział jak wówczas wygląda człowiek. Kolejny krok przyprawiłby go pewnie o upadek, ale Michael już go podtrzymywał. Choć minęło już tyle lat, Raider wciąż miał trudności z zaakceptowaniem faktu, że wampir może tak szybko przemieścić się z jednego miejsca do drugiego.
    - Idiota, życie ci nie miłe? - westchnął wampir, mierząc zaraz Aki zimnym spojrzeniem. Gdyby chłopak miał więcej siły, pewnie by mu się odgryzł albo chociaż wywrócił oczyma, ale tym razem zostawił ten komentarz bez odpowiedzi. - Glen tu zostaje, a ty nie masz nic do gadania - rzucił tylko.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  78. Ignis niemal cały dzień spędzała w akademii. Miała sporo zajęć, do których się przykładała. Miała w tym swoje cele choć przede wszystkim działała tu jej ambicja, która nie pozwalała smoczycy spocząć na laurach. Najważniejsze jednak były zajęcia z samokontroli. Musiała... Chciała by szybko przyniosły pożądane efekty by mogła wrócić do domu. Na razie jednak nie była pewna jakie postępy zrobiła. Owszem zdażało się kilka skrajnych sytuacji w których sobie radziła, jednak to nigdy nie był prawdziwy gniew bądź smutek, czy jedno i drugie naraz. Trzymała się nieco z boku, nie nawiązywała zbyt bliskich relacji z innymi uczniami, czy mieszkańcami Phyone. Nie chciała ich narażać na niebezpieczeństwo jakim ona mogła się okazać. No i wiedziała, że za jakiś czas opuści to miejsce, a tego nie mogła się doczekać.
    Za zwyczaj ignorowała wszelkie zaczepki. Jednak tym razem było inaczej. Chłopak, który postanowił sobie pożartować, trafił na złą osobę. Nie miał prawa obrażać, ani jej, ani jej rodziny, czy gatunku. Przekroczył pewną granicę. Solidnie ją wkurzył i mimo iż z wszelkich sił starała się opanować emocje nią targające, czuła, że wkrótce stanie się najgorsze. Zaczęła emanować ciepłem, jej skóra również się nagrzała do wysokich temperatur... I gdy czuła, że dłużej nie wytrzyma coś znokautowało chłopaka, a ją zaczęło ciągnąć w nieznanym kierunku. Gdy Ignis znalazła się na basenie, stała osłupiała i spoglądała na wybawicielkę szkoły. Akela. Kojarzył ją.
    Smoczyca potrząsnęła głową.
    - Nie szkodzi. - Szepnęła powoli się uspokajając. Wzięła kilka głębszych oddechów. - Jestem w tym beznadziejna. - Stwierdziła odwracając spojrzenie od dziewczyny. - Umiem panować nad ogniem, tworzyć go, ale gdy przychodzą skrajne emocje... bum. - Zacisnęła palce w pięści. - Gdyby nie ty ta szkoła skończyła by jako kupka popiołu. - Wyznała. Rok, już rok tu tkwiła i wciąż działo się to samo. - Przepraszam. - Mruknęła rzucając swoją torbę na podłogę. Opadła na ławkę pod ścianą. - Chyba najlepiej by było gdybym wyniosła się na koniec świata, gdzieś gdzie nikogo nie ma. - Stwierdziła. W takim tempie nie prędko wróci do domu.

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  79. Michael zmierzył ją chłodnym spojrzeniem i wybuchnął dźwięcznym śmiechem.
    - Cóż dziewczynko, jesteś na moim terenie. Tu panują moje zasady i nikt nie ma prawa mi mówić co mam robić – powiedział po prostu, puszczając Glena i pozwalając mu spocząć całkowicie na Aki. – I jeśli najdzie mnie ochota, przyjdę po niego po pięciu minutach – zapewnił ją chłodno, po czym rozpłynął się w powietrzu. Miał swoje sprawy na głowie i nie mógł sobie pozwolić na zwłokę. Później sprawdzi co z chłopakiem.
    Glen nie wiedział jak dostał się do sypialni. Musiał po drodze stracić przytomność, ale kiedy ją odzyskał leżał już w swym łóżku, dokładnie przykryty kołdrą, z Aki tuż obok niego.
    - Głupia – jęknął próbując niemal od razu usiąść na łóżku, ale zawroty głowy mu na to nie pozwoliły. Opadł więc znowu na poduszkę i zasłonił swe oczy ramieniem. Nie przepadał za ukazywaniem swej słabości, a tego dnia wyjątkowo mu to nie wychodziło. – To nie zdarza się często – zapewnił ją szybko. Mówił prawdę. Michael traktował go dobrze, tylko czasem mu odbijało. Zwłaszcza, kiedy widział go w obecności wilkołaków. – Nie rób tak więcej… wiem że jesteś super silna, wiem że on też… ale jakby coś ci się stało podczas walki… - zacisnął mocno wargi. – Ja nie dałbym rady pomóc – przycisnął mocniej swe ramię do oczu. – Nie dałbym rady, a nie chciałbym wiedzieć, że on ci coś zrobił. Za bardzo mi na tobie zależy – mruknął i miał na myśli ich przyjaźń, bo naprawdę zaczynało mu na niej zależeć, choć sam się zdziwił za te swoje głupie uczucia, których przecież nie powinno tu być.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  80. Uśmiechnęła się do niej ciepło, gdy zaprzestała strzelania.
    - To wszystko zależy od tego, jak długo już obcujesz z bronią.- wytłumaczyła zakładając dłonie na piersiach wygodniej, a słysząc jej późniejsze słowa, tylko otworzyła szerzej oczy. Nie mogła nawet nic zrobić, bo zaraz za jej plecami pojawił się ogromny basior, który nieprzyjemnie chuchał jej swoim śmierdzącym oddechem w kark. Skrzywiła się, marszcząc przy tym brwi. Nie lubiła mieć nikogo za swoimi plecami, zwłaszcza jeśli ktoś obnaża na nią swoje kły, jak to było w tym przypadku. Odwróciła się do niego przodem, a jej wzrok szybko spoczął na przeobrażającym się wilkołaku. Gdyby nie to, że była tu Akela, pewnie już dawno by się stąd teleportowała, zostawiając ich samych sobie. A tak nie mogła nawet jej dotknąć, by przenieść je w bezpieczne miejsce, bo tamci od razu wykonaliby ruch.
    - Nie mam zamiaru nigdzie się stąd ruszać- powiedziała stanowczo, mając cały czas wlepiony wzrok w jego twarz, by tylko nie spoglądać na resztę jego towarzyszy. Nie chciała się ugiąć, bo to nie było po prostu w jej stylu. Zawsze robiła to, na co miała ochotę i w obliczu niebezpieczeństwa nie było inaczej. Zawsze mogła użyć na nich swoich zdolności i będą miały czas na ucieczkę. Akelę odstawi do Cahana, a sama zabarykaduje się w jakimś miejscu.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  81. Przysłuchiwała się całej tej rozmowie patrząc to na Akelę, to na jej brata uważnie ilustrując ich obu. Nie bardzo interesowała ją ich relacja, ani nawet to, o co tak naprawdę chodziło w całej tej sprzeczce. Chciała jedynie stąd iść i to jak najszybciej.
    Gdy Akela chwyciła ją pod ramię, zmarszczyła brwi patrząc na to, co dziewczyna robi nieco zdziwiona faktem, że wogóle ją dotyka. Było to dla niej dziwne, bo wcześniej nie miały aż taki bliskich kontaktów.
    - Więc odpuszczamy sobie treningi w lesie- zaczęła rozmasowując swoje ramię, które nieco zgniotła wilczyca. Przecież była od niej o wiele silniejsza fizycznie i mogła złamać jej nawet rękę.- Idziemy na strzelnicę?- zaproponowała.- Mam do niej klucze, więc można spokojnie się wcisnąć.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  82. - Nie boje się o siebie- przyznała stając w miejscu i patrząc się na plecy kobiety. Miała dziwne przeczucie, że ze strony tamtego chłopaka coś jej grozi i musiała jakoś powiadomić kogoś z jej bliższego otoczenia, by miał ją szczególnie na oku. Nie ruszyła się jednak z miejsca, uśmiechając się przepraszająco.
    - Chyba nie skorzystam, ale baw się dobrze- spojrzała szybko na zegarek, po czym na wyświetlacz od telefonu. Ktoś nagle wpadł jej do głowy.- Do zobaczenia.
    Odwróciła się, by szybko dojść do strzelnicy.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  83. - Ale mnie nie interesuje kim jesteś - żachnął się chłopak zerkając na Aki. - Nie ważne czy jesteś Alfą, Betą czy Omegą... - burknął. - Jesteś przede wszystkim kobietą... a kobiet się nie rani. Przynajmniej próbuje, by ich nie ranić - mruknął, opadając znów na poduszki, bo jednak siedzenie wymagało od niego sporo wysiłku. - Poza tym to nie była jego zachcianka - żachnął się. - On nie robi takich rzeczy dla własnych zachcianek, tylko wtedy kiedy jest porządnie wkurzony - wzruszył ramionami. - Każdy rodzic czasem karze swoje dzieci, gdy zrobią coś nei tak, co nie? - uniósł lekko brew, jakoś tak podświadomie usprawiedliwiając akcje wampira. Chciał wierzyć, że właśnie tak było i że nie był zwyczajną zabawką, niewolnikiem którego można wyrzucić. Chciał wierzyć, że znaczył dla Michaela nieco więcej.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  84. Glen wywrócił nieco oczyma. Miał wrażenie, że żyją w dwóch różnych światach. On nie rozumiał tego co do niego mówiła, a ona nie chciała zrozumieć jego punktu widzenia. Cóż, trudno. Takie życie. Zdołał się już do tego przyzwyczaić. Nadprzyrodzone istoty po prostu nie chciały do końca rozumieć.
    - Cieszę się, że złożyłaś sobie taką przysięgę, ale to nie znaczy że musicie sobie zaraz skakać do gardła. Szczerze mówiąc, nie chciałbym stracić ani ciebie ani jego – oznajmił tylko, bo tylko na tyle było go stać. – Nie obchodzi mnie też czym jesteś przede wszystkim… dla mnie jesteś przede wszystkim kobietą, a o kobiety powinno się dbać. Niezależnie od ich rasy – burknął znowu, chowając się trochę pod kołdrą.
    - Mhm może powinnaś już iść – zgodził się z nią. Nie czuł się dobrze, kiedy tak nad nim skakała. Było to miłe uczucie, ale ulotne. Wiedział, że taka sytuacja może się już nie powtórzyć i wolał się do niej nie przyzwyczajać. Tak po prostu. Lepiej nie liczyć na więcej niż się ma. Tak było łatwiej. Przynajmniej jemu, a czasem lubił być egoistą. Zdarzało mu się to rzadko, ale zdarzało.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  85. Nie mógł odwrócić wzroku. Nie mógł, bo wiedział, że gdy to zrobi zginie więcej osób. Michael wpadł w furię, kiedy nie wrócił do domu o umówionej godzinie. Nie pierwszy raz ale i na pewno nie ostatni, ale po raz pierwszy dostał takiego szału. Glen posłusznie wysłuchał jego tyrady, przyjął nawet na siebie grad ciosów i pozwolił mu wypić tyle krwi ile chciał. Podejrzewał, że ma co najmniej 4 żebra złamane, nie mówiąc już o rozerwanej skórze na plecach. Koszulka nieprzyjemnie się do nich przyklejała. Przeszedł przez to wszystko i miał nadzieję, że to wystarczy, ale Michael wywlókł go na zewnątrz i trzymając go za gardło zabronił zamykać oczu.
    - Ostatnio zrobiłeś się zbyt krnąbrny Glen – zauważył chłodno, najwyraźniej już nieco spokojniejszy. Chłopak niemal odetchnął z ulgą, dopóki wampir nie pozbawił głowy jednej ze swych niewolnic. Oczy rozszerzyły mu się z przerażenia.
    - Ona nic nie zrobiła! – krzyknął na niego, próbując wyrwać się z uścisku, bo żołądek podchodził mu do gardła. – Nic nie zrobiła! – powtórzył nieco głośniej, a Michael cisnął nim o ziemię.
    - No właśnie i zapłaciła za twoje błędy – przykucnął przy nim i pogłaskał go po policzku. – Przyzwyczajaj się, Glen – poradził mu tylko, po czym spokojnie wrócił do siebie, zostawiając chłopaka w niemym szoku na trawie. Jego żołądek w końcu się zbuntował, więc zwymiotował, po czym pozbierał się z ziemi. Trząsł się jeszcze długi czas, kiedy pakował swoje ciuchy. Nie wziął tego zbyt wiele i obawiał się trochę, że kiedy wróci czeka go kolejna furia… ale nie chciał teraz zostawać w tym domu. Nie i już. Nie będzie się godził na coś takiego. Narzucił na siebie czarną bluzę i ignorując ból klatki piersiowej czy pleców ruszył przed siebie. Cieszył się, że ma trochę oszczędności bo dzięki temu już po chwili siedział w autobusie jadącym jak najdalej stąd. W międzyczasie wysłał jeszcze Aki wiadomość z prośbą o nocleg, bo przecież od czegoś zacząć musiał, nie?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  86. Chłopak nie bardzo wiedział co jej odpowiedzieć. W jednej chwili chciał wszystkiemu zaprzeczyć, wyprzeć to z pamięci i udać, że po prostu ma coś do załatwienia w tej okolicy, z drugiej jednak strony nie chciał tu kłamać. Za bardzo cenił sobie Akelę, by bezczelnie przy niej kłamać. Uznał więc, że nie będzie wybierał. Nie powie nic, przynajmniej nie teraz.
    - Wodę – odparł cicho, siadając na wskazanym przez nią krześle. Nie miał ochoty na jedzenie i czuł się nieco nieswojo w obcym sobie środowisku. Niebezpiecznym środowisku… przecież wystarczyło by jednej osobie się nie spodobał, by zaraz miał mieć skręcony kark. Zagryzł mocno wargi i poczochrał się po włosach. Można też było nie zrobić nic i stracić życie… tak jak to się stało parę godzin temu. Samo wspomnienie przyprawiło go o mdłości. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, że Michael posunął się do takiego czynu. Nigdy wcześniej tego nie robił… teraz autentycznie bał się powrotu do jego kwatery. Bał się spotkania w cztery oczy i obawiał się, że jego „wolność” już niedługo się skończy.
    Żołądek nie chciał się uspokoić. Skręcał się i wywracał, więc chłopak chcąc czy nie chcąc w końcu musiał poznać drogę do łazienki.
    - Uhm gdzie znajdę łazienkę? – zapytał jej zaraz, nie chcąc być niegrzecznym, ale żołądek mocno mu się skręcał. Wolałby nie puszczać pawia u niej w pokoju. Spaliłby się ze wstydu, gdyby tak się stało.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  87. Było mu głupio, że tak ją nachodzi. Bez słowa poszedł do łazienki i przez dłuższą chwilę opróżniał swój żołądek, nawet na moment nie myśląc o tym, że przecież nie ma z czego go opróżniać. Wymiotował krwią i choć chciał przestać to nie mógł. Dopiero po dłuższej chwili uspokoił się na tyle, by chłopak mógł oderwać się od deski klozetowej. Chwiejnie podszedł do umywalki. Przemył twarz i opłukał buzię, a potem przejrzał się w lustrze.
    Wyglądał jak siedem nieszczęść. Podkrążone oczy, wychudzona, zmęczona twarz i sińce na szyi. Nic dziwnego, że mieszkańcy Mortiel patrzyli na niego dziwnie, podczas podróży do Aki. Zagryzł mocno wargi i odepchnął się od umywalki, by wrócić do salonu.
    Zapach kanapek uderzył go w nozdrza i zaburczało mu w brzuchu. Bał się jednak, że jeśli coś przełknie to zaraz to zwymiotuje.
    - Zostanę – zdecydował cicho, siadając na swoim miejscu i biorąc w dłoń swą szklankę z wodą. Upił porządny łyk, by choć przez moment oszukać głód. – Jutro… jutro już ci nie będę siedział na głowie – wymamrotał, bawiąc się wodą i jakoś tak nie mogąc na nią spojrzeć.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  88. Pokręcił przecząco głową. Całej wieczności na pewno z nią nie pomieszka. Pozbiera się tylko do kupy i wróci do domu, choć teraz ciężko mu było nazwać to miejsce domem. Przyjął od niej papkę ze sceptycznym spojrzeniem. Jakoś tak nie zachwycała wyglądem, ani zapachem, a właściwie jego brakiem.
    - No dobra – westchnął jakoś nieprzekonany. Usiadł z dupą na fotelu i sięgnął po łyżeczkę i spróbował trochę tej papki. Niespecjalnie przypadła mu do gustu, ale nie zamierzał narzekać. – Jesteś pewna, że jest przyjazna żołądkowi? – zapytał jej jeszcze po kilku przełkniętych łyżeczkach. Wiedział, że musi coś zjeść, ale niespecjalnie cieszył się tym posiłkiem.
    - Czemu mieszkasz tu sama? – zainteresował się zaraz. Zwykle wyobrażał sobie mieszkanie w akademiku jako wieczną imprezę i dzielenie z kimś pokoju, a tu Aki twierdziła, że ma trzy pokoje wolne i na dodatek czuła się samotna. – Nie chciałaś nigdy dzielić z kimś pokoju? – zainteresował się.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  89. Glen pokręcił przecząco głową. Właśnie tego się trochę obawiał. Że wpadnie tu jakieś stworzenie i rozszarpie go na strzępy tylko dlatego, że pachnie inaczej. Uśmiechnął się jednak szczerze.
    - Po prostu myślałem, że rozrywkowa z ciebie dziewczyna… a tu taaakie rozczarowanie – zaznaczył je przedłużoną samogłoską w głosie. – Naprawdę. Wyglądasz i nawet zachowywałaś się w Salree tak, że myślałem iż jesteś bardzo rozrywkowa. Impreza za imprezą… piwo za piwem… - oblizał lekko wargi.
    - No i po cichu liczyłem na piwo – przyznał ze śmiechem. Teraz naprawdę by mu się jedno przydało. Choć z drugiej strony może to i lepiej się stało. Przynajmniej żołądek nie zaprostestuje. Postukał łyżeczką w papkę wciąż widniejącą w szklance.
    - Niespecjalnie dobra jest – wymamrotał wzdychając lekko.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  90. Przez chwilę odsunął od siebie swe troski i obserwował z fascynacją rosnącą w oczach co robi z tym swoim pazurem, a potem odebrał od niej piwo i stuknął się z nią jednym.
    - Niesamowita jest ta twoja zmiennokształtność – przyznał szczerze i upił łyk piwa. – Potrafisz tak z każdą częścią ciała? To znaczy… ogon też potrafisz od tak wyciągnąć? – zapytał ją zaraz, szczerze tym zaintrygowany. Sam chciałby tak umieć, ale to pozostawało w sferze jego marzeń i zwykłych urojeń psychicznych jak już był bardzo zmęczony i wydawało mu się że nie ma kończyny.
    - Mhm na pewno nie narobię ci tu problemów? No wiesz, twój chłopak zazdrosny nie będzie? Jego nie ma a ty żłopiesz piwo z człowiekiem… - odchrząknął nieco. Nie żeby mu się nie podobało. Podobało i to bardzo, ale bał się, że temu całemu wilkowi się nie spodoba. Skrzywił się lekko gdy za mocno się poruszył i żebra „zaskrzypiały”.
    - Ne Aki, jak już tu skończysz… wyprowadzisz się z Mortiel? Chcesz mieć rodzinę i swoje własne dzieci? Pozwolisz im tu przyjechać na naukę? – zainteresował się Glen. Tak by zagadać i odwrócić jej uwagę oraz swoją od jego problemów.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  91. - Tatą? Ja? – roześmiał się serdecznie i pokręcił przecząco głową. – Nie nadaję się na ojca. W żadnym calu takiego nie przypominam – zauważył wesoło. Nigdy nawet nie przeszło mu przez myśl, by zakładać swą własną rodzinę. Bo i z kim i po co? Przecież nie mógłby normalnie na nią zapracować. No, chyba że by wpadł… ale i tego nie planował. Lepiej było dmuchać na zimne. Co by zrobił z takim małym potworkiem, który łudząco by go przypominał? Nie… zdecydowanie nie.
    - A co? Chciałabyś matką chrzestną, co? – zapytał jej wesoło. – Spokojnie, jak kiedyś wpadnę to rozważę twą kandydaturę – obiecał jej zaraz upijając znów trochę swojego piwa. – Pytam, bo chciałbym być kiedyś wujkiem – dodał zaraz, odstawiając butelkę na stolik i zwijając się w pół. Nabrał głębokiego oddechu w płuca, a potem powoli go wypuścił. Teoretycznie powinien być przyzwyczajony do bólu, a alkohol powinien go znieczulić, a mimo to bolało. I jakoś przestać nie chciało.
    - Okay, chyba jednak skorzystam z propozycji i pójdę do łóżka – zdecydował spokojnie, powoli wstając z miejsca. Zamierzał tylko jeszcze wziąć prysznic, by przestać śmierdzieć i paść nawet i na podłogę.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  92. Omal nie zwymiotował gdy dotknęła jego żeber. Co prawda do bólu był już przyzwyczajony to nie przepadał, gdy ktoś go tak dotykał. Nie miał jednak siły, by protestować. Zresztą… nie mógłby się z nią mierzyć. W końcu był jedynie kruchą istotą, gdzie mu do werwy i siły wilkołaka?
    Zacisnął tylko mocno zęby, słysząc jej propozycje.
    - Nic mi nie będzie. Samo się zrośnie – wycedził przez zaciśnięte zęby. Zdecydowanie bolało bardziej niż przypuszczał. Zagryzł mocniej wargi i sapnął cicho. – Zawsze się zrasta – wymamrotał, bo była to prawda. Zresztą, gdy wróci do domu, Michael postawi go na nogi, później ponownie go męcząc. Żadna różnica.
    - Nic mi nie jest – powtórzył jeszcze, próbując ją odepchnąć i usiąść. – Żyje… a ona już nie – spojrzał na nią twardo. – Rozszarpał ją, odciął jej głowę – zacisnął mocno pięści. – A ona nic nie zrobiła, nic… rozumiesz? Nic nie zrobiła. Była niewinna… - westchnął w końcu siadając i zwijając się w pół by przetrzymać rwący ból.
    - Więc nie potrzebuję żadnej lecznicy, ani twojego przyjaciela… nie potrzebuję. Nie umieram przecież – skrzywił się nieco. – Za przemianę też podziękuję… jednak lubię być człowiekiem – uśmiechnął się krzywo.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  93. Glen westchnal przeciagle, niezadowolony z tego calego obrotu spraw. Nie sadzil by potrzebowal lecznicy. Jedyne czego potrzebowal to sen. Dlugi sen, moze i wieczny. Tak, taki zdecydowanie by mu sie przydal.
    - Nastepnym razem tu nie przyjde - burknal pod nosem, przeklinajac sie za ten wybor. Moze lepiej by bylo gdyby jednak zostal w domu, schowal sie pod koldra i tam spokojnie umieral, z wyrzutami sumienia i jej glowa tuz przed nosem. Samo wspomnienie sprawilo ze zerwal sie z kanapy i pobiegl do lazienki, zwymiotowac to co przed chwila w siebie wepchnal. Zaklal siarczyscie i westchnal ciezko plukajac usta i pijac wode dosc lapczywie.
    - Widzisz? Moge normalnie funkcjonowac kiedy tego sytuacja wymaga - wysilil sie na slaby usmiech, ale skapitulowal widzac te dezaprobate na jej twarzy. No dobra, spojrzmy prawdzie w oczy. W ostatecznym rozrachunku nie mialby z nia zadnych szans. Wrocil wiec na kanape, ale odmowil lezenia. Niczym dziecko. Chocby bolalo jak diabli nie polozy sie. Zraniona duma i tyle.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  94. Ostatnimi czasy Allen nie miał wielu chwil dla siebie. Praca pochłaniała go w całości, a kiedy już ją kończył to czuł się zbyt zmęczony by robić cokolwiek innego. Poza tym jego myśli wciąż i wciąż krążyły wokół Hanteia. Wciąż śledził jego ruchy i chciał wiedzieć o nim jak najwięcej. Z drugiej strony obawiał się starcia. Nie rozumiał, czemu jego brat go ostatnio oszczędził i szczerze mówiąc nie chciał się o tym przekonywać. Najchętniej by go już nie spotkał, a z drugiej strony pragnął spotkania całym sobą. To wówczas mógłby się na nim odegrać, a w ostateczności zamordować.
    Te myśli zaprzątały jego głowę niemalże na okrągło i tak też było tym razem. Przyspieszył trochę chcąc zagłuszyć je szumem silnika i wówczas w coś uderzył. Zaklął siarczyście, kiedy stracił panowanie nad motorem i przewrócił się. Poza obtarciami nic mu się nie stało, ale to cos… musiało nieźle oberwać.
    - Hej… wszystko gra? – zapytał zbliżając się do swej ofiary. Miał nadzieje, że ta jeszcze żyje a ruch w ciemności dodatkowo go w tym upewnił. – Żyjesz tam? Potrzebujesz pomocy? Wiesz… wypadałoby jednak odblaski nosić – fuknął zaraz. Oczywiście to była jego wina, ale cholera… jak niby miał zobaczyć coś w tych ciemnościach? Zwłaszcza jeśli mowa tu była o istocie w odcieniach szarości.
    - Może zabiorę cię do lekarza, co? – zaproponował mając się jednak na baczności. To było Mortiel i mógł natrafić na rządną krwi bestię.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  95. - Nie zwykłem robić problemów osobie ze śmiercionośnym narzędziem w dłoniach – skomentował tylko Glen. Och jak on teraz tęsknił za Michaelem i jego uzdrawiającą krwią. Choć w zyciu by się mu do tego nie przyznał to naprawdę był przeszczęśliwy, że mężczyzna nie zmuszał go do wizyt w szpitalu czy nie przyprowadzał lekarzy.
    On zwyczajnie bał się tych przybytków. Bardziej niż innych nadprzyrodzonych osób. Szpital i lekarze kojarzyli mu się jedynie ze śmiercią. Spiorunował więc wzrokiem Akelę, a potem zakrył oczy ramieniem, nawet nie chcąc patrzeć na poczynania mężczyzny.
    - Szybko poproszę, zanim zmienię zdanie i ucieknę – wymamrotał i nie miał tu na myśli swojego kiepskiego stanu zdrowia. On po prostu obawiał się, że zwieje ze zwykłego, ludzkiego strachu. Zwieje i nie wróci choćby go kijem straszyli czy innymi przemianami w wilkołaka.
    - Jak wygląda przemiana w wilkołaka? – zapytał by odwrócić swą uwagę od doktorka. Poczuł ukłucie i jęknął krótko. Bolało bardziej niż połamane żebra i jedna wielka rana na plecach. Sto razy bardziej trzeba przyznać. Szlag. – Długo trwa? Jak chciałaś mnie zamienić? – zainteresował się, nie patrząc na nią, tylko kurczowo przyciskając ramię do swoich oczu. Tak jakby chciał je wdusić w oczodoły. Liczył w myślach sekundy i minuty, starając się pozostać nieruchomo przy każdym dotyku mężczyzny.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  96. Spokojny las Efleii. Jak zawsze cichy i wypełniony swoją specyficzną magią która przyciąga do siebie jak magnes. Jednak nagle większość zwierząt zaczyna uciekać ze specyficznej jego części. Nawet drzewa sprawiają wrażenie zaniepokojonych, a pomiędzy ich gałęziami można usłyszeć dość doniosły krzyk, jednak nie przerażony... a rozbawiony? Z wysokich drzew właśnie spadał sam Dyrektor Terumi który odbijał się od ich gałęzi jak piłeczka pingpongowa od paletek. Na jego twarzy gości ten sam szeroki, lekko upiorny uśmiech, lecz jego usta są aktualnie szeroko otwarte w celu wydawania z siebie okrzyku. Po chwili będąc już tuż nad ziemią obrócił się w powietrzu i wylądował stopami na ziemi, na maksymalnie ugiętych kolanach. Przed wylądowaniem zdążył nawet włożyć dłonie do kieszeni przez co wygląda bardziej classy. Uniósł się na równe nogi i zamarzł na chwilę w miejscu. Po kilku sekundach wyczekiwania na jego głowę opadła idealnie fedora która zgubiła się gdzieś po drodze na dół.
    - Oja oja. Jakby to powiedziała pewna pokojówka. - Mężczyzna powiedział sam do siebie łapiąc się prawą dłonią za swój kapelusz, przysłaniając nim lekko linię wzroku. Otworzył nieco szerzej powiekę lewego oka i rozejrzał się po swoim otoczeniu, kończąc tą czynność włożył prawą dłoń z powrotem do kieszeni.
    - Ahhh... to miejsce nigdy się nie zmieni... Tylko gdzie ja jestem? - Wznawiając swój monolog, dynamicznie kierując twarz w różnych kierunkach próbując sobie odpowiedzieć na własne pytanie. Nie będąc w stanie tego dokonać po prostu ruszył przed siebie, wyjmując przy okazji komórkę z lewej kieszeni. Zaczął już wybierać numer, lecz nagle przestał, gdyż pewna rzecz na wyświetlaczu przykuła jego uwagę.
    - Kurczaczki. Nie ma zasięgu. - Odparł lekko zawiedziony chowając komórkę z powrotem. - Czyli jestem spisany na zostanie samym z sobą. Mam nadzieję że się nie zgwałcę hmhehehe. - Kontynuował marsz przed siebie w lekko skurzonym płaszczu z drobinkami kory i liści w co niektórych miejscach.

    Eygon
    [ Dawno nie byłem u Akeli. I zacząłem na spontana bo nie ma co planować ¯\_(ツ)_/¯ ]

    OdpowiedzUsuń

  97. Allen był zbyt zaskoczony, by zdołać się obronić. Dopiero gdy przeobraziła się w kobietę i przystawiła mu sztylet do oka cmoknął niezadowolony. Swoją lewą dłonią złapał sztylet i zacisnął ją na nim powoli go obracając by ostatecznie odrzucić kawałek od nich.
    - Wilka może i nie, ale kobiety to i owszem – burknął i zrzucił ją z siebie, teraz samemu siadając na niej okrakiem i przytrzymując jej dłonie nad głową. – Zwłaszcza taką, która chodzi z głową w chmurach – fuknął. – Trochę ogłady kobieto i poszanowania innych – mruknął – odruchowo przesuwając wzrokiem po jej ciele, jakby badając czy wszystko miała na swym miejscu.
    Odetchnął z ulgą, kiedy stwierdził żadnych głębszych obrażeń.
    - Myślę że obejdzie się bez szpitala – uśmiechnął się do niej krzywo i pogłaskał ją wolną dłonią po policzku. – Byłoby szkoda, gdyby taka twarzyczka nabrała obrażeń – oznajmił śmiejąc się przy tym odrobinę. Nie do końca było mu do śmiechu i nie wiedział jak z tej sytuacji wybrnąć, ale zdecydował, że nie da się tej kobiecie. Nie i koniec.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  98. Miał już na końcu języka tekst, że jemu również jego twarzyczki nie szkoda, ale powstrzymał swój język, jakoś tak nie chcąc jej zachęcać do dalszych eksperymentów. Skrzywił się nieco czując ból w dłoni i żałował, że pokusił się o głaskanie jej tą ludzką kończyną. Trzeba było zostać przy tej nieco bardziej odpornej na ból i zranienia. Zrobił sobie notatkę na przyszłość, a potem zamortyzował upadek.
    - Nie sądziłem, że takie ślicznotki są nakręcone na sado maso – wywrócił nieco oczyma, po czym odetchnął na tyle na ile pozwalał mu jej uścisk. Kiedy tylko znalazł się na ziemi, uwolnił się od niej i stanął na równe nogi, nieco uginając przy tym kolana. Zaczynała go już nieco denerwować ta baba… a tyle ludzi mu mówiło, że z babami to jak z jajkiem… chyba strusim.
    Zmrużył niebezpiecznie oczy, przecierając nieco bolącą go szyję. Niech to szlag trafi taką kobietę. Zero w niej uroku, nawet twarzyczka już nie nadrabiała.
    - Jak rozumiem, wszystko z tobą gra, wilczku – fuknął na nią, jakoś tak nie mając ochoty na dalsze walki. Mimo wszystko nie spuszczał jej z oczy. Wolał tego nie robić. Jeden fałszywy ruch, a to kobieto-podobne zwierze rzuciłoby mu się do gardła. Nie, tego zdecydowanie wolał uniknąć.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  99. Allen uśmiechnął się tylko krzywo. Jakoś nigdy nie wpadł na to, że ma przyjazny wyraz twarzy, ale może powinien się nad tym głębiej zastanowić. Na pewno jednak nie teraz, nie w tej sytuacji.
    - Wybacz kochana, ale ja proponowałem ci szpital i pomoc, a że rzuciłaś się na mnie z pazurami to sama sobie jesteś winna – odparł tak po prostu, bez gniewu, lęku czy innych zbędnych uczuć. Nie zamierzał tego dłużej ciągnąć. Przynajmniej dopóki nie zaczęła cytować tego cholernego artykułu. Aż zgrzytnął zębami.
    - Przestań tu z siebie robić ofiarę, bo ty zdecydowanie do tej grupy nie należysz… prędzej przyporządkowałbym cię do poszkodowanych, którzy mogą też być stale pobudzeni, podenerwowani i roztrzęsieni, a do tego nie mogą się skupić na czymś dłużej i mają problemy ze snem – dokończył jakoś tak odnajdując odpowiedni fragment artykułu. Pech chciał, że ta fotograficzna pamięć nie chciała mu dać spokoju.
    - Podenerwowana z całą pewnością jesteś, brakuje ci tu tylko roztrzęsienia – zauważył krótko, przygotowując się na ewentualne ataki. – A jako osoba piesza powinnaś uważać gdzie chodzisz – burknął wracając myślami do swej wypowiedzi o odblasku. Zdecydowanie łatwiej byłoby mu zauważyć coś takiego na drodze, a tak będzie musiał remontować swój motor. Biedna maszyna, leżała gdzieś w rowie w głębokim poszanowaniu. Potem się tym zajmie. Najpierw rozwiąże sprawę tej wilczycy.
    - Wina nie leży tylko po mojej stronie – fuknął teraz już nieco wkurzony. Że też ten babsztyl nie chciał tego w końcu przyznać. Przecież ewidentnie wina leżała po obu stronach konfliktu, z tą różnicą że on nie miał potłuczonych żeber.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  100. Glen wzruszył tylko ramionami w odpowiedzi. Nie zamierzał się jej usprawiedliwiać czy przepraszać. Nie uważał, by miał za co przepraszać. Powiedział tylko to co sądził, a tego raczej zmienić nie mógł.
    - Poradzę sobie i bez leków – mruknął po prostu. Nie pierwszy raz byłby w bólu i nie pierwszy raz musiałby go przeżyć bez leków. Tak jak to się działo i dzisiaj przez niemalże cały dzień. Przywykł do tego i nawet się z tego cieszył. Zyskał pewną interesującą umiejętność. Odporność na ból. Często nie zdawał sobie sprawy z tego, że coś jest nie tak, dopóki nie zobaczył tego w lustrze i nie dopuścił do siebie myśli, że jednak coś tam go boli.
    - Wilkołaki też odnoszą rany, czy to raczej mało możliwe? No wiesz, jesteście raczej wytrzymałą rasą… choć nie wyobrażam sobie przemieniania co miesiąc i co miesiąc przeżywania łamania wszystkich kości – skrzywił się lekko. – Choć z drugiej strony pewnie już do tego przywykłaś i nie robi to na tobie wrażenie – zauważył bardziej komentując to dla własnej wiadomości niż dla niej. W końcu przed chwilą uznał, że on się przyzwyczaił… więc ona tym bardziej musiała to zrobić. Opadł nieco bardziej na poduszki i przymknął oczy. Lekarz kazał odpoczywać… odpocznie trochę i wróci do domu. Taki był plan. Przynajmniej na dzień dzisiejszy.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  101. Tego było już dla niego za wiele. Nie dość, że na niego wrzeszczała, a była jakby nie patrzeć współwinna, to jeszcze obrażała jego motor. O nie! Tego się nie godzi. Złapał ją mocno za gardło i przycisnął do pobliskiego drzewa, drugą dłonią uderzając tuż obok jej głowy.
    - Przeprosiłem – warknął chłodno. – I zaproponowałem pomoc, a to ty rzuciłaś się na mnie jak jakaś pomylona. Fakt, to jest Eflea ale i tu żyją cywilizowane istoty. No i… dla twojej wiadomości, biedną sarnę zjadłbym na kolację – mruknął, nieco wzmacniając uchwyt na jej gardle.
    - Ach racja to Eflea – wywrócił oczyma. – Nikogo nie zdziwiłby fakt, że jakiś wilczek zniknął gdzieś w odmętach przeklętego lasu. Może odnaleziono by trupa i szukano sprawcy, ale cholera to Eflea, wszystkie chwyty dozwolone, no nie?! – uniósł lekko brew, czując buzującą w nim krew.
    Niedobrze. Ciemność zaczynała brać nad nim górę. Blizna nad okiem zapulsowała niebezpiecznie i rozgrzała się do czerwoności, przyprawiając białowłosego o mdłości, ale nie puścił jej. Spróbował nabrać oddechu, ale to nie pomogło. Dłoń która trzymała dziewczynę spowiła czarna energia, dochodząc tuż do jej gardła i liżąc jej policzki. Szlag by to!
    Puścił ją gwałtownie, jednocześnie odpychając ją od siebie i drugą dłonią złapał tą przeklętą lewą, próbując zmusić ją do porządku. Wargi same poruszały się szybko bezgłośnie wypowiadając zaklęcie. Pot zrosił mu czoło, a oddech nieco przyspieszył.
    - Nie podchodź – warknął na nią, choć po prawdzie chciał ją o to poprosić i przeprosić za ten wybuch. Przyspieszył inkantację i dobrą chwilę później oparł się o drzewo dysząc ciężko. Ciemność powoli opuściła jego ciało, a on sam uderzył mocno pięścią w pień drzewa. Nieopacznie zrobił to swą lewą pięścią, przez co usłyszał trzask i drzewo runęło wprost na jego maszynę.
    - No i pięknie… tyle radości na nic – westchnął chłopak. Teraz autentycznie chciało mu się płakać. Nie dość, że miał na głowie jakąś roszczeniową wilczycę, gniew biorący nad nim górę to jeszcze stracił swój motor. Wprost genialnie!

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  102. - Zbieram informacje o różnych rasach, by na końcu wybrać tę, która najbardziej mi odpowiada – Glen uśmiechnął się lekko i puścił do niej oczko, a potem ze spokojem przyjął kocyk, choć był niezwyczajny do tego typu gestów. Raczej nikt się nim nie zajmował, a jeśli już to nie w taki sposób. Chłopak zamknął oczy i odetchnął głęboko by czegoś nieprzyjemnego nie powiedzieć.
    - Po prostu nie jestem przyzwyczajony. Wolę radzić sobie sam – wyjaśnił krótko. Ona też musiała go trochę zrozumieć. W końcu niewolnicy nie oczekiwali czułości, czy innych gestów. Ich celem w życiu było służenie i nie zastanawianie się nad swoim bytem. Dlatego właśnie on sam nie marzył. Starał się nie stawiać sobie celów w życiu, tylko żyć chwilą obecną. Jeśli coś się udało to super, ale gdy nic nie wyszło to znowu nic straconego.
    - Prześpię się chyba – mruknął jeszcze, bo poczuł nagle dość spore zmęczenie. Może to adrenalina zaczęła schodzić, a może po prostu alkohol uderzał do głowy? A może wszystko na raz? Nie wiedział, ale z całą pewnością czuł że obraz rozmywa mu się przed oczyma, a on sam odpływa w objęcia Morfeusza, szybciej niż tego sobie życzył.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  103. Allen przez moment tylko obserwował jej tęczówki, zaraz jednak wybuchając śmiechem. Męski? Dobre sobie. Nie pamiętał chwili, kiedy faktycznie się tak czuł. Jak na razie to czuł jedynie przyspieszony oddech i wściekłość na samego siebie, a także tą przeklętą bliznę, która nijak nie chciała mu dać spokoju. Miał wrażenie jakby wtapiała się głębiej i głębiej, choć gdy jej dotykał palcami nie wyczuwał z niej żaru.
    - Dobry dowcip – zauważył tylko, jakoś jej słowami nie urażony. – A wyglądam na takiego, co by się tak czuł? Bo raczej powątpiewam. Właśnie straciłem swoją ukochaną, a ty mnie pytasz czy jestem męski? Dobre – klepnął ją w ramię tą ludzką dłonią i zaraz odsunął się od niej, nadal śmiejąc się pod nosem. Śmiał się tak jeszcze dobrą chwilę, zanim nie zmierzwił włosów dłonią i nie nasunął na nie kaptura.
    - Wybacz za tamto – rzucił po wzięciu głębokiego oddechu i spojrzeniu prosto w oczy dziewczyny. Naprawdę było mu głupio, że tak ją przyparł do tego przeklętego drzewa i dusił. Tego akurat nie potrafił wyjaśnić i nie widział w swych ruchach jej winy. No może poza prowokacją, a tą akurat opanowała do perfekcji, albo to on po prostu jeszcze się na takowe nie uodpornił.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  104. Kontynuował swój marsz w wybranym wcześniej kierunku, z dłońmi w kieszeniach. Nie miał bladego pojęcia dokąd idzie, ale poruszał się do przodu aby sprawić by ktoś podążający za nim pomyślał że ma on jak najbardziej pojęcie dokąd zmierza. Niczym ciekawym nie było że w jego najbliższym otoczeniu nie było żadnego zwierzęcia, nie licząc jednego który ciągle za nim truchta. Gdy stwierdził że Akela jest już wystarczająco blisko, wykonał szybki obrót na pęcie, dzięki czemu był zaraz zwrócony przodem do niej. Zrobił równie szybko słowiański przykuc.
    - Owww. Piesek! Jako jedyny poczuł że czuję się samotny... jedyny czuły zwierzak jakiego spotkałem. - Oznajmił z żalem w głosie ścierając palcem z prawego oka metafizyczną łezkę. Jego uśmiech tuż po tym wrócił do normalnych rozmiarów. Uniósł głowę by mieć dobrą wizję na nowego przyjaciela.
    - Chodź maleńki. Pozwól wujaszkowi pogłaskać cię w nagrodę. - Zaklaskał dwa razy dłońmi i szeroko rozłożył ramiona czekając by przywitać należycie futrzaka.

    Eygon

    OdpowiedzUsuń
  105. [nie ma sprawy  ja ostatnio jestem w tyle z odpisami… jedynie z Willow jestem na bieżąco… jakaś taka melancholia mnie wzięła… ]

    Allen zmierzwił sobie włosy dłonią i skinął lekko głową. No dobra, on również był tu winny, ale przecież już ją przeprosił. Zatrzymał się i pytał czy nie potrzebuje pomocy. Nie zostawił jej tu potrąconej i nie uciekł z miejsca zdarzenia… a mógł to zrobić, no nie?
    - W Eflei nie ma zbyt dużo praw i reguł, więc nie rozumiem czemu mam się dostosowywać do czegoś, co nie istnieje – zauważył spokojnie. W końcu sama mu to powiedziała nie tak dawno, że reguł tu wiele nie ma i panuje głównie samowolka. No cóż, tak już miał, że czepiał się szczegółów gdzie to tylko się dało. Tylko… może teraz nie powinien? Może powinien ugryźć się w język. Westchnął przeciągle.
    - Dasz się zaprosić na piwo? W ramach przeprosin… i kolację czy coś. Możesz brać co chcesz, ja stawiam – rzucił swobodnie, uśmiechając się do niej lekko, bo przecież nie chciał aż takiego niesmaku po sobie pozostawiać, no nie?

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  106. - Słyszałem, że w Mortiel nie ma podziału na czyjeś tereny – rzucił spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. Nie zamierzał ustępować pod tym względem. Uważał, że i owszem popełnił błąd, ale miał rację w tym co mówił. Zwłaszcza ta część Mortiel była pozbawiona wszelkich zasad, więc nie musiał się do żadnych dostosowywać. Przynajmniej w teorii. Nie zamierzał jednak dłużej ciągnąć tego tematu. Lepiej było zostawić to w spokoju, zanim dziewczyna znów się wścieknie.
    - Allen Walker – odparł ostrożnie, choć już bez zająknięcia. Zaczynał przyzwyczajać się do swojego nowego nazwiska. Uśmiechnął się do swych myśli. Może faktycznie powinien olać swoją rodzinę i zacząć od nowa? Przecież im również na nim nie zależało. – A skoro już przy tym jesteśmy, to czy dane mi jest poznać i twe imię? – zapytał spokojnie, wciąż jednak trzymając się w bezpiecznej odległości. Przezorny zawsze ubezpieczony. Przynajmniej w teorii, bo choć ta często go zawodziła to nie zamierzał się poddawać.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  107. Dziewczyna nie miała aż tak wielu spraw na głowie jak Akela. Jej życie spokojnie teraz kręciło się wokół dwóch pociech, pracy i wolnego czasu, który wykorzystywała na przygotowanie się do następnego roku akademickiego. Dobrze było w końcu stać w momencie, w którym życie było całkiem uporządkowane i nie trzeba było martwić się praktycznie o nic. Wychodziła akurat z pracy po całym dniu przesiadywania na strzelnicy nie spiesząc się zbyt do domu. Opiekunka będzie jeszcze przynajmniej przez półtorej godziny z dziećmi dzięki czemu ona mogła mieć jakiś czas dla siebie. Akurat patrzyła w komórkę, gdy ktoś nagle wpadł na nią z impetem. Szybko złapała równowagę, a widząc twarz Akeli zdziwiła się nieco na jej widok.
    - Oh- westchnęła cicho na jej widok, a zdziwienie na jej twarzy zastąpił szerszy uśmiech.- Cześć, wszystko w porządku- poprawiła torebkę, która spadła jej nieco z ramienia i poprawiła również koszulkę.- Miło Cię znów widzieć, jak tam?- spytała odsuwając się nieco od dziewczyny.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  108. Allen wywrócił tylko oczyma na te jej objaśnienia niepisanych zasad. Nienawidził czegoś takiego, bo skoro nie były spisany to nie miały racji bytu. Nikt nie musiał się na nie zgadzać. Machnął jednak tylko na to ręką.
    - Zapamiętam – mruknął spokojnie. – Atakować szybko i zwiewać gdzie pieprz rośnie, albo sikać gdzie popadnie by zaznaczyć swój teren. Zacznę już dzisiaj – wsunął dłonie w kieszenie. Doprawdy… co się z tym światem działo? Najpierw jego przeklęty brat robiący wielką masakrę, a teraz jakieś psy oznaczające swe terytorium. Pokręcił z niedowierzaniem głową, bo przecież nie powinno go to dziwić, skoro miał do czynienia z ponad przeciętnie inteligentnymi istotami. Westchnienie znów opuściło jego wargi, kiedy spojrzał ponownie na Aki.
    - Wybacz, ale te niepisane zasady jakoś mnie nie przekonują – przyznał szczerze, ruszając spokojnie w stronę swojego zniszczonego motoru. Chwilę się namęczył zanim wydobył go spod pnia drzewa i przykucnął przy nim przeprowadzając wstępne oględziny. – Oj dziecino, dzisiaj to ty sobie już nie pojedziesz – po raz kolejny westchnął ciężko. To zaczynało przeradzać się w dziwny nawyk.
    - Planowałem zrobić ognisko, ale jeszcze nie osikałem swego terenu – rzucił zgryźliwie. – Więc proponuję neutralny teren. Tu w pobliżu jest podejrzana knajpa. Zbierają się w niej interesujące typki… i o dziwo jest to teren, gdzie każdy przebywać może – uśmiechnął się lekko, prowadząc zepsutą maszynę ze sobą. Nie zostawi jej przecież na pastwę losu, zwłaszcza teraz, gdy ktoś mógł ją sobie przywłaszczyć, bo była na jego terenie.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  109. [uwaga przyspieszam czas do przodu… sorki, że bez uprzedzenia…]

    Nadal nie potrafił przyzwyczaić się do nowych standardów swojego życia. Eflea przyniosła mu nowe wyzwania i troski. Miał stanowczo za dużo wolnego czasu. Czasu, który spędzał w zamknięciu, bojąc się zrobić coś co mogłoby nie przypaść do gustu Akirze. Zwykle zaszywał się więc w swoim pokoju, czekając aż ten sobie o nim przypomni i znajdzie mu zajęcie.
    Najbardziej jednak lubił wieczory. Bar zapełniał się różnymi istotami, a on miał pełne ręce roboty. Szybko się uczył, więc teraz już nie miał problemu z obsługiwaniem nawet i najgorszych typów. Sprawnie nalewał whiskey i robił drinki, czasem dostając po głowie od Terayukiego lub samego Akiry, gdy coś spieprzył. Jednak nigdy na tyle mocno, by stała mu się krzywda.
    Tego wieczoru również stał za ladą polewając co i rusz nowemu klientowi, gdy w barze pojawiła się ona. Wparowała do środka niczym burza, jakoś tak naturalnie zwracając na siebie uwagę. Nie wiedział, że już skończyła z Akademią, bo od ich ostatniego, niezbyt fortunnego spotkania, jakoś się do siebie nie odzywali. Dlatego też, gdy tylko ją spostrzegł schował się pod ladą i miał ochotę przesiedzieć tam resztę nocy.
    - Oj Glen! – jeden z klientów wychylił się mocno i jego głowa znalazła się tuż przy chłopaku. – Niegrzecznie tak olewać swych klientów. Mam naskarżyć Akirze? – uniósł lekko brew.
    - Ano… a nie możesz trochę poczekać? Zaraz dostaniesz… wytrzeźwiejesz trochę i żona będzie mniej wściekła? – zaproponował cicho chłopak, czując jednak że to nie przejdzie. Miał rację. Nie przeszło. Pijak był na tyle nachalny, że brunet musiał w końcu skapitulować i wychylić się zza lady, by dolać mu whiskey do szklaneczki. To wówczas jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Aki.
    - Cześć – wymamrotał całkiem wybity z rytmu. – Co podać? – dodał zaraz rzeczowym tonem.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  110. Sama również spojrzała na kawiarenkę uśmiechając się lekko w stronę Aki. Chętnie dowie się co dzieję się u koleżanki, wyglądała na zabieganą, w do tego chętnie się dowie jak jej wychodzi z Cahanem.
    - Chętnie wypiję jakąś kawę- ruszyła w stronę omawianego miejsca.- Opowiadaj jak poszły egzaminy w szkole, bo skończyłaś nie?- uniosła brew ku górze z szerokim uśmiechem. Ona swoje zakończenie szkoły pamięta jakby było to wczoraj, zwłaszcza tą ulgę pod koniec egzaminów.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  111. Glen skinął głową i zabrał się za przygotowywanie jej shotów. Postawił je przed nią chwilę później, podając też sól i kawałki cytryny. Miała ochotę porachować komuś kości… miał szczerą nadzieję, że nie był tym kimś, ale postanowił nie wnikać. Przynajmniej nie teraz, kiedy widział jej zawziętą minę.
    - Czekasz na kogoś? – zapytał, bo w końcu byli w barze. Zwykle kobiety nie przychodziły do takich przybytków same. Zazwyczaj były tu umówione na jakieś spotkanie lub przychodziły grupowo… ale Aki zawsze była inna. Odważna i zawzięta. To akurat się nie zmieniło i pewnie już nie zmieni. – Skończyłaś z Akademią? – trochę się zdziwił, ale z drugiej strony może nie powinien aż tak się tym przejmować. Trochę czasu minęło od ich ostatniego spotkania. Być może po prostu zakończyła naukę. – A pracę nową masz? – przez moment ignorował tego mocno już podchmielonego klienta, który niemal pokładał się na ladzie, próbując go złapać. Glen zręcznie się przed nim wywinął.
    - Panie Tanaka już dość. Pańska żona znów pana z domu wyrzuci, jak tak dalej pójdzie – westchnął dmuchając sobie w grzywkę i przystając przed klientem. Ostatnio nabrał odrobinę pewności siebie i zaczynał rozmawiać z klientami jak z równymi sobie. No i zauważył, że tu nie traktowano go jak ścierwo, tylko pełnoprawnego pracownika.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  112. Allen wydał z siebie poirytowane westchnienie. Czy ona naprawdę sądziła, że on tak na serio z tym sikaniem? Poczochrał się po włosach i westchnął ponownie. Musiał poćwiczyć nad sarkazmem, zdecydowanie. Najwyraźniej ta emocja wciąż nie chciała dobrze wyjść z jego gardła.
    - Może i macie spisane, ale nie są to zasady panujące w Eflei – oznajmił spokojnie, już bez nuty sarkazmu w głosie. Zaczął nawet wątpić czy te nuty to on potrafi akcentować. Najwyraźniej nie. – Miałem przyjemność zapoznać się z jej prawami – dodał zaraz, nie wspominając już jaką. Chwalić się nie musiał, przynajmniej nie nowo poznanej dziewczynie.
    - Jestem demonem – powtórzył za nią i obrócił lekko głowę by spojrzeć na nią pod trochę innym kątem. – Skąd taki wniosek? Tak śmierdzę? – uniósł lekko brew, choć z drugiej strony przed chwilą urządził jej niezłą pokazówkę tego co się dzieje, jak traci samokontrolę. – No co ty? My nie sikamy? Będę musiał zaznajomić się z kodeksem demonów – dmuchnął sobie w grzywkę, a po chwili zerknął na nią i odetchnął głęboko. – To był sarkazm, ok.? – poczuł się w obowiązku by ją o tym poinformować. – Uczę się go używać – westchnął pchając swoją maszynę dalej.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  113. - Właśnie jakoś tego nie rozumiem – spojrzał jej prosto w oczy, gdy zaszła mu drogę. – Jest tak jak powiedziałaś. Dyskusja polega na nie mieleniu jęzora tylko dyskutowaniu. Przyjmuję do wiadomości to co mówisz i nie mówisz nic nowego. Poza tym wilkołaki nie są jedynymi mieszkańcami Eflei. Dlaczego więc mam się stosować do ich kodeksu, posiadając własny? – uniósł lekko brew zerkając na nią. – Równie dobrze mogę pokazać mój i powiedzieć ci, że nie zrobiłem nic złego i mieć w dupie twoje prawo. Właśnie to mi przekazujesz swoją paplaniną. Wilkołaki nie są tu jedyny – wzruszył ramionami, a gdy puściła jego maszynę ruszył przed siebie.
    - Sarkazmu się uczę, dzięki za wskazówki – dodał jeszcze, odstawiając maszynę i wyciągając z niej kluczyki. Te schował do kieszeni i zamknął ją na zamek. Tak na wszelki wypadek. Co prawda nie bał się o nie za mocno, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
    - Co pani dumny wilkołak sobie życzy? – zapytał siadając przy jednym z wolnych stolików.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  114. Glen skinął lekko głową. Zaczynała studia. Był ciekaw jakie, ale ugryzł się w język zanim ją o to zapytał. Może nie powinien być aż taki ciekawy… ale gdy wspomniała o nich po raz drugi nabrał głębokiego oddechu.
    - A co będziesz studiowała? – padło. Trudno. Ciekawość wzięła górę. Nalał piwa i podał je kolejnemu klientowi, zaraz wracając do Aki. Wzruszył nieco ramionami. Nie wiedział co ma jej powiedzieć i czy faktycznie aż tak wiele się zmieniło.
    - Pracuję tu… Akira-san zabił Michaela i wziął mnie do siebie – mruknął tylko, bo co innego miał jej mówić. To nie tak, że pozbył się obroży. Wciąż zdobyła jego szyję i wątpił by kiedykolwiek miało się to zmienić. Nawet nie wiedział, czy był sposób na pozbycie się jej bez jego natychmiastowej śmierci. Pewnie nie.
    - Jakoś sobie radzę – uśmiechnął się lekko. – Choć na początku nie było lekko – w locie złapał lecący kieliszek i zmrużył niebezpiecznie oczy. – Panie Tanaka, zaraz pana stąd wyproszę – oznajmił już nieco chłodniej.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  115. Sama sięgnęła po menu tutejszej kawiarenki od razu wlepiając wzrok w kartę. Mieli wiele do zaoferowania, głównie były to dość ciepłe przekąski z "Jesiennej oferty" i królowała głównie gorąca czekolada, różne smakołyki z dynią i cynamonem oraz lawendowe różności. To na to ostatnie się skusiła, lecz nie zdążyła ułożyć w swojej głowie jakie ciasto do tego wybierze, bo Aki zabrała głos.
    - Tak- uśmiechnęła się w jej stronę zakładając przy tym włosy za ucho- Był ze mną i moimi przyjaciółmi- dodała dla wyjaśnienia, widząc jej zadziorny uśmieszek i to jak na nią patrzy.- Było dość... ciekawie, wybawiliśmy, wzmocniliśmy więzi, a i wydawać by się mogło, że nawet Niklaus jest z tego wyjazdu zadowolony- puściła jej oczko, wzrok po tym spuściła na kartę na szybko dobierając ciasto z dodatkami lawendy. Wiedziała, że Aki jest ciekawa ich relacji, ale nie mogła nic zdradzić.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  116. - Nie trzeba – Glen zatrzymał ją spokojnie. – Serio… on jest spokojnym klientem – zapewnił zaraz. Trochę już miał do czynienia z tym mężczyzną i wiedział jak go podejść. Krótka wymiana zdań i kilka gróźb sprawiło, że Tanaka sam wstał z miejsca i wyszedł z lokalu. Terayuki w tym czasie podszedł do Glena i klepnął go w plecy.
    - Zrób sobie przerwę – poradził mu zajmując jego miejsce i wypuszczając chłopaka do lokalu. Glen w pierwszym odruchu chciał zaprotestować, bo przecież wcale się tak jeszcze nie napracował, ale skapitulował. Lepiej nie wchodzić w dyskusję tylko korzystać z okazji.
    - Szkoła tańca? – powtórzył, przysiadając obok Aki. – To ja poproszę o prywatne lekcje – uśmiechnął się szeroko, bo choć grać potrafił to miał dwie lewe nogi i wątpił, by kiedykolwiek mógł dobrze wyglądać na parkiecie. – Tylko ostrzegam, sztywny jestem straszliwie – zażartował.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  117. Czas minął im zaskakująco szybko, a dziewczyny spędziły ze sobą dość mile czas. Czarnowłosa nawet w pewnym momencie przestała spoglądać na zegarek i zajęła się w pełni rozmową z koleżanką. Mało było takich chwil, kiedy nie musiała spoglądać kątem oka na swoje dwa brzdące, więc chciała wykorzystać to spotkanie w pełni. Jednak wszystko to co dobre, jednak się kończy i tak było z tym spotkaniem.
    - Mi również, musimy to kiedyś jeszcze powtórzyć- uśmiechnęła się do niej biorąc na ramię torebkę. Zapłaciła swój rachunek, posłała ostatni raz uśmiech w stronę koleżanki.- Pozdrów ode mnie Cahana i trzymajcie się oboje. Cześć- machnęła jej lekko ręką na pożegnanie, poprawiła sweter po czym wyszła z kawiarni. Sama musiała już być w domu, niedługo miał pojawić się u niej Shiro...
    Słysząc wołanie koleżanki szybko odwróciła się w jej stronę, a widząc swój płaszcz lekko spłonęła rumieńcem. Jak mogła go zapomnieć! Uśmiechnęła się przepraszająco w jej stronę sięgając po płaszcz.
    - Dzięki...- chwyciła za materiał, lecz wtedy usłyszała charakterystyczny dźwięk pękającego szkła. Nie zdążyła nawet nic zrobić.

    Opadła boleśnie na plecy, obijając przy tym głowę o coś twardego. Na początku czuła tylko tępy ból z tyłu głowy, lecz później poczuła pod plecami coś mokrego i nieprzyjemnie zimnego. To właściwie ją ocuciło i dlatego właśnie otworzyła szeroko oczy. Tego widoku się jednak nie spodziewała. Słońce wychylające się niepewnie pomiędzy ogromnymi, szerokimi gałęziami dość sporych drzew. To ono oślepiło ją jako pierwsze, lecz nie na długo. Teraz już nie zwracała nawet uwagi na ból głowy, wstała szybko rozglądając się przestraszona dookoła po miejscu, gdzie właśnie się znalazły. Przełknęła głośno ślinę, lecz gula w gardle, która pojawiła się znienacka nie ustąpiła. Automatycznie jej rumiana twarz zbladła, a zamiast rumieńców pojawiła się wręcz panika. Jej ciemne, wystraszone oczy rozszerzyły się jakby jeszcze bardziej śledząc uważnie podłoże, na jakim się znalazły.
    - Nie, nie- szybko zaczęła rozglądać się za swoimi rzeczami. W płaszczu powinna mieć jeszcze jeden taki kamień, musiała mieć... Jest! Płaszcz znalazła jakieś kilak kroków od nich i szybko podbiegła właśnie w tamto miejsce starając się iść tak, by nie dotykać praktycznie niczego innego, co tutaj było. Dla Akeli to miejsce mogło wydawać się rajem, na pierwszy rzut oka właśnie takie było. Bujna roślinność atakująca je z każdej strony o soczysto zielonych liściach i o kwiatach tak bajecznych, że mogły należeć jedynie do tropikalnego klimatu. To tego wystające konary potężnych drzew, obrośnięte mchem i małymi roślinami o niezidentyfikowanych nazwach o których wcześniej wilczyca nie miała pojecia. I zapach lasu po deszczu, zmieszanego ze słodyczą tutejszych zapachów z kwiatów, krzewów. Las żył i widać to było na pierwszy rzut oka. Gdzieś z dala przyglądało im się stado małych stworów o ciemnym zabarwieniu, na widok nieznajomych uniosły się na dwie łapy, by spojrzeć na nie zielonymi ślepiami. Do tego sam klimat dawał się we znaki. Czarnuli od razu zrobiło się gorąco i nawet cień rzucany przez drzewa nie dawał wymarzonej ulgi.
    Opadła szybko na kolana przy swoich rzeczach grzebiąc uporczywie po wszystkich kieszeniach jakie tylko miała.
    - Musi tu gdzieś być...- mruknęła rozpaczliwie sama do siebie. Jak wogóle się tu znalazły! Panikowała, lecz miała ku temu poważny powód, bowiem wiedziała co tutaj może się na nie czaić. Na pewno któraś z nich za mocno dotknęła tego przeklętego kamienia, to wiedziała na pewno, lecz to już nie było ważne jak się tu znalazły. Tylko to, jak się wydostaną z tego piekła.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  118. [nie no xD po prostu się nie zrozumieli :P]

    Wywrócił oczyma, kiedy zaczęła wyjaśniać całą tą sytuację i zamówił jej to przeklęte piwo, a potem wybuchnął śmiechem.
    - Och serio? Nie wiedziałem, że tu chodzi o całą moją rasę… myślałem że moje przekonania wystarczą – zaśmiał się chłodno robiąc przy tym niewinną minę. Zaraz jednak westchnął ciężko nie rozumiejąc jak mogła nie załapać jego wypowiedzi. Była taka głupia, czy tylko udawała? Z całą pewnością uważała go teraz za debila. No cóż, bywa. Takie życie.
    – Bez obrazy, ale zachowujesz się tak jakby to twój kodeks miał rację bytu, a żaden inny nie – zauważył spokojnie. – Owszem teraz w swojej wypowiedzi zdołałaś tego nie zrobić, ale była to pierwsza wypowiedź tego typu – przyniósł dwa kufle piwa i upił trochę ze swojego. – Więc przestań się zachowywać jakbyś była wszystkowiedząca, bo nie jesteś… no ale mogę grać debila jeśli tego oczekujesz – przesunął po niej wzrokiem i westchnął cicho. Ach te baby! Żeby on jeszcze potrafił się z nimi dogadywać.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  119. [Dopiero w dwóch ostatnich powiedziała o wilkołakach jako część mieszkańców. Ja rozumiem, że w innych podkreślała tylko ważność ich kodeksu, ale Allen lubi się czepiać po prostu. Poza tym nie ukrywajmy, ale Akela (przynajmniej ja to tak rozumiem z Twoich odpisów nie tylko u Allena) jest mocno związana z wilkołakami, no i jak sama podkreślałaś kilka razy jest Alfą, więc musi być dumna :) ]

    - Pozwól, że nie skomentuję już tej wypowiedzi bo do niczego to nie prowadzi – westchnął ciężko chłopak. No nie dogadają się, z całą pewnością nie. A już na pewno nie na ten temat. – Ja pieprzę… i o jakim zabijaniu ty zaczęłaś bredzić teraz? – warknął na nią. – Nigdy nie mówiłem nic o takim czynie. Niezależnie od tego jaką rasą byłby podejrzany, stryczek powinien na niego czekać. Zwłaszcza jeśli zabicie kogoś było z premedytacją – fuknął, odstawiając swój kufel piwa nieco mocniej na stół niż to wcześniej zamierzał.
    - Skończmy już to ok? Nie dogadamy się – skapitulował. – Ja nie odstąpię, sądząc że mam rację i ty nie odstąpisz twierdząc, że ją masz. I fajnie, nie musimy przecież zgadzać się w każdym aspekcie. Chcesz mnie mieć za głupiego i tępego? Proszę bardzo. Ja też już opinię na temat twojej osoby sobie wyrobiłem – przesunął palcem po krawędzi kufla i upił z niego porządny łyk piwa. Naprawdę potrzebował teraz alkoholowego upojenia. Do niej raczej podbijać nie będzie. Nie chciałby by jego życie stało się zaraz ciągłą udręką.
    - Właśnie… szukam Englunda. Słyszałem, że gdzieś tu się zaszył. Nie znasz go może? – zainteresował się zaraz, bo uznał że czas zacząć zbierać informacje.

    Allen.

    OdpowiedzUsuń
  120. - Walc – powtórzył za nią nie bardzo wiedząc czy na pewno chce się uczyć klasycznych tańców. – Walcem nie zdobędę tu parkietu – wskazał na bujających się w rytm mieszkańców Eflei. – Raczej mnie wyśmieją – zaśmiał się cicho ze zdziwieniem rejestrując kufel piwa przed sobą. W końcu nic nie zamawiał. Powiódł wzrokiem do Terayukiego, ale ten już na niego nie patrzył. Cóż, może dziś był dzień dobroci dla zwierząt. Nie zamierzał protestować. Chwycił kufel i upił porządny łyk.
    - Obiło mi się o uszy, że wilkołaki zamieszkują tutejsze lasy… dlatego się tam nie zapuszczałem. Nie chciałem zostać pożarty – przyznał się do swych myśli. Aż taki głupi nie był, by iść w nieznane. – Ale teraz… może wreszcie zacznę to robić – uśmiechnął się lekko. No bo skoro to Aki rządziła swoim stadem to mógł być w miarę spokojny. Tak przynajmniej myślał. Może nie było to stuprocentowe bezpieczeństwo, ale i 80% go urządzało.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  121. Allen westchnął przeciągle.
    - Moje sugestie nie były bezsensowne. Ty ich po prostu nie zrozumiałaś – wzruszył lekko ramionami. – Poza tym przykład z morderstwem nie jest najlepszy – dodał zaraz już nie chcąc się kłócić. Wolał odpuścić ten temat, ale najwyraźniej Aki musiała mieć to swoje ostatnie słowo. Może to taka przypadłość kobiet… miał szczerą nadzieję, że nie bo w takim wypadku musiałby zmienić orientację seksualną.
    - Mówią, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze – zauważył spokojnie. – Ale fakt, oboje je porządnie spieprzyliśmy – westchnął upijając nieco swojego piwa. Nie żeby mu to szczególnie przeszkadzało. W tej chwili uważał, że z Aki może spotkać się jedynie na ścieżce wojennej, ale oczywiście mógł się mylić.
    Jej kolejne słowa sprawiły, że nieco zesztywniał. Więc dobrze trafił, choć wcale nie był pewien czy chce spotykać Akirę już teraz. Nagle jego plany stanęły pod znakiem zapytania i on sam już nie wiedział co jest dobre a co złe. Poczuł nieprzyjemny dreszcz przechodzący go po plecach i rozejrzał się po barze, naciągając trochę kaptur na głowę.
    - Nie przypominam sobie by Akira miał bliźniaka… młodszego brata tak, nieodłącznego towarzysza broni aka brata przyszywanego też… ale nie bliźniaka – przyznał nie do końca wiedząc o czym mówi dziewczyna, ale w końcu był tu nowy. Miał prawo nie wiedzieć.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  122. Chłopak wzruszył nieco ramionami.
    - To mój pierwszy dzień w Eflei – uśmiechnął się lekko, bo jak inaczej miał wytłumaczyć swoje niedoinformowanie. Wcześniej sporo się naczytał o tej krainie w bibliotekach, gdzie też miał okazję zapoznać się z jej prawem. Przynajmniej pobieżnie. Gdy tylko dowiedział się gdzie jest Englund, powziął odpowiednie kroki, by się tu znaleźć. Nie za szybko i nie za wolno. Nie chciał przecież, by ten mu wcześniej umknął.
    - Mhm… może i wie – zgodził się z nią, choć szczerze wątpił, by znał jego prawdziwą tożsamość, ale przezorny ubezpieczony. Upił jeszcze jeden łyk piwa i znów obdarzył ją lekkim uśmiechem. – Może tylko nie wiedzieć, kto go szuka… i czy na pewno chce go znaleźć – westchnął cicho. Szczerze mówiąc już niczego nie był pewien. Niby dotarł do swojego celu, wystarczyło tylko poczekać aż Akira się tu znajdzie i zagadać… a cel jakby uciekł gdzieś daleko, zastąpiony niepewnością i ostatecznym wyborem.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  123. Glen zaśmiał się serdecznie, gdy wspomniała, że takiego gibania to on może się nauczyć. Najwyraźniej nie widziała go w akcji. Jedyne co umiał to ruszać się jak robot, któremu systemu dobrze nie załadowano na dodatek.
    - No dobra, to kiedy pierwsza lekcja? – zapytał jej prosto z mostu, już nie przyznając się do swych myśli. Lepiej by nie wiedziała z jakim opornym studentem będzie miała do czynienia. Przestraszy się jeszcze i ucieknie, zanim w ogóle dojdzie to wszystko do skutku.
    - No właśnie mi o to chodzi… wolę by nikt mnie nie straszyl – przyznał spokojnie. – Wyzionę ducha i będzie o jednego niewolnika mniej… albo jakiś wredny drapieżny wilkołak będzie akurat na kacu i postanowi sobie zrobić dowcip i użyje trochę za wiele siły – wyjaśnił swoje obawy.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  124. Po kamieniach nie było ani śladu. Ten fakt wywoływał w niej przerażenie, a raczej myśl, iż takie kamienie będą musiały zdobyć, by powrócić do domu. W tym momencie to było dla nich niemożliwe. Westchnęła ciężko odstawiając torbę na bok. Nie było w niej nic, co mogłoby pomóc i nie chodziło nawet o kamienie, raczej o cokolwiek co mogłoby pomóc w przeżyciu w tym miejscu. Spuściła głowę nieco, a wzrok wbiła w rozkruszony kryształ leżący między nią, a wilczycą.
    - Nie, to nie jest raj- przyznała jej biorąc głębszy oddech, a jedną z dłoni przeczesała włosy opadające jej na twarz. Żeby gdziekolwiek ruszyć z tego miejsca musiała w głowie ułożyć sobie jakiś konkretny plan, a na razie miała w niej jeden, wielki mętlik. Akela miała rację, musiały szybko zapuścić się w jakieś bezpieczne miejsce, problem był w tym, iż Melanie nie miała zielonego pojęcia, jakie miejsce jest teraz tu bezpieczne. Na pewno odpadała stolica, choć to do niej musiały się udać jeśli chciały dotrzeć do domu.- Najpierw odszukajmy wody, bez niej tu pomrzemy- wstała na równie nogi patrząc na wilczycę pocieszająco. Musiały sobie dać jakoś radę, lecz to ich bezpieczeństwo zależało wyłącznie od niej samej a ta świadomość nieco ją przygniotła. Aki nie znała tego miejsca, to ona żyła w tym miejscu. Podwinęła rękawy koszuli pod same łokcie rozglądając się dookoła. Nie miała pojęcia gdzie były, lecz w głębi duszy miała nadzieję, że są zdala od stolicy. Inaczej byłyby w poważnych kłopotach.
    - Musisz wiedzieć, że to miejsce nie jest dobre dla nieludzi i nikt nie może się dowiedzieć o naszych zdolnościach, ani o tym skąd pochodzimy. Inaczej przy pierwszym spotkaniu zawiśniemy na stryczku.- powiadomiła ją o najważniejszej tu sprawie. Podniosła swoje rzeczy, po czym stanęła nie daleko Aki. Nadal się bała, lecz nie był to strach nie uzasadniony. Nie miały broni, ba. Nawet ich ubiór odbiegał od tutejszych standardów, więc pierwsza lepsza osoba mogła uznać ich za wroga, tym samym zsyłając na nie śmierć.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  125. Gdy wilk go okrążał, Eygon pozostał w słowiańskim przykucu, nie podążał za nim wzrokiem. Czekał tylko aż będzie bliżej i bliżej, co robił aż nie osiągnął limitu swojej pewności. Kiedy był już na stałej odległości zielonowłosy podskoczył do zwierzaka szybkim susem i tyknął go w nos który kierował w jego kierunku.
    - Tyk. Widzę że ktoś tu ma syndrom druida... heh. - Stwierdził podnosząc się z przykucu, łapiąc w między czasie za fedorę. Po poprawieniu jej włożył powoli dłonie do kieszeni i skierował oblicze w kierunku jedynego zwierzaka w okolicy.
    - Mamy tylko zamiar węszyć w powietrzu i wykonywać taniec godowy? Jeśli tak... to będę się musiał ciebie pozbyć... - Poinformował Akelę już z poważnym tonem, otwierając przy tym prawe oko którym przeszywał jej pokryte futrem ciało. Lecz zaraz z powrotem je zamknął a jego uśmiech wrócił do normalnych rozmiarów. - Nie lubię być śledzony, czasami wydaję zawstydzające dźwięki~

    Eygon

    OdpowiedzUsuń
  126. Dziewczyna rozejrzała się jeszcze na boki sprawdzając, czy przypadkiem ktoś ich nie obserwuje. Musiały tu niesamowicie uważać i mimo, że stały w środku dziczy, to nie ona była ich największym zmartwieniem. Ani nie zwierzęta, które mogły tu grasować, ale ludzie i ich najbardziej powinny się obawiać. Na szczęście z wilkołakiem u boku przeżycie w obu przypadkach będzie o tyle prostsze, że zawsze kobieta mogła wyczuć nienaturalne dla natury dźwięki, czy odgłosy ludzi.
    - Tak, masz rację.- przyznała jej łapiąc za dwa pierwsze badyle, jakie się tylko nadawały. Obejrzała jeszcze Aki od stóp, aż do głowy zwracając szczególną uwagę na jej wygląd.- Przede wszystkim strojem, ludzie tutaj ubierają się dość... specyficznie. A i nasz kolor włosów odbiega od tutejszych standardów, ciemnowłose osoby są rzadkością.- dodała zagryzając wargi.- Z tym drugim nic nie zrobimy, chyba że będziemy miały barwniki, ale strój trzeba będzie zmienić jak najszybciej. Więc nie będziesz musiała zmieniać się w wilka, bo nawet one występują tu rzadko, bardziej jaguary i pantery.
    Ruszyła za nią starając się rozpoznać mniej więcej gdzie się znajdują. Nie słyszała tu szybszego biegu rzeki, więc musiały być daleko od głównej drogi, co z jednej strony było dla nich plusem. Zagadką było też to, czy są na północy czy na południu. Nie mogła tego stwierdzić nawet przez słońce, bo drzewa dostatecznie dobrze jej to uniemożliwiały.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  127. Spojrzała na kilka pni drzew. Nie wiedziała czy tutaj też powinny kierować się takimi rzeczami jak porosty, nigdy wcześniej nie było jej to potrzebne, a wiedziała że tutaj może być to nieco inne. Bo przecież w Mortiel nie było dwóch słoń. Słońce przedostające się przez tak gęsto rozstawione drzewa nie docierało również często do ziemi. Ale wolała w tej kwestii zaufać Akeli, bo to ona większość życia spędziła w lesie i to w nim mieszka.
    - Tak, mówi- uśmiechnęła się do niej lekko.- Więc teraz zmierzamy na południe, może będziemy miały szczęście i przy głównej drodze natrafimy na jakąś wieś. Tam zdobędziemy ubrania. Później zobaczymy co będzie dalej. Oby szczęście nam dopisywało i obyśmy nie spotkały żadnych żołnierzy.- spojrzała na Aki, zaraz spuszczając wzrok w ziemię. Musiała jakoś jej wytłumaczyć sytuację w tym miejscu i ostrzec przed tym, co mogłoby złego je tu napotkać.- Bo wiesz... trwa tutaj mała wojna domowa i lepiej, żebyśmy trzymały się od nich z dala.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  128. Przyglądał się przemianie która zachodziła na jego oczach, z tą samą, nadto zadowoloną ekspresją. Gdy ostatni raz przemieniał się przed nim wilkołak w człowieka to stękał jakby go rozrywał niedźwiedź. Eygon nie wiedział czy powodem nie było to że grał z nim wcześniej w piłkę. Nie miał wtedy piłki więc musiał ktoś za nią posłużyć.
    - Z tego co mi wiadomo Ty wilkiem nie jesteś. Tylko odmieńcem. Dla niektórych jesteś nawet chora i powinnaś odwiedzić doktora. - Stwierdził wyjmując lewą dłoń z kieszeni, którą złapał się za podbródek odchylając głowę do tyłu. - Heh, nawet zrymowałem. - Zauważył opuszczając wzdłuż ciała dłoń którą trzymał się za podbródek.
    - I widzę że mamy tu narcystycznego pół pieska. Dobrze że nie jestem myśliwym bo ci lubią wygadane dywany. Ale muszę przyznać że napotkanie głównej cechy wampira przyprawia mnie o chęć zmiażdżenia jednego. - Jego lewa dłoń znów powędrowała, tym razem przejechał jej palcami po rondzie fedory. - Ale najpierw robota, potem przyjemności. Więc powiedz mi moja droga, gdzieś tutaj powinna być jakaś jaskinia. Zanim powiesz mi że jest ich wiele, sprecyzuję że wydobywa się z niej nieprzyjemna energia. Chyba że nie potrafisz takowej wyczuwać. - Włożył dłoń którą gestykulował w trakcie wypowiedzi do kieszeni.

    Eygon

    OdpowiedzUsuń
  129. Mel spojrzała w stronę Aki pytająco, później jednak wróciła wzrokiem przed siebie starając się przedrzeć przed coraz wyżej wyrastające korzenie drzew. Nie było to łatwe zadanie w butach jakie miała, a nie chciała polecieć na twarz czy się poobijać dotkliwiej.
    - Zapomniałam kompletnie o tym, że tam są. Wrzuciłam je tam pewnie z myślą, żeby kiedyś jakoś je przełożyć. Ale wyszło jak wyszło.- przyznała się zagryzając wargi. Wiedziała, że gdyby jedno z młodzików dorwałoby się do jej rzeczy miałoby to ogromne konsekwencje ale mogła o czymś zapomnieć. Na szczęście jednak dobrze, że dzieci nie grzebią w jej rzeczach, więc te kamienie tak naprawdę są bezpieczne. A że akurat rozbiły się, gdy była przy Aki...
    - A trzymam je chyba bardziej z sentymentu, niż żeby ich używać. Może kiedyś wszystko by się tu uspokoiło- wzruszyła ramionami. Teraz nawet ona powoli zaczęła widzieć zmiany w lesie, głębiej pojawiało się więcej dzikich zwierząt, a z kolejnymi krokami było ich coraz mniej, nawet ptaków choć roślinność nie zmieniała się wcale.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  130. Chłopak pokręcił przecząco głową i wzruszył ramionami, przez chwilę bawiąc się swoim kuflem piwa. Raz po raz skanował pomieszczenie spojrzeniem, by odwrócić uwagę od swych myśli. Chciał jej odpowiedzieć od tak, nonszalancko ale nie mógł. Miał zbyt wielki mętlik w głowie.
    - Jeszcze nie zdecydowałem - uśmiechnął się w końcu. Nie był pewien czy w ogóle odważy się spotkać z Akirą, a zostawanie w Eflei bez tego spotkania nie miało większego sensu. - Więc póki co chyba przejezdny. Może rozbiję sobie namiot na czyimś polu i naprawię motor... a potem zobaczymy - uśmiechnął się krzywo. Sam siebie zadziwił, kiedy z jego ust padła tak szczera odpowiedź. - A co? Już planujesz kolejną jatkę?

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  131. Mel spojrzała na swoje niezbyt zabudowane buty sceptycznie. Lepiej było jednak je mieć na nogach.
    - Wolę nie ryzykować w tych terenach, wiesz. Zakażenie i te sprawy- posłała jej krótki uśmiech unosząc głowę ku górze. Ile czasu minęło? Dwa lata? Nie pamiętała już ile czasu temu porzuciła Othelię, ale z każdą chwilą czuła się jak dawniej. Brakowało jej tylko ukochanego mundury, starych znajomych i misji do wykonania...
    Zmarszczyła brwi słysząc, że Aki słyszy w pobliżu jakąś ludzką osadę. Musiały być naprawdę niedaleko, więc przyspieszyła kroku mając nadzieję, iż dziewczyna pójdzie w jej ślady i zrobi to samo. Zapomniała już tego cudownego uczucia wolności, gdy człowiek przedzierał się przez zwyczajną dzicz. Znów poczuła to samo, ale nadal gdzieś w głowie miała to, że nie powinno ich tu być, a kobieca intuicja wręcz krzyczała wewnątrz niej. Rozejrzała się w około, chcąc złapać spojrzeniem Aki i całą okolicę. Musiały być uważne, nawet tutaj, bo nie wiadomo jakie cholerstwo spoglądało na nich zza drzew.
    - Nie, nie koniecznie...- zagryzła wargi.- Przynajmniej nie kojarzę żadnego miasta po drodze, chyba że coś powstało niedawno.
    Las powoli się przerzedzał, a dziewczyny zaraz stanęły na jego skraju. Na przeciwko nich znajdowała się naprawdę szeroka i rwąca rzeka o dziwnym koralowym kolorze. Nie widać było do okoła nich żywej duszy, więc Mel zdziwiła się, że Aki czuła jakieś pieczone rzeczy... Wtedy nagle ktoś przyłożył jej coś zimnego do skroni, a ręce skrępował z tyłu odchylając je przy tym boleśnie.
    - Zastanawia mnie dlaczego dwie, zupełnie bezbronne kobiety chodzą same po lesie w trakcje wojny- męski, szorstki głos rozbrzmiał jej zaraz nad uchem. Nie mówił on w powszechnym języku, dziewczyna aż za dobrze rozróżniała Othelijski i jego dziwną wymowę. Mel spojrzała kątem oka na Aki. Przy niej był drugi mężczyzna, celujący prosto w jej głowę. Przełknęła głośniej ślinę chcąc dostrzec odznakę, jaką miał na mundurze. Białowłosy ścisnął mocniej dłonie dziewczyny, tak aby kości ocierały się o siebie dość mocno. Mel syknęła, gdy szarpnął jej dłonie do tyłu. - Więc?

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  132. Żołnierze spojrzeli po sobie, gdy Akela zaczęła mówić o jakiś dziwnych istotach w głębi lasu, ale nie odsunęli broni od ich głów. Dla nich ta bajeczka, zwłaszcza ta część o ubraniach, była mało wiarygodna ale widocznie zaciekawili się na wzmiankę o dziwnych istotach. Białowłosy zmarszczył brwi, a drugi, blondyn stojący przy Aki odbezpieczył broń.
    - Jakie dziwne istoty?- spytał białowłosy mówiąc już w ich, powszechnym języku, który dziewczyny również dobrze znały. Mel zaczęła myśleć gorączkowo, by wymyślić coś co pasowało do wersji Aki.
    - Rebelianci- mruknęła w jego stronę starając się nieco uwolnić z jego uścisku.- Wielkie jaszczury na dwóch nogach z bronią w ręku i był jeszcze jeden, trzeci, o niebieskiej skórze.- spuściła wzrok w ziemię, a jej dolna warga zadrgała teatralnie tak, jakby za chwile miała się rozpłakać.- Zabrali nam ubrania, pieniądze, jedzenie... Uciekłyśmy, kiedy coś zaatakowało ich w ruinach, ojciec pewnie się martwi, cała dostawa poszła do nieludzi- zmarszczyła brwi zmartwiona.
    Mel łapała się teraz wszystkiego, nawet nie musiała zmyślać co do wyglądu tych osób, bo takich wprawdzie tu widziała. To było dawno, ale Ci tu mogli ich kojarzyć. Do tego łapała się takich oczywistości jak ruin w lesie, dzikich stworzeń polujących na ludzi w lesie. Widać, że z czymś takim uwierzyli, bo odstawili broń od ich skroni. Obaj sięgnęli po coś przy pasie, a zaraz na ich nadgarstkach pojawiły się dziwne bransolety, które od razu przyległy do ich skóry.
    - Rebelianci w tej części lasu?- spytał blondwłosy drugiego, widać wyżej postawionego.- Muszą być nieźle zdesperowani, żeby zapuszczać się w te tereny. Nim się obejrzymy w góry polezą i tam ich coś zeżre- zaśmiał się, w tym czasie wiążąc na dłoniach Akeli więzy.- Ale spokojnie panienki, z nami jesteście już bezpieczne.- uśmiechnął się pocieszająco do dziewczyny.- Was ojciec jest kupcem?- tu spojrzał na ich włosy.- Skąd przybywacie?
    - Z południa- wyjaśniła zaraz Mel.- Wypuścicie nas mili? Nie chcemy ojca trzymać w niepewności, chory na serce i obawiamy się, że coś stać się może...
    - Po przesłuchaniu- uciął szybko białowłosy sprawdzając, czy aby na pewno metalowe bransolety dobrze trzymają się ich skóry.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  133. W końcu ruszyli ze swojego miejsca, żołnierze z przodu ciągnąc obie za sznur, którym obwiązali ich dłonie. Szczęście było w tym, że szły obok siebie, a tamci byli zajęci rozmową w swoim języku przy czym używali bardziej wysublimowanych słów, specjalnie by Melanie nie zrozumiała ich do końca. Aż tak języka nie znała, ale ludzie uczyli ją tu co nieco, więc w połowie ich słyszała. A to kompletnie jej się nie podobało, co było widoczne teraz na jej twarzy. Odwróciła głowę nieco w tył, by spojrzeć na nadgarstki i nieszczęsne bransolety. Niedługo później wkroczyły na teren wojska, a raczej tam gdzie postanowili urządzić sobie postój, w starych ruinach. Obie pozostawili z boku przywiązując je nie daleko grupki mężczyzn, która cały czas śledziła ich wzrokiem.
    - Nie jest dobrze- przyznała w końcu Melanie tak, aby tylko ona słyszała i widziała, że ta porusza ustami- Po spotkaniu z przełożonym pewnie będą wiedzieć, że nie jesteśmy ludźmi, ale mam nadzieję, że znam ich kapitana. Może by nam pomógł, bo same nie damy rady.- wzrokiem dostrzegła grupkę cywilów, którzy pracowali przy obrządzaniu kilku kocurów.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  134. Dziewczyna zmarszczyła brwi słysząc pomrukiwanie Aki, niezbyt zadowolona z tego faktu. Ona na jej miejscu wogóle by się nie wychylała będąc w jej sytuacji, gdy nie znała tutejszych zwyczajów, wojska i tego jak to wszystko funkcjonuje. Gdyby były w lesie w Mortiel Mel bardziej polegałaby pomysłą Aki, bo ta bardziej znała się na tamtych terenach, ale tutaj to Mel była ratunkiem. Z niezadowoloną miną patrzyła przed siebie, chyba wolałaby już przenieść się tu sama, bo przynajmniej mogła jakoś zaryzykować i dzięki temu wrócić szybciej do domu. A tak musiała patrzyć na Aki.
    - Też nie mam zamiaru- powiedziała trochę rozeźlona jej zachowaniem. Niech da jej pomyśleć! I tak będą musiały spotkać się z jakimikolwiek ludźmi czy nieludźmi, by zdobyć te przeklęte kryształy, bo bez nich najwyżej spędziłyby resztę życia w dziczy. Więc czemu nie skorzystać z okazji i nie sprawdzić, czy oni mają jakiekolwiek pojęcie czego dziewczyny szukają? A tak mogą stracić okazję. Widząc lekkie poruszenie wśród kółeczka żołnierzy przeniosła wzrok w tamtą stronę. Na szczęście tamci tylko zabawiali się w swoim kółku, nie zwracając na nie większej uwagi.- Gdybyśmy zaatakowały tamtych, pewnie reszta by ich znalazła. Zaraz zaczęłyby się poszukiwania, bo nikt z cywilów nie atakuje wojska. A my nie uciekłybyśmy daleko bez broni, jakiegokolwiek pojęcia co teraz się tu dzieje, bez jedzenia i odpowiednich ubrań. Jeszcze jakieś uwagi?- spytała zwracając na nią wzrok.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń

  135. - To teraz Ci mówię, zamknij się i daj mi się rozeznać w sytuacji.- warknęła w jej stronę już całkowicie zła. Owszem, mogła opowiedzieć o tym co było tu kilka lat temu, jaka wtedy była sytuacja, ale od tego czasu mogło się zmienić naprawdę wiele, a kobieta nie chciała wprowadzać Aki w błąd. Co gdyby opowiedziała jej wszystko z najdrobniejszymi szczegółami, a później wyszło by co innego. Do tego nie pomagała sama dziewczyna, nie oczekiwała od niej posyłania uśmieszków, ale jakiegokolwiek zrozumienia i cierpliwości. Ale chyba Mel liczyła na zbyt dużo z jej strony. Do tego sama mogła się rozglądać, próbować zrozumieć co tu się dzieje. Wypuściła głośniej powietrze z płuc.
    - Spokój tam!- zwrócił im uwagę jeden z żołnierzy, który od dłuższego czasu obserwował je z tęgą miną. Mel spojrzała gniewnie w jego stronę. Gdyby tylko miała coś pod ręką i nie byłaby na uwięzi...- Masz coś do dodania?- spytał jej mężczyzna, na co tylko odwróciła głowę mrużąc oczy, by nie zwracać niepotrzebnej uwagi, ale... Jak być przy nich wszystkich spokojnym! Gniew coraz bardziej w niej buzował, a wtedy tamten żołnierz podniósł się ze swojego miejsca kierując się do dziewczyn.
    - Kiedy spotkamy się z kapitanem? Spieszy się nam do ojca- zwróciła się do niego starając opanować nerwy, które powoli zaczęły szaleć i przy tym ignorując wcześniejszą małą niesnaskę z Aki.
    - Wieczorem- mężczyzna położył dłoń na pasku, który przewieszony był przez jego klatkę piersiową, jakby chcąc je tym nastraszyć. Ale na Mel nie robiło to wrażenia, była już przyzwyczajona do widoku broni. W końcu miała z nią do czynienia w Otheli, ale i na codzień w strzelnicy Uzi'ego, ale w tym drugim miejscu nikt jej nie groził z przyłożoną bronią do głowy.- Do tego czasu radzę być spokojnym.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  136. Glen powiódł wzrokiem po sali tanecznej baru i pokręcił głową. Nie, jakoś nie widział siebie tutaj. Ośmieszyłby się jak nic, a tego raczej nie pragnął. Jeszcze tego brakowało, by co chwila dostawał docinki od Akiry czy Terayukiego. Wolał tego uniknąć.
    - Jednak postoję. Dzisiaj nici z nauki. Nie czuję się komfortowo wśród takiego tłumu. Mam przecież dwie lewe ręce i nogi - zaśmiał się cicho, upijając trochę swojego piwa.
    - Ale wilkołaka na kacu chętnie bym zobaczył... mówisz, że to praktycznie niemożliwe - cmoknął lekko. - Ile musiałabyś wypić, by choć zbliżyć się do tego stanu? - zainteresował się, zastanawiając się czy jest sens stawiać jej wyzwanie. W końcu mogliby oboje się porządnie upić, ale jeśli miałby z nią przegrać (a to było bardziej niż prawdopodobne) to i tak raczej by jej na kacu nie zobaczył.
    - Ech lipa jak nic - myśli wyrwały mu się na głos.

    Glen

    [Gwoli ścisłości - nie tylko jeden shout, ale i odpis u Willow, bo ogarnęłam wówczas Raya i zasnęłam przy odpisywaniu Glena dla Aki :P W takim razie zamrożę Shiyę póki co... trochę mi jej żal, ale co zrobić... mam z nią lekki problem, choć odpiszę nią jeszcze Larette i Niklausowi ]

    OdpowiedzUsuń
  137. Allen przez chwilę obserwował dziewczynę w milczeniu, szukając oznak fałszu w jej głosie czy spojrzeniu. Proponowała pokazanie mu miejscówki, a on szczerze nie chciał natrafić na jakieś inne wilkołaki. Nie bardzo też wiedział, czy może jej zaufać, bo jeszcze nie tak dawno temu krzyżowali ze sobą ogień. Z drugiej jednak strony mógł zawsze zatrzymać się tutaj, ale to raczej nie wchodziło w grę. Akira mógłby przypadkiem się dowiedzieć o jego pochodzeniu i najzwyczajniej w świecie zamordować go podczas snu. Cholera jedna wiedziała jakim był człowiekiem.
    - Ech... będę szczery - odchrząknął, skupiając na niej swe spojrzenie. - Nie ufam ci, a ty nie ufasz mi. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości - odetchnął głęboko. - Dlatego nie wiem, czy mogę ci zaufać w związku z tym "polem namiotowym" - westchnął, pociągając trochę swojego piwa. - Ale ta opcja napawa mnie większym optymizmem, niż zatrzymywanie się tutaj - wymamrotał. - Więc skorzystam... - westchnął ciężko, jakby właśnie skazał samego siebie na same nieprzyjemności. - Masz chłopaka? - zapytał zaraz ni z gruszki ni z pietruszki. To było kolejne zagrożenie, bo przecież jakby nie patrzeć pewna zażyłość się między nimi utworzyła.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  138. W tym momencie Melanie nie obchodziło to, że Akela jest wilkołakiem, dla niej teraz miało to najmniejsze znaczenie, a na groźbę ze strony dziewczyny zareagowała jedynie cichym prychnięciem. Pokazywanie tego, jaka to jej rasa jest groźna nie robiła na niej wrażenia, nie tutaj gdy wokół nich znajdowało się tak wiele wrogów, możliwe że o wiele bardziej niebezpiecznych od jednego wilkołaka, nieważne jaki potężny był. Nawet jeden wilkołak nie był w stanie zapewnić im bezpieczeństwa, zwłaszcza w obozie wrogów. Do tego Aki tylko denerwowała ją coraz bardziej paplaniną, jakby nie mogła na chwilę się przymknąć i dać jej się rozeznać w sytuacji.
    - Jeśli zaraz się nie przymkniesz...- tu znów na nią spojrzała, jednak ucięła w połowie zdania, czując że wściekłość pcha ją do powiedzenia czegoś, czego będzie później żałować. Ale nie lubiła, gdy ktoś jej nie doceniał, a Aki robiła to nagminnie przez co po prostu miała ochotę przynajmniej zamknąć jej tą buźkę w jakiś naprawdę drastyczny sposób... Wzięła więc głęboki oddech zamykając przy tym oczy, ale zaraz je otworzyła, gdy czuła że już nie ma ochoty skakać jej do gardła.- Słuchaj, wiem że jest Ci teraz ciężko, że jesteś w nowym dla siebie miejscu i nie wiesz kompletnie jak się zachować, a ja nie jestem zbyt pomocna w tym całym oprowadzaniu po świecie, ale daj mi chwilę.- spojrzała na nią dobitnie, po czym przeniosła dyskretnie wzrok na żołnierzy, którzy coraz mniej zwracali na nie uwagę.- Poczekajmy z jakimkolwiek obmyślaniem planu do czasu, aż się ściemni. Tak będzie o wiele bezpieczniej, bo później będą mieli inne zajęcia, niż tylko pilnowanie dwóch kobiet. Okej?- wypuściła głośniej powietrze z płuc. Potrzebowała więcej czasu, musiała jakoś to ogarnąć, a porywczość wilkołaka nie pomagała. Żałowała, jakże wielce żałowała że musiała trafić tu z nią. Że wogóle znów musiała tu trafić bez kompletnie żadnego przygotowania. Gdyby wiedziała, że akurat dziś trafi konkretnie w to miejsce, czy by jakoś to planowała, to przynajmniej przygotowała się jakkolwiek, nawet psychicznie. A tak nie była gotowa na nic.
    W końcu, po jakimś czasie mało kto już zwracał na nie uwagę. Zaraz zaczęto rozbijać dalszy obóz, powoli życie w tym miejscu zaczęło bardziej tętnić, a nawet gdzieś w oddali słychać było ciche śmiechy z ruin budynków zapewne jakiś bardziej wysoko postawionych jednostek. Dziewczyny mogły obserwować życie w obozie w pełnej krasie, Mel nawet powoli i spokojnie zaczęła jej tłumaczyć zachowania tutejszych ludzi, to jak mniej więcej powinna się zachować jako kobieta w tym kraju. Było to głównie podporządkowanie się mężczyźnie, oczywiście były od tego bardzo ważne wyjątki jak jednostki kapłańskie, ale Mel nie miała jej po co tego tłumaczyć... oczywiście póki nie dostrzegła jakiejś kobiety, która ewidentnie pasowała do tego wyjątku. Na sam jej widok zrobiło jej się trochę lepiej, bowiem wiedziała dobrze, że te kobiety uchodziły za czyste ukazanie dobrotliwości i ludzi naprawdę je szanowali. Zaraz obok na biało ubranej kobiety szedł dość wysoki mężczyzna, o charakterystycznie ostrych rysach twarzy na której teraz pojawiało się skupienie, gdy kobieta opowiadała mu coś z lekkim uśmiechem na ustach.
    - Spójrz- mruknęła do niej cicho, lekko szturchając ją ramieniem w stronę, lecz szybko odwróciła wzrok w stronę ogniska, by nikt przypadkiem nie dostrzegł że mówią konkretnie o ich kapitanie- Ten mężczyzna to kapitan oddziału, to z nim przyjdzie nam rozmawiać. Ta kobieta po jego prawej, ubrana na biało, to jedna z kapłanek. To one właśnie są wyjątkiem wśród ich hierarchii i na pewno będzie uczestniczyła w tej rozmowie, co działa na naszą korzyść, bo jej zdanie jest również brane pod uwagę skoro tu jest. To jedna z opcji, która może nam pomóc i dzięki niej mogłybyśmy wrócić do "domu", gdzieś niedaleko. Choć bardziej liczę na ucieczkę, ale to zbyt niebezpieczne, więc trzeba się łapać wszystkiego innego- dodała pod koniec.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  139. Nie było mu łatwo wyprosić od Akiry samochód. Zwłaszcza kiedy już nauczył się nim jeździć i... no cóż, do spokojnych kierowców nie należał. Nawet smok jeździł z nim z zamknietymi oczyma, w duchu modląc się by ta przejażdżka nie była ostatnią w jego życiu. No, ale w końcu obiecał Aki, że pojawi się na tym klifie. Trochę bez zastanowienia, co prawda, bo zupełnie wyleciało mu z głowy, że już tam nie mieszka.
    Zaparkował po ludzku. Na parkingu. Aż tak nieokrzesany nie był. Zwłaszcza, że prawa jazdy nie miał... no bo kto by mu je dał? W końcu był tylko niewolnikiem, nie?
    Droga na klif zajęła mu ładne parę minut, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Raczej cieszył się znajomymi drogami i aż pożałował, że jednak jest tym autem. Nie będzie można się napić. Skrzywił się nieco na samą myśl, bo zaczynał rozsmakowywać się w whiskey.
    Humor trochę mu zmalał, gdy zobaczył jej sylwetkę. Zdecydowanie nie wyglądającą na zbyt szczęśliwą. Zrezygnował więc z pomysłu zachodzenia jej od tyłu. Usiadł obok i przez dłuższą chwilę milczał, obserwując ją uważnie. W końcu jednak odetchnął głęboko.
    - A podobno to na kobiety powinno się czekać - zauważył raczej pogodnie. - A tu proszę... mam wrażenie, że się spóźniłem - podrapał się po głowie, nieco speszony.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  140. Praca z Uzi'm sama w sobie nie była zła, on sam był naprawdę fajnym szefem o czym przekonała się nie raz ale... od feralnego wydarzenia w barze, które odbyło się miesiąc temu, starała się naprawdę go unikać. Dużo czasu spędzała na zapleczu, gdzie żmudne liczenie broni, porządkowanie sterty rzeczy zajmowało większość jej czasu w pracy, a i chłopak wydawał się zadowolony. Może przenoszenie ciężkich kartonów to nie była praca dla kobiety, ale wolała to niż siedzenie z chłopakiem. Było jej głupio po tym wszystkim, nie zachowała się dobrze, ale czasu nie mogła cofnąć. Do tego w magazynie myśli podczas pracy nie zmierzały w stronę nikogo i mogła skupić się w pełni na obowiązkach.
    Dziś akurat musiała zająć się "salą", więc miała trochę czasu na to żeby w spokoju obserwować klientów bawiących się bronią, a nie było ich wielu. Dwójka przyjaciół od jakiegoś czasu robiła sobie zawody w ilość trafionych strzałów, więc nie miała nic do roboty.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  141. Aki spostrzegła prawie od razu, gdy ta tylko weszła na strzelnicę ale nie chcąc mieć z nią kolejnych nieprzyjemności, po prostu ruszyła bliżej w stronę klientów by tylko nie przeszkadzać przyjaciołom. Nie była bowiem pewna intencji dziewczyny, a wiedziała że po wilkołakach można było spodziewać się wiele i nie zdziwiłaby się nawet, gdyby dziewczyna rzuciła się z nią z pazurami. Dlatego wolała, by nie wchodziły sobie w drogę, zwłaszcza że poprzednia wizyta w barze należała do naprawdę drażliwych tematów i sama nie pozostałaby jej dłużna, gdyby Akela zaczęła obrzucać ją błotem. Widząc, że Uzi poszedł zająć się klientami, ona chciała po cichu wycofać się z pola widzenia, co ewidentnie przerwała jej Aki. Spojrzała na nią przez chwilę, ale szybko odwróciła wzrok.
    - Cześć- przywitała się z dziewczyną, nieco zaskoczona faktem, że ta wogóle do niej podeszła, a tym bardziej zaczęła z nią normalnie rozmawiać. Już nawet szykowała się do tego, że zacznie ją opieprzać za to, że wogóle do nich podeszła czy powiedziała co myśli... Więc jej w miarę względny spokój zbił ją nieco z tropu. Miały o czym porozmawiać? Jak na jej gusta to one nie miały o czym rozmawiać, bo ta sprawa zwłaszcza dotyczyła Nika i Jej ale nie zamierzała się wykłócać. Nie tym razem. Kiwnęła lekko głową na jej słowa, w tym czasie pokazując jej jeden z najbardziej oddalony tor od ludzi, po czym stanęła przy niej w pewnej odległości. Zwróciła wzrok na tarcze, czekając na to, aż Aki wyrzuci z siebie to co miała do powiedzenia.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń