sobota, 22 kwietnia 2017

On my way, home



Niespokojnie poruszył się na krześle, ale jego ruchy były mocno ograniczone. Związane na plecach ręce i przywiązane do siedzenia nogi. Knebel w ustach, by nie przerazić reszty królików doświadczalnych. Takie rzeczy były tu na porządku dziennym, a dla Raya nie były one pierwszyzną.  Jedyne co mógł teraz zrobić to obserwowanie swych oprawców. Czekał więc na kolejną dawkę tortur, bo inaczej tego nazwać nie potrafił.
Poczuł zimny pot spływający mu po plecach, kiedy rozpoznał odzianą w kitel kobietę. Miała znajome brązowe tęczówki, w których czaiło się coś czego nie potrafił rozpoznać. Pewna odraza i jakiś głęboki żal. Kobieta zbliżyła się do niego pewnym krokiem, w dłoniach trzymając strzykawkę. Chciał krzyknąć, by się do niego nie zbliżała ale jak zwykle zdołał jedynie zamruczeć w knebel. Powinien już to wiedzieć, jednak zwykłe, rzec by się chciało, że ludzkie, odruchy wciąż brały nad nim górę.
- No już, spokojnie Ray – kobieta pogłaskała go niemalże pieszczotliwym gestem po rozwianej czuprynie, zbyt długich brązowych włosów. – Wymizerniałeś – zauważyła, a on zdołał unieść lewą brew do góry jakby chcąc ją zapytać, czy aby na pewno nie zwariowała. Przecież nie miał żadnego wyboru. – Wyrosłeś Ray. Szkoda, że jesteś dziwadłem, byłbyś niezłą partią – uśmiechnęła się krzywo. – Ale ja wiem, to nie twoja wina, kochanie. To przez twojego ojca –warknęła łapiąc go mocniej za włosy i odchylając jego głowę do tyłu. – Spokojnie, zaraz nic nie będziesz czuł – szepnęła, wbijając mu igłę w szyję.
Ray cisnął mocno powieki, walcząc o każdą minutę. Nie chciał się jej poddać, ale znów nie dał rady. Pochłonęła go błoga ciemność, z której tak naprawdę nie chciał się już wybudzać. Tak było zdecydowanie łatwiej.
~.~
Obudził się w zimnej celi, na twardym posłaniu. Westchnął przeciągle czując metaliczny posmak krwi w ustach. Splunął na podłogę barwiąc ją szkarłatnym płynem. Zacisnął mocno pięści i z trudem dźwignął się na nogi. Odetchnął głęboko, starając się doprowadzić do porządku. Zerknął w kamerę i uśmiechnął się krzywo, pokazując w jej stronę środkowy palec. Ot tak, dla czystej satysfakcji. Niczego tym nie mógł zmienić, ale przynajmniej podnosił sam siebie na duchu. Jeszcze go nie złamali, a przynajmniej nie do końca.
Klasnął w dłonie, skupiając się na tym co robi i sprawdzając czy jeszcze to potrafi. W końcu nie miał pewności czy kolejna sesja nie odbierze mu tego czym był i za co tu trafił. Nabrał głęboko powietrza w płuca, a potem wyzwolił między dłońmi drobny płomień, który nakierował na kamerę. Ta pięknie się usmażyła, a on roześmiał się. Nie był to jednak radosny śmiech, a raczej śmiech szaleńca. O niczym tak nie marzył jak o wydostaniu się z tego miejsca, dlatego gdy tylko dwóch strażników wpadło do jego celi, był na to przygotowany. Obezwładnił pierwszego, drugiemu podpalając nogi. Ich krzyki stały się dla niego melodią pieszczącą mu uszy.
Splunął z pogardą, stając temu pierwszemu na twarzy, ale nie chciał przesadzać. Nie miał przecież pewności czy w swoim obecnym stanie da radę wyrwać się z tego więzienia. Musiał oszczędzać siły. Wyślizgnął się z celi i ruszył biegiem w stronę dochodzących głosów.
~.~
Zatrzymał się, opadając na kolana i dysząc ciężko. Ból pleców dawał mu się porządnie we znaki. Nie mógł również dobrze oddychać. Żebra musiały być w opłakanym stanie i już miał się poddać, gdyby nie to że drogę zagrodziła mu ona. Podeszła spokojnie, jakby wiedziała, że ma nad nim całkowitą władzę i ponownie złapała go za włosy, kopiąc jednocześnie w brzuch. Wypluł krew, ale odwdzięczył się jej tym samym nienawistnym spojrzeniem.
- Niegrzeczny z ciebie chłopiec, Ray – skomentowała siłą stawiając go na nogi. Drugą ręką machnęła w stronę swoich pomocników, ale w tym czasie chłopak zdołał złapać ją za szyję. Zacisnął dłoń, stopniowo ją podgrzewając. Z satysfakcją obserwował rosnące zaskoczenie w jej oczach. Puściła go, jakby licząc na litość, a wówczas, skorzystał z okazji. W jednej chwili wystrzelił płomienie z wolnej dłoni, wysadzając w powietrze maszynerię znajdującą się w kącie pomieszczenia. Płomienie szybko rozprzestrzeniły się, a przerażeni ludzie uciekli chcąc się ratować.
- Nienawidzę cię – wydusił tylko, zanim wrzucił ją w płomienie i już nie patrząc na wynik swoich zniszczeń spokojnie opuścił budynek.
~.~
Exeter przywitał go chłodnym powietrzem, które zmierzwiło mu włosy. Przymknął oczy i przez chwilę napawał się wolnością, dopiero wówczas dziękując dobrej duszy za podwózkę. Miał szczęście. Złapał stopa i udało mu się szybko przedostać do domu. Wiedział też, że nie może tu zostać zbyt długo. Nie był aż taki głupi, ale mimo to pragnął zobaczyć swojego ojca i Emily. To za nimi tęsknił najbardziej.
Miał pewne trudności z odtworzeniem drogi do domu, ale w końcu mu się to udało (choć wstyd było mu się przyznać, bo potrzebował na to dobrej godziny).
- Ray? – jego ojciec złapał go ostrożnie za ramiona, jakoś nie bardzo potrafiąc w to uwierzyć. Mimo to zaraz przytulił go mocno i rozglądając się po okolicy w pewnej obawie, wciągnął go do środka. – Musisz zniknąć – poinformował go, gdy już postawił mu kolację i zajął się jego ranami. Nie pytał o nic, jakby nie chcąc wiedzieć. Cieszył się jedynie, że jego syn wyszedł z tego wszystkiego cało. – Załatwię ci transport do Mortiel. Tam będzie ci lepiej – pogłaskał chłopaka po policzku, czując łzy spływające mu po policzkach. – Ja ich tu zatrzymam.
Mężczyzna miał wyrzuty sumienia, że nie udało mu się oszczędzić chłopakowi cierpienia i teraz pragnął mu za to zadośćuczynić. Ray skinął lekko głową, choć w tej chwili nie chciało mu się o tym myśleć. Nie chciał znów tracić rodziny, którą dopiero co odzyskał. Uśmiechnął się jednak sławo do ojca.
- Dziękuję… - wyszeptał, w duchu mając nadzieję, że ojciec mówi prawdę. Nie łatwo było zaufać komuś, kogo nie widziało się dobre osiem lat. Komuś, kto zostawił go na pastwę losu. Komuś, kto teraz pragnął odegrać rolę dobrego ojca. Ale komuś trzeba było zaufać. Nie mógł robić wszystkiego na własną rękę. 
Postanowił więc zaryzykować i… miesiąc później siedział już na statku płynącym do Mortiel. Kraju, w którym miał zacząć nowe życie.

4 komentarze:

  1. [Bogowie, jakie to smutne :< Najpierw ucieka z uwięzi, by potem zostać odesłanym gdzieś przez własnego ojca (niby powody dobre, ale nadal to smutne).
    Dobrze określiłaś motywację jego matki, nawet gdy pojawiła się na tak krótko (o ile dobrze zrozumiałam to nie było eksperymentowanie dla samego eksperymentowania). Lubimy czarne charaktery z dobrą motywacją :> ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dziękuję. Prawda? Dopiero co wraca, a już go ślą w nieznane. Dobrze, że z Gildii go nie odesłali :D Dziękuję raz jeszcze. Chciałam oddać jej motywację, choćby tylko zalążkiem.]

      Usuń
  2. [ To jest takie smutne~! Jak można być tak wyrodną matką?! No dobra, kiedyś matka mojej postaci prawie zakatowała sześcioletnią córkę, jak się dowiedziała o jej mocach, ale jednak! To takie smutne :< Już wiem za co Yensen tak lubi Ray'a. Chłopak jest twardy, dużo wytrzymał. No mam nadzieję, że dalej już nie będą go złe rzeczy spotykać! ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Dobrze, że chociaż ktoś go lubi :) Dziękuję i też mam nadzieję, że teraz już będzie lepiej :) ]

      Usuń