wtorek, 15 sierpnia 2017

Don't let your demons out...


Allen Walker

(Akodo)



17-lat | Eflea | DEMON | 

| Nie odmówi dobremu towarzystwu | Papierosy są jego jedynym uzależnieniem | Swoją rodzinę omija szerokim łukiem | Uwielbia naturę oraz dobrą muzykę | Mól książkowy, który najchętniej wykupiłby wszystkie książki świata | Jego umiejętności nie ułatwiają mu spełnienia marzenia o zostaniu lekarzem. | Śledzi poczynania swego brata (Hanteia Akodo) z oddali. | Motor stał się jego miłością, kiedy poczuł wiatr we włosach oraz usłyszał ryk silnika (do dnia dzisiejszego nie wyrobił prawka - bo po co? Jeździć potrafi, motor posiada - zbędne formalności nie są dla niego. | Choć naturę odziedziczył po tatusiu, twierdzi że bliżej mu do Anioła (dobrze chociaż, że ojczulek nie potrafi mu namieszać w głowie). |




DANE OSOBOWE | HISTORIA | POWIĄZANIA


[Here I come again, proszę nie bić! ] 



14 komentarzy:

  1. Witam ślicznie kolejnego słodkiego przystojniaka, mam nadzieję, że Allen nie zabije Akiry i zapraszam do siebie!

    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również witam ! ^^ Zgłaszam swoją obecność i odpowiadam na wezwanie co do wątku z Aki :D teraz oficjalnie możemy nad nim pomyśleć!

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  3. Wilczyca ostatnimi czasy często wypuszczała się na samotne spacery. Lubiła podczas nich przybierać swoją zwierzęcą formę i przemierzać okolice Eflei. Czasami nawet wybierała się dalej i badała nowe horyzonty na czterech łapach. Sytuacja w jej rodzinnym stadzie wciąż była napięta. Shiro wyraźnie nie wiedział co ma myśleć, co robić... Akela miała nawet wrażenie, że ogarnia go szaleństwo podobne do tego jakie dopadło ojca... Wilczyca rozmyślając o całej sytuacji przemierzała nieznane jej okolice. Był już wieczór, a jej czarna sierść idealnie zlewała się z otoczeniem. Zamyślenie było tak głębokie, że jej uwadze obeszło światło za plecami jak i dźwięk silnika, zanim się spostrzegła poczuła mocne uderzenie i wyleciała nieco w powietrze. Przeturlała się bezwładnie kawałek i zaskomlała cicho... Do jasnej anieli... Co to było?! Potrząsnęła łbem wyraźnie zdezorientowana ale jedyne co zauważyła to powoli wyostrzający się obraz, w uszach natomiast brzmiał jej jakiś męski, obcy głos. Chyba ktoś coś do niej mówił... Warknęła cicho obserwując zbliżającą się postać, obraz nadal był zamazany, ale czekała. Wiedziała, że zaraz wszystko wróci do normy, a wtedy da popalić jegomościowi piratowi drogowemu, ot co!

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  4. | A ja przepraszam, że dopiero teraz! Sama miałam się odezwać o wątek, ale mam za dużo na głowie jak na razie. Ale tak, z wielką, wielką chęcią! Mogłabym jedynie poprosić o rozpoczęcie? ;;;; |

    ○ Phan.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Howling Flame" pękało w szwach. Wszystkie stoliki i miejsca były już zajęte przez klientów, Akira, Terayuki i Glen, o którym ten pierwszy nie myślał już inaczej jak o swoim przybranym dziecku (a w każdym razie podopiecznym) mieli pełne ręce roboty. Podczas gdy czerwonowłosy, uważny mag lodu serwował klientom schłodzone drinki i uwodził jednocześnie jedną z klientek słodkimi słówkami, a Glen spokojnie wychodził na zaplecze po nowe whisky, które wczoraj sprowadzono z Glasgow, blondyn o uwodzicielskim uśmiechu właśnie zbliżył się do nowo przybyłego młodzieńca. Młodzieniec ów, jak zauważył wcześniej, wymienił kilka słów z niewolnikiem, ale Akira nie wiedział, o co dokładniej chodziło, gdyż obsługiwał wtedy jakąś ze wszech miar czarującą damę i tłumaczył jej z cierpliwością godną samuraja układającego kwiaty, że chętnie przyjąłby zaproszenie, lecz jest zajęty z narzeczoną. Mniejsza o to, że ani on nie oświadczył się jeszcze Ninath, ani ona nie usłyszała od niego niczego więcej poza tkliwym wyznaniem, że łączy ich więź.
    "Szko-szkocką z lodem?"
    Uroczy, mały jąkała.
    -Witamy w Howling Flame, młodzieńcze-uśmiechnął się uroczo, opierając łokcie o bar. Kątem oka ocenił sytuację, a upewniwszy się, że Glen i Terayuki należycie wykonują swoje obowiązki, ocenił spojrzeniem klienta i uznawszy, że jest na tyle toto duże, by się utrzymać na nogach, odwrócił się do półek z whisky. Wybrał jedną, możliwie najsłabszą dla pewności, po czym napełnił nią z uwagą szklankę i dodał kilka kostek lodu tak, jak powinno być.
    -Skosztuj, proszę, tej whisky. Mam nadzieję, że ci zasmakuje-zaproponował, wręczając mu naczynie, po czym oddalił się pośpiesznie w kierunku gromady innych klientów, którzy zdawali się wyrażać zaniepokojenie tym, że nie obsługuje się ich zbyt szybko.
    Chłopak wydawał się mu znajomy, jednak machnął na to ręką - ostatecznie to tylko dzieciak, może spotkał go już gdzieś w Mortiel na ulicy albo obsługiwał go już w barze? Przewijało się tu tyle ludzi. Trudno było zapamiętać wszystkie twarze.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  6. Odblaski?! Wilczycę tak bardzo ukuł w ucho ten komentarz, że nic innego nie przykuło jej uwagi. Warknęła i w błyskawicznym tempie wstała na cztery łapy, tylko po to, aby skoczyć na oprawce i powalić plecami na ziemię. Kiedy już trzymała pysk nad jego twarzą przeobraziła się w dziewczynę i sięgnęła niewielki sztylet przy przepasce u nogi, wymierzyła nim w oko napastnika równie szybko i niespodziewanie jak sam wykonany na niego skok. Dodatkowo siedziała okrakiem na jego brzuchu, co uniemożliwiało jeszcze więcej ruchu.
    - A widziałeś kiedyś wilka z odblaskami?! – zapytała nadal marszcząc nos i powarkując, patrząc chłopakowi prosto w oczy. Może i zabić jej nie mógł w ten sposób, ale ból przestała odczuwać tylko dzięki buzującej w niej adrenalinie. Tak czy siak tekst o odblaskach zabrzmiał jak żart, a dla niej sytuacja nie była zabawna. Dodatkowo napięcie w stadzie podwajało jej negatywne emocje, a nieznajomy stał się, chcąc nie chcąc, dobrym celem do rozładowania ich.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  7. Akela szarpnęła nieco sztylet, aby wydobyć go z dłoni napastnika, niestety, przez to popuściła nieco uścisk i broń została jej wyrwana po czym rzucona gdzieś w dal. Dziewczyna powędrowała wzrokiem za nożem i na chwilę zapomniała o ostrożności. Przypłaciła to wylądowaniem pod chłopakiem. Syknęła przy tym cicho i zaraz znowu warknęła szarpiąc się jednorazowo.
    - Poszanowania?! Zabawne, właśnie przed chwilą mnie potrąciłeś – zaznaczyła dość agresywnie. – Nie spodziewaj się ogłady w Eflei i nie przy wilkołaku – dodała jeszcze z równą niechęcią w głosie, a kiedy dotknął jej policzka od razu skierowała swoje kły ku jego dłoni. Nawet w ludzkiej formie dysponowała ostrymi zębami, zaraz, korzystając z gibkości swojego ciała i własnej siły podniosła nieco usztywnione dłonie, przez co nieznajomy minimalnie wygiął się do tyłu, wtedy oplotła mu szyję i głowę swoimi nogami i pociągnęła ku ziemi, jako przyszła Alpha i wcześniejszy obiekt badań dysponowała większą siłą niż typowe osobniki jej wzrostu czy wagi.
    - Mi Twoje twarzyczki jakoś nie szkoda – oświadczyła, nadal z warkotem w gardle.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  8. Aki dzisiejszego dnia była naprawdę wojownicza, normalnie jak nie ona. Cahan zapewne byłby dumny widząc jak traktuje innego chłopaka, zwykle nieumyślnie prowokowała ich do dziwnego rodzaju tekstów czy zbliżeń, jednak nie tym razem. Miała w sobie zbyt dużo złości, na dodatek ten wypadek i bezczelne gesty czy teksty chłopaka.
    - Nie sądziłam, że koleś z przyjemnym wyrazem twarzy będzie zgrywał dupka! Za kogo Ty się masz?! – warknęła po jego pierwszym zdaniu. Nie starała się go jakoś uporczywie utrzymać w uścisku, szybko puściła nieznajomego, dając jasno do zrozumienia, że…
    - Głaskać po policzku to Ty sobie możesz swoją panienkę! – również wstała, bacznie obserwując chłopaka. – Najpierw przetrąci kości, a później pieszczot mu się zachciewa, jeszcze czego! – zmarszczyła gniewnie czoło, robiąc dwa pewne kroki w jego stronę.
    - Jeszcze zdziwiony! „Niektórzy reagują też dezorientacją, gniewem albo nawet agresją, ale także brakiem nadziei czy bezcelowymi działaniami. Warto wiedzieć, że takie zachowania tuż po wypadku są zupełnie normalne. Podobnie jak lęk i niepokój, które mogą wywoływać pory dnia, konkretne miejsca, różne zapachy czy dźwięki kojarzące się z wypadkiem.” – wycedziła nagle fragment przeczytanego kiedyś, gdzieś artykułu, który akurat, z powodu sytuacji, pojawił się przed jej oczyma. Uroki fotograficznej pamięci. Wilczyca nawet podczas wypowiedzi zaznaczyła, że cytuje dane zdania, pokazując w powietrzu gest symbolizujący owy cudzysłów. Po tym słowotoku zaczęła spokojniej oddychać i widać było, że napięcie po prostu z niej schodzi, mimo to twarz nadal ozdabiał nieprzyjemny grymas.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  9. -Ore wa Akira Englund, yoroshiku gozaimasu-uśmiechnął się przyjaźnie Akira, przyglądając się z ciekawością chłopakowi. Więc chciałby do nich dołączyć, co? Zmarszczył brwi, przyglądając się mu uważnie. Nie było już żadnych klientów, został tylko ten uroczy młodzieniec, który do tego nie wyglądał na człowieka. Gdyby miał go oceniać...Wyglądał na takie małe, nastoletnie chucherko, które jeszcze nie widziało przeciwnika, tak samo jak adoptowany przez niego Glen, i musiał brać pod uwagę ewentualne tarcia między chłopcami. Najlepiej będzie, jeżeli Glen i ów dzieciak nie będą się zbyt często widywali, trenować mogą przecież osobno...Sprawdzić go musieli, tylko jak? Stare, niebezpieczne testy, które przechodził w Szwecji, nie miały szans się sprawdzić. Ale gdyby przerobić część z nich, sprawdzić, czym jest chłopak i jakie ma tak naprawdę zdolności...Cóż, dobrze by było mieć nowego członka w swoich szeregach.
    -Jak się nazywasz, jakiej jesteś rasy, ile masz lat i co potrafisz-zaczął ze spokojem blondyn, zdjąwszy okulary i zacząwszy przecierać fioletowe szkła. Spojrzenie jego piwnych oczu było spokojne, nie oceniało dzieciaka.
    -Kiedy odpowiesz mi szczerze na te pytania, powiem ci, co masz robić. Staniesz też przed wielkim mistrzem bractwa.-poinformował go jeszcze.

    Akira Englund

    OdpowiedzUsuń
  10. Akela (jak kiedyś napiszę Akane to się nie zdziw xD) prychnęła pod nosem.
    - Och wybacz geniuszu dobroci, że jako istota potrącona nie rzuciłam Ci się na szyję z pocałunkami za wykazaną przez Ciebie chęć pomocy – odpowiedziała kpiąco i zaraz zacisnęła pięści, ponownie cicho warcząc, dopiero po chwili dotarło do niej, że chłopak cytuje fragment tekstu z tego samego artykułu i lekko zdziwiona zmarszczyła czoło, unosząc przy tym brew w geście zdziwienia. Zaraz jednak zdziwienie znowu przerodziło się w złość. Co za tupet. Ruszyła na niego i pchnęła go dość mocno, ale bez przesady.
    - Jesteś w Eflei idioto! Tu nawet nie ma konkretnie wyznaczonych dróg! Jak w lesie potrącisz sarnę to też będziesz jej wyrzygiwał, że powinna uważać?! Skąd się urwałeś?! – uniosła się raz jeszcze, jednak zaraz wzięła kilka głębszych oddechów. Cofnęła się i zrobiła kilka kółek, chcąc się uspokoić, prawie jej się udało, jednak ten znowu się odezwał. Dziewczyna zatrzymała się i powoli zwróciła ku chłopakowi twarz, z takim wzrokiem, jakby porządnie nacisnął jej na odcisk.
    - Och, racja, głupia ja – zaśmiała się, jakby wszystkie negatywne emocje nagle z niej zeszły, grała po prostu jak urodzona aktorka, zaraz jednak znowu zmarszczyła czoło. – Nie pomyślałam o tym, że jakiś kretyn będzie tu jechał na swojej przedpotopowej kosiarce! – po raz kolejny podniosła ton, nawet nie zauważyła, że stoi bezpośrednio twarzą w twarz z nieznajomym. Dopiero po kilku sekundach przeskoczyła wzrokiem po całej jego buźce, oczy, nos, usta, znowu nos i oczy…
    - Powinnam być bardziej czujna, to racja, ale pod koła Ci nie wskoczyłam, a Ty zamiast krótkiego „przepraszam”, wykłócasz się kto ponosi winę – powiedziała już spokojnie, jednak oskarżycielskim tonem, patrząc mu prosto w oczy.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  11. Już była coraz spokojniejsza, już emocje z niej schodziły kiedy nagle poczuła zacisk na szyi i zaraz została przyparta do drzewa. Warknęła głośno, jednak ucisk zaciskał się coraz bardziej, przez co Wilczyca zaczęła mięć problemy z złapaniem powietrza. Nie spodziewała się aż takiej agresji ze strony przeciwnika, jednak na groźby zareagowała wyszczerzeniem kłów, jeszcze chwila, jeszcze momencik… Już miała przejść do obrony i kontrataku, jednak wtedy odpuścił, a Aki automatycznie upadła na kolana, złapała się za szyję i zaczęła głośno kaszleć. Spojrzała rozżarzonymi na błękitno ślepiami w stronę chłopaka. Teraz przesadził, gdyby nie jej samokontrola to pewnie od razu rzuciłaby się w jego stronę, nawet chciała to zrobić, jednak ledwo tylko drgnęła, a usłyszała jego warkot. Zaraz wyczuła przestrogę w wypowiedzi, mimo, że była przekazana bardzo agresywnym tonem. Wilczyca czuła więcej, więcej słyszała, bicie serca świadczyło o tym, że coś jest nie po myśli obcego… Dziewczyna ledwo, ale powstrzymała się od doskoczenia do niego, bacznie obserwując co wyczynia. Kiedy drzewo padło na ziemię, ona była spokojna, mimo, że kilka gałęzi dosłownie haczyło o jej ramiona i czubki butów. Przejechała delikatnie po obolałej szyi, nie mogła nic powiedzieć, w prawdzie regenerowała się szybko, ale minęło za mało czasu. Wstała powoli i równie wolno ruszyła w stronę chłopaka z kamienną twarzą. Zatrzymała się przed nim, zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem.
    - I co? Czujesz się teraz męski? – zapytała ledwo mówiąc, jednak zadbała o wyraźną kpinę w głosie i nie czekając na odpowiedź ruszyła dalej. „Nie tykaj gówna to nie będzie śmierdziało” pomyślała. Teraz nawet nie czuła złości, raczej pogardę, nie był wart tracenia czasu, nie był nawet wart jakiegokolwiek ciosu.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  12. -CO...CO ON TU ROBI?! CO TY TU ROBISZ I CO TO JEST, DO NAJJAŚNIEJSZEJ CHOLERY?!
    Larrete Veronica Pamphilli spodziewałaby się niemal wszystkiego. Wszystkiego, do ciężkiej cholery! Pornograficznych ujęć sześćdziesięcioletniej ciotki Cateriny, kolejnego rozmontowanego przez ojca silnika w taki sposób, że nie nadawał się do użycia, podpalonej wódki, wszystkiego, ale nie praktycznie nagiego dzieciaka, związanego i leżącego W JEJ WŁASNYM ŁÓŻKU. Stojąca obok niej kobieta ze skrzyżowanymi rękoma na dorodnych piersiach rozmiaru co najmniej E, jej kochana kuzyneczka Silvia Pamphilli, tylko parsknęła z pogardą. Wyglądała na bardzo, ale to bardzo z siebie dumną.
    - Zafundowałam ci kochanka na pocieszenie - objaśniła. - Przecież nie będziesz całe życie płakała po Yvesie.
    Larrete tak to zszokowało, że musiała usiąść na krawędzi łóżka. Silvia zdecydowanie postradała zmysły. Ten chłopczyk był zdecydowanie zbyt młody, by miała z nim cokolwiek robić, zbyt...niewinny, wszystko w niej krzyczało "nie". Poza tym nawet, jeżeli miałaby przeżywać żałobę po Yvesie, to na pewno nie pozwoliłaby sobie na skok w bok w TAKI SPOSÓB!
    -Silvia...-wykrztusiła ze zgrozą.-Czyś ty zwariowała?
    -Nie - uśmiechnęła się z dumą młodsza Włoszka, poprawiając swoje długie, czarne, kręcone włosy. - Chodź, Larrete. Dzieciak się z nami zabawi. Będzie fajnie.
    -Na wszystkich półbogów i bogów, na bogów tej ziemi, na prochy świętej pamięci pradziadka Ezia, NIE!-wybuchnęła w odpowiedzi rudowłosa panna Pamphilli. Przerzuciła się natychmiast na włoski i zalała wszeteczną Silvię potokiem słów, idiomów i wyrażeń, z których Allen zrozumieć mógł po samym tonie, że kobieta stara się odwieść kuzynkę od genialnego pomysłu. Ta jednak zdawała się nie pojmować tej idei. Wyszła, tupiąc nogą z głośnym "hmpf". Larrete zdrętwiała. Co ma teraz zrobić? Jeżeli to się rozniesie w mieście, jeżeli to dojdzie do Yvesa, albo, o zgrozo - do kogokolwiek z konkurencji, to ważne transakcje ojca z Hiszpanią zostaną zablokowane. A ten biedny chłopczyk...Popatrzyła na niego uważniej. Uśmiechnęła się łagodnie, na jej skonsternowanej i wściekłej twarzy pojawiły się rumieńce.
    -Przepraszam cię, bambino mio. Po stokroć cię przepraszam-mówiła delikatnie, rozwiązując malca i pomagając mu usiąść. -Zaraz dostaniesz jedzenie, a potem posiedzisz tu chwilę, szofer odwiezie cię do domu, dobrze? Przepraszam za to zamieszanie, moja niezbyt inteligentna kuzynka...
    Skrzywiła się z irytacją.
    -Moja inteligentna kuzynka skorzystała z jakichś okoliczności, które pozwoliły jej cię porwać i przynieść tutaj, żebyś robił za moją...zabawkę-westchnęła, kręcąc głową.-Czasami zastanawiam się, jakim cudem mój ojciec jeszcze znosi jej kaprysy. Jak masz na imię, bambino mio?

    Larrete

    OdpowiedzUsuń
  13. Zatrzymała się słysząc śmiech i odwróciła do niego z wyraźną niechęcią, a jednocześnie zaciekawieniem na twarzy. Skrzyżowała ręce, w prawdzie nie miała na celu go urazić, jedynie wykpiła żałosne zachowanie, za które uważała podnoszenie ręki na kobietę, dziecko czy zwierzę, bądź co bądź Aki mieściła się w dwóch z trzech wymienionych grup. Przyglądała mu się tak cały czas, aż nie dotknął jej ramienia, drgnęła wyraźnie zrzucając jego dłoń i naburmuszyła się odrobinę… Jeszcze się nie nauczył, że ma jej nie dotykać? Słysząc dalsze słowa miała wrażenie, że chłopak wbrew pozorom ma niskie poczucie wartości, no bo… który facet nie chce być męski? Homoseksualny? No tak… Aki i jej przemyślenia, zgubne przemyślenia. Od razu uznała, że może przecież mieć do czynienia z zniewieściałym osobnikiem. Powęszyła w powietrzu i zaczęła mu się nieco inaczej przyglądać. O motorze wyraził się per „swoja ukochana”. Wilczyca zmarszczyła czoło jednak milczała. Dopiero na dziwnego rodzaju przeprosiny jej twarz wróciła do normy, jednak ona odwróciła ją profilem do chłopaka, jakby chcąc pokazać, że nadal się boczy, oczywiście obserwowała go przy tym kątem oka. Ostatecznie jednak westchnęła ciężko. Jeżeli już kiedyś ma zająć stanowisko Alphy to przecież musi się nauczyć nie tylko dominacji.
    - Dobra… Przyznaję, jako wilkołak powinnam wyczuć i usłyszeć Cię z kilku kilometrów, ale jak widać nie tylko Ty masz problemy… - tu spojrzała na towarzysza i zaraz na jego maszynę, a raczej jej resztki. Pokręciła głową… Jakby ona chciała aby rozwalony złom był jej jedynym zmartwieniem.
    - Ale nie przeproszę, nikt w Eflei nie nosi odblasków, to Ty będąc tu powinieneś się dostosować i bardziej uważać na drodze – dodała, jednak tym razem jej ton nie był agresywny, po prostu stwierdziła fakt.

    Aki
    [Najmocniej przepraszam, że odpisuję dopiero, ale byłam pewna, że już dawno to zrobiłam o.o]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Rozumiem, sama miewałam zastoje weny ;)]

    Wilczyca posłała chłopakowi obojętne spojrzenie i uniosła przy tym brew ku górze. Serio? Jeszcze mu się chce czepiać o takie rzeczy?
    - Bo jesteś tu gościem, ewentualnie nowym mieszkańcem, a to daje podstawy do dostosowania się, szczególnie gdy jesteś na kogoś terenie - powiedziała takim tonem, jakby to było oczywiste. W jej rasie znaczenie terytorium miało duże znaczenie.
    - Na Twoje szczęście jesteśmy poza terenem mojego stada, więc nie musimy Cię zabijać - dodała, uśmiechając się delikatnie, zupełnie tak jakby mówiła o czymś naprawdę przyjemnym. Słysząc propozycję o piwie zmarszczyła lekko czoło, na kolację natomiast cofnęła się o krok i spojrzała na chłopaka jak na jakiegoś zwyrodnialca. W sumie... na alkohol miała ochotę, ale kolacja?! Już widziała w wyobrazi jak Cahan rozdziera tego chłopaka na kawałki... Zaśmiała się lekko, zaraz jednak wróciła na ziemię i spojrzała na towarzysza niepewnie.
    - Zostańmy przy tym piwie - odpowiedziała w końcu i również delikatnie się uśmiechnęła, mimo wszystko nie przestawała być czujna. Ból w prawdzie już zniknął, a głos dziewczyny wrócił do normy, ale cholera wie czy nieznajomemu znowu nie odbije. No właśnie... nieznajomy. Wilczyca chrząknęła cicho.
    - A skoro już mam gdzieś z Tobą iść to miło by było poznać Twoje imię - zauważyła patrząc na chłopaka wymownie.

    Aki

    OdpowiedzUsuń