piątek, 21 kwietnia 2017

Don't you tell me what you think that I can be I'm the one at the sail, I'm the master of my sea


theme

Ninath Caemfhaer
Altmerka || Archeolog || Mag || Kobieta wyemancypowana
Przez świat kroczy z dumnie uniesioną głową. Niektórzy nawet nazywają ją przez to próżną, ale to nie tak. Po prostu nigdy nie pokazuje swoich słabości, wątpliwości. Najczęściej można się spotkać w jej posiadłości w Eflei, bądź starych elfich ruinach. Raz na jakiś czas weźmie dobrze płatne zlecenie z Gildii, albo zabierze swoją uczennicę do któregoś z miast na kontynencie, oczywiście wszystko wykona z klasą, tak by zbyt pewnym siebie mężczyznom opadły szczęki, gdyż nienawidzi kiedy ktoś mówi, że może nie dać sobie z czymś rady ze względu na płeć - takim nie raz pokazała kto tu jesteś słabszą płcią. To samo czyni, gdy jakiś rozochocony  facet spojrzy zbyt lubieżnie w stronę rudowłosej, albo jej uczennicy. Nazwiesz ją feministką? W takim razie wiedz, iż popełniasz błąd. Altmerkę życie nauczyło, że tylko własną siłą i zdeterminowaniem można coś osiągnąć. Poleganie głównie na innych przynosi tylko cierpienie. 



Dzień dobry! Witamy się z trzecią postacią!
Szukamy kogoś kto roztopi jej serduszko, mamy nawet pomysł na kogoś takiego, ale to zapraszam na GG:54735455; jeśli nie będziemy zakochiwać się w kimś innym, o ile znajdziemy kogoś. c:
KP obrobiła Von. ♥
ps. do powiązań bierzemy zdj z galerii : D

5 komentarzy:

  1. [No w końcu ^^ oko się cieszy na jej widok. Mam nadzieję, że przygrucha sobie jakiegoś uroczego Pana, no i oczywiście życzę udanych wątków. Oczywiście zapraszam na wątek, ale coś czuję, że naszym postacią i tak pisane jest spotkanie się xD]

    OdpowiedzUsuń
  2. - Rurka z kremem czy lody? - zapytała małą, która kurczowo trzymała się nogawki kobiety. Od czasu wydarzenia z Kuro dziewczynka nie chciała nigdzie puszczać samotnie mamy, a do tego nie pozwalała aby jakikolwiek mężczyzna się do niej zbliżał. Kazania i tłumaczenia na niewiele się zdawały. Do tego wszystkiego dochodziły problemy ze snem Ines i Rahim, który przestał się odzywać. Kobieta była zmęczona, ale dzieci też były i nie chciała im dodawać problemów przez jakieś zakazy czy kary. Przecież nie będzie karać swojej córki za to, że się troszczy o własną matkę.
    - Może być gofer? - zapytała mała, zerkając na matkę. Wcześniej cały czas się rozglądała, zrobiła się ostatnio bardzo nerwowa, zupełnie jakby myślała, że Kuro wyjdzie nagle zza roku i doczepi się do jej mamy. Meduza posłała jej uśmiech.
    - Gofr kochanie, mówi się gorf, i tak, może być - pogłaskała jej głowę. Mała wróciła do patrolowania okolicy, a Febe ruszyła kilka kroków do przodu, czekając na swoją kolej. W tym czasie Ines dostrzegła dwóch chłopców, byli jakieś 3 lata starsi od niej, no, może trochę więcej. Zaczepiali dziewczynkę, też troszkę starszą od niej. Czerwone ślepka zalśniły wyraźnie i mała zmarszczyła czoło. Odczepiła się od spodni matki, kiedy ta zaczęła składać zamówienie i pędem pobiegła w stronę piaskownicy, bo to tam ogrywała się scena. Z impretem wpadła w jednego z chłopców i to tak, że on wpadł na swojego kolegę, zaskoczony atakiem z boku.
    - Jak jesteś taki silny to zacepiaj kogoś więksego od siebie! - krzyknęła mała, stając między dziewczynką, a jej oprawcami. Ci spojrzeli po sobie i zaśmiali się.
    - A Ty co siusiu majtku? Bohaterstwa się zachciało?! - znowu się zaśmiali. Jeden z nich chciał pstryknął Ines z nos, jednak mała chwyciła mocno jego palec i ugryzła chłopca. Po placu rozniósł się jego krzyk. Wtedy Febe spojrzała w ich stronę.
    - Widzisz Ines... - spojrzała tam, gdzie przed chwilą stała dziewczynka. W dłoniach trzymała dwa gofry, a na twarzy widać było strach, gdy zobaczyła iż jej córki nie ma przy nodze. Rozejrzała się nerwowo i dopiero widok wysokiej kobiety przy wcześniej krzyczącym chłopcu pozwolił zauważyć, że i Ines jest w centrum zamieszania. Pędem ruszyła w ich stronę.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  3. Chłopak przetarł zmęczone oczy i złapał drążek miotły nieco mocniej, ziewając przy tym niemiłosiernie. Niemalże przysnął w trakcie podróży i jedynie silny podmuch wiatru, który nieco go otrzeźwił uchronił go przed nieszczęściem. Zwykle nie wybierał się w taką podróż jedynie na kawałku drewna, ale tym razem nie przemyślał swego postępowania.
    Odpalił latarkę i jeszcze raz zerknął na mapkę wyrysowaną mu przez Yensena.
    - Wujaszku... ale umiejętności do rysowania to ty za diabła nie masz, albo chciałeś mi uprzykrzyć życie - westchnął rozglądając się po okolicy i obniżając nieco lot, by w końcu zeskoczyć z miotły. Musiał rozprostować trochę kości i zorientować się gdzie też się podziewa.
    Nieszczęśliwie kopnął kępkę trawy i wybrał jedną ze ścieżek. Orientacji w świecie Mortiel nie miał praktycznie żadnej, a teleportować się nie potrafił do miejsca, w którym nigdy jeszcze nie był... no i nie wiedział, czy wylądowanie w łazience ów kobiety byłoby znakomitym pomysłem. Z tego co wspominał Yensen... raczej niekoniecznie.
    Wędrował tak jeszcze dobre 20 minut, zanim przed oczyma nie wyrosły mu wielkie drzewa z domami na samym czubku. Jedno z nich widział w Salree... ale ów dom zamieniono na kawiarnię. Całkiem uroczą zresztą.
    Jeszcze raz zerknął na mapkę i wreszcie odnalazł to czego szukał. W kilka chwil znalazł się tuż przed domem Nineth i zastukał kołatką w drzwi, zastanawiając się przy tym kto jeszcze używa takich kołatek. Toć to prehistoria. Niecierpliwie przebierał z nogi na nogę, próbując ubrać myśli w zdania, ale gdy już myślał, że wie co powiedzieć, drzwi otworzyła mu rudowłosa kobieta o spojrzeniu, które wmurowało go w ziemię.
    - Dobry... dobry wieczór - zająknął się chwytając mocniej swą miotłę, jakby tylko ona miała go utrzymać w pionie. - Wu... wujaszek Yensen... powiedział, że znajdę tu... Nineth... - wydusił z siebie, zaraz gryząc się w język. No i świetnie! Spalony już na samym początku.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  4. Chłopak spalił się rumieńcem już na samym wstępie. Nie dość, że przekręcił jej imię to jeszcze nie do końca zrozumiał co do niego powiedziała. Co prawda uczył się trochę dialektu elfiego, ale nie potrafił go wymówić. Przeczytać umiał i zrozumieć to co pisało też, ale nikt go nigdy nie uczył jak wymawiać te litery. Wnioskując jednak po rozpoczęciu rozmowy musiało to być pozdrowienie lub przywitanie. Dobre i to.
    - Przepraszam – rzucił szybko, bo wiedział, że przekręcanie czyjegoś imienia nie należało do eleganckich. Na dodatek Yensen opowiadał mu, że ważne jest pierwsze wrażenie. Książka, winko i te sprawy. Ray to wszystko ze sobą miał, ale jakoś nie widział dobrego momentu by zaatakować swymi podarkami. Spalił na samym początku i teraz jeszcze bardziej się zestresował.
    - Ja uhm… pani Caemfhear – pokusił się o próbę wymowy jej nazwiska i z ulgą uznał iż nie wyszło aż tak fatalnie. Zabrzmiało podobnie do jej wymowy, acz do ideału wiele tu brakowało. - …ja chciałbym prosić o pani pomoc – wykrztusił próbując wyczytać z jej wyrazu twarzy czy to w ogóle podlega jakiejkolwiek dyskusji. Nie uśmiechało mu się trudzić na próżno, ale nie należał też do osób, które tak szybko się poddawały. – Wiem, że pora… dość nie wyjściowa – przyznał krzywiąc się przy tym odrobinę. – Zgubiłem się w drodze do pani zacnego mieszkania… moja orientacja w Mortiel nie jest jeszcze znakomita – przyznał cicho, choć nie przepadał opowiadać o swoich brakach. W tym wypadku postawił na szczerość. Ukrywanie prawdy nie przyniosłoby mu nic dobrego. Czuł to podskórnie, a już dawno nauczył się swym przeczuciom ufać. Umiesz liczyć, licz na siebie – stare porzekadło doskonale się sprawdzało w wielu sytuacjach.
    - Chciałbym prosić o pomoc w nauce… magii – przyznał w końcu. – Wujaszek Yensen mówił, że jest pani najlepszym magiem w okolicy… w całym Mortiel, a ja… chyba naprawdę potrzebuję pomocy – mruknął pod nosem. Uczył się intuicyjnie. Korzystał ze swojej magii i wychodziło mu to całkiem nieźle, ale doskonale wiedział, że to nie wszystko na co go stać. No i nie znał podstaw. Książki nie wszystko mogły mu powiedzieć, a na sztuczkach raczej długo nie pociągnie. Uderzył głową w niewidzialny mur i nie wiedział jak go pokonać. Potrzebował drogowskazu.

    Ray

    R

    OdpowiedzUsuń
  5. Ines widząc tajemnicze światło spojrzała na chłopców wyraźnie zaskoczona, wzrokiem powędrowała w stronę źródła światła i dojrzała wysoką kobietę. Mała przyglądała się całej scenie z wyraźną fascynacją. W tym samym czasie dobiegła do nich meduza i wzięła kilka większych oddechów. Nadal trzymając gofry kucnęła przy córce.
    - Ugryzłaś mocno? - zapytała trochę poddenerwowana. Jeżeli przegryzła skórę i jad dotarł do krwi chłopca, to mogła sparaliżować jego czerwone komórki, co było bardzo niebezpieczne.
    - Tak jak sobie zasuzył - odpowiedziała zerkając na mamę i odbierając od niej gofra. Kobieta wolną dłonią pomasowała skronie i zaraz spojrzała na elfkę, która rozprawiała się z łobuzami. - Jestem z Ciebie dumna Ines, ale na przyszłość jak się oddalasz to mi chociaż powiedz. Nawet nie wiesz jak się wystraszyłam - wyjaśniła szybko. Złość w oczach małej zniknęła, nie chciała sprawić mamie przykrości.
    - Pseplasam mamo - powiedziała szczerze i słysząc o swojej odwadze wróciła wzrokiem do drugiej kobiety. Uśmiechnęła się. Febe z utęsknieniem spojrzała na ten jej uśmiech. Dziewczynka będąca ofiarą również się uśmiechnęła.
    - Dziękuję, nic mi nie jest, dzięki Pani przestaną pewnie tu przychodzić - odpowiedziała i spojrzała na młodszą koleżankę. - Tobie też dziękuję, chciałabym być tak dzielna jak Ty - przyznała.
    - Mamusia mnie nauczyła! - powiedziała dumnie. Febe zaśmiała się i pogłaskała córkę po głowie. Wstała na proste nogi.
    - Ważne, że nic strasznego się nie stało... - chyba, bo o stanie ugryzionego chłopca się nie dowiedziała. - Jak już jesteśmy przy dziękowaniu to - tu spojrzała na elfkę. - Dziękuję za reakcję, nie wiadomo jak by to się skończyło gdyby nie Ty - uśmiechnęła się do niej ciepło. Ines wgryzła się w gofra i z wąsami z bitej śmietany, dumnie spojrzała na całą trójkę.
    - Skopła bym im pupy! - uśmiechnęła się szeroko. Febe dosłownie na kilka sekund zaszkliły się oczy. Jej córka w końcu zachowywała się jak sprzed wydarzeń z Kuro. W prawdzie gdy patrzyła na mamę nadal było widać po tym ślad, ale teraz była bohaterką, co dało jej pewność, że jest w stanie obronić i mamę.

    Febe

    OdpowiedzUsuń