sobota, 1 kwietnia 2017

Close your eyes and open your mind
just listen


Yensen


upadły Okhotnik || 1384 lata || blizny na plecach || członek Gildii
Wolnym krokiem idzie wzdłuż lekko oświetlonych ulic miasta. Niektórzy czują lęk na widok medalionu mężczyzny, odwracają się i uciekają do domów, inni po prostu to ignorują - nie chce im się wierzyć w stare opowieści o zdrajcach własnego ludu, a nawet jeśli w nie wierzą, to wiedzą, że odpokutowali już swoje grzechy - nie tylko ludzką, ale i własną krwią. Wystarczy spojrzeć na plecy Okhotników. Naznaczone bliznami oraz ranami, które do końca życia będą pokazywać spalone mięso. Czy to boli? Oczywiście. Za każdym razem kiedy walczy, czy odsłania je przed kochanką. Na szczęście zdążył już polubić ten ból - zaakceptował go. Znalazł też rodzinę, która zaakceptowała go takim jakim jest. Dzięki nim może dumnie kroczyć po Mortiel i budzić się w nieswoich gaciach po udanej zabawie za murami Gildii.


_____________

Witam serdecznie!
KP obrobiła Von. ♥
Chyba umiem wątkować.
Nie mam nic do ukrycia, poza tym, że moje życie to żart.
Szukamy w sumie jakiejś miłości i wgl.
GG: 54735455

63 komentarze:

  1. [No i jest! :D Chyba nie muszę pisać, że czekam na wącisz, prawda? Oczywiście życzę owocnych znajomości i ciekawych powiązań Persu!]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Miałam już nie brać wątków, bo tak bardzo mało czasu, dlaczego robisz taką fajną postać D: Chcesz wątek? Ja chcę wątek.
    Co by się stało, gdyby Timmy była podejrzana o kontakt z grupą działającą przeciw nieludziom? :3 A tak tylko pytam...]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  3. Febe, jak zawsze w piątki, przechadzała się po Salree. Często robiła tutaj zakupy, świeże owoce, ryby, uwielbiała takie produkty. W tym miejscu czuła się jak za czasów mieszkania w Paryżu. Tłok na ulicach, krzyki, sprzeczki, po prostu życie pełną gębą. Dobrze, że miała z kim zostawić dzieci, wolała ich tutaj nie zabierać. Ciężko byłoby mieć maluchy na oku. Właśnie kupowała kilka owoców kiedy usłyszała dość głośne krzyki. Zerknęła kątem oka na kłócące się towarzystwo. Obstawiała, że poszło o jakieś bułki czy inne pierdoły, jednak rozmowa była na tyle doniosła, że słyszała każdy jej szczegół, nawet starając się ją zlekceważyć. Prawdę mówiąc żal się jej zrobiło zaatakowanego mężczyzny. Kobieta dobrze znała opowieści o okhotnikach, a z ich krzyków wynikało, że właśnie nim jest niższy z dwójki. Tej rasie została przyklejona łatka morderców już dawno temu i mało kto wnikał w szczegóły całej historii. Febe westchnęła głośno i weszła w tłum zebrany dookoła sprzeczających się. Miała w planach dostać się do straganu w rybami, a zbiorowisko znacznie utrudniało jej to zadanie. Nagle poczuła dotyk na swoim ramieniu i została wyciągnięta z tłumu niczym mała laleczka. Zaskoczona uniosła się lekko, nie wiedząc o co chodzi. Zaraz jednak zauważyła, że znalazła się w centrum zamieszania i zamrugała szybciej oczyma, patrząc na mężczyznę który zdecydowanie za bardzo zbliżył swoją twarz. Trzasnęła go zaraz wolną ręką.
    - Puszczaj! - huknęła uwalniając swoje ramię i podirytowana zbliżyła się znacznie do niego. Dzieliło ich dosłownie kilka centymetrów. Febe stanęła na palcach i spojrzała w górę, w oczy nieznajomego.
    - Bardzo mi miło, że zauważyłeś iż jestem kobietą! Kobietą nie Twoją pacynką! I odwal Ty się od tego człowieka! Honorowy się znalazł! Wyszarpujesz pierwszą lepszą osobę z tłumu... To nie multilotek! - skarciła go wyraźnie poirytowana. Zaraz rozejrzała się po wszystkich.
    - Nie macie co robić?! Przedstawień Wam się zachciało?! Dostał już swoje zadośćuczynienie! Może lepiej spojrzycie na siebie i swoje postępki! - skarciła jeszcze zebranych. Jak ona nie lubiła takich tępych istot. Zamiast pomóc czekali na rozwój sytuacji. Zmierzyła wszystkich pogardliwym spojrzeniem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  4. Febe nawet nie zdążyła odpowiedzieć na krzyki elfa, nie miała też tyle siły, aby go zatrzymać.
    - No won na zakupy, nie ma tu nic do oglądania! - dodała jeszcze do tłumu. Kilka osób wzięło sobie do serca jej słowa i opuściło "trybuny", jednak zaraz między mężczyznami doszło do wymiany ciosów, co przyciągnęło kolejnych gapiów.
    - Na litość boską - meduza mruknęła pod nosem i nie czekając za bardzo na czyjąkolwiek reakcję ruszyła na okhotnika. Zdążyła się lekko rozpędzić i wpadła w niego wypychając przez tłum na zewnątrz zbiegowiska.
    - Rozumiem, że to kwestia honoru, ale polecam włączyć zdrowy rozsądek - spojrzała mu prosto w oczy i zaraz chwyciła za rękę, ciągnąc za sobą. Jeżeli chodzi o uciekanie to miała w tym mistrza. W Paryżu gonitwy z jej udziałem były na porządku dziennym. Nawet lekko się zaśmiała widząc grupkę osób, z blondynem na czele, która ruszyła za nimi.
    - Piruety nie są Ci obce więc zobaczymy co jeszcze potrafisz - powiedziała z zadziornym uśmiechem, zatrzymując się gwałtownie. Spojrzała w uliczkę zawaloną skrzynkami z towarem i bez chwili namysłu pociągnęła go właśnie w tą stronę. Zaraz pociągnęła go tak, aby biegł przed nią i sama zaczęła utrudniać pościg, zrzucając od czasy do czasu coś pod nogi napastników jakieś przeszkody. Oczywiście nie obeszło się bez gwałtownych zakrętów czy przeskakiwania wyższych przeszkód. Ostatecznie, kiedy zaczęli zbliżać się do skrzyżowania, Febe chwyciła pierwszą lepszą butelkę i korzystając z okazji, iż są na zakręcie i pościgu nie widać, skręciła gwałtownie w ślepą uliczkę, wciągając okhotnika za sobą. Zaraz po tym przyparła go do ściany za stertą pustych skrzynek i rzuciła butelkę tak, aby przefrunęła nad budynkiem przy którym stali i rozbiła się gdzieś na drodze, którą przed chwilą biegli. Sama dodatkowo zasłoniła mu usta i przywarła ciałem do niego, aby i jej nie było widać zza rzędu skrzynek.
    - Cicho! - nakazała ściszonym głosem i odwróciła twarz profilem do niego, nasłuchując odgłosów. Zaraz dało się słyszeć dźwięk tłuczonego szkła.
    - Tam są! - krzyknął ktoś i obok zaułka przebiegła grupa ścigających ich mężczyzn. Mimo, że towarzystwo zniknęło Febe nie zmieniła pozycji, nadal nasłuchiwała czy aby zagrożenie zniknęło.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  5. Bliskość obcego faceta w prawdzie była nieco krępująca, jednak meduza o wiele bardziej interesowała się tym, aby ich nie znaleziono, więc prawdę mówiąc nie odczuła krępacji. Kiedy okolica była bezpieczna drgnęła lekko i zwróciła swoją twarz ku twarzy okhotnika. Pokręciła głową widząc ten jego uśmieszek i wzrok, po czym sama uśmiechnęła się zadziornie.
    - Faceci, Wy mnie wtrącicie do piekła - powiedziała zanim ten się odezwał i odsunęła się od niego delikatnie. Rzuciła mu wymowne spojrzenie. Serio? Czyżby trafiła na zawodowego podrywacza? Poczuła się staro słysząc jego słowa. W prawdzie teksty nie były oklepane, no i te wetujące oczy...
    - Ja zazwyczaj się tak nie wtulam na pierwszym spotkaniu, więc można powiedzieć, że jesteśmy kwita. Pierwsze lody przełamane - odpowiedziała nieco kąśliwie i zaraz wychyliła głowę zza skrzynek. Po chwili wróciła do niego wzrokiem.
    - Kłopotu? Ależ gdzie tam, przynajmniej trochę się rozciągnęłam - posłała mężczyźnie tajemniczy uśmieszek i ruszyła na skraj skrzyżowania. Tam również się rozejrzała, tak dla pewności.
    - Na przyszłość polecałabym w podobny sposób rozwiązywać tego typu problemy, w innym przypadku łatka, którą Wam przypięli szybko nie zniknie - raz jeszcze spojrzała w jego stronę, zakładając ręce na piersi i opierając się plecami o przeciwną ku niemu ścianę.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  6. - Może piekło w moim towarzystwie nie jest takim nieprzyjemnym miejscem – odpowiedziała z nutką powagi w głosie, jednak kącik jej ust drgnął mimowolnie. Podłapała grę mężczyzny z tymi jego uśmieszkami, nawet jej się spodobała ta bezpośredniość. Kiedy on zapinał koszulę kobieta rozglądała się jeszcze dla pewności, ostatecznie jednak przyparł do ściany i zmierzyła go, powoli, wzrokiem. Prezentował się nawet ciekawie. Febe zaśmiała się lekko.
    - Wybacz, ale przywykłam do innego rodzaju zapoznań, wiejskie zbiórki gospodyń domowych czy kółko szydełkowania – powiedziała z przekąsem i zaraz oderwała się od ściany. Kiedy mówił przechadzała się wolno, jakby po obwodzie niewielkiego koła. Uniosła na niego wzrok i zbliżyła swoją twarz ku jego.
    - Odruchy zawsze można zmienić – wyszeptała odsuwając się powoli. Ruszyła w stronę skrzyżowania, jednak zaraz zatrzymała się i obejrzała za nim. – Poza tym istoty jego pokroju nie interesują się odbytą już karą, sami chcą być panami losu i wymierzać sprawiedliwość – tu spojrzała przed siebie, drgnęła na wspomnienie osoby, do której tej krótki opis tak dobrze pasował. Uśmiechnęła się pod nosem.
    - Jeżeli chcesz wiedzieć, to w moich oczach daleko Wam do potworów – raz jeszcze na niego spojrzała i uśmiechnęła się, tym razem ciepło. Zaraz po tym zniknęła na chwilę za zakrętem. Po chwili jednak dało się zauważyć palce kobiety na krawędzi ściany. Wychyliła twarz zza zakrętu.
    - A nazywam się Febe – dodała puszczając mu oko i ponownie zniknęła. Ruszyła wzdłuż drogi, którą jeszcze chwilę temu uciekali.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  7. Febe już dawno nie była podrywana, a nawet jeżeli to w bardzo prostacki sposób, zapomniała już jakie to miłe uczucie. Mimo wszystko pamiętała o zdrowym rozsądku, już raz pozwoliła sobie na chwilę słabości co do pewnego mężczyzny i nic dobrego z tego nie wyszło. Kiedy nieznajomy pojawił się przy jej boku, mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Łatwo nie odpuszczał, a i teksty miał dość oryginalne.
    - Yensen - powtórzyła kiedy się przedstawił i zaraz zaśmiała się delikatnie. Po raz kolejny posłała mu wymowne spojrzenie.
    - A więc Yensen, uwierz, mam na prawdę sporą listę zniechęcającą do podziwiania tych niepokornych oczu - przyznała, sprawiając wrażenie nie wzruszonej uroczym komplementem.
    - Poza tym nieodpowiedzialny i chamski tyłek kojarzy się raczej z typowym podrywaczem... No... chociaż typowym to bym Cię nie nazwała - uśmiechnęła się zadziornie. Nikt jej przecież nie zabroni delikatnego flirtu, prawda? Skoro już miała okazję, to chciała sprawdzić czy nie wyszła z wprawy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  8. Minęły prawie wolne dni w trakcie których można było się obijać do woli. Okolica wygląda na to że stała się mniej bezpieczna, to bardzo złe wiadomości dla mieszkańców. Chyba że mowa o Dyrusie który wręcz czekał na coś takiego. Spokojne życie to coś czego chce, ale z drugiej strony bez poczucia zagrożenia, rozlewu krwi i walki życie dla niego nie istnieje. Wieczór to dobry czas na to by zebrać myśli i dojść do jakichś konkluzji, szczególnie dobrze jest to zrobić kiedy właśnie pracuje się nad morderstwami. Dyrus aktualnie sterczał nad swoim biurkiem, przeglądając raz jeszcze dowody które znalazł na miejscu zbrodni, w między czasie przeglądając jeszcze akta świadków. Nie należy ukrywać faktu że ma on nadzieję że morderca prócz zdolności ukrywania się jest godnym przeciwnikiem, inaczej można uznać tę robotę za odrobinę bezsensowną. Ale nie przerwie jej bo w końcu robi to za pieniądze. Czekał również aż w końcu przyślą mu tego asystenta z gildii który pomógłby mu w śledztwie, bo sam mistrzem w tym nie jest. Ciekawe czemu tak bardzo się guzdrają.

    Dyrus

    OdpowiedzUsuń
  9. Febe pokręciła głową i zaśmiała się pod nosem.
    - Tak, zdecydowanie widziałam i muszę przyznać, że mamy coś ze sobą wspólnego, sam zresztą widziałeś. Mógł wyrwać z tego tłumu każdego, ale nie, zawsze to muszę być ja - uśmiechnęła się zadziornie - Przyciągam problemy Panie Yensen - słowo "panie" powiedziała wyraźnie w ramach droczenia się, robiąc przy tym minę niczym karcąca profesorka. Zagradzanie drogi hm? Nie wiedziała dlaczego, ale miała słabość do tego typu zachowań. To pewnie wyjaśniało dlaczego związała się jakiś czas temu z maniakiem dominacji. Chociaż jej bardziej pasowało właśnie takie zagrodzenie drogi czy niespodziewane przyciągnięcie. Zatrzymała się i spojrzała na wyciągniętą dłoń mężczyzny. Zaraz przeskoczyła wzrokiem do jego oczu. Blizny na jego ciele nie specjalnie ją odstraszały, a nos wcale nie był wielce haczykowaty. Powoli wyciągnęła swoją dłoń ku jego, jednak chwilę przed złapaniem jej, zatrzymała się i pomachała delikatnie palcami w powietrzu. Mimowolnie przygryzła przy tym dolną wargę, jakby się chwilę zastanawiała. Trwało to jednak dosłownie z trzy sekundy, zaraz cofnęła dłoń i z kokieteryjnym uśmiechem wyminęła go tak, aby delikatnie otrzeć się swoim ramieniem o jego.
    - Zobaczymy... - obejrzała się jeszcze na niego. - Może zacznę od tego, że... jestem żmijowata - powiedziała, nadal z tym samym uśmiechem na ustach. Mrugnęła po tych słowach, a jej oczy zaszły żółtym kolorem, a źrenice zwężyły się do pionowej kreski. Spojrzała na niego. - Dosłownie - dodała. - I znam więcej sztuczek niż tylko ta z oczami - zaśmiała się lekko, zaczęła od "najmniejszej" dziwności jaka była na jej liście i mogłaby komukolwiek przeszkadzać.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  10. - No więc właśnie - odpowiedziała. Dokładnie jego miała na myśli mówiąc w tym momencie o problemie. Już teraz wiedziała, że znajomość ta nie będzie należała do zwykłych, nie wiedziała jedynie czy się z tego powodu cieszyć czy raczej obawiać. Wolała na razie być ostrożna, chociaż średnio jej to wychodziło z tymi zalotami. Cóż, gra najwyraźniej bardzo przypadła jej do gustu, gracz zdecydowanie jej pasował. Na jego odpowiedź uśmiechnęła się zadziornie i po raz kolejny przygryzła usta.
    - Uważaj, to dopiero rozgrzewka - ostrzegła go i obróciła się tak, aby iść tyłem, przodem zwrócona ku mężczyźnie.
    - Ogon węża zamiast nóg, wylinka, czasem znikam aby zrzucić skórę - poruszyła brwiami i kontynuowała - Paraliżujący jad, cyganka, co podobno jest źródłem dziwnych znajomości i szwendania się po świecie, prowokacyjny taniec uwodzący nie jednego mężczyznę - ściszyła ton, co przypominało szept, jednak na tyle głośny, aby był w stanie ją usłyszeć, jednocześnie zmniejszała odległość między sobą, a nim - roztrzepanie, naiwność - zatrzymała się, teraz to ona zagrodziła mu drogę i zrobiła nawet krok do przodu, aby stanąć bezpośrednio przed twarzą Yensen'a - i najlepsze, macierzyństwo - to powiedziała z większą powagą, jednak nadal z delikatnym uśmiechem na ustach. - Dwójka słodkich szkrabów i specyficzna relacja z ich ojcem, mmm... materiał w sam raz na randkę - powiedziała z lekką kpiną, była praktycznie pewna, że wiadomość o dzieciach i ich ojcu zdecydowanie zmniejszy "zapędy" mężczyzny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo że był dość skupiony na tym co robił, zauważył że ktoś uchylił drzwi. Myślał że tak jak każdy ten ktoś po prostu wejdzie do środka i przejdzie do rzeczy przez co kontynuował to co robił. No ale cóż, ten ktoś chyba jednak miał odrobinę... kultury. Słysząc że w końcu przybył misiek po którego posłał, przerwał sobie i spojrzał w stronę drzwi. Widząc to co zobaczył na jego twarzy pojawiła się zauważalna sceptyczność.
    - Miło, ale... Czemu przysłali akurat ciebie, Yensen. Poza tym witam cię w moim małym gabinecie. - Przyłożył lewą dłoń do klatki piersiowej, po czym lekko się ukłonił machając prawą dłonią przed sobą po czym wyprostował się i przetarł dłońmi twarz.
    - I naprawdę uważasz że trzymałbym rozkładające się zwłoki w miejscu w którym spędzam dużo czasu? - Zadając pytanie ruszył w stronę mężczyzny, zatrzymał się tuż przed nim. - No ale koniec zbędnego gadania. - W tym momencie podał dłoń w akcie przywitania i uśmiechnął się lekko. - Miło że jednak ktoś przybył. Zdaję sobie sprawę że... "opóźnienia" są niezbędne. - Wzruszył ramionami kierując się za chwilę do biurka, chichocząc, myśląc że wie co mogło być powodem wspomnianego opóźnienia. - Tak czyś jak możesz się mi przydać. - Zakomunikował stojąc już przed biurkiem.
    - Powiedz mi. Gildia spotkała się już poza Salree z dużą ilością niepowiązanych zabójstw? Do tego takich w których zwłoki były ułożone w pozycji gotowej do trumny z kwiatem lycoris radiata w dłoniach? - W trakcie zadawania pytania podsunął znajdujące się na biurku przeźroczyste pudełko w którego wnętrzu była wspomniana pajęcza lilia, tak by Yensen mógł ją zobaczyć. - Do tego ofiary nie miały dużych okaleczeń. Tylko jedną ranę prawdopodobnie od sztyletu w jednym z witalnych punktów. Każde zabójstwo było czyste do bólu.

    nie Dyrrus. Dyyyyyyyrus. Jk, just Dyrus

    OdpowiedzUsuń
  12. Febe niczym kłoda wpadła na tors mężczyzny i zaraz podniosła swoje oczy do jego źrenic. Cholera jasna… poczuła w żołądku to przyjemne mrowienie. Mógł zrobić wszystko, ale po takiej informacji spodziewała się zwiększenia dystansu, nie zmniejszenia go. Trochę zaskoczonym i zagubionym zarazem wzrokiem przeskakiwała z jego jednego oka na drugie. Dopiero kiedy zaczął mówić uspokoiła się nieco i skupiła na jego słowach. Z każdym kolejnym słowem jej kąciki ust unosiły się coraz bardziej. Ostatecznie obdarowała Yensena delikatnym uśmiechem. Czuła jak jej serce wali w klatce piersiowej, dawno nie była tak blisko mężczyzny, nie licząc sceny sprzed kilku minut, jednak wiedziała zbyt dobrze jak to się może skończyć, więc wolała to przerwać. Jak na pierwsze spotkanie to i tak wiele między nimi zaszło. Nie mogła żyć chwilą, już nie, musiała myśleć nie tylko o sobie. Kiedy zbliżył twarz przerwała szybko kontakt wzrokowy, spojrzała gdzieś w bok.
    - Nikt – tu zerknęła na niego ponownie – U mnie nie ma podziału na lepszych i gorszych, jesteś po prostu sobą – położyła dłoń na jego torsie i zaraz wyprostowała rękę, aby zwiększyć dystans między ich ciałami. – Poza tym z moich obserwacji wynika, że lepiej uwodzisz takich jak ja niż zabijasz – dodała z zadziornym uśmiechem. – Ta piwo kawa zrobiła się nawet kusząca – dodała. Nie chciała uciekać, nie. Po prostu już raz pożałowała za szybko podjętych decyzji, drugi raz tego błędu nie popełni.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  13. Widząc, że pomimo jej delikatnej zmiany taktyki Yensen nadal chętnie bawi się w ich grę nie mogła powstrzymać się od delikatnego śmiechu. Podążała za nim wzrokiem, kiedy przechodził do drugiego jej boku i ostatecznie uśmiechnęła się ciepło.
    - Oszukujesz, zalety mieliśmy poznać dopiero na miejscu - założyła ręce na piersi lustrując go dokładnie swoimi oczyma. Oczywiście uśmiech nie schodził jej z twarzy. Racja, planowała być zdecydowanie ostrożniejsza co do mężczyzn, jednak... cholera jasna, od dwóch lat siedzi już z tą swoją ostrożnością i dopiero kiedy nieco popuściła w tym temacie pasa coś znowu zaczęło się u niej dziać. Nie planowała tego zmieniać, macierzyństwo było ważną rolą w jej życiu, ale nie jedyną.
    - O ho ho, co za śmiałe uwagi. Przypominam Panu, że jesteśmy na spotkaniu towarzyskim, nie w sądzie, więc oskarżenia zostawię sobie na kiedy indziej. Może na jakąś inną grę... - uśmiechnęła się kokieteryjnie - W sędzinę i więźnia na przykład - wypaliła wyraźnie rozbawiona i ruszyła dalej przed siebie. Jak gdyby nigdy nic popukała się palcem wskazującym po brodzie, nadal zerkając na niego od czasu do czasu.
    - Kawę to ja mam w domu, zobaczmy jaki alkohol preferujesz... Mam tylko nadzieję, że żadna skarga na mnie nie wpłynie, już raz miałam z tego powodu dziwne nieprzyjemności - odpowiedziała, uśmiechając się zadziornie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  14. [Szczerze mówiąc to sama się tego po sobie nie spodziewałam. Drugą opcją był mag - członek Gildii i być może też kiedyś tu zawita... Jednak postawiłam na niewolnika dla podniesienia morałów innych, a co xDDD Choć nie do końca wiem, jak go tu poprowadzić :) No i jeszcze szukam imienia właściciela...
    Ok, coś wymyślę, ale od razu przepraszam za jakość. W początkach jestem kiepska...]

    Co robili niewolnicy, kiedy ich właściciele wyjeżdżali na wycieczki? Myślę, że wyjaśniać tego nie trzeba. Hulaj duszo, piekła nie ma. Coś od życia też trzeba było mieć, co nie?
    Glen nie należał tu do wyjątków i choć z reguły należał do tych spokojnych, tego wieczoru postanowił trochę sobie zaszaleć. Upewniwszy się, że obroża bezpiecznie chowa się pod kurtką wszedł do jednego z tych bardziej szemranych barów, gdzie nikogo nie dziwiło, gdy ktoś wychodził z nich bez nogi czy innego oka. Odetchnął głęboko wdychając odór spoconych ciał pomieszany wraz z przelewanym alkoholem i dymem papierosowym... plus parę innych zapachów, o których wolał nie wiedzieć. Przepchał się do baru i niczym nie zrażony kupił sobie duży kufel piwa. Udało mu się trochę zaoszczędzić za dobre sprawowanie, więc teraz miał czym zapłacić. Uśmiech sam wpłynął mu na usta, gdy tylko kufel stanął tuż przed nim. Marzył przecież o nim od dawna, więc teraz napawał się chwilą, obrysowując palcem obręcz szklanki.
    Ten złocisty płyn i cudownie biała pianka zachęcały do zanurzenia się w nim i już miał to robić, gdy tuż obok przysiadł się rosły mężczyzna i uderzył dłonią w blat, najprawdopodobniej chcąc zwrócić uwagę kelnera. Piwo Glena wylądowało tuż na nim samym.
    Chłopak jęknął przeciągle i obrzucił osobnika karcącym spojrzeniem, ale gdy ten nawet się tym nie przejął postukał go w ramię.
    - Przepraszam, ale wisi mi pan piwo - zauważył w miarę spokojnie. Zbyt spokojnie, co zauważył z lekkim szokiem. No bo od kiedy to niewolnik miał prawo dopominać się o swoje? I od kiedy, on sam, Glen Raider, miał tyle odwagi by to zrobić? Przełknął nieco ślinę czując, że popełnił błąd.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  15. [Oficjalnie zazdroszczę Ci Twojego stylu pisania. Przywozi mi na myśl stare, dobre fantasy i czekam na pierwszą książkę :) ]

    Chłopak przez dłuższą chwilę nie miał bladego pojęcia co odpowiedzieć. Lustrował tylko spojrzeniem tego rosłego mężczyznę. Był dość wysoki i zdecydowanie za dobrze zbudowany. Te umięśnione ramiona tylko przyprawiały go o dreszcze. Miał niejasne wrażenie, że jedno złe słowo mogło go posłać na łono śmierci.
    Już miał machać ręką na znak, że wszystko gra, gdy przypomniał sobie o swym piwie. Tym, na które na prawdę sobie zasłużył i to które pozostało wspomnieniem, bo przecież aż tak zdesperowany to jeszcze nie jest, by spijać je z własnych ciuchów.
    Zacisnął mocno pięści i oparł się trochę o blat baru, by choć w ten sposób dodać sobie otuchy, a potem wbił spojrzenie swych szarych oczu w tęczówki wyraźnie rozbawionego mężczyzny.
    - Bo gdy jakiś łoś je rozleje to wypada chociaż przeprosić - zauważył, starając się nadać swemu głosu spokojny ton i wciąż licząc na aktywację adrenaliny, która jakoś tak dzisiaj spała. - Przepraszam bardzo, ale pan po prostu mi je zmarnował - dmuchnął sobie w grzywkę i zmarszczył lekko brwi. - Rumem też się zadowolę, acz wolałbym jednak to piwo - sięgnął po jego szklaneczkę, ale nie będąc na tyle odważnym, by złapać za butelkę. Miał niejasne przeczucie, że gdyby tylko to zrobić, mężczyzna przestałby się uśmiechać, a jego własnej ręki już by tu nie było.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  16. Pokręciła głową ze swoim uśmieszkiem.
    - A czy ja mówię, że mówisz? - zapytała tajemniczym głosem również się kłaniając, rozchylając przy tym nieco spódnicę. Roześmiała się lekko widząc jego wyzywający uśmiech, ale rozbawił ją nie tylko nim. Cała zabawa wydawała jej się pocieszna. Miły rodzaj odstresowania, gra słów, tak, zdecydowanie odpowiadała jej taka forma relaksu. Szła spokojnie przy boku mężczyzny, w jej głowie kłębiło się sporo myśli kiedy tak ukradkiem go obserwowała. Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem gdy zaczął obserwować niebo. Spojrzała przed siebie. Ostatnio ma szczęście trafić na ciekawe istoty. Chociaż z biegiem czasu pewnie okaże się czy rzeczywiście jest to "szczęście".
    - Bez obaw Paniczu, zamiast oskarżeń wolę od razu przystąpić do działania - zaśmiała się melodyjnie, nawet nie uznała jego wypowiedzi za ripostę, za szybko się odcięła, poza tym, praktycznie cały czas była rozbawiona. Widząc zmianę w mimice twarzy mężczyzny uśmiechnęła się kokieteryjnie.
    - Zawzięty jesteś, ale ciekawe czy dość cierpliwy - zapytała ciszej, pukając się palcem w brodę i patrząc przed siebie. Zupełnie jakby udawała myślącą na głos. Zaraz zerknęła na niego kątem oka i posłała ten sam uśmieszek co przed chwilą.
    - Mmm... - mruknęła cicho. - Delikatny drink z palemką, piękne popołudnie, wyborne towarzystwo, tak, zdecydowanie brzmi kusząco - przyznała i zaraz zwinnie wyminęła niewielkie przeszkody, stojące jej na drodze. Drobne pakunki i skrzynki blokowały swobodne wyjście z uliczki. Febe jednak nie bardzo się tym przejęła, wykorzystała moment na rozruszanie kości, taniec wplatała w praktycznie każdą czynność swojego życia, tym bardziej, od kiedy przestała występować na ulicach. Po prostu jej tego brakowało. Zgrabnie wyskoczyła z zaułka i obróciła się dookoła własnej osi, wyskakując na jedną z bardziej ruchliwych uliczek. Zatrzymała się i przymknęła na chwilę oczy, z błogim uśmiechem. Stała twarzą zwróconą ku towarzyszowi. Podniosła zaraz powieki i posłała mu uroczy uśmiech.
    - Skoro menu mamy już ustalone - kącik jej ust drgnął lekko i złapała Yensena pod ramię. - To prowadź Paniczu - powiedziała dumnie na niego patrząc, ostatecznie puszczając oko.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  17. [Biedna... a szlaban już powoli przechodzi czy nadal jest? Nic się nie martw, poczekam na Sapkowskiego nowego pokolenia! O magu pomyślę. Mam na niego pomysł, ale chcę się tu rozpisać najpierw. Trzymam za słowo a propo wątku...]

    Chłopak nie wiedział kiedy znalazł się w tak rozpaczliwym położeniu. Unieruchomiony przy blacie baru, z policzkiem dotykającym go. Smród alkoholu i śmierci dotarł do jego nozdrzy, co nieco go zszokowało. Spróbował się uwolnić, bezskutecznie. Jednak dopiero gdy mężczyzna dotknął jego szyi, wyczuwając przy tym obrożę, Glena opanowała panika. No pięknie, zaraz wszystkim wyśpiewa i raczej do domu o własnych siłach nie wróci. Skrzywił się nieco, czując zimny blat pod policzkiem i mając lekkie trudności z oddychaniem. Mężczyzna krzepę miał i to wielką, bo choć Raider próbował to nawet nie mógł poruszyć się w jego uścisku.
    Nie liczył na pomoc, bo niby kto wstawiłby się za nędznym człowiekiem? Nie było takiej możliwości. Rozważył nawet propozycję mężczyzny i już miał go przeprosić, gdy jednak przypomniał sobie, że przecież nie zrobił niczego złego.
    - Za co mam przepraszać, Łosiu? - syknął tylko kiedy udało mu się odzyskać trochę odwagi, bo przecież skoro gorzej już być nie mogło to nie zamierzał pozwolić na podeptanie swej dumy. - Za to, że wylałeś na mnie MOJE piwo? - zapytał zaraz patrząc na niego wściekle i próbując, choć bez powodzenia, kopnąć go w jego klejnoty. Tego nauczył się już dawno. Niezależnie od rasy, takie uderzenie bolało. Bardzo bolało.
    - I kto tu nie ma ogłady, co? Ja? Bo upominam się o swoje? Serio, siłę ma to myśli że mu wszystko wolno i w ogóle nie szanuje drugiego... - fuknął całkiem już poddając się i czekając na lepszą okazję by wyswobodzić się z jego uścisku. Oddychał nieco urywanie, ale spowodowane to było raczej drzemiącą w nim wściekłością, która teraz starała się znaleźć ujście, niż uściskiem jego dłoni.

    [Ok, przyznaję bez bicia, zawsze chciałam by ktoś sponiewierał mą postać :D ]

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  18. - To może lepiej już nie mów - zaśmiała się lekko kręcąc głową, słysząc ten jego wywód. Sama również zachwycała się widokami, uwielbiała klimat miast portowych, miała z nimi miłe wspomnienia. Słysząc o krzaczkach pogroziła mu palcem.
    - No, nie jestem przekonana czy czekanie w krzaczkach należy do grzecznych, a skoro tak, to chyba nie chcę wiedzieć co jest dla Ciebie niegrzeczne - uśmiechnęła się niewinnie w jego stronę. Po tym nastała chwila ciszy, jednak nie takiej nieprzyjemnej ciszy, przynajmniej nie dla Febe. Podobno dobre znajomości to takie przy których nawet milczenie sprawia przyjemność. Kto wie, może i tym razem trafiła na osobę z którą nawiąże jakąś zdrową relację. Na prawdę by się to jej przydało, miała wystarczająco dużo udziwnień w swoim życiu. Oczywiście kiedy otworzył jej drzwi grzecznie podziękowała i zaraz rozejrzała się po wnętrzu pomieszczenia.
    - Całkiem przytulnie - skomentowała z zadziornym uśmiechem i zaraz spojrzała na niego. - Może... coś delikatnego, owocowego, nie mam aż tak dużego rozeznania co do tych fikuśnych nazw - przyznała uśmiechając się do niego delikatnie. Zanim usiadła do stolika, gdzie ją zaprowadził, zainteresowała się obecnymi tu rycinami. Przedstawiały dość ciekawe twory, a ona po prostu lubiła tego typu rzeczy - stare, dobrze jej znane. Uśmiechnęła się sama do siebie i zaraz obejrzała na niego.
    - Dobrze, spokojnie, jestem już dużą dziewczynką, w razie kłopotów będę głośno krzyczeć - zaśmiała się lekko i wróciła do oglądania rycin. Dopiero po chwili zajęła miejsce i bacznie obserwowała swojego towarzysza. Pokręciła głową. Co za człowiek, miała wrażenie, że znajomość z nim wprowadzi do jej życia więcej energii niż znajomość z samym Garrusem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  19. Spojrzała na kolorowego drinka z delikatnym uśmiechem na ustach, a kiedy postawił tacę zaraz skosztowała "mięsnego grzybka", który bardzo jej zasmakował. Ser jednak mocno się ciągnął, więc kobieta lekko oblizała swoje opuszki palców. Zaśmiała się zaraz.
    - Peach Daiquiri - poprawiła go uśmiechając się szeroko. W prawdzie drinka nigdy nie piła, ale dobrze znała wiele języków, a nazwa tego napoju obiła jej się o uszy. - Bardzo dziękuję, chętnie posmakuje skoro tak go wychwalają, ale najpierw... - tu zwinęła mu kufel sprzed nosa i umoczyła usta w jego alkoholu. Zaraz odstawiła go na miejsce - ... najpierw poznam Twoje gusta. Dobre, chociaż zdecydowanie wolę słodkie smaki - oceniła szybko trunek i spojrzała na swoją fikuśną szklankę.
    - Kurczę, tak to ozdobione, że aż szkoda wypijać - uśmiechnęła się do towarzysza zalotnie i chwyciła swoje szkło delikatnie w dłonie. Pochyliła się lekko nad stołem i spojrzała mężczyźnie w oczy.
    - No to słucham, jest coś w Tobie dobrego Paniczu? - uśmiechnęła się pod nosem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  20. Meduza uśmiechnęła się pod nosem, na komentarz o zarobkach barmana.
    - Och, no skoro tak stawiasz sprawę, to jakbym śmiała odmówić - stwierdziła delikatnie łapiąc słomkę i upijając drinka. Otworzyła trochę szerzej oczy, pozytywnie zaskoczona smakiem napoju i zaraz przytaknęła głową. - No nie powiem, barman się spisał, naprawdę dobry - wystawiła ocenę posyłając towarzyszowi uśmiech. Febe, jak na kobietę przystało, dokonała oceny wyglądu Yensena już zdecydowanie wcześniej - haczykowaty nos czy blizny nie należały w jej mniemaniu do wad estetycznych. Po swojej ostatniej przygodzie z Kuro nie zwracała aż tak uwagi na wygląd. Yensen był pociągający sam w sobie, po prostu. Dodatkowo ta jego specyficzna gadka. Podobał jej się, w innym przypadku od razu by go spławiła. Oczywiście nie miała zamiaru wskakiwać mężczyźnie w ramiona, ale na tą chwilę zbierał u niej same plusy, nawet z tym swoim cynizmem czy egoizmem. Prawdę mówiąc żadnej z wymienionych cech jeszcze u niego nie dojrzała. No, ale to pierwsze spotkanie, może przy kolejnym pokaże swoje rogi, o ile do następnego dojdzie. Zaśmiała się słysząc jego odpowiedź.
    - Zawziętość też dodałabym do tej krótkiej listy, a co do aktorstwa, może będzie mi dane to kiedyś zobaczyć - również pochyliła się w jego stronę, przy okazji chwytając owoc ze swojego drinka w palce. Odgryzła kawałek lustrując go swoimi zielonymi oczyma, a kącik jej ust drgnął.
    - Może odrobinkę więcej - odgryzła kolejny kawałek. - Jednak zacznę od tego, że nie jestem Panienką, byłam już raz mężatką - przyznała kończąc swój drobny posiłek i uśmiechając się do niego niewinnie - a... co do zalet - zastanowiła się chwilę.
    - Podobno dobra ze mnie gospodyni domowa, znam się na leczeniu, tańczę i jestem takim dobrym samarytaninem - uśmiechnęła się pod nosem. - No, chyba, że ktoś mi podpadnie - tutaj zwiększyła nieco dystans między nimi. - Wtedy tyłek też umiem skopać - puściła mu oko i wzięła łyka swojego drinka.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  21. Raider patrzył na niego mocno osłupiały. Strach i ogarniająca go panika nagle z niego zeszły, wyciskając kilka łez z jego szarych oczu. Szybko starł je kantem swojej kurtki.
    - Nie fuszyłem się od samego początku - zauważył cicho jednak szybko, jakoś tak nie mogąc odpuścić, skoro już zabrnął tak daleko, a strach gdzieś się z niego ulotnił. - Grzecznie zwróciłem ci uwagę tylko, a ty mnie podpuściłeś - zacisnął wargi w cienką linię, jakoś teraz nie potrafiąc mężczyźnie spojrzeć w oczy. Musiał przyznać, że miał wyjątkowe szczęście, bo trafił na kogoś takiego. Kogoś, kto postanowił go nie wydać na zwykłą śmierć.
    - Wiem, zauważyłem to wiesz? - zatrząsł się nieco na jego komentarz o nic nie znaczeniu. - Gdyby tak nie było, nie nosiłbym tej cholernej błyskotki - westchnął wreszcie wstając na nogi, które jakoś tak mu się zachwiały i odruchowo złapał mężczyznę za rękaw, by utrzymać równowagę. Gdy tylko ją odzyskał puścił go.
    - Nie wyglądasz na pustaka liczącego tylko na siłę... i nie wyglądasz na kogoś stąd - zauważył rezolutnie, dopiero teraz, w blasku księżyca będąc, mogąc mu się przyjrzeć odrobinę lepiej.
    - Masz takie łagodne spojrzenie - zauważył tylko, opierając się teraz o ścianę budynku dla względnego bezpieczeństwa.

    Glen

    [Moja wina, moja bardzo wielka wina. Więcej wujaszka Yensena nie postawię w takiej sytuacji, a kartę drugiego mam prawie gotową. Oczywiście htmla nie wiem jak zainstalować... taka ze mnie sierota. Poza tym nie wiem czy tak szybko po pierwszej wypada wrzucać drugą. Yensen jest taką majestatyczną figurą... Kopiowanie jest słabe, lepiej pobrać z jego stylu do swojego wszystko co najlepsze.
    Mój numer gg (specjalnie dla PERSA): 50569079 ]

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie pogardziłby jakąś ładną asystentką, być może podświadomie miał nadzieję że gildia przyśle mu kogoś w tym stylu. No ale tak długo jak miał dostał hajs za wykonanie brudnej roboty to kto jest jego asystentem mu wisiało. Byle był przydatny.
    - Pamiętasz że pomiędzy flirtowaniem z paniami i piciem alkoholu jest walka która też jest moją pasją? - Zaśmiał się nieznacznie pod nosem. Oczywiście to co powiedział nie było kłamstwem, ale pomylił sobie troche kolejność, specjalnie. Ze względu na to czym jest walka to jego konik. Dlatego najchętniej przyjmuje zadania w których może natknąć się na potencjalnego silnego przeciwnika. Poza tym i jemu zrobiło się ciepło na sercu, w końcu Yensen przyznał że nie spóźniłby się celowo. Uwierzył w to, w końcu kolega po fachu, a raczej chciałby w to uwierzyć. Słysząc odpowiedź założył ręce i kątem oka przyglądał się koledze, rozmyślając z poważnym grymasem nad jego słowami.
    - Kult hmm...? - Wymamrotał cicho głośną myśl. Po tym usłyszał jego propozycje pogadania z ekspertem, na co pochylił głowę lekko w jego kierunku i posłał mu szarmanckie spojrzenie.
    - Doskonale wiesz jak mnie zachęcić. W sumie ostatni raz widziałem Panią "nie od golfów" na jakimś zebraniu w gildii. Czekaj, jak jej było? N... Ni... Nita...? Nitro? Nino... tch. Cholera zapomniałem. - Obejmując się lewą ręką w pasie podpierał na niej prawy łokieć, dłonią trzymał się za podbródek. Jak mógł zapomnieć... w sumie jest to możliwe biorąc pod uwagę że dawno jej nie widział, a do tego czasu poznało się kilka pań...
    - Mówisz że nie miała ostatnio żadnej roboty i możemy ją nawiedzić? - Dalej w tej samej pozycji, wyrwał się z myśli z pytaniem, spoglądając na Yensen'a.

    Dyrus

    OdpowiedzUsuń
  23. [Uwaga, lecę z wątkiem... może się uda a co :D]

    Ray zabijał czas, latając na miotle gdzieś na poziomie dachu budynku Gildii. Dopiero przed momentem skończył czytać książkę i schował ją do plecaka, który potem cisnął przez okno do swojego pokoju. Teraz próbował utrzymać równowagę stojąc na dwóch nogach. Nie było to takie łatwe jak się na pierwszy rzut oka wydawało, ale uznał że to mogła być całkiem przydatna umiejętność podczas walki. I całkiem efektowna, ale to tylko ta druga strona medalu.
    Właśnie, kiedy już zaczęło mu to wchodzić w nawyk, zobaczył na dole wracającego rosłego mężczyznę. Dość szybko obniżył lot i zeskoczył z miotły puszczając się biegiem w jego stronę i wieszając mu się na szyi.
    - Wujaszek Yensen! - uśmiechnął się szeroko, już zaraz go puszczając. Zbyt dużo czułości nie było w jego stylu. - No nareszcie... myślałem, że tu umrę z nudów - oznajmił ciesząc się, że już nie będzie musiał samotnie spędzać kolejnego wieczoru. - Jak było? Udało się wszystko załatwić? Kiedy zabierzesz mnie ze sobą na zlecenie? - zainteresował się, bo bardzo chciał sprawdzić się jako towarzysz tego naznaczonego czasem, majestycznego człowieka, który jeszcze tak nie dawno pomagał mu w nauce walki mieczem.
    - ALbo może mały sparing? Trochę się podszkoliłem - zapewnił go zaraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  24. Czuła na sobie spojrzenie mężczyzny i nawet jej to nie przeszkadzało. Pewnie gdyby patrzył na nią jak na zdobycz to czułaby się mniej komfortowo. Gdyby nie cera kobiety, Yensen mógłby dojrzeć nawet delikatny rumieniec na jej poliku, chociaż, ktoś z bystrym wzrokiem i tak był w stanie go dostrzec. Na jej szczęście za spojrzeniem towarzysza nie poszedł żaden nietypowy komplement, gdyż wtedy, prawdopodobnie nie wiedziałaby po prostu jak się zachować. Dawno się tak nie czuła, tak dobrze i niepewnie zarazem. Wbrew pozorom oba te odczucia odbierała pozytywnie. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, już bez zalotnych gierek czy uwodzicielskich uśmiechów.
    - Bardzo chętnie bym Cię zobaczyła, nawet w stanie dostatecznego upojenia alkoholowego - zaśmiała się lekko i posłała jeszcze jeden uśmiech. Zalotny uśmiech mężczyzny wywołał u niej drgnięcie kącika warg, nie do końca wiedziała jak to działało, ale po prostu ciężko było przy nim się nie uśmiechać. Wzruszyła ramionami.
    - No, jeżeli mi dane będzie zobaczyć Cię w stanie wskazującym to może i Tobie uda się bliżej zapoznać z moimi zaletami - stwierdziła wypijając kolejny łyk drinka, ponownie zmniejszając dystans między nimi.
    - Z tym tyłkiem to nawet nie jednemu na dobre wyszło - zażartowała, szepcząc do niego i wróciła do poprzedniej pozycji. Przy kolejnym pytaniu nagle spoważniała. Prawdę mówiąc nie spodziewała się z jego strony takiego pytania. Zaskoczył ją, jednak bardzo pozytywnie. Nie ukrywała swojego zdziwienia, ostatecznie jednak opierając się wygodnie o krzesło i uśmiechając do mężczyzny ciepło.
    - Ines i Rahim... - zaczęła - ... totalne przeciwieństwa - zaśmiała się cicho i wróciła spojrzeniem do oczu towarzysza. - Ines jest bardzo wygadana, radosna, pyskata, tolerancyjna, no i ma fioła na punkcie wojska, broni - znowu się zaśmiała. - Nawet minuje mieszkanie swoimi pluszakami - pokręciła głową i zamilkła na chwilę. - Jest... bardzo dzielna i zaradna. Kiedyś na przykład biegała po domu znajomej i przywaliła głową w kaloryfer, przewróciła się - Febe uśmiechnęła się pod nosem - ja z koleżanką przestraszone do niej lecimy, a ona wstaje, patrzy na nas i mówi "sprawdzałam czy już grzeją" - prychnęła śmiechem pod nosem. - Po prostu bywa wręcz niesamowita - znowu zamilkła i spojrzała na chwilę na swojego drinka. - Rahim natomiast ma bardzo bystre spojrzenie. Nie mówi za wiele, głównie powtarza pojedyncze słowa po starszej siostrze. Jak powie coś dłuższego to ciężko uwierzyć, że ma dopiero trzy lata. Oszczędza słowa i jest bardzo spokojny, myślę, że nawet wybuch wulkanu nie byłby w stanie wywrzeć na nim większego wrażenia - przyznała również z uśmiechem. Dopiero teraz ponownie spojrzała mu w oczy.
    - Kocham te dzieciaki nad życie, ale czasami... Wiesz jak to jest, kochamy coś lub kogoś, jednocześnie mając w głowie nieprzyjemne wspomnienia. Na szczęście i jedno i drugie nie ma kontaktu z ojcem, więc mam nadzieję, że jego spaczenie nie przejdzie na nich genetycznie - dodała, z pogodniejszym już uśmiechem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  25. [ Oj co ja ci na to mogę, patrzę na zdjęcie i widzę majestatyczną figurę więc się nie czepiaj. Mało tego, widzę łagodne spojrzenie i po tym co w barze pokazał to takie wyobrażenie o Yensenie dostałam :)
    Tak, Ryu to ja. Tak się dawno temu moja postać zwała :) Korzystam z WEB GG (nie pamiętam kto mi polecił xD) i ciągle mnie wylogowuje... ]

    - Jak mam uzyskać tę szybkość i zwinność? - zapytał go tak po prostu, słuchając go z zapałem, choć jego słowa nieco go raniły. - Całkiem dobrze wychodzi mi unikanie ciosów... ale tylko w sytuacji jeden na jednego... jeśli nie zostanę wzięty z zaskoczenia - przyznał nie chwaląc się tym broń boże, jedynie stwierdzając fakt.
    Zmrużył nieco oczy na ten komentarz o upiciu się aromatem piwa.
    - Aż tak słabej głowy nie mam - wymamrotał niezadowolony, że się go o takie rzeczy posądza. Co prawda najmocniejszej to on też nie miał. W najlepszym wypadku dwa piwa mu starczyły by padał nieprzytomny lub plótł trzy po trzy. Gorzej było po upuście krwi, ale tym razem nic takiego się nie zapowiadało.
    - Znam historię i... naprawdę sądzę, że nie każdy człowiek jest zły, a nie każde stworzenie dobre - zacisnął mocniej zęby. - Jak w każdym przypadku są wybryki natury oraz ci słabi psychicznie, którzy pójdą jak te osły za wybrykami natury - oparł się mocniej o ścianę budynku i przymknął na trochę oczy. - Nie rozumiem też dlaczego musimy się tak nienawidzić... czemu ktokolwiek mnie nie zobaczy, patrzy na mnie z pogardą i wreszcie, czemu muszę się bać wychylać nos poza swój pokój. Przecież nikomu krzywdy nie wyrządziłem - zacisnął mocniej pięści i zerknął na Yensena. - I czemu wylewa się moje piwo, a potem nie dostaję głupiego przepraszam w zamian - burknął.
    No nie dał rady. Nie mógł się powstrzymać. Język palnął zanim zdołał się w niego ugryźć.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  26. - Trzysta lat?! Przecież to cała wieczność - jęknął niezadowolony chłopak, po drodze podnosząc swą miotłę i chwilę sprawdzając jej stan. Wydłubał z niej kilka denerwujących go włókien. - Nawet nie wiem czy jestem zdolny tyle przeżyć. Teoretycznie tak, ale kto wie... może prędzej ktoś mnie po drodze zamordować... nie możesz tego zmniejszyć do tych 3 lat? - zamarudził trochę dotrzymując Yensenowi kroku, choć musiał się przy tym wysilić. Nie dorównywał mu wzrostem jak i winił za to swą matkę. Byłoby mu zdecydowanie łatwiej lecieć tuż obok mężczyzny, ale uznał że nie znieważy wujaszka takim gestem.
    - Trzeba było mnie ze sobą zabrać... ogień mógłby coś pomóc, a jak nie ogień to katana - zauważył zaraz, choć wcale nie był tego taki pewien. Dopiero wszystkiego się uczył, głównie metodą prób i błędów, bo niby jaki inaczej? Książki wszystkiego nie nauczą, a pozostali magowie jakoś niechętnie podchodzili do uczącego się chłopaka. I choć mieszkał w Gildii już dobre 7 lat, wciąż był laikiem w wielu dziedzinach.
    - Poza sprzątaniem tutejszej biblioteki, nic ciekawego się nie działo - odparł z wielkim westchnieniem. - Nic lepiej nie mów... dorwała mnie stara bibliotekarka i uznała że się nadam do pomocy bo przysnąłem nad książką - wywrócił oczyma, wciąż nie mogąc tego przeżyć, ale chociaż nauczył się z tego incydentu, by wypożyczać książki i czytać je u siebie. - No i nauczyłem się wzmacniać ostrze miecza płomieniem, by go nie strawiło a dodało siły. Wychodzi nieźle, ale wciąż się tego uczę - dodał zaraz, choć potem ugryzł się w język. Nie do końca był pewien, czy powinien wszystko zdradzać mężczyźnie.
    - A wujaszek jest tak zmęczony, że pogardzi dobrym whiskaczem? - zainteresował się zaraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  27. Febe zacisnęła nieco wargi, słysząc o pierwszym miejscu w kolejce. Taki miała sposób, aby się za głośno nie zaśmiać. Yensen po prostu rozbrajał ją tymi swoimi gierkami. Oczywiście jak najbardziej w pozytywnym znaczeniu.
    - Pewnie, że uda, mogę się nawet o coś założyć - odpowiedziała mu równie tajemniczym głosem i nie mogła odpuścić sobie zalotnego uśmiechu. Flirt z tym mężczyzną przychodził jej o wiele łatwiej niż z kimkolwiek innym w życiu. Nawet Febus nie dawał jej tyle frajdy przy "zwykłej" rozmowie. Meduza nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo podobała jej się relacja, jaką miedzy sobą nawiązali. Z jednej strony niewinny, nic nie znaczący flirt, zabawa, z drugiej... Febe na prawdę mówiła szczerze. W tej chwili miała ochotę poznać wszystkie twarze Yensen'a, nawet tą najgorszą. Nie ukrywajmy, coś gorszego niż Kuro raczej nie mogło jej się przytrafić.
    - Widzisz, udało mi się szybciej niż sam byś przypuszczał - zaśmiała się melodyjnie i w tym samym momencie sięgnęła dłonią w stronę grzybka. Na szczęście ich cele jedynie leżały obok siebie, więc nikt nikomu smakołyku nie podebrał. Febe nadgryzła swoją przekąskę, nie spuszczając oczu z Yensena, ten jego nos i blizny zdawały się z minuty na minutę coraz bardziej pociągające, na szczęście umiała panować nad swoimi wyobrażeniami i nie uciekała za bardzo w przyszłość. Już raz dała się ponieść emocją, teraz musiała nieco przystopować, ale jak? No jak?! Nie miała zamiaru udawać, że jego towarzystwo nie sprawia jej przyjemności. Tak samo jego słowa czy te gierki. Uśmiechnęła się do niego ciepło.
    - Obrońca ludzkości jak najbardziej, skurwiel... nie. Skurwielem nazwałabym tego elfa, nie Ciebie. Nie szukasz zwady na siłę, jestem tego pewna - przyznała uśmiechając się do niego ciepło. Kiedy przestała mówić o dzieciach miała wrażenie, że trochę za bardzo rozgadała się na ich temat, jednak twarz mężczyzny nie wyglądała na znudzoną, raczej sprawiał wrażenie jakby się nad czymś zastanawiał. Uśmiechnęła się pod nosem czekając na jego opinię. Przy okazji upiła większego łyka drinka, a kiedy usłyszała odpowiedź przytrzymała przez chwilę szklankę przy ustach. Z jakąś taką wdzięcznością w oczach spojrzała na niego i powoli odstawiła szkło. Spojrzała na swoje dłonie. - Tak na prawdę to ja jestem idiotką, że na to wszystko pozwalałam, ale... Nie wiedziałam do jakiego świata wchodzę, nie spodziewałam się takich diametralnych zmian w mentalności mężczyzn. Może to i dobrze, Kuro jest moją lekcją na całe życie, szkoda mi tylko, że dzieci przez niego cierpią - przyznała, patrząc na niego z smutkiem w oczach. Jednak widok jego twarzy nie pozwalał na długi smutek. Mimowolnie uśmiechnęła się.
    - Ale dość dołowania, pokaż lepiej tego Vesemira albo puść jeszcze jakąś flirciarską gadkę, może się złapię - zaśmiała się lekko i w ramach zaczepki przejechała mu stopą po łydce.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  28. - Naprawdę? - Glen wywrócił oczyma słuchając wykładu o stworzeniach. - Dla mnie to jedno i to samo. Człowiek też jest stworzeniem... tak mi się tylko powiedziało by odróżnić rasy... no bo łatwiej powiedzieć wszyscy kontra jedno, niż wymieniać. Przecież nie dałbym chyba rady wymienić wszystkich - uśmiechnął się krzywo, wreszcie siadając pod ścianą i nieco odpoczywając. Bark nieco pulsował mu bólem. Musiał na niego niefortunnie upaść, ale poza tym wszystko grało, o dziwo.
    Historii jego gatunku nie znał, a przynajmniej nie dokładnej, więc najchętniej posłuchałby o niej dłużej, ale jakoś tak obawiał się stawiać pytania, bo widać było że temat nie należał do tych przyjemnych.
    - Co ma piernik do wiatraka - westchnął przyjmując butelkę rumu i pociągając łyk, zanim mu ją oddał. Przełknął i skrzywił się nieco. Rum nie był jego ulubionym alkoholem. Za słodki i za mdły. - Zwykłe przepraszam wynika z kwestii dobrego wychowania, a nie szacunku... - mruknął, ale zaraz rozpromienił się kiedy padły słowa "pójdziemy na piwo". No nareszcie! Był mu nawet skłonny wybaczyć wszystkie przytyki do jego osoby!
    - Kiedy trafiłeś za barierę? - pokusił się o pytanie mało zobowiązujące. Krótkie i na temat. Chciał po prostu mniej więcej zorientować się z jak wiekowym osobnikiem ma do czynienia.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  29. - Całkiem nieźle się ruszasz, jak na skamienielinę - rzucił wesoło chłopak, przyglądając się swojemu towarzyszowi nieco dokładniej. Na szczęście nie wyglądało na to by miał głębsze rany po tym całym zleceniu. - To pewnie zasługa alkoholu. Naoliwiasz się nim niemal codziennie - odruchowo zwolnił trochę, by nie znaleźć się w zasięgu dłoni mężczyzny. Jeszcze w łeb by dostał, a tego bardzo sobie nie życzył.
    - Pasuje - skinął głową, bo przecież nie był aż taki zły w te klocki. Pracował nad panowaniem nad swoją mocą od kiedy znalazł się za kurtyną. Szło mu dobrze, ale pod wpływem działania emocji mógł pozostawać zagrożeniem zarówno dla towarzyszy jak i wrogów. Nie zawsze, ale jednak.
    - Mam teraz dodatkową motywację do nauki - uśmiechnął się szeroko, zapisując sobie w pamięci imię tej elfiej nauczycielki. Może rzeczywiście powinien zwrócić się do niej o pomoc? Uznał że zrobi to, jeśli utknie w martwym punkcie. Na razie nie znał jeszcze granic swoich możliwości, gdyż te wciąż i wciąż się rozrastało. Słyszał jednak, że to całkowicie normalne. Człowiek trenuje, uczy się na błędach, zdobywa doświadczenie to i umiejętności się powiększają.
    Odstawił miotłem tuż przed wejściem do budynku Gildii i skinął lekko głową.
    - Ok, postaram się za bardzo cię nie wkurzyć wujaszku - puścił do niego oczko, po czym oblizał lekko wargi. Zwyczajna wódka była jego ulubionym trunkiem, ale nie chcąc opijać Yensena udał się jednak do swojego pokoju po te nieszczęsne whisky. Tak przygotowany odnalazł wiekowego mężczyznę i usiadł naprzeciw niego.
    - A jakieś panienki po drodze spotkałeś? Podboje miłosne są? - zapytał go zaraz. - Gdzie można znaleźć najlepsze?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  30. Potknął się i spiorunował Yensena wzrokiem. No naprawdę? Takie żarty, w takim wieku? To mu się w głowie jakoś zmieścić nie chciało. Przecież ten mężczyzna miał mu dawać przykład, był o wiele od niego starszy.
    - Nie bój nic, mam jeszcze czas by się dooliwić – rzucił swobodnie, pijąc do wieku mężczyzny. W końcu za młody był by mówić o takim „nawilżeniu”. Sam odstawił whisky, uznając że jednak nie będzie jej pił, a zamówił dobrą wódkę – podobno najlepszą, bo przytransportowaną aż z Polski.
    - Co jak co, ale trunki to oni potrafią robić – rzucił tylko, stukając się z Yensenem butelkami i pociągając solidny łyk. Nie spodziewał się, że będzie aż taka mocna, więc gdy tylko ją przełknął rozkasłał się odrobinę, ku (zapewne) uciesze swego towarzysza. Skapitulował niemal natychmiast i poszedł domówić sobie coś do popicia a także pokusił się o pizzę, stawiając ją na stole.
    - Częstuj się – podsunął ją w stronę Yensena. – Długo walczyłeś dzisiaj? – zapytał go zaraz. – No i jakie masz plany na przyszłe dni? Jakieś schadzki z ukochaną? – uniósł lekko brew, chcąc po prostu pogadać o czymś luźnym, by wujaszka zbyt mocno nie wymęczyć. Wystarczy mu tych worów pod oczyma. Pomyślał nawet o jakichś ziółkach, ale jedyne które przyszły mu do głowy były dość niebezpieczne dla zdrowia. Ponoć nawet uzależniały.
    Wibracja telefonu przypomniała mu o tym, że przecież ma i takie urządzenie przy sobie. Uśmiechnął się widząc w niej uśmiechniętą twarz Emily. Dobrze było widzieć, że jakoś tam trzyma się po drugiej stronie i ma się całkiem dobrze. Schował go zaraz szybko, czując że zachowuje się niegrzecznie w stosunku do wujaszka.
    - Wujaszek, a ty w ogóle obczajasz te wszystkie internety? No bo wiesz... stara data jesteś. Telefon to wiem, że znasz, ale internet? To pewnie czarna magia co? - wziął jeszcze jeden łyk, czekając na odpowiedź i zemstę mężczyzny.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  31. Z ust kobiety nie schodził uśmiech, był w prawdzie delikatnie ozdobiony rumieńcem zawstydzenia, ale czuła się z tym dobrze. Dawno nikt nie darzył jej takim spojrzeniem. No właśnie, dawno... Zaczynało ją to trochę niepokoić. Przecież Yensen sam powiedział, że jest znakomitym aktorem. W jego oczach nie było widać oszustwa, ale przecież nawet Kuro czasem rzucał jej maślane spojrzenia, kiedy jeszcze się im układało. Spojrzała na chwilę gdzieś w bok, aby przerwać ich kontakt wzrokowy, sięgnęła jeszcze jeden smakołyk, odpowiadając mu jedynie uśmiechem lub cichym śmiechem.
    - Tak, zauważyłam, ale dzięki temu się poznaliśmy, więc może to lepiej, że taki jesteś - odpowiedziała kiedy ponownie wspomniał o byciu skurwielem. Zdecydowanie nie należał do spokojnych, jeżeli chodziło o konflikty, jednak Febe oceniała jego podejście do jej osoby, nikogo innego. No, jeżeli znajomość się przedłuży to i relacja z jej dziećmi będzie dla niej ważna, ale o tym na razie nie myślała. Nie chciała wybiegać za bardzo w przyszłość. Ostatnio jej nie wyszło to na dobre. Słysząc o kłamaniu spojrzała na swojego drinka. No właśnie... może rzeczywiście kłamie? Zerknęła na niego kątem oka i mimowolnie kącik jej ust uniósł się.
    - A może po prostu dla mnie robisz wyjątek i zdejmujesz maskę skurwiela? - zapytała bardziej siebie, znowu nawiązując z nim kontakt wzrokowy. Postara się być ostrożna w tej znajomości, musi, za bardzo ją ciągnęło do jego osoby. Tak jak nie była pewna co do szczerości wypowiedzi Yensena tak zaraz przestała mieć wątpliwości. Na prawdę wkurzył się słysząc o jej relacji z byłym, dało się teraz zauważyć, że nie udaje. Febe uśmiechnęła się delikatnie.
    - Chyba i on mnie i ja jego, razem się wykorzystywaliśmy, aż w końcu zaczęło się psuć... wtedy dowiedziałam się o ciąży i - westchnęła - jak teraz na to patrzę to mogłam mu nie mówić, po prostu żyć własnym życiem. Z drugiej strony i tak by się dowiedział, ale może nie zeszlibyśmy się z tak głupiego powodu i teraz byłoby łatwiej - wzruszyła ramionami. - A tak to ... pojawił się Rahim, ach... dużo by opowiadać. Nie chcę Ci zawracać tym głowy, są ciekawsze tematy na pierwsze spotkanie. Takie mniej pasujące pod spotkanie AA - zaśmiała się lekko. Spoważniała na chwilę.
    - Nie zasługiwał i nadal nie zasługuje, to już temat zamknięty - dodała jedynie z pogodnym uśmiechem. Widząc zmianę w wyrazie twarzy mężczyzny zrobiło jej się miło. Zawsze marzyła aby jej dotyk uspokajał ukochanego, ale Yensen nie był ukochanym, a wcześniejszy wybranek miał gdzieś jej bliskość, chyba, że chodziło o łóżko. Znowu naszły ją nieprzyjemne myśli, jednak wróciła na ziemię słysząc o młodej damie. Spojrzała z początku z powagą na mężczyznę, jednak zaraz zaniosła się śmiechem. W jej oczach znowu pojawiła się radość.
    - Jesteś niemożliwy okhotniku, będę musiała częściej pakować się w jakieś kłopoty... - stwierdziła nagle i znowu się do niego pochyliła. - Skoro romantyczne gry i swawole odpadają, to może chociaż w taki sposób będziemy mogli się zobaczyć - uśmiechnęła się pod nosem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  32. - Aaaaa, Ninath. Znając życie zapomnę w momencie w którym przekroczę próg mojego gabinetu. - Machnął ignorancko dłonią po czym się zaśmiał. On czerpał swojego rodzaju przyjemność kiedy ktoś zaczynał go obrażać przez jego własną inicjatywę. Lepiej nie pytać w jaki sposób to działa. - Poza tym okulary przeciwsłoneczne mi zbędne, chętnie popatrzę. - Uśmiechnął się troche szerzej, po czym złapał za pudełko z kwiatem i zaszedł za biurko. Wyjął z szafki plecak do którego włożył to co zabrał z biurka i zarzucił go przez ramię.
    - No to... - Zaczął wracając wzrokiem do Yensena. - Mówisz że gdzie mieszka? Bo skoro wspomniałeś o domu to raczej nie mieszka w gildii. No i gdybym wiedział gdzie mieszka to odwiedzałbym ją często. - Podparł pięści na biodrach i puścił koledze oczko. No oczywiście przystawiałby się do elfki gdyby miała cechy których Dyrus poszukuje u kobiety. A skoro nie zadał sobie trudu do tej pory by znaleźć jej miejsce zamieszkania, to raczej nie posiadała tego czego szuka.

    Dyrus

    OdpowiedzUsuń
  33. - Oczywiście, że ocenię, ale na to jeszcze za wcześnie - zauważyła z pogodnym uśmiechem. Czy on musiał ją tak intrygować? Praktycznie każda jego wypowiedź była przez nią chłonięta niczym najlepsza opowieść. Nie rozumiała tego, była dość wiekowa, ale na prawdę z czymś podobnym nigdy się nie spotkała. Sam fakt, że słuchał, w dzisiejszych czasach mężczyźni po prostu często zbywali swoje koleżanki czy nawet partnerki, a kobietą na prawdę wystarczyła odrobina uwagi. Przynajmniej jej, Febe po prostu czasem musiała zrzucić z siebie ciężar, nie musiała słuchać pochwał czy nagan za dane zachowanie, po prostu się wygadać, nic więcej. Sama zaśmiała się słysząc opinię o kłopotach.
    - Tak, wiem, słuchałam kiedy mówiłeś mi, że Ty to kłopoty, nie powiem, bliskość Twojego ciała mogła sprawić drobne problemy z koncentracją, ale dałam radę - odpowiedziała żartobliwie i zaraz odruchowo położyła swoją dłoń na dłoni mężczyzny, jak to w tych wszystkich filmach, gdy przychodzi moment pocieszenia głównego bohatera. - Mimo to bardzo chętnie z Tobą wyjdę, gdziekolwiek - przyznała, trochę tak jakby pomyślała na głos. Nawet lekko speszyła się swoją wypowiedzią i zabrała dłoń, po raz kolejny, ratując się sięgnięciem po grzybka i wkładając go sobie do ust w celu zakneblowania się. Posłała mu niewinny uśmiech, co przy jej pełnej buzi wyglądało dość komicznie, jednak zaraz przełknęła posiłek i spoważniała słysząc jego wypowiedź. Poczuła mocne bicie swojego serca. O jakim zranieniu mówił? Fizycznym? Psychicznym?
    - Coś... - zaczęła po chwili milczenia i zaraz uśmiechnęła się zawstydzona pod nosem. - Coś mi się wydaje, że już teraz, właśnie tutaj wpadłam w niezłe kłopoty i to po same uszy - przyznała zerkając na niego i upijając drinka.
    - Po prostu nie znikaj - teraz spojrzała na niego pewniej, prosto w oczy i westchnęła. - Nie znoszę gdy znajomi znikają bez słowa, bez względu na relację - przyznała i przygryzła lekko wargę.
    - A teraz... Może opowiesz o tej swojej niezwykle ekscytującej, kłopotliwej pracy hm? - uśmiechnęła się zalotnie i podparła swoją głowę na łokciach.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie dopytywał co też Yensen miał na myśli, bo między bogiem a prawdą domyślał się. Czasem myślał o podróżach, ale jakoś te myśli gdzieś uciekały. Chciał i nie chciał, bo póki co życie w Mortiel mu nie przeszkadzało. Nie nudziło i cieszył się pozorną wolnością, której nic nie zagradzało.
    - Nie bardzo? No wiesz? Może wypadałoby powoli myśleć o ustatkowaniu się? – zaproponował dość nieśmiało, wcinając kawałek swojej pizzy i zapijając go trunkiem. - Żona, domek z ogródkiem i małe Yensenki biegające po nim… nie myślałeś o tym? – zapytał dość zdziwiony tym faktem, bo przecież w którymś momencie każdy kończył z takimi myślami. Choć nie znał dobrze rasy mężczyzny i nie do końca wiedział, w którym momencie wchodzi się w dorosłość.
    Wywrócił oczyma szczerze żałując, że mu wspomniał o tym zasypianiu nad książką i wycelował w niego palcem.
    - Tak dla twojej wiadomości, uczyłem się z niej run… ale zmęczenie wzięło górę – naburmuszył się trochę. No też coś? Nazywać go uzależnionym od komputera, kiedy to guzik prawda była. Gdyby tak było nie spędzałby wielu godzin siedząc na miotle ani czytając te przeklęte tomiska, z których rozumiał może połowę. – Nauka magii wcale nie jest łatwa, wiesz? Już i tak się cieszę, że gdy wybucham złością to nie zapalam całego mieszkania… tylko z paniką jeszcze walczę – westchnął cicho, zjadając drugi kawałek pizzy. – Jakieś rady starszego stażem? Jak sobie radzisz w trudnych sytuacjach? Bo ja ewidentnie sobie nie radzę – mruknął wbijając wzrok w swój kubek z trunkiem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  35. Glen wysłuchał go trochę bardziej rozumiejąc już jego niechęć do określenia stworzenie. Skinął posłusznie głową i zanotował w pamięci by zmienić manierę wypowiadania się. Człowiek uczył się przez całe życie, nawet jeśli jego było zdecydowanie krótsze niż innych.
    - Wow… jak tu wtedy było? Jak to wszystko wyglądało w 1500 roku? – zainteresował się, bo choć mógł o to samo zapytać Michaela, to jakoś nigdy nie przyszło mu to do głowy. Teraz jednak czuł, że to pytanie nie może pozostać dłużej bez odpowiedzi. Chciał wiedzieć i akurat Yensen stał się ofiarą jego ciekawości. Nie żeby tylko on, Glen miał manierę zadawania wielu pytań wszystkim, których poznał i choć bardzo starał się z tym zerwać to jakoś nie potrafił. Jeszcze nie. Zrobił kolejną mentalną notatkę w pamięci, by tym razem jednak dotrzymać sobie słowa.
    - Czytałem o tych czasach, ale jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. Co ci się wtedy podobało? Co było lepsze niż teraz? Słyszałem opinie, że wówczas wszystko było jakieś takie łatwiejsze – wymamrotał, choć czuł że na pewno nie dla ludzi. To się teraz nie liczyło. On po prostu był głodny. Głodny wiedzy.
    - Co teraz robisz by przeżyć? Pracujesz gdzieś? – zainteresował się trochę. – No bo skoro żyjesz tyle lat to pewnie masz już całkiem pokaźny majątek – pozwolił sobie wysunąć taki wniosek, ale zaraz umilkł. Może nie do końca było to prawdą. Nie każdy przecież posiadał zmysł oszczędzania. On sam pewnie nie potrafiłby oszczędzić. Wydałby na to i owo, zapewne większość przepijając lub kupując głupoty. Czasem zazdrościł tym wszystkim istotom tego, że mogły kupować co tylko ich dusza zapragnęła. On miał swoje oszczędności, ale nie były wielkie niestety, bo większość z nich wykorzystywał w wolnej chwili na rozrywki typu różnego.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  36. - Mam bujną wyobraźnie - odpowiedziała z zadziornym uśmiechem na jego pytanie dotyczące koszuli i zaraz przygryzła swoją dolną wargę. Jeszcze głupio pytał dlaczego? Czyżby wrócili do wcześniejszej gry? Kobiecie wcale by to nie przeszkadzało, więc oparła się wygodniej na łokciach i zbliżyła swoją twarz do jego na odległość jakiś piętnastu centymetrów.
    - Wyglądasz na bystrego i mam wrażenie, że doskonale znasz odpowiedź - stwierdziła z zalotnym uśmieszkiem. Jej zawstydzenie znikało, kiedy odbierała flirt jako niewinną zabawę, chociaż... Czy to na pewno była tylko zabawa? Zaśmiała się słysząc kolejne pytanie.
    - Zwykle to Panowie pytają o numer, ale skoro nie brak Ci oryginalności to... Nie pogniewam się jak mi go podasz - dodała wyraźnie rozbawiona. Tak, ciężko było z nim nie flirtować. Przez głowę przeszła jej nawet myśl... Ciekawe czy z każdą kobietą tak rozmawiał.
    - Spokojnie, nie planuję zasypywać Ci skrzynki wiadomościami z serduszkami czy innymi słodkościami - zażartowała, puszczając mu oko i dopiero wtedy zwiększyła dystans. Chciała po prostu zapisać gdzieś podany numer. - Awantury, że od dziesięciu minut nie odpisujesz też nie będzie - zapewniła go, nadal żartując. Spoważniała dopiero kiedy zaczął opowiadać o sobie i swojej pracy, jednak uśmiech nadal gościł na jej twarzy. Widać było, że żył swoimi zleceniami. Nie wiedzieć czemu, ale z głowie kobiety pojawiła się myśl, że może skoro mu jest tak dobrze, to nie warto wpieprzać się z butami w jego życie. Myśl jednak szybko umknęła. Yensen umiał opowiadać historię i to co mówił zaintrygowało ją tak mocno, że szybko odrzuciła nieprzyjemne stwierdzenie o wchodzeniu w brudnych butach, w czyjekolwiek życie. Słuchała go wyraźnie zainteresowana, opierając brodę na dłoni i wpatrując się w wszelkiego rodzaju gesty i gestykulacje. Dość sporym szokiem było dla niej nagłe przerwanie historii, a tym bardziej jego ucieczka. Zaskoczona rozejrzała się po barze, jakby szukała powodu jego zachowania, zaraz jednak wstała szybko i ruszyła za nim. Wypadła na zewnątrz, dostrzegając fragment jego ubrania, znikający w jednym z zaułków. Ruszyła tam szybszym krokiem, zastała go w pół rozebranego, z zakrwawioną koszulą w dłoni, zmarszczyła lekko czoło i zbliżyła się do niego.
    - Co się dzieje? - zapytała, z troską w oczach. W prawdzie znała historię o jego rasie, jednak nie wiedziała jak dokładnie wygląda to całe magiczne przeklęcie. Widząc krew ściekającą z ściany szybko domyśliła się co jest grane, spojrzała mu w oczy.
    - Mogę Ci pomóc jeśli chcesz, trochę ulżyć w cierpieniu albo - tu przejechała dłonią po ramieniu mężczyzny - albo po prostu to z Tobą przeczekać - zaproponowała, wzruszając ramionami, nadal patrząc troskliwie w jego oczy. Jeżeli on zechce to nawet zostawi go w spokoju, chociaż nie miała na to najmniejszej ochoty.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  37. Dla Febe mężczyzna w wizualnej ocenie praktycznie się nie zmienił, jego twarz była po prostu przepełniona bólem. Nie działało to ani na korzyść, ani na nie korzyść jego atrakcyjności. Kobieta zacisnęła zęby czując pewnego rodzaju niemoc, w prawdzie mogła mu pomóc, ale szanowała jego decyzję. Jedynie przytaknęła głową.
    - Ciii... Już nic nie mów - powiedziała, tym razem przenosząc dłoń na jego policzek. Widziała, że odzywanie się nie jest teraz dla niego najlepszym z możliwych pomysłów.
    - Zostanę aż Ci nie minie. Możemy nawet pomilczeć, w tym też jestem dobra. No, chyba, że wolisz mój monolog, stara już trochę jestem to mam o czym opowiadać - uśmiechnęła się do niego ciepło. Chciała chociaż odrobinę odwrócić jego uwagę od bólu, jednak mimo ciepłego uśmiechu jej oczy zdradzały wszystko. Nadal patrzyła na niego troskliwie, z jakiegoś głębszego powodu chciała sprawić, aby po prostu poczuł się lepiej. Przez chwilę nawet zaczęła zastanawiać się czy to dobrze, czy rzeczywiście nie wpadła jak przysłowiowa śliwka w kompot. Zaraz jednak zrzuciła to na swój wrodzony styl bycia. W końcu jest dobrym samarytaninem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  38. - Dobre pytanie – pokazał mu język i wrócił do swojego trunku na chwilę. – Myślę, że zmęczenie i znudzenie. Oba te czynniki mnie uśpiły – przyznał się w końcu. Niech mu będzie, niech się pośmieje. Runy nie były jego ulubioną rozrywką, a ich znajomość traktował niczym upierdliwą konieczność, no bo co zrobić, kiedy każdy mag powinien mieć choć podstawową ich znajomość. Chcąc nie chcąc musiał się za nie zabrać. Nie narzekał jednak zbyt długo, bo wiedział że bez run za daleko nie zajedzie, a mimo wszystko zamierzał się rozwijać. Przynajmniej odrobinę.
    - Ignorujesz fakt… - powtórzył za nim. Dla niego póki co było to niewykonalne. Choć musiał przyznać, że świadomość tego, że zaraz może zginąć była dość zbawienna. Dodawała adrenaliny i pozwalała na wydobycie z siebie ostatnich pokładów siły. Siły, o której wcześniej nie miał pojęcia. – Mhm… szczerze mówiąc mam z tym jeszcze problem – przyznał spokojnie. – No i wystarczy tylko wzmianka o laboratorium, żeby mi się słabo robiło… – dodał nieco ciszej, zawstydzony swą słabością. Jasna cholera go brała, gdy pomyślał, że przecież minęło już bite 9 lat od jego koszmaru, a on wciąż powracał do tego i nie potrafił sobie poradzić. Mimo to traktował Yensena jak swojego wujka i fakt, że tak go nazywał był tylko po części podyktowany zgryźliwością. Lubił czasem mu dopiekać tym określeniem. Czasem miał wrażenie, jakby to ochotnik był mu bardziej ojcem niż jego własny rodziciel. W końcu był pierwszą osobą, z którą miał styczność po przyjeździe do Mortiel. Musiał się mocno namęczyć z głupim szesnastoletnim szczylem, który na samym początku bał się nawet własnego cienia. To dzięki Yensenowi był teraz tym kim był. Nauczył go sporo o życiu w tym świecie, za co Ray był mu dozgonnie wdzięczny.
    - A zależało ci kiedyś na kobiecie? – wypalił po dłuższej chwili milczenia, uparcie patrząc teraz w swoją szklaneczkę. – Jak się za to zabrać? Jak się z taką obchodzić? – wymamrotał jeszcze ciszej, jakby nie do końca chcąc by ten długowieczny mężczyzna usłyszał jego słowa. Jeszcze sobie pomyśli bóg wie co, a on po prostu chciał dostać jakieś wskazówki, bo bał się że zrobi coś głupiego i wyjdzie jak zwykle. Nic, kompletne zero.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  39. Febe zauważyła to jak na nią patrzył, jak powoli lustrował jej twarz czułym wzrokiem. Śledziła jego oczy z tym samym uczuciem w oczach i z delikatnym uśmiechem na ustach. Rumieńce pojawiły się na jej twarzy, ale nie czuła się skrępowana, podobało jej się to. Żałowała, że nie umie czytać w myślach, nie koniecznie wszystkich ludzi, wystarczyłyby jej jego myśli. Zaśmiała się w duchu. Jeszcze przed chwilą uciekali wąskimi uliczkami i niewinnie flirtowali, a teraz kobieta miała wrażenie, jakby znała Yensena pół życia i nie chciała kolejnej połowy przeżywać bez niego. Nie jedna pewnie by uciekła, kobiety w dzisiejszych czasach miewały dziwne podejście do mężczyzn. Działało to w obie strony. Oni jednak… Nie wiedziała czy to dlatego, że byli po prostu starzy, czy chodziło o coś innego. Nie wiedziała nawet dlaczego mu ufa. Myśl, iż tego pożałuje kreowała się w jej głowie, ale miała słabe przebicie kiedy mężczyzna stał tak blisko i wpatrywał się w nią, kiedy ją dotykał czy mówił.
    Czując dotyk na swoim policzku przymknęła lekko oczy i mimowolnie uśmiechnęła się, pokazując mu swoje białe zęby. Słowa jakie wypowiedział nie zmieniły tego stanu. Otworzyła oczy trafiając wzrokiem na jego czuły uśmiech, na usta. Przez głowę przeszła jej myśl o pocałunku, ale pohamowała się, nie chciała aby to wszystko szło aż tak szybko, już i tak pędzili przed siebie na złamanie nóg, ale to jej nie przeszkadzało. Podziękowała mu uśmiechem za słowa, jakie powiedział na jej temat i zaraz spoważniała, słysząc, że chce jej opowiedzieć o sobie. Serce meduzy zaczęło bić w tym momencie bardzo szybko, nawet oczy jej się lekko zaszkliły – nie było jej smutno, po prostu cieszyła się, że chce sam jej powiedzieć. Dochodziła jeszcze do tego troska, którą darzyła mężczyznę, ze względu na podejście innych istot do jego osoby. Kiedy przerwał milczała, patrząc na niego. Dla otuchy uśmiechnęła się delikatnie i dotknęła dłonią jego łokcia, jakby dla dodania otuchy czy odwagi. Nie musiał jej tego mówić, ale miała wrażenie, że po prostu chciał. Wysłuchała go w spokoju, nadal z uśmiechem na ustach, by po jego słowach wyrazić swoją opinię. Nie kłamała. Nie przeszkadzał jej fakt, że zabijał i nadal to robi. Wbrew pozorom czuła się dzięki temu bezpieczna w jego towarzystwie. W prawdzie przy Kuro też czuła się bezpieczna, dopóki to na nią nie przelał swojej siły. Na to wspomnienie otrząsnęła się nieco i spojrzała Yensenowi w oczy. Aniołem tak? Uśmiechnęła się leciutko, obawy cały czas chodziły po jej głowie. W prawdzie przy nim czuła się zupełnie inaczej niż przy czarnowłosym, ale… Czy to dawało jej pewność?
    Myśli te znowu poszły w niepamięć kiedy przyciągnął ją do siebie. Odruchowo wciągnęła szybciej powietrze, wydając cichy odgłos z ust. Również odruchowo odłożyła dłoń na tors Yensena, tak, aby móc go odsunąć, gdyby miało dojść do czegoś, czego ona nie chciała. Zaraz jednak poczuła szybkie bicie serca mężczyzny, jego dłoń w swoich włosach i brodę na czubku głowy. Rozchyliła lekko usta, stojąc sztywno. Głupia… Dopiero teraz dotarło do niej jak obawia się, że znowu się przejedzie na innym mężczyźnie. Teraz jednak przejechała dłonią po torsie Yensen’a, uspokajając oddech przy tym. Słowa o głupkach wywołały delikatny uśmiech na jej twarzy. Zrobiła mały kroczek w przód i po prostu wtuliła polik w jego klatkę piersiową, przymykając przy tym oczy. Ładnie pachniał. Stała tak, milcząc parę minut. Znowu poczuła się bezpiecznie. Zaraz jednak otworzyła oczy.
    - Od… Odprowadzisz mnie do domu? – zapytała szeptem, nadal przytulona, wpatrzona w jakiś tylko sobie znany punkt w oddali.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  40. Ray chłonął jego słowa ze świecącymi się oczyma. Uwielbiał te jego opowieści i czasem nawet nachodziła go ochota by je spisać, a potem wydać książkę. Zyskiem podzieliłby się oczywiście. Zagwizdał nieco słysząc koniec opowieści.
    - Jak to się dzieje, że zawsze trafiasz na skraj śmierci? – zapytał go po dłuższej chwili milczenia. – Czemu wybierasz takie zlecenia? Tak brakuje ci adrenaliny? – zainteresował się, bo miał wrażenie że diabeł tkwi w szczegółach, tak samo jak i klucz do sukcesu.
    - Nie wiem – przyznał szczerze chłopak. – Ostatnio spotkałem kobietę, która tam pracowała. Tu jest niewolnicą, tam miała nade mną władzę – zacisnął dłonie mocniej na kuflu swego piwa i przesunął palcem po jego krawędzi. – To spotkanie wybiło mnie z rytmu – zacisnął mocniej wargi. – Już myślałem, że mam to za sobą, ale jednak nie mam – uśmiechnął się krzywo, po czym podrapał nieco po głowie. – Ale nie zabiłem jej… tylko nie wiem czy dlatego, że nie czułem takiej potrzeby czy po prostu się bałem. Nie pamiętam dużo z tego spotkania. Zrobiło mi się gorąco, strasznie duszno i nie mogłem złapać oddechu – spojrzał na Yensena. – Uhm próbowałem myśleć o czymś miłym - przyznał. – Na koszmary pomaga – dodał zaraz. – No ale w tamtej sytuacji po prostu się rozsypałem – upił porządny łyk swojego piwa.
    - Jeszcze dwadzieścia minut temu marudziłeś, że weźmiesz mnie za jakieś trzysta lat – uniósł lekko brew, zaskoczony tą propozycją, na którą miał szczerą ochotę skakać z radości, ale powstrzymał się od tego. Nie chciał przecież, by Yensen nagle zmienił zdanie. – Bardzo chętnie – zgodził się po chwili. Wystarczającej długiej, w jego mniemaniu, by nie było widać tego wielkiego podekscytowania, choć z drugiej strony miał niemalże pewność, że Yensen i tak je wyłapał. Zbyt długo żył, by nabierać się na taką dziecinadę.
    - Jak to udowodnić? – spojrzał mu prosto w oczy, nieco się do niego przybliżając. – No bo przecież jak będę przy niej skakać non stop, to będę nachalny… a jedno wyratowanie chyba nic nie da – westchnął, bo jego przypadek był dość trudny. Nie dość, że on nie bardzo wiedział co to znaczy miłość, to jeszcze jego wybranka dość kiepsko radziła sobie w społeczeństwie.
    - No dzięki, akurat to już wiem – bąknął całkiem czerwony na twarzy, gdy ten wspomniał o ptaszkach. – Zdarzyło mi się zobaczyć twojego jak zabawiałeś się w pokoju – odrzucił nieco zgryźliwie, choć nie były to zbyt przyjemne spotkania.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  41. Chłopak poczuł lekkie ukłucie rozczarowania, kiedy nie usłyszał niczego nowego. Czegoś czego nie mógłby wyczytać z książek, ale dość szybko je ukrył. W końcu jego towarzysz nie miał obowiązku opowiadać mu tego wszystkiego. Zdecydował się nie naciskać na mężczyznę. Skinął lekko głową i wstał z miejsca podążając kilka kroków za nim.
    - Długo mieszkasz w Mortiel? Nie nudzi ci się tu?
    No i całe to jego postanowienie, że o nic nie zapyta legło w gruzach. Tak, zdecydowanie kiepsko sobie radził z dotrzymywaniem sobie słowa. Zwalał to wszystko na traumę, ale z drugiej strony doskonale wiedział, że to jedynie wymówka usprawiedliwiająca jego słabą wolę.
    - Przepraszam, nie ważne. Nie musisz odpowiadać – żachnął się po dłuższej chwili milczenia, by odratować jakoś swoją sytuację i powiedzieć swej słabej woli, że tym razem nie wygra. Odchrząknął nieco.
    - Ludzie wyrządzili ci dużo krzywdy, myślisz że istniałby sposób by zawrócić czas? Zmienić przebieg historii? No bo skoro jest tyle mocy, tyle niesamowitych umysłów, że może warto to zrobić? No bo jakby jesteście tak jakby tu uwięzieni – zauważył cicho. – A za kurtyną na pewno czekałby na Was inny świat… - wymamrotał jakoś tak podświadomie nie mówiąc tu o sobie. On nie znał świata spoza kurtyny i wolał go nie poznawać. Jakoś go do niego nie ciągnęło, choć tyle osób z którymi już rozmawiał chciało tam się znaleźć.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  42. Trwała tak wtulona w jego ciało, miała nawet ochotę opleść go ramionami i wlepić się jeszcze mocniej, tak bardzo tęskniła za uczuciem bezpieczeństwa. Powstrzymała się jednak, pamiętając o bliznach na jego ciele. Od kilkuset lat musiała zawsze liczyć na siebie, to co czuła teraz... Nie bez powodu jej oczy cały czas były zaszklone. Właśnie teraz najbardziej potrzebowała kogoś takiego jak on, kogoś przy kim będzie mogła odetchnąć, kogoś na kogo po prostu może liczyć. Pewnie to zbyt duże słowa jak na pierwsze spotkanie, ale tak właśnie w tej chwili się czuła, uskrzydlona, tak, to odpowiednie słowo. Przez pieszczoty jakie jej teraz zapewniał czuła jakby mogła zasnąć w jego ramionach. Kiedy złapał jej podbródek nie oponowała, grzecznie uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Zaraz jednak zwróciła uwagę na uśmiech mężczyzny. Sama obdarowała go uśmiechem pełnym nadziei, szczerym i ciepłym. Przytaknęła mu, gdy wspomniał o koszuli.
    - Jest odrobinę zakrwawiona, ale tutaj to dość normalny widok, z tego co zauważyłam - przyznała z lekko zadziornym uśmiechem, nie spuszczając z niego wzroku. Prawdę mówiąc miała dziwne przeczucie, że z jego powodu nie raz wpadnie w tarapaty, ale przyzwyczaiła się do nich, więc nie było to dla niej ani zniechęcające ani przerażające. Uczucie jakiego przy nim doświadczyło było tak przez nią utęsknione, że praktycznie nic nie mogło jej teraz odciągnąć od mężczyzny. Sama niechętnie się od niego odsunęła, czuła się jak smarkula na swojej pierwszej randce, a kiedy Yensen złapał jej dłoń tak niepewnie uczucie to pogłębiło się, a na twarzy meduzy zagościł zalotny uśmiech. Spojrzała na ich złączone dłonie i zacisnęła leciutko swoją, aby miał pewność, że jej to jak najbardziej pasuje. Po tym podniosła wzrok na jego oczy.
    - Mieszkam w Cledo, więc odrobinkę się przespacerujemy - uśmiechnęła się do niego ciepło. - Tak jakby brakowało nam ruchu, szczególnie dzisiaj - zażartowała jeszcze. Czuła się przy nim na prawdę swobodnie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  43. Zadziorny uśmiech nie znikał z jej twarzy. Znowu naszła ją ochota na tą ich grę czy niewinne flirty.
    - Jeżeli szło by to w parze z widokiem na Twój nagi tors to nie sprzeciwiałabym się aż tak głośno - odpowiedziała ściszonym głosem, pokazując w uśmiechu swoje zęby. Zaraz jednak spoważniała odrobinę.
    - Chociaż chwila spokoju przy Twoim boku jest równie kusząca, jak nie cenniejsza - dodała zalotnie, patrząc na niego roześmianymi oczyma. Moment, w którym poczuła jego zaciskającą się dłoń sprawił, że jej serce szybciej zabiło, automatycznie przygryzła dolną wargę. Na prawdę zapomniała jak takie drobnostki potrafią sprawić przyjemność. Zaśmiała się słysząc o jego kościach i przechyliła lekko w jego stronę, aby go szturchnąć ramieniem.
    - No w końcu ktoś starszy ode mnie, już powoli zaczynałam się czuć jak stary piernik wśród znajomych - zażartowała. - Chociaż z tego co zauważyłam to ruchu Ci nie brakuje, całkiem sprawnie wywijałeś nogami podczas uciekania, a i przeszkody dla pościgu były dość wymyślne. Poza tym, Twoja praca to i bez wypadania dysku jest dość... śmiertelna - zauważyła, a w jej oczach znowu pojawiła się nutka troski. Wierzyła, że znakomicie walczy, ale ryzyko zawsze jakieś było. Postanowiła się jednak teraz tym nie trapić. Patrzyła jedynie na jego twarz, kiedy wypowiadał następne zdanie i oparła się lekko o jego ramię, oczywiście nadal będąc w ruchu.
    - Akurat teraz braku obrony się nie obawiam, dawno nie czułam się tak bezpieczna - przyznała, patrząc gdzieś przed siebie, z ciepłym uśmiechem na ustach. - Nawet ogólnie, dawno się tak nie czułam jak teraz - dodała ciszej i ponownie na niego zerknęła.
    - Hmm... - raz jeszcze uśmiechnęła się zadziornie - może jednak sprawdzę wytrzymałość pańskich kości, mości Panie, wygląda Pan na znudzonego - zaśmiała się cicho, po raz kolejny pokazując mu szereg swoim zębów.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  44. - Jakoś to przeżyję – odparł tylko chłopak chwilę bawiąc się swoim trunkiem. Przecież od dłuższego czasu wybierał tylko takie zlecenia, które był w stanie wykonać. Nigdy nie zaglądał do tych z wyższej półki, bo nie dostał na nie zielonego światła od Yensena. – Do tej pory dawałem radę wyżyć, to i kolejne parę lat mi to wyjdzie – uśmiechnął się krzywo, biorąc łyk swojego alkoholu i odstawiając szklaneczkę trochę dalej od siebie.
    - Nie chcę tego wymazywać z pamięci… to trochę oszustwo by było – zauważył cicho Ray. – Nie chcę, bo wtedy nie byłbym już sobą – wzruszył ramionami. Nawet jeśli miałoby się okazać, że dzięki wymazaniu pamięci stałby się silniejszy, to nie chciał tracić tych 8 lat życia dla zwykłego wygodnictwa. – I nie mam na kim się mścić… wybiłem ich przecież, spaliłem całe laboratorium – zauważył tylko jakoś tak nie chcąc teraz o tym mówić. Nie chciał karać innych, bo przecież to nie oni się nad nim znęcali. Nie oni go trzymali w zamknięciu. Wiedział, że są jeszcze jakieś niedobitki, ale nie czuł się na siłach by wracać poza kurtynę. Nie miałby tam dla siebie miejsca.
    - Mhm… w porządku – uśmiechnął się słabo do mężczyzny, bo w głowie zaczynało mu się trochę kręcić. Przypomniał sobie, że nie spał porządnie chyba od tygodnia. Tu godzina, tam pół, czasem szaleństwo bo aż dwie, ale nic więcej. W końcu organizm musiał zaprotestować, a chłopak nie miał tu nic do gadania. – Cieszę się, że będę mógł ci towarzyszyć – przyznał szczerze, puszczając już mimo uszu jego komentarz o prysznicu. Potarł oczy dłonią, gdy obraz zaczął mu się trochę rozmywać i kiedy już widział dwóch Yensenów zamiast jednego. No i pięknie. Jeden mu zdecydowanie wystarczył. Nie bardzo chciał brać dwóch na klatę.
    - Cholera – mruknął do siebie wstając z miejsca i przytrzymał się mocniej stolika, trochę chwiejąc się na dwóch nogach. Zdecydowanie wolałby nie mdleć przy Yensenie. Potem usłyszałby z pewnością 10 tysięcy przytyków na ten temat, a jakoś nie był w nastroju by na nie teraz odpowiadać. – Przypomniało mi się, że jutro mam zlecenie – rzucił tylko, chcąc usprawiedliwić swe niegrzeczne wyjście, choć tak naprawdę pragnął posłuchać więcej o przygodach mężczyzny i po prostu z nim trochę posiedzieć. – Nie mogę tam iść na kacu, więc wybacz wujaszku – uśmiechnął się do niego lekko i pokiwał mu jeszcze, a potem chwycił się ściany. Jeśli dobrze pójdzie, Yensen uzna że się upił…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  45. Chciał odpowiedzieć, podziękować i nie dać się złapać, ale nie wyszło. Gdy tylko Yensen złapał go pod ramię, poczuł ulgę. Wreszcie mógł jako tako utrzymać równowagę. Od razu lepiej mu się poruszało. W pierwszym odruchu pragnął unieść się dumą i pokazać, że sobie poradzi... ale po chwili zastanowienia uznał, że Yensen i tak nie raz widział go w gorszym stanie. Tak było lepiej.
    Zanim się obejrzał siedział już na swoim łóżku, dysząc ciężko. Taki mały kawałek, a tak wykończył. Zacisnął nieco pięści, poprawiając rękawy bluzy, by ukryć bandaże, ale chyba tylko dla własnego komfortu psychicznego, bo przecież gorzej być nie mogło.
    - Wiem - zapewnił go wreszcie, gdy obraz przestał aż tak wirować. - Nie mam nikomu tego za złe, wujaszku... naprawdę. Ja to rozumiem. Nie jestem przecież jakiś wszechmocny i mam wiele nauki przed sobą... Chcę tylko... chciałbym po prostu w końcu być samodzielny. No wiesz, sam podejmować decyzje czy coś - skrzywił się nieco, bo sam nie do końca wiedział z czym to się je. Wzruszył zaraz ramionami i oparł się nieco mocniej o ścianę.
    - Staram się, staram się przeć do przodu... ale nie mogę. Te sny mnie po prostu wykańczają. Nie jest łatwo budząc się z siniakami czy innymi ranami! - wybuchnął trochę, choć tak naprawdę nie był pewien dlaczego. Przecież Yensena nie powinno to obchodzić. Nie był jego ojcem, a on niczym dzieciak się na nim wyładowywał. Zaraz też zorientował się co powiedział i zagryzł mocno wargi kompletnie rozwalony swoim zachowaniem.
    - Świetnie, wyłazi ze mnie gimbaza - mruknął tylko z niesmakiem. - Przepraszam, to tylko takie tam problemy trzeciego świata - dodał zaraz jakoś tak chcąc zbagatelizować sprawę. - Biegi mi pomagają i trening - dodał zaraz, bo to akurat było prawdą. Pomagało. Dojść do siebie i przeżyć kolejny dzień.
    - Febe się zarumieniła jak o tobie rozmawialiśmy, wiesz wujaszku? - spróbował zmienić temat na coś co go interesowało. Chciał zobaczyć reakcję ochotnika. Nie sądził, by mógł dostrzec rumieniec... ale jakiś błysk w oku czy zdradziecki półuśmiech.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  46. Zaśmiała się rozbawiona jego propozycją, jednak zaraz przygryzła lekko wargę i patrząc na niego przytaknęła głową.
    - Skoro zapraszasz, grzechem byłoby odmówić - odpowiedziała nie ukrywając radości. W prawdzie słowa o nagim torsie były tylko zaczepką, ale skoro miała możliwość spędzić z nim czas to nawet patrzenie na jego trening wydawało się kuszące.
    - Może mnie nawet nauczysz paru sztuczek - posłała mu uroczy uśmiech i zaraz pogroziła palcem. - Tylko z góry mówię, że ja z gołym torsem nie trenuję - dodała z śmiechem na ustach. Miała wrażenie, że przy nim uśmiech rzadko będzie schodził z jej twarzy.
    - 23?! - zapytała udając oburzenie - aż tak staro wyglądam?! - uśmiechnęła się pod nosem i zaraz mlasnęła cicho, poprawiając swoje włosy. - Och, nie musimy nikomu mówić ile masz, ale w sekrecie Ci powiem, że tak dużo mi do Ciebie nie brakuje - również się zaśmiała. Na tym etapie ich relacji każdy żart traktowała po części serio. Meduza na tą chwilę była pewna, że Yensen nie jest i nie będzie jej obojętny, nie myślała jeszcze o nim jak o zauroczeniu czy miłości, ale wiedziała, że właśnie w tą stronę podąża ta relacja. Uśmiechnęła się do niego na komplement.
    - Szczęściara z tej kobiety - skomentowała patrząc mu w oczy, a na ponowne zbliżenie znowu poczuła jak serce jej przyspiesza. Uśmiechnęła się czule.
    - Możliwe, ale jakoś mimochodem troska o Twoją osobę nie znika - przyznała lekko ściszonym głosem, nadal wpatrując się w jego oczy. Uraczyła go kolejnym uśmiechem, czując przyjemne smyranie po dłoni i raz jeszcze ułożyła głowę na jego ramieniu.
    - Przy Tobie będę - odpowiedziała, jakby wiedząc o czym przed chwilą pomyślał. Kiedy się zatrzymał uśmiechnęła się zadziornie i przejechała powoli dłonią po jego torsie i brzuchu, wijąc palce pomiędzy guzikami jego koszuli, ostatecznie podnosząc swoje szmaragdowe oczy na jego tęczówki, nadal z tym samym uśmiechem.
    - Przyznaję, jestem winna - udała łamiący się głos, aby zaraz uśmiechnąć się zalotnie i stanąć na palcach. - No nie wiem, może w ramach rewanżu ja Ci pokaże swoje ciało w akcji? - szepnęła przy jego uchu i nagle odskoczyła od niego, uśmiechając się szeroko i jednorazowo obracając dookoła własnej osi.
    - Co Ty na to? - zapytała robiąc niewinną minę i cofając się kilka kroków, zupełnie jakby tylko czekała aż za nią ruszy. Roześmiała się dźwięcznie zaraz i wbiegła na ścieżkę prowadzącą do lasów Cledo. Zatrzymała się na chwilę i obejrzała za nim.
    - No chodź mój seniorze - zaśmiała się pokazując szereg swoich zębów.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  47. Febe uśmiechnęła się zadziornie.
    - Tam na górze to ja bez kolejki wejdę mój drogi - zaśmiała się lekko. Sama czasami się zastanawiała czy nie przesadza z wyrozumiałością czy dobrocią. Jeżeli chodziło o Boga, nie miała do końca wyrobionej opinii na temat religii, miała po prostu swoje przekonania i ich się trzymała.
    - Kto to wie, może nie wszystkie sztuczki są mi znane? - zapytała z przekąsem w głosie, posyłając mu wesołe spojrzenie. - Chętnie nauczę się nowych, jeżeli będziesz w stanie mnie jakiś nauczyć - zamrugała szybciej oczyma, robiąc niewinną minę. W końcu Yensen nie wiedział co tak na prawdę ona potrafi, a taniec był dość szerokim pojęciem. Widząc reakcję mężczyzny na żarcik o torsie zaśmiała się wyraźnie rozbawiona, przetarła nawet łezkę zbierającą się pod powieką.
    - No, skoro w tej całej Gildii nawet panie trenują z nagimi torsami to nie wiem czy powinnam się tam pokazywać, jeszcze zachowam się bardzo, bardzo niestosownie czując ukłucie zazdrości - powiedziała zalotnym głosem, robiąc niewielki kroczek w jego stronę, oczywiście nie spuszczając wzroku z oczu okhotnika. W sprawie pedofilii, mimo, że mężczyzna żartował, ona spojrzała na niego z nieco poważniejszą miną.
    - Nawet jeżeli, mi to nie przeszkadza - przyznała i zaraz uśmiechnęła się ciepło. Na objęcie ramieniem i ponowne przyłożenie brody do jej czubka głowy miała ochotę szarpnąć go w swoją stronę i po prostu pocałować. To, w jaki sposób okazywał troskę, jak z ust wymykały mu się słowa dające kobiecie nadzieję, to, że właśnie on je wypowiadał... Zagryzła mocno zęby, musiała trzeźwo myśleć, musiała! Dlatego po prostu uśmiechnęła się wdzięcznie.
    - Mam nadzieję, że będzie dobrze - szepnęła podnosząc na niego oczy.
    - Chodzę już za długo po tym świecie, aby nie znać historii o odważnych wojownikach, którzy zginęli w najmniej oczekiwanym momencie... Mam tylko nadzieję, że moja osoba nigdy nie przyczyni się do Twojej porażki na polu walki... W końcu różnie to bywa, szczególnie w naszych głowach - uniosła kącik warg. Nie wiedziała w końcu o czym myślał teraz czy przy zabijaniu, ale nie raz myśl o kobiecie kosztowała kogoś życie.
    Meduza stwierdziła, że mała przebieżka dobrze im zrobi, w innym przypadku mogliby stać w tym jednym miejscu i prowadzić dialog do samego rana, była tego pewna, tematów i gier nigdy by im nie zbrakło. Ruszyła roześmiana przodem, rozpędziła się mocno i nawet kamienie pod bosymi stopami nie były jej teraz w stanie zatrzymać. W pewnym momencie wbiegła nawet w fragment gęsto zarośniętego lasu, aby zwinnie wyminąć pnie, a w końcu schować się za jednym z szerszych. Oczywiście wiedziała, że Yensen zaraz ją znajdzie, jak nie po zapachu to po prostu zauważył w którym miejscu zniknęła, ale... Oparła się plecami o korę i przygryzła dolną wargę. Serce biło jak szalone, wcale nie z powodu przyspieszonego tępa kobiety. Uśmiechnęła się sama do siebie, a w jej głowie mimowolnie pojawiły się obrazy, obrazy z przyszłości, przy boku właśnie tego mężczyzny. Zaśmiała się cicho i zaraz zakryła usta, jakby nie chcąc zdradzać swojego położenia. Po chwili jednak zaśmiała się znowu, rozbawiona tym jak czuła się w danej chwili. Znowu zawitała w niej ta młoda dziewczyna, która jakby na nowo poznawała uczucie miłości.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  48. Na informację o zasługach energicznie mu przytaknęła, nadal się uśmiechając. Pomruk mężczyzny wywołał u niej przyjemne dreszcze na ciele, nawet lekko drgnęła, po czym uśmiechnęła się pod nosem.
    - Coś mi mówi, że to wymuszanie sam będziesz mi wmawiał przy pierwszej lepszej okazji - zaśmiała się i również mu pogroziła palcem. Zaraz jednak, nie wiedzieć czemu, na komplement zareagowała wyraźnym zawstydzeniem, które szybko zmieniło się na szeroki uśmiech.
    - Dziękuję - powiedziała skromnie mimowolnie zerkając na jego usta. Skarciła się po raz kolejny w myślach i przeskoczyła oczyma na źrenice okhotnika. Wyraźnie czuła panującą między nimi aurę, miała wrażenie, że stoi z nim w jakimś zaczarowanym kręgu i nie mogą oderwać od siebie spojrzeń. Słysząc zdanie na temat walki zerknęła z uśmiechem w ziemię, zaśmiała się lekko i znowu mu przytaknęła.
    - Tak, mamy coś wiedzą na ten temat - powiedziała wracając do niego wzrokiem. Doskonale rozumiała to uczucie, w końcu właśnie dzięki swoim szkrabom wzięła się w garść i przestała pozwalać, by Kuro skakał jej po głowie. Ogólnie dzięki nim znalazła w sobie siłę na te wszystkie przykrości z jego strony, czy na pokonanie innych przeszkód rzuconych przez życie pod jej nogi.
    Kiedy zbliżał się ona powstrzymywała się od kolejnego głośniejszego śmiechu, jednak widząc go przed sobą tak rozbawionego, nie wytrzymała i roześmiała się wraz z nim. Widząc jednak jego wzrok powoli się uspokajała, aż w końcu całkowicie zamilkła lokując spojrzenie w jego źrenicach. Dosłownie chwilę przed pocałunkiem zapomniała o oddechu, jednocześnie wyciągając dłoń w stronę jego policzka. Usta Yensena były tak ciepłe, sposób w jaki wpił się w jej wargi... Poczuła się jak w jednym z lepszych filmów romantycznych, na chwilę zapominając o całym świecie, przymykając powieki i oddając się słodkiej czułości. O oddechu przypomniała sobie dopiero po kilku sekundach jego wpartywania się w jej, nadal przymknięte, oczy. Otworzyła je dopiero chwilę przed kolejnym zdaniem mężczyzny i pogładziła delikatnie jego polik, który cały czas dotykała. W oczach meduzy można było zobaczyć radość, ale nagle pojawiła się... niepewność? Strach? Szybko spojrzała w bok, a jej oddech zadrżał, spięła się lekko i odsunęła dłoń od jego twarzy.
    - Yensen ja... - powiedziała w końcu, jednak szybko się zacięła. Znowu to zrobiła... Znowu tak szybko dała się ponieść emocją, uczuciom. Nagle zaczęła się cholernie bać, nie okhotnika, nie pocałunku. Drżała na samą myśl, że się nią tylko pobawi, że znowu będzie na chwilę, że po raz kolejny dała się w to wciągnąć. Wcisnęła się jak najmocniej w pień drzewa i zakryła twarz dłońmi. Dlaczego jest taka naiwna?! Zacisnęła zęby oddychając nerwowo. Nie będzie przecież teraz przy nim płakać. Wzięła kilka głębszych wdechów i powoli odsłoniła oczy, zerkając na niego, były delikatnie zaszklone, jednak Febe nie uroniła żadnej łzy, nawet się na to nie zbierało.
    - Ja... - zaczęła znowu i zwinnie przeszła pod jego rękoma, aby odsunąć się w końcu od drzewa i samego towarzysza. Musi zwiększyć dystans, tym razem nie może sobie pozwolić na niewinne romanse, nie jest już smarkatą pannicą bez zobowiązań.
    - ja nie chce... znaczy... chce, ale... - spojrzała w ziemię, jednak po chwili wróciła do niego wzrokiem. - Po prostu daj mi czas... - szepnęła w jego stronę.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  49. W pierwszej chwili zrobiło jej się głupio. Inni tak strasznie potrafili reagować na jego obecność, zwykłą obecność, a ona pozwoliła mu się do siebie zbliżyć i nagle odskoczyła jak poparzona. Jej niestosowne zachowanie dotarło do niej w momencie gdy Yensen przeprosił. Chciała zaprzeczyć, powiedzieć, że nie ma za co, ale sama nie wiedziała co ma myśleć. W pierwszej chwili spodziewała się agresji, już chyba zawsze będzie się tego spodziewać przez ten idiotyczny związek z Kuro. Przeprosiny tutaj nie pasowały, ani to, ani smutny wzrok mężczyzny. Zerkała na niego niepewnie, jednak słysząc o czasie zmarszczyła lekko czoło, zupełnie jakby nie dowierzała w to co słyszy. Głupia... jak mogła w ogóle porównać go do tego narwańca z którym była? Przyglądała mu się w milczeniu, nadal z niedowierzaniem na twarzy, jednak na wzmiankę o randkach i seksie... zaśmiała się. Okhotnik był tak szczery w tym co mówił, a jednocześnie tak bezpośredni, że po prostu ją rozbrajał. Pokręciła głową, nadal rozbawiona, tym razem patrząc na niego roześmianymi oczyma.
    - W takim razie pozostaje mi czekać na zaproszenie - przyznała z szerokim uśmiechem i delikatnie przygryzła dolną wargę. Spoważniała nieco, jednak na jej twarzy gościł uśmiech. Teraz to ona zrobiła kilka kroków w jego stronę i przyłożyła swoją dłoń do jego policzka.
    - Tylko się nie zmieniaj - powiedziała to tak, jakby składała u niego bardzo ważną prośbę, po czym zjechała dłonią z policzka po ramieniu Yensena, kierując ją ku jego dłoni, aby ostatecznie spleść ich palce. Cały ten czas śledziła wzrokiem swoją dłoń, jednak kiedy dotarła do celu uniosła oczy na twarz mężczyzny i uśmiechnęła się ciepło.
    - To całe bieganie nawet mnie znużyło, już niedaleko - poinformowała. Teraz czuła się w jego towarzystwie jeszcze pewniej i bezpieczniej niż przed samym pocałunkiem. Nie wiedziała jeszcze co takiego ich łączy, ale wiedziała, że nawet Febus nie dorównywał pozytywnym emocją jakich doświadczyła właśnie przy okhotniku.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  50. Posłała mu szczery uśmiech.
    - Mówię o Twojej szczerości i byciu bezpośrednim - przyznała. - W tej kwestii wiek nie gra roli - zauważyła, nadal z uśmiechem na ustach. Zbyt dobrze znała uczucie życia w kłamstwie, nie chciała tego przeżywać po raz kolejny, nie teraz kiedy nadzieja na nowo zagościła w jej sercu. Za wcześnie było na ocenę, za mało go jeszcze znała, nie wiedziała jakie oblicza chowa w zanadrzu, ale pierwszy raz tak bardzo chciała kogoś poznać. Szli w milczeniu, jednak jej to nie przeszkadzała, po wcześniejszych słowach mężczyzny czuła się już wystarczająco wyjątkowa. Poza tym, podobno najlepsze towarzystwo to takie, w którym nawet milczenie sprawia przyjemność. Nie chcąc go jednak straszyć tą ciszą oparła głowę o jego ramię, aby przypadkiem nie pomyślał, że się o coś boczy. Sama miała czas na poukładanie myśli i ogarnięcie wydarzeń z dnia dzisiejszego. Chociaż, nie ukrywajmy, ten dzień zapewne spędzi jej dziś sen z powiek. Odsunęła od niego głowę dopiero gdy zbliżyli się do jej domu. Słysząc propozycję spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się szeroko. Tak dobrego wyboru nawet się nie spodziewała. Zwykle była zabierana do restauracji, nie czuła się w nich źle, ale eleganckie stroje, eleganckie buty... To nie do końca było częścią jej.
    - Idealny pomysł. Mogę nawet upiec placek. Dzieci uwielbiają jedzenie na świeżym powietrzu... - wypaliła i zaraz ugryzła się w język. - Ja... ja też uwielbiam - powiedziała, znowu z zakłopotaniem na twarzy. No tak, dzieci... Tym razem to ona bała się wrócić do jego oczu wzrokiem. Dzieci były bardzo ważne w jej życiu, wiedział o nich, ale nie była pewna czy podczas ich niewinnej gry miał takie same plany jak teraz. Nie chciała, aby jej maluchy były traktowane jak zbędny balast. Przez chwilę chciała nawet mu powiedzieć, że to nie jest chyba dobry pomysł, oni, randki, dawanie czasu, jednak... To jak się przy nim czuła było zbyt kuszące, zbyt przyjemne i nie chciała dać temu tak po prostu zniknąć.
    - Pewnie teraz śpią, ale... ucieszyliby się na piknik - w końcu spojrzała mu w oczy. Miała wielką nadzieję, że na jego twarzy nie zobaczy zawiedzenia.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  51. Czując dłoń na swoim policzku uspokoiła się nieco, jednak przygryzła dolną wargę, jakby nadal nie była do końca pewna. Dopiero na widok uśmiechu okhotnika sama wypogodniała. Mimo wszystko patrzyła na niego oczyma pełnymi nadziei i... nie zawiodła się. Ciepły uśmiech ponownie zawitał na jej twarzy gdy wspomniał o dzieciach i ucałował jej dłoń. Szczęście w tym momencie było tak duże, że nawet nie mogła się wysłowić, pokiwała po prostu głową kiedy wspomniał o telefonie.
    - Ines... - udało jej się w końcu coś powiedzieć. - Ines uwielbia broń, wszystko co związane z wojskiem, a Rahim... on lubi rysować, malować i po prostu wszystko obserwować - odpowiedziała szybko, nadal z szerokim uśmiechem. Uśmiech lekko zbladł, gdy zaczął się żegnać, jednak zrobił to w tak uroczy sposób, że ciężko było chociażby udawać obrażoną.
    - Pewnie, ja też powinnam dać już opiekunce chwilę wytchnienia - przyznała patrząc na niego czule. Kiedy ruszył w swoją stronę drgnęła lekko.
    - Yensen... - zawołała jeszcze i zaraz pojawiła się przy jego boku, stając na palcach i całując delikatnie jego polik.
    - Dziękuję i... i do zobaczenia - powiedziała ciepło i dopiero wtedy puściła go wolno.

    Dwa dni później w jej domu doszło do nieprzyjemnej konfrontacji z Kuro. Sytuacja dała się jej bardzo we znaki, jeszcze bardziej dzieciom. Meduza została mocno uderzona w twarz, przez co na ustach miała wyraźne rozcięcie. Ines i Rahim będący świadkami wydarzenia zaczęli inaczej się zachowywać. Chłopiec stał się jeszcze bardziej do wszystkich wycofany, a mała nie chciała opuszczać matki na krok, w obawie, że "jakiś pan ją skrzywdzi". Dodatkowo oba szkraby miały problemy z zasypianiem, po prostu bały się, że Kuro znowu nawiedzi ich mieszkanie i coś się stanie. Febe miała nad czym myśleć i prawdę mówiąc pierwszy raz czuła się tak, jakby problemy miały ją przerosnąć.
    W czwartkowy poranek szła ulicami Salree, jak zwykle robiąc zakupy na targu. Obok niej szła Ines, bacznie obserwując każdego mężczyznę. Meduza była zmęczona, mało spała i ciągle musiała uspokajać dziewczynkę, gdyż zachowywała się agresywnie w stosunku do każdego sprzedawcy, który ośmielił się zwrócić do Febe.
    - Nie zblizaj sie do mami! Sio! Nie dotikaj jej! - warknęła po raz któryś dziewczynka, zwracając na siebię uwagę tłumu.
    - Ines! - Meduza w końcu nie wytrzymała. Upuściła koszyk z zakupami i kucnęła przy dziewczynce.
    - Na litość boską, przestań! - uniosła się, jednak głos miała zapłakany. Dawno nie czuła się tak źle jak teraz.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  52. Uśmiechnął się lekko, gdy usłyszał o kupowaniu lodów i innych bajerów. Wstyd mu było, że tak wybuchnął przy Yensenie, ale już nie mógł tego zmienić. Mężczyzna już i tak nasłuchał się jego marudzenia wcześniej. Zacisnął nieco wargi i położył się wygodniej na łóżku. Przez chwilę milczał masując swe skronie i przetrawiał słowa ochotnika. Jakoś tak podskórnie wiedział, że ten ma rację. To co mu mówił, nie było niczym nowym, ale chyba potrzebował takiego zapewnienia, powtórzenia od czasu do czasu.
    Nie sądził jednak by udało mu się uzyskać pomoc. Jakoś tak nie potrafił się ku temu przemóc. Wolał robić wszystko sam. Chciał się usamodzielnić, a nie zawsze mu to wychodziło. Zwłaszcza teraz, kiedy już wyczerpał swe pomysły na to jak sobie poradzić z problemem.
    - Ok – mruknął w końcu znów spoglądając na mężczyznę. – Potrenujemy – zgodził się, bo zwykle ruch pomagał mu oczyścić myśli. Zajmował choć na chwilę i pozwalał odetchnąć. Nawet jeśli podczas treningu przeklinał Yensena i swoje marne umiejętności, a tuż po nim padał ledwo żywy. Mimo wszystko lubił to uczucie i nie chciał się go pozbywać. Jeszcze nie.
    - Uhm może jak się wyśpię to będzie lepiej – przyznał cicho, przykrywając się nieco kołdrą. Nie miał nawet siły by wstać z łożka czy się przebrać. – Wybacz, że taki nierozmowny jestem… - wymamrotał.
    Ray

    OdpowiedzUsuń
  53. W oczach dziewczynki pojawiły się łzy. Widok mamy w takim stanie nie należał do normalnych, ona nigdy nie krzyczała, a płakała jedynie oglądając tego potwora, dawno ,dawno temu, zanim jeszcze mała ukradła jej zdjęcie spod poduszki.
    - Proszę Cię skarbie, przestań – powiedziała bezsilnym głosem i nagle tuż obok pojawił się jakiś mężczyzna. Febe z początku chciała huknąć, iż poradzi sobie z własnym dzieckiem, jednak widząc twarz Yensena zrobiła zaskoczoną minę i zamarła na chwilę.
    - Idź sobie! – warknęła w jego stronę Ines i zmarszczyła czoło wyraźnie niezadowolona. Po chwili jednak usłyszała jego zapewnienie. W prawdzie słowami nie bardzo przekonał dziecko, jednak wzrok miał inny niż Pan, który skrzywdził matkę dziewczynki, więc o dziwo zamilkła, nadal piorunując go krwisto czerwonymi oczyma. Wzrok małej zelżał dopiero gdy usłyszała, że nieznajomy się martwi. Mimo wszystko nadal bacznie go obserwowała. Meduza natomiast czując dotyk na swoim ramieniu, jakby, obudziła się, drgnęła lekko i gwałtownie odwróciła twarz w przeciwną do ochotnika stronę. Przez pierwsze sekundy milczała, zaraz jednak spojrzała na swój przewrócony koszyk.
    - Nikt ważny – mruknęła pod nosem. Nie miała nawet siły udawać, że to drobny wypadek, kłamać, że Rahim kopnął ją przy przewijaniu czy wymyślać innych bajek. Może po prostu nie chciała go okłamywać? Zebrała warzywa, które wypadły jej na ziemię. Zagryzła zęby… Cholera jasna, miała ochotę teraz wstać i po prostu odejść, odwołać ich spotkanie, kazać mu o sobie zapomnieć, ale na samą myśl o którejkolwiek z tych rzeczy, w jej oczach zbierały się łzy. To co zrobiła parę sekund później, cóż, w jej przekonaniu świadczyło tylko o tym jak bezpiecznie się przy nim ostatnio poczuła. Spojrzała na niego. Oczy miała mokre, a łzy spływały jej po policzkach. Ines na widok twarzy mamy skrzywiła usta w podkówkę i zaczęła podciągać nosem.
    - Proszę Cię, zrób coś, cokolwiek, cokolwiek żebym nie musiała wracać do tego przeklętego domu – wyszeptała meduza patrząc Yensenowi w oczy. – Żeby moje dzieci nie musiały – dodała przymykając oczy. Spuściła głowę, a kolejna fala łez zalała jej twarz. Sięgnęła jeszczy tylko dłonią rączkę córeczki i przyciągnęła ją do siebie, chowając twarz w jej włosach i całując delikatnie w czubek głowy. Teraz nawet Ines się rozkleiła. Drżała lekko wtulona w matkę. Nie było słychać jej płaczu, ale Febe po prostu wiedziała.
    - Przepraszam… - szepnęła dziewczynce na ucho, na co ona zadrżała jeszcze mocniej. Meduza podniosła niepewnie wzrok na ochotnika. Nie miała pojęcia jak zareaguje, ale spodziewała się, że tradycyjnie, pozytywnie ją zaskoczy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie chciała, nie chciała aby się w to mieszał, jednak na tą chwilę nie była w stanie nic z siebie wydusić. Nawet przekleństwa nie kłuły jej w uszy. Uśmiechnęła się jedynie wdzięcznie, jednak nadal z wyraźnym smutkiem na twarzy. Nie wiedziała czy fakt iż tu się znalazł jest zwykłym przypadkiem czy też przeznaczeniem, ale czuła się jakby zrzuciła z siebie ogromny ciężar. Fakt mieszkania w Cledo po prostu ją przerażał, nie chodziło tylko o dzieci, po prostu sama miała wrażenie, że nie zapewni im tam bezpieczeństwa, ani przed Kuro, ani przed nikim innym. Urocza otoczka zniknęła wraz z pierwszą nocą po odwiedzinach ojca maluchów.
    Silne ramiona mężczyzny znowu pozwoliły jej poczuć się bezpiecznie, a tego potrzebowała teraz bardzo mocno. Uspokoiła się, zaczęła wolniej oddychać, Ines wszystko wyczuła i zaraz również przestała drżeć. Obróciła lekko buźkę, aby zobaczyć dlaczego zrobiło się nagle tak ciasno. Widok mężczyzny tak blisko mamy był… bardzo dziwny. Dziewczynka nawet nie wiedziała jak powinna zareagować. Stała wtulona w ciało meduzy i zerkała niepewnie na nieznajomego. Pierwszy raz była świadkiem takiej czułości adresowanej do Febe. Słowa, które wypadały z ust nieznajomego wprowadziły ją w lekki trans. Po prostu znalazła się w nowej sytuacji i na spokojnie analizowała co się dzieje. Bacznie obserwowała mężczyznę, jednak cały czas milczała.
    Meduza pokiwała głową na słowa Yensena i sprawnym ruchem starła łzy z twarzy.
    - Przepraszam, nie powinnam, ale po prostu… - wzięła więcej powietrza do płuc i wypuściła je na spokojnie… - Po prostu nie daję rady – przyznała, chcąc wyjaśnić swoje niestosowne zachowanie. W końcu… Kto normalny odwala taką szopkę na środku targu przy tak sporej widowni? Pewnie przepraszałaby dalej, ale okhotnik rzucił propozycją. Febe z początku zamrugała szybciej oczyma. Zdziwiła się lekko, jednak nie z powodu samej propozycji, a faktu, że mężczyzna pamięta imię jej syna. Zapowietrzyła się na chwilę, jednak zaraz przytaknęła mu, ogarnęła twarzyczkę córki i wstała na równe nogi, chciała jeszcze złapać koszyk, ale Yensen ją w tym wyręczył. Posłała mu blady, wdzięczny uśmiech.
    - Jest u niani w domu, tutaj, niedaleko – odpowiedziała patrząc na mężczyznę niezwykle ciepłym wzrokiem. Ines nadal milczała. Widać było, że okhotnik bardzo mocno ją zainteresował. Szła przy boku matki, jednak ani na sekundę nie spuszczała go z oczu. Wyglądała jakby analizowała sytuację, w której się znalazła.
    Już zaraz znaleźli się pod drzwiami domu opiekunki, te otworzyły się i powitała ich wesoła, różowo włosa kobieta, z zielonookim malcem na rękach. Chłopiec na widok mamy uśmiechnął się lekko, jednak zaraz przeniósł wzrok na obcego i spochmurniał. Ostatecznie jednak olał go całkowicie i klasnął w dłonie po czym ponownie uśmiechnął się i wyciągnął rączki do mamy.
    - Hej słońce – meduza powitała go, podziękowała kobiecie i wzięła dziecko na ręce.
    - Oh, co za paskudna mama – powiedziała nagle i odwróciła się przodem do okhotnika.
    - Ines, Rahim, to jest Yensen – przedstawiła go dzieciom i zerknęła w stronę towarzysza.
    - Przyjaciel mamusi – dodała, posyłając mu kolejny ciepły uśmiech.
    - Nie wujek? – zapytała zdziwiona Ines. W końcu zwykle tak byli przedstawiani znajomi mamy.
    - Zdecydowanie nie… - to kobieta mimowolnie szepnęła, nadal patrząc na Yensen’a. Ines założyła rączki na piersi i zaczęła obserwować „przyjaciela” bardziej zawziętym wzrokiem. Rahim natomiast nie zwrócił na niego większej uwagi. Patrzył jedynie beznamiętnie wtulony w włosy kobiety.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  55. Słowa, które padły z jego ust były naprawdę miłe. Meduza uśmiechnęła się do niego wdzięcznie i mimo całego zamieszania po prostu zrobiła krok i pocałowała go w polik.
    - Dziękuję – powiedziała z uśmiechem. Ines w tym momencie otworzyła szeroko buzię.
    - Mamoo! Widziałam! – poinformowała ją i rozłożyła rączki na bok, unosząc je lekko do nieba. Zupełnie jakby pytała „Co to miało być?!”. Febe zaśmiała się.
    - Wiem słońce – puściła oko dziewczynce, co jeszcze bardziej zbiło ją z tropu. Ines naburmuszyła się zaraz i szybko rzuciła groźne spojrzenie mężczyźnie. Wbrew pozorom, jej czerwone tęczówki wyglądały bardziej niepokojąco niż u normalnego dziecka.
    - Fuj, fuj – odezwał się jeszcze Rahim i pokręcił główką, grożąc paluszkiem w stronę Yensena. Meduza ponownie się roześmiała, reakcja dzieci była naprawdę urocza. Dziewczynka słysząc o skarbach obróciła się na pięcie.
    - No waśnie, nawieksze, nie zapominaj o tym Panie szyjaciel – mruknęła naburmuszona, od razu było widać, że po prostu nie przywykła do takich akcji i odczuwała zazdrość. Kobieta zbliżyła się do niej i zmierzwiła jej włosy.
    - Ines, przestań się boczyć. Dobrze wiesz, że nikt mi Was nie zastąpi, a Yensen nawet nie chce tego zrobić – zapewniła ją i uśmiechnęła się. Nawet nie wiedział jak miło było, dla odmiany, zobaczyć małą zazdrośnicę, a nie awanturnicę.
    - Moja mami! – oznajmiła czerwono oka i wtuliła się w nogę meduzy. Ta pokręciła głową z uśmiechem i spojrzała na Yensena.
    - Jeszcze zdobędziesz ich serduszka… – zaczęła, ale…
    - Paking?! – Ines weszła w słowo mamie. – Masz auto?! – zafascynowana spojrzała na twarz przyjaciela matki i zaraz znalazła się przy jego boku. – Szybko, szybko! Jedziemy! – chciała sięgnąć dłoń mężczyzny, ale ledwo dotykała jego najdłuższego palca, wiec jedynie uśmiechnęła się szeroko i patrząc mu w oczy szła obok.
    - Ines Ty mała przekupko! Co za małpica, samochód, broń… Pojawiłbyś się w mundurze to zaraz by była Twoja – zażartowała kobieta. Ciężko było zauważyć, że jeszcze przed chwilą załamana, z łzami w oczach, siedziała na ulicy.
    - Z przodu, maluchy wtedy bardziej zajmują się sobą - odpowiedziała z uśmiechem i zaraz posadziła dzieci, po czym usiadła na swoim miejscu, dziękując jeszcze za otworzenie drzwi.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  56. Chłopak, o dziwo, obudził się wypoczęty. Tym razem nie zamęczyły go koszmary i nie znalazł żadnych nowych ran na ciele. Ucieszył się trochę, choć wiedział, że to nie rozwiązuje jego problemu. Sny mogły powrócić w każdej chwili, a on zaczynał bać się zasypiać.
    Wziął tylko szybki prysznic i wskoczył w wygodne ciuchy. Złapał jeszcze za katanę i zjadł coś przed wyjściem. Nie chciał dać Yensenowi za długo czekać, bo choć nie umówili się na konkretną godzinę to lubił być punktualnie.
    Widząc mężczyznę oraz tor przeszkód tuż za nim nieco przełknął ślinę. Już czuł, że łatwo to na pewno nie będzie, a mimo to odczuwał również pewnego rodzaju ekscytację. Uśmiechnął się nieco do mężczyzny i ostrożnie chwycił katanę nieco porządniej w dłoń.
    - Spało mi się dobrze, dziękuję – odparł spokojnie. – I jestem w nastroju – dodał zaraz przeciągając się lekko. – Daj mi wycisk wujaszku, bo dawno tego nie robiłeś – mruknął trochę z zawodem. Po prawdzie ostatni trening z Yensenem odbył dwa tygodnie temu, ale tego zawsze było mu mało. Mimo, że ciągle przegrywał to czuł, że uczy się coraz więcej i ochotnik musi się napocić trochę bardziej z każdą ich lekcją, by go pokonać.
    - Mój cel na dziś to przebić się przez twoją obronę i zmuszenie cię do przyklęku… - dodał zaraz, po czym zaśmiał się nieco. Doskonale wiedział, że przynajmniej to drugie nie było możliwe, bo jego doświadczenie i Yensena w walce dzieliła wielka przepaść. Ogromna przepaść.
    - A przynajmniej dam z siebie wszystko!
    To akurat mógł powiedzieć z pewnością siebie w głosie. Zawsze starał się dawać więcej niż 100 procent, kiedy walczył z Yensenem. Chciał się nauczyć od niego jak najwięcej i po prostu miał frajdę ze sparingów. Przeciągnął się raz jeszcze i nabrał głęboko powietrza w płuca.
    - Nie powiem… przeraża mnie to co tu ustawiłeś… - wskazał dłonią na tor przeszkód. – Mam wrażenie, że chcesz mnie dziś do grobu wpędzić, wujku…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  57. W prawdzie zapewnienie o obronie nie przekupiło Ines, jednak informacja o samochodzie… więcej jej nie trzeba było. Mimo wszystko, jakby emocji było mało, dziewczynka wylądowała na baranach u mężczyzny i zaraz zaśmiała się niezwykle radośnie, miała uroczy śmiech. W ślad za nią poszła i Febe, w oczach zebrały jej się małe łezki widząc swoją słodką iskierkę tak radosną. Mała zaklaskała w dłonie.
    - Tiak, tiak! Yesen konik! – wykrzyczała niezwykle zafascynowana, cała aż się trzęsła z podniecenia zaszłą sytuacją. Nie licząc swoich nieudanych teleportacji, to jeszcze nigdy nie była tak wysoko i to jeszcze na ramionach jakiegokolwiek pana.
    Jeżeli chodziło o Rahima to ten bardzo szybko stracił zainteresowanie mężczyzną i skupił się na mamie czy spazmach siostry. Też dawno jej takiej nie widział, jednak tradycyjnie stoicyzm wziął górę. Włosy meduzy były zdecydowanie ciekawsze i takie milutkie w dotyku.
    Febe patrzyła na całą scenę maślanym wzrokiem. Spodziewała się pozytywnie zaskoczyć, jednak nie myślała, że będzie to zaskoczenie na tak wysokim poziomie. Okhotnik zachowywał się jakby od miesięcy znał jej pociechy, a i Ines szybko zapomniała o swoim planie obrony mamusi. Serce kobiety waliło w tym momencie jak szalone. Czyżby rzeczywiście w końcu trafiła na odpowiednią osobę? Siedząc już w aucie posłała Yensenowi ciepły uśmiech.
    - Mi to nawet na rękę, więcej czasu spędzonego w Twoim towarzystwie, a dzieci oszaleją na widok koni – zaśmiała się lekko i spojrzała na swoje pociechy. Ines zaczęła się kołysać i śpiewać piosenkę własnego autorstwa, coś o „koniku Yesenie”, robaczku, którego konik pokonał i … ciężko było zrozumieć, gdyż popłynęła już z własnym slangiem. Rahim natomiast milczał, dopiero po chwili zaczął wtórować siostrze i śpiewał z nią pojedyncze słowa. Febe po kilki Mitutach podróży zaśmiała się lekko.
    - Przepraszam, jeżeli Ci to przeszkadza to śmiało mów – poprosiła go. Ona osobiście zatęskniła za tego rodzaju muzyką, Ines naprawdę działała jak własne, prywatne słońce, jeżeli miała humor to ciężko było chodzić z nosem na kwintę, tyle, że ostatnio nie miała humoru, nie to co teraz.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  58. Chłopak pokręcił przecząco głową.
    - O nie… żadnych forów proszę – spojrzał na niego, wiedząc że i tak nie wygra. Ruszając z dwu sekundowym wyprzedzeniem i przegrywając z kretesem, czułby się zdecydowanie gorzej. A tak przynajmniej przegra w uczciwej walce.
    Gdy tylko Yensen odliczył do trzech ruszył szybko przed siebie. Ściany wspinaczkowe nie należały do najtrudniejszych przeszkód, ale pozwalały zmachać się porządnie przed resztą zadań. No i każda z nich była trudniejsza od innej. Przekroczył je jednak dość zgrabnie i to w całkiem niezłym czasie. Nawet nie pozostawał jeszcze tak daleko w tyle za Yensenem. Może krok dalej albo coś.
    Potem nadeszła ścieżka z niedźwiedzimi pułapkami. Normalnie przefrunąłby nad taką, więc zatrzymał się dość gwałtownie próbując wyczuć gdzie są pułapki. Potrzebował do tego jakichś 3 długich sekund, które w walce najprawdopodobniej zgubiłyby go, ale teraz nie walczyli, nie? Obrał kurs i ruszył biegiem, zgrabnie omijając pułapek….
    - Cholera – warknął, bo kompletnie zapomniał o kłodach. Odskoczył przed jedną i stracił równowagę. Świetnie. Pułapka się aktywowała i gdyby nie refleks, spadłby w dół, a tak jedynie zawisnął na jednej dłoni, dysząc ciężko. Skrzywił się z niezadowoleniem i odczekał tak chwilę badając ruch latających mu nad głową kłód. Dopiero, gdy w miarę rozszyfrował ich lot zdecydował się na wydostanie z pułapki. Teraz już był nieco ostrożniejszy.
    Pozostało mu już jedynie czołganie przez błoto, a Yensen już wiwatował swe zwycięstwo. Nie pozostało mu nic innego jak się ubrudzić odrobinę. Nie miał z tym najmniejszego problemu, choć z pewnością myślał o jakimś łatwiejszym rozwiązaniu. Postanowił jednak nie kombinować. Opadł na ziemię i przeczołgał się na sam koniec, unikając tych przeklętych strzałek. Niektóre z nich potraktował ogniem, a pod innymi po prostu przeszedł.
    - Gdyby nie te kłody, miałbym szansę cię dogonić – zauważył opadając na ziemię na samym końcu i dysząc ciężko przy tym. Potrzebował pół minutki by uspokoić oddech i doprowadzić do porządku drżące mięśnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  59. Zachowanie Yensena zarówno Ines jak i Febe odebrały bardzo pozytywnie. Nawet nie wiedział jak dziecku pomagały takie zabawy, i jak bardzo przypadły do gustu meduzie. Rahim rzecz jasna pozostał niewzruszony.

    - Im więcej nowości tym lepiej, uwierz, dzieci są bardzo absorpcyjne, a nowości oznaczają dużo uwagi poświęconej nowym przedmiotom czy istotą. Co za tym idzie? Dużo straconej energii w krótkim czasie i długa, przespana noc – zaśmiała się zerkając na niego. W samochodzie nie miała w zwyczaju utrzymywać kontaktu wzrokowego, nie chciała rozpraszać kierowcy.
    Na odpowiedź Yensena Febe nawet nie zdążyła zareagować, gdyż po samochodzie rozniósł się śmiech Ines.
    - Kuwiają! Kuwiają! – powtórzyła przekleństwa… Dlaczego akurat takie słowa dzieci najszybciej przyswajały?
    - Ines! – Febe obejrzała się na nią i pogroziła jej palcem. – Nie wolno tak mówić! – powiedziała spokojnie acz stanowczo.
    - Wiają! – zawtórował Rahim, widząc żywą reakcję mamy na zachowanie siostry i zaraz oboje zaczęli przekrzykiwać się nowo poznanym słowem. Febe przymknęła oczy i zerknęła na Yensena.
    - Panie ładny, musimy popracować nad Pana słownictwem – teraz to jemu pogroziła palcem, mówiąc pół żartem, pół serio i zaraz klasnęła w dłonie, zwracając uwagę dzieci.
    - Rahim! Powiedź mi, co to jest? – pokazała swój nos, zaraz po tym Ines energicznie zamachała rączkami i nóżkami.
    - Ja wiem, ja, ja, ja! – zaczęła i zaraz wulgaryzm wyleciał im z głowy, a głowę zajęły pytania mamy o różne części ciała czy fragmenty samochodu.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  60. Febe widząc walkę mężczyzny z własnym słownictwem zaśmiała się lekko i pokręciła głową.
    - Narazie całkiem dobrze Ci poszło z tym napier... znaczy walką - przedrzeźniła go i uśmiechnęła się zadziornie.
    - Może czeka Cię lepszy los niż Don Kichot'a - dodała wyraźnie rozbawiona i zaraz kontynuowała zabawę z dziećmi. Na szczęście w tym wieku tego typu zagadki były dla maluchów niezwykle ciekawe, więc czas podróży zleciał im szybko. Febe i Ines na widok sporego parkingu i różnorodności pojazdów wyraźnie okazały podziw, szczególnie mała dziewczynka, które wręcz rwała się do wysiadki. Rahim natomiast jedynie zerknął za okno, wspomniał coś o autach i zajął się rozbrajaniem swojego zapięcia od pasów, o dziwo bardzo szybko sobie z nim poradził. Ines oczywiście przygruchała sobie Yensena i nie planowała spuszczać go na krok, kiedy tylko wysiedli była tuż obok niego. Syn meduzy zdecydowanie wolał jej towarzystwo, jednak tym raz dał się namówić na samodzielny marsz i szedł teraz przy spódnicy matki.
    Na widok zagród i różnych zwierzaków córka Febe po prostu oszalała, zaczęła klaskać w rączki i biegać od jednej zagrody do drugiej z energicznym "Mamo! Patrz!". Febe zaśmiała się na jej reakcję, jednak zaraz rozejrzała się za Rahimem, który oddalił się do zagrody jakiegoś smokopodobnego stworzenia (o ile takie tam było). Kobieta uśmiechnęła się.
    - No, powiem Ci, że skoro nawet Himi się zainteresował, to ciężko będzie mi znaleźć słowa na potwierdzenie niesamowitości tego miejsca - powiedziała śmiejąc się lekko, zaraz jednak spoważniała i delikatnie złapała dłoń mężczyzny.
    - Dziękuję - powiedziała trochę łamiącym się głosem. Nie zdawał sobie sprawy jak wiele dla niej zrobił zabierając ją tutaj, ją i dzieci, które w końcu poczuły się bezpieczniej.
    - Jaki pękny! - Ines złożyła raczki i przytuliła je do siebie kiedy Yensen przedstawił swojego konia. Zaczęła huśtać się lekko na boki, wyraźnie zadowolona widokiem wierzchowca. Nawet Rahim przyczłapał do zebranych i spojrzał na czarne zwierze. Jego mina oczywiście nie wyrażała większych emocji, jednak Febe widziała, że koń przypadł mu do gustu. Podniosła chłopca kiedy okhotnik przedstawiał kolejne zwierze.
    - Aye, Aye! - dziecko pokazało palcem hallę i zaraz wtuliło się w mamę. Meduza zaśmiała się lekko.
    - Cóż, Chernyy mu się spodobał, ale Nirnaye chyba wygrała tą bitwę - przyznała kobieta i ucałowała czoło malucha. Ines przeczepiła się do nogawki Yensen'a.
    - Mogę na Chery? - zrobiła ślepka szczeniaczka, patrząc w górę na mężczyznę i zamrugała szybciej oczkami, uśmiechając się przy tym uroczo. Febe widząc to pokręciła głową.
    - No proszę! Wygląda na to, że zazdrosna muszę być o własną córkę - zażartowała wyraźnie rozbawiona.
    - Mamii - dziewczyna machnęła do niej ręką - Ciii, ja koketuje! - spojrzała na mamę oburzona, jednak zaraz wróciła jej urocza minka i znowu spojrzała na Yensena.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  61. Ray przełknął głośno ślinę obserwując Yensena na wahadle. Mężczyzna zachowywał się tak, jakby znał każdy ruch wahadła na pamięć. Akrobacje na nim wyglądały niczym piękny taniec. Chłopak nie chciał odrywać od tego wzroku, ale słysząc komentarz ochotniku o słuchaniu, zamknął oczy i wytężył słuch. Przez chwilę nie słyszał nic, a potem dotarły do niego dźwięki, które potrafił rozpoznać. Wśród nich był świst kołysanej się na wszystkie strony wahadła. Kiedy tylko zbliżało się do Yensena robiło się nieco głośniejsze, a potem oddalało i zmieniało kierunek. Nie miało jednak jakiegoś konkretnego wzoru.
    - Okay, spróbuję nie dać się zabić – chłopak jakoś szczerze powątpiewał że mu się to uda, ale nie chciał się poddawać na samym początku. Zawiązał chustkę na oczach i wskoczył na drewnianą konstrukcję. Niczym ślepiec wybadał gdzie ta ma krawędzie, a potem usłyszał pierwszy świst i omal nie spadł. Zbyt mocno koncentrował się na utrzymaniu na konstrukcji by jeszcze słyszeć to wahadło.
    Kolejny świst nadszedł gdzieś z góry. W ostatniej chwili udało mu się opaść na drewnianą konstrukcję i gdy tylko kłoda nad nim przepłynęła podniósł się do góry. Uskoczył przed kolejną, a na następną po prostu wskoczył przez moment bujając się na niej i zachowując przy tym równowagę. Uśmiechnął się lekko, choć jeszcze niezbyt pewnie, po czym zeskoczył z niej na konstrukcję. Przebiegł przez nią całą, jeszcze przez chwilę zmagając się z przeszkodami, po czym zeskoczył na dół i zsunął chustkę z oczu.
    - Ugh… jak ty to robisz, że zawsze znajdziesz coś tak… wymagającego? – zapytał mężczyzny, powoli uspokajając oddech. Szczerze powiedziawszy był z siebie zadowolony, bo udało mu się i przez chwilę poczuł, że mógłby próbować walczyć w kompletnych ciemnościach. I że nie był aż taki zły, ale nie wypowiedział tego wszystkiego na glos. Nie, kiedy dyszał ciężko i ledwie trzymał się na zmęczonych nogach, które po prostu nie chciały go nosić.
    - Uwielbiasz mnie torturować, wujku – zaśmiał się cicho.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  62. Meduza wysłuchała go i uśmiechnęła się lekko by potem bez słowa rozejrzeć raz jeszcze po pomieszczeniu. "Syntezą tego czym Mortiel"... uśmiechnęła się szerzej. Gildia teraz zaciekawiła ją jeszcze bardziej, poczuła się trochę jak dziecko, które czeka na obiecanego cukierka. Zaśmiała się cicho pod nosem. Raz nastolatka, raz dziecko, jeszcze trochę i przy okhotniku zmieni się w infantylną starą rurę. Spojrzała na Yensen'a, to ile wysiłku wkładał w poświęcenie uwagi dzieciom, był taki kochany. Kochany? Febe zarumieniła się mimowolnie na tą myśl, dopiero "hajda" mężczyzny sprowadziła ją na ziemię. Rahim tradycyjnie, nawet się nie wystraszył szarpaniny z smokliszkiem, patrzył na rozgniewany pysk zwierzęcia bez lęku, nawet mu pomachał kiedy wierzgnął. Po prostu uznał, że zwierze też do niego kiwa.
    - Aj, aj - pogroził mimo wszystko wierzchowcowi i zaraz ruszył za Yensenem, ostatecznie skręcając do mamy, aby wylądować w jej ramionach.
    - Czasami mam wrażenie, że nawet jak cegła mu na głowę spadnie to poklepie ranę i spokojnie pójdzie dalej - zauważyła Febe, nieco rozbawiona tym stoicyzmem dziecka. Na stwierdzenie okhotnika przytaknęła głową.
    - Może właśnie dlatego bardziej mu się spodobała... albo po prostu przypomina jelenie, które nas odwiedzają w domu - skomentowała i znowu spojrzała na Yensena, tym razem w towarzystwie jej córki. Mała uśmiechnęła się.
    - I dobze, bo z mamusią nie wolno - odpowiedziała krzyżując rączki na piersi. Febe spojrzała na nią wymownie.
    - Ines, już Ci coś kiedyś mówiłam na ten temat - powiedziała kobieta stanowczo i spojrzała jeszcze na wierzchowca, miała nadzieję, że córka będzie się dobrze zachowywać, wolała uniknąć dziwnych wydarzeń. Kucnęła jeszcze przy dziewczynce i kiedy Yensen przygotował wierzchowce, ona powtórzyła małej, że nie ma czego się obawiać gdyż ta najwyraźniej przypomniała sobie o zazdrości, po chwili znowu było wszystko dobrze i Ines jak piorun poleciała do męzczyzny, aby posadził ją na koniu. Febe podziękowała za pomoc i posadziła Rahim'a przed sobą. Chłopiec zaraz pogłaskał halle i przytulając się do jej szyi zaczął z nią zawzięcie rozmawiać po swojemu. Meduza spojrzała dziwnie na syna, tego się nie spodziewała. Nagle zaśmiała się Ines.
    - Oj Rahim, ale Ty opowiadasz! - zaśmiała się znowu i zaklaskała w dłonie. Teraz Febe spojrzała na Yensena.
    - Jeszcze Ty mi powiedź, że zrozumiałeś - zaśmiała się lekko.

    OdpowiedzUsuń
  63. Yensen był naprawdę cudowny jeżeli chodziło o dzieci, sama jego obecność bardzo im służyła, przynajmniej na tą chwilę. W prawdzie może to zbyt wczesna ocena, jednak maluchy w końcu były spokojne, Ines nie siała paniki, droczyła się i uśmiechała, znowu była tak beztroska… Może podświadomie czuła, że zarówno jej mama, brat i ona sama są po prostu bezpieczni przy znajomym matki?
    Meduza zaśmiała się lekko na komentarz okhotnika.
    - Mam tylko nadzieję, że na mnie nie narzeka, jeszcze sobie pomyślisz coś niestosownego – odpowiedziała, również żartując, po czym posłała mężczyźnie pogodny uśmiech. Zaraz jednak odezwała się Ines ze swoimi piosenkami, melodia była prawie identyczna jak ta w samochodzie, jednak słowa diametralnie się różniły, teraz było coś o żołnierzach na konikach, którzy jechali podbić piękny zamek. Dziewczynka tak wciągnęło śpiewanie, że nawet jej brat oderwał się od szyi zwierzęcia i podśpiewywał z nią pojedyncze słowa, starając się przy tym naśladować kilka z gestów siostry. Podróż zdecydowanie wypadła zabawnie.
    Kiedy dotarli na miejsce Febe podziękowała Yensenowi za pomoc i zaraz zaczęła poprawiać niesforne loki córki, nawet nie zauważyła jak Rahim, zaintrygowany postacią Yensena ruszył za nim do stajni, zatrzymał się jednak w połowie drogi i po prostu obserwował mężczyznę. Kiedy ten zaczął iść z powrotem w ich stronę maluch zerwał się i ruszył biegiem do mamy, ostatecznie mocno się w nią wtulając, Febe aż lekko się zakiwała i spojrzała zaskoczona na chłopca.
    - Odezwał się w Tobie wędrowniczek? – zapytała go i wzięła na ręce. Ines zaraz założyła raczki na klatce piersiowej.
    - Mami synek – skomentowała i doskoczyła do Yensena z szerokim uśmiechem. Febe tylko pokręciła głową i zaraz na spokojnie rozejrzała się po okolicy. Wciągnęła głośno powietrze, przymykając przy tym oczy.
    - Już mi się podoba – podniosła powieki i spojrzała na okhotnika z szerokim uśmiechem, wcześniej zerkając na ich splecione dłonie. Ines również na nie spojrzała, przez co do środka weszła nieco naburmuszona.
    Na przywitanie krasnoluda Febe uśmiechnęła się nieco zakłopotana. Już słyszała dialogi swoich dzieci po wizycie w tym miejscu, tu raczej ciężko było o nie przeklinanie. Jej córka nie wyglądała jednak na smutną z tego powodu, chichotała sobie pod nosem słysząc rozmowę mężczyzn.
    - Ach śliczne kobiety ktoś tu sprowadza hm? – Febe zerknęła na Yensena z zadziornym uśmieszkiem. No ciekawe ile ich już tutaj naznosił. Rahim nadal siedział na rękach matki, spojrzał na okhotnika zaciekawiony, jednak zaraz zainteresował się bardziej krasnoludem. Po jego twarzy w prawdzie nic nie było widać, ale sam fakt, że patrzy na nową postać to już dużo. Nagle jednak zmarszczył czoło, gdy nieznajomy ucałował dłoń matki.
    - Be be! – krzyknął malec i machnął rączką, jakby chciał odgonić adoratora. Febe zaśmiała się lekko i zaraz spojrzała przepraszająco na Bannar’a.
    - Przepraszam, ale mały ma teraz ten okres zazdrości. Miło mi poznać, jestem Febe, jedna z sprowadzonych ślicznotek – ostatnie słowa dodała, znowu patrząc wymownie na Yensena, lekko uśmiechając się pod nosem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń