sobota, 8 kwietnia 2017

Z marzeniami przez życie...


Glen Raider
21-lat | Salree | Człowiek | Niewolnik | Oczytany | Kochający muzykę oraz tętniący życiem port | Obserwuje istoty magiczne, gdy tylko ma wolną chwilę | Gra na gitarze i pianinie (choć to drugie jedynie dla kaprysu jego właściciela) | Osierocony dawno temu z zanikiem pamięci | Pierwsza chwila w pamięci - zakładana obroża w wieku 8 lat |


Historia | Powiązania |  



[To tyle ode mnie. Skąpo, ale na temat. Karta w miarę możliwości będzie uzupełniana. Na wątki chętna wszystkie!]

120 komentarzy:

  1. | Cześć, cześć. Pozwoliłam sobie edytować twoją KP, używając kodu ze wzroku KP. Życzę powodzenia z postacią oraz baw się dobrze na blogu! :3 |

    Ýril

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam cieplutko na blogu! Życzę udanych wątków i jak najwięcej powiązań. Jestem bardzo ciekawa jak człowiek będzie czuł się w naszym miasteczku, więc zapewne będę stalkować wątki hehe ^^]

    Akela/Febe

    OdpowiedzUsuń
  3. [ I ja również się witam z nowym autorem. Życzę, by Glen'owi spodobało się w Mortiel i oby traktowali go jakoś dobrze, bo chłopak jest uroczy. Ciekawych wątków i powiązań, a w razie czego zapraszam do siebie.]

    K. Imito
    M. Miroki

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jeżeli masz jakiś pomysł to Akelą bardzo chętnie odważę się na wątek ^^]

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Witam serdecznie! Nie spodziewałam się, że ktoś stworzy niewolnika, ale zawsze miło popatrzeć na takiego i się dowartościować społecznie, czy coś. XDD Mam nadzieję, że znajdziesz u nas ciekawe wątki i będziesz się dobrze bawić! :3
    Zapraszam do siebie w razie chęci i pomysłów, bo mi niestety takowych brakuje. :c ]

    Garrus & Yensen

    OdpowiedzUsuń
  6. Akela dzisiejszego dnia miała luźniejsze zajęcia. Idealnie, gdyż szykowała się na swój pierwszy, oficjalny, taneczny występ. Oczywiście miała już takich występów wiele w swoim życiu, jednak dotyczyły one jedynie baletu. Jej rodzina nie przyjmowała do wiadomości, że dziewczyna lubi również inne rodzaje tańca. Na szczęście od dłuższego czasu nie mieszkała z rodziną i mogła pozwolić sobie na swobodne treningi. Chciała zagrać rodzicom na nosie i pokazać swoje prawdziwe ja, nie nudne figury baletowe, ale swoje emocje, to, co w niej od zawsze drzemało. Zdawała sobie sprawę, że zmieni to całkowicie cały pokaz, gdyż, według repertuaru Aki ma wystąpić jako baletnica. Mimo swoich odważnych planów Wilczyca mocno się stresowała. Nadal była dość wstydliwą osobą, więc uznała, że publiczne wystąpienie dnia dzisiejszego pozwoli jej pewniej podejść do tematu. Właśnie dlatego pojawiła się na dziedzińcu szkoły. Tutaj spotykało się sporo istot, więc ich obecność potraktowała jako przyszłą widownię. Weszła na środek w swoim czarnym body i włączyła muzykę. W pierwszej minucie stresowała się wyraźnie, jednak zaraz poczuła muzykę i zaczęła tańczyć tak, jakby nikogo przy niej nie było. Czasem nawet uśmiechała się do samej siebie szeroko. Kiedy skończyła przymknęła oczy ciężko oddychając, była z siebie zadowolona. Nagle usłyszała klaskanie. Podniosła szybko powieki i zalała się rumieńcem. Przez chwilę obserwowała chłopaka w milczeniu, z lekko uchylonymi ustami, zaraz jednak uśmiechnęła się delikatnie i zerknęła w ziemię.
    - Dziękuję - odpowiedziała, automatycznie węsząc w powietrzu. Poczuła coś dziwnego. Wstyd z jej twarzy zaraz zniknął, a ona zbliżyła się do nieznajomego węsząc przy nim. Zrobiła trochę zaskoczoną minę stojąc bezpośrednio przed jego twarzą. Dzieliło ich może jakieś pięć centymetrów.
    - Jesteś człowiekiem? - zapytała najciszej jak umiała, nie spuszczając z niego błękitnych oczu.

    Akela

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Przepraszam że dopiero teraz ale byłem pewien że się przywitałem xD Tak czyś jak pomijając mój błąd, witam serdecznie! Mam nadzieję że zaklimatyzujesz się tu szybko, będziesz mieć mnóstwo wątków i przede wszystkim kupe zabawy. Ja sam chętnie zgłoszę się po wątek, miałbym nawet pomysł na jeden ale nową postacią którą mam zamiar jak najszybciej wypuścić. Viva meine wena.
    Pozdrawia Wujek Dragon ]

    Dyrus Riokru

    OdpowiedzUsuń
  8. Aki równie odruchowo spojrzała na jego szyję, widząc gdzie zmierza dłonią. Uśmiechnęła się delikatnie. No tak, skoro był człowiekiem to musiał nosić obrożę, nie dziwne, że miał tak wysoko zapiętą kurtkę. Wilczyca cofnęła się o krok i objęła swoją dłonią łokieć drugiej ręki. Znowu się lekko zarumieniła.
    - Bardzo mi miło z tego powodu. Staram się popracować nad tremą, zwykle tańczę w niej dostępnych miejscach - przyznała, nadal z uśmiechem i rumieńcami na policzkach. Mimo tej otoczki niepewności wróciła do kontaktu wzrokowego, w jej oczach nie było widać strachu, oddawały zupełnie inne emocje niż twarz. One były dzikie, z nutką niewinności. Patrzyła na świat pewnym wzrokiem, po prostu czasem się wstydziła. Otworzyła je szerzej słysząc pytanie i rozejrzała się po okolicy.
    - O tak, uczę, ale już nie długo i... nie, nie jest ciężko, przynajmniej dla mnie - zaśmiała się delikatnie - ale z fotograficzną pamięcią ciężko żeby było trudno - przyznała uśmiechając się trochę szerzej. Zaraz jednak zaciekawiona zamrugała oczyma. - A Ty? Co Ty tutaj robisz? - spojrzała na chłopaka zaciekawiona.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  9. Salree - zdecydowanie za często przebywał w tym mieście, ale to tutaj podawali najlepszy rum. Poza tym musiał przyjechać do DCS w sprawie tych całych morderstw, a wcale mu się nie śpieszyło. Taka sytuacja mogła oznaczać tylko jedno - wizytę w pubie. Nie żeby Yensen miał jakieś problemy z alkoholem, przy alkoholu wydawał się naprawdę bezproblemowy, dopóki ktoś mu nie przysporzy jakiś, albo nie sprowokuje, a to jak szybko ktoś to zrobi nie leżało w interesie okhotnika.
    Z delikatnym uśmiechem na ustach wszedł do pubu, zaraz udając się do baru. Był wyjątkowo zadowolony. Nie dlatego, że szedł się napić, nie do końca. Lubił utrudniać innym życiem. A dzięki temu, iż miał kompletnie wywalone na śledztwo Dyrus stał w miejscu. Po prostu idealnie. Stanął tuż przy blacie, uderzając pięścią w stół na tyle mocno, aby zwrócić na siebie uwagę barmana, który był pochłonięty flirtowaniem z jakąś panną. Gdy tylko się odwórcił w jego stronę - z wyraźną niechęcią na twarzy, Yensen uśmiechnął się na swój chamski sposób, wzruszając ramionami.
    - Butelkę rumu i coś do polewania! - poinformował, opierając się łokciami o drewno. Zaraz po tym poczuł dziwne, delikatne ukłucia w ramię. Odwrócił się leniwie. Nie był jeszcze pijany, żeby wszczynać z tak błahego powodu. Jego oczom ukazał się jakiś chłopaczek. Był młody, wymizerniały, a jego oczu w ogóle nie miały w sobie nic, co chociażby wzbudziło sympatię mężczyzny, bardziej litość. On nie pasował do tego miejsca. Zaczepił by kogoś naprawdę pijanego i wylądowałby połamany w kontenerze na śmieci. Brunet westchnął ciężko. O! Jeszcze wisiał mu piwo! A to dobre... W tym momencie nawet się uśmiechnął. To że chłopaczyna był oblany, nie znaczyło zaraz, iż ktoś mu postawi darmowe piwo.
    - A to niby z jakiego powodu? - zapytał lekko rozbawionym tonem. Jego odpowiedź nawet go ciekawiła. Ten chłoptaś może być naprawdę zabawny.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  10. Uśmiechnęła się do niego ciepło.
    - Nawet nie wiesz jak bardzo mi pomogłeś tą opinią. Może mój plan jednak mnie tak bardzo nie zawiedzie - pokiwała głową z pewniejszym wyrazem twarzy. Słysząc kolejną wypowiedź przysłoniła dłonią usta i zaśmiała się delikatnie. Kiedy zaczął się tłumaczyć odsłoniła usta i pokazała swoje białe kiełki.
    - Masz rację, ma to swoje plusy i minusy, jednak widok nędzników nie przyprawia mnie o mdłości. Co do wyzwań, jest wiele czynności w których fotograficzna pamięć nie pomaga i w nich lubię się rozwijać, chociażby taniec czy fotografia - posłała mu uśmiech. - Tak, wiem, to całkiem zabawne, że lubię fotografię, w końcu mój mózg działa jak jeden wielki aparat, ale mimo to zdjęcia mnie urzekają - dodała z zadziornym uśmieszkiem. Słysząc na kogo czeka nieco spoważniała. Wiele lat swojego życia spędziła wśród ludzi, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, czego się dopuścili w Mortiel, jednak uważała, że tylko pewne jednostki powinny prowadzić niewolniczy tryb życia. Chłopak przed nią, na tą chwilę, nie kwalifikował się do tej grupy. Posłała mu pogodny uśmiech, gdy wspomniał o okowach.
    - Lepsza, chociaż często działa podobnie jak kajdany - przyznała i skazała kciukiem automat z napojami, który stał za jej plecami, pod ścianą budynku.
    - Co powiesz na herbatę z automatu? Może szczyt gościnności to nie jest, ale skoro i tak tu czekasz to możemy gdzieś usiąść. Mogę Ci poopowiadać o szkole albo posłuchać co Ty masz do opowiedzenia - zaproponowała z uśmiechem. W końcu i tak nie miała co dzisiaj robić, a wydawało jej się niegrzeczne zostawiać go tak w środku rozmowy.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  11. - Uwielbiam - przyznała, ciesząc się, że i chłopak miał podobne upodobania. - Chociaż głównie robię zdjęcia krajobrazów, roślin, insektów. Jeżeli chodzi o rodzinne fotografie to... Jest tylko kilka albumów które oglądam z przyjemnością - odpowiedziała i zamyśliła się na chwilę. Wróciła na ziemię dopiero kiedy chłopak podał jej kubek, uśmiechnęła się do niego wdzięcznie.
    - Dziękuję, nie musiałeś, ale to bardzo miłe - posłała mu kolejny uśmiech i objęła kubek obiema dłońmi. Usiadła obok chłopaka, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
    - Hmm... - zastanowiła się chwilę. - W sumie ciężko porównać fotograficzną pamięć do pokazu slajdów, to raczej jest tak, że nie wybierasz sobie zdjęcia. Widzę ławkę i zaraz przed oczami mam wszystkie sceny związane z tą ławką, widzę twarz i dzieje się dokładnie tak samo. Nie kontroluję tego, no chyba, że chcę o czymś pomyśleć. Dopiero wtedy jestem w stanie przywołać konkretny obraz - wyjaśniła mu i podmuchała gorący napój. - Dlatego masz rację, przyjemniej jest trzymać zdjęcie w dłoni i osobiście decydować o tym kiedy zechcesz obejrzeć następne - dodała upijając małego łyka. Nie lubiła pić wrzątku. Zwróciła na niego ponownie oczy słysząc pytanie i zaraz uścisnęła jego dłoń.
    - Akela, mi również miło - przywitała się i zaraz westchnęła ciężko.
    - Prawdę mówiąc to uratował mnie pewien chłopak, uczył się tu kiedyś i właśnie tu mnie zabrał abym odzyskała siły. Wyciągnął mnie z laboratorium... a później, no cóż, po prostu podjęłam decyzję aby zacząć tu naukę i jestem - uśmiechnęła się. Historię opowiedziała w bardzo dużym skrócie, ale uznała, że szczegółów znać nie musi, tym bardziej, że to ich pierwsze spotkanie. Chłopaka o historię wolała nie pytać, raczej nie chętnie opowiadał o sobie. Zamyśliła się na chwilę.
    - Jak się czujesz żyjąc wśród tych wszystkich niesamowitych stworzeń? Nie ciągnie Cię poza kurtynę? - zapytała wyraźnie zaintrygowana.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  12. - Na szczęście umiem już sprawić, aby w mojej głowie wyświetlały się tylko istotne dla mnie wspomnienia, ewentualnie w przypadku nagłych wydarzeń mogę wrócić do obrazu, który wydawał mi się mało ważny. Jestem takim idealnym świadkiem dla policji - wyjaśniła i zaśmiała się lekko.
    - Nie ma co podziwiać, po prostu się z tym urodziłam i zdążyłam oswoić, chociaż przyznaję... bardzo często było ciężko. Dlatego też prawie nigdy nie wychodziłam z domu - dodała upijając kolejnego łyka. Na jego odpowiedź uśmiechnęła się delikatnie. Ona doskonale wiedziała co jest za kurtyną, w końcu to za nią się wychowywała.
    - No, nie wyglądasz na wielce poturbowanego, więc może rzeczywiście nie jest najgorzej - uśmiechnęła się raz jeszcze i zaraz pokręciła głową.
    - Ja pochodzę zza kurtyny, tam jest moja prawdziwa rodzina, ale... Plan mam taki, aby sprowadzić ich tutaj. Jeżeli nie uda mi się tego osiągnąć to mam kilka awaryjnych pomysłów. Muszę jeszcze wszystko przemyśleć, no i ustalić z Cahanem gdzie zagrzejemy miejsce po ukończeniu studiów - poinformowała go i raz jeszcze rozejrzała się dookoła.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  13. | Coś Ty, mam się za to obrażać? Bardzo chętnie poprowadzę z Tobą wątek. Chyba jestem na blogu jedną z nielicznych, która ma tylko jeden. Na poczatek wysłucham Twoich propozycji, dobrze? :3 |

    Ýril

    OdpowiedzUsuń
  14. Słuchała go w skupieniu. Wiedziała jak to jest niczego nie pamiętać, jej jednak amnezja minęła, z czego nie do końca była szczęśliwa.
    - Czasami lepiej nie pamiętać - przyznała posyłając mu ciepły uśmiech. Można powiedzieć, że poczuła nawet lekkie ukłucie zazdrości. Gdyby ona nie pamiętała tego co było przed laboratorium to byłoby łatwiej. Może i nie do końca wiedziałaby kim jest, ale ... Teraz wie i jakoś nie specjalnie ją to uskrzydla. Raz jeszcze się zamyśliła, jednak słysząc jego pytanie wróciła na ziemię. Zaśmiała się pod nosem.
    - Dla Ciebie pewnie wyda się to dziwne, ale uciekłam od rodziny. Ta szkoła to tylko wymówka aby nie siedzieć z nimi w domu. Jednak tęsknię, ale nie za tymi osobami którymi teraz są, tęsknię za moją starą rodziną, tą za czasów mieszkania w lesie - odpowiedziała bacznie obserwując swoją herbatę. Zerknęła na niego kątem oka.
    - Jeżeli mój plan wypali to tak, będzie im tu lepiej - powiedziała z powagą na twarzy, po tych słowach opróżniła swój kubek i rzuciła w stronę śmietnika, idealnie trafiając do środka.
    - 10 punktów dla mnie - uśmiechnęła się do niego zadziornie.
    - Twoja kolej - rzuciła mu wyzwanie.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  15. Aki zaśmiała się słysząc pytanie.
    - Jak trafisz to mogę być Ci winna deser - wytknęła mu język. Rzuciła to tak z czapy, pierwsze co jej przyszło do głowy. Zaraz bacznie obserwowała jak wypija napój i przerzuca kubek w dłoniach. Kiedy plastik leciał w stronę krawędzi, ona odruchowo przygryzła wagę, ciekawa wyniku. Widząc jak wpada do środka sama się roześmiała.
    - No proszę! A już myślałam, że poleci w drugą stronę - przyznała, nadal lekko się śmiejąc. Zaraz jednak zrobiła zadziorną minkę i złapała za swoją torbę. Wyciągnęła z niej papierki po gumie i zwinęła w kulkę. Pokazała mu zwinięte sreberko i teraz tym rzuciła do kosza, ponownie trafiając. Podała mu drugą kulkę.
    - Jak teraz trafisz to sam możesz wybrać nagrodę, a jak nie to zostajemy przy deserze - po raz kolejny posłała mu zadziorny uśmiech.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  16. [Cześć. Dzięki za miłe słowa. Ja na wątek bardzo chętnie, tylko co, jak i gdzie? Gdybyś mogła zacząć, to byłoby super, nawet bez większego planu i ustaleń.]

    |None

    OdpowiedzUsuń
  17. | Jak rozumiem ten wampir jest "panem" Glena? Jeśli tak, to moglaby go odwiedzić - można uznać, że już wcześniej z nim rozmawiała i ustaliła z nim, że przyniesie mu kwiaty jakiejś rośliny. Niestety na noc zostać nie może, gdyż gdy zasypia, jej ludzkie ciało zmienia się w ognika. Jeśli to Ci pasuje, zawsze mogę zacząć. :3 |

    Ýril

    OdpowiedzUsuń
  18. Kuro znał to miasto jak własną kieszeń, każdy jego zakamarek, ślepa uliczka, czy nawet dziura pod ładunkami była zbadana naprawdę dobrze. Wymagała tego od niego praca, bo niejednokrotnie musiał uciekać ze swoim klientem, by uratować go przed jakąś osobą i przy tym musiał znać najbardziej bezpieczne miejsca w tym całym syfie jakim było Phyoen. Często też pałętał się samotnie po uliczkach, nie mając co zrobić z wolnym czasem, bo tego miał aż w nadmiarze. Nie miał również czego szukać u siebie, tam nikt na niego nie czekał, prócz tych czterech ścian które robiły mu niejednokrotnie za więzienie. Nie miał kobiety, z dziećmi nie chciał się widzieć, więc puste mieszkanie było niejednokrotnie zbyt przytłaczające, by siedzieć tam samotnie. Niby mógł sobie kogoś znaleźć, ale dostatecznie zniechęcił się do związków po romansie jaki miał z tą cyganicą, którą teraz szczerze się brzydził jak i tych dzieci, które mu urodziła. Tylko na jej wspomnienie oblatywało go dziwny wstręt do kobiet, zwłaszcza rozpamiętując to, jak kobieta się zachowywała. Oczywiście, nie wszystkie takie były, ale chyba zraził się aż za dobrze. Nie licząc tej ostatniej sytuacji u niego w mieszkaniu, nie miał z kobietami do czynienia od dawna. Ale czy można było nazwać to coś kobietą? Uśmiechnął się lekko na tę sytuację, przy czym patrząc na swoje dłonie. Kurwi syn.
    Wyszedł z jednej, ciemnej uliczki by szybko ruszyć ku drugiej, chcąc sprawdzić czy nie czai się tam jakieś cholerstwo jak to miało w zwyczaju, ale zamiast tego ktoś wpadł w jego ramiona. Na co zdziwił się strasznie i już miał wyjmować swoją broń, gdyby nie widok młodego, zagubionego chłopca który wtulał się w niego ufnie. Przez chwilę patrzył na niego jak na idiotę, by po chwili złapać go za ramiona i stanowczo od siebie odsunąć. Na jego słowa uśmiechnął się dziwnie, wiele się nie pomylił, choć pewnie nikt nie sądziłby że w jakiejś części pochodzi z nieba.
    - Czego chcesz dzieciaku?- spytał twardo, wbijając w niego swoje szkarłatne tęczówki, ilustrując uważnie jego podłużną twarz.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  19. [mea culpa. Informacje w karcie są, aczkolwiek mało sprytnie ukryte. Mam nadzieję, że mój odpis jest... akceptowalny?]

    Salree.
    Był tu już kiedyś, ale wciąż nie wiedział, co tym razem tutaj robi. Złapawszy darmowy, ekspresowy wyjazd, dlaczego miał nie skorzystać? Takie jednodniowe wypady w różne zakątki Mortiel nie stanowiły dlań żadnego nowego doświadczenia. Wraz z zdobyciem nowej twarzy zawsze otwierało się przed nim mnóstwo nowych możliwości.
    O ile początkowo sprawiał wrażenie zachwyconego, tak prędko znudził się miastem. Oczekiwał jakiejś kulturowej i rasowej różnorodności, jednak mieszkając od dłuższego czasu w Phyoen, nie doznał tu nic nowego. Dopóki nie przechodził jedną z ciemniejszych alejek, gdzie zatrzymały go odgłosy walki, dobiegające z równoległej uliczki.
    Ciekawość zdecydowanie była jego największą wadą. Brało się to stąd, że poniekąd wciąż był dzieckiem i pchał się wszędzie, gdzie tylko miał okazję doświadczyć czegoś nowego. Wielokrotnie był świadkiem bójek, pobić, kradzieży, a nawet morderstw, jednakże nigdy specjalnie w nie nie ingerował. Teraz również nie miał zamiaru, z twarzą nastoletniego blondyna ukrytą pod kapturem, stojąc u wylotu uliczki, po prostu obserwował sytuację. Już miał odejść, kiedy nagle dojrzał twarz ofiary trójki mężczyzn. Cholera. Niezła. Niemal fizycznie poczuł, jak pęka mu serce, kiedy poniewierali to arcydzieło Matki.
    Wydawałoby się, że miał marne szanse w tym starciu. Trzech rosłych mężczyzn nieznanej mu rasy na jego jednego, niskiego, wątłego, zasadniczo bardzo słabego, jednak bez wahania wtrącił się pomiędzy napastników, a pobitego chłopaka.
    — Życie ci niemiłe, gówniarzu?! — Zdołał wycedzić jeden z nich, zanim zakapturzony blondyn wycisnął na jego ustach pocałunek.
    Splunął z obrzydzeniem, kiedy ciało głucho upadło na ziemię, a on sam ukazał pozostałej dwójce oblicze właśnie konającego towarzysza.

    |None

    OdpowiedzUsuń
  20. Złodziej czuł się już wygrany, pomimo tego, że rudowłosy także prosił się o pocałunek. Jednakże jedna paskudna twarz w zupełności mu wystarczała, zwłaszcza, że musiał ją teraz nosić jako własne oblicze. Na całe szczęście podziałała wystarczająco, aby nakłonić do ucieczki ostatniego napastnika.
    Splunął po raz kolejny, kiedy został już sam na sam z poszkodowanym oraz zimnym ciałem, pozbawionym oblicza. Jego głowa przypominała teraz manekin, bez żadnego kształtu, bez żadnego wyrazu.
    — Co za paskudne ścierwo — mruknął pod nosem, z niemałym obrzydzeniem trącając stopą nieruchome ciało. — Oby sam się posprzątał.
    Wytarł usta wierzchem dłoni, zamykając na chwilę oczy, aby zmienił twarz na tę, którą nosił przed chwilą. O wiele prościej byłoby mu zmienić ją na czaszkę jakiegoś zwierzęcia, których miał w swojej kolekcji od groma, jednak wiedział, że przerazi tym tylko bardziej czarnowłosego. Z tego powodu prędko wrócił do nastoletniego blondyna o niewinnym obliczu, który ani trochę nie wyglądał, jakby właśnie odebrał kogoś życie.
    Spojrzał na ofiarę całego zdarzenia i westchnął ciężko. Nie wyglądał za dobrze. Rozerwana warga, krew, podbite oko, potłuczona szczęka. Cholera, a taki ładny był z niego chłopiec. Wpatrywał się w niego z nieukrywanym politowaniem, jednak nie miał zamiaru wyciągnąć do niego dłoni. Nie odczuwał żadnego współczucia i nie miał zamiaru go udawać. Ocalił mu właśnie życie, nie musiał się martwić jego dalszym losem. Nie miał takiego obowiązku.
    — Nie dziękuj — westchnął, wciąż przyglądając mu się bezczelnie. — Jeśli chcesz coś dla mnie zrobić, to proszę, nie poniewieraj tej twarzy bardziej.

    |None

    OdpowiedzUsuń
  21. Widział obrożę na jego szyi i w pierwszej chwili może poczuł gdzieś w głębi serca delikatny żal. Dopiero teraz pojął, że uratował człowieka. W żaden sposób nie zmieniło to jednak faktu, że nie żałował tej decyzji. Cholera jasna... dlaczego wszystkie ludzkie twarze są takie piękne?
    Nie potrafił dokładnie określić, jak długo już żył w Mortiel, jednakże jeszcze ani razu nie przebywał poza Kurtyną. Jego życie zaczęło się tutaj, wcale nie tak dawno temu, kiedy kompletnie bez wspomnień i żadnej świadomości został wrzucony do tego świata przez Matkę. Jedyne, co wówczas wiedział, to to, że jest Złodziejem. I musi sobie jakoś z tym poradzić. Wciąż tak bardzo nie znał tego świata i wciąż tak bardzo pragnął go poznawać, choć jak dotąd obracał się jedynie w otoczeniu jego okrucieństwa.
    Znieruchomiał, napotykając jego oczy. Wydały mu się wręcz przerażająco znajome, zaskakująco podobne do jego własnych. Kiedy kradł komuś twarz bądź zmieniał ją, jedna rzecz pozostawała niezmienna - oczy. Posiadał srebrzyste ślepia, wyjątkowo jasne; ich barwę porównać można było białego złota. Choć różniły się znacząco pod wieloma względami od oczu czarnowłosego, jedno ich łączyło... posiadały ten sam delikatny blask. Odbijały światło tak samo.
    — Nie powinieneś o to pytać — wyszeptał, nie chcąc dać po sobie poznać tego nagłego zagubienia.
    Nieustannie obserwował jego poczynania, niezwykle odważne, tak przynajmniej sądził. Nie rozumiał, dlaczego ten chłopak tak bez wahania się do niego zbliżał. Zdawał sobie sprawę z tego, że nawet w tym świecie był osobnikiem przerażającym i jedynym w swoim rodzaju, którego wszyscy się lękali. Nawet on sam.
    Z ogromną chęcią ukradłby twarz temu chłopakowi, jednak... coś mu na to nie pozwalało. Czuł, że będzie żałował tej decyzji. Nigdy nie wahał się przy odbieraniu komuś oblicza, szczególnie takiego, które wpadło mu w oko. Twarz tego chłopaka w szczególności. Nie bez powodu zdecydował się uratować mu życie.
    Przez te zamyślenia przegapił moment, w którym został obdarty z przestrzeni osobistej. W pierwszej chwili zamarł w szoku, czując, jak ktoś dotyka jego twarzy. Poczuł się tak, jakby nie działo się to naprawdę. Jeszcze nikt nigdy w całym jego życiu nie dotknął jego twarzy. Nie pozwolił na to nikomu. Niezależnie od sytuacji. Dopiero kiedy otrząsnął się z szoku i uspokoił rozszalałe serce, chwycił nadgarstek czarnowłosego, natychmiast odsuwając jego dłoń.
    — Postradałeś zmysły? — Wykrztusił, wciąż nie dowierzając. — Mogę cię zabić w każdej chwili. Nie powinieneś się do mnie zbliżać.

    |None

    OdpowiedzUsuń
  22. Akela zaśmiała się lekko widząc ten jego "entuzjazm".
    - Nie rób ze mnie takiej bestii, tylko sprawdzam czy nadajesz się do gry w kosza, mini kosza - wytknęła mu język i spojrzała jak rzuca.
    - Zwycięstwo! - okrzyknęła radośnie, wstając aż w ławki i podskoczyła w miejscu kilka razy. Spojrzała na niego z szerokim uśmiechem i ponownie usiadła.
    - Nie załamuj się, deser nadal aktualny - dodała i zaraz popukała się palcem po brodzie. Czując jego dotyk drgnęła lekko, ale był to jedynie zwykły odruch.
    - Bez przesady, mam wyczulone zmysły, jestem stworzona do sportowych konkurencji - przyznała z śmiechem na ustach. - Po prostu dałeś się wciągnąć w niesprawiedliwą grę, ale i tak wyjdziesz na plus, więc musisz być dobrym zawodnikiem - usiadła w siadzie skrzyżnym.
    - To co? Masz czas na deser czy widzimy się innym razem? - zapytała z zadziornym uśmieszkiem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  23. Tutaj go miał. Tak, gdyby chciał, już dawno by to zrobił. Jaki był z niego złodziej, skoro nawet tego nie potrafił? Cholera jasna. Pewność tego człowieka onieśmielała go. Teraz już domyślał się, jakim sposobem mógł wpaść na tych trzech typków, z których jednego twarz zdołał posiąść. Do tej pory sądził, że to on sam jest niezwykle ciekawski, jednak czarnowłosy zaskakiwał go z każdą chwilą coraz bardziej. Nie był przyzwyczajony do tak śmiałych czynów skierowanych w jego stronę. Nie był przyzwyczajony do bycia obiektem zainteresowania, nawet jeśli zainteresowanym był człowiek. Pragnął nazwać go "bachorem", jednak nie miał bladego pojęcia, ile w rzeczywistości ma lat, a tym bardziej, ile lat ma on sam. Mógł wcale nie być starszy, niemniej jednak, przekleństwa cisnęły mu się na usta, kiedy chłopak znów go dotknął. Jednak nie przeszkodził mu w tym, a jedynie obserwował go uważnie, wbijając w jego oblicze zimne spojrzenie. Tylko dzięki temu udało mu się w porę go złapać, zanim w pełni przewrócił się na niego. Mógł się tego spodziewać, biorąc pod uwagę jego stan.
    — Cholera — mruknął. Brakowało mu tylko tego, aby jeszcze upaprał się jego krwią. Świetnie.
    Nie znał się na pierwszej pomocy, a tym bardziej na medycynie. Jeśli z czarnowłosym rzeczywiście było aż tak źle, potrzebował profesjonalnej opieki, a nie jego towarzystwa. Nie miał zamiaru bawić się w ratownika ani niańkę, ale, cholera jasna, najwidoczniej musiał. Gdyby go tutaj zostawił, skończyłby zapewne tak samo, jak gdyby go nie uratował. Zaczynał tego żałować.
    — Zamiast tak pieprzyć bez sensu, powiedz mi lepiej, dokąd mam cię zanieść — nie miał zamiaru odpowiadać na jego pytania, a Glen nie powinien oczekiwać, że mu na nie odpowie.
    Przez chwilę zastanawiał się, w jaki sposób go złapać, aby wyrządzić mu najmniejszą krzywdę. I przede wszystkim być w stanie go nieść, bowiem wyjątkową siłą nie grzeszył. Ostatecznie ostrożnie wziął go na plecy, oszczędzając sobie przy tym zbędnego wysiłku.

    |None

    OdpowiedzUsuń
  24. Obudziła się przed wschodem. Nie wiedziała, dlaczego czasem zdarzało jej się to coraz częściej. Nigdy przedtem nie dociekała, co jest przyczyną, jednak po pewnym czasie stawało się to uciążliwe. Zawsze mówiła, że „wstaje pierwsza od słońca”, przez co sama sobie zaczęła zwać „ptaszyną”, jednak wielkimi krokami zbliżało się lato, przez co skończy się jej samozwańczy tytuł. Z westchnięciem wyciągnęła się na swoim legowisku, unosząc splecione ze sobą dłonie nad głowę. Zasyczała cicho, delikatnie się zginając. Złapała się za zebra, zaciskając na nich dłonie. Niby były złamane, niby się zrosły, niby miało już nie bolec. Ponownie westchnęła, podnosząc się do siadu. Rozejrzała się chwilę wokoło, pocierając dłońmi przedramiona, które pokryły się gęsią skórką. Jej wzrok zatrzymał się na ścieżce, która prowadziła do głównej drogi w Ogrodach Bohemy. Podniosła się, chwytając w palce cieniutką, białą sukienkę szybko zarzucając ją na swoje nagie ciało. Jak co ranek przyczepiła do paska na udzie małą sakiewkę, w której trzymała pieniądze wraz z innymi nasionami. Przewiesiła przez ramię torbę, w której schowała kwiaty irysa czarnego, po czym jak stała, tak ruszyła do Salree.

    Po dotarciu we wskazane miejsce przez urokliwego wampira, który skontaktował się z nią poprzedniego wieczora, bez zastanowienia skierowała się w górę schodów, po czym zapukała cicho w drzwi. Rozejrzała się dyskretnie, zaciskając usta w cienką linię.

    Ýril

    OdpowiedzUsuń
  25. | Oh, przestań. c: |

    Nie musiała długo czekać — gdy tylko drzwi otworzyły się przed nią, stanęła wyprostowana, zaciskając dłonie na pasku torby. Nie sądziła, że przywita ją ktoś inny. Miała nadzieję, że transakcja przejdzie szybko, bez jakichkolwiek przeszkód. Nie ukrywała, liczyła na szybko powrót do ogrodów, jednak patrząc na młodzieńca przed sobą, nie zapowiadało się na to. Skinięciem głowy podziękowała za wpuszczenie jej do środka, w ciszy kierując się w głąb środka. Zdjęła torbę z ramienia, zaraz odwracając głowę w jego stronę.
    — Z chęcią się napiję, dziękuję. — Odpowiedziała, uśmiechając się półgębkiem, obejmując torbę. Pozwoliła się zaprowadzić do salonu, gdzie zaraz usiadła we wskazanym miejscu. Po szybkim rozejrzeniu się po pomieszczeniu wolno odłożyła torbę, kładąc ją delikatnie obok siebie. Nie odpowiadając na jego drugie pytanie, odchrząknęła i zamiast tego, sama zapytała, patrząc na niego spod lekko przymkniętych oczu:
    — Jeśli mogę wiedzieć... Orientacyjnie, za ile się mogę go spodziewać?

    Ýril

    OdpowiedzUsuń
  26. Co mu szkodziło pomóc temu dziecku. Mimo wszystko miał obiekcje na temat tego, czy aby na pewno ma go przy sobie zatrzymywać na dłużej, nawet gdyby to zamierzało jedynie do wyprowadzenia go na główną ulicę w mieście. Mężczyzna westchnął głęboko patrząc na niego przez dłuższą chwilę.
    - Za to wisisz mi kolejkę dzieciaku- odparł wychodząc z ciemnej uliczki, tym samym kierując się do jednej z głównych ulic- Długo jesteś w mieście?- zagaił wynajmując z kieszeni paczkę papierosów, by zaraz jednego odpalić.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń

  27. Moja miejscówka? Prychnął cicho pod nosem. Pomijając fakt, że nie mieszkał w Salree, czy w ogóle istniało takie miejsce? Podejrzewał, że nie. W Phyoen, na co dzień, pomieszkiwał sobie tam, gdzie pozwalały mu na to okoliczności - to jest tam, gdzie do czasu spotkania z nim mieszkali właściciele twarzy, które zabrał. Nie miał więc swojego miejsca. Ani na tym świecie, ani poza nim. Nawet gdyby w jakiś sposób udało mu się dostać do świata duchów, skąd pochodziła połowa jego jestestwa, nie znalazłby tam miejsca dla siebie. Nikt nie chciałby przyjąć takiego potwora.
    — Nie jestem stąd — wytłumaczył chłopakowi, podchodząc powoli do nieruchomego ciała, które zostawił. — Ale on chyba ma niezłą "miejscówkę".
    Ostrożnie, aby nie upuścić Glena z pleców, pochylił się nad mężczyzną pozbawionym oblicza i wyciągnął z jego kieszeni klucze. Oraz portfel. Schował je do własnej kieszeni, a wychodząc z uliczki przybrał twarz zmarłego, po raz kolejny się krzywiąc. Cholera jasna, nie mógł pocałować kogoś ładniejszego? Tylko kogo. Żaden z tych trzech typów nie otrzymał od Matki akceptowalnego tworu.
    — None — odezwał się, kiedy przeszli już kawałek. Skoro chłopak się przedstawił, dlaczego on nie miałby? Jego imię i tak nie posiadało istotnej wartości ani znaczenia, więc czemu nie. — Wolałbym oddać cię twojemu właścicielowi, bo sprawiasz mi niemały problem — mruknął od niechcenia pod nosem, ale całkowicie szczerze.

    |None

    OdpowiedzUsuń
  28. Chłopak był na prawdę zabawny, co sprawiało, że zdobył u Wilczycy pewnego rodzaju zaufanie. Wesołe osoby zawsze były w jej oczach mniej podejrzane od tych gburowatych. Kiedy zadał pytanie z uśmiechem pokręciła głową.
    - Ależ nic, po prostu wybudziłeś mnie z małej zadumy - przyznała, lekko się rumieniąc i zaraz przytaknęła chłopakowi.
    - Bardzo chętnie się jeszcze z Tobą zobaczę - wyciągnęła ze swojej torby niewielki notesik i napisała w nim numer. Zaraz podniosła jednak wzrok, aby zobaczyć o kim mówi chłopak. Jeszcze nie przywykła do sformułowania "o wilku mowa", więc spodziewała się raczej kogoś innego pochodzenia... Zapach wampira lekko podrażnił jej nozdrza i pokręciła nosem. Szybko jednak wróciła wzrokiem do chłopaka i wyrwała fragment karteczki z zapisanym numerem.
    - Bardzo chętnie Panie przewodniku - zaśmiała się lekko. - Trzymaj mój numer, daj znać jak będziesz miał trochę luzu - puściła mu oko i wstała z ławki. - Dzień dobry - przywitała się jeszcze z jego Panem i lekko skinęła głową. Słysząc ich dialog uśmiechnęła się pod nosem.
    - Papa, też postaram się nie zapomnieć - zaśmiała się i pomachała chłopakowi, po czym ruszyła w stronę swojego pokoju.

    Aki

    [Przepraszam, że dopiero, ale Twój opis jakoś przepadł mi w odpisach od Melanie. Nawet się zastanawiałam dlaczego mi nie odpisujesz xD Jak chcesz to możemy zacząć ten deserowy wątek ^^]

    OdpowiedzUsuń
  29. — Jesteś tylko człowiekiem — powiedział cicho. Nie miał pojęcia dlaczego, jednak kąciki jego ust drgnęły, kiedy wypowiadał to stwierdzenie. Czyżby zapragnął się uśmiechnąć?
    Bzdura.
    — Nie powinieneś się więc dziwić, że sprawiasz problemy. Ludzie tak mają. Chyba. Nie żebym coś o tym wiedział — mamrotał pod nosem, nie będąc do końca pewnym, czy Glen w ogóle go słuchał. Nie zdziwiłby się, gdyby było inaczej. Zaskakiwał sam siebie tym, jak wyjątkowo rozgadany był w tej chwili.
    No-chan? Przygryzł mocno wnętrze policzka, żeby gorzko się nie roześmiać. Kiedy ostatni raz ktoś zwracał się do niego po imieniu? Na dodatek tak zdrobniale. Chyba nigdy. Ten chłopak zdołał zaleźć mu już bardzo mocno za skórę. Zacisnął mocniej palce na jego udach, za które ostrożnie go trzymał. Żałosna powściągliwość Glena powoli doprowadzała go do szaleństwa. Jego, a raczej jego myśli. Zadawał mu pytania, których nigdy nie stawiał nawet sam sobie, a raczej bał się je stawiać, ponieważ nie znał na nie odpowiedzi. Nienawidził takich pytań właśnie z całego serca, którego podobno nie posiadał.
    — Nie wiem — szepnął bardziej do siebie, niż w odpowiedzi. Nigdy tak naprawdę nie zastanawiał się nad tym. — Nigdy nie całowałem nikogo z innym zamiarem.
    Kiedy z ciężkich chmur wiszących nad Salree zaczęły spadać pierwsze krople deszczu, z ulgą stwierdził, że są bardzo blisko celu. Kradnąc czyjąś twarz, otrzymywał także wraz z nią wspomnienia tego człowieka, przez co nie był w stanie posiadać swoich własnych. Każdego dnia rozsadzały mu głowę, a on nierzadko nie potrafił rozróżnić jednych wspomnień od drugich. Tylko dzięki tej umiejętności wiedział, dokąd mają się udać.
    Milczenie Glena uświadomiło go o tym, że prawdopodobnie stracił przytomność, dlatego pozwolił sobie poprzeklinać nieco pod nosem, wdrapując się na schody do mieszkania. Prędko otworzył drzwi zabranym kluczem, aby znaleźć się w środku i odstawić rannego na łóżko.
    — Niezły burdel... — mruknął, dopiero wówczas rozglądając się po mieszkaniu.

    |None

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie uważał na to, czy chłopak za nim nadąża. Chciał po prostu wyjść już z tych ciemnych uliczek i zostawić chłopaka już samemu sobie, by nie zajmował mu więcej czasu. Musiał pobyć sam, odprężyć się, skupić myśli na ważniejszych sprawach nich odprowadzanie jakiegoś dzieciaka do domu. Miał przecież swoje problemy, bo nawet nieludzie je mieli i to nawet większe od zwykłych śmiertelników.
    - Huh?- spytał nagle, słysząc że chłopak coś do niego mówił. - Pierwsze lepsze miasto na jakie wpadłem- przyznał wkładając papierosa do ust, by szybko podpalić go swoją ciężką, grawerowaną zapalniczką. Prezent od jednej z jego klientek, której już nie raz uratował życie. - A jest jak w każdym innym mieście. - uciął wdychając w siebie duszący dym papierosowy, który zatrzymał przez chwilę w płucach, po czym wypuścił cały kłąb szarego dymu.
    - Jak będziesz tak narzekał zadzwonię po policję, że nieletni chodzi sam nocą po dziwnych uliczkach. Rodzice pewnie nie będą zadowoleni- spojrzał na niego wymownie.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  31. Wilczyca ostatnimi czasy miała dość burzliwe dni, nawet sumienie nie dawało jej spać, co chwilę śnił jej się ojciec. Dzisiejszego dnia, po kilku tygodniach w Eflei, przybiła statkiem do portu w Salree. Przez swoje drobne zmęczenie nie wyczuła nawet znajomego zapachu i energiczne "cześć" chłopaka zdecydowanie ją zaskoczyło. Spojrzała na niego dużymi oczyma.
    - Oh, Glen - uśmiechnęła się serdecznie i zaraz zaśmiała lekko. - No popatrz, co za zbieg okoliczności. Mam nadzieję, że nie jesteś jakimś skrytym prześladowcą - zażartowała. Grę aktorską miała we krwi, jedynie zmęczenia nie była w stanie ukryć, dręczące ją myśli - jak najbardziej.
    - W sumie to po prostu wróciłam z misji, wycieczki, nie wiem jak to nazwać - przyznała, nadal się uśmiechając. - Tak więc na zwiedzanie jestem jak najbardziej chętna, ale najpierw deser, umieram z głodu - puściła mu oko i rozejrzała się dookoła. - To co Panie Przewodniku? Prowadź do jakiegoś uroczego deserowego zakątka - szturchnęła go lekko łokciem, w ramach zaczepki.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  32. Dziewczyna zarumieniła się lekko na jego wyznanie.
    - Dzięki, miło mi to słyszeć - posłała mu uroczy uśmiech i przypatrywała się rozmyśleniom chłopaka. Słysząc o nietypowej kawiarni zamrugała szybko oczyma.
    - Oh, naprawdę? To położenie i gorąca czekolada zdecydowanie mnie kupują, chętnie zobaczę tą kawiarnie - przyznała i nagle została pociągnięta z tłum ludzi. Z początku mocno się zdziwiła, jednak zaraz zrównała krok z chłopakiem i zaśmiała się melodyjnie. - Jak na człowieka jesteś niezwykle energiczny, nawet mi kogoś przypominasz - przyznała z szerokim uśmiechem. Tępo jakie narzucił nie było dla niej żadnym wyzwaniem, jednak przecież się nie ścigali, więc nie zwróciła na to nawet uwagi. Na wspomnienie o zachodzie słońca spojrzała trochę speszona w jego stronę. Prawda, taki widok był piękny, ale jej osobiście kojarzył się z randkami, nie chciała, aby chłopak przypadkiem pomyślał, że właśnie takim spotkaniem jest to tutaj. Cahan i tak byłby zły, gdyby dowiedział się o tej znajomości, zazdrośnik. Na szczęście Glen poruszył szybko inny temat i Aki zaraz zapomniała o swoich niepewnościach. Zaśmiała się lekko.
    - Zależy jak na to spojrzeć, jeżeli chodzi o sam taniec to wyszedł świetnie, ale raczej nie będę już miała okazji publicznie występować na tamtej scenie, ewentualnie na innej - odpowiedziała z zadziornym uśmieszkiem. Wywołała niezłe zamieszanie tym swoim scenicznym buntem, nawet kilka Mortielskich gazet o tym pisało. - Tak więc mogę uznać, że kciuki trzymałeś poprawnie - poczuła jak puszcza jej dłoń i zaraz spojrzała na nią kątem oka. - Lepiej tego za często nie rób - pomachała mu ręką - bo mam potem do słuchania - uśmiechnęła się pod nosem. Słysząc pytanie pokręciła głową.
    - Tylko w stolicy i Eflei mam swoje miejsce, tutaj jestem skazana na autobusy do Phyoen - przyznała. - A co? - zapytała zaciekawiona. Czyżby planował zarwać nockę?

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  33. Szła z uśmiechem na ustach przy boku chłopaka, jednak na imię Michael zatrzymała się gwałtownie i zmrużyła lekko oczy. Dopiero kiedy wspomniał o karmieniu, wpadła na to, że mówi o swoim właścicielu, a nie o jej ojcu. Sama odetchnęła z ulgą, że też akurat tak musiał nazywać się ten cały wampir. Doskoczyła ponownie do boku chłopaka.
    - Właściwie... na czym polega Twoja praca dla niego? Jesteś po prostu chłopcem na posyłki? - zapytała zaciekawiona, zawsze miała tendencję do zadawania nieodpowiednich pytań. Po prostu ciekawość ponad wszystko. Wilczyca widząc te iskierki zaśmiała się znowu.
    - Tak, zdecydowanie mi ją przypominasz - stwierdziła z ciepłym uśmiechem i zaraz przygryzła lekko dolną wargę.
    - No, jak mam być szczera to dosłownie mógłby Cię rozerwać - zauważyła posyłając mu kolejny zadziorny uśmiech. - Jest kochany, ale nie lubi jak przebywam w męskim towarzystwie, mówi, że często nieświadomie kokietuję mężczyzn... - odpowiedziała i wzruszyła ramionami. - Staram się nad tym panować, no i sam powiedź. Kokietuję Cię? - zapytała z zaciekawieniem w oczach. Zaraz spojrzała na pień drzewa z szerokim uśmiechem, jak ona kochała takie klimaty. Wskoczyła od razu na trzeci stopień schodów i ruszyła do góry.
    - Jeju, już wiem, że to będzie moje ulubione miejsce - przyznała przyspieszając nieco kroku, aby jak najszybciej dostać się na górę. Kiedy dotarła na miejsce zatrzymała się, rozłożyła ręce i mocno wciągnęła powietrze, przymykając przy tym powieki. - Cudownie - stwierdziła i zaśmiała się melodyjnie. Nawet zapomniała o zmęczeniu, jej uśmiech był teraz tak szeroki, że widać było zaostrzone kiełki.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  34. Deserem? — spytała samą siebie, gdy mężczyzna siedzący naprzeciw niej, postawił przed nią kubek z parującą cieczą. Skinęła delikatnie głową, w ramach podziękowania, zakładając nogę na nogę. Przytrzymała materiał sukienki na udach dłonią, by nazbyt się nie obsunęła. Obserwowała go, mając delikatnie zmrużone oczy. Wodziła palcem po obrzeżach kubka, uśmiechając się półgębkiem. Co mam robić? Co mam robić? Co robić?— panikowała, mnąc w drobnych palcach rąbek sukienki, za chwilę gwałtownie unosząc dłoń, wyciągając ją w jego stronę.
    — Nie, nie, nie, nie! Źle mnie zrozumiałeś, przepraszam. — Podniosła się z krzesła, jednak zaraz znów na nim usiadła. Splotła ze sobą palce dłoni, ułożywszy je na udach. Patrzyła na nie, gryząc się w język i klnąc na siebie w myślach za tamto pytanie. — Nie chciałam Cię tym w żaden sposób urazić. — Wydukała szybko, podnosząc na niego wzrok. — Bo widzisz... Zależy mi trochę na czasie.

    Ýril

    OdpowiedzUsuń

  35. Korzystając z nieobecności Glena, porozglądał się po mieszkaniu. Z tego co wyczytał z pamięci jego właściciela, mieszkał tutaj sam, dlatego raczej nie musieli obawiać się nieproszonych gości. Z kolei bardzo często balował z kochankami, co widać było dosłownie w każdym kącie. Butelki po alkoholu, śmieci, nawet papierosy... nie omieszkał wziąć jednego i zapalić, po czym usiadł w jedynie w miarę czystym miejscu, jakim był fotel w salonie. Ułożył się w nim wygodnie, wciągając na fotel także nogi, po czym przymknął oczy, zaciągając się papierosowym dymem. Tanie gówno. Miał zamiar poszukać jakiejś apteczki, aby zostawić ją rannemu, a potem zwinąć się stąd i wrócić do swoich spraw, których nie miał, zanim ten się obudzi. Wcale nie musiał za niego odpowiadać, jednak coś sprawiało, że po prostu nie potrafił zostawić go samemu sobie, na pastwę losu. Nie miał bladego pojęcia, jak mógł być niewolnikiem, będąc takim... niezdolnym do niczego.
    Westchnął ciężko, słysząc ten żałosny głos. Wyjątkowo go drażnił, zapewne dlatego, że tak cholernie mocno przypominał mu jego własny. Zacisnął powieki. Nie mów tak do mnie.
    Ani drgnął, kiedy czarnowłosy bez pozwolenia władował się na jego kolana. Najchętniej zepchnąłby go z siebie, gdyby nie fakt, że mógł złamać mu tym kolejne żebra. Bliskość drugiej osoby niewątpliwie była przyjemnym doświadczeniem, niemniej jednak None niekoniecznie sobie jej życzył. Kiedy poczuję to tak żywo, jak to naprawdę jest...?
    Wypuścił z ust dym prosto w twarz czarnowłosego, a papierosa zgasił w dłoni. Spojrzał na chłopaka tymi srebrnymi oczyma, które po chwili na zaledwie ułamek sekundy zniknęły, aby znaleźć się w oczodołach czaszki jakiegoś kopytnego zwierzęcia.
    — Masz czelność pytać? — Zaskrzypiała czaszka.

    |None

    OdpowiedzUsuń
  36. Przyglądał się chłopaczkowi, uśmiechając się przy tym w na tyle nieprzyjemny sposób, że często zdarzyło mu się zniechęcić równych sobie. Ten chłoptaś musiał naprawdę bać się w tym momencie – przynajmniej tak sądził okhotnik. Nie chciał go co prawda skrzywdzić, jak na razie, ale nie widział nic złego w postraszeniu młodzika. Powinien znać swoje miejsce, bo następnym razem może nie trafić na kogoś tak ugodowego jak on. Nawet nie spojrzał na alkohol, który właśnie podał mu barman. Obsługujący nawet spojrzał na Glena i pokręcił głową pobłażliwe, sądząc, że ten ma w tym momencie prawdziwe kłopoty. Dobrze. Im więcej osób się nabierze, tym lepiej.
    Gdy szarowłosy zacisnął pięści, Yensen zaśmiał się z lekką pogardą w głosie, jakby w ogóle go nie szanował. Tak, udawanie większego skurwiela niż jest to drobnostka. Zmarszczył lekko brwi, przechylając głowę w bok.
    - Ohoho… Mały wypłosz jest wściekły? – zapytał ironicznie. Nawet nie oczekiwał od niego odpowiedzi, chociaż może i gdyby młody miał jaja , wtedy zabawa byłaby ciekawsza, kto wie?
    Łoś? Parsknął na to stwierdzenie. Ot, szczyt chamstwa młodego pokolenia! I oni się pchają to zastąpienia tych starszych? Dobre sobie! Z drugiej strony, znał bardziej zadziornie przedszkolaki. Ten wyglądał jakby nie miał żadnych mocy do obrony, jak… jak człowiek? Cóż, wtedy musiałby mieć obrożę, prawda? Należało to sprawdzić. Ten chłopiec i tak dawał mu wystarczająco dużo powodów do nawiązania kontaktu fizycznego. Chociażby przywłaszczenie sobie jego szklanki. Brunet skrzywił twarz w paskudny grymas, który mógł zwiastować jedynie kłopoty, skupiając się w tym czasie. W ułamku sekundy doskoczył do małego awanturnika, po czym przyparł go do baru, łapiąc za szyję. Zaraz wyczuł pod kurtką obrożę. Cóż, zdarzyło mu się raz przespać z niewolnicą jednego z licznych zleceniodawców Gildii, nawet przez materiał mógł wyczuć to tworzywo. Uśmiechnął się, nachylając delikatnie.
    - No, to teraz jesteś w dupie, hm? - zapytał. Oczywiście nie powie nikomu o tym, że ten tutaj jest człowiekiem. Wielu Mortielczyków ich nienawidzi przez pamiętną rzeź jaką spowodowali. Ten jest za młody żeby stracić życie przez uprzedzenia, tym bardziej, że Yensen jako okhotnik doskonale wie co znaczy być prześladowanym. Po prostu pomęczy trochę chłopaczka.
    - Przeproś mnie ładnie, a ja zastanowię się co zrobić z Twoim alkoholem, Młody – syknął wściekle, puszczając jego gardło. Jedno musiał przyznać – wbijanie się do takiego pubu i dyskutowanie z kimś wyraźnie odpychającym wymagało jaj, zwłaszcza dla człowieka. Przecież ten tutaj to chuchro! Wystarczy raz go uderzyć, żeby pogruchotać wszystkie kości.


    Yensen

    [ Wybacz, że tak późno, ale miałam szlaban i wcześniej po prostu nie mogłam wejść na kompa! :( Teraz tak, masz dwie wiadomości dla mnie, także:
    1. Wybacz jeszcze raz, zapomniałam o wcześniejszej. XD Powiem Ci, że po Glenie ktoś nowy ma pomysł na człowieka, więc jakby Ci się udało. ^^ Co do maga w Gildii... chętnie bym z takim nawet powątkowała. Teraz Gildia jest taka pusta, kiedy jest sam Yensen :(
    2. Nie chwal mnie tak! Daleko mi do ideałów do jakich dążę ze swoim warsztatem, ale w przyszłości marzy mi się napisać takie fantasy, które spodobałoby się nawet wielkiemu Sapkowskiemu (tak, to mój ulubiony pisarz :") ).

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Więc co do tego wątku, kilka prostych pomysłów na początek się znajdzie. Nie do końca znam zwyczaje Glena przez co dość ciężko wymyślić mi teraz coś sensownego. Masz może GG? Skype?
    Ale jeśli mam już coś proponować to jednym z propozycji może być sytuacja w której Glen będzie poza posiadłością swojego pana, grupa jakichś młodych szczyli zacznie mu dokuczać a Elenore będzie akurat przechodzić. No ale nie jestem pewien w jakich okolicznościach wychodzi Glen i czy w ogóle to robi :/ ]

    Elenore

    OdpowiedzUsuń
  38. [ Jeśli ci to nie przeszkadza to prosiłbym żebyś zaczęła, jeśli to zrobisz mój odpis będzie dłuższy (teoretycznie) xD Poza tym z doświadczenia wiem że GG jest dość wygodne kiedy jest się członkiem na blogu RP więc jeśli chcesz usłyszeć moją radę, to możesz spróbować go odpalić :D ]

    Elenore

    OdpowiedzUsuń
  39. Akela spojrzała na zadyszanego chłopaka i lekko rozbawiona zakryła usta.
    - Wybacz, zapomniałam, że dla innych może to być konkretny wysiłek - przyznała z odkrywając usta i posyłając mu niewinny uśmiech. Słysząc jego propozycję po prostu przytaknęła i ruszyła za nim. Słuchała jego odpowiedzi grzejąc dłonie o kubek z gorącą czekoladą, w prawdzie nigdy nie narzekała na zimno, ale ciepło napoju dawało przyjemne uczucie.
    - Trochę to dla mnie nadal dziwne, oczywiście jak najbardziej szanuję Twoją pracę i w sumie cieszę się, że trafiłeś na kogoś takiego jak Mich... jak ten wampir. Zawsze mógł Ci się zdarzyć jakiś zwyrodnialec - stwierdziła i uśmiechnęła się do niego ciepło. Słuchała go dalej, z zaciekawieniem na twarzy. Miło było, że tak się przed nią otworzył. Słysząc o niechęci do jej osoby uśmiechnęła się pod nosem.
    - Wampiry i wilkołaki z reguły za sobą nie przepadają, nawet zapach drugiego gatunku bywa nieprzyjemny - pokręciła nosem i lekko się skrzywiła.
    - No, ale może rzeczywiście jest zazdrosny - wzruszyła ramionami - Jeżeli tak, to możemy sobie przybić piątkę - zaśmiała się i wystawiła do niego dłoń. Upiła nieco swojego napoju i zamyśliła się na chwilkę.
    - Wiesz, jak mieszkałam z rodzicami to miałam nawet podobnie jak Ty teraz... - powiedziała nagle wspominając niedawne czasy.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  40. Czuł szybciej bijącą tętnice jednym opuszkiem palca, który dotykał skóry młodszego; widział też panikę w jego oczach. Właśnie dlatego liczył, że młodzik da sobie spokój. Ot, małe przedstawienie i tyle. Niestety postanowił poudawać bohatera. Naprawdę myślał, że na świecie istnieje jakakolwiek sprawiedliwość? Yensen przewrócił jedynie oczami na znak swojej irytacji. Przez chwilę miał nawet ochotę pokazać mu prawdziwe oblicze życia, zdjąć kurtkę chłopaczka i pokazać jego cholerną obrożę, tylko po to, żeby docenił dobrą wolę okhotnika. W takim miejscu nie było miejsca na litość. Cóż, teraz trzeba było grać dalej. Brunet uśmiechnął się odpychająco do dzieciaka.
    - Dokładnie za to, mała sieroto – powiedział na tyle głośno, aby banda gapiów go usłyszała. Cholerna publika… - W tym świecie to siła dyktuje prawo. Nie słuchałeś na lekcjach historii? – zapytał, podnosząc jego ciało, jakby nic nie ważyło. Złapał jego szyję w taki sposób, by nie odsłonić obroży, nie chciał ryzykować ani nie poddusić go, zbyt mocno. Przeszedł z nim przez całą długość pubu, biorąc po drodze swój rum, za który wcześniej zdążył zapłacić, tuż przed tą całą śmieszną sytuacją. Gdy chłopak spróbował go kopnąć, po prostu szybko się uchylił, cały czas trzymając go w jednej pozycji. Pokręcił głową z politowaniem.
    - Jesteś słaby. Nie rób sobie niepotrzebnych problemów – westchnął, ponownie ruszając w stronę drzwi. W jakimś stopniu podziwiał tego młodego za odwagę – miał jaja; nie każdy był w stanie postawić się rosłemu facetowi, który właśnie zamówił dla siebie pełną butelkę mocnego alkoholu. Niestety do tej odwagi dochodziła niezwykła głupota, dzięki której teraz odstawiają tą nędzną szopkę. Chociaż chłopiec raczej nie zdaje sobie z niej sprawy. Otworzył jednym, silnym kopnięciem drzwi od przybytku upojenia alkoholowego, po czym na oczach rozochoconej publiki rzucił chłopcem w kałużę, która akurat znajdowała się przed wejściem. Na tyle słabo, by nie stała mu się większa krzywda. Odwrócił się jeszcze do innych klientów.
    - Wybaczcie, tego gówniarza trzeba nauczyć moresu! – dodał z cynicznym uśmiechem na ustach, a następnie wyszedł. Szybko uklęknął przy szarowłosym.
    - Nie odzywaj się, to nic Ci się nie stanie – szepnął, łapiąc go za nadgarstek. Pociągnął za sobą, wstając na równe nogi. Szybkim tempem zaprowadził go w jakąś uliczkę i uwolnił z uścisku. Zaśmiał się na swój sposób, otwierając butelkę rumu.
    - Brawo gówniarzu, masz jaja, ale jesteś cholernie głupi. Nie zaczynaj z silniejszymi, jeśli nie umiesz sobie z nimi radzić i masz na szyi ładne ozdóbki. Wiesz ilu w tamtym miejscu, by Cię zapierdoliło na miejscu? Nie macie czym się pochwalić w tym kraju – wytłumaczył, dość spokojnie, biorąc pod uwagę szopkę, która miała miejsce przed chwilą. Otworzył rum, upił sporego łyka alkoholu, a zaraz potem ponownie się zaśmiał. – Przestań się fuczyć, to może Ci odkupię piwo, tylko doceń, że zabrałem Cię ze stolicy nietolerancji rasowej i wpierdolu, okey? – dodał, chowając rękę do kieszeni spodni.



    Yensen

    [ Nie nazywaj mnie Sapkowskim nowego pokolenia! Nie zasługuję na to! Nie piszę nawet w połowie tak dobrze. Ten styl to jest prozaiczna poezja, tego się nie da skopiować.
    A na wątek się chętnie jakiś skuszę, ale z aktywnością po wolnym może być problem, ale damy radę! Ah, ta szkoła.

    I NIE CHCIAŁAM PONIEWIERAĆ GLENA. SPECJALNIE MU ZABRAŁAM OKAZJĘ DO WIĘKSZYCH PYSKÓWEK I NIE RÓB MIT TEGO WIĘCEJ. NIE LUBIĘ GRAĆ ZŁEGO PRZEŚLADOWCY. :p ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A GG POLECAM ODPALIĆ NA PRZEGLĄDARCE - WEBOWE GADU GADU - NIE POWINNO CIĄĆ KOMPA.

      THERE IS NO PERS WITHOUT CAPS <3

      Usuń
  41. Wilczyca zdała sobie sprawę, że swoje myśli wypowiedziała na głos i zaraz, słysząc pytanie, zakłopotana podrapała się po głowie.
    - Znaczy... - zaczęła. Po chwili jednak zacisnęła dłoń w pięść. Raz kozie śmierć, on jej przecież co nieco o sobie opowiedział.
    - Moja rodzina nie jest, nie była... Po prostu mamy swój kryzys i nie jesteśmy typową wilkołaczą rodziną. Kiedyś byliśmy, jak byłam bardzo młoda. Mieszkanie w lasach, organizowane polowania, ogniska, tańce, śpiewy, alkohol - zaśmiała się lekko i spojrzała pogodnie na Glen'a. - Później się to wszystko popsuło, trafiłam do wielkiego molochu gdzie traktowano mnie jak więźnia, nie córkę. Alphie stada odbiło, a matka, zaślepiona miłością do niego wspierała go w tych wszystkich chorych działaniach - wzruszyła ramionami i zamilkła na chwilę, patrząc na gorącą czekoladę. - Teraz Alpha nie żyje i prawdopodobnie wrócimy do dawnej świetności - przyznała, nie odrywając wzroku od napoju, dopiero po chwili spojrzała w oczy towarzysza.
    - Jeżeli chodzi o wilkołaki, to nie ma ogólnego zarysu rodzinnego, wszystko zależy od Alphy i potencjału poszczególnych osobników - posłała mu ciepły uśmiech i upiła czekolady. Słysząc komplement zarumieniła się delikatnie.
    - Dziękuję, ale jak mam być szczera to tutaj raczej Ty zaliczasz się do tych niesamowitych - zaśmiała się lekko. - Poza tym do tego nie potrzeba od razu moich zdolności, nawet ludzie są w stanie osiągnąć niesamowite czyny. Jak byś poczytał gazety z świata zza kurtyny to byś się sporo nadziwił - puściła mu oko.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  42. [Bardzo dziękuję za przywitanie c: Jeśli chodzi o wątek, to ja z największą przyjemnością, tylko kiedy, jak i co? Wybacz ostatnio mam jakieś pustkę, jeśli chodzi o wymyślanie. Może coś razem wskóramy?]

    Zewłok

    OdpowiedzUsuń
  43. - Wyglądasz mi na nieletniego- przyznał mężczyzna, by za chwilę wciągnąć w płuca następną partię dymu, która powoli zaczynała go dusić. Mimo to dawała przyjemne ukojenie jego zszarganych nerwów. Słysząc jego poetyckie określenie aż prychnął śmiechem, po prostu nie mógł wytrzymać.
    - Widać, że nie znasz się na życiu chłopcze. Uwierz mi, rutyna jest jedną z bardziej przyjemnych rzeczy jaka może dopaść człowieka. Jeśli już pożyjesz na tym świecie ćwierć wieku, będziesz wiedział o czym mówię- spojrzał na niego. Gleen mylił się co do jego sposobu bycia, już na pierwszy rzut oka było widać, że to nie jest przyjemny typ człowieka. A jego twarz to potwierdzała. Blizny wystające spod mankietów koszuli, ciemna kurtka za którą kryła się nie jedna, straszna niespodzianka, szerokie ramiona i pewność siebie wbijająca człowieka w ziemię.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  44. Akela uśmiechnęła się pod nosem.
    - A mi ktoś kiedyś powiedział, że lepiej być głupim bohaterem niż mądrym tchórzem - zaśmiała się lekko. - Oczywiście wszystko zależy od sytuacji - sama też wzruszyła ramionami. Słysząc pytanie i swój krótki opis ponownie posłała mu uśmiech.
    - Jestem Alphom, w każdym miocie pary alpha jest kolejny alpha, jest to zawsze najstarsze szczenie. Po prostu przede mną do tego stanowiska ma pierwszeństwo brat z starszego miotu, jestem druga w kolei, ale nie przeszkadza mi to. Przynajmniej do czasu, jeżeli będzie brał moje słowa do siebie to nie przewiduję próby zdjęcia go z jego stanowiska - uśmiechnęła się niewinnie. - I dziękuję, cieszę się, że w Twoich oczach pasuję na to stanowisko - przyznała wyraźnie zadowolona. Dla jej rasy był to bardzo duży komplement.
    - Hmm... - popukała się po brodzie i pomieszała chwilę słomką w swoim kubku. - Stado to najczęściej rodzina, spokrewniona... Oczywiście mówię tylko o moim stadzie, bo każde może mieć nieco inne zwyczaje. U nas samiec lub samica alpha znajduje sobie partnerkę w innym stadzie, sam decyduje jakie to stado, jednak partner powinien być również z linii alph. Wtedy dochodzi do fuzji stada. Inne basiory czy wadery korzystają z okazji i też, w tym samym stadzie, rozglądają się za potencjalnym towarzyszem. Mamy kilka tygodni wspólnych polowań, spotkań, zabaw, a potem każde stado idzie w swoją stronę, jednak z nowymi członkiniami, bo to wadery traktowane są jako te "na wydanie" - wyjaśniła mu najlepiej jak umiała.
    - Pewnie gdzieś na świecie są przypadki mieszania się z inną rasą, osobiście poznałam przykład takiego osobnika, ale nie przypadłyśmy sobie do gustu - zaśmiała się pod nosem i upiła czekolady.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  45. Zaśmiał się słysząc słowa chłopaka.
    - Owszem, będąc w obskurnym pubie, gdzie każdy szuka okazji do mordobicia. Nie zrobiłbym tego przedstawienia i walczyłbym w obronie swojej męskości, a Ciebie by katowali; najpierw za brak szacunku, później z uwagi, że nosisz obrożę – zauważył uśmiechając się delikatnie. Szanował jego odwagę, w jakimś stopniu, ale bardziej cenił sobie zdrowy rozsądek. Tego go uczyli od małego. Nie sztuka rzucić się na widłogona, sztuką jest szybkie zabicie stwora, zanim w ogóle zdąży Cię dziad zadrapać. Tak samo było z życiem. Odwaga była przeznaczona raczej dla silnych.
    - Nosisz tą błyskotkę, bo Twoi przodkowie wymordowali wielu obywateli tego jakże wspaniałego kraju. Ta nienawiść nie bierze się znikąd. Większość tych ludzi straciła swoje najbardziej ukochane osoby i popadła w nałogi, wada długowieczności. Przez setki lat będziecie spotykać się z nienawiścią. Ale za kurtyną jest na odwrót. Tacy jak ty katują nieludzi za to, że są. Nawet tworzyli sobie nadnaturalnych morderców, żeby poczuć się lepiej – w tym momencie miał na myśli wszystkich okhotników. Jego rasa była przez to szaklowana, uważana za gorszą. Nawet nie wiedzieli kim się urodzili. Tylko Ci ze szpiczastymi uszami mogli się pochwalić tym, iż porwano ich jakiejś elfiej rodzinie. Yensen nie miał pojęcia kim się urodził. Wiedział tylko, że zrobili z niego maszynę do zabijania, która w końcu się zbuntowała. Nienawidził oceniać kogoś po rasie, ale w stosunku do ludzi zawsze pozostawał uprzedzony; oni zawsze szukali sposoby, by stanąć ponad innymi. Jednak mortielskiego niewolnika dało się szanować.
    - Mieszkam w Mortiel od ponad pięciuset lat, ale masz rację. Urodziłem się na terenach zamieszkiwanym przez pierwszych Słowian. Jednak polegam głównie na sile i sprycie. Jestem wojownikiem, to się liczy w moim fachu, do tego została stworzona moja rasa. Ty powinieneś być sprytniejszy i zwinniejszy. Siłą nic nie zawojujesz w tym kraju. Zresztą Twoja szybkość nie wiele Ci da przy wilkołakach i wampirach. Staraj się im nie wchodzić w drogę – dodał, podnosząc lekko rękę, za którą złapał się młodzik. Łagodne spojrzenie? Z której strony. Jego oczy wyglądały jak u jakiegoś dzikiego drapieżnika; poza tym były przystosowana do polowań. Nie było w nich nic przyjemnego.
    - Ty chyba się już upiłeś samym aromatem piwa, Młody – Yensen zaśmiał się, upijając kolejny łyk rumu.
    Yensen


    [ Czy ja wiem, czy WUJASZKA? XDDD Yensen jest zimny, ale wie, jak to jest być prześladowanym, więc na swój sposób broni Młodego. XD Yensen jest wzorowany na Lambercie, nie wiem, gdzie tam jest majestatyczność. Raczej cynizm i brak szacunku dla starszych XDDD
    Nie staram się kopiować Sapkowskiego, ale swojego stylu też raczej jeszcze nie mam, a jeśli mam to jest bardzo niedopracowany. XDDD
    A na GG to Cię chyba dodałam. Nazywasz się Ryu? ]

    OdpowiedzUsuń
  46. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że tyle emocji widać w jej oczach. Miał rację. Okropnie tęskniła za momentami o których opowiadała, jednak miała coraz więcej nadziei, w końcu po zakończonej tyranii wszystko powinno wrócić do dawnej świetności. Sama zapatrzyła się na zachód słońca, to było całkiem zabawne, niby jako wilkołak takie widoki powinna mieć na porządku dziennym, a jednak proszę. Mimowolnie uśmiechnęła się na widok pomarańczowego nieba. Nawet nie zauważyła jak Glen oddala się od stolika, dopiero kiedy wrócił spojrzała na niego. Na widok gitary uśmiechnęła się szeroko. Dawno nie grała, ostatnio świeżo po dołączeniu do szkoły, w lesie, na ognisku. Uśmiechnęła się szerzej na to wspomnienie. Zrobiła duże oczy słysząc pytanie i zaraz rozpoznała znajome akordy. Piosenki Edd'a Shareen'a było jej bardzo dobrze znane. Nawet nie przytakiwała głową, po prostu słuchała jego głosu i w pewnym momencie sama podłączyła się do śpiewania. Przymknęła przy tym oczy, miała wrażenie, że znowu jest w lesie, otoczona swoją rodziną, wszyscy są uśmiechnięci, a Cahan siedzi obok i trzyma jej dłoń, uśmiechając się w ten swój specyficzny sposób. Kącik warg dziewczyny uniósł się mimowolnie. Zaraz jednak otworzyła oczy, wracając jednocześnie na ziemię, jednak to co widziała teraz też jej się podobało. Potowarzyszyła Glen'owi jeszcze chwilę w śpiewaniu, a później oddała mu głos. Kiedy skończył zaklaskała energicznie.
    - Brawo, pewnie, że znam, może kiedyś zabiorę Cię na moje rodzinne ognisko. Z takim repertuarem będziesz tam mile widziany - posłała mu ciepły uśmiech i przytaknęła sobie samej głową.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  47. [Wybacz, ze dopiero teraz odpisuję. Z Raya fajny pan, ale coś mi brak do niego koncepcji - Zewłok raczej do Gildii na razie nie ma po co, a nie wiem zbytnio co by mogło wyniknąć z ich spotkania na ulicy ;w; Za to Glen może będzie Zewłokowi milszy. Ten pomysł z paczką jest dobry. Mój przerośnięty jelonek mógłby znać się z jego właścicielem (dobrze tę relacje nazwałam?) i to właśnie od niego mogła być ta przesyłka. Przynajmniej byłoby wytłumaczenie, co Glen robiłby u mojego.

    Albo coś ten tego c': ]

    Zewłok

    OdpowiedzUsuń
  48. - W prawdziwym życiu nigdy nie przewidzisz sytuacji – zaczął, w międzyczasie popijając rum. Chłopak zdecydowanie za bardzo się wszystkim emocjonował, a Yensen nie miał zamiaru uczyć go jak radzić sobie z nadnaturalnymi istotami. To byłoby tak jakby szkolił kolejnego okhotnika, a ta rasa powinna wyginąć. – Musisz po prostu badać na ile możesz sobie pozwolić. W Twoim przypadku najlepsza jest szybka ucieczka, bo nigdy nie dorównasz sile chociażby wilkołakowi – dodał, opierając się o ścianę, znajdującą się naprzeciwko chłopaka.
    - Tylko sobie żartuję – zaśmiał się ironicznie, gdy szarowłosy wspomniał o swojej głowie. Później spojrzał na gwiazdy, przez chwilę , tylko po to aby sprawiać wrażenie tajemniczego, bardziej majestatycznego. Oczywiście pogrywał sobie z Glenem w ten sposób. Młody był zbyt łatwowierny, a takie wkręcanie go sprawiało brunetowi pewien rodzaj przyjemności, poprawiało mu humor.
    - Stworzenie jest pozbawione duszy, wolnej woli, czy wyższej inteligencji, zwał jak zwał. My jesteśmy istotami takimi samymi jak ludzie. Czujemy to samo co wy, w naszych żyłach płynie identyczna krew, ale narobiliście nam uprzedzeń. Jeszcze zanim wynaleziono pismo. Ale gdyby nie ten pogrom wszystko byłoby inne, nie różowe i piękne, ale inne. Sam nie jestem traktowany najlepiej. Znasz historię okhotników, hm? – zapytał, krzyżując ręce na piersi – Nienawidzą nas, bo byliśmy niewolnikami ludzi. Mordowaliśmy na zlecenie, albo sami ginęliśmy. Świat jest okrutny, bardziej niż Ci się wydaje – wyjaśnił spokojnym tonem. Był przyzwyczajony do realiów. Miał naprawdę sporo czasu żeby się przyzwyczaić. Sam nawet się wpasował, co by łatwiej mu się wiodło.
    - Bo jesteś gówniarz i nie wyglądasz groźne – wyjaśnił jego kolejne pretensje. – Poszedłeś do obskurnego pubu, tam rządzą prawa dżungli. Jeśli chcesz żeby ktoś Cię przepraszał najpierw musi zacząć Cię szanować – dodał. Upił kolejnego łyka, po czym zakręcił butelkę, by zaraz potem rzucić ją chłopcu.
    - Częstuj się. Potem pójdziemy na jakieś piwo – westchnął.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  49. Z niewiadomych powodów coraz częściej wysyłali Elenore w mało istotnych celach po wszystkich miastach Mortiel, prócz Kolonii z oczywistych powodów. Nie tak sobie wyobrażała służbę wojskową. Ale mogła sobie zdać sprawę z tego że jako człowiek w nieludzkim społeczeństwie tego świata będzie zmywana i posyłana wszędzie byle miała zajęcie. Może większości by taka praca odpowiadała, ale ona nie widziała w tym swojego rozwoju... Tak czyś jak nie może z tym nic zrobić. Być może ta jej bezsilność potrwa jeszcze trochę więcej czasu. A w każdym razie ona nie tyle co w to wierzyła, co wiedziała że tak się stanie. Aktualnie przebywała w Salree, w celu "popatrolowania" terenu przez jakiś czas. Myślała że od tego w mieście są jakieś służby porządkowe ale najwyraźniej się myliła. Przynajmniej miała czas by pozwiedzać to miasto, ponieważ jeśli tak nad tym pomyśleć to nigdy nie odwiedzała Salree. Spacerowała główną ulicą w swoim białym "uniformie" przez który w jej oddziale wszyscy dziwnie na nią patrzą poza tym że jest człowiekiem. Tu zaś zwracała na siebie dodatkową uwagę ponieważ na plecach miała przewieszoną dość długą włócznię. Co jak co ale na patrol zawsze wychodzi się z bronią, ale czy ona pasuje młodej dziewczynie to już inna sprawa. Ten dzień wyglądał na to że będzie spokojny, ale jak to mawiają, pozory mylą. Gdy przechodziła obok jednej uliczki usłyszała dochodzące z niej odgłosy bójki. Od razu cofnęła się do niej po czym spojrzała w jej głąb. Po dostrzeżeniu że grupa trzech napastników znęca się nad jedną ofiarą, zmarszczyła gniewnie brwi, czując narastającą frustrację. Ruszyła przyśpieszonym krokiem w kierunku zamieszania, a uderzające o podłoże niewielkie obcasy kozaków które miała na stopach ujawniły jej obecność.
    - Przestać w tej chwili! - Krzyknęła rozkazująco zbliżając się coraz bardziej, w tym samym czasie sięgając po włócznię na plecach. Będąc jakieś dziesięć metrów od napastników wykonała niewielką szarżę, uderzając następnie każdego z nich tempa stroną włóczni w korpus tak by ich odepchnąć od skulonego na ziemi chłopaka.
    - Pod ścianę i wyjąć dokumenty, teraz! - Rzuciła kolejnym rozkazem celując ostrzem włóczni w stronę odepchniętych delikwentów.

    Elenore

    [ Wybacz że tak późno. Ale jestem dalej do niczego, mam nadzieję że moje wypociny są akceptowalne. Poza tym cieszę się że jednak odpaliłaś GG :D W końcu ktoś bierze moje rady na poważnie xD I Ray ma siostrę...? Uhuhuhu...
    Co do tej wspólnej misji. Elenore nie ma jako tako powiązań ani z Gildią ani DCS, więc... hm... Ale zawsze da się coś wykombinować. Pytanie tylko czy ja dam radę prowadzić kolejny wątek xD ]

    OdpowiedzUsuń
  50. Uśmiechnęła się ciepło, słysząc, że chętnie odwiedzi jej stado. Słysząc pytanie o wspomnienia zaśmiała się lekko pod nosem.
    - Wiesz, wydaje mi się, że nie ma na świcie rzeczy jedynie czarnej lub jedynie białej. Wspomnienia są zarówno fajne jak i nieciekawe, wręcz odpychające, to już zależy co wspominamy - stwierdziła, no tak, czasem odzywał się w niej głos filozofa. Zaraz jednak otworzyła szeroko oczy i z zdziwienia nawet nimi nie zamrugała. Randkę? ... Śmiech chłopaka dał jej do zrozumienia, że to po prostu jakaś gra słów, przecież mu mówiła, że ma chłopaka. Słysząc dalszą propozycję sama się zaśmiała i zaraz przytaknęła głową.
    - Bardzo chętnie, morskie klimaty przypadły mi do gustu, a klify zdecydowanie brzmią lepiej niż łóżko - zaśmiała się raz jeszcze, wypijając czekoladę do końca.
    - Dziś odpuszczę Ci rzucanie kubeczkami - dodała wesoło, puszczając mu oko i widząc, że też skończył swój napój i deser, wstała od stołu.
    - Idziemy od razu? - zapytała się dla pewności. W razie co, mogła po prostu wybronić się chęcią skorzystania z toalety.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  51. Zaśmiała się na porównanie do gazeli. Chętnie by jakąś zjadła. Potrzepała głową na tą myśl. Czasami sama nie wierzyła co jej wpada do głowy.
    - Laskę już masz przy boku, więc powinno Ci schodzenie sprawniej wyjść - zażartowała prezentując się w dość zabawny sposób i ruszyła na schody. Nie chciała za bardzo dołować chłopaka, więc nie przesadzała z tempem. Na dole czekała tylko chwilę na niego, uśmiechając się szeroko. Zaśmiała się słysząc pytanie.
    - Tańczę, nawet z moją kondycją czy sprawnością figury taneczne pochłaniają sporo energii, ale tańczę od dziecka więc zdążyłam się przyzwyczaić - przyznała i ruszyła za nim.
    - Jak chcesz to możemy razem potrenować, zrobimy Ci kilka testów wytrzymałościowych i siłowych, zobaczymy nad czyn najbardziej musisz popracować - zaproponowała idąc przy jego boku. Zatrzymała się przed ścieżką i uśmiechnęła uroczo.
    - Uwielbiam takie miejsca - przyznała wciągając mocno powietrze i ruszyła w podskokach jako pierwsza. Wykonała kilka obrotów dookoła własnej osi i zaśmiała się głośniej. Zaraz po tym szybka gwiazda i jeszcze kilka obrotów. Zatrzymała się oglądając na Glenem. - Przestrzeń to jest jednak cudowna - przyznała wyraźnie roześmiana, kiedy ten zbliżył się do niej.
    - Skakałeś kiedyś z klifu? - zapytała zaciekawiona. W końcu ludzie miewali takie pomysły.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  52. Aki zaśmiała się.
    - Pewnie, że nie dziś, dziś mamy randkę z klifami, no i był deser przy zachodzie słońca, więc atrakcji wystarczy. Mój numer masz, więc jak obudzisz się jutro i nadal będziesz chciał poćwiczyć kondycję to śmiało dzwoń, umówimy się wtedy. Tylko podkreślam, że treningi zaczynam około godziny 6, czasem wcześniej - uśmiechnęła się zadziornie. Gdy przypomniał sobie o tańcu przytaknęła jedynie głową, jednak słysząc o skakaniu zrobiła duże oczy.
    - Ja nigdy nie miałam okazji! Chętnie bym spróbowała jak to jest... - przyznała z uśmiechem na ustach i zaraz wsłuchała się w jego wyjaśnienia. Zaśmiała się ponownie.
    - Jesteś zabawny, jednym zdaniem prowokujesz, aby skoczyć, po czym dodajesz, że nie, lepiej nie - zauważyła rozbawiona. Zaraz wskoczyła na wyższy fragment klifu i zaczęła kierować się ku jego granicy. Gdy dotarła na miejsce rozłożyła ręce szeroko, pozwalając aby wiatr rozwiewał jej włosy, koszulkę i kurtkę. Zaśmiała się melodyjnie.
    - To musi być niesamowite uczucie, spadać tak w dół - obejrzała się na chłopaka i posłała mu szeroki uśmiech.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  53. Oczywiście że to on ich sprowokował, w końcu nie mieliby po co się nad nim znęcać w trójkę prawda? Będąc jeszcze w Kolonii często widywała takie "sprowokowanie" z czyjejś strony. Pomyśleć że ludzie mogliby żyć tam w zgodzie a zamiast tego uprzykrzają sobie dzień nawzajem. Rzuciła chwilowym napastnikom jeszcze pełne pogardy spojrzenie, po tym jak rozniosła ich prawie jednym ciosem.
    - Już nieważne, wynoście się stąd. Jeśli jeszcze kiedykolwiek dowiem się bądź będę świadkiem waszych wykroczeń zamknę was w celach. Jasne? A teraz Wynocha! - Poszczuła ich odprowadzając wzrokiem, a kiedy upewniła się że już zniknęli wzięła głębszy oddech. Zarzuciła po tym włócznię na plecy i podeszła do ofiary tego zajścia. Zauważyła wówczas obroże na jego szyi, jednak zachowywała się naturalnie.
    - Wszystko w porządku? Mocno cię poturbowali? - Spytała się troskliwym głosem, bacznie sprawdzając okaleczenia na jego ciele. - Lepiej usiądź i odpocznij chwilę. Powinnam mieć w torbie jakieś opatrunki. - Nie tak że poradziła chłopakowi odpoczęcie na ziemi, a raczej go do tego zmusiła, napierając swoją siłą na jego barki. Następnie zdjęła przewieszoną przez ramię wspomnianą torbę i zaczęła poszukiwać w niej podręcznej apteczki. Po znalezieniu jej zaczęła opatrywać rany Glena. W trakcie tego spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem.
    - Jestem Elenore.

    Elenore

    [ Mówisz że Ray miałby interes w romansowaniu z ludzką dziewczyną? xD No ale taką misję dałoby się zorganizować bo Elenore tak czyś jak traktują jak dziewczynę na posyłki. Jakby popracowała chwilę z Dyrusem to by to nie było aż tak dziwne :I ]

    OdpowiedzUsuń
  54. Kuro nie lubił takich osób jak on. Rozgadanych, nachalnych, skupiających na sobie całą swoją uwagę. Wolał takie, które siedzą z boku, obserwatorów, a Glen na pewno do takich nie należał.
    - Jeśli nie będziesz cicho to uwierz, następna osoba pojawi się w mojej kolekcji trupów- spojrzał na niego porozumiewawczo. Może to zamknie mu jadaczkę.- A o takich sprawach sam się przekonasz dzieciaku.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  55. Aki zaśmiała się lekko.
    - To nie musi być koniecznie jutro, trenuję codziennie więc równie dobrze możesz zadzwonić i się dopiero umówimy - wyjaśniła mu i zaraz wsłuchała się w jego słowa. Zrobiła wyraźnie zdziwioną minę słysząc o tym w jaki sposób "skakał" z klifu. Zamrugała szybciej kilka razy i nawet kiedy proponował jej bezpieczny klif, ta nadal zdziwiona patrzyła na jego twarz.
    - Pytałam czy skakałeś, a nie czy ktoś Cię zepchnął - zauważyła, grożąc mu lekko palcem. - Mogę oficjalnie stwierdzić, że ten Twój Pan też mi do gustu nie przypadł. Niech lepiej uważa przy urwiskach, wiesz jak to mówią, karma wraca - powiedziała z powagą na twarzy. Sama zastosowana metoda zemsty była dość dziwna, tym bardziej, że chodziło o człowieka, delikatną istotę, przynajmniej w tej krainie. - Musiałeś nieźle nabroić, że tak Cię potraktował - pokręciła jeszcze głową. Na prawdę to całe niewolnictwo do niej nie przemawiało.
    - I spokojnie, teraz skakać nie planuję, ogólnie chciałabym kiedyś spróbować, może z Cahanem się kiedyś wybiorę albo z Tobą - posłała mu ciepły uśmiech i zaraz usiadła obok niego.
    - A zrobiłeś coś kiedyś sam? Tak z własnej chęci, coś takiego dużego, z stylu tego skakania z klifu, spełnienia własnego marzenia... ? - spojrzała na niego zaciekawiona.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  56. Westchnęła ciężko, widząc, że nie wywołała swoimi słowami przykrości w nim. Delikatnie odpuściła ramiona, wygodnie rozsiadając się na swoim miejscu. Obserwowała go non stop, jak gdyby będąc nim w jakimś stopniu zafascynowana. Była dla niej dziwne to, że wampir miał w swoich łaskach człowieka... Tak sądziła, że człowieka — nic o nim nie wiedziała, ani nie wyczuła w nim żadnej magicznej aury.
    — Myślisz, że nie będzie miał nic przeciwko? — Spytała cicho, bawiąc się filiżanką. Wodziłą palcem po jej brzegach, delikatnie ją przechylając. — Jeśli masz chwilę... — zaczęła niepewnie. — ... to... czy mógłbyś mnie może oprowadzić? Wiesz... spodobał mi się styl wnętrz panujący tutaj... — Uniosła zaraz dłonie, wyciągając je przed siebie. — Nie, przepraszam... Mieliśmy dokonać transakcji... Pewnie sam jesteś zajęty, a ja niepotrzebnie zabieram Ci czas...

    Ýril

    OdpowiedzUsuń
  57. Aki uśmiechnęła się lekko zawstydzona i zaraz pogładziła swój policzek, który ozdobiony był rumieńcem.
    - To są raczej wydarzenia, przygody... - powiedziała niepewnym głosem, jednak zaraz uśmiechnęła się pewniej. - Bardziej pytam o coś co ciężko osiągnąć. Na przykład założenie rodziny czy jakaś daleka podróż - wyjaśniła, jednak słysząc odpowiedz mina jej zmizerniała. Również spojrzała mu w oczy, a w nich pojawiła się pewnego rodzaju zawziętość.
    - Obroża nie blokuje możliwości posiadania marzeń - powiedziała szybko, jakby troszkę oburzona. Przysunęła się do niego i popukała go palcem wskazującym po czole.
    - Marzenia nas nakręcają, dają sens życia, sens dla nas samych, nie dla naszych panów, kochanków czy przyjaciół, to coś co jest tylko Twoje. Nie zakładaj sobie obroży na marzenia czy wyobraźnię, ta na szyi w zupełności Ci wystarczy - posłała mu pogodny uśmiech i wstała szybko. Tym razem to ona złapała jego rękę i bez problemu podniosła go na równe nogi. Jednak na tym się nie skończyło. Spojrzała na niego z zadziornym uśmiechem i umocniła chwyt po czym zaczęła biec w stronę klifu, który chłopak określił jako bezpieczny do skakania, oczywiście cały czas trzymała go za rękę. Zapowiadało się, że po raz kolejny zostanie zmuszony do spadania prosto w toń wody, jednak w ostatniej chwili, chwilę przed wyskokiem Wilczyca zatrzymała się. Jej tępo było na tyle duże, że chłopak zatrzymał się na jej plecach. Puściła jego dłoń i odwróciła się do niego przodem.
    - Masz obrożę, ale w pewnych sprawach masz też stu procentową władzę i to Ty, tylko Ty podejmujesz decyzję. Nie zabieraj sobie tych możliwości - puściła mu oko i odchyliła się w tył. Z głośnym wyciem zaczęła spadać w dół, na końcu dało się słyszeć jej śmiech i zaraz zniknęła w wodzie.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  58. Weszła na klif z szerokim uśmiechem. Skok na prawdę był udany, zaskoczyła nim samą siebie, a uwielbiała uczucie adrenaliny. Zaśmiała się głośno na pytanie chłopaka.
    - Zimna, ale to nic, jako wilkołak nie narzekam na niskie temperatury - przyznała, nadal z szerokim uśmiechem. Pokręciła głową słysząc jego odpowiedź.
    - Glen, to były tylko przykłady, przecież nie musisz marzyć o ożenku czy podróży za kurtynę - powiedziała z zadziornym uśmiechem. Uśmiech ten został na jej twarzy nawet kiedy usłyszała o jego celach.
    - Cel to cel, a marzenia mogą nieco odbiegać od realiów. Wbrew pozorom zobacz ile masz możliwości. Wiesz ile ludzi marzy o tym, aby szybować po niebie czy zobaczyć syrenkę? Ty, jak ładnie poprosisz możesz nawet przejechać się na grzbiecie wilkołaka - szturchnęła znowu jego ramię. - Nie mówię, że masz zaraz stworzyć listę marzeń, po prostu się przed nimi nie broń, może Cię kiedyś jakieś zaskoczy - wzruszyła ramionami.
    - Przede wszystkim Glen, realny to jest cel, tak jak mówisz, marzenia to bujanie w obłokach, coś co nawet może się nie spełnić, ale działa na nas jak taki motorek napędzający, dążymy do jego realizacji, tak po prostu - stwierdziła i spojrzała na swoje przemoczone ciuchy.
    - Przydałoby się przebrać, ciuchy niestety nie schną tak szybko jak ja - zauważyła śmiejąc się pod nosem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  59. - Tutaj to uchodzi raczej za obelgę. Kiedyś traktowano ich jak bezmózgie stworzenia, bo się ich bano, a uprzedzenia do teraz nie zniknęły nawet do teraz. Pewnie dlatego, że za Kurtyną nadal jesteśmy prześladowani – wyjaśnił. Owszem, było sporo osób, które nie patrzyło na rasę, ale nadal znajdowała się spora część pełna uprzedzeń, nie tylko ze względu na opowiastki. Kiedyś słyszał, że jeden z admirałów floty Mortiel był dręczony przez sam rząd USA. Nic dziwnego, że tutaj odpłacano się ludziom pięknym za nadobne.
    - Mów po prostu istoty, nieludzie, ale nie ‘’stworzenia’’, moja praca po części polega na zabijaniu bezmózgich, niebezpiecznych stworzeń, które stanowią problem dla każdego – dodał, chowając jedną rękę do kieszeni.
    - Wiesz, moją rasę stworzyli żeby zabijać nieludzi, byliśmy niewolnikami, coś jak ty teraz, tylko że my mieliśmy broń. Pod skórę wszywano nam srebrne druty, aby nikt z nas nie mógł się zbuntować, ale to był kit. Kiedy już się zbuntowaliśmy druty gówno im dały. Wszyscy okhotnicy przyjechali do Mortiel, ale nikt nas miło nie przywitał. Chujowa sprawa, stanęliśmy przed sądem, wyrwano nam druty, ale zostawiono krwawiące blizny, do dzisiaj utrudniają nam życie, kilku zginęło z bólu, wiesz, musimy pamiętać co zrobiliśmy. Z ludźmi jest gorzej. Was nikt nie karał, byliście obok nas, aż w końcu zaczęliście mordować za to jakimi się urodziliśmy, ciężko za to kochać, co? Takich co przeżyło to gówno jest sporo, wielu straciło ukochane osoby, nawet nasz prymarcha. Ciężko nie być rasistą w takiej sytuacji, dlatego się nie dziw, kiedy ktoś Cię nienawidzi i bądź wdzięczny za to, że nie zawsze spotkasz takich na swojej drodze. Zanim znowu odzyskacie pełne zaufanie miną tysiąclecia, albo się pozabijamy. Jedno z dwóch – zakończył wywód, po czym upił spory łyk rumu.
    - Nie będę przepraszał osób, których nie szanuję, bo jestem na to zbyt dumny – odpowiedział mu z zadziornym uśmiechem, łapiąc alkohol. Osobiści lubił jego smak, więc wziął kolejny łyk.
    - Około 1500. Roku, łatwo wtedy było zwinąć statek, no i dzięki reformacji było sporo wojen. Cała Europa była pogrążona w chaosie, nie było zbyt ciężko – wyjaśnił, kierując się w stronę monopolowego.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  60. [Mam ochotę go przytulić :D
    Dziękuje za powitanie, a teraz wątek tylko nie mam pojęcia z którym panem bo obaj baaardzo fajni, ale chyba postawie na pana człowieka bo bym chciała żeby moja smoczyca miała z jakimś wątek ;D Na pewno by ją wkurzyło ze jest niewolnikiem. Jej dumna główka nie daje jej ogarnąc czegoś takiego jak niewolnictwo, myśle ze nawet jakby się przyjaźnili to poszłaby nakopać wampirowi właścicielowi xD
    No ale przejdźmy do konkretnych pomysłów. Hmhm... On gra, a ona lubi muzykę, on lubi obserwować różne nadnaturalne stworzenia a ona jest smokiem, można coś z tym pokombinować ;) ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  61. Zewłok słysząc dzwonek do drzwi, omal nie podskoczył, nie kojarząc ów dźwięk z niczym przyjemnym. Okolica, w której mieszkał, jak i fizjonomia samego gospodarza sprawiała, że ciężko było uświadczyć nawet zagubionego kota. Z samej przyjemności naprawdę nikt nie pukał do tych drzwi. Czasem tylko pojawiał się właściciel kamienicy, który przychodził po zaległe zapłaty, albo sprawdzić, czy demon nie urządza żadnych spotkań anonimowych satanistów. Jednakże jeśli ufać zrobionemu na szybko rachunkowi sumienia, to nie powinien się tu pojawiać przynajmniej jeszcze przez dwa tygodnie.
    Dzwonek zadzwonił po raz drugi i dopiero wtedy Zewłok odłożył na stół dotychczas czytaną książkę i ruszył się z fotela. Biorąc głęboki wdech, w myśl raz kozie się żyło, otworzył drzwi i musiał przyznać, że takiego gościa się nie spodziewał. Nawiedził go dzieciak, który najprawdopodobniej w ogóle nie spodziewał się, że zastać może tu coś pokroju Zewłoka. Patrzył na mężczyznę z jawnym szokiem wypisanym na licu.
    - Mam do pana... przesyłkę od Michaela - wymamrotał w końcu i dopiero wtedy Zewłok zauważył, że ten trzyma długo wyczekiwany pakunek. Gdyby na czerepie ostały się jakieś mięśnie, to z pewnością szczerzyłby się głupkowato do chłopaka. Tak tylko jest w stanie kiwnąć łbem, mrucząc cicho podziękowanie.
    - Ach! Tak, proszę bardzo. - odparł na pytanie chłopaka. Odsunął się z przejścia, aby go przepuścić i wskazał w głąb korytarza. - Łazienka, to te pierwsze drzwi na lewo.


    ~Zewłok, który bardzo przeprasza i ma nadzieje, że jesteś jeszcze chętna na wątek. :c

    OdpowiedzUsuń
  62. [ Możemy założyć, ze wybrała się do Salree bo nie miała wcześniej okazji pozwiedzać innych stron jak Eflea ;)
    To jak możesz to czekam w takim razie na zaczęcie ^^ ]

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  63. Dzień zapowiadał się bardzo dobrze. Miała dzień wolny od wszelakich zajęć wiec postanowiła rozprostować nieco kości. W mieście rzadko kiedy miała okazje by przebywać w swej smoczej postaci za czym bardzo tęskniła ponad to zużywała sporo energii by przez tak długi czas przyjmować ludzka formę.
    Jak tylko znalazła się w powietrzu postanowiła zrobić dłuższa trasę niż tylko koło nad miastem. Jej celem stało się Salree, w którym nie miała jeszcze okazji być. Droga upłynęła jej bardzo szybko. Dystans w powietrzu mogła pokonywać z zawrotna szybkością. Poza tym uwielbiała przecinać niebo, gdy wiatr muskał jej masywne ciało. W takich momentach była prawdziwa sobą i z utęsknieniem czekała na dzień w którym powróci do Eflei by moc znów niemal cały czas przebywać w tejże postaci. Mimo wprawy jako człowiek nie czuła się w pełni swobodnie. Siła i zwinność malały... Dobrze przynajmniej ze potrafiła zachować ostrość zmysłów. Przynajmniej dzięki temu nie była aż tak bardzo bezbronna, a wiedziała ze po świecie chodzi sporo potężnych istot. Ona w tym wieku nie była nader niebezpieczna jednak wciąż mogła wyrządzić wiele szkód.
    Okrążała przez dłuższy czas miasto portowe by moc znaleźć dogodne miejsce na chwile odpoczynku. Wypatrzyła klify, które dla niej były idealnym pasem do ładowania jak i startowania. Gdy się do nich zbliżyła wyczuła, ze nie będzie sama. Zapach jednak był całkiem dziwny, w pierwszym momencie nie mogła go zidentyfikować dopiero gdy stanęła z nim "twarzą w twarz" wiedziała z kim ma do czynienia.
    Rozłożyła silne skrzydła dumnie się prężąc. Zrobiła krok w stronę nieznajomego.
    - Nie obawiaj się. - Wymruczala wprost do jego myśli. W tej postaci właśnie w taki sposób się porozumiewali, mentalnie. Sztukę przenikania do innych umysłów, smoki miały wrodzona. Ignis nigdy nie miała z tym kłopotów. - Co kryjesz za plecami? - Człowiek był dziwny, nigdy nie miała z nimi do czynienia, ale wiedziała jak kruche są to istoty, ze nie posiadają żadnych mocy i specjalnych umiejętności, ze często są niewolnikami. To ostatni przyprawiało ją o nieprzyjemne dreszcze. Nie pojmowała jak można się na to godzić i jak można narzucać na kogoś swoją wole.

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  64. Przechyliła głowę na bok wysłuchując chłopaka. Doprawdy przedziwne stworzenia.
    - Jesteś zabawny. - Stwierdziła. Zamrugała oczami po czym przeniosła wzrok na dłonie nieznajomego. Przez chwile jej mięśnie falowały pod gruba skóra kolejno napinając się i rozluźniając.
    - Proszę. - Zezwoliła postępując krok w jego stronę. Jego fascynacja była całkiem zrozumiała. Smoki są w końcu jedna z najstarszych i jednocześnie najrzadszych ras stąpających po tym świecie. Cóż może i ona nie należała do najstarszych to jednak Smocze dzieci pojawiały się bardzo sporadycznie. Cóż można by rzec ze na swój sposób jej wyjątkowa dla swoich bliskich.
    Gdy poczuła jego ciepła dlon nieco się wzdrygnęła. Nie była przyzwyczajona do dotyku, zwłaszcza czegoś tak miękkiego i ciepłego. Jej ciało było sprężyste i pokryte twardymi łuskami. Tylko skrzydła były delikatne, pokryte piórami oraz gdzie niegdzie łuskami. Wzdłuż grzbietu biegł szereg kolców, a najostrzejszy z nich znajdował się na końcu ogona, był ostrzejszy od brzytwy. Potężne łapy kończyły się ostrymi szponami. Wyglądała jak drapieżnik, jak dziki stwór...
    przymknęła na chwile swe ślepia i znów zakradła się do jego myśli.
    - Jak się nazywasz? - Spytała. Była ciekawska i chłopak mógł być pewien ze na jednym pytaniu smoczyca nie zakończy. - Jeśli lepiej się będziesz czuł to mogę przyjąć postać podobna do twojej. - Zaproponowała. Nie każdy mógł się dobrze czuć w towarzystwie ogromnego smoka. Zwłaszcza ktoś tak kruchy.

    OdpowiedzUsuń
  65. - Miło cię poznać. - Dodała ciagle z uśmiechem po tym jak się przedstawił. Teraz gdy poznała już jego imię bez problemu była w stanie przebywać w jego otoczeniu. Po pierwsze nie ładnie jest się nie przedstawić, a po drugie jeśli przebywała już w czyjejś obecności chciała znać jak się zwie. Słysząc że miewał się gorzej zerknęła na niego z ukrywanym pod uśmiechem żalem po czym wróciła do swojego zajęcia.
    - Naprawdę tak uważasz? Jak dla mnie każdy z mniejszą ilością wysiłku byłby w stanie tak zrobić. - Zaśmiała się delikatnie kończąc opatrunki. Schowała po tym apteczkę z powrotem do torby którą następnie razem z włócznią położyła obok ściany pod którą sama usiadła.
    - Jeśli jesteś już ciekaw to tajemnicą po prostu jest duża ilość determinacji włożonej w trening. - Opierając się już o ścianę nośną budynku za plecami zwróciła twarz ku niemu by nawiązać z chłopakiem kontakt wzrokowy. - Egzaminując twoje ciało nie zauważyłam by twoje żebro było złamane. Jeśli jednak tak jest radziłabym ci unikać gwałtownych ruchów. - Odpowiedziała po tym jak usłyszała niesmak Glena. Po chwili odpoczynku miała zamiar zabrać go do jakiegoś szpitala. Nie ważne czy jest niewolnikiem czy nie postanowiła upewnić się że nic mu nie jest. Na pytanie dotyczące pobytu w Salree złączyła nogi po czym je objęła dalej spoglądając na czarnowłosego.
    - Może nie tyle przejazdem co na pewien czas. Mogłeś tego nie zauważyć ale służę w wojsku i zostałam tu przysłana by odbywać obowiązkowe patrole. - Posłała chłopakowi trochę skrępowane spojrzenie. W końcu nie bywa się zbyt dumny z bycia szeregowym, nawet starszym. Do tego takim którego wysyłają na patrole jak pomywacza. No ale jako człowiek nie ma szans na żadne promocje w randze, chociaż póki co towarzysząca jej osoba tego nie wie.
    - A ty tutaj mieszkasz czy też jesteś przejazdem? Poza tym znasz tych którzy cię napadli? Bo jeśli ci po prostu dokuczają to się tym zajmę. Możesz na mnie liczyć. - Mówiąc o zajęciu się tą sprawą przycisnęła prawą pięść do klatki piersiowej i zmarszczyła nieznacznie brwi w swojej standardowej determinacji.

    Elenore

    [ Weny wystarczająco by zrobić kilka odpisy. Wybacz że zbieram ją tak długo. Taki romansik faktycznie może być ciekawy, heh. Ale co do tego wątku jeszcze bym poczekał bo następne tygodnie będę miał dość zabiegane ~,~' ]

    OdpowiedzUsuń
  66. Zawarczała ukazując ostre, spiczaste kły. Będąc tak dumnym stworzeniem, które tak bardzo kocha wolność i własne zdanie nie mogła pojąć czegoś takiego jak niewolnictwo. Wiedziała, ze to wygodne, ze wyższe i bogatsze istoty w ten sposób afiszują się ze swoją potęga... z nozdrzy smoczyca uniósł się obłoczek dymu, jakby zaraz miała zionąć ogniem, który w niej płoną.
    - Ignis. - Również się przedstawiła. Imię każdego smoka coś oznaczało. Jej oznaczało ognistoczerwonych. Idealnie pasowało. Ogień nie raz z niech buchał i nie raz nad tym nie panowała, dlatego teraz musiała się przypilnować. Nie chciała zrobić mu krzywdy.
    Gdy tylko o to poprosił stanęła przed nim w ludzkiej postaci. Większość istot czuła się bardziej komfortowo, gdy właśnie tak wyglądała. Dla niej jednak nie było to wygodne. Proces przemiany był bardzo szybki. Jej ciało zaczynało drzeć, mięśnie zaczynały się przemieszczać, a wszystko spowijało lekka mgiełka i ot po chwili stała w innej postaci.
    Gdy stała przed nim jako człowiek uśmiechnęła się lekko. Potrząsnęła głowa.
    - Odrobine. - Odparła wzruszając ramionami. Przeczesała błękitna czuprynę. - Po przemianie tak się porozumiewamy, między sobą jak i innymi stworzeniami. - Wzruszyła ramionami. Dla niej to nie było nic wielkiego. - Z łatwością odnajdujemy drogę do innych umysłów jednak smoki szanują czyjaś prywatność i jeśli sobie tego nie życzysz to nie czytamy waszych myśli bądź wspomnień. - Wyjaśniła mu. Przyjrzała mu się uważniej. Jej wzrok zatrzymał się na ozdobnej obroży wiszącej na jego szyi. Znów potrząsnęła głowa.
    - Jesteś niewolnikiem. - Mruknęła z nuta goryczy. - Dlaczego? - Spytała. Może i powinnna się ukrywać w język to jednak nie leżało w jej naturze. Była ciekawska a wręcz wścibska. Niektórzy sadzili ze z wiekiem z tego wyrośnie. Podeszła do klifu i usiadła na jego krawedzi. Poklepała miejsce koło siebie na zachętę.

    OdpowiedzUsuń
  67. Wysłuchała go bardzo uważnie, zapamiętując wszystko czego się o nim dowiadywała. To było smutne, ze nawet nie wiedział za czym powinien tęsknić, ale z drugiej strony było mu łatwiej. Oba tęskniła za piękna i dziką Efleą i nie potrafiła tego wyprzeć nawet jeśli teraz nie było jej źle.
    - Wybacz te pytania. - Nie potrafiła wyczuć, czy sprawia mu trudność rozmowa o takich rzeczach. - Nikt nie powinien wywyższać się nad innych. Ciężko to pojąć. - Stwierdziła podciągając kolana pod brodę i opierając na nich głowę. Spoglądała w przestrzeń rozciągająca się przed nimi. Tak na prawdę nie powinna z nim rozmawiać. Nie uważała za słyszę nawiązywanie jakichkolwiek relacji w tym miejscu. Jej obecność mogła wróżyć kłopoty, a ponad to wkrótce może jej już tu nie być.
    Ignis nie zgadzała się ze stanowiskiem Glena jednakże jej także narzucano swoją wole, której musiała usłuchał. Nie były to jednak bezsensowne rozkazy. Decyzja o jej wyjeździe zapadła jednogłośnie i nie tylko jej bliscy uważali to za słuszne. Ona różnie do tego podchodziła.
    Spojrzała na chłopaka.
    - Bycie smokiem to... Sama nie wiem jak to powiedzieć. Jestem nim, to nie jest tylko przybrana forma, to mój charakter, sposób bycia... - Uśmiechnęła się lekko. - Dla mnie to coś niesamowitego ponad to to ogromny zaszczyt moc poznawać świat i zdobywać wiedzę w sposób jaki mi to umożliwiono. Poza tym latanie to coś pięknego, czuję się wolna i wszystkie troski odchodzą na chwile w niepamięć. Jednak to także duża odpowiedzialność, przekazywane są nam bardzo ważne i złożone informacje... bycie smokiem to za równo coś pięknego jak i trudnego. - Wysjasnila choć wiedziała, ze dobrze tego nie ujęła. Sam musiał by tego spróbować by ja zrozumieć.
    Zerknęła na swoje dłonie.
    - Zdecydowanie bardziej odpowiada mi snocza forma jednak przywykłam. Czasem wygodniej jest przypominać ludzka istotę, ale to całkiem niewygodne. Zużywa się sporo energii i masz wrażenie jakby... włożono cie w za małe ubranie. - Stwierdziła. Kwestia przyzwyczajenia. Ta umiejetność nabywa się bardzo szybko. Czasem rozmiary i umiejętności nie pozwalają wszędzie przebywać. Wszystko ma swoje zalety jak i wady.
    - Musiałbyś kiedyś zobaczyć świat z lotu ptaka. Myśle ze nie chciałbyś tak szybko wracać na ziemie. - Przyznała świdrujące go bystrym spojrzeniem. Jej oczy niby ludzkie ale kryło się w nich coś dzielonego, wręcz niebezpiecznego.
    Odwróciła się w jego stronę siadając po turecku.
    - Zagrasz mi coś? - zapytała wprost.

    OdpowiedzUsuń
  68. Poczęstowała się jednym ciastkiem. Zwykle jedzenie jej nie szkodziło i miała kilka ulubionych potraw jednak nie było co ukrywać, ze smok to drapieżnik i w pewnym stopniu polowania na zwierzynę były nieodzownym elementem jej życia, ale ona to lubiła w końcu taka natura.
    Wsłuchiwała się w muzykę, lekko kołysząc na boki i wpatrując w fale rozbijające się o klif. Pływanie także należało do lubianych przez nią czynności jednak robiła to tylko w smoczej formie. Inaczej nie sprawiało jej do frajdy i tyle.
    - Masz prawdziwy talent. Powinieneś mieć szanse by to rozwijać. - Jego dłonie idealnie radziły sobie ze strunami, a i jego głos był na prawdę wspaniały i aż miło się tego słuchało. A ciężko było zaimponować smokom.
    Potrząsnęła głowa.
    - Nie mam swoich ulubionych kawałków. Tak na prawdę kiedyś za często jej nie słuchałam, a przynajmniej nie w takiej nowoczesnej formie. - Wyznała. - Eflea jest całkiem... dzikim krajem, nie ma tam za dużo technologi i wynalazków jak tutaj, czy Phyoen. - Stwierdziła. - Ale nie ma nic równie pięknego jak Eflea. - Dodała na chwile wracając wspomnieniami do rodzinnych stron. Tam żyły się zupełnie inaczej i najłatwiej było się odnaleźć jeśli nie jest się czym czlowiekopodobnym.
    - Powinnam się już zbierać. - Stwoerdzila zerkając na zachodzące leniwie słońce. Akademik niestety nie bywał otwarty cała dobę a jej nie widziało się jakoś ponowne przemykanie by nikt nie udzielił jej za to reprymendy.
    - Mogę cie zabrać, chyba ze jesteś stad. - Zaproponowała. Jazda na grzbiecie smoka była czymś niemal niemożliwym, ale Ignis spędziła miłe chwile z Glenem i mogła mu się za to jakoś odwdzięczyć, a domyślała się, ze chciałby tego spróbować. Bo w końcu to jest coś niesamowitego, wzbić się ponad chmury i poczuć taka sile pod sobą.

    Ignis.

    OdpowiedzUsuń
  69. Pokiwała głowa.
    - W sumie racja. - Artyści za zwyczaj kończyli niezbyt dobrze, a Glen zasługiwał na coś lepszego. Chociaż wiedziała, ze póki jego właściciel stąpa po ziemi, Glen nie zazna prawdziwego życia. To napawało ja smutkiem.
    Wzruszyła ramionami.
    - Wszystko zależy od pogody i jak wysoko się leci. Dziś mamy spokojny dzień, wiec wiatr mnie nie spowolni, być może uda mi się przelecieć ten dystans w dwie może trzy godziny. - Odpowiedziała. Tak na prawdę nie wiedziała ile na godzinę osiąga kilometrów. Nikt tego nie mierzy jednak to była spora prędkość.
    Westchnęła cicho i z lekkim usmiechem ba twarzy przemieniła się z powrotem w szafirowego smoka. Rozciągnęła skrzydła i nieco się przeciągnęła. Kucnela nieco na łapach. Nie miała jeszcze ochoty się z nim rozstawać. Całkiem dobrze czuła się w towarzystwie tego chłopaka.
    - Podrzucę cie do twojego domu. - Zaproponowała szturchajac go lekko pyskiem na zachętę. Nikt nigdy na niej nie siedział, ale nie sadziła by to było jakieś większe utrudnienie. Prędzej Glen będzie musiał się jej dobrze trzymać by nie spaść z jej grzbietu.
    - Nie bój się, a wiem ze chce tego spróbować. - Dodała przechylając głowę na bok. Współczuła mu. Był niewolnikiem, a jego pan pewnie go wykorzystywał do wszystkich swoich zachcianek. Marny los dlatego chciała coś dla niego zrobić. Być może niektórzy stwierdziliby, ze jest za miękka i nienpowinna przejmować się jakimś tam człowiekiem, niewolnikiem to jednak los takich osób najbardziej poruszał jej serce.

    OdpowiedzUsuń
  70. Roześmiała się w jego myślach by mógł ja swobodnie słyszeć. Nie sadziła, ze w tak prosty sposób może dać mu tyle radości. Ludzie potrafili zaskakiwać.
    - Trzymaj się. - Machnęła mocniej skrzydłami i w kilka chwil znaleźli się nad pucharami chmurami. Wyrównała lot i nieco zwolniła by swobodnie mógł się cieszyć chwila. Tu na gorze było znacznie chłodniej niż na ziemi jednak jej gruba skóra nie przepuszczała chłodu, a Glen mógł się cieszyć ciepłem które generowało jej ciało.
    - Niezupełnie. - Wyznała. - My widzimy zupełnie inaczej. W innych barwach ponad to możemy dostrzegać naprawdę małe rzeczy z dużych odległości. - Wyjaśniła. - Twój... pan... - nie mogła przy tym powstrzymać dzikiego syknięcia - nie będzie miał nic przeciwko? - Spytała. Nie wiedziała czy mieszkają razem czy nie ale obstawiała pierwsza opcje. W końcu mógł potrzebować go w każdym momencie.
    Miała jeszcze ochotę spędzić trochę czasu z Glenem wiec jeśli to nie problem miała zamiar skorzystać z jego propozycji.
    Leciała spokojnie pod wskazany adres. Kilka minut krążyła nad wskazanym budynkiem nim wybrała dogodne miejsce do ładowania. Cóż potrzebowała sporo miejsca.
    Zatrzymała się w ogrodzie na tyłach posiadłości. Pomogła zasiąść chłopakowi ze swojego grzbietu. Wyczuwała czyjaś obecność prócz ich dwojga. Warknęla gdy spostrzegła cóż to za złowroga aura.
    - Wampir... Śmierdzi śmiercią. - Warknela tylko w myślach Glena.

    OdpowiedzUsuń
  71. Spojrzała na wampira z wyraźna wyższością. Jest tolerancyjna, ale pewne rzeczy po prostu jej się nie podobają. Wampiry należały do tej gruby. Zabijali, często niewinnych i dla niej głupota było tłumaczenie tego instynktem i potrzebą przetrwania. Istniały inne sposoby my sobie poradzić z głodem. Smoki jakoś potrafiły powstrzymywać się przed polowaniami na ludzi choć mogliby bo to takie łatwe ofiary. Westchnęła w myślach. Glen musiał mieć czasem na prawdę ciężkie życie. Wampir mógł go wykorzystywać w najróżniejsze sposoby, często zagrażając jego kruchemu życiu.
    Ruszyła za chłopakiem, a gdy znaleźli się przed wejściem do domu, zmieniła swą postać.
    - Poproszę herbatę. - Stwierdziła, a gdy znaleźli się w środku zaczęła się uważnie rozglądać. Była ciekawska, poza tym nie często opuszczała Phyoen, a wcześniej, gdy mieszkała w Eflei, nigdzie się nie ruszała. W domu było jej najlepiej.
    Jej zmysły cały czas czuwały. Nie czuła się komfortowo ze świadomością ze w pobliżu jest wampir, a ona jest w ludzkiej postaci. Mógłby ja zabić z łatwością w tej formie, a ona Noe zdążyłaby zareagować tym bardziej się przemienić.
    - Nie powinien cie wykorzystywać. Nie powinno być czegoś takiego jak niewolnictwo. - Stwierdziła. - Ale w końcu to wampir. - Mruknęła doskonale zdając sobie sprawę, ze wampir może ja słyszeć. - Wybacz, ale po prostu nie trawie czegoś takiego. - Dodała. W końcu nie wiedziała jak Glen podchodzi do tego wszystkiego, ale kto mógł się zgadzać z niewolnictwem.
    Przygryzla wargę. Miała nadzieje, ze jej obecność nie sprawi mu kłopotów.
    Przystanęła na chwile przy jednym z obrazów przedstawiającym jeźdźca atakującego smoka. Wiedziała jak było kiedyś. Ludzie niby ciekawili się innymi stworzeniami, a później coś się zmieniło... Różne rzeczy się działy, nie zawsze dobre dla nadnaturalnych istot.
    Ruszyła dalej za chłopakiem.

    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  72. Pokiwała głowa. Jeśli jemu w pewnym stopniu było dobrze to najważniejsze, ale tak na prawdę nieznal prawdziwego, wolnego życia. Wampir już zawsze będzie go wykorzystywał i pewnie nie będzie mógł stworzyć własnej rodziny, iść własna ścieżka, ale ona nie mogła nic zrobić, a tym bardziej Glen.
    Gdy zmienił temat nieco się rozchmurzyla.
    - Cieszę się, ze ci się podobało. Chociaż pewnych sztuczek nie mogłam ci pokazać. Nie chciałam żebyś się ześlizgnął, czy obtarł. - Przyznała z lekkim usmiechem. Jej łuski by twarde i ostre, z łatwością otarłby jego cienka skore, ponad to pewnych manewrów by nie wysiedział trzymając się tylko kolców na jej grzbiecie.
    - Mój cel? - powtórzyła. - przede wszystkich chce zacząć nad sobą panować. - wyznała cicho odwracając wzrok. - Czasem pod wpływem silnych emocji... - Przygryzla wargę, nie lubiła o tym mówić. - ja wybucham i nawet jeśli jestem w ludzkiej formie wszystko w okol staje w płomieniach. - Wyznała szczerze. - Dlatego tak na prawdę nie powinieneś ze mna przebywać. Niektórych skrzywdziłem, gdy nad tym nie zapanowalam. - Dodała ciszej. Miała nadzieje, ze przez to nie zacznie na nią patrzeć z dystansem. Nigdy specjalnie nikogo nie krzywdziła, czasem po prostu miała problem ze sobą. Glen jednak nie przeżyłby czegoś takiego.
    Wzruszyła ramionami.
    - Dlatego uczęszczam do akademi w Phyoen. Rodzina mnie tu wyslala by zapowiedź kolejnym tragediom. Mam nadzieje, ze to faktycznie pomoże. - Stwierdziła. Tęskniła za rodzina i w pierwszym momencie buntowała się ich decyzji, ale później gdy zrozumiała co nimi kieruje, zaakceptowała ja.

    OdpowiedzUsuń
  73. Dawno nie słyszała tyle pozytywnych słów na raz. To było bardzo miłe uczucie. Cieszyła się, ze jej problem go nie odstraszył. Nie często miała okazje od tak z kimś posiedzieć i porozmawiać. To była dobra odmiana choć to sama Ignis starała się trzymać innych na dystans. Wiedziała, ze nie tedy sroga bo nie mając styczności z żadnymi osobami, z żadnymi uczuciami nie nauczy się kontroli. Ale strach przed wyrządzeniem krzywdy i zniszczeń czasem paraliżuje. Zwłaszcza mając w pamięci słowa bliskich, którzy jasno postawili sprawę, ze póki się nie ogarnie nie może wrócić. Dlatego tak bardzo przykładała się do zajęć, do rozmów z nauczycielami. Chciała by jej życie wróciło do poprzedniego stanu.
    - Bez przesady. - Odparła kręcąc głową i nieco się rumieniąc. - Nie znasz mnie jeszcze dobrze. - Stwierdziła uśmiechając się z lekka tajemniczo. - Staram się być taka jak teraz, ale wiesz smoki tez maja swoje... zwierzęce instynkty najbardziej to widać gdy jesteśmy wśród swoich. Czasem... czasem wychodzi z nas bestia. - Przyznała z rozbawieniem. Dla niej to było naturalne. Po części także była zwierzęciem, wszak obdarzonym rozumowaniem i uczuciami, to jednak one nie zawsze brały górę.
    - Być może inni tak tego nie widza. Większość osób nie zdaje sobie sprawę z tego co się może wydarzyć, gdy się rozzłoszcze bądź mocno zasmuce. Może dlatego ja za innych sceptycznie podchodzę do swojej osoby. - Stwierdziła wzruszając ramionami. Upiła łyk herbaty.
    - Za to ty jesteś niesamowicie optymistycznie nastawiony do życia. Sama bym nie potrafiła dojrzeć pozytywnych stron gdybym była na twoim miejscu. Zreszta jak wiekszosc, uzalalabym się nad swoim losie i starała się uprzykrzyć życie swojemu panu. - Ignis pewnie tez próbowałaby uciekać i kombinowalaby najróżniejsze rzeczy by tylko wyrwać się z okowów niewoli. Nie wyobrażała sobie takiego życia.
    - Teoretycznie jesteś panem swojego życia, możesz robić co chcesz i zostać kim chcesz, spełniać swoje marzenia i tak dalej. W praktyce wyglada to nieco inaczej. Póki jesteś dzieciakiem musisz słuchać swoich rodziców i przeważnie robić to co im się podoba. Musisz się uczyć, by później moc pracować i pracować by mieć za co wyżyć. Ale najlepsze jest to, ze cokolwiek by się nie działo nie musisz nikomu się podporządkować. Masz wolną wolę, możesz mówić i myśleć co chcesz, możesz być nieposłuszny i posiadasz dumę, której nic nie palami. Dlatego tak ciężko mi pojąć niewolnictwo. Przez dumę. Gd jesteś wolny nie musisz znosić poniżania. - Wykasbilq choć nie wiedziała czy zrobiła to dobrze. - Ponad to możesz być z kim chcesz, mieć plany na przyszłość. - Dodała spoglądając na niego błyszczącymi oczami.

    OdpowiedzUsuń
  74. Uśmiechnęła się po czym upiła kolejny łyk herbaty.
    - Pewnie dzięki temu łatwiej to znosisz. Nie masz za czym tęsknić, nie masz zbyt wiele do stracenia, ale mimo wszystko... - Westchnęła cicho. - Najchętniej bym rozszarpała tych co stoją za niewolnictwem. Choć cieszę się, że ty w miarę dobrze trafiłeś, traktują cię ludzko. - Przyznała. Nie wiedziała dlaczego ją to tak bardzo ruszało. Inne smoki były całkowicie obojętne na los ludzki. Może chodziło o to, że jest tak młoda i nie pamiętała jak to było żyć w śród ludzi, którzy nie darzyli innych istot przychylnymi spojrzeniami. Jednak Glen był przykładem, że nie jest gorszy od całej reszty. Miał szczęście, że nie pamiętał co było przed Michaelem. Tak samo jak jej byłoby łątwiej gdyby pochodziła stąd, a nie z Eflei.
    - Bardzo, ale nigdy nie miała okazji dobrze nauczyć się grać na jakimkolwiek instrumencie. To znaczy czegoś się tam uczyłam, ale nie kontynuowałam nauk, gdy byłam starsza. - Odpowiedziała. Lubiła słuchać wszelakiej muzyki, która nie była zbyt agresywna. Jej czuły słuch nie trawił niektórych dźwięków. Graniem jednak nie mogła się pochwalić.
    - A ty grasz na czymś jeszcze, czy tylko na gitarze? - Spytała.

    OdpowiedzUsuń
  75. To popłynęłaś xD Ja też popłynę ^^]

    Akela jako wilczyca szybko zauważyła zakłopotanie chłopaka. Ludzie byli niczym książki, bardzo łatwo dawało się odczytać ich emocje. Zamrugała oczyma lekko zaintrygowana, nie miała pojęcia, że to widok jej w mokrych ciuchach był przyczyną odwrócenia wzroku. Nie starała się jednak jakoś specjalnie przykładać do tego wagi. Uśmiechnęła się szeroko gdy usłyszała o formie.
    - Jeżeli rzeczywiście pójdziesz ze mną na ognisko w moim stadzie to będziesz mógł zobaczyć nawet polowanie wilkołaków – powiedziała z wyraźną dumą w głosie. Słysząc pytanie spojrzała na niego trochę zaskoczona, automatycznie przechylając głowę w bok. W prawdzie wizja noszenia ciuchów innego chłopaka niż Cahan’a nie była dla niej zbyt kusząca, ale stwierdziła, że w tym stanie przyda się chociaż bluza. Grzecznie uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami.
    - No dobra – powiedziała ruszając za nim.
    W domu rzeczywiście śmierdziało wampirem, nawet kiedy zbliżali się do posiadłości to coś gryzło dziewczynę w nosie. Do tego zapach krwi w środku… Właściciel chłopaka chyba nie należał do grzecznych wampirów. Widząc łazienkę i pokój chłopaka uśmiechnęła się lekko.
    - Całkiem ciekawe miejsce – przyznała wchodząc do środka i rozglądając się. – Coś małego na ząb czemu by nie – odpowiedziała, nadal z uśmiechem, jednak zaraz poczuła, że ktoś zbliża się do pokoju, w którym się znajdują. Chciała ostrzec Glen’a, jednak zdążyła jedynie wyciągnąć rękę w stronę drzwi, które zaraz się otworzyły. Akcja która miała miejsce zaraz po tym była tak szokująca, że Wilczyca stała nieruchomo, patrząc na wszystko. Nawet nie wiedziała jak zareagować, po prostu nie spodziewała się, że wampir posunie się do takiego zachowania przy znajomej chłopaka. Ruszyła się dopiero, kiedy chłopak został pchnięty na podłogę, wykonała krótki ślizg i znalazła się przy nim jako podpora, aby nie upadł zbyt boleśnie. Spojrzała pogardliwie na wampira, cichy warkot mimowolnie wydobył się z jej gardła. Zaraz jednak się uspokoiła słysząc głos Glen’a i pomogła ułożyć mu się tak jak chciał. Odciągnęła od szyi dłoń, którą zasłaniał ranę i obejrzała skaleczenie. Zagryzła zęby i spojrzała Glenowi w oczy, jakoś tak zawzięcie. Szybkim ruchem urwała fragment swojej, nadal mokrej, koszulki, tym samym odsłaniając sporą część brzucha i wepchnęła ją w dłoń chłopaka, a dłoń na nowo przyłożyła do rany. Sama wstała gwałtownie i puściła się za właścicielem domu. Rozpędziła się i wyskoczyła lekko w powietrze, korzystając z jakiegoś wieszaka czy rzeźby jako z podpory, wylądowała tym samym prosto przed obliczem Michael’a i wyciągnęła rękę, jakby nakazała mu się zatrzymać.
    - A gdybym chciała go zabrać? Zapłaciłabym – powiedziała z powagą i stanowczo, nie spuszczając wzroku z oczu mężczyzny.

    Aki
    [Wybacz, że dopiero teraz, ale chciałam to ładnie napisać]

    OdpowiedzUsuń
  76. Próbowała grać na wszelkich instrumentach. Będąc smokiem trzeba się na stawić, że przez lata rodzice i wszyscy pozostali członkowie twej rodziny będą chcieli wpajać ci masę wiedzy i umiejętności. W końcu wszystko może się w życiu przydać, a smok musi być doskonale wykształcony. Wiedza to podstawa...
    Chwyciła gitarę nieco pewniej przypominając sobie podstawy i uważnie słuchając Glena. Dało się dostrzec gołym okiem jak bardzo to uwielbia i ile mu to radości sprawia. Musiał to bardzo kochać.
    - Nic nie szkodzi. Przynajmniej dowiem się czegoś ciekawego. Poza tym skoro to twoja pasja to przyjemnie się o tym słucha. - To tak jak ona mogłaby godzinami mówić o Eflei, o wspólnych lotach z przyjaciółmi...
    Szarpnęła parę razy struny, a instrument wydał z siebie niezbyt czyste dźwięki. Skrzywiła się nieco. Nie lubiła popełniać błędów, chciała być doskonała w tym z co się zabierała, a teraz jej uszy mówiły jej żeby lepiej to odłożyła bo kogoś ogłuszy. Ponowiła jednak parę razy próbę i za którymś razem wyszło odrobinę lepiej.
    Uśmiechnęła się szeroko do chłopaka po czym odłożyła ostrożnie gitarę.
    - Granie zostawimy tobie, ja lepiej spisuję się jako słuchacz. - Stwierdziła. Zerknęła w stronę okna. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno.
    - Powinnam być już co najmniej w połowie drogi do Phyoen. - Stwierdziła. - I nie powinnam dłużej zawracać ci głowy. Pewnie masz swoje zajęcia i obowiązki. - Nie chciała by przez to, że ją ugościł miał jakieś kłopoty u swego pana. I tak dziwne, że pozwalał mu sprowadzać do domu gości.

    OdpowiedzUsuń
  77. Wzięła od niego telefon i wbiła w niego swój numer.
    - Nie zdziw się jak się do mnie nie dodzwoniłam. Wiesz smoki nie są zbytnio przyzwyczajone do korzystania z nowinek technicznych. - Przyznała. Nawet teraz nie miała przy sobie komórki.
    - Dam sobie radę. Mam nadzieje ze wpuszcza mnie tak późno do akademika. - Stwierdziła, ale po chwili wzruszyła ramionami. Nawet jeśli nie wpuszcza to znajdzie sobie miejsce do przepisania reszty nocy.
    - Jak będę na miejscu dam ci znać. - puściła mu oczko. - i jak będziesz w stolicy do daj znać. - Poprosiła. Miło spędzało się z nim czas i równie niechętnie zbierała się do wyjścia, ale nie chciała zawracać mu głowy zbyt długo. Jeszcze jego właściciel miałby coś przeciwko.
    Gdy znaleźli się na dworzu spojrzała na niebo. Było czyste, zdobione jedynie licznymi gwiazdami. Uśmiechnęła się po czym przemieniła. Schyliła głowę na wysokość chłopaka. Szturchnela jego ramie pyskiem.
    - Do zobaczenia, Glen. Gdybys czegoś potrzebował dzwon. - Rzekła po czym odeszła kawałek i rozłożyła skrzydła. Machnęła nimi z całych sił po czym znalazła się w powietrzu. Wydała z siebie pożegnalne rykniecie po czym zniknęła na niebie.

    [ mam taki pomysł ze za jakiś tam cza Ignis może chcieć mu złożyć wizytę i przyleci tu. Zastanie go gdzieś w mieście jak może jakiś inny wampir czy ktoś się do niego przyczepi i ona zareaguje? Może zostać ranna i Glen będzie musiał jej opatrzec rany itd? :D ]

    OdpowiedzUsuń
  78. Minęło sporo czasu nim mogła wyrwać się z Phyoen i mieć trochę czasu wolnego dla siebie. Nie miała zamiaru siedzieć w mieście i się nudzić, więc postanowiła wybrać się na jakąś wycieczkę. Niedługo myślała gdzie by się wyrwać, Salree. Chciała odwiedzić Glena, zobaczyć jak się sprawy mają i jak sobie chłopak radzi. Dzień szybciej załatwiła wszystkie sprawy, które musiała załatwić i poinformowała chłopaka, że ma zamiar się do niego wybrać. Wolała nie robić mu niespodzianki, bo nie wiedziała, czy czasem nie będzie zajęty swoimi obowiązkami, które narzuca mu wampir.
    Droga do miasta portowego upłynęła jej bardzo szybko i spokojnie. Znów miała to szczęście, że pogoda jej sprzyjała i nie miała żadnych niepotrzebnych utrudnień.
    Gdy dotarła do Salree, chwilę krążyła nad miastem, aż udała się na miejsce spotkania. Szybko wyczuła kłopoty, a gdy znalazła się na miejscu dostrzegła co się dzieje. Wyczuła krew i strach Glena. Teraz cieszyła się, że wyruszyła szybciej. Wylądowała w uliczce z całkiem głośnym ryknięciem. Okolica nie sprzyjała starciu. Było tu dość ciasno jak dla smoka, ale i tak w tej postaci była znacznie silniejsza.
    - Zostaw go! - Warknęła w myślach wampira. Człowiek nie był wstanie przeżyć dłuższego pożywiania się na nim. Cóż, byli naprawdę podatni na zranienia i z tego co wiedziała nie mogli stracić zbyt wiele krwi. Nie wiedziała, czy owy wampir jest tak głupi by rzucać się na czyjąś własność, czy tak śmiały. Nie mogła na razie zrobić nic więcej, musiała poczekać aż wampir oderwie się od Glena inaczej i jemu mogłaby zrobić krzywdę.

    Wojowniczo nastawiona Ignis xD

    OdpowiedzUsuń
  79. - Glen! - Był ranny, wyczuwała jak siły uchodzą z chłopaka jednak musiał wytrzymać. Jeszcze trochę, aż rozprawi sie z tym pomiotem zła. Od zawsze wampiry ja odpychały. Były zbyt pewne siebie i nader próżne. Irytowały ja a do kompletu miały za nic życie innych stworzeń.
    Ignis prychnęła na jego słowa, a z jej nozdrzy uniosły się dwa obłoczki dymu. Nie powinien z nią zadzierać. Ignis wiedziała, ze wampir to trudny przeciwnik i może odnieść rany lecz mogła sobie z nim poradzić.
    - Smoki w przeciwieństwie do was wampirów szanują życie. Glen jest o wiele lepsza istota od ciebie tylko jesteś zbyt głupi by to dostrzec. - Odparła śledząc wampira czujnym spojrzeniem. W wąskich uliczkach miał nad nią przewagę. Niechciała tez używać ognia by nie spowodować pożaru w mieście. - Nigdy nie zaskakujesz smoczej krwi. Nie jest godzien. - Odpowiedziała z wyższością. Zwinnie podskoczyła do góry i machnęła mocno ogonem starając się trafić wampira. Wzbiła się w powietrze po czym zanurkowała. Miała jedna szanse by go pochwycić. Musiała być szybka, myśleć o krok do przodu by go przechytrzyć. Wyciągnęła jednał łapę i podchwyciła nieśmiertelnego w swoje szpony.
    - Rozszarpie cie na strzępy. - Warknela wzbijając się wyżej. Szarpał się wiec było jej trudniej utrzymać równowagę. Wbiła w jego ciało ostre pazury. Po chwili jednak poczuła ból w boku ciała. Ryknęła jednocześnie wypuszczając wampira ze szponów. Zerknęła na swoje ciało. Z między żeber wystawała rękojeść noża. Ah.. była nieuważny. Z powrotem wyładowała na ziemi czujnie obserwując wampira i Glena. Musiała dać sobie radę.

    OdpowiedzUsuń
  80. - Nie wiesz z czym zadarłem. - Oznajmiła. - Twoje kły nie przebija smoczych łusek. - Nie czekała jednak na to, aż wampir spróbuje przegrywać się przez jej naturalny pancerz. Nieco się krzywiąc wzbiła się w powietrze. Szybko nabrała prędkości i zaczęła robić najróżniejsze sztuczki by zrzucić wampira ze swego grzbietu. Wiedziała, ze to nie człowiek, miał więcej siły i łatwiej bedzie mu się utrzymać. Nie miała jednak zamiaru przestawać. Zanurkowała gwałtownie w dół jednak wampir uporczywie się jej trzymał. Czuła jak jego dłonie zaciskają się na jej szyi. We znaki dawała się także rana u boku jej ciała. Niby nic, ale tkwiący w ciele nóż przeszkadzał.
    Zbliżała się do ziemi z zawrotna prędkością, a on wciąż się trzymał jak kleszcz wbity w ciało. W ostatnim momencie przed zetknięciem z twarda ziemia, obróciła się chowający skrzydła pod brzuch i uderzyła grzbietem o ziemie. Straciła na chwile panowanie nad swym ciala i zaczęła się koziołkował, zatrzymała się z trzaskiem na jednym z budynków.
    Dłuższa chwile leżała na boku ciężej oddychając. Nie czuła jeszcze czy czegoś nie złamała.w końcu jednak podniosła się ciężko na nogi. Czuła nieprzyjemny ból w prawym skrzydle. One były najwrażliwsze na obrażenia. Ruszyła kulejąc w stronę wstającego wampira. Stanęła nad nim.
    - Mogłeś odejść, gdy cie o to poprosiłam. - Warknela i nie czekając na jego kolejny ruch, zniknęła w wampira ogniem. Tego nie da rady przeżyć. Spoglądała z ulga jak wierzga w płomieniach, a gdy jego jęki ustały, przeniosła wzrok na Glena.
    - w porządku? - spytała, lecz sama nie czuła się najlepiej. Upadek z taka prędkością mógł się poważnie dla niej skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  81. Ignis Warknela, gdy Glen zaczął się na nią wydzierać. Z łatwością sprowadziła go do parteru i przygniotła delikatnie łapa.
    - Masz tak spaczony umysł tym całym niewolnictwem, ze nie wiesz, ze każde życie jest ważne i godne ratowania?! Czy może jesteś tak głupi i nie wiesz, ze pomaga się bliskim osoba?! Może i ludzie uciekają w takich sytuacjach, ale smoki pomagają bliskim swego serca osoba, bez względu na ryzyko. - Teraz to ona była poważnie zdenerwowała. Takie głupie gadanie ja irytowało. Jego życie miała znaczenie, dla niej nie był przedmiotem który można zastąpić. - Dla mnie nie jesteś śmieciem. Na tym polega normalne życie. - Dodała po czym się odsunęła. Podeszła do wampira. To była jego wina, ze mógł tak skończyć. Nie miała jednak siły na dalsze kłótnie.
    - W tym stanie nie mogę się zmienić w człowieka. - Odparła. - A nawet jeśli by się to udało to mogłoby się to złe skończyć. - Dodała. Zerknęła na Glena.
    - On nie chciał się tylko napić. On chciał cie zabić. - Przyznała, po czym ruszyła za Michaelem do ich domu.
    Rana na boku wygoi się błyskawicznie, ze szkydlem mogło być gorzej, wszystko zależało od tego jak poważnie je złamała, ale czuła, ze nie jest najlepiej. Miała nadzieje, ze wampir poradzi sobie z patrzeniem smoka. Teraz miała ochotę wrócić jak najszybciej do siebie, a nie mogła. Bo naraziła się dla kogoś kto miał własny żywot w głębokim poważaniu.

    OdpowiedzUsuń
  82. Zerknęła jak Glen wypijał wampirzą krew. Skrzywiła się w myślach choć wiedziała, ze mu to pomoże. Choć teraz musiał bardziej na siebie uważać, bo teraz nikt z pomocą mu nie przybędzie. Ona się ruszyć nie mogła.
    Spróbowała lekko poruszyć skrzydłem. Nieznacznie je uniosła i od razu tego pożałowała. Syknęła czując jak ból przeszywa całe skrzydło i resztę jej ciała.
    - Niezbyt. - Odparła wampirowi. Nie uśmiechało jej się tu siedzieć przez kilka dni aż wydobrzeje. Musiała wracać do Akademii, bo jej zniknięcie raczej nie ujdzie uwadze dyrekcji. Później musi ich jakoś poinformować, ze nie jest w stanie pojawić się w przyszłym tygodniu na zajęciach. Nawet jeśli jej skrzydło wygoi się na tyle by moc nim ruszać, będzie musiała je oszczędzać i ograniczyć dłuższe loty.
    Westchnęła cicho.
    - Rób co musisz by to poskładać. - Dodała. Uniosła zdrowe skrzydło i spod niego wyciągnęła ze swego ciała ostry nóż. Odrzuciła go na bok, a łuski na jej boku zmieniły barwę z szafirowych na szkarłatne. Ta rana się nie przejmowała. Osłabi ja nieco ubytek krwi, ale takie zranienia szybko się goiły. Smoki są całkiem odporne na tego typu rany.
    Ułożyła się tak by Michael miał dogodny dostęp do całego jej skrzydła. Przeniosła wzrok na Glena. Nie rozumiała jego oburzenia. Dla niej to był naturalny odruch, chciała mu pomoc i nie mogłaby przejść obok jego czy czyjejkolwiek krzywdy obojętnie. Taka już była, dbała o tych którzy byli ważni. Glena traktowała już jako przyjaciela nawet jeśli znaja się tak krótko. Była tez zaskoczona, ze odważył się wygadać nieco wampirowi. Cóż poniekąd to było pewne ryzyko.
    - Czegoś nowego się nauczysz. - Stwierdziła, gdy Michael dokładnie badał jej obrażenia.

    [ Nic nie szkodzi :D ]

    OdpowiedzUsuń
  83. Wywróciła oczami.
    - Przestań się tak wściekać. - Mruknęła. Przesadzał z tymi wywodami o tym, ze nie powinna reagować. - Nic mi nie będzie, poza tym to nie są nader mocne urazy. Dojdę do siebie w parę dni. - Złamane skrzydło, rana po nożu i poobijane ciało... nie było cudownie, ale faktycznie jak na smoka to nie były zbyt poważne urazy. Często smoki między sobą zadawały sobie cięższe rany niż te tutaj, a gdyby była starsza wylizalaby się z tego znacznie szybciej. Prawdopodobnie wampir nie zdołałby jej nawet tknąć. Ignis po prostu nie miała jeszcze doświadczenia w walce zwłaszcza z tak szybkim przeciwnikiem.
    - Nie musisz mi dziękować, Glen. Tak robią przyjaciele. - Dodała łagodniejszym głosem. Przysunela się do niego ostrożne uważając na skrzydło. Położyła łeb na jego nogach po czyn przymknęła oczy.
    - Jestes teraz skazany na mnie na conajmniej trzy dni. - Stwierdziła już nieco pogodniej. Chciała jakoś mu poprawić humor. - Wiec lepiej się tak nie dąsaj bo jeszcze cię zjem. - Dodała. Jej ciało było obolałe, ale była w stanie znieść ja prawdę dużo.
    - Cieszę się, ze tobie nic wielkiego się nie stało. - Przyznała zerkając na niego jednym okiem. Oczywiście gdyby nie jego niewola u Michaela nic takiego nie miałoby miejsca. Powinien żyć w spokojniejszym miejscu, albo gdzieś gdzie są przeważnie sami ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  84. - Glen, zrozum ze dla mnie nie jeste...czymś, rzeczą. Dla mnie jesteś taki sam jak ja tylko może nieco bardziej kruchy. - Stwierdziła z cichym westchnieniem. On nic nie rozumiał, ale nie mogła mu się dziwić skoro od dziecka żył w ten sposób. Uniosła na chwile głowę. Spojrzała na obroże wisząca na jego szyi. Gdyby chciał mogłaby go stad zabrać. - To wcale nie świadczy o tym kim jesteś. Sam o tym decydujesz. Zawsze o tym pamiętaj. - Stwierdziła po czym znów ułożyła łeb na jego udach.
    - Tu jest mi dobrze. - Odpowiedziała. - Wszystko począwszy od szokowej zwierzyny, a kończąc na tym co jedzą ludzie. - Wyjaśniła. Na szczęście po drodze ucięła sobie krótkie polowanie, wiec na razie miała pełny żołądek.
    - Nie masz czasem ochoty się stad wyrwać? - Spytała. - Wiem, ze uważasz ze jest ci tu dobrze, ale... gdybys kiedyś chciał z tym skończyć to możesz na mnie liczyć. - Dodała ciszej. Nie chciała go do niczego namawiać. To musiała być jego przemyślana decyzja.

    OdpowiedzUsuń
  85. - Ludzie także potrafią być niebezpieczni. Przecież kiedyś to istoty nadnaturalne kryły się w cieniu, nie mieliśmy swojego kraju. Nie raz tez słyszałam opowieści co ludzie robili z różnymi istotami, nawet smokami. Przez strach i zazdrość. - Te opowieści ja bardzo przerażały i jednocześnie zasmucały. Ludzie przez brak zrozumienia i pychę posuwali się do okropnych rzeczy. Gdyby kiedyś wszystko potoczyło się inaczej może teraz świat wyglądałby zupełnie inaczej, lepiej i nie byłoby żadnych podziałów.
    - Ale żeby cokolwiek osiągnąć trzeba trenować, a nie się nad sobą użalać. - Dodała. - A przyjęcie pomocy to nie jest coś hańbiącego. - Stwierdziła. Ona także była dumna i niezwykle uparta, chciała wszystko robić po swojemu i radzić sobie sama jedna wiedziała, ze czasem lepiej przyjąć pomocna dłoń niż działać w pojedynkę.
    - Ja bym sobie nie wybaczyła gdybym cie zostawiła na pastwę tamtego wampira, gdyby cię zabił. A gdyby dowiedzieli się o tym moi wspolbratyncy, ze nie udzieliłam ci pomocy, uznali by mnie za tchórza. - Przyznała podnosząc głowę by moc swobodnie na niego patrzeć. Prychnęła na niego opiewając go szarym obloczkiem ciepła.
    - Smoki są nieco zakręcone na punkcie godności, wiec smierć w walce, czy takie rany to coś świetnego. Gdybym była u siebie nikt by się nie użalał nad tym, ze mogłam stracić życie. Walczysz, wiec znasz ryzyko. A walka w imieniu przyjaciół to słuszna walka. - Tłumaczyła. Nie chciała by był zły na siebie, by myślał o sobie w ten sposób.
    - Wiem ze ci tu dobrze. Ale kiedyś możesz spotkać na swojej drodze kogoś... na prawdę wyjątkowego, specjalnego... kogoś idealnego dla siebie i w tedy nie będziesz mógł podążać za ta osoba, bo jest Michael, bo uparcie twierdzisz, że to życie jest wystarczająco dobre. - Dla Ignis było to niepojęte, ze chciał tu zostać. - Michael jest ci jak ojciec, rozumiem to, ale pisklaki opuszczają swoje gniazda i zakładają własne. - Smoki bardzo głęboko przeżywały takie rzeczy. Gdy dziecko opuszczało rodzinny dom w poszukiwaniu własnego miejsca, nie wspominając już o znalezieniu partera na całe życie. To zdarzało się tylko jeden raz w życiu każdego smoka.

    OdpowiedzUsuń
  86. - Jeszcze się zdziwisz. - Mruknęła. - Ale oczywiście to twoje życie i twoje sprawy. - Dodała kończąc tym samym temat. Skoro tak uparcie chciał tu zostać i żyć u boku Michaela nie mogła go siła powstrzymać i na sile go uszczęśliwiać. To by niczego dobrego nie przyniosło.
    Roześmiała się w jego myślach.
    - Wiesz nie każdemu pisane jest zostać wojownikiem. Masz za to inny talent. - Stwierdziła poprawiając ułożenie skrzydła. Opatrunki nieco jej przeszkadzały, ale wiedziała ze to konieczne by szybciej doszła do siebie.
    - Różnie, w zależności od tego na co mam ochotę. Czasem jem coś na surowo, a innym razem podpiekam zdobyta zdobycz. - Odpowiedziała. Dziwne rzeczy go interesowały, ale nie miała nic do ukrycia. - Poradziłabym sobie sama ze zdobyciem czegoś do jedzenia, ale niestety na ziemi niemal każde stworzenie jest ode mnie szybsze. - Mruknęła niezadowolona. Smoki były królami niebios, na ziemi wciąż były pełne dumy i majestatu jednak na tym się kończyło.

    [Nic nie szkodzi ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  87. Słuchała w skupieniu, gdy opowiadał o roślince. Pochyliła się delikatnie w jej stronę, przyglądając się jej w zaciekawieniu. Uśmiechnęła się, delikatnie wyciągając dłoń w jej stronę, by dotknąć jej liści. Nie odrywała od niej wzroku, a jej ciało delikatnie zalśniło ciemno-fioletowym światłem. Westchnęła cicho, gdy tylko dotknęła liści rośliny, przechylając do tego głowę na bok.
    — Niezwykle dziwna roślina. — Zaczęła po chwili, prostując się. — Niby, tak jak mówisz, kapryśna i nieśmiała, jednak z drugiej strony niezwykle... sympatyczna. — Spojrzała na Glena, uśmiechając się do niego, zamykając do tego oczy. Ominęła go, splatając za plecami palce dłoni, podchodząc do kolejnej rośliny, przy której również stanęła. Muskała palcami jej liście, delikatnie odchylała płatki, by za chwilę móc podsunąć go sobie pod nos. Ponownie się uśmiechnęła. Spojrzała na chłopaka, przynaglając go do siebie dłonią.

    | Wybacz, że tyle mi się zeszło. Wiesz, miałam urlop, lenia i wgl. ;; |

    Ýril

    OdpowiedzUsuń
  88. Nie do końca umiała zrozumieć dlaczego przedstawiciele jej rasy tak często w siebie nie wierzą. Ona również na swojej drodze miewała chwilę zwątpienia i zawahania, wtedy zawsze przypominała sobie słowa swojej matki które działały niczym guzik resetu na jej determinacje.
    - Nie przesadzaj. Człowiek żyje krótko dlatego z odpowiednim nastawieniem umie osiągnąć wiele w krótkim czasie. To się tyczy każdego bez wyjątku. - Z motywującym tonem wypowiedzi oraz ciągłym pogodnym uśmiechem próbowała pocieszyć Glena, nie przyjmując do świadomości ewentualnej porażki w tej próbie.
    - Mhm... - Odpowiedziała w ten sposób po otrzymaniu odpowiedzi, spoglądając przed siebie. Skoro nie znał jednak tych osobników którzy mu dokuczali, najwyraźniej powinna mieć po prostu szeroko otwarte oczy. Nie pozwoli by na ulicach tego miasta panowała znieczulica, w końcu żyją w krainie nieludzi ale nie jest to kraina barbarzyńców. Słysząc ciche słowa chłopaka obok wróciła do niego wzrokiem, posyłając mu ciepłe spojrzenie mimo tego że czuła smutek.
    - Glen... nie wiem czy byś chciał, ale jeśli tak to mógłbyś brać udział w moim treningu. Porozmawiam nawet z twoim panem i przekonam go w jakiś sposób by wyraził zgodę. Może nie zwrócę ci w ten sposób od razu wolności ale wzmocnimy trochę twoje ciało, nauczę cię samoobrony i popracujemy nad twoją samooceną. Co ty na to? - Spodziewała się że przekonanie jego pana nie będzie łatwe ponieważ nawet go nie zna, ale była pewna że w jakiś sposób jej się to uda. Nie wiedziała czemu ale była bardzo zdeterminowana by pomóc Glenowi.

    Elenore

    OdpowiedzUsuń
  89. Ponownie zwróciła twarz ku roślinie, na nowo poznając jej zapach. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego pachnie cytrusami, więc gdy tylko odsunęła od nosa kwiat, zaczęła przyglądać się łodydze i badać strukturę liści. Zanieruchomiała, gdy tylko usłyszała ten nieśmiały komplement. W życiu nie usłyszała takich słów, więc nie potrafiła na to odpowiedzieć. Uśmiechnęła sie tylko, gdy do niej podszedł i wyprostowała się, chowając dłonie za plecami. Wskazała głową dopiero co "przebadany" przez nią kwiat, mówiąc cicho:
    — Powąchaj. — Przechylila delikatnie głowę na bok, obserwując go. Ściągnęła ku sobie brwi, mrużąc do tego oczy, gdy dostrzegła na jego szyi obrożę. Z niemałą ciekawoscią uniosła dłoń, by jej dotknąć, gdy ten pochylił się nad kwiatem.
    — Dlaczego ją nosisz? On ci kazał? — Spytała, zbliżając sie do niego na dość niebezpieczną odległość, by móc się lepiej przyjrzeć.

    ýril

    OdpowiedzUsuń
  90. Nadal z zaciekawieniem przyglądała się, jak to sam nazwał "błyskotce", słuchając go uważnie. Nawet gdy chciał ukryć ją pod połami bluzy. Zwilżyła dolną wargę językiem, za chwile zagryzając jej prawą stronę. Czego to nie wymyślą. Zakłada się je tylko po to, by ukazać światu, że osoba ją nosząca jest... nikim. — westchnęła w myślach, przenosząc wzrok z obroży na jego twarz. Uśmiechnęła się do niego, gdy tylko się prostowała. Nie mówiła nic, chcąc dobrze dobrać słowa swojej wypowiedzi tak, by nie powiedzieć czegoś złego. Wolno podeszła do rośliny o cytrusowym zapachu, ponownie rozchylając palcami jej płatki.
    — Jesteś pierwszym człowiekiem, jakiego znam — Po dłuższej chwili odezwała się spokojnie, skupiając wzrok na nim. — jednak mimo naszej krótkiej znajomości nawet przez myśl mi nie przeszło, że jesteś krwiożerczą bestią. — Cień delikatnego uśmiechu zaigrał na jej wargach, lecz szybko zniknął, gdy kierowała się do innej rośliny. — Tak samo, jak każda istota w Mortiel masz prawo do głosu. — Wyszeptała, zatrzymując się nagle. Zagryzła dolną wargę. Nie rozumiała tego całego zakładania obroży ludziom, poniżania ich i wytykania palcami. Przedtem starała się nie zwracać na to uwagi, jednak poznała tego chłopaka, który pokazał jej ogród i... przejęła się.
    — Jestem ogrodnikiem, wiem niemalże wszystko o roślinach. — Odpowiedziała na jego przedtem zadane pytanie, odwracając się do niego przodem.

    ýril

    OdpowiedzUsuń
  91. - Tak samo jak teraz, tylko technologii nie było. No i to młode pokolenie jest jeszcze bardziej skurwiałe niż ja – odpowiedział krótko. Osobiście nie widział zbyt wielu różnic między tymi czasami. W Mortiel istoty nie zmieniały swojej mentalności tak łatwo jak zwykli ludzie, tutaj wszystkie zmiany kulturowe i obyczajowe o ile w ogóle zachodziły trwały tak długo, że nikt ich chyba nie zauważył. Poza tym tutaj wszędzie jest magia, ciężko znaleźć różnice. Przynajmniej dla niego. On sam się nie zmienił jakoś specjalnie.
    - Łatwiejsze? Cóż, to chyba zależy od tego kim jesteś. Teraz zamiast listu piszesz SMS’a. Mamy łatwiejszą komunikacje i rasizm. Czasy za Kurtyną jakie ja pamiętam to ciągłe wojny, choroby, śmierć. Ale ja podróżowałem po takich miejscach celowo – dodał. Cholera, ten młodzik zadawał wyjątkowo dużo pytań; dosyć irytujących pytań. Jeżeli chciał się czegoś dowiedzieć miał przecież podręczniki od historii. – Nie umiem Ci znaleźć za bardzo różnic – zakończył, po czym dokończył swój rum. Wstał na równe nogi i rozejrzał się.
    - Należę do Gildii – skwitował. – A na pieniędzy mi nie brakuje – to powiedział stanowczym tonem, mówiącym jasno, że ma skończyć zadawać głupie pytania. Yensen nie należał do tych osób, które od razu się zwierzały obcym osobom. Po prostu nie miał na to ochoty. A nawet gdyby miał to nie ufał Glenowi, tak jak wielu innym istotom niezależnie od rasy. Okhotnik miał swoje wąskie grono, przed którym był w stanie się otworzyć.
    - Chodź po to Twoje piwo, Młody – westchnął, rzucając pustą butelkę po alkoholu do kontenera. Następnie udał się w stronę wyjścia z uliczki. O ile dobrze pamiętał to całodobowy monopolowy powinien znajdować się jakieś trzy, cztery minuty stąd.


    Yensen

    OdpowiedzUsuń
  92. Mimo sprzeciwu jaki usłyszała jej wzrok nie łagodniał. Nie bała się wampira, znała swoje możliwości, w prawdzie nie planowała walki, ale w jej oczach na pewno nie było widać walki. Jest samicą Alpha i nie pozwoli sobie na strach, nie w takiej chwili. W końcu sama zaczęła. Pierwsze jego zdanie przemilczała, wiedziała, że na nim nie skończy, więc cierpliwie czekała. Kiedy zrobił krok w jej stronę ona zrobiła to samo, nie spuszczając go z oczu. Może i prowokowała go w tym momencie, ale miała to gdzieś.
    - Może i nie mam, ale w odróżnieniu od Ciebie mam do Glena szacunek, mimo, że zawdzięczam mu o wiele mniej niż Ty. Skoro nie chcesz go oddać, to chociaż daruj sobie te popisy siły i bezkarności przy mojej osobie, bo ja zniewolona nie jestem i następnym razem zareaguję zdecydowanie inaczej na podobne zachowanie, stęchły wampirku – odpowiedziała mu kąśliwie i zaraz spojrzała na chłopaka.
    - Tak, jest, bo nigdzie indziej nie byłeś, nie masz porównania, ale masz rację, zawsze mogłeś trafić gorzej – odpowiedziała i sama powoli ruszyła w stronę kolegi i jego pana.
    - Nie ukradnę Ci go, bez obaw, ale tolerować akcji jak ta z jego pokoju nie muszę i nie będę – zapewniła go, aby przypadkiem sobie nie pomyślał, że spuści z tonu. Jak ma taką potrzebę, to niech go leje i się znęca, ale nie na jej oczach. Chwyciła Glen’a pod drugie ramię.
    - Zaprowadzę go do pokoju, musi odpocząć zanim znowu zasypiesz go obowiązkami – dodała tonem nie znającym sprzeciwu. Wilczyca na prawdę była wielką zagadką, potrafiła z stanu buraczanej twarzy przeskoczyć w stan istoty dominującej nad wszystkimi, a przy jej delikatnych rysach twarzy, wyglądało to na prawdę... dziwnie? Pociągająco? Odpychająco? To już zależało od gustu obserwatora.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  93. Jej zawzięty wzrok nie ustępował mimo wszystko.
    - A więc za te pięć minut pozna mnie Pan z nieco innej strony, jeśli najdzie Pana ochota – odpowiedziała z udawaną uprzejmością i lekceważąc wampira całkowicie ruszyła do sypialni chłopaka. Tam ułożyła go na łóżku i dokładnie przykryła, wyglądał strasznie. Praktycznie nie kontaktował, więc dla bezpieczeństwa została przy jego boku. Dochodził do siebie dość długo, zdążyła nawet dokładnie rozejrzeć się po jego pokoju i wrócić na miejsce przy jego boku. Akurat miała przymknięte oczy kiedy usłyszała obelgę. Podniosła powieki, jednak nie wyglądała na rozgniewaną, uśmiechnęła się nawet lekko. Pokręciła głową widząc jaki z niego raptus i poprawiła mu kołdrę, kiedy opadł na poduszkę i zakrył oczy ramieniem.
    - Lepiej żeby przy mnie już nigdy do podobnej akcji nie doszło – przyznała i mówiła bardzo poważnie. Zaraz jednak uśmiechnęła się ciepło i zmierzwiła mu włosy.
    - Oj Glen, przestań… Jestem przyszłą Alphom, nie mogę pozwalać na takie sytuacje. Co byłby ze mnie za przywódca gdybym zezwalała silniejszym jednostką znęcać się nad słabszymi dla czystej przyjemności? Wilkołaki może i są brutalne, ale mamy swoje zasady. Żaden durny wampir tego nie zmieni, nie ważne czy jestem na jego terenie czy na swoim – wzruszyła ramionami. Mówiła to wszystko z uśmiechem na ustach.
    - Nie przejmuj się mną, ja sobie poradzę, a jak wpadnę w tarapaty to mam swojego księcia w pogotowiu – puściła mu oko.
    - Ale dziękuję – uśmiechnęła się ciepło do chłopaka. – Miło mi, że Ci na mnie zależy – dodała wyraźnie zadowolona.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  94. Słuchała go z lekkim uśmiechem na ustach, mimo, że wyraźnie wyglądał na rozgniewanego.
    - Glen – zaczęła, słysząc pytanie co do karania swoich dzieci – rozmawiasz z istotą, która zabiła własnego ojca za podobne i jeszcze gorsze wybryki – powiedziała, a jej uśmiech zaraz zniknął. Nie wiedziała dlaczego mu o tym powiedziała, nie wiedziała jak zareaguje, ale wiedziała dlaczego ona zareagowała tak na atak wampira. Obiecała sobie, że będzie się sprzeciwiać takiej tyranii, nie pozwoli na podobne akcje w swoim otoczeniu.
    - Jeżeli nie odpowiada Ci moja reakcja to będziemy musieli zaprzestać spotkań. Złożyłam przysięgę samej sobie, że nigdy więcej nie pozwolę na taką tyranię, nie złamię jej z powodu Twoich humorów. Nie obchodzi mnie czy robi to często, czy zrobił to pierwszy raz, przy mnie takich rzeczy ma nie robić, a jak zobaczę ślady po podobnych zachowaniach to również nie odpuszczę – powiedziała spokojnie i ponownie się uśmiechnęła.
    - Co do bycia kobietą, na pierwszym miejscu jestem wilkołakiem, moja rasa ma swoje zasady i prawa, wątpię, że je zrozumiesz, ale rządzą się one własnymi zasadami, których ja jak najbardziej się trzymam – dodała, po czym wstała, poprawiła mu kołdrę i wyprostowała się.
    - Mam sobie iść? – zapytała bez ogródek.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  95. Pokręciła głową.
    - Nie rozumiesz, nie mam zamiaru na dzień dobry skakać mu do oczu. Po prostu nie będę tolerowała faktu, że Cię przy mnie bije - wyjaśniła stanowczo. Zaśmiała się lekko kiedy wspomniał o dbaniu o kobiety.
    - Nie proszę, abyś przestał o mnie dbać, na prawdę mi miło, że masz takie, a nie inne podejście, szanuję to, ale Ty uszanuj moje zdanie - powiedziała na do widzenia i posłała mu uśmiech.
    - Dziękuję za bluzę, oddam ją jak najszybciej - dodała jeszcze zakładając na siebie ciuch chłopaka. W prawdzie zdążyła już lekko przeschnąć, ale rozdarła sobie swoją koszulę, a wolała nikogo nie prowokować fragmentem nagiego ciała. Różne dziwne istoty szlajały się o tej porze na zewnątrz.
    - Wypoczywaj - pożegnała się jeszcze i opuściła jego pokój, kierując się w stronę wyjścia, a potem do akademika.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  96. Wilczyca miała ostatnio sporo na głowie, w stadzie panowała dziwna atmosfera, dlatego nie bywała tam teraz za często. Niedługo miało dojść do rozmowy między nią, a Shiro – najstarszym z rodzeństwa, pierwszym z linii do zajęcia wolnego stanowiska Alphy. Wilki z jej stada zaczęły czuć się coraz bardziej zuchwale od kąt straszny przywódca odszedł, dlatego rodzeństwo nie mogło czekać zbyt długo z rozmową.
    Dziewczyna chodziła właśnie po pokoju, kręcąc niespokojne kółka i zastanawiając się jak ubrać w słowa to co miała do przekazania bratu już za dwa dni. Chodziłaby tak pewnie jeszcze całe te dni, gdyby nie telefon, który nagle zawibrował. Wilczyca chwyciła przedmiot i odczytała wiadomość. Nocleg? Zamrugała szybciej oczyma. Sama prośba jej nie zdziwiła, jednak fakt, że to Glen prosi o coś takiego… Chwilę czasu zajęło zanim mu odpisała. Oczywiście nie miała zamiaru mu odmawiać, wiedziała, że bez poważnego powodu taki sms w ogóle nie miał prawa istnienia. Poinformowała go, że spotkają się pod akademikiem i tak też się stało. Widząc go i czując, ruszyła w jego stronę.
    - Hej – przywitała się od razu lustrując jego ciało wzrokiem, ciężko było nie zauważyć ogólnego poturbowania.
    - Chyba nawet nie muszę pytać co się stało – zauważyła i zaraz ruszyła z nim do swojego pokoju. – Chodź, zrobię Ci coś do jedzenia i picia – dodała kiedy wchodzili do budynku.
    - Kanapki? Płatki? Sok? Woda? Na co masz ochotę? – zapytała wpuszczając go do pokoju i zaraz zamknęła za nimi drzwi. Pewna znajoma nauczyła ją, że jak facet chce się wygadać to sam to zrobi, nie trzeba na niego naciskać, więc Aki nie naciskała.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  97. (No heej. Mam pomysł i pozwolenie od Persa na stworzenie własnej frakcji, więc przychodzę zaproponować coś oto takiego: Akira i Michael, właściciel Glena, mają ze sobą sporo zaszłości - generalnie Michael pracuje dla wroga Akiry, a niedawno zlecił pobicie jego przyjaciela. Englund chce się zemścić za to, więc organizuje ludzi i wraz z nimi pewnej nocy napada na dom Michaela akurat w chwili, gdy ten pije krew Glena. Zabija Trancy'ego i podpala jego posiadłość, pozostawiając wiadomość mającą być ostrzeżeniem dla wrogów...i proponuje Glenowi: albo idziesz ze mną i dołączasz do mojej frakcji, albo idziesz w cholerę i po czasie zdychasz dzięki gorszym ode mnie. Co Ty na to? :3 Tym bardziej, że Akira będzie rekrutował sobie ludzi do swojej grupy, którą chce założyć.)

    Akira

    OdpowiedzUsuń
  98. Dziewczyna kiwnęła głową i zaraz przyniosła mu szklankę z wodą. Usiadła obok, patrząc na niego z troską w oczach. Pachniał dziwnie. Stres, krew, Michael… sporo zapachów mieszało się w nosie dziewczyny. Przyglądała mu się w milczeniu, ostatecznie jednak uznała, że lepiej będzie zostawić go z samym sobą.
    - Tu Ci nic nie grozi – wstała z fotela, siedzieli w salonie. Poklepała go lekko po ramieniu.
    - W razie co będę w kuchni – kiwnęła głową, aby pokazać mu łuk łączący jedno pomieszczenie z drugim. Spokojnie udała się do lodówki i zaczęła szykować sobie jedzenie. Akurat kiedy okładała kanapki usłyszała pytanie Glen’a, wychyliła się zza ściany.
    - Drzwi naprzeciwko Ciebie – odpowiedziała szybko i westchnęła lekko. Najwyraźniej było gorzej niż myślała. Co tym razem zaoferował chłopakowi popieprzony wampir? Dziewczyna wzięła talerz z kanapkami i przyniosła na stół do salonu. Spojrzała na drzwi, za którymi zniknął jej gość. Kiedy ten się ogarniał, ona ruszyła do pokoju przygotować mu łóżko, po tym wróciła na wcześniej zajęte miejsce i po prostu czekała aż chłopak opuści toaletę. Zdążyła nawet zjeść kilka kanapek, w końcu jednak drzwi otworzyły się, a ona posłała mu ciepły uśmiech.
    - Łóżko masz gotowe, ale jak chcesz to możesz tu ze mną posiedzieć – powiedziała, nadal z troską w oczach.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  99. (Bez najmniejszego problemu zaczynam! Informacje do tej organizacji właśnie zostały przesłane i się pojawią niedługo w stosownym miejscu, tak myślę. :3)


    Nic nie jest prawdziwe...

    Otworzyli drzwi bez problemu, w sumie wystarczyło tylko przepalić zamek w drzwiach. Weszli, otoczeni ochronną barierą z płomieni, które stworzył dzięki popiołowi z papierosów Akira. Wszyscy mieli twarze zasłonięte białymi kapturami od płaszczy, których poły łopotały cicho niczym ptasie skrzydła. Weszli do sypialni, gdzie akurat ich cel spożywał swojego niewolnika - w dosłownym i metaforycznym znaczeniu. Tej nocy miała popłynąć krew wampira, który śmiał nazywać się Michaelem Trancym, a który - według ich zleceniodawcy - był najobrzydliwszą kurwą i kanalią, jaką ta ziemia nosiła. Obiecał im ogromną sumę, ale członkowie organizacji nie robili tego dla pieniędzy. Ich jedyną pobudką, skłaniającą do działania, była idea. A w myśl ich idei jednostki tego pokroju co Michael Trancy były zaprzeczeniem sprawiedliwości.
    Mężczyzna wypuścił dzieciaka, którym się pożywiał, z objęć. Ten upadł miękko na gruby, ciemnoczerwony dywan.
    -Kim jesteście? - w jego głosie zabrzmiał ohydny strach. Najwidoczniej nikt go nie uprzedził o niezapowiedzianej wizycie. Akira zauważył z radością, że ugięły się pod nim nogi. Czyli płomienie spełniły swoją rolę.
    -Jesteśmy tymi, którzy budzą postrach-wyszeptał groźnie, cicho, spokojnie. Zbliżył się leniwym krokiem do pobladłego mężczyzny. Uniósł obie dłonie. Na jednej widniało ukryte ostrze, a z drugiej, w której trzymał papierosa, wydobywały się płomienie i popiół. -Albowiem nie mamy doczesnej postaci. Wybierz swoją śmierć, Michaelu Trancy.
    -T-to pomyłka! - zająknął się mężczyzna. Rzucił nerwowo okiem na leżącego chłopaka. - Glen, uciekaj, do cholery!
    -Pomyłka? Ależ skąd-w głosie Akiry zabrzmiało tym razem rozbawienie. Przejechał ostrzem po szyi wampira. -My nigdy nie robimy pomyłek.
    W chwilę później Michael Trancy płonął od stóp do głowy, a Akira wykonał krótki, oszczędny gest dłonią. Na ten widok jego towarzysze, którzy wciąż nie odsłaniali swoich twarzy, zaczęli sprzątać scenę zbrodni.
    Sprawa niby była skończona, ale...Akira nie uważał za stosowne zabijać dzieci. Bractwo nie parało się takimi głupotami. O wiele lepiej byłoby, gdyby...
    -Słuchaj, Glen...tak się nazywasz, prawda?-upewnił się. Mówił teraz cicho i łagodnie. Tak mógłby mówić dobry tatuś do chorego dziecka...gdyby, oczywiście, Akira miał dziecko. -Masz teraz wybór. Możesz pójść z nami i zostać, jak my, członkiem bractwa, albo możesz stąd zwiać i na nas donieść czy coś. Uprzedzam cię jednak, że w drugim przypadku nie wyjdziesz żywy z Eflei. Daję ci pięć minut, by się zdecydować.

    ...wszystko jest dozwolone.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  100. Na twarzy Akiry, wciąż przysłoniętej kapturem, pojawił się lekki uśmiech. Przyjrzał się uważnie ranie, którą uciskał chłopak, po czym podszedł do Glena bliżej. Lewą ręką wyciągnął z kieszeni niewielki nóż, zwykły sprężynowiec; wydawałoby się, że chce wbić go chłopcu w szyję zgodnie z jego życzeniem i pozbyć się problemu. Ludzkiego problemu, jak wynikało z jego wypowiedzi. Jednak Akira uważał, że czym innym jest usunąć cel, a czym innym zarżnąć Bogu ducha winnego dzieciaka, który i bez tego nieźle oberwał od losu. Przerzucił nóż z ręki do ręki, po czym odszedł na krótką chwilę do Terayukiego, który robił zawsze w takich chwilach za podręczną apteczkę (a zwłaszcza wtedy, gdy było daleko do szpitala lub do Darklinga). Po krótkiej i cichej rozmowie oraz zajrzeniu w głąb jego torby wrócił do Glena, tym razem z odpowiednio odciętym bandażem. Podał go chłopakowi, mówiąc:
    -Opatrz sobie tę ranę. I zabierz wszystkie swoje rzeczy, Glen. Gitarę też możesz zabrać.
    To rzekłszy, cofnął się parę kroków w tył, schował nóż do kieszeni i założył ręce na piersiach.
    -Zaczekamy, aż zbierzesz swoje skarby. Nie próbuj jednak ucieczki-uśmiechnął się tak, że gdyby Glen mógł dostrzec ten grymas wśród narastającego w postępie geometrycznym dymu i dogasających już płomieni, zapewne uciekłby spłoszony z krzykiem.
    -Mistrzu...-zaczepił go jeden z najemników, których zatrudnił do pomocy w tej małej, acz wymagającej robótce. -Znaleźliśmy pieniądze, co z nimi robimy?
    -Zostawcie je. Nie są nam potrzebne-odparł ze spokojem Englund, odwracając się do swojego nowego rozmówcy. Zdumiony mężczyzna uniósł wysoko brwi.
    -Ale...
    -Działamy dla sprawiedliwości, nie dla pieniędzy-wysyczał Akira, wpatrując się uważnie w twarz tego pazernego pachołka.-Nie ważcie się niczego stąd zabierać. Zatrzyjcie wszelkie ślady i dogaście ten ogień. I to już!
    -Tak jest, mistrzu... - mruknął mężczyzna, wycofując się z pokorą, chociaż Akira przysiągłby, że w duchu psioczył na bezwzględny idealizm swojego szefa. Blondyn obrzucił jeszcze raz całe pomieszczenie spojrzeniem, a następnie zbliżył się do tego, co pozostało z Michaela Trancy'ego.
    Był zadowolony.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  101. -Do Eflei. Zamieszkasz ze mną-odpowiedział z lekkim uśmiechem Akira. Pozostali zaczęli wychodzić w milczeniu, poprawiając kaptury, i rozpraszać się gdzieś w mroku nocy. Żaden z nich nie odsłonił twarzy, tak jak powinno być. Nie było słychać nawet ich kroków. Kiedy ostatni z nich opuścił pomieszczenie, blondyn zwrócił się do Glena:
    -Chodź za mną.
    To rzekłszy, wyszedł z domu na zewnątrz. Poczekał chwilę, aż Glen wsiądzie i zapnie pasy, i zapuścił klasyczną muzykę. O ile dobrze pamiętał, był to kojący i elegancki zarazem Beethoven z Ósmą Symfonią. Ruszył spokojnie i wyjechał spod budynku. Prowadził pewną, spokojną ręką.
    -Akira Englund-przedstawił się w pewnym momencie.-Tymczasowo wielki mistrz bractwa nizarytów. A ty? Masz jakieś nazwisko w ogóle?
    Akurat stali na czerwonym świetle niedaleko zjazdu do Eflei. Zabębnił palcami w kierownicę, chcąc odtworzyć rytm melodyjki zasłyszanej parę dni temu w radiu. Ponieważ wciąż nie odsłonił twarzy, światło księżyca padało na jego biały płaszcz i załamywało się na dobrze rysujących się pod nim ramionach.
    Znów chwila milczenia.
    -Nizaryci, czyli bractwo, do którego należę, dopiero niedawno się odrodziło tu, w Mortiel. Wcześniej istniało w Szwecji. Ja jestem jednym z trzech ostatnich, którzy pamiętają stary ryt. Zlecono nam zabójstwo twojego...hm...pana, ponieważ w przeszłości zamordował on żonę i synów naszych zleceniodawców. Sprawiedliwości stało się zadość, człowieku.
    Kiedy zmieniło się światło, ruszyli dalej.
    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  102. -Jak każdy człowiek lecisz stereotypem-parsknął pogardliwie Akira, skręcając w odpowiednią uliczkę.-Po co miałbym grzebać ci w mózgu? Owszem, jestem smokiem, ale to nie oznacza, że zniżam się do takich sztuczek. Co zaś do tej "sekty"...
    Roześmiał się głośno, niewymuszenie. Naprawdę, rozwaliło go to określenie, dzieciak miał już plusy i minusy na koncie. Gdyby to zrównoważyć, co właściwie pozostawało? Nic. Zero.
    Uśmiechnął się lekko, po czym wstrząsnął głową tak, by kaptur spadł. W sumie nie ma po co się tak ukrywać. To przecież tylko dzieciak.
    -Lepsza, jak to nazywasz "sekta" niż zdychanie z głodu jako niewolnik podobnych tamtemu, prawda? Możemy dać ci zdolności i talent, dziecko. Albo nie.
    Zamilkł, wpatrzył się w księżyc. Zimny materiał kierownicy obrócił mu się w palcach. Znał drogę do domu na pamięć.
    Kiedy dojechali, gestem kazał wysiąść chłopakowi z samochodu. Nie był to duży budynek, ale wystarczający, by pomieścić bar i kilkanaście pokoi na piętrze. Jeden z nich zamierzał oddać Glenowi.
    -Zabierz swoje rzeczy. Możesz wybrać sobie pokój, i tak wszystkie na razie są puste-wzruszył ramionami.-Rano mi powiesz, czy chcesz przejść trening nizarytów, czy nie, chłopcze. To już tylko i wyłącznie twój wybór.
    Bo nawet godny pogardy człowiek powinien mieć możliwość wyboru. Tak mówiły zasady dawnego rytu, a Akira im się nie sprzeciwiał. Więcej, hołdował im.

    Akira

    OdpowiedzUsuń
  103. Przyglądała mu się bacznie, cóż... mógł nawet w tej łazience się wyszorować ze skóry, ona i tak wiedziałaby, że wymiotował. Słuch miała niezawodny, tak samo węch. Woda nie spłukała zapachu krwi Glena. Słysząc jego słowa zmarszczyła czoło.
    - Przestań, przecież nawet nie masz się gdzie podziać, możesz tu ze mną mieszkać ile chcesz, to akademik, nie mam współlokatorów i są trzy wolne pokoje. Wystarczy dla Ciebie miejsca, a i mi będzie miło mieć do kogo otworzyć usta - odpowiedziała stanowczo i wstała z miejsca.
    - Poczekaj - powiedziała jedynie, po czym ruszyła do kuchni. Wróciła po kilku minutach, w dłoni trzymała szklankę z jakąś dziwną papką.
    - Nie wygląda apetycznie, ale zapełni żołądek nie wywołując torsji - podała mu szklankę. - Musisz coś zjeść, Twoje burczenie w brzuchu usłyszałabym nawet z korytarza - przyznała uśmiechając się delikatnie i ponownie zajęła swoje miejsce.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  104. Akira roześmiał się głośno. Och, ten dzieciak tak bardzo go bawił, zdecydowanie nie żałował, że darował mu życie podczas egzekucji. Było warto tego dokonać. No regrets.
    -Nizaryci przed incydentem sztokholmskim-ton, jakim blondyn wypowiedział te słowa, wskazywał, że lepiej, by Glen na razie nie dopytywał o szczegóły z nim związane-zajmowali się różnymi rzeczami, w zależności od tego, czym kto chciał. Można było zdobywać informacje, pomagać w barze bractwa, zabijać tak jak ja, czytać stare księgi i tłumacząc je, zdobywać wiedzę, uczyć młodzież...Generalnie byliśmy organizacją zrzeszającą informatorów, skrytobójców i zwykłych poszukiwaczy sprawiedliwości oraz dawnych skarbów. Czasem przyjmowaliśmy zlecenia na konkretne ofiary, czasem na artefakty, zależało to od różnych czynników i od zleceniodawców.
    Umilkł na chwilę. Wszedł po schodach, oparł się niedbale o drzwi do łazienki na piętrze. Zapalił papierosa - oczywiście nie za pomocą zapalniczki, lecz swojego żywiołu.
    -Skoro nie chcesz zabijać, możesz pomagać mi w barze, zdobywać informacje w jakiś sposób, no i testować alkohol, kiedy go zamówię-poinformował ze stoickim spokojem.-Nikt nie będzie cię przecież siłą ciągnął na akcję, bractwo to nie rzeźnia. Tutaj każdy wybiera sobie sam, jaką drogą podąży. Najważniejsze zasady...Ważne są trzy. Nie narażamy w żaden sposób organizacji. Trzymamy się razem, jako rodzina, bo tym właśnie jest bractwo, i nie mordujemy niewinnych, zwłaszcza kobiet i dzieci. Chwytasz? Masz jakieś pytania?

    Akira

    OdpowiedzUsuń
  105. Aki zaśmiała się pod nosem widząc jak zabiera się do jedzenia. Teraz przypominał trochę rozkapryszonego dzieciaka. Kiwnęła głową.
    - My wilkołaki często imprezujemy, nie wszyscy mają aż tak dużą tolerancję alkoholową i poranki wyglądają różnie, ale ta pożywna kaszka zdecydowanie stawia na nogi - puściła mu oko i sama rozłożyła się wygodniej na zajmowanej kanapie. Słysząc pytanie wzruszyła ramionami.
    - Po prostu jeszcze nikt nie został przypisany do tego pokoju, pojawiały się pojedyncze istoty, ale żadna nie posiedziała tu długo - odpowiedziała i zaraz pokręciła głową.
    - Szczerze to od kiedy mój chłopak i znajomi skończyli naukę to nawiązywanie nowych znajomości średnio mnie satysfakcjonuje, nawet mi na rękę to samotne mieszkanie. Z reszta, sama kończę szkołę w te wakacje więc długo tutaj nie pobędę - przytaknęła sobie samej głową i spojrzała zaciekawiona na chłopaka.
    - A co, zawiedziony, że nie mam ślicznych koleżanek do przedstawienia? - zapytała z zadziornym uśmieszkiem. Odrobina żartów zdecydowanie mu się przyda.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  106. I w tej chwili Akira wybuchnął iście homeryckim śmiechem - cichym z uwagi na to, że jednak była noc, dźwięcznym i adekwatnym do sytuacji. Śmiał się tak, że aż okulary spadły mu z nosa (na szczęście zdążył je złapać), no i musiał wyjąć sobie fajkę i przysiąść pod drzwiami łazienki. Ten dzieciak go rozwalił, dawno nie słyszał równie dobrego kawału ani tekstu.
    -Hahahaha, o matko, hahaha-wykrztusił w końcu między kolejnymi atakami śmiechu. Otarł łezkę rozbawienia z policzka i podniósł spojrzenie na Glena tak, by upewnić go, że jest jak najbardziej widomy i nie stanowi zagrożenia publicznego.
    -Jesteś niezły, dziecko-pokręcił głową z podziwem.-Naprawdę, niezły jesteś. Że jak powiedziałeś? Że jestem niewidomy? To najlepszy kawał, jaki słyszałem od lat. Przebijasz Terayukiego i jego kawał o blondynkach! Postawię ci za to whisky, doceń to.
    A propos whisky, teraz do niego dotarło, co dzieciak powiedział. Spojrzał na Glena z mieszanką politowania, zdziwienia i dobrodusznej kpiny. Nie był pewien, co na daną chwilę przeważało. Chyba kpina?
    -Oczywiście, że możesz. Chyba że whisky sama się wypije, butelki same się podpiszą, prawda, ach...no i formularz też sam się wrzuci do szklanki-zakpił.-Jesteśmy tu w barze do roboty we dwóch, ale co trzy pary rąk, to nie jedna. I nie, nie mam zawrotów głowy, widzę tyle palców, ile trzeba, a po prostu jestem pragmatykiem.
    Tak, zdecydowanie był pragmatyczny. Inna sprawa, że opieka nad małym durnowatym może być cokolwiek skomplikowana i dlatego pełna kłopotów.
    Niemniej jednak Akira już czuł, że się polubią. O tak, na pewno.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^formularz też sam wrzuci się do skrzynki

      Usuń
  107. Jeżeli to miało być "Yellow Submarine", to John Lennon i George Harrison właśnie przewracali się synchronicznie w grobach, a Ringo Starr i McCartney dostawali niebywałych bólów głowy. Tak potwornej, straszliwej fałszowaniny Akira nie słyszał, odkąd upili się w trzy dupy z Yukim i ten zaczął śpiewać jakąś europejską piosenkę przy wtórze tego cholernego fortepianu. Zabytek ów stał w tym barze od czasów poprzednich właścicieli i właściwie nie był strojony - blondyn wprawdzie planował to zrobić, ale wciąż brakowało mu na to czasu.
    A to zlecenie, a to choroba matki, a to jakieś inne wydarzenia losowe...Słowem, wciąż brakowało na to czasu i pieniędzy. Teraz jednak, słuchając tej przeraźliwej fałszowaniny, Akira ślubował uroczyście pobielałymi z przerażenia wargami duchowi ojca i wszystkim przodkom, że natychmiast po przebudzeniu ściągnie tu stroiciela i zagrozi mu kastracją, jeżeli nie naprawi tego przeklętego fortepianu.
    Pijący melancholijnie przy barze kumple mężczyzny, pogrążeni w pogrzebowych myślach i nie mniej pogrzebowych ciemnościach, właśnie zw wrażenia oblali się wódką i wyskoczyli z krzykiem z krzeseł.
    -Na wszystkich bogów, dziecko, natychmiast przestań gwałcić to pianino!-wrzasnął wreszcie.-Weź gitarę i zostań, bo pobudzisz mi sąsiedztwo!
    Owa groźba zdawała się być tym bardziej realna, że potwornie rozstrojone pianino raz niemiłosiernie skowyczało jak zarzynany kojot, raz jęczało jak stara kanapa, a raz wydawało z siebie dziko głośny dźwięk, którego proweniencja była Akirze nieznana - a zdecydowanie wolał jej nie znać. Z przyjemnością odnotował jednak, że młodzieniec jest obeznany w europejskiej kulturze i dobrze obcykał nurt brytyjskiej inwazji. Bardzo mu się to spodobało.
    -I jak coś, to zapamiętaj na przyszłość, że Yellow Submarine trochę niżej się gra przy refrenie-podpowiedział jeszcze z czystej dobroci.-Aha, i mój pokój jest ostatni po prawej, patrząc od schodów. Przedostatni jest Terayukiego, dwa inne zajmuje dwóch gości, a reszta wolna. Tak, cobyś wiedział, bo wolę ci oszczędzić traumy w postaci Terayukiego w gaciach.
    - JA CI DAM TRAUMĘ, JEŁOPIE!
    -Wybacz, drzwi zaskrzypiały-uśmiechnął się słodko Akira, po czym zabrał się za bardzo skomplikowaną sztukę uciszania Terayukiego - zwanego też drzwiami.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  108. Głęboki sen, w jakim pogrążony był Akira, został bardzo brutalnie przerwany gdzieś tak koło trzeciej w nocy - wiedział o tym dokładnie, gdyż spojrzał rozespany na cykający obok jego głowy w melancholijnym rytmie budzik. Stłumił przekleństwo i już miał rzucić butem w intruza (a but Akiry, wojskowy glan, idealnie nadawał się do takich niecnych celów), jednak na szczęście bogowie natchnęli go rozważną myślą spojrzenia w miejsce, z którego czuł przeraźliwy przeciąg. Pierwszym jego spostrzeżeniem na widok Glena było "dzieciak z poduszką". Drugim "co on, do cholery, u mnie robi?!" Dopiero po długiej chwili przypomniał sobie i jego imię, i okoliczności, w jakich się pojawił pod jego dachem. Westchnął ciężko, kręcąc głową. Dzieciak zdecydowanie był dobry, wśliznąć mu się tak do pokoju i spokojnie sobie spać na poduszce - ba, zajumać mu trzy czwarte kołdry, to naprawdę było mistrzostwo świata. Z drugiej strony...
    Przeciągnął się i uniósł nieco, chcąc poszukać sobie fajek, jednak w tej chwili światło padło na skurczoną w jakimś dziwnym grymasie, bladą twarz chłopca. Był chudy jak jakaś cholerna szczapa, ptasie pióro więcej waży, do diabła! Ten cały Michael rzeczywiście nie zadawał sobie trudu, żeby o niego porządnie zadbać...
    Sam nie wiedział, co go podkusiło, by przytulić młodego do siebie - ot tak, całkowicie normalnie, jak młodszego brata czy syna. Może go poruszył widok tej bladej twarzy i nerwowego mamrotania przez sen? Może młody też miał koszmary. Wetchnął, przypominając sobie, jak on sam śnił przez wiele godzin okropne sny i nie potrafił się wyrwać z piekielnego Yume-do, w którym jego ojciec umierał przez wiele godzin z gorzkim oskarżeniem "to twoja wina" na ustach.
    Pogłaskał lekko włosy dzieciaka, mrużąc oczy pod wpływem zbyt jasnego światła księżyca. Będzie musiał kupić lepsze zasłony, skoro wdzierały się one do pomieszczenia i mu przeszkadzały - w końcu nie będzie spać w okularach, do diabła! Gdy ten zamamrotał i poruszył się - Akira wyróżnił z pomruku jakieś niezborne "przepraszam" - naciągnął na niego i na siebie kołdrę.
    -Nie przepraszaj, młody-szepnął najciszej, jak mógł z lekkim uśmiechem, po czym oparł się o poduszkę i utkwił zamyślone spojrzenie w ścianie. Stare wspomnienia znów do niego wracały, jak sceny z filmu, o którym myślało się, że już dawno znikł z głowy, a i tak się chciało go obejrzeć jeszcze raz.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  109. W pierwszej chwili Akira znieruchomiał, zaskoczony. Wszystkiego się spodziewał, ale nie wybuchu płaczu i emocji u tego chudziutkiego chłopaka, który bardzo przypominał potwornie cienkie piórko wystrzępione przez życie. Kurwa. W co on się...
    Sam nie wiedział, dlaczego, ale nagle poczuł głębokie współczucie wobec tego dzieciaka. Przypominał mu trochę jego samego z czasów, kiedy musiał się odnaleźć w tak naprawdę obcym dla niego Mortiel, oswoić się z własną tożsamością, nową mocą i ze śmiercią ojca, z którym mimo wszystko był jakoś tam związany. Przytulił więc go mocno do siebie, wytrzymał wszystkie ciosy - a bądźmy szczerzy, mocne one nie były z uwagi na to, że Glen był cholernie wprost chudy (będzie musiał go porządnie karmić) - i otarł kciukiem ściekające po jego bladej twarzy łzy. Przez chwilę milczał, wreszcie jednak zaczął:
    -Zabiłem Michaela, gdyż nie miałem wyboru. Człowiek, który mi to zlecił, stracił przez niego całą rodzinę i chciał się zemścić, a w razie nie wykonania umowy miałem...ponieść konsekwencje. Nie uderzę cię, Glen, i nie wkurzę się, bo szczerze mówiąc, nie mam powodu. Bardziej jestem po prostu zdziwiony. To bardzo niespodziewana wizyta.
    Lekki, melancholijny uśmiech. Mocny uścisk silnych, wytrenowanych ramion. Spokojny ruch miękkiej, niespodziewanie miękkiej jak na asasyna dłoni, która dotknęła zmierzwionych włosów chłopaka. Spokojne spojrzenie szarych jak szwedzka stal oczu, niektórym przypominających morze. Miękka pościel. Cisza. Księżyc zerkający przez zasłony.
    -Nie mam powodu, by się wkurzyć. Pomyśl jak ja, młody: przyszedł do mnie w nocy, ergo ma po temu powód. Przyniósł poduszkę, więc chce u mnie spać. Z uwagi na młody wiek i mamrotanie mogę wnioskować, że masz koszmary.-zapewnił łagodnie.-Możesz tu zostać do rana. I możesz tu przyjść, ilekroć będziesz miał koszmar albo jakiś problem. A darowałem ci życie, bo...
    Przerwał na chwilę, by podnieść poduszkę, która postanowiła w tej chwili spaść.
    -...bo zasady bractwa zabraniają zabijać dzieci i niewinnych, mówiłem ci. A ty pasujesz pod obie kategorie.
    Okrył go mocniej kołdrą i ostatni raz pogłaskał po włosach, po czym znieruchomiał w oczekiwaniu na jego reakcję.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  110. Aki zasłoniła lekko usta dłonią i zaśmiała się. „Rozrywkowa dziewczyna”? Dobre sobie. Dokładnie pamiętała swoje początki w tej szkole. Pokręciła głową.
    - Zdecydowanie nie. Jedyne imprezy na jakich bywam to stadne, no kilka razy mi się zdarzyło pojawić z znajomymi w klubie, ale po ostatnim wypadzie nie zamierzam już więcej chodzić w takie miejsca, przynajmniej nie bez Cahan’a – przyznała, przypominając sobie tą cholerną imprezę z Mel i jej znajomym.
    - Ale piwo mam i pijam – uśmiechnęła się zadziornie. – Myślę, że Wilk się nie obrazi jak sobie razem po jednym wypijemy, i tak będę miała do tłumaczenia Twój zapach w pokoju – zaśmiała się lekko i wyskoczyła w fotela, ruszając po dwie butelki wspomnianego trunku. Już zaraz była z powrotem i postawiła szkło na stole.
    - Nie musisz jeść całego, nawet niewielka ilość pomoże, zobaczysz, sprawdzony sposób – puściła mu oko i wystawiła swój wilkołaczy pazur, po czym otworzyła butelki jedna po drugiej. Pomachała jeszcze swoim „paznokietkiem”.
    - Jak zmiennokształtność potrafi być wielofunkcyjna – zaśmiała się i podała Glen’owi butelkę.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  111. -Każdy się do czegoś nadaje, Glen, tylko myśli, że jest inaczej-zacytował swojego mistrza Englund, nie gubiąc delikatnego uśmiechu. Wyciągnął lekko i powoli poduszkę spod głowy chłopca i odłożył ją na bok, stwierdzając spokojnie "tak ci będzie chyba wygodniej, młody, masz tu prywatną poduszkę", po czym wrócił do przytulania chłopaka i głaskania jego ciemnych, miękkich włosów. Na Boga, ależ ten dzieciak był szczupły, strach było go nawet dotknąć, bo jeszcze toto się połamie od naporu palców...Otarł mu twarz chusteczką, którą znalazł na blacie między Crichtonem a jakąś szwedzką książką, a chwilę później po prostu siedzieli razem w milczeniu, wtuleni w siebie, słuchając bicia swoich serc i patrząc w lśniący za firanami księżyc. Nie musieli nic mówić. Nie było takiej potrzeby, zresztą Akira nawet nie wiedział, jak miałby skomentować to, co powiedział młody niewolnik. Może kiedyś, w odległej przyszłości, chłopak zrozumie to, czym musiał kierować się Akira, może pojmie jego motywację...
    ...A może nie.
    -If you'll be my star, I'll be your sky, you can hide underneath me and come out at night...-zanucił łagodnie, tuląc zmęczonego płaczem Glena tak, jakby tulił własne dziecko. Dawne marzenie sprzed lat powróciło - tym razem silniej i ze zdwojoną mocą. -When I turn jet black and you show off your light, I live to let you shine. I live...to let you shine.
    Nie wiedział, czy chłopak zrozumie, co właściwie śpiewa albo czy rozpozna piosenkę, i w sumie było mu to obojętne. W końcu nie chodziło tu o słowa, ale o sam rytm i o poczucie bezpieczeństwa, które oferował Glenowi. Stopniowo zniżał głos, ale nie przestawał głaskać małego niewolnika - choć tyle należało mu się od życia: pan, który nie bił i nie pił, a proponował przyjaźnie neutralne partnerstwo na zasadzie "możesz mi ufać, ale ty też mi, młody, ufaj". O nic innego Akirze w zasadzie nie chodziło. W końcu do łamanego tyle lat umysłu trudno było tak od razu wprowadzić jakieś inne zasady niż "słuchaj mnie, bo inaczej dostaniesz w zęby".
    -But you can skyrocket away from me, and never come back if you find another galaxy-zapewnił ze spokojem, na tyle cicho, na ile mógł-Far from here with more room to fly, just leave me your stardust to remember you by. Just stardust...to remember you by.
    Westchnął. Słysząc równy oddech uśpionego już Glena, oparł jego głowę o swoją klatkę piersiową i uniósł się ostrożnie, by sięgnąć wolną, prawą ręką po komórkę (lewą nadal obejmował chłopca). Wystukał smsa do znajomego z prośbą "zalatw mi papiery na to, ze jestem wlascicielem dzieciaka nazwiskiem Glen Raider. i wyczysc papiery po Michaelu Trancym. thx". Gdy ekran wyświetlił mu komunikat "wysłane", odłożył telefon na odpowiednie miejsce i przytulił ponownie młodego. Po chwili zamknął zmęczone oczy i pozwolił, by jego duch wkroczył do Yume-do, krainy wiecznych snów.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  112. W tej chwili Akira popadł w stupor. Za co ten dzieciak go przeprasza? Nie no, niby to był niewolnik, miał tam jakieś pranie mózgu, wpojono mu pewne wartości i w związku z tym zachowywał się dziwnie, ale poważnie, nie ogarniał, za co te przeprosiny! O co mu chodziło? O wczorajszy gwałt na muzyce, którego się tak niecnie dopuścił za pomocą tego rozstrojonego pianina? Za to go przeprasza? Już miał na to stosownie odpowiedzieć, jednak zorientował się, o co chodzi chłopakowi.
    -Naprawdę, nie masz za co przepraszać-uśmiechnął się.-Posłuchaj uważnie. Twój właściciel oficjalnie zmarł był we Florencji, w Italii, a przed śmiercią sprzedał mi cię za odpowiednią sumę. Taka będzie oficjalna wersja i taką masz przedstawiać w razie pytań. Rozumiesz?
    Odczekał chwilę, aż chłopak to zrozumie, po czym podszedł do niego i znów poczochrał mu włosy. Miał mu do oznajmienia parę rzeczy.
    -Możesz mi pomagać w barze. Wieczorami będę cię uczyć robić drinki, ale masz szanować alkohol...i lepiej, byś to robił-mina, która ilustrowała te słowa, była na tyle straszna, by dotrzeć do Glena.-Do pokojów nie wchodzi się bez pytania, numery wycinasz tylko Terayukiemu aka drzwiom, radzę ci przy tym nie narzucać się gościom i być uprzejmy wobec mojej matki. Za dwie godziny rozpoczynamy trening. Masz na mnie czekać na dole w barze. Jeżeli nie przyjdziesz albo spóźnisz się choć o włos, uznam, że nie trenujemy, i pójdę tam sam.
    Uśmiechnął się do chłopaka, po czym ruszył do drzwi. Stanął jeszcze na chwilę w futrynie, czekając na odpowiedź...

    Akira, który przeprasza, że tak słabo

    OdpowiedzUsuń
  113. -Źle się chyba wyraziłem, więc to naprostuję: do mnie możesz, jak mówiłem, zawsze wchodzić, kiedy masz problemy ze snem i nie tylko ze snem, bez pukania-wyjaśnił z uśmiechem Akira. Pokiwał głową, uśmiechając się lekko, i dodał:-Do pozostałych pokojów musisz pukać, młodzieńcze.
    To rzekłszy, oddalił się w swoim kierunku, chcąc dopełnić tego, co należało.
    Kiedy wybiła oznaczona godzina, pojawił się na miejscu. Ubrany był, jak zawsze, niemniej jednak do tego ubrania dołączyła jeszcze broń schowana pod płaszczem i rysująca się delikatnie w kieszeni.
    -Cieszę się, że jesteś punktualny-pochwalił go.-To dobrze.
    -Trenujesz z nim? -odezwał się Terayuki znad powoli opróżniającego się talerza jajecznicy i szklanki kawy, które stanowiły jego dzisiejszy posiłek. Blondyn skinął krótko głową.
    - Pójdę z wami. Przyda się ktoś, kto dopilnuje, żebyś go nie zamęczył.
    -Już ty się, głupku, nie bój, nie zamęczę go-parsknął Englund. Terayuki mruknął w odpowiedzi coś, co brzmiało bardzo północnie i zapewne było szwedzkim idiomem określającym sytuację, podniósł się jednak z miejsca i ruszył za nimi. Posprząta trochę później. Teraz...bardziej ciekawiły go zdolności chłopca.
    Wyszli razem na zewnątrz i skierowali się do stojącego nieopodal sporego budynku. Jak się okazało, był to pusty, stary garaż pozbawiony tego, co zwykle bywa w garażach (narzędzi, opon i takich rzeczy), a zaadaptowany do walki i ćwiczeń fizycznych.
    -Należał do poprzedniego właściciela-wyjaśnił Terayuki.-Potem trochę go przerobiliśmy.
    -Ja go przerobiłem, ściślej mówiąc, bo ten debil nie zrobił nic poza pomalowaniem ścian na biało-uściślił Akira.
    Kiedy Glen wykonał polecenie, mógł się przekonać, że na podłodze leży stary, ale czysty dywan, a w pomieszczeniu da się spokojnie ćwiczyć.
    -Na początek potrenujesz fizycznie. Potem będę walczyć z Yukim, a ty będziesz się przypatrywał. To będzie sekwencja ruchów, którą musisz zapamiętać dokładnie, żeby potem powtórzyć-wyjaśnił Akira, zdejmując okulary i odkładając je z pietyzmem na jakiś stary, zapomniany, zakurzony stolik stojący w kącie.-Chwytasz? Jeżeli tak, spróbuj na początek 15 pompek.


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  114. -Moją.
    -Yukiego-odparł w tym samym czasie Akira. Harada posłał mu zdziwione spojrzenie, a potem obaj wybuchnęli śmiechem. Naprawdę, rzadko im się zdarzał taki synchron jak teraz!
    Obaj obserwowali poważnie i z niepokojem trenującego Glena. Z jednej strony Akira miał wyrzuty sumienia; takie toto było malutkie, niepozorny, chuderlawy bąbelek, dałby mu maksymalnie z siedemnaście, piętnaście lat...gdzie mu było do silnych, wytrenowanych zabójców, jakimi byli oni? Widać było, że zdmuchnąłby go pierwszy lepszy wiatr, a ubrania leżały na nim jak na nader cienkim wieszaku. Z drugiej strony jednak zdawał sobie sprawę, że dzieciak był wczoraj posiłkiem wampira, nie zjadł śniadania, no i źle spał. Nie mogło go to nastroić zbyt dobrze do ćwiczeń, które musiały sprawić, że chłopak umierał i nie wstawał, w sensie metaforycznym, na szczęście - Akira nie był w końcu Herodem robiącym rzeź niewiniątek. Spojrzał na Glena, nie ukrywając niepokoju.
    -Dobra, bąbel, przerwa na teraz, nasza kolej-rzucił stanowczo.-Usiądź sobie na tamtej kanapie, odpocznij. Yuki, rzuć mu wodę.
    -A co ja jestem, kamerdyner? - parsknął Terayuki. - Jak już panicz tak się męczy, to mógł zjeść śniadanie.
    -To mu przyniesiesz potem coś do jedzenia, wielmożny lordzie-warknął w odpowiedzi Akira, czochrając głowę chłopaka tak, jak robiłby to ojciec lub brat.-Phi, wielce dostojny jarl się znalazł...
    -Cicho bądź, księżniczko Asgardu!
    Tylko cudowi i obecności Glena Terayuki zawdzięczał, że nie został brutalnie zamordowany. Zaczęli trening; od razu zauważało się, że o ile Akira był szybkim, brutalnym, wytrenowanym ogniem, o tyle Terayuki stawiał na chłodny, spokojny styl wody...a może lodu? Na tą drugą konkluzję naprowadzić mogłyby chłopaka kryształy, które wytwarzał z całkowitym spokojem, odpierając wściekłe ataki płomieni Akiry, przyjmujących różne kształty. Niemniej jednak widać było, że obaj nie są z cukru, Po ich twarzach spływały krople potu, dyszeli jak wściekłe bestie, niemniej jednak walczyli i nie ustawali. Od walki żywiołami przeszli do noży; Terayuki walczył zwykłym sprężynowcem, jakich było wiele, za to jego przyjaciel pokładał nadzieję w wojskowym ostrzu używanym przez marines angielskich. Różnica? Całkiem spora, nie tylko w rozmiarze.
    - Masz naprawdę...wielkiego - wydyszał nagle brunet. Akira zaklął szpetnie po szwedzku w odpowiedzi i wykręcił mu boleśnie rękę.
    -Nie wypada tak demoralizować, szlachetny jarlu-zadrwił.
    - Spierdalaj.
    -Też cię pozdrawiam.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  115. -Oczywiście, że mo...GLEN!
    Tyle było z samodzielnego wracania do pokoju. Akira chwycił chłopaka pod ramię, Terayuki zaś zachichotał, słysząc kwestię dotyczącą czarów.
    - Idiota, idiota - zaśmiał się. - Nikt ci przecież nie każe stać się żywiołakiem lodu.
    -Nie śmieszkuj mi tu, tylko przynieś mu żarcie-warknął Akira. Widząc, że młody nie może utrzymać się na nogach, wziął go po prostu na ręce, po czym wyszedł z garażu, kręcąc głową. Ten dzieciak nie tylko był rozbrajający pod względem naiwności w podejściu do życia, ale też pod względem naprawdę dziwacznych upodobań, które trzeba w nim będzie pozmieniać. Właśnie dlatego Akira mniemał, że dzieci bywały męczące: gdy raz wpojono im coś w główki, zapamiętywały to na zawsze, a wzorce, które im przekazano, były niezwykle ważne i zależały od rodzica. Westchnął cicho. Mały nie był znów tak ciężki, jak mógłby sądzić, przypominał wagą piórko, więc doniesienie go do sypialni i położenie na łóżku, pod kocem, nie było znów tak trudną sprawą dla kogoś takiego, jak Akira. Z drugiej strony zawsze chciał być ojcem, ale - niestety! - nie natrafił jeszcze na Tą Jedyną, która chciałaby zamieszkać w jego sercu i jego gnieździe. Może z Ninath się uda.
    Może.
    -Cieszę się, że to wyglądało jak taniec. Zdążysz jeszcze wszystko zapamiętać, więc bez spiny-powiedział z uśmiechem, gdy tylko upewnił się, że Glen leży wygodnie na poduszce i pod kocem.-Nie przejmuj się Yukim, to taki śmieszek, ale dobry człowiek. Przyniesie ci coś do zjedzenia i upewni się, że zjesz wszystko. Przecież nie będzie jeść za ciebie posiłków, psa jeszcze nie mamy, a nie będę potem spowiadał się z trupa, którego sam zagłodziłem.
    Jego słowa się sprawdziły, gdyż w dziesięć minut później przyszedł Terayuki z kanapkami. Akira skonstatował, że tego dnia się wysilił, gdyż zamiast mainstreamowego sera w kanapce znalazł się bekon.
    -Jedz-zachęcił go, biorąc swoją kanapkę dla przykładu i wgryzając się w miękkie kromki.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  116. Dziewczyna zamrugała szybciej oczyma słysząc pochwałę, cóż, nie przywykła jeszcze do nich gdyż tutaj praktycznie każdy miał niesamowite zdolności i tylko szczególnie wybitne jednostki słyszały ochy i achy. Posłała Glen'owi uśmiech.
    - Akurat w moim przypadku wszystko zależy od fazy księżyca, im bliżej pełni tym moje możliwości są większe i odwrotnie - przytaknęła sama sobie, mimowolnie zerkając za okno. Teraz była noc przed pełnią więc mogła pozwolić sobie na dość sporo. Jak na zawołanie wstała więc i zrobiła kilka obrotów dookoła własnej osi, przy drugim wypuszczając majestatyczny ogon. Zaśmiała się lekko i zatrzymała puszczając mu oko.
    - Jak widzisz też potrafię - odpowiedziała i jeszcze raz zamrugała szybciej oczyma. Problemy co? W prawdzie ostatnio miała już nie małe problemy przez pewnego demona, ale... Wzruszyła ramionami.
    - Zazdrosny pewnie będzie, ale ufa mi, przynajmniej mam taką nadzieję - uśmiechnęła się raz jeszcze.
    - Myślę, że po ostatnich wydarzeniach dobrze wie, że za bardzo mi zależy żeby robić o Ciebie awantury - dodała i znowu zajęła swoje miejsce. Wilczyca spojrzała na chłopaka z nutką troski słysząc to specyficzne "skrzypnięcie" jednak nic nie powiedziała, jedynie wysłuchała jego pytania. Po raz kolejny wzruszyła ramionami.
    - Jeszcze nie wiem, możliwe, że zamieszkam w Eflei, a możliwe, że wyjadę, ale... Dzieci chce mieć i to całkiem sporo - uśmiechnęła się pod nosem wspominając reakcję Mel i Lexi na wieść ile potomstwa przewiduje.
    - I tak, jeżeli zechcą to będą mogły się tu uczyć, nawet jeżeli dom rodzinny będzie poza Mortiel - odpowiedziała z uśmiechem i spojrzała zaciekawiona na niego.
    - Dlaczego o to pytasz? Będziesz tatą? - zapytała z zadziornym uśmiechem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  117. Terayuki westchnął ciężko w odpowiedzi. Z jednej strony rozumiał, co to znaczy być głodnym, w dodatku od dawna, ale z drugiej strony średnio mu się podobało, że chłopak zwrócił jego kanapki, które dlań przygotował. Dlatego pokręcił głową i otarł Glenowi twarz, a Akira wyszedł na chwilę i przyniósł mu trochę letniej, przegotowanej wody. Podobno był to dobry sposób na mdłości, tak przynajmniej zrozumiał swoją matkę.
    -Nie ma za co przepraszać, Glen -zapewnił go blondyn.-Przynajmniej zdążyłeś do łazienki, bo gdybyś ubrudził moje ściany...Cóż, dużo zapłaciłem za te panele. Pochodzą aż z Irlandii.
    Skrzywił się, dając tym samym znać, co o tym sądzi. Terayuki wyszedł, posyłając dzieciakowi nieco krzywy uśmiech, po czym zatrzasnął drzwi.
    Akira zmrużył oczy. Obserwował uważnie przez chwilę bruneta, jakby się nad czymś zastanawiał. Wreszcie stwierdził:
    -Następnym razem nie jedz tak szybko i więcej pij, to żołądek nie będzie tak szaleć. A teraz idź spać. Kiedy wstaniesz, ogarnij się, zjedz coś i możesz sobie pograć na pianinie, jeżeli będziesz się dobrze czuł. Będzie już nastrojone, bo właśnie słyszę kroki stroiciela. Dobranoc.
    To rzekłszy, poprawił mu koc i wyszedł ze spokojem, zamykając za sobą cicho drzwi. Zszedł na dół; stroiciel rzeczywiście już czekał. Kiedy ten po jakiejś godzinie-dwóch skończył swoje działania, Englund siadł do rzeczonego pianina i uderzył w kilka klawiszy. Sam nie wiedział, co gra konkretnie, chyba po prostu wybrał na chybił trafił parę przypadkowych akordów.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  118. Terayuki wyprostował się, zaskoczony tym pytaniem - właśnie przygotowywał trudny drink na bazie mocnej rosyjskiej wódki, więc musiał dobrze wymieszać proporcje "Atamana Płatowa" i angielskiego alkoholu. Klient zapewne był miłośnikiem trudnych wyzwań. Pytanie Glena wyrwało go z zamyślenia, szybko jednak ogarnął, o co chłopakowi chodzi.
    -"Pan" Akira...heheheh - zaśmiał się serdecznie, omal nie wylewając alkoholu. Akira, jak go znał, nigdy nie cenił sobie wysoko formalności, chociaż potrafił je zachowywać. - Jest w kuchni właśnie. Kończy z lunchem. Kuchnia jest tam, po prawej stronie. I...
    Tu przyrżnął mu z całej siły otwartą dłonią w głowę.
    -To za podpijanie whisky na pusty żołądek, ty mały durniu! - krzyknął gniewnie.
    W tym czasie Akira ze spokojem siedział w kuchni przy starym, dębowym stole (cud techniki, wykupiony na pewnym pchlim targu) i przeglądał rejestry dostaw, chcąc się zorientować, co powinien zamówić. Między papierami, ułożonymi w idealnym porządku, stały pusty już talerz po lunchu i parujący kubek ze znakomitym espresso według przepisu jego matki. Co chwila sięgał po długopis, chcąc wynotować nazwę jakiegoś alkoholu lub skreślić ją jednym pewnym, szybkim pociągnięciem z listy.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń