niedziela, 9 lipca 2017

"Bogini Cię wyróżniła, nie rozgniewaj jej skarbie"


 Tennyo — 23 lata — Studentka pedagogiki sztuki

Rei Yamawaki

Praktykantka w szkole dla nadprzyrodzonych — Pin up
Codziennie inny tatuaż. Codziennie inny kolor oczu. Wyraz twarzy codziennie taki sam - poważny, jednak ozdobiony delikatnym, ciepłym uśmiechem. Często słyszy, że pozory mylą, że sprawia wrażenie zbuntowanej awanturnicy, że to "przez te malowidła na Twojej skórze". Co ma powiedzieć? Najczęściej po prostu się uśmiecha i wyjaśnia swój własny światopogląd w temacie tatuaży. Z powodu genów jej twarz często wygląda na smutną, jednak kiedy się uśmiechnie, prezentuje rząd bialutkich, równych zębów, a wbrew pozorom uśmiecha się często. Jest skromna, nie lubi zwracać na siebie uwagi, w zachowaniu przypomina raczej typ studentki kujona - uwielbia czytać książki, siedzi w kącie i nie zawraca nikomu głowy. Nie jest agresywna, ale jej stoicyzm irytuje wiele istot. Za metodę obrony najczęściej stosuje zwykłe lekceważenie, dopiero w momencie przekroczenia granicy sięga po dość skuteczne środki - posiada czarny pas w brazylijskim jiu-jitsu oraz bardzo dobrze posługuje się kataną. Obie te dziedziny sportu nadal szkoli i stara się udoskonalać. Wbrew dość rozwiniętym zainteresowaniom i dużym poczuciu bezpieczeństwa sprawia wrażenie bardzo delikatnej i taka też jest, chyba, że ktoś zmusi ją do działania. Warto wspomnieć, że posiada ogromne pokłady cierpliwości, to i wiele innych cech swojego charakteru zawdzięcza babci, z którą miała zdecydowanie lepszą relację niż z wiecznie kłócącymi się rodzicami - historia jej rodu była częstym powodem domowych awantur, od których Rei zawsze trzymała się z daleka.

Dziewczyna mimo młodego wieku doświadczyła w swoim życiu dość wielu dziwnych sytuacji. Jedną z nich jest historia jej pierwszej miłości, o której możecie dowiedzieć się więcej, klikając w stosowną zakładkę.

HISTORIA || GŁOS || PIANINO || SKRZYPCE
GALERIA || POWIĄZANIA 

~ Zapraszam do wątków i powiązań!
~ Wygląd KP zawdzięczam Von! Dziękuję ^^

39 komentarzy:

  1. W spokoju siedział za biurkiem popijając sobie swoją czarną kawę i przyglądał się w skupieniu wszystkim uczniom, którzy aktualnie zajmowali się usadowieniem na swoich miejscach. Nie lubił tej klasy, za każdym razem dawała mu nieźle w kość i wyprowadzała z równowagi, jak żadna z klas, które miał przyjemność uczyć. Więc te czterdzieści pięć minut było dla niego niesamowitą udręką, a gardło po ich zajęciach miał tak niesamowicie zdarte, że często na następny dzień nie mógł powiedzieć nawet słowa. Dziś zamierzał ich ignorować, a przynajmniej taki miał plan i wszystko poszłoby gładko, gdyby nie zaczęli zaczepiać jednej dziewczyny gdzieś za rozłożonymi sztalugami. Zamiast to on ignorować ich, Oni ignorowali jego, w pełni zajmując się dopiekaniem młodej, dość ładnej dziewczynie, którą otoczyli pod ścianą.
    - No pokaż to. Na pewno ukradłaś ten naszyjnik mała zdziro.- warknął, łapiąc ją za koszulę w taki sposób, że dziewczyna uniosła się wysoko nad ziemię.
    Kuro spojrzał na zaistniałą sytuację marszcząc brwi. Od razu podszedł do całej grupki i złapał chłopaczka za włosy, na tyle mocno, że tamten od razu puścił małolatę. Ten, tradycyjnie, zaczął kląć i grozić nauczycielowi. Kuro jednak się tym nie przejął, wręcz przeciwnie. Szarpnął go mocniej za włosy, sadzając na jednym z krzeseł i pochylił się nad nim z niezadowoloną miną.
    - Nikt nie nauczył Cię szacunku do kobiet bękarcie?

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  2. Automatycznie swój wzrok przeniósł na kobietę. Nie widział jej tu wcześniej, jednak to nie oznaczało, że będzie zachowywał się inaczej niż zazwyczaj. Wyprostował się szybko, jednak jego ręka mocniej przetrąciła głowę chłopaka, a ten prawie spadł z krzesła, ale nic nie powiedział.
    - Jeszcze raz, a czeka Cię dyrekcja.- warknął, podchodząc do młodej dziewczyny. Że akurat musiała widzieć to, jak naprostowuje do pionu jednego z tutejszych uczniów. Mogła przecież komuś powiedzieć, co zrobił i wtedy nie będzie, aż tak ciekawie.
    - Coś się stało?- spytał, jakby nigdy nic, wkładając dłonie do swoich kieszeni w jeansach. Wyglądała na młodą osobę, aż zbyt młodą na nowego nauczyciela, czy matkę któregoś z tych dzieciaków. Ale w Mortiel można było spodziewać się wszystkiego.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  3. Odebrał papiery od swojej praktykantki, patrząc na wszystkie dokumenty uważnym wzrokiem. Jemu kogoś do praktyki oddać? Tego się nie spodziewał, sądził raczej, że dyrekcja nigdy by czegoś takiego nie uczyniła. A tu proszę, co za miła niespodzianka. Będzie musiał podziękować kapelusznikowi, przy okazji również z nim poważnie porozmawiać o swojej posadzie. Miał nadzieję, że dyrektor jest zadowolony z jego toku nauczania, nie miał przecież na co narzekać. Uczniowie mieli dobre stopnie, a on sam w szkole słynął ze sławy dobrego nauczyciela, mimo całej swojej otoczki. Znalazłaby się nawet spora grupka, dla której był jednym z ulubionych z rady pedagogicznej.
    - Nie będzie.- odparł w końcu, oddając jej papiery, po czym wskazał na wolne miejsce za sztalugą, na drugim końcu sali.- Masz szczęście, teraz już nie powinni sprawiać problemu i będą siedzieć cicho do końca zajęć- to powiedział już cicho, odprowadzając ją na miejsce.- W razie jakichkolwiek pytań, śmiało podchodź do mojego biurka. Uczniowie będą zajęci przy sztalugach.
    Stanął przy jej stanowisku, wzrokiem mierząc każdego z osobna.
    - Kawy? Herbaty? W klasie mam ekspres, więc z tym nie będzie problemu.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  4. Esam wybrał się do sklepu muzycznego. Nawet nie potrafił wyjaśnić dlaczego to robi. Po prostu musiał tam iść. Mimo, że wszystkie instrumenty, w teatrze oraz jego własnej posiadłości, były w całości. Ostatnio roztrzaskał skrzypce, ale zdążył już je odkupić. Ale i tak szedł. Szedł, odliczając takt. Każdy jego krok był częścią pewnego rytmu. Przez cztery sekundy jego kroki były wolniejsze, jednakże głośniejsze. Odznaczały się większą stanowczością. Były uosobieniem siły, pewności. Były walką. Gdy czwarty krok kończył swoją kompozycję przyśpieszał na cztery sekundy. Lekko wypinał pierś, ukazując swój triumf. Nawet styl poruszania się mógł być sztuką. Inni powinni to dostrzec. Podążyć za nim. Niestety, ich umysły były zbyt ograniczone.
    Przekroczył prób sklepu, rozglądając się po pomieszczeniu. Z pogardą spojrzał na kilka keyboardów. Wyglądały żałośnie, tak jak ich cała istota. Gdyby nie jego maska, każdy mógłby dostrzec nienawiść jaką darzył ten marny instrument. Instrument, który czynił sztukę mniej wartościową. Przynosił jedynie brzydotę. Sięgnął za swój biały płaszcz, aby wyjąć pistolet. Zniszczy ten zbrodniczy przedmiot. Zanim to jednak zrobił usłyszał tę melodię. Spokojną, czystą pieśń pianina, sterowanego wyjątkowo zręcznymi palcami. Przymknął przekrwione oko. Istota, która odgrywała tę melodię musiała być wyjątkowo piękna i spokojna. Poczuł nutę dumy, jednak nie było w niej egoizmu. Zaczął iść w stronę artysty, nie. Artystki. Wyraźnie wyczuwał tutaj kobietę. Każdy dźwięk był wyważony, lekki. Mężczyzna naciskał nieco ciężej, nawet Chopin miał cięższy dotyk. Nie wpływało to na jakość dźwięku. Stanowiło swoistą wizytówkę muzyka. Jego obraz. Dotknął pianina mechaniczną dłonią. Czuł drgania. Czuł to piękno, a gdy otworzył oko, zauważył je. Miało kruczoczarne włosy, pełne, czerwone usta, a jej ciało zdobiły malowidła. Przyglądał im się. Kreska była pełna życia. Jakby każdy kwiat mógł z niej wyrosnąć i pokazać to, jak cudownie, harmonijnie rozkwita.
    - Perfekcja – westchnął.


    Esam

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyglądał się dziewczynie, obserwując wzrost kwiatów. Roślina wyglądała tak delikatnie i pięknie, a gdy róża zaczęła rozkwitać na myśl zaraz przyszła mu jego cudowna, mała siostrzyczka. Poczuł jak jego oko wypełnia słona ciecz, jednakże wszystko zasłaniała maska mężczyzny. Zapewne ugiął by się jeszcze na kolanach, gdyby te nie były sztuczne, jak większość ciała Esama. Dotknął skroni. Tak dawno nie słyszał równie pięknej melodii, która by wyszła spod palców kogoś, kto nie należał do muzyków teatru. Wciągnął powietrze, delektując się zapachem ambitnej pianistki. Przynajmniej wydawało mu się, iż mógł go wyczuć. Cóż, umysł szaleńca wiedział, widział, słyszał, a także czuł więcej. Nie chciał, aby kończyła grać, to była przyjemna melodia, która pozwalała zapomnieć o zwyczajności tego miejsca. Gdyby tylko mógł sam urządziłby je o wiele lepiej. Piękniej. Co ważniejsze – pozbyłby się tych odrażających keyboardów, które tym bardziej oszpecały ów miejsce. Spojrzał na Japonkę. Miała wyjątkowe oczy. Uśmiechnął się smutno. Znała go? Ah, więc z pewnością musiała być fanką prawdziwej, godnej uwagi sztuki. Fakt ten spowodował, iż jego uśmiech zmienił tonację na ten z pewnego rodzaju dozą uznania. Skłonił się delikatnie, a czynność ta trwała równo cztery sekundy, które w myślach odliczał. Podczas czwartej sekundy był już wyprostowany, niczym struna harfy.
    - Rei… - mruknął, podchodząc do niej. Obejrzał dokładnie z każdej strony. Wyglądała tak delikatnie i niepozornie niczym porcelanowa lalka. Pomyślał, że wystarczy zaledwie jeden strzał, by rozbić tę jakże nadobną powłokę, by utoczyć z niej szkarłatną, ciepłą, słodką krew. Dotknął kosmyka czarnych jak bezgwiezdna noc włosów. – Wyglądasz jak pąk, który chciałby już rozkwitnąć – powiedział, stając przed jej twarzą. Miał oczywiście na myśli umiejętności artystyczne Japonki. Od wielu lat nie mówił niczego wprost.
    - Uwielbiasz? – zapytał dotykając własnego podbródka. – Co Ci się w niej podoba? – dodał. Dla niego jego dzieła były po prostu dobre. Daleko im było do ideału, do którego uparcie dążył.



    Esam

    OdpowiedzUsuń
  6. - Kwiat, który rozkwita najpóźniej najdłużej zachowuje swoje piękno, a jego uroda potrafi przerosnąć inne – zauważył, dłonią wodząc po obudowie pianina. Było dość dobrze wykonane, chociaż osobiście klawisze zrobiłby w całości z kości słoniowej. Przejechał po nich palcami z czułością. Pianino było pięknym instrumentem, jednakże przegrywało z fortepianem. Sam wystukał krótką krótką melodie, która trwała zaledwie cztery sekundy, które dla niego były świętością. Nie przekazał w melodii nic, poza własną pewnością, którą czuł podczas sprawdzania instrumentów. Pokiwał głową z aprobatą dla przedmiotu. Klasyka emanowała od niego z każdym jednym dźwiękiem, wystarczyło ją umiejętnie wydobyć, aczkolwiek gdyby był wykonany porządniej, z większą dbałością o detale muzyka mogłaby być perfekcyjna w każdym calu. Oczywiście, cena byłaby wtedy wyższa, ale ideał nigdy nie jest łatwy do zdobycia. Przeniósł wzrok na Rei. Wydobycie piękna z czegoś co posiada w sobie ten szkaradny pierwiastek jest, cóż, godne podziwu. Niewielu potrafiło tego dokonać, a gdy już posiadali takie umiejętności zazwyczaj pracowali w teatrze Esama. Na dźwięk słów dziewczyny pokiwał głową. Miała melodyjny głos, stworzony do śpiewu. Miłość? Przygryzł dolną wargę aż do krwi, a słodka ciecz, automatycznie wpłynęła do jego gardła. Nie pisał o miłości od dekad. Wydał z siebie cichy warkot, spowodowany krwią w gardle, jakby się przez chwilę dławił. MIŁOŚĆ! To delikatne, mętne uczucie jest jego porażką. Bez siostry w sercu artysty nie ma miejsca na coś tak pretensjonalnego jak miłość. Wziął kilka wdechów. Nie chciał sobie pomóc, raczej przysporzyć odrobiny bólu. Dopiero po dłuższej chwili mógł ponownie spojrzeć na Yamawaki.
    - Sztuka jest odzwierciedleniem życia, a paradoksalnie chaos jest synonimem porządku – odpowiedział. Sztuka pozwalała mu się uspokoić, rozmowa o tym jakże cudownym wynalazku świata potrafiła koić nerwy, o ile odrzucić od niej wszystko czego nie mógł odczuć.
    - Nie mówmy o moich starych dziełach, ich piękno boli moje serce, nie chcę oszaleć – dodał. Faktycznie nie chciał popaść w jeszcze większe szaleństwo, gdyż nie było już nic poza granicą, na której się znajdował.


    Esam

    OdpowiedzUsuń
  7. - Na razie zacznijmy od prowadzenia normalnych zajęć, później ewentualnie takiej, która wchodzi Ci na głowę. Trudniejsze będzie to pierwsze, więc skupmy się na tym. Uwierz, że druga opcja będzie niesamowicie prosta- uniósł głową nieco wyżej, spoglądając kątem oka na sztalugi uczniów. Było tu wiele beztalenci, najchętniej wyrzuciłby ich za drzwi, bo marnowali jego cenny czas. Kiedyś, gdy edukacja nie byłą tak dostępna, uczniowie o wiele bardziej się przykładali. Odkrywano więcej talentów i żałował, że nie mógł być nauczycielem w tamtych czasach. Odchrząknął słysząc jej pytanie, po czym zaczął kierować się do ekspresu.
    - Znów powtarzamy perspektywę- to powiedział już głośniej na tyle, by usłyszeli go wszyscy- Większość nie potrafi użyć jej na ludziach, więc taki temat dostali. Człowiek, spójrz na tablicę- wskazał dłonią na płótno, które tam wisiało. Jego obraz, dwójki ludzi dzielącą przepaść z wplątaną tam perspektywą. Obok był tego prosty przykład pokazany na prostych liniach i kolorowych kropkach. - Jaką herbatę?- uniósł wyżej dwa opakowania, ziołową i zwykłą. Sam miał zamiar zrobić sobie nową kawę.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  8. Wsypał do kubka trochę herbaty, po czym usiadł na swoim krześle patrząc na to co robi praktykantka. Obraz był z daleka doskonale widoczny, malował go na dużym płótnie i nie było potrzeby podchodzenia do niego bliżej, ale niech jej będzie. Uczniowie jednak podeszli, kazał im to zrobić na początku zajęć, wskazał nawet na drobniejsze szczegóły na które powinni zwrócić uwagę sami. Ale oni tego nie wykorzystali nawet w najmniejszym stopniu. Do tego ich zachowanie, to wszystko sprawiło że Kuro był po prostu zniechęcony. Wolał już pracować ze swoim synem w domu i patrzeć na to, jak rozwijają się jego zdolności. Chociaż był od niech o połowę młodszy, często rysował lepiej od nich i ta myśl go w pewnym stopniu dobijała. Wychował wiele pokoleń młodych artystów, nawet w poprzednim roczniku odnalazł kilku uczniów, którzy malowali względnie. A tu? Najlepiej dla nich, gdyby kazał robić im kolaże z gazet, ale miał wrażenie że i to byłoby dla nich za trudne. Pokręcił głową wzdychając. Czuł, że się tu marnuje. Tylko jeszcze literatura trzymała go w tym miejscu, bo odkąd stracił poprzedni rocznik, sztuka była dla niego udręką. A tak kochał to co tu robili...
    - Podchodź i patrz ile masz ochotę- podał jej herbatę, samemu już podstawiając pusty kubek pod ekspress. Nacisnął przycisk z espresso. Na jej pochwałę uśmiechnął się do niej lekko. Mało kto go chwalił, choć niektóre dzieła były naprawdę... wspaniałe. Kiedyś robiła to Yuuki, teraz albo jego syn, albo Mel gdy już do niego wpadła. Febe chyba nie zrobiła tego ani razu, choć niejednokrotnie widziała obrazy w jego mieszkaniu, gdy jeszcze byli razem.
    - Nie ma problemu, maluj co chcesz. Chętnie zobaczę.- zmierzył klasę, gdy kilku uczniów zaczęło szeptać między sobą. Rzadko teraz widywali go w dobrym humorze, więc było to zastanawiające. Już słyszał te plotki, że po zajęciach będzie pieprzył się z tą praktykantką na biurku. Najchętniej zabiłby tych wszystkich gówniarzy za to co rozpowiadają. Po tym, jak już przestał być z Febe już za dużo sobie pozwolili.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  9. Kuro posłał dziewczynie jeszcze jeden uśmiech, po czym rozłożyć się na swoim miejscu, założył nogę na nogę i obserwował wszystkich popijając swoją mocną kawę. Lekcja mimo wszystko zleciała mu wolno, sam przyłapał się nawet na tym, ze odlicza czas do końca zajęć za co skarcił się w myślach. Z takim podejściem niczego nie nauczy tych dzieciaków. Przejechał dłonią po twarzy i w tym momencie w szkle rozbrzmiał dzwonek.
    - Niech każdy podpisze się swoim nazwiskiem, jakimś bogiem nie jestem więc nie będę zgadywał. Już- ponaglił wszystkich, po czym wstał by podejść do uczennicy, którą gnębili na początku zajęć. Porozmawiał z nią chwilę, powiedział coś o tym, że zgłosi te sprawę wychowawcy i w razie większych problemów, niech do niego przyjdzie. Po tym wypuścił dziewczynę z klasy. Wiedział że niektórzy uczniowie się go boją i ona była właśnie jedną z nich. Prawie potknęła się przy wyjściu, a gdy już przymknęła drzwi, odbiegła w swoją stronę.
    - Połóż byle gdzie, o. Na biurku- wskazał gestem dłoni biurko, po czym zaczął przechodzić się po klasie- Jakieś pytania może?- uniósł brew ku górze, podchodząc do pierwszego obrazu. Nie należał on do praktykantki, a mimo to usiadł przy nim na stołku.- I jeśli możesz, podejdź. Ocenisz to.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  10. - Niektóre jednostki się boją, ale kiedyś było ich więcej. Mam specyficzny sposób prowadzenia lekcji, choć niektórzy uczniowie mnie uwielbiają- przyznał się patrząc na obraz. Twarz kobiety była nieco zniekształcona, broda czy podbródek kobiety był dziwnie wykrzywiony. Następny zawód tego dnia. Czy nie mógł zobaczyć jakiejś pracy, która go usatysfakcjonuje?
    - Nie wiem jak jest lepiej, w szkole są nauczyciele, którzy są wręcz noszeni na rękach, innych nienawidzą. Każdy sposób jest dobry, o ile czegoś uczy. Ja przykładam większą wagę do dyscypliny, szacunku i poniekąd przygotowuje ich do dalszego życia. Bo nie każdy będzie wchodził im w dupę, w pracy czy jak założą już swoje rodziny.
    Przeczesał palcami swoje splecione w koka włosy. Ale musiał przyznać, że drzewa na drugim planie wyszły prawie dobrze, aż uśmiechnął się na ten widok. Co nieco by poprawił, dodał cienie, więcej kolorów i byłoby to lepsze, ale nie mógł aż tak wiele wymagać.
    - Tak sądzisz?- spytał, unosząc brew ku górze- Musimy chyba powrócić do szkicowania ołówkami, w tym miejscu w ogóle tego nie zrobił- wskazał palcem na sukienkę kobiety, w którą była ubrana.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  11. - Mają na to cztery lekcje. Na pierwszej zazwyczaj wykładam cały temat, pokazuje im przykłady, robimy notatki i zaczynają rysunek. Następne są tylko i wyłącznie dla nich, by dokończyli. Zawsze mogą również przyjść na zajęcia dodatkowe i dokończyć, ale jeszcze nikt się nie fatygował- wytłumaczył jej, wyciągając z kieszeni kartkę. Wypisał na niej wszystkich uczniów z klasy, po czym ocenił obraz pierwszego z nich. Ruszył do następnego. - Tak z ciekawości... Ile tobie zająłby czasu dobrej jakości obraz? Ile dni? A może godzin?- przemknął po niej ciekawskim spojrzeniem, zatrzymując się na każdym jej tatuażu jakim widział. Były ładne, jednak nie sądził, ze cokolwiek one oznaczają. Dla niego tatuaż musiał mieć historię, jakiś symbol, musiał przedstawiać dla kogoś ważne wydarzenie... Tatuaże zrobione typowo dla "ozdoby" były dla niego marnotrawstwem pieniędzy, skóry i bólu.
    Przy następnych nawet nie usiadł, po prostu oceniał je na stojąco kierując się w spokoju do obrazu wykonanego przez studentkę. Był ciekawy, co takiego mu pozostawiła.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  12. - Kilka dni- przyznał się szczerze, nie chciał jej okłamywać- Ale najdłużej chyba szukałem scenerii, jaką chciałem uchwycić. Myślałem o czymś zwyczajnym, jak kobieta leżąca na łące jednak wydawało mi się to zbyt proste. I później pomyślałem o przepaści, pęknięciu w ziemi i dwójce osób po przeciwnych stronach. Ten obraz wymagał namysłu i chyba właśnie dlatego jestem z niego dość dumny, przynajmniej nie trafi na śmietnik jak poprzednie.
    Usiadł przy obrazie praktykantki, unosząc jedną brew ku górze. Dziewczyna nie wyglądała na taką śmiałą, wręcz przeciwnie, a tu proszę. Obraz przedstawiał nagą, kobietę. Uśmiech pojawił się na jego twarzy, zerkając to na obraz, to na studentkę.
    - Ładnie Ci poszło, winszuje- przybliżył twarz do płótna wciągając do płuc mocniej powietrze razem z zapachem świeżej farby.- Co chcesz z nim zrobić? Mogę Ci go odstawić koło mojego biurka, tam nikt nic nie rusza, więc będzie bezpieczny. Możesz go oczywiście zabrać, nie zapłacisz ani za płótno, ani za farby... Szkoła wszystko refunduje, więc potraktują to jako Twoją praktykę.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  13. Uśmiechnął się do Rei słuchając tego co ma do powiedzenia.
    - Niech będzie, schowam go w swojej szafie, a w razie czego gdybyś zmieniła zdanie przyjdź po obraz w każdej chwili- wstał ze swojego miejsca, ruszył do okien by je lekko uchylić. Tak przynajmniej obrazy szybciej wyschną.- Ogólnie. Za kreskę, ujęcie tematu, wykonanie, oczywiście proporcje... i tą nieszczęsną perspektywę. Dlatego nie ma dobrych ocen- podrapał się po głowie patrząc na dziennik. Musiał wpisać te przeklęte oceny, a nie było czym się chwalić. Dwójki, może kilka trójek ale szału w tym wszystkim nie było. A może był za surowy i wymagający?
    Szybko podszedł do biurka po dziennik, po czym na nim usiadł otwierając na interesującej go stronie.
    - Chodź, podyktujesz mi oceny- wystawił do niej dłoń z kartką, na której były wypisane wraz z nazwiskami.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  14. Kuro uśmiechnął się z nostalgią na wspomnienie tej jednej uczennicy z którą miał przyjemność mieć zajęcia. Ich znajomość i relacja była taką, o której marzył chyba każdy nauczyciel. Przyłapał się nawet kiedyś nad tym, że tylko dla niej przychodził na zajęcia, tylko po to by zobaczyć jak siada przed płótnem czy kartką i zaczyna swój proces tworzenia. Był nią w pewien sposób zafascynowany, gdy siadała do kartki wpadała w szał tworzenia, wyglądając przy tym.. jak prawdziwy artysta można by rzec. Te ołówki we włosach, poplamione spodnie farbą czy buzia, bo często wsadzała sobie między wargi umazane pędzle. I rysunki... Nie ograniczała się nigdy, zawsze dbała o najdrobniejszy szczegół, a jej każda praca była na poziomie jego samego. Choć była o tyle lat od niego młodsza, bo miała może 16. Podziwiał ją, często wzorował się na jej pracach i była jego oczkiem wśród uczniów. Była diamentem, który sam oszlifował... a następnie stracił bezpowrotnie. Spuścił wzrok na dziennik, odkładając długopis za ucho.
    - Była jedna uczennica- przyznał cicho uśmiechając się i patrząc na swoją dłoń.- Niesamowita, utalentowana, zawsze chętna do tworzenia, pilna, inteligentna. Miałem przyjemność uczyć ją na początku swojej kariery, chyba jedyne moja perełka w karierze jako nauczyciel- odłożył dziennik, zwracając twarz na Rei- Miała ogromny talent, naprawdę ogromny. Uwielbiałem z nią pracować, ona ze mną, dogadywaliśmy się lepiej niż... stare małżeństwo! Zawsze siadałem nie daleko jej i wpatrywałem się jakie cuda tworzy. Często też nuciła, miała piękny głos.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  15. Uśmiechnął się do Rei nieco cieplej, jednak w głowie miał swoją blondwłosą uczennicę, która tworzyła. Nie chciał rozstawać się z tym obrazem, jednak dzwonek przerwał ich przyjemną rozmowę. I jego wyobrażenia. Ocknął się zaraz, patrząc na Rei po czym machnął ręką.
    - Nie ma problemu, teraz i tak znów mam tu zajęcia. Literaturę mam dopiero jutro, więc- wzruszył ramionami patrząc uważniej jak poprawia ubrania.- Ah i na przyszłość. Te tatuaże są naprawdę cudowne, jednak nie wszystkim się pewnie spodobają. Zwłaszcza jeśli jesteś dopiero praktykantką, ktoś może się o to przyczepić. Radzę Ci, abyś po prostu je zakryła.
    On sam swoje tatuaże miał dobrze zakryte. Ciemna koszula sprawiała się doskonale, nawet jeśli było mu w niej potwornie gorąco. Jednak to była szkoła, miejsce publiczne i obowiązywała tu pewna etykieta co do ubioru i na pewno nie powinno pokazywać się pokolorowanego ciała. A nie chciał, by Rei miała problemy, wiedział doskonale jak studentom jest ciężko. Sam kiedyś nim był, może i w innych czasach, ale nadal było ciężko.
    - Mimo wszystko, było miło. Ach- sięgnął po teczkę, z której zaraz wyjął kilka kartek papieru- Materiał na następną lekcję, jest temat i ogólnie... wszystko co będzie dotyczyło następnej lekcji. Może się przyda. - podał jej pliczek kartek.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  16. - Będziesz przychodziła do tej konkretnej klasy co dzisiaj. Więc, widze Cię za jakiś czas na zajęciach- uśmiechnął się do niej wstając z biurka, by sięgnąć po zimną już kawę, której i tak się napił- Do zobaczenia- odprowadził ją spojrzeniem do drzwi, a gdy wyszła wziął głębszy oddech. Czekała go nie mała przygoda. Nigdy w życiu nie miał praktykantki pod swoimi skrzydłami.

    Yumi szedł wzdłuż długiej alejki w poszukiwaniu kredek, które miał na wyświetlaczu w telefonie swojego ojca. Kuro stał trochę od niego oddalony, patrząc na to jaki mają asortyment farb oraz markerów. Chciał sprezentować synowi jego pierwszą kolekcję narzędzi do tworzenia, bo chłopak wykazywał dość spory talent jeśli chodziło o sztukę. A ciągle podkradał mu jego narzędzia, czasem nawet je niszcząc. Nie był o to zły, wręcz przeciwnie, cieszył się że tak rwie go do rysunku choć szkoda było mu swoich mazaków za ponad dwieście setek. W koszyku już mieli trochę narzędzi, takich które wydawały się Kuro najodpowiedniejsze dla chłopca, no i w miarę tanie by miał się na czym uczyć. Później miał zamiar inwestować w jego talent większe pieniądze. Dla siebie kupił oczywiście markery marki Copic, bo ostatnimi czasy nawet więcej zaczął z nimi pracować. Zwłaszcza, że dostał duże zamówienie na postacie kreskówko we, które później ma namalować na ścianie. Na razie były to tylko projekty, ale wolał zrobić je dobrze. A te markery nadawały się do tego idealnie. W przeciwieństwie do farbek.
    Włożył do koszyka małą paletkę pędzli i farby, wraz z paletą. Ołówki już mieli, tak jak zwyczajne, białe kartki i kilka gumek do ścierania.
    - Te?- chłopiec uniósł wysoko pudełko kredek na co Kuro szybko zwrócił uwagę.
    Pokręcił głową.
    - Szukaj innych, te są beznadziejne- przyznał uśmiechając się do niego dość ciepło. Yumi spojrzał na pudełko jeszcze raz, szybko je odłożył i znów wlepił wzrok w wyświetlacz. Gdy poczuł wpadajacy na niego ciężar, odwrócił się do kobiety, a na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. Jej się nie spodziewał.
    - Nie ma problemu- przeleciał wzrokiem po jej sukience, ale jego wzrok zatrzymał się na farbach- Zakupy?- spytał wskazując głową na farby.

    [ Chyba jednak się nie odmienia tej marki xD]
    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiwnął do praktykantki głową zerkając jeszcze na to co kupiła. Przez chwilę nawet zastanawiał się nad tym, czym najchętniej tworzy, jednak zaraz potem usłyszał głos Ines. Spojrzał na swoją córkę jak biegnie do Yumi'ego, który w dłonie wręczył mu telefon i wziął w ramiona swoją młodszą siostrzyczkę.
    - Cześć Ines- przycisnął ją do siebie mocniej na powitanie, tak jak Rahima choć on był oczywiście mniej chętny. Nie przejął się tym za bardzo, wiedział jaki jest chłopiec, jak stroni od towarzystwa i jest istnym oczkiem w głowie swojej mamy.- Cześć Rahim, urosłeś- zagadał chłopca, gdy już się od niego oderwał. Ramieniem nadal przyciskał do siebie siostrę.
    Kuro czuł się w tym wszystkim zmieszany, niby miał w miarę w porządku relacje z Febe, ale z dziećmi... Ines nie zwróciła nawet na niego uwagi i naprawdę go to zabolało. Chciał się z nią przywitać, ale doskonale wiedział jak mogła zareagować.
    - Cześć Febe- przywitał się z nią, jednak wzrok bardziej skupił na Rahimie. Wystawił mu dłoń, tak jakby chłopiec miał przybić mu żółwika i czekał, aż się przełamie. - Ale urośliście- zwrócił się do maluchów, stawiając koszyk z zakupami na ziemi, by w razie czego mieć wolne ręce. Na obie kobiety już nie bardzo zwracał uwagi, uśmiechał się szeroko jedynie do trójki swoich dzieciaków, które zajęły się sobą.
    - Febe, zobacz! Tata kupuje mi rzeczy do malowania- Yumi wskazał na koszyk, szybko wyciągając z niego rzeczy, które najbardziej mu się podobały. Nawet wręczył je w dłonie Rahima, by przyjrzał im się bliżej. Kuro pogłaskał syna po głowie widząc to, jak stara zagadać młodsze rodzeństwo.
    Cieszył się, że Rei przywitała się w taki, a nie inny sposób.
    - Dostałem w końcu praktykantkę pod skrzydła- zaczął w końcu tłumaczyć Febe, wskazując na japonkę gestem dłoni-Przyszła nawet jedna od numerologii, szkoda że nie uczysz, bo trafiłaby się Tobie.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  18. Kuro nie spodobał się fakt, że Ines właśnie tak się o nim wyraziła. Był zły, jednak nie dał po sobie tego pokazać, wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się do Febe. Będzie musiał w najbliższym czasie sobie z nią porozmawiać i z dziećmi. Musiały wiedzieć, kto jest ich prawdziwym ojcem. Miały go na wyciągnięcie ręki, był tu! A one uważały jakiegoś kochasia Febe za tego, kto dał im życie.
    Yumi machnął im na pożegnanie.
    - Cześć- krzyknął jeszcze za nimi, na co Kuro westchnął.
    - Wybacz za to- powiedział od razu do Rei, patrząc na nią przepraszająco. Gdyby miał bliższe kontakty z dziećmi, pewnie by do tego nie doszło, a gdyby nawet, sprałby skórę małej gówniarze za tak niemiłą odzywkę. Patrzył uważnie na to, jak Rei zagaduje chłopca, choć on nie był tym przejęty. Chyba po prostu się przyzwyczaił.
    - A co wystawiają?- zapytał.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  19. - Chętnie pójdziemy, co nie młody?- odezwał się Kuro, gładząc jeszcze syna po głowie.- Tylko dokończymy zakupy, bo musimy jeszcze znaleźć jedne kredki dla Yumi'ego... Właśnie.- chwycił chłopca za ramiona tak, by stał na przeciwko niego- Rei, Yumi. Mój pierworodny- uśmiechnął się do niej lekko, za to chłopiec wyciągnął w jej stronę rękę, w ramach powitania. Przypomniał sobie, że przecież jeszcze go nie przedstawił.
    - Miło panią poznać- Yumi chwycił za dłoń kobiety, lekko ją ściskając po czym wycofał się dość szybko. - I pójdziemy! - pokiwał głową do ojca z szerokim uśmiechem. Kuro miał nadzieję, że wystawa okaże się odpowiednia dla dziecka w jego wieku. Wiedział, że niektórzy artyści mają bardzo wiele wyobraźni i zwykłe sceny mogli przedstawić w bardzo dziwny sposób. Zwłaszcza myślał tu o performansie, ale też w sztuce znajdowali się tacy, co w pewnym stopniu odchodzili od zwykłej normy co do interpretacji dzieł. Nie raz widywał obrazy o tematyce typowo "dziecięcej" w wydaniu dla dorosłych.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  20. Rei nie miała za co przepraszać. Jego szaleństwo objawiało się inaczej za każdym razem i, za każdym razem inny temat je budził, a raczej uwidaczniał, zdzierał delikatną maskę, którą Setan starał się usilnie tworzyć. Nie był zdrowy na umyśle, ale jego pozycja pozwalała mu uniknąć różnych środków leczenia. Musiał jedynie regularnie chodzić na terapie, która tak naprawdę nie przynosiła żadnych większych rezultatów. Spojrzał na dziewczynę. Nie był zły na nią. Był zły na przeszłość. Na brzydotę, która go dotknęła, na zgliszcza, które zostawili po sobie ludzie. Ah, wymordowałby ich wszystkich dla świętego spokoju. Wziął kolejny wdech, słuchając jak dokańcza jego melodie. Brzmiało to dość dobrze, chociaż on zmienilby końcówkę. Zagrał to samo, jednak pod koniec zszedł na ciche dźwięki, aby całość brzmiała jak pewny chód żołnierza. Gdy już dojdzie do celu, z impetem stawia na ziemi swój karabin. Broń, którą wymierzy wkrótce sprawiedliwość. Pewność z jaką to robi jest porównywalna do tej, którą ma Esam, gdy gra. Bez żadnych wątpliwości. Piękno chodzi krętymi drogami, ale podążać za nim należy pewnie.
    Jej cytaty był znany. Esam czytał już tę książkę, kilka dobrych lat temu, ale pamiętał to pióro. Te słowa wypowiedziała okrutna kobieta, równie pewna co ta melodia. Po trupach dążyła do celu, ale czy miała rację w swoich słowach? Oh, w jego przypadku z pewnością. Kiwnął głową uznaniem.
    -Rzadko ktoś czytuje mistrzów Europy wschodniej, poza ich rodakami, ale Ty nie należnych do nich. Jesteś prawdziwym koneserem. Szanujesz sztukę i piękno, w każdej krasie. Jesteś wyjątkowym pąkiem róż, w tym ogrodzie. Chętnie zobaczę Twój rozkwit - powiedział z prawdziwym szacunkiem. Ta młoda artystka podobała mi się coraz bardziej z każdą chwilą. Mądra, uzdolniona, rozumiejąca piękno - cudowna. Wystarczy tylko odpowiednio pielęgnować taki kwiat, aby swym urokiem przyćmił wszystkie amatorskie kwiaty, które czasami nie powinny nawet rozkwitnąć.
    -Umiem grać na każdym instrumencie, poza niektórymi profanami prawdziwej muzyki - odpowiedział. Prawdopodobnie skłamal, gdyż jako syn greckiej muzy automatycznie posiadał talent do gry na wszystkim, poza nerwami, ale niektórych po prostu nigdy nawet nie dotknął.

    Esam

    OdpowiedzUsuń
  21. Przysłuchał się kolejnej partii, nieco się krzywiąc słysząc osiem sekund, zamiast czterech. Wolał tworzyć po cztery sekundy. Cztery było liczbą idealną do wszystkiego. Mimo wszystko zapamiętał cały układ nut. Być może stworzy coś z tego, jeżeli czymś jeszcze się zainspiruje. Tutaj nie było nic na tyle godnego uwagi, poza tym skromnym pąkiem kwiatu, który niebawem zapewne rozkwitnie. Pod jego okiem? Obejrzał ją jeszcze raz. Tak, miała niezwykły potencjał, jednakże tutaj nie dało się myśleć dostatecznie dobrze, aby mógł wyobrazić sobie ten proces w pełni. Potrzebował do tego miejsca, w którym uroda mogła swobodnie egzystować. Tutaj to było wręcz niemożliwe. Tyle dobrych instrumentów uwięzionych z profanami. Żałosne.
    -Wolałbym porozmawiać o tym w innym, bardziej przyzwoitym, miejscu - stwierdził. Nie miał najmniejszego pojęcia dlaczego przyszedł do sklepu skoro brzydził się tego miejsca. Nie umiał tego wyjaśnić i tyle. Sam uśmiechnął się nieco, widząc jej uśmiech, chociaż ona nje mogła tego dostrzec. Podobała mu się. Niewinna, a jednocześnie muzyka, którą tworzyła była pewna, jakby widziała czego chce. Posiadanie takiego kwiatu, ah, chyba tego pożądał. Wyszkolić ją, pomóc, a następnie wprowadzić do swojego teatru.
    - Co powiesz na Ogród Bohemy? Jego piękno zawsze mnie inspiruje - zaproponował.

    Esam

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie widział, a raczej nie interesował się pięknem fizycznym. Ważniejsze dla niego było piękno, jakie dana osobowa wydobywała z instrumentów. Rei równie dobrze mogłaby być trędowata ze swoim talentem. Grunt, aby był godny uwagi. Esam nie był przystojny od wielu lat, a jednak był w stanie stworzyć piękno. Przyglądając się dziewczynie oceniał na ile ona jest w stanie ów piękno wydobyć z instrumentów. Każdy, najdrobniejszy gest pokazywał mu czy aby się nie pomylił co do niej. Oczywiście mogło to wyglądać zgoła inaczej, jednakże on nawet tego nie dostrzegał. Każda czynność, którą wykonywał była dla niego równie oczywista co oddychanie. Inni zazwyczaj i tak bali się zwrócić mu uwagę, za względu na jego napady agresji.
    -Flet? - zapytał. - Nie, nie, nie. Jeszcze nie. Najpierw muszę wiedzieć więcej o Twoim postrzeganiu sztuki, potem będę miał flet - wyjaśnił, kierując się w stronę drzwi. Musiał dowiedzieć się wystarczająco dużo o jej preferencjach i upodobaniach. Jeżeli posiadała w sobie coś niegodnego - nie będzie mógł jej uczyć. Otworzył drzwi, wyprowadzając ich na dwór.
    - Wielka szkoda. Są piękne i inspirujące. Każdy artysta powinien tam bywać. Dlaczego wcześniej tam nie poszłaś? - zapytał, gestem wskazując jej odpowiedni kierunek. Tradycyjnie szedł swoim własnym tempem, które wytyczały cztery sekundy. Wolniej, a następnie szybciej. Każdy krok stawiał pewnie, niczym łowca szukający ofiary, chociaż w tym momencie nie myślał o niczym takim.


    Esam

    OdpowiedzUsuń
  23. Przyjemności? Jedyną przyjemnością na jaką mógł sobie pozwolić, był moment, w którym rozpoczynał swoją sztukę. Moment, w którym unosi swoją batutę do góry, aby dyktować tempo muzyce, natomiast ta dyktowała aktorom co mają robić. Przelewał na nich agonię swojego życia, ukazywał ból, cierpienie, a także pasję, miłość, szczęście, nienawiść. Łączył ze sobą każdą skrajność z taką łatwością, z jaką robiło to życie. Dreszcz, który wtedy czuł, był oznaką niezwykłego podniecenia, które odczuwał z każdą idealnie zagraną nutą. Perfekcyjność w każdym calu. Euforia występu, bez której nie może żyć, a która jednocześnie doprowadza go do szalu za każdym razem. Za każdym razem musiał się uspokajać. Zamykać w ciemnościach, byleby nie ranić nikogo poza sobą. Zdarzało mu się widzieć ostateczne piękno w śmierci, którą chciał nieść. Ledwo się powstrzymywał. Ledwo.
    - Moją przyjemnością jest perfekcyjna sztuka, jeżeli ją zdobędziesz, będziesz dawać mi tę przyjemność, chociaż już teraz potrafisz to zrobić - odpowiedział, idąc w stronę ogrodów. Słuchał każdego jej słowa. Miała tak melodyjne głos, jakby został stworzony do rozsławienia na wielkiej scenie. Cóż, za utalentowana dama! Wziął głęboki wdech, gryząc własne usta - do krwi, jak wcześniej. Teraz jednak zlizał powoli i uważnie szkarłatną ciecz, czerpiąc przyjemność z ich dialogu. Dawno nie poznał tak godnej rozmówczyni.
    Śmierć? Zacisnął dłonie. Na jego zdrowej, prawdziwej, dało się zauważyć zbielałe kostki. On też obiecał coś swojej siostrze. Khilana chciała, aby Esam nigdy nie zapomniał o ich pięknej sztuce, potędze muzyki, którą tworzyli, i którą nadal ma tworzyć. Robił to, jednak bez niej wszystko było pełne bólu, a katorga, którą poświęcał, aby nuty nie brzmiały pusto, czasami była nie do zniesienia. Spojrzał uważniejszym wzrokiem na Rei.
    - Jaką obietnicę? - zapytał, zbliżając swoją twarz. Znajdowali się już przed ogrodem, a Esam czuł cudowną woń różnych, egzotycznych oraz tradycyjnych kwiatów. Złapał jej dłoń.
    - Potrafię zrozumieć wiele, o ile moje zmysły nie są zmącone, wtedy potrzebuję sztuki - wyjaśnił.

    Esam

    OdpowiedzUsuń
  24. - Mam nadzieję, że nie zobaczy nic nieodpowiedniego. To jeszcze dziecko- pogłaskał syna po głowie, uśmiechając się do niego półgębkiej.
    - Jestem dorosły- oburzył się Yumi, zakładając obrażony dłonie na klatkę piersiową- Nie jestem dzieckiem- zrzucił dłoń ojca ze swojej głowy, bo ten właśnie tam ją ułożył drapiąc go po długich, gęstych włosach i spojrzał na Ray szukając w niej pomocy. Był dorosły, skoro nie, to dlaczego już podobała mu się jakaś dziewczyna? Dał jej przecież miska, a to już coś znaczyło!
    - Jasne...- westchnął Kuro, patrząc przepraszająco na kobietę.- Pójdziemy od razu po zakupach, czy będziesz musiała się przygotować jakoś specjalnie?- spytał, poprawiając plecak na swoim ramieniu. On był gotowy, na to by wrzucić przybory do plecaka i pójść z nią na tą wystawę. Nie wyglądał źle, tak samo Yumi. On w swojej białej koszuli, Yumi ubrany dość schludnie.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  25. - Tu masz rację, z tym doszukiwaniem się sprośności we wszystkim. Jednak tym cechuje się chyba ten wiek, że wszystko kręci się wokół seksu- powiedział bez krępacji, zmierzając za kobietą w stronę kas. Yumi zagarnął po drodze jeszcze jedne farby, które wrzucił do koszyka myśląc, ze ojciec tego nie zauważy. On miał jednak oczy do okoła głowy i widział co robi jego syn, ale nic nie powiedział. Nie chciał zabraniać mu takich rzeczy, zwłaszcza że one będą rozwijać talent chłopca.
    - Zobaczysz moje kreski!- chłopiec podszedł bardziej do Rei, gdy o tym wspomniała. Może nie tworzył takich dzieł jak jego ojciec, ale ten często go chwalił, a jego umiejętności rosły z rysunku na rysunek. Rei powinno się spodobać to co rysował, a były to najróżniejsze i bardzo kreatywne rzeczy. Od kosmitów czy różnorakich zwierząt, po cudne krajobrazy, jakie widywał nie raz w książkach czy na fotografiach ojca.
    Szybko zapłacili za przybory. Kuro przepuścił te dwójkę drzwiami przytrzymując przedtem drzwi, niczym prawdziwy gentelman, a słysząc jej pytanie zdziwił się nieco.
    - Dlaczego niby miałoby to łamać zasady nauczania?- uniósł brew ku górze.- Zabronić Ci używanie tej umiejętności nie mogą, wielu nauczycieli korzysta ze swoich. Kobieta od numerologi miewa wizje, co później wykorzystuje podczas zajęć, nauczyciel WF-u jest niezwykle szybki i również z tego korzysta. Wiec dlaczego miałabyś tego nie robić? Sam pomysł jest dobry, jednak nie do przesady. Zawsze to żywa forma prezentacji, bez komputera ani projektora- uśmiechnął się w jej stronę.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  26. Esam nie żył tylko muzyką. Co prawda skupiała ona sporą część jego życia, ale była równie ważna co teatr. W obu tych dziedzinach artystycznych wyłaniało się największe piękno, idealnie łączyło inne kunszty, ukazując każdy aspekt życia w sposób iście nadobny. Muzyka, dźwięki tworzące obraz przed oczyma słuchacza. Odpowiedni zapis nut potrafił namalować w cudzej głowie nie tylko pejzaż księżyca w pełni nad jeziorem. Muzyka tworzyła również historię, jej bohaterów. Opowiadała życie. Wystarczyło tylko uważnie słuchać. Teatr z kolei był miejscem, gdzie to istota potrafiła tworzyć sama, korzystając tylko z tego, czym została obdarzona w dniu narodzin. Aktorzy nie bez powodu z taką troską dbali o swoje struny głosowe. Ich piękno zależało od perfekcji, którą potrafili ukazać swoim ciałem, które stworzone idealnie musiało być pielęgnowane przez cały życie, aby ten łez padół go nie wyniszczył. Zaniedbanie swojej własnej, żywej świątyni było jednym z najcięższych grzechów. Setan doprowadził swoje ciało do zniszczenia. To była zbrodnia, którą usprawiedliwiał sam przed sobą, chociaż inni starali się okazać mu zrozumienie. Oczywiście Khilana zasługiwała na to, aby ją pomścić. Nie żałował. Zaprawdę, nigdy ani przez sekundę nie żałował swoich protez oraz zniszczonego ciała. Tak, był szkaradny. Brzydził się siebie. Mimo wszystko jego cudowna, idealna siostra zasługiwała na to tragiczne poświęcenie. Pogrom odebrał mu większość rozkoszy, jakimi wcześniej się raczył. Przez rok musiał przyzwyczajać mechaniczne palce do delikatności instrumentów. Tak długo uczył się tego lekkiego dotyku na nowo, a szargany chorobą po utracie najbliższej osoby umysł nie był skory do szybkiego przyswajania wiedzy. To była katorga, najgorsza tortura. Latami szukał ukojenia. Za każdym razem znajdował je w umiłowanych dziedzinach sztuki. Moment, w którym rozpoczynał się niezwykły spektakl, gra nut i świateł. Był to najlepszy balsam na pulsujące nerwy, przekrwione oko, które niedokładnie postrzegało rzeczywistość.
    Chłonął zmieszaną woń kwiatów do nozdrzy. Mimo, że mieszanka była nad wyraz chaotyczna, potrafił poczuć lekki spokój. Rozmowy o śmierci zawsze przynosiły mu na myśli Khilanę; wtedy nie sposób mu było trzeźwo myśleć. Musiał szukać odskoczni, aby nie dostać jakiegoś napadu rozpaczy. Gazety już nie raz prześmiewczo traktowały jego stan. Kpiły z ran na jego duszy, których nikt jeszcze nie zdołał zasklepić. Z ran, które z każdą kolejną wiosną się pogłębiały. Rozkwitające kwiaty, które z taką nabożnością oglądał, gdy przyroda leniwie budziła się do życia. O tej porze znalezienie takich pąków było wręcz niemożliwością. W Bohemie znajdowało się kilka kwiatów, ale i te w końcu rozkwitały, szczycąc się swoją nadobną, dojrzałą formę. Często były piękniejsze niż prosty, aczkolwiek kolorowy pąk. Jednak to moment rozkwitu był dla mężczyzny pokazem piękna. Delikatny, niewinny pąk, który dopiero wkraczał na swoją dorosłą ścieżkę… Narodziny ideału. Zjawisko, któremu przyglądanie się stanowi najwyborniejszą rozrywkę. Właśnie tym była dla niego Rei. Ulubionym zjawiskiem, którego pragnął obserwować. Nawet jej uroda, tak filigranowa, jak postać serafina, który nie zstąpił z rajskich ogrodów, była niesamowitym zjawiskiem, które dodawało uroku całemu procesowi. Trzymając ją za rękę, zrobił kilka kroków w stronę ogrodów. Jej oczom ukazała się ścieżka, którą z obu stron otaczały okrągłe grządki białych i różowych chryzantem. Przed kwiatami znajdowała się soczyście zielona, świeżo skoszona trawa, która również emanowała przyjemną dla nozdrzy wonią. Ścieżką była zwykła szara, wydeptana dróżka, która nie przykuwała wzroku. Pozwala dojrzeć piękno kwiatów. Alejka była urządzona w ten sposób na kilka dobrych, długich metrów. Za nią znajdował się drewniany most, który jak granica oddzielała chryzantemową aleję od reszty ogrodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mężczyzna zamarł, gdy brunetka dotknęła jego maski. Zagryzł wargę, czując jak serce na chwilę przestaje mu bić. Jakiej intencji by nie miała – ten gest był czułością. Czułością, której od lat nie zaznał. W środku uczył dziwne, ale przyjemne ciepło, które wolno rozchodziło się po całym ciele mężczyzny.
      - Drwiny wobec osoby tak utalentowanej są przejawem zwykłej, prostackiej zazdrości. Nie każdy może być prawdziwym artystą, a profani i ich żałośni fani nie są w stanie tego pojąć – odpowiedział po chwili, zabierając jej dłoń ze swojej maski. Bogowie wiedzieli jak bardzo podobała mu się ta chwila i jak łaknął jej przedłużenia. Właśnie z tego powodu to przerwał. Był postacią tragiczną, skazaną na wieczne cierpienie. Miał jedynie kilka uciech, na które mógł sobie pozwolić. Nie powinien poszerzać ich o ciepło drugiej osoby. To byłoby zbyt niegodne. Niegodne dla niego. Miał przecież plugawą krew na rękach.


      Esam

      Usuń
  27. Maski Esam nie wykonał własnoręcznie. Nie miał pełnej władzy w rękach, gdy prosił o jej wykonanie. Zaprojektował cały jej wygląd oraz ozdobił, jednakże najwięcej pracy włożył w nią, żyjący jeszcze, rzemieślnik z Gildii. Faktura, oraz wszystkie krawędzie maski były jego dziełem. Naprawdę udanym. Przedmiot doskonale zasłaniał całą szkaradę artysty i robi to do dzisiaj.
    Esam przyglądał się kwiatom z daleka, analizując przy okazji każdy, pełny gracji ruch Japonki. Wyglądała niezwykle spokojnie oraz radośnie, chociaż chryzantemy były symbolem śmierci. Dla Setana śmierć była jednym z najważniejszych momentów życia. Jej okoliczności, to jak pożegnanie się z życiem wyglądało, było zwieńczeniem całego żywota danej istoty. Piękne życie zaslugiwalo na piękną śmierć. Pogrom odebrał ten przywilej wielu prawym osobom. Oh, jak on nienawidził za to ludzi. Dokonali tak wielu zbrodni, a on nie mógł dostatecznie im się odpłacic. Jakież to smutne i żałosne. Chryzantemy były kwiatami o niezwykłej urodzie. Nie dziwił się, że zrobiono nimi groby.
    - Ci, którzy odeszli również zasługują na piękno na tym świecie. Chryzantemy idealnie spełniają się w tym zadaniu. Każda barwa mówi bliskim, których już nie ma inne rzeczy. Każda barwa wyraża inny rodzaj tęsknoty i miłości - wyjaśnił z oddali. Nie podchodził, aby mieć oko na kobietę. Z każdą chwilą czuł coraz bardziej, iż powinien wziąć ją na naukę. Zdawała się mieć niezwykły talent, na dodatek ten światły umysł. Wystarczyło stopniowo dodawać do niego coraz więcej, aby nie utknął w miejscu. Wszyscy kształcą się całe życie. Starsi stawali się mentorami młodych, aby mogli wskazać odpowiednią ścieżkę początkującymu artyście.
    Nie reagował na ponaglania dziewczyny. Był we własnym świecie. Aranżowal w myślach jej naukę, występy. Przyozdabial czarne jak noc włosy białymi płatkami kwiatów. Ubierał ją w niewinność, która rozkwitała w jej delikatnej duszy.
    -Stąd widzę je doskonale. Poza tym, Twoja niewinna uroda idealnie komponuje się z delikatnymi kolorami kwiatów. Widzę niezwykle urokliwy pejzaż z tej perspektywy. Młoda artystka, która szuka inspiracji w ukochanych kwiatach. Ten widok mnie inspiruje. Przypomina o moich własnych początkach, gdy zza kulis oglądałem rozkwitających, utalentowanych aktorów. Rzeczywista całość jest tak nostalgicznie podobna do tych minionych dni... Naprawdę chciałbym Cię uczyć swojego postrzegania sztuki - wyrzekł, po każdym zdaniu robiąc przerwę na cztery sekundy, aby dać sobie czas na złapanie powietrza oraz wszystkich niezwykłych obrazów.

    Esam

    OdpowiedzUsuń
  28. Kuro spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.
    - Również pochodzę z Japonii, w dodatku z tej, która była jeszcze bardziej tradycyjna niż teraz, a nie mam takich problemów. Przejdzie Ci to z wiekiem, uwierz- mruknął do niej.
    Galeria wyglądała imponująco, może nie dorównywała tym, na których dawno bywał, ale i tak cieszyła oko. Jednak to obrazy go nie zachwyciły, były zbyt proste jak na jego gust, zbyt nowoczesne, a takiej sztuki nie lubił. Trzy kreski na krzyż nie były niczym artystycznym, wolał bogate, zdobione twory przedstawiające jakąś historię. Namalowaną ze szczegółami, wszystkimi ozdobnikami, stworzone pewną, dobrze stawiającą kreski ręką. Nie ten szajs, który najczęściej pokazuje się teraz. Oby tylko nie żałował wizyty w tym miejscu. Podszedł do pierwszego obrazu patrząc na niego nieprzychylnym okiem. Serio? But?
    - "Babie lato"...- westchnął widząc sam tytuł.- Mogliby o wiele bardziej się postarać... Ale czego ja oczekuje od sztuki współczesnej. Boje się tylko tego, w którym kierunku zmierza sztuka.
    Przyłożył palce do skroni przechodząc do następnego obrazu. Podobno wszystko miało przedstawiać bajki w szerokim pojęciu, a na razie nie widział nic z nim związanego.
    Jego uwagę przykuł jeden obraz, a raczej komiks przedstawiającą młodą, blond włosą dziewczynę w kaftanie bezpieczeństwa przed i po tym, jak wzięła jakieś dziwne pigułki. Po pigułkach widziała różne, dziwne rzeczy. Jak właśnie gąsienica z papierosem, biały królik z zegarkiem... Ciekawe, bardzo ciekawe.
    - Ten jest ładny- zauważył, pokazując kobiecie obraz.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  29. Kuro nie zareagował wcale na dotknięcie jego ramienia, czy zwrócenie się do niego na "Ty". Przyzwyczaił się do takich rzeczy, nie robiły na nim wrażenia, póki ktoś mu się nie spodobał i sam zaczął reagować odpowiednio. Z Rei tak nie było. Kobieta nie działała na niego, a nawet jeśli by mu się spodobała, nie mógłby. Była jego praktykantką, a nie kobietą która rozłożyłaby się dla niego na biurku. Wiedział, iż się szanuje i by na to nie pozwoliła.
    Spojrzał na obraz z nieukrywaną ciekawością. Kojarzył tą bajkę, sam oglądał ją kilka razy i była jedną z wielu, która podbiła jego serce. Anastazja. Może była tak piękna dlatego, iż mówiła w połowie prawdę? Opierała się głównie na tragedii rodziny Romanowów, niejednokrotnie czytał o tym fakcie.
    - Piękna bajka, szkoda że oparta na kłamstwie- spojrzał na Rei z lekkim uśmiechem. Samo dzieło było pięknie wykonane, w drobnych szczegółach, do tego te stonowane kolory. Podejrzewał, iż specjalnie nie miała rzucać się w oczy.- Ale takie są najpiękniejsze.- sam położył dłoń na ramieniu kobiety, zaciskając się na nim lekko palcami. Musiał kiedyś powrócić do tych bajek, wszystkich, ale szczerze nie miał z kim. Sam, stuletni już facet, nie usiądzie przed telewizorem i nie zacznie oglądać sobie księżniczek. Yumi wyrósł z takiego typu rozrywki, może jeszcze Ines... Ale z nią miał słabe kontakty, jak już widziała.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  30. Esam oddał się zadumie właśnie dzięki Rei. To jej postawa obudziła w nim stare wspomnienia i myśli. Sprawiła, że wyrywały się z ukrytych zakamarków pamięci, delikatnie muskając jego świadomość, by z każdą sekundą przechodzić w coraz to żywsze obrazy, wizje. Słuchał więc jej słów z uwagę oraz niezwykłą ciekawością, biorąc pod uwagę fakt, iż to on miał być mistrzem, a ona uczniem. Nie mógł jednak unosić się czymś tak błahym jak próżna duma, żądająca szacunku za nic. Jeżeli ktoś go inspirował, bądź mówił ciekawie mógł być nawet żebrakiem. Piękno fizyczne nie mogło być jedynym wyznacznikiem pozycji społecznej istoty. Cudze słowa niosą ze sobą niewyobrażalną wartość, przynajmniej te słowa, dla których warto na chwilę się zatrzymać, przymknąć oczy i po prostu słuchać. Wziął wdech, przyglądając się chryzantemom. Nadal z oddali, aby uchwycić całą panoramę. Szczegóły pamiętał jeszcze z wczoraj. Nie dopatrzył się, aby jakiś kwiat rozkwitł czy zwiędnął, więc przyglądał się całości obrazu. Rei wkomponowywała się w niego wręcz idealnie. Była delikatna i piękna jak rośliny, które tak kochała. Niejednoznaczna, niedoceniona, przynajmniej nie jeszcze, aczkolwiek Esam pragnął zrobić z niej prawdziwą gwiazdę estrady. Artystkę, której talent pozna całe Mortiel. Jej imię i nazwisko będą zdobić bilbordy. Na występy ubierać się będzie w najznamienitsze jedwabie, by material przypadkiem nie skrępował najmniejszego nawet ruchu mięśni kobiety.
    - Wielu po prostu nie widzi prawdziwego piękna, bądź sięga po najprostszą, utartą symbolikę. Nikt już nie chce łamać granic w budowie piękna. Nowi artyści aż nadto skupiają się na własnych emocjach, pustych, materialistycznych i zapominają o doskonaleniu prawdziwego piękna. Sztuka, którą tak kocham przechodzi kryzys, dlatego odnajdywanie talentów, którzy ją respektują to jak dar od mojej matki muzy. Każdego dnia jestem jej za to wdzięczny. Dzisiaj pokierowała moje otępiałe kroki do sklepu muzycznego. Pośród nowych, profanujących sztukę instrumentów znalazłem prawdziwy pąk przy pianinie. Porzucenie Cię w tej sytuacji to grzech. Chryzantemy są podobne. Nikt nie skupia się na ich delikatnych płatkach, które muskają skórę lżej niż powiew skrzydeł kolibra, nikt nie patrzy, że każdy kolor symbolizuje inne uczucie. Ten ogród jest pełen czystości, delikatności i dobroci, ale przeciętna osoba zauważy tylko piękne kwiaty na grób ukochanych rodziców. Doceniają ich piękno na miarę swojego ograniczonego umysłu. Obowiązkiem artysty jest otworzyć ten umysł, wlać do niego szersze poglądy, nowy obraz piękna – wyjaśnił, po czym podszedł do grządek. Szukał w nich przez chwilę czegoś, aż w końcu odnalazł pąk białej chryzantemy. – Martwy nie jest pozbawiony uczuć, jego dusza żyje wiecznie w nas. A gdy chryzantemy rozkwitają, budzą do życia w kimś natchnienie, które duchy chcą nam przekazać – przymknął oczy, a pąk rozkwitnął. Powoli odkrywał każdy nowy płatek, odsłaniaj swoją cudowną urodę. – Każdy z nas ma w sobie wolę swoich bliskich, to kwiaty je przenoszą. Są nośnikiem między światem żywych i martwych – dodał, pokazując rozkwitnięty kwiat w całej jego okazałości.
    - Zgrzeszę, jeżeli nie pomogę Ci pomóc – zakończył jeszcze swój wywód, gdy przyszła uczennica zadała mu pytanie.



    Esam

    OdpowiedzUsuń
  31. [Skoro powiadasz, że Rei to zgłaszam się pod nią. Wygląda mi ona na dość spokojną osóbkę, nie wiem czy masz może jakieś zamysły co do watka czy coś? Bo szczerze kot raczej nie bywa w szkole.]

    Bakeneko

    OdpowiedzUsuń
  32. [Cóż.. Ogólny zamysł jest ok. Tylko kot raczej mi nie imprezuje a jedynie pije po swojemu. Możne spotkały by się jakoś przypadkiem i wydarzyłaby się okazja do opicia czegoś? Coś po prostu co obudziło by w kocie poczucie okazji do sięgnięcia po alkohol. xD a dalej by się już potoczyło samo.. (jak to przy alko. bywa)]

    Bakeneko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Przepraszam też, że odpisuje czasami po takim czasie, ale no cóż... Praca...]

      Usuń
  33. - Jasne!- Yumi wyszczerzył się w jej stronę szybko podchodząc do pierwszego płótna. To było jeszcze puste, nikt nie zdążył nawet się do niego dosiąść, więc chłopiec miał pole do popisu. Chwycił pierwszy lepszy ołówek, jednak ojciec szybko powstrzymał go przed dotknięciem nim płótna, szybko wręczając mu do ręki najbardziej miękki ołówek jaki zdążył złapać.
    - Tym się szkicuje, tyle razy mówiłem- usiadł obok niego na jednym ze składanych krzesełek, wcześniej podając jedno Rei.- Co zamierzasz narysować?
    Yumi zagryzł lekko wargi wzrok wbijając w płótno i myśląc nad wszystkimi bajkami, jakie tylko oglądał. Zeszło mu może z pięć minut. Wtedy na jego twarzy znów pojawił się uśmiech.
    - Tajemnica, spodoba wam się- wystawił język na zewnątrz szybko zaczynając swoje dzieło.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  34. Sztuka była związana z Esamem od dnia narodzin. Jego ojciec oraz matka od zawsze byli związani z różnymi artystycznymi dziedzinami. Przez kilkadziesiąt lat uczyli go oraz siostrę jak odpowiednio tworzyć. Mieli wrodzony talent, a ich umiejętności rasowe były tego dopełnieniem. Zdolność kontrolowania roślin niejednokrotnie przynosiła mężczyźnie natchnienie. Wystarczyło oddać się fantazji w ogrodzie, by jego oczom ukazały się niezwykłe wariacje. Kwiaty okazały krajobraz, unosiły się, wzrastały w rytm melodii. Ich urok sugerował jak zapisać następne nuty, w które dźwięki udać się tym razem. Czy nadać melodii odrobinę spokoju, czy wnieść pewną dozę śmiałej grozy. Prawdziwe piękno zawsze znajdowało grono wiernych wyznawców, którzy cenili sobie sztukę na wysokim poziomie. Inaczej teatr Setana już by nie istniał, a ten mimo wszystko stał cały czas. Tak samo piękny jak sto, bądź dwieście lat temu. Na jego scenie wystawiono różne sztuki, grano niezwykle koncerty, a czasami nawet organizowano wernisaże naprawdę wybitnych autorów, którzy potrafili uchwycić prawdziwie idealną sztukę w swej oryginalnej formie. Esam marzył, aby każdy widział to piękno. Potrafił zatracić się w tym niezwykłym rodzaju urody tak jak on. Tak jak Rei. Poczuł dziwne ciepło na swojej dłoni, gdy ta jej dotknęła. Nieznany mu wcześniej dreszcz przebiegł od tamtego miejsca ku górze, wywołując gęsią skórkę wszędzie tam, gdzie jeszcze posiadał ciało. Dotyk drugiej osoby, jej delikatne, kruche ciepło, było tak niezwykłym i obcym uczuciem... Q głębi duszy tęsknił za bliskością, jednakże nje mógł jej do siebie dopuścić. Dusza jego była zbyt nieczysta. Skalana zwykłym, oklepanym okrucieństwem. Za późno włożył w swoją zemstę oryginalne wyrachowanie, aby teraz zasłużyć na taką rozkosz. Mimo wszystko nje zabrał swojej dłoni, aby przypadkiem nje speszyć swojej uczennicy. Trwał przez moment w letargu z lekko rozchylonymi wargami. W duszy słyszał już melodie skrzypiec. Cichą, niepewną; każdy dźwięk był kontemplacją nad duszą. Jego duszą. Poczuł w sobie ten furur articus. Poczuł boskie natchnienie za jednym dotykiem tej pięknej kobiety. Niebywałe. Grzech? Miał ich zbyt wiele na sumieniu, aby teraz dokładać sobie kolejnych.
    -Nie pozwolę na to. Jesteś zbyt czystym, wspaniałym natchnieniem, by zbrukać twoją duszę grzechami mojej marnej istoty, moja droga - powiedział. Powoli podniósł się na równe nogi. - Z rozkoszą pokaże Ci mój teatr, dopóki jest jeszcze zamknięty. Wieczorem chciałbym abyś zobaczyła sztukę, którą aktualnie wystawiamy. Doprawdy, prawdziwa perła - Mistrz i Małgorzata. Rosyjski talent literacki, ukazany przez greckich mistrzów teatru na scenie. Czy zrobisz mi tą przyjemność? - zapytał, pomagając jej wstać. Spojrzał w jej kolorowe, niezwykle oczy. Była jak lustrzane odbicie sztuki. Niepozorna, piękna, natchniona - idealna.

    Esam

    OdpowiedzUsuń
  35. - Wystąpił błąd. Niezdolność do znalezienia sensu w wypowiedzi Rei Yamawaki. - Blondynka kontynuowała wpatrywanie się w twarz japonki. Eizen w tym czasie skończył bandażować ranę swojej pacjentki, unosząc po tym wzrok na nią, a zaraz na Rei.
    - Ja również nie mam pojęcia o co chodzi. - Powiedział podnosząc się z kolana na którym przykucł ze względu na staranniejsze zawiązanie opatrunku. Gdy był już na równych nogach odgiął się nieznacznie podpierając się dłońmi na plecach. Wiek daje się we znaki. - Esriel proszę być posiedziała dłuższą chwilę na tym krześle. Jesteś dość blada co potwierdza że straciłaś dużo krwi. Następnym razem kiedy coś takiego się stanie, proszę, udaj się do lekarza niezwłocznie a nie spacerkiem. - Polecił jej z dość ciężko ale wyczuwalną troską w głosie, podchodząc do stolika na którym miał swoje graty.
    - Przyjęłam. - Dziewczyna odpowiedziała na jego wypowiedź kierując na krótką chwilę spojrzenie za nim. Zaraz jednak wrócił nim na Rei, przekręcając nieznacznie głowę w bok po chwili przyglądania się jej. - Pytanie: dlaczego osoba fizyczna o godności Rei Yamawaki bezustannie się uśmiecha. Prawdopodobieństwo szczękościsku 65%.

    Es, Eizen

    OdpowiedzUsuń
  36. - Nawet niektórzy ludzie są obojętni na ból co wynika z błędnego funkcjonowania układu nerwowego. - Eizen stwierdził obmywając swoje dłonie w miseczce. Gdy już były czyste, złapał za gąbeczkę którą namoczył wodą z butelki. - A co do twojej konkluzji Rei. Maszyny nie krwawią. - Dodał. Na jego słowa Esriel opuściła wzrok na ziemię, jakby pogrążając się w nieuzasadnionym żalu. Gdy tak siedziała, zaraz obok niej był doktor który delikatnie uniósł jej zabandażowaną rękę i starannie zaczął obmywać ją z krwi. Blondynka uniosła na niego powoli wzrok, widząc w ten sposób jego zmęczone spojrzenie.
    - Podnieść... kąciki... - Wyszeptała do siebie unosząc nieznacznie wspomniane kąciki ust. Jej twarz nabrała lekkich rumieńców, ukazując trochę życia.
    - Nauczyliśmy się czegoś nowego? - Mężczyzna bardziej stwierdził niż spytał, chichocząc. - Moja twarz nie jest do tego przystosowana. Dlatego ją zakrywam, by nie straszyć innych. - Wyjawił mocną półprawdę spoglądając na Rei by chcieć coś do niej powiedzieć gdy coś go zaniepokoiło.
    - Rei... zbladłaś odrobinę. Chcesz usiąść? Mam jeszcze jedno krzesło. Jak wróci moja niewolnica to przyniesie coś do picia. - Wspominając o swojej niewolnicy spojrzał dyskretnie na wyjście spod swojego straganu, zastanawiając się co może ją zatrzymywać. - Powinna tu być lada chwila - Oznajmił twardo.

    Es, Eizen

    OdpowiedzUsuń
  37. Może i prawdą było że większość zwykłych ludzi popadło by w swego rodzaju panikę po zobaczeniu na swoim ciele podobnej rany do tej którą otrzymała blondynka. Ale Eizen miał okazję spotkać tych którzy zachowywali w takim momencie zimną krew i opanowanie, a na ból nie zwracali uwagi dopóki nie byli pewni że otrzymają pomoc. Słysząc pojęcie "sztuczna inteligencja" doktorowi na myśl przychodziły tylko maszyny. Gdy chodziło o klony istniejących organizmów to posiadały one swoją własną osobowość oraz wspomnienia które nabywały w trakcie zapoznawania się ze swoim życiem. W każdym razie Eizen nie miał zamiaru dyskutować o biologii ponieważ wiedział że nie każdy lubi ten temat, mimo że został teraz wspomniany. A o technologii nie miał zamiaru tym bardziej rozmawiać, on ledwo umie obsłużyć mikrofalówkę nie wspominając o tym że nie posiada w domu nawet telewizora. Nie musiał specjalnie zmieniać tematu ponieważ jak zauważył wcześniej, Rei zaczęła się gorzej czuć.
    - Cholera - Pomyślał opuszczają szybko lecz ostrożnie dłoń Esriel. Rzucił gąbeczkę na stolik który miał aktualnie za sobą i podszedł szybko do ledwo stojącej kobiety. Na lekko ugiętych nogach przewiesił sobie jej lewą rękę przez szyję i złapał ją prawą dłonią w talii, po czym poprowadził do krzesła o którym wspomniał. W pośpiechu nie zauważył że pomógł usiąść Rei na swojej książce.
    - Inne objawy prócz nudności? - Spytał się kładąc rękę Rei którą miał przewieszoną przez szyję na jej kolanie. Dwoma palcami u prawej dłoni podniósł nieznacznie podbródek kobiety a palcami u lewej dłoni rozszeżył nieznacznie powiekę i przyjrzał się gałce ocznej. W tym momencie pod plandekę straganu medycznego weszła niska, lecz wyższa od blondynki, dziewczyna o ciemnoszarych włosach uwiązanych wstążką w kucyk która trzymała w dłoniach dwa plastikowe kubeczki.
    - Przepraszam Panie... był mały wypad... - Przerwała swoje wyjaśnienie widząc że pod jej nieobecność przybyło pacjentów.
    - Celine wylej wodę z miski i podaj ją czarnowłosej od której odchodzę. Rusz się. - Mężczyzna powiedział nieco gniewnie podchodząc do swojej skórzanej torby w której coś zaczął szukać. W tym czasie jego niewolnica zastosowała się do polecenia. Odstawiła kubeczki na stoliku z przedmiotami do pierwszej pomocy i szybko wylała wodę z wspomnianej miski na ziemię, która szybko zaczęła ją wchłaniać. Następnie podeszła do Rei i wręczyła jej miskę, by ta miała do czego zwymiotować gdyby nie mogła wytrzymać.
    - Podaj mi butelkę z wodą, jest na skraju stolika. - Eizen ponownie odezwał się do niewolnicy odchodząc od torby z której wyjął mały szklany pojemnik z jakimiś jasnozielonymi tabletkami. Gdy był z powrotem przy Rei, przyklęknął przy niej. - Jeśli naprawdę czujesz że musisz to opróżnij teraz swój żołądek. - Teraz zwrócił się do siedzącej kobiety. Dał jej po chwili jedną z tabletek, gdy to zrobił Celine dała mu butelkę którą Eizen otworzył i podał czarnowłosej by miała czym popić.
    - Ta tabletka powinna zaradzić nudnością. - Dodał.
    Esriel w tym czasie, siedząc dalej tak jak jej rozkazano, odwróciła się bardziej w stronę Rei. Przyglądała się jej jednak nie dało się stwierdzić co aktualnie chodzi jej po głowie.

    Eizen, Es

    OdpowiedzUsuń