piątek, 21 kwietnia 2017

Don't you tell me what you think that I can be I'm the one at the sail, I'm the master of my sea


theme

Ninath Caemfhaer
Altmerka || Archeolog || Mag || Kobieta wyemancypowana
Przez świat kroczy z dumnie uniesioną głową. Niektórzy nawet nazywają ją przez to próżną, ale to nie tak. Po prostu nigdy nie pokazuje swoich słabości, wątpliwości. Najczęściej można się spotkać w jej posiadłości w Eflei, bądź starych elfich ruinach. Raz na jakiś czas weźmie dobrze płatne zlecenie z Gildii, albo zabierze swoją uczennicę do któregoś z miast na kontynencie, oczywiście wszystko wykona z klasą, tak by zbyt pewnym siebie mężczyznom opadły szczęki, gdyż nienawidzi kiedy ktoś mówi, że może nie dać sobie z czymś rady ze względu na płeć - takim nie raz pokazała kto tu jesteś słabszą płcią. To samo czyni, gdy jakiś rozochocony  facet spojrzy zbyt lubieżnie w stronę rudowłosej, albo jej uczennicy. Nazwiesz ją feministką? W takim razie wiedz, iż popełniasz błąd. Altmerkę życie nauczyło, że tylko własną siłą i zdeterminowaniem można coś osiągnąć. Poleganie głównie na innych przynosi tylko cierpienie. 



Dzień dobry! Witamy się z trzecią postacią!
Szukamy kogoś kto roztopi jej serduszko, mamy nawet pomysł na kogoś takiego, ale to zapraszam na GG:54735455; jeśli nie będziemy zakochiwać się w kimś innym, o ile znajdziemy kogoś. c:
KP obrobiła Von. ♥
ps. do powiązań bierzemy zdj z galerii : D

40 komentarzy:

  1. [No w końcu ^^ oko się cieszy na jej widok. Mam nadzieję, że przygrucha sobie jakiegoś uroczego Pana, no i oczywiście życzę udanych wątków. Oczywiście zapraszam na wątek, ale coś czuję, że naszym postacią i tak pisane jest spotkanie się xD]

    OdpowiedzUsuń
  2. - Rurka z kremem czy lody? - zapytała małą, która kurczowo trzymała się nogawki kobiety. Od czasu wydarzenia z Kuro dziewczynka nie chciała nigdzie puszczać samotnie mamy, a do tego nie pozwalała aby jakikolwiek mężczyzna się do niej zbliżał. Kazania i tłumaczenia na niewiele się zdawały. Do tego wszystkiego dochodziły problemy ze snem Ines i Rahim, który przestał się odzywać. Kobieta była zmęczona, ale dzieci też były i nie chciała im dodawać problemów przez jakieś zakazy czy kary. Przecież nie będzie karać swojej córki za to, że się troszczy o własną matkę.
    - Może być gofer? - zapytała mała, zerkając na matkę. Wcześniej cały czas się rozglądała, zrobiła się ostatnio bardzo nerwowa, zupełnie jakby myślała, że Kuro wyjdzie nagle zza roku i doczepi się do jej mamy. Meduza posłała jej uśmiech.
    - Gofr kochanie, mówi się gorf, i tak, może być - pogłaskała jej głowę. Mała wróciła do patrolowania okolicy, a Febe ruszyła kilka kroków do przodu, czekając na swoją kolej. W tym czasie Ines dostrzegła dwóch chłopców, byli jakieś 3 lata starsi od niej, no, może trochę więcej. Zaczepiali dziewczynkę, też troszkę starszą od niej. Czerwone ślepka zalśniły wyraźnie i mała zmarszczyła czoło. Odczepiła się od spodni matki, kiedy ta zaczęła składać zamówienie i pędem pobiegła w stronę piaskownicy, bo to tam ogrywała się scena. Z impretem wpadła w jednego z chłopców i to tak, że on wpadł na swojego kolegę, zaskoczony atakiem z boku.
    - Jak jesteś taki silny to zacepiaj kogoś więksego od siebie! - krzyknęła mała, stając między dziewczynką, a jej oprawcami. Ci spojrzeli po sobie i zaśmiali się.
    - A Ty co siusiu majtku? Bohaterstwa się zachciało?! - znowu się zaśmiali. Jeden z nich chciał pstryknął Ines z nos, jednak mała chwyciła mocno jego palec i ugryzła chłopca. Po placu rozniósł się jego krzyk. Wtedy Febe spojrzała w ich stronę.
    - Widzisz Ines... - spojrzała tam, gdzie przed chwilą stała dziewczynka. W dłoniach trzymała dwa gofry, a na twarzy widać było strach, gdy zobaczyła iż jej córki nie ma przy nodze. Rozejrzała się nerwowo i dopiero widok wysokiej kobiety przy wcześniej krzyczącym chłopcu pozwolił zauważyć, że i Ines jest w centrum zamieszania. Pędem ruszyła w ich stronę.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  3. Chłopak przetarł zmęczone oczy i złapał drążek miotły nieco mocniej, ziewając przy tym niemiłosiernie. Niemalże przysnął w trakcie podróży i jedynie silny podmuch wiatru, który nieco go otrzeźwił uchronił go przed nieszczęściem. Zwykle nie wybierał się w taką podróż jedynie na kawałku drewna, ale tym razem nie przemyślał swego postępowania.
    Odpalił latarkę i jeszcze raz zerknął na mapkę wyrysowaną mu przez Yensena.
    - Wujaszku... ale umiejętności do rysowania to ty za diabła nie masz, albo chciałeś mi uprzykrzyć życie - westchnął rozglądając się po okolicy i obniżając nieco lot, by w końcu zeskoczyć z miotły. Musiał rozprostować trochę kości i zorientować się gdzie też się podziewa.
    Nieszczęśliwie kopnął kępkę trawy i wybrał jedną ze ścieżek. Orientacji w świecie Mortiel nie miał praktycznie żadnej, a teleportować się nie potrafił do miejsca, w którym nigdy jeszcze nie był... no i nie wiedział, czy wylądowanie w łazience ów kobiety byłoby znakomitym pomysłem. Z tego co wspominał Yensen... raczej niekoniecznie.
    Wędrował tak jeszcze dobre 20 minut, zanim przed oczyma nie wyrosły mu wielkie drzewa z domami na samym czubku. Jedno z nich widział w Salree... ale ów dom zamieniono na kawiarnię. Całkiem uroczą zresztą.
    Jeszcze raz zerknął na mapkę i wreszcie odnalazł to czego szukał. W kilka chwil znalazł się tuż przed domem Nineth i zastukał kołatką w drzwi, zastanawiając się przy tym kto jeszcze używa takich kołatek. Toć to prehistoria. Niecierpliwie przebierał z nogi na nogę, próbując ubrać myśli w zdania, ale gdy już myślał, że wie co powiedzieć, drzwi otworzyła mu rudowłosa kobieta o spojrzeniu, które wmurowało go w ziemię.
    - Dobry... dobry wieczór - zająknął się chwytając mocniej swą miotłę, jakby tylko ona miała go utrzymać w pionie. - Wu... wujaszek Yensen... powiedział, że znajdę tu... Nineth... - wydusił z siebie, zaraz gryząc się w język. No i świetnie! Spalony już na samym początku.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  4. Chłopak spalił się rumieńcem już na samym wstępie. Nie dość, że przekręcił jej imię to jeszcze nie do końca zrozumiał co do niego powiedziała. Co prawda uczył się trochę dialektu elfiego, ale nie potrafił go wymówić. Przeczytać umiał i zrozumieć to co pisało też, ale nikt go nigdy nie uczył jak wymawiać te litery. Wnioskując jednak po rozpoczęciu rozmowy musiało to być pozdrowienie lub przywitanie. Dobre i to.
    - Przepraszam – rzucił szybko, bo wiedział, że przekręcanie czyjegoś imienia nie należało do eleganckich. Na dodatek Yensen opowiadał mu, że ważne jest pierwsze wrażenie. Książka, winko i te sprawy. Ray to wszystko ze sobą miał, ale jakoś nie widział dobrego momentu by zaatakować swymi podarkami. Spalił na samym początku i teraz jeszcze bardziej się zestresował.
    - Ja uhm… pani Caemfhear – pokusił się o próbę wymowy jej nazwiska i z ulgą uznał iż nie wyszło aż tak fatalnie. Zabrzmiało podobnie do jej wymowy, acz do ideału wiele tu brakowało. - …ja chciałbym prosić o pani pomoc – wykrztusił próbując wyczytać z jej wyrazu twarzy czy to w ogóle podlega jakiejkolwiek dyskusji. Nie uśmiechało mu się trudzić na próżno, ale nie należał też do osób, które tak szybko się poddawały. – Wiem, że pora… dość nie wyjściowa – przyznał krzywiąc się przy tym odrobinę. – Zgubiłem się w drodze do pani zacnego mieszkania… moja orientacja w Mortiel nie jest jeszcze znakomita – przyznał cicho, choć nie przepadał opowiadać o swoich brakach. W tym wypadku postawił na szczerość. Ukrywanie prawdy nie przyniosłoby mu nic dobrego. Czuł to podskórnie, a już dawno nauczył się swym przeczuciom ufać. Umiesz liczyć, licz na siebie – stare porzekadło doskonale się sprawdzało w wielu sytuacjach.
    - Chciałbym prosić o pomoc w nauce… magii – przyznał w końcu. – Wujaszek Yensen mówił, że jest pani najlepszym magiem w okolicy… w całym Mortiel, a ja… chyba naprawdę potrzebuję pomocy – mruknął pod nosem. Uczył się intuicyjnie. Korzystał ze swojej magii i wychodziło mu to całkiem nieźle, ale doskonale wiedział, że to nie wszystko na co go stać. No i nie znał podstaw. Książki nie wszystko mogły mu powiedzieć, a na sztuczkach raczej długo nie pociągnie. Uderzył głową w niewidzialny mur i nie wiedział jak go pokonać. Potrzebował drogowskazu.

    Ray

    R

    OdpowiedzUsuń
  5. Ines widząc tajemnicze światło spojrzała na chłopców wyraźnie zaskoczona, wzrokiem powędrowała w stronę źródła światła i dojrzała wysoką kobietę. Mała przyglądała się całej scenie z wyraźną fascynacją. W tym samym czasie dobiegła do nich meduza i wzięła kilka większych oddechów. Nadal trzymając gofry kucnęła przy córce.
    - Ugryzłaś mocno? - zapytała trochę poddenerwowana. Jeżeli przegryzła skórę i jad dotarł do krwi chłopca, to mogła sparaliżować jego czerwone komórki, co było bardzo niebezpieczne.
    - Tak jak sobie zasuzył - odpowiedziała zerkając na mamę i odbierając od niej gofra. Kobieta wolną dłonią pomasowała skronie i zaraz spojrzała na elfkę, która rozprawiała się z łobuzami. - Jestem z Ciebie dumna Ines, ale na przyszłość jak się oddalasz to mi chociaż powiedz. Nawet nie wiesz jak się wystraszyłam - wyjaśniła szybko. Złość w oczach małej zniknęła, nie chciała sprawić mamie przykrości.
    - Pseplasam mamo - powiedziała szczerze i słysząc o swojej odwadze wróciła wzrokiem do drugiej kobiety. Uśmiechnęła się. Febe z utęsknieniem spojrzała na ten jej uśmiech. Dziewczynka będąca ofiarą również się uśmiechnęła.
    - Dziękuję, nic mi nie jest, dzięki Pani przestaną pewnie tu przychodzić - odpowiedziała i spojrzała na młodszą koleżankę. - Tobie też dziękuję, chciałabym być tak dzielna jak Ty - przyznała.
    - Mamusia mnie nauczyła! - powiedziała dumnie. Febe zaśmiała się i pogłaskała córkę po głowie. Wstała na proste nogi.
    - Ważne, że nic strasznego się nie stało... - chyba, bo o stanie ugryzionego chłopca się nie dowiedziała. - Jak już jesteśmy przy dziękowaniu to - tu spojrzała na elfkę. - Dziękuję za reakcję, nie wiadomo jak by to się skończyło gdyby nie Ty - uśmiechnęła się do niej ciepło. Ines wgryzła się w gofra i z wąsami z bitej śmietany, dumnie spojrzała na całą trójkę.
    - Skopła bym im pupy! - uśmiechnęła się szeroko. Febe dosłownie na kilka sekund zaszkliły się oczy. Jej córka w końcu zachowywała się jak sprzed wydarzeń z Kuro. W prawdzie gdy patrzyła na mamę nadal było widać po tym ślad, ale teraz była bohaterką, co dało jej pewność, że jest w stanie obronić i mamę.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  6. Chłopak zamrugał kilkakrotnie, jakby jeszcze nie wierząc w to co usłyszał. Rozdziawił usta patrząc na nią i jakby nie rozumiejąc. Powoli przetrawiał jej słowa, zmuszając swą mózgownicę do pracy na najwyższych obrotach.
    - Naprawdę? - wykrztusił w końcu z siebie, jakby szukając w jej oczach potwierdzenia, a gdy nie znalazł w nich fałszu wyraźnie mu ulżyło. - Jasne, przecież nie jestem mistrzem w tej dziedzinie - zauważył nie chcąc z nią zadzierać, kiedy otrzymał pozwolenie na naukę od niej. Jeszcze nie wiedział co z tego wyjdzie i jak ciężko będzie (a podejrzewał, że będzie), ale cieszył się, że wreszcie otrzyma coś na kształt porządnej edukacji.
    - Elfeia z pewnością jest piękna za dnia i nocą, ale wolałbym jednak najpierw poznać ją za dnia - przyznał z delikatnym uśmiechem. - W nocy łatwo się zgubić, jeśli nie zna się okolicy i trudniej o pomoc w takich sytuacjach - zauważył tylko nieco się odprężając, choć nie na tyle by swobodnie przejść do salonu. Postanowił, że póki nie wybada gruntu nie będzie sam wychodził z pierwszym ruchem. Nie chciał niczego spieprzyć, a przecież wujaszek Yensen go ostrzegał. Lepiej posłuchać rady starszego stażem.
    - Długo pani zna wujaszka? - zainteresował się jednak, bo cisza nieco go dobijała. Nie lubił zostawać sam ze swoimi myślami. Zwłaszcza, gdy ktoś bacznie go obserwował. Zacisnął mocniej dłonie na miotle. - Jak się poznaliście?
    Mówiono, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale on w piekle już był, więc nie czuł żadnego strachu przed pytaniami.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Ah ah ah ten wizerunek, wielbię za to *_*
    Świetna pani, taka twardo stąpająca po ziemi. Panów tez masz bardzo fajnych i tak na prawdę nie mam pojęcia z kim by tu powącić... Chociaż z Ninath najłatwiej będzie wymyślić jakieś powiązanie przez to, ze pochodzą z Eflei ;) ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  8. [Nic się nie stało! :) Będę chyba miała dość konkretny pomysł na wątek z Ninath, tylko że jeszcze muszę ogarnąć trochę backstory Willow (i sobie czas) i się zgłoszę do Ciebie na mailu, 'kay?
    Do Yensena wpadłabym później (yyy, po sesji? :D ), bo mam bardzo ograniczony czas, a jeszcze na innym blogu muszę na wątki w końcu odpisać.]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [BOGOWIE TY MI TUTAJ TAKIE CONFESSION NA SAM KONIEC, A JA TAKA RZECZOWA XDDD
      nie wiem czym zasłużyłam na Twe uczucia, moja droga, ale wiedz, że nie są one jednostronne :DDDDDDD
      (podlizuję się, bo nie wiem kiedy będę mogła zacząć wątek z Ninath, a Garrusowi to odpowiem za sto lat)]

      Usuń
  9. [Ta dziewczynka druga ma 5-6 lat jakby co więc raczej tak nie sepleni i nie chce na rączki :P Pisałam, że jest starsza od Ines Persu]

    Ines kątem oka cały czas obserwowała wyczyny kobiety, Febe nie miała jej zamiaru za to karcić gdyż sama przyłapała się na drobnej obserwacji. Na słowa o poradzeniu sobie uśmiechnęła się pod nosem.
    - Prawdę mówiąc ten jad działa identycznie jak w ludzkim świecie, musiałabym stworzyć surowicę, co nie należy do szybkich zabiegów. Chyba, że byłabyś obok, z magią wszystko idzie szybciej – przyznała i uśmiechnęła się pogodnie. Spojrzała jeszcze na Ines, która wcinała zadowolona gorfa i przyglądała się nieznajomej, zaraz przeniosła wzrok na drugą dziewczynkę, miała może z 6 lat. Do niej również się uśmiechnęła.
    - Bez obaw, zaraz… - nie zdążyła nawet dokończyć zdania gdy zaraz w ich towarzystwie znalazła się dorosła kobieta.
    - Czy coś się stało?! – zapytała wyraźnie wystraszona widokiem obcych przy jej dziecku. Meduza zaraz wszystko na spokojnie jej wyjaśniła i zaraz wszystkie usłyszały gorące podziękowania. Kiedy matka z córką oddaliły się Febe spojrzała na elfkę.
    - Z tego całego zamieszania zapomniałabym się przedstawić, Febe jestem, a ten mały szkrab to Ines, ale to pewnie zdążyłaś usłyszeć – zaśmiała się lekko. – Skusisz się może na gofra lub jakaś kawkę? Patrząc na twarz mojego dziecka wnioskuję, że niechętnie się z Tobą pożegna – znowu się zaśmiała. Fakt, że humor Ines wrócił również zachęcał ją do dłuższej konwersacji z kobietą.
    - A jubi Pani kajabiny? – zapytała dziewczynka, uśmiechając się uroczo, z twarzą całą w bitej śmietanie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  10. Ray nawet się nie zaczerwienił, kiedy wytknęła mu brak orientacji w terenie, bo przecież nie było znowu z nim tak źle. On po prostu gubił się, gdy czegoś nie znał. Kiedy już poznał, w każdej chwili mógł się odnaleźć. Zamrugał jednak, kiedy powiedziała o orientacji po samym obejrzeniu mapy.
    - To tak się da? Ja tam wyznaję zasadę koniec języka za przewodnika... gorzej jeśli w pobliżu żadnej żywej duszy nie ma. Ze zwierzętami jeszcze nie umiem gadać - zauważył i raczej wolał w tę stronę nie iść. Czasem lepiej było nie wiedzieć, co te zwierzaki sobie o nich myślały, albo o czym mówiły.
    Poczuł się zagubiony, kiedy zadawała mu te wszystkie pytania dotyczące kierunku swojego szkolenia. No bo skąd niby miał to wiedzieć? Zacisnął lekko wargi i wzruszył ramionami.
    - Wujaszek Yensen odebrał mnie po przyjeździe do Mortiel. Był pierwszą osobą, którą tu poznałem... i musiał znosić bachora z depresją - odchrząknął nieco, drapiąc się po głowie. Nie lubił wracać do tego okresu, zwłaszcza teraz, kiedy powoli stawał na nogi, a demony przeszłości zanikały. Choć nie, to nie było dobre określenie. One wciąż były, działały z tą samą siłą co kiedyś, ale teraz to on był silniejszy i potrafił odeprzeć większość ataków.
    - Tak jest, zapamiętam słowa przestrogi - uśmiechnął się do dziewczyny, zaraz zerkając na Ninath. No dobra, nadszedł czas by się zbłaźnić po raz kolejny. - Do tej pory rozwijałem ogień, bo jakoś z nim najłatwiej mi się pracuje, potrafię latać na miotle, od tak dla zabawy... choć często preferuję ten środek transportu od autobusu czy pociągu. No i teleportacja, ale z nią mam największe problemy - zacisnął mocniej wargi. - Jestem samoukiem... znam też parę przydatnych zaklęć jakimi są zamknięcie drzwi od zewnątrz, tak by ci wewnątrz mogli z nich wyjść i parę innych. Kompletnie nie widzę się w nauce iluzji. Wiem, że to przydatne ale... jakoś nie widzę tego u siebie - przyznał szczerze. - Nie chcę jednak rezygnować z ognia... - dodał zaraz. Jakieś warunki trzeba było postawić, no nie?
    - Więc chyba zdam się na twoją opinię - skrzywił się lekko. No i świetnie oddał pałeczkę, no bo co innego mógł zrobić. Już niemal widział te kurwiki w oczach Ninath i otwierające się usta, by wypowiedzieć to czego się obawiał. Był niemalże przekonany, że zrobi mu na złość, ale nie zamierzał się poddawać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  11. - Nie używam GPSu – obruszył się trochę chłopak, że go się o coś takiego podejrzewa. Co prawda, telefon przy sobie miał, ale należał jeszcze do tego gatunku, który dzięki niemu smsował i dzwonił, czasem zaglądając do Internetu. Nic więcej, a sama usługa GPS wciąż pozostawała mu tajemnicą. Poza tym tyle się nasłuchał o pomyłkach i lądowaniu w czarnej dupie, że wolał go nie próbować.
    - Moim GPSem są lokalni mieszkańcy. Po prostu dopytuję w razie czego – wzruszył ramionami. Tak było mu najłatwiej, a gdy się zgubił to zwykle pojawiała się jakaś przyjazna dusza, która chociaż wskazała mu kierunek do głównej drogi. Tyle mu wystarczyło. Z całkowitą pewnością.
    Niemal odetchnął z ulgą, gdy nie ruszyła tej iluzji i uznała ją jako zbyt trudną magię dla niego. Nie obruszył się z tego powodu, bo doskonale wiedział, że nie dorasta jej do pięt. Z pewnością nie miałby też się co mierzyć z Arią.
    - Szkoły? – spojrzał na nią zaskoczony, jednocześnie chłonąc sczytując wiedzę z jej ust. Aż żałował, że nie ma pamięci, dzięki której mógłby pamiętać wszystko co usłyszał choć raz. Zamierzał nawet wyciągnąć notes i pozwolić sobie zanotować to i owo, ale zrezygnował z pomysłu tak szybko jak się pojawił.
    - Raczej nie skanduję zaklęć. Wystarczy jedna myśl, by coś takiego wytworzyć – w miarę mówienia uformował świecącą i nieco skwierczącą kulkę ognia w dłoni. – Aktualnie pracuję nad kataną… - ostrożnie wyciągnął ją z pochwy, a potem zbliżył ogień do ostrza, pozwalając mu się nim zająć. – Ale zżera od cholery energii – przyznał z lekkim zażenowaniem. Jeszcze nie opanował tej sztuki tak jakby sobie tego życzył.
    Schował katanę i oparł się nieco o półkę z książkami. Skrzywił się odrobinę, bardziej wściekły na siebie niż na kogokolwiek innego. Wystarczyła chwila by oddech mu przyspieszył i był niemalże niezdolny do jakiejkolwiek walki.
    - Na polu bitwy byłbym trupem – stwierdził z niesmakiem. – Ale ciało też szkolę. Codziennie biegam – dodał zaraz. – Powoli i do przodu… za sto lat może uda mi się coś osiągnąć – zaśmiał się trochę, czując że jest beznadziejnym przypadkiem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  12. Febe uśmiechnęła się pogodnie.
    - No, akurat gotowanie wychodzi mi na tyle dobrze, że nawet bym nie chciała używać przy tym magii – przyznała pół żartem, pół serio. Kiwnęła głową, na znak, że rozumie.
    - Nasz może być śmiertelny kiedy dostanie się do krwi. Ines niestety nie jest w stanie kontrolować ile jadu wpuszcza do śliny. Wyrosły jej gruczoły jadowe, bez zębów jadowych i te raczej już nie urosną – wyjaśniła, głaszcząc małą po głowie. – Jak podrośnie będę musiała uczyć ją kontroli, jednak bez zębów może to być trudne – przyznała, z uśmiechem patrząc na brudną twarz dziewczynki. Zdecydowanie nie należała do przewrażliwionych mamusiek, które z byle powodu idą umyć dziecko. Po Ines było to doskonale widać. Zawsze wracała umorusana do domu.
    - No proszę, czyli jednak magia nie jest tak bardzo wszechstronna – podsumowała. Nawet nie zauważyła, aby kobieta czymkolwiek się przechwalała. Jej postura świadczyła o tym, że jest pewna siebie, ale meduza nigdy nie uważała, że taka cecha jest zła. Febe w sumie mało kiedy przypisywała etykietę „dobra” lub „zła” jakimkolwiek cechom charakteru. Również zaśmiała się lekko na jej słowa i ponownie przytaknęła kobiecie. Kiedy Ninath się przedstawiła, Febe chwyciła jej dłoń i uśmiechnęła się szeroko.
    - W takim razie kawa – powiedziała rozbawiona. – Nie wiedziałam, że elfy tyją, zawsze Twoja rasa kojarzyła mi się z idealnymi, smukłymi kobietami – przyznała, uśmiechając się pod nosem.
    Ines zaintrygowana odpowiedzią przerwała nawet jedzenie gofra i zamrugała szybciej oczyma. Normalnie zapytałaby się co to „magii”, ale fakt, że dalej była mowa o broni wybił jej z głowy to pytanie. Uśmiechnęła się pod nosem, a w jej ochach pojawiły się diabelskie iskierki, od razu było widać, że coś kombinuje.
    - A moze po plostu go odwiedimy? Mama mówi, ze ceba szyjaciół zwiedzać – pokiwała główką, jakby na poparcie swojego zdania. Febe zaśmiała się.
    - Odwiedzać jak już – posłała córce znaczące spojrzenie i pogroziła jej palcem. – Ty już tam nic nie kombinuj – zaśmiała się lekko – i tak jestem pełna podziwu, że wujkowi Garrusowi niczego z domu nie wyniosłaś jak u niego byłaś – pokręciła głową i spojrzała na Ninath.
    - Uważaj na nią, potrafi zbałamucić nawet dorosłych – przyznała rozbawiona i już zaraz zamawiała dwie kawy do stolika. Usiadła przy nim, biorąc Ines na kolana.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  13. Ręce mu trochę opadły, kiedy zobaczył te wszystkie tomiszcza. Na dodatek kobieta wspomniała coś o czytaniu jeszcze innej podczas wolnego czasu. I gdzie tu żyć? Nie zamierzał się jej jednak sprzeciwiać, bo sam nie wiedział co dla niego dobre. Wolał zdać się na jej doświadczenie. Potem przyjdzie czas na marudzenie, kiedy już się dowie która droga jest dla niego najlepsza.
    Z fascynacją obserwował zmieniający się sztylet, a to w ogień, a to lód. Nawet gwizdnął z podziwem, bo nie sądził by to było możliwe. Opanowanie kilku żywiołów na raz, ale skoro Ninath twierdziła, że można i na dodatek pokazywała mu to na własnym przykładzie, to znaczyło że jest to do ogarnięcia. Przynajmniej w jakimś stopniu. Książki nagle stały się dla niego czymś w rodzaju obietnicy.
    Nawet nie zauważył, kiedy skinął głową na jej słowa o przeczytaniu dwóch rozdziałów z obu ksiąg. Dwa rozdziały nie zabrzmiały mu nawet tak strasznie, dopóki nie zerknął na język w jakim były napisane. Runy, jego przeklęta zmora. Zamknął na chwilę oczy po czym zerknął na kobietę jakby chcąc się upewnić, że na pewno nie żartowała.
    - A mogę chociaż liczyć na kubek parującej kawy? – zapytał jej zaraz. – Przyda się – mruknął nieco ciszej, bo przecież nie chciał jej tu zasnąć nad książkami. Nie zamierzał się poddawać. O nie. Jeszcze jej pokaże, że coś tam z niego może wyrosnąć. Potrzebował jedynie czasu do oswojenia się z nowościami i rygorem, a może i bata nad sobą. Tak odrobinę.
    - Dziękuję – wyrwało mu się jeszcze, bo naprawdę był jej wdzięczny. Za te słowa, którymi podniosła go na duchu, ale i za to że w ogóle zechciała zająć się jego nauką.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  14. Ray nie odpowiedział, kiedy zapytała o tą całą noc. Nienawidził run, a to przekładało się na jego ich naukę. Niby umiał je czytać ze zrozumieniem, ale musiał na to poświęcić trochę czasu i mimo to notował sobie najważniejsze fragmenty, przekładając na „normalny” język.
    Kiedy więc Ninath zniknęła gdzieś z pomieszczenia, usiadł przy stole otwierając pierwszą księgę i spoglądając niechętnie na te przeklęte znaczki. Znaczki powoli układające się w słowa. Wgłębił się w nie i nawet nie zauważył kiedy kobieta wróciła, choć może było to niegrzeczne. W połowie strony potarł zmęczone oczy. No tak, runy go po prostu nie kochały i ze wzajemnością niestety. Podniósł wzrok znad książki i zerknął na swoje notatki, a potem upił łyk kawy, którą zobaczył gdzieś obok siebie. Dopiero wtedy zwrócił uwagę na Ninath.
    - Nie trzeba – zreflektował się, bo przecież nie chciał by kobieta się przez niego zamęczyła. Musiała mieć już swoje lata na karku, więc tym bardziej powinna dbać o zdrowy sen. Osiem godzin minimum. – Poradzę sobie z nimi – dodał zaraz jeszcze przez moment na nią patrząc, zanim wrócił do książki. No bo przecież im szybciej to zrobi, tym szybciej je pokona… bo o kochaniu mowy tu nie było. Nie sądził by kiedykolwiek polubił się z runami, ale przecież całe życie jeszcze przed nim. Kto wie, co się może w nim zmienić?
    Powoli i mozolnie dotrwał do piątej strony rozdziału, po czym ziewnął nieco. Jasna cholera by to wzięła. Dlaczego to wszystko musiało być takie nudne? Zdecydowanie wolałby usłyszeć wykład trwający nawet i cały tydzień, niż czytać to cholerstwo. Może dlatego, że miał wielkie braki? W końcu nauczył się dobrze czytać dopiero pod okiem Yensensa. Dopiero wtedy docenił to czym były książki. Potem oczywiście poszerzał wiedzę i uczył się czytać run i innych języków, ale wciąż miał w tym braki. Nawet czytanie w jego własnym języku wychodziło mu dość powoli.
    Upił łyk kawy i przez moment zastanawiał się nad rzuceniem na siebie zaklęcia, dzięki któremu przebrnąłby przez to szybciej. Uznał jednak, że to nie wchodzi w grę, bo przecież za dużo to on wówczas nie zrozumie, a drugi raz czytać nie chciał. Niechętnie więc wrócił do księgi, kończąc pierwszy rozdział godzinę później.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  15. Ray drgnął na dźwięk jej głosu. Naprawdę wolał przerobić to sam i dopiero potem zadawać pytania. Przez chwilę popatrzył na swoje notatki, a potem wzruszył lekko ramionami.
    - Wolałbym to przeczytać sam, zrozumieć i dopiero wtedy pytać - przyznał szczerze, będąc już po pierwszym rozdziale. Nie chciał się usprawiedliwiać i mówić, że przecież dopiero co nauczył się czytać, ale nie chciał również jej ignorować. Poczuł się nieco rozdarty. Upił więc jeszcze swojej kawy, a potem podszedł do niej ze swoimi notatkami.
    - Wydaje mi sie, że zrozumiałem tekst, ale nie bardzo wiem o co chodzi w tym fragmencie - przyznał szczerze, pokazując jej o co chodzi. Uznał, że taki przerywnik od czytania dobrze mu zrobi, a przecież była chętna do pomocy. Trochę się tylko bał, że weźmie go za skończonego idiotę. To mogło się przecież zdarzyć, a on na prawdę wolał wszystko robić po swojemu. Ech, coś czuł że trochę się nie zrozumieją i dopiero będzie problem.
    - Uhm Ninath, przepraszam - rzucił zaraz zagryzając nieco wargi. Niby Yensen mu mówił, że ma się nie wstydzić swojej niewiedzy bo zaczyna dość późno, ale mimo to gdzieś tam w duchu czuł, że jest jakiś niedorozwinięty. - Ja... chyba lepiej jak nie będziesz mnie uczyła - wymamrotał. - Tylko się zamęczysz... a ja jestem tylko głupim głąbem. Wiem, że runy to podstawa... i naprawdę się ich uczę, ale trudno jest. Dopiero niedawno nauczyłem się czytać - przyznał cicho, wykładając kawę na ladę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  16. - Oh nie, nie – pokręciła zaraz głową. – Chętnie wysłucham Twoich porad i przyjmę pomoc, nie jestem alfom i omegą, niestety – zaśmiała się. – Twoja wskazówka jest bardzo dobra i w sumie chciałam iść w tym kierunku, ale… Naucz pięciolatkę kontrolować gruczoły jadowe, kiedy ona nawet swoich słów dobrze nie kontroluje – uśmiechnęła się zadziornie.
    - Archeolog? No proszę, tego bym się nie spodziewała – przyznała z wyraźnym zainteresowaniem w oczach. – Podróżujesz czy raczej pracujesz na miejscu? – zapytała dla pociągnięcia tematu. Słysząc wykład uśmiechnęła się, nie należała do najmłodszych, ale każde nowe doświadczenia przyjmowała z fascynacją równej kobietą w jej fizycznym wieku.
    - Nie zastanawiałaś się może nad jakimś głoszeniem wykładów czy innego rodzaju oświetlania ciemnych umysłów? Masz wiedzę w ciekawym dla naszego świata temacie, jestem pewna, że znalazłabyś sporo słuchaczy – przyznała z uśmiechem. No, przeciwników też by pewnie znalazła dużo. Meduza zaśmiała się i pokręciła palcem dookoła.
    - Rozejrzyj się, porównując ludzki świat to nasz góruje w opływowych, wręcz idealnych sylwetkach. Naprawdę nie często spotykam typowo spasione istoty. Chyba, że na targu, tam zawsze sprzedawczynie mają czym oddychać i jest co do kochania – zauważyła, jednak nie mówiła tego prześmiewczo, po prostu z pogodnym uśmiechem na ustach.
    - Tutaj ciężko uznać tycie za coś normalnego – dodała.
    Ines słysząc propozycję skwasiła się nieco.
    - Mamoo… mogłas ne mówic, jus prawie ją psekabaciłam – powiedziała wyraźnie zawiedziona, zaraz jednak uśmiechnęła się pod nosem.
    - A Ty to umies w gole stselać? – zapytała z niedowierzeniem w oczach.
    - Ines… - matka rzuciła dziewczynce porozumiewawcze spojrzenie, mała zaraz zmieniła wyraz twarzy.
    - Pseprasam, casem mnie nosi, ja tak bardzo lubie stselać – poprawiła się zaraz, po czym spojrzała na mamę niewinnym wzrokiem, cała brudna od bitej śmietany. Meduza starła jej z twarzy resztki jedzenia i pogroziła palcem.
    - Mówiłam Ci, nie bądź taka nachalna – pouczyła ją, na co dziewczynka przytaknęła i raz jeszcze przeprosiła. Febe zerknęła na Ninath.
    - Pracujesz w Gildii? – zaciekawiła się zaraz, słysząc jej wcześniejszą wypowiedź. Rzecz jasna w głowie od razu pojawił jej się Yensen, przez co uśmiechnęła się trochę inaczej niż zwykle. Nawet lekko odpłynęła, jednak Ines poprosiła o pozwolenie na zabawę z innymi dziećmi, co sprowadziło ją z powrotem na ziemię. Puściła córkę i spojrzała przepraszająco na znajomą.
    - Przepraszam, możesz powtórzyć? Odleciałam gdzieś w krainę fantazji – przyznała z zakłopotanym uśmiechem na twarzy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdyby chciała się kiedykolwiek gdziekolwiek przeprowadzić to prawdopodobnie tutaj. Elfea co prawda nie przypominała jej rodzinnej Szkocji, ale nadal ją urzekła. Brak tłumów i tej całej technologii której nie rozumiała, był dla niej główną zaletą. Jednak samą okolicę obserwowało się z przyjemnością. Willow zacisnęła mocniej palce na pasku torby. Może, jeżeli to się nie uda, jeżeli nic się nie uda, jeżeli nie znajdzie sposobu, to może tutaj mogliby…
    Mogliby?
    Willow zaczerwieniła się, gdy tylko sobie uświadomiła jakie to pomysły przychodzą jej do głowy. Zganiła się w myślach. Jeszcze czego, porzucać kilku-wieczną tradycję dla… no właśnie. Dla czego?
    To nie było dobre miejsce na zastanawianie się nad tym. W ogóle się nie ma nad czym zastanawiać. Otworzy to przeklęte pudełko, odnowi kontrakt. Będzie kontynuować swój klan, taka w końcu została przydzielona jej rola. Przynajmniej byt wydawał się być tym wszystkim podekscytowany. Dziwne, że jego radosne oczekiwanie się jej nie udzielało.
    Z Ninath Caemfhaer skontaktowała się poprzednio listownie, przedstawiając sytuację dość mgliście. Wiedziała, że będzie musiała w końcu wytłumaczyć ją szczegółowo, nawet dostała pozwolenie na szukanie pomocy z zewnątrz, jednak nadal nie czuła się komfortowo, że podzieli się tymi informacjami z kimś obcym. Jednak potrzebowała pomocy, kogoś kto zna się na magii lepiej od niej. Wszyscy kierowali ją tutaj.
    Przez Elfeę wędrowała dość długo, zwyczajnie zwiedzając i może tylko trochę odkładając nieuniknione. Wczesnym jeszcze popołudniem zawitała pod imponującym domem pani Caemfhaer. Wchodząc po schodach czuła się trochę jak w baśni. Miała tylko nadzieję, że jej koniec będzie szczęśliwszy, niż większości bohaterów.
    Zanim zdążyła się rozmyślić zastukała do drzwi, powtarzając sobie co i jak ma powiedzieć, wytłumaczyć. Jeszcze nigdy tego nie robiła, więc chciała wyłożyć wszystko jak najbardziej klarownie. Nieporozumienia były potwornie męczące.
    - Pani Caemfhaer? - Willow zapytała od razu, gdy rudowłosa elfka otworzyła drzwi. Nekromantka ćwiczyła wymowę jej nazwiska przed przyjściem, miała tylko nadzieję, że zaakcentowała odpowiednią sylabę. - Nazywam się Willow MacDougall. Pisałam do pani w sprawie… pieczęci. - W swoim liście zawarła informację głównie o tym, że ma zapieczętowane pudełko, którego nie może otworzyć. Sprawa była trochę bardziej skomplikowana, ale wolała o niej opowiedzieć, niż pisać.

    Willow
    [sobie uświadomiłam, że Willow by nigdy w życiu tak po prostu do kogoś nie polazła bez uprzedzenia, więc mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci kontakt listowny? :> ]

    OdpowiedzUsuń
  18. Ray słuchał jej uważnie, bo lubił opowieści o starych dziejach. Aż go kusiło by zapytać ją o jej historię, ale powstrzymał swą ciekawość. Przynajmniej teraz. Nie chciał wyjść na nachalnego malolata, za którego za pewne już uchodził.
    - Czemu ta pogoń za wolnością jest taka ważna? – zainteresował się. Był młody, ale wiedział jak to być więzionym i jak trudno się z tych więzów uwolnić. Fizycznych ale i psychicznych. Sam potrzebował wiele czasu, by oswoić się z nadmiarem wolnego czasu. Z myślą, że może sam podejmować decyzje i nie musi pytać nikogo o zgodę… a mimo to nie rozumiał tej całej idei wolności.
    - Nikt nie jest wolny – zauważył spokojnie, patrząc jej prosto w oczy i siadając nieco wygodniej na fotelu. – Przecież ograniczamy samych siebie, nakładamy na siebie kajdany… i izolujemy się tu w Mortiel, zamiast spokojnie żyć na całym świecie. Wiem, że tam też jest wiele nadprzyrodzonych… ale mimo wszystko oni nie są wolni – mruknął. – Ukrywają się lub walczą… tak samo jak my tutaj – postukał palcami o podpórkę dla ramienia. – No i te wszystkie zasady… czym tak naprawdę jest wolność? Jak ją znaleźć? Jak rozpoznać? – zasypał ją pytaniami, a potem zagryzł wargi zastanawiając się nad tym przez dłuższą chwilę.
    Czy czuł się wolny? W pewnym sensie tak, ale jednak nie do końca. Gdzieś w podświadomości widniała ta delikatna nutka niepewności. Nie był przekonany co do tego uczucia i nie wiedział nawet czy je lubi.
    - Ja chyba nie nadaję się do wolności – rzucił zaraz. Nie mówił tego w złej wierze. Co to, to nie. On po prostu wolał mieć na sobie więzy, które w jakiś sposób kierowały jego życiem. Tak było zdecydowanie łatwiej, bo przecież zawsze mógł na nie zwalić całą winę za porażkę.
    - A ty? Czujesz się wolna? – zainteresował się. – Lubisz tę całą wolność?
    Ray

    OdpowiedzUsuń
  19. Akira nie miał tego wieczoru zbyt wielu klientów. Jego bar w Eflei, gdzie ostatnio najbardziej lubił przebywać, był klasykiem wśród lokali i - na bogów - nie narzekał na to. Wszyscy wiedzieli, że smok zawsze poda dobrą szwedzką lub whisky, ma też asahi i lokalne wyroby, pożartuje, pośmieje się, a piękne panie obdarzy ujmującym uśmiechem i komplementem, który sprawi, że zmiękną im nogi i ni stąd, ni zowąd zaczną się lepić do jego baru jak muchy do lepu. Akurat kończył właśnie otwierać karton z Single Malt blended rocznik 2001, kiedy usłyszał głos i kroki jakiejś czarującej, młodej damy. Uśmiechnął się szeroko, dostrzegając rude kosmyki miękkich włosów, ciemne, magiczne oczy i zgrabną sylwetkę dobrze podkreśloną przez trawiastą zieleń sukni. Była naprawdę wdzięczna.
    -Dzień dobry, madame~~-uśmiechnął się, poprawiając swe nieodłączne okulary; słabostkę, której mimo orlego wręcz wzroku nie mógł się pozbyć. Coś czuł, że trafiła mu się naprawdę wspaniała klientka. -Zielona Wdowa dla pięknej damy w pięknej sukience, eh? Proszę chwilkę poczekać, zaraz podam.
    Zapisał dokładnie nazwę drinka, po czym oddalił się w kierunku półek z alkoholami i narzędziami dobrego barmana. Musiał przygotować prawdziwy majstersztyk.
    -Z lodem czy bez lodu?

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  20. -Profesjonalista kieruje się nie tylko doświadczeniem, ale i intuicją. A ja przeczuwam, że kobieta tak podobna do pięknego, gorącego ognia jak pani stopiłaby wszystkie lody-uśmiechnął się Akira, zabierając się za wycieranie blatu. Wprawdzie lśnił on tak, że można byłoby z niego jeść, ale dostrzegł lekkie rysy i plamę na nieskazitelnym ideale, a to było nie do pomyślenia! Cóż mogłoby przyjść do głowy tej bogini seksu, gdyby - o zgrozo! - zauważyła chociaż jedną skazę na tym błyszczącym ideale? Jej zdanie na temat fachowości blondyna mogłoby gwałtownie spaść w dół, a tego nie chciał. Zdecydowanie nie. Dlatego przetarł dokładnie, szczegółowo swój najświętszy blat, a po zakończonej czynności odłożył gdzieś na bok szmatę i wrócił do kobiety. Poprawił trochę okulary. Domyślał się, że chciałaby ujrzeć jego oczy, jak każda zresztą klientka baru, ale nie będzie jej przecież, u diabła, ułatwiał!
    -Pozwoli pani, że się przedstawię. Akira Englund, Szwed z urodzenia, Japończyk z zamieszkania, barman z natury, urodzony z drinkiem w dłoni-zażartował, puszczając do nieznajomej oczko. -Czy będzie mi dane poznać imię tak fascynującej klientki jak pani, mia bella?
    Akurat ten moment, na nieszczęście, wybrał sobie Terayuki, by przybyć do baru z kartonami pełnymi zamówionego alkoholu. Dosłyszawszy koniec rozmowy, zbliżył się do Akiry i jego rozmówczyni, po czym postawił karton na podłodze. Niestety, chwilę później niefortunnie kopnął go, sprawiając, że Akira złapał się ze zgrozą za serce.
    -Ty cholerny barbarzyńco!-wrzasnął.-Jak śmiesz tak traktować ten szlachetny trunek?!
    -Odezwał się arbiter elegancji - mruknął Terayuki, jednak ukłonił się przed kartonem, najwyraźniej kierowany doświadczeniem, i postawił go na blacie. Następnie odsunął się tak, by nie być w zasięgu pięści Akiry i jednocześnie nie stracić nic z rozmowy.
    -Droga pani, prezentuję pani nie bez przyjemności Single Malt blended, prosto z Irlandii. Jest to rzadki rocznik, prawdziwa Pieta barizmu. Zechciałaby pani jej spróbować?-spytał blondyn z uśmiechem. Uśmiech ten zmienił się jednak w ciągu chwili z ciepłego i pogodnego na mrożący krew w żyłach, gdy skierował głowę ku Terayukiemu i warknął:-Ja ci dam kopać taką Pietę, ty przeklęty renegacie! Odszczepieńcze od mojej krwi! Hańba ci!
    Terayuki schylił głowę w pokorze, zakłopotany. Wyraźnie nie spodziewał się tak surowego upomnienia, i to jeszcze w obecności kobiety!

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  21. Akira roześmiał się cicho. Tak samo zareagował Terayuki, słysząc słowa kobiety. "Czy chce mnie pan uwieść?" Cóż za urocza i śmiała dziewczyna! Już ją lubił! Podszedł do kobiety jeszcze bliżej, o wiele bliżej niż wypadało podchodzić do klientki (na tyle, na ile pozwalał dzielący ich blat, oczywiście) i uniósł dłoń Ninath do ust w szarmanckim, delikatnym niczym tchnienie mgły pocałunku. -Uwieść to takie nieeleganckie słowo, Ninath-chan-zaśmiał się figlarnie.-Myślałem raczej o wspólnym poszukiwaniu straconego czasu, jak u Prousta.
    To mówiąc, puścił oko do przepięknej elfki. Czyli to elfka, magini z wyboru, a do tego czarująca i wygadana? Specjalnie powiódł spojrzeniem po rowku między jej pięknymi, kształtnymi piersiami, przyjrzał się twarzy, spojrzał głęboko w piękne, ocienione długimi rzęsami oczy, a następnie ześlizgnął się wzrokiem trochę niżej.
    Naprawdę, Ninath była warta grzechu i warta gry va banque.
    -Niczego nie wyolbrzymiam-uśmiechnął się.-A co do sztuki koneserskiej i picia alkoholu...
    Wyszedł zza baru, po czym skinął na Terayukiego. Pojętny uczeń pojął aluzję i natychmiast się ulotnił z pomieszczenia, chociaż Englund przysiągłby, że będzie podsłuchiwać pod drzwiami. Zerknął na jej szklankę.
    -Najważniejszą zasadą w koneserstwie jest zasada carpe diem, chwytania dnia-wyjaśnił, pochylając się w jej stronę i posyłając kobiecie podczas napełniania jej szklanki znakomitym alkoholem jedno z tych swoich wypróbowanych spojrzeń, które rzadko kiedy go zawodziły. Przez chwilę milczał, skupiał się bowiem na tym, by alkohol znalazł się w szklance w odpowiedniej proporcji. Kiedy już to nastąpiło, nalał jednego z trunków stojących na ścianie, co sprawiło, że cały napój przybrał kolor czerwony. Dłonie Akiry i Ninath złączyły się na bardzo krótki moment, na dosłownie minutę, ale jednak...
    Tajemnicza chemia, magnetyzm działały. I było to czuć.
    -Chwytać dzień oznacza cieszyć się każdą chwilą, Ninath-chan, a skoro już mieliśmy zaszczyt się spotkać i zdecydowało o tym przeznaczenie...-zawiesił głos.-To co powiesz na to, byśmy cieszyli się nim wspólnie?
    W tle zabrzmiała jakaś romantyczna, cicha melodia, mająca budować nastrój.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  22. Febe uśmiechnęła się pogodnie.
    - Magom może i tak, ale nie mojej pięciolatce. Jej brat, owszem, ale Ines jest za bardzo roztrzepana, próbowałam nawet sztuczek w formie zabawy, ale ona jest w stanie na dłużej skupić się jedynie na broni palnej czy rozkładaniu swoich pluszako-min – przyznała z rozbawieniem w głosie.
    - Mimo wszystko z pomocy chętnie skorzystam – dodała nie zmieniając mimiki twarzy. Zaraz wysłuchała tego co elfka ma do powiedzenia i kiwnęła głową.
    - Rzeczywiście sporo na głowie, no, ale skoro masz uczniów to Twoja wiedza zdecydowanie nie pójdzie w las, a to już dużo dobrego – zauważyła.
    - Widzisz, ja przed narodzinami Ines też sporo podróżowałam, ale trzymałam się bardzo na uboczu, więc mimo sporej liczby lat na kącie nie jestem tak dobrze obeznana w świecie. Ach, mniejsza z tymi otyłymi, byli, są i będą, zarówno u nas jak i u ludzi. Zawsze jakaś różnorodność – zaśmiała się i puściła koleżance oko. Na wspomnienie o ciekawości przytaknęła głową.
    - Ciekawość owszem, niestety Ines ma w zwyczaju być nieco bezczelna w swoich wypowiedziach, a tego akceptować nie będę. Kiedyś trafi kosa na kamień i osobiście wolałabym, abym to ja okazała się tym kamieniem. Chociaż znając życie będzie inaczej – machnęła ręką i spojrzała na córkę, która pognała do największej grupy dzieci na placu zabaw, oczywiście zaraz w tej grupie „przejęła władzę” i nawet żadne dziecko nie wyglądało na niezadowolone z takiego obrotu sprawy. Febe uśmiechnęła się pod nosem. Słysząc wypowiedz znajomej wróciła do niej wzrokiem.
    - Rozumiem, każdy ma swoje priorytety – zauważyła i zaśmiała się zaraz delikatnie, machnęła dłonią.
    - Och to nie tak, nie nudzisz mnie, po prostu mam… znam kogoś kto tam pracuje. Yensen, pewnie kojarzysz, znaczy… chyba, rzuca się dość w oczy… moim zdaniem… - zacięła się i zaśmiała zaraz, kręcąc przy tym głową.
    - Wybacz, czasami gubię się w własnych myślach i słowach – wytłumaczyła szybko. Oczywiście prawda była nieco inna, ale meduza nie chciała przyznawać się nowo poznanej istocie, że to przez ochotnika miewa mętlik w głowie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie mogła się powstrzymać przed rozglądaniem się podczas podróży przez ten niesamowity dom. Coeffin się nie umywał do tego, już nie wspominając o jej kwaterze w Gildii, w której już jej brakowało ścian na notatki. Nie miała jednak wiele czasu na podziwianie, jako że Caemfhaer od razu przeszła do rzeczy.
    - Zostało zapieczętowane zimą, w 1349 - odpowiedziała, nie zastanawiając się długo. Ten rok był przełomowy w historii jej klanu. Nawet osoby nie mające dostępu do szkatułki musiały go znać. - To… nekromancka pieczęć. Do jej złamania potrzeba dwóch członków mojego klanu, a także demona za którego pomocą zostało zamknięte. - Zamilkła na chwilę, nieszczególnie lubiąc o tym rozmawiać. - Tu pojawiają się pierwsze problemy. Jestem ostatnim członkiem mojego klanu, a demon jest obecnie… niedostępny. - Gdzieś w innym wymiarze pewien byt został rozbawiony tym doborem słów. - Nie mam czasu, aby rozwiązać oba te problemy. - Po raz kolejny zamilkła, tym razem z wrażenia, które wywarła na niej przepiękna biblioteka elfki. W miejscu można by spędzać upojne godziny nad książkami, popijając herbatę, nie przejmując się światem zewnętrznym. Willow jednak szybko wróciła do rzeczywistości, odchrząkując lekko.
    Wyjęła drewniane pudełko na najbliższy stolik. Rzuciła na na nie zaklęcie, które sprawiało, że wyglądało jak złożona szachownica, jako że ten kształt najlepiej pasował. Magia iluzji jednak nie była jej działką, więc gdyby ktoś wziął pudełko do ręki szybko by się domyślił, że to jedynie zaklęcie.
    - Chociaż członek klanu, to zbyt ogólne określenie, bo niemal każdy mag mógłby nim zostać. Tu chodzi o DNA. Potrzeba być przodkiem osoby, która oryginalnie je zapieczętowała. - Zdjęła zaklęcie, ukazując szkatułkę wykonaną z jasnego drewna, na której wieku został wypalony skomplikowany magiczny krąg. Nie było w żaden sposób zniszczone, jakby zostało dopiero co wykonane. - A ja nie mam w tym momencie ani ochoty, ani czasu by zachodzić w ciążę - dodała, krzywiąc się lekko. - Myślałam nad stworzeniem homunculi, który dzieliłby ze mną DNA, ale to też może potrwać zbyt długo. - Westchnęła ciężko, zaciskając palce na mostku nosa. Cała ta nauka, a nie potrafi otworzyć głupiego pudełka. - Sposoby które do tej pory znalazłam zagrażają zawartości, a nie mogę pozwolić by została naruszona - dodała, jej głos był trochę zabarwiony zmęczeniem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  24. -Ah, ma amour...-"r" starał się wymówić jak najbardziej francusko, tak by całkowicie uwieść piękną Altmerkę. Dlaczego kobiety tak szalały za Francuzami i Francją? Nigdy tego nie pojmował. Z drugiej strony zimni, małomówni, skupieni na pracy Szwedzi nie byli tak uwodzicielscy jak czarujący paryżanie czy lyończycy szepczący magiczne słówka do uszka swoim partnerkom. Znów dotknął dłoni Ninath, tym razem wręczając jej przepiękną, białą różę znalezioną w sumie Bóg jeden wie gdzie (czytaj: w osamotnionym wazonie na zapleczu). Po chwili kontynuował, nachylając się uwodzicielsko do uszka elfki:
    -Ah, ma amour, czy nie lepiej posłuchać czasem serca? Zaufać sercu? Przecież wiesz...bez zaufania nie ma miłości...
    I właśnie w tej chwili w tle rozległa się wspaniała solówka skrzypiec, wiolonczeli i kontrabasów, zwiastująca początek znakomitego "Tanga Roxanne". Po krótkiej chwili rozległ się też wyjątkowo dźwięczny i młody solista, który jednak na pewno nie był Evanem MacGregorem.
    -Roooooooooxanne...you don't put on this red light!-zanucił zmysłowo Akira i ukłonił się nisko przed Ninath, po czym wyciągnął do niej dłoń w zapraszającym geście. Do grających już na całego skrzypiec przyłączyła się właśnie piękna altówka, goście zaczynali tańczyć.
    -Roxanne, why does my heart cry? Roxanne! The feelings what I can fight...Oh Roxanne...-śpiewał z uśmiechem Akira, poprawiając swoje okulary i czekając na to, aż Ninath zgodzi się z nim zatańczyć.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  25. Namiętne tango przepełnione emocjami to było coś, co Akirze niezwykle się spodobało. Wirował z dziewczyną, raz prowadził, raz ulegał jej delikatnym dłoniom, a gdy go pocałowała, na chwilę popadł w stupor. Czegoś takiego się nie spodziewał, choć niby domyślał się, dokąd to wszystko zmierza. O Boże, dokąd my idziemy?
    Stanął nieruchomy, osłupiały, i pozwolił wyjść Ninath. Piosenka się zmieniła, rozległy się teraz słodkie takty fortepianu. Chwilę później piosenkarz zawiadomił:
    Aisaretai demo aisou to shinai, sono kurikaeshi no naka wo samayotte...
    To kazało Akirze się otrząsnąć z zamyślenia. Wyszedł pospiesznie na zewnątrz, żeby zapalić. Zaczął szukać w kieszeni papierosów. Niestety, nie znalazł ich, jednak los w zamiar zaoferował mu coś lepszego: Ninath i napadających ją opryszków. W sumie dawno już nie ćwiczył swoich mocy!
    Ponieważ drzwi od baru nie były zamknięte, a lekko uchylone, z głębi baru dobiegały przyspieszone riffy gitary, bębnów i namiętny głos solisty:
    Sen no yoru wo koete anata ni tsutaetai,
    Tsutaenakya naranai koto ga aru!
    Aisaretai demo aisou to shinai,
    Sono kurikaeshi no naka wo samayotte,
    Boku ga mitsuketa kotae wa hitotsu kowakutatte kizutsuitatte
    Suki na hito ni wa sukitte tsutaerunda.

    Akira roześmiał się. Oprychowie, których liczba zdążyła się zwiększyć w postępie geometrycznym, spojrzeli w tamtą stronę...i zbledli. O ile bowiem pojawienie się Ninath mieściło się w ich planie i było w pełni przewidziane, o tyle fajczący się wspaniałym wachlarzem złotych ogników facet w fioletowych okularach, rozpiętej koszuli i rewolucji w spodniach zdecydowanie przekroczył ramy wspomnianego planu.
    Odpalił papierosa. Popiół pofrunął w stronę dwóch przeciwników, unieszkodliwiając ich na miejscu. Dwaj inni rzucili się z krzykiem na Ninath; nie atakował ich, chcąc pozwolić, by Altmerka miała też coś z tej zabawy. Sam zaszarżował z nożem rozżarzonym przez swoje moce do białości, wydając z siebie wściekłe warknięcie. Cóż, smocza krew miała swoje prawa. Podskoczył, wykonał półobrót - solista w tle, jakby w innej bajce, zapewniał: Kimochi wo kotoba ni suru no wa kowai yo demo, suki na hito ni wa sukitte tsutaerunda - i zabił ostatniego z nich. A kiedy już to zrobił, ukląkł na jedno kolano przed Ninath, wciąż nie przestając płonąć. Zsunął nawet okulary i utkwił spojrzenie w jej twarzy, uśmiechając się szeroko. W tle dopalał się wrzeszczący wniebogłosy typek.
    -Nim minie tysiąc nocy, pragnę powiedzieć ci...Muszę dać ci znać-zaśpiewał.-"Chcę, byś pokochała mnie, lecz nie wiem, czy chcesz mi to dać". Błąkam się wciąż, szepcząc sobie w snach; to jedyne wyjście, nawet jeśli boję się, że zostanie po tobie tylko mgła.

    Akira Englund
    (Moje własne tłumaczenie "Sen no Yoru wo Koete" Aqua Timez)

    OdpowiedzUsuń
  26. Odtrącenie ręki elfki byłoby nieuprzejme, jednak nie mogła powstrzymać odruchowego kroku w tył, jakby chciała uciec spod jej dłoni. Chyba nigdy nie będzie normalna, gdy przychodziło do dotyku. Nawet takiego niewielkiego. Rozpoznała, że chodziło o jakiegoś typu wsparcie mentalne, jednak dla niej to po prostu była obca dłoń na jej ramieniu. Coś nie do zniesienia.
    Kiedy Caemfhaer zaczęła szukać odpowiedniej książki, spojrzenie Willow powędrowało na inne półki. Niektóre tytuły rozpoznawała, niektórych nigdy na oczy nie widziała i musiała się wręcz powstrzymywać, aby po nie nie sięgnąć.
    Uniosła brew, słysząc słowa elfki.
    - To czarna magia, nie jest normalną magią? - zapytała, troszkę zaczepnie.
    Osobiście nie lubiła tego podziału, jakby na “dobro” i “zło”. Dało się wyrządzić wiele dobrego “czarną” magią, a także wiele złego “białą”. To wszystko zależało od osoby, która ich używała. Dzielenie tego na tego typu kolory jedynie konfundowało innych. Nie raz się spotkała z tym, że ktoś nie chciał jej zatrudnić ze względu na to jaką magią się parała, uznając, że jest ona z gruntu “zła”.
    Skinęła głową na pytanie o przywoływanie demonów, jednak poczuła się zobligowana, aby wytłumaczyć po części sytuację w jakiej się znajduje. Normalnie, mogłaby przyzwać demona o dość wysokiej “randze”, rozkazać mu, aby dał swojej krwi, po czym go odesłać. Taka drobna rzecz nie potrzebowała kontraktu. To nie była jednak normalna sytuacja. Taki demon potrafił mówić, potrafił kusić, potrafił męczyć słowami. Dlatego nekormanci starali się odsuwać jak najdalej od innych, by nie dawać demonom pożywki. Coś o czym Willow zaczynała zapominać.
    - Potrafię, tylko obawiam się, że będziemy musiały mu ją zabrać siłą - westchnęła, obejmując się ramionami. - Reszta mojego klanu… nie zmarła naturalnie, ani spokojnie. To trochę… - Odchrząknęła cicho. - To trochę się na mnie odbiło. Wolałabym przyzwać demona o prostym umyśle, który zna jedynie komendy do walki. Chciałabym uniknąć rozmowy. - Dreszcz ją przeszedł na wspomnienie co się stało ostatnio, gdy musiała utrzymać w ryzach umęczoną duszę.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  27. -Ależ już mi podziękowałaś, Ninath. Swoim wspaniałym śpiewem-uśmiechnął się Akira, podchodząc bliżej. Jego szare, ciepłe oczy, przypominające w tej chwili morskie fale, spotkały się z pięknymi tęczówkami Altmerki, które kolorem żywo przywodziły na myśl melancholijne szwedzkie lasy lub niemniej szlachetny, świeżo wypolerowany jadeit. Tak, ta kobieta miała nie tylko piękny głos, styl i grację, ale też wspaniałą osobowość godną studiów. Wypiłby ją z rozkoszą niczym szklaneczkę najszlachetniejszego wina, gdyby tylko - oczywiście - Ninath była do wypicia. Była jak święty Graal, którego od wieków poszukiwali naukowcy; trudno było określić jej cenę, a niewielu potrafiło w pełni ocenić rzeczywistą wartość przymiotów pięknej elfki.
    Akira jednak bardzo chciał napić się z tego kielicha, dlatego już w głowie układał nikłe niczym nici pierwszej jesiennej pajęczyny plany na temat "jak podejść do Ninath". Wszystkie skupiały się wokół jednego: zdobyć jej numer, utrzymać kontakt. Pokręcił głową z podziwem. Tak, to wszystko - aranżacja, gry świateł, ich sylwetki, nawet muzyka dobiegająca z baru, która właśnie zmieniła się na jakiś inny, szybszy kawałek - razem tworzyło scenę wprost z filmu. A on uwielbiał filmy i prawdą było, że raz nawet wzruszył się na takiej jednej komedii romantycznej, której akcja działa się we Francji, a przepiękna dama z perłami wyznawała w poruszający sposób swoje uczucia...WRRRRRRRRÓĆ! Musiał zejść na ziemię!
    -Czy pozwoli pani, bym zaofiarował jej swój numer, piękna księżniczko elfów?-spytał z czarującym uśmiechem, podchodząc bliżej. W prawej dłoni trzymał wyciągnięty chwilę temu z kieszeni telefon, który cudem chyba ocalał w tym całym pożarze, a jego oczy wyrażały nadzieję na to, że Ninath zechce się zgodzić na jakże skromną propozycję.
    -Poza tym z przyjemnością widzę, że mamy podobny gust. Uwielbiam Muse-przyznał, śmiejąc się cicho.

    Akira

    OdpowiedzUsuń
  28. Ray pokręcił przecząco głową. Nie o to mu chodziło. Chyba nawet nie chciał wybijać wszystkich ludzi. Mimo iż ich nienawidził to nie chciał ich wybijać. Wolał by cierpieli, tak samo jak i on cierpiał swego czasu. Tak, był okrutny i straszny z niego egoista wychodził, ale nie potrafił nic na to poradzić. Tak czuł i choć nawet się starał to nie zawsze udawało mu się coś na to poradzić.
    - Bo nie umiem być wolny… - odparł szczerze. – Lubię mieć sztywno wyznaczone zadania…nie lubię decydować. Nie umiem chyba – zagryzł mocniej wargi, nie patrząc na nią. – Nie umiem, ale uczę się tego – przyznał zaraz nieco ciszej. – I chyba też nie lubię… zwykle staram się jej unikać – wymamrotał szczerze. – Unikać jak ognia – zażartował cicho. – Bo boję się, że ona zaraz się skończy. Skończy i wrócę za… - ugryzł się w język, bo przecież nawet jej jeszcze za dużo o sobie nie opowiadał. Nie chciał się teraz uzewnętrzniać. – Po prostu się skończy – mruknął tylko.
    - Piękna jest ta jej idea… ale jakoś lata mi koło nosa – przyznał szczerze, biorąc od niej księgę. – Okay, to zabieram się za drugi rozdział zdecydował. Sam… - dodał zaraz, bo choć doceniał te jej wykłady to był też wzrokowcem. Więcej zapamiętywał czytając i robiąc sobie notatki, niż jedynie słuchając. Zaparzył sobie drugi kubek kawy.
    Przysiadł nad nią i nieco mozolnie zaczął czytać, przewracając kartkę za kartką i notując. Drugi rozdział czytało mu się odrobinę lepiej. Miał wrażenie, że albo przyzwyczaja się do run, albo był on napisany łatwiejszym językiem. W końcu jednak trafił na trudny fragment i omal nie wylał na siebie kawy. Zrezygnował w jego połowie i znów wrócił do Ninath.
    - Nie mogę tego rozszyfrować. Pierwszy raz widzę takie znaki – przyznał szczerze. W Gildii korzystał z wielu podręczników, ale nigdy nie miał nauczyciela, więc mógł jedynie próbować porządnie się nauczyć magii. Teraz już widział, że to nie był najlepszy jego pomysł. Miał spore braki w podstawowej edukacji. I tu nie chodziło tylko o magię. Poczuł się jak pierwszy lepszy prostak.
    - A potem jeszcze ten fragment – pokazał następny. – I jeszcze nie bardzo potrafię rozszyfrować tę rycinę – wskazał na rysunek tuż obok tekstu. – Ech… wiem beznadziejny ze mnie przypadek – burknął niezadowolony.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  29. (cz. I)
    Bar był jeszcze pusty, Ninath była więc pierwszą klientką. Kiedy usłyszał jej głos, omal nie upuścił szklanki tak, jak tamten idiota w wieczór, kiedy się poznali - na szczęście tym razem spowodowane to było najwyższą radością. Tak, cieszył się, że przyszła i tak, miał na to skromną nadzieję. Cóż, okazało się, że nadzieja matką głupich jednak nie jest (albo to on był największym idiotą w tej epoce).
    -Witaj, moja droga-ucałował szarmancko jej dłoń, w duchu ciesząc się, że spod niezbyt dokładnie zapiętej koszuli w kratkę widać było to i owo. Nie uważał, żeby było się czego wstydzić, miał dobrze wytrenowane ciało, a jeżeli jego wątpliwa uroda budziła dobre odczucia w czarującej magini, to tym lepiej!-Usiądź, proszę, i napij się Green Widow, a potem pozwól, że cofniemy się w czasie...
    Kiedy szklanka z jadeitowym wręcz płynem (postarał się tym razem, by dobrze oddać kolor jej cudownych oczu) znalazła się w dłoniach Altmerki, usiadł wygodnie na niewielkim stoliku za barem i wpatrzył się w nią, szukając słów, od których mógłby zacząć.
    -Nizaryci to tajne bractwo skrytobójców i najemników. A przynajmniej było nim, póki mieszkałem w Szwecji, tam bowiem powstało i działało pod kierunkiem tajemniczego mistrza, który nosił nazwisko Ahlander. Sven Ahlander. Nigdy nie mówił nic o sobie, a ja też nie zamierzałem wnikać, w końcu byłem tylko młodym i głupim studentem, który dołączył tam razem z najlepszym kumplem. Chciałem sprawiedliwości, a oni ją wymierzali...i nadal będą wymierzać, jeżeli uda mi się odbudować to bractwo-westchnął głęboko. Zapalił papierosa, srebrny dym zaczął się unosić w powietrzu, a mentolowy posmak pozwolił mu skupić się na szczegółach. Jednocześnie przywołał mu on wszystkie konieczne do tej opowieści wspomnienia, imiona i szczegóły, które chciał zdradzić Ninath. Westchnął. To było jak wywoływanie duchów, twarze ludzi, którzy już dawno odeszli, wracały teraz do niego i stawały przed nim, jakby krzycząc z głębin Styksu.
    -Należałem do nich przez cały okres studiów. Mistrz nie był pobłażliwy, potrafił przycisnąć mnie i Haradę-uśmiechnął się lekko.-Przechodziliśmy mordercze treningi, czytaliśmy stare księgi. Dzięki temu dowiedzieliśmy się między innymi, że bractwo powstało w Syrii...w 1154 roku. Od tamtej pory nizaryci kryli się w cieniu, zabijali, działali w cieniu i szkolili nowe pokolenia. Potem przybyło do Szwecji i tam miało swoją główną siedzibę.
    Umilkł na chwilę. Przełknął ślinę, pobladł. Ta część opowieści była dlań najtrudniejsza.
    -Pewnej nocy - a było to już na ostatnim roku - doszło do tragedii. Owo...wydarzenie sprawiło, że musiałem opuścić Szwecję. Zabrałem ze sobą Haradę, tego chłopaka, którego poznałaś. Był tam razem ze mną, ocaleliśmy tylko my dwaj i mała dziewczynka, którą Harada oddał na wychowanie swojej matce. Uciekaliśmy ze Szwecji przerażeni, w panice, zabierając nasze rodziny, ostrza i zemstę. Straciłem kontrolę, Terayuki musiał mi zamrozić nogi, bym nie szalał zbytnio. I tak oto dotarłem tutaj, do Mortiel, skąd pochodziła moja matka. Otworzyłem ten bar, zacząłem pracować. Starałem się też odbudować bractwo, któremu zawdzięczam najszczęśliwsze lata mojego życia.
    Znów zamilkł, wpatrzył się w ściany. Było jeszcze wcześnie, mogła dochodzić jakaś ósma rano. Tak, cieszyła go obecność Ninath. I tak, cieszyło go, że mógł jej o tym opowiedzieć.
    -Tak, kiedyś byłem młody i głupi. Teraz jestem tylko głupi-zaśmiał się ironicznie, bawiąc się ukochanymi okularami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (cz.II)

      Uśmiechnął się i pokiwał głową. Tak, zdecydowanie wszystko to miało sens, choć - tak jak członkowie bractwa - ukrywał się on w cieniu. Wytarł po raz kolejny blat, choć nie było takiej potrzeby, a potem zaczął opowiadać.

      Zadzwonili do niego o jedenastej.
      -O co chodzi? - głos Akiry był spokojny, stonowany, w tle darli się pijani goście, hałasowała radosna muzyka. Ktoś ze znajomych znajomych znajomych świętował urodziny i poproszono Szweda, aby wynajął lokal na całą noc na koszt przyjaciół jubilata. Zgodził się. Teraz stał przed barem i wpatrując się w gwiazdy nad Mortiel, rozmawiał przez telefon.
      -God kväll, panie Englund - głos nieznajomego był spokojny i chłodny. - Mam dla pana dobre, lukratywne zlecenie. Dla pana i pańskiego bractwa. Proszę przyjechać do mnie za pół godziny, zna pan adres.
      Akira uśmiechnął się do siebie.
      -God kväll-odpowiedział uprzejmie.-Będę za pół godziny. Dziękuję za informacje.
      Przez cały czas mówili po szwedzku - z akcentu Akira wywnioskował, że nieznajomy jest z Engelsfors. Cóż, niczego to zmieniało.
      Po upływie podanego w rozmowie czasu Akira, Terayuki i kilkunastu innych mężczyzn - w większości przyjaciół powyższej dwójki - znaleźli się w domu zleceniodawcy, który przedstawił się jako Gabriel Nyqvist-Akerlund, z pochodzenia Szwed, a z profesji mag. Przedstawił im zadanie. Chodziło z grubsza o likwidację niejakiego Michaela Trancy'ego i odebranie mu ludzkiego niewolnika. Cena, którą za to zaproponował, była podejrzanie duża jak na te dwie czynności i przez to Akira miał wątpliwości. Przechadzał się więc po pięknie, elegancko urządzonym salonie w stylu wiktoriańskim i zastanawiał się nad całą sprawą. Gabriel obserwował go spod przymrużonych obojętnie powiek, rozpierając się wygodnie na jedwabnym fotelu haftowanym w złote żaby. Dlaczego akurat w żaby, tego Akira wolał już nie wiedzieć. Zresztą go to nie interesowało na tyle, by o to pytać.
      -Mam wybór?-spytał nagle, odwracając się twarzą do kominka, w którym płonęły drewniane polana. Bogaty zleceniodawca uśmiechnął się cynicznie. Zatarł duże, pokryte plamami od różnych odczynników, grube dłonie w geście zadowolenia.
      - Nie - odparł z uśmiechem. - Har du inger val.
      Twarz Akiry stężała. Zrozumiał, o co chodziło, jednak się nie odwrócił.
      - Jeżeli mi pomożesz, powiem ci, kto zabił twojego ojca.
      -Skąd pan może to wiedzieć?
      Mężczyzna zaśmiał się cicho. Żaby na obiciu fotela wydawały się kumkać w półmroku.
      -Och, ja tego nie wiem. Ale jest człowiek, który może ci udzielić dokładnych informacji. To jak?
      Jedyną odpowiedzią było lekkie skinięcie głowy.
      -Wchodzimy to. Ale nie dla pieniędzy, w zamian chcę informacji. I nie przyjmę nawet korony.
      -Nawet dla twojej matki? - zaśmiał się Nyqvist-Akerlund. Akira pokręcił głową. To, co powiedział po chwili, wymknęło mu się z gardła tak, jakby powiedział to kto inny.
      -Nawet dla mojej matki.
      Zleceniodawca roześmiał się kpiąco. Jego pracownik skłonił się krótko, po czym wyszedł. Miał do wykonania zadanie.


      Otrząsnął się ze wspomnień, przerwał rozmyślania. Spojrzał na Ninath. Ciekawiła go, szczerze mówiąc, jej reakcja - jak przyjmie to, co jej opowiedział?
      -Glen został u mnie. Mam zamiar go wyszkolić i nauczyć, czego się da, chociaż to tylko człowiek. Oh wait-zaśmiał się cicho, pochylając się tak, by móc sprawdzić, czy w jej szklance jest wystarczająca ilość napoju.-Czuję, że w tym dzieciaku jest coś, co jest naprawdę godne uwagi. W innym wypadku nie wpuszczałbym go pod mój dach i nie pozwoliłbym mu dręczyć tego cholernego pianina, które stoi ot, tam w kącie.
      Tu ruchem głowy wskazał na ów szacowny instrument.

      Akira Englund

      Usuń
  30. Spojrzała na kobietę ogromnie skonfundowana jej reakcją.
    - Co? - wyrwało jej się, gdy starała sobie połączyć wszystkie fakty i jak najdokładniej odtworzyć sobie ich rozmowę. Zmarszczyła brwi, potrząsając głową. - Powiedziała pani, że nie złamie tego normalną magią, po czym dodała, że będzie musiała użyć czarnej magii. - Zacisnęła palce na mostu nosa. - A jako że praktykuję magię, którą wielu by nazwało “czarną”, zapytałam, czy czarna magia nie jest normalną magią. Zostawiając “według pani” w domyśle. - Czuła się lekko sfrustrowana, że musiała powtórzyć ich rozmowę, ale to chyba był jedyny sposób, aby się… obronić? Nieporozumienia były takie męczące. - Użyłam pani określeń. Czym w ogóle jest pilot od telewizora?
    Na wspomnienie o poszukiwaniu demona w Elfei akurat przeszedł ją dreszcz. Wystarczająco dużo siły mentalnej musiała zużyć, aby w ogóle się skontaktować z elfką. Zaczepianie obcych demonów tylko doda jej problemów. Wolała przywołać byle co, zabić, zabrać krew. Tak było znacznie łatwiej. Sztuka konwersacji, okazuje się, nie jest jej najbliższa.
    - Oprócz różnych rodzajów krwi, co jest jeszcze potrzebne? - zapytała, ramiona jej trochę opadły. Poznała elfkę kilka minut temu, a już weszła z nią w konflikt. Przynajmniej jeszcze nie została wyrzucona z jej domu. Jeszcze. Noc jeszcze młoda. Dzień. Chociaż dzień już nie taki młody. Westchnęła ciężko. Chyba powinna odłożyć rozmyślania nad semantyką na kiedy indziej.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  31. -Po pierwsze: tak, Glen jest człowiekiem i tak, zająłem się tym. Oficjalnie Michael Trancy zniknie z papierów, a zastąpi go Akira Englund-uśmiechnął się delikatnie blondyn, nie spuszczając wzroku z jej pięknych jak trawa na szwedzkich, posępnych łąkach oczu. Zaśmiał się cicho, gdy usłyszał uwagę o przestępstwie. Z jednej strony nie mógł nie przyznać Ninath racji, ale z drugiej...każdy czyn był usprawiedliwiony, gdy w grę wchodziła czysta sprawiedliwość. Albo, o zgrozo lub nie, życie jego ukochanej matki. Starsza, ciemnowłosa, szczupła pani Englund, mieszkająca samotnie w niewielkim domku i zawsze, ale to zawsze odwiedzająca syna w jego barze, by wypić to i owo, budziła w nim same tkliwe i czułe uczucia. Wskrzeszała w nim to, co - jak sądził - odeszło już dawno z jego serca: empatię, współczucie, zwykłe synowskie oddanie wobec starej matki, ba, nawet miłość. Nalał sobie whisky do szklanki (nigdy nie mógł zrozumieć, jak jego dostawca wygrzebuje takie irlandzkie cudeńka, w których czuło się wręcz klimat wybrzeży Szmaragdowej Wyspy, będzie musiał go spytać o tajniki takich rzeczy), po czym upił z niej potężny łyk. Aaah, ten słodko-gorzki posmak dobrej whisky rodem z niewielkiej gorzelni gdzieś w Kilkenny! Zamknął na chwilę oczy, przypominając sobie zdanie jakiegoś pisarza: "Na świecie są dwie grupy ludzi - jedni są Irlandczykami, drudzy chcą nimi być". Niemniej jednak musiał zejść na ziemię; Ninath wciąż oczekiwała jego wyjaśnień i do diabła, był jej je winny.
    -Po drugie, nie moja wina, że delikwent postanowił podpalić sobie dom i przy okazji rzucić się w płomienie-puścił Altmerce perskie oko, po czym znów sięgnął po szklankę.-Zresztą przy odrobinie szczęścia niedługo zniknie z dokumentów, a jego dom spłonął do fundamentów, więc pozostały po rzeczonym delikwencie grunt pewnie zostanie wystawiony na licytację. Niech inni też coś mają z tej zabawy. Ach, gdzie moje maniery...Excuse-moi pour un moment, s'il vous plait!
    Uderzył się pokazowo w czoło z prześmiesznym grymasem na twarzy. Pomyśleć tylko, że zapomniał o czymś tak artystycznym jak przekąska dla pięknej Ninath! Doprawdy, staczał się ostatnio na dno niczym najnędzniejszy, zapluty ordynus ze Szwecji.
    -Tadaaam!-zawiadomił po chwili promiennie, wracając z pokoika na zapleczu. W dłoniach dzierżył tackę z kruchymi ciastkami, które miały całkiem ładny zapach (aczkolwiek należałoby wspomnieć, że niektóre z nich trochę za bardzo się przypiekły na brzegach...).-Ciastka upieczone przeze mnie według przepisu mojej matki. Niestety, trochę się uszkodziły..hehehe...

    pomysłowy mąż :*

    OdpowiedzUsuń
  32. - Chyba rozumiem… znaczy rozumiem dlaczego ta cała wolność może być taka atrakcyjna – przyznał szczerze chłopak. – Rozumiem, że wolność to fajna sprawa. Wiele osób ją sobie ceni. Wolność decyzji na przykład… gdzie możesz pójść, co zrobić, gdzie zamieszkać, kogo wybrać na nauczyciela i tak dalej. Niby fajnie – zgodził się cicho. – Ale przez to można się mocno zawieźć i przejechać… a to też jest ceną wolności przecież – westchnął, trochę się w tym motając. – Wolność ma dobre i złe strony… jak wszystko inne na tym świecie…
    Zacisnął wargi, nic więcej nie mówiąc. On sam nie przepadał za wolnością, a właściwie za jej skutkami. Długo się uczył, zanim jako tako opanował tę ideę, a mimo to nadal bardzo polegał na słowie Yensena. To w końcu on mu zaproponował Ninath, a on zgodził się bez wahania. Nadal nie mógł pozbyć się maniery wykonywania tego co się mu pod nos rzuca. Był przyzwyczajony do rozkazów i często właśnie tak traktował słowa Yensena. Ninath, dobra nauczycielka – ok, znaczy trzeba pobrać u niej nauki. Trening po ciężkim dniu pracy? Okay, najwyraźniej za mało się zmęczył. Whisky do białego rana? Z przyjemnością – to akurat robił dla własnej przyjemności.
    - Mhm… - Ray słuchał jej z zafascynowaniem. Zsunął nawet swe buty i usiadł po turecku na fotelu, zapisując to i owo na kartkach. – Opowiesz mi tą historię? – jakoś tak zapowiadała się ciekawa historia, podchodząca trochę pod baśnie… a jemu zawsze brakowało takich baśni. Dlatego tak bardzo lubił słuchać Yensena, kiedy ten opowiadał o swych przygodach i teraz mimowolnie oczy mu się zaświeciły z tej zwykłej, dziecinnej radośni. – Chciałbym ją poznać…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  33. -Czyżbyś się o mnie troszczyła, moja piękna?-uśmiechnął się przebiegle Akira, zdejmując powoli okulary. Szare oczy spotkały się ponownie z zielonymi, a na twarzy blondyna wykwitł subtelny uśmiech. W tle zaczęli się pojawiać goście, więc barman zmuszony był wydrzeć się na cały bar "YUKI!", żeby przywołać to cielę urodzone wczoraj i zlecić mu zadanie obsługiwania klientów. Cielę, oczywiście, zareagowało na jego surowe, acz ciche reprymendy ze sporym opóźnieniem, więc Akira musiał na chwilę przeprosić Ninath i sam obsłużyć kilku klientów. Wrócił jednak do niej - a jej słowa sprawiły mu ogromną przyjemność. Skoro nie otruł ani siebie, ani Yukiego, ani swojej matki, to chyba można mu przyznać, że już umie gotować, prawda? Miał nadzieję, że Ninath też po spotkaniu z jego ciasteczkami nie skończy w szpitalu.
    -Skoro ci smakują, księżniczko elfów, to częstuj się-szepnął uwodzicielsko, nachyliwszy się do jej ucha.-Nic dziwnego, że ci smakują, bo sama jesteś jak wspaniałe ciasteczko, które bardzo bym chętnie zjadł...o ile ciasteczko, oczywiście, wyraziłoby swą zgodę.
    W tle popłynęło romantyczne i tkliwe "I will be there". Szmer rozmów gości, stukotu szklanek, drzew szumiących za oknem, nalewanego płynu złączyły się w jeden synchroniczny chór, który być może mógł dać Ninath pojęcie, jak tu od czasu do czasu bywało.
    In a language never spoken live the promises we’ve made...
    -Ty lubisz szarość, a ja pokochałem zieleń-szepnął z uśmiechem Akira.-Ale nie wiem, czy będzie nam świecić wspólna gwiazda.
    Ową wątpliwość potwierdził po chwili głos solistki:
    Through the darkest sky I will be like the shimmer of one small star! Out there, shining everywhere...
    Naprawdę był miłośnikiem muzyki klasycznej.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  34. Doktor jak i jego niewolnica aktualnie siedzieli sobie w zachodniej części domu, czyli salonie, wygodnie z skórzanych fotelach. Czytali odpowiadające sobie lektury. Eizen jak zwykle jakieś ciężkie klimaty zahaczające o każdą dziedzinę filozofii, a Celine dość skrycie jakieś romansidło które zdawała się analizować jak pracę domową. Odpoczywali w ten sposób ze względu na dość ciężki poranek jaki mieli przyjemność mieć. Zdarzały się dni kiedy do jego "kliniki" przyjeżdżało kilka pacjentów jeden po drugim jak nie w momencie w którym obsługuje już jednego. Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego że każda rasa ma odmienne choroby i dolegliwości, ale nie ma lekarzy i w innych miejscach? No ale po co narzekać, w końcu to zarobek. Chwila ciszy trwała by dalej gdyby nie pukanie do drzwi. Eizen odruchowo spojrzał w ich stronę. Zaznaczył po tym zakładką stronę na której skończył, położył książkę na stoliku wokół którego były ustawione fotele i wstał z siedziska kierując się do drzwi. Celine w ten czas sama zaznaczyła sobie stronę i drobnym truchtem podbiegła do komody w dalszej części pomieszczenia, przy stole, w której jednej szufladzie schowała swoją książkę. Kończąc tą czynność poprawiła wstążkę którą miała uwiązany kucyk idąc w tym samym do kuchni. Doktor akurat wtedy położył dłoń na klamce i otworzył drzwi. Widząc elfkę przed sobą, ze stoickim spokojem najpierw zbadał jej twarz po tym resztę ciała a gdy skończył wrócił do jej oczu.
    - Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - Lekko się pokłonił witając i od razu przeszedł do pytania w jakiej sprawie przychodzi do niego ów kobieta. Miał nadzieję że nie jest to jakaś wędrująca sprzedawczyni, nie miał potrzeby kupowania nowej patelni, ani świętej księgi.

    Eizen

    OdpowiedzUsuń
  35. Pokiwał w zamyśleniu głową, trochę się dziwiąc temu, że nadal będzie musiał poczytać, skoro tak dokładnie mu to wszystko wyjaśniała. Słuchał uważnie, notując najważniejsze informacje i te nieścisłości, które mu się tam gdzieś zrodziły. Te sam sobie wyjaśni, doczytując to i owo z ksiąg. Kiedy skończyła zamknął swój zeszyt i dopił swą kawę.
    - Ty uwielbiasz te swoje księgi – bardziej stwierdził niż zapytał. Miał wrażenie, że zna je niemalże na pamięć i potrafi odpowiedzieć na każde pytanie, jakie zrodziłoby mu się w jego głowie… a mimo to nie zadał żadnego. Nie chciał. Wolał dojść do tego sam, choćby miał i przysnąć po drodze pięć razy. Uśmiechnął się delikatnie. – Przeczytam – mruknął zaraz, jakby w odpowiedzi na jej wcześniejsze słowa. Skoro chciał się uczyć i brał to na poważnie to nie widział w tym żadnego problemu. Przeczyta tyle ile będzie trzeba, albo jeszcze więcej. Byle sprostać oczekiwaniom… a może i sprostać swym własnym oczekiwaniom? Wzruszył lekko ramionami.
    - Dziękuję – dodał jeszcze, po czym wrócił do tej przeklętej księgi i raz jeszcze wgłębił się w tekst. Znając już wersję Ninath, łatwiej było mu znaleźć odpowiedzi na swe własne wątpliwości. Dopiero pod koniec zmęczenie dało mu już ładnie do wiwatu. Opadł na księgę bezsilnie, przysypiając przy tym.
    Sen, który na niego spłynął, nie był odpoczynkiem. Znów go dusiła i mógł przysiąc że czuje jej oddech gdzieś przy uchu, w tym realnym świecie. Obudził się pół godziny później i od razu skierował swe kroki do łazienki, unikając szczelnie wzroku elfki. Nie chciał teraz rozprawiać o swych snach i tych przeklętych ranach na nadgarstkach. Bandaże przesiąkły mu świeżą krwią. Musiał je po prostu zmienić i wrócić do księgi. Zajmie swe myśli i połączy potrzebę z pożytecznością.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  36. Skoro czas miał być odpowiedzią, Akira postanowił po prostu poczekać...a jednocześnie owo czekanie wypełnić czymś ciekawszym niż upijanie się przy barze. Poza tym nie chciał mówić zbyt wiele od razu i tutaj...do reszty szczegółów, które mógł sprzedać Ninath, potrzebne było jakieś lepsze miejsce. Gdzie mógłby ją zabrać? Na pewno nie do swojego pokoju, miał na tyle przyzwoitości, by nie oferować tego damie (a tym bardziej wykwintnej Altmerce, której nie miał zamiaru obrażać przez robienie z niej każdemu-damy). Zmarszczył brwi w namyśle, wreszcie jednak przyszło mu coś do głowy.
    -Muszę pójść na zaplecze, żeby znaleźć tam alkohol z dostawy z poniedziałku-poinformował, po czym wyszedł zza baru.-Może zechciałabyś ze mną się tam udać? Zobaczysz, jak wygląda życie barmana od kuchni, a ponadto dowiesz się więcej o nizarytach.
    Wyszedł zza baru i skierował się do niewielkich, drewnianych drzwi pomalowanych niebieską, świeżo wyglądającą farbą w odcieniu błękitu. Widać było, że właściciel tego przybytku dba o każdy, nawet najdrobniejszy, szczegół wystroju tak samo pieczołowicie, jak o alkohol, który serwował, czy o dobór dobrej muzyki. Jego miejsce za barem natychmiast zajął Terayuki, któremu nieraz już zdarzało się obsługiwać samemu...i który, o czym Akira przekonywał się każdego dnia, radził sobie coraz lepiej w tym fachu. Otworzył ostrożnie te drzwi, jakby to było przejście do Narnii, po czym posłał Ninath ciepły uśmiech. Był bardzo zadowolony z przebiegu wydarzeń i z tempa, w jakim rozwijała się ich relacja, ale nie chciał być zbyt nachalny, gdyż obawiał się, że w tej sytuacji wszystko by przepadło. Ninath była zbyt cennym wszystkim, by ryzykować jego zniknięcie.
    -Pani przodem-poinformował, wykonując zabawny ukłon. Miał on wyglądać, jakby wykonał go doskonale wyszkolony kamerdyner zapraszający panią do wejścia na bal, a wyszedł...cóż...jak u pijanej kaczki i przez to Akira o mało się nie poślizgnął. Ten jeden raz przeklął swoje pomysły z myciem podłogi tak wcześnie rano.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  37. - Na tą chwilę bardziej realna jest dla mnie opcja z jej siłą, bardzo często przypomina swojego ojca, a mu trzymanie języka za zębami nigdy nie wychodziło – westchnęła i pokręciła lekko głową. Ines w sumie była mieszanką wybuchową, po obu rodzicach odziedziczyła właśnie te najbardziej „żywe” cechy, jednak przy napadach złości bardzo mocno przypominała Kuro, a czerwone źrenice tylko nasilały to wrażenie. Zaraz po tych słowach myśli kobiety zalała fala wspomnień, jednak szybko się otrząsnęła widząc, że okhotnik jest jak najbardziej znany nowej koleżance.
    - Och, naprawdę? – zamrugała szybciej oczyma i poczuła jak delikatnie się rumieni, na szczęście z pomocą, tradycyjnie, przyszedł jej kolor skóry, więc rumieńce były praktycznie niewidoczne. Miała tylko nadzieję, że nie palnęła chwilę temu jakiejś głupoty na temat Yensen’a. Na dodatek zaraz usłyszała, że mężczyzna zdążył już o niej komuś opowiedzieć. Mimowolnie uniosła kącik ust ku górze, to było całkiem miłe uczucie.
    - Cóż… Innej Febe nie znam, więc bardzo prawdopodobne, że to ja – zaśmiała się lekko. – Mam tylko nadzieję, że jakoś bardzo na mnie nie narzekał – dodała, nadal z uśmiechem na ustach. Wysłuchała jeszcze słów kobiety i rozbawiona spojrzała w ziemię na kilka sekund.
    - Wiesz… - tu wróciła do niej wzrokiem – ja akurat w większości spędzonego z nim czasu doświadczyłam pozytywnych emocji, no, ale Ty znasz go lepiej więc nie będę się sprzeczać – przyznała i jeszcze raz spojrzała w stronę córki. Przygryzła jeszcze lekko dolną wargę, tak, w jej głowie znowu pojawiły się wątpliwości co do relacji z ochotnikiem, jej głowę znowu zapełniło sporo dziwnych myśli.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  38. - Rozumiem. - Zauważając że faktycznie coś jest nie tak, nie miał zamiaru kazać jej stać w przejściu. W końcu hańba na honorze lekarza. Tak więc powoli i z wyrafinowaniem wziął nowego pacjenta pod ramię ze słowami - Pani pozwoli że pomogę. - I wprowadził ją przez próg, zamykając za sobą drzwi. Następnie odbił z nią w prawo, na wschód, i przechodząc przez kolejne drzwi tuż obok, znalazł się w swoim gabinecie. Na wprost było jego biurko, za nim kilka szafek. Na lewo, z odpowiednim odstępem od ściany na wprost wejścia, był stół operacyjny. Na północnej ścianie były drzwi bliższe ścianie z lewej a z prawej była umywalka oraz kolejne szafki. Eizen zaprowadził Ninath do stołu operacyjnego i pomógł jej na nim usiąść, co nie powinno być trudne bo był trochę nisko.
    - Proszę się przedstawić. Podać datę urodzenia, miejsce zamieszkania, zawód, rasę oraz grupę krwi. - Wydał polecenie podchodząc do swojego biurka na którym miał przygotowany przez siebie formularz który miał zamiar właśnie wypełnić. - Rozumiem że nie jest Pani zarejestrowana u żadnego innego lekarza? - Spytał się jeszcze, mając wrażenie że zna na to pytanie odpowiedź. Po skończeniu formalności podszedł do umywalki. Podwinął rękawy białej koszuli i starannie zdezynfekował dłonie. Następnie przewiesił przez szyję stetoskop i wrócił do elfki.
    - Wspomniała Pani że źle się czuje. Zaobserwowała Pani jakieś poszczególne objawy? - Zadając pytanie złapał ją za żuchwę tuż pod uszami, delikatnie i powoli poruszał jej głową w lewo i prawo wczuwając się w te ruchy, spoglądając w jej oczy.

    Eizen

    OdpowiedzUsuń