czwartek, 23 marca 2017

"Tell me "go back home"

Akela Cadogan
Kobieta | Wilkołak | 19 lat | Uczennica ostatniej klasy Szkoły im. Charls'a Montez'a | Tancerka
"nieświadoma" kokietka | niewinna | niebezpieczna


"Don't want to hear about it
Every single one's got a story to tell
Everyone knows about it
From the Queen of England to the hounds of hell

And if I catch it coming back my way
I'm gonna serve it to you
And that ain't what you want to hear
But that's what I'll do
And the feeling coming from my bones
Says find a home

I'm going to Wichita
Far from this opera for evermore
I'm gonna work the straw
Make the sweat drip out of every pore
And I'm bleeding, and I'm bleeding, and I'm bleeding
Right before the Lord
All the words are gonna bleed from me
And I will think no more
And the stains coming from my blood
tell me "go back home"





GALERIA



Wątki z: Melanie, Glen, Ignis, ...

93 komentarze:

  1. Życie studentki nie pozwalało na zbyt wiele, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię związaną z czasem wolnym, życiem prywatnym i pieniędzmi. Mel nie mogła narzekać na dwa punkty z tej listy, za to życia prywatnego miała jak na lekarstwo i podupadało z każdym następnym dniem. Całe dnie absorbowała jej uczelnia i praca, przez co zaniedbała nie tylko swoich nowych znajomych ale i również tych starych. I w końcu nadszedł ten pamiętny dzień, gdy po dość długim czasie mogła się spotkać z dawną koleżanką z akademika, Lex z którą nie widziała się już pare miesięcy. Ucieszyła się więc na wieść o wspólnym wieczorze w towarzystwie jeszcze jednej, znajomej osoby i od razu zapowiedziała, że będzie.
    Zmierzała teraz do tak znajomego jej akademika, niosąc ze sobą jakieś niezłe przekąski i alkohol, ukryty w torbie, by przypadkiem nikt jej nie przyłapał na wnoszeniu alkoholu dla nieletnich. Weszła swobodnie do środka, od razu idąc pod właściwy numer pokoju, po czym zapukała cicho do drzwi i weszła. Wolała zrobić to tak. Spojrzała na obie dziewczyny z uśmiechem, zaraz zdejmując torbę z ramienia. Te kilka miesięcy nie zmieniły, aż tak bardzo, Lexi. Nadal widziała w niej tego wesołego ognika, jakiego poznała jeszcze w akademii, który uśmiech przypominał jej aż za bardzo, uśmieszek psotnego dzieciaka. Ale wyrosła na kobietę, to musiała jej przyznać, bo teraz widząc ją w pełnej okazałości aż uśmiechnęła się szerzej.
    - Już zaczęłyście beze mnie?- zdjęła swoje buty, opierając się tyłkiem o ścianę, mocując się ze sznurówkami.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiechnęła się do Lexi, zaraz lekko ją obejmując na powitanie. Dziewczyna mogła się tego nie spodziewać, zwłaszcza że czarnulka w szkole była dość chłodna z kontaktami z innymi osobami, prócz kilku beznadziejnych przypadków, więc takie przytulenie mogło wprawić dziewczynę w zakłopotanie.
    - Cześć cześć- zwróciła się do Aki, zaraz podając jej dłoń, gdy już odkleiła się od czerwonowłosej- Tak, w końcu możemy spokojnie pogadać. I chętnie napije się wina, czerwonego jeśli macie, a jak nie to coś mocniejszego- weszła w głąb pomieszczenia, zdejmując z siebie jeszcze lekki płaszczyk wraz z szalem. Odłożyła wszystko na wieszak, zaraz opadając obok dawnej współlokatorki.
    - Aż tak to widać?- uśmiechnęła się do niej ciepło, zakładając nogę na nogę oraz opierając się wygodniej na kanapie chcąc mieć na obie dziewczyny lepszy widok- Trochę zabiegana jestem, muszę przyznać. Wiesz, studia i praca dają człowiekowi nieźle w kość. Lepiej opowiadaj co tam u Ciebie słoneczko.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  3. Odebrała od Akeli wino z uśmiechem, szybko zatapiając w nim swoje wargi, oczywiście przez cały czas słuchając uważniej czerwonowłosej. Na wiadomość o tym, że Lexi została matką spojrzała z niedowierzaniem to na jedną to na drugą dziewczynę. Tego się nie spodziewała, sądziła że Lex i Shin nie zamierzają szybko zakładać rodziny, zwłaszcza że Shin według niej nie nadawał się za bardzo na kogoś takiego. Albo już była, aż nadto uprzedzona do demonów, po zdarzeniach z jednym z takich jak on.
    - No to gratuluje- zagryzła lekko wargi, odstawiając kieliszek na stolik- Chłopiec, tak? I wiesz, polemizowałabym z tym, że Shin jest słodki. Ale już uważasz- tu zwróciła się do Aki.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  4. Lexi nawet nie miała pojęcia, jak Mel jej teraz zazdrośni. Może i nie było tego po niej widać, a jednak oddałaby wszystko, żeby teraz zająć miejsce Lexi. Nie chodziło o Shina, Mel nawet go nie lubiła, raczej myślała w jakiej sytuacji jest czerwonowłosa. Miała kochanego mężczyznę, który wskoczyłby za nią w ogień, do tego niedługo miała zostać żoną, a przede wszystkim, Shin pomagał jej przy nowonarodzonym dzieciaczku.
    Ona nigdy tego nie doświadczyła, od narodzin bliźniąt musiała zmagać się ze wszystkim sama, czy to gorączką dzieci, ich złym dniem, nieprzespanym nocą czy wybraniem zastępczych opiekunów dla nich, póki sama nie stanie na nogi i nie będzie mogła się nimi zająć. Ba, nie mogła liczyć nawet na to, by Yami zajął się nimi przez jeden dzień, gdy jeszcze chodziła do szkoły, by w spokoju mogła zająć się egzaminami na koniec szkoły. Było jej trochę smutno, zwłaszcza gdy pomyślała o swoim byłym chłopaku, ale na szczęście dobrze to zamaskowała. Jeszcze będzie w takiej sytuacji, to sobie obiecała.
    - Ciekawie- podsumowała łapiąc za butelkę z winem, by dolać go sobie do lampki. Musiała jakoś przyswoić sobie te informacje, przeżyć chwilowy ból z jakim się teraz zmagała po przypomnieniu sobie zakapturzonego- A ja stoję nadal w martwym punkcie, jeśli chodzi o jakikolwiek związek. Cóż, powodzenia wam życzę- tu prześlizgnęła oczami szybko po Lexi, chcąc dokładniej sprawdzić czy ciąża ją zmieniła. Może, gdyby widziała ją nago, zobaczyłaby jakieś rozstępy, za duży brzuszek jak to zawsze jest po ciąży. Ale jej o to nie poprosi, aż tak w głowie jeszcze nie miała.
    - A jak tam u Ciebie Aki? Z Cahanem w porządku?
    Oczywiście, wiedziała od dawna że są razem, przecież przez jakiś czas spotykała się z Cahanem w akademi, oczywiście tylko na płaszczyźnie znajomości a i plotki do niej docierały.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  5. - Za mało- stwierdziła z uśmiechem, słysząc o ile dzieci wymarzyła sobie Akela- Dwanaścioro to odpowiednia liczba, Cahan pewnie będzie wniebowziety, gdy będzie miał taką gromadkę. - wypiła większy łyk wina ze swojej lampki, myśląc przy tym czy dziewczyny mają jeszcze jakiś zapas alkoholu w szafkach. Może i im wychodziło w miłości, za to ona mogła piąć się po szczeblach kariery, miała szansę na coś więcej niż tylko byciem dobrą matką czy kurą domową. Pocieszała się tym, choć szczerze wolałaby już mieć kogoś obok, nawet jeśli skończyłaby szkołę zaraz po akademii. Ale nie mogła przyznać tego nawet przed samą sobą.
    - W razie czego, macie mnie. Dwójkę dzieci mam już za sobą i chętnie służę i radą i pomocą. Ciotka Mel zawsze w pogotowiu- uśmiechnęła się do nich łobuzersko, opróżniając jednym przechyleniem szkła, całe wino jakie tam miała. Miała przynajmniej alkohol, czasami miała wrażenie że tylko to ratuje ją przed rzuceniem wszystkiego w cholerę i zaszyciem się pod kołdrą, by tam płakać w poduszkę i lamentować na swoje życie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  6. Mel chyba się zestarzała na takie zabawy. Picie alkoholu, owszem, żarty o seksie, o głupich młodzieńczych wybrykach były fajne, ale polewanie się alkoholem chyba nie było w jej stylu. Jednak dostatecznie szybko teleportowała się na drugą stronę pokoju, by nie zostać do końca zmoczoną przez Lexi. Nie będzie tak szła przez pół miasta, zwłaszcza że bluzka już przylepiła się nieprzyjemnie do jej biustu.
    - Zachowujecie się gorzej niż moje dzieciaki, spokojniej- pokręciła głową, zajmując miejsce na fotelu. W sumie nie wiedziała, czy Aki wie o jej dzieciach, bo niby skąd? Lex raczej nie zajmowała się jej osobą w rozmowach z dziewczyną, Cahan nawet o tym nie wiedział, tak samo Shin. A Nik pewnie nie wspomniał o tym słowa, bo miał wyjebane. Jak to on. - Zaraz będe musiała was umyć, a tego nie chcecie- spojrzała na nie z wymownym uśmiechem nalewając sobie czystej do kieliszka.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Nie jestem sztywna, po prostu chcę wrócić w miarę czysta do domu. I nie śmierdzieć alkoholem na kilometr- spojrzała na swój kieliszek z trunkiem, poszukując wzrokiem jakiejś dobrej popitki, by wódka łatwiej weszła do jej organizmu. Po usłyszeniu pytania, uniosła wzrok najpierw na twarz Akeli, później na Lex rumieniąc się przy tym dość mocno. Jakie zabawy preferowała? Dla niej zabawą było siedzenie przy alkoholu i takiej zabawy doświadczała do tej pory. Żadne szalone noce w łóżku, wygłupy na imprezach, tańczenie do białego rana wraz ze znajomymi.
    - Picie alkoholu, najbardziej mi znana zabawa. I najlepsza, jakiej tylko mogłam posmakować- przyznała patrząc na nie już łagodniej.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  8. - Nie jestem sztywna- powiedziała ciszej patrząc na kieliszek z wódką, nawet nie szukając już popitki. Wlała w siebie wszystko, na jeden łyk. Do takich zabaw, może potrzebowała po prostu dobrego towarzystwa, a takie towarzystwo znalazła w jednej osoby. Z którą, niestety, nie miała teraz kontaktu, więc musiała zadowolić się tym, co dostała od losu. A los postawił na jej drodze Aki i Lex.
    - Można i zagrać w butelkę- wzięła pierwszą lepszą, kładąc ją na fotelu, po czym wzięła za kant stołu i bez trudu odsunęła go w drugi kąt pokoju. - Kto kręci?- spytała kładąc butelkę na środku- A. I odpowiadamy na każde pytanie, wykonujemy każde zadanie. Może w końcu was zawstydzę.

    mel

    OdpowiedzUsuń
  9. - Nawet nie jesteście w moim typie, wybaczcie- uśmiechneła się do niej, a po tym jak butelka wypadła na nią jej uśmiech automatycznie się zmniejszył. Lexi mogła spytać o wszytsko i tego bała się najbardziej, że zada jej jakieś niewygodne pytanie, z którego nie będzie wstanie wyjść bez stracenia dumy- Pytanie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  10. Automatycznie się zarumieniła, słysząc o co właściwie dziewczyna pyta. Ona i Niklaus, dla niej brzmiało to równie niedorzecznie i nawet nie mogła sobie wyobrazić tego, że miałaby całować się z blondynem. Aktualnie myślała o nim, jako o przyjacielu, jako jakiejś rodzinie i dziwnie byłoby mieć z nim jakiekolwiek zbliżenie. Przypomniała się jednak pewna sytuacja, gdy jeszcze mieszkali ze sobą w akademiku.
    - Owszem- powiedziała zgodnie z prawdą- Ale tylko na płaszczyźnie przyjacielskiej, gdy potrzebowałam go w pewnej sprawie i nie miałam nikogo obok. A jeśli chcesz wiedzieć na co konkretnego, to przytulenie.
    Chwyciła za butelkę opuszczając głowę niżej, by dziewczyny nie mogły podziwiać jej rumieńcem. Zakręciła, a szyjka butelki padła na Aki.
    - Zadanie czy pytanie?

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  11. - Ej, to przez alkohol- zaczęła się tłumaczyć, zaraz kładąc swoje chłodne dłonie do zarumienionych policzków. To nie było tak i niech sobie nie myślą. Dobrze jednak, że Nik gdzieś wybył i nie musiał słuchać tych głupot, które na pewno naopowiadałaby mu Lexi.
    Melanie musiała się nieco zastanowić nad zadaniem dla Aki, w końcu dziewczyna mogła znieść naprawdę wiele i łatwo byłoby jej zrobić połowę zadań.
    - Wypij pięć shotów pod rząd- wskazała na pełne kieliszki, które co przed chwilą rozlała.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziewczyna była zadowolona z zadania, które jej dała, zwłaszcza widząc jak krzywi się po wypitym alkoholu. Gdy padło na nią po raz drugi, wybrała zadanie, nie chcąc by wdrążały się jakoś bardziej w jej życie prywatne, zwłaszcza jeśli chodziło o relację jej i blondyna. Pewnie gdyby tu był, wszystkiemu by zaprzeczył, ale niestety. Ale widząc te okropną sukienkę i słysząc zadanie, spojrzała nieprzyjemnie na Akelę, a później na to coś różowego co leżało obok niej. Mel nie lubiła chodzić w sukienkach, a co dopiero w takim czymś, co przypominało jej wymioty jednorożca.
    - Dobra- odburknęła, płonąc przy tym rumieńcem- Ale uwierz Aki, następne zadanie będzie bolało.
    Wstała z miejsca, zabierając ze sobą sukienkę, po czym poszła do pokoju by tam w spokoju ją na siebie założyć. Przy tym zdjęła swoją obszerną, męską bluzę i po chwili wyszła ubrana w te dwie rzeczy. Oczywiście, bluza była na wierzchu, a kaptur miała zarzucony.
    - Pierwszy raz wyglądam, jakby zrzygał się na mnie jednorożec- powiedziała, opadając zaraz na ziemię, by zakręcić butelką. Zakręciła butelką, a ona trafiła wprost na Lexi.
    - Prawda czy wyzwanie?- powiedziała szybko, zakładając ręce na piersiach.
    - Prawda- czarnowłosa uśmiechnęła się do Lex niewinnie, choć w oczach igrały ogniki- Miałaś kiedyś erotyczne sny z kimś, kto nie jest Shinem?- oparła się wygodniej o fotel.

    OdpowiedzUsuń
  13. Słysząc pytanie, Mel od razu spłonęła zagryzając wargi. Nie lubiła tematów erotycznych, zadała je tylko, od tak sobie, a one od razu zaczęły wypytywać ją o takie rzeczy. I do tego, tym samym wkraczając do jej życia intymnego. A mogła wybrać następne, głupie zadanie.
    - Z jednym- przyznała się, spuszczając wzrok na pusty kieliszek, w którym było wino. Może nie wydawało się to prawdą, ale tak było, choćby nawet Mel sprawiała inne wrażenie. Miała chłopaków, ale tylko ten jeden wskoczył jej do łóżka, a raczej to ona do niego weszła i wszystko potoczyło się tak, jak się potoczyło. Niby sprawiała wrażenie otwartej dziewczyny, która między nogami miała kilkadziesieciu, ale pozory lubią mylić. Szybko zakręciła butelką, chcąc rozgonić myśli kłębiące się wokół tej jednej chwili w namiocie, bo to były zbyt bolesne wspomnienia. Wpadło na Aki.
    - Prawda czy wyzwanie?
    Na odpowiedź dziewczyny, na jej twarzy pojawił się mały uśmieszek, lecz nie zakrył soczystego rumieńca.
    - Nie przeszkadza Ci to, że twój chłopak pieprzył się kiedyś z pierwszą lepszą laską?

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeproszenie Akeli nie było tak proste, jakie się wydawało. Mel nie przepraszała zbyt często, właściwie to prawie wcale i sama świadomość że musi to zrobić, uświadomiła jej że w pewien sposób musi poniżyć się przed jakąś osobą. Nie lubiła tego, przez całe swoje życie unikała takich sytuacji, gdzie ktokolwiek mógł ją poniżyć, a teraz ma się płaszczyć przed jakąś laską. Mel na początku nie widziała w swoich słowach nic złego, przecież Cahana nie łączyło nic z tymi dziewczynami, nie kochał ich więc mogła to określić jakie zwykłe pieprzenie się. Nie było tam uczuć ani niczego pozytywnego w tych relacjach. Później jednak uświadomiła sobie swój błąd, że ludzie inaczej postrzegają seks niż ona, więc zdecydowała się do niej przyjść. Zapukała cicho do jej pokoju, po czym odsunęła się od drzwi i założyła ręce na piersiach. To wszystko przychodziło jej z trudem i wiedział to każdy, kto lepiej już ją poznał.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Cześć- przywitała się z nią, patrząc na nią zupełnie poważnie. Czuła się niezręcznie w tej sytuacji i nawet postawa dziewczyny jej to utrudniała. Nie była przyzwyczajona do przepraszania, nikt jej tego nie nauczył i tę umiejętność zdobyła zbyt późno, a teraz jedynie zaczęła to szlifować.
    - Nic nie zostawiłam, chciałam porozmawiać o poprzednim naszym spotkaniu- sprostowała szybko, po czym odchrząknęła, bo głos uwiązł jej w gardle. Dlaczego to było tak diabelnie trudne, przyznanie się do błędu to jedno i to przychodziło jej dobrze, za to te nieszczęsne przeprosiny były zupełnie inną sprawą. Równało się jej to z upokorzeniem.
    - Chciałam przeprosić za tamte słowa o Cahanie. Po prosu widziałam to w trochę inny sposób niż Ty i przedstawiłam to tak, jak widziałam.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  16. Na szczęście dziewczyna przyjęła przeprosiny i automatycznie kamień spadł jej z serca. Na jej twarzy również zakwitł delikatny uśmiech, po czym pokiwała głową wchodząc zaraz za nią do pomieszczenia.
    Sama chciała naprawić stosunki z nią. Nie miała zamiaru robić sobie w ludziach wrogów, zwłaszcza że kilku już miała i nie zamierzała tej listy powiększać.
    - Jak w szkole?- spytała, zdejmując ze swoich pleców skórę i powiesiła ją na jednym z wolnych wieszaków.

    OdpowiedzUsuń
  17. Weszła do pokoju dziewczyny.
    - Herbatę- poprosiła przelatując szybko wzrokiem po winie, jakiego napiła się dziewczyna. Ona wolała spasować z alkoholem, zwłaszcza że czekał na nią dość spory egzamin i nie chciała mącić sobie alkoholem w głowie jak to miała czasem w zwyczaju. Lampka wina niby nikomu nie zaszkodziła, ale i tak wolała spasować.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  18. - Niedługo mam następne egzaminy, które chyba zależą od tego czy zostanę na uczelni czy nie- przyznała się, siadając na kanapie i założyła nogę na nogę obserwując uważnie dziewczynę krzątającą się po kuchni- Psychologia więzienna- wzięła od razu z talerzyka jednego herbatnika, którego zamoczyła na chwilę w herbacie.- Sam kierunek nie jest ciężki, o ile nie pracujesz i się sama nie utrzymujesz. Ale nie narzekam, chociaż jest ciekawie- wyjęła ciastko z herbaty, po czym odgryzła większy kawałek.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  19. - Myślałam głównie o tym, by rozmawiać z usadzonymi. I nawet nie mam pojęcia, interesuje mnie tylko ta jedna posada- wyjaśniła z uśmiechem. Do tego wynagrodzenie jest dość spore, więc bez problemu mogłaby utrzymać swoją rodzinę. - A Ty co zamierzasz po skończeniu szkoły? Oprócz dzieci, bo już jest wiadome.- zjadła resztkę ciastka, a mokre palce przetarła w chusteczkę.

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  20. - A coś jest nie tak, jeśli chodzi o Twoją sytuację w rodzinie?- uniosła jedną brew ku górze, patrząc na nią uważniej. Mel zawsze mogła jej pomóc, choć tak naprawdę nie miała pojęcia jak to jest w prawdziwej rodzinie i jakie mogą wynikać z tego problemy. Prawie nigdy jej nie miała, może przez kilka pierwszych lat swojego życia miała matkę, ale to nie to samo.
    - Ciekawe plany, choć pewnie trudno Ci będzie taką założyć. Do tego potrzeba masy pieniędzy jak i umiejętności, a pewnie jakimś asem w dziedzinie tańca nie jesteś.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  21. - Zawsze pozostaje zwykła praca- wzruszyła ramionami patrząc na nią dziwnie. Aki była dziwna, ale nie mówiła nic na ten temat, bo nie chciała sobie robić w niej wroga.- A jak nie, zawsze mogę coś wymyśle. Lubię działać na żywioł i często tak robię.- przyznała szczerze. Nigdy jakoś specjalnie nie planowała. Niby miała jakieś marzenia związane z założeniem rodziny, ale to nie był do końca jej plan. Teraz aktualnie może się to spełnić, a jeśli nie. Trudno. Życie zaskoczy ją w inny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Nie wiem- przyznała cicho, zaciskając obie dłonie na swoim gorącym kubku. Nie miała pojęcia, czy blondyn jeszcze do nich zawita, z nim nic nie było wiadome. Zawsze mógł znaleźć dla siebie lepsze miejsce, mógł stracić pamięć, zostać zamknięty na nowo w laboratorium, czy po prostu zginąć w swojej podróży.
    - Ale mam nadzieję, że tak.- uśmiechnęła się do dziewczyny ciepło, myśląc o swojej ostatniej rozmowie z Niklausem. Tęskniła za nim w pewnym stopniu, brakowało jej tych jego odzywek, aroganckiego zachowania czy stylu bycia. W końcu był jej przyjacielem, ale nikim więcej.- Czasem za nim tęsknie- przyznała patrząc na wnętrze kubka- Poszłabym z nim na jakieś piwo czy coś, pośmiała się jak za starych, dobrych lat. Jego znam chyba najdłużej, jeśli chodzi o akademię, bo reszta osób gdzieś zniknęła. Fajnie by było, gdyby nagle zawitał w drzwiach- jej uśmiech poszerzył się. Brakowało jej znajomych z akademii. Dwójkę swoich koleżanek już pochowała, miała tylko nadzieję że na jego pogrzebie nie będzie musiała uczestniczyć.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  23. - Nie raz kopnął mi w dupę tak, że musiałam się przez to podnieść. Fajny z niego gość, szkoda że czasem taki chuj- przypomniała sobie, a słysząc jej następne słowa uniosła szybko głowę ku górze.- Aż tak wam się bez nas nudzi? Niedługo i pojawią się następni, będzie ciekawie. Uwierz.
    Oparła się wygodniej na kanapie, przybliżając herbatę do swoich ust. Niedługo już i ona będzie wysyłać dzieci do tej szkoły, czy syna Kuro a z nimi ta szkoła prędzej czy później wyleci w powietrze. Zwłaszcza wiedząc, jaki charakter ma ona i ich ojciec, co było wybuchową mieszanką.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie bardzo zwróciła uwagę na to, że Akela z kimś rozmawia, w pełni zajęła się herbatą, a jej myśli chaotycznie kręciły się wokół blondyna. Mógłby już wrócić, kopnąć ich wszystkich na nowo w dupę. Mel słysząc jej propozycję zgodziła się od razu.
    - Chętnie- uśmiechnęła się do niej- Dawno już nie strzelałam, przeszło z dwa lata- podrapała się po głowie. Coś koło tego. Ostatni raz chyba jeszcze w Otheli, może trochę później, choć mały pistolet nadal leżał w szafce z jej ubraniami. Tak na wszelki wypadek.
    - Idziemy teraz?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  25. Szybko dopiła swoją herbatę, zaraz zakładając na swoje ramiona kurtkę. Wyszła równie szybko z akademika, od razu wkładając swoje dłonie do kieszeni i wpatrywała się przed siebie. Mogła jej pokazać naprawdę wiele, zwłaszcza że kilka lat temu, przez cały rok miała z nią więcej do czynienia i nie musiała się kryć ze swoją bronią po kątach. W Otheli jej życie przez dłuższy czas było zależne od tego, czy potrafi strzelać i dzięki temu wyrobiła tam dziwne manewry czy reakcję, których nie nauczy się człowiek nigdy nie uczestniczący w wojnie. Spojrzała na Aki zaciekawiona, kiwając przy tym głową.
    - Tylko... nauczyć cię korzystania z broni w inny sposób, niż nauczyciele. Nie poprawny, ale za to dzięki niemu będziesz mogła szybciej zareagować na ataki.- powiadomiła ją- I bardziej będzie ci to potrzebne w jakimś terenie, a myślę że jako wilkołak nie będziesz tego używać.- wzięła głębszy oddech stając nie daleko bramy, by przepuścić Akelę przodem. Ona nawet często nie pamiętała tych "poprawnych" podstaw jakich ją uczyli w tym świecie, a nie chciała jakoś szczególnie mieszać w głowie. Tu nie trwała wojna, więc nie będzie jej to potrzebne.
    - Z jakiej? Nie wiem, różnie to było. Używałam tego co miałam akurat pod ręką. W Mortiel często snajperki, bo byłą niesamowicie dokładna, gdy było trzeba.
    Oczywiście, wiedziała że zdradza Aki informacje, że w tym świecie miała swoją broń. Jakoś szczególnie się tym nie przejęła, choć nie mówiła tego prawie nikomu. Nawet jej przyjaciele o tym nie wiedzieli, prócz Nari, ale ona była wyjątkiem.
    - Wszystko zależało od Twoich sił, terenu w jakim się znajdujesz, klimatu, warunków. Sama może się kiedyś o tym przekonasz- puściła jej oczko, gdy się z nią zrównała.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  26. [Dziękuję. Też jestem tego ciekawa... sama się zastanawiałam, czy człowiek ma tu rację bytu... ale raz kozie śmierć :) Mam nadzieję, że ktoś się odważy na wątek :)]

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  27. Ona po prostu wiedziała co i jak z bronią, więc na ten temat miała dużo do powiedzenia. Musiała mieć, bo inaczej dawno leżałaby pod ziemią nie wiadomo gdzie. Jej umiejętności może i były rozległe, ale przez ludzkie ciało często zawodziły, zwłaszcza że większość swojej mocy oddała bratu. Gdyby tego nie zrobiła, pewnie nawet nie musiałaby się martwić atakami, bo te szybko by się regenerowały.
    - Używałam- przyznała się wkładając dłonie do kieszeni kurtki.- Do rekreacji. - skłamała gładko stając przy pasach, by światło zmieniło się na zielone. Ciekawiło ją, co zrobiłyby władze wiedząc co tak naprawdę z nią robiła. - Ale spokojnie, nie zamierzam do nikogo strzelać. Przynajmniej jak na razie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  28. [Może uda się coś wymyślić :) Ale nie wiem czy będzie wysokich lotów. Mam problem z początkami, pewnie jak każdy :D]

    Glen powoli zaczynał przyzwyczajać się do Phyoen. Rozróżniał już nazwy ulic i wiedział gdzie podejść po bułki, a gdzie można spokojnie usiąść i odpocząć. Nadal miał lekką traumę po ostatnim zagubieniu się, ale zdecydowanie lepiej sobie radził, choć... zaczynał tęsknić za Salree. Miał nawet ochotę wspomnieć o tym jego właścicielowi, ale postanowił mu dać jeszcze parę dni. Nigdy nie wiadomo, czy mężczyzna nie wpadnie w zły humor przez taką wzmiankę.
    Tego dnia dość niespodziewanie znalazł się w szkole Charlsa Monteza, oczywiście nie sam. Pech jednak chciał (choć może i szczęście), że polecono mu poczekać na dziedzińcu. Nie widział w tym powodu do sprzeciwu, więc dość posłusznie oddalił się od swojego pana i przysiadł na jednej z ławek, stawiając na obserwacje.
    A było co obserwować. Ten dziedziniec nie był zwyczajny. Przewijały się przez niego najróżniejsze rasy, co i rusz przedstawiając mu nową rozrywkę. A to zawody w lataniu, to strzelanie strumieniami z rąk, albo inne wycie. Byli też tacy, którzy przeliczali duże liczby zarzucając się skomplikowanymi matematycznymi wyzwaniami...
    Jednak jego uwagę przykuła pewna dziewczyna, która na pierwszy rzut oka wyglądała dość normalnie i kołysała się w takt przygrywanej muzyki. W pewnej chwili zaczęła tańczyć, ale cóż to był za taniec... zahipnotyzował go i przyciągnął do siebie. Nie wiedział kiedy znalazł się tuż przy niej, ale gdy tylko skończyła swój występ, klaskał jej niczym jakiś fan.
    - Pięknie - zauważył, zanim ugryzł się w język. - Tańczysz jak zawodowiec... chyba - odchrząknął, no bo skąd miał wiedzieć, jak wygląda taniec zawodowców?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  29. Glen odruchowo zrobił krok w tył i opuścił dłonie przestając klaskać. Poprawił bluzę nieco mocniej, choć wiedział że swojego zapachu nie ukryje. Nie było takiej możliwości. Nie zamierzał również kłamać, bo nie widział w tym sensu. Uparcie więc patrzył w tęczówki dziewczyny próbując z nich wyczytać jej zamiary.
    - Tak - udało mu się w końcu wydukać przez zaciśnięte gardło. - Jestem człowiekiem - odruchowo podniósł dłoń do góry chcąc dotknąć nią szyi, ale w połowie ruchu zmusił się do opuszczenia jej. Tyle lat już uczył się pozbywać tego odruchu, ale obroża wciąż mu tam ciążyła. - Któremu zresztą podobał się twój występ - zauważył z rozbrajającym uśmiechem, którym próbował ukryć swe zażenowanie. Zazwyczaj nie wstydził się swej rasy, co nie zmieniało faktu, że czuł się z nią źle. Niemal każda istota patrzyła na niego z pogardą, złością lub odrazą. Jakby był jakąś zarazą. Teraz też tego szukał, ale te błękitne tęczówki pozostawały dla niego zagadką.
    - Uczysz się tu? - spróbował ją zagadać, by trochę odwrócić jej uwagę od samego siebie. - Ciężko jest? - zainteresował się.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  30. Słuchał jej z wyraźną fascynacją. Studiowanie tutaj musiało być fajne. Nawet złapał się na tym, że myślami sam wstępuje w szeregi studentów tej placówki. W końcu uwielbiał czytać i uczyć się nowych rzeczy. Zaraz jednak potrząsnął głową.
    - Nie wyglądałaś na stremowaną - żachnął się. - Byłaś taka zwinna i lekka... - oblizał spierzchnięte wargi. - Przyciągałaś uwagę - dodał zaraz jakoś zaskoczony, że z taką łatwością może ją prowadzić.
    - Z fotograficzną pamięcią musi być nudno - zauważył zaraz i nie, nie przemawiała przez niego zazdrość. Przecież i on chciałby mieć coś wyjątkowego, czym mógłby się pochwalić czy obronić, a nie... jedyne czym mógł się chwalić była umiejętność ukrywania się w zagłębieniach mieszkań Salree. - To znaczy... no bo żadnego wyzwania z nauką... czy też pamięta się każdy szczegół... nie ma też zaskoczenia i może również przyprawiać o mdłości, gdy zobaczysz za dużo... śmierć czy nędzników - zacisnął nieco wargi. Zdecydował się na wytłumaczenie swojej opinii.
    - Ja? - kopnął mały kamień, który uwierał go pod stopami. - Jestem tu przejazdem - uśmiechnął się krzywo. - Czekam... na swojego p... - odchrząknął. - ...właściciela. Miał jakąś sprawę na uniwersytecie - wzruszył ramionami. Jakoś tak sama rozmowa o nim samym wydała mu się taka nudna. Jego życie opierało się przecież na tym samym i tylko te nieliczne wycieczki pozwalały mu na oderwanie się od rutyny.
    - Wiesz... lepsza fotograficzna pamięć niż okowy - zauważył z lekką nutką wesołości w głosie. No dobra, trochę zmienił zdanie, ale kto by tego nie zrobił?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  31. Roześmiał się cicho, słysząc jej wyznanie o fotografii. To faktycznie brzmiało dość dziwnie, choć w gruncie rzeczy miało sens. Mimo umysłu działającego niczym najlepszy aparat fotograficzny, zdjęcia były czymś innym.
    - Lubisz uwieczniać wspomnienia na fotografiach i potem je przeglądać? Ja lubię - przyznał szczerze. - Znaczy rzadko kiedy mam na to czas i okazję, ale lubię to. Później można wrócić do tych najlepszych i poprawić sobie nimi humor w chwili grozy - uśmiechnął się szeroko idąc wraz z nią do automatów z herbatą i kupując dwa napoje.
    Było nie było, to ona była tu płcią ładniejszą i wypadało zachować się jak na dżentelmena przystało. Podał jej jeden kubek i usiadł na ławce, opierając się o stolik tuż przed nim.
    - Zawsze milej jest mieć coś w dłoniach, a nie przeglądać tego w głowie - dodał zaraz. - Choć może tak to nie działa z twoją pamięcią - żachnął się prawą dłonią rozczochrując swe niesforne, czarne kosmyki włosów. Zbyt długie zresztą, ale nie było chęci ani ochoty na odwiedzenie przybytku zwanego "Fryzjerem".
    - Jak tutaj trafiłaś? - zapytał szczerze tym zainteresowany, ale zaraz ugryzł się w język, przypominając sobie o swych manierach. Przecież starał się być dżentelmenem, a nawet się nie przedstawił. - Jestem Glen, miło mi cię poznać - wyciągnął w jej stronę dłoń, czując się znacznie swobodniej niż na początku.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  32. - Czyli teraz patrząc na tę ławkę przed oczyma masz wszystkie swoje wspomnienia dotyczące tej ławki? Wow... że cię głowa jeszcze nie boli - gwizdnął z podziwem upijając trochę swojej herbaty. Trudno mu było coś takiego sobie wyobrazić. Zwłaszcza jeśli miałby problemy nad kontrolowaniem tej umiejętności.
    - Podziwiam cię, serio. Że jeszcze nie oszalałaś z tą umiejętnością. Pewnie trudno było nauczyć się nad nią zapanować. - rzucił swobodnie znów upijając nieco herbaty i nie wchodząc w szczegóły jej przeszłości, bo ta nie wyglądała zbyt kolorowo.
    Czarnowłosy na chwilę zamilkł zastanawiając się nad odpowiedzią na jej pytanie. Czasem zastanawiał się jak tam jest, ale nigdy specjalnie go tam nie ciągnęło.
    - Żyje mi się dobrze... tak myślę, mój pan jest całkiem w porządku. Znaczy no wychował mnie, więc jeśli robisz to co do ciebie należy to masz całkiem dobrze - przyznał szczerze. - Czasem zastanawiam się jak jest za kurtyną, ale nie wiem po co miałbym tam lądować... nie wiem co tam jest, co mnie czeka... a może czekają laboratoria i wieczne pytania? - mruknął. - To już wolę zostać tu, znosić uszczypliwości i czasem mieć pogruchotane kości - uśmiechnął się szeroko. - Nie jest tak źle, bo przecież można też spotkać całkiem przyjazne istoty... jak ty na przykład i wśród gąszczu niesamowitości zauważyć, że przecież ja też jestem niesamowity, oryginalny - wzruszył ramionami.
    - A ty chciałabyś się stąd wyrwać? Planujesz tu robić jakąś karierę? - zainteresował się zaraz.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  33. Glen trochę się ożywił. Zerknął na nią z wyraźnym zainteresowaniem, przez moment tylko tak patrząc i przesuwając palcem po krawędzi szklanki.
    - Nie wiem czy pochodzę zza bariery, czy nie. Nie pamiętam tego co było przed... musiałem mieć jakiś wypadek, bo nie mam wspomnień sprzed 8 roku życia - przyznał szczerze, decydując się jednak coś o sobie opowiedzieć. Nie widział potrzeby w ukrywaniu tego. - Nie wiem czy ktoś tam na mnie czeka czy nie i wolę o tym nie myśleć - przyznał szczerze, nieco mocniej ściskając papierowy kubek z herbatą. - Tak jest po prostu łatwiej - uśmiechnął się krzywo, nie komentując już tego jak wygląda i jak mu jest u swojego pana. Wiedział, że nie ma najgorzej ale zdarzały się sytuacje, których nikomu nie chciał opowiadać.
    - Tęsknisz za swoją rodziną? Myślisz, że tu im będzie lepiej? - zapytał jej zaraz, biorąc jeszcze jeden łyk ciepłego płynu. Naciągnął kaptur na głowę, gdy zobaczył odrazę w spojrzeniu przechodzących obok studentów. Tak było łatwiej. Zmniejszał pole swojego własnego wzroku i miał nieco więcej odwagi.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  34. Weszła do środka, od razu rozpinając delikatną kurtkę jaką miała na sobie, bo w środku było dość ciepło. Przyglądała się wszystkiemu, od wywieszonej broni, po cele w jakie mięli trafiać. Nie pracowała z bronią nigdy w tak sterylnych warunkach, a to wyjście będzie ku temu idealną okazją. Czarnowłosa ruszyła za Aki, witając się z mężczyzną lekkim skinieniem głowy.
    - Nigdy- przyznała się łapiąc za długopis, po czym powoli wypełniła wszystkie potrzebne rubryki, po czym odsunęła się od biurka. Sama chciałaby wybrać sobie broń, lecz nie miała pojęcia, czy będzie mogła. Poprawiła włosy za ucho, uśmiechając się przy tym do Aki.- A Ty?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  35. - Czasami lepiej nie pamiętać... - powtórzył za nią w zamyśleniu, po czym potrząsnął przecząco głową. - ... ale czasem to co pamiętamy jest gorsze niż to o czym zapomnieliśmy - dodał zaraz. - Więc wolałbym jednak pamiętać, ale myślę że to tylko marzenie ściętej głowy. Minęło zbyt wiele lat, by wspomnienia wróciły - wzruszył ramionami i zerknął na idealnie lecący kubek do kosza na śmieci. Zagwizdał z podziwu, a potem uniósł lekko brew. Serio? Miał się popisywać swoimi umiejętnościami celowania?
    - To co dostanę za wrzucony kubek? - zapytał jej zaraz uśmiechając się figlarnie. Skoro już miał próbować swych sił w tym jakże trudnym zadaniu dla kogoś z większą zdolnością do unikania ciosów, niż celowania w coś, to chciał mieć o co zawalczyć.
    Opróżnił swój kubeczek i chwilę przerzucał go z ręki do ręki, by w końcu wycelować i rzucić. Kubek odbił się od krawędzi śmietnika, ale zaraz wpadł do środka.
    - O... - Glen zamrugał zaskoczony. - ... tego się nie spodziewałem - przyznał i rozesmiał się serdecznie.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  36. Spojrzał z powątpiewaniem na małą kuleczkę, której masa była zdecydowanie mniejsza od poprzedniego kubka.
    - No nie no... tak szybko chcesz zmazać tę mą radosną chwilę? Dopiero co wygrałem deser... - zrobił nieco naburmuszoną minę, ale i tak przymierzył się do rzutu. Wszystko dla urozmaicenia sobie czasu. Tak jak się spodziewał. Tym razem przerzucił swój cel i z lekkim rozczarowaniem rozczochrał sobie włosy.
    - Widzisz? Nie ma lekko. Dwóch cudów jednego dnia nie mogło być - zauważył, po czym roześmiał się serdecznie. - Serio. Nie mam pojęcia jak ty to zrobiłaś... masz świetnego cela - pochwalił ją, klepiąc ją lekko po plecach. - Zawsze trafiasz? - zainteresował się, bo miał cichą nadzieję, że zdradzi mu swą technikę.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  37. Dziewczyna podeszła do tego czerwonego plastiku, by przelecieć po nim uważniej wzrokiem. Mieli tu całkiem sporo broni do wyboru i nie miała pojęcia, na jaką ma się zdecydować. W końcu wypatrzyła sobie jedną, po czym szybko obróciła do nich twarzą wbijając oczy w pracownika, który się jej przyglądał.
    - Glock 17L 9mm x 19- zadecydowała. Nie miała pojęcia, dlaczego ten mężczyzna mierzy ją wzrokiem, przecież kobiety również znały się na broni. I chyba nawet nie miał pojęcia jak sporo. Kiedy odszedł, spojrzała na Akelę pytająco.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  38. Słysząc słowa wilczycy zmarszczyła dziwnie brwi patrząc równie dziwnie na mężczyznę, po czym skrzywiła się nieco. Wzrok przeniosła na Aki, od razu kręcąc szybko głową i uśmiechając do niej ciepło. Co to to nie.
    - To raczej nie to- powiedziała jej cicho, zanim mężczyzna do nich powrócił. Całego wykładu słuchała spokojnie, po czym chwyciła pewnie swoją broń, od razu sprawdzając czy naboje są w środku zanim jeszcze odparł gdzie można je znaleźć. Ruszyła za Aki, próbując ignorować pracownika i nawet ją wyprzedziła, by odebrać swoje naboje.
    - Co się tak cieszysz?- spytała, gdy weszły już przez drzwi, ładując przy tym magazynek do broni. Sprawdziła raz jeszcze, czy wszystko jest sprawne, czy broń nie miała jakiś większych uszkodzeń które mogłyby zrobić Akeli krzywdę, bo ona zawsze mogła szybko przeteleportować się z tego miejsca. A nie wybaczyłaby sobie, ani Cahan by jej nie wybaczył, jeśli wilczycy coś by się stało.
    - Strzelaj- wskazała na jedną z tarcz, zakładając przy tym dłonie na swoich biodrach, chcąc zobaczyć na jakim etapie jest dziewczyna. Zawsze mogła je gdzieś zaprowadzić, by podszkoliła swoje umiejętności.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  39. Patrzyła na nią uważnie, uśmiechając pocieszająco, gdy nie trafiła w środek tarczy. Poklepała ją lekko po ramieniu, zaraz stając obok dziewczyny i celując w tarczę, po czym bez dłuższego wycelowywania po prostu strzeliła w czerwoną kropkę znajdującą się na głowie ich celu. Potrafiła strzelać i nie sprawiało jej to żadnych problemów ale nie chciała jakoś popisywać się swoimi umiejętnościami. Czasem czuła, jakby broń była częścią niej i jakby posługiwała się nią od dziecka.
    - Spróbuj tak długo nie celować- poradziła jej opuszczając dłoń z pistoletem.- Unieś rękę, strzel od razu. Zobaczymy gdzie trafisz.- uśmiechnęła się do niej, odsuwając kilka kroków w tył, by widzieć jak stoi. Może w tym był problem.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  40. - Widzisz- uśmiechnęła się do niej miło, jednak zaraz do niej podeszła.- Pamiętaj o postawie.- stanęła zaraz obok niej, kładąc jej dłonie na biodrach by szybko ją ustawić. - Staraj się nie stać całym ciałem na przeciwko celu, lekko bokiem ale to rada już dotycząca, gdy będziesz strzelać do przeciwnika.- dodała prostując plecy.
    - Bokiem nie tak łatwo będzie Cię trafić, stojąc twarzą od razu strzeli Ci w głowę. Najlepiej jakbyś strzelała z ugiętych lekko nóg, by być gotową do ucieczki czy uników. Pomogą Ci w tym wyczulone zmysły- mruknęła cicho ale nadal nie zdjęła dłoni z jej ciała. Poklepała ją za raz po plecach, by ją wyprostować.
    - Strzel teraz- mruknęła, po czym zajęła się swoją tarczą i strzelaniem do celu. Wymierzała sobie coraz to inne cele, nie tylko środek ale konkretne linie, jakie tam były. Jednak jej wzrok spoczął na chwilę na tym pracowniku, który zaraz do nich wrócił i stanął nie daleko Akeli. Mel uśmiechnęła się do dziewczyny lekko.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  41. - I jeszcze bezczelnie się przyznaje do tego, że nie miałem z nią szans - pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym westchnął ciężko jeszcze jakby rozpamiętując swą przegraną. A przecież mógł się bardziej postarać. Ożywił się jednak kiedy tylko wspomniała mu o wciąż pozostającym w grze deserze. No, chociaż tyle mu zostanie. Nagroda pocieszenia, ale zawsze. Lepsze to niż nic.
    - Coś się stało? - zareagował na jej wzdrygnięcie, które nie pierwszy raz się tu pojawiło. Oblizał lekko wargi i przeskanował okolicę spojrzeniem. Byłoby mu zdecydowanie łatwiej, gdyby miał jakieś moce. Nie widząc jednak zagrożenia wzruszył ramionami i znów na nią spojrzał.
    - Myślę, że lepiej będzie jak odbiorę nagrodę kiedy indziej - stwierdził spokojnie. Wolał nie napawać sobie biedy oddalając się z tego miejsca. Nie wiedział co może strzelić Michaelowi, a przecież wampir był ostatnio w wyjątkowo dobrym humorze.
    - O wilku mowa - spojrzał w stronę nadchodzącego mężczyzny. - Może wpadniesz kiedyś do Salree. Oprowadzę cię po okolicy - zaoferował się, choć nie do końca wiedział, czy dziewczyna pójdzie na taką propozycję.
    - Tu się szlajasz - Michael przystanął przy chłopaku i zmierzył zimnym spojrzeniem dziewczynę. - Spuścić cię z oczu na chwilę... Glen ile razy mam ci powtarzać, by nie zagadywać obcych?
    - Nie jestem już dzieckiem - bąknął chłopak, czując rumieńce wstępujące mu na policzki. Właśnie dlatego nie lubił kiedy ten pojawiał się na horyzoncie. Zawsze coś chlapnął tym starym jęzorem. - Wapniak się odezwał - burknął pod nosem wstając z miejsca. - Do zobaczenia, będę pamiętał o deserze - wyszczerzył się jeszcze do dziewczyny.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  42. Niby unikała kontaktu fizycznego ale to była część nauki, pokazała jej postawę którą używała bardzo często i wiedziała, że ta jej się przyda. To nie było obłapianie, po prostu pokazała co i jak po czym szybko się odsunęła. Gdyby natomiast Akela była facetem, nawet by jej nie dotknęła. Słysząc słowa pracownika, zaraz wbiła w niego swoje oczy poważnie zastanawiając się nad tą propozycją. Potrzebowała pieniędzy, ale praca i studia dawały jej nieźle w kość, do tego miałaby dołożyć sobie coś dodatkowego?
    - No nie wiem- przyznała cicho spuszczając muszkę z tarczy, wycelowaną już w jeden konkretny punkt. Podeszła bliżej nich. Nie wiedziała, czy chętna byłaby pracować przy broni zwłaszcza po roku w Otheli, kiedy robiła to bo po części musiała. Zwłaszcza że , przyzwyczaiła się do faktu iż broń używała do ochrony czy ataku, nie jakiś zabaw.
    - Tak sądzisz?- spytała Aki, unosząc jedną z brwi ku górze.- Nie jestem profesjonalistką, nie mam żadnych uprawnień przecież.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie uśmiechnęła się ani razu do chłopaka, jedynie spłonęła rumieńcem odwracając od niego wzrok, a ten spoczął na tarczy do której celowała Aki. Gdyby wpadła nawet chłopakowi w oko, pewnie szybko by uciekła jak to miała w zwyczaju od kilku lat, po prostu chyba dostatecznie się zraziła i myśl, że komuś się podoba wywoływał u niej strach. Którego nie potrafiła przezwyciężyć, a do tego te pochwały co do jej strzelania... Wzięła głębszy oddech odchodząc od chłopaka na kilka kroków, by przetrzeć twarz lewą dłonią w której nie trzymała broni, bo strzelała jedną, tylko prawą ręką. Niby była w tym dobra ale to nie był jeszcze ten poziom umiejętności jaki kiedyś chciała mieć.
    - Bo nie jestem- westchnęła głośniej. Gdyby nią była na pewno nie musiałaby chodzić z dwiema bliznami po postrzale na ciele, które skrzętnie ukrywała za specjalnie dopasowanymi ubraniami. I gdyby była profesjonalistką, nie odrzuciłaby przyjemności do strzelania. A ona z tego zrezygnowała, dopiero ten jeden wypad uświadomił jej co tak naprawdę straciła. Na poklepanie po ramieniu skrzywiła się nieco zagryzając wargi. Musiała wszystko to poważnie przemyśleć, bo gdyby mogła tu pracować jej kilka problemów mogłoby zniknąć. Opuściła nieco wzrok, by spojrzeć na Aki lekko z góry. - Idzie Ci coraz lepiej- pochwaliła ją, uśmiechając dość ciepło, lecz nadal widać było w niej lekkie wahanie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  44. "Młoda"- jak ona nie lubiła, gdy ktoś ją tak nazywał jednak wszystko przemilczała lecz z trudem. Musiała trzymać język za zębami, bo jej nieprzemyślane słowa kiedyś mogą zaprowadzić ją do grobu i ona wiedziała to aż za dobrze. Już nie raz mogła stracić przez takie odpyskowywanie życiem.
    - Można coś zjeść- zgodziła się przechadzając się obok Aki, patrząc na błędy w jej postawie. Na razie nic nie zauważyła, prócz zbyt twardo stojących stóp. Powinna stać o wiele lżej na ziemi, by odskoczyć w porę, kiedy ktoś ją zaatakuje. Ale nie chciała wytykać błędów przy chłopaku. Przeniosła zaraz na niego wzrok- No dobrze- westchnęła zajmując jedno z dalszych miejsc, zaraz obok niego. Ona nie bała się przegranej, akurat to nauczyła się znosić z godnością. Gorzej z innymi rzeczami.
    Uniosła pistolet, samej przyjmując odpowiednią pozycję, po czym wystrzeliła w środek głowy tego kształtu przypominającego człowieka.
    - Ty też nieźle strzelasz- zaczęła do chłopaka, patrząc na niego przez chwilę.- Kto Cię tego nauczył?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  45. Oddała wszystkie strzały w ruszające się tarcze, przy tym trafiając w sam ich środek, w czerwone punkciki po czym zrobiła kroków w tył. Już dawno nie miała broni w ręki i trochę się od tego odzwyczaiła. - Więc jest remis- odezwała się cicho, spuszczając dłoń tak by już nie była wycelowana w tarcze.
    - Dobrze strzelasz- pochwaliła go, podchodząc do Aki i podała jej swoją dłoń. Musiała zebrać długie włosy pałętające się po jej twarzy, by nie przeszkadzały w ewentualnej dogrywce. Chociaż na nią nie liczyła. - Na ile czasu jest to wykupione?- spytała, patrząc na nią z lekkim uśmiechem.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  46. Spięła włosy w luźną kitkę, nie zwracając już uwagi na mężczyznę. Uwagi Akeli nieco ją dotykały, czuła się przez to dość skrępowana, bo nie przyzwyczaiła się do tego że ktoś się za nią ogląda tym bardziej teraz, gdy wyszła już z akademii. Choć nadal wyglądała tak samo jak teraz i nie zmieniła się w cale jeśli chodziło o wygląd. Po prostu nie czuła tego, że mężczyźni zwracają na nią uwagę.
    - Jak to?- spytała na nią zdziwiona poprawiając włosy za ucho, które nie wplątała w dość grubego kucyka- Głupoty wygadujesz. Po prostu dobrze mu się ze mną strzelało i tyle. A ty ze mnie jajcujesz- uśmiechnęła się do niej, zaraz zabierając od niej dłoń, by szybko ją odbezpieczyć.- Postrzelaj jeszcze trochę jak chcesz. Niedługo naprawdę pójdziemy coś zjeść, bo już czuje jak burczy mi w brzuchu.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  47. Czarnowłosa spojrzała szybko przez szybę dokładniej teraz przypatrując się twarzy mężczyzny, po czy jej kącik ust uniósł się ku górze. - I co z tego że się uśmiecha?- spytała poprawiając jeszcze koszulę,którą miała na sobie by wyglądać jak człowiek, nie wywłoka. - To jeszcze o niczym nie świadczy Aki- wmawiała sama sobie, nie wiedząc co począć z tą wiedzą od Aki.
    - Poza tym. Nie wiem czy ta praca będzie przeszkadzać mi w studiach, bo kto widział psychologa z bronią w ręku. A trochę szkoda zawalić mi dwa lata i te pieniądze które w to włożyłam.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  48. - Chodziło mi raczej o to, czy pracodawny zechcą mieć kogoś w więzieniu wiedząc, że miał do czynienia z bronią. Nie potrzebuje tego, by więźniowie darzyli mnie szacunkiem za to że potrafię posługiwać się bronią, sama na nich to wymuszę- ostatnie słowa powiedziała już ciszej, nie ciągnąc już rozmowy o tym, że mężczyzna ją podrywał. Nie była na to przygotowana, na coś takiego było o wiele za wcześnie i musiała jakoś łagodnie jej to przetłumaczyć. Może wtedy, gdy pójdą coś zjeść będzie miała na to chwilę. Nie każdy miał szczęście w miłości, nie każdy darzył zaufaniem osobę, która aktualnie się za nią uganiała.
    - Chodźmy, umieram z głodu- mruknęła zanim mężczyzna wszedł do środka, po czym lekko kiwnęła mu głową na pożegnanie nie obdarowując go uśmiechem. Nie liczyłaby na kolejne spotkanie, bo pewnie gdy już uświadomi sobie do czego to może doprowadzić ucieknie jak najdalej broniąc się przed nim jak tylko będzie potrafiła. - Cześć- mruknęła cicho do niego, zaraz doganiając Aki i klepiąc ją lekko po plecach.
    - Chińszczyzna- zadecydowała wkładając dłonie do kieszeni jeansów, patrząc na tym przed siebie jakby zamyślona.- I może kawa, bo niedługo padnę Ci tu z nóg.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  49. Nikomu prawie nie podała informacji, że była w wojsku zwłaszcza że to było w innym wymiarze i kompletnie się nie liczyło. Nie mówiła o tym nikomu, kto miał jakikolwiek wpływ na jej przyszłą edukację, karierę, a jej przyjaciele wiedzieli tylko skróconą wersję jej zniknięcia, zwłaszcza że nie raz dopytywali się o jej bliznę na barku i jakoś musiała z tego wybrnąć. Tak naprawdę chyba bała się mieć znów do czynienia z bronią w większym stopniu mając w głowie to, że matka nie powinna zajmować się czymś takim. A tu nagle dostała świetną propozycję, pewnie z o wiele większą stawką i musiała wybrać między kilkoma sprawami, połączyć je, by na niczym nie straciła. W wyborze przeszkadzał jej chyba jedynie strach i brak doradcy, który mógł ją jakoś dobrze ukierunkować.
    - Boje się, okej?- przyznała jej w końcu spuszczając głowę nieco w dół, patrząc przy tym na swoje buty. - Poza tym, raczej chciałabym pracować w czymś spokojniejszym niż strzelnica. Do tego trochę boje się tego faceta.
    Wzięła głębszy oddech idąc za nią do tego baru, który zaproponowała, ale i tak pewnie nie będzie tam nic ciekawego jak na jej gust. Przez prawie całe swoje życie jadła dobrą, chińską kuchnię i miała do niej pewne wymagania.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  50. Nie było jej łatwo wyrażać swoich emocji wprost ale z biegiem lat musiała wszystkiego się uczyć, w końcu w niedalekiej przyszłości będzie musiała uczyć tego i swoje pociechy. Gdyby postępowała inaczej, pewnie wyrosłyby na kogoś takiego jak ona czy ich ojciec. A tego nie chciała, bo miały wieść całkiem normalne życie. Usiadła na krześle, odbierając od razu od dziewczyny kartę i przeglądając ją z zaciekawieniem.
    - Wiem- ucięła jej w połowie, zaraz unosząc na nią swoje oczy- Do pewnego czasu żyłam w Japonii, właściwie stamtąd pochodzę- wyznała zagryzając mocniej swoje wargi, po czym położyła menu na stoliczku. Przejechała palcem po jednej z nazw, uśmiechając się przy tym szeroko. - W krajach azjatyckich zawsze podają wszystko na wielkich talerzach, a porcje są ogromne. Do tego dodatkowe talerzyki na sosy, ryż i inne dodatki. Z tego mnie nie zagniesz- uśmiechnęła się do niej ciepło. To nie tak, że dziewczyna wyglądała na typową Azjatkę, miała tylko kilka ich cechmi to tego trzeba było naprawdę mocno się przyjrzeć, by je dostrzec. Geny przejęła bardziej po ojcu, bo matka obdarzyła ją kolorem skóry, włosów czy oczu. Charakteru również po niej nie odziedziczyła.
    - Kurczak gongbao i zielona herbata - wybrała w końcu prostując się nagle. - A Ty? Upolowałaś coś?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  51. [Nie ma sprawy. Nic się nie stało :) Następnym razem będę się przypominać ;D I pewnie, wątek deserowy można zacząć!]

    Glen już dawno wklepał numer poznanej dziewczyny do swojego telefonu, ale nie miał jeszcze okazji by się z nią skontaktować, więc gdy jej czupryna mignęła mu na ulicy w Salree, aż przystanął nieco zdumiony, zapominając o tym co miał do zrobienia. Podświadomie wsunął kartkę ze sprawunkami do tylnej kieszeni spodni i sam ruszył za Aki, by złapać ją na rozstaju dróg.
    - Cześć - przywitał się z nią z uśmiechem, po czym zerknął na zegarek. Dochodziła już siedemnasta. - O zobacz jak się dobrze składa. Akurat pora deserowa - wyszczerzył się do niej, po czym przeciągnął się lekko. - Co cię sprowadza do Salree? Wycieczka krajoznawcza, czy raczej chęć przygody? A może jedno i drugie? - zaproponował chcąc jakoś zagaić, w końcu trochę czasu się nie widzieli, a on miał ochotę na spacer w miłym towarzystwie. Nie mogło się lepiej złożyć.
    - Może panią oprowadzę - zaproponował zaraz wesoło.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  52. Uśmiechnęła się lekko w stronę dziewczyny, zaraz odbierając swoją zieloną herbatę od razu biorąc w dłonie trzy saszetki z cukrem jakie stały na stoliczku, by ją posłodzić. Wiedziała, że nie powinno się tak robić, ale inaczej by jej nie wypiła.
    - Nie jest tak źle. Kiedyś czekałam godzinę na makaron z warzywami właśnie w takiej chińskiej restauracji- zaczęła mieszać swoją herbatę, odkładając puste saszetki gdzieś na bok.- Właściwe. O co chodzi z tym chłopakiem i droczeniem się?- uniosła jedną brew ku górze.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  53. - Skrytym prześladowcą? Skądże znowu, ale przyznam że popatrzyłbym na twój taniec raz jeszcze - oznajmił dość odważnie i założył ręce za głowę, tam je krzyżując. Przez moment zniknął gdzieś z rzeczywistości, szukając w pamięci jakiegoś odpowiedniego miejsca dla damy, w końcu skinął lekko głową.
    - Jest taka kawiarnia, mają w niej pyszne ciacha, gorącą czekoladę oraz lody, a położona jest dość nietypowo, bo na drzewie - uśmiechnął się delikatnie. - Rozciąga się z niej niesamowity widok - dodał zaraz, po czym złapał ją lekko za rękę. - Teraz będzie na nią idealny czas. Zdążymy na zachód słońca - mruknął jakoś tak podświadomie chcąc ją nieco rozweselić, bo mimo że jakiegoś szóstego zmysłu nie miał to widział te podkrążone oczy i znał uczucie zmęczenia. Mimo najszczerszych chęci człowiekowi się wtedy odechciewało.
    - Jak poszedł ci konkurs tańca? - zapytał dziewczynę nieco zainteresowany, ale głównie po to by do niej zagaić. - Trzymałem kciuki, serio - zapewnił ją zaraz. - Więc jeśli nie poszło możesz zwalić na mnie - pokazał jej język i puścił jej dłoń, by nie być zbyt nachalnym. Po prostu wolał ją przez chwilę potrzymać, by przypadkiem nie zgubiła się w tłumie kolorowych istot.
    - Masz tu gdzie się zatrzymać? - znów zadał pytanie, jakby nieco podświadomie unikając rozmowy o samym sobie, bo przecież był tylko szarym człowiekiem. Nic nadzwyczajnego.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  54. - A jak, był taki jaki sprzedawali w chinach. I pewnie czekałąbym znów tą godzinę, byle tylko go dostać- przystawiła szybko do warg swoją herbatę, by upić kilka mniejszych łyków. Ucieszyła się na informację, że chłopak nie był nachalny, nie musiała więc obawiać się o to że znów kolejny facet zagra jej na nerwach. Lub gorzej, na uczuciach gdyby jednak coś z tego wyszło. - I dobrze, że nie jest nachalny- uśmiechnęła się do niej, patrząc zaraz na kucharzy którzy przygotowywali im jedzenie zza szyby.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  55. - Kusząca propozycja - odparł z rozbrajającym uśmiechem, chowając teraz ręce do kieszeni i nieco zwalniając kroku, kiedy wydostali się z najgorszego harmideru. Nie przepadał za wielkimi tłumami, więc dopiero teraz nieco odetchnął. - Tylko nie wiem co na to Michael - wzruszył nieco ramionami i zamknął prawe oko. - Hm karmił się wczoraj, więc nie powinno być problemu - mruknął pod nosem. - Dziś może wyjdzie na panienki czy coś... hm myślę że aż tak źle nie będzie jak znów zarwę noc - uśmiechnął się spokojnie, po czym uniósł lekko brew zerkając na Aki z figlarnymi ognikami w oczach.
    - Poważnie? A komu się nie podoba? - zainteresował się chcąc ją trochę poznać. - Rozumiem, że twoja druga połówka już by mnie na strzępy rozerwała - uśmiechnął się krzywo skręcając teraz w boczną uliczkę i doprowadzając ją do kamiennych schodków. Te prowadziły w dół do małego placu, na którym główną atrakcją był wielki i rozłożysty dąb. Drewniane schody zakręcały się wokół pnia starego drzewa prowadząc wprost na sam jego czubek, gdzie ukryty w liściach został ustawiony domek. Dziś - kawiarnia.
    - Panie przodem - przepuścił ją przed siebie, bo zdecydowanie nie chciał jej spowalniać swym tempem wchodzenia.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  56. - A już widziałaś go nago?- uśmiechnęła się do niej prowokująco. Oczywiście chodziło jej o faceta ze strzelnicy, nie Cahana, bo jego nagiego widziało go chyba pół akademii. Bez niej oczywiście, bo to był jej kumpel od picia w dawnych czasach. Tak niech pozostanie.
    - Wiesz. Na razie nie interesuje się facetami, bo mam studia ale miło wiedzieć, że na kimś robię wrażenie. - poprawiła na nowo swoje włosy- Nasze ostatnie spotkanie nam nie wyszło, więc może zechcesz wyjść do klubu?- zaproponowała nagle- Oczywiście możesz kogoś ze sobą zabrać.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  57. Zanim zdążył jej odpowiedzieć na cokolwiek, dziewczyna już niknęła mu gdzieś w połowie drogi na szczyt. Przyspieszył wówczas i doczłapał się na samą górę. Oparł dłonie o kolana i przez chwilę po prostu dyszał ciężko, starając się uspokoić oddech.
    - Proponuję taras na tyłach kawiarni - wydyszał w końcu, gdy uznał, że jest w miarę dobrze. To tam znaleźli sobie miejsce i zamówili po kubku gorącej czekolady. On sam skusił się jeszcze na gałkę lodów waniliowych, bo po tych schodach potrzebował czegoś dla ochłody.
    - Praca? - przypomniał sobie o jej pytaniu. - Hm... mieszkam u Michaela od kiedy pamiętam - wzruszył ramionami. - Właściwie wychowywałem się pod jego skrzydłami i zawsze denerwowało mnie to, że on się wcale nie starzeje - nadąsał się trochę. - Można tak to nazwać, chłopiec na posyłki - przyznał szczerze. - Zwykle robię zakupy, gotuję jeśli akurat kucharka jest chora, posilam go swoją krwią choć niechętnie... - wywrócił nieco oczyma. - ...zawsze o to walczymy, ale jakie mam szanse na wygraną? Przecież z góry jest wiadomo że przegram, tylko wolę żeby się chwilę pomęczył. Nie ma nic za darmo - mruknął. - Gram na pianinie jak wystawia bankiety, sprzątam mu mieszkanie i ogólnie... spędzam z nim czas jeśli ma na to kaprys. Poza tym czasem robi sobie ze mnie worek treningowy, ale zazwyczaj stara się to usprawiedliwić moim karygodnym zachowaniem... - spojrzał gdzieś w bok. - No bo jest karygodne... no wiesz, daje mi dość dużo luzów i chyba sobie ufamy tak odrobinę - wymamrotał. - Nie marudzi jeśli robię zakupy 6 godzin - uśmiechnął się krzywo. - A ja nie marudzę, kiedy zostawia mnie z dziwnymi gośćmi, bo akurat odechciało mu się z nimi spotykać - zakończył, trochę zawstydzony, że aż tyle jej wychlapał. Przecież nie taki miał zamiar.
    - No i nie przypadłaś mu do gustu - dodał zaraz. - Dwa dni mnie z domu nie wypuszczał po tym naszym spotkaniu... - mruknął, już nie wchodząc w szczegóły i nie tłumacząc jak to dalej wyglądało. Skutki odczuwał do dnia dzisiejszego, bo plecy całkowicie się nie zagoiły. - Można więc chyba powiedzieć, że też jest zazdrosny...

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  58. Skinął tylko głową zgadzając się z nią w milczeniu. Gdyby trafił na jakiegoś zwyrodnialca, pewnie nie miałby tyle swobody. Na początku zresztą też jej nie miał, po prostu przez lata ją sobie wypracował. Zwyczajnymi powrotami do domu. Nie myślał nawet o ucieczce, bo przecież nie miał dokąd pójść i doskonale wiedział, że Michael mógłby go wytropić dość szybko, a wtedy... lepiej było nie myśleć co wtedy się mogło stać.
    - Podobnie? - uniósł lekko brew wracając myślami do ich rozmowy. - Co masz na myśli, Aki? - zapytał jej zaraz. Nie wyobrażał sobie by w rodzinie mieć podobnie do jego sytuacji teraz, ale na pewno miał słabe wyobrażenie a propo rodziny. Przecież nawet nie pamiętał swojej, a w wilkołaczej nigdy się nie wychował. - Przepraszam, ale jak wygląda rodzina u Ciebie? U Twojej rasy? - zainteresował się choć może niezbyt taktownie. Upił łyk gorącej czekolady i zerknął na widok rozchodzący się przed nim. Lepiej było go chłonąć, póki miał na to okazję. Raczej nie prędko tu wróci, zwłaszcza pamiętając o zakwasach, jakie miały go załatwić. Już czuł pulsowanie mięśni.
    - Jesteś niesamowita wiesz? Weszłaś tu i nawet się nie zmachałaś. Chciałbym też tak mieć - przyznał szczerze.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  59. Glen wzruszył tylko ramionami i odchylił się nieco na krześle.
    - Ktoś mi niedawno powiedział, że jestem odważny ale głupi - odparł wkładając słomkę do swej czekolady i upijając porządny jej łyk. - Ktoś inny, że mam szczęście do wpadania na łagodne stworzenia lub takie w dobrym humorze - zaśmiał się cicho. - Może coś w tym jest - wzruszył ramionami, nie komentując faktu o gazetach zza kurtyny. Wolał się z nimi nie zapoznawać i wolał nic nie wiedzieć. Zdecydowanie lepiej było tak jak było.
    - Chciałabyś kiedyś być taką Alfą? - zainteresował się. - Myślisz, że dałabyś radę poprowadzić całe stado? Jesteś pogodna, ale stanowcza. Dobrze wysportowana. Założę się, że w walce nie masz sobie równych. Potrafisz słuchać i gadasz z sensem. Czego chcieć więcej od Alfy? - wyliczył jej cechy i uniósł lekko brew zerkając na nią uważniej. Nie pytał co się stało i czemu poprzedni tyran nie żyje. Czuł, że nie są to najradośniejsze wspomnienia dla dziewczyny.
    - Hm a jak to jest z dziećmi? W stadzie znajdowany jest potencjalny mężczyzna, czy zdarzają się małżeństwa z innymi rasami? - zapytał jej zaraz, jakoś tak zaciekawiony tym wszystkim.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  60. Chłopak słuchał jej z wypiekami na twarzy. Oczyma wyobraźni widział już te wspólne polowania, schadzki i imprezy. Musiał przyznać, że podobało mu się to co mówiła... albo może jak o tym wszystkim opowiadała. Słychać było od niej dumę i radość. Taką czystą niezobowiązującą radość. Lubiła to swoje życie na łonie natury, w gronie rodziny. A teraz była tu. Sama, samotna. Jej oczy mówiły wszystko, bo choć nie potrafił czytać z nich jak z otwartej księgi to zobaczył tyle ile mu wystarczyło.
    - W takim razie kibicuję bratu, ale i tobie... nie daj się w razie czego - uśmiechnął się szeroko, chcąc jakoś tak po ludzku dodać jej otuchy. Dopiero wówczas zapatrzył się na zachód słońca. Właśnie kończył się kolejny dzień. Dzień jak co dzień. Bez żadnych szczególnych zdarzeń. Przeciągnął się lekko. Lubił takie dni, kiedy to wracał do domu wcale nie poturbowany. Były one rzadkością, ale były. Odruchowo wstał z miejsca i poszedł na moment do baru. Po krótkiej wymianie zdań wrócił z gitarą w dłoniach.
    - Znasz to? - zagrał kilka akordów, a potem zaczął śpiewać. "Castle on the Hill" Edda Shareena, bo choć nie interesował się doniesieniami spoza zasłony, to uwielbiał słuchać muzyki... a że jego wampir też pałał do tego miłością, miał czego słuchać. W ich mieszkaniu można było znaleźć całą biblioteczkę muzyczną... bo jak twierdził wampir ta zajmuje mniej miejsca niż normalna z książkami.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  61. Glen uśmiechnął się tylko na ten komentarz i skłonił się jej lekko, po czym odstawił gitarę na bok. Nie sądził by kiedykolwiek dane mu było się oddalić poza kurtynę, ale miło było choć trochę sobie pomarzyć.
    - Dziękuję bardzo. Jak tylko będzie to możliwe uraczę was swą obecnością i na pewno poszerzę swój repertuał o innych wykonawców - obiecał jej z uśmiechem, po czym upił już nieco chłodniejszej czekolady. - Fajnie tak wrócić do wspomnień co? - bardziej zapytał niż stwierdził, bo sam wspomnień z dzieciństwa nie miał. Wyobrażał sobie co prawda jak mogło to wyglądać, ale pozostawało to jedynie w sferze jego własnej wyobraźni.
    - Droga pani Alfo, proponuję pani małą randkę - roześmiał się na widok jej miny. - Ale nie w sensie romantycznym. Po zachodzie słońca pustoszeją klify. To niezłe miejsce na spacer. Jak zdążyłem się zorientować masz niezwykłą wytrzymałość fizyczną i jesteś niezłą atletką. Klify nie będą stanowiły dla ciebie żadnego wyzwania - uśmiechnął się nieco. - A skoro nie masz co robić, a ja nie mogę zaproponować ci łóżka, bo twoja rasa i rasa Michaela raczej się nie lubią - wyjaśnił wesoło

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  62. Przewróciła oczami.
    - Przecież żartowałam- westchnęła cicho wsłuchując się uważniej co do jej zrażenia do facetów. Miała rację ale wolała okłamywać sama siebie, że nie ma czasu ani odpowiedniego kandydata co do chłopaka właśnie dla niej. No i bała się kolejnej rozłąki z kimś, na kim mogło jej zależeć. Dlatego przez te lata była sama jak palec.
    - Świetnie w takim razie- uśmiechnęła się do niej, zaraz zwracając wzrok na potrawy jakie im przynieśli i zaraz zajęła się swoją porcją.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  63. - Idziemy - zgodził się niemalże od razu, wstając i przez moment rozprostowując kości. - Czekaj Gazelo, dziadek musi się rozgrzać - rzucił pół żartem, a pół serio. W końcu czekała go schodkowa katorga. Zanim się doczłapie w dół to minie przynajmniej kwadrans.
    - Ok, gotowy - ruszył za nią, zaczynając dość żwawo, ale w połowie drogi kapitulując i robiąc sobie odpoczynek. No żesz, szlag by to! Płuca już nie te, mimo że miał jedyne 21 na karku. Ostatnie stopnie odbębnił czując zakwasy łapiące go w łydkach i kolanach. Szlag by to, no szlag!
    - Co ty robisz, żeby mieć taką kondychę? - zapytał opierając dłonie na kolanach i chwilę sapiąc tylko, by w końcu uspokoić oddech oraz swe serducho. - Ok, idziemy - poprowadził ją uliczkami, wybierając tę najkrótszą drogę, by oszczędzić sobie zbędnej kompromitacji.
    - Naprawdę ci zazdroszczę - dodał zaraz i wcale nie chodziło mu tu o rasę dziewczyny, tylko o tę wytrzymałość, którą i on chciałby posiadać. - Od dziś biorę się za siebie. Następnym razem może ci nie dorównam, ale nie będę aż tak sapał - wreszcie stanęli przed dróżką prowadzącą w stronę klifów. Była to wąska i nieco kamienista droga z obu stron otoczona dość wysoką trawą. Na nieszczęście Glena prowadziła w górę.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  64. Ona również się jakoś nie szykowała. Do tego głowę zajął jej dawny kolega jeszcze za czasów akademii, a gdy tylko dowiedział się, że ona gdzieś wychodzi nie dał jej nawet dojść do słowa. Po prostu postawił przed nią fakt, że idzie razem z nią, by w końcu razem się napić. Nie ważne, że była umówiona z Aki, do niego nic nie docierało jak zawsze zresztą. Więc na szykowanie się nie miała czasu, wzięła tylko szybki prysznic, przeczesała tylko swoje długie włosy nic więcej z nimi nie robiąc. Do wszystkiego ubrała swoje ulubione, ciemne rurki ładnie zakrywające wszystko co powinny, koszulę z jednym odpiętym guziczkiem i wyższe buty na obcasie. Na wszystko nałożyła swoją ulubioną, czarną skórę i oboje ruszyli w umówione miejsce.
    Mel widząc Uziego uśmiechnęła się zakłopotana, a wzrok szybko przeniosła na Aki ze wzrokiem "Dlaczego on?". Od razu przestała czuć się tak bardzo komfortowo, mimo to przywitała się z nim lekkim uśmiechem. Przecież nie mogła odnieść wrażenia, że jest niemiła, bo było zupełnie inaczej.
    - Cześć- przywitała się z obojgiem, zaraz dłoń układając na plecach swojego towarzysza. Ten ujął dłoń Aki z szarmanckim uśmiechem, pocałował lekko jej wierz posyłając jej zadziorne spojrzenie. Daiki robił wrażenie, nie swoim ubiorem, a ogromną posturą typowego niedźwiedzia ze swoimi bujnymi, czarnymi włosami splecionymi gdzieś z tyłu głowy w luźną kitkę. Do tego był przystojny, co podkreślała jego biała koszula wraz z normalnymi spodniami i glanami. Dla niektórych byłby to ideał chłopaka i zatonąć było można w jego błękitnych, soczystych oczach.
    - Daiki- przedstawił się mierząc wilkołaka spojrzeniem. Warto jednak było przyjść z Mel, zwłaszcza jeśli dziewczyna miała takie koleżanki!- Wchodzimy do środka?- zaproponował otwierając przed paniami drzwi jak na dżentelmena przystało. Może nim nie był ale chciał wywrzeć dobre wrażenie na kobiecie, która strasznie mu się spodobała.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  65. - Testy wytrzymałościowe? - spojrzał na nią unosząc lekko brew. - Ale chyba nie dzisiaj, co? - upewnił się, że nie zamierzała go mordować tego samego dnia. Już widział siebie biegającego na 100 metrów i tuż przy mecie umierającego. Widział siebie w przestworzach z błogim uśmiechem. Tortury opłaciłyby się przynajmniej pod tym względem.
    - No tak, tancerka z ciebie - przypomniał sobie, bo przecież kiedy ją spotkał to akurat tańczyła. To wiele wyjaśniało, ale znowu nie wszystko. Bo przecież on wiele razy uciekał, więc teoretycznie powinien mieć dobrą kondycję, a tu nic z tego.
    - Skakałem - przyznał z uśmiechem. - Ale nie z tych... - dodał zaraz. - Jeszcze na tyle nie zwariowałem. Można się zabić, skacząc z tych klifów. Tam na dnie są wystające kamienie z ostrymi końcami. Będąc amatorem można po prostu pożegnać się z życiem. Serio, nie warto - oznajmił dość pogodnie. Ileż to historii się nie nasłuchał o śmiałkach próbujących swych sił z tymi klifami. Niemalże każdy kończył tak samo.
    - Ale jak skoczysz i przeżyjesz to otrzymasz wieczną chwałę. Staniesz się legendą - rzucił jeszcze. - Mimo to lepiej nie próbować...

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  66. - Zapamiętam i jeśli obudzę się o tej 5 rano to dam znać – obiecał jej, zaraz dołączając do dziewczyny i jedynie dla bezpieczeństwa siadając na skraju klifu. Pomachał lekko nogami i zerknął na nią.
    - Szczerze mówiąc, było przerażająco… Michael mnie z niego zepchnął w ramach zemsty… - mruknął. – Ledwie co mi się udało na powierzchnię wypłynąć, ale na szczęście żadnych rekinów w pobliżu nie było. Zbyt płytko, tak sądzę – uśmiechnął się delikatnie, po czym znów spojrzał w dół.
    - No wiesz, nie chciałbym jednak byś próbowała… bo lubię cię i nie uśmiecha mi się wyławiać twego martwego, dryfującego ciała – żachnął się zaraz. Wszystko w granicach rozsądku co nie? Poza tym pomyślał też trochę o sobie. Wolał nie zastanawiać się co by było, gdyby ktoś się zorientował, że to akurat on był z nią widziany jako ostatni. Był człowiekiem, a to dla wielu starczało by oskarżyć i zabić przy okazji.
    - Więc jeśli chcesz skakać, to lepiej z tamtego – pokazał dłonią na nieco niższy klif oddalony od tego jakieś dwa kilometry. – W wodzie nie ma zbyt niebezpiecznych skałek i rekinów też brak – uśmiechnął się lekko.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  67. Od poprzedniego spotkania minęły jakoś dwa tygodnie, jednak Melanie nawet nie odczuła tego czasu. Uczelnia, praca, poszukiwanie współlokatorów... to teraz zajmowało większość jej czasu i do tego coraz częściej musiała ślęczeć przed książkami, by jakoś ogarnąć cały materiał. A to była dopiero połowa nauki. Czas dla siebie, czy na wyjścia ze znajomymi miała mała mało, mimo to zorganizowała sobie czas tak, by wyjść w tym tygodniu z Aki i nawet wzięła sobie wolne w pracy. Nadal pracowała jako kelnerka, bo nie mogła zebrać odwagi, by pojawić się w strzelnicy. Może kiedyś.
    Właśnie zmierzała w umówione miejsce, nie daleko lasu z całym zapotrzebowaniem. Chciała poduczyć Aki strzelania, zwłaszcza że dziewczyna miała naprawdę ładne grono adoratorów i broń w torebce zawsze jej się przyda. Szczególnie, gdy będzie miała pojęcie jak dobrze jej używać. Weszła do lasu wypatrując uważnie swoją znajomą, a gdy tylko pojawiła się na jej horyzoncie na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
    - Cześć- przywitała się, zaraz odkładając mniejszą torbę na kamień.- Jak się czujesz?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  68. Glen wzruszył ramionami w odpowiedzi, jakoś nie chcąc wchodzić w szczegóły kar i innych zemst jakie stosuje Michael. Lepiej było o nich nie myśleć, bo gdyby zaczął to robić, z pewnością wracałby już do mieszkania.
    - Sam z siebie? - popatrzył na nią nieco nie rozumiejąc. - A wyjście na piwo do niebezpiecznego baru się liczy? Albo randka z taką jedną wilkołaczką? Hm... a może samotny spacer po stolicy kraju? - zapytał zerkając na nią z delikatnym uśmiechem. Wstyd się było przyznać, ale on raczej nie marzył. Nie widział w tym sensu, bo przecież życie szybko weryfikowało jego wszystkie marzenia.
    - Ja nie mam marzeń - dodał zaraz. - Wystarczy mi ciepły posiłek i łóżko... i odrobina czasu dla siebie - dodał zaraz. - Po co marzyć, kiedy wiesz że twe marzenia raczej się nie spełnią? - spojrzał jej prosto w oczy i postukał palcem po swej obroży. - To zostanie tu na zawsze - wzruszył ramionami, teraz spoglądając na morze, bo jakoś tak humor nieco mu opadł.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  69. Serce podeszło mu do gardła, kiedy ta puściła się biegiem, ciągnąc go za sobą. Pięknie i znów skończy w wodzie. Zdążył się już przyzwyczaić, że nikt nie szanuje jego decyzji. Zacisnął mocno powieki i jakże się zdziwił, kiedy Aki zatrzymała się nagle. Nie zdążył wyhamować i wylądował na jej plecach. To wówczas wysłuchał jej do końca, a potem spokojnie obserwował jak znika w tafli wody, a po chwili się z niej wyłania. On sam nie zamierzał skakać. Jakoś nie przemawiał do niego ten klif. Złe wspomnienia były zbyt silne...a poza tym serce wciąż mu biło jak szalone. Serio. Kiepski z niego atleta był. Obserwował tylko jak Aki wychodzi na brzeg i wspina się po klifie do góry, a kiedy wreszcie znalazła się obok niego uniósł lekko brew.
    - I jak? Woda zimna? - zainteresował się, by zaraz odpowiedzieć na jej wywód o marzeniach. - Marzenia powinny być do spełnienia, więc co mi po marzeniu ze ślubem czy daleką podróżą, kiedy i tak ich nie osiągnę? - zapytał jej spokojnie. - Mój główny cel w życiu to przeżyć i cieszyć się z tego co mogę. No i dręczyć odrobinę Michaela - uśmiechnął się krzywo. - Tak powinno zostać - wzruszył ramionami. - Nie chcę ślubu ani dzieci. Bo po co mi one skoro i tak zostaną tu uwięzione? -uniósł lekko brew. - Nie marzę o krainie za kurtyną, nie znam jej i wolę się do końca do niej nie zbliżać, żeby nie zatęsknić... - dodał zaraz, zastanawiając się czy to co mówi ma jakikolwiek sens. - Nie nakładam sobie kajdan na marzenia... ja po prostu chyba nie wiem jak marzyć by móc mieć realny cel.

    OdpowiedzUsuń
  70. Patrzyła uważnie na Akelę. Widać, że dziewczynie to wszystko już przeszło i czuje się świetnie, zapewne była to zasługa Cahana ale nie miała ochoty wchodzić w szczegóły. Jej wystarczyło to, że nie musiała przepraszać za swojego kumpla, bo w końcu to ona go przyprowadziła na tę zabawę i gdyby nie to, spędziliby całkiem miły wieczór we trójkę. Słysząc pytanie, ruchem głowy wskazała na swoją torbę, do której podeszła wyjmując z niej prawdziwy pistolet, z ostrą amunicją.
    - Postrzelamy sobie- powiedziała podając jej naładowaną już broń. Nie była jakaś specjalna, od to zwykła policyjna strzelba, jaką tu często używali. - Dobrze, że czujesz się już lepiej. A Cahan dorwał już tego idiotę?- zagaiła. Przecież wysyłała mu sms'a z jego adresem. Miał jej numer, podawała mu go jeszcze jak chodzili razem do akademii, po tym gdy był u niej raz w domu. Bo kto, jak nie on pomoże jej przenieść masę książek, z którymi ona nie da sobie rady sama.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  71. Sama wyjęła z torby swoją broń, naładowała ją szybko nabojami i stanęła nie daleko dziewczyny, palcem wskazując jej na drzewo.
    - Po prostu, sprawdzimy Ci celność. Byłaś ostatnio na strzelnicy?- spojrzała na nią kątem oka, szybko wystrzeliwując dwa pociski w pień. - Spróbuj w nie trafić. Czasem będzie Ci potrzebna celność snajpera. Mnie to nie raz uratowało- przyznała, opuszczając broń i zaczęła spoglądać na pień, czekając aż Aki zacznie swoje przedstawienie. Mogła zabrać ją w jedno miejsce, ale nie wiedziała jak zareaguje na to, że będzie musiała zabić prawdziwego człowieka.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  72. [ Dziękuję za powitanie ^^
    Ja za to kupuję całą sobą Aki ( kocham wilkołaki i wszystko co się z nimi wiąże ), więc jak znajdziemy pomysły to wątek musi być :D

    Oo feniksy też są świetne i przynajmniej moja Ignis by się nie martwiła o spopielenie kolejnej swojej koleżanki... Ale to nic, trzeba pomyśleć jak te dwie nasze panie połączyć chyba, że wolałabyś wątek prowadzić drugą swoją postacią :D ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  73. Glen uśmiechnął się do niej lekko, ale zaraz odwrócił od niej wzrok. Koszulka dziewczyny ładnie podkreślała teraz jej wdzięki. Musiał się mocno powstrzymywać przed patrzeniem na nią, bo mimo wszystko był chłopakiem w kwiecie wieku.
    - Nigdy nie widziałem wilkołaka w formie wilkołaczej - wyznał szczerze wstając ze swojego kamienia. Dlatego też do głowy mu nie przyszło prosić o takie rzeczy. Przecież jakby to wyglądało. Ona, krucha kobieta i on na niej? Jakoś nie mógł sobie tego wyborazić.
    - Jeśli nie masz nic do przebrania, to może zmieścisz się w coś mojego? - zaproponował. Był przecież wątły i mógł się czymś podzielić. - Chodź, pójdziemy do mnie... Michaela jeszcze tam nie ma - stwierdził spokojnie, prowadząc ją powoli do swojego miejsca zamieszkania. Nie chciał przecież, by Aki się przeziębiła.
    Kwadrans później wprowadził ją do swojego pokoju, pokazując też łazienkę, którą miał tuż przy nim.
    - Głodna? Zrobię coś do jedzenia i z góry przepraszam za zapach. Może śmierdzieć wampirem - mruknął, bo on jakoś nie miał z tym problemów. Nie rozróżniał zapachów. Już miał wyjść po coś do jedzenia, kiedy zderzył się ze wspomnianym stworzeniem.
    - Cześć Glen - Michael złapał go w objęcia, nie dając szansy na ucieczkę. - Zastanawiałem się co tak długo zajęła ci ta lista zakupów - pomachał mu przed oczyma listą, którą przed chwilą wyciągnął z kieszeni jego spodni. - Czyżbyś o nich zapomniał? - uniósł lekko brew, a jego czerwone tęczówki nie zapowiadały niczego dobrego.
    - Ja... Aki zgubiła drogę i chciałem jej pomóc, ale wpadła do wody, więc... - skrócił wersję ich wędrówki by jakoś się wyratować, przez co niemal od razu poczuł palący policzek.
    - Doprawdy? I zajęło ci to 5 godzin? - zapytał z niedowierzaniem, po czym przeniósł wzrok na młodą wilkołaczkę. - Pani się rozgości - uśmiechnął się do niej lekko, po czym wykręcił dłoń chłopaka, przez co Glen jęknął boleśnie i zatopił kły w jego szyi.
    - Michael! Wczoraj jadłeś! - Glen spróbował się mu wyrwać, bez szans. Zawroty głowy przyszły niemal natychmiast. Nie zdążył się zregenerować po poprzednim posiłku wampira. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa, a przed oczyma pociemniało. Niemal od razu zabrakło mu sił, a wampir nie chciał przestać pić. Dopiero kiedy chłopak zatrząsł mu się w ramionach, puścił go, pchając mocno na podłogę.
    - No dobrze, zajmij się swym gościem. Później sobie o tym porozmawiamy - rzucił jeszcze na odchodnym.
    Glen zacisnął mocniej powieki, bezskutecznie próbując podnieść się z podłogi.
    - Nic mi nie jest - wymamrotał do Aki. - Zaraz przejdzie - zdołał usiąść i z trudem oparł się o ścianę, zakrywając ugryzienie drżącą dłonią. - Ale kolacja musi chwilę poczekać - uśmiechnął się krzywo. - Wybacz, że musiałas to oglądać...

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  74. [ To niech chodzą do tej samej klasy i mogły się zapoznać wcześniej właśnie przez to, że Akela oprowadzała Ignis po szkole ;) Może niech się coś zadzieje np na terenie szkoły, że Ignis prawie wybuchnie, ale Aki ją powstrzyma w jakiś sposób/uspokoi/zaciągnie w ustronne miejsce i moja pani się jej "wypłacze" na ramieniu? Coś w tym stylu żeby jakoś zacząć ich relację ;)
    A dlaczego Ignis mogłaby wybuchnąć? Hmhm... Może jakiś inny uczeń się jej uczepi w tym dniu i Ignis w końcu by mogła nie wytrzymać... Mogłoby coś takiego być? :) ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  75. [Jesli to nie problem to mogłabym zostawić to tobie? ^.^ ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  76. Przyglądała się temu jak strzela, a na jej twarzy pojawił się zadowolony uśmiech. Robiła postępy co ją cieszyło, bo jednak w jakiś sposób jej pomogła i chciałaby by pod jej czujnym okiem kontynuowała to zajęcie. Akela miała zadatki i widziała to teraz, gdy za pierwszym razem trafiła w jej kulę.
    - Świetnie Ci idzie- pochwaliła ją, ignorując to co powiedziała wcześniej.- Jeszcze trochę pracy przed Tobą ale będzie naprawdę dobrze- uśmiechnęła się do niej ciepło, przy tym wkładając dłonie do kieszeni swoich spodni. Stała i patrzyła, jak dziewczyna zgrabnie obchodzi się z bronią, jak skupia na celu mrużąc jedno z oczu. Tego wszystkiego nauczyłaby się o wiele szybciej z bardziej doświadczonym nauczycielem, ale na tą chwilę nie była w stanie załatwić jej nikogo innego. Osoba, która ją tego wszystkiego uczyła, zniknęła a reszta ludzi, którzy obchodzili się z bronią i których znała, byli po prostu niebezpieczni. Nie chciała narażać ją na spotkanie z takimi osobami.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  77. [Aleś zaszalała xD Nie ma sprawy, nic się nie stało :) ]

    Glen nie zdążył zareagować na jej reakcję. Nawet nie zauważył kiedy ruszyła się z miejsca. Przycisnął mocniej dłoń z kawałkiem jej bluzki do szyi i powoli podniósł się z ziemi. Podpierając się o wszystko co napotkał na swej drodze ruszył tuż za nią. Wolał, by Aki nie pakowała się w niepotrzebne kłopoty, niezależnie od tego jak dobre intencje miała. Poruszał się okropnie wolno, z każdym krokiem walcząc o zachowanie przytomności i nie zwrócenie całego podwieczorku. Szlag by to wszystko trafił. W myślach tylko błagał, by Michael nic nie zrobił dziewczynie.
    - Nie ma takiej opcji - odparł chłodno wampir, krzyżując ramiona. - Glen jest mój i nie jest na sprzedaż - oznajmił mierząc ją chłodnym spojrzeniem.
    Glen nie spodziewał się po nim niczego innego, ale był nieźle zaskoczony propozycją Aki. Co też ona sobie myślała?! Śmierci szukała, czy jak? Musiał szybko coś zrobić, zanim wampir straci cierpliwość. Przecież dopiero co się napoił, miał więcej sił niż normalnie.
    - Nie masz niczego czym mógłbym być zainteresowany, słodki wilkołaczku - zauważył Michael, robiąc krok w stronę Aki i wyszczerzając do niej swe zęby. - Glen jest moją własnością i pozostanie ze mną tak długo jak będę tego sobie życzył - warknął, zaraz obracając się na pięcie jakby coś go sparzyło.
    Raider skrzywił się widząc jego wściekłe spojrzenie mierzące go od stóp po głowę. Zamarł, ale coś kazało mu zrobić kolejny krok do przodu. Musiał ich przecież powstrzymać przed najgorszym.
    - Aki... tu jest mi dobrze - zapewnił słabo dziewczynę. Przeklął się w myślach za ten ton, ale co mógł zrobić. Nie był w stanie wykrzesać z siebie nic więcej. Dyszał przynajmniej tak jakby przebiegł 10 km, choć z drugiej strony nigdy tego nie zrobił, więc nie do końca wiedział jak wówczas wygląda człowiek. Kolejny krok przyprawiłby go pewnie o upadek, ale Michael już go podtrzymywał. Choć minęło już tyle lat, Raider wciąż miał trudności z zaakceptowaniem faktu, że wampir może tak szybko przemieścić się z jednego miejsca do drugiego.
    - Idiota, życie ci nie miłe? - westchnął wampir, mierząc zaraz Aki zimnym spojrzeniem. Gdyby chłopak miał więcej siły, pewnie by mu się odgryzł albo chociaż wywrócił oczyma, ale tym razem zostawił ten komentarz bez odpowiedzi. - Glen tu zostaje, a ty nie masz nic do gadania - rzucił tylko.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  78. Ignis niemal cały dzień spędzała w akademii. Miała sporo zajęć, do których się przykładała. Miała w tym swoje cele choć przede wszystkim działała tu jej ambicja, która nie pozwalała smoczycy spocząć na laurach. Najważniejsze jednak były zajęcia z samokontroli. Musiała... Chciała by szybko przyniosły pożądane efekty by mogła wrócić do domu. Na razie jednak nie była pewna jakie postępy zrobiła. Owszem zdażało się kilka skrajnych sytuacji w których sobie radziła, jednak to nigdy nie był prawdziwy gniew bądź smutek, czy jedno i drugie naraz. Trzymała się nieco z boku, nie nawiązywała zbyt bliskich relacji z innymi uczniami, czy mieszkańcami Phyone. Nie chciała ich narażać na niebezpieczeństwo jakim ona mogła się okazać. No i wiedziała, że za jakiś czas opuści to miejsce, a tego nie mogła się doczekać.
    Za zwyczaj ignorowała wszelkie zaczepki. Jednak tym razem było inaczej. Chłopak, który postanowił sobie pożartować, trafił na złą osobę. Nie miał prawa obrażać, ani jej, ani jej rodziny, czy gatunku. Przekroczył pewną granicę. Solidnie ją wkurzył i mimo iż z wszelkich sił starała się opanować emocje nią targające, czuła, że wkrótce stanie się najgorsze. Zaczęła emanować ciepłem, jej skóra również się nagrzała do wysokich temperatur... I gdy czuła, że dłużej nie wytrzyma coś znokautowało chłopaka, a ją zaczęło ciągnąć w nieznanym kierunku. Gdy Ignis znalazła się na basenie, stała osłupiała i spoglądała na wybawicielkę szkoły. Akela. Kojarzył ją.
    Smoczyca potrząsnęła głową.
    - Nie szkodzi. - Szepnęła powoli się uspokajając. Wzięła kilka głębszych oddechów. - Jestem w tym beznadziejna. - Stwierdziła odwracając spojrzenie od dziewczyny. - Umiem panować nad ogniem, tworzyć go, ale gdy przychodzą skrajne emocje... bum. - Zacisnęła palce w pięści. - Gdyby nie ty ta szkoła skończyła by jako kupka popiołu. - Wyznała. Rok, już rok tu tkwiła i wciąż działo się to samo. - Przepraszam. - Mruknęła rzucając swoją torbę na podłogę. Opadła na ławkę pod ścianą. - Chyba najlepiej by było gdybym wyniosła się na koniec świata, gdzieś gdzie nikogo nie ma. - Stwierdziła. W takim tempie nie prędko wróci do domu.

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  79. Michael zmierzył ją chłodnym spojrzeniem i wybuchnął dźwięcznym śmiechem.
    - Cóż dziewczynko, jesteś na moim terenie. Tu panują moje zasady i nikt nie ma prawa mi mówić co mam robić – powiedział po prostu, puszczając Glena i pozwalając mu spocząć całkowicie na Aki. – I jeśli najdzie mnie ochota, przyjdę po niego po pięciu minutach – zapewnił ją chłodno, po czym rozpłynął się w powietrzu. Miał swoje sprawy na głowie i nie mógł sobie pozwolić na zwłokę. Później sprawdzi co z chłopakiem.
    Glen nie wiedział jak dostał się do sypialni. Musiał po drodze stracić przytomność, ale kiedy ją odzyskał leżał już w swym łóżku, dokładnie przykryty kołdrą, z Aki tuż obok niego.
    - Głupia – jęknął próbując niemal od razu usiąść na łóżku, ale zawroty głowy mu na to nie pozwoliły. Opadł więc znowu na poduszkę i zasłonił swe oczy ramieniem. Nie przepadał za ukazywaniem swej słabości, a tego dnia wyjątkowo mu to nie wychodziło. – To nie zdarza się często – zapewnił ją szybko. Mówił prawdę. Michael traktował go dobrze, tylko czasem mu odbijało. Zwłaszcza, kiedy widział go w obecności wilkołaków. – Nie rób tak więcej… wiem że jesteś super silna, wiem że on też… ale jakby coś ci się stało podczas walki… - zacisnął mocno wargi. – Ja nie dałbym rady pomóc – przycisnął mocniej swe ramię do oczu. – Nie dałbym rady, a nie chciałbym wiedzieć, że on ci coś zrobił. Za bardzo mi na tobie zależy – mruknął i miał na myśli ich przyjaźń, bo naprawdę zaczynało mu na niej zależeć, choć sam się zdziwił za te swoje głupie uczucia, których przecież nie powinno tu być.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  80. Uśmiechnęła się do niej ciepło, gdy zaprzestała strzelania.
    - To wszystko zależy od tego, jak długo już obcujesz z bronią.- wytłumaczyła zakładając dłonie na piersiach wygodniej, a słysząc jej późniejsze słowa, tylko otworzyła szerzej oczy. Nie mogła nawet nic zrobić, bo zaraz za jej plecami pojawił się ogromny basior, który nieprzyjemnie chuchał jej swoim śmierdzącym oddechem w kark. Skrzywiła się, marszcząc przy tym brwi. Nie lubiła mieć nikogo za swoimi plecami, zwłaszcza jeśli ktoś obnaża na nią swoje kły, jak to było w tym przypadku. Odwróciła się do niego przodem, a jej wzrok szybko spoczął na przeobrażającym się wilkołaku. Gdyby nie to, że była tu Akela, pewnie już dawno by się stąd teleportowała, zostawiając ich samych sobie. A tak nie mogła nawet jej dotknąć, by przenieść je w bezpieczne miejsce, bo tamci od razu wykonaliby ruch.
    - Nie mam zamiaru nigdzie się stąd ruszać- powiedziała stanowczo, mając cały czas wlepiony wzrok w jego twarz, by tylko nie spoglądać na resztę jego towarzyszy. Nie chciała się ugiąć, bo to nie było po prostu w jej stylu. Zawsze robiła to, na co miała ochotę i w obliczu niebezpieczeństwa nie było inaczej. Zawsze mogła użyć na nich swoich zdolności i będą miały czas na ucieczkę. Akelę odstawi do Cahana, a sama zabarykaduje się w jakimś miejscu.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  81. Przysłuchiwała się całej tej rozmowie patrząc to na Akelę, to na jej brata uważnie ilustrując ich obu. Nie bardzo interesowała ją ich relacja, ani nawet to, o co tak naprawdę chodziło w całej tej sprzeczce. Chciała jedynie stąd iść i to jak najszybciej.
    Gdy Akela chwyciła ją pod ramię, zmarszczyła brwi patrząc na to, co dziewczyna robi nieco zdziwiona faktem, że wogóle ją dotyka. Było to dla niej dziwne, bo wcześniej nie miały aż taki bliskich kontaktów.
    - Więc odpuszczamy sobie treningi w lesie- zaczęła rozmasowując swoje ramię, które nieco zgniotła wilczyca. Przecież była od niej o wiele silniejsza fizycznie i mogła złamać jej nawet rękę.- Idziemy na strzelnicę?- zaproponowała.- Mam do niej klucze, więc można spokojnie się wcisnąć.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  82. - Nie boje się o siebie- przyznała stając w miejscu i patrząc się na plecy kobiety. Miała dziwne przeczucie, że ze strony tamtego chłopaka coś jej grozi i musiała jakoś powiadomić kogoś z jej bliższego otoczenia, by miał ją szczególnie na oku. Nie ruszyła się jednak z miejsca, uśmiechając się przepraszająco.
    - Chyba nie skorzystam, ale baw się dobrze- spojrzała szybko na zegarek, po czym na wyświetlacz od telefonu. Ktoś nagle wpadł jej do głowy.- Do zobaczenia.
    Odwróciła się, by szybko dojść do strzelnicy.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  83. - Ale mnie nie interesuje kim jesteś - żachnął się chłopak zerkając na Aki. - Nie ważne czy jesteś Alfą, Betą czy Omegą... - burknął. - Jesteś przede wszystkim kobietą... a kobiet się nie rani. Przynajmniej próbuje, by ich nie ranić - mruknął, opadając znów na poduszki, bo jednak siedzenie wymagało od niego sporo wysiłku. - Poza tym to nie była jego zachcianka - żachnął się. - On nie robi takich rzeczy dla własnych zachcianek, tylko wtedy kiedy jest porządnie wkurzony - wzruszył ramionami. - Każdy rodzic czasem karze swoje dzieci, gdy zrobią coś nei tak, co nie? - uniósł lekko brew, jakoś tak podświadomie usprawiedliwiając akcje wampira. Chciał wierzyć, że właśnie tak było i że nie był zwyczajną zabawką, niewolnikiem którego można wyrzucić. Chciał wierzyć, że znaczył dla Michaela nieco więcej.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  84. Glen wywrócił nieco oczyma. Miał wrażenie, że żyją w dwóch różnych światach. On nie rozumiał tego co do niego mówiła, a ona nie chciała zrozumieć jego punktu widzenia. Cóż, trudno. Takie życie. Zdołał się już do tego przyzwyczaić. Nadprzyrodzone istoty po prostu nie chciały do końca rozumieć.
    - Cieszę się, że złożyłaś sobie taką przysięgę, ale to nie znaczy że musicie sobie zaraz skakać do gardła. Szczerze mówiąc, nie chciałbym stracić ani ciebie ani jego – oznajmił tylko, bo tylko na tyle było go stać. – Nie obchodzi mnie też czym jesteś przede wszystkim… dla mnie jesteś przede wszystkim kobietą, a o kobiety powinno się dbać. Niezależnie od ich rasy – burknął znowu, chowając się trochę pod kołdrą.
    - Mhm może powinnaś już iść – zgodził się z nią. Nie czuł się dobrze, kiedy tak nad nim skakała. Było to miłe uczucie, ale ulotne. Wiedział, że taka sytuacja może się już nie powtórzyć i wolał się do niej nie przyzwyczajać. Tak po prostu. Lepiej nie liczyć na więcej niż się ma. Tak było łatwiej. Przynajmniej jemu, a czasem lubił być egoistą. Zdarzało mu się to rzadko, ale zdarzało.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  85. Nie mógł odwrócić wzroku. Nie mógł, bo wiedział, że gdy to zrobi zginie więcej osób. Michael wpadł w furię, kiedy nie wrócił do domu o umówionej godzinie. Nie pierwszy raz ale i na pewno nie ostatni, ale po raz pierwszy dostał takiego szału. Glen posłusznie wysłuchał jego tyrady, przyjął nawet na siebie grad ciosów i pozwolił mu wypić tyle krwi ile chciał. Podejrzewał, że ma co najmniej 4 żebra złamane, nie mówiąc już o rozerwanej skórze na plecach. Koszulka nieprzyjemnie się do nich przyklejała. Przeszedł przez to wszystko i miał nadzieję, że to wystarczy, ale Michael wywlókł go na zewnątrz i trzymając go za gardło zabronił zamykać oczu.
    - Ostatnio zrobiłeś się zbyt krnąbrny Glen – zauważył chłodno, najwyraźniej już nieco spokojniejszy. Chłopak niemal odetchnął z ulgą, dopóki wampir nie pozbawił głowy jednej ze swych niewolnic. Oczy rozszerzyły mu się z przerażenia.
    - Ona nic nie zrobiła! – krzyknął na niego, próbując wyrwać się z uścisku, bo żołądek podchodził mu do gardła. – Nic nie zrobiła! – powtórzył nieco głośniej, a Michael cisnął nim o ziemię.
    - No właśnie i zapłaciła za twoje błędy – przykucnął przy nim i pogłaskał go po policzku. – Przyzwyczajaj się, Glen – poradził mu tylko, po czym spokojnie wrócił do siebie, zostawiając chłopaka w niemym szoku na trawie. Jego żołądek w końcu się zbuntował, więc zwymiotował, po czym pozbierał się z ziemi. Trząsł się jeszcze długi czas, kiedy pakował swoje ciuchy. Nie wziął tego zbyt wiele i obawiał się trochę, że kiedy wróci czeka go kolejna furia… ale nie chciał teraz zostawać w tym domu. Nie i już. Nie będzie się godził na coś takiego. Narzucił na siebie czarną bluzę i ignorując ból klatki piersiowej czy pleców ruszył przed siebie. Cieszył się, że ma trochę oszczędności bo dzięki temu już po chwili siedział w autobusie jadącym jak najdalej stąd. W międzyczasie wysłał jeszcze Aki wiadomość z prośbą o nocleg, bo przecież od czegoś zacząć musiał, nie?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  86. Chłopak nie bardzo wiedział co jej odpowiedzieć. W jednej chwili chciał wszystkiemu zaprzeczyć, wyprzeć to z pamięci i udać, że po prostu ma coś do załatwienia w tej okolicy, z drugiej jednak strony nie chciał tu kłamać. Za bardzo cenił sobie Akelę, by bezczelnie przy niej kłamać. Uznał więc, że nie będzie wybierał. Nie powie nic, przynajmniej nie teraz.
    - Wodę – odparł cicho, siadając na wskazanym przez nią krześle. Nie miał ochoty na jedzenie i czuł się nieco nieswojo w obcym sobie środowisku. Niebezpiecznym środowisku… przecież wystarczyło by jednej osobie się nie spodobał, by zaraz miał mieć skręcony kark. Zagryzł mocno wargi i poczochrał się po włosach. Można też było nie zrobić nic i stracić życie… tak jak to się stało parę godzin temu. Samo wspomnienie przyprawiło go o mdłości. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, że Michael posunął się do takiego czynu. Nigdy wcześniej tego nie robił… teraz autentycznie bał się powrotu do jego kwatery. Bał się spotkania w cztery oczy i obawiał się, że jego „wolność” już niedługo się skończy.
    Żołądek nie chciał się uspokoić. Skręcał się i wywracał, więc chłopak chcąc czy nie chcąc w końcu musiał poznać drogę do łazienki.
    - Uhm gdzie znajdę łazienkę? – zapytał jej zaraz, nie chcąc być niegrzecznym, ale żołądek mocno mu się skręcał. Wolałby nie puszczać pawia u niej w pokoju. Spaliłby się ze wstydu, gdyby tak się stało.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  87. Było mu głupio, że tak ją nachodzi. Bez słowa poszedł do łazienki i przez dłuższą chwilę opróżniał swój żołądek, nawet na moment nie myśląc o tym, że przecież nie ma z czego go opróżniać. Wymiotował krwią i choć chciał przestać to nie mógł. Dopiero po dłuższej chwili uspokoił się na tyle, by chłopak mógł oderwać się od deski klozetowej. Chwiejnie podszedł do umywalki. Przemył twarz i opłukał buzię, a potem przejrzał się w lustrze.
    Wyglądał jak siedem nieszczęść. Podkrążone oczy, wychudzona, zmęczona twarz i sińce na szyi. Nic dziwnego, że mieszkańcy Mortiel patrzyli na niego dziwnie, podczas podróży do Aki. Zagryzł mocno wargi i odepchnął się od umywalki, by wrócić do salonu.
    Zapach kanapek uderzył go w nozdrza i zaburczało mu w brzuchu. Bał się jednak, że jeśli coś przełknie to zaraz to zwymiotuje.
    - Zostanę – zdecydował cicho, siadając na swoim miejscu i biorąc w dłoń swą szklankę z wodą. Upił porządny łyk, by choć przez moment oszukać głód. – Jutro… jutro już ci nie będę siedział na głowie – wymamrotał, bawiąc się wodą i jakoś tak nie mogąc na nią spojrzeć.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  88. Pokręcił przecząco głową. Całej wieczności na pewno z nią nie pomieszka. Pozbiera się tylko do kupy i wróci do domu, choć teraz ciężko mu było nazwać to miejsce domem. Przyjął od niej papkę ze sceptycznym spojrzeniem. Jakoś tak nie zachwycała wyglądem, ani zapachem, a właściwie jego brakiem.
    - No dobra – westchnął jakoś nieprzekonany. Usiadł z dupą na fotelu i sięgnął po łyżeczkę i spróbował trochę tej papki. Niespecjalnie przypadła mu do gustu, ale nie zamierzał narzekać. – Jesteś pewna, że jest przyjazna żołądkowi? – zapytał jej jeszcze po kilku przełkniętych łyżeczkach. Wiedział, że musi coś zjeść, ale niespecjalnie cieszył się tym posiłkiem.
    - Czemu mieszkasz tu sama? – zainteresował się zaraz. Zwykle wyobrażał sobie mieszkanie w akademiku jako wieczną imprezę i dzielenie z kimś pokoju, a tu Aki twierdziła, że ma trzy pokoje wolne i na dodatek czuła się samotna. – Nie chciałaś nigdy dzielić z kimś pokoju? – zainteresował się.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  89. Glen pokręcił przecząco głową. Właśnie tego się trochę obawiał. Że wpadnie tu jakieś stworzenie i rozszarpie go na strzępy tylko dlatego, że pachnie inaczej. Uśmiechnął się jednak szczerze.
    - Po prostu myślałem, że rozrywkowa z ciebie dziewczyna… a tu taaakie rozczarowanie – zaznaczył je przedłużoną samogłoską w głosie. – Naprawdę. Wyglądasz i nawet zachowywałaś się w Salree tak, że myślałem iż jesteś bardzo rozrywkowa. Impreza za imprezą… piwo za piwem… - oblizał lekko wargi.
    - No i po cichu liczyłem na piwo – przyznał ze śmiechem. Teraz naprawdę by mu się jedno przydało. Choć z drugiej strony może to i lepiej się stało. Przynajmniej żołądek nie zaprostestuje. Postukał łyżeczką w papkę wciąż widniejącą w szklance.
    - Niespecjalnie dobra jest – wymamrotał wzdychając lekko.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  90. Przez chwilę odsunął od siebie swe troski i obserwował z fascynacją rosnącą w oczach co robi z tym swoim pazurem, a potem odebrał od niej piwo i stuknął się z nią jednym.
    - Niesamowita jest ta twoja zmiennokształtność – przyznał szczerze i upił łyk piwa. – Potrafisz tak z każdą częścią ciała? To znaczy… ogon też potrafisz od tak wyciągnąć? – zapytał ją zaraz, szczerze tym zaintrygowany. Sam chciałby tak umieć, ale to pozostawało w sferze jego marzeń i zwykłych urojeń psychicznych jak już był bardzo zmęczony i wydawało mu się że nie ma kończyny.
    - Mhm na pewno nie narobię ci tu problemów? No wiesz, twój chłopak zazdrosny nie będzie? Jego nie ma a ty żłopiesz piwo z człowiekiem… - odchrząknął nieco. Nie żeby mu się nie podobało. Podobało i to bardzo, ale bał się, że temu całemu wilkowi się nie spodoba. Skrzywił się lekko gdy za mocno się poruszył i żebra „zaskrzypiały”.
    - Ne Aki, jak już tu skończysz… wyprowadzisz się z Mortiel? Chcesz mieć rodzinę i swoje własne dzieci? Pozwolisz im tu przyjechać na naukę? – zainteresował się Glen. Tak by zagadać i odwrócić jej uwagę oraz swoją od jego problemów.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  91. - Tatą? Ja? – roześmiał się serdecznie i pokręcił przecząco głową. – Nie nadaję się na ojca. W żadnym calu takiego nie przypominam – zauważył wesoło. Nigdy nawet nie przeszło mu przez myśl, by zakładać swą własną rodzinę. Bo i z kim i po co? Przecież nie mógłby normalnie na nią zapracować. No, chyba że by wpadł… ale i tego nie planował. Lepiej było dmuchać na zimne. Co by zrobił z takim małym potworkiem, który łudząco by go przypominał? Nie… zdecydowanie nie.
    - A co? Chciałabyś matką chrzestną, co? – zapytał jej wesoło. – Spokojnie, jak kiedyś wpadnę to rozważę twą kandydaturę – obiecał jej zaraz upijając znów trochę swojego piwa. – Pytam, bo chciałbym być kiedyś wujkiem – dodał zaraz, odstawiając butelkę na stolik i zwijając się w pół. Nabrał głębokiego oddechu w płuca, a potem powoli go wypuścił. Teoretycznie powinien być przyzwyczajony do bólu, a alkohol powinien go znieczulić, a mimo to bolało. I jakoś przestać nie chciało.
    - Okay, chyba jednak skorzystam z propozycji i pójdę do łóżka – zdecydował spokojnie, powoli wstając z miejsca. Zamierzał tylko jeszcze wziąć prysznic, by przestać śmierdzieć i paść nawet i na podłogę.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  92. Omal nie zwymiotował gdy dotknęła jego żeber. Co prawda do bólu był już przyzwyczajony to nie przepadał, gdy ktoś go tak dotykał. Nie miał jednak siły, by protestować. Zresztą… nie mógłby się z nią mierzyć. W końcu był jedynie kruchą istotą, gdzie mu do werwy i siły wilkołaka?
    Zacisnął tylko mocno zęby, słysząc jej propozycje.
    - Nic mi nie będzie. Samo się zrośnie – wycedził przez zaciśnięte zęby. Zdecydowanie bolało bardziej niż przypuszczał. Zagryzł mocniej wargi i sapnął cicho. – Zawsze się zrasta – wymamrotał, bo była to prawda. Zresztą, gdy wróci do domu, Michael postawi go na nogi, później ponownie go męcząc. Żadna różnica.
    - Nic mi nie jest – powtórzył jeszcze, próbując ją odepchnąć i usiąść. – Żyje… a ona już nie – spojrzał na nią twardo. – Rozszarpał ją, odciął jej głowę – zacisnął mocno pięści. – A ona nic nie zrobiła, nic… rozumiesz? Nic nie zrobiła. Była niewinna… - westchnął w końcu siadając i zwijając się w pół by przetrzymać rwący ból.
    - Więc nie potrzebuję żadnej lecznicy, ani twojego przyjaciela… nie potrzebuję. Nie umieram przecież – skrzywił się nieco. – Za przemianę też podziękuję… jednak lubię być człowiekiem – uśmiechnął się krzywo.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  93. Glen westchnal przeciagle, niezadowolony z tego calego obrotu spraw. Nie sadzil by potrzebowal lecznicy. Jedyne czego potrzebowal to sen. Dlugi sen, moze i wieczny. Tak, taki zdecydowanie by mu sie przydal.
    - Nastepnym razem tu nie przyjde - burknal pod nosem, przeklinajac sie za ten wybor. Moze lepiej by bylo gdyby jednak zostal w domu, schowal sie pod koldra i tam spokojnie umieral, z wyrzutami sumienia i jej glowa tuz przed nosem. Samo wspomnienie sprawilo ze zerwal sie z kanapy i pobiegl do lazienki, zwymiotowac to co przed chwila w siebie wepchnal. Zaklal siarczyscie i westchnal ciezko plukajac usta i pijac wode dosc lapczywie.
    - Widzisz? Moge normalnie funkcjonowac kiedy tego sytuacja wymaga - wysilil sie na slaby usmiech, ale skapitulowal widzac te dezaprobate na jej twarzy. No dobra, spojrzmy prawdzie w oczy. W ostatecznym rozrachunku nie mialby z nia zadnych szans. Wrocil wiec na kanape, ale odmowil lezenia. Niczym dziecko. Chocby bolalo jak diabli nie polozy sie. Zraniona duma i tyle.

    Glen

    OdpowiedzUsuń