poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Z deszczem mu do twarzy, mimo że ogień jest jego miłością


Ray
 
 około 25-lat | GILDIA | MAG | 


- Śmierdzi od ciebie człowiekiem na kilometr! Ten komentarz pada przynajmniej kilka razy w tygodniu i choć powinien się już do niego przyzwyczaić to nie potrafi. Zawsze wówczas dobywa katanę i zabarwia ją płomieniami. Jego oczy zachodzą mgłą, a on sam wyszczerza się do nieszczęśnika.
- Nienawidzę ludzi - oświadcza chłodno. - Ale jeszcze bardziej nie znoszę, gdy się mnie do nich porównuje - dodaje jeszcze, zanim zatapia swą katanę w ciele nieszczęśnika. O ile oczywiście trafi, bo z tym różnie bywa. Czasem po takiej szarży musi szybko uciekać. Z pomocą przychodzi mu wtedy teleportacja. 

DANE OSOBOWE | HISTORIA | POWIĄZANIA


[Jako, że od samego początku nie mogłam zdecydować się na rasę i miałam dwa jej typy, zdecydowałam wystartować i z drugim panem. Jakoś nie potrafię grać kobietkami. Za co z góry przepraszam. CYBER PERS oraz Wujaszek Dragon namówili mnie na podanie numeru GG: 50569079 ]

255 komentarzy:

  1. [daaamn, mam za dużo wątków, ale mag ognia popierdalający z kataną, czego chcieć więcej od życia?
    więc tego no, jeżeli z Twojej strony by była chęć na wątek, to mam wstępną propozycję, że może Ray by wpadał do Timmy na robocie dla Gildii po jakieś informacje, bądź by wpadał po informacje o Emily (nie wiem jak tam z nią kontakt utrzymuje, więc może Timmy by dla niego sprawdzała co u niej). Timmy ogólnie zawsze potrzebuje kompana do picia, więc no o.
    ale jestem otwarta na inne pomysły, te można wyrzucić do kosza, bo tak na szybko sklecone.]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Wśród postaci masz istną wodę i ogień, me like it. Jestem ciekaw czy kiedykolwiek pomiędzy twoimi postaciami nawiąże się jakaś znajomość. Na start mówię że mam słabość do mieczy i ognia więc postać trafia w moje gusta. Jeśli będziesz mieć ochotę na jakiś wątek to daj znać. Ja nie będę proponował bo jak na razie cienko wyrabiam się z tymi co mam obecnie xD A bardzo chciałbym wrócić do starych standardów i odpisywać na wątki co godzine T-T ]

    Dyrus, Elenore

    OdpowiedzUsuń
  3. Yensen nie spodziewał się, że ostatnie zlecenie będzie takie skomplikowane. Z początku miał tylko pozbyć się gniazda pełzaczy (przerośniętych karaluchów, jak zwykłe je nazywać) z pola pewnego nieprzyzwoicie bogatego rolnika. Cóż, zadanie miało być proste, w końcu była mowa o kilku stworach – niewielkie gniazdo; młode niedoświadczone osobniki. Gówno, a nie niedoświadczone osobniki. Nie dość, że wszystkie były w pełni dorosłe, cholernie twarde, to jeszcze zamiast kilku wyjebało ich co najmniej ze dwadzieścia, nie wspominając o tych broniących królowej. Walka była cholernie trudna, zużył wszystkie swoje eliksiry wspomagające, a na palcach miał dosłownie zakwasy od wszystkich znaków, które wykonał. Przynajmniej zleceniodawca nie szczędził grosza i przeprosił za to małe niedopatrzenie. Mimo wszystko całą drogę powrotną okhotnik ciskał kurwami na wszystko, nawet konia, na które musiał wsiąść na przełęczy, prowadzącej do Gildii. Cholerne zwierzę było wyjątkowo uparte i leniwe. On kazał mu przejść w kłus, a ten udawał silniejszego. W końcu udało mu się zmusić ogiera do posłuszeństwa. Galopem dotarł do stajni. Zsiadł z konia, a jedyne o czym marzył to porządna szklanka bimbru domowej roboty. Niestety, zaraz po wyjściu ze stajni został napadnięty.
    - Ja pierdole! – krzyknął w pierwszej chwili, gdy Ray go uścisnął. Poza tym, wujaszek?! Dobra, może i nie był najmłodszy, ale wcale nie wyglądał na wujka. Sam dawał sobie dwadzieścia parę lat, nie więcej niż trzydzieści. Wujaszek było niczym obelga. Poza tym te czułości! Próbował jakoś delikatnie odsunąć od siebie kolegę z Gildii. Jednak w końcu sam odpuścił.
    - Jak? Kurewsko ciężko. Myślałem, że zamiast pełzaczy zapierdolę tego chędożonego rolnika – zaczął na początek, masując się jedną ręką po skroni. Entuzjazm szatyna nieco go przytłaczał. – Podrośnij jeszcze ze trzysta lat to pomyślę, co? – dodał lekko ironicznym tonem. Tak. Cynizm był nieodłączną cechą bruneta; nawet jeżeli kogoś lubił nie okazywał tego bezpośrednio.
    - Ray, jestem zmęczony, jedyne o czym marzę to mocny alkohol i coś porządnego na ząb – westchnął na propozycję o sparingu – Jak już mnie postarzasz, to chociaż daj mi odpocząć – dodał, kierując się w stronę Gildii.
    - Sam nie miałeś żadnego ciekawego zlecenia? – zapytał żeby jakoś zabić czas, no i może z czystej ciekawości.



    Yensen

    OdpowiedzUsuń

  4. - Jaka wieczność? Ej, bo pomyślę, że masz mnie za jakąś skamielinę! – uniósł się lekko, oczywiście w formie żartu. Yensen liczył sobie już ponad tysiąc lat, więc trzysta dla niego naprawdę nie robiło różnicy, chociaż czasami się zastanawiał ile jeszcze pociągnie. No ale, nie będzie teraz nad tym dywagował. Jest zbyt zmęczony po utylizacji tych przerośniętych karaluchów.
    - Naucz się porządnie władać magią to pogadamy o porządnych zleceniach, pasuje? – dodał mimochodem. Ray mógłby okazać się całkiem pomocny, tylko najpierw musiałby nabrać doświadczenia. Zazwyczaj jako maga zabierał Ninath, a jej naprawdę ciężko dorównać pod względem magii i nie raz się tym chełpi. Wyjął ręce z kieszeni i pomasował nimi szyję, tam już je przy okazji zostawiając.
    - Pałzacze mają odporny pancerz, ogień w zasadzie nic im nie robi, chyba że przebijasz mu brzuch płonącą strzałą, ale to marnowanie dobrych strzał. Wystarczy zwykła. Te skurwysyny mogą dać w kość jak jest ich dużo, same nie stanowią problemy dla dobrego wojownika, wystarczy być szybkim – wytłumaczył od razu jak walczyć z tymi stworami. Cóż, takie skrzywienie. Zawsze kiedy opowiadał komuś o nowym rodzaju stwora, przy okazji robił mu mały wykład o anatomii, czy sposobach ubijania. Nie każdy na to narzekał, takie informacje mogą być w końcu przydatne.
    - Poproś Ninath o pomoc przy magii, tylko zrób to delikatnie i najlepiej daj jej przy okazji wino i jakąś mądrą książkę o cyrkulacjach fal magicznych, czy innych pierdołach – zaproponował. Wiedział, że Ray jest roztrzepany i nie każdy zgadzał się pomagać chłopakowi. Zazwyczaj dużo osób miało swoje problemy, a rudowłosa elfka już miała jedną uczennicę, może akurat by się zgodziła. Przysypianie nad książkami raczej nie pomagało w rozwoju sztuk magicznych.
    - Młody, ja biorę Mordownię – zaznaczył przed wejściem do budynku gildii. Oczywiście miał na myśli słynny, najmocniejszy alkohol tegoż miejsca. Czysty spirytus zmieszany z ziołową wódką – Białą Mewą, po prostu idealny trunek. – Jak się dobrze napije, to Ci opowiem jak było – mruknął nieco ciszej. – Tylko mnie nie wkurwiaj, bo na gównie się skończy! – ostrzegł z delikatnym uśmiechem na twarzy.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie traktowała tego domu jak dom, a raczej miejsce do spania i pracy. Używała głównie łazienki, salonu i kuchni. Co prawda istniała również sypialnia, ale ostatni raz tam zaglądała kilka tygodni temu. Na kanapie w salonie też dało się spać, a dzięki temu, że pomieszczenie w sumie duże nie było to ogrzewały je trzy komputery, działające niemal non-stop. Ich szum ją uspokajał, gdy wracała pijana i poobijana do domu. Jej podłoga służyła za szafę. Gdy tu przybyła, nie miała ze sobą bagażu do rozpakowania, a faktyczna szafa stała w sypialni. Więc jej nieliczne ubrania walały się wszędzie. Przy kanapie stały dwie puste butelki po wódce, w kuchni było ich trochę więcej, bo nigdy nie chciało jej się ich wyrzucać. Na ławie leżały do połowy dokończone drobne puzzle - jej małe hobby, nie mające nic wspólnego z elektroniką. Czasem też takich rzeczy potrzebowała, by sobie mózg zrelaksować.
    Sama Timmy spędziła większość dzisiejszego dnia wśród swoich pięciu monitorów, śledząc co się dzieje w miastach, u ludzi których obserwowała i szukając informacji na zlecenie. Miała na sobie jedynie czarny top i majtki w tęczę, w końcu była u siebie.
    Ruszyła się do kuchni po kolejną miskę płatków z mlekiem. Ostatnio tylko to jadła. Powinna była nauczyć się gotować, gdy miała ku temu okazję. A może próbowała się nauczyć i nic z tego nie wyszło? Nie pamiętała.
    Wychodząc z kuchni z miską płatków, usłyszała jak drzwi od łazienki się otwierają. Była za daleko, by zaatakować intruza, ale przynajmniej mogła się na niego przygotować. Wszystkie mięśnie w jej ciele napięły się. A potem rozluźniły. Westchnęła ciężko.
    - Jeżeli chciałeś pożyczyć podpaski, to mogłeś poprosić - powiedziała, unosząc brwi.
    Wszystkie monitory momentalnie się wyłączyły. To nie tak, że mu nie ufała, ale nikt nie miał prawa oglądać jej magii od kuchni. Swoją drogą, że faktycznie mu nie ufała, ale w sumie to mogła powiedzieć o każdym kogo znała. Niezależnie od tego co ci próbują wmówić amerykańskie seriale życie bez zaufania to łatwe życie.
    Odstawiła miskę na ławę, obok puzzli, i sięgnęła po jakieś spodnie i wciągnęła je na tyłek. Nie wstydziła się swoich tęczowych gaci, ani nieogolnych nóg. Bardziej chciała zasłonić bliznę na udzie. Teraz też sobie przypomniała, że ma odsłonięte ramiona i widać kolejne blizny. Cholera, ta nad łopatką też może być widoczna. Bluza, bluza…
    - Co cię sprowadza w moje skromne progi? - zapytała, skanując pomieszczenie w poszukiwaniu jakiejś bluzy.
    Jego szybkie zadomowienie się raczej jej nie przeszkadzało. W końcu to nie był jej dom. Trzymała tu tylko swoje rzeczy.ie przeszkadzało. W końcu to nie był jej dom. Trzymała tu tylko swoje rzeczy.

    [Postarzyłaś ją o rok! xD
    Ale w ogóle dzienki za zaczęcie.]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hm, hm, tak sobie myślę. Co powiesz na wątek u Febe? ^^ Fajnie mi się z Tobą gra u Aki, więc pomyślałam i o mojej meduzie]

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  7. Otaksowała go spojrzeniem, skupiając się głównie na koszulce.
    - Właśnie widzę, że by się przydały. Nie wiesz, że podczas tego czasu w miesiącu nie nosi się białych ciuchów? - zapytała rozbawiona, chociaż zaciekawiło ją cóż się takiego mu przydarzyło.
    - Ha, gdybym srała, to ty byś był najbardziej poszkodowany - zaśmiała się, w końcu odnajdując jakąś byle jaką koszulę, lekko upapraną jakimś sosem, ale co ją to obchodziło? Była u siebie. Zarzuciła ją na siebie, czując się już trochę bardziej komfortowo w swojej zbroi.
    - Szklanek nie mam - odpowiedziała, ruszając do kuchni. - Ale są kubki. - Wyłoniła się po chwili z kuchni trzymając dwa kubki z My Little Pony. - Z kucykami whisky smakuje lepiej.
    Podała mu kubki i walnęła się na kanapę. Sięgnęła po miskę z płatkami.
    - U mnie słychać głównie robotę ostatnimi czasy. Dobrze, że wpadłeś w sumie - odpowiedziała. Nie miała czasu nawet się do baru wyrwać, o czym świadczył brak siniaków. Zwykle jej wypady kończyły się jakimś konfliktem, zwykle z jej winy. - To… szwankowanie teleportacji to normalność?

    [chill, raz się napisze dłużej, raz krócej. liczy się jakość nie ilość :D
    w ogóle, pracuję nad postacią z Gildii, więc be ready :DDDD ]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polać tej Pani od jakości.
      *znowu się pod cudze KP wpieprza* ;-;

      Usuń
  8. Skamielinę? O nie, kurwa, tego tolerować nie będzie. Cholera jasna, trochę szacunku do kogoś, kto go uczył fechtunku. Wystawił nieco nogę w bok, tak aby podstawić szatynowi haka.
    - A ty całkiem źle jak na młodzika – rzucił ironicznie, kiedy Ray zahaczył o jego stopę. No musiał się jakoś odegrać, a na inne gry był zbyt zmęczony na ten czas. Nie da się zmusić do żadnego sparingu, treningu, czy innego gówna. Nie dzisiaj. – Nie tak codziennie – dodał, kiedy wspomniał o naoliwianiu się. Podczas wykonywania danego zlecenia jest trzeźwiutki jak łza, gorzej po wykonaniu, bądź przed, ale z kacem u boku jeszcze nigdy nie pracował. Potrafił się hamować, to że w zasadzie tego nie robił to inna sprawa! – Zdarza się, że nie tykam alkoholu, bardzo często, ale to nie moja wina, że to jedyna forma na odetchnięcie po ciężkiej robocie – jedyna forma w jego przypadku. Nie miał żadnej kobiety, do której mógłby wrócić, przytulić się i opowiedzieć o trudach związanych z pracą członka Gildii, więc został mu alkohol, przelotne romanse oraz pijackie zabawy. Całkiem przyjemne. Idzie się przyzwyczaić.
    Z opanowaniem magii chłopak będzie musiał jeszcze trochę poczekać, Yensen wiedział o tym doskonale, a przynajmniej tak mu się zdawało. Nauka magii zazwyczaj zajmuje sporo czasu, w końcu to zgłębianie najbardziej niezbadanych sztuk świata. Ale ekspertem nie był, więc wolał zdać się na opinię innych magów. Dlatego polecił mu Ninath. Nie znał lepszego i bardziej wymagającego maga. Ta jej uczennica nie raz wyglądała, jakby płakała po nocach. Jeśli faktycznie tak było, winowajcę widział w rudowłosej elfce i jej chorych wymagań. Swój perfekcjonizm pewnie przelewała na młodą blondynkę.
    - Zobaczymy czy dasz radę – skwitował, wchodząc do Gildii. Od razu udał się do baru. Wziął butelkę mordowni, przy okazji prosząc o jakieś porządne żarcie. Tak, głodny też był. Podróż była wyczerpująca, jakby nie patrzeć. Następnie usiadł przy jednym ze stołów. Otworzył swoją butelkę Mordowni, z delikatnym uśmiechem na ustach.
    - Oh.. już czuję te procenty – westchnął, czując jak mocny zapach alkoholu dostaje się do jego nozdrzy. Stuknął się butelkami razem z młodszym kolegą. – No, to za Twoje postępy w nauce – wzniósł toast unosząc butelkę do góry. Zaraź później upił sporego łyka. Westchnął głośno po przełknięciu palącej w gardło cieszy.
    - Tego mi było trzeba…


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  9. [A no coś się kręci z "wujaszkiem Yensenem" :D W sumie ja pomysłu na ich poznanie się jako tako nie mam, ale pomyślałam, że Ray mógłby stać się nauczycielem dla Ines, córka Febe również posiada zdolności teleportacji, jednak ich nie kontroluje, a mama nie jest w stanie jej pomóc osobiście, gdyż to zdolności po "tatku", o ile można go tak nazwać :P Tak więc można by połączyć pomysły - pomoc w przedszkolu, gdzie wyjdą na jaw problemy Ines z swoimi zdolnościami i jakoś by się temat pociągnęło. Co Ty na to?]

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  10. [Tym bardziej będzie zabawnie :D Pouczą się razem. Zacznę ^^]

    Febe od dłuższego czasu samotnie zajmowała się przedszkolem. Zaczynało jej to dość mocno doskwierać, tym bardziej, że ostatnio miała w domu konkretny harmider. Dzieci po wizycie "tatusia" zaczęły mieć różnego rodzaju problemy i kobieta mocno zniechęciła się do prowadzenia działalności. Mimo wszystko dała temu miejscu ostatnią szansę, jednak poprosiła o pomoc w Gildii. W prawdzie jej prośba była dość nietypowa jak na takie miejsce, ale nie usłyszała sprzeciwu co do pomocy przy opiece. Właśnie weszła z dziećmi do pracy i czekała na inne pociechy. Rahim tradycyjnie poszedł w kąt, bawić się w samotności, a Ines nie odpuszczała matki na krok.
    - Słońce, nic mi tu nie grozi, możesz iść pobawić się z bratem - pogładziła głowę dziewczynki i uśmiechnęła się do niej ciepło. Mała jednak pokręciła głową i po prostu przy niej usiadła. Meduzie bardzo brakowało tego jej pogodnego uśmiechu. Dziewczynka była nerwowa, zmęczona i po prostu smutna, jak nie ona. Zawsze była pocieszeniem dla matki w trudnych chwilach, teraz Febe czuła się coraz bardziej bezsilnie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  11. Yensen poinformował elfkę o tym, że w najbliższych dniach do jej domostwa może zawitać pewien młody mag z Gildii, który usilnie poszukuje dobrego nauczyciela, a on nie miał serca nie polecić mu najlepszego maga jakiego zna. Cóż, z nim policzy się przy następnym spotkaniu i okhotnik mógł być pewny, nie będzie to przyjacielska nauczka. Zapewne znowu zapozna się z uroki jej magii lewitacyjnej, albo przeniesie go przez portal prosto nad jakieś urocze jezioro. Tak, to doskonały plan.
    Był wieczór, dość spokojny. Aria czytała w bibliotece o podstawach szkoły iluzji. Może i uczyła się zbyt dużo naraz, ale Ninath widziała w niej niesamowity potencjał, już w dniu, w którym odnalazła ją w Skandynawii, dziewczyna wręcz tryskała magiczną mocą, a jej wiedza – zdecydowanie nie miała czego się wstydzić. Z czasem rudowłosa zaczęła poznać niektóre szczegóły życia dziewczyny, właśnie wtedy zamiast mianem maga określiła ją ocalałą – pierwszą i ostatnią ze swojego gatunku. Smutne oraz wyjątkowe zarazem. Sama elfka w tym momencie nie zajmowała się niczym specjalnym. Siedziała, a raczej leżała na łóżku w swoim pokoju, czytając własny pamiętnik, w którym zapisała wszystkie wspomnienia z tych młodszych lat. Czuła jak w jej oku kręci się łezka na myśl o swoim ludzie, którego już nie ma tym świecie. Większości; nie mogła w końcu wykluczyć, że znalazł się ktoś jeszcze kto nie dostał się na Wędrówkę. Ona jednak była jedyną, której ponownie udało się powtórzyć rytuał, dwukrotnie. Z nostalgii wyrwał ją dźwięk kołatki, informującej, iż ktoś właśnie dobija się do jej małej rezydencji. Czyżby ów przyszły, niedoszły uczeń? Szybko na jej twarz wkradł się podstępny uśmieszek. Już ona mu pokaże jak bardzo paskudną osobą może być. Szybkim krokiem wyszła na korytarz, następnie podeszła do mosiężnych drzwi, zabezpieczonych przy okazji magiczną barierą, która uniemożliwiała wejście nieproszonym gościom. Otworzyła drzwi, zimnym spojrzeniem taksując mężczyznę. Oczywiście cała jej mimika była sztuczna, na pokaz, aby go zniechęcić już na starcie. Chciała przetestować determinację maga.
    - Andaran Atish’an *– przywitała się w popularnym elfickim dialekcie. Nie miała pojęcia, czy go zna, jednakże mag powinien z zasady znać jakiś elfi dialekt, martwy język i runiczną pisownię. Tak po prostu uchodziło. – Wujaszek? – zapytała nieco zaskoczona. Yensen nie miał żadnej rodziny, szczerze też wątpiła, aby łatwo nawiązał z kimś tak bliską relację, więc ten tutaj musiał być naprawdę twardym zawodnikiem. Pokiwała głową na znak uznania, jednak jej twarz nadal była na tyle zimna, że uznania w owym geście pewnie nie było nawet widać.
    - Ninath – poprawiła go. O tak, uwielbiała poprawiać innych. Uniosła przy tym delikatnie głowę ku górze. - Ninath Caemfhaer będąc dokładnym – dodała, chociaż nie spodziewała się, że będzie w stanie bezbłędnie wypowiedzieć jej nazwisko, nie kiedy jest taki speszony. Pograjmy jeszcze! Pomyślała zadowolona, uśmiechając się przy tym nieznacznie. – A można wiedzieć, czegoż to ode mnie chcesz o tej porze? – zapytała w końcu.


    Ninath
    *formalne przywitanie elfów: „Mieszkam w tym miejscu, miejscu pokoju”

    OdpowiedzUsuń
  12. - Namoczyć w Vanishu w letniej wodzie, a potem uprać normalnie. Powinno zejść - odpowiedziała, niemal automatycznie, wchodząc na sekundę w rolę odpowiedzialnego, dorosłego człowieka, co robiła wyjątkowo rzadko i za każdym razem zaskakiwała za równo siebie, jak i innych. Taki trochę powrót do przeszłości.
    Zaśmiała się, wyobrażając sobie jak to musi wyglądać, gdy Ray zaskakuje swoich kolegów w jednoznacznej sytuacji.
    - Jestem zaskoczona, że jeszcze żyjesz. Członkowie Gildii muszą mieć anielską cierpliwość - stwierdziła rozbawiona, odstawiając swoje nieszczęsne płatki, których chyba w końcu nigdy nie zje, i sięgając po kubek. - Egészségedre! - powiedziała, stukając swoim kubkiem o jego. Łyknęła szybko, bez szczególnego kosztowania. Nie miała w zwyczaju doceniać alkoholu.
    - Nie mów nikomu… - zaczęła konspiracyjnym szeptem, nachylając się do niego, jakby miała mu przekazać ściśle tajne informacje. - Ale nie obejrzałam ani jednego odcinka. Kubki kupiłam dla jaj. - Odchyliła się z powrotem na oparcie kanapy. - Więc krew należy do zdradliwej kochanki, czy kogo? - zapytała, wskazując na jego koszulkę.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy do przedszkola przyszły już wszystkie zapisane maluchy Febe zorganizowała im czas wolny, musiała chwilę posiedzieć z Ines. Mała była pewnego rodzaju przewodnikiem grupy przedszkolaków i dzieci bardzo zwracały na nią uwagę. Kobieta usiadła przy biurku i zaczęła wyjaśniać córce, że może odpuścić sobie stróżowanie. Nawet jej się udało, ale kiedy do budynku wszedł obcy mężczyzna Ines od razu zatrzymała się w połowie drogi i biegiem wróciła do mamy. Wtuliła się w nią mocno i taksowała wzrokiem obcego.
    - Dzień dobry - odpowiedziała meduza z uśmiechem, a dzieci zaraz powtórzyły po niej. Przytaknęła głową. - Tak domyśliłam się - zaśmiała się lekko i wstała z krzesła, jednak jej córka usilnie próbowała ją na nim zatrzymać. - Ines! Na litość boską - zaczęła stanowczym tonem, przez co mała puściła spódnicę matki i z buzią w podkówkę zajęła jej krzesło. Febe wróciła wzrokiem do pomocnika.
    - Ray, ja jestem Febe i bez owijania w bawełnę, jak czegoś nie wiesz to pytaj wprost, darujmy sobie te Pan i Pani, nigdy za tym nie przepadałam. Dzieci w większości zajmują się sobą same, tylko trzeba ukierunkować ich zabawy w dobrą stronę. Pewnie jako członek Gildii nie wiele masz wspólnego z takimi brzdącami, chociaż, może się mylę - uśmiechnęła się do niego pogodnie. Widząc jak kuca przy Ines stwierdziła, iż rzucił się chłopak na głęboką wodę, jeżeli ona mu odpyskuje, to wszystkie dzieci to zrobią. Dziewczynka widząc jak zwraca się do niej zmarszczyła brwi i spojrzała na niego "groźnie", co wbrew pozorom, przy tych krwistych tęczówkach mogło wyglądać niepokojąco.
    - Pilnuje mamy więc ją zostaw, a jak ją tkniesz to... - tutaj Febe zareagowała, również przykucnęła. Na jej wardze nadal widać było rozcięcie i delikatne zasinienie.
    - Ines, nie wolno tak się zachowywać. Nie każdy chłopak jest zły. Zobacz Ray jest dla Ciebie miły, Ty też powinnaś być miła - wyjaśniła szybko.
    - Mama też jest dla wszystkich miła i co z tego masz? - zapytała, prawie płacząc. Jej oczy zaszły łzami. Febe westchnęła i wzięła małą na ręce. Przytuliła ją mocno.
    - Przepraszam Cię, jak to powiedziałeś, złe wydarzenia, zbyt złe jak na jej wiek - przyznała lekko się kołysząc. Cała grupa dzieci zaprzestała zabawy i spojrzała na nich.
    - Ines źle się czuje brzdące, odpocznie trochę i do Was przyjdzie - rzuciła wesoło do dzieci. - Spojrzysz na nich? Pójdę na chwilę z nią do pokoju obok, a i... - wskazała brodą na chłopca, bawiącego się samotnie w kącie. - To jest Rahim, lubi bawić się sam, ale dzieci czasem go zaczepiają, proszę pilnuj żeby do tego nie dochodziło, bo może im zrobić krzywdę. Za 5 minut jestem - uśmiechnęła się pogodnie do niego.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  14. [Z jakiego serialu? :D
    Jak już troszku poznałam Ray'a w wątku z Timmy, mam wrażenie, że jego zachowanie, by działało Will na nerwy (głównie dlatego, że by mu zazdrościła tej otwartości i pogody ducha), więc jeżeli by się kojarzyli to pewnie by za nim nie przepadała. Nie wiem jak Ray by na to reagował - czy by specjalnie ją jeszcze starał rozzłościć, czy by odwzajemniał te uczucia niechęci, czy w ogóle ją ignorował. Pozostawiam to Tobie :>
    Nieszczęsna teleportacja może wejść w grę (pozwalam mu się teleportować do jej pokoju, gdy się będzie przebierała, for lulz, albo dla większej ilości dramy, jak będzie ryczeć pod kołdrą, albo tak po prostu może jej przeszkodzić w rozwiązywaniu sudoku lub zagadki wszechświata).]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  15. Febe udało się uspokoić Ines, jednak miała wrażenie, że słyszy krzyki swojego syna co było dość... pozytywne jak na tą chwilę. Chłopiec nie miał w zwyczaju mówić, a co dopiero krzyczeć, jednak ostatnie wydarzenia mogły sprawić, że trzymał w sobie sporo złości, która teraz eksplodowała. Ines na krzyki brata zareagowała dość nerwowo i zaraz jej ciało zalśniło lekko.
    - Ines, nie! - Febe zdążyła tylko tyle powiedzieć, zanim jej córka rozpadła się w puzzle i przeniosła się na salę. Jednak z powodu braku kontroli nad zdolnościami wylądowała na bardzo wysokiej wąskiej szafce, która dodatkowo mocno się zachwiała. Febe wpadła na salę wystraszona, szukając wzrokiem córki. Widok Rahima na miotle zbił ją mocno z tropu, jednak kiedy zauważyła gdzie jest Ines...
    - Ty i te Twoje teleportacje! - pobiegła w stronę uwięzionej. - Spokojnie kochanie, nie kręć się, zaraz Cię zdejmiemy - powiedziała do dziecka, które za wszelką cenę starało się nie ruszać, tak jak powiedziała mama.
    - Ray? Skoro już masz latającą miotłę... Mogę na Ciebie liczyć? - zapytała z troską w oczach. Gratulować mu podejścia do Rahim'a będzie później, teraz chciała aby wszystkie dzieci, szczególnie jej własne, były bezpieczne.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  16. Chłopiec stał wpatrzony w misję ratowniczą nowego opiekuna, który przypadł mu do gustu. Febe również się przyglądała, jak i cała gromadka. Kiedy Ines była na ziemi od razu pobiegła do mamy, lekceważąc pytanie. Zaraz jednak odkleiła twarz od nogi kobiety i zerknęła na Ray'a.
    - Dziękuję - powiedziała cicho i wtuliła się znowu w nogę.
    - Widzisz, Ray jest miły, nie musisz się bać - powiedziała Febe i z wdzięcznością spojrzała na chłopaka.
    - Często jej się zdarza - odpowiedziała za córkę. - Odziedziczyła to po ojcu, ale nie ma go z nami, a ja nie jestem w stanie nauczyć jej kontroli - przyznała wzdychając i zaraz spojrzała na zadowoloną twarz Rahim'a. Zaśmiała się słysząc komentarz.
    - Dziękuję. Ty natomiast masz rękę do dzieci, mój syn on wielu dni słowem się nie odezwał, wystarczyło, że się pojawiłeś, a nawet się uśmiecha - przyznała. Zaraz zza niej wykuknęła Ines.
    - A ja też mogę latać? - zapytała pokazując miotłę. Większość dzieci zaczęła wykrzykiwać, że też chcą. Febe podniosła palec do ust i wrzawa ucichła.
    - Spokojnie, każdego czeka rundka dookoła sali, chyba, że ktoś będzie niegrzeczny - wyjaśniła. - Proszę bardzo, ustawiamy się ładnie w kolejce, ale ładnie! Bez biegania, powoli, wszyscy zdążą! - powiedziała stanowczym tonem. Dzieci na szczęście nie było aż tak dużo, grupa liczyła 10 maluchów, więcej po prostu nie mogła, gdyż Febe jako jedyna opiekunka, mogłaby sobie z nimi nie poradzić.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  17. - Ja niczego nigdy nie żałuję - skłama lekko, żartobliwie, niezauważalnie. - Taka dywiza życiowa.
    Stosunkowo nie tak dawno dowiedziała się, że tak się nie da. Chociażby nie wiadomo jak ciężko próbowała, to jednak w pewnym momencie to do niej wróci. Nie da spać po nocach. Ale od czego ma się wódkę w końcu?
    Zaśmiała się. Nie spodziewała się po nim, że to akurat on będzie miał krytyczne spojrzenie na siebie.
    - Ktoś kto ma niskie wymagania, może? - zaproponowała, po czym wzięła głębszy łyk.
    Jej niewielka postura pozwalała na dość szybkie upicie się, chociaż jeszcze nie czuła się nawet lekko pijana. Wyrobiła chyba sobie za dużą odporność.
    - Szczerze powiedziawszy to nie wiem. - Skinęła głową na szumiące, wciąż ciężko pracujące komputery. - Jestem nerdem, nie lubię wychodzić na zewnątrz, czy coś. - Wzruszyła ramionami.
    Zabij, albo sam zginiesz. Jej prawa dłoń instynktownie powędrowała do lewego przedramienia. Blizny mówiły, że coś o tym wiedziała, niezależnie od tego jak lekki i żartobliwy był jej ton.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  18. Pomimo tego, że znajdowała się w Gildii od ponad miesiąca, weszła w kontakt ze szczątkową liczbą osób. Jej lekarz polecał, by znalazła sobie w kimś oparcie, ale jak miała to zrobić, skoro nikogo nie znała? Jak miała zadecydować kto jest godny zaufania, a kto nie? Uczono ją, że nie powinna ufać nikomu, tylko rodzinie. Co się dzieje, kiedy już się jej nie posiada?
    I teraz jeszcze na domiar wszystkiego nie mogła dopiąć stanika. Cycki jej urosły? Przytyła? Od czego? Czy będzie musiała iść sama do sklepu z bielizną? Jak się w ogóle kupuje staniki? Według rozmiaru? Jaki ona ma rozmiar?
    W swojej głowie usłyszała cichy chichot. Westchnęła ciężko. Jak ze wszystkim, z tym też musiała sobie poradzić.
    Wygięła się jeszcze bardziej. Teraz musi się jej udać, ale następnym razem po prostu zapnie z przodu na brzuchu i odwróci. Mało elegancko, ale przecież nikt nie będzie jej oglądał. Przecież teraz też nikogo tu…
    Obcy głos. Serce jej stanęło na sekundę, bez zastanowienia odwróciła się w stronę intruza, którego niemal od razu rozpoznała.
    - Ty! - wyrwało jej się, zasłaniając się automatycznie. Jej twarz pokrył szkarłatny rumieniec. - Przysięgam, że gdybym miała wolne ręce to byś wylądował na ścianie! - Chwyciła koc z łóżka i owinęła się nim, ale niewiele to jej pomogło. Na ten moment była pewna, że nikt jej tak jeszcze nie upokorzył.
    Stwierdzenie, że znała intruza byłoby przesadzeniem. Kojarzyła go. Był jedną z tych osób do których nawet nie próbowała się przekonać, więc starała się go raczej unikać. Zdawał się być takim beztroskim i towarzyskim, kimś kim ona nie potrafiła się stać, co wyjątkowo ją frustrowało. Nigdy nie przyzna, że po prostu mu zazdrości, wolała ukazywać jedynie złość.

    [Ooooh, koreański. Nigdy nie oglądałam koreańskich seriali, chociaż słyszałam, że to całkiem inne doświadczenie niż te zachodnie.
    Bogowie, gdyby to była Timmy to by wyszły śmieszki z tej sytuacji xDDD ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaczerwieniła się jeszcze bardziej, o ile było to możliwe.
    - Czy to jest normalny sposób postępowania? - prychnęła. - Po upokorzeniu kogoś prawi mu się puste komplementy?
    Była świadoma swojej urody, zaprzeczanie nie miało raczej sensu, ale też nie czuła się specjalnie komfortowo, gdy ktoś jej o tym mówił. Przecież musiałaby być idiotką, by nie zauważyć, że dobrze się dopasowuje w obecne standardy, chociaż chyba miała za mały biust. Za to najwyraźniej posiadała piękne łopatki. Dobrze, że się skupił za bardzo na tym co się między łopatkami znajdowało, a raczej na… wszystkim innym. Matka miała rację, mężczyźni to jednak takie proste stworzenia.
    Gdy tylko jego oko się otworzyło, bez zastanowienia wykonała gwałtowny ruch ręką, drugą nadal trzymając koc. Z jej biurka poderwał się drut* i poszybował w stronę mężczyzny. Zatrzymał się jedynie kilka centymetrów przed nim, celując prosto w źrenicę otoczoną orzechową tęczówką. Może gdyby nie była taka wściekła, to by pomyślała, że szkoda ładnych oczu marnować, ale teraz powstrzymała się tylko ze względu na Gildię, i to że nie chciała sobie w niej robić problemów.
    - Wynocha. JUŻ - ryknęła, nie chcąc już dalej słuchać bełkotu. Poza tym wiedziała, że ktoś gdzieś w innym wymiarze, umiera właśnie ze śmiechu.

    *chodzi o dziewiarski, obvi.

    [Jako osoba która rezygnuje z oglądania (skończonego) anime, jeżeli ma ono 24 odcinki, to kompletnie rozumiem (bo napisy trzeba czytać, nie potrafię się skupić tak długo na jednej rzeczy xD przy amerykańskich serialach to przynajmniej mogę coś robić)
    Jeżeli Ray teraz wyjdzie, to nie rób żadnych przeskoków w czasie, mam plan. Chyba że Ray jeszcze bardziej chce się pogrążać, droga wolna :DDDDD ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  20. Rahim był dość wymagający co do atrakcji, mało rzeczy wywierało na nim wrażenie, dlatego po wskazaniu siostrze jak trzymać miotłę, w spokoju wrócił do swojego kąta, bawić się swoimi zabawkami. Lot innych dzieci go nie interesował. Febe spojrzała na malucha z lekkim uśmiechem. Można powiedzieć, że dziś miał bardzo nadpobudliwy dzień. Zwykle wykazuje się stoickim wręcz spokojem. Miło było zobaczyć jego inną twarz. Febe słysząc wypowiedź nowego opiekuna uśmiechnęła się pod nosem.
    - W takim razie jesteś po prostu pomysłowy, jest niewiele rzeczy na świecie dla których Rahim zaprzestałby awantury. Mało kiedy krzyczy, ale jak już zacznie to, trzymajcie narody, robi to z niezwykłą wręcz zawziętością - przyznała lekko rozbawiona. Ines prezentowała zupełnie inne podejście. W prawdzie z początku jej nastawienie do Raya było niegrzeczne, jednak teraz, widząc iż nie kręci się przy jej mamie, dała mu nieco więcej luzu. Uśmiechnęła się szeroko łapiąc mocno miotłę i wesoło machała nóżkami. Siedząc na miotle zaczęła opowiadać mu jak fajnie byłoby mieć taką miotłę na polu walki oraz przedstawiła plan, w którym zrzucała by swoje pluszaki-miny na wroga. Tak, fascynacja bronią i wojskiem utrzymywała się u niej bardzo długo. Kiedy przyszła kolej innych dzieci ładnie zeszła z miotły, podziękowała i nawet, zamiast do matki, ruszyła w stronę innych dzieci.
    - Uf... - Febe westchnęła. - Widzę, że nowy gość w przedszkolu trochę ją odciągnął od złych myśli. Jeszcze raz Cię za nią przepraszam, jest cięta na facetów ostatnio, z góry ich atakuje, myśli, że chcą mnie uderzyć - wyjaśniła szybko i zaraz spojrzała na niego zaciekawiona. - Na prawdę? Mógłbyś? Jeny! Byłabym Ci bardzo wdzięczna, teleportuje się w bardzo niestosownych momentach i, jak widziałeś, często w mało bezpieczne miejsca - przyznała posyłając chłopakowi ciepły uśmiech. Pokiwała zaraz głową. - Na pewno bardziej jej pomożesz niż ja, nie mam pojęcia o teleportacji, moje jedyne doświadczenie w tej kwestii to bycie osobą towarzyszącą w tym sposobie podróży, a Ines... ma dość mocno rozwiniętą tą zdolność. Raz przeniosła się z bratem do zupełnie innego miasta, a innym razem kanapa z domu znalazła się tutaj, w przedszkolu... To chyba jej największe osiągnięcia - westchnęła wspominając obie sytuacje.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  21. [Pozwolisz, że najpierw Will odpiszę, bo mi zajmie mniej czasu myślenie, niż do Timmy, a bardzo zależy mi na czasie D: (tralalal, dwa kolokwia jutro z dwóch różnych języków)]

    Nie była pewna czy fakt, że zachował zimną krew i wydawał się mało przejęty tym, że prawie pozbawiła go oka, ją zdenerwował jeszcze bardziej, czy zaimponował. A może zdenerwował, bo jej zaimponował. Dlaczego ona w ogóle się nad tym zastanawia?
    Gdy drzwi się za nim zamknęły, odetchnęła z ulgą, a drut opadł na ziemię. Mogła się spokojnie ubrać, chociaż po raz kolejny miała z tym poważnym problem. Jej dłonie drżały ze zmęczenia, po nagłym wzroście i spadku poziomu adrenaliny we krwi. Gdy w końcu uporała się z ubraniem, spojrzała na leżący na podłodze drut.
    Podniosła go i obróciła w palcach. Apropo krwi, czy nikt go nigdy nie nauczył, że nie zostawia się swojej nekromancie? Nawet tak niewielkiej ilości, która pozostała po ukłuciu? Schowała drut do swojej najbardziej tajnej szuflady, zamykanej zarówno na kluczyk, jak zapieczętowaną magią. Trzymała tam wiele ważnych rzeczy, nieprzeznaczonych dla obcych oczu. Na przykład swoją listę rzeczy do zrobienia, która teraz przykuła jej uwagę. W jej umyśle zaiskrzył się pomysł. Byt z innego wymiaru już go potępiał. Twierdził, że nie ma czasu na takie rzeczy.
    Zamknęła szufladę, wzięła głęboki wdech i wyszła z pokoju.
    A potem do niego wróciła, bo stwierdziła, że to beznadziejny pomysł.
    Potem poklepała się po policzkach, by dodać sobie odwagi.
    Wyszła znowu.
    I wróciła.
    - To niedorzeczne. Stawiałam czoło gorszym rzeczom - mruknęła do siebie. - Jesteś MacDougall, Will. Dasz radę.
    Wyszła znowu. Trafiła pod dobre drzwi. To nie tak, że miała daleko. A szkoda, może gdyby musiała iść dłużej, to by sobie ten pomysł wybiła z głowy. A tak jeszcze musiała kilka razy się zawracać, tak dla zasady.
    Zapukała do pokoju Ray’a, po czym oparła się o ścianę obok plecami, patrząc w ogóle w drugą stronę, jakby udawała, że to wcale nie ona, i że wcale nie ma sprawy.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  22. [Hahahaha, “ale cholera nie chciała zniknąć” XDDDD
    Jakie krótko, normalnie! Mój odpis wydawał się dłuższy, bo było dużo enterów xD
    Tak właśnie do mnie dotarło, że napisałaś, że trochę umiesz już japoński. Uczysz się?]

    To był ten moment, gdy uświadomiła sobie, że co prawda była przyzwyczajona do nagich torsów, ale nie tych żywych. Jakoś łatwiej jej było funkcjonować, gdy czyjaś klatka piersiowa nie oddychała. Teraz poczuła nagłą potrzebę odwrócenia wzroku.
    Więc skupiła się na samym pomieszczeniu do którego trafiła, oceniając je krytycznym spojrzeniem. Bałagan jednak nie przekraczał granic rozsądku, więc nawet nie potrafiła się porządnie do niczego przyczepić. Jej kwatery wyglądały chyba nawet gorzej, przez to, że nadal prowadziła… cokolwiek to było co prowadziła.
    Potrząsnęła głową w odpowiedzi na jego dwa pierwsze pytania. Już wystarczająco głupio się czuła. Postanowiła nie korzystaj z oferty fotela, bo by jeszcze wyszło na to, że spędzi tu więcej czasu niż zamierzała. Skrzyżowała ręce na piersi w defensywnym geście, skupiając się na jakimś odległym punkcie w kącie pokoju. Odchrząknęła cicho.
    - Kino - wymamrotała, nadal na niego nie patrząc.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  23. - Mam tylko nadzieję, że nie będzie kłopotliwą uczennicą, miewa niewyparzony język - przyznała kobieta z zadziornym uśmiechem i spojrzała na swoją córkę, która już dowodziła grupom przedszkolaków. Jedynie jej brat miał u niej spokój. Febe słysząc, że Ray nadal się uczy posłała mu ciepły uśmiech.
    - Więc pouczycie się razem, na pewno masz większe doświadczenie od niej, może z czasem uczennica przerośnie mistrza - zażartowała z pogodnym wyrazem twarzy. Słysząc pytanie zaśmiała się delikatnie.
    - Tak, mam aż za duże pokłady cierpliwości, ale jeżeli chodzi o przedszkole to założyłam je ze względu na dzieci. Wcześniej pracowałam w szkole, Ines i Rahim'a wychowuję samotnie, cały czas spędzali z opiekunką aż postanowiłam, że to ja chce być obecna w tych najważniejszych dla nich momentach. Pomysł przedszkola przyszedł sam, dzięki temu spędzam z nimi dużo czasu, a opiekunka przydaje się w czasie mojego relaksu. Wolny wieczór przy dobrym towarzystwie potrafi zdziałać cuda - uśmiechnęła się raz jeszcze. - Uwierz, miałam już wiele szalonych pomysłów, a jeszcze więcej będę pewnie miała - przyznała wesoło.
    - A Ty? Dlaczego to zlecenie? Czy może trafiłeś tu za karę? - zapytała unosząc delikatnie kącik ust.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  24. [Rzeczywiście szkoda, ale to super, że rozumiesz. Ja na drugim roku hungarystyki nadal mam z tym problem w węgierskim :< Powodzenia już na grudzień! :D ]

    Podczas gdy udało jej się już jakiś czas temu uświadomić sobie, że wiele rzeczy które ona traktowała jako specjalne, inni widzieli jako całkowicie normalne, to jednak jeszcze nie do końca opanowała sztukę mówienia innym o tym, że nie miała z nimi styczności. Może dlatego, że było jej głupio, a może po prostu chciała, żeby się sami domyślili w jakiś magiczny sposób (w sumie, gdyby miał się kto dowiadywać, to pewnie to był jedyny sposób).
    Nie miała innego wyboru jak przyjąć kawę, bo gdyby nadal nadal udawała, że nie ma rąk, to kobek by w końcu wylądował na podłodze. Nie tylko Ray miałby sprzątanie, ale jeszcze by się jej buty ochlapały.
    - Naprawdę nie trzeba… - westchnęła, gdy próbował wcisnąć jej jeszcze kanapkę.
    Chłopak wydawał się zdenerwowany, czego kompletnie nie pojmowała. To ona tutaj wychodziła ze swojej strefy komfortu. Jego próby bycia dobry gospodarzem były na swój sposób ujmujące, szczególnie, że jeszcze niedawno mu groziła ostrym narzędziem. Właściwie… to trochę podejrzane.
    - Chwila. - Zmarszczyła brwi, chyba po raz pierwszy skupiając na nim wzrok na dłużej niż trzy sekundy. - To jest za proste. Prawie pozbawiłam cię oka. Dlaczego w ogóle jeszcze ze mną rozmawiasz?
    Ona miała swój powód by tu być. Chciała osiągnąć to co chciała, na bardzo pokrętny sposób, bo tego tym klasycznym nie potrafiła. Zaś nie wiedziała co on z tego będzie miał. Bo przecież każdy ma jakiś ukryty cel, prawda? Prawda.


    Willow

    OdpowiedzUsuń
  25. Po raz kolejny ją skonfundował. Jak w ogóle się trafia w takie sytuacje, że inni zaczynają ci grozić? Jak można podchodzić do tego tak nonszalancko? Ciekawe czy wszystko traktował z takim dystansem. Ciekawe czy jest coś co trapi go tak bardzo, że nie dałby już rady utrzymywać tej nonszalancji. Chociaż chyba źle się czuł z tym co zrobił poprzednio. Na samą myśl, jej policzki zaczerwieniły się lekko.
    Nie powinna się zastanawiać nad tym wszystkim.
    Nadal ciężko jej było ogarnąć jego podejście umysłem, ale jeżeli jest szczere, to znacznie ułatwia sytuację.
    Mówił coś do niej, ale dotarła do niej połowa, co wyjątkowo ją frustrowało. Zachowywał się tak jakby opowiadał o rzeczach oczywistych, co tylko jeszcze bardziej uwydatniało jej brak wiedzy. Zacisnęła dłonie na kubku. W takich momentach tęskniła za domem, mimo wszystko.
    - Nie wiem - odpowiedziała ostrym tonem. - Nie wiem nawet jakie gatunki istnieją. I ty się nie czujesz normalnie… - Znowu nie zrozumiała co ma na myśli, przecież był przystosowany do tego świata. Skoro on nie czuł się normalnie, to jak ona miała się czuć?
    - Chociaż “Piękna i Bestia”... - Rozpoznała jeden tytuł baśni, które kiedyś czytała. - Myślałam, że w obecnych czasach zrezygnowano z aranżowanych małżeństw - dodała, marszcząc brwi.

    Willow

    OdpowiedzUsuń

  26. - Ale ta baśń miała przygotowywać młode dziewczęta do małżeństwa dla dobra rodziny. Dlaczego by robili z tego film? - Przekrzywiła głowę w bok. - Może być piątek - zgodziła się. Weźmie to sobie wszystko na powoli, to jedyny tytuł który cokolwiek jej przypominał. - Chociaż baśń była dość nudna. Czy filmy zmieniają materiał na którym się opierają?
    Patrzyła na niego z rosnącym zaskoczeniem, gdy zaczął wyjmować płyty. Dlaczego był dla niej tak miły? Czego od niej chciał? Upiła w końcu łyk kawy, po raz pierwszy. Nawet nie smakowała tak źle jak się spodziewała. I chyba nie była zatruta. O co mu chodziło?
    - Nie mam laptopa. Takiego dużego komputera też nie, zanim zapytasz. - Wbiła wzrok w trzymany kubek, jednak szybko uniosła głowę słysząc kolejną znajomą nazwę. O Star Wars coś słyszała, i to w takiej ilości, że nawet wpisała to na swoją listę. Jego propozycja jedynie znowu ją zdziwiła. - Razem? Ale już nie będziesz mi nic winien - stwierdziła, szczerze zaskoczona.
    Przecież kino działało jako to “zadośćuczynienie”, później już nie musiał nic robić. Skłamałaby mówiąc, że nie była zainteresowana, ale nie mogła od niego niczego wymagać.
    Lekko się rozproszyła jego wargami, ale słysząc pytanie o małżeństwa z nich wychodzące wróciła zaraz do rzeczywistości.
    - Och tak - odpowiedziała od razu, jej twarz nagle stała się kompletnie pozbawiona emocji, nie było tam złości, zakłopotania, czy nawet zamyślenia. - W sensie, teraz to mi wszytko jedno. Ale wcześniej moje życie byłoby znacznie łatwiejsze, gdybym po prostu została przedstawiona przed faktem dokonanym. Dostała kontrakt do podpisania i już. Uniknęłoby się tej przeklętej szarady i sprawiania pozorów posiadania jakiegokolwiek wyboru. - Miała do tego dość analityczne podejście, lepiej sobie wtedy radziła z rzeczywistością.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  27. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak wiele dla niej znaczyło to, że ktoś zajmie się zdolnościami Ines, że nie będzie musiała prosić Kuro o pomoc. Cały czas patrzyła na niego z ogromną wdzięcznością w oczach.
    - W ramach podziękowania mogę Ci zaoferować dożywotni nocleg pod moim dachem i ciepłe posiłki kiedy tylko zechcesz, no albo po prostu wyznaczymy cenę za lekcję dla małej - zaproponowała i zaraz wsłuchała się w jego odpowiedź. Słuchała uważnie, jednak na wzmiankę o Yensenie mimowolnie przygryzła lekko dolną wargę i spojrzała gdzieś w bok uśmiechając się pod nosem.
    - O... znasz Yensen'a - zauważyła automatycznie zakładając włosy za ucho i wracając do niego wzrokiem, jednak tym razem na jej twarzy widniał tajemniczy uśmiech. Słuchała dalej, lecz na wspomnienie o synku spojrzała na małego chłopca. Ponownie wróciła wzrokiem do Ray'a.
    - Nigdy nie był zbyt rozmowny, ale... Po prostu ostatnio dzieciaki miały nieprzyjemne doświadczenie i... Ines jest moim stróżem, a Rahim z nikim nie rozmawia, no, dzisiaj pokrzyczał dla odmiany i jak mam być szczera to dawno nie byłam tak szczęśliwa, że moje dziecko krzyczy - przyznała i przytaknęła mu.
    - O tak, zdecydowanie ogień i woda, gdyby nie różnica wieku to sama myślałabym, że to bliźniaki - zażartowała, zauważając, że takie rodzeństwo najczęściej jest swoimi przeciwieństwami.
    - Ale się dogadują - zaznaczyła szybko, posyłając Ray'owi pogodny uśmiech. Zaraz w grupie przedszkolaków wybuchła jakaś awantura. Oczywiście Ines szybko znalazła się w jej centrum i pchnęła mocno jednego z chłopców. Febe zerwała się w ich stronę.
    - Dziewcyn sie nie bije potwoze! - krzyknęła broniąc koleżanki "napadniętej" przez jednego z maluchów.
    - Co tu się dzieje?! - Febe zaraz rozeznała się w sytuacji patrząc po prostu na buźki maluchów. Chłopiec rzeczywiście musiał się nieco naprzykrzyć koleżance. Ines widząc mamę rzuciła się w jej stronę i chciała wypchnąć z towarzystwa.
    - Idź, idź, bo jesce Cię udezy! - powiedziała wyraźnie przejęta. Kobieta jednak zdecydowanym ruchem chwyciła ją i włożyła sobie pod pachę. Kucnęła, przyciągnęła małego chłopca wolną ręką i wskazała na cicho popłakującą dziewczynkę.
    - W tej chwili masz przeprosić koleżankę - powiedziała stanowczo patrząc maluchowi w oczy.
    - Ale ona...
    - Nie interesuje mnie żadne Twoje "ale". Nie wolno zaczepiać i bić koleżanek! - nie krzyczała, mówiła wolno, ale pewnym tonem. Chłopiec spuścił nos na kwintę.
    - Pseprasam - powiedział wyraźnie niezadowolony.
    - I dobze Ci tak! - wykrzyczała zaraz Ines, zwisając spod pachy matki. Kobieta chwyciła ją i postawiła przed chłopcem.
    - A teraz Twoja kolej młoda damo, przeproś kolegę - powiedziała do niej tym samym tonem. Mała jednak skrzyżowała rączki na piersi i nie wyrażała chęci do współpracy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  28. “Bajka Disneya” również niewiele jej mówiła, ale powiedział to takim tonem, że chyba była to wiedza powszechna. Musi sobie zanotować na liście te bajki Disneya. Może zapytać się o jakąś konkretną. Ale to już później.
    Nachyliła się nad ekranem. Nadal bywała pod wrażeniem rozwoju techniki. Co prawda była jej świadoma wcześniej, ale nie miała do niej otwartego dostępu, ani też specjalnie się tym nie interesowała.
    - Wygląda mało bestiowato - skomentowała tytułową Bestię.
    Spotykała gorsze stwory. Ten wyglądał wręcz przyjaźnie.
    - Nie będzie potrzeby… - odpowiedziała na jego propozycję. - Chyba, że naprawdę chcesz stracić oko - dodała unosząc brew. Jednak nie brzmiała tak jakby mu groziła na poważnie, jej głos po raz pierwszy przybrał lekki ton, chociaż na jej twarzy nadal nie pojawiał się uśmiech.
    Może o tym mówił jej lekarz. Może znajdzie pomoc w miejscu, który z premedytacją chciała przeoczyć. Nadal chciała być ostrożna, ale zaczynała powoli się relaksować w jego towarzystwie, czego w ogóle się nie spodziewała. Nie wiedziała tylko co zrobić ze swoim bagażem emocjonalnym. Nie chciała nikogo nim obarczać, ale trzymanie go samej zaczynało być coraz trudniejsze.
    Jeszcze było za wcześnie na decyzje. Może trzeba zacząć od małych kroczków. Poznać go lepiej. Tak, to brzmiało jak dobry plan.
    - Mój dom rodzinny? - powtórzyła za nim.
    Jak wyglądał? Dobre pytanie.
    Pamiętała najlepiej ostatnią wersję. Z której chciała uciekać, a nie mogła. Wypełniony nieludzkimi krzykami. Ze ścianami zbryzganymi krwią. Jej serce przyspieszyło, źrenice rozszerzyły. Wiedziała co się dzieje, ale nie mogła tego powstrzymać. Do rzeczywistości przywołał ją hałas. Spojrzała w dół. Jej dłonie trzęsły się tak mocno, że nie były w stanie utrzymać kubka, który teraz leżał rozbity na podłodze.
    Ten bagaż, to jest coś z czym musi poradzić sobie sama.
    - Ja… Przepraszam, muszę iść - wymamrotała, nie patrząc na niego. Ruszyła do wyjścia i wypadła na korytarz, by zaraz znaleźć się w swoim pokoju, ale już nie usłyszała zamykanych za sobą drzwi. Wszystkie dźwięki wydawały się stłumione.
    Suchość w ustach. Ścisk w żołądku. Jej mózg reagował na bodźce które już nie istniały. Zapach krwi. Krzyk rozpaczy. Oparła się o ścianę, dlaczego jej dłonie czują drewno?

    [Sory za dramę, ale jakoś trza odegrać ten świeży bagaż.
    BTW, apropo jej domu rodzinnego. Dzisiaj lecę do Szkocji i niedługo trafię do miasteczka, które znajduje się nad jeziorem na którego wyspie postanowiłam już jakiś czas temu, że będzie jej właśnie "dom rodzinny". I zorientowałam się jakoś dzisiaj :DDDDD ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  29. [Jasne, dawaj maila to Ci będę wysyłać focie :DDD
    wowowowow być w Wielkiej Brytanii 3 razy, zazdro (nawet jeżeli do pracy). No właśnie to mój pierwszy raz w Szkocji. Zanim miałam fazę na Węgry, to miałam na Szkocję. (wszyscy tu mówią że szkockim akcentem, I'm dyinnnnn)]

    Zamknięta we wspomnieniach nie wiedziała, że wszedł do jej pokoju dopóki nie zderzyła się z jego klatką piersiową. Adrenalina nadal buzowała w jej krwi, obrazy rzezi płonęły w jej umyśle. Ale były tylko tym. Obrazami, wspomnieniami, czymś co już przeżyła, nieważne jak mocno jej ciało w to nie chciało uwierzyć.
    Ciepło drugiej żywej istoty działało kojąco, chociaż jego słowa nie do końca do niej docierały. Jej ciało przestało drżeć dopiero po kilkunastu minutach. Wtedy też całkowicie do niej dotarło skąd się owo kojące ciepło wzięło. Nie wiedziała co ma myśleć o sytuacji w której się znalazła. Jej ciało spięło się na nowo, tylko już z innego powodu.
    W świecie w którym się wychowała dotyk miał zawsze jakieś zastosowanie. Mógł być używany do flirtu, czy do wyperswadowania komuś swoich racji. Dotyk był sposobem na osiągnięcie swojego celu. Nie miał koić, miał przekazać intencje.
    - Puść mnie, proszę - odezwała się bezbarwnym głosem. Nie miała już nawet siły na wymyślanie jakiś kreatywnych gróźb, czy zwyczajne odepchnięcie go od siebie. W jej głowie panował kompletny burdel, chyba też z powodu tej nagłej bliskości, która była jej dość obca, ale też nie nieprzyjemna.

    [geez, Will, weź go doceń chociaż raz xD ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy się od niej odsunął, przez sekundę pożałowała swoich słów, co ją jedynie potwierdziło, że postępowała słusznie. Nie mogła sobie pozwolić na takie sentymenty… one nigdy nie kończyły się dobrze. Musiała jednakże przyznać, że on się różnił od osób z którymi miała doczynienia. W społeczeństwie w którym się wychowywała każdy miał jakiś cel, większość ruchów, słów były zamierzone, wyliczone, co pozwalało na równie dobrze wykalkulowaną odpowiedź. Nie pozwalała sobie zbliżyć się do nikogo, bo przerażało ją to, jacy ludzie spoza jej dotychczasowego otoczenia potrafią być spontaniczni, nieobliczalni.
    Objęła się ramionami, czując jak ogarnia ją nieprzyjemny chłód.
    - Ray - odezwała się zanim zdążyła się powstrzymać. Odwróciła wzrok. - Następnym razem… patrz mi w twarz, zmuś bym się na tobie skupiła, powiedz mi gdzie się znajduję, z kim. I że nie jestem już w Coeffin. Proszę. - Skoro miała z nim spędzić trochę czasu w najbliższej przyszłości, lepiej było go poinformować co ma zrobić, jeżeli znowu dostanie ataku. To nie tak, że planowała z nim spędzać więcej czasu niż było ustalone. Chyba. Napewno. Chyba napewno.
    Nie odezwała się już więcej, czekając aż wyjdzie.

    [Naaaah, he's cute :3 Will kiedyś się też zorientuje xDDD
    Dajesz dramę! Dobra drama nie jest zła :DDD
    Nie wiem w jaki dzień się umawiali, ale niezależnie od tego, Will pewnie do samego piątku będzie go zawzięcie unikała, więc jeżeli chcesz możesz się z tym pobawić, albo już zrobić przeskok do piątku :> ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  31. [hehe, drama z przeskokiem.]

    Brała każdą robotę która się nawinęła. Byt potępiał, ale co mógł zrobić zamknięty w innym wymiarze? Jej pokój był niebezpiecznie blisko innego pokoju, którego mieszkańca chciała raczej uniknąć. Oczywiście, prędzej czy później spotkają się ponownie, ale wolała osobiście później. Musiała to wszystko przemyśleć na spokojnie, potrzebowała przestrzeni. Oraz kilku stworów do rozgromienia. To zawsze pomagało.
    Los jednak miał inne plany, postanawiając jednak że spotkają się wcześniej. Temat prezentacji nie przyciągnął specjalnie jej zainteresowania, chyba był o czymś naukowym, a ten moment jej badania zajmowały się głównie magią. Jednak musiała się pojawić. Usiadła gdzieś w kącie, preferując mniejszą ilość ludzi. Tłumy nie działały na nią dobrze. Kątem oka obserwowała wszystkich wchodzących na salę, podświadomie szukając znajomej twarzy, a gdy tylko ją odnalazła wbiła wzrok przed siebie, udając że go nie widzi, ale też czekając aż do niej podejdzie. Nigdy jednak nie dotarł, pozwoliła sobie zerknąć w tamtą stronę, i poczuła przypływ irytacji, gdy zobaczyła, że usiadł gdzie indziej. Chwila, dlaczego ją to denerwowało? Może sobie siadać gdzie chce. Ale mógłby przestać się gapić. Starała się skupić na prezentacji, byle tylko odwrócić uwagę od jego palącego spojrzenia. Co było dość ciężkie, bo temat do niej nie przemawiał. Jednak najwyraźniej znaczył coś dla Raya, bo w pewnym momencie odwrócił od niej wzrok. Tym razem to ona zaczęła go obserwować, i to co zobaczyła ją zaniepokoiło. Zanim w ogóle zdążyła pomyśleć o tym co robi wstała z miejsca i podążyła za nim, ignorując odprowadzające ją niezadowolone spojrzenia. Gdy wyszła z sali on już siedział skulony pod ścianą.
    - Ray - oznajmiła swoją obecność, klękając przy nim. - Ray, spójrz na mnie proszę. - Chwyciła go delikatnie za nadgarstki, ale jego rozgrzana skóra ją sparzyła. Cofnęła odruchowo dłonie. - Shite… - wyrwało jej się, ale się nie poddawała. Ignorując ból odjęła jego dłonie, by odsłonić twarz.
    Dotyk miał przekazywać intencję, dostarczyć jakąś wiadomość. Ujmując jego twarz w dłonie, dobrze znała swoją. Chcę Ci pomóc.
    - Ray, masz prawo przechodzić to co teraz przechodzisz - powiedziała mu stanowczym tonem, patrząc mu w oczy. - Dasz sobie radę. Zostanę tu z tobą, nawet jeżeli powiesz abym odeszła. Nie będziesz sam.
    Nie miała pewności co zadziała, jakich słów użyć. Jej samej zajęło trochę czasu i pracy, by odkryć jak sobie najlepiej poradzić w takich sytuacjach, a przecież każdy był inny, miał inny problem, inny powód.
    - Weź głęboki wdech, potrzymaj przez chwilę, powoli wypuść - powiedziała, postanawiając się skupić najpierw na uspokojeniu oddechu. - Zaufaj mi, dobrze?
    Prezentacja miała jeszcze trwać co najmniej dwadzieścia minut, nie chciała go pospieszać.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie mogła mu pomóc, chyba tylko pogorszyła sprawę. Może w ogóle nie powinna była się w to mieszać. Dla jego dobra. Pozostało jej więc tylko czekanie. Jej dłonie piekły, ale to nie było nic poważnego. Skóra się zaczerwieniła, ale pozostała w całości.
    Gdy oparł się o jej ramię, jej ciało spięło się na sekundę, by potem się rozluźnić. To przekraczanie granic w takich celach było dla niej ciągle nowe.
    - To był mój wybór - odparła spokojnie. - Poza tym, skoro nie możesz tego kontrolować, to nie twoja wina - dodała rzeczowo.
    Może powinna go objąć? Poklepać po ramieniu? Pogłaskać po włosach? Nadal nie czuła się wystarczająco komfortowo, by inicjować takie rzeczy. Pozostały jej tylko słowa.
    - Pomóc ci wstać? - zapytała, nie była wiele niższa od niego, więc może by coś z tego wyszło. - Niedługo zjawi się tutaj tłum wychodzący z sali.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  33. [złapałam wi-fi na dłużej, więc posłałam Ci focie :DDD jak wcześniej łapałam, to odpisywałam Ci na wątki, ale w końcu mam więcej czasu.
    Z akcentem zaczynam się zaprzyjaźniać, ale tam wszędzie jest tak cholernie głośno, więc czasem to nawet nie jest tak, że ich nie rozumiem, tylko po prostu nie słyszę D: btw, czy to w całej Wielkiej Brytanii przechodzi się przez ulicę jak się chce, czy tylko w Szkocji? Ja się w Glasgow czułam, jakbym na swojej wsi była xD ]

    Przewróciła oczami.
    - Nie zadawaj głupich pytań - odpowiedziała, lekka atmosfera którą próbował narzucić jej się nie udzielała, ale w sumie kiedy jej się w ogóle udzielała?
    - Ray, mam nadzieję, że jesteś tego świadom, ale powtórzę, by ci się utrwaliło. - Spojrzała mu w oczy. - Masz prawo przechodzić to co przechodzisz. Nie jest to oznaka słabości, albo głupota do bagatelizowania, a ktokolwiek myśli inaczej może się odpierdolić, bo nie ma pojęcia o czym mówi. - Mówiła z przekonaniem, wyraźnie wierząc we własne słowa. Musiała w nie wierzyć, inaczej sama by się rozsypała.
    Jego reakcja musiała być wywołana czymś poważnym, mogła jedynie snuć domysły na podstawie prezentacji, a one już mroziły jej krew w żyłach.
    - Chodź, zaprowadzę cię do pokoju… - westchnęła, kładąc mu dłoń na plecach, popychając lekko. - Masz kogoś z kim możesz o tym wszystkim porozmawiać? - Musiał mieć. Takie osoby jak on były otoczone ludźmi.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  34. [doprowadziło mnie to do takiego stanu, że się cieszę jak mogę przejść na zielonym, bo one i tak ledwo co się zapalają xD]

    - Od wspomnień jest ciężej się uwolnić - powiedziała cicho. Musiały to być ciężkie wspomnienia, skoro dopadały go po takim czasie.
    Zerknęła na niego, trochę zamyślona. Ten świat w którym się znalazła był pełen pozorów. Wcześniej była przekonana, że skoro ktoś jest otoczony ludźmi, to nie prawa być samotnym, musi mieć kogoś zaufanego.
    - Mój psychiatra od dłuższego czasu zaleca bym znalazła sobie powiernika - odezwała się po dłuższej ciszy, zanim zdążyła ugryźć się w język. - Tylko że ostatnia osoba której zaufałam doprowadziła mnie do stanu w którym teraz jestem. - Spojrzała na niego, unosząc brwi. - Więc jaka jest twoja wymówka?

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  35. To wszystko było naprawdę trudniejsze niż się przypuszczała. Tutaj też wszyscy grali jakieś role, aż dziwne że zorientowała się dopiero teraz. Problem w tym, że tutejszych zasad jeszcze nie znała.
    Imię Yensena znała, ale chyba nie spotkała mężczyzny osobiście. Przez chwilę poczuła ukłucie jakiejś zazdrości, że to jemu Ray ufa, w ten czy inny sposób. Jednak stłumiła to uczucie szybko. Była dla niego nikim przecież, a przynajmniej powinna być.
    Jego pytanie totalnie zbiło ją więc z pantałyku, aż przystanęła na ułamek sekundy, otwierając usta, nie za bardzo wiedząc co powiedzieć. Ta rozmowa nie miała do tego doprowadzić, to nie był jej plan. Na za dużo sobie pozwoliła. Potrząsnęła głową, ruszając z miejsca.
    - Było pytanie - powiedziała. - Zasługuje na odpowiedź. - Odetchnęła głośno. - Wydaje mi się, że nie byłabym najlepszym powiernikiem… - przyznała cicho. - Nie jestem najbardziej czułą, czy troskliwą osobą. Nikt się nie spodziewał, że będzie mi to potrzebne.
    Według siebie samej podchodziła do wszystkiego zbyt analitycznie, by być w stanie kogokolwiek wspierać. Co prawda nigdy nie próbowała wejść w tę rolę, ale nie była pewna, czy wykorzystywanie metody prób i błędów to najlepszy pomysł, w tym momencie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  36. Pokręciła głową. Jakoś ją to zasmuciło, że nie nalegał, ale czemu miałaby być zawiedziona? Przecież to ona odmówiła.
    - Skoro mówisz, że przesadzam, to znaczy, że nic nie rozumiesz - odparła, bez irytacji w głosie, tylko jakby stwierdzała jakiś powszechnie znany fakt.
    Część jej osoby cholernie mocno chciała, by zrozumiał. Jakaś mniejsza część nawet myślała, że będzie on w stanie zrozumieć. Ale powstrzymała się, nie wiedząc czy to dobry moment.
    - Nie wiem czy sam chcesz teraz gości - odpowiedziała na jego zaproszenie, które wydawało jej się być powiedzianym bardziej dla zasady, niż czegokolwiek innego.
    Chociaż na wspomnienie o tych mitycznych Star Wars w jej oczach błysnęło zainteresowanie, to nie chciała się wpraszać tam gdzie jej nie chciano.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  37. Już przygotowywała się do pożegnania, gdy wciągnął ją do siebie do pokoju, jak zwykle robiąc to czego się nie spodziewała. Objęła się ramionami wsłuchując się w jego słowa, nie mogąc uwierzyć, że ktokolwiek je wypowiada w jej stronę. Zatkało ją trochę, więc pozwoliła mu mówić, sama starając się ułożyć jakąś sensowną odpowiedź.
    Chciałbym cię poznać. Na te słowa zarumieniła się lekko. Dlaczego on jej to mówi? Co to wszystko znaczy? Dlaczego ją to tak cieszy? Na jakie domysły może się odważyć? Czy może się w ogóle o to zapytać? I od kiedy stoi tak blisko? Co on robi? Co on do jasnej cholery… Oh…
    Serce biło jej jak oszalałe, na policzki wstąpił jeszcze mocniejszy rumieniec. Jednak jej ciało spięło się nerwowo. Wciągnęła ze świstem powietrze, gdy się od siebie odsunęli. Nie wiedziała jak się czuła, nie wiedziała jak się czuć. Musiała to wszystko poukładać w głowie.
    - Teraz stąd wyjdę - oznajmiła, starając się zapanować nad drżeniem głosu. - Ty ochłoniesz. Ja… może pójdę coś zabić. Wrócę jutro. Porozmawiamy o tym. Na spokojnie. - Każde zdanie wypowiadała ostrożnie, powoli, jakby obawiała się, że nie wszystko do niego dotrze. - Nie idź ze mną. Nie tym razem. - Odwróciła się i wyszła szybkim, zdecydowanym krokiem.
    Naprawdę musi opanować sztukę wychodzenia z jego pokoju w jakiś normalnych okolicznościach. Wpadła do siebie, zamknęła drzwi na klucz, chociaż wiedziała, że gdyby chciał to się tu przeteleportuje. Nieważne. Może jej posłucha.
    Osunęła się po ścianie, muskając opuszkami palców swoje wargi. Nadal czuła jego usta na swoich, jego dłonie na jej ramionach. Potrzebuję cię. Miał ciekawy sposób na okazywanie tego. Co to jednak znaczyło dla niej? Nie mogła zaprzeczyć, że miała do niego sentyment, że często siedział w jej głowie, że odruchowo szukała jego twarzy w tłumie. To było dokładnie to czego chciała uniknąć, gdy przybyła do Mortiel. Miała wystarczająco dużo rzeczy do roboty. I czy on w ogóle by je zaakceptował? Rozejrzała się po swoim pokoju, obklejonym notatkami. Nic nie zrobiła ostatnio i dobrze znała powód. Czy naprawdę może sobie pozwolić na bycie tak rozproszoną?

    Willow

    OdpowiedzUsuń

  38. Westchnęła ciężko, słysząc pukanie. Na bogów, do niego to można mówić, a i tak zrobi swoje. Poczekała aż wróci do swojego pokoju i dopiero wtedy wyjrzała na korytarz. Spojrzała w dół na lasagne, która w tym momencie pachniała nieziemsko. Nadal nie potrafiła gotować, więc jechała na kanapkach.
    - Czy on mnie próbuje przekupić jedzeniem? - mruknęła pod nosem zabierając tacę z korytarza.
    Niezależnie od tego czym miała być lasagna, została ona zjedzona.
    Wyszła jeszcze wieczorem, szukając czegoś do roboty, ale wszystkie zlecenia na ostatnią chwilę już pozabierano. Musiała więc zadowolić się treningiem, skupić się na czymś innym. Wyczerpana wróciła do siebie, wzięła szybki prysznic, padła na łóżko i zasnęła. Obudził ją krzyk, z początku myślała, że jej własny, bo przecież to by nie było nic nowego, jednak szybko się zorientowała, że dochodzi on zza ściany. Jej samej śnił się koszmar, ale to raczej było do przewidzenia. Jej koszula no nocna była kompletnie przepocona. Podniosła się z łóżka, i jeszcze na chwilę przystanęła przy ścianie za którą znajdował się Ray. Mówiłem szczerze. Przymknęła oczy i odetchnęła głęboko. Potrzebuję cię. Nie tylko on jej potrzebował.
    Wzięła szybki prysznic, wrzuciła na siebie byle co i otworzyła okno, by naleciało trochę świeżego powietrza. Oparła się łokciami o parapet wbijając wzrok w wschód słońca, barwiący niebo na pomarańczowo. Trochę jej było zimno w głowę, włosy miała jeszcze mokre, ale uczucie było wręcz orzeźwiające. Dopiero po chwili zorientowała się, że nie jest sama.
    - Zostałam wychowana na osobę, która ma pewną rolę do odegrania w swoim życiu - odezwała się nie patrząc na Raya. - Zaczynam panikować, gdy mam zrobić coś co wymaga umiejętności, których mnie nie nauczono.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  39. Chłopiec spojrzał swoimi bystrymi oczyma na Ray'a. Nie musiał odpowiadać, przecież nowy opiekun zgadł, do tego mały przywykł już do tego, że mama jest w stanie wszystko opanować, no, prawie wszystko. Bez słowa spuścił wzrok z chłopaka i wrócił do zabawy swoimi zabawkami. Kto to wiedział co mu siedziało w głowie. W tym czasie Febe wyjaśniła co nieco córce upominając ją, że siłą nic nie zdziała, dziewczynka w końcu uległa.
    - Pseprasam, ale jak znowu jakąś tnies to zalatwimy to inacej - powiedziała, posyłając maluchowi groźne spojrzenie. Cóż, oczy po tatusiu robiły wrażenie, nawet mimo uroczej buźki dziewczynka potrafiła wyglądać mało przyjemnie, szczególnie dla innego dziecka. Meduza zadowolona z dość szybkiego opanowania sytuacji wstała i zwołała wszystkie dzieci do kółka, nawet mały Rahim do niej przyszedł i wtulił się w spódnicę.
    - No dzieciaki, to co powiecie na mały test dla wujaszka Ray'a? - zapytała i zaraz odpowiedział jej chórek popierający pomysł.
    - Zobaczymy co taki duży chłopak wie o świcie - zagadała jeszcze dzieci - No... i jak dużą ma wyobraźnie - zaśmiała się i wzięła synka na ręce, podchodząc do Ray'a.
    - Jako osoba testowana musisz zająć honorowe miejsce, maluchy będą Ci zadawać pytania. Nie ma takiej odpowiedzi jak "nie wiem" no i... nie przesadzaj z głupotami, mają coś wynieść z tej zabawy. Oczywiście pamiętaj też, że to dzieci - zaśmiała się raz jeszcze, puszczając mu oko.
    - Kto pierwszy? - zapytała dzieciaków i zaraz wszystkie podniosły rączki z głośnym "ja". Kobieta wybrała jedną z dziewczynek.
    - Dacego mugamy ocami? - zapytała.
    - Mrugamy - poprawiła ją zaraz Febe, a dziewczynka pokiwała głową i powtórzy za nią bardziej poprawnie. Kobieta spojrzała na Ray'a, była ciekawa czy poradzi sobie z tego typu pytaniami.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  40. Poszukiwania przyjaciółki były dla niej od dłuższego czasu niemożliwe. Dziewczyna zniknęła już dwa i pół roku temu, a ona nie posunęła się nawet o krok w jej poszukiwaniu choć większość wolnego skupiała się na tym. Wykluczyła już to miasto z poszukiwań, gdyby się w nim ukrywała już dawno by ją znalazła a tak nic nie wie. Dlatego poprosiła pomoc Gildę. Mieli oni sporo utalentowanych osób, które pomogą odnaleźć jej blondynkę i będzie mogła w pełni skupić się na ponownym przyjęciu jej do siebie. Nari nie powinna sama chodzić po tym świecie, zwłaszcza że jej wiedza o nim była naprawdę znikoma, bo przecież przez te osiemnaście lat wychowywała się w innym wymiarze. Dlatego miała nadzieje, że ją odnajdą i jej ukochana przyjaciółka znów wyląduje w jej ramionach. Tęskniła za nią.
    Słysząc pukanie do drzwi, szybko uniosła się z kanapy od razu otwierając drzwi z nadzieją, że jej przyjaciółka już będzie tam stała wraz z osoba która ją przyprowadzi. Tego oczekiwała.
    - Dobry wieczór- odpowiedziała cicho, przysłuchując się temu co mężczyzna ma jej do powiedzenia. Zawiodła się i widać było to po jej buzi, a słysząc powody dla których mag tu przybył wzięła tylko większy oddech, przy tym przeczesując swoje długie włosy. - Proszę wejść- przesunęła się, by chłopak mógł wejść do wnętrza jej nowego mieszkania. - Lepiej porozmawiać wewnątrz, niż w drzwiach- wyjaśniła patrząc na niego trochę cieplej niż na początku. Przecież był tu po to, by jej pomóc i nie chciała ukazać się nieuprzejma wobec niego. Do tego, pieniądze które zapłaciła nie mogła wyrzucić w błoto. I tak ciężko było jej nazbierać na zlecenie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  41. Jak miała się nie zawieść ? Liczyła na to, że Nari będzie już przy niej, że będzie mogła ja doglądać i pomóc w życiu tutaj. Ale jej nadzieje znikły bezpowrotnie, widząc go samego. Wskazała mu miejsce na kanapie wzdychając przy tym jeszcze ciężko. Musiała się wziąć w garść, lecz to było trudne, bo myśląc tylko o tym że jej przyjaciółka jest tam gdzieś sama, czuła się bezradna. I zła na samą siebie, że jej nie przypilnowała w tej cholernej akademii te kilka lat temu.
    - Coś do picia?- spytała w pewnym momencie, przechodząc do części kuchennej. Na szczęście doskonale widziała swojego gościa, przez to że większość piętra była zupełnie otwarta. - Dziękuje- uśmiechnęła się lekko do niego na komplement mieszkania. Sama je urządzała, specjalnie minimalistycznie, bo ten styl preferowała najbardziej.
    Wsłuchiwała się w jego pytania, nie wiedząc właściwie jak ją opisać. Była inna, od jej urody, po ubiór, sposób bycia, charakter, mowę, akcent... Wyróżniała sie nawet pośród nieludzi.
    - Teraz ma jakoś...- zagryzła wargi stawiając na blacie kubki- Dwadzieścia lat. Zniknęła w Akademii Kapelusznika dwa i pół roku temu- skróciła nazwę, myśląc że Ray będzie wiedział o której akademii mówi. - I nie miała żadnych wrogów. Po prostu z dnia na dzień zniknęła.
    Zignorowała jego wypowiedź na temat kompetencji, musiał ją znaleźć. Innej opcji nie było, bo był w stanie rzucić to wszystko tu, by tylko ją odszukać i tylko myśl o tym co chciała osiągnąć przez studia ją powstrzymywała.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  42. Osiem lat w zamknięciu tego typu? Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Laboratorium nie brzmiało dobrze, a jeszcze stracić w nim całe dzieciństwo… Powiedział wcześniej, że jest wolny od dziewięciu lat. Nawet ona wiedziała, że to niezdrowo.
    - To całe dzieciństwo spędzone w laboratorium. I byłeś z tym sam przez tak długi czas? - zapytała.
    Ona sama też nigdy nie miała klasycznego dzieciństwa, było ono na swój sposób skrzywione, ale chyba nie aż tak. Chociaż nie powinna snuć domysłów z tak małą ilością informacji. Było źle, na razie wiedziała tyle.
    - Zaraz wrócę - rzuciła, wracając w głąb pokoju.
    Założyła bluzę z kapturem, zapinając ją pod samą szyję, pod spodem miała tylko t-shirt. Wsunęła gołe stopy w tenisówki. Chciała go zobaczyć, spojrzeć mu w twarz. Usiadła na parapecie, tyłem do świata, i wychyliła się. W tej dość niebezpiecznej pozycji go w końcu widziała.
    - Czy insynuujesz, że mogę się okazać dla ciebie najlepsza? - spytała, na jej ustach pojawił się jakiś zabłąkany, nikły uśmiech. Niewielki, ale jednak. Po raz pierwszy się przy nim, i chyba przy kimkolwiek, się uśmiechnęła. - Podzielisz się ze mną dachem? - Wyciągnęła dłoń w jego stronę.
    Jeszcze niedawno w takiej sytuacji nigdy by nikogo nie poprosiła o pomoc, o czym dobrze wiedziała. Może dla kogokolwiek innego to by było nic, ale ta wyciągnięta przez nią dłoń wydawała się pierwszym krokiem w stronę czegoś.

    (sassy) Willow

    OdpowiedzUsuń
  43. - Nie, była raczej osobą, która naprawdę stroni od mężczyzn. Była raczej nieśmiała i nie znała kompletnie tego świata, więc podejrzewam że albo się w jakiś sposób zgubiła. Albo ktoś ją porwał. - wzięła głębszy oddech wsypując do szklanek kawę. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego Nari miałaby uciec od jej towarzystwa, opiekowała się nią i traktowała naprawdę dobrze, a z dnia na dzień ona po prostu zniknęła. Podejrzewała nawet, że wróciła do swojego wymiaru, ale ona sama tam była. Nikt jej nie widział i nic nie zapowiadało na to że wróci. Tam trwała wojna i pewnie zauważyliby powrót kogoś tak ważnego, jak ich Kapłanki.
    Po zrobieniu kawy, postawiła ją przed chłopakiem i sama usiadła z nią na przeciw niego, z kubkiem w dłoni słodząc ją dosyć sporo. Nic nie zapowiadało jej zniknięcia i nawet po przewertowaniu swoich wspomnień, nie odnalazła nic.
    - Zachowywała się tak jak zwykle.- powiedziała po dłuższej chwili, ze wzrokiem wbitym w parujący napój.- Miałyśmy razem pokój, poszłam na zajęcia, a po nich odwiedziłam ją jeszcze w pokoju. Zachowywała się zupełnie tak jak ona... a rano po prostu zniknęła. Wraz ze wszystkimi swoimi rzeczami, prócz tego.
    Spod koszulki wysunęła przezroczysty kryształ, który położyła na stole. Zawieszony był na czarnym, dosyć cienkim rzemyku i widać było, że ten wisior był naprawdę starannie wykonany i nie należał do podróbek.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  44. Siadając na dachu nałożyła pewien niewielki dystans między nimi, tak by nie stykali się ramionami. Czuła się przy nim bardziej zrelaksowana niż przy kimkolwiek innym, ale nadal potrzebowała tych niewinnych dziesięciu centymetrów granicy. Zaciągnęła kaptur na głowę, by zakryć mokre włosy i przyciągnęła kolana do klatki piersiowej, obejmując je ramionami.
    Po prezentacji rzeczywiście widziała jakąś kobietę, jednak była wtedy zbyt skupiona na Rayu, by się nią zainteresować.
    - I ona jest teraz tutaj? Shite*… - mruknęła.
    Czasem sobie wyobrażała co by się wydarzyło, gdyby spotkała osobę, która zdradziła jej zaufanie te kilka miesięcy temu. Lubiła myśleć, że nie straciłaby kontroli nad swoimi emocjami, że nie załamałaby się kompletnie, że nie pytałaby się ze łzami w oczach dlaczego, tylko po prostu rozerwałaby go na strzępy jak śmieć za którego go uważała. Jednak domyślała się, że raczej by się skończyło tak jak zwykle gdy wracała myślami w tamte okolice czasowe.
    Ona nadal dość krytycznie podchodziła do tego czy była dla niego najlepsza, niezależnie od tego czy żartowali czy nie. Jego odpowiedź jednak zbiła ją pantałyku, schowała twarz w kolanach, by ukryć rumieniec. Jego śmiech nadal pobrzmiewał przyjemnie w jej uszach. Od kiedy przegrywała tak łatwo we własnej grze?

    *Scottish accent at its best.

    [CO ON JUŻ WIE? D: ]

    OdpowiedzUsuń
  45. Zawahała się chwilę zanim wypowiedziała kolejne słowa.
    - Podobno powinniśmy stawiać czoło naszym traumom. Więc jeżeli… jeżeli będziesz kiedyś się czuł na siłach by się z nią skonfrontować, to… mogę ci towarzyszyć. - Skuliła się jeszcze bardziej, trochę zawstydzona swoją propozycją. No ale już ją postawiła na stole, udało się.
    - Jesteś pewien, że chcesz nie mieć kompletnie kontaktu z ojcem? - zapytała zaniepokojona jego postawą. - Może lepiej rozjaśnić sytuację między wami, dopóki możecie? - Odetchnęła głęboko. - Mnie pozbawiono tego przywileju. Jestem ostatnim członkiem klanu MacDougall.
    A raczej jego nekromanckiej gałęzi, ale już nie chciało jej się tego tłumaczyć. Klany rozłączyły się wieki temu, w tym momencie nie miała wiele wspólnego z gałęzią śmiertelników, nic dla niej nie znaczyli.
    - Myślę, że teraz mieszkamy bliżej - zauważyła rzeczowo. Według niej mieszkanie na tej samej wyspie, a mieszkanie w sąsiednich pokojach to niebo, a ziemia.
    - Wschody słońca? Lubię? Nie wiem. Może? - Zastanowiła się przez chwilę, niby proste pytanie, a jednak nie miała od razu na nie odpowiedzi. - Nigdy nie zwracałam na nie specjalnie uwagi, zawsze było coś innego do roboty. Zazwyczaj kładłam się tuż przed nimi, więc nie miałam okazji nawet ich zobaczyć. Teraz… Ostatnio, miałam okazję się zatrzymać. - Głównie przez niego, ale już postanowiła to przemilczeć. Przeniosła na niego wzrok, pozwalając ich spojrzeniom się skrzyżować. - A ty? Twoja opinia o wschodach słońca?

    Willow (NA ZAWSZE W NIEPEWNOŚCI)

    OdpowiedzUsuń
  46. Znów wzięła głęboki oddech. Ta cała sytuacja była dziwna. Nari nie miała powodów, by uciekać z akademii, bo właściwie mury tej szkoły ją broniły przed wszystkimi niebezpieczeństwami jakie na nią czyhały. Miała ją, nauczycieli którzy zawsze by jej pomogli więc jej ucieczkę skreśliła na wstępie. Przyłożyła parujący napój do ust, wdychając przy, tym mocny zapach kawy.
    - Nie mam pojęcia. Lepiej jednak skontaktować się z dyrektorem placówki, że jego szkoła jest zamieszana w zniknięcie dawnej uczennicy - spojrzała na niego spod przymrużonych powiek.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  47. Nadal nie miała pojęcia jak blisko były ze sobą. Spędziły ze sobą dwa lata, prawie codziennie w swoim towarzystwie i nie znała ich relacji tak w pełni. Nari traktowała ją jak swoistego mentora, przyjaciółkę, a może nawet i siostrę a ona? Nadal nie mogła odgadnąć uczuć co do tej dziewczyny, kiedyś miała nawet wrażenie że się w niej zauroczyła. Ale jak było naprawdę? Zawsze sądziła, że jest w pełni heteroseksualną, normalną kobietą ale po jej ostatnim związku już nie byłą tak pewna. Nie raz przyłapywała się na tym, jak patrzy na blondynkę w inny sposób niż przyjaciółkę, nigdy jednak nie przyjmowała tego do swojej wiadomości. I nadal nie przyjmuje.
    - Byłyśmy bardzo blisko- przyznała mu, na chwilę zatapiając swoje wargi w gorącej kawie i upiła z kubka spory jej łyk. - Dyrektor wie, jednak nie mam pojęcia czy zrobił cokolwiek względem jej zniknięcia. Nie była z Mortiel, więc...- odstawiła kubek na stoliku, by oprzeć się wygodniej na kanapie i założyć ręce na piersiach. Mógł pomyśleć, że wróciła do swojego kraju, ale za bardzo bała się tego miejsca i jednej osoby. Mogła nadal być tu, w Mortiel, bezbronna, czekająca tylko na jej pomoc.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  48. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  49. Nie przejęła się jego podniesionym głosem, nadal zajmowała się wpatrywaniem w swoją kawę i zabawą rękawami koszulki, jaką miała na sobie. Nie miała za złe dyrektorowi, pewnie jej szukał ale nikt jej o tym nie poinformował. Nie były rodziną, niestety. Jego zapewnienie mało dla niej znaczyło, przynajmniej teraz, bo gdy już natrafią na jakiś jej trop dopiero będzie jakkolwiek usatysfakcjonowana. Odchrząknęła cicho, chcąc zmienić temat na mniej drażliwy.
    - Całą kwotę już wpłaciłam- poinformowała go, pochylając się nad swoim kubkiem.- Jeśli będą potrzebne większe środki, proszę mnie powiadomić- spojrzała na niego łagodnie, zaraz posyłając mu jeden ze swoich przyjemniejszych uśmiechów. Nie chciała go zrażać.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  50. W duchu uśmiechała się triumfalnie na widok zakłopotanego chłopaka. Nie to, że go nie lubiła, po prostu jak każdy altmer Ninath lubiła pokazać swoją wyższość, chociaż w porównaniu do innych przedstawicieli swojej rasy miała w sobie naprawdę dużo pokory, chociaż porównując ją do innych osobników zamieszkujących Mortiel, cóż, tutaj pojawiał się spory problem, ale jej jakoś nigdy to nie przeszkadzało.
    - Nic się nie stało, elfi nie należy do prostych języków – zwłaszcza dialekt, którego prawdopodobnie nikt nie zna. Jakby nie patrzeć nie mogła go winić, sama posługiwała się tutaj innymi elfimi dialektami niż swoim rdzennym. Altmerska dykcja z pewnością sprawiała innym problemy. Dlatego też uśmiechnęła się aprobująco, gdy poprawnie wypowiedział jej nazwisko. Uchyliła drzwi, wpuszczając go do środka.
    Wiedziała, że w końcu poprosi o pomoc. Yensen wszystko już powiedział rudowłosej, mimo wszystko bawienie się w podchody należało do jednej z ulubionych form rozrywki Ninath. Oparła się o ścianę wewnątrz domu, skinieniem ręki zamykając drzwi, przez które przeszedł mag. Prosta sztuczka z dziedziny telekinezy, żadnej filozofii.
    - Oh, ależ noc jest naprawdę piękna, zwiedzanie Eflei o tej porze należy raczej do przyjemności, a i tak nie śpię, jak widać – wskazała na swój ubiór, który zdecydowanie nie był piżamą. – Moja uczennica nadal siedzi przy książkach, więc nikogo nie obudziłeś – dodała lekko pocieszającym tonem. Nieco dziwiła ją wylewność chłopaka. Mężczyźni zazwyczaj nie przyznawali się do swoich błędów, zwłaszcza do tego, że nie znają drogi, nawet jeśli są w jakimś miejscu pierwszy raz w życiu. To zdecydowanie świadczyło o jego pokorze. Altmerowie co prawda rzadko cenili sobie tę cechę, ale kobieta nie miała nic przeciwko temu, łatwiej wymusić posłuszeństwo na takich osobach, a jej uczniowie powinni chodzić jak w zegarku.
    Na wspomnienie o wujaszku i byciu najlepszym magiem zaśmiała się wesoło. Z rozbawienia popłynęła jej nawet łezka. Ależ z nich byli wazeliniarze.
    - Jestem doświadczonym i silnym magiem, ale nie najlepszym, zawsze jest ktoś ponad. Na przykład Mistrz Gildii, myślisz, że gdybym mogła skopać mu tyłek to pozwoliłabym mu spokojnie zajmować najwyższe miejsce w Gildii? – ponownie się zaśmiała, odchodząc od ściany. Przeszła parę kroków, chowając ręce do kieszeni spodni. Pomyślała chwilę, po czym odwrócila się do niego.
    - Będę Cię uczyć, ale pod warunkiem, że nie będziesz marudził na jakąkolwiek rzecz związaną z magią, hm? – zaproponowała.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  51. Febe uśmiechnęła się szerzej słysząc wypowiedzi chłopaka. Dzieciom na prawdę spodobały się jego odpowiedzi i nawet kiedy nie wszystkie rozumiały o czym mówi to po prostu fakt poznania dziwnych słów bardzo je cieszył. Nagle rączkę do góry podniósł Rahim. Zdziwiło to meduzę, gdyż mało kiedy brał czyny udział w tej zabawie. Kiedy przyszła jego kolej na pytanie wstał i spojrzał z powagą na Ray'a. Milczał przez chwilę, zupełnie jakby budował napięcie.
    - Kto to jest tata? - zapytał nagle. Kilka dzieci zaraz się zaśmiało.
    - Nie wies kto to tata? - pytały z niedowierzaniem. Ines zaraz się naburmuszyła i również wstała.
    - Cicho! - huknęła na maluchy, a te przestraszone zamilkły. Mała spojrzała najpierw na mamę, a później na Ray'a.
    - Kto to jest tata? - również zapytała. Meduza zacisnęła zęby, nie wiedzieć czemu nie zareagowała na zachowanie innych dzieci, zrobiło jej się jakoś przykro słysząc takie pytanie z ust swoich pociech.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  52. Pokiwała do niego głową porozumiewawczo. Mógł iść do tej Akademii już dziś, byle tylko znalazł jakiś trop, który doprowadzi ją do Nari. Nawet całe te pieniądze, które zapłaciła mogła przeznaczyć na teto jedną informacje.
    Słysząc jego pytanie, spojrzała na niego zdziwiona i nawet nie zamierzała tego kryć. Spać u niej w mieszkaniu? Od dawna nikogo nie nocowała, zwłaszcza nikogo z męskiego grona, a jego w dodatku nie znała. Ale nic przecież nie mógł jej zrobić.
    - Oczywiście- odparła.- Zaraz pokaże Panu pokój- dodała wstając ze swojego miejsca, przy tym poprawiając swoje długie, czarne włosy.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  53. Nazwała go tak z nieprzymuszonej grzeczności, zwłaszcza że sądziła, iż był od niej o wiele starszy. Wygląd nie zawsze szedł równo z wiekiem, o czym przekonała się i ona na sobie. Nie raz rozmawiała z osobami, które wyglądały bardzo młodo, a okazywało się że mają pareset lat. Wolała więc nazwać go "Panem", niż zostać skarconą za brak szacunku do starszych siebie osób.
    - Dobrze Ray- uśmiechnęła się lekko do niego.- Jednak przygotuje Ci pokój, bądź co bądź jesteś moim gościem. - ruszyła do jednego z dwóch, wolnych pokoi chcąc przygotować mu pościel czy zaścielić do końca łóżko. Odsłoniła również rolety i na chwilę otworzyła okno, by rześkie, trochę chłodne powietrze wpadło do pokoju.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  54. - Nie trzeba być z kimś pokłóconym, by mieć z nim niejasną sytuację - powiedziała cicho, wpatrując przed siebie. Powstrzymała się przed dodaniem “my, na przykład”. Nadal czuła, że potrzebują wyjaśnić sobie wiele rzeczy, że nadal nie wie gdzie stoją. Przynajmniej tak to wyglądało z jej perspektywy. Wciąż się zastanawiała jak wspomnieć o pocałunku.
    - Zorientowałam się, że miałam wiele pytań, kiedy już było za późno. Miałam wiele pytań do wszystkich - dodała jeszcze ciszej. - Masz jeszcze jakąś rodzinę, poza ojcem? - Nie wspominał nic o matce, co nie wróżyło raczej nic dobrego.
    Była wdzięczna, że powstrzymał swoje pierwsze pytanie, bo odpowiedź na nie była raczej oczywista. Nie radziła sobie.
    - U mnie nigdy nie chodziło zakładanie własnej rodziny - zaczęła ostrożnie. - Częścią mojej roli było kontynuowanie klanu. Nigdy tak naprawdę nie myślałam o tym w innych kategoriach. - Odchyliła głowę do tyłu. - Bo tutaj… wyprowadza się od rodziców, znajduje się kogoś z kim chce się mieć rodzinę i żyje się osobno, tak? U nas, w bardzo dużym uproszeniu, albo się kogoś usidlało i dołączało go do klanu, albo dawało się być usidlonym i dołączało do innego klanu. To była szarada, gra. Im dłużej poza nią jestem, tym bardziej się obawiam tego, że będę musiała tam wrócić.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  55. Melanie nie była przyzwyczajona do aż takiej śmiałości, więc też zdziwiły ją pytania chłopaka. Znali się może dziesięć minut, a on zadawał dość osobiste pytania, nawet jeśli chodziło o wielkość mieszkania. Uśmiechnęła się tylko do niego nieco zdezorientowana, przy tym drapiąc się po głowie.
    - Powiedzmy, że szukałam już na przyszłość- dobrze wyważona odpowiedź nigdy nie była zła, zwłaszcza z kimś nachalnym i podejrzewała, że Ray należy właśnie do takich osób.- Poza tym, złapałam okazję jeśli można tak powiedzieć.
    Spojrzała na przygotowaną dla niego sypialnie, myśląc jak grzecznie uciec od jego towarzystwa. Chciała jeszcze trochę pobyć sama przed snem, ale nie mogła wyjść na nieuprzejmą niewdzięcznice.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  56. Jego podejście przypominało jej życie w Coeffin, gdzie niby wszyscy żyli razem, ale zazwyczaj odzywali się do siebie, tylko wtedy kiedy mieli jakąś sprawę. Nie naciskała jednak, nadal czując, że nie ma do tego prawa, chociaż odnotowała sobie, że będą musieli kiedyś do tego tematu wrócić. Już nawet tak bardzo się tak bardzo nie zdziwiła z jaką łatwością zakłada, że będzie jakieś “kiedyś”.
    - To nie tylko nasze zasady - uściśliła, krzywiąc się. - I obawiam się, że wymierający klan ma raczej niewielkie szanse na zmianę tradycji zakorzenionej od kilku wieków… - westchnęła. - Szczególnie, że niektórzy z tych co je ustalali nadal żyją… w lepszym lub gorszym stanie.
    Zaczerwieniła się lekko, gdy jej brzuch zaburczał stanowczo za głośno. Zmrużyła oczy, gdy zaczął się śmiać, walcząc z ochotą by go zepchnąć z tego dachu. Nawet nie musiała się specjalnie wysilać, bo sam by prawie to osiągnął.
    - Ray! - wyrwało jej się widząc jak traci równowagę, odruchowo wyciągając rękę w jego stronę, żeby go złapać. Serce jej zamarło na chwilę ze strachu. Na szczęście, obyło się bez spadania, na co odetchnęła z ulgą opuszczając rękę. Co on sobie wyobraża, żeby ją tak martwić?
    Spojrzała nieufnie na jego wyciągniętą dłoń. Dach był śliski od porannej rosy, sam Ray by sobie krzywdę zrobił, czy to na pewno był najlepszy pomysł? Z drugiej strony, jak wróci do środka? Powinna była to wcześniej lepiej przemyśleć.
    Przyjęła jego dłoń, ale to nie pomogło. Oczywiście, że musiała się poślizgnąć. Podeszwy tenisówek przegrały z mokrymi dachówkami. Straciła równowagę, ale w przeciwieństwie do Raya, już jej nie odzyskała.

    Willow (totalnie skuszona śliskim dachem)

    OdpowiedzUsuń
  57. Czuła przerażenie bytu, który nie mógł nic zrobić. Shite, shite, shite… Czy tak się właśnie zakończy klan MacDougall? Przez dachówki i poranną rosę? Pomóż mi do cholery. Od czego cię mam? W głowie pojawiła jej się twarz Raya. To to było do niego? Oh…
    Kto by pomyślał, że podczas spadania można mieć tyle czasu na myślenie?
    I wtedy ją złapał. Poczuła po chwili wokół siebie znajome ciepło. Dziwne, nie wiedziała, że jej go brakowało. Zacisnęła palce na jego koszulce, nie mając na razie czasu, by się przejmować pozycją w jakiej się znaleźli. O wiele bardziej jej zależało, aby nie spaść ponownie. Jak gdyby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, a nie to przeklęte przekraczanie granic na które zawsze tak zwracała uwagę, wtuliła się w jego klatkę piersiową, szukając komfortu i stabilizacji, odkrywając, że nie tylko jej serce biło jak oszalałe. Czyżby jej potencjalne bliskie spotkanie z ziemią, aż tak go przejęło? Pozwoliła sobie na maleńki uśmiech.
    Głupolu? Ta zniewaga krwi wymaga. Chcąc się upewnić, że ją usłyszy, uniosła głowę, przez przypadek trącając jego szyję nosem [“przez przypadek”, SUUURE.].
    - Już się spisywałam na straty. Co tak długo? - zapytała tuż przy jego uchu. - Myślałam, że pójdzie ci to sprawniej, po tych wszystkich ćwiczeniach, które wyrabiałeś pod moim oknem - dodała, wspominając jego akrobacje na miotle które miała czasami okazję zobaczyć, gdy pracowała w swoim pokoju.

    Willow (I believe I can flyyyy)

    OdpowiedzUsuń
  58. Jeżeli ktoś należał do długowiecznej rasy to wiek raczej rzadko był odzwierciedleniem jego charakteru, każdy dorastał w swoim tempie, poza tym Yesen od zawsze lubił płatać tego typu żarty. Po prostu miał taki charakter.
    - Żebyś się nie zdziwił – zaśmiał się – Kto wie co spotka Cię za tydzień – dodał.
    Upił kolejny łyk swojego alkoholu. Czuł jak płyn pali mu gardło, uwielbiał to uczucie; być może to nawet podchodziło pod alkoholizm, ale kto by się tym przejmował?
    -Polska? – zapytał. Pamiętał jeszcze jak ten kraj powstawał, spędził tam naprawdę sporo czasu, kiedyś. Dobry alkohol można było dostać wszędzie gdzie byli Słowianie, jednak plemiona Polan zdecydowanie wyróżniały się odpornością na działanie gorzałki, siłą zresztą też. Ale nie o tym chciał powiedzieć chłopakowi. Uśmiechnął się tajemniczo, jakby coś właśnie wspominał. – Tam masz nie tylko dobry alkohol, ale kto wie czy ty nie jesteś za młody na takie plotki – dodał, po czym zaśmiał się krótko, biorąc kolejny łyk swojego trunku.
    Pizzy nie wziął, zaraz po tym jak Ray ją przyniósł, kucharz zawołał okhotnika, więc ten szybko poszedł po swoją porcję. Nie miał ochoty na włoską kuchnię, chciał zjeść coś naprawdę tłustego. Na talerzu znajdował się grillowany stek, tłuczone ziemniaki i jakieś dwie surówki. Przyniósł talerz z jedzeniem do siebie i zaczął jeść. Spojrzał po chwili na szatyna.
    - Ukochaną? – zapytał lekko zaskoczony. Był singlem, nie miał nikogo, co prawda spodobała mu się pewna kobieta, którą spotkał w Salree, ale nie mógł teraz mówić o niej jako o ukochanej, w ogóle nie był pewny, czy kiedykolwiek będzie mógł ją tak nazwać. – Jakoś tak nie bardzo – westchnął. W zasadzie nie skłamał, bo do żadnych schadzek nie doszło, a do przypadkowego spotkania.
    - Umiem korzystać z internetu, jeśli o to chodzi – Ninath go nauczyła jakieś trzydzieści lat temu. – ale nie mam swojego komputera, ani nic w tym rodzaju, nie czuję potrzeby, wiesz, stara data woli spędzać czas na świeżym powietrzu – dodał, jedząc w międzyczasie swój posiłek.
    - Jedyne czym możesz mnie zaskoczyć to magia, bo tego cholerstwa nie dam rady po prostu opanować – powiedział jeszcze, wskazując na niego widelcem. – Z kolei ty usypiasz przy książkach, a z internetu nie wyczytasz formułek na ognistą burzę, hm? – odgryzł się.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  59. - Dobrej nocy- wyszła cicho z pokoju, zamykając za sobą drzwi, po czym ruszyła do swojej sypialni. Tam zaszyła się w swoich notatkach z uczelni, bo na czytanie ich nie miała dziś czasu, a większy egzamin był już tuż tuż. Ray pewnie nie dotarłby do sypialni czarnowłosej, a nawet jeśli to nie wszedłby do niej. Zwyczajnie zamknęła się w niej od środka, gdyby chłopak jednak nie miał wobec niej dobrych zamiarów. Jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony. Zasnęła dopiero po północy, otulona swoją ciepłą kołdrą i wtulona w jedną z większych poduszek.

    Nad ranem Ray mógł spotkać ją w kuchni, z kubkiem parującej kawy w dłoniach, siedzącą na blacie w kuchni. Dziś miała wolne w pracy, załatwiła to sobie dość łatwo i miała zamiar iść z chłopakiem do szkoły, by w pewien sposób dopilnować tego, by tam dotarł. Widząc go na schodach, od razu przeniosła na niego swoje spojrzenie zjeżdżając tyłkiem z mebli.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  60. Udało jej się stłumić zaskoczony pisk, gdy nagle obrócili się do góry nogami. Jednak nie wszystkie odruchy udało jej się powstrzymać, bo jeszcze mocniej przywarła do jego ciała.
    - Mój mózg każe produkować więcej adrenaliny sam z siebie, dziękuję bardzo, nie musisz mu pomagać - odparła, chyba pierwszy raz podchodząc do swojej choroby dość lekko jak na nią. Ciekawe czy to dobrze.
    Odetchnęła z ulgą czując stabilny grunt pod nogami. Nogi jej się trzęsły, bądź co bądź otarła się o śmierć przed chwilą, więc usiadła na pierwszym lepszym miejscu którym było jego łóżko. Ryzykowanie własnego życia to nic nowego, często ją ganiono za brawurowe zachowania podczas walk, ale wtedy czuła jakby miała kontrolę nad polem bitwy. Swobodne opadanie nie sprzyjało kontroli.
    Obserwowała go z zainteresowaniem, gdy kręcił się przy kuchni. Też by tak chciała. Móc umieć zrobić sobie coś dobrego kiedy miała na to ochotę. A nie same kanapki.
    Podeszła do stołu, domyślając się, że faza smażenia jest już tą końcową. Zesztywaniała słysząc jego pytanie. Zacisnęła palce na blacie stołu.
    - Nie - powiedziała stanowczo. Usiadła przy stole, kręcąc głową. - Nie, nie myślałam. Klan MacDougall ma swoje obowiązki i… nie mogę ich opuścić. - Coś w jej tonie wskazywało, że to nie chodziło tylko o jej chęci, a raczej coś głębszego. Odchrząknęła cicho. - Dziękuję, smacznego - powiedziała, wpatrując się w dodatki które zostały przez niego rozstawione, w końcu decydując się na dżem.
    - Jesteście blisko? Ty i Emily? - zapytała, nie tylko chcąc zmienić temat wydziedziczania, ale też z czystej ciekawości. - Młodsza siostra czy starsza? - dopytała się jeszcze.

    Willow (chill, może być krótko :P )

    OdpowiedzUsuń
  61. Febe wdzięcznie spojrzała na Ray'a, ładnie wybrnął z sytuacji, co pozwoliło jej się znacznie uspokoić. Dzieciaki również zaspokoiły ciekawość, Ines nawet uśmiechnęła się szeroko.
    - Widzisz Rahim, on nie jest z mamusią, czyli to nie jest nasz tata - wyjaśniła mu, oczywiście interpretując odpowiedź po swojemu.
    - No dobra! - Febe klasnęła w dłonie. - Starczy na dziś tych pytań, jeszcze zamęczycie wujka! - poinformowała dzieci, które zareagowały cichym buczeniem. - Teraz wyciągamy wasze książeczki, pouczymy się kolorów - poleciała. Maluchy grzecznie ruszyły po swoje przybory, a Febe zaraz zajęła całą grupę grą, w którą dzieci mogły bawić się między sobą, co pozwalało opiekunom na odrobinę wytchnienia.
    - Napijesz się czegoś? Niedługo będzie obiad, a później wyjdziemy z nimi do ogrodu, żeby lepiej spały, więc najgorsze za nami - przyznała żartobliwie, posyłając mu uśmiech.
    - Dziękuję, za tą odpowiedź i... przykro mi z powodu Twoich rodziców, sama też nie miałam w tym temacie łatwo, ale, przynajmniej nie mogę narzekać na brak zaradności w życiu - uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  62. Śledziła go uważnym wzrokiem do czasu, gdy nie usiadł na jednym z krzeseł przy stole. Ona nadal stała przy blacie kuchennym, bo to na nim siedziała, więc wyjęcia kubka i wstawienie wody na kawę nie zajęło jej dużo czasu.
    - Nie musisz- powiedziała, odstawiając swój kubek z kawą z boku, by szybko obrócić się do niego pokazując mu dwie kawy jakie miała. Rozpuszczalna i sypana, osobiście piła tą drugą ale sypaną trzymała dla znajomych, którzy do niej przychodzili.- Możesz zrekompensować mi to dogłębnym śledztwem w sprawie Nari, będę o wiele bardziej wdzięczna- wsypała do kubka wskazaną przez niego kawę, zwracając wzrok w jej stronę. Na to najbardziej liczyła, nie na pieniądze.
    - I ciesze się, że łóżko okazało się aż tak wygodne. - zagryzła wargi wyciągając z górnej szafki cukier.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  63. Był uroczy jako starszy brat. Kąciki jej ust uniosły się może raz czy dwa podczas jego opowieści. Odnotowała też stały brak wspominania o matce, chociaż widziała ją na wcześniejszym zdjęciu. Kiedy będzie dobry czas by o nią zapytać? Czy w ogóle powinna?
    - Też jestem… byłam młodszą siostrą. - Zacisnęła dłonie na sztućcach. - Ale nie dogadywałyśmy się za dobrze. Emily jest chyba lepszą siostrą, ode mnie - przyznała cicho.
    Przekrzywiła głowę w bok, słysząc jego pytanie. Wsadziła do ust ostatni kawałek pierwszego naleśnika, popiła herbatą starając się jakoś sobie uporządkować informacje, by móc je w miarę jasno przekazać.
    - Nekromancja kiedyś głównie polegała na przywoływaniu duchów zmarłych z zaświatów, bądź duchów… ze świata spirytualnego, który nas otacza. Są to byty kręcące się wokół nas, chociaż czasem same o tym nie wiedzą. Ciągnie je do miejsc, gdzie miały miejsce jakieś tragedie, bo towarzyszą im bardzo silne emocje. Taki duch jednak posiada ogromną wiedzę i jesteśmy w stanie go przywołać, by zapytać się go przyszłość, przeszłość i teraźniejszość. To rodzaj wróżenia… z duchów. - Wzruszyła ramionami. - One także same z siebie mogą opętywać na przykład zwłoki. Kiedyś walczyłeś z ghoulem? To zwłoki opętane przez ducha. Nekromanci nauczyli się wykorzystywać tę ich umiejętność i nad nią zapanować, dzięki czemu jesteśmy popularni za reanimację zwłok. - Ukroiła sobie kolejny kawałek, opowiadając to ze stoickim spokojem. To były normalne rozmowy, które toczyła przy obiedzie, zwykle zawierające więcej szczegółów. - No i możemy przywoływać demony, do jakiegoś stopnia im rozkazywać, ale staramy się to robić rzadko. Mamy… skomplikowaną relację z demonami. - Skrzywiła się lekko, byt zachichotał. - Nie miałam ostatnio okazji do wróżenia, ale nie jest to specjalnie emocjonujące. Chyba że duch się wyrwie spod kontroli i poczuje żądzę krwi, to wtedy robi się już ciekawiej.
    Gdy skończyła jeść, odłożyła sztućce, dłonie przenosząc na kubek z herbatą. Patrzyła się na nią chwilę, wypuszczając powietrze z płuc.
    - Dziękuję za nakarmienie. Za wczorajsze też dziękuję. - Uniosła głowę, by spojrzeć mu w oczy. - Ray. Pocałowałeś mnie. Dlaczego?
    Nie wiedziała kiedy może być dobry moment na zadanie tego pytania, ale też nie mogła tego tak zostawić. Było teraz miło, ale to by ją za mocno gryzło. Potrzebowała wyjaśnienia.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  64. Spojrzała z uśmiechem na pomarańcz kiwając przy tym przecząco głową. Nie przepadała zanim kwaśnymi rzeczami, zawsze unikała takiego typu jedzenia, bo osobiście przepadała za innymi smakami. Słodkie, słone rzeczy wygrywały, bo nawet ostrego wystrzegała się jak ognia.
    - Nie przepadam- przyznał, po czym siada nie daleko niego przy stoliku, stawiając tam również tackę z owocami. Były tam nie tylko banany, przede wszystkim grusze, mały pojemniczek z liczi i nektarynki. Jeśli chciał, mógł się częstować i zachęciła go tym gestem dłoni.
    - Chciałabym pójść z Tobą do akademii, tak w razie czego- przystawiła kubek do ust, czekając na jego reakcję.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  65. Zależało mu na niej? Tak po prostu?
    Jak to możliwe, że odpowiedź która tak komplikowała jej życie, ją równie mocno ucieszyła? Chociaż może to by nie było tak skomplikowane, gdyby nie te rosnące emocje, które przyćmiewały jej zdrowy rozsądek, ale w najlepszy możliwy sposób. Gdyby Ray był jej kompletnie obojętny, to by mogła po prostu wszystko nakierować na proste, platoniczne tory, czyli zrobić coś co powinna.
    - Oh. - Ukryła twarz w dłoniach, czując jak jej kąciki ust unoszą się, tworząc szeroki uśmiech. - O nie… Nie powinno mnie to tak cieszyć… - powiedziała, jej głos przybrał wysoki ton, brzmiący wręcz piskliwie.
    To było dość nowe doświadczenie. Nie pamiętała ostatniego razu, gdy straciła kontrolę z powodu pozytywnych emocji. Serce biło jej jakość oszalałe, czuła jak pod palcami policzki czerwienią się wściekle. I… och, czy to są właśnie te osławione motyle w brzuchu?
    Powinna powiedzieć coś bardziej sensownego, ale jej mózg chyba właśnie tonął w endorfinach.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  66. Chciała być uprzejma w jakiś sposób, jednak nie wyszło jej to wcale i dziwnie się poczuła, jakby zaniedbała obowiązek dobrej gospodyni. Mimo to uśmiechała się do niego nadal, samej biorąc jeden z owoców w dłonie.
    - Skoro tak, nie będę naciskać- spojrzała na skórkę od pomarańczy, przy tym wgryzając się w jedną grusze.- Gdybyś się jednak czegoś dowiedział, najmniejszej rzeczy, daj znać.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  67. - Nawet gdybym myślał, to nic z tego – zaczął, kiedy chłopak zapytał go o ustatkowanie się. Yensen nie miał na to najmniejszych szans, głównie ze względu na rasę, później charakter. Zaśmiał się cicho, biorąc kolejny łyk. – Jestem bezpłodny i długowieczny, kobiety mogą wytrzymać nawet kilkaset lat bez dzieci, ale w końcu będą chciały mieć własne, a mój charakter nie podpasuje nikomu z biura adopcyjnego, więc wiesz… Odpadam na starcie, kiedy zaczynają myśleć o poważnych związkach. Jestem za to zajebistym kochankiem, ale o to możesz jedynie pytać, przekonać się nie dasz – dodał, na końcu oczywiście żartując sobie z kolegi. Okhotnicy dorastali w zasadzie w tym samym czasie co ludzie, czyli nigdy nie wiadomo było kiedy, ale Yensen zdawał się już mieć charakter dorosłego mężczyzny, tak przynajmniej mu się wydawało.
    - Zmęczenie, czy znudzenie? – zapytał z wyzywającym uśmieszkiem na ustach. Tak, lubił się z nim droczyć, zresztą lubił grać na nerwach każdemu, od niepamiętnych czasów.
    - Okhotnicy nie mogą panować nad magią tak jak Ci, którzy się z tym urodzili, mamy kilka swoich znaków, więc nie powiem Ci czy to trudne, bo nigdy nie będę miał okazji się dowiedzieć – zaśmiał się, biorąc kolejny, spory kęs mięsa. Kiedy zaczął mówić o strachu, coż… Wtedy Yensen nawet się chwilę zastanowił nad dobrą odpowiedzią. Był przyzwyczajony do ryzyka od tak dawna, że miał w nie całkowicie wywalone od bardzo dawna, nie miał też specjalnie dla kogo trzymać się przy życiu. Wziął głęboki wdech. To raczej nie pomoże Młodemu.
    - Po prostu ignoruje fakt, że mogę zaraz zginąć. Wiesz ktoś przystawia Ci nóż do gardła, a Ty się śmiejesz z tej osoby, zanim poderżnie Ci gardło będziesz miał kilka sekund na jakąś reakcję – zaczął – No i nigdy nie zapominam o tym co miałem zrobić. Jeśli obiecałem się pozbyć pierdolonych pełzaczy, to nawet gdybym miał siedzieć w tej jaskini tydzień to i tak bym to zrobił, albo zginął – dodał.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  68. Zaśmiała się słysząc o mistrzyni i upiła łyk kawy, przygotowanej i dla siebie.
    - Daj spokój, jaka mistrzyni, sama jestem nowa w temacie - przyznała z zadziorną miną. - Ja to chyba po prostu czasami lubię sobie utrudniać życie, wiesz - zażartowała, posyłając mu uśmiech.
    - Gry wymyślam na poczekaniu, polecam po prostu przejrzeć ich książeczkę, tą co właśnie robią. Staram się aby uczyły się od samych siebie, pracowały w grupie i nauczyły tolerować różności. W końcu w młodym pokoleniu nadzieja - przyznała jeszcze i zaraz przytaknęła głową.
    - Tak, racja, czasem ta ich dociekliwość jest męcząca ale... Jak sam zauważyłeś Rahim nie ma w zwyczaju pytać o pierdoły, od razu wali z grubej rury. Cieszy mnie to - tu spojrzała na synka, który teraz bawił się samotnie. - W prawdzie jest aspołeczny, ale widać, że są rzeczy które go interesują, dlatego nie staram się na siłę wciskać go w towarzystwo - dodała i uśmiechnęła się szerzej widząc jak kilka dzieci na czworaka przyczłapało się za plecy chłopca i obserwowali co takiego rysuje.
    - Ma talent, po ojcu, zawsze jak bierze kredki to zbiera się przy nim kółko i podziwiają co rysuje. Chociaż coś dobrego po nim odziedziczył - zauważyła i upiła kolejny łyk kawy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń

  69. Sprzątanie po posiłku pozwoliło jej w miarę na ochłonięcie, ale nadal zapominała najważniejsze rzeczy. Nadal nie chciała analizować za i przeciw tego układu, który się między nimi formował. Wściekły byt przypominał jej o tym, że nadal istniał świat poza tym pokojem i jej obowiązki, ale chciała to na razie zignorować. To był najlepszy czas na wahania i ucięcie tego wszystkiego, jednak podjęła świadomą decyzję, aby tego nie robić.
    Gdy odjęła dłonie z twarzy, jej policzki nadal były zarumienione, ale zdołała uspokoić swój uśmiech degradując go do lekkiego. Objęła palcami kubek kawy.
    - Gdy mówisz “bliżej”, o jak blisko mówimy? - zapytała zadziornie, unosząc brew. - Ray… twoja ostrożność jest ujmująca, ale nie musisz się ze mną obchodzić jak z jajkiem. - Westchnęła cicho. - Nie bójmy się zadawać sobie pytań, bo ja też bym chciała lepiej cię poznać. Mówmy sobie to na co jesteśmy gotowi. Jestem chora, ale… nie poradzę sobie z tym, jeśli nie stawię temu czoła. - Zacisnęła palce mocniej na kubku.
    - Tak, tak, pamiętam - potwierdziła czując kolejną falę ekscytacji, którą tym razem stłumiła. - Mam popołudniu zlecenie do wykonania… - Oparła się łokciem o blat stołu, podbródek spoczywał na jej dłoni. - Wiesz, według tradycji powinnam cię zaprosić - stwierdziła.

    Willow
    [powinnam odczekać kilka godzin po napisaniu, srlsy, czułam ciągle potrzebę, by coś zmienić. przepraszam.]

    OdpowiedzUsuń
  70. - Mogę obiecać ze swojej strony to samo - zgodziła się na taki system pytań. Były rzeczy, których nie mogła mu wyjawić, ale chciała przynajmniej, aby wiedział, że czasem to nie zależy od niej. - Nie mogę tylko obiecać, że nie zareaguję na niektóre pytania źle… jak ostatnio. - Skrzywiła się lekko, ale o dziwo, aż tak bardzo jej nie przeszkadzało, że ktoś zobaczy jej atak. Szczególnie jeśli tym kimś będzie Ray. - Miałam nadzieję, że tak właśnie to potraktujesz. Planowałam wyruszyć koło trzynastej - poinformowała go. Z okazji wczesnej pobudki, mieli jeszcze kilka godzin.
    - Więc nawet po ucieczce nie miałeś nigdy nikogo? - zapytała, szczerze zaskoczona. - Przecież jesteś przystojny - stwierdziła, marszcząc lekko czoło, jakby jej się coś nie zgadzało. Mówił co prawda o tym, że pomimo bycia otoczonym innymi ludźmi, nigdy nikomu tak naprawdę nie zaufał. - Nikt nigdy nie próbował do ciebie dotrzeć?
    Odchrząknęła cicho, zastanawiając się jak najlepiej ubrać w słowa to co chciała mu przekazać.
    - Nie wiem czy… chciałabym cię przytulić, albo pocałować - powiedziała, po czym zorientowała się co powiedziała, więc zaczęła się szybko tłumaczyć. - Co nie znaczy, że bym oponowała, gdybyś ty prób… - Urwała, wypuszczając z ust westchnienie frustracji, zła na samą siebie. Wstała od stołu i zaczęła nerwowo krążyć po pokoju. - Nauczono mnie, by nie okazywać swoich uczuć otwarcie, szczególnie tych pozytywnych. Jeżeli chciałam kogoś kiedykolwiek pocałować, to nie dlatego, że czułam coś do niego, ale dlatego, że chciałam przejść do kolejnego etapu… negocjacji. To była część szarady. Nikt mnie nigdy wcześniej nie przytulał, nawet moi rodzice ograniczali kontakt do poklepania po ramieniu. Jestem nieprzyzwyczajona do dotyku, a szczególnie gdy ma być on… prawdziwy. - Zatrzymała się, obejmując się ramionami. - Boję się, że jeżeli kiedykolwiek będę chciała coś zainicjować to nie będzie to prawdziwe, bo do tej pory nie było. - Rozłożyła bezradnie ręce. - Jak widzisz oboje jesteśmy upośledzeni w tej materii.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  71. Nie miała zamiaru naciskać w tej sprawie, skoro sam sobie ze wszystkim poradzi. Nad jego pytaniem musiała się chwilę zastanowić, aż w końcu wstała ze swojego miejsca po kartkę i długopis, by tam napisać dwa adresy pod którymi była najczęściej. Adres swojej nowej pracy wraz z Uczelnią, bo w tych miejscach spędzała jak najwięcej czasu. Nigdzie indziej raczej nie spędzała czasu, bo zwyczajnie nie miała na to ochoty. Skupiała się na nauce, zdobyciem jakiegoś doświadczenia zawodowego, by już niedługo móc wziąć swoje dzieciaki pod dach.
    - Te dwa adresy, jeśli mnie tam nie ma, będę prawdopodobnie w domu- oświadczyła odkładając długopis i podała mu papier w dłonie. Wróciła na swoje miejsce, zakładając ręce na piersiach czekając na jego dalsze pytania.
    - Niestety nie mam, jednak na przystankach autobusowych powinny takie być. Sama często dzięki nim odnajduje się w mieście- przyznała biorąc kubek z kawą w dłonie. - A jeśli nie, przychodnie zawsze mogą pomóc.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  72. Znowu na początku jej ciało spięło się, gdy ją objął, ale po chwili jej mięśnie się rozluźniły. Zerknęła na niego kątem oka, czując ogromną ulgę i wdzięczność. Mogłaby się do tego przyzwyczaić. Chciałaby się do tego przyzwyczaić. Traktować to jak najbardziej naturalną rzecz w swoim życiu.
    - Nie mam nic przeciwko przyzwyczajeniu się… - mruknęła cicho.
    Gdy się odsunął, poczuła lekkie ukłucie irytacji, że obejmował ją tak krótko. Obróciła się do niego, tylko po to by skonfundować jego wyrazem twarzy, którego nie zrozumiała. Nawet jego dalsze słowa nie rozjaśniły tej zagadki. Zmarszczyła brwi, gdy zamknął oczy, jakby czekając na wyrok.
    Oczywiście, żołądek jej się trochę ścisnął, gdy usłyszała o jego “przygodach na jedną noc”. Jeszcze nie miała okazji się oswoić z myślą, że prawdopodobnie zostanie postawiona przed tą informacją. Przyjęła do wiadomości, że w tutejszej kulturze podejście do seksu jest stosunkowo swobodne. W jej “świecie” raczej się nie sypiało z kim popadło, by uniknąć komplikacji przy negocjacjach.
    - Wyglądasz tak, jakby zaraz z pod łóżka miała wypełznąć kochanka - stwierdziła podejrzliwym tonem, kładąc sobie dłonie na biodrach. - Nie, gorzej. Kochanek. To kochanek, prawda? - Teraz już żartowała. Chyba.
    Bardziej się przejmowała jego miną, niż samą jego przeszłością. Bo tym to było przecież, przeszłością. Przynajmniej jeszcze sobie to próbowała wyperswadować.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  73. - Nie daleko stąd znajduje się jeden przystanek, mogę Cię tam zaprowadzić- zaproponowała jeszcze przyglądając mu się uważniej. Nie wyglądał groźnie, wręcz przeciwnie. Kojarzył się jej z gapowatym nastolatkiem, ale kim ona była, by to oceniać. Sama wyglądała co najwyżej na osiemnaście lat, jednak wprawdzie miała trochę więcej. Przestała się starzeć mniej więcej w tym wieku i taka już pozostała. Nie czuła z jego strony również niebezpieczeństwa ale chyba nawet nie zrobiłby nic złego tak niewinnie wyglądającej osóbce jak ona. Chyba.
    - Nie trzeba, naprawdę- pokręciła głową. Po tym jak chłopak spędził tu noc, poczuła się nawet dobrze. Zrobiła dla kogoś dobry uczynek. - Mam już dwadzieścia jeden lat, mimo że nie wyglądam. I studiuje- uśmiechnęła się do niego ciepło, zza kubka kawy. To mogła mu zdradzić, z tą informacją nic złego nie zrobi. Gorzej, gdyby zaczął zadawać zbyt osobiste pytania, bo na takich delikwentów też trafiała.
    - A Ty? Od jak dawna pracujesz w Gildii?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  74. Zaśmiała się pod nosem na oszacowanie jej wieku. Może była aż tak młoda? Oznaki braku starzenia się zauważyła mając osiemnaście lat, tak naprawdę nie miała pojęcia kiedy zaczęło się to dziać. Ale i tak cieszyła się z faktu, że się za bardzo nie starzeje.
    Chłopak pracował w Gildii sporo czasu, więc raczej znał się na tej robocie. Słyszała o tym miejscu dobre rzeczy, że mają rzetelnych i doświadczonych pracowników, którzy znają się na rzeczy. Więc odnalezienie Nari mogła pozostawić w jego rękach, gdy sama będzie budować swoje życie cegieła po cegiełce. Zbliżony wiek mężczyzny, również ułatwiał sprawę, bo przecież nie dzieliły ich lata i mniej więcej mogli się zrozumieć.
    - W takim razie odprowadzę Cię do tego miejsca- zawyrokowała, czekając aż skończy swoją kawę, czy zaproponuje wyjście z mieszkania. Ona musiała jedynie założyć swoje buty oraz płaszcz, bo wiosna była nieprzewidywalna jeśli chodzi o pogodę.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  75. Prawie czuła się źle, widząc jego reakcję na jej żarty. Prawie.
    - Ray, nie musisz się tłumaczyć - powiedziała. - Nie mogę mieć do ciebie pretensji za coś co robiłeś zanim się w ogóle poznaliśmy. - Westchnęła cicho. - Jestem wdzięczna, że jesteś ze mną szczery. Chociaż nie będę też udawać, że czuję się z tym całkowicie komfortowo. Pozostaje mi ci zaufać i mieć nadzieję, że pogodzę się z tym, że te “przygody” potrafiły lepiej zaspokoić twoje potrzeby, niż ja. - Mimowolnie przejechała spojrzeniem po pokoju. Powiedział, że nie było tu nikogo od roku, to znaczyło, że wcześniej byli. Zaczęły nawiedzać ją myśli, których nie potrafiły rozwiać nawet jego czułe gesty, których nie potrafiła odwzajemnić. Jak długo uda im się to pociągnąć?
    - Chciałabym ci przypomnieć, że jedyny powód dzięki któremu teraz tu jesteśmy razem, to fakt, że przez przypadek teleportowałeś się do mojego pokoju - odparła, unosząc brew. - Przynajmniej twierdziłeś, że to był przypadek - dodała ciszej. - Od kiedy tu przybyłam zajmowałam się… pracą. - Kiedyś mu wytłumaczy, ale teraz nie czuła, że to dobry moment. - No a wcześniej seks przedmałżeński się nie opłacał. Niektóre klany na źle patrzą na “naruszone dobra”. - Ta nazwa była zaskakująco często wykorzystywana, ale dopiero teraz uświadomiła sobie jak paskudnie to brzmi. Skrzywiła się mimowolnie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  76. Przez dłuższą chwilę się wahała co ma zrobić. Odsunął się od niej. Czy to znaczyło, że potrzebuje dystansu? Czy po prostu nogi go zaczęły boleć? Powiedziała coś nie tak? Czy może teraz usiąść obok? Czy może powinna usiąść przy stole, aby dać mu przestrzeń?
    - Wszyscy szukamy w czymś ukojenia, Ray - odezwała się, w końcu decydując się jednak przysiąść wraz z nim na łóżku, chociaż nadal utrzymując tą kilkucentymetrową przestrzeń. Nie potrafiła się przemóc aby przysunąć się bliżej. Może nawet nie powinna. - To że sam wyszedłeś na prostą, porzuciłeś rzecz którą znałeś, która w gorszy czy lepszy sposób ci pomagała, świadczy o sile twojego charakteru. - Uniosła dłoń, jakby chcąc… właśnie, co chciała zrobić? Potrzymać go za rękę? Położyć dłoń na ramieniu? Objąć go? A może po prostu odgarnąć mu tę cholerną grzywkę z oczu? Jej dłoń zadrżała i opadła z powrotem, nie robiąc żadnej z tych rzeczy. Nadal nie potrafiła. - Nie wiem co mogę powiedzieć, abyś poczuł się lepiej - dodała cicho. - Ale mogę cię zapewnić, że rozumiem jak to jest uciekać do czegoś niezdrowego, tylko po to by zagłuszyć ból.
    Splotła dłonie wbijając w nie spojrzenie. Nie spodziewała się, że ktoś by jej zazdrościł tych zasad, które ją tak ograniczały.
    - Sama już czasem nie wiem czym mam się kierować - przyznała. - Nie wiem czy będę potrafiła ci w tym pomóc.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  77. Dla niej był to również dość pracowity dzień, jednak nie było to wcale związane z poszukiwaniami swojej przyjaciółki. Miała inne obowiązki i prawdę powiedziawszy, radziła sobie z nimi o wiele lepiej niż wcześniej, gdy głowę zaprzątało jej odnalezienie blondwłosej.
    W kawiarni pojawiła się o wiele szybciej od niego, czekając z niecierpliwieniem wiercąc się na swoim miejscu. Czekała na potwierdzenie tego, że znalazł kobietę i już niedługo będzie mogła ją zabrać do siebie. Jak ona się cieszyła z tego spotkania! Było to już widoczne na jej radosnej, pełnej życia buzi okalanej różowymi rumieńcami. Wszystko szło po jej myśli i w głowie już układała plan na to, jak mogła pomóc Nari w dalszym życiu. Na widok chłopaka uśmiechnęła się szerzej, poprawiając się przy tym na krześle wraz z ołówkową spódnicą jaką miała na sobie.
    - Nie ma problemu- spojrzała na menu, szukając czegoś dobrego do picia jak i zjedzenia. Wybrała kawę z czerwoną różą, dość słodką co niezmiernie ją cieszyło. Czekała jedynie na e dobre wiadomości i przygotowała się właśnie na nie. Chyba nie zniosłaby tych gorszych wieści.
    - Miałeś w końcu sporo na głowie- zauważyła, po złożeniu zamówienia odprowadzając przy tym kelnerkę uważnym spojrzeniem. - Ale teraz przejdźmy już do formalności- poprosiła wracając do niego iskrzącym wzrokiem- Gdzie ona jest? I kiedy będę mogła ją zobaczyć?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  78. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  79. Drgnęła, gdy położył głowę na jej ramieniu. Czy tyle naprawdę wystarczy?
    Nie czuła, że może jeszcze coś powiedzieć, więc nie mówiła nic. Siedzieli w ciszy przez jakiś czas, chociaż z jej punktu widzenia nie była to niezręczna cisza, wręcz przeciwnie. Od dawna się nie czuła tak komfortowo. Dopiero po chwili zauważyła, że jej głowa opadła na bok opierając się o jego.
    Cisza była dobra.
    - Jeszcze jest trochę czasu, może się zdrzemniesz? - odezwała się dopiero po kilkunastu minutach. Pamiętała, że jego noc nie była najspokojniejsza. - Ja muszę jeszcze pozałatwiać kilka rzeczy.


    Willow
    [geez, wiem że zawsze mówię, że nie trzeba przepraszać że tak krótko, ale przepraszam że tak krótko D: ]

    OdpowiedzUsuń
  80. Nadzieja w jej oczach szybko zgasła, a zamiast niej pojawiło się namacalne zrezygnowanie. Zdjęcie nic jej nie dało. Było to po prostu puste, skromne pomieszczenie w którym żyła i nie pozostawiła tam nic co rozpoznawała. Nie obwiniała za to chłopaka, bo co on mógł zrobić z tym faktem. Poszukiwania musiały trwać dalej.
    Dolna warga nieco jej zadrżała na te informację.
    - Chcę tam pojechać- zdecydowała pewniej. Mogli ruszać już teraz, nie miała zamiaru z tym czekać nie wiadomo ile, bo jeszcze mieli szanse na złapanie jej. To nic, że droga do Salre mogła być męcząca i długa, a ona nie była na to przygotowana. Chciała tam być i znaleźć coś na własną rękę.
    - Najlepiej zaraz- dodała jeszcze patrząc na niego zawzięta.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  81. Nie pospieszała go, rzadko kiedy miała okazję się zrelaksować. Nawet byt wydawał się spokojniejszy.
    - Wpół do pierwszej - odpowiedziała. - Musimy być w Cledo wczesnym popołudniem. Jeżeli się spóźnisz to pojadę bez ciebie - dodała, tonem który raczej nie wskazywał na to, że żartuje. Była osobą która ceniła sobie punktualność, zawsze starała się być przed czasem. Kolejna rzecz o którą mogła się denerwować.
    Ruszyła za nim do drzwi, tak naprawdę nie chcąc jeszcze iść, ale wiedziała, że nie mogła tu spędzić reszty dnia. Chyba jej to nie przystawało. No i miała zlecenie.
    - Idę tylko do biblioteki. - Uniosła brew. - Ale będę uważać na wszystkie agresywne książki - dodała, uśmiechając się delikatnie.
    Poczuła jego palce na jej policzku, jej ciało spięło się, ale tym razem inaczej. Odtrąciła jego dłoń gwałtownie, cofając się zderzając z drzwiami plecami. Spojrzała na Raya, jej oczach błysnęła panika, jakby go nie rozpoznając przez ułamek sekundy. Zamknęła oczy, biorąc głęboki oddech, starając się uspokoić bijące serce.
    - Przepraszam - wyszeptała. - To nie twoja wina. - Wymacała klamkę i otworzyła drzwi. - Chcę ci to wytłumaczyć, ale nie teraz. - Zrobiła krok do tyłu. - Teraz muszę iść do biblioteki.

    Willow

    [to już chyba taka tradycja, że ona nie może wyjść z jego pokoju bez jakiegoś problemu xD ale właśnie byłam w trakcie pisania opowiadania, które tłumaczy jej zachowanie (chociaż nie wiem kiedy skończę, bo teraz kompiutor jest w serwisie), więc ten tego…]

    OdpowiedzUsuń
  82. [Ale on z jej pokoju jest zwykle wyganiany xDDD ]


    Przycisnęła dłoń do policzka, na którym nadal czuła jego dotyk. Przed oczami błysnęła jej jego twarz, wykrzywiona w tym cholernym pewnym siebie uśmiechu. Zatrzymała się, zamykając oczy. Nawet teraz musiał ją prześladować. Nawet teraz nie może się cieszyć drobnymi gestami, bo jej go przypominają. Uderzyła pięścią w ścianę, co zabolało chyba bardziej ją niż ścianę. To przewróciło ją jednak do rzeczywistości. Odetchnęła głęboko, przygładziła włosy i ruszyła dalej.
    Bibliotekę znała już na tyle dobrze, że nie musiała długo szukać księgi, której potrzebowała. Spędziła z nią trochę czasu, przepisując potrzebne zaklęcie, ledwo co wyrabiając się do swojego pokoju, by się przebrać i spakować. Wzięła ze sobą kostur, który był trochę wyższy od niej. Brała go ze sobą głównie na zlecenia, stabilizował zaklęcia bojowe.
    Na miejsce spotkania udało jej się dotrzeć na miejsce spotkania trochę przed czasem. Poprawiła pasek torby wpijający się nieprzyjemnie w ramię, opierając się na kosturze. Prawie tu biegła, to wystarczyło by dostała zadyszki.
    Dobrze, że resztę drogi spędzi na koniu. Przynajmniej tak myślała. Ray, chyba już jak zwykle, miał inne plany i postanowił je od razu wcielić w życie. Będą musieli o tym poważnie porozmawiać.
    Zaraz po teleportacji już czuła jak wszystko co dzisiaj zjadła pragnie ujrzeć światło dzienne. Wyrwała swoją dłoń gwałtownie, odeszła kilka kroków i zwyczajnie zwymiotowała. Wzięła głęboki oddech, splunęła starając się pozbyć ohydnego posmak w ustach.
    - Teraz mam ochotę cię pocałować, byś mógł poczuć to co ja czuję - warknęła, najwyraźniej nie za bardzo rozbawiona całą sytuacją. - Co ty sobie wyobrażasz? - Zaczynała podnosić głos. - Mógłbyś przynajmniej… - Urwała nagle, marszcząc brwi. Zmniejszyła dystans między nimi, stając tuż przed nim i bez zastanowienia przyłożyła mu dłoń do czoła, nie myśląc nawet o przekraczaniu granic, może dlatego że zaczęła się martwić. Na swój sposób. - Do jasnej cholery, czy ty masz gorączkę? - Coś jej się wydawało, że był zbyt czerwony. A teraz jeszcze czuła stanowczo zbyt rozgrzane czoło.


    Willow

    OdpowiedzUsuń
  83. Zacisnęła usta czując, że czegoś jej nie mówi, co trochę bolało. Coraz częściej łapała się na tym, że chciała mu pomóc, w czymkolwiek, ale bez jego kooperacji raczej jej się to nie uda. Nie będzie wiedziała jak.
    Nie martwiła się jednak tylko o niego. Pracowała nad tym zadaniem od dłuższego czasu i miała nadzieję je dzisiaj zakończyć, przewidywała walkę. Chory mag ognia kiepsko się komponował z jej planami.
    - Nie zachowuj się jak dziecko. - Przewróciła oczami. - Zależy mi na tym zadaniu.
    Zaczęło jej nawet bardziej zależeć, gdy dołączył do niej Ray. Dla niej wspólna walka służyła budowaniu zaufania, uczyła współpracy i wiele mówiła o danej osobie. Co prawda, najpierw musiała znaleźć tego z kim miała walczyć, ale Ray wspomniał, że chciałby ją zobaczyć “w akcji”. To była świetna okazja.
    Nie zdążyła go powstrzymać, gdy zaczął machać do samochodów. Z początku nie rozumiała co próbuje on osiągnąć, dopóki jakiś samochód się nie zatrzymał. Zamarła, widząc przez szybę ciasną przestrzeń w której musiałaby być zamknięta.
    Posłała Rayowi mordercze spojrzenie, po czym zwróciła się do ludzi w samochodzie czekających na jej odpowiedź:
    - Proszę jechać, spacer dobrze mi zrobi. - Posłała im uśmiech, w który mogli uwierzyć. Był przecież wyćwiczony w każdym calu. - Ten tutaj musi się jeszcze wiele nauczyć o kobiecych potrzebach - zaśmiała się, co by mogło zabrzmieć dla nich sztucznie, gdyby ją znali.
    Ale jej nie znali. Pokiwali głowami, szczerze odwzajemniając jej uśmiech, i odjechali. Odsunęła się natychmiast od Raya, z ulgą pozwalając masce spaść, jej twarz wróciła do swojej niezadowolonej normy.
    - Mam klaustrofobię - oznajmiła, zaciskając palce na kosturze.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  84. Wstała szybko ze swojego miejsca, zabierając swoją torbę i wychodząc z kawiarni zaraz za chłopakiem. Nie mogli czekać, tym bardziej teraz, gdy miała jakiś trop mogący doprowadzić ją do blondwłosej. Nie słuchała zbyt dobrze jego tłumaczeń, dla niej mogli jechać tam nawet kilka godzin, byle tylko tam dotrzeć.
    - Nie mam- odezwała się, zaraz napotykając spojrzeniem na podjeżdżający autobus, do którego weszła. Dopiero wewnątrz niego bardziej się uspokoiła, co widoczne było po jej rozluźnieniu i po tym, jak opadła na jedno z siedzeń szukając czegoś w torebce. Wyciągnęła z małej torebki telefon, zaraz pisząc szybkiego sms'a do swojego szefa. Zabije ją chyba za to ciągłe proszenie o wolne dni, ale jak to powiedziała Akela, pomacha przed nim włosami i ładnie się uśmiechnie i powinno być po problemie. Przynajmniej na to liczyła, choć do takich "kobiecych" trików nie chciała się zniżać.
    - Znalazłeś tam jakieś dziwne kryształy? Szkło?- spytała, patrząc na niego.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  85. - Nie chciałeś… mnie wystawić? - powtórzyła za nim, nagle zaczynając powoli rozumieć co się stało. Przynajmniej tak jej się zdawało, że rozumie. Jej spojrzenie złagodniało. - Ray, mogłeś mi powiedzieć, że jesteś chory. Zrozumiałabym. - Westchnęła ciężko. - Czy to jest coś na co muszę przy tobie uważać? Że będziesz ignorował własne zdrowie, aby tylko mnie nie martwić? - zapytała. - Bo właśnie się martwię… - dodała odwracając wzrok, na jej policzkach pojawiły się lekkie rumieńce.
    - Jaki urok? - Spojrzała na niego skonfundowana. Nie przypominała sobie aby mówiła o jakiś klątwach, przynajmniej jeszcze nie.
    - Teraz będziemy za wcześnie… - stwierdziła, krzywiąc się lekko. Tak samo jak ze spóźnieniami, nie przepadała za byciem dużo za wcześnie. To również przecież było nieuprzejme. - Doceniam gest, ale jeszcze bardziej docenię, gdy się mnie zapytasz.
    Zawiesiła spojrzenie na jego wyciągniętej dłoni. Jeszcze kilka minut temu, by go po prostu wyminęła, prychając cicho pod nosem, ale teraz się zawahała. Jak ten mężczyzna był w stanie doprowadzić ją do szewskiej pasji w jednej chwili, a w drugiej kompletnie ująć ją za serce? Chwyciła jego dłoń niepewnie, ich palce splotły się samoistnie. Jej serce zabiło znacznie mocniej, niż się spodziewała. Nie miała pojęcia, że taka drobna rzecz potrafi ucieszyć. Nawet kompletnie zapomniała o tym, że może sobie kolejną rzecz z listy skreślić.
    - W sumie, zaczęłam to zadanie już kilka dni temu - zaczęła tłumaczyć, gdy ruszyli w stronę Cledo. - Tutejsze pastwiska nękały golemy, wyglądało na to, że ktoś je wysyłał z premedytacją z jakiegoś powodu. Udawało im się je zniszczyć, ale nie mogli dotrzeć do źródła problemu. Więc dałam im zapieczętowane pudełko, w którym mogli zamknąć rdzeń, bez zniszczenia go. Jeżeli rdzeń pozostaje nienaruszony, to golem może się odbudować, pieczęcie mają przed tym zabezpieczać. - Ścisnęła jego dłoń trochę mocniej. - W rdzeniu znajduje się duch, muszę go stamtąd wyciągnąć, aby namierzyć twórcę golemów. Powiedziałeś, że chciałeś zobaczyć jak używam nekromancji, więc… to jest ku temu okazja. Chociaż ostrzegam, że nie jest to specjalnie spektakularne. Duchy są bardzo monotonne. - Kącik jej ust uniósł się nieznacznie. - Spektakularnie to dopiero będzie, gdy dowiem się gdzie jest źródło. - Spojrzała na Raya, jej oczy błyszczały z podekscytowania. - Walczyłeś kiedykolwiek z golemem?

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  86. Miała problem ze zrozumieniem takiego podejścia do własnego zdrowia. Zawsze wpajano jej, że nie żyje tylko dla siebie, że ma rolę do odegrania, więc musi o siebie dbać. Co prawda, zapominała o tych naukach w momencie, gdy wychodziła na pole bitwy, ale to przecież kompletnie inna sprawa, niż to o czym mówił Ray, prawda? Prawda. Oczywiście, że prawda.
    - Dlaczego się nie przejmujesz? - zapytała zaniepokojona.
    Czy jego nikt nauczył? Nawet po laboratorium? Zaczynała się jeszcze bardziej martwić.
    Bez słowa zwolniła kroku, wiedząc, że i tak i tak będą za wcześnie, ale przynajmniej mniej, niż gdyby szli szybciej. Jej się zawsze spieszyło, nie przepadała za powolnym tempem. Ale to może dlatego, że do tej pory zawsze chodziła sama.
    - Jak dobrze pójdzie, duch powinien wskazać, gdzie się znajduje osoba która go przywołała i stworzyła golema, albo przynajmniej podać imię. Nekromanci się często bawią w budowniczych, więc jest duże prawdopodobieństwo, że na takiego trafimy. - Zastanowiła się chwilę nad jego słowami. - Nie wiem jak inni magowie się tym zajmują, ale u nas to zależy od siły przyzwanego ducha, którego potem wykorzystujemy do aktywacji golema. Oczywiście, jeżeli duch jest za silny, to pewnie wymknie się spod kontroli. - Wzruszyła ramionami. - Ja tak zrobiłam. Duch którego zamknęłam w rdzeniu był dla mnie zbyt silny, nie miałam żadnej kontroli nad golemem. Zniszczył dwa rododendrony mojej matki, zanim udało mi się go pokonać. Wyszłam z tego tylko ze złamaną ręką. Matka była wściekła, uwielbiała te rododendrony. - Poczuła się wręcz nostalgicznie wspominając to wydarzenie. Jej matka potrafiła zapanować nad swoimi emocjami w najbardziej kryzysowych momentach, ale nie gdy ktoś tknął jej ogród.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  87. Chwyciła w dłonie pakunki, jakie jej pokazywał patrząc uważnie na, rozbity kryształ i wisior, na którym wisiał jeden nietknięty. Rozpoznała toto od razu i cała jej nadzieja prysnęła jak mydlana bańka.
    - Rozpoznaje- przyznała patrząc na szkło- I na tym chyba zakończymy. Nie ma co dalej jej szukać, bo w Mortiel jej nie ma.
    Automatycznie dotknęła wisiora na swojej szyi.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  88. - Nie zapominaj, że jeżeli nie będziesz się sobą zajmował, to w pewnym momencie nie będziesz mógł już normalnie funkcjonować - powiedziała, unosząc głowę, aby na niego spojrzeć. - Wiem jak to jest nie chcieć pamiętać. Sama bym pewnie nie szukała pomocy, gdyby nie rodzina mojej matki i ich sprawne umiejętności manipulacji. - Jej głos był nadzwyczaj spokojny, jakby nie widziała nic dziwnego w tym, że została zmanipulowana do uczęszczania na sesje u psychiatry. - Nie będę naciskać, abyś już teraz zmieniał swoje podejście. To tylko coś nad czym warto pomyśleć, w spokojniejszych warunkach - dodała, patrząc znów przed siebie.
    Przeraziło ją trochę jak szybko się zdecydował, aby podejmować takie ryzyko jak odciągnięcie uwagi bardzo niebezpiecznej istoty, tylko po to by Willow mogła nad nią odzyskać kontrolę.
    - Duch w takich sytuacjach skupia się na nekromancie, bo to jedyna rzecz dzieląca go od całkowitej wolności - wytłumaczyła. - Nie mamy wtedy czasu na odzyskiwanie kontroli. Musimy go zniszczyć.
    Na jego pytanie przystanęła, przez co oboje się zatrzymali. Wbiła w Raya spojrzenie, które z początku wydawało się nieobecne, jakby szukała odpowiedzi, po to by nagle było przepełnione bólem, kiedy już ją znalazła. Chociaż otwierała się przed nim, wspominała o prywatnych rzeczach, to nadal nie chciała mu mówić o innych. Nie chodziło o to, że nie była gotowa, albo ktoś jej zabraniał. Po prostu nie chciała, nie mogła, nie ufała mu. I nadal bała się, że mu zaufa. Byt z pewnością był z tego zadowolony.
    Nie wiedziała jaką wartość miało to pytanie, ale zasługiwało na szczerą odpowiedź, niezależnie od konsekwencji. Ray na nie zasługiwał.
    - Nie.
    I pewnie zasługiwał na kogoś lepszego od niej.

    (du du du duuuuum) Willow

    OdpowiedzUsuń
  89. [on jest dla niej za dobry, srsly. xD ]

    Może trochę pozwoliła sobie mu zaufać. Przecież gdyby nie było nic to by nie przyznała się do tego, że mu nie ufa. Jednak bardziej obawiała się swoich własnych myśli. Z jednej strony chciała być w stanie mu powiedzieć wszystko, z drugiej bała się tego, że kiedyś to zrobi. Co stanie się później? Czy wykorzysta tę wiedzę przeciwko niej, tak jak ostatnia osoba, której zaufała?
    Jej żołądek ścisnął się na jego słowa. Nie zasługiwała na niego i jego nadzieję. Ale może… kiedyś jej się uda zasłużyć.
    Ścisnęła jego dłoń mocniej, gdy ruszyli w stronę stacji benzynowej.
    - Jak się czujesz? - zapytała. - Leki działają? - Niby obiecał jej mówić, jeżeli coś by się działo, ale wolała się upewnić, tak na wszelki wypadek.
    - Postaram się nie trafić. - Uniosła brew. - Chyba, że mnie zdenerwujesz. Znowu. - Atmosfera się stała jakby lżejsza, chociaż nadal martwiła się ogromem rzeczy. I chociaż ona zawsze się czymś martwiła, to był nowy typ zmartwień. Ktoś by nazwał go nawet stratą czasu, a jej dziwnie zależało by móc się o to wszystko martwić.
    Postanowiła poczekać na Raya przed sklepem. Kiedy puściła jego dłoń, to zorientowała się jaka jest spocona, i że w sumie bardziej jej przeszkadza fakt, że jest teraz pusta.

    [to jest ten moment w serialu, kiedy ktoś zostaje porwany xDDDD ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  90. [to swoją drogą xDD
    NO DOBRAAAA. następnym razem :P ]

    Miała się nie martwić? Przy nim wydawało się to niemożliwe. Pokręciła głową zrezygnowana. “Generale Willow”? Naprawdę? Nigdy nie przyzna, że trochę ją to rozbawiło. Trochę.
    Przysiadła na pobliskiej ławeczce, czekając na Raya. Wstała od razu, gdy pojawił się ponownie.
    - Czy ty lubisz wszystkich dokarmiać, czy tylko mnie? - zapytała, unosząc brew i chowając batonika do torby. Oparła kostur o ścianę budynku, by napić się wody.
    - Nie nazwałabym tego groźbą. Ostrzeżeniem, może? - Wzruszyła ramionami, wrzucając także butelkę do torby. Chwyciła kostur, gotowa do dalszej drogi, kiedy nagle znowu zadał jej ciężkie pytanie. Drgnęła od jego dotyku, przypominając sobie nagle jak mocno unerwione są usta. Cofnęła się o krok.
    - Myślę, że wszyscy powinni się bać ciasnych przestrzeni z których się nie da się łatwo wydostać - stwierdziła, tym razem to ona postanowiła na swój sposób schować się za humorem. Obróciła się na pięcie, naprawdę chcąc kontynuować podróż, pomimo tego, że chwila na ławeczce nie pozwoliła jej nogom odpocząć tyle, ile by chciała. - Nie chcę o tym rozmawiać. Szczególnie nie teraz. - Klaustrofobia rzeczywiście nie wzięła się znikąd, ale myślenie o tym teraz mogło być zbyt rozpraszające.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  91. [jeszcze więcej traumy! ALE JUŻ PO KINIE, niech oni pójdą w końcu do tego kina xDD i jeżeli teraz mówimy serio, to ja już nawet wiem kto by mógł ją porwać, huh.]

    - Chcesz powiedzieć, że planujesz mnie utuczyć? - zapytała z udawanym oburzeniem. Potrząsnęła głową. - Nie potrafię gotować. Nigdy nie musiałam tego robić, nikt się nie spodziewał, że będę musiała. - Wzruszyła ramionami. - Właśnie, następnym razem, gdyby się znowu przypadkiem zdarzyło, że chciałbyś się ze mną podzielić jedzeniem, czy mogłabym… ci pomóc w przygotowaniu? Albo popatrzeć? Czuję się dość niepotrzebna, gdy po raz kolejny dostaję jedzenie pod nos. Poza tym chciałabym się w końcu nauczyć gotować, nawet nie rozumiem czasem książek kucharskich. Używają takiej dziwnej terminologii… - westchnęła. No bo w końcu co to znaczy, że żółtka z cukrem trzeba utrzeć?

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  92. Dolna warga dziewczyny poruszyła się tak, jakby ta już miała mu odpowiedzieć, a jednak zamilkła zanim cokolwiek zaczęła. Nie spodziewała się takiego zwrotu akcji, że jednak dziewczyna wróciła do swojego wymiaru, w którym czekała ją nie tylko śmierć, ale i poniżenie na jakie nigdy by nie pozwoliła, gdyby była obok. Bała się o nią teraz jeszcze bardziej, ale nic nie mogła zrobić przede wszystkim przez bezsilność, która teraz unieruchomiła ją w jednym miejscu. Trzęsły jej się dłonie i cudem powstrzymywała się przed teleportacją w inne miejsce, by tam po prostu się rozpłakać. Już nie miała do kogo zwrócić się o pomoc, a nie wyśle tego chłopaka w środek wojny, w której zginie od razu ze względu na to, że nie jest człowiekiem. Wzięła głęboki oddech z trudem biorąc się w garść, zacisnęła dłoń mocniej na woreczku, zamykając przy tym oczy.
    - Jest w miejscu, gdzie już nie można jej uratować.- wytłumaczyła cicho.- Więc to wszystko jest skończone, chcę tylko zobaczyć ten pokój i jesteś wolny.- nawet nie podniosła na niego wzroku.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  93. To nie było tak proste jak myślał. Do tego jego stwierdzenie, że nie ma rzeczy niemożliwych, nie było po prostu prawdziwe. W swoim krótkim życiu zdążyła się już przekonać, że jest wiele spraw na które nie mamy wpływu i że nie wszystko to czego chcemy, się spełnia. W tym przypadku uratowanie jej było ponad siły dziewczyny, nie chciała ryzykować stratą życia, a przede wszystkim życiem swoich dzieci, bo i one mogły być zagrożone.
    - Nic nie rozumiesz- pokręciła głową wzdychając cicho. Nie chciała mu za wiele tłumaczyć, jednak teraz nie miała siły na sprzeczanie się z nim o to, czy da się uratować Nari, czy też nie.- Jest w krainie gdzie nieludzi morduje się bez zastanowienia, tam trwa wojna, a jeśli już tam jest...- tu wzięła głęboki oddech, nie mogąc pozwolić sobie na okazanie więcej słabości przy tych wszystkich ludziach. I tak kilka osób zwróciło na nich uwagę, a więcej jej nie potrzebowali. Wręcz przeciwnie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  94. [to takie dość dalekosiężne plany, nie martw się :DDDD ]

    Będzie musiała go potem zapytać o te wszystkie stopnie wojskowe, bo nie miała pewności który był niżej, który wyżej.
    Stanęli pod komisariatem policji [nie wiem czy w Cledo mają jakieś służby porządkowe, ale na potrzeby tego wątku mają :D ], w którym była umówiona na spotkanie. Nadal przyszli za wcześnie, ale może uda jej się to jakoś załatwić.
    - Zaokrąglić? Więc to co masz ci nie wystarcza? - spytała, robiąc całkiem przekonującą smutną minę, i nawet nie pozwoliła mu odpowiedzieć, szybkim krokiem wchodząc do budynku, nie patrząc w stronę Raya, aby nie zauważył jej maleńkiego uśmiechu.
    Nie musiała długo czekać na komisarz po poinformowaniu o swojej obecności jakiegoś mniej ważnego policjanta. Szczerze powiedziawszy była przekonana, że nawet nie musi ogłaszać tego, że przyszła. Nie wiedziała jakiej rasy jest komisarz, ale zakładała, że coś związanego z bardzo silną telepatią.
    - Jest pani wcześnie - zauważył, podchodząc do nich, górował nad obojgiem. Czuła się przy nim niższa niż zwykle, ale jej uwagę od tego odciągnęło drewniane pudełko pokryte wypalonymi pieczęciami i runami.
    - Przepraszam, mam nadzieję, że nie sprawiamy panu problemu, panie komisarzu - odpowiedziała, zadzierając głowę do góry, by na niego spojrzeć. Jej ton przybrał barwę znacznie bardziej formalną, twarz pokryła neutralna maska. - Mój współpracownik, Ray - przedstawiła najpierw młodszego mężczyznę, bo tak należało. - Ray, komisarz Thomas Perez.
    Po zakończeniu formalności, po którym musiała powstrzymać westchnienie ulgi, w końcu dostała do rąk pudełko. Poprosiła o jakieś zaciszne miejsce, więc zostali zaprowadzeni do sali przesłuchań. Od razu postawiła pudełko na stole, z trudem kryjąc pod ekscytowanie, jednak po otwarciu go mina jej zrzedła.
    - Shite… - mruknęła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Odwróciła się do komisarza marszcząc brwi. - Czemu nikt mnie nie poinformował, że rdzeń jest z innego minerału? - zapytała z ostrą nutą w głosie.
    - Miał być przezroczysty. - Mężczyzna jedynie wzruszył ramionami.
    - Przezro… - Wyjęła z pudełka wypolerowany kamień w kształcie jajka, mieszczący się w jej dłoni. Był przezroczysty, ale miał zielone wtrącenia przypominające trochę mech. - Czy to jest przezroczysty?!
    - Nie podoba mi się pani ton.
    - A mi się nie podoba pański sposób pracy - warknęła, wkładając kamień z powrotem do pudełka.
    - Nie musi pani ze mną współpracować, znajdziemy kogoś innego.
    - Więc powiedzcie komuś innemu, że będzie polował na nekromantę, który nie boi się mordować i wykorzystuje dusze swoich ofiar do tworzenia golemów.
    Komisarz nie odpowiedział, jedynie zaciskając usta w wąską linię. Mogłaby przysiąc, że przez sekundę wyglądał jak ktoś kto sobie właśnie przypomniał coś ogromnie ważnego. Jednak teraz chyba tylko czekał na jej dalsze słowa.
    - Potrzebuję… - Westchnęła ciężko, zaciskając palce na mostku nosa. - Potrzebuję kilku białych, pustych kartek, coś do pisania… oprzyrządowanie do oddawania krwi. Będę musiała upuścić sobie przynajmniej dwieście mililitrów… - Gdy komisarz wyszedł, zaczęła wyciągać swoje notatki z torby, mrucząc przekleństwa pod nosem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  95. Jej ruchy były gwałtowne, zdradzały zdenerwowanie. Nie przygotowała się do tego wszystkiego. Miało być łatwo. Zaczęła rozkładać kartki pokryte głównie zapiskami po hebrajsku, czasem niektóre części tekstu były przetłumaczone na angielski.
    - Nie mów mi rzeczy, których już jestem świadoma - odpowiedziała tonem ostrzejszym, niż chciała. Wiedziała to wszystko, nie musiał jej jeszcze tego powtarzać. Dlatego powinna była się przygotować wcześniej. Westchnęła ciężko. Była zła na Pereza i na siebie, ale nie na Raya. On nie powinien za to obrywać. - Przepraszam… - mruknęła, opierając się o stół. - To ja popełniłam błąd. Nie przygotowałam się na taką ewentualność, a nie robić wszystko na ostatnią chwilę, ale nie spodziewałam się, że ktoś by to zrobił… - Wskazała na pudełko. - Tego minerału używa się do zamykania dusz zmarłych osób, zazwyczaj tuż po ich śmierci. Bardzo bolesnej śmierci. Normalnie nikt by tego nie robił, bo to cholernie niebezpieczne. A przecież ataki się powtarzały, musiał tworzyć nowe golemy. Musiał kogoś nowego torturować, utrzymywać przy życiu, by sprawić jak najwięcej cierpienia, a potem zamknąć w golemie. Aby utrzymywać kontrolę nad taką dusza, trzeba być niezwykle potężnym… Część mnie chce go wytropić tylko po to by zapytać się jak to osiągnął. - Zamknęła oczy. A inna część była przerażona myślą, że ktoś taki w ogóle istnieje i będzie musiała mu stawić czoła. Zaczynała powoli żałować, że wciągnęła w to Raya. Wszystko przez to, że chciała mu pokazać kawałek siebie, budować zaufanie którego się bała, spędzić z nim więcej czasu. Może to były zbyt samolubne pragnienia. - Jak mogłam być tak nieuważna? - wyszeptała wbijając spojrzenie w podłogę. Czuła, że byt ma swoje teorie co do tego, ale nie chciała ich znać. Uniosła spojrzenie na Raya, chyba chcąc coś jeszcze powiedzieć, ale powstrzymało ją wejście jakiegoś policjanta, który przyniósł jej kartki i długopis. Na dren musiała jeszcze chwilę poczekać. Skinęła jedynie głową, po czym od razu wzięła się do pracy.
    Nie lubiła długopisów, nigdy ich tak właściwie nie używała, a o ich istnieniu dowiedziała się niedawno. Dlatego napisanie kilku słów zajęło jej więcej czasu niż zwykle, jako że musiała siebie starać aby jej litery miały odpowiedni kształt. Bo przecież musiały mieć idealny kształt. Nie wyrzuca się lekcji kaligrafii w błoto, tylko z powodu głupiego długopisu.
    - Potrzebuję kilku ziół - odezwała się, zapisując starannie łacińskie nazwy. - No, nie potrzebuję, ale ekstracja powinna być z nimi znaczne bardziej ustabilizowana. A w obecnych warunkach potrzebuję… stabilizacji. W mieście powinien być jakiś zielarz, prawda?

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  96. Ray był coraz bardziej irytujący w tym swoim wścibskim podpytywaniu, co zaczęło ją odpychać od jego osoby, a ochota na wyjazd do kryjówki Nari, malała z minuty na minutę. Jakby nie mógł po prostu zaakceptować jej decyzji, wziąć pieniądze i odejść w swoją stronę nie interesując się więcej tą sprawą. Ale nie. Za punkt honoru musiał sobie przyjąć to, by namówić ją do zmiany decyzji.
    - Wybacz, ale to nie jest twoja sprawa- ucięła szybko.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  97. - Chciałam cię zapytać, czy byś mógł się tym zająć - przyznała. - Ja tu jeszcze muszę przygotować pokój… - dodała.
    Nigdy tak faktycznie nie była sama, ale teraz to jakoś bardziej odczuła. Nie potrafiła tylko stwierdzić, czy to dobrze czy źle. Miotało się w niej tyle różnych emocji, które ukrywała pod frustracją. Chciała by ją teraz przytulił, chciała zostać otoczona znajomym ciepłem jego ciała, może to by ukoiło jej nerwy. Ale to nie był czas i miejsce, nie przystawało im.
    - Mogłam to sama zapisać… - mruknęła odwracając wzrok, jednak rezygnując z pisania, wiedząc, że ma to więcej sensu, ale poczuła się głupio, że nawet to jej dzisiaj musiało nie wyjść. - Potrzebuję… - Zacisnęła palce na mostku nosa. - Taraxacum officinale, cztery korzenie, czyste, już po parzeniu. Moglibyśmy je zebrać sami, ale nie mam czasu ich teraz obrabiać. Artemisia absinthium i artemisia vulgaris, po pęczku suszonych liści. I gdyby się udało… świeże pnącze convolvus arvensis. To wszystko.
    Do pokoju wszedł komisarz, nie ukrywając już niechęci do Willow. Jednak trzymał w dłoniach plastikowe pudło z oprzyrządowaniem, którego wymagała. Ten facet coś wiedział, inaczej by już dawno stąd wyrzucił. Spieszyło mu się, może nawet bardziej niż jej.
    Bez słowa zaczęła przygotowywać całą operację, jej ruchy się trochę uspokoiły, jej dłonie w końcu mogły zrobić coś w czym były dobre.
    - Nie chce pani pomocy… profesjonalisty? - Komisarz uniósł brew.
    - Po co? - Zmarszczyła czoło, szczerze zdziwiona tym pytaniem, podwijając sobie rękaw odsłaniając ramię.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  98. [ Skoro mam już nową postać to muszę znaleźć wątki. Więc się zgłaszam w końcu do Ray'a. Wróciłem na dłuższą chwilę z odpisami więc mam nadzieję że zdołam zrobić jak najwięcej się da. Mam kilka pomysłów więc jeśli jesteś zainteresowana odpisz pod KP albo napisz na GG. Pozdrawia Wujek Dragon. I przepraszam za dłuższe zniknięcie >,< ]

    Mikael

    OdpowiedzUsuń
  99. Nie podobała jej się wścibska postawa Ray'a, do tego naciskanie ją na decyzję, której jeszcze dobrze nie przemyślała. Mogło wiązać się to z konsekwencjami, które poniesie nie tylko Ona, gdy spróbuje jej poszukać, ale i Nari, na to właśnie nie mogła sobie pozwolić. Gdy zbliżył swoją twarz do jej, ona wbiła w niego swój ciężki wzrok, mówiący by już przestał. Coraz mniej podobało jej się to, kogo przydzielili do tej sprawy. Miała zamiar napisać na niego skargę, ale to już po wszystkich.
    Bez słów wyszła z autobusu, kierując się za chłopakiem, a jej wzrok prześlizgiwał się z budynku na budynek, jakby w ich oknach miała zaraz pojawić się blondynka.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  100. Oczywiście, że zgodzi się go uczyć, więcej – teraz nie da mu spokoju. Dopilnuje żeby błagał o zmianę mistrza, a ostatecznie i tak się nie zgodził. W końcu obiecał. W duchu śmiała się z tego biednego chłopaka, na zewnątrz z kolei uśmiechnęła się ciepło w jego stronę, chociaż jej oczy mówiły jasno i wyraźnie masz przesrane. I faktycznie miał. Już ona o to zadba.
    - Tak, ale musisz określić się, którą dokładnie szkołę chcesz zgłębiać, albo którą na początek. Magia to nie jest tylko formułka, więc nauka na takim poziomie, żebyś mógł się chwalić kto Cię uczył trochę Ci zajmie. Nie przyniesiesz mi wstydu – wyjaśniła, wpuszczając go domu. Zaraz udała się na schody, gestem ręki wskazując, aby szatyn szedł za nią. Całe górne piętro zajmowała biblioteka.
    - Orientacja w terenie przyda się, jeżeli masz zamiar zrobić karierę w Gildii – zauważyła, idąc cały czas przed siebie. Słuchała go, ale nie patrzyła na niego. Po prostu szła po schodach prosto do arcaneum. Na początek zapozna go ze zbiorami, zobaczy czego będą się uczyć – zwykłe podstawy.
    - Orientacji po samym obejrzeniu mapy też mam Cię nauczyć? – zaproponowała. Oczywiście nie brakowało w tym nutki sarkazmu, jednak intencje miała szczere, przynajmniej we własnej lekko egoistycznej opinii. Jej uczeń musiał być perfekcyjny. Właśnie dlatego Ray trafił do piekła.
    - Kilka stuleci, tak sądzę – zaczęła, kiedy zapytał o Yensena. Oparła się o balustradę na schodach, kierując swój wzrok na żyrandol. Powędrowała wspomnieniami do dnia, kiedy spotkała okhotnika.
    - Moje przybycie do Mortiel spowodowało zaburzenia magiczne, kilka groźnych bestii grasowało po okolicach Eflei, tuż obok wulkanu, Yensen miał się tym zająć i w całym środku zamieszania byłam ja, nieprzytomna. Ocalił mi życie i zgarnął niezłą sumkę. Zaczęliśmy się nawzajem przekomarzać i się zaprzyjaźniliśmy, często bierzemy wspólne zlecenia, jeżeli są trudniejsze. A ty skąd znasz tego lekkoducha? – zpaytała zaraz po udzieleniu odpowiedzi na jego pytanie. Kiedy ją usłyszała, zrobiła kilka kroków w górę i już znaleźli się na pierwszym piętrze. Na środku pomieszczenia stał stół, a wokół niego kilka krzeseł; na jednym z nich siedziała blondynka – Aria, jej uczennica.
    - A więc, Ray. To jest biblioteka, tam siedzi Aria, Twoja nowa koleżanka. A teraz jaśniej opowiedz mi o swoich planach na naukę – zaczęła z delikatnym uśmiechem. Uczennica wyjrzała na nich zza książki.
    - Ale pamiętaj, że Mistrzyni i tak postawi na swoim – rzuciła, uśmiechając się przyjacielsko w jego stronę. Uznała, że warto było go ostrzec. Sama musiała się uczyć iluzji, chociaż niekoniecznie miała na to ochotę.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  101. [ O jak ja bardzo chciałbym systematycznie odpisywać xd No cóż... może przejdę od razu do pomysłu :I
    Teoretycznie Ray i Mikael robią w tej samej dziedzinie tylko że twój chłopaczek jest po tej niewinnej stronie barykady :I Skoro robią w podobnym zawodzie to można ich wrzucić w jedno miejsce gdzie obydwoje będą mieli zlecenie do wykonania. Mikael będzie musiał zabić pracodawcę Ray'a, jeśli mu się to uda to twój mag nie dostanie wypłaty a to się nie opłaca prawda? Dodam tylko że ten pracodawca musi mieć na sumieniu grzechy oraz korupcje. Drugą opcją jest że obydwoje będą musieli przechwycić jakiś cenny przedmiot dla swoich zleceniodawców. Nie wiem z jaką częstotliwością oraz na jaki dystans Ray potrafi się teleportować. Ale nawet jeśli tu ma przewagę, Mikael ma dostęp do rozległej sieci informacyjnej i szybko się przemieszcza więc dość szybko go odnajdzie, przez co wątek nie będzie krótki. W tym drugim pomyśle mogę dodać urozmaicenie jeśli nie masz nic przeciwko, urozmaicenie to może postawić nasze postacie w ciekawej sytuacji :D
    Jeśli z wymienionych ci się nie podobają mogę wymyślić coś innego albo ty możesz czymś zarzucić, bądź dodać swoje pomysły do tych które przedstawiłem. ]

    Mikael

    OdpowiedzUsuń
  102. Nikt nigdy nie stawał w jej obronie. Dziwne, nowe uczucie ją ogarnęło, ale nie potrafiła stwierdzić, czy było ono pozytywne, czy negatywne. Nie miała jednak czasu na analizowanie własnego stanu emocjonalnego. Musiała się zająć innymi rzeczami. Na przykład, wbijaniem sobie igły w żyłę.
    - Nie spodziewałem się, że nekromanci znają się na medycynie - odezwał się komisarz, obserwując ją uważnie.
    - Podstawy, to co jest nam potrzebne… - Krew ruszyła rurką do torebki.
    Mężczyzna ruszył do drzwi, jednak zatrzymał się z dłonią na klamce.
    - Jeżeli informacja o tym nekromancie się wydostanie poza ten budynek, złożę skargę do Gildii. - To brzmiało jak groźba. Bardzo poważna groźba. - Będę wszystko obserwował. - Spojrzał w górę, na… zajęło jej sekundę odnalezienie słowa na urządzenie wiszące pod sufitem. Kamera. - Aby nie popełniła pani kolejnych błędów.
    Miała ochotę mu przywalić, ale była uziemiona. Wybrał sobie, cholera jasna, odpowiedni moment. Zanim zdołała wycedzić jakąś ciętą ripostę, komisarz wyszedł. Na pewno coś mądrego przyjdzie jej do głowy jutro.
    Nie podobało jej się to wszystko, chodziło tu o coś więcej. I tak poza tym… jak szło to zaklęcie do unieszkodliwienia elektrycznych urządzeń?
    Osłabienie szybko w nią uderzyło, ale było jej ono dobrze znane. Pozbycie się igły z ciała poszło gładko, udało jej się powstrzymać drżenie dłoni. Dała sobie kilka minut na odpoczynek, by zaklęcie wzmacniające zaczęło działać. Będzie musiała dzisiejsze wyczyny odespać, ale to były myśli na później. Nie omieszkała też zjeść batonika którego dostała wcześniej od Raya. Nagle doceniła go jeszcze bardziej. Raya, nie batonik. Chociaż batonik też był smaczny.
    Uśmiechnęła się do własnych myśli. Heh. Smaczny. [w sumie, ta linijka jest bardziej o mnie xDDD ]
    Gdy Ray wrócił, stała na palcach na stole, smarując własną krwią magiczny krąg na suficie. Na podłodze walały się kartki zapełnione niedokończonymi, pokreślonymi kręgami. Okazuje się, że rysowanie jest łatwiejsze od pisania.
    Dźwięk otwieranych drzwi ledwo co do niej dotarł, nawet nie spojrzała w tamtą stronę, skupiając całą swą uwagę na suficie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  103. - Oczywiście, że się da. Myślisz, że jak podróżowano przed wynalezieniem GPS’u? Wystarczy odpowiednia wiedza kartograficzna, a ona nie ma nawet nic wspólnego z magią – wyjaśniła. Cóż, była naprawdę zaskoczona, że nie miał o tym pojęcia. Był w Gildii. Myślała, że tam każdy bardziej polega na własnych zdolnościach niż na sprzęcie, a umiejętność czytania mapy… jeszcze kilka lat temu były bardzo powszechne. Gdzie ten chłopak się wychował?! Przyjrzała mu się nieco uważniej. Tak, zdecydowanie czeka ich ciężka praca.
    - Nie z każdym zwierzęciem da się porozmawiać, a moje umiejętności ograniczają się do zażycia dosyć trującego specyfiku, więc zostaniesz przy nauce czytania map – dodała z lekko zadziornym uśmiechem, który po części sugerował jego katorgę z książkami. Uwagę Arii puściła mimochodem. Była prawdziwa. Rozejrzała się po swojej bibliotece, po czym spojrzała na blondynkę.
    - Mam nadzieję, że masz już czym się pochwalić, że starasz się wbić mi szpilę, moja droga? – zapytała z przekąsem, krzyżując ręce pod biustem. Blondynka kiwnęła głową, wstając od stołu. Oczywiście zabrała księgę ze sobą.
    - Tylko tym, że chcę się pouczyć w łóżku i zobaczyć jak działa fałszywa bilokacja – odpowiedziała spokojnym tonem, idąc w stronę drzwi. Maortiels spojrzała przed wyjściem na dwójkę. – Mistrzyni, pozwoli? – zapytała. Tym razem ton blondynki brzmiał inaczej – pokornie. Rudowłosa spojrzała na swoją uczennicę.
    - Jutro chcę widzieć tą bilokacje na własne oczy, albo sama będziesz suszyć zioła w tym miesiącu. Dosłownie sama- zaznaczyła. Aria pokiwała głową z uśmiechem, jakby już zapewniała, iż na pewno nie skończy sama. Cóż, Ninath to wiedziała, ale lubiła przekomarzać się ze swoją uczennicą. Zawsze było dzięki temu bardziej wesoło.
    - Bachora z depresją? – zapytała bardziej siebie. Nie, Yensen nigdy nie mówił jej o kimś takim. Wspominał kilka lat temu, że przyucza szczeniaka, lekko zagubionego, ale nie narzekał na niego. Wychodzi na to, iż po prostu nigdy nie wyprowadził młodego z błędu. Może miał w tym jakiś swój cel. Nawet jeśli to ona nie będzie próbować wnikać. Zabawa w psychologa to nie jej bajka, a najlepiej jest samemu znaleźć swoje oparcie i motywację. Wtedy można stać się o wiele silniejszym, niźli korzystając z cudzych porad w zakresie własnej psyche. Samego siebie należy odnaleźć własną drogą, nikt nie powinien jej wskazywać.
    - Iluzja to wyższa szkoła jazdy – zaczęła na początek, prowadząc go obok ogromnych regałów z książkami. – Aria uczy się jej, bo ta dziedzina zużywa niewiele energii, a zajmuje kilka razy więcej czasu przy opanowywaniu. Dobre, żeby zająć czas i nauczyć się przydatnych sztuczek – no i chciała też zobaczyć jak daleko sięga talent magiczny dziewczyny, a to był idealny sposób.
    - Ogień… Zapewne nie wiesz w jakiej szkole opanowałeś ten żywioł prawda? – zapytała wyciągając poszczególne książki. Oczywiście robiła to dzięki swojemu zaklęciu przenoszącemu. Skoro był samoukiem to pewnie oczywiste.
    - Widzisz, każdy żywioł, element, czy też dziedzina magiczna przynależy do kilku szkół, które dzielą poszczególne arkana na kategorie. W zależności od danej szkoły, którą wybierzemy nasza nauka magii przebiega w inny sposób, zaklęcia i sposób ich używania też jest inny. Dlatego mamy magów, którzy dajmy na to wykonują ruchy podobne do egzotycznego tańca, czy takich, którzy cały czas skandują zaklęcia. Wszystko zależy od szkoły. Ty już w pewnym sensie opanowałeś jedną, a raczej sposób jej poznawania. Jest spontaniczny skoro jesteś samoukiem, więc zakładam, że to szkoły Apostaty, bądź Mędrca. Pokaż mi jakieś zaklęcie w akcji, a zaraz się dowiemy – zakończyła swój wywód, kładąc wszystkie księgi jakie wzięła na mosiężnym stole.
    - A co do ognia, to nie zrezygnujemy z ofensywnej dziedziny magii, w końcu chcesz walczyć, a nie uzdrawiać, czyż nie? Ja mogę Ci co najwyżej dołożyć kolejny żywioł – dodała, klapiąc go po ramieniu.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  104. Cóż, Yensen sam pewnie by się zanudził ucząc się tych wszystkich run. Nigdy nie należał do typu lubiącego naukę. Najlepiej zdobywało się w praktyce, albo chociaż w jakiś ciekawy sposób – książki do tego sposobu się nie zaliczały. Przymusił się tylko kiedy był dzieckiem i musiał zdobyć wiedzę na temat zabijania nieludzi. Od tamtego czasu ma pewien uraz do nauki z książek; albo tak sobie wmawiał żeby za często po nie nie sięgać. W każdym razie doskonale rozumiał szatyna.
    - Może nie tyle co ignorujesz co szukasz alternatywy żeby przeżyć, przedłużyć przebieg wypadków – poprawił się, kładąc łokieć na stole, od razu gestykulując dłonią. – Dajmy na to… - zaczął szukać odpowiedniego przykładu – O! Kiedy byłem w gnieździe pełzaczy… Był moment, że otoczyły mnie z każdej strony, ciemno jak cholera, ledwo ich widzę, bo Kot przestał działać, słyszę ten charakterystyczny pisk. Usłyszałem jak jeden z nich skacze, prawie zginąłem, ale szybko użyłem znaku Quen, chociaż to mogłoby równie dobrze mnie zabić. Byłem na nogach jakieś dwanaście godzin, nie odpoczywałem, nie miałem siły, ale nadal żyję, jak widzisz. Pełzacz się odbił i wpadł na innego, skaleczył go, zaczęły się bić. Udało mi się uciec na wysokie stropy, gdzie ich nie było. Odzyskałem siły i wróciłem do walki – opowiedział. W zasadzie spora część jego zleceń zmuszała mężczyznę do otarcia się o śmierć. Ryzyko zawodowe. Poza tym lubił adrenalinę, a walka o życie dostarczała jej aż nadto. – Zawsze improwizuj, nigdy nie wiesz co z tego wyniknie. Możliwość utraty życia to ryzyko zawodowe w tym fachu, dlatego każdy z nas ciągle trenuje. Brak formy to wyrok śmierci, no chyba że bawisz się barda – tutaj spojrzał na Prisillę, która właśnie przechodziła obok nich, ale nie skomentowała tej uwagi.
    - Nadal się boisz? – zapytał, gdy ten wspomniał o laboratorium. Cóż, Yensen miał nadzieję, iż Ray w końcu pozbędzie się traumy. Co prawda rozumiał, że to niełatwe zadanie, ale to było już całe dziewięć lat, odkąd był wolny. – Starasz się wtedy pomyśleć o czym miłym, nie wiem…odwrócić ten strach, albo po prostu pieprznąć ogniem we wszystko dookoła? Zazwyczaj to działa, przynajmniej na chwilę - zaproponował. Sam zastanawiał się jak pomóc chłopakowi. Nie miał specjalnie dobrych pomysłów. Ninath pewnie kazałaby mu po prostu wybrać się tam z powrotem, ale opuszczanie Mortiel to raczej głupi pomysł.
    - Dobra, co powiesz na jakąś wspólną misję, hm? Weźmiemy Ninath, żeby w razie czego nie pozwoliła nam zginąć, a ty zobaczysz jak to jest być w sytuacji podbramkowej, hm? - wpadł na pomysł, który zaraz przedstawił chłopakowi. Przeżycie takiej sytuacji z pewnością posłuży mu za dziesięć wizyt u psychologa, no i przy okazji może nauczy się czegoś nowego. Wbrew pozorom jakie zdawał się zgrywać okhotnik bardzo lubił tego chłopaka. Wiedział ile wycierpiał, sam rozumiał jak to jest być katowanym przez człowieka. Po prostu czuł, że są podobni, że tym dzieciakiem trzeba było się zaopiekować, pokazać właściwą ścieżkę, aby nie skończył pod mostem.
    Czy zależało? Owszem, była taka kiedyś. Była driadą leśną, ale nie walczyła z ludźmi. Pomagała rannym, którzy zgubili się w puszczy; taka dobra i piękna. Przez kilka stuleci nie mógł zapomnieć melodyjnego głosu kobiety oraz jej perlistego śmiechu. Ale cóż, ich romans nie miał szczęśliwego zakończenia. Jej matka zakazała im spotkań, gdy tylko dowiedziała się o jego bezpłodności. Co prawda dalej się schodzili, ale jakaś Drużyna plemienna postanowiła wymordować ją i resztę driad, bo tak im się podobało. Oczywiście Yensen się zemścił. Teraz w głowie siedział mu ktoś inny. Niezwykle piękna kobieta o jadeitowych, wesołych oczach. Nie wiedział, czy ona o nim myśli, więc wolał nie chwalić się młodemu, nikomu. To była jego osobista sprawa. Wziął spory łyk alkoholu, zastanawiając się nad odpowiedzią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Dawno temu, owszem – wspomniał. – Ale tamten związek nie należał do aktualnych schematów. Jeśli na kimś Ci zależy po prostu zawsze bądź dla niej, wspieraj ją kiedy tego potrzebuje i dawaj powody do śmiechu. Mężczyzna powinien być ostoją dla kobiety, wieżą strażniczą, kimś kto nie pozwoli jej skrzywdzić i pozwoli ukochanej to odczuć. Musisz to tylko udowodnić – stwierdził, po czym ponownie się napił. Nie powinien mu udzielać rad w tych sprawach. Nie nadawał się do tego, chociaż ten wykład zdawał się brzmieć niezwykle głęboko, zbyt głęboko jak na niego. – Ale nie zapominajmy też o niezwykle pouczającej rozmowie o ptaszkach i pszczółkach – dodał, uśmiechając się żartobliwie w stronę chłopaka.


      Yensen

      Usuń
  105. Zaśmiała się.
    - Wpadaj śmiało, ten klub jest dla wszystkich otwarty – również zażartowała, by po chwili ponownie się zaśmiać. – Nie wiem czy to umiejętność, raczej bujna wyobraźnia, trochę już chodzę po tym świecie więc mam na czym opierać swoje pomysły – uśmiechnęła się do niego ciepło i spojrzała na dzieciaki. Na razie wszystko było dobrze, jedna grupka rozwiązywała zadania z książeczki, druga obserwowała jak Rahim rysuje. Spojrzała na Ray’a i wzruszyła ramionami.
    - Tor przeszkód czy układanie puzzli na pewno by im się spodobał. Może wykorzystamy te pomysły innego dnia, dziś już wolałabym ich nie pobudzać, zaraz jedzenie, potem drzemka, więc niech się nieco wyciszą. Dziś szalały na ogrodzie – poinformowała go, nadal się uśmiechając. Na słowa o złych rodzicach jedynie przytaknęła, upiła łyk kawy. Nie bała się mówić o tym, że ojciec jej dzieci jest złym rodzicem, w końcu nawet ich nie chciał i mówił o tym otwarcie.
    - Myślę, że pójdę z nim w stronę rysowania, jest zawsze przy tym taki spokojny. Jak podrośnie i dalej będzie się tym interesował to przyłożę własnych starań, aby rozwijał takie hobby. Gorzej z Ines – tu się zaśmiała. – Ona uwielbia broń i tematy wojskowe, a pistoletu jej raczej za szybko nie kupię. Chociaż Garrus byłby w stanie obdarować ją czymś podobnym na piąte urodziny – stwierdziła, wyraźnie rozbawiona.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  106. Po skończeniu sufitu, przeniosła się pod stół, by zacząć smarować kolejny krąg na podłodze. Po chwili usłyszała niepokojący dźwięk z rodzaju destrukcyjnych. Chciała się się jak najszybciej wygrzebać więc z pod stołu, by sprawdzić co się stało. Źle wymierzyła. Podniosła się za wcześnie, w dodatku gwałtownie.
    - Shite! - To była jedyna odpowiednia reakcja na przywalenie tyłem głowy o blat stołu. Rozcierając potylicę podniosła się już powoli i ostrożnie, krzywiąc się bólu. Przeanalizowała pokój starając się znaleźć źródło dźwięku. - Co ty wyrabiasz? - syknęła, gdy zauważyła stan kamery, której w sumie już niemal nie było. - Mogą nas stąd wyrzucić! Albo napisać skargę. - Zacisnęła palce na mostku nosa. - A mi mówili, że jestem za mało subtelna w działaniach… - mruknęła. Co prawda brak kamery ją trochę uspokajał, ale wolałaby się jej pozbyć w sposób mniej oczywisty. Teraz już tylko czekała, aż ktoś wpadnie do pokoju, by ich wyrzucić.

    Willow
    [miało być dłużej, ale siem kreatywnie zmęczyła, bo kończyłam opowiadanie. już tylko do bety mojej muszę podrzucić i będę mogła publikować niedługo :3 ]

    OdpowiedzUsuń
  107. - Nie jestem pewna czy Ines pokocha równie mocno białą broń co wojskową, ale czemu by nie – uśmiechnęła się pogodnie. Pomysł chłopaka był naprawdę ciekawy.
    - Dla urozmaicenia możemy zorganizować nawet mały bal przebierańców. Rycerze, smoki, księżniczki i turniej walki. Dzieciakom na pewno się spodoba – przytaknęła sobie samej i upiła kolejnego łyka kawy.
    - Może nawet uda mi się załatwić te gąbki do osłaniania rurek w sklepie, uwierz, dzieci bez problemu zrobią sobie krzywdę przy użyciu bambusa, a do tego dopuścić nie mogę. Musimy pamiętać, że to dzieci nadprzyrodzonych, a nie zwykłe brzdące – zaśmiała się lekko.
    - Sama zabawa na pewno jej się spodoba, jestem ciekawa na jak dużym poziomie – przyznała szczerze. Jej córka miała mało dziewczęce zabawy, ale z doświadczenia wiedziała, że nie jedna dziewczynka tak miała, a później wyrastała na damę. Słysząc pytanie zaniosła się śmiechem. Ray był bardzo otwartą osobą, ale i roztrzepaną, z tego co zauważyła. Posłała mu zadziorny uśmiech.
    - Ach, jedyne 724 lat – odpowiedziała. Nie wstydziła się swojego wieku, przecież i tak wyglądała młodo, a dzięki długowieczności mogła nabyć sporo doświadczenia w wielu dziedzinach. Chociaż ona i tak trzymała się tematów zbliżonych do siebie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  108. Febe zaśmiała się z jego reakcji.
    - Na prawdę aż tak bardzo Cię to dziwi? Jesteś przecież z Gildii, z tego co mi wiadomo Yensen ma ponad tysiąc lat, no, chyba, że mnie okłamał - uśmiechnęła się zadziornie. No, od jego zachowania teraz dużo zależało. Jeżeli okhotnik rzeczywiście ściemniał w jakiejś kwestii, to meduzie zdecydowanie się to nie spodoba. Oczywiście jej zdanie było powiedziane żartobliwie, nie sądziła, aby mężczyzna ją okłamywał, ale różnie to bywało.
    - A z tym pięciolatkiem to uważaj, bo zaraz trafisz do grupy przedszkolaków, a nie opiekunów - zaśmiała się jeszcze. Słysząc pytanie przytaknęła mu.
    - Ines ma pięć, Rahim trzy lata, rosną normalnie, tak jak ludzie, po prostu w pewnym wieku przestaną się starzeć, jedynie mentalnie. Najczęściej ma to miejsce między 20-30 rokiem życia, ale bywa różnie, zależy od jednostek. Są hybrydami więc ciężko stwierdzić kiedy czas się dla nich zatrzyma - wyjaśniła mu na szybko.
    - Jeżeli chodzi o magów to nie mam z nimi za dużego doświadczenia, ale słyszałam, że to czary pomagają im utrzymać dobrą formę przez kilka wieków. Zdejmiesz takie zaklęcie i mogą się rozsypać w przeciągu kilku godzin czy dni, ale to tylko pogłoski - wzruszyła ramionami. Słysząc kolejne pytanie westchnęła ciężko.
    - Szczerze? Doświadczyłam w życiu tylko jednej niechcianej śmierci bliskiej mi osoby i tak, było ciężko... Później żyłam jak pustelnik i dopiero od sześciu lat znowu jestem wśród "żywych", więc miałam to szczęście, że nie dane mi było żegnać przyjaciół czy krewnych - raz jeszcze się uśmiechnęła i spojrzała na zegarek. Klasnęła trzy razy w dłonie.
    - No dzieci, czas na obiad, raz, raz, ładnie proszę posprzątać i maszerujemy salę obok - poleciła. Zaraz kilka maluchów krzyknęło uradowanych, jeszcze kilka zaczęło zrzędzić, że muszą przerwać zabawę, ale ostatecznie cała dziesiątka grzecznie ruszyła w skazane miejsce.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  109. Uśmiechnęła się rozbawiona jego grą słów.
    - To i tak dłużej niż ja, jednak mnie wychowywał ojciec i od małego wpajał różnice między ludźmi a mną... Z resztą, urodziłam się z ogonem, kłami i łuską na ciele, raczej ciężko było mnie pomylić z człowiekiem - zaśmiała się. Słysząc o laboratorium spoważniała, ale bez przesady.
    - Znam jednego chłopaka, którego też trzymali w laboratorium, więc domyślam się, że nie było Ci łatwo. Ja i bez zamknięcia poznałam sporo zachowań ludzkich i przeraża mnie fakt, że wiele istot nadprzyrodzonych jest do nich bardzo podobna w swoich czynach - przyznała, schodzą lekko z temu, widać było, że Ray nie chce mówić o swojej niewoli, nic dziwnego, ona też by nie chciała. Ines i Rahim w prawdzie były hybrydami dwóch istot nadprzyrodzonych, ale Febe należała do odłamka stworzeń z ludzką krwią w żyłach, przynajmniej tak sądziła, w końcu jej ojciec nigdy nie wykazywał nadprzyrodzonych umiejętności. Kobieta podczas dialogu cały czas obserwowała podejście Ray'a do dzieci i uśmiechała się delikatnie. Jego obawy były zupełnie niepotrzebne, radził sobie bardzo dobrze. Sama również roznosiła dzieciom talerze.
    - Wygląda dobrze... - powiedziała i zaraz zmieszała się lekko. - Nawet bardzo, jak na swój wiek - dodała nie chcąc wzbudzać wielkich podejrzeń, jednak chyba nie bardzo jej to wyszło. Jeny... taka stara baba, a poczuła się teraz jak zawstydzona nastolatka. Pytanie Ray'a tylko dołożyło do ognia. Zarumieniła się delikatnie. Dobrze, że przy jej karnacji było to praktycznie niewidoczne.
    - Nie nic... znaczy... - westchnęła i zaśmiała się, lekko kręcąc głową. Po akcji z Kuro właściwie nie wiedziała co ma myśleć o okhotniku, w prawdzie nie był z tym wydarzeniem związany, ale...
    - Spotkaliśmy się po prostu, taka randka staruszków - odpowiedziała z zadziornym uśmiechem. Wolała na razie nie wyolbrzymiać tej relacji. Nawet nie wiedziała czy się jeszcze zobaczą, a z tym rozcięciem na ustach nie była pewna czy to w ogóle dobry pomysł.
    - Są i porcje dla nas - wypaliła nagle, teraz i ona chciała zmienić temat. Ruszyła do okienka i gorąco podziękowała dzisiejszej kucharce. Zmieniały się one dość często, gdyż jeszcze nikt nie zgłosił się do tej pracy na stałe.
    - Zaczynam zastanawiać się jak długo to przedszkole wytrzyma. Jestem jedynym oficjalnym pracownikiem tej placówki - przyznała siadając do stołu i kładąc talerz przed sobą.
    - Kto będzie miał ochotę na drugie danie i deser ten musi zjeść całą zupę i dopiero wtedy samodzielnie udać się do okienka pani kucharki. Tylko pamiętajcie o takich słowach jak "dziękuję" i "poproszę" - przekazała jeszcze dzieciom i zaczęła jeść.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  110. - I bardzo dobrze. Dużo osób nie może się bez niego odejść. Ty będziesz czytał z mapy jak z książki – stwierdziła stanowczo z uśmiechem na ustach. To nie była groźba a obietnica. Pomoże mu stać się jak najlepszym w miarę swoich sił, tak jak zrobiła to z Arią. – A dopytywanie nie zawsze jest mądre. Co jeżeli trafisz na kogoś kto jest twoim rywalem pod czas misji? Myślisz, że poda Ci właściwy kierunek? Ostrożności nigdy za wiele mój drogi – dodała, opierając się dłońmi o blat stołu. Uniosła jedną i wypowiedziała zaklęcie w swoim dialekcie.
    - Parma bal-noa erer - trzy księgi otworzyły się automatycznie na stronnicach, traktujących o magii ognia ze szkoły zniszczenia i elementów, przy których nie używało się słów, a jedynie silnej woli maga i jego skupienia. Odwróciła książki w jego stronę. – Od tych szkół zaczniemy. Obie szkoły pozwolą Ci poznać nie tylko element ognia, ale też lodu, pioruna, wiatru i ziemi – wyjaśniła. Usiadła na krześle i czekała aż chłopak zrobi to samo. Zanim przejdą do praktyki musi poznać trochę teorii, żeby w ogóle wiedział czego się uczy.
    - Najsilniejsze zaklęcia ognia pochodzą ze szkoły dominacji, ale ona wymaga znajomości i rozumienia prastarej wiedzy. Jej będziesz się uczył w wolnym czasie. Jak zobaczę, że jesteś gotowy to nauczę Cię przywoływać prawdziwe piekło – puściła mu oczko na ostatnie słowa z uśmiechem, aby zaraz się nie zniechęcił. Magia to nie zabawa. Musiał pojąć, że bez ślęczenia przy książkach kariery nie zrobi.
    - Magia to przede wszystkim rozumienie sił natury. Kreowanie swojej woli i duszy zgodnie z istotą mocy, której chcesz użyć. Dlatego nekromanci często są nieczułymi samotnikami. Nie każdy potrafi kształtować swoje własne „ja” dla magii tylko podczas czarowania, niestety. Potrzebna jest siła ducha i samozaparcie. Tego też będę Cię uczyć, jeżeli będziesz miał z tym problem. Ogień jest niezależny, gniewny, nieposłuszny i szalony; zawsze stara się zniszczyć wszystko dookoła, ale łatwo nad nim zapanować ze względu na swój gniew. Gdy coś nam nie wychodzi jesteśmy źli, gdy ktoś nam grozi wściekamy się, gdy ktoś zagraża bliskim wpadamy w szał. Cały sekret leży w odnalezieniu równowagi między gniewem i spokojem, wtedy osiągniesz perfekcję we władaniu ogniem – wyjaśniła na początek. Dopiero potem wysłuchała chłopaka. Katana, tak? Cóż, sama potrafi podpalać przedmioty, czy uruchomić w nich samozapłon, walczyć bronią białą też daje radę, ale walki będzie uczył go Yensen. Zastanowiła się przez chwilę. Uniosła rękę do góry, a ta zaświeciła się zieloną poświatą. Po chwili w jej stronę leciał sztylet. Rękojeść zatrzymała się tuż przy jej dłoni, a ona chwyciła broń. Spojrzała na nią, po czym przymknęła na chwilę oczy, a ostrze zajęło się ogniem, następnie płomień zgasł, by za chwilę chłopak mógł zobaczyć jak ostrze obrasta lód. Po chwili Nianath przerwała zaklęcie, biorąc głęboki wdech.
    - Bo to jest niezwykle trudna sztuka. Jeżeli perfekcyjnie opanujesz ogień wtedy to nie będzie problem. Teraz możemy zakląć twoją broń. Efekt będzie bardzo podobny, ale będziesz musiał odnawiać zaklęcie co jakiś czas. Co ty na to? – zapytała, odkładając broń tuż obok ksiąg. O ile dobrze pamiętała, to kiedy była mała ojciec mówił, by nie kłaść broni na stole. Cóż, tutaj nie jadano posiłków.
    - Weź się w garść, Ray. Nikt nie uczył Cię magii jak trzeba. Dlatego jesteś słaby, a jednak potrafisz zrobić coś na takim samym poziomie jak ja – wskazała mu wzrokiem sztylet. Co prawda gdyby miała zrobić to samo z piorunami, albo wiatrem to sprawa miałaby się inaczej, ale nie chciała go dołować. Podniosła się na równe nogi, biorąc ostrze do ręki, po czym podeszła na kilka kroków do chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Trupem będziesz jeżeli nie skończysz się użalać nad sobą. Jesteś tutaj żeby trenować, nie popisywać się zdolnościami. Popisywać się będziesz przed Yensenem jak Cię wyszkolę, teraz masz być cicho i przeczytać oba rozdziały z ksiąg, jak skończysz lądujesz na kanapie i z samego rana pokażę Ci ćwiczenia praktyczne. Masz z tym jakiś problem możesz stąd iść i nie wracać, rozumiemy się? – zapytała wskazując mu bronią krzesło.


      Ninath

      Usuń
  111. - Ale to nie będzie moja pierwsza skarga… - jęknęła nie podzielając jego spokoju.
    Utrzymywanie pozorów, to jak jest postrzegana, było dla niej ważne, chociaż przypominała sobie o tym zazwyczaj po tym jak już się pozwoliła wyprowadzić z równowagi i zrobiła coś głupiego. Dzisiaj przynajmniej nie zdążyła nic głupiego zrobić, bo z równowagi już wyprowadzona została.
    - Czekaj, czekaj… A tobie to co*…? - zapytała, nie rozpoznając wyrażenia, którego użył.
    Przyjęła od niego chusteczkę z niejaką wdzięcznością, stwierdzając że ona przyda jej się bardziej, niż czuły gest przed którym się powstrzymał.
    - A czyja to niby wina? - mruknęła w odpowiedzi na jego komentarz o niepotrzebnym traceniu krwi. W końcu to on nagle zniszczył kamerę, co spowodowało jej gwałtowną reakcję i bliskie spotkanie ze stołem. - To nic wielkiego. Nie musisz się o mnie martwić - dodała. Zastanawiała się czy jego takie słowa “by się nie martwić” denerwują równie bardzo co ją.
    Przycisnęła chusteczkę do rany, ale już po chwili znalazła się pod stołem, by dokończyć krąg. Nadal się denerwowała swoją sytuacją w tym miejscu, więc chciała rozpocząć rytuał jak najszybciej.
    - Nie ma tam specjalnie nic do przygotowywania… - stwierdziła, wychodząc, tym razem bardzo ostrożnie, spod stołu. Sprawdziła na wszelki wypadek, czy to odpowiednie zioła. Wszystko wyglądało w porządku. - Pnącza convolvus arvensis trzeba ułożyć w krąg, tak aby pokrywały się z tymi na suficie i podłodze. Reszta będzie potrzebna później. Ja muszę jeszcze załatwić ściany.

    Willow

    *żart jest o tyle śmieszny, że pierwszy raz "mnie to lotto" usłyszałam w ostatnią niedzielę, więc dla mnie to też jest egzotyczne wyrażenie (chociaż wiem co to znaczy, w przeciwieństwie do Willow :D )

    OdpowiedzUsuń
  112. Ściany szły już szybciej, na każdej z nich powinno być po jednym kręgu protekcyjny, a tych używała już nie raz. Jej ruchy były wręcz automatyczne, nie musiała się specjalnie zastanawiać, która runa idzie w które miejsce. Kończyła trzecią ścianę, gdy słowa Raya sprawiły, że drgęła, zamierając na kilka sekund.
    To był głupi żart, niefortunny dobór słów. Nie chciała, by to jakoś ją dotknęło, bo przecież to nic takiego. Ale jakoś tak zabolało, nawet bardzo, i nawet jego kolejne słowa nie potrafiły tego bólu uśmierzyć. To połączenie sprawiło, że chciała teraz zrobić wszystko sama, obrazić się jak mały dzieciak, chociaż wiedziała, że jest pewien sposób, za pomocą którego cały ten rytuał byłby o wiele bezpieczniejszy, szczególnie dla niej. Jednak to by wymagało przedstawienia mu tego pomysłu, a teraz istniało jedynie kilka słów które miała ochotę mu powiedzieć.
    - Pamiętam o tym, że jestem sierotą i bez ciebie, dziękuję bardzo - odparła tonem wręcz niepokojąco bezbarwnym, pozbawionym emocji. Wróciła do pracy, nie odwracając się do niego. Jej twarz zastygła pod neutralną maską.
    Jeżeli była zła, to tylko na siebie, że nie może powstrzymać tego co czuje. Może rany były jeszcze za świeże, może gdyby to powiedział ktoś inny to by jej to nie dotknęło w ten sposób. To był po prostu zły dobór słów, wiedziała to, ale racjonalizowanie tego nadal nie pomagało.

    Willow
    [czuję się czasem jak taka staruszka, która nie ogarnia co jest modne wśród młodzieży.]

    OdpowiedzUsuń
  113. [ale seriooo, ja często jestem nieogarnięta z popularnymi rzeczami :DDD
    no dzisiaj usłyszałam to po raz kolejny, więc albo zaczynam zwracać na to uwagę, albo przyszło do Warszawy teraz.
    eee tam, w tył. nie powiedziałabym :D trochę się wahałam, czy zwracać uwagę na tę "sierotę", ale chyba bym się źle czuła gdybym tego nie wykorzystała, bo Willow jest jeszcze dość wrażliwa na takie rzeczy.]

    Nie wiedziała jak ma się czuć. Obecna sytuacja wymagała od niej, by wszystkie emocje zamknęła, schowała, zajęła się nimi później, albo po prostu o nich zapomniała. Dlatego skupiła całą swoją uwagę na pracy, to pomagało utrzymywać neutralny stan rzeczy. Jednak gdy ją objął, chciała się rozsypać. Chciała się w niego wtulić i krzyczeć, i płakać, z powodu wszystkiego, a nie jego nieprzemyślanych słów. Chciała by wiedział co się dzieje teraz w jej głowie.
    Nie zrobiła nic. Jedynie przerwała pracę, wsłuchując się w jego słowa. Nie mówił nic nowego. Czuła się głupio, że jej reakcja go do tego zmusiła. Ala tak samo jak on nie potrafił czasem panować nad językiem, tak i ona nie mogła zmienić swoich emocji, niezależnie od tego jak dobrze wiedziała o ich irracjonalności.
    A potem ją puścił i zrzucił na nią bombę.
    Nie zdążyła nawet tego przetrawić, gdy już siedział pod ścianą.
    - Ray! - Odłożyła narzędzia na podłogę i uklękła przy nim. Tym razem nie potrafiła już ukryć jak bardzo się martwiła. I jak bardzo była na niego zła, że pozwolił sobie się doprowadzić do takiego stanu. - Nie dbam o siebie… I kto to mówi? - mruknęła, dotykając jego czoła. To mogło być z powodu jej zimnych dłoni, ale była niemal pewna, że gorączka zaczyna go doganiać. Nawet gdy otworzył na nowo oczy, patrząc na świat już przytomniej, nie odczuła ulgi. Jak długo on ma to zamiar ciągnąć. - Jesteś rozgrzany. - Ujęła jego twarz w dłonie, patrząc mu w oczy. - I jeżeli zaraz powiesz, że gorący z ciebie chłopak, to ci przywalę.
    Zpechnęła inne myśli i pytania na dalszy plan, chcąc zażegnać jeden kryzys, zanim zacznie kolejny.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  114. [jeszcze nigdy nie słyszałam “sztos” D: aż musiałam w google wpisać.
    No, jak kompiutor po kawie wrócił, to jeszcze się z nim coś stało chwilę później, teraz już widzę że kolejna rzecz mi pada. Następnym razem po prostu kupię chyba sobie nowy komputer, bo te naprawy mnie zbankrutują :< ]

    Czuła się dobrze w jego ramionach. Niesamowite, że przez te wszystkie lata nie wiedziała, że czyjaś bliskość może się wiązać z pozytywnymi uczuciami. Ray za każdym razem jej to udowadniał na nowo. Będzie za tym tęskniła.
    Odsunęła się od niego niechętnie, kiwając głową.
    - Ale po rytuale wracamy do Gildii - postanowiła, wstając. Szczerze nie wierzyła, że uda jej się odnaleźć dzisiaj nekromantę, jako że prawdopodbnie zatarł za sobą ślady. Ona by tak zrobiła, znała na to sposoby. Może jedynie uda im się znaleźć jakieś poszlaki.
    Wróciła do pracy, trochę bardziej zrelaksowana, chociaż wiele jeszcze było przed nimi. Wiele pytań i wątpliwości. Ale one musiały jeszcze poczekać.
    - Zaraz skończę - odezwała się, malując na czwartej ścianie. - Ale nie wiem czy nie lepiej by było, gdybym została tu jednak sama. Te kręgi na ścianach mają zapieczętować pomieszczenie, żeby utrzymać tu ducha jeśli wyrwie mi się spod kontroli. Nie chciałabym, aby siał zamęt jeżeli okażę się zbyt słaba… - Westchnęła cicho. - Niby nie robię tego po raz pierwszy, ale… nie miałam do czynienia z prawdopodobnie szaloną duszą, od czasu… od kiedy przybyłam do Mortiel. Takie duchy starają się odzyskać to co straciły, mogą wejrzeć w twoją przeszłość i starać się wykorzystać ją przeciwko tobie. - Skrzywiła się lekko. - Zawsze liczyłam na swoje umiejętności, ale boję się, że moja psychika mnie zawiedzie. Nie chcę, aby coś ci się przez to stało. - Nie patrzyła na niego, domyślając się jak może zareagować, jednak chciała mu to powiedzieć. Musiał wiedzieć skąd się bierze ryzyko i postanowić, czy chce się na nie narażać.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  115. Poczuła na początku ulgę, że nie zostanie sama w tej sytuacji, chociaż potem na nowo nawiedził ją niepokój. Obawiała się tego co duch powie przy Rayu, co będzie chciał wykorzystać przeciwko niej.
    Skończywszy krąg, zwróciła się do Raya.
    - Nie odciągaj jego uwagi - powiedziała, podchodząc do niego. Po chwili chwyciła jego dłoń, ściskając ją mocno. - Odciągnij moją uwagę. Duch skupi się na mnie, jako że to ja go mogę uwolnić. Będzie chciał dotrzeć do mnie. I pierwszy raz będzie miał punkt zaczepienia. - Patrzyła na niego niemal błagalnie. - Mam mu zadawać pytania, nie wdawać się w dyskusje. Nie pozwól mi… wrócić do domu. - Zacisnęła usta, puszczając jego dłoń.
    Cofnęła się kilka kroków, by stać w miarę na środku pomieszczenia. Zaczęła mamrotać inkantację, wykonując przychodzące jej naturalnie ruchy dłońmi. Czuła jak pokój wypełnia się magią, a jak jej własna energia ją opuszcza. Fakt, że użyła krwi na kręgów, wzmocnił zaklęcie, ale osłabił ją. Gdy skończyła, oparła się o stół, biorąc głęboki wdech.
    Wyciągnęła z pudełka rdzeń golema. Był ciepły w dotyku.
    - Gdybym wiedziała wcześniej, że to ten typ… oddałabym to zadanie komuś innemu - powiedziała, wpatrując się w kamień przez chwilę, zanim położyła go na stole, na środku kręgu z pnączy.
    Do wcześniej przyniesionej przez kogoś miseczki, wlała resztę swojej krwi, do tego wrzuciła pozostałe zioła. Odstawiła naczynie na stół, wyciągnąwszy nad nie dłoń, rozpoczęła kolejną inkantację zamykając oczy. Niby przez chwilę nic się nie działo, jedynie ciarki mogły komuś przejść po całym ciele. Wręcz można by uznać, że to nie działa. Ona jednak ciągnęła dalej, kropelki potu pojawiły się na jej czole, mięśnie spięły się nieznacznie. Temperatura w pokoju opadła gwałtownie. Zawartość miseczki nagle stanęła w płomieniach. Żarówki zamigotały.
    Rdzeń pękł.
    I wtedy usłyszeli nieludzki wrzask.
    Willow drgnęła lekko, na jej czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, ale kontynuowała inkantację. Z pęknięcia zaczął się wydobywać jakby szary dym, który powoli formował się w humanoidalny kształt. Nabierał szczegółów. Przypominał kobietę w obdartych ubraniach. Czerwony był pierwszym kolorem który się pojawił, później już poszło szybko. Wtedy też wrzask ucichł, gdy duch przybrał swą przedśmiertną postać.
    Willow skończyła inkantację i otworzyła oczy. Stała przed nimi kobieta, nie posiadająca czubka głowy, bo ktoś go odciął. Jej ciało pokrywała głównie krew, pochodząca z innych ran, zadanych precyzyjnie. Zajmował się nią profesjonalista, Willow rozpoznawała niektóre z nich z ksiąg które kiedyś studiowała. Jednak inna rzecz jej się rzuciła w oczy jeszcze bardziej.
    Obroża na szyi. Ta kobieta była człowiekiem.
    - Zostałaś wezwana, by odpowiedzieć na pytania - odezwała się Willow, unosząc lekko podbródek, prostując się. - W zamian za odpowiedzi, przeprowadzę cię na drugą stronę i nikt więcej cię nie wezwie. Masz moje słowo. - Jej ton miał jakby w sobie więcej siły niż zwykle.
    Kobieta przekrzywiła głowę w bok, uśmiechając się. Jej nieliczne pozostałości po zębach były pokryte krwią. Jej ostatnie godziny życia musiały być udręką.
    - Kto cię zabił? - Willow zadała swoje pierwsze pytanie.
    Uśmiech znikął z twarzy ducha, zastąpiony przez zamyślenie.
    - Nie wiem… - odpowiedział w końcu.
    Willow nie drążyła tematu, nie spodziewała się zresztą, że dostanie odpowiedź.
    - Opowiedz mi o swojej śmierci - zażądała.
    Na twarz kobiety powrócił rozanielony uśmiech. Zrobiła krok w przód, ale napotkała niewidzialną ścianę. Kręgi na suficie i podłodze trzymały ją w ryzach. Położyła dłonie na niewidocznej przeszkodzie. Jej palce były połamane, większość nie miała paznokci.
    - Zarżnął mnie. Wypatroszył… - wymamrotała. - Jak Evelyn… Pamiętasz, Will? Wypatroszył mnie jak Evelyn… Och, jak ona krzyczała… - Wyglądała niemal na rozmarzoną.
    Willow zaczęły się trząść dłonie, wzięła głęboki wdech, starając się uspokoić. Nie mogła pozwolić, aby obrazy wróciły teraz. Nie teraz.

    Willow
    [no, to u mnie troszku dłużej. :DDD ]

    OdpowiedzUsuń
  116. Febe uśmiechnęła się pod nosem widząc jego zawstydzenie, miło, że nie była sama w takim stanie.
    - Czasami lepsze rady usłyszysz od osoby, która nigdy w związku nie była niż od takiej która co chwilę w jakimś jest – stwierdziła. – To już zależy od osoby – dodała i jadła dalej. Słysząc swoje imię uniosła na niego spojrzenie. Wolała nawet zaprzestać spożywania posiłku, z tony Ray’a było słychać, że chce zadać pytania, a miała wrażenie, że wiele z jego pytań bywa zabójcza. Kiedy dowiedziała się o co chodzi posłała mu ciepły uśmiech.
    - Na dziewczyny nie ma jednego, nieomylnego przepisu, wszystko zależy od tego jaka jest ta Twoja wybranka. Jeżeli mam dobrze Ci doradzić to musiałbyś mi nieco o niej opowiedzieć, a jeżeli chodzi o ogólną poradę to mogę jedynie powiedzieć, że powinieneś być cierpliwy, ale nie ociągać się za bardzo. Nie wstydzić się publicznie okazywać jej uczuć, ale zarówno nie przesadzać z czułościami. Jednak te dwie rzeczy dotyczą związku, jeżeli mówimy o samym zdobyciu kobiety to już zależy od jednostki, jedną kupisz kwiatami inną ilorazem inteligencji, a jeszcze inna poleci na drogi zegarek. Osobiście ostatniej z wymienionych przykładów nie polecam – puściła mu oko i zaśmiała się lekko. Chłopak był młody, Febe nawet tą jego dociekliwość uznała za spory plus, lepiej, że pyta o takie rzeczy, dzięki temu widać, że mu zależy.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  117. [wybacz, ja się tym strasznie jaram. Kiedyś hobbistycznie przeglądałam skany oryginalnego, piętnastowiecznego manuskryptu po łacinie który był takim “podręcznikiem do demonologii i nekromancji”. Nic nie rozumiałam, ale się dobrze bawiłam :D ]

    Jedynie jego dłoń utrzymywała ją nadal w rzeczywistości. Przymknęła oczy, wyciszając natrętne myśli. Da sobie radę. Tak jak zwykle.
    - By… - Jej gardło ścisnęło się nieprzyjemnie, utrudniając mówienie. Odchrząknęła. - Byłaś… w ciąży?
    Duch, objął swój brzuch, który teraz przypominał krwawą miazgę. Skinął głową, nadal się uśmiechając.
    - Co się stało z dzieckiem?
    - Którym? - Duch udawał, że nie rozumie, po czym zaśmiał się, co bardziej przypominało charczenie. Willow ścisnęła mocniej dłoń Raya. - Ach, no tak. Moim. Tamtym się nigdy nie przejmowałaś. - Wzruszył ramionami. - Nie wiem. Moje krzyki zagłuszały wszystko, nie wiem nawet czy żyje.
    Przez ułamek sekundy, zmasakrowana twarz ducha wykrzywiła się w bólu, w prawdziwym, ludzkim bólu. Ta kobieta straciła dziecko, a teraz pomimo całej tej wiedzy którą posiadała, sama nie miała pojęcia co się z nim stało. Po chwili jednak na jej twarz powrócił ten rozanielony, przerażający uśmiech.
    - Kim jest jego ojciec? - Kolejne pytanie.
    - Człowiekiem. Nie żyje. Stał się golemem.
    Willow zmarszczyła brwi. Coś jej się tutaj nie podobało. Duch mógł jej powiedzieć tylko to co wiedział, powinien znać imię. Nawet jeżeli za życia tego nie wiedział. Ktoś czynnie przed nim je ukrywał.
    - Jak ty się nazywasz?
    - Nie wiem.
    - Czy wszystkie ofiary były ludźmi?
    - Tak. - Duch ponownie zbliżył się do ściany swojej niewidzialnej klatki. - Tylko nie udawaj, że cię to obchodzi, Will - wyszeptała. - Nikogo tutaj nie obchodzimy. - Zmrużyła oczy. - Co by się stało, gdyby się okazało, że Evelyn wpadła z jednym z nas? Może wtedy byś podziękowała swojemu Angusowi, że...
    Willow poderwała wolną dłoń do góry, zaciskając ją w pięść. Duch urwał, wybałuszył oczy, jego ciało wyprostowało się i zastygło. Coś takiego było w tym imieniu, co sprawiło, że skręcało ją od środka, że kompletnie traciła kontrolę nad swymi czynami, że wykorzystywała ostatnie rezerwy swojej mocy, by tylko ukarać ducha, za to, że śmiał je wypowiedzieć.
    - Pamiętaj z kim rozmawiasz - warknęła Willow. - Pamiętaj o kim mówisz.
    Duch uśmiechnął się jakby z wysiłkiem. Nie powinien był być w stanie tego zrobić. Willow czuła jak z każdą sekundą opuszczają ją siły.
    - Co by mamusia z tatusiem powiedzieli, gdyby ich dusze jeszcze istniały… - wydusił z siebie duch, zerkając na splecione dłonie Raya i Willow.
    To była pierwsza rzecz jaką wypowiedział bez pytania. Nadchodził czas by się go pozbyć.

    [ Według lore które ustaliłam, to duch powinien się głównie skupić na Willow, ale jeżeli chcesz, aby duch się zwrócił do Raya i go pomęczył psychicznie, to droga wolna. Jak nie, to mam kontynuację już napisaną, którą mogę dosłać, gdzie Willow się ducha już pozbywa :> ]

    OdpowiedzUsuń
  118. [nic nie spieprzyłaś, nie pierdol xD ]

    Gdy duch się szarpnął poczuła to całą sobą. Skrzywiła się z wysiłku, nie mogła go dłużej utrzymać. Zaczęła przygotowywać się do zakończenia rytuału, starając się z całych sił nie słuchać wrzasków. Nie chciała się dowiadywać o tym wszystkim, nie w taki sposób.
    Gorączkowo zaczęła mamrotać koleją inkantację, wykonując ruchy dłońmi. Wtedy Ray odwrócił się w jej stronę z kulą ognia w dłoni. Chciała wierzyć, że uda mu się to zwalczyć, ale… już się chciała przygotowywać na odparcie potencjalnego ataku. Jednak on nie nadszedł. Zwalczył to.
    Kontynuowała inkantację bez zastanowienia. Zamknięcie rytuału, odesłanie ducha, przychodziło jej jej już z większym trudem. Czerpała już z kompletnych rezerw. Cholera. Skrzywiła się, czując ukłucie bólu w okolicach żołądka. System trawienny idzie pierwszy.
    Duch najpierw śmiał się szaleńczo, potem zaczął krzyczeć, na twarzy malowała się panika. I po minucie, czy dwóch, zdających się ciągnąć w nieskończoność, świat ucichł. Willow opuściła ręce, dysząc ciężko.
    Padła na kolana obok Raya i bez słowa przytuliła go zanim w ogóle zdążyła się zastanowić nad swoim postępowaniem. Nie wiedziała czy robi to dla niego, czy dla siebie, nie miało to teraz znaczenia. Nie chciała myśleć o tym co usłyszała, o tym co on usłyszał, mieli czas by to sobie poukładać. Wolała poświęcić swoje ostatnie chwile świadomości tylko Rayowi.
    Była tak słaba, że już nie wstanie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  119. [heheheheh]

    Gdy się obudziła, zanim jeszcze otworzyła oczy, poczuła ulgę, chociaż nie należała ona do niej. Bytowi zależało, by żyła. Uniosła powieki, by się przekonać, że już było jasno za oknem, szybko jednak odkryła, że nie patrzy się w swój sufit. Ogarnęła ją lekka panika z początku, ale po chwili wróciły do niej wspomnienia. Co prawda pamiętała większość jak przez mgłę, najbardziej wyraźne z tego wszystkiego pozostały jego ramiona. Nic więcej nie wydawało się, aż tak bardzo warte zarejestrowania.
    Z trudem, jako że jej ciało okazało się być jeszcze obolałe, podniosła się do siadu, wydając z siebie cichy syk. Rozpoznała miejsce w którym się znalazła. Leżała na jednym z kilku łóżek, każde z nich było oddzielone przepierzeniem. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach dezynfektantów. Lecznica. To nie jej pierwszy raz tutaj. Tym razem jednak nie doczłapała się tutaj sama na czworakach. Tym razem została tu przyniesiona. Westchnęła cicho. Ludzie będą gadać. Jeżeli jeszcze nie zaczęli, to teraz na pewno się rozniesie.
    Niedługo po tym jak się obudziła, pojawił się przy niej uzdrowiciel, patrząc na nią karcąco. Nie powinna jeszcze wykonywać takich gwałtownych ruchów. Jej układy dopiero co zaczynały działać same. I tak poza tym wszystkim dostała list. Uzdrowiciel położył go na szafce obok łóżka. Na obiad czekała ją papka, jako że jej układ trawienny nie był jeszcze gotowy na nic innego. Obiad? To ile spała?
    - Dwa dni - odpowiedział uzdrowiciel. - Zaraz wracam.
    Zabawne, nadal czuła się zmęczona. Czy po dwóch dniach nie powinna być wyspana?
    Odprowadziła uzdrowiciela wzrokiem. Gdy odsunąć przepierzenie, udało jej się zerknąć na innego pacjenta, który wydawał jej się na tyle znajomy, że aż serce jej stanęło boleśnie.

    Willow
    [nie wiem jak bezpiecznym było mi założyć, że skoro Ray zasłabł zaraz za drzwiami to go capnęli i zaciągnęli do tej lecznicy, więc jeszcze nie nazywam nikogo po imieniu :P
    nie poszli do kinaaaaa xDDDD ]

    OdpowiedzUsuń
  120. [spoko, miała tracić przytomność w następnym odpisie, więc tylko trochę przyspieszyłaś nieuniknione :D
    W ogóle, nie spodziewałam się, że tak szybko odpis dostanę o tej godzinie xD ]

    Musiała przyznać, że trochę się obawiała ich kolejnego spotkania. Niby wiedziała, że ekstremalne sytuacje wiążą ludzi, ale to była trochę jej wina. Przecież mogła nie otwierać rdzenia, mogła powiedzieć, że nie ma odpowiednich predyspozycji do wykonania zadania.
    I mimo wszystko się do niej odezwał.
    Teraz poczucie ulgi należało do niej.
    - Czuję się jeszcze gorzej - odpowiedziała szczerze. - A ty? Przeteleportowałeś nas tutaj, prawda? Chyba nie muszę ci mówić, jakie to było niebezpieczne. - Zmrużyła lekko oczy.
    Z jednej strony pamiętała, że nie miał za dużego wyboru w tamtym momencie, z drugiej… teleportacja dwóch osób chyba była bardziej wycieńczająca, mógł się zwinąć stamtąd sam. To by było z pewnością o wiele mniej ryzykowne posunięcie.
    Postanowiła na razie zignorować list, szczególnie, że rozpoznała pismo na kopercie. Naprawdę nie była gotowa na czytanie czegokolwiek co się w nim znajdowało.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  121. [uch, ja już tak ostatnio przyzwyczaiłam organizm do wstawania o 5, że jak chciałam “pospać sobie do późna” pierwszy raz od kilku tygodni, to byłam w stanie spać do 6 D: ]

    Westchnęła ciężko, co wywołało ból w klatce piersiowej.
    - Pozostawienie mnie tam byłoby najbardziej racjonalnym i najmniej ryzykownym rozwiązaniem - odpowiedziała mu na pytanie, zaciskając palce na mostku nosa. Nie była jednak szczególnie zaskoczona jego postępowaniem. Chciałaby wierzyć, że zrobiłaby to samo na jego miejscu, bo nie była tego taka pewna.
    Uzdrowiciel wrócił z miseczką czegoś łatwostrawnego, a tym samym, niespecjalnie smacznego. Zmarszczyła nos, niezadowolona, ale musiała przyznać, że była cholernie głodna. Uzdrowiciel spojrzał na Raya, potem znowu na nią, i odszedł, zostawiając odsunięte przepierzenie.
    Ludzie będą gadać.
    - Chwila, dlaczego jesteś uziemiony? - Spojrzała na niego marszcząc brwi.
    Zaczęła grzebać łyżką w miseczce.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  122. Pokręciła głową.
    - Jesteś zaprzeczeniem egoisty - stwierdziła.
    Niemrawo wzięła się za jedzenie. Każda łyżka była udręką, ale zdrowy rozsądek zmuszał ją do kontynuacji. Musiała jak najszybciej wrócić do normalnego stanu, pojechać do Cledo, załatwić wszystko.
    Jego wspomnienie laboratorium miało wpływ na wiele rzeczy w jego życiu, jednak to chyba było najbardziej martwiące. Jego niechęć do lekarzy mogła w końcu doprowadzić do nieszczęścia. Jej myśli powróciły na chwilę do ducha i jego słów. Wiedziała, że mogły być znacznie przesadzone. Takie dusze lubiły sięgać do czyjejś przeszłości i skręcać ją, by uzyskać najsilniejszy efekt. Musiała skończyć ze spekulacjami.
    - Przyniosłeś mnie tu… - powtórzyła za nim, przypominając sobie powoli całą sytuację. - Powinnam ci podziękować, ale mam bardziej ochotę na ciebie nawrzeszczeć - westchnęła. - Pewnie dlatego, że to częściowo moja wina. To ja doprowadziłam do sytuacji, w której potrzebowałam profesjonalnej opieki. Nie powinnam była wtedy… jej zatrzymywać - przyznała, wbijając spojrzenie w resztkę papki, znowu jedynie rozgarniając ją łyżką.
    Miała do siebie pretensję za to w jaki sposób zareagowała w tamtym momencie. Jednak duch wtedy uderzył we wszystkie dobre punkty, aby straciła panowanie nad sobą.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  123. - Fakt, nie powinieneś był w ogóle wychodzić - przyznała rzeczowym tonem, kiwając głową. - To nie zmienia jednak tego, że zrobiłam rzecz zbędną podczas rytuału, wiedząc, że może to mieć konsekwencje. - Wcisnęła ostatnią łyżkę do ust. - Ale to chyba coś co muszę przeanalizować sama - dodała po chwili, trochę ciszej, odstawiwszy miseczkę na szafkę.
    Coraz lepiej zaczynała rozumieć, czemu nekromanci nie powinni się do nikogo i niczego przywiązywać, dlaczego nie powinno im zależeć, dlaczego powinni jedynie grać. Musiała to wszystko lepiej przemyśleć.
    Co by mamusia z tatusiem powiedzieli… Już mogła to sobie wyobrazić. I zgodziłaby się z ich każdym słowem.
    - Najważniejsze jest to, że nie strzeliłeś - odpowiedziała. W tamtym momencie była przekonana, że ją zaatakuje. To że zdołał się powstrzymać… to był jeden z powodów dla których by odrzuciła zdroworozsądkowe słowa rodziców, pomimo tego, że by się z nimi zgadzała. - To nie jest ani dobre miejsce, ani dobry czas na takie pytania. - Pokręciła głową.
    Lecznicy brakowało prywatności, która zdawała się być bardziej adekwatna do takich rozmów. Musiała się po prostu powstrzymać przed spekulacjami do czasu, gdy będzie miał okazję jej o tym na spokojnie opowiedzieć.
    Posiłek, chociaż nie aż tak duży, najadł ją, na tyle, że poczuła jak nuży ją sen. Miała nadzieję, że tym razem będzie zdrowy i obudzi się bardziej wypoczęta, niż ostatnio.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  124. Spała gdy zniknął z lecznicy i nie widziała go przez kolejne kilka dni. Po tygodniu już nawet przestało ją to gryźć. Co prawda była bardziej rozdrażniona niż zwykle z początku, ale już później udało jej się kompletnie wyprać z emocji. Nawet gdy wróciła do Cledo, po swoje rzeczy i by wyjaśnić całą sytuację. Nawet nie wydarła się na komisarza, gdy się okazało, że przedstawiciele gatunku ludzkiego giną ostatnio w podejrzanie dużych ilościach i nikt się tym do tej pory nie zajmował. Wszystko po niej spływało, jak po psie. Nawet list nie wywołał na niej dużego wrażenia. Wydawał się wręcz nieaktualny.
    Wracała właśnie z naręczem świeżych notatek, gdy trafiła na Raya na korytarzu. Pierwszy raz od kilku dni poczuła jakieś szarpnięcie za struny emocjonalne. Było jej przykro. Ale też się trochę cieszyła. Chociaż głównie miała ochotę go rozszarpać.
    - Gdybyś chociaż raz przyszedł mnie zobaczyć, to byś wiedział, że wypisali mnie pięć dni temu - odparła lodowatym tonem. - Ale zakładam, że twoja niechęć do lekarzy okazała się silniejsza - dodała.
    Nic nie rozumiała, co frustrowało ją ogromnie. Co prawda jej też zdarzyło się go unikać, ale to było przed… wszystkim. Myślała… myślała, że ma się nad czym zastanawiać.
    - Muszę iść. Mam dużo pracy - powiedziała, wymijając go szybkim krokiem.
    Może to i jej wina. W końcu ona chyba nigdy niczego głośno nie przyznała, gdy przychodziło do spraw uczuciowych, a i czuły gest zainicjowała tylko raz i nawet nie wiedziała, czy by zdołała to powtórzyć bez pomocy szalonej duszy. Może to dla niego za mało.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  125. Jego spojrzenie zaparło jej dech w piersiach, jej serce zabiło mocniej, policzki zaczerwieniły się lekko. Odzwyczaiła się od jego bliskości, czuła za nią zarówno dziwną tęsknotę, jak i dyskomfort. Jej wzrok za ułamek sekundy opadł na jego usta, zanim wrócił z powrotem na jego oczy.
    Zapukała do niego raz, zaraz po wypisie, ale nie zastała go. Później już nie próbowała, za bardzo bolał fakt, że jej nie odwiedzał. Nie zdążyła mu jednak tego wykrzyczeć w twarz, bo już zajął jej usta czymś innym.
    Zacisnęła palce na notatkach. Może ten pocałunek byłby przyjemny, gdyby nie te wszystkie niedomówienia między nimi. Może by chciała więcej, gdyby chociaż raz miałyby nastąpić w normalnych okolicznościach, a nie gdy jedno na drugie krzyczy.
    Zostawił ją otumanioną i zdezorientowaną. Przez chwilę opierała się o ścianę, przyciskając do siebie kurczowo plik kartek, jak gdyby były one jej ostatnią ostoją, kompletnie nie wiedząc co ma teraz myśleć, co ma przez to rozumieć. Znowu. Znowu to zrobił.
    - Nie masz prawa… - syknęła pod nosem, odbijając się od ściany, skupiając spojrzenie na jego oddalających się plecach.
    Wyciągnęła w jego stronę wolną rękę, łapiąc go zaklęciem telekinetycznym. Tym razem to ona przycisnęła go do ściany. Magią, bo fizycznie nie dałaby rady. Coś było z tymi ścianami, dawały poczucie przewagi.
    - Nie masz prawa się mną bawić! - Ruszyła ku niemu, jej twarz zaczynała już pokazywać więcej emocji. Głównie wściekłość, frustrację, ale gdy stanęła przed nim, w jej oczach błysnął ból. - Czekałam na ciebie. Mogłam się dowiedzieć wszystkiego sama. Mogłam poznać każdy drobny szczegół. - Co do drobnych szczegółów to nie była pewna, ale z pewnością mogła poznać ogólny obraz sytuacji. On jednak nie musiał o tym przecież wiedzieć. - Nie zrobiłam tego nawet, gdy przestałam czekać. - Co prawda zaklęcie nadal powinno przyciskać go do ściany, ale jej rozchwianie emocjonalne, sprawiało, że było ono dość łatwe do złamania. Gdyby chciał się uwolnić, mógł to zrobić.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  126. No, to z pewnością nie poszło tak jakby sobie tego życzyła. Naprawdę chciała dobrze, naprawdę chciała porozmawiać o tym w bezpiecznym miejscu. Nie w lecznicy, gdzie nie byli sami. A także nie na środku korytarza, wydzierając się na siebie. Gdyby już miała wybierać między tymi dwiema rzeczami, to chyba rzeczywiście wolałaby lecznicę.
    Z każdym jego uderzeniem w ścianę, jej serce ściskało się boleśnie. Z każdym nowym, mrożącym krew w żyłach, szczegółem trzeźwiała. Jego bezbarwne spojrzenie napawało ją smutkiem. I gdy tak wylewał na nią swoją przeszłość, uświadomiła sobie, że chce ją przyjąć. Te wszystkie złe rzeczy, które nadal go gnębiły, ona chciała przyjąć i być przy nim za każdym razem, gdy będą do niego wracać. Miała taką samolubną nadzieję, że sama jej prezencja pomoże, chociaż to pewnie by było bardziej skomplikowane.
    To były takie niebezpieczne myśli.
    Coraz bardziej musiała walczyć ze sobą, aby ich nie wypowiedzieć na głos. Tylko dlaczego walczyła? Właśnie, nigdy nic nie mówiła. Opowiadała tylko jakie zasady kierowały kiedyś jej życiem, ale nigdy chyba nie wspominała jak to wyglądało w praktyce. To chyba tylko znaczyło, że nadal nią kierowały. Nadal czuła dłonie matki na swoich ramionach. Koronkę wbijającą się w skórę.
    Oczekiwał więc wyjaśnień? Jak miała mu teraz wytłumaczyć, że żyła w kulturze w której łatwiej było patrzeć na swoje własne dzieci jak na narzędzia, byle się tylko do nich specjalnie mocno nie przywiązać, byle ich nie pokochać? Czy będzie chciał to porównać ze swoim pobytem w laboratorium? Czy w ogóle do niego cokolwiek dotrze? Czemu jego słowa tak bolały?
    - Zasługujesz na kogoś lepszego niż ja - odezwała się przymykając oczy. - Na kogoś, kto potrafi wyrażać swoje uczucia. Kto będzie potrafił ci zaufać. - Głos jej drżał, palce zacisnęły na kartkach. - Na szczęście niedługo mnie już tu nie będzie - dodała, zanim zdążyła się powstrzymać.
    Odwróciła się i ruszyła energicznym krokiem w stronę kwater, chcąc jak najszybciej opuścić jego towarzystwo. Nie mogła na niego patrzeć. Była zbyt zła i smutna, i zawiedziona, i cokolwiek jeszcze się działo z jej emocjami.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  127. Miała wrażenie, że podejmuje wszystkie złe decyzje. Może to też swego rodzaju ostrzeżenie.
    Tym razem, gdy przycisnął ją do ściany, kartki wypadły z jej dłoni rozsypując się po podłodze, tworząc mozaikę naszkicowanych ludzkich płodów w różnym etapie rozwoju oraz golemów. Cholera, teraz jej się wszystko pomiesza. Nie dała rady jednak długo się skupiać na swojej pracy.
    To nie było tak. Nie dostała tego czego chciała. Nie w taki sposób.
    On nie jest potworem. Dlaczego nie może mu tego powiedzieć?
    Nie wiedziała co ma zrobić, gdy postawił przed nią ten wybór. Już od samego początku, miała świadomość, że ta rzecz między nimi nie powinna się dziać, ale nadal w to brnęła. Może powinna chwycić tę szansę, by ich oboje od siebie uwolnić, uchronić przed przyszłymi komplikacjami. Nie będzie to aż takie trudne. Potrafi to zrobić. Założyć kolejną maskę. Unieść kącik ust w ironicznym uśmiechu, ręce skrzyżować na piersi, ton dobrać jak najbardziej nonszalancki. Uniosła spojrzenie na Raya, ale maska nie pojawiła się na jej twarzy. Wyrażała ona bardziej jakiś konflikt, jakby walczyła sama ze sobą.
    I przez ułamek sekundy, czuła nieistniejącą koronkę na swoich ramionach, i przypomniała sobie, że ten wybór jest prawdziwy.
    Nie chciała, by dawał jej spokój. Nie chciała, by tak łatwo pozwolił jej na zniknięcie z jego życia.
    - Nie byłabym taka zła, gdyby mi nie zależało - wypaliła nagle. - Nie czekałabym. Tęskniłam za tobą, ty bęcwale! Jak możesz mi mówić, że nic nie zrobisz? Wiesz jak to boli? - Wszystko powiedziała na jednym wydechu, więc musiała na sekundę przerwać. - Nie jesteś potworem. Chcę ci o tym mówić za każdym razem, kiedy będziesz miał co do tego wątpliwości. Bo mi na tobie zależy. - Opuściła głowę, by zasłonić włosami swoją twarz. Chyba nawet uszy jej poczerwieniały. - A ghlaoic… - mruknęła jeszcze pod nosem, chociaż nie była pewna czy było to bardziej do siebie, czy do niego.

    Willo

    OdpowiedzUsuń
  128. Wtuliła się w niego, czując jakby jakiś ogromny ciężar spadł jej z serca. Jeszcze chyba nigdy nie mówiła o swoich uczuciach tak otwarcie, tak prawdziwie. Nawet u psychiatry czasem się ograniczała.
    - Przepraszam, że tyle mi to zajęło… - wymamrotała.
    Wszystko się działo na raz, ulga, szczęście, ale też cień niepewności co do najbliższej przyszłości. Nie chciała znikać, ani uciekać. Chciała trwać w jego ramionach. Chociaż dokładna ich lokacja mogłaby być inna. I mógłby nie deptać jej po notatkach. Ale tym się będzie przejmować za kilka minut dopiero.
    Drgnęła, gdy dotknął jej policzka. Ich dłonie były inne, znaczenia tego gestu się różniły, ale jednak nadal ją to prześladowało.
    - Nie… - powiedziała cicho, chwytając delikatnie jego dłoń i odejmując ją od swojego policzka. - Ten gest… przypomina mi o kimś kogo nie chcę mieć teraz w swoich myślach.
    Kiedy duch o nim wspomniał, przestała myśleć racjonalnie. Nazwał go “jej Angusem”. Jej. Samo to słowo połączone z jego imieniem ją obrzydzało. Jak gdyby był dla niej czymś więcej niż śmieciem i koszmarem sennym.
    Ścisnęła dłoń Raya, gdy przeszedł ją dreszcz na samą myśl.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  129. [nie mogę być długo dramatyczna xD ]

    Przyjęła od niego notatki mrucząc coś pod nosem, że sama mogła się tym zająć. Jednak dzięki jego pomocy, miała lepszy widok na jego zranioną dłoń. Teraz sobie przypomniała, że ściana całkiem nieźle oberwała, co mogło się też odbić na kościach.
    - Jajecznica potem. Najpierw się zajmiemy tym - stwierdziła, wskazując na jego chorą dłoń. - Masz czym ją schłodzić? - zapytała.
    Żałowała, że nie zna się specjalnie na magii uzdrawiającej, nigdy nie była przedmiotem jej zainteresowania. Jedyne znane jej zaklęcia tego typu dotyczyły jej samej. Działanie magią na własnym ciele było znacznie łatwiejsze.
    Gdy ruszyli w stronę kwater, po chwili wahania, chwyciła jego zdrową dłoń, chociaż unikała jego spojrzenia, czując się zbyt niezręcznie [hohohhohohohohohohohh niezręcznie].
    - Czy ty przypadkiem nie miałeś dużo roboty? - zapytała jeszcze.
    Co prawda, ona niby też miała czym się zająć, ale mogła to zrobić u siebie i wiązało się z notatkami, które obecnie były po przejściach [hohohohohh przejściach, get it? bo ktoś po nich przeszedł].

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  130. Westchnęła ciężko.
    - Ray, nie bagatelizuj tego, proszę. Zrobiłeś wgniecenie w ścianie. Moja wiedza medyczna jest ograniczona, ale nie aż tak bardzo - powiedziała, chyba bardziej zmęczona jego lekkim podejściem, niż zła. - Mogłeś sobie coś złamać.
    Musiała dopilnować, aby się porządnie tym zajął. Jakoś tak chciała, aby jednak żyło mu się w dobrym zdrowiu jak najdłużej, a miała wrażenie, że wystarczy, że tylko się zdąży od niego odwrócić, a już coś nowego się dzieje.
    Zacisnęła trochę mocniej palce na notatkach, gdy o nich wspomniał.
    - Do pracy. Nadal staram się wytropić tego nekromantę - przyznała. Może i nie powinna, ale nie z powodu tego, że prawdopodobnie był od niej silniejszy. Nie powinna dla tego samego powodu, dla którego czuła, że to właśnie ona powinna go złapać. - Okazuje się, że ostatnio w Cledo zaginęła dziesiątka ludzi, trzy z nich to kobiety w ciąży. Ostatnie kilka dni spędziłam w bibliotece, starając się połączyć golemy, ludzi i ludzkie płody. - Szkice których mógł podziwiać, jeżeli zerknął na kartki podczas ich zbierania. Miała talent do realistycznego rysowania, ale nigdy go nie wykorzystywała rekreacyjnie. - To trochę nie moja działka. Znam kogoś kto by mi mógł trochę w tym pomóc, ale… nie wiem czy by miał ochotę mnie widzieć. Nasze negocjacje zakończyły się dość gwałtownie, z mojej winy.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  131. Przewróciła oczami na panią doktor, wchodząc za nim do jego pokoju. Zaczęła się przyzwyczajać do przebywania tutaj. Jej pokój raczej się mniej nadawał do przyjmowania gości, ciągle się po nim walały książki i kartki.
    Przy tej wizycie jednak coś jej się tutaj nie podobało. Na przykład ta krew na pościeli i liczne materiały do opatrunków na biurku. Co on znowu chował? Niby same materiały by jej nie zdziwiły, ale w połączeniu ze wszystkim, wiedziała że czegoś znowu jej nie mówi. Może sam jej powie. A jak nie... to się zobaczy.
    - Nie wiem czy “małżeńskie” to dobre określenie, my tego tak raczej nie nazywamy - powiedziała, ustawiając przed sobą potrzebne jej rzeczy. - Byłam uczona, aby traktować osoby z którymi negocjuję, jak kogoś kto dołączy do naszego klanu, będę z nim miała określoną w kontrakcie liczbę potomstwa, a potem nasza współpraca się skończy. - Jej ton brzmiał jakby opowiadała o pogodzie, a nie o własnym, potencjalnym życiu. - Moich rodziców razem widywałam jedynie wtedy, gdy czegoś ode mnie chcieli, albo jakiś oficjalnych zgromadzeniach. - Wyjęła jego dłoń z miseczki, aby nie dostał odmrożeń i zaczęła delikatnie ją osuszać gazą. - Możesz zginać wszystkie palce? - zapytała, nie unosząc na niego spojrzenia.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  132. Skoro ból nie był na tyle silny by powstrzymać go przed zginaniem, to nie powinno być tam złamania, chociaż nim to nigdy nic nie wiadomo. Zamoczyła czysty kawałek gazy płynem dezynfekującym.
    - Jeżeli ci to spuchnie, to cię ogłuszę i osobiście zaciągnę do lecznicy - powiedziała bardzo spokojnym, acz stanowczym tonem. Nie było w nim żadnej groźby, jedynie rzeczowe stwierdzenie faktu. Zaczęła odkażać rany, wciąż delikatnie, chociaż mogło szczypać. Jeżeli wydawał z siebie dźwięki, to je ignorowała. - Będzie potrzeba - odpowiedziała. - Tak się kończy atakowanie ścian. Spójrz na to z jasnej strony, przynajmniej nie wyłączyłeś sobie układu pokarmowego - dodała, trochę lżejszym tonem, odwołując się do tamtej sytuacji z duchem, w której to ona straciła panowanie nad emocjami. Uświadomiła sobie, że Ray nadal nie pytał, ani o Evelyn, ani o Angusa, ani o rodziców. Może czekał na to “pytaj śmiało”, które jej kiedyś dał, które ona odłożyła na później i skończyło się to waleniem w ściany. W sumie, mogło być gorzej.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  133. [hihihi]

    Usłyszawszy jego pytanie zastygła na kilka sekund. Wiedziała, że jej zwyczaj opowiadania jedynie o zasadach, bez wchodzenia w szczegóły swojego życia, nie podziała długo, ale nadal nie była do końca przygotowana na pytania.
    - Posiadanie jednego dziecka jest niepożądane - odezwała się ostrożnie. - Miałam… starszą siostrę. Evelyn. - Jej imię dodała dopiero po chwili zastanowienia. Za każdym razem, gdy je wypowiadała na głos czuła te ogromne wyrzuty sumienia.
    Widząc jego nadgarstek serce jej stanęło na chwilę. Chwyciła jego dłoń przyciągając ją do siebie, by móc się przyjrzeć nowo odkrytym ranom.
    - Co się stało? Kto ci to zrobił? [“jak go znajdę to mu zapierdolę” :DDDDD ]

    overprotective girlfriend

    OdpowiedzUsuń
  134. Evelyn należała do tych tematów, oznaczanych jako “trudne”. Willow nie wiedziała kiedy znajdzie się odpowiedni moment by o niej opowiedzieć i czy kiedykolwiek się taki znajdzie.
    Była wdzięczna za zmianę tematu, szczególnie na taki na którym mogła skupić swoją uwagę. Patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczyma, słuchając go z niedowierzaniem.
    - Czyli działo się to podczas snu? - zapytała, denerwując się bardziej od niego tą sytuacją. - Czy to zdarzyło się tylko raz, czy się powtarza? Zacząłeś szukać źródła problemu? Czy byłeś z tym u kogoś? To wygląda jak klątwa. Miałeś ostatnio kontakt z jakimiś magicznymi artefaktami? Podpadłeś jakiemuś magowi? - zasypała go pytaniami.
    Zaczęła mu opatrywać dłoń wraz z nadgarstkiem. Szło jej dość sprawnie, chociaż była bardziej przyzwyczajona do zajmowania się sobą, a nie kimś. Starała się być ostrożna, ale zdarzyło jej się trochę za mocno zacisnąć bandaż.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  135. [starałam się.]

    - Przepraszam, zazwyczaj opatruję siebie. - Skorygowała swój błąd i kontynuowała już znacznie ostrożniej.
    Nie mogła uwierzyć w to co słyszała. Jak on mógł to po prostu ignorować? Koszmary nie były niczym dziwnym, nie miał w końcu najłatwiejszego życia. Jednak normalne koszmary nie zostawiały po sobie takich śladów. Jej na pewno tego nie robiły.
    - Ray. Nie żyjemy w ludzkim państwie. Jestem pewna, że tutejsi mieszkańcy by się specjalnie nie zdziwili morderczymi koszmarami. - Skończyła opatrunek, ale tak jakoś wyszło, że nadal trzymała jego dłoń. Tak jakoś. - Ja cię ewentualnie mogę brać za wariata z powodu, że jeszcze się tym nie zająłeś - dodała, lekko kąśliwie. - No, ale na to wychodzi, że się nie uporałeś. Więc trzeba coś z tym zrobić. Na początek proponuję, aby sprawdzić, czy rany się pojawiają samoistnie, czy może sam je sobie robisz nieświadomie.

    pro-active girlfriend

    OdpowiedzUsuń
  136. - Tak jak ostatnio przeszło z czasem? - Uniosła brwi, nie za bardzo kupując to co jej sprzedawał.
    Niby nie powinna być zaskoczona jego podejściem, pamiętając co się stało ostatnio. Jednak ignorowanie gorączki jakoś zbledło przy ranach pojawiających się przez sny. Kiedyś jej powiedział, że dopóki może normalnie funkcjonować, to się raczej swoim zdrowiem nie przejmuje.
    Jak on może jeszcze normalnie funkcjonować?
    - Myślałam, że to oczywiste, że ja zostanę - powiedziała, jakby jej prezencja tutaj była już określona w domyśle. - A jak już to sobie ustaliliśmy, to może zajmiemy się tą jajecznicą? - zaproponowała, jak gdyby właśnie nie postanowiła spędzić nocy w jego pokoju. Bo w końcu to było w celach naukowych.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  137. Nie rozumiała dlaczego by miała uciekać. Jeżeli by chciał jej coś zrobić, to go najwyżej wyrzuci przez okno. Lepiej jednak nie będzie mu tego mówić, na wszelki wypadek.
    Wstąpiła w nią nowa energia. Gotowanie było dla niej zagadką już zbyt długo. Mieszkała w Mortiel na tyle długo, by rozpoznać, że to dość powszechna umiejętność. Już czas najwyższy, by ją zdobyła.
    - Może być i z tym, i z tym. Ostatnio jeżeli nie kleik, to jadłam kanapki, potrzebuję smaku - odpowiedziała.
    Nóż do mięsa wydawał się obcy w jej dłoni. Cięższy od innych ostrych narzędzi, do których była przyzwyczajona. Do krojenia się wzięła bardzo ostrożnie, przez co szło jej dość powolnie. Miała dziwną obawę przed skaleczeniem się. Nekromanci nie lubili rozlewać swojej krwi, gdy nie musieli.
    By odpowiedzieć na jego pytanie musiała przerwać krojenie.
    - Oczywiście, że mam garnki. W czym bym ważyła trucizny? - zapytała, zaskoczona, że w ogóle poddawał to w wątpliwość.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  138. Spróbowała kroić ze zgiętymi palcami, ale czuła się jeszcze mniej pewnie.
    - Przecież tak jest trudniej… - burknęła, niezadowolona. Nie wyglądała na aż tak skupioną, podczas malowania magicznych kręgów przed tamtym rytuałem.
    Z trudem, jednak udało jej się skończyć. Jej kawałki były z pewnością mniej zgrabne, co nie wprawiło jej w zadowolenie. Nie lubiła gdy jej coś nie wychodziło, nawet jeżeli nigdy czegoś nie robiła.
    - Więc krojenie cebuli jest aż tak wzruszające? - spytała lekko żartobliwie.
    Uświadomiła sobie, że to już nie pierwszy raz gdy udało jej się zażartować. I do tej działo się to tylko przy nim.
    Krojenie szczypiorku okazało się łatwiejsze, chociaż stanowczo za bardzo skupiała się na tym, by kawałki były odpowiedniej długości.
    - Jak się nauczyłeś gotować? Ktoś ci pomógł, czy sam? - zapytała zainteresowana.

    Willow
    [pozdro z historii, obalamy komunizm na Węgrzech.]

    OdpowiedzUsuń
  139. - Mortiel potrafi robić wrażenie - zgodziła się. Sama się łapała na tym, że ogląda się za co ciekawiej wyglądającym przedstawicielem różnych ras. Zanim tu trafiła miała dość ograniczony kontakt ze światem nieludzi, chociaż Ray musiał mieć całkowicie inne doświadczenie przybywając tu po raz pierwszy.
    - Rozumiem… całe życie ktoś cię kontroluje, a potem nagle trafiasz w nowe miejsce i okazuje się, że możesz podejmować decyzje. To przytłaczające - stwierdziła. - Miałeś jednak mimo wszystko szczęście, że trafiłeś na życzliwe osoby - dodała.
    Ona sama nadal się czuła trochę przytłoczona. Najpierw była zła. Większość życia myślała, że ma jakąś wolność, że siedzi w Coeffin z własnej woli, ale im dłużej przebywała poza klanami tym bardziej uświadamiała sobie, jak bardzo jej ruchy były ograniczane.
    - Tak w ogóle, czy to właśnie nie kobiety powinny siedzieć w kuchni? - odezwała się, gdy już wykończyła szczypiorek. Z nim się czuła lepiej, bardziej jej przypominał to do czego była przyzwyczajona. - Czasy się zmieniły, czy po prostu będziesz dobrą żoną? - Na jej ustach błąkał się lekki uśmiech. Rzadki widok.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  140. Wzruszyła ramionami.
    - To nadal musiała istnieć przynajmniej jedna życzliwa osoba - odparła.
    Zerknęła w stronę miotły, gdy ją wskazał. A więc stąd to się wzięło. Rzadko uprawiana sztuka tam skąd pochodziła.
    - Szkoda, byłbyś bardzo dobrą żoną - stwierdziła, odruchowo chwytając się za nos. To nie tak, że to zabolało. Po prostu bardzo się nie spodziewała takiego gestu.
    Wiedziała jak działają jajka [lol]. Nie miała dużej wprawy w ich rozbijaniu co prawda, pewnie dlatego już przy pierwszym dostało się do miseczki trochę skorupki. Wpatrywała się w nią przez chwilę z najprawdziwszą konsternacją. W końcu jak się coś źle zrobi podczas warzenia eliksirów, to całą rzecz szlag trafia. Ile zła może wyrządzić skorupka?
    - Czy powinnam zacząć od nowa? - spytała bardzo poważnie.
    Na kolejne wspomnienie o Yensenie w jej głowie zrodziło się pytanie, chociaż nie była pewna czy może je zadać. Głównie dlatego, że wydawało jej się głupie. Po chwili wahania w końcu się przemogła.
    - Co to tak właściwie znaczy? Traktować kogoś jak ojca?

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  141. [MOŻE NIE IDŹMY W TĘ STRONĘ XDD ]

    Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że nic wielkiego się nie stało. Może gotowanie nie jest aż takie ciężkie jakby się zdawało. Co jednak nie zmieniało faktu, że nadal starała się w ogóle skorupek nie dodawać. Dla spokoju sumienia. [bogowie, co w ogóle się by się działo, gdyby białka miała ubijać xDD ]
    Słuchała go uważnie, mieszając jajka.
    Poczuła pewien rodzaj złości na kolejnego rodzica, który zawiódł Raya. Przynajmniej istniał Yensen. Mimowolnie porównywała swoją relację z własnym ojcem. W pewnych momentach mogła zauważyć podobieństwa, głównie gdy przychodziło do nauki walki. Jednak nigdy nie przychodziła do niego ze swoimi problemami. Do nikogo nie przychodziła. Nawet by jej to przez myśl nie przeszło.
    - Nie sądzisz, że gdyby miał cię dość, to po prostu by cię zostawił? Nie był ci nic winien, nie musiał ci pomagać - zauważyła.
    Wsypała szczypiorek do jajek, zamieszała trochę, po czym podeszła do Raya. Granica którą do tej pory narzucała ze swojej strony, a którą on sukcesywnie przekraczał, zmniejszyła się znacznie, że niemal stykali się ramionami.
    - Ładnie pachnie… - mruknęła, zaciągając się zapachem smażonego boczku.

    [I’m Hungary now :< ]

    OdpowiedzUsuń
  142. [zróbmy seeeeernik! Z bezą! :DDDD ]

    - Patrząc na to jak o siebie potrafisz nie dbać, to ktoś powinien mieć cię na oku - stwierdziła, słysząc jak to Yensen nie musi się już nim zajmować. Oczywiście, że nie musi. Willow zaczynała mieć wrażenie, że ta wątpliwa przyjemność spadnie na nią.
    Tak się skupiła na jajecznicy, że ledwo co zwróciła uwagę na jego dłoń. Starała się mieszać tak, by ścinały się równomiernie, ale ciągle jej się wydawało, że w jednym miejscu się już prawie przypala, podczas gdy gdzie indziej są jeszcze surowe. Jej gwałtowne ruchy sprawiły, że trochę jajecznicy wylądowało poza patelnią. Po jakimś czasie jednak jajecznica zaczynała mieć już jakieś ręce i nogi.
    - Czy to już? Wygląda jak już. - Chciała się przekonać jak wyszło. To niby była głupia jajecznica, ale ona widziała ją jako krok do przodu, albo przynajmniej w jakimś kirunku. Na pewno jako krok.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  143. [w sumie, nie wiem, nigdy nie próbowałam. ale wiem, że się da, bo jadłam i mi nie smakował xD ]

    - Nie sądzisz, że zasługujesz czasem być na pierwszym planie? - Zaraz po tym jak zadała to pytanie, przypomniała sobie, że kiedyś ktoś ją o to zapytał. Dopiero teraz zaczęła rozumieć w pełni zarówno pytanie, jak i intencje osoby pytającej. - Jeżeli zrobisz sobie krzywdę, to jak to wpłynie na osoby, które chcesz chronić, dla których się poświęcasz? - zapytała, stawiając herbaty na stół.
    Usiadła przed swoim talerzem, patrząc na niego dość podejrzliwie.
    - Smacznego. Chociaż mam nadzieję, że nie jest potrzebne… - dodała, biorąc trochę jajecznicy na widelec. Spróbowała. Oh. Nie była zła. Uśmiechnęła się szeroko. Szczerze. Głupia jajecznica wywołała prawdziwy, porządny uśmiech na jej twarzy. Jak na razie była zbyt zadowolona, by się tym zawstydzać.
    [wiem, że byłoby śmieszniej, gdyby nie wyszła, ale bądźmy szczere, jak można spierdolić jajecznicę? xDD ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  144. Było coś niezwykle smutnego w jego odpowiedzi. Ciekawe czy Evelyn miała tę samą reakcję słysząc identyczną odpowiedź.
    Willow mogła jedynie się domyślać dlaczego nie sądził, że zasługuje na “pierwszy plan”. To pewnie wszystko wracało do laboratorium, do tego co stało się potem.
    - Ray. Spychanie czegoś na dalszy plan, to jedynie inne określenie na ignorowanie czegoś - powiedziała poważnie. - Uciekanie przed przeszłością i problemami w końcu przestanie działać. Może już czas, aby zająć się źródłem problemu? - Wzięła głęboki wdech. - Mówiłeś, że to co było to było, ale chyba nadal nie zaakceptowałeś swojej przeszłości i tego co się w niej stało. Musisz kiedyś stawić jej czoła. - Jej ton nie był delikatny, raczej stanowczy, przez co już po chwili poczuła wyrzuty sumienia. Może powinna użyć innych słów, podejść do tego ostrożniej. Nie żałowała jednak, że to powiedziała. Była przekonana, że on musi to usłyszeć. Czekanie, aż coś przejdzie, jest najgorszą rzeczą jaką można sobie zrobić.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  145. Nie mogła go do niczego zmuszać, jej możliwości ograniczały się do słów. Musiał sam chcieć pomocy, żeby miała ona jakieś pozytywne wpływy.
    - Oczywiście - od razu zgodziła się wycofać. Powiedziała to co chciała, nie było sensu naciskać skoro tego nie chciał. Mogło go to jedynie zrazić.
    Trochę ją ta własna niemoc frustrowała, ale przynajmniej wiedziała już dlaczego. Zależało jej na nim, przyznała to sobie samej, jak i jemu.
    Jadła przez chwilę w milczeniu. Niespiesznie, biorąc małe kęsy, chociaż była głodna.
    - Muszę ci coś powiedzieć - odezwała się nagle. - Już bez zbędnej dramatyzacji - dodała odwracając wzrok. Chciała się odwołać do czegoś co powiedziała pod wpływem emocji, ale nigdy nie rozwinęła myśli. - Wracam do Szkocji. - Zacisnęła palce na widelcu. - Nie wiem na ile. Mam nadzieję, że tylko kilka dni.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  146. [heheheh. muszę rozwijać jej historię. ;>
    chcę zdjęcia cmentarzy! :DDDD ale innych też miejsc też może być xD ]

    - Oczywiście, że sama. Gdyby ktoś mi towarzyszył to zostałoby to uznane za oznakę słabości - odparła z lekkim oburzeniem w głosie, jakby mając pretensję, że w ogóle podawał ten fakt w wątpliwość. - Ja tam jadę, aby zapewnić wszystkich zainteresowanych, że klan MacDougall nadal istnieje. To głównie wizyty kurtuazyjne, nie powinnam być w niebezpieczeństwie. Zabijanie mnie byłoby w złym guście. - Westchnęła ciężko. - Jedyne co może ucierpieć to moje nerwy. Będę musiała wrócić do domu. - Dolna warga lekko jej zadrżała. - Nie chcę wracać do domu - przyznała cicho.
    Samotne stawienie czoła zarówno innym klanom, jak i miejscu masowego morderstwa, brzmiało dość przerażająco, ale to należało do jej nowej roli. Nie miała wyboru, tylko wziąć się w garść.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  147. Pokręciła głową.
    - Wizyta będzie trwała tak długo jak będzie potrzeba - oznajmiła. - Muszę dać radę.
    Jeżeli by zwyczajnie uciekła, to by jedynie jej zaszkodziło. Jedzie tam by umocnić swoją pozycję, a nie kompletnie wszystko zaprzepaścić.
    Wyczuwała po jego słowach, że pewnie chciałby jej towarzyszyć, ale to nie był jego świat. Nie chciała by do niego należał. Poza tym wprowadzenie kogoś obcego w sprawy klanowe wywołałoby skandal. Nie mogła sobie teraz na to pozwolić. Już plotki jej wystarczały.
    - A co? Będziesz tęsknił? - Uniosła kącik ust delikatnie. - Nie martw się, jadę dopiero za dwa tygodnie. Jeszcze będziesz miał mnie dość do tego czasu. Albo ja ciebie. Będziemy dziękować za te kilka dni odpoczynku.
    Sama wiedziała, że jeżeli przez kolejne dwa tygodnie ich relacja będzie się rozwijała w kierunku w takim jak dotychczas, to ona będzie za nim cholernie tęsknić. Przecież już jej go brakowało podczas ostatnich kilku dni, gdy się nie widzieli, a przebywali w tym samym budynku. Już się bała co się stanie jak znajdą się na innych kontynentach.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  148. Febe wstała gwałtownie widząc zaszłą sytuację, jednak pozwoliła Ray’owi zareagować. Do dzieci w prawdzie jest potrzebna cierpliwość, ale ma ona swoje granice, te granice zostały przekroczone właśnie w tym momencie. Kobieta dumnie spojrzała na chłopaka, w prawdzie cała sytuacja była nieprzyjemna, ale zachował się jak najbardziej odpowiednio. Te maluchy od dziecka muszą uczyć się kontroli, muszą wiedzieć na co mogą sobie pozwolić, a co jest zabronione. Kobieta powoli zbliżyła się do grupki i kucnęła przy chłopcach. Spokojnym, acz stanowczym głosem zaczęła wyjaśniać dlaczego zachowali się niestosownie. Rahim, zainteresowany nowymi emocjami chłopaka ruszył za nim. Dzieciak był bardzo ciekawy świata, a raczej istot na nim żyjących. Spojrzał swoim bystrym wzrokiem w oczy Raya, jednak nic nie powiedział, jedynie go obserwował. Dopiero słysząc pytanie skierował wzrok na ogród, trochę jakby się zastanawiał nad odpowiedzią.
    - Jube malowac – powiedział cicho i ruszył w stronę ogrodowej altanki dość żwawym krokiem.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  149. Gdy skończyła jeść odłożyła widelec delikatnie na talerz, by wydać jak najmniej dźwięku.
    - Może… - odpowiedziała niby od niechcenia. - Kto wie, jak nie rozwiejesz moich wątpliwości to mogę jeszcze nie wrócić… - Kiedyś by z tego nie żartowała, kiedyś by się z nikim nie droczyła dla czystej przyjemności interakcji. Kiedyś taka wymiana zdań byłaby grą.
    Sięgnęła po herbatę.
    - Dopóki twoje rodzinne strony nie znajdą się nagle w Szkocji to nie będę cię zatrzymywać. - Zmrużyła oczy, patrząc na niego podejrzliwie znad kubka. - Gdzie dokładnie są twoje rodzinne strony tak poza tym?
    Trochę żałowała, że mu powiedziała o wyjeździe tak wcześnie, ale już nie było odwrotu. Wtedy na korytarzu przecież jej się wyrwało, że jej nie będzie. Należało to wyjaśnić.
    Sama myśl o tym, że jednak znajdowaliby się na jednej wyspie ją cieszyła. Właśnie dlatego powinna jechać tam sama, przyzwyczaić się do kompletnej samotności w sprawach klanowych. Dopóki nie nadejdzie czas by znaleźć kogoś… ale o tym na razie nie chciała myśleć. Ta wizyta nie miała być jeszcze tego typu.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  150. Rahim tak na prawdę nie był nieśmiały, po prostu mało kiedy mówił, ale nie z powodu poczucia niepewności czy wstydu. Pytanie Ray'a było dość nietypowe, tym bardziej, że w wieku chłopca narysowanie ładnego kółka było czymś nadzwyczajnym. Zielone tęczówki zatrzymały się na oczach chłopaka, dziecko pokręciło głową w odpowiedzi i zaraz wspięło się na jedną z ławek stojących pod altaną. Złapał się raczkami za palce u stóp i zakołysał lekko spoglądając gdzieś w bok.
    - Malarzem - powtórzył za swoim towarzyszem, nadal na niego nie patrząc, dopiero po chwili znowu skierował oczy w jego stronę. Słysząc pytanie o przedszkolu znowu pokręcił głową.
    - Mama jest zmeczona i jak Pan przyjdzie to nie ma sił i znowu mame bije - powiedział patrząc mu prosto w oczy. Nagle szybko zeskoczył z ławki i ruszył w stronę sali pośpiesznie, jakby chcąc się upewnić czy Ines i mama są bezpieczne.

    Febe (chociaż powinnam wpisać "Rahim" xD)

    OdpowiedzUsuń
  151. Rozmawiali jeszcze przez chwilę, w sumie o niczym, zanim przypomniała sobie, że ma jeszcze przecież pracę. Nie miała pojęcia, że konwersacja o pierdołach może być aż tak wciągająca. Kiedyś niemal każda rozmowa była dla niej udręką, ale przy nim… mogła być prawdziwa, nie musiała myśleć nad każdym słowem.
    - Wracam wieczorem i nie przyjmę do wiadomości jeżeli nagle się rozmyślisz - zapowiedziała mu, zbierając się. Jeszcze przez sekundę stała przy drzwiach wahając się co ma zrobić, odchrząknęła cicho. - No to, to do później - rzuciła jeszcze, wcale w ogóle nie będąc zawstydzona własnymi myślami. Nic a nic.
    Zniknęła za drzwiami, bardzo sobą zawiedziona.
    *
    Pod drzwiami pojawiła się z powrotem kilka godzin później z torbą na ramieniu. Jako że spodziewała się, że przez pewien czas nie będzie się nic działo przygotowała sobie kilka rzeczy, by zwalczać nudę.
    Zapukała, usłyszała jakieś rozbawione prychnięcie za sobą wydane przez kogoś przechodzącego korytarzem, i dopiero wtedy się zorientowała jak to musiało wszystko wyglądać dla osoby trzeciej. Zaczerwieniła się przeklinając się w duchu. Kiedy tylko Ray otworzył drzwi, wepchnęła się do środka nie czekając na zaproszenie. Jeszcze by ktoś znowu zobaczył.
    Naprawdę wolała się już skupić na tajemniczych, morderczych snach Raya.

    [wyszła z jego pokoju bez dramy, wzruszyłam się.]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  152. [ta torba nie jest aż tak duża :P ]

    Jego spojrzenie sprawiło, że poczuła się bardzo świadoma swego wyglądu, który był już mniej zadbany niż w ciągu dnia. Zanim wyszła wahała się co do wyboru stroju, jednak przypomniała sobie, że on już w sumie widział ją w dresach bez makijażu, tego dnia, na dachu, i raczej nie wydawał się specjalnie przejęty. Wtedy oboje byli przejęci innymi rzeczami.
    Nie oczekiwała, że on się skupi na swej aparycji. I się chyba nie skupił, rzeczywiście. To dlaczego wyglądał dobrze?
    Przysiadła na fotelu, torbę kładąc obok. Objęła dłońmi kubek z herbatą.
    Domyślała się, że raczej zmuszenie go do pójścia spać nie będzie proste, czy nawet możliwe, chociaż może i miała niewielką nadzieję, że jeżeli zaciągnie go do łóżka i przykryje kołderką… czysto platonicznie zaciągnie. Na bogów, o czym ona w ogóle myślała? [najlepsze jest to, że ja to piszę, a dopiero się orientuję co napisałam xDD ]
    - Ale wiesz, że to nie jest wizyta towarzyska, prawda? - zapytała, mrużąc oczy podejrzliwie, upewniając w ten sposób nie tylko jego, ale i siebie. Poza tym chciała też wybrnąć z przyznawania się po raz kolejny, że nie ma pojęcia czy ma jakieś filmowe życzenia, bo nie zna żadnych filmów… oprócz tego co ma gwiazdy w tytule, ale teraz zapomniała jak się nazywał, no i “Pięknej i Bestii”, ale nie miała naprawdę ochoty na tę baśń, nawet jeżeli film różnił się od oryginału.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  153. Nawet już sama nie rozumiała dlaczego się dziwi, że ta sytuacja przybrała taki, a nie inny obrót. “Przyjemne z pożytecznym”, dobre sobie. Już chciała mu wybić z głowy ten pomysł, gdy usłyszała tytuł, który zwrócił jej uwagę. Cholera.
    - Jak to od czwartej części? - zapytała marszcząc brwi, dosiadając się do niego na łóżku, jednak zachowując granicę kilkunastu centymetrów przestrzeni między nimi. - To ile w ogóle jest części? Czy nie przegapię czegoś ważnego, jeżeli ominę trzy pierwsze? - Jej wyraźny niepokój mógł się wydawać niedorzeczny, ale ona chciała zrobić wszystko idealnie. Nawet oglądanie filmów musiało być w perfekcyjny sposób, cokolwiek by to nie znaczyło. - I nie mam raczej porównania do obecnych… efektów? Co to są efekty w sensie filmowym, tak właściwie? - Przekrzywiła głowę w bok, szczerze zainteresowana. - I co to jest? - zapytała wskazując na zawartość miski w jego rękach.
    Ilość nowych informacji ją przytłoczyła, że kompletnie zapomniała o denerwowaniu się, ani nawet zawstydzaniu się, że czegoś nie wie. Za bardzo chciała wiedzieć.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  154. Jak na razie kaloriami się nie musiała przejmować, bo na swojej miernej kuchni, o ile tak można nazwać jej niespecjalnie wymyślne kanapki, to wręcz chudła. Chociaż przy Rayu jej odżywianie może wrócić do normy, znowu będzie musiała uważać na to co je by nie przytyć. Matka zawsze tego pilnowała.
    Spojrzała na popcorn trochę nieufnie, wzięła jeden i wrzuciła do ust.
    - Smakuje jak solony karton - stwierdziła po chwili, po czym wzięła jeszcze trochę. - Ale z jakiegoś powodu chcę więcej. - To nawet nie było takie smaczne, a jednak jedzenie sprawiało przyjemność.
    - Dlaczego ktokolwiek by zaczynał robić filmy od środka? - drążyła dalej temat pomieszanych części Star Wars.
    Obserwowała Raya jak się jeszcze kręci po pokoju, czekając aż w końcu usiądzie. Trochę się denerwowała. Jeżeli usiądzie za blisko niej, to będzie musiała się odsunąć. W sensie, nie będzie musiała, ale poczuje taką potrzebę i prawdopodobnie to zrobi. Obawiała się jak to zostanie odebrane.

    OdpowiedzUsuń
  155. Odsunęła się od niego zanim zdążyła się powstrzymać. Coś w siedzeniu obok siebie przez dłuższy czas jej przeszkadzało. Potrzebowała swoich kilku centymetrów odległości.
    Nie myślała o tym za długo, całą uwagę skupiając na filmie, jakby był on kolejnym obiektem do zbadania. W końcu, trochę był. Wszystko w nim wydawało jej się takie obce, chociaż pocieszała się myślą, że przedstawiona tam technologia w gruncie rzeczy nie pochodziła z tego świata, więc przynajmniej nie tylko jej się tak mogło wydawać. Zapomniała nawet o jedzeniu, aż do momentu gdy droidy nie znalazły się na pustynnej planecie i oba wpadły w tarapaty. Wtedy naszła ją myśl, którą musiała się podzielić.
    - Ta niebieska puszka na kółkach przypomina mi ciebie - stwierdziła odwracając się do Raya. - Uparta, robi co chce, a jednak na swój sposób jest urocza i prawdopodobnie mądrzejsza niż wygląda. - Wepchnęła sobie trochę popcornu do ust, by ukryć rosnący uśmiech.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  156. - Chodziło mi, że nie jest taka głupia na jaką wygląda. - Potrząsnęła głową. - Prawdopodobnie. Muszę się jeszcze co do was obu przekonać. - Uśmiechnęła się do niego tym razem otwarcie, już nawet nie zwracając na to uwagi. - Ale skoro jest najlepsza, to może jednak porównanie niefortunne - odparła.
    Rozluźniła się trochę, wieczór stawał się przyjemny. Zaczynała ponownie czerpać czystą przyjemność z tej prostej interakcji jaką jest rozmowa. Ale film też był ważny. Nie miała czasu go oglądać ponownie. Musiała do niego wrócić.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  157. - No nie wiem, wygląda ciasno - stwierdziła, krzywiąc się lekko.
    Nie mogła jeździć samochodem, to co dopiero statek w kosmosie? Zamknięte w blaszanej puszce w próżni jakoś jej się nie uśmiechało.
    Drgnęła czując nagle jego dotyk, cofając dłoń odruchowo. Jakoś tak do tej pory nie skojarzyła, że skoro sięgają do tej samej miski to prawdopodobnie ich dłonie na siebie trafią. Teraz jak o tym myślała to było do przewidzenia. Tak w ogóle… oglądanie filmu to taka dziwna sytuacja. Siedzi się z drugą osobą i patrzy w ruchome obrazki. Ciekawe czy towarzyszą temu jakieś gesty, jakieś zasady zachowania. Czuła się taka nieprzygotowana.

    Willow
    [ten moment w którym się orientujesz, że w sumie twoja postać nawet nie zna cliché. trolololol.]

    OdpowiedzUsuń
  158. Musiała przyznać, że ta wielka kupa futra przypadła jej do gustu swoimi rozwiązaniami siłowymi. Pokiwała głową, skupiona na powrót na filmie. Jego pytanie przywróciło ją do rzeczywistości.
    Spojrzała na niego, nie wiedząc czy ma się czego wstydzić czy nie. To w końcu nie była do końca jej wina, ale trochę jej się głupio było do tego przyznać.
    - Koncept nie był mi obcy, ale… nigdy nie miałam przyjemności - przyznała, odwracając wzrok. - Było dużo rzeczy, o których istnieniu wiedziałam, ale znajdowały się one poza moim zasięgiem. - Skupiła wzrok na filmie. - Nigdy mi to jednak nie przeszkadzało. Przynajmniej myślałam, że nie. Teraz… nie jestem już pewna.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  159. Jego odpowiedź nie przypadła jej do gustu. Miała wrażenie jakby to bagatelizował, podczas gdy ona brała to wszystko na poważnie. On już przeżył swoją fazę odkrywania oczywistych rzeczy, jednak dla niego wiele z nich musiało być faktycznie zupełnie nowe. Ona przecież mogła wybrać… byt załomotał jakby do jej głowy, skrzywiła się czując lekki ból w skroniach. Jeżeli mogła wybrać, to teraz już przepadło.
    - Nie wiem po prostu czy mam czas wszystkiego doświadczyć… - mruknęła pod nosem, dość cicho, jakby nie będąc pewną, czy w ogóle chce to powiedzieć na głos. - To jest bez sensu, dlaczego ktokolwiek by zostawiał tak poważną wadę w czymś co nazywa się Gwiazdą Śmierci? - zapytała już normalnym tonem, marszcząc brwi, gdy w filmie odczytano plany i przedstawiono je pilotom.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  160. Phyoen może i jest siedzibą wojska Mortiel i teoretycznie powinien tu być największy porządek, ale w takich miejscach korupcja najczęściej jest najsilniejsza. Im większe i bogatsze miasto tym więcej osób które pragną zysku nie zważając na to czy ich metody są zgodne z prawem. Właśnie z chciwości tych osób rodzą się stowarzyszenia i organizacje których agenci doprowadzają do kolejnych zysków. W odległym krańcu rozległego portu z ulotek Phyoen, na dachu jednego z magazynów, pewna ubrana w czerń postać ukrywała swoją obecność obserwując jak cumuje właśnie pod osłoną nocy statek. Zaraz po tym z pokładu zaczęto wywozić duże skrzynie do magazynu obok.
    - Cel znajduje się pomiędzy przewożonymi skrzyniami. - Zamaskowany Mikael usłyszał w słuchawce głos swojego informatora, skupiając w tym samym czasie wzrok na widlaku który przewoził na palecie wspomniany ładunek. Czyli to jednak jest tajna dostawa prosto z Tyge, tak jak zostało mu przekazane. Mógł się teoretycznie domyślić że to nie jest zwykła dostawa po tym że jest dobrze wyposażona ochrona. Jak to bywa w tym dziwnym świecie nie warto nie doceniać swoich przeciwników, ponieważ kto wie jakie posiadają zdolności.
    - Przyjąłem. - Zatwierdził, wiedząc już gdzie znajduje sie jego cel. Na lekko ugiętych nogach, cichym truchtem zbiegł z dachu. Pozostał przy krawędzi budynku z którego zeskoczył wyczekując na odpowiedni moment w którym nikt nie będzie spoglądał w jego stronę. Gdy się go doczekał przebiegł do krawędzi za magazynem w którym znajduje sie jego cel. Na szczęście brak jakiegokolwiek strażnika, może dlatego że nie ma żadnego wejścia od tyłu, chociaż patrol mógł się zmienić zaraz po rozładunku. Szybko więc zarzucił o coś wystającego na dachu drut i przemieścił się na niego za pomocą wyciągarki w pasku. Rozglądając się po nim w poszukiwaniu strażnika którego zauważył wcześniej, tak też dostrzegł go tuż przed sobą po przeciwnej stronie dachu. Nie czekając aż ten się odwróci, zaczął jak najlżej potrafi biec w jego kierunku, w między czasie zaczepiając mały karabinek na drucie do rękojeści sztyletu. Od razu po tym rzucił nim w głowę strażnika który słysząc coś za plecami odwrócił się, dostając ostrzem między oczy. Dla pewności Mikael poprowadził jeszcze elektryczność przez drut by usmażyć ofierze mózg. Następnie podszedł ugięty do zwłok z przygotowanym drugim sztyletem, kilka razy dźgając nim serce mężczyzny w tym samym czasie wyjmując z jego głowy pierwszy. Zaryzykował wykryciem dlatego że zaraz obok było uchylone okno dachowe, które teraz miał zamiar wykorzystać by przedostać się do środka. Podszedł do niego i uchylił je mocniej zaglądając na dół. Wnętrze magazynu wypełnione kontenerami oraz skrzyniami, sprzyjające warunki do ukrywania.
    - Nikt z wewnątrz nie spogląda w twoim kierunku. - Usłyszał kolejny raz głos informatora. Od razu po otrzymaniu informacji zaczepił karabinek o krawędź okna i opuścił się w dół, znajdując się dzięki temu wyżej za jednym z kontenerów.

    Mikael

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Zacząłem, zgaduję że coś mi nie wyszło w tym odpisie więc nie przejmuj się kiedy napotkasz coś nierozumiałego xD ]

      Usuń
  161. - Dobro, huh… - mruknęła, wbijając wzrok w film. Podział świata na dobro i zło był dla niej taki sztuczny. Frustrowało ją w to zawsze w baśniach, ale widać tutaj też używano tego sposobu.
    Westchnęła ciężko.
    - Prędzej czy później będę musiała wrócić - odpowiedziała. - Nie mogę porzucić moich obowiązków.
    Nie ukrywała tego, że nie będzie mogła zostać w Mortiel na zawsze, ale nie potrafiła na niego spojrzeć, gdy przyznawała się do tego tak otwarcie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  162. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  163. [“zakończenie świata”? xD ]

    Też miała taką nadzieję, że nastąpi to jak najpóźniej. W sumie, wiele zależało od niej, ale nie wiedziała ile by będzie w stanie to pociągnąć. Wcześniej niespecjalnie chciała wracać ze strachu przed nowymi obowiązkami, teraz… Uniosła wzrok, by spojrzeć na Raya, którego niewielki uśmiech zdawał się trochę wymuszony. Teraz miała inne powody, by zostać.
    - Nie proponuj mi takich rzeczy, jeszcze spędzimy całą noc na oglądaniu filmów - westchnęła. - Jeszcze zapomnę dlaczego tu przyszłam.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  164. Chciała się odsunąć, gdy usiadł obok, ale gdy spojrzał jej w oczy, nie mogła się ruszyć. Jego słowa wywołały w niej tyle emocji, że nie była w stanie ich wszystkich rozpoznać. Miała mu tyle do powiedzenia, jednak wszystkie słowa utonęły w nagłym pocałunku. Zdrowy rozsądek kazał jej się wycofać, ale ona jedynie przymknęła powieki odwzajemniając pocałunek, czerpiąc przyjemność z każdej sekundy. Nie myślała o niczym, przez kilka chwil nie martwiła się przyszłość.
    Jednak to ona to wszystko przerwała, odrywając się od niego. Położyła dłoń na jego klatce piersiowej, odsuwając go trochę od siebie, by ich twarze nie znajdowały się, aż tak blisko.
    - Nie możesz mnie prosić, abym przy tobie była, równocześnie zapominając - powiedziała cicho. - Jeżeli nie będę się martwić to to “zawsze” okaże się bardzo krótkie. - Westchnęła cicho. - Chociaż to nie tak, że mogłabym zostać… - Jej dłoń, nadal znajdowała się na jego klatce piersiowej, zadrżała lekko, zaciskając palce na jego koszulce. - Niezależnie od tego jak bardzo oboje byśmy tego chcieli.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  165. Nie mogła zaprzeczyć, że w jakiś sposób ją ucieszyła jego propozycja, chociaż wiedziała, że by nie mogła mu tego zrobić. On nie należał do tamtego świata i chciała aby tak pozostało. Im mniej wiedział o jej obowiązkach tym lepiej. To nie była wiedza przeznaczona dla obcego.
    Ale skoro był obcy, to dlaczego ciepło jego ciała było jej tak dobrze znajome. Dlaczego pozwalała się nim otaczać? Dlaczego jej tego brakowało przez te ostatnie kilka dni?
    - Nie mogłabym cię zabrać… - mruknęła, ale nie dodała nic więcej. To była zbyt poważna sprawa, w której decyzji nie powinno się podejmować na tym etapie. Co prawda, miała świadomość, że w ogóle nie powinna doprowadzać do momentu, w którym ma miejsce jakaś decyzja. Powinna to wszystko uciąć w zarodku, zanim się za mocno rozwinie… Powinna.
    - Dziękuję za pozwolenie, teraz czuję się lepiej z faktem, że i tak i tak nie miałam zamiaru zapominać - dodała już nieco kąśliwie, unosząc głowę by na niego spojrzeć, przywołując na twarz delikatny uśmiech.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  166. Przygładziła włosy.
    - Jesteś - przyznała. - Jesteś cholernie uparty - westchnęła cicho. - Tego najbardziej się obawiam - dodała cicho, patrząc jak Ray znika za oknem.
    Chwyciła jego dłoń, korzystając z pomocy i już po chwili owiewało ją chłodne, nocne powietrze. Bluza dawała niewielkie zabezpieczenie, przez co czuła ogromną potrzebę znalezienia się jak najbliżej Raya.
    - Zimno… - mruknęła, unosząc głowę, by spojrzeć na gwiazdy, ale trafiła na jego twarz, znajdującą się bardzo blisko jej twarzy. Bywają gorsze widoki. - Ray… Chciałbyś założyć własną rodzinę? - zapytała nagle, przypominając sobie, że zadał jej to samo pytanie tutaj, na dachu. Chciała wiedzieć jak on widzi swoją przyszłość.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  167. [moi znajomi mnie zawsze poprawiają, gdy mówię “randomowe” xD ]

    Westchnęła cicho zadowolona. Przestawała bać się prosić o czułość, chociaż sama nie potrafiła za bardzo jej okazywać. To chyba dobrze. Przynajmniej nie jest jej zimno. Przynajmniej nie aż tak bardzo. Już czuła, że nos jej się czerwieni.
    - To że obawiasz się tego, że się nimi staniesz, chyba znaczy, że jesteś na dobrej drodze by się nimi nie stawać - stwierdziła, zerkając na niego kątem oka. - Chociaż radzę przemyśleć dom nad jeziorem. Z doświadczenia wiem, że to się wiąże z gryzącym robactwem* - dodała trochę żartobliwie. W końcu jej poprzednie miejsce zamieszkania się znajdowało nad jeziorem.
    Jego wizja brzmiała dość obco, jak coś co znajduje się kompletnie poza jej zasięgiem. Posiadanie podobnego marzenia byłoby dla niej cholernie niebezpieczne.
    - Chwila, gdzie chcesz wpadać? - zapytała marszcząc brwi, nie kojarząc za bardzo o co chodzi z “wpadką”. [HA. HA. HA.]

    Willow
    *fun fact! Mój research na temat komarów w Szkocji doprowadził mnie do highland midge, tylko że nie mogłam znaleźć polskiego wyrazu na to (swoją drogą, że specjalnie daleko nie szukałam).

    OdpowiedzUsuń
  168. Szturchnęła go lekko z łokcia pod żebra, gdy zaczął się śmiać. Znowu było jej głupio, że czegoś nie rozumie.
    - Mogłeś po prostu powiedzieć, że to potoczne określenie na niechcianą ciążę. Znam szczegóły techniczne - mruknęła trochę naburmuszona.
    Kichęła cicho. Zadrżała trochę z zimna.
    - U nas niektórzy nazywają to po cichu hańbą - dodała po chwili. W jej głowie pojawiło się wspomnienie Evelyn, w dniu gdy wróciła do Coeffin. Willow wtedy nazwała to zdradą. Jej rodzice z jakiegoś powodu nie nazywali tego w ogóle, po prostu przyjęli to do wiadomości. - Zdarzają się stosunkowo rzadko. Starają się wychowywać nas tak, byśmy seks traktowali jak obowiązek, nie przyjemność. - Zadrżała, ale razem nie z zimna. Powracały do niej te wszystkie momenty, gdy Evelyn starała się wytłumaczyć, ale Willow nigdy nie słuchała. - Więc mówiłeś, że prędzej będzie wpadka. Z kim masz zamiar wpadać, w takim razie? - zapytała lżejszym tonem, starając się nie wracać do siostry. Nie teraz. To nie był dobry moment.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  169. Wydała z siebie kolejne westchnienie zadowolenia, gdy przytulił ją mocniej. Magia ognia miała swoje zalety.
    Przeszedł ją przyjemny dreszcz, kiedy pocałował ją za uchem. Musiała się powstrzymać się przed poproszeniem go, by zrobił tak jeszcze raz.
    - To jak nie zapeszać, to nie będę pytać kto to. - Zniżyła również głos do szeptu, jakby właśnie wymieniali się ogromnymi tajemnicami.
    Wolała zażartować, niż powiedzieć, że ona nie może być tą “kandydatką”. Oboje już powinni o tym wiedzieć.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  170. Dzięki wyczulonemu przez lata instynktowi, Mikael odskoczył od miejsca w którym po chwili znalazł się nieznajomy osobnik osłaniający się ostrzem swojej broni w obawie przed natychmiastowym atakiem. Stał naprzeciwko niego w przygotowanej pozycji na lekko ugiętych kolanach, samemu bacznie przyglądając się nowemu przeciwnikowi. On pozostawał w milczeniu gdy ten niepotrzebnie się przywitał. Żniwiarz próbował ocenić możliwości ewidentnie młodego z twarzy mężczyzny jednak przeszkodziły mu w tym szumy w słuchawce którą miał w prawym uchu.
    - Upsik. Nie zauważyłam go... hehe. Tylko nie masakruj go za bardzo bo czas ucieka. - Mikael nie skomentował tego, chociaż jego ukryta twarz w tym momencie przybrała sceptyczną ekspresje. Lecz przyszedł czas by skupić się na eliminacji zaistniałego problemu, co nie spodobało się naszemu antagoniście. Błyskawicznie wyjął sztylety spod płaszcza z których ostrzy, przy kontakcie z jego dłońmi, wydobyły się pojedyncze iskry. Uzbrojony, z równą prędkością co wyjął broń, ruszył w kierunku czarnowłosego krzyżując po chwili ostrze prawego sztyletu z jego kataną. Jednak wygląda na to że tsuka ów miecza nie była w stanie przeprowadzić szoku z ostrza na ciało dzierżyciela. Mikael więc ciągle krzyżując ostrze wykonał obrót w tył na plecy przeciwnika by go dźgnąć lewym sztyletem z następującym temu równie błyskawicznym cięciem prawego sztyletu.

    Mikael

    [ Znam ten ból. Mimo tego że mam wrażenie że teraz mam wenę ciągle mi coś nie wychodzi. Mam nadzieję że opisałem wszystko przejrzyście :v I nie przejmuj się, nie zauważyłem niczego do poprawy. ]

    OdpowiedzUsuń
  171. Zgodziła się, by wrócić do środka, pomimo tego że siedziało się całkiem przyjemnie. Jednak była chyba zbyt chłodno ubrana. Ale może to i dobrze, rzeczywiście zaczynała zapominać po co tu przyszła. Nie patrzyła w dół, polegając bardziej na nim. Nie chciała powtarzać tego co stało się ostatnio. Udało jej się spokojnie odetchnąć, dopiero gdy tylko znalazła się w środku. Kichnęła jeszcze - efekt przebywania na zimnie.
    - Masz kolejny świetny pomysł, by jeszcze nie iść spać? - Uniosła brew, nawet nie odpowiadając na jego pytanie. Westchnęła cicho. - Ray, kiedy indziej chętnie spędzę z tobą noc, ale dzisiaj przyszłam… - Urwała swoją wypowiedź w połowie, uświadamiając sobie jak ją otworzyła [ja naprawdę przez przypadek xDD ]. Zaczerwieniła się cała, odwracając wzrok, zaciskając palce na mostku nosa. - Nie powiedziałam tego - wymamrotała. - Jeżeli zaczniesz się śmiać, to wyrzucę cię przez okno.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  172. [nie pitol, ja tu jestem od narzekania :P ]

    Cały się poduszką zasłonić nie mógł, więc gdy chronił okolice głowy, ona wycelowała gdzieś pod żebra. Nie za mocno, aż tak wiele siły i tak nie miała, a tamto miejsce i tak boli. Mogła zawsze celować gdzie indziej.
    - A ghlaoic - mruknęła, siadając na podłodze, plecami opierając się o łóżko. Skrzyżowała ręce na piersi. - Dzisiaj przyszłam tu w konkretnym celu - dokończyła przerwaną wypowiedź. Jej policzki nadal pozostawały lekko zaczerwienione. - Rozumiem, że perspektywa kolejnej nocy koszmarów nie jest przyjemna, ale prędzej czy później musisz stawić temu czoła. - Spojrzała na niego poważnie. - A z tego co mi mówiłeś, “później” jest teraz.
    Zakładała, że Ray odwleka to z powodu koszmarów, a nie ze względu na nią. Co prawda nie było to najgorsze odwlekanie na świecie i z chęcią by je kontynuowała… oglądając na przykład kolejne Star Warsy, ale Ray już naprawdę ignorował problem już wystarczająco długo.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  173. Uśmiechnęła się zadowolona, rozcierając miejsce w które dostała od niego poduszką. Mógł być na nią zły, ale przynajmniej zmusiło go to do pójścia spać. Nie musiała nawet wyciągać karty “myślałam, że jesteś odważniejszy”.
    Wyłączyła lampy, pogrążając pokój w ciemności. Z jej dłoni wyleciała kulka białego światła i zawisła nad jej głową, rozjaśniając otoczenie. Usiadła na fotelu, wyciągnęła sudoku z torby i zajęła umysł cyferkami. Nocne czuwanie nie było jej obce.
    Spokój trwał przez ponad godzinę, a potem zaczął się dusić. Nie wiedziała czy może go obudzić, z tego co mówił rozumiała, że dawał radę sobie sam. Jej ingerencja mogła mu tylko zaszkodzić, szczególnie że nie znała natury tychże snów. Zapaliła z powrotem światło, kulka zniknęła. Zostało jej czekać, co było wręcz nie do wytrzymania. Starała się podchodzić do tego z dystansem, ale była zbyt emocjonalnie uwikłana. Serce ściskało jej się boleśnie, gdy stała bezczynnie, jedynie czekając, patrząc jak sińce pojawiają się na jego szyi.
    Znalazła się przy nim, gdy tylko się podniósł, kaszląc potwornie.
    - Ray, to już koniec - zaczęła do niego mówić, starając się powstrzymać drżenie głosu. - Jesteś już w domu. - Położyła mu dłoń na ramieniu, nie wiedząc jak inaczej przywrócić go do rzeczywistości. Widziała jak nadal się dusi, ale nie mogła w tym momencie wiele zrobić.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  174. Odnalezienie dla siebie kilku chwil spokoju, w ostatnim czasie, było praktycznie niemożliwe, ze względu na dwójkę małych lokatorów, którzy już na stałe zamieszkali w jej czterech ścianach. W końcu mogła wziąć bliźnięta do siebie, przez co byłą niesamowicie szczęśliwa, ucierpiał na tym jednak jej wolny czas. Oboje potrzebowali od niej tej miłości i czasu, bo do tej pory widywali matkę kilka razy w miesiącu, wiec teraz cała trójka musiała to nadrobić. Spacery, specjalne wyjścia z dzieciakami do zoo, lodziarni czy na place zabaw były dla niej niesamowitym przeżyciem, bo znów mogła poczuć się jak dawniej, ale wieczorami bywało że nie miała sił na nic innego, niż legnięcie na kanapie. Dziś wyrwała się na jakiś czas z domu wraz z dwójką znajomych poszli na dwa piwa. Chłopaki po prostu chcieli, by dziewczyna jakoś się rozerwała. Wszystko było dobrze i bawiła się doskonale, jednak po jakimś czasie oboje rozeszli się do swoich domów, a ona pozostała sama powoli sącząc piwo. I tak niedługo miała się zbierać, jednak wtedy do baru weszła znajoma jej osoba.
    Ray nie wyglądał dobrze, wręcz przeciwnie i gdyby nie ten fakt, pewnie nie zwróciłaby na niego większej uwagi. Do tego miała pewne wyrzuty sumienia po tym, jak potraktowała go ostatnim razem, ale jej dziwny system obronny właśnie tak działał. Chłopak wkraczał do jej prywatnego życia i poczuła się zagrożona i prawdopodobnie przez to, tak źle go potraktowała.
    - To co wcześniej- poprosiła barmana, a jej wzrok z niego, przeniósł się na przemoczonego chłopaka któremu posłała ciepły uśmiech.- Cześć.- założyła włosy za ucho i obróciła się do niego przodem, uważnie obserwując całą jego posturę.- Miło znów Cię spotkać, tym razem poza pracą.
    Zgrabnie usiadła na wolnym miejscu, jedną z dłoni podpierając polik.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  175. Ray wyglądał źle, widać to było przede wszystkim po jego oczach i mimo że wcale go nie znała, była pewna tego że coś go nie pokoi czy coś złego dzieje się w jego życiu. Spotkała aż nazbyt wiele załamanych osób, by ich nie rozpoznawać, bo takie rzeczy były widocznie nie tylko w ich oczach, ale i po swoistym zachowaniu wobec świata. Niektórzy po prostu odcinali się od wszystkiego, ale najwyraźniej Ray nie należał do takich osób. Wolał schować swoje troski za maską, jaką sobie wytworzył chcąc pokazać światu, że u niego wszystko jest w porządku. Ona robiła tak do teraz, więc tym trudniej byłoby ją oszukać.
    - Nie, byłam ze znajomymi ale niedawno wyszli. - przyznała się stukając swoim szkłem o jego, zaraz podstawiając piwo do ust by wypić z niego kilka łyków. Na jego słowa o pięknej i kruchej kobiecie zareagowała już tradycyjnie, na jej polikach pojawił się zaraz przyjemny róż, a ona odwróciła speszona od niego wzrok wbijając go w grupkę kobiet stojących nie daleko, które chichotały co jakiś czas. Wiedziała, że jest atrakcyjną kobietą i mogłoby się wydawać po jej posturze, że jest nieporadna względem agresorów ale wyglądało to zupełnie inaczej gdy poznało się ją lepiej. A do komplementów nie przywykła, zwłaszcza że rzadko ktoś jej takie prawił. Pokręciła głową przecząco na widok papierosów, jakie zostały wyciągnięte w jej stronę. - Nie, dziękuje- odstawiła szkło na blat baru, powracając wzrokiem na chwilę w oczy Ray'a, gdy jej twarz powróciła już do mniej więcej normalnych, bledszych kolorów.- Potrafię sobie poradzić, mimo że nie wyglądam. A Ty?- uniosła jedną brew ku górze, obracając się szybko przodem do blatu, wykładając się na nim nieco wygodniej. - Często tu wpadasz?- zagaiła, by pociągnąć jakąś tą rozmowę. Lepiej już z kimś rozmawiać, z kimś kogo zna się choc trochę, niż starać się spławić jakieś pijane osoby, które się nią zainteresują.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  176. Zawahała się, kiedy oparł czoło na jej ramieniu - gest który już rozpoznawała, mogła wręcz oczekiwać, że go wykona. Przez kilka pierwszych sekund czekała na dalszy rozwój wydarzeń, ale gdy to nie nadeszło, po prostu go przytuliła. Tak jak wtedy, po rytuale. I zdawało się to być najbardziej naturalną rzeczą na świecie.
    - Już nie jesteś sam… - wyszeptała, palcami muskając go po włosach, jakby nie mając jeszcze śmiałości, by po prostu je pogłaskać.
    Czekała na niego cierpliwie, dając mu tyle czasu ile potrzebował. Po kilku minutach, odezwał się, a jego słowa ją trochę zdezorientowały.
    - Dlaczego? - zapytała, za bardzo nie kojarząc o czym Ray dokładnie mówi.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  177. - Pierwszy raz tu jestem- przyznała wzruszając lekko ramionami. Była to prawda, bo od dawna nie była stałym bywalcem jakichkolwiek barów, chyba się zestarzała na takie zabawy, wolała raczej ciepło własnego domu, ale raz na jakiś czas można było gdzieś wyjść. Tak było i dzisiaj. - Bo spadł mi kamień z serca- przyznała, patrząc na niego uważnie, zaraz potem na jej twarzy znów pojawił się uśmiech. Nie chciała mówić mu o tym, ze Nari pojawiła się niedawno w jej życiu, może nie tak jak ona tego chciała, ale zawsze to coś.
    - Po prostu coś się zmieniło na lepsze.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  178. [ej, to nie jest pierwszy raz… czy jest? chyba pierwszy raz jak robi coś w pełni władz umysłowych. o bogowie, nic tylko czekać na to co się stanie za kolejne sto komentarzy xD ]

    Zmarszczyła brwi, coraz bardziej się gubiąc.
    - Wydaje mi się, że nie… ale brzmisz jakbyś mówił przez sen, bo gadasz jakieś głupoty. To może rzeczywiście jeszcze śpisz - stwierdziła rzeczowym tonem.
    Westchnęła ciężko, zaciskając palce na jego koszulce.
    - Ty nie masz pojęcia ile dla mnie znaczy, to że pokazujesz mi swoją słabą stronę - wyszeptała.
    Może i nie chciał, aby go takim widziała, ale jednak na to pozwolił w końcu i to było dla niej cholernie ważne. Już wchodziła w interakcje z osobami, które grały tylko jedną rolę, pokazywały tylko jedną stronę. Jednak prawdziwi ludzie byli wielowymiarowi. A Willow coraz bardziej chciała żyć w prawdziwym świecie.

    (nieogarniająca) Willow

    OdpowiedzUsuń
  179. [CHWILA, NIE, ZARAZ. NIC TAKIEGO NIE POWIEDZIAŁAM. XD ]

    Pokręciła głową.
    - Nie, ślady pojawiły się samoistnie - odpowiedziała, wzrok kierując na jego szyję, pokrytą sińcami. - Co oznacza, że to raczej nie… - Zacisnęła palce na mostku nosa, wyraźnie się nad czymś zastanawiając.- Nekromanci są w stanie zsyłać koszmary na kogoś. Sama umiem to zrobić. Ale z tego co mi wiadomo, okaleczenia są zadawane przez samą osobę nawiedzaną. - Zamilkła na chwilę. - Poza tym jesteśmy dość konsekwentni w naszych nawiedzeniach. Mówiłeś, że koszmary odeszły na jakiś czas, tak? - Zaczynała wchodzić w swój tryb roboczy, starając się już połączyć szczątkowe informacje, przygotowując się do bardziej szczegółowej pracy.

    [btw, masz jakiś plan skąd te koszmary, czy po prostu, go with the flow? :DD ]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  180. W przeciwieństwie do chłopaka, ona piła powoli, wręcz delektowała się resztką alkoholu jaka jej została, nie chcąc wrócić do domu ani pijana, ani wstawiona. Nie wypadało jej. Do tego nie chciała, by maluchy widziały ją w tak haniebnym stanie, bo gdyby nadal mieszkała sama, pewnie nie skończyłoby się na dwóch piwach, ani tak wczesnym powrotem do domu.
    - Też się cieszę- przyznała stukając się z nim szkłem, po czym dopiła ostatki alkoholu, odstawiając szkło już daleko od siebie, tym samym dając znak, że więcej alkoholu nie tknie.- Może nie jesteśmy ze sobą blisko, ani praktycznie się nie znamy ale chciałabym spytać... wszystko w porządku?- spytała nagle, przekrzywiając głowę nieco w jedną ze stron.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  181. [stresujesz mnie bardziej niż ten egzamin. wiesz co to oznacza? MORE FARMING. :DDDDD ]

    - Czy w ogóle jesteś w stanie zasnąć po czymś takim? - zapytała.
    Sama miała problemy z koszmarami, jednak żadne nie pozostawiały po sobie takich śladów. Jedynie mogła sobie zrobić krzywdę przez przypadek, gdy się rzucała w łóżku. Nabić sobie siniaka, co najwyżej. A siniaki nie były niczym nowym u niej, nie przy sposobie do którego podchodziła do walki.
    Gdy złapał ją za rękę i spojrzał jej w oczy, odwróciła wzrok rumieniąc się lekko. Atmosfera się jakby trochę zmieniła, nie wiedziała co ma o tym myśleć. Dopóki oczywiście nie powiedział kolejnej rzeczy, która nie trzymała się kupy. W sumie, trochę się trzymała, ale Willow miała nadzieję, że już nie będzie gadał takich rzeczy.
    - Dlaczego? - Spojrzała na niego, marszcząc brwi. - Czy jest gorzej ze mną? - To była jakaś możliwość. Może jego stan umysłowy jakoś wpływa na koszmary i różni się on w zależności od tego, czy Ray jest sam, czy może z inną osobą.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  182. Dziewczyna nawet nie miała powodów do tego, by w jakiś sposób naskoczyć na chłopaka, zwłaszcza że nie każdy w tych czasach był szczery, a gdy już takie osoby spotkała to zaczynała je w jakiś sposób doceniać. Posłała Ray'owi następny uśmiech, kiwając twierdząco głową na znak, że rozumie.
    - Nie chcę wracać pijana do domu.
    Wolała kontynuować poprzedni temat, widząc że chłopak niechętnie zechce opowiedzieć jej o szczegółach jego złego samopoczucia, a ona nawet nie chciała o tym wiedzieć. Nie interesowały ją szczegóły, po prostu widziała, że źle się czuje więc chciała go jakoś zagadać by oderwał myśli od tych złych chwil. Najwyraźniej, udało się jej i była z tego faktu nawet zadowolona.
    Kątem oka rozejrzała się po barze, czując na sobie wzrok kilku osób, lecz nie zrobiła tego, by odnaleźć dla siebie nowego towarzysza rozmów. Po prostu. sprawdziła kto siedzi w klubie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  183. [a idź Ty. będę bardzo pod wrażeniem, jeżeli będziesz pamiętać o tym za te 98 komentarzy xD farma spoko, nie mogę się zdecydować na męża.]

    - Kiedy mdlejesz? - powtórzyła za nim. - Przynajmniej nie muszę ci mówić jak niebezpieczny jest brak snu - stwierdziła kwaśno.
    Rozumiała jego opory, pewnie sama by nie chciała wracać do snu po czymś takim. Zmuszanie go do spania w takiej sytuacji zdawało się na miejscu, jednak wiedziała, że przy takim trybie życia długo nie pociągnie.
    - Boisz się, że to zaraźliwe? - Uniosła brew, bardziej zirytowana, niż ujęta jego słowami. - Z tego co wiem klątwy nie przenoszą się drogą kropelkową, a jeżeli tak, to w takim razie już dawno powinnam być zarażona. - Pokręciła głową, krzyżując ręce na piersi. - Jeżeli naprawdę się boisz to powinniśmy ograniczyć kontakt do minimum. - Wstała z łóżka i podeszła do swojej torby, by zgarnąć swoje rzeczy. - W innym razie, zamiast martwić się głupotami, to proponuję poszukać zaklęć, które pozwolą na określenie czy to właściwie jest klątwa, nawiedzenie, czy cokolwiek innego.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  184. [pozostaje mi mieć nadzieję, że to będzie wpadka natury dziury w ziemi.]

    Serce jej zamarło na chwilę, gdy usłyszała, że od dzisiaj się do niej nie odzywa. Zaraz. Nie tak sobie zaplanowała kolejne kilka dni. Chciała spędzić z nim trochę czasu, przed wyjazdem. Nie codziennie, ale chociaż trochę.
    Jego pocałunek jedynie jeszcze bardziej ją otumanił, chociaż już chyba nie powinien był jej zaskoczyć. To w końcu nie pierwszy raz, gdy Ray ją całował, a potem zostawiał skonfundowaną.
    Powinna w tej sytuacji pozostać tą dojrzałą częścią. Nie mogła po prostu zwiać, jak on. Poczeka na niego, a jak wróci to porozmawiają spokojnie.
    Chwyciła poduszkę i rzuciła nią w drzwi za którymi kilka minut temu zniknął Ray. Czemu to ona ma być dojrzała? To on nic nie rozumie. Swoją drogą, że niewiele mu powiedziała, ale… może się domyślić! O!
    Z jakiegoś powodu wiedziała, że to najgorsze myśli, jakie mogłaby mieć, ale nie mogła już ich powstrzymać. Nie będzie tu na niego czekać, bo on postanowił “opuścić ją na trochę” nic jej nie tłumacząc.
    Zgarnęła sudoku do torby i wyszła z jego pokoju kierując się do swojego. Dobrze, że do siebie daleko nie miała. Gdy już tylko znalazła się za drzwiami, rzuciła torbę na podłogę i walnęła się na łóżko. Byt wydawał się zadowolony, jakby mówił gdzieś tam w swoim wymiarze “a nie mówiłem?”.
    - Ty też się zamknij… - wymamrotała w poduszkę. Ją już coś nawiedzało, coś co nie pozwoli wejść na swój teren, ale to nie tak, że mogła o tym powiedzieć komuś obcemu.

    Willow
    [staph acting like child, Willow, geez.]

    OdpowiedzUsuń
  185. Zdziwiła się nieco na widok dziesięciu kieliszków wódki, które zamówił chłopak, jednak na jej twarzy nieco później pojawił się szczery uśmiech. Skoro chciał zagrać, niech będzie. Była pewna swojego zwycięstwa, jedynie przez swoje założenie o tym, że więcej nie pije. Miała zamiar dotrzymać swojej obietnicy.
    - Pytanie- odparła pewna siebie, patrząc wyczekująco na to, aż w końcu je zada. Jej nic chyba nie powinno zaskoczyć.

    Melanie
    [ Będzie dłużej, obiecuje.]

    OdpowiedzUsuń
  186. Gdyby obudziła się wyspana, to pewnie by ją zaskoczyło to z jaką łatwością zasnęła. Jednak paraliżujący ból głowy, suchość w ustach oraz niewyraźne wspomnienie snu, który powoli nabierał szczegółów, pozwoliły jej wysnuć jakieś wnioski. Byt chciał porozmawiać, co raczej jej nie zaskoczyło. Podczas snu krótkotrwałe umocnienie ich więzi było łatwiejsze, ale nadal potrzebowało dużej ilości energii. Więc oczywiście wykorzystał jej, jako że w końcu “jej energia się odbudowuje, a jego już nie”.
    Dzień zapowiadał się więc na łóżkowy, nie spodziewała się, że będzie musiała się ruszać. Co prawda odwodnienie dawało jej się we znaki, ale powinna wytrzymać do wieczora. Jeszcze sobie krzywdę zrobi, jeżeli wstanie.
    Odetchnęła głęboko wpatrując się w sufit. W jej głowie panował jej własny mętlik, nie naruszany cudzymi emocjami. Czuła się z tym trochę samotna, ale może to przez to jak sprawa z Rayem się potoczyła. Pewnie tak. Nieobecność bytu powinna raczej cieszyć, nawet jeżeli była tylko chwilowa.
    Starała się zasnąć na nowo, ale migrena na to nie pozwalała. W dodatku słońce uporczywie zaglądało jej w okno, a ona zapomniała wczoraj zaciągnąć zasłonki. Odruchowo chciała ten fakt naprawić magią, co tylko wywołało nieprzyjemne ukłucie w okolicach potylicy. Zapomniała dlaczego jest w takim stanie.
    Powolnie zaczęła wstawać. Wygramoliła się z łóżka, na drżących nogach kierując się w stronę okna, mrużąc oczy. Było stanowczo zbyt jasno. Opierała się o każdy mebel po drodze, chwiejąc się niebezpiecznie. W końcu udało jej się chwycić zasłony, teraz tylko musiała wydobyć z siebie resztki siły, aby je zaciągnąć i…
    Pukanie do drzwi. Głos Raya. Zawiesiła się na chwilę zarówno umysłowo, jak i dosłownie. Zasłonki długo nie wytrzymały, zerwały się z łatwością, a Willow nie utrzymała równowagi lecąc na podłogę. W jej odczuciu cała sytuacja była dość głośna, ale dla niej obecnie wszystko było głośne.
    - Shite… - wychrypiała, nie mogąc się wygrzebać spod zasłonki.
    Przynajmniej było jej ciemno, chociaż trochę duszno. Z jej nosa zaczęła płynąć krew, ale nawet nie poczuła.

    I'm-not-drunk-I-swear Willow
    [to chyba jednak w wątku :DDD ]

    OdpowiedzUsuń
  187. [działam szybko. chcesz wpadki, masz wpadki.
    ale jutro to będzie dopiero wpadka.]

    Wszystkie jego słowa odbijały się nieprzyjemnym echem w jej głowie. Chciała mu powiedzieć, aby się w końcu zamknął, ale jej gardło odmawiało już posłuszeństwa. Zostało jej tylko pozwolić się zanieść do łóżka i wysłuchiwać jego narzekania. Utrzymanie się w pozycji siedzącej jeszcze nigdy nie było tak trudne. Gdyby nie jego pomoc to już dawno by albo padła na materac, albo z powrotem na podłogę.
    Chciała się wyrwać z jego objęć, bo jeszcze go krwią by zabrudziła, ale nie miała siły.
    - Podnieś jeszcze głos… - zdołała w końcu wychrypieć. - Chyba ludzie z drugiej półkuli cię jeszcze nie usłyszeli… - Skrzywiła się.
    Chciała się położyć, w ciszy. Może się wody napić. Nie mogła się teraz tłumaczyć. W końcu to nawet nie była jej wina. No dobra, zasłonki to były kompletnie przez nią, ale wszystko inne już nie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  188. [no, dzisiaj na dziesięć osób, zdały dwie, więc ten tego... xD ]

    Nie podobało jej się, że tu był. Obawiała się tego, co może wywnioskować z papierów pokrywających ściany. Co prawda tylko niewielka ich część była po angielsku, ale miały też dużo rysunków.
    Zaczynała powoli rozumieć co to znaczy “słyszeć jak kurz opada”. Z trudem uniosła dłoń, zakrywając Rayowi usta, gdy nie przestawał gadać.
    - Migrena - syknęła tylko, odbierając od niego szklankę, czując dozgonną wdzięczność.
    Musiała trzymać ją obiema dłońmi, bo ręce jej się trzęsły z wysiłku. Trochę wody i tak się ulało, ale udało jej się napić, chociaż i tak podeszła do tego zbyt łapczywie i się zakrztusiła. Zaniosła się rozrywającym kaszlem.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  189. Nie miała zamiar dotknąć nawet szkła, w którym znajdował się alkohol, dlatego cały czas będzie wybierała pytania. Ray nie powinien liczyć na więcej z jej strony, jeśli chodziło o picie. Na jego pytanie wzniosła oczy ku górze, licząc w głowie kiedy w Mortiel pojawiła się po raz pierwszy, szukając w głowie momentu gdy przekroczyła barierę. To wspomnienie było naprawdę świeże, mimo że upłynęło już tyle lat, nadal pamiętała wszystko tak, jakby działo się to wczoraj.
    - Około czternastu lat- przyznała się, mrużąc oczy jakby się nad czymś głębiej zastanawiała.- Wcześniej żyłam w świecie ludzi- spojrzała na niego już pewniej, myśląc uporczywie nad swoim pytaniem. Nie było nic w jego życiu, co chciałaby poznać, ale jeśli już musi. Takie gry najwyraźniej jej nie wychodziły, ostatnia przykładowo skończyła się czymś naprawdę niemiłym, gdy grała z Akelą i Lexi. Tym razem musiało być inaczej.
    - Pytanie? Shot?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  190. [jestem chyba za mało pozytywna D: ]

    Odstawiła szklankę na szafkę nocną. Gdy podał jej tabletkę, pokręciła głową, co też wywołało falę bólu. Skrzywiła się.
    - Nie mogę brać waszych leków - powiedziała jeszcze bardziej zachrypniętym głosem.
    Całe życie leczono ją magią, ewentualnie wspomagano się zielarstwem. Leki syntetyczne były dla niej trujące, w najgorszych wypadkach śmiertelne. Jej organizm był kompletnie do nich przystosowany.
    Skuliła się, gdy przykrył ją kołdrą. Z jakiegoś powodu czuła jakieś takie niewielkie zadowolenie. Chociaż część jej nadal się obawiała o to co Ray może zobaczyć, to ta inna część wolałaby aby przy niej został.
    - Ray… zgasisz słońce? - wyszeptała, przymykając oczy. Jej cała operacja nie zakończyła się sukcesem, przez co w pokoju, nadal było dla niej stanowczo za jasno.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  191. - Nie jest źle. Lepiej niż w świecie ludzi, bo tu możemy być sobą, ale zmieniłabym kilka spraw.- uśmiechnęła się do niego lekko. Nie wiedziała jakie pytanie mogłaby mu zadać, więc musiała się myśleć dłuższą chwilę, zanim je zadała. Na nowo przeczesała swoje długie włosy, tym razem tak, by nie opadały jej na ramię.
    - Trudno jest się dostać do Gildii?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  192. [no i nie zdałam, ale przynajmniej pani profesor była miła.]

    Mruknęła z zadowoleniem, gdy pokój ogarnęły jako takie ciemności. Musiała przyznać, że trochę się obawiała momentu w którym jej siły powrócą, a wraz z nimi byt. Otworzyła jedno oko, by spojrzeć na Raya. Napotkała jego łagodny uśmiech, który dziwnie zaparł jej dech w piersiach. Pomyślała że mogłaby się do tego przyzwyczaić. Otwierać oczy i widzieć jego uśmiech, i o czym ona znowu myśli, gdzie jest byt gdy go potrzebuje? Zarumieniła się lekko i schowała twarz w poduszkę.
    - Miałeś się do mnie nie odzywać… - wymamrotała, nie patrząc na niego. - Dobrze, że jesteś taki niekonsekwentny.
    Ból głowy nie ustawał, ale chciała wykorzystać ten moment w którym nikt ich nie słuchał, kiedy miała swój umysł tylko dla siebie.
    - Przepraszam… że nie potraktowałam twoich obaw poważnie - odezwała się po chwili. - Zdenerwowałam się, bo to nie jest pierwszy raz, kiedy ktoś stwierdza, że to mnie trzeba chronić. Nie skończyło się to wtedy dobrze. - Serce biło jej jak oszalałe ze zdenerwowania. Była zwyczajnie zestresowana.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  193. - Pytałam z czystej ciekawości- powiedziała uśmiechając się do niego całkiem miło. Nie miała zamiaru dołączać do gildii, wolała spokojne życie jako zwykły obywatel Mortiel. W planach nie miała uganiać się za zleceniami, a Gilda właśnie tego oczekiwała od swoich ludzi. - Sądziłam, że każdy tam przechodzi różnego rodzaju, niewykonalne testy po których osądza się, czy może wejść do Gildii czy też nie. Najwyraźniej było to błędne myślenie. - odsunęła od siebie wszystkie shoty, z zainteresowaniem patrząc na jego nowe zamówienie. - Tak, wybieram pytanie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  194. - Przez pierwsze lata nauki jest prosto, później jest trochę ciężej, ale jeśli przykładasz się do nauki, masz czas i jesteś w porządku dla nauczycieli, to etap szkolny minie Ci całkiem przyjemnie. Lekcje są ciekawe, zwłaszcza te, gdzie wykorzystuje się swoje umiejętności czy uczy się o magicznych stworzeniach. Matematyka, chemia, fizyka są ... normalne i nic w tym fascynującego. Przynajmniej dla mnie- wzruszyła ramionami. Dla niej niektóre przedmioty w szkole sprawiały problemy, owszem, jednak gdy tylko się przyłożyła zaczęło być to o wiele łatwiejsze. Szkołę skończyła z naprawdę dobrymi wynikami, bo większość wolnego czasu wykorzystała na naukę, a z wyników cieszyła się niesamowicie. Dlatego też dostała się na aktualny kierunek.
    Czas mijał im dość szybko i oboje ciągle wybierali pytania. Melanie już trochę dłużyła się ta rozmowa, jednak grzecznie nadal odpowiadała na jego pytania, udając zaciekawienie, do czasu gdy ktoś do nich nie podszedł śmiejąc się cicho.
    - Można się przysiąść?- spytał barczysty mężczyzna, przejeżdżając po chłopaku nieprzyjemnie, w końcu wzrok zatrzymując na niej, na co nieprzyjemnie zmarszczyła brwi. Nie lubiła takich przyjemniaczków.
    - Wybacz, ale my z kolegą wolimy swoje towarzystwo- chciała jakoś go spławić, delikatnie i nawet uśmiechnęła się przepraszająco, ale ten już zaciskał dłoń mocniej na przedramieniu maga.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  195. [nie wiem to Ty jesteś od odliczania xD no jeszcze mam niby drugi termin w przyszłym tygodniu… no i drugi egzamin, który jeszcze nie wiem oficjalnie, że oblałam, ale czuję to w kościach.
    btw, " Pierwszy raz znajdował się w takiej sytuacji. Przynajmniej jeśli chodzi o kobiety." should I see what you did here? :P ]

    Parsknęła cichym, krótkim śmiechem, spoglądając znów na niego.
    - Wiesz, że jakoś się żywiłam przed poznaniem ciebie, prawda? - wymamrotała. - Nie możesz mnie tak rozpieszczać. Jeszcze się do tego przyzwyczaję. - Przymknęła oczy skupiając się na jego dotyku i słowach. Oboje się o siebie martwili i chcieli się nawzajem chronić, ale czuła że niedługo będą musieli wspólnie znaleźć jakiś balans, między przejmowaniem się, a dawaniem sobie przestrzeni. To była dziwnie dojrzała myśl. Będzie ją musiała przekazać później, gdy już lepiej się poczuje.
    - Ale ja lubię twoją jadaczkę - mruknęła bez zastanowienia. Odwróciła twarz od niego znowu starając się ukryć rumieniec. - Nie chcę jeszcze iść spać… - wymamrotała w poduszkę. - Jak zamykam oczy to mniej boli.

    Willow

    OdpowiedzUsuń