czwartek, 13 kwietnia 2017

Nowy dom cz.I

      Dziewczyna leżała w łóżku patrząc w sufit, na jej twarzy gościł delikatny uśmiech. Okryta była cienkim prześcieradłem, a na ciele założoną miała jedynie dolną część bielizny. Obróciła się powoli na brzuch, odsłaniając przy tym nagie plecy. Spojrzała na chłopaka śpiącego obok i mimowolnie przygryzła wargę. Oparła brodę na swojej dłoni i przyglądała mu się z zadziornym uśmiechem. Powoli wyciągnęła dłoń w jego stronę i przejechała opuszkiem palca po żuchwie. Zaraz zjechała nim na idealnie umięśniony tors i lustrowała jego ciało swoimi błękitnymi tęczówkami. Chłopak uśmiechnął się pod nosem.
- Rób tak dalej… – wyszeptał tym swoim zachrypniętym głosem, nadal mając zamknięte oczy. Akela aż poczuła przyjemne ciarki na ciele. Zbliżyła się do niego i przejechała swoim czubkiem nosa po jego szyi.
- Chętnie… – wyszeptała mu do ucha i nadgryzła je lekko.  Cahan warknął cicho.
- Oj Mała… - otworzył jedno oko i spojrzał na nią – ależ Ty mnie dzisiaj prowokujesz… - znowu ten podniecający ton głosu. Wilczyca wplotła palce w jego włosy.
- Tak? No i pewnie zamierzasz coś z tym zrobić… – znowu wyszeptała i spojrzała mu prosto w oczy z figlarnym uśmiechem. Nawet nie zdążyła policzyć do trzech, a poczuła jego silne ramię na swojej talii. Objął ją przyciągając mocno do siebie i zaraz cała leżała pod nim. Zaśmiała się melodyjnie, uwielbiała te jego dzikie zachowania. Wyciągnęła dłoń w stronę policzka chłopaka i zatrzymała ją na nim.
- Cahan… Kocham Cię – powiedziała patrząc mu w oczy. Wilk uśmiechnął się szerzej.
- Ja Ciebie też, zawsze będziemy obok siebie… - zbliżył twarz do jej twarzy i zaraz złączyli się w namiętnym pocałunku.

      Po wszystkim leżała wtulona w jego tors, delikatnie muskając palcami ramię chłopaka. Zamyślona patrzyła w jakiś punkt.
- O czym myślisz? – usłyszała nagle i wróciła na ziemię. Oderwała twarz od ciała Wilka i spojrzała mu w oczy. Założył jej włosy za ucho i podparł się na łokciu. Przejechał jeszcze palcem po pełnych wargach dziewczyny i uśmiechnął się w ten specyficzny dla siebie sposób.
- O rodzinie – przyznała. Na tym jednak zakończyła. Wiedziała, że chłopak ich nie toleruje, nie dziwiła się, sama nie opowiadała o nich z dumą. Westchnęła głęboko i walnęła się na plecy, po czym wypuściła powietrze. Spojrzała na Cahan’a kątem oka. - Co byś zrobił na moim miejscu? – zapytała.
- Starłbym się uświadomić im, że są w błędzie. Pokazać prawdziwą wolność, a jeśli to nie pomoże walczyć o przywództwo w stadzie, ale to musi zrobić najstarszy z Was, niestety - odpowiedział. Zagryzła zęby słysząc jego słowa i zaraz podniosła się gwałtownie. Pocałowała jego polik i wyskoczyła z łóżka jak poparzona. Spojrzał na nią lekko zaskoczony. – A Ty gdzie? Miałem inne plany!– zapytał wyraźnie niezadowolony, a w jego głosie dało się słyszeć nutkę niezadowolenia oraz rozczarowania. Wilczyca uśmiechnęła się tajemniczo.
- Muszę załatwić pewną sprawę – odpowiedziała z tajemniczym uśmieszkiem zakładając na ciało jedną z jego koszul. Uwielbiała jego ciuchy. Uwielbiała czuć, że jest zawsze przy niej. Wciągnęła jeszcze krótkie spodenki i swoje oficerki. Koszulę niechlujnie upchnęła w spodnie i ponownie doskoczyła do chłopaka. – Niedługo się zobaczymy – wyszeptała i wpiła się w jego usta, aby zaraz po tym złapać swoją torbę i opuścić pokój hotelowy. W przypływie emocji zrobiła to przy użyciu okna, nie drzwi. Cóż… Ona też bywała nieprzewidywalna. Miękko wylądowała na chodniku i biegiem ruszyła wzdłuż ulicy.  Już po chwili zniknęła z widoku.

Wykręciła numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.
- Jak sytuacja? – zapytała słysząc, że odebrano.
- Wszystko gotowe… - powiedział kobiecy głos i zaraz połączenie zostało przerwane. Aki schowała telefon i z zadziornym uśmiechem weszła na leśną ścieżkę, prowadzącą do niezamieszkanej części lasu w Eflei.

Stała na dużej polanie, w ręce trzymała telefon i pisała sms’a – „Tam gdzie zawsze, za godzinę! ;*”. Wysłała, z uśmiechem patrząc na imię chłopaka wyświetlające się na ekranie jej telefonu. Zaraz usłyszała szelest gdzieś z daleka i poczuła znajomy zapach. Zmarszczyła brwi i powęszyła w powietrzu. Schowała telefon do torby. Nadchodzili … I to nie z jednej, a z wielu. Wyraźnie słyszała warkoty i ssapane oddechy. Zacisnęła zęby. To jest ten dzień, wielki dzień… Nagle usłyszała głośne łamanie gałęzi i na polanę wskoczył ogromny wilkołak. W jego oczach było widać szaleństwo, a bandaże i przepaski z piórami zdobiły jego sierść. Aki stanęła wyprostowana i zlustrowała osobnika pewnym siebie spojrzeniem. Ten zatrzymał się widząc ją i warknął gardłowo. Zaraz dookoła dziewczyny dało słyszeć się powarkiwania – była otoczona. Wilki i wilkołaki okrążyły ją, jednak nie wychodziły z lasu, jedynie on wyszedł – jej ojciec.
- Myślałam, że już nigdy nie zobaczę Cię w tej formie – przyznała patrząc na niego jakby z utęsknieniem. Zaraz z lasu wybiegła kobieta.
- Michael! – krzyknęła w stronę przywódcy. Ten nie zwrócił nawet na nią uwagi. Jedynie bacznie obserwował swoją córkę.
- Gdzie on jest?! – krzyknął w jej stronę. W tym samym momencie do kobiety dobiegły trzy wilki – starsze rodzeństwo Akeli. Dziewczyna spojrzała w ich stronę z szerokim uśmiechem. Rozejrzała się po wszystkich. Jedynie matka była w ciele człowieka, cała reszta przybrała swoje prawdziwe formy. Dziewczyna zaśmiała się radośnie na ten widok. Jej ojciec warknął groźnie i ruszył na nią. Nim Akela się spostrzegła leżała na ziemi, przygnieciona łapą wielkiego zwierzęcia. Syknęła cicho i spojrzała na niego spod byka swoimi lśniąco błękitnymi oczyma.
- Michael! – matka dziewczyny znowu krzyknęła i chciała ruszyć w ich stronę, jednak najstarszy z braci zablokował jej drogę. Niestety nie dał rady zatrzymać swojej siostry i brata, którzy ruszyli zaraz w stronę ojca.
- Pytałem gdzie on jest?! – wilkołak warknął w stronę dziewczyny.
- Nie ma go – odpowiedziała marszcząc nos. Ojciec zaraz ją puścił i odwrócił się w stronę nadbiegającego rodzeństwa. Warknął na nich głośno, ostrzegawczo, a warkot ten rozniósł się w okolicy. Aki wykorzystała ten moment do wstania. JT i Cassie natomiast zatrzymali się gwałtownie.
- Zostaw ją! Nie ma żadnego ślubu! – krzyknęła Cassie przybierając ludzką postać i podbiegając do nich. – Chciała nas tu tylko zwabić! Nas wszystkich! – krzyknęła na ojca. Ten znowu warknął.
- A więc o wszystkim wiedziałaś… - zauważył, nadal wściekł.
- Tak i nie żałuję! Popatrz na wszystkich! Popatrz jak majestatycznie wyglądamy! – znowu krzyknęła, jednak zanim dodała coś jeszcze ojciec zamachnął się i jednym konkretnym ruchem łapy rozszarpał pół twarzy dziewczyny. Ta niczym piórko wyleciała w powietrze i wylądowała gdzieś na granicach lasu. Nastało milczenie. Akela z przerażeniem spojrzała na lecące ciało siostry, jej oczy zaszkliły się. Matka dzieci krzyknęła głośno i opadła na kolana zasłaniając swoją twarz.
- Cassie! – krzyknął JT i pobiegł w stronę siostry. Nawet Shiro osłupiał z zaskoczenia.
- Ty parszywa ściero! – Aki krzyknęła nagle, a z jej gardła wydobył się głośny warkot, w przeciągu kilku sekund przybrała postać wilkołaka i rzuciła się na ojca. Dostała szału. Ją już raz uderzył, ale to… To co zrobił teraz. – Nienawidzę Cię! – warknęła i wbiła kły w przedramię przywódcy.  Ojciec jednak nie wyglądał na zbyt przejętego ugryzieniem, był od niej dwa razy większy, jednak siła ugryzienia jego córki lekko go zaskoczyła. Spojrzał w jej wściekłe oczy. Zanim zdążył przeprowadzić kontratak dziewczyna odskoczyła od niego. Wypluła krew, a kilka wielkich łez spłynęło jej po pysku.
- Niszczysz to stado od środka! Nie zasługujesz na miano przywódcy! Tym bardziej na miano ojca! – warknęła w jego stronę, czuła jak jej serce wali w piersi.
- Widziałem w Tobie dobrego zastępcę, teraz widzę jak bardzo się pomyliłem – powiedział jedynie.
- Pomyliłeś?! Zastępce?! A córkę?! Córkę kiedyś też we mnie widziałeś! We mnie, w Cassie! – krzyknęła raz jeszcze. Wilkołak stał niewzruszony, jedynie młódka nie mogła się uspokoić, chodziła to w jedną, to w drugą stronę, od czasu do czasu zerkając w stronę rannej siostry i towarzyszącego jej JT. Ich matka dała radę w końcu wstać na nogi i chwiejnym krokiem skierowała się w stronę rannej dziewczyny. Tym razem Shiro nie oponował. Patrzył na swoją młodszą siostrę – Aki, z niedowierzaniem, kręcąc przy tym łbem. Wszyscy obserwowali scenę na środku polany.
- Kiedyś byliśmy rodziną, mimo, że nazywano nas stadem! Teraz … - Wilczyca zaśmiała się nerwowo – czym jesteśmy? Podwładnymi?! Więźniami?!  Z swoich najlepszych żołnierzy zrobiłeś służbę domową! Z dzieci przedmioty, którym nadajesz wartość! Matkę chociaż jeszcze kochasz? Czy może, jak człowiek, puszczasz się na prawo i lewo?! – była wściekła. Samiec zmarszczył nos i skoczył w jej stronę.
- Nie pozwalaj sobie! Szacunku do ojca! – warknął i nagle poczuł ból. Sprowokowała go… Nie kontrolował się w tej formie tak jak ona i oberwał. Jednak nie to było najdziwniejsze… Siła z jaką oberwał… Usłyszał chrzęst swojej żuchwy i zobaczył mroczki przed oczami. Wylądował na czterech łapach, potrzepał łbem.
- Szacunek? Do ojca? – zapytała z dziwnym spokojem w głosie. – Że niby Ty? – zaśmiała się kpiąco. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem na to co działo się w centrum spotkania. – Co jeszcze ciekawego powiesz? Że to dla naszego dobra? Że nie wiem co nam groziło? Wiem… Erika wszystko mi powiedziała, nawet u niej nie masz już poparcia… - powiedziała oschle. Michael spojrzał na swoją żonę. Zapłakana tuliła w pół przytomną Cassie, patrzyła na niego, patrzyła inaczej niż zawsze. Kręciła głową.
- Przestań… Błagam Cię… Rozejrzyj się dookoła… - wyszeptała do ukochanego. Samiec zagryzł zęby i wstał na dwie łapy. Zerknął kątem oka na Akelę.
- Masz rację… Nie mam u niej poparcia – przyznał i obrócił się w stronę córki. Spokojnym krokiem ruszył do niej. Akela ponownie się wyprostowała, bacznie go obserwując. Zatrzymał się na odległość wyciągniętej łapy. Wilczyca warknęła, a ojciec położył jej łapę na ramieniu. Uspokoiła się. Spojrzała mu w ślepia z nadzieją w oczach. Milczeli przez chwilę.
- Ale to Twoja wina… - usłyszała nagle i zaraz po tych słowach zamknęła oczy. Łzy mimowolnie zebrały jej się pod powiekami. Poczuła jak szczęki ojca zaciskają się na jej ramieniu. Stała z dziwnym spokojem…

      Dopiero po chwili ojciec jej zaczął się dławić, a ona otworzyła oczy.
- Smakuje? – zapytała, połykając wielkie łzy. Z jego pyska zaczęła wypływać dziwna srebrzysta substancja, która wypłynęła z ciała dziewczyny. Ta substancja zaraz zaczęła spływać po przełyku ojca dziewczyny, wypalała go od środka. Aki  upadła na kolana pod ciężarem ciała wilkołaka, ale również z powodu zmęczenia. Od dłuższego czasu starała się skumulować całą substancję z swojego ciała właśnie w tym miejscu, przy ramieniu. Od początku była pewna, że to tak się skończy. Po prostu musiała to dobrze rozegrać. Jej ojciec był za bardzo pochłonięty szaleństwem, aby przyznać komukolwiek rację. Nikt tutaj jednak nie musiał o tym wiedzieć, nie planowała im pokazywać, że to była zwykła gra. Niech myślą, że to po prostu los tak chciał. Wilczyca czuła jak szumi jej w głowie, w oddali słyszała krzyk swojej matki i dopiero po chwili zauważyła, że ktoś odrywa od niej martwe ciało przywódcy.
- Akela! – usłyszała znajomy głos i na wpół przytomna uśmiechnęła się do swojego Wilka.
- Przeczytałeś sms’a – wyszeptała z lekkim uśmiechem na ustach… 

CDN. 
______________________________________________________
Stwierdziłam, że czas na rowinięcie historii mojej wilczycy, życzę miłego czytania. Oczywiście chętnie zobaczę wszelkie opinie. 

P.S Tak, akcja miała rozgrywać się szybko ^^

3 komentarze:

  1. Biedna Aki. Brak wsparcia ze strony rodziny jest fatalny, ale oskarżenia jeszcze gorsze. Nie wiem tylko czy zabójstwo ojca to najlepsze rozwiązanie. Przecież stado może jej nie zaakceptować jako nowego przywódcy. Mimo zastraszenia oraz podłości jej ojca... to wciąż członek ich rodziny. Tak myślę... ale stoję murem za Aki.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dziękuję bardzo za opinię ^^ w drugiej części nieco się więcej wyjaśni i będzie wiadomo dlaczego tylko śmierć mogła coś zdziałać. Poza tym Aki nie jest jako pierwsza w kolejce do przywództwa, tak więc nie będzie ubiegać się o to stanowisko ;)]

      Usuń
    2. W takim razie czekam na drugą część niecierpliwie :) A tak propo to mi się podobało, po prostu takie myśli mnie naszły po przeczytaniu :)

      Glen

      Usuń