czwartek, 25 maja 2017

Czas Odkupienia I



 

   Na miejsce dotarli po godzinie wędrówki. Dom stał w centrum wielkiej pustyni, mimo to otoczony był wszelkiego rodzaju zielenią. Wyglądał trochę jak fatamorgana z tych wszystkich opisywanych opowieści. 
   Niklaus stał jakiś czas przed budowlą, patrząc na pierwsze piętro mieszkania. W sporej części obrośnięte było bluszczem, całe sprawiało bardzo magiczne wrażenie.
- Mieszkasz w tajemniczym ogrodzie? – zapytał z przekąsem w głosie.
- Niezły z ciebie żartowniś jak na takiego ponuraka – zauważyła dziewczyna. Uśmiechem uraczyła go tylko raz, wtedy, kiedy wspomniał o aniele. Resztę drogi spędzili w milczeniu, a teraz jej twarz ponownie nie wyrażała emocji. Blondyn spojrzał na nią krzywo, jednak nic nie odpowiedział. Varona stała przy jego boku, również podziwiając swój dom. Dopiero po chwili, czując na sobie jego wzrok, ruszyła w stronę drzwi wejściowych. Chłopak westchnął głośno i poszedł za nią.
- Varona! – usłyszeli nagle i zanim doszli do drzwi, te otworzyły się. – Gdzie ty się znowu włóczysz?! – z domu wyleciała starsza kobieta, miała może z 45 lat. Spojrzała karcącym wzrokiem na blondynkę, jednak zaraz dostrzegła gościa.
- Przyprowadziłam go – odpowiedziała dziewczyna i obejrzała się na Niklausa. – Wejdź – poleciła mu i sama weszła do środka. Chłopak stał trochę zbity z tropu. Spojrzał pytająco na… prawdopodobnie, matkę dziewczyny. Kobieta bez sprzeciwu, gestem, zaprosiła go do środka.
- Panie przodem – powiedział jedynie, puszczając starszą kobietę w drzwiach. W jego przypadku stwierdzenie „starszą” wydawało się naprawdę bardzo nie na miejscu. Uśmiechnął się pod nosem na tą myśl i zaraz dojrzał nieco zdziwiony wyraz twarzy Varony. – Co? – zapytał unosząc jedną brew.
- Myślałam, że zasady kultury są ci obce – przyznała bezceremonialnie.
- Varona! – matka zaraz ją skarciła. – Wybacz za nią, bywa…
- Szczera do bólu, tak, zauważyłem – wtrącił się zamykając za sobą drzwi. Kobieta posłała mu uśmiech i przytaknęła. – Napijesz się herbaty? – zapytała. Nik podrapał się po głowie. Spodziewał się raczej jakiś spytek kim jest, a nie czego się napije.
- Nie dziękuję – odpowiedział kręcąc głową.
- W takim razie przygotuję kolację, może jednak się na coś skusisz – odpowiedziała. Skąd miała wiedzieć, że stwór którego sprowadziła jego córka nie je i nie pije, gdyż zmienia się w piasek. W prawdzie mogła coś podejrzewać po jego wyglądzie, ale… ona nawet się tym wyglądem nie zdziwiła.
- Zdejmij buty i… - Varona wskazała mu pierwsze drzwi po prawo – ogarnij się… - powiedziała. Na jej twarzy znowu gościła obojętność.
- Słońce, chodź ze mną, twój gość sobie sam poradzi – poleciła matka, idąc z nią do kuchni. Blondyn spojrzał na nie z zdziwieniem na twarzy. Równie dobrze zamiast do łazienki mógł wejść do salonu, który znajdował się po jego lewej stronie i wynieść z niego wszystko, no ale cóż. Stwierdził, że gościna to lepszy pomysł.
W toalecie czas spędził głównie na gapieniu się w swoje własne odbicie. Nie, nie zachwycał się swoim urokiem i zajebistością, jak to miał w zwyczaju w szkole. Tym razem oceniał ile czasu mu zostało. Westchnął głośno, nie będąc w stanie określić jednoznacznej diagnozy i wyszedł z pomieszczenia.
- Wiem, że brakuje ci innego towarzystwa, ale czy ty aby nie przesadzasz? – usłyszał głos kobiety dobiegający z kuchni.
- Nie brakuje mi towarzystwa – w głosie dziewczyny, tradycyjnie, nie było emocji.
- Skarbie, to już trzeci tajemniczy gość w przeciągu miesiąca – odpowiedziała kobieta.
- Przecież ci mówiłam, prowadzę badania. Czy chociaż na to mi pozwolicie w spokoju? – jej ton nie uległ zmianie. Niklaus zmarszczył czoło. Badania? O nie, nie, nie, nie będzie żadnym obiektem badań. Wszedł do kuchni z wyraźnym niezadowoleniem na twarzy.
- Jeżeli myślisz, że dam się pokroić to chyba cię pojebało! – stwierdził oficjalnie. Matka dziewczyny zrobiła durze oczy, cóż, poprzedni goście jej córki wykazywali chociaż odrobinę kultury słowa. Varona pokręciła głową.
- Nie chcę – odpowiedziała jedynie. – Usiądź do stoły, chociaż nam potowarzyszysz – powiedziała ze spokojem. Chłopak naprawdę tracił rachubę w jej towarzystwie. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się, a w framudze pojawiła się mała dziewczynka, miała może z 8 lat. Zaraz za nią do domu wszedł szerokiej postury mężczyzna w garniturze. Kolejna dwójka, podobnie ubrana, została przed wejściem.
- Jesteśmy! – okrzyknęła mała i zaraz zaciekawiona spojrzała na Blondyna. Kuchnia była na wprost od wejścia, więc zobaczenie go, nie było problemem. Zaskoczona zamrugała oczyma. Ojciec małej również spojrzał na chłopaka.
- Cześć skarbie, Varona znowu nam przyprowadziła gościa? – od razu zgadł, najwyraźniej ta cała Varona kolekcjonowała przybłędy.
- Tak tato – odpowiedziała blondynka i wcisnęła w dłonie Niklausa talerz z przekąskami, ruszyła do stołu. W tym czasie mała czarnulka podbiegła do mamy i przytuliła ją.
- Cześć mamo! – powiedziała wesoło i zerknęła na chłopaka.
- Witaj Akane, siadaj ładnie do stołu, Varona ponosi – oznajmiła kobieta. Nik uśmiechnął się pod nosem do dziecka, co sprawiło, że na jej policzku pojawił się rumieniec i speszona wtuliła się w spódnicę matki. Ten nieco rozbawiony jej zachowaniem skierował kroki do stołu, aby odłożyć tam wciśnięty mu talerz. Rosły mężczyzna w tym czasie spokojnie rozebrał się z marynarki i wszedł do jadalni, połączonej z kuchnią. Stanął przy drzwiach, patrząc na Blondyna. Ten spojrzał i na niego.
- Właściwie to się nie przedstawiłem, jestem Niklaus… - chciał coś powiedzieć, jednak Varona w tym czasie głośniej postawiła na stole ostatni talerz i spojrzała po wszystkich.
- Nikogo to tu nie obchodzi, dla nich jesteś jedynie kolejnym moim idiotycznym pomysłem, woleliby żebym leżała w łóżku i czekała na swój koniec – powiedziała, nadal bez emocji. Akane zmarszczyła czoło, a rodzice dziewczyny spojrzeli na nią z politowaniem.
- Słońce to nie tak… - zaczęła matka.
- Pozwólcie, że skonsumuję w pokoju, i skończ z tym słońce… - blondynka zabrała talerz, wrzuciła na niego kilka przekąsek i wymijając rodziców ruszyła schodami do góry. Teraz Niklaus nic już nie wiedział. Zastygł trochę zaskoczony przebiegiem wydarzeń.
- A ja myślę, że ten jest fajniejszy niż tamci poprzedni – pierwsza odezwała się Akane, posyłając uroczy uśmiech Niklausowi, spojrzał na nią, unosząc kącik ust ku górze.
- Zawsze to jakiś komplement – przyznał, a matka dziewczyn spojrzała na niego z wdzięcznością w oczach. Większość po podobnych scenach po prostu opuszczała ich mieszkanie i tyle było z „idiotycznych pomysłów” Varony.
- Niklaus, tak? – zapytał ich ojciec i ucałował skroń swojej żony. Zaraz po tym ruszył w stronę stołu i wskazał chłopakowi krzesło. Kobieta również zajęła swoje miejsce, dopiero wtedy obaj panowie usiedli. Blondyn przytaknął.
- Przepraszam za nią – kontynuował, jako głowa rodziny. – Ma… pewnego rodzaju problem – przyznał, podając żonie i córce półmiski z jedzeniem. Spojrzał pytająco i na chłopaka, jednak ten gestem podziękował za posiłek.
- Moja siostra jest chora – powiedziała nagle dziewczynka, a Nik przeniósł na nią spojrzenie. Matka dziewczyn mlasnęła niezadowolona.
- Akane, takich rzeczy się nie mówi – skarciła lekko córkę.
- Dlaczego nie? Cały czas jej o tym przypominacie… - zauważyła mała i ponownie uśmiechnęła się do Niklausa. Ten odwzajemnił jej uśmiech, jednak zaraz spojrzał na rodziców, wymieniających się spojrzeniami.
- Uznasz nas pewnie za nienormalnych – kobieta zaśmiała się lekko – ale my po prostu chwytamy się już każdej nadziei, a Ty… Ty tu nadal jesteś – powiedziała. Niklaus zmarszczył czoło nadal nie wiedząc co jest grane.
- Varona urodziła się z czymś w rodzaju ludzkiego zespołu Aspargena… Nie rozumie uczuć, mówi co jej na język przyniesie, mało kiedy zdaje sobie sprawę, że zachowuje się niestosownie… - ojciec wyjaśnił szybko. Niklausa jakoś specjalnie ta informacja nie zdziwiła. Zachowanie dziewczyny jak najbardziej pasowało do tego opisu.
- Zawsze miała problemy z nawiązaniem przyjaźni, w sumie, jesteśmy jej jedynymi znajomymi. Spotkało nas sporo nieprzyjemności z jej powodu, nie tylko ze względu na chorobę jest specyficzna – dodała matka. Blondyn skupił teraz na niej swoje oczy. – Jest naprawdę inna, ale… za to ją kochamy – przyznała, uśmiechając się do niego. Nadal tu siedział, a to wiele dla kobiety znaczyło.
- Nie wiemy czy przyprowadza tu obcych w konkretnym celu, cały czas mówi o tym, że chce Was przebadać, ale… nikogo jeszcze się nie udało, zwykle wszyscy szybko wychodzą, o ile uda jej się kogoś tu w ogóle przyprowadzić. Najedzą się, napiją i ślad o nich ginie – kontynuował ojciec.
- Nie bardzo rozumiem – przerwał mu Niklaus. – Wychodzą z powodu jej choroby? – zapytał.
- Zwykle wchodzą już tutaj mocno zażenowani jej zachowaniem, biorą nas za idiotów, wiesz, kto normalny zasypuje obcych takimi wiadomościami… - kobieta westchnęła ciężko. Blondyn zaśmiał się lekko.
- Zdziwilibyście się – odpowiedział i spojrzał po wszystkich. Akane jadła w spokoju, machając nogami i od czasu do czasu posyłała mu uśmiech, rodzice Varony patrzyli na niego wyczekująco. – Mam wrażenie, że to nie wszystko co chcielibyście z siebie zrzucić – stwierdził. Na twarzy dorosłych pojawiła się ulga. Mężczyzna złapał żonę za dłoń i zacisnął swoją na niej. Wtedy w oczach kobiety pojawiły się łzy.
- Jakby tego było mało u Varony wykryto poważną chorobę, nie wiadomo co to dokładnie jest, szukaliśmy pomocy wszędzie, cały dom obsadzony mamy ziołami i lekami z różnych zakątków świata. Okazało się, że choroba najwolniej postępuje w pustynnym klimacie, ale nie ma lekarstwa, nie ma na to lekarstwa. Powinna leżeć i odpoczywać, a zamiast tego lata gdzieś po tych odludnych miejscach – kobieta wyjaśniła łamiącym się głosem.  Blondyn zmrużył lekko oczy, nie lubił takich sytuacji, nie chodziło o zachowanie dorosłych, ich był w stanie zrozumieć. Nikt nie chciał ich wysłuchać, nikt nie mógł im pomóc, myślał raczej o wyroku. Nienawidził kiedy nad kimś wisiał wyrok śmierci. Niklaus kiwnął głową i wstał od stołu. Rodzice dziewczyny spojrzeli na niego przestraszonym wzrokiem, wiedzieli co teraz nastąpi… „Przepraszam, ale…”
- Przepraszam ale… – zaczął Niklaus. – Czy mogę odejść od stołu? – zapytał grzecznie. Cała trójka spojrzała po sobie trochę zaskoczona. – Chciałbym iść do jej pokoju – wyjaśnił szybko, widząc szok na ich twarzach. Kobieta energicznie pokiwała głową, łzy cisnęły jej się pod powieki. Chociaż raz ktoś nie ucieka. Nawet mężczyzna wyglądał na nieco wzruszonego. Ich walka musiała trwać naprawdę długo.
- Po schodach, drugie drzwi po prawej stronie – wyjaśnił mu jak ma dość do pokoju jego córki. Blondyn kiwnął głową i ruszył według wskazówek. 
   Zatrzymał się przed drzwiami i zapukał. W prawdzie były one otwarte, Varona stała przy jakimś wysokim stole i przyglądała się kolorowym próbówką. Chłopak oparł się o framugę. Spojrzała na niego.
- Nadal tu jesteś? – zapytała, jednak jej twarz wciąż nie wyrażała emocji, nawet ton głosu o niczym nie świadczył.
- A gdzie mam być? – sam zapytał, wszedł do jej pokoju i walnął się na łóżko, wyciągając swoje długie nogi. Dziewczyna podążyła za nim wzrokiem. Tego chyba się nie spodziewała, nawet lekko zmarszczyła brwi. – Ha, mam cię, zdziwiona? – zapytał z zadziornym uśmiechem. Ta zamrugała szybciej oczyma i odłożyła próbówkę.
- Nikt nigdy tak bezczelnie nie wpakował mi się do łóżka – przyznała. Niklaus zaśmiał się.
- Widzisz faceci już tak mają, że się do łóżka dziewczynom pchają – zażartował, nawet nie wiedział co go do tego popchnęło. Blondynka stała nadal tak samo w niego wpatrzona, nie rozumiała o czym mówi.
- A co nie mają swoich? – zapytała. Chłopak uśmiechnął się pod nosem.
- Mają, ale te z dziewczynami przy boku są wygodniejsze – przyznał, patrząc w sufit i przypominając sobie noc spędzoną przy Yuuki. Nawet nie zauważył kiedy Varona usiadła na brzegu łóżka, patrząc na niego cały czas. Dopiero po chwili zerknął na nią kątem oka.
- Daj sobie trochę czasu, wszystko ci wyjaśnię – powiedział.
- Podobno ty nie masz czasu – zauważyła. Chłopak znowu spojrzał w sufit.
- Przecież miałem komuś pomóc – tu wrócił do niej spojrzeniem – prawda?
Na twarzy Varony po raz kolejny zawitał delikatny uśmiech. Przytaknęła mu.
- No tak… - odpowiedziała cicho. Milczeli jeszcze chwilę wpatrując się tak sobie w oczy.
- To co? – zapytał nagle.
- Co, co?
- No czym tam się zajmujesz? Chcesz zostać naukowcem? – zagadał wskazując na stół przy którym stała.
- Nie… lekarzem – przyznała, o dziwo, nadal z delikatnym uśmiechem na twarzy.

CDN.
____________________
Wszelkie opinie, uwagi i komentarze mile widziane! ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz