niedziela, 23 kwietnia 2017

Protect what matters with everything you have, or you’ll have nothing, and deserve it.

I got my heavy heart to hold me down
Once it falls apart, my head's in the clouds
So I'm taking every chance I got
Like the man I know I'm not


Willow MacDougall
nekromantka. 23 lata. Gildia.
there's nothing to fear.
bucket list.


Skoro jest przyzwyczajona do śmierci, to dlaczego budzi się z krzykiem niemal każdej nocy? Dlaczego regularnie odwiedza psychiatrę? Dlaczego dostaje ataków paniki w środku dnia? Dlaczego wspomnienia powracają tak żywo? Dlaczego słyszy krzyki, czuje krew, i strach? Jak gdyby znowu była zatrzaśnięta w tamtej starej, dębowej szafie.
Skoro nie miała złego dzieciństwa to dlaczego teraz patrzy na innych z zazdrością? Dlaczego zazdrości im, że mogli się spotykać z osobami w swoim wieku? Dlaczego oni mogli wychodzić do kina, a ona nie? Dlaczego frustruje ją fakt, że nie potrafi nawet obsłużyć pralki? Dlaczego dawała sobie wmówić, że opanowanie trzech języków martwych jest bardziej istotne niż gotowanie? Jak gdyby całe życie była zamknięta w złotej klatce, dopiero po opuszczeniu jej zauważyła, że tkwiła w więzieniu.

Woli się złościć, niż przyznać, że czegoś nie rozumie. Gdy myśli, że nikt jej nie słyszy to z kimś zawzięcie dyskutuje w pustym pomieszczeniu. Wolne chwile poświęca rozwiązywaniu sudoku, a także zagadki wszechświata. Ściany jej pokoju są pokryte papierami wypełnionymi notatkami w dziwnych językach, magicznymi kręgami, glyfami i zaskakująco szczegółowymi szkicami organów ludzkich, nieludzkich i zwierzęcych. Chciałaby umieć gotować, móc pójść z kimś do kina, albo do kawiarni, albo zrobić jakąś inną normalną rzecz, która przystaje komuś w jej wieku. Jeżeli tylko dowie się co jej przystaje.
Uśmiecha się rzadko, wręcz nigdy. Prawdziwe szczęście odczuwa tylko wtedy, gdy ma okazję rozerwać inną żywą istotę na strzępy. Co przeraża ją chyba jeszcze bardziej niż koszmary nawiedzające ją co noc.


Sometimes when we wake up, we can’t be put back to sleep.


[wiecie czego nam tu było trzeba? tsundere z PTSD.
po raz kolejny gdzieś pochowałam informacje.
niech ją ktoś nauczy robić pranie, plz.
dla śmieszków (i ewentualnych wątków *wink, wink*) polecam kliknąć w "bucket list."]

credits:
art: dr-grizscald
tytuł: Aveline z Dragon Age II
cytaty: Panic! At the Disco Turn Off the Lights
Fringe (s01e17)



174 komentarze:

  1. [Witam serdecznie! Ja! Ja się zgłaszam! :D Moja gospodyni Febe może ją nauczyć praktycznie wszystkiego, pranie, gotowanie, pizza, co tam tylko chce! ^^ Jest jeszcze Aki, z którą można wyjść do kina czy spędzić luźno czas, ale nie wiem jak Will reaguje na spotkania z nieco młodszymi heh. Po tej krótkiej reklamie życzę udanych wątków i ciekawych powiązań! Plus urocza podobizna.]

    Akela/Febe

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mhm już ją lubię. Przypomina mi trochę postać z serialu, który aktualnie oglądam. No i oczywiście jakieś pomysły się znajdą. Choćby ta nieszczęsna teleportacja :P ]

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  3. [A tam, taki koreański "Tunnel" o morderstwach generalnie. Jest taka kobietka (z twarzy ta pani przypomina tą ze zdjęcia u góry), która jest zamknięta w sobie i dość chłodna. Nieporadna trochę też, ale za to bardzo odważna.
    Hm no nie wiem czy Ray będzie starał się ją rozzłościć. Szybciej zakumplować na swój własny, nieporadny sposób. Ok, to zaraz coś wymyślę o!]

    Mieszkając w Gildii poznał wiele osobistości. Poznał też ją. Dziewczynę, która przemykała korytarzami dość szybko. Zgrabną i całkiem przestępną, ale znowu strasznie tajemniczą. Traf chciał, że pomieszkiwała tuż obok niego. W pokoju obok, więc czasem zdarzało mu się słyszeć jak z kimś rozmawia lub płacze. Ćwicząc akrobacje na miotle zdołał raz czy drugi podejrzeć jej pokój, w którym panowała istna awangarda. Papiery wszędzie i to jedno biedne łóżko, które pewnie było jej oazą.
    Tego dnia wrócił dość późno i nie mając ochoty na długie spacery korytarzami teleportował się do swojego pokoju. Zwykle nie miał z tym żadnych problemów, ale dzisiaj musiał być wyjątkowo zmęczony, bo gdy już w nim wylądował, zobaczył ją. W dość nietypowej odsłonie. Właśnie próbowała zapiąć swój stanik i najwyraźniej nie szło jej to za dobrze.
    Przełknął głośno ślinę i powoli zaczął wycofywać się do tyłu. Wolał nie zaznać jej gniewu. Jeszcze porwałaby skalpel w obroty i wydłubała z niego resztki mózgu, który posiadał. Już był niemalże przy drzwiach, gdy potknął się o coś i nie zdołał powstrzymać jęku bólu.
    Dziewczyna niemal od razu się do niego odwróciła, a on zdębiał. Tak po prostu, nie bardzo wiedzieć gdzie patrzeć. Zacisnął więc mocno powieki.
    - To nie tak, serio. Masz bardzo ładne łopatki, ale… to zupełnie nie tak – oznajmił szybko, choć już czuł że się wkopał i to niesamowicie. Czekał już jedynie na ścięcie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ale Was ciągnie do tego przedszkola ostatnio! Bardzo mnie to cieszy ^^ Pomysł jak najbardziej mi się podoba. Zaczniesz? Pójdzie nam wtedy sprawniej.]

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wolę Japońskie seriale xD Ale Koreańskie też dają radę. Plus jest taki, że najdłuższe (sensowne) mają po 20 odcinków xD Nie ciągną się jak flaki z olejem... choć pod tym względem wygrywają jednak Japońskie - 12 odcinków i fajrant :)
    Aj tam... może jakoś uda się Willow ułagodzić czy cuś]

    Pięknie. Doskonale wręcz. Wiedział, że tak to się skończy. Nie tak wyobrażał sobie swe pierwsze zetknięcie z Willow. Choć z drugiej strony próbował zwykle normalnie zagadać, ale ta jakoś zawsze gdzieś znikała. Jakby go unikała, a on kompletnie nie rozumiał dlaczego. No dobra, teraz miała ku temu powód, ale wcześniej? Nie, to nie miało sensu.
    - Nic nie widziałem, przysięgam – bronił się dalej, napierając teraz na ścianę plecami i szczerze żałując, że nie potrafi przez nie przenikać. Może kiedyś się nauczy, ale na dzień dzisiejszy był w kropce. – No poza łopatkami, ale to naprawdę piękne łopatki. Poza tym... jesteś piękna. Serio! Nie jeden by się za tobą obejrzał – zagryzł mocno wargi, czując że tylko się pogrąża i odważył się otworzyć jedno oko, by zerknąć na czerwoną ze złości i wstydu kobietę.
    - Może, może dasz się jakoś przeprosić co? Wino? Piwo? Wódka? Kolacja? – rzucił propozycjami. – Kino? Zakupy? Cokolwiek… zrobię niemal wszystko, w granicach rozsądku oczywiście – zastrzegł sobie. No bo przecież nago po Gildii latać nie będzie, skoro i tak nic nie zobaczył, co nie? Nie był zboczeńcem, po prostu fatalnie trafił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Za Cytaty piosenki Bring Me The Horizon zostawiam już okejke i błogosławieństwo. Nawet nie wiesz jak miło spotkać kogoś kto równie mocno lubi ten zespół, a w każdym razie mam wrażenie że lubisz :I
    Powiem wprost, nekromacja, magia demonów, to wszystko przyciąga Wujka Dragona jak dziewice. Do tego psychiatra. Więc na start mówię że z chęcią zgłoszę się po wątek, nawet jeśli będę odpisywał co 4-5 dni. Ale na Boga Smoków będe się zmuszał by odpisywać częściej. ]

    Dyrus
    Elenore

    OdpowiedzUsuń
  7. Chłopak omal nie wyzionął ducha, kiedy drut poszybował w jego stronę. Czuł bijące mu mocno serce, które nie chciało się uspokoić, ale mimo to zachował zimną krew. Uchylił się i odsunął od niebezpiecznego narzędzia, dotykając jego końca palcem. Od razu poczuł nieprzyjemne ukłucie i kropla krwi spłynęła mu po palcu. Poczuł mrowienie na plecach i zlizał krew, udając się powoli i ostrożnie w stronę drzwi.
    - Niebezpieczne masz zabawki – zauważył tylko. – Gdybyś się namyśliła co byś chciała w ramach zadośćuczynienia to zapraszam do pokoju obok. Nie zamierzam wykonywać robótki ręcznej – puścił do niej oczko i zaraz otworzył drzwi i tyle go widziała. Szybkim krokiem udał się do siebie i otworzył drzwi, by paść na łóżko.
    Dopiero wtedy odważył się wypuścić powietrze z płuc. Wierzba była niebezpieczna i lepiej było jej nie drażnić. To już wiedział. Pozostawało jeszcze pytanie co też może wymyślić w ramach zemsty. Wzdrygnął się na samą myśl. Nie, lepiej o tym nie myśleć.

    Ray

    [No ja już potrafię robić co innego przy japońskich :) Trochę już japońskiego umiem na szczęście ;D]

    OdpowiedzUsuń
  8. Ray zdążył w tym czasie wziąć zimny prysznic i zrobić sobie lekką kolację. Teraz siedział w spodniach od dresu, z kanapką w dłoniach przeglądając sieć w poszukiwaniu czegoś dla relaksu. Po drodze popijał jeszcze świeżo zaparzoną kawę, ciesząc się spokojem. Nareszcie, bo przecież miał ciężki dzień, wcale nie zakończony sukcesem. Teleportacja do pokoju Willow była wielką porażką, którą wciąż i wciąż rozpamiętywał. Nie rozumiał jak to zrobił i dlaczego. Skrzywił się lekko uderzając czołem o blat biurka i zerknął na pustą ścianę jakby miała mu doradzić co powinien teraz zrobić.
    Dlatego aż podskoczył zaskoczony, kiedy usłyszał pukanie. Nikogo przecież nie zapraszał… no poza Willow, ale szczerze wątpił w to by dziewczyna skorzystała z zaproszenia. Nie chciał być jednak niegrzeczny i udawać, że go nie ma, więc odłożył kanapkę i zamknął laptopa, po czym przeczesał mokre włosy dłonią idąc do drzwi.
    Jakże się zdziwił widząc dziewczynę opartą o ścianę obok. Zamrugał kilkakrotnie i przetarł oczy dłonią, ale cholera nie chciała zniknąć.
    - Uhm zapraszam – rzucił nieco zmieszany. Bałaganiarzem nie był ale wielkiego porządku też nie miał. – Napijesz się kawy? Zjesz coś? – zapytał chcąc okazać się dobrym gospodarzem i zaraz szukając czystej koszulki, by na siebie założyć. Nie będzie jej przecież świecił gołą klatą. Zagryzł nieco wargi nie bardzo wiedząc jak się zachować. Nie miał dużego doświadczenia z dziewczynami.
    - Zdecydowałaś się na jakąs formę zadośćuczynienia? – zapytał jeszcze pokazując jej wolny fotel.

    [Trochę krótko wyszło. Wybacz. Następny będzie dłuższy! :) ]

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hahaha xD No tak jakoś wyszło :D Uczę. Przez rok uczyłam się na kursie, a potem już samodzielnie. Ostatnio podeszłam do egzaminu na N5 – najniższy certyfikat – ale zabrakło mi 2 punktów do zdania. Szkoda… ale nie poddaje się i w grudniu znów podchodze do egzaminu. Dużo łatwiej mi coś zrozumieć jak słucham niż powiedzieć, ale umiałabym poprosić o jabłka czy zapytać gdzie jest księgarnia / szpital czy cuś. ]

    W końcu znalazł T-shirt i zaraz go na siebie założył, odruchowo robiąc dla Willow kawę i podając jej kubek do rąk, a właściwie wciskając. Serio, rzadko kiedy miewał takich gości i trochę się denerwował. Zaskakujące było to, że denerwował się tym bardziej niż przeklętym drutem, który prawie wydłubał mu oko.
    - Kino? – uniósł lekko brew teraz taksując ją nieco dłuższym spojrzeniem. Spodziewał się wszystkiego. Serio! Nawet sekcji zwłok czy czegoś w ten deseń, jedzenia robaków, wyrwania paznokci. No wszystkiego, ale nie kina, bo to było przecież takie banalne i… normalne. Nie takie jak jej wcześniejsza reakcja. Wyglądało jednak na to, że Willow jest nie do przejrzenia. Przynajmniej dla niego. Odchrząknął nieco.
    – Jasne, nie ma sprawy – zgodził się zaraz, by nie pomyślała sobie, że się nad tą opcją zastanawia. Bynajmniej!
    - Kiedy i jaki film chciałabyś zobaczyć? – zainteresował się zaraz, przysuwając się bliżej laptopa i szukając pobliskiego kina, by wyświetlić jego repertuar i pokazać dziewczynie, jednocześnie podsuwając jej również kanapkę pod nos. – Częstuj się – poprosił, bo głupio mu było… autentycznie głupio, że nie ma czym poczęstować.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Dzięki :) Mam nadzieję, że się uda. Chciałam zdawać już w lipcu, ale jadę do Anglii do pracy od 28 czerwca więc termin odpadł ]

    Odwrócił wzrok od komputera patrząc na nią i przetrawiając jej pytanie. Zamrugał kilkakrotnie nie do końca wiedząc co odpowiedzieć. Wzruszył więc tylko ramionami.
    - A czemu nie? - zapytał jej w końcu. - Gdybym miał się nie odzywać do każdego, kto mi śmiercią czy okaleczeniem groził, to chyba nie mógłbym się odzywać do większości populacji - uśmiechnął się lekko, na moment znów zwracając wzrok do komputera. Szukał odpowiedniego filmu, ale kompletnie nie znał gustu dziewczyny.
    - Poza tym to moja wina, prawda? Niechcący przeteleportowałem się do ciebie i miałaś całkowita rację, że się wkurzyłaś - zauważył cicho, odgarniając niesforny kosmyk włosów z twarzy.
    - Jakie filmy lubisz oglądać? Albo może gatunki? Fantasy? Wiesz, super moce i te sprawy? A może Disney? Piękną i Bestię grają właśnie... albo "Szybcy i wściekli 8"? Widziałaś poprzednie części? Ja tylko pierwszą i siodmą - przyznał spokojnie, trochę przeginając tym swoim gadulstwem, ale co poradzić. Po prostu trochę się denerwował przy tej dziewczynie. Zresztą nie brzydkiej na dodatek.
    - No i miło wyjść gdzieś razem - zakończył wreszcie, odwracając nieco wzrok. - Fajnie by poczuć się tak normalnie... - mruknął cicho, bo właśnie tego najczęściej zazdrościł ludziom. Normalna praca, normalne życie... a nie to co wszystkie stwory. Im większa rozróba, tym lepsza.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  11. - Bo zrezygnowano - stwierdził tylko nie bardzo rozumiejąc do czego ona pije. Na chwilę zatrzymał się przy "Pięknej i Bestii", by sprawdzić dostępność biletów i miejsca. - To co? Piątek, 17.00? - zapytał zerkając na rozkład jazdy w kinie. Zaproponował piątek tak całkowicie odruchowo, ale oczywiście nie był to jedyny termin kiedy mogli wyjść do kina.
    - Nie wiesz? - trochę się zdziwił, ale zaraz odwrócił się do niej i uśmiechnął lekko. - A masz laptopa? - zapytał jej zaraz, szperając trochę w szufladzie biurka i wykładając kilka płytek DVD na stół. Filmy z różnych gatunków. - No to może chcesz je trochę poznać... mogę ci pożyczyć parę filmów. "Star Wars" na przykład to takie science fiction w starym dobrym stylu, ma też elementy fantasy. To klasyka - uśmiechnął się odrobinę. Sam poznał trochę filmów, bo przecież wypadało sobie jakoś czas zabić podczas nudnych i samotnych wieczorów. Nie pytał jej nawet dlaczego ich nie zna, bo przecież nie wiedział o Willow kompletnie niczego... poza tym że cudownie się czerwieniła, była nieco nieobliczalna ale jednocześnie taka niewinna. A przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Nie chciał jej też urazić swym zachowaniem. W ostatecznym rozrachunku wzruszył tylko ramionami.
    - Możemy je obejrzeć razem - dodał od niechcenia. - Załatwimy sobie popcorn i będzie niemalże jak w kinie - wyszczerzył się do niej, biorąc zaraz łyk swojej kawy. Oblizał lekko wargi, obserwując ją teraz uważnie.
    - Wolałabyś by aranżowane małżeństwa nadal istniały? - zainteresował się tak po prostu. Był ciekaw co ona ma na ten temat do powiedzenia.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  12. Ray roześmiał się serdecznie słysząc jej wywody na temat "Pięknej i Bestii" i pokręcił lekko głową.
    - To ekranizacja bajki Disneya - wygooglował jej parę kadrów z danej opowieści. - Jestem niemalże przekonany, że różni się znacząco od baśni, którą czytałaś... choć sam jej nie czytałem - przyznał szczerze nieco tym faktem zażenowany. Z drugiej strony jak niby miał czytać, skoro przez 8 lat był zamknięty w laboratorium. Westchnął cicho, kiedy wspomnienie do niego napłynęło, po czym spojrzał na nią uważniej.
    - A czy naprawdę muszę ci być coś winny, by spędzać z tobą czas? - zapytał jej spokojnie. - No bo jeśli muszę, to nie ma sprawy... mogę parę razy niespodziewanie wylądować w twoim pokoju - puścił do niej oczko, coraz bardziej zastanawiając się gdzie też ona się wychowywała. Jej zaskoczenie było słodkie, ale i nieco niepokojące. Nie miała bladego pojęcia jak zachowywać się w społeczeństwie.
    - Hej, Willow... jak wyglądał twój dom rodzinny? - wypalił zanim pomyślał. Upił kolejny łyk swej kawy, na chwilę zamykając laptopa, ale nie chowając płyt DVD.
    - W takim razie zapraszam do siebie na seanse. Będzie popcorn, coca cola albo piwo, może pizza - wzruszył ramionami. - I będzie fajna odskocznia od rutyny - mruknął.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ale fajnie! Nigdy nie byłam w Szkocji. Zawsze chciałam. Przywieź ze sobą zdjęcia :D I pocztówkę... xD Ja również wybrałam dla Raya miejsce które znam jako miejsce zamieszkania. Moje ulubione miasto w Devon, Exeter. Pracowałam tam już 3 razy :) A potem rok temu pracowałam blisko tego miasta i w tym roku też :D]

    Ray zobaczył lecący na podłogę kubek i skrzywił się lekko, bo już widział, że popełnił błąd. Zbyt nieopacznie zapytał o jej dom rodzinny. Chciał ją zatrzymać, ale za szybko wybiegła z jego pokoju. Zacisnął nieco wargi i przez moment ze sobą debatował, by w końcu wyjść za nią. Bałaganem zajmie się później. Zapukał do jej pokoju, a nie otrzymując odpowiedzi wszedł do środka.
    Znalazł ją pod ścianą. Bladą i z nieobecnym spojrzeniem. Oblizał lekko wargi nie do końca wiedząc jak się zachować, ale przecież nie mógł jej tak zostawić. Podszedł do niej spokojnie i złapał w ramiona, nieco na siłę przyciskając ją do siebie.
    - Przepraszam, Willow. Nie wiedziałem, że masz złe wspomnienia związane z tym miejscem - szepnął delikatnie głaszcząc ją po plecach. - Tu jesteś bezpieczna. Nic ci nie grozi - odważył się powiedzieć, bo przecież jego sytuacja też nie była jakaś wspaniała. Mimo to, wspomnienia choć świeże, zdołał upchać gdzieś w kąciku swej pamięci i starał się do nich nie wracać.
    - Spokojnie - szepnął jeszcze. Nie dbał o swoje zdrowie. Był przygotowany na wszystko. Złość, wydłubanie oka, cokolwiek. Byle tylko ją uspokoić. Przecież nie mógł jej zostawić w takim stanie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ano, trudno jest zrozumieć Szkotów xD Mój mail to: m.e.wiggin@gmail.com :D Miłego pobytu, relaksu i zwiedzania też. Ależ Ci zazdroszczę!]

    Chłopak nie protestował. Ostrożnie odsunął dłonie i zrobił krok w tył wcześniej upewniając się, że dziewczyna już stoi twardo na własnych nogach.
    - Przepraszam - powtórzył po raz kolejny, krzywiąc się w myślach. Przy niej coś za często przepraszał, ale co miał zrobić? Przecież kompletnie nie znał się na kobietach. Jak się z nimi obchodzić, co zrobić... a zwłaszcza jeśli mowa było o tak kryzysowych sytuacjach, jaką przeżył przed chwilą.
    - Uhm jakbyś chciała porozmawiać czy coś... to wiesz gdzie mnie znaleźć - dodał zaraz, a przyszło mu to dość naturalnie co go nieco zdziwiło.
    - Chcesz teraz zostać sama, no nie? - spojrzał na nią tylko i uśmiechnął się tylko. - To ja... ja już pójdę - dodał zaraz wycofując się powoli i tym razem pamiętając by nie spuszczać z niej oczu. Nigdy nic nie było wiadomo, ot i cała historia!

    Ray

    [btw on taki nieporadny z tymi kobietami xD nie wie jak się odezwać i zachować xD Sama muszę mu kiedyś dramę zrobić, może spotka byłego pracownika laboratorium czy zdjęcia zobaczy xD]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Ok, to daję dramę z przeskokiem jeszcze przed piątkiem xD]

    Ray nie widział później Willow przez kolejne parę dni. Nawet próbował zerkać przez jej okno, gdy ćwiczył akrobacje powietrzne, ale jakimś cudem, nigdy nie było jej w pokoju. Tego jednak dnia miał ją zobaczyć, bo czekało ich zebranie członków Gildii, na którym założyciel chciał im coś przekazać. Raya nie bardzo interesowało to całe przemówienie, ale chciał sprawdzić czy z dziewczyną wszystko w porządku.
    Dlatego gdy tylko dotarł na salę, odszukał jej wzrokiem. Siedziała gdzieś w kącie, nieco oddalona od reszty ludzi. Skulona, ale przynajmniej zdrowa. Już nie tak blada, jak wtedy gdy widział ją po raz ostatni. Odetchnął z wyraźną ulgą i już miał się do niej zbliżyć, gdy został zatrzymany przez innego członka Gildii, który koniecznie chciał porozmawiać. Z lekkim zawodem zajął miejsce tuż obok niego.
    Chwilę później zgasły światła, a "przewodniczący" zajął głos wyświetlając prezentację. Cuda techniki jednak ułatwiały mu zadanie. Chłopak nie patrzył jednak na prezentację i nie dbał o to co było mówione, tylko cały czas, bezkarnie obserwował Willow. Nie mógł od niej odwrócić wzroku do póki nie padło:
    - ...laboratorium. Tym razem na obrzeżach Paryża. Nasz informator... - Ray zwrócił wzrok na prezentację. Pokazywała teraz wnętrza jednego z laboratoriów, w których przetrzymywano istoty "magiczne". Łudząco podobne do tego, w którym on sam był więziony tyle czasu. Białe, obdrapane ściany. Odpadające tynki i ciasne, ciemne oraz mokre pokoje, choć raczej powinien nazwać je celami.
    Nie wiedzieć kiedy zabrakło mu oddechu, a ręce zaczęły się trząść. Poczuł, że same się nagrzewają i nie mógł nad tym zapanować, kiedy walczył o każdy oddech. Przerażony tym, że może tu komuś zrobić krzywdę wstał i wyszedł z sali szybkim krokiem. Nie wiedział czy tak wypada, ale nie mógł tam zostać.
    - Och kogo ja tu widzę - kobieta zmierzająca na miejsce spotkania przystanęła przed nim i uśmiechnęła się delikatnie. - Kopę lat, Ray - oblizała delikatnie wargi. Poczuł, że serce przestaje mu bić. Właśnie zobaczył ducha. Odzianego w biały fartuch z błyskotką na szyi, sygnalizującą, że tym razem to ona jest tu więźniem. Przełknął głośno ślinę i automatycznie zrobił krok w tyłu, wpadając na ścianę. Nie chciał mieć z nią nic do czynienia. Nie chciał by znów go tam uwięziła. Nie była to jego matka, ale równie dobrze mu znana. Druga co do wielkości i najwyraźniej zamierzała odkupić swe winy. Prosić o ułaskawienie, wydając jedno z laboratoriów w ich ręce.
    To mu wystarczyło by ostatecznie się posypał. Gdy tylko go minęła osunął się o ścianie, chowając twarz w dłoniach i łapiąc szybkie, urywane oddechy.
    - Szlag - warknął na samego siebie. Obrazy, które stanęły mu przed oczyma wycisnęły łzy, a on sam nienawidził się za to. Tak bardzo się nienawidził.

    Ray

    [ok... jest drama jakaś tam]

    OdpowiedzUsuń
  16. [No jakoś tak wyszło xD Nie chciałam im robić dramy po dramie, więc skipnęłam ten czas ciutkę :P]

    Ray spojrzał na nią nieco niewidzącym spojrzeniem i spróbował otrzeć łzy, jednocześnie się od niej odsuwając. Głównie dlatego, że nie chciał jej skrzywdzić.
    - Puść - wydusił z siebie między jednym, a drugim oddechem. - Puść Willow. Nie chcę cię skrzywdzić. Nie panuję nad tym - jęknął trochę się teraz trzęsąc. Był przerażony, bał się jej zranić. Nie chciał tego, a już zobaczył, że poparzyła sobie dłonie. Szlag. Tylko tego brakowało. Spróbował wstać, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa, więc tylko wcisnął się mocniej w ścianę.
    Patrzył na nią bezradnie, a jej sylwetka powoli rozmywała mu się przed oczyma. Nie mógł skupić się na oddechu, choć próbował zastosować się do jej rad. Wziął głęboki oddech i potrzymał go trochę w płucach zanim powoli wypuścił, a potem drugi raz i trzeci.
    - Nie wiem co mam robić - jęknął, uderzając głową w ścianę po części dlatego, że wymyślił sobie że gdy tylko straci przytomność to jej nie skrzywdzi. Podświadomie próbował robić wszystko by ratować tych, którzy go otaczali, kompletnie ignorując swoje potrzeby.
    Po długich 10 minutach wreszcie złapał oddech i czując że dłonie zmniejszyły swą temperaturę ponownie spróbował wstać. I tym razem wylądował na tym samym miejscu i bezradnie oparł czoło o jej ramię.
    - Przepraszam, nie chciałem cię zranić - szepnął czując kolejne łzy, które próbował ukradkiem wytrzeć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jak tam Szkocja? Dajesz radę ze szkockim akcentem? :D]

    Ray pokręcił przecząco głową, bo w tej chwili nie chciał nawet myśleć o chodzeniu, ale jej wzmianka o tłumie wychodzących nieco go zmroziła. Zagryzł lekko wargi, po czym odsunął się od niej i oparł mocniej o ścianę.
    - Chyba jednak musze poprosić cię o pomoc - przyznał szczerze, posyłając nawet w jej stronę słaby uśmiech. Wolał nie siedzieć w tym miejscu, kiedy ci wszyscy ludzie się tu zbiorą. Nie chciał widzieć ich pogardliwego wzroku, a tym bardziej nie chciał troski. Gdyby miał teraz im odpowiadać na pytania to chyba znów wróciłaby panika.
    Poczekał więc aż Willow wstanie i złapał ją za rękę. Wspierając się na niej wstał, zaraz nieco się chwiejąc. Tylko dzięki jej wsparciu nie przewrócił się.
    - Ok... mam u ciebie dług wdzięczności - zauważył siląc się na lekki ton, choć wcale mu do śmiechu nie było. W tej chwili nie marzył o niczym innym, jak o swoim łóżku. Nie dość, że się zbłaźnił to jeszcze przed dziewczyną, na której zaczynało mu zależeć.
    - Kino w piątek aktualne, tak? - upewnił się cicho, chcąc jakoś rozładować sytuację. Z doświadczenia wiedział, że spychanie w kąt problemów nie rozwiązuje, ale przynajmniej pozwala o nich zapomnieć choć na chwilkę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  18. [W UK też tak robią. Bo u nich nie ma obowiązku przechodzenia na zielonym. Ja jak debilka za pierwszym razem stałam na czerwonym i na pasach, a ludzie tam przechodzą. Potem się dowiedziałam, że u nich jest tak: "Światła są dla samochodów, ludź jak widzi czerwone a nic nie jedzie ma prawo iść" xD Serio... potem wykorzystałam tę wiedzę w Polsce i nie dostałam mandatu xD]

    Poczuł pewnego rodzaju ulgę, gdy zapewniła go, że ma prawo do swoich reakcji. Fakt, że nie usłyszał w jej głosie fałszu ani nie zobaczył żadnej pogardy w oczach tylko go nieco podbudował.
    - Ale już 9 lat jestem wolny, powinienem przestać to tak przeżywać -zauważył cicho, podpierając się trochę ściany i skupiając się na tym by powoli stawiać kroki do przodu.
    Kolejne pytanie wbiło go w ziemię, bo nie miał pojęcia co jej powiedzieć. Był otoczony ludźmi, zawsze uśmiechnięty i towarzyski, ale tak naprawdę wcale go nie znali. Nikomu jeszcze nie powiedział co dokładnie przeżył. Zawsze machał lekceważąco dłonią, twierdząc że było i minęło. Bo po prostu nie chciał do tego wracać.
    - Nie chcę z nikim o tym rozmawiać - odparł tylko, jakoś nie bardzo potrafiąc rzucić imieniem. Uśmiechnął się krzywo. - Widzisz... ja nie mam przyjaciół - zauważył z pewną dozą goryczy w głosie. Bo właściwie, dopiero co to zauważył. - Ale to nie szkodzi - wzruszył ramionami. - Starczy mi to co mam.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  19. [Nie wiedziałam, że można się cieszyć z zielonego xDDD]

    Ray wzruszył tylko ramionami, niemal ciesząc się że są już niedaleko. - Ja nie chodziłem do psychiatry - odparł szczerze. - No i nie mam wymówki... po prostu nie jestem typem, który wszystkim ufa, no i mogę być wesoły, pogadać... ale raczej nie opowiadam o sobie - zauważył spokojnie. - Jedynym wyjątkiem jest wujaszek Yensen - przyznał szczerze, bo była to pierwsza osoba, którą poznał po tej stronie kurtyny. - Ale jego tu teraz nie ma i do niego bez alkoholu nie podchodź - zażartował cicho, po czym wyprostował się już, powoli odzyskując siły. Rozmowa pozwoliła mu na zrzucenie wspomnień z powrotem do odpowiedniej szuflady.
    - A co? Chciałabyś zostać moim powiernikiem? - zapytał jej pół żartem, pół serio. Miał wrażenie, że akurat Willow byłby w stanie opowiedzieć to i owo. Nie był pewien, czy wszystko i czy od razu, ale na pewno uchyliłby rąbka tajemnicy. Spojrzał jej prosto w oczy, po czym znów wzruszył ramionami. - Wybacz, nie było pytania.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  20. Pokiwał głową w zrozumieniu i uśmiechnął się krzywo.
    - Przesadzasz, ale rozumiem - skinął lekko głową, nie chcąc już dalej wchodzić w szczegóły. Skoro nie chciała to on jej przecież nie zmusi. Poza tym jak niby miałby cokolwiek jej powiedzieć, widząc że czuje się mało komfortowo w tej sytuacji.
    - Wejdziesz na kawę? Herbatę? Mam też lasagne - zaproponował jej w sumie od niechcenia. Przecież może jej się nieco odwdzięczyć za pomoc. No i akurat miał wyjątkowy porządek w pokoju. Ostatnio trzymał go nieskazitelnie czystego, w razie wypadku, gdyby jakaś wierzba chciała do niego wpaść. Musiał się przecież komuś pochwalić. - Obejrzelibyśmy Star Wars - uśmiechnął się, bo ten film jakoś go uspokajał i mimo, że widział całą sagę chyba z 50 razy to i tak dalej ją oglądał, czasem cytując dialogi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  21. Zamknął na moment oczy, żeby jej nie wybuchnąć. Policzył w myślach do dwudziestu, ale i to za bardzo nie pomogło. Skrzywił się lekko i cmoknął z niezadowoleniem, po czym bezceremonialnie złapał ją za nadgarstek i wciągnął do siebie do pokoju, by nie robić scen na korytarzu.
    - Nie zależy mi na najbardziej czułych i troskliwych osobach - oznajmił drapiąc się z zażenowaniem po głowie. - Nie zależy mi też na wielkim współczuciu. Nie potrzebuję go, bo to co było już minęło. Przesadzasz, bo nie doceniasz samej siebie. Nie masz zielonego pojęcia o tym jaka jesteś. Nie zakładaj od razu, że nie możesz póki czegoś nie spróbujesz - burknął, nastawiając jednocześnie wodę na kawę, by czymś się zająć i za bardzo nie przesadzić. I właśnie w takich momentach wychodziła z niego niewiedza o kobietach. Szlag! Jak niby miał się z nią teraz porozumieć. Przez chwilę patrzył beznamiętnie w czajnik wirujący na gazie, po czym odwrócił się do niej.
    - Willow, nie znam cię - powiedział coś najbardziej oczywistego na świecie. - Ale twoja obecność jakoś tak mnie uspokaja - zacisnął mocno wargi. - Chciałbym cię poznać, ale bez twojej zgody nie mogę tego zrobić... bo boję się, że powiem coś co cię zrani - zagryzł wargi i zbliżył się do niej, a potem zrobił coś o co w życiu by się nie podejrzewał. Złapał ją za ramiona i wpił się ustami w jej usta, jakby chcąc ją zapewnić, że jej potrzebuje.
    - Potrzebuję cię - wyrwało mu się, kiedy już się od siebie odsunęli i odruchowo zrobił krok w tył, zażenowany tym co zrobił. No i pięknie. Popłynął po całości. Spierdolił, jak zwykle.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  22. On sam stał jeszcze długo wpatrzony w swe własne drzwi, w ogóle zapominając o piszczącym czajniku. W końcu zirytowany piskiem machnął dłonią, wyłączając pod nim gaz i padł na łóżko plackiem. Czuł, że zrobił coś czego nie powinien, ale emocje wzięły nad nim górę. Willow teraz na pewno już się do niego nie odezwie. Miał to jak w banku i kiedy to zrozumiał poczuł jakiś ciężar na sercu. Uciążliwy ciężar. Odruchowo pomasował tę swoją pikawkę, ale nie przechodziło.
    Zacisnął nieco powieki i nabrał głębokiego oddechu, po czym podgrzał trochę lasagne i postawił ją na tacy, którą zaniósł na korytarz. Popukał do jej drzwi, ale gdy się nie odezwała z westchnieniem postawił tacę na ziemi.
    - Willow? Zjedz coś potem - poprosił. - Mówiłem szczerze - dodał jeszcze zanim wrócił do siebie znów padając na łóżko. Tym razem wyczerpany kompletnie. Fizycznie i psychicznie. Nawet nie wiedział kiedy zasnął, ale koszmary nie dały mu zbyt długo pospać. Obudził się z zamierającym krzykiem w piersi przez chwilę nie rozpoznając miejsca, w którym się znajduje. Świetnie, jeszcze tego mu brakowało. Złapał za miotłę i poszedł się przewietrzyć. Usiadł na dachu, tuż obok pokoju dziewczyny, ale nie zaglądał do niej. Jeszcze by go pozwała o jakieś zboczeństwo. Wolał tego uniknąć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  23. Ray niemal podskoczył zaskoczony, kiedy okno niespodziewanie się otworzyło. Zagryzł wargę zerkając na Willow, ale nie odezwał się pierwszy, obserwując w spokoju budzący się do życia świat. Nastawał kolejny dzień, dzień lepszy od poprzedniego. Przynajmniej taką miał cichą nadzieję. Dopiero po dłuższej chwili dotarły do niego słowa dziewczyny.
    - Nikt nie jest ideałem. Ja również nie wiele umiem i nie mogę powiedzieć by mnie wychowano... miałem 8 lat, kiedy zabrano mnie do laboratorium... i 16 kiedy z niego uciekłem - wyjaśnił spokojnie. - Panikuj do woli... bo z czasem ta panika przestanie istnieć, a ty nauczysz się czegoś nowego. Strach przed paniką nie powinien nas powstrzymywać - oparł się na łokciach, wyciągając wygodniej na dachu, uparcie wpatrując się we wschodzące słońce i ciesząc się pierwszymi jego promieniami.
    - Mi również zdarza się panikować - przyznał ze śmiechem. - Na przykład, kiedy widzę węże... mogę zwalczać najdziwniejsze stwory, ale kiedy mam przed sobą węża to oblewa mnie zimny pot - może słaby przykład, ale chciał jej przez to pokazać, że nie każdy jest idealny. Każdy ma swe słabości i czasem staje przed trudnym wyborem. - Ale myślę, że wszystkiego powinno się spróbować i zdecydować co jest dla nas najlepsze - zakończył ciszej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  24. [Spoczi ^^ ja grzecznie czekam]

    OdpowiedzUsuń
  25. (sassy go go xD)

    Bez słowa chwycił ją mocniej za rękę i pomógł jej wejść na dach. Posunął się nawet trochę by zrobić jej więcej miejsca, ale nie objął ramieniem, nie chcąc jej płoszyć.
    - Nie do końca sam. Otoczony masą ludzi w białych fartuchach. No i nie tylko mnie tam trzymano - mruknął w odpowiedzi, nadal nie mogąc się przemóc by wspomnieć o swojej matce. Przecież nie chciał jej przerazić, bo miał wrażenie, że gdyby dowiedziała się że w ostatecznym rozrachunku ją zabił... nie chciał wiedzieć co by wtedy zrobiła.
    - Ta kobieta co tu dziś przyszła... była jedną z tych ludzi - wyjaśnił cicho, przeczesując palcami włosy i uparcie na nią nie patrząc. Jakoś tak nie potrafił. Bał się tego, co mogłaby zobaczyć w jego oczach. To był pierwszy raz jak w ogóle wracał wspomnieniami do tamtych dni i cokolwiek opowiadał komuś z zewnątrz.
    - Ależ ja nie insynuuje, ja to już wiem - puścił w jej stronę oczko, również uśmiechając się odrobinkę. - Teraz wystarczy cię tylko do tego przekonać - roześmiał się lekko. I był to szczery śmiech, który jego samego zaskoczył.

    Ray (który już wie)

    OdpowiedzUsuń
  26. - Jest, ale nie zamierzam się z nią widzieć - odparł szczerze. Nie czuł się na siłach na taki wybryk. Nawet nie wiedziałby co miałby jej powiedzieć. Już szybciej ściąłby jej głowę lub podpalił całą. Położył się teraz wygodniej na dachu, obserwując niebo nad nimi.
    - Mój tata mnie tu wysłał - uśmiechnął się nieco. - Nie wiem tylko czy chciał mi pomóc, czy uciszyć swe sumienie - westchnął. - Od tamtej pory nie miałem z nim kontaktu... - mruknął i wcale nie był pewien, czy chciałby się z nim kontaktować.
    - Szkocja - rzucił zaraz słysząc jej akcent. - Pomyśleć tylko, że tak niedaleko od siebie mieszkaliśmy - uśmiechnął się kojarząc teraz fakty. No tak, przecież miała typowe dla Szkotów rude włosy, które teraz wpadały jej w odcień nieco kasztanowy. Nie pytał już o jej rodzinny dom, bo trochę się bał poruszać tego tematu.
    - Lubisz oglądać wschody słońca? - zainteresował się zaraz, wciąż ukradkiem zerkając w jej stronę. Jakoś tak fascynowała go ta dziewczyna. Była krucha, ale jednocześnie niebezpieczna.

    Ray (TAJEMNICA!)

    OdpowiedzUsuń
  27. Skinął delikatnie głową w odpowiedzi na jej propozycje. Miło było wiedzieć, że w razie czego będzie mógł skonfrontować się ze swoimi demonami ze wsparciem drugiej osoby. Jednak już wiedział, że tym razem tego nie zrobi. Nie widział też w tym sensu, w końcu zniszczył tamto laboratorium, a ona była pierwszą, która zwiała, zostawiając jego umierającą matkę na pastwę losu. Cóż szczurów nie ogarniesz, a oni właśnie tak się zachowywali.
    - Z ojcem? - nieco się zdziwił zerkając na nią. - Ale ja nie jestem z nim pokłócony czy coś - wyjaśnił spokojnie, bo faktycznie tak nie było. Po prostu zachowywał się dokładnie tak samo, jak ojciec przez osiem lat jego więzienia. Brak jakiegokolwiek zainteresowania. No może pozornego, bo dzięki Timmy śledził jego losy.
    - Przykro mi - szepnął odruchowo, trochę się martwiąc tym brakiem jej rodziny, choć z drugiej strony nie wiedział co gorsze. Jego rodzina była wyjątkowo specyficzna. - Jak sobie... - chciał zapytać o to jak sobie radzi z tym faktem, ale w porę ugryzł się w język. - Nie chciałabyś kiedyś założyć swojej rodziny? - zmienił pytanie z czystej ciekawości, bo w dzisiejszych czasach to wcale nie było takie oczywiste.
    - No dobra, masz rację - roześmiał się serdecznie, kiedy wyciągnęła ten wniosek o ich bliskim mieszkaniu. Miała stuprocentową rację. Bliżej można było mieszkać jedynie będąc w związku lub wynajmując pokój u kogoś na chacie.
    - Lubię, chyba bardziej niż zachody - przyznał spokojnie. - Bo wiesz, to taki czas, kiedy niewiele osób nie śpi i można się po prostu odprężyć oglądając ten cud natury - wyjaśnił z delikatnym uśmiechem. - Ale jeszcze bardziej uwielbiam oglądać ciemne, rozgwieżdżone niebo.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  28. Ray zawahał się i nerwowo oblizał językiem swe wargi. Jakoś tak nie bardzo chciał rozmawiać o swojej rodzinie, ale z drugiej strony, skoro już zaczął to wypadało skończyć, a nie uciekać od tematu.
    - Mam siostrę - zdecydował się na bezpieczną odpowiedź. - Ale ona nie ma z magią nic wspólnego - dodał zaraz. - Na razie nie jestem gotowy by w ogóle rozmawiać z ojcem. Nie czuję takiej potrzeby. Wiem co u nich i to mi wystarczy - wzruszył ramionami, po czym zerknął na nią z delikatnym uśmiechem.
    - Skoro jesteś ostatnią z rodu... to przecież możesz zmienić tradycje na takie, które tobie będą bardziej pasowały... albo znaleźć sobie chłopa, który da się usiedlić - zaproponował takie rozwiązanie, choć nie był pewien czy to takie proste. Ba, podejrzewał nawet, że nie do końca.
    Słysząc burczenie swego brzucha, ale i koncert jaki wydawała Willow wybuchnął śmiechem.
    - Na śniadanie mam pancakes. Całkiem niezłe mi wychodzą. Wpadniesz? Jedząc je z kimś, smakują lepiej - zauważył wesoło zbierając się z dachu i przeciągając lekko. Poślizgnął się nawet i z trudem utrzymał równowagę, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. - No chodź. Nie będą zatrute - zapewnił ją, podając jej dłoń.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  29. Ray już miał ją łapać, ale nie zdążył. W pierwszym odruchu spanikował, patrząc jak dziewczyna spada. Zacisnął ręce mocniej na miotle oceniając swe szanse, ale przecież nie było czasu na wahanie. Raz kozie śmierć.
    Zaklął pod nosem, od razu wsiadając na miotłę. Tak było szybciej i bezpieczniej. Bo przecież nie mógł założyć, że uda mu się ją złapać po teleportacji. Nie ten poziom wtajemniczenia jeszcze.
    Zanurkował mocno pikując w dół i szybko ją wyprzedzając. To wówczas chwycił ją za rękę i wyhamował nieco się przy tym krzywiąc.
    - Cholera, zawału przez ciebie dostanę - burknął zły na samego siebie. Powoli złapał równowagę na miotle i puścił drugą dłoń wciągając ją sobie na kolana. Objął ją ramieniem, nie chcąc puścić ani na moment. - Nie rób tak więcej, głupolu - poprosił ją, wciąż czując mocno bijące serce. Przestraszył się i to nie na żarty, ale na szczęście już ją miał.
    - No, ale teraz wyjścia już nie masz... lecimy do mnie - nakierował miotłę na swoje okno i podwyższył nieco lot.

    Ray (bohater od siedmiu boleści)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  31. W odpowiedzi Ray uniósł lekko brew i chwytając ją nieco mocniej zmusił miotłę do wykonania beczki w powietrzu, po czym zawisł wraz z nią do góry nogami.
    - Wiesz jak to jest... bohater zawsze przybywa nieco spóźniony - zauważył wciąż z nią tak wisząc. - Poza tym uznałem, że potrzeba ci trochę adrenalinki - dodał z zawadiackim uśmiechem, za chiny nie chcąc się przyznać, że po prostu tak się przestraszył, że spadnie iż sparaliżowało go na parę chwil. Wyrównał lot chwilę później i wreszcie podleciał do swojego okna, pomagając jej wejść do pokoju. Zaraz znalazł się obok niej.
    - Rozgość się - uśmiechnął się do niej. - Teraz to już na pewno brakuje ci sił - pokazał jej język, odstawiając miotłę do kąta. Zawsze miał ją pod ręką, ale nigdy nie używał do zmiatania podłogi. Do tego służyła inna, no bo kto to widział, by latać na brudnej miotle.
    Widząc, że dziewczyna siada na jego łóżku podszedł do aneksu kuchennego, wcześniej wyciągając potrzebne składniki do pancakesów. Dość sprawnie wyrobił ciasto, jednocześnie palcami podpalając gaz i zaczął smażenie.
    - Myślałaś kiedyś o tym, by samą siebie wydziedziczyć? – zainteresował się będąc w trakcie smażenia kolejnego placka. – No wiesz, wystąpić z rodziny i mieć ich w przysłowiowej dupie? – wyjaśnił, po czym zerknął na nią. – Ja myślałem i od czasu do czasu nachodzą mnie takie myśli, ale chyba za bardzo lubię Emily… moją siostrę – dodał z uśmiechem, bo tylko ona powstrzymywała go od tego ruchu. Rozłożył naleśniczki na dwa talerze i postawił je na stole, dostawiając do nich dżem, sos klonowy i czekoladę oraz cukier puder.
    - Częstuj się. Na zdrowie – wyszczerzył się do niej, zadowolony z wyglądu naleśników i zaraz próbując jednego by upewnić się, że wyszły dobre.

    Ray (który po publikacji uznał, że było za krótko)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ray za to postawił na sos czekoladowy, bo miał wyjątkową ochotę na coś słodkiego. Postawił im jeszcze dwa kubki z parującą herbatą i od razu upił porządny łyk. Przyjął do wiadomości jej odpowiedź, póki co nie pytając o nic więcej. Grubsza sprawa i historia na inny czas. Może kiedyś jeszcze do tego wrócą. Kiedyś na pewno.
    - Emily to moja młodsza siostra, ale raczej za bardzo mnie nie pamięta. Miała 6 lat, kiedy mnie zabrano, a potem widzieliśmy się tylko miesiąc. Wyrosła na fajną dziewczynę. Nie jest uprzedzona do magicznych istot, bo przecież mój ojciec jest jednym z nich – uśmiechnął się lekko. – Nadal przebywa w Exeter i z tego co wiem chodzi tam na uniwersytet. Potem dostanie dobrą pracę i ułoży sobie życie wśród nie magicznych. Lepszej kariery nie może mieć, co nie? – uśmiechnął się do niej, wyciągając telefon i pokazując jej zdjęcie ich rodziny czteroosobowej rodziny. – To ja, a to moja siostra – pokazał na dwa brzdące uśmiechające się do kamery. – Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że władam ogniem – zaśmiał się lekko, przesuwając parę zdjęć, by pokazać jej zdjęcie Emily, które ta przesłała mu niedawno. – A tak wygląda teraz. Ten obok to jej chłopak – wzruszył ramionami, bo nigdy go przecież nie poznał i raczej już tak się nie stanie. Zaraz też schował telefon i wrócił do jedzenia.
    - Moja rodzina jest zdrowo szurnięta, a Emily jest z nas wszystkich chyba najnormalniejsza – dodał jeszcze, popijając znów herbaty. Gorący płyn był mu teraz wybawieniem. Pozwalał się zrelaksować i uspokoić trochę adrenalinę, która nie tak dawno go nawiedziła.
    - Jesteś nekromantą – bardziej stwierdził niż zapytał. – Jak to wszystko się odbywa? Nie znam się na tych sprawach, pokażesz mi to kiedyś? Nie teraz oczywiście, ale nie wiem… za jakiś czas? Chciałbym zobaczyć cię w akcji – przyznał spokojnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  33. Chłopak słuchał jej ze stoickim spokojem, powoli wcinając swoje jedzonko. Jemu również takie rozmowy nie przeszkadzały. Nawet i przy jedzeniu, bo przecież gdyby tak było to by odczekał chwilę, zanim ją o to zapytał. Skinął tylko głową na wzmiankę o ghoulu. Zdarzyło mu się z takim jednym walczyć i wcale nie okazał się łatwym przeciwnikiem. Na szczęście jednak wszystko skończyło się dobrze.
    - Nie masz za co dziękować, przyjemność po mojej stronie - uśmiechnął się lekko. - Wpadaj na jedzonko kiedy tylko masz ochotę - dodał zaraz, po czym upił łyk herbaty by przez chwilę zastanowić się nad jej kolejnym pytaniem. Pytaniem, którego się obawiał, ale wiedział że w końcu padnie.
    - Zdenerwowałaś mnie wtedy. Nie tym, że we mnie nie wierzyłaś, tylko tym że siebie nie doceniałaś - odezwał się w końcu. - A mnie na tobie zależy... i to chyba bardzo... nie wiem, pierwszy raz coś takiego czuję - westchnął ciężko. - Nie żałuję, że cię pocałowałem... i chętnie zrobiłbym to jeszcze nie raz - mruknął nieco zawstydzony swą śmiałością. Nauczył się już jednak, że przy Willow szczerość i bezpośredniość są najlepszą taktyką jeśli chodzi o rozmowę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  34. Ray nie mógł powstrzymać się od delikatnego uśmiechu. On też cieszył się z jej szczęścia, bo to znaczyło że Willow też żywiła do niego jakieś cieplejsze uczucia. Posprzątał po śniadaniu i zaparzył im kawy, jeden kubek stawiając przed dziewczyną.
    - Chciałbym cię bliżej poznać - przyznał szczerze. - Ale bez pośpiechu, powolutku... - dodał zaraz, żeby jej nie przerazić swą śmiałością. Od tak. Małymi kroczkami.
    Poczuł jak serce skacze mu radośnie w piersi i aż położył na niej dłoń, chcąc je nieco uspokoić. No bo co to miało być? Był facetem do jasnej ciasnej, a zachowywał się jak baba.
    - Jutro jesteśmy umówieni do kina - upewnił się, że Willow o tym pamięta. - A dziś masz jeszcze jakieś plany? - zainteresował się, żeby po prostu jakoś zagaić. Zejść z ciężkich tematów i pogawędzić o czymś bardziej przyjemnym.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  35. [ jeeeeezu! jak mnie długo nie było! wybacz!
    Willow jest cudowna <3 sama kiedyś prowadziłam nekromantkę, więc wątek uważam tutaj po prostu za konieczność. ]

    Yensen & Ninath
    a z Garrusem już mamy

    kocham Cię :3

    OdpowiedzUsuń
  36. [Właśnie do mnie dotarło jak wiele wątków prowadzę tą postacią xD a zaczęcie jak najbardziej pasuje]

    Febe jak zawsze, w ciągu tygodnia, czas spędzała w przedszkolu z swoją małą grupą przedszkolaków. Ostatnio na szczęście nie musiała zajmować się nimi samotnie, gdyż pomagał jej Ray. Dzisiaj, cóż, nie pojawił się w pracy. Meduza postanowiła zabrać swoje stadko na świeże powietrze, rano dzieci miały spore nadwyżki energii, a ona osobiście uważała, że takie stany najlepiej spożytkować na świeżym powietrzu. Właśnie szykowała się do wyjścia, gdy nagle dostała wiadomość o zastępstwie jakie zostało wysłane do przedszkola. Kobieta zdziwiła się, że znalazł się ktoś jeszcze, kto przyjął takie zlecenie, ale nie narzekała. Kiedy wychodzili na zewnątrz zobaczyła nieznajomą dziewczynę przy wejściu na jej teren. Uśmiechnęła się ciepło, pasowała do opisu zawartego w wiadomości.
    - Lećcie do ogrodu, ja zaraz do Was dołączę - zwróciła się do dzieci. Jej córka - Ines, zaraz poprowadziła grupę przedszkolaków za budynek, do rozległego ogrodu z altanką. Febe natomiast skierowała swoje kroki w stronę dziewczyny.
    - Cześć, przyszłaś na zastępstwo do pomocy? - zapytała. - Mogę poznać Twoje imię? Muszę się upewnić, że Ty to Ty, inaczej rodzice tych szkrabów pozbawią mnie głowy - uśmiechnęła się pod nosem. Syn kobiety - Rahim, jako jedyny nie oddalił się sprzed wejścia razem z innymi dziećmi, stał i lustrował nieznajomą swoimi zielonymi, bystrymi oczyma. Nie miał w zwyczaju za dużo mówić, praktycznie nigdy się nie odzywał, ale bacznie wszystko obserwował.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  37. Ray skinął lekko głową. Sam nie wiedział jak ubrać w słowa to co się z nim w danym momencie działo. Czuł ciepło rozchodzące się po całym jego ciele oraz pewnego rodzaju nostalgię. Zaśmiał się w duchu, gdy wspomniała o obchodzeniu się z nią jak z jajkiem. Miała rację, ale z drugiej strony on nie miał pojęcia jak inaczej miałby się z nią obchodzić. W końcu nie chciał jej skrzywdzić, więc wolał robić to co już wiedział, że było w porządku.
    - Chętnie na to przystanę – uśmiechnął się do niej i upił łyk kawy. – Tylko ze mną problem jest taki, że straciłem 8 lat dorastania i nie do końca wiem jak obchodzić się z kobietą, na której naprawdę mi zależy – wyjaśnił spuszczając nieco wzrok i obrysowując palcem krawędź szklanki. – Wszystko co robię jest podyktowane instynktem, a nie wiedzą… więc uhm jeśli szukasz kogoś doświadczonego, to niestety nie ja – przyznał z kwaśnym uśmiechem na ustach. – Chciałbym ci powiedzieć co innego, ale po prostu nie mogę. Chciałbym potrzymać się za rękę, przytulić i pocałować – dodał w odpowiedzi o jej bliskość. Na razie nie poruszał tematu zbliżenia całkowitego, bo przecież nie byli jeszcze na tym etapie. Tak przynajmniej myślał, najpierw poznać, zrozumieć się nawzajem, a potem myśleć co dalej.
    - Pytaj o co chcesz, Willow… jak nie będę gotowy ci na coś opowiedzieć to po prostu cię o tym poinformuję – zdecydował, że szczerość przynajmniej powinna być punktem wyjścia każdego związku. Nie chciał mieć przed nią żadnych tajemnic.
    - Czyżbym miał to potraktować jako zaproszenie? – uniósł lekko brew. Sam nie miał tego dnia żadnego zajęcia, a jakoś nie bardzo chciał siedzieć w tym samym budynku do ta kobieta. Dlatego pragnął złapać się wszystkiego co tylko mógł by się stąd wyrwać. – Postaram się ci nie przeszkadzać – obiecał zaraz, już się ciesząc na wspólną przygodę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  38. - To świetnie - ucieszył się, że nie będzie musiał zostawać sam ze swoimi myślami. Faktycznie do 13 zostało jeszcze trochę czasu, co zauważył zerkając wcześniej na zegarek. Słysząc jej tyradę podszedł do niej i objął od tyłu, opierając głowę o jej ramię, sam siebie zaskakując swą śmiałością. Uśmiechnął się lekko, czując jej ciepło przy swym ciele. Aż chciało mu się skakać z radości, że może ją tak trzymać.
    - Póki co, to mi wystarczy – zapewnił ją spokojnie. – I nie martw się swym brakiem przyzwyczajenia do dotyku. Przebrniemy przez to – zapewnił ją, zaraz krzywiąc się nieco, kiedy usłyszał pytanie o jego poprzednie związki. To wówczas odsunął się nieco od niej i zagryzł wargę z lekkim zażenowaniem. No i jak on miał jej opowiedzieć o swoich nocnych przygodach? No jak? Szlag! Nikt mu nigdy nie mówił, że to takie trudne będzie.
    - Znaczy to nie tak, że nikogo nie było… - odchrząknął, jakoś tak czując że właśnie stanął przed pierwszym murem. No bo jak miał jej wyjaśnić, że raczej po jednej nocy się kończyło i nie było tego jakoś szczególnie dużo. – Wiesz jak jest po alkoholu… - wymamrotał. – Przygody na jedną noc i nic więcej, jakoś tak nie znalazłem kogoś o kogo chciałbym się postarać – wyjaśnił nieco przerażony tym swoim wyznaniem. Zaraz jak nic dostanie w twarz, albo obrazi się i wyjdzie. Zacisnął mocno powieki, czekając na jej reakcję.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  39. Ray omal nie spalił się ze wstydu słysząc te jej żarty. Zdołał jedynie wydobyć z siebie nerwowy śmiech i spojrzeć gdzieś w bok. No bo co miał powiedzieć? Co było w przeszłości to było. Każdy jakoś radził sobie ze stresem. Jego sposobem był seks.
    - Tak sobie radziłem ze stresem - wyjaśnił cicho, jakoś nie dając się dłużej w szczegóły. - Ale od roku nie było tu żadnego kochanka czy kochanki - dodał zaraz. - Słowo honoru. Jakoś tak przestało mnie to bawić - zapewnił ją. Wydawało mu się, że zdążył się już wyszaleć i teraz mogło już tylko iść ku lepszemu. Dlatego ponownie złapał go w ramiona i ucałował ją lekko w policzek.
    - Nie będzie żadnych kochanek ani kochanków - obiecał to jej i zamierzał dotrzymać słowa. Wszystko co robił, robił na sto procent, a teraz zamierzał oddać się całkowicie w ten ich raczkujący związek. Nic innego nie miało teraz większego znaczenia.
    - A ty nie miałaś jeszcze ani jednego? - zainteresował się, chcąc trochę posłuchać o jej doświadczeniu. - Przez ten miesiąc? Przecież jesteś pociągająca... - dodał uśmiechając się do niej nieco zadziornie.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  40. - Kiedyś cię nie znałem - zauważył spokojnie chłopak, odsuwając się już od niej i siadając na łóżku. - Miałem 16 lat, kiedy tu trafiłem - wskazał na ten pokój. - Byłem smarkiem... - przestał na moment, bo przecież nadal nim był, choć w życiu by tego nie przyznał. Utrzymywał, że teraz był już dorosły i doskonale wiedział co robić, a czego nie. - I nie wiedziałem jak poradzić sobie z demonami siedzącymi tu - postukał się po głowie, jakoś tak czując że wciąż nie do końca wie co z nimi robić.
    - Nie opanowałem dobrze teleportacji - mruknął. - Zdarzało mi się lądować w pokojach ludzi, którzy akurat uprawiali seks... i nie chcesz wiedzieć co się wtedy działo - zaśmiał się gorzko na wspomnienie tamtych chwil. Jeśli miał szczęście kończyło się na wyzwiskach i kilku siniakach.
    - Nadal mam z nią problem. Po co miałbym teleportować się do ciebie, kiedy się przebierałaś? - uniósł lekko brew, czując że popełnił błąd przyznając się jej do swych problemów. - Zwykle nie zapraszam dziewczyn do pokoju... - mruknął. - A moje przygody kończyły się w hotelach - dodał z niesmakiem, bo hotele były najbardziej uprzywilejowane ze wszystkich miejsc, w których zdarzało mu się kończyć.
    - Dużo piłem, zapijając smutki... - dmuchnął sobie w grzywkę, cały czas na nią patrząc. Nigdy jeszcze o tym nikomu nie mówił, no może poza Yensenem, który zazwyczaj odprowadzał go ledwie przytomnego do pokoju. - Głupi byłem, Willow i dużo żałuję... ale potem zacząłem dostrzegać co robię nie tak. Starałem się zmienić i myślę, że się udało. Przynajmniej trochę. Zmieniłem się na lepsze - wymamrotał, patrząc na swoje dłonie i powoli wytwarzając w nich ognistą różę czy kulę, która zaraz zniknęła. - Nauczyłem się kontrolować swoją magię... w stopniu zadawalającym, acz jeszcze nie wybitnym - uśmiechnął się do swoich myśli. - I przestałem tyle pić - mruknął biorąc sobie swoją kawę i upijając z niej porządny łyk.
    - Ty zostałaś wychowana z zasadami, ja nigdy tych zasad nie poznałem. I choć może te zasady nie są najlepsze to jednak są i zazdroszczę ci trochę, że możesz się nimi kierować. Ja wymyślam swoje własne zasady i często wpadam do dziury bez dna, z której nie mogę się wydostać - mruknął patrząc przez okno, na ładnie przygrzewające teraz słoneczko. Wydawało się, że ten dzień będzie słoneczny. Ulewa im nie groziła.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  41. - Nie musisz mi pomagać... - odparł cicho, gryząc się w język by nie wyjść na kompletnego mięczaka. Głowa sama mu opadła na jej ramię i przymknął zaraz oczy. Trochę kręciło mu się w głowie po porannych ekscesach, a przejmujący chłód wdzierał się w każdą komórkę jego ciała. No i pięknie, jeszcze tego mu brakowało. Nienawidził być chory.
    - Nie musisz nic mówić, Willow. Już zaraz wróci mi humor i będę zwyczajnym Rayem - obiecał jej unosząc kciuk w górę, ale wciąż trzymając głowę na jej ramieniu. Tak mu było po prostu wygodnie i czuł jakąś taką ulgę. Może i nawet na sercu? Bo wreszcie się komuś wygadał. Powiedział co mu na sercu leży. Nawet jeśli tylko odrobinę to jednak.
    - Dziękuję - oznajmił w końcu, zerkając na nią i uśmiechając się do niej delikatnie. - Że mnie wysłuchałaś. Tyle mi w zupełności wystarczy.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  42. [Nie ma sprawy xD U mnie też różnie z odpisami, jedne krótkie, inne długie :) ]

    - Dobry pomysł - zgodził się z nią, ale jakoś tak nie ruszył się z miejsca. Dobrze mu przy niej było i nie chciał tego zmieniać w najbliższej przyszłości. Ba, nawet pokusił się o stwierdzenie, że chciałby tak trwać przez całą wieczność, ale doskonale wiedział, że nie ma na to szans.
    - O której mam być na dole? - zapytał jej jeszcze, przymykając oczy i skupiając się na otaczającej ich ciszy. Pomyślał nawet, że zaczyna uwielbiać to uczucie. - Wiesz, nie chcę się spóźnić przypadkiem - uśmiechnął się lekko wreszcie się prostując i zerkając na nią spokojnie. - Jeszcze tego brakowało, bym spóźnił się na umówione spotkanie - zaśmiał się nieco, przeczesując palcami swe włosy. Przeciągnął się lekko, czując że całkiem zdrętwiał.
    - Uważaj na siebie - poprosił ją jeszcze, wstając z zamiarem odprowadzenia Willow do drzwi. - Widzimy się później - pogłaskał ją lekko po policzku, jakoś tak nie mogąc się od tego powstrzymać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  43. [No właśnie zauważyłam xD Następnym razem gościmy się w jej pokoju o! xD Biedny laptopek... ale biedniejsza ty :*]

    Wmurowało go. Kompletnie. Długo jeszcze zastanawiał się co tym razem zrobił nie tak, po tym jak go opuściła. Tym razem jednak za nią nie poszedł. Uszanował jej potrzebę pobycia w samotności, a poza tym obiecała mu to wyjaśnić w swoim czasie. Póki co tyle mu wystarczyło. W końcu nie musieli się z niczym spieszyć. Chciał by wszystko toczyło się powoli, ale do przodu. Bez pośpiechu, zdenerwowania czy bezpodstawnej dramy.
    Zgodnie z jej radą, położył się do łóżka i przysnął na trochę, budząc się tuż przed budzikiem z temperaturą. Mimo to, wziął prysznic i przebrał się. Nie zamierzał jej wystawiać, a poza tym nie raz już chodził w takim stanie i wykonywał dziwne zadania. Powoli wyszedł na dwór, już widząc ją przed budynkiem Gildii.
    - Gotowa? - zapytał z delikatnym uśmiechem, łapiąc ją zaraz za rękę i splatając ich palce ze sobą. - No to trzymaj się mnie - dodał zaraz i teleportował ich oboje wprost do Cledo. No, prawie. Wylądowali na jego obrzeżach. Tuż za tabliczką z napisem "Cledo Wita".
    - Żyjesz? - zapytał dziewczyny, nieco przerażony. W końcu zdecydował się na ten ruch zupełnie nie pytając jej o zdanie. Pamiętał też swoje pierwsze razy z teleportacją. Kończyły się w łazience ze zwróconym obiadem. - Może lepiej usiądź... - poprosił jej. - Głowa między nogi i oddychaj - zaczął głaskać ją po plecach, chcąc w jakiś sposób pomóc. - Widzisz... ze mną nie ma czasu na nudę - spróbował to wszystko obrócić w żart. - Ale nie... serio mówię. Zawsze coś wywinę - puścił do niej oczko, przysiadając tuż obok niej. - No dobra, to gdzie dokładnie czeka robota? Stąd można stopem... powinniśmy być w centrum za jakieś 10 minut, jeśli trafimy na dobre duszyczki - dodał zaraz, zaczynając żałować, że w ogóle wpadł na pomysł teleportacji.

    (bezmózgi) Ray

    OdpowiedzUsuń
  44. - Wcale bym się nie obraził, gdybyś mnie pocałowała - zapewnił ją ochoczo chłopak, jakoś tak czując, że może wtedy mógłby jej to jakoś zadośćuczynić, a sam fakt że proponowała coś takiego tylko niezmiernie go ucieszył. Nawet przez moment zapomniał o tym, że obraz trochę rozmywa mu się przed oczyma i wyszczerzył się do niej radośnie.
    - Oj tam, pomyślałem, że tak będzie lepiej - przyznał spokojnie, odpowiadając szybko na jej niezadane pytanie. - Następnym razem uprzedzę - dodał, zamykając się gdy położyła dłoń na jego czole. Tym razem to on odsunął się od niej niczym oparzony i przeczesał palcami włosy.
    - Nic mi nie jest - odparł twardo na postawioną przez dziewczynę hipotezę. - Ot stan podgorączkowy. To nic wielkiego - wzruszył ramionami, zaraz próbując trochę obrócić całą sytuację w żart. - W końcu gorący ze mnie chłopak - puścił do niej oczko, teraz już powoli ruszając w stronę drogi.
    Co innego miał jej powiedzieć? Że przyszedł tu z nią, bo nie chciał jej wystawiać? Że martwił się o nią i jej zadanie? Że nie chciał by coś jej się stało? Nie ma takiej opcji. W życiu jej tego nie powie.
    - Nie przejmuj się moją gorączką, tylko zajmijmy się zadaniem. Potem będziesz mogła się martwić i się mną zaopiekować - uśmiechnął się przyjaźnie machając zaraz dłonią by zatrzymać jedno z aut. - Przepraszam, państwo do centrum? A znajdą się dwa miejsca? Moja dziewczyna jest w ciąży... - wyjaśnił, na prędko szukając jakiejś wymówki. - Zaatakowały ją przed chwilą poranne mdłości... będę wdzięczny za pomoc - zrobił żałosną minę, a potem uśmiechnął się do Willow, obejmując ją ramieniem. - To jak, wsiadasz kochanie? - zapytał jej wesoło.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  45. Ray skapitulował słysząc jej wyjaśnienie. Może i zachował się jak idiota, ale naprawdę chciał jej w tym pomóc. Teraz natomiast wsunął dłonie w kieszenie swojej bluzy i skinął lekko głową.
    - W porządku, nie będę ci w nim przeszkadzał - odparł tylko, uznając to za wystarczającą odpowiedź. - Domyślam się, że pociągami też nie jeździsz - dodał zaraz bardziej stwierdzając niż pytając. Oparł się nieco wygodniej o barierkę, obserwując dziewczynę spod półprzymkniętych oczu.
    - Mój stan nie jest zły - oznajmił po prostu. - Nie będzie przeszkadzał w zadaniu. Przed wyjściem wziąłem leki, więc niedługo powinny zacząć działać. Nic mi się przed oczyma nie rozmywa - uśmiechnął się lekko. - Jeśli nie będę w stanie dotrzymać ci kroku to ci to powiem i na siłę iść dalej nie będę - obiecał jej zaraz, bo tyle tylko mógł zrobić. - Nie chciałem cię wystawić, Willow - mruknął jeszcze, odpychając się od barierki i powoli ruszając w stronę Cledo.
    - Więc jakie to zadanie? W co się pakujemy? - zainteresował się zaraz, nie komentując jej zmiany zachowania, choć w duchu przyznał, że miała całkiem przyjazny uśmiech. Fałszywy, ale jaki piękny. Już sobie zakodował własne zadanie. Przywrócić jej na twarz piękny i szczery uśmiech. Uśmiech, który rozpogodzi jej twarz i doda tym samym uroku całej jej osobie.
    - Choć z drugiej strony... nie wiem czy więcej tego uroku wytrzymam - zaśmiał się, dopiero po chwili orientując się, że wypowiedział te słowa na głos. Zdarzało mu się rozmawiać samemu ze sobą. Ot tik nerwowy po ośmiu latach spędzonych w zamknięciu, ale pilnował się mocno by nie robić tego, kiedy znajdował się w towarzystwie. Zwłaszcza, jeśli tym towarzystwem były piękne kobiety.
    - Przepraszam - rzucił w końcu, oblizując lekko wargi. - Następnym razem najpierw zapytam cię o zdanie, a potem wykonam ruch. - Chciałem, żebyśmy szybciej znaleźli się w Cledo, bo ci na tym zależało... w ten sposób nie spóźnilibyśmy się ani odrobiny - uśmiechnął się do niej przepraszająco, wyciągając w jej stronę dłoń. Pragnął ją złapać i potrzymać w trakcie ich spaceru, ale nie był pewien, czy Willow sobie tego życzy. Zwłaszcza teraz, kiedy z całą pewnością najprzyjaźniej nastawiona do niego nie było. Zresztą co tu się dziwić. W końcu musiał porządnie pokrzyżować jej plany.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  46. Ray uśmiechnął się lekko ciesząc się, że może oglądać te delikatne rumieńce na jej twarzy. Jakoś tak podobało mu się odkrywanie nowego oblicza Willow.
    Słysząc jej pytanie dotyczące spraw zdrowotnych zastanowił się chwilę. Może miała rację. Nigdy specjalnie nie przejmował się swoim zdrowiem, póki nie padał nieprzytomny na ziemię. Wtedy słuchał swojego organizmu i pozwalał mu odpocząć.
    - Nie wiem - odparł szczerze. - Nigdy specjalnie nie przejmowałem się swym zdrowiem... - przyznał. - No i uhm wolałbym cię nie martwić, ale często całkiem nieświadomie ignoruję sygnały jakie wysyła mi organizm - mruknął, a kiedy chwyciła jego dłoń, uścisnął ją mocniej, czując jak serce nieco mu przyspiesza.
    Więc tak wyglądało uczucie radości połączone z ekscytacją i czymś jeszcze, czego jeszcze nie umiał zlokalizować. Choć walczył ze sobą długo, to i tak nie powstrzymał swego szczęśliwego wzroku od zerknięcia na ich splecione ze sobą dłonie. Aż nie chciał jej puszczać.
    - Mhm... zawsze możemy nieco zwolnić kroku. Wówczas nie będziemy za wcześnie - uśmiechnął się delikatnie, ale nie wykonał żadnego ruchu by wcielić swój plan w życie, czekając na jej aprobatę lub odmowę.
    Uśmiechnął się nieco szerzej, kiedy opowiadała o czekającym ją zadaniu. Jej świecące się oczy sygnalizowały, że naprawdę to lubiła i z pewnością mogła o tym mówić godzinami. Aż zapragnął stać się częścią jej świata.
    - Okay, ale pozwól że sam zdecyduję czy było ekscytująco czy nie - poprosił ją, bo sam wiedział, że to co dla niektórych było niemalże codziennością, inni odbierali zupełnie inaczej. - Rozumiem, że po wydobyciu informacji z ducha nastąpi ta zabawna część zadania, w postaci poszukiwania winowajcy, tak? - uśmiechnął się nieco.
    - Raz mi się zdarzyło napotkać takiego na swej drodze. Domyślam się jednak, że im potężniejszy twórca tym cięższy do pokonania golem - spojrzał na nią szukając potwierdzenia. - W takim wypadku, ten mój nie był specjalnie mocny - mruknął.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  47. - Hm? Moim zdrowiem? - zapytał bo nie bardzo wiedział czy dobrze zrozumiał jej pytanie. Potwierdziła skinieniem głowy, więc wzruszył tylko ramionami. - Nie wiem, po prostu jakoś nie czuję potrzeby zajmowania się swym zdrowiem. W końcu póki mogę normalnie funkcjonować, to praca i ludzie którzy mnie otaczają wydają mi się ważniejsi - stwierdził, właśnie zauważając, że samego siebie nie stawia na pierwszym miejscu. Może powinien zacząć? Jego potrzeby też były ważne, ale jakoś tego nie czuł.
    - Może powinienem bardziej patrzeć na to co czuję - zauważył spokojnie. - Tylko obawiam się, że wtedy wrócę do wydarzeń o których nie chcę pamiętać. Dlatego... wolę zajmować się wszystkim tylko nie mną - przyznał z lekkim uśmiechem na twarzy.
    - Więc jeśli ci się duch wyrwie, będę kozłem ofiarnym - stwierdził zaraz. - Odciągnę jego uwagę, a ty w tym czasie znów nad nim zapanujesz - zaproponował taką opcję. Choć wymagała od niego wielkiego zaufania w stosunku do umiejętności Willow, to jakoś się tym nie przejmował. W końcu jej ufał. Ufał, choć nie znał jej siły. Oblizał lekko swe wargi i zerknął na dziewczynę.
    - Ufasz mi? - zapytał jej, zanim zdołał ugryźć się w język. - Ja tobie tak, chcę ci ufać - wymamrotał cicho, nie chcąc zaraz wychodzić na jakiegoś głupca, choć pewnie nim był. Lepiej było nie mówić nic więcej. Odetchnął głęboko, ściskając nieco mocniej ją dłoń, by upewnić się, że wciąż tu jest. Z nim. Cisza otaczająca ich zewsząd bardzo mu się podobała i jakoś tak nie czuł się samotny, mimo że często będąc wśród ludzi otaczało go to uczucie. Teraz czuł się szczęśliwy. Zadowolony z życia i po prostu szczęśliwy. Jakoś tak lekko mu było na sercu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  48. - Uo... to był cios prosto w serce - zaśmiał się nieco Ray, po czym zmierzwił jej włosy drugą dłonią, zanim schował ją do kieszeni. Nic dziwnego. Nie znali się zbyt długo, więc nie mógł od niej oczekiwać zaufania. - Choć jakieś lekkie mogłabyś mieć, wiesz? - westchnął cicho. W końcu trzymali się za ręce, przytulali. Do tego potrzeba było choć cienkiej nici zwanej zaufaniem, a przynajmniej tak mu się wydawało i miał szczerą nadzieję, że tak własnie jest.
    - No nic, pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że kiedyś obdarzysz mnie swym zaufaniem - przyznał szczerze ruszając dalej. Nie powiedział nic więcej na ten temat, bo uznał go za wyczerpany. Zamiast tego pokazał jej palcem pobliską stację benzynową.
    - Tu robimy przystanek. Musze kupić sobie wodę do picia - wyjaśnił. Strasznie zaschło mu w gardle i jakoś tak nieprzyjemnie się z tym czuł, zwłaszcza że to trochę go bolało.
    - No to jak ci się wyrwie to i tak go od ciebie odciągnę - wzruszył ramionami. - Będziesz miała czas na zniszczenie go. Tylko nie traf we mnie przypadkiem - poprosił śmiejąc się przy tym szczerze.

    Ray :D

    OdpowiedzUsuń
  49. [zaraz tam za dobry... prędzej niedoświadczony i naiwny xD ej no może żadnego porwania, co? :)]

    - Leki działają - zapewnił ją, bo czuł że temperatura na trochę ustepuje miejsca. Przynajmniej przez parę godzin powinno być lepiej. - Proszę się nie martwić, generale Willow - zasalutował jej jeszcze zanim wszedł po wodę.
    Nie było to ekscytujące zajęcie, ale ze sklepu wyszedł z nieco niezadowoloną miną. Nie dość, że nie mieli jego ulubionej to jeszcze mocno zdzierali na tych wodach.
    - Proszę - podał jej czekoladowy batonik i jedną butelkę wody, bo przecież nie da jej pić ze swojej, kiedy był w stanie wskazującym.
    - No wiesz ty co? Tak mi grozić? - uniósł lekko brew, bo przecież nie miał pojęcia kiedy znowu ją zdenerwuje i czym. Jego akcje często nie były przemyślane, a jadaczka chlapała jedno pytanie za drugim, wcześniej nawet o tym nie myśląc.
    - Skąd ta klaustrofobia? - zainteresował się, zaraz jednak kładąc jej palec na usta. - Nie chcesz, to nie odpowiadaj - dodał szybko, bo znów popłynął zanim zdołał ugryźć się w język. Ugryzł trochę swojego batonika i zapił go wodą.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  50. [No dooobra xD Kogo porywamy następnym razem? Willow? Dla efektu grozy i jej klaustrofobii? xD]

    - Tylko ciebie, jakoś tak mizernie wyglądasz - przyznał szczerze Ray, drapiąc się lekko po głowie. - Jakbyś nie potrafiła gotować czy coś. No wiesz, powinno się jeść choć jeden ciepły posiłek każdego dnia, więc tak jakoś wpadłem na to, że raczej ci to nie wychodzi - wzruszył ramionami. - A to... - wskazał na batonika, którego teraz wcinał. - Żebyś mi z sił nie opadła przed samym zadaniem - uśmiechnął się delikatnie.
    Zaraz też skinął głową, nie dopytując więcej o jej klaustrofobię. Czasem lepiej nie drążyć tematu. Roześmiał się serdecznie, gdy rzuciła tym swoim żartem i pokiwał ze zrozumieniem głową.
    - Co racja, to racja, generale. Nie chciałbym zostać zamknięty w miejscu skąd brak perspektyw - przyznał szczerze wciąż śmiejąc się w duchu z jej żartu. Cieszył się, że też potrafiła się trochę odgryźć i zażartowal. Ciągle poznawał ją z coraz to nowszej strony.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  51. [Okay :) Ale to daj im odsapnąć chwilę xD]

    - Utuczyć? Skądże znowu, ewentualnie troszkę zaokrąglić co byś szkieletorem nie była - poczochrał ją po włosach, biorąc znów łyk wody. Słysząc jej pytanie uniósł lekko brew.
    - No dobrze, możemy spróbować, jeśli obiecasz, że nie spalisz mi kuchni - odchrząknął, bo jednak swoją małą kuchnię uwielbiał i nie lubił, kiedy coś złego jej się działo. - Możemy spróbować od czegoś łatwego. Jajecznica na przykład - zaproponował od razu, szukając w głowie prostych i smacznych dań, które jednocześnie nie wymagały zbyt dużo przygotowań. - A potem sphagetti, albo... hm... naleśniki - dodał zaraz. - Przynieś ze sobą zeszyt na przepisy i dobry humor, kuchenny szeregowy. Słuchaj szefa - roześmiał się serdecznie.
    Chwilę później stanęli w umówionym miejscu, a on pozwolił Willow przejąć pałeczkę. W końcu obiecał jej pomagać, a nie przeszkadzać, prawda?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  52. Tego się kompletnie nie spodziewał. Gdyby mu powiedziała, że będzie musiał odwiedzić komisariat policji, pewnie by jej odmówił, ale teraz słowo padło, więc z nieco mocniej bijącym sercem wszedł do środka, unikając wzroku innych policjantów. Jednocześnie blokując wejście do swych myśli, tak na wszelki wypadek. To zaklęcie było całkiem przydatne.
    Skinął tylko głową, kiedy Willow ich sobie przedstawiała i nie uścisnął dłoni komisarza. Lepiej nie kusić losu, bo co jeśli któreś jest w zmowie z policją zza kurtyny? Jeszcze go tam wyślą i ponownie uwięzią. Wolał tego uniknąć.
    Sam widząc kamień uznał go za przezroczysty. Faktycznie miał nieco innych kolorów, ale na pierwszy rzut oka był przezroczysty. Ugryzł się jednak w język, by nie wspomnieć o tym Willow. Najwyraźniej czasem wychodziła z niej prawdziwa kobieta. Dbająca i czepiająca się szczegółów kobieta. Uśmiechnął się do swych myśli, ale potem spoważniał słysząc ton głosu dziewczyny.
    - Dasz radę? Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał jej zaraz zbliżając się trochę do niej, gdy mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. - 200 mililitrów to sporo - zauważył. - Kobieta nie powinna upuszczać więcej niż 500... będziesz osłabiona - mruknął. - Jak potem z nim będziesz walczyć?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  53. Ray odsunął się od niej, gdy na niego fuknęła i stanął pod ścianą, uznając że lepiej będzie nie przeszkadzać. Skoro to sprawa nie cierpiąca zwłoki, wymagająca starannego przygotowania, uznał że nie będzie jej marudził. Przymknął nawet oczy przez moment odpływając do swych myśli i czekając na jej polecenia. Ożywił się nieco, gdy usłyszał o ziołach.
    - Powinien - zgodził się, kaszląc trochę przy tym. - Powiedz jakich, to ci je przyniosę - zdecydował zaraz, odpychając się od ściany. Przykucnął tuż przy niej. - Tylko się nie denerwuj. Nerwy nie pomogą - mruknął, choć uznał, że i to wiedziała. - Nie jesteś sama - dodał jeszcze, ale nie dotknął jej, ani nie zrobił żadnego gestu zachęcającego.
    - No... chociaż zioła oddaj pod moją opiekę. Opisz dokładnie o co chodzi. Młode, stare? Suszone? W proszku? A może świeżo zerwane? - rzucił zaraz, sięgając po długopis i kartkę. Widział przecież jak męczyła się z pisaniem, więc uznał że sam może to napisać, kiedy podyktuje mu co i jak. - Daj mi 45 minut, a obrócę w obie strony. Taki zaufany zielarz mieszka kawałek drogi stąd - dodał kiedy uznał, że 45 minut to trochę dużo. - No dobra, postaram się wyrobić w pół godziny - uśmiechnął się lekko.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  54. Ray grzecznie wszystko zanotował, powtarzając trzy razy nazwy i upewniając sie, że wszystko dobrze zapamiętał. Miał już wychodzić, gdy przyszedł komisarz.
    - Willow jest profesjonalistką - wtrącił się, odzywając po raz pierwszy od kiedy tu przyszli. Nie bardzo rozumiał co ma komisarz na myśli, bo przecież to co opowiadała dziewczyna wyraźnie znaczyło, że jest to jej działka. Doskonale wiedziała co robić i jak się tym zająć.
    - Nie będzie tu potrzebny żaden dodatkowy profesjonalista - zacisnął nieco dłonie na kartce, a kiedy komisarz spiorunował go wzrokiem, wytrzymał jego spojrzenie, choć miał ochotę czmychnąć gdzie pieprz rośnie.
    - Poradzisz tu sobie, nie? - zwrócił się do dziewczyny. - To ja lecę po składniki - machnął jej kartką przed nosem i zaraz wyszedł z komisariatu.
    Odetchnął pełną piersią będąc na zewnątrz. Jakoś tak nie przepadał za tymi przybytkami i wolałby po stokroć pozostawać daleko od nich. Przeteleportował się więc do zielarza, chyba po raz pierwszy w życiu lądując tam gdzie chciał. Aż zamrugał zaskoczony, po czym wzruszył ramionami. Tym lepiej, obróci szybciej w obie strony i Willow nie będzie musiała samotnie znosić spojrzeń tego nadętego bufona, zwanego komisarzem. Aż mu ciary przebiegły po plecach. Nie, zdecydowanie nie mógł jej tam długo zostawić.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  55. [ Ok znalazłem trochę więcej czasu więc mogę skupić się na wątkach. Wiem że jestem w luuuuuuj późno i w ogóle ale tak to jest kiedy przez cały rok się opieprza a na koniec trzeba spiąć poślady. Przez tę przerwę straciłem wenę oraz pomysły na Dyrusa przez co jest mi smutno i muszę go puścić na chwilowy urlop. No ale wpadam tutaj z moim nowym Żniwiarzem. Jeśli jesteś zainteresowana to mam kilka pomysłów. ]

    Mikael

    OdpowiedzUsuń
  56. [ Więc jeśli jesteś chętna to:
    1. Mikael będzie miał do wykonania misję w której natknie się na Willow która sama będzie miała zadanie z gildii. Z jego strony to może być zabójstwo osoby dla której będzie ona pracowała, przejęcie czegoś ważnego w jej posiadaniu itp.
    2. Przyjdzie on do Gildii jako szpieg, pomyśli że młoda kobitka jest łatwym źródłem - so you know.
    3. I ten ciekawszy pomysł. Zadaniem Mikael'a będzie uprowadzenie Willow by pozyskać z niej jej wiedzę magiczną której pragną jego przełożeni. ]

    Mikael

    OdpowiedzUsuń
  57. [ Mikael więc będzie wysłany do Gildii jako szpieg pod przykrywką świeżaka w personelu by zlokalizować Willow oraz dowiedzieć się nad czym pracuje. Gdy już spełni pierwszy punkt zadania będzie mógł przystąpić do próby jej porwania i wyciskania informacji przy sukcesie. I jest on zdolny jak najbardziej zabić niepotrzebny cel, ale nie zabije osoby której wiedzy potrzebuje, nawet jeśli osoba ta będzie gotów poświęcić za milczenie życie, nie opłacałoby się to mu a przede wszystkim stroną zainteresowanym. Tak jak ukryłem to w tekście KP Mikael nie zabija bezmyślnie każdego. Więc Willow co najwyżej może nabawić się siniaków i może złamań :I ]

    Mikael

    OdpowiedzUsuń
  58. [No wiesz ty co? Tak się batonikami objadać, kiedy ja tu cierpię? xD Dietuję i katuję się ćwiczeniami... we wtorek poszłam biegać i to był błąd, bo kolano się nie zaleczyło jeszcze...]

    Ray zamknął za sobą drzwi i ostrożnie stąpając pomiędzy porozrzucanymi kartkami podszedł do stołu. Wypakował z torby zioła, kątem oka dostrzegając kamerę.
    - Mhm jak milusio. Zasada ograniczonego zaufania - westchnął wracając do drzwi. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad zaklęciem. Takim by nikt nie wszedł od zewnątrz, ale by ich w środku nie uwięzić. Znalazł w końcu odpowiednie, ale zawahał się, bo wymagało dość wielkiego zasobu energii.
    Zerknął na Willow, po czym ocenił jak szybko dokończy swój okrąg. Poza tym musiała się jeszcze zająć ziołami. Da radę i odzyska siły. Skoncentrował się na zamku i zmusił go do wykonywania swych poleceń. Coś zgrzytnęło. On sam upewnił się tylko, że może otworzyć drzwi i kiedy już to zrobił, wystrzelił z dłoni wiązkę ognia, która trafiła wprost w kamerę, niemal od razu ją niszcząc.
    - Jakby prosili o rekompensatę za szkody, zapłacę z własnej kieszeni - rzucił swobodnie, opierając się o drzwi i wsuwając dłonie w kieszenie od spodni. Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni sprzeciwiał się nieco swemu pracodawcy. Już taki był, robił niemalże wszystko po swojemu, choć teraz liczył się ze zdaniem Willow. To było jej zadanie, a on jakoś nie przepadał za przeszkadzaniem. Bacznie więc obserwował jej ruchy dłoni, oddychając głęboko.
    Temperatura nie chciała przestać go trawić, a lek zaczynał szwankować. Przez moment chciał nawet wziąć kolejną dawkę, ale zrezygnował z tego pomysłu. Jeszcze na to nie czas. Jeszcze trochę.
    - Daj znać jakbyś potrzebowała pomocy - uśmiechnął się do dziewczyny, tak po prostu chcąc jej dać znać, że jeszcze tu jest i dycha.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  59. Pierwsze co zauważyła Febe to bardzo oficjalny ton głosu dziewczyny. Poczuła się jak gówniara przy niej, ale nie zrobiło jej się jakoś przykro z tego powodu. Zaśmiała się lekko wpuszczając ją do środka.
    - Will, mogę się do Ciebie tak zwracać, czy wolisz Willow? – zapytała najpierw. Ona nie miała zwyczaju z kimkolwiek rozmawiać z tym całym Pan i Pani. Kobieta widząc lekką konsternację na twarzy dziewczyny obejrzała się na swojego synka, który zaczął powoli się zbliżać. Wyraźnie zainteresował się dziewczyną, co raczej było dość nietypowe jak na niego.
    - Ze względu na pierwszy dzień, dziś zajmiesz się przede wszystkim Rahimem – Febe wpadła na pewien pomysł, ciekawa czy się uda. Wskazała oczywiście zbliżającego się chłopca.
    - Dodatkowo będzie po prostu mi pomagać, dziś niestety nie pojawiła się kucharka, więc będziemy musiały zająć się przygotowaniem obiadu. Głównie staraj się obserwować dzieci, jeżeli ich zabawy zaczną wymykać się spod kontroli, to masz obowiązek wymyślić coś innego, co je zainteresuje. Najważniejsze jest ich bezpieczeństwo. Musisz zwracać uwagę na każdą drobnostkę, pamiętaj, że do dzieci nadprzyrodzonych, nie kontrolują swoich zdolności. Większość z nich nawet ich nie przebudziła, ale są pojedyncze dzieciaki, które mogą mocno nabroić – wyjaśniła jej na szybko i znowu spojrzała na chłopca, który właśnie przytulił się do jej nogi, nadal wpatrzony w obcą.
    - Jeżeli chodzi o Rahim’a, jest najspokojniejszy z grupy, ale często go zaczepiają, na co reaguje dość agresywnie, zwykle bawi się sam, ale będę wdzięczna jak postarasz się go zagadać czy podsuniesz pomysł na zajęcie innego rodzaju – podsumowała puszczając jej oko.
    - A teraz chodźmy na tyły, tam czeka cała gromadka – dodała ruszając w wspomnianą stronę. Dzieci akurat bawiły się w gonianego, więc były pochłonięte zabawą, jedynie kilka dziewczynek zwróciło uwagę na nową panią. Rahim tuptał sobie spokojnie za Willow, bacznie ją obserwując. Febe zatrzymała się i zaczęła na szybko opisywać dziewczynie dzieci oraz przedstawiać.
    - W razie co to pytaj, nie wymagam, abyś zaraz wszystkich spamiętała, to i tak tylko 10 szkrabów, więc nie jest źle – uśmiechnęła się do niej, jednak zaraz zwróciła uwagę na synka, który grzebał właśnie przy trawniku. Zwykle nie zwracał uwagi na rośliny, więc zainteresował ją. Mały zaraz wstał i podszedł do Willow, podając jej kwiatka koniczyny. Febe zaśmiała się cicho. Mały miał przy tym nadal, tak samo poważną minę jak zawsze.
    - Szybko zaczyna sercowe podboje widzę – zażartowała, rozbawiona zachowaniem chłopca.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  60. - Spokojna twoja rozczochrana. Nikt nas stąd nie wyrzuci - wywrócił oczyma Ray. Nie po to blokował drzwi, by teraz ktoś miał tu wtargnąć. Przykucnął obok niej i odetchnął głęboko. - Po prostu skup się na swoim zadaniu i nie zaprzątaj sobie łepetyny jakimiś pierdołami. Jak napiszą skargę to zwalisz wszystko na mnie. Będziesz miała czyste konto, a mnie to lotto... - poradził jej, wysuwając dłoń nieco nad jej głowę jakby chciał ją pogłaskać. Zmienił jednak zdanie i tylko podał jej chusteczkę, by mogła otrzeć sączącą się krew.
    - Sporo jej straciłaś, a teraz niepotrzebnie tracisz więcej - burknął z niesmakiem. No przecież nie tak powinno być. - Uważaj trochę na siebie, co? - poprosił ją.
    - Jak przygotować zioła? - zapytał zaraz naprawdę chcąc ją trochę odciążyć. Położył swe zdobycze na stole. Upewnił się wcześniej ze trzy razy czy aby na pewno wszystko jest zgodne z opisem i miał nadzieję, że Willow nie zacznie mu zaraz wyrzucać, że kupił coś nie tak jak powinien.

    Ray

    [Nie ma sprawy :) U mnie też ostatnio ciężko z weną, więc odpisy mogą być trochę krótsze :) ]

    OdpowiedzUsuń
  61. W odpowiedzi wzruszył ramionami. Nie pamiętał już ile miał skarg na koncie, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Robota zawsze się znalazła. Raz lepsza, a raz gorsza. Bez zbędnej gadaniny zajął się układaniem ziół w kręgu, pilnując by pokrywały się z pozostałymi kręgami.
    - Mi to lotto… wszystko mi jedno – wyjaśnił tylko, nie wchodząc w szczegóły gry „Lotto” bo to wymagało skupienia i chwili czasu. Spodziewał się otrzymać szereg pytań o to czemu ludzie grają, skoro jest tak niewielka szansa na wygraną. Sam się nad tym często zastanawiał, ale nigdy nie doszedł do sensownego wniosku. Lepiej więc nie wdawać się w tą dyskusję teraz, gdy sytuacja jest wyjątkowo podbramkowa.
    - No jasne, zwal wszystko na mnie – sarknął nieco, wywracając zaraz oczyma i westchnął zaraz ciężko. – Sama nie uważa, a potem zwala na bogu ducha… - zaczął, ale zaraz ugryzł się w język. - …niewinnych ludziach – dokończył, uznając że wyszedł z kolejnego tłumaczenia obronną ręką.
    - Łatwo powiedzieć – skończył układanie ziół i jeszcze poprzesuwał parę o kilka milimetrów by były idealnie rozłożone. – Taka z ciebie sierota, że ciężko jest się nie martwić – dodał zaraz. Jakże wkurzały go te uwagi o „martwieniu się”. Jakby to było takie proste, to by się nie martwił, no nie?
    Odsunął się od stołu podziwiając swe dzieło, po czym zerknął na Willow.
    - Tylko pamiętaj, że masz pomoc, ok? Nie bierz wszystkiego na siebie i w razie co się wycofaj. Nie chciałbym cię… stracić – odchrząknął nieco.

    Ray

    [No co ty?! Serio?! Ja tego używam non stop! ]

    OdpowiedzUsuń
  62. [nie rób ze mnie takiego młodzieniaszka xD ja tu wiekowa jestem :) Może po prostu to powiedzenie jest obecne w odpowiedniej części kraju? Bo tu w Toruniu często je słyszę :) Btw i znowu zrobiliśmy krok w tył :D ]

    Pięknie. Znów coś palnął, co ją wkurzyło, ale jakoś nie bardzo miał ochotę ją teraz przepraszać. W końcu nie powiedział tego w złej wierze. Trochę go to zirytowało, ale odetchnął zaraz głęboko, licząc w myślach do dwudziestu. No dobrze, może faktycznie niefortunnie dobrał słowa i nie powinien tego mówić tak nonszalanckim tonem, ale co mógł poradzić. Taki już był. Wszystkiego w sobie zmienić znowu nie mógł.
    Mimo to obrócił się na pięcie i podszedł do niej. Doskonale wiedział, że to co zamierzał teraz zrobić może się jej nie spodobać, ale inaczej po prostu nie umiał. Objął ją od tyłu, dość mocno zamykając uścisk i przytulił ją do siebie.
    - Przepraszam – mruknął. – Nie powinienem był tak mówić – dodał zaraz. – Czasem chlapnę coś bez wcześniejszego zastanowienia – przyznał szczerze. – Wiem, że ta rana jest u ciebie jeszcze żywa… - zacisnął mocniej wargi. – Ale nie to miałem na myśli nazywając cię sierotą. Chciałem przez to powiedzieć, że czasem jesteś po prostu nieuważna i nie dbasz o siebie, bo tak zapatrujesz się na zadanie... – dodał zaraz, jakoś tak zauważając że akurat w tym są do siebie bardzo podobni. Bo kto niby zdecydował się na zadanie, walcząc z temperaturą i osłabieniem organizmu? No kto, jak nie on? Zaśmiał się cicho właśnie sobie to uświadamiając i dopiero wtedy ją puścił.
    - Ale co ja tam mogę wiedzieć nie? W końcu z zimną krwią zabiłem swoją rodzicielkę. Nie mam prawa myśleć, że rozumiem ból kogoś kto stracił całą swą rodzinę – rzucił zaraz, po czym niemal od razu tego pożałował. Był zwyczajnym potworem i nie zdziwiłby się, gdyby Willow zdecydowała się nie odezwać do niego już ani słowem.
    Skrzywił się zaraz, czując coraz większe zawroty głowy i musiał podeprzeć się ściany, by nie upaść. Zrobił to jednak na tyle przytomnie, by nie popsuć jej kręgów. Nabrał głębokiego oddechu w płuca i odsunął się pod same drzwi, gdzie usiadł na posadzce rozmasowując swe skronie. Nie mógł jeszcze wziąć leku. Jeszcze nie, bo nie wiedział ile zajmą przygotowania, a wolał być przytomny podczas zadania. Zamknął oczy oddychając głęboko, a fala słabości powoli poddała się jego silnej woli. Kiedy je znów otworzył, widział normalnie i mógł znowu funkcjonować.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  63. [Nic się nie stało, jakoś sobie poradziliśmy z tym fantem. Ja na przykład do dziś nie kumam o co chodzi z tym całym „sztos”, które jest popularne teraz xD Dobrze, że twój kompek wrócił do świata żywych]

    Uśmiechnął się do niej krzywo, nie zamierzając komentować swojego stanu, choć w duchu przyznał, że komentarz o gorącym chłopaku sam mu się cisnął na usta. Nie chciał jednak oberwać, a jej oczy wyraźnie wskazywały na to, że raczej się przed tym nie cofnie. Nie powiedział też kwestii, która jeszcze przed chwilą tak go zdenerwowała. Wiedział przecież, że nawet jeśli to zrobi Willow nie przestanie się martwić. W końcu taka już była ludzka natura.
    - No tak, nie mam prawa tak mówić – przyznał z lekkim uśmiechem, kiedy tak na niego patrzyła. Intensywność jej spojrzenia niemal wbijała go całkiem w podłogę. Zatopił się w nim, przez moment tylko obserwując jej zabarwione zmartwieniem tęczówki. – Co ja ci na to poradzę… - westchnął, niemal oddychając z ulgą że jeszcze się do niego odzywa. Przecież wybrał sobie najgorszy moment z możliwych by zrzucić tę bombę.
    Delikatnie złapał ją za ramiona i przyciągnął do siebie, obejmując ją lekko. Dzięki braku kamery mógł sobie na to pozwolić. Chwila prywatności im się przyda i to bardzo. Oparł czoło na jej ramieniu znów przymykając oczy. Chciał choć przez moment mieć ją w ramionach i naładować się trochę. Egoistycznie zabrać jej nieco energii.
    - Powiedz mi na dziesięć minut przed skończeniem przygotowań, ok? Doprowadzę się do porządku – obiecał i nie była to pusta obietnica. Nie chciał by tak zabrzmiała, choć zdawał sobie sprawę że mogło tak być. – Nie chciałem ich brać za szybko – dodał zaraz, jakby podświadomie przyznając się, że doskonale wiedział w jakim stanie jest.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  64. [Ja też usłyszałam to 2 tygodnie temu i nie miałam pojęcia co znaczy... serio. Patrzyłam głupio i walnęłam tekstem "no to zajebiście" xd]

    Byłoby zdecydowanie lepiej gdyby o tym wspomniała dużo wcześniej. Niespecjalnie uśmiechało mu się grzebanie w jego własnych wspomnieniach. Nie przepadał za tym i wolałby by duch jednak go nie opętał, ale z drugiej strony... to też jest jakieś nowe doświadczenie, co nie? Gdyby jednak wiedział wcześniej, zastanowiłby się czy w ogóle wybierać się na tę wyprawę, ale w ostateczności stwierdził, że i tak nie zmieniłoby to jego decyzji. Chciał poznać jej pracę od tej praktycznej strony i nie widział innej ku temu okazji.
    - Zostaję - odparł krótko, choć podejrzewał, że doskonale zdawała sobie sprawę z jego odpowiedzi. Mimo że nie znali się zbyt długo, to aż tak nie krył przed nią swego charakteru.
    Wziął dwie tabletki, popijając je wodą. Podwójna dawka powinna dać mu kopa i nie zaszkodzić. Nie był to pierwszy raz, kiedy tak robił. Chciał się jej do czegoś przydać.
    - W razie czego odciągnę jego uwagę, a ty skoncentruj się na zadaniu - powtórzył to co już wcześniej mówił. Podniósł się na nogi i ścisnął nieco mocniej swą katanę. Wątpił by mu pomogła z duchem, ale lubił ją mieć przy sobie.

    Ray

    [troszku krócej, przed pracą chwilka była o]

    OdpowiedzUsuń
  65. [No to żeś poszalała :) Aż nie wiedziałam co napisać, bo nie znam się na tych rytuałach i nic nie chcę popsuć :)]

    Ray skinął głową na znak, że rozumie, choć nie rozumiał. Nie do końca wiedział czego powinien się spodziewać, ale wziął sobie jej słowa do serca. Pomoże jej pozostać przy zdrowych zmysłach, choćby miał przy tym wyzionąć ducha.
    Odsunął się, gdy zaczęła swą inkantację. Chciał lepiej poznać jej naturę i magię, którą się posługiwała. Potężną magię, to trzeba jej było oddać. Gdy tylko rozległ się jej głos, on sam miał wrażenie, jakby przeniósł się do innej bajki. Nagle znalazł się w jakimś odległym miejscu, w którym to mantra Willow przyprawiała wszystkich o ciarki, a potem rozległ się rozdzierający serce ryk i pojawiła się kobieta.
    Chłopak przełknął lekko ślinę. Choć nienawidził ludzi, to do tortur nie uciekłby się nigdy. Wolał czystą i prostą śmierć, choć nie bezbolesną. To trzeba było oddać. Ten, który zabił tę bezbronną kobietę, musiał być bezdusznym stworzeniem. Bezwzględnym i bezdusznym. Znów przełknął ślinę, jakoś nie widząc starcia Willow z tym kimś, a już na pewno nie samej. Nie pozwoli jej pójść tam samej, choćby miała go potem za to zakopać żywcem.
    A potem to się stało. Duch kobiety zaczął najwyraźniej wyłapywać strzępki wspomnień dziewczyny. Wszedł jej do głowy i zaczął rozpowiadać o Evelyn. Ray jej nie znał, nie wiedział nic o domu Willow, ale sama jej reakcja pozwoliła mu odzyskać rezon. Podszedł do niej powoli i złapał za trzęsącą się dłoń.
    - Willow? Pamiętaj gdzie jesteś i po co tu przyszłaś – przypomniał ją, splatając ich palce razem ze sobą, by przypomnieć jej że wciąż tu jest, razem z nią. – Miałaś zadawać pytania i pomóc jej przedostać się na drugą stronę. Świetnie ci idzie – zapewnił ją zaraz, bo przecież kobieta grzecznie spowiadała się z morderczych zapędów jej zamachowca. – Dasz sobie radę. Zaufaj swoim umiejętnością.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  66. [Ale nie mam czego wybaczać. Podobało mi się i to baaardzo. Oke, jeśli Ci to nie zepsuje planów to coś popróbuję sklecić z męczeniem Raya]

    Aż w nim zawrzało, gdy usłyszał ten ostatni komentarz ducha. No co za szuja pieprzona. Ścisnął mocniej dłoń Willow i zagryzł język, by tylko się nie odezwać. Lepiej było niczego nie psuć, przynajmniej póki dziewczyna nie zakończy swojego zadania.
    Duch uśmiechnął się krzywo, co wyglądało przerażająco, kiedy spojrzało się na resztki jego zakrwawionych zębów. Ray nie mógł się oprzeć wrażeniu, że zaraz spadnie na niego bomba, mimo że współczuł tej kobiecie z całego swojego serca.
    - Morderca – wydarła się kobieta, wlepiając swe spojrzenie w bruneta. – Pamiętasz ich krzyki… spalił… spalił wszystkich – wrzasnęła robiąc ruch, jakby chciała się do niego zbliżyć, ale nie mogła. Willow jej na to nie pozwalała. – Spalił żywcem – wrzasnęła, przez co chłopak nieco zadygotał, coraz mocniej zaciskając szczęki. Poczuł się nieco zagubiony, kiedy tak zaczęła grzebać w jego przeszłości. Odruchowo puścił dłoń dziewczyny, jakby uznając że nie może jej zbrukać swoimi grzechami. Wysunął się nieco do przodu, blednąc na twarzy. – Spalił, zamordował… Ray lubisz to, co? Wrzask ludzi… nie obchodzimy cię ani trochę… podoba ci się ma udręka – wrzasnęła, ale on jakby jej nie słyszał.
    Jego myśli były już daleko stąd. W laboratorium. Ogień sam pojawił się w jego dłoniach. Słyszał ich rozdzierające krzyki, swąd palącego mięsa i te jej oczy, patrzące na niego z wyższością.
    - Rozszarpał, udusił, spalił, spalił żywcem – duch najwyraźniej świetnie się bawił. – Ray… Ray… Ray, czemu jej jeszcze nie spaliłeś?! – kobieta podsunęła chłopakowi myśl do głowy, zamieniając w niej Willow w jego własną matkę.
    Oczy zaszły mu nieco mgłą, kiedy odwrócił się w stronę dziewczyny. Nie widział jej, ale gdzieś tam z tyłu głowy świtała mu myśl, że nie może jej skrzywdzić. Nie była jego matką, ale cholera jasna! Była tak łudząco do niej podobna. Wycelował w nią dłoń, w której jarzyła się kula ognia, ale nie wystrzelił. Zawahał się. Nie, to nie było tak. Zabił ją już dawno temu, to nie mogła być ona. Nie mogła. Opadł na kolana dysząc ciężko i przycisnął dłonie do swych skroni.
    - Wyłaź z mojej głowy – warknął do kobiety. Wyrwanie się z jej więzów kosztowało go sporo wysiłku, a teraz walczył tylko o to by pozostać przy zdrowych zmysłach. – Willow, zakończ to – poprosił ją, kiedy duch nie chciał mu dać spokoju. Cóż jakby nie patrzeć miała niezły ubaw, a on spełnił swoje założenie. Odwrócił jej uwagę. Chociaż coś dobrego z tego wynikło.

    Ray

    [okay, jak coś spieprzyłam to daj znać…]

    OdpowiedzUsuń
  67. [tak jest szefie xD już nie będę, me culpa xD]

    Wszystko ucichło, tak szybko jak się zaczęło. Duch zniknął, a w pomieszczeniu dało się słyszeć tylko ich urywane oddechy. Poczuł ciepło ciała Willow tuż obok niego. Wtuliła się w niego bezkarnie, a on nie miał nic przeciwko temu. Nieco niezdarnie objął ją ramionami chcąc by ta chwila trwała wiecznie. Miał wrażenie, że nie musi mówić nic, nie teraz. Później, później zajmą się wyjaśnieniami. Teraz liczyło się tylko to, że była tuż obok niego.
    Skrzywił się nieco, a zaklęcie które rzucił na drzwi opadło. Cisza została przerwana przez mundurowych, którzy wpadli do pomieszczenia, gdy tylko bariera opadła. Komendant zerknął na pobojowisko, a potem obrzucił ich pogardliwym spojrzeniem.
    - Czy ktoś mi może wyjaśnić co tu zaszło? – warknął dość nieprzyjemnie, stając nad nimi. Gdyby brunet miał tyle sił to pewnie wybuchnąłby na miejscu, ale w tej chwili mógł jedynie wytrzymać spojrzenie mężczyzny i chwiejnie podnieść się na nogi. Willow wziął na ręce, gdy ta nie ruszyła się miejsca. Najwyraźniej zbyt wycieńczona by jakkolwiek zareagować.
    - Nie teraz – oznajmił krótko. – W swoim czasie, moja towarzyszka zwróci się do pana z wyjaśnieniami – dodał jeszcze chcąc to jakoś humanitarnie zakończyć. Wyminął mężczyznę zmierzając do wyjścia, ale drogę zagrodziło mu dwóch, dobrze zbudowanych, pachołków komendanta. Ray zgrzytnął zębami. – Przykro mi Willow, ale będziesz to musiała jakoś przeżyć – westchnął, bo nie zamierzał się teleportować. Nie wiedział czy starczy mu na to sił, ale w tej chwili była to najlepsza opcja. Jedyna jaka im pozostała. Walka z mundurowymi nie wchodziła w grę. Odetchnął głęboko i zerknął jeszcze na komendanta.
    - Następnym razem radziłbym zwracać większą uwagę na to co mówi profesjonalista i nie wykonywać poleceń na odwal się. To ułatwi pracę obu zainteresowanym stronom – mruknął chłodno, a potem po prostu zniknął im sprzed oczu. O dziwo, ten jeden jedyny raz, wylądował tam gdzie chciał. Tuż przed budynkiem Gildii.
    Kurczowo trzymał przy sobie Willow, kiedy powoli przemierzał korytarze Gildii. Z każdym krokiem ciemniało mu przed oczyma, ale doprowadził ją tam gdzie chciał.
    - Willow… - położył dziewczynę na łóżku w lecznicy. - …tu się tobą dobrze zajmą – uśmiechnął się do niej i odgarnął jej kilka kosmyków z twarzy. – Dojdziesz to siebie, a wtedy na mnie nawrzeszczysz – obiecał jej to, po czym oddał ją w ręce profesjonalistów i oddalił się, nie chcąc dostać się w ich ręce. Jakoś nie przepadał za lekarzami. Nie doszedł jednak za daleko. Tuż za drzwiami podparł się o ścianę i zakrył usta dłonią, zanosząc się kaszlem. Krwawym kaszlem. Uniósł lekko brew zaskoczony tym co zobaczył. Rzadko kiedy zdarzało mu się wyczerpać swój organizm do takiego stanu. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa, więc pozwolił im sprowadzić się do parteru. Oparł się mocno o ścianę, zamykając oczy. Odpocznie tu chwilę i pójdzie do siebie. Odeśpi to wszystko i będzie niczym nowonarodzony.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  68. [Trzeba było zakładać śmiało xD Ja się tam nie obrażę. Ja też nie do końca wiedziałam, czy dobrze robię biorąc ją do lecznicy bez niczego :P A kino nie zając, nie ucieknie xD]

    Ray nie miał pojęcia co się z nim stało od kiedy zasłabł. Ktoś znalazł go tuż przed lecznicą i zaprowadził do środka, jednocześnie marudząc na niego pod nosem, o nieodpowiedzialności i innych bajerach. Chłopak nie ocknął się nawet, gdy uzdrowiciele zaczęli swoją pracę. Nic nie poczuł, choć w życiu by się do tego nie przyznał. Obudził się jednak nieco szybciej od Willow i zdołał zorientować się w sytuacji.
    Kiedy jednak próbował wstać, coś go zatrzymało. Jego uzdrowiciel uśmiechnął się do niego przyjaźnie.
    - Przykro mi, nie mogę zdjąć zaklęcia, Ray - oznajmił spokojnie, zmieniając mu kroplówkę. - Musisz wypocząć - wyjaśnił mu zaraz. - Dlatego, zdecydowaliśmy się na ograniczenie twych ruchów. Dla twojego własnego dobra.
    - Doprawdy, świetny dowcip - wychrypiał chłopak. - Możesz już je zdjąć, nigdzie się nie wybieram - dodał całkiem pokonany. Mówił szczerze, choć wątpił by to miało teraz znaczenie. Tyle razy już ich oszukał, że to zaklęcie (choć pomysł nowy) jakoś go nie zdziwiło.
    Potem zasnął znowu, czując się ociężale. Gorączka nadal trawiła jego ciało, a on sam czuł się bezużyteczny. W tej chwili nie przydałby się nawet podczas ataku zbrojnego na Gildię.
    Gdy znowu się obudził, jego oczy spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Willow. Uśmiechnął się do niej słabo, nie wiedząc do końca czy to już czas na jej krzyki, czy jednak jeszcze nie.
    - Hej - odezwał się do niej. - Trochę lepiej się czujesz? - zapytał, bo wcale na taką nie wyglądała.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  69. [a bo coś nie mogę dospać :/ ostatnio budzę się coraz wcześniej... zaczynam organizm przyzwyczajać :) tym razem na 1,5 godziny przed budzikiem... ]

    Poszło. Zaśmiał się cicho, kiedy jednak nie odpuściła sobie komentowania jego teleportacji i wzruszył lekko ramionami, na moment odwracając od niej wzrok.
    - A bo ja wiem... uziemili mnie tu. Nie mogę się nawet podnieść - przyznał szczerze. - Teleportowałem... i tak wiem, ale chyba nie myślałaś, że cię tam zostawię, co? - uniósł lekko brew zerkając na nią. Co prawda byłoby zdecydowanie łatwiej teleportować się samemu, ale nawet o tym nie pomyślał. Przecież nie mógł jej tam zostawić. Jeszcze coś mogłoby się jej stać, a tego by sobie nie wybaczył.
    - Poza trawiącą mnie gorączką i poczuciem osłabienia, wszystko ze mną w porządku - zapewnił ją zaraz, żeby zbyt mocno się o niego teraz nie martwiła. Co prawda o używaniu magii w tej chwili nie było absolutnie mowy i nie był nawet na tyle silny by złamać krępujące go zaklęcie, ale to wróci z czasem. Wszystko wróci z czasem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  70. [współczuję Ci tej niemocy, ale z drugiej strony zazdroszczę. Sama chcę przyzwyczaić organizm przed wyjazdem do Anglii, bo tam czeka mnie wstawanie o 6 niemal codziennie…]

    Chłopak westchnął tylko, unosząc się trochę na łokciach i podciągając do góry. No proszę, choć trochę wolności ruchowej mu pozostawiono. Poprawił sobie poduszkę i oparł się o nią plecami.
    - Może i mniej ryzykownej, ale nie wybaczyłbym sobie pozostawienia cię tam – odparł spokojnie. – Możesz więc śmiało nazwać mnie egoistą – dodał zaraz, sięgając sobie po szklankę zimnej wody i upijając z niej pokaźny łyk. On sam głodny nie był w ogóle. Nie czuł tego i szczerze wolałby nie dostawać tej cudownie wyglądającej papki do jedzenia. Cieszył się więc, że jeszcze żaden uzdrowiciel na to nie wpadł.
    - Bo ja nie znoszę lekarzy – wyjaśnił spokojnie. – Ich fartuchy kojarzą mi się z laboratorium i… zazwyczaj uciekam jak tylko się obudzę… - dodał drapiąc się lekko po głowie. – Więc skrępowali mnie zaklęciem. Nie mogę wyjść z łóżka – uśmiechnął się krzywo, w myślach wszystkich ich za to przeklinając. Niby wiedział, że to wszystko dla jego dobra oraz że zaklęcie było na tyle słabe, by mógł się z niego swobodnie uwolnić, gdy tylko odzyska tyle sił, ale mimo wszystko miał do nich o to żal.
    - Nie uwierzyli mi, jak powiedziałem, że tu zostaję – wzruszył ramionami. Wiedział, że nie mógł ich o to winić, bo już wiele razy ich oszukał, ale mimo wszystko poczuł się przez to nieco nieswojo. – Nawet nie wiem jak się tu znalazłem – zaśmiał się cicho. – Przyniosłem cię tu i chciałem uciec, ale jakimś cudem w ostateczności i tak mnie przydybali…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  71. [współczuję Ci tej niemocy, ale z drugiej strony zazdroszczę. Sama chcę przyzwyczaić organizm przed wyjazdem do Anglii, bo tam czeka mnie wstawanie o 6 niemal codziennie…]

    Chłopak westchnął tylko, unosząc się trochę na łokciach i podciągając do góry. No proszę, a jednak mógł się podnieść. Choć trochę wolności ruchowej mu pozostawiono. Poprawił sobie poduszkę i oparł się o nią plecami.
    - Może i mniej ryzykownej, ale nie wybaczyłbym sobie pozostawienia cię tam – odparł spokojnie. – Możesz więc śmiało nazwać mnie egoistą – dodał zaraz, sięgając sobie po szklankę zimnej wody i upijając z niej pokaźny łyk. On sam głodny nie był w ogóle. Nie czuł tego i szczerze wolałby nie dostawać tej cudownie wyglądającej papki do jedzenia. Cieszył się więc, że jeszcze żaden uzdrowiciel na to nie wpadł.
    - Bo ja nie znoszę lekarzy – wyjaśnił spokojnie. – Ich fartuchy kojarzą mi się z laboratorium i… zazwyczaj uciekam jak tylko się obudzę… - dodał drapiąc się lekko po głowie. – Więc skrępowali mnie zaklęciem. Nie mogę wyjść z łóżka – uśmiechnął się krzywo, w myślach wszystkich ich za to przeklinając. Niby wiedział, że to wszystko dla jego dobra oraz że zaklęcie było na tyle słabe, by mógł się z niego swobodnie uwolnić, gdy tylko odzyska tyle sił, ale mimo wszystko miał do nich o to żal.
    - Nie uwierzyli mi, jak powiedziałem, że tu zostaję – wzruszył ramionami. Wiedział, że nie mógł ich o to winić, bo już wiele razy ich oszukał, ale mimo wszystko poczuł się przez to nieco nieswojo. – Nawet nie wiem jak się tu znalazłem – zaśmiał się cicho. – Przyniosłem cię tu i chciałem uciec, ale jakimś cudem w ostateczności i tak mnie przydybali…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ta druga wersja jest ostateczna, bo właśnie się zorientowałam, że w pierwszej zaprzeczałabym jego słowom "nie mogę się nawet podnieść" xDDD taki szczegół...]

      Usuń
  72. Ray westchnął cicho.
    - To krzycz ile wlezie - odparł już jakby przyzwyczajając się do tego stanu rzeczy. - I przestań się wreszcie obwiniać. To nie ty zawiniłaś. Nie jesteś wszechmocna i nie byłaś przygotowana na taką ewentualność. To oni powinni podać ci sytuację na tacy. Przekazać szczegóły, o które prosiłaś. A poza tym ostrzegłaś mnie o konsekwencjach i dałaś wybór. Gdybym chciał to bym cię tam zostawił i miałbym w dupie czy przeżyjesz to czy nie... ale nie chciałem i nie mam cię w dupie w żadnym wypadku. No i przecież nic mi nie jest, więc już przestań ok? Załatwiłem się na własne życzenie - dodał zaraz nieco poirytowany tym jej marudzeniem, a jednocześnie chcąc jej dokładnie wyjaśnić jak się przedstawia sprawa.
    - Wiem, że masz do mnie wiele pytań przez to co powiedziała ta kobieta... i przepraszam za to, że chciałem w ciebie strzelić - zagryzł mocniej wargi. Wstydził się tego wybryku i faktu, że w ogóle dał jej się opętać, nawet jeśli trwało to jedynie chwilę. - Pytaj śmiało - rzucił zaraz, siląc się na swobodny ton. Tak naprawdę to nie chciał o tym opowiadać, nie chciał jej się przyznawać do tego jakim potworem był i nie chciał widzieć w jej oczach rozczarowania, ale nie uniknie tego. Lepiej było mieć to z głowy tak szybko jak się dało. W końcu sam jej powiedział, że zamordował swoją własną matkę. Co prawda niczego nie wyjaśniając, ale jednak. Willow zasługiwała na prawdę i choćby miała potem się do niego nie zbliżać na 100 metrów, czuł że lepiej jest to wszystko wyjaśnić. Nie miał pojęcia co sobie teraz myślała, ale znając już trochę Willow, mogła różnie interpretować słowa ducha.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  73. - No nie, tego bym nie powiedział – odparł cicho Ray, opadając z powrotem na poduszki i okrywając mocniej kołdrą, niemal pod sam nos. Tak czy siak, znalazł by sobie zajęcie i doprawiłby się bardziej. O tym akurat był święcie przekonany. Zbyt dobrze znał swą naturę by choć przez moment w to wątpić.
    - To idealne ku temu miejsce. Neutralne miejsce – nie zgodził się z jej rozumowaniem, choć fakt. Brak prywatności mógł tu trochę przeszkadzać, tyle że on nie był przekonany czy później zdobędzie się na odwagę by cokolwiek jej powiedzieć. Chciał dodać coś więcej, ale temperatura zaczynała zabierać go rzeczywistości. Zamknął więc powieki i poddał się jej. Lepiej nie walczyć, kiedy wiedziało się, że jest się tym przegranym. On również miał wiele pytań. Chociażby o ten tekst ducha o jej rodzicach. Czuł po kościach, że i oni do ideałów się nie zaliczali, a szkoda. Byłoby łatwiej gdyby choć jedno z nich miało normalną rodzinkę.
    ~.~
    Brunet opuścił lecznicę szybciej niż Willow. Wystarczyły mu dwa dni do jako takiego dojścia do siebie. Temperatura spadła, a siły wróciły. Nie czekał więc na pozwolenie lekarzy i wyszedł stamtąd niemal w chwili, w której zorientował się, że wreszcie może przełamać ich zaklęcie. Pech chciał, że po drodze natknął się na uzdrowiciela, ale po ogólnych oględzinach został wypuszczony na „wolność”.
    Miał zdecydowanie za dużo czasu na przemyślenia, kiedy leżał uziemiony na łóżku. Zdołał rozdrapać wszystkie swoje rany i zdarzyło mu się parę razy oglądać śmierć własnej matki we śnie. Rano zawsze budził się spocony z większymi lub mniejszymi ranami. Na szczęście znajdowały się w miejscach mało widocznych pod kołdrą. Łatwo było to ukryć przed Willow.
    Pierwsze co zrobił po wyjściu, było wzięcie długiego prysznica i zabandażowanie sobie nadgarstków. Skóra na nich się zrastała, lecz w niezbyt zastraszającym tempie.
    Nie miał jednak czasu się tym zajmować. Miał nieco więcej problemów na głowie. Rzucił się więc w wir pracy, pozwalając sobie jedynie na bycie gościem we własnym pokoju. Trochę świadomie unikał kontaktu z Willow, obawiając się jednak tych jej pytań, więc kiedy wreszcie na nią wpadł na korytarzu (po dobrych 10 dniach), odruchowo zsunął rękawy bluzy, by zasłonić nią bandaże.
    - Cześć, już cię wypisali? – zapytał ze szczerym uśmiechem, by jakoś do niej zagadać. – Schudłaś… musieli cię kiepsko karmić – odchrząknął trochę, komentując jej mizerny wygląd. Mizerny, acz seksowny, to akurat się nie zmieniło.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  74. Cudowne spotkanie, nie ma co… ale może to i lepiej? W końcu nie będzie jej przeszkadzał w zadaniach i nie będzie musiała obcować z takim potworem jakim był. Słysząc jednak to jawne oskarżenie, obrócił się na pięcie i złapał ją za nadgarstek, zaraz przyciskając nieco do ściany. Tak, że ich nosy niemal się ze sobą spotkało. Przez dłuższą chwilę tylko patrzył jej prosto w oczy, ciesząc się chwilą. Czuł jej oddech przy swoim i niemal poczuł, że wreszcie wszystko wraca na właściwe tory.
    - Ty też jakoś nie kwapiłaś się by wpaść, kiedy już cię wypuszczono – zauważył równie chłodno. – A i owszem… niechęć do lekarzy skutecznie mnie wykurza z tamtych rejonów – dodał zaraz. Odwiedził ją, raz... Późno w nocy, więc nie mogła tego zarejestrować, ale nie przeszkadzała mu jej niewiedza. Tak było lepiej, niech sobie tam myśli co chce. Przecież nie był ideałem.
    Puścił jej nadgarstek, by po chwili wahania złapać ją za podbródek. Uniósł go nieco wyżej, by potem pocałować mocno. Znowu robił coś wbrew własnemu rozsądkowi, ale co mógł poradzić? Słodycz jej ust go otumaniała. I cieszył się, tak po prostu się cieszył, że znów ją widzi w nieco lepszym stanie niż ostatnio.
    - No to cześć, ja też mam dużo roboty – rzucił jeszcze, puszczając ją teraz i ruszając w swoją stronę. No i wszystko trafił szlag. Jednak nie potrafił jej ignorować. Nie tak, jakby tego chciał. Będzie trzeba się ze wszystkim zmierzyć, ale może to i lepiej? Koniec z uciekaniem…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  75. Uderzył pięścią o ścianę, nie łamiąc jednak zaklęcia.
    - Nie chciałaś ze mną rozmawiać! Dałaś mi to wyraźnie do zrozumienia. Nie chciałaś poruszać tematu – warknął na nią, wlepiając w nią swój wzrok i zaciskając pięść. Uderzył nią jeszcze raz o ścianę, by jakoś się uspokoić. – Byłem u ciebie, kiedy spałaś! – krzyknął na nią. – Ale nie chciałem cię budzić, powiedziałem ci dlaczego nie lubię lekarzy, nie zmienię się z dnia na dzień – dodał zaraz nadal podniesionym głosem. Chciała wiedzieć?! Proszę bardzo! Niech diabli wezmą tą jej upragnioną prywatność. Tym razem jednak zerwał zaklęcie, by móc nieco głębiej oddychać. – Zabiłem ich, okay?! Wymordowałem wszystkich ludzi tam pracujących! Wszystkich, co do jednego! Spaliłem ich, a swoją matkę wcześniej poddusiłem.
    Oczy mu pociemniały i straciły wszelkie emocje. Podszedł do niej bliżej, po czym uśmiechnął się krzywo.
    - I wiesz co? Wcale nie jest mi ich żal, ani kurwa odrobinę! – oznajmił już nieco chłodniej. – Chcesz wiedzieć więcej? Proszę bardzo. To moja matka wsadziła mnie do laboratorium. Siedziałem w nim 8 lat próbując uzyskać jej miłość. Byłem dzieckiem, do cholery! Głupim i tępym dzieckiem! Nie znałem się na ludziach, nie wiedziałem, że nie warto próbować! – znów zacisnął pięści i znów uderzył prawą z nich w ścianę, boleśnie ją sobie raniąc. Cholera! Jakże trudno było zapanować nad złością, a przecież nie chciał jej krzywdzić. Jednym ruchem rozpiął bluzę, zsuwając rękaw, by pokazać jej kod kreskowy na ramieniu.
    - To pamiątka po tym okresie – dodał chłodno. – Patrzyłem jak ginie, ale wiesz co? Ona się kurwa uśmiechała – kolejne uderzenie przedarło skórę na jego knykciach. I nawet po śmierci nie chciała mu dać spokoju, znów uderzył ścianę, robiąc w niej wgłębienie. Nabrał głębokiego oddechu w płuca i powoli go wypuścił.
    - Ja się tobą bawię? – zapytał jej chłodno, unosząc lekko brew. – Doprawdy… ja się tobą bawię, świetny dowcip. Lepszego wymyślić nie mogłaś, Willow! Mówisz, że czekałaś… to świetnie. Bardzo się cieszę, że czekałaś. Ja też czekałem. Czekałem, aż wreszcie zaczniesz coś mówić. I wiesz co? Nie doczekałem się – dodał zaraz. – Powiedziałem ci wcześniej, że nie musimy się spieszyć… i nie musimy, ale skoro ty oczekujesz ode mnie wyjaśnień, ja też mam prawo do tego samego – zauważył totalnie już wyprowadzony z równowagi. – Jeśli tak bardzo zależy ci na tym, bym się tobą bawił to proszę bardzo – rozłożył ramiona. – Bawić to ja dopiero mogę się zacząć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  76. Roześmiał się tylko patrząc za jej szybko oddalającą się sylwetkę. Zacisnął mocno pięści, bo właśnie trafił go szlag. Jeszcze raz uderzył tę biedną ścianę, choć przecież nic mu nie zrobiła. Policzył w myślach do dwudziestu zanim ją dogonił i ponownie przycisnął do ściany. Coś dzisiaj mieli z tymi ścianami i pewnie zażartowałby z tego, gdyby nie był taki wkurzony.
    - I co? To tyle? – zapytał unosząc lekko brew i taksując ją spojrzeniem. – Dostałaś co chciałaś, więc możesz mnie tak po prostu olać? – podniósł nieco głos, ale nie na tyle by wybuchnąć. Jeszcze nie. Jak ona mogła mu to zrobić? Dorwała go w najmniej odpowiednim momencie, kiedy był cholernie rozerwany psychicznie i teraz po prostu twierdzi, że odejdzie? Bo co? Bo jest dla niego nie wystarczająco dobra? Kiepski żart.
    – Pozwól, że sam będę oceniał kto jest dla mnie wystarczająco dobry. Nie znasz mnie na tyle, by móc to zawyrokować, ale jeśli po prostu masz mnie za potwora, to zrozumiem. Tylko nie dawaj kiepskich wymówek – dodał jeszcze przez zaciśnięte zęby. Potem opuścił dłonie i zrobił dwa kroki w tył. Wziął głęboki wdech i przymknął na chwilę oczy, a kiedy znów je otworzył były nieco łagodniejsze.
    - Zależy mi na tobie i nie obchodzi mnie to, że nie potrafisz wyrażać uczuć. Ba, ty po prostu nie wiesz, że potrafisz to robić – zauważył cicho, kopiąc niewidzialną kupkę ziemi, a potem znów nabrał powietrza, bo zamierzał powiedzieć coś, czego z całego serca nie chciał. Jednak zanim powstrzymał swój język, słowa zdążyły rozbrzmieć w korytarzu:
    - Powiedz mi, że ci na mnie nie zależy ani trochę. Powiedz, że masz mnie gdzieś, a zostawię cię w spokoju – oznajmił krótko, bo skoro on mógł dobierać sobie partnerki, to ona również powinna dostać ten wybór. – Powiedz mi to prosto w twarz, Willow. Dam ci wtedy spokój i nie mrugnie mi powieka, jeśli znikniesz z mojego życia – zagryzł mocniej wargi. Wątpił by to było możliwe. – Nie zapytam dokąd wyjedziesz i dlaczego. Nie zrobię nic – zapewnił ją jeszcze.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  77. Widział ten konflikt malujący się na jej twarzy, a potem potok słów. Słów, na które tak długo czekał. Słów zabarwionych emocjami, jej prawdziwymi emocjami. Miał wrażenie, że powiedziała to wszystko na jednym wydechu, z każdym słowem czerwieniejąc bardziej na twarzy, a gdy skończyła opuściła wzrok, całkowicie się przed nim zasłaniając.
    Czuł jak serce robi mu fikołki w piersi, z czystej radości. Złość, którą jeszcze przed chwilą czuł wyparowała niemal od razu. To wówczas złapał ją w ramiona, obejmując ją niemi. Zamknął oczy napawając się chwilą. Pogłaskał ją po głowie i po prostu cieszył się, że wreszcie może to zrobić. Że znów może być przy niej.
    - Przepraszam – wydusił z siebie po dłuższej chwili, ale nie powiedział nic więcej. Chciał ją przeprosić za to, że jej nie odwiedził, za to że ją unikał i za to wszystko co zrobił na korytarzu, ale nie potrafił ubrać tego w słowa. Zamiast tego objął ją mocniej i oparł czoło o jej ramię. – Tylko mi już nie uciekaj – poprosił ją. – I nie znikaj… - dodał zaraz. Nie chciał jej stracić za żadne skarby, choć czuł że i tak by ją szukał i odnalazł, bo przecież był uparty. Walczył o to co swoje i nie poddawał się zbyt szybko, no chyba że go życie nieco przygniatało.
    - Przepraszam – powtórzył jeszcze, tym razem głaszcząc ją po policzku. – Ja też… tęskniłem – przyznał szczerze, samemu czując że zaraz spali buraka. A wszystko przez ten głupi korytarz. Ludzie na pewno będą teraz gadali.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  78. [to deptanie notatek jest takie w punkt xD]

    Skinął głową, przyjmując jej słowa do wiadomości. Przynajmniej była szczera i tym razem nie odepchnęła go od siebie. Kiedy ścisnęła jego dłoń, splótł ich palce razem, jakby chcąc ją zapewnić, że i on nigdzie się nie ruszy.
    - Nic przepraszaj. Nie trzeba, tak jest dobrze – zapewnił ją cicho, kucając teraz by zacząć zbierać jej notatki. Co prawda nie miał pojęcia o ich kolejności, ale skoro i tak się rozsypały, to tak czy siak Willow będzie musiała je uporządkować. Podał jej pliczek kartek, wreszcie wstając z miejsca. – Może… może jesteś głodna, co? – zapytał ją zaraz, bo szczerze mówiąc on był i choć praca przypominała mu się gdzieś z tyłu głowy, był gotów odłożyć ją na później. Poza tym i tak musiał wrócić do siebie, by opatrzyć te diabelne palce. Dopiero teraz ból dłoni zaczął dawać mu się we znaki. Cóż… jakoś to przeżyje, najważniejsze że udało mu się przezwyciężyć tę wszechogarniającą go złość.
    - Zrobimy jajecznicę – zaproponował, przypominając sobie, że przecież Willow wyraziła kiedyś chęć asystowania przy gotowaniu, a jajecznica była prostym, a pysznym daniem. No i przede wszystkim ciepłym. Miał wrażenie, że właśnie tego im trzeba. Kubka parującej herbaty i czegoś ciepłego w żołądku.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  79. [hohoho niezręcznie... to dość dziwne jeśli chodzi o Willow xD Padłam i nie powstałam, po tych twoich przejściach!]

    - A to... nic jej nie będzie, opatrzę i wszystko się zrośnie - skrzywił się lekko, kiedy uważniej się przyjrzał lewej dłoni. No dobra, nieźle ją załatwił, ale bardziej żal było mu tej ściany. Będzie musiał potem załatać tę dziurę. Wpisał to sobie na mentalną listę "to do".
    - Mam - dodał zaraz. Lód powinien załatwić sprawę, a u niego zestaw opatrunkowy był na porządku dziennym. Ostatnio aż nad często. Przez chwilę analizował swój pokój i znów się skrzywił. Głupi! Trzeba było nie zapraszać jej na tę jajecznicę, ale teraz klamka już zapadła. No trudno. Zobaczy te wszystkie bandaże i inne gazy rozrzucone po biurku. Chyba nawet nie przebrał pościeli zabarwionej krwią po nocnym koszmarze. Szlag, może chociaż zakrył ją kocem? Ale za diabła nie mógł sobie tego przypomnieć.
    - Co? - jej pytanie wyrwało go nieco z letargu i powróciło myślami do rzeczywistości. - Aaa... praca - przypomniał sobie. - Nie ucieknie. Mam na wykonanie zadania 48 godzin - przyznał szczerze. - Po prostu chciałem to zrobić szybciej. Ostatnio lubię mieć dużo na głowie - dodał zaraz. Lubił, bo nie musiał myśleć. Zastanawiać się i analizować, ale teraz trochę zwolni tempo. Chciał poświęcić trochę swojego czasu Willow.
    - Ale ty też coś wspominałaś o pracy... nie ucieknie ci? - zapytał jej zaraz, spoglądając na notatki dziewczyny. - Ciągle cię widzę z notatkami... do czego ci one są? - zainteresował się zaraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  80. - Dobrze, pani doktor. Pozwolę pani się tym zająć – obiecał spokojnie, otwierając drzwi od swojego pokoju i zapraszając ją do środka. Pokazał jej krzesło dłonią, a sam ustawił szybko materiały opatrunkowe na biurku. Tak by miały jakiś porządek. Skoczył jeszcze po miseczkę pełną lodu i wsunął w nią zranioną dłoń. Niemal nie krzyknął z bólu, kiedy ręka zetknęła się z lodowatym wnętrzem miseczki. Wiedział jednak, że musi to schłodzić zanim pozwoli Willow działać. Obawiał się też, że będzie musiał pozbyć się bandaża na nadgarstku zanim założą nowy, prowadzący od dłoni po sam nadgarstek, ale na razie wyrzucił to ze swoich myśli.
    - Negocjacji? – zapytał cicho, przyjmując do wiadomości fakt, że wciąż szukała tego nekromanty. Nawet się nie zdziwił. Sam pewnie robiłby to samo, chcąc jak najlepiej wykonać swe zadanie. Nie lubił porzucać go w połowie, bo go przerosło, ale o pomoc nauczył się już prosić. Może Willow też nauczy się tej sztuki z czasem, choć z drugiej strony sam również nie poprosiłby kogoś za kim zwyczajnie nie przepadał. Był w stanie ją zrozumieć. Tak przynajmniej mu się wydawało.
    – Masz na myśli… małżeńskie negocjacje? – zapytał zaraz, siadając naprzeciw niej i jeszcze chwilę mocząc dłoń. Uznał, że wyciągnie ją z miseczki dopiero, kiedy Willow mu na to pozwoli. Jeszcze dostałby kolejną reprymendę, a tego nie chciał.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  81. Słuchał jej uważnie, próbując trochę zrozumieć sposób w jaki została wychowana. Zdawała się nie mieć szczęśliwego dzieciństwa. Rodzice robili dokładnie to co mieli napisane w kontrakcie. Gdzie w tym wszystkim była miłość? Aż mu się przykro zrobiło, ale nie skomentował tego. To była jej przeszłość, a teraz przecież mogła sama napisać nowy rozdział swojego życia. Miała wybór, choć ona sama mogła go nie widzieć.
    - Mogę – odparł zginając lekko palce i czując przy tym ból. – Boli, ale mogę – dodał zaraz, uśmiechając się do niej lekko. Bacznie obserwował jej poczynania, kiedy tak osuszała mu dłoń gazą. Robiła to niezwykle delikatnie, jakby bojąc się, że dodatkowo coś mu zrobi. Uśmiechnął się nieco, po czym oparł się na zdrowej ręce o biurko. Przez chwilę w milczeniu cieszył się chwilą, dopóki nie zerknął na swe łóżko. Ech, a jednak go nie zakrył. Szlag by to wszystko trafił, ale może lepiej się stało? Nie będzie musiał nic przed nią ukrywać.
    - Myślisz, że nie będzie potrzeba bandaża? – zapytał, tak po prawdzie chcąc uniknąć korzystania z kolejnego. Wystarczyły te na nadgarstkach. Już i tak trudno było to wszystko ukrywać, a ładna pogoda nie zachęcała do zakładania rękawiczek czy długich rękawów.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  82. [w sumie mogło być gorzej xD Uwielbiam Cię :)]

    Ray nie pytał, bo trochę bał się jej reakcji. Nie chciał, żeby Willow źle się poczuła przez te wszystkie dociekliwe pytania, ale z drugiej strony… może właśnie tego od niego oczekiwała. Chciał poczekać aż sama zacznie temat. Co prawda wspomniała już o „negocjacjach”, ale nie padły w tym żadne imiona. Uznał więc, że może zapytać o jej rodzinę, bo nie chciał znowu wyjść na takiego, którego nic nie interesuje, nie? Z babami nigdy nie wiadomo. Tak źle i tak nie dobrze.
    - Mówiłaś o rodzicach… byłaś jedynaczką? – zapytał jej po prostu, bo to rzuciło mu się najbardziej w oczy. Willow nie wspominała nic o rodzeństwie. Może więc, była tą nieszczęśliwą jedynaczką… i to jeszcze wychowywaną w taki sposób. Nie potrafił sobie tego wyobrazić. Zaraz jednak przyjął jej słowa na klatę, nawet uśmiechając się nieco krzywo i mamrocząc.
    - Przekonam swą rękę, by nie spuchła. Więc się nie martw, lecznica nie będzie potrzebna – zapewnił ją szybko, a słysząc o kolejnym bandażu, westchnął tylko. Kiedy tylko skończyła pierwsze kroki opatrywania i szczypało jak cholera, zabrał od niej dłoń i rozwiązał bandaż z nadgarstka. Uznał, że lepiej założyć jeden na dwa niż męczyć się z dwoma. Tym samym jednak trochę się odsłaniał przed Willow, ukazując jej całkiem zmasakrowany nadgarstek. Trochę się już zagoił, ale i tak zbyt ciekawie nie wyglądał.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  83. Evelyn. Pamiętał, że duch wspomniał to imię w kontekście nienarodzonego dziecka. Widząc jednak reakcję Willow, postanowił odstawić drążenie tematu. Postawił na powolne poznawanie dziewczyny.
    - Rozumiem – odparł tylko. To akurat było normalne. Świat stawiał na rodziny dwa plus dwa. Jego też tak przecież wyglądała. Odetchnął głęboko, widząc jej reakcję dotyczącą jego nadgarstka.
    - Na drugim też je mam – dodał zaraz, czując że nie ma sensu tego dłużej ukrywać. – Co się stało… trudno to wyjaśnić – przyznał szczerze. – Spalem – odchrząknął, bo nawet dla niego to zabrzmiało dość głupie. – Widziałem swoją matkę, byłem skrępowany i próbowałem się uwolnić – wzdrygnął się na samo wspomnienie tego koszmaru. Nie dodał jednak, że to nie pierwszy raz gdy coś takiego się stało. – W każdym bądź razie, można powiedzieć że sam sobie je zrobiłem, wyrywając z więzów… a kiedy się obudziłem, voila – odkrył drugi nadgarstek. – Ładnie się goją – zauważył jeszcze.

    Happy go lucky attitude xD

    OdpowiedzUsuń
  84. [matko święta, ile pytań xD]

    No dobra, teraz żałował że nie zadał tych pytań i nie skupił uwagi na Willow, bo tak jak przypuszczał ta najwyraźniej zaczęła poważnie się o niego martwić. Skrzywił się lekko, gdy zbyt mocno zacisnęła bandaż.
    - Willow… ona mi serio spuchnie, jak nie poluźnisz… - zauważył tylko pokazując na odpowiednią dłoń i zastanawiając się na odpowiedziami. – Nikomu nie podpadłem, nie przypominam sobie przynajmniej – odparł szczerze. – Zdarzały się już… ale nie były aż takie – wyjaśnił. – Zdarzało mi się znaleźć ślady po duszeniu na szyi, albo płytkie, cięte rany na brzuchu. Raz nawet miałem poparzenie… potem ucichło – wspomniał. – Co dziwne, bo mnie ogień zazwyczaj nie rusza – odchrząknął. – Ostatnio się nasiliły… - dodał szczerze, choć już nie komentując, że to przez mieszanie z jego psychiką, którą zdołał sobie poukładać. – Em… czy muszę odpowiadać na pytania, na które odpowiedzi się domyślasz? – zapytał zaraz, drapiąc się wolną dłonią po głowie. – Nie szukałem i u nikogo nie byłem. Willow, przecież każdy o zdrowych zmysłach weźmie mnie za wariata… a skoro ucichło i przez pewien czas tego nie było to uznałem… że się z tym uporałem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  85. - Nie sądzę, żebym sam sobie je robił… przynajmniej nie takie… – odparł szczerze, bo o ile podduszenie mógł sobie wytłumaczyć, to takich ran nie bardzo. Nie krępował się linami zanim szedł spać, więc wątpił by mógł się aż tak szarpać. – Poza tym nie bardzo mam jak to sprawdzić – zauważył. – Kamera nie wyłapie wszystkiego, a do lecznicy nie dam się wsadzić – zastrzegł sobie. – No i nie mam tych snów codziennie – zauważył cicho. – Ok, ostatnio tak… ale wcześniej nie – dodał zaraz, bo jakoś tak nie widział sensu w ukrywaniu prawdy. Widział troskę w jej oczach, co nieco go zdziwiło. Jeszcze nie tak dawno temu nie mógłby tego zobaczyć. Uśmiechnął się do niej słabo, nie chcąc bagatelizować sprawy, ale jakoś tak chcąc ją zapewnić, że nic mu nie będzie.
    - No chyba, że ktoś zostałby u mnie na noc – dodał zaraz, ale kogo niby miałby o to poprosić. Nie widział w tym sensu, bo przecież taka osoba byłaby potem po prostu wykończona. A już zwłaszcza Willow, miała przecież tyle na głowie… nie mógł jej dokładać zmartwień.
    - Jakoś to będzie… przejdzie z czasem – uśmiechnął się krzywo.

    Ray (don’t worry, be happy)

    OdpowiedzUsuń
  86. Ray zamrugał kilkakrotnie jakby chcąc się upewnić, że się nie przesłyszał. Jak to oczywiste? I czemu nie miał pod tym względem nic do gadania? Znaczy to nie tak, że się nie cieszył. Cieszył i był jej wdzięczny, ale mimo to czuł pewien niepokój. A co jeśli ją skrzywdzi? Tego by sobie nie wybaczył, a to przecież możliwe. Zagryzł mocniej wargi.
    - No dobra, ale jak coś to uciekaj – powiódł wzrokiem po pokoju uznając, że burdelu wielkiego tu nie ma. Raczej ostatnio się z tym pilnował, tak podświadomie na wypadek odwiedzin Willow. – A tak… jajecznica – skinął głową, po czym wstał i złapał ją za rękę. – Zrobimy ją wspólnie – wyciągnął z lodówki 6 jajek i boczek. – Boczek kroimy w małą kostkę, o tak – zademonstrował jej o co chodzi. – Chcesz taką z cebulką czy bez? Ze szczypiorkiem? – uniósł wzrok znad deski do krojenia, by na nią spojrzeć. Odkroił jej kawałek boczku i podał na drugą deskę. W końcu wspominała coś o nauce gotowania. To mógłby być pierwszy krok ku niej, co nie?
    - Uhm Willow? Masz w pokoju zestaw noży i garnków czy coś? – zapytał jej prosto z mostu, bo przecież to nie było takie znowu oczywiste. On sam był na zakupach jak tylko nieco się oswoił z tym miejscem. Yensen miał z nim urwanie głowy, ale jakoś przeżył. Ray uśmiechnął się do swych myśli. – Bo jak nie to trzeba będzie sobie je wpisać na listę zakupów.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  87. Ray skończył ze swoim kawałkiem mięsa, po czym zatrzymał się przy lodówce, kiedy tak po prostu stwierdziła, że ma garnki do warzenia trucizn.
    - Okay… to i tak lepiej kupić nowe. Nie chciałabyś przypadkiem się otruć, jeśli zbyt słabo umyjesz jakiś – rzucił siląc się na swobodny ton. Świetnie, gotować nie umiała, ale o ironio, była mistrzem w warzeniu trucizn. Zaśmiał się cicho, wyciągając i obierając cebulę. Zerknął jeszcze na jej postępy z krojeniem. – Trzymając mięso, zegnij palce. O w ten sposób – pokazał jej na swej prawej ręce. – Przez to nie powinnaś się przypadkiem zranić – dodał, jednocześnie ciesząc się, że wyrobił sobie obie ręce. Mimo zranionych palców swej dominującej ręki, działał sprawnie. Zabrał się za krojenie cebuli.
    - Cebula lubi wyciskać łzy z oczu. Szczypią jak diabli – uśmiechnął się do niej, chcąc jednocześnie zapewnić ją, że jeśli zacznie płakać to nie dlatego że zrobiła coś złego, tylko z powodów oczywistych. – Jak skończysz z boczkiem, możesz zabrać się za szczypiorek – zaproponował. – Też na małe kawałki. Takie… półcentymetrowe – dorzucił, starając się mówić precyzyjnie co trzeba zrobić. Nie był przyzwyczajony do uczenia kogokolwiek takich rzeczy. Zwykle robił to wszystko machinalnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  88. - A żebyś wiedziała – roześmiał się szczerze. – Wzrusza jak cholera – otarł łzy z oczu, zerkając na jej kawałki boczku. Nie były złe i nie musiały być idealni. Na patelni i tak zmienią rozmiar, a czasem i kształt.
    - No co ty? Aż takim geniuszem to nie jestem, ale dziękuję – odparł wesoło, kończąc wreszcie z cebulą. Wzruszył zaraz ramionami. – Trafiłem do Gildii, gdy miałem 16 lat. Na początku nie puszczałem Yensena na krok, bo bałem się tu niemal wszystkiego. On był nieszczęśnikiem, który odebrał mnie z Salree… potem pewnie przeklinał swój los – przyznał szczerze, śmiejąc się przy tym. – Nie wiedziałem na co zwracać uwagę. Tu wróżka, tam wielkolud, innym razem anioł czy wilkołak… Jakbym znalazł się w krainie czarów – uśmiechnął się krzywo, bo po części właśnie tak było. – Nie potrafiłem się odnaleźć, więc kurczowo trzymałem się tego co znałem. Wszystko było nowe, a ja znałem tylko niewolę… więc potrzebowałem kogoś, kto mi jasno wyda polecenia – przyznał spokojnie, zmywając przy tym noże i przesypując boczek i cebulę do osobnych miseczek. – Potem Yensen wyjechał na misję, a ja zostałem sam. W swoim pokoju. Nie wyściubiałem poza niego nos… ale reszta mieszkańców Gildii się mną zaopiekowała – uśmiechnął się krzywo. – Traktowali mnie trochę niczym swoje dziecko, gotować nauczyła mnie pani z karczmy – uśmiechnął się lekko. – Raz czy drugi zagoniła mnie do kuchni i wpoiła podstawy, a potem jakoś tak poszło. Jak się domyślasz, lubiłem to… bo wreszcie ktoś wydawał mi polecenia i mogłem coś robić, a nie siedzieć bezczynnie…

    Ray

    [miłego kochana :) ja na rower się niedługo wybieram :D]

    OdpowiedzUsuń
  89. - No nie wiem czy faktycznie byli życzliwi, czy przypadkiem nie zostali przekupieni – roześmiał się serdecznie Ray. Pamiętał, że pierwszych parę dni, w których Yensen mu zniknął, siedział w pokoju patrząc na cztery puste ściany. Czasem ktoś wpadł by zostawić coś do jedzenia i tyle. Dopiero po jakimś czasie się to zmieniło. Ktoś przyszedł pogadać, inny zabrał go na powietrze, a potem trafił do karczmy i chętnie pomagał tam, bo mógł czymś zająć swe myśli.
    - Ale wiesz, potem poznałem taką wiedźmę. Mieszkała w pokoju obok i latała na miotle. Lubiłem ją obserwować, a ona kiedy to zobaczyła pokazała mi tę sztukę. Stąd ta miotła – machnął ręką w stronę przedmiotu i uśmiechnął się lekko. – Głupi byłem, markotny i nikomu nie ufałem… poza Yensenem… ale jego chyba traktowałem niczym ojca… - przyznał szczerze.
    - Okay, to mamy już wszystkie składniki – klasnął w dłonie i podał jej pustą miseczkę. – Teraz tak. Rozbij jajka i wsyp je do miski. Tylko bez skorupek, a potem weź widelec i okrężnymi ruchami… - sam złapał za widelec by zademonstrować o co chodzi. – Rozbełtaj jajko, żeby żółtko połączyło się z białkiem – poradził jej, pokazując to wszystko na sucho.
    - Hm… może i powinny, ale przecież zawsze można postawić na równouprawnienie – pokazał jej język. Cieszył się, że tak zaczyna się przed nim otwierać, że nawet uśmiech może od czasu do czasu zobaczyć na jej twarzy. – O… co to, to nie – pogroził jej palcem przed nosem. – Gotować mogę, ale nie cały czas – pstryknął ją palcami w nos.

    Ray (nauczyciel gotowania od siedmiu boleści)

    OdpowiedzUsuń
  90. [ale jesteś pewna, że ona wie jak jajka działają? xD Nie chcę narażać Raya na przypadkowe ich odgryzienie xD]

    - No co ty… - zdziwił się na to pytanie, kiedy tak patrzyła z wyraźną konsternacją na pływającą w środku skorupkę. – Po prostu ją wyciągnij, nic się nie stanie… to nie jest trucizna – wzruszył ramionami. Sam natomiast wrzucił na patelnię boczek i zaczął go podsmażać. Uznał, że nie potrzeba więcej tłuszczu. Starczy ten, który wytopi się z boczusia.
    - Hm… właściwie to nie do końca to wiem – przyznał szczerze, odpowiadając jej na pytanie. – Mój rodziciel nie kiwnął palcem by mnie wyciągać z laboratorium, a potem pozbył się mnie przysyłając mnie do Mortiel – przyznał szczerze. – Niby wiem, że to dla mojego dobra, ale mimo wszystko… dziwna sprawa – uśmiechnął się krzywo, dosypując cebulkę do mocno już zarumienionego boczku. – Hm… jeśli miałem pytania to pytałem Yensena, jak był jakiś problem, to zawracałem mu głowę. On mnie długo przyzwyczajał do życia tutaj. Uczył jak podejmować samemu decyzje… - skrzywił się. – To może się wydawać śmieszne, ale nie było łatwo… nauczył mnie też posługiwać się kataną. Szkolił pod tym względem. Dzięki temu przestałem być bezbronny… no wiesz, ogień to jedno, ale dobrze mieć jakiś plan awaryjny – uśmiechnął się do niej. – Wiesz… jego uwaga przez pewien czas skupiała się głównie na mnie, choć z pewnością miał mnie dość. Nigdy nie dał tego po sobie poznać i cierpliwie tłumaczył to i owo… nadal jest jedną z pierwszych osób, które wiedzą o moich rozterkach czy problemach…– rzucił lekko. Bo teraz była jeszcze Willow, z którą chciał się dzielić smutkami ale i radościami. Był towarzyski to prawda. Z każdym pogadał, każdego wysłuchał, ale nie miał wielu osób którym ufał i raczej nie chciał zmieniać tego stanu rzeczy.
    - Jak już rozbełtasz jajka… to dosyp do nich szczypiorek i pomieszaj to razem – poradził jej zaraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  91. [On jej sernika uczyć robić nie będzie xD Ani żadnej potrawy z ubitym białkiem xD]

    - Nie wiem, Willow – odparł szczerze, zerkając na nią. W końcu na jego postawę mogło się złożyć wiele czynników, od dobrego serca zaczynając, przez obowiązek, po samą litość. Ray wolał wierzyć, że jednak wychodziło to z jego dobrego serca. – Ale teraz już nie musi się mną za bardzo zajmować – uśmiechnął się do niej. – Prawda – zgodził się również czując ten smakowity zapach, który przypomniał mu jak bardzo głodny był. – Okay, wrzucaj jajka – poprosił ją. – A potem trzeba to ładnie mieszać, aż do ścięcia potrawy – dodał zaraz, oddając jej drewnianą łyżkę i przepuszczając ją lekko. Dotknął jej ręki swoją, prowadząc ją odrobinę na samym początku [och, prawie jak w filmie xD]. – Właśnie tak – mruknął, bo już zabrakło mu słów i nie bardzo wiedział jak wyjaśnić mieszanie na patelni do ścięcia jajek, ale jeszcze tak by nie przywarło. Lepiej było to pokazać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  92. Febe uśmiechnęła się delikatnie słysząc odpowiedź dziewczyny, cóż, może się mocno zdziwić, dzieci zapewne nie raz użyją skrótu jej imienia. Willow wydawała się bardzo ponura, meduza wątpiła, że dobrowolnie przyjęła to zgłoszenie, jej twarz mówiła sama za nią, to nie były jej klimaty. Febe westchnęła w duchu, trudno, lepszy rydz niż nic. Słysząc pytanie zaśmiała się lekko.
    - Te dzieci nie są w równym wieku, mamy tutaj przedział wiekowy od 3 do 5 lat, nie jestem w stanie jednoznacznie Ci odpowiedzieć, ale… Dzieci nie mają konkretnych zajęć, w tym przedziale wiekowym są bardzo ciekawe świata i to czym się zajmą zależy od Ciebie. Jeżeli poświęcisz im uwagę i je czymś zajmiesz to, to będzie ich zajęcie, jeżeli zlekceważysz, to same sobie coś znajdą, jednak na 99% skończy się to bałaganem – uśmiechnęła się pod nosem.
    Chłopiec słysząc pytanie spojrzał jej w oczy, miał bardzo bystre spojrzenie jak na swój wiek. Przysunął jej kwiatka bliżej pod nos, jednak nic nie powiedział. Po prostu czekał aż go odbierze. Mimika jego twarzy nie zmieniła się ani trochę.
    - Mało kiedy się odzywa – poinformowała ją meduza i z delikatnym uśmiechem spojrzała to na syna, to na Willow.
    - Mimo to lubi słuchać, chociaż jest bardzo wrażliwy na ton, zapewne szybko to zauważysz – dodała i spojrzała na resztę dzieci.

    [Tak, dobrze rozumiesz ^^ chociaż jak masz jakiś pomysł to możesz pokierować i Rahim’em Ines, jednak wtedy wolałabym abyś trzymała się pasujących do nich zachowań]

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  93. Ray westchnął ciężko, w między czasie przygotowując dwa talerze, smarując chlebek masłem i zaparzając herbatę.
    - Dbam o siebie – rzucił krótko. – Tylko zwykle wysuwam na plan pierwszy kogoś innego – przyznał szczerze. Taki już był. Najpierw myślał o tym jak może się komuś przydać, a dopiero potem o tym czy fizycznie lub psychicznie da radę. I nawet jeśli wychodziło mu, że jednak nie da, podejmował się wyzwania, bo przecież granicę swej użyteczności zawsze można było poszerzyć.
    Spojrzał jej przez ramię na jajecznicę, kiedy zapytała czy już gotowe i skinął głową.
    - Wygląda dobrze, gotowe – zgodził się z nią. – Teraz wystarczy rozłożyć na dwa talerze i gotowe – uśmiechnął się lekko wyręczając ją w tym zadaniu. Pozwolił jej jednak zabrać herbaty na stół, bo aż tylu rąk nie miał. – Smacznego – postawił przed nią talerz z parującą jajecznicą.

    Ray
    [nie umiem takiego z bezą… jak się go robi? ]

    OdpowiedzUsuń
  94. [aha xD to nie robimy sernika z bezą xD dobrze, że wyszła! Niech się pocieszy, że coś się udało ugotować :D]

    - Nie sądzę - odparł tylko odpowiadając jej na pierwsze pytanie. Poza tym co to miało być za pytanie? Nigdy się nad tym nie zastanawiał, działał tak jak to miał w naturze. - Ale ja nie robię sobie krzywdy - żachnął się. Bo nie robił, a przynajmniej nie robił jej sobie świadomie. - To że czasem ignoruje swoje potrzeby, nie znaczy że w końcu się nimi nie zajmuję. Zazwyczaj nie wychodzę z łóżka jak mnie zmorzy temperatura - żachnął się. - A to... - wskazał na nadgarstki. - Nie ignoruję tego, spycham tylko na dalszy plan... by się ochronić - zacisnął nieco wargi. Tak chciał uchronić swą psychikę od grzebania w niej. Przeczekać, aż wszystko się znów uspokoi.
    Uśmiechnął się lekko widząc jej minę i sam posmakował jedzonka. Wyszła naprawdę dobra. Nieprzesadzona i dobra. Rozpływała się w ustach, ale on ten smak już doskonale znał.
    - Gratulację. Właśnie zdobyłaś kolejną umiejętność. Jajecznica nie ma już przed tobą żadnych tajemnic!

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  95. - Moja przeszłość to moja sprawa – odparł spokojnie, odkładając na moment widelec by na nią spojrzeć. – Pozostaje w sferze wspomnień. Nie warto do niej wracać – machnął lekceważąco ręką. Niby rozumiał co do niego mówi i wcale nie uważał jej słów za złe czy nieodpowiednie, ale nie zamierzał się sobą zajmować pod tym względem. Miał wrażenie, że wszystko się kręci wokół niego i wcale mu się to nie podobało. Nie było wygodne, a on nie lubił takiego stanu rzeczy.
    - Możemy już ze mnie zejść? – zapytał jej w końcu. To że jej tyle powiedział, nie znaczyło że chciał, by wtrącała się aż tak bardzo w jego życie. Może i w jej słowach było ziarnko prawdy. Ziarnko, które gdzieś tam go ukłuło, ale nie zamierzał się nad tym zastanawiać. – Rozgrzebywanie przeszłości nie należy do moich ulubionych zajęć. Po prostu nauczę się lepiej kontrolować głowę i będzie po problemie – mruknął, mając na myśli zaklęcie, dzięki któremu nikt nie powinien mu łatwo zajrzeć we wspomnienia.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  96. [tak beze mnie? xD Zawsze chciałam zwiedzić Szkocję… btw chcesz zdjęcia z Exeter? Miejsca rodzinnego Raya? xD Będę w tym roku po raz 5 :P]

    Ulżyło mu, kiedy przestała drążyć temat. Zdecydowanie zrobiło mu się nieco lżej na sercu, a potem rzuciła tekstem o wyjeździe do Szkocji. Niby powiedziała to spokojnie, ale sam fakt że nie wiedziała na ile pojedzie trochę go niepokoił. Musiała jechać tam by zakończyć swoje sprawy, a to z pewnością wiązało się z niebezpieczeństwem. Ścisnął mocniej widelec, stukając drugą dłonią w stół.
    - Sama jedziesz? – zapytał, choć doskonale wiedział co odpowie. Skrzywił się nieco i przez moment dłubał widelcem w jajecznicy nawet jej nie biorąc do ust. – Ktoś ci pomoże? Czemu nie wiesz na jak długo? – zasypał ją pytaniami, teraz samemu zamieniając się w nieco przewrażliwionego chłopaka. Kiedy się zorientował nieco poczerwieniał na twarzy. – Ech będzie ci groziło niebezpieczeństwo, prawda? – bardziej stwierdził niż zapytał, trochę tak zastanawiając się co by powiedziała, gdyby zdecydował się nagle odwiedzić swoje rodzinne strony… w tym samym terminie co ona. Zawsze to bliżej i zaledwie kilka skoków teleportacyjnych. Tak… w razie wypadku, choć miał nadzieję, że do niego nie dojdzie. Najchętniej pojechałby z nią, ale nie chciał się narzucać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  97. - Dobre i to – westchnął cicho chłopak. Dobrze, że chociaż nie będzie jej groziło niebezpieczeństwo. Przynajmniej nie to fizyczne. Nie zginie i po wykonaniu swojego obowiązku wróci. Miał przynajmniej taką nadzieję.
    - Ale jakbyś potrzebowała wsparcia… - rzucił zaraz. - …to wiesz że możesz zawsze na nie liczyć, nie? – upewnił się tylko. Chciał jej przekazać, że najchętniej to pojechałby z nią, ale skoro to miało zaszkodzić jej wizerunkowi to może faktycznie lepiej żeby się w to nie wtrącał. Przecież nie znał się na prawach rządzących rodziną ale i społeczeństwem, w którym żyła Willow.
    - Uhm zawsze możesz skrócić wizytę, nie? – zaproponował, choć nie był pewien czy to wszystko tak działa. – No bo jak nie dasz rady… psychicznie to chyba lepiej się nie męczyć – zauważył cicho. Tego też nie był pewien. Niektórzy uważali że lepiej się pomęczyć i mieć wszystko z głowy niż rozprawiać się ze swymi demonami za jednym zamachem. On nie był pewien co jest najlepszą opcją. Sam przecież nie rozprawił się ze swoimi. Metoda małych kroczków była jednak dla niego najlepsza. Nie wiedział jednak czy i Willow będzie podzielała to zdanie. Znając ją… zapewne została wychowana na silną kobietę, która i swe potrzeby nie stawiała na pierwszym miejscu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  98. Ray uśmiechnął się zawadiacko i przez chwilę milczał nie odpowiadając na jej zaczepkę. Sam się musiał nad tym zastanowić… a właściwie to nie. Nie musiał. Po prostu musiał się do tego przyznać przed samym sobą. Tak, tęskniłby za nią. Tęsknił jak cholera.
    - A co? Wątpisz w to? – uniósł lekko brew nie chcąc jednak wyjść na jakiegoś lamusa. – Pomyślałem, że mógłbym odwiedzić swe rodzinne strony – mruknął, dopiero po dłuższej chwili orientując się, że powiedział to na głos. Przynajmniej znaleźliby się na tym samym kontynencie i on byłby nieco spokojniejszy o nią. O! Taki z niego egoista. Znów myśli o swych potrzebach, a podobno nie stawia ich na pierwszym planie. – Dawno nie widziałem Emily – przyznał szczerze, chcąc się jakoś usprawiedliwić. Sam pomysł odwiedzenia siostry spodobał mu się, aczkolwiek nie był pewien czy ta podzieliłaby jego radość. W końcu z kobietami nigdy nic nie wiadomo, co nie?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  99. - No wiesz ty co? - uniósł lekko brew śmiejąc się przy tym. - Jak możesz - naburmuszył się odrobinę, po czym skończył swoje jedzonko i wypił trochę herbaty. - Myślę, że udowadniać za dużo nie muszę - wyszczerzył się do niej radośnie.
    - Nie no... w Szkocji nie mieszkałem - zapewnił ją zaraz, choć teraz trochę tego żałował. Nigdy nawet jego noga tam nie postawiła. Był za mały na szkolne wycieczki do Edynburga, a potem wszystko to zostało mu zabrane.
    - Mieszkałem w Exeter, Devon, na wybrzeżu - odparł szczerze. - Exeter jest stolicą Devonu. Sześć godzin od Londynu i jedyne 1,5 od Brystolu - dodał jeszcze, przypominając sobie mniej więcej długość podróży. Powrót do domu był straszny. Na dodatek wówczas podróżował na stopa, często robiąc to pieszo, ale dał radę i to się liczyło.
    - Tak więc na pewno w Szkocji nie wyląduję - pokazał jej język. - Nie martw się, na robienie ci obciachów przyjdzie czas - puścił do niej oczko.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  100. Nieco oszołomiony zamknął za nią drzwi. Przez chwilę też się nie odzywał, tylko taksował spojrzeniem jej osobę i tę wielką torbę, którą ze sobą przytachała. W końcu jednak wskazał jej dłonią fotel, samemu zaparzając herbatę. Miał na sobie czarne spodnie dresowe i szary t-shirt. Zdołał się tez umyć zanim przyszła. Ręce nadal owinięte bandażem. Wyglądał jakby przed chwilą wyszedł ze szpitala, co właściwie było prawdą.
    - Chcesz coś obejrzeć? - zreflektował się podając jej kubek z parująca herbatą oraz stawiając przed nią talerz pełen kanapek. Nigdy nie przyjmował dziewczyny w pokoju. Nie w nocy i nie u siebie. Nie bardzo wiedział jak powinien się za to zabrać, bo chyba nie myślała że od tak pójdzie grzecznie spać o 8 wieczorem. Nie jego pora. Zdecydowanie nie. Był nocnym markiem i trochę bał się tego wszystkiego. No bo jak niby miał zasnąć, jeśli ona tu była? Przecież będzie mu głupio.
    - Może zrobimy sobie namiastkę kina? - zaproponował, przypominając sobie, że przecież mieli do niego iść, ale jakoś tak nie wyszło. Miał w pokoju rzutnik i białą ścianę. Idealnie nadawała się do wyświetlania filmów. - Hm? Masz jakieś życzenie co do filmu? Popcorn idzie załatwić - dodał wesoło.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  101. Ray wzruszył nieco ramionami na jej komentarz i ustawił laptopa na stoliku nocnym, a rzutnik wygrzebał spod łóżka.
    - Czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym? - odpowiedział jej pytaniem na pytanie i poprawił pościel na łóżku, po czym poklepał je dłonią, chcąc ją na nie zaprosić. W celu seansu oczywiście, bo o niczym innym nie myślał... no dobra, może i myślał, ale nie był na tyle głupi by zaraz na nią się rzucać, choć uwielbiał ją taką naturalną. Bez głupich makijaży i innych upiękniających rzeczy, które zasłaniały ją samą maską.
    - No dobra, skoro żadnych życzeń nie ma to obejrzymy "Star Wars". Oryginalne. Zaczniemy tak jak powinno się zaczynać, od 4 części. Tylko się nie przeraź. Efekty są nieco przestarzałe. Film ma swoje lata - wzruszył ramionami, nastawiając jeszcze mikrofalę i pozwalając popcornowi strzelać. Po 2 minutach przyniósł pełną michę białych kulek, które lubił... ale bez przesady oraz dwulitrową colę i szklanki. Normalnie zaproponowałby alkohol do tego, ale czuł że Willow chyba by go za to przekręciła.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  102. - Okay... - Ray oblizał lekko usta i postawił popcorn tuż obok niej. - Po kolei - zdecydował z delikatnym uśmiechem. - To jest popcorn, prażona kukurydza - wyjaśnił spokojnie. - Nisko kaloryczna - dodał jeszcze, jakby uprzedzając pytanie. Kobiety lubiły dbać o linię i nie był pewien jak to jest z Willow.
    - Kiedy "Star Wars" powstawały nie było części I do III - wyjaśnił zaraz. - Wszystko zaczęło się od "Nowej Nadziei", dlatego tak proponuję oglądać. "Nowa Nadzieja", "Imperium Kontratakuje" i "Powrót Jedi" - dodał z uśmiechem. - Między nami, moją ulubioną jest "Imperium Kontratakuje" - dodał zaraz spokojnie odpalając odpowiedni plik i spuszczając zasłony.
    - A efekty... porozmawiamy o nich po filmie, ok? Będzie łatwiej, jak już je zobaczysz - uśmiechnął się lekko.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  103. Ray zaśmiał się cicho na jej komentarz o smaku popcornu. Coś w tym było. Faktycznie nie był jakoś super dobry, ale jednak wciągający.
    - Kiedy powstała część 4 nie było mowy o częściach 1-3. Ona była tą pierwszą - odparł spokojnie. - A że potem świat oszalał na punkcie tych filmów, to postanowiono zrobić całą resztę. Jednak mimo to polecam oglądanie od czwórki... gdybyśmy zaczęli od pierwszej części... cała zabawa gdzieś tam wyparuje - przyznał szczerze. No bo co to za radocha, kiedy doskonale się wie kim jest Darth Vader? Lepiej sobie nie spojlerować. Usiadł obok niej, ale nie objął ją ramieniem ani nic. Tak po prostu, żeby mieć dostęp do tego "kartonu".
    - To co? Oglądamy? - zapytał jej, a kiedy otrzymał znak zgody włączył film.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  104. Ray oderwał wzrok od filmu i uniósl lekko brew. Jeszcze nikt go nigdy do R2D2 nie porównał. Obawiał się tylko, że w miarę postępowania filmu jej porównanie może się zmienić, a przecież nieopacznie rzuciła jakże cudnym komentarzem.
    - Dzięki, przyjmuję na klatę - skłonił się jej ze śmiechem. - No, ale z tym mądrzejszym mogłaś sobie darować... aż takim głupkiem to nie jestem - naburmuszył się trochę, biorąc sobie popcornu i popijając go chłodną już herbatą. - Poczekaj aż zobaczysz jak ta puszka potrafi działać - dodał zaraz wesoło. - Jest najlepsza - wyszczerzył się do niej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  105. - Nie rzuca się słów na wiatr - zastrzegł jej szybko. Jakoś tak podświadomie nie chciał by zmieniała zdanie, mimo że czuł iż żartuje. Uśmiechnął się nawet wracając zaraz do filmu. Przez dłuższą chwilę oglądał w milczeniu, po czym zerknął znów na nią.
    - Od kiedy obejrzałem Star Wars... zawsze chciałem lecieć takim Sokołem Milenium - wskazał palcem na statek. Mimo, że mówiono o nim "gruchot", jakoś tak za każdym razem pragnął sobie taki stworzyć i wystrzelić się w kosmos. Od tak. Poczuć się takim niezależnym pilotem... ale z jego kiepską orientacją w terenie jakoś słabo to widział.
    [czas na clichee xD] Wsunął dłoń do miski z popcornem i musnął palcami jej rękę. Cóż wiedział, że kiedyś to nastąpi. Poczuł delikatne mrowienie i zapragnął nieco większego dotyku, ale jednocześnie bał się tego zrobić. Nie chciał się narzucać, ani tym bardziej spłoszyć Willow. Dlatego też nabrał trochę popcornu i jak gdyby nigdy nic wrócił do oglądania.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  106. Ray skinął lekko głową. Może i wyglądał ciasno, ale jego pragnienia to i tak nie ostudziło, choć wiedział że nigdy się nie spełni. Nie ma przecież czegoś takiego jak Sokół Milenium. No i loty na inne planety? Zbyt wiele zachodu w gruncie rzeczy.
    - Ha! I widzisz? Mówiłem że ten mały jest najlepszy - zaśmiał się nieco, kiedy R2D2 uwolnił całą ferajnę z zsypu na śmieci. - No może poza Chewbaccą [cholera nigdy nie wiem jak to napisać... xD]... ale to inny poziom fajności - uśmiechnął się lekko, po czym przeciągnął nieco i poprawił na łóżku. Wziął sobie jeszcze trochę popcornu i zerknął na Willow.
    - Nigdy nie oglądałaś filmów? - zapytał jej prosto z mostu, bo jej reakcje właśnie na to wskazywały. Zdziwił się trochę, ale przecież nadal nie znał za bardzo realiów, w których Willow się wychowała.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  107. - Rozumiem - Ray skinął lekko głową i poklepał ją lekko po plecach. - A tam... nie ma co się tym przejmować. Każdy ma coś czego jeszcze nie robił w życiu - zauważył spokojnie. - Ja na przykład nigdy nie chodziłem do liceum czy na studia - wzruszył ramionami. - Gotowania uczyłem się tutaj, prania i takich czynności też - uśmiechnął się lekko. - Dużo było nowości - zapewnił ją spokojnie, już wracając do filmu, bo przecież zaraz miało zacząć się najlepsze, a on jakoś tak nie chciał tego przegapić, choć widział ten film już tyle razy. Jakoś zawsze odczuwał przyjemność z oglądania go.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  108. Przejażdżka na koniu... ale... po co? Gdy Mikael z początku zobaczył stajnię z końmi do wynajęcia tuż przy parkingu pomyślał że to jakiś żart, jednak, to była okrutna rzeczywistość. W życiu nie jechał nigdy na koniu i jakoś nie był zainteresowany pierwszym razem. Miał ochotę przejść się piechotą do budynku Gildii, niestety jego towarzysz nie miał zamiaru czekać i wręcz wrzucił czarnowłosego na grzbiet rumaka, jakby to nie zabrzmiało.
    - Haha! Mikael co jest z tobą? Boisz się koni? - Dość muskularny mężczyzna z dużą ilością pokaźnych żył na ciele spytał się w trakcie jazdy, na co Mikael spojrzał na niego z lekkim zakłopotaniem.
    - Nie... po prostu robię to pierwszy raz i nie chcę spaść.
    - Ha, nie martw sie. Upadek z konia nie boli aż tak.
    - Mówi to ktoś znieczulony na ból...
    - Ha ha ha! - Śmiejąc się żylasty pan przyśpieszył zostawiając swojego kompana w tle. Ten skupił wzrok na głowę konia ze spojrzeniem wręcz mówiącym "Nie zabijesz mnie prawda?". Po nie obojętnej chwili jazdy w końcu dojechali do swojego celu. Mikael widząc siedzibę Gildii zamrugał dwukrotnie, lubią co właśnie zobaczył. Przez jego umysł przepłynęły obrazy przeszłości, przez co jego twarz nieco zobojętniała. Z tego stanu wyprowadziły go jednak nawoływania. - Hej! Nie śpij bo faktycznie spadniesz ha ha! Jesteśmy na miejscu.
    Po "zaparkowaniu" koni wraz ze swoim instruktorem z którym tu przyjechał wszedł do środka budynku rozglądając się po całym wnętrzu z lekkim zadziwieniem. Po mały zwiedzeniu wielu pięter tegóż miejsca w końcu zatrzymali się w "małym" kantorku personelu odpowiedzialnego za higienę.
    - Więc to by było na tyle, Mikael. Jeszcze raz powiem, cieszę się że przyjąłeś tę pracę. Spoko z ciebie chłop ha ha! - Wraz z tymi słowami czarnowłosy dostał niezbyt lekkiego plaskacza w plecy.
    - Heh... A ja dziękuję panie Hamon za zatrudnienie mnie. Ciężko było mi w tym czasie znaleźć pracę.
    - Aż dziwne że to prawda. No ale nic. Wiesz już wszystko co niezbędne. Szafka pod tym numerem jest twoja - Facet wskazał palcem wspomnianą szafkę po czym wolnym krokiem ruszył do wyjścia. - Przygotuj się i miłego pierwszego dnia w pracy. - Mikael ukłonił się lekko żegnając pracodawcę odprowadzając go wzrokiem w tym samym czasie. Gdy ten zniknął, dyskretnie rozejrzał się po pomieszczeniu podchodząc po tym do swojej szafki. Przebrał się w strój roboczy, zamknął szafkę i zabierając ze sobą wózek z wiadrami, mopem oraz innymi narzędziami oraz środkami niezbędnymi do utrzymania czystości wyszedł na korytarz. Udał się windą na piętro na którym miał się zając łazienkami w pierwszej kolejności. Tak też w dość dobrym humorze wyjechał sobie z kabiny po czym skierował się w prawo. Jechał tak aż do rogu za którym też skręcił jednak niefortunnie potrącił jakąś młodą kobietę swoim wózkiem.
    - Oh nie! P-przepraszam najmocniej! Wszystko w porządku!? - Od razu zareagował podchodząc do ów potrąconej osoby chcąc się upewnić czy wszystko w porządku.

    Mikael

    OdpowiedzUsuń
  109. Ray uniósł brew pytająco, kiedy usłyszał ten komentarz. Jak to nie wiedziała czy ma czas by wszystko doświadczyć? Co prawda, jeśli nie nauczy się gotować to może ją czekać śmierć głodowa... no i jej praca jest dość wymagająca, ale mimo to nie podejrzewał by miała umrzeć jeszcze przez długi czas. Szczerze tego nie chciał.
    - Jak to nie wiesz? - zapytał jej w końcu, bo jednak uznał że lepiej pytać niż głowić się bez sensu i czekać na odpowiedź. Może nie będzie chciała się z nim tym dzielić, jeszcze nie teraz... ale po prostu musiał zapytać. Dla własnego sumienia.
    - Hm... no oni mimo wszystko byli tylko ludźmi - wyjaśnił z lekkim uśmiechem. - No i każdy ma jakiś słaby punkt. Maszyny tym bardziej - zauważył spokojnie. - Poza tym... bez tego nie byłoby filmu - uśmiechnął się krzywo. - Zwykle w takich adaptacjach dobro wygrywa.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  110. - No tak, będziesz musiała wrócić - mruknął tylko, jakoś tak nieco zaciskając pięści. To znaczyło, że kiedyś na pewno ją straci. Przecież ciągle powtarzała, że to nie jest świat dla niej. Zagryzł nieco wargi i spojrzał na zakończenie świata.
    - Oby jak najpóźniej - mruknął jakby tylko do siebie, w końcu wstając i wyłączając laptopa. - Okay, kolejną część obejrzymy później - uśmiechnął się do niej lekko, zbierając przy tym wszystkie siły by to zrobić. - No chyba, że masz ochotę teraz - dodał zaraz.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  111. [filmu xD filmu xD zmęczona byłam :P]

    - Może właśnie taki jest mój niecny plan? - zaproponował cicho Ray, pół żartem pół serio. Naprawdę nie bardzo chciał przy niej zasypiać. Wolałby, gdyby nie wiedziała o jego pieprzonych koszmarach. Przecież to nic takiego. Nadal żył i jakoś tam sobie radził, co nie? Uśmiechnął się krzywo rozłączając sprzęt i chowając rzutnik do pudełka, które zaraz schował do szafy. Do tego jeszcze laptop na biurko. Poukładał na nim materiały opatrunkowe, tak na wszelki wypadek, po czym usiadł obok niej na łóżku.
    - Może wolałbym, byś zapomniała? - zaproponował spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. - Może wolałbym byś się o mnie nie martwiła? - dodał zaraz, choć wiedział że to niewykonalne. On sam nie mógł już przestać martwić się o Willow. - I wreszcie, może wolałbym, żebyś zawsze przy mnie była? - dodał ciszej muskając jej wargi swoimi, zanim naparł na nie nieco mocniej, pogłębiając pocałunek.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  112. - Dlaczego? - zapytał jej tak po prostu. Nie kupował tych bajek o rodzie i jego przedłużeniu. - Nie musisz zostawać, możesz mnie zawsze zabrać ze sobą - zauważył spokojnie, przyciągając ją nieco bliżej siebie i obejmując ją mocno, by tylko mieć ją blisko siebie. By czuć jej oddech za swoich uchem i bicie serca tuż przy swoim. Nie całował już, ani nie zrobił nic więcej. Tylko tak trwał.
    - Nic nie mów - poprosił, bo zwyczajnie się bał tej jej słów. Nie chciał znów usłyszeć, że to wszystko nie tak. Że nie może go w to wszystko wciągać. Że to niezgodne z zasadami. Pierdolić zasady. Co jeśli on sam się w nie wciągnie? Co wtedy zrobi, Willow?
    - Ech i niech będzie, nie zapominaj - szepnął jej do ucha. Może tak było lepiej. Że wiedziała i że się martwiła? Może... kto wie... może.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  113. - Jak już wspominałaś, jestem uparty - zauważył czochrając ją po włosach i odsuwając się od niej. - Więc jak się uprę to prędzej mnie zamordujesz niż cię zostawię - pokazał mu język, po czym już wstał przeciągając się lekko. Uznał, że czas na fajkę i do spania, skoro już musiał przeżyć to piekło. Wyszedł więc na dach, wyciągając do niej rękę. - Idziesz? Przepięknie widać stąd gwiazdy - zauważył z lekkim uśmiechem. - Tym razem nie spadniesz, obiecuję - dodał zaraz śmiejąc się lekko, przypominając sobie dzień ich zapoznania. Był wybuchowy jakby nie patrzeć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  114. Jej komentarz potraktował jako zaproszenie, więc przeniósł się nieco na dachu, by usiąść tuż za nią. Objął ją mocno ramionami opierając brodę o jej ramię i przytulił do siebie, chcąc dać jej trochę ciepła. Przez dłuższą chwilę nie mówił nic, tylko obserwował gwiazdy... a potem nadeszło pytanie. Takie całkiem przypadkowe (chciałam pisać "randomowe..."), które nieco wybiły go z rytmu.
    - Nie wiem - odparł szczerze, choć taka odpowiedź to żadna odpowiedź. Zawsze go denerwowało, gdy ktoś mówił "nie wiem", no bo co to ma być? Wziął więc głębokiego oddechu i postanowił trochę uzupełnić swe zdanie.
    - Czasem chcę, czasem nie chcę - mruknął szczerze. - Boję się tego, bo czuję że ojcem to ja będę żadnym... paskudnym i okropnym. Jeszcze okażę się taki jak moi rodzice i wtedy kaplica - uśmiechnął się krzywo. - Ale czasem chciałbym mieć swoją rodzinę i dom nieopodal jeziora. Taki skromny, ale jednorodzinny z ogródkiem i miejscem na grila - dodał nieco weselej. - I tak dwoje lub troje małych dzieciaków plątających się między nogami i obdarzających miłością za nic - szepnął, zerkając znów w gwiazdy.
    - Ale szczerze mówiąc... prędzej będzie wpadka niż coś takiego się spełni - znów wykrzywił usta w chłodnym uśmiechu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  115. [mi to weszło w nawyk, ale staram się ograniczyć xD]

    Ray potrząsnął nieco głową. Nie zgadzał się z jej słowami. Może i faktycznie nie byłby takim ojcem, ale jednocześnie mógłby podświadomie wpaść w pułapkę swych myśli. W końcu nie miał żadnych wzorców rodzicielskich.
    - A tam, robactwo mi nie straszne - uśmiechnął się lekko. W końcu zawsze mógł je odstraszyć spaleniem. - Wiesz jak to mówią? Zabijesz jednego, reszta idzie na jego pogrzeb - zażartował cicho, zaraz omal nie padając ze śmiechu kiedy zapytała o znaczenie słowa "wpadka". Cóż nie bardzo wiedział jak z tego wybrnąć, więc odchrząknął tylko decydując się na proste wyjaśnienie.
    - No dobra... to tak jakbyś nie podpisała z nikim kontraktu na reprodukcję - mruknął. - I mimo to poszła z tym kimś do łóżka, bez zabezpieczenia. Prezerwatywy czy coś... pokazać ci mogę ale mam je w pokoju - dodał zaraz, nie chcąc się zatrzymywać przy zabezpieczeniach za długo. - No i on doszedłby w tobie, a ty akurat byłabyś w cyklu reprodukcyjnym... jego plemniki odnalazłyby drogę do jajeczka i voila... masz małego pędraka w brzuchu, choć wcale go nie chciałaś - dokończył spokojnie, choć czuł się dość dziwnie wyjaśniając jej takie rzeczy.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  116. - No dobra... ale wziąłem sobie za cel wyjaśnianie ci szczegółów - roześmiał się serdecznie, nieco mocniej ją przytulając, jednocześnie podgrzewając odrobinę temperaturę swojego ciała. Tak by mu nie zmarzła zbyt mocno.
    - Znalazłaby się taka jedna kandydatka - szepnął jej do ucha i ucałował tuż za nim. - Ale wolałbym niczego nie zapeszać - dodał zaraz nieco weselej, chcąc to obrócić w żart. No bo przecież jej nie walnie prosto z mostu, chodźmy robić dzieci. Nie ten etap, poza tym nie widział się jeszcze w roli ojca. Takie pędraki kręcące się wokół ich nóg. No nie... i co by z nimi zrobili gdyby rodzice wyjechali na misję? Nie lepiej nie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  117. - Mhm dobrze - zgodził się tylko. Wiedział, że Willow się domyśla i doskonale rozumiał że to nie jest w jej stylu. Poza tym wciąż była związana kontraktami i jakoś nie chciała dać się namówić na łamanie zasad. Z drugiej strony, dopiero zaczynali się poznawać, więc wszystko mogło się jeszcze zmienić.
    - Okay, wracajmy do środka - zaproponował jej, jakoś tak niechętnie wstając i podając jej rękę. Od tak, by znów przypadkiem się nie poślizgnęła. Tym razem nie miał przy sobie miotły, a teleportacja była niezbyt pewnym narzędziem. Przynajmniej w jego wykonaniu.
    - Nie jesteś może zmęczona? - zapytał jej zaraz, jakby chcąc maksymalnie opóźnić chwilę, w której pójdzie spać. Jakoś nie bardzo mu się to uśmiechało. Nie, kiedy tak dobrze się z nią teraz bawił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  118. W takich właśnie chwilach cieszył się, że ma niemalże stalową silną wolę. Zacisnął mocno wargi by nie parsknąć śmiechem, ale powstrzymał się choć potrzebował na to paru chwil.
    - Cóż… zawsze jesteś mile widziana – zapewnił ją szybko. – Spędzanie z tobą nocy jest niezwykle przyjemne – puścił jej oczko i zaraz wszedł do łóżka by zakryć się poduszką, w razie nadchodzącego ataku. Był niemalże pewien że takowy nastąpi, choć może Willow sobie odpuści.
    - No, ale skoro tak chętnie je ze mną spędzisz… to czemu by nie zacząć już dzisiaj? – zapytał jej zaraz. Wszystko było lepsze niż to kładzenie się spać. No i przez to wszystko zapomniał o tym swoim papierosie. Shit. Będzie musiał to nadrobić rankiem.

    Ray

    [krótko i beznadziejnie tym razem...]

    OdpowiedzUsuń
  119. Wypuścił powietrze ze świstem, gdy uderzyła go między żebra i skrzywił się lekko. No co za brutalna kobieta. Z tego wszystkiego aż trzepnął ją przez łeb poduszką, zanim położył się do łóżka.
    - Dobra, to idę spać – burknął obrażony na cały świat, niczym małe dziecko. Naprawdę wolał tego nie robić, a teraz wyjątkowo nie chciało mu się zasnąć. Tak przynajmniej myślał, dopóki nie przyłożył głowy do poduszki. No dobra, może trochę zmęczony był. Niewiele spał ostatnimi czasy.
    ~.~
    Znów trafił w to samo miejsce i znów ją zobaczył. Siedziała na swym zwykłym miejscu, czytając książkę. Zapragnął stamtąd uciec, od razu, ale nie wiedział jakim cudem znalazł się na tym przeklętym krześle.
    - Cholera jasna… mogłabyś mi dać już spokój – warknął, gdy przyłożyła mu ręce do gardła, zaciskając je na nim. Zaczął się dusić, ale nie mógł nawet podnieść dłoni. Patrzył w oczy swej matki, czując jak coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością… choć przecież wiedział, że tylko śni.
    ~.~
    Rzucił się niespokojnie na łóżku i nabrał łapczywie powietrza, a potem przestał to robić. Krztusił się przez sen, a na jego szyi pojawiły się sińce, świadczące o podduszeniu. Otworzył oczy dopiero w ostatniej chwili, od razu siadając na łóżku i kaszląc niczym szalony. Cały spocony i blady. Zdecydowanie nie wyglądał teraz najlepiej. Kaszlał jeszcze dłuższą chwilę, próbując złapać oddech ale jakoś nie potrafił tego zrobić. Łzy stanęły mu w oczach, bo organizm domagał się powietrza, a on choć próbował to wciąż czuł jej dłonie na swym gardle. Jak miał walczyć z czymś czego nie było?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  120. Przez moment nawet nie poczuł jej dłoni na ramieniu. Nie czuł nic i nie słyszał. Dzwoniło mu w uszach i nie mógł się uspokoić. Jego rozbiegane oczy zdawały się obejmować cały pokój, ale nie widzieć niczego, aż w końcu odnalazł jej twarz. Wyraźnie umartwioną twarz. Cholera, wiedział że tak będzie i dlatego nie chciał by go widziała w takim stanie. Nie chciał tego, przez co jeszcze bardziej się zdenerwował. W końcu jednak oparł głowę i jej ramię jakby pragnąc by wzięła go w ramiona i zapewniła, że wszystko gra. Starał się oddychać w rytmie jej szaleńczo bijącego serca, co wcale mu nie pomagało. Dopiero po dobrych 10 minutach odnalazł swój własny rytm. Nieco przyspieszony i urywany ale jednak. Oddychał, nabierał tego cholernego powietrza w płuca starając się jak tylko mógł by tego nie zaprzepaścić.
    - Dlatego... nei chcicałem, byś mnie widziała - jęknął cicho, wtulając się w nią nieco mocniej. Ot tak, dla dodania sobie odwagi i otuchy. To starczyło by wreszcie odzyskał ten przeklęty oddech.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  121. [Woho! Willow wykonała ruch! Normalnie na kominie Ray to zapisze xD]

    - Takiego... takiego o... słabego - żachnął się nieco wstydząc swojego wybuchu. Zacisnął powieki nie odsuwając się od niej ani na chwilę. Mimo wszystko tak było dobrze. Zdecydowanie za dobrze. Za dobrze, by mogło być prawdziwe. Zagryzł mocno wargi.
    - Na pewno już nie śpię? - zapytał jej trochę głupio, ale wolał się upewnić, bo przecież Willow raczej nie przytulała i nie głaskała po włosach... nie wiedziała jak się zachowywać przecież? Choć może po prostu się nauczyła?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  122. [O... sama wpadkę zainicjuje? xD Okay, odliczam te 100 komentarzy xD]

    Przekonała go. Miał do czynienia z żywą Willow, a nie senną marą. Dzięki temu poczuł się nieco pewniej. Zamknął na moment oczy przytulając się do niej i odpoczywając w ten sposób. Wątpił żeby jeszcze poszedł spać, ale obawiał się że jeśli tego nie zrobi, to w końcu padnie. Może... może zdrzemnie się później. Kiedy indziej.
    - I co? Sam sobie to robię? - zapytał jej cicho, kiedy wreszcie się od niej odsunął. Przesunął dłonią po szyi, nabierając porządny oddech. Wreszcie mógł oddychać. To straszne jak człowiek zaczyna doceniać tak prozaiczne czynności, kiedy coś mu się dzieje.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  123. [99 komentarzy do wpadki xD]

    Ray skinął lekko głową. Odeszły... chociaż może to było złe określenie. Stały się rzadszym zjawiskiem. To było zdecydowanie lepsze określenie.
    - Dobrze, że chociaż nekromanci się na mnie nie uwzięli - uśmiechnął się lekko, ziewając przy tym trochę. Wstał z łóżka i rozprostował kości. Nie sądził, by koszmar powtórzył się jeszcze tej samej nocy, ale wątpił też by czegokolwiek mógł być pewien.
    - No i możemy wykluczyć, że mam problem z psychiką... przynajmniej pod względem okaleczeń siebie - wyszczerzył się do niej, bo to akurat była wielka ulga. Przynajmniej dla niego. Może nie był aż tak popierdzielony jak mu się to wcześniej wydawało. Dobre i to, co nie? Złapał ją zaraz za rękę siadając tuż obok niej.
    - Dziękuję... że byłas obok - szepnął patrząc jej prosto w oczy. Jakby nie patrzeć, dzięki temu uspokoił się zdecydowanie szybciej. Wolałby jednak, by te koszmary na nią nie przeszły. - Ale... więcej tego nie rób - poprosił ją cicho. Szczerze obawiał się takiej możliwości, bo przecież dokładanie zmartwień Willow wcale mu nie pasowało.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  124. [98 komentarzy do wpadki xD Hahaha odliczanie trwa xD jak tam Farming? xD]

    Chłopak potrząsnął głową.
    - To nie tak - mruknął. - Nie wiemy co to jest... i boję się, że może to zaraźliwe... nie chciałbym byś przez to przechodziła. Nie chciałbym by tobie się coś stało... - wymamrotał cicho, nieco się przy tym rumieniąc. Cholera wie, a na pewno nie chciał jej narażać na takie rzeczy. Wystarczyło, że jemu zachodziło to za skórę.
    - Zwykle nie idę po tym spać - przyznał szczerze. - Ostatnio słabo sypiam - uśmiechnął się krzywo. - Chociaż jak już mdleję to koszmarów nie ma - dodał śmiejąc się nieco, choć wiedział że akurat ten komentarz się Willow nie spodoba.
    - Mhm... czytam dużo książek i przebywam w bibliotece, szukam odpowiedzi... ale na razie nic nie znalazłem - przyznał szczerze. To nie tak że odrzucał ten problem, on tylko spychał go w kąt, bo nie potrafił znaleźć na niego wyjaśnienia.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  125. [challenge accepted xD 97 do wpadki :P]

    Ray uniósł lekko brew i pokręcił nieco głową, jakoś nadal nie czując się przekonanym, bo jeśli to było jakieś nawiedzenie to przecież widząc kogoś obok to coś mogło sobie ją obrać za cel. Lepiej było dmuchać na zimne.
    - Ok… w takim razie od dzisiaj się do ciebie nie odzywam – burknął naburmuszony, że się wyśmiewa jego idee. Nie wszystkie przecież były takie fatalne. – Mhm… ale najpierw skradnę ci ostatniego buziaka – dodał zaraz, obejmując ją w pasie i całując mocno. To robiąc podszedł do swoich drzwi i otworzył je na oścież, pozwalając chłodnemu powietrzu wskoczyć do środka.
    - Pani wybaczy – pogłaskał ją pieszczotliwie po włosach. – Ale opuszczę panią na trochę – mruknął wychodząc ze swojego pokoju. Najlepsze na zmęczone myśli było bieganie. Mógł się wówczas po prostu wyłączyć, a teraz nie bardzo miał ochotę na roztrząsanie wszystkich spraw naokoło. Zwłaszcza tych dotyczących jego samego.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  126. [96... a tak serio, to wiesz że żartuję nie? xD z nimi nic nie wiadomo xD No i od dłuższego czasu mnie to męczy więc zapytam o - co to za byt?]

    Ray odetchnął z ulgą, kiedy znalazł się już na świeżym powietrzu. Przez chwilę po prostu oddychał, ciesząc się rześkim orzeźwieniem, a potem zakasał rękawy bluzy i wsunął słuchawki do uszu. Ruszył biegiem przed siebie, nie licząc minut czy kilometrów. Nie to się liczyło. Ważne było to, że sam siebie pokonywał i uświadamiał sobie, że może więcej. Te palące mięśnie i świszczący oddech, a także odmawiające posłuszeństwa ciało tylko go cieszyło, kiedy powtarzał sobie że jeszcze kawałek. Jeszcze jedno drzewo, jeden budynek. W końcu jednak zawrócił i opadł na ziemię zamykając oczy. Oddychał jak jakaś lokomotywa, ale miał energii więcej niż po najlepszym wypoczynku... a przynajmniej na to liczył.
    To wówczas wrócił do siebie z lekkim rozczarowaniem stwierdzając, że Willow tam nie ma, ale w końcu sam jej powiedział że od tej pory ograniczy z nią kontakty, by tylko się nie zaraziła. Z drugiej strony, może po prostu poszła spać. Wziął więc prysznic i posprzątał w pokoju, po czym nastawił sobie wodę na kawę i kilka tostów z serem.
    ~.~
    Rano znalazł się po pokojem dziewczyny z ręką zawieszoną przy jej drzwiach. Z jednej strony nie chciał jej narażać na niebezpieczeństwo, z drugiej... nie mógł się od niej odczepić. Pięknie, wprost genialnie. Zanim pomyślał zapukał do drzwi.
    - Willow? Chcesz może tosta? - zapytał jej zanim jeszcze otworzyła drzwi. Być może nawet nie było jej w pokoju, a kręcący się na korytarzu ludzie na pewno mieli teraz z niego niezły ubaw, ale walić ich opinie. Niech myślą co chcą. - Albo kawę? - dodał zaraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  127. [95 komentarzy, a już jedna wpadka jest xD Żeby zasłonki ją zaatakowały... co za ciapa xD]

    Usłyszał jak coś się przewraca i nie czekał dłużej. Nacisnął klamkę, ale jakby zawahał się na moment.
    - Chowaj cycki - burknął dość głośno. Nie chciał dostać przypadkiem w oko tym przeklętym ostrzem. Mimo to wszedł do środka i od razu odłożył talerz z jedzeniem na stolik. W jej pokoju panował zaduch, a Willow wiła się wśród firanek. Na szczęście była ubrana. Uniósł lekko brew, jakoś nie rozumiejąc jak do tego w ogóle doszło. Szybko się przy niej znalazł.
    - Hej, ale spokojnie. Co one ci zrobiły, że tak je traktujesz? - zapytał dziewczyny, pomagając się jej wyplątać z tych przeklętych zasłon i biorąc ją od razu na ręce. Krew wyciekająca jej z nosa jakoś nie pasowała mu do tego obrazku.
    - Jak już musisz ćpać, to ćpaj na łóżku - skomentował sadzając ją tam i zaraz przynosząc namoczony wodą ręcznik. Przyłożył go delikatnie do jej nosa, pomagając jej utrzymać pozycję. Głowa między nogi... tak przynajmniej zawsze go uczono. Lepiej by krew wyciekła, niż gdyby miała się przez nią udusić.
    - Co się stało? - zapytał w końcu, wciąż zachowując zimną krew, choć jej blada cera wcale mu się nie podobała. Wyglądała gorzej niż normalnie, wręcz chorobliwie blado. - Co ty znowu narobiłaś? Na mnie krzyczysz, że o siebie nie dbam... a sama masz na siebie wylane - warknął na nią nieco gniewnie. Troska mieszała się z gniewem, na samego siebie że ją tak zostawił i na nią, że w ogóle o sobie nie myśli. - Głupia - objął ją mocno przytulając nieco, bo w tej chwili pragnął ją tylko trzymać w ramionach.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  128. [94, jaka tam wpadka. Zdasz śpiewająco :D]

    - Nie sądzę - warknął chłodno, pomagając się jej położyć, gdy krwawienie ustąpiło. - Ale proszę bardzo, wedle życzenia. Co mnie kurwa obchodzą inni ludzie? Niech sobie myślą co chcą. Mam to w dupie - westchnął tylko, całkowicie już poirytowany. Zaraz też przyniósł jej szklankę pełną chłodnej wody.
    - Wyglądasz jak jedno, wielkie nieszczęście Willow... - zauważył cicho. - Gorzej niż ja, a sądziłem że to niemożliwe - dodał jeszcze siląc się na swobodny ton, choć przecież zdecydowanie lepiej byłoby zamilknąć. Niestety. Nie da jej tej satysfakcji. Nie, kiedy jest zdenerwowany i nie wie w co ręce włożyć, by jej pomóc.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  129. [93, to tym bardziej zdasz :D będziesz jedną z niewielu! Pozytywne myślenie przede wszystkim!]

    Ray westchnął cicho, po czym podał jej jeszcze tabletkę na migrenę i usiadł na podłodze obok jej łóżka. Sobie również nalał trochę wody. Przymknął oczy, przesuwając palcem po krawędzi szklanki.
    - Lepiej jakbyś to odespała - szepnął tylko, zerkając na nią i okrywając ją jeszcze kołdra niczym małe dziecko. Nie zamierzał się stąd ruszać, choćby miała go znienawidzić do końca życia. Wolał zostać i ją popilnować. Tak dla pewności, że już nic sobie nie zrobi... a już na pewno nie zacznie walczyć z firankami na nowo.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  130. [92 do wpadki; powodzenia, po-po-po-wodzenia!]

    - No pewnie, już z nim rozmawiam i je wyłączam - sarknął cicho, ale potem wstał i zasłonił okna, by mogła zaznać trochę ulgi. Wiedział, że z migrenami nie ma żartów i nie chciał się z nią specjalnie kłócić, a komentarz o wampirach uznał za nie na miejscu. Przynajmniej mógł ją zobaczyć w nieco innej odsłonie i dowiedzieć się czegoś nowego. Żadnych leków nie przyjmowała. Nie chciał chyba wiedzieć jak w takim razie walczyła z migrenami. No i co z maściami? One też źle na nią działały? Dobre pytanie.
    Usiadł znów tuż obok niej i uśmiechnął się do niej łagodnie, jakby chcąc ją zapewnić, że już wszystko będzie dobrze. Że nie musi się martwić, tylko spokojnie odpoczywać. Nie powiedział jednak nic i tylko tak ją obserwował w milczeniu... a jak już odpocznie, będzie mogła wreszcie coś zjeść.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  131. [91 do wpadki (btw... czemu liczę tylko Twoje a swoich nie uwzględniam? o_O); no to chociaż coś... no to kampania wrześniowa z jednym egzaminem? Piece of cake!]

    - Miałem ograniczyć z tobą kontakt - sprostował ją. - Ale pomyślałem... że zgłodniałaś... i nie mogłem tego zrobić - pogłaskał ją po dłoni.
    Milczał gdy opowiadała o jego obawach i o tym jak je potraktowała. Rozumiał jej punkt widzenia, więc pokiwał lekko głową.
    - Ty też się o mnie martwisz... - zauważył cicho, by nie dokładać jej bólu do i tak ogromnej już migreny. - I chcesz mnie chronić - dodał zaraz z delikatnym uśmiechem, cały czas głaszcząc ją po dłoni. - Myślę, że to naturalne... - dodał zaraz, choć tego pewien nie był. Pierwszy raz znajdował się w takiej sytuacji. Przynajmniej jeśli chodzi o kobiety. - Nie chcę by coś ci się działo i nie wybaczyłbym sobie, gdyby to coś stało ci się z mojej winy - zagryzł mocno wargi. - A teraz już odpoczywaj, a ja zamykam jadaczkę - uśmiechnął się krzywo.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  132. [Ech no trudno... 90 do wpadki; następnym razem poodliczam inaczej. I think so... xD]

    Uśmiechnął się lekko, słysząc ten jej komentarz, a także słowa o jedzeniu. No dobra, jakoś tam sobie radziła, ale przecież widział jaka chuda była. Trochę krągłości by się przydało. Przełożyłoby się to na energię do walki i takie tam, bo na pewno w tłuszcz by się nie zamieniło. Uśmiechnął się nieco szerzej słysząc że nie chce spać.
    - To co? Może ci pośpiewać co? - zażartował trochę. - Jakaś kołysanka? - zaproponował cały czas głaszcząc ją po ręce, ale nie zbliżając się bliżej, choć najchętniej położyłby się obok i objął ją mocno.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  133. [89 do wpadki xD]

    Nikt nigdy nie śpiewał jej kołysanek. Te słowa trochę go zdziwiły, ale z drugiej strony nie powinny. W końcu obracała się w zupełnie innym środowisku. Dorastała w środowisku, które było znacznie bardziej konserwatywne od jego. Nie znała takich rzeczy.
    - Okay, no to śpiewam - zdecydował nieco zdenerwowany. Zazwyczaj nie śpiewał, choć ludzie twierdzili że ma całkiem niezły głos. No i znał tylko jedną kołysankę, którą teraz miał zamiar przekazać i Willow. Jeśli dobrze pamiętał melodię.
    - W górze tyle gwiazd, w dole tyle miast... wszystkie gwiazdy dają znać, że Willow musi spać. Ach śpij kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz dostaniesz. Wszystkie dzieci, nawet złe, pogrążone są we śnie a ty jedna tylko nie... Aaa, aaa, były sobie kotki dwa, aaa, aaa, szarobure, szarobure obydwa. Ach śpij, bo nocą...

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  134. (88 xD ukryte talenty Raya się przydają xD]

    - No wiesz? - spojrzał na nią nieco urażony, ale zaraz uśmiechnął się nieco. - Zwykle śpiewa się ją jak jest ciemno - przyznał jej rację i zaraz pomógł się jej dźwignąć. Poprawił poduszki i pomógł jej oprzeć się o ścianę.
    - Ale miałaś spać, a nie wstawać nagle - zbeształ ją nieco. W końcu migrena najszybciej mijała jak się ją przespało. Znał to z autopsji. Budziłeś się nowonarodzony. Bez bólu, a jeśli wciąż bolało... cóż, jakoś trzeba to było przeżyć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  135. [87; trzeba ją kiedyś upić xD będzie ciekawie o!]

    Ray zaśmiał się cicho na jej komentarz i objął mocno przez moment kołysząc ją w ramionach.
    - Zlecenie... - mruknął cicho, jakby chcąc sobie przypomnieć co to on miał zrobić. - No tak... - najchętniej oddałby je teraz komuś, ale z drugiej strony nie lubił zrywać obietnic. Spojrzał jeszcze na nią i pogłaskał ją po plecach, a potem ucałował mocno, bo przecież właśnie tego chciała.
    - Dobrze, ale bądź grzeczna i śpij - poprosił ją, bo naprawdę się martwił i nie chciał by nadwyrężała siły, kiedy nie musiała tego zrobić. - Przyjdę wieczorem i przyniosę jakąś przekąskę... może pizza? - zaproponował unosząc lekko brew. - I piąta część "Star Wars"? - dodał zaraz, bo przecież mogli je powoli oglądać. Miał też nadzieję, że Willow będzie wyglądała lepiej jak już wróci, choć nikła na to szansa... widząc jej stan i fakt że nie mogła za bardzo się ruszać. Jak niby miała sobie poradzić? Westchnął cicho i jeszcze raz ucałował jej usta. Jakoś nie mógł się powstrzymać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  136. [86; promyczek? ooo! So cute xD Odprawiłam właśnie 2 osoby na tym samym paszporcie, przez głupią pomyłkę, nie zdziw się że Ray wraca poturbowany... taki stres mam i złość na siebie że to szok!]

    Ray miał niewielkie problemy z wykonaniem zadania. Miało być prosto i przyjemnie. Pozbycie się plagi jaszczurek z pola farmera. Nikt mu jednak nie powiedział, że te jaszczurki osiągają dwa metry długości i metr szerokości, a ich ogony smagają jak baty. Na dodatek było ich ze trzydzieści, a pole ciągnęło się niemalże całą wieczność. Po pozbyciu się dziesięciu był już mocno zmordowany. Gdzieby się nie przeteleportował, tam dosięgały go ich tnące niczym brzytwy ogony. Ogień trawił je wolniej niż tego sobie życzył, a on przecież uważał też by przypadkiem nie spalić za dużo gruntu farmerowi. W końcu musiał skapitulować i ukryć się w jaskini. Dyszał ciężko, a zimna skała nie była w stanie ukoić bólu. Krew powoli skapywała mu z rozciętej potylicy, a plecy paliły żywym ogniem. Wsparł się na katanie, by przywrócić się nieco do rzeczywistości. Potrzebował chwili, a może nawet i pięciu ich by do siebie dojść i kiedy już mu się wydawało że będzie w stanie stanąć na nogi, łeb jaszczurki pojawił się tuż przed nim.
    - Mizerny człowieku - syknęła mu w myślach aż podskoczył z zaskoczenia. Zacisnął mocniej dłonie na katanie i rozjarzył ją żywym ogniem. Sztuka ta wymagała wielu sił, a Ninath ostrzegała go przed konsekwencjami. Trudno. Jakoś przeżyje.
    - Nikt nie ma prawa nazywać mnie człowiekiem - warknął wbijając katanę w paszczę gadziny i rozpoławiając ją. To był błąd. Jaskinia zatrzęsła się, a kamienie powoli zaczynały zasypywać wejście. Nie miał nawet siły by się stamtąd wydostać.
    - Szlag - jęknął wypluwając krew, a potem ogarnęły go ciemności. No i pięknie... do Willow na pewno nie wpadnie już tego wieczoru. Będzie się martwiła, na pewno. To były jego ostatnie myśli, zanim ciemności pochłonęły go w całości.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  137. [Moja księżniczka na białym koniu przybyła xDDD]

    Nieprzyjemne pulsowanie w głowie przywróciło go do tożsamości. Poczuł wówczas cierpki smak w buzi i zwymiotował krwią. Skrzywił się nieco próbując się podnieść, ale nie mógł.
    - Cholera - mruknął, podpierając się na łokciach. Nogi ugrzęzły mu pod gruzowiskiem, a dookoła panowały egipskie ciemności. Zaryzykowałby stworzenie sobie kuli światła ale czuł, że to byłaby totalna głupota. Tlen wykończyłby się szybciej, niż tego sobie życzył. Oparł się więc o jedną ze skałek i przymknął oczy, próbując ocenić straty jak i swe szanse. Czuł każdą część swojego ciała, a już zwłaszcza głowę. Teraz pewnie mógłby konkurować z Willow, gdyby tu była. Był przekonany, że konkurs na najbardziej poszkodowanego wygrałby z palcem w nosie. Plecy bolały nieco mniej, acz czuł że koszulka się do nich przyczepiła, co oznaczało rozdrapywanie zaschniętej krwi i rozrywanie ran później. Szlag by to wszystko trafił.
    Dłonią natrafił na zimną stal swojej katany, którą zaraz przygarnął do siebie. Pozostawało mu tylko czekać na ratunek, choć nawet nie wiedział ile czasu minęło. Zaczął też powoli odgruzowywać swoje nogi, dopóki ręce nie zaczęły mu krwawić konkretnie.
    - Dobra... lepiej nie - skrzywił się nieco, nie mogąc wykrzesać z siebie nawet i odrobiny magii. - Tylko się wykrwawię... - wymamrotał kładąc się z powrotem na ziemi. Najchętniej zasnąłby, choć czarno to widzial. Zaczął więc powtarzać sobie runy, pisząc je palcem w powietrzu, by przechytrzyć sen.
    I wtedy usłyszał jak ktoś tu podjeżdża. Zagryzł mocno wargi i nawet chciał dać znać, że tu jest i jeszcze dycha, ale zamiast tego zaniósł się kaszlem i ponownie splunął krwią. Wykrzywił zęby w lekkim uśmiechu. Super. Nawet struny głosowe odmówiły mu posłuszeństwa.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  138. [serio? xD to zapomnij, że wspomniałam :P]

    Ray słyszał ją już z oddali i nie bardzo wiedział czy powinien się cieszyć, czy uciekać. Spróbował też odkopać trochę swoje nogi, ale ręce odmawiały mu posłuszeństwa. Splunął w bok, kiedy tylko pojawiła się obok. Nie dlatego, że mu się to nie podobało, tylko dlatego że chciał odzyskać trochę głosu.
    - No i żyję - wychrypiał, choć głos trochę mu się załamywał. Nie miał teraz sił by wyjaśniać jej co się zadziało. Odruchowo ścisnął nieco mocniej katanę, przysuwając ją do swojego boku. Jakoś tak nie chciał pozbywać się ostatniego narzędzia, którym mógłby się bronić... gdyby Willow coś groziło albo coś. Kiepska byłaby z niego pomoc, ale mimo wszystko spróbowałby, no nie?
    - Też się cieszę... że cię widzę - spróbował nawet się uśmiechnąć, co raczej zaowocowało krzywym grymasem. Ból nóg był niewyobrażalny, a gdy tak odsuwała głaz po głazie stawał się niemal nie do wytrzymania. Zagryzł mocno wargi, przegryzając je niechcący, by tylko stłumić krzyk. Chociaż z drugiej strony to był dobry ból. Znaczył, że czucia w nogach to on nie stracił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  139. Nie odpowiedział jej na ten komentarz. Chciał też zapewnić ją że ma się nie przejmować, bo przecież jak boli, znaczy że człowiek żyje, ale też nie był w stanie. Zamknął więc tylko oczy i pozwolił jej kontynuować. Niemal odetchnął z ulgą, gdy skończyła z tym całym gruzem, ale zaraz wymyśliła sobie zmarłego gada.
    Uniósł lekko brew spoglądając na jaszczurkę.
    - To nie jest... dobry... pomysł - wychrypiał. W końcu na zewnątrz czekało tych jaszczurek jeszcze z dziesięć sztuk. Jak tylko zobaczą zmarłego towarzysza bez głowy, mogły się na nich rzucić... a on nie może jej obronić. Przecież Willow nie poradzi sobie z całą 10-tką samotnie... poza tym wykorzystała już całkiem spore pokłady magii.
    - Tam są... jej żywi towarzysze... - odchrząknął, spluwając znów krwią gdzieś w bok. Mimo wszystko zachował w miarę ogląd sytuacji.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  140. Ray westchnął cicho. Rozumiał jej argumenty i musiał przyznać (choć niechętnie), że miała rację. Jego krew na pewno je tu zwabi. Kiedy zapytała o liczbę, oszacował szybko ile ich mogło zostać. Udało mu się zabić szefa, więc była nadzieja, ze część jaszczurek się stąd oddalić, ale parę wciąż mogło tu zostać.
    - Myślę, że 8 do 10 może tu jeszcze być... było ich 30. Zabiłem 12... nie liczyć tych dwóch tu... ta bezgłowa była ich wodzem - wyjaśnił, choć trudno było mu utrzymywać jasność umysłu jak i przytomność. Walczył o każdą minutę.
    - Dobra, dam radę i z zombie jaszczurką... - wymamrotał w końcu. WIelkiego wyboru to nie miał.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  141. - Lepiej go schowaj - odparł cicho. Element zaskoczenia zawsze działał lepiej niż strażnik. Może widząc fragment ciała swojego szefa się wycofają? Nie muszą od razu zobaczyć braku jego głowy. Zaraz zaśmiał się krótko, zanim ból go nie sparaliżował.
    - Wolałbym... żebyś mnie takiego... nie oglądała - przyznał tylko i skinął głową. Da radę siedzieć o własnych siłach. Rąk nie miał połamanych. Dobre i to, co nie? Uśmiechnął się do niej słabo, choć może był to jedynie cień jego uśmiechu.
    - Tylko się nie podnieć... bo nie będę w stanie cię zaspokoić - pokazał jej język i sam zaczął zsuwać swą koszulkę. Bluza poszła gładko, ale to co pod nią już nieco gorzej. Musiał mocno zaciskać zęby by nie wrzeszczeć. Zatrząsł się cały, gdy ta wreszcie opadła na ziemię. Był spocony bardziej niż po intensywnym 40 km biegu.
    - Ze spodniami pójdzie gorzej - wydusił. - Chyba... chyba wolę je rozciąć... podobno krótkie są modne - wysilił się na żart.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  142. Pierwsza fala płynu przyprawiła go o mdłości, więc na kolejne po prostu zagryzł zęby na przedramieniu. Przydałoby się coś na uśmierzenie bólu, ale nie zamierzał narzekać. Mdleć też nie zamierzał, a przynajmniej się postara. Taki był plan.
    - Po prostu to zrób... proszę - wymamrotał nieco niemrawo. Chciał jeszcze dodać, że jej ufa, ale nie potrafił się zdobyć na ten gest. Jakoś tak nie było mu do śmiechu jeśli chodziło o jego organizm. Nie znosił, gdy ktoś go szył, operował czy leczył. Potrzebował naprawdę sporej siły woli, by teraz pozwolić na to Willow. Zdecydowanie wolałby wypalić sobie rany niż pozwolić jej zszywać. Zacisnął wolną dłoń w pięść.
    - Postaram się nie zemdleć - rzucił jeszcze cicho, pozwalając jej już działać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  143. Ray pokręcił przecząco głową. Na tyle jeszcze sił miał. Uśmiechnął się do niej słabo.
    - Nie, chyba polewanie bolało bardziej... - odparł szczerze, ale być może był już po prostu tak otumaniony bólem, że było mu wszystko jedno. Czasem już tak miewał. Zwłaszcza w laboratorium, gdzie ciągle leżał jęcząc z bólu. Teraz odczuwał plusy tej sytuacji. Mógł znosić go całkiem dobrze. Pokaźne ilości zwalały go z nóg, ale potrafił powstrzymać łzy czy jęzki.
    - Nie przejmuj się, Willow... dziękuję - szepnął jeszcze patrząc jej w oczy i na moment, tylko na chwilkę, opierając głowę o jej ramię. Ot tak by przygotować się na to gorsze. Bo kolana były gorsze. Czuł to podskórnie. Nie musiał nawet na nie patrzeć by to wiedzieć.
    - Miejmy to już za sobą, ok? - wymamrotał. Starał się też obejmować resztkami magii okolicę, by w razie czego ostrzec dziewczynę przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Może chociaż samą siebie zdołałaby uratować.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  144. Skinął tylko głową. Nie miał innego wyjścia, choć zdecydowanie wolałby trochę odpocząć. Przynajmniej na chwilę. Odetchnął cicho, ubierając na siebie bluzę. Zrobił to niezwykle powoli i ostrożnie, bo każdy ruch sprawial mu ból, a już zwłaszcza kiedy materiał otarł się o opatrzone już plecy.
    - Ok... mam je ściągnąć? Czy rozcinamy do kolan? - zapytał jej cicho. Zdecydowanie wolałby tę drugą opcję, bo nie wyobrażal sobie później wkładania spodni, ale chciał jej dać wybór. W końcu oddał się w jej ręce i zdecydowanie pragnął jej zaufać.

    Ray [krótko, ale tylko na tyle mie stać po 4 godzinach snu... ]

    OdpowiedzUsuń
  145. [oj tam oj tam xD to był jedyny czas na to... co tak dumdujesz? ]

    Ray przez moment tylko siedział nie wiedząc czy ma się cieszyć czy płakać. Niby wszystko miał opatrzone, a czuł się coraz gorzej. Zagryzł mocno wargi i zacisnął pięści.
    - Willow? Nadchodzą - wymamrotał, próbując dźwignąć się na nogi z niezbyt dobrym skutkiem. - Cholera - mruknął, łapiąc katanę w dłoń i rozgrzewając ją od razu. Uznał, że jak się pospieszy i założy na nią zaklęcie, zabije chociaż jedną.
    - Uciekaj - poprosił ją nie mogąc nawet ich przeteleportować z miejsca na miejsce. Szlag by to wszystko trafił. - Nie chce, by ci się coś stało - wyjaśnil cicho, napinając wszystkie mięśnie i próbując jakoś się pozbierać. Nikły skutek. Naprawdę się o nią obawiał, ale nie był w stanie jej obronić. Nie chciał by coś mu się stało przez jego pieprzoną nieuwagę. Cholera by to wszystko wzięła.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  146. Rahim nawet słysząc podziękowanie nie zmienił wyrazy twarzy. Wyglądało to tak, jakby po prostu obdarowanie dziewczyny uznał za konieczność. Zaraz po tym ruszył w swoją stronę, zabierając po drodze jakiś patyk i oddalając się powoli od reszty brygady. Febe natomiast wróciła do Willow wzrokiem. Naprawdę? Nie spodziewała się, że dane jej będzie współpracować tu z tak mało kreatywną osobą. Zamrugała szybciej oczyma i spojrzała na syna. Nagle zapaliła jej się lampka w głowie.
    - Umiesz walczyć, prawda? Naucz go. Dzieci uczy się różnych rzeczy, jednak pamiętaj, że to zabawa i nie może im stać się krzywda. Możesz go nauczyć podstawowych ruchów, nie walcz z nim na poważnie. Możesz nauczyć go alfabetu, liczb. Naucz go tego co Ty potrafisz, ale ubierz to w jakąś formę zabawy. Na przykład poukładanie z kamieni kształtów literek czy liczenie kwiatków w ogrodzie – podsunęła jej cokolwiek, mając nadzieję, że chociaż to było wystarczająco jasne.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  147. [no to jebłaś… dłuższego się nie dało? Teraz mi wstyd będzie coś krótszego robić :( ]
    Ray obserwował ją od dłuższego czasu, a serce mocno waliło mu w piersi. Nie mógł nadziwić się jej sile. Sile umysłu, ale i wytrwałości. Dopiero, gdy oberwała ogniem aż mu się słabo zrobiło. Miał wyrzuty sumienia, że nie udało mu się ich wszystkich wykończyć. Na dodatek był w takim stanie, że choćby chciał to nie mógł się ruszyć.
    Zacisnął mocniej pięści i wargi, nie wiedząc co zrobić. Chciał jej pomóc. Pokonać choć jedną, ale mógł jedynie patrzeć. Nie znosił tej bezsilności. Nigdy tego nie lubił, ale teraz odczuł to zupełnie. Nie mógł pomóc osobie, którą kochał. A najgorsze w tym było to, że gdyby nie spieprzył zadania, to ta sytuacja nie miałaby miejsca. Co prawda, nie z jego winy zawaliła się jaskinia, ale przecież nie musiał się w niej chować.
    Dopiero, kiedy skończyła z ostatnią jaszczurką odetchnął z ulgą. Co prawda wciąż była ranna, ale przynajmniej nie zagrażało jej już większe niebezpieczeństwo. Ulga przyszła natychmiastowo, ale teraz marzył tylko o tym by wziąć ją w swe ramiona i przytulić mocno.
    Zamiast tego, zapytał:
    - Jak mogłaś się tak narazić?
    Nie chciał jej urazić, ani obrazić. Martwił się po prostu.
    - Mogłaś tam zginąć – zacisnął mocno wargi patrząc jej prosto w oczy. – Jesteś silna, ok? Ale… uważaj na siebie – poprosił ją zaraz, po czym złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie ostatkiem swych sił. Nie mówił nic więcej. Nie widział w tym sensu. Po prostu przytulał ją tak i słuchał jej oddechu.
    Ray

    OdpowiedzUsuń
  148. Ostatnio dostała list od jednej z członkiń Gildii, w którym ta wspominała o pewnej szkatułce. Sprawa była wyjaśniona niezwykle ogólnikowo. Ogólnie, elfka miała kilka, jeżeli nie kilkanaście, pytań odnośnie przedmiotu, jednakże jej wrodzona ciekawość nie pozwoliła odmówić prośbie dziewczyny. Zapewne zada je jeszcze dzisiaj, gdyż właśnie oczekiwała wizyty niejakiej Willow. Słyszała, iż każdy polecał młodej magince właśnie ją jako osobę odpowiednią do otwierania zaklętych przedmiotów. Cóż, ostatnio otrzymywała naprawdę wiele rekomendacji. Nie żeby były fałszywe czy przekłamane. Faktycznie była naprawdę jednym z najlepszym magów, a przynajmniej za takiego się uważała, ale nie obraziłaby się gdyby miała więcej czasu tylko i wyłącznie dla siebie oraz magicznych ksiąg. Postudiowanie czegoś w samotności potrafi być naprawdę przyjemne. No trudno, sama wybrała sobie taki los. Bycie profesjonalistą kosztuje, prawda?
    Gdy tylko usłyszała, że ktoś dobija się do jej drzwi, zeszła na dół z biblioteki, po czym ruszyła do drzwi. Otworzyła je, witając delikatnym, lekko chłodnym uśmiechem pannę MacDougall. W tym geście nie wyrażała żadnej niechęci, to była po prostu altmerska, wyniosła aparycja, na którą nie zawsze mogła coś poradzić. Uśmiech Ninath rzadko kiedy wydawał się naprawdę szczery, wesoły. Musiałaby być rozbawiona, a teraz, cóż, raczej na taką nie wyglądała. Zresztą nie miała ku temu najmniejszych powodów. Ta sprawa nie dotyczyła żadnych zabawnych rzeczy, a poważnych, magicznych spraw. Co prawda, uśmiech Caemfhaer poszerzył się delikatnie na poprawną wymowę swojego nazwiska. Rzadko ktoś robił to bezbłędnie za pierwszym razem.
    - Witaj – odpowiedziała, zapraszając rudowłosą gestem dłoni. Zamknęła za nią drzwi. – Tak, to ja. Oczywiście pamiętam, Willow – dodała zamykając drzwi. Wskazała dziewczynie schody, które prowadziły do biblioteki. – Owszem, czytałam list, aczkolwiek jeżeli mamy zniwelować czy też otworzyć pieczęć muszę wiedzieć o niej więcej, niż sam fakt, że przez nią nie można otworzyć pudełka – zagaiła idąc po schodach. Od razu zaczęła temat, żeby móc jak najszybciej zabrać się do pracy. Chciała jak najszybciej zabrać się do pracy. Wbrew pozorom uwielbiała to robić. Rozwiązywać zagadki, problemy, układanki. Zawsze czuła wtedy taki przyjemny dreszcz, jak nastolatek, który pierwszy raz próbował jakiejś zakazanej rzeczy.
    - Jaka to magia, czy wiesz co konkretnie pieczętuje, jak długo pudełko jest zapieczętowane, i najważniejsze czy mamy to otworzyć jak najszybciej, czy wolisz poszukać konkretnego sposobu, o ile takowy istnieje? – zapytała o wszystko czego potrzebowała.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  149. Walka zawsze wiązała się z ryzykiem. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Tylko patrząc na to jak zostaje zraniona na jego oczach, kiedy sam nie mógł nawet palcem kiwnąć… nie podobało mu się to. Był pod wrażeniem jej siły i samozaparcia, ale mimo to jakoś nie potrafił się teraz uśmiechnąć i jej pochwalić. Był zbyt przerażony tym co zobaczył.
    - Cholera… sama się będziesz szyła? – zapytał jej, bo jakoś sobie tego nie wyobrażał. Przed chwilą przechodził przez te tortury i uznał, że to niemalże niemożliwe by zaszyć sobie rany samemu. – Jesteś pewna? Uhm nie stracisz przytomności w trakcie? Mogę ci jakoś pomóc? – zapytał zaraz, bo nie chciał znów bezczynnie patrzeć na jej starania.
    Kiedy jednak zaczęła zsuwać bluzkę, odwrócił wzrok nieco się czerwieniąc. Co prawda to nie była pierwsza sytuacja, w której widział jej prawie pół nagą, to mimo wszystko jakoś tak poczuł się nie na miejscu obserwując ją. No, ale co miała począć. Musiała się przecież opatrzyć.
    - Uhm może ci pomogę jakoś? – zapytał nieco ciszej, zdecydowanie onieśmielony. Jedno było dobre w tym wszystkim… zapomniał o swym bólu. Jej idealna sylwetka aż zapraszała do dotknięcia. Musiał mocno się powstrzymywać przed pragnieniem sprawdzenia gładkości jej skóry.

    Ray

    [hahaha I'm genius xD wycofalam worda tak długo aż odnalazło odpis xD]

    OdpowiedzUsuń
  150. [nie denerwuję xD trzeba było szybciej mnie kopnąć w dupe a nie czekać aż sama zapytam…]

    Ray zagryzł mocno wargi i odwrócił wzrok, kiedy go o to poprosiła. Zdecydowanie wolał jej teraz nie dokładać cierpienia. Wystarczyło, że już i tak mocno się denerwowała. Jej krótki okrzyk bólu przyprawił go jednak o delikatne dreszcze. Tak bardzo chciałby oszczędzić jej bólu, że nawet zaczął przeklinać swą beznadziejną nieuważność i zawalone zadanie. Szlag by to! Przecież to on miał być facetem w tym związku… a tak przynajmniej sądził. Teoretycznie rzecz ujmując właśnie tak było, ale w praktyce… cóż… różnie to u nich bywało.
    Skinął szybko głową, gdy poprosiła go o tak trywialną rzecz. Niby trywialną, a jednak ucieszył się, że to zrobiła. Wreszcie mógł jej się na coś przydać. Nie żeby tego potrzebowała. Był pewien, że i bez niego by sobie poradziła, ale zdecydowanie wolał w tej chwili oszukiwać samego siebie.
    - Jasne – otworzył gazę i podał jej ją, nie dotykając jej palcami. Brudnymi i na pewno nie zdezynfekowanymi palcami. Lepiej nie przenosić bakterii co nie? Nie mógł się jednak powstrzymać i powiódł wzrokiem po jej figurze. Była idealna, mimo swych niedoskonałości i gdyby nie to, że wszystko go bolało pewnie nie zatrzymałby się tylko na oglądaniu. Musiał przyznać, że Willow miała niezwykłe szczęście… a on niezwykłego przy tym pecha.
    - Jesteś piękna – skomentował zanim zdołał ugryźć się w język. Dopiero wtedy odwrócił szybko wzrok, by odpuścić sobie te pioruny, które zapewne zacznie w niego ciskać. – Serio… i ponętna do tego – dodał jeszcze.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  151. Zaskoczyła go. Zaskoczyła go pozytywnie, choć nie do końca chciało mu się myśleć o znaczeniu słów jakie wypowiedziała. Nie znał szkockiego gejliku w stopniu dobrym. Zwykle wymagalo od niego sporo wysiłku by odnaleźć tłumaczenie. Tym razem postanowił więc cieszyć się gestem i nie psuć sobie zabawy.
    - Mhm… postaram się nas przeteleportować – zaproponował cicho. Uzbierał już trochę energii, którą mógłby na to wykorzystać. Może nie zrobiłby tego pod samą gildię, ale chociaż w bezpieczną okolicę. Może do tego udałoby mu się przydać.
    - Ne, Willow? – spojrzał jej prosto w oczy i poczochrał ją lekko po włosach. – Dziękuję, że tu po mnie przyszłaś. Dziękuję za pomoc – wyrzucił z siebie na jednym wydechu. Nie łatwo mu było to wszystko powiedzieć. W końcu był facetem i miał swoją dumę. Zraniona, ale dumę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  152. - Albo razem, albo w ogóle – odparł spokojnie. Mierzył w tym wypadku siły na zamiary. Może daleko ich nie przeteleportuje, ale będą razem. No i nie potrafiłby jej tu zostawić. W końcu już i tak sporo dla niego zrobiła. Przez to wszystko sama została ranna i teraz musiała na żywca się operować.
    - Wiem, że nie lubisz teleportacji – przyznał szczerze. On też za nią szczególnie nie przepadał, ale zdołał się już trochę do niej przyzwyczaić. Nawet czasem nie miał nic przeciwko takiemu środkowi transportu. Kiedy oczywiście był w pełni sił. Przynajmniej płacić nie musiał za bilety, a konie… cóż, konie były fajne, tylko podróż na nich często trwała całe wieki.
    Złapał Willow za rękę i pogładził ją po niej lekko.
    - Lecimy na trzy – dodał, kiedy zebrała już swoje torby i przyciągnęła do siebie. – Raz, dwa… - nabrał głębokiego oddechu, a potem zniknęli zanim wypowiedział trzy. Pojawili się dalej niż przypuszczał bo w samym lesie tuż przy terenie Gildii. To wówczas puścił jej dłoń i odsunął się trochę, zanim zakrył dłonią usta odkaszlując krwią.
    - Cholera… - skrzywił się nieco. – Dalej nie polecimy… - wymamrotał z niesmakiem. Chciał jej powiedzieć, że chwila odpoczynku mu wystarczy, ale nie chciał kłamać. Nie starczy. Nie kiedy już pluje krwią. Nie, kiedy palą go wszystkie mięśnie i trzeszczą żebra. Nie, gdy obraz rozmywa mu się przed oczyma. – Nie da rady… - powtórzył szeptem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  153. - Tak, da - odpowiedziała krótko, pytania dziewczyny zaczynały być nieco męczące. Nie wyjaśniała jej nic więcej, gdyż osobiście podsunęła jej kilka pomysłów, dosłownie przed chwilą. Na pytanie o talent magiczny pokręciła jedynie głową.
    - Polecam zwrócić na niego uwagę, zaraz zniknie Ci z oczu - zauważyła. Chłopiec oddalał się coraz bardziej, a Willow nie wyglądała na zainteresowaną tym faktem. Słysząc kolejne pytanie rzuciła dziewczynie jedynie proszące spojrzenie. Nie miała nic do pytań, ale na prawdę wolała kiedy były sensowne. Czuła, że dziewczyna nie będzie żadną pomocą, raczej więcej z nią roboty niż z dzieciakami, te chociaż chodzą na popołudniową drzemkę. Cóż, westchnęła ciężko, da radę. Kto jak nie ona?
    Rahim w tym czasie był już za budynkiem przedszkola, oddalił się dość znacznie, nadal wymachując patykiem. Zaraz jednak co innego przykuło jego uwagę - kupka kolorowych kamyków wysypana pod krzewami. Cupnął sobie i na czworaka powędrował do nowych zabawek, o dziwo nie w celu konsumpcji, a poukładania kamyczków kolorami.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  154. - A nie możesz zadzwonić? – zapytał jej, przeszukując kieszenie w poszukiwaniu telefonu, dopóki nie dopadł go atak przeraźliwego kaszlu. Zakrztusił się krwią i pochylił do przodu by się przypadkiem nie udusić. Jasna cholera! Poszły jakieś organy… znów będzie musiał przeżyć katorgę w skrzydle szpitalnym.
    Nie chciał tu zostawać sam. Wiedział, że to nieirracjonalne myślenie, ale po prostu pragnął kogoś obok siebie. Pragnął by ktoś zapewnił go, że wszystko będzie dobrze. W końcu wygrzebał telefon z kieszeni i postukal w niego palcem.
    - Jeszcze bateria się nie rozładowała… - wymamrotał, sprawdzając czy jest jakiś zasięg. Na terenach Gildii nigdy nie było wiadomo czy ten zasięg będzie czy jednak nie. Podał jej telefon, a sam skulił się na ziemi, czując że zaraz jej tu odpłynie. Przegiął z tą teleportacją. Stanowczo przegiął, ale cholera! Dlaczego akurat kiedy był ledwo żywy to działała z taką precyzją?!
    Chcial jej jeszcze coś powiedzieć, zapewnić że wszystko gra i poprosić by została, ale ciemność była szybsza. Stracił przytomność zanim zdołał ułożyć myśli w słowa.

    Ray

    OdpowiedzUsuń

  155. Ninath, jeżeli faktycznie mogła pochwalić się czymś wyjątkowym w swoim domu – to z pewnością wytypowałaby swoją bibliotekę, która zajmowała całe piętro. Miała tutaj zbiory głównie ksiąg traktujących o magii, każdej szkole magicznej, chociaż osobiście nie była w stanie opanować wszystkiego. Warto było próbować, albo przynajmniej mieć podpowiedzi dla kogoś kto był w stanie. Uśmiechnęła się dumnie, widząc zachwyt nekromantki. Zaraz jednak ponownie skupiła się na słowach rudowłosej. Daty nie kojarzyła. Nie żyła wtedy, a i nie była specjalnie obeznana w klanach magów. Nie interesowały ją takie powiązania nawet w jej własnej ojczyźnie. Ktoś albo miał talent, albo nie. Nazwisko było sprawą drugorzędną. Co prawda przez to omijało ją kilka ważnych ciekawostek. Trudno. Nie musiała być wszechwiedząca. Wysłuchała dalszej części. Pieczęć nekromantów, klanowa krew i demon. Fantastycznie. Polubownie na pewno tego nie otworzy. No i zdążyła wykluczyć też kilka innych metod, które mogłyby jakoś ominąć pieczęć, gdy tylko usłyszała o demonie. Tutaj w grę wchodzi już tylko czarna magia. Uroczo. Podeszła bliżej MacDougal. Dotknęła delikatnie ramienia magini, jakby chciała dodać jej w tym momencie otuchy. Uśmiechnęła się ciepło.
    - I nie będziesz musiała zachodzić – zakomunikowała. Spojrzała na szkatułkę. Po kilku sekundach zorientowała się co do iluzji nałożonej na szkatułkę, ale nie zdjęła zaklęcia. I tak nie musiała tego robić. Bajer takich czarów zazwyczaj kończył się w momencie, kiedy zorientujemy się jaka jest prawda, chyba że chodziło o celowe ukrycie prawdy, jednak to nie było teraz ważne. Przyjrzała się uważnie pieczęci. Następnie odsunęła się. Rozejrzała się po półkach z książkami.
    - Nie złamię tego normalną magią, będziemy potrzebowały małej pomocy. Stawiam na czarną magię, konkretnie na wykorzystanie magii krwi – zaczęła, idąc w stronę odpowiedniego działu. Zaczęła wzrokiem wertować tytuły. – Znajdziemy jakąś metodę. Tylko chciałabym wiedzieć czy potrafisz przywoływać demony. Nie chodzi konkretnie o tego z pierwotnej wersji, ale demoniczna krew może być przydatna – zapytała, biorąc dwie okazałe księgi. Położyła je na innym stole. Otworzyła na początek jedną i zaczęła przewracać każdą kartkę, szukając odpowiedniego rozdziału. Oczywiście wszystko było zapisane w martwym języku. W końcu się zatrzymała.
    - Łamanie czarów, zaklęć uroków i pieczęci – odczytała tytuł. No i doskonale. Teraz czytała uważnie szukając części o pieczęciach. Cóż, na ten moment wszystko szło chyba zbyt łatwo.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  156. Ray potrzebował 10 dni. To było niczym jego magiczna liczba. Dziesięć dni leżał pogrążony w ciemnościach. Dziesięć dni nie śnił o niczym i przez dziesięć dni słyszał jej głos z oddali, jakby zza mgły. Wreszcie przez całe 10 dni walczył z samym sobą by się obudzić… i kiedy wreszcie otworzył oczy, oślepiło go światło słoneczne. Zamknął je więc natychmiast, by po chwili otworzyć je nieco ostrożniej. Spróbował podnieść dłoń by zasłonić ramieniem to przeklęte światło, ale nie mógł jeszcze tego zrobić.
    A mimo to dostrzegł ją. Siedziała na swoim krześle, czytając jakąś trudną do zrozumienia książkę, której tytułu nie mógł odczytać i sączyła kawę. Nie chciał jej tego przerywać, więc ponownie przymknął oczy. Światło raziło go zbyt mocno.
    - Mógłby ktoś przykręcić to słońce… - wyszeptał w końcu czując jak głowa mu pęka, jakby dopiero co obudził się po najlepszej imprezie swojego życia. Skacowany na całego i na dodatek za cholerę nie mógł sobie przypomnieć co też takiego robił, że teraz czuje się tak a nie inaczej. Cholera. Coś musiało go załatwić, ale czarna dziura w pamięci skutecznie utrudniała mu szukanie odpowiedzi i tylko wzmagała przeklęty ból głowy.
    Chcialo mu się pić, wymiotować, płakać… a nie mógł nawet ruszyć dłonią. Pewnie znów przywiązali go pasami, tak dla pewności, że nie ucieknie jak tylko się obudzi. Nie uciekłby, bo czuł, że nie miał na to żadnej siły. Nabrał kilka głębokich oddechów, by upewnić się że jeszcze żyje i oddycha, po czym spróbował ponownie na nią zerknąć.
    Była tu jedynym znajomym elementem. Jedyną osobą, którą w tej chwili chciał widzieć. I kochał ją za to. Była jego własnym aniołem, który wywoływał uśmiech na twarzy w najtrudniejszych momentach. Najlepszą jaką mógł sobie wymarzyć.
    - Tęskniłaś? – wychrypiał, jakoś tak próbując zdobyć się na nonszalancki ton, choć wyszło jak zwykle. Rozpaczliwie i do dupy.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  157. Ray uśmiechnął się nawet, kiedy Willow tak sobie z nim pożartowała, a potem przyszedł uzdrowiciel i zaczął go macać tu i ówdzie, sprawdzając jego odruchy.
    - Nie mogę ruszyć lewą nogą – poinformował go chłopak po dłuższej chwili próbowania. Skrzywił się lekko, bo przynajmniej czuł w niej kłujący ból. Cały był otępiały i nieco ogłupiały.
    - Nic dziwnego, masz ją porządnie poharataną. Ledwie udało nam się cię złożyć do kupy, chłopie – odparł mu Marcus, jeszcze raz sprawdzając mu nogi. – Czujesz? – zapytał jeszcze, dotykając to jednej to drugiej. Ray pokiwał twierdząco głową. – No to wyjdziesz z tego - zapewnił go, po czym jeszcze poinstruował co do jego pobytu w sali szpitalnej. – Tydzień Ray, wcześniej stąd nie wyjdziesz – oznajmił prosto z mostu, głosem nie znoszącym sprzeciwu. Tak jakby mówił do małego dziecka.
    - Ok… postaram się być grzeczny – obiecał mu chłopak, zamykając znów oczy. Czuł się fatalnie i nie wiedział czy ma się cieszyć, że żyje czy płakać…
    No… tylko dopóki Willow znów nie pojawiła się koło jego boku. Wątpliwości, które przed chwilą miał opadły. Jednak cieszył się, że żyje i może z nią tu obcować. Zacisnął delikatnie palce na jej dłoni, spoglądając na nią tylko. Uśmiechnął się słabo.
    - Ja też mam nadzieję… ale jakoś tak zmęczony jestem – wymamrotał. – Wszystko mnie boli, mimo że mnie naszprycowali prochami – zaśmiał się cicho. – Jak ty wytrzymujesz bez prochów co? – zapytał jej zaraz bo pamiętał, że WIllow ich nie brała.
    - Cieszę się, że tu jesteś… - szepnął.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  158. Ray skrzywił się nieco, gdy go o to zapytała. Miał tu jeszcze długo cierpieć w tej pieprzonej umieralni, otoczony białymi fartuchami. Nie bardzo mu się to podobało.
    - Tydzień… najkrócej tydzień, obiecałem być grzeczny – westchnął. Nie chciał całego tygodnia zostać przygniecionym zaklęciem do łóżka. Tym razem wolał spędzić ten czas jako normalny, wolny człowiek. – Może jak będę grzeczny to mi skrócą męki do 5 dni? – mruknął z wyraźną nadzieją w głosie. Wiedział, że wcześniej to nie ma się nawet co łudzić. Jego stan był opłakany i z tego co mówił Marcus, ucierpiały jego organy wewnętrzne dzięki brawurowej próbie teleportacji. Ale nie chciał się tym chwalić Willow. Jeszcze tylko tego mu brakowało by zaczęła go wyzywać od idiotów i martwić się na zapas.
    - Mhm a ciebie zawsze ciągnęło w te niebezpieczne rejony… po dreszczyk emocji, co nie? – uśmiechnął się delikatnie i ścisnął nieco jej dłoń. – I w tym jesteś najlepsze… najważniejsze, że robisz to co lubisz… tylko mogłabyś na siebie bardziej uważać, bo jak widzisz… ja nie umiem – zaśmiał się cicho, z lekkim zażenowaniem do tego.
    - Kiedy mnie opuszczasz? Mogę jechać z tobą? – zapytał jej zaraz. Cicho i jakoś tak nieśmiało. Po prostu nie chciał jej zostawiać, ani na sekundę. Nie chciał i już. Za bardzo by się martwił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  159. Nie zareagowała jakoś specjalnie na odsunięcie się Willow. Zabrała rękę. Skoro nie lubiła kontaktu fizycznego nie będzie naciskać. Sama miała mieszane uczucia co do podobnych gestów.
    - Słucham? – zapytała zaskoczona. Przecież rudowłosa używała czarnej magii. Takie podejście było niezwykle ograniczone. Dobra czy zła magia, to magia. Wzięła głębszy wdech, aby się nie zirytować. Była pewna, że to zaczepka. Bardzo głupia zaczepka. Spojrzała na dziewczynę nieco mniej przyjaznym wzrokiem.
    - Czarna magia, słyszysz słowo ‘’magia’’, prawda? – zaczęła. – Magia to magia. To jak jej użyjesz to Twój wybór, a klasyfikowanie magii jako normalnej czy nienormalnej jest według mnie lekko dziecinne. Normalny jest pilot od telewizora, ale nie magia – dodała. Nie lubiła, gdy ktoś klasyfikował dane szkoły na dobre, złe, przydatne, nieprzydatne, pełnoprawne i tak dalej… Każdy rodzaj czarów był na swój sposób wyjątkowy i inny od reszty. Nie było specjalistów we wszystkich dziedzinach, więc tworzono księgi z zaklęciami. Westchnęła po raz kolejny. Nienawidziła ograniczonych umysłów. Miała nadzieję, że MacDougall taka nie była. Że to tylko głupia prowokacja.
    - Zakładam, że jeżeli krew demona będzie nam potrzebna to nieważne jakiego. Możesz iść i szukać jakiegoś na ulicach Eflei, jeżeli masz ochotę – zażartowała, aby nieco rozluźnić samą siebie. Zaczęła czytać o łamaniu pieczęci. Będą musiały przygotować mieszankę krwi, paru ziół i szlachetny kamień. Cóż, droga inwestycja. Miała chyba jakiś szmaragd. Nie zdążyła jeszcze oddać wszystkich klejnotów do jubilera. A raczej jubiler nie mógł przyjąć wszystkich. Skąd je miała? W Gildii przyjmują różne sposoby płatności.
    - Ale jeżeli chodzi o ta krew demona to po prostu załatw jakąkolwiek. Będę musiała ją zmieszać z moją i Twoją, stworzyć coś na kształt mikstury, a dzięki temu stworzymy przedmiot, który cytuję: złamie każdy zamek, klucz i pieczęć, którą czarna magia spowiła – zakończyła, po czym przeniosła księgę na inny stół. Oh, jak dawno nie bawiła się w alchemika. Można powiedzieć, iż się nawet odrobinę za tym stęskniła.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  160. - No to odwiedzę siostrę i tatę – westchnął zrezygnowany. Uznał, że chociaż w ten sposób będzie mógł być bliżej i szybciej jej pomóc w razie czego. No i nie ukrywał, że dzięki temu będzie mógł spędzić całą podróż na statku razem z Willow. Ta perspektywa najbardziej go cieszyła.
    - A potem odwiedzę cię w Szkocji. Zwiedzę Edynburg czy coś… zawsze chciałem zobaczyć Highlands oraz sprawdzić co tam u potwora z Loch Ness – wyszczerzył się do niej. – Jak będziesz chciała to dolączysz do mnie, a jak nie to spotkamy się po mej wycieczce – puścił do niej oczko, bo aż tyle albo tylko tyle, był w stanie zrobić bez większego bólu.
    - Nie myśl o nich – złapał ją mocniej za rękę i schował ją w swoich dłoniach, by choć przez moment dodać jej otuchy. – Żadnych szkieletów nie będzie… a jeśli będą… to wyobraź je sobie w samej bieliźnie – zagryzł nieco wargi. Tak mu zawsze wszyscy mówili i o dziwo technika ta nawet działała. Kiedy wyobrażał ich sobie w bieliźnie to potrafił potem stawić temu czoło o wiele łatwiej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  161. - Ja wcale nie potrzebuję od ciebie odpoczynku, WIllow – odparł zbierając się na szczerość i starając się choć na chwilę ukryć swe rumieńce. Choć z drugiej strony czuł, że akurat teraz rumieńce dodadzą mu choć odrobinę zdrowych kolorów na twarz.
    - Popłynę z tobą… i wysiądę w porcie w Anglii – uśmiechnął się do niej delikatnie, zaraz ściskając nieco jej dłoń. Nie chciał jej sobą osaczyć i zapragnął zaakceptować jej decyzję. Zaufać choć trochę i nie wchodzić jej wszędzie z butami. Choć martwił się jak diabli, nawet będąc w takim stanie.
    - Mhm pojedynek faktycznie szybko by sprawę załatwił. Pociachałabyś ich raz dwa… ale z drugiej strony – zastanowił się chwilę, a potem uśmiechnął krzywo. – To byłoby dość nie fair, nie sądzisz? Skoro to szkielety, to pewnie i stare próchna… za łatwo by ci poszło. A tak macie wyrównane szanse, choć musisz sobie argumenty załatwić i elokwencją wykazać. Wygadana potrafisz być jak trzeba, więc o to się nie martwię – uśmiechnął się do niej nieco.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  162. - Kim są ci liczowie? – zdecydował się wreszcie zapytać, choć zdawał sobie sprawę z tego, że dzięki temu z pewnością okaże się wielkim ignorantem. Cóż począć, dopiero zaczynał poszerzać swe horyzonty. Ledwie co nauczył się pisać i czytać, a co tu mówić o zagłębianiu się w sprawy nadprzyrodzonych.
    Nie znał historii swej rasy, a co dopiero innych. Powinien się wstydzić swej niewiedzy, ale jakoś nie potrafił. W końcu zaczynał jako kompletna ciemna masa w wieku 16 lat. Trochę mu zajęło opanowanie podstawowych czynności. Teraz umiał czytać po angielsku, słowiańsku i w języku runicznym. Czemu po słowiańsku? Wpływ Yensensa, oczywiście. Kiedyś po pijaku wpadł na pomysł czytania mu słowiańskiej bajki z tłumaczeniem oczywiście i chłopak po prostu uznał, że warto opanować ten jego język.
    - No tak… miałem właśnie pytać jak ty przeżyłaś podróż w tak małej kajucie… ale to wszystko wyjaśnia – uśmiechnął się słabo. – Może teraz… przeżyjesz ją jakoś lepiej? – zaproponował cicho, szczerze na to licząc. – A w razie czego, przytulę cię taką półprzytomną i pośpiewam ci do snu – szepnął jeszcze cicho, przecierając dłonią zmęczone oczy. Cholera by to wzięła. Ból nieco się wzmagał i chłopak czuł się z tym fatalnie.
    - Albo spędzimy rejs na otwartej przestrzeni… z twą chorobą morską… nie wiem która z tych dwóch bardziej cię przeraża – przyznał szczerze i wcale się nie śmiał bo nie było z czego.

    Ray

    [co ty z niej takiego chodzącego problema robisz, co? ]

    OdpowiedzUsuń
  163. Ray skinął lekko głową. Po prawdzie czuł, że wytrzymałby ten jej wykład, ale sam również wolałby być trzeźwy na umyśle, kiedy zacznie mu o nim mówić. Cieszył się, że choć na statku będzie mógł jej trochę ulżyć. To wiele dla niego znaczyło. Będzie wreszcie mógł się do czegoś przydać.
    - Potrzebuję – odparł szczerze. – Buzi na dobranoc – uśmiechnął się nieco zadziornie, wciąż nie puszczając jej dłoni. Jakoś tak nie chciał by odchodziła. No i nie chciał zamykać oczu. Pragnął tylko tu tak na nią patrzeć i cieszyć się jej obecnością, mimo swego opłakanego stanu zdrowia.
    - I czegoś do poczytania, może jakieś runy – westchnął, bo niespecjalnie miał na nie ochotę, ale z drugiej strony musiał poszerzać swą edukację i zacząć nieco lepiej nimi operować. Ninath go chyba zamorduje jeśli następnym razem będzie czytał jeden rozdział 3 godziny. Chciał chociaż skrócić ten czas do nędznych dwóch godzin, a potem do godziny… a kiedy jak nie teraz? Miał przecież tyle czasu na rękach. Był uwięziony w tej Sali.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  164. Kiedy zobaczył ją z tymi przepastnymi tomiskami w dłoniach, jęknął cicho. Ona naprawdę brała wszystko zbyt poważnie. On tu miał zostać tydzień a nie 5 miesięcy. Jedna księga w zupełności by wystarczyła. Westchnął ciężko, robiąc zaraz żałosną minę.
    - Willow, kocham cię, ale czemu tak wiele? – zapytał jej prosto z mostu. – Ja jeden rozdział czytam dłuuugo – wymamrotał wzdychając nieco i podciągając się na łokciach. Zrobił miejsce na szafce, po czym położył na niej księgi. – A słowniczek dla początkujących też mam? – zapytał z lekkim śmiechem na ustach. Miał szczęście, że miał przy sobie swój zeszyt do notatek i piórnik do tego.
    - No to co z tymi liczami? – zainteresował się, nie chcąc jej odpuścić odpowiedzi, bo był ich niezwykle ciekawy. Potem zajmie się wstrętnymi runami. Chciał korzystać z jej obecności, póki to w ogóle możliwe było. Bo potem jej nie będzie i zrobi mu się niezwykle smutno. Z pewnością będzie tęsknił. Oj to na pewno.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  165. Gdy usłyszał o księdze traktującej o nekromancji, odszukał ją w stosie tych przepastnych tomisk i położył ją sobie na samą górę. Postanowił, że chociaż ją przerobi na samym początku. Pozna jej naturę odrobinę głębiej.
    - Nie zanudziłaś – odparł gdy skończyła swój wykład. Wręcz przeciwnie. Miał teraz jeszcze więcej pytań, ale nie był pewien czy wypada mu je zadać. Uznał jednak, że w razie czego Willow po prostu je zignoruje.
    - A którym kręgiem ty się posługujesz? Trzeci masz już opanowany, jesteś już przy ostatnim? – zapytał prosto z mostu. W końcu nie znał wielu nekromantów. Ba, znał tylko taką jedną, której rumieńce wprost uwielbiał, a towarzystwo ubóstwiał. Taka fajna sztuka mu się trafiła.
    - Chciałabyś osiągnąć taki poziom by zostać liczem? Nie przerażałoby cię to, by potem być szkieletem? – zapytał jej znowu. On sam trochę sobie tego nie wyobrażał. Nie był też na takim poziomie, by myśleć o przedłużaniu swojego życia, ale liczył na to że uda mu się dożyć chociaż i dwóch stuleci… choć gdyby miał tracić przy tym swych ukochanych… jakoś nie szczególnie mu to odpowiadało. Będzie musiał o tym porozmawiać ze swoją aktualną nauczycielką. Może coś mu porazi w tej kwestii.
    - Wiesz, ja jestem po prostu głupi – przyznał szczerze. – Nie odbierałem nigdy porządnej edukacji. W wieku 8 lat skończyłem ze szkołą, a po powrocie do świata „wolności” nadrabiałem zaległości. Nigdy nie miałem prawdziwych nauczycieli, więc uczę się powoli, choć teraz to nadrabiam. Dzięki wujaszkowi szybko poprawiam umiejętności walki, a jego przyjaciółka uczy mnie magii… tylko że nie mogę nazywać się wielkim magiem i wcale tego nie chcę. Jestem po prostu ignorantem, który coś tam potrafi – uśmiechnął się krzywo. – Dlatego zadaje tyle pytań… chcę cię poznać, ale chcę też poznać twoją naturę – szepnął.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  166. - Gratuluję nekromantko czwartego poziomu – uśmiechnął się do niej lekko, po czym wysłuchał jej wybuchu o jego niskiej samoocenie. Cóż zawsze uważał, że lepiej mieć ją za niską, niż za wysoką. Bo z niskiej można było się wybić, natomiast spadać z wysokiego pułapu mogłoby być ciężko.
    - Mówiłem ci, że jak tu przyjechałem to nie opuszczałem Yensena na krok… cóż on ma zamiłowanie do białej broni i zaczął mnie uczyć szermierki. Spodobało mi się, bo nie muszę polegać tylko na swej magii… no wiesz, każdy ma jakiś limit i jeśli polegam tylko na magii szybko staję się bezużyteczny. Dzięki szermierce mogę się bronić trochę dłużej… sama katana… - spojrzał na spoczywającą obok łóżka broń, którą lubił tak trzymać. Zawsze czuł się przy niej bezpieczniej. – Nie wiem czemu. Po prostu jak ją dotknąłem to wiedziałem, że właśnie ją chcę mieć u swego boku. Nie umiem tego wyjaśnić… po prostu próbowałem różnej broni, ale to ta do mnie przemówiła. No i jak się nauczyłem porządnie władać bronią, jeden z członków Gildii zabrał mnie do swojego przyjaciela, który zrobił mi katanę na zamówienie. Nie wiedziałem, że aż taki wywiad trzeba robić… ale ta jest odpowiedniej długości i ma dobry ciężar. No i jest zrobiona z wytrzymałego materiału, nie topi mi się w rękach jak używam ognia do tego – przyznał, dopiero teraz orientując się, że trochę popłynął. Cóż począć, chciał jej odwdzięczyć się trochę za odpowiedzi i zwykłe dwa zdania tu nie wystarczyły.
    - Tak… zaczynałem więc od białej broni, a po godzinach jak już Yensenowi się przypomniało, że jestem też magiem, wysyłał mnie do biblioteki albo do swych znajomych magów, którzy uczyli mnie podstaw… no wiesz, na początku nie robiłem nic bez wyraźnego polecenia – przyznał cicho. – Teraz uczy mnie Ninath… ale chyba na mnie klnie pod nosem, bo oporny ze mnie uczeń – zaśmiał się cicho.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  167. [I AM SO SORRY, MATE! I AM SO TIRED… I CANNOT SEE THE JOKE XD]

    - Na niektóre potwory to tylko broń biała. Ognia czasem nie używam – przyznał szczerze. Traktował swą naturę jak narzędzie i czasem było to jego błędem. Z drugiej jednak strony wolał to niż poleganie jedynie na swojej naturze. – Możemy pomyśleć o lekcjach… ale daj mi stanąć na nogi najpierw – poprosił jej z uśmiechem.
    Słysząc jej drugie pytanie, pokręcił przecząco głową.
    - To nie tak, że ktokolwiek zmusił mnie do pracy w Gildii. Na początku nie dostawałem nawet zleceń. Byłem taką ich maskotką, z którą można było się pośmiać, albo zrobić z niej żarty kiedy tego potrzebowali. Czasem pomagałem przy barze, czasem po prostu z nimi rozmawiałem. Uczyłem się, bo Yensen mi powiedział, że skoro jestem darmozjadem to mam chociaż jakoś pokazać wolę życia – wzruszył lekko ramionami. – A potem sam wybrałem, że chcę zostać w Gildii. Pierwsze zlecenia dostałem gdy skończyłem 21 lat. Spędziłem 5 lat w Gildii, pobierając nauki, zanim Yensen dał zielone światło na zlecenia dla mnie – uśmiechnął się krzywo. – Nadal daje mi wskazówki i czasem zabrania mi brać czegoś co jest ponad moje siły… wkurza mnie to, ale rozumiem – dodał spokojnie. – Więc nikt mnie tu przymusowo nie trzyma… jak będę chciał to wybiorę coś innego. Nigdy przecież nie jest za późno na naukę… - mruknął. – Czasem żałuję, że nie byłem na uniwersytecie czy coś… ale wiesz… nie byłem w stanie. Dwa lata zajęło mi nauczenie się podejmować samemu decyzje i nie polegać na poleceniach, a kolejne dwa wychodziłem z depresji… moja głowa nadal nie jest normalna – zażartował trochę, po czym zagryzł mocno wargi.
    - Wybacz, za dużo gadam – zaśmiał się cicho. – A ty? Tobie od razu powiedziano, że będziesz nekromantką… też nie miałaś lekkiego życia. Nie chciałaś nigdy wybrać czegoś innego?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  168. [No rozumiem now xD]

    Ray skinął lekko głową. Może nie rozumiał takiego wychowywania dziecka, ale wiedział że ona nie miała wyjścia i nie dziwił się, że nie marzyła o niczym innym. On sam tego na początku nie umiał. Znał tylko laboratorium i nie widział siebie w tym świecie.
    - Ano… te czynności codzienne by ci się przydały – uśmiechnął się krzywo. – Ale jakoś dajesz sobie radę. O dziwo nie straciłaś chyba na wadze przez te parę dni… Marcus cię dokarmia, co nie? – uśmiechnął się lekko, bo meżczyzna zdołał mu się pochwalić że miał kompana od obiadów i innych pogawędek. Dodał, że będzie mu smutno jak już tego nie będzie, ale… Ray miał szczerą nadzieję, że to nie zaważy na długości jego pobytu w szpitalu.
    - Mhm czym zajmowała się twoja siostra? Myślę, że tobie droga wojownika pasuje. Widzialem cie w akcji… dałaś czadu – przyznał szczerze. – Tylko uważaj na siebie trochę… wiem że nie mam co tu mówić… - wskazał na swój opłakany stan. – Ale po prostu się martwiłem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  169. Zrobiło mu się trochę smutno, kiedy powiedziała, że już go nie potrzebuje. Lubił czuć się potrzebny, nawet w tak trywialnych sprawach. Postarał się jednak zamaskować swą zawiedzioną minę.
    - No cóż… w takim razie skończy się nauka gotowania – zażartował trochę i odkaszlnął zaraz, trochę padając na poduszki. Jeszcze nie był w stanie zbyt długo siedzieć, a Marcus wyraźnie dawał mu do zrozumienia, że powinien leżeć, by szybciej stąd wyjść.
    - Mhm… myślę, że nie zmiękłaś – uśmiechnął się szerzej. – Tylko poznałaś trochę inną stronę życia – dodał spokojnie. – Nauczyłaś się nie bać się rozmawiać… i cieszę się, że tak jest… - wymamrotał, jakoś tego dnia nie bardzo łapiąc żarty. – Ale jak chcesz mnie za to zlać to droga wolna, nadstawię się z przyjemnością – dodał zaraz, trochę jednak próbując tego humoru.
    - Uzdrowicielka… ugh chyba byśmy się nie polubili – przyznał szczerze. – Wolę tę waleczną naturę – pogłaskał ją po dłoni. – Poza tym… sama też nieźle uzdrawiasz. Twoje usta wprost dodają energii – puścił do niej oczko. – Mhm tak, to był komplement… i może kiedyś uda mi się ci pokazać, że ja też umiem dać czadu… bo póki co pokazałem ci tylko, że potrafię szybko się zmywać z zagrożonych miejsc – zauważył ze śmiechem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  170. Nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się zadziornie. Niech myśli co chce. On wciąż chętnie pouczy ją gotować, bo przecież uwielbiał te ich spotkania. Lubił patrzyć na jej skupioną minę i tę uroczą zmarszczkę na czole, kiedy tak próbowała zrozumieć co oznacza „krojenie na cienkie plasterki”. Uwielbiał tę jej nieporadną stronę, tak samo jak tę silną. Kochał ją, a przynajmniej tak mu się wydawało. Choć skąd miał to wiedzieć? Nigdy tak naprawdę nie kochał. Nie wiedział co to do końca oznacza.
    - Nie będę ci tego bronił Willow. Skop mnie jeśli chcesz, a wtedy ja cię pocałuję i sprawię, że zmiękną ci kolana. Potem już nie będziesz myślała o kopaniu mnie – pokazał jej język i teatralnym gestem zakrył głowę, nie chcąc przypadkiem od niej oberwać. Zaczynało mu się podobać to całe docinanie sobie. No i przede wszystkim to, że Willow stawała się przy nim taka swobodna. Nie uciekała wzrokiem, nie chowała swej prawdziwej natury… a przynajmniej starała się tego nie robić. Lubił ją za to. Robiło mu się ciepło na sercu, kiedy tak robiła. Czuł, że staje się częścią jego świata i absolutnie nie chciał jej z tego świata wyrzucać. Ba, egoistycznie próbował wejść z butami do jej własnego zakątka. Pragnął, by i ona poczuła, że on staje się fragmentem jej życia, świata, codzienności.
    - Może i tego cię kiedyś nauczę – uśmiechnął się do nie szeroko i wyciągnął dłoń, by poczochrać ją nieco po włosach. Ot tak, bo akurat tego mu nie broniła. Pamiętał, by policzków nie dotykać. Nie chciał by znów przyszły złe wspomnienia.
    - Ach no i wciąż wiszę ci randkę w kinie – przypomniał jej z zawadiackim uśmiechem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  171. Uśmiechnął się tylko znacząco i przeciągnął nieco, po czym z powrotem opadł na poduszki. Cienko widział ten swój cały pobyt w tym szpitalu. Nie znosił tego i nie zamierzał udawać, że jest inaczej… ale jakoś tak dzięki Willow lepiej to znosił.
    - Pozostawię to twojej wyobraźni kochana – oznajmił wesoło. – Może kiedyś sprawdzimy co też tam sobie wyobrażasz – pokazał jej język i przymknął na trochę oczy, masując sobie skronie. – Aż dwie? No ale jedną to chyba sama zorganizujesz co nie? – uśmiechnął się delikatnie. – Jedna jest moja, druga twoja. Już nie mogę się doczekać tej twojej – przyznał szczerze. Uznał, że to doświadczenie może być bardzo ciekawe i może poznać Willow od całkiem innej strony. Ta myśl od razu mu się spodobała.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  172. Teraz to on się roześmiał serdecznie, kiedy wspomniała o czyszczeniu gniazda wielgachnych pająków.
    - Ano to by była dopiero ciekawa randka – przyznał ze śmiechem. – Ale wiesz, zwykle na randkach robi się coś miłego… i nie wymagającego zagrożenia życia – oznajmił kiedy wreszcie opanował swój śmiech. – Idzie do kina, potem na kolacje albo na spacer po plaży. Trzyma się za ręce i przytula… albo robi się inne przyjemne rzeczy, może nawet z dreszczykiem emocji, ale zwykle nie dostaje się kasy za wykonanie zlecenia, wiesz? Bo randka ma być w czasie wolnym od pracy – uśmiechnął się lekko.
    Cholera, trudno mu było tak wyjaśniać co to randka, bo sam tematu za dobrze nie ogarniał. Zwykle oglądał randki w telewizji, a jak na jakieś chodził to tylko jednodniowe i do tego kończące się przygodą łóżkową.
    - Mhm więc jedna należy do ciebie i szczerze? Gniazda pająków brzmią świetnie – uśmiechnął się lekko, nie chcąc jej zmuszać to rezygnowania z planów.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  173. Co? Słuchała uważnie Willow i poczuła się jak jakaś głupia adeptka w Zimowej Twierdzy. Wzięła głęboki wdech. Wyszła na amatorkę i nawet nie miała jak cofnąć swoich słów. Dlaczego to w ogóle wcześniej palnęła, skoro miała całkiem inne poglądy. A podobno skupiała się na tym co mówiła. Pokręciła głową z zażenowania własną osobą. Spojrzała na nekromantkę. Wzięła głęboki wdech. Kiedy ona ostatnio przepraszała? Nawet nie pamiętała, ale były sytuacje, w których nawet ona musiała okazać skruchę. Ona.
    - Przepraszam Willow, palnęłam głupotę i nie wiem nawet dlaczego – zaczęła, patrząc na rozmówczynię, chociaż wolałaby teraz w ogóle na nią nie patrzeć. Jakby znowu miała czternaście lat i chciała być uparcie najmądrzejsza. Na autorytet trzeba sobie zasłużyć. - Nie uważam czarnej magii za gorszą i nigdy nie uważałam. Zresztą przed chwilą przedstawiłam Ci szczerą opinię, ale biorąc pod uwagę moją głupotę, zbyt ostro. Dlatego przepraszam – dokończyła, po czym błyskawicznie wróciła wzrokiem do księgi. Jak ona nienawidziła przepraszać. To było takie upokarzające. Poza tym, wymagało pokory, a altmerom ciężko było ją w sobie znaleźć. Caemfhaer udowodniła, głównie samej sobie, że nie jest czystej krwi altmerem i może, tak jak królowa, poszczycić się pewną dozą pokory. W pewnym sensie to był powód do dumy, ale tylko w pewnym. Mimo wszystko wolała być tą najmądrzejszą, nieomylną elfią maginią.
    - Kilka ziół, zaraz zobaczę czy mam wszystkie, a jeżeli nie to pójdziemy do zielarnii. W tych czasach łatwiej znaleźć składniki. Ah, no i jakiś kamień szlachetny, z którego można czerpać magię. Powinnam jakiś mieć – odpowiedziała, wyglądając znad księgi. Odsunęła się od niej i pokazała ją rudowłosej, aby sama mogła wszystko zobaczyć.


    Ninath.
    Pers przeprasza, że tak zjebał. Pers już tak nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń