czwartek, 4 maja 2017

Behind the fire

PHYOEN | 19 LAT | SMOCZYCA | UCZĘSCZA DO SZKOŁY CHARLSA MONTEZA | WYOSTRZONE ZMYSŁY | ODPORNOŚĆ NA OGIEŃ | KONTROLA OGNIA | AKADEMIK

Do niedawna jej domem była piękna i spokojna Eflea. Tam się wychowywała i tam pozostawiła swój dom i swoich przyjaciół. Minął okrągły rok odkąd musiała opuścić rodzinne strony i wciąż nie może się z tą decyzją pogodzić. Nie należała ona jednak do niej, jednak sama dostrzegała jej słuszność. Szkoła miała jej pomóc, Ignis mocno wierzy, że tak się właśnie stanie i osobiście przykłada się do wszystkich zajęć by jej samokontrola znacznie się poprawiła. Od dawna miała z tym problem. Wystarczyły gwałtowniejsze emocje, a wszystko wokół stawało w płomieniach, dlatego też od wyprowadzki z domu, gdzie każdy znał jej problem, zaczęła żyć nieco na uboczu starając się nikomu nie wyrządzić krzywdy. Nie mogłaby znieść myśli, że znów ktoś przez nią ucierpiał. A cierpiało już wielu przez to, że nie panuje nad wewnętrznym ogniem. Uparcie jednak dąży do tego by to zmienić.
Ignis jak na prawdziwego smoka przystało jest niezwykle dumna i uparta. Niemal zawsze ma swoje zdanie i nie przepada, gdy ktoś narzuca jej własne. Przez to często popada w najróżniejsze kłopoty. Jest dość wygadana i jeszcze nie nauczyła się by odzywać się w tedy, gdy ma się coś mądrego do powiedzenia. Jednak w jej świecie jest to całkiem normalne, bo mając zaledwie dziewiętnaście lat jest się na prawdę dzieciakiem w towarzystwie innych smoków. A młode smoki to zarozumiałe smoki. Z reguły... W Phyoen, Ignis trzyma się w cieniu, stara się nie zawiązywać bliskich relacji z innymi osobami choć w głębi duszy tęskni za towarzystwem. Wierzy jednak, że unikając innych oszczędzi im cierpienia, bo nie umie przewidzieć, czy "wybuch" znów nie nastąpi. 
Błękitna, potargana czupryna to jej znak rozpoznawczy tak samo jak lśniące, szafirowe łuski, gdy przybierze swą pierwotną postać. Ciemne oczy, nieco rozbiegane przecinane są licznymi ognikami, które nadają drapieżnego charakteru jej spojrzeniu. 
Ignis najbardziej uwielbia porzucać ludzką skórą, w tedy może rozprostować skrzydła i poczuć przyjemne łaskotanie wiatru. Odzyskuje swą prawdziwą siłę i zwinność. W takich chwilach czuje się wolna, bliska swej prawdziwej naturze i po prostu szczęśliwa. 

***
Hej :) 
Mam nadzieję, że Ignis jakoś się prezentuje. Dawno mnie nie było na blogosferze i odwykłam nieco od pisania. Zapraszam do wątków jak i powiązań ( łatwiej idą te damsko - męskie, ale wszystkiego próbuję). Imię podlinkowane ;)  W tygodniu mogę wchodzić rzadziej ze względu na studia i pracę, postaram się jednak regularnie odpisywać. 

45 komentarzy:

  1. [ Ma god ma god ma god!! Nawet nie wiesz jak bardzo sobie u mnie zaplusowałaś. Nie lubię faworyzować autorów ale chyba się to od teraz zmieni *^* Wujek Dragon z dużą przyjemnością cię wita jak i twoją postać. Błogosławie cię oraz twoją postać mym świętym płomieniem. Obyś miała tu dużo zabawy, wątków oraz powiązań. Poza tym pragnę zauważyć że największy wiek dopuszczalny w akademii to 19 lat, prosiłbym więc ewentualnie zmienić wiek Ignis bądź uzasadnienie jak np. że później zaczęła naukę.
    Pozdrawiam, Wujek Dragon ]

    Elenore
    Dyrus

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ja również się witam! ^^ Bardzo podoba mi się wizu Twojej postaci, uwielbiam kiedy ludzki wygląd odpowiada temu "zwierzęcemu". Uwielbiam też ogień, więc kupuję Ignis całą sobą. Oczywiście zapraszam do wątków i życzę udanej zabawy.

    P.S Aż żałuję, że nie ma tu mojej Lex, jest feniksem więc wybuchy Ignis by jej nie zaszkodziły, co byłoby punktem zaczepienia do moich wątków, no ale, mam też inne postaci, zdecydowane mniej odporne na płomienie, ale może uda nam się coś wymyślić]

    Akela/Febe

    OdpowiedzUsuń
  3. [Bardzo mnie to cieszy ^^

    Jeżeli chodzi o wątek to dziewczyny chodzą do tej samej szkoły i są w tym samym wieku, więc mogły trafić do tej samej klasy. Idąc tym tropem możemy powymyślać sporo wątków. Od pierwszego dnia w szkole, gdzie Aki oprowadziłaby Ignis po budynku, po prace w grupie czy jakieś wydarzenia w samym budynku szkoły. Co o tym sadzisz?]

    Akela

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Pani na zdjęciu jest po prostu przeurocza!
    Witam serdecznie poza tym nowego autora mając nadzieję, że znajdzie sobie wiele wątków i o to nie muszę się martwić, bo Dragon już pobiegł do smoka, więc wątków Ci nie zabraknie. W razie czego zapraszam do mnie, choć nie wiem czy nasze postacie się dogadają, choć może... Ignis prędzej dogadałaby się z Melanie, a niżeli z Kuro. Ja z nią wątki zawsze przyjmę z otwartymi. Powodzenia w prowadzeniu postaci i życzę zabawy.]

    M. Miroki
    K. Imito

    OdpowiedzUsuń
  5. | Ja tylko powiem, że CHCĘ z Tobą wątek. Teraz. |

    ýril

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Jeśli tylko znajdę jakiś fajny pomysł, na pewno się odezwę. Na razie niestety jestem wyprana z pomysłów jeśli chodzi o watek damsko- damski, tym bardziej że prowadzisz smoka i nie wiem kompletnie w jakich okolicznościach mogłyby się spotkać.]

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hej smoczyco :) Cudowna i jakże inna. Bardzo chętnie powątkuję, jak już coś sobie wymyślimy. Pomysły na pewno się jakieś znajdą - taką mam szczerą nadzieję :D ]

    Glen / Ray

    OdpowiedzUsuń
  8. | Czytasz mi w myślach. Chciałam właśnie coś połączyć z Efleą i Phyoen, bo obie pochodzą z wyspy. Jak najbardziej odpowiada mi ogród, więc nawet zacznę. c: |

    ýril

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Ja również witam się cieplutko! ^^ Wybacz, że tak późno. XD
    Smoczyca bardzo mi się podoba, zwłaszcza arciołek i Saphire (nie wiem, czy dobrze napisałam) na smocza formę. :3
    Zapraszam do siebie oraz życzę wielu udanych wątków i powiązań ^^ ]

    Yensen, Ninath, Garrus

    OdpowiedzUsuń
  10. [Okay, to niezły pomysł :) Zakładamy, że Ignis wpadła na wycieczkę do Salree czy Glen ma jakąś sprawę w Akademii (coś się zawsze wymyśli). Jeśli chcesz to mogę zacząć :) ]

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  11. Glen jeszcze raz przejrzał listę zakupów oraz to co miał w swych siatkach, po czym z zadowoleniem stwierdził, że to już wszystko. Po niedawnych wydarzeniach ze swoim właścicielem, wolał się za bardzo nie wychylać, więc teraz grzecznie wszystko odniósł do domu. Skorzystał z okazji wolnego popołudnia, by wziąć gitarę i wyruszyć do jednego ze swych ulubionych miejsc.
    Klify były miejscem raczej nie odwiedzanym zbyt często, dzięki czemu nie musiał się obawiać, że ktoś się do niego przyczepi, czy też że jego zapach komuś przeszkodzi.
    Usiadł na jednej ze skałek i odetchnął głęboko ciesząc się słońcem, które tego dnia dość mocno przygrzewało. Zwykle nie przepadał za gorącymi dniami, jednak każdy miał od czasu do czasu ochotę na spokojne popołudnia, podczas których można było się wygrzać. To idealna pogoda na pobrzdąkiwanie na gitarze.
    Już miał to zacząć, kiedy na niebie zobaczył pewien nieznajomy mu jeszcze kształt. Z daleka wyglądał jak duży ptak, ale im bliżej się znajdował tym większy się stawał. Rozłożyste, błękitne skrzydła, długi ogon i szpony, przyprawiły go o nieprzyjemne dreszcze. Odruchowo też schował gitarę za plecy i odsunął się, jakby szukając miejsca do schronienia. Nie miał przecież pojęcia czy smok (bo wreszcie udało mu się zlokalizować rasę istoty) ma przyjazne zamiary czy wręcz przeciwnie.
    W pośpiechu więc zaczął się wycofywać, tak naprawdę myśląc tylko o tym by uratować swą cenną gitarę, ale pech chciał, że smok wylądował tuż przed nim. I to jeszcze z takim impetem, że chłopak wylądował na swych czterech literach.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  12. Usłyszał ją, ale nie widział żeby poruszała ustami. Zamrugał kilkakrotnie zastanawiając się szczerze jak powinien jej odpowiedzieć. W końcu wcale nie miał pewności, czy mu się przypadkiem nie przesłyszało. Zagryzł niepewnie wargi, ostrożnie podnosząc się z ziemi. Nie przestawał przy tym obserwować smoczycy.
    - To... nic niebezpiecznego - zapewnił ją szybko, by nie myślała, że przypadkiem chce ją skrzywdzić i założył niesforny kosmyk włosów za ucho, by dopiero wtedy powoli wysunąć gitarę do przodu. - To tylko gitara... czasem przydaje się jako narzędzie zbrodni. Idzie nią oszołomić przeciwnika, ale... jest dla mnie zbyt cenna by jej tak używać - wyjaśnił szybko, trochę mówiąc od rzeczy. Denerwował się i to bardzo. Przy takim cudzie natury nie dało się nie denerwować. W końcu to smoki były jednymi z najstarszych istot, a przynajmniej tyle mu było wiadomo.
    Nie mógł jednak powstrzymać swej wrodzonej ciekawości, toteż odłożył gitarę na bok i pokazując jej puste dłonie powoli się do niej zbliżył. Chciał jej dotknąć, by zobaczyć jakie są jej lśniące łuski w dotyku.
    - Mogę? - zapytał trochę nieśmiało stojąc już blisko niej, ale jeszcze nie wyciągając w jej stronę dłoni. Nie chciał onieśmielić smoczycy, a tym bardziej wprawić jej w gniew. Obawiał się też, że robi właśnie coś mało taktownego. Na dodatek mimo tego, że nie spuszczał jej z oczu, był pewien że nie miałby z nią szans. Wystarczyło jedno machnięcie by pogruchotać mu kości, albo wysłać w otchłań oceanu... a taki upadek mógłby przypłacić śmiercią.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Jeśli zauważyłaś mój nick to nie muszę nic więcej dopowiadać :I Jestem miłośnikiem tych majestatycznych stworzeń od swoich najmłodszych poczytalnych lat i jestem nim do dziś. Rzadko spotykam osoby które podzielają moją miłość natomiast spotkałem na jednym blogu taką która ma czelność się ze mną kłócić że jakieś ogniste ptaki są lepsze phi ^^
    Tworząc Dyrusa nie spodziewałem się że będzie w ogóle lubiany ale widzę że jest inaczej, co mnie cieszy. Z drogiej strony muszę spytać, lubisz miłośników piersi? xDD
    Na wątek się piszę nie wiem tylko jak często będę odpisywał, wiedz jednak że będę się starał jak najczęściej. Mówiąc szczerze zainspirowałaś mnie do stworzenia trzeciej postaci która prawdopodobnie będzie moją ostatnią. Miałbym nawet pomysły na wątki z nią związane ale póki co zapytam czy miałabyś już jakiś pomysł na wątek Ignis-Dyrus? ]

    Dyrus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Nigdy nie powiedziałam, że są lepsze gnomie ;> sama uwielbiam smoki, a jedyne co powiedziałam, to że nie są w stanie zrobić Feniksowi krzywdy :P Czytaj ze zrozumieniem Panie Smoku ^^]

      Lexałke

      Usuń
  14. [Mi jak najbardziej pasuje ^^ Aki jako wilkołaczyca, która ma kontakt z inną ognistą istotą szybko może się zorientować czym grozi "wybuch" emocjonalny dziewczyny, więc zdecydowanie sobie poradzi w takiej sytuacji, no i może przy okazji skopie parę tyłków. Zaczniesz czy ja mam się tym zająć?]

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  15. Glen przez dłuższą chwilę stał oniemiały, tylko macając jedną z nóg smoczycy dłonią. Poczuł nawet, że robi coś kompletnie nieprzyzwoitego i wówczas zabrał szybko rękę, nieco się przy tym czerwieniąc. Jej sprężysta skóra i twarde łuski były doprawdy czymś, z czym spotkał się w swym życiu po raz pierwszy. I nagle zapragnął wzbić się w przestworza siedząc na grzbiecie tego cudownego stworzenia. Przyszło mu na myśl, że to mogłoby ujść za marzenie, o którym tyle mu do głowy natłukła Aki. Zanotował sobie w pamięci, że będzie musiał ją o to zapytać podczas ich kolejnego spotkania. Zaraz też zarejestrował słowa smoczycy i postukał się po głowie. Dziwne uczucie, jakby ktoś wchodził ci do głowy i penetrował ją na wskroś. Miał nawet wrażenie, że ta niesamowita istota mogła w nim czytać, jak w otwartej księdze. Dlatego też tak bardzo zdziwiło go jej pytanie.
    - Glen Raider – wypalił z automatu. – Własność Michaela Trancy… - dodał zaraz, choć nieco tego pożałował i przeklął się w myślach. Przecież nie musiał tego mówić. Nie miało to najmniejszego znaczenia, a mimo to po ostatnich wydarzeniach czuł, że powinien. Z lekkim westchnieniem wzruszył ramionami. Piwo się już rozlało, a on musiał je teraz wypić.
    - Byłbym stokrotnie wdzięczny… bo uhm dziwnie mi tak słyszeć głosy w głowie… - wymamrotał. - …ale to nie jest nieprzyjemne, po prostu nie przywykłem jeszcze do takich rewelacji – wyjaśnił zaraz z nieco szerszym uśmiechem. Postanowił, że nie będzie dzisiaj żadnych smutków ani markotnych min. Dobry humor przede wszystkim.
    - Nie zdradziłaś mi jeszcze swojego imienia… - nawet do końca nie wiedział, czy rozmawia z kobietą, ale po tonie jej głosu… a raczej myśli, tak po prostu wywnioskował i miał szczerą nadzieję, że się nie pomylił. Jeszcze tego mu brakowało, by teraz pomylił płeć. Chyba zapadłby się pod ziemię, albo skoczył z tego przeklętego klifu i pozwolił odmętom oceanu zabrać jego życie. Oj tak… dlatego w duchu się modlił by miał rację. Jakoś tak nie chciał jeszcze kończyć swojego życia.
    - Umiesz czytać w myślach? – zapytał jej jeszcze, bo trochę go to ciekawiło. No dobrze, nie tylko trochę. Po prostu umierał z ciekawości, choć w życiu by się do tego nie przyznał.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  16. Pokiwał głową w zrozumieniu, jednocześnie wdzięczny za to, że go sobie nie poczytała. Chyba by padła, gdyby usłyszała jak zachwyca się nad jej skórą oraz twardością łusek. No i z całą pewnością zaskoczyłby ją fakt jego zgadywanek a propo jej płci. Swoją drogą cieszył się, że jego modlitwy zostały wysłuchane.
    Znów wzruszył ramionami, kiedy usłyszał jej pytanie. Ostatnio wpadał w taki nawyk.
    - Nie wiem – odparł szczerze. – Nie pamiętam zbyt wiele… pamiętam płomienie, krzyki, a potem… zakładaną mi obrożę – mruknął. – Miałem wtedy 8 lat – dodał zaraz, drapiąc się lekko po głowie. Nie pamiętał życia bez obroży na szyi i nie wiedział za czym tak tęsknią ci wszyscy ludzie. No i przede wszystkim, wolał się tego nie dowiadywać. Przynajmniej nie miał teraz za czym tęsknić. Miał swój pokój, posiłki i parę niechcianych obowiązków do wykonania. Nic wielkiego, wystarczyło tylko żyć tak jak się tego od niego oczekiwało.
    - Nie jest to mój wybór – zauważył ostrożnie. – Ale nie chcę wiedzieć, jak to jest bez obroży – dodał zaraz, by nie słuchać pytań o to czy kiedykolwiek myślał o tym co by było gdyby. Owszem, myślał… ale już dawno wyrzucił te myśli ze swej pamięci. – Michael nie jest taki zły… to znaczy ma swoje humorki oraz gorsze i lepsze dni, ale nie traktuje mnie jakoś fatalnie. Mogę swobodnie poruszać się po mieście i mam dni wolne. Przynajmniej raz w tygodniu. To nie taki zły układ, tak sądzę – uśmiechnął się ostrożnie.
    – Jak to jest być smokiem? Podejrzewam, że ta forma – wskazał dłonią na jej obecną postać, seksowną zresztą postać. - …nie jest twą ulubioną – dodał zaraz, bo łatwo było to wywnioskować z jej lekkiego skrzywienia podczas przemiany. – Przyznaję bez bicia, łatwiej mi się teraz z tobą rozmawia, ale… czy tobie też jest łatwiej? – zainteresował się, bo przecież nie chciał jej robić pod górkę.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  17. Chłopak słuchał jej z zafascynowaniem, jednocześnie zastanawiając się nad jej słowami. Faktycznie nie w każdej chwili smocza forma była dobra, bo przecież nie miałaby szans wejść do jakiejkolwiek kawiarni czy głupiego sklepu. Swoją drogą, Glen nie miał pojęcia co takiego jedzą smoki, więc nie był pewien czy potrzebowała "normalnego" jedzenia. Postanowił to jednak sprawdzić, więc wyciągnął z pokrowca na gitarę czekoladowe ciasteczka i rozpakował je, kładąc pomiędzy nimi.
    - Częstuj się, po locie na pewno przyda ci się zastrzyk cukrowej energii - zauważył z delikatnym uśmiechem, nie zadając jej jednak pytania o jedzenie. Lepiej nie pytać o tak trywialne rzeczy.
    - Pewnie, że tak - uśmiechnął się szeroko, zaraz dobywając gitary. Ostatnio polubił utwory Eda Shareena, więc zaczął od "Castle on the Hill", jednej z jego ulubionych piosenek. Chwilę grał bez śpiewu i dopiero po chwili dołączył głos. Wciąż nieco wstydził się śpiewać przed publicznością, ale jednocześnie nie potrafił odmówić. Tak po prostu. Następnie przeszedł do The Beatles i ich "Yesterday", by zakończyć ten mini koncert swoją piosenką, której jeszcze nikomu nie grał. Obawiał się, że nie była zbyt dobra. Miał kilka swych utworów, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wiele im brakuje do ideału.
    - Jakie utwory lubisz słuchać? Może masz jakąś swoją ulubioną piosenkę? Albo wykonawcę? - zainteresował się, kiedy odłożył na moment gitarę. Przecież mógł jej zagrać coś co ona lubiła i może dołączyłaby się do niego ze śpiewaniem. Uznał to za znakomity pomysł. - Nie gram jakoś super dobrze - dodał zaraz, czując się w obowiązku by ją o tym poinformować, choć wiele nieludzi już mu powiedziało, że gada głupoty. Co poradzić? Nie doceniał siebie i uznawał to za dziedziczne.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  18. Glen uśmiechnął się nieco na jej słowa. Jak każdy lubił dostawać komplementy, ale nie za bardzo wiedział jak na nie odpowiadać. Pokręcił natomiast przecząco głową na jej słowa o rozwijaniu w muzycznym kierunku.
    - Nie, nie. Za dużo z tym zachodu – odparł spokojnie. – Czytałem o tym co się potem dzieje, seks, narkotyki i alkohol na porządku dziennym i woda sodowa uderza do głowy. To nie dla mnie – machnął lekceważąco dłonią, chowając już gitarę do pokrowca.
    - Serio? Zamierzasz dolecieć do Akademii jeszcze dzisiaj? – zapytał szczerze zaskoczony. Przecież to był taki kawał drogi, a godzina dość późna. – Ile kilometrów na godzinę osiągasz? – zainteresował się wstając z miejsca by ją jakoś pożegnać. Nie był pewien czy kiedykolwiek jeszcze się spotkają, choć miał cichą nadzieję że tak będzie.
    - Zazdroszczę ci tej szybkości i możliwości wzbicia się w przestworza – przyznał spokojnie, kopiąc grudkę piachu, którą znalazł pod swoimi butami. Jeszcze raz zerknął na zegarek. Na niego też był już czas. Póki co wolał uśpić czujność wampira, zanim znów wywinie jakiś większy numer.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie potrafił ukryć swej ekscytacji. Oczy same mu się zaświeciły z radości. Nigdy jeszcze nie leciał w powietrzu, a przynajmniej nie od kiedy sięgał pamięcią. Tym bardziej nie miał zaszczytu siedzieć na smoku.
    - Naprawdę? - upewnił się tylko nie chcąc być nachalnym, a tym bardziej ciężarem. Założył sobie gitarę na plecy i pozwolił jej pomóc sobie wejść na grzbiet. - Na pewno nie będę ci przeszkadzał? - zapytał, bo choć był chuchrem to nie wiedział czy nie sprawi problemu. Zaraz też podał jej adres i chwycił się mocniej, choć nie bardzo wiedział czego. Już sam fakt spoglądania na ziemię z jej grzbietu przypadł mu do gustu. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, czując że tym razem całą jego radość Ignis może wyczytać mu z myśli, które krążyły tylko wokół tej podróży.
    - Przepraszam - wymamrotał zawstydzony. Cieszył się jak jakieś dziecko, które dostało najlepszą zabawkę na całym świecie, a potem poczuł silny pęd powietrza, który niemalże zrzucił go z jej grzbietu. Przylgnął do niej mocniej, gdy wzbijała się w powietrze. - Wow - mruknął tylko, widząc szybko oddalającą się ziemię i chmury przed oczyma. Miał wrażenie jakby mógł ich dotknąć. Odważył się nawet wyciągnąć dłoń, ale niestety chmura okazała się zbyt płynna. Niby to wiedział, że to tylko powietrze, ale mimo wszystko odczuł pewnego rodzaju zawód. Gdzieś w myśli przemknęło mu, że chmur jednak nie da się jeść, ale zaraz zganił się za tak głupie rzeczy. Zamiast tego z zafascynowaniem obserwował Salree z lotu ptaka... a raczej smoka.
    - Niesamowite - szepnął i zaraz spróbował tego samego tyle że w myślach. - Więc tak widzisz świat... jest piękny - dodał zaraz. Nawet te ciemne zaułki Salree, w których zazwyczaj obawiał się przebywać, tym razem wydały mu się cudowne. Coś pięknego i niespotykanego. Zabrakło mu słów by to opisać. - Uhm może wstąpisz do mnie na kawę? Herbatę? - zaproponował zaraz. Marna szansa na odwdzięczenie się. Uznał, że nawet i łóżko by się znalazło, gdyby zechciała przenocować, bo godzina byłaby zbyt późna na powrót do Akademii.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  20. Glen wzruszył ramionami w odpowiedzi. Nie miał bladego pojęcia co powie Michael. Nie po ostatnich wydarzeniach, kiedy to naprawdę się zdenerwował, więc gdy skomentowała że śmierdzi śmiercią skrzywił się niezwykle.
    Rozejrzał się dookoła szukając Michaela, a gdy dostrzegł go na ganku z fajką w ustach pomachał mu tylko dłonią. W odpowiedzi otrzymał lekceważące machnięcie i nieznaczne skinięcie głowy.
    - Myślę, że nie powinien mieć problemu - powiedział wówczas. - Tylko no... niestety w smoczej postaci nie zmieścisz się do mojego pokoju - uśmiechnął się przepraszająco, bo choć sufit był dość wysoki to nie było na to szans, by Ignis czuła się tam swobodnie jako smoczyca.
    To wówczas Michael zbliżył się do nich, bez słowa odbierając od Glena gitarę i przerzucając sobie ją przez ramię, jakby chcąc na swój sposób zadośćuczynić swe poprzednie wybryki.
    - Będę u siebie - oznajmił spokojnie, cały czas obserwując smoczycę spod zmrużonych oczu. Wyraźnie nie podobał mu się fakt, że Glen sprowadza do domu coraz to nowsze okazy i na dodatek kobiety. Cmoknął z lekkim niezadowoleniem. - Zajmij się swym gościem - obrócił się wreszcie na pięcie i ruszył do mieszkania.
    - Wygląda na to, że dzisiaj jest w dobrym humorze - uśmiechnął się szeroko do niej Glen. - Choć pokażę ci jak mieszkam - zdecydował wesoło. - Wypijesz kawy czy herbaty?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  21. - Michael nie jest taki zły - odparł tylko Glen. - Wychowywał mnie... jest mi trochę jak ojciec - zauważył spokojnie, zapraszając ją wreszcie do swojego pokoju i pokazując fotel, by spokojnie się rozgościła. Sam wstawił elektryczny czajnik by zrobić im herbatę. - Jakoś tam wypracowaliśmy swój własny system - uśmiechnął się przestawiając gitarę w kąt obok biurka. Tak jak się spodziewał Michael odstawił ją mu do pokoju zanim poszedł do siebie.
    - Zwykle jest w porządku. Czasem tylko nie podoba mu się to co robię, ale to też moja wina... no bo idę po zakupy i wracam bez niczego i na dodatek przyprowadzam wilkołaka do domu - zaśmiał się trochę nerwowo. - Poczuł się wtedy w obowiązku by przypomnieć mi gdzie moje miejsce - wzruszył ramionami, stawiając na stoliku talerz z czekoladkami i zaraz podając jej herbatę, sobie robiąc kawę. Dzień bez kawy uważał za dzień stracony.
    - Jak byłem mały nie lubiłem gdy wyjeżdżał... ryczałem mu, siedząc na jego kolanach - mruknął z lekkim niesmakiem w głosie. Teraz sobie tego nie wyobrażał, ale podejrzewał, że musiał mieć traumę i nie lubił zostawać sam. - Miał do mnie dużo cierpliwości i czasem sam się zastanawiam czemu jeszcze żyję - roześmiał się serdecznie, częstując się czekoladką.
    - Serio, w porównaniu z innymi niewolnikami, nie mam jakoś fatalnie źle... mogę spokojnie wychodzić do miasta, nie jestem zamknięty w czterech ścianach... mam sporo swobody - uśmiechnął się.
    - A ten lot w chmurach... wow - wymamrotał zaraz, chcąc trochę zmienić temat. - Było niesamowicie. Nigdy tego nie zapomnę - zapewnił ją szybko. - A ty masz coś, co chciałabyś zrobić? Jakiś ukryty cel, do którego dążysz? - zainteresował się specjalnie unikając słowa "marzenie", bo wciąż nie mógł się do niego przekonać.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  22. - Spokoje, ja żyję na krawędzi śmierci każdego dnia - zażartował, bo przecież jakoś tak nie obawiał się tego jej wybuchu. Czuł się przy niej dobrze, bezpiecznie. Nie chciał tego zmieniać, a tym bardziej pozbawiać siebie samego możliwości spędzania z nią czasu.
    - Nie martw się zawczasu. Zawsze zakładasz, że inni się odsuną, gdy usłyszą o twym problemie? - zapytał spokojnie, bo na to mu wyglądało, a przecież tylko głupcy by to zrobili. - Nie warto się z takimi zadawać - zauważył popijając trochę swej kawy i sięgając po kolejną czekoladkę. - Jesteś niesamowita. Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny... i nie chodzi mi tu o twą rasę. Jesteś przyjaźnie nastawiona, masz swoje zasady i przestrzegasz ich, a na dodatek kierujesz się swym dobrem ale i dobrem innych. Serio, jesteś gatunkiem na wymarciu - zaśmiał się cicho. - Takie osoby nie często się spotyka, bo życie je przytłacza - wyjaśnił swój tok myślenia. Mogła się z nim nie zgadzał, ale właśnie tak ją widział i nie sądził by coś mogło to zmienić, a przynajmniej żywił taką nadzieję.
    - Jak ci się podoba w Akademii? - zainteresował się zaraz. - Widziałem ją od zewnątrz. Robi wrażenie - przyznał wesoło. - Michael miał sprawę do załatwienia w środku i zabrał mnie na wycieczkę - wyjaśnił skąd tam się znalazł. - Wiesz, zastanawiam się czasem jak to jest pobierać nauki. Uczyć się wśród innych i układać sobie życie po swojemu - przyznał się do swoich myśli. - Ale potem myślę, że nie mam tak źle. Łóżko jest, jedzenie jest, towarzystwo też - wyszczerzył się. - Więc jak to jest układać sobie życie po swojemu?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  23. - Ano nie znam... ale jakoś tak czuć, że dobra z ciebie smoczyca - uśmiechnął się delikatnie, dalej tylko jej słuchając uważnie. Skinął lekko głową jakby chcąc jej potwierdzić, że rozumie... lub, że chociaż przyjął do wiadomości, to co się do niego mówiło.
    - Wiesz, czasem z każdego wychodzi bestia - zauważył cicho. On sam mógł się pochwalić kilkoma takimi przypadkami, kiedy po prostu zachowywał się okropnie w stosunku do innych. Zazwyczaj było to jedynie werbalne bestialstwo, kiedy miał dość swego życia i szukał zwady, ale było. Nie dało się ukryć i już. - Ale rozumiem, że nie o taką bestię chodzi - uśmiechnął się zaraz.
    - Wcale nie jestem super pozytywnie nastawiony, po prostu szukam tego co dobre, bo inaczej już dawno popełniłbym samobójstwo. No i pomaga fakt, że nie wiem jak było przed Michaelem - dodał szczerze. - Nie mam za czym tęsknić. Te opowieści o odległym lądzie, gdzie czekają krewni i rodzina... na mnie nie czekają, albo po prostu o tym nie wiem - uśmiechnął się lekko. Tak było dużo lepiej. Upił znów swojej kawy i odstawił szklankę.
    - Lubisz muzykę, no nie? Grałaś kiedyś na jakimś instrumencie? - zapytał jej z czystej ciekawości.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  24. Od dawna nie miała całego wieczory tylko dla siebie, gdy nie musiała siedzieć z nosem w książkach i postanowiła to jakoś wykorzystać. Pusty dom za bardzo ją przytłaczał, więc wyszła na ulice Phyoen w poszukiwaniu jakiegoś cichszego baru, gdzie będzie mogła w spokoju napić się piwa i obejrzeć tętniące życiem miasto. Znalazła takie ale kończyło swoją pracę dość wcześnie i późnym wieczorem już została wyproszona na jedną z obskurnych uliczek. Nie była miła dla oka, co jakiś czas w grupkach stali nieludzie, dziwnie spoglądający na nią. Ruszyła w jeden jej koniec, chcąc wydostać się na główną ulicę i wyszłaby, gdyby nie kobiecy głos wychodzący z jej głębi. Spojrzała w tamtą stronę automatycznie, robiąc krok w stronę dziewczyny.
    - Proponuje żebyście ją zostawili- odezwała się z cienia, wkładając dłonie do kieszeni. Nigdy jakoś nie broniła ludzi w uliczkach, wręcz przeciwnie. Ona była do pewnego czasu takim zagrożeniem, ale jej serce zmiękło przez jedną dziewczynę i nie mogła zostawić niebieskowłosej bez pomocy. Nie bała się, czuła przewagę nad całą trójką.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  25. Widząc jak dziewczyna przystępuje do ataku, ona sama podeszła szybko do dwóch mężczyzn od razu atakując jednego z nich. Mocne uderzenie w głowę ogłuszyło go na jakiś czas, dzięki czemu mogła skrępować drugiego. Fakt, może nie była zbyt silna, ale za to nadrabiała szybkością i zwinnością dzięki czemu ten drugi leżał na ziemi z wykręconymi dłońmi.
    Podpalenie człowieka zwróciło jej uwagę, tak samo jak wstający z kolan basior. Wygięła ręce napastnika tak, by je złamać, a dźwięk rozniósł się donośnie po uliczce. Spojrzała na dziewczynę, gdy tamten przemieniał się w coś o dziwnej posturze, jakby dwumetrowy, czerwonoskóry demon. Szybko podbiegła do dziewczyny, łapiąc ją za rękę i uciekając w drugą stronę.
    - Chodź- powiedziała ciągnąc ją gdzieś zdala od nieprzyjemnie wyglądającego stwora.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  26. Akela dzisiejszego dnia miała naprawdę dużo zajęć, więc słysząc dzwonek informujący o końcu zajęć uśmiechnęła się szeroko i jako pierwsza opuściła klasę. Miała ostatnio sporo na głowie, nawet z kilku sprawdzianów dostała 4, nie 5, co zdecydowanie świadczyło o jej roztrzepaniu. Cóż, przynajmniej w jej mniemaniu. Jako istota z pamięcią fotograficzną uważała, że powinna trzymać naprawdę wysoki poziom i to bez większej nauki. Właśnie rozmyślała o ewentualnych poprawkach kilku sprawdzianów, jednak ostatecznie stwierdziła, że 4 to też dobra ocena i szkoda jej czasu. W końcu miała co robić po zajęciach… Kiedy skręcała na pierwszym z skrzyżowań korytarzy poczuła dziwny przyrost ciepła w niedalekiej odległości. Do tego do jej uszu dobiegł podniesiony ton dwójki osób, chłopaka i dziewczyny. Powęszyła w powietrzu i zaraz zrobiła duże oczy. Dobrze znała ten rodzaj ciepła, Lexi cały czas emitowała go do świata zewnętrznego, jednak ona, w odróżnieniu od jednostki znajdującej się na korytarzu szkolnym, panowała nad swoim ogniem. Dziewczyna szybko ruszyła w stronę ciepła. Docierając do celu zauważyła znajomą twarz. Ignis, poznała dziewczynę stosunkowo niedawno, ale od razu wiedziała jakim żywiołem włada. Teraz niebieskowłosej groziła eksplozja, Aki wyczuwała to bardzo mocno. Nie wnikając w szczegóły sprzeczki, wpadła między dwójkę i sprzedała chłopakowi fangę w nos. Zaraz po tym chwyciła Ignis za rękaw i pociągnęła za sobą. Wolała nie dotykać jej skóry, z doświadczenia wiedziała, że może to grozić poparzeniem, a jako wilkołak nie była odporna na ogień. Nie była, tak jak większość uczniów szkoły. W głowie Wilczycy teraz, na pierwszym miejscu, było rozbrojenie „bomby”. Wybuch złości Ignis groził skrzywdzeniem wielu istnień, czego Wilczyca nie popierała.
    - Zabiorę Cię w bezpieczne miejsce – powiedziała jedynie, nie chcąc tracić czasu na wyjaśnienie. Już zaraz, nadal ciągnąc dziewczynę za sobą wpadła do damskiej przebieralni, co wywołało sporo krzyków. Tak szybko jak wpadły, tak wypadły z drugiej strony, wbiegając na szkolny basen. Dopiero tam Aki puściła jej rękawek i westchnęła jednorazowo. Nie była zmęczona, miała dobrą kondycję. To było raczej westchnięcie z ulgi, w końcu tutaj będzie w stanie jakoś zneutralizować ewentualny wybuch.
    - Wybacz, zwykle nie działam aż tak spontanicznie, ale wizja palącej się szkoły była dość… no mocno do mnie przemawiała – przyznała.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  27. Chłopak skinął głową w odpowiedzi, bo akurat wcinał kolejną czekoladkę. Ostatnio mógłby je jeść tonami i kompletnie tego nie rozumiał. Przecież w ciąży nie był. Nie było takiej opcji.
    - Gram - odparł tylko. - Michael jest fanem pianina i uczył mnie na nim grać - wyjaśnił z uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Lubię to, ale wolę gitarę - przyznał szczerze. Gry na gitarze nikt go nie uczył. To było tylko jego, z czego był niezwykle dumny. - Chciałabyś spróbować? - zapytał zaraz wstając z miejsca i sięgnął po gitarę, podając jej ją i stając tuż za nią. Nachylił się nieco, by odpowiednio ułożyć jej palce na gryfie i drugą dłoń nakierować na skrzynię.
    - Na początek dobre są te dwa chwyty. Musisz tylko nieco mocniej przycisnąć palce do strun i spróbować wydobyć z niej dźwięk - wyjaśnił, potem wchodząc nieco w szczegóły. Mógł o tym gadać godzinami i najczęściej zamęczał tym swych rozmówców. Teraz znów zaczął i złapał się na tym dopiero po dłuższej chwili.
    - O... wybacz - przeprosił ją zaraz wracając na swoje miejsce. - Czasem się zapominam, a przecież wcale nie musisz chcieć się uczyć - zaśmiał się nieco zażenowany swym zachowaniem. Doprawdy Glen, mógłbyś bardziej się przykładać do goszczenia niż opowiadania o pierdołach.
    - Po prostu... gitara to coś czego sam się nauczyłem. Nikt mnie do tego nie zmuszał. Naprawdę to lubię - przyznał trochę się czerwieniąc.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  28. - Czemu? Tak dobrze ci szło - zauważył chłopak, odkładając gitarę na jej miejsce. Zrobił zawiedzioną minę, kiedy powiedziała o powrocie, ale zaraz uśmiechnął się do niej lekko.
    - To może chociaż dostanę pani numer telefonu? - zaproponował wyciągając swoją komórkę i machając nią przez chwilę. - W razie gdybym kiedyś był w okolicach Akademii, albo jakby ci sie nudziło i chciałabyś mnie zabrać na przejażdżkę - powiedział pół żartem pół serio.
    - Uważaj na samoloty tam w górze i nie daj się wiatrowi i... no nie wiem... zimno ci nie będzie? Ciemno się robi - zmartwił się patrząc na zachodzące słońce. - Odprowadzę cię oczywiście - dodał zaraz, bo była to oczywista oczywistość dla niego. Żal mu było już rozstawać się ze swoim gościem, ale co zrobić. Taka kolej rzeczy. Spotkania się zaczynały i kiedyś musiały się skończyć. Pożegnania nie należały do jego ulubionych.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  29. [Pomysł mi niezwykle przypadł do gustu, ale zacznę dopiero jutro, bo dziś padam na twarz. Ide jeszcze nasmarować kolano i do wyra. Dobranoc! ]

    OdpowiedzUsuń
  30. [I'm back, with new energy :) Recharged :D]

    Kiedy Ignis napisała mu, że niedługo będzie w Salree uśmiechnął się lekko. Zrobił wszystko co mógł by nieco zmienić swoje plany i wygenerować dla niej kilka godzin. Tak po prostu chciał się z nią znów zobaczyć. Wyszedł z domu nieco wcześniej, by dostać się do umówionego miejsca. Przystanął tam przy ścianie budynku, czekając na smoczycę. Pomyślał nawet, że mógłby ją oprowadzić po mieście. Pokazać Salree od nieco innej strony. W końcu portowe miasteczko było zupełnie inne niż Phyeon, a ostatnio nie mieli zbyt wiele okazji by je pozwiedzać.
    Był tak zamyślony, że nie wyczuł nadchodzącego zagrożenia, póki to nie objęło go ramieniem.
    - Cześć Glen - wampir, który go zaczepił należał do kręgu znajomych Michaela i już parokrotnie chciał się do niego dobrać. Wówczas jednak zawsze Michael stawał w jego obronie, a tym razem nie było go na horyzoncie.
    - Cześć - chłopak postanowił grać na czas i nie pokazywać po sobie jak bardzo zdenerwowany był. - Co cię tu sprowadza, Chris? - zapytał siląc się na swobodny ton i próbując zwiększyć między nimi dystans. Niestety uścisk wampira był zbyt mocny, by nie powiedzieć żelazny.
    - Miałem pytać cię o to samo - zaśmiał się mężczyzna, palcem drugiej ręki wodząc po smakowicie wyglądającej szyi chłopaka. - Mhm... widzę, że Michael cię ostatnio nie oszczędza - pstryknął palcami po widocznych jeszcze ranach na jego szyi.
    - Miał swoje powody, ale tobie nic do tego, prawda? - zauważył chłodno chłopak, nieco się teraz spinając. No pięknie, zaraz zostanie pokarmem tego potwora, a potem oberwie od Michaela za to, że nie uważał. Żyć nie umierać. Po prostu świetnie. Zacisnął mocniej zęby i nadepnął mocno na nogę Chrisa, ale ten tylko uśmiechnął się szerzej.
    - Chodź, zabawimy się trochę - szepnął mu do ucha, przyciskając chłopaka mocniej do siebie. Glen już miał mu odpowiedzieć, że jakoś nie ma ochoty na zabawę, ale Chris bez ostrzeżenia wbił swe kły w jego odsłoniętą szyję. Nie był przy tym specjalnie delikatny.
    Raider jęknął głucho będąc jakże bezsilnym w tej sytuacji. Miał tylko nadzieję, że mężczyzna zniknie zanim pojawi się Ignis. Wolał, by smoczyca nie wdawała się w niepotrzebne bójki. Przecież coś mogło jej się stać, a tego naprawdę nie chciał.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  31. Ziemia nieco się zatrzęsła, gdy Ignis wylądowała, a Glen zaklął w myślach. Naprawdę wolałby by jej tu nie było teraz. "Uciekaj" chciał jej przekazać. "Nic mi nie będzie" krzyczał w myślach. No przecież nie miał pewności do czego jest zdolny ten wariat. Wolał się o tym nie przekonywać.
    Zakręciło mu się w głowie, kiedy wampir w końcu oderwał się od jego szyi i zwinnym ruchem złapał go za włosy.
    - No proszę, kogo my tu mamy - uśmiechnął się zadowolony ze swojego nowego odkrycia. Sprowadził Glena do parteru i odwrócił się wyzywająco do smoczycy. - Potężnych masz przyjaciół, Glen... pozwól więc, że najpierw zajmę się twą uroczą przyjaciółką, a potem wrócę do obiadu - złapał go mocniej za głowę i pchnął go na ścianę. Chłopak osunął się po niej na moment tracąc przytomność. Kiedy jednak znów ją odzyskał zobaczył jak wampir zbliża się do Ignis.
    - A tobie jak na imię, o wielka smoczyco? - zadrwił. - Zamierzasz ryzykować życiem za tego nędznego człowieczka? Nie kpij sobie - zarechotał dość zręcznie lawirując w ciemnej alejce. - Nigdy nie smakowałem krwi smoczycy, ale chętnie przekonam się jak soczysta jest - zauważył wesoło. - Ależ mnie szczęście kopnęło. Na obiad smoczyca, a na deser człowieczek. Cudownie - zatarł ręce z radości.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  32. Wampir uśmiechnął się złośliwie na chwilę wycofując się z pola walki. Odetchnął głęboko zbierając siły. Jednak walka ze smokiem nie była tak prosta, jak się tego spodziewał.
    Glen natomiast zdołał wreszcie dźwignąć się na nogi, choć wymagało to od niego nie lada wysiłku. Przed oczyma mu się troiło, ale wpadł na pomysł rozproszenia uwagi Chrisa i zamierzał tym samym pomóc Ignis. Potrzebował jeszcze tylko chwili.
    Chris przeciągnął się lekko, po czym skłonił przed Ignis.
    - To jak? Gotowa na drugą rundę? - zapytał jej, znikając nagle jej z pola widzenia i wskakując na jej ogon. Wbiegł na samą górę siadając jej na grzbiecie. - No kochana, twarda z ciebie sztuka - oblizał swe wargi. Doskonale się bawił, a za chwilę miał skosztować krwi smoczycy. - Ten dzień nie może być lepszy, ale spokojnie smoczku. Nie zabiję cię - zapewnił ją.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  33. Wygląd dziewczyny był naprawdę dziwny, mało kiedy spotykała osoby o takim kolorze włosów, która jeszcze używała żywioły ognia. Lecz nie takie osoby tu widywała, co mógł potwierdzić nawet ta dziwna postać z rogami. Na słowa dziewczyny uśmiechnęła się ciepło, poprawiając włosy za ucho, które spadły jej na twarz.
    - Nie mogłam zostawić kobiety samej w takiej sytuacji- odparła, a jej wzrok powiódł na jej ranę na boku, z której powoli zaczęła sączyć się nie taka mała stróżka krwi. - Mogę Ci to opatrzyć, znam się na tym- zaproponowała wzrokiem przejeżdżając po jej ciele, by sprawdzić czy nie ma więcej ran. Do opatrzenia tego wystarczy jej kawałek bandaża, ciche i spokojne miejsce oraz jej moce. Kilka chwil i będzie po płaczu, więc miała nadzieję, że niebieskowłosa skusi się na jej drobną pomoc.
    - Wiec napadli na Ciebie tak po prostu?- zdziwiona uniosła jedną brew ku górze, zakładając przy tym dłonie na piersiach i patrząc na nią z góry.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  34. Glen zacisnął mocniej pięści i wyprostował się już nieco porządniej. Wciąż czuł się niezwykle słabo, a głowa pulsowała głuchym bólem. Mało tego miał wrażenie, że ma ją rozbitą. Sugerowała to plama krwi na budynku. Mimo tego wszystkiego był wściekły. Tak, tak po prostu był wkurzony.
    - Zamieniaj się w człowieka, ale już - raczej rozkazał niż poprosił. Chciał jej nagadać do rozumu, a kiedy była w smoczej postaci jakoś nie miał na to szans. Przecież jakże komicznie by to wyglądało. Mimo tych swych wątpliwości podszedł do niej bliżej i spiorunował ją wzrokiem.
    - Co ty sobie wyobrażasz, hm?! Narażać się dla czegoś tak nieistotnego! - fuknął na nią. - On cię mógł zabić! No popatrz na siebie! Z boku wystaje ci miecz, a skrzydła... cholera, skrzydło masz w opłakanym stanie - fuknął zastanawiając się już, jak wyciągnąć ten cholerny miecz. Przecież każdy nieostrożny ruch mógł ją jeszcze dobić.
    - Ja to ja, wiele razy przeżywam takie upokorzenie - burknął. - Chris napoiłby się i mnie zostawił - westchnął ciężko. Wiedział, że powinien jej podziękować za ratunek, ale była tak bezmyślna że naraziła swe własne życie by ratować takie ścierwo jakim był. Nosz szlag go trafiał jasny kiedy o tym pomyślał.
    - Nigdy więcej tego nie rób. Serio. Ty jesteś istotniejsza niż ja. Mną się nie powinnaś przejmować, do jasnej cholery. Jestem przecież tylko człowiekiem! Niewolnikiem na dodatek - aż się zatrząsł od tej niepohamowanej złości. - A ty się nawet nie odzywaj! - wrzasnął na Michaela, który właśnie pojawił się w ciemnej alejce. - Tylko lepiej mi pomóż - wymamrotał. - Musimy zabrać Ignis do lekarza... uratowała mi życie - nabrał głębokiego oddechu by się jeszcze jakoś usprawiedliwić, ale o dziwo wampir tylko do niego podszedł i obejrzał go dookoła.
    - Zabierzemy cię do nas, młoda smoczyco - zdecydował spokojnie Michael. - Pozwolisz, że cię opatrzę, co? Znam się na rzeczy - uciął szybko, nie chcąc wdawać się w zbędne szczegóły.
    Glen zamrugał całkowicie zdziwiony. Myślał, że mu się oberwie za te krzyki na Michaela, ale nic takiego się nie stało. Musiał trafić na wyjątkowo dobry dzień mężczyzny, albo po prostu wampir uznał, że ma dług wdzięczności u Ignis i nie planował robić żadnych głupstw.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  35. [W imieniu głupiego Glena przepraszam xD]

    Nie odpowiedział jej, ani nawet nie spojrzał. Pragnął też zamknąć przed nią wszystkie swe myśli. No bo przecież nie mógł jej powiedzieć, że doskonale wiedział co go czekało, gdyby się nie wtrąciła. Nie mógł też jej powiedzieć, czemu tak się na nią zdenerwował. On nie mógł jej pomóc, nie miał tyle sił co ona czy inni wszechmocni. Mógł tylko patrzeć na to jak dzieje się jej krzywda i to go tak bardzo wkurzyło. Chciała go uratować i przepłaciła to porządnym zranieniem, a on mógł na to tylko patrzeć.
    Kiedy dotarli do ich mieszkania, poszedł po torbę Michaela, kiedy wampir instruował Ignis co zamierza zrobić.
    - Nigdy nie zajmowałem się smokiem - przyznał łagodnie, teraz jakby zmieniając się w doktora jak za dotknięciem magicznej różdżki. Traktował tę robotę poważnie. - Ale postaram ci się pomóc. Krzycz jakby coś było nie tak - poprosił ją. Co się dziwić, fizjologia smoków musiała być zupełnie inna niż ludzka czy wampirza. Mimo to pierwszym co zrobił było nagryzienie swej ręki. Poczekał dłuższą chwilę sącząc krew do kubeczka, który zaraz podał Glenowi.
    - Wypij - polecił, doskonale wiedząc, że chłopak nie będzie miał na to ochoty. - Nie mam czasu na opatrywanie wszystkich ran. To pozwoli ci zasklepić twoje - zauważył, tłumacząc mu to jak małemu dziecku, choć doskonale wiedział, że Glen to wie. Chłopak wywrócił tylko oczyma i niechętnie wypił krew wampira. - Teraz przez 24 godziny nie daj się zabić - mruknął jeszcze Michael podchodząc do skrzydła Ignis i studiując je z bliska.
    - Tobie nie dam. Nie wiem jak byś oddziaływała na wampirzą krew, a nie uśmiecha mi się smoczy wampir ani trochę - uśmiechnął się krzywo. - Możesz je wyprostować? - zainteresował się, próbując oszacować straty.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  36. Michael zajął się opatrywaniem smoczycy, od czasu do czasu wydając polecenia Glenowi, by ten mu pomógł. Zajęło mu to dobre pół godziny, zanim wszystko poskładał do kupy i opatrzył ją porządnie.
    - Przez parę dni niestety żadnego latania - mruknął wzdychając ciężko. Jemu też nie uśmiechało się przetrzymywanie smoka na swoim podwórku. - A ty przez 24 godziny się stąd nie ruszasz - dodał jeszcze do Glena. - Znajdę ci coś do żarcia - rzucił jeszcze Ignis, po czym opuścił posesję zostawiając ich samych.
    Glen nie bardzo wiedział co powinien teraz, zrobić, więc tylko zebrał porozrzucane przybory mężczyzny i na moment poszedł do siebie, by narzucić na siebie bluzę. Zaraz jednak był z powrotem.
    - Głupia jesteś - stwierdził uparcie. - Przez tę swą upartą stronę utknęłaś tu na dobre - fuknął na nią, wzdychając ciężko. Bo przecież mogła spokojnie tego uniknąć, ale nie... musiała pchać skrzydła tam gdzie niebezpiecznie. - Dzięki - burknął jeszcze, odwracając od niej wzrok i przysiadając sobie przy drzewie. Nie wiedział co jeszcze mógł jej powiedzieć, bo przecież wszystko co chciał już powiedział.
    - I przestań na mnie warczeć... twoje życie twoja sprawa, a moje to moja nie? - westchnął. - Chociaż śmierć może sobie kiedyś wybiorę sam - mruknął, choć do końca nie wiedział czemu dalej w to brnie. Może po prostu pragnął zatuszować tymi wybuchami swe prawdziwe uczucia? Bezsilność i beznadziejność jednocześnie.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  37. Glen spojrzał tylko na jej łeb, ale jej nie dotknął.
    - A właśnie, że jest - zauważył. - Złamane skrzydło, przerwany bok... a martwisz się o takie coś jak ja? Nic mi nie jest. Krew Michaela wszystko doprowadziła do porządku - zauważył spokojnie, wzruszając nieco ramionami. - A ty cierpisz, przeze mnie - pstryknął ją palcami w policzek, a potem poklepał ją łagodnie po głowie.
    - Nie ma sprawy. Wytrzymam te trzy dni - zażartowal trochę, próbując odzyskać nieco lepszy humor. - Ale nie mamy tak dużej szopy... będziesz musiała spać pod gołym niebem - westchnął ciężko. - No i nie wiem co jesz... - dodał zaraz zastanawiając się co z tym fantem zrobić. Przecież nie mogła chodzić głodna.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  38. - No właśnie, kruchy. Kruchy i bezsilny. Nic nie może zrobić, niezależnie od sytuacji. Jak wpadnie w bagno to może liczyć tylko na łaskawość lub ratunek - odparł wbrew pozorom całkiem spokojnie, opierając się nieco mocniej o drzewo i zamykając oczy. - Dlatego niepotrzebnie ratowałaś, ciężko było patrzeć na waszą walkę, wiedząc że nie mogę pomóc - burknął. - Nie chcę niczyjej pomocy - dodał zaraz, żeby wyrazić się jasno. Zbyt często ją otrzymywał. Denerwował go ten fakt.
    - Nie mam ochoty się stąd wyrwać - odparł całkiem szczerze. - Salree jest dobrym miejscem, a ja nie zamierzam całe swe życie ukrywać się przed wściekłością Michaela. Nie dziękuję. Wole moje spokojne życie pod jego skrzydłami. Michael jest mi jak ojciec - mruknął cicho, nadal na nią nie patrząc. Nie mógł zrozumieć po co padła ta propozycja. Przecież wyjaśniał jej, że czuje się tu dobrze.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  39. Glen pokręcił przecząco głową i postukał ją palcem po głowie i uśmiechnął się delikatnie.
    - Nie ma szans, Ignis. Nie zamierzam stąd odchodzić, no i raczej nikogo sobie nie znajdę. Nie szukam - dodał zaraz. Jakoś tak nie czuł takiej potrzeby. - Nie próbuj mnie przekonać - poprosił. - Po prostu daj mi żyć jak chcę. Jeśli chcę tu spędzić życie to zrobię to... a jeśli chodzi o treningi... jak kiedyś próbowałem skończyłem z połamanymi nogami - roześmiał się opierając się wygodniej o drzewo.
    - Mhm... a jak polujesz to zjadasz upieczone czy surowe? - zainteresował się. Chciał wiedzieć i nie mógł powstrzymać swej ciekawości. Czasami po prostu głupio drążył temat nawet i czując, że nie wszystkie pytania powinien zadać.

    Glen

    (krótko, przepraszam :( )

    OdpowiedzUsuń
  40. - Mhm szkoda - uśmiechnął się krzywo. - Za to dobrze sobie radzę z unikami i ucieczkami... jeśli nikt mnie nie zaskoczy - przyznał szczerze, bo potrafił zadać wiele trudu swym oprawcom, kiedy zwinnie przed nimi uciekał. W 50% przypadkach tracili nim zainteresowanie i dawali spokój, reszta niestety dopadała go po dłuższej gonitwie i spuszczała baty, ale wówczas wzruszał ramionami uznając, że trudno. Wszystkiego się przecież nie uniknie.
    - No to przez te trzy dni będziesz miała okazję spróbować trochę ludzkich słodyczy - zatarł ręce z uciechy. Wreszcie będzie mógł dać popis swych umiejętności pieczenia i wypróbować kilka przepisów, na które od dawna się czaił. Michael grzecznie zjadał słodkie i nawet go komplementował, ale czasem trudno go było dorwać. Teraz miał nową ofiarę swych eksperymentów. Oblizał lekko wargi, starając się nie zaśmiać złowrogo. Tak, to był dobry plan.
    - A Michael zajmie się daniami głównymi - dodał zaraz, przeciągając się lekko. Czuł, że wampir stanie na wysokości zadania i przyniesie całkiem niezły łup z tego swojego polowania.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie powinno tak być, że jakiś facet atakował jakąkolwiek kobietę i miała nadzieję, że tamci po spuszczeniu im lania zrozumieją swój błąd. - Chodź- mruknęła do niej, szukając jakiejś ławki na uboczu. Chyba przewróciła się na głowę, bo przecież kiedyś nawet nie spojrzałaby na taką dziewczynę jak ona. Prawdopodobnie za bardzo zmiękła i nawet zaczęło ją to przerażać, bo co jeśli znów się do kogoś zbyt mocno przywiąże? To była przerażająca opcja. W końcu usiadła na ławce okrakiem, by mieć lepszy dostęp do jej rany.
    - Pokaż to- powiedziała cicho, patrząc z daleka na to, jak jej bok nadal krwawi. Gdy usiadła, Mel podrapała się po głowie. Ku zdziwieniu Ignis, rana szybko sie sklepiła, wcześniej okrywając ją jakąś ciemną skorupą z krwi. Ta szybko zniknęła, a czarnowłosa lekko uśmiechnęła się do nowej znajomej.
    - Bolało?- zagaiła. Starała się być jak najbardziej delikatna.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  42. [ tak, mój zapłon, brawo ja. XD wybacz, że dopiero teraz odpisuje, ale cóż. JESTEM OKROPNYM CZŁOWIEKIEM.
    Ninath wydaje mi się najbardziej logiczna na ten czas, mogłaby znać Ignis dzięki swojej uczennicy Arii, czy coś w ten deseń, albo pomagała kontrolować ogień, hm? ]

    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  43. Słysząc słowa dziewczyny uśmiechnęła się pod nosem. W prawdzie jej problem był dość poważny, ale po prostu wspomnienia z ognistych przygód Lexi wzięły górę. Wilczyca spojrzała troskliwie na dziewczynę i ruszyła w jej stronę, usiadła obok na ławce.
    - Przestań – położyła jej dłoń na ramieniu. – Powiem Ci coś… Znam pewną dziewczynę, jest feniksem. Dowiedziała się o tym bardzo niespodziewanie i tak jak Ty nie miała pojęcia o kontrolowaniu ognia. W końcu to taki żywy i buntowniczy żywioł – uśmiechnęła się do niej ciepło i zaraz zaśmiała. – Wiesz, nawet udało jej się podpalić naszą sale gimnastyczną, ale… i teraz mnie bardzo uważnie słuchaj… ale to nie była zwykła sala gimnastyczna. To sala gimnastyczna szkoły dla istot nadprzyrodzonych. Jedna z tych istot pomogła jej z pożarem, a jeszcze inne pomogły w rozwijaniu swoich zdolności. Spędziła w tej szkole 4 lata i wiesz co robi teraz? Włada krainą zamieszkaną przez feniksy – powiedział uśmiechając się szeroko.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  44. (Cześć, Smoczku. :* Chcesz poznać bliżej kolegę tej samej rasy? Pani jest piękna, a ja zapraszam!)

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń