wtorek, 27 czerwca 2017

"So you don't need a doctor, eh?"

Dr. Eizen Darkling

Chyba każdy zna w Cledo miłego, tajemniczego i nieco staroświeckiego doktora Darkling'a który żyje tam już wystarczająco długo by powstały o nim miejskie legendy. Mawia się że był w świecie ludzi najlepszym zabójcą potworów jakiego ci widzieli, stąd posiada taką rozległą wiedzę na temat nadnaturalnych istot. Inni szepczą o tym że jest on jeno zjawą, cieniem obserwującym mieszkańców tego spokojnego miejsca by pewnego dnia pochłonąć ich wszystkich, dlatego ukrywa swoją twarz. A ci z głową na karku podejrzewają go o bycie wygnańcem Lot Di'iv którego oczy i uszy ów rodu ciągle obserwują. Lecz nikt nie ma pewności czy jest on ukrytym człowiekiem, upiorem bądź smokiem w przebraniu. Wiadomo tylko że jest tajemnicą, i możliwe że tajemnicą pozostanie.



Oblicze | Blizny | Wspomnienia






_______________________________________________________________________________
Tak, Wujek Dragon jedzie po kosztach.
 A tak na serio po prostu pakuje wszystkie skill'e w minimalizm

6 komentarzy:

  1. (No dżedźdź, Wujaszku. :D Mam pomysł - Akira ma wroga i z nim się napiernicza, wychodzi w miarę cało, noale jest poważnie ranny. Traf chce, że walka odbywa się na terenach doktora Eizena. Ten może chcieć uratować Akirę, ale...ale w zamian zażąda jednego: informacji. Akira ma być jego cieniem, jak leniwemu Eizenowi nie chce się czegoś szukać, to ma to znaleźć Akira, a w zamian za to ma zapewnione składanie...no, dopóki Eizen będzie chciał. No i co dwa smoki, to nie jeden, no nie? :3)

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  2. [+12 - przekleństwa]

    So all you sick and the bitterness of the lonely
    To all you overdosed and you miles of coke fiends


    - To on!
    - Zabijcie go!
    - Tam jest! Ucieka!
    - Szybciej, do kurwy nędzy!

    Krzyczący mężczyźni. Ból. Strzały. Gorąco. Znowu ból. Krew. Ciepła, gęsta, ściekająca po ciele krew. Podmuch powietrza. Pocisk mknący z dużą prędkością w jego stronę.
    Sam nie wiedział, kiedy w ogóle zdążył dostać w brzuch. Zaklął głośno, przeciągle, upadł na ziemię. Gorąca posoka przesączała się przez jego palce, gdy leżał na średnio wygodnym podłożu z trawy. Ile czasu strzelali się już w tym cholernym miejscu? Z pół dnia? A myślałby kto, że ten cholerny Akodo w końcu odpuści. Że nie znajdzie go tak łatwo w Mortiel...
    -Khe...Khuuurwa...-jęknął ochryple. Ucisnął mocniej ranę dłońmi, czując, że nowa koszula, nowe ubranie, nowe wszystko poszło centralnie fpisssdu. Chyba dostał w jelita. Może wyżej, może niżej, trudno mu było powiedzieć.
    Smocze moce tym razem go zawiodły, nie opanował ich jeszcze do końca. Po raz setny przeklinał się w myślach za to, że na studiach unikał jak ognia treningu nad swoją mocą, której nie potrafił wówczas zaakceptować.
    Poczuł gorycz w ustach. Kto by pomyślał, że tak to wszystko się skończy? Na jego wargach zagościł drwiący, smutny uśmiech. Przymknięte powieki trzepotały jeszcze chwilę, wdzierało się pod nie światło.
    Wywabili go z Eflei, gdzie miał bar. Wywabili go, używając Terayukiego jako przynęty. Nie mógł zostawiać przyjaciela tak na pastwę tych...bydlaków. A teraz chyba umierał, no, w każdym razie odpływał. Najważniejsze, że młody uciekł. Da sobie radę.
    To była ostatnia myśl, z jakiej Akira Englund zdał sobie sprawę.
    ***
    Jakiś czas później
    Terayuki szedł najszybciej, jak mógł, niosąc rannego Akirę. Ten leżał, półprzytomny, i wyraźnie potrzebował doktora. Bardzo dobrego doktora.
    Towarzyszył im jeszcze jeden chłopak z baru, pomywacz, którego Terayuki zaangażował do pomocy panu Englundowi. To on zadzwonił do drzwi. Kiedy stanęła w nich zdziwiona niewolnica, powiedział:
    - Mamy rannego pacjenta. Czy doktor Darkling jest w domu?
    Pacjent poparł to pytanie chrapliwym kaszlem i kolejną porcją posoki prosto z jako tako zabandażowanej rany.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  3. Ninath przybyła do Cledo z dość nietypowa sprawą. Ostatnio czuła się wyjątkowo źle. Miewała zawroty głowy oraz gorączki. Zazwyczaj starała się łagodzić sprawę magią, jednak tak jak kiedyś (w czasie, gdy żyła jeszcze w Mundusie) nic to nie dawało. Dodatkowym problemem był fakt, iż tutejsze elfy chorowały, a jeśli już coś im się zdarzało złapać, to nic nie pasowało do dolegliwości altmerki. Faktem było, że nie miała zamiaru umrzeć z powodu jakiegoś choróbska, więc postanowiła zasięgnąć porady specjalisty, a wszyscy doskonale wiedzieli, kto jest najlepszym specjalistą na choroby niezdiagnozowane, a taką prawdopodobnie miała Ninath.
    Wzięła głęboki wdech, stojąc pod domem doktora. Na Auri - Ela, jak ona nienawidziła prosić kogoś o pomoc. To było takie... Upokarzające. Niestety, lepiej żyć w takim upokorzeniu, niźli pożegnać się ze światem przez idiotyczną gorączkę. W końcu zapukała. W oczekiwaniu na otwarcie drzwi, doszła do wniosku, że nagła inwazja zombie, albo jakiś innych nierozumnych potworów, byłaby wręcz fantastycznym wybawieniem. Śmierć w obronie bezbronnych to przecież jak zaszczyt i honor.

    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  4. Akira uśmiechnął się słabo i mruknął coś, co mogło zabrzmieć równie dobrze "w cholerę", ale i jak "dziękuję", po czym zacisnął lepkie, drżące palce na chłodnej pościeli. Czemu zawsze w domu Eizena musiało być tak zimno jak w jakiejś jebanej kostnicy? A może po prostu mu się przywidziało? Tak, czy inaczej leżał spokojnie, dając się składać do kupy. Terayuki i jego pomagier wykonywali wszystkie polecenia doktora Darklinga z minami świadczącymi o tym, że już się przyzwyczaili do tego typu sytuacji.
    -Co mnie...nie zabije, to mnie...wzmocni-parsknął Englund, starając się wytrzymać mężnie ból. W pewnym momencie jednak musiał, po prostu musiał wydać z siebie iście smoczy, godny ogoniastych przedstawicieli tego gatunku syk przepełniony bólem - w końcu po boku ściekło mu trochę środka odkażającego, chyba...spirytusu? W każdym razie musiał to być jakiś niezwykle mocny alkohol.
    Zamknął oczy, czując, że obraz zaczyna mu wirować przed oczyma. Zaraz...się...obudzi...
    ***
    Obudził się, oczywiście, że tak. Ale tym razem, kiedy spojrzał - już przytomniej i bystrzej - przed siebie, musiało być dość późno, bo nie paliło się światło. Czyżby był już wieczór?
    -Eizen?-zawołał ochryple. Odkaszlnął, po czym krzyknął znów silniejszym głosem:-Eizen?

    Akira aka ofiara losu

    OdpowiedzUsuń
  5. These passions slowly smoldering.
    A lesson never learned...
    Only
    violence.



    Zamrugał powiekami mocniej, słysząc głos Eizena. W pewien niewytłumaczalny sposób poczuł się lepiej, wiedząc, że nie jest sam, że to nie jest jedynie jego surrealistyczny wytwór wyobraźni, a istota, która się nad nim pochyla, to naprawdę Eizen Darkling, a nie potwór ze snów. Czyżby go ubrał? Cóż, wobec tego naprawdę miał duży...rozmiar koszuli. Przełknął ślinę. Coś skowyczało mu szaleńczo w sercu, czuł smak krwi na języku, miał ochotę zadrżeć, wypuścić dawno skrywane płomienie...
    Tyle, że był gościem w czyimś domu. A smoki nie spopielają swoich gospodarzy. Na chwilę zamknął oczy. A potem powtórnie je otworzył, przyzwyczajając się do miękkości nowego ubrania i do tego, co powiedział mu Eizen.
    -Wiszę ci przysługę-stwierdził fakt. Nagle zorientował się, że ma w gardle niebotyczną Saharę. Tak niebotyczną, że umarłby tam na śmierć każdy wielbłąd, kaktus i wszystko, co z reguły nie potrzebuje wody. Syknął cicho.
    -Możesz mi przynieść wody?-spytał cicho.-Wody. A co do tego, co się stało...
    Zmarszczył brwi. Wspomnienia osiadły mu gdzieś z tyłu głowy jak ciepły jeszcze, szary popiół w kominku. Westchnął. Czy powinien zaufać doktorowi? Najlepsza będzie półprawda. Albo ćwierćprawda.
    -Doszło do dość skomplikowanego spotkania...Mój zleceniodawca pracował dla osoby, o której myślałem, że jest w Europie-przyznał.-Wykorzystali Terayukiego na przynętę.
    Nagle pobladł, jakby się przestraszył. W gardle zrobiło mu się jeszcze bardziej sucho. Czy Terayuki...Ktoś go tu wprawdzie niósł, Eizen mówił o kolegach, ale...
    -Którzy koledzy, Eizen? Zechciej doprecyzować, mam spore ilości kolegów, w tym tych bardziej...eee...-zawahał się.-Służbowych.


    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń

  6. Powoli zaczynała wierzyć, że nikt już jej nie otworzy, więc szczęśliwa, aczkolwiek słaba, opuści teren doktora. Jeden Auri – El wie, jak bardzo chciała to zrobić. Dlatego też skrzywiła się na widok doktora, bardziej ze strachu, niźli niechęci. Wzięła głęboki wdech. Oh, jak ona nienawidziła takich sytuacji. Tutaj elfy nie powinny nawet chorować. Wypuściła powietrze.
    - Cóż, to dość frustrująca sprawa, biorąc pod uwagę moją rasę, doktorze – zaczęła. Cholera. Nie chciała nikomu tłumaczyć różnic między merami, a szczepami elfów zamieszkującymi Mortiel. Większość ledwo rozumiała sedno sprawy. Lekarz zapewne nie należał do ograniczonych umysłów, jednakże Ninath nie miała siły na wyjaśnienia. Przestąpiła z nogi na nogę, czując jak świat zaczyna wirować. Złapała się framugi drzwi. Zacisnęła dłoń, prostując się jak struna.
    - Źle się czuję, chociaż jestem elfem – dodała, po czym, jakby straciła równowagę. Złapała ją w ostatniej chwili. Nie. Nie była w ciąży. Nie spała z nikim od lat. Była na coś chora od jakiegoś czas, ale miała to gdzieś. Teraz płaciła cenę. Problem w tym, że na ten moment ledwo stała. Rozmowa przekraczała możliwości rudowłosej.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń