czwartek, 8 czerwca 2017

Czas Odkupienia III





Blondyn siedział z Akane na krześle pod salą Varony. Dziewczyna nadal była nieprzytomna, nawet nie liczył ile już dni spędzili w szpitalu. Zerknął na siostrę pacjentki, była nad wyraz spokojna. Zwykle nawet w trudnych sytuacjach tryskała energią. Teraz… no cóż, teraz spała wtulona w bok chłopaka, jednak jej mina mówiła wszystko. Czerwone policzki od przecierania łez i usta zwinięte w podkówkę. To naprawdę nie pasowało do tej pogodnej buzi. Rodzice dziewczynek cały czas siedzieli przy Blondynce, pozostawiając Czarnulkę pod jego opieką, jednak nagle drzwi do sali otworzyły się. Wyszedł zza nich ojciec dwójki i spojrzał na Niklausa.
- Musimy porozmawiać… Zabierz Akane do matki – polecił, na co ten po prostu wstał i wykonał rozkaz. Oczywiście w pobliżu cały czas kręciły się dwa goryle, które zawsze podążały za głową rodziny. Tym razem jednak dwójka rosłych mężczyzn na polecenie Pana Calibri usiadła pod salą i pilnowała płci pięknej tej rodziny. Blondyn położył delikatnie Akane na wolnym łóżku, zaraz przy jej matce. Spojrzał jeszcze na Varone… Wyglądała tak niewinnie, leżąc w szpitalnym łóżku. Zacisnął zęby i opuścił salę w milczeniu. Ojciec dziewcząt czekał na niego kilka kroków od drzwi. Na widok chłopaka ruszył w stronę automatu do kawy. Tam zakupił dwa ciepłe napoje i jeden wcisnął do rąk Blondyna.
- Zauważyłem, że ostatnio zacząłeś jeść i pić… Wcześniej tego nie robiłeś – stwierdził patrząc na niego. Niklaus spojrzał na napój i zaraz w oczy swojego pracodawcy.
- Taki defekt mojej rasy, powiedźmy, że wracam do normy – odpowiedział, nie chcąc zagłębiać się w szczegóły. Mężczyzna posłał mu lekki uśmiech.
- Nie ważne, nie o Twoim pochodzeniu chcę rozmawiać – przyznał. Chłopak spojrzał na niego pytająco.
- Jesteś silny Nik, silny, bystry i umiesz kombinować, nie mówię tylko o fizycznych umiejętnościach, prawdę mówiąc to Twoja psychika mnie… urzekła najbardziej – dodał. Blondyn stał i słuchał grzecznie wszystkiego co ma mu do powiedzenia. Szanował tego człowieka, dał mu dach nad głową i o nic nie pytał, cenił jego prywatność, przynajmniej takie miał wrażenie Niklaus. – Chodzi o Verone i to… To co ją spotkało – powiedział, patrząc gdzieś w przestrzeń. Chłopak dalej nie nawiązywał dialogu, nauczył się, że przy tym mężczyźnie nie warto. Trzeba dać mu się wygadać. – Pewnie zauważyłeś, że nie jestem zwykłym szaraczkiem, spotkania towarzyskie, „dwa goryle” jak to masz w zwyczaju mówić – tu uśmiechnął się zadziornie do rozmówcy. Ten zrobił to samo i przytaknął mu.
- Bieda u Was nie piszczy, racja – odezwał się w końcu.
- Nigdy o to nie pytałeś. Mieszkasz z nami, ale nigdy nie wnikałeś w nasze życie – zauważył. Nik wzruszył ramionami.
- Najważniejsze i tak wiedziałem, chcąc nie chcąc sam uczestniczyłem w kilku aspektach z Waszego życia – przyznał. Mężczyzna kiwnął głową.
- W takim razie osobiście chciałbym wyznać Ci całą prawdę – zaczął. Chłopak zrobił trochę zaskoczoną minę, ale zaraz przytaknął głową. – Varona nie zachorowała od tak. Jest ofiarą pewnej istoty, mojego rywala na rynku. Nie wnikając w szczegóły uznał, że osobiście uświadomi mi jak prosperuje jego laboratorium i wynalazł wirusa. Zaszczepił go gdy Varona była jeszcze mała, miała może tyle lat co Akane, nawet dobrze nie pamiętam… - zacisnął pięści. – Dopiął swego, do dziś moi naukowcy nie są w stanie znaleźć lekarstwa, a rywal nie odpuszcza. Próbowałem wielu rzeczy i nie proponuj mi niczego bo i tak wiem, że już to testowałem… - ojciec dziewczyny podparł ścianę i pokręcił głową. Niklaus przyswajał powoli przekazane mu informacje, tak było bezpieczniej, stan Varony już wystarczająco podniósł jego ciśnienie, a teraz, kiedy wie iż nie jest to przypadek… Sam zacisnął pięści i spojrzał na mężczyznę.
- Czego więc oczekujesz ode mnie? – zapytał bez ogródek. Pan Calibri wziął łyka napoju i spojrzał na Blondyna.
- Prosiłem Cię abyś pracował dla mnie jako ochroniarz moich córek – zaczął – Teraz chce poszerzyć Twoją działalność. Dołączysz do grupy… pewnego rodzaju tajnych agentów? Nie wiem jak zechcesz ich nazwać. Po prostu będziesz pracował pod przykrywką. Chce dorwać człowieka, który skrzywdził moje dziecko, jednak osobiście nie jestem w stanie tego zrobić, wie kim jestem, a ja nie wiem kim jest on… - przyznał wyraźnie rozgoryczony.  Nik uniósł brew w geście zdziwienia. – Tak, okazało się, że mój rywal pociąga po prostu za sznurki, dopadłem wszystkie jego marionetki, ale co za problem zrobić sobie nowe… - westchnął - Działa bardzo przebiegle i…
- Załatwię to – przerwał mu – będzie Twój – zapewnił z powagą na twarzy. Mężczyzna położył dłoń na jego ramieniu i zacisnął ją na nim. Chłopak więcej nie potrzebował, doskonale zrozumiał gest, wiedział, że Pan Calibri jest mu wdzięczny za tak szybką odpowiedź. Nagle ich rozmowę przerwał trzask drzwi i na korytarz wybiegła małżonka mężczyzny.
- Obudziła się! – krzyknęła, a łzy szczęścia spływały jej po policzkach. – Obudziła! – krzyknęła, jakby jeszcze nikt nie usłyszał. Blondyn obejrzał się w jej stronę.
- Szczegóły omówimy później – dodał ojciec lekko łamiącym się głosem i zaraz podbiegł do żony, aby schować ją w ramionach. Nik uśmiechnął się delikatnie. Rodzice dziewczyny weszli zaraz do sali i zamknęli za sobą drzwi. Chłopak wrócił powoli na miejsce obok goryli i oparł na krześle swoje kolano.
- Szczęśliwa z nich rodzinka, co nie chłopaki? – zaczął, z zadziornym uśmiechem, widząc jak Akane tuli Varone, matka trzyma za dłoń, a ojciec gładzi ukochaną po ramionach. Ochroniarze oczywiście nie odpowiedzieli. Nik zerknął na nich. Czasami zastanawiał się czy posiadają w ogóle języki.


Siedział oparty tyłem głowy o szybę do sali Varony, miał przymknięte oczy, nagle jednak usłyszał trzask drzwi i podniósł powieki gwałtownie. Z sali wybiegła Akane, a za nią rodzice.
- Akane! – krzyknęła matka, ojciec gestem nakazał ochroniarzom iść za córką, co bezzwłocznie uczynili. Pani Calibri przysłoniła swoje usta i wpadła w męża wtulając się w niego mocno. Mężczyzna pogładził ją po głowie i spojrzał na Niklausa.
- Chce z Tobą porozmawiać, Varona chce – powiedział, wskazując ruchem głowy drzwi do sali. Blondyn spojrzał nieco zdezorientowany na całą sytuację, jednak zaraz przytaknął i ruszył w stronę dziewczyny. Uśmiechnęła się delikatnie kiedy go zobaczyła. Oczy miała lekko rozchylone, tak jakby szersze otworzenie powiek było zbyt ciężkie na tą chwilę. Posłał jej zadziorny uśmiech.
- Co tam Pani doktor? – usiadł na brzegu łóżka. Dziewczyna powoli poruszała palcami u swojej lewej dłoni, ułożonej na brzuchu. Niklaus położył na niej swoją dłoń. – No jestem, jestem – dodał. Poczuł delikatny ucisk i spojrzał pytająco na Varone. Cały czas się uśmiechała. Nieco zdezorientowany obejrzał się na szybę, za którą stali jej rodzice. Matka nadal byłą wtulona w tors ojca.
- Dziękuję – usłyszał cichy szept i wrócił spojrzeniem do oczu Blondynki. Zaśmiał się pod nosem.
- Jeszcze nie raz mi w życiu podziękujesz, teraz musisz dojść do zdrowia, żeby się tak wszyscy nie martwili. Akane w tym stanie jest dość przerażająca, przypomina Ciebie z czasów kiedy się spotkaliśmy – przyznał żartobliwie. Varona uśmiechnęła się szerzej, a może nawet zaśmiała? Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie, zupełnie jakby zatrzymali się w czasie.
- No, poza tym, nie ma jeszcze za co dziękować, jeszcze Cię nie uratowałem – wzruszył ramionami i posłał jej kolejny zadziorny uśmiech. Nieprzerwanie patrzyła mu w oczy. Wysiliła się, aby unieść prawą dłoń i dotknąć  jego policzka, jednak kiedy ledwo go musnęła straciła siły i ręka zaczęła jej opadać. W ostatniej chwili chłopak chwycił dłoń i sam przyłożył do swojej twarzy. Jego wzrok w tym momencie zmienił się, był… troskliwy. Varona ponownie się uśmiechnęła i przejechała kciukiem po jego skórze - … pokazałeś mi więcej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić – wyszeptała. Zmarszczył czoło nie do końca rozumiejąc co chce mu przez to powiedzieć. Zakaszlała mocno. Blondyn wstał i pomógł podnieść jej się nieco, aby się nie zakrztusiła. Poczuł na swojej koszuli ciepłą ciecz, odchylił twarz Varony od swojego ramienia. Z jej ust spływała krew. Zacisnął zęby. Oczy dziewczyny zaszły mgłą, ale nadal się uśmiechała, wpatrzona w jego źrenice.
- Masz… masz takie śliczne oczy – wyszeptała i zaśmiała się lekko. Niklaus zadrżał, poczuł jak łzy zbierają się w jego oczach.
- Nie… - teraz to on dotknął jej policzka – słyszysz mnie?! Nie! Nie zgadzam się! – krzyknął, jego usta zadrżały. – Nie teraz! – podciągnął nosem i wtulił jej twarz w swoje ramiona. Dziewczyna siedziała bezwładnie, wdychając jego zapach, uwielbiała ten zapach. Powoli przejechała dłonią po twarzy chłopaka i wplotła palce w jego włosy.
- Yuuki będzie z Ciebie dumna… - uniosła głowę tak, aby mieć usta jak najbliżej jego ucha. Niklaus zamarł na chwilę. Łzy z jego oczu przestały płynąć, a on zamrugał szybciej. Odsunął twarz Blondynki od siebie i spojrzał na nią wyraźnie zaintrygowany.
- Co? – zmarszczył brwi.
- Będzie z Ciebie dumna – powtórzyła patrząc na niego maślanym wzrokiem. Chłopak przetarł twarz dłonią i sam wplótł palce w swoje włosy. Odłożył powoli głowę Varony na poduszkę i wstał z łóżka. Czuł jak jego dłonie drżą, przez całe ciało przechodziły nieprzyjemne dreszcze. Zrobił kilka kółek i zaraz oparł się obiema dłońmi o łóżko Blondynki.
- Skąd znasz Yuuki? – zapytał. Czyżby znowu stał się ofiarą jakiegoś spisku? Varona patrzyła na niego, siły ulatywały z niej minuta po minucie. – Skąd znasz Yuuki?! – krzyknął wyraźnie podirytowany. Dziewczyna uśmiechnęła się trochę mocniej.
- Niklausie… Kocham Cię – wyszeptała i zamknęła powieki. Chłopak zrobił duże oczy i zacisnął dłonie na ramie łóżka.
- Varona? – spojrzał na jej nazbyt spokojną twarz. – Varona?! – uniósł się lekko i ruszył do niej. Kiedy objął jej twarz i uniósł lekko ku górze, ta otworzyła oczy. Blondyn westchnął z ulgą i usiadł na łóżko łapiąc głębsze oddechy.
- Nie strasz mnie tak! – skarcił ją zaraz.
- Niklausie… - wyszeptała. Znowu zmarszczył czoło. – Pocałuj mnie… - spojrzała mu w oczy spod długich rzęs. Jej błękitne tęczówki były ledwo widoczne.
- Ja… - zaczął.
- Pocałuj… Proszę – przerwała mu. Serce Blondyna zaczęło bić jeszcze mocniej. Nadal trzymał jej twarz w dłoniach, jednak w głowie pojawił się obraz… Yuuki, tańczyła wśród liści i uśmiechała się do niego. Pod powiekami znowu poczuł falę ciepła. Zaszklonymi oczyma spojrzał na Varone. Zgarnął delikatnie z jej twarzy kosmki włosów, które się do niej przykleiły. Spojrzał jej w oczy i pochylił nad ustami.
- Przepraszam… - wyszeptał i pocałował ją… Usta przytrzymał przy czole dziewczyny. Oderwał je dopiero kiedy usłyszał jak podciąga nosem. Spojrzał na nią pytająco. Promieniała, jak na stan w którym teraz była, po prostu promieniała szczęściem.
- Widzisz… Nauczyłeś mnie co to miłość… Yuuki… Ona… Będzie z Ciebie… - kilka łez spłynęło po policzkach Blondynki. Spojrzała w oczy Niklausa i znowu wyciągnęła ku niemu dłoń. Złapał ją i przyciągnął do swojej twarzy, wtulając  lekko w polik. Zaraz jednak poczuł bezwład trzymanej przez siebie kończyny. Otworzył wcześniej przymknięte oczy… Do jego uszu dotarł dźwięk, dźwięk informujący o zaniku funkcji życiowych dziewczyny. Spojrzał na jej twarz. Uśmiechała się, wpatrzona w niego… Tym razem nie ścierał łez z polika. Wyciągnął drżącą rękę w jej stronę i powoli zamknął oczy Varony… Nie wiedzieć czemu poczuł dziwny napływ siły, piaszczyste części ciała całkowicie zniknęły, a on wiedział, po prostu wiedział, że wrócił. Wróciła do niego moc, która została zabrana podczas wygnania z wymiaru Piaskowych Dziadków.
To co działo się dalej… Cóż, sam nie wiedział, nie wiedział nawet w którym momencie opuścił jej sale, nie wiedział czy zrobił to sam czy z pomocą. Siedział na korytarzu z twarzą bez wyrazu. Akane wtulała się w jego tors i wylewała łzy. Wyglądał jakby nie był tym w najmniejszym stopniu wzruszony, no, poza oczyma, te cały czas były zaszklone, jednak nie wyleciała z nich żadna łza. Matka dziewczyny siedziała na podłodze, chowając twarz, w tors kucającego przy niej mężczyźnie, ten również nie płakał. Ich spojrzenia spotkały się… Nie musieli nic mówić, żadnych gestów, żadnych słów. Oboje już doskonale wiedzieli, że i jeden i drugi zrobi wszystko, dosłownie wszystko, aby znaleźć winowajcę całej tej sytuacji.
Jeszcze tego samego dnia chłopak opuścił ściany szpitala, wraz z tym opuścił rodzinę Calibri. Przysiągł ojcu Varony, że odnajdzie jego rywala, przysiągł, że nadal będzie dla niego pracować, że nadal będzie chronić ich drugiej córki. Nie mógł jednak wrócić z nimi do domu. Po prostu nie potrafił.
Akane została umieszczona w tutejszym akademiku i zaczęła naukę w szkole imienia Charsa Montez’a. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że z dala od rodzinnego domu będzie bezpieczniejsza. Nawet w papierach Niklaus stał się jej opiekunem prawnym. Opieka nad nią i praca dla Pana Calibri była teraz jego prywatną misją, taką, w której nie mógł zawieść.
Stał właśnie z papierosem przed budynkiem szpitala i obserwował przechodniów na ulicy, kiedy poczuł na sobie czyjś wzrok.
- Wróciłeś – usłyszał nagle i obrócił głowę. Na widok znajomej twarzy automatycznie się uśmiechnął.
- Aki… - wyszeptał, znowu czując jak jego oczy zachodzą mgłą. Wilczyca podciągnęła nosem i rzuciła się w jego stronę. Wpadła w niego i wtuliła się mocno. Widząc w jakim jest stanie rozpłakała się, nie wiedziała co się stało, ale wiedziała, że przytrafiło mu się coś złego.
- Aki – wyszeptał znowu i mocno ją przytulił. Dziewczyna zaśmiała się przez łzy i spojrzała na twarz chłopaka.
- Już dobrze, jestem tu, Ty jesteś… Wszyscy jesteśmy… - powiedziała, jednak prawda była inna. Brakowało jednej osoby, a ona musiała mu o tym powiedzieć jednak… Nie teraz, teraz chciała po prostu nacieszyć się jego obecnością.

The End
Bez obaw mordki. Do całego opowiadania dojdzie jeszcze jedno, osobne, nieco wyjaśniające kilka kwestii poruszonych w całej historii. Tradycyjnie czekam na opinie, uwagi i komentarze! ^^

2 komentarze:

  1. intryga się zagęszcza, a Ty tu koniec dajesz? not cool! :P
    tylko się znowu doczepię do tych zaimków, bo mnie całkowicie wybijały z czytania. posłużę się panem Bańko: [LINK]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wiem, nie jest obowiązkowe stosowanie dużej litery, jednak jest to pewnego rodzaju oznaka szacunku, bohatera wobec swojego rozmówcy, zapisana w literach ^^ Dlatego zostanę przy tym zapisie, ale dziękuję za uwagę.

      Co do intrygi to lubię kiedy moje postaci pojawiają się na blogu z jakąś "misją" do zrealizowania. Misją Blondasa jest właśnie ta intryga, tak więc spokojnie, to opowiadanie jedynie wyjaśnia sytuację w jakiej się chłopak pojawił w Mortiel. Możesz spodziewać się kontynuacji, jednak pod innym tytułem :D

      Usuń