piątek, 7 lipca 2017

there's no use trying to save my soul



Akira Englund


informator - barman - smok











generalnie cześć i chwała nieocenionej Von, której zawdzięczam ten oto kod :* w tytule Holiłudy i "Take me home", głosem jest Takahiro Sakurai, a wyglądem Izumo Kusanagi z K Project - a dokładniej z gry Wonderful School Days (Gakuen K). nie mam nic do ukrycia, ukocham za wątki. kontakt: scarlettdelained@gmail.com, można pytać o gg.

71 komentarzy:

  1. No i pięknie wyszło, ot co! Nie pozostało mi nic innego, jak tylko powitać Cię oficjalnie na BtC! Ciebie oraz Akirę! Jako mniej aktywna część administracji mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawiła i zostaniesz z nami jeszcze długi czas. :3

    Ýril, robocza Lion i Von, jedna piąta administracji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo, że jestem na urlopie nie mogłam sobie odpuścić i muszę Cię przywitać. Wizerunek przypomina mi trochę, a nawet bardzo, inną postać z bloga i mam tylko cichą nadzieję, że nie będzie taki jak pierwszy nasz blondas. W razie chęci zapraszam do siebie i życzę ciekawych wątków.

    Melanie, Atrea i kolejna osoba z administracji.

    OdpowiedzUsuń
  3. [hohoh, ktoś mi tu wjeżdża na informacyjny biznes :3 jestem pewna, że Timmy by chciała Akirę poznać (i jego bar. głównie jego bar.)]

    Timmy&Willow

    OdpowiedzUsuń
  4. [moja pierwsza myśl, to czyim Akira jest informatorem, bo w sumie możemy trzasnąć powiązanie, że Timmy do niego wpada po jakieś ploteczki, których nie jest w stanie zdobyć z internetu, albo może też "używać" Akirę jako pośrednika (co by jakiegoś pendrive'a podejrzanego przekazał jakimś równie podejrzanym typkom, the usual). więc tak ogólnie to by się znali.
    a tak ogólnie, niezależnie czy powiązanie chcesz czy nie, propozycję wątku mam następującą: Timmy wbija do baru robić ciężkie biznesy, ale ją klient wystawia, więc się dziewczyna idzie upić, bo co ma robić, tam sobie może pogadać chwilę z Akirą, a później wpadają kolesie z bronią i być może szukają Timmy :D jak to przysłowie ludowe mówi: rozróba w barze zawsze spoko.]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze mówiąc nie wiedziała, dlaczego w zasadzie wybrała się do tego baru. Tym bardziej nie miała pojęcia, po co się tak odstawiła. Miała na sobie zieloną, koronkową sukienkę sięgającą do połowy ud, która odkrywała dekolt kobiety. Długie rękawy w przeciwieństwie do reszty kreacji nie były przyozdobione perełkami. Do tego założyła, o zgrozo, pokaźnych rozmiarów kolczyki, oraz wysokie, zamszowe, czarne szpilki. Włosy po prostu rozczesała, chociaż tuż przed drzwiami przybytku doszła do wniosku, że zdecydowanie za bardzo się wystroiła. Nie szła przecież na żadną randkę. Czyżby żarty Yensena okazały się prawdą?
    - Bogowie, uchrońcie mnie przed tym – westchnęła otwierając drzwi. Chciała tylko napić się jakiegoś drinka, którym chciała się nagrodzić za świetnie wykonaną robotę dla Gildii. Dawno nie bawiła się w żadnego łowcę przemytników, najczęściej siedziała w ruinach, a to była dość miła odmiana i zdecydowanie mniej pracochłonna. Westchnęła cicho rozglądając się po pomieszczeniu. Przynajmniej nie wyróżniała się zbytnio swoim ubiorem. Uśmiechnęła się nieco. Może jednak dobrze zrobiła, ubierając tą miniówkę. Pewniejszym krokiem podeszła do niezwykle zadbanego baru. Cóż, ten który tutaj obsługiwał musiał naprawdę o niego dbać. Była pewna, że mogła się przejrzeć w idealnie wypolerowanym blacie. Położyła swoją kopertówkę na kolonach, czekając aż barman ją zauważy. Przecież nie będzie na niego krzyczeć. Jeszcze czego. Ma czas. W międzyczasie zerknęła na kartę z dostępnymi drinkami. Gdy usłyszała głos barmana spojrzała na niego. Cóż, nie można było mu odmówić tego, iż był niezwykle przystojny, ale jej to w ogóle nie interesowało. Prawda?
    - Dobry wieczór – zaczęła, próbując dostrzec kolor tęczówki mężczyzny, które sprawnie zakrywały ciemne okulary. – Poproszę Green Widow – zamówiła, odkładając kartę. Uśmiechnęła się delikatnie, aby nie wyjść na jakąś snobkę.


    Ninath

    [ No, jak ja nienawidzę zaczynać! Musisz wybaczyć, jeśli coś skopałam, ale kierowałam się po części tym jak zachowuje się Izumo. No mężu, powodzenia nam życzę z tym wątkiem!

    No i oczywiście witaj na blogu. Baw się dobrze! :*

    Z POWAŻANIEM,
    PERSIU (kolejna 1/5 administracji ) ]

    OdpowiedzUsuń
  6. [meh, Timmy się z mafią o informatora kłócić nie będzie xDDD więc zakładamy, że się nie znają?
    hah, "obronić Timmy", cute.
    ale tak w ogóle NIE TO ŻE COŚ, ALE PISAŁAŚ, ŻE TY ZACZNIESZ.

    ...
    no dobra, mogę zacząć *-100 do asertywności*]

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  7. Co tu się odwaliło xD Widzę, że zostałaś zasypana wręcz komentarzami. Bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że ten stan rzeczy będzie trwał jak najdłużej oraz, że zadomowisz się u nas jak najlepiej ^^ Tak jak Mel, mi również Twoja postać skojarzyła się z moim Niklausem, nawet podobne stylowe okulary hehe xD Pozostaje mi życzyć udanych wątków, ciekawych relacji i dużo weny! Oczywiście zapraszam do moich postaci]

    Akela, Niklaus, Febe

    OdpowiedzUsuń

  8. Nie miała pojęcia dlaczego, ale fakt, iż nie mogła dojrzeć jego tęczowek stał się dla niej niesamowicie irytujący. Jakby coś właśnie zaczęło swędzieć ją w najgłębszych odmętach mózgu i nie mogła nic z tym zrobić. Przegryzła delikatnie dolną wargę, niby w geście protestu. Jeszcze musiał je poprawić, drań. Drań i zapewne podrywacz. Jego uśmiech był aż nazbyt zniewalający jak na pierwszy, aby nie należał do rasowego podrywacza. Zdążyła się już nieco nauczyć o tych uśmiechach w swojej karierze. Mimo wszystko odwzajemniła go, zakładając nogę na nogę. Tego gestu jednak nie mógł raczej dostrzec. Tak się jej przynajmniej wydawało.
    Przyglądała się każdej czynności mężczyzny, słuchając co ma do powiedzenia. W międzyczasie w oczy rzuciła się jej pokaźna kolekcja wykwintnych alkoholi. Widać, że znał się na swojej pracy. A wszechobecny porządek i wyrafinowanie kwalifikowały go na profesjonalistę, zapaleńca, co było raczej rzadkie wśród baristów.
    Delikatnie się zaśmiała na stwierdzenie o pięknej damie. Cóż, to z pewnością nie był szczyt jego możliwości, raczej miłe złego początki, ale ona nie pójdzie w tą grę. Nigdy w życiu.
    -Hm? - mruknęła, słysząc pytanie. Nie miała zielonego pojęcia. Nie była obeznana w sztuce miksologii. Wolała zdać się na eksperta. Uśmiechnęła się niewinnie.
    -A jak powinien być podany według Pana? - zapytała, kierując spojrzenie na prawie skończonego drinka, by za moment powoli przenieść je na blondyna.
    - Chętnie zdam się na doświadczenie profesjonalisty - dodała na koniec. Zaraz. Czy ona przed chwilą deklarowała, iż nie wejdzie z nim w żadną grę? Cholera. Nie wyszło. Odebrała przygotowany alkohol, po czym upiła niewielkiego łyka. Smakował fantastycznie.

    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  9. [ +18, znając mnie ]

    Kolejna nieprzespana noc, która to już była. Eizen już od dawna nie jest w stanie ich zliczyć i nie ma zamiaru dalej próbować, najzwyczajniej w świecie się już poddał. Na całe szczęście prócz małych objaw niedospania nie cierpi zbytnio na bardziej dokuczliwe dolegliwości związane z insomnią. Tuż przed świtem podniósł się z fotela, przy łóżku Celine, w którym spędził noc i cicho ruszył do kuchni. Ubrany w swoje zaufane czarne spodnie oraz białą koszulę zaczął przygotowywać śniadanie. Nie długą chwile później dosłyszał ciche kroki bosych stóp stawianych na drewnianych stopniach schodów. Kontynuował swoją czynność gdy w kuchni pojawiła się śpiąca jeszcze przed chwilą niewolnica.
    - Dzień dobry. - Przywitała się, lekko kłaniając.
    - Dzień dobry Celine.
    - Eizen, mógłbyś choć raz dać mi przygotować dla ciebie śniadanie... - Z lekkim zakłopotaniem na twarzy, lecz stanowczo dziewczyna podeszła do czajnika który zaczęła następnie napełniać wodą. Eizen jedynie wzruszył lekko ramionami stojąc dalej przy kuchence.
    - Dobrze wiesz że przygotowywanie jedzenia sprawia mi przyjemność. Przyrządzamy na zmianę obiady i kolację więc nie wiem w czym problem. Poza tym dawno nie mieliśmy jajecznicy na śniadanie więc mam nadzieję że nie masz nic przeciwko niej z bekonem.
    - Zjem wszystko co przygotujesz. - Postawiła trzymany czajnik na jednym z palników. - Problem w tym że mimo znajomości twojej opinii, dalej jestem twoją niewolnicą...
    - Celine, jesteś nią tylko na papierze. Gdy jesteśmy sami nie musisz się tym przejmować.
    - Ale... - Gdy chciała kontynuować temat po domu rozniósł się dźwięk dzwonka od drzwi. Mężczyzna spojrzał wymownie na nią wtedy i posłał wymowne spojrzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Więc. Skoro tak bardzo się do teraz dąsałaś, otwórz drzwi. - Posłał Celine jeszcze drobny uśmieszek i wrócił spojrzeniem do patelni. Niewolnica lekko zarumieniona ruszyła w stronę drzwi i będąc już przy nich otwarła je od razu lekko się kłaniając.
      - Dzień do... - Chciała się przywitać, wtedy zobaczyła trzech mężczyzn z czego jednego rannego. Po usłyszeniu oczywistego faktu zwróciła się w kierunku wnętrza domu. - Panie! Mamy rannego! - Krzyknęła. Eizen od razu ze stoickim spokojem wyłączył palnik, nasunął bandanę na twarz którą cały ten czas miał wokół szyi i wyszedł z kuchni kierując się do drzwi frontowych.
      - Celine opróżnij stół w salonie i nakryj go białym prześcieradłem. - Dziewczyna słysząc polecenie, zastosowała się do niego. Doktor w miedzy czasie stał już przy klientach. - Wchodźcie. Szybko. - Poczekał aż weszli po czym zamknął za nimi drzwi. - Tędy. - Wskazał następnie mężczyzną drogę do salonu gdzie niewolnica kończyła właśnie przygotowywać "stół operacyjny". Na całe szczęście Eizen ma przygotowany dom na nagłych pacjentów.
      - Połóżcie go powoli i delikatnie na stole. - Wydał kolejne polecenie podchodząc do komody obok z której wyjął białe rękawiczki. - Rasa oraz sytuacja i przybliżony czas odniesienia rany. Widać po nim że stracił trochę krwi. - W trakcie wypytywania założył wyjęte rękawiczki podchodząc w tym samym czasie do pacjenta. Rozpiął jego koszulę, usunął prowizoryczny opatrunek i zaczął bacznie analizować jego ranę, dochodząc do wniosku że to zwykły postrzał.
      - Celine. Przynieś mi tu pincetę, dwie miseczki, jedną pustą drugą z przegotowaną wodą, spirytus spod szafki oraz czysty ręcznik. - Zwrócił się do niej po czym spojrzał na Terayuki'ego. - A ty podejdź tu i uciskaj mocno obiema dłońmi ranę, o tak. - Pokazał mu jak ma to zrobić po czym odszedł do szklanej szafy w dalszej części salonu o którą była podparta skórzana torba. Eizen złapał za nią i wrócił do rannego. Wymienił na szybko rękawiczkę którą trzymał torbę kiedy akurat wróciła Celine.
      - Dobrze przystojniaku, teraz odsuń dłonie i stań obok. - Zwrócił się po raz kolejny do Terayuki'ego sięgając zaraz po pincetę którą przemył spirytusem nad pustą miseczką. Kończąc tę czynność spojrzał na Akirę. - Zaciśnij zęby, może troszkę zaboleć, ale nie sądzę by bardziej niż dostanie kulką. - I z tymi słowami przemył jego ranę spirytusem, nie skąpiąc na nim. Następnie starannie przystąpił do usuwania pocisku jak i jego pozostałości z ciała pacjenta.
      - Spokojnie, postrzał w to miejsce byłby w stanie zabić człowieka. Radziłbym ci więc podziękować dziedzictwu zawartemu w twojej krwi. - Zwrócił się do mężczyzny kończąc operację. Przemył ranę raz jeszcze spirytusem po czym kazał mu powoli wstać do pół siadu i przystąpił do opatrunku.


      Eizen

      Usuń
  10. [Nie musisz mnie pytać dwa razy :) Jestem jak najbardziej za. Mogę tylko poprosić o rozpoczęcie? Obiecuję poprawę, ale aktualnie jestem w Anglii w robocie i słabo z czasem i zmęczenie ogólne dopada dość często :(
    Jak będzie wyglądała ta organizacja? xD Czy to w fazie planu jeszcze jest?]

    Glen / Ray / Shiya

    OdpowiedzUsuń
  11. Sama wiedziała co nieco o intuicji, jednak jej intuicja pomagała w zgoła innych sytuacjach. Mimo wszystko ta uwaga była niezwykle przyjemna dla ucha elfki. Uśmiechnęła się niby kokieteryjnie w stronę mężczyzny.
    - Nie wyolbrzymia Pan aby? - zapytała biorąc drinka do ręki. Piła go niezwykle powoli. Cóż, w zasadzie bardziej była zajęta przeglądaniem się blondynowi. Podobał się jej ten perfekcyjonizm. Sama musiała mieć wszystko idealnie wykonane, zrobione, załatwione. A ten blat, oh, robił niezwykłe wrażenie. Widać było jak cenny był dla Akiry. Odłożyła powoli szkło z alkoholem, przyglądając się barmanowi. Zaśmiała się delikatnie, krótko. Następnie przybrała nieco bardziej wzywający uśmiech.
    - Czy chce mnie Pan uwieść? - zapytała dotykając dłonią odsłoniętego rowka między swoim biustem. Po części dlatego, by zwrócił uwagę na jej kreacje. Skoro chciał z nią flirtowac, a w sumie, czemu niby nie!? Już tyle lat odrzucała cudze względy, że ten jeden raz nic jej nie zrobi. I tak ludzie plotkują, iż jest innej orientacji. Otóż nie była.
    - Możesz mówić mi Ninath - odpowiedziała, kładąc dłoń na blacie. - Elf z urodzenia, mag z wyboru, piękność według pewnego barmana - dodała palcem dotykając fantazyjnego szkła, w jakim podany został drink. W międzyczasie zastanawiała się jakim sposobem pozbyć się tych cholernych okularów. Ten cały Akira doprowadzał ją tym do szaleństwa, chociaż idealnie udawało się to maksowac dzięki niewinnej grze, którą prowadzili.
    Całą atmosferę jednak popsuł, prawdopodobnie, pracownik Szweda. Nie wprawdził żadnego niesmaku. Po prostu cała sytuacja, jaką wywołał była niezwykle zabawna. Altmerka zaśmiała się perliście, przyglądając się sytuacji. Ten alkohol musiał być niezwykle cenny. Zgrabnie otarła łzę, która pojawiła się w jej oku. Spojrzała na przeklętego renegata, ale szybko wróciła do, ciekawszego według niej, widoku.
    - Nie wiem czy to nie będzie profanacja, drogi Akiro - zaczęła, dopijając swoją zieloną wdowę. - Widzisz - szepnęła - jestem bardzo niedoświadczonym koneserem alkoholu. Nie wiem na co konkretnie zwrócić uwagę podczas degustacji - dodała równie cicho, po czym przybliżyła się delikatnie do smoka. Założyła komsyk włosów za ucho, przyglądając się zakrytym przez okulary oczom mężczyzny. Jeżeli chodziło o alkohol, faktycznie nie była jakimś koneserem. Potrafiła docenić dobry trunek, jednak piła takie niezwykle rzadko. Niech barman sam decyduje czy faktycznie ma zamiar ją upijać, o ile faktycznie się łudzi, że to mu pomoże.

    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  12. Do niedawna sądziła, że jej brat naprawdę się zmienił, że na nowo zaczął odbudowywać to wszystko co do niedawna jeszcze niszczył, że wyszedł na prostą... Jednak były to tylko złudne nadzieje, a rzeczywistość natarła na nią boleśnie, niemal niszcząc wszystko co stało jej na drodze. Nie sadziła, że jej brat okaże się tak nieodpowiedzialną osobą, bo jeśli by taki nie był, na pewno na nowo nie zacząłby się zadawać z dziwnymi osobami, niemal gangsterami, którzy teraz chcieli wyciągnąć od niej niewyobrażalną dumę pięćdziesięciu tysięcy. Pierwszą myślą, gdy tylko usłyszała ich żądania, było to co On tym razem sobie ubzdurał zadając się z nimi. Nie wyglądali na takich, których spotkać było na ulicy w biały dzień, tym bardziej w szkole, gdzie nefilim spędzał większość swojego dnia. Chciała wszystko z nim wyjaśnić, ale zapadł się jak kamień w wodę, nie pozostawiając żadnego znaku życia. W głowie przeszukiwała jakiś informacji, które pomogłyby jej w odnalezieniu Kuro i wtedy przypomniała sobie o tej jednej osobie, o której opowiadał.
    Akira- barman, o którym mówił więcej niż o innych swoich znajomych, co było do niego nie podobne. Zazwyczaj nie rozmawiali o jego znajomościach, lecz z tematem Akiry był aż za bardzo natarczywy. Dlatego musiała jak najszybciej go odnaleźć i takie działania właśnie podjęła, wcześniej pozostawiając maluchy pod czujnym okiem swojego przyjaciela i nowej opiekunki, którą niedawno odnalazła. Groźby ze strony tamtych ludzi były jak najbardziej realne, więc jakoś musiała się zabezpieczyć, lecz wplątywanie w to coraz to nowych osób tylko pogorszy sytuację. Dlatego zatrzymała się przy tych dwóch, no i przy barmanie jakiego szukała.
    Weszła dość szybko do baru, w jakim mogła go znaleźć, po czym omiotła na szybko wszystkich, którzy się tu znajdywali. Gdy nad jej rodziną wisiała ciemna chmura musiała być o wiele bardziej ostrożna nie tylko w swoich działaniach względem odnalezienia Akiry, ale również jeśli chodziło o jakiekolwiek inne znajomości. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby dopadli kogoś jeszcze tylko dlatego, że na nowo Kuro w coś się wplątał. Zaklęła w myślach, przysięgając sobie również, że gdy tylko znajdzie tego starego szaleńca, jak nic urwie mu głowę. Robił wiele dziwnych akcji, jednak ta chyba przebiła wszystko o głowę głównie przez to, że najważniejsze osoby w jej życiu były naprawdę zagrożona.
    Zmarszczyła brwi, gdy do jej nozdrzy dotarł nieprzyjemne połączenie potu oraz wódki, jaki unosił się po całym lokalu. Dłonie, które wcześniej trzymała w kieszeniach, opadły wzdłuż jej ciała i nie mal automatycznie ruszyła do baru. Miała nadzieję, że go tu znajdzie, bo jeśli tak nie będzie wiedziała, że będzie stracona. Wzrokiem napotkała tutejszego bramana, do którego podeszła bez cienia wątpliwości, stając z boku długiej lady, po czym odchrząknęła głośniej.
    - Jest Akira?- zapytała, siląc się na spokojny ton.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  13. [Widzę, że Kira już Cię zaraziła xD Dziękuję bardzo, mnie też się mega podoba hue hue ^^]

    Blondyn szedł spokojnie w stronę akademików w Phyoen. Właśnie przed chwilą skończył nocną zmianę, było cholernie ciemno, wszystko przez te burzowe chmury i późną porę. Nigdzie się nie spieszył, Akane i tak bezpiecznie spała w pokoju, a on miał nad czym rozmyślać. Z powagą na twarzy przemierzał trasę, nie zwracając za bardzo uwagi na otoczenie. W prawdzie szedł właśnie dość szemraną okolicą, ale mało kiedy ktoś go zaczepiał, uroki często zwyciężonych bójek... Cóż, gdyby wiedział, że po mieście krąży "list gończy" za jego dawnym znajomym, notabene, istotą, z którą został nazwany mianem "bliźniaków", wtedy pewnie miałby się bardziej na baczności. Westchnął ciężko i...
    - Tu jest! - usłyszał nagle, a z pobliskich uliczek zaczęły wysypywać się obce twarze. Wyglądało na to, że wpadł w jakąś zasadzkę, bez zbędnych ceregieli grupa mężczyzn ruszyła na niego.
    - Pozdrowienia od szefa! - warknął jeden, po czym rzucili się na niego z białą bronią. Miał na tyle szczęścia, że żaden z nich nie zaczął korzystać ze swoich nadprzyrodzonych zdolności. Nie był nawet w stanie ocenić ilu miał przeciwników i jakiego rodzaju. Nie wiedział nawet o co właściwie chodzi, ale... nie ukrywajmy, święty nie był. Uśmiechnął się jedynie zadziornie i ruszył w taniec z oprychami. Wymierzał konkretne ciosy, gdyby nie przewaga wroga to zapewne wyszedłby z całej sytuacji bez szwanku, niestety, zamieszanie i liczba uderzeń była na tyle duża, że w końcu komuś udało się trafić w twarz chłopaka. Cios przeciwnika był na prawdę solidny, Niklausowi zakręciło się lekko w głowie po czym zachwiał się na nogach. Zaraz oberwał drugi raz i już miał paść na glebę, kiedy poczuł solidny chwyt pod pachami i połową ciała zawisł w powietrzu. Potrząsnął głową i spojrzał w górę, na twarz swojej podpory. Zmrużył oczy, by zaraz po tym unieść obie brwi w geście zdziwienia.
    - Kurwa... Akira?! - zapytał widząc znajome oblicze nad głową. Nie... Chyba na prawdę mocno oberwał.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mogła sama sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego towarzystwo tego barmana działało na nią w ten jakże niezwykły i dawno już zapomniany sposób. Gdzieś w środku nie chciała znać odpowiedzi na to pytanie, może dlatego, iż po prostu tak długo była sama. Mogło jej najzwyczajniej w świecie brakować czułości, a teraz naiwnie daje się wykorzystać. Jednak gdyby tak było, to czy odrzucałaby z taką lekkością wszystkie inne zaloty? To z pewnością było zbyt trudne oraz przykre pytanie na ten moment. Nie chciała o tym nawet myśleć.
    W momencie gdy dotknął jej ręki poczuła coś dziwnego. Jakby przyjemny dreszcz. Oddała się w pełni tej chwili, by na samym końcu odczuć chwilowy paraliż. Zmarła w trakcie tego delikatnego pocałunku. Po raz kolejny przegryzła dolną wargę. Powoli i delikatnie, jakby pomagało jej to delektować się chwilą. Gdy się ocknęła spojrzała w tajemnicze, zasłonięte okularami oczy Akiry, lekko rumieniąc się na polikach ze wstydu. Zachowywała się w tym momencie jakby miała z dziesięć lat mniej. Okropność! Aby zachować resztki twarzy, uśmiechnęła się delikatnie, odsuwając się od niego.
    - Mój drogi, nie godzi się tak w miejscu publicznym. Ledwo się znamy, a Ty już chcesz łączyć nasze losy wedle wizji wielkich pisarzy. Cóż za tupet! - zaśmiała się lekko, czyniąc mu lekki, aczkolwiek bardziej figlarny wyrzut. Faktycznie miał tupet, a przy tym był niezwykle szarmancki. Kiedy ostatnio słyszała jakieś odwołanie do wielkich literatów z ust mężczyzny? Ha! Nigdy. Na jej nieszczęście wcześniej nie doznała tejże rozkoszy. Teraz wydawać by się mogło, że miała przed oczami mężczyznę światłego, który przy tym wręcz grzeszył emanowanym przez siebie seksapilem. Przez niego z pewnością trafi do jakiś czeluści piekielnych. Była w pułapce, z której na ten moment nijak nie mogła uciec. Naprawdę, czy nie było w tym przybytku nikogo innego?
    - Skąd pewność, że nie wyolbrzymiasz? - zapytała mimowolnie. Ah, ciągnęła tę grę potrosze wbrew sobie.
    Kiedy wyszedł zza baru, poczuła już swoją przegraną pozycje. Carpe diem? Oh, rozumiała to stwierdzenie. Bardziej dzięki znajomości łaciny, niźli nurtu filozoficznego. Jednak ten kolejny smaczek w ustach barmana niezwykle zaimponował kobiecie. Czy było coś na czym się nie znał? Westchnęła cicho. Podczas nalewania alkoholu przez Szweda starała się zwrócić uwagę na szklankę. Niestety bezskutecznie. Na szczęście jego jakże nieziemskie spojrzenie jedynie ją urzekło. Co prawda poczuła jeszcze większą słabość, jednak nie przegrała gry do końca. Zgrabnie poprawiła swoje włosy, by po ponownym położeniu dłoni na blat, poczuć elektryzujący dotyk blondyna. Musieli natychmiast przestać, albo dzisiaj straci opinie zimnej i niedostępnej na korzyść łatwiej. W życiu na to nie pozwoli. Cholera jasna z tą muzyką oraz tym zniewalajacym, męskie głosem. Wzięła szklankę z alkoholem, po czym przełożyła ją sobie do ust, bardziej w geście obrony, gdyż po części osobiście miała ochotę skosztować tych grzesznych ust Englunda. Upiła niewielką ilość alkoholu.
    - Oh, przeznaczenie z pewnością ciągnie nas do siebie, mon Cher - westchnęła, dodając odrobinę francuszczyzny, którą uważała za niezwykle romantyczną. Nie bez powodu. - Ale tutaj urwała na chwilę, by pewnym wzrokiem spojrzeć w tajemnicze oczy swojego prześladowcy.
    - Ja naprawdę lubię mieć kontrolę nad swoim losem i nie pozwolę, aby szalone przeznaczenie samoistnie o nim decydowało. Nawet jeśli głupie serce krzyczy inaczej - dokończyła. Dosłownie sekundę później upiła kolejny, również niewielki łyk.

    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  15. To wszystko zadziało się szybko. Zbyt szybko. W jednej chwili leżał na podłodze, krzywiąc się z bólu. Słyszał głos Michaela, namawiającego go do ucieczki, ale nie mógł się ruszyć. Miał ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że niby jak ma się ruszyć, skoro ten uczknął sobie z niego nieco więcej krwi niż normalnie. A potem zobaczył jak jego pan płonie. Znika w płomieniach i zamienia się w popiół. Nie wiedział tylko co powinien o tym myśleć.
    Być przerażonym? Wdzięcznym? A może po prostu spieprzać gdzie pieprz rośnie? No i co niby miałby robić z tą całą wolnością? Był uwięziony w Mortiel do cholery, tu się ludzi nie traktowało godnie. Spojrzał na mówiącego do niego mężczyznę z pewną dozą nienawiści w oczach. Jego słowa obiły mu się po uszach i nawet łagodny ton głosu nie załagodził tej jego złości.
    - Po cholerę to zrobiłeś? – zapytał odzyskując nieco głosu i mozolnie podciągając się na łokciach do siadu. W głowie mu się kręciło niemiłosiernie i nawet nie był pewien czy patrzy w dobrym kierunku. Zamknął oczy i delikatnie pomasował sobie skronie. – I co ja niby mam tu donosić? Nikt nie posłucha człowieka – zauważył chłodno, choć nie był w stanie myśleć trzeźwo. Głosy i wydarzenia dochodziły do niego z pewną dozą opóźnienia.
    - Lepiej mnie tu zabij i nie będziesz miał problemu – mruknął zaraz, zerkając znów na swojego rozmówcę. Nie był pewien skąd się biorą te słowa i dlaczego jest w stanie trzymać zimną krew. Może dlatego, że po prostu mu już nie zależało? Nie miał już swojego miejsca na tym świecie. Wszystko co znał zostało mu odebrane w ułamku sekundy, a teraz rzucano go na głęboką wodę, pozostawiając pozorny wybór.
    - Daj mi chociaż zabrać gitarę – dodał jeszcze, próbując wreszcie stanąć na dwóch nogach. Czuł swąd palącego się drewna i obawiał się, że wszystko co miał mogło już dawno pójść z dymem. Wyprostował się w reszcie, nabierając głębokiego oddechu i przyciskając dłoń do wciąż krwawiącej rany na szyi. – Proszę – zagryzł lekko wargi. Nawet nie wiedział już jak powinien się odzywać. Nawet to mu odebrano. Wszystko poszło z dymem.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  16. Chłopak przygotował się na najgorsze i nawet powieka mu nie zadrżała, gdy mężczyzna podszedł do niego ze sztyletem. Ba, poczuł niemal ulgę gdy to zobaczył. Ulgę, która zaraz jednak przerodziła się w rozczarowanie. Skrzywił się nieco i przyjął od niego bandaż, choć po prawdzie miał ochotę wykrwawić się doszczętnie. Westchnął tylko ciężko.
    - Niby dokąd miałbym uciekać? – zapytał go krótko, wytrzymując spojrzenie oczu mężczyzny. Nie miał już przecież miejsca na tym świecie. Co prawda paru przyjaciół by się i znalazło, ale nie chciał ich narażać na nieprzyjemności. Był przecież jedynie ludzkim ścierwem i choć inni twierdzili inaczej, on nie potrafił pozbyć się tego wrażenia.
    - Pójdę się spakować… - mruknął ze zrezygnowaniem, po czym okręcił się na pięcie i powoli ruszył dobre znanym sobie korytarzem. Nie dbał o swoje plecy, choć wiedział że nie powinien odwracać się nimi do swych „wrogów”. Było mu już wszystko jedno.
    Nie miał zbyt wielu rzeczy, które chciał ze sobą zabrać. Ot parę szpargałów, wisiorek, który miał od kiedy pamiętał i chciał wierzyć, że należał do jego rodziców oraz trochę ciuchów. Jakoś przecież musiał przeżyć w tym nowym środowisku. Potrzebował jedynie 15 minut by zebrać wszystkie swoje szpargały w niewielki plecak. Zabrał jeszcze gitarę, dopakowując do pokrowca trochę swych zeszytów z piosenkami i zarzucił ją sobie przez ramię. W ostatniej chwili przypomniał sobie o swych oszczędnościach… nędznych bo nędznych ale jednak jego własnych. Zabrał więc i je Skrzywił się nieco, bo rana zadana mu przez Michaela wciąż pulsowała tępym bólem. Bólem, którego miał już więcej nie doświadczyć… a przynajmniej takie wrażenie sprawiała grupa jego nowego właściciela.
    Życie było pełne niespodzianek, szkoda tylko że niezbyt przyjemnych. Ostrożnie wrócił do salonu i przystanął pod ścianą nie chcąc im przeszkadzać podczas siania zniszczenia. Chwilę obserwował mężczyznę, który oszczędził jego życie. Nie wydawał się być szczególnie okrutnym, choć pozory mogły mylić. To akurat wiedział aż za bardzo.
    - Dokąd mnie zabieracie? – odezwał się w końcu, bo mimo wszystko ciekawość trochę go zżerała. Chciał się na to wszystko jakoś przygotować i uważał, że miał choć nikle prawo by poznać swe przeznaczenie.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  17. [*grumble, grumble*]

    Kolejny dzień - kolejny bar. Chociaż gdyby chciała się upić, to by na pewno nie robiła tego tu. Przynajmniej nie z własnej woli. Okoliczności jednak powoli zaczynały sprzyjać, a wszystkie znaki na suficie mówiły, że końcu skończy przy kontuarze z kieliszkiem w dłoni.
    Była bowiem umówiona, ale jej towarzysz się nie zjawił. Czekała godzinę, pijąc jedynie wodę jak jakieś zwierzę. Gdyby ją ktoś tutaj znajomy zobaczył, to by się chyba pod stół musiała schować. Jednakże nawet ona musiała czasem przystopować z alkoholem, szczególnie gdy była na robocie. Szkoda tylko, że jej pracodawca zrezygnował chyba z jej usług. No, ale przynajmniej będzie miała wolnego pendrive’a, bo tego nie będzie musiała oddawać nikomu.
    Poczekała jeszcze kilka minut, ale długo nie wytrzymała. Nudziła się, a kilka metrów od niej znajdował się alkohol. Wstała od stolika, wciskając dłonie w kieszenie czarnej, dresowej bluzy. Dzisiaj wyglądała trochę lepiej niż zwykle, bo jej twarzy nie pokrywały sińce dla odmiany. Miała jedynie rozciętą wargę i łuk brwiowy.
    Wdrapała się na stołek, jak zwykle mając z tym niejaki problem z powodu swego niskiego wzrostu. Położyła wymięty banknot na blat. Jej dłonie również nie wyglądały tak źle, jedynie miała trochę zerwanej skóry i strupów na knykciach.
    - Pół litra najtańszej czystej - powiedziała, nie ukrywając niezadowolenia. - Facet mnie wystawił - dodała.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty na swoiste gierki młodzika, nie miała po prostu na to czasu, bo każda chwila była teraz na wagę złota. Niezadowolenie na jej twarzy pojawiło się od razu i nawet nie próbowała tego ukrywać. Spieszyło jej się, ot co. Uśmiech na jej twarzy pojawił się dopiero, gdy młodszy Sannosuke dostał po głowie. Przynajmniej jedna osoba tu miała tu głowę na karku i mogła zrozumieć, że nie przyszła tu ani na pogaduszki, ani na flirty. Zwłaszcza na tą drugą opcję.
    - Nie ma problemu- ruszyła za nim, od razu wbijając wzrok w starszego z mężczyzn. Może i dla nich wyglądała na młodzika, wręcz nastolatkę, jednak co ona mogła poradzić że została uwięziona właśnie w takim ciele? Często przez to ludzie nie brali jej na poważnie, bo niby czego mogła chcieć siedemnastolatka, ale na szczęścia ta osoba zareagowała właściwie w oczach czarnuli. - Melanie, ale wystarczy jeśli wspomnisz że przychodzę w sprawie Pana Imito. To powinno wszystko wyjaśnić.- rzekła, całkowicie pewna swoich słów. Jeśli naprawdę ich szef będzie tym Akirą, którego szuka, będzie wiedział o jakiego mężczyznę chodzi. Kuro nie dało się pomylić z nikim innym, był po prostu niespotykaną osobowością, no i jego specyficzny wygląd zapadał w pamięć. Odnalezienie go w tłumie nie stanowiło żadnego problemu, więc liczyła na to, że przynajmniej Akira go kojarzy a najlepiej gdyby dokładniej powiedział co tak naprawdę się z nim stało. Nie wierzyła, że znów wyjechał sam z siebie, może to było w jego stylu, ale te wszystkie okoliczności na to nie wskazywały. Była w stu procentach pewna jednego, miał kłopoty i znów trzeba było go z nich wyciągać.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  19. Elfeia. Miasto elfów oraz latających smoków. Podobno przepiękna, miodem płynąca kraina, którą zawsze chciał odwiedzić. Teraz miała stać się jego nowym domem, ale niespecjalnie go to cieszyło. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić swej osoby wśród tych wszystkich wspaniałych istot.
    - Mam – odparł tylko. – Ale raczej nie będzie ci potrzebne… w końcu i tak jestem tylko chłopakiem na posyłki, którego można lać w razie ochoty – wzruszył ramionami. Przyzwyczaił się do tego, choć musiał przyznać, że znowu tak źle to nie miał. Mimo wszystko ubolewał nad odebraną mu wolnością. – Zresztą jesteś albo elfem, albo smokiem… obie te rasy potrafią czytać w myślach – zauważył spokojnie. – Możesz sobie je ze mnie wydrzeć siłą… - mruknął, bo nie miało to dla niego znaczenia. Nazwisko widniało w jego akcie urodzenia, którego nigdy na oczy nie zobaczył.
    I tylko raz zapytał Trancy’ego o swoje pochodzenie. Wolał nie wracać pamięcią do tego wydarzenia. Przykro się ono dla niego skończyło. Od tamtej pory tytułował się jedynie swym imieniem. Nazwisko straciło dla niego znaczenie.
    - Bez obrazy… ale mam wrażenie, że wciągasz mnie do jakiejś zdrowo pokręconej sekty… - chłopak spojrzał na mężczyznę i przez pewien moment miał nawet ochotę by zsunąć mu z łepetyny ten przeklęty kaptur. Dużo wygodniej by mu się z nim wtedy rozmawiało. Powstrzymał jednak ten odruch, bo nie do końca jeszcze wiedział na co może sobie przy nim pozwolić. Lepiej było odkrywać karty powoli niż wpaść po uszy w kłopoty.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  20. Weszła do środka, a do jej nozdrzy od razu dotarł nieprzyjemny odór czystego alkoholu, a niedługo później podszedł do nich pijany blondyn. Dlaczego akurat dziś musiała użerać się z pijanymi osobami? Jakby los nie mógłby ułatwić jej sprawy chociaż raz i podstawić pod nos osoby, która rozwiązałaby chociaż jeden problem jaki miała na swoich barkach. Jednak życie lubiło podkładać jej kłody pod nogi i tak oto stanął przed nią pijany blondyn, do tego obcokrajowiec. Lepiej chyba być nie mogło. Mimo to weszła do środka, patrząc wyczekująco na pijanego chłopaka, z założonymi rękoma na piersiach.
    - Dzięki- pokiwała głową do chłopaka, który ją tu przeprowadził, po czym przeniosła wzrok na tego drugiego- Podobno przez jakiś czas spotykaliście się z moim bratem, a On nagle zniknął. Nie wiesz gdzie może być?- Nie mogła owijać w bawełnę. Nie było na to czasu, a jeśli Akira okaże się dostatecznie pijany, by nic z siebie nie wydusić, postanowiła uciec się do innych środków. Od dawna nie używała siły wobec innych, wręcz się tego oduczyła przez ostatnie kilka lat, ale ta sytuacja wymagała radykalnych środków. Może jeśli przyciśnie się go do ściany, zacznie grzecznie odpowiadać i będzie mogła dalej działać, o ile będzie miała taką możliwość.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  21. Glen nie komentował jego słów dotyczących stereotypów, bo nie znał ich za dobrze. On tylko mówił to co wyczytał z książek znalezionych u Michaela w biblioteczce. Od kiedy nauczył się czytać, lubił spędzać czas między nimi. No i poza tym znał pewną smoczycę, która uświadomiła go łagodnie, że potrafi czytać w myślach. Wzruszył nieco ramionami.
    - Nie znałeś mojego życia, więc nie twierdź że tak wszystko o nim wiesz – mruknął tylko nieco rozdrażniony tymi jego słowami. Nie należał do niewolników spędzających całe dnie w domu. Często wychodził i wracał późnym wieczorem. Miał sporo swobody. Swobody, za którą teraz będzie tęsknił. Tego był akurat przekonany.
    - Chwila, moment… może najpierw mi wyjaśnij czym się zajmuje ta twoja „sekta”… jak niby mam podjąć decyzję nie wiedząc na czym polega ten wasz trening? – zapytał go prosto z mostu. Nie lubił pakować się w nieznane, choć teraz to już mógł swoje lubienie i nielubienie wsadzić gdzieś. Dawno już było po ptokach.
    - Nie chcę być mordercą – dodał jeszcze i akurat tej myśli zamierzał się uchwycić niczym tonący brzytwy. Nie chciał łamać swych podstawowych zasad i zamieniać się w jakiegoś potwora. Wysiadł z samochodu, biorąc ze sobą swoje rzeczy i zerknął na nowy budynek, który miał się stać jego „domem”. Zawsze mogło być gorzej. – Mógłbym pracować w barze – mruknął sam do siebie, bo może wtedy alkoholu miałby pod dostatkiem i nie musiałby wydawać na niego swoich zaskórniaków. Oj tak, z taką opcją mógłby się pogodzić.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  22. Parsknęła śmiechem słysząc jego komplement. Jak ją tak będzie dalej rozśmieszał to chyba będzie mu musiała dać napiwek, na który prawdopodobnie barman czyha. Przecież widywała się w lustrze. “Urocza piękność” to nie jest określenie, które przychodziło jej na myśl.
    - Zazwyczaj to mi mówią, że jestem nieuprzejma - stwierdziła, wychylając pierwszy kieliszek na raz, zaraz go na powrót napełniając.
    Nie popijała niczym, nie widząc w tym sensu. Chciała się narąbać, a “picie z głową” temu nie sprzyjało. Zresztą, teraz już niespecjalnie hamowała się z alkoholem. Za dobrze wszystko tłumił.
    - Każdy dzień jest ciężki w pracy - odparła lekkim tonem, chociaż pendrive w kieszeni jej trochę ciążył. Miała nadzieję na tę wypłatę. Teraz będzie musiała włamywać się do banku, by mieć na jedzenie. - Tutaj za to spokojnie. - Rozejrzała się po barze. - Zawsze tu tak nudno? - Uniosła brew.
    Tęskniła za prostymi spelunkami w Girie, gdzie zawsze coś się działo. A to ktoś komuś po mordzie dał, a to ktoś zaczął nożem wygrażać, bo go w karty inny oszukał, a tu komuś nos rozkwasili na stole. Tam było jej miejsce, wśród tych prostych, podejrzanie wyglądających ludzi. Tutaj czuła się kompletnie nie na miejscu.
    Słysząc krzyk spojrzała w tamtą stronę zainteresowana, jedynie po to by się zawieść na potencjalnej rozrywce. To tylko szklanka. A już miała nadzieję, że coś ciekawego zaczęło się dziać. Westchnęła ciężko, wychylając kolejny kieliszek.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  23. Glen popatrzył na niego sceptycznie jakoś nie dowierzając słowom blondyna. Popatrzył jak ten zapala papierosa i przez moment zapragnął też takiego odpalić [a ja przez ciebie na fajkę aż pójdę…].
    - Ale ty tak na serio? – uniósł lekko brew. – Że niby co? Że to… - wskazał na swoją obrożę. - …nic nie znaczy? No do reszty cię pokręciło… serio wierzysz, że tu wszyscy tak po prostu zaakceptują człowieka? – zapytał go doprawdy zastanawiając się czy ten facet jest po prostu tak głupi czy szalony. A może i jedno i drugie.
    - Serio mogę pracować w barze? – zapytał go z wyraźnym niedowierzaniem w głosie. Nie no, ten facet z pewnością zbyt mocno uderzył się w głowę. Może Michael jednak jakoś na niego wpłynął tuż przed śmiercią? Pomieszał mu we łbie i teraz tego skutki odczuwał. Odruchowo uniósł dwa palce i pokazał mu je przed nos.
    - Ile palców widzisz? Nie masz zawrotów głowy? – zapytał nieco zatroskany. Przez te jego pieprzone okulary nic nie było widać. – No i zdajesz sobie sprawę, że jest ciemno nie? Na co ci okulary przeciwsłoneczne? Tylko mi nie mów… że jesteś niewidomy – pobladł na twarzy, kiedy ta myśl wpadła mu do głowy. Cholera jasna! On przecież prowadził ten pieprzony samochód! Mogli się rozbić, spowodować wypadek… albo zabić niewinnych na przejściu dla pieszych.
    - Doszczętnie cię porąbało! – fuknął na niego. – Co mi po tych zasadach twojej „sekty”, jak sam je łamiesz! Mogłeś zabić niewinnych! Nauczę się prowadzić i będę cię woził… ale już kółka nie dotykaj, ok? Tak dla bezpieczeństwa…

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  24. Francuski? Czy było coś czego ten mężczyzna nie opanował w dziedzinie flirtu. Wzięła kolejny wdech, by jakoś się uspokoić. Cholernik. Nie mogła zaprzeczać. Lubiła brzmienie francuskiego. Niestety, w tej sytuacji chciała dostrzec jakieś wady blondyna, albo faktycznie skończy jako łatwa zdobycz. Przyjęła róże, delikatnie rumieniąc się na policzkach. Kolejna niespodzianka, której się nie spodziewała. Czym ją jeszcze zaskoczy. Przymknęła oczy, wsłuchując się w przyjemny głos Szweda.
    - Mam zaufać sercu, które tak skutecznie wodzisz na pokuszenie, mon cher? – zapytała, łapiąc powietrze w płuca, przez co jej klatka piersiowa nieco się uniosła. Nie oddychała przez kilka sekund. Otworzyła powieki, by spojrzeć w oczy, których barwę przysłaniały okulary. Chyba jeszcze nigdy się tak nie bała. Pierwszy raz w życiu była ofiarą, której łowca był tak blisko. Wypuściła powietrze, aby wziąć kolejnego, nieco większego niż dwa poprzednie łyki alkoholu. Chciała jakoś się uspokoić otrzeźwieć. Na nieszczęście trunek przynosił całkowicie odwrotny skutek. Do tego ta znajoma melodia. Odłożyła szklankę z rezygnacją. To wszystko musiało być ustawione. Położyła delikatnie różę na stole oraz swoją kopertówkę. Tak chce się bawić? Dobrze. Już mu pokaże prawdziwą Roxanne…
    Złapała dłoń Akiry, wstając z miejsca. Nie tańczyła zbyt często, a tak emocjonalnych tańców… Cóż. Widziała nie raz nieziemskie pokazy taneczne do tegoż akompaniamentu, a że była pojętną uczennicą, miała nadzieję, że jakoś sobie poradzi. Drugą dłoń położyła delikatnie na ramieniu partnera, by zaraz chwycić je stanowczo. Uśmiechnęła się w geście przyjęcia kolejnego wyzwania.
    - Prowadź – szepnęła cicho, aczkolwiek wyraźnie pewnym tonem. Wykonała delikatny, subtelny amagues Szła razem z nim krok w krok, miejscami obracając się wokół własnej osi, gdy tylko kazał to zrobić. Zatrzymali się na krótką chwilę. Uniosła wysoko kolano podczas przejścia, nie spuszczając wzroku z Englunda. Kolejna pauza. Tym razem wykonała przeciągłe, liniowe boleo w rytm kolejnego, ochrypłego ‘’Rooooxanne’’. Na zwieńczenie tejże figury wykonała enganche, przy okazji dłonią schodząc na moment na klatkę mężczyzny. Przejechała po materiale koszuli palcami, a następnie ponownie wróciła z chwytem na ramię Akiry. Oczywiście nawet na moment nie spuściła wzroku ze swojego oprawcy. Skoro chciał bawić się w ten sposób – dobrze. Sama mu pokaże na co ją stać. Jęknęła cicho, gdy zainicjował elevacion, jednak nie zaprotestowała, a posłusznie poszła za nim, prostując przy tym jedną nogę, gdy była w górze, aby całość wyglądała jeszcze lepiej. Ruszyli dalej. Słyszała już końcówkę. Jeszcze chwila, moment. Zatrzymali się. Ponownie oplotła jego nogę swoją i sunęła nią powoli, zmysłowo w górę. W tym samym czasie pocałowała go delikatnie, najczulej jak potrafiła, by zaraz pogłębić pocałunek. Gdy tylko go odwzajemnił, uśmiechnęła się w myślach, dłoń wplatając w przydługie włosy uwodziciela. Bez słów nałożyła zaklęcie na kopertówkę. Ta uniosła się lekko ku górze i otworzyła. Ze środka wydobyły się dwa banknoty. Położyła je zaklęciem obok szklanki z na pół wypitym czerwonym alkoholem, a następnie przyzwała do siebie kopertówkę oraz białą różę. Oderwała się od mężczyzny z tryumfalnym uśmiechem na ustach. Złapała w dłonie obie rzeczy, po czym udała się do wyjścia.
    - Wspaniała zabawa, mon cher – rzuciła na odchodne, ostatni raz spoglądając na Englunda. Odwróciła się i wyszła z lokalu wdzięcznym krokiem. Szybko skręciła w jakąś uliczkę, ciężko oddychając.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Co za noc… - westchnęła nadal uśmiechnięta. Poliki miała dosłownie rozpalone. Mało brakowało, a rzuciłaby się na mężczyznę na środku jego własnego baru. Zaśmiała się. Lata w Zakonie Psyjic ponownie wyszły jej na dobre.
      - Może być jeszcze lepsza – z jakże przyjemnych rozmyślań wyrwał ją czyjś głos. Rozejrzała się. To zdecydowanie nie był ten szarmancki barman. Przed oczyma altmerki ukazała się znajoma postać. Oh, czy to nie był ten mężczyzna, któremu rano zniszczyła siedzibę. Jak zabawnie. Westchnęła.
      - Naprawdę myślisz, że moje szpilki i sukienka odbierają mi umiejętności magiczne i teraz mnie dopadniesz? – zapytała drwiąco.
      - Tak. Widzisz, nie jestem sam… - odpowiedział zadowolony z siebie. Nie zdołała się jednak przekonać na ile prawdziwe są jej słowa.

      Ninath
      I tutaj wkraczasz, mężu. :3

      Usuń
  25. Prychnął pod nosem słysząc jego odpowiedź i zaraz uśmiechnął się zadziornie.
    - Oklepane, jak zawsze, wymyśliłbyś coś oryginalnego - zauważył kąśliwie, nie zmieniając wyrazu twarzy. Pewnie rzuciłby jeszcze jakiś uroczy tekścik, ale nagle usłyszał strzał i mimowolnie zwolnił czas, widząc jednak, że pocisk nie zagraża ani mu, ani Akirze, przywrócił wszystko do normy. Nawet nie zauważył, w którym momencie został uniesiony w powietrze, widok znajomego i to całe zamieszanie było na tyle dekoncentrujące, że zszedł na ziemię dopiero słysząc pytanie.
    - Kpisz sobie? Nie raz mnie z większej zadymy wyciągałeś - zaśmiał się pod nosem i zaraz wykonał gwałtowny ruch ręką. Wszystkie pyły zebrane na ulicy uniosły się w powietrze i zaczęły wirować dookoła napastników, tworząc przy tym całkiem niezłą zasłonę.
    - To co? Spierdalamy? - bardziej stwierdził niż zapytał i posłał mu zadziorny uśmiech. Niech sobie nie myśli, że tylko jego zdolność im się przyda.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  26. Glen naprawdę nie rozumiał tego człowieka. Najpierw zabija mu jedyną „rodzinę” jaką pamięta, potem grozi śmiercią za wydanie swoich własnych sekretów, by w końcu twierdzić, że może robić co chce.
    - Pragmatyk… bardziej ci do hipokryty niż do pragmatyka – burknął naburmuszony, że się z niego śmieją, kiedy on autentycznie był przerażony. Przez krótką chwilę, ale jednak. Przerażony. Zarzucił sobie torbę przez ramię, gitarę ściskając w drugiej dłoni i wszedł dziarskim krokiem do domu. Od tak, by pokazać temu śmiesznemu blondynowi, że nie da mu się tak łatwo.
    Od samego progu uderzył go zapach mocnego alkoholu, choć w środku nie było jakichś wielkich tłumów. Może dlatego, że impreza dopiero miała się rozkręcić, a może po prostu właściciel kiepskim gospodarzem był. Tu zerknął w stronę swojego nowego właściciela. Oj tak to akurat było jak najbardziej możliwe.
    Nie bardzo wiedział, gdzie ma szukać tych pokoi do przejęcia, więc bezradnie porozglądał się po pomieszczeniu, ale nie spotkał nienawistnych spojrzeń ani jakichś docinków. Poczuł się całkiem bezradnie i omal nie upuścił gitary. Jak niby miał przetrwać w tym zupełnie innym świecie? Oczy zaszły mu łzami, ale szybko otarł je rękawem, bo odnalazł w tym pomieszczeniu coś… coś co mogło udawać namiastkę czegoś znajomego.
    W kącie stało stare i nieco zakurzone pianino. Najwyraźniej nie wielu było śmiałków, którzy próbowaliby przy nim swych sił. On sam nie przepadał za tym instrumentem, albo raczej za lekcjami jakie pobierał od Michaela przez parę dobrych lat zanim został wytrenowany w tej sztuce. Teraz jednak autentycznie ucieszył się na jego widok. Szybko znalazł się tuż przy instrumencie i odłożył swój dobytek na bok, po czym usiadł przy nim i musnął palcami klawisze.
    Kurz został mu na palcach i aż skrzywił się nieco, bo nie lubił aż tak zaniedbanych instrumentów. Będzie musiał natłuc temu całemu blondynowi… ale to później. Później, teraz po prostu coś zagra. Coś znajomego i nacieszy uszy znanymi dźwiękami.
    Wybrał więc The Beatles bo klasyczną muzykę lubił blondas, a on w żaden sposób nie chciał mu się teraz przypodobać.


    Glen

    OdpowiedzUsuń
  27. Co prawda miała zajęte dłonie, więc faktycznie miałaby problem. Nie chciała zniszczyć róży ani kopertówki, a dłonie były jej potrzebne do czarowania. Zanim ktoś ją zaatakował uwagę od niej odwrócił Akira. Spojrzała na niego i zaśmiała się. Wyglądał, cóż, niezwykle osobliwie. Zwłaszcza ta widoczna rewolucja. Na szczęście jego interwencja dała jej czas. Wzięła kwiat do ust, dając tym samym sobie wolną dłoń. Chociaż, niespecjalnie była teraz potrzebna. Płomienie Szweda w imponujący sposób pozbywały się przeciwników. Oh, mój Ty bohaterze… pomyślała bardziej przyglądając się wyczynom mężczyzny niż na przeciwnikach. Do tego ta muzyka. Odwróciła się w momencie, gdy dwóch z atakujących znalazło się jakiś metr przed nią. Uniosła jarzącą się dłoń na zielono, tym samym podnosząc ich do góry. Gwałtownie opuściła dłoń, by Ci upadli twarzami na twarde podłoże. Przesunęła dłonią w bok, a oni wbrew ledwo słyszalnym protestom, dosłownie, przejechali po podłożu. Rzuciła nimi o ścianę i przerwała zaklęcie. To była Eflea, tutaj nie istniało prawo, więc nawet nie wahała się wysłać dwóch błyskawic, które przebiły na wylot ciała przemytników. Nawet się nie spociła. Spojrzała dookoła siebie, jednak nie dostrzegła już nikogo z kim mogłaby walczyć, no chyba, że liczyć by walkę o własną samokontrolę. Wyjęła białą różę z ust, przyglądając się blondynowi. Cała ta sytuacja wyglądała jakby ktoś ją właśnie wyreżyserował z chęcią do wstawienia do komedii romantycznej. Do tego ten śpiew. Zaśmiała się szczerze, krzyżując ręce pod biustem. Pokręciła głową, słysząc jak śpiewa. To zdecydowanie był film. Miała w głowie kilka równie melodycznych odpowiedzi, jednak nie miała ochoty śpiewać w miejscu publicznym. Zagryzła wargę, powstrzymując się. Spojrzała na wypukłość na jego spodniach. Podeszła do niego, nachylając się nad jego uchem. W tym momencie liczyła na to, że zrozumie angielski.
    - First lets just get this straight you are just a man – zanuciła na tyle cicho, aby tylko on ją usłyszał. Uśmiechnęła się prowokacyjnie. - But this just may be something you need to understand
    Its a different day but you may just come in hand
    ‘cause i may need you
    - zakończyła. Spojrzała w jego oczy. Ten szary kolor niezmiernie się jej spodobał. Przysunęła się delikatnie, jakby chciała go pocałować, jednak zaraz się odsunęła, prostując się. Odeszła na dwa kroki. Powąchała kwiat, który otrzymała od Smoka.
    - Za taki ratunek wypada podziękować… - westchnęła mrużąc oczy.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  28. Glen obrzucił go nienawistnym spojrzeniem i jeszcze by pokazać swą złość uderzył dłońmi o pianino.
    - Teraz to ci mogłem ich wszystkich pobudzić – fuknął teraz już delikatnie zamykając je, by oszczędzić im tych krzyków. Owszem słyszał, że fałszował ale akurat to mu było na rękę. Niech się też trochę pomęczą.
    Postanowił jednak nie przeginać struny i poszedł na górę, zastanawiając się, który pokój zabrać. Z czystej ciekawości zerknął do pokoju Akiry, ale nie zabawił tam długo. Nie za bardzo mu się spodobało. Wybrał jednak ten naprzeciw jego pokoju. Był dość przestronny i miał swą własną łazienkę, a tego przecież było mu trzeba.
    Rozpakował się tylko, chowając swe zeszyty do szafki nocnej, a gitarę stawiając przy fotelu, po czym usiadł na nim i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w tępo w ścianę. Nikt nie przychodził. Nikt nic od niego nie chciał. Poczuł się samotny. Zaczął stukać palcami w poręcz fotela, wystukując nimi delikatny rytm.
    Przyszło mu do głowy, że chciałby coś poczytać, ale tu nie było mieszkanie Michaela. Nie miał dostępu do jego biblioteczki. Westchnął więc tylko ciężko i położył się do łóżka. Nie zabawił w nim jednak długo. Dzięki cudownemu ogniowi Akiry, powróciły koszmary. Znów był małym dzieckiem, wśród płomieni. Znów widział trupy i krzyczących ludzi. Wszystko płonęło, a potem zapadała ciemność.
    Obudził się zlany potem i wstał szybko. Odruchowo powędrował do pokoju Akiry z poduszką w dłoniach, jak to miał w zwyczaju robić z Michaelem, kiedy koszmary męczyły go niemiłosiernie. Przez chwilę debatował ze sobą czy powinien się wepchnąć mu do łóżka czy nie, ale w końcu pragnienie czegoś znajomego wzięło górę.
    Wślizgnął się więc mężczyźnie do łóżka, zabierając mu bezczelnie trzy czwarte kołdry i okręcając się nią niczym kokonem. Zasnął niemalże natychmiast.

    Glen

    OdpowiedzUsuń

  29. Wspaniałym śpiewem? Czy on widział w niej jakieś wady? No dobrze, może i jej głos nie był najgorszy, ale czy faktycznie idealnie pasował do Muse? Nie była pewna, aczkolwiek się starała. Takie komplementy były niezwykle miłe. Nieco przesadzone, ale miłe. Uśmiechnęła się niewinnie. Przynajmniej nie proponował nic, co na myśl przynosiła jego – wcale niezauważalna - rewolucja w spodniach. Dżentelmen. W tym momencie jednak skupiła się na korzystaniu z okazji, gdy mogła przyjrzeć się tęczówkom blondyna. Wręcz słyszała szum morskich fal, kiedy wpatrywała się w tę szarość.
    Zaśmiała się cicho. Był niezwykle czarujący. Wymyślanie coraz to nowszych epitetów musiało być karkołomne, zwłaszcza że tak niewiele jeszcze o niej wiedział. Mimo wszystko wyjęła z kopertówki swoją komórkę, otwierając pole numeryczne.
    - Pozwolę, mój rycerzy w lśniącej zbroi – odpowiedziała podając mu urządzenie. Odebrała swoją własność i schowała.
    - Naprawdę? – zapytała. Nie wyglądała na zaciekawioną. Zdążyła się już domyśleć, iż ten mężczyzna ma bardzo dobry gust, który szczęśliwie odpowiadał upodobaniom altmerki. – Widzę, że oboje gustujemy tylko w tej prawdziwej, nie kiczowatej, sztuce – zauważyła, po czym celowo odgarnęła swoje włosy do tyłu. Zbliżyła się do mężczyzny i delikatnie ucałowała jego policzek.
    - Podoba mi się to – skwitowała. Następnie zgrabnie się odwróciła, aby pójść w swoją stronę. W międzyczasie wyjęła ponownie swój telefon.
    Dziękuję za noc pełną gorących wrażeń
    Napisała. Wysłała wiadomość do Akiry, żeby i ten mógł wejść w posiadanie jej numeru.


    Kilka dni później Ninath miała przyjemność przez chwilę pokorespondować telefonicznie z mężczyzną. Rozmowa była o tyle ciekawa, albo i niepokojąca, iż zgodziła się na kolejne spotkanie. Doprawdy, ten barman posiadał więcej tajemnic niż stare, przeklęte ruiny. Poprawiła włosy, stojąc przed wejściem od baru. Jak zwykle wyglądała dość elegancko. Otworzyła drzwi od przybytku, po czym przekroczyła prób, wzorkiem szukając swojego smoka. Podeszła do niego z lekkim uśmiechem na twarzy. Cóż, musiała mu to przyznać. Wyglądał niezwykle gustownie, a koszule dodawały mu seksapilu oraz wiecznie modnego dystyngowanego stylu.
    - A więc, co za bogacz, dzieciak, nizaryci i zlecenie? – zapytała, pomijając kwestię przywitania się. O ile zlecenie i bogacz brzmiały spokojnie, w miarę bezpiecznie, tak dzieciak oraz nizaryci byli co najmniej podejrzani. Miała tylko nadzieję, że nie chodzi o żadną sektę zakazaną przez rząd. Prawo w kraju było naprawdę luźne, ale za to nadrabiało system kar.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  30. Glen obudził się pod wpływem jego dotyku i zaraz zaczął go przepraszać, bo przecież bezczelnie wszedł mu pod kołderkę i tak beztrosko spał. Bał się, że Akira się go będzie chciał pozbyć. Od razu, wyrzuci z tego miejsca pozostawiając go psom na pożarcie. Przecież nie znał jeszcze tego zakręconego blondasa. Zagryzł mocno wargi i nieco się spiął gdy ten ruszył dłonią tak jakby chciał go uderzyć. Tak zadziałała wyobraźnia chłopaka. Tak często widział ten ruch u Michaela, że nawet zdołał się do niego przyzwyczaić, ale tym razem dłoń nie znalazła się na jego policzku i nie musiał rozcierać bolącego miejsca. Tym razem dłoń znalazła się na jego włosach, czochrając je lekko.
    To wówczas chłopak odsunął się od niego w niemym przerażeniu. Tego gestu nie znał. Widział w filmach i czytał w książkach, ale nie znał. Nie rozumiał, nie potrafił zrozumieć. Zadygotał cały.
    - Nie przepraszaj, młody.
    Padły słowa, których się nie spodziewał. Były gesty, których nie rozumiał. Znalazł się w zupełnie innym świecie, którego nie znał. Nie chciał poznawać, chciał wrócić do swojego domu. Do Michaela, do tego co znane.
    - Dlaczego mi go zabrałeś? – wyjąkał czując łzy napływające mu do oczu. – Dlaczego mi to odebrałeś? – nie potrafił nawet krzyknąć, tak bardzo był przerażony. Uderzył mężczyznę lekko w pierś, niczym rozkapryszone dziecko, a potem uderzył jeszcze raz i jeszcze, choć wiedział że nie może go skrzywdzić. Nie miał tyle sił. – Dlaczego mnie nie zabiłeś? Czemu… czemu tak się zachowujesz? Czemu mnie nie wyrzucisz, nie krzykniesz, nie uderzysz? Czemu się nie wkurzysz? – zasypał go pytaniami, chowając jednocześnie głowę w pierś Akiry i bezradnie przełykając łzy. Czuł się zagubiony i upokorzony jednocześnie. Nigdy jeszcze nie ryczał przy swoim oprawcy. Nigdy wcześniej nikt go tak nie przytulał. Tak bezinteresownie.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  31. Glen patrzył na niego w niemałym szoku. Oplatające go ramiona nie raniły. Dłonie pieszczotliwie głaszczące go po włosach. To wszystko było czymś czego się nie spodziewał i czymś co nie wiedział jak odbierać. Nie rozumiał tego, ale wszystko to nie było czymś złym.
    - Zabijając go odebrałeś mi rodzinę – zauważył cicho, już powoli się zbierając i chociaż nie płacząc, choć wciąż pociągał nosem. – Czym się więc od niego różnisz? Tylko tym, że jestem niewolnikiem, więc nie będę miał okazji by zlecić twe zabójstwo z konsekwencjami, jeśli ktoś go nie wykona – wymamrotał jeszcze, chowając twarz w jego pierś by nie widział jak bardzo jest teraz rozdarty.
    A wszystko przez te jego pieprzone gesty. Gdyby zachowywał się jak Michael, gdyby go tak traktował… byłoby mu zdecydowanie łatwiej go nienawidzić, ale nie… on musiał przytulić, pogłaskać i powiedzieć, że jego sypialnia stoi zawsze dla niego otworem (w razie problemów oczywiście).
    - Wolałbym, żebyś jednak mnie zabił… bo przecież ja się do niczego nie nadaję – zauważył cicho, odsuwając się teraz od niego, ale tylko trochę. Złapał swoją poduszkę wygodniej i położył się na niej. Nie wyswobodził się jednak z jego ramion. Ramion które jakoś tak przynosiły mu komfort psychiczny. Pozwalały przez moment zapomnieć o tym, że był tylko niewolnikiem. Tylko przez moment, czuł że to wszystko to jakiś koszmarny sen, który zrobi mu wodę z mózgu i potem będzie miał wielki problem z przestawieniem się na powrót.
    - Kręci mi się w głowie – mruknął, jakoś tak wbrew sobie. Dopiero teraz zauważył, że głowa strasznie go boli i to już od dłuższego czasu. Cóż uodpornił się na ból i często po prostu tego nie widział, chyba ze ten narastał z każdą chwilą. – Bardzo – odruchowo, schował twarz w poduszkę jakoś tak chcąc przynieść sobie ulgę. Uznał, że musi być bardzo zmęczony… a ten sen staje się coraz dziwniejszy. Jakby chce go pokarać za to, że wymyślił sobie jakieś czułości.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  32. Fakt, że była pierwsza jakoś ją nie dziwił. W takich miejscach największy ruch panował wieczorami, zwłaszcza weekendami, a żadna z tych zależności nie zachodziła w tym momencie. Poprawiła torebkę na ramieniu. W pewnym sensie cieszyła się na ich spotkanie. Akira był niezwykle interesujący, ale na ten moment też podejrzany. Martwiła się, że mógł zrobić coś głupiego. Uśmiechnęła się jednak delikatnie, gdy ucałował jej dłoń.
    - Witaj – odpowiedziała naprawdę ciepłym, przyjemnym tonem, który można było rzadko od niej usłyszeć. Blondyn miał naprawdę niezłą taryfę ulgową. Wszystko przez ten jego wyrafinowany styl. Usiadła, tak jak prosił, i odłożyła torebkę na drugie siedzenie. I tak nie było nikogo, kto mógłby narzekać na brak miejsca. Wzięła szklankę z alkoholem, jednak nie napiła się. Uśmiech elfki zmienił się na nieco figlarny.
    - Słyszałam, że picie przed dwunastą to alkoholizm… - zauważyła palcem wodząc palcem po górnej krawędzi szkła. Poza tym, żal było pić trunek, który tak bardzo przypominał jej własne oczy. Naprawdę się postarał. Grzechem byłoby się tak od razu pozbyć takiego dzieła. Postanowiła po prostu słuchać opowieści. Wsłuchiwała się z uwagą w każde słowo. Zapamiętywała jakby właśnie była na fascynującym wykładzie. Zdawało się jej, że kiedyś czytała coś o tym zakonie nizarytów. Drobną wzmiankę w dwóch, może trzech księgach o historii średniowiecza. Spojrzała na niego z pewną dozą podziwu. Sama pochodziła z zakonu, wychowała się w Psyjic, jednakże zdecydowanie różnili się profesjami. Jego przywodziła jej na myśl Morag Tong, bądź Mroczne Bractwo. Doskonale, wplątała się w relacje z naprawdę niebezpiecznym mężczyznom. Czego mogła chcieć więcej? Dotknęła jego dłoni, gdy westchnął. Delikatnie pogładziła jej wierzch kciukiem, uśmiechając się przy tym pokrzepiająco.
    - Jeśli nie chcesz, nie musisz mówić – szepnęła, przybliżając się delikatnie do niego. Gdy pobladł zacisnęła lekko uścisk. Nie chciała go do niczego zmuszać, a jeżeli chciał i sprawiało mu to taką trudność…Cóż, tylko tak mogła jakoś pomóc.
    - Dlaczego głupi? – zapytała dla zmiany tematu. - Według mnie ktoś z takim obyciem jest całkiem inteligentny – dodała. Wysłuchała reszty historii, a gdy przeszedł do sytuacji z ostatnich dni…sama zbladła. Rozsiadła się wygodniej na krześle, puszczając dłoń mężczyzny. Wysłuchała reszty słów. Cóż, w pewnym momencie sama zbladła. Puściła rękę mężczyzny, opierając się w miarę możliwości o siedzenie. Wzięła kilka głębszych wdechów, trawiąc każdą informację. W końcu zaskoczyła.
    - Czy ten dzieciak jest człowiekiem? – zapytała na początek. Nie miała nic do zwykłych ludzi. Żyła z nimi przez długi okres czas na Nirnie. Zresztą tam sprawa rasowa wyglądała całkiem inaczej, więc jej podejście po prostu musiało być inne. – Ludzie od czasu Pogromu mogą być albo niewolnikami, albo żołnierzami. Zająłeś się tym? – dodała jakby zmartwiona. Pewnie dlatego, że inaczej człowieka mogła czekać egzekucja. Nieważne jak pan traktował swojego człowieka, jego poddaństwo musiało być na papierze, bądź służba wojskowa – inaczej stryczek. Ciężko prawo, lecz prawo.
    - I co w ogóle ma znaczyć takie zabójstwo? To przestępstwo… - mruknęła jeszcze.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  33. Zainteresowanie poczuła głównie z powodu tego, że barman nagle zamilkł. Musiało wejść interesujące towarzystwo. Zerknęła przez ramię, widząc broń lekko się spięła. Pendrive w jej kieszeni nagle jakby zaczął ważyć tonę. Mimo to nie ruszyła się z miejsca, czekając na rozwój wydarzeń. Okazało się, że nie przyszli po nią. Nie znaczyło to jednak, że będzie ich interesowało czy ją podziurawią czy nie.
    Odskoczyła w bok, starając się znaleźć jak najdalej od baru, który zdawał się być głównym przedmiotem zainteresowania agresorów. Powstał jednak problem jak ma się stąd teraz wydostać. To nie była jej sprawa, nie chciała się w nią mieszać. Jednak między nią, a drzwiami stało kilku kolesi z bronią.
    Uśmiechnęła się słysząc pytanie barmana. Nie do końca na taką. Podczas rozróby w barze wolała, gdy jedyny używany typ broni to obuchowa improwizowana - krzesło, chodziło o krzesło. Broń palna znacznie komplikowała sprawę. Co prawda, atak przeprowadzony przez barmana trochę ją ułatwił, ale jeszcze nie wszyscy płonęli. A ci których nie trawiły płomienie nadal przeprowadzali atak. Podziwiała ich za umiejętność utrzymania zimnej krwi, nawet jej się zrobiło trochę słabo słysząc te krzyki. Odetchnęła głęboko, szukając sposobu jakby się mogła stąd wyślizgnąć… Lampy. Wybuchające żarówki są świetne do odwracania uwagi. Skupiła się na nich, nagrzewając je i… bum. Posypały się iskry i szkło. Ruszyła się ze swojego miejsca, teraz powinna…
    - A gdzie się wybieramy? - Przed nią wyrósł jeden z napastników, celując pistoletem prosto w jej czoło.
    Bycie niepozorną kobietą potrafiło mieć swoje wady, ale Timmy lubiła jedynie wykorzystywać zalety. Na przykład nikt się nie spodziewa, że takie małe gówno nagle podbije do góry dłoń z pistoletem, da z kolana w brzuch, rękę wykręci na plecy, a twarz rozbije o pobliski stół. Przynajmniej napastnik się tego nie spodziewał. Ogłuszony mężczyzna osunął się na ziemię, podczas gdy Timmy pozbyła się nabojów z jego pistoletu i rzuciła broń gdzieś w kąt.
    Chociaż cała ta akcja przebiegła w mgnieniu oka to kobieta straciła swą szansę na ucieczkę. Zakradła się więc za bar mając nadzieję, że właściciel nie będzie miał do niej o to pretensji. To trochę sprawa życia i śmierci.
    - Jestem na to za trzeźwa… - mruknęła, osłaniając się ramieniem przed szybującymi odłamkami szkła. Szkoda tyle alkoholu…

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  34. Usnął, choć nawet nie był pewien kiedy. Usnął ukołysany jego łagodnym głosem mężczyzny. Zasnął zmęczony płaczem, bólem i nowym otoczeniem. Zasnął i liczył na to, że już więcej się nie obudzi. Nie będzie musiał walczyć z nowością. Miał cichą nadzieję, że obudzi się w swoim starym, znajomym pokoju, a Michael wpadnie mu do pokoju mamrocząc o rozpierającym go głodzie. Właśnie tak będzie, a to wszystko okaże się tylko bardzo dziwnym snem. No i bardzo realnym trzeba przyznać.
    Spał długo, ale w końcu słońce obudziło go swymi rażącymi promieniami. Skrzywił się nieco, czując się jak po dobrej imprezie. Głowa nadal pulsowała bólem, a zmęczone oczy trochę go szczypało. Wszystko przez to, że tak płakał wieczorem. No właśnie… płakał…
    Dopiero teraz odsunął się jak oparzony od „poduszki” jaką zajmował i z hukiem spadł na ziemię, krzywiąc się przy tym. W pierwszym odruchu chciał krzyczeć i wołać o pomoc Michaela, ale potem przyszło mu na myśl… że wieczorem być może wcale nie spał, a człowiek który teraz smacznie chrapał rozwalony na łóżku, faktycznie zamordował mu rodzinę.
    Zacisnął mocno wargi i po cichu opuścił jego pokój, udając się do tego naprzeciw, który gdzieś tam w pamięci uznał za swój. Odetchnął z wyraźną ulgą widząc, że jest taki jak go pamięta. Usiadł na nowym łóżku i podkurczył nogę pod brodę, obejmując kolana ramionami. Jak to się w ogóle stało? Czemu znalazł się w tak rozpaczliwej sytuacji? Szlag… i co on teraz zrobi?
    Drgnął dopiero, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Do tego również nie przywykł. Przynajmniej nie od tej strony barykady. Zwykle to on pukał, a do jego pokoju wchodziło się bez pytania. Przełknął więc głośno ślinę i powoli wyszedł z łóżka. Otworzył drzwi tylko odrobinę, by zerknąć na ledwie obudzonego blondasa.
    - Przepraszam – oznajmił szybko. – Ja nie wiem czemu… to się więcej nie powtórzy! Obiecuje – rzucił szybko, nie chcąc zaraz dostać w łeb za bezczelne wchodzenie mu do łóżka. Niby coś tam mu świtało z ich wieczornej rozmowy, ale za diabła nie mógł sobie przypomnieć, która część była snem, a która działa się naprawdę. – Przepraszam – powtórzył, kuląc się zaraz i odruchowo osłaniając nieco głowę przed nadchodzącym atakiem. Nauczony był by nie uciekać, tylko przyjąć karę na klatę, ale nadal nie opanował lekkiego drżenia ramion i strachu jaki w nim narastał tuż przed tym.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  35. Wyjrzała spod blatu, chcąc rozeznać się w sytuacji. Większość kolesi już leżała bardziej lub mniej martwa. Ci co jeszcze stali nie poddawali się, co było dość przerażające. Ona, na ich miejscu, już dawno stwierdziłaby, że ta cała szopka nie jest tego warta i by po prostu zwiała. Więc albo napastnicy są wyjątkowo głupi, albo ich pracodawca ma niezwykłą siłę przekonywania.
    Przyuważyła, że barman ma problem z jednym z agresorów, ich moce się wyraźnie anulowały nawzajem. Schowała się przed kolejną falą strzałów, po raz kolejny zasłaniając twarz ramionami, gdy w jej okolicy wybuchła kolejna butelka. Rozejrzała się szukając czegokolwiek co by mogło pomóc. Jej spojrzenie zawisło na pobliskiej gaśnicy. Uśmiechnęła się szeroko, kierując się w jej stronę, pochylona do przodu, by za bardzo się nie wychylać spod blatu.
    Ktoś jej kiedyś powiedział, że gaśnica to najlepszy przyjaciel crackera. Musiała się z nim zgodzić, chociaż chętnie by mu teraz nią przywaliła.
    Chwyciła gaśnicę, wyskoczyła spod blatu i wycelowała w kolesia, który właśnie tworzył kulę ognia między swoimi dłońmi. Wydawał się bardziej zaskoczony, niż wściekły, gdy nagle został pokryty białą… substancją. Och, ona tego nie przepuści. Nie przerywając “gaszenia”, zeskoczyła z blatu, zbliżyła się do niego okrężnie, a gdy znajdowała się już całkiem niedaleko, środek gaśniczy się skończył. Wtedy dopiero facet się wkurwił. Ruszył w jej stronę, starając się ją złapać, pochylił ciało do przodu, starając się utrzymać równowagę, Timmy zrobiła niewielki krok w bok by zejść mu z drogi, ale także być w stanie przywalić mu gaśnicą w łeb. Najlepszy przyjaciel.
    - Następnym razem połykaj - powiedziała, gdy facet padł na ziemię.
    Uśmiechnęła się tryumfalnie. Uśmiechała się nawet, gdy trafił w nią pocisk, bo jeszcze nie wiedziała co się dzieje. Spojrzała w dół, na czarnej bluzie nie było widać krwi. Klatka piersiowa eksplodowała jednak bólem, a dziura w materiale mówiła sama za siebie.
    - Óóóó… remélem, hogy nem találta el a tüdőmbe… - wymamrotała, patrząc na krew na swoich dłoniach. - Basszuskulcs… - Padła na ziemię, wykrwawiając się powoli. Ach, trzeba było się wychylać. Poczekać, aż samo przejdzie. - A lófasz… pofán baszom… - Trudno jej się oddychało. I utrzymywało przytomność. - Dögölj meg...

    Timmy
    [pisałam to ze słownikiem xDDD ]

    OdpowiedzUsuń
  36. Westchnęła cicho. Jego uśmiech, chociaż ciepły i piękny, był dla niej niepokojący. W co ona się wplątała tym razem? Napiła się swojego drinka. Tak, chyba bez alkoholu tego nie przetrawi. Spojrzała na niego. Cóż, sama potrafiła zabijać. Mimo wszystko ona potrafiła wszystko wytłumaczyć, on po prostu przyjął zlecenie jak członek Mrocznego Bractwa. Może ci nizaryci, to faktycznie byli pewnego rodzaju kultyści. Tego się jeszcze dowie.
    - W to nie uwierzę… - zauważyła, lekko się uśmiechając, gdy wspomniał o pożarze. – A i policja nie należy do najgłupszych, więc nie rób za często podobnych akcji – dodała, jakby się o nie troszczyła. No cóż, może. Aczkolwiek wszystko było winą jego uroku. Spojrzała w oczy Akiry. Niestety, znowu miał okulary. Wyglądał w nich oszałamiająco, jednakże ona wolała, gdy nic nie przysłaniało jej morskiej szarości oczu smoka. Sięgnęła powoli ku jego twarzy, po czym delikatnie zdjęła okulary i odłożyła na blat. Uśmiech kobiety zmienił się na nieco bardziej kokieteryjny.
    - Lubię tę szarość – szepnęła, po czym upiła kolejny łyk trunku. Odczekała aż wróci. Wzmianka o licytacji niekoniecznie była dobra. Ninath osobiście wolałaby zostawić sprawę w spokoju. Zwłaszcza usuwanie tego wampira. Nie mogli udawać, że nigdy nie istniał. Nawet jeżeli tak było wygodniej. Ciekawe czy gdy ona zniknęła z Tamriel, ją też wymazali… Rozejrzała się po pomieszczeniu. Tak, te wspomnienia nie były zbyt przyjemne do wspominania. Gdy wrócił, uśmiechnęła się ponownie. Nieco sztucznie, gdyż w głowie miała teraz łańcuchy Molag Bala, które zabierały ją z ojczystego wymiaru. Miała stać się jego, ale ostatnim tchnieniem się uwolniła. Nie trafiła jednak w odpowiednią szczelinę. Była zbyt słaba. A zresztą, do dzisiaj nie może nauczyć się magii wymiarowej. Może takie było przeznaczenie? Wzięła ciastko do ręki. Ugryzła.
    - Według mnie są pyszne – odpowiedziała, zaraz po przełknięciu. Nie spodziewała się, że potrafi jeszcze gotować. No proszę, tyle zalet. Tak mało wad…


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  37. Zesztywniał cały, kiedy mężczyzna poczochrał go po włosach. Naprawdę nie potrafił zrozumieć tego całego zachowania. Nie miał pojęcia jak odpowiedzieć, więc jedynie go słuchał, zaciskając mocno pięści. Skinął tylko głową na potwierdzenie, że rozumie jego pierwszą wypowiedź o Michaelu. Nadal nie rozumiał tylko, czemu ma kłamać, ale nie był tu przecież od rozumienia, tylko od wykonywania poleceń, nawet jeśli wydawały mu się nieco nielogiczne.
    - Uhm dobrze, nie wejdę już do żadnego pokoju. Żadnego – obiecał cicho, nie chcąc sobie narobić problemów. Czyli jednak śnił, kiedy Akira mówił iż może do niego przychodzić kiedy chce z problemami czy po prostu porozmawiać. Teraz przynajmniej wiedział na czym stał i do czego ma się odnieść.
    Trochę przeraziła go mina mężczyzny, gdy ten mówił o alkoholu, ale nie na tyle by zadrżał. Mimo wszystko wampir potrafił być straszniejszy. Zagryzł wnętrze swojego lewego policzka słuchając dalej, a kiedy Akira wydał polecenie znów skinął głową.
    Trening? Ach tak, coś tam wspominał o treningu na samym początku, ale nie wyjaśnił nigdy na czym on ma polegać. Glen znów poczuł się nieco zagubiony, ale po raz kolejny tylko skinął głową i zamknął drzwi od pokoju. Nie może się spóźnić, bo jeszcze potem za to oberwie. Lepiej nie kusić losu. Wziął więc szybki prysznic i ubrał się zakładając czarny t-shirt i równie czarne rurki (nie miał wyboru co do ciuchów – Michael zazwyczaj zabierał go na zakupy i kupowal co mu się podobało). Na to zarzucił tylko czerwoną koszulę w kratę, podwijając jej rękawy i przeczesał palcami włosy. Cóż lepiej nie będzie. Obroża odznaczała się od stroju, ale już dawno się do niej przyzwyczaił.
    W barze był na pół godziny przed umówionym czasem. Usiadł gdzieś z dala od lady, byle tylko nie rzucać się w oczy. Jego żołądek był tak skurczony, że i tak niczego by nie tknął, mimo że ta jajecznica, którą wcinał Terayuki wyglądała dość smakowicie. Wolał nie zachowywać się jak chojrak i rozpoczynać z kimkolwiek rozmowy. Nawet przeszło mu przez myśl, że nieco za wcześnie się tu pojawił, ale… lepiej wcześniej niż za późno, co nie?

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  38. Chłopak milczał, trochę nie dowierzając że ci mężczyźni tak po prostu z nim rozmawiają. Nie było zmuszania, choć pojawiały się polecenia. Nawet wydawali się martwić, czy da sobie radę i czy nie będzie mu za ciężko. Niesamowite. Aż go nieprzyjemne ciarki przeszły po plecach.
    A potem wszedł do starego budynku, którego wnętrze w niczym nie przypominało to co zapowiadał wygląd zewnętrzny budynku. Przez dłuższą chwilę nie docierało do niego o co tak zawzięcie kłócą się (a raczej droczą ze sobą) obaj mężczyźni. Był zbyt pochłonięty obserwowaniem pomieszczenia. Niby nie było zbyt imponujące, ale na pewno dało się w nim wypocić za wszystkie czasy.
    Glen zwrócił swą uwagę z powrotem na słowa Akiry, gdy te zaczęły go dotyczyć.
    - Czyją frekwencję ruchów mam zapamiętać? – zapytał po prostu, bo przecież nie chciał na marne zapamiętywać błędnej. No i nie sądził by mu się to udało. Przecież to nadprzyrodzone istoty. Z całą pewnością będą się poruszać szybciej, niż ludzkie oko jest w stanie zarejestrować… ale nie zamierzał narzekać. Miał zapamiętać frekwencje? Da z siebie wszystko by to zrobić.
    A potem padło to nieszczęsne 15 pompek. Glen zamrugał kilkakrotnie i zagryzł nieco wargi jakoś tak obawiając się, że nie sprosta wymaganiom, ale bez ociągania się skinął głową i zabrał się do roboty. Pierwsze pięć pompek poszło gładko, z kolejnymi miał już nie mały problem. Przy 12 ledwie czuł ramiona, a kiedy zrobił rozpaczliwą 15-nastą, padł na ziemię dysząc ciężko. Ten cały blondas naprawdę nie wiedział w jakim on jest stanie fizycznym. Poczuł jak mu żołądek do gardła podchodzi ze zmęczenia i być może głodu też. Przypomniał sobie przecież, że nie jadł od dobrych dwóch dni.
    - Ja chyba nie dam rady… - wysapał podnosząc się na kolana i wciąż rozpaczliwie łapiąc powietrze w palące go żywym ogniem płuca. Jednak nie miał kondycji. Żadnej, a wczorajszy posiłek Michaela wcale mu w tym nie pomagał.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  39. Doktor przemilczał wypowiedź swojego cierpiącego pacjenta. Tak naprawdę to co cię nie zabije najczęściej pozostawia cię z dotkliwą blizną bądź z pewnym stopniem niepełnosprawności. To tyczy się nawet istot nadnaturalnych. No ale oczywiście nie mówiły w tym wypadku o zwykłych zacięciach. Ale cóż. Kontynuował swoją pracę, na całe nieszczęście Akira zemdlał w trakcie zakładania opatrunku. Oczywiście Eizen nie pozwolił mu walnąć głową o blat. Złapał go gdy młody mężczyzna zaczął opadać i położył go delikatnie, po czym wrócił do opatrunku który zakładało się w tym wypadku już gorzej. Gdy skończył wyprostował się podpierając dłonie na plecach i wypuścił z siebie niewielkie westchnienie. Czyżby wiek miał jednak na nim jakiś efekt? Czy ma, czy też nie on i tak nie miał zamiaru nad tym lamentować. Opuścił ręce wzdłuż ciała i spojrzał na znajomych blondyna.
    - Ah. Teraz już was sobie przypominam. - Odparł, dopiero teraz zdając sobie sprawę że zajmował się TYM Akirą. Żyjąc z bycia lekarzem poznaje się sporo twarzy i imion, nie warto się więc denerwować gdy Eizen czasami zapomni kto do niego zawita. - Do czasu aż wasz koleżka się ocknie możecie usiąść tam. - Wskazał palcem skórzane fotele trochę bliżej drzwi otaczające niewielki stolik. - Celine, ugość naszych gości herbatą. A wy, proszę, rozgośćcie się. - I z tymi słowami sam wraz ze swoją niewolnicą udał się do kuchni która była połączona z tym pokojem przejściem. Czekał wraz z mężczyznami aż Akira się obudzi. Jako że trochę to zajmowało ugościł ich nie tylko herbatą ale i też trochę późnym śniadaniem oraz obiadem. Tak jak chciał pierwotnie, zrobił obiecaną jajecznicę z bekonem. A na obiad Celine przygotowała kurczaka z ryżem w pomidorach. Jedzenie przygotowane przez doktora nie było najgorsze, ale niefortunnie nie mogło się równać z kulinarnym talentem dziewczyny. Nastał wieczór, Celine akurat zaparzyła kolejną herbatę i zaczęła ją wykładać na stolik gdy Akira wydawał z siebie zdezorientowane nawoływania niczym głodne pisklę.
    - Nie nadwyrężaj strun głosowych. - Eizen doradził pechowemu blondasowi, siedząc wygodnie w fotelu naprzeciwko okna. - Nie dlatego że cię zaczną boleć a dlatego że preferuję spokój. - Wymamrotał do siebie w trakcie podnoszenia się z siedziska po czym podszedł do stołu na którym leżał pacjent.
    - Gdzie popisałeś się zdolnościami pozyskiwania informacji że zaczęli do ciebie strzelać? Spytałbym się twoich kolegów ale są troche spięci. Poza tym. Spróbuj usiąść. Powoli. - Eizen pomógł mu podnieść się do siadu. - Powinno już być w porządku, przez najbliższe kilka dni nie wykonuj żadnych bardzo przesilających ciało czynności i będziesz jak nowy. Normalnie powiedziałbym że możesz już od jutra zachowywać się normalnie, ale twoje ciało jak na smoka dalej wydaje mi się dziwne. - Przyznał podając Akirze poskładaną czystą białą koszulę. Oczywiście koszula należy do Eizena przez co może lekko wisieć na Informatorze, głównie dlatego że doktorek ma dość potężną budowę.

    Eizen

    OdpowiedzUsuń
  40. - Kurwa, Ty i te teksty, widzę, że nic się nie zmieniłeś – przyznał z zadziornym uśmiechem na ustach i zaraz ruszył jedną z uliczek, tak, aby zgubić pościg jak najszybciej. W prawdzie jego zasłona na długo zbije ich z tropu, ale podobno przezorny zawsze ubezpieczony. Podczas „spacerku” rzucał Akirze dziwne spojrzenia. Nawet nie spodziewał się, że trafi na tego kulturalnego idiotę w takim miejscu i czasie. Prawdę mówiąc obstawiał, że smoka można zaliczyć do „starych znajomych” i nie przywiązywał zbyt dużej wagi jego osobie. Do czasu… Teraz kiedy się spotkali naszło Blondyna na wspomnienia, oczywiście wszystkie procesy z tym związane miały miejsce w jego głowie, nie miał zamiaru się tu teraz uzewnętrzniać.
    Kiedy siedzieli w pokoiku nad barem, on na chwilę zawiesił wzrok na plakacie. Dopiero w momencie odgłosu polewającego się alkoholu wrócił na ziemię i spojrzał na podane mu szkło. Chwycił je pewnie i wzniósł toast. Zadławił się jednak prawie, słysząc o Akane. Zapomniał już o tym, że ten cholerny dziad zawsze wiedział wszystko. To wspomnienie szybko jednak dotarło do jego głowy i nawet nie wysilał się na zadawanie jakiegoś idiotycznego pytania.
    - Nie wnikam jakie krasnoludki Ci o niej doniosły, ale dobrze. Chociaż muszę wybrać się do jej rodziców i… - tu uśmiechnął się zawadiacko. – Podrzucę Ci ją na trochę, lepiej jak pójdę sam, a ktoś musi mieć na nią oko. Może nawet kogoś wyrwiesz na jej uroczą buźkę – zaśmiał się lekko i upił sporego łyka ze szklanki.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  41. Chłopak trochę się zatoczył, kiedy wstał z podłogi za szybko. Oparł dłonie o kolana dysząc ciężko. Aż mu się niedobrze zrobiło od tego wysiłku i zakręciło w głowie. Zdziwił się, gdy Akira poczochrał go po włosach, ale tym razem nie odskoczył i nie skulił się. Udało mu się te odruchy zahamować.
    Skinął lekko głową i złapał butelkę wody. Chociaż w czymś był dobry, na refleks nie narzekał. Usiadł posłusznie na kanapie i upił trochę wody, czując że oddech powoli wraca do normy. Bolały go wszystkie mięśnie dłoni.
    Skupił się jednak na ruchach, które wykonywali obaj mężczyźni, starając się „pozabijać”. Nagle zaczęli używać swoich „żywiołów”, a on sam zastanowił się jak niby miał wyczarować lód. Chyba z tyłka sobie wytrzaśnie. Ta ich pokazówka trwała zdecydowanie za długo i choćby Glen naprawdę chciał to wszystko powtórzyć to nie miałby ku temu szans. Upił więc znów trochę wody i podszedł do nich, gdy tylko skończyli.
    - To… wyglądało jak taniec – oznajmił cicho, jakoś tak zdobywając się wreszcie na odwagę by coś z siebie wykrzesać. – Ale ja nie zrobię tych czarów… lód to ja mogę tylko z lodówki przynieść – wymamrotał cicho.
    - Mogę już wrócić do siebie? – zapytał zaraz, a potem pociemniało mu przed oczyma i poleciał przed siebie, wpadając idealnie w ramiona Akiry. Szlag by to. Głód zrobił swoje i zmęczenie go dobiło całkowicie. – Przepraszam – wymamrotał zawstydzony, odzyskując wreszcie równowagę, ale nie odsunął się od Akiry. Trochę się bał, że jeśli to zrobi to nie ustoi na obu nogach i runie jak długi. Szlag by to trafił.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  42. Zrobiło mu się głupio, kiedy mężczyzna wziął go na ręce, ale nie protestował. Schował się w jego ramionach, wdychając zapach. Tak bezkarnie. Pachniał zupełnie inaczej i serce mu biło. To było największą nowością. Odruchowo przyłożył mu dłoń do piersi wyczuwając rytm serca mężczyzny. Tak, zdecydowanie był innym, a on sam starał się straszliwie by nie obudzić się z tego snu. Nie pamiętał, kiedy był tak niesiony, gdy zasłabł. Już szybciej wleczony po podłodze lub zostawiony samemu sobie na dywanie.
    A potem wszystko się skończyło. Leżał w łóżku, okryty kocem, a jego pan rozmawiał z nim niemal niczym równy z równy, jeszcze go przepraszając za przytyki tego drugiego. Świat oszalał, stanął na głowie. Glen potrząsnął głową, jakby chcąc go zapewnić że przecież to nic takiego.
    - Przepraszam, ale nie zapamiętam wszystkiego zaraz… po 8 ruchach, się zgubiłem – wymamrotał tak trochę pół przytomnie marząc już tylko o spaniu. Niestety, musiał coś zjeść. Usiadł więc i słysząc komendę, machinalnie sięgnął po kanapkę. Ugryzł kawałek i przeżuł go powoli, a potem ugryzł ją drugi raz i trzeci. Poczuł jak bardzo był głodny. Sięgnął po jeszcze jedną, omal się nie zadławił tak mu smakowały. Nie jadł od paru dni i teraz zachowywał się tak, jakby jedzenie miało mu zostać zabrane zaraz po chwili. Wcinał szybko i łapczywie, czasem popijając to wszystko wodą. Niczym dzikus, którym przecież nie był.
    Gdy skończył z trzecią kanapką, odłożył resztę czując że żołądek mu protestuje. No tak, wygłodzony żołądek dostał za dużo szczęścia na raz. Było mu głupio, ale wyskoczył z łóżka i poszedł zwymiotować, a potem umył zęby i wrócił do wyrka. Całkiem zażenowany i wkurzony na samego siebie. Na dodatek zrobił to wszystko na oczach kucharza. Tego całego Terayuukiego. Teraz to najchętniej by się obudził.
    - Przepraszam – powtórzył, jakby przepraszał za to że żyje. – Smaczne były… naprawdę – zapewnił go szybko, po czym padł już na poduszki i schował się pod kocem. Niech ten sen się wreszcie skończy… albo niech trwa na wieczność…

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  43. Uśmiechnęło się tajemniczo na jego pytanie, ale nie odpowiedziała. To by było zbyt oczywiste, a ona nie miała ochoty podawać mu wszystkiego na tacy. I tak już się czuła, jakby robiła to przez cały czas. Chciała sprawiać chociaż pozory tajemniczej. Gdy weszli klienci, spojrzała na nich. Cóż, wolałaby chyba być całkowicie na osobności z blondynem. W takich miejscach było zbyt wiele gumowych uszu. Zwłaszcza, że byli w Mortiel. Wyostrzone zmysły to nic specjalnego w takim miejscu. Nie wiedziała jednak, jak odpowiednio powiedzieć o tym Akirze. Musiałaby się chwilę zastanowić. Nie chciała, aby zabrzmiało to jak jakaś niemoralna propozycja. Nie na tym etapie znajomości.
    Księżniczko? Zachichotała cicho. To określenie raczej do niej nie pasowało. Owszem, lubiła salony i dobry, tradycyjny gust – jak każdy altmer, ale potrafiła się odnaleźć w prostym towarzystwie Yensena. Była po prostu sobą, księżniczka była lekką przesadą. Mimo wszystko nie zwróciła mu uwagi, jakby zrobiła to z każdą inną osobą. Niestety, ten Szwed mógł sobie pozwolić na naprawdę dużo wobec niej, a ona nie mogła nic z tym zrobić. Nawet nie chciała.
    - To ciasteczko – zaczęła, po czym wzięła kolejny kęs. Odsunęła się, aby spojrzeć w jego oczy. – Zastanowi się, bo i tak masz taryfę ulgową, bałamutniku – dokończyła. Uśmiechnęła się w wyzywający sposób. Przysłuchała się muzyce, lekko mrużąc oczy.
    - Czas jest najlepszą odpowiedzią – westchnęła. Nie chciała mówić nic pasującego pod muzykę. Powinna być szczera. Nie miała pojęcia co jest między nimi. Nie przepadała za niepewnością. Oboje musieli zaczekać, aby wszystko się wyjaśniło.
    - Co jeszcze możesz mi powiedzieć o nizarytach? – zagaiła dla zmiany tematu.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  44. Chłopak już nie do końca go wysłuchał. Zasnął zanim ten zamknął za sobą drzwi. Mimo iż zmęczonym być nie powinien, to czuł się nieco wypompowany życiem i tym wszystkim co się ostatnio wokół niego działo. Nie potrafił jeszcze przywyknąć do nowej sytuacji i był nią niezwykle zmęczony.
    Obudził się późnym popołudniem. Wciąż czuł się zmęczony, ale i głodny. Coś tam mu się przypomniało, że Akira wspominał o jedzeniu, więc wstał i narzucił na siebie jeszcze bluzę by cieplej mu się zrobiło, a potem ziewając jeszcze zszedł na dół. Nie bardzo wiedział gdzie szukać kuchni, więc po chwili namysłu wszedł za bar, chcąc sprawdzić na zapleczu.
    - Ej młody! Whisky w tę stronę! – usłyszał za swoimi plecami i przez chwilę chciał zignorować, ale uznał, że lepiej tego nie robić. Stanął więc przed półką pełną złocistego trunku, nie bardzo wiedząc które chwycić. W końcu jednak wybrał to, którego było najmniej. Najprawdopodobniej najlepiej schodziło. Nalał do dwóch szklaneczek, dodając do nich jeszcze po dwie kostki lodu i podał klientowi, odbierając za to zapłatę.
    Zapach tego trunku nieco go do siebie wzywał. Przez chwilę obserwował delektujących się nim klientów, zwilżając swe wargi językiem, a potem nie wytrzymał. Niby wiedział, że alkohol na pusty żołądek to czyste morderstwo, ale nie potrafił się powstrzymać. Nalał sobie pokaźną ilość do szklaneczki i nawet nie kontemplując go pod względem smaku wypił całość.
    Ciepło automatycznie rozlało się po jego ciele, a on wreszcie odnalazł wzrokiem Terayuukiego. Podszedł do niego jeszcze w miarę pewnym krokiem.
    - Gdzie znajdę kuchnię? – zapytał go prosto z mostu. – Akira… pan Akira – poprawił się automatycznie. – Powiedział, że mogę coś zjeść… - wyjaśnił mu, nieco podpierając się o blat stołu. Alkohol zaczynał szumieć mu w głowie. Przyjemne uczucie ale dość niepokojące, trzeba przyznać.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  45. - Wystarczy to co zwykle. - Doktor odparł gdy została wspomniana przysługa, w między czasie uklęknął przy stole na którym siedział klient, ponieważ miał o niego podpartą skórzaną torbę. W zasadzie nie potrzebował od niego pieniędzy, te otrzymywał od innych pacjentów. Bardziej zależało mu dalej na informacjach które jako tako blondyn umie pozyskiwać. Chociaż Eizen zastanawiał się czy przez to nie będzie częściej widywał go postrzelonego...
    - Oczywiście. Celine! Przynieś szklankę wody. - Lekkim uniesieniem poprosił niewolnicę o spełnienie prośby Akiry. Ta wstała z jednego z foteli przy gościach w drugiej części pomieszczenia w którym wszyscy się znajdywali, lekko się ukłoniła na znak przyjęcia rozkazu i ruszyła do kuchni. A Eizen skupił się na słowach mężczyzny, szukając czegoś w torbie. Słysząc pytanie akurat się podnosił, z jakimś flakonem w prawej dłoni. Spojrzał na Akirę po czym wskazał na ciągle siedzących znajomych blondyna w przedniej części pokoju. - Ci. - Podkreślił. - Terayuki to przypadkiem nie jest ten szatyn? - Dodał jeszcze być może pytanie retoryczne, otwierając wspomniany flakon.
    - Mniejsza z tym, masz. - Podał go zaraz Akirze. - Ten wywar może nie smakować jak dziewica o poranku, ale przyśpieszy tempo odzyskiwania utraconej przez ciebie krwi. - Gdy Eizen tłumaczył działanie podawanego specyfiku z kuchni wróciła Celin która podała doktorowi szklankę z wodą a ten przekazał ją Akirze. - Gdy przełkniesz popij wodą dopiero po upłynięciu trzydziestu sekund. - Gdy wszystko było już jasne, stanął obok blondyna, podparł się o stół i założył ręce, spoglądając przed siebie.
    - Czyli chcesz mi powiedzieć że zadarłeś z kimś kto przechodzi sobie przez kurtynę jak przez drzwi do własnej posiadłości. Sam znam tylko jedną taką istotę i nie chciałbym jej spotkać nawet przygotowany. - Przyznał marszcząc nieznacznie brwi.

    Eizen

    OdpowiedzUsuń
  46. Glen nie spodziewał się tego uderzenia i nie zdążył się uchylić. Ledwie utrzymał się na nogach i tylko fakt, że trzymał się blatu pozwolił mu wyjść z tego cało. Skrzywił się nieco i zagryzł mocniej wargi. Może i mężczyzna miał trochę racji. Nie powinien pić alkoholu. Nie dopóki mu ktoś nie pozwoli. Zapomniał się i dostał za swoje. Powinien się cieszyć, że skończyło się tylko na jednym uderzeniu.
    - Przepraszam, ja… to się więcej nie powtórzy – obiecał szybko kładąc pieniądze, które dostał od klientów wcześniej tuż obok Terayukiego. Zaraz też zniknął z jego pola widzenia, chowając się w kuchni. To tam znalazł Akirę. Chciał się jakoś przywitać, coś powiedzieć, ale obraz wyraźnie mu się rozmywał przed oczyma.
    - Uhm jeść… - mruknął do siebie idąc trochę jak pijany w stronę lodówki. Gdy do niej dotarł otworzył ją zamaszyście zerkając do środka. Nic co w niej było go nie zachwyciło. Wziął więc sobie kabanosa i razem z nim usiadł na stołku obok Akiry. Ugryzł kawałek długo go przeżuwając.
    - Cholera… rozmnożyłeś się przez tę chwilę… nie wspominałeś nic o bliźniaku – wymamrotał nieco niewyraźnie, odgryzając jeszcze kawałek kiełbasy i bezwiednie opierając się o ramię mężczyzny. Od tak dla podpórki. Och świetnie… może ten cały Terayuki miał trochę racji. Alkohol na pusty żołądek był kiepskim pomysłem. Sięgnął dłonią po kubek, który stał gdzieś obok ale nie trafił. Zmarszczył lekko brwi. Cóż, obejdzie się bez popijania.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  47. Życie barmana od kuchni? Raczej nie było zbyt nadzwyczajne, ale w przypadku Akiry, nawet zawód barmana mógł okazać się czymś zupełnie innym niż przypuszczała. Ostatnio przyszła napić się tylko jednego drinka, a skończyła się na pełnym emocji tangu, przy akompaniamencie wspaniałego El tango de Roxanne . Westchnęła z uśmiechem. Englund był nietuzinkową osobą o niebanalnej osobowości. Odkrywanie kolejnych zakamarków jego duszy można by porównać do eksploracji prastarych ruin pełnych starożytnej magii. Warto tutaj zaznaczyć, iż było to jedno z ulubionych zajęć Ninath.
    - Z przyjemnością – odpowiedziała jeszcze na zaproszenie, po czym wstała z miejsca i z uśmiechem na twarzy udała się w stronę zaplecza, idąc tuż koło Szweda. Mogła niemalże poczuć wszystkie zazdrosne spojrzenia poniektórych kobiet, które przyszły do przybytku. W tym momencie na jej usta wstąpił triumfalny uśmieszek. Wszystkie powinny znać swoje miejsce.
    Farba na ścianach prezentowała się naprawdę dobrze. Nawet tutaj wszystko wyglądało, jakby było planowane z pieczołowitą dokładnością. Taka staranność zawsze była doceniana i nagradzana, przynajmniej w oczach altmerki.
    Skinęła w podziękowaniu, gdy mężczyzna otworzył drzwi, przepuszczając ją. Weszła pierwsza, a zaraz potem rozejrzała się po pomieszczeniu. Dopiero teraz lekko zachichotała, wspominając wcześniejszy wybryk barmana. Tak, zdecydowanie wyglądał jak jedna z kaczek prosto z Cledo. Weszła nieco dalej w pomieszczenie. Przyjrzała się jednej ze skrzynek, którą zdobił kaligraficzny napis Merlot Wine 2004. Pokiwała głową z uznaniem. Spojrzała na Akirę.
    - Widzę, że jakoś stoi u Ciebie na pierwszym miejscu – zauważyła z wyraźnym podziwem. Większość barów po prostu zamawiała jakikolwiek alkohol. Tutaj jednak nawet zwykły drink przypominał dzieło sztuki. Podeszła do niego, wpatrując się w morską szarość jego oczu.
    - A wracając do nizarytów… - szepnęła, jednak nie dokończyła. Nie odezwała się ani słowem, w oczekiwaniu na jego, przyjemny dla ucha, głos.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  48. - Piłem jakieś whisky… mało go było w butelce już, wcześniej klientom je dałem – odparł nie do końca rozumiejąc co mówi i czemu to mówi. Zaraz też położył się na stoliku i przymknął oczy nie dojadając tego kabanosa. Przez moment milczał słuchając odgłosów dochodzących z kuchni, po czym zerknął na mężczyznę.
    - Nie wiem – wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia jak się czuje. – W głowie mi huczy… i świat mi wiruje… - dodał zaraz dojadając wreszcie tę kiełbasę i znów próbując złapać tę pieprzoną butelkę wody, która po prostu przed nim uciekała. Naburmuszył się w końcu i wstał, biorąc ją wreszcie w obie ręce.
    - No nareszcie… - burknął wściekły i otworzył ją by ukoić pragnienie. – Komu mam dać pieniądze za tamtych klientów? Zostawiłem je u pana Terayukiego – dodał zaraz nie do końca wiedząc czy dobrze zrobił.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  49. - Smoki, o których ja słyszałam zazwyczaj skupiały się na zabójczych rozmowach. I to dosłownie. Ich słowa potrafiły rozpętać burze, a gdy kogoś pożerali nie patrzyli na to, czy to dziewica, czy w ogóle kobieta – zaśmiała się. Sama nigdy nie widziała dovów, cieszących się złą sławą. Mogła jedynie czytać stare księgi o Wieku Smoka, wieku rozpaczy i kląski, głównie dla nordów, którzy wcześniej sami odrzucili prawdziwe bóstwa. Biorąc pod uwagę nienawiść jaką Ninath darzyła ten barbarzyński lód – po części cieszyła się, że musieli przez to przejść. Przynajmniej na krótki czas nauczyli się szanować inne rasy. Ta ich ksenofobia była po prostu odrażająca. Mieszkali tak blisko dunnerów, którzy nierzadko oferowali im tyle dobrego, a oni traktowali ich u siebie jak śmieci, by potem burzyć się, że inni im odpłacają. Westchnęła, pozwalając na chwilę zatopić się we wspomnienia dawnych lat. W Zakonie Psyjic był zaledwie jeden nord, niezwykle stary i pełen mądrości. Sam zdawał się po części gardzić swoimi braćmi, jednakże zawsze prosił, aby traktować ich z przymrużeniem oka. Ona nie mogła. Tamci ludzie byli zwyczajnymi niszczycielami. Spojrzała na Akirę z lekkim uśmiechem, który towarzyszył jej mimo tak nieprzyjemnych myśli. Potrafiła ukryć własne zamyślenie, matka ją tego nauczyła, gdy tylko zaczęły razem mieszkać. Cóż, wyglądało na to, że nie musiała nawet kryć się z własnym zamyśleniem, gdyż blondyn też gdzieś na chwilę odleciał. Wsłuchała się w słowa wyjaśnień, zapamiętując uważnie każde zdanie. Wspomnienia, nizaryci, przyjaciela. Słuchała o wszystkim. Widziała jaką trudność mu to sprawia i gdyby nie jej wrodzona ciekawość, zapewne kazałaby mu natychmiast przestać. Niestety, nie potrafiła, słuchając tego co był w stanie jej wyznać. Gdy tylko skończył, podeszła do niego. Dotknęła delikatnie jego ramienia, spoglądając na twarz mężczyzny, która ukazywała teraz wszystkie trudy jego życia. Całą radość oraz smutki, cierpienie, mogła bodaj nawet poczuć każdą łzę jaką wylał. Przybliżyła się jeszcze odrobinę.
    - Widzę, że wspomnienia tamtych dni Cię bolą, jeżeli nie chcesz – nie mów - powiedziała spokojnym, opiekuńczym tonem. Dłonią delikatnie pogładziła jego ramię. – Ale chyba nie zostałeś z tym brzemieniem sam, prawda? Zawsze jest łatwiej, gdy mamy kogoś przy boku – dodała. Następnie zaśmiała się cicho, zabierając rękę. Zamiast tego oparła swoją głowę w to miejsce.
    - Wiesz, kobiety nie są takie bezbronne. W Mortiel większość sama sobie radzi, a przynajmniej te, które ja znam. A co do ras… tutaj ludzie sprowadzili prawdziwe piekło, więc musimy zrozumieć niechęć wobec nich. Tak samo jak boisz się skorpiona, który wygląda niepozornie, a potrafi zabić jednym użądleniem. Miejsce, z którego pochodzę jest co prawda od wieków pogrążone w wojnie i prawdopodobnie nigdy nie przestaniemy walczyć ze sobą, ale każda rasa nie musi obawiać się o swój byt ze względu na wygląd. Naszą nienawiść motywowały wierzenia, czyny, ale nigdy nie czyjaś nietypowa aparycja. Ten świat jest inny, ale też wspaniały na swój sposób. Musimy tylko zaakceptować szarość, która nas otacza – powiedziała. Gdy to mówiła czuła się lekko nieobecna. Wspomnienia Nirnu były wiecznie żywe w kobiecie i nie mogła od tak z nich zrezygnować. Tamten świat ją ukształtował, a ona przelewała swoje wartości na własnych uczniów. Nie miała pojęcia co czeka ją z Akirą, ale teraz. Ten moment był przyjemny i wyjątkowy na swój sposób. Nigdy ot tak się przed nikim nie otwierała, nie sprzedawała za darmo własnych przemyśleń i nigdy nie trzymała takiej bliskości. Zawsze od niej stroniła.


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  50. [Chyba będzie trzeba ustalić kilka szczegółów co do relacji Akira-Niklaus. Nik nie pracował jako barman kiedy poznał Akire, był uczniem szkoły dla nadprzyrodzonych, kręcił po prostu zadymy :P Flaszkę mógł wypić, ale żadnej pracy, dopiero od niedawna jest barmanem i ochroniarzem]

    - No sorry, nie moja wina, że potrzebowałem wtedy znieczulenia, nie co dzień… - tu ugryzł się w język i zaraz zaśmiał pod nosem.
    - … nie co dzień ma się dostęp do takich zajebistych trunków, szkoda było nie skorzystać – uśmiechnął się zadziornie. Blondyn był wtedy zwykłym uczniem z problemami, ale w sumie to i kilka innych wydarzeń podsunęło mu pomysł z barmańską przykrywką, w końcu kto jak kto, ale on na alkoholach znał się doprze, sprawdził praktycznie wszystkie. Słysząc o jego metodach zaśmiał się ponownie. Doskonale pamiętaj jak Akira rwał panienki na pęczki. Na Niklausa leciały, bo był chujem i wyzwaniem, Akira natomiast zwykłym toastem potrafił zwrócić uwagę nie jednej ślicznotki. Prawdę mówiąc nie widział Smoka przy boku jednej kobiety na dłużej. Uśmiechnął się pod nosem na tą myśl.
    - Nie chce iść z nią idioto, dlatego chciałem ją Tobie podrzucić, ale skoro tak to załatw mi dla niej jakąś nianię, pewnie chowasz jedną w sypialni, jak nie kilka – zażartował sobie opróżniając swoje szkło. Zaraz jednak spoważniał i spojrzał na „braciszka”.
    - No proszę, tym razem to Ty coś odjebałeś? Widzę, że jak już w coś wdepniesz to w spore gówno i się nawet nie wykręcaj. Komu podpadłeś? – zapytał przysuwając swoje szkło Akirze, w końcu reki polewacza się nie zmienia.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  51. Usiadła na wskazanym miejscu, wzrokiem przez cały czas śledząc każdy jego ruch. Wytężyła wzrok zwłaszcza wtedy, gdy oblał swoją głowę wodą. Tak na pewno nie otrzeźwieje, prędzej potrzebował zimnego prysznica, szklankę soku z cytryny. Ona już znała się zbyt dobrze na tych sprawach, nie raz stawiała ludzi na nogi właśnie w taki sposób, gdy zaszła taka potrzeba.
    - Tak, brata- potwierdziła, wzdychając na tyle głośno, by mógł to usłyszeć. Pomyślała nawet, że ten chłopak tu nie był w stanie jej pomóc. Nie teraz, gdy ledwo co mówił. Może nawet lepiej byłoby na własną rękę zająć się tą całą sprawą, zamiast szukać tego... idiotę. Inaczej teraz nie mogła go nazwać.
    Słysząc co ma jej do powiedzenia, nawet się nie zdziwiła. Przyzwyczaiła się do jego wyjazdów, ale czy musiał robić to za taką cenę? Oparła się wygodniej na fotelu, zbliżając palec do swojej wargi, którą z nerwów zaczęła przygryzać. Musiała na szybko coś wymyślić.
    - Nie wiesz gdzie jest dokładniej? Z kim jest i po co?- na razie nie miała zamiaru mówić, że zostawił za sobą takie bagno, w które wplątał kilka osób. Tu ważyły się losy jej dzieci, nawet jej.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  52. Glen wciąż nie mógł przywyknąć do tych normalnych rozmów. Do traktowania go jak równego sobie, albo chociaż pozornego traktowania go jako równego sobie. Nadal nie rozumiał tego wyboru. Zwykle go nie otrzymywał, więc teraz patrzył na mężczyznę jak na kosmitę, który mocno uderzył się w głowę spadając z nieba.
    - Dam radę – odparł w końcu, kiedy już oprzytomniał odrobinę. Odstawił butelkę na szafkę, ale po namyśle znów chwycił ją w dłonie. Lepiej było się nie rozstawać z życiodajnym płynem, zwłaszcza jeśli był po whisky. Westchnął cicho. Załatwił się na amen, mimo że wziął odrobinę tego złocistego płynu. Musiał się nie nadawać do picia. Niech to szlag.
    - A w czym mam pomóc? – zapytał zaraz, trochę jednak zainteresowany tym faktem. Był ciekaw co takiego mógł robić, bo przecież nie umiał właściwie nic, poza sprzątaniem, gotowaniem czy chodzeniem po zakupy. No nie licząc też gry na pianinie i gitarze, ale tego nie traktował jak umiejętności. Jakoś tak nie potrafił. A już na pewno nie był biznesmenem.
    - Bo ja chyba nie potrafię nic pożytecznego – odparł szczerze patrząc na niego nieco trzeźwiej. Nic co mogłoby się przydać temu mężczyźnie, ale kto go tam wiedział. On był po prostu dziwny i Glen nie miał pojęcia jak sobie z nim poradzić.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  53. Nazwisko które padło z ust Akiry wydawało się bardzo interesujące, może, nie tyle nazwisko, raczej czyny jakich dokonał. Blondynowi przez głowę przeszła myśl, że ten sam człowiek może być odpowiedzialny za chorobę Varony. Automatycznie zacisnął mocniej pięść na szkle, które zaraz lekko zazgrzytało. Nawet piasek w jego źrenicach zaczął szybciej się poruszać, jednak twarz nic nie zdradzała. Prawdopodobnie w tej chwili można by było oskarżyć go o egoizm gdyż sprawą braciszka nie bardzo się przejął, jednak… tym, że sam może mieć problemy nie przejął się wcale więc… W końcu nawet jeżeli typ nie jest związany z jego sprawą to może w jakimś stopniu doprowadzić go do celu… Wysłuchał wszystkiego, większość nawet by pasowała, jednak Nik miał wrażenie, że Akodo ma fioła na punkcie Akiry, pytanie czy ktoś inny też byłby w stanie tak bardzo go zainteresować.
    - Może jesteś mu do czegoś potrzebny? Skoro to taki psychol to prawdopodobnie ma jakiś plan, którego się trzyma – upił sporego łyka. – Mruknął sobie pod nosem, że Cię zabije kiedy coś tam i masz – wzruszył ramionami. Mało razy miał do czynienia z podobną sytuacją? Nawet nie liczył ile podobnych pojebów już spotkał.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  54. Spojrzała na wyświetlacz telefonu. Czytając całą ich konwersacje już miała pewność, że Kuro znów uciekł jak najdalej i nawet miała podejrzenie, dlaczego. Po raz drugi zaczął bawić się w swoje niebezpieczne gierki związane z czarną strefą, w przeciwieństwie jednak do dawnych zabaw, tym razem nie przeszła niezauważona. Wręcz przeciwnie. Odwróciła wzrok od wyświetlacza, po czym oparła się nieco wygodniej na fotelu, nieco ignorując to, że Akira ją przeganiał. Niby mogła szukać pomocy u kogoś innego, miała pod ręką blondyna, On na pewno by coś wykombinował ale on już pomógł jej dostatecznie dużo. Poza tym, on miał swoje problemy z Akane i Yuuki, a nie chciała wciskać mu jeszcze swoich. Oboje mieli własne, prywatne życie i nie powinni mieszać aż tak bardzo jedno do drugiego.
    - Mówił coś o tym wcześniej? O wyjeździe, nowych znajomych, może zachowywał się... inaczej niż zwykle?- nie miała zamiaru odpuszczać, była zwyczajnie zdesperowana przez nóż, jaki trzymali jej na gardle jego "koledzy" z jakimi się zadawał.- To naprawdę poważna sprawa, komuś naprawdę stanie się krzywda przez jego wyjazd.- dodała, widząc jak zachowuje się jej rozmówca. Musiała go przekonać, jak nie tak, to w inny sposób.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  55. Niklaus odsunął szkło od ust, nawet nie zdążył wziąć łyka, nie widywał Akiry w takim stanie, nie musiał nic mówić, gołym okiem dało się zauważyć, że sprawa była naprawdę poważna. Blondyn patrzył na płomienie wydobywające się w jego ciała. Nie uśmiechał się zadziornie, nie stroił głupich min, był poważny i skupiony w tym momencie. Brat ratował go tak często, że szkoda czasu na liczenie, Nik nie był łatwym podopiecznym, nawet nie prosił się o opiekę, ale zawsze mógł na nią liczyć, Akira zjawiał się niczym grom z jasnego nieba i już zaraz wszystkie problemy znikały, no, jedynie czas gdy Blondyn nadużywał alkoholu był… cóż, Akiry wtedy po prostu zabrakło.
    Chłopak uniósł lekko brew słysząc zwierzenia, do tego też nie przywykł, w prawdzie ostatnio coraz częściej przyjaciele mu ufali i otwierali się przed nim, zmienił się, jednak swojemu braciszkowi jeszcze nie był w stanie tego udowodnić. Najwyraźniej okazja pchała się sama.
    Niklaus wysłuchał całej opowieści, nie przerywał i nawet nie starał się udawać znudzonego, po prostu słuchał. Dopiero na wieść o kobiecie jego wargi drgnęły lekko. Ninath tak?
    - Hej – zaczął i położył dłoń na ramieniu przyjaciela. – Nie jestem już tym samym roztargnionym gówniarzem, może i nadal lubię skopać komuś pysk i powiedzieć za dużo, ale… wiem co to troska… Troska i strata – powiedział i zerknął gdzieś w bok.
    - Zabawne, jestem starszy od Ciebie, a tłumaczę się jak gówniarz – uśmiechnął się pod nosem i zaraz wrócił do Akiry spojrzeniem.
    - Piaskiem najlepiej zgasić ogień, wtedy dym tak nie gryzie w nos czy oczy – powiedział, oczywiście dym miał robić w tej wypowiedzi za symbol konsekwencji działań. Blondyn puścił ramię chłopaka.
    - Pora wyjść z pieluch, jestem do Twojej dyspozycji, możesz mi nawet powiedzieć jak najlepiej się przed nimi bronić, postaram się być grzeczny i obiecuję, jeżeli dane mi będzie poznać tą Twoją Ninath to zadbam o jej, Twoje i swoje bezpieczeństwo – dodał, nie kłamał, chciał go uspokoić, ale nie rzucał słów na wiatr.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  56. Uśmiechnęła się smutno. Byli w pewnym sensie podobni. Ninath po przybyciu do tego świata nie miała nikogo. Nie znała nikogo ani niczego. Gdyby nie Ewteus i Yensen nie miałaby nawet życia. Zwłaszcza, gdyby nie Yensen. To on ją znalazł pośrodku niczego, a potem zaprowadził do Gildii. Z jednej strony to naprawdę dużo, z drugiej, cóż, nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. Wszystko było inne niż w Tamriel, no, może poza konfliktami. One były wszędzie. Nawet magia była inna. W jej świecie każdy mógł nauczyć się nią władać, tutaj z tym darem należało się urodzić oraz mieć talent. To było smutne. Z początku Ziemia wydawała się jej niezwykle ograniczona. Pusta. Spojrzała na niego, gdy wspomniał o westalce i się zaśmiała. Uśmiechnęła się delikatnie.
    - Staram się odkąd pamiętam – westchnęła przymykając oczy. Magii uczyła się szybciej, niż zaczęła porządnie chodzić. Dzięki temu już w wieku sześciu lat uczyła się z ksiąg. Słuchała jego słów z uwagą. Mówił niezwykle ciekawie, a wiedza, którą posiadał i dzielił się z nią była niezwykle interesująca. Gdyby wcześniej nie czytała, nie kształciła się w zakresie wiedzy tego świata, teraz nie miałaby pojęcia o czym mówi. Na szczęście nie zaniedbała nauki nawet tutaj, jako dorosła kobieta.
    - Mimo wszystko domeną tej westalki nie jest tylko i wyłącznie ogień – dodała, delikatnie szukając dłonią, dłoni Akiry. Uśmiechnęła się nieco szerzej, gdy ją odnalazła. Splotła ich palce.
    - Cóż… - zamyśliła się przez chwile. Ten wiersz był dość niejasny. Przynajmniej dla niej. Prawa, którym rządził się świat były dla niej zazwyczaj prostą, okrutną prawdą. Każda rasa posiadała określoną naturę, której w jakiś sposób się trzymała – wszystko było proste, jeżeli odrzucić od logiki postępowania jakiś kodeks moralny. Przynajmniej dla niej. Ale ona była inna, do swojej magii musiała rozumieć wiele aspektów. Nie mogła zrobić nic bez tego zrozumienia. Nawet zaklęcie furii wymagało odpowiednio ukierunkowanych intencji. Wzięła wdech.
    - Wydaje mi się, że to zależy od tego, jak chcemy ten świat postrzegać. Jeżeli będziemy liczyć na cudzą dobroć, to z pewnością przeżyjemy zawód. Ja staram się widzieć najgorsze cechy tego świata i być dumną z odrobiny światła, jaką inni mogą wnieść do tej szarości – odpowiedziała. Nie miała pojęcia czy oczekiwał od niej takiej odpowiedzi, ale innej nie mogła mu udzielić. Nie znała jego mistrza, więc potwierdzenie prawdziwości jego słów nie miałoby większego sensu.
    - Tak szybko mam o Ciebie dbać? – zaśmiała się wesoło. – Oj, nie śpiesz się tak, drogi Akiro. Ledwo się znamy – tutaj urwała spoglądając gdzieś w bok. Akurat jej oczom ukazała się irlandzka, importowana whisky. Wróciła do niego wzrokiem. – Chociaż nie będę ukrywać, że czuję dziwną więź między nami. Nie wiem na ile jest ona jednostronna…


    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  57. Zagrożenie przyszło znienacka i niemal nie zwaliło go to z nóg. Silny uchwyt na ramieniu, pijanego faceta i jego oddech przy jego uchu, przyprawił go o mdłości. Ale jeszcze bardziej spojrzenie Akiry i dźwięk łamanych kości.
    Nie zamierzał mu się sprzeciwiać. Oj to na pewno nie. Nie teraz, kiedy ledwie co się trzymał na nogach, a blondyn mimo, że nieco łagodniejszym tonem, to jednak kazał mu znikać. Skinął tylko głową i poszedł na górę. Wolał nie wiedzieć co zostanie z tego pijanego wariata. Zdecydowanie wolał tego nie wiedzieć. Kolejne życie będzie mu ciążyć na barkach. Gdzie nie poszedł, tam śmierć sprowadzał. Szlag by to!
    ~.~
    Wrócił na dół około południa, będąc w zdecydowanie lepszym stanie. W głowie mu się nie kręciło i nie szumiało, a zapach jedzonego obiadu tylko skręcał mu żołądek. Przysiadł obok jedzącego Terayukiego, zastanawiając się tylko chwilę czy jemu też wolno jest coś zjeść. Uznał jednak, że lepiej nie pytać. Wziął sobie tylko wodę i zaczął ja nieco popijać. Czuł, że trening go wykończy doszczętnie.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  58. - Dziękuje za pomoc- odezwała się jeszcze, zanim opuścił pomieszczenie i sama wstała na równe nogi. Skierowała się prosto do wyjścia z pokoju, a mijając bar kiwnęła jeszcze głową w ramach podziękowania do chłopaka, który ją tu zaprowadził. Dostała kilka wartościowych informacji, które mogła jakkolwiek wykorzystać, by zrobić krok w przód w tej sprawie. Lepsze to, niż nic.
    Wyszła z baru, od razu zaciągając się czystym, wieczornym powietrzem. Sandnessjøen, tak? Tam jeszcze go nie było. Mało prawdopodobne, że akurat teraz zaczął znów podróżować po świecie. Na tą myśl skrzywiła się nieprzyjemnie, naciągnęła na dłonie kurtkę i ruszyła do domu, pogrążona w coraz to ciemniejszych myślach. Kuro, w co Ty się tym razem wplątałeś?


    Poprawiła torbę przewieszoną przez ramię, gdy ta zsunęła się z niego przy gwałtownym ruchu jakim był zatrzymanie się zaraz przed wejściem na pasy. Prawie weszła na jezdnię, jednak w porę się ocknęła z zamyślenia. Spojrzała w oczy kierowcy, który przestraszony zatrzymał samochód, po czym szybko przeszła do końca pasów, wcześniej oczywiście sprawdzając na szybko, czy przypadkiem nie potrąci ją nikt inny.
    Musiała bardziej uważać, nie chodzić z głową w chmurach, bo zamiast szukać brata, jeszcze wyląduje w szpitalu potrącona przez samochód. Dobrze przynajmniej, że w wieczornych porach nie było aż takiego ruchu, a kierowcy byli bardziej uważni od niej. Bynajmniej ten kierowca.
    Swoją nieuwagę mogła zrzucić także na zmęczenie wywołane zajęciami do późna, jednak po co było oszukiwać samą siebie. Myśli krążyły wokół Kuro i sumie, jaką miała przekazać mafii za kilka dni. Trzy dni. Tylko tyle jej zostało i z dnia na dzień robiła się coraz bardziej nerwowa, przyłapała się nawet na tym, że bardziej agresywna przez całą sytuację. Na szczęście oberwało się tylko Shiro, ale i tak powinna się ograniczyć. Już i tak raz podniosła głos na bliźniaki.
    Włożyła dłonie do kieszeni, szukając w jednej z nich swojego telefonu. Dwudziesta. Od dawna już powinna być w domu. Przyspieszyła bardziej kroku, zamieniając go na szybki marsz i nie podnosząc wzroku znad wyświetlacza, ruszyła przez pobliski park, który już bezpośrednio prowadził do jej domu.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  59. [Bedzie bez polskich znakow. Sorka tatku xD]

    Glen nieco sie od niego odsunal, ale zaraz skinal lekko glowa i tym razem zrobil sobie sniadanie. Postawil na swieza bulke z szynka i pomidorem, do tego wstawiajac sobie kawe. Po 15 minutach byl juz przy samochodzie i bez slowa do niego wsiadal.
    - Jakie zakupy bedziemy robic? - odwazyl sie zapytac, bo mimo wszystko byl tego ciekaw. Chcial wiedziec czy bedzie w stanie cos mu pomoc. W koncu targowac sie juz umial. Z roznym skutkiem, czasem obrywajac przez to w leb, ale mimo wszystko cieszyl sie ze bedzie mogl cos pomoc.
    - Uhm nie mam juz kaca - zapewnil go szybko, bo jakos tak poczul sie w obowiazku by to zakomunikowac. Bylo mu wstyd ze tak padl po kilku lykach dobrego whisky. Zwykle dal rade pic nieco wiecej, ale zwalil wine na swoj slaby stan zdrowia. Tak, to na pewno wina stresu i tego wszystkiego co sie do tej pory zadzialo.
    - Z toba bedze trenowal? - zapytal jeszcze, zapominajac poki co o oficjalnym tonie. Jakos tak nie wiedziec czemu go opuscil. Nagle i jakos normalnie. Zagryzl lekko warge. - Bo... nie chcialbym miec tak pogruchotanych kosci.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  60. Allen skrył się w cieniu drzew i przez długą chwilę tylko obserwował bar, w którym zlokalizował Akirę Englunda. Trochę czasu mu to zajęło i powoli tracił już nadzieję, że kiedykolwiek uda mu się go znaleźć, a jednocześnie czuł ulgę bo nie musiał się z nim widzieć. Dobrze mu się żyło w tym całym Mortiel. Dorabiał sobie w mieście, zabawiał dzieciaki i po prostu cieszył się życiem.
    A potem go odnalazł i powróciły do niego wyrzuty sumienia. Na początku chciał to zignorować i dalej żyć własnym życiem, bo przecież nie sądził by Akira nawet go kojarzył. Zwykle nie obracał się w towarzystwie Hanteia i nie pojawiał się na oficjalnych zgromadzeniach. Ba! Miał nawet zakaz by to robić i choć raz go przestrzegał. Akurat ta zasada bardzo mu odpowiadała.
    Teraz jednak zapalił papierosa i odetchnął głęboko, przymykając na chwilę oczy. Dlaczego więc miał wyrzuty sumienia? Czemu tak bardzo pragnął naprawić zło, które wyrządził jego brat? Czemu pragnął rozsmakować się w jego krwi? Wzdrygnął się na samą myśl, że to mogą być przeklęte demoniczne geny jego staruszka. Ugh! Szlag by trafił tę jego naturę!
    Dokończył papierosa i już nie bacząc na konsekwencje wszedł do baru. Przecisnął się przez tłum i usiadł przy ladzie, obserwując kręcącego się wśród klientów młodego chłopaka. Pod jego bluzą dało się zauważyć obrożę, co nieco zdziwiło Allena. Nie sądził, by Englund kiedykolwiek posiadał niewolnika.
    - Co podać?! – chłopak przekrzyczał tłum i teraz nachylał się w jego stronę.
    - Szkocką z lodem – mruknął Allen, nasuwając nieco kaptur na głowę. Czarnowłosy uniósł lekko brew i przyjrzał mu się uważniej.
    - A nie jesteś przypadkiem za młody na alkohol? – wypalił prosto z mostu i kiedy Allen już otworzył usta by zaprotestować, postawił mu przed nosem sok pomarańczowy z lodem.
    - Serio? – Walker spojrzał na niego, jakby miał do czynienia z idiotą. – Będziesz mnie tu moralizował? – roześmiał się lekko.
    - Dowodzik jest?
    - Nie ma…
    - No to szkockiej też nie ma, sok na koszt firmy – rzucił tylko chłopak i poszedł obsługiwać kolejnego klienta. Allen przekręcił lekko głowę w bok. Co tu się wyprawiało? Niewolnicy tak po prostu odmawiający wykonania polecenia i to jeszcze w jakże bezczelny sposób. Gdzie też on trafił?!
    Spojrzał na swoją szklankę i wypił ją jednym haustem. Cóż sok może i dobry był, ale zdecydowanie go nie uspokoił. Allen zabębnił w blat stołu i zdębiał, gdy tym razem tuż przed nim wyrósł sam Englund, jakby zmieniając tego całego czarnowłosego z warty. Jak przez mgłę dotarło do niego, że niewolnik znika gdzieś na zapleczu, a Akira przejął dowodzenie nad barem.
    - Szko-szkocką z lodem? – spróbował raz jeszcze. Może tym razem wreszcie dostanie swój upragniony trunek. Bez niego sobie nie poradzi. O nie, nie zdobędzie się na odwagę, by z nim normalnie pogadać. – Proszę? – zacisnął mocniej wargi. Poczuł się niczym mały robaczek w pułapce na myszy. Mógłby co prawda uciec, wycofać się… ale czuł że jeśli tylko to zrobi to drugiej szansy już nie dostanie.

    Allen

    OdpowiedzUsuń

  61. Allen odetchnął z wyraźną ulgą, gdy otrzymał whiskey. Chociaż ktoś nie pytał o jego wiek. Upił łyk i przez chwilę go konsumował, a gdy zobaczył zbliżającego się do niego niewolnika, obrócił się bokiem i zakrył ramieniem szklankę. Nie chciał, by przypadkiem trunek został mu skonfiskowany. Lepiej dmuchać na zimne, co nie?
    Sączył więc powoli whiskey, zbierając siły i odwagę. Kiedy więc ostatni klient wyszedł, a wszyscy patrzyli na niego jak upierdliwca, bo wciąż siedział w barze, podszedł do Akiry. Schował dłonie w kieszenie i chwilę tylko na niego patrzył.
    - Ano… - zaczął szukając odpowiednich słów. – Ore wa… - kiedy był zdenerwowany automatycznie przelączał się na japoński i musiał tego pilnować. Poczerwieniał więc całkiem na twarzy i odchrząknął. – Gome… słyszałem, że… że rekrutujecie tutaj… - wydusił z siebie. - …i ja… ja chciałbym dołączyć – wyrzucil to z siebie, zaciskając mocniej powieki. – Dałby mi pan szansę? – poprosił jeszcze, przez chwilę zapominając o oddychaniu.
    Serce waliło mu jak młot. Nie wiedział co robić. Autentycznie nie wiedział co powinien zrobić. Starał się tego po sobie nie poznać, ale miał wrażenie, że wszyscy już wiedzą kim jest i zaraz wyrzucą go za drzwi, albo zabiją. Nie zdziwiłby się wcale, gdyby tak się zadziało. I nie miałby im tego za złe, ale mimo wszystko wolałby trochę jeszcze pożyć.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  62. - A tam jest Akademia? – zapytał go zaraz Glen, bo on trochę poodwiedzał Mortiel, ale nie pamiętał dobrze nazw miejscowości. Najczęściej po prostu starał się dobrze wykonywać swoją robotę. Czekał na swojego pana i po prostu milczał. Dzisiaj też zamierzał nie przeszkadzać.
    - Jak to mogę sobie coś kupić? – zapytał nieco zdziwiony. – Przecież… przecież wszystko mam – wymamrotał nieco zawstydzony. Co prawda ciuchów za dużo nie brał, ale nie zamierzał narzekać. – Uhm a mogę pomóc przy kupnie whisky? – poprosił zaraz.
    Chciał się na coś przydać. Tak szczerze chciał. Pragnął być po prostu użyteczny, a póki co nie widział pożytku w swojej osobie. Na dodatek miał sobie coś kupić za jego pieniądze? Nie… ten mężczyzna nie mógł mówić poważnie.
    Odruchowo położył dłoń na czoło Akiry sprawdzając jego temperaturę. Przekrzywił lekko głowę zastanawiając się jak to możliwe, że nie jest gorąca.
    - Nie… no temperatury nie masz, może to jakaś gorsza choroba – szybko cofnął dłoń i zerknął na niego. – Jesteś pewien, że wszystko gra i że po prostu mogę sobie coś kupić? – uniósł lekko brew.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  63. Na trzepnięcie w rękę uśmiechnął się zadziornie i przechylił szkło.
    - Prosisz się o wpierdol – powiedział z powagą, jednak Akira dobrze znał tą formę żartów. Niklaus doskonale zdawał sobie sprawę z tego kto tu jest bardziej dojrzały, jednak jakoś mu to nie przeszkadzało, dzięki specyficznemu charakterowi nie czuł się staro w tym całym wielkim świecie. Uśmiechnął się zadowolony słysząc o poznaniu jego wybranki i już miał wziąć kolejnego łyka gdy usłyszał drugą część zdania.
    - Plotki? – zrobił nieco zdziwioną minę… że niby chodziło o Shi? Blondyn zaśmiał się lekko i pokręcił głową. – Serio chcesz poznać wszystkie panie, które poznałem z bliska? – zapytał z zadziornym uśmiechem. Nie miał zamiaru nikomu przedstawiać wspomnianej dziewczyny, nic ich przecież nie łączyło… chyba.
    Z lekkiego zamyślenia wyrwało go kolejne zdanie brata. Iść do pracy? Chodził, ale… wygląda na to, że będzie musiał trochę na serio pobarmanić… a już tak zaczął lubić podpieranie blatu łokciami. No cóż, są sprawy ważne i ważniejsze. Chłopak kiwnął głową, znowu chcąc wziąć łyka, jednak i tym razem nie dane mu było zamoczyć usta. Sprawą Verony?! Skąd on…! W sumie… Co za różnica. Niklaus już od jakiegoś czasu zastanawiał się czy owy „Dżin” to nie za mało, aby wyciągnąć jakieś informacje na temat zabójcy dziewczyny. Na słowa o łączących się interesach, w końcu, umoczył usta w alkoholu i przytaknął bliźniakowi.
    - Wygląda na to, że szef mi w barze zejdzie niedługo na zawał, więc grzej tu miejsce dla mnie, bo jak mnie zobaczy zaangażowanego za barem to padnie trupem – podsumował i uśmiechnął się zadziornie. Jakoś nie w smak mu były takie poważne tematy, tym bardziej, że wiedział już co musi zrobić.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  64. Dwustronna, tak? Cóż, rzeczywiście dało się zauważyć ów fakt. Złotowłosy barman od samego początku w jednoznaczny sposób ukazywał swoje zainteresowanie względem niej. Czuła się przez top wyjątkowa, to fakt. Sama nie mogła się uwolnić od myśli, w których królował Szwed, chociaż część duszy altmerki, ta część, która od lat tęskniła za starym domem, podpowiadała jej, iż nie jest to nic dobrego. Co powiedziałby Firnar? Co powiedziałby ukochany mężczyzna, z którym walczyła ramię w ramię. Uśmiechnęła się sztucznie na tę myśl. Niedługo minie dwieście pięćdziesiąt lat, odkąd się rozstali. Jeżeli breton jakimś cudem nie zdobył daru nieśmiertelności, jest już martwy. Nie mogła się wydostać z tego świata i nie raz słyszała rady dotyczące ułożenia sobie życia na nowo – właśnie tutaj. Niestety, nie była w stanie tego zrobić tak po prostu. Musiała wrócić na ziemię. Kim ona jest, aby tak łatwo zmieniać swoje uczucia?!Wzięła głębszy wdech, gdy poczuła delikatny, ciepły dotyk warg mężczyzny. Na bogów, co ona robiła? Zaopiekować? Wróciła na ziemię, przysłuchując się całemu wywodowi. Ah, czuła się taka rozdarta. To nawet nie był konflikt serca i rozumu. To dwie różne części jej serca toczyły ze sobą zażarty bój. Dwie strony romantyczności. Jedna, stęskniona czułości, pragnąca na nowo poznać te drobne i wielkie uniesienia duszy, który doprowadzały do błogich łez szczęścia – oraz druga, zamknięta, pogrążona w żałobie i smutku; części serca, która tęskniła za wyzywającym uśmiechem bretona, włamującego się do altmerskiej kajuty. Tego zniewalającego wyrazu twarzy, gdy zabierał jej księgę z zaklęciami, aby zwróciła na niego uwagę. Przełknęła głośniej ślinę. Zarówno Akira jak i Firnar byli wyjątkowi na swój sposób. Niepowtarzalni. Od Szweda bił delikatny, zalotny romantyzm. Zdawał się być typowym łamaczem kobiecych serc, który tylko czyhał na swoje ofiary, niczym biblijny lew utożsamiany z samym szatanem. Breton z kolei był prawdziwym łotrem, skrytobójcą. Jego oczy przeszywały na wskroś, a głos przypominał świst strzały godzącej w samo serce. Żaden z nich nie był Ninath obojętny. Jedyną różnicą między nimi był fakt, iż Akira stał przed nią żywy, rzeczywisty. Znała go co prawda znacznie krócej, jednakże ten krótki czas wystarczył, by w pewien sposób zniewolić serce. Zatrzasnąć w kajdanach zauroczenia. Uniezależnić. Wzbudzić potrzebę częstego kontaktu, potrzebę prawdziwej miłości. Elfka pragnęła odnaleźć to uczucie na nowo. Tylko czy ów smok był do tego odpowiedni? Musiała się o tym przekonać sama. Przestać w końcu mazać się niczym malutkie dziecko, któremu ktoś zabrał lizaka. Wziąć los we własne ręce, nawet w tak abstrakcyjnych sprawach jak miłość. Miłość, której nie dało się w żaden racjonalny sposób wyjaśnić. Przyjęła od niego torbę, z pewną dozą niepewności na twarzy. Wszystkie te wykwintne wina musiały kosztować małą fortunę. To niezwykle drogi oraz zobowiązujący prezent. Westchnęła.
    - Czyżbyś próbował wkupić się w moje łaski drogim alkoholem? – zapytała ironicznie. Prezent jak najbardziej przypadł jej do gustu. Zamiast wódki czy piwa wolała sączyć dobre wino. Wolała tenże szlachetny trunek nad każdy inny. Wstała na równe nogi, rozglądając się dookoła, następnie spojrzała na ozdobny zegarek, który zdobił jej nadgarstek. – Oh, ależ już późno – mruknęła. Powinna szykować się powoli do zlecenia. Wzięła na swoje barki przeszukanie pewnych starych ruin oddalonych od Gire niecałe dwadzieścia mil. Musiała spodziewać się nie tylko magicznych barier oraz groźnych zwierząt, ale i swego rodzaju opryszków z biednej mieściny, którzy będą szukać lepszego życia za darmo. Z pewnością łatwo nie pozwolą prowadzić kobiecie badań. Cóż, ona też łatwo się nie podda. Uśmiechnęła się delikatnie do barmana, idąc w jego stronę.
    - Musisz mi wybaczyć, ale na mnie już czas. Jutro przede mną pracowity dzień – wytłumaczyła się. – Także musimy się już pożegnać, drogi Smoku – dodała.

    Ninath

    OdpowiedzUsuń
  65. Szła spokojnie, w milczeniu przez park, z wbitymi oczyma w swoje buty. Do czasu, gdy ktoś nie pociągnął jej boleśnie za ramię. Nie miała czasu nawet zareagować. Spojrzała na twarz znajomego jej już blondyna, wyciągnęła szybko słuchawki z uszu, widząc co ten ma w dłoniach i co dzieje się do okoła. I skąd niby wiedział, że ona ma dzieci? Coś jej tu mocno śmierdziało. Później wszystko było już jasne. Kuro! Zmarszczyła brwi słysząc kolejne strzały w ich stronę. Mężczyźni dobrze ich osłaniali, jednak gdyby nawet chciała uciec, nie ruszyłaby biegiem przez park. Muszka od razu by w nią wycelowała, a ona nie chciała tracić energii na teleportację, która zwyczajnie by ją osłabiła.
    Nie miała przy sobie nic. Od dawna nie nosiła broni, nawet gazu pieprzowego, więc atak nie wchodził w grę.
    - Mogę kupić wam trochę czasu- zaproponowała, spoglądając na niego nieugięta. Mogła to zrobić, miała swoje zdolności, które na pewno w jakiś sposób doprowadziłby ich do zwycięstwa. Oczywiście, sama mogła ich eliminować, człowiek po człowieku, ale Ci szybko dostrzegliby że coś jest nie tak. A jeśli znają Kuro, nie umknęły im informacje o umiejętnościach tej dwójki. Na pewno jakoś się przed nimi zabezpieczyli. A teraz zwyczajnie mogła powstrzymać kilku, najbliżej nich położonych ludzi, w miejscu i niech tamci się nimi odpowiednio zaopiekują. Unieruchomi ich.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  66. Poczuł się tak jakby Akira miał rentgen w oczach i przeszył go nim do samego końca. Znał japoński, czemu chłopak nie mógł się dziwić ale mimo to nieco zgrzytnął zębami. Na szczęście nie poznał go. Chociaż coś…
    Ale potem padło słowo „szczerze” i Allen poczuł się jeszcze bardziej zagubiony. Jego dłonie nieco się spociły, a on sam cofnął się o krok jakby zastanawiając się co robić. Miał jeszcze drogę odwrotu, bo nie było testów ani odpowiedniego przyjęcia. Mógł zwiać i się więcej tu nie pojawić. Tylko… czy właśnie po to tu przyszedł? Żeby w ostatniej chwili uciec.
    - Yoroshiku… - wymamrotał tylko jeszcze przez moment debatując nad tym co zrobić. – Nazywam się Allen… Allen Walker – odetchnął głęboko. – Mam… mam 17 lat i jestem demonem – zsunął rękawiczkę i pokazał im swą czarną lewą ręką, którą zaraz dotknął oka. – Nie wiem jeszcze co dokładnie mogę dokonać… to… to pamiątka po walce z bratem – odchrząknął. – Uhm ja… w domu… - cofnął się jeszcze kawałek. – Mój ojciec nosi nazwisko Akodo – szepnął już tak cicho, że miał szczerą nadzieję, że nikt tego nie usłyszy.
    Chcieli szczerości, prawda? No to ją uzyskali, tylko teraz… teraz jego życie stanęło pod znakiem zapytania i on sam do końca nie wiedział czy ma się cieszyć czy płakać. Opuścił ramiona i spuścił głowę, zamykając oczy. Oczekiwał jakiegoś krzyku, skoku na niego i niezbyt szybkiej śmierci. Nie ważne czy sobie na nią zasłużył, czy też nie… nie chciał się bronić. Obiecał sobie że zaakceptuje każdą ich reakcję. Każdą. Nawet i tą najgorszą.

    Allen

    OdpowiedzUsuń
  67. Glen skinął lekko głową i już nie protestował. Grzecznie poszedł za Akirą, trzymając się blisko niego i kiedy ludzie Akiry zaczęli się do niego odzywać, przylgnął mocniej do mężczyzny łapiąc go za koszulę. Tak tylko dla pewności, że nikt go tu nie pożre.
    Dopiero gdy Akira zapewnił go o bezpieczeństwie z pewną obawą puścił jego koszulę i odsunął się od niego. Powoli podszedł do pudeł i zaczął szukać. Było w nich od groma whisky, ale on szukał tej jednej konkretnej. To wtedy wpadła mu w ręce Single Malt. Blended, 30-letnia butelka trunku. Była ciemnozielona z czerwoną obwolutą. Dmuchnął w nią, by odczytać etykietkę.
    Ból głowy zaczął się nasilać i chłopak chwycił mocniej butelkę, siadając na ziemi. Oddychał szybciej i pochylił do przodu. Przycisnął butelkę do siebie kołysząc się przez chwilę z zamkniętymi oczyma. Przeraźliwy krzyk rozbrzmiał mu w uszach, a przed oczyma stanął drewniany dom. Zapach gotowanego obiadu i ta przeklęta whisky. Zobaczył też długie czarne włosy i delikatne blade palce nalewające sobie trunku do przybrudzonej szklanki.
    Zatrząsł się cały nie do końca rozumiejąc co się dzieje i kiedy otworzył znów oczy zobaczył tuż przy sobie Akirę. Zorientował się, że sam musiał krzyczeć, bo gardło nieco go bolało, a po policzkach płynęły mu łzy.
    - Co? – wydusił z siebie, całkiem już zażenowany, a potem szybko otarł łzy. Nie chcąc teraz patrzeć na nikogo, przylgnął do Akiry, chowając się w jego ramionach i starając się uspokoić ten przeklęty oddech.
    - Przepraszam – jęknął tylko. – Znalazłem… 30-letnią – postawił ją gdzieś z boku nie chcąc już na nią patrzeć. Lepiej było tego nie robić.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
  68. Glen bez słowa zajął swoje miejsce w samochodzie, od razu zapinając pasy. Potrząsnął przecząco głową. Nie chciał nowych śpiewników ani nut. Nie potrzebował tego.
    - Umiem grać na gitarze, komponuję swoje kawałki… nie potrzebuję tego, serio – zapewnił go spokojnie, starając się opanować drżenie swojego głosu. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się stracić nad sobą panowania i to jeszcze w taki sposób. Miał nawet wrażenie, że przez chwilę stracił tam przytomność, a głowa wciąż pulsowała tępym bólem. Postukał się w nią lewą dłonią, przymykając oczy.
    - Przepraszam, Ne byłem w stanie za dużo pomóc – przygryzł nieco wargi. – Nie wiem co to… nie wiem co to było – przyznał szczerze, bo rzeczywiście nie wiedział. Po raz pierwszy w życiu miał takie przebłyski. Nawet nie był pewien kim była ta kobieta, a gdy o tym dłużej myślał, ból głowy nasilał się z każdą chwilą. Zacisnął więc dłonie na skroniach i zmusił się od odwrócenia od tego uwagi.
    - A mogę coś wybrać dla ciebie? – zapytał go zaraz wpadając na o jakże znakomity pomysł. – Będziemy musieli pójść na bazar… - dodał zaraz, czując się przy nim nieco luźniej, choć zupełnie nie rozumiał dlaczego. Powoli zaczynał traktować go tak jak traktował Michaela, z tą różnicą, że nie był jeszcze pewien na ile może sobie pozwolić, ale tę granicę trzeba było jeszcze przetestować.

    Glen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Glen potrząsnął przecząco głową. Nie zamierzał wybierać nic dla jego matki. Nie było takiej opcji. Nie znał tej kobiety i nie chciał walnąć jakiejś gapy.
      - Z całym szacunkiem… ale twoja mama to twoja mama i nie moja – zauważył spokojnie. – Znasz ją lepiej niż ja, więc wybieraj sobie sam. Ja mogę służyć radą w razie potrzeby – wymamrotał, biorąc w końcu różowe okulary w kształcie serc i przymierzając je na sobie. Wyglądał idiotycznie, ale uznał że akurat Akirze będzie do twarzy. Od razu sfinalizował zakup i wręczył je blondynowi.
      - Proszę – uśmiechnął się słodko. – Uznałem, że przyda ci się druga para – wzruszył ramionami i zanim ten zdołał odpowiedzieć zniknął gdzieś w tłumie. Chciał choć przez moment zostać sam, bo od kiedy tylko pojawił się w domu tego całego mordercy, nawet przez moment nie mógł odetchnąć, zewsząd bombardowany przez spojrzenia, gesty i słowa. Nie przywykł jeszcze do tego. Dlatego zamiast wydawać reszty pieniędzy na samego siebie, schował je do kieszeni. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie ta czarna godzina, gdy będą mu potrzebne. Przysiadł przy fontannie i zapatrzył gdzieś w dal. Myślami powrócił do tych obrazów. Melancholijnych acz okrutnych obrazów. Zaklął cicho, gdy ból przeszył jego czaszkę i popukał się po niej, odchylając się do tyłu.
      - Ech… i na co ci to wszystko? Przecież to i tak nie ma znaczenia – uśmiechnął się krzywo ochlapując sobie twarz chłodną wodą.

      Glen

      Usuń