wtorek, 30 maja 2017

Czas Odkupienia II



„- Zasnęła – oznajmił wchodząc do salonu, gdzie rodzice obu dziewczyn oglądali telewizję.
- Długo rozmawialiście – zauważył pan domu.
- Opowiadała mi o lekarzach, robiła testy, naprawdę interesuje ją ten temat.
- Tak, wiemy… - przyznała matka dziewczyny z lekkim żalem w głosie. Nastało milczenie.
- Cóż, na mnie już chyba pora – Blondyn podrapał się po głowie.
- Nie zostaniesz? – dwójka rodziców zapytała na raz. Niklaus zmrużył oczy i spojrzał na nich pytająco.
- Ale, że jak? – zapytał. Matka wstała z kanapy i wzruszyła ramionami.
- Masz gdzie iść? – zapytała. Pokręcił głową. Podeszła do niego z uśmiechem i położyła mu dłoń na ramieniu, ledwo sięgała, ale dała radę. – Więc zostań, mamy wolny pokój gościnny – oznajmiła. Niklaus zaśmiał się, przez pierwsze sekundy myślał, że kobieta żartuje, ale… szybko do niego dotarło, że mówi poważnie. Patrzyła na niego z taką wdzięcznością jakiej już dawno nie czuł. Spoważniał i kiwnął głową.
- Dziękuję – powiedział cicho i ruszył za kobietą do swojego pokoju.”

     Niklaus stał przed wysokim, wąskim lustrem i poprawiał muchę przy swoim kołnierzyku. Odsunął się zaraz na dwa kroki i z głośnym westchnięciem spojrzał na swoje odbicie w lustrze.
- Ja pierdolę… Jak jakiś pierdolony pingwin… - stwierdził krzywiąc się. Zaraz usłyszał śmiech za swoimi plecami i gwałtownie się odwrócił. Za framugą chowała się Akane i zerkała na niego jednym okiem.
- Przystojny pierdolony pingwin – przyznała, a Blondyn zaśmiał się lekko. Ruszył w jej stronę i przykucnął przy drzwiach, mała zaraz wyszła by stanąć mu naprzeciw. Chłopak zmierzwił jej włosy.
- Tylko nie mów tak przy rodzicach bo mi jaja utną – powiedział z zadziornym uśmiechem, a ta znowu się zaśmiała. Oczywiście zaraz przyłożyła palec do ust, zapewniając go tym gestem o swoim milczeniu.
- Akane! – po domu rozniósł się głos matki dziewczynki.
- No leć – polecił Blondyn i wstał na równe nogi. Czarnowłosa posłała mu jeszcze szeroki uśmiech.
- Już idę! – krzyknęła, pospiesznie ruszając w stronę matki. Niklaus spojrzał za nią i oparł się o framugę drzwi, obserwując jak dziewczynka żwawo pokonuje stopnie schodów. Nagle drzwi z przeciwka otworzyły się. Wyszła zza nich Varona, ubrana w elegancką suknię, wyraźnie męcząc się z  suwakiem.
- Diabli by wzięli te ich spotkania – mruknęła pod nosem, nie zdając sobie sprawy z obecności chłopaka. Ten uśmiechnął się zadziornie.
- Ładnie powiedziane, ja użył bym innego słowa – przyznał. Dziewczyna zaraz się zapowietrzyła i spojrzała w jego stronę. Na jej twarzy pojawił się rumieniec, pośpiesznie chwyciła ramiączko opadające z ramienia. Wyglądała uroczo. Niklaus zaśmiał się cicho i ruszył w jej stronę. Blondynka nie bardzo rozumiała co się dzieje z jej policzkami i odruchowo dotknęła ich dłonią, czując jak zrobiły się ciepłe.
- Co mi jest? – zapytała kiedy chłopak stanął za jej plecami. Delikatnie chwycił suwak sukienki i pomógł jej się zapiąć.
- Po prostu się zawstydziłaś – odpowiedział jej i zaraz zrobił dwa kroki, aby znaleźć się przed twarzą Varony. – Mamy tak gdy spotykamy kogoś w krępującej sytuacji no, albo gdy ktoś nam prawi komplementy czy po prostu się podoba – wzruszył ramionami. Dziewczyna patrzyła na niego jakby mówił jakieś niesamowite rzeczy.
- Bardzo ładnie wyglądasz – dodał po dłuższej chwili ich wpatrywania się w siebie. Dziewczyna spojrzała w ziemię z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję – wyszeptała. On złapał jej podbródek i podniósł głowę, aby spojrzała na niego.
- Widzisz, to też była oznaka zawstydzenia, wstydziłaś się spojrzeć mi w oczy, bo nie jesteś pewna swojej urody. Na przyszłość postaraj się mówić „dziękuję” z uśmiechem na ustach i nie przerywając kontaktu wzrokowego – polecił jej puszczając brodę.
- Varo…! – zaraz na dole schodów pojawiła się matka dziewczyny – O… Jesteście gotowi – zauważyła z uśmiechem na ustach. – Chodźcie już, czeka nas kawał drogi – pospieszyła ich gestem dłoni. Blondynka pokiwała głową zerkając w jej stronę jednak zaraz wróciła spojrzeniem do oczu chłopaka.
- Już idziemy – oznajmił podając swoje ramię Varonie. Trzeci, tak, trzeci raz posłała mu uśmiech, łapiąc go pod rękę, razem zeszli na dół, kierując swoje kroki do rodzinnego samochodu.

„- No i gdzie oni są? Mieli być na obiedzie! Od dziesięciu minut na nich czekamy! – Pani Calibri tupała rozgniewana stopą.
- Spokojnie, jeszcze nie zauważyłaś, że Niklaus żyje własnym życiem? – jej mąż zaśmiał się pod nosem. Zaraz jednak usłyszeli coś dziwnego. Nie tylko on się śmiał. Zaskoczeni spojrzeli na siebie i nagle drzwi do domu otworzyły się. Do środka weszła roześmiana Varona i Akane, prowadziły przemoczonego Niklausa, któremu zdecydowanie nie było do śmiechu. Dziewczyny natomiast nie mogły się uspokoić.
- Bardzo śmieszne, no naprawdę, ja to sobie zapamiętam – skomentował zaraz ich zachowanie. Rodzice dziewcząt stali jak słupy soli. Widok roześmianej Blondynki był dla nich niczym zwidy. Matka z niedowierzaniem zamrugała oczyma, ojciec wstał z fotela i ruszył do framugi drzwi, aby upewnić się, że słuch go nie myli.
- Trzeba było się nie wydurniać! – starsza z córek zmierzwiła włosy chłopaka i zakryła usta, nadal bardzo rozbawiona.
- A fee Niklaus, a fee, cały się kleisz – zachichotała młodsza z nich, puszczając jego nogawkę.
- Ach kleję? To co powiecie na małego przytulaska?! – zapytał z zadziornym uśmiechem i spróbował złapać Akane, ta z krzykiem uciekła po schodach na górę, śmiejąc się przy tym głośno. – Niee? A co na to Pani, Pani ładna? – tu zwrócił się do Varony.
- Nawet o tym nie myśl! – ostrzegła go grożąc mu palcem.
- Ależ dlaczego? Przecież to takie zabawne – zaczął iść w jej stronę. Znowu się zaśmiała.
- Nie, Niklausie, nie… Nie! Niklaus przestań! – zaczęła bronić się przed jego lepkimi dłońmi, a jej śmiech nadal rozbrzmiewał po całym mieszkaniu. Ostatecznie dała za wygraną i po prostu uciekła na górę, aby ochronić się przed napastnikiem.
- Dorwę was! – pogroził zdeformowanym głosem Blondyn i sam się zaśmiał. Dopiero po chwili dostrzegł rodziców dziewcząt i uśmiechnął się przepraszająco.
- Wybaczcie za spóźnienie, ale spotkała nas… - nie zdążył dokończyć. Matka dziewcząt ruszyła w jego stronę i nie zwracając uwagi na stan kleistości jego ciuchów, mocno przytuliła.
- Dziękuję – wyszeptała przez łzy, łzy szczęścia, dziękowała mu cały czas, śmiejąc się przy tym i płacząc jednocześnie. Chłopak spoważniał i poklepał ją po plecach.
- Przyjemność po mojej stronie – wyszeptał i spojrzał na górę schodów z delikatnym uśmiechem.”

- Lody! Lody! Dalej chodźcie na lody! – Akane zaczęła tańcować dookoła siostry i ich gościa. Szli właśnie wzdłuż ulicy jakiegoś miasteczka. Blondyn nawet nie do końca wiedział gdzie się znajduje, prawdę mówiąc to nawet nie orientował się od jak dawna mieszka z rodziną Calibri. Nie opuszczał ich od momentu, w którym trafił tam jako potencjalny kandydat do badań. Rodzina traktowała go jak swojego, no, może nie zwracali się do niego tak pieszczotliwie jak do Varony czy Akane, ale on z tego powodu nie ubolewał. Dziwnie by się czuł.
- Nie wiem czy mogę, jestem w pracy – zażartował sobie Nik, patrząc na dziewczynkę.
- Masz nas pilnować, a my chcemy iść na lody. Prawda Varona? – mała zaraz uwiesiła się na ręce siostry, która szła po ulicy ze swoim tradycyjnym brakiem emocji na twarzy.
- No nie wiem Akane, to trochę głupota wydawać pieniądze na wodę z patyka – stwierdziła bezceremonialnie. Blondyn zaśmiał się.
- Dobra, koniec, idziemy na te lody – stwierdził.
-  Taak! – Akane rzuciła mu się zaraz na nogę i mocno przytuliła.
- Nie, nie chcę lodów, miałeś nas pilnować, a nie rozpuszczać… - szykował się kolejny pouczający monolog, jednak Niklaus chwycił Varone za dłoń, Akane przerzucił przez ramię i ruszył w stronę jakiejś budki z lodami.
- Niklausie! To bardzo nieprzyzwoite zachowanie! Niklausie w tej chwili przestań! … - podobne teksty wypływały z ust dziewczyny przez całą drogę, która, na szczęście nie była długa. Zanim jednak przestała gadać w jej ustach wylądował pomarańczowy lód na patyku. Blondyn uśmiechnął się pod nosem czując ulgę.
- No w końcu się zamknęłaś – zauważył. Nawet Akane się zaśmiała. Varona zamrugała szybciej oczyma i zaraz gwałtownie wyciągnęła loda z buzi.
- Co ty sobie wyobrażasz?! – krzyknęła kiedy on przysiadał na murku. – Przecież wyraźnie powiedziałam, że nie mam nie niego ochoty! Musisz być taki… ! – zapowietrzyła się. Nik uśmiechnął się pod nosem.
- No jaki? – zapytał. Pierwszy raz miał okazję zobaczyć zirytowaną twarz dziewczyny i chyba nie był pierwszy. Akane stała patrząc na siostrę z wyraźnym zdziwieniem. Varona nagle zdała sobie sprawę, że czuje swoje serce, biło szybciej niż zwykle, jej czoło było zmarszczone, a oddech przyspieszony.
- Taki… irytujący… - powiedziała ciszej i sama oparła się o ten sam murek. Trochę czasu zajęło jej ogarnięcie nowego uczucia. Sporo myśli nazbierało się w jej głowie. Milczała. Nawet jej siostra zdążyła wyjść z szoku i bawiła się na placu zabaw. Dziewczyna spojrzała na nią i odruchowo delikatnie się uśmiechnęła.
- Jedz loda, bo zaraz nic ci z niego nie zostanie – odezwał się nagle Niklaus, również obserwując Akane. Varona zerknęła na niego kątem oka i po chwili skosztowała smakołyku.
- Całkiem dobra ta woda… - przyznała, znowu na niego zerkając. Blondyn zaśmiał się pod nosem.
- A widzisz – również na nią spojrzał i zaraz zmierzwił jej włosy. Blondynka spisywała się coraz lepiej. Nie dość, że namówił rodziców obu pociech na częste spacery, to nauka uczuć Varony zbierała coraz lepsze owoce. Blondyn skupił się na jej osobie w tak dużym stopniu, że nawet nie zauważył jak w ostatnich dniach jego piaskowa forma ustępuje. Głownie spędzał czas z kimś, z rodziny Calibri, a nawet kiedy był sam to wymyślał atrakcję na następne dni czy tematy godne do poruszenia. Po prostu nie pamiętał już kiedy ostatnio zastanawiał się nad swoją osobą czy swoimi problemami.

„Siedział w swoim pokoju na łóżku, było już dosyć późno, więc ubrany był jak do spania, jedynie w bokserki. Patrzył w okno z ledwo widocznym uśmiechem. Miał zamknięte oczy… Nie wiedzieć czemu od jakiegoś czasu, w takich momentach, w jego głowie malował się cały czas ten sam obraz. Widział Yuuki, kręciła się dookoła własnej osi wśród sterty opadających liści. Uśmiechała się, śmiała, a czasem wypowiadała jego imię. Wyglądała ślicznie, jednak było coś niepokojącego w tych obrazach… Mimo to, wywoływały uśmiech na twarzy chłopaka.
- Niklausie? – usłyszał nagle i gwałtownie otworzył oczy. – Wybacz! – Varona jak poparzona odskoczyła od drzwi widząc go pół nagiego na pościeli. – Pukałam, ale się nie odzywałeś – usprawiedliwiła się szybko.
- Nic się nie stało – przyznał wstając z łóżka i idąc w jej stronę. Zapomniał na chwilę jak nagość działa na osoby jej pokroju i stanął przed nią w prawie całej okazałości. Dziewczyna zasłoniła oczy, rumieniąc się przy tym.
- Będę wdzięczna jak się jednak odziejesz – przyznała nieco skrępowanym głosem. Chłopak spojrzał na siebie i zaśmiał się.
- Daj spokój, jako pani doktor będziesz miała do czynienia z nagością na co dzień – uśmiechnął się pod nosem. Varona zacisnęła usta w wąską kreskę i powoli odsłoniła oczy.
- Rzeczywiście, idiotyzmem byłoby przeprowadzać badania przez ciuchy – sama stwierdziła i zaśmiała się w duchu. Kiedy pierwszy raz się spotkali miała zupełnie inne podejście do chłopaka. Nawet nagi nie zrobiłby na niej za bardzo wrażenia, teraz… cóż, teraz było inaczej. Spojrzała na niego i przełknęła głośniej ślinę. Stwierdziła, że lepiej będzie utrzymywać kontakt wzrokowy.
- A więc? Coś się stało? – zapytał.
- A więc… zauważyłam dość ciekawe zmiany na twoim ciele. Czy… mogłabym cię ponownie przebadać? – zapytała. Wyniki z pierwszego dnia ich spotkania były już dość przestarzałe, chłopak zmienił się podczas pobytu tutaj. Z swoich notatek wywnioskowała, że siedzi z nimi od prawie trzech lat. Blondyn przytaknął i od razu ruszył do jej pokoju.
- Pewnie, sam jestem ciekawy – stwierdził, szczerze zainteresowany. Blondynka uśmiechnęła się lekko i ruszyła za nim.
Kiedy było po wszystkim stała przy swoim stoliku z kilkoma próbkami. Niklaus leżał na łóżku z przymkniętymi oczyma i masował skronie. Uśmiechnęła się mimowolnie, uwielbiała jego towarzystwo. Nagle jednak poczuła lekki paraliż dłoni i wypuściła z niej probówkę. Zanim ta rozbiła się o podłogę zastygła w powietrzu, razem z płynem, który się w niej znajdował. Varona zafascynowana zjawiskiem kucnęła, aby mu się lepiej przyjrzeć. Niklaus usiadł na łóżku.
- Musisz być ostrożniejsza Pani doktor – powiedział z przekąsem. – W przyszłości może mnie zabraknąć i takie szkiełko pójdzie w cholerę – dodał żartobliwie. Dziewczyna spojrzała na swoją dłoń, która teraz lekko drżała. Uśmiechnęła się smutno i przyłożyła ją do swojej klatki piersiowej. Zacisnęła zęby i odetchnęła cicho.
- Masz rację, ciapa ze mnie – zaśmiała się patrząc na chłopaka. – Masz cudowną zdolność. Pamiętam jak zatrzymałeś dla mnie opadający płatek róży… - wspomniała zaraz. Blondyn uśmiechnął się i podrapał po głowie.
- Ee, taki tam romantyczny geścik – znowu się lekko zaśmiał. Varona czując, że jej dłoń się uspokaja, chwyciła zatrzymaną w czasie probówkę i pozbierała z powietrza, również zatrzymany, płyn. Odłożyła wszystko na specjalny stojak i raz jeszcze spojrzała na Niklausa.
- Obiecaj mi, że choćby nie wiadomo co się stało, ty przeczytasz te wyniki, dobrze? – uśmiechnęła się do niego. Ten wstał i powoli zbliżył się do dziewczyny. Założył jej włosy za ucho.
- Razem je przeczytamy – powiedział i nagle poczuł zaciskające się ramiona Blondynki na swojej szyi. Z początku zastygł, jednak ostatecznie objął ją mocno.
- Obiecaj – wyszeptała. Milczeli długą chwilę.
- Obiecuję… - odpowiedział w końcu, równie cicho, nie miał ochoty jej teraz puszczać. Bliskość dziewczyny sprawiała mu ogromną przyjemność.  – Obiecuję – powtórzył, czując, że ją to uspokaja. Wtuliła głowę w jego tors jeszcze na chwilę, jednak zaraz ją uniosła patrząc mu w oczy. Ziarna piasku spokojnie kręciły się w jego tęczówkach. Dotknęła dłonią policzka chłopaka. Poczuła jak jej serce szybko wali w piersi.
- Dziękuję – znowu wyszeptała. Niklaus uśmiechnął się delikatnie.
- Nie ma sprawy, Mała – odpowiedział, nie spuszczając oczu z jej twarzy.”

     Blondyn wbiegł na korytarz szpitalny i wyraźnie zestresowany rozglądał się dookoła. Kiedy tylko zauważył twarz Pana Calibri przyspieszył i zaraz znalazł się obok.
- Co z nią?! – zapytał przeskakując wzrokiem z jednego oka mężczyzny na drugie.
- Leży, dostała jakieś leki i jest lepiej, pierwszy raz jest lepiej Nik – odpowiedział, posyłając mu wdzięczny uśmiech. Matka dziewczyny stała przy łóżku córki, wpatrzona w nią jak w obrazek. Akane natomiast siedziała blisko ojca i wyraźnie zamyślona machała nogami. Blondyn widząc jej smutną minę przysiadł przy jej boku.
- Głowa do góry, wyjdzie z tego – pstryknął ją w nos i uśmiechnął się lekko. Mała spojrzała na niego ze łzami w oczach, chciała coś powiedzieć, ale po prostu mocno się w niego wtuliła.
- Pójdę po coś ciepłego do picia, Eris przyda się przerwa, zaraz ją zabiorę z sali – powiedział ojciec dziewcząt i oddalił się. Razem za nim ruszyła dwójka goryli, jak zawsze, Niklaus nie musiał dostawać komendy. Dobrze wiedział, że teraz jego zadaniem jest zostać przy Akane, Akane i  Varonie. Spojrzał przez szybę na Blondynkę, westchnął widząc jej bladą, nieprzytomną twarz i jeszcze mocniej przytulił jej małą siostrę.
- Dasz radę Pani doktor… - wyszeptał, wysilając się na lekki uśmiech – Dasz radę.

CDN.

 

5 komentarzy:

  1. Cóż, NA RAZIE Akane jest urocza. NA RAZIE. Wiem co jest z nią teraz. Nie polubimy się z tym małym gówniarzem. Masz parę błędów. Nie możesz pisać: matka z dużej litery w środku zdania. :P To nie jest jej imię, ani coś jakby pseudonim opkowy, bo skoro państwo Calibri to już ma przynajmniej nazwisko, a więc powinnaś napisać: Pani Calibri, albo pani Calibri w zależności czy zastosujesz jej imię, czy nie. Zrobiłabym też porządek z interpunkcją. ALE! Opko jest o Varonie, więc w sumie jej bym dała jeszcze jakiś błędów z czystej nienawiści. <3
    W serduszku nienawidzę tej historii i opka, ale życzę weny na INNE opowiadania. <3 :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobra, nieważne z matką. Są inne błędy. Matka mi się uroiła. XD

      Usuń
  2. Dziękuję za opinię, wbrew pozorom bardzo mnie to cieszy, że jej nienawidzisz, znaczy, że dobrze opisuję ich relację :D co do błędów interpunkcyjnych to ich nie widzę, ale jak znajdę to poprawię ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie jest przeczytać o takim uśmiechniętym i nieco beztroskim Niklausie. Jest taki... uroczy tutaj, ale oczywiście musiałaś na koniec zrzucić bombę i można się już spodziewać co będzie dalej. Może to właśnie to będzie gwoździem do trumny Niklausa? Zamknie się w sobie i tyle z życia będzie miał.

    Ja powiem tylko o jednym błędzie, który rzucił mi się w oczy. Ot banalna literówka "Jedź loda", ale w żadnym wypadku nie ujęło mi to przyjemności z czytania. Ja chcę więcej kochana! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, on umie być bardzo uroczy, jak wkupisz się w jego towarzystwo, dla innych jest podłym chujem xD Jak byś go poznała za czasów szkolnych... To dopiero był kawał drania hehe xD ale dziękuję za opinię, błąd zaraz poprawię i cieszę się, że trafiłam w Twoje gusta :D

      Usuń