sobota, 15 kwietnia 2017

"Don't abandon your soul."



Człowieczeństwo | Historia | Relacje

Ten świat mimo że pełen światła, pogrążony jest w mroku. Większość go nie dostrzega ponieważ woli żyć iluzją w której może posiadać złudne szczęście. Nie potępiam tych osób, każdy wybiera swoją własną ścieżkę. Lecz nie uważam że jest to właściwe. Moja historia nie jest niezwykła, dzielę ją z większością swojego rodzaju ale to nie czyni mnie taką jak każdy jego przedstawiciel. To że mogę czuć się mimo wszystko wyjątkowa pomaga mi stawiać kolejne kroki ku mojemu marzeniu. Kroki w tym okropnym świecie w którym wszyscy patrzą na mnie z pogardą i obrzydzeniem. Uraz który utrzymuję oraz nienawiść którą czuję ciągle zaślepiają mnie, jednak nie przestaję mieć nadziei że przekazany mi dar pozwoli mi oczyścić te emocje gdy nadejdzie odpowiedni dzień.





Nie słynę z zajebiście pięknych Kp
Nie słynę również z nieziemsko dobrze przyjmowanych postaci
Nie umiem opisać wszystkiego tak jak to widzę
Ale mimo to mam nadzieję że dalej umiem wątkować :v
Oraz mam nadzieję że przyjmiecie ciepło Elenore.

9 komentarzy:

  1. [Wow jaka silna kobieta! I jeśli to jest słaba karta, to ja się mogę po prostu schować. Wujaszku Dragonie oraz Eleonorko, poproszę o cieplutki i świeżutki wątek :D ]

    Glen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gg mam ale dawno nie odpalalam. Pomysl mi odpowiada. Glen ma dosc wolna wole i calkiem spoko wlasciciela. Wychodzi z domu czesto i jego hobby to klopoty :) moge zaczac ale jak do domu wrócę dopiero. Sorka.
      Glen

      Usuń
  2. [Zastanowię się czy warto. Zacina mi komputer jak mam włączone GG. Staruszek ledwie zipie, ale zobaczymy. W razie co dam znać. Na razie nawet numeru nie pamiętam. Ok, to zaczynam i wybacz, że tak późno. ]

    Czarnowłosy nie do końca rozumiał jak to się stało, że nagle został otoczony przez troje szydzących z niego nastolatków. Być może żyli dłużej od niego, w to nie wnikał. Jednakże wyglądali tak jakby dopiero co odstawili mleko matki. On sam nie zamierzał pakować się w kłopoty. Co to, to nie. Zwłaszcza, że ostatnio ciągle wracał poobijany, co niespecjalnie podobało się Michaelowi. Westchnął ciężko widząc że raczej i tym razem nie wyjdzie z tego bez szwanku. Bezradnie spojrzał na listę zakupów i schował ją do kieszeni od spodni. Najwyraźniej jego zapach musiał się nie spodobać trzem urwisom.
    Nawet zdołał im się wyrwać i przez chwilę miał nadzieję, że zgubili się w gąszczu uliczek Salree, ale były to jedynie płonne nadzieje. Kiedy już poczuł się nieco pewniej, wpadł na rudowłosego, który to złapał go za nadgarstek i wykręcił mu go do tyłu. Glen z trudem powstrzymał jęk bólu. Zacisnął mocniej zęby, choć krew się w nim zagotowała. Najchętniej by swojemu napastnikowi przyłożył, gdyby tylko wiedział że ma szansę się obronić.
    - Słuchaj... nie możesz mnie po prostu puścić? Co ja ci zrobiłem? - zapytał go chłodno, ale zaraz syknął z bólu, kiedy ten kopniakiem posłał go na czworaka.
    - Jak to co? Istniejesz - zarechotał kucając tuż przed nim. - I masz całkiem niezłą buźkę. Szkoda byłoby jej nie poharatać - złapał Glena za włosy i podciągnął nieco w górę. To właśnie wtedy jego koledzy zdołali do nich dołączyć otaczając czarnowłosego i rechocząc okrutnie. - To jak? Pobawisz się z nami? - zapytał go rudowłosy patrząc mu prosto w oczy i łapiąc go za podbródek.
    - Wolałbym nie - Glen zdołał wykrzesać z siebie odrobinę odwagi i uderzył chłopaka w szczękę, a potem kopnął go prosto w jaja. Nieczyste zagranie, ale jedyne na które wpadł w tamtym momencie. To był jednak jego błąd.
    Stojący za nim napastnicy złapali go za ramiona, a rudowłosy szybko pozbierał się po szoku. Oczywiście nie omieszkał oddać mu pięknym za nadobne przyprawiając Raidera niemal o omdlenie. Grad kolejnych ciosów pozbawił go oddechu, a trzask łamanego żebra tylko upewnił go w przekonaniu, że i tym razem nie wróci do domu w całości. Ba, może w ogóle do niego już nie wróci. Kolejne uderzenie pozbawiło go oddechu, a jeszcze jedno sprawiło, że zwymiotował krwią. Szlag by to! Gdyby tylko mógł liczyć na jakikolwiek ratunek, ale znając swoje szczęście raczej były to płonne nadzieje. Zaklął pod nosem i zwinął się w kulkę, chroniąc głowę przed kolejnymi kopnięciami. Pragnął już tylko stracić przytomność, by szyderczy śmiech przestał ranić jego uszy, a ból zatonął w przyjemnej ciemni.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  3. [Och, jak ja uwielbiam takie silne kobiety~ Nie zdążyłam jeszcze podziękować za przywitanie, więc zrobię to pod tym kp. Jeśli chodzi o wątek, to nie znajdziesz drugiej, tak chętnej osoby. <: ]

    Zewłok

    OdpowiedzUsuń
  4. [O... to dobre pytanie. Nie wiem czy się nawiąże... nie jestem pewna, czy Glen przeżyłby to spotkanie, znając jego szczęście do kłopotów... no ale kto wie, jakiś romansik z siostrą Raya na przykład :P Swoją drogą chodzi mi taki wątek z Elenore - co powiesz na jakąś wspólną misję? Jakby Dragon Civil Security poprosiło o pomoc Gildię i voila spotkanie jak znalazł :) ]

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Odpaliłam, ale to web GG działa gorzej niż to na kompie, wiesz? Ciągle ma problem z połączeniem... No, ale nie marudzę i przeżyję :D Ma siostrę, ma. Młodszą i całkiem niemagiczną :) Ok, ok... myślałam że Armia i DCS to mniej więcej to samo. Mój błąd, moja wina.

    Wiesz jest jeszcze inny pomysł. Mógłby próbować pannę wyrwać :P na inteligenta xD]

    - To on nas sprowokował - warknął jeden z napastników, mierząc kobietę zimnym spojrzeniem, jakby oceniając swe szanse przeciw niej. Glen w tym czasie zdołał opanować swój oddech odrobinę i dźwignąć się na nogi. Odsunął się z pola walki, opadając gdzieś w kącie i sprawdzając swój stan zdrowia. Żebra wyglądały na nieco potłuczone, ale bez przesady. Oddychanie nie sprawiało większego problemu, więc resztę mógł przeboleć. To wówczas podniósł wzrok by spojrzeć na swojego wybawcę i zamrugał kilkakrotnie. Wyglądało na to, że wybawiła go krucha istota. Rudowłosa i drobna dziewczyna. Na pierwszy rzut oka oczywiście. Włócznia, którą ta dzierżyła w dłoniach zmieniała postać rzeczy. Dodawała jej jakiejś takiej niewyobrażalnej siły.
    Dlatego też Glen nie zdziwił się, kiedy kilka ciosów później cała trójka napastników była rozłożona na łopatki, a dziewczyna stała wśród nich nietknięta. Do dopełnienia obrazku brakowało tylko splunięcia i odgarnięcia włosów.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  6. - Glen Raider – przedstawił się cicho, niezbyt zadowolony z tego, że kobieta opatruje mu rany. Aż tak fatalnie jeszcze nie wyglądał, przynajmniej jego zdaniem. Nie zwykł jednak marudzić. Oparł się wygodniej o ścianę budynku starając się nabrać głębszego oddechu.
    - Nic mi nie jest – oznajmił w końcu nieco niepewnie. – Bywało gorzej – poprawił się zaraz, bo przecież właśnie do tego pił. – Jesteś niesamowita – zauważył wciąż nieco oszołomiony całym tym zajściem. Sama jedna rozgromiła troje magicznych istot. To nie było coś normalnego, przynajmniej dla niego. Mało tego w jej wzroku nie potrafił odnaleźć pogardy dla jego samego. Zacisnął nieco pięści krzywiąc się przy tym odrobinę. – Jak to zrobiłaś? – zapytał zaraz jakoś tak pragnąc poznać tajniki tej sztuki, by następnym razem może wytrzymać dłużej niż 10 sekund.
    - Ech chyba poszło żebro – przyznał z lekkim niesmakiem, kiedy przy kolejnym oddechu naszło go na mdłości. Na szczęście udało mu się uspokoić swój żołądek. Tego jeszcze brakowało, by przy damie i to takiej miłej, puścił pawia. – Jesteś tu przejazdem?

    Glen

    [Mogłoby to być zgoła ciekawe. Taki romansik między nienawidzącym ludzi Rayem a ludzką kobietą – może zmieniłaby jego podejście choć odrobinę xD Ale to może wyjść z czasem. Nie musimy od razu tego zakładać. Okay, jestem jak najbardziej za za misją :) ]

    OdpowiedzUsuń
  7. Słuchał jej z wyraźną fascynacją, robiąc coraz to większe oczy na to co opowiadała. No bo jak to tak? Każdy mógł osiągnąć takie umiejętności? Nie było takiej opcji. Spojrzał po sobie i zaśmiał się cicho, pod nosem.
    - Nie sądzę - odparł zanim zdążył pomyśleć, po czym odważył się trochę na nią spojrzeć. - Nie ma szans, bym osiągnął taką biegłość w posługiwaniu się bronią i tak kocie ruchy, jakie przed chwilą pokazałaś - dodał zaraz i na potwierdzenie swych słów, naprężył swoje nędzne i zwiotczałe muskuły... a właściwie to ich namiastki, bo nie mógł tego czegoś nazywać tym mieniem. - Nie rób mnie tu w balona, proszę. Mnie to chyba i ze sto lat treningu by tu nie pomogło - westchnął cicho, teraz znów patrząc gdzieś w przestrzeń. Wysłuchał jej spokojnie, po cichu ciesząc się, że jeszcze zostaje w tym mieście. Może zrobi się odrobinę spokojniej i nie będzie aż tyle zaczepialstwa. Bardzo na to liczył.
    - Nie znam - pokręcił przecząco głową. Nie zliczył istot, które go tak zaczepiały. - Wiesz... nie przyglądałem się im za dobrze, a poza tym... wiele osób się tu mnie czepia. Taki urok osobisty chyba - wyjaśnił jej, próbując nieco rozluźnić atmosferę i zagadać odczuwany przez siebie ból.
    - Mhm to dobrze, mogę wrócić do domu bez przeszkód - Glen odetchnął z wyraźną ulgą, słysząc o jej zapewnieniu z żebrami. Nie potrzebował teraz żadnych szpitali i innych problemów. Zresztą kto by tam chciał człowieka przyjmować na oddział. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że znikome ku temu szanse i potrzeba było sporo znajomości, a Michael raczej nie zamierzał maczać w to palce.
    - Zazdroszczę ci - rzucił cicho. Mówił prawdę, choć ta zaskoczyła i jego samego. - Tej twojej determinacji i chyba wolności też - zagryzł mocno wargi. Cholera! A przecież obiecał sobie nigdy nie marzyć o wolności. Szlag. Przeklęta Aki i te jej marzenia.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  8. Uniósł lekko brew słysząc jej propozycję i niemal nie wybuchnął śmiechem. Jak to sobie wyobrażała? Żeby on dał sobie radę z treningiem, który wyszkolony żołnierz na siebie narzuca? Nie widział żadnych szans powodzenia.
    - Dobry dowcip - oznajmił, zanim zdołał ugryźć się w język. Cholera by to wzięła. Zwykle baczniej zważał na słowa, ale te jakoś tak wyskoczyły z niego zanim pomyślał. Dobrze, że chociaż udało mu się stłumić śmiech. - Przecież to jasne jak słońce, że nie wytrzymam nawet 10 minut twojego treningu - uśmiechnął się, teraz jednak wybuchając nieco śmiechem. Raczej z wyobrażenia swojego flaka na ziemi nie mogącego kiwnąć palcem, niż na jej pomysł.
    - Ale cóż, może nawet i taka opcja mi się podoba - przyznał po dłuższej chwili, gdy już udało mu się uspokoić. W końcu uczył się pilnie jak łapać chwilę i czerpać z niej jak najwięcej radości. Tak miało wyglądać życie, co nie?
    - Chętnie przyjmę treningi, mimo że mogą mnie wprowadzić na skraj życia i śmierci - uśmiechnął się. Do tej pory nauczył się tylko jak dobrze uciekać i gdzie się chować. Zwykle wystarczało. Gdyby jeszcze do tego dołożyć trochę walki na pięści czy machanie drewnianym mieczem, może udałoby mu się zwiększyć skuteczność unikania ataków do 70%? Taka opcja bardzo mu się spodobała.
    - To kiedy zaczynamy? - zainteresował się, zerkając na dziewczynę z wyraźną ekscytacją w oczach.

    Glen

    OdpowiedzUsuń