czwartek, 20 lipca 2017

Let it burn [cz. I]

I watched the city burn...
These dreams like ashes float away.
Your voice I never heard...
Only silence.

 

Płomienie.
Tylko tyle zdołał zobaczyć w pierwszej chwili. Gryzący dym żarł go jak cholera w płuca, zaniósł się bolesnym kaszlem. Co się, kurwa mać, tutaj zadziało? Rozejrzał się, mrugając oczami. Łóżko pod oknem, należące do Svei - jego koleżanki z roku, było zajęte, leżał bowiem na nim jej płonący od pasa w dół trup, z bladoniebieskimi oczami otwartymi szeroko w pustkę i poderżniętym gardłem. Przerażony zeskoczył z łóżka (diabli z tym, że miał na sobie tylko bokserki z durnym napisem "tu mieszka smok", otrzymane od durnego Yukiego na wczorajsze urodziny), złapał koszulę i spodnie (buty zostawił na dole, na szczęście, razem z komórką, kartą i innymi rzeczami). Bał się jak cholera, nic nie rozumiał, skąd wziął się tu ten ogień?! i w ogóle, ale nie było teraz czasu na takie rozkminy. Musiał zejść na dół, na parter siedziby, musiał...Przecież nie wyskoczy z piętra, za wysoko, do diabła! Co tu się działo w ogóle? O co tu chodzi?! Gdzie jest...Chryste, przecież wczoraj pili tu z chłopakami, gdzie są chłopaki?! Gdzie jest Terayuki?!
- TERAYUKI?! Toshizou?! Gabriel?!
Kiedy wybiegł na korytarz, z przerażeniem zobaczył, że jest tu jeszcze więcej ognia i dymu. I jeszcze więcej trupów - w wielu z nich rozpoznał swoich przyjaciół z roku i członków bractwa. Wszystkie miały popodrzynane gardła i płonęły w dzikim kręgu tańczących płomieni. Chyba wtedy wrzasnął. A może już dawno krzyczał, tylko mu się zdawało, że tego nie robił? Choć było gorąco, trząsł się, jakby wyszedł na pięćdziesiąt stopni mrozu. Czy to była...Jego wina? Czy to on stracił kontrolę nad...tym? Przecież odkrył to niedawno, niby ćwiczył to z mistrzem, ale...Ale przecież to nie mógł być on. Wiedziałby, gdyby użył swoich zdolności. 
Prawda?
Potem była paniczna ucieczka. Przeskakiwanie martwych trupów, bieg na dół..
- Terayuki! Odezwij się, do kurwy nędzy! YUKI! GABRIEL! 
Nikt nie odpowiedział. Otwarta na całą szerokość łazienka była jednym wielkim morzem płomienia, zobaczył, jak pod wpływem gorąca rozpada się lustro. Lustro, w którym jeszcze przed chwilą widział swoją własną twarz. W wannie płonęły zwłoki jakiejś dziewczyny, której Akira za cholerę nie mógł sobie teraz przypomnieć. Uśmiechała się, a na jej prawej dłoni dostrzegł broszkę. Boże.
- YUKI! CHŁOPAKI, ODEZWIJCIE SIĘ, KURWA MAĆ! - ryknął ponownie smok, pędząc do kuchni wśród dymu i kaszląc. Na szczęście smoczy instynkt, nakazujący mu chronić młode, nie zawiódł. Jego młodszy brat leżał, zemdlony, na podłodze. Wstrząśnięty Akira natychmiast przypadł do chłopaka. Sprawdził trzęsącymi się dłońmi puls. Żył. Chryste.
- Nie umieraj mi tu, młody - wykrztusił gorączkowo, podnosząc go (na szczęście był dość silny, a Gabriel dość wątły i szczupły, aby go unieść) z podłogi. - Nie waż mi się umierać. Nawet o tym nie myśl.
Do kuchni wpadł pobladły Terayuki. Po jego policzkach spływały strumyczki krwi przypominające bardzo podejrzanie ścieżki łez, pokrwawiona i cuchnąca dymem niebieska koszula i spodnie dziwnie wyglądały na tle białych ścian, a w dłoniach trzymał nóż i pistolet. 
- Chryste, Yuki, ty idioto! Myślałem, że...Co tu się, kurwa, odstawia? Kto ich zabił? Yuki, powiedz coś, do chuja! Kto wam to zrobił?!
Terayuki jęknął ochryple. Potrząsnął głową, po czym podbiegł do Akiry. Zgarnął jego rzeczy ze stołu (na ramieniu miał torbę, jak dopiero teraz zauważył Englund).
- A-AKIRA! O Boże, Akira, jak dobrze, że żyjesz - wydyszał, dotykając drżącą dłonią jego ramienia, jakby chciał się upewnić, że to na pewno jest żywy i materialny człowiek, a nie zombie z horroru. - Spieprzajmy stąd, stary, on oszalał!
Przed kim lub przed czym? Kto oszalał? Co tu się dzieje? 
Odpowiedź na tę litanię pytań przyszła zadziwiająco szybko. Był nią Hantei Akodo, zastępca wielkiego mistrza, stojący w białym, skalanym przez dym i krew płaszczu w drzwiach kuchni i trzymający malutką córeczkę mistrza imieniem Elise jedną ręką. Dziecko trzęsło się od strachu i płaczu, a przy tym darło się jak oszalałe, prezentując swoje niewątpliwie obszerne umiejętności wokalne. Miało może najwyżej trzy latka, Akira nigdy nie mógł zapamiętać, ile dokładnie - ale ten widok miał mu się wryć w pamięć aż do jego ostatnich dni. 
W drugiej ręce mężczyzny widniała bowiem głowa jego ojca, Einara Englunda.
-Cieszycie się, że mnie widzicie? - spytał z uprzejmym uśmiechem, a jego okulary rozbłysły, jak zawsze, gdy raczył się do nich zwracać. Widząc, że Elise nie ma zamiaru umilknąć, a obaj młodzi mężczyźni stali jak sparaliżowani, podszedł bliżej, nogą zamykając drzwi. Wionęło od niego smrodem niedopalonych ciał.
Akira formalnie oniemiał. Kto jak kto, ale Hantei? Wszystkiego się spodziewał, wiedział, że w bractwie jest zdrajca, szpieg, ale...Przecież Hantei był najwierniejszym towarzyszem mistrza. Trzymali się ze sobą od zawsze, to on zaproponował ten dom na odludziu jako siedzibę bractwa, to on pomagał trenować nowicjuszy...A teraz wchodził tutaj, z głową jego ojca i wrzeszczącą, posiniaczoną Elise, jakby nigdy nic!
- Mój ojciec - wykrztusił w końcu. Czuł ciężar ciała brata w ramionach. - Zabiłeś naszego ojca. Zabiłeś swojego syna Toshizou, Sveę, ich wszystkich. Mistrza też zabiłeś, inaczej Elise by tu nie było. Skrzywdziłeś mojego brata i Yukiego. Zdradziłeś nas wszystkich.
Hantei pokiwał głową, bardzo z siebie zadowolony. Postawił na ziemi wrzeszczącą dziewczynkę, która natychmiast pobiegła ile sił w nogach do Terayukiego i schowała się z rykiem za jego nogą. Po chwili położył odciętą, wpatrzoną w nicość głowę Einara na stole i zwrócił się do Akiry:
- Zapewne zastanawiasz się, po co to zrobiłem. Zastanawiasz się również, dlaczego was oszczędziłem, a zabiłem tych, których wymieniłeś. I dlaczego zniszczyłem wasze bractwo od środka.
Poprawił okulary. Na jego twarz wypełzł, niczym smok z jaskini, cyniczny i szyderczy uśmiech. Teraz dopiero Akira zrozumiał, że przez te wszystkie lata, zawsze ich okłamywał. Bawił się z nimi w kotka i myszkę. Musiało go cholernie śmieszyć, kiedy usuwając ich informatorów na swój sposób, przyglądał się ich treningom. Nie mógł oderwać wzroku od głowy ich ojca. Nie docierało do niego, że ojciec już nigdy nie opuści swojego więzienia. Już nigdy nie wyjdzie na wolność, nie wróci do domu, nie porozmawia z matką...
Chociaż nie. Ojciec wyszedł, ale nogami do przodu. Po jego policzku zaczęły ściekać łzy. Hantei zachichotał.
- Byliście tacy prości, tacy monoschematyczni. Nietrudno było śledzić wasze działania, podsuwać wam fałszywe ścieżki - rzekł, patrząc uważnie na Gabriela leżącego bezradnie w ramionach dygocącego z wściekłości brata. Potem przeniósł wzrok na łkającą Elise i cofającego się ostrożnie z dzieckiem za nogą Terayukiego, obojętnie i chłodno, jakby oceniając. - Byliście jak ślepe kocięta. A ja wybiłem was jak ślepe kocięta. W jednym worku.
To rzekłszy, odwrócił się i spokojnym krokiem ruszył do wyjścia. Tego było zbyt wiele na siły Akiry.
Ryk, który z siebie wydał, mógłby zawstydzić najstarsze dinozaury. Z jego ciała zaczęła wydostawać się kolejna fala płomieni, potężna, potężniejsza niż to, co ujawnił do tej pory na treningach. Położył ostrożnie Gabriela na ziemi, po czym, skowycząc, rzucił się na Hanteia. W głowie miał tylko jedno:  zabić.
- DRA AT HELVETE, ZDRAJCO! - ryknął głosem, który bardziej pobrzmiewał teraz po smoczemu niż po Akirowemu. - ZABIJĘ CIĘ! SPALĘ CIĘ, GNIDO! ZABIJĘ! ZABIJĘ!
Ciało Hanteia otoczyła niebieska aura, której zawsze używał. Słyszał jego cyniczny śmiech. 
- Życie jest gorszą karą niż śmierć, Englund - powiedział łagodnie. - Teraz niebo jest już naprawdę czyste.
Czyste niebo...
Obaj spojrzeli mimowolnie przez okno. Na zewnątrz, oprócz płomieni, rzeczywiście było widać pogrążony w nocnym mroku nieboskłon usiany gwiazdami. Nie było na nim ani jednej chmurki. 
- Do zobaczenia w przyszłości. Mam nadzieję, że przy naszym następnym spotkaniu będziesz bardziej opanowany, chłopcze. Jak na razie, jesteś zaledwie słaby. Za bardzo...ulegasz.
Englund ryknął z furii. Wybiegł za nim, skowycząc, pozostawiając Terayukiego z Elise i Gabrielem w domu. Chciał zabić, zniszczyć, pożreć, rozszarpać...Smoczy instynkt, który do tej pory tłumił w sobie, teraz w nim szalał. Tak jak płomienie, które zżerały jego dom. Miejsce, w którym spędził tyle szczęśliwych lat. 
Kiedy ochłonął, klęczał przy budzącym się z otumanienia Gabrielu, a z drugiej strony klęczał Terayuki tulący do siebie dziecko. Za nimi właśnie zawalił się z hukiem ich dom, grzebiąc w sobie trupy ich przyjaciół i mistrza. Hanteia już nie było, uciekł im. Zawaliłem.
Zawaliłem. 
To wszystko moja wina.
Moja wina.
Po raz pierwszy i ostatni w życiu miał twarz mokrą od łez. 
Kiedy wreszcie ochłonął, usłyszał cichy szept Gabriela "Akira...co się stało?" i chyba to dodało mu sił. 
- Idziemy stąd - powiedział ochryple. - Yuki, bierz małą i rzeczy. Spadamy. 
Nikt nie zaprotestował. Ruszyli przed siebie, nie wiedząc nawet, gdzie iść. 
Akira Englund miał coś ważnego do naprawienia.


~~~*~~~

Cztery dni później Akira stał przed grobem swojego ojca na cmentarzu w Sztokholmie. Skromny, oszczędny nagrobek z granitu ozdobiony był prostymi literami, które głosiły wszem i wobec, że tu spoczywa Einar Englund i prosi o modlitwę. Niedaleko stąd znajdowały się groby jego pomordowanych przyjaciół, a gdzieś tam, na końcu cmentarza, znajdował się niewielki grób z kościami jego mistrza. 
Obok Akiry stała zapłakana, drżąca staruszka w czarnej, żałobnej sukni, i ocierała wiotką dłonią łzy. Była znacznie niższa od swojego wysokiego i smukłego syna. 
- Wyjeżdżam, mamo  - powiedział cicho blondyn. - Gabriel powinien być już bezpieczny w Anglii. Tam dokończy szkołę. Ma pieniądze i kontakt. Nic mu nie będzie groziło. 
- Akira, ja też wyjeżdżam. Przyznam się, że liczyłam, że pojedziesz ze mną. Pomyliłam się?
-Nie, mamo  - ucałował delikatnie jej miękki, mokry policzek.- Ale nie wiem, dokąd chcesz jechać. Ja chciałem najpierw do Engelsfors. Żeby...ustalić na nowo priorytety.
Akemi zadrżała, patrząc na martwą, bladą twarz syna. Odkąd rok młodszy Gabriel wyjechał do Anglii, odkąd pochowano jej męża, Akira był jak martwy. Nie płakał, nie krzyczał, za to z zaciętą i kamienną twarzą zajmował się tym, co zawsze. Dzwonił do Terayukiego, ustalili razem, że zajmą się jakąś Elise. Kimkolwiek była Elise, stara pani Englund o wiele bardziej martwiła się o syna niż o nią. Nie chciała, by Akira jechał do Engelsfors. Owa...cokolwiek skomplikowana, jeżeli chodzi o jej i Einara przeszłość, miejscowość nie była dobrym kierunkiem dla jej syna. Poza tym skoro Akira odziedziczył po nich zdolności...
- Nie - zdziwiła się, słysząc, z jaką łatwością przychodzi jej ta stanowczość. - Zadzwoń do Terayukiego i powiedz mu, żeby zabrał ze sobą wszystko i Elise. Obaj pojedziecie ze mną do Mortiel.
- Że gdzie? - głos Akiry był pusty, spokojny. Nie było w nim już nawet ciekawości, choć w innych okolicznościach zapewne już by go wypełniła, w końcu matka niewiele mówiła o miejscu, w którym poznali się z ojcem i na zawsze związali - a które opuścili z bliżej nieznanych przyczyn.
 - Do Mortiel - powtórzyła staruszka. - Wracamy do domu.


Will you play this game?
Will you fight or will you walk away?
How long will you let it burn?
Let it burn...




__________________________________________________________________________________
Nie mam pojęcia, co mi strzeliło do głowy, i pszpraszam. Już nie będę. ;-; Piosenka z tytułu i notki to Red - "Let it burn". Em...możecie komentować, czy coś, miło mi będzie...i ten, poważnie już nie będę! *chowa się, zanim zostanie zjedzony żywcem*

2 komentarze:

  1. Tatku, muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. Czytało się bardzo dobrze, ale smutno teraz tak jakoś. Jak on mógł zrobić coś takiego im wszystkim? No i jak mogłeś, Gabriela wysłać do Anglii?! Tatku... tak się nie robi z rodziną. Dobrze, że chociaż najlepszy przyjaciel Ci przeżył, bo chyba nie dałbyś rady się pozbierać, gdyby tak nie było... Mnie sie podobało i chcę więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Błędów nie spostrzegłam, inspiracja Redem zawsze spoko :D Nie wiem, czy nie powinnaś wyjustować tekstu, ale to już jak chcesz. W końcówce widzę nawiązanie do "Hrabiego Monte Christo" - rozmowa Akiry i Akemi wygląda podobnie do rozmowy Mercedes i Alberta :D
    A bokserki z "tu mieszka smok" są urocze!

    OdpowiedzUsuń