23 kwietnia 2017

Protect what matters with everything you have, or you’ll have nothing, and deserve it. [vol.3]

I got my heavy heart to hold me down
Once it falls apart, my head's in the clouds
So I'm taking every chance I got
Like the man I know I'm not


Willow MacDougall
nekromantka. 23 lata. Gildia.
there's nothing to fear.
bucket list.


Skoro jest przyzwyczajona do śmierci, to dlaczego budzi się z krzykiem niemal każdej nocy? Dlaczego regularnie odwiedza psychiatrę? Dlaczego dostaje ataków paniki w środku dnia? Dlaczego wspomnienia powracają tak żywo? Dlaczego słyszy krzyki, czuje krew, i strach? Jak gdyby znowu była zatrzaśnięta w tamtej starej, dębowej szafie.
Skoro nie miała złego dzieciństwa to dlaczego teraz patrzy na innych z zazdrością? Dlaczego zazdrości im, że mogli się spotykać z osobami w swoim wieku? Dlaczego oni mogli wychodzić do kina, a ona nie? Dlaczego frustruje ją fakt, że nie potrafi nawet obsłużyć pralki? Dlaczego dawała sobie wmówić, że opanowanie trzech języków martwych jest bardziej istotne niż gotowanie? Jak gdyby całe życie była zamknięta w złotej klatce, dopiero po opuszczeniu jej zauważyła, że tkwiła w więzieniu.

Woli się złościć, niż przyznać, że czegoś nie rozumie. Gdy myśli, że nikt jej nie słyszy to z kimś zawzięcie dyskutuje w pustym pomieszczeniu. Wolne chwile poświęca rozwiązywaniu sudoku, a także zagadki wszechświata. Ściany jej pokoju są pokryte papierami wypełnionymi notatkami w dziwnych językach, magicznymi kręgami, glyfami i zaskakująco szczegółowymi szkicami organów ludzkich, nieludzkich i zwierzęcych. Chciałaby umieć gotować, móc pójść z kimś do kina, albo do kawiarni, albo zrobić jakąś inną normalną rzecz, która przystaje komuś w jej wieku. Jeżeli tylko dowie się co jej przystaje.
Uśmiecha się rzadko, wręcz nigdy. Prawdziwe szczęście odczuwa tylko wtedy, gdy ma okazję rozerwać inną żywą istotę na strzępy. Co przeraża ją chyba jeszcze bardziej niż koszmary nawiedzające ją co noc.


Sometimes when we wake up, we can’t be put back to sleep.



[wiecie czego nam tu było trzeba? tsundere z PTSD.
po raz kolejny gdzieś pochowałam informacje.
dla śmieszków (i ewentualnych wątków *wink, wink*) polecam kliknąć w "bucket list."
życiowe rady udzielam przez maila: istoleasweetroll@gmail.com]



credits:
art: dr-grizscald
tytuł: Aveline z Dragon Age II
cytaty: Panic! At the Disco Turn Off the Lights
Fringe (s01e17)



86 komentarzy:

  1. [Oho... 3 karta przyszła xD]

    Ray miał zamiar jej to wszystko wyjaśnić, ale zamiast tego ścisnął lekko jej dłoń.
    - Nie idziemy do szkoły, Will - oznajmił z dziecięcą radością, bo po pierwsze nie miał pojęcia gdzie znajduje się szkoła, a po drugie zdarzył się wujek Yensen. Dlatego szedł prosto, póki nie zniknęli matce z oczu, a potem skręcił z nią w jedną z bocznych uliczek.
    - Ja... ja nie wiem co jest prawdą... Willie... ale... coś tu nie gra - popatrzył jej prosto w oczy. - Odwiedził mnie wujek Yensen... powiedział, że śpię... Will a może ty też śpisz? Może śpimy i coś nam grozi tam gdzie leżymy? - postukał się w głowę, czując napływający ból, który sprawiał że zaczynał gubić myśli. Postać Yensena się w nich rozmazywała, ale on uparcie się do niej przyczepił. Nie da się tak łatwo. Nie i już.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nom :) Przyszła, bo przyszły głosy, że potrzeba i nie chciałam być gorsza :) ]

    Ray pokiwał lekko głową, marszcząc przy tym śmiesznie nosek. Postukał palcami o swoje uda i jęknął przeciągle.
    - Ja chyba byłem... parę razy, ale potem... potem chyba już nie - odparł wytężając swe szare komórki, aż miał wrażenie że się z nich dymiło. - Potem... potem było... zamknięcie. Tak, zamknięcie - wymamrotał, ale nic więcej z siebie nie wykrzesał. Coś skutecznie go blokowało, aż mu się płakać chciało z tej niemocy. Aż przykucnął i objął ramionami swoją głowę.
    - Wujek Yensen... Yensen... on... on pracuje... w Gildii - wybuchnął czując spływające łzy po policzkach. Naprawdę nie było lekko. - Ale nie wiem... nie miał pomysłu! - wydusił jeszcze, zerkając na Will. Żadnego pomysłu, on też nie miał. Tak trudno tu było swe myśli zebrać. Ciągle gdzieś uciekały.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  3. [Willow wkraca do akcji :D]

    Willie miała rację. Wiedział to, gdzieś podskórnie był tego świadom. Łamanie mu nie pomoże. Na pewno nie pomoże, ale łzy nie chciały przestać płynąć, choć ocierał je raz po raz. Dopiero gdy przy nim przykucnęła i wytarła mu te przeklęte krople, spojrzał prosto w jej oczy.
    Skąd go znał? Skąd znał Yensena? Czemu tylko on go znał? Czemu był ważny? Czemu do niego przyszedł? Zaczął intensywnie o tym myśleć. Przed oczyma stanął mu wysoki mężczyzna, który swą posturą mógł przestraszyć, ale jego nie straszył. Był ostry, ale opiekował się, kiedy przypłynął do... Mortiel.
    - Yensen... - zamrugał odzyskując na moment trzeźwe myślenie i błysk w oczach. - Był pierwszą osobą, którą spotkałem w Mortiel - wymamrotał, zaciskając lekko pięści i cały czas wpatrując się w tęczówki Willow. - Nauczył mnie wszystkiego, jest mi jak ojciec... - uśmiechnął się nawet do swych myśli. - Pracujemy razem... razem w Gildii... i ty też tam pracujesz. Willow.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pokręcił przecząco głową.
    - Nie był... nie mógł być. Byliśmy dorośli - przyznał cicho, wciąż jakoś tego umysłem nie ogarniając. Niby czuł, że to prawda. Musiała to być prawda. Na pewno ją denerwował i... rumieńce nagle wylądowały na jego policzkach, a on się od niej cofnął dwa kroki. Schował swe policzki w dłoniach i wciąż na nią patrzył.
    - Willie, ja cię tam kochałem - wypalił niczym z karabinu maszynowego. Kochał ją, a potem spali w jednej sypialni. O mamo!

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  6. - Ale czekaj! - Ray wykazał się tu zdrowym rozsądkiem [hah! czasem i jemu się to zdarza o!]. - Wrócimy do niej i co? Zahipnotyzuje nas znowu, albo coś... - wymamrotał beznadziejnie, już czując że to nie najlepszy plan. Co prawda żadnego innego nie miał i nie wiedział też wszystkiego o samym sobie. Właściwie to niczego nie wiedział. Czym zajmowali się w tej Gildii? Czemu Mortiel wydawało się mu jakimś specjalnym miejscem, owianym tajemnicą? I czemu kołatała mu się gdzieś zagubiona myśl o magii ognia?
    Nabrał głębokiego powietrza w płuca i wyciągnął dłoń przed siebie, koncentrując się na tej jednej myśli. Ogień zapłonął, a on dosłownie padł na swoje cztery litery i poobijał sobie poślady. Miał wrażenie, że zobaczył tę sztukę po raz pierwszy, ale uczucie wydawało się znajome.
    - Wow! Willie, widziałaś to?! - spojrzał na dziewczynę czując wielki uśmiech wpływający mu na usta. - Sprawdź czy ty też tak potrafisz! - ponaglił ją pełen ekscytacji.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  7. Ray uśmiechnął się do niej szeroko. Powoli zaczynał rozumieć co się tu działo. Jak zwykle wpadli po uszy i nawet go to nie zdziwiło. Tym się różnili od pozostały. Zawsze wpadali w tarapaty, ale szczęśliwie z nich wychodzili. Miał nadzieję, że tym razem też tak będzie.
    - Uhm... to może poćwiczymy i wtedy... wtedy się z nią skonfrontujemy? - zaproponował cicho, jakby nie do końca pewien swych racji. No bo jakoś wyjść musieli z tego bagna... tylko jak? Nie miał pojęcia co robić.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  8. Ray potrząsnął przecząco głową. Coś mu nie pozwalało zaatakować dziewczynki, która z taką pasją ćwiczyła przez kilka dobrych minut. Coś wewnątrz niego mówiło, że to nie w porządku. Nie mógł tego zrobić. To było wbrew niemu, wbrew jego zasadom.
    - Nie mogę - oznajmił spokojnie. - Nie dam rady cię zaatakować... nie mogę - zacisnął mocniej wargi. To nie tak, że wątpił by się obroniła. Po prostu nie chciał jej skrzywdzić, choćby i przypadkiem. Nie i koniec. Nie ma takiej opcji. Nie zrobi tego, choćby go zmuszała.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  9. Ninath nie należała do osób, które jakoś specjalnie sympatyzowały z technologią. Co prawda miała podstawowe pojęcie o działaniu sprzętu elektronicznego, który był dla niej notabene wymysłem co najmniej abstrakcyjnym, ale nie używała go. W jej domu nie było jakiejkolwiek instalacji elektrycznej, a gdyby ktoś dałby jej telefon do ręki, miałaby problem z obsługą większości modelu. Nie czuła z tego powodu jednak jakiegokolwiek wstydu. Nie każdy musiał się znać na wszystkim, jej wystarczyła znajomość prastarych arkanów magicznych i kilka innych zajęć, które sprawiały rudowłosej przyjemność. Nie spodziewała się co prawda, że młodsza od niej kobieta, dziewczyna, będzie miała problem ze znajomością takich urządzeń. Nie sprawiało jednakowoż to elfce najmniejszego problemu ani nie było powodem do rozbawienia. Willow wyglądała na obeznaną w podobnych rzeczach co ona, więc nawet nieco ucieszył ją ów fakt.
    - Na wszystko da się znaleźć czas – powiedziała, gdy przystała na propozycję dodatkowych lekcji. – To dla mnie przyjemność i nie mówię tego przez grzeczność. Chętnie zobaczę co dalej stanie się z tą szkatułką – dodała, gdy podziękowała za pomoc. Uśmiechnęła się nawet delikatnie w jej stronę, opierając się biodrem o blat stołu, na którym znajdowały się księgi oraz jeszcze przed sekundą szkatuła.
    - Pasuje, tylko jakbyś mi powiedziała mniej więcej, o której, byłabym wdzięczna – odpowiedziała, kierując swój wzrok na zegarek. Nie chciałaby siedzieć przez cały dzień, czekając na jej wizytę. Wolałaby po prostu wiedzieć, na kiedy ma być gotowa, a w międzyczasie może zająć się jeszcze jakimiś interesującymi rzeczami. Ostatnio zdobyła fascynującą księgę traktującą o wpływie gwiazd, astrologii na poszczególne arkana magiczne.

    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  10. Ray pokręcił przecząco głową. Nie byli rodzeństwem, a on kochał ją... chyba. Tak czuł, choć było to dość nieporadne uczucie. Przynajmniej nie był pewien co powinno się czuć, jeśli czuło się miłość. Zacisnął mocno wargi, a potem wytworzył kulę ognia w dłoniach.
    - Jak mnie zaatakujesz to się obronię - odparł spokojnie. - Ale... nie chcę cię atakować, Willie - wymamrotał beznadziejnie, jakoś tak nie czując siebie w ogóle. Coś mu mówiło nie, a z drugiej strony nie widział w tym problemu. Zacisnął mocno wargi. No żesz! Co się z nim działo do cholery jasnej?!

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  11. [Zadowolę się i częściowością :)]

    Ray odruchowo sięgnął dłonią w bok chcąc wyciągnąć katanę, której tu nie było. Zamrugał, nie bardzo wiedząc skąd mu się wziął ten gest. Był tylko dzieckiem, ale zaczynał pamiętać więcej z każdą chwilą. Zacisnął mocno wargi i odskoczył, lawirując między kamyczkami. Puścił po ścianie ogień, który okrążył ją zamykając w pułapce.
    - Willie, nie chcę z tobą walczyć - powtórzył spokojnie, całkiem przerażony swoimi wcześniejszymi wybrykami. Nie zamierzał jej atakować a mimo to odruchowo to zrobił. Jak zwykle... gdy czuł się zagrożony. Aż sapnął zdziwiony i przycisnął dłonie do swych skroni.
    - Może... może zostaw swoje sztuczki... na matkę, co? - poprosił ją, by już go nie atakowała, jednocześnie starając się ugasić ogień. To wcale nie było łatwe. Wcale... bo nie pamiętał jak to zrobić. Zwykle pozwalał mu się samemu dogasać, zbierając swe żniwo... ale teraz nie chciał tego.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  12. Willow nie mogła tego ugasić, a on czuł się zagubiony. Zaraz... na pewno potrafił. Wysunął dłoń do przodu i rozproszył ogień, ale kosztowało go to sporo energii. Opadł na tyłek oddychając ciężko.
    - Wiesz... brakuje mi katany - rzucił cicho, zakładając kosmyk niesfornych włosów za ucho. - Mojej katany - wymamrotał jeszcze, a obraz tego miecza pojawił mu się w myślach, aż uśmiechnął się do nich. Zaraz też czując jego ciężar we własnej dłoni.
    O... no tak... zaczynał rozumieć, mimo że wciąż ciężko mu było skupić na tym wszystkim myśli. Byli zamknięci. Zamknięci w śnie. Spali smacznie w pokoju Willow. Ten dziwny przedmiot, który ze sobą przytargali przyprowadził ich tu. Chcieli się wydostać i prawie się udało, gdy... spojrzał na swoje małe dłonie i westchnął ciężko. Wstał na równe nogi.
    - Nie przydasz się - wymamrotał smutno do swojego miecza, który teraz był dwa razy większy od niego. Przecież machanie nim przyniosłoby więcej szkód niż pożytku. Powinien skupić się na swej magii.
    - No dobra, Willow... znajdźmy jakąś polanę, gdzie będziemy mogli spokojnie poćwiczyć naszą... - nie skończył, bo za plecami Willow pojawiła się ich matka.
    - Tu jesteście. Dostałam telefon ze szkoły, że się w niej nie pojawiliście. Urwisy dwa - złapała Willow za ucho i zaraz to samo robiła z nim. - Już ja wam dam! - krzyknęła. - Tak na tyłek nastrzelam, że przez tydzień nie będziecie mogli usiąść!

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  13. Ray wybałuszył oczy, gdy Willow wbiła katanę w brzuch kobiety. I to bez użycia rąk! Posłużyła się zaklęciem, jak kiedyś. Zawsze to robiła. Takie miał wrażenie. Dziwne, dalekie wrażenie. Mocniej splótł swoje palce wraz z jej i już nie czekając na to co zrobi ich "mama" ruszył przed siebie tyle ile miał sił w nogach. A tych za dużo nie miał, zważywszy na to jakie krótkie nóżki teraz mieli. Biegli na oślep, nie do końca wiedząc gdzie. Byle jak najdalej ich "domu". Zatrzymali się dopiero, gdy wbiegli w gęste krzaki, przepełnione pokrzywami. Skrzywił się gdy te zaczęły go parzyć, ale brnął dalej.
    - Willow... Willie... musimy się stąd jakoś wydostać - wymamrotał. - Może, może ukryjemy się przed nią i jakoś przełamiemy ten czar...
    Nie miał pojęcia co robić. Miał wrażenie, że zwykle to ona była lepsza w analizie sytuacji.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  14. - Gdybyśmy wiedzieli to nie wpadlibyśmy tak... - wybuchnął Ray, padając na ziemię i ciężko oddychając. Nie czuł się najlepiej. Miał wrażenie, że im więcej wracało do niego wspomnień, tym ciężej mu się oddychało.
    - Willow? Może powinniśmy ją zabić? - wysunął taki wniosek. - Zniszczyć jej dom... jej świat? Może to nie jest świat? Może to tylko jakieś pudełko? - zaproponował, jakoś tak nie czując się tu wolny. - W ogóle nie słychać ptaków... a przecież jest ciepło - rzucił swoim spostrzeżeniem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  15. - Bo jestem zmęczony - odparł masując dłonią swe serce. Bolało go tak jak jeszcze nigdy. Ledwie nabierał oddechy, ale starał się nie panikować. Nie potrzebowali tutaj paniki.
    - Masz rację, musimy ją zabić... tylko - spojrzął jej prosto w oczy. - Mam wrażenie, że już to robiliśmy... parę razy i guzik nam z tego wyszło - wymamrotał ciężko, podnosząc się wreszcie. - Ćwiczymy - rzucił z lekkim uśmiechem, tworząc kilka kul ognia i posyłając je w stronę "siostry".

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  16. Ray opadł ciężko na kolana, znów odruchowo masując swe ściskające się boleśnie serce. Ich trening odwrócił trochę jego uwagę od tego bólu, ale teraz znowu wrócił. Zacisnął mocno wargi.
    - Ugh... pamiętam zamek w Szkocji... ale nie takiej prawdziwej - rzucił pierwsze co mu przyszło do głowy. - Potem ją w pokoju z małym dzieckiem... pamiętam, że ją zabiliśmy, ale potem znów... znów się pojawiła gdzieś... i znów... - zacisnął mocniej wargi czując potworny ból przeszywający mu czaszkę. Oczy zaszły mu mgłą.
    - Willie... coś jest nie tak - wymamrotał i podpełzł do niej, by oprzeć głowę o jej pierś. Czując się przy tym jakoś bezpieczniej. Bolało tak jak jeszcze nigdy.
    - Niegrzeczne dzieci powinno się karać - kobieta pojawiła się przed nimi dosłownie znikąd. W dłoniach trzymała śpiące zawiniątko. Zanim Ray zdołał zareagować, znalazł się w potrzasku. Już go trzymała przy sobie, zasłaniając się nim i gładziła po policzku, niemalże pieszczotliwie.
    - On ci nie będzie potrzebny, kochanie. Zniknie z twojego życia - dotknęła klatki piersiowej chłopaka. - Zaraz przestanie boleć - zapewniła go, ale zamiast tego przyprawiła go o jeszcze większy ból. Aż wycisnęła łzy z jego oczu. Walczył, walczył z nią, ale serce coraz szybciej biło mu w piersi, jakby dosłownie chciało się z niej wyrwać lub wybuchnąć.

    Ray

    [masz, Twoja kolej na ratunek xD Ray się już naratował :P]

    OdpowiedzUsuń
  17. [no dobra, ale to nie był aż tak wielki ratunek xD]

    Ray niewiele z tego wszystkiego zarejestrować. Kobieta nagle straciła nad nim kontrolę, a on przeturlał się po trawie, wciąż ciężko łapiąc oddech i trzymając się za serce. Zauważył szamotaninę, w której Willow otrzymała cios paznokciami kobiety i potem samą nią wpatrującą się w niemowlę beznamiętnie. Jakby to co miała zaraz zrobić było po prostu kolejnym rytuałem.
    - Zniszcz - wymamrotał tylko, ale wcale mu się to nie podobało. Zabijanie niewinnych niemowląt chyba nie mieściło się w jego moralności. Willow zrobiła to jednak bez mrugnięcia okiem, aż mu się przykro zrobiło.
    Potem zapanowała ciemność. Poczuł się tak jakby spadał gdzieś w bezkres oceanu, by wybudzić się z długiego snu. Nabrał głębokiego oddechu i omal nie zachłysnął się przy tym. Światło słoneczne poraziło jego tęczówki, więc odruchowo podciągnął dłoń by je zasłonić. Coś szarpnęło, coś się zerwało, a chwilę potem zobaczył przed sobą bladego jak ścianę Marcusa.
    - Ray! Spokojnie. Już dobrze. Wiesz gdzie jesteś? - mężczyzna, złapał go za ramiona próbując uspokoić, ale chłopak ledwie nabierał powietrza w płuca. - Oddychaj, no już - Marcus miał swoje priorytety, a teraz musiał utrzymać go przy życiu i zdrowych zmysłach.
    - Willow? - wychrypiał tylko, szukając jej wzrokiem.
    - Jeszcze się nie obudziła - rzucił szybko uzdrowiciel. - Leż, nie ruszaj się.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  18. Ray już nie zasnął. Trochę obawiał się snu. Znowu mógł wpaść w pułapkę. Nie czuł się pewnie w tym łóżku, w tej sali. Na dodatek na parapecie rozsiadła się postać, której ewidentnie nie znał, a Marcus zniknął. Pewnie poszedł sprawdzić co u Willow, więc nie zamierzał mu robić przez to wyrzutów. Musiał ją sprowadzić z powrotem. Najważniejsze było to, że żyła. Zacisnął delikatnie wargi i zerknął na swojego towarzysza. Miał długie jasne włosy zasłaniające mu pół twarzy i był od niego chudszy, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nie wiedział jak długo byli nieprzytomni, a kroplówka za dużo w utrzymywaniu wagi nie pomagała.
    Chciał nawet coś do przybysza zagadać, ale ugryzł się w język. Nie miał pojęcia o co zapytać, ale jego obecność jakoś nie bardzo mu się tu podobała. Miał wrażenie, że ten chudzielec wie coś więcej niż chciałby wiedzieć. Lepiej było nie pytać.
    Po dłuższej chwili powrócił Marcus prowadząc na wózku Willow.
    - Willie - wyrwało mu się, choć nie tak głośno jak sobie tego życzył. Ledwie mógł mówić tak sucho w gardle miał. Uniósł się na łokciach, mimo złowrogiego spojrzenia Marcusa i zlustrował ją spojrzeniem.
    - Dobrze, że się obudziłaś - odetchnął z wyraźną ulgą. - Jak się czujesz? - zapytał jeszcze, ale przecież widział, że wcale nie aż tak dobrze.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  19. Ray zaśmiał się pod nosem i zaraz pokręcił z niedowierzaniem głową.
    - A kiedy ja od ciebie śniadanko dostałem, Willie? Zwykle albo robimy razem albo robię je tobie - przypomniał jej z uśmiechem, ale potem ugryzł się w język. Faktycznie miał ją uczyć gotować przez nadzorowanie jej ruchów, ale przecież wciąż mógł to robić.
    - Nic mi nie jest - opadł z powrotem na poduszki. Czuł się zwyczajnie słabo i na pewno wyglądał od niej gorzej co go trochę dziwiło, bo podobno razem zasnęli i razem się wybudzili. Marcus musiał ich traktować inaczej. No nic, lepiej że to ona dostała lepszą opiekę.
    - Mhm to poproś Marcusa, na pewno zrobi ci przepyszną papkę - uśmiechnął się do uzdrowiciela.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  20. Ray otrzymał od niej niepowtarzalną szansę na przećwiczenie swojego gaelickiego. Niestety jedyne co zrozumiał było wnioskowane z tonu głosu jakim Willow odprawiła swojego znajomego. Fingal... pamiętał o imię. Willow na pewno mu o nim opowiadało jako o swoim byłym, który bezczelnie ją zdradził. Teraz najwyraźniej dołożył do pieca to i owo. Miał wrażenie, że wszystko rozeszło się o tego golema. Zerknął na Willow, gdy zadała to pytanie. Pewnie nie chciała by je słyszał, więc wrócił spojrzeniem w sufit.
    - Nie wiem. Nie znam przyszłości - odparł spokojnie. - Nie wyobrażam sobie, bym mógł cię zdradzić, Willow - mruknął tylko, teraz na nią zerkając. - Jednak mogę zrobić coś przez co poczujesz się zdradzona - dodał jeszcze i uśmiechnął się słabo. Zwykle właśnie tak było. W wielu kwestiach się nie zgadzali, często będąc niczym ogień i woda. Ona miała swoje zasady, on miał swoje. Czasem musiał robić coś wbrew jej woli by ją uratować i na odwrót.
    - To skomplikowane - westchnął w końcu. - Ale już cię ostrzegałem - dodał zaraz. Ostrzegał, że zabije Gandxala jeśli Willow zabije swoje dziecko. Nie pozwoli temu bydlęciu biegać po ziemi i być szczęśliwym.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie odpowiedział jej już. Nie zagaił rozmowy, tylko zamknął oczy, ale nie zasnął. Ona była trzymana magicznym zaklęciem, on podtrzymywany ludzkimi sposobami, które wymęczyły go porządnie. Był zmęczony, ale znów bał się zasypiać. Spali blisko trzynaście dni. Dla niej to było niezbyt dużo, on uznał to za jeden ze swoich osobistych rekordów.
    - Ne, Willie... zaczął po kilku godzinach milczenia. - ...pogadaj z nim - rzucił cicho, mimo, że miał wrażenie iż rzuca ją w ramiona rywala.
    - Nie warto zostawiać otwartych ran... skoro tu jest, zagadaj do niego - szepnął, obracając się na bok, aby już na nią nie patrzeć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  22. Otworzył oczy, gdy usłyszał to pytanie. Łamany głos mężczyzny nie bardzo mu tu pasował, ale nie skomentował tego. Z trudem uniósł się na łokciach siadając i opierając się o poduszki. Wziął głęboki wdech i przelotnie spojrzał na Willow. Nie rozumiał jak ona może jeszcze spać... tyle już przespali. Przesunął dłonią po zmęczonej twarzy i poczochrał sobie włosy.
    - To był dziwny sen... - zaczął spokojnie. - Popieprzony sen - skrzywił się. - Walczyliśmy tam ze smokiem, odwiedziliśmy zamek Willow, potem moje okolice, byliśmy w Londynie, w górach, pod ziemią, walczyliśmy ze szkaradną kobietą i moim ojcem. A na końcu skończyliśmy jako małe dzieci, rodzeństwo - skrzywił się czując ucisk serca. Cholera, znowu go zaczynało boleć. Jak tam, we śnie. Odruchowo je sobie pomasował.
    - To twoja sprawka, nie? - zerknął na mężczyznę. - Po co ci to było? Chciałeś ją zniszczyć?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  23. - Po jaką cholerę golema tworzyłeś? - Ray szybko się wkurzał. Mimo osłabionego organizmu czuł rosnącą w środku złość. Ten pajac oczekiwał jakiegoś wywiadu, a sam od siebie dawał niewiele.
    - Po co tworzyłeś tego golema? Czemu chciałeś ją w nim zamknąć? Bo jak rozumiem to ja poszedłem nie tak - odchrząknął lekko. Był tylko dodatkowym balastem, który niepotrzebnie został wplątany w ten cały misterny plan tego chudzielca.
    - Ty... a może ty chciałeś tam wejść i ją uratować? - otworzył szerzej oczy. - Wiesz... jeśli tak to szczerze? To najgłupszy pomysł na jaki mogłeś wpaść...

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  24. - Nie potrzebujecie jej - żachnął się. - Potrzebujecie jej dziecka... tylko po to by je zabić. Potwory i debile - sarknął. - Ach no i ten pieprzony demon, którego tak pragniecie... zaczynam mu nawet współczuć - warknął chłodno. - A to zasadnicza różnica - opadł na poduszki i przetarł zmęczone oczy dłonią.
    - Miała czarne włosy i szponiaste paznokcie. Wydłużały się za każdym razem, gdy nas atakowała. Chuda jak szkapa - opisał mu ją uznając, że jednak musi zachować się fair w stosunku do faceta. - Miała obsesyjną potrzebę do wychowywania dzieci - zacisnął mocno wargi, nie kończąc. Nie musiał mu wszystkiego opowiadać. Chudzielec nie musiał wszystkiego wiedzieć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  25. [ej aż tak tłumaczyć nie trzeba... jak są nazwiska to sobie poradzę, gorzej jak się rozgadają po gaelicku ale dzięki kochana :)]

    Ray zacisnął mocniej wargi i pokręcił przecząco głowo. Miał mu nawet powiedzieć, że boli go serce, ale Willow obudziła się za szybko. Nie będzie martwił dziewczyny jakimś gorszym samopoczuciem. Mężczyzna od razu się spiął i zaczął nadawać w gaelickim. Ray uznał to za powitanie i zamknął na moment oczy. Będzie musiał sobie płytę kupić do nauki, bo samo wkuwanie słówek i liter nic mu tu nie da. Nie wiedział jak brzmią razem, a jego próby były najwyraźniej koślawe.
    - To wy tu sobie pogadajcie, a kłopotliwa egzystencja się oddali - rzucił tylko powoli zbierając się z łóżka. Udało mu się utrzymać na czterech nogach i poszedł na zaplecze, gdzie Marcus popijał sobie kawę. Opadł na kanapę ciężko dysząc.
    - Marcus... boli mnie serce. Zaciska się boleśnie i nie, to nie są moje emocje - znów je sobie pomasował. Przed uzdrowicielem nie będzie udawał. Im szybciej się wyleczy tym szybciej wyjdzie ze szpitala.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  26. Ray przez chwilę jej nie odpowiadał, cały czas bezwiednie masując serce przez materiał swojej bluzy. Dopiero, gdy znalazł się na swoim posłaniu uśmiechnął się do niej słabo.
    - Boli mnie serce - odparł spokojnie, ale zajechał trochę dialektem Devońskim, mimo że tego nie planował. - Marcus już mnie nafaszerował lekami - dodał jeszcze, by ją uspokoić. Szkoda, tylko że leki za bardzo mu nie pomogły.
    Willow wydawała się tryskać zdrowiem, a jemu musiało się oberwać jakimś pieprzonym rykoszetem albo jeszcze gorzej. Wolał o tym nie myśleć. Odetchnął głęboko, zaraz zmieniając temat.
    - Wyjaśniliście sobie wszystko? - zapytał znów wchodząc trochę w Devoński. Zacisnął wargi próbując się skupić na prowadzeniu rozmowy i nie popełnić kolejnej gafy. - To dobrze. Nie byłoby dobrze, gdybyś miała tam samych wrogów...

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  27. Ray milczał chwilę obserwując swój organizm, a potem pokręcił przecząco głową.
    - Tylko to - odparł spokojnie. - I duszno mi - dodał jeszcze chwilę marszcząc brwi, ale ten objaw łączył z bolącym sercem. Przykrył się trochę mocniej kołdrą i przymknął oczy.
    - Nie martwcie się tak - wywrócił oczyma. - Przejdzie. Marcus już nad tym pracuje - uśmiechnął się nieco. Zwykle, kiedy chodziło o jego własny stan był niezwykle spokojny. Bardziej martwił się o innych.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  28. Niespecjalnie zależało mu na tym, by Fingal się martwił. Jego zniknięcie potraktował z dużą ulgą. Nie czuł się dobrze w jego towarzystwie. Zerknął na Willow i skinął głową łapiąc ten dowcip. Nawet uśmiechnął się do niej słabo, zaraz krzywiąc odrobinę.
    - We śnie też tak bolało - przypomniał sobie ten moment, kiedy kobieta pojawiła się po raz ostatni. To wtedy bolało i nasiliło się tylko, a teraz przestać nie chciało.
    Złapał ją za rękę i bezceremonialnie pociągnął do siebie do łóżka, chowając twarz w jej ramię i zaciskając mocno powieki. Oddychał równo, na razie mając nadzieję, że Willow za szybko nie zacznie protestować.
    - Daj niepotrzebnej egzystencji chwilę - poprosił ją cicho. Wreszcie miał ją przy sobie. Z krwi i kości, a nie ułudę ze snu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  29. - Nic mi się nie stanie - zapewnił jej cicho. - Poboli i przestanie - dodał zaraz, oddychając głęboko. Uśmiechnął się nawet lekko, gdy Willow znalazła się w jego łóżku, a on mógł ją mieć jeszcze bliżej. Przykrył ją nawet kołdrą a zasłony zostały przez nią zasłonięte.
    - Myślisz, że tyle prywatności ci wystarczy? - zapytał z lekkim śmiechem na ustach. Zachowywali się niczym małe dzieciaki, chowające się przed bacznym wzrokiem dorosłych. Tym dorosłym teraz był Marcus, który widząc to wszystko z daleka, machnął tylko ręką i wrócił do swojej kawki.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  30. Właśnie dlatego jej nie mówił co się dzieje. Zobaczył w jej oczach ból i poczucie winy. Patrzyła na niego i czuła, że go skrzywdziła, a przecież on wcale nie czuł się skrzywdzony.
    - Przestań, Willie - złapał ją mocno za nos, ale zaraz puścił i ucałował jego czubek dość nieśmiało. Niepełnosprawną dłoń cały czas chował pod kołdrą, wstydząc się jej, ale i gdzieś tam w głowie wiedząc, że nie ma czego się wstydzić. Pracował na dnią twardo i już było zdecydowanie lepiej. Teraz doszedł jeszcze ból tego głupiego serca. Uderzył się w nie dłonią kilka razy.
    - To nie twoja wina. Mój organizm... jest po prostu popsuty - wzruszył ramionami. - Po ostatnich przejściach łapie wszystko co się da - uśmiechnął się krzywo.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  31. [dziękuje o mój nieskończony dobroczyńco xD]

    Ray pokręcił przecząco głową.
    - Zdolna do podejmowania decyzji, tak... ale straszliwie bojaźliwa - uśmiechnął się lekko. - Jak czegoś nie znała to chowała się za plecami. Nie chciała nawet spróbować czegoś nowego - oblizał lekko wargi. - Miała swoje plusy i minusy... tak jak jej duża wersja - szepnął, odsuwając się trochę od niej i oddychając mocno. Zabolało mocniej, więc skrzywił się trochę.
    - Wcale nie wiem czy tamta Willow tak mi odpowiada... nie podobało mi się, że jest zdolna do wszystkiego bez mrugnięciem oka - zacisnął mocniej wargi. - Wolę tę obecną, ze wszystkimi wadami i zaletami. Doroslaś. Poznałaś trochę świata. To normalne, że się zmieniłaś...

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  32. Ray pokręcił przecząco głową. Nie chciał by się odsuwała, ale nie miał siły by to powiedzieć. Nie chciał tez Marcusa, ale podejrzewał, że czego by nie powiedział to Willow i tak go sprowadzi.
    - Nic mi nie jest - mruknął tylko, zamykając oczy. - Boję się zasnąć - przyznał cicho.
    Może dla Willow to było normalne, on pierwszy raz został uwięziony w Golemie. Poza tym miał swoje przeboje z zabójczymi snami. To wszystko działo się w zbyt krótkich odstępach czasowych. Zwyczajnie nie dawał sobie rady. Uznał, że chyba wizyta u terapeuty będzie konieczna. No...przynajmniej ona się ucieszy na jego decyzję.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  33. Ray uśmiechnął się do niej blado. Po głowie chodziło mu parę pomysłów na to co Willow może zrobić, ale żadnego sensownego. No może poza jednym.
    - Opowiedz mi jakąś legendę związaną z twoim klanem - poprosił. - Ale wesołą jakąś, żadnej paskudnej. Nie chcę cię wpędzać w zły humor - uśmiechnął się lekko, przymykając trochę oczy. Chciał ją poznać, a legendy uwielbiał gdy był małym chłopcem. Potem gdzieś mu się to zatarło, ale teraz...kiedy miał okazję znów nim na moment się stać, wspomnienia takich głupot atakowały jego umysł bardziej niż sobie tego życzył.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  34. Ray słuchał tego wszystkiego z lekkim uśmiechem na twarzy. Nawet ból powoli ustępował, albo przynajmniej on miał taką nadzieję. Historia króla Szkocji była ciekawa, ale zrodziła tez parę pytań.
    - Czyli twoja mama należała do klanu przestępców, tak? Twój ojciec ufał jej bezgranicznie czy nie do końca? - zapytał jej spokojnie. Znów miał wrażenie, że trochę porusza nie to co trzeba, ale nie mógł się powstrzymać.
    - Mhm... następnym razem opowiem ci o Dartmoor. To park narodowy w rejonie gdzie mieszkałem. Można się w nim pogubić, ale i odnaleźć kręgi postawione przez druidów czy napotkać opowieści rodem z horrorów. Duchy są tam na porządku dziennym - uśmiechnął się nieco.

    Ray

    [ale nie ściemniasz? Zaraz sobie poczytam i zgłębię wiedze na ten temat xD]

    OdpowiedzUsuń
  35. [Hm w sumie to nie wiem, ale ufam Ci x) ]

    Manipulacja kojarzyła mu się z czymś okrutnym i złym. Sam był ofiarą manipulacji swej matki przez pewien czas i dlatego uznawał ten jej rodzaj za przestępstwo, ale w porę ugryzł się w język. Ray nie chciał teraz o tym rozmawiać, więc tylko skinął lekko głową na jej wyjaśnienia. Na dodatek zarumieniła się przy słowach o uczuciach co niezwykle mu się spodobało.
    - Tak, ale wiesz... ja do ósmego roku życia nie miałem pojęcia, że jestem magiem. Myślałem, że duchy to bajki - wyjaśnił spokojnie. - Matka mnie tego uczyła. Opowiadała bajki i twierdziła, że nigdy nic innego nie zobaczę. Potem wylądowałem w laboratorium, poznałem tam parę ciekawych okazów... a potem Mortiel zwaliło mnie z nóg. Tak tu było kolorowo - zaśmiał się cicho.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  36. - Będę na Ciebie czekać – powiedziała dziewczynie, gdy ta określiła mniej więcej godzinę swoje przybycia. Zanim jeszcze odprowadziła rudowłosą do wyjścia, odłożyła księgi na miejsce, ręcznie. Uwielbiała je trzymać, może i było to dziwne skrzywienie, ale zawsze czuła się lepiej, tak po prostu. Następnie zaprowadziła Willow w stronę wyjścia. Pożegnała się z nią, po czym zamknęła drzwi i wróciła do własnych zajęć. Szczerze mówiąc, nie mogła się już doczekać jutrzejszego dnia. Uwielbiała badać nowe rzeczy, a owa szkatułka wyglądała nadzwyczaj interesująco.

    ~*~

    Eflea nocą była chyba najpiękniejszym miejscem na całej ziemi. Oświetlone drzewa, fantazyjne mieszkania i ta fauna, która tak idealnie wpasowywała się w magiczny klimat tego miejsca po zachodzie słońca dosłownie zapierały dech w piersiach. Ninath przez długi czas nie mogła wyjść z podziwu. Nie raz wybierała się na wieczorne spacery, dopóki nie przywykła do miejscowej panoramy.
    Gdy tylko usłyszała pukanie do drzwi, zeszła z biblioteki, w której zdążyła już przyszykować wszystkie księgi, które uznała za ewentualnie przydatne. Otworzyła dziewczynie, wpuszczając ją do środka.
    - Witaj – przywitała się, zamykając za nią. Gestem dłoni wskazała na schody. – Jesteś gotowa? – zapytała, mając bardziej na myśli jej mentalne przygotowanie, niźli potrzebne materiały. Była wręcz pewna, że młoda maginii się przygotowała, tak samo jak ona.

    [Nie szkodzi, sama zamulam z wątkami, jestem cierpliwą osobą, a że pomysł mi się podoba, to chętnie czekam na kontynuację. ]

    Ninath


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  37. [No to jadę z tym przyspieszeniem czasu xD]

    Brunet wyszedł ze "szpitala" tak szybko jak to się dało, od razu wracając też do treningów. Biegał codziennie rano i wieczorem nadal unikając większych zbiorowisk. Raz nawet pokusił się o wzięcie udziału w małym zadaniu, ale to okazało się niewypałem. Co prawda zadanie wykonał i zapłatę otrzymał, ale stres z jakim to wszystko się wiązało omal nie pozbawił go całej pewności siebie. Potem spędził trzy dni zamknięty w pokoju i nawet nie wysuwając z niego nosa.
    Dopiero gdzieś pod koniec tygodnia postanowił jednak wyjść na zewnątrz. Wyszedł na dach i ostrożnie przesunął się do przodu, by zajrzeć Willow przez okno. Miał szczęście. Tym razem nie przebierała się, tylko siedziała pogrążona w jakiejś lekturze. Zastukał do okna i pokiwał do niej, gdy na niego spojrzała.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  38. - Drzwi są przereklamowane - odparł z delikatnym uśmiechem na ustach, siadając sobie wygodniej tuż przy jej oknie. Nie chciała go wpuścić to nie zamierzał nalegać. - Stęskniłem się za tobą - przyznał ze śmiechem, odwracając trochę od niej wzrok i patrząc przed siebie. Wprost na błękitne niebo, na którym nie widział ani jednej chmurki. Pogoda zaczynała go drażnić. Zrobiło się paskudnie ciepło, a pory przejściowej nie było.
    - Chodź. Żal takiej pogody na spędzanie dnia z ponurakiem i książką - rzucił zaraz ze śmiechem. - Proponuję piknik na dachu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  39. Ray skinął głową i zasalutował jej w odpowiedzi, by zaraz zniknąć u siebie w pokoju i zacząć trochę ten piknik przygotowywać. Postawił na czerwone wino i zakąski, a do tego trochę niezdrowych chipsów. Kiedy zbliżyła się godzina zero, przeczesał swe niesforne włosy palcami i wyszedł z powrotem na dach, rozkładając na nim kocyk i poduszki, co by im lepiej się siedziało. Nie czekając na Willow, rozłozył się na kocyku i ziewnął szeroko uśmiechając się pod nosem do zachodzącego słońca. Zapowiadało się na całkiem dobrze spędzony czas.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  40. Posłał w jej stronę delikatny uśmiech i bez zbędnych ceregieli podał jej lampkę wina, sobie również go nalewając.
    - To jeszcze większy powód do tego byś jednak się napiła - uśmiechnął się do niej szeroko. Taka prawda, im częściej się nie piło tym większą frajdę sprawiała ta odrobina alkoholu piszcząca kubki smakowe znajdujące się na języku.
    - No chyba, że nie lubisz to namawiać nie będę - dodał jeszcze reflektując się chwilę. Przecież mogło jej wino nie podpasować. Z drugiej strony należała do szlachty, więc wino nie mogło być jej obce. On mógł się teraz zbłaźnić bo w ogóle się na nim nie znał. Nie przemyślał tego w ogóle, kiedy kupował wino. W ogóle. Teraz zrobiło mu się głupio, ale już nic na to poradzić nie mógł. Chwycił sobie kanapkę i nie próbował do niej zbliżyć. Uznał, że lepiej dać jej przestrzeń.
    - Jak ci minął dzień? - zainteresował się luźno, żeby zagaić rozmowę. Był Angolem do cholery, small talk miał we krwi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  41. - Przeszło mi to przez myśl - przyznał się bez bicia i roześmiał serdecznie. Oczami wyobraźni już widział pijaniutką Willow, która klei się do niego niemiłosiernie, a jej rumiane policzki dodają tylko uroku. No i te zamglone, maślane oczy... dobre wyobrażenie, szkoda tylko że była nikła szansa na to by mogło się spełnić.
    - Skończyłem czytać drugi podręcznik dla nekromantów... w języku runicznym. Ciężka sprawa. Tyle szukania w słownikach i zapisywania w zeszytach, ale co nieco się z niego dowiedziałem, więc chyba również produktywnie - przyznał spokojnie. Poza tym przygotowywał ten ich mały piknik, co również zajęło mu trochę czasu.
    - Jak się ma... - zacisnął nieco wargi. No co poradzić? Był zazdrosny o tego faceta, który zabierał mu teraz Willow, a przynajmniej sporą część jej czasu. - ... jak on się ma? Nie dokucza ci za bardzo? Wiesz... może nie wyglądam, ale mimo wszystko dam radę skopać mu tyłek - uśmiechnął się krzywo.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  42. Na wspomnienie pieczęci pokręcił przecząco głową, stanowczo na nią patrząc. Zaraz potem uśmiechnął się rozbrajająco.
    - Nie potrzebuję pieczęci - odparł szczerze. - Niech grzebie ile tam tylko chce - machnął lekceważąco dłonią, choć w rzeczywistości trochę się tego obawiał. Postanowił więc głupio nie udawać, że tak nie jest, tylko przyznać się do tego Willow, jednocześnie wyjaśniając swój punkt widzenia.
    - To nie tak, że mi wszystko jedno - zaczął spokojnie. - Po prostu uważam, że poleganie na pieczęciach nie jest dobrym rozwiązaniem problemu... bo gdy pieczęci zabraknie, zostanie zerwana... to jestem udupiony, Willie - żachnął się. - Nie będę potrafił się obronić bez niej. Chyba lepiej poćwiczyć stalową wolę i blokować przeciwników w głowie - skrzywił się. Wiedział, że to proste nie będzie, zwłaszcza z jego zszarganą psychiką, ale nie zamierzał się łatwo poddawać.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  43. - Ech, ale co z tego, że ją sprawdzi? - spojrzał na nią nie bardzo rozumiejąc. To o pieczęci przyjął do wiadomości, ale wciąż nie rozumiał po jaką cholerę Fingal miałby sprawdzać jego przeszłość.
    - Nawet jeśli to co z tego? Matki już nie mam, ojciec jest nie warty wspomnienia. Laboratorium przeżyłem dwa razy... - odchrząknął. - A jeśli położy łapy na Emily to mu łeb ukręcę nie ważne jakby silny nie był i jakich duchów czy demonów chciałby na mnie użyć. Z magią czy bez niej. Utłukę fagasa - warknął trochę mocniej niż tego chciał. Aż się w nim zagotowało na samą myśl, że mógłby coś zrobić jego siostrze.
    - Ech... no dobra, ale jeśli zrobisz tę pieczęć to już mnie nie znajdziesz w potrzebie. Dobrze to rozumiem? - uniósł lekko brew. - A wiesz, jak lubię wpadać w kłopoty - pokazał jej język i wcisnął jej do buzi winogrono zanim cokolwiek odpowiedziała. Zaraz też zbliżył się do niej mocno by musnąć nosem jej nos.
    - Mhm, ale jeśli to ty proponujesz taką pieczęć... to będę musiał nauczyć cię zaklęcia pomagającego odnalezienie zguby - szepnął muskając jej usta swoimi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  44. Ray powoli skinął głową w odpowiedzi na jej ciche pytanie, intensywnie wpatrując się w jej tęczówki, które w tej chwili niezwykle go przyciągały. Czarowały tak mocno, że aż bał się oddychać... a mimo to odważył się by ponownie złączyć ich usta ze sobą. Całował nieco śmielej niż poprzednio, czując że Willow poddaje się tej niewielkiej przyjemności, która i jemu sprawiała dużo radochy. Odsunął się od niej, dopiero gdy zabrakło mu oddechu, ale nie przerwał wpatrywania się w jej oczy.
    - W porządku, możesz mnie zapieczętować... choć kusi mnie pozostanie bez pieczęci - oblizał lekko wargi. Fingal mógłby sobie spokojnie poczytać o tych pocałunkach. Uśmiechnął się do swoich myśli radośnie.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  45. Skrzywił się nieco i potrząsnął przecząco głową.
    - Taką poproszę - wskazał na jej pieczeń. - Taką mi załóż, a ja nauczę cię zaklęcia pozwalającego odszukać zgubę - uśmiechnął się lekko, po czym wstał na równe nogi. - A właśnie, mówiłem ci już, że zrobiłem pewne postępy? - zapytał jej z uśmiechem i pstryknął palcami wydobywając z nich drobne płomyki ognia. Niby nie za dużo, ale cieszył go fakt, że choć papierosów nie musi podpalać zapalniczką. No i na dodatek miał wrażenie, że wreszcie wraca do normy, a przygoda senna odblokowała go choć trochę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  46. [I jaka smaczna xDDD Dobrze wypieczona... aż ślinka leci]

    Zastanowił się chwilę i wzruszył lekko ramionami.
    - Rozmawiałem o tym z Febe - przyznał spokojnie. - Zrobiła jakąś tam swoją sztuczkę co mi pozwoliło odzyskać na trochę jasność umysłu, ale za dużo mi to nie dało... potem utknęliśmy w śnie, gdzie mogłem bez ograniczeń korzystać ze swojej magii i chyba... chyba mnie to wkurzyło - zaśmiał się cicho. - Uznałem, że skoro tam potrafiłem to i tu powinienem to umieć - przyznał szczerze. - To mi pomogło... ech ja wiem, że to niewiele, ale cieszę się bo to krok do przodu. Teraz powinno pójść nieco szybciej. Chyba - podrapał się po głowie, zaraz obejmując ją w pasie.
    - A co? Zazdrosna? - zapytał unosząc lekko brew. - Z Febe jest niezła sztuka... ale raz że za stara jak dla mnie, a dwa... no wybacz Willie, ale ja wpadłem po uszy z inną kobietą - uśmiechnął się do niej czarująco. - Niedostępną i niezwykle uroczą. Uwielbiam jej sposób bycia i te niewinne gesty, którymi mnie obdarza... choć nie ukrywam czasem jest ciężko - westchnął przeciągle. - Nie zamieniłbym jej na żadną inną - ucałował jej wargi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  47. - Hm... kiedy nie chcesz się przyznać do swoich uczuć, kiedy jesteś zafiksowana na swych obowiązkach i nie widzisz poza nimi świata... i kiedy czymś się martwisz, nie chcąc podzielić się czym - wyliczył na palcach sytuacje, kiedy jest ciężko, ale wiedział, że ona mogłaby powiedzieć przynajmniej w połowie to samo co on.
    - I kiedy nawiedzają cię eks-chłopacy i spędzasz z nimi od groma czasu - dodał jeszcze patrząc gdzieś w bok. On też był zazdrosny. Zwłaszcza, że ten facet spokojnie przebywał w pokoju Willow. Niemalże non stop. Zacisnął nieco wargi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  48. - Ja? Zazdrosny? - powtórzył po niej, jakby właśnie urwała się z księżyca, ale nie zaprzeczył. Przecież jej kłamać nie będzie. Wysłuchał jej tłumaczeń o tym kim był Fingal, ale jakoś go nie przekonały. Objął ją jednak mocniej ramionami, chcąc czuć ją przy sobie jeszcze mocniej niż normalnie.
    - Mhm no masz rację. Jestem taki sam - przyznał niechętnie. - Po prostu nie chcę cię martwić, a w rzeczywistości martwisz się bardziej - mruknął biorąc ją na moment na ręce by usiąść znów na kocu z Willow na swoich kolanach. - Ale to chyba naturalne, nie? Znaczy nie znam się na związkach za bardzo, ale hm... nigdy nie chce się martwić osoby na której się zależy, co nie? - zapytał patrząc jej prosto w oczy. - Znaczy ja to tak zwykle odbierałem - wymamrotał. - Sorry, 'bout that, love.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  49. [droga wolna xD ale to może powinniśmy skoczyć po jakieś piwo, czy wódkę? Hm?]

    Ray roześmiał się serdecznie. On co prawda nie miał ochoty jej przywalić, ale ścianę już nie raz okładał z tego powodu.
    - Postaram się mówić ci przynajmniej, że coś jest nie tak - mruknął. - Bo nie zawsze jestem w stanie o tym rozmawiać, wchodzić w szczegóły - przyznał szczerze. To zawsze jakiś początek. Być może potem przemoże się i pozwoli sobie na szczerą rozmowę z Willow o tym co mu w trawie piszczy. Nachylił się po lampkę wina i podał ją dziewczynie.
    - Ciebie też o to proszę. Bądźmy wobec siebie fair. Wobec naszych uczuć - zaproponował stukając się z nią kieliszkami.

    Ray [nie pamiętam czy mieli kieliszki, ale pal licho!]

    OdpowiedzUsuń
  50. [NO BO MASZ PAMIĘĆ ABSOLUTNĄ! JA TU CZASU NA NOTATKI NIE MAM XD A potem wychodzą jakieś dziwne rzeczy, które musisz mi wybaczać. Wybacz na przyszłość]

    Wino dobrze im wchodziło przy dobrej rozmowie i strawie. Nie minęła godzina a butelki wina już nie było. Ray musiał skoczyć po nową albo i dwie. Zadowolony wrócił z nową zdobyczą wprost do dziewczyny.
    - Hey, Willie - rzucił wesoło teraz odkorkowując obie. Jedną podał Willow, drugą zostawił dla siebie. Przestał się przejmować i pociągnął porządny łyk wprost z butelki. - Zagrajmy w pytanie czy wyzwanie - rzucił wesoło, wcale nie kręcąc butelką bo przecież było ich tylko dwoje. - Pytanie czy wyzwanie - zapytał jej swobodnie, zanim dosłyszał odpowiedź.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  51. [No nic, najwyżej znów cię będę przepraszać xD]

    Ray kliknął językiem niezadowolony, ale co zrobić. Wybrała wyzwanie, więc teraz musiał się nad nim zastanowić. Siedzieli na dachu, więc póki co nie miał za bardzo możliwości by prosić ją o dziwne rzeczy bez zagrażania jej życiu. Wolał więc by nie skakała ani nie tańczyła.
    - Dobrze, powiedz swoje pełne imię i nazwisko od tyłu - rzucił pierwszą rzecz jaka przyszła mu do głowy. To mogło być nawet ciekawe patrzeć jak plącze się jej język.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  52. Nie mógł się powstrzymać od cichego śmiechu, kiedy tak się z tym męczyła. Mogła się poddać, a on pewnie by jej to odpuścił za buziaka lub opróżnienie butelki wina, ale nie. Walczyła dalej. Aż zakrył się za swoją butelką wina, ale i tak parsknął śmiechem. Była urocza. Zwłaszcza teraz, taka naburmuszona z czerwonymi policzkami od wypijanego wina, które najwyraźniej rozgrzewało ją do czerwoności.
    - Wyzwanie - odbił pięknie pałeczkę. Nie będzie się podkładał pod pytania, choć za wiele do ukrycia to on nie miał. Większość już i tak o nim wiedziała. Był zwyczajnie ciekaw co ona mu zaproponuje z tym całym wyzwaniem.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  53. Rozczarował się jej pomysłami , a raczej ich brakiem. Posłusznie odebrał od niej butelkę i wypił połowę, trochę za szybko. Zaszumiało mu w głowie. Przymknął na moment oczy i dotknął dwoma palcami mostka nosa, by wreszcie na nią spojrzeć.
    - Pocałuj mnie z języczkiem - rzucił na jej śmiałe "wyzwanie". Chciała to ma. Koniec, końców miało im być przyjemnie, a on uwielbiał gdy się rumieniła.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  54. Gdyby nie szumiący w głowie alkohol to pewnie pokusiłby się o bardziej wysublimowaną nazwę, ale przecież nigdy nie było wiadomo co będzie dla Willow jasne. Ona miała duże braki, a nie sądził by akurat nazwy "z języczkiem" nie znała. I nie pomylił się. Smakowała winem, czego mógł się spodziewać, co jednak nie znaczyło, że było źle. Wręcz przeciwnie. Było cudownie. Mogłaby tak robić zawsze. Chciał jej to nawet powiedzieć, gdy tylko się oderwali, ale zamiast tego wybrał.
    - Wyzwanie.

    [Dwa, skłaniam się ku dwóm xD]

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  55. Uśmiechnął się delikatnie i sięgnął dłonią do jej policzka. Pogłaskał go po nim, po czym powtórzył sobie tę kwestię w myślach kilka razy. Akurat to znał i uczył się jak powiedzieć, więc spróbował swych sił czując, że odrobinę kaleczy język.
    - Tha... gaol.. - oblizał lekko wargi. -...agam ort - zakończył szeptem. - Tha gradh agam dhut... - dodał jeszcze, by przekazać wiadomość nieco mocniej. - Przecież wiesz - pogłaskał ją po policzku. - Pytanie? - uniósł lekko brew odsuwając się trochę od niej by upić łyk wina.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  56. Ray uśmiechnął się delikatnie. Owszem uczył się i nie tylko tego, ale póki co nie potrafił nic poza prostymi zdaniami. Nie rozumiał jej za bardzo, no może poza tymi zdaniami które już na swej drodze spotkał. Jeszcze do końca nie ogarniał jak wymawiać poszczególne słowa, ale starał się jak tylko mógł.
    Już miał rzucać kolejne wyzwanie, kiedy jej zachciało się pytań. Miał ich wiele, ale nie bardzo wiedział czy wypada mu je zdać. Poczochrał się po włosach z bezradności i upił porządny łyk wina.
    - Czemu tak bardzo boisz się odejść od tradycji? - wypalił prosto z mostu. Owszem rozmawiali o tym, że Willow będzie musiała wrócić do Szkocji, odbudować swój klan, zrobić sobie z kimś dziecko i potem je zabić by demon mógł przejąć jego ciało, ale nigdy nie rozmawiali o tym dlaczego ona koniecznie musi to zrobić. Rozumiał, zemsta... ale nie tradycja.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  57. Objął ją ramieniem, mocniej do siebie przytulając i sięgnął po przyniesiony przez siebie kocyk. Okrył nim ich oboje, po czym ucałował ją w czoło. No dobrze, trochę ją rozumiał. Bała się odrzucenia i szukała miejsca dla siebie. Nie miała do kogo zwrócić się o pomoc. Została z tym wszystkim sama i rozpaczliwie próbowała to naprawić. Odbudować na nowo. Przez chwilę popłynął gdzieś myślami notując sobie by zapytać Fingala o możliwość adopcji poprzez klan. Gdyby jakiś go zaadoptował to przecież Willow mogłaby już przestać się martwić. Pozostawała jeszcze kwestia jego własnego ojca... no ale jego prędzej czy później i tak byłoby trzeba się pozbyć. Tak sądził, przynajmniej po ostatnim jego wybryku.
    - Pytanie - przypomniało mu się, zanim zdołał ugryźć się w język. Teraz nie miał ochoty jej wypuszczać z ramion, dlatego wybrał tę bezpieczną opcję.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  58. Był w trakcie popijania wina, kiedy dostał tym pytaniem w łeb i omal się nie zakrztusił. Trochę wina poleciało mu po brodzie i szybko starł je rękawem bluzy. Dobrze, że czarna, nie będzie widać plam.
    - Co? - wykrztusił w końcu z siebie całkiem czerwony na twarzy. Boże, dlaczego on nie był bardziej pijany. Miał zamiar zbyć ją machnięciem ręki, zaprzeczyć szybko i stwierdzić, że seks to tylko czynność dodatkowa do związku... bo tak było. Tylko...
    Zasłonił oczy dłonią i odchylił głowę do tyłu, patrząc gdzieś w wyimaginowaną przez siebie przestrzeń rękawa bluzy, a potem znów na nią spojrzał i jednym łykiem dokończył zawartość swojej butelki.
    - Nie sypiam z nikim na boku. Nie od chwili, kiedy z tobą jestem - odparł zaczynając od tej łagodnej części jej wypowiedzi. - Zakładając oczywiście, że ze sobą jesteśmy... bo tego nie wiem. Nigdy się nie zadeklarowałaś - przypomniał łagodnie, czując jak wino trochę przejmuje nad nim kontrolę. Może to i lepiej. Będzie mu łatwiej się ze wszystkim uporać.
    - Czasem brakuje mi takiej bliskości... - przyznał szczerze. - Ale bardziej brakuje mi twojego ciepła i towarzystwa - dodał zaraz.

    Ray
    [czyżby wreszcie pierwszy raz Willow? xD]

    OdpowiedzUsuń
  59. [No to teraz dała xD]

    Ray westchnął ciężko i trzepnął ją przez łeb.
    - Więc oficjalnie uznaję cię za swoją dziewczynę - rzucił w przypływie nowej złości co do jej wypowiedzi. - Ty byś mnie skopała za dziewczynę na boku, a sama nie chcesz wejść w związek bo ci nie wolno - wywrócił oczyma. - Ale mi wolno, więc samowolnie mianuję cię swoją kobietą - złapał ją za podbródek i dość agresywnie wpił się w jej usta. Całował tak długo, aż zabrakło im tchu.
    - Potem pogadam sobie z tym twoim Fingalem - burknął robiąc skwaszoną minę kiedy tylko o nim wspomniał.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  60. [Odbijam pałeczkę po prostu xD]

    - Od kiedy mam za sobą dwie butelki wina i znudziły mi się podchody - wywrócił oczyma chłopak i uśmiechnął się do niej szeroko. - A skoro ty nie potrafisz się zdecydować to któreś z nas musi. Padło na mnie, skarbie - musnął palcem jej nos i wsunął do buzi truskawkę.
    - Z Fingalem? Tajemnica, kochanie - zaśmiał się cicho. - Wszystko by zaraz wiedzieć chciała...

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  61. [ O boże, nie rób mi tego, bo serio w wyrku wylądują xD I nie będzie to sen...]

    Ray omal się nie rozpłynął od jej słodyczy. Zanim więc odpowiedział, znów złączył ich usta w pocałunku, rozsmakowując się w jej ciepłym wnętrzu [kur... czas wrócić do czytania pornosów...].
    - Oczywiście, że zmienia - odparł spokojnie. - Wszystko zmienia - zapewnił ją muskając jej ucho ustami. - Bo wreszcie możemy poczuć się trochę pewniej... przynajmniej ja - dodał zaraz, bo nie był pewien czy dla niej to miało jakieś znaczenie. Dla niego miało, kolosalne. Odgarnął jej włosy za ucho i podniósł się, trzymając ją wciąż przy sobie, a potem bezceremonialnie sprowadził do swojego pokoju, zostawiając resztę na dachu.
    - Willie, zostawmy moją słodką tajemnicę na później - poprosił ją kładąc ją na łóżku i przysiadając obok niej. Musnął ustami jej czoło, a dłonią przesunął po jej ramieniu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  62. [Nie spodziewałam się innej reakcji xD]

    Chłopak skinął głową, ale raz jeszcze ucałował jej czoło, po czym wskoczył do łóżka obok niej i objął ją łagodnie ramieniem. Wiedział, że tak łatwo to on jej nie przekona i sam też niespecjalnie chciał to robić z szumiącym w głowie alkoholem. Potem jeszcze zaczęłaby go unikać, a tego akurat sobie nie życzył.
    - Pozwolisz w takim razie, że nie puszczę cię dziś do twojego pokoju - musnął jej ucho swym oddechem, w myślach dodając, że do Fingala też jej nie puści. Zwłaszcza teraz. - Nie zrobię niczego wbrew tobie - dodał jeszcze mając na myśli seks oczywiście. - No poza trzymaniem cię w objęciach, kiedy będziesz smacznie spała.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  63. [No tym razem to się zgadzam xD Ale nie za każdym razem :P Willow robi się przewidywalna, a Ray powoli przestaje próbować :P bo wie co będzie xD]

    - ...się nie upiję - mruknął jej do ucha kończąc jej słowa, choć nie do końca wiedział czy to chciała powiedzieć. - Cześć Słonko - wyszczerzył się do niej i musnął jej czoło ustami, po czym wygramolił się z łóżka, zanim zdążyła na niego naskoczyć za bezczelne zachowanie.
    - Zaraz zrobię ci coś do picia, a na razie trzymaj - rzucił jej butelkę wody niegazowanej. Jego również suszyło, ale nie był w aż tak opłakanym stanie co ona. Miał przeszkolenie w piciu jak nic. Często coś popijał do obiadu czy innej kolacji z kumplami z Gildii.
    - Zjesz coś? - zapytał jej jeszcze, bo szczerze w to wątpił. W takim stanie raczej o jedzeniu nie chciało się myśleć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  64. [ale szajs, nie wkleiło mi ;/]

    - A ja chętnie przywitam słodką, pijaną Willow - uśmiechnął się do niej szeroko, siadając sobie na brzegu stołu i chwilę walcząc z butelką wody niegazowanej. Zwykła czynność, a jedną ręką trudno mu było ją otworzyć, choć powoli doprowadzał to do perfekcji.
    Upił porządny łyk, czując że i jego suszy w gardle i to za bardzo. Cieszył się jednocześnie, że głowa mu nie pęka i może swobodnie funkcjonować.
    - Hm jest dopiero pierwsza - zerknął na zegarek i gwizdnął lekko. Nieźle sobie pospali. Nie ma co. Odłożył do połowy opróżnioną butelkę i podszedł do niej. Odsunął jej włosy z czoła. - A co? Masz jakieś plany na dzisiaj? - zapytał szeptem, by jej nie męczyć dodatkowo.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  65. [to już nie będę się usprawiedliwiać xD Ważne, że wiem jak było xD ]

    Ray nie przypominał sobie, by chciał przyjmować jakichś gości. Pamięci absolutnej nie miał, ale akurat takie rzeczy raczej by pamiętał. Willow zaraz rzuciła coś o Fingalu, ale przecież facet nie miałby po co przyłazić do jego pokoju. To już zakrywało o bezczel do potęgi entej. Mimo to Ray uchylił drzwi i widząc przed drzwiami do swojego pokoju byłego Willow zgrzytnął zębami. Wyszedł na zewnątrz i zatrzasnął za sobą drzwi.
    - Jesteś bezczelny - rzucił na powitanie. - Willow jest niedysponowana - burknął. - Popiła za dużo i kacyka leczy. Dzisiaj nici z waszego spotkania. Żadnych ksiąg nie przerobiła - wyjaśnił wcale nie patrząc na to, że robi sobie pod górkę u Willow. Czasem podroczyć się warto było.
    - Ale ja mam sprawę - tu złapał Fingala za rękę i pociągnął za sobą. Chyba pierwszy raz od dawna złapał kogoś innego za rękę i wcale się nie wzdrygnął. Willow była wyjątkiem z przyczyn oczywistych.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  66. Ray z ulgą puścił jego nadgarstek. Mimo wszystko dotykanie tego faceta nie należało do najprzyjemniejszych. Przez chwilę walczył z własnym sobą i paniką, która go ogarniała... ale w końcu udało mu się wszystko zatrzymać. Utrzymał się w ryzach i całe szczęście. Wolał nie pokazywać temu facetowi swojej słabości.
    - Powiem wprost - odparł, kiedy znaleźli się na zewnątrz. Oparł się o mur i spojrzał prosto na Fingala. - Jaka jest szansa, że któryś szkocki klan zaadoptuje jakiegoś pomyleńca? - zapytał prosto z mostu bez owijania w bawełnę. - I jeśli jest szansa to który musiałby to zrobić, by Willow mogła zyskać na pozycji poprzez złączenie dwóch klanów?

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  67. Pokiwał głową na znak, że rozumie i szybko zaprzeczył gestem dłoni.
    - Ciebie za żadne skarby świata nie prosiłbym o coś takiego - obruszył się. Jeszcze tak nisko nie upadł. Dobra. Więc adopcja w grę nie wchodziła, ale może istniał jeszcze jakiś inny sposób. Zmarszczył nieco brwi.
    - Jakbym założył swój własny klan to też za wiele bym jej nie pomógł, bo pozycja tego klanu byłaby zdecydowanie zbyt niska - westchnął przeciągle. Kopanie w korzeniach przodków pewnie zaprowadziłyby go do jakiegoś szkockiego klanu, a jeśli nie to zawsze mógłby to sfingować.
    - Nie ma innego sposobu? - zerknął na Fingala, który wcześniej brzmiał tak jakby czegoś nie chciał mu powiedzieć.

    Ray (Willow zdycha w wyrku)

    OdpowiedzUsuń
  68. Ray rozdziawił usta i w pierwszym odruchu wpatrywał się w niego, jakby Fingal z choinki się urwał. Zamrugał kilkakrotnie i jeszcze przez chwilę zbierał swoje myśli. Willow ciągle pieprzyła o tradycyjnym klanie, o nie zrywaniu z tradycjami ustanowionymi przez przodków, a Fingal podchodził do tego zupełnie na odwrót.
    - Nie rozmawiałeś z nią o tym, prawda? - wypalił na samym początku. - Ja rozmawiałem i ona idzie w zaparte, bo tradycja to i tamto - westchnął ciężko. - A przecież mogłaby zrzeszyć całkiem niezłą ferajnę potworów z Mortiel do swojego klanu... - wypalił, ale zaraz się zamknął. Bo jeśli zrzeszy potwory to znów wyląduje na samym szarym końcu.
    - Ech ale koniec końców, to jej sprawa - wymamrotał ciężko.

    Ray (który zaczyna uwielbiać Fingala)

    OdpowiedzUsuń
  69. - Bo wiesz jaka jest Willow - odparł prosto z mostu, przez chwilę masując skronie dłonią. - Ech... teraz okażę się samolubnym egoistą - ostrzegł go spokojnie, kucając na moment. Cholera. Dawno już nie poprowadził z obcym tak długiej rozmowy, w której musiałby tyle mówić. Czuł jak serce mu łomocze w piersi, a ból zaczyna być odczuwalny. Na moment zamilkł nabierając tylko głębokich oddechów i rozmasowując sobie pąpujący krew organ.
    - Willie nie chce w ogóle przyjąć do wiadomości, że myślę o życiu z nią. Mówi o powrocie do klanu tak jakby jej obecne życie miało się skończyć, a wszystko co było przestało dla niej istnieć - zacisnął nieco wargi. - Mówi, że chce poświęcić swoje dziecko i ma gdzieś to z kim je sobie zrobi, byle tylko uwolnić tego Ganda...cośtam ze swojego łba. Boże jak ten demon mnie wkurza - zacisnął zdrową dłoń w pięść i nieco uderzył nią w ścianę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  70. - To Mortiel, a nie Szkocja - odparł spokojnie Ray. - Tutaj nie istnieją zasady, które rządzą waszym światkiem - dodał cicho. Co prawda rozumiał go trochę. Nie łatwo było zdjąć okowy, które zostały na nich nałożone w momencie przyjścia na świat. Mimo to zbyt długo przebywał już w Mortiel by się nie przestawić.
    - Tak czy inaczej, dzięki - rzucił cicho wstając wreszcie i obdarzając go słabym uśmiechem. - Willie dzisiaj raczej nic nie zrobi. Wiedzy nie pogłębi, no może tą prowizoryczną. O tym jak leczyć kaca - zaśmiał się cicho i wsunął dłonie w kieszenie, powoli zawracając do swojego pokoju. Miał sporo do przemyślenia i tym bardziej nie wiedział jak ten temat ugryźć.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  71. Ray omal zawału nie dostał, gdy ją taką zobaczył. Zwilżył językiem wargi i odetchnął głęboko, lustrując ją od czubka głowy aż po sam dół. Znów oblizał wargi i przełknął głośno ślinę.
    - Nie... nie mam nic przeciwko - zapewnił ją szybko, czując gorąco wstępujące mu na policzki. Zbliżył się do niej i musnął dłonią jej policzek. - Wyglądasz seksownie... - mruknął bo zabrakło mu języka w gębie na bardziej czarujące frazesy. Ucałował ją mocno i objął ramionami, chowając twarz w jej ramię. Przez moment stał tak nie chcąc wypuszczać jej z ramion.
    - Zdecydowanie częściej musimy cię upijać - szepnął.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  72. Zaśmiał się cicho na ten jej komentarz i odsunął się od niej.
    - Tak jest, już idę pod prysznic - zgodził się z nią. On był w tej bardziej komfortowej sytuacji. Nie dość, że był w swoim pokoju to wszystko miał pod ręką. Wybrał sobie ręcznik i ciuchy na przebranie, a potem poszedł już pod prysznic. Nie trwał on długo. Pięć minut i był wyszykowany. Mokre włosy pozostawił w nieładzie. Otworzył okno by przewietrzyć pokój, a brudne ciuchy wrzucił do pralki.
    Willow leżała już na łóżku, lecząc tę swoją łepetynę. On usiadł tuż obok niego opierając głowę o krawędź posłania.
    - Lubisz poszerzać wiedzę, co nie? To twoja pasja, hm? - zagaił.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  73. Na samym początku chciał po prostu wypalić "tak", ale gdy już otwierał usta, zdał sobie sprawę że "nie". Potrząsnął głową i rozczochrał swoje mokre jeszcze włosy.
    - I tak i nie - rzucił zgodnie z samym sobą. - Owszem rozmawiałem z nim... ale chciałem się dowiedzieć od ciebie coś więcej - wzruszył ramionami. - Ja też lubię poznawać, rozwijać swoje możliwości... może nie tyle przez czytanie książek co przez doświadczanie na własnej skórze tego czy owego - odparł unosząc ręce w górę i wpatrując się przez nie w sufit. Brakowało mu tego teraz. Wiedział, że nie może porywać się z aż tak wielką motyką na księżyc, ale ciążyło mu to odrobinę.
    - Rozmawiałem z Fingalem o mnie samym - rzucił zdawkowo, chcąc zaspokoić jej głód wiedzy. Nie skłamał. W pewnym sensie właśnie tak było. Rozmawiał o samym sobie w kontekście Willow.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ray [niezła Willow, nie ma co xD]

      Usuń
  74. Uśmiechnął się lekko i zerknął na nią przez chwilę z figlarnymi ognikami w oczach.
    - Lubię się z tobą droczyć - odparł na jej pytanie i roześmiał się trochę. - Ale wiem, że jak tylko stąd wypryśniesz to polecisz do Fingala na spytki, a on ci powie bo nie czuje, że Mortiel to Mortiel, a nie Szkocja - uśmiechnął się krzywo. Zdawał sobie z tego sprawę i doskonale wiedział, że tak czy inaczej Willow się dowie o wszystkim, ale naprawdę nie miał ochoty teraz z nią o tym rozmawiać.
    - Wiesz co? Tak ostatnio myślałem, że wcale bym się nie obraził, gdybyśmy zostali w tym śnie... na całą wieczność - oblizał lekko wargi.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  75. - Nom, ten part to bym wyciął z tego snu - przyznał ze śmiechem, choć jakby nie patrzeć to od tamtej chwili zrodziła mu się myśl z tą przeklętą adopcją. Obrócił się w jej stronę i oparł brodę o swoje dłonie.
    - Ale poza tym było całkiem znośnie - uśmiechnął się do niej. - No może poza tą kobietą, co to nas mordować chciała... - zgodził się. - Z drugiej strony, życie bez adrenaliny jest nudne, więc może to i lepiej że tam była - spojrzał jej prosto w oczy. Chwilę milczał i przymknął oczy.
    - Fingal jest spoko, jak się do ciebie nie przystawia - pozwolił sobie na taką opinię.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  76. - Jasna sprawa, bez adrenaliny byłoby tu zwyczajnie nudno - zażartował chłopak spoglądając jej prosto w oczy. - Jak to jak? - uniósł lekko brew. - Flirtuje z tobą jak nic. Przesiaduje u ciebie w pokoju, gra w szachy, niezwykle pomocny amant... na tyle nachalny by dobijać się do mnie, jak nie zastanie cię w pokoju. No proszę cię, Willow...

    OdpowiedzUsuń
  77. - No jego, ale chciałaś wiedzieć, co mnie denerwuje to ci to mówię... - sapnął i ucałował jej wargi. - Mhm już alkoholem nie smakujesz... dobrze Ci idzie pozbywanie się go - tym razem to on poczochrał jej czuprynę. Ot tak dla swojej własnej satysfakcji. Zwykle denerwował się, gdy dotykano jego włosów, ale Willow miała taryfę ulgową. Nawet lubił gdy to robiła.
    - Fingal twierdzi, że Twój klan składał się z silnych wojowników i to od ciebie będzie zależało kto do niego należy - odważył się w końcu poruszyć tę sprawę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  78. Entuzjazm Raya trochę opadł, gdy usłyszał jej odpowiedź, ale przecież nic straconego. Jeszcze może zmieni zdanie, albo uda się ją przekonać. Tylko nie teraz. Nie miał wystarczającej do tego wiedzy. Będzie musiał umówić się z Fingalem na zajęcia wprowadzające amatorów w świat nekromancji.
    - Dobra - uśmiechnął się lekko. - Na co masz dzisiaj ochotę? Może wybierzemy się na basen, hm? - zaproponował ni z gruszki ni z pietruszki. - Po południu powinna przestać cię boleć głowa, a na basenie można się zrelaksować w jakuzzi albo pozjeżdżać na zjeżdżalni - rzucił spokojnie. To zawsze była jakaś alternatywa na spędzenie dnia.
    Już miał ją dalej zachęcać, gdy zorientował się co robi. Basen oznaczał masę ludzi rozebranych niemal do całego. Dużo śmiechu, radości i spojrzeń. Aż zebrało go na mdłości na samą myśl.
    - Ok, basen odpada... chyba sobie tam nie poradzę - wymamrotał przepraszająco chowając twarz w dłonie. - To może nauczysz mnie grać w szachy? - zaproponował coś lżejszego dla jego własnego komfortu.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  79. Och jakże się ucieszył, że Willow po prostu chciała się zdrzemnąć. To była idealna decyzja. Kiedy tylko ją wyraziła od razu na nią przystał.
    - To posuń się - rzucił wesoło, wchodząc teraz do łóżka i kładąc się tuż obok niej. - Hm... może dlatego, że Yensen trenuje mnie ze spożyciem alkoholu od 16tego roku życia? - wystosował taką tezę. - Przyzwyczaił mnie do większego spożycia alkoholu i już łeb mi nie pęka od jednego czy dwóch win - wyjaśnił ze śmiechem, okrywając ją nieco kołdrą, a samemu kładąc się obok i przymykając oczy. - No to drzemka, a potem podwędzę ci szachy z pokoju - szepnął.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  80. Nie obraziłby się, gdyby mógł codziennie mieć takie pobudki. Jej uśmiechnięta twarz od razu poprawiła mu humor i nawet nie miał ochoty się odzywać, tylko zatrzymać tę chwilę dla siebie samego. Na wieczność. Tylko Willow miała inne plany. Musiała o to zapytać, tak swobodnie ale jednocześnie poważnie. Od samej pobudki takie tematy. Ech, ta to miała wyczucie.
    Przymknął oczy i chwilę milczał zbierając swe myśli.
    - Owszem - odparł w końcu. - Ale ty wyraźnie powiedziałaś, że nie da rady... poszukam innego sposobu - wzruszył ramionami. Dla chcącego nie ma nic trudnego. Tak przynajmniej mu się wydawało i wiele osób wlepiało mu to do głowy. Miał nadzieję, że choć w tym wypadku się nie mylili.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  81. Zacisnął mocno szczęki. Mortiel traktował jak swój dom, a Gildia sporo go nauczyła. Jej mieszkańcy wzięli go w obroty i wychowali na całkiem przystępnego człowieka. Na pewno łatwo by mu nie było, ale... wcześniej mieszkał w Anglii, a ona od Szkocji trochę się różniła, ale na pewno nie aż tak, by nie mógł się przyzwyczaić.
    - Na pewno łatwa decyzja to nie będzie - przyznał patrząc jej prosto w oczy. - Chciałbym najpierw załatwić sprawę ze swoim ojcem - przyznał szczerze, znów zaciskając szczęki. Tak, to też go męczyło i myślał o tym coraz intensywniej, ale najpierw musiał odzyskać w pełni władzę nad swoim żywiołem. Bez tego nie było mowy o czymkolwiek innym.
    - Ale tak, opuściłbym Mortiel by z tobą być. By dołączyć do twojego klanu - odparł szczerze, bez żadnej nuty fałszu w głosie. - Oczywiście nie wykluczam, podróży z powrotem do Mortiel. To w końcu mój dom... tak przynajmniej czuję - uśmiechnął się słabo. - Więc swoją rodzinę tu chciałbym odwiedzać... ale myślę, że dałoby się to zorganizować.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  82. Ray miał jej odpowiedzieć, ale ucałowała go delikatnie, a on pogłębił pocałunek. Na moment zapomniał gdzie się znajduje zaskoczony jej śmiałością. Jeszcze nie tak dawno temu uciekała od niego. Nie chciała dotyku. Niczego nie chciała, a teraz sama inicjowała takie sytuacje. Aż mu się cieplej na serduchu robiło.
    - Ja ciebie też, kocham - szepnął kiedy już się od siebie odsunęli i jeszcze ucałował czubek jej nosa, zanim wygrzebał się z łóżka, słysząc jej burczenie w brzuchu. Nie żeby mu nie burczało, po prostu ten dźwięk wydobywający się z Willow był dla niego wyraźniejszy.
    - Na co masz ochotę? - zapytał prosto z mostu, zaglądając do swojej lodówki. - Mogą być szaszłyki? - zapytał zaraz, bo zrobił je wczoraj i jakoś nie miał okazji zjeść. Szkoda by było, by się zmarnowały.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  83. [Kino nie brzmi dobrze, oni nigdy do kina nie docierają xD Zrozumiałam żaluzję :P]

    - Do kina... - powtórzył po niej, jakby rozważał w ogóle taką możliwość. Podgrzał w tym czasie szaszłyki i podał je na talerzach wraz ze szklanką wody do tego. - Mhm możemy spróbować - zgodził się tylko mierząc siły na zamiary. Uznał, że jeśli wybiorą jakiś niezbyt popularny film to nie powinno tam zbyt wiele osób być.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  84. - Ech ja mam mieszane uczucia co do tej pieczęci - przyznał szczerze. Z jednej strony rozumiał pobudki Willow, z drugiej nie widział ku pieczęci potrzeby. Dobrze sobie radził bez niej i nie do końca rozumiał jej ideę. Ale skoro inni nekromanci mieli polować na jego życie, a on planował przystąpienie do klanu Willow... to chyba nie miał innego wyjścia.
    - Dobra, jutro mi ją zrobisz - zgodził się ponownie, kończąc swojego szaszłyka. - A dziś nauczysz mnie grać w szachy... tylko nie ograj mnie sromotnie za pierwszym razem, co? - machnął w jej stronę widelcem i uśmiechnął się lekko. Nigdy nie miał okazji grać w szachy, więc nie wiedział czy ma do tego smykałkę.

    Ray

    OdpowiedzUsuń
  85. Zaskoczyła go tym ostatnim komentarzem. Aż powiódł wzrokiem na ścianę dzielącą ich pokoje i zastanowił się co by można z nią zrobić. Między Bogiem a prawdą wystarczyłby jedynie lekki remont. Wyważenie części betonu i wstawienie drzwi. Nic czego nie dałoby się zrobić. Nawet na mocy nie trzeba było polegać by to zrobić. Zwykła robota dla panów od remontów. Podrapał się po głowie i potrząsnął nią zaraz. Potem będzie, że znów myśli nie o tym co trzeba, a Gildia zwyczajnie ich ochrzani za niszczenie ich miana.
    - Dobra to zaraz wracam – ucałował ją w czoło i skoczył do jej pokoju. Tak zwyczajnie, przez okno. Nic spektakularnego, ale po części poczuł się niczym nastolatek z tych wszystkich głupawych filmów, skradający się do pokoju swojej wybranki, której rodzice nie akceptowali ich związku. Tak czuł i nie potrafił tego zmienić.
    Szachy odnalazł niemal od razu. Ostrożnie je zapakował i nawet rozejrzał się po jej pomieszczeniu.
    - Willow! – krzyknął podchodząc do ściany. – A nie chcesz czegoś jeszcze? Spodni? Koszuli? Bielizny? – wypalił, bo skoro już był w jej pokoju to mógł jej przynieść to i owo. – Znaczy wolałbym, żebyś została w tej koszuli… wyglądasz w niej niezwykle pociągająco – zaczął jeszcze mamrotać, zanim ugryzł się w język. Ech no to mu da popalić jak tylko wróci.

    Ray

    OdpowiedzUsuń