niedziela, 23 kwietnia 2017

Protect what matters with everything you have, or you’ll have nothing, and deserve it. [vol.2]

I got my heavy heart to hold me down
Once it falls apart, my head's in the clouds
So I'm taking every chance I got
Like the man I know I'm not


Willow MacDougall
nekromantka. 23 lata. Gildia.
there's nothing to fear.
bucket list.


Skoro jest przyzwyczajona do śmierci, to dlaczego budzi się z krzykiem niemal każdej nocy? Dlaczego regularnie odwiedza psychiatrę? Dlaczego dostaje ataków paniki w środku dnia? Dlaczego wspomnienia powracają tak żywo? Dlaczego słyszy krzyki, czuje krew, i strach? Jak gdyby znowu była zatrzaśnięta w tamtej starej, dębowej szafie.
Skoro nie miała złego dzieciństwa to dlaczego teraz patrzy na innych z zazdrością? Dlaczego zazdrości im, że mogli się spotykać z osobami w swoim wieku? Dlaczego oni mogli wychodzić do kina, a ona nie? Dlaczego frustruje ją fakt, że nie potrafi nawet obsłużyć pralki? Dlaczego dawała sobie wmówić, że opanowanie trzech języków martwych jest bardziej istotne niż gotowanie? Jak gdyby całe życie była zamknięta w złotej klatce, dopiero po opuszczeniu jej zauważyła, że tkwiła w więzieniu.

Woli się złościć, niż przyznać, że czegoś nie rozumie. Gdy myśli, że nikt jej nie słyszy to z kimś zawzięcie dyskutuje w pustym pomieszczeniu. Wolne chwile poświęca rozwiązywaniu sudoku, a także zagadki wszechświata. Ściany jej pokoju są pokryte papierami wypełnionymi notatkami w dziwnych językach, magicznymi kręgami, glyfami i zaskakująco szczegółowymi szkicami organów ludzkich, nieludzkich i zwierzęcych. Chciałaby umieć gotować, móc pójść z kimś do kina, albo do kawiarni, albo zrobić jakąś inną normalną rzecz, która przystaje komuś w jej wieku. Jeżeli tylko dowie się co jej przystaje.
Uśmiecha się rzadko, wręcz nigdy. Prawdziwe szczęście odczuwa tylko wtedy, gdy ma okazję rozerwać inną żywą istotę na strzępy. Co przeraża ją chyba jeszcze bardziej niż koszmary nawiedzające ją co noc.


Sometimes when we wake up, we can’t be put back to sleep.



[wiecie czego nam tu było trzeba? tsundere z PTSD.
po raz kolejny gdzieś pochowałam informacje.
niech ją ktoś nauczy robić pranie, plz.
dla śmieszków (i ewentualnych wątków *wink, wink*) polecam kliknąć w "bucket list."]



credits:
art: dr-grizscald
tytuł: Aveline z Dragon Age II
cytaty: Panic! At the Disco Turn Off the Lights
Fringe (s01e17)



153 komentarze:

  1. Roześmiał się serdecznie i omal tego nie pożałował. Żebra odezwały mu się wówczas delikatnym bólem. Odetchnął głęboko, krzywiąc się przy tym nieco.
    - Weź mnie kobieto tak nie rozśmieszaj – poprosił ją raczej wesołym tonem. – No raczej przytulać się podczas walki nie będziemy – zgodził się z nią, jakoś nie mogąc sobie tego wyobrazić. – Choć buziaka od czasu do czasu można by dać – dodał zaraz ochoczo. Jakoś tak wciąż nie mógł jej tego odpuścić. Nie zdołał się nacieszyć tymi słodkimi wargami, ich miękkością.
    - A po robocie pójdziemy na piwo i będziemy tańczyć do jakiejś kiepskiej muzyki. Mimo to wszystko nam będzie jedno – dodał zaraz jakoś tak potrafiąc to sobie wyobrazić i już czując ją obok siebie. Zadowoloną z dobrze wykonanej roboty i szczęśliwą bo są razem. On sam również czuł to szczęście.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  2. [i decided to answer in Polish as I still feel more confident in it and as I was reading your story I thought „shit… she knows how to write it and I don’t… fuck it.” I need to read more English books then :P]

    Znów się roześmiał i przez długą chwilę nie potrafił tego przerwać. Śmiał się w głos, czując że zaraz tego pożałuje, ale co miał zrobić, kiedy dziewczyna nieświadomie doprowadzała go do tego stanu? No co? A potem poczuł kłujący ból w piersi i zgiął się w pół, krzywiąc mocno. Śmiech zamienił się w kilka słonych łez, ale potrzebował tylko kilku głębokich oddechów by się uspokoić.
    - You got it girl. They surely would distract me – przyznał jej spokojnie. – But you? I don’t think you would ever be distracted by them. You are too professional to be – złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie, zdziwiony jak łatwo mu poszło. Kiedy tylko znalazła się obok niego, złączył ich usta w pocałunku, obserwując ją przy tym uważnie. W jej oczach malowało się zdziwienie i przerażenie jednocześnie. Z pewnością myślała o tym co sobie inni pomyślą o takich akcjach, ale co go to obchodziło? Miał się ukrywać z tym co do niej czuje przed całym światem? Dobry żart, doprawdy.
    Pogłębił tylko pocałunek, chcąc by ten trwał jak najdłużej. Smakował jej usta i zapamiętywał ich kształt, miękkość oraz tę perfekcję. Musiał to zapamiętać, bo przecież niedługo mieli się rozstać. Niby nie na zawsze, ale jednak.
    Odsunął się od niej, gdy zabrakło mu tchu. Dotknął nosem jej nosa i czołem jej czoła. Przymknął na chwilę oczy, czując jej oddech tak blisko siebie. Była tu przy nim, żywa i całkiem czerwona na twarzy. On sam pewnie również miał zarumienione oblicze.
    - I will miss you… so just don’t get yourself in troubles, all right? Just promise me that you will be back, safe and sound…

    Ray

    [Yeah, look who’s talking. He’ll be the one who gets in troubles xDDD ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [okay as I don’t have a Polish keyboard here, you will have to bear with my not so great English]

    Ray did not say another word. Silence was what he needed now. No need to do anything. He had this funny feeling inside him that they actually clicked together. He understood her concern and could actually feel her anxiety. He did not want to make overwhelmed with the promises, although his heart wanted her to tell him, she would be back – safe and sound. Nothing else mattered.
    He took a deep breath and slowly exhaled it. A smile was the only way he could answer her. It was not the brightest smile ever, but the one that could comfort her. Or at least, that was what he had hoped for.
    ‘You better keep your word, ‘cause I will hunt you if you don’t’
    Just like that. He just wanted to show her that he understands and was here for her. He would wait even until the very last moment, just to see her lovely face and this bright red cheeks. He had fallen in love with this little girl and he did not want to lose it.
    And the eyes... they were hypnotizing him. He could swear that he could look into them all the time and he would never get tired of it.
    ‘I love you’
    Three simple words, a powerful phrase. It has just escaped his mouth and he could not help it. Then he realised what he did and he hid under the cover. He made a mistake. It should stay inside his heart, but he did not have a power to change the time. Oh, how he desired to have one right now...
    ‘I know, don’t comment on it please. I know... sorry’ he mumbled, although he dared not to look into her eyes. He did not want to see her disappointed face and the sorry look in her eyes. ‘Just forget it, please...’

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  4. That was rather unfortunate, but expected. She could have thrown tantrums on him. Och well, should he think he was rather lucky then? Not in the slighest. That was not the brightest idea of his, not at all. An heavy sighed escaped his chest and he shrugged his arms, when he saw that Marcus had fixed his eyes on him. Yeah, that didn’t go well.
    ‘Cham such a fool’ he explained to Marcus, when he came to check on his health. ‘Chave no nort, clear and sheer, Marcus. Clear and sheer’ he sighed and then clicked his tongue in disgust. He was disguested with his own actions. Still couldn’t understand what got into him, that he said it. ‘Cham a dawcock, Marcus’
    ‘Dunno, what got into the two of you, but you better make up…and stop talkin’ funny please’ Marcus sighed with disbelief. He could see them both being in love, and now… he had the greatest fun in the world. ‘I guess, you will stay here until the end of the week’
    ‘Thanks, that’s reassuring’ muttered Ray, still in his own thoughts. Idiot, clearly an idiot he was!
    He supposed that she wouldn’t show up in front of him. Not a Chance, right? Not after what he did a couple of minutes ago. Shit! Is she ever gonna talk to him? He surely doubted it, so he wasn’t even surprised when Marcus said that Willow might have been late the next day. He just shrugged his arms and decided not to comment on it.
    ~.~
    And there he was, trying to focus on reading this not so funny books and learn a bit, but his mind wasn’t that much of focus. He was checking on the clock every now and them. Sometimes it was just every 30 seconds. She said she would come, but it was before that horrendous thing.
    And then he had finally saw her, not in the brightest mood and not in the best health either. He got up of his own bed, even though it took a lot of efforts and as fast as he actually could, he found his place next to her.
    ‘What happened? How be on?’ he asked her while he had watched her leg, again clicking his tongue and completely forgeting of himself being a fool. ‘What were you up to, Willow?’ he tried looking into her eyes, which wasn’t easy. She just did not want to allow hi mit. ‘For Godness sake, Willow! Stop behaving as a little child. Ish got it, all right? You not ready at all. Got it, right? Cham a dawcock. Don’t gonna say that again’ he sighed a bit and allowed Marcus do his job, while sitting on the other bed. He had realised that actually his leg was hurting and it was not the pleasant feeling. Not at all.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ok, somehow I cannot avoid using HE all the time and I hate it…]

    ‘Poison…’ he mumbled to himself while waiting for Marcus to finish his job. That definitely wasn’t his cup of tea. He wasn’t the most patient person in the world. Not when the person he liked was in the pain, but that was the only thing he could do now, so he gritted his teeth and waited.
    It felt like forever, since he spotted her figure right in front of him. Until now, he did not realised that he was clenching his fist so much. He could see blood on his hands, but he didn’t care. Finally, he took a deep breath and smiled.
    ‘Nothin’ serious… ‘ repeated after her. ‘That’s great… at least you’re alive and you’re here’ he whispered, because that was truly something he treasured. He looked up, trying to catch her gaze, but couldn’t. A bitter laugh escaped his mouth as he got up and slowly proceeded to his own bed.
    ‘Yeah, I know, not the greatest idea ever… as all my ideas are’ he muttered rather to himself than to anyone else. Finally, he could lie down and rest for a bit, though he could not take out his eyes from Willow. It almost felt as if he was some kind of wierdo or even worse – a stalker.
    He had lost her and he knew it the moment she came back to this healer’s room. One, stupid mistake made him realised how much he loved her. He didn’t want them to part, but he wasn’t the one to make a decision about it. Not anymore.
    ‘Willow… take your time, ok? Just… ‘ he wanted to say something, to comfort her, to say that he would wait forever, but he couldn’t. The words could not escape his mouth, leaving him speechless most of the time.
    ‘Nevermind’ he muttered, somehow beated by his own blank mind.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  6. He was listening, he truly was, but with each and every of her word, the anger arose. One more time, he clenched his fists and set his teeth, just to make her finish. Then again, he couldn’t. He couldn’t listen to this words, which just sounded not right. They were cruel, but also somewhat not real. He could feel that she does not mean it at all.
    ‘Cut this crap, will ya?’ he interupted her and looked at her. ‘If you want me to leave, just say so. If you want me to stop carring, say so. But with your eyes fixed on my eyes and stop telling lies, will ya? What you just said… you’re not honest with yourself’ he said coldly, because if he did not, he would not control his voice. Shaky voice.
    ‘I told ya, I’m a fool and I don’t care about your family connection or other stuff. If you need to do something, then do it… there is no need for you to resign from us…’ he gritted his teeth again as if he wanted to add something more but changed his mind. He needed a fresh air and this freaking room was killing him right now.
    ‘I told you, I love you and I mean it. You don’t expect me to forget about it, aye? These are my feelings and what you just said, won’t change a single thing in the way I feel, Willow’ he declared, although it wasn’t that easy. He meant every single word he just said and really… even silly remarks from Marcus would not change it. Or Yensesn… och he was so sure, that the people would talk after all of it.
    He jumped off the bed, although jumping might seem unappropriate to the slow movement he did and walked closer to her and embraced her tightly.
    ‘No matter what you say, I won’t change my feelings Willow. No matter how short will it be, I want you by my side. Not any other girl, but you’

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  7. Ray sighed a bit, while tightening the hug. He reminded silent for next coupled of moments, thinking of any possible answer, but none come to his mind. He sighed again and closed his eyes, when he heard her sobbing. Willow was crying in front of him and he had no idea how he should act at that moment. Nobody prepared him and he was almost sure that there is no preparation for such events. Then again she deserved to get an answer. Specially now, when she opened her heart to him.
    'Then I won't leave you. I don't want to move on, Willow. I'm happy with you... well I guess I feel happiness when I am with you' he decided to say, although it was not an easy task. He was still debating with himself if it sound right or maybe just clingy, but his words were already in air. They reached her with all their might. 'I want you to be happy, even though you never meant to be happy. I want to love you and want you to feel loved. I want...' he stopped for a brief moment, thinking again. He was being an egoist now. He surely was, but what else could he do to persuade her? Well, not like he ever managed to do it anyway. 'I just simply want you to think about yourself... even for a brief moment. For your own sake, not mine nor your family, just yours. Do what you believe is right to you, but don't punish yourself, Willow. Don't you dare telling me that you don't deserve the happiness. You do. You have the right to feel it...'

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  8. Ray wasn’t sure if he truly could let her go. Not at all. He wasn’t even sure if he could believe her words, but then again… it was her decision, not his, so he closed his eyes and finally let her go, trying not to sway too much. It wasn’t that easy either, but he refused her help. He would reach the bed on his own, or he would fall down on the floor. That were the only only choices. Nothing more. He slowly walked to the bed and rested on it, quite happy that he hadn’t fall down. In the end it was better that way.
    ‘He won’t kick you out’ he whispered, closing his eyes. He was tired, extremaly tired becuase of all the stress he had before. ‘Marcus likes you too much to do it’ he smiled and then in the matter of seconds, he was gone. He simply fell asleep like a baby and he wasn’t even aware of it.

    Ray

    [ok that is a crazy, little shit here. I’m sorry my dear, I will get better. Just am so tired today and am able to kill a few people]

    OdpowiedzUsuń
  9. Ray woke up two hours later, completely beated up. It wasn't the best sleep in his life, nor the worst either. He simply couldn't recall what he had been dreaming about, but when he opened his eyes, that wasn't important anymore. The feeling of insecurity left his body and a smile appeared. She was still here, sleeping with her head resting on some kind of a huge book. He didn't dare to move, 'because he didn't want to wake her up. It was a brief moment, when she looked so peacefully. As if he was watching an angel. Well, yeah... he laughed silently. No, Willow would never become the angel. Even his imagination had protested when the mind stated it. But who cares anyway? He didn't. At least not now, when he could watch her from this little distance. If he wanted he could caress her hair and kiss her forehead.
    And then he did it. As if nothing could prevent him from doing it. He slowly caressed her hair and took her fringe out of her face. Now he could observe her with even bigger smile. Someone could take him for a fool, because he had a beaming smile on his face and he couldn't help it at all. He just simply couldn't and he didn't really care.
    Only when, Marcus shew up, Ray started to care. It wouldn't be the best idea to allow him to say Willow what he was doing. He actually knew that she would kill him if she knew. Oh well... who cares anyway? That would be the nicest death he could think of. Marcus smiled at him and checked his health, just to make sure everything was going all right, then he left again. Ray tired to cover her with his own hoodie, but that hadn't went quite well. She opened her eyes when he tried to do it.
    'Mornin' sleeping beauty' he smiled to her. 'Next time... join me in the bed... it would be more comfortable...'

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  10. ‘Well… we could do something about the size of this bed’ he commented, because she could always lie on him, right? Maybe not the best idea, considering his health condition, but well… shit happened.
    ‘No worries, I’m getting used to it’ he smiled a bit. It was truth though. He was getting used to her doubts and panics attacks. It was nothing new to him, but he had yet to learn how to deal with it. It was troublesome in a way, but every time he managed to calm her down, he felt somewhat proud of himself. In a way, he was training his patience thanks to her breaks downs, though he wasn’t happy that she had them. He would much prefered to train his patience on something else. Children for eample, but not her. Not the woman he loved.
    ‘What’ya reading?’
    Okay, not the best example of being a patient person. He couldn’t help himself, but wondering about this huge volume lying down on his bed. It looked as an old-fashioned book about some kind of magic… but in a way, it didn’t fit Willow. It just didn’t, so he got curious and as he couldn’t read the title of it, while she was covering it with her face and salivia, he decided to ask now.
    ‘What’s your plans for afternoon? Anything special?’

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  11. ‘Well to be honest, I think I can’ he answered without any second thoughts. There were some easy steps to make it double and it wasn’t even any magical steps. He would just take an empty bed and pushed it to his own. Well, it would be painful, but what the heck. It was doable.
    ‘So why not doin’ what you do for living? I mean… you could learn how to fight and… maybe some offensive magic or something… you know, there are lots kinds of magic… which you could learn. I suppose… I’ve seen you in action, you look as if you were born on the battlefield’ he raised his eyebrow not really getting anything. Why was she studying something like that now? Why not studying something what interested her? He could not understand women, not at all.
    He shrugged his arms when she asked about his runes.
    ‘I guess, I’m doin good. I’ve read two chapters of this book’ he took the book into his hands. ‘It is quite interesting, but am not sure if I get all of it. I mean I do focus on runes and then when I read for the second time, I do focus on meaning. It is time consuming’ he laughed with embarassment. Well he was doing better, that for sure.
    ‘So I guess, I will have my exciting afternoon with runes as well. I can’t wait for it…’

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  12. ‘Well… yes I can’ he smiled at her, but he did not move. He didn’t really want to strain his muscles. Not yet. After all he tried to listen to his own body screaming, at least sometimes. That was the only thing he could do.
    ‘I see. I guess it’s good to have some options’ he commented her words, thinking of his own way of living for a brief moment. He could imagine himself doing various stuff, but being on battlefield was the way he liked the most. It was thrilling. You had to catch the moment and live it to its fullest, because you’d never known when you would die. He loved this way of living, but on the other hand he could totaly see himself as a man who runs his own caffee or a bar. Yes, that could be something nice for the rest of his life. Maybe, when he would turn 50 or 60. When he would get bored with all the thrills the batterfield could provide him.
    ‘It’s better that you don’t know runes then’ he claimed and laughed a bit. After all he had something from a man. The man’s proud. He didn’t like not to understand something and usually preffered to do some research on his own. Well, obviously he asked for help, but only when all the options were checked. ‘I prefer to learn on my own… but if I have any questions about the content of necromancies chapters… then I will definitely ask my lovely mate, here’ he smiled.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  13. ‘You don’t have to think about me… I mean, I should be able to ease my own pain on my own, but I was in too much pain, I couldn’t get my magic to work and… well it’s not the first time I felt pain like that, so I’ve got used to it… thank you… thanks that you came for me’ he bursted out on just one breath. He was ashamed by his own performance back there, but hey, that’s life.
    ‘I’ll try to arrange you a meeting with that lovely person’ he choked a bit and then he streached out, feeling every single muscle. They were still burning, a little bit numb as well. He sighed a bit. That wasn’t the best feeling ever, but hey, that’s life.
    ‘Anyway… if you want to learn this healing magic… just do it’ he smiled. He didn’t mean to discourage her. He wanted her to feel good about her own skills and to do what she really wanted to do. That was what mattered in life. ‘And if you want to learn black magic or I don’t know, fire magic. Whatever magic, just do it. It is your life, WIllow. Don’t let anyone to dictate you what is right to you and what is not. You are a master of your own happiness…’
    Said the person, who struggles with his own happiness… but hey, that’s life.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  14. ‘Really? How did you do it? Will you show me one day? You may use my blood again’ he was curious and he didn’t think about it as something disrespectful. It was just something new to him. He craved to learn new things. ‘I would love to learn some new things’ he explained his curiosity. Ok, maybe not only because of that. He just wanted to see Willow in different aspects in her life. It would meant a lot to him if she included him in her own life.
    ‘Yeah, you’re right’ he skinned his head. ‘I need to work on it as well. Am not perfect with my fate or happiness. Still searching for it, although I think I have found hope in the dark tunel’ he reached for her hand and squized it a little bit. The truth was, no matter what happened, he was happy being with her. He was looking for another day with a smile on his face. Nothing more, just smile and he liked it very much.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  15. Ray nieco się zdziwił, kiedy tak wyprysła ze „szpitala”. Nie pierwszy raz już takie coś mu robiła ale pierwszy raz odczuł to tak dokładnie. Opadł nieco na poduszki, zerkając na swoje dłonie. Może nie powinien jej tak łapać? Może nie powinien aż tak na nią naciskać? Odetchnął głęboko i przetarł zmęczone oczy… a potem zobaczył ją z powrotem.
    Usiadła na swoim miejscu i wyciągnęła z torby pomarańczę. Nie pamiętał kiedy jej wspominał, że je uwielbia. Może po prostu sama to wywnioskowała, kiedy tak wpadała do jego pokoju. Chciał jej powiedzieć, że nie ma nic do ukrycia. Skomentować jej słowa dotyczące tej techniki wydobywającej wszystkie informacje na temat człowieka za pomocą jego krwi, ale zrezygnował z pomysłu.
    Patrzył na nią nieco oszołomiony, kiedy ta zaczęła troskliwie obierać owoc.
    - Dzięki – przyjął od niej pierwszy kawałek i przez dłuższy czas przeżuwał, ciesząc się jego smakiem. Nie były słodkie, tylko kwaśne. Dokładnie tak jak lubił. – Jesteś niesamowita, wiesz? I przeraża mnie ta twoja pamięć – zażartował trochę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  16. Zamrugał zaskoczony, po czym odruchowo dotknął swojego prawego ucha zastanawiając się co powinien jej odpowiedzieć. Przekręcił nieco głowę w bok, po czym zjadł kolejny kawałek pomarańczy zanim ostatecznie zerknął na nią nieco poważniej.
    - Hm to dość dziwne pytanie... - przyznał w końcu. - Nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem... a co? - zapytał jej zaraz, nie do końca wiedząc po co jej jego uszy. Co prawda wiedział o pieszczotach, ale nie podejrzewał Willow o tak niecny plan.
    - A ty masz swoje wrażliwe? - zainteresował się zaraz uśmiechając się do niej lekko. - Mogę sprawdzić? - dopytał zaraz, oblizując lekko wargi i prostując się nieco na łóżku. No dobrze, może to nie był najlepszy plan. Nie tutaj, w szpitalu, ale cholera... co mu szkodzilo? Ludzie już i tak o nich wiedzieli.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  17. Roześmiał się serdecznie, a potem zrobił nieco zawiedzioną minę.
    - Nie kopie się leżącego – wskazał palcem na ten jej nożyk. Zdecydowanie wolał się na niego teraz nie nadziewać, choć czuł że gdyby nalegał to Willow po prostu by mu na to pozwoliła. – Cóż… sprawdzę to kiedy indziej – uśmiechnął się szeroko, chcąc jej dać do zrozumienia, że tak czy siak, nie ucieknie przed tym. W końcu mieli jeszcze przed sobą całą podróż statkiem do Anglii. Będzie okazja do sprawdzenia. No i jakiś przytulny kącik też się znajdzie.
    - A właśnie… ty nie masz choroby morskiej czy coś, hm? – upewnił się tylko sięgając po jeszcze kawałek pomarańczy i już nie wracając tematem do jej uszu, choć teraz strasznie go one kusiły. Ich kształt wydawał się idealny, a kolor cudowny… powiedziałby nawet że mleczny, ale teraz nieco poróżowiał.
    - Chciałbym już wyjść z tego łóżka – zamarudził zaraz. – No bo tutaj nie ma co robić… jestem tu jeszcze, bo przychodzisz i mogę chociaż miło spędzić z tobą czas i patrzeć bezkarnie na twoje różowe policzki i te pełne usta. Jak je zaciskasz z niezadowoleniem, albo jak chcesz mnie uderzyć… po prostu ociekasz seksem i najchętniej to całowałbym cię całą… i tylko fakt że ktoś może nas zobaczyć, a ty tego nie lubisz… powstrzymuje mnie przed tym. No dobra, jestem też dżentelmenem – dodał po krótkim namyśle.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  18. - Mowilas - przypomnial sobie jak przez mgle. Moze faktycznie mowila, ale ostatnio tyle sie dzialo, ze wszystko mu sie w glowie mieszalo. No i chodzil wiecznie niewyspany, a to tez moglo byc przyczyna jego braku pamieci. Poza tym... byl facetem, do cholery, faceci nie pamietali wszystkich szczegolikow.
    Siegnal sobie po kawalek pomaranczy i omal tego nie pozalowal chwile pozniej. Jej komentarz dotyczacy ociekania seksem, sprawil ze zadlawil sie pomarancza, wybuchajac glosnym smiechem.
    - Mysle ze to nie dni plodne, tylko moja wlasna wyobraznia - usmiechnal sie szeroko. - No i to jakie uczucia do ciebie zywie po prostu - wyjasnil spokojnie, po czym odetchnal gleboko.
    - Nie wiem czy mam wrazliwe uszy, ale mozesz to sprawdzic - oblizal lekko wargi. - Tylko nie naciskaj za mocno... bo wtedy napewno beda wrazliwe, wiesz?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  19. Ray uśmiechnął się pod nosem, widząc jej zmieszanie i jak gdyby nigdy nic sięgnął sobie po runy. Przez dłuższą chwilę stukał palcami w twardą okładkę książki, po czym znów na nią spojrzał.
    - Szczerze to nie zwracałem uwagi na wrażliwość moich uszu – przyznał w końcu, dotykając ich teraz palcami i zastanawiając się jak to możliwe? Może bez tych wszystkich uczuć, pożądania i miłości jednocześnie, coś nie do końca grało. Wzruszył ramionami, albo po prostu był beznadziejnym przypadkiem pozbawionym tak oczywistych przyjemności.
    - Nigdy nie przyszło mi do głowy by to sprawdzić – mruknął cicho, otwierając książkę już przy drugim rozdziale i wczytując się w niego. Groźba braku pomarańczy zadziałała niczym bicz. Przesunął palcami po stronie książki biorąc do ręki jeszcze zeszyt i długopis. Spisywał sobie najważniejsze informacje, przy niektórych stawiając znak zapytania. Jedno źródło nie musiało być tym najlepszym. Zawsze warto było potwierdzić lub odrzucić możliwość.
    Milczeli tak dobrą godzinę, zanim chłopak skończył czytać ten przeklęty rozdział. I nie była to niezręczna cisza. Przynajmniej nie dla niego. Po raz pierwszy w życiu tego doświadczył. Nie musiał nic mówić, jej obecność wystarczyła by mógł czuć się bezpiecznie. Albo chociaż mieć takie wrażenie. Uśmiechnął się nieco, odkładając książkę i zeszyt na półkę.
    - Runy są męczące – wyznał robiąc przy tym minę cierpiętnika. – Nie rozumiem kto je wymyślił… i to jeszcze w tylu wersjach… te najstarsze są zwyczajnie upierdliwe. Potrzeba nieco szukania by dokopać się znaczenia – wymamrotał, wyciągając dłoń po kawałek pomarańczy. No co? Zasłużył sobie przecież.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  20. Ray zrobił minę zbitego kota i pociągnął lekko nosem. No żeby go tak traktować? Przecież się starał i zdecydowanie zasłużył na kawałek pomarańczy. Potarł lekko swoją dłoń, po czym opadł na poduszki nieco wypompowany. To już nawet nie chodziło o jego niechęć do run, tylko o ból żeber, które powoli zaczynały dawać mu się we znaki.
    - Nie, dzięki. Dam sobie radę bez słownika – wymamrotał tylko, wracając do książki i patrząc na te przeklęte runy nienawistnym spojrzeniem. Że też musiał uczyć się czytać nie tak dawno temu. Wciąż miał problemy z szybkim czytaniem, a zwłaszcza jeśli chodziło o te przeklęte runy.
    Trzeci rozdział poszedł mu trochę szybciej, a czwarty zainteresował. Dopiero pod jego koniec zerknął na Willow.
    - Hej, opowiedz mi o nekromancji. Tutaj piszą, że zabiera dużo sił witalnych… widziałem cię w akcji i chyba coś w tym jest, ale to reguła czy zależy od poziomu zaawansowania? – zainteresował się, obracając się nieco na łóżku by na nią spojrzeć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  21. Ray listened to her while nodding his had. It was more understandable this way. He could definitely picture Willow taking some powers from the living things. In a way, he wanted to feel it as well, but on the other hand, he decided not to let her know about this kind of urge. He definitely wouldn't like to drop dead one way or another. Oh no, not a chance.
    - I guess it happens to me as well - he decided to speak aloud, while finally reaching for the orange. He put one piece of it in his mouth and chew it a bit. - I'm reaching out for my own energy, you know, from the inside... and that's why it is important for me to train the body and a soul as well, but more complicated spells are requiring much more energy than I can afford... so usually I'm touching the brains of animals or plants or whatever... to borrow their energy - he explained. It worked fine for him, unless the animals wanted to take the energy back. Borrow was not the nicest word to explain what he was doing. He was definitely stealing it, but oh well... that's life, right?
    - What is your favourite fruit or some of your addiction? My is definitely an orange - he changed the topic, just to clear his mind and breathe out. The pain in the chest was almost unbearable at that moment and he would not focus on any other topic. Specially not the necromancy topic or runes... no way in hell.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  22. 'Funny... it's only because I cannot walk properly...' he chuckled not buying her joke... or maybe deciding that Willow could use it in other ways as well, which might not be the greatest thing ever. It was better not to talk about it anymore.
    'You're having a sweet tooth, ain't ya?' he smiled a bit, but it was rather a pale shadow of his best smiles. 'Sorry...' he mumbled a litte bit, while covering himself with a duvet and just breathing for couple of minutes. He definitely didn't want to call Marcus. Not at all. Not for a pain like this. It was just a little bit painful. Nothing much.
    'What about ice-creams? Do you like them?' he then asked to focus on Willow, while his eyesight become a little bit blury. 'Let's have an ice-cream next time...'

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  23. 'I don't need Marcus. It's just a pain in the chest' he claimed, but it was too late. She was gone and the next thing he remembered was Marcus next to him. Checking on him and throwing up when Marcus touched his ribs.
    'It hurts here... I cannot breathe...' he wanted to explain more, but could not. He was short of breath and just wanted to lose his conscience for a little bit.
    Marcus worked in a fast manner. He asked Willow to step aside and started to examine Ray's body. He didn't bother to ask questions, because he saw that Ray would not respond to him anyway. The pain killer was a must in this case.
    Ray woke up the next day, feeling as if he was on the crazy alcoholic ride last day. He did not complain though, or say anything. Just allowed Marcus to do his job again. He didn't even move, because he felt that it could be the case of getting worse last day. He waited for Willow to come, cause he enjoyed her company, but he knew that she had her things and life to look after, so he was patient. But when he saw her, he smiled a bit.
    'Hello again, beautiful' he whispered, though he had hoped that she did not hear that. 'Any ice-screams today? I was a good boy, but I don't think I will read today... not feeling good enough' he explained, thinking of being an idiot. Well in a way, he was.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  24. Something was definitely off with her. She didn't behave naturally and she didn't even comment on his remark. Well, she could not hear it. But still, he felt that something was not right.
    'Okay, so tomorrow' he smiled a bit closing his eyes and deciding not to ask. He definitely did not want to start a discussion about the responsibility and taking care about herself. Not that he was in a position to do it. He was the one who was laying on the bed after all.
    But then it escaped his mouth, a little bit unconsciously.
    'What happened to your face?' he bit his lips and then brushed through his hair. 'I mean is as beautiful as ever but... I'm just worried' he mumbled. He did not want to be rude. Not now, nor ever. He just wanted to open her up a little bit. After all, they were to be apart for a little while in just few days and he wanted to reassure her that everything is under the control. He would not waver, because his feelings were too strong for her. Oh God, he just fell for her!

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  25. 'An argument...' he seemed not follow her there. 'Who is the bastard, who did it to you?' he tried to be patient, but he was loosing his composure. He clenched his fist and bit his lips. Normally he would embrace her, but he promised Marcus not to go out of the bed. At least not unless the emergency happened. Could he call it emergency case already? He really wanted to do it.
    Inhale and exhale, inhale and exhale.
    'You ok? I'll kill that bloody retard' he could feel the fire in his fingers and he inhaled again to remain calm and control the fire.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  26. [I got it, I got it girl :)]

    'Visible... what are you tryin' to say, Willow? And how can you expect me to be all calm and so... when I see you like that? And you don't make any sense of it... do you have weird dreams as I do? Did she hurt you?' he thought that it might be a case. After all, he was not dreaming about her while he was here. Maybe, just maybe, she decided to go on his beloved one? He gritted his teeth. Well it could be possible after all, but not always everything was connected to him.
    He smiled shortly and sat on the bed, ignoring the pain in his chest. He would deal with it later on. Now, she was more important than that.
    'So who did it? And why are you sayin' is nothing? It's clearly not ok...' he blurted it out. 'Clearly not all right...'

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  27. Ray jakoś nie mógł tego przeboleć. Walczyła z kimś i ktoś ją krzywdził, a jemu się to nie podobało. Postanowił jednak nie pytać dłużej, bo obawiał się, że to może źle się skończyć.
    - To nie jest w porządku, że w ogole masz jakieś ślady na ciele po starciach - wymamrotał. - Ale ok... jesteś pewna, że wszystko gra, to zaufam twej ocenie... - dodał jeszcze, choć trochę obawiał się, że jej ocena może być podobna do tej jego. Jeśli tak to mogło nie byc zbyt kolorowo.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  28. Przez długą chwilę patrzył na nią jakby nie rozumiejąc czemu tak się zachowuje, po czym westchnął ciężko i zakrył twarz poduszką. Krzyknął w nią tłumiąc tym samym głos. Musiał wydusić z siebie frustrację.
    - Nie o to chodzi - warknął. - Jesteś piękna, ok? Nieważne czy z podbitym okiem, czy wyłamanym palcem. Dla mnie jesteś ideałem - burknął całkiem wyprowadzony z równowagi. - Po prostu... kobiet sie nie bije... a te rany... no nie rozumiem jak to się mogło stać i kto mógł cię tak potraktować... przecież nie zrobiłaś nic złego - westchnął, po czym zamknął na moment oczy. - ALe ok, nie mów nawet. Koniec tematu. Ufam twojemu osądowi... a przynajmniej będę się starał to robić.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  29. Ray westchnął cicho. Nie miał pojęcia jak wyjaśnić swój punkt widzenia. Dla niego było logiczne, że kobiet się nie bije i nie było to związane z treningami. Poczochrał się po włosach i okrył mocniej kołdrą chwilę przedłużając milczenie.
    - Wiesz tu nie chodzi o trening, bo podczas takiego wiadomo jest że wypadki się zdarzają i zwykle nie jest to intencjonalne. Nawet czasem trzeba by dziecko się nauczyło - przyznał jej rację. – Chodzi o taką nieuzasadnioną przemoc… podczas sprzeczki czy cos. Nie wyobrażam sobie, bym potrafił uderzyć kobietę z tak trywialnego powodu, a zdarzało mi się to z mężczyznami… tylko wtedy w grę wchodziło trochę za dużo alkoholu – przyznał ze śmiechem na ustach. Lepiej tego wyjaśnić nie potrafił i nie do końca wiedział, czy Willow to kupi czy nie, ale tak uważał i nie zamierzał twierdzić inaczej.
    - Jakie miałaś wartości wpajane, kiedy byłaś dzieckiem? Musiałaś dobrze się zachowywać, co nie? – zapytał jej zaraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  30. Ray zastanowił się chwilę nad odpowiedzią. Nie było to znowu takie proste, bo wrócić musiał prawie dwadzieścia lat wstecz.
    - Hm… pamiętam, że ojciec się na mnie mocno zdenerwował, jak skoczyłem z klifu… - rzucił powoli. – Wtedy po raz pierwszy ujawnił mi, że jest magiem… bo musiał mnie uratować – poczochrał się po włosach. – Pamiętam jak przez mgłę, że potem mnie do siebie przytulał i krzyczał na przemian, a ja nie wiedziałem czy płakać bo krzyczy czy go uspokajać… powiedział mi wtedy, że najważniejsze jest ludzkie życie i to je powinienem mieć na uwadze – mruknął, jakoś tak trochę markotniejąc przy tym.
    - A matka… matka mówiła o miłości, o tym że trzeba być dobrym dla innych, że trzeba się dzielić… - zagryzł nieco wargi. – A potem… znaczy później… uczyła mnie, że jak nie będę się wyrywał, krzyczał czy próbował sztuczek to dostanę jedzenie – spojrzał gdzieś w bok. – Wiesz… same sprzeczne informacje – zaśmiał się cicho.
    W tym momencie jakoś tak zapragnął wejść do świata Willow i stać się częścią klanu. Ze wszystkimi tymi zasadami czy ograniczeniami. Uznał, że zdecydowanie lepiej mu by tam było, choć nie znał jej rzeczywistości.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  31. Ninath miała w zwyczaju bronić swoich racji, argumentować je w logiczny sposób, jednak potrafiła też przyznać się do błędu. Co prawda przychodziło jej to z trudem i zawsze czuła później swego rodzaju upokorzenie. Mimo wszystko posiadała w sobie na tyle pokory, aby to zrobić. Nawet wbrew sobie. Musiała czasami przyznać komuś rację. W tym temacie mogłyby prawdopodobnie utknąć, kłócąc się o poprawne nazewnictwo czarnej magii, jednakże obie nie miały na to ochoty. Tak przynajmniej mogło się zdawać. Dla altmerki nazywanie rzeczy po imieniu było jak najbardziej poprawne. Czarna magia była narzędziem, które niejednokrotnie służyło złu oraz dobru. Niestety, złu znacznie częściej. Dlatego też była tak negatywnie odbierana. Nie dziwiła się temu. Wiele istot lubiło postrzegać świat w bieli i czerni. Szarość często było wyjątkowo trudna do zaakceptowania.
    - Pilot? – zapytała, lekko zaskoczona pytaniem. Nie chodziło o fakt niewiedzy rudowłosej. Raczej o samo zboczenie z głównego tematu dla czegoś tak mało znaczącego. Cóż, każdy jest głodny wiedzy, a elfka nie mogła komuś pozwolić cierpieć na ów głód. – Pilot jest narzędziem, które obsługuje telewizor z dystansu. Magowie czasami używają kosturów czy różdżek do kontrolowania magii. Do kontrolowania telewizora używa się pilota. Działa to na podobnej zasadzie – wyjaśniła najprościej jak potrafiła. Wydawało się jej to dość jasne. Osobiście nie posiadała telewizji, więc opierała się tylko na tym, co wyczytała w różnych książkach obyczajowych napisanych w ostatnich latach. Następnie wyjęła kartkę oraz długopis. Zapisała wszystkie potrzebne zioła, po czym podała dziewczynie.
    - Jeżeli będziesz chciała się nauczyć tego języka, będę mogła pożyczyć Ci odpowiednie księgi, gdy już skończymy z tą pieczęcią – zaproponowała.


    Ninath
    wybacz, że tak późno ;-;

    OdpowiedzUsuń
  32. Ray nie powtórzył już tego. Nie chciał, bo i dla niego brzmiało to dość idiotycznie, ale co zrobić? Był głupim dzieckiem i nieco upartym rozrabiaką do tego, ale przynajmniej miał trochę dzieciństwa i czasami dobrze je wspominał. Czasami bo wolał nie wspominać.
    - Mhm mam – przyznał pozwalając jej przygładzić sobie włosy. Co zrobić? Zawsze miał tam bałagan, czasem żartował że mógłby sobie na swych przydługich włosach grzebień połamać, ale jakimś cudem nigdy mu ta sztuka nie wyszła.
    - Tak sądzisz? – uniósł lekko brew. – Ja tam tego nie widzę – przyznał szczerze. Nie widział w sobie nauk swej matki, zwłaszcza tych z młodego okresu. Raczej starał się tego wszystkiego pozbywać. Eliminować niczym jakąś zarazę.
    - Jeśli mogłaś coś zyskać… ostatnio coś ci szwankuje ta nauka – zauważył spokojnie, choć nie bez nieco zgryźliwego tonu. – Mamy obowiązki – zamyślił się chwilę zastanawiając, jakie też obowiązki on ma, a jakie miał kiedy był dzieckiem. – Ne… miałaś jakieś obowiązki, gdy byłaś mała? – zainteresował się. – Takie poważniejsze zadania, czy coś?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  33. Ray dmuchnął sobie w grzywkę. Nie znosił, gdy włosy były przylizane, a teraz miał niejasne wrażenie że tak się właśnie stało. Postanowił jednak nie zaprotestować. Spodobał mu się ten jej gest. Nikt jeszcze nigdy tak nie robił i było w tym coś czarującego. W tym jej skupionym spojrzeniu i zadziornych ognikach w oczach.
    - Hm… pozwolę sobie pozostawić to bez komentarza, piękna kobieto – puścił do niej oczko i przeciągnął się nieco. – Satysfakcję powiadasz… no skoro tak sprawę stawiasz to nie pozostaje mi nic innego jak ci uwierzyć – uśmiechnął się delikatnie. Skoro wyniosła z tego wszystkiego jakąś korzyść to powinien to po prostu zaakceptować.
    - Odpowiedniego partnera? – uniósł brew przyglądając się jej teraz uważniej. Zawstydziła się, ale jakoś go to nie dziwiło. On sam pewnie też spaliłby buraka w takiej chwili. – I co? Udało ci się go znaleźć? – zainteresował się szczerze, przekręcając nieco głowę. Był ciekaw jej przeszłości, jej wyborów, sukcesów i porażek. To wszystko było jeszcze owiane tajemnicą. Tajemnicą, którą chciał powoli odkrywać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  34. [nie ma spania xDDD]

    - Negocjacje… ciągle o nich wspominasz. Masz na myśli wprowadzanie do klanu, tak? Pokazywanie się z jak najlepszej strony i powolne wchodzenie do klanu? Pokazywanie co możesz mu dać, ale i co on może zaoferować tobie? – zapytał po prostu nie chcąc w żaden sposób jej krytykować. To było coś czego jej nauczono, coś co wyniosła z domu. Nie musiał się z tym sposobem myślenia zgadzać, ale chciał go po prostu zrozumieć.
    - Znalazła ci lepszą partię, tak? Ale nie wyszło… - to raczej się domyślił i po sposobie zachowywania się Willow zrozumiał, że to nie były najlepsze wspomnienia. Odruchowo złapał ją za rękę i przytrzymał ją tylko, jakby chcąc jej dać do zrozumienia, że to już należy do przeszłości… ale czy należało? Nie wiedział, nie był pewien.
    - Nie musisz o tym opowiadać, jeśli nie chcesz – powiedział łagodnie, choć w duchu przyznawał, że najchętniej zadałby jej jeszcze z tysiąc pytań. Nie sądził jednak by to był odpowiedni czas czy moment na takie rozmowy. – Nie musisz – powtórzył nieco głośniej, by i siebie o tym przekonać.
    Tak było dobrze, choć najchętniej objąłby ją teraz i przytulił ze wszystkich swych sił, by dać jej do zrozumienia że tu jest. Tuż przy niej i już nie musi niczego zmieniać. Niczego, bo on ją akceptuje, taką jaką była.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  35. Ray skinął lekko głową, przyjmując to do wiadomości. Rozumiał ją i chciał jej pomóc. Uśmiechnął się zaraz i wzruszył ramionami.
    - Wszystko się goi – zapewnił ją. – A blizny… jak będą to będą. Nie będą to moje pierwsze i pewnie nie ostatnie – dodał zaraz, bo jakoś nie przejmował się bliznami. Najważniejsze było to, że przeżył i mógł tu z nią teraz normalnie rozmawiać.
    - Marcus mówił, że w sobotę mogę już wyjść – zapewnił ją zaraz. Naprawdę chciał się już wyrwać z tego miejsca. – Więc raczej zdążę na ten statek – puścił do niej oczko, opadając trochę na poduszki i zamykając na chwilę oczy. – Dzięki tobie mogę jeszcze trochę pożyć – szepnął, jakoś tak jeszcze raz jej za to dziękując. Nie wyobrażał sobie, co by się mogło stać, gdyby po niego nie przyszła.
    - Swoją drogą… jak ty wytrzymujesz na statku? Raczej nie siedzisz w kajucie, co? – zapytał jej z zawadiackim uśmiechem. – Wszystko co robisz jest dość ekstremalne, więc i to pewnie takie jest.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  36. - Mhm… - Ray skinął lekko głową, zaciskając dłonie mocniej na pościeli. Wbił w nie wzrok i spróbował zapanować nad ich trzęsieniem. Na próżno. Odetchnął głęboko chwilę milcząc. No bo co miał jej powiedzieć? Że sobie ubzdurał, że ta przeklęta klątwa przeszła i na nią? Nie, przecież ona go wyśmieje.
    - To była głupia uwaga – mruknął tylko wciąż na nią nie patrząc. – Po prostu widząc cię taką… pomyślałem, że może ci zagrażam – wymamrotał, przesuwając dłonią po twarzy. – Bo ostatnio… ostatnio nie dręczą mnie aż takie koszmary – wyjaśnił krótko, ale może było to spowodowane poprzez prochy, które ciągle przyjmował. Tego nie wiedział. Zagryzł nieco wargi i więcej na ten temat się nie odezwał. On również nie lubił takich tematów. Rozmawiali jeszcze długo, tym razem śmiejąc się trochę i dokuczając sobie…

    A potem nadeszła sobota. Ray wyszedł z sali szpitalnej tak szybko jak to się dało i od razu poszedł do siebie, by spakować się do drogi. Cieszył się na samą wyprawę, ale czuł też pewnego rodzaju niepokój. Nie wiedział bowiem jak zostanie przyjęty przez swojego ojca czy siostrę. Wolał teraz o tym nie myśleć i skupić się na wspólnej podróży z Willow.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  37. Ray chciał zapukać do Willow, ale drzwi otworzyły się nieco szybciej i gdy zobaczył w nich Markusa zamierzał zwiewać gdzie pieprz rośnie. Nie chciał wracać do lecznicy ani na moment. Doś się już tam nacierpiał. Na szczęście słowa mężczyzny szybko go uspokoiły.
    - Dobrze, jeden eliksir przed snem, a potem na świeże powietrze. Załatwione – zapewnił go pogodnie, a potem spojrzał na oburzoną dziewczynę. – Coś w tym jest… - zgodził się spokojnie, komentując słowa Marcusa o ratowaniu jej tyłka. – Pewnie mógłbyś nazywać się ojcem większości mieszkańców Gildii – zauważył z uśmiechem, choć wcale nie chciał mieć ojca doktora. Co to, to nie. Z całą pewnością nie zamierzał mu tego proponować. Przepuścił go zaraz w progu i spojrzał na Willow.
    - Słyszałaś? Nie ma eliksomanii – pogroził jej palcem przed nosem, a potem bezceremonialnie przyciągnął do siebie, złączając ich usta w długim pocałunku. Musiał się nią nacieszyć póki miał na to czas, no nie?
    - Miło cię znów widzieć. Gotowa do drogi? Tym razem bierzemy konie, nie? – upewnił się tylko, bo znał już stosunek Willow do jego teleportacji. Zdecydowanie nie przypadła jej do gustu, choć może kiedyś zmieni zdanie. Jak już się do niej przyzwyczai oczywiście… a przyzwyczai, był tego niemal pewny.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  38. Lista na wypadek ataku paniki trochę go przeraziła, ale nie pozwolił jej tego odczuć. Zamiast tego skinął tylko głową i zerknął na nią, przez chwilę czytając kroki, po czym schował ją do wewnętrznej kieszeni swej nieśmiertelnej czarnej kurtki. Zarzucił torbę przez ramię i wyszedł tuż za nią, pozwalając jej zamknąć drzwi. Pomoże jej choćby sam miał wyzionąć ducha podczas tego ataku paniki. Sam przecież je przeżywał i wiedział, że pomagają długie oddechy i inne sposoby.
    - Konie – powtórzył za nią, zrównując z nią kroku. – Jesteś pewna? Teleportacja byłaby szybsza – zauważył z zadziornym uśmiechem. Doskonale znał odpowiedź, ale podroczyć się zawsze można co nie? No i rozładować trochę atmosferę również. O to właśnie chodziło najbardziej.
    Osiodłał swojego konia i poklepał go przyjaźnie po pysku, zaraz na niego wsiadając i wzdychając ciężko. Zdążył się już przyzwyczaić do tego bydlaka. Wysłał więc smsa do Yensena z prośbą by go odebrał z portu, gdyby tam przypadkiem wpadł na popijawę. Jakoś tak nie chciał konia tracić i potem przyzwyczajać się do nowego.
    - Hej Willow… masz swoje ulubieńce? – zapytał dziewczyny. – Bo moim jest zdecydowanie ten – uśmiechnął się szeroko.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  39. Ray nie zmuszał jej do mówienia. Widział bowiem jak bardzo zdenerwowana jest. Z całą pewnością nie miała ochoty na jakieś gadki szmatki. Może jemu one pomagały odwrócić uwagę od najgorszego, ale ona była inna. Zdecydowanie poważniejsza i szybciej zamordowałaby go za próby słupkowania niż podziękowała, więc skupił się tylko na drodze i na spokojnym jej przemierzaniu, by w razie wypadku mógł jej pomóc. Na szczęście nie musiał tego robić.
    Cisza trochę go dobijała. Pozwalała na rozmyślania i powrót do wspomnień. Wspomnień niezbyt przyjemnych. Tych których nie chciał pamiętać. Sam obawiał się spotkania ze swoimi bliskimi. Nawet nie wiedział czy może ich jeszcze tak nazywać. Byli tylko rodziną… albo aż rodziną. Rodziną, która już dawno się rozpadła, a mimo to ojca traktował ciepło. Bo mimo swych błędów, mimo tego, że go nie szukał to pomógł. Pomógł w najgorszym okresie jego życia.
    Został wyrwany z rozmyśleń przez Willow, która gwałtownie zahamowała i zeskoczyła z konia. Dopiero teraz dotarło do niego, że już dotarli na miejsce swego przeznaczenia. O dziwo podróż minęła mu szybciej niż przypuszczał. Kiedy więc przywiązali swoje zwierzaki, a Ray pożegnał się ze swoim udali się na statek. Willow wyglądała tak, jakby zaraz miała zemdleć.
    - Jesteś pewna tej podróży? – zapytał jej cicho. – Może wolisz ją spędzić na powietrzu co? – zaproponował zaraz. Jakoś tak powietrze było zdecydowanie lepsze niż kajuta. Przynajmniej tak mu się wydawało, ale mógł się mylić oczywiście. Pokazał ich bilety a potem wszedł do środka, odruchowo podając dłoń Willow. Może głupi gest, ale wydawał mu się odpowiedni. Wciąż się wszystkiego uczył i nadal nie był pewien czy daje sobie radę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  40. Kiedy zasnęła, okrył ją szczelniej kołdrą, a sam usiadł na podłodze i oparł się o jej koję, łapiąc ją za rękę. Wspomnienia z jego jedynej podróży statkiem wróciły. Były wciąż żywe i przez chwilę nie pozwoliły mu oddychać. Zamknął wówczas oczy i odetchnął głęboko, raz, drugi a potem jeszcze trzeci. Pomogło. Wrócił do rzeczywistości. Nie był już tym zagubionym smarkaczem, którego można było popychać, obrażać i traktować gorzej niż zwierze. Już nie i miał szczerą nadzieję, że do tego okresu nie wróci nigdy.
    Długo trzymał Willow za rękę, a upewniwszy się, że dziewczyna śpi niemal jak zabita (sprawdził jej puls i oddech by upewnić się, że przypadkiem się nie otruła), wyszedł na zewnątrz by odetchnąć świeżym powietrzem. Morska bryza przyjemnie zmierzwiła mu włosy, kiedy oparł się o lewą burtę. Lądu już nie było widać, a tuż przed nimi rozciągały się bezkresne fale oceanu. Wielki błękit i nic więcej. Od czasu do czasu jakiś plusk, kiedy morskie zwierzęta próbowały przebijać się na powierzchnię. Odetchnął świeżym powietrzem, a gdy już poczuł chłód wrócił do kajuty. Do swojego miejsca. Otworzył przeklęte runy, by jakoś zabić czas. Najchętniej też by się położył, ale wolał czuwać tuż przy dziewczynie. Jeden eliksir już wzięła, kolejny dopiero po 24 godzinach. Zamierzał się tego trzymać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  41. Ray skinął lekko głową. Nie skomentował jej wcześniejszych krzyków. On sam miał senne koszmary, więc wiedział, że nie zawsze łatwo było się z nimi uporać. Uśmiechnął się za to do niej i położył się obok niej patrząc jej prosto w oczy.
    - Płyniemy… odwrót zawsze jest… wpław – zauważył nieco jej dogryzając, ale zaraz objął ją mocno ramionami przytulając do siebie. – Można też skorzystać z teleportacji… na razie nie oddaliliśmy się na tyle by nie zadziałała – zauważył szeptem, bo jeśli chciała wracać to zamierzał dać z siebie wszystko by jej ten powrót umożliwić.
    - Tylko… wcześniej wspominałaś, że masz coś ważnego do załatwienia – zauważył cicho. Wiedział, że to było dla niej ważne i rezygnować z tego z powodu strachu przed podróżą było głupotą. Nawet jego zdaniem, a on robił wiele głupich rzeczy. – Więc płyniemy… i dopłyniemy – zapewnił ją cicho.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  42. Ray zaśmiał się cicho i objął ją nieco mocniej, głaszcząc ją po plecach.
    - Widzisz, bo ja pokazuję ci się po troszeczkę. Te moje poważniejsze strony zostawiam na sam koniec – zapewnił ją wesoło i zaraz przytrzymał mocniej w ramionach czując jak drży. Chciał jej powiedzieć, że niczego nie musi robić, jeśli tego nie chce, ale ugryzł się w język. Pewnych rzeczy jeszcze nie wiedział, a zdecydowanie wolał się z nią teraz nie kłócić.
    - Co widzisz, kiedy zamykasz oczy? – zapytał jej, całując ją w czoło i zaraz odnajdując jej usta. Ucałował je lekko, a potem już powstrzymał się od pozostałych czułości. Jeszcze uzna, że jest zbyt natarczywy i co wtedy? Obraza majestatu i nie będzie miał gdzie się tu podziać. Westchnął ciężko i przeciągnął się lekko, a potem znów objął ją mocno.
    - Ja widzę swoje demony, ale kiedy jestem zupełnie spokojny nie widzę nic i wiesz? To wtedy jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi – uśmiechnął się lekko.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  43. Ray zamknął na chwilę oczy by nie pokazać jej rozczarowania, ale zaraz uśmiechnął się lekko, znów na nią patrzeć. Potrzebował dobrej chwili by zebrać myśli i spokojnie jej odpowiedzieć. Widział jej poważne oczy i ani grama uśmiechu.
    - No cóż… nie powiem żeby to była najprzyjemniejsza rzecz na świecie, ale przeżyję – zapewnił ją. – Bo to ja cię mam teraz w ramionach a nie on – szepnął jeszcze. – Poza tym łatwiej jest walczyć z mężczyzną niż nicością, prawda? – dodał zaraz trochę teraz żartując. Odetchnął głęboko, ale ani na moment jej nie puścił.
    - Hm… i mam całe 7 dni podróży by zmienić tę sytuację. Powinienem brać się do roboty co nie? – teatralnie zakasał rękawy i zabrał się do szukania gilgotek na całym jej ciele, rozpoczynając tradycyjnie od szyi i przechodząc po pachy, nie omijając ani kawałka jej ciała.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  44. Spodobał mu się ten jej dźwięczny śmiech. Pomyślał nawet że chciałby go słyszeć znacznie częściej. Uśmiechnął się też do siebie, gdy odkrył, że Willow to niesamowite pole do łaskotania. Będzie można ten fakt wykorzystać… później.
    Aż go zamroczyło, kiedy dostał kolanem w szczękę. Opuścił wówczas dłonie i zamknął oczy chcąc pozbyć się przeklętych gwiazdek, które mógł przysiąc zobaczył tuż nad sobą. Kiedy je jednak otworzył, jej twarz była zdecydowanie za blisko, a jej pełne usta kusiły tak bardzo, że nie zdołał się im oprzeć.
    - Zabolało – przyznał tylko, a potem przyciągnął ją do siebie i zaczął całować. Zachłannie, tak jakby miał się mu świat skończyć lada moment. Jego dłonie błądziły po jej ramionach, schodząc powoli na plecy i badając ich każdy szczegół, a usta jedynie na moment odrywały od niej by oboje mogli zaczerpnąć oddechu. Och, jak on ją teraz pragnął. Willow z zaróżowionymi od śmiechu policzkami i zmartwieniem w oczach. Tą jedyną, którą miał tu przed sobą.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  45. [Nie martw się, ja wciąż liczę komentarze do wpadki xD muhahahaha xD ]

    Ray zaśmiał się cicho, ale zaraz wziął ją na ręce i wyprowadził z kajuty na świeże powietrze, Tam usiadł z nią na ziemi, cały czas trzymając ją tuż przy sobie.
    - Zaraz będzie ci lepiej. Oddychaj głęboko – szepnął tylko przytulając ją jeszcze mocniej do siebie. – Oddychaj. Nic ci tu nie grozi – zapewnił ją zaraz, bo nie do końca wiedział co było przyczyną jej choroby morskiej. Może udałoby mu się ją jakoś wyleczyć. No siedem dni to zdecydowanie było na to za mało.
    - Podobno nie na każdą chorobę można znaleźć lekarstwo, ale może na tę twoją jest. Myślałaś o tym? – zainteresował się. – Chodzi mi o tą morską czy klaustrofobię – uśmiechnął się lekko, głaszcząc ją po włosach. – Może byłoby ci wtedy lżej… - dodał zaraz, bo patrzenie na to jak cierpi wcale mu się nie uśmiechało.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  46. [11 do wpadki xD]

    Zacisnął mocniej wargi słuchając tego co mówiła. Zrobiło mu się przykro i nie rozumiał jak rodzic mógł coś takiego zrobić, choć z drugiej strony nie powinno go to tak dziwić. Sam nie miał dobrego przykładu za dzieciaka. Zamknął oczy i przez chwilę tylko tak ją trzymał ciesząc się spokojem.
    - Mhm z klaustrofobią też takie ekstremalne rozwiązanie chcesz mieć? – zapytał ją po prostu. Nie sądził by była to dobra strategia, ale jeśli pomagała… cóż może warto było spróbować. Zwłaszcza teraz, kiedy byli dorosłymi ludźmi a nie bezbronnymi dziećmi. Więcej rozumieli i jeśli mieliby coś takiego przeżyć to tylko z własnej i nieprzymuszonej woli. Przynajmniej taką miał nadzieję. Odruchowo pogłaskał ją po zmierzwionych włosach.
    - Musiałaś przeżyć horror – zauważył cicho, ale więcej już nic nie powiedział. Wolał się nie odzywać by czegoś nie palnąć całkiem niechcący.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  47. [10 do wpadki – wpadka to nie wypadek xD]

    Ray pokręcił przecząco głową.
    - Nie, chyba nie. Nie wydaje mi się przynajmniej – szepnął w końcu. Czasem i takie traumatyczne wspomnienie może być dobre. – Sam mam takich kilka – przyznał, choć nie bardzo miał ochotę je rozdrapywać. Wszystkie bowiem zdarzyły się w laboratorium. Jego rodzicielka potrafiła być okrutna. Najpierw dużo wymagała, a potem głaskała po głowie i twierdziła, że dobry z niego chłopiec. Nic dziwnego, że pomieszało mu się w głowie i potem trudno było mu wrócić do normalności. O ile w ogóle do niej wrócił.
    Odruchowo objął ją mocniej ramionami, gdy poczuł nieprzyjemny dreszcz przechodzący go po plecach. Odetchnął głęboko rozluźniając się nieco.
    - Nawet najdziwniejsze wspomnienie może być dobre… jeśli wiążą się z nim te dobre emocje, na samym końcu wydarzenia – mruknął w końcu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  48. Ale jemu to nie przeszkadzało. Z każdej strony warto było poznać tę drugą osobę. Teraz też jedynie do niej podszedł i odgarnął jej włosy z czoła, by pomóc choć trochę. Cierpliwie czekał aż zwróci całą resztę, a kiedy skończyła i umyła zęby, doprowadził ją do posłania.
    - Zrobię ci herbaty – zdecydował tylko, wstawiając czajnik elektryczny i wyciągając kubek. – Zwykłej, gorzkiej herbaty… szałwii niestety ze sobą nie wziąłem – westchnął tylko, bo przecież była dobra na żołądek, a przynajmniej tak słyszał i na niego działało. Podał jej kubek, a potem usiadł obok niej.
    - Może spróbujesz się przespać? – zaproponował cicho. Sen był dobrym lekiem na wszystko, a zwłaszcza na chorobę morską. Byłoby dobrze, gdyby Willow przespała choć połowę podróży. – Będę czuwał – obiecał jej zaraz, choć sam robił się nieco zmęczony. On jednak wolał nie zasypiać. Wciąż obawiał się tych swoich przeklętych snów i wolał nie wracać do tego myślami. Zgasił światło, zostawiając tylko lampkę nocną, by móc czytać runy. Może nie były zbyt interesujące, ale doskonale zapychały czas. No i coraz częściej miał wrażenie, że rozumie więcej i więcej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  49. Ale on nie zasnął. Bał się, że jak to zrobi może przegapić jej załamanie nerwowe czy inną potrzebę, a doskonale wiedział, że Willow go nie obudzi. Czuwał więc aż do rana, kiedy to przysnął z głową na dłoni dziewczyny w niezbyt wygodnej pozycji. Książka spadła mu na ziemię i nieco wygniotła stronice, a on sam już tego nie zarejestrował. Pogrążony w ponadczasowej ciemności stracił poczucie rzeczywistości.
    Obudziło go dopiero pukanie do drzwi. Szybko zerwał się na równe nogi i otworzył, by otrzymać powiadomienie o nadciągającym sztormie. No i pięknie. Nie dość, że kołysało to teraz będzie to jeszcze bardziej odczuwalne. Zebrał książkę i odłożył ją na szafkę a potem łagodnie obudził Willow.
    - Myślę… myślę, że czas na drugi eliksir – powiedział jej prosto z mostu. – Nadciąga sztorm… - statkiem tak zakołysało, że omal nie padł tuż na nią i tylko podtrzymująca go dłoń o ścianę go uratowała. – Uhm lepiej żebyś to przespała – wyjaśnił swoje rozumowanie. Uznał, że tak będzie dla niej najlepiej. – Ale to twoja decyzja – zdecydował zaraz, by nic jej nie narzucać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  50. - Nic mi nie będzie – Ray machnął lekceważąco dłonią i otulił ją mocniej kołdrą. – A panika… - odchrząknął. Nie chciał powiedzieć czegoś szorstkiego, ale naprawdę w tej chwili wolałby nie mieć do czynienia z jej paniką. Zwłaszcza kiedy jeszcze nigdy nikomu nie pomagał w takich chwilach. - …panika nie ułatwiłaby tego… - wymamrotał w końcu, przeklinając się w duchu za to co jej teraz mówił.
    - Spałem, chwilę spałem – uniósł kciuk w górę. Nie skłamał, przysnął choć może tylko na pół godziny, a teraz zamierzał znów przy niej siedzieć i pilnować by nic jej się nie stało. Tak na wszelki wypadek tylko. – Nie martw się o mnie – ucałował ją w czoło i uśmiechnął się szeroko. – Moja kolej na czuwanie. Ty się już naczuwałaś – przypomniał spokojnie, bo przecież w szpitalu musiała uzbroić się w cierpliwość, zanim w ogóle odzyskał przytomność.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  51. Ray wypuścił z płuc powietrze, przez moment przytrzymując jej dłoń przy swoim powietrzu. Nie wiedzieć czemu poczuł łzy w oczach, a chwilę później ocierał pojedyncze z policzków. Nikt mu jeszcze nic takiego nie powiedział i nie sądził, by mógł to często słyszeć. Odetchnął głęboko, siadając znów na swoim miejscu. Kołysało i to tak, że nie dało się czytać. Przypominając sobie jedno z zaklęć, które wyczytał z książek Ninath, zaczął je mamrotać, by pozwolić Willow na dłuższy sen niczym nie przerwany. Nie chciał by przypadkiem coś na nią spadło. Dość szybko udało mu się je rzucić, ale nie był pewien jak długo wytrzyma. Wolał niczego nie zakładać, w końcu pierwszy raz je rzucał.
    Obserwował jej śpiącą figurę z delikatnym uśmiechem na twarzy, od czasu do czasu odgarniając mokre kosmyki włosów z jej twarzy. Ucałował jej dłoń i przytrzymał mocniej, jakby chcąc ją zapewnić o swej obecności. Widział jak walczy z koszmarami, ale nie bardzo miał co z tym zrobić. Zacisnął mocniej powieki. Koszmary były tym polem, na którym nie znał się prawie w ogóle, bo gdyby się znał to przecież sam by się przed nimi uchronił.
    - Człowiek za burtą!!! – dobiegł go głos z pokładu i dzwoniący dzwonek oświadczający katastrofę. Puścił Willow, zastanawiając się tylko chwilę co robić. Zignorować to? Zostać z dziewczyną? Przecież nie był im niczego winien… ale nie potrafił. Odruchowo złapał za miotłę i wyszedł na zewnątrz, osłaniając się przed zimnym wiatrem i smagającym go deszczem.
    - Szlag – warknął do siebie, przeklinając się za niezbyt dobre przygotowanie. Widział bezradnych ludzi próbujących dostrzec coś w odmętach ciemnego oceanu. Latarki tu i ówdzie oświetlały drogę, ale nikt nie próbował używać magii. Nic dziwnego. Każdy bał się konsekwencji. Ray uśmiechnął się krzywo. On też się bał, tyle że on już je znał i wiedział że przyjemnie to nie będzie, ale raz kozie śmierć, co nie?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  52. Nie myślał zbyt wiele. Działał instynktownie, co go kiedyś zabije. Tego akurat był w stu procentach pewien, ale co zrobić? Tak już miał i wątpił, by kiedykolwiek udało się to z niego wyplenić.
    Deszcz smagał go sromotnie, fale rozbijały się o miotłę, a on miał lekkie problemy z utrzymaniem się na niej, a co dopiero z uratowaniem tego dzieciaka. Najpierw to on musiałby go odnaleźć. Zacisnął mocniej zęby i chwycił mocniej miotłę, wywijając na niej młynek. Wreszcie go dostrzegł. Mężczyzna walczył z falami i próbował utrzymać się na powierzchni co z całą pewnością nie było łatwym zadaniem w taką pogodę. Dobre, że chociaż był przytomny.
    Ray spróbował się do niego zbliżyć, ale wiatr skutecznie mu to utrudniał. Zmiął przekleństwo w ustach, a potem wyrównał lot, a gdy znalazł się tuż nad topielcem, obrócił się na miotle i puścił obie dłonie, przytrzymując się jej jedynie nogami. Dobrze, że chociaż miotłę miał opanowaną w miarę możliwości. W jednej chwili złapał mężczyznę, a w następnej poderwał miotłę do góry. Nie spodziewał się tylko tego, że statek zniknie w ciemnościach, a facet będzie dość ciężkim balastem.
    - Za dużo hamburgerów! – przekrzyczał deszcz. Skupił się na mężczyźnie, by bezpiecznie posadzić go za sobą na miotle, a dopiero potem na lawirowaniu pomiędzy wściekłymi falami. Pięknie, Willow go zabije. Z całą pewnością… o ile kiedykolwiek dowie się o jego wyczynach.
    I wtedy to zobaczył. Mocne, wręcz rażące światło nie tak znowu daleko od niego. Przyspieszył trochę, po czym popędził w stronę światła. Na pokładzie znaleźli się kwadrans później. Mężczyzna padł plackiem na deski statku i zwymiotował. Och, jakże przyjemny widok, natomiast Ray przykucnął na chwilę by złapać oddech. Kręciło mu się w głowie i był przemoczony do suchej nitki, a tuż ponad sobą zobaczył Willow. Miała nietęgą minę, jakby to chciała się na niego wydrzeć, a jednocześnie walczyła z mdłościami.
    - Mówiłem ci, że nic mi nie będzie – uśmiechnął się krzywo, chwytając swój pojazd w dłonie i podnosząc się z ziemi. Cały się trząsł z zimna, ale zdawał się tego nie zauważać. Wiedział, że najprawdopodobniej zaraz dostanie całą wiązankę o tym jaki to niepoważny jest. No i dobra, miała racje, ale co miał zrobić? Pozwolić mu umrzeć? Ot tak? Nie, to nie wchodziło w rachubę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  53. Zabolało. Potarł obolałą szczękę i zgrzytnął nieco zębami. Całkiem się już trząsł i dopiero do niego dochodziło co zrobił… no i jakim szczęściarzem był tak całkiem przy okazji. Chciał ją do siebie przytulić i powiedzieć, że już wszystko gra, ale zamiast tego został pociągnięty do kajuty.
    - Ha?! – uniósł lekko brew zerkając na nią z niedowierzaniem i oparł miotłę o ścianę. – To już grubego mężczyzny nie mogę ratować, a piękną kobietę tak? – zapytał jej z wyraźną pretensją w głosie. Zsunął z siebie mokrą bluzę i przewiesił ją przez krzesło.
    – Zapamiętam i następnym razem będę się rzucał na ratunek tylko pięknym kobietom – wywrócił oczyma, a potem podszedł do niej i nachylił się nad nią, po czym ucałował lekko jej wargi i złapał ją za brodę by spojrzeć jej prosto w oczy.
    – Tylko nie wiem, czy nie zrobisz się wówczas zazdrosna – bezceremonialnie wziął ją na ręce i wprowadził do małej łazienki. – Ty też się przeziębisz jak będziesz tak stać. Trzęsiesz się jak galareta – burknął, choć doskonale wiedział, że i on tak wygląda… albo może nawet i gorzej. W końcu był narażony na nieco dłuższe przebywanie na zewnątrz i wiatr dość mocno go popieścił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  54. - Nic mi się nie stało – odparł chłodno, stawiając ją po prostu na ziemi. – Jedyną ranę jaką poniosłem jest boląca szczęka – zauważył tym samym tonem, mierząc ją zaraz spojrzeniem. Jak mogła tego nie rozumieć? Nie mógł zostawić potrzebującego bez pomocy. Nie jeśli wiedział, że może mu pomóc. I udało się. Nawet nie było zagrożenia życia, no może realnego nie było. Uratował komuś życie i cieszył się z tego powodu.
    - Rozumiem, że się bałaś i przepraszam – dodał zaraz, bo akurat to zrozumieć potrafił. Sam by się o nią martwił, ale nie był pewien czy zrobiłby podobną aferę. Może? Kto wie? Jeszcze w takiej sytuacji nie był, więc pewności nie miał.
    - Nie jestem normalną osobą i chyba lepiej będzie jak zaczniesz się do tego przyzwyczajać – oznajmił jeszcze, teraz już zamykając się w łazience. Potrzebował jedynie 5 minut, żeby się umyć i dwóch by wskoczyć w ciepłą bluzę i spodnie od dresu. Dopiero wtedy wyszedł z łazienki i zrobił sobie herbaty, od tak by się trochę rozgrzać.
    - Łazienka jest wolna – rzucił tylko, jakoś tak nie mając ochoty na większe rozmowy

    [i masz, obraził się… xD]

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  55. [Ech... takie życie. Pamiętam, że ja tysiaka wybuliłam za warunek, a potem zrezygnowałam ze studiów... ]

    Ray bacznie ją obserwował, by w razie wypadku ją złapać czy pomóc, gdyby nagle zaczęła mdleć. I ona mu tu prawiła morały, a sama wyglądała niczym 7 nieszczęść. Skaranie boskie jakieś.
    Wywrócił lekko oczyma i skończył swoją herbatę, po czym pozmywał po sobie i wrócił do nieśmiertelnych run. Tak dla zabicia czasu. Tym razem jednak położył się na swojej koi i okrył nieco kocem. Wczytał się w tekst, przysypiając nad nim dopiero po jakiejś godzinie. Nic dziwnego. Był zwyczajnie wyczerpany. Nie spał zbyt dobrze, a potem jeszcze poużywał trochę magii. Wszystko to sprawiło, że wreszcie odpadł. Odpłynął w ciemność i miał tylko nadzieję, że koszmary go tym razem nie nawiedzą.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  56. [wtedy jeszcze nie wiedziałam, że je rzucę... ]

    - Angus! – padło z ust Willow, kiedy się przebudzała. On już nie spał. Obudził się dobrą chwilę wcześniej i wrócił do czytania swych nieśmiertelnych run. Ninath z całą pewnością byłaby z niego dumna. To zaczynało wchodzić mu w krew. Teraz jednak odłożył książkę i przetarł zmęczone oczy dłońmi.
    To imię obijało mu się po uszach jeszcze długo po tym jak dziewczyna je wypowiedziała. Czyżby kolejny demon z przeszłości? Nie był pewien i nie do końca wiedział, czy chce się tego dowiadywać. Może kiedyś sama się do niego zwróci z opowieścią… znając Willow? Nikłe szanse, ale nadzieja umierała ostatnia. W teorii oczywiście.
    - Nie śpię – odparł tylko dźwigając się ze swojego posłania i podchodząc do niej. – W czym ci pomóc? – zapytał spokojnie, kucając tuż przy niej i odgarniając niesforne kosmyki z jej twarzy. – Wyglądasz jak chodzący trup – skomentował, choć nie był pewien czy to dobry komentarz, gdy miało się do czynienia z nekromantką. Przez moment obserwował ją dokładnie, po czym podał jej pomocną dłoń. – Chodź. Zaniosę cię do łazienki – zdecydował.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  57. Ray przez chwilę na nią patrzył i nie wiedział jak powinien się zachować. Po prawdzie on sam nie pamiętał, kiedy ostatnio miał coś w ustach, ale to teraz nie było ważne. Cała ta sytuacja wydała mu się bardzo komiczna i nie bardzo wiedział co odpowiedzieć. I przede wszystkim, gdzie do cholery miał jej teraz znaleźć kuchnię? Bo na pewno nie w tej kajucie [uznałam, że kuchni raczej nie mają, nie?].
    - Jasne… coś skombinuję – zdecydował w końcu wstając i naciągając na głowę kaptur. Tak z przyzwyczajenia. Dzięki temu miał poczucie, że jest bezpieczny. Westchnął cicho. Jednak wspomnienia z ostatniej podróży statkiem mocno zapadły mu w pamięć i teraz wracały ze zdwojoną siłą. – Tylko nigdzie się stąd nie ruszaj – mruknął jeszcze, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że miała nikłe szanse by pójść dalej niż do łazienki w takim stanie. No chyba, że zacznie się o niego martwić i zagrają emocje.
    Dość szybko znalazł kuchnię i jeszcze szybciej przetrząsnął jej zawartość, decydując się w ostateczności na zwykłą jajecznicę. Cóż luksusów to tu nie było, ale nie zamierzał narzekać. Należało brać to co dostępne. Złapał też bochenek chleba i ukroił im kilka kawałków i ze wszystkim wrócił do ich „azylu”. Dopiero tam odetchnął z wyraźną ulgą.
    - Proszę – podał jej porcję, samemu zadawalając się jedynie kromką chleba i czarną kawą. – Smacznego.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  58. Ray powiódł po niej spojrzeniem i pokręcił przecząco głową.
    - Nic się nie dzieje - odparł spokojnie. Naprawdę nie miał teraz ochoty wracać myślami do swych wspomnień i wyjaśniać jej co się dzieje w jego głowie.
    - Jedz, bo wystygnie i będzie można ją sobie w dupę wsadzić - burknął zaraz. Nie był pewien czemu wciąż zachowuje się jak jakiś gbur, ale atakujące go wspomnienia nie pomagały z wyjaśnianiem sobie, że wszystko jest ok. Odetchnął raz jeszcze i zajął się zaparzaniem herbaty.
    - Kiedy planujesz wrócić do Mortiel? Jak długo spędzisz... tam? - zapytał jej zaraz, chcąc czymś zająć myśli a nie przypominał sobie by rozmawiali o tym wcześniej.
    - Tylko wróć w jednym kawałku, co? Nie chcę tak się z tobą żegnać już - uśmiechnął się krzywo, ale nie mogla tego zobaczyć, bo stał do niej plecami.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  59. Zamknął oczy i przez chwilę stał bez ruchu przy pracującym czajniku. Nie patrzył na nią, wolał tego nie robić. W głowie miał taki mętlik, że nie do końca wiedział w co ręce włożyć. Dlatego zdecydował się na proste czynności. Zalał w końcu herbatę i podał jej jeden kubek, ze swoim siadając na swej koi.
    - Nie chcę rozmawiać… - zaczął wpatrując się uparcie w swój kubek. – Nie chcę rozmawiać o sobie – skończył wreszcie swą myśl. – Nie chcę wracać do przykrych wydarzeń, do swoich strachów, żali… swojej niemocy – dopiero teraz podniósł wzrok zerkając na nią.
    - Ale nie jestem na ciebie zły… - westchnął ciężko. – No może trochę… bo nic się nie stało, a ty zrobiłaś taką scenę, jakbym co najmniej padł ofiarą ciężkiego wypadku… – mruknął tylko. Nawet mu takiej sceny nie zrobiła, po tym jak znalazła go ledwo żywego w tej przeklętej jaskini. Nie zrobiła, mimo że mogła i wtedy zrozumiałby to bardziej niż teraz. – Nie potrafię patrzeć na czyjeś cierpienie i nic nie robić… nie umiem obojętnie wzruszyć ramionami i powiedzieć, że trudno. Jego sprawa, zginie to zginie… nie, kiedy wiem, że jestem w stanie pomóc – dodał zaraz upijając łyk herbaty.
    - Więc chyba nie jestem zły… - wzruszył ramionami i wgryzł się w kawałek chleba, który dla siebie przygotował. – Rozumiem, że się o mnie martwiłaś i przestraszyłaś się, bo mnie nie było w pokoju… rozumiem to, ale nie zmienię tej cechy swojego charakteru. Nie zmienię, bo ją lubię… i może jest to jedyna cecha jaką w sobie lubię, więc nie chcę siebie tego pozbawiać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  60. - Wiem, że wrócą, ale to nie znaczy że muszę o nich rozmawiać. Nie chcę tego robić dzisiaj – odparł ze stoickim spokojem. Nie uciekał. Nie uważał, by przed nimi uciekał, bo przecież gdyby tak było to w życiu na statek by nie wsiadł. Utknąłby w Mortiel i cieszyłby się spokojem, a tak… był tutaj i zmagał się z tym wszystkim sam. – Po prostu nie są na tyle silne, bym wpadał zaraz w panikę – wyjaśnił tylko.
    - Nie przeczę, że było nieodpowiedzialne… po prostu nie widziałem innego sposobu na pomoc – mruknął, zaraz patrząc na nią jakby się przesłyszał. Czy ona właśnie mu oświadczyła, że coś w nim kocha? No i że to nie była jedyna rzecz jaką w nim kochała? Nie… na pewno musiał się przesłyszeć, ale może… Patrzył na nią kompletnie zbity z tropu, bo to w końcu była Willow. Nie jakaś tam dziewczyna, która miała łatwość w wypowiadaniu takich słów. Przełknął nieco ślinę i odstawił swój kubek, by zaraz znaleźć się tuż przy niej i spojrzeć jej prosto w oczy.
    - No to co jeszcze we mnie kochasz? – zapytał jej bez ogródek, doskonale zdając sobie sprawę z tego że kusi los i pewnie nie otrzyma odpowiedzi. Uśmiechnął się delikatnie, walcząc z chęcią pocałowania jej. A może i z czymś więcej? Trzymał lekki dystans by nie zbliżyć się do niej za bardzo. – Wiesz… to chyba pierwszy raz, kiedy… kiedy mi coś takiego powiedziałaś – przyznał cicho, czując mocniej bijące w piersi serce. Och jakże on ją teraz chciał wziąć w ramiona!

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  61. Ray patrzył na nią z niedowierzaniem. Nie sądził, by Willow mu coś takiego powiedziała i to jeszcze prosto w oczy. Na dodatek odnalazła w nim tyle rzeczy, które kochała, a on sam miał tylko jedną taką. Uśmiech, który pojawiał się mu na ustach rósł z każdą sekundą, a gdy skończyła objął ją ramionami i przytulił do siebie. Lekko, by nie rozlać herbaty.
    - Dziękuję – szepnął tylko zamykając oczy. – Dziękuję – powtórzył nieco głośniej i już tylko ją trzymał, a myśli wciąż kłębiły się wokół tego co powiedziała. Naprawdę uważała, że był silmy? On jakoś tego nie widział, ale nie zamierzał z nią teraz o tym dyskutować. Innym razem, może… kiedyś. Ale nie teraz. Z całą pewnością nie.
    Potem przyszło mu do głowy, że powinien jej się zrewanżować. Otworzył wówczas usta, ale zaraz je zamknąć. Nie. To nie była na to najlepsza chwila. Lepiej nic nie mówić. Nie opowiadać o tym co w niej kocha, bo przecież zajęłoby mu to pół dnia i oboje spaliliby wówczas buraka. Nie, lepiej nie mówić. Zamknął lekko oczy i ucałował ją w czubek głowy, nadal obawiając się zejść nieco niżej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  62. - Jasne, jasne – roześmiał się serdecznie i puścił ją niemalże od razu. Jakoś tak te słowa nie brzmiały dobrze, w jej ustach. Miała zbyt dobre maniery, by wypowiadać takie zdania, a to wszystko było na tyle komiczne, że teraz przez dobry moment nie potrafił przestać się śmiać. W końcu jednak usiadł na swej koi i wrócił do swojej herbaty.
    - Smacznego – powtórzył tylko, powoli dopijając już letni płyn. Tym razem postanowił po prostu poczekać. Poczekać, aż ona sama zrobi ruch. Sama postanowi, że ma ochotę na większe czułości, bo zwykle to on je insynuował, a ona się im poddawała. Nie był tylko do końca pewien czy to wszystko lubi. Czasem nawet miał wrażenie, że jej to przeszkadza, dlatego choć ręce go świerzbiły, a usta pragnęły rozsmakować się w jej wargach, powstrzymał się. Ugh, ale łatwo to nie było.
    - Kiedy zamierzasz wrócić do Mortiel? – powtórzył swoje pytanie, chcąc wrócić do tematu, by oderwać swe myśli od tych pełnych warg Willow, które teraz połykał wzrokiem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  63. Ray skinął lekko głową. To była wyjątkowo racjonalna odpowiedź. Najpierw ubłagać te Licze, których pochodzenie i wygląd przyprawiał go o nieprzyjemne drgawki, a potem odszukać odpowiedzi… odpowiedzi na co? Uniósł lekko brew, przyglądając się jej uważnie. Jakich odpowiedzi szukała? Co chciała zrobić? Znów chciała wplątać się w coś niebezpiecznego? Odetchnął głęboko, odsuwając te myśli od siebie na chwilę, choć przyszło mu do głowy, że są siebie warci. Jak diabli.
    - Mhm… no tak, to może trochę potrwać – przyznał spokojnie, odstawiając pusty już kubek na stolik nocny. – Szukanie odpowiedzi zwykle długo zajmuje – westchnął przeciągle, zastanawiając się jednocześnie czy i on nie mógłby spotkać się z Liczami i zanim zdołał powstrzymać swe usta od wypowiedzenia tego na głos, pytanie już padło.
    - A zdarzały się przypadki, że nie nekromanta rozmawiał z tymi Liczami? No wiesz, jakby twój wybranek czy cuś? Ten Angus na przykład… choć on pewnie nekromantą był, zły przykład… no dobra to jak ja? – zaproponował zerkając na nią uważnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  64. - Żeby im uświadomić jaką wspaniałą kobietą jesteś i dać im do zrozumienia, że wali mnie ich prawo o ożenku – zacisnął mocniej szczękę. – I o zamykaniu się w kręgu nekromanckim, nie dbaniu o tym co dzieje się na zewnątrz… o tym, że są zamknięci na nowości i nie wiedzą co przechodzi im koło nosa – dodał czując jak krew w nim trochę buzuje. Nie dodał już, że spróbowałby im udowodnić, że jest dla niej odpowiednim kandydatem. Nie teraz i nie po tym jak przed chwilą nieco wybuchnął.
    - No tak Angus musiał być nekromantą – uśmiechnął się lekko. Tyle już wywnioskował, a obserwując jej gest, domyślił się że był tym, którego wybrała. Tym odpowiednim dla niej, ale nie dla jej rodziny. – No nic, tak tylko pytam – dodał zaraz, żeby jakoś rozluźnić atmosferę. – Hipotetycznie, bo przecież nie będę cię teraz śledził tylko po to, by się z nimi spotkać – zaśmiał się cicho. Mógłby to zrobić jedynie, gdyby uznał że jej życie jest zagrożone.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  65. Ray zaśmiał się cicho.
    - Pewnie nie udałoby mi się ich zmienić, ale to nie o to chodzi… chodziłoby tylko o moją własną satysfakcję. O to, że ktoś im wreszcie wygarnie to i owo – wzruszył lekko ramionami. Może i zachowywał się teraz jak egoista i niedorozwinięty dzieciak, ale po prostu tak czuł i uważał, że nawet i takie zachowanie pomogłoby im w zrozumieniu pewnych spraw.
    - Pewnie, że im przechodzę koło nosa – zaśmiał się nieco, opierając mocniej o ścianę. – Ale to nie w tym rzecz… ja po prostu… ech no nie każdy musi się z nimi zgadzać, nie? Chciałbym kiedyś sobie z nimi pogadać, to wszystko – uśmiechnął się lekko. – Może jednego dnia czy innego – dodał zaraz, by dać jej do zrozumienia, że nie chodzi mu o teraz. Spoważniał jednak, gdy tylko usłyszał jej pytanie.
    - Uhm… jeśli chcesz mi powiedzieć to chętnie posłucham – przyznał szczerze.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  66. Myślał, że był przygotowany na wszystko. Myślał, że już zaczyna rozumieć rodzinę Willow i jej postępowanie. Myślał, że Angus był tym jej wybranym, którego imię krzyczała niemal każdej nocy. Myślał, że go kochała…
    Pomylił się w każdym aspekcie. Zacisnął mocniej pięści w miarę postępowania opowieści. Jej łzy i wykrzywiona bólem twarz trafiały prosto do jego serca potęgując nienawiść do rodziny tego całego Angusa i do jej matki również, bo gdyby tylko nie zmuszała Willow do negocjacji nie musiałoby dojść do tej tragedii.
    Zapadła cisza, a on przypomniał sobie o oddychaniu. Zamknął oczy chcąc to wszystko jakoś poukładać sobie w głowie. Wypadałoby się odezwać, coś powiedzieć, ale nie potrafił znaleźć odpowiednich słów. Nie chciał pytać i dokładać do jej cierpienia. Wymordowali przecież całą jej rodzinę. Nie oszczędzili nikogo, a jej obecność była wynikiem miłości jej siostry oraz zaklęcia. Szlag! Dlaczego, więc po głowie kołatało mu się pytanie o to nienarodzone dziecko Emily? Może jakimś cudem przeżyło? No i po jaką cholerę było im potrzebne?
    Zagryzł mocniej wargi spoglądając teraz na Willow. Wreszcie udało mu się rozluźnić dłonie i pogłaskał ją po ramieniu, ostrożnie i bez pośpiechu.
    - Nie trzeba kogoś lubić, by mu zaufać – powtórzył za nią. Coś w tej myśli było prawdziwego. Sam znał przypadki, w których nie znosił kogoś, ale wierzył w jego umiejętności na danym polu. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ubrać swe myśli w zdania, ale nie potrafił. Głaskał ją więc tylko po ramieniu, pozwalając się wypłakać. To były przerażające wspomnienia, a fakt, że była jedyną ocalałą z całej rodziny musiał dodatkowo jej ciążyć. Nie zdziwiłby się, gdyby poprzysięgła zemstę na tamtej rodzinie. I szczerze mówiąc, był gotów jej pomóc. Choćby i już. Od zaraz. Złapał ją w końcu w ramiona i objął mocniej, przyciskając jej twarz do swej piersi, by mogła się wypłakać w jego koszulkę. Słowa były tu zbędne.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  67. - Wcale nie zdziwiłbym się, gdybyś go zamordowała… kibicowałbym ci nawet – przyznał szczerze, bo po tym co usłyszał żołądek mu się nieprzyjemnie ścisnął. Jednak nie rozumiał tych całych negocjacji. Angus wykorzystywał Willow, pastwił się nad nią a ona musiała to znosić w milczeniu. Nie mogła mu się nawet odgryźć.
    - Ale wiesz… teraz już nie jesteś tamtą Willow – zauważył cicho, spoglądając na nią łagodnie i pozwalając jej się tak o niego opierać. – Nie jesteś. Wiele przeszłaś od tamtego momentu i dojrzałaś. Masz inne doświadczenie i nie musisz już przy nim siedzieć cicho. Negocjacje dawno zostały zerwane. W momencie, w którym jego rodzina podniosła rękę na twoją – zacisnął mocniej szczękę. – Więc nie musisz się przy nim hamować. Najważniejsze to zrobić na nich wszystkich wrażenie. Nie ważne, czy będą o tobie gadać dobrze, czy źle… zrób to co podpowiada ci serce – poradził, bo nic innego zrobić nie mógł. No przecież jej teraz nie zaproponuje, że zapolują sobie na Angusa razem i mężczyzna padnie trupem po kilku dniach, no nie? Choć kusiło. Oj jak kusiło!

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  68. Jakoś tak czuł podskórnie, że nie przyjmie tej jego rady. Czuł też, że nie powinien naciskać, więc zamknął buzię raz na zawsze. A przynajmniej próbował, dopóki nie zaczęła marudzić o tym, że nie wie kim jest.
    - Jesteś po prostu sobą – oznajmił w końcu. – Tylko musisz odnaleźć swoją drogę, a nikt nie będzie miał prawa powiedzieć ci, że nie jest dobra – zacisnął wargi, jakoś tak mając wrażenie, że sam sobie grób kopie. No cóż… tak się właśnie działo, kiedy wpadało się po uszy i chciało pomóc… no i czy to nie o tym właśnie pieprzyło tyle książek? Przedkładanie własnego szczęścia nad szczęście kochanej przez siebie osoby… ech tylko czemu to aż tak bolało? Westchnął cicho, odsuwając się na trochę od niej i kładąc jej ręce na ramiona.
    - W złym guście… jakoś mnie to nie kupuje – oznajmił prosto z mostu. – Chcesz go usunąć to go usuń. Potrzebujesz pomocy? Żaden problem. Mam doświadczenie w smażeniu ludzi – nieświadomie zwilżył wargi językiem. – Czemu ty się tak przejmujesz opinią innych? Co oni dla ciebie zrobili? Pomogli ci? Jakoś w to wątpię.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  69. Ray skinął głową i odetchnął by nic więcej nie powiedzieć.
    - Rozumiem – oznajmił w końcu. – Rozumiem – powtórzył po dłuższej chwili osuwając się od niej. W tej chwili miał jedynie ochotę na zapalenie papierosów. Wyciągnął sobie jednego z paczki i wsunął go sobie za ucho.
    - Pójdę zapalić, ok.? Zaraz wrócę. Nie wpakuję się w żadne kłopoty – obiecał jej spokojnie, nasuwając kaptur na głowę, tak swoim już zwyczajem. Zanim zdołała mu odmówić wyszedł z pokoju i znalazł sobie miejsce na samym przodzie statku. Usiadł na barierce odpalając papierosa. Był jej wdzięczny za szczerość. Nawet bardzo, ale teraz musiał mocno gryźć się w język, by nie narzucić jej swojego rozwiązania. Ona miała prawo do własnego zdania i on obiecał przecież sobie, że nawet jeśli się nie będzie z nim zgadzał, to i tak je uszanuje. No i miał, cholera jasna. Mętlik w głowie.
    Ktoś klepnął go w ramię, omal nie przyprawiając go o zawał.
    - Przepraszam – rzucił szybko, naciągając mocniej kaptur na głowę i odruchowo chowając papierosa za plecami.
    - To ja przepraszam i dziękuję – mężczyzna uraczył go przyjaznym uśmiechem i uścisnął mu dłoń. Musiał być tym, któremu uratował życie. Nic innego nie przyszło mu do głowy, a panika zaczynała ogarniać. Uśmiechnął się słabo i uścisnął jego dłoń a potem szybko przemknął z powrotem do pokoju, po drodze wyrzucając niedopałek.
    - Cholera no… - fuknął uderzając się otwartą dłonią w serce. Skupił swój wzrok na Willow i przylgnął do niej zaraz, całując ją mocno, aż do utraty tchu. Nie był pewien tego co robi. Chciał jedynie zagłuszyć ból w klatce piersiowej i narastające uczucie zagubienia. Przesunął dłonią po jej ramieniu, a ustami zjechał na jej szyję. – Cholera… - powtórzył odskakując od niej jak oparzony. Zganił się w myślach ostatecznie odzyskując równowagę umysłu. Przecież nic się nie stało. Nic się nie stało.
    - Przepraszam – rzucił cicho. – Przepraszam.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  70. Chciał coś powiedzieć, przeprosić, przytulić ją i wyjaśnić, ale strach jaki od niej czuł ostatecznie go powstrzymał. Zamiast więc tego usiadł w jak najdalszym kącie pokoju, by dać jej przestrzeń osobistą i nasunął kaptur mocniej na głowę. Jak to miał w zwyczaju parę lat temu. Nie potrzebował wielkiej przestrzeni. Tylko skrawka podłogi, tylko ten niewielki obszar, ale jego obszar. Uśmiechnął się krzywo do swych myśli.
    Wspomnienia wracały z każdą chwilą będąc coraz bardziej uciążliwe. Już myślał, że się z nimi uporał, bo przecież nie widział ich codziennie. Już potrafił sam wychodzić ze swojego pokoju i nawet dobrze radził sobie na zewnątrz… a jednak, jednak sobie nie poradził. Łzy szybko starł z policzka, nagle orientując się, że coś jest nie tak.
    Ściany statku zniknęły. Nie siedział już w tym swoim bezpiecznym kącie, a znów był w celi laboratoryjnej. Westchnął ciężko, odnajdując wzrokiem siebie samego, tylko jeszcze 8-letniego. Biegającego po całym pomieszczeniu i próbującego się z niej wydostać. W końcu jednak opadł na kolana na samym środku i rozpłakał się, wołając mamę. Miał ochotę mu natłuc i powiedzieć, że mama mu nie pomoże, ale przecież to było tylko wspomnienie. Tylko coś było nie tak. Poczuł jeszcze czyjąś obecność. Znajomą obecność. Obejrzał się dookoła i zobaczył Willow. Siedziała tam, gdzie ją ostatnio widział. Tylko, że już nie było łóżka. Siedziała na ziemi nieco zdezorientowana. Acha… więc wybuchł i zabrał ją ze sobą do krainy swych wspomnień. No i świetnie… teraz to na pewno się więcej do niego nie odezwie.
    Drzwi otworzyły się gwałtownie a do celi weszła znajoma mu kobieta. Ukucnęła przy młodym dzieciaku i pogłaskała go po głowie.
    - Nie ma co płakać, kochanie. Będziesz grzecznym chłopcem to nic ci się nie stanie – obiecała mu, a on sam wtulił się w nią, jakby szukając normalności. Tyle, że to już nie było normalne i wkrótce miał się o tym przekonać na własnej skórze.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  71. Na początku jej nie usłyszał, zbyt zaaferowany tym co ogląda. Próbował to przerwać, wyrzucić ich oboje z powrotem do rzeczywistości, ale coś go blokowało. Nie umiał. Uśmiechnął się krzywo. Nie żeby kiedykolwiek potrafił to zrobić, ale po raz pierwszy zabrał ze sobą kogoś jeszcze.
    - Nie wiem, Willow – odparł szczerze, unosząc na nią wzrok. – Nie mam pojęcia co ty tu robisz… nie chciałem cię tu zabierać… ani siebie – mruknął tylko, przesuwając dłonią po gładkiej ścianie. I wtedy czas przyspieszył, by zatrzymać się dwa lata później.
    Mały Ray zdecydowanie schudł, na jego ramieniu widniał już kod kreskowy, a oczy zrobiły się nieco bardziej puste. Trawiła go gorączka, więc siedział tylko pod ścianą z zamkniętymi oczyma. Nie podniósł się nawet, gdy czarnowłosa znów pojawiła się w pokoju, by pociągnąć go w górę.
    - Chodź kochanie, twoja kolej – oznajmiła tym swoim słodkim głosikiem, który aktualnie przyprawiał go o mdłości. Nie chciał się ruszyć i wcale nie musiał. Sceneria nieco się zmieniła. Teraz znajdowali się w przestronnym pomieszczeniu z wieloma monitorami. Czarnowłosa posadziła ledwie kontaktującego chłopaka na krześle, a ktoś inny podłączył go do monitorów. Ray zacisnął mocno pięści i przeszedł przez całe pomieszczenie by znaleźć się naprzeciw Willow. Nie chciał by na to wszystko patrzyła. To było niczym film. Film ukazujący to co tak bardzo pragnął zapomnieć. Pomieszczenie stanęło w płomieniach, ale ludzi już w nim nie było. Usłyszał jeszcze swój własny krzyk. Krzyczał tak dopóki nie zdarł sobie gardła, ale tortury dopiero miały się zacząć.
    - Miałaś rację. Możesz śmiało to powiedzieć… tyle, że ja nie wiem jak mam od tego nie uciekać. Im bliżej jesteśmy, tym jest gorzej… - mruknął cicho. – Ja… nie chciałem ci zrobić krzywdy i żałuję… żałuję tego – wymamrotał, starając się nie reagować na własne wspomnienie, które wciąż trwało.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  72. Ray patrzył jej teraz prosto w oczy, kiedy sceneria znów się zmieniał. Tym razem mogli obserwować nastoletniego już chłopaka, który stracił wolę walki. Pozwalał im niemal na wszystko, całą swą złość kierując w stronę swej matki… ale Ray na to nie patrzył. Znał to na pamięć. Sam przez to przeszedł i akceptował te wspomnienia, ten ból, wszystko. A przynajmniej tak mu się wydawało. Nie śniły mu się już, tylko czasem… gdy tracił panowanie nad sobą wracały, by go nękać.
    Ten nastoletni Ray właśnie wdał się w bójkę z nowoprzybyłym obiektem laboratoryjnym, zadając mu dość poważne rany. Przez to wszystko został umieszczony w izolatce z niewielką ilością jedzenia czy wody oraz nowymi metodami laboratoryjnymi. Gdyby przypadkiem umarł, nikomu nie byłoby go żal. W końcu sam sobie na to zasłużył, co zdołała mu zakomunikować jego własna matka przez megafon, najwyraźniej bojąc się pokazać osobiście. I dobrze, bo pewnie już w tamtej chwili zabiłby ją z zimną krwią.
    Ray odetchnął głęboko i pomasował sobie skronie, cały czas nie spuszczając wzroku z Willow, która teraz była jego jedynym łącznikiem z teraźniejszością.
    - Nie dotykaj mnie, Willow – poprosił ją. – Przecież ja… - zagryzł mocniej wargi. – Zrobiłem ci coś niewybaczalnego… - wyjąkał, odsuwając się teraz od niej i omal nie wpadając na jego nastoletnią wersję, która teraz zaczynała dusić się na podłodze. Pamiętał, że stracił przytomność, a gdy się obudził leżał w kałuży krwi. Pamiętał też, że zamiast płakać zaczął się śmiać histerycznie i wcale nie podobało mu się to, że Willow zaraz to zobaczy.
    - Nie powinno cię tu być, Willow – wydusił przez ściśnięte gardło. – Nie powinno… - skupił się tylko na jej osobie, chcąc pomóc jej stąd zwiać. – Ja ci już nic nie zrobię, nic nie zrobię.
    Cholera, zaczynał tracić pojęcie rzeczywistości.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  73. [lewą? Ja to leworęczna jestem xD]

    Nadal się cieszyła? Jakoś nie mógł tego pojąć. Patrzył na nią tak, jakby z księżyca się urwała. Jakoś nie bardzo chciało to do niego dotrzeć. I wtedy czas znów popłynął dalej do dnia, w którym zabił swą matkę. Poczuł wilgotne oczy, kiedy tak patrzył na Willow.
    - Nie patrz na to – poprosił jej tylko, choć nie wstał i nie zasłonił scenerii. Pozwolił jej się rozgrywać za swoimi plecami, bo choć było to najgorsze wspomnienie, jakie miał… to powoli się z nim oswajał. Docierało do niego, że gdyby tego nie zrobił to pewnie nadal gniłby w zamknięciu, albo już dawno przepłaciłby to życiem. Bo ile można eksperymentować na jednym zwierzaku? Osiem lat i tak było długim okresem.
    - Może i jestem inny, ale to wszystko… to wszystko to wciąż ja – zauważył spokojnie. – Tak jak ty… w szafie, może i poszłaś dalej, ale ta część nadal w tobie jest, prawda? – zapytał jej bo choć podświadomie wiedział, że ma rację. I że on również poszedł dalej, to gdzieś tam podskórnie miał świadomość, że to wszystko co się zdarzyło miało wpływ na te zmiany.
    Usłyszał wybuch i odruchowo osłonił przed nim Willow, dopiero po chwili orientując się, że gorąco nie zrobi im tu krzywdy. Mogło jedynie dać nieprzyjemne uczucie, ale nic poza tym.
    - Wybacz – odsunął się od niej na krok, przeklinając się za ten gest. W końcu miał jej już nie dotykać, żeby jej nie skrzywdzić. Poczochrał się po włosach i zerknął gdzieś w bok, by zobaczyć samego siebie duszącego własną matkę i palącego ją bezwzględnie. Tyle razy już to oglądał i wciąż nie mógł się nadziwić temu, że ona zdołała się jeszcze uśmiechnąć. Jakby z niemą satysfakcją, nie chcąc mu odpuścić nawet i w tamtym momencie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  74. - Matka… - powtórzył za nią, ale jakoś nie potrafił się zgodzić z jej rozumowaniem. Może i była potworem i może Willow miała trochę racji, ale przecież mógł ją oszczędzić. W pewnej chwili miał wolną drogę, ale tego nie wykorzystał. Westchnął cicho, kiedy czas znów przyspieszył, tylko po to by pokazać go na statku. Siedzącego gdzieś w magazynie, między jednym a drugim uciekinierem i uważającym, by nie zwracać na siebie większej uwagi. Wciśniętym gdzieś w kąt z nasuniętym kapturem na głowę, a i tak co i rusz padał ofiarą silniejszych. Dlatego tak nienawidził skupisk wielu ludzi w tym samym miejscu. Dlatego tak długo walczył by nie reagować sztywnieniem na każdy ich dotyk i nie uciekać przed każdym spojrzeniem. A i tak to wszystko teraz zniknęło. Tu na statku wracał do starych nawyków. Poczuł łzy w oczach, gdy doszedł do tego wniosku, a chwilę później znaleźli się z powrotem w kajucie. Ray wyminął Willow, uważając by na pewno jej nie dotknąć.
    - Nic ci nie zrobię – mruknął w końcu. – Nie dotknę cię, chyba że będziesz potrzebowała pomocy. Przepraszam, moje zachowanie było niewybaczalne i mocno nie na miejscu – wydusił z siebie siadając już na swojej koi i okrywając się trochę kocem. Nagle zrobiło mu się przeraźliwie zimno, choć przecież tu nie powinno aż tak chłodno być.

    Ray

    [doceniam poświęcenie twe xD]

    OdpowiedzUsuń
  75. (dobra, fajny mamy roller coaster xD)

    Ray odprowadził ją tylko wzrokiem, a potem położył się na koi i zamknął oczy, ukrywając je również ramieniem. Po raz pierwszy od dawna pozwolił sobie na cichy płacz. Zagryzł mocniej wargi, czując jak emocje powoli go opuszczają, pozostawiając po sobie pustkę i pewnego rodzaju ulgę. Nie musiał o niczym myśleć. Mógł po prostu być.
    Chyba nawet przysnął na moment, bo gdy tylko wrócił, Willow była już w środku i przeglądała swój notatnik, siedząc na swej koi. On sam nie zdradził jej jeszcze, że nie śpi. Wpatrywał się tylko w sufit, wsłuchując w obijające się o statek fale… dopóki w brzuchu mu nie zaburczało na tyle głośno, że sam się przeraził. Usiadł wówczas na koi, zerkając na dziewczynę.
    - Chcesz coś do jedzenia? – zapytał jej tylko, bo skoro i tak zamierzał po coś iść, to mógł jej również coś przynieść, co nie?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  76. [*cough cough* ja, doła wczoraj leczyłam :) ]

    - Dzięki - odebrał od niej talerz i zaparzył sobie herbaty, a potem wrócił na swoje łóżko. Przez chwilę jadł w milczeniu, zastanawiając się jak może naprawić swoje błędy. Jeden głupi gest zaprzepaścił niemal wszystko między nimi, a on teraz był w kropce. Nie miał doświadczenia w miłości, a tym bardziej w tej trudnej i niezrozumiałej. Nie wiedział jak rozwiązywać takie konflikty, zwłaszcza że już ją przeprosił. Żałował tego i to bardzo, ale przecież nie mógł jej obiecać, że na pewno się to nie powtórzy. Bo znów mógł stracić panowanie nad sobą. Zwłaszcza tutaj. W tym miejscu. Teraz tak bardzo zapragnął wrócić do Mortiel, że niemal nie przeteleportował się tam.
    Westchnął ciężko, wracając do swych run. Wszystko było lepsze od tej palącej go ciszy, bo tym razem nie była ona znów taka komfortowa. Skończył drugą kanapkę i odłożył talerz z resztą na szafkę, po czym zabrał się za swoją książkę. Może chociaż pożytecznie wykorzysta tę ciszę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  77. [teraz ty zaczynasz? xD muhu nagą ją zobaczy ooo jaki postęp xD]

    Ray poderwał się z koi, odkładając na bok książkę i przez moment zastanawiając się czy aby się nie przesłyszał. Czy Willow przed chwilą się do niego odezwała? Tak, na pewno… ale o co prosiła? O apteczkę? Cholera! Rozejrzał się dookoła, a nie mogąc żadnej zlokalizować, otworzył swój plecak. Zawsze miał przy sobie swą własną apteczkę, więc zapukał do niej do drzwi.
    - Mogę? – zapytał spokojnie, nie chcąc jej wparować, kiedy będzie paradowała nago, choć… nie miałby nic przeciwko zobaczeniu jej w negliżu. Uznał jednak, że jego sytuacja nie pozwala mu teraz na takie akcje. – Jest apteczka, jak będziesz potrzebowała pomocy to daj znać – poprosił, ostrożnie otwierając drzwi, by wsunąć w szparkę dłoń z trzymaną apteczką. Ostrożnie, by przypadkiem jej nie zobaczyć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  78. [No to wychodzi jak diabli xD Ja leję, Ray… raczej nie…]

    - Na pewno nie potrzebujesz pomocy? – zapytał, gdy usłyszał pluśnięcie ludzkiego ciała o podłogę. To musiało boleć. Tego akurat był pewien, ale zamknął drzwi gdy tylko złapała apteczkę, by jej nie przeszkadzać.
    - Tylko nie wykrwaw się tam, co? – westchnął cicho, siadając znów na swoim łóżku, ale uparcie wpatrując się w łazienkowe drzwi. Cóż… tak jakby miałoby mu to pomóc, albo jej… wygrać z bólem.
    - Hej Willow? – podszedł do drzwi, gdy ta nie odzywała się przez jakiś czas. – Żyjesz? – zapytał jej, czując że być może było gorzej niż sądził i ona tam konała, a on siedział bezczynnie i nic nie robił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  79. [Ano, ja też xD]

    Debatował z sobą jeszcze przez chwilę zanim do niej zapukał.
    - Dasz mi spojrzeć? Może razem coś wymyślimy? – zaproponował, nie chcąc by na serio mu się tam wykrwawiła. Zwłaszcza teraz, kiedy płynęli tym przeklętym statkiem, a ona była po prostu osłabiona. Przez emocje i przez eliksiry, które zażywała. No i chciał jej pomóc… bo nie mógł patrzeć na cierpienie, osoby którą kochał. Poza tym miał wprawę w takich ranach. Nie raz musiał się opatrywać, ale Willow też była w tym dobra. Przecież nawet go zszyła, co nie? Może nie powinien się tak martwić? Mimo to, zanim się spostrzegł otwierał ostrożnie drzwi. Powoli, by zamknąć je w razie sprzeciwu.
    Ten jednak nie nadszedł. Pobladł na twarzy, gdy zobaczył to pobojowisko w łazience. Wyglądało to tak, jakby Willow tu stoczyła jakąś bitwę na śmierć i życie, wygraną oczywiście. Żyła w końcu i pewnie skomentowałby to, gdyby nie fakt, że stąpał po cienkim lodzie.
    - Matko… coś ty sobie zrobiła – przykucnął obok niej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  80. - Ja też nie – przyznał szczerze, nie patrząc na jej dekolt, tylko skupiając się na jej twarzy. Pięknie, jednak potrafi spieprzyć wszystko. – Ale krzyczysz, uderzasz pięściami i słychać frustrację na drugim końcu pokoju, daj sobie wreszcie pomóc. Opatrzymy to i pomogę ci dojść do łóżka. To wszystko – westchnął, więcej nie dodając. Uznał że w takich przypadkach trzeba być stanowczym. Poza tym… martwił się o nią po prostu.
    - Pokaż to kolano – poprosił już nieco łagodniej, krzywiąc się nieco, widząc zakrwawioną gazę. Szlag by to trafił. Naprawdę mocno się musiała zaprawić.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  81. [nie no, bez jaj… przecież nie będzie jej obmacywał po udzie zaraz xD]

    Skinął lekko głową i ostrożnie dotknął jej kolana, by przyjrzeć się ranie, a ona zesztywniała trochę. Nie powinno go to dziwić, ale poczuł ukłucie żalu w sercu i po raz kolejny się przeklął za swoje decyzje. Rana nie wyglądała na zbyt głęboką i raczej nie wymagała szycia. Krwawienie było naturalne, bo zbiła sobie kolano ale wyglądało na to, że nic się jej tam nie połamało. Na wszelki wypadek obadał delikatnie palcami jej kolano, starając się wyczuć jakieś nieprawidłowości. Może nie miał wykształcenia lekarskiego, ale na ranach trochę się znał i potrafił powiedzieć, kiedy było złamane.
    - Okay, krwawienie jest naturalne. Opatrzymy. Będzie trochę szczypało i położysz się do łóżka. Noga nieruchomo. Powinno zakrzepnąć do rana – mruknął spokojnie, zabierając się do roboty. Sprawnie zdezynfekował ranę, po czym założył opatrunek. – Uhm mogę cię zanieść do łóżka, chyba że wolisz iść sama – dodał zaraz, sprzątając resztę opatrunków i chowając je do apteczki. Tą postawił na małej szafce w łazience, by Willow mogła z niej skorzystać, gdyby tego potrzebowała.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  82. - Zostaw to. Posprzątam tu, a ty odpocznij… proszę – odruchowo ją asekurował, by przypadkiem się nie przewróciła. Chciał ją teraz przytulić, bo wyglądała niczym krucha istota, ale powstrzymał się. Chciał pogłaskać ją po włosach i zapewnić, że wszystko gra, że nic jej nie będzie.
    - Zostaw – powtórzył, kiedy ta uparcie zmierzała do łazienki. – Musisz odpocząć, Willow. Jak będziesz to podrażniać, to tylko sobie zaszkodzisz – w końcu złapał ją za rękę i przyciągnął ostrożnie do siebie, by spojrzeć jej prosto w oczy. – Do łóżka, ale już – tym razem postawił na stanowczy ton głosu. – Nie chcę słyszeć, żadnego marudzenia. Już cię nie ma – puścił jej rękę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  83. - Nie ma za co – odparł z lekkim uśmiechem, wracając do siebie. – Tylko nie ruszaj za bardzo tą nogą – dodał zaraz, naprawdę się martwiąc. Nie miał nic przeciwko sprzątaniu po niej. Krew jeszcze nie zaschła, więc łatwo ją było zmyć, a przynajmniej mógł odwrócić myśli od Willow i jej zapachu. Od tego jak bardzo chciałby ją teraz do siebie przytulić.
    Wrócił więc do swojej książki, zaczynając czuć mdłości gdy tylko ją widział, ale już niedługo miał ją skończyć. Cieszył się z tego powodu. Będzie miał czym się pochwalić przed NInath w końcu. Pokazać jej, że jednak mu zależy.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  84. Tak się zaczytał, że nawet nie poczuł że jest obserwowany. Dopiero na dźwięk jej głosu, oderwał się od książki, zatrzymując palec przy słowie, które czytał jako ostatnie.
    - Nekromancja dla laików… starymi runami pisane – wyjaśnił. – Ćwiczę czytanie runów, uczę się tych których nie znam… i przy okazji zdobywam wiedzę na temat nekromantów – uśmiechnął się lekko. Ta ostatnia część jeszcze go trzymała przy książce, bo normalnie to po jednym rozdziale rzuciłby ją w kąt. Doczytał jeszcze stronę do końca, a potem włożył zakładkę w książkę i odłożył ją na chwilę.
    - Ale na razie powtarza to co mi powiedziałaś – dodał zaraz. – Dobra z ciebie nauczycielka… - pochwalił ją, bo jakoś tak to co opowiadała pamiętał bardziej niż to co wyczytał niestety. – Uhm ten okrąg na twoich plecach… - przypomniało mu się, że go widział. - …co on oznacza?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  85. Przeanalizował to sobie, czując że może i źle, że zapytał. Miała na plecach klucz i pewnego rodzaju amulet chroniący przed innymi. Być może tez ostrzegał ją przed nadchodzącymi złowrogimi nekromantami. Bardzo przydatna pieczęć… ale jakoś nie podobała mu się myśl o tych naczelnikach, zmieniających jej pieczęć.
    - Jak to się w ogóle robi? – zapytał ją, zanim zdołał ugryźć się w język. – Znaczy… jak modyfikuje się pieczęć? – pytał bo chciał zrozumieć… no i może trochę z zazdrości. W końcu musiała obnażyć plecy przed takim naczelnikiem. Rozpiąć stanik i pozwolić im dotknąć swej rozgrzanej skóry… przynajmniej w jego wyobraźni. Dlatego tak bardzo chciał poznać odpowiedź na to pytanie.

    Ray

    [jak to się dzieje, że to zawsze Ray podtrzymuje rozmowę? o_O]

    OdpowiedzUsuń
  86. [ach tak… taka spryciara, nie chciała się przyznać xD]

    Było więc tak jak podejrzewał. Potrzeba było do tego kontaktu cielesnego, ale z drugiej strony było też bolesne. Może to lepiej, że nie umiał ich modyfikować ani nakładać, przynajmniej w ten sposób nie sprawiał jej bólu.
    - Mnie? No co ty? A po co? – zapytał jej całkiem zbity z tropu mrugając kilkakrotnie. – Raczej nie mam do czynienia z nekromantami… znaczy poza tobą – oblizał lekko wargi. – Nie sądzę, by chcieli mi zrobić krzywdę – szepnął poprawiając się nieco lepiej na łóżku. Zaraz się jednak zreflektował. Z drugiej strony to byłoby całkiem niezłe doświadczenie.
    - Okay… na plecach? Czy na ramieniu? Mogę dodać tatuaż do mojego kodu kreskowego – zapytał jej zaraz. – Umiesz taką robić?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  87. [ja też mam słabe communication skills i czasem mam wrażenie, że źle prowadzę rozmowę tu… ale z drugiej strony pasuje mi to do Raya]

    Ray pokiwał lekko głową, jakby zastanawiając się trochę poważniej nad tą opcją. Więc uważała, że wciąż są w relacji… nie ważne jakiej. Nadal nie zaprzepaścił wszystkiego. Trochę mu ulżyło. Nie za dużo, ale jednak.
    - Dobrze, poczekam do Mortiel i poproszę ją na ramieniu – przyjrzał się pieczęci. Może faktycznie nie wyglądała aż tak imponująco jak ta Willow, ale rozumiał, że tamta była już parę razy modyfikowana i służyła nie tylko w celach ochronnych. Na dodatek ucieszył go fakt, że Willow myślała o powrocie do Mortiel. To było niczym złożona mu swego rodzaju obietnica. Wrócą tam i spotkają się raz jeszcze. Dobre i to. Na początek. Od czegoś trzeba było zacząć, co nie?
    - No i musimy jeszcze pójść do tego kina – mruknął bardziej do siebie niż do niej. Po prostu wypowiadając swoje własne myśli na głos. Obiecał jej to już dawno, ale ciągle im coś przeszkadzało. Może wreszcie uda się im zrealizować ten niecny plan. Byłoby fajnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  88. Pokręcił przecząco głową. Nie sądził, by jeszcze tam czekały na niego niebezpieczeństwa. W końcu tamto zdarzenie miało miejsce 9 lat temu. Uwazał, że to wystarczający czas by zapomnieć o nim. W końcu padło tylko jedno laboratorium. Nic więcej.
    - Po prostu będę tam ostrożny – wzruszył ramionami. – No i Emily… moja siostra… powiedziała mi, że ojciec jest jakiś dziwny – przyznał w końcu. Nie wiedział o co chodzi i wolał nie wnioskować, ze strzępów informacji, a poczekać i przekonać się na własnej skórze. – Trochę się obawiam powrotu do domu – dodał jeszcze, zaciskając nieco pięści.
    Reszta siedziała w jego głowie. Ten strach przed powrotem do domu potęgował wspomnienia, a podróż statkiem wiązała się z dodatkową katorgą. Uśmiechnął się do niej lekko, opadając wygodniej na poduszki i zerkając na sufit.
    - Ale będzie dobrze, musi być. Nie mogę mieć aż takiego pecha, nie?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  89. Ray wygiął sobie palce dłoni i kiedy pstryknęły, opuścił je na łóżko.
    - Nie widziałem ich 9 lat – zauważył spokojnie. – Niby rozmawiam z Emily, ale to nie to samo co spotkanie twarzą w twarz – dodał z lekkim uśmiechem. Dużo mu o sobie opowiadała, była naprawdę pozytywną dziewczyną z wieloma pomysłami na życie. Ostatnio nawet zaangażowała się w walkę z rządem by bronić nadprzyrodzonych. Trochę obawiał się, że coś może jej się przez to stać, ale nie był w pozycji by jej tego zabraniać. Znał trochę siebie i podejrzewał, że jeśli Emily jest choć trochę do niego podobna, to będzie uparta jak osioł i nikt jej od tego pomysłu nie odwiedzie.
    - Ale to tata mnie martwi – przyznał krzywiąc się lekko. – Jakoś tak… nie odzywał się do mnie od 9 lat… na początku jeszcze tak, pytał czy wszystko gra, ale potem kontakt się urwał. Nie odbierał… a potem już przestałem dzwonić – zakrył oczy ramieniem i odetchnął głęboko. – Trochę w tym mojej winy, przyznaję. Mogłem się tak szybko nie poddawać, albo zdecydować się na szybszy powrót… - wymamrotał, oddychając trochę szybciej. – Tylko, że się bałem. Bałem się, że będzie oschły i nie będzie chciał mnie widzieć. Bałem się, że wyrzuci mnie z domu… no i bałem się, że jako morderca będę tam poszukiwany i nawet jeśli dopłynę to od razu spętają mnie i wezmą do laboratorium – zacisnął mocniej pięści i uspokoił oddech. – Uhm ale tak, będę chciał się z nim zobaczyć. Nawet jeśli tylko na godzinę – zakończył w końcu, choć wcale mu to nie przyniosło ulgi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  90. „Gdybym nie musiała, to bym nie wracała do domu”
    Te słowa rozbrzmiały mu w głowie i przez moment nie potrafiły go opuścić. Przecież on też nie musiał. Nie musiał tam wracać. Na moment poczuł zagubienie, bo niby zdecydował (choć może i pod wpływem chwili), że wraca do domu, by pogadać. Zmierzyć się z własnymi lękami i demonami, ale z drugiej strony… może jeszcze nie był na to gotowy? Może powinien zostać w Mortiel i cieszyć się tamtejszym życiem… przecież miał tam swych przyjaciół i pracę. Miał wszystko co mógł chcieć, a jednak czegoś mu brakowało. Tego spokoju ducha i pewności, że wszystko jest w porządku.
    Odetchnął głęboko i przesunął dłonią po twarzy. Och jakże teraz chciał wyjść na papierosa… ale nie mógł tego zrobić. Nie chciał, by powtórzyła się ostatnia sytuacja. Nie chciał jej jeszcze bardziej skrzywdzić. Zacisnął więc tylko zęby i usiadł na koi, a potem bez słowa poszedł pod prysznic. Zimny prysznic powinien pozwolić mu ochłonąć i uporządkować myśli. Przynajmniej miał taką nadzieję.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  91. Ray okrył ją mocniej kołdrą, gdy tylko wyszedł z łazienki i zgasił światło, kładąc się u siebie. Nie zasnął tej nocy. Wsłuchiwał się tylko w szum morza i odbijające się od statku fale. Jego rytm wprowadzał do serca niepokój, którego nie potrafił wyjaśnić. Nie krzyczała tym razem. Spała spokojnie, jakby zapominając o tym, gdzie się znajdowała. Tuż przed świtem wyszedł na pokład. To była jedna z tych pór, które uwielbiał. Niewiele ludzi kręciło się po statku i mógł spokojnie odetchnąć. Chwila ciszy, spokoju i relaksu dla niego samego. Uśmiechnął się nawet do siebie, delektując się morską bryzą, a kiedy ludzie zaczęli się schodzić, on sam udał się z powrotem do kajuty.
    - Dzień dobry – przywitał się z siedzącą u siebie Willow. – Jakieś specjalne życzenia co do śniadania, czy zwykłe kanapki wystarczą? – zapytał, bo w drodze powrotnej wstąpił do kuchni i zrobił pełen talerz kolorowych kanapek.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  92. Przez chwilę ze sobą debatował, nie bardzo wiedzieć co odpowiedzieć na to oczywiste pytanie. Normalnie powiedziałby, że wszystko gra. W końcu pochodził z Wielkiej Brytanii. Willow ta odpowiedź nie powinna zdziwić bo sama rozumiała kulturową codzienność. A jednak nie był pewien czy to dobra odpowiedź. Zdecydował się więc pomilczeć przez chwilę zaciskając palce na swej kanapce i parząc sobie kawę. W końcu jednak ta cisza zaczęła robić się męcząca więc wziął swój kubek z kawą i usiadł na podłodze na przeciw dziewczyny.
    Odetchnął głęboko patrząc jej prosto w oczy.
    - Nie wiem - zaczął po prostu delektując się zapachem kiepskiej kawy i przeżuwając kawałek kanapki. - Lepiej niż wczoraj - przyznał po dłuższej chwili. - Spokojniej... Ale nadal nie chce opuścić mnie to uczucie niepokoju. Wiesz... Ja chyba po prostu boję się ludzi - zaśmiał się nerwowo. Był facetem do cholery. Nie łatwo mu było mówić o swych lękach... Już wystarczająco trudno było mu się przyznać do tego przed samym sobą a co dopiero przed osobą którą kochał.
    - Podróż statkiem nie należy do mych ulubionych - mruknął znów biorąc łyk kawy. - Myślałem że nic mi nie będzie bo jadę z tobą i dam sobie radę. Ale się pomyliłem. Byłem naiwny - zaśmiał się cicho. Był żałosny. To pewne.
    - Jestem żałosny...
    Wypowiedział tę myśl na głos zanim się spostrzegł. - Zdołałem zrazić do siebie jedyną osobę na której aż tak mi zależy - wymamrotał jeszcze a potem zajął się swą kanapką. - Więc chyba czuję się świetnie. Dzięki. A ty?

    OdpowiedzUsuń
  93. Uzewnętrzniła się a jego trafił szlag. Roześmiał się i przez długą chwilę nie potrafił się uspokoić. Rozumiał ją doskonale i nie oczekiwał że nagle przestanie się bać, a mimo to poczuł się tak jakby dostał w twarz. Mówił jej szczerze jak się czuje i otrzymał taką odpowiedź. To była zła decyzja. Trzeba było jej powiedzieć że wszystko gra.
    - Wiesz gdybym wiedział że tak zareaguje to bym cię uprzedził ale nie woedziałem. To moja pierwsza podróż statkiem od kiedy dobiłem do Mortiel. I ty oczekujesz że będę opowiadał ci o moich strachach? Nie kpij sobie Willow - poprosił ją wstając z miejsca i wracając na swoją koję. - Nie mogłem wiedzieć że tak to przeżyję. Nie po 9 latach, kiedy już wszystko było dobrze. Przykro mi że cię zawiodłem i naraziłem na niebezpieczeństwo - zaczął pakować swoje rzeczy do plecaka. - Już cię na nie nie narażę. Niebezpieczeństwo idzie sobie mieszkać w wieloosobowym luku. Jakoś sobie tam poradzi. $pij spokojnie - uśmiechnął się do niej krzywo a potem po prostu wyszedł.
    Nie zamierzał jej narażać dłużej. Odejdzie jej trochę strasów i będzie miała lepszą podróż a on jakoś sobie poradzi. Zostały tylko 3 dni.

    ( a ja z pociagu specjalnie dla ciebie xD)

    OdpowiedzUsuń
  94. Ray opadł na kolano, dysząc ciężko. Prawą dłoń zwinął w pięść, co skończyło się tym, że ostatecznie podparł się na otwartej dłoni. Wciąż miał problemy ze zginaniem palców. Poczuł strużki potu spływające mu po twarzy i ten przeklęty oddech. Nie mógł go złapać już od dobrych kilku minut. Nic nie było już takie, jakie być powinno.
    Odetchnął głęboko i usiadł na trawie, by zaraz złapać butelkę wody i upić z niej porządny łyk. Łagodnie opadł na ziemię i spojrzał w niebo. Słońce przyjemnie przygrzewało, wciąż rozganiając nieśmiało zbierające się nad nim chmury. Cóż, każdy szukał jakiejś rozrywki. Nie mógł jego za to winić.
    Wyciągnął dłoń w stronę nieba i skupił się na czubkach swych palców. Zacisnął mocniej zęby próbując wykrzesać z siebie choć odrobinę przeklętego ognia, ale jedynie pojedyncza iskierka przeskoczyła pomiędzy jego palcami, łaskocząc je lekko, jakby chcąc sobie z niego zadrwić.
    Brunet skrzywił się i ze złością uderzył dłonią w ziemię. Od czasu przeklętego laboratorium, całymi dniami próbował wykrzesać z siebie odrobinę magii. Bez skutku. Zaczynał już nawet myśleć, że ją stracił. Bezpowrotnie.
    Stał się całkowicie bezużyteczny. Niczym człowiek, któremu odebrano wzrok. Pogrążony w ciemnościach. Powoli tracił nadzieję, że kiedykolwiek odzyska panowanie nad ogniem, a już tym bardziej że stanie się użyteczny.
    Z lekką irytacją wylał sobie resztę wody na twarz i stanął na równe nogi, przeczesując palcami swe ciemne włosy. Dziwił się, że jeszcze nie założono mu obroży i nie skazano na wieczne niewolnictwo, choć może nie powinno go to aż tak szokować. W końcu miał przy sobie Yensena i Ninath, którzy jakby nie patrzeć, mogli pochwalić się dość sporymi wpływami na terenie Mortiel. Innego wytłumaczenia nie widział.
    Schował pustą butelkę do plecaka i powoli ruszył w stronę Gildii, zastanawiając się jak ma im wszystkim spojrzeć w oczy. Jak przetrwać te wszystkie współczujące spojrzenia i słowa otuchy, którymi to mieszkańcy tej placówki wciąż go obdarzali. Najchętniej schowałby się w swoim pokoju i już z niego nie wychodził. Nawet spróbował tej sztuki zaraz po tym, jak uzdrowiciele doprowadzili go do względnego porządku. Bez skutku. Co chwilę ktoś wpadał zobaczyć, czy jeszcze żyje, aż w końcu wściekły wyprysł ze swoich czterech ścian, by zaznać trochę spokoju.
    Wciąż nie mógł dobrze zginać palców lewej dłoni i nadal nad tym pracował. Żebra również nie do końca się zrosły, ale to wszystko to był pikuś. Parę nowych blizn i tyle… najgorsze było to, że wciąż nie mógł odnaleźć w sobie tego przeklętego ognia. Choć szukał i czuł, że gdzieś tam w głębi nadal tli się maleńki płomień to nie potrafił go wydobyć. Czuł się niczym ślepiec, z tą różnicą, że ślepiec doskonale znał swoje możliwości, a on już niekoniecznie.
    Nasunął kaptur czarnej bluzy i wsunął dłonie w kieszenie, a potem przemknął korytarzami Gildii, uważając by nikogo na swej drodze nie zaczepić. Kiedy więc dotarł do swojego pokoju, niemal odetchnął z ulgą. Niemal, bo na swej drodze zobaczył ją.
    Dziewczynę, którą kochał całym swym sercem. Dziewczynę, która wywróciła jego świat do góry nogami. Dziewczynę, której teraz nie potrafił spojrzeć w oczy. Zacisnął mocno wargi, nie do końca wiedział co zrobić. Zamarł z ręką na klamce i przez dłuższą chwilę unikał jej spojrzenia, spuszczając wzrok i wpatrując się w swoje buty. Bardzo interesujące teraz buty. Przełknął lekko ślinę.

    cdn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Cześć – mruknął tyle, choć zabrzmiało to raczej jak przeklęty i urywany szept niż porządne przywitanie. Cóż, nie wiedział co ma jej powiedzieć. Nie czuł się na siłach, by stawiać jej teraz czoło i z całą pewnością nie chciał opowiadać o tym co się z nim działo. Podejrzewał też, że nie on jeden przeszedł przez piekło, ale w tej chwili nie wiedziałby nawet jak ją pocieszyć i czy aby na pewno tego chciała. W końcu rozstali się w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Najchętniej zignorowałby ją i po prostu zamknął się w pokoju, ale te przeklęte uczucia na to mu nie pozwalały. To one powstrzymywały jego dłoń przed przekręceniem klamki i to one w końcu sprawiły, że opuścił drżącą dłoń, chowając ją znów do kieszeni od spodni. I wreszcie to one sprawiły, że obrócił się by stanąć twarzą w twarz z Willow.
      - Dobrze cię tu widzieć – rzucił cicho, nadal unikając jej wzroku. Patrzył gdzieś w bok, nie bardzo potrafiąc usprawiedliwić swoje zachowanie. – Cieszę się… że wróciłaś – odchrząknął. Tak, zdecydowanie nie był sobą. Te kilka zdań kosztowało go wiele wysiłku. Ostatnio nie rozmawiał zbyt wiele z ludźmi. Raczej się przed nimi chował, a kiedy już musiał uczestniczyć w jednym czy drugim zgromadzeniu, siadał w samym rogu i nasuwał kaptur na głowę tak nisko, by nie czuć na sobie ich spojrzeń.
      Dlatego teraz nie potrafił ubrać w zdania swych myśli. Poczuł nieprzyjemne mrowienie i drżenie swych własnych ramion. Zanim się obejrzał stracił oddech i musiał ukucnąć by opanować ogarniającą go panikę. Szlag! Żeby zwykłej rozmowy nie mógł przeprowadzić bez ataku paniki?! Cholera jasna! Ukrył twarz w dłoniach powoli, bardzo powoli się uspokajając.
      - Wybacz… - wydusił z siebie, powoli się podnosząc. Teraz już naprawdę chciał uciec, a jego pokój był tak blisko. Te drzwi tak cholernie go kusiły, a ręce świerzbiły w kieszeniach.

      Ray

      Usuń
  95. Pokręcił przecząco głową, jednocześnie chowając lewą rękę w kieszeni bluzy. Nie chciał by zaraz o wszystkim się dowiedziała. Nie potrzebowała teraz tego, by dokładał jej zmartwień. Poczuł się nieco bezpieczniej będąc w swoim pokoju, ale nie na tyle by odzyskać kolory na twarzy. Zauważył jej bezbarwny ton, ale przecież rozstali się pokłóceni, więc nie mógł od niej oczekiwać czegoś innego. Poza tym z całą pewnością ta cała rozmowa z Liczami oraz spotkania z innymi rodzinami nekromantów musiały ją nieco dobić. Nie miał ku temu żadnych wątpliwości.
    A mimo to uciekał gdzieś od niej wzrokiem. Całkiem nieświadomy tego co robi. Mimo, że chciał na nią spojrzeć to gdzieś ten wzrok uciekał w bok.
    - N-nie musisz tu s-siedzieć. Na p-pewno masz ważniejsze s-sprawy na głowie – zauważył nieco drżącym głosem, za który się nienawidził. Chciał rzucić ten komentarz nonszalancko jakoś bez zbędnych ceregieli, a tu zaciął się parę razy i omal nie przerwał w połowie. Super. Tak to on nikogo nie przekona, że wszystko z nim w porządku. Prawą dłonią sięgnął do kaptura, dziękując niebiosom że chociaż ona (mimo iż po przejściach) zachowała względną sprawność. Lewa miała do niej dołączyć, ale jeszcze nie teraz. Chciał go mocniej nasunąć, by ukryć się przed jej spojrzeniem, ale zawahał się i jedynie go złapał.
    - D-dzięki… za… - nie skończył, by myśl gdzieś mu uciekła. Wszystko uciekało. Magia, sprawność fizyczna, ojciec… a teraz i myśli. Nic nie chciało go słuchać. Zakrył oczy prawą dłonią i przetarł je szybko. - …za pomoc – dokończył wreszcie, jakby z ulgą, że udało się znaleźć odpowiednie słowa.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  96. Znowu pokręcił głową. Nie potrzebował tu nikogo, kto by się nad nim użalał. Musiał jedynie odpocząć i może pójść do Marcusa po jakieś leki przeciwbólowe. Głowa zaczynała mu pękać, a ból lewej ręki powoli stawał się nie do wytrzymania. Do tego stopnia, że w końcu wyciągnął ją z kieszeni i przez moment masował, nie patrząc na Willow.
    Kiedy wstała i on podniósł się z fotela i lekko zatoczył, zaraz podpierając się o szafkę. Odetchnął głęboko, zamykając oczy. Na pewno przesadził z treningiem… ale i spotkanie Willow wywołało w nim sprzeczne emocje. Mieszanka wybuchowa.
    - Pójdę do Marcusa – zdecydował w końcu, odpychając się nieco od szafki i stając już nieco pewniej na nogi. – Przeżyję – dodał zaraz, nieco ciszej, nie bardzo wiedząc czy Willow weźmie jego słowa za ukrywanie prawdy. Szczerze mówiąc, w tej chwili o to nie dbał. Chciał tylko odpocząć. Schować się we własnych czterech ścianach i odpocząć. Od ludzi, od wszystkiego.
    - Dobrze… że wróciłaś… w jednym kawałku – przez jego twarz przemknął cień uśmiechu, bo tylko tyle był w stanie z siebie wykrzesać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  97. Nie wiedział co ma jej na to odpowiedzieć, więc westchnął tylko i schował dłoń z powrotem do kieszeni bluzy, nie chcąc nagle stać się jakimś zwierzęciem w cyrku.
    - Ojciec… mi się stał – wzruszył nieco ramionami, ale nie wyszło tak jak tego oczekiwał. Zamknął za nimi drzwi i przekręcił klucz tym razem. Tak dla pewności, że żadnej niespodzianki nie znajdzie po powrocie. – I Anglia mi się… stała, wyrwane paznokcie i zmiażdżone… kości – zamknął oczy i dotknął prawą dłonią ściany by się na niej utrzymać i nie paść jej tu teraz. Zrobiło mu się słabo, kiedy o tym opowiadał. Skrzywił się nieco, choć wspomnienia były nieco łagodniejsze niż za pierwszym razem. Może zwyczajnie przyzwyczaił się do laboratorium i miał łagodniejszy powrót? Normalnie wybuchnąłby śmiechem, ale tym razem tylko zacisnął mocniej wargi.
    - Marcus… nad nią… pracuje – zapewnił ją zaraz, choć każde słowo wiele go kosztowało. Wypowiadanie ich i prowadzenie jakiejkolwiek konwersacji tak wiele go kosztowało, że aż sam zaczął się zastanawiać gdzie się podziewa Ray.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  98. Ray pokiwał tylko głową i już skupił się na drodze. Odcinek do lecznicy wydał mu się nagle straszliwie długi i omal nie do przejścia. Może powinien po prostu położyć się na łóżku i przespać ten ból… może tak byłoby lepiej. Nie wiedział, ale Marcus poradził mu przychodzić jak będzie bardzo bolało, więc postanowił trzymać się tego, a nie pajacować od samego początku.
    - Jak… twoje spotkanie? – zapytał jej w końcu ostrożnie dobierając słowa. – U-udowodniłaś im? Widziałaś… Angusa? – zasypał ją pytaniami. On mógł to zrobić i nie wiązały go żadne kontrakty. Już nie. Nie miał złudzeń. Raczej z nią nie będzie. Jej zachowanie mówiło samo przez się, a jeszcze nie wiedziała, że stracił swoją magię. Skrzywił się lekko. Był zwyczajnie bezużyteczny teraz.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  99. Przez moment mógł odetchnąć. Skupić się na jej słowach i przestać myśleć o sobie. Z jej delikatnych zmian zachowania wywnioskował, że i jej pobyt w Szkocji nie należał do przyjemnych. Może i uznali, że wciąż jest im potrzebna, ale nie wydawała się być z tego powodu zadowolona. No i był jeszcze ten przeklęty Angus. Odruchowo zacisnął pięść gdy o nim wspomniała... Mógł nie pytać. Nie interesować się, ale nie potrafił. Chciał coś jeszcze dodać. Nawet otwierał usta i układał myśli by to zrobić, gdy przerwała mu to zadając to ferelne pytanie.
    Myśli uciekły a jego oczy znów na moment rozbiegły się we wszystkich kierunkach. Zacisnął mocniej wargi.
    - Pokłóciłem się z ojcem - zaczął powoli, nie bardzo wiedząc jak to ubrać w słowa. - On mnie... On mnie sprzedał - nogi odmówiły mu posłuszeństwa, więc przykucnął by nabrać kilka głębokich oddechów. - Sprzedał mnie... źle wyglądał... chciał, chciał być wolny... - wydusił z siebie. Nie wiedział nawet czy ma prawo być zły na tego człowieka. Tyle lat był obserwowany...a to wszystko była jego wina. Bo uciekł, zabił i zniszczył laboratorium.
    - Yensen... Yensen po mnie... przyjechał - szepnął wstając znów i ruszając dalej. Nie mógł się teraz rozkleić. Nie chciał tego robić. Nie przy niej. Ona miała swoje problemy a on nie miał prawa dokładać jej swoich.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  100. Kiedy go złapała wzdrygnął się nieco, pod wpływem jej dotyku. Nie spodziewał się go i nie skontrolował do końca odruchów swojego organizmu, a to przecież ona powinna się go bać a nie na odwrót. Przecież to on karygodnie się zachował na tym przeklętym statku i ona się go bała. Nabrał kilka głębokich oddechów i ruszył z powrotem przed siebie.
    - To chyba moja sprawa, czy… czy go będę tłumaczył… czy nie – wyrzucił z siebie, nieco wkurzony za te jej słowa. Pierwszy raz od powrotu poczuł coś więcej niż strach, ból czy złość na samego siebie. – Nic ci do tego, Willow – wymamrotał nieco ciszej. Sama nie chciała by się wtrącał w jej życie, więc mogłaby nie zachowywać się niczym hipokrytka, która nie potrafi powiedzieć czego pragnie.
    - O ile… ile pamiętam, jesteśmy pożarci – przypomniał jej tylko, skręcając już do lecznicy i niemal oddychając z ulgą na widok Marcusa, który od razu podszedł do niego by go podtrzymać. – Głowa mi pęka i czuję ból w dłoni – wyjaśnił co go do niego sprowadza, kiedy mężczyzna pomógł mu dojść do łóżka i usiąść na nim. – Nadal nic – mruknął jeszcze, bo ostatnio to ten facet był mu chyba tu najbliższy. Może dlatego, że ciągle spędzał czas w lecznicy i powoli przyzwyczajał się do białych kitli. Nadal nie należało to do przyjemności, ale już nie panikował. Dobre i to. Pozbył się choć jednego lęku.
    - Mhm… nic ci na to nie poradzę. Musisz się odblokować – westchnął Marcus, teraz zerkając na Willow. – Już do siebie wróciliście? Gładko poszło.
    - W życiu… z nią to już skoń… skończone – Ray zamknął oczy i zacisnął prawą dłoń. Ciężko mu było wypowiadać te słowa, ale nie chciał by się zadręczała tym jak go rani swym zachowaniem. Bo w końcu powiedział jej co do niej czuje, a potem wszystko zaprzepaścił. – Jedno… głupie zachowanie wszystko przekreśliło – uśmiechnął się krzywo. – Co nie? Willow?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  101. Ray wzruszył ramionami, choć nie wyszło tak jakby tego chciał. Ostatnio nic mu nie wychodziło. Poczuł ukłucie igły i zaraz lekkie popchnięcie na łóżko. No tak, kroplówka. Mógł się tego spodziewać. Ostatnio tylko takie dostawał.
    - Mhm przeprosiłem i żałuję tego co zrobiłem – zauważył chłodno. – I owszem to ja wyszedłem – żachnął się. – Bo chciałem byś przestała się bać – mruknął jeszcze, spoglądając teraz w zupełnie inną stronę. – To nie tak, że jestem bez winy Marcus. Nie jestem – uśmiechnął się krzywo, wciągając biednego mężczyznę w ich rozmowy. – Ale to ona już nie dała żadnej szansy – dodał zaraz. – Więc powiedz Willow… dlaczego nie chciałaś się pogodzić? I dlaczego wracasz ze Szkocji zamknięta na wszystkie cztery spusty? – zerknął na nią i może powinien się ugryźć w język. Nic nie mówić. Zostawić ją w spokoju, taką rozżaloną i myślącą o nim jak najgorzej. Może powinien… ale nie umiał.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  102. [smacznego xD odezwała się ta, która mnie obudziła odpisem… xD]

    Ray uniósł lekko brew, spoglądając na nią, teraz już dość mocno wzburzony.
    - Ach, zapomniałem że tobie trzeba wszystko mówić prosto z mostu, bo inaczej nie zrozumiesz – warknął chłodno, zaciskając mocniej pięść i żałując że lewej też nie może zacisnąć. Świerzbiła go mocno, ale nie chciała współpracować z jego wolą. – A co by dały puste słowa? – zapytał głucho. – Co by ci dały te słowa, Willow?! Bez czynów nie mają żadnego znaczenia i chyba tu czegoś nie rozumiem – fuknął na nią. – Nigdy nie powiedziałem, że nie chcę się dla ciebie zmieniać. To co wtedy mówiłem o sobie i o cechach, które w sobie lubię nie dotyczyły tej konkretnej – warknął na nią, wstając z łóżka, ale zaraz na nim siadając na nowo. – Mnie też się to nie podobało, tracenie nad sobą kontroli nie jest moją ulubioną sprawą, wiesz? Nie powiedziałem ci też, że to się więcej nie powtórzy, a wiesz dlaczego?! Bo nie mogę ci dać stu procentowego zapewnienia, że w procesie zmian znów czegoś nie wywinę. Nie chciałem cię okłamywać, a zresztą… nie chciałem okłamywać też siebie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  103. (Hahaha współczuję i proszę o wybaczenie xD)

    - Poczucie bezpieczeństwa. Jasne. Gadaj sobie zdrów - westchnął przeciągle, gdy wyszła. Położył się wygodniej na łóżku i przymknął oczy. - Uciekłem? Taa jasne. Nie uciekłem. Pozwoliłem im robić co chcieli. Cholera. Szkoda, że mnie nie zabili. Byłoby zdecydowanie łatwiej - uśmiechnął się krzywo, zerkając zaraz na to co robi Marcus. Owszem martwił się o nią, ale wyraźnie dała mu do zrozumienia że nie ma już szans. Bo więzy z nekromantami są ważniejsze oczywiście. Ale co on tam wiedział. Nie zamierzał krytykować. Nie znał całej prawdy.

    Po raz kolejny spotkał ją trzy dni później. Tym razem w bibliotece. Tym razem jednak nie odezwał się do niej tylko zaszył gdzieś między regałami z wielkim tomiszczem w dłoniach. Nie chciała go widzieć, nie zamierzał jej w tym przeszkadzać.

    OdpowiedzUsuń
  104. Nie zamierzał jej odpowiadać, nie kiedy znów marudziła o jego demonach. Niech się lepiej martwi o siebie, a nie o niego. On sam umie sobie z nimi poradzić. Może jeszcze nie te najnowsze, ale koszmary ucichły, a wyrzuty sumienia związane z matką, choć wciąż żywe, nie przeszkadzały mu za bardzo.
    ~~.~~
    Ray wszedł do środka i zmarszczył nieco brwi widząc ten cały obrazek. Nieprzytomna i niesamowicie blada dziewczyna leżąca w czarnej pieczęci, najwyraźniej z czymś walcząca. Na dodatek coś musiało pójść nie tak, bo jej płytki oddech nie wyglądał na zbyt zdrowy.
    - Mhm a mnie poucza – westchnął przeciągle, kucając tuż przy niej i wyciągając dłoń, by dotknąć nią pieczęci. Porządne wyładowanie elektryczne popieściło jego dłoń, więc cofnął ją zaraz. – Sama powinna się za siebie zabrać, durna… - mruknął nieco na nią zły, że o siebie nie dba. – Co jej dolega? Co chciała osiągnąć? I jak jej pomóc? – zapytał Marcusa, jakoś nie mając nastroju do żartów. Nie żeby kiedykolwiek go miał od swojego powrotu. – Wiesz, że nie mogę używać magii… nie pomogę w taki sposób. Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą do pomocy – żachnął się. – Nie chciałbym jej bardziej zaszkodzić… może przyprowadzić kogoś innego? – zawahał się, bo chciał jej pomóc, ale czuł że ma związane ręce.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  105. Ray przetrawił wszystkie informacje i odetchnął głęboko, zerkając na Marcusa. Tyle był w stanie zrobić i mógłby jej pomóc osobiście. Może faktycznie udałoby się jej przerwać wspomnienia i wrócić do świata żywych. W najgorszym wypadku utknie tam z nią i przeżyje jej wspomnienia na sobie. Zamknął na chwilę oczy, po czym skinął głową.
    - Okay, co mam robić? – zapytał podchodząc do drugiego kręgu i kładąc się na nim. Tak wywnioskował ze strzępów informacji. – W razie jakby obudziła się przede mną, powstrzymaj ją proszę od praktyk nekromanckich na mnie… nie mam ochoty na kolejne blizny – wymamrotał, bardziej martwiąc się jednak o Willow niż o samego siebie. Pomasował sobie nieco skronie i spojrzał na Marcusa. – Wyciągnę ją stamtąd… na pewno – wydusił z siebie, bo przecież nie był tego taki pewien.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  106. Po raz pierwszy miał okazję oglądać czyjeś wspomnienia, przez co przez moment się pogubił. Obserwował ta młodszą wersję Willow, mając wrażenie jakby mógł ją zaraz dotknąć czy przytulić. Była zdenerwowana. Jej złość była niemal wyczuwalna w powietrzu, a i grobowa mina na to wskazywała. Nie bardzo rozumiał co tu się dzieje i o co chodzi z tymi ofiarami. No i jeszcze ta niepokojąca postać, której to wrota miały zostać otwarte. Jak mu tam było? Gandxal, a potem wspomnienie się skończyło i zaraz zaczęło się nowe, a Willow wciąż czytała. Uśmiechnął się nieco widząc to, bo przecież jakież to było znajome.
    Miał nawet zamiar pozwolić jej tak dłużej czytać i oglądać wspomnienie za wspomnieniem, gdy przypomniał sobie po co tu przyszedł. Zacisnął pięści, ze zdziwieniem zauważając, że i lewa ręka mu tu działała. No proszę, projekcja astralna (chyba) pomijała defekty urody. Odetchnął głęboko.
    - Molu książkowy wyłaź – rzucił dość głośno. – Albo pokaż coś fajnego, co? To że lubisz czytać już wiem – zauważył spokojnie. Może i nie powinien jej prowokować, ale nic innego nie przyszło mu teraz do głowy. – Jakiś seks by się przydał – dodał zaraz, choć nieco ciszej. Może nie wypadało takich słów rzucać na wiatr. Jeszcze jej umysł gotowy był spełnić tę niedorzeczną prośbę. No i wciąż był w bibliotece… niby wspomnienia, ale zawsze starał się w takich pomieszczeniach zachowywać cicho.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  107. - Mhm… zdarza ci się, jak już jesteś wściekła. Ostatnio często – przyznał spokojnie Ray, odpowiadając jej na pytanie o głosie. Kiedy zatrzymała wspomnienie gdzieś w połowie, gwizdnął z podziwem. Jemu jeszcze nigdy ta sztuka się nie udała. Może dlatego, że zakopywał się we wspomnieniach, tylko gdy tracił nad sobą kontrolę… pewnie tak. Nie było co do tego żadnych wątpliwości.
    - Przybywam z odsieczą. Umierasz Willow – przeszedł od razu do rzeczy. – Jesteś bledsza niż ściana, a oddechu prawie wyczuć nie można… no i dotknąć też cię nie można, ale to już wina twojego kręgu – wzruszył lekko ramionami i położył dłoń na jej ramieniu. – Chodźmy stąd… terapia jest bezpieczniejszym rozwiązaniem… odzyskasz wspomnienia i uhm uwolnisz Gandxala – mruknął cicho, po czym skinął głową niewyraźnej postaci w kącie pokoju. Może to właśnie on był wybranym dziewczyny.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  108. Ray odetchnął głęboko.
    - Myślę, że nie tylko moja – westchnął ciężko. – Ale jak chcesz, możemy to zwalić na mnie całkowicie – wzruszył ramionami.
    Jej kolejne słowa skwitował skinieniem głowy. Wiedział i wcale mu się to nie podobało. Zresztą ten cały Angus na pewno próbował tej sztuki zabierając dziecko Emily. Teraz udało mu się poukładać tę układankę razem, a przynajmniej tak mu się wydawało.
    - Znajdziesz inny sposób – żachnął się. – Jesteś na tyle inteligentna, że ci się to uda. Willow, zawsze istnieje inne wyjście, a ty już nie masz czasu żeby tu siedzieć – oznajmił spokojnie. – Nie musisz poświęcać ani siebie, ani niewinnego dziecka… twojego dziecka – odchrząknął. Nie sądził by wróciła w ciąży, ale skoro dowiedziała się o rytuale to z całą pewnością musiała o tym myśleć. Była ostatnią z jej rodu. – A tak z innej beczki… po co chcesz go uwalniać? Jakoś nie bardzo mi się to widzi – podszedł do owego bytu i dotknął go, a właściwie przesunął dłonią przez niego, bo to w końcu wspomnienie. – Mhm… rozmawiasz z takimi koszmarami, a nie wiesz jak poprowadzić konwersację ze zwyczajnymi istotami… - mruknął, przyglądając się bytowi uważniej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  109. - Willow, wychodzimy – Ray złapał ją mocno za ramiona i potrząsnął nią, zastanawiając się w duchu czy byłby w stanie zrobić to samo w rzeczywistym świecie. Raczej nie, nie miał teraz tyle siły ani odwagi. – Wychodzimy stąd – zacisnął mocniej pięść. – Nie obchodzi mnie ten twój byt i to do czego jest ci potrzebny. Nie interesuje mnie ten pieprzony rytuał. Nie będziesz zabijała noworodka dla jakiegoś pieprzonego ducha – wrzasnął na nią, nieco unosząc się gniewem. – Nie będziesz, Willow… - uniósł dłoń, tak jakby chciał ją uderzyć, ale powstrzymał się i jedynie położył ją swobodnie na jej ramieniu. Nabrał głębokiego oddechu.
    - Znajdziesz inny sposób, jeśli tak ci na tym zależy – warknął. – Do tej pory szukałaś… ale szukałaś dokładnie tego rytuału. Nie żadnego innego. Sama przed chwilą powiedziałaś, czegoś tu brakowało… - zauważył, starając znaleźć coś czym mogłaby zająć swe myśli. – Nie będziesz zabijała własnego dziecka. To nie jesteś ty Willow. Nie ta łagodna dziewczyna, którą znam – zacisnął mocno wargi, cały czas patrząc jej w oczy.
    - Wychodzimy stąd – rzucił chłodno, acz stanowczo. – Jeśli zaraz stąd nie wyjdziesz, nie będzie nawet mowy o próbie uratowania tego bytu… choć jeśli on ci będzie kazał zabić noworodka dla własnego życia to uroczyście ci oświadczam że go zamorduje w chwili przekroczenia bramy – zacisnął zęby. – Znajdę sposób i poćwiartuję dziada. Tyle ci z tego będzie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  110. - Za stosowne? Doprawdy Willow?! Uważasz zamordowanie niewinnego dziecka za stosowne?! – wrzasnął na nią mocno już wyprowadzony z równowagi. – Poważnie?! To pieprzone coś jest aż tak dla ciebie ważne, że jesteś w stanie nawet pomyśleć o mordowaniu dziecka?! Czy tobie już do reszty odbiło?! – gdyby mógł to by w coś uderzył, ale nie mógł, więc tylko zacisnął mocniej wargi ze złości. – Mnie wyrzygujesz, że się boisz, że cię molestuję, a sama jesteś gotowa zabić własne dziecko?! Hipokrytka! Pieprzona hipokrytka! – zamknął oczy i odetchnął głęboko.
    - Nie poznaję cię Willow. Ta Szkocja zrobiła ci więcej krzywdy niż mnie Anglia – westchnął przeciągle. – I nie martw się, niezależnie od tego czy będę w twoim życiu czy nie, zabiję go. Znajdę sposób by to zrobić – zrobił dwa kroki w jej stronę. – Kocham cię, to akurat się nie zmieniło – przesunął dłonią po włosach i wziął głęboki oddech.
    - Gandxal! Pokaż się tu pieprzony debilu! – wrzasnął zaraz na całe gardło. Z tego co rozumiał mieszkał on sobie gdzieś w głowie Willow i nie chciał opuścić ani na chwilę. Podejrzewał, że to on nie tak dawno temu natłukł dziewczynie. – Nie boksuje się kobiet, wiesz?! Ale co ja tam mogę wiedzieć, sam prawie to zrobiłem – przyznał chłodno, znów patrząc na Willow. – A gdybym tak pozbył się go już teraz? – zaproponował unosząc lekko brew w górę. Problem zniknąłby jakby za dotknięciem magicznej różdżki.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  111. Masz racje. Nie wiem. a - odparł chłodno. - Tyle że wiem iż każdą tradycję można zmienić - fuknął na nią. - Skoro nie jesteś taka jak ona to nie próbuj wmawiać sobie że to co ona by zrobiła jest najlepszym rozwiązaniem - dodał zaraz, bo przecież właśnie tak było. Willow nie musiała robić tego co by zrobiła parę miesięcy temu. Nie musiała jeśli nie było to zgodne z jej przekonaniem.
    - Wychodzimy stąd Willow. Ja nie chcę cię stracić - odetchnął głęboko z jednej strony ciesząc się że to coś go nie usłyszało. Będzie miał element zaskoczenia. W końcu nie wiedział czym był ten cały byt a przygotować do walki by się przydało znając naturę przeciwnika.
    - Wychodzimy - powtórzył nieco bardziej stanowczo. - Życie jest ważniejsze od śmierci... Niezależnie od tego czy się nią pałasz czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  112. Nie musiała go jednak szukać. Sam przyszedł jakąś godzinę później. Tym razem zrobił to z własnej i nieprzymuszonej woli. Skinął głową do Marcusa, a potem podszedł do łóżka dziewczyny.
    - Jak się czujesz? – zapytał jej siadając tuż obok i zsuwając kaptur z głowy. Miał problem z przebywaniem wśród ludzi, ale przełamywał go powoli. Wychodził ze swojego pokoju, świadomie narażając się na ich obecność. – Wyglądałaś jak trup – żachnął się, zagryzając nieco wargi. Jakoś niespecjalnie mu to wyszło, bo przecież nie tak powinno się pocieszać chorych. Pomasował swoją lewą dłoń, a potem otworzył swój plecak i wyciągnął z niego czekoladki.
    - Przyniosłem ci na poprawę humoru – podał je jej i spojrzał gdzieś w bok. – Nie wiem czy chcesz tu moich odwiedzin, więc… więc zaraz sobie pójdę. Chciałem tylko sprawdzić czy już wszystko w porządku – wyjaśnił spokojnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  113. Ray skinął lekko głową, a potem odszukał wzrokiem Marcusa. Ten uśmiechnął się lekko, co chłopak przyjął jako potwierdzenie, że jego pacjentka jest wystarczająco zdrowa by przyjmować gości.
    - Zostanę – zdecydował w końcu, odstawiając plecak na podłogę i przez dłuższą chwilę milcząc. Obserwował ją tylko, czując że jest równie skonfliktowana co on. Nie miał pojęcia jak jej pomóc więc po prostu milczał. Nie chciał zaczynać bombardować ją pytaniami i żądać wyjaśnień. Właściwie nie potrzebował ich. Wiedział to co najważniejsze przecież. W końcu więc odetchnął głęboko.
    - Zapytam Marcusa jak długo tu zostajesz – rzucił spokojnie. – I wieczorem urządzimy tu sobie seans filmowy – dodał zaraz, uznając że póki co pójdzie na neutralny grunt. – Jadłaś kiedyś popcorn? Pewnie jadłaś, co? To z kukurydzy się robi – odchrząknął, bo w sumie nie miał pojęcia czy go jadła czy nie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  114. Faktycznie. Jadła u niego, ale jako facet zapomniał o tym szczególe. Uśmiechnął się tylko lekko i dmuchnął sobie w grzywkę, nieco ją przy tym mierzwią.
    - Jak cię tak denerwują, to popraw – zaśmiał się cicho, nie zbliżając się jednak do niej, ani nie dotykając jej teraz. Nie podobało mu się to, że chciała tam ponownie wrócić. To nie wyglądało jak bezpieczne rozwiązanie. Nawet z poprawkami. Skrzywił się nawet, gdy o tym pomyślał. Nie chciał by robiła coś wbrew sobie. Sama mu przecież powiedziała, kiedy byli w jego wspomnieniach, że on już nie jest tą samą osobą… a potem rzuciła swobodnie „tamta Willow dałaby radę”. Nie stosowała się do swych własnych słów.
    - No to dobrze – mruknął. – To przyniosę wszystko czego trzeba do seansu… jeśli będziesz miała na niego siłę – rzucił swobodnie, nie chcąc by zaraz pomyślała, że do czegoś ją zmusza. Jeśli nie miałaby na to ochoty to przecież mogła mu to zakomunikować.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  115. Ray uśmiechnął się lekko, dając jej wykonać ten gest. Przyjemny gest, musiał to przyznać.
    - Daj spokój – westchnął cicho. – Nie dziękuj mi za coś takiego. To naturalne przecież… pomagamy sobie nawzajem, nie? – uśmiechnął się do niej. Nie wiedział co jeszcze mógłby na to powiedzieć. Nie chciał by mu dziękowała, bo przecież nie zrobił tego tylko dla niej. Zrobił to, bo się martwił, bo ją kochał… i nie chciał jej tracić ani na moment.
    - No to jesteśmy umówieni. Wpadnę z laptopem… i popcornem – uśmiechnął się do niej. – Jaki film chciałabyś zobaczyć? – zainteresował się zaraz. – Kontynuujemy przygodę ze „Star Wars”? Czy schodzimy na coś innego? – chciał wiedzieć i dać jej trochę wyboru.
    - Następnym razem… wypróbuj terapię… a jeśli nei zadziała w ogóle… to nie siedź we wspomnieniach tak długo… nie chcę cię stracić, ok?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  116. Ray odruchowo schował dłoń w kieszeń bluzy. Jakoś tak nie przepadał, kiedy ktoś na nią patrzył i na dodatek czuł żal. Zagryzł nieco wargi i przez moment się nie odzywał, zbierając powoli swoje myśli. Wciąż miał z tym problemy, choć jeśli chodziło o Willow to było mu z tym coraz łatwiej.
    - Marcus twierdzi, że dojdzie do siebie – odparł w końcu ją wyciągając z kieszeni. – Już jest lepiej – zapewnił ją choć trochę bez przekonania. Mógł odrobinę zgiąć palce. Kilka milimetrów, ale zawsze. Uśmiechnął się do niej delikatnie. – Nie to mnie martwi – zapewnił ją zaraz. No dobra, może i trochę martwiło, ale zdecydowanie bardziej martwił go brak magii. Odczuwał jej brak i pewnego rodzaju pustkę w sercu, gdy tak o niej myślał. Nie był pewien czy powinien o tym mówić Willow, ale z drugiej strony parę razy już na niego nakrzyczała, że coś przed nią ukrywa.
    Wyciągnął więc przed siebie prawą dłoń i skupił się na opuszkach palców. Przez długą chwilę nic się nie działo, by w końcu przeskoczyła pomiędzy nimi iskierka ognia i zgasła. Skrzywił się lekko, dysząc ciężko. Taki słaby efekt, a pochłonął spore pokłady jego energii.
    - Niedługo mogą mnie tu skazać na niewolnictwo – zażartował, choć nie do końca wiedział jak to wszystko działa i czy mieliby taką możliwość.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  117. - Mhm… wstrzykiwali mi jakiś narkotyk – odparł w miarę spokojnie, choć musiał potem zrobić dłuższą przerwę, jakby zastanawiając się gdzie on też był. – Ale tydzień temu nie mogłem nawet wykrzesać z siebie tej iskry – wyjaśnił. – Więc powinno przejść… chyba. Nie wiem – zacisnął mocniej wargi. Potrząsnął głową. Nie chodził do psychiatry i nie bardzo chciał o tym teraz myśleć.
    - Ciężko mi się rozmawia… z bliskimi mi osobami… a co dopiero z obcym facetem czy babą? – uśmiechnął się krzywo. Może i miała rację. Być może powinien to zrobić, ale obawiał się że nic to nie da, bo nie będzie w stanie wykrzesać z siebie ani słowa. – Więc… może później, jak już oswoję się z ludźmi – szepnął. Nie wykluczał tej możliwości i nie chciał by zaczęła mu prawić morały o tym jaka terapia jest super, skoro sama nie chciała z niej skorzystać.
    - Dlaczego… zależy ci tak na czasie? – zapytał jej zaraz prosto z mostu. Najlepiej. Bez owijania w bawełnę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  118. Ray pokręcił przecząco głową. Niby wiedział o czym mówi, ale psychiatra go póki co nie przekonywał. Było na to za wcześnie. Takie przynajmniej miał wrażenie.
    - Chodziłem do psychiatry wcześniej – odparł szczerze. – I pewnie znów też pójdę, ale jeszcze nie teraz… - mruknął cicho. Sam siebie znał trochę i doskonale rozumiał, że nie miałoby to jeszcze sensu. Nic by mu nie powiedział, a tylko stresował przed każdym spotkaniem.
    - Mhm… naprawdę o tym myślisz? – zapytał jej spokojnie, zaciskając nieco prawą dłoń. – Nie bardzo to rozumiem… po co jest ci on aż tak bardzo potrzebny, że rozważasz mordowanie niewinnej istoty?
    Może nie powinien do tego wracać, ale wciąż nie potrafił tego zrozumieć. Dobra, nie znał się na nekromancji, ale uważał takie praktyki za gorsze niż te przeklęte laboratoria. Zacisnął więc nieco wargi i przesunął wzrokiem po całym pomieszczeniu, zanim znów na nią spojrzał.
    - Musi być inna opcja – oznajmił po dłuższej chwili.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  119. - Teoretycznie – powtórzył za nią. To już coś, bo to oznaczało, że w praktyce wszystko stało jeszcze pod znakiem zapytania. – Przepraszam, nie bardzo rozumiem – przyznał szczerze. – Potrzebny jest ci demon, a nie facet? Bo uhm jeśli odbudowujesz klan to chyba potrzebujesz członków, więc twoje dziecko… będące twojej krwi byłoby jak najbardziej pożądane w tym wypadku. Żywe, a nie martwe – zauważył spokojnie. Z całą pewnością czegoś nie łapał, ale biorąc to wszystko na chłopski rozum, nie rozumiał w czym demon musiał jej być potrzebny. Z tego co mu się wydawało, demon nie miał krwi jej klanów. – Praktycznie rzecz biorąc potrzebowałabyś członków twego klanu, którzy musieliby się rozprodukować zaczynając od twojego dziecka… i paru potężnych przyjaciół, którzy pomogliby ci zgnieść ten drugi klan, tak? – spojrzał na nią uważniej. – Każdy zasługuje na drugą szansę, wy również… tylko nadal nie bardzo łapię po co ci ten cały Gandxal… - poczochrał się po włosach i westchnął ciężko, rozprostowując swe kości. – Przecież może ci służyć będąc z tobą w kontakcie… albo uhm przejmując na moment nad tobą kontrolę – zacisnął wargi. To również wiązało się z niebezpieczeństwem, ale wierzył że Willow jest na tyle silna, by go kontrolować. – Albo… potrzebujesz innego demona. Żywego demona – odchrząknął. – Przecież tu w Mortiel na pewno takiego znajdziesz… tyle tu cudów niewidów…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  120. Jakoś nie potrafił tego słuchać ze spokojem. Prawą rękę bezwiednie zaciskał w pięść, żałując że nie może tego samego zrobić z lewą. Cholera! Dlaczego musiał być leworęczny? Przez to wszystko przychodziło mu teraz z trudem. Zacisnął też szczękę, jakby to miało mu nieco pomóc, ulżyć czy coś… ale nie pomogło. To byłoby zbyt proste.
    - Willow… - zaczął cicho, kiedy już zorientował się, że Gandxal chce ją po prostu wykorzystać i że… może to życie noworodka było mu potrzebne do tego by wejść w jego ciało. Zawładnąć nim i stać się istotą żywą. Ugryzł się w język, nie chcąc snuć domysłów. Być może błądził, a nie chciał jej teraz zadawać kłopotliwych pytań. - …po prostu wybierz kogoś, kogo choć trochę darzysz sympatią… inaczej to całe 9 miesięcy będzie dla ciebie mękami… - mruknął w końcu, nie patrząc na nią, bo nie mówił tego sercem. Poddał się. Nie będzie jej już do niczego przekonywał. Może ona po prostu musi nauczyć się na swoim błędzie, a on w tym czasie opracuje plan zgładzenia Gandxala i zrobi to jak tylko ten pojawi się na tym świecie.
    - Jeśli ci nie dobrze od samej myśli… to znak, że to nie jest dobre wyjście. Tylko ty jesteś uparta jak osioł, więc i tak zrobisz to wszystko, a potem będzie ryk, zgrzytanie zębami i wyrzuty sumienia, które zgładzisz tym ze dla swych kolejnych dzieci będziesz sucha. Nie pokażesz im żadnych emocji i będziesz nimi manipulowała… jak, jak twoja matka – wiedział, że będzie tych słów później żałował i być może Willow go teraz znienawidzi do końca swego życia, ale stało się. Już zaczął, teraz musiał tylko skończyć.
    - Wiesz, chyba już zaczynam rozumieć to całe wychowanie… skoro jednostka nie jest taka ważna… to po co się do niej przywiązywać? – dopiero teraz na nią spojrzał. – Po co obdarzać uczuciem, skoro w razie potrzeby poświęcisz swoje potomstwo… - zamknął oczy.
    - Nie jestem odpowiednią osobą, by to mówić – dodał zaraz, zanim Willow zdążyła skomentować jego rodzinę. – Moi rodzice raczej nie należą do wzorca dobrego rodziciela – uśmiechnął się krzywo. – Ale myślę, że to co chcesz zrobić… to co chcesz… jest okrutne. Jest gorsze niż to co robią laboranci – zacisnął wargi i poczuł wilgotniejące mu oczy. – A uwierz mi… laboratorium do raju nie należy – zauważył już szeptem, wstając z miejsca.
    - Ja… przyjdę do ciebie później – dodał jeszcze i zanim zdołała mu odpowiedzieć, po prostu wyszedł z pomieszczenia. Emocje i wspomnienia zaczynały brać nad nim górę, a nie chciał by patrzyła jak się rozsypuje. Nie teraz. Zdołał wrócić do swojego pokoju, zanim popłynęły łzy, a w głowie się zakręciło. Doczołgał się do łóżka i padł tam nieprzytomny, budząc się po kilku godzinach z zatroskaną twarzą Marcusa tuż nad nim.
    - Wspominałem ci już jak nienawidzę bachorów? – zapytał go mężczyzna niemal oddychając z ulgą. Nie chciał przecież tracić pacjenta, którego dopiero co poskładał. – Zjedz to – podał mu miseczkę z podejrzanie wyglądającą kaszką. – Ech Ray jesteś wolny, wiesz? Nie musisz czekać aż ktoś ci wyda polecenie…
    - Wiem – Ray wziął od niego miseczkę i zabrał się za mozolne jedzenie. – Po prostu nie jestem głodny. To wszystko i… nadal nie wiem jak poradzić sobie z ogniem. No i ta panika… i jeszcze Willow… nie wiem jak jej pomóc. Chyba nie jestem w stanie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  121. Ray zaśmiał się cicho i trochę na siłę przełknął kolejną porcję kaszki. Co jak co, ale Marcus nie potrafił gotować. To było zaskakujące, że nawet i kaszkę potrafił spieprzyć. Mimo to jego kolejne słowa ugodziły go mocno w serce. Przez moment nie odzywał się, jedynie dziabiąc łyżką w miseczce.
    - W takim razie dobrze, że nie wierzę w coś takiego jak przeznaczenie – uśmiechnął się krzywo. Taka prawda. Nie wierzył, że przeznaczenie istniało. Wszystko zależało od wyborów. Niestety nie tylko jego wyborów. Odetchnął głęboko i wmusił w siebie jeszcze jedną łyżkę kaszki, zanim wygrzebał się z łóżka.
    - Ray…
    - Jeszcze mnie nie włożyłeś do szpitala, więc odpuść sobie komentarze. Nic mi nie jest – wybuchnął nieco, odkładając miskę na bok i biorąc sobie papierosa. Dobrze, że choć do niego jedna ręka była wystarczająca. Otworzył okno i przystanął przy nim, zerkając tylko na zegar. W końcu obiecał Willow, że wpadnie z filmem. – Nie będę jej pomagał, zamorduję tego Gandxala – mruknął sam do siebie. Nawet jeśli Marcus przekaże to Willow, ona w końcu już o jego planach wiedziała.
    Więcej już nie powiedział. Spalił do końca papierosa i zabrał ze sobą laptopa, po czym uśmiechnął się do mężczyzny i pozwolił mu się asekurować aż do lecznicy. Nie marudził, że sobie poradzi. Nie, kiedy chwiał się niemal przy każdym kroku i z dwa razy musiał oprzeć się o mężczyznę by nie upaść. Niemal ducha wyzionął, gdy inny mieszkaniec Gildii na niego wpadł. Nie utrzymał się wówczas na nogach, tylko przykucnął i nacisnął mocniej kaptur na głowę, jakby licząc na to, że dzięki temu po prostu zniknie i nikt nie będzie musiał oglądać jego drżących rąk i szeroko otwartych tęczówek ze strachu.
    Cholera, a mógł po prostu zostać u siebie i złamać kolejne dane jej słowo. Mógł odpocząć i zebrać siły do kolejnego dnia zmagań. Starał się przyspieszyć proces swej rekonwalescencji, by nie stracić dwóch lat na oswajanie się ze środowiskiem… ale nie szło mu to za dobrze. Wzdrygnął się czując dłoń Marcusa na ramieniu.
    - Ray, możemy wrócić do ciebie – Marcus ostrożnie dobierał słowa. – Nie zmuszaj się do niczego.
    - Nie – wymamrotał tylko chłopak, wstając wreszcie i na moment opierając się o ścianę. – Droga do mnie trwałaby 3 razy dłużej – wyjaśnił zaraz. Byli przecież tak niedaleko. Nie złamie się teraz. Zresztą to i tak nie miało sensu.
    Potrzebował jeszcze 10 minut by dotrzeć do lecznicy i kolejnych 3, by znaleźć się przy łóżku Willow. Nie wyglądał za dobrze, gdy wreszcie opadł na krzesło. Był bledszy niż ściana i znów nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Zamiast tego uparcie gapił się w swoje dłonie, nabierając głębokich oddechów.
    - Melduję się na posterunku sierżancie i proszę o wybaczenie – uśmiechnął się do niej słabo, gdy wreszcie udało mu się na nią spojrzeć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  122. - Niespodzianka – Ray odłożył laptopa i zerknął na walające się po podłodze listy, a właściwie to ich próbki. Najwyraźniej Willow nie należała do zbyt elokwentnych nawet i na papierze. Normalnie zaśmiałby się cicho, ale jakoś nie bardzo mu to teraz pasowało.
    - Widzę, że ci trochę przeszkadzam – zauważył „inteligentnie” i szczerze mówiąc najchętniej to by się wycofał, ale myśl o powrocie tą samą drogą sprawiła, że oblał go zimny pot. Odetchnął głęboko i znów spojrzał jej prosto w oczy.
    - Miałaś odpoczywać, a nie zmuszać się do pracy. Willow, odbudowanie klanu nie ucieknie, zemsta też nie… a jak zrobisz to pod wpływem emocji, nierozważnie… to możesz jedynie pogorszyć swój stan – dodał jeszcze, choć był przekonany, że ona doskonale o tym wie. Przynajmniej mógł odwrócić swą uwagę od własnego stanu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  123. - Obiecałem ci film – przypomniał spokojnie, by już nie wdawać się w dalszą dyskusję. Poklepał lekko laptopa i spojrzał jej prosto w oczy. – Zapomniałem tylko o popcornie. Musisz mi wybaczyć, nie czułem się na siłach by go robić… a Marcus nie za bardzo umie gotować. Nawet kaszkę przypalił – szepnął konspiracyjnie.
    - Poza tym… chcesz żebym zaszył się w pokoju i z niego nie wychodził? Przyznaję bez bicia… byłoby łatwiej – zagryzł mocno wargi. – Ale chyba nie w tym rzecz nie? Nie chcę stracić kolejnych 2 lat robiąc coś takiego, Willow…

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  124. Ray uśmiechnął się lekko widząc jej nieśmiały uśmiech i ten gest poprawiania mu włosów. Ona naprawdę to lubiła, a jemu już dawno przestało to przeszkadzać. Nie ukrywał się… to za dużo powiedziane. Ukrywał, ale chociaż starał się z tym zerwać ze słabym skutkiem.
    - Mhm zapamiętam – mruknął spokojnie, gdy wspomniała o Lily. Niby wiedział, że ta kobieta dobrze gotowała, ale jakoś nie przepadał za nią, zwłaszcza teraz. Gdy tylko się pojawiała, uciekał, albo przynajmniej chował się przed jej wzrokiem i nie mógł tego z siebie wyplenić.
    - Skończ z tymi listami teraz – zebrał papiery z podłogi i wyrzucił je do kosza, a potem wrócił na swoje miejsce. – Dzisiaj odpoczywasz i nie myślisz o trudnych decyzjach – uśmiechnął się, choć obawiał się, że zaraz rzuci „złych decyzjach”. Na szczęście udało mu się ugryźć w język zanim to zrobił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  125. - Nie - odparł bez zastanowienia, odnajdując wreszcie gniazdko i podłączając laptopa do ładowarki. Jakoś z przyzwyczajenia wolał to robić, by przypadkiem w połowie filmu, laptop nie wysiadł. - Chyba nie... zawsze wolałem psy - uśmiechnął się nieco, po czym zastanowił się chwilę, jakby pytanie o koty miało jakieś głębsze znaczenie.
    - Koty są mi po prostu obojętne... chyba to nie tak, że ich nie lubię. Ja im po prostu nie ufam... drapną cię ni stąd ni zowąd. Nie jakoś tak im nie ufam - podrapał się po głowie. - Skąd pytanie? Chcesz kupić sobie kota?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  126. Wiedział o istnieniu takich filmików, ale jakoś nigdy go nie śmieszyły. Widząc jednak podekscytowanie na twarzy Willow, gdy o nich mówiła, sam się nieco uśmiechnął. Wzruszył ramionami słysząc jej kolejne pytanie.
    - Chyba z sentymentu – uśmiechnął się lekko. – Jak byłem mały… - zacisnął nieco wargi. – Jeszcze zanim dowiedziałem się, że umiem czarować – zaśmiał się nieco. – Bawiłem się z innymi dzieciakami na podwórzu. No i mieliśmy podwórkowego psa. Był mały, wychudzony i zawsze brudny… ale chętny do figli. Przynosiliśmy mu zawsze coś do jedzenia, rzucaliśmy mu patyk i zwiedzaliśmy opuszczone mieszkania razem z nim – uśmiechnął się do swoich myśli. – Ale zabij… nie pamiętam jak się wabił – przyznał bez bicia. Potem tak dużo się działo, że te dobre wspomnienia jakoś mu uciekały. Brakowało szczegółów, blakły przy tych innych, a szkoda. Nie powinno tak być. Powinny być mocniejsze, lepsze… ale nie były.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  127. Ray pokręcił przecząco głową. Nie chciał zwierzaka, bo przecież jego praca mu na to nie pozwalała. No dobra, teraz nie brał żadnych zleceń i znów był darmozjadem, ale normalnie zdarzało mu się wyjeżdżać na kilka dni.
    - Za bardzo by za mną tęsknił, a nie miałbym go z kim zostawić – uśmiechnął się lekko do swoich myśli. Owszem posiadanie zwierzaka przeszło mu przez myśl, ale póki co musiał się z tym wstrzymać.
    - Jasne, oglądamy – ustawił laptopa, a potem zsunął buty i wszedł Willow do łóżka. Tak trochę bez ostrzeżenia. Nie przykrył się jednak, tylko położył wygodniej, uważając by dać jej sporo przestrzeni. – Okay – włączył film, który znał już na pamięć. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo jest zmęczony. Gdzieś w połowie filmu, naciągnął kaptur na głowę i zapiął zamek bluzy, a potem odpłynął całkowicie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  128. Drgnął gwałtownie, gdy jego głowa straciła podłoże i rozbudził się od razu, odruchowo odsuwając się od niej, by przypadkiem nie zarobić w łeb. Potrzebował chwili na zorientowanie się co też takiego przyprawiło ją o takie emocje. Gdy jednak już wiedział wybuchnął głośnym śmiechem i jakoś tak naturalnie poczochrał ją po włosach.
    - Dlatego właśnie lepiej jest oglądać je od 4 części – zaśmiał się cicho. To było warte zobaczenia szoku na jej twarzy. Film trwał jeszcze jakieś 10 minut, a potem wszystko się skończyło. Zamknął wówczas laptopa i odłożył go na szafkę nocną, by na nią spojrzeć.
    - Trochę jeszcze części zostało, więc jak będziesz miała ochotę możemy je kiedyś pooglądać – uśmiechnął się przyjaźnie, teraz wyraźnie pilnując tej jej przestrzeni osobistej. Wolał jej nie zakłócać. Ostatnio przecież sam pilnował swojej i gdy tylko ktoś wdzierał się w nią buciorami, dostawał ataku paniki. Wiedział już jaka jest ważna. Powoli wygramolił się z jej łóżka i wrócił na swoje krzesło, ziewając nieco.
    - Będę szczery – zdecydował nagle i odetchnął głęboko. – Nie chcę żebyś wyzwalała tego całego Gandxala – oznajmił prosto z mostu. – I nie chcę żebyś poświęcała siebie tylko dla zemsty – zacisnął mocniej wargi. – I wreszcie nie chcę byś robiła to wszystko bezmyślnie… - mruknął, bo choć Marcus twierdził, że Willow jest zawsze przygotowana to on jakoś tego nie widział. Miał wrażenie, że chce wszystko za szybko i nie szuka innych wyjść z sytuacji. – Jeśli jednak bardzo chcesz się mścić… to zrób to z głową. Zastanów się czy na pewno potrzebujesz tego podejrzanego demona i czy jesteś gotowa poświęcić swoje własne dziecko… bo jak nie będziesz w stu procentach pewna to nie ma sensu przez to wszystko przechodzić. Potem… potem będą jedynie wyrzuty sumienia. Zaczniesz się nienawidzić… zrobisz się oschła, będziesz ukrywać swój ból pod maską obojętności i popełnisz kolejne błędy – przerwał z nią kontakt wzrokowy i wbił go we własne kolana.
    - I może nie jestem odpowiednią osobą by ci to mówić… ba na pewno nie jestem – skrzywił się. – Bo nie przechodzę przez to co ty… i chyba nikt nie przechodzi, ze znanych mi osób oczywiście… bo każdy z nas jest inny… ale… chcę tylko powiedzieć – zaciął się trochę. Cóż słowa nie chciały przychodzić tak jak kiedyś. Plątał się w mętliku swych myśli. – Ja po prostu nie chcę cię stracić.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  129. Ray skinął tylko głową. Może faktycznie nie powinien o tym mówić. Przecież sam zaproponował jej, by się rozluźniła… no ale nie potrafił. W ostateczności powiedział jej wszystko co myślał, po czym odetchnął głęboko. Słysząc jej propozycje spacerów poczuł pewną obawę. Do tej pory nie wyszedł jeszcze poza teren Gildii. Przerażała go nawet sama myśl o tym, ale nie miał być sam. Znów nabrał głębokiego oddechu i powoli skinął głową.
    - Dobrze… spacer brzmi świetnie – chciał by słowa brzmiały prawdziwie, bo cieszył się że będzie spacerował z Willow, ale… nuta fałszu gdzieś tam mu się wkradła. Zwyczajnie się bał. Bał wyjść do ludzi, przebywać z nieznajomymi, wpaść na kogoś niechcący czy uśmiechać się do każdego napotkanego typa. Nie, on się już do tego nie nadawał.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  130. No i nie udało mu się zamaskować tej niechęci. Aż mu się głupio zrobiło, kiedy Willow zaczęła się usprawiedliwiać. Z tego wszystkiego nasunął mocniej kaptur na łepetynę i wbił wzrok w swoje trzęsące się dłonie.
    - Uhm nie ważne jak brzmię… - wydusił z siebie. – Cieszę się… bo spędzę ten czas z tobą – zapewnił ją szybko, tym razem bez grama fałszu w głosie. – Po prostu się boję – zacisnął mocniej wargi. – Nie wiem czy jestem gotowy… na dłuższe… wycieczki – szepnął, a dłonie zatrzęsły mu się na kolanach. Chciał spróbować, ale nie był pewien czy będzie w stanie. – I nie chcę mówić… mówić „tak”, a potem w połowie „wracajmy, nie dam rady” – zacisnął mocniej zęby. – Ale spróbuję – szepnął wciąż unikając jej wzroku.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  131. Nie skomentował jej słów o tym, że chce spędzić z nim czas póki może. Uważał, że zawsze będzie to mogła robić. Niezależnie od tego jaką przyszłość dla siebie wybierze. Tego był akurat przekonany i żaden podrzędny demon czy inna rodzina nekromantów mu w tym nie przeszkodzi.
    - Nie jesteś nudna – zapewnił ją, wreszcie unosząc wzrok by na nią spojrzeć. – To ja teraz jestem nudny – przypomniał jej. – Nawet przejście kawałka ode mnie tutaj sporo mnie kosztowało – zaśmiał się z zażenowaniem, ale przecież nie zamierzał się poddawać tylko dlatego, że coś nie chciało mu wyjść. – Chcę spróbować tych spacerów z tobą – uśmiechnął się do niej lekko.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  132. [monopoly? O_O będziemy grać? xD]

    - Nigdy – odparł ze śmiechem. – Ale słyszałem o tej grze – przyznał spokojnie, nie do końca wiedząc co jej chodzi po głowie. Jakoś tak poczuł jej fascynację zanim zdołał zrozumieć o co chodzi. – Możemy zagrać – rzucił swobodnie po dłuższej chwili. Był przekonany, że Gildia powinna gdzieś to Monopoly mieć… a jeśli nie to w sklepie na pewno takie znajdą. No dobra, ten sklep go trochę martwił, ale przecież miał się przełamywać i nie zamykać w skorupce.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  133. [A ja tłukę „Timeline”, „Osadników Catanu” i Dixita z kumplami xD]

    - Dobranoc – powtórzył za nią i jeszcze chwilę posiedział tak, obserwując jej śpiącą sylwetkę. Dopiero po dobrej godzinie zdecydował, że czas się zbierać. Uznał, że to dobra pora na przemknięcie z jednego miejsca na drugie i zaraz leżał w swoim łóżku. Tym razem zamknął drzwi od środka, jakoś tak nie chcąc by ktoś do niego wszedł w środku nocy.
    ~.~
    Obudził się przed świtem i wyszedł na dwór, by trochę potrenować. Dość szybko został jednak pokonany. W oczach mu się troiło, a nie zrobił żadnych postępów. Ze zrezygnowaniem opadł pod drzewem i przymknął oczy, wdychając świeże powietrze i ciesząc się ciszą.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  134. Ray aż podskoczył na czyjś głos i usiadł niemal od razu, rozglądając się dookoła. Cholera, że też akurat Willow musiała się tu napatoczyć. Było zdecydowanie za późno na ukrywanie się, a jego stan z całą pewnością nie wyglądał za dobrze. Mokry od potu, z posklejanymi włosami, ale o dziwo i ona za dobrze nie wyglądała. Odetchnął niemal z ulgą.
    - A ty co? Dopiero co z lecznicy wyszłaś i już stoczyłaś 3 wojnę światową? – uniósł lekko brew, podnosząc się na chwiejnych nogach i asekurując się przy pomocy pnia. Schował katanę do pochwy, po czym odzyskując ostatecznie równowagę zbliżył się do niej. – Co to? – zapytał zerkając z zaciekawieniem do koszyka z niewinnie wyglądającą w nim roślinką. – Ne… Willow… zgłodniałem – przyznał cicho. – Zrobisz jajecznicę?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  135. Zacisnął mocniej szczękę zanim odpowiedział. Właściwie nie musiał się jej usprawiedliwiać ze swoich ruchów, ale nic mu nie szkodziło, co nie? Odetchnął więc głęboko i już idąc powoli w stronę budynku wzruszył ramionami.
    - Kataną wymachuję i próbuję odblokować swoją moc… zawsze rano i staram się stąd zmyć, póki… póki nikt nie patrzył – wyjaśnił spokojnie. To była najlepsza pora, dawała pozory tego, że jest sam i nikt mu nie zagraża. – I uhm… staram się też pracować… nad lewą… ręką – schował ją teraz do kieszeni.
    - Jaką truciznę tym razem robisz? – zapytał zmieniając trochę temat. – Śmiertelną? Czy jakąś bardziej łagodną?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  136. Wzruszył ramionami w odpowiedzi.
    - Nijak – uśmiechnął się krzywo, wsuwając drżące dłonie w kieszenie bluzy, gdy tylko znaleźli się na korytarzu Gildii. To była najgorsza pora na przemykanie nimi. Większość mieszkańców zdołała się już pobudzić i wybierała się na misje, lub na pogaduchy z sąsiadami. Zacisnął mocniej wargi i cofnął się o pół kroku, tak trochę chroniąc się za Willow od przodu. Zaśmiał się cicho ze swojej własnej beznadziejności. Jak mógł ją tak wykorzystywać? Zagryzł mocniej wargi i zrównał kroku, ale gdy tylko otarł się z kimś ramieniem, poczuł narastające w środku gorąco. Och jakże pragnął się teraz przeteleportować prosto do swojego pokoju.
    - Nadal tkwię w tym samym miejscu – kontynuował myśl, choć żołądek nieprzyjemnie mu się teraz skręcał. – Uważaj przy tym pędzeniu trucizny… nie zabij się przy okazji – poprosił ją jeszcze, omijając kolejnego przechodnia i nieco się garbiąc. Miał niejasne wrażenie, że staje się coraz mniejszy i zaraz zniknie w podłodze. Może to byłoby lepsze.
    - Uhm to wezmę prysznic i wpadnę na śniadanie – dodał jeszcze.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  137. Ray wszedł do jej pokoju dość powoli. Ubrany był w czarne, dresowe spodnie i biały t-shirt. Do tego przewiązana w pasie nierozłączna z nim ostatnio bluza. Jednak mimo to pozwolił sobie pokazać Willow trochę więcej siebie. Mokre włosy łagodnie opadały mu na twarz.
    - Pomóc ci? – zapytał widząc jak ta stara się usilnie powiesić rośliny, a przecież był od niej odrobinę wyższy. Zamknął za sobą drzwi i przez chwilę w milczeniu obserwował otoczenie. – Chyba po raz pierwszy… jestem u ciebie i nie wściekasz się na mnie lub nie leżysz zimna na podłodze – zauważył, choć bardziej do siebie niż do niej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  138. Trochę się zmieszał, gdy mu to wypomniała, ale utrzymał pozycję i pozwolił jej zawiesić koszyk na karnisz, zanim nie odsunął się od niej. Uśmiechnął się lekko.
    - Mhm… ale mam ją przy sobie – przyznał szczerze, wypuszczając zaraz powietrze z płuc. – Ostatnio… nie potrafię bez niej wyjść z pokoju – dodał jeszcze, choć nie negował faktu, że to był pierwszy raz, kiedy nie zarzucił jej na ramiona. Nie czuł takiej potrzeby, przy niej. Czuł się w miarę bezpiecznie przy niej.
    Przysiadł sobie na wolnym fotelu, uznając że łóżka nie będzie jej zajmował. Przeszło mu przez moment przez myśl, by pomóc jej z robieniem śniadania, ale po chwili zrezygnował z tego, patrząc na swoją lewą dłoń. Mogłoby nie wyjść z tego nic dobrego.
    - Wiesz… ćwiczę prawą rękę ostatnio – przyznał ze śmiechem. – Umiałem nią już wywijać kataną, ale teraz ćwiczę jedzenie nią i wychodzi. Niedługo opanuję to do perfekcji i będę oburęczny – wyszczerzył się nieco. Trochę śmiejąc się z własnej nieudolności, jak i odnajdując dobre strony tego wszystkiego.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  139. - Mhm to przydatna umiejętność – zgodził się z nią. – Yensen często wiązał mi lewą rękę, kiedy ćwiczyliśmy, dlatego w walce nie mam problemu z tym, ale wiesz… nigdy nie jadłem prawą, kiedy tego nie potrzebowałem. Mimo wszystko wolę tę swoją lewą dłoń – uśmiechnął się lekko, zsuwając klapki, które na sobie miał i siadając po turecku na jej fotelu.
    - Nigdy? Wow… naprawdę musiałaś być panienką z dobrego domu – żachnął się, ale nie chciał jej tym urazić. – Gdzie mi tam do ciebie – spojrzał przez okno na błękitne niebo, na którym nie widział ani jednej chmurki aktualnie. – Jestem tylko zwykłym mieszczuchem… bardziej mi właściwie do wieśniaka. Moi rodzice nigdy nie byli szalenie bogaci – uśmiechnął się nieco.
    - Mhm jakoś sobie radzę. Kanapki mogę jeść… czasem w ogóle nie jem, bo zapominam że jestem głodny – żachnął się krzywiąc przy tym.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  140. - No coś w tym jest – zgodził się z nią Ray. – Pofarciło mi się – uśmiechnął się szerzej, wstając z miejsca i podchodząc trochę do niej, by zobaczyć jak jej idzie. Nie lubiła sprzątać, ale kto tam też lubił to robić. To akurat było naturalne.
    - Pieniądze na pranie? Oj Willow… pójdziemy zrobić pranie razem – obiecał jej z uśmiechem. – Nie masz pralki, co? – rozejrzał się dookoła jej mieszkanka. Jej kolejna propozycja trochę go zaskoczyła. Chciała mu gotować? Uniósł lekko brew zerkając na nią.
    - No to może naleśniki zrobimy na obiad – pomyślał o czymś co jest łatwo przygotować, żeby przypadkiem Willow nie przerazić.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  141. - Obsługa pralki jest prosta – zapewnił ją zaraz Ray, uznając że może jej użyczyć swojej pralki od czasu do czasu. Po co ma dziewczyna wydawać fortunę na pranie? Uśmiechnął się lekko, wracając na fotel. – No to dojdzie nam do tego jeszcze nauka prania – zaśmiał się cicho. – Mhm pamiętam… ale myślałem, że już nie chcesz się uczyć – przyznał szczerze.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  142. Ray zaśmiał się cicho, kiedy ta przyniosła mu jajecznicę i zapomniała o sztućcach. Odłożył talerz na stolik i sam usiadł tuż przy nim. W końcu wróciła z zapomnianymi przyborami.
    - Dziękuję – uśmiechnął się lekko biorąc widelec i nabierając trochę jajecznicy na chleb. – Zobaczymy czy zjadliwa – zażartował, bo przecież nawet gdyby takowa nie była, zjadłby ze smakiem. W końcu Willow włożyła w nią trochę pracy. – Mhm… pycha – przyznał po dwóch kęsach. Naprawdę mu smakowało. Było zdecydowanie lepsze niż to co gotował Marcus, no i kanapki zaczynały mu się powoli przejadać.
    - Nie wiem… pomyślałem, że w ogóle nie będziesz chciała mnie już widzieć… a bez tego byłoby trudno się uczyć – przyznał szczerze.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  143. Ray skinął lekko głową nabierając sobie trochę więcej jajecznicy. On sam nie wiedział jak ma się zachować po tym wszystkim. Po ich kłótni, podróż statkiem była mordęgą. Nie wiedział co zrobić i gdzie się podziać. Zamknął się w sobie. Nawet się z nią nie pożegnał gdy wysiadał. A potem było już tylko gorzej.
    - Ja nawet nie wiedziałem, że wróciłaś – przyznał cicho. To nie tak, że nie chciał wiedzieć, po prostu był zbyt skupiony na swoich problemach by o tym myśleć. – A potem… nie chciałem ci się taki pokazywać – uśmiechnął się krzywo. – Chciałem stanąć na nogi, a dopiero potem… ale nie wiedziałem, czy ty chcesz mnie widzieć – dodał zaraz wzdychając ciężko. Mimo wszystko nasłuchiwał ze swojego pokoju, słuchał dźwięków dochodzących z jej i zastanawiał się czy już jest.
    - Mimo to… martwiłem się o ciebie – podłubał widelcem w jajecznicy. – I też tęskniłem – odchrząknął przełykając kolejną porcję.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  144. He shook his head and looked at her.
    ‘It was my fault. Stop blaming yourself. I was the one who almost… you know… who almost raped you’ he clenched his right fist and for a moment did not talk at all. He didn’t know what to say anymore, so he played silently with the scrambled eggs. ‘I should have said something… apologize, but I couldn’t. I couldn’t promise you that I wouldn’t do it again. I was… I was lost in my thoughts at that time and felt out of place. I should have told you about my fears befor the journey, but I had no ideas I have this fears’ he laughed a bit. ‘Seriously. No idea… because my last trip was 9 years ago. How should I know that this trip would trigger the memories… not so painful memories. Just… the cherry on the pie’ he sighed heavily. ‘Really… that was stupid of me… and then I was afraid I could hurt you, so I decided to run away. Because I wanted to protect you… but also myself. I didnt want to feel a pain because I did something to the person I love’ he finished and continued eating for a while.
    ‘And now… I am in pieces again’ he laughed again. ‘I still cannot promise you I won’t make you cry… but I am trying to get back on the right track… so I guess I’m trying to change a bit’

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  145. Ray poczuł się nieco bezsilny, kiedy ją taką zobaczył. Zacisnął lekko pięść i pomógł jej się położyć, a potem usiadł obok niej.
    - To znowu on? – zapytał jej prosto z mostu, bo inaczej nie mógł sobie wytłumaczyć tej krwi z nosa. Najwyraźniej demon mocno nadwyrężał jej siły witalne. Zagryzł nieco mocniej wargi, spoglądając na nią. – Nie możesz się go pozbyć? Zerwać kontrakt czy coś? – zaproponował, choć nie sądził by to było takie proste. Zwłaszcza, gdy ona tego nie chciała… a nie chciała. Tego akurat był pewien.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  146. Ray nie zdążył jej odpowiedzieć. Co prawda nie miał zbyt wiele do roboty, poza zaszywaniem się w pokoju i przeżywaniem kolejnego dnia milczenia, ale nie wiedział czy jest odpowiednią osobą do tego by zostać. Zwłaszcza teraz, kiedy wiedział z czym walczy dziewczyna i na dodatek, że zgadza się by to robić. Pozwala mu na te wszystkie okropieństwa. Zacisnął jednak zęby i został. Kiedy jej czoło zrosił pot, zaczął robić jej okłady, a potem po prostu przy niej usiadł. Nie wiedzieć kiedy przymknął oczy i przysnął.
    [I tutaj... nie wiem czy to możliwe, ale zrobię zwrot akcji, jak ci się nie podoba to uznamy, że w tej chwili kończy się odpis :) Daj tylko znać ok? Doła złapałam porządnego ostatnio... stąd tak późny odpis]
    Obudził go potężny cios, który posłał go na drugą stronę pokoju. Jęknął przeciągle, krzywiąc się przy tym. Willow usiadła na łóżku i zmierzyła go surowym spojrzeniem. Aż ciarki przeszły mu po plecach. W tej jednej chwili zrozumiał, że nie ma do czynienia z dziewczyną tylko jej ukochanym demonem. A ów demon nie pałał do niego większą miłością.
    - Kaplica - westchnął chłopak zbierając się na nogi i cudem unikając kolejnego ciosu. Dobrze, że chociaż odruchy mu działały odpowiednio. Skrzywił się jednak, widząc bałagan jaki po nim pozostał. - Nie wstyd ci demolować pokój kobiety? - zapytał cierpko.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  147. [wybacz mi, bije się w pierś i przepraszam gorąco za takie zamieszanie]

    Ray odruchowo uniósł dłonie, gdy ta podniosła go za szyję. Chciał ją od siebie odepchnąć. Uwolnić się z tego uścisku, który zabierał mu powietrze. Cholera jasna! Znów dał się złapać na myk z brakiem powietrza. Na moment przed oczyma stanął mu obraz jego własnego ojca, ale potem wróciła postać szczupłej i niepozornej dziewczyny. Nigdy w życiu nie podejrzewałby Willow o taką siłę. Ten komentarz o byciu wrakiem człowieka przyjął na klatę, tu akurat nie myliła się ani trochę. A może mylił? Przecież nie mógł teraz jej tak nazywać… z drugiej strony miał związane ręce. Jak miał walczyć z demonem siedzącym w dziewczynie, gdy nie miał swej magii… i nie chciał jej zranić? Przekleństwo wyrwało mu się z gardła, gdy uderzał o kolejną ścianę. Zacisnął mocno wargi i uniósł się na rękach, a raczej próbował bo te puściły dość szybko i przyszło mu na leżąco konfrontować się z demonem.
    - Nie pasuje jej… - odchrząknął zbierając się w sobie, gdy demon uśmiechnął się uroczo. – A podobno to ja… nic o niej nie wiem – splunął w dół twardo patrząc mu w oczy. Te oczy, które tak kochał, a teraz nie miały w sobie nic. Z wysiłkiem dźwignął się na kolana.
    - Mhm no tak… co złego to ja… bo to ja chcę zabić jej dziecko i ja naciskam, by szybciej się uwolnić… i to znowu ja okładam ją od czasu do czasu, gdy robi coś co mi się nie podoba. Faktycznie, wszystko moja wina – żachnął się chłodno.

    Ray [brave or an idiot?]

    OdpowiedzUsuń
  148. - Dobre sobie – Ray oparł się o ścianę i zmierzył „Willow” twardym spojrzeniem. – Pozwalasz jej wybrać… - roześmiał się chłodno. – Manipulujesz nią, wykorzystując fakt, że nie zna nic innego poza zamkniętym światem nekromantów. Boksujesz ją od czasu do czasu, więc czego się spodziewasz? Że wybierze inaczej niż chcesz? Nie rozśmieszaj mnie – zauważył spokojnie. Nie przeczył, że jest ignorantem. Może i był, ale skąd miał zdobywać wiedzę, skoro Willow nie była chętna do rozmów na te tematy, a on nie zamierzał jej zmuszać. Czytał książki, ale każdy ród nekromantów odrobinę się od siebie różnił.
    - Pozwolisz, że zostanę i trochę ci tu potowarzyszę. Obiecałem Willow, że przy niej zostanę, więc lepiej idź już spać – warknął jeszcze, czochrając się po włosach.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  149. - Słucham? Potwora? – Ray uniósł lekko brew, a potem podszedł do leżącej na podłodze Willow. – Nigdy nie przyszło mi to nawet przez myśl – żachnął się szczerze z lekkim trudem unosząc ją i kładąc z powrotem na łóżku. Delikatnie okrył ją kołdrą. – Właśnie na tym staruszku, polega manipulacja – dodał jeszcze znów wstając i teraz nieco sprzątając w pokoju dziewczyny, co by nie obudziła się by pracować.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  150. Był, ale przez chwilę milczał, a potem wstał i zasłonił zasłony, wpuszczając do pokoju świeże powietrze. Dopiero wtedy do niej podszedł.
    - Jestem - odparł spokojnie, siadając na podłodze tuż obok niej. - Nie wyglądasz za dobrze... chcesz coś zjeść? Aktualnie mogę zaproponować jedynie kawę lub herbatę i kanapki - zaśmiał się cicho. Tyle zrobić jedną ręką potrafił, a cala reszta musiała poczekać na swą kolej.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  151. - Nic mi nie jest - odparł spokojnie, nalewając jej zaraz wody i podając szklankę. Pomógł jej przy tym usiąść, choć nie do końca wiedział czy sobie tego życzy. - Jestem tylko trochę obolały - przyznał z lekkim uśmiechem. Nic czego by nie zniósł. Bywało zdecydowanie gorzej, więc nawet się tym nie przejął.
    - Mhm... nie wiedziałem, że możesz wykrzesać z siebie tyle siły - zażartował, lekko przesuwając dłonią po wciąż zaczerwienionej szyi. - Trochę wróciły mi wspomnienia... po tym jak ojciec mnie dusił - dodał zaraz chcąc być z nią szczery. - Ale on robił to w bardziej finezyjny sposób. Bezdotykowy - puścił jej oczko. - Jest magiem, uwielbia bawić się powietrzem - wyjaśnił szybko, bo nie był pewien czy o tym wspominał. Pamiętał, że opowiadał o tym jak dowiedział się, że ojciec jest magiem, ale chyba nie opowiadał o jego żywiole. A zresztą... czasami mógł się powtórzyć.
    - To wszystko. Żadnych uszczerbków mentalnych - zapewnił ją wesoło. - Pozbierałem to co się porozrzucało, ale pewnie zrobiłem ci rozgardiasz w papierach - przyznał nieco się krzywiąc.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  152. Wzruszył lekko ramionami w odpowiedzi.
    - Bo chciał sobie kupić wolność i sprzedać mnie do laboratorium. Przecież w życiu nie zgodziłbym się pójść od tak - zauważył cicho. - Musiał coś wykombinować, a ten sposób był dla niego najłatwiejszy - wzruszył lekko ramionami, siadając teraz na fotelu ze swoją niedopitą jeszcze kawą. Powoli przyzwyczajał się do faktu, że jego ojciec jest po prostu łajdakiem i liczy się dla niego tylko jego własna skóra. Westchnął ciężko, upijając trochę kawy.
    - Kiedy go uwolnisz... myślisz, że będziesz w stanie go kontrolować? Już teraz tego nie potrafisz - zauważył po krótkiej chwili. Akurat do tego potrafił dojść nawet ze swoją ignorancją. - Fakt, obiecał ci, zawiązaliście pakt czy coś tam... ale to demon. Nie możesz mu 100 procentowo zaufać - mruknął jeszcze. - Właściwie to nikomu nie możesz na 100 procent zaufać. Nigdy nie wiadomo co im strzeli do głowy.

    Ray

    OdpowiedzUsuń