piątek, 14 lipca 2017

i don't know what i'm supposed to do haunted by the ghost of you



Phantasmagoria








Czasem masz ochotę wykrzyknąć, by cię uratowano, by ktoś przyszedł i wyrwał Cię z miejsca, w którym się zaszyłaś. By ktoś wyłamał zabarykadowane drzwi, chwycił Cię za dłoń i wyprowadził z pokoju. Chcesz, by przesiedział z Tobą dnie i noce na opowiadaniu o tym świecie, którego nie znasz, by zaraz po tym wybrać się na lody, by zapoznać się z ich smakiem. Czasem właśnie na to masz ochotę. Czasem. Sama wybrałaś takie życie. W ciemnym pokoju, ze szczelnie zasłoniętymi oknami, gdzie kreujesz samą siebie, w którą będziesz mogła się wcielić. Omdlewasz za każdym razem, gdy wybierasz się do nieznanego Ci świata istniejącego w Twoim tablecie. Tego samego świata, który widnieje za zasłoniętymi oknami. Mortiel. Znalazłaś się tu nie przez przypadek, jednak jak? Tego sama nie wiesz. Błąkałaś się bez celu po mieście, przytulając do siebie swój jedyny skarb, jakim był tablet. Nie jadłaś. Nie piłaś. Nie zwracałaś uwagi na innych. Po prostu szłaś przed siebie, kurczowo trzymając przy sobie urządzenie. Znalazł Cię po kilku dniach, siedzącą pod jego biurem. Podziękowałaś mu raz. Więcej się nie odezwałaś — patrzyłaś na niego swoimi błękitnymi oczyma i potakiwałaś, nie wiedząc, co zrobić. Nadal nie wiesz.
Ten świat jest dla Ciebie dziwny, Phan.



od autorki

5 komentarzy:

  1. Bicie dzwonów... to aktualnie słyszał Xerhei. I ta ciemność przed jego oczyma, nie tylko uniemożliwiająca dostrzeżenie czegokolwiek ale i też pochłaniająca w swój bezkres. Tym razem coś jednak jest inaczej. Wie on doskonale co działo się za każdym razem kiedy je słyszał. Lecz teraz nie bolała go głowa, nie był zagubiony. Coś jest nie tak. Nagle dzwony ustały a przez mrok zaczęło przebijać się coś jasnego, wręcz palącego. Wtedy otworzył oczy, z wielkim zdziwieniem na twarzy. Zdał sobie sprawę z tego że to co go obudziło to światło słoneczne przebijające się przez żaluzje na oknie obok. Przetarł oczy i podniósł się do siadu, trzymając za twarz.
    - Gdzie... ja jestem? - Wyszeptał do siebie, wpatrując w swoje nogi. Po tym opuścił dłoń i powoli rozejrzał się po pokoju w którym się znajduje. Wygląda na to że leży na dość dużym łóżku w jakimś pokoju osadzonym w fundamencie budynku, ponieważ okno jest prawie przy suficie. Na nieszczęście nie ma pojęcia że przebywa aktualnie w pokoju Dyrusa, w Dragon Civil Security.

    Xerhei

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy poczuł że coś go dotyka, zamarł w bezruchu próbując przeanalizować co to do cholery może być. Po chwili to coś zaczęło mruczeć i przytulać się do jego uda. Wtedy Xerhei doszedł do wniosku że myślenie nie ma sensu, kiedy musi to najpierw zobaczyć. Tak też gdy Phan zamarła on już się jej przyglądał, ale z wielkim niedowierzaniem i zdziwieniem.
    - (Zaraz... czy to jest...?) - Pomyślał w trakcie przysuwania swojej prawej dłoni do jej policzka, a gdy była już tuż przy nim, szturchnął ją palcem wskazującym. Dla pewności jeszcze ją w niego uszczypnął.
    - (Yep, to prawdziwa dziewczyna) - Stwierdził łapiąc się zaraz tą dłonią za podbródek, ale momentalnie ponownie zamarzł. Kompletnie zapomniał jak sie zachowywało przy samicach... Tak więc z zamyślonym grymasem posiedział chwile patrząc przed siebie aż w końcu miał dość milczenia.
    - Więc... Ekhem. - Zaczął, kierując po tym wzrok z powrotem na Phan. - Witaj. Mogę cię spytać kim jesteś, gdzie jestem, jak się tu znalazłem oraz czemu spaliśmy w jednym łożu? - Tak, możliwe że odkrył sposób na porozumiewanie się z każdą panią. Ale nie dawała mu jeszcze spokoju myśl, czy tak wyglądają zaświaty. Niewiasta wygląda na przerażoną, więc możliwe że odżył w innym świecie jako gwałciciel?

    Xerhei

    OdpowiedzUsuń
  3. Grał na pianinie, przy akompaniamencie pustki, nicości. Nikt nie mógł usłyszeć pełni muzyki, którą wygrywał. Poza pianinem nic innego nie dochodziło do żywych uszu, ale w głowie mężczyzny było wszystko. Pianino stanowiło jedynie tło. Do całości dochodziły smyczki. Szybkie, przepełnione strachem altówki, które niejednokrotnie tłumiły wiolonczele, które stawały niczym mur. Na tym murze wyrastały tuby, które czasami, jak armaty, strzelały, aby pokonać klawisze. Tak. Pianino nie było tylko tłem. Było serem i łowcą. Teraz to czuł. Dzisiaj tylko to pianino potrafiło poczuć jego ból i nienawiść. Khilana odeszła na samym początku. Jedynie musnęła koniuszkami palców obolały umysł Esama. Ta chwila była narkotykiem, który pozwalał odetchnąć na moment. Gdy tylko odeszła wszystko wróciło. Ból, rozpacz, gniew, nienawiść, gorycz, strach, rządza krwi – wszystko zlało się w jedną całość, aby ponownie zakorzenić się głęboko w duszy mężczyzny. Wejść w nią, wbić się jak ciernie. Nie mógł odetchnąć. Dlatego pianino musi wygrać. Nie. Nie może wygrać. Zwolnił na chwilę, pozwalając innym instrumentom przejąć kontrolę. Chciały się obronić, odzyskać ten dobry pierwiastek duszy, który utracił. Dopiero po chwili zrozumiał swój karygodny błąd. Odzyskanie tego było czymś, na co nie zasługiwał. Stracił tę normalność, gdyż zawiódł. Pozwolił zwiędnąć najpiękniejszemu kwiatu, jaki kiedykolwiek rozkwitnął. Zniszczył cudowne odbicie piękna w sztuce. Musiał ponieść konsekwencję tej profanacji. Ponownie zaczął przygrywać coraz mocniej i agresywniej. Każdy dźwięk gonił za normalnością. Niszczył ją. Wyżerał od środka. Nagle usłyszał cichy szelest. Zagłuszył go, aby za kilka sekund z całej siły pięściami uderzyć o mosiężne pianino. Słuchacz.
    - Kto tu?! – krzyknął, rozglądając się nerwowo. To był pościg na jego duszą. Obnażał się. Nikt nie miał prawa go podsłuchiwać. Nikt.


    Esam

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic mu nie mówiło wytłumaczenie gdzie aktualnie się znajduję. Natomiast imię osoby do której, wedle słów Phantasmagorii, należy ten pokój już tak. Pomasował palcami u prawej dłoni czoło będąc ciągle rozespanym. Przez chwile nie miał okazji podążać wzrokiem za dziewczyną, spojrzał na nią dopiero gdy ta upomniała się o jego imię.
    - Ah... przepraszam. Nazywają mnie Xerhei. Przyjemność cie poznać. - Pofalował nieznacznie prawą dłonią w powietrzu przed sobą po czym przyłożył ją do klatki piersiowej i lekko się pokłonił. W ten sposób doszło do niego że nie ma na sobie koszuli. Uniósł wówczas kołdrę którą miał przykrytą dolną partię ciała, by się czegoś upewnić. I na szczęście ma na sobie chociaż swoje spodnie, które wyglądają na to że są mocno poszarpane. Chociaż nie aż takie szczęście, mógłby sie w końcu pochwalić w legionie że miał nocne zabawy z panią. Nawet jeśli nie musiała być to prawda. Wówczas jego oczy otworzyły się nieco szerzej a umysł opustoszał. Gdzie jego bracia? Rozejrzał się dynamicznie po pokoju by dostrzec jedynie swój sztylet leżący na biurku stojącym równolegle do schodów. Zrzucił z siebie kołdrę i wręcz podskoczył do ów mebla, łapiąc powoli w dłonie sztylet który bardziej przypominał klin na wysłużonej surowej drewnianej rękojeści. Trzymając go mocno w dłoniach rozejrzał się raz jeszcze po pokoju, tylko wolniej. Ostatecznie zatrzymał wzrok ponownie na Phan.
    - Phantasmagorio. Widziałaś tu może gdzieś duży miecz...? Możliwe że nawet twojej wielkości. - Spytał się nie spuszczając z niej bacznego spojrzenia.

    Xerhei

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hello, hello! Przychodze watek zaproponowac (wybacz brak polskich znakow, taka klawiatura angielska) z Allenem. Mysle ze mogli by sie dogadac i moze przezyc jakies szalone przygody w srodku ilustracji Phantasmagorii :) ]

    Allen

    OdpowiedzUsuń