sobota, 22 lipca 2017

Każdy, kto nie wierzy w cuda, nie jest realistą.


Larrete Veronica Pamphilli
623 lata | dama z dobrej rodziny | pół Włoszka, pół Francuzka - jej matka pochodzi z okolic Marsylii, ojciec zaś to rodowity mediolańczyk | gorąca krew po ojcu | la princessa | Jeśli wyjdę za mąż, chcę być bardzo zamężna. | dobrze przygotowana do swojej roli życia | miłośniczka dobrego kina, kawy i papierosów | kobieta z klasą | panienka z willą, kamerdynerem, pękniętym sercem i brakiem celu w życiu | husky imieniem Sandro | tatuaż, który zrobiła sobie po rozstaniu ze swoim durnym narzeczonym | zwolenniczka sznurów pereł, pięknych sukien i rozbijania kubków w ferworze kłótni | ceni sobie filmy francuskie, włoskie i angielskie | w jej rodzinie kobiety dziedziczą z matki na córkę zdolność kontrolowania pogody | córka właściciela koncernu samochodowego i pisarki, która ciągle pisze swoją niekończącą się powieść | kolekcja słodkich pluszowych delfinków, przynoszących jej szczęście, na półce

powiązania | galeria | inne | theme

od autorki

21 komentarzy:

  1. Był zdrajcą. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i każdego dnia nienawidził siebie za to. Chociaż minęło już tyle lat, on nadal nie mógł zapomnieć. Pamiętał burzę rudych fal, które zgrabnie opadały na brzoskwiniową skórę kobiety. Jej orzechowe oczy, w które mógł wpatrywać się godzinami. Piękne usta, które zawsze wykrzywione były w uśmiechu tak promiennym, że zawstydzał nawet Słońce. Dlaczego był wtedy takie słaby? Nigdy nie mógł odpowiedzieć sobie na to pytanie. Gdyby tylko mogła mu wybaczyć, dać drugą szansę – nie popełniłby tych samych błędów. Wolałby zginąć. Bez Larrete czuł jakby popadał w obłęd. Odpalił papierosa, rozglądając się po okolicy. Zaciągnął się, a następnie wypuścił szary dym z ust. Mawiają, że uzależnienie od seksu to najprzyjemniejsze z możliwych uzależnień. Prychnął. Przyjemne, o ile nie starasz się stworzyć szczęśliwej rodziny z najpiękniejszą kobietą na świecie.
    Szedł przez swój port, ze smutkiem przyglądając się każdej parze jaką napotkał po drodze. Co prawda nie żył przez ten czas w celibacie, mimo że się starał. Bez niej był jeszcze słabszy. Niestety, żadna inna nie mogła zastąpić mu JEJ. Każda wydawała się w jakiś sposób brzydka, nudna. W pewnym momencie spojrzał w bok, a widok, który malował mu się przed oczami, sprawił, że papieros wypadł mu z ust.
    - Larrete – szepnął, widząc sylwetkę ukochanej.


    Yves. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hejka :) Witam serdecznie i zapraszam do swoich trzech paskód - Ray, Glen i Shiya - chętnie powątkuję :) Jak już pani zdecyduje się na jedną ofiarę to coś wymyślimy : ) ]

    Ray / Glen / Shiya

    OdpowiedzUsuń

  3. Wyglądała cudowanie. Dokładnie tak, jak ją zapamiętał, a wykwintny strój jedynie dodawał jej seksapilu oraz tego tradycyjnego, wykwintnego uroku. Przełknął ślinę, oglądając ją jakby była najnowszym dziełem malarze równie wielkiego co Da Vinci czy Santi. Boże, wyglądała jak bogini, którą zresztą w oczach Francuza była. Nie mógł się powstrzymać, więc po prostu do niej podszedł, chociaż nie miał nawet pojęcia co mógłby teraz powiedzieć. Przeprosić tysięczny raz? Nie zaszkodziłoby. Zranił ją tak bardzo…
    Stanął przed nią, wpatrując się w piękne, orzechowe oczy. Jej usta wyglądały kusząco, jak zwykle. Poczuł jak po policzku płynie mu łza, a w gardle ugrzązł mu własny głos. Przełknął głośno ślinę.
    - Larrete… - szepnął. Chciałby wyciągnąć dłoń ku nadobnej twarzy Włoszki, jednakże bał się. Nie chciał bezcześcić świętego oblicza ukochanej swoim grzesznym dotykiem. – Tyle razy błagałem o wybaczenie. I nigdy nie przestanę – dodał. Spojrzał na delikatne dłonie kobiety. W domu miał klejnoty, które niegdyś skradziono jej rodzinie. Sto lat ich szukał, a gdy chciał je zwrócić, nie mógł znaleźć rodziny Pamphilli. Cóż, dokładniej to Larrete, gdyż to je właśnie jej chciał zwrócić ten skarb. Piękną biżuterię, która zawsze powinna stanowić wykończenie niebanalnej urody arystokratki.
    - Co Cię tutaj sprowadza? – zapytał. Odważył się dotknął dłoni rudowłosej. Delikatnie ją złapał, z czcią, przysuwając ją do swoich ust. Ucałował delikatnie skórę. Znowu poczuł to wyjątkowe uczucie, jakby elektryczny dreszcz pożądania właśnie przeszedł po całym jego ciele. Tak bardzo pragnął Larrete…


    Yves

    OdpowiedzUsuń
  4. [Okay, odpowiem jak bede miala dostep do gg :) Po poludniu dzisiaj :) Ale jestem pewna ze answer is yes.]

    OdpowiedzUsuń
  5. Od czasu do czasu, Shiya miała dość spokojnego Cledo. Choć zazwyczaj zarzekała się, że jest inaczej to mimo wszystko nadchodziły i te dni, kiedy chciała wyrwać się z tej zaściankowej krainy i wyruszyć na poszukiwanie przygód. Akurat tych ostatnich jej nie brakowało. Po wykonaniu ostatniej roboty, była zwyczajnie zmęczona i podekscytowana jednocześnie. W końcu połączyła przyjemne z pożytecznym i choć wiele kobiet nazwałoby ją „dziwką”, ona miała gdzieś ich opinie.
    Tak więc pewnego słonecznego poranka wylądowała w Salree. Na zakupach. Ot cudowny pretekst by zamknąć bar w Cledo i udać się na szalone wyprzedaże. Choć na niedobór ciuchów nie narzekała to przypływ gotówki po prostu kusił. No i zamierzała również zadbać o swoje własne interesy. Nie chciała przecież wyjść na nieroba, który ni z gruszki ni z pietruszki zamyka swój interes, by następnego dnia po prostu go otworzyć. O nie… co to, to nie.
    Zaczęła więc od targu, gdzie poczarowała trochę swym wdziękiem i wreszcie udało jej się zdobyć to czego pragnęła od dawna. Współpracę z jedną z najlepszych szkockich destylarni whisky. Duma rozpierała ją całkowicie i nie wiedzieć czemu skierowała swe kroki w dobrze znane sobie miejsce.
    Taka już była. Wpadała bez zapowiedzi i wypadała równie hucznie. Teraz zamierzała zrobić to samo. Dobra kawa, może właśnie whisky i pogaduchy. Nic więcej nie miało znaczenia. Przynajmniej nie tego dnia. Zapukała więc do domu swej przyjaciółki i odczekała chwilę. Odpowiedziała jej cisza, ale nie poddała się zbyt szybko. Zapukała raz jeszcze.
    - No nic, poczekam – uznała w końcu zrezygnowana i usiadła na schodkach mieszkania kobiety. W końcu wróci, a skoro to wizyta bez zapowiedzi to ona nie będzie jej teraz gitary zawracać telefonami. – Zgłodnieje to wróci.

    Shiya

    OdpowiedzUsuń

  6. Rzucić na szyję? Jeden Eros wie jak bardzo tego pragnął. Poczuć znowu jej ciepło przy sobie. Dotknąć tych delikatnych warg, które swego czasu pieściły go z taką czułością. Jakim był głupcem, że zaprzepaścił to wszystko? Wziął głęboki wdech, a gdy otworzył usta, poczuł słony smak własnych łez. Tak, to był smak złamanego serca idioty jakim był. Nie zasługiwał na nic innego niż cierpienie, jakie stara się znieść każdego dnia, ale nie mógł tak po prostu przestać na swój żałosny sposób przestać walczyć o miłość życia. Nie byłby sobą. Nie mógłby później spojrzeć w lustro i nazwać się Nuireur’em. Wypuścił cicho powietrze przez nos.
    - Powinnaś mnie teraz zostawić i podarować mi ulewę nad głową, bo na nic innego nie zasługuję – skwitował smutno. Niestety, taka była prawda. Każdy inny gest byłby uprzejmością z jej strony. – Mimo wszystko nic nie mogę poradzić na fakt, że nadal Cię kocham. Nie mogę przejść obok Ciebie obojętnie, nawet jeżeli ktoś miałby przebić mi serce – dodał, lekko się uśmiechając, kiedy otarła mu łzę. Skóra Larrete nadal była delikatna jak płatki róż. Dotknął jej. Delikatnie musnął palce kobiety swoimi, zrobił to z niezwykłą nabożnością, jakby właśnie miał tknąć święte relikwie.
    - Cieszę się, że wam się powodzi – skwitował jej wypowiedź, chowając ręce za siebie, aby zbytnio go nie kusiły. Nie mógł naruszać jej przestrzeni, nawet gdyby zrobił to z wielką uciechą. Wypadałoby w końcu przestrzegać granic, albo zostanie posądzony o napastowanie. Cholera, w zasadzie to mu to wisiało. Dla niej mógłby znieść wszystko. Szkoda, że wcześniej nie mógł tego udowodnić, gdy miał ku temu okazję. Teraz za to płacił. Za własną pychę.
    - Ja? – zaczął. Zaśmiał się smutno. Pytała o naprawdę ciekawą rzecz, a jej nieszczęściem był fakt, iż wobec rudowłosej nie miał tajemnic i niezwykle łatwo było mu się przed nią otworzyć. – Wymordowali moją rodzinę. Najpierw podczas rewolucji francuskiej, później w czasie Pogromu gałąź w Mortiel i zostałem tylko ja. Ktoś musiał przejąć schedę w ojczystym kraju, a że nie było w kim przebierać to oto jestem – uśmiechnął się żałośnie. Doświadczył wielu smutków podczas życia, mimo wszystko zawsze stawał jakoś na nogi. Myśli, w których żyła młoda Pamphilli. Zabawne, ale kobieta, która rzekomo go nienawidziła, dawała mu najwięcej siły.
    - Przywróciłem Salree dawny urok po Pogromie i żyję z dnia na dzień, bo nie zostało mi nic innego – nic innego poza stryczkiem. Cóż, nie był samobójcą. Odbieranie sobie życia była nieeleganckie i tchórzliwe, zwłaszcza z takich pobudek jak złamane serce. Powinien cierpieć, nie uciekać.


    Yves

    OdpowiedzUsuń
  7. Shiya odwzajemniła przyjazny uścisk a potem weszła do środka mieszkania. Uwielbiała to przestronne mieszkanie i zawsze kojarzyła je ze słodkim zapachem. Taki też przywitał ją i teraz, od samego progu. Swoim przyzwyczajeniem już zsunęła buty i ustawiła je równiutko tuż za progiem pokoju. Cóż takich rzeczy ciało nie zapomina. Nawyki z dzieciństwa często zostają.
    - Mhm chciałam powiedzieć kawę… ale kusisz mnie tym whisky – spojrzała na godzinę. Cóż każda była dobra jeśli chodzi o whisky, a już tym bardziej ta popołudniowa. Uśmiechnęła się szeroko do kamerdynera. Tego pana wprost ubóstwiała. On sam również miał problem ze swoimi wrodzonymi nawykami, z czym Shiya się utożsamiała w stu procentach.
    - Panienko Larrette, jak panience minął dzień? – zapytała, gdy już rozsiadła się wygodnie na jednym z foteli, podwijając nogi pod siebie. Wprawiła się już w imitacji Leonardo, choć wciąż nie mogła wydobyć z siebie tego głębokiego głosu. Roześmiała się serdecznie na widok miny swej przyjaciółki i przeczesała palcami swe włosy.
    - Me culpa – uderzyła się kilka razy w pierś, znów żałując że natura nie obdarzyła jej większym biustem. Nie dość, że poskąpiła jej wzrostu to jeszcze odebrała atut kobiecy. Żyć i nie umierać, doprawdy. – Jak tam życie? Coś nowego u ciebie? Jakaś pikanteria może? – zainteresowała się zaraz, uśmiechając się znacząco.
    Larrete słynęła z dobrego gustu, ale była również kobietą z wielkim temperamentem jak na pół-włoszkę przystało oczywiście. Shiya właśnie to w niej lubiła i fakt, że zawsze mogła liczyć na ciepłe przyjęcie oraz jakieś ciekawe historie.

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  8. [Wybacz, że dopiero się witam, ale miałam trochę na głowie ^^ Tak więc teraz nadrabiam heh. Życzę udanych wątków i powiązań! Jedyna rzecz do jakiej mogę się doczepić to brak nazwy autora w etykietach, prosiłabym o uzupełnienie.

    Oczywiście zapraszam też do moich postaci. Udanej zabawy!]

    Akela/Febe/Niklaus/Rei

    OdpowiedzUsuń
  9. [O mamo! Jeżeli tylko wyrażasz takie chęci to jak najbardziej! Biedna Febe szuka od początku pracowników, już nawet Gildię poprosiła o pomoc i jej podsyłają swoich bywalców. W sumie możesz nawet coś zacząć, to jakim stanowiskiem Larr jest zainteresowana wyjdzie w wątku ^^]

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  10. Febe ogłoszenie w gazecie wstawiała już od kilku miesięcy, nadal nie miała prawdziwych pracowników, z obiadami polegała na tutejszych gospodyniach, a wszystkimi papierami, sprzątaniem czy opieką nad dziećmi zajmowała się sama. Czasem nawet i w kuchni musiała spędzić czas, gdyż nie co dzień jakaś miła pani miała czas na gotowanie dla grupy dziesięciorga dzieci. Tak, roboty było po łokcie, a pomoc przychodziła z samej gildii, dwie osoby, Ray i Willow. Cieszyła się z ich obecności, jednak nie były to osoby z którymi mogła wiązać przyszłość przedszkola, bez pracowników długo by nie pociągnęła. Kiedy odebrała telefon od zainteresowanej kandydatki na opiekunkę, ach, z radości skakała prawie pod sam sufit.
    Do spotkania nie przygotowywała się jakoś specjalnie, nie była istotą z odpowiednimi preferencjami, po prostu znała się na rzeczy i tego samego oczekiwała od osób zainteresowanych posadą. Ubrana w długą, koronkową, białą spódnicę i przewiewną bluzkę z hiszpańskim dekoltem otworzyła drzwi przed którymi stała dziewczyna z bardzo sympatycznym wyrazem twarzy. Wyglądała schludnie co również spodobało się kobiecie.
    - Dzień dobry, jestem Febe, właścicielka przedszkola – przedstawiła się i gestem ręki zaprosiła kobietę do środka.
    - Najpierw chwilkę porozmawiamy, a później zobaczymy, mam nadzieję, że oprowadzenie po budynku – przyznała nie szczędząc pogodnego uśmiechu i zaraz usiadła za biurkiem.
    - A więc? Jest Pani zainteresowana stanowiskiem opiekunki, tak? Mogę wiedzieć czy miała Pani jakiekolwiek doświadczenie z dziećmi? – zapytała. Mocno wysilała się, aby pamiętać o zwrocie „per Pani”, gdyż nie miała w zwyczaju z nich korzystać, jednak chociaż przy rozmowie chciała wydawać się bardziej profesjonalna.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Witam się z nową autorką oraz życzę mnóstwa weny na postać. Wiele można się dowiedzieć w samym "opisie" postaci, a jednak tak mało wiadomo co do jej charakterku.
    Zapraszam do Kuro, nawet mam pomysł ze swojej strony, jeśli będziesz miała ochotę na wątek.]

    K. Imito
    M. Miroki
    Átrea

    OdpowiedzUsuń
  12. Febe uśmiechnęła się na propozycję kobiety.
    - Zdecydowanie jest mi to na rękę – przyznała z pogodnym uśmiechem. Larrete wydawała się bardzo pewną siebie osobą, spodobała się Romce i prawdę mówiąc w przyszłości widziała ją na stanowisku dyrektorki przedszkola. Jak to wyjdzie w praniu nie wiedziała, jednak miała nadzieję, że wszystko pójdzie po jej myśli.
    Meduza wysłuchała na spokojnie kobiety, nawet kiwnęła głową z lekką aprobatą, nie każdy może pochwalić się tak liczną gromadką jak wujek Zio Mario. Na razie kobieta zbierała plusy, ale… No właśnie, Febe spojrzała na pyłek strzepany z ciuchów.
    - Bardzo mnie to cieszy, że miałaś kontakt z dziećmi, zdecydowanie jest to zaleta, ale, chciałabym porozmawiać o Twoich wadach. Sprawiasz wrażenie perfekcjonistki, pewnie obie wiemy, że cecha często nie sprawdza się przy dzieciach. Dodatkowo… Tu będziesz miała do czynienia z obcymi, często nieznośnymi i upierdliwymi maluchami. Mogłabyś po krótce opowiedzieć mi o metodach temperowania nieodpowiednich zachowań i jakie zachowani Twoim zdaniem wpisują się na listę „nieodpowiednich”. Pamiętaj, że tutejsze dzieci często posiadają różnego rodzaju nadprzyrodzone zdolności – powiedziała z spokojem w głosie, uśmiechając się bardzo delikatnie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i odpaliła sobie papierosa. Oj tak. Whisky i trochę dobrego tabacco. To wszystko czego jej teraz było potrzeba. Wdzięcznie strzepnęła popiół do przeznaczonego do tego naczynka i uśmiechnęła się znów do przyjaciółki.
    - Co ty gadasz? Akira? Przecież to zatwardziały hetero jest. Nie w głowie mu penisa pchać innemu facetowi w spodnie, choć nie ukrywam… chętnie bym to zobaczyła – roześmiała się serdecznie. Zwykle nie słuchała ploteczek, bo przecież ludzie wymyślali niestworzone historie o wszystkich dookoła. Była niemalże przekonana, że sama stała się takich domysłów ofiarą i to nie raz.
    - A co do ciebie? – powtórzyła nieco ściszonym głosem. To ją interesowało najbardziej. Nie ktoś zupełnie jej obcy, tylko przyjaciółka. – Jakiś nowy postęp w życiu uczuciowym? Złowiłaś kogoś nowego czy dalej wchodzisz w starą rzekę? – zainteresowała się. Nie by stara rzeka, była specjalnie zła. Z pewnością nie, ale przecież trzeba było cieszyć się wieczną młodością. Shiya należała do tych dziewczyn, które nie miały problemu z łapaniem chwili.

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  14. [O ile mi wiadomo do tej pory Allen nie zabił nikogo i zamierza to czyste konto utrzymać do czasu potyczki ze swoją rodzinką szaloną, ale cholera go tam wie xD Może i coś mu szajba odbije :) Skorzystam zaproszenie i może zaproponuję jakiś wątek, pojedziemy na spontnie ]

    Ktoś kiedyś mu powiedział, że alkohol nie służy dzieciakom. Ten sam ktoś stwierdził potem, że gdyby nie alkohol, w życiu nie znalazłby się w tym miejscu, w którym w tamtym momencie był i nie byłby tak szczęśliwy. Dwie sprzeczne informacje, z których on musiał wybrać tę, która najbardziej mu odpowiadała. W końcu nie da się podążać obiema ścieżkami.
    Allen stanął więc przed trudnym wyborem, kiedy barman postawił przed nim zamówione przezeń piwo.
    - Na zdrowie dzieciaku – rzucił tylko, nie pytając o nic i jakby czując że chłopak go potrzebuje. Białowłosy uniósł wzrok i skinął tylko głową, a potem nasunął na nią kaptur i jeszcze długo patrzył w bąbelki buzujące w przezroczystej szklance.
    Wybory. Wybory. Wybory.
    Nie były one jego mocną stroną i zwykle źle na nich wychodził. Teraz również czuł, że tak się stanie, ale w końcu bąbelki skusiły go i alkohol rozgrzał go od środka. Chłopak oblizał lekko wargi, po czym uśmiechnął się szeroko wychylając trunek do samego końca… a potem? Potem stracił rachubę.
    ~.~
    Obudził się z potwornym bólem głowy i unieruchomionymi dłońmi nad głową. Zamrugał nieco, krzywiąc się przy tym. Musiało być grubo po południu, bo słońce nieźle dawało mu po oczach, ale on sam niczego nie rozumiał.
    Tuż przy łóżku, na którym leżał (jak się tu znalazł, bladego pojęcia nie miał), stała młoda kobieta ze skrzyżowanymi rękoma na piersiach.
    - Ohayou? – chłopak spróbował się uśmiechnąć i sprawić wrażenie niezbyt groźnego, bo pozycja w jakiejś się znajdował nie napawała optymizmem. Na dodatek żołądek zaczynał mu się buntować, a ograniczone zasoby ruchowe nie pozwalały nawet przekręcić się na bok. – Mogłaby mnie pani rozwiązać? – zapytał chcąc być grzecznym i jak gdyby nigdy nic uciec z tego potrzasku.
    To z całą pewnością nie był wynajmowany przez niego pokój… oj na pewno nie.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  15. Shiya oparła głowę na prawej dłoni, słuchając uważnie przyjaciółki i jednocześnie zastanawiając się co powinna jej doradzić. Były jak ogień i woda, z tą różnicą, że Larette wciąż słuchała swojej rodziny i zależało jej na opinii publicznej, a Shiya już dawno przestała się tym martwić.
    - Mówisz, że chyba go kochasz - powtórzyła po niej, by lepiej to zrozumieć. - Najpierw upewnij się czy na pewno go kochasz, bo nie ma co wskakiwać na głęboką wodę, jeśli uczucie ma wygasnąć - zauważyła spokojnie. - No i jak uciekniesz sprzed ołtarza to nic się nie stanie... ale nie lepiej wcześniej zakomunikować, że zrobisz co ci się będzie żywnie podobało? No wiesz, w końcu to twoje życie, a nie twojej rodziny. To twoje wybory powinny być na pierwszym miejscu... reszta może się schować. Ty jesteś najważniejsza - rzuciła, zbierając włosy w wysokiego kita i związując go niedbale gumką. Potem usiadła po turecku i zapalila kolejnego papierosa.
    - Serio? A pytałaś go już o to? Wiesz przecież, że ludzie wyolbrzymiają - machnęła lekceważąco dłonią. - Robią z igły widły by jakoś urozmaicić sobie życie - wstała nagle z fotela i odstawiła papierosa by wepchać się przyjaciółce na kolana i delikatnie pogładzić po policzku.
    - No i zobacz, wystarczy taki mały gest, albo zalotny uśmiech, przytulenie... czy całus by ludzie gadali, że jesteś lesbijką kochana - posłała jej całusa w powietrzu i roześmiała się serdecznie.
    - Więc pogadaj szczerze z Yyvsem... bo wiesz... rozstaliście się, więc technicznie rzecz biorąc miał prawo sszukać sobie innej - oblizała lekko wargi. Może i była szorstka i może nie powinna była tego mówić, ale słowa same wypłynęły, zanim zdążyła pomyśleć.

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  16. Wyraz twarzy Febe nie ulegał wielkiej zmianie, jednak kącik jej ust unosił się delikatnie słysząc o zastosowanych przez Larrete sposobach i upomnieniach. Tak, do tego nutka dobrego humoru w ostatniej wypowiedzi. Romka zawtórowała Włoszce serdecznym śmiechem i zaraz wyraźnie przytaknęła głową.
    - W takim razie Larrete nie pozostaje mi nic innego jak oprowadzić Cię po moim przybytku i przyjąć na okres próbny. Oczywiście jeżeli masz jakiekolwiek pytania to słucham – odpowiedziała. Celowo nie poruszała tematu pieniędzy, godzin pracy czy zakresu obowiązków, głównie z ciekawości o co pierwsze zapyta nowo poznana kobieta. Przypadła jej do gustu, nawet bardzo, jednak z doświadczenia wiedziała, że nawet cholerne dupki przypadały jej do gustu w pierwszych minutach znajomości, więc nie chciała być zbyt ufna. No, albo po prostu fakt, że w końcu ktoś oficjalnie zabierze nieco ciężaru z jej barków, w kwestii prowadzenia przedszkola, był tak niesamowity jak sama kraina, w której przebywały.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  17. No i padło to nieszczęsne pytanie, na które nie wiedziała jak odpowiedzieć. Zagryzła lekko wargi i wróciła na swoje miejsce. Przez moment bębniła palcami po szklance.
    - ZNasz mnie przecież... raz kwiatek, a innym razem drzewko. Doskonale się bawię - uśmiechnęła się krzywo. - Nie myślę o ustatkowywaniu się. Moje ciało jest jeszcze młode... poza tym nie chcę powtórki z rozrywki. Patrzenie na umierającego ze starości ukochanego miłe nie było - mruknęła tylko wychylając całkiem pokaźny łyk swojego trunku. - Korzystam z życia kochana, a jeśli przynosi mi przy okazji wspaniałe bonusiki... to czemu nie? - puściła do niej oczko, zaraz jednak wracając do poprzedniego tematu.
    - A nie możesz ojcu postawić swych warunków? No wiesz, mimo wszytko jesteś jego ukochaną córeczką - zauważyła spokojnie. - Może wypada odciąć pępowinę, co?

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  18. [Jejku, sorki, że dopiero, byłam pewna, że odpisałam ;o]

    Meduza uśmiechnęła się ciepło słysząc zadane pytanie.
    - Ze względu na dość ubogi personel pracy jest naprawdę dużo, dzięki Twojej obecności będę mogła pozwolić sobie na zajęcie się papierami, więc Ty będziesz przede wszystkim opiekować się dziećmi. Grupa liczy 10 istot, na więcej nie mogę sobie pozwolić, bo po prostu nie miałabym gdzie ręki włożyć – zaczęła. – Dodatkowo, poza wymyślaniem zajęć, o których zaraz więcej Ci opowiem, i ogólną opieką, czasami będziemy musiały samodzielnie przygotować posiłki. Zazwyczaj tutejsze gospodynie domowe oferują mi swoją pomoc w kuchni, jednak nie zawszę mogę liczyć na owe panie – dodała i popukała się palcem wskazującym po brodzie. – Tak, chyba o niczym nie zapomniałam – stwierdziła po czym zaciekawiona spojrzała na poszukiwania kobiety. Na wręczoną wizytówkę zaśmiała się lekko i przytaknęła jej.
    - W tajemnicy Ci powiem, że wróżenie nie jest mi obce, a moje przeczucie jest takie samo, dodam, że rzadko się takie przeczucie nie sprawdza – uśmiechnęła się równie pogodnie co Włoszka i zaraz kiwnęła głową, słysząc kolejne pytanie.
    - Pracę zaczynamy od 7, oficjalnie kończymy o 15, jednak mało kiedy miałam okazję zostać aż tak długo, zazwyczaj o 13, 14 nie ma już co robić, dzieciaki są odebrane, sprzątanie wbrew pozorom idzie szybko. W takich sytuacjach będziesz po prostu kończyła szybciej. Natomiast co do okresu próbnego, obejmują Cię trzy, tak zwane, dni charytatywne, w tym czasie otrzymanie wypłaty jest możliwe, aczkolwiek zależne od indywidualnego podejścia do pracy. W te trzy dni, jeżeli się sprawdzisz, otrzymasz dniówkę. Później normalna wypłata co miesiąc, stawka to 7,50 funtów za godzinę. Oczywiście codziennie wpisujemy na listę godzinę rozpoczęcia i zakończenia pracy – wyjaśniła, nadal z pogodnym uśmiechem, po czym wstała z krzesła.
    - To co? Ruszamy na zwiedzanie? – zapytała, uśmiechając się ciepło.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  19. Yves przyglądał się odjeżdżającej Larrete, a serce jakby właśnie rozpadło mu się tysiąc maluczkich kawałków. Czuł się winny. Winny, że zaprzepaścił szansę na życie z tak wspaniałą kobietą jaką była rudowłosa arystokratka. Zaprawdę, nigdy nie widział tyle klasy, którą tak prosto było zastąpić prostotą w jednej osobie. Była niezwykła pod każdym względem. Miała bardziej dobroduszny charakter niż nie jeden anioł, a jej uroda potrafiła przyćmić samą Venus. Ktoś tak wyjątkowy nie zasługiwał na jakąkolwiek krzywdę. Jakimż był głupcem, krzywdząc ją w tak upokarzający sposób. Po raz kolejny poczuł, jak jego oczy robią się mokre od słonych łez. Tęczówki, które dzisiaj były równie szare i ciemne, co jego własna zatracona dusza, zaczęły go piec. W głowie nadal miał jej spojrzenie, które przeszywało go na wskroś. Czuł się wręcz paskudnie. Odszedł w swoją stronę, wyciągając z kieszeni paczkę luksusowych papierosów. Wyjął jednego z nich, po czym odpalił srebrną, zdobioną zapalniczką, chociaż równie dobrze mógłby to zrobić bez pomocy rąk. Wciągnął dym do płuc, ten począł przyjemnie szczypać jego gardło. Zdawało się też, że część szarej smugi powędrowała do serca i mózgu mężczyzny, gdyż momentalnie poczuł otępiałe uspokojenie. Jakby jego zmysły ktoś właśnie znieczulał. Tym właśnie był nałóg zarządcy portu. Znieczuleniem, przed którym nikt nie mógł go ocalić. Nogi same poniosły go domu. Tam wyjął z barku najdroższą whisky jaką miał. Nie wysilił się nawet na wyciągnięcie literatek. Po prostu zaczął pić z butelki. Aż do nieprzytomności. Nikt mu nie zabroni. Chciał zapomnieć. Zapomnieć jak bardzo spieprzył, jak bardzo ją kocha, jak wiele noży drażniło od wewnątrz jego serce. Chciał zapomnieć jak bardzo nienawidzi swojego żałosnego życia, które los pozbawił jakichkolwiek wartościowych uciech. Samotny kawaler bez rodziny, który beznadziejnie stara się zrehabilitować. Nic nie pomagało. Nigdy. Ani wszystkie datki na akcje charytatywne, ani ciepłe ciała obcych kobiet, które tak naprawdę nic dla niego nie znaczyły. Chciał uciec od tego wszystkiego. Pogrążyć się ciemności. Wiedział jednak, że nie tego chcieliby jego błogosławienie rodziciele. Musiał dumnie stać, jako ostatni członek dostojnego rodu Nuireur – albo chociaż udawać, że tak jest.
    Po kilku dniach zdołał jakoś się pozbierać. Kazał umówić sobie spotkanie w rezydencji domu Pamphilii. Zapowiedział, że chodzi o ważną sprawę rodziny, o której winien rozmawiać z panną Larrete, nawet jeżeli jej ojciec sobie tego nie do końca życzy. Nie chodziło o żadne zaloty, a o przeprosiny za wszystkie krzywdy. Ostatecznie uzyskał pozwolenie. Co prawda nie od razu, ale w końcu nawet taki rekin biznesu musiał ulec. Yves miał wielkie wpływy w Salree, więc gdyby ojciec jego ukochanej kobiety chciał odciąć się odciąć od jakichkolwiek kontaktów z blondynem, musiałby zrezygnować z wielu towarzyskich rozrywek oraz sporej ilości dostaw. To drugie zdawało się nawet być argumentem, który przeważył szalę zwycięstwa.
    Tego dnia nieszczęsny mężczyzna stał przed drzwiami rezydencji, czekając aż kamerdyner mu otworzy. Gdy tylko to zrobił, wszedł. Odłożył na krótki moment zdobioną rubinami i szafirami szkatułę. Zdjął czarny płaszcz, po czym udał się zgodnie ze wskazówkami Leonarda, ściskając w dłoniach swój podarek. Od dawna nie czuł się tak zestresowany.


    Yves

    OdpowiedzUsuń
  20. Shiya miała wrażenie, że znalazła się nie na miejscu. Obserwowała ich oboje, salutując tylko mężczyźnie swoją szklaneczką z trunkiem, kiedy ten ją pozdrowił. Jaka tam z niej madame? Nie nadawała się na damę. Bliżej jej było do chłopczycy o kobiecych wdziękach. Zacisnęła mocno szczękę, słysząc ich wymianę zdań, a potem zerknęła na lokaja Larette i odstawiła szklankę na stół.
    - Nie słyszałeś? Ślubu nie będzie – podeszła dziarsko do mężczyzny, jakby chcąc mu pokazać gdzie raki zimują. Niestety obserwatorowi z boku mogło się to wydać nad wyraz komiczne. Niewielka, szczupła istotka mierzyła chłodnym spojrzeniem wysokiego mężczyznę. No istna komedia, nie ma co. Ale znów… kto by się tam przejmował.
    - Larette nie interesują puste słowa i pełna kieszeń – dodała nieco poważniej. – Lepiej będzie jak teraz stąd znikniesz – zacisnęła mocniej zęby. – Może jeśli pokażesz, że ją kochasz to zmieni zdanie, ale na dzień dzisiejszy „nie” oznacza „nie” – uśmiechnęła się do niego lekko i ścisnęła dłoń swej przyjaciółki, by dać jej znać, że ma wsparcie. Jeśli tego potrzebuje. W razie czego cofnie czas… ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie minęły 24 godziny od poprzedniego cofnięcia. Jeszcze nie mogła.

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  21. Allen miał mętlik w głowie. Nie dość, że nie bardzo rozumiał jak się tu znalazł to jeszcze dwie kobiety się o niego przed chwilą pożarły… i zrobiły to w taki sposób, że on sam bał się już z nimi zadzierać. W końcu jednak został z tą drugą, która wydawała się nieco milsza. Rozwiązała go nawet, a wówczas usiadł szybko na łóżku i odsunął się od niej odrobinę. Przezorny zawsze ubezpieczony, co nie? Obiecał sobie, że więcej nie będzie tyle pił. Na pewno nie aż do utraty pamięci z poprzedniego wieczoru.
    - Przepraszam, gdzie… gdzie jest łazienka? – zapytał jej zaraz, walcząc z mdłościami, które nachodziły go falami. No i jeszcze ta wirująca głowa. Był niemalże przekonany, że to nie tylko sprawka alkoholu. Być może ta druga kobieta dosypała mu coś do drinka, nie był pewien, ale wiedział tylko, że zaraz nie wytrzyma, więc gdy tylko Larette pokazała mu kierunek ruszył tam biegiem, zdążając w ostatniej chwili. Jasna cholera! Gorzej być nie mogło. Oparł czoło o deskę sedesową, gdy już skończył wymiotować. W głowie nie przestało się kręcić.
    - Uhm szofer nie będzie potrzebny – wychrypiał, kiedy już się pozbierał i pojawił z powrotem w tej przeklętej sypialni. – Ja… ja już pójdę – uśmiechnął się słabo, póki co trzymając się ściany, co by przypadkiem orła nie wywinąć pięknego tuż przy niej. – Dziękuję za gościnę – wydusił z siebie, nie do końca wiedząc czy musi dziękować, ale z drugiej strony tak go wychowano i już nic na to nie mógł poradzić.

    Allen

    OdpowiedzUsuń