czwartek, 20 lipca 2017

In carnage, I bloom, like a flower in the dawn.


theme
Esam
Setan
The composition needs something.
właściciel teatru i sporadyczny reżyser - kompozytor - syn greckiej muzy i jakszy

W Twojej głowie panuje chaos. Masz zmącone myśli za każdym razem, gdy otwierasz wiecznie wściekłe, czerwone oko. Boisz się spojrzeć w lustro, więc nie masz w domu żadnego. Niestety, z teatru nie mogłeś się ich pozbyć, więc nosisz maskę. Maskę, która ukryła nie tylko fizyczne blizny. Wiesz o tym. Kochałeś Khilanę bardziej niż siebie – każda rzecz była poświęcona jej szczęściu i bezpieczeństwu. Chciałeś ją chronić. To nic wielkiego, a i tak Ci to odebrano. Kwiat, który tak pięknie rozkwitał na twoich oczach, umarł. Zemściłeś się, jednakże ta krew - to było za mało. Ile byś jej nie przelał: podczas Pogromu czy na scenie –nie wystarczyło. Pragnąłeś osiągnąć swoje katharsis. Uczynić sztukę perfekcyjną w każdym calu. Problem w tym, że śmierć istoty tak paskudnej oraz zepsutej jak zwykły, pozbawiony talentu człowiek nigdy nie może okazać się arcydziełem, perfekcją, której pragnąłeś. W tym tkwi problem. Nigdy nie uczcisz godnie śmierci swojej pięknej siostry. Mimo nieustannych prób, Twoja sztuka już nigdy nie będzie nieskalanie piękna. Musisz borykać się z tym piętnem do końca. Nie odbierzesz sobie życia, gdyż nie ma istoty na tyle pięknej by mogła to zrobić. Zresztą – twoja dusza jest zbyt skażona. Nie zasługujesz na dobrą śmierć, a na jakąkolwiek nie masz zamiaru przystać. Jesteś straconym człowiekiem, Esamie, a ta świadomość powoli odbiera Ci rozum.
Została Ci tylko sztuka, pragnienie piękna i ta magiczna liczba – cztery.

głos || historia || relacje || galeria
Art is worth the pain.

______________________________________
KP obrobiła jak zwykle cudowna Von <3 klękam i stawiam jej ołtarzyk, cnie? :D 
Z Esamem szukamy fanów sztuki i miłości (jak zwykle). Tak, ma problemy psychiczne, ale artyści nie są normalni. Karta będzie się rozwijać z czasem. :3 
Wątkujmy. 
KP w całości sponsorowana przez Jhina z LOL'a. 
Wątki: Rei Yamawaki

15 komentarzy:

  1. Wymachiwała delikatnie stopami w powietrzu, siedząc na deskach sceny pustego teatru. Podłożyła pod uda dłonie, kiwając się na boki w rytm cichej muzyki, której źródła nie mogła zlokalizować. Była spokojna, czasami przybierała dość agresywny rozdźwięk, jakby ktoś nerwowo uderzał w klawisze fortepianu, chcąc tym samym oddać swoją złość. Przechodziła przez leniwe partie, po skoczne, że aż samemu chciało się tańczyć do niej. Po sali rozległo się ciche westchnięcie, zaraz o tym skrzypnięcie podłogi. Wyciągnęła przed siebie drobne dłonie, wyciągając je w stronę sufitu, który po drugiej stronie czerwonej kurtyny usłany był różnymi linkami, na których wisiały rekwizyty. Pogaszone reflektory spoglądały na nią złowrogo, odbijając od siebie jakiś drobny promień światła. Miała wrażenie, leżąc tak na scenie w pustej, ciemnej sali teatru, że cały ten świat, który istniał w jej tablecie i przez którego mogła się tu znaleźć, zatrzymał się. Czuła, jakby powietrze stało się cięższe. Osadzało się na dnie jej płuc, nieprzyjemnie drażniło nozdrza. Zero jakiegokolwiek poruszenia. Tylko ona, złowrogie reflektory obserwujące jej każdy ruch i ta muzyka, którą zaczęła nucić, zaciskając dłonie w pięści, które zaraz położyła na podłodze. Z uśmiechem zamknęła oczy, nie interesując się niczym innym, jak tylko muzyką.

    ○ Phantasmagoria.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sobota, dzień wolny od uczelni i praktyk - Rei nie mogła go inaczej spożytkować niż w sklepie muzycznym. Od trzech lat odwiedzała to miejsce i nie mogła wyjść z podziwu jak niesamowite instrumenty były tu dostępne. Dodatkowym plusem całego założenia była mini sala koncertowa, z w której można było przećwiczyć grę na dowolnym instrumencie. Dziewczyna najczęściej zajmowała pianino, na które czaiła się od długiego czasu i obrała na cel swojej przyszłej inwestycji. Na razie nie miała pieniędzy na tego rodzaju wydatki. Czasami próbowała jeszcze swoich sił na chińskim flecie, ale bez pomocy kiepsko jej szło. Dzisiejszego dnia, tradycyjnie, zajęła miejsce przy pianinie. Grała już od dobrych 10 minut i nawet nie zauważyła jak bardzo wczuła się w wybijanie swojej ulubionej melodii.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  3. Rei wczuwała się w melodię coraz bardziej, przymknęła powieki i po prostu przesuwała palcami po klawiszach. Uwielbiała to uczucie, zimne, śliskie tworzywo pod opuszkami palców. Dźwięki roznosiły się po większej części pomieszczenia, a pnące róże, wrysowane na jej rękach zaczęły delikatnie wychodzić poza skórę dziewczyny. Jedna z gałęzi oplotła lekko jej ramię i wypuściła śliczny, czerwony kwiat na samym jego szczycie. Czarnowłosa nawet nie zauważyła obecności kogokolwiek, dopiero wypowiedziane słowo spowodowało, że uchyliła powieki i spojrzała na niego swoimi oczyma, dziś jedno miało kolor nieba, a drugie soczystej trawy. Uśmiechnęła się delikatnie, jednak utwór na spokojnie skończyła, dopiero kiedy muzyka zamilkła, ona wróciła wzrokiem do mężczyzny, wstała złożyła ręce i lekko się skłoniła, tak, jak wypadało w Japonii.
    - Dziękuję, miło mi, że moja muzyka jest w stanie zwabić taką postać jak Esam Setan - tu ponownie podniosła na niego wzrok i posłała mu delikatny uśmiech. W duszy aż jej śpiewało, że ma okazję poznać tego jegomościa, ale tradycyjnie jej stoicyzm nie pozwalał na okazanie z zewnątrz tych emocji.
    - Rei Yamawaki - przedstawiła się jeszcze. - Uwielbiam Pańską operę - przyznała, aby wyjaśnić skąd znane jest jej imię mężczyzny.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  4. Wzrok mężczyzny wcale nie sprawiał jej dyskomfortu, mimo, że obserwował ją niczym towar na półce, dokładnie, z każdej strony. Rei pozwoliła mu na to, jedynie dwukrotnie śledząc go wzrokiem – kiedy zachodził ją od jednego i drugiego boku. Delikatny uśmiech wciąż gościł na jej twarzy. Bezpośrednio na maskę spojrzała dopiero kiedy dotknął jej kosmków włosów. Słysząc o rozkwitaniu skinęła lekko głową, aby zaraz ponownie unieść wzrok na artystę.
    - Och, to naprawdę miłe, ale do pełnego rozkwitu jeszcze sporo mi brakuje – zauważyła, oczywiście jedynym o czym teraz myślała była muzyka, nawet gdyby mężczyźnie chodziło o sprawienie jej komplementu, ona po prostu zrozumiała by to i tak po swojemu. Słysząc pytanie uśmiechnęła się nieco szerzej. Sprawdza ją?
    - Jeżeli mam być szczera to uwielbiam w niej tą nieprzewidywalność, to, jak z energicznych melodii potrafi przerodzić się w jedną z najbardziej romantycznych czy tajemniczych. To, że słuchając jej nie wiem czego się spodziewać w kolejnych sekundach, a kiedy już dojdzie do momentu kulminacyjnego to jestem zaskoczona tym, jak te wszystkie odmienności idealnie do siebie pasują… - odpowiedziała z wyraźną fascynacją w głosie, można by nawet powiedzieć, że na chwilę odpłynęła. Gdyby dodać do tej wypowiedzi przymknięte powieki i cichą melodię w tle, można by ją uznać za występ w kąciku poetyckim. Zaśmiała się delikatnie.
    - Przepraszam, w pewnych tematach automatycznie mnie ponosi – zauważyła, przywykła już do tego, że większość osób nie ma ochoty słuchać jej poetyckich wywodów. Przeskoczyła jeszcze na szybcika po całej sylwetce Pana Setan’a, wyglądał bardzo postawnie, trzeba było przyznać. Wróciwszy do jego maski posłała jeszcze jeden delikatny uśmiech. Chciała nawet coś powiedzieć, jednak postanowiła na tą chwilę wziąć na wstrzymanie.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  5. Słysząc stwierdzenie mężczyzny zamyśliła się lekko. Z jego słów płynęło sporo prawdy, przynajmniej takie wrażenie miała dziewczyna. W końcu, znał się na muzyce. Spojrzała odruchowo za jego dłonią i uśmiechnęła się delikatnie słysząc krótką melodię.
    - W sumie racja – przyznała dopiero po chwili milczenia. – Wezmę sobie to spostrzeżenie do serca – dodała z szczerym uśmiechem. Chcąc nie chcąc dał jej tym jednym zdaniem naprawdę dużo do myślenia. W prawdzie doceniała swój talent i nie uważała się za beztalencie, ale to co powiedział wpłynęło na nią bardzo pozytywnie. Przyglądała mu się w ciszy, w to jak delikatnie obchodzi się z instrumentem, jednak wyczuwała w nim pewnego rodzaju nostalgię, smutek… a może złość? Zarówno warkot jak i westchnięcia dały jasno Rei do zrozumienia, że najwyraźniej niechcący zahaczyła o jakiś drażliwy temat, w sumie przeprosiłaby, ale nie bardzo miała za co. Inaczej, dziewczyna po prostu nie miała w zwyczaju po prostu przepraszać, jeżeli już to robiła to musiała znać powód swojego nieodpowiedniego zachowania. Wszystko w końcu musi mieć swoje granice. Kiedy spojrzał na nią i wspomniał o odzwierciedleniu życia ona po prostu zbliżyła się, oparła kolanem o siedzisko przeznaczone do grania na pianinie i zagrała dokładnie tą samą, cztero sekundową melodię co Pan Setan przed chwilą. Oczywiście brzmiała ona nieco inaczej niż u poprzednika. Spojrzała ponownie na maskę mężczyzny i raz jeszcze pogodnie się uśmiechnęła.
    - „A czymże jest prawdziwa męskość, jeśli nie wymieszanymi w odpowiednich proporcjach klasą i szaleństwem?” – zacytowała nadal z tym samym uśmiechem na ustach i do zagranych przez niego czterech sekund dodała kolejne cztery, wymyślone na poczekaniu w głowie. Zagrała ośmio sekundową całość patrząc na klawisze, z lekkim rozmarzeniem na twarzy i zaraz po tym znowu wróciła do Setana wzrokiem.
    - Umiesz… Znaczy… Umie Pan grać na chińskim flecie? – zapytała zaintrygowana.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  6. Słysząc zmienioną melodię uśmiechnęła się delikatnie.
    - Rzeczywiście lepiej - podsumowała ich wspólną twórczość z nieco szerszym uśmiechem, przyglądając się jego masce. W prawdzie twarzy mężczyzny dojrzeć nie mogła, ale wydawał się jakiś taki zamyślony. Korzystając z jego milczenia dograła kolejne osiem sekund do melodii, skoro chaos jest tak mile widziany to ugryzła sprawę z nieco innej strony, tak, jakby to owy żołnierz przed wymiarem sprawiedliwości oddał się w ramiona wspomnień, jakby przez chwilę dopadła go letargia dawnych dni, jednak ostatecznie wystrzelił... Tu spojrzała na Esama.
    - Rzadko ktoś wie kogo cytuję, więc tym bardziej miło mi, że pojawił się Pan na mojej drodze - przyznała posyłając mu kolejny uśmiech. - Chętnie rozkwitnę pod Pana czujnym okiem - dodała jeszcze z szczerością i szacunkiem w głosie. Jego opinia nie była po prostu "miłym słowem", mimo, że dopiero go poznała i nie zwracała uwagi na zdanie innych, w tym przypadku było inaczej. Znał się na rzeczy, a to stawiało go wyżej nad większością dotychczas znanych dziewczynie istot. Słysząc o zdolnościach mężczyzny wyraźnie pokazała jak bardzo zafascynowana jest tym faktem. Zaraz wyprostowała się jak struna, ponownie złożyła ręce i delikatnie się skłoniła.
    - Zechciałby Pan poświęcić mi jeszcze choć odrobinę czasu? Od dawna marzę o posiadaniu umiejętności grania na tym instrumencie, ale tutaj ciężko znaleźć kogoś godnego uwagi... Gdyby chociaż wpoić mi do głowy jakieś podstawy - tu podniosła na nieego swój wzrok, zostając nadal w tej samej pozycji. - Szybko się uczę - zapewniła jeszcze na zachętę i uśmiechnęła się nieco szerzej, patrząc na niego z nadzieją.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  7. W pierwszej chwili chciała zagrać 4 sekundy, jednak w jej głowie namalowała się dłuższa wizja i po prostu musiała dać jej ujście. Po raz kolejny poczuła się obserwowana, nie wiedziała czy Pan Setan dobiera sobie uczniów według ich wyglądu i talentu, ale miała wrażenie, że właśnie tak jest. Nie specjalnie jej to przeszkadzało, każdy miał swoje metody działania i nie dziewczynie było je oceniać. Przynajmniej takie było jej zdanie.
    Spojrzała zaciekawiona na maskę mężczyzny słysząc o bardziej przyzwoitym miejscu. Skoro sklep muzyczny nie był przyzwoity to ciekawe co jej nowy znajomy myśli o tych wszystkich miejscach "rozkoszy". Uśmiechnęła się lekko rozbawiona pod nosem i zaraz mu przytaknęła... No tak, keybordy, zapewne to tak bardzo gryzło w oczy właściciela teatru, w końcu już kilka razy kierował w ich stronę twarz, promieniując jakąś taką niechęcią. Słysząc propozycję uśmiechnęła się nieco szerzej.
    - Cóż, jeżeli chowa Pan w kieszeni płaszcza flet bambusowy to mogę iść gdziekolwiek, tym bardziej do pięknych Ogrodów Bohemy - przyznała z uroczym uśmiechem i delikatnym śmiechem na ustach. Esam już na pierwszy rzut oka wydawał się odbiegać od większości mieszkańców Mortiel, w jej głowie pojawiła się nutka ciekawości jaki to jest w życiu codziennym. Z uśmiechem na ustach skierowała swoje kroki ku wyjściu ze sklepu.
    - Prawdę mówiąc jestem tu trzy lata, ale jeszcze w wspomnianych przez Pana ogrodach nie byłam - przyznała, chcąc dać znać, że nawet nie wie gdzie iść.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiedzieć więcej? Uśmiechnęła się nieco szerzej.
    - Och, rozumiem, czyli zostanę poddana próbie, tak? - upewniła się, zerkając na maskę mężczyzny ukradkiem. - Też racja, gdyby przyjmował Pan uczniów na zwykłą prośbę to pewnie nie starczyłoby czasu na własne przyjemności - zauważyła zanim dostała jakąkolwiek odpowiedź. Przy kolejnym pytaniu miała wrażenie, że jej test właśnie się zaczął, no ale cóż, przecież nie będzie wymyślać jakiś poetyckich wyjaśnień, zdecydowanie wolała proste, szczere odpowiedzi.
    - Szczerze? Bałam się... - odpowiedziała i zaraz spojrzała w niebo z nieco smutnym uśmiechem. - To jedyne miejsce w Mortiel, o którym babcia mi tak wiele opowiadała... Bałam się i... nadal się trochę boję melancholii, po prostu boję się, że odwiedzenie tego miejsca złamie obietnicę którą jej złożyłam gdy umierała... - powiedziała spokojnie i zaraz wróciła wzrokiem do jego maski. Obserwowała go kilka sekund w milczeniu, jednak zaraz uśmiechnęła się delikatnie.
    - Bez obaw, nie oczekuję, że ktokolwiek mnie w tym temacie zrozumie - dodała, jednak nie sprawiała wrażenia smutnej z tego powodu.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  9. Rei zerknęła na swojego rozmówcę kątem oka. Domyślała się, że jako znany kompozytor żyje muzyką, jednak wyglądało na to, że muzyka była wręcz jego życiem. Nie żeby dziewczynie to jakoś przeszkadzało, jednak ona po prostu miała kilka swoich koników. Kiedy skończyła swoją wypowiedź spojrzała na maskę mężczyzny, mimo, że przysłaniała mu twarz dziewczyna zdawała się widzieć większość zmian jakie pod nią następowały. Tak jakby patrzyła głębiej, mimo iż nie posiadała takich zdolności. Dosłownie na kilka sekund przeniosła spojrzenie, na dłoń Esam'a, jednak to co ujrzała pozostawiła bez komentarza, nawet w głowie nie narodziło się nic negatywnego czy pozytywnego. Wróciła wzrokiem do maski, gdyż miała po prostu dziwne wrażenie, że mężczyznę coś gryzie. Temat śmierci w końcu dotyczył każdego mieszkańca Mortiel, w większym lub mniejszym znaczeniu. Uwagę od jego postaci odwrócił dopiero zapach kwiatów. Rei przymknęła oczy i wciągnęła powietrze nosem, by zaraz uśmiechnął się nieco rozmarzona. Miała cichą nadzieję, że dane będzie jej zobaczyć ukochane przez nią chryzantemy. Otworzyła oczy słysząc jego pytanie i trochę dała zaskoczyć tym zbliżeniem twarzy jak i dotykiem dłoni. Zwykle gdy już otwierała się w tym temacie to rozmówca tracił zainteresowanie, ale... Cóż, najwyraźniej Pan Setan był istotą, z którą można było porozmawiać nawet o śmierci. Uśmiechnęła się do niego delikatnie i skupiła wzrok na oczach mężczyzny, teraz mogła je lepiej zobaczyć. Mimowolnie przejechała delikatnie palcem wskazującym po policzku maski, zupełnie jakby sprawdzała czy zostawi ślad na zakurzonym meblu, jednak nie przerywała przy tym kontaktu wzrokowego. Uwierzyła, że potrafi...
    - Że zmyję z twarzy ponury uśmiech, będę dumna ze swojej wiedzy i zdolności, będę lekceważyć drwiny, zachowywać się z klasą i mieć zimną krew - odpowiedziała. - Byłam taka całe życie, ale później co nieco się zmieniło, babcia pomogła wrócić mi do normy - dodała, aby przypadkiem nie pomyślał, że udaje kogoś kim nie jest, jedynie z powodu obietnicy.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  10. Rei ruszyła spokojnie za Esam’em. Dotyk dłoni jej nie przeszkadzał, jednak nie był też nic specjalnie znaczący. Jeżeli chodziło o maskę to dziewczyna po prostu zainteresowała się jej fakturą oraz tym czy została ręcznie wykonana przez jej nowego znajomego. Prawdę mówiąc w przypadku Rei czułości ciężko było doświadczyć. Potrafiła nawet racjonalnie sobie wyjaśnić fakt, że ktoś patrzy na nią maślanym wzrokiem lub bez powodu przynosi jej kwiaty w prezencie. Od kąt straciła babcię i ukochanego żyła w przeświadczeniu, że sprowadza na innych śmierć. Nie chciała ryzykować tylko po to, aby stracić kolejną osobę. Z takim podejściem żyła już latami, skupiła się na spełnieniu swoich marzeń i dotrzymywaniu złożonych obietnic, przez co po prostu wypieranie czyjejś sympatii weszło jej w nawyk. Często nawet nie dostrzegała rzucanych w jej stronę znaków czy sygnałów, natomiast te, które dostrzegła, potrafiła zinterpretować zupełnie inaczej. Taki los.



    Na słowa o zazdrości skierowała oczy ku dłoni, którą zdjął ze swojego policzka. Zaraz jednak wróciła do tych dwóch dziur w masce i uśmiechnęła się delikatnie.

    - Nie chodziło o zazdrość Esam’ie – przyznała, nadal z tym samym uśmiechem. – Ale miło jest usłyszeć coś takiego z Twoich ust, tak więc dziękuję – dodała, składając przy tym dłonie i delikatnie się mu kłaniając



    Na widok swoich ukochanych kwiatów jej twarz rozczuliła się i zaszła szerokim uśmiechem. Japonka zbliżyła się do obficie kwitnących roślin. Kucnęła, aby z niesamowitą gracją i lekkością dotknąć kilku rozwiniętych pąków.

    - Piękny widok – powiedziała wyraźnie zafascynowana i obejrzała się na Esam’a, nadal z szerokim uśmiechem. Wyciągnęła rękę w jego stronę.

    - Chodź, podejdź, sam zobacz – zaproponowała i wróciła oczyma do roślin, nadal wyciągając do niego rękę. – Wszystkim kojarzą się ze śmiercią, a mają w sobie tyle elegancji, tyle gracji i uroku… - o losie, poczuła się jakby mówiła sama o sobie. Może właśnie dlatego tak ukochała te kwiaty? – Zawsze pobudzają moją kreatywność – dodała i znowu obejrzała się na Esam’a.

    - No chodź – zaśmiała się lekko, popędzając go.



    Rei

    OdpowiedzUsuń
  11. Rei słysząc jego słowa zaśmiała się cicho.
    - Tak, masz rację, jednak… Mówię o tym, że często przeznaczone są jedynie na groby, takie piękne, ale przez to, że kojarzą się ze śmiercią mało kto chce je w ogrodzie czy wazonie – wyjaśniła mu pogodnie i cofnęła dłoń, patrząc na niego z lekkim zatrwożeniem na twarzy. Mówił trochę tak, jakby nagle stała się jego muzą… Szybko wybiła sobie takie myśli z głowy, przecież mężczyzna od samego początku wyróżniał się słownictwem, teraz zapewne oddał się wspomnieniom, przez co jego głos nabrał charakterystycznego wydźwięku. Zaraz dostała potwierdzenie swojej teorii i uspokoiła się. Głupiutka, miała ochotę zaśmiać się z samej siebie, jeszcze chwila, a pomyślałaby, że Esam odpłynął z jej powodu. Wstała wsłuchując się w jego słowa z subtelnym uśmiechem, jednak gdy wspomniał o nauce uśmiechnęła się nieco szerzej.
    - Naprawdę? Czyli mogę liczyć na Pańską pomoc? – zapytała, chcąc się upewnić, oczywiście zachowując swój tradycyjny stoicyzm. Grzecznie stała przy kwiatach, czekając na potwierdzenie. Najchętniej od razu pognałaby na pierwszą lekcję.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  12. Rei po pierwszym wypowiedzianym przez Esama zdaniu wróciła wzrokiem do kwiatów. Patrzyła na nie i chciała nawet coś powiedzieć, jednak mężczyzna kontynuował… Japonka poczuła się jak na wieczorze recytatorskim, bardzo dobrym wieczorze. W słowach muzyka było tyle prawdy, sztuka przechodziła ostatnio dziwny okres, nie tylko w dziedzinie muzyki, nawet rysunki czy malowidła… Teraz wystarczyło umieć się sprzedać. Nawet kiedy ktoś wybił się na prawdziwym talencie, na oryginalności, zaraz został zamiatany pod dywan, no chyba, że dostosował się do popularnych trendów. Kopiuj, wklej… Przecież ktoś wyróżniający się mógłby zacząć sprawiać problemy, prawda? Na słowa o sklepie muzycznym Rei oderwała głowę od roślin i znowu spojrzała na maskę mężczyzny. Automatycznie wyciągnęła palce do swojej dolnej wargi, aby skubnąć ją lekko, od tak, taki gest świadczący o głębszym przemyślaniu dziewczyny. Zamrugała szybciej oczyma, gdy mówił o chryzantemach, mówił o nich tak pięknie, że na jej twarzy zagościło lekkie wzruszenie, a na sztuczkę z kwiatem zaśmiała się delikatnie z niedowierzaniem. Esam był niesamowity, to jak mówił idealnie współgrało z jego zdolnościami, wszystko w nim do siebie pasowało, przynajmniej teraz sprawiał takie wrażenie. Japonka z subtelnym uśmiechem objęła swoimi dłońmi dłoń, w której spoczywał pąk chryzantemy i z wyraźną wdzięcznością spojrzała w oczy przyszłego nauczyciela.
    - Nie zawiodę Pana – powiedziała z równą wdzięcznością w głosie i uśmiechnęła się, ukazując swoje białe zęby.
    - Poza tym, byłoby mi niezwykle niezręcznie, gdyby grzeszył Pan z mego powodu – dodała już trochę mniej wyniosłym tonem.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  13. Rei patrzyła w oczy mężczyzny, nie przeskakiwała po nich nerwowo, po prostu z tym spokojem na twarzy czekała na odpowiedź. W prawdzie Esam nie wydawał jej się żartownisiem, ale jeszcze za krótko go znała, aby wyciągać jakieś głębsze wnioski. Wpatrywać mogła się jedynie w oczy kompozytora, w końcu maska skutecznie zasłaniała resztę twarzy, jednak podobno to oczy są źródłem duszy, więc nie planowała oponować. Cisza jaka między nimi nastała wydała się Japonce dość znacząca, zupełnie jakby wybiła właściciela teatru z rytmu, którego tak bardzo się trzymał. Słysząc jego słowa o czystości uśmiechnęła się subtelnie, jednak na wspomnienie marnej istoty przechyliła lekko głowę na bok i skryła uśmiech. Dlaczego tak o sobie mówił? Pewnie zaczęłaby bardziej o tym rozmyślać, jednak Setan podniósł się i poruszył temat zwiedzania. Rei w duszy dosłownie skakała z radości, jednak na twarzy po raz kolejny zagościł ten delikatny uśmiech, skromnie odsłaniający białe zęby.
    - Z rozkoszą zagoszczę w jego progach – przyznała korzystając z pomocy do wstania i wsłuchała się w kolejną propozycję. Zaśmiała się delikatnie.
    - Jeszcze nie zdążyłam podziękować za przyjęcie mnie pod skrzydła, a już kolejna niespodzianka – zauważyła i kiwnęła głową, nadal patrząc mężczyźnie w oczy.
    - Przyjemność będzie po mojej stronie – odpowiedziała puszczając jego dłoń i rozejrzała się dookoła, zastanawiając się, w którą stronę się udadzą. Kiedy już ruszyli milczała przez chwilę, zaraz jednak zerknęła na Esam’a.
    - Dziękuję – powiedziała z wdzięcznością, zarówno w oczach i głosie, posłała mu uśmiech i bez zmiany w wyrazie twarzy spojrzała przed siebie, pozwalając by wyobraźnia tworzyła w jej głowie wizję pokazu jaki miała dziś zobaczyć.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  14. Japonka podczas drogi zwracała uwagę przede wszystkim na otaczającą ich roślinność. Subtelny uśmiech gościł na jej twarzy, a ona sama pochylała się od czasu do czasu, aby lepiej wyłapać woń konkretnych kwiatów czy z bliska przyjrzeć się ich budowie kielicha. Wiele gatunków znała, Japonia w końcu słynęła z bogactwa roślinnego, a dziewczyna spędziła w niej wystarczająco dużo lat aby poznać większość dostępnych gatunków. Oczywiście, ogrody Mortiel wyróżniały się egzemplarzami istniejącymi jedynie tutaj czy nawet w innych wymiarach co dodawało całemu krajobrazowi naprawdę wyjątkowy klimat.
    Właśnie odchodziła od jednej z roślin i zrównała krok ze swoim mentorem kiedy ten otworzył usta. Fakt, że patrzy gdzieś daleko nie przeszkadzał jej, poczuła się nawet trochę tak, jakby obserwowała rolę, którą mężczyzna odtwarza. Uśmiechnęła się nieco szerzej patrząc na jego maskę, zaraz jednak i ona spojrzała przed siebie i nawet przymknęła powieki podążając za dźwiękiem głosu towarzysza. Słowa, które wypowiadał po prostu sprawiały jej przyjemność, nie dość, że były ciekawym źródłem wiedzy to sama barwa głosu Esam'a była przyjemna dla ucha. Dopiero na wspomnienie obłędu otworzyła oczy i znowu spojrzała na twarz zasłoniętą maską.
    - Obłędu... - powtórzyła cicho na chwilę patrząc gdzieś w przestrzeń, dopiero po chwili krzyżując wzrok z Setan'em.
    - Czy łechtanie mojego natchnienia nie zapisuje się czasem do moich własnych uczuć i mojego "ja"? Racja, ktoś lub coś może mnie natchnąć, ale to nadal będzie moje... Obłęd natomiast jest dość... nieprzewidywalny. Nie jestem pewna czy to zła cecha dla dobrego artysty - zauważyła z spokojem na twarzy, po raz kolejny posyłając mu subtelny uśmiech. Sztuka na którą zmierzali zawróciła jej w głowie dopiero po opuszczeniu ogrodów, tam wolała skupić się na innych doznaniach, na zmysłach wzroku i zapachu, teraz natomiast pozwoliła sobie na puszczenie wodzy fantazji. Kiwnęła głową, gdy Esam wspomniał o wykonaniu telefonu i zaraz przymknęła oczy, mimowolnie zacząć coś cicho nucić pod nosem. Tak, często odpływała, szczególnie w takich momentach. Dopiero "cztery" wypowiadane przez właściciela teatru bardziej zwróciło jej uwagę, nie wiedziała nawet czemu, ale otworzyła oczy i nadal z melodią na ustach zaczęła przyglądać się towarzyszowi. Informację o zakazie podróżowania i samym fakcie, że ktoś po nich podjedzie przyjęła bez większych emocji na twarzy, jedynie ponownie kiwnęła głową po czym obejrzała się jeszcze na wyjście z ogrodów, nawet nie zauważając jak zaczęła przerabiać nuconą przez siebie melodię pod rytm wybijany nogą mężczyzny. Myśli pochłonęły ją tak bardzo, że nie zauważyła również tego jak podgłośniła głos.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  15. Japonka wpatrywała się w gestykulacje mężczyzny, Nawet teraz, kiedy po prostu jej coś wyjaśniał, wyglądał jakby odgrywał jakąś rolę. Mówił całym sobą, wczuwał się w własne słowa i niósł w nich wiedzę, której dziewczyna łaknęła coraz bardziej. Uśmiechnęła się subtelnie.
    - Rozumiem i w pełni się zgadzam. Po prostu pojedyncze słowa mają tyle znaczeń, że łatwo kogoś wprowadzić w błąd - przyznała, chcąc tym samym wyjaśnić, że chodziło jej o obłęd z "czystych" źródeł.
    Kiedy Esam wystukiwał rytm, ona, wpatrzona w rośliny wyobrażała sobie swoją babcie, lawirującą gdzieś w rajskim ogrodzie, tańczącą z motylami i zachwycającą się urokami tamtego miejsca. Dziewczyna nie miała pewności, ale w głębi duszy czuła, że jej ukochana staruszka cieszy się większymi pokładami radości niż tutaj na ziemi. Myśli wciągnęły ją bardzo mocno, jednak moment zmiany rytmu wyłapywała wręcz błyskawicznie, zmieniając przez to odrobinę natężenie czy barwę głosu. Chwilę przed przyjazdem pojazdu, nagle ocknęła się i gwałtownie odwróciła twarzą ku Esam'owi, spojrzała na jego nogę i zamilkła. Delikatny rumieniec pojawił się na jej twarzy. Cóż za niestosowne zachowanie! Tak odpływać w towarzystwie. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, gdyż zaraz podjechał samochód, a z niego wyskoczył kierowca. Rei, trochę zawstydzona swoim zachowaniem, założyła włosy za ucho i skłoniła się Lambertowi. Widok pojazdu nie zrobił na niej wielkiego wrażenia, nigdy nie zwracała uwagi na tego typu szczegóły, poza tym, nie ukrywajmy, ze swoim ukochanym miała okazję jeździć naprawdę ekskluzywnymi wynalazkami. W cichy weszła do środka i usiadła, nadal trochę speszona. Obserwowała szofera, słuchając raportu jaki zdawał Esam'owi, a na westchnięcie właściciela teatru na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Fakt, kierowca mówił całkiem sporo. Na przedstawienie jej osoby posłała swój subtelny uśmiech w stronę lusterka, tak, aby szofer mógł go zobaczyć.
    - Miło mi poznać - zaczęła i zaraz skupiła się na zadanych pytaniach.
    - W sumie... Jestem uczennicą przez zbyt krótki okres czasu, aby wyrazić jakąkolwiek bardziej trafną opinię na ten temat, jednak pod skrzydłami Pana Esam'a Setan'a moje talenty na pewno nie zostaną zatracone. Tego mogę być pewna - odpowiedziała, tu zerkając na swojego mistrza, tym razem uśmiech posyłając właśnie mu. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem do szofera i pokazała w uśmiechu swoje białe zęby.
    - Zdecydowanie malowanie, mogłabym tworzyć malowidła wszędzie, dosłownie, nawet tu, na siedzeniu pańskiego pojazdu - przyznała lekko rozmarzonym głosem, już widząc barwne zdobienia wewnątrz limuzyny.

    Rei

    OdpowiedzUsuń