wtorek, 27 czerwca 2017

"So you don't need a doctor, eh?"

Dr. Eizen Darkling

Chyba każdy zna w Cledo miłego, tajemniczego i nieco staroświeckiego doktora Darkling'a który żyje tam już wystarczająco długo by powstały o nim miejskie legendy. Mawia się że był w świecie ludzi najlepszym zabójcą potworów jakiego ci widzieli, stąd posiada taką rozległą wiedzę na temat nadnaturalnych istot. Inni szepczą o tym że jest on jeno zjawą, cieniem obserwującym mieszkańców tego spokojnego miejsca by pewnego dnia pochłonąć ich wszystkich, dlatego ukrywa swoją twarz. A ci z głową na karku podejrzewają go o bycie wygnańcem Lot Di'iv którego oczy i uszy ów rodu ciągle obserwują. Lecz nikt nie ma pewności czy jest on ukrytym człowiekiem, upiorem bądź smokiem w przebraniu. Wiadomo tylko że jest tajemnicą, i możliwe że tajemnicą pozostanie.



Oblicze | Blizny | Wspomnienia






_______________________________________________________________________________
Tak, Wujek Dragon jedzie po kosztach.
 A tak na serio po prostu pakuje wszystkie skill'e w minimalizm

13 komentarzy:

  1. (No dżedźdź, Wujaszku. :D Mam pomysł - Akira ma wroga i z nim się napiernicza, wychodzi w miarę cało, noale jest poważnie ranny. Traf chce, że walka odbywa się na terenach doktora Eizena. Ten może chcieć uratować Akirę, ale...ale w zamian zażąda jednego: informacji. Akira ma być jego cieniem, jak leniwemu Eizenowi nie chce się czegoś szukać, to ma to znaleźć Akira, a w zamian za to ma zapewnione składanie...no, dopóki Eizen będzie chciał. No i co dwa smoki, to nie jeden, no nie? :3)

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  2. [+12 - przekleństwa]

    So all you sick and the bitterness of the lonely
    To all you overdosed and you miles of coke fiends


    - To on!
    - Zabijcie go!
    - Tam jest! Ucieka!
    - Szybciej, do kurwy nędzy!

    Krzyczący mężczyźni. Ból. Strzały. Gorąco. Znowu ból. Krew. Ciepła, gęsta, ściekająca po ciele krew. Podmuch powietrza. Pocisk mknący z dużą prędkością w jego stronę.
    Sam nie wiedział, kiedy w ogóle zdążył dostać w brzuch. Zaklął głośno, przeciągle, upadł na ziemię. Gorąca posoka przesączała się przez jego palce, gdy leżał na średnio wygodnym podłożu z trawy. Ile czasu strzelali się już w tym cholernym miejscu? Z pół dnia? A myślałby kto, że ten cholerny Akodo w końcu odpuści. Że nie znajdzie go tak łatwo w Mortiel...
    -Khe...Khuuurwa...-jęknął ochryple. Ucisnął mocniej ranę dłońmi, czując, że nowa koszula, nowe ubranie, nowe wszystko poszło centralnie fpisssdu. Chyba dostał w jelita. Może wyżej, może niżej, trudno mu było powiedzieć.
    Smocze moce tym razem go zawiodły, nie opanował ich jeszcze do końca. Po raz setny przeklinał się w myślach za to, że na studiach unikał jak ognia treningu nad swoją mocą, której nie potrafił wówczas zaakceptować.
    Poczuł gorycz w ustach. Kto by pomyślał, że tak to wszystko się skończy? Na jego wargach zagościł drwiący, smutny uśmiech. Przymknięte powieki trzepotały jeszcze chwilę, wdzierało się pod nie światło.
    Wywabili go z Eflei, gdzie miał bar. Wywabili go, używając Terayukiego jako przynęty. Nie mógł zostawiać przyjaciela tak na pastwę tych...bydlaków. A teraz chyba umierał, no, w każdym razie odpływał. Najważniejsze, że młody uciekł. Da sobie radę.
    To była ostatnia myśl, z jakiej Akira Englund zdał sobie sprawę.
    ***
    Jakiś czas później
    Terayuki szedł najszybciej, jak mógł, niosąc rannego Akirę. Ten leżał, półprzytomny, i wyraźnie potrzebował doktora. Bardzo dobrego doktora.
    Towarzyszył im jeszcze jeden chłopak z baru, pomywacz, którego Terayuki zaangażował do pomocy panu Englundowi. To on zadzwonił do drzwi. Kiedy stanęła w nich zdziwiona niewolnica, powiedział:
    - Mamy rannego pacjenta. Czy doktor Darkling jest w domu?
    Pacjent poparł to pytanie chrapliwym kaszlem i kolejną porcją posoki prosto z jako tako zabandażowanej rany.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  3. Ninath przybyła do Cledo z dość nietypowa sprawą. Ostatnio czuła się wyjątkowo źle. Miewała zawroty głowy oraz gorączki. Zazwyczaj starała się łagodzić sprawę magią, jednak tak jak kiedyś (w czasie, gdy żyła jeszcze w Mundusie) nic to nie dawało. Dodatkowym problemem był fakt, iż tutejsze elfy chorowały, a jeśli już coś im się zdarzało złapać, to nic nie pasowało do dolegliwości altmerki. Faktem było, że nie miała zamiaru umrzeć z powodu jakiegoś choróbska, więc postanowiła zasięgnąć porady specjalisty, a wszyscy doskonale wiedzieli, kto jest najlepszym specjalistą na choroby niezdiagnozowane, a taką prawdopodobnie miała Ninath.
    Wzięła głęboki wdech, stojąc pod domem doktora. Na Auri - Ela, jak ona nienawidziła prosić kogoś o pomoc. To było takie... Upokarzające. Niestety, lepiej żyć w takim upokorzeniu, niźli pożegnać się ze światem przez idiotyczną gorączkę. W końcu zapukała. W oczekiwaniu na otwarcie drzwi, doszła do wniosku, że nagła inwazja zombie, albo jakiś innych nierozumnych potworów, byłaby wręcz fantastycznym wybawieniem. Śmierć w obronie bezbronnych to przecież jak zaszczyt i honor.

    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  4. Akira uśmiechnął się słabo i mruknął coś, co mogło zabrzmieć równie dobrze "w cholerę", ale i jak "dziękuję", po czym zacisnął lepkie, drżące palce na chłodnej pościeli. Czemu zawsze w domu Eizena musiało być tak zimno jak w jakiejś jebanej kostnicy? A może po prostu mu się przywidziało? Tak, czy inaczej leżał spokojnie, dając się składać do kupy. Terayuki i jego pomagier wykonywali wszystkie polecenia doktora Darklinga z minami świadczącymi o tym, że już się przyzwyczaili do tego typu sytuacji.
    -Co mnie...nie zabije, to mnie...wzmocni-parsknął Englund, starając się wytrzymać mężnie ból. W pewnym momencie jednak musiał, po prostu musiał wydać z siebie iście smoczy, godny ogoniastych przedstawicieli tego gatunku syk przepełniony bólem - w końcu po boku ściekło mu trochę środka odkażającego, chyba...spirytusu? W każdym razie musiał to być jakiś niezwykle mocny alkohol.
    Zamknął oczy, czując, że obraz zaczyna mu wirować przed oczyma. Zaraz...się...obudzi...
    ***
    Obudził się, oczywiście, że tak. Ale tym razem, kiedy spojrzał - już przytomniej i bystrzej - przed siebie, musiało być dość późno, bo nie paliło się światło. Czyżby był już wieczór?
    -Eizen?-zawołał ochryple. Odkaszlnął, po czym krzyknął znów silniejszym głosem:-Eizen?

    Akira aka ofiara losu

    OdpowiedzUsuń
  5. These passions slowly smoldering.
    A lesson never learned...
    Only
    violence.



    Zamrugał powiekami mocniej, słysząc głos Eizena. W pewien niewytłumaczalny sposób poczuł się lepiej, wiedząc, że nie jest sam, że to nie jest jedynie jego surrealistyczny wytwór wyobraźni, a istota, która się nad nim pochyla, to naprawdę Eizen Darkling, a nie potwór ze snów. Czyżby go ubrał? Cóż, wobec tego naprawdę miał duży...rozmiar koszuli. Przełknął ślinę. Coś skowyczało mu szaleńczo w sercu, czuł smak krwi na języku, miał ochotę zadrżeć, wypuścić dawno skrywane płomienie...
    Tyle, że był gościem w czyimś domu. A smoki nie spopielają swoich gospodarzy. Na chwilę zamknął oczy. A potem powtórnie je otworzył, przyzwyczajając się do miękkości nowego ubrania i do tego, co powiedział mu Eizen.
    -Wiszę ci przysługę-stwierdził fakt. Nagle zorientował się, że ma w gardle niebotyczną Saharę. Tak niebotyczną, że umarłby tam na śmierć każdy wielbłąd, kaktus i wszystko, co z reguły nie potrzebuje wody. Syknął cicho.
    -Możesz mi przynieść wody?-spytał cicho.-Wody. A co do tego, co się stało...
    Zmarszczył brwi. Wspomnienia osiadły mu gdzieś z tyłu głowy jak ciepły jeszcze, szary popiół w kominku. Westchnął. Czy powinien zaufać doktorowi? Najlepsza będzie półprawda. Albo ćwierćprawda.
    -Doszło do dość skomplikowanego spotkania...Mój zleceniodawca pracował dla osoby, o której myślałem, że jest w Europie-przyznał.-Wykorzystali Terayukiego na przynętę.
    Nagle pobladł, jakby się przestraszył. W gardle zrobiło mu się jeszcze bardziej sucho. Czy Terayuki...Ktoś go tu wprawdzie niósł, Eizen mówił o kolegach, ale...
    -Którzy koledzy, Eizen? Zechciej doprecyzować, mam spore ilości kolegów, w tym tych bardziej...eee...-zawahał się.-Służbowych.


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń

  6. Powoli zaczynała wierzyć, że nikt już jej nie otworzy, więc szczęśliwa, aczkolwiek słaba, opuści teren doktora. Jeden Auri – El wie, jak bardzo chciała to zrobić. Dlatego też skrzywiła się na widok doktora, bardziej ze strachu, niźli niechęci. Wzięła głęboki wdech. Oh, jak ona nienawidziła takich sytuacji. Tutaj elfy nie powinny nawet chorować. Wypuściła powietrze.
    - Cóż, to dość frustrująca sprawa, biorąc pod uwagę moją rasę, doktorze – zaczęła. Cholera. Nie chciała nikomu tłumaczyć różnic między merami, a szczepami elfów zamieszkującymi Mortiel. Większość ledwo rozumiała sedno sprawy. Lekarz zapewne nie należał do ograniczonych umysłów, jednakże Ninath nie miała siły na wyjaśnienia. Przestąpiła z nogi na nogę, czując jak świat zaczyna wirować. Złapała się framugi drzwi. Zacisnęła dłoń, prostując się jak struna.
    - Źle się czuję, chociaż jestem elfem – dodała, po czym, jakby straciła równowagę. Złapała ją w ostatniej chwili. Nie. Nie była w ciąży. Nie spała z nikim od lat. Była na coś chora od jakiegoś czas, ale miała to gdzieś. Teraz płaciła cenę. Problem w tym, że na ten moment ledwo stała. Rozmowa przekraczała możliwości rudowłosej.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie protestowała, gdy wziął ją pod rękę. W zasadzie to była mu wdzięczna w duchu. Ledwo stała, a upadek tuż pod stopy lekarza byłby hańbą nie tylko dla niego. Przełknęła ślinę, idąc kierowana przed mężczyznę. Każdy krok był nie lada wyzwaniem. Czuła jak kropelki potu powoli wyskakują jej na czole, by następnie zjechać po długości twarzy – spaść na rzęsy, bądź utworzyć ledwo widoczne stróżki na polikach i nosie. Była pewna, że miała mocną gorączkę. Od takich gorączek zaczynały się ciężkie choroby, często nieuleczalne. Chory leżał w izbie pod skórami, męczył się w oczekiwaniu na śmierć. Nie chciała tego. Mortiel, ten świat, miał niezwykle rozwiniętą medycynę pod pewnymi względami. Ten kraj słynął ze znakomitych lekarzy, więc pozwoliła sobie na promyk nadziei. Nie była zwyczajnym elfem, aczkolwiek jej fizjonomia była podobna do różnych szczepów zamieszkujących Ziemię. On MUSIAŁ udzielić altmerce pomocy.
    Usiadła we wskazanym miejscu, po czym położyła dłonie na kolanach, z trudem utrzymując równowagę. Wzięła głęboki wdech. Źle to znosiła. Nic dziwnego, nie była przyzwyczajona.
    - Ninath Caemfhaer, daty nie jestem w stanie niestety podać, mieszkam w Eflei, zajmuję się głównie badaniem ruin i zleceniami z Gildii; elf, grupa krwi: B- - wymieniła praktycznie na jednym wydechu. Następnie ponownie wciągnęła powietrze, lekko pochylając głowę w dół.
    - Nie jestem, nigdy wcześniej nie chorowałam, więc nie było takiej potrzeby. Rany zazwyczaj daję radę opatrzyć sama, albo korzystam z lecznicy w Gildii, ale tam nie leczy się chorób – a nawet gdyby leczono, to jej byłoby wstyd tam iść. Tak po prostu.
    - Mam gorączki od jakiegoś czasu – kontynuowała, chociaż mógł wyczuć zmęczenie w jej głosie. Nie przestawała jednak, rozmowa z lekarzem nie była wyczynem olimpijskim, w jej aktualnym stanie wystarczyło po prostu włożyć w to odrobinę wysiłku. – Poza tym tradycyjnie towarzyszące dreszcze i bóle głowy. Od jakiegoś czas też mój organizm jest osłabiony i mam trudności z trudniejszymi zaklęciami co jest pochodną mojego stanu zdrowia. To chyba wszystko, doktorze. Mam nadzieję, że mimo wszystko nie jest to nic poważnego – zakończyła wywód możliwie spokojnym tonem. Nie przejmowala się za bardzo jego dotykiem. To była część pracy lekarskiej, a ona nie należała do kobiet, które wszędzie doszukują się podtekstu.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie widząc lepiej oczy lekarza i słysząc jego odpowiedź. W prawdzie miała co innego na myśli niż zwykły brak kontaktu wzrokowego, jednak uznała, że ten temat poruszy dopiero po badaniu.
    - Mroczki, tak, a zawroty, może nie tyle zawroty co potrójne widzenie, wybacz, ale nie orientuję się czy to jedno i to samo – odpowiedziała, wolała nie wprowadzać lekarza w błąd, w końcu diagnoza była bardzo istotna w przypadku leczenia, a ona o leczeniu wiedziała jedynie tyle ile babcia zdążyła ją nauczyć. Chociaż te lekcje przypisała by bardziej pod zielarstwo, bardzo podstawowe zielarstwo. Słyszą kolejne polecenie otworzyła usta i powiedziała „a”, nawet ją to nieco bawiło, przynajmniej fakt, że robi to po raz pierwszy w życiu. Z subtelnym uśmiechem wróciła spojrzeniem do Eizen’a i słuchała tego co mówi. Zaczęła się też lekko wiercić, gdyż przedmiot pod jej pośladkami zaczął wywoływać znaczny dyskomfort. Kiedy lekarz kierował się w stronę śmietnika, ona lekko zmarszczyła czoło i wstała z miejsca, oglądając się na krzesło. Książka? Japonka zaintrygowana sięgnęła po nią.
    - Dobrze, będę stosować się do poleceń – odpowiedziała i korzystając z okazji wyrzucania przez Eizen’a śmieci spojrzała na tytuł.
    - „Jak zdobyć jej serce” – przeczytała na głos i z uroczym uśmiechem spojrzała na lekarza.
    - Oh, lubi Pan romanse? Czy może tytuł jest mylący i chodzi o jakąś operację serca? – zapytała zaintrygowana i zaraz odwróciła książkę, aby przeczytać jej opis.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  9. Rei nie patrząc na lekarza czytała spokojnie opis książki, jednocześnie słuchając jego odpowiedzi, zaskoczona nią podniosła wzrok na plecy mężczyzny i zamrugała szybciej oczyma. Czyżby wprawiła go w zakłopotanie? Uśmiechnęła się delikatnie. No tak, romanse to w końcu literatura głównie przeznaczona dla kobiet. Ta myśl szybko zaatakowała jej głowę, chociaż osobiście nie podzielała tej ogólnej opinii. Wróciła do czytania opisu i kiedy została jej zaledwie linijka książka nagle zniknęła. Dziewczyna drgnęła lekko, zaraz jednak podniosła rozbawione spojrzenie na lekarza i uśmiechnęła się uroczo.
    - Oh, rozumiem, szkoda by było przegapić jakąś istotną stronę, w końcu operacje serca to nie przelewki – odpowiedziała, nie ukrywając delikatnego rozbawienia, jednocześnie kontynuują grę, którą lekarz sam zaczął. W prawdzie w jego tonie nie można było wyczuć wstydu, ale gesty jakie wykonywał zdecydowanie świadczyły, że książka była pewnego rodzaju tajemnicą. Zachowanie lekarza na swój sposób wydało się dziewczynie… urocze? Nie, to odbierałoby męskości Eizen’owi… Nie umiała znaleźć odpowiedniego słowa, ale po prostu była miło zaskoczona. Słysząc kolejną wypowiedź podniosła wzrok, te 24cm różnicy wzrostu robiły swoje… Odważyła się nawet stuknąć palcami tricorn lekarza, tak, aby znowu lepiej widzieć jego oczy.
    - A moim zdaniem dalszą edukacją nigdy nie zaprzątamy sobie głowy Panie doktorze – wtrąciła, po raz kolejny posyłając mu subtelny uśmiech. Powędrowała również za nim wzrokiem kiedy się oddalił, jednak widząc uniesioną w górę rękę przeniosła spojrzenie na dziewczynę. Zaśmiała się serdecznie słysząc pytanie i zbliżyła się do Esriel.
    - Wiesz, wydaje mi się, że najpierw doktor sam musi skończyć swoją lekturę, a kiedy już to zrobi, to możesz zgłosić się ponownie, ale musisz dać mu trochę czasu. Lepiej żeby ją dokładnie przeczytał, podobno diagnostyka jest bardzo istotna – odezwała się do dziewczynki i spojrzała po wszystkich.
    - Co do diagnostyki, ma ktoś ochotę na coś ciepłego? Kawa? Gorąca czekolada? – tu zatrzymała wzrok na Eizenie. – Panu też przyda się mała przerwa – zaproponowała z pogodnym uśmiechem.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  10. Japonka posłała Esriel ciepły uśmiech kiedy ta nie wnikała zbyt głęboko w szczegóły wyjaśnień. Słysząc jednak o puddingu popukała się palcem po brodzie. Zdecydowanie nie należał do ciepłych napoi i na festiwalu raczej ciężko byłoby o tego typu przysmak. Pewnie odezwałaby się w tej sprawie, jednak głos zabrał Eizen i dziewczyna stwierdziła, że nic więcej dodawać nie musi. Mimo wszystko wzrok zawiesiła na pacjentce doktora i ocknęła się dopiero, gdy usłyszała swoje imię.
    - Tak, oczywiście, że idziemy – odpowiedziała ruszając zaraz w jego stronę i posłała mu wdzięczny uśmiech.
    - Bez obaw, jeżeli cokolwiek będzie nie tak od razu Pana poinformuję – zapewniła równając krok z lekarzem. Słysząc „dialog” zza plandeki obejrzała się w stronę dziewcząt, jednak szybko wróciła wzrokiem do twarzy Eizen’a, a na jej twarzy zagościł nieco szerszy uśmiech.
    - Trzeba przyznać, że dziewczyna jest ciekawa świata – rzuciła nieco rozbawiona. Sama nie dysponowała jakimś sporym biustem więc łatwo było jej postawić się na miejscu Celine, jednak nie czuła z tego powodu jakiegokolwiek dyskomfortu.
    - Nie wiem jak Pan, ale ja mam ochotę na gorącą herbatę – przyznała, kierując się w stronę jednego ze straganów. – Chyba zaraz zaczyna się pokaz talentów, można by przysiąść przy scenie. Co Pan na to? – zaproponowała gdy stali w kolejce po napoje.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  11. Rei zaśmiała się delikatnie.
    - Naprawdę rzadko? Ja mam wręcz odwrotnie, ale to pewnie z powodu praktyk w szkole. Widuję tam głównie młode stworzenia – przyznała i zaraz przyjrzała się dokładniej lekarzowi. Ciężko było określić jego wiek, gdy miał zasłoniętą twarz, z postury nie wyglądał na wiekowego, jednak oczy miał specyficzne, podobno to one odzwierciedlały duszę.
    - Istotne jest to na ile się Pan czuje, nie na ile wygląda – rzuciła pogodnie posyłając mu kolejny delikatny uśmiech. Chcąc nie chcąc, skoro po głowie chodziły mu romanse, to raczej nie szykował się na tamten świat, o ile w ogóle był śmiertelny. Japonka zadowolona przytaknęła głową, gdy Eizen wyraził aprobatę względem jej pomysłu. Ona również nie miała okazji widzieć takich pokazów, więc chciała wykorzystać okazję. Gdy usiedli już na wyszukanym przez jej towarzysza miejscu dziewczyna oplotła dłońmi swój kubek i powąchała napar, przymykając delikatnie oczy. Uwielbiała zapach herbaty. Zaraz jednak podniosła powieki i spojrzała na doktora.
    - Przyznam, że i mnie mocno to miejsce kusiło, jednak ciężko byłoby pogodzić wszystkie moje obowiązki z koniecznością dojeżdżania. Pół dnia spędziłabym w podróży – zaśmiała się lekko. – Poza tym, uważam, że w każdym miejscu, nawet spokojnym, od czasu do czasu przyda się jakieś zamieszanie i nowa porcja plotek – dodała nadal rozbawiona, przyglądając się jednocześnie kombinacją Eizen’a z bandaną.
    - Dlaczego to nosisz? – zapytała zaciekawiona. – Wydawało mi się, że Mortiel jest krajem otwartym na inności, a jesteś już drugą osobą, którą spotykam w krótkim odstępie czasowym, zasłaniającą swoje oblicze – przyznała, nie bardzo rozumiejąc to całe maskowanie.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  12. Pokiwała głową, gdy kazał jej się rozebrać. Z trudem rozpięła granatową koszulę, którą miała na sobie. Na szczęście doktor jej pomógł, a ona nie miała z tym jakiegoś większego problemu. Jako lekarz miał taką pracę. Dodawanie sobie niepotrzebnych teorii do cudzej pracy było idiotyczne. Zapięcie jej biustonoszu znajdowało się z przodu, toteż po rozpięciu i umożliwieniu zbadania klatki piersiowej, same piersi pozostawały w minimalnym stopniu zakryte. Oddychała ciężko, z trudem. Z całej siły zapierała się o krawędź leżanki, na której siedziała, by przypadkiem nie spaść. Wykonywała każde polecenie Eizena związane z przebadaniem jej osoby. Wykonywała polecenia doktora, gdy ją badał. Słuchała go też przy okazji, chociaż jeśli miałaby być szczera, to jego słowa bardzo szybko ulatywały w tym momencie z jej pamięci. Nie była w stanie się nawet porządnie skupić na tym, co mówił. A więc gorączka zapewne znowu uległa pogorszeniu.
    - Animu…- zaczęła, powtarzając za mężczyzną, ale darowała sobie. W zakamarkach jej umysłu paliła się lampka, krzycząca iż wie co to jest. Niestety, owa lampka była zakrywana przez choróbsko, które bezkarnie rozprzestrzeniało się po jej ciele.
    - To dobrze… - zebrała się w końcu, aby powiedzieć coś z sensem. Głos przy tym jej drżał. – Zabiłabym się, gdybym nie mogła już więcej czarować, doktorze – dodała ze smutnym uśmiechem. Magia, która pozostała altmerce, to jedyna rzecz jaką mogła na zawsze zatrzymać ze świata, który utraciła. To była część jej życia. Coś, z czym się urodziła. Naprawdę się cieszyła, że doktor potrafił jej pomóc. Nie miał nawet pojęcia ile dla niej robi. Przyglądała się jak zręcznie pracuje razem ze swoją asystentką, czekając co będzie dalej.

    Ninath, kto by się spodziewał? XD

    OdpowiedzUsuń
  13. Zasłanianie twarzy było dla dziewczyny naprawdę dziwnym, ale i ciekawym zjawiskiem, dlatego też bacznie obserwowała doktora, gdy ten udzielał odpowiedzi. Zmarszczyła delikatnie brwi słysząc o mieszkańcach, jednak milczała, słysząc, że to nie koniec wypowiedzi. Wysłuchała Eizen’a do końca i dopiero wtedy postanowiła zabrać głos.
    - Oczywiście, że posiadam, nie bez powodu zadaję pytanie. Jego powodem jest ciekawość i chęć poznania Pańskich działań, nie tylko Pańskich – zaczęła upijając ciepły napój. – Wydaje mi się jednak, że właśnie przez takie działania tutejsi mieszkańcy są tak nietolerancyjni, no bo… Skoro ktoś chowa przez nimi swoje inności, to znaczy, że się ich wstydzi, a to sprawia, że inni czują się lepsi i pozwalają sobie na szyderczość – stwierdziła, uśmiechając się ciepło do lekarza, by po tym przenieść wzrok na pierwszy z pokazów. – Proszę mnie tylko źle nie zrozumieć, nie chcę Pana oceniać, tym bardziej, jeżeli motyw działania jest głębszy niż wstyd czy chęć ukrycia tożsamości. Po prostu musiałam zapytać. Przedstawiono mi to miejsce jako… Jako krainę nietkniętą przez człowieka, a widzę, że nie różni się ona tak bardzo od ludzkich osad, jedynie zakłada zmianę tego stanu rzeczy. Mam nadzieję, że dożyję lat, zaniku działań ewolucji, która sprawiła, że wiele ras po prostu wyhodowała sobie humanoidalną postać, dopasowując się do otoczenia ziemskiego – przyznała i zaczęła klaskać, gdyż dziewczynka na scenie właśnie zakończyła występ taneczny. Oczywiście cały czas obserwowała uczestniczkę, od czasu do czasu przeskakując wzrokiem na swojego towarzysza.

    Rei

    OdpowiedzUsuń