poniedziałek, 20 marca 2017

You never know the top till you get too low

theme
GARRUS VAKARIAN
- metamorf - 65 lat - niekontrolowana mutacja DNA - kontradmirał floty wojennej - snajper - Tyge - pod częściowym nadzorem najlepszych doktorów z Tyge - kawaler - cynik - zdystansowany - czarny humor - realista - blizny - pracoholik - "Archanioł"

Paskudny, co? Wyobraź sobie, że wszyscy pod jego komendą muszą oglądać jego odrzucającą twarz codziennie i do niej salutować! Czy brzydzą się tego? Nie. Garrus zdobył szacunek nie tylko swoich przełożonych, ale i podkomendnych. Można powiedzieć, że ma wrodzony talent militarny. Zatopił nie jeden statek, uratował nie jeden prom płynący do Tyge, i co najważniejsze zna ludzkie taktyki i technologię; w końcu sam jest ofiarą ich nieudanego eksperymentu, który zniszczył nie tylko jego wygląd - DNA, zdolności, budowę ciała - wszystko zostało, cóż...sami widzicie. Na szczęście zdążył przywyknąć, ba! Sam nie raz opowiada dowcipy dotyczące swojego wyglądu, ale potrafi nieźle pokiereszować, jeśli ktoś pozwala sobie na zbyt wiele wobec niego. Dlatego nie zdziw się, kiedy nagle zmieni się w allozaura, tylko po to, żeby zniekształcić Ci twarz (tak, jest do tego zdolny). Dziewczyna? Chyba żartujesz. Owszem, zdarza mu się przespać z jakąś kobietą, ale zazwyczaj idą z nim do łóżka z czystej fascynacji pełną anatomią Garrusa, niż jego romantycznością, czy charakterem. Nigdy nie był w stałym związku, bo kto chciałby się budzić przy takim potworze?

- historia - galeria - relacje - portfolio -


No więc tak...
fc: Garrus Vakarian (seria Mass Effect)
KP obrobiła Von, limitów na razie nie mam.
dzień dobry.
nie mam nic do ukrycia, poza własnym bezsensem egzystencjalnym. :3
GG: 54735455

45 komentarzy:

  1. Feb ze spokojem wysłuchała tego co miał do powiedzenia, przy okazji bacznie obserwując jak prowadzi. Nie chodziło jej o ocenienie czy jedzie bezpiecznie, raczej interesował ją sam fakt prowadzenia takiego pojazdu. Nigdy nie siedziała za kółkiem, a coraz częściej dostrzegała plusy takiej umiejętności. Oczywiście przez cały czas słuchała co Garrus ma do powiedzenia i ostatecznie mu przytaknęła. - Ja wychowałam się w bardzo nietolerancyjnych czasach i po prostu nie chcę, aby moje dzieci wyrosły na prześladowców, tak więc miejsce w którym się wychowałeś jest bliższe moim standardom niż wzór większości dzisiejszych rodzin - przyznała z uśmiechem. - A przejmować się nie planuję, o siebie się nie martwię, tylko o nich - tu spojrzała na uradowane dzieciaki. Widok ich uśmiechniętych buzi wywoływał u niej szeroki uśmiech. Zaraz zaśmiała się lekko słysząc komplement.
    - Dziękuję, ale prawdę mówiąc to, że, jak to nazwałeś, "jestem niezła", wcale nie pomaga, przez to tworzy się jeszcze więcej teorii na temat ich pochodzenia - tu pogłaskała dzieciaki, po kolei, po głowie. - Mam po prostu nadzieję, że uda mi się im wpoić do głowy, że takie gadanie jest nieistotne - przyznała i zaraz machnęła ręką. - Ale mniejsza już o to. Wiem, że pewnie wyskoczę z tym jak guma z gaci, ale... Nie zechciałbyś kiedyś, w wolnej chwili, pokazać mi jak się prowadzi takie cacko? - zapytała, uśmiechając się delikatnie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  2. Przytaknęła mężczyźnie gdy wspomniał o nawigowaniu.
    - Tu przez długi czas jedziesz prosto - powiedziała, aby nie oczekiwał, że nagle wyskoczy z jakimś nagłym skręcaniem. Westchnęła głośno słysząc pytanie.
    - Po prostu w takich wiejskich klimatach czuję się najlepiej, w miastach przytłacza mnie sporo rzeczy, nie mogę nadal do większości się przyzwyczaić - wzruszyła ramionami. - Za dużo czasu spędziłam pomieszkując w lesie, teraz ciężko się przestawić - dodała i spojrzała przez okno. - Tutaj zaraz skręć w lewo - skazała mu ruchem głowy kierunek i wróciła do podziwiania widoków za oknem. Dzieci teraz już nie były tak ożywione, huśtanie samochodu nawet nieco je znużyło, nie spały, ale w spokoju i z szerokimi uśmiechami obserwowały drzewa. Feb słysząc o przerażeniu uśmiechnęła się delikatnie.
    - Uwierzę, nie zawsze wyglądałam tak jak teraz - zaśmiała się lekko. - Bawią mnie takie stwierdzenia w tym społeczeństwie, tym bardziej z ust wampirzycy, przecież sama też jest potworem, tak jak większość z nas - pokręciła głową. - Nie rozumiem dlaczego niektórzy uważają to za obrazę - ponownie wzruszyła ramionami. Słysząc odpowiedź uśmiechnęła się szerzej.
    - Chociaż podstawy, żebym nie musiała się wstydzić na prawdziwych lekcjach - posłała mu uśmiech i zaraz wskazała kolejną ścieżkę. - O tutaj, jesteśmy na miejscu - zakomunikowała. Jej domek położony był bezpośrednio przy strumyku, więc samochodem trzeba było zatrzymać się przed i dojść kawałek pieszo. Dzieci ożywiły się nieco na widok swojego domu i zaraz zaczęły próbować wypinać pasy.
    - Hej, hej, spokojnie, bez pośpiechu - skarciła je lekko kobieta i dopiero gdy się zatrzymali "uwolniła" maluchy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  3. [ No siemka Persie :D]

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  4. [ No to zaczynam].

    Między studiami, nocnym kuciem do egzaminów i pracą nie miała zbyt wiele czasu dla siebie. Śmiało mogłaby rzec, że nie miała go prawie wcale, bo gdy tylko znajdowała kilka godzin na siebie, automatycznie wypadały je to coraz trudniejsze egzaminy, spotkania z dzieciakami, dodatkowe zmiany w barze, które wykończały ją do cna. Wieczorami więc padała zmęczona na łóżko, wykończona całym tygodniem ciężkiej pracy, przygotowując się tym samym w myślach na następne, nadchodzące dni pełne udręki. Ale sama sobie zgotowała taki los, wybrała ten piekielny kierunek i nie mogła narzekać na nic. Sam fakt, że dostała się jako jedna z osób z najlepszymi wynikami z egzaminów, mówiło samo za siebie. Więc się przykładała, chcąc spełnić to, czego się podjęła ale to wszystko dobrze dawało jej w kość.
    Lecz nie dziś.
    Znajoma wyciągnęła ją na jedno małe piwo, w jednym z lepszych barów w mieście, by obie mogły się odstresować od trudów codziennego dnia. Mia, bo tak miała na imię jej kumpela, siedziała przy jednym ze stolików patrząc uporczywie na przystojnego bruneta, obstawiając przy tym że dzisiejszej nocy będzie jej. Była już wstawiona, co widać było po jej rumianych polikach i w przeciwieństwie do Mel bawiła się świetnie, co chwila łapiąc wzrokiem chłopaczka którego sobie wypatrzyła.
    - Daj spokój- blondynka klepnęła ją w ramię, uśmiechając się przy tym nieco pijacko, widząc jak ciemne oczy dziewczyny przejeżdżają po wybranku koleżanki sceptycznie- Odpręż się w końcu. Wiem, że masz teraz niezły zapierdol, ale wyluuuuzuj się no. I w końcu mogłabyś sobie coś zamówić, a nie patrzysz się na wszystko spod byka- uśmiechnęła się do niej. Może miała racje? Odkąd tu przyszły, a siedzą tu ponad godzinę, nie czuła się tutaj dobrze. Przyszło jej nawet na myśl, że może takie miejsca nie są już dla niej, bądź co gorsza. Zestarzała się, ale to pewnie przez to, że nic sobie jeszcze nie zamówiła i siedziała o suchym pysku.
    - Dobra, zaraz wracam- westchnęła wstając, poprawiając przy tym swoje dłuższe włosy, które już jej zawadzały. Podeszła do baru, kątem oka patrząc na dwie wyróżniające się osoby, bo jeden z nich szczególnie zwrócił jej uwagę.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaśmiała się delikatnie. - Bez urazy, ale widać, że z postępem Ci do twarzy - puściła mu oko. - Nie mam nic przeciwko niemu, żeby nie było, po prostu nie umiem się jeszcze przestawić. Z resztą, jak wejdziesz do mojego domu to sam się przekonasz - zaśmiała się lekko. Przytaknęła mu po raz kolejny. - Też tak myślę, pewnie gdybyśmy mieli taką krainę od samego początku to każdy z nas przedstawiałby swoje prawdziwe oblicze, a że trzeba było żyć wśród ludzi to doszło do tak zwanej ewolucji - kiwnęła głową. - Maskujemy się niczym kameleony, może za jakiś czas nam przejdzie, chociaż z moich obserwacji wynika, że będziemy szli w drugą stronę - stwierdziła wysiadając z auta i biorąc lekko przysypiającego Rahima na ręce. Ines oczywiście opuściła pojazd samodzielnie. Już podczas drogi zorientowała się jak działa klamka, więc opuszczenie pojazdu nie sprawiło jej problemu. Zaraz pojawiła się przy boku Garrusa i chwyciła jeden z jego palców swoją małą dłonią. Uśmiechnęła się do niego uroczo.
    - Choć, pokazę Ci mój schowek na bron - ruszyła z nim do bagażnika i kiedy chwycił zakupy starała się mu pomóc nieść ciężar. - Mamusi zawsze pomagam, bo jej cięsko, ale Ty sobie dobrze radzisz - stwierdziła zaraz nie opuszczając go na krok. Febe uśmiechnęła się widząc jej zachowanie.
    - Jeżeli byłaby denerwująca to po prostu zwróć jej uwagę, naprawdę zawróciłeś jej w głowie, zaczynam się obawiać - powiedziała pół żartem, pół serio. - A co do samochodu, to zdecydowanie nie planowałam uczyć się tutaj. Do dzieci na szczęście przychodzi opiekunka, dzisiaj po prostu coś jej wypadło, dlatego takie zamieszanie z tymi zakupami - wyjaśniła szybko, przechodzac przez mostek, prowadzący do jej domu. Otworzyła zaraz drzwi i weszła do środka, zapraszając Garrusa do środka. - Wejdź proszę - podbiegła szybko do kilku rozrzuconych zabawek i zebrała je z podłogi. - Uważaj pod nogi, Ines ma w zwyczaju minować nam podłogę - odłożyła zabawki na półkę i puściła oko do dziewczynki. Nadal trzymała Rahima na rękach. - Jak byś mógł to połóż zakupy tam na blacie, później je sobie rozpakuję - uśmiechnęła się jeszcze, z wdzięcznością w oczach. Teraz zauważyła jak bardzo przydałaby się dodatkowa osoba w domu.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  6. - Whiskey z lodem poproszę- odezwała się do barmana, uśmiechając się przy ty do niego lekko. Musiała przepłukać gardło czymś mocnym, a whiskey nadawało się do tego idealnie, do tego nie rozcieńczone żadną colą ani innym badziewiem. Skoro już tu przyszła, nie mogła bawić się w półśrodki, więc na jednym piwie dziś skończyć się nie mogło. Położyła pieniądze na blacie i chwyciła za swoją szklankę, by w spokoju ruszyć do swojego stoliczka przy tym zwracając większą uwagę na swoją rękę i to, by nie wylać z niej ani kropli. Prawie się jej to udało, gdyby nie to, że wpadła z całym impetem na mężczyznę, a zawartość szklanki wylała na jego klatkę. Sama również się w niego wbiła, ochlapując sobie trochę nogawkę spodni oraz rąbek koszulki.
    - Przepraszam- powiedziała szybko, odstawiając szklankę na pierwsze lepsze miejsce, jakie miała pod ręką, by spojrzeć na twarz mężczyzny, któremu poplamiła koszulkę. Sama nie wyszła z tego cało.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  7. Na "dramatycznie" rozegraną scenę nawet Ines zareagowała śmiechem, Febe dodatkowo pokręciła głową.
    - Prawie Ci się udało, ale moje bystre oko Cię pokonało - dodała meduza, nie przestając lekko chichotać. Na wspomnienie o prawdziwym "ja" przymknęła oczy, a na jej twarzy pojawił się rozmarzony uśmiech. Zaraz jednak otworzyła je i spojrzała na znajomego.
    - Jestem optymistką, więc będę się trzymać Twojej teorii - stwierdziła.
    Ines poproszona o wskazanie drogi zaraz ruszyła do domu i mimo, że biegła, wpadła do niego dopiero za Garrusem - zupełnie tak, jakby zmierzwienie włosów dodało jej siły.
    - Mamoo uwaszaj! To bezpiecza domek przed zbirami! - krzyknęła zawiedzionym głosem, widząc jak Febe zbiera zabawki - miny. Febe uśmiechnęła się do niej.
    - Kochanie, teraz jesteśmy w domu, więc odbezpieczyłam Twoje pociski... - nie zdążyła dokończyć.
    - Miny! Nie ciski! - poprawiła szybko mamę i oburzona założyła ręce na piersi, marszcząc przy tym czoło.
    - Tak, miny... - powstrzymując śmiech odpowiedziała kobieta.
    - Nie wies nawet co to jest... Więc jak je bezpieczyłaś? - zapytała mała podejrzanie mrużąc oczy. Meduza westchnęła i spojrzała na gościa.
    - Garrus mi powiedział jak, skoro - sama zmierzwiła włosy dziewczynki, a ta, uradowana wtuliła się w spódnicę matki. Meduza słysząc jego żarcik zrobiła duże oczy, jednak zaraz znowu się zaśmiała.
    - Tak zdecydowanie przyda jej się wujek - przyznała z pogodnym uśmiechem. - I dziękuję - podziękowała śmiejąc się pod nosem. On na prawdę wyglądał zabawnie w jej domku. Febe w sumie nie posiadała technologii w domu, no, poza telefonem komórkowym, z którego już jakiś czas temu nauczyła się korzystać, oraz potrzebnych do niego ładowarek i innych pierdół.
    - Spokojnie, nie planuję tak funkcjonować do końca życia, uważam, że dzieci powinny znać nowe możliwości, ale po prostu jest mało osób, które mają czas często wprowadzać mnie w tego typu tematy - wzruszyła ramionami i zaraz spojrzała na In, która pognała jak strzała do wujka.
    - Wujek! Szybko, szybko! - złapała palec Garrusa i pociągnęła w stronę dziecięcej sypialni. - Zobacys mój ranizon - dodała uradowana. Feb zaśmiała się.
    - Chcesz może coś do picia albo jedzenia? - zapytała jeszcze. - Po oprowadzaniu mojej córki może Ci się przydać i jedno i drugie - dodała z uśmiechem, kołysząc przy okazji Rahima i idąc do kuchni. Trzeba było rozpakować zakupy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  8. Febe zawstydziła się lekko, słysząc, że Garrus proponuje pomoc nawet w ogarnięciu technologii. Na szczęście na jej śniadej cerze rumieńce były praktycznie niewidoczne, poza tym Ines zadbała o to, aby nie musił za bardzo zwracać uwagi na jej twarz.
    - Och, spokojnie, mi na prawdę wystarczy tych kilka porad co do prowadzenia samochodu, głupio mi będzie zajmować Ci cały Twój wolny czas - zaśmiała się lekko. Informacja o badaniach zaciekawiła ją dość mocno, ale stwierdziła, że temat ten będzie dobry na inny czas. Ines w tym czasie zaprowadziła Garrusa do skrzyni w swoim pokoju. Tam puściła jego palec i szybko otworzyła swój "ranizon". Zaczęła wyciągać szybko zabawki. Złapała nawet kocyk i pokazała mu. - To pachta, do chowania i by takować w ukrycia! - powiedziała wyraźnie zafascynowana. - Tu mam duszo minów i, i, i... - uwiesiła się na skrzyni, prawie cała wchodząc do środka. Z dna wyciągnęła jakiś patyk i pokazała wujkowi. - Kabin! Ka, ra, bin! - poprawiła się i zaklaskała w dłonie. - Ale malutki, bo ja jestem malutka. Wujek ma duzy, bo wujek jest duzy - zaśmiała się jakby lekko zawstydzona i zaraz szybkim ruchem przytuliła jego nogę, a raczej łydkę, bo tylko tam dosięgała. - Wujek nauczy pułapki? - zapytała powolutku unosząc głowę ku jego twarzy i zamrugała szybciej oczyma, patrząc na niego proszącym wzrokiem. Zaraz po tym przetarła jedno oko i ziewnęła, znowu tuląc jego nogę. W tym samym czasie Feb rozpakowała zakupy, nadal kołysząc Rahim'a. - Je ne sais, Seigneus, s ces mots, Monterount jusqu'au Ciel... - zaczęła śpiewać. Francuska piosenka bardzo przypadła do gustu jej dzieciom i często w ten właśnie sposób je usypiała. Ines słysząc głos mamy spojrzała dużymi oczyma na Garrusa. - Spać, spać, mami śpiewa! - poinformowała i szybko poleciała w stronę kuchni, zostawiając swoją "broń" przy zaufanej osobie. Mała uczepiła się spódnicy kobiety, kiedy ta zalewała kawę dla gościa. Febe uśmiechnęła się do niej pogodnie i kucnęła. - ... Car dans le coeur de Notre-Dame, Les bannis, ont droit d'amour - śpiewała dalej i złapała rączkę córki. Idąc z maluchami do ich pokoju. Tam położyła już prawie śpiącego Rahim'a do łóżeczka. Ines w tym czasie zdjęła buty i wskoczyła do swojego łóżka. Feb uśmiechnęła się do Garrusa i gestem głowy pokazała, że kawa czeka. Zaraz po tym usiadła przy dziewczynce.
    - Protège mon Dieu, Les malheureux. Éclaire la misère, Des coeurs solitaires. Nulle âme à part moi, Ne les entendras, Si tu restes sourd, Aux mendiants d'amour - dokończyła zwrotkę piosenki głaszcząc małą po głowie. Jej oczka zaraz się przymknęły.
    - Bonne nuit, maman - wyszeptała mała do mamy.
    - Bonne nuit, doux - odpowiedziała jej Feb i ucałowała ją w czoło. Zaraz po tym opuściła pokój i zamknęła drzwi. Nie musiała przebierać dzieci w piżamy, gdyż była to jedynie popołudniowa drzemka, ale i tak była zadowolona, że poszło tak szybko.
    - Zapewniłeś im tyle emocji, że raz dwa usnęły - uśmiechnęła się wdzięcznie do Garrusa i ruszyła po zaparzoną dla siebie herbatę. - Proszę usiądź - wskazała dwa fotele i kanapę, po czym sama zajęła jedno z miejsc na większym meblu.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  9. [OH MY GAWD, GARRUS <3<3<3 Jejku, jak fajnie zrobiłaś jego historię, że to wszystko pasuje (prawoskrętne aminokwasy - I see what you did here, heheheh). Jaram się.
    Mój sentyment do Węgier sprawił, że skończyłam na hungarystyce, więc tego... już planuję pytać się mojego wykładowcy o przekleństwa, będzie bardzo szczęśliwy, jestem pewna.
    Andromeda kosztowała mnie więcej niż benzyna, ale trzeba płacić jeżeli chce się ratować galaktykę (oh wait, w tej części nawet tego nie robimy, cholera) i właśnie mi się w tym momencie ściąga. Już nie mogę się doczekać grzebania w plikach, jak będę walczyła ze zmianą języka (podobno jest gorzej niż z Inquisition, yaaay). Kocham Bioware, ale EA mnie doprowadza do szału :x
    Timmy w Girie nie było 10 lat temu jeszcze (w sumie, teraz tak sobie myślę, że się przyda dopisać ile już siedzi w Mortiel), więc trzeba chyba zacząć od początku. W jakiejś przyjemnej spelunie może? Konkretów na razie nie mam niestety :<

    ps. Mam wrażenie, że ma to jakieś głębsze znaczenie, jako że widziałam to jeszcze pod kilkoma innymi kartami, ale za cholerę nie mogę nic o tym znaleźć D: ]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  10. - No dobrze, w takim razie trochę Cię wykorzystam - odpowiedziała z pogodnym uśmiechem. Kiedy już siedzieli na kanapach zaśmiała się lekko. - Ta cała akcja z karabinem, jazda samochodem czy nawet zakupy, dla takich dzieci to już jest bardzo dużo atrakcji. No i sam fakt, że mała mogła pochwalić się przed Tobą swoją bronią - uśmiechnęła się do niego wdzięcznie, po raz kolejny. - Yumi i ja znamy już jej wyposażenie na pamięć, nawet opiekunka niedługo będzie wszystko znała. Ktoś nowy w domu to kolejne emocje - wyjaśniła i wzruszyła ramionami. Sama zapatrzyła się na kubek z herbatą. Sporo myśli teraz głębiło się w jej głowie, mało przyjemnych myśli. Zaraz jednak została z nich wyrwana i spojrzała na Garrusa. Przeniosła na chwilę wzrok na drzwi do pokoju dzieci.
    - Spaceruję z nimi - wróciła do niego spojrzeniem. - Nie jestem w stanie konkretnie Ci określić. Ines przy każdym wyjściu wymyśla inny rodzaj zabawy, ma bardzo bujną wyobraźnię, z resztą, przecież widziałeś jej karabin. Zapewne będzie mi suszyć głowę, że na następny spacer masz iść z nami, bo będzie chciała się pobawić w wojnę - zaśmiała się i pokręciła głową. - Rahim głównie ją papuguje, jest zdecydowanie spokojniejszy, ale powoli nadgania - uśmiechnęła się raz jeszcze i spojrzała w stronę drzwi wejściowych, które właśnie się uchyliły. Do środka wszedł ośmioletni chłopiec.
    - Mamo wróciłem! - przywitał się i zaraz wszedł do pokoju gościnnego, w którym siedzieli dorośli.
    - Hej - powitała chłopca szerokim uśmiechem. - Jak tam w szkole? - zapytała, odwracając się bardziej w jego stronę. Bystre oczy dziecka zaraz wylądowały na nieznajomej postaci, a jego czoło zmarszczyło się.
    - Kto to jest?! - zapytał z wyraźną agresją w głosie. Febe wyraźnie się zdziwiła. W prawdzie zauważyła, że gdy jakiś mężczyzna z nią rozmawiał w obecności chłopca, ten starał się odciągać ją od rozmówcy jak najszybciej, jednak tej miny dawno nie widziała.
    - Mój znajomy. Yumi, wszystko w porządku? - zapytała się, nie wiedząc co się dzieje. Na szczęście zdążyła odłożyć kubek na stoliku, gdyż chłopiec zaraz ruszył w jej stronę i złapał za nadgarstek, próbując odciągnąć jak najdalej od nieznajomego.
    - Nie dotykaj jej i trzymaj się z daleka, ona jest taty! - krzyknął w stronę Garrusa, a Febe miała wrażenie, że jej świat wiruje. Co tu się właśnie działo?! Chłopak pierwszy raz tak się zachowywał.
    - Yumi! - uniosła się lekko.
    - A Ty się nie odzywaj! Nie zrobiłaś nawet obiadu tylko świecisz mu oczami! Nawet nie pamiętasz o tacie! Nigdy go nie kochałaś! Nienawidzę Cię! - wykrzyczał wściekły. Febe zabrała swój nadgarstek i spojrzała surowo na chłopca.
    - To on odszedł nie ja! - krzyknęła na chłopca i zaraz wzięła głęboki wdech i wydech. Wskazała mu schody. - A teraz szoruj do pokoju i zastanów się nad tym co powiedziałeś! - nie krzyczała, ale powiedziała to bardzo stanowczym głosem.
    - O, no pewnie, nie będę przeszkadzać! - chłopiec krzyknął jeszcze i zaraz ruszył, przeklinając pod nosem, do pokoju. Zaraz po tym drzwi do domu znowu się uchyliły.
    - Już jestem! - dało się słyszeć kobiecy głos. Febe stała, nadal będąc w szoku, czuła jak jej serce wali w piersi. Zakryła na chwilę oczy, masując jeszcze swoje skronie. Dawno nie było jej tak głupio. Zaraz w salonie pojawiła się niania i na widok Garrusa krzyknęła przestraszona.
    - Matko boska co to?! - odruchowo rzuciła zdanie w eter. Meduza myślała, że zapadnie się pod ziemię.
    - Kto... kto to jak już - warknęła w stronę niani, a ta zaraz się poprawiła i przeprosiła. Romka odwróciła się w stronę Garrusa.
    - Najmocniej Cię za to wszystko przepraszam, błagam, wyjdźmy stąd... - powiedziała wyraźnie zażenowana. Zaraz spojrzała jeszcze na nianię. - Rahim i Ines śpią, Yumi niech odrobi lekcje i... nigdzie dzisiaj nie wychodzi. Obiad jest w lodówce - wydała proste polecenia i opuściła w pospiechu własne mieszkanie. Musiała zaczerpnąć świeżego powietrza.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  11. Kobieta sama odruchowo skierowała się ku samochodowi, miała ochotę jechać jak najdalej stąd. Dorwała nawet jakiś kamyk i cisnęła nim w ścianę lasu. Wzięła kilka głębszych oddechów i skrzyżowała wzrok z Garrusem.
    - W życiu nie myślałam, że ta niania tak zareaguje! Jest pierdzielonym pół gargulcem! - uniosła się lekko oburzona zachowaniem kobiety. Zaraz podeszła do niego i dotknęła dłonią jego przedramienia. - Naprawdę bardzo przepraszam, nawet nie wiem za kogo bardziej. Yumi nigdy się tak nie zachowywał. Jakiś czas temu nawet nie zwracał się do mnie "mamo", a teraz... Nie wiem co mu odbiło, ale jest mi cholernie głupio - przyznała i bezwładnie opuściła ręce. - Wiem jedynie, że po tym wszystkim to powinnam Ci zasponsorować cały bar na własny użytek, a nie kolejkę drinków i... Może to cholernie nieodpowiedzialne, a może nie masz teraz ochoty mnie oglądać, ale... zabiję dla jakiegoś porządnego drinka - powiedziała już trochę bardziej wyluzowana. Przy dzieciach cały czas starała się być przykładną mamą, teraz dzieci nie było i meduza miała po prostu ochotę się napić.
    - Jeżeli nie chcesz to nic na siłę... i tak pójdę... sama, wielkim, niebezpiecznym laseem... całkowicie sama... - teatralnie udała przejętą czekającą ją wędrówką i zaraz zerknęła na niego kątem oka.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  12. Słysząc oburzenie Garrusa co do formy "mamo" Febe zaraz uniosła lekko ręce i zaczęła nimi wymachiwać, coś w stylu ręcznego "nie, nie nie".
    - Yumi nie jest moim synem, to... To dłuższa historia - wyjaśniła szybko. W sumie wiele osób uważało go za jej syna, meduza nie rozumiała dlaczego, przecież chłopiec jest blady jak ściana i nie przypomina jej w najmniejszym calu.
    - Och przestań, będziemy pić do białego rana i wsiądę w jakiś autobus czy co innego. Nie jestem taka niezdarna jak się wydaję! - powiedziała z zadziornym uśmiechem.
    - Nie daj się prosić - uśmiechnęła się do niego uroczo. Heh, zaczynała powoli rozumieć te sztuczki Ines. No właśnie... Ines. Nagle drzwi domu otworzyły się i wybiegła zza nich córka Feb.
    - Wujek! - krzyknęła głośno i ruszyła w ich stronę jak najszybciej umiała.
    - Pewnie hałasy ją obudziły - Febe westchnęła lekko, jednak zaraz uśmiechnęła się, widząc jak jej mały szkrab zasuwa w stronę Garrusa. Dziewczynka wpadła w niego z rozpędu i przytuliła się do jego nogi.
    - Nie powiedziałeś papa! - skarciła go zaraz i zmarszczyła brwi. - A tej gupiej babie to ja poligon zrobie! - oznajmiła wyraźnie zdenerwowana.
    - Ines - Febe już nie wytrzymała, nawet jej nie skarciła, jedynie zaśmiała się delikatnie.
    - Ma być miła dla wujka! - powiedziała stanowczo dziewczynka i założyła rączki na swojej piersi. To już rozczuliło meduzę. Kucnęła przy małej i założyła jej włosy za ucho.
    - Jestem z Ciebie dumna skarbie - przyznała, a małej zaraz rozweselała buzia.
    - Idziecie na spacer? - zapytała.
    - Wujek mnie nie chce zabrać na spacer... - poskarżyła się córce i spojrzała wymownie na Garrusa. Ines nadęła policzki i również spojrzała na niego.
    - Wujek! - pogroziła mu palcem.
    - Ines! Ines chodź już do domu! - dało się słyszeć wołanie niani. Febe spojrzała w stronę kobiety.
    - W porę się obudziła, znajdę inną opiekunkę... - mruknęła pod nosem.
    - Ines! Ines! ... - ta dalej krzyczała. Dziewczynka puściła nogę Garrusa.
    - Zabierz mamusie na spacer - powiedziała z uroczym uśmieszkiem i zaraz podleciała do mamy dając jej lepkiego całusa w policzek. Febe uśmiechnęła się szeroko i odwzajemniła buziaka.
    - Ines! ... - zabrzmiało znowu.
    - No i cio sie drzesz! Sysze Cię przecież! - Ines obróciła się w stronę opiekunki i krzyknęła rozkładając rączki na boki i delikatnie nimi machając. Pokręciła jeszcze głową i powoli ruszyła w stronę domu. Pomachała jeszcze dorosłym i zaraz wdała się w jakiś owocny dialog z nianią.
    - Kocham to dziecko, mogę być spokojna o jej przyszłość, nie da sobie wejść na głowę... - zażartowała i zaśmiała się. Dziewczynka coraz częściej ją rozbrajała. Tym bardziej, że zachowywała się tak "brzydko" tylko w stosunku do osób, które sobie na to zasłużyły.
    - To co z tym spacerem? - zapytała, posyłając Garrusowi, kolejny, uroczy uśmiech.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  13. [Magyar się pisze, ale brzmi inaczej ;) Hungarystyka z łaciny, bo chyba (nie chce mi się teraz sprawdzać, za wcześnie na to) Węgrzy po tym jak przybyli do Europy byli uważani za potomków Hunów, i sami się za nich uważali. Teraz już zostało udowodnione, że to bullshit, ale nadal jednym z najpopularniejszych imion męskich jest Atilla (po królu Hunów).
    Właśnie nie dawałam znaku życia, bo starałam się zapanować nad studiami i przy okazji odkrywać nową galaktykę. Nie chcę Ci spoilerować, powiem tylko, że Jaal ma najlepsze maile, ale jego głos jest taki... meh. Cierpię bardzo i wzdycham za brytyjskim akcentem Liama.
    Żart znałam, ale i tak śmieszy mnie za każdym razem :DDD
    Wątek zaś! Proponuję taki timeline: najpierw Timmy się zabawami jego okularem, a potem dopiero Garrus będzie szukał informatora. I może tylko coś usłyszy, że się handlarz kręci w Girie i pójdzie go namierzyć, no i się okaże że to Timmy, co Ty na to? :D
    Btw, czy można jakiś tekst wstawić na wyświetlacz okulara? Żeby Garrus mógł przeczytać? :> ]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  14. (KTOŚ MNIE KOCHA, KTOŚ MNIE KOCHA. <3 Aaaaa, tyle miłości. Wiesz dobrze, jak cieszę się na ten wątek, zatem wyczekuj kolejnego prezentu - zaczęcia. ♥)

    OdpowiedzUsuń
  15. Słysząc o staczaniu się uderzyła lekko Garrusa w brzuch i uśmiechnęła się zadziornie.
    - Jeszcze młodości nie straciłam, nie po to mam opiekunkę, aby zajmować się dziećmi 24 na dobę, a plotkować - wzruszyła ramionami - i tak będą, widzisz, o byle kim się nie mówi - zaśmiała się i zaraz zrobiła duże oczy. Meduza była pewna, już teraz, że bardzo chętnie będzie utrzymywać z nim kontakt, nie chodziło tylko o dobre podejście do dzieci, ale sam sposób bycia nowego przyjaciela po prostu sprawiał, że czas miło płynął. Uśmiechnęła się po raz kolejny pod nosem.
    - Nie mów hop, nie znasz nawet połowy moich uwodzicielskich sztuczek. Zawsze miałam słabość do tych z utraconą cnotą - pociągnęła żart dalej, jednak na widok małej sama się uspokoiła.
    Słysząc ostrzeżenie na temat kaca uśmiechnęła się niewinnie i zaraz doskoczyła do drzwi samochodu. Chciała się wyrwać z tego miejsca chociaż na ten jeden wieczór, naprawdę tego potrzebowała, musiała oderwać się od pewnych myśli i miała nadzieję, że odrobina zabawy jej w tym pomoże. Wsiadła do samochodu obok kierowcy.
    - Zrozumiano! - poinformowała z powagą na twarzy. - Najwyżej jakoś podeślę Ci maluchy - dodała, po raz kolejny uśmiechając się pod nosem. Kątem oka patrząc na Garrusa.
    - Jak będziesz tatą to zrozumiesz moją niepohamowaną chęć wyjścia na drinka - posłała mu uśmiech i zapięła pasy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  16. Andromeda była statkiem skonstruowanym z myślą o jak najdłuższej separacji od portu. Biorąc pod uwagę ilości paliwa, które mogła pomieścić stała się niemal portem sama w sobie, zupełnie niezależna od kontynentu i jego dóbr. Kiedy przybijali co kilka miesięcy, bardziej z potrzeby załogi aniżeli statku, zbiorniki były pełne w ponad połowie. Wystarczyło uzupełnić poziom, a krążownik był gotów nawet na kilkuletni pobyt na morzu. Kolejna z zaskakujących możliwości tego cuda techniki.
    Z każdym kolejnym dniem Shepard zdawała się przepadać dla niego coraz bardziej, nieodwołalnie.
    Nie kryła też swojego zdziwienia, kiedy generał wystosował bezpośredni nakaz przybicia w Salree, nie udzielając żadnych konkretnych wskazówek. Salira nie miała jednak ani zamiaru ani odwagi, by sprzeciwić się swojemu dowódcy, więc zanim pożegnała jego hologram, podała nawigatorom nowe współrzędne. Wszystkiego miała dowiedzieć się na miejscu, od człowieka, który na jakiś czas miał przejąć dowództwo na pokładzie. Jakiś czas. Niezbyt precyzyjne określenie i nie można powiedzieć, by napawało ją to entuzjazmem. Wręcz przeciwnie - Shepard zdążyła uznać Andromedę za swoje dziecko i każdy, kto miał jej ją odebrać, był potencjalnym nieprzyjacielem.
    To wciąż było jednak za mało, by sprzeciwić się generałowi floty. Mogła być zła, rozgoryczona, mogła nawet zgrzytać zębami, ale to wszystko. Rozkaz wciąż był rozkazem i jej obowiązkiem było go wykonać niezależnie od własnych przekonań.
    Kiedy wreszcie przycumowali do portu, Shepard w towarzystwie dwóch oficerów pokładowych zeszła na pierwszy poziom, by należycie powitać swojego nowego przełożonego. Przy okazji będzie musiała bardzo pilnować nie tylko swojego tonu, ale także postawy ciała. Nie chciała, żeby jej szef - kimkolwiek był - zauważył jej nagminny brak entuzjazmu. Nie zamierzała się także usmiechać, zdecydowała się postawić na neutralność, a być może nawet na chłodny profesjonalizm, w zależności od przebiegu zdarzeń.
    Niemniej, nie byłaby sobą, gdyby podjęła go na lądzie. Nie zeszła do niego, tym samym zmuszając go do przyjścia do niej. Przynajmniej tak mogła złagodzić palącą gorycz, na tyle też pozwalała jej sytuacja, bowiem w żaden nie naruszała marynarskiej etykiety. Miała w tej kwestii wolną rękę, przy dobrych wiatrach jej nowy dowódca nawet nie zorientuje się, że w ten sposób Shepard próbuje pokazać mu, że współpraca z nią nie będzie łatwa, a na jej szacunek będzie musiał sobie ciężko zapracować, tak jak ona pracowała na swój.

    OdpowiedzUsuń
  17. Febe uśmiechnęła się pod nosem.
    - 724 - powiedziała bez ogródek, jakby to była dość normalna liczba. W prawdzie dla wielu istot była normalna, ale ona osobiście poznała bardzo mało osób starszych od siebie. Pewnie głównie dlatego, że mieszkała w lasach, ale liczył się sam fakt. Uśmiechnęła się do niego uroczo, nie należała do kobiet obrażających się, gdy zostaną zapytane o wiek, nawet wtedy kiedy pytanie zadane jest tylko w żartach.
    - W takim razie z góry przepraszam, czasami zapominam jak potrafię być uwodzicielska - zażartowała, mówiąc to z przekąsem i zaśmiała się lekko. Słysząc o mieszkaniu wzruszyła ramionami.
    - Raczej zafascynowały, uwielbiają nowości, głównie ze względu na dzieciaki chcę nauczyć się tej całej technologii - przyznała, posyłając mu kolejny uśmiech. Zaraz po tym spojrzała za okno. Uwielbiała oglądać krajobrazy.
    Kiedy dotarli na miejsce zwinnie opuściła auto i szybko znalazła się przy boku towarzysza.
    - Dziękuję - powiedziała uśmiechając się do niego kiedy otworzył przed nią drzwi i weszła do środka. Rozejrzała się dookoła i posłała mu zadziorne spojrzenie.
    - Teraz już nie jest tak źle, ale świeżo po zaprzestaniu karmienia Rahim'a było kolorowo - zaśmiała się lekko na wspomnienie kilku spotkań z dawnymi znajomymi. Teraz tych znajomych nie miała i sama była ciekawa jak sobie poradzi.
    - Tak czy siak nie planuję pić w Twoim tempie, przy Twoich gabarytach upiłbyś mnie w jakieś 5 minut - stwierdziła rozbawiona i zaraz spojrzała w stronę baru.
    - Dobra, ja stawiam, w ramach podziękowania, Ty poszukaj jakiegoś miejsca - puściła mu oko i oddaliła się kawałek tanecznym krokiem. Zaraz jednak zatrzymała się gwałtownie i obejrzała na Garrusa.
    - Co pijesz?! - zapytała nieco głośniej, tak, aby usłyszał. Po uzyskaniu odpowiedzi wyminęła zgrabnie kilku kelnerów i dotarła do baru.
    Wróciła do Garrusa równie tanecznym krokiem, z szerokim uśmiechem na twarzy. Usiadła obok niego.
    - Jest jakieś małe zamieszanie, ale zaraz nam wszystko przyniosą - oznajmiła z uśmiechem i raz jeszcze się rozejrzała.
    - Często tu bywasz? - zapytała i zanim Garrus zdążył odpowiedzieć ich zamówienie stało już na stole.
    - Przepraszam na zwłokę - oznajmił kelner z delikatnym uśmiechem.
    - Zwłokę? A to Ci dobre, ledwo usiadłam, a Pan już jest, dziękujemy bardzo - odpowiedziała pogodnie, odprowadzając go wzrokiem. Zaraz chwyciła swoją szklankę z jegermeistere'm. Uwielbiała ten mocno ziołowy alkohol, szczególnie w połączeniu z sokiem pomarańczowym.
    - To co jakiś toaścik czy pijemy do dna? - zaśmiała się, lekko szturchając go nogą pod stołem. Nawet nie wiedział ile sprawił jej radości tym małym wypadem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  18. - A więc za nową znajomość! - powinszowała mu i wypiła pierwszego łyka, patrząc przy okazji na butelkę przyniesioną przez kelnera.
    - Tak właśnie widzę, że już Cię tu znają - posłała mu uśmiech i zwróciła uwagę na przebywające tutaj istoty.
    - Z jednej strony fajnie, że istnieje takie miejsce, z drugiej to trochę pogłębia tą niechęć do istot niehumanoidalnych - stwierdziła biorąc kolejnego łyka i posłała mu jeszcze jeden uśmiech. Miała wrażenie, że ktoś ich obserwuje, jednak na razie to zlekceważyła.
    - Właściwie to... chyba nie często przebywasz w domu co? Masz z kim tu przesiadywać? Bo wyglądasz na pracoholika - uśmiechnęła się zadziornie. Nie wiedziała w sumie jakie stanowisko zajmuje w wojsku, ale obstawiała, że nie jest byle pionkiem. Założyła włosy za ucho i rozejrzała się raz jeszcze dyskretnie. Przy barze stał jakiś mężczyzna, popijał drinka i... Miała wrażenie, że bacznie ją obserwuje, ją i Garrusa. Czyżby jakiś znajomy jej towarzysza? Zamrugała szybciej oczyma i wróciła wzrokiem do towarzysza, lekceważąc obserwatora.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  19. Shepard nie potrzebowała ani prawa, ani sprawiedliwości. Obie te wartości przyswoiła od ojca, a potem nagminnie pielęgnowała. Być może był to kolejny powód, dla którego obecność przełożonego na pokładzie zwyczajnie ją uwierała. Nie była już dzieckiem, któremu trzeba mówić, co ma robić, bo samo nie ma jeszcze w pełni rozwiniętej percepcji. Do diabła, nie po to uwolniła się spod jednej komendy, żeby zaraz trafić pod drugą. Mimo to zasalutowała razem z resztą swojej załogi, kiedy Garrus stawiał pierwsze kroki na pokładzie Andromedy. Opuściła dłoń, by przyprasować ją do uda. Wysłuchała go w ciszy, nieznacznie ściągając brwi. Najwyraźniej zaskoczył ją jego rozkaz. Oczekiwała, że pierwszy oficer odstawi go do kajuty, a potem wszyscy zbiorą się w centrum dowodzenia, gdzie wyznaczą kurs. Wtedy mieliby czas na spacery po statku. Zresztą, dlaczego nie mógłby pójść sam? Nie uśmiechała jej się perspektywa spędzenia z nim całego dnia. Zamiast tego mogłaby chociażby czytać.
    Mimo to skinęła głową, choć nie było w tym ani odrobiny chęci, czy też zapału.
    - Jak sobie życzysz, admirale - odparła tym samym, mechanicznym tonem - Aczkolwiek nie sądzę, by to właśnie moje towarzystwo było Ci teraz najbardziej potrzebne.
    Miała ważniejsze sprawy na głowie, niż pokazanie mu palcem, gdzie może złożyć bagaż. Odebranie raportów z poszczególnych sektorów statku przed wypłynięciem, naprzykład. Dobrze, że nie kazał jej jeszcze nosić sobie walizek. Nie czuła, że musi się tego obawiać, jako że Vakarian imponował swoją postawą, z pewnością dysponował siłą większą od niej, a przede wszystkim był mężczyzną. Podejrzewała, że męska godność nie pozwoliłaby mu nawet o tym pomyśleć, ale gdyby jednak, jakimś cudem... Prawdopodobnie pocałowałby jej pięść, bez względu na wyższość w hierarchii. Shepard nie znała litości. Zawsze robiła to, co uznała za słuszne, po drodze nierzadko naginając zasady do własnych celów i potrzeb.
    Ciekawe, czy Garrus został wcześniej ostrzeżony, co czeka go z Shepard jako podkomendną. Uśmiechnęła się drobno kącikiem ust, choć uśmiech ten ani na chwilę nie objął jej oczu, nie był też ani trochę kojący czy też przyjazny. Był esencją, maleńką cząstką jej pierwotnego charakteru, doszlifowanego na przestrzeni ostatnich lat. Gdy ich spojrzenia spotkały się ze sobą, wyraźnie odczuła, że trafiła na godnego przeciwnika. Jego oczy były zimne jak ocean, a spojrzenie harde jak stal.
    Shepard okręciła głowę w stronę mężczyzny po swojej prawej, jednocześnie urywając kontakt wzrokowy z ze swoim dowódcą.
    - Komandorze, wydajcie rozkaz do wyjścia z doku. Zastąpicie mnie na mostku.
    - Admirale, kapitanie - ten zasalutował, po czym odszedł, by wykonać polecenia. Shepard ponownie wróciła wzrokiem do Vakariana.
    - Jestem teraz do Twojej dyspozycji, admirale. Proszę za mną - oznajmiła, następnie obracając się na pięcie, by pokierować kroki na górny pokład.

    Twoja zimna Shep, ale spoko, z czasem się ogrzeje ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Salree śmierdziało rybami, ale marynarze byli świetnymi kompanami, i do chlania, i do bójki. Potem nawet nie mieli do ciebie pretensji, bo zwykle i tak niewiele pamiętali, tylko to że się dobrze bawili. Timmy zawsze wkraczała do Salree ze schodzącą opuchlizną z poprzednich potyczek, a wracała z na nowo obitą mordą. To znaczyło, że wizyta była udana.
    Dzisiaj jednak przybyła do miasta z biznesem. Musiała sobie trochę podrasować swoją “bazę operacji”, a na targowisku w pobliżu portu miała kilka dobrych kontaktów, gdy przychodziło do elektroniki. Nie wszystko było legalne, niektóre rzeczy kradzione, czasem coś się wojskowego trafiło, czyli wyższa półka. Jej komputery przypominały potwora Frankensteina, złożone z martwych części, pod wpływem prądu ożywały na nowo.
    To miasto było lepiej rozwinięte pod względem technologicznym niż Girie, co oznaczało więcej elektroniki. Czuła ją wokół siebie na każdym kroku, jej mocy nie dało się wyłączyć. Miała dostęp do każdego urządzenia w zasięgu kilkudziesięciu metrów, co w tym momencie po prostu było szumem gdzieś z tyłu jej głowy. Przyzwyczaiła się do tego, jak inni przyzwyczajają się do ruchu drogowego pod swoim oknem. Jednak wiedziała dobrze, że jej mózg się w końcu przeciąży. Dawała sobie dwie doby.
    Szukała właśnie swojego ulubionego straganu, gdy przeszła obok wyjątkowo wysokiej osoby. Co prawda dla niej wszyscy są wysocy, ale ten koleś w bluzie z kapturem na prawdę przekraczał granice zdrowego rozsądku. I przez ten właśnie wzrost przyciągnął jej uwagę. Stał się jeszcze bardziej interesujący, gdy wyczuła na nim technologię z jaką jeszcze nie miała do czynienia. Ciekawe czy…
    Cześć, co tam? pojawiło się na okularze. Według tych wszystkich kont na Facebooku na które się włamała, to były najczęściej używane słowa by rozpocząć rozmowę.
    Timmy kontynuowała swoje kręcenie się, wykorzystując dużą ilość ludzi i swój niski wzrost do wtopienia się i niezwracania na siebie zbyt dużej uwagi.

    [Dobrze napisałaś :D
    Ja nie mogłam wejść do internetów, by nie dostać jakiegoś spoilera, za dużo rzeczy followuję związanych z Mass Effectem i Bioware ogólnie. Więc musiałam już kupić. Dobrze, że jeżdżę tak rzadko, że tankuję raz w miesiącu, po prostu poświęciłam benzynę xD
    Gdzieś w innym Twoim wątku widziałam, że Garrus chodzi z kapturem w publicznych miejscach więc trochę to wykorzystałam. Mam nadzieję, że może być.]

    OdpowiedzUsuń
  21. Meduza spojrzała zaraz na wskazaną grupę, rzeczywiście, kręciło się tu wiele różnych twarzy. Uśmiechnęła się lekko. Nie musiała nawet nic mówić, po samej twarzy było widać, że taki widok przypadł jej do gustu. Może była trochę naiwna, ale chciała aby jej dzieci wychowywały się właśnie w tak przyjaznych miejscach. Zaśmiała się lekko na wyobrażenie jak to wychowuje maluchy właśnie w tym pubie. Trochę zdziwiona spojrzała na Garrusa.
    - Piękniejszych? Daj spokój, to tylko powłoka, też mam swoje drugie ja - puściła mu oko i uśmiechnęła się tajemniczo. Zaraz po kolejnym stwierdzeniu zachłysnęła się nieco swoim wyskokowym napojem. Cóż, porównanie było zabawne. Febe odkaszlnęła i zaśmiała się krótko.
    - Z tym strusiem bym się kłóciła, ale kora nawet pasuje - zaśmiała się nadal rozbawiona.
    Kiedy zaczął opowiadać o swojej pracy słuchała go zaciekawiona. Wiedziała, że nie przebywa on na statkach turystycznych czy handlowych, ale wspomnienia z jej podróży morskich zaraz przeleciały jej przed oczyma. Uśmiechnęła się ciepło.
    - Może to zbyt śmiałe stwierdzenie, ale wydaje mi się, że jest niewiele istot, z którymi miałbyś zły kontakt, jesteś bardzo sympatyczny - przyznała ze swoim pogodnym uśmiechem i opróżniła swoją szklankę. Zaraz po uwadze towarzysza raz jeszcze zerknęła w stronę nieznajomego.
    - Nie, znaczy, nie znam go, myślałam, że to Twój znajomy. Dziwnie się przygląda. Jak czuję wzrok na ciele to zaraz ciężej mi się skupić - zaśmiała się lekko. - Przeproszę Cię na chwilę, pójdę, jak to mówią, przypudrować nosek - posłała mu kolejny uśmiech i wstała. Ruszyła w stronę łazienki. Nadal była bacznie obserwowana, przez co poczuła się trochę nieswojo. Ostatecznie przeszła obok baru, wymieniając z nieznajomym spojrzenia i bez słowa weszła do toalety. Nieznajomy spoglądając za nią opróżnił szklankę i zamówił jeszcze dwa drinki.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  22. - Mężczyzn? - zaśmiała się lekko. - Bez urazy, ale na tą chwilę miałam do czynienia praktycznie z samymi debilami, jesteś wśród nich niesamowitym wyjątkiem. Po prostu przyciągam problemy, już się zdążyłam przyzwyczaić - prychnęła lekko śmiechem. Pokręciła głową powstrzymując roześmianie się.
    - Rozumiem, mnie wręcz przeciwnie, jeśli wiesz, co mam na myśli - powiedziała tym samym tonem co on i uśmiechnęła się zadziornie.
    - Chyba zacznę stosować Twoją metodę co do facetów - dodała jeszcze i zaraz zaśmiała się lekko.
    - Może od razu wynajmę Cię jako mojego ochroniarza hm? - poruszyła zabawnie brwiami. - Zaraz połowa kobiet z Mortiel by się zleciała, aby podziwiać widoki - dodała pół żartem, pół serio i uśmiechnęła się uroczo. Na ostrzeżenie przytaknęła jedynie głową. Podczas jej obecności w toalecie przy barze doszło do małego wypadku - jednemu z klientów wypadł kufel i robił się o podłogę. Kiedy meduza ponownie pojawiła się na sali nie zdążyła nawet zauważyć rozbitego szkła, a poczuła jedynie jak ktoś łapie ją na ręce.
    - Jeny! - lekko zaskoczona uniosła głos i spojrzała na... tak, mężczyznę, który tak bacznie ją obserwował.
    - Szkoda by było pokaleczyć tak ładne stopy - zagadnął do niej z szarmanckim uśmiechem i zaraz posadził na taborecie przy barze. Febe zmarszczyła czoło i dopiero siedząc zorientowała się o czym mówi. Chciała podziękować, ale...
    - Słyszałem, że lubisz to ziołowe cudo - przysunął do niej szklankę z dokładnie tym samym drinkiem jaki przed chwilą piła.
    - Napijesz się ze mną? - mężczyzna złapał swoją szklankę i stuknął nią o szkło przeznaczone dla kobiety. Febe wypuściła głośno powietrze i spojrzała w stronę Garrusa. Gestem dłoni pokazała mu, że za minutkę wraca.
    - Dziękuję, to bardzo miłe, ale nie jestem tu sama... - znowu nie zdążyła dokończyć.
    - Tak, tak, widziałem, tacy jak Ty zawsze lubią się kręcić w dziwnych miejscach i dziwnym towarzystwie - odparł, nadal z tym swoim uśmiechem. Febe zmarszczyła ponownie czoło.
    - Tacy jak ja? - zapytała nie bardzo rozumiejąc.
    - Cyganie. Szwendacie się po całym świecie i nie umiecie znaleźć swojego miejsca. Zadajecie się z dziwakami - stwierdził bez ogródek, chyba nadal uważał, że jest w tej swojej gadce pociągający. Febe chwyciła swojego drinka i zacisnęła na nim lekko palce.
    - Nie wiem czy wiesz, ale takie szwendanie się ma swoje plusy, chociażby znajomość języka czy... - po raz kolejny jej przerwano.
    - O taak, kosmiczny też znasz? - zapytał z kpiną w głosie.
    - Przepraszam, nie rozumiem... - Febe była coraz bardziej podirytowana.
    - Gadasz z jakimś paszczurem naiwna, a on pewnie tylko myśli o tym jak dostać się pod Twoją spódnicę - zaśmiał się lekko i podniósł szkło do ust. Zaraz po tym zdaniu Febe również podniosła szkło i zaśmiała się sztucznie. Zaraz alkohol przeznaczony dla niej wylądował na twarzy mężczyzny, a ona sama zeskoczyła z taboretu.
    - Och masz rację paszczurze, pozwól, że wrócę do mojego normalnego znajomego! - warknęła w jego stronę i zrobiła trzy kroki w stronę Garrusa. Zaraz jednak zatrzymała się gwałtownie, jej cała skóra przybrała wygląd łuski węża, długie zęby jadowe wyszły na wierzch, a oczy zaszły żółtym kolorem, jednocześnie zwężając źrenice. Doskoczyła do mężczyzny i syknęła w jego stronę. Ten zaskoczony zrobił krok w tył i wpadł na inny taboret, wywracając się przy tym i oblewając własnym drinkiem.
    - Nadal Ci się tak bardzo podobam?! - dodała jeszcze kpiącym głosem i nie czekając na odpowiedz zarzuciła włosami. Nie zmieniając swojego wyglądu wróciła na miejsce obok Garrusa.
    - Widzisz, same debile - podsumowała i westchnęła ciężko. Jej "adorator" został wyprowadzony z pubu za nieodpowiednie zachowanie, kilka osób słyszało ich dialog i zapewniło barman'a, że koleś sobie zasłużył. Ba! Nawet pewien czerwonoskóry rogacz zamówił dla niej drinka i poprosił o zaniesienie do stołu w ramach uznania za reakcję.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie chciała nikogo potrącić, a zwłaszcza wylać na niego swój trunek, nad którym ubolewała i ona. Uniosła oczy wyżej, wprost na przystojnego faceta, a na jej twarzy rozkwitł nerwowy uśmiech wraz z rumieńcem okalającym jej bladą twarz. Akurat musiała zrobić z siebie idiotkę przy takim facecie.
    - Wybacz- powiedziała szybko, robiąc od nieznajomego dwa kroki w tył, by nie naruszać jego osobistej przestrzeli. Na określenie "młoda" uniosła brew ku górze, a jej ciemne oczy dostrzegły dziwną twarz pod szerokim kapturem, lecz nie zareagowała jakoś szczególnie. W Mortiel widziała już sporo dziwnych ras, po części już się do nich przyzwyczaiła, bo wszyscy byli w pewnym stopniu tacy sami. A nie warto robić było zbiegowiska przez to, jak ktoś wyglądał.
    - Może w ramach rekompensaty zamówię wam po whiskey?- wzrok dziewczyny prześlizgnął się, po do tej pory mokrej koszulce, wręcz z podziwem patrząc jak nieznajomy ją osusza.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  24. - Mam cichą nadzieję, że więcej go nie spotkam, inaczej mogę zrobić użytek z pewnych części ciała - przyznała i odruchowo nalała sobie do szklanki whiskey Garrusa. Wzięła dużego łyka i zaraz spojrzała na towarzysza, słysząc komplement. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, złość zaraz jej przeszła. Spojrzała w stronę wspomnianego satyra i do niego również się uśmiechnęła. Wróciła wzrokiem do Garrusa.
    - Dziękuję. Chyba zacznę częściej w niej przebywać, może zacznie to przyciągać osoby godne uwagi - powiedziała z lekkim rozbawieniem. Samotne wychowywanie dzieci trochę jej ciążyło. Kochała te szkraby, ale czasami miała wrażenie, że siedzi zamknięta w klatce. Dlatego wypad tutaj był dla niej niczym ucieczka z więzienia. Zaraz przy stoliku pojawił się barman, który został poproszony o dostarczenie drinka.
    - To od tego Pana, z wyrazami uznania - powiedział podając kobiecie szklankę. Meduza uśmiechnęła się lekko.
    - Proszę przekazać, że bardzo mi miło - podziękowała szerokim uśmiechem i chwyciła za szkło.
    - No dobra, zaczynam serio myśleć o poszukaniu tu jakiegoś kandydata - przyznała wyraźnie zadowolona i spojrzała na swoje dwie szklanki pełne alkoholu.
    - Tylko się nie czaj, ja to wszystko sama wypiję - zaśmiała się do niego i szturchnęła w ramię.
    - Z nieba mi normalnie dziś spadłeś - przyznała jeszcze stukając lekko swoją szklanką z whiskey o jego i biorąc kolejnego większego łyka.
    - Jak zacznę tańczyć na stole to się nie zdziw, mam tak w zwyczaju, to jeszcze nie będzie oznaczało alkoholowego upojenia - zaśmiała się. Wolała uprzedzić, różnie to z nią bywało.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  25. Melanie nie była oczarowana, raczej zawstydzona z powodu, że zmoczyła mu koszulkę, a to była różnica. Na ich słowa pokręciła jedynie przecząco głową, ale jej uroczy uśmiech nie zniknął. Wydawali się przyjaznymi istotami, wesołymi kompanami do wódki, a takich właśnie potrzebowała. W towarzystwie swojej koleżanki czuła się jakoś nijako, może głównie przez to, że co jakiś czas ktoś do niej podchodził stawiając jej drinki, a ona siedziała jak głupia patrząc jak uwodzi tych mężczyzn. To nie była zazdrość, raczej niesmak.
    - To może kupię od razu całą butelkę, bo podejrzewam że nie będziecie zadowoleni jedną kolejką- spojrzała w stronę barmana.- Na co macie ochotę? - uniosła jedną brew ku górze, zakładając swoje dłonie na biodrach. Wyglądała przy nich może trochę komicznie, jak dziecko wręcz, patrząc na ich posturę ale jakoś jej to nie przeszkadzało. Zawsze lepiej było napić się z nimi, bo teraz nie miałaby nawet do kogo wrócić. Jej znajoma już przygruchała do siebie starego adoratora, który na początku postawił jej jedną kolejkę.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  26. Miała co do niego mocno mieszane uczucia. Spodobało jej się, że nie jest próżny jak ten sukinsyn, który zastępował jej ojca na Chimerze. Z drugiej strony irytowała ją ta jego drobiazgowość w kwestii tytułowania się. Do diaska, oboje znali wzajemnie swoje pozycje, a admirał było oficjalnym skrótem od jego cholernie długiego w nazewnictwie stopnia.
    Militarny raj. Z pewnością przytaknęłaby mu, gdyby potrafiła czytać jego myśli, te jednak pozostały dla niej jedną wielką niewiadomą.
    W przeciwieństwie do jego aparycji, która niewątpliwie przyciągała wzrok, w tym także jej. Należy jednak wziąć pod uwagę, że pani kapitan oceniała go pod kątem użyteczności, nie atrakcyjności. Stąd też nie osądzała, czy jest odrażający, czy wręcz przeciwnie. Przede wszystkim zauważyła, że jest wysoki i potężnej postury. Nie umknął jej także jego karabin.
    Być może nawet zapałałaby do niego iskrą sympatii, bo kiedy ona po raz pierwszy weszła na pokład tego statku czuła to samo - rozkoszne mrowienie w korzonkach nerwów, ekscytację, podniecenie. Odrobinę niezdrowe, jeśli weźmie się pod uwagę potencjalnie zabójcze okoliczności. Świat wygląda jednak zupełnie inaczej w oczach kogoś, kto już dawno temu przestał żyć dla siebie. Salira Shepard była oddana swojej misji i w pełni przygotowana na ewentualną śmierć. Nie drżała o swoją przyszłość. Ból nie był jej obcy, a strach... Strach ją napędzał. Dawał siłę. Determinował do walki. Dwa razy bardziej krwawej, dwa razy cięższej, dwa razy bardziej zaciekłej. Do walki w imię przyszłych pokoleń.
    Nie potrzebowała wiele, aby bliżej go poznać. Wystarczyło przyjrzeć się z jaką niedbałością podszedł do swojej kajuty. Ciągnęło go wgłąb statku, tak jak wcześniej ciągnęło ją. Do zbrojowni. Tak jak ją. Mieli ze sobą coś wspólnego, choć było jeszcze zbyt wcześnie, by określić, co dokładnie. To dawało jej jednak pewien punkt zaczepienia. Pewien obraz jej kontradmirała, który mogła poddać interpretacji.
    - Tak jest - odparła, choć niezmiernie nużyło ją takie ciągłe przytakiwanie - Aczkolwiek nie brak mi niczego, słyszę i rozumiem pana znakomicie, kontradmirale, nie ma potrzeby bez przerwy mnie o to pytać. Wykonam każdy rozkaz dopóki nie uznam, że bezpodstawnie naraża on życie załogi. Moim natomiast dysponujcie wedle uznania. To nie moja decyzja, takie jest prawo.
    Oczywiście, że prawo, przecież nie słuchałaby go z własnej woli. W jego intencji leżało przedstawić się w takim świetle, żeby prawo zastąpiła jej wolna wola, wynikająca z szacunku i oddania.
    Nie było w tym nawet najmniejszej nuty irytacji. Nie uraczyłaby go w ten sposób. Wciąż ten sam, jednostajny, wyprany z emocji ton, zupełnie jakby miał do czynienia z maszyną, a istotą organiczną. I kolejny formalny, krótki uśmiech, który nie sięgnął oczu. Następnie odwróciła się na pięcie, by poprowadzić go do zbrojowni. Nie ociągała się, nie chciała stracić na ten spacer całego dnia.
    - W kwestii podstawowego uzbrojenia Andromeda nie różni się niczym od krążowników klasy ciężkiej - zaczęła, kiedy znaleźli się w zbrojowni. Przystanęła na moment, tym samym oznajmiając, że oddaje mu prowadzenie. Niech sam zdecyduje, czemu chce przyjrzeć się najpierw. W ułamku sekundy z przewodnika zmieniła się w jego przyboczny cień, podręczne źródło informacji. Szła u jego boku, zgodnie z jego życzeniem, zdając wyczerpujące raporty na temat konkretnych jednostek bojowych, stosowanych kalibrów, amunicji i jej rodzaju.
    - To, co wyróżnia ją na tle innych statków tego typu, to wzmocniony kadłub, który wytrzyma czternastogodzinny, ciągły ostrzał działami średniego kalibru. Większy kaliber skróci defensywę w otwartym ogniu do czterech godzin. Zejście natomiast nie powinno trwać dłużej niż dwie minuty od wydania polecenia, co daje nam ogromne pole manewru w przypadku konfrontacji nawodnej.
    Czując suchość w gardle, przełknęła ślinę, po czym odchrząknęła krótko, mało elegancko. Spojrzenie ulokowała w profilu swojego dowódcy.
    - Dajcie znać, kiedy będziecie gotowi, aby przejść do maszynowni, kontradmirale.

    Twoja, póki co grzeczna, Shepard ♥

    OdpowiedzUsuń
  27. - Garrus! - raz jeszcze go szturchnęła i zaśmiała się głośniej. - Bardziej mi chodziło o części ciała związane z tą formą, w której jestem teraz, zbereźniku - dodała nadal roześmiana. - No, ale nie będę Ci się tłumaczyć, bo jeszcze mnie pogrążysz - dodała, nie wierząc w to co mówi. Słysząc opinię co do dzieci przytaknęła mu, jednak znowu z śmiechem na ustach.
    - O tak, mogłabym się założyć o wszystko, że Ines zakochałaby się w tym miejscu, no i dodatkowo rozkochała wszystkich w sobie - przyznała kręcąc głową. - Mam nadzieję, że za szybko nie urośnie, już się boję tego całego "czasu na chłopaków". Dobrze, że Rahim jest chłopcem, przynajmniej o niego będę spokojniejsza - zrobiła duże oczy, jakby miała przed oczyma sceny z jej własnej przyszłości. Przechyliła szybko szklankę, ale wrócić do teraźniejszości. Przez kolejny komentarz towarzysza prawie wypluła alkohol z swoich ust, jednak udało jej się powstrzymać. Uśmiechnęła się do niego, tym razem odrobinę zalotnie.
    - Nie martw się, jestem wierna, poza tym Ines by mnie udusiła gdyby wyszło na jaw, że przyczyniłam się do Twojego zniknięcia - zaśmiała się lekko puszczając mu oko. Zaraz na wzmiankę o grzecznym proszeniu spojrzała na swoje szklanki.
    - O na litość Boską, nawet nie zauważyłam, że Cię tak paskudnie okradłam! Widzisz, widzisz jak to jest z babami, niby ja stawiam, a jak tylko trafi się okazja to proszę, o! Ach te moje śliskie ręce - zaczęła nabijać się z samej siebie. Zaraz po tym oparła się łokciami o stół, a na dłoniach ułożyła brodę, uśmiechnęła się do niego uroczo.
    - O słodki, po prostu spadłeś prosto przed moje oblicze i ma uroda zamroczyła Cię na długi, długi czas - powiedziała nadając swojemu głosowi nutkę tajemniczości i zaraz zaśmiała się, po prostu nie mogła przepuścić okazji do wygłupów, tak dawno się nie wydurniała.
    - Nie prowokuj - poruszyła jeszcze brwiami. - Ja mogę zacząć, ale Ty będziesz musiał skończyć - powiedziała z zadziornym uśmiechem i opróżniła szklankę z whiskey.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  28. Shepard nie była tu od zabawiania się w telemarketera, którego zadaniem jest przedstawić produkt (w tym wypadku Andromedę) w jak najlepszym świetle. Nie byli w supermarkecie, tylko na oceanie, który jeszcze wielokrotnie stanie się ich miejscem bitwy, a być może nawet miejscem pochówku. Tu nie było miejsca na ubarwianie, tudzież zatajanie niedociągnięć. Do jej obowiązków należało wszystkie je wychwycić i wyeliminować, a najlepiej zastąpić czymś, co przyniesie konkretny profit, który z kolei wspomoże misję. Dlatego nie pośpieszała go, gdy oglądał uzbrojenie, sama nie była w tym ekspertem, w przeciwieństwie do niego. Jej specjalizacja zamykała się w konfrontacji bezpośredniej, broń dalekiego zasięgu to coś, co musiała potrafić obsłużyć w stopniu eksperta, nie musiała natomiast w tym stopniu się na tym znać i chcąc nie chcąc była zmuszona zaufać jego ocenie.
    Mrugnęła, tylko w ten sposób okazując swoje zdumienie, gdy zwrócił się do niej po imieniu. Od śmierci rodziców nie słyszała go ani razu, stąd brzmienie wywołało nieprzyjemny, zimny dreszcz biegnący w dół kręgosłupa. Jej własne imię było teraz takie obce... Nie odezwała się się jednak ani słowem, pozwalając mu kontynuować. Zawiesiła spojrzenie na jego oczach, nawet nie starając się ukryć drobnej dezorienracji. Wszystko działo się zdecydowanie za szybko, może dlatego zareagowała zbyt gwałtownie, gdy wyciągnął karabin, zbliżając się do niej z przekleństwem na ustach, co zdecydowanie nie wróżyło jej dobrze. Instynktownie chwyciła za lufę, odsuwając ją w bok. Oczywiście gdyby rzeczywiście chciał strzelić i tak zdążyłby ją zranić, z tym, że kula nie sięgnęła by głowy - co najwyżej lekko drasnęła skroń. W sekundę jej źrenice powiększyły się do znacznych rozmiarów, zdradzając nagły skok adrenaliny, a co za tym idzie, wzmożenie czujności. Prawdopodobnie nawet nie usłyszała kwestii o tym, że może zwracać się do niego tak, jak jej się podoba. Odsunęła się o krok, zamierzając utrzymać swój dystans do czasu, aż nie przetrawi tego, co się przed chwilą stało. Dostrzegając jego zdumione spojrzenie (i mając już pewność, że nie zamierzał jej zastrzelić), skinęła tylko głową na znak, by nie przejmował się jej nadwrażliwością i kontynuował, kiedy ona odzyskiwała swój fason, normując uderzenia serca.
    Obserwowała karabin, wyjątkowo nie utrzymując spojrzenia mężczyzny, bowiem broń była teraz ważniejsza. Uniosła wzrok do jego oczu dopiero wtedy, gdy oznajmił, że przytargał również jeden dla niej. Jej własne zalśniły ekscytacją, po części wypierając dotychczasową nieufność. Poniekąd zaskoczyło ją, że nagle zainteresował się jej zdaniem. Być może chciał ją uspokoić po nieumyślnym wycelowaniu w nią, a może wyczuł, że to jedyna droga do owocnej współpracy, tak czy siak była zadowolona i postanowiła nie utrudniać. Zadowolenie wzrosło, razem z podnieceniem, gdy oznajmił, że chce ulepszyć działa. Przez głowę przemknęło jej, że być może, ale tylko być może, po raz pierwszy trafiła pod komendę godnego dowódcy. Może warto dać mu szansę, otworzyć się... Choć odrobinę. Potrzebowała chwili, by poukładać w głowie odpowiedź. Zasypał ją sporą dawką informacji, nie chciała niczego pominąć.
    - Aktualne wyposażenie nie daje sobie niczego zarzucić, przynajmniej jeśli chodzi o uzbrojenie ofensywne. Niemniej, jeśli mamy możliwość je rozwinąć, zróbmy to - podbródkiem wskazała jego broń.
    - Sprawa przedstawia się inaczej w kwestii uzbrojenia defensywnego. Mamy działa przeciwlotnicze, diamentowy pancerz, rakiety głębinowe, systemy wczesnego ostrzegania, radary maskujące... Ale brakuje czegoś jeszcze. Brakuje tarcz. Pancerz jest wystawiony na bezpośredni kontakt z pociskami, a musi wytrzymać zmianę ciśnienia podczas schodzenia. Inżynierowie przeprowadzili wyczerpujące analizy i wyliczenia, ale to nie uspokaja mnie wystarczająco, kiedy myślę o bezpieczeństwie załogi. Nie mam pojęcia jak, ale chciałabym wykorzystać moje preferencje biotyczne do stworzenia inteligentnych osłon. Takich - to mówiąc, wyciągnęła dłoń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przed siebie, tworząc barierę energetyczną. Rozpostarła się przed jej sylwetką, połyskliwa i szmaragdowa, zupełnie jak jej oczy, które pod wpływem aktywowania mocy zaiskrzyły jasnym światłem.
      - Bariera przyjmie na siebie pierwszą, najsilniejszą salwę. Niestety nie dysponuję wystarczającą mocą, by odpowiednio szybko i na odpowiednio długo osłonić coś tak dużego jak wojenny krążownik. Ale gdyby udało się stworzyć jakiś nośnik energii, implant...
      Opuściła rękę, a osłona zniknęła. Tęczówki wróciły do neutralnej, nierażącej barwy. Poczuła się nieco nieswojo ze słowotokiem, jaki spłynął z jej ust, więc zamilkła. Przez chwilę po prostu mu się przyglądała, żałując, że nie potrafi odczytać jego myśli. Niemniej, ta wymiana zdań uzmysłowiła jej, że oboje nadają na bardzo podobnych, o ile nie takich samych, falach. To ją przeraziło, więc bez słowa wyminęła go i ruszyła naprzód, by zaprowadzić go na jeszcze niższy poziom, do maszynowni tak, jak sobie tego życzył. Tu jednak mogli jedynie wyjść na platformę zabezpieczoną barierkami, by przyjrzeć się wszystkiemu z góry. Oczywiście, jeśli kontradmirał będzie miał takie życzenie, mogą udać się niżej, ale chwilowo potrzebowała dobrego widoku, by miał pełen obraz na to, co będzie mówić.
      - Andromedę, w przeciwieństwie do reszty krążowników napędzają cztery radioizotopowe generatory termoelektryczne. Są mniejsze niż pojedyncza bateria termojądrowa i mają krótszą żywotność, jednak jeśli jakimś cudem dojdzie tu do wybuchu, ich rozmieszczenie nie pozwoli na utratę pozostałych trzech - tutaj wskazała cztery generatory, mieszczące się w strukturze prostokąta, rozłożone po jego wierzchołkach - Są odseparowane przegrodami z tytanu, które w razie awarii lub ewentualnego przeciążenia pochłoną uwolnioną energię. Ewentualny wybuch nie będzie więc w stanie rozerwać kadłuba i w efekcie zatopić statku, tak jak miałoby to miejsce w przypadku pojedynczej baterii termojądrowej. Ponadto, nie stracimy mobilności. Nie całkowicie. Dwa generatory wystarczą, aby zasilić podstawowe narzędzia i w razie potrzeby wrócić do portu. Jeden aktywny generator wiąże się z unieruchomieniem, a bez niego statek zmieni się w pływającą kupę złomu. Sam przyznasz jednak, sir, że to i tak dużo lepsza perspektywa, niż pływanie z pojedynczą jednostką termojądrową, która może nas wszystkich wysadzić w powietrze. Jesteśmy odrobinę wolniejsi, ale za to trudniej nas będzie wykończyć - zerknęła na niego, a na jej twarzy po raz kolejny zakwitł uśmiech. Tym razem był jednak prawdziwy, rozświetlał bowiem jej oczy w charakterystyczny, niemal wzywający sposób. Wyzwanie nie było jednak rzucone w Vakariana, a w ich przyszłych wrogów.
      Zmieciemy ich, Garrusie. Wiesz to.

      Shepard ♥

      Usuń
  29. Napuszyła policzki, jak niezadowolone dziecko któremu zabrano zabawki. Włączanie takich rzeczy jest trudniejsze, musi się bardziej zbliżyć do celu. Przez chwilę wahała się, czy w ogóle jest sens to kontynuować, ale sama się skarciła za takie myśli. Oczywiście, że warto. Może nawet kiedyś będzie jej dane się dowiedzieć dlaczego.
    Zaczęła się kierować w stronę zakapturzonej postaci, przepychając się łokciami przez ludzi, starając się poinformować o swojej obecności. Jej wzrost pomagał jej się ukryć, problem tkwił w tym, że zazwyczaj nikt jej nie widział, szczególnie wtedy gdy chciała przejść. W końcu udało jej się być na tyle blisko, że wyczuła wyłączone urządzenie. Teraz wystarczyło uaktywnić odpowiedni odpowiedni impuls i… działa. Uśmiechnęła się pod nosem.
    geez, spławiona tak od razu? pojawiło się na okularze. ooooh, czy to ma gpsa?
    Zaczęła mimochodem włączać i wyłączać różne opcje, sprawdzając co okular może zrobić. Z takie odgległości mogła się jedynie domyślać jak owe rzeczy wyglądają i co dokładnie robią. Gdyby jednak okular trafiłby w jej ręce… tak bardzo chciała by trafił w jej ręce. Mogłaby tyle rzeczy z nim zrobić, tyle odkryć.
    jeżeli odwrócisz się w prawo, to będę miała lepszy widok postanowiła zaryzykować i napisała na wyświetlaczu. Nagle poczuła metaliczny smak w ustach. Uniosła palce do warg. Widząc krew na opuszkach, uświadomiła sobie, że krwawi z nosa. Przesadziła z tą zabawą. Za dużo elektroniki wokół, wyodrębnienie czegoś nowego, nieznanego trochę ją nadwyrężyło.
    - Megbasztam… - wyrwało jej się, marszcząc brwi.
    Uniosła głowę i dopadło ją kolejne spostrzeżenie, osoba za którą miała zamiar się chować, właśnie odeszła. Postać w kapturze miała w tym momencie na nią świetny widok.

    [właśnie, kontynując myśl z pod innej karty :D bo Timmy być może ma, być może nie ma *wink, wink* kontakt ze światem zewnętrznym i być może wysłała ją tu na przeszpiegi grupa szukająca nieludzi, by ich wykorzystywać do niecnych celów (to jest mój sprytny sposób na zapytanie admina czy tak można), ale ona postanowiła sobie żyć własnym życiem i ich olać.]

    OdpowiedzUsuń
  30. Febe zaśmiała się.
    - Nie wiem co lepsze, wysłuchiwanie skarg rodziców dziewcząt ze złamanym sercem czy tych od rozstrzelanych męskich ciał - przetarła oko, czując jak łza rozbawienia wydostaje się na zewnątrz. Pokręciła jeszcze głową.
    - Tak się nie ciesz tym jej uwielbieniem, będzie bardzo zawiedziona jak zobaczy Cię z jakąś panną obok, a chyba zdążyłeś zauważyć, że w słowach nie przebiera. Gdybyś wiedział ile wstydu mi narobiła nie raz tymi swoimi tekstami - zaśmiała się lekko na wspomnienie kilku sytuacji. Tak, Ines zdecydowanie była promykiem słońca w jej życiu.
    - Mówisz? Podświadomie chronię Twoją głowę tak? Możliwe, chociaż przy Twoich gabarytach to bardziej obawiałabym się o swoją - przyznała z zadziornym uśmiechem i machnęła dłonią.
    - Zamawiaj, cała noc przed nami! - chwyciła swoją drugą szklankę i wzięła sporego łyka. - No, teraz muszę załączyć oszczędzanie, w innym wypadku możesz być zmuszony służyć mi za poduszkę - powiedziała pół żartem, pół serio, śmiejąc się pod nosem. Kiedy wspomniał o płaceniu uniosła ręce w górę, w oznace poddania się. - Kłócić się nie zamierzam - przyznała z uśmiechem i oparła się wygodnie, wyraźnie wyluzowana. Spojrzała na niego kątem oka.
    - Noo, w takim razie zamów od razu dwie butelki, a po nich sprawdzimy ile racji jest w Twojej teorii - powiedziała zaczepnie i zaraz uśmiechnęła się szeroko. - Taniec to taniec, każdy ma swój styl i nawet gibanie się na boki ma swój urok, lepsze to niż siedzenie z założonymi rękoma i upieranie się "ee, ja nie umiem" - przytaknęła sama sobie, a jej noga automatycznie zaczęła się żwawiej poruszać.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  31. | Ty, ja, Garrus i Niseth. Wątek. już. ♥ |

    Nisia.

    OdpowiedzUsuń
  32. Od już dłuższego czasu dostawała dość regularnie, bo z własnej głupoty, krwotoków z nosa, a nadal nie pamiętała co powinna zrobić w takiej sytuacji. Zaraz, to było odchylić głowę do góry czy odwrotnie? Przy którymś sposobie chyba się można było zadławić krwią… Brzmiało kusząco, ale chyba nie będzie miała okazji, coś do niej podbiegło i… chwila.
    - Dobra, chciałam narzekać, że zepsułeś to cacko, ale czy byłeś przed chwilą… - Urwała, zadzierając głowę do góry, gdy uścisk na jej nadgarstku wydawał się podejrzany. - Szar, jesteś paskudny - stwierdziła, używając tonu bardziej zaskoczonego, niż zjadliwego. - I cholernie wysoki. Zapytałabym się jak tam pogoda na górze, ale to takie oklepane. - Uśmiechnęła się tak beztrosko, jakby wcale nie była przyłapana na gorącym uczynku, a jej nadgarstek nie został zakleszczony w łapskach ogromnej persony o… interesującej aparycji. - Skoro już nie używasz, to mogę wziąć resztki… to był… ah… słowo mi uciekło. No, ale to urządzenie z twarzy. - Zamachała wolną ręką przy swoim oku, by lepiej oddać o co jej chodzi.
    Nie wydawała się zbyt przejęta całą sytuacją. Głównie chciała zdobyć to co ją najbardziej interesowało, nie zwracając większej uwagi na możliwe konsekwencje. Nie najzdrowsze podejście, ale jedyne na jakie było ją teraz stać.

    [o w dupeczkę, odpisałam.
    zaraz chyba skrobnę do Ciebie jednak maila, bo mam super szybkie pytanie.
    bogowie, przez jej wiadomości potrzebuję opcji odpowiadania na maile w następnej części :DDD i szkoda w sumie, że te wiadomości istnieją poza wszystkim i nie można wspomnieć o tym podczas rozmów. that would be soooo good.]

    OdpowiedzUsuń
  33. Owszem, Shepard była samotna. Całkowicie samowystarczalna​, ale przy tym samotna i nigdy nie próbowała wmówić sobie, że jest inaczej. Była nauczona kochać, kochała od maleńkości, rodziców, swoje opiekunki, które z reguły nosiły w sobie niezmierzone pokłady ciepła. Ma się rozumieć, nie wszystkie, ale te, które nie opiekowały się nią odpowiednio nie zagrzewały długo miejsca w jej domu. Była uroczym, emocjonalnym dzieckiem i niczym nie różniła się od swoich rówieśników - wykluczając permanentną tęsknotę za rodzicami. To był jeden z pomniejszych powodów, dlaczego nie myślała nawet o tym, by się zakochać. Miłość prędzej czy później owocuje w potomstwo, a nie wiedziała, kto zniósłby rozłąkę gorzej - ona czy jej maleństwo. Byłaby rozproszona i zdenerwowana, nie mogąc być przy jego pierwszych słowach, krokach.
    Zresztą, nawet gdyby otworzyła się na romantyczne uczucia, mężczyźni z reguły nie próbowali topić jej serca. Woleli usiłować ją złamać, podporządkować sobie, co tylko zaostrzyło jej chłód i naturalny opór. Nigdy nie odda nikomu kontroli nad sobą, nie będzie niczyim trofeum. Żaden mężczyzna nie był tego wart.
    Głównie dlatego traktowała załogę jak rodzinę, a statek jak dziecko. Dla Garrusa prawdopodobnie była to kolejna jednostka, wspaniała, zwiastująca nową erę, ale wciąż tylko jednostka. Shepard natomiast poza statkiem nie miała niczego, nawet domu, do którego mogłaby wracać, bo nie zniósłaby panującej tam ciszy. Zresztą, przez większość roku i tak była na morzu, a kiedy nie była - podróżowała, zatrzymując się w hotelach, bo było ją na to stać. Zarabiała teraz znacznie więcej niż kiedykolwiek będzie w stanie wydać.
    W pierwszej sekundzie uniosła brew, wyraźnie nie łapiąc jego żartu, jednak w drugiej już kliknęło, a Shepard prychnęła krótkim śmiechem. Nie był to jednak wdzięczny, lekki śmiech, po prawdzie nie było w tym nawet rozbawienia.
    - Nie wątpię w Twoje zdolności interpersonalne,​ sir, ale wszyscy tworzymy tu rodzinę, a między rodzinę ciężko wejść. Jesteśmy lojalni. Niemniej, możesz próbować. To będzie zabawne - nieznacznie wzruszyła ramionami i tylko lekki uśmieszek sugerował o tym, że nie wzięła jego słów na poważnie. Nawet by mu nie odpowiedziała, gdyby nie to, że była dumna ze swoich ludzi i zwyczajnie chciała przed nim oddać im to, co do nich należało.
    - Załatwię to tak szybko jak się da - tyle w kwestii badań. Nie sądziła, by więcej było potrzebne.
    Wszystko co mówił było logiczne i zgadzała się z nim, raz co raz przytakiwując w drodze do maszynowni. Tam nadeszło kolejne zaskoczenie w postaci dotyku, ale tym razem nie dała tego po sobie poznać, nawet jeśli patrzyła bezpośrednio na niego. Zamiast spiąć się, odwróciła od niego spojrzenie i odsunęła się od barierki.
    - Jestem, ale nie zamierzam spocząć na laurach. Mamy dużo do zrobienia.
    To też było drobne uhonorowanie. To, że mówiła "my". Do rodziny go jeszcze nie przyjęła, ale zaakceptowała jego obecność. Wiedział, co mówi. Istniały więc duże szanse na to, że będzie również wiedział, co robić.
    - Mów mi Shepard, sir. Moje imię wyszło z użycia wieki temu - dodała, przypominając sobie o tej drobnej nieprzyjemności.​ Bo tak, dźwięk własnego imienia był dla nieprzyjemny. Przypominał o domu, a rodzicach, a nie mogło jej to teraz dekoncetrować.
    - Wydaje mi się, że wiem, co spodoba Ci się równie mocno, co te generatory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdobyła się nawet na lekki, prawdopodobnie zachęcający do pójścia za nią uśmiech, kiedy ruszyła w kierunku windy, by dostać się kilka poziomów wyżej. Tam czekało na nich centrum treningowe i była niemal pewna, że oboje spędzą tam wiele czasu. Na statkach tego typu rzadko spotykało się takie centra, a nawet jeśli, były one stosunkowo ubogie, ograniczone do paru podstawowych aktywności i prędzej można było nazwać to prymitywną siłownią, gdzie żołnierze zabijali czas, nie kształcąc swoich umiejętności. Kiedy otworzyła drzwi swoim omni-kluczem, jego oczom ukazał się kompleks wielkości przeciętnej, ludzkiej hali towarowej. Było tam chyba wszystko, poczynając od worków treningowych i bieżni przez ringi po strzelnicę z inteligentnym systemem ruchomych celów. Shepard przyjrzała się Garrusowi, najpewniej zainteresowana jego reakcją.

      Shepard ♥

      Usuń
  34. Niby przebywała w Mortiel tyle czasu, ale nadal wiele rzeczy ją zaskakiwało. Co było tak właściwie miłą odmianą po życiu jakie wiodła przedtem.
    - Czy to groźba, czy obietnica? - zapytała unosząc brew, jej ton pozostawał lekki, nawet gdy wzmocnił uścisk. Syknęła z bólu, zanim się zdążyła powstrzymać.
    Wyczuwała, że funkcjonują według całkowicie innych mentalności w tym momencie. Jej żarciki do niego nie docierały, chyba jeszcze go bardziej denerwowała. Ciekawe co by się stało, gdyby przesadziła? Co by jej zrobił? Byli w publicznym miejscu.
    - Czemu nie? I tak nie używasz… - powiedziała, jak małe dziecko któremu odmówiono ciastek. - Ach, no, a po co się zaczepia? Z nudy, ciekawości… Wszyscy tu chodzą ze smartfonami, a to było inne - odpowiedziała, jak gdyby był to najoczywistszy powód. Może dlatego, że był prawdziwy. Nie miała pojęcia co się znajdowało w pamięci okulara, ani kto go nosił, i na razie niewiele ją to interesowało. Bardziej skupiła się na samej technologii, może później jej zawartość by ją zaciekawiła bardziej.

    [Chodzi mi o rozmowy z postaciami :D Bo oni niby te wiadomości wysyłają, ale jakby nie można się do nich odnieść (chyba że mają zacząć questa).]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie umknęła jej zmiana w jego tonie, aczkolwiek w żaden sposób nie wzięła go sobie do serca. Sama nie była szczególnie ciepłą osobą, a do tej pory rozmowa toczyła się bardzo formalnie, zapewne głównie z jej winy. Kontradmirał w pewnym momencie zszedł z tonu, jednak Shepard na rozprężenie potrzebowała znacznie więcej czasu.
    Coś w nim straszliwie ją irytowało. Nie miała pojęcia, co. Jakby nie patrzeć zdążył udowodnić, że jest tutaj, by zadbać o ten statek, był całkiem uprzejmy i cenił sobie zażyłe relacje między członkami załogi. To powinno wystarczyć, by przynajmniej go polubić, jednak Salira odczuwała w jego oczach obecności pewien stały niepokój, napięcie. Emanował siłą i pewnością siebie, nie wspominając już o jego gabarytach. Nie przerażała jej jego powierzchowność, którą zresztą mogłaby uznać za szalenie atrakcyjną, gdyby tylko pozwoliła sobie myśleć w ten sposób. Przerażała ją myśl, że ma do czynienia z mężczyzną, który ma szansę ją poskromić, gdyby tylko się o to postarał. Pozostało mieć nadzieję, że nie będzie mu na tym zależeć.
    Jego głos... On też ją irytował. Irytowało ją, że rozpraszał myśli, nie pozwalając się skupić. Wabił jej słuch swoim nieziemskim brzmieniem i przez chwilę zmagała się z myślą, że jej nowy dowódca do złudzenia przypomina drapieżnika idealnego. Oby tylko nie próbował zniżać przy niej głosu, bo nie była pewna jak uda jej się to znieść. Jej uszy były bardzo wrażliwe i łase na przyjemne dźwięki.
    Wychodząc z zamyślenia, skierowała spojrzenie na oblicze Garrusa, którego chyba udało jej się zainteresować.
    - Z reguły okupujemy to miejsce wieczorami, natomiast o świcie zbieramy się tu na obowiązkową, poranną musztrę. Teraz większość załogi jest na swoich stanowiskach, więc trudno o tłumy - poinformowała, okręcając głowę w stronę ringu. Zaraz po strzelnicy ring był jej ulubionym miejscem w centrum treningowym. Oblicze kobiety mimowolnie nawiedził połowiczny uśmiech. Może nie powinna...
    - Ma pan może ochotę na mały sparing, sir?
    Tak, to zdecydowanie pomoże jej się rozprężyć. Miała na uwadze, że oboje byli w mundurach, ale nie widziała problemu w zrzuceniu paru warstw.
    - Możemy równie dobrze wrócić tu wieczorem - zapewniła asekuracyjnie, spoglądając znów w jego stronę. Miała wrażenie, że za szybko stąd nie wyjdą, zwłaszcza, że na swoje pięć minut czekała jeszcze strzelnica.

    Shepard, która prosi się o kłopoty

    OdpowiedzUsuń
  36. Słysząc zdumienie w jego głosie, nieznacznie uniosła brew. Mimowolnie przyszło jej do głowy, że Vakarian najzwyczajniej w świecie ją lekceważy, co tylko zaogniło w niej potrzebę pokazania mu, dlaczego stoi teraz tutaj, gdzie stoi. Niełatwo było piąć się po szczeblach kariery wojskowej będąc kobietą, nie wspominając o tym, że również mężczyznom wcale nie przychodziło to z lekkością. Podejrzewała, że los również i Garrusowi rzucał kłody pod nogi ze względu na jego inność, tym bardziej powinien zatem rozumieć, że ostatnie co mogłoby mu się opłacić, to patrzenie na nią z góry.
    Nie pozwalając jednak, by gorycz, którą odczuła ujrzała światło dzienne, splotła ramiona na piersi, nie zdejmując spojrzenia z jego oczu.
    - Zaproponowałam sparing, a nie walkę na śmierć i życie - zauważyła, obserwując jak ten zbliża się w stronę ringu. Poza tym to nie tak, że cokolwiek narzucała. Nie bez powodu napomknęła też, że mogą wrócić tu później. Dała mu pole manewru, więc gdyby bardzo nie chciał się na niej wyładować, po prostu by z niego skorzystał. Tym czasem to on pierwszy postawił kroki w stronę maty. Ruszyła za nim.
    Po raz kolejny zdała sobie sprawę, że błędnie go odczytała. Nie lekceważył jej, skoro wprost powiedział, że nie chce posłać jej na OIOM, ani sam nie chce tam wylądować. Ten fakt sprawił, że odrobinę złagodziła rysy twarzy.
    - To przykre, sir, bo ja bym Cię poskładała - rzuciła jak najbardziej szczerze, licząc, że być może to da mu do myślenia. Poza tym... Wyładowywać brak sympatii? Czy on naprawdę tak do odbierał?
    - Lubimy się czy nie, nie ma to najmniejszego znaczenia. Jesteśmy teraz drużyną i wydaje mi się, że nawzajem powinniśmy znać swoje możliwości - mimowolnie po raz kolejny skrzyżowała z nim spojrzenie w bezpośredni sposób, by zobaczyć, jak reaguje na jej słowa - Naprostujmy to. Nie ufam Ci. To nie znaczy, że teraz będę knuć, jakby się Ciebie stąd pozbyć. Na moją wrogość trzeba sobie solidnie zapracować i nie, wejście na pokład tego statku z wyższą rangą nie wystarczy - rozłożyła ręce w całkiem neutralnym geście, wyraźnie sygnalizując, że nie wie, co jeszcze może dodać. Nigdy nie była specjalnie dobra w mówieniu, kiedy akurat nie chodziło o stan statku czy też załogi. Była istotą czynu, ale niektóre rzeczy po prostu musiały zostać powiedziane.
    - Musisz coś zrozumieć. Moje moce są ściśle powiązane z emocjami. Wyprowadź mnie z równowagi, a przelecisz przez całą długość tej sali. Muszę panować nad sobą w stu procentach niezależnie od okoliczności. Nie musisz mnie za to lubić, ale taka już jestem. Wcale nie dlatego, że mam taki kaprys - tego wymaga się ode mnie z góry. Nie podoba mi się, że tu jesteś, bo prędzej Ty mnie stąd przepędzisz, niż ja Ciebie, a za ciężko pracowałam żeby się tu znaleźć - wyrzuciła wreszcie z siebie to, co leżało jej na wątrobie od samego początku. Nawet jeśli nie odpowiadało jej, że tak odsłania przed nim swoje obawy, zamierzała jakoś naprostować tę chorą sytuację, bo zaczynać od "nie pałania do siebie sympatią" w ich położeniu nie wróżyło nic dobrego.
    - Nic do Ciebie nie mam, sir - niewypowiedziane po prostu czuję się zagrożona zawisło w powietrzu, jednak od niego zależało, czy uda mu się to dostrzec, bo Shepard prędzej połknie własny język niż się do tego przyzna - I próbuję jakoś...
    Westchnęła, tym razem zirytowana na samą siebie. Boże, dlaczego kontakty przychodziły jej z takim trudem? Drobne, zielone iskierki zatańczyły w kącikach jej oczu.
    - Zacznijmy jeszcze raz? - zaproponowała bliska kapitulacji, mając nadzieję, że kontradmirał rzuci jej tu linę, bo tym wywodem przeszła już samą siebie i nawet nie wiedziała, czy przekazała mu wszystko tak, jak chciała.

    mocno zagubiona Shep, która nieudolnie stara się jakoś to wszystko naprostować ♥

    OdpowiedzUsuń
  37. [STO LAT PÓŹNIEJ - ODPISUJĘ.]

    Ktoś naprawdę musi wyciągnąć mu ten kij z tyłka. Nic tylko podejrzenia, a ona przecież niewinna jest jak aniołek. No dobra, w Mortiel nawet anioły nie potrafiły być takie święte.
    Pozwoliła się zaciągnąć w uliczkę i po raz pierwszy poczuła lekkie zaniepokojenie swoją sytuacją. To miejsce już było mniej publiczne. To nie tak że mogła wołać o pomoc, nie była aż tak głupia by nie wiedzieć, że to ona tutaj jest winna. A podczas gdy w świecie poza kurtyną drobna kobietka z łatwością potrafiła skręcić jakieś kłamstwo “o agresywnym przerośniętym facecie” na poczekaniu nie musząc się specjalnie wysilać, pozwalając ich aparycjom odegrać rolę w wyobraźniach widzów, tutaj… mieszkańcy raczej mieli skuteczne sposoby na oddzielenie prawdy od kłamstwa i zazwyczaj nie dawali się zwieść pozorom.
    Gdy ponownie na nią spojrzał, na jej twarz powrócił promienny uśmiech, jakby wszystko było w porządku.
    - Może nie miał mi kto powiedzieć? - zapytała przesadnie dramatycznym tonem. - Może wychowała mnie ulica? - dodała wciąż widocznie dramatyzując. Nagle jednak rozpoznanie błysnęło w jej oczach. Uśmiechnęła się. - Ach! O-ku-lar! Ez a szemről… nyilvánvaló - mruknęła pod nosem. - Zrobić co chciałam? Nic wielkiego. Sprawdzić jak działa, może spróbować zrobić imitację. - Wzruszyła ramionami. - Ale głównie chciałam wiedzieć co to.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  38. Z jej ust uciekło westchnienie ulgi, gdy już ją puścił. Zaczęło sobie mimowolnie rozcierać obolały nadgarstek.
    - Dobrze, dobrze, panie praworządny. Już będę pamiętać, by nie bawić się cudzymi zabawkami - powiedziała. - Albo pamiętać, by nie dać się tak łatwo złapać - dodała ciszej, chociaż chyba nie chciała specjalnie tego podejścia ukrywać. Jeżeli by już miała coś bezmyślnie palnąć to by to było w innym języku.
    Już w sumie chciała się zacząć jakoś wykręcać, ale ujawinił rąbka tajemnicy o okularze, czego ona nie mogła tak po prostu przepuścić. Jej oczy rozbłysły, gdy spojrzała na niego z oczywistą ciekawością, jej głos zabarwiony podekstyowaniem.
    - A więc system jest zbudowany na Unixie, tak mi się wydawało, że smakował znajomo - wypaliła. - Jaka jest siła procesora? Jaka jest pojemność dysku? Czy przyjmuje komendy głosowe? Ile ma RAMu? Na ile starcza bateria? - Mówiła dość szybko, przez co i dość niewyraźnie, jak zwykle w takich sytuacjach. Jednak nie chciała się już powtarzać, mając nadzieję, że jej akcent, aż tak bardzo nie zdeformował jej wypowiedzi.

    Timmy
    [no, miał on ewentualnie szukać informatora *wink, wink* nie muszą się lubić, byśmy się dobrze bawiły xD z innymi postaciami to się do Ciebie zgłoszę, tak jak obiecywałam. Teraz mogę już z czystym sumieniem zająć się dopracowywaniem backstory Willow :> ]

    OdpowiedzUsuń
  39. Meduza była bardzo pozytywnie zaskoczona swoim dzisiejszym samopoczuciem, chyba naprawdę musiała opić to całe swoje dziwne życie, bo mimo ilości spożytego alkoholu trzymała się dobrze, jak na siebie. Oczywiście większa pewność siebie pojawiła się już przy drugiej szklance, a chęć opróżnienia kolejnej był coraz większy i bardziej niebezpieczny. Słysząc o pracoholizmie kiwnęła głową.
    - Wiesz, są takie którym to pasuje, byle w portfelu nie brakowało, ale myślę, że dla takich nie warto tracić czas – przyznała wzruszając ramionami i upijając kolejnego łyka. Słysząc „Red” od razu w jej głowie pojawiła się dawna uczennica, tryskająca pozytywną energią. Tak, osoby w jakimś stopniu powiązane z kolorem czerwonym zawsze wydawały jej się bardzo otwarte, co mogło nie raz wywoływać żenujące sytuacje w towarzystwie. Uśmiechnęła się.
    - Red… Może kiedyś umówię go z Ines na mały sparing, zobaczymy kto nas bardziej zażenuje – zaśmiała się i zaraz popukała palcem w brodę.
    - Nie wiem czy ta jaszczurka to dobry pomysł, wolałabym coś czego nie będę w stanie zgnieść, w razie mojego obalenia się – zauważyła, nadal rozbawiona. Zaraz zacmokała i pogroziła mu palcem.
    - Czyżby z tego Red’a był zazdrośnik? Żałuje mi butelki dobrego trunku? Niewychowany – uśmiechnęła się zadziornie. Słysząc jednak o braku parkietu położyła łokcie na blacie stołu, a na dłoniach oparła brodę.
    - Brak parkietu? Czy to wyzwanie? Mi to nie przeszkadza, mogę zaraz odstawić tu taki pokaz, że nawet Twój Red wpadnie zaciekawiony tym co się tu dzieje – powiedziała pół żartem, pół serio i upiła kolejnego łyka.

    OdpowiedzUsuń
  40. Słuchała go z uwagą, a każde jego słowo sprawiało, że oczy otwierały jej się coraz szerzej. Nie zastanawiało jej nawet to z jaką łatwością wyciągnęła z niego te informacje.
    - Zamknąć tyle mocy w takiej małej rzeczy? - zapytała, po czym nagle parsknęła śmiechem. - That’s what she said… - mruknęła i zachichotała jeszcze rozbawiona własnym żartem, chociaż nie spodziewała się, że mężczyzna doceni jej wyrafinowane poczucie humoru. Uniosła głowę szykując kolejne pytania, kiedy nagle ktoś przeszedł obok wejścia do uliczki. Zadzwonił telefon.
    Poczuła ostry ból w skroniach, na tyle mocny, że aż wydała z siebie krzyk bólu, kuląc się łapiąc się za głowę. Trwało to jedynie kilka sekund, ale wiedziała, że będzie gorzej. Powrócił krwotok z nosa.
    - Poszłabym już - stwierdziła ze stoickim spokojem, jakby nic się kompletnie nie stało. Obtarła nos niedbale rękawem bluzy. - Zanim dostanę wylewu - dodała, tonem zbyt lekkim na całą sytuację.
    To nie tak że mogła panować nad tym jak mówi. Często miała wrażenie, że mechanizm obronny który sama zbudowała, zaczął już przejmować nad nią kontrolę. Nie wiedziała co by się stało, gdyby dopuściła do siebie myśl, że sytuacja jest dość poważna i każda normalna osoba powinna panikować, albo przynajmniej trochę się zdenerwować.

    Timmy
    [hehehehehehehehehhhh rozwijam Twoje horyzonty. chociaż właśnie się zorientowałam, że tam powinna być "moc procesora", nie "siła", ale to ja źle napisałam na początku. whatevah xD
    yyy, u Ninath zacznę jutro, bo dzisiaj przegrywałam w Civilization (ja tak bardzo nie umim w to grać, jest mi smutno)]

    OdpowiedzUsuń
  41. Czując, że może się mu wyrwać, po prostu ruszyła w swoją stronę. Słysząc jak jeszcze coś za nią mówi, nie patrząc na niego uniosła jedynie otwartą dłoń w geście jakiegoś pożegnania i przyjęcia do wiadomości jego słów. Do szpitala się nie wybierała jednak. Pora wracać do Girie.
    *
    O tym z kim miała dokładnie do czynienia dowiedziała się dwa dni później. Ogólnie kilka godzin spędziła na przeklinaniu na czym świat stoi. Co prawda zawsze miała trudności, by włamać się do systemu Tyge. Zdalny dostęp do ichniejszych serwerów był ograniczony. Aby cokolwiek zdziałać musiałaby faktycznie znaleźć się w mieście i pewnie jeszcze kabel gdzieś podłączyć. Takie ograniczenia pewnie zostały wprowadzone ze względu na takie osoby jak ona.
    Jednak Garrus Vakarian miał na tyle niecodzienną aparycję, że nie musiała włamywać się do wojskowej bazy danych, by się dowiedzieć kim jest. Nic dziwnego, że tak chronił ten przeklęty okular. Kto wie jakie informacje tam były? Co prawda, teraz jeszcze nie sam sprzęt, a jego zawartość, ją zaintrygowały, ale nie mogła wiele zrobić na ten moment. Przez kolejne kilka dni nie wychodziła z domu, w obawie, że już jej szukają. Śledziła życie w Mortiel przez komputer, jednak… nic się nie działo. A jej się już dawno skończył alkohol. Zaczynała być drażliwa, co nie działało dobrze na sprzęt którym się otaczała w domu. Spaliła sobie nawet jeden serwer.
    Postanowiła więc wyrwać się w końcu do swojej ulubionej spelunki - ulubionej, bo znajdowała się najbliżej. Jeżeli ktoś jej szukał, to tam prawdopodobnie mógł ją znaleźć. Przynajmniej, wszyscy wskazywali właśnie to miejsce.
    Usiadła przy barze. Jak zwykle musiała wdrapywać się wysoki stołek. Wiedziała, że po takim wyczynie już z niego tak łatwo nie zejdzie. Pewnie z niego spadnie. Za kilka godzin. A może ktoś jej wcześniej przywali za jakiś nieodpowiedni komentarz. W końcu rany i siniaki się już zagoiły, jakoś tak jej skóra za dobrze wyglądała. Dzisiejszego wieczoru była otwarta na propozycje.

    Timmy
    [w sumie nawet nie pomyślałam o zabawie w bohatera, chciałam dać Timmy wymówkę aby sobie poszła. i zadziałało xD mam nadzieję, że może być taka kontynuacja?]

    OdpowiedzUsuń
  42. Wysłuchała towarzysza z uśmiechem na ustach. Nawet ją zaintrygował tym całym Red’em. Zaśmiała się lekko i pokręciła głową.
    - Cóż, mimo wszystko chętnie bym Was zobaczyła razem, albo raczej podejrzała, tak abyście nie musieli się krępować moją obecnością – przyznała z zadziornym uśmiechem. Słysząc dziwną nazwę z ust Garrusa, przekrzywiła lekko głowę, szybko jednak dotarło do niej, że mówi o swoim zmniejszeniu. Uśmiechnęła się i kiwnęła głową na znak, że rozumie.
    - Ach, no dobrze, w takim razie nie widzę przeszkód, jedynie prosiłabym o załatwienie transportu do domu, jeżeli już rzeczywiście polegnę – zaśmiała się. Oczywiście żartowała, nie miała zamiaru się upijać, to by było bardzo nieodpowiedzialne z jej strony. Wiedziała, że powoli trzeba kończyć zabawę, czuła to coraz bardziej wyraźnie.
    - Z tego co pamiętam to nie często bywasz na lądzie. Pracujecie razem, że jesteś narażony na półroczne prześmiewki? – zapytała, cały czas z zadziornym uśmieszkiem. Słysząc kolejną odpowiedź ponownie przytaknęła.
    - Spokojnie, nie mam zamiaru Cię wyciągać na parkiet ani na siłę wlewać alkohol, poza tym, obstawiam, że moje próby mogłyby wyjść dość marnie przy Twoich gabarytach – zaśmiała się lekko i upiła spory łyk alkoholu.
    - Ja również wyzeruję i spasuję, nie będę pić sama, a i do domu trzeba dotrzeć w miarę porządnym stanie – dodała jeszcze i opróżniła swoje szkło.

    Febe

    OdpowiedzUsuń