BEHIND THE CURTAIN
→ Witamy w Mortiel i życzymy dobrej zabawy!
kredyty
Obecny szablon został wykonany na specjalne zamówienie dla bloga Behind the Curtain i tak długo, jak długo administracja zdecyduje się go używać jest wyłączną własnością strony oraz jej autorek. Wszelkie prawa do szaty graficznej są zastrzeżone, zabrania się więc kopiowania, wymieniania i rozpowszechniania któregokolwiek z jej elementów do użytku prywatnego lub publicznego, a także przywłaszczania sobie jej w całości bez wiedzy i wcześniejszej zgody. Szablon powstał na bazie systemowej Podróże i został przystosowany do układu trójkolumnowego przy pomocy prac artystycznych, kodów oraz innych części oznaczonych wyłącznie wolną licencją.

Tło bloga zostało zapożyczone ze strony internetowej Subtle Patterns, a digital arty w nagłówku z wallup oraz mbtskoudsalg. Podziękowania za czcionki należą się Google Fonts, a także Linearicons, które udostępniło darmowy pakiet ikonek. W kodowaniu i efektach pomogła (w przypadku okienek Pop-up) instrukcja Rinne Lasair oraz strony takie jak Code My UI oraz CSS-Tricks, z których autorka szablonu zaczerpnęła inspiracje.
X

Before you save someone else, you've got to save yourself


Meliodas

3000 LAT (naciągane 21 ludzkich lat) | DEMON - syn Belzebuba | ZDRAJCA | GIRIE | NAUCZYCIEL | GILDIA - z doskoku |

Miłość to uczucie, dla którego potrafimy zabić. Poświęcić wszystko, swą karierę, rodzinę, a przede wszystkich samych siebie. Meliodas nie należy tu do wyjątków. Jest jednym z wielu, których rodzice nie zaakceptowali ich związku. Z jedną jedynie różnicą. On przeszedł samego siebie. Zakochując się ze wzajemnością w bogini, wkurzył nie tylko swego ojca, ale i cały klan demonów. Zaprzepaścił tym samym wszystko. Miał władać demonami, był ku temu najlepszym kandydatem. Potrafił wyłączyć swe uczucia, a okrucieństwo było jego drugim imieniem. Zamiast tego wybrał miłość. Miłość nieszczęśliwą, bo ona została zgładzona, a on sam wypędzony. Poprzysiągł im zemstę, choć wiedział że ona by tego nie chciała. Nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Jednak od tamtych wydarzeń minęło już ponad 2500 lat.

~.~

- Meliodas!
Rozpaczliwe wołanie rozbrzmiało mu po uszach, docierając do najgłębszych zakamarków świadomości. Przeciągnął się lekko i wyprostował na krześle, zsuwając gazetę z twarzy. Uśmiechnął się szeroko na widok pędzących w jego stronę dzieci. Girie było ponurą miejscowością, pełną ułudy, ubóstwa i śmierci. Idealną dla tego rządnego zemsty chłopaka, który teraz wyglądał na całkiem udomowionego.
- Klaus, Marie... co się stało? - wstał ze swojego miejsca, by nie zostać stratowanym przez dzieciaki, które były do tego zdolne. Nie raz już się o tym przekonał. Przykucnął przy nich, łagodnie łapiąc tych dwoje rozrabiaków za ręce.
- Ana! Ana zniknęła! Szukaliśmy wszędzie! - w oczach małego Klausa zeszkliły się łzy, których dzieciak już nie potrafił powstrzymać. Ana była jego najlepszą przyjaciółką, a teraz zniknęła. Chłopiec nie wiedział dokąd pójść i kogo prosić o pomoc.
- Nie martw się - Meliodas uśmiechnął się do nich szeroko i pogłaskał oboje po policzkach. - Znajdziemy ją - zapewnił ich spokojnie, po czym pociągnął do siebie i objął mocno ramionami swoich dwóch, małych towarzyszy. To nie był pierwszy raz, kiedy ginęło dziecko, ale on zawsze je odnajdywał. Zwłaszcza swoje "dzieci". Te, którym przekazywał wiedzę na temat świata. Wiedzę zgromadzoną na przestrzeni tysiącleci. Na początku traktował to niczym swoje hobby i nawet nie wiedział kiedy przywiązał się do tego miejsca, a łatka nauczyciela przylgnęła do niego na dobre.

~.~

Choć Girie nie należy do najbezpieczniejszych miejscowości, on nie ma z tym problemów. Potrafi wmieszać się w tłum i zbratać z najgorszymi szujami przy pomocy kielicha. Głowę ma mocną, a i hazard nie jest mu obcy. Uwielbia te wieczory, kiedy może pokazać swą prawdziwą naturę, choć sam już nie wie gdzie leży prawda...


[Kontakt poprzez e-mail: ryuukusa@gmail.com;
Twarzyczka i imię: Meliodas (Nanatsu no Taizai);
Tytuł: Ed Shareen "Save myself"
Wszystkie wątki przyjmie z otwartymi łapkami! ]

301 komentarzy:

  1. [ Witam serdecznie kompletnie obcą dla mnie osobę. Miło widzieć nowe twarze dołączające do naszego bloga, szczególnie tej samej płci co ja, po tak długiej samotności z samymi paniami (mogą być męczące). Podoba mi się twoja postać, głównie dlatego że czuję nostalgię oraz strasznie lubię Nanatsu no Taizai. Mam nadzieję że będziemy się dogadywać.
    Po przeczytaniu twojej KP mogę tu zasugerować wątek z moją Nulliear. Ta dwójka może znaleźć jakiś wspólny język, albo wręcz przeciwnie. A w później może wątek z Eizen'em (po tym jak w końcu skończę jego opowiadanie). Oczywiście czuj się wolny do wyboru z którą z moich postaci chcesz wątek, gdy najdzie cię ochota.
    Życzę szybkiego zaaklimatyzowania się, dużej ilości wątków oraz weny. Mam nadzieję że znajdziesz swoje miejsce w naszej małej "rodzinie".
    Z poważaniem, Wujek Dragon ]

    Eizen Darkling
    Tenebris
    Nulliear
    Momon Aldia

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Tak, tak, tak! Twoja postać spadła mi z nieba! :D Chociaż to jeszcze się okaże. Hue hue hue. Tak więc, witam serdecznie! ^^ Smok dostanie lanie za te męczące panie, ale to cichutko xD Bez większego owijania w bawełnę, zapraszam do moich postaci, szczególnie do Tai, która odpowiedzialna jest za nie jedno porwanie z Girie. Widzę u tej dwójki możliwość na wiele ciekawych wątków i nawet zrealizowanie mojego małego, egoistycznego celu heh. Tak więc witam raz jeszcze i życzę udanej zabawy wśród nas!

    Niklaus/Akela/Rei Yamawaki/Taisja/Febe

    OdpowiedzUsuń
  3. Skończyła jej się wódka. Odkryła to dopiero po skończonej robocie. Może Timmy z przeszłości specjalnie nie zaopatrzyła się w alkohol wcześniej, by przynajmniej tę robotę rzeczywiście skończyć. Timmy z teraźniejszości nie doceniła tego gestu. Przetrząśnięcie jej domu zajęło dobrą godzinę, by przyznać przed sobą, że musi wyjść. Na zewnątrz. Nie chciała się z nikim widzieć. Nie dzisiaj. Jutro pewnie też nie, ale dzisiaj szczególnie.
    Musiała się jednak pozbyć tego drżenia dłoni i natrętnych myśli.
    Zaciągnęła kaptur na głowę, z niechęcią opuszczając swe domostwo. Skierowała się w końcu do swojej ulubionej spelunki - ulubionej, bo znajdowała się najbliżej, przez co była już nazywana w tym przybytku stałym bywalcem. Jeżeli ktoś jej szukał to zazwyczaj mógł ją tam właśnie znaleźć.
    Usiadła przy barze. Jak zwykle musiała wdrapywać się wysoki stołek. Wiedziała, że po takim wyczynie już z niego tak łatwo nie zejdzie, nawet jeżeli nie miała ochoty się z nikim widzieć. Pewnie z niego spadnie. Za kilka godzin. A może ktoś jej wcześniej przywali za jakiś nieodpowiedni komentarz. W końcu rany i siniaki się już zagoiły, jakoś tak jej skóra za dobrze wyglądała. Dzisiejszego wieczoru była otwarta na propozycje.
    Dostała butelkę wódki i kieliszek, zapłaciła wymiętymi banknotami, które pewnie zostałby skomentowane negatywnie w jakimś miłym barze w jakimś czystym mieście, ale tutaj barman przyjął je bez słowa. Pieniądz to pieniądz.
    Nie była jeszcze nawet dobrze podpita, gdy ktoś do niej się przywalił. Musiała się zastanowić kto do niej gada i w ogóle o czym. Z tego co zrozumiała to przez nią facet został wywalony z jakiejś firmy i trafił do Girie. A. To ten księgowy któremu pomagała kraść, ale kiedy firma ją zatrudniła to go od razu wydała. Zauważyła, że facet nie tylko był zły, ale też skonfundowany i jakby… zraniony? Chciał wiedzieć dlaczego to zrobiła. Dziwne, przecież to oczywiste.
    - To nic osobistego, lepiej płacili - odparła, za co dostała po pysku. Złapała się za promieniującą bólem szczękę. Wiedziała, że tak będzie. Ale nie spadła ze stołka. Jeszcze.
    Bez większego zastanowienia chwyciła swoją butelkę i rozbiła ją na głowie faceta. Ten zatoczył się, wpadł na kogoś innego, kto wpadł na kogoś innego, kto rozbił sobie butelkę z piwem, więc musiał przywalić temu kto na niego wpadł, więc tamten musiał mu oddać. Klocki domina poleciały już same. Timmy dopiła swój ostatni kieliszek, zawiedziona sobą, że rozbiła swoją butelkę, a nie czyjąś. Zeskoczyła ze stołka i zaraz musiała się uchylać przed czyimś nadchodzącym ciosem.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Witam, witam! Ja Pana chyba skądś znam, czyż nie? Czy może mi się wydaje? Tak czy siak witam serdecznie na blogu! Bardzo ciekawa postać. Osobiście lubię, kiedy dana postać miała trudną przeszłość - mój mały fetysz. Szanuję Meliodasa za nauczanie dzieci w Girie! Zapraszam do siebie na jakiś wątek, ale jednocześnie uprzedzam, że może być to niezwykle powolna gra! Widziałabym tutaj jakiś wątek z Yensenem albo Ninath ze względu na wizyty Twojego pana w Gildii. Co myślisz? Możemy dogadać się na poczcie. Mój adres: pers.quinn@gmail.com
    Co jeszcze...
    Oczywiście baw się z nami dobrze i jak najdłużej!
    Powodzenia! ]

    Ninath/Yensen/Yves/Esam

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ogólnie Tai jest w pewien sposób wykorzystywana (o czym nie wie) i po prostu nauczono ją, że Girie to miejsce na gorszy sort. Chciałam żeby ktoś pokazał jej inny kąt patrzenia, nawet jeżeli liczy się to z jakąś mocniejszą bójką. Pomyślałam, że Meliodas mógłby po prostu być świadkiem próby porwania, a to jak się akcja rozwinie to już bym poszła w spontaniczność. Pasuje czy wolisz coś innego?]

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! Ja też proponuję wątek - z Shiyą może. Wreszcie nie jest tu najniższa :D]

    OdpowiedzUsuń
  7. [A czemu nie? Może być ciekawie. Shiya ma na tym punkcie kompleksy to by się trochę podbudowała, a bar... Meliodas ponoć lubi trunki xD]

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  8. Ktoś na nią biegł. Chwyciła go za ramię i wykonała prosty przerzut przez plecy, wykorzystując jego pęd. Usłyszała trzask łamanego drewna. Spojrzała za siebie. Zniszczyła stół facetem. Najbardziej jej było szkoda barmana.
    Dała komuś z łokcia, i już zamachwiała się na kolejną osobę, która zbliżała się w jej stronę, kiedy najpierw rozpoznała posturę, potem rozpoznała głos, a na koniec sens słów. I miała ochotę dokończyć swój atak, ale opuściła rękę.
    - Jak zacznę spłacać długi, to przestanę mieć znajomych - odparła. Zawsze powtarzała, że dopóki komuś widzi kasę to się od niej nie odetną. Może i to samo tyczyło się piw. Chociaż nie pamiętała, kiedy się u niego zadłużyła. Musiała być pijana, w przeciwieństwie do niego. Życie jest niesprawiedliwe.
    - I czemu od razu moja sprawka? - Kopnęła krzesło w stronę innego gościa, który się kierował w ich stronę, naruszając trochę jego poczucie równowagi. - To ja dostałam w twarz. - Jej szczęka już zaczynała trochę puchnąć.
    Musieli wyglądać całkiem zabawnie. Oboje byli tu najniżsi, większość osób nawet ich nie zauważała, patrząc na jakąś mordę do obicia nad nimi. Pewnie dzięki temu nie dostała soplem lodu w twarz, tylko przeleciał jej nad głową.

    Timmz

    OdpowiedzUsuń
  9. Taisja już od dłuższego czasu nie była wzywana przez Prymarche. Nie żeby za tym tęskniła, czasami jego prośby były dość upierdliwe, chociaż nie marudziła. W końcu zawdzięcza mu życie. Mężczyzna nie raz wykorzystywał jej naiwność. Dziewczyna po prostu nie znała świata. Ostatnio nawet dowiedziała się co to gitara… Tego wieczora została jednak wysłana do Girie. Podobno w tym miejscu skrył się jeden ze zbiegów, odpowiedzialny za śmierć jakiejś istotnej istoty. Rosjanka nie wnikała w szczegóły, dzielnicę tą uważała za miejsce zamieszkiwane jedynie przez tego typu jednostki, tak ją nauczono i tego się trzymała. Dodatkowo wypadek, którego doświadczyła dosłownie wypruł ją z emocji, poprzestawiał klepki i nawet nie czuła żalu słysząc jęki torturowanych w laboratorium mieszkańców ubogiej dzielnicy. Zabijała z uśmiechem na ustach. Tym razem jednak nie chodziło o śmierć, a o sprowadzenie winowajcy do Tyge. W ramach kary miał zostać obiektem badań. Tai siedziała właśnie na dachu jednego z sypiących się budynków, nuciła sobie pod nosem i z uśmiechem machała nogami. Tutaj nawet nie starała się udawać, nie przebierała się, a wystąpiła w swoim przylegającym do ciała, elastycznym kombinezonie, a dookoła krążyły jej „elektryczne świetliki”. Nie chciała się ukrywać. W końcu i tak nikt nie wiedział kto tym razem padnie jej celem, tak, kilka istot zdążyło ją już tutaj poznać. To nie jej pierwsze takie zlecenie. Zaczynała się powoli nudzić, kiedy zza rogu obserwowanego przez nią budynku wyszedł jej cel. Tai uśmiechnęła się szeroko.
    - Juhu! Kolego! – zawołała rozbawiona, a ten w panice ruszył jak najszybciej przed siebie. Dziewczyna uradowana zeskoczyła na ziemię, podskoczyła w miejscu kilka razy i zaklaskała w dłonie. – Hura! Gonitwa – znowu się zaśmiała i z zadziornym uśmieszkiem ruszyła śladami swojej „ofiary”.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  10. Shiya nie przepadałem za zimnem, ale obiecała mu spotkanie. Nie mogła przecież teraz go odwołać, tylko dlatego że pogoda się pogorszyła. Poza tym nie często można było spotkać śnieg w Mortiel. Ubrała więc swoją błękitna kurtkę, okręciła się szalikiem i wsunęła dłonie do kieszeni, wychodząc ze swojego przytulnego gniazdka. Obiecała mu spotkać się z nim na polu, by obserwować gwiazdy. Przeklęty Meliodas! Że też nie mógł wreszcie sprawić sobie telefonu komórkowego! Co prawda wiedziała, że najprawdopodobniej nic by z tego nie wyszło, bo z niego był niezły technologiczny niedojda, ale przynajmniej mogła mieć nadzieję na inny obrót spraw. Może chociaż odebrałby od niej ten przeklęty telefon.
    Klnąc tak na wszystko co się znalazło po drodze dobrnęła do umówionego miejsca. Dygotała już nieźle z zimna, a śnieg nie przestawał padać. Jak niby chciał obserwować gwiazdy w takich warunkach? Nie miała zielonego pojęcia.

    Shiya
    [zakładam, że już się znają]

    OdpowiedzUsuń
  11. [A, właśnie. Ze względu na obowiązki w życiu realnym przypisałam każdej swojej postaci jeden dzień na odpisy i tu chcę poinformować, że u Tai odpisuję w czwartki, więc w te dni możesz spodziewać się od niej odpowiedzi. Plus w weekendy odpisuję temu na kogo mam największą wenę więc wtedy również może coś się pojawić ^^]

    Taisja nie spieszyła się, jej świetliki śledziły cel, a ona w podskokach szła ich tropem, nadal sobie nucąc pod nosem. Niestety, jej bańki energii nie kontaktowały się z nią i nie miały jak donieść o intruzie. Zwykle nie zwracała uwagi na innych, poza swoją ofiarą, tak było i teraz, przez co cios wyprowadzony przez mężczyznę zdecydowanie był niespodziewany. Poczuła mocny ból w okolicach klatki piersiowej, ba była wręcz pewna, że minimum jedno z żeber zostało złamane. Przekoziołkowała kilka dobrych metrów i padła na plecy, odruchowo łapiąc się za obolałe miejsce. Wbrew mało przyjemnej niespodzianki, syknęła, jednak zaraz przerodziła ten odgłos w rozbrajający śmiech. Leżała i śmiała się. Z jej nosa pociekła stróżka krwi, a ona dotknęła posoki, by po tym znowu się zaśmiać. Kiedy zbliżył się i pochylił ona podniosła się do półsiadu, patrząc mu prosto w oczy.
    - Chcesz się bawić? – bardziej stwierdziła niż zapytała, po czym korzystając ze swojej zdolności, przybrała postać promienia świetlnego i zmaterializowała się tuż nad głową przeciwnika, tak, że spadła tuż za nim od razu oplatając go ramionami. – Ssssłodki dzidziuś – szepnęła nad jego uchem, dotykając skóry mężczyzny i pobierając jego energię życiową.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozejrzała się, ale nie mogła odnaleźć owej kanalii. Było ciężko, czuła się jak małe dziecko zagubione w centrum handlowym. Rozproszyła się na chwilę, przez co została popchnięta na kontuar. Plecy zabolały nieznośnie. Będzie siniak. Kolejne uderzenie już zablokowała, wykręciła facetowi rękę do tyłu i kopnięciem w tyłek posłała w tłum. Kiedy leciał do przodu potknął się o coś… o kogoś.
    - O, tu jest - powiedziała, podchodząc do faceta który samą swoją prezencją zaczął tę zabawę. Szturchnęła go nogą, nie reagował, ale chyba jeszcze dychał. Z rany na głowie sączyła się krew. Przynajmniej od razu się zdezynfekowało, to przecież była niemal cała butelka wódki. - Głupi lófasz. Nowy w Girie, szybko wymiękł - dodała, sama jednak nie zauważając, że ktoś już szykował się do ataku na nią.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  13. Shiya zmrużyła niebezpiecznie oczy. Niby mogła cofnąć czas i przygotować się na jego śnieżki, ale jeszcze nie czuła takiej potrzeby.
    - A telefonu o nie łaska kupić co? - warknęła. - Nigdy niczego nie ułatwiasz - westchnęła, już nieco się rozpogadzając. Nie potrafiła zbyt długo się złościć, zwłaszcza, gdy było jej piekielnie zimno. - Może jednak zrezygnujemy z obserwacji nieba i wpadniesz do mnie na coś mocniejszego? - zaproponowała spokojnie, nie do końca wiedząc czy aby na pewno tego chce. Rzadko kiedy zapraszała mężczyzn do swoich czterech kątów. Zdecydowanie bardziej wolała przyjmować ich w swoim barze, ale w to nie wchodziło teraz w grę. Do baru było zdecydowanie za daleko.

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  14. Odprowadziła wzrokiem kolesia trzymającego się za krwawiący nos, któremu przywalił Meliodas.
    - Dzięki, Melke - rzuciła. Kiedy pierwszy raz usłyszała jego imię nie potrafiła go powtórzyć, prawdopodobnie dlatego, że była już wtedy pijana. Skończyło się na tym, że zaczęła go nazywać “Mel”, a potem dodała do tego węgierską końcówkę zdrobniającą “ke”, i tak jakoś wyszło. Nawet jeżeli mu się “Melke” nie podobało, to chyba lepiej niż gdyby miała ciągle przekręcać jego prawdziwe imię (co by robiła już z samej złośliwości).
    Lawirowali wśród nawalającego się tłumu jak dwa krasnale, raz na jakiś komuś też dając po mordzie czy innej wrażliwej części ciała.
    - Czekaj, czemu na moją chatę? - jęknęła, gdy już wydostali się z baru, na nieświeże powietrze Girie. - A nie, dobra. Nie będę musiała zataczać z powrotem. Dobry plan. - W wyrazie aprobaty pokiwała jeszcze głową. Jakoś tak ożywiła się po tej aferze, może spędzenie tego wieczoru z kimś będzie lepsze, niż zlanie się w trupa samemu. Wbiła ręce do kieszeni bluzy, gdy ruszyli w stronę jednego z monopolowych. Na spożywczaki ciężko tu było trafić, ale mieszkańcy Girie mieli dobrze ustawione priorytety.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  15. [Postaci mam pięć i jak masz pomysły, to zapraszam i do nich heh ^^ Akela, Febe, Rei Yamawaki oraz Niklaus.]

    Taisja doskonale znała swoje możliwości co do pobierania energii, w prawdzie kradzież przychodziła dość sprawnie, ale najlepszy efekt był przy bardziej intymnym zbliżeniu, dodatkowo nie działała ona „rozbrajająco” na nadprzyrodzone jednostki, jedynie je osłabiała. Przerzucona wylądowała znowu na plecach i po raz kolejny zaniosła się śmiechem. Dawno nie miała okazji tak poszaleć i fakt ten zaczął coraz bardziej jej się podobać, aż za bardzo. Wiedziała już, że istota ma nadprzyrodzoną zdolność. Walka z nim nie była jej zadaniem, ale sprawiała jej przyjemność, frajdę. Tak naprawdę powinna po prostu zwiać i ruszyć za swoim celem, ale uznała, że dorwie go innym razem i może nawet będzie milutka w ramach nagrody za otrzymywaną teraz rozrywkę. Kłapnęła w jego stronę zębami, krew nadal płynęła z nosa, a na jej twarzy malował się uśmiech.
    - Bo się zarumienię – zachichotała, słysząc skierowane do swojej osoby „czułości”. Zaraz, widząc to, że się rozgląda, zarzuciła nogi do tyłu, oplatając nimi jego szyję i wykorzystują fakt, że klęczy, tym razem ona sprowadziła go do parteru. Zacmokała, sama nie czuła potrzeby korzystać z konkretniejszych zdolności, na razie dobrze się bawiła. – Nie uciekaj wzrokiem, czuję się zazdrosna – uśmiechnęła się szeroko i starła krew z twarzy.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Widzę, że już nieźle się tu rozkręciłeś z naszymi autorami :D Postać wydaje się naprawdę ciekawa i chętnie zapraszam do wątków z moimi, a nóż widelec coś się wymyśli. Także tego, nie przedłużając, zapraszam do siebie i życzę powodzenia z postacią.]

    Imito Kuro
    Miroki Melanie
    Nari

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Wrogów chyba mu już odpuszczę, bo i tak ma ich dość sporo, raczej szukam mu kumpla do kielicha więc jeśli jesteś zainteresowany to przyjmę coś takiego z otwartymi ramionami. Bardziej skłaniam się w stronę spotkania profesorów, co może być ciekawe bo pośrednio ich rasy się lekko nienawidzą, a przynajmniej jest jakaś niechęć.]

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  18. Chłopak zaczął być przewidywalny, głównie posługiwał się swoją siłą, ale najwyraźniej lubił dodawać do swojej walki różne smaczki. Podniosła się z ziemi i nadal z uśmiechem czekała na jego ruch. Zaatakował, a ona zgrabnie odskoczyła, jednak zaraz poczuła dotyk na swoim nadgarstku. Tym razem jednak była lepiej przygotowana na „odrzut” i nim trafiła w samochód wykorzystała swoje świetliki, by znaleźć się za mężczyzną i sięgając jeszcze inną rurę zadać trzy konkretne ciosy, głowa, nogi, po tym solidne kopnięcie, tak aby znowu wylądował na ziemi. Stanęła nad nim i przytrzymała mu buta przy gardle. Pochyliła się lekko i uśmiechnęła szeroko, jej oczy dziwnie zalśniły na zielono, a krew z nosa skapnęła na ciało przeciwnika. Znowu się zamachnęła, tym razem celując w jego twarz. – Wygodnie? – zapytała po tym, przekrzywiając głowę mocno na prawo i zakładając rurę za szyję, przez ramiona.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Jeśli mogłabym prosić, zaczniesz? Odwdzięczę się później czymś ładnym ;w; Z góry dziękuje.]

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Nie zawsze musisz grzeszyć kreatywnością. Widzę że i tak masz jej sporo, patrząc po przyroście odpisów pod twoją KP xD
    Więc zanim wyskoczę z jakimś pomysłem, chciałbym się dowiedzieć czym na codzień zajmuje się Meliodas. Bo wiesz, Null miałaby kilka powodów by znaleźć się w Girie, ale trzeba wiedzieć czy będą sytuacje w których ta dwójka się spotka i będzie miała powód by się sobą bardziej zainteresować.
    Ogólnie Null spełnia życzenia, ale nie w sposób w jaki robią do Dżiny. Nie robi tego w 100% za pomocą magii, nie tworzy czegoś z niczego. Poza tym znasz możę Forgotten Realms? Dungeons&Dragons? Ona jest diabłem z tego uniwersum, a one nienawidzą się z demonami :I ]

    Nulliear

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiedziała czy cała ta sytuacja aż tak jej się podoba, że się ogranicza, czy powód tego był inny, ale… Koleś zdawał się nie odpuszczać, jednocześnie również sprawiał wrażenie, jakby uznał to całe zajście za przepychankę w piaskownicy. Widząc jak zgniata rurę drgnęła lekko, a zaraz raz jeszcze wylądowała na ziemi boleśnie.
    - Uuu… Ty to umiesz zająć się kobietą – powiedziała to takim tonem jakby bawili się tu w grę wstępną, a nie wojowali na ulicy. Oparła się na łokciach, oddychając ciężko i bacznie obserwując jego sylwetkę. Zaraz uśmiechnęła się niewinnie i powoli wyprostowała łokcie, jakby szykowała się do wstania. Kącik jej ust drgnął lekko i mężczyzna nagle został zaatakowany przez bańki energii, które nie raziły prądem, ale natarczywie kręciły się tuż przy jego twarzy, niczym nachalne muchy przy padlinie. Dziewczyna w tym czasie podniosła się i przetarła kolejną stróżkę krwi spływającą z nosa. Zmęczyła się, było to widać, nie dysponowała nadludzką siłą, miała po prostu kilka asów w rękawie i jeden z nich właśnie postanowiła wyciągnąć. Jedna z energetycznych, małych baniek wcisnęła się w przestrzeń pomiędzy ciuchami przeciwnika Rosjanki i trwała tam spokojnie, gdy inne atakowały go namiętnie. Nagle jednak przestały i rozproszyły się jak gdyby nigdy nic po okolicy. Taisja stała, patrząc na blondyna i uśmiechając się zadziornie.
    - Co za niewychowane stworki – zażartowała, by znowu zaśmiać się i zostać z szerokim uśmiechem na ustach.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  22. Znowu się zaśmiała słysząc jak ją popędza.
    - Cichutko Tai, cichutko. Słodki bobas się nuuudziii – zaczęła mówić sama do siebie i nagle odwróciła się na pięcie, tyłem do niego. – Kici, kici… pójdziemy poszukać Twojego kolegi – uśmiechnęła się szeroko i lekceważąc go, ruszyła za tropem, który nadal zaznaczony był jej światełkami. Nie była głupia, nie trafiła na słabą jednostkę z Girie, tutaj większość była w tak mizernym stanie, że nawet z zdolnościami należeli do łatwych celów, on nie. Dodatkowo, nie miała zamiaru spełniać jego oczekiwań, zaatakuje „tym co szykuje” kiedy uzna to za konieczne, a do tego czasu chciała się po prostu „pobawić”. Posłała jedynie mężczyźnie prowokacyjny uśmiech, doskonale wiedziała w co pogrywa, przez cały ten czas pokazywał jak to nie musi skupiać się za bardzo na walce z nią. Tai jednak nie zależało na postrachu, Tai na niczym nie zależało, no prawie niczym. Nie czuła potrzeby imponowania rywalowi. Sama znudziła się tym czekaniem na jej jakikolwiek ruch, więc po prostu zaczęła się oddalać, idąc śladami swojego pierwotnego celu.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  23. Taisja nawet kiedy nie chciała była mistrzem prowokacji, praktycznie nigdy nie zachowywała się tak jak ktoś oczekiwał, taki typ, nawet tego nie zauważała, chociaż tym razem jej zachowanie było celowe. Słysząc jak coś mówi zaczęła nucić pod nosem, przez co nie usłyszała ani słowa. Nawet odwróciła się na chwilę w stronę mężczyzny, aby, nadal nucąc, dać mu wyraźny gest, że go nie słyszy. Zmęczeniem nie bardzo się przejmowała, dzięki kombinezowi, odzyskiwała siłę dzięki światłu słonecznemu czy światłu księżyca, chociaż najbardziej energetycznym posiłkiem było wchłonięcie czyjejś energii. W pewnym momencie straciła zainteresowanie szukaniem celu, zatrzymała się i rozejrzała. Wzrok na podczerwień pozwolił jej znaleźć kilka postaci, schowanych, przyglądających się ich potyczce. Właśnie miała ruszyć w stronę jednej z nich, by pożywić się. Chciała wykorzystać do tego swoją ligt way. W tym samym momencie przeciwnik obrał na cel jej świetlika. Bańki te nie były „do odbijania”, cios który wymierzył zniszczył świetlika, a energia w nim zawarta rozproszyła się po metalowej rurze i lekko popieściła przeciwnika. Efekt jednak był inny… Tai, korzystać ze swojej zdolności, „łączyła się” z wszystkimi swoimi „świetlikami”, aby dowolnie móc zmieniać położenie, źle wybrała moment. Rozwalenie jednego z jej łączników, spowodowało pewnego rodzaju błąd w lokalizacji i ta zamiast zmaterializować się przy istocie, którą chciała się pożywić, trafiła prosto w zardzewiały samochód, na którym przed chwilą siedział blondyn. Uderzenie było na tyle silne, że dało usłyszeć się strzyk kości, a ona syknęła boleśnie i upadła na ziemię zakrywając nos dłonią.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  24. Gdyby nie fakt, że w tym samym momencie Tai zechciała się przenieść, to rozwalenie bańki nic by nie dało, ale tego chłopak już wiedzieć nie musiał, niech myśli, że ma ją „jak na widelcu”. Jeżeli miał tak myśleć, to wypadało okazać skruchę. Podniosła na niego spojrzenie, nadal chowając nos za dłonią, a z jej twarzy można było po prostu wyczytać ból. Nos bolał, co tu kryć, ale w swoim życiu przeżyła znacznie większe katorgi. Przez uderzenie w samochód nadal była lekko rozkojarzona i teraz sprawiała wrażenie całkiem normalnej, bez szerokich uśmiechów, bez durnej gadki, po prostu leżała patrząc na niego i słuchając. Piwo i jedzenie? Tego się nie spodziewała. Odsłoniła swój rozwalony nos, na jego środku znalazła się dość pokaźna rana. Na złapanie podbródka zareagowała zadziornym uśmiechem, a wypowiedziane słowa jedynie go poszerzyły. Świadomość wróciła w pełni i dziewczyna podniosła się do półsiadu, zmniejszając znacznie dystans między nimi, praktycznie muskając jego usta swoimi.
    - Ciebie też liczyć jako gapie? – zapytała z tym samym uśmieszkiem na ustach, by po tym kulnąć się w bok i wstać na równe nogi. Podeszła do wraka samochodu, patrząc na swoje odbicie w kawałku lusterka, po czym wróciła spojrzeniem do chłopaka.
    - Mogę być grzeczna, chociaż chwilkę – uśmiechnęła się niewinnie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  25. [to przeze mnie, przekręciłam już jego imię na kilka różnych sposobów i nadal muszę się upewniać, że dobrze je zapisałam.]

    Nie była aż tak pijana, by było to po niej widać, jeszcze, niestety. Doprowadziła swoje ciało do takiego stanu, że potrzebowała więcej alkoholu niż kiedyś, aby się porządnie nawalić. Jednak do sklepu nie weszła, jeszcze by płacić musiała.
    Zaciągnęła kaptur na głowę. Jakoś tak zimno się zrobiło.
    - Niepotrzebny - odpowiedziała. Ostatni raz kiedy zapijała robiła to piwem, aby szybciej się upić, ale czuła się po tym potwornie, jej moce zaczęły kompletnie szwankować, nawet ona miała przebłysk racjonalnego myślenia wtedy i postanowiła, że już nigdy więcej.
    Jej dom był jednym z tych, które wyglądały jakby miały rozpaść się za rok, a nie za tydzień, więc można by rzec, że mieszkała na bogato w Girie. Parter zostawiła na pierdoły, trzymała tam agregaty, stare części do komputerów i inne śmieci, wśród śmieci i starych mebli poprzednich właścicieli. Zadomowiła się zaś na piętrze, gdzie też zaprowadziła Melke, chociaż traktowała to raczej jak miejsce do spania i pracy, a nie dom-dom.
    Używała głównie łazienki, salonu i kuchni. Co prawda istniała również sypialnia, ale ostatni raz tam zaglądała kilka tygodni temu. Na kanapie w salonie też dało się spać, a dzięki temu, że pomieszczenie w sumie duże nie było to ogrzewały je trzy komputery, działające niemal non-stop. Ich szum ją uspokajał, gdy wracała pijana i poobijana do domu. Podłoga służyła za szafę. Gdy tu przybyła, nie miała ze sobą bagażu do rozpakowania, a faktyczna szafa stała w sypialni. Więc jej nieliczne ubrania walały się wszędzie. Oprócz tego można było się jeszcze potknąć o butelki po wódce, które zbierały się od kilku tygodni. Nie chciało jej się ich wyrzucać. Na ławie na przeciwko zdezelowanej kanapy były rozłożone drobne puzzle.
    Pięć monitorów rozświetliło się gdy tylko weszli, jakby chcąc ją powitać, jednak zaraz kazała im zgasnąć. Jeszcze by pokazały coś niepotrzebnego.
    - Rozgość się - rzuciła do Meliodasa, kierując się do kuchni po kieliszki i coś do schłodzenia swojej szczęki. - Ale jak mi rozpierdolisz puzzle, to cię zabiję.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  26. Wyszła z kuchni z dwoma kieliszkami, przyciskając do szczęki niebieski, żelowy okład. Nie posiadała mrożonek, ale miała wiele schłodzonych okładów. Znała siebie. Gotowanie praktykowała rzadziej, niż wdawanie się w bójki, albo wpadanie na drzwi.
    Postawiła kieliszki na ławie między jedną kupką puzzli a drugą. Jej umysł pracował na zwiększonych obrotach przez większość czasu, zawsze podłączając się do jakiegoś nowego urządzenia. Czasami potrzebował analogowych przyjemności, odcinając się od skomplikowanej elektroniki.
    Walnęła się obok niego na kanapę, oprócz fotela na kółkach przy jej komputerach, to było jedyne miejsce siedzące tutaj.
    - Jestem pod wrażeniem. Przez pierwsze kilka dni czekałam, aż zaczniesz mi zawracać dupę, aby ją z powrotem naprawiać - powiedziała, czekając aż Melke napełni kieliszki.
    Kopiarkę kupiła za jakieś śmieszne pieniądze, bo do niczego się nie nadawała, oprócz naprawy, więc Timmy zrobiła to co robi najlepiej - naprawiła ją. A potem sprzedała z zyskiem.
    - Jesteś już gotowy na komórkę, czy to jeszcze za duże zobowiązanie? - zapytała, wychylając kieliszek. Alkohol przeleciał jej przez gardło, jak woda. Nie delektowała się nim.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dobra, to ja najpierw w sprawie innych wątków, jeżeli chodzi o Akele to możemy ją w sumie sobie odpuścić, gdyż powoli się z nią żegnam i nie bardzo jest sens zaczynać nowe relacje, tym bardziej, że nie masz pomysłu. Zaproponować mogę zamiast poniedziałkowych odpisów od niej te od innej postaci. Dziś np. dostaniesz od Tai, bo tylko u niej mamy na razie wątek, a w kolejny poniedziałek od kogoś jeszcze innego. ^^ Pasuje? W przypadku Febe, postaci wtorkowej (ogólnie jeżeli chodzi o dni tygodnia to idę według listy postaci wypisanej na blogu Aki, Febe, Rei, Tai i Niklaus), pomysł jak najbardziej mi odpowiada, jutro ją u Ciebie zacznę. W przypadku Rei, dziewczyna chce w przyszłości uczyć właśnie dzieci z podstawówki i jest dość wrażliwa na krzywdę maluchów, może rzeczywiście zgłosić się do wolontariatu i tak trafić do szkoły Meliodasa, może „pokoloruje” trochę świat dzieci w Girie. Tylko tutaj prośba, możesz Ty zacząć? No i zostaje Niklaus heh, twardy orzech do zgryzienia, z góry mówię, że on dla nowo poznanych jest mega chamski. Życzenia spełnia, ale jeszcze bardziej pokrętnie niż prawdziwe Dżiny, w sumie to tylko taki kryptonim, głównie chodzi o przyjmowanie zleceń, morderstwa i te sprawy. Co powiesz na test? Obaj panowie dostaną to samo zlecenie, ale wpadną w pułapkę. Zleceniodawca będzie chciał sprawdzić, który z nich jest lepszy i tutaj mamy dwie opcje, Nik nie lubi być robiony w jajo, więc zamiast wojowania z Meliorasem zechce dorwać zleceniodawcę więc albo zrobią to razem albo dojdzie do potyczki, to już zostawiam Tobie do wyboru. ^^ Przy okazji dodam, że wątek z Tobą niebezpiecznie uzależnia hehe, oby więcej takich autorów!]

    OdpowiedzUsuń
  28. [Trochę mam tych postaci, więc się nie dziwię. :D Co do Rei, tak, w środę odpisy właśnie od niej więc nie ma pośpiechu. No a Niklaus, takie życzenie też by spełnił, chociaż nieco zdezorientowany hehe. Dobra, to skoro wszystko ustalone, to w piątek możesz spodziewać się również rozpoczęcia od mojego blondyna! A teraz odpis od Tai.]

    Dla Tai „zakochanie się” było obcym pojęciem, prawdopodobnie w dramatycznym momencie w ogóle dotarłoby do niej, że coś do kogoś czuje, na tą chwilę jej nic takiego nie groziło. Na gwizd drgnęła lekko, nie bardzo zdając sobie sprawę co chłopak właściwie robi, ale gdy rozejrzała się i zobaczyła jak kilka mniejszych istotek znika z zasięgu jej wzroku, zrozumiała do kogo były skierowane słowa. Uśmiechnęła się nikle, blondynkowi chyba zależało na tych małych, pokracznych stworkach. Kolejna cenna informacja. Złapana za nadgarstek stała spokojnie, spojrzała jedynie na jego dłoń, a później w oczy, różnica 20 centymetrów wzrostu robiła swoje, ale Garrus nauczył ją by nie lekceważyć nawet niskich rywali. Czyżby tym chwytem chciał zapewnić bezpieczeństwo innym tutejszym jednostką? Na wspomnienie definicji uśmiechnęła się szeroko i pochyliła, tak, aby zrównać z nim twarz.
    - Będziesz mnie tak obłapywał przy znajomych czy zabierzesz na to jedzenie? – zapytała rozbawionym tonem.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  29. [Jestem jak najbardziej za komedią, nie tylko u chłopaków! ^^]

    Zachichotała słysząc wypowiedziane zdanie.
    - Mmm… chcesz mnie zniechęcić, czy zachęcić do buntu? – zapytała, nadal tym rozbawionym tonem i posłała mu niewinny uśmieszek. Po wyswobodzeniu nadgarstka, ujęła go w swoją wolną dłoń i lekko rozmasowała. Blondyn nie należał do delikatnych. Po tym przywołała swoje świetliki, które wsiąkły w cienkie paski pomiędzy pasmami włosów, rozświetlając przy tym fryzurę dziewczyny. W czasie wchłaniania energii patrzyła zaciekawiona na chłopaka. O czym on mówił? Taisja nigdy nie miała okazji jeść czegoś takiego jak baranina, nawet piwa nie smakowała. Przez większość życia żywiła się kroplówkami, kiedy już skończyły się wszystkie operacje, a przyszedł czas rehabilitacji to matka przyrządzała jej typowo rosyjskie potrawy, te słynęły bardziej z ryb, ewentualnie mięsa drobiowego, wołowego czy wieprzowego. Nawet, mimo wyraźnego akcentu, nie miała za wiele wspólnego z Rosjanami, przynajmniej nie w kwestii picia. Dopiero od niedawna dane jest jej smakować różnych trunków, a okazja pojawiła się jedynie na balu maskowym, gdzie piła wino. Komórek również tu nie posiadało zbyt wiele istot, więc nie mogła wkraść się do jakiejś w celu zorientowania się jakie danie blondyn ma na myśli.
    - Nie wiem jak to smakuje – wzruszyła ramionami, jednak nie przejmowała się swoim brakiem wiedzy. – Ani piwo… i wódka, z i bez popity. Więc chce – stwierdziła ostatecznie. W końcu po to spędza czas za murami Tyge, aby poznać smak prawdziwego życia. Z szerokim uśmiechem doskoczyła do jego boku. – To Girie – zaśmiała się słysząc o zaszczycie i bałaganie. – Buziaczka nie dostaniesz za tą gościnę – dodała, nadal wesołym tonem.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  30. [Po prostu jest wciągające, ciekawie odpisujesz, a u Tai niestety miałam problem z wątkami, bo zamiast kombinować to autorzy z góry uważali ją za zbyt silną i nie chcieli wątków, czy przerywali w momencie jakiegoś utrudnienia, Ty tak nie robisz i w końcu mam na kogo przelać wenę co do tej postaci! ^^ Co do poprawek w odpisie, budynki wysokie są, jednak bez wind, nawet nie działających, no i większość tych niskich jest z drewna, mało które stabilnie stoją.]

    Uśmiechnęła się szeroko słysząc pytanie.
    - Te, mam wystarczająco… chyba – zachichotała i zaczęła zastanawiać się, przeliczając ile właściwie liczy sobie lat. Od Prymarchy nie raz słyszała, że jest pełnoletnia, poza tym, mieszka sama, a w Tyge jedynie pełnoletni mają takie prawa. Nawet podczas wskakiwania na samochód, liczyła coś na palcach i szła za nim, praktycznie w ciemno.
    - Będzie z osiemnaście – odpowiedziała w końcu, wyraźnie zadowolona, gdy wchodzili do budynku. Wyglądało tu… Cóż, jej mieszkanie było wręcz sterylnie czyste, ale miała za bardzo wyrąbane, aby przejmować się tym co widziała tutaj, szczególnie, kiedy szła coś zjeść. Na „brak kultury” nie zwróciła uwagi, sama często lekceważyła te wszystkie odgórne zasady spisane przez jakieś nudne, ponure istotki. Prychnęła śmiechem słysząc o porządnych obywatelach.
    - Nie trafiliby tutaj, gdyby byli porządni, mięso armatnie, tak zawsze mówili – wzruszyła ramionami, energicznie przeskakując po kilka stopni i kołysząc się, jakby przy tym tańczyła. Sprawiało jej to ogromną przyjemność, szczególnie wymijanie pęknięć na schodach. Równie tanecznym krokiem weszła do jego mieszkania, znowu lekceważąc to, że tym razem puścił ją przodem. Od razu, zaciekawiona doskoczyła do pierwszego lepszego mebla, oglądając go uważnie. „Jak u siebie”? Uśmiechnęła się szeroko słysząc to zdanie. Rosjanka nie raz weszła do czyjegoś mieszkania od tak i skorzystała z lodówki czy rozejrzała się po prostu po pomieszczeniach, tak więc dwa razy nie musiał mówić. Ruszyła za nim do kuchni, a gdy odszedł od kuchenki, zajrzała od razu do garnka i powąchała wstawioną przez niego potrawę. Umoczyła nawet palec w sosie, wsadziła do ust i zakryła mięso. Odwróciła się do chłopaka, nadal w palcem w buzi i przyjęła kufel. Widząc jak szybko pije uśmiechnęła się pod nosem, sama jedynie wąchając trunek.
    - Ktoś tu się zgrzał – rzuciła żartobliwie z tym samym uśmieszkiem na twarzy i wzięła łyka, od razu robiąc większe oczy. – Mmm… sma-ko-we- przesylabowała, po czym tanecznym krokiem zaczęła zwiedzać specyficzne mieszkanie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  31. Weszła do pokoju obok, gdy chłopak zapytał ją o to co uważa. Co ona właściwie uważa? Zatrzymała się i zamrugała oczyma. Nikt nigdy nie pytał jej o to co ona myśli, dostawała po prostu polecenie i wykonywała je, nie patrząc na konsekwencje czy wynagrodzenie. Prawdę mówiąc, nie wiedziała co uważa, jedynie powtarzała słowa Prymarchy. Wzruszyła ramionami.
    - Nie ja, ja tylko wykonuję polecenia – odpowiedziała pochylając się nad jakimś przedmiotem i upijając kolejny łyk piwa. Zaraz wyprostowała się i obejrzała na towarzysza. W sumie, on to wypił całe od razu. Znowu przechyliła kufel i wypiła całą zawartość piwa, przez co odbiło jej się zaraz po tym. Zachichotała.
    - Ale to dziwne – znowu się zaśmiała i wróciła do kuchni odłożyć szklankę na pierwszy lepszy mebel. Po tym zaczęła oglądać meble właśnie tutaj, lekceważąc to jak ekscytuje się jej wiekiem. Znowu wzruszyła ramionami.
    - Wyglądam starzej od Ciebie – stwierdziła i obejrzała się na niego, posyłając mu szeroki uśmieszek. Otworzyła jedną z szuflad, jednak wtedy usłyszała burknięcie i odwróciła się przodem do mężczyzny, sama zakładając ręce na piersiach i patrząc na niego wymownie.
    - Miało być „jak u siebie” – tu zbliżyła się do niego – To będzie „jak u siebie” – tyknęła go w nos i w podskokach ruszyła do jeszcze innego pomieszczenia. Najwyraźniej trafiła do sypialni, gdyż było tu coś co, według niej, przypominało łóżko.
    - Łiii! – krzyknęła rzucając się na nie plecami i rozkładając ręce szeroko, z równie szerokim uśmiechem. Cóż, jej łóżko tak fajnie nie falowało.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  32. Leżała sobie wygodnie, kiedy z framudze pojawił się gospodarz. Znowu coś o uważaniu. Pomachała rękoma, spojrzała w sufit, analizowała wypowiedź. Ostatecznie dotknęła zakrzepniętej krwi na swoim nosie i usiadła w siadzie skrzyżnym na materacu. Czuła się dziwnie, nawet nie miała ochoty teraz na szerokie uśmiechy, te trzy słowa jakby wwiercały się w jej głowę. „Co Ty uważasz?”. W odpowiedzi wzruszyła jedynie ramionami. Naprawdę nie znała odpowiedzi, nawet głupiej. Słysząc kolejną wypowiedź westchnęła nieco podirytowana i padła znowu plecami na materac, nogi jednak nadal krzyżując. Co on miał z tym uważaniem?! W prawdzie stwierdzenie wizualnego wieku nie było trudne, ale samo ostatnie sformułowanie pytania nieco ją rozdrażniło.
    - Jakieś szesnaście, może trochę więcej – odpowiedziała wpatrując się w sufit, czując dziwny ucisk przy skroni. Popukała się nagle dłonią nad uchem, jakby chciała wybić coś sobie z głowy i to dosłownie. Dopiero kiedy poszedł uśmiechnęła się szeroko sama do siebie i lekceważąc uwagę o bałaganie przeturlała się energicznie po łóżku kilka razy. Zaraz do jej nosa jednak doszedł zapach jedzenia i dziewczyna podniosła się gwałtownie, by raz dwa zawitać w kuchni. Chłopak miał pecha, że wspomniał jej wcześniej o tajemniczej wódce bez popity, Tai była pamiętliwa i cały czas czekała, zarówno na baraninę jak i drugi proponowany napój. Najwyżej sama się o niego upomni, gdyby mężczyzna miał nie dotrzymać złozonej propozycji poczęstunku. Oczywiście, gdy wpadła do kuchni szybciutko znalazła się przy bulgoczącym garnku i obserwowała zachowanie dania z uśmiechem, zupełnie jakby nie mogła się doczekać poznania nowego smaku, w sumie, właśnie tak było.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  33. Po raz kolejny wzruszyła ramionami.
    - To Mortiel, tu pełno skamielin z buźką słodkich bobasków – zauważyła, uśmiechając się do niego zadziornie. W prawdzie nigdy nie wystawiała sobie opinii na temat wyglądu, jednak w tym mocno przylegającym do ciała kombinezonie rzeczywiście mogła wydawać się chudsza niż była naprawdę, jednak jeżeli taki wygląd gwarantował takie porcje jedzenia, uh, ubierałaby się tak codziennie, gdyby tylko wiedziała dlaczego dostała akurat tyle mięsa. Oblizała się i uśmiechnęła szeroko siadając od razu do pełnego talerza. Nie miała zamiaru czekać na pozwolenie, po prostu nabiła mięso na widelec i już miała posmakować dania, gdy znowu zaczął ten temat. Zastygła w bezruchu i spojrzała na chłopaka. Zmarszczyła lekko czoło, skacząc spojrzeniem z jednego oka mężczyzny na drugie. Jej ręka automatycznie opadła na stół. Czego on do licha chciał?
    - Każdy może być jak tu trafi, Ty… - tu spojrzała na talerz i przysunęła znowu widelec do ust. – Może jesteś trochę inny, ale większość tych tutaj jest tutaj tylko dla lepszej części społeczności – odpowiedziała dość wymijająco, ale zgodnie z tym co jej przekazywano w Tyge. Znowu chciała posmakować dania, gdy padło kolejne pytanie. Tym razem jednak nie spojrzała na niego, a zawiesiła wzrok w mięsie i zacisnęła trochę mocniej widelec, gdy szczeknął. Podniosła powoli spojrzenie, patrząc mu prosto w oczy. Tęczówki jej zalśniły lekko na zielono, a ona uśmiechnęła się dość specyficznie, obserwując go przez pierwsze kilkanaście sekund.
    - Nie Twoja sprawa – powiedziała nagle, zupełnie zmieniając wyraz twarzy, na ten pogodny i posłała mu uroczy uśmiech. W końcu dane jej było posmakować jedzenia, a oczy znowu się nieco rozszerzyły. Nie musiała nic mówić, zaczęła ze smakiem pałaszować mięso i widać było, że po prostu jej bardzo zasmakowało. Zaraz jednak przerwała i spojrzała na niego z wyraźnym zaciekawieniem w oczach.
    - Czemu kiepsko? – zapytała. W sumie, zwykle słyszała zupełnie inne zdania w tym temacie, szczególnie gdy chodziło o krągłości i zaintrygowało ją co może być tym razem nie tak.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  34. Po zadanym przez siebie pytaniu jadła dalej, nadal go obserwując. Uśmiechnęła się nikle słysząc imię jakim się „przedstawił”, kolejna przydatna informacja. Dane, jakie miała dostępne w swojej posiadłości na pewno uchylą jej rąbka tajemnicy o gospodarzu. Milczała, kontynuując jedzenie i nawet wypiła kolejny spory łyk piwa, gdy ten zaczął sypać pytaniami. Na nie również nie odpowiadała, po prostu wyczuwała lekką irytację w głosie i wiedziała, że Meliodas prędzej czy później powie wszystko co mu siedzi na języku. Zjadła już większą część porcji, gdy ten wyraził swoją opinię. Dopiero wtedy oparła łokieć o blat, a na dłoni położyła brodę.
    - To się w końcu zdecyduj, słodka dziewczynka, kruszynka czy nic lepszego? – tutaj ona uśmiechnęła się szeroko i posłała mu całusa, po czym nie przerywając ich kontaktu wzrokowego kontynuowała dalej posiłek, nadal z wyraźnie zadowolonym wyrazem twarzy. Niby dlaczego uważał, że interesuje ją opinia kolesia, który mieszka w Girie? Szybko opróżniła talerz i przechyliła kufel z piwem, zerując go całkowicie.
    - A gdzie ta wódka bez popity? – zapytała jak gdyby nigdy nic.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  35. Ranek, Febe stoi przed łazienkowym lustrem i poprawia fryzurę. Dziś wypada wyglądać nieco bardziej elegancko niż zwykle, dlatego odpuszcza swoją fioletową spódnicę na rzecz luźnej białej sukienki i dopasowanych białych kozaków. W włosy wkłada czarną, materiałową opaskę, aby niesforne loki nie przeszkadzały jej w… właściwie w czymkolwiek. Czerwona szminka na usta i gotowa! Bez zbędnego upiększania oczu, idzie w końcu na konferencje nauczycielską. W sumie, jest przedszkolanką, ale jako była pracownica szkoły dla nadprzyrodzonych, regularnie dostaje listy i prośby o pojawienie się na tego typu spotkaniach. Nie są one zbyt ekscytujące. Co innego spotkania towarzyskie, które odbywają się zaraz po pogadance. Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła do sypialni. Yensen spał, a mała Ines wtulała się w pierś przybranego ojca. Czuły uśmiech zawitał na twarzy Febe widząc tą uroczą scenę. Rahim nie był tak rządny czułości jak siostra, leżał niedaleko dwójki, ale i tak, fakt, że przyszedł do nich w nocy był dużym zaskoczeniem dla matki obu dzieci. Podeszła cicho do ukochanego, aby musnąć jego czoło ustami. Dobrze, że dziś był w domu i nie musiała prosić niani, aby zaopiekowała się szkrabami.
    - Ja już wychodzę – szepnęła, a okhotnik przebudził się, mrucząc coś pod nosem. Wczoraj wieczorem wrócił z zlecenia, więc musiał być padnięty. Kobieta uśmiechnęła się, pogłaskała obie główki swoich dzieci i ruszyła w stronę wyjścia. Mimo dość wczesnej godziny konferencji, nie musiała się spieszyć, mieszkała w Salree, a Uniwerytet mieścił się właśnie w tym mieście. Na miejscu pojawiła się chwilę przed 10. Miała nadzieję, że pogadanka nie potrwa dłużej niż do 14, tak jak ostatnio. Zwykle wyrabiali się właśnie do tej godziny.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  36. Dzisiejszy dzień Eizen spędzał poza Cledo i swoją kliniką. Tak się stało ponieważ Tokasaka, będąca jego przyjaciółką, poprosiła go o pomoc. Jako że ten nie raz jej pomagał, a naprawdę się o nią troszczy, zgodził się. Praca charytatywna którą zajmowała się właśnie jego przyjaciółka nie była aż taka trudna.
    Chociaż głównie towarzyszył jej gdy pomagali ludziom, dzisiaj udawali się do Girie gdzie Toka już nie raz była. Doktor widziany tu i tam pomagający z własnej woli zawsze przyciągał więcej klientów, nawet jeśli Eizen nie specjalnie chciał się rzucać w oczy. Co prawda mu akurat ciężko było wtopić się w tłum. Może przez dość staroświeckie ubranie oraz bandanę zakrywającą mu połowę twarzy.
    Jednak w drodzę do Girie zaatakowali ich mundurowi, najpierw unieruchamiając terenowy samochód którym się poruszali. Tam Eizen wraz ze swoją niewolnicą Celine oraz Tokasaką zostali rozdzieleni z dwoma pomocnikami wolontariuszki, a oni sami zbiegli w dzicz otaczającą Girie.
    Biegnąc przez mokradła, Doktor po chwili zatrzymał się. Odchylił rozcięty materiał i przyjrzał ranie na swoim lewym ramieniu. Krwawiąca rana cięta od barku po przedramię, którą otrzymał przy odpieraniu ataków w zwarciu. Nie sądził by doszło do infekcji w najbliższym czasie, nawet w tym środowisku, ale fakt że nie ma przy sobie swojej apteczki nie zadowalał go.
    - Eizen... wszystko w porządku!? - Tokasaka uniosła nieznacznie ton spoglądając na mężczyznę, stojąc nieco przed nim. Zaraz do niego podeszła i sama zaczęła przyglądać się ranie. Zaniepokojona w duchu Celine również podeszła.
    - Póki co to tylko zadrapanie. - Doktor oznajmił, puszczając materiał rozciętego płaszcza. - Bardziej mnie zastanawia dlaczego zostaliśmy zaatakowani przez żołnierzy. Bo fakt że ta trójka się na mnie tak żywo rzucił jest dla mnie jasna. - przejechał palcami prawej dłoni po rękojeści swojego tasaka który miał na plecach z ostrzem zabezpieczonym w pochwie.
    - Nie mam pojęcia. Wiem tylko że Omar i Inan pobiegli w przeciwnym kierunku... mam nadzieję że żyją...
    - Spokojnie Toka. To byli mimo wszystko żołnierze Mortiel. Nie powinni ich zabić. - Eizen położył dłoń na ramieniu fioletowowłosej, chcąc ją uspokoić. - Poza tym, dostałem kilkoma pociskami z ich broni palnej, to gumiaki. Skoro używają tego rodzaju amunicji to zależy nam na obezwładnianiu celów a nie zabijaniu.
    - Mimo wszystko dalej cię zranili ostrzami.
    - Nie wiem do końca czemu. Jeden z żołnierzy na tyłach chyba rzucił na mnie kilka razy zaklęcie usypiające, na które jestem odporny, oraz widząc że ich broń palna nie jest na mnie super skuteczna może chcieli poprzecinać mi ścięgna. - Eizen mówił. Chciał jeszcze coś dodać ale zwrócił szybko spojrzenie gdzieś na północ, gdzie doszło do eksplozji.
    - Co się dzieje...? - Celine spytała cicho, spoglądając w tym samym kierunku tak zrobiła i Toka.
    Eizen w tym momencie żałował że zabrał ze sobą swoją niewolnicę.
    - Nie wiem. Ale musimy zacząć się poruszać, możliwe że dalej za nami podążają. Biegnijmy w stronę Girie i zobaczmy co się tam dzieje. - to powiedziawszy, Doktor zaczął biec dalej a za nim jego towarzyszki. W tle było słychać kilka kolejnych eksplozji, a ostry zmysł słuchu Eizena wychwycił z oddali, bardzo ciche na takiej odległości, inne odgłosy walki.
    Po kilku minutach dostali się już w pobliże Girie. Eizen wychwycił wzrokiem opuszczony magazyn który wydawał mu się dobrym miejscem na chwilowy odpoczynek, w trakcie którego mógłby też opatrzyć jakoś swoją ranę.
    Podbiegł wraz ze swoim towarzystwem do drzwi. Będąc już przy nich przystąpił do ich otwierania.

    Eizen

    OdpowiedzUsuń
  37. Febe rozglądała się akurat za jakąś znajomą twarzą, niestety, jedyną istotą, którą mogła kojarzyć z grona pedagogicznego szkoły, która jednocześnie nadal tam pracuje, był Kuro. Wprawdzie ich relacje polepszyły się, mimo to kobieta wolała spędzić czas z kimś inny niż były. Wybawienie pojawiło się jak na zawołanie. Obejrzała się na dość niskiego blond mężczyznę, który ewidentnie zwracał do niej mówił. Posłała mu pogodny uśmiech, po czym przytaknęła głową i od razu usiadła na murku obok nieznajomego.
    - Cześć – przywitała się najpierw – Mam nadzieję, ostatnio trzymali nas prawie do piętnastej, myślałam, że pozamieniam ich wszystkich w kamień z nudy – zaśmiała się i pokręciła głową. – Zaczęli nawet ciekawie, ale koniec był, delikatnie mówiąc nużący. Byłeś? Nie bardzo kojarzę tutejsze twarze, dawno nie byłam w szkole – przyznała, nadal uśmiechając się ciepło i nie przerywając kontaktu wzrokowego. Zdążyła się już przyzwyczaić do młodo wyglądających jednostek, sama liczyła sobie dość sporo lat, więc identyfikator przy koszuli blondyna uznała za wystarczający dowód na jego odpowiedni do nauczania wiek.

    Febe
    [Ucz się ładnie ucz, Febe nigdzie nie ucieknie :D]

    OdpowiedzUsuń
  38. Rei jakiś czas temu, pod wpływem negatywnych myśli, na siłę wręcz szukała sobie jakiś zajęć. Nie chciała siedzieć w domu i rozmyślać o tym, co z nią jest nie tak, wolała zająć głowę czymś innym. Teraz, nawet kiedy w jej życiu prywatnym nieco się poukładało, nadal zostało zgłoszenie, które wysłała kilka dni wstecz. Wolontariat w Girie. Wczoraj dostała odpowiedź w tej sprawie i dziś jechała do wspomnianego miasta, aby w możliwy dla siebie sposób ułatwić, czy po prostu urozmaicić, życie dzieci z najuboższej dzielnicy dla nadprzyrodzonych. Podróż była dość żmudna, jednak ona spędziła ją z uśmiechem na ustach, subtelnym, jak zawsze. Uśmiech zniknął, kiedy została wysadzona tuż na granicy dzielnicy, a oczom ukazał się obraz rozpaczy. Nie rozumiała obiekcji do tej części mieszkańców, nie popierała nawet istnienia takiej dzielnicy, osobiście uważała, że to właśnie Girie powinno być priorytetem władzy, nie stolica, czy miasto handlowe. Troska zawitała w oczach Japonki, jednak słała wszystkim tu delikatny uśmiech. Nawet zatrzymała się przy kobiecie, która nie mogła uspokoić płaczącego dziecka. Zdjęła szybko swój płaszcz i bez chwili zastanowienia podeszła bliżej by okryć ją pół nagą dziewczynę. Obca twarz przykuła uwagę maleństwa, które przestało wylewać łzy. Rei uśmiechnęła się do dziewczynki, po czym sięgnęła do torby po swój szkicownik. Spędziła trochę czasu przy owej parce, tworząc dla dziecka rysunkową, ruchomą postać, która po prostu zaczęła zabawiać brzdąca. Zamieniła nawet z matką malucha kilka zdań, a po tym ruszyła na umówione miejsce. Dla odmiany tu czekał ją przyjemniejszy dla oczu widok. Zatrzymała się niedaleko drzewa, na którym wisiała jakaś dziewczynka i usłyszała reprymendę, najwyraźniej opiekuna, dotyczącego całowania. Zaśmiała się, gdy ten spojrzał w jej kierunku.
    - Cóż za oryginalne metody nauczania, widzę tu przyszłych łowców kobiecych serc – zażartowała, uśmiechając się delikatnie, by po tym ująć jego dłoń.
    - Rei Yamawaki, ale to już pewnie wiesz – również się przedstawiła, po czym wdzięcznie kiwnęła głową.
    - Dziękuję – podziękowała za zaproszenie, ruszając od razu do środka szkoły. Poczuła się dziwnie pewna siebie, mało kiedy spotykała osoby niższe od siebie.
    - Wiem, że pytanie zabrzmi głupio, ale… Macie tu konkretne zadania dla wolontariuszy czy to od nas zależy czym się zajmiemy?

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  39. Naprawdę nie miał pojęcia po jaką cholerę ktoś ściągnął go na to beznadziejne spotkanie. Uczył już bite sto lat, więc nie spodziewał się że ktoś jeszcze mógł go czegoś nauczyć względem prowadzenia uczniów, lekcji... Dla niego to wszystko było nudne, włącznie z młodą blondyneczką, która prowadziła całe spotkanie z szerokim uśmiechem na ustach co chwilę wskazując coś na tablicy interaktywnej. Było nudno i na razie nic nie zapowiadało się, by mogło się to zmienić. No, ale przynajmniej rozdawali przy wejściu dobrą kawę i to był ewidentny plus, gdyby nie to Kuro na pewno wyszedłby ze spotkania od razu dając się pożreć nie komu innemu, jak swojej młodziutkiej praktykantce w zaciszu jego sali. Na samą myśl o Czarnulce uśmiechnął się pod nosem, oj tak. Chyba mu brakowało tej dziewczyny, wypuścił głośniej powietrze z ust obracając głowę nieco w bok. Zdziwił się lekko na widok nowej twarzy w tym towarzystwie, rzadko widywał w gronie nauczycielskim kogoś nowego, zwłaszcza na takich spotkaniach.
    - Jesteś tu nowy?- spytał mężczyzny, jakby nigdy nic, kompletnie już ignorując Blondynkę, która zaczęła mocno coś gestykulować na przodzie salki.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  40. No w końcu! Do takich zachowań Taisja przywykła. Niechęć, agresja, irytacja, tak, to najczęściej wywoływała u innych i przy takich emocjach czuła się… najlepiej? Najbezpieczniej? Wtedy przynajmniej wiedziała jak się zachować. Wzruszyła ramionami. Skoro nie ma wódki, to nie miała po co tu siedzieć. Wszystko już dostała. Gdy zapytał o język i wydurnianie, ona po prostu zaśmiała się i wystawiła swój ozor, by pomachać mu nim i powyginać na różne strony. Znowu się zaśmiała i wstała z miejsca słysząc uwagę o znikaniu. Wzięła talerz, ułożyła na nim kufel i ruszyła do zlewu wrzucając do niego niechlujnie naczynia. Cud, że się nie potłukły. Uśmiechnęła się zadziornie.
    - Umiem tylko wydurniać – odpowiedziała na wcześniejsze pytanie i zachichotała. Bez urazy czy jakiejkolwiek skruchy ruszyła, w podskokach, w stronę drzwi. Wychyliła się jeszcze zza framugi.
    - Papa – pomachała mu i posłała kolejnego buziaka, po czym tanecznym krokiem zaczęła zeskakiwać ze schodów, udając się ku wyjściu z budynku. Kiedy w końcu wyszła na zewnątrz dorwała pierwszą lepszą istotę, jakaś kobieta przysypiająca pod murem. Ujęła jej twarz w dłonie i wyciągnęła energię życiową do tego stopnia, że po puszczeniu jej, ta bezwładnie opadła na ziemię, zapadając w śpiączkę. Tau oblizała usta i w podskokach ruszyła w głąb Girie, tam gdzie ostatnio widziała swój cel wyprawy.
    - Kici, kici miaauuu… Gdzie jesteś koteczku? – zawołała, wracając do wcześniejszego polowania.

    Taisja
    [Tu możemy zakończyć wątek, chyba, że planujesz kontynuację xD]

    OdpowiedzUsuń
  41. Zaśmiała się wesoło i poklepała mężczyznę po ramieniu.
    - Nic nie straciłeś – przyznała wesoło. – Sama byłam na tych spotkaniach, góra z trzy razy – dodała w ramach pocieszenia, widząc jego zakłopotanie. Znowu zaśmiała się i podała mu dłoń.
    - Febe, mi również miło, ale miana wyjadaczki bym sobie nie przypisała. W sumie, jakiś czas pracowałam w szkole, jednak teraz zajmuje się maluchami, mam własne przedszkole i pełne ręce roboty – pokręciła głową na wspomnienie chociażby wczorajszego dnia pracy. Prowadzenie w pojedynkę takiej placówki nie należy do łatwych obowiązków.
    - Oh, oczywiście wliczając dwie przerwy na rozprostowanie kości, gdyby nie one to zapewne cała konferencja bardziej by przypominała żłóbek podczas drzemki niż poważne spotkanie dla dorosłych – cztery ostatnie słowa powiedziała grubszym głosem, jakby parodiując jakiś wyniosły męski ton. Słysząc pytanie przytaknęła głową.
    - Od niedawna, na obrzeżach. Niestety nie dane jest mi polecić Ci jakąkolwiek knajpkę, jestem raczej z tych starych gospodyń domowych, a przy dwójce małych dzieci nie mam czasu i chęci na skakanie po restauracjach, albo po prostu tego nie lubię, wolę własną kuchnie, mówiąc skromnie – zaśmiała się ponownie. – Chociaż zawsze możemy kogoś zaczepić i zrobić rozeznanie – dodała z uśmiechem, od razu zaczynając rozglądać się za jakaś bardziej przyjazną buzią.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  42. Przytaknęła głową.
    - Przedszkole – powtórzyła z uśmiechem i zaraz znowu pokręciła głową rozbawiona. – Tak, zdecydowanie jest wesoło, szczególnie, gdy dochodzi do sprzeczek między szkrabami, które nie kontrolują w praktycznie żadnym stopniu swoich zdolności – uniosła ręce do nieba, jakby wołała o pomoc. – Wiesz, jestem tam sama, dopiero od niedawna pojawiła się kucharka na stałe, więc mogę na tą chwilę przyjmować górę ósemkę dzieci, z czego dwójka jest moja, a kolejna dwójka to ich kuzynostwo, tak więc już na starcie znałam dobrze połowę grupy, co mocno pomogło w ogarnięciu wszystkiego, ale i tak dzieciaki zapewniają mi rozrywkę na cały dzień. Uwierz, uwielbiam ich porę na drzemkę – przyznała śmiejąc się delikatnie. Jej rozmówca sprawiał wrażenie sympatycznego, Febe obdarzona została czymś w rodzaju szóstego zmysłu i bardzo często trafnie oceniała istoty bądź miała trafne przeczucia. Teraz widziała w blondynie nutkę tajemniczości, jednak zabarwioną pozytywnym podejściem do życia.
    - Pytanie! – odpowiedziała, dumnie wypinając pierś. – Z takim stażem lat na karku i spędzenia większości życia w trybie pustelnika, w lesie ciężko źle gotować – rzuciła pół żartem, pół serio.
    - Oh, dzika? Pewnie! Yensen będzie w niebo wzięty, dzieciaki też się ucieszą, Ines na pewno, uwielbia gości. Szczególnie takich co polują – poruszyła zabawnie brwiami. Tak, jej córka miała hopla na punkcie broni, kiedyś palnej, teraz przybrany tata zaraził ją równie mocno bronią białą.
    - W sumie, sam już się wprosiłeś, ale co by nie było wątpliwości. Po spotkaniu zapraszam na dzika naszej roboty! – powiedziała entuzjastycznie. Cóż za ciekawy początek dnia!

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  43. Liczba uczniów o jakiej wspomniał tak bardzo jej nie zdziwiła, jednak przedział wiekowy sprawił, że zaciekawienie zawitało na twarzy kobiety. Czyżby prowadził jakąś klasę specjalną? O ile taka w ogóle istniała w szkole Montez’a. Słysząc anegdotkę z gotowaniem zaśmiała się, oczami wyobraźni widząc reakcję jej grupki na żaby strzelające z garnka. Racja, może nie było to zbyt pedagogiczne podejście, ale i jej zachowania czasami odbiegały od normy, poza tym, nie miała w zwyczaju wystawiać komuś zbyt szybkiej oceny, czy przyszywać jakiejkolwiek łatki lub szufladkować.
    - Już słyszę krzyki moich maluchów i ich tańce na widok żab latających po całej sali – znowu się zaśmiała. Spoważniała jednak, gdy wspomniał o Girie, nie była to jednak typowa powaga, raczej pozytywne zaskoczenie. Nie wiedziała, że ktoś zajął się dokształcaniem dzieci w tym, owianym złą słabą, miejscu. Zrobiło jej się cieplej na sercu, gdy usłyszała o zajęciu Meliodas’a i blondyn automatycznie zapunktował w oczach meduzy.
    - Nawet nie wiesz jak miło słyszeć, że ktoś zainteresował się tymi dziećmi. Osobiście uważam, że zamiast zawracać nam tyłki dzisiejszą konferencją, mogli by zorganizować jakąś wysyłkę paczek do Girie. Podziwiam Cię, jesteś dla tych dzieciaków światełkiem w tunelu. Mów jeżeli czegokolwiek byś potrzebował, sama chętnie im pomogę. Chciałam nawet kiedyś zorganizować jakąś zbiórkę, ale władze skutecznie to utrudniają – przyznała, bezradnie wzruszając ramionami. Słysząc jednak o „miłości” speszyła się lekko i zarumieniła, jednak odcień jej skóry sprawiał, że tylko sprawne oko mogło zauważyć rumieńce na twarzy.
    - No mam nadzieję, że to ja ją jestem – odpowiedziała, ukrywając speszenie pod zadziornym uśmiechem. Nadal nie przywykła do tego, że ktoś taki jak okhotnik jest w niej zakochany, że po prostu jest przy niej. Słysząc o dzieciach raz jeszcze się zaśmiała.
    - Uważaj, żeby to dzieciaki Cię nie nastraszyły – szturchnęła go lekko łokciem i wstała z murka, wzdychając ciężko na widok powoli zbierających się zebranych. Nie spieszył jej się do środka, jednak sama ruszyła w stronę sali.
    - Oho, darmowa jest, ale co z tego jak to zwykle lury, nawet niemowlaka by ledwo postawiły na nogi, chodź zgarniemy od razu cały termos – rzuciła szeptem nad jego uchem i uśmiechnęła się zadziornie.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  44. [do wina? czy ja napisałam gdzieś do wina? zmusiłeś mnie do czytania moich odpisów po publikacji, najgorzej.]

    Jej dziadek by się lewą nogą przeżegnał jakby zobaczył jak ona kieliszków do wina używa. Chociaż chyba już się w grobie przewracał kiedy w ogóle je sobie sprawiła - były plastikowe.
    - Ach, dobrze, dzieci przynajmniej wyciągną jakieś praktyczne umiejętności - stwierdziła. Znając Girie to pewnie takich luksusów jak kserokopiarka nie miały wcześniej.
    Zaśmiała się na jego anty-komórkową reakcję.
    - Skoro moja nagyi, moja babunia, dała radę to ty też powinieneś - odparła, po czym po raz kolejny opróżniła kieliszek. - Właśnie, możesz sobie załatwić taki telefon dla emerytów! - zaproponowała z rozbawieniem. Co prawda nie wiedziała ile Meliodas miał lat, wyglądał jak dzieciak, ale już zauważyła, że nim nie był. Nigdy nie pytała o jego rasę, wiedziała, że jest na pewno silny i w sumie tyle. Tyle jej starczyło. - Poza tym… - Wyciągnęła swój telefon z kieszeni. Był stary, wielkości cegły, z zielono-czarny ekranem. - Tego się nie da nawet porównać do komputera. - Posiadała smartfona, ale używała go tylko w specjalnych przypadkach, głównie gdy potrzebowała którejś z jego funkcji, nie mającej nic wspólnego z telefonami. Leżał gdzieś w szufladzie z wyciągniętą baterią.

    Timmz

    OdpowiedzUsuń
  45. Zaraz po tym jak Eizen otworzył drzwi pojawił się w nich jakiś karzełek z mieczem większym od siebie, wskazując w jego stronę ostrzem. Już w momencie otwierania drzwi kierował powoli prawą dłoń ku rękojeści swojego tasaka, więc będąc już kompletnie odsłoniętym miał ramię gotowe do sparowania ataku.
    Doktor przyglądał się nieznajomemu spod tricorn'a swoimi błękitnymi oczyma, dając mu do zrozumienia że on sam nie zawaha się obronić tych z którymi przybył, gdy ten się do nich zwracał. Jak na kogoś komu spływała po lewym ramieniu krew mógł wydawać się przekonujący. Celine schowała się wówczas za Tokasaką, jedynie wychylając nieznacznie głowę by przyglądać się sytuacji. Toka natomiast widząc gotowe postawy mężczyzn, a w szczególności dość dużo agresji w postawie Eizena, postanowiła załagodzić atmosferę.
    - Przepraszam najmocniej za to wtargnięcie. Nie mamy na celu wyrządzić nikomu żadnej krzywdy. - zwróciła się do Meliodas'a, ze standardową dla niej pewnością siebie w jej delikatnym głosie. - Jestem Tokasaka Aishimade. Jestem wolontariuszką która pomaga potrzebującym. A to moi towarzysze. Ten mężczyzna to doktor Darkling, a dziewczyna za moimi plecami to jego pomocnica Celine. Doktorze, proszę, uspokój się. Nikt nie ma zamiaru nikogo skrzywdzić, prawda? - spojrzała najpierw na Eizen'a a zaraz na Meliodas'a, uśmiechając się ciepło.
    Doktor mimo swojej nieufności w stosunku do obcego, postanowił zaufać swojej przyjaciółce. Opuścił prawą rękę i wyprostował się. Dalej jednak blokując blondynowi dostęp do kobiet za sobą.
    Odchrząknął.
    - Przepraszam za swoje maniery. - odparł.

    Eizen

    OdpowiedzUsuń
  46. [Hehe, widzę, że Tai uzależnia xD Dobrze, dobrze, nawiązania do innych postaci zawsze spoko. :D]

    Spojrzała na niego z typowym dla siebie spokojnym wyrazem twarzy.
    - Och, naprawdę? No proszę, do mnie wszystkie papiery dotarły bez przeszkód – przyznała zgodnie z prawdą. Po tym wysłuchała krótkiego slangu reklamowego, bo właśnie z tym skojarzyła się dziewczynie kolejna wypowiedz blondyna. Zaśmiała się nawet delikatnie. Usiadła na kanapę i przyjęła napój.
    - Rozumiem, kiepski ze mnie łamacz serc czy szalony naukowiec, ale chętnie zaznajomię ich z pojęciami sztuki, zarówno tej plastycznej jak i muzycznej czy nawet sztuki walki brazylijskiej – zaproponowała z uśmiechem. Przyjechała tu przede wszystkim dla dzieci, takie zadania jak sprzątanie nawet nie przeszły jej przez myśl, gdy wysyłała swoje zgłoszenie. Grzecznie przytaknęła głową na informacje o jego towarzystwie.
    - Spokojnie, najwyżej schowam się gdzieś na drzewie gdybyś był za bardzo męczący, z góry mówię, że nie będziesz mnie musiał ściągać – rzuciła przywołując sytuację sprzed chwili, śmiejąc się przy tym delikatnie. Po tym pokręciła głową.
    - Noclegu nie znalazłam, a zostać niestety mogę jedynie na ten weekend, później muszę wrócić na praktyki w Phyoen – przyznała, a w głowie automatycznie pojawiła się twarz czarnowłosego nauczyciela, u którego była praktykantką, uśmiechnęła się przy tym trochę inaczej, a policzki poczerwieniały leciutko. Zraz wyrwała się z zamyślenia i szybko sięgnęła landrynkę, aby ukryć jakoś swoje rozkojarzenie. Mimowolnie zaśmiała się. Wiedziała jak mężczyzna chce zakończyć wypowiedź, ale miała dziwne wrażenie, że za powodem zmiany słów stoi jakaś ciekawa historia.
    - Dobrze, mam nadzieję, że więcej będzie ze mnie pożytku niż zmartwień – uśmiechnęła się szerzej.
    - Macie jakiś rozkład dnia, czy robicie to na co przyjdzie ochota? – zapytała jeszcze. Nie chciała rozwalać systemu, który Meliodas wprowadził w swojej szkole. Przy takim rozstrzale wiekowym dzieci utrzymanie porządku i tak na pewno nie należało do łatwych.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  47. Widząc że domniemany gospodarz tego miejsca wydał im pozwolenie na chwilowe schronienie w tym budynku, Eizen obserwując go dalej kątem oka stanął bokiem w drzwiach i przepuścił przodem Tokasakę oraz Celine. Dalej blokując linię ataku na nie. Po tym sam wszedł, rozglądając się po pomieszczeniu.
    - Herbaty. Jeśli można prosić. - Toka skinęła głową w stronę blondyna, dalej się ciepło uśmiechając, gdy zaproponowano jej napój. - Zgaduję że Celine również się skusi. - zaraz dodała, zachodząc za odrobinę wyższą od Meliodasa dziewczynę o ciemnosrebrnych włosach i położyła dłonie na jej barkach.
    - Poproszę... - ta odpowiedziała odrobinę zawstydzona, z opuszczonym spojrzeniem. Eizen w tym czasie przypatrywał się niziołkowi. Widząc że ten odkłada swój oręż, sam podszedł do przeciwnej ściany. Następnie zdjął pochwę wraz z tasakiem z pleców i podparł ją o ścianę. Gdy się z powrotem wyprostował, zwrócił się w stronę Meliodas'a który właśnie do niego podszedł. Po mniej niż sekundzie zastanowienia odwzajemnił uścisk dłoni.
    Przejechał spojrzeniem po zgromadzonych dzieciach gdy Meliodas o nich wspomniał. Mimowolnie zatrzymał spojrzenie na Tokasace która machała do dzieci. Możliwe że niektóre ją znają, w końcu bywała tu już nie raz.
    - W jaki sposób otrzymał ranę? Jak długo krwawił? Czy ją zdezynfekowałeś? - Eizen zaczął pytać blondyna, podchodząc w między czasie do Klausa. Podszedł do chłopca zupełnie tak jakby był u siebie w gabinecie. Przyklęknął przy nim i najpierw sprawdził czym opatrzono jego ranę, następnie odsłonił ją by się jej przyjrzeć. Jego ruchy były bardzo ostrożnie i wręcz minimalistycznie dotykał opatrunku, gdyż nie miał czystych rąk. Lewej ręki praktycznie nie używał ze względu na to że jest zakrwawiona.

    Eizen
    [ Mógłbyś mi opisać na jakie rasy wyglądają te dzieci? ]

    OdpowiedzUsuń
  48. Taisja od dobrych kilku dni nie dostawała zleceń. Po ostatniej wizycie w Girie i sprowadzeniu do laboratorium jednego z tamtejszych mieszkańców udała się do Prymarchy, zadając masę niewygodnych pytań. Tu urwał jej się film i nawet rozmowy z władcą nie była w stanie sobie dobrze przypomnieć. Obudziła się po prostu u siebie, w swoim kombinezonie, jak zawsze i żyła dalej, jednak z jakimś dziwnym uczuciem w środku głowy. Nadal miała nadwyżki energii, nadal nie rozróżniała co jest złe, a co dobre, ciągle irytowała ewentualnie spotkane jednostki. Ba, nawet dorobiła się niewolnika, jednak dzisiejszego dnia dała mu kilkudniowe wolne. Jak ucieknie to i tak go znajdzie. W tym właśnie momencie siedziała rozwalona na kanapie swojego apartamentu. Chociaż zwisanie głową w dół i machanie nogami ku górze ciężko nazwać siedzeniem. Nuciła coś do siebie, gdy nagle jakaś postać przeleciała przed jej oknem. Zamrugała szybko oczyma i wstała gwałtownie, po czym ruszyła do okna i przyległo do niego praktycznie całą twarzą.
    - Uuuu… - w fascynacją patrzyła na pojedynek, jednak widok z tego miejsca był mocno ograniczony. W Tyge zwykle dochodziło do cichych morderstw, mało kto pojedynkował się w powietrzu, nad głowami tutejszych mieszkańców. W prawdzie Ci byli często tak zabiegani i zajęci swoją osobą, że walkę prędzej uznaliby za projekcję filmową czy zwiastun jakiegoś filmu, niż prawdziwe wydarzenie. Rosjanka jednak nawet zwykłe popisy holograficzne lubiła widzieć w pełnej krasie, więc nie czekając długo na rozwój sytuacji zdjęła kilka małych „świetlików” uwieszonych pomiędzy pasmami włosów i podrzuciła w powietrze, przez co te uaktywniły się, od razu tworząc drogę na dach zamieszkanego przed Tai wieżowca. Dziewczyna przybrała postać promienia i zmaterializowała się przy ostatniej energetycznej bańce, lądując tym samym na dachu, tuż obok budynku, gdzie odbywały się ostatnie sceny walki. Wiedziała już, że nie jest to hologram i oglądała całe zajście z ogromnym zaciekawieniem. Była na tyle zaintrygowana i ciekawska, że zaraz stworzyła kolejną trasę przy pomocy świetlików i tym razem przeniosła się dokładnie w miejsce potyczki. Kiedy dotknęła stopami powierzchni dachu, jedyny żyjący leżał już na ziemi. Chyba próbował wyciągnąć żelastwo wbite w ciało i mruczał coś pod nosem. Rosjanka stanęła na palce, jakby chciała dojrzeć jakieś szczegóły, a kiedy i ten padł uśmiechnęła się radośnie i podskoczyła z wrażenia, klaszcząc kilka razy w dłonie. Po tym rozłożyła ręce na boki i teatralnie obkręciła się dookoła własnej osi, a jej kombinezon zmienił się w przykrótki kilet pielęgniarski, a nogi opatuliły białe, grube rajstopy. Pielęgniarka Tai ruszyła na ratunek. Sprawiała wrażenie bardzo niedoświadczonej, jednak została przeszkolona przez samego kontradmirała wojskowego, wujas Garrus nauczył ją nie tylko walki wręcz, ale i innych przydatnych do życia rzeczy, jak na przykład pierwsza pomoc. Może i nie mówił o mieczu wbitym w ciało, ale Tai skojarzyła sobie tą broń jako nóż, wielki nóż. Zatrzymała się nad poszkodowanym i zmarszczyła czoło, kucnęła przy nim, nie przejmując się zabrudzeniami od krwi.
    - Słodki bobasek? – zapytała sama siebie zdziwiona widokiem znajomej twarzy. Zamrugała szybciej oczyma, zaraz jednak wróciła na ziemię i wstała na równe nogi. Korzystając ze swoich świetlików w błyskawicznym tempie zaczęła przenosić się w różne miejsca, w mieście i znosić na dach z Meliodasem różne potrzebne przedmioty. Po tej szybkiej podróży rozłożyła przy chłopaku prześcieradło i zdjęła z niego górną część ciuchów. Zaśmiała się lekko na widok jego gołego torsu, już widziała przed oczyma jego marudną gębę, nawet złapała brodę chłopaka w dwa palce.
    - Czy Ty umiesz cokolwiek innego niż się wydurniać?! – sparodiowała jego głos, poruszając przy tym żuchwą rannego. Znowu się zaśmiała i sprawnie oczyściła okolice rany, by po tym przenieść blondyna na czyste prześcieradło. Dopiero wtedy zaczęła tamować krwawienie i bandażować miejsce, razem z mieczem, tak, aby ten został w środku.

    Tai cz.I

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie krzycz, nie krzycz, zaraz Cię naprawimy – powiedziała posyłając nieprzytomnemu pogodny uśmiech, w tym samym momencie przekształcając swoje ramię w fragment z zbroi posiadającej laser. Właśnie tym laserem ucięła części miecza znacznie odstające z ciała, tak, aby łatwiej było jej przetransportować chłopaka do tutejszej lecznicy. Nie miała zamiaru zszywać go samodzielnie. Kiedy to zrobiła złapała jego ramię i zarzuciła sobie na szyję. Dobrze, że Meliodas był niski i co za tym szło, lekki. Tai w prawdzie nie dysponowała jakaś super siłą i przeniesienie go do windy było dość problematyczne, ale dała radę. Tam w ramach odpoczynku położyła nieprzytomnego na podłodze i zbierała siły na dalszą drogę, oczywiście z uśmiechem na twarzy i nawet podrygując biodrem w rytm nuconej przez siebie melodii. Na parterze wypadła z widny niczym oparzona, zwracając tym uwagę kilku zebranych. Nie prezentowała się zbyt dobrze w tych zakrwawionych ciuchach i z nieprzytomnym gościem uwieszonym przy szyi. Widok ten sprawił, że jeden z ochroniarzy apartamentowca z którego schodzili podbiegł do dziewczyny i już zaraz to on niósł rannego, biegnąc za Tai, prowadzącą do budynku obok. Wpadli do lecznicy, bo to ona była najbliżej. Tutaj też narobili zamieszania.
      - Mam rannego! – krzyknęła ruda, wbiegając do poczekalni. Zaraz dookoła zebrali się lekarze i kilka pielęgniarek.
      - Imię, nazwisko i z jakiego jest sektora – padły pytania, a dziewczyna zmarszczyła czoło.
      - Pfy, turysta – zaśmiała się, a pytająca ją kobieta zamrugała oczyma, lekarze spojrzeli na Tai.
      - W Tyge nie leczymy turystów – usłyszała. Nie bardzo jej się to spodobało, co łatwo było zauważyć, gdyż nagle przez szybę do pomieszczenia przebiła się silna wiązka energii i trafiła w pielęgniarkę od wywiadu, ta zwęglona niczym sucharek padła na podłogę. Dziewczyna nawet nie przejęła się czy kobieta była rasy zdolnej przeżyć taki cios. Złapała pierwszego lepszego lekarza, wepchnęła nosze z znajomym do pierwszej lepszej sali i weszła tam ze swoim zakładnikiem. Zamknęła drzwi od środka, dodatkowo pieszcząc wiązką energii zamek, tak, aby ten zaspawał się samoistnie. Obejrzała się w stronę lekarza z szerokim uśmiechem na twarzy.
      - Masz pacjenta – powiedziała dość wymownym tonem, a wiązki energii zalśniły nad jej dłonią niczym małe błyskawice. Mężczyzna pokiwał tylko głową i ruszył do rannego. W tym czasie Tai pilnowała drzwi, jednak trafiła dobrze, zabrany lekarz miał zdolności w sam raz nadające się do szybkich operacji. Pozbył się fragmentu miecza i załatał blondyna w przeciągu kilkunastu minut. Kiedy skończył do lecznicy zaczęła wbijać się wezwana jednostka policyjna. Dziewczyna słysząc znajome głosy doskoczyła do rannego i sprzedała mu siarczystego policzka.
      - Wstawaj! Trzeba spadać! – trzasnęła go drugi raz i zamachnęła się jeszcze, aby wymierzyć trzecie uderzenie.

      Tai cz.II

      Usuń
  49. - Woda którą przemywałeś ranę była butelkowana? Czy kranówka? Jeśli kranówka czy była przegotowana? - Eizen zwrócił się do blondyna, dalej badając ranę dziecka jak na razie jedynie wzrokiem. Faktycznie było trochę głęboka. Niepokoiły go informacje których zapewnił mu tutejszy gospodarz. Zmarszczył brwi unosząc się z przykucu.
    - Z twojej wypowiedzi wynika że stracił dużo krwi. Potwierdza to fakt że jest nieco blady. Na szczęście jedynie nieco blady. - w trakcie wypowiedzi zdjął tricorn który położył gdzieś obok. Następnie zdjął płaszcz i rozpiął białą koszulę którą również zdjął. Odsłonił w ten sposób swój bardzo dobrze zbudowany korpus, jak i ranę ciętą na lewym ramieniu która kompletnie odsłonięta wyglądała dość paskudnie.
    - Pokaż mi proszę gdzie mogę umyć ręce. Przynieś tu apteczkę. Jeśli masz czysty alkohol to o niego również poproszę, jeśli nie to o przegotowaną wodę, ale już ostygłą. Jakiś ręcznik oraz wszystkie bandaże które możesz znaleźć. - rozpiął i wyjął jeszcze pasek który miał w spodniach, zapinając go potem najciaśniej jak umiał przy samym lewym barku.
    W między czasie Tokasaka wraz z Celine zajmowały dzieciaki które nie miały wydanych poleceń. Wolontariuszka ze względu na swój matczyny charakter dobrze radziła sobie z dziećmi, a niewolnica doktora umiała pomagać innym w ich czynnościach. Jej rozległe blizny na całym ciele mogły nieco odpychać uczniów Melioras'a, ale jej spokojny i czuły charakter dość skutecznie to negował.

    Eizen

    OdpowiedzUsuń
  50. Rei przyglądała się mężczyźnie, wyglądał jakby nad czymś rozmyślał. Nie chciała mu przeszkadzać, więc po prostu skupiła się na swoim napoju. Uwielbiała herbatę, w końcu większość życia spędziła w Japonii. Wróciła spojrzeniem do opiekuna dzieci, gdy ten odezwał się. Odłożyła spokojnie naczynie i słuchała propozycji. Nie rozproszyło jej nawet wspomnienie o jakimś obłapywaniu, chyba tylko jedna istota była w stanie speszyć ją takimi tematami. Uśmiechnęła się nawet szerzej.
    - W zupełności wystarczy mi kanapa, naprawdę, nie zajmuję wiele miejsca, a nie nastawiłam się na tym wyjeździe na pięciogwiazdkowe hotele, tak więc tym się nie przejmuj. Zmęczona zasypiam nawet przy stole – zażartowała jeszcze z tym samym uśmiechem na twarzy. Ten jednak trochę zmalał, gdy dziewczyna dojrzała zmiany w wyglądzie Meliodasa. Nie chodziło nawet o strach, raczej bardziej troskę. Ta zniknęła jednak, gdy chłopak zaczął odpowiadać i nic nie sugerowało ewentualnego pogorszenia jego samopoczucia.
    - Idealnie, sama chętnie rozruszam kości, dawno nie trenowałam, znaczy… No, przynajmniej nie jiu jitsu – zaśmiała się troszkę zakłopotana, gdyż w głowie znowu pojawiły się mało stosowne myśli na temat pewnego pana.
    - Nie wiem jak starszaki, ale dla młodszych dzieci na pewno znajdę jakieś ciekawe rozrywki, wbrew pozorom zwykłe rysowanie może być bardzo wciągające, a i śpiew potrafi dodać skrzydeł w ponure dni – dodała pogodnie, uciekając od tego co rodziło się w jej głowie. Zaśmiała się na wspomnienie rodziny. Cóż, ona nie miała z nią przyjemnych doświadczeń i awantury wywoływała sama obecność Rei, tak więc mogła uznać, że tą sztukę też miała opanowaną, mimo to nie planowała się tym chwalić.
    - Wiem coś na ten temat – przyznała jedynie, zamykając temat. Zaraz kącik jej ust uniósł się lekko.
    - Bez obaw, nie pokonałam takiej drogi, żeby na kimś się wyżyć, robienie komuś krzywdy to u mnie zdecydowana ostateczność – przyznała i zdjęła cienki sweter, który miała na sobie, została w zwykłej bokserce i jeansach z wysokim stanem, odsłaniając przy tym samym wytatuowane ręce. Dziś widniały na nich węże, przeplatające się z japońskimi symbolami i kaligraficznymi napisami, nie było ich jednak wiele, zajmowały jedynie ramiona i przedramiona kobiety, a ich natężenie malało w stronę łokcia. Położyła swoją odzież na kanapie, na niej również zostawiła zapakowaną po brzegi torebkę.
    - To co? Bierzemy się do roboty czy zostało nam coś jeszcze czasu wolnego? – zapytała, uśmiechając się ciepło do blondyna.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  51. Tai w momencie chwytu syknęła z bólu, ale zaraz po tym uśmiechnęła się szeroko.
    - Zaje… - nie zdążyła dokończyć, gdyż została odepchnięta, po czym potknęła się o jakiś stojak i dupskiem upadła na podłogę, znowu wykrzywiając twarz w grymasie bólu. Rosjanka zaczęła rozmasowywać swoje plecy i kość ogonową, olewając na jakiś czas Meliodasa czy krzyki lekarza. Wolała doprowadzić swój tyłek do stanu używalności, jakkolwiek to brzmiało. Jej uwagę przykuło dopiero truchło padające na ziemię tuż przy drzwiach.
    - U… pewnie bolało – stwierdziła, podnosząc się powoli na równe nogi. Również pojawiła się w wspomnianym odbiciu i otrzepała ciuchy. Jakby to miało pomóc uwalonemu od krwi pielęgniarskiemu fartuszkowi. Przerwała jednak swoją pielęgnację widząc ciekawe zjawisko zachodzące na ciele towarzysza. Zdążyła zrobić rozeznanie w jego temacie i wiedziała już, że jest demonem lub czymś na jego podobieństwo. Teraz tylko upewniła się w swoim przekonaniu i może nawet zaczęła jakąś ciekawszą konwersacje w tym temacie, jednak Meliodas był pierwszy. Uśmiechnęła się szeroko słysząc pytanie, otrzepała dłonie i z dziwnie spokojną miną rozejrzała po sali.
    - Nie ma sprawy bobasku – odpowiedziała, tradycyjnie z opóźnieniem i kiedy ten zaczął coś tam o trupach ona przepchnęła biurko bliżej ściany i zgrabnie wskoczyła na nie, by po tym dosięgnąć szerokiego ale krótkiego ona przy syficie. Po raz kolejny przemieniła jedną z swoich rąk w fragment jakiejś zbroi i szybkim ruchem rozbiła szybę.
    - Uroki Tyge, wszędzie mamy szkło – zaśmiała się, by po tym wejść na szeroki parapet tuż przy oknie i spojrzeć w stronę chłopaka. – Poskładał, przynajmniej zrobił coś dobrego przed śmiercią – powiedziała bez ogródek, wyciągając w jego stronę rękę i wisząc już nogami po drugiej stronie ściany. – Ruszaj się – pogoniła go. Okno nie było za duże, ale żadne z nich nie należało do szerokich goryli więc przecisną się, w prawdzie do owego wyjścia było dość wysoko, ale blondyn, gdyby chciał, mógł użyć wyciągniętej przez Tai ręki. Chociaż z tego co pamiętała, był dość skoczny.
    - Nie jęcz - posłała mu szeroki uśmiech. - Lubie kule - poruszyła zabawnie brwiami, nadal czekając aż się ruszy. Do drzwi w tym momencie zaczął dobijać się jakiś mały taran.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  52. Dla Tai chłopak mógł mieć nawet pół miliona lat, guzik ją to obchodziło, taką ksywkę przypisała mu, bo miała ochotę i to w zupełności wystarczyło, aby właśnie tak się do niego zwracać. Niski wzrost i dziecięcy wyraz twarzy zapewne pomógł w czasie tworzenia przezwiska. Widząc reakcję na wyciągniętą dłoń zachichotała i nie czekając dłużej sama wygramoliła się prosto na dach budynku. Ruszyła od razu w stronę najbezpieczniejszego miejsca w tym mieście – jej domu. Tam dosłownie nikt nie był w stanie dostać się bez obecności właścicielki. Kolejny urok Tyge. Rozpędzała się właśnie, aby przeskoczyć na sąsiedni dach budynku, jednak kiedy wyskoczyła, zauważyła jak chłopak hamuje gwałtownie. Zmarszczyła czoło, przez co zaczęła spadać w dół, jednak w porę wykorzystała świetliki, nadal rozproszone w okolicy, by znowu pojawić się przy boku towarzysza.
    - Cykasz się? – zaśmiała się i uśmiechnęła do niego szeroko. Zamiast odpowiedzi została złapana za rękę. Trochę ją to zdziwiło, zwykle to ona obłapuje innych. Patrzyła na niego wyraźnie zdezorientowana i dopiero na słowa o konieczności dotarcia na tamten budynek, potrząsnęła głową i zaraz uśmiechnęła się zadziornie. Na dachu dostrzegła sylwetkę policjanta, który prześlizgnął się przez okno, więc szybko zacisnęła mocniej palce na dłoni blondyna i pociągnęła go w odpowiednią stronę.
    - Najpierw musimy ich troszkę zmylić – rzuciła i przywarła do ściany jednego z kominów. Bez zbędnego tłumaczenia złapała drugą dłoń Meliodasa i przyciągnęła nieco do siebie. Jej oczy zalśniły na zielono i promień, tego samego koloru, przeszedł po sylwetce mężczyzny, od czubka głowy, aż do stóp, tak jak Tai pokierowała spojrzenie. Wtedy puściła jego jedną rękę. Świetliki już zaczęły rozstawiać się po niebie, a Rosjanka stworzyła tuż obok towarzysza, jego hologram i swój, po czym puściła te postaci przodem.
    - Zajmą ich trochę skakaniem po dachach – oznajmiła z szerokim uśmiechem, po czym wskazała mu kierunek, odwrotny do biegu ich klonów.
    - Tam Cię znalazłam – wskazała konkretny budynek. Nawet powiewał na nim kawałek prześcieradła, użyty przez dziewczynę. Wieżowiec był dość blisko.
    - Góra spalona, główne wejście spalone… - popukała się po brodzie. Nie mogli teraz wyskoczyć w powietrze i wspiąć się na dach celu, policja by ich dostrzegła. Kilku funkcjonariuszy przebiegło właśnie obok nich, ruszając w pogoń za hologramami. Nie mogli też wejść głównym wejściem, gdyż zostaną rozpoznani, szczególnie ona, po tym epickim wyjściu z widny. Ona mogła skorzystać z light way, ale nie umiała transportować innych w ten sposób.
    - Albo czekamy aż pójdą, albo znajdź sposób jak się tam dostać, nie górą i nie dołem – wskazała głową na funkcjonariuszy, którzy podali położenie uciekinierów, a sami zaczęli przeszukiwać dach, na którym się znaleźli. Dwójka musiała jakoś niezauważalnie przedostać się na sąsiedni wieżowiec.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  53. [BO NIE NAPISAŁAM. może i mnie Węgierka w tym semestrze uwaliła, ale żeby wódkę pić w kieliszkach do wina? pure evil! Żart jest o tyle śmieszny, że oni mają pierdolca na punkcie wina, ostatnio w podręczniku od węgierskiego mieliśmy tekst o tym jak się je robi.]

    Wybuchnęła głośnym śmiechem. Ładowarki, kabelki, guziki… dobrze że przynajmniej taką terminologię miał opanowaną. Chyba.
    - Normalnie by cię te pytania kosztowały dwa piwa wykreślone z długu, ale dzisiaj w promocji odpowiem za jedno. Boś wódkę stawiał - odparła, podnosząc się z kanapy. W głowie jej się lekko zakręciło, z powodu alkoholu w jej organizmie. Dopóki nie wstała to nieszczególnie czuła jego skutki, ale teraz musiała sobie dać kilka sekund na utrzymanie równowagi. Chodzenie jeszcze jej trudności nie sprawiało, ale też nie musiała daleko iść. Oprócz śmieci i ubrań na podłodze stało też kilkanaście plastikowych pudeł, głównie rozstawionych pod ścianą. Kiedyś składowała to w sypialni, ale zawsze jakieś przynosiła tutaj, a potem jej się nie chciało zanosić z powrotem. Wzięła jedno z pudeł, na którym czarnym markerem było napisane mobilok.
    Nie wróciła na kanapę, a zrobiła przy niej nogą trochę miejsca na podłodze i na niej się rozłożyła. Tak będzie łatwiej. Dolała sobie cały kieliszek, już na zapas. Nie była jeszcze w takim stanie by wypijać wszystko na raz. Teraz rzeczywiście piła to bardziej jak wino.
    Otworzyła pudło, które okazało się być wypełnione starymi telefonami komórkowymi różnej generacji, kablami, małymi płytami głównymi, bateriami oraz innymi częściami.
    - Zanim ten list dojdzie to baraniny już nie będzie - odparła, wyciągając poszczególne telefony, które jeszcze były w całości. - Nie wiedziałam, że tu w ogóle jest jakaś poczta - dodała. - Gdzieś ty się uchował, że kuchenką gazową się chwalisz? Jakbyś indukcyjną się potrafił posługiwać, to był by wyczyn.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  54. Spojrzała na niego zagadkowo. Improwizacja? Cóż, te zwykle wychodziły dziewczynie tak, że sprawa stawała się jeszcze głośniejsza, więc stwierdziła, że teraz pozwoli działać chłopakowi. Na szczęście nie musiała długo czekać, gdy ten doskoczył do zbliżającej się dwójki. Na skręcenie karku zareagowała niezwykle szerokim uśmiechem. Zacmokała jeszcze, grożąc palcem podciętemu funkcjonariuszowi, który mimo wszystko starał się w jakiś tajemniczy sposób przyciągnąć swoją broń.
    - Brzydko, brzydko – pochyliła się nad jego twarzą. Zaraz jednak w jej stronę poleciało truchło, a ona odskoczyła w bok, by ciało padło znowu na dach.
    - Fee, po co mi on? – skrzywiła się lekko i jeszcze kopnęła zwłoki pod żebrami, nic to nie dało, ale Tai zaśmiała się, czując przy tym niesamowitą przyjemność. Po tym z zaciekawieniem przyglądała się poczynaniom towarzysza, a na wieść o przebierankach poszerzyła znacznie uśmiech. Trzepnęła się dłonią w czoło.
    - No jassssne! Trzeba było tak od razu – podskoczyła radośnie i obróciła się dookoła własnej osi, a jej lekarski fartuszek zaczął przemieniać się w strój policyjny, dokładnie taki sam jak mężczyzna miał na sobie, jednak pasujący na dziewczynę idealnie. Tai odtańczyła jakiś taniec, rzucając kilka razy biodrami, to na prawo, to na lewo i posłała kolejny szeroki uśmiech Meliodasowi.
    - Zmienię ich trasę, jak pobiegniemy w przeciwną stronę to będzie to podejrzane – zauważyła jeszcze, po czym przekierowała świetliki tak, aby hologramy przebiegły przez fragment dachu budynku, na który musieli się dostać. Plan był dobry, tym bardziej, że na owym dachu leżało co najmniej jedno rozpłatane ciało i dwójka mogła udać, że zostanie na nim w celu zbadania śladów, kiedy prawdziwi funkcjonariusze pobiegną dalej w pogoń. Zanim zorientują się, że zostali zrobieni w jajo oni zapewne zdążą załatwić swoje sprawy. Przynajmniej tak widziała to dziewczyna. Podzieliła się skrótowym opisem pomysłu z bobaskiem, a wtedy ich klony wskoczyły na sąsiedni dach, co pozwoliło im ruszyć w udawaną pogoń.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  55. Tym razem dziewczyna zachowała na twarzy powagę. Policjant zachowujący się tak, jak ona miała w zwyczaju zaraz zwróciłby czyjąś uwagę. W prawdzie Tai miała mocne plecy i prawdopodobnie najwyżej zapłaciłaby grzywnę za wyrządzone szkody, ale jakoś nie specjalnie chciało jej się przechodzić te wszystkie cyrki z wyjaśnianiem sytuacji.
    Zatrzymała się bezpośrednio przy ciele martwego mężczyzny i nachyliła głowę, tuż nad wnętrznościami, oglądając je zaciekawiona. W głowie pojawiła się nawet dziwna myśl… Ciekawe jak bardzo ona różniła się od środka, od typowej jednostki. Z zamyślenia wyrwały ją słowa Meliodasa. Spojrzała za nim, a po tym znowu na ciało. Spalić? Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Rosjanki i uradowana przetarła ręce. Już zaraz potraktowała truchło silną wiązką energii, a to zwęgliło się na zawołanie. Bez zbędnych ceregieli, w podskokach ruszyła w stronę blondyna i jego miecza.
    - Ouu, bobasek ma swoją zabaweczkę – zauważyła, szczerząc się do niego. Zaraz jednak szybko odwróciła głowę… Trasa, nie wyznaczyła dalszej drogi, i hologramy zaczęły zanikać.
    - Upsii, trzeba znikać – zakomunikowała i tym razem to ona złapała jego rękę. – Trzymaj ten swój widelec i cicho – rzuciła komendę, po czym ruszyła w stronę swojego mieszkania. Po drodze przemieniła strój policyjny, na swój tradycyjny kombinezon i poradziła towarzyszowi, by również pozbył się ciuchów funkcjonariusza. Do wnętrza wieżowca dostali się przez dach, musieli zbiec jeszcze kilka pięter w dół, aż trafili na jej korytarz. Tai dopiero wtedy puściła dłoń chłopaka i pewnym, lecz spokojnym krokiem zbliżyła się do jednych z drzwi. Zza ściany wysunęła się mała fotokomórka i przyległa do oka dziewczyny. Przeskanowała je, a zamek dopiero po chwili przeskoczył. Weszła do środka, wciągając również swojego gości i szybko zamknęła drzwi, opierając się o nie plecami i na chwile przymykając oczy. Westchnęła ciężko, po czym podniosła powieki i uśmiechnęła się szeroko.
    - Ale jazda! – zakomunikowała entuzjastycznie i ujęła twarz blondyna w obie dłonie, zgniatając nieco jego policzki. Trwało to jednak może z sekundę, gdyż nagle puściła go i ruszyła w stronę kuchni, nalać sobie szklankę wody.
    - Jak chcesz coś mocniejszego to jest w lodówce – spojrzała na niego znad szklanki i uśmieszniła się zadziornie.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  56. Niklaus dawno już nie przesiadywał w tym hangarze. To właśnie tutaj, zaraz przy jednym w portów w Salree zajmował się przyjmowaniem zleceń. Ostatnio w jego życiu sporo się wydarzyło i po prostu nie chciał ryzykować, narażać istotnej dla niego osoby. Teraz jednak, kiedy relacja z Akane wracała na coraz to lepsze tory, on uznał, że pora wrócić do zadania, zleconego mu przez ojca Varony. Musiał dorwać skurwiela, który odpowiadał za śmierć dziewczyny, a ciemne interesy były ku temu najlepszą okazją. Kiedy usłyszał o tajemniczej okazji, nie zastanawiał się długo. W jego miejscówce zawitał wczoraj dziwny mężczyzna, wysłannik „szefa”, bo tak zwracał się ten o swoim pracodawcy.
    - Szef mnie przysyła, ma dla Ciebie propozycję… - od tego właśnie się zaczęło. Czyżby w końcu miał wykonać zlecenia dla kogoś bardziej istotnego. Miał taką cichą nadzieję. Zanim jednak wybrał się na misję zabicia jakiegoś właściciela upadłego już baru, rozeznał się nieco w sprawie owego „szefa”. Jedyne jednak co udało mu się dowiedzieć, to, że warto na niego uważać. Blondyn taki miał też zamiar. Kierował się właśnie w stronę portu, gdzie popularne były typowe mordownie. To właśnie tam, w murach zdemolowanego lokalu miał ukrywać się jego cel. Nik należał do narwańców, nie planował swoich działań, pracował spontanicznie, nie zawracając sobie głowy pierdołami. Nie miał zamiaru zaskakiwać swojej ofiary, to tylko odbierało przyjemność z pojedynku. Wszedł więc bezceremonialnie do zrujnowanego baru, nie musiał nawet korzystać z drzwi, gdyż dziura w ścianie skutecznie minimalizowała ich przydatność. Zatrzymał się jednak gwałtownie, widząc jakiegoś blond dzieciaka.
    - Zjeżdżaj mały, może się tu zaraz zrobić nieprzyjemnie – rzucił swoim obojętnym tonem, lustrując go równie obojętnym spojrzeniem.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  57. [ale Węgry niestety mają też inną kulturę. dużo kultury. dużo trzeba mieć o niej wiedzy, jak chce się zdać.]

    W końcu znalazła to czego szukała, ale już czuła, że jest rozładowany. Nie miała się czemu dziwić, tak właściwie. Nie używała tych telefonów zbyt często, składowała je jedynie. W końcu mogły się do czegoś przydać.
    Znowu parsknęła śmiechem.
    - Ty mi nic w żadne szparki nie wsuwaj! - Pogroziła mu palcem rozbawiona.
    Sprawdziła telefon, ten miał wejście micro usb, gdzieś się walała ładowarka. Sięgnęła po kabel, by go podłączyć. Niewielki prostokątny ekran zalśnił na pomarańczowo, potem pojawił się czarny symbol baterii. Sam telefon był całkiem spory, większość zajmowała klawiatura z ogromnymi przyciskami z cyframi.
    Wzięła łyka wódki. To będzie ciężki wieczór.
    - Telefon. - Uniosła urządzenie do góry. - Ten jest dla starych dziadków. Służy tylko do dzwonienia. Jak stacjonarny kiedyś. Nieważne. Klikasz w przyciski, na ekranie pojawia się to kliknąłeś. - Zaprezentowała. - Huh, dawno tego nie robiłam. - Od kiedy żyła w Mortiel nie czuła potrzeby ukrywania swoich zdolności, więc mogła wpisywać rzeczy “siłą umysłu”. Oszczędzało jej na czasie. - Działa na baterię, która się zużywa. Dlatego trzeba podłączać do prądu przez ładowarkę. - Pomachała kabelkiem. - Telefon ci powie kiedy będzie potrzeba. - Zatrzymała się, by znowu się napić.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  58. Wujku? Co jest kurwa?! Blondyn zmarszczył czoło i szarpnął rękaw, by dzieciak puścił go.
    - Czy ja Ci kurwa wyglądam na kogoś kogo to interesuje? – uniósł brew ku górze. Chłopak zachowaniem przypominał mu pewną bezdomną rodzinę, której kiedyś pomagał, jednak Niklaus nie cierpiał na sentymenty, więc gówniarz wydał mu się po prostu zbędny w tym miejscu. Nikogo nie ma, tak? Pewna myśl zakręciła się w głowie blondyna. „Szef” jest cwany, co jeżeli dzieciak jest podstawiony? Przyjrzał mu się nieco dokładniej, po czym gotowy na wszelkie zaskoczenia wyminął go po prostu i ruszył przeszukać budynek. Nie zdążył jednak wejść za daleko, gdyż nagle rozległ się ogromny hałas, a ruina, jak na pstryknięcie palca zamieniła się w dwupiętrowy, okuty jakimś metalem, z każdej strony, budynek. Blondyn znowu zmarszczył czoło i spojrzał podejrzanie na jedyną żyjącą tu jednostkę. Odskoczył kawałek, stając przodem do przeciwnika. Czyżby iluzja? Już nie raz złapał się w tego typu pułapki, zawsze w nich wychodził, co nie zawsze kończyło się ciekawie.
    - Kim Ty kurwa jesteś? – mruknął wyraźnie niezadowolony w stronę dziecka. Zaraz jednak obaj usłyszeli coś, a’la stukot mikrofonu w głośniku, jakieś chrząknięcie, drugie.
    - Jak miło panowie, że tutaj jesteście – rozbrzmiał tajemniczy, męski głos. Wszędzie brzmiał tak samo, Nik nawet zaczął rozglądać się za źródłem dźwięku, jednak tego tu po prostu nie było.

    Niklaus
    [Daję wolną rękę, spontan to spontan, zobaczymy jak to będziesz kontynuował :D]

    OdpowiedzUsuń
  59. Blondyn zawiesił wzrok na dzieciaku, gdy ten odezwał się, tym razem zupełnie innym tonem. Czyli jednak grał. Na pytanie kącik jego ust drgnął, a on raz jeszcze rozejrzał się po otoczeniu.
    - Jak już to z jakimiś fajnymi dziewczynami, ani Ty, ani ten cyber ktoś nie rajcuje mnie do tego stopnia – zauważył, wracając do chłopaka obojętnym spojrzeniem. Zaraz jednak głos rozbrzmiał znowu. Nagroda? Miał dość.
    - Przywlokłem się tu w konkretnym celu, a zamiast tego mam zostać jakimś pierdolonym gladiatorem? No chyba, kurwa, nie – zwrócił się bardziej w stronę głosu niż to kolesia obok siebie. Słysząc o „tym czego zapragnie” prychnął śmiechem.
    - Dobra kmiocie, skoro już zostaliśmy rodziną – tu uśmiechnął się do niego zadziornie. – To co powiesz na sklepanie komuś ryja? Bo ja mam jakąś taką zajebiście wielką chęć dorwania frajera, który mnie w to wkręcił – ostatnie zdanie znowu skierował w stronę głosu, poniósł też nieco ton, aby mówca na pewno go usłyszał.
    - Ja mu kurwa dam nagrodę – przetarł dłonie z specyficznym uśmiechem na twarzy.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  60. [Niklaus egzystuje na Ziemi od czasów prehistorycznych, więc niestety, jednak jest starszym wujaszkiem. xD]

    Blondyn spojrzał na miecz chłopaka i już wiedział, że wcale nie ma do czynienia z dzieckiem. Mortiel, och Mortiel, co za mylna kraina. Prychnął lekko śmiechem.
    - Chyba jednak wkręciło Ci się to myszkowanie z kotkami – zauważył z zadziornym uśmiechem. – Ale plan dobry – dodał i rozejrzał się raz jeszcze. W razie jakiejkolwiek potyczki dane mu będzie korzystać jedynie z swojej przemiany i piasku z własnego ciała. Nie spodziewał się pyłów w tej metalowej klatce. No, zostaje jeszcze czas i nadprzyrodzona siła, więc w sumienie jest tak źle. Wyrwał się z zamyślenia słysząc coś o wieku.
    - Nie wiem ile sobie liczysz, ale dla mnie i tak jesteś gzubem – przyznał pewnym tonem, tak, mało kiedy miał okazję poznać kogoś starszego od siebie, więc bez sprzeciwu ruszył przodem. Nadal jednak obserwował blondyna. Cholera wie, czy mimo wszystko nie jest podstawiony i czy ta cała szopka nie jest z góry ustawiona. Dwie pierwsze kondygnacje schodów poszły całkiem sprawnie, jednak podróż zapowiadała się dłuższa, a na ich doradzę do tej pory nie pojawiła się nawet jedna drobna przeszkoda.
    - Dobra, to jak już tak mamy zapieprzać na tą wieżę księżniczki, to chociaż ustalmy, siostrzeniec czy bratanek? – uniósł kącik ust, zerkając w stronę towarzysza, gdy nagle z góry, piętro wyżej, poleciała w jego stronę długa dzida.
    - Co jest?! Miało być jeden na jeden! – wydarł się sprawca, widząc towarzystwo Niklausa. Najwyraźniej tylko jeden z nich miał wejść na te schody. Dzida, która trafiła blondyna trwała chwilę w jego ciele, jednak nagle poruszyła się i po prostu padła na ziemię, zostawiając po sobie ślad sypiącego się piasku z ramienia Niklausa. Chłopak spojrzał w górę z obojętnością na twarzy.
    - Chaetujemy – jego kącik ust drgnął znowu, a on zatrzymał czas, po czym ruszył się do przeciwnika, a gdy czas ruszył na nowo, ten stał już przy boku nieznajomego. Jednym ruchem ręki sprawił, że koleś wypadł zza balustrady, prosto pod nogi Meliodasa. Demonowi mogło wydawać się, że doszło tu do teleportacji, w końcu i dla niego czas się zatrzymał.
    - C-co?! J-jak?! – dało się słyszeć jęk leżącego. Oczywiście, był nadnaturalny i przeżył upadek. Blondyn oparł się o balustradę, patrząc na dwójkę z góry, zaciekawiony, co w tym momencie zrobi ten dzieciak.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  61. [Patrz, taki mam dziś młyn u Niklausa, że nawet tego nie zauważyłam. Kurcze, a bym sobie pośmieszkowała! xD (pisze jakby sama nie robiła ortów, hy hy)]

    Opierał balustradę, nadal zaciekawiony, a gdy przyszło mu oglądać widowiskowe ucięcie głowy zaśmiał się pod nosem.
    - Ho, ho, ho, widzę, że czeka nas dobra zabawa – przyznał, wyraźnie zadowolony. Na takie imprezy to on może chodzić! Czyżby w końcu trafił mu się towarzysz godny zastąpienia jednego z przyjaciół z poprzedniego życia? Ucięte kończyły były same w sobie twierdzącą odpowiedzią. Humor blondynowi od razu się poprawił, już nawet nie był taki ponury. Zaśmiał się gdy chłopak doskoczył do jego boku i ruszył zaraz za nim. Przy kolejnym przeciwniku Niklaus odniósł wrażenie, że ta cała pułapka to jakaś gra, a każdy przeciwnik jest coraz wyższy rangą. Tym razem ich drogę zaszedł niezwykle elastyczny zmiennokształtny i gdy Meliodas stanął z nim twarzą w twarz mógł poczuć się jak przed lustrem. Tak, przeciwnik przybrał jego postać. Zaraz za blondynem jednak pojawił się Niklaus i to nieco zmyliło rywala.
    - Chyba wszystkich będziemy zaskakiwać tym duetem, przy kolejnym trzeba to wykorzystać – zauważył.
    - O ile będzie kolejny – syknął przeciwnik i złapał w dłonie dwa długie sztylety.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  62. Westchnęła ciężko, wzięła kolejnego łyka. Będzie musiała się teraz zmierzyć z rzeczą najgorszą z możliwych.
    - Melke, takich rzeczy się nie robi. Nawet wrogom. Jak możesz mnie zmuszać do spros… ototowania świńskiego żartu? - Opróżniła kieliszek. - Powiedziałam, że nic nie wkładać. Żart był śmieszny, bo ja się na rozpustnicę nadaję jak pies na słoninę. Ale już nie jest śmieszny. Przez ciebie. A byłam z niego bardzo dumna. - W jej głosie zaistniały lekki nuty urazu. Co jak co, ale Timmy swoje żarty ceniła, i jak ich ktoś nie rozumiał to był cios w samo jej pełne ciepła i miłości serduszko.
    Wlała resztkę wódki do swojego kieliszka. Pierwsza butelka poszła. Przy drugiej pewnie padnie.
    - No, tak, jak budka telefononiczna. Tyle że w domu. - Pokiwała głową, z miną znawcy. - No, masz listę. W telefonie. Tylko musisz sobie te numery tam wpisać, i je nazwać. - Nie była pewna, czy dodawać fragment nazywaniu kontaktów, ale wolała już to zrobić na wszelki wypadek. Jego pytania coraz bardziej ją fascynowały. - Bez ładowania, to bateria zdechnie i się wyłączy wszystko. No i widzisz jej poziom… - Chciała wyciągnąć ładowarkę, by pokazać inny obrazek baterii, ale nagle sam się zmienił na tą z wykrzyknikiem jakby przestał się ładować. - O tak. - Chciała już mu pokazać, kiedy nagle zorientowała się, że nie ma światła. Prąd padł.
    Komputery nadal szumiały, jako że były podłączone do zasilaczy awaryjnych, które jeszcze je podtrzymywały dopóki agregat się nie włączył. Ale światła i tak nie będzie. Ani ładowarki. Prąd zapasowy był tylko dla komputerów i lodówki.
    - No to chuj - westchnęła.

    Timmz

    OdpowiedzUsuń
  63. [Haha, chwal się dowoli, nawet jak u mnie jakieś znajdziesz! :D]

    Nik na widok klona prychnął śmiechem.
    - Oryginalnie widzę – stwierdził jedynie i oparł się o jedną z pobliskich ścian, dając tym samym wolną rękę towarzyszowi. Chętnie popatrzy jak posługuje się mieczem, tym bardziej, że jego zdolności nie prezentowały się zbyt epicko w walce białą bronią. Załatwił by sprawę w przeciągu minuty, a wolał się pobawić. Kiwnął jeszcze twierdząco głową i mruknął pod nosem zrezygnowany.
    - Jaka szkoda, a ja już zacząłem się nawet dobrze bawić – dodał z kpiącym uśmieszkiem na twarzy, patrząc na przeciwnika. Ten wyraźnie zirytował się postawą obu mężczyzn i ruszył na pierwszego z nich. Kącik ust podnosił się coraz bardziej na widok, zarówno gry aktorskiej jak i samej walki blondyna, mieli podobne metody, ta kpina i irytowanie przeciwnika. Tamten jednak głównie posługiwał się mieczem, przynajmniej to zdążył stwierdził Niklaus do tej pory. Odepchnął się od ściany, widząc czarne znaki na skórze „dzieciaka”, zmniejszając jednocześnie dystans między sobą, a walczącymi. Już zaraz pod jego stopy trafił zmiennokształtny, a on od razu przygniótł go do ziemi nogą. Pod wpływem silnego nacisku ofiara zaczęła kaszleć i zmieniła wygląd, prawdopodobnie na swój pierwotny.
    - Tak lepiej – Nik uśmiechnął się szeroko i popukał palcem po brodzie. Zastanawiał się co wybrać. Uznał, że zabawy z sercem zostawi na następnego przeciwnika. W ramach drobnego przedstawienia rozłożył lekko ręce na boki, jego skóra na dłoniach zaczęła zanikać, zastąpił ją piasek. Ten rozsypał się i dwoma pasmami skierował w stronę głowy mężczyzny, formując dookoła niego kulę.
    - Dobrej nocy – pożegnał go blondyn serdecznym głosem, a kula zamknęła się szczelnie, zaczynając dusić przeciwnika. Chłopak zdjął nawet stopę z zmiennokształtnego, a ten zaczął drżeć w konwulsjach, próbując łapać oddech i uwolnić się z piaskowej pułapki. Nik uśmiechnął się do towarzysza.
    - Moja kolej, skorzystaj z tego, że spodziewa się jednego z nas – polecił i ruszył w stronę dłoni, zostawiając telepiące się ciało same sobie. Nadal nie miał dłoni, gdyż zmaterializować je mógł dopiero po odzyskaniu piasku z pułapki, jednak nie przeszkadzało mu to w dalszej podróży. Sprawnie zaczął przeskakiwać po kilka stopni nie mogąc się doczekać kolejnego przeciwnika.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  64. Tai zachichotała widząc emocje na twarzy Meliodasa. No tak, jego ruina nie miała porównania do mieszkania, w którym teraz przebywali. Pochodzi z dwóch skrajnych miast. Odłożyła szklankę i zerknęła na swoją kuchenkę, gdy o niej wspomniał.
    - Płyta indukcyjna, tak to ona – uśmiechnęła się kącikiem ust. Czyżby jej wyszczekany kolega czuł się nieco speszony?
    - W Girie i tak by Ci taką zaraz wynieśli i wymienili na jakieś gówna – wzruszyła ramionami nie wzruszona. Zawsze przedstawiano jej to biedne miasto jako zbiorowisko złodziei, kurw, ćpunów i morderców, no i ich dzieci, jednak nawet tych maluchów nie było jej szkoda, nie odczuwała takich emocji jak współczucie. Ruszyła w stronę salonu. Jej mieszkanie wyróżniało nie tylko nowoczesne wyposażenie, ale również brak konkretnego podziału pomieszczeń, drzwi prowadziły jedynie do wyjścia lub do łazienki, cała reszta była jednym wielkim pomieszczeniem podzielonym na segmenty, rozdzielone łukami.
    - Siadaj sobie, jak będziesz grzeczny to nic Ci się nie stanie – obejrzała się na chłopaka z zadziornym uśmieszkiem. Kiedy kierowała się w głąb domu, jej kombinezon zaczął powoli znikać, odsłoniły się nagie nogi, szyja, ramiona i już zaraz szła w samym ręczniku i rozpuszczonych włosach w stronę łazienki.
    - Idę się ogarnąć. Nie kombinuj – tu zatrzymała się i znowu na niego spojrzała, dotykając palcami jednej dłoni swoich skroni. – Mam wszystko pod kontrolą – uśmiechnęła się szeroko i zniknęła za mleczno szklanymi drzwiami toalety. Nie kłamała, jako technopatka samodzielnie kontrolowała swoje mieszkanie, dodatkowo wyposażyła je w własnej roboty drobne wynalazki, więc kontrola nie była tak uciążliwa jak przez pierwsze tygodnie na nowych włościach.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  65. [„Cycki nieco za małe” matkie boskie. xD Co on musi mieć za wymogi hehe. Biedna Rei, ona tam prawie nic nie ma. Poczuła się dotknięta tym komentarzem. xD]

    Kiedy tylko weszła do łazienki, a drzwi zamknęły się za nią, od razu zrzuciła ręcznik i z znacznie mniej pogodnym, czy zadziornym wyrazem twarzy ruszyła w stronę prysznica. Jak ognia unikała też spojrzenia w odbicie lustrzane. Paskudny ból rozsadzał jej czaszkę od środka, a ona nie mogła pozbyć się tego cholernego uczucia swędzenia w okolicy karku. Puściła wodę, aby zagłuszyć ewentualne odgłosy zza drzwi. W głowie ciągle miała myśl, że ktoś jest u niej w mieszkaniu. Nawet do obecności Glen’a nie była jeszcze przyzwyczajona. Związała sprawnym ruchem swoje długie włosy w wysoki koczek i weszła pod strumień wody. Zacisnęła mocno zęby, po czym ułożyła palce na karku, starając się wymacać tajemniczy, mały podskórny implant w okolicach kręgosłupa szyjnego. Znalazła go po starych rozdrapaniach na plecach, śladach, które zostawiła po pierwszej nieświadomej próbie wyjęcia dziwnego urządzenia. W głowie zaczęły pojawiać się myśli o tym dlaczego właściwie pomogła blondynowi, jednak nie zdążyła nic sensownego wymyślić, gdyż razem z myślami wrócił znowu ten ból, ból doprowadzający wręcz do szaleństwa i Tai znowu zaczęła rozdrapywać plecy, starając się być jednocześnie jak najciszej. Wojna z samą sobą trochę jej zajęła, na parku znowu pojawiły się świeże, krwiste zadrapania, urządzenie nadal zostawało pod skórą, a ona wyszła z łazienki jeszcze bardziej zmęczona niż do niej weszła. Nie myślała o niczym, co najwyżej o głupotach. Mimo to, dosłownie na sekundę zechciała, aby Glen wszedł do mieszkania jak gdyby nigdy nic i zagrał jej coś na tej dziwnej gitarze, coś spokojnego. Znowu poczuła nieprzyjemny impuls i oparła się lekko zakrwawioną dłonią o ścianę. Wtedy kątem oka dojrzała śpiącego Meliodasa, uniosła głowę przyglądając mu się chwilkę. Tak, spał. Oderwała dłoń od ściany i powoli ruszyła w jego stronę, nadal odziana w ręcznik. Po drodze złapała materiał imitujący koc i po prostu okryła swojego gościa. Koc ten utrzymywał stałą temperaturę ciała śpiącego, tak, aby nie było mu ani za zimno, ani za ciepło. Miecz wolała zostawić, cholera wie co go napadnie gdy dotknie tej zabaweczki. Zamyślona usiadła kawałek dalej na kanapie i zawiesiła spojrzenie w tylko sobie znanym punkcie, nagle jednak usłyszała pukanie do drzwi i jak gdyby nigdy nic na jej twarzy pojawił się ten specyficzny, szeroki uśmiech. Doskonale wiedziała, że za drzwiami czeka policja.
    - Już idęęęę! – zachichotała i ruszyła w swoim niecodziennym stroju w stronę wejścia.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  66. Złapała jeszcze swoją torbę pod pachę i ruszyła za Meliodasem. Podczas przedstawiania na twarzy dziewczyny gościł subtelny uśmiech. Przy każdym dziecięcym imieniu lekko kiwała głową w stronę przedstawianej istoty i uśmiechała się nieco szerzej. Przy ostatniej dwójce nawet lekko się zaśmiała.
    - Tak, znam, jednak całą resztę równie miło mi poznać – przyznała, posyłając wszystkim ciepły uśmiech.
    - Och, Meliodasie, lepiej uważaj żebym to ja Ci tych dzieci nie rozpsuła – zaśmiała się delikatnie patrząc na niego, po czym wróciła spojrzeniem do dzieci. Na pytanie o pomoc czy samodzielne działanie nie zdążyła nawet odpowiedzieć, gdyż zaraz zasypano ją morzem pytań, co wywołało szerszy uśmiech na twarzy Japonki.
    - Podobają Ci się? – zapytała pierwszego chłopca i zaraz pokręciła głową. – Nie bolało, nie są prawdziwe, jak zechcesz to zrobię Ci podobne – zaproponowała od razu, po czym zmierzwiła włosy 7-latka. – No i chętnie usłyszę co się stało z tym Twoim kolczykiem, że już go nie ma – przyznała jeszcze i zaraz zwróciła głowę w stronę krzyczącej dziewczynki.
    - Taki? – zapytała upewniając się, że właśnie ten znak ma na myśli Ana. – Nie ma problemu, ale mam świetny pomysł, sama taki znak narysujesz, a ja będę Ci podpowiadać co i jak – tu też rzuciła propozycję, pochylając się nad dziewczyną. Zaraz poczuła jak ktoś skubie jej włosy i zaśmiała się, kładąc dłoń na głowie Kary.
    - Mogłaś poprosić, bez problemu dałabym Ci pukiel włosów, jeżeli go potrzebujesz – pouczyła dziewczynę spokojnym głosem, nadal z uśmiechem na ustach. – A co do sylwetki to zdrowo się odżywiam i dużo ćwiczę, dlatego jestem chuda – puściła jeszcze oko jednej z najstarszych dziewczyn. Na koniec zwróciła się jeszcze do Marie.
    - Och, żadna katastrofa, zobacz, Meliodas jest niski, a jaki fajny. Wzrost nie jest ważny – tu dotknęła palcem klatki piersiowej dziewczyny. – Ważne jest to jaka jesteś dla innych – uśmiechnęła się pogodnie, po czym wyprostowała i klasnęła w dłonie.
    - Dobra gromado! – zawołała tak, aby każdy zwrócił na nią uwagę. Położyła swoją torbę na ziemi i sama kucnęła przy niej, aby wyciągnąć kilka rzeczy. Kredki, farby, pastele, węgiel, pędzle i małe szkicowniki.
    - Każdy z Was dostanie ode mnie prezent. To jest szkicownik, można w nim rysować, co tylko zechcecie – zaczęła rozdawać dzieciakom wspomniany przedmiot, dla każdego jeden. – Hans, chciałabym, żebyś narysował dla mnie komiks, postaraj się pokazać w nim co się takiego stało, że nie masz już kolczyka w pępku. Ana, Ty zajmiesz się rysowaniem znaku, tak jak już mówiłyśmy. Cała reszta niech stworzy coś lub kogoś – tu spojrzała na Mie, Kare i Sarhe, wiedząc o czym w tym wieku często myślą dziewczyny – o czym bądź o kim bardzo marzyła. Niech to będzie wymarzony samochód – tu spojrzała na Angusa i Adriena – wymarzona zabawka, wymarzony chłopak czy dziewczyna. Zwierzątko jakie chcielibyście mieć. Cokolwiek zechcecie – uśmiechnęła się pogodnie do wszystkich. – Jeżeli będziecie potrzebować pomocy, śmiało pytajcie – tu zaczęła rozkładać różne przybory, które można użyć do stworzenia dziecięcych dzieł. – Możecie fantazjować ile tylko chcecie. W nagrodę pokaże Wam pewną sztuczkę, a po tym pójdziemy się trochę zmęczyć – tu uśmiechnęła się nieco zadziornie, mając rzecz jasna na myśli mały trening.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  67. [Bosh, Tai i szybki numerek, nie. xD To jak Niklaus i brak seksu haha. xDD To dobrze, że taki stały w uczuciach, tylko trochę długo go trzyma, biedny. :D]

    Pod drzwiami stało dwóch funkcjonariuszy.
    - Zluzuj młody, słyszałem, że ona zawsze otwiera – dało się słyszeć zza drzwi. Tak, Tai miała już wiele „znajomych” wśród policji. Często ją odwiedzali. Dziewczyna zatrzymała się słysząc słowa Meliodasa i obejrzała na niego z wymownym uśmieszkiem. „Kotku”, aż ciarki przeszły po jej plecach i nawet zapomniał o rozdrapanym karku. To o upojnym seksie nie było dla niej zbyt zrozumiałe. Nikt jej nigdy nie mówił o takich rzeczach więc szybko przeszukała domowy komputer w celu rozeznania w temacie. Trafiła na jakieś „porno” i kompletnie nie wiedziała co tam się wyprawiało, ale postanowiła iść w tę stronę.
    - Halo?! – znowu ktoś przywalił w drzwi. Taisja westchnęła głośno i podeszła do drzwi, wcisnęła guzik, a jedna z warstw, stalowa, podniosła się ku górze. Teraz ją i policjantów dzieliła jedynie szyba. Uśmiechnęła się szeroko. Jeden z funkcjonariuszy zamrugał szybciej oczyma widząc jej ubogi strój, drugi jedynie westchnął ciężko.
    - Ooo, dzień dobry komisarzu – zwróciła się do tego starszego.
    - Ręka… - mruknął w odpowiedzi.
    - Ależ po co te oficjalności, przecież jesteśmy dobrymi kolegami – zachichotała i puściła oko do młodszego mężczyzny, ten pokiwał głową, nie wiedzieć czemu.
    - Ręka Tai… - powtórzył, a dziewczyna westchnęła i przyłożyła dłoń do szyby.
    - Ale Pan dziś upierdliwy, szybciej, jestem zajęta – znowu uśmiechnęła się szeroko.
    - Znowu sobie kogoś sprowadziłaś, co? – tu kącik ust starszego funkcjonariusza uniósł się ku górze.
    - Co za kosmate myśli, oj, oj – odpowiedziała i pogroziła wolną dłonią. W tym czasie policjant przeskanował jej dłoń i spojrzał w ekran skanera.
    - Taisja Lebiediewa. Kto jest u Ciebie?
    - Nikt – odpowiedziała z uroczym uśmiechem. – Oglądam porno, stąd te męskie głosy – wyraz jej twarzy nie ulegał zmianie. Gdyby powiedziała, że przeszkodzili jej w upojnym seksie, chcieliby przeskanować dłoń i partnera. Młodszy funkcjonariusz zaraz się ożywił.
    - Jak potrzebujesz towarzystwa… - tu nie dokończył, gdyż dostał przez głowę, a Rosjanka zachichotała.
    - Spieprzaj na następne piętro żółtodziobie – pogonił go komisarz. Taisja pomachała mu jeszcze i zaraz nieco poważniej spojrzała na starszego.
    - To Ty? – zapytał jej. Dziewczyna z niewinnym uśmiechem wzruszyła ramionami. – Kiedyś Ci te mocne plecy nie pomogą młoda, uważaj na siebie i… nie paraduj w ręczniku – skarcił ją jeszcze po czym udał się w stronę schodów.
    - Tak jest! – odpowiedziała, po czym znów wcisnęła guzik, a stalowe drzwi opadły w dół. Westchnęła, a ręcznik zastąpiła nocną koszulą zasłaniającą uda i z krótkim rękawkiem. Dzięki temu osłoniła i kark, dzięki czemu zadrapania nie były już tak widoczne. Wróciła do salonu i spojrzała na swojego gościa.
    - Co się robi w tym upojnym seksie, że tak Ci przeszkadzali? – zapytała wyraźnie zainteresowana.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  68. [69 komentarz, whoop, whoop!]

    W sumie dobrze, że nie było prądu. Uświadomiła sobie, że musiałby mu tłumaczyć jak się wprowadza literki do telefonu… nie pomyślała o tym. Zapomniała, że tak się to robi. Przynajmniej ta jedna rzecz byłaby łatwiejsza do opanowania w smartfonie.
    Usłyszała znajomy pomruk agregatora dochodzący z dołu, co oznaczało, że się włączył.
    - Co ty myślisz, że ja nie mam świaczek? - prychnęła z pozoru oburzona, widząc jak Melke nagle wyczarowuje skądś świeczki. - To dobrze myślisz. Nie mam - dodała, kiwając głową. Posiadała latarki… gdzieś. Pewnie by je znalazła, gdyby się skupiła, jeżeli miałyby pełne baterie.
    - Ale tak serio… gdzieś ty się chował, że nie wisz takich rzeczy? Jak telefon? - zapytała w końcu. Rzadko kiedy się interesowała czyimś życiem, ale jego pytania były zbyt dziwne. Jej ciekawość, normalnie ograniczona do nowych technologii, tym razem sięgnęła do innej osoby.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  69. - Kuro- mężczyzna westchnął znów, kątek oka widząc jak prowadząca znów energicznie odwala jakiś szajs na środku sceny. Machała rękoma jak opętana, chcąc ich tym samym zmotywować, ale wychodziło wręcz przeciwnie. No, przynajmniej czarnowłosy nie był zmotywowany tym występem i tylko coraz bardziej zniechęcał się do kolejnych spotkań tego typu.

    - Podejrzewam, że takich nie ma ale...- rozejrzał się po sali na wszystkich tu zebranych. Nikt nie był za bardzo przejęty spotkaniem, byli nawet tacy co czytali sobie książkę, ale większość zerkała na swoje telefony, spała i olewała całe to spotkanie, więc czemu by nie uciec...- Ale zawsze można stąd zniknąć, nic mnie tu nie trzyma- przyznał się z zadziornym uśmiechem.

    Kuroś

    OdpowiedzUsuń
  70. Twój komentarz spowodował, że jednak zostaję na BtC (bo tak, miałam zamiar się usunąć, gdy tylko wstawię szablon). Mam nadzieję, że przywrócisz mi radość przebywania na tym blogu, bo, cóż. Nie "bawię" się tu zbyt dobrze. I oczywiście, z wielką chęcią coś naskrobać mogę, jednak nie spodziewaj się ode mnie odpisów w częstotliwości np. 5+ dziennie. Nie potrafię tak.
    Zastanawiałam się przed chwilą, jak ich ze sobą połączyć. Belzebub jest w sumie jako tako "panem podziemia", czy tam "panem podziemnych wód" (moja znajomość jest na cholernie niskim poziomie, tak też przepraszam), Ereshkigal jest "boginią śmierci oraz królową zaświatów". Tylko jak daleko, czy blisko, od siebie stoją "podziemia" i "zaświaty"? Nie wiem, chwilowy przebłysk pomysłu, by spróbować coś w tamtą stronę, jednak po głębszym zastanowieniu - nie pasuje mi to. Równie dobrze można też spróbować zapoznać ich w kasynie - tu jednak niezbyt wiem, co mogłoby się zadziać, jednak to tylko propozycja, bo w końcu wszystko zależałoby od tego, jak się rozegra akcja.
    Oh, naprawdę nie wiem! Nie potrafię niczego sensownego wymyślić, dłonie mi się trzęsą a w głowie mam chaos miliona myśli, które nie potrafią ułożyć się w całość. Mimo to można skoczyć w coś cholernie prostego, lub bardziej skomplikowanego, wymagającego większego rozplanowania.

    Z. Graeme

    OdpowiedzUsuń
  71. Mężczyzna siedział jeszcze przez chwilę na swoim miejscu, a widząc jak jego nowy kumpel wstał bezceremonialnie ze swojego miejsca i zaczął przemowę, po prostu się roześmiał. Dawno już nie miał okazji spędzać z kimś takim czasu, aktualnie całe jego życie absorbował syn, praca i Rei właśnie, prawdę mówiąc już zaczęło mu to przeszkadzać i czuł, że zwyczajnie w tym wszystkim się dusi. Dlatego wyskok z kimś takim wydawał mu się kuszący i to coraz bardziej. Wstał, wziął swoją torbę na ramię po czym machnął zamaszyście w stronę blondynki, po czym ruszył w stronę wyjścia ignorując kompletnie nieco zdziwione spojrzenia innych.

    - Znam jeden fajny lokal, często tam chodzę coś zjeść, bo żeberka mają tam niebo w gębie. Piwo też serwują, więc nie będziesz zawiedziony- wsadził obie dłonie w kieszeni swoich spodni, po czym ruszył w stronę tych gorszych dzielnic stolicy. Na pewno nie wyglądały one jak te w Girie, ale różniły się znacznie i to chyba Kuro tu lubił najbardziej.- Przyjechałeś tu tylko na to spotkanie?- zagaił, zerkając na niego z góry.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  72. Starał się iść trochę wolniej ze względu na niższego kolegę. Jego kroki były naprawdę wielkie, w końcu miało się metr dziewięćdziesiąt, no i też z natury chodził dość szybko, inni rzadko za nim nadążali. Uniósł kącik ust słysząc o Girie, pamiętał swoją pierwszą wizytę w tym miejscu, która prawdę mówiąc nie zakończyła się zbyt dobrze.

    - Nie takim częstym, ale raz na jakiś czas się pojawię. Później dyrektor mi truje nad uchem, a mi się nie chce tego słuchać, zwłaszcza że jestem u niego częstym gościem- westchnął. Przynajmniej raz na tydzień był u niego bywalcem, rzadko komu podobały sie jego metody w szkole i ludzie często chodzili na skargi, ale... Przynajmniej ta banda niedouczonych debili starała się uważać na jego zajęciach i jakoś się przykładała. Nie to co u innych profesorów.

    Miejsce w którym mieli okazję być nie należało do tych, w których grzecznie popijało się piwko, znajdowało się tu sporo podejrzanych typków i każdy wyglądał tak, jakby zaraz miał Ci się rzucić do gardła. Podobało mu się to miejsce ze względu na ludzi, ciężki klimat jaki tu był... Sam wziął głęboki oddech, po czym ruszył do jednego z wolnych stolików w kącie knajpy wyszukując wzrokiem jakiejś kelnerki. Była jedna, akurat obsługiwała jakiegoś goryla, który ewidentnie się do niej przystawiał. Spojrzał w kartę dań, cały czas zerkając w stronę dziewczyny.
    - Piwo i może...- przeleciał szybko wzrokiem po daniach mięsnych, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.- Karkówka w musztardzie jest dobra, ryby też są całkiem zacne, ale nie kupuj tu jakiś warzywek. Raz kupiłem i pożałowałem.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  73. Rei zadowolona, że prezenty spodobały się nawet starszym dzieciakom, posłała wszystkim szeroki uśmiech. Długo głowiła się co właściwie mogłaby im sprezentować. Prawdę mówiąc nie spodziewała się nawet takiego entuzjazmu. Zadowolona z przebiegu wydarzeń zaczęła podchodzić do każdego ucznia i dawać drobne rady, dojrzała nawet u niektórych wyraźny dryg do malowania czy rysowania, znalazły się istoty, które nie potrzebowały jej podpowiedzi. Cieszyło ją to jeszcze bardziej i w tym momencie chwaliła ucznia, by skupić się na tych, którzy nieco bardziej potrzebowali pomocy. W końcu przyszedł czas i na Mie, która zajęła się portretem. Rei nie ukrywała zaskoczenia, naprawdę zaczęła z grubej rury, a sam fakt, że odważyła się poprosić o pozowanie osoby, w której, można powiedzieć się dłużyła, był dla Japonki nie małym wyczynem. Ona zapewne cichutko usiadła by w kącie i narysowała Meliodasa po kryjomu, gdy byłby zajęty swoimi sprawami.
    - Widzę, że wypływasz od razu za głęboką wodę – zauważyła, uśmiechając się do dziewczyny. Sama w dłoni trzymała szkicownik i miała naniesione na kilku kartkach podpowiedzi dla innych. Tym razem poleciła dziewczynie jak poradzić sobie z proporcją i na szybko rozrysowała jej szkielet, z którego mogła skorzystać. Na uwagę blondyna zaśmiała się lekko.
    - Miło mi, chociaż nie na tym mi najbardziej zależy – przyznała. Chciała po prostu sprawić im przyjemność. Zaraz wyciągnęła jeszcze jeden szkicownik i położyła go na kolanie mężczyzny.
    - Może i Ty coś narysujesz? – uśmiechnęła się subtelnie. – Uwierz, niespodzianka jaką Wam szykuje jest tego godna – uśmiechnęła się nieco szerzej, po czym zwróciła się w stronę Any, która poprosiła ją o pomoc w kontynuacji narysowania wybranego znaku. Z uśmiechem ruszyła do dziewczynki i dała jej kolejne podpowiedzi. Czas na rysowaniu płynął na prawdę przyjemnie, a uśmiech nie znikał z twarzy Japonki. Dzieciaki nawet nie zdawały sobie sprawy ile radości sprawili jej tak ciepłym przyjęciem pomysłu.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  74. W powietrzu unosił się zapach ciężkiej, tłustej strawy zmieszanej z najróżniejszymi alkoholami. Szare, murowane ściany zdobione kolorowymi gobelinami były świadkami kolejnej sobotniej libacji członków Gildii, która powoli rozpoczynała się na dobre. Przy stołach zdążyły już zasiąść najróżniejsze grupki, dzieląc się na grupki osób, którym ufały najbardziej. Na dębowych stołach stała strawa, którą spokojnie można by spotkać pięćset lat temu na karczemnych biesiadach – były jedynie lepiej przyprawione, gdyż z profitów postępu korzystała nie tylko technologia, ale także gastronomia. Obok niej stały butelki z alkoholem, niektóre z nich były już nadpoczęte. Za barem przy końcu sali, stał wysoki mężczyzna, obsługujący bywalców tegoż jakże zacnego miejsca. Na jego wąsatej twarzy gościł szeroki uśmiech, gdy rozmawiał z jedną z kobiet, przecierając kufel piwa. W tle dało się słyszeć wesołą muzykę wygrywaną na lutniach, cytrach oraz fletach. Instrumentom akompaniował perlisty głos blondwłosej bard, która przyglądała się kompanom, siedząc wygodnie na stołku. Odśpiewa zapewne kilka utworów, zanim przyłączy się do zabawy.
    Przy jednym ze stolików znajdujących się bardziej na uboczu siedział dość wysoki szatyn, który zawzięcie rozmawiał z jeszcze wyższym mężczyzną o szarej skórze i rogach wyrastających z boków głowy. Śmiali się, opowiadając sobie o poprzednich zleceniach z ubiegłego miesiąca, a także najnowszych niuansach z prywatnego życia. Nie mówili jednak o rzeczach najważniejszych, czekając aż przybędzie reszta ich oczekiwanych znajomych. W tym pewien nad wyraz niski jasnowłosy demon – Meliodas. Nie był stałym bywalcem Gildii, ale nadal do niej należał, co więcej miał tutaj kilku znajomków, na których mógł liczyć. Jednym z nich był Yensen, wygadany okhotnik, który znał blondyna od przeszło jakiś pięciuset lat. Zdążyli więc już zacieśnić więzy przyjaźni, zaufać sobie. Wojownik spojrzał na naścienny zegar, który wskazywał już kilkanaście dobrych minut po siódmej wieczorem.
    - Znowu się spóźni? – zapytał, nalewając do swojej szklanki złotego alkoholu. Dzisiaj co prawda już nie wróci do Salree i swojej ukochanej, ale nie miał zamiaru mieć jutro kaca, więc zdecydował się na samą whisky – dozowaną z umiarem. Mimo wszystko: umiar, nie umiar, nie widziało mu się czekać z piciem na spóźnialskiego. Upił średni łyk alkoholu, po czym westchnął, czując jak ciepła ciesz drażni mu gardło.
    - Naprawdę powinniśmy zacząć podawać mu wcześniejszą godzinę – mruknął, spoglądając na Byka.


    Yensen
    [ trzymaj, wybacz, ale nie jestem najlepsza w rozpoczynaniu. XD :") Postaram się później bardziej! ]

    OdpowiedzUsuń
  75. Rei uśmiechnęła się pogodnie do dziewczyny.
    - Tak, powiedziałam, chociaż bardziej miałam na myśli sam portret – przyznała, nie przejmując się tym całym zwrotem na „Ty”. Owszem, zwracała na to uwagę, ale tylko w przypadku swojej własnej osoby, nie oczekiwała od innych podobnych zachowań.
    - Jestem pewna, że Wasz opiekun jest dobrym materiałem na rycerza w lśniącej zbroi – dodała, aby dziewczyna nie czuła się speszona swoim wyborem. – Po prostu sam portret nie jest w sobie łatwym zadaniem, ale cieszę się, że mimo to próbujesz – raz jeszcze uśmiechnęła się do dziewczyny i zaraz kiwnęła głową, słysząc jej pytanie.
    - Och, wbrew pozorom można je odtworzyć bardzo łatwo, spójrz – tu zaczęła rysować na własnej kartce. – Nigdy nie rysuj konturów, co najwyżej szkic na brudno, a później wprowadzaj poprawki, patrz w którą stronę układają się włosy i stosuj szybkie pociągnięcia – tłumaczyła jednocześnie tworząc. – To będzie dobry początek, przy bardziej zaawansowanych rysunkach zwraca się również uwagę na padające światło, o widzisz. Tu włosy są jaśniejsze, więc możesz zastosować delikatniejszą kreskę, tu gdzie ciemniej przyciskasz mocniej ołówek – wytłumaczyła i sama spojrzała na blondyna. Tematu szopy nie poruszała, nie chciała narzucać nikomu własnego zdania co do cudzego wyglądu. Zdania o szkicowniku natomiast nie usłyszała, gdyż czas zajęła jej wtedy Ana. Dopiero dialog z Axel’em i resztą grupy sprawił, że wróciła do Meliodasa wzrokiem, a nawet skierowała kroki w jego stronę.
    - Jak ja lubię to popularne „nie umiem” – pokręciła głową, nadal z uśmiechem. – Praktyka czyni mistrza moi drodzy, wszystkiego można się nauczyć, wystarczą dobre chęci – pouczyła wszystkich, oczywiście nadal z pogodnym uśmiechem. Po tym pochyliła się lekko nad samym opiekunem grupy.
    - Pomóc Ci jakoś? – zapytała, zakładając włosy za ucho i posyłając mu subtelny uśmiech.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  76. Teraz to i ona zamrugała szybciej oczyma. No dobra, mało kiedy bywała poważna, ale skoro już pytała to czemu miałaby żartować. W końcu była niczym dziecko, dopiero poznawała świat, a przy tak łatwym wyprowadzaniu innych z równowagi zdecydowanie więcej wiedziała o niechęci niż jakichkolwiek zbliżeniach. Racja, Cesar pokazał jej co to pocałunek, ale chciał ją wykorzystać, więc ona wykorzystała jego. To była jej pierwsza lekcja życia i głównie na niej opierała swoje podejście do większości innych istot.
    - No serio… - odpowiedziała automatycznie, gdy ten już do niej doskoczył. Sprowadzona na kanapę usiadła, nie bardzo wiedząc co blondyn chce właściwie zrobić. Przyglądała mu się dokładnie, szczególnie gdy dotykał jej policzka. Nie uciekała, nie okazywała jakiejś wielkiej ekscytacji, po prostu siedziała. Dopiero szepty nad uchem sprawiły, że odsunęła się lekko, dłonią zasłaniając „zaatakowaną” część ciała. Zaraz spojrzała na rękę, jakby oczekiwała na niej jakiejś gorącej substancji, w końcu poczuła ciepło w tamtym miejscu, troszkę inne niż zwykle. Cała sytuacja zaczynała ją nieco peszyć, nie miała pojęcia o co właściwie chodzi z tym całym dotykaniem. Zaczęła śledzić wzrokiem dłoń mężczyzny, jednak muśnięcie ucha rozproszyło ją i gwałtownie skierowała twarz w stronę twarzy Meliodasa, marszcząc przy tym czoło. Na dotyk piersi spięła się wyraźnie i znowu nieco zwiększyła dystans. Trochę za dużo dotykania, zwykle w jej przypadku kończyło się na dłoni, a większość i tak marudziła. Gdy skierował ręce ku kobiecości automatycznie zacisnęła uda, nie pozwalając by nawet ją musnął palcami. Pewnie by zareagowała agresywniej, ale słysząc o uczuciach i miłości… W głowie znowu pojawiły się myśli, podobne do tych z łazienki. O co chodziło z tymi całymi uczuciami? Tai nawet nie usłyszała uwagi o Internecie, ten cholerny impuls przeszedł jej ciało po raz kolejny, a ona drgnęła nienaturalnie, jakby od środka porażona prądem. Zaraz zacisnęła mocno zęby i schowała twarz w dłoniach, zaciskając swoje paznokcie nad brwiami. Syknęła z bólu chcąc przetrwać ten atak jak najlepiej. Nie teraz, nie przy kimś. Dla zmyłki zachichotała nawet, jednak nie dało się nie zauważyć grymasu na jej do połowy odsłoniętej twarzy. Jedną dłoń przeniosła na kark, tam również wbijając paznokcie. Zacisnęła palce, zarówno te u nóg jak i u rąk, zacisnęła uda, zęby i siedziała tak skulona przez dobrą minutę.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  77. O, bycie dobrą ciocią to tak bardzo ja. Przeleję siebie na miłość Zimy do bratanka, tak! I w sumie - dlaczego by tego nie połączyć? Partia pokera, blackjacka, może ruletka? Zaślepiona grą ciotka mogłaby najpierw nie poznać bratanka, jednak przez jakiś incydent oprzytomniałaby i zaczęła tulić, przytulać, miziać i oblewać Meliodasa miłością?

    Z. Graeme

    OdpowiedzUsuń
  78. [Wam to tylko jedno w głowie, no.]

    Zakrztusiła się wódką słysząc o średniowieczu. Wiedziała, że Melke jest starszy niż wyglądał, ale nie aż tak.
    - Várj, várj… znaszy, czekaj… średniewiecze? Żyjesz jak długo? - zapytała z niedowierzaniem. Dziwniejsze rzeczy się zdarzały w Mortiel, ale nadal ją potrafiły zaskoczyć.
    Na jego pytanie zaś jedynie wzruszyła ramionami. Szczerze powiedziawszy nie przepadała za totalnym skomputeryzowaniem. Lubiła robić niektóre rzeczy manualnie, wolała tę dziurę w której teraz siedziała, niż potencjalne sterylne lokum w Tyge. Tutaj czuła więcej możliwości. I trochę… wiedziała, że nie zasługuje na wygodne życie.
    - Chyba do nieczego innego nie mogłabym mieć zmiłowania… - odparła. - Moje moce były ze mna… od kiedy pamiętam. Cały czas… świadoma elektroniki wokół… - Poklepała się kilka razy po głowie, jakby chcąc przedstawić jak się wtedy czuła. - Czasami potrzeba przerwy. Wyciąć się. W Tyge bym chyba musiała ołowiany bunkier mieć… a tu… wyłączam bezpieczniki i już. Alkohol pomaga, ale… - Urwała, nawet pijana zauważyła, że zaczyna mówić za wiele.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  79. W sumie, blondyn miał rację, chociaż cholera wie kto tym razem stanąłby im na drodze. Kiwnął mu ręką, nawet nie oglądając się za chłopakiem.
    - Spoko, nie spodziewaj się, ale w razie co zawołam – odpowiedział i z zadziornym uśmiechem pokonał kolejne schody. Piasek w jego źrenicach zakręcił się nieco szybciej. Nie mógł się doczekać kolejnej potyczki. Nagle jednak zatrzymał się w połowie drogi i tym razem spojrzał na towarzysza z nieco szerszym uśmiechem. Alkohol? No tak, że też on sam na to nie wpadł, przecież na pewno znajdą tutaj coś mocniejszego, a w takim tempie jak teraz skończą zabawę za parę minut. Obrócił się przodem do chłopaka.
    - Umiesz zniechęcić do obicia komuś mordy – przyznał z zadziornym uśmieszkiem i zaczął schodzić. Już zaraz znalazł się przy boku towarzysza.
    - Zwinąłeś coś z barku i chowasz za pazuchą czy trzeba ruszyć dupę na dół? – zapytał jeszcze nie zmieniając wyrazu twarzy. Słysząc pytanie spojrzał na swoje dłonie, a raczej miejsce, gdzie powinny być. Zerknął jeszcze na truchło, które drgało ledwo widocznie w ostatnich konwulsjach i zaśmiał się pod nosem.
    - Lepiej tego ująć nie mogłeś – skomentował stwierdzenie o skamielinie, a piasek dookoła głowy martwego przeciwnika zaczął kruszyć się i ciurkiem wędrować w stronę Niklausa, by zaraz przybrać postać dłoni i zmaterializować się w te humanoidalne kończyny. Chłopak podniósł jedną, poruszył palcami i zaraz to samo zrobił z drugą dłonią. Spojrzał na blondyna.
    - Skoro już mam z Tobą pić… Niklaus – przedstawił się, jednak bez zbędnego wyciągania dłoni, te schował po prostu do kieszeni bluzy.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  80. Słowa chłopaka słyszała jak przez mgłę, coś cały czas rozrywało jej czaszkę i piszczało w uszach. Wszystko na szczęście uspokoiło się krótko po minucie, jednak ona miała wrażenie, że to cholerstwo trwało wieczność. Oddychała ciężko, nadal skulona.
    - … lepiej? – usłyszała jakby głos z zaświatów i spięła się chwilowo raz jeszcze. Później padło pytanie o wodę. Rzeczywiście, suszyło ją, przez co automatycznie zamlaskała cicho, ratując się resztką śliny w ustach. Powoli rozprostowała palce i odsunęła dłonie, zarówno od twarzy jak i karku. Jedna z nich znowu była zakrwawiona, delikatnie, ale jednak. Spojrzała właśnie na nią, czując lekki szczypanie na karku. Materiał z kanapy dotknął drobnych ranek, co wywoływało to dziwne uczucie pieczenia. Nagle podniosła się energicznie do siadu i unikając wzrokiem swojego gościa zawiesiła spojrzenie w jakimś meblu. Jego troska nie była dobra, mogła wywołać kolejną serię pytań i kolejny atak. Tai uśmiechnęła się nagle szeroko, tak jak to miała w zwyczaju. Zamrugała powiekami szybciej i poczuła pod nimi dziwny płyn. Nawet nie wiedziała, że jej oczy są zdolne łzawić. W prawdzie były zaszklone, ale uznała, że to nic nie szkodzi. Zachichotała.
    - Żartowałam! – spojrzała na niego z szerokim uśmiechem. – Oj faceci! Wam tylko jedno w głowie! To całkiem słodkie, przejąłeś się! – wstała energicznie i znowu zachichotała. Zawirowało jej w głowie, jednak udało jej się to jakoś zatuszować. Jak gdyby nigdy nic ruszyła w stronę kuchni, nucąc coś pod nosem.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  81. Wyjął jedną dłoń z kieszeni, kiedy butelka została rzucona w jego stronę i złapał ją, od razu zerkając na etykietę.
    - No, no, prawdziwy z Ciebie podróżnik – zaśmiał się na widok dobrego alkoholu jak i wyciąganych przez niego ogórków ze smalcem. Rozsiadł się naprzeciwko.
    - A gdzie czysta do zestawu? – zapytał z przekąsem w głosie. W końcu to właśnie do wódki najczęściej podawano ogórki czy smalec. Blondyn odkręcił butelkę i pociągnął z gwinta swojego ulubionego alkoholu.
    - O kurwa, dobra – przyznał z uznaniem w głosie i na twarzy, zaraz przeskoczył wzrokiem na chłopaka. Wspomnienie ogniska mimowolnie przypomniało mu jego „siostrzyczkę”. Zaśmiał się lekko.
    - Znam taką co by chętnie nam je rozpaliła – coś go tchnęło na wspominki. Chyba nawet tęsknił za tą pocieszną gębą przyjaciółki.
    - Trzeba jakieś ogarnąć jak już się stąd wykulamy, dawno na żadnym nie byłem – dodał i znowu przechylił szkło, a zadziorny uśmiech wkradł się na jego twarz. Ostatnie było na zakończenie szkoły, co za czasy, dobrze pamiętał te wszystkie imprezy ze znajomymi. Cud, że ich wtedy w ogóle posiadał.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  82. Nie wnikała w to czy kupił kit o żartowaniu czy nie, ważne, że zmienił nastawienie i znowu był… mniej miły. Sama miała zamiar wypić coś mocniejszego, otworzyła lodówkę zanim jeszcze do niej podeszła i wyciągnęła butelkę wódki, tak, wódki. Ostatnio zaciekawił ją tą nazwą i kupiła od razu trzy butelki trunku. Przestała nucić, po czym nalała alkoholu do szklanki. Wypiła ją na trzy łyki. Ostatnio pomogło przy tych Bulach to może i teraz pomoże. Przynajmniej dziwne myśli nie chodziły jej po głowie. Słysząc o piwie obejrzała się do salonu. To również posiadała, robiła ostatnio z Glen’em zakupy. Nie dość, że chłopak pokazał jej sporo ciekawych produktów, to ona uznała, że złoty płyn poznany w Girie również może znaleźć się w jej lodówce. Napełniła swoją szklankę raz jeszcze. Jak dobrze, że alkohol przypominał zwykłą wodę. Złapała butelkę browara w jedną rękę, w drugą swoją szklankę i wróciła na poprzednie miejsce. Postawiła butelkę na stoliku.
    - Pij z butelki, jak na bobaska przystało – uśmiechnęła się szeroko i sama wzięła łyka swojego trunku.
    - Wypuszczę Cię rano, teraz będą podwójnie czujni, a chyba nie chcesz żeby Ana, Klaus i Marie za Tobą płakali – zadziorny uśmieszek zawitał na jej twarzy, przypominając sobie imiona dzieci, na których mężczyźnie wyraźnie zależało. Trzeba go było trochę podirytować, tak dla zasady.

    Taisja
    [Dałabym raczej „Było już na to za późno” xD]

    OdpowiedzUsuń
  83. Wzrok chłopaka go rozbawił. Wiedział, że szybko umie wyprowadzać z równowagi, ale tutaj nawet tego nie planował. Pomachał mu butelką.
    - Przy tym wódka mi nie potrzebna – przyznał zgodnie z prawdą i rzucił mu butelkę, żeby też sobie golnął.
    - Jak chcesz dobrej whiskey to wbijaj do Salree, tam w barach mają najlepszą, nie mieszana, prosto z portu wjeżdża do lokali – zauważył. Wiedział co mówił, w końcu pracował w różnych barach i miał porównanie. Kubki smakowe też miał już wyrobione.
    - Techno-noby? – powtórzył i zaśmiał się. – Nie, takich nawet nie posiadam na swojej krótkiej liście – wzruszył ramionami, przejął butelkę z trunkiem i wziął kolejnego łyka.
    - Tym bardziej ogarnie się to ognicho, może nawet jakaś laska poleci na tą dziecięcą buźkę – zaśmiał się pod nosem. – Nie wiem czy uda mi się przytargać akurat tą znajomą, ale mam ich kilka, to na pewno kogoś ogarnę. O żarcie też się nie bój, kiełbasa, kij, trochę chleba i można szaleć – stwierdził nadal ze swoim uśmieszkiem. Zaraz spojrzał w górę, ku wyższym piętra.
    - Farsa… To jakaś gra, tylko po chuj ktoś nas w to wciągnął… - pomyślał na głos i zaraz zerknął na Meliodasa. – Może te Twoje techno-noby się mszczą – rzucił pół żartem, pół serio.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  84. Rei zaśmiała się.
    - Czegoś tam da się nauczyć nawet w minutę – przyznała z uśmiechem i zaraz wzruszyła ramionami.
    - W sumie to wymarzony przedmiot lub osobę, ale skoro już zacząłeś to tego się trzymaj – odpowiedziała patrząc na jego kartkę. Błękitne oczy, mimowolnie uśmiechnęła się. Sama uwielbiała takie, w prawdzie narcyz z niej był kiepski, ale swoje niebieskie oczy akurat lubiła. Kucnęła przy mężczyźnie i korzystając z jego drugiego, wolnego kolana ułożyła na nim swój szkicownik. Szybko rozrysowała mu szkic tego, od czego najlepiej zacząć.
    - Przede wszystkim pamiętaj, że jesteśmy niesymetryczni i nie próbuj na siłę odtworzyć tego samego oka, czy ucha. Zawsze się jakoś różnią. Po drugie – tu na jajowatym kształcie, udającym głowę w jej szkicowniku narysowała dwie linie, łączące się w krzyż. – To ułatwi Ci rysowanie twarzy, na tej linii nanosisz oczy, na drugiej nos, linia od oczu lekko łukowata, to pozwoli w odpowiednim miejscu umieścić uszy – wyjaśniła mu na szybko. – No i gra cieni, światło – nachyliła się nad oczami, które już narysował, wprowadziła do nich zaledwie kilka kresek, a te od razu sprawiały wrażenie bardziej żywych. Uniosła głowę i tym razem to ona spojrzała z uśmiechem w jego oczy.
    - Widzisz?

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  85. [Co za radość! xD]

    „Twoja rozczochrana”? Co za dziwny, acz zabawny zwrot. Dziewczyna zaśmiała się nawet i znowu uśmiechnęła szeroko, upijając kolejny spory łyk wódki. Na stwierdzenie o głupocie tylko wzruszyła ramionami.
    - Ktoś mówił, że jesteś? – zapytała z uśmiechem od ucha, do ucha, jednak bez wystawiania zębów. Przewróciła tylko oczyma, po czym pochyliła się, by poklepać chłopaka po głowie.
    - Oj, głuptasku, przecież wygląd nie ma nic wspólnego z ilorazem inteligencji – stwierdziła chichrając się zaraz po tym i poprawiając na kanapie. Opróżniła swoją szklankę i głośno odstawiła na stół. Alkohol powoli zaczął działać i na jej twarzy pojawiły się lekkie rumieńce. Najwyraźniej tak na nią działały silniejsze trunki. Słysząc pytanie zamyśliła się, dosłownie na sekundę, jednak zaraz spojrzała gdzieś w bok i z głośnym gwizdem padła na kanapę, rozkładając się na niej. Głowę miała praktycznie przy udzie Meliodasa i machała stopami, to w prawo, to w lewo. Wyraźnie ją to bawiło.
    - Nie wiem o czym mówisz – przyznała rozbawionym tonem. Nie miała pojęcia co znajduje się w jej karku, chociaż wiedziała kto stoi za wmontowaniem tego urządzenia.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  86. Poszedł za Meliodas'em który prowadził go do jakiegoś zlewu. Postanowił odsłonić swoje ciało, ponieważ uważał że ktoś kto dba o dzieci nie powinien być zły. No w wypadku gdy gospodarz nagle spróbuje go czym zaatakować to zacznie się bronić. Kolejne rany na ramionach nie powinny aż tak
    przeszkadzać w jego pracy.
    Widząc że ton blondyna spoważniał, doktor sam zmierzył go raz jeszcze spojrzeniem. Tylko spokojnymi i opanowanymi oczyma.
    - Dziewczynki? - spytał się dla pewności, mimo tego że dobrze usłyszał. - Jeśli dasz mi chwilę na opatrzenie mojej rany oraz twojego podopiecznego, potowarzyszę ci w tym. - zaproponował.
    Mając w końcu taką możliwość, Eizen umył dłonie oraz lewę przedramię z krwi. Gdy skończył znalazł jakiś ręcznik i podszedł do szuflady którą otworzył blondyn.
    - To powinno wystarczyć. - odparł. Złapał za spirytus, dziękując ruchem głowy Meliodas'owi, udając się z powrotem nad zlew. Przemył dokładnie alkoholem ranę na lewym ramieniu, po czym wrócił do biurka. Położył kilka gaz na długości cięcia i obwiązał ramię od barku po przedramię bandażem. Po skończeniu tej czynności odwiązał pasek i spiął nim z powrotem spodnie.
    Z biurka wziął do kieszeni środki przeciwbólowe, przez prawe ramię przewiesił ręcznik, do lewej dłoni wziął bandaże oraz gazy a do prawej spirytus.
    - Przelej trochę przegotowanej wody do szklanki jeśli masz, by chłopak mógł popić tabletkę. - powiedział do Meliodas'a i zaczął kierować się do "klasy" gdzie na kanapie leżał Klaus. Położył wszystko co miał ze soba na ręczniku, na wolnej części kanapy. Wyjął następnie tabletki przeciwbólowe z kieszeni i wyjął jedną na dłoń.
    - Ile lat ma ten chłopak? - spytał się blondyna, spoglądając na niego kątem oka. Pozyskawszy tą informację, przerwał tabletkę idealnie w pół w dłoniach. Jedną połówkę dał Klaus'owi, drugą połknął sam. Chociaż odrobinę pomoże stłumić mu ból. Złapał zaraz za jedną gazę i zmoczył ją obficie spirytusem, nad ręcznikiem.
    - Dobrze dzieciaku. Może trochę zaboleć. Ale wyglądasz na dzielnego chłopca. Zaciśnij mocno zęby. - poinformował Klaus'a. Widząc że jest już gotowy, delikatnie i starannie obmył ranę na jego brzuchu. Odłożył po tym trzymaną gazę.
    Przyjrzał się teraz uważniej ranie Klaus'a. Upewnił się że nie zostały uszkodzone żadne narządy, i na szczęście były one całe. Złapał więc za kolejną gazę, również ją nasączył alkoholem i przyłożył do opatrywanej rany. Powtórzył to do momentu aż gazy nie pokryły jej całej. Następnie dokładnie obwiązał brzuch chłopca bandażami, by gazy się nie przemieszczały i by nie były odsłonięte.
    - Rana mimo wszystko nie była bardzo poważna. Alkohol zdezynfekował ją i wysuszy, nie pozwalając na kolejne krwawienia. - Eizen zwrócił się do Meliodas'a, raz kolejny, po tym gdy już skończył. - Teraz powinien leżeć i nie wykonywać żadnych nagłych ruchów, ani dotykać brzucha. Dałbym mu około dwa dni na wypoczynek. Wtedy będzie mógł zacząć chodzić, ale dalej powinien unikać wysiłku i najlepiej poruszać się gdy będzie to niezbędne. - dodał.
    Podniósł się po tym z jednego kolana i podszedł do swoich ubrań. Podniósł koszulę. Po przyjrzeniu się jej wytargał lewy zakrwawiony rękaw, następnie ubierając resztę koszuli. Na nią nałożył płaszcz.
    - Możemy się zbierać na poszukiwania.

    Eizen
    [ Jeśli lecę za bardzo do przodu, to powiedz. Dostosuje się. ]

    OdpowiedzUsuń
  87. Zauważyła drżenie ręki i zaczęła przypuszczać, że mężczyzna nie malował z wyobraźni, a pamięci. Czyżby i on stracił kogoś bardzo istotnego w swoim życiu? Zacisnęła delikatnie usta. Nie chciała nikomu sprawiać przykrości czy przywoływać przykrych wspomnień. Podniosła się na równe nogi. Znowu ktoś ją zawołał. Położyła dłoń na ramieniu Meliodas’a.
    - Jak coś to wołaj – powiedziała, uśmiechając się delikatnie, mimo wszystko. Obskoczyła szybko wszystkie dzieciaki potrzebujące pomocy. Duma ją rozpierała, większość zdecydowanie miała talent do rysowania. Większość z grupy pokończyła swoje prace i zebrała się to przy Meliodasie, to w swoją własną grupkę, wymieniając uwagi co do twórczości kolegów i koleżanek. Rei właśnie odchodziła od Hans’a, który również kończył komiks. Podeszła do Mii i zerknęła jej przez ramię na kartkę. Efekt pracy dziewczyny był naprawdę dobry.
    - To jest świetne Mia – przyznała z wyraźną fascynacją w głosie i zaraz spojrzała na Meliodas’a. Do niego również podeszła, gdy odgonił już swoją gromadkę. Spojrzała na jego kartkę i te mokre ślady, kropki, które doskonale znała z własnego doświadczenia. Mimo uśmiechu na twarzy, nie bardzo wierzyła, że wszystko jest dobrze. Rozejrzała się i uznając, że większość już skończyła swoje prace, a dwójka dzieci wprowadza jedynie poprawki, uśmiechnęła się, po czym znowu zaklaskała w dłonie.
    - No dobra, to teraz kiedy wasze prace są gotowe, proszę, aby wszyscy ułożyli szkicowniki na podłodze, jeden obok drugiego. Zobaczymy ile o sobie wiecie – uśmiechnęła się pogodnie i zaraz spojrzała na opiekuna dzieci.
    - A Ty się nie spiesz, dokończysz sobie wieczorem, może Ci nawet pomogę – szepnęła w stronę blondyna. Zaczął później od dzieci, więc jego rysunek na pewno nie był gotowy, poza tym. Niespodzianka jaką szykowała mogłaby wycisnąć jeszcze więcej łez z jego oczu, a tego wolała nie robić, ewentualnie sam poprosi, by to samo zrobiła z jego pracą.
    Kiedy wszystkie szkicowniki leżały już na ziemi Rei przeszła obok nich i z uśmiechem kiwała głową, oglądając dziecięce dzieła.
    - No dobrze, to czas na niespodziankę – zaczęła, odwracając się do wszystkich przodem. Stała z tajemniczym uśmiechem, wpatrując się w każdą buzię osobno. Nagle jeden ze szkicowników drgnął, a rysunek naniesiony na kartkę po prostu ożył, przybierając swoje „naturalne” kształty i stając przed publicznością.
    - Kto zgadnie, kogo to praca? – zapytała z nieco szerszym uśmiechem, gdy narysowana wilkołaczyca posłała buziaka w stronę swojego stwórcy.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  88. W prawdzie do padania trupem dziewczynie było jeszcze daleko, dlatego zdziwiła się znacznie, gdy ten okrył ją kocem. Przecież chciała się po prostu położyć, a nie iść spać. Zamrugała oczyma od razu poważniejąc i śledząc go wzrokiem. Czytała gdzieś, że dziewczyny często się spotykają i gadają na leżąco. Meliodas w prawdzie dziewczyną nie był, ale nie myślała, że przejmie opiekę, myśląc, że alkohol mocno uderzył jej do głowy. Z wrażenia aż usiadła w pół siadzie, nogi nadal miała wyciągnięte na kanapie.
    - Nie chcesz – odpowiedziała jedynie. Sama go nie chciała. Przecież nie bez powodu rozdrapywała plecy. Urządzenie po prostu siedziało zbyt głęboko, a jakakolwiek próba wydobycia go kończyła się jeszcze mocniejszym bólem niż ten sprzed chwili. Próbowała raz, pół dnia leżała na podłodze. Śledziła go cały czas wzrokiem, nawet gdy recytował informacje jakie o niej zdobył. Nawiązała z nim kontakt wzrokowy i zmarszczyła czoło patrząc na niego spod byka. Trzepnęła jego dłoń przy swoim policzku, gdy rzucił swoją propozycją.
    - Gówno wiesz – warknęła w jego stronę. – Biedny demonik z zranionym serduszkiem. Myślisz, że sama to dla siebie wybrałam!?! – uniosła się. Czyżby alkohol ogłupiał urządzenie w jej głowie. Jeszcze nigdy nie miała okazji wybuchnąć. Wstała z kanapy i cisnęła w niego kocem, którym przed chwilą ją okrył. Złapała pustą szklankę i z gniewną miną udała się do kuchni. Tam prawie, że wrzuciła naczynie do zlewu, po czym ruszyła do stołu w jadalni. Usiadła na jego blacie w siadzie skrzyżnym, przyciągając do siebie wszystkie śrubki i inne części rozrzucone na jego powierzchni. Nie miała ochoty słuchać kolejnego idioty, który pozjadał wszystkie rozumy. W końcu, chociaż raz mogła tak pomyśleć na czyjś temat i nie czuła żadnych impulsów. Pochyliła się nieco nad urządzeniem, które zaczęła niedawno konstruować i lekceważąc swojego gościa złapała jeszcze za narzędzia, po czym zaczęła grzebać przy swoim wynalazku.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  89. Nie mógł iść po prostu spać? Oderwała się od swojej zabawki i spojrzała na niego, nadal wyraźnie wkurzona. Zacisnęła zęby gdy zadał te dwa konkretne pytania, po czym, mocniej marszcząc czoło, zawiesiła spojrzenie w rozsypanych śrubkach. Drgnęła dopiero na informację o alkoholu. To już sama zdarzyła zauważyć. Bez słowa zeszła z stołu i ruszyła do butelki stojącej na jednym z blatów. Chwyciła ją, po czym bezceremonialnie zaczęła pić z gwinta, jednak po trzech mocnych pociągnięciach, przestała. Skrzywiła się znacznie i zaczęła kaszleć. Chyba trochę się pospieszyła. Wzięła głębszy wdech, znowu zawirowało jej w głowie. Kiedy zacznie żyć własnym życiem? Spojrzała jakoś tak smutno na szklaną butelkę trzymaną w dłoni. Odłożyła ją spokojnie. Znała odpowiedź na to pytanie. Przywarła plecami do kuchennej ściany i powoli zjechała tyłkiem na podłogę. Przetarła swoje suche powieki, prowizorycznie, gdyż miała wrażenie, że znowu robią się mokre. Znowu zacisnęła zęby i spojrzała na swojego gościa.
    - Jak dowiem się co to i wyciągnę – podciągnęła nosem. – Wtedy zacznę – dokończyła, znowu przecierając oczy, patrząc na niego nadal z złością wyrysowaną na twarzy. Oczy znowu się zaszkliły. Rumieńce na policzkach powiększyły się nieco, a obraz rozmazywał się delikatnie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  90. - Stopiła się wraz z pierwszymi promieniami słońca – Shi sarknęła wzburzona. Nawet na niego nie spojrzała. Nie podziękowała za szkocką, tylko ścisnęła mocniej swoją szklaneczkę. Ten to też ma tupet, no cholera jasna ją tu dzisiaj brała! Miał być przyjemny wieczór a wyszło jak zwykle i jeszcze ten blondas musiał się tu przypałętać.
    - Nie twoja sprawa, wiesz? Nie wszystko musi się kręcić wokół ciebie! – niemalże na niego fuknęła czując pierwsze łzy w oczach. Zamrugała szybko. Co jest grane? Czemu nagle zachciało jej się ryczeć? Przecież nic nie czuła do tego skurczybyka, ani do tej czarnowłosej zołzy! Nic do nich nie czuła, więc czemu tak podle się czuła.
    Odstawiła szklaneczkę i otarła łzy, patrząc na niego uparcie.
    - Daj mi spokój, Meliodasie – poprosiła tylko, zaciskając lekko pięści. Dawno już nie czuła w sobie tylu sprzecznych emocji, a jego obecność wcale jej tu nie pomagała. Nic a nic. Co to, to nie!

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  91. Sytuacja z wilczycą nawet rozbawiła Rei, chociaż była wdzięczna Meliodasowi, że tak szybko zażegnał konflikt dwóch wilków. Uśmiechnęła się nawet do niego subtelnie w ramach podziękowań. Zaraz zaczęła ożywiać każdy rysunek po kolei, a na koniec zostawiła komiks Hansa. Poprosiła, by opowiedział on swoją historię, kiedy komiks przelatywał wszystkim przed oczyma niczym animowana bajka. Japonka cieszyła się, że zajęcia dały tyle radości dzieciakom, nawet poczuła pewnego rodzaju spełnienie, pewność, że dobrze trafiła z wyborem przyszłego zawodu. Kiedy pokaz dobiegł końca, ona uśmiechnęła się do wszystkich szeroko.
    - No dobra, myślę, że przyda Wam się chwila ochłonięcia. Zatrzymajcie rysunki i pamiętajcie, że w dowolnej chwili możecie je przywołać lub kazać wrócić na kartkę. W prawdzie twory te nie mówią i są bardzo delikatne, łatwo je zniszczyć, ale niech będą pamiątką po tym owocnym, pierwszym dniu naszego spotkania – raz jeszcze posłała im ciepły uśmiech.
    - Teraz odetchnijcie, a później zrobię Wam mały trening – poinformowała o swoich planach, po czym sama udała się w stronę blondyna.
    - Jeżeli to nie problem to sama chętnie bym usiadła i się czegoś napiła – przyznała z lekkim śmiechem na ustach.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  92. Zacisnęła zęby gdy się uśmiechnął, a pięści gdy zaproponował pomoc. Dlaczego znowu był miły? Dlaczego ona nie rozumiała kiedy powinna zachować się tak, a nie inaczej? Zaczęła dusić w sobie te pytania. Nie wiedziała jak długo uda jej się oszukać urządzenie w karku, a miała już na dziś dość bólu głowy i chęci rozszarpania własnego karku. Spojrzała tylko w podłogę i kiwnęła głową w odpowiedzi. Zaraz została podniesiona w powietrzu i odruchowo objęła szyję Meliodasa jedną ręką. Nie oponowała, gdyby tego nie zrobił to pewnie zasnęłaby pod tą ścianą. Posadzona na kanapę spojrzała na niego, a kącik jej ust uniósł się lekko, na wieść o pijaństwie i rzyganiu. Miała w prawdzie swoje łóżko, miała nawet dwa gościnne łóżka, no, jedno należało już do Glen’a, ale dziś go tu nie było. Tak czy siak, nie widziała problemu w spaniu na kanapie.
    - Przestroga z doświadczenia? – zapytała lekko kąśliwym tonem, ale zaraz zaśmiała się lekko i ułożyła na kanapie, podkładając jakąś poduszkę pod głowę. Zamknęła oczy i skuliła się nieco, gdyż właśnie tak miała w zwyczaju spać. Wtuliła jeszcze twarz w poduszkę i mlasnęła językiem kilka razy, by w końcu wziąć spokojny wdech i zacząć przysypiać.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  93. Dziewczyna spała jak zabita, emocje i alkohol robiły swoje. Zbudziło ją dopiero to potworne walenie w drzwi i dotyk dłoni na ramieniu. Bardziej zdziwił ją fakt, że Meliodas jeszcze tu jest, niż niespodziewani goście. Zaraz jednak nieco oprzytomniałą i przypomniała sobie, że właściwie bez jej pomocy to mieszkanie było niczym więzienie. Zamrugała szybciej oczyma widząc jak przykłada palec do ust, kiwnęła tylko głową, że rozumie, po czym rozmasowała jedną ze swoich skroni wolną ręką. Ziewnęła przeciągle i usiadła na kanapie. Nie stresowała się za bardzo, nikt tu nie miał prawa wejść od tak. Wstała, poklepała czuprynę chłopaka i ciągnąc za sobą „koc”, ruszyła w stronę drzwi, jakby nigdy nic. Przyłożyła do nich czoło i znowu ziewnęła.
    - Kto tam? – zapytała, nadal nieco sennym głosem. Glen nie miał zwyczaju pukać aż z taką intensywnością.
    - Gdzie Meliodas!? – warknął ktoś, a dziewczyna zmarszczyła czoło. Nacisnęła guzik podnoszący właz drzwi i zaraz stała oko w oko z dwoma młodymi chłopakami szczerzącymi kły. Oczywiście dzieliła ich cały czas ta cała szyba, która była wytrzymalsza niż by się wydawało. Zamrugała szybciej oczyma. Podstęp?
    - Kto? – zapytała i uśmiechnęła się jakby nie do końca wiedziała o kim mówią.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  94. Shiya zamrugała kilkakrotnie i uderzyła go pięściami o pierś, ale zaraz poddała się w jego ramionach i rozpłakała niczym mała dziewczynka.
    - Meliodas... czemu ja jestem taka okropna? - zapytała go przez łzy. Od dawna się już tak nie rozkleiła. Jego ramiona pozwoliły jej na nikłe uczucie bezpieczeństwa. Był osobą trzecią, która nie do końca wiedziała co się w niej działo... ba! Ona sama tego nie wiedziała. Zwyczajnie biła się z myślami. Uwielbiała tę swoją zadziorną stronę, ale czasem... tylko czasami... miała wrażenie że przesadza. Dziś przesadziła. Nienawidziła siebie za to i teraz czuła, że nie ma już dla niej ratunku.

    Shiya

    OdpowiedzUsuń
  95. Japonka uśmiechnęła się, widząc z jakim szacunkiem dzieci podchodziły do prezentu. Zaczęła nawet przypuszczać, że w stolicy nie spotkałaby się aż z taką akceptacją, tam wiele maluchów miało przepych w domu od samego urodzenia i po prostu nie były nauczone doceniać drobnych gestów. Z uśmiechem weszła do pokoju nauczycielskiego i od razu nastawiła wodę na herbatę.
    - Też masz na coś ochotę? – zapytała grzecznościowo, a gdy odpowiedział przygotowała wszystko do zalania. Zerknęła jeszcze na swojego towarzysza i przytaknęła mu głową, gdy wspomniał o jedzeniu. Nie należała do osób nachalnych, ale fakt, że to właśnie ona przyczyniła się do jego chwilowych dołków gryzła mocno jej sumienie.
    - Przepraszam, jeżeli Cię urażę, ale… Wszystko w porządku? Nie chciałam przywoływać smutnych wspomnień, a… chyba nie bardzo mi to wyszło – zauważyła patrząc na blondyna z troską w oczach.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  96. - Och, rozumiem – odpowiedziała i odetchnęła lekko z ulgą. Ostatnie czego chciała to sprawiać tu komukolwiek przykrość. Słysząc to co miał do przekazania uśmiechnęła się nieco szerzej. Tak, doskonale rozumiała to co czuł mężczyzna.
    - Czy ja wiem, nawet gdybyś skłamał to i tak ona pojawiłaby się w Twojej głowie – zauważyła. W końcu najpierw o niej pomyślał, dopiero później postanowił ją narysować. Po tych słowach usłyszała czajnik i obejrzała się na przygotowane kubki, by zalać ich herbaty. Zerknęła na towarzysza, który ewidentnie przeżywał teraz jakieś wewnętrzne rozterki. W prawdzie lepiej oglądało się go niż zdołowane jednostki, ale zachowanie dawało do myślenia. Musiał być cholernie zakochany. Głupia myśl pojawiła się w jej głowie. Zaraz jednak wybiła ją sobie z głowy. Kuro już był raz zakochany na zabój, a ona musiała uzmysłowić sobie, że nigdy nie zastąpi jego zmarłej żony. Teraz to ona pozwoliła sobie na rozkojarzenie i dopiero kolejne słowa Meliodasa sprowadziły ją na ziemię.
    - Nic mi nie mów, naprawdę, sama jestem niezwykle zaskoczona. Nawet sobie nie wyobrażasz ile radości sprawiło mi oglądanie ich uśmiechniętych twarzy. Aż chce się tu zostać na dłużej – przyznała z szerokim uśmiechem, po czym chwyciła oba kubki i ruszyła do biurka blondyna. Kiwnęła głową.
    - Ma dziewczyna talent, muszę przyznać, tak samo Hans, ach, ta jego bujna wyobraźnia, mógłby być jakimś mediatorem, buzia mu się nie zamyka – zaśmiała się podając naczynie towarzyszowi. Sama usiadła na skraju biurka i upiła trochę swojej herbaty. Kiwnęła mu głową, zaraz jednak wyraźnie zainteresowała się podsuniętymi pomysłami.
    - Myślisz, że zainteresuje ich ten proces? Wiesz jest dość długi i… monotonny, tak, to chyba odpowiednie słowo. Poza tym potrzebowałabym do niego… - tu przerwała i popukała się po brodzie – w sumie wystarczy miseczka, moździerz oraz sitko, jednak wtedy to będzie bardziej po domowemu. Oczywiście nie jest to problem, tak samo ikebana, ją akurat pokażę bardzo chętnie – kiwnęła głową i znów umoczyła usta w naparze.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  97. [może miałam na myśli ciasto :P ja ciąglę myślę o cieście. ale u nas nie ma trupów! trzeba jakieś skombinować!
    co do powiązania to spoczi, całkiem nieźle to pasuje, w sumie.]

    - To z ciebie stary piernik jest! - Machnęła kieliszkiem z wódką, trochę jej na siebie wylewając. - A fene vigye el... - mruknęła pod nosem. To chyba były jej ostatnie czyste spodnie, będzie musiała zrobić pranie.
    Pokręciła głową. Chyba nie wzięła pod uwagę, że Meliodas może nie wiedzieć co to jest bezpiecznik.
    - Nie chodzi o… takie wyłączynie… W szkole nadal masz elektrnikę - powiedziała. - A mi chodzi o to… by jej ni mić. Bo ja nie mogę mojej mocy wyłączyć… tak jak nie mogę wyłączyć… płuc, albo wątroby. Świadomie. Chociaż do wątroby to dążę… - dodała z rozbawieniem, wlewając w siebie zawartość kieliszka której nie rozlała.
    - Ty chcesz mnie znowu wkręcić w jakieś sprawy dla dzieciuchów… - stwierdziła, mrużąc podejrzliwie oczy, gibając się trochę na boki.
    Chyba ostatnim razem tak ją w to wkręcił, w barze, pijana się wygadała, że trochę się zna na farbowaniu włosów i innych takich. Na szczęście źródło jej wiedzy zostało przypisane prostemu faktowi bycia kobietą (chociaż nosiła się trochę jak butch, ale głównie dlatego, że było jej tak wygodnie). Nie wspominała już o tym, że nauczył ją tego facet zaledwie kilka lat temu, ani o tym, że swego czasu używała tej wiedzy regularnej do zmiany tożsamości.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  98. [100!!]

    - Oo, duma by mnie rozpierała, gdyby rzeczywiście wybrał komiksy – przyznała i uśmiechnęła się na wyobrażenie przyszłych historii opowiedzianych w rysunkowy sposób przez chłopca. Oczywiście ona tym bardziej nie planowała naciskać na wiązanie przyszłości akurat z tym pomysłem, ale skłamałby, gdyby powiedziała, że nie jest to ciekawa wizja. Nie ukrywała zaskoczenia, gdy opowiedział jej o poruszanych tutaj tematach.
    - No skoro tak to czuję się wręcz zobowiązana opowiedzieć o tym kraju, chętnie również poruszę temat ogrodów chińskich i japońskich, bo znalezienie różnicy między nimi też wielu istotą sprawia problemy. Kiedy one są tak istotne – tu zaśmiała się, bo rzeczywiście tak było.
    - Nawet różnice rasowe, ach… Po prostu przed dzisiejszym treningiem poproszę, aby przygotowali zestaw pytań, zrobimy jutro iście Japoński dzień. Chociaż z obiadem może być ciężko, ta kuchnia jest dość wymagająca jeżeli chodzi o produkty – tu znowu zaśmiała się delikatnie i zaraz pokręciła głową.
    - Nie muszą, zwykłe w zupełności wystarczą, w końcu, jak to mówiłeś, tutaj uczymy się poprzez zabawę – wspomniała słowa blondyna i wstała z biurka, by zająć miejsce na kanapie i na niej przymknąć na chwilę oczy.
    - Co myślisz o jakiejś małej wycieczce? No wiesz, zorganizowaniu dla dzieciaków wizyty w Phyoen na przykład. Przeszło mi to przez myśl, chociaż z drugiej strony nie wiem jak taką wizytę odebraliby ich rodzice – zerknęła na niego wyraźnie zaintrygowana reakcją na dość śmiałą propozycję.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  99. Może to śmieszne, może dziwne, dziewczyna sama nie rozumiała swoich ostatnich zapędów. No bo, kto jak kto, ale Taisja wybierająca się do lasu? Ta wychowana w sterylnych warunkach, technicznie ulepszona dziewczyna i przyroda? Brzmiało to dość komicznie, szczególnie dla osób, które znały ją z prowadzenia dość głośnego trybu życia. Czyli w sumie z wszystkich naokoło i jeszcze kilku jednostek z innych dzielnic Mortiel. Ubrana w krótkie spodenki, męską, za dużą, flanelową koszulę, czarne zakola nówki i wysokie trapery ruszyła na spacer. Jak to dała do zrozumienia Glen’owi, „samotny spacer”. Śmiała nawet wątpić, że człowiek był tym faktem zmartwiony. Co ją właściwie strzeliło, że padło akurat na taki pomysł, oczywiście jej współlokator, jej niewolnik – Glen i jego pytanie dotyczące małej powierzchni zieleni w nowoczesnym mieście. Plany dziewczyny były dość ambitne, postanowiła udać się do samego Cledo, gdyż poza Efleą to właśnie to miasto znane było z dużych połaci zieleni, wyruszyła rano. Oczywiście nie zapominała o małym flakoniku wódki, schowanej w plecaku na swoich plecach. W końcu to dzięki niej mogła pozwolić sobie na głębsze przemyślenia co do sytuacji, w której się znajduje. Co za tym szło? Starała się utrzymać swój organizm w stanie lekkiego upojenia alkoholowego, oczywiście tuszując to na wszelkie możliwe sposoby, co znacznie ułatwiał jej codzienny sposób bycia.
    Już od jakiejś godziny przechadzała się między drzewami, nucąc coś pod nosem, śpiewać nawet nie próbowała, głos jakim dysponowała nie był do tego stworzony. Na tą chwilę nie odczuwała nic specjalnego przebywając wśród zieleni, obstawiała, że znaczną winę ponosi za to urządzenie w jej karku. Zdążyła się już co nieco na jego temat dowiedzieć. Westchnęła głośno, zatrzymując się, znudzona tą całą wyprawą, kiedy nagle do jej nosa dotarł dziwny zapach. Powęszyła w powietrzu i rozejrzała się dookoła. W oddali dojrzała jakąś postać, wzrok na podczerwień był dobry w takich poszukiwaniach. Uśmiechnęła się szeroko, naszedł ją głupi pomysł na nastraszenie obozowicza. Obeszła istotę tak, aby ostatecznie zajść ją od tyłu. Oczywiście trzymała odpowiedni dystans, a pojedyncze głośniejsze kroki nie były aż tak podejrzane, w końcu to las. Kiedy zmniejszyła odległość między sobą, a celem i już miała wyskakiwać z epickim „bu” na ustach, nie dojrzała korzenia i równie epicko wyrżnęła się jak długa, równie epicko krzycząc zaskoczona całym zajściem. Zaśmiała się zaraz i podniosła głowę, a jej twarz spoważniała od razu.
    - Bobasek? – zapytała widząc znajomą buzię. Czy on ją śledził?

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  100. [na dziki? chyba miałeś na myśli… polowanie na smoki? anyway, ja jestem chętna na wątek, ale nie będę się wypowiadała za wszystkich zainteresowanych, więc maila nam obu wyślij czy coś ;> ]

    - Ogniosko, huh? Takie… z piwem, kiełbachą i śpiewaniem? - zapytała, czując jakiś dziwny przypływ nostalgii. Nie była na czymś takim od lat. Jej ostatnia grupa znajomych raczej wolała siedzieć w jakiś dziurach, dopóki mieli dostęp do internetu i nikt nie wiedział o ich istnieniu. - Zobaczymy co powiem na trzeźwo, bo teraz chcę - odpowiedziała w końcu.
    Kiedy pstryknął jej między oczy, zamachała dłonią, jakby odganiała natrętnego komara, krzywiąc się równie porównywalnie. Takim się pomaga - dobre sobie. To ona tutaj się niemal przewracała siedząc. Dlaczego ona pije z kimś kto się nie upija? To niesprawiedliwe.
    - Nie mogę teraz kartować… Zbyt pijana by oszukiwać - burknęła. - Ale nigdy mi takiego alku nie sproponujesz już… - Zmarszczyła czoło, zastanawiając się intensywnie nad swoimi opcjami. Mogła odmówić i by nic się w sumie nie stało. Było ją stać na wódkę, a te piwa niewiele ją obchodziły. Albo mogła się zgodzić i przegrać. - Dobra, kártyazzünk! - Podrapała się po głowie. - Karty są w pudle podpisanym… tárgyak - powiedziała, wiedząc, że w tym momencie lepiej będzie jak już nie wstanie, ale już nie domyślając się, że może niektórzy nie będą wiedzieli co jest napisane na tym pudle, nawet jeżeli im powie bo nie wszyscy znają węgierską fonetykę.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  101. [nikt nie chce ze mną polować na smoki :< ]

    - Nie chce mi się robić często prania… - odpowiedziała na pytanie o majtki. Skarpetek miała drugie tyle. Niestety te rzeczy ze wszystkich ubrań te trzeba zmieniać regularnie, więc szybko schodziły. Spodnie mogła nosić tygodniami, koszulki dniami, a stanika nie posiadała, bo nie był jej specjalnie potrzebny, a nie chciała się z tym narzędziem tortur męczyć jedynie dla zasady.
    Spojrzała zaskoczona na rzecz którą w nią rzucił, ale po chwili zrozumiała nieporozumienie. W ciemności wyglądały jak stringi, ale to dlatego, że się jakoś dziwnie zwinęły [fun fact: Timmy nie nosi stringów, a także ich nie posiada.]. Tak naprawdę to po prostu były majki w pluszowe misie.
    - Nie mam żadnych seksowych gaci - powiedziała zaskoczona, że w ogóle jakieś na takie wyglądały. - Po co mi? - Jeżeli by nosiła coś takiego to żeby komuś zrobić przyjemność, bo jej to i tak było wszystko jedno. Dla niej seks wiązał się z zaufaniem, przywiązaniem i innymi dziwnymi uczuciami których nie czuła od jakiś ośmiu lat.
    Opróżniła kieliszek do połowy po ich toaście i poczekała grzecznie, aż Melke potasuje i rozda karty. Nawet nie próbowała sprawdzać czy oszukuje, dobrze wiedziała, że to robi. Sama by to zrobiła.

    Timmz

    OdpowiedzUsuń
  102. [nie pamiętam jak się gra w pokera, a nie chce mi się sprawdzać, więc nie będę się specjalnie w szczegóły wplątywać. i tak oboje wiemy kto tu przegra. chyba że Meliodas w swej nieskończonej dobroci da jej wygrać… hahahaha. no właśnie.
    no przecież! poluje się tylko na wredne smoki!]

    - Nie wiem co facet ma wspólnego z celem w życiu… - odparła, wzruszając ramionami. - Ani z noszeniem stanika… Ty chyba dawno w żadnym związku normalnym nie byłeś… - stwierdziła, wpatrując się w swoje karty. Miała ochotę już spasować. Ale jeszcze może coś jej się uda tutaj osiągnąć. - Pranie… praniem się dzieliliśmy… - mruknęła, zanim zdążyła się ugryźć w język.
    To akurat była prawda, że nie miała celu w życiu, ale nie wiedziała co posiadanie faceta miało do tego. Związek raczej powinien być traktowany jako dodatek do spełnionego życia, ale nie jako całe życie. Spory, bo spory, ale nadal dodatek. Prawdą też było, że wyrobiła sobie dużo przydatnych nawyków będąc w związku, większość z których wyrzucała regularnie przez okno przez ostatnie lata. Teraz niewiele z niej zostało.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  103. Akela spacerowała spokojnie w okolicy terenów stada. Uwielbiała tutejsze lasy i swoje wieczorne przebieżki, to jak ziemia pryskała spod jej łap, spokój i ciszę, przerywaną od czasu do czasu ucieczką zwierzęcia, które dojrzało sylwetkę drapieżnika. Tak, ostatnio coraz częściej przebywała właśnie w swojej czteronożnej formie, tak jak teraz. W prawdzie wzrost nadal wyróżniał ją na tle zwykłych wilków, ale w tych ciemnościach bez problemu można było pomylić ją z przerośniętym basiorem. W pewnym momencie swojej wędrówki jej zmysł węchu wyczuł dziwny zapach, a do uszu doszły odgłosy nie typowe dla zwykłego wieczoru w lesie. Ktoś poruszał się po gałęziach drzew. Zatrzymała się i zastrzygła uchem, zmieniła, dla zmyłki, trasę swojej podróży, jednak istota nadal kręciła się w jej pobliżu. Zaraz usłyszała wyraźne burczenie w brzuchu. To chyba był jakiś żart… Potrzepała łbem i udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku spacerowała dalej, nastawiając swoje radary na różne strony. Bez problemu określiła położenie stworzenia, a po zapachu wiedziała, że nie jest to przedstawiciel żadnego z dotychczas poznanych jej stworzeń, to zdecydowanie był ktoś humanoidalny. Tylko dlaczego ją śledził? Szybko poznała przyczynę. Słysząc jak coś spada w jej stronę odskoczyła w tył i zjeżyła sierść na karku, unikając tym samym ciosu od miecza. Swoje błękitne ślepia zawiesiła bezpośrednio w oczach przeciwnika i wyszczerzyła kły. Słysząc jednak komentarz nastawiła uszy, schowała zęby i obróciła łeb w bok, zupełnie jak robią to psowate, gdy coś je zdziwi. Mięsko? Jego? Czy on chciał ją zjeść? Miała ochotę prychnąć śmiechem, jednak w tej formie jedynie fuknęła nosem w stronę niskiego blondyna, zupełnie jakby go wyśmiała w ten sposób. Mortiel naprawdę zapewniało jej coraz to dziwniejsze przygody i znajomości. Meliodas mógł odczuć wrażenie, że zwierze go po prostu rozumie, do tego wilczyca nie planowała uciekać, normalny wilk wyczułby zagrożenie, Akela też czuła, że stojący tu humanoid posiada podobny zapach do Sangiusa, demona, przyjaciela Cahan’a. Obserwowała go, nie planowała uciekać, jedynie sprawdzić jak zareaguje na jej niecodzienne wilcze zachowanie, a w razie co, po prostu zmienić formę i, prawdopodobnie, zaskoczyć tym przeciwnika. Znów zawzięcie spojrzała w jego oczy, zupełnie jakby zapraszała do tej całej zabawy.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  104. Popatrzyła na niego przez chwilę bez słowa,
    - Musiała być z niej zajebista babka, skoro tak długo nic… albo facet, kto cię tam wie - powiedziała, po czym napiła się ze swojego kieliszka. Musiała się przygotować na następne słowa mądrości. - Ale w równaniu do twojego wieku to byłeś dzieciakiem. - Na jej twarzy pojawił się jakiś taki przebłysk trzeźwości, jakby naprawdę chciała coś mądrego i pomocnego przekazać. - Rada od młodszej koleżanki: rusz dalej. Na samym początku się myśli, że to najlepsza miłość na zawsze, ale czasem się okazuje, że wcale nie. Najważniejsze to przyjąć na klatę i ruszyć dalej. - Wzruszyła ramionami.
    Tyle na ten temat miała do powiedzenia. Rada na tyle ogólnikowa, że może w coś trafi. Nie znała w końcu sytuacji, jedynie to, że ktoś był w jego życiu i musiał jakiś impakt wywrzeć skoro tak długo nie znalazł sobie kogoś innego. Sama porzuciła swoją “miłość życia”, co było błędem, ale nie dlatego, że przerwała związek, ale dla jakiego powodu. Miała do swojego byłego jakiś sentyment, ale nie kochała go już tak samo jak kiedyś. Byli już innymi ludźmi. Ona na pewno była. Zawieszanie się na szczenięcej miłości nie miało sensu.
    Przez sekundę wydawała się być bardzo zainteresowana tą propozycją obiadu, ale zaraz skupiła się na grze, a raczej starała się skupić.
    - Może ja wcale nie chcę być ogarnięta, ani interesująca… - mruknęła, marszcząc brwi widząc swoje karty. - Wychodzę do ludzi… nieludzi. - W końcu pałętała się po barach, nie? - Chuj, nic nie ugram. Pas.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  105. Kłapnęła zębami kiedy mężczyzna rzucił się w jej stronę, jednak na niewiele to się zdało, była szybka, ale on był szybszy. Warknęła gardłowo czując jak czepia się jej sierści i zaraz zaczęła szarpać się niczym koń na rodeo. Kolacja? Co ją obchodziła jego kolacja?! Niech złazi z jej grzbietu! Nie zwróciła nawet uwagi na pojedyncze muśnięcie sierści, skorzystała jedynie z dezorientacji nieznajomego i oklapła energicznie na bok, robiąc coś w stylu fikołka, aby zrzucić dziwnego osobnika i zaraz wyszczerzyć kły tuż nad jego twarzą. Na komentarz o penisie znowu nastawiła uszy i spojrzała na niego dziwnie. Nie wiedziała jak zauważył w tych ciemnościach i przy jej czarnej sierści, czy ma, czy też nie ma penisa, ale komentarz jak i późniejsza reakcja była dość dziwna. Jej ciało zaczęła się nienaturalnie wyginać, skóra powoli pękała i już zaraz na miejscu wilka pojawiła się dziewczyna. Nadal wisiała twarzą nad głową blondyna i przyglądała mu się dziwnie. W końcu jednak kącik jej uns uniósł się lekko.
    - Mam nadzieję, że nie oczekujesz medalu za spostrzegawczość, chciałeś mnie zjeść, wisisz mi duży kufel piwa – stwierdziła bez ogródek z tym swoim hardym spojrzeniem.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  106. - Ugh – wypuściła głośno powietrze kiedy wylądowała na ziemi. Nie ładnie. Podniosła się na łokciach patrząc chłopakowi prosto w oczy. – Ja Ci wiszę? Zabawne… Jakbym to ja była winna Twojej porażki – zadziorny uśmieszek nadal gościł na jej twarzy, ale było widać, że cała sytuacja ją po prostu bawi. Spojrzała na podaną dłoń i dopiero po chwili skorzystała z jego pomocy, od razu otrzepując, swoje nieco rozdarte ciuchy. Przemiana zawsze psuła wilczycy garderobę, ale od kiedy żyła w Eflei przestało jej to przeszkadzać. Założyła ręce na biodra i przyglądała się swojemu niedoszłemu oprawcy. Dokładnie prześlizgnęła wzrokiem bo mieczu jaki posiadał po czym pokręciła głową, raz jeszcze uśmiechając się pod nosem.
    - Ty mi popsułeś spokojny spacer, raczej nie co dzień ktoś próbuje mnie upolować, przywykłam do nieco odwrotnej sytuacji – przyznała i zaraz zaśmiała się. – Och, powodzenia, odkąd Akira zniknął w tajemniczych okolicznościach jego bar został zamknięty, nie znajdziesz tutaj piwa, chyba, że w prywatnych lodówkach lub spiżarce wilkołaków – uśmiechnęła się do niego nikle i założyła ręce pod biustem, również wydęła policzki, parodiując nieco jego wcześniejszą mimikę twarzy. No co? Próbował ją zjeść, chyba nie liczył, że dostanie „za karę” łatwe zadanie?

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  107. Szła za nim. Blondyn był naprawdę zabawny w tym swoim przekomarzaniu się. Znała te lasy bardzo dobrze i w pewnym momencie oddaliła się od niego, by nie iść po największym buszu, tak jak on, w końcu miała tu swoje wydeptane ścieżki. Znowu się zaśmiała.
    - No wybacz, że nawet w wilczej postaci przykuwam wzrok – rzuciła pół żartem, pół serio, dodając nutkę narcyzmu do wypowiedzi. Już nie raz miała problemy z powodu swojej buźki, chciała czy nie, po prostu zwracała na siebie uwagę, szczególnie gdy wychodziła na parkiet. Słysząc o włamaniu wykonała dwa większe susy i zaraz znalazła się przy boku chłopaka. – Naprawdę myślisz, że tutejsze wilkołaki ze swoim zamiłowaniem do alkoholu i hucznych ognisk już tego nie zrobiły? Tu panuje totalna samowolka, pewnie nawet zwykli mieszkańcy skorzystali z okazji – uniosła kącik ust i zaraz wzruszyła ramionami. – Ale sprawdzić nie zaszkodzi – wyprzedziła go nieco, aby bez problemu dotrzeć do opuszczonego baru. Obejrzała się na niego słysząc o kolacji.
    - Niech Ci będzie, jesteś całkiem zabawny – zatrzymała się, zachodząc mu drogę i patrząc prosto w oczy. – Ale nie mów mi, że będę miała problem z polowaniem, to jak ujma dla mojej rasy, jeszcze się pogniewam – posłała mu kolejny uśmiech i odwróciła się na pięcie, by ruszyć dalej. Już zaraz wyszli na szerszą, bardziej cywilizowaną drogę, a bar dało zauważyć się w oddali.

    Aki

    OdpowiedzUsuń
  108. Jedynie drgnęła, gdy usłyszała trzask szkła. Westchnęła ciężko. Upija ją, zmusza do jakiegoś takiego racjonalnego myślenia i jeszcze jej syf robi w domu… chociaż to nie tak, że syfu wcześniej nie było, no ale.
    Skupiła się na otoczeniu, komputery ledwo co wyczuwała alkohol tłumił ich prezencję, ale nie do nich miała sprawę. Nagle coś się rozświetliło pod stertą ciuchów. Spora latarka, bardziej elektryczna latarnia.
    - Weź to, będzie dawało więcej świata. - Skinęła głową w kierunku latarki. - Apteczka jest w kiblu, umywalką pod - powiedziała jakby odpowiadała mu faktycznie na jego pytanie, a wcale go nie ignorowała. Wyjawi mu gdzie jest zmiotka później, kiedy już sobie tę rękę ogarnie. Nie ma potrzeby robić jeszcze większego syfu.
    Niby taki stary, ale zachowywał się nadal jak dzieciak. Może ona miała bardziej ludzkie podejście do życia, w końcu przez niemal trzydzieści lat była tak właściwie człowiekiem. Świadomość nadchodzącej wielkimi krokami śmierci sprawiała, że nie miało się czasu na głupoty. Teraz trafiała na tych wszystkich długowiecznych nieludzi i zaczynała rozumieć jak bardzo potrafili być oderwani od rzeczywistości. Zawieszanie się na kilkadziesiąt wieków było zwyczajnie przygnębiające.
    Tak jak ona. Zawiesiła się. Egzystowała tutaj, czekała cierpliwie, aż się w końcu zapije na śmierć, albo ktoś jej łeb ukręci. Ale ona po prostu nie zasługiwała na nic innego. Nie zasługiwała na cel w życiu. Odstawiła kieliszek. Na dziś koniec picia.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  109. Zachichotała cicho, kręcąc głową, słysząc jak obija się o butelki. Kiedyś rozładował jej się telefon jak siedziała na kiblu, więc zaczęła układać butelki i jakoś tak nie miała serca tego sprzątać. Ani też chęci.
    - Kuchnia, zlewem… pod zlewem - odkrzyknęła, wdrapując się na kanapę, by się na niej położyć. W jej głowie świat wirował.
    Kuchnia była stosunkowo najczystszym miejscem, pewnie dlatego, że mało jej używała. Nie potrafiła gotować, próbowała lata temu i zrozumiała, że to nie dla niej. Dlatego pomieszczenie było raczej puste, oprócz zlewu który był zapełniony brudnymi miskami po płatkach na mleku, zupkach w proszku i innych zdrowych pożywnych rzeczach.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  110. Słuchała go i tym razem to ona prychnęła śmiechem.
    - I naprawdę nadal uważasz, że nie jesteś ich światełkiem? Samoobrona jest ważna w całym Mortiel, jakby mało tutaj było tajemniczych zniknięć czy morderstw. Jestem pewna, że gdyby nie Ty to żadne z tych dzieciaków nie wylądowałoby na uniwersytecie czy w Gildii, więc nie bądź taki skromny. Poza tym, podobno uparte ze mnie babsko, więc mojego zdania nie zmienisz – przyznała, uśmiechając się do niego ciepło i puszczając mu oko. Słysząc propozycję zaśmiała się w pierwszym momencie, jednak zaraz zamyśliła się na chwilę. To wcale nie był taki głupi pomysł, może nie tyle gromadka dzieci, ale… Girie, owszem, owiane było nieciekawą sławą, ale kobieta była pewna, że znalazły by się tam jakieś istoty, które nie pogardziły zarówno pracą w kuchni jak i zajmowaniem stanowiska opiekunki.
    - Hmm… - popukała się palcem po brodzie. – To nie głupi pomysł, szczególnie jeżeli masz na myśli pełnoletnich, znalazło by się u mnie dla nich nawet miejsce pracy – przyznała, raz jeszcze uśmiechając się do blondyna. – Ale to już temat do poruszenia przy obiedzie – dodała.
    - Chody – tu poruszyła zabawnie brwiami. – Po prostu mam swoje sprawdzone metody, ja odwracam uwagę, a Ty zwijasz termos – rzuciła mu, chwilę przed stołami z darmową kawą. Nie czekając na odpowiedź ruszyła w ich stronę. Stoły były dwa, za każdym stał uśmiechnięty mężczyzna i rozdawał kubeczki, wcześniej uzupełniając je pod ciśnieniowym termosem. Maliodas był niski, więc zakradnięcie się nie powinno sprawić mu problemu, poza tym, kubeczki podawali panowie, a kto lepiej odwróci uwagę tych uroczych młodzieńców jak nie kobieta? W prawdzie, wystarczyło zająć jednego, tłum był na tyle spory, że koledzy stojący naprzeciwko siebie, w dość sporej odległości widzieli się mało kiedy, tym bardziej nie powinni zwracać uwagi na termos kolegi. Febe zbliżyła się do jednego z stolików, uśmiechnęła się zalotnie do mężczyzny, otrzymała uśmiech w odpowiedzi i gdy tylko dostała kubek do ręki odegrała świetnie rolę osoby potykającej się i wylewającej napój prosto na podłogę. Na szczęście jej bohater zdarzył ją złapać i przynajmniej sama nie zaliczyła podłogi. Oczywiście po tym zaczęły się gromkie podziękowania z jej strony, nawet udała, że posprząta bałagan, jednak chłopak stanowczo zabronił, mówiąc, że jest tu gościem i pozostawił kawiasty dobytek na rzecz posprzątania kałuży, w końcu ktoś mógł się na niej poślizgnąć. Febe jednak nie była bezczelna, pomogła pracownikowi, zarzucając go jeszcze raz podziękowaniami, po czym dostała kolejny kubek kawy i mogła zakończyć przedstawienie. Rozejrzała się jeszcze za Meliodasem, ciekawa czy dał radę skubnąć termos i czy w ogóle się odważył.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  111. Kuro zaśmiał się cicho na wyskok swojego nowego znajomego.
    - Niech będzie to samo, ale ja wezmę do tego dobre whiskey z lodem skarbie- rzucił do kelnerki, która stała przy ich stoliku już jakąś chwilę i zaczęła notować ich zamówienie. Zagryzła lekko wargi, jej poliki zaszły przyjemnym dla oka rumieńcem na komplement, ale nie spojrzała na twarz ani jednego z klientów. Odeszła szybko, wcześniej kiwając głową, a Kuro na ten gest westchnął cicho. Brakowało mu jego kobiety, ale kelnerka też nie była niczego sobie.
    - Jeśli nie będzie Ci pasowało, zawsze mogę zapłacić za wszystko- zaproponował, wiedząc, że to jedzenie nie musi podpaść każdemu do gustu.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  112. Rozglądała się, aż w końcu dojrzała znajomą twarz i z szerokim uśmiechem ruszyła w stronę nauczyciela. Co prawda w tym przypadku jako kobieta miała duże szanse powodzenia, jednak gdyby za rozdawanie kawy odpowiadały dziewczęta, cóż, wtedy prawdopodobnie lepiej sprawdziłoby się męskie oblicze. Zaśmiała się słysząc opinie.
    - Ma się już trochę na karku, to można kombinować, poza tym romska krew płynie w moich żyłach, a to powinno wiele wyjaśniać – znowu się zaśmiała i usiadła obok blondyna, dziękując szerszym uśmiechem za dolanie kawy. Zaraz machnęła dłonią.
    - W tym przypadku owszem, ale przy innych kobietach nie poszłoby tak gładko, wtedy zapewne Ty robiłbyś za przynętę – puściła mu oko i umoczyła usta w ciepłym napoju. Chciała coś odpowiedzieć, ale wtedy z głośników dało się słyszeć znajomy, kaleczący uszy gwizd i wszystkie oczy powędrowały na przygotowaną scenę.
    - Wybaczcie, te cholerne mikrofony. Cóż, zapraszam wszystkich na miejsca, powoli będziemy zaczynać… - poszedł komunikat i już zaraz inni zebrani zaczęli siadać na krzesłach.
    - No, to teraz tylko się nie wychylać i znieść ten czas, delektując się kawką – uśmiechnęła się zadziornie do towarzysza „zbrodni” i sprzedała mu lekkiego kuksańca. Wcześniejsze klepanie po plecach w żaden sposób jej nie uraziło, nie była z tych, które określone zachowania przypisują do konkretnej płci.

    Febe

    OdpowiedzUsuń
  113. Przytaknęła mu głową. Czyli plan na jutro był znany, miło, przynajmniej jeden dzień ktoś pomógł dziewczynie zorganizować. Zerknęła na towarzysz gdy wspomniał o baraninie, najwyraźniej miała do czynienia z przyszłym mistrzem gotowania. Posłała mu swój subtelny uśmiech.
    - Jeżeli są sprawne to w zupełności wystarczą – przyznała, przytakując sobie głową. Osobiście nie rozumiała istot, które wymieniały różnego rodzaju sprzęty domowe, tylko z powodu wyjścia nowszego modelu, wolała bardziej praktyczne podejście. Informacja o gotowaniu w szkole podsunęła Rei kolejny pomysł, ale ten zostawiła dla siebie. Uśmiechnęła się tylko nikle, zadowolona z tych swoich przemyśleń.
    - Och, ależ ja nie miałam na myśli wydatków, te sama bym chętnie pokryła, ewentualnie wchodzi w rachubę pół na pół, po prostu chodziło mi o dostępność produktów, jednak jeżeli to nie problem to ja chętnie wybiorę się z Tobą na zakupy i pokażę Wam kilka japońskich dań – uśmiechnęła się troszkę szerzej, by po tym upić łyk herbaty. Kiwnęła mu głową, gdy wyjaśnił jej problemy dotyczące wyprawy.
    - Ja znam ją całkiem dobrze, a co do pilnowania, jestem pewna, że znalazłoby się więcej chętnych osób, które jednocześnie mogłyby robić za opiekunów wycieczki. Oczywiście nie naciskam, ale jak nie stolica to można zacząć od mniejszych miast, a ją zostawić na koniec – zaproponowała jeszcze z uśmiechem. – Może w kimś obudzi się zew podróżnika, ach… nie zrozum mnie źle, ale najchętniej całą tą grupkę zabrałabym do siebie, do domu. Kiedy pomyślę o tym jakie możliwości zapewniłoby im inne miejsce urodzenia… Naprawdę nie rozumiem po co takiej krainie jak ta takie miasto jak Girie – westchnęła ciężko, wyraźnie zamyślona.
    - Zanim zapomnę, jeżeli mamy iść na zakupy, masz może jakaś cieplejszą bluzę, czy kurtkę? Swoją oddałam… jednej kobiecie – znowu się zamyśliła, jednak zaraz wróciła na ziemię i z spokojem na twarzy spojrzała na Meliodas’a.

    Rei

    OdpowiedzUsuń
  114. Dziś był jej... nudno. Pracę skończyła już jakiś czas temu, zajęcia na uczelni zostały odwołane i dziewczyna prawdę mówiąc nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Dzieciaki siedziały jeszcze w przedszkolu i nie chciała odbierać ich wcześniej wiedząc, że te dobrze bawią się wśród swoich rówieśników, a na swojego chłopaka pewnie nie miała co liczyć. Odsypiał nockę i też nie chciała sprawiać mu problemów, być powodem jego niewyspania, złego humoru więc zdecydowała się na mały, samotny wypad do kawiarni nie widząc lepszego pomysłu. Zmierzała właśnie w tamto miejsce jedną z okrężnych dróg, widząc że pogoda na zewnątrz nieco się polepszyła i nawet zza chmur wyszło słońce, więc nie mogła odpuścić takiej okazji do spaceru. Przemierzała właśnie jedną z tych gorszych dzielnic, jeden z lepszych skrótów, gdy kątem oka dostrzegła jak grupka nieprzyjemnie wyglądających chłopaków kogoś zaczepia. Automatycznie przystanęła na swoim miejscu, a wtedy dostrzegła niską, małą dziewczynkę która właśnie została lekko odepchnięta na zaśnieżony trawnik.
    - Ej!- warknęła do tamtych, oni zaraz spojrzeli na jej twarz- Może zaczepicie kogoś na równi z wami?- ruszyła w ich stronę, wyjmując dłonie z kieszeni w razie gdyby chcieli zaatakować.

    - Co Ty tam mamroczesz kurwa?- zaśmiał się jeden z przeciwników, wysoki blondyn, mierząc jej drobną sylwetkę nieprzyjemnie. Mel zacisnęła mocniej pięści jednak nie zamierzała odpuszczać, podeszła do nich śmiało.- Poczekaj mała, Tobą zajmiemy się później.
    - Odpieprzyć się- fuknęła do nich. Blondyn zaśmiał się jeszcze mocniej i już miał podnieść na nią rękę, gdyby nie to że zaraz został odrzucony kilka metrów w tył, lądując wprost na ścianie. Dziewczyna zaśmiała się cicho widząc nieco zszokowany wzrok innych, już mieli ruszać w jej stronę ale szybko pokręciła głową.- Nie radzę.

    Mężczyźni stanęli nieco oniemiali, zaraz następny z nich został zrównany z parterem łapiąc się za swoje krocze, a z jego gardła wydobył się jęk bólu. To wystarczyło, by reszta uciekła w popłochu, a Mel została wraz z małą dziewczynką.

    - Hej- przykucnęła lekko przy dziewczynce, śledząc wzrokiem całe jej ciało chcąc sprawdzić, czy aby na pewno małej nic nie jest.- Wszystko w porządku? Zrobili Ci coś?- spytała przenosząc wzrok na jej buzię, a usta Czarnuli rozszerzyły się w ciepłym uśmiechu.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  115. - Proszę sie nie martwić. Zaopiekuje się nimi jak własnymi dziećmi. - Tokasaka ukłoniła się nieznacznie Meliodas'owi, łącząc dłonie przed sobą. Posłała mu oczywiście ciepły uśmiech który nie znikał jej z ust, teraz, kiedy była przy dzieciach.
    Eizen również złapał za swój oręż. Zarzucił pochwę na plecy i zapiął ją dokładnie, by nie zgubić swojej broni. Ruszając do wyjścia przystanął przy swoich towarzyszkach.
    - Wrócę najszybciej jak się da. - zwrócił się do nich, na co Toka skinęła głową. - Celine, pomóż Tokasace tak jak pomagasz mi. - powiedział jeszcze, spoglądając na niewolnicę.
    - Ale... - dziewczyna zaczęła, przyciskając złączone dłonie do klatki piersiowej. - Na pewno wszystko w porządku?
    - Tak. Doskonale wiesz że mógłbym chodzić tylko z połową ciała. Nic mi nie będzie. - Eizen odpowiedział, kładać lewą dłoń na jej głowie. - Bądź bezpieczna. - uśmiechnął się do niej delikatnie. Nie było tego widać przez bandanę która zasłania mu usta, ale wskazywała na to niewielka zmarszczka przy jego prawym oku.
    - Z nami będzie w porządku. Leć, znajdź tą biedną dziewczynkę. - wolontariuszka zapewniła doktora. Teraz on skinął głową i ruszył za blondynem. Wysłuchał uważnie co zamierza oraz jak wygląda poszukiwana.
    Też zaczął przemieszkać się szybko. Ale ze względu na różnicę wysokości on mógł zadowolić się jedynie truchtem. Zauważył że eksplozje jakby ucichły. Ponadto stało się zimniej. Nie wydawało mu się by to było naturalne w tym środowisku.
    - Wygląda na to że walki oddalają się od miasta. Żołnierze nie chcą chyba szczególnie zniszczyć miasta. - Eizen zwrócił się do Meliodas'a.

    Eizen

    OdpowiedzUsuń
  116. - Rzygać będę jutro! - odkrzyknęła, rozkładając się wygodniej na kanapie.
    Nie spędziła tego wieczoru jak planowała. Miała się umartwiać i pławić w wyrzutach sumienia. A zamiast tego spowodowała bójkę, nachlała się na wesoło i przegrała w karty swoją duszę. Ciekawe czy jutro do kaca alkoholowego, dołączy jeszcze moralny.
    Gdy chłopak pojawił się ze zmiotką, spojrzała na niego, uśmiechając się głupawo. Wyciągnęła dłoń w jego stronę i poklepała go po głowie.
    - Dobry z ciebie dzieciak, Melke. Głupi, ale dobry - powiedziała, nadal się uśmiechając. Cofnęła dłoń, przeciągnęła się i poprawiła pozycję, przygotowując się na spanie. - Jak będziesz wychodził to zamknij dolne drzwi na klucz. Wiszą tutaj, przy drzwiach. - Zamknęła oczy, chcąc uspokoić wirowanie. - Wpadnę po nie jutro, albo za tydzień… - wymamrotała jeszcze.

    Timmz

    OdpowiedzUsuń
  117. Tai zamrugała szybciej wzrokiem. Śledził ją! Jak byk! Jeszcze jedzenie przygotował… No, za to akurat mógł dostać plusa.
    - Kolację? – zapytała bardziej samą siebie i zaraz podniosła się na czworaka i właśnie tak podeszła do paleniska, wpatrzona w ogień z fascynacją w oczach. Usiadła na swoich łydkach i wyciągnęła dłonie do płomieni, oczywiście nie wsadziła ich bezpośrednio w płomień, aż tak niedoinformowana nie była. Przymknęła oczy z błogim uśmiechem na twarzy. Uczucie było naprawdę przyjemne, lepsze niż przy sztucznym kominku czy grzejniku. Ciepło zaczęła nawet trochę mocniej piec ją w buzię, na co przyłożyła dłonie do policzków i zaśmiała się.
    - Ale to zabawne – znowu zachichotała i dopiero wtedy zwróciła wzrok na miejsce, tuż obok Meliodasa, a z niego na podawane jej mięso. Chwyciła patyk pewnie w dłonie i z zaciekawieniem obejrzała „prymitywne” danie. Tradycyjnie, powąchała je, jak wszystko, co miało zostać przez nią skonsumowane. Szybko jeszcze przeskoczyła wzrokiem na samego chłopaka i obserwując co robi zaczęła papugować. Nigdy nie jadła niczego podobnego, więc wolała wiedzieć jak się za to zabrać. Również podmuchała mięso i ugryzła kawałek. Ostatnio poznawała coraz to nowsze smaki. Nie dość, że Glen jej kucharzył, to Meliodas już drugi raz poczęstował ją czymś nowym. Mięso smakowało dziwnie, inaczej, ale było dobre. Taisja wzięła kilka kęsów i zaraz wstając na kolana doczłapała się do miejsca obok Blondyna. Usiadła obok niego z szerokim uśmiechem.
    - Po co mnie śledzisz? – zapytała nagle, patrząc na niego z niewinnym uśmieszkiem na twarzy.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  118. Wzruszyła ramionami słysząc jego odpowiedź.
    - Nie dziwne, też bym się nudziła w Girie – stwierdziła i również przystawiła swój kij do ognia. On tak zrobił, uznała więc, że to normalny proces. Zaciekawiona spojrzała na ciemny napój, powoli czytając napis na etykietce.
    - W-H-I-S-K-Y – przeliterowała, gdy zapytał o las i uśmiechnęła się szeroko. Normalnie w Internecie sprawdziłaby cóż to, ale tutaj sieć nie miała zasięgu, więc na uśmiechu zakończyła wypowiedź. Dopiero po chwili westchnęła ciężko i legła plecami do tyłu. Zjechała plecami na ziemie, a nogi zostawiła na prowizorycznym siedzeniu – pniu drzewa.
    - Glen mi mówił o roślinkach to sobie poszłam na spacer – stwierdziła bez ogródek, machając przy tym stopami i wlepiając wzrok w niebo. Słysząc o kleszczach zachichotała i zerknęła na Meliodas’a.
    - One mnie nie lubią, jak wszyscy – przyznała, nadal z uśmiechem. Nawet kleszcze i komary unikały jej osoby, powodem była trucizna zawarta w krwi dziewczyny, ale o tym jeszcze nie wiedziała. Przy kolejnym pytaniu podniosła się do pół siadu, nadal trzymając nogi na obalonym pniu. Spojrzała na Meliodasa i patrzyła na niego przez dłuższą chwilę, w milczeniu, jakby się nad czymś zastanawiała.
    - Nie wiem… - powiedziała w końcu. – Po prostu Glen mówił, a ja chciałam sprawdzić i jestem – dodała uśmiechając się szeroko. Zaraz jednak przyciągnęła się nogami bliżej pnia i wlepiła zaciekawione spojrzenie w blondyna.
    - To życie można smakować? Tylko swoje czy cudze też? – zapytała wyraźnie zaciekawiona tą kwestią.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  119. Wydęła usta patrząc na niego wymownie.
    - Nudziłabym – odparła, jakby z urażoną miną. Z jednej strony miała ochotę lepiej poznać jego dzielnicę, z drugiej w głowie cały czas pojawiały się myśli opisujące Girie i wewnątrz głowy dziewczyny trwała swego rodzaju walka. Pstryknięta w czoło ułożyła na nim dłoń, sprawdzając czy dziwne uczucie jakie wywołał nie było czymś groźnym, obadała dokładnie ten fragment głowy i zaraz wróciła zmrużonym wzrokiem do oczu blondyna. Za każdym razem robił coś dziwnego, to nadgryzanie ucha, to inne sztuczki z czołem i dotykiem.
    - Ale jak? – odpowiedziała, nadal z naburmuszoną twarzą, słysząc odpowiedź skrzyżowała ręce pod biustem. – No, no, bobasek namawia do korzystania z technologii, to dopiero wydarzenie, większe niż te Twoje macanki – zauważyła z zadziornym uśmiechem i wgramoliła się znowu na miejsce obok niego, po czym szturchnęła w bok, tak, w ramach zaczepki, kiedy ten przykładał tajemniczą butelkę do ust. Zaraz zaczęła grzebać z swoich rzeczach i wyciągnęła z torby bidon, biorąc na szybko jeden porządny łyk swojego alkoholu. Dorwała swój odłożony wcześniej kijek, mięso przypiekło się z jednej strony odrobinę za mocno, ale zdawało się to dziewczynie nie przeszkadzać. Wgryzła się w zająca po raz kolejny i jadła z uśmiechem na ustach. Słysząc o bałwanie spojrzała na towarzysza, przeżuwając przy tym ostatni kęs. Nie musiała odpowiadać, po mimice twarzy widać było, że Rosjanka nie ma pojęcia o czym chłopak mówi.
    - Czy to jakaś kolejna Twoja zabawa, w której będziesz mnie dotykał, nadgryzał i przytulał do siebie? – zapytała bez ogródek, gdy jej usta były już puste. Czekając na odpowiedź kontynuowała jedzenie, wpatrując się w blondyna. Już zaraz oskubała całe zwierze z mięsa i była gotowa do tego całego lepienia.

    Tai

    OdpowiedzUsuń

  120. Widząc, że dziewczynka wpadła w histerie Mel od razu zaczęło krajać się serce. Nie potrafiła patrzeć na płaczące dziecko obojętnie. Od razu zdjęła z siebie płaszcz j położyła go na ramionach dziecka, dodatkowo owinęła ją szczelnie swoim szalikiem, widząc że ma na sobie tylko sweter. Mel nie miała pojęcia skąd znalazło się tutaj to dziecko, zawsze mogło uciec z jakiegoś przytułku bo naprawdę nie wyglądała najlepiej, zwłaszcza jej kościste ciałko...
    - Spokojnie, nikt cię nie zabije- pogładziła delikatnie jej czuprynę, a sama owinęła się szczelnie sweterkiem- Chodź, najpierw kupimy coś ciepłego do picia i później zaprowadzę Cię do domu. Na pewno wymarzłaś.
    Znów lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy chcąc dodać małej pewności siebie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  121. Nadal patrzyła na niego dziwnie. Skąd to przekonanie, że jest uzależniona od internetu? Nie miała pojęcia. Tai wychowała się w takim miejscu i technologia była dla niej czymś na porządku dziennym, jednak, gdyby rzeczywiście stanowiła tak istotny element w jej życiu, to dziewczyna przecież nie wypuściła by się do lasu, tylko z powodu ciekawości. Rosjance nawet przejadło się przeszklone miasto i bardzo chętnie wyszła poza mury, gdyby mogła to zrobiłaby to szybciej, ale nie było jej to dane.
    - To całkiem zabawne – zaśmiała się lekko. – Nie lubisz jak ktoś innych szufladkuje, a sam to robisz – uśmiechnęła się szerzej i znowu zaśmiała, wyraźnie rozbawiona swoim spostrzeżeniem. Śnieg, no właśnie. Tutaj w lesie nie było go tak dużo jak w miastach, gdy nadeszła ta dziwna śnieżyca, ale nadal pozostał na ziemi. Tai osobiście miała z nim kontakt po raz pierwszy. Czując śnieżynkę na głowie spojrzała na chłopaka zdezorientowana, a zaraz poczuła jej resztki tuż za koszulą i jak poparzona wstała na równe nogi. Ciarki przeszły po ciele dziewczyny, a ona zaśmiała się lekko, zaraz kierując zawzięte spojrzenie na Meliodasa.
    - Oszukujesz! Ja nie znam tej gry! – uniknęła kolejnych „pocisków” i zaraz doskoczyła do jakiejś kupki śniegu, od razu lepiąc swój arsenał. Z celowaniem nie miała problemu, wujas Garrus w końcu nauczył ją strzelać. Schowała się za jednym z drzew i zaraz posłała pierwszą śnieżkę prosto w chłopaka. Śmiech mimowolnie wydobył się z jej ust. Znowu kucnęła, wychylając się tym samym zza drzewa i obrywając w głowę. Podparła się na ręce i jednej nodze, po czym szybko ulepiła kilka mniejszych kulek i posłała je jedną za drugą w stronę towarzysza.
    - Ha! I kto tu teraz jest mały?! – zadowolona odtańczyła swój taniec radości, gdy jedna z kulek dosięgła jej przeciwnika i wytknęła blondynowi język, szybko uciekając za kolejne drzewo, oczywiście, ze śmiechem na ustach.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  122. Całe szczęście, że Taisja zdążyła poznać już to powiedzenie, w innym przypadku wplotła by jeszcze w ich dialog pytanie o rzekomego Kubę. Teraz jednak skończyło się na szerokim uśmiechu i pokręceniu głową.
    - Hi-po-kry-zja- przesylabowała wesoło, nie mówiąc już nic więcej na ten temat.
    Bitwa śnieżna wkręciła się dziewczynie bardzo mocno. To całe bombardowanie sprawiało jej wiele radości, chociaż ciuchy w jakich wystąpiła znacznie utrudniały sprawne manewry, przez co już po chwili wyszła zza jednego z drzew ubrana w długi sweter i spodnie. Nie przejmowała się ewentualnymi trafieniami w swoją osobę, ba, napędzało ją to do jeszcze lepszej zabawy. Walka z słabszym przeciwnikiem była po prostu nudna, tutaj każdy jej traf został odtańcowany. To całe bieganie zmęczyło i ją, jednak nie śmiała zmarnować ulepionego arsenału i nawet gdy padło słowo „dość”, ona posłała ostatnie kulki w przeciwnika i biegiem ruszyła do ogniska, odbierając to jako, znaną sobie zabawę, w wyścigi. Pierwsza dotarła do płomieni i zaraz wyszczerzyła się w stronę Meliodasa.
    - Pierwsza! – zakomunikowała, znowu się śmiejąc, a kiedy podał jej wszystkie nazwy zabawy wystawiła dłonie do ognia i z entuzjazmem zaczęła opowiadać, jak to tu się poślizgnęła, ale udało jej się uniknąć śnieżki, jak to on sprawnie unikał pocisków, po prostu poznawanie nowości, szczególnie takich, dawało jej sporo radości. Znowu wyciągnęła bidon, gdy już powiedziała wszystko co chciała i wypiła dwa spore łyki, kaszląc po nich. Zapomniała, że to alkohol znajduje się w środku. Nadal w jakimś takim amoku, złapała w dłonie wcześniej odstawiony przez blondyna kij z mięsem i wgryzła się w jego królika, tylko z drugiej strony. Nawet nie zauważyła, że skubnęła jago porcję i z zainteresowaniem słuchała wykładu o bałwanie. Zaciekawiona spojrzała na miniaturowy twór i uśmiechnęła się szeroko.
    - Uuu… fajny! Zrobimy wielkiegooo bałwanaa! – poinformowała i teraz odwróciła się plecami do ognia, aby i je ogrzać.
    - Tylko najpierw się suszymy, bo się przeziębię – powtórzyła wcześniejsze słowa mężczyzny. Nos i policzki już miała czerwone, tak samo uszy i dłonie, więc odchorowanie wypadu i tak było prawdopodobne.

    Tai

    [Musiała ją odpisać, takie małe uzależnienie. xD Akurat z tą postacią może czekać Cię wiele pierwszych razów haha. :D ]

    OdpowiedzUsuń
  123. Od razu wyczuła w nim demoniczne pochodzenie, jej krew od razu zaalarmowała ją z kim ma do czynienia, że powinna mieć się na baczności i tak też zrobiła. Już nie raz miała do czynienia z demonem, który na pierwszy rzut oka wydawał się nieszkodliwym, nawet sympatycznym gościem, a gdy tylko odwróciło się do niego tyłem to był w stanie wbić nóż w plecy. Powinna uważać, zachowywać się ostrożnie, ale zwyczajnie zmiękła gdy dziewczynka wylądowała w jego ramionach. Ten widok zwyczajnie zmiękczył jej serce i nawet zapomniała o tym z kim tak naprawdę miała do czynienia, do czasu aż chłopak nie zmierzył ją nieprzyjemnie, lecz nie miała zamiaru odwzajemniać się tym samym. Ważne, że dziewczynka była cała i zdrowa, do tego odnalazła kogoś kogo zwyczajnie zna i to było jak miód wylany na serce. Dziewczyna zaśmiała się cicho, gdy mała zagadnęła o obiecaną jej czekoladę i posiłek. Dzieci były zwyczajnie urocze, potrafiły rzec ją jednym spojrzeniem i tak było z Marie. Złapana za rękę zamrugała szybko oczami, ale nie wyrwał ręki. Była po prostu zaskoczona.
    - Nie ma sprawy i nie trzeba dziękować- mruknęła w stronę Meliodasa, a kącik ust uniósł się nieco wyżej.- Możemy iść na gorącą czekoladę, widać że mała spędziła dość sporo czasu na zewnątrz.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń


  124. - Nie wszystkie- spojrzał na niego świdrującym spojrzeniem, a kącik jego ust uniósł się wyżej.- Tak naprawdę rzadko podrywam kogokolwiek, nie chce się chwalić, ale to zazwyczaj kobiety biorą mnie na celownik. Zazwyczaj te łatwe- dodał ciszej. Taka była prawda, już nie raz jedna z uczennic usiadła na jego biurku rozkrokiem, ba, nawet niektóre mamuśki nie mogły się powstrzymać ale zawsze spławiał takie kobiety. No, chyba że jego sprzęt już dawno nie był rozładowywany to szedł do baru szukać jakiejś chwilówki. To nie należało do częstych sytuacji, a wolał o nich nie wspominać, zwłaszcza że teraz zajęty był tylko jedną kobietą.

    - Może się zdziwisz, ale z żadną nie wylądowałem w łóżku. Lubię po prostu kiedy kobiety się rumienią- przyznał z lekkim uśmiechem, kątem oka zerkając na kelnerkę, która już stawiała na swojej tacy ich napoje bogów. Piwa już zaraz stały przed nimi, Kuro szybko wcisnął w rękę dziewczyny napiwek, aby później zatopić wargi w spienionym alkoholu.
    - Dobre, ciemne, mocne...czego chcieć więcej?- zapytał, jakby samego siebie po czym wziął kolejny łyk trunku.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  125. [Ja jestem po grzańcu, zobaczymy co wymodzę. xD]

    Wcinała mięso ze smakiem, aż nie dotarła do wcześniej ugryzionego, przez Meliodasa, fragmentu. Zatrzymała na chwilę szczękę, w momencie rozdarcia jej na oścież, jednak widząc, że blondyn nic nie robi sobie z drobnej kradzieży kontynuowała jedzenie, z uśmiechem na twarzy. Kiedy zaczął kichać, znowu przerwała jedzenie i przyglądała mu się bacznie. Że to niby ona się przeziębi, tak? Odłożyła mięso na bok i przysunęła się nieco do towarzysza, zaraz na jej głowie pojawiła się czepka, popularnie nazywana „rosjanką” – cieplutka, zakrywająca uszy i całą głowę. Do tego na dłoniach zawitały rękawiczki. Tai zdjęła świeżo „ubrane” fragmenty odzieży, po czym wcisnęła czapkę na głowę Meliodasa i podała mu rękawiczki z swoim tradycyjnym uśmiechem na twarzy. Słysząc pytanie zastygła na chwilę w bezruchu i zaraz wzruszyła ramionami.
    - Lubiłam się wspinać po szkieletach pomieszczeń albo pomagać przy wynalazkach, podawałam śrubki, wkrętki, czasami nawet pozwalali mi skręcić ze sobą kilka części. Stworzyłam nawet Pi-tu, tak go nazwałam – przypomniała sobie i zaśmiała się cicho na wspomnienie pierwszej stworzonej przez siebie zabawki. Wysunęła dłonie w stronę ognia. – Ale to było przed wypadkiem, później już się nie bawiłam – znowu wzruszyła ramionami i zerknęła na niego. Pogrzebała chwilę w torebce, po czym wyciągnęła coś na kształt dropsów. Wyciągnęła jeden, wzięła odrobinkę śniegu w dłonie i zmoczyła dropsa, który po chwili rozwinął się w bardzo lekko nawilżoną chusteczkę. Podała ją chłopakowi.
    - Ty pewnie lepiłeś bałwana i grałeś w bitwy śnieżne – zauważyła, unosząc jeden kącik ust ku górze.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  126. Wpadła jakiś tydzień później, głównie dlatego, że na kilka dni wpadła w tak zwany zug. Z domu wychodziła jedynie po więcej wódki. Nie mogła swoim obu kacom pozwolić się dogonić przecież. Budziła się jeszcze pijana i nie pozwalała sobie wytrzeźwieć. Dopiero gdy nadszedł sms z zapowiedzią nowej roboty wygrzebała się z kanapy boleści, wyłączyła wszystkie bezpieczniki, wylała resztę wódki do kibla co by jej nie kusiło, zostawiając sobie jedynie pół litra na powolne odtruwanie się. To było dwa dni temu. Wczoraj jedynie robiła wycieczki do kibla z różnymi sprawami. Dłonie jej się tak trzęsły, że nie chciała nawet szklanki podnieść, wodę z butelki rozlewała za każdym razem gdy podnosiła ją do ust. Nie był to najpiękniejszy widok.
    Dzisiaj było już trochę lepiej, ale strzeliła sobie setkę przed wyjściem, co by dłonie uspokoić. Post nie był w jej stylu, szczególnie, że ta sprawa nie miała dla niej dużego znaczenia.
    - Przyszłam po moje klucze - odpowiedziała, nie bardzo kojarząc o co mu chodziło z tą pensją. - Ale darmowego jedzenia nie odmówię - dodała, wchodząc za nim do środka.
    Spojrzała zmęczona na telefon. Naprawdę jej się nie chciało mu tego teraz tłumaczyć.
    - Te twoje dzieciaki nie wiedzą jak się wpisuje? - zapytała bez przekonania. - A te wiadomości to ignoruj. Zazwyczaj to jakieś przekręty. Sama takie robiłam. - Wzruszyła ramionami, wycierając spocone dłonie o spodnie.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  127. Zaśmiał się pod nosem, ich znajomości zdecydowanie się różniły, u Niklausa nawet dziewczyną jaj nie brakowało. Lexi, Aki, Mel, nawet jego córka robiła się coraz odważniejsza. Dziwny uśmiech zagościł na wspomnienie młodej. Słysząc o randce wrócił na ziemię.
    - Ho, ho, stary, lepiej nie rzucaj takich haseł, jeszcze Cię moja dorwie i będę się musiał tłumaczyć – zażartował, po czym sięgnął ten cały chleb ze smalcem, również przełożył go ogórkiem i wziął pierwszy kęs, kiwając zaraz głową. – Własnej roboty, dam sobie głowę uciąć – uśmiechnął się zadziornie. Dawno nie jadł niczego podobnego. Pamiętał czasy, kiedy taka strawa była na porządku dziennym, teraz, w wielu restauracjach podobny przysmak można było dostać jako przystawkę, jednak tam smalec mało kiedy był tak dobry. Uśmiechnął się pod nosem słysząc gdybania towarzysza, pokręcił zaraz głową.
    - Ja bym dał radę, ale Ty zapadłbyś się pod ciężarem własnego ciała. Ewentualnie wchodzi w grę mała… nie, za mało piasku, ale, jeżeli chcesz się pobawić czasem, to jestem do usług – uśmieszek nie znikał z jego twarzy. Sięgnął drugi kawałek chleba, a gdy go zjadł złapał jeszcze butelkę, pociągnął spory łyk, oddając chłopakowi ostatnią resztkę.
    - Przyspieszę trochę nasze tempo, zabawa z obijaniem ryja całkiem fajna, ale mało wymagająca, może na górze nieco się rozerwiemy – dodał i spojrzał na górę schodów, ruszył i dopiero gdy Meliodas też zaczął iść, ten przyspieszył czas ich nóg do tego stopnia, że w przeciągu minuty znaleźli się na samej górze, a tam spotkała ich dziwna wręcz cisza. Po drodze Niklaus zwolnił czas jednego z przeciwników, drugiego całkowicie zatrzymał, dzięki czemu uniknęli walki, jednak on na dłuższy czas pozbawiony był swojej zdolności związanej z czasem.

    Niklaus

    OdpowiedzUsuń
  128. Aaron oraz Yensen odwrócili się w stronę blondyna, gdy tylko usłyszeli jego charakterystyczny głos. Obaj unieśli dłonie w geście niemego powitania, któremu towarzyszyły szerokie uśmiechy. Okhotnik sam podsunął Meliodasowi trunek, by ten się napił. Cała trójka stuknęła się kieliszkami.
    - Zdrowie! – zakrzyknęli wyżsi mężczyźni. Sami mieli już nałożoną baraninę, a także dziczyznę na talerzu, którą co jakiś czas powoli jedli, bardziej skupiając się na rozmowach. Tłuste mięso zastępowało im w tej chwili ciasteczka do kawy, którymi zajadały się kobiety. Wiedzieli, że ich przyjaciel nie spóźnia się celowo, jednakże nie byliby sobą, gdyby nie zwracali mu za to uwagi, czy nie czynili przytyków z tegoż powodu. Częścią męskiej przyjaźni było właśnie serwowanie sobie rozmaitych uwag, nawet tych najwredniejszych. Mężczyźni nie powinni chodzić z parasolem otwartym w rzyci i przyjmować podobne komplementy z godnością, zwłaszcza jeżeli nie miały one na celu faktycznie zranić cudzych uczuć, a po prostu być lekko niepoprawnym żartem. Każdy w końcu lubił taki humor, prawda? Cóż, przynajmniej większość osób z Gildii sprawiała takie wrażenie. Yensen upił kolejny łyk alkoholu, słysząc pytanie. Spojrzał to na Byka, to na demona.
    - Cóż…Aaron opowiadał mi właśnie o swoim gorącym romansie z Jannete, tą artystką z teatru w stolicy. Ale niech sam Ci może powtórzy jeśli jesteś zainteresowany – zaczął wojownik, nabijając na widelec spory kawałek grillowanej jeleniny, którą po chwili wziął do ust. Przeżuł ją dość szybko, a następnie połknął. Cholera, jedzenie w Gildii smakowało po prostu wyśmienicie. Nie umywało się co prawda do obiadów serwowanych przez Febe czy jej pachnących wypieków. Tutejsze jedzenie mimo wszystko miało swój niepowtarzalny smak, który przede wszystkim kojarzył się z zakrapianymi spotkaniami w tej jakże pełnej dobrych wspomnień Sali biesiadnej.
    - Ja z kolei zacząłem chwalić się ostatnim polowaniem na parę skazanych na śmierć wampirów wyższych. Zamordowali kilku urzędników i policjanta. Co prawda prawo samo ich ścigało, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby wysłać zgłoszenie do Gildii. Kto pierwszy ten lepszy, nie? – dodał następnie, opierając się rękoma o stół z uśmiechem na ustach, który świadczył o tym, iż w tym momencie mężczyzna ma ochotę rozpocząć swoją opowieść.

    Yensen


    OdpowiedzUsuń
  129. - Numer? – zapytał zaskoczony oglądając telefon, który Meliodas trzymał w dłoni. Nie spodziewał się po blondynie takiego skoku w technologicznych gadżetach, zwłaszcza, że nawet jemu osobiście szło to dość niechętnie. No, ale skoro ich przyjaciel postanowił w końcu sprawić sobie przedmiot ułatwiający komunikację z innymi i wskazywała czas, to nie mógł, po prostu nie mógł mu odmówić. Mógł za to trochę się z nim podroczyć. Owszem, wziął telefon do ręki, ale żeby zrobić coś poza tym – no cóż, Yensen postanowił sprawdzić jak bardzo towarzyszowi na owym numerze zależy. W tym czasie zajmował się swoją porcją jadła i alkoholem, przysłuchując się rozmowie mężczyzn. Zaśmiał się na gest Aarona, odkładając szklankę z alkoholem na stół. Blondyn dorósł? Spojrzał na niego wymownym spojrzeniem, dotykając jego głowy. Oczywiście do owej czynności musiał się nieznacznie nachylić. Uśmiechnął się przy tym na swój złośliwy, aczkolwiek żartobliwy sposób.
    - Wzrostem to jednak nam tego jakoś nie potwierdzasz, Melo! – zaśmiał się donośnie po raz kolejny, z rozbawieniem obserwując reakcję przyjaciela. Byk zareagował podobnie, uderzając ogromną ręką o stół, tak mocno, że niektóre przedmioty aż podskoczyły.
    -A Ty, nie niszcz nam kolejnego stołu- dorzucił okchotnik, wskazując palcem na szaroskórego. Zwrot ten zapoczątkował jedynie kolejną salwę śmiechu.
    - Ty się lepiej nie odzywaj. Mam Ci wypomnieć ten żyrandol sprzed kilku lat?!
    - Sam mi pomagałeś, to wypominaj! – oboje patrzyli na siebie z szerokimi uśmiechami na ustach. Nie mogli długo wytrzymać bez śmiechu. Z pewnością alkohol, który już wypili zdążył ich nieco rozweselić, jednakże i tak obaj posiadali dość wesołe usposobienie, zwłaszcza wewnątrz murów Gildii i z chęcią dawali o tym znać. Dopiero po chwili wrócili wzorkiem do Melodiasa. Yensen był niezwykle zadowolony, gdy blondyn nie zorientował się, że on mu swojego numeru nie wpisał. Będzie miał miłą niespodziankę, gdy zajrzy później w swoje kontakty i nie zobaczy okchotnika. Aaron wziął telefon i zaczął próbować go odblokować, z jego dłońmi, palcami nie było to jednak takie proste. Były zwyczajnie za duże.
    - Co za gówno… - westchnął, siłując się z maszyną. Brunet natomiast rozsiadł się na krześle.
    - A więc wracając do moich wampirów… To wyruszyłem w samo południe szukać jakiś śladów. Były uzależnione, chore. Mogły poruszać się tylko w nocy, więc pełne słońce dawało mi sporo bezpieczeństwo podczas zabawy w detektywa. Nie myślały trzeźwo, ich zapach i ślady były tak bardzo widoczne, że ślepy by zauważył i ja wcale nie żartuje. Kilka metrów od głównej drogi z Phyeon do Salree były martwe ciała, rozerwane na strzępy. Nawet dobrze wgryźć się nie potrafiły – mężczyzna na dobre rozpoczął swoją opowieść…

    Yensen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ a i jeszcze przed opowieścią! bym zapomniała! Przepraszam najmocniej! ]

      - Uczniów? Przyprowadź ich, zgadam do kilku znajomych, zobaczymy co potrafią, może komuś przypadną do gustu – Yensen odpowiedział, słysząc o dzieciakach z Girie. Owszem, współczuł im. Nie zazdrościł sytuacji, ale sam miał sporo do roboty z Rayem. Nie chodziło co prawda o jego umiejętności, ale szatyn był dla niego dość ważnym towarzyszem. Może traktował go nawet trochę po synowsku. Nie chciał brać pod opiekę nikogo, dopóki nie uzna, iż jego aktualny wychowanek nie jest w pełni bezpieczny i niezależny.

      Usuń
  130. - Dzieci stąd raczej nic nowszego nie widziały - odparła, siadając przy stole. Większość Girie nie miało nawet elektryczności, ani bieżącej wody. Telefon z klawiaturą nie powinien być im straszny, a nawet jeżeli był to raczej z przeciwnych powodów które przedstawił Melke.
    - Szar... o której masz zamiar wracać do domu? - zapytała, unosząc łyżkę z curry do ust. Szło to powolnie, dłoń jej drżała potwornie, aż miała ochotę po prostu to rzucić i wyjść. Ale już dawno nie jadła niczego porządnego.
    - Więc… - zaczęła, nadal przeżuwając. Jej stołowe maniery pozostawiały wiele do życzenia. - Jak odpowiadasz na takiego smsa, to w tym samym momencie zgadzasz się na subskrypcję, na to, że się będzie pobierało kasę z konta. Zazwyczaj mogliśmy… - odchrząknęła - mogłam ciągnąć z tych idiotów miesiącami zanim się zorientowali. - Uśmiechnęła się na samo wspomnienie.

    Timmy

    OdpowiedzUsuń
  131. Spojrzała na oddane rękawiczki, wzruszyła ramionami i sama naciągnęła je na dłonie, posyłając tym samym uroczy uśmiech blondynowi. Ona zamiast rąk wyciągnęła przed siebie nogi i grzała je przy palenisku. Przytaknęła głową, gdy powtórzył imię jej pierwszego wynalazku.
    - Zabawka – dodała, machając stopami na w obie strony i przyglądając się im z uśmiechem. Nawet konkretne wydmuchanie nosa nie zdawało się przeszkadzać dziewczynie, była za bardzo skupiona na stopach i drobnych płomyczkach skaczących przy jej butach. Dopiero, gdy zaczął mówić więcej o sobie, wtedy podniosła na niego oczy, z typowym dla siebie zaciekawieniem na twarzy. Zaśmiała się lekko słysząc o odrąbywaniu głów, nie chodziło wcale o to, że uznała wypowiedź za żart. Doskonale pamiętała ich pierwsze spotkanie i to jak oczy mu się cieszyły, gdy robił jej krzywdę. Fakt, że od dziecka zabijał nie był czymś szokującym dla dziewczyny, rozmawianie o zabijaniu nie było dla niej szokujące.
    - Tak, też znam te zabawy – przyznała z pogodnym uśmiechem na twarzy i wróciła wzrokiem do płomieni. Fascynowały ją, były inne niż te z znanych jej kominków, bardziej dzikie. Znowu wróciła na ziemię, słysząc pytanie. Zamrugała szybciej oczyma i zaraz pokręciła głową, śmiejąc się pod nosem.
    - Nie, rodzice nawet mnie nie planowali, a co dopiero innych dzieci – raz jeszcze zaśmiała się, po czym wzruszyła ramionami. – Mama zawsze mi opowiadała, że poszła z bólem brzucha do szpitala, a wróciła ze mną – uśmiechnęła się szeroko, jednak nagle spoważniała i raz jeszcze spojrzała na niego zaciekawiona. Wyciągnęła w jego stronę dłoń i przez rękawiczkę „nacisnęła” nos mężczyzny.
    - Czemu udajesz, że tego nie lubisz? Ucinania głów – złapała bidon i znowu go przechyliła, cały czas patrząc na towarzysza.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  132. W pierwszej chwili powędrowała wzrokiem za odtrąconą dłonią, by zaraz zmarszczyć czoło i gniewnie spojrzeć na towarzysza. Jego świdrujące spojrzenie nie peszyło jej, w swoim „samotnym” życiu, poza murami Tyge, spotykała głównie takie spojrzenia. Prawdę mówiąc nawet czuła się bardziej swojo, gdy dochodziło między nią, a inną istotą do bójki, niż gdy miała z tą samą istotą rozmawiać. Dopiero od niedawna patrzyła na wszystko troszkę inaczej. Dziewczyna nie oderwała od jego tęczówek oczu, nawet gdy pojawił się ten maz na czole. Wzrok zelżał dopiero na słowa blondyna, a raczej ton, który zastosował. W tym samym momencie co on, zerwała ich kontakt wzrokowy i spojrzała w bok, gdzieś w las… Dopiero teraz dostrzegła jak otaczający ją krajobraz różni się od jej codzienności. Westchnęła ciężko. Myśli dziewczyny musiały być naprawdę głębokie, gdyż poczuła zaczątki znajomego bólu i automatycznie zacisnęła zęby, by po tym golnąć spory łyk alkoholu i kaszlnąć mocniej kilka razy. Po tym blondyn znowu się odezwał, spojrzała na niego, mówił o zabijaniu i tu pomogło zepchnąć myśli na inny tor, to oraz alkohol szybko uśmierzyło ból. Spoważniała słysząc jego słowa. Ktoś mu uświadomił, tak? Zabawne… Oparła łokieć na kolanie, a na dłoni swoją brodę. Poczuła się jakby była w jego skórze, w końcu i ona coraz bardziej była uświadamiana co do… pewnych rzeczy. Słysząc docinkę o wykonywaniu rozkazów, zmrużyła lekko oczy i posłała Meliodas’owi sztuczny uśmiech, by po tym złapać śnieg w rękę i cisnąć prosto w ten jego uśmieszek.
    - Ja jak będę wolna nie wykonam ani jednego rozkazu czy zadania, będę robić co tylko zechcę! – fuknęła na niego i zaraz cisnęła go drugą „szybką śnieżką”, po czym wytknęła język.
    - Głupek… - wydęła usta i założyła ramiona pod biustem w ramach okazania swojego oburzenia.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ręcę pod biustem* ... Trzymajcie mnie, jakie ramiona! xD

      Usuń
  133. Oburzenie wzrosło, gdy ten roześmiał się w najlepsze. Co za typ! Ile jeszcze razy będzie jej wypominał to wszystko?! Pewnie zastanawiałaby się nad tym dalej, ale nagle wylądowała na ziemi i została do niej przywarta przez istotę z nadprzyrodzoną siłą, no pięknie… Nie miała pojęcia co on wyprawia, czy to kolejny rodzaj zabawy, ale nie miała co się siłować. Krzyknęła jedynie opadając w śnieg i automatycznie, chcąc nie chcąc zaśmiała się pod nosem. Widząc jednak jak nabiera śnieg do rąk zaczęła szamotać nogami.
    - Aj, aj! Nie! Bobasku! Bobas, przestań! – wykrzykiwała w przerwie między śmiechem, a próbą odepchnięcia go od siebie czy jakiegokolwiek zrzucenia. Nie bardzo rozumiała co ją bawi w tej całej sytuacji, ale te przepychanki były zabawne i to dla obu stron, zwykle to tylko ona się śmiała albo tylko druga strona, a tutaj… Po prostu było inaczej. Kiedy odskoczył od niej, nadal się śmiała, ciężko przy tym dychając. Podniosła się na łokciach i spojrzała na niego z zadziornym uśmieszkiem.
    - Idź w cholerę – znowu zaśmiała się lekko, a gdy tylko założył plecach, ona cisnęła w niego jeszcze jedną śnieżką, by po tym paść płasko na ziemię i z szerokim uśmiechem patrzeć w niebo, od czasu do czasu zerkając za znikającym znajomym i cicho chichocząc.

    Od ostatniego spotkania Meliodasa minęły dobre dwa tygodnie, jak nie więcej. Taisja zdążyła już dowiedzieć się wszystkiego na temat tajemniczego bólu i czipa w swoim karku. Teraz nawet wódka nie pomagała w odpychaniu od siebie nieprzyjemnych myśli. Sprawa była prosta, żyć z ograniczeniami, czy w próbie walki o wolność być w stanie poświęcić własne życie. Przechyliła butelkę ciemnego alkoholu, który smakował paskudnie, ale mocno kopał. Whiskey, tak, to właśnie to postanowiła zdegustować, przypominając sobie wieczór w lesie, przy ognisku. Teraz jednak nie było ogniska, było Girie, to smutne, śmierdzące miasto, w którym, mimo wszystko, dziewczyna mogła spokojnie siedzieć, pić i myśleć, a raczej nie myśleć. Sporo istot już ją tu znało, jedni omijali szerokim łukiem, inni zaciekawieni zerkali zza okien. Jeden mężczyzna nawet odważył się rzucić w jej stronę kamieniem, jednak zaraz tuż obok niego uderzyła silna wiązka energii.
    - Nawet nie trafić w Ciebie nie mogę! – krzyknęła, trochę mocniej podpita niż zwykle i rzuciła pustą butelką w uciekającego już nieznajomego. Bardzo jej się nie spodobało zachowanie brudasa. Zeskoczyła z dachu, o dziwo, szła jeszcze w miarę normalnie. Ruszyła za swoim celem, jednak kiedy wyszła zza jednego z zakrętów usłyszała dziwne hałasy. Zatrzymała się i spojrzała w ich stronę. Sięgnęła dłonią do głowy i podrapała się po głowie, wyraźnie zdekoncentrowana.
    - Bobas? – zapytała samą siebie, mając wrażenie, że uczestniczy w całym zamieszaniu i odgrywa w niej, spokojnie, główną rolę.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  134. Trzeźwość umysłu dziewczyny nie była w najlepszym stanie, jednak poprawiła się, gdy dojrzała całą scenę, szczególnie moment, w którym blondyn ląduje na samochodzie. Zmarszczyła czoło. Co tu się działo? Co tu robili ludzie prymarchy? Mimo stanu w jakim się znajdowała, bez problemu rozpoznawała dwie gęby, nawet ich głosy nieprzyjemnie drażniły ucho. Nie lubili jej, zawsze dostawała zlecenia, na które oni się czaili, zawsze chcieli być jak najbliżej władcy. Tai skrzywiła się znacznie. Co to było? Dlaczego w ogóle interesuje się tym zajściem i czemu zaciska pięści czy zęby? Spojrzała na swoje dłonie… Miała ogromną ochotę tam po prostu wpaść i rozkręcić zabawę, ale coś ją powstrzymywało. Postanowiła zostać na razie w ukryciu, zbliżała się powoli, zmniejszała dystans chowając się w pobliskich budynkach, a kiedy oczą wszystkich ukazał się chłopak, ten sam, który jakiś czas temu dobijał się do drzwi Rosjanki, ona zacisnęła zęby.
    - Przecież i tak jesteś już martwa Tai… - mruknęła sama do siebie i zaraz wstała gwałtownie, kopnęła jeden z gruzów i pojawiła się na widoku z uśmiechem od ucha do ucha.
    - Juhuuu… - pomachała palcami do swoich „znajomych” i zaśmiała się radośnie, podpierając przy tym pozostałości z framugi po drzwiach. Jeżeli da się zakuć w te przeklęte kajdany, to go osłabią w błyskawicznym tempie, a dzieciak zostanie zabity, na bak. Taisja znała metody działań tych istot, sama przecież przekazała informację o grupie dzieci, na której blondynowi zależy.
    - Taisja – jeden z mężczyzn przewrócił oczyma, nie musiał nawet patrzeć na Rosjankę, wiedział, że to ona. Ta w podskokach ruszyła w stronę zebranych i jak gdyby nigdy nic wskoczyła na plecy tego, który trzymał „obrączki”. Zachichotała, co przypominało zabawę, jednak nagle mężczyzna wylądował na ziemi, a dziewczyna przyparła go do niej, siadając na nim okrakiem i kłapiąc zębami, tuż przed nosem. Znowu się zaśmiała.
    - Dlaczego psujecie mi zabawę? – zapytała, z pretensją w głosie, przenosząc wzrok na tego, który ją znał, nadal uśmiechając się szeroko, kolesia pod sobą przetrzymując za szyję.
    - Nie ruszaj się. Mała suka niby się popsuła, ale zna kilka sztuczek – syknął do leżącego podwładnego, lekceważąc pytanie Rosjanki. Musiała kombinować, atakowanie ich groziło oskarżeniem o zdradę prymarchy, a to nie było na rękę ani jej, ani nikomu z otoczenia dziewczyny. Nadal przytrzymując swoją zdobycz wskazała palcem na wilkołaka, całkowicie ignorując postać Meliodasa. Pozbyć się TYCH kajdanek i zabrać psowatego.
    - Och słodziutki, chce tego, ta dzidzia jest wasza – tu spojrzała na blondyna z kpiną w oczach, nadal wskazując wilkołaka. – Popsuta, czy nie, nadal lubię troszkę poszaleć – zaśmiała się i puściła oko dowodzącemu, wypuszczając w powietrze swoje świetliki.
    - Kurwa! Pilnuj jej! – na widok baniek energii mężczyźni wyraźnie się przejęli, Tai była z nich znana, a jedynie Moliodas poznał słaby punk tej techniki. Nim doszło do jakichkolwiek większych ruchów Tai zakuła w kajdanki mężczyznę pod sobą, po tym przeniosła się za plecy dowódcy, rąbnęła i jego kajdanki, by pojawić się przy boku mężczyzny z zakładnikiem, zakuć wilkołaka i opadającego z sił wyrwać z rąk zaskoczonego oprawcy. Psowate bywały nieobliczalne, więc ruda wolała się zabezpieczyć. Odskoczyła w tył ze śmiechem na ustach.
    - Ja swojego mam, chyba poradzicie sobie ze swoim – rzuciła, będąc pewna, że nie dadzą rady, a za nią nie ruszą, nie z powodu jakiegoś wilczka. Nie raz zdarzało jej się zakuwać „swoich” czy robić im lekką krzywdę, dlatego taka akcja nie była niczym dziwnym, nie w jej przypadku.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  135. Taisja w tym czasie oddalała się coraz bardziej, niestety, nadal nie dysponowała ponad przeciętną siłą, więc targanie osłabionego wilkołaka znacznie zwalniało tępo ucieczki. Z drugiej strony, nie było sensu oddalać się za bardzo i chować po kątach, w końcu miała wyjść gdy tylko blondyn zajmie się resztą oprawców. Niestety, okazało się, że rzekomy uciekinier, mężczyzna, który zwiał Meliodas’owi, po pozbieraniu się z ziemi i ogarnięciu całej sytuacji nie tyle uciekł, a ruszył w pogoń za dziewczyną. Cholera wie w jakim celu. Rosjanka zaczęła męczyć się tym całym transportowaniem wilka w bezpieczne miejsce, gdy nagle usłyszała pościg. Obejrzała się za siebie.
    - Idiota… - syknęła przez zaciśnięte zęby i wepchnęła młodego w pierwszy lepszy zaułek, posadziła pod ścianą i kucnęła przy nim. Zaczęła wbijać kod, który miał wyzwolić ręce chłopaka, jednak ten został zmieniony, spróbowała jeszcze innej kombinacji, jednak ona również nic nie dała.
    - Kurwa… - przeklęła, co było dla niej bardzo dziwne, zaraz jednak usłyszała coraz bliższe kroki i po prostu zadziałała impulsywnie, podniosła szybko ręce więźnia, usiadła na jego udach okrakiem i kiedy mężczyzna pojawił się przy nich, ona wpiła się w usta dzikusa, dopiero po chwili zamykając przy tym oczy i puszczając jego ręce, co przez kajdany, sprawiało wrażenie jakby chłopak ją obejmował w talii. Nie wysysała energii, po prostu udawała, że jest nim bardzo, bardzo zajęta.
    - Ja pierdole! – krzyknął mężczyzna, widząc tą scenę i odskoczył jak poparzony. Dopiero teraz zwiał naprawdę, przeklinając pod nosem, że nie myślał, że o takie zabawy chodziło Rosjance.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  136. Dziewczyna nawet się specjalnie nie przykładała do tej całej czułości, Cesar pokazał jej, że pocałować można każdego. W prawdzie mówił coś o wyznawaniu miłości, ale ją pocałował bez zastanowienia, więc ona odbierała ten gest jako ruch na odwrócenie uwagi, bądź okazja do energetycznego posiłku. Otworzyła nawet oko, by widzieć, czy mężczyzna jest dostatecznie daleko, ale zesztywniała czując dziwne poruszenie w spodniach wilkołaka. Oderwała się od jego ust i zamrugała oczyma szybciej.
    - Co… - nie zdążyła dokończyć, a raczej nawet dobrze zacząć, bo zaraz została wciągnięta w dalszy ciąg czułości. Zrobiło jej się gorąco, nawet bardzo, nie miała pojęcia jak się wyswobodzić gdyż ręce chłopaka nadal ją oplatały. Siedziała zbaraniała, jednak po chwili dała się ponieść temu nowemu, dziwnemu uczuciu i już zaraz odwzajemniała pocałunki wilka. Zesztywniała znowu, gdy usłyszała gwizd blondyna. Otworzyła oczy, nie zauważając nawet kiedy je właściwie zamknęła, miała przyspieszony oddech i ogólnie czuła się jakoś tak… dziwnie zmęczona. Do tego jej towarzysz tak cięgle i ciągle napierał. Wsunęła w końcu dłoń między ich usta i nadal w ciężkim szoku odsunęła twarz chłopaka od siebie. Dobrze, że miał te kajdanki, inaczej na pewno nie dała by rady. Przyszło przedstawianie, wzdychanie, coś o wieku. Wszystko dochodziło do niej bardzo powoli i dopiero kiedy Meliodas kucnął przy nich, ona przestała przyglądać się Adrien’owi, a oczy przeniosła na blondyna. Przeskoczyła z jego jednego oka na drugie, nadal trochę ciężko dysząc i trzymając dłoń na ustach wilka. „Rozwalmy laboratorium”?! Nagle jakby wróciła na ziemię i pokręciła energicznie głową.
    - Nie waż się! Moi rodzice… Nie dotykaj laboratorium… – ostatnie zdanie powiedziała spokojnie, jednak stanowczo. Po tym znowu zamrugała oczyma i spojrzała na… - mojego kochanka? – zapytała, patrząc na wilka. Co to właściwie znaczyło? Zaraz potrząsnęła głową i znowu zaprzeczyła ruchem głowy.
    - Czekaj… - szepnęła. – A Ty się nie rzucaj! – tu zwróciła się do wilkołaka. Sama westchnęła ciężko i podniosła jego ręce, by w końcu wydostać się z uścisku, zjechać pośladkami na łydki chłopaka i tam, swoim laserem z przekształconego ramienia przepalić zamek kajdanek. Kiedy się udało, te opadły na ziemię, a Adrien mógł poczuć jak wracają mu siły.
    - Zostaw laboratorium – powtórzyła, patrząc hardo na Meliodas’a, jednak w oczach dojrzeć można też było prośbę.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  137. Spojrzenie przeniosła na Adrien’a, gdy ten stanął w jej obronie, teraz nie było harde, a lekko zaskoczone. Ktoś stanął po jej stronie? To było… miłe. Kącik ust dziewczyny uniósł się delikatnie. Najwyraźniej całowanie kogoś ciągnie za sobą zdecydowanie więcej korzyści niż spodziewała się na samym początku. Zmarszczyła brwi słysząc chłodne słowa rzucone do wilkołaka i wróciła wcześniejszym spojrzeniem do oczu Meliodasa, jednak nie zdążyła zareagować na jego chwyt. Zrobiła tylko duże oczy.
    - Nie… - zaczęła i padła na nogi swojego „kochanka”. Leżała jak długa, nie mogła zrobić żadnego ruchu, a co gorsza była na siebie wściekła. Pomogła blondynowi, a on robił coś takiego… Rodzice, to były jedyne istoty na całym świecie, na których dziewczynie zależało. Nigdy nie byli w niebezpieczeństwie, nigdy nikt im nie groził, nikt nie był na tyle głupi by próbować. Słowa demona wywołały u niej falę dziwnych myśli, myśli, które musiały uaktywnić istotne części w mózgu, gdyż Tai zaraz poczuła ten cholerny ból, kolejna dawka narkotyku, duża dawka, dostała się do jej organizmu. Czuła się jak z waty, oczy naszły mgłą, a ona nawet nie miała siły, aby zacisnąć zęby i poradzić sobie z tym cholernym uczuciem. Nikt nie będzie podnosił ręki na jej dom… Złość rosła coraz bardziej, ból, który czuła tylko go napędzał. Zwisała bezwładnie z ramienia Meliodasa. Musiała coś zrobić, po prostu musiała obronić rodzinę. Myśli te wywoływały jeszcze większe cierpienie, ale musiała. Ostatkami sił podniosła głowę, by spojrzeć na wilkołaka, spojrzeć proszącym wzrokiem, zaszklonymi oczyma.
    - Nie… - szepnęła w jego stronę, jednak zaraz z jej nosa poleciała krew, nie pojedyncza kropelka, z jej nosa po prostu aż kapało, głowa opadła bezsilnie. Kajdany były przeznaczone dla osób z nadprzyrodzoną siłą, Rosjanka takiej nie posiadała, więc osłabiały ją o wiele za bardzo, do tego dawka narkotyku w krwi i alkohol. Nie wyglądała dobrze. Wisiała, nie mogąc zupełnie nic zrobić. Drgawki przyszły same, jej ciało zaczęło drżeć znacznie, zupełnie jak przy ataku padaczki, a ona nadal nic z tym nie mogła zrobić.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  138. Taisja orientowała coraz mniej, zaczynała tracić nawet siły na trzymanie powiek i te powoli opadały, wiedziała, że nawet Meliodas nie ma szans na zniszczenie laboratorium, ten budynek to istna forteca, żywa konstrukcja, która nawet bez żywej istoty na miejscu potrafiła bronić się sama na wszelkie sposoby. Mimo to nie chciała pozwolić by tam szedł. Dialog jaki wywiązał się między chłopakami słyszała bardzo niewyraźnie, jedyne co zdołała zakodować to, to że stoją. Już po chwili leciała w powietrzu, a bolesny upadek przywrócił jej nieco świadomości. Leżąc spojrzała na scenę i zmarszczyła czoło. Dzieło laboratoryjne? Laboratorium wyprało z emocji? Z ich rozkazami? Co on bredził?! Dziewczyna automatycznie kręciła głową. Kłamał, kłamał albo miał złe informacje. Nic z tego nie było prawdą. Za jej stan odpowiadały konkretne istoty, większość mieszkańców laboratorium nawet nie zdawała sobie sprawy z przeprowadzanych w nim tajnych operacji. Nie pozwoli atakować tego budynku, tam się wychowała, to tam uratowano jej życie, dzięki temu miejscu w ogóle żyje! Kolejne wyniosłe myśli przyniosły falę bólu i Tai skuliła się na tyle, na ile mogła, by to jakoś przerwać, przez to nie skupiła się na dalszej części rozmowy. Kiedy ból ustał dychała ciężko leżąc na ziemi, wtedy pojawił się blondyn. Spojrzała na niego, krew spod nosa nie znikała, ale chociaż oczy już się nie szkliły. Nawet nie jęknęła, gdy szarpnął jej włosy i mimo tego, że ledwo stała na nogach, posłała chłopakowi gardzące spojrzenie. Znowu wylądowała na jego ramieniu, ale czuła jak siły wracają, do tego miała wolne dłonie. Przez dłuższą chwilę podróży nadal zwisała bezwładnie, jednak w pewnym momencie odwróciła twarz tak, aby Meliodas lepiej słyszał.
    - Dotknij laboratorium… - zaczęła, a po tych słowach silna wiązka energii uderzyła w ziemię, prosto przed nosem blondyna. Tai ześlizgnęła się z jego ramienia, przekulnęła kawałek i wstała na równe nogi. Powietrze w pobliżu jej ciała stało się dziwnie naelektryzowane, oczy zalśniły na zielono, a włosy zaczęły podnosić się naelektryzowane. – Dotknij, a ja dotknę Girie – dokończyła groźbę i lekko rozłożyła ręce na boki, unosząc się jakieś trzydzieści centymetrów nad ziemią. Jej elektroniczny głos miał w tych słowach bardzo nieprzyjemny dla ucha wydźwięk. Nagle z nieba zaczęły uderzać w ziemię ogromne ilości wiązek energii, uderzały wszędzie w okolicy, Rosjanka patrzyła zawzięcie na blondyna. Promienie unikały tylko jednego miejsca, tego, gdzie znajdował się Adrien, uderzyły nawet w wrak samochodu, stapiając go w znacznej mierze, uderzały w okolice blaszaków mieszkańców. Dziewczyna celowo unikała bezpośredniego trafienia w domy biedaków, chciała jedynie pokazać co spotka tutejsze istoty, gdy Meliodas nie odpuści. Nie mógł się do niej zbliżyć, co było bardzo wygodne, biorąc pod uwagę jej osłabienie. Całe przedstawienie trwało może z minutę, a i tak zostawiło w ziemi wiele dziur, stopiło wiele śmieci. Po tym dziewczyna opadła na ziemię stopami, powietrze w jej okolicy nadal było naelektryzowane. – Dotknij mój dom, a ja dotknę Twój – dodała jeszcze, nadal uparcie patrząc mu w oczy. Z jej nosa znowu popłynęła krew, stała, ale nadal była osłabiona.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  139. Nie reagowała, nawet widząc, że się zbliża, również patrzyła mu w oczy. Czekała, niech tylko ją dotknie, tylko dotknie. Czując uścisk na gardle, można by powiedzieć, że odetchnęła z ulgą. Powolutku wygradała energię życiową Meliodas’a, czego on nie czuł aż tak bardzo, a co jej dawało naprawdę wiele. Milczała, skupiała się na pożywianiu, nie obchodziły ją nawet szepty, chodziło o sprowokowanie dotyku i odciągnięcia blondyna od dalszej podróży w stronę laboratorium, udało się, przynajmniej na tą chwilę.
    - Jesteś głupi – powiedziała jedynie, gdy już ją puścił i zanim jeszcze wyprowadził cios, ona zamknęła oczy, dając się uderzyć. Mogła bez problemu tego uniknąć korzystając z swoich świetlików, ale… Od kiedy wiedziała, że śmierć i tak czeka za rogiem, miała inne podejście do przyjmowania ciosów. Poza tym, dzięki temu przywykała do bólu, a on ostatnio stał się nieodzownym elementem jej życia. Jak wielkie było jej zaskoczenie, gdy posłana kilka metrów dalej wylądowała na wilkołaku. Zdezorientowana zamrugała szybciej oczyma i powoli obejrzała się na twarz Adrien’a. Oczy dziewczyny powiększyły się znacznie. Co to było za dziwne uczucie? Nie miała pojęcia co się dzieje, ale szybko zebrała się, by nie napierać na swojego dzisiejszego bohatera. Nie wiedziała nawet co powiedzieć.
    - Nigdzie nie idę – przyznała i wyciągnęła dłoń, jakby chcąc dotknąć polika wilka, jednak w ostatnim momencie zatrzymała ją i po prostu starła krew w kącików jego ust. Po tym podniosła się i spojrzała na blondyna.
    - Zadowolony?! Po to się nimi zajmujesz?! Po to wyprowadzasz na prostą, żeby później móc ich do woli okładać!?! – warknęła i ruszyła w jego stronę. Szła, nie miała zamiaru atakować. – Uratowali mnie idioto! Dzięki nim żyję! To nie laboratorium odpowiada za to jaka jestem! Dzięki nim w ogóle tutaj jestem! – krzyknęła mu prosto w twarz i zaraz pchnęła mocniej. – Nie pójdziesz tam, rozumiesz?! Nie pójdziesz, bo już nie wrócisz! Nawet nie wiesz co tam Cię czeka! Możesz być super silny, możesz zachodzić cały tymi swoimi głupimi tatuażami! Nie jesteś w stanie zniszczyć tego miejsca! Zginiesz, a nie masz umierać! – fuknęła i znowu go pchnęła, była wściekła, mimo to jej oczy znowu się zaszkliły. Milczała chwilę, jednak nagle opuściła wzrok i starła wypływające z oczu łzy.
    - Nie możesz… Mieliśmy ulepić bałwana… - powiedziała, burmuszac się na twarzy.

    Tai

    OdpowiedzUsuń
  140. - Melanie- przedstawiła się, po czym delikatnie uścisnęła jego dłoń z uśmiechem na ustach. Nie miała zamiaru go oceniać po tym, że dziewczynka zwyczajnie się zgubiła. Dobrze wiedziała jakie są dzieci, jak ciężko ich upilnować i sama często ledwo ogarniała dwójkę swoich rozrabiaków, zwłaszcza na świeżym powietrzu.- I jaka tam pani. Mów mi po imieniu- rzuciła, po czym kiwnęła głową w jego stronę.- Znam taką jedną kawiarnię, często tam chodzę- ruszyła powoli w jej stronę, zerkając przy tym czy aby na pewno nowo poznany mężczyzna za nią podąża.- Właściwie...często jesteś w stolicy?- zagaiła, gdy zrównali kroku. Specjalnie nie szła szybko, by niski chłopak mógł za nią nadążyć. Sama może nie należała do najwyższych osób, więc dobrze znała ten ból gnania za tymi wyższymi znajomymi.

    Melanie
    [Wybacz, że tak krótko i ogólnie beznadziejnie, ale poprawie się!]

    OdpowiedzUsuń
  141. Taisja nie wiedziała jak działa to jego „drugie ja”, na jej oko dostawał po prostu szału i chciał zabijać, przecież coś mówił, że jako dziecko bawił się w ten sposób. Może zachowanie z dzieciństwa… Nagle przypomniała sobie coś jeszcze. Mówił o jakiejś istocie, o kimś kto pomógł mu zrozumieć, że jest coś więcej na świecie. Westchnęła głośno, całkowicie lekceważąc jego wcześniejsze drwiny. Pokręciła głową, znowu wracając do niego spojrzeniem.
    - Nigdzie Cię nie zaprowadzę, liczy się coś więcej, pamiętasz? Sam mi to wtedy powiedziałeś, sam mi pokazałeś więcej, tak jak Tobie ktoś pokazał – powiedziała z powagą, znowu patrząc na niego hardo. Tematu urządzenia nie chciała poruszać, w prawdzie pochodziło z laboratorium, ale wykorzystywany miał być w zupełnie innym celu niż ten, u Rosjanki. Dziewczyna była pewna, że za wszczepienie czipa odpowiadała bardzo mała liczba istot, miała nawet swoich podejrzanych.
    - Miałam wypadek, tam, w laboratorium, operowali mnie i rehabilitowali latami, zawdzięczam im życie, kto inny stoi za wszczepieniem urządzenia, dowiem się kto i będziesz mógł go wysadzać do woli, ale zostaw mój dom, zostaw rodzinę… - zacisnęła pięści, jej wzrok nie zelżał ani trochę. – Nie idź tam – również kucnęła, nie spuszczając go z oczu.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń

  142. Z uśmiechem wpierw zaciągnął się zapachem soczystego mięsa i z błogim uśmiechem oderwał kawałek mięsiwa, by wrzucić go do swoich ust. Kuro lubił dobrze zjeść, może i nie gotował często, ale uwielbiał kosztować potraw innych. Do gustu zwłaszcza podpadały mu kuchnia azjatycka, zresztą sam nim w połowie był, więc dziwne byłoby gdyby tego nie jadał; ponadto kuchnia włoska i taka, w której było przede wszystkim tłusto, tucząco i z dużą ilością dobrego alkoholu. W tej knajpie było tego pod dostatkiem, więc często tu bywał. Przełknął pierwszy kęs jedzenia i już miał zabrać się za następny, gdyby nie pytanie. Uniósł brew ku górze, upił łyk dobrego piwa i na końcu zaśmiał się zadziornie.

    - Adrenaliny... nawet w tej akademii mogą mi jej dostarczyć, może często jest nudno jak flaki z olejem, ale mi to pasuje. Raz na jakiś czas może się coś dziać, ale chyba już się starzeje i częściej wybieram ciepłe kapcie i gazetę- przyznał- Chociaż obicie kilku mord nadal wydaje się interesujące, zwłaszcza pod wpływem- przejechał palcem po kuflu.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  143. Opadła na kolana, kiedy blondyn odpuścił, podparła się jeszcze dłonią, zupełnie jakby uspokojenie go było ostatnią rzeczą, którą musiała zrobić przed padnięciem z wyczerpania. Krew znowu popłynęła z nosa, kapiąc na podłogę. Tai w końcu starła ją spod nosa, zdrapując też tą wcześniejszą, już skrzepniętą na skórze. Po tym obejrzała się na Mediolas’a i wilkołaka.
    - Nie oszczędziłeś nawet jego, a jest dla Ciebie ważny. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że okazałbyś litość mi czy mojej rodzinie – westchnęła ciężko, przykładając dłoń do dziurki, z której, coraz wolniej, ale nadal płynęła krew. Spojrzała zaraz na swoją dłoń i dostrzegła w czerwonej posoce biały płyn. Czyżby to właśnie to było przyczyną jej stanu? Zdecydowanie. Pewna myśl pojawiła się w głowie rudej. Słysząc propozycję napoi wróciła wzrokiem do blondyna, w sumie nie wiedziała czy to jej poleca, czy Adrienowi, ale… Zmieniła swoje ciuchy na kombinezon, którego tak naprawdę nie ścigała, a jedynie przekształcała w inne rodzaje ubrań. Podajnik… Chciała ustalić gdzie jest podajnik. Zgarnęła swoje włosy na bok i doczłapała się na czworakach do Meliodas’a, by ostatecznie odwrócić się do niego plecami i usiąść na swoich łydkach.
    - Rozepniesz? – bardziej poleciła niż zapytała, wskazując zamek na plecach, biegnący od samego karku, po kość ogonową dziewczyny.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  144. Ten cały widok Meliodasa z małą na barana zwyczajnie ją rozczulał i złapała się nawet na tym, jak wpatruje się w nich nieco maślanymi oczami z szerokim uśmiechem na ustach. Dla niej to było niezwykle urocze, zwłaszcza że mężczyzna doskonale dogadywał się ze swoją podopieczną za co miał następny plus, do tego ta urocza dziewczynka, którą z chęcią by wyściskała. Oderwała od nich wzrok, włożyła ręce do kieszeni swojego swetra, który miała na sobie i podciągnęła nosem zerkając na nich ostatni raz. Kiwnęła głową słysząc o wycieczce do stolicy, mała była naprawdę rozgadana i nieco przypominała jej syna, którego też musiało być wszędzie pełno, musiał dodawać swoje trzy grosze do wszystkiego.
    - Doskonale Cię rozumiem, wielkie miasta potrafią wymęczyć, chociaż na obrzeżach nie jest tak strasznie- wzruszyła ramionami. Na pisk małej uśmiechnęła się jeszcze szerzej, aż schowała brodę w swoim szaliku ale nic nie powiedziała. Już zaraz byli na miejscu, w małej, przytulnej kawiarni z dużą ilością roślinności, a od progu powitał ich zapach świeżo mielonej kawy. Mel wzięła głęboki oddech, po czym wzięła dla całej trójki kartę z menu przysiadając nie daleko okna, na jednym z większych foteli.
    - Przyjemne miejsce, prawda?- spytała zerkając na niego ukradkiem, po czym rozebrała się ze sweterka zostając w zwykłe, jasnej koszuli. Przetarła jeszcze swoje dłonie o uda, bo na zewnątrz było naprawdę chłodno, a ona przecież oddała płaszczyk małej.- Lubię tu czasem wpadać po uczelni, zwłaszcza że mają niesamowicie dobrą kawę, no i mam blisko do domu.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  145. Kuro obejrzał się na mapkę z zainteresowaniem, dotknął ją nawet palcami przysuwając bliżej siebie i pochylił się nad nią. Poszukiwania skarbów? Nie uczestniczył nigdy w czymś takim, a słysząc dodatkowo o skarbie miał coraz większą ochotę, by przeżyć coś takiego. Zawsze musiał być ten pierwszy raz, prawda? Kącik ust uniósł się wyżej, włożył kawał mięsa do ust nadal przyglądając się mapie.
    - Hmmm...skoro nalegasz to nie mogę odmówić- przełknął szybko wycierając usta w wyjętą z pojemnika chusteczkę.- Ani szaleństwo, ani śmierć mi nie grozi, a skarb zawsze się przyda.- podniósł mapę przed swoją twarzą, chcąc mniej więcej obliczyć ile zajmie ta ich wyprawa.- Właściwie, wiadomo co to za skarb?- spytał, po czym spojrzał na niego swoimi krwistymi tęczówkami. Jakoś za starymi budowlami nie chciało jej się biegać, wolał coś bardziej materialnego, jak klejnoty, czy jakieś pieniądze bo to naprawdę by mu się teraz przydały. Nie był biedny, miał sporo pieniędzy po tak długim żywocie, ale miał chrapkę na więcej.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  146. - Nie, studiuje zwyczajnie- wzruszyła ramionami zerkając na niego przez moment, ale szybko wróciła do przeglądania menu. Dla siebie wybrała zwyczajny jabłecznik z cynamonem oraz jakąś dobrą kawę z bitą śmietaną, po prostu miała na coś takiego ochotę więc nie zamierzała sobie odmawiać. Zawsze mogła za siebie zapłacić, nie chciała obciążać chłopaka, pewnie i tak by tak zrobiła. Oblizała lekko wargi, a zaraz po tym dziewczynka wgramoliła jej się lekko na kolana i Mel w pierwszy momencie zdziwiona nie wiedziała co zrobić. Ostatecznie ułożyła ją wygodniej i zaśmiała się cicho słysząc jej pytanie. Mała była naprawdę zabawna.

    - Nie, jakoś nie podpadły mi do gustu.- zerknęła w stronę Meliodasa kręcąc przy tym głową.- Dzieci czasem mają dziwne pomysły, co?- zagaiła do niego podrzucając Marie lekko na swoich kolanach, dłonią gładząc lekko jej jasne włoski i tym samym nieco je układając.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  147. Kuro rzucił to bardziej w ramach żartu, miał bowiem nadzieję że demon to zrozumie, ale skoro nie chciał się wykłócać to Kuro nie miał zamiaru dalej drążyć tematu. Patrzył z ciekawością jak palec demona przesuwa się po mapie, a widząc wskazany punk pokręcił lekko głową. Wypił na jeden raz całe swoje piwo, wierzchem dłoni otarł swoje wargi i pochylił się znów nad stołem.
    - Dla mnie bardziej kojarzy się z misją samobójczą, ale jak szaleć to szaleć. Skoro w grę wchodzi taka nagroda...- wzruszył ramionami, by znów po tym zabrać się za jedzenie.- Właściwie... to jak się tym podzielimy? Wy w Girie chyba bardziej tego potrzebujecie, tak przynajmniej podejrzewam...- przełknął kawałek. Mógł nawet opylić mu większą działkę, jeśli powiedziałby mu prosto w twarz, że zwyczajnie podejmuję to misję, aby utrzymać się w Girie. Jemu mógł dać kilka klejnotów, a i ak byłby z tego zadowolony. Liczyła się przygoda, no i mógł znów sprawdzić siebie i swoje umiejętności, tak dawno tego nie robił...

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  148. Uśmiechnęła się do Meliodasa, ale znów szybko wróciła spojrzeniem do Marie. Zwyczajnie nie mogła się na nią napatrzyć, gdyby była taka możliwość z chęcią spędziłaby z nią o wiele więcej czasu, ale przecież musieli wracać za godzinę... Przełożyła wszystkie włosy na jedną ze stron, by dziecko mogło się nimi w spokoju bawić. Przeczesała je jeszcze odrobinę, by dziewczynka jej za mocno nie ciągnęła i powiodła wzrokiem za kelnerką, która już przygotowywała ich kawy.
    - Trudno nie mieść podejścia, kilka dzieciaków już przewinęło się przez moje ręce i o dziwo, dzieci mnie lubią. Zresztą z wzajemnością, chociaż trudno ich nie lubić. Zwłaszcza, kiedy są tak urocza jak ona.- pogładziła jeszcze jej włosy, na wzmiankę o włosach dziecka kiwnęła głową.- No pewnie, że będziesz. Tylko musisz na nie uważać trochę, ja nic nie używam, tylko podcinam nieco- pacnęła ją palcem w nos, po czym sama zaczęła jeździć lekko palcami po jej warkoczach.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  149. - Meliodas ma rację- kiwnęła do niego głową.- Moje włosy różnią się od twoich, zależy też od organizmu, ale jeśli generalnie o nie trochę zadbasz, to takie będą- uśmiechnęła się do niej pozostawiając jej włosy w spokoju. Oparła się wygodniej na krześle, uważając przy tym oczywiście na dziewczynkę, by przypadkiem nie spadła i nic sobie nie zrobiła.

    - A ja z chęcią poznałabym tą ferajnę, pewnie wesoło tam masz, zwłaszcza z najmłodszymi. Ja już ze swoją dwójką mam wesoło, a co dopiero z taką gromadką...

    Powiodła zaraz wzrokiem za kelnerką, która już na tacce niosła ich zamówienie. Postawiła napoje oraz kawałek ciasta przed każdym, po czym z krótkim "smacznego" odeszła od ich stolika chowając się za jednymi drzwiami. Mel od razu chwyciła swoją kawę z patyczkiem, by właśnie nim powoli pożerać smakołyk, a na twarzy dziewczyny od razu zagościło nieukrywane zadowolenie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  150. Zachichotała cicho, gdy mała zaczęła powtarzać słowa swojego opiekuna. Urocze, naprawdę urocze.
    - Każdemu kiedyś puszczają nerwy- wzruszyła ramionami nabijając w tym czasie kolejną partię śmietany na patyczek, po czym wsadziła go między swoje wargi- Kiedyś może wpadnę, ale zapewne bez maluchów, ostatnio źle znoszą towarzystwo obcych osób- przyznała się. Wszystko było spowodowane jej związkiem z aktualnym chłopakiem, najgorzej przeżywała to Lux, która zrobiła się jeszcze większą kluchą niż poprzednio i teraz nawet w przedszkolu trudno było ją zostawić. Do dzieci stała się trochę bardziej wrogo nastawiona... A Chris pozostawał takim samym rozrabiaką jak wcześniej, więc pewnie ucieszyłby się na widok nowych kompanów do zabaw. Zwłaszcza na widok Marie, która wydawała się naprawdę rezolutna.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń

  151. - Wiesz, jesteś jeszcze trochę za młoda, żebyś uganiała się za chłopakami... Poczekaj jeszcze chwilę to sami będą za Tobą biegać- puściła jej oczko, po czym przesunęła bliżej, by położyć jej ręka na ramieniu. Pochyliła się nad nią lekko, gładziła po ramieniu, by dziewczynka nieco się uspokoiła. Nie lubiła zwyczajnie, gdy dzieci płaczą, bo krajało jej się serce.
    - Za jakiś czas przyjadę do was z kilkoma chłopakami, co Ty na to? - odstawiła kubek na stół, chcąc się zająć w pełni dziewczynką.- Znajdziemy Ci jakąś fajną sukienkę, może też uczeszemy włosy, makijaż?- zerknęła na Meliodasa, chcąc sprawdzić, czy przypadkiem nie ma nic przeciwko. Nie chciała się wcinać w niczyje wychowanie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  152. Poczuła się naprawdę dziwnie, gdy mała wtuliła się w nią tak normalnie, ale nie przeszkadzało jej to, wręcz przeciwnie. Było jej miło, że dziewczynka ją polubiła i zrobiło jej się ciepło na sercu, aż naszła ją ochota, by wyściskać własne maluchy, jednak jedyne co zrobiła to westchnęła ciężko. Oczy dziewczyny również się zaświeciły, ale na słowo "ciocia", westchnęła już naprawdę zauroczona małą.
    - Coś potrafię, na co dzień wolę nie używać makijażu, wiesz? Lepiej wystroić się na odpowiednią okazję, hmmm...- westchnęła cicho, po czym sięgnęła do swojego plecaka. Pogrzebała w nim krótką chwilę, po tym wyjęła z niego róż do polików i mały pędzel. - Chodź, daj buzię- zwróciła się do niej maczając pędzel w różu, po czym lekko osmarowała nim poliki dziecka, patrząc przy tym czy przypadkiem nie przesadziła. Sama jakoś się nie malowała, nie potrafiła po prostu, ale tak podstawowe rzeczy posiadała. Może nie z własnej woli, bo wrzuciła to pewnie jej przyjaciółka, która była w tym mistrzem, ale i tak...
    - Gotowe- mruknęła w końcu, zamknęła kosmetyk i przystawiła jej do twarzy małe lusterko.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  153. - Nie ma sprawy, chętnie mogę ich pouczyć tylko...- westchnął- Mam dość niekonwencjonalne metody, zdarza mi się rzucać kurwami, albo czymś bardziej materialnym, więc nie wiem czy te lekcje im się spodobają. Ale... podaj adres, najwyżej mnie wyrzucisz na zbity pysk- wyciągnął z kieszeni mały kawałek papieru, zawsze miał przy sobie coś strikte "plastycznego", w tym przypadku zwykłą kartkę z zeszytu no i ołówek. Podsunął mu obie po rzeczy pod nos. Oparł się wygodnie o krzesło czekając, aż skończy to co zaczął pisać. Prawdę mówiąc, nie wiedział czy to znajdzie, Girie było zwyczajnie dziwne, powiedziałby że to dla niego był trzeci świat i możliwe, że ulice, czy numery domów zwyczajnie ich nie obowiązywały.
    - No i numer telefonu, jeśli masz- odchrząknął wyciągając swoje urządzenie na stół.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  154. Reakcja małej była zwyczajnie kochana, widok szczęście w oczach dziecka była tym, co uwielbiała oglądać choć nie bywało to często. Lubiła zwyczajnie sprawiać, by dziecko uśmiechało się od ucha do ucha.

    - Mi to nie przeszkadza, mogą wpaść i wszystkie. Chris z chęcią się z nimi pobawi, w sensie...- zarumieniła się nieco, po czym szybko zaczęła drapać po głowie.- Mój syn, on się z nimi chętnie pobawi, jest naprawdę towarzyski i ucieszy się na wieść o nowych kolegach- wzruszyła lekko ramionami ze wzrokiem cały czas wbitym w swoją kawę. Na pytanie o swój kierunek uniosła kącik ust ku górze, założyła sobie włosy za ucho i zerknęła na niego ukradkiem spod przymrużonych powiek.- Psychologię sądową, niezbyt ciekawe. Pewnie dla Ciebie byłyby katorgą, bo zwyczajnie są nudne... chyba, że praktyki czy zajęcia w szpitalu. Tam się dzieją czasem ciekawe rzeczy, wampiry ze schizofrenią zaburzenia osobowości... jak mówiłam, nic ciekawego- wzruszyła ramionami. Jej kierunek nie należał do ciekawych, dla niektórych wiał wręcz nudą, ale dla Mel akurat był ciekawy. Zwłaszcza to, że będzie w przyszłości wgłębiała się w umysły kryminalistów, morderców, nie żeby sama była święta w tych tematach... Teraz widziała w tym zrządzenie losu, przecież to ona powinna być po tej drugiej stronie, za okienkiem a nie leczyć tych biednych ludzi... nieludzi. Na samą myśl uśmiechnęła się do siebie pod nosem, jeszcze cztery lata temu wybuchnęłaby śmiechem, gdyby ktoś powiedział jej o tym, że będzie psychologiem, ba! Żołnierzem, a teraz? Jak to życie potrafi płatać figle.

    - Hm?- uniosła brew ku górze, nieco zamyśliła się, więc nie słyszała początku jego pytania, ale szybko domyśliła się słysząc resztę.- Wiesz... musiałabym zobaczyć, z chęcią bym przyszła, ale też mam mało czasu na cokolwiek- przyznała się.- Ale się postaram- zerknęła jeszcze ostatni raz na Marie i w końcu zaczęła upijać małe łyki swojej kawy.- W razie czego, podasz mi swój numer? Zadzwonię do Ciebie, gdyby coś w tym się zmieniło.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  155. Słysząc o jego metodach wychowawczych zaśmiał się zwyczajnie. Tutaj w stolicy za takie coś pewnie wyrzuciliby go na zbity pysk, jego chcieli już wyrzucić kilka razy, ale na szczęście miał dobre kontakty z dyrektorem, a i wiedza uczniów z jego przedmiotów była zadowalająca.

    - No dobra, ale jeśli jakiś młodzik przyjdzie do Ciebie na skargę, nie mów że nie ostrzegałem- przyjął od niego mapkę, po czym przyjrzał się jej dokładnie. Dla niego to była ciekawa lokalizacja, na pewno bezpieczniejsza niż stolica i to w dodatku gdzieś w środku miasta. Przecież nie każdy z uczniów opanował swoje zdolności, dzieciaki mogły wysadzić szkołę, wyburzyć ziemię w promieniu kilku kilometrów od siebie... skutki byłyby opłakane. Na szczęście Melio pomyślał nieco bardziej od tych, którzy budowali szkołę w stolicy... Idioci, idioci kurwa. Pokręcił głową odbierając od niego telefon, już dawno nie miał w rękach niczego tak... starego. Telefon miał jeszcze przyciski! Zdziwiło go to, sam używał już tych dotykowych, a tego nie widział już z 10 lat?

    - Spoko, nic nie będziesz odkupywał. Obyś tylko go nie zrzucił na ziemię, a będzie dobrze. Ta nowoczesna technologia doprowadza mnie czasem do szewskiej pasji, ale jest kurwa wygodna. Nawet nie wiesz jak- wpisał mu szybko na telefonie swój numer, podpisał się swoim imieniem i nazwiskiem z dopiskiem "bar" i zaraz znów mu go oddał.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  156. Ona miała go przejrzeć? Aż wstrzymała oddech na to zadanie, nie miała jeszcze okazji do takiej praktyki, raczej chodziła za wykładowcami i bacznie obserwowała ich działania, przyglądała się pacjentom, bywała przy operacjach... Ale, zwyczajnie bała się, że nie da rady. Wpierw zerknęła na jego oczy, te podobno były zwierciadłem duszy, więc czemu by nie spróbować. Wzięła od niego telefon, po czym szybko zapisała swój numer. "Melanie, kawiarnia". To powinno było wystarczyć, zdjęcia nie miała możliwości wstawić, to nie był tak nowoczesny telefon... Oblizała jeszcze wargi, czując na nich słodką śmietanę.

    - Hmm...- mruknęła cicho śledząc go swoimi onyksowymi oczami. Podała mu w tym czasie komórkę z lekkim uśmiechem. Jak dobrze, że dzięki swoim zdolnością i rasie posiadała pewne umiejętności, które pomagały jej w tej pracy. Czuła dobrze, że jest demonem, więc to podsunęło jej pewną myśl.- Skoro jesteś demonem to pewnie nie należysz do tych grzecznych osób, na pewno masz kilka istnień na sumieniu. Chociaż wyglądasz niewinnie to pewnie niezłe ziółko z Ciebie- zagryzła lekko wargi chcąc się dowiedzieć, czy wywnioskowała dobre wnioski co niego. Może i wyglądał niewinnie, ale to były jedynie pozory. Sama po sobie wiedziała to aż za dobrze.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  157. Taisja nadal była mocno zakręcona i dopiero po zwróconej przez Meliodasa uwadze, zamrugała oczyma i rozejrzała się po otaczającym ich krajobrazie. Dlaczego ubzdurała sobie, że są w jakimś pomieszczeniu? Chyba musiała być naprawdę mocno zmęczona. Zaskoczona wróciła wzrokiem do blondyna i drgnęła czując dłonie wilkołaka. Odsunęła się kiedy zjechał zamkiem nieco za łopatki. Nie miała bielizny pod kombinezonem, a nie zamierzała paradować przed nimi nago.
    - Nie tutaj – odezwała się zerkając kątem oka na ten dziwnie szeroki uśmiech Adrien’a. Odsunęła się jeszcze bardziej, znacznie zbliżając do Meliodas’a, jakoś dziwnie zaczęła czuć się bezpieczniej przy jego osobie. Wykorzystała ciało i ciuchy bobasa do wstania na równe nogi, zachwiała się lekko. Popis z błyskawicami dał jej mocno w palnik. Przełknęła głośno ślinę, chętnie by się kimś posiliła. Szybko wybiła sobie tę myśl z głowy i spojrzała, to na młodszego, to na starszego mężczyznę.
    - Lepiej w domu – przyznała w końcu temu drugiemu i powoli ruszyła w stronę jego mieszkania.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  158. Tai nie miała zielonego pojęcia o co chodzi chłopakowi, emocje, uczucia, to było dla niej coś nowego, przynajmniej tego rodzaju emocje. Zwykle czuła po prostu radość, radość i przywiązanie do rodziców, nic więcej, teraz, kiedy wyszła poza Tyge świat okazał się o wiele barwniejszy niż tam, za murami laboratorium. Szła zamyślona i nawet nie zwróciła uwagi na tekst o nachalności i uciekaniu. Wróciła na ziemię czując chwyt blondyna. Zmarszczyła czoło, oglądając się na niego.
    - Mam? – zapytała w pierwszej sekundzie, nie wiedząc o co chodzi, dopiero po chwili zrozumiała, że sam z siebie chce oddać jej swoją energię. Zamrugała zaskoczona oczyma. Czegoś takiego się nie spodziewała, szczególnie po nim. Kącik ust uniósł się nieco ku górze, a ona bezceremonialnie skradła Meliodasowi całusa, uznając, że ten sposób jest zdecydowanie szybszą metodą. Zabrała naprawdę niewiele, jednak zaraz odsunęła się i z radosnym uśmiechem, w podskokach, pierwsza przekroczyła próg wysokiego budynku, od razu wskakując na jeden z wyższych stopni i chichocząc.
    - Dziękuję – odezwała się, jak gdyby nigdy nic i równie wesoło ruszyła do mieszkania, aby od razu wpakować się do sypialni blondyna i tam samodzielnie rozpiąć zwój zamek do końca. Oczywiście nie zdejmowała go jeszcze. – Masz jakąś dużą bluzę? Spodenki? Cokolwiek? – wychyliła głowę z jego pokoju, posyłając obu panom niewinny uśmiech. Odzyskiwanie energii było naprawdę przyjemne.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  159. Dziewczynie nie trzeba było mówić dwa razy, blondyn ledwo wspomniał o szafie, a ona zaraz przy niej byłą i wyciągnęła największą bluzę jaką posiadał oraz spodenki. Rzuciła jeszcze, wspomnianą, czerwoną w ich stronę i przymykając lekko drzwi zdjęła kombinezon, po czym ubrała się w to co znalazła. Poprawiała właśnie włosy, wyciągając je zza materiału nowych ciuchów kiedy do pokoju wszedł gospodarz. Zaśmiała się cicho, dziwnie czuła się bez swojego kostiumu, taka naga. Do tego te ciuchy, bluza w prawdzie kończyła się równo z jej pośladkami, ale spodenki dziwnie się układały i były mało wygodne, cóż, mimo to postanowiła w nich urzędować.
    - Znalazłam, nie potrzebuję, zjem – odpowiedziała szybko i na bosaka wyszło z pokoju, tak, bez kombinezonu nie posiadała nawet butów. Weszła do kuchni, automatycznie się oblizując. Lubiła naleśniki, szczególnie te robione przez Glen’a. Od kiedy z nią mieszkał poznawała coraz to ciekawsze potrawy. Oczywiście, jak to ona, musiała zajrzeć do każdego wystawionego gara, a jeżeli ich nie było, to zrobić ogólny przegląd kuchni, gdy to skończyła zerknęła na wilkołaka, siedzącego na jednym z krzeseł, uśmiechnęła się do niego. Trzeba było przyznać, że mężczyźni przedstawiający tą rasę mało kiedy nie byli dobrze zbudowani, więc widok nagiego torsu nie kuł jej w oczy ani trochę. Usiadła na krześle naprzeciw Adrien’a.
    - Ty to byś pewnie wolał świeże mięsko – uśmiechnęła się do niego zadziornie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  160. Spojrzała zdziwiona na Meliodas’a i zaraz znowu na Adrien’a.
    - Myślałam, że wilkołaki są zawsze cieplutkie – przyznała, raz jeszcze skacząc wzrokiem z jednego na drugiego. Spojrzenie zatrzymała oczywiście na młodszym, a na twarzy zagościł grymas niezadowolenia, gdy ten ubrał wspomnianą bluzę.
    - Nie wiem, jadłam tylko te Glen’a – przyznała, wzruszając ramionami, kątem oka zerkając na blondyna i na to jak szykuje posiłek. Słysząc pytanie o telefon zamrugała szybciej oczyma. Co to za głupie pytanie? Przecież siedzi praktycznie obok niego, na cholerę mu teraz telefon? Zmarszczyła czoło, nie rozumiejąc tej całej sytuacji. Ostatecznie jednak pokręciła głową.
    - Tylko komunikator, telefony są oklepane. Podobno wszyscy je noszą zawsze przy sobie i tracą na nie czas. Komunikatory są tylko w mieszkaniu, nikt Ci nie zawraca tyłka na spotkaniu, łączymy się przez specjalną aplikację i… Właściwie to dlaczego pytasz? – spojrzała na wilka podejrzanie, by po chwili znowu zerknąć na Meliodas’a. Gdyby jeszcze wiedziała z czym można jeść naleśniki…
    - Ee… Tak, nutella i cukier puder – powtórzyła. Nutelle znała, jednak ten drugi produkt nie bardzo.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  161. Skontaktuje? Jedynie rodzice kontaktowali się z nią od czasu do czasu. Glen mieszkał z nią, więc nie musiał, a znała tylko jego, no i Meliodas’a, ale relacja z nim była dość dziwna. Dziewczyna poczuła się dziwnie, patrzyła wyraźnie zdezorientowana na wilkołaka, a gdy wspomniał o zaginionej duszyczce to już tym bardziej nie wiedziała o co chodzi. Do tego wszystkiego w głowie jej coś zaszumiało. Po takich atrakcjach alkohol szybko przestawał działać. Zmarszczyła czoło i słuchała ich dialogu, wpatrzona w swoją zakrwawioną dłoń. Słysząc pytanie o szkole, dopiero wtedy podniosła spojrzenie na Adrien’a. Nigdy nie miała okazji chodzić do takiego miejsca, wszystkiego uczyła się w laboratorium. Rosjanka miała dziwne wrażenie, że wilk chce po prostu z nią spędzać czas, znowu spojrzała na niego dziwnie, może nawet lekko przestraszona, to naprawdę było dziwne i nietypowe zachowanie, przynajmniej w jej mniemaniu. Przeskoczyła jeszcze wzrokiem na blondyna, gdy potwierdził, że rzeczywiście może do owej szkoły chodzić. Drgnęła na dźwięk stawianych na stole talerzy, po czym wstała gwałtownie.
    - Muszę… Muszę umyć ręce – wypaliła, wyglądała na zestresowaną. Bez większych wyjaśnień ruszyła w stronę łazienki i zamknęła za sobą drzwi, przypierając je plecami. Wzięła kilka głębszych oddechów, znowu zrobiło jej się gorąco i głośno przeklinała ślinę, odciągając jednocześnie od szyi materiał bluzy. Nagle poczuła jak coś łomocze jej w klatce piersiowej, powoli przyłożyła dłoń do swojego ciała, właśnie tam. Serce? Dlaczego waliło tak mocno? Co to były na dziwne uczucia? Odepchnęła się od drzwi i zawisła nad umywalką. Tam odkręciła wodę i najpierw dokładnie opłukała twarz, dłonie… Zamknęła oczy, uspokoiła oddech i mokrą rękę przeniosła na swój kark. Przejechała palcami po drobnych bliznach, po wcześniejszych zadrapaniach. Znowu nadchodził ten cholerny ból. Zacisnęła zęby i palce na swoim karku, otworzyła powieki, lokując spojrzenie w jednej, z rozpadających się kafelek. Powieki zamknęła dopiero po chwili, gdy oczy zaszkliły się na tyle mocno, by uwolnić łzy bólu, które wpadały prosto do zlewu. Stała tak parę minut, wolną dłoń zaciskając brzeg umywalki, nawet palce u stóp teraz było mocno zwinięte. Podciągnęła głośniej nosem i kucnęła. Podajnik był w ciele… To cholerstwo było w jej ciele… Łzy coraz szybciej napływały do oczu, a ona nie mogła się uspokoić. Dlaczego nie mogła się uspokoić?! Nadal jedną dłoń zaciskała na łazienkowej armaturze i starała się przestać, wziąć głęboki oddech, jednak nawet przy tym jej oddech drżał, bała się… Otworzyła oczy powoli, zabrała dłoń z karku, tym razem oszczędzając skórę i nie wbijając tam paznokci, nie pamiętała strachu, jednak teraz coraz bardziej docierało do niej, że tak naprawdę to mogą być jedne z jej ostatnich dni. Zaczęła zastanawiać się, czy rzeczywiście szukać kogoś kto przeprowadzi operację, czy nie lepiej zostawić wszystko tak, jak jest teraz.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  162. Z początku nie usłyszała pukania czy otwierania się drzwi, ale widząc twarz blondyna spięła się wyraźnie i szybko przetarła twarz. Ledwo jednak przybrała na twarzy ten swój szeroki uśmiech, on był obok i… objął? Zadrżała, a kolejna fala łez popłynęła sama. Zapowietrzyła się, nie wiedziała co się dzieje, teraz już nie rozumiała zupełnie nic, sztywno przylegając do ciała Meliodas’a trzęsła się pod wpływem płaczu. Kolejne zdania jakie wypowiadał tylko pogłębiały stan w jakim się znalazła. Dlaczego? Dlaczego ktoś taki jak on przejmuje się jej osobą? Jakie „poradziMY”?! Dziewczyna miała wrażenie, że rozpada się na drobniutkie części, że nic nie wie, że nigdy nie wiedziała, poczuła bezsilność, słabość i kolejna fala bólu zaczęła się nasilać. Wtedy on spojrzał w jej oczy, mógł w nich dostrzec przerażenie. Znowu ją przytulił, jednak tym razem i ona wtuliła się mocno. Zacisnęła oczy, zęby i już była gotowa na kolejne cierpienie, gdy nagle usłyszała melodię. Automatycznie rozluźniła się i uniosła lekko spojrzenie na twarz blondyna, nadal w niego wtulona. Trwało to chwilę, ale po czasie łzy przestały płynąć, a ona ułożyła wygodniej głowę na torsie mężczyzny i wpatrzona w jakiś jeden punkt uspokajała oddech. Emocje z dzisiejszego dnia, popis z błyskawicami, płacz… Wszystko nagle skumulowało się w powiekach dziewczyny i te zaczęły opadać. Tai nawet nie zauważyła, gdy po prostu zasnęła.

    Obudziła się wcześnie rano, dopiero co zaczęło świtać, nawet dobrze nie orientowała gdzie się znajduje. Spojrzała na miejsce obok, wydawało jej się, że ktoś leży obok, ale pewna nie była. Zaspanym wzrokiem spojrzała na swoje ciuchy, nadal była ubrana w bluzę i spodenki. Przetarła oczy i usiadła na brzegu łóżka, musiała sobie wszystko poukładać w głowie.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  163. Siedziała chwilę na łóżku i gdy wzrok wrócił do normy raz jeszcze spojrzała na miejsce obok. Jednak była tu sama, musiała się mocno kręcić w nocy, gdyż pierzyna leżała obok, cała skopana. Rozejrzała się dookoła, dzięki wzroku na podczerwień widziała, że ktoś się kręci w kuchni, po rozmiarach postaci było dla niej jasne, że do blondyn. Raz jeszcze przetarła oczy i wstała powoli, zaburczało jej głośno w brzuchu, w końcu wczoraj nawet nie posmakowała naleśników Meliodas’a. Zaraz do nosa doszedł zapach zapiekanego sera i dziewczyna ruszyła do kuchni. Zatrzymała się w framudze.
    - Ładnie pachnie – zauważyła, po czym zmierzwiła swoje włosy i uśmiechnęła się odrobinę zakłopotana. – Dzięki za tamto… - powiedziała cicho, przypominając sobie dokładnie te same słowa, wypowiedziane przez Glen’a, gdy to ona mu pomogła w pierwszy dzień ich spotkania.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  164. Kiwnęła jedynie głową i zaraz zajęła miejsce przy stole, nadal lekko zamyślona. Dopiero tosty postawione przed nosem sprowadziły ją na ziemię, chociaż napój zainteresował ją równie mocno, miał bardzo przyjemny zapach. Znała herbatę, jednak miała tyle rodzajów, że nie od razu umiała przypisać to co w kubku, właśnie do tego napoju. Również uśmiechnęła się lekko i zaraz kiwnęła głową. Szybko ugryzła tosta, a uśmiech na twarzy poszerzył się, był naprawdę dobry. Zaczęła zastanawiać się czy jej cokolwiek kiedykolwiek nie smakowało. Z tego zamyślenia wyrwał ją Adrien i moment, w którym pojawił się w kuchni. Jeny… To wszystko docierało do niej bardzo powoli, nawet za czasów mieszkania z rodzicami mało kiedy miała okazję jeść z nimi wspólny posiłek, teraz czuła się skrępowana i była to widać gołym okiem. Strasznie dużo nowych sytuacji jak na tak krótki okres czasu. Zniknęła jej pewność siebie i ten wieczny uśmiech na twarzy, co chwile się zawieszała, odpływając gdzieś myślami, jednak zaraz szybko wracała, nie chcąc uaktywnić podajnika.
    - Dzień… dobry – odpowiedziała cicho. To akurat nie było aż tak dziwne, nie od kiedy nie mieszkała sama, ale nadal odrobinę ją krępowało. Na kolejne pytanie uciekła wzrokiem z wilka, do swojego talerza. Czy on zawsze zadawał takie dziwne pytania innym?
    - Chyba dobrze… - odpowiedziała, wzruszając ramionami i wracając do niego wzrokiem. – Smacznego! – wypaliła nagle, przypominając sobie, że coś takiego mówi się przy wspólnym posiłku. Zaraz po tym uśmiechnęła się szeroko, jakby dumna, że jednak coś wie na temat zaistniałej sytuacji.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  165. Również się do niego uśmiechnęła i tak jak on, w ciszy, wróciła do posiłku. Od czasu do czasu zerkała, to na jednego, to na drugiego, nie do końca wiedząc czy milczenie teraz jest odpowiednim zachowaniem. Nigdy wcześniej nie zwracała uwagi na to co odpowiednie, ale ta krępująca sytuacja wymusiła to na niej. Słysząc swoje imię zawiesiła wzrok na twarz Adrien’a, a kącik ust uniósł się delikatnie. Chciała nawet coś odpowiedzieć, ale wtedy odezwał się blondyn i pstryknął wilka tak, jak kiedyś ją, w czoło. Zamrugała szybciej oczyma.
    - Nie… Ja się nie gniewam – przyznała, lekko kręcąc głową i zaraz odłożyła kawałek tosta jaki został jej do zjedzenia. Znowu na nich spojrzała, przeskakując wzrokiem z jednej twarzy, na drugą. Westchnęła.
    - Po prostu nie rozumiem – znowu westchnęła i spuściła wzrok. Uniosła go niepewnie, tym razem patrząc tylko na wilkołaka. – Nikt nigdy nie chciał ze mną… spędzać czasu. Tylko w laboratorium, tam chcieli, jak byłam mała. To… jest po prostu dziwne – wzruszyła ramionami, nie do końca wiedząc jak ma przekazać, że jest z totalnie innego świata, że jest jak duże dziecko, które dopiero dowiaduje się co i jak funkcjonuje.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  166. Taisja znowu spięła się wyraźnie. Oszałamiająca? Owszem, oszołomiła już nie jedną istotę, ale nie myślała, że jest to coś co zachęca do utrzymywania kontaktów, ofiary przynajmniej nie wyglądały na zadowolone. Dziewczyna odruchowo złapała tosta i teraz to ona schowała się za jego kawałkiem. Do tego jeszcze blondyn, jego ucieczka i śmiech dobiegający z toalety. Co tu się do jasnej cholery działo?! Zaraz nawiązała kontakt wzrokowy z wilkiem na nowo i wysłuchała wszystkiego co miał do powiedzenia. Chciał ją poznać, chciał ją zaprosić do szkoły, załatwić ławkę, łóżko… To wszystko z powody tamtych pocałunków? Chyba nigdy więcej nikogo już tak nie pocałuje… Tylko pobieranie energii, nic więcej! Słysząc o bliskości z blondynem zmarszczyła czoło.
    - Blisko? – zapytała, jednak ten wpadł wtedy do kuchni i zdzielił Adriena w łeb. Tai zaśmiała się lekko, cóż, to było dość zabawne. Zaraz na twarzy dziewczyny pojawił się ten tradycyjny dla niej uśmiech. Dokończyła jedzenie, popiła trochę herbaty i nagle wstała energicznie, by oprzeć łokcie na stole i pochylić się w stronę wilkołaka.
    - Przecież nawet mnie nie znasz, skąd wiesz, że jestem fajna? – zapytała i wydęła usta w grymasie niezadowolenia. Czy on przypadkiem czegoś nie kręcił? – Poza tym, mam łóżko, mam mieszkanie, ale… Nie wiem, zobaczę, może przyjdę do szkoły – tu wyprostowała się i wzruszyła ramionami, po czym wypiła herbatę do końca. Tanecznym krokiem ruszyła do zlewu i tam odłożyła używane przez siebie naczynia. Wróciła wzrokiem do swoich towarzyszy, jednocześnie doskakująd do boku Meliodasa i naciskając jednorazowo palcem jego nos. – Bardzo dobre tościki – przyznała z uśmiechem i znowu, tanecznym krokiem, udała się do sypialni, tam złapała pierzynę i pościeliła łóżko, w którym spała, po czym złapała swój kombinezon i jeszcze na chwilę oklapła tyłkiem na materac. Wzięła głęboki wdech, w głowie aż jej się kręciło od tego śniadania. Trzeba było powoli znikać, jeszcze chwila, a spodobają jej się takie poranki i podjęcie decyzji będzie trudniejsze niż jest teraz.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  167. Na widok blondyna podniosła się z łóżka, kiwnęła głową, przyjęła pakunek z uśmiechem i już zaraz opuściła jego mieszkanie, wychodząc machając jeszcze do wilka.

    Nie liczyła kiedy ostatnio widziała się ze swoim dziwnym znajomym, ale poruszony przy ostatnim spotkaniu temat szkoły nieustannie chodził jej po głowie. Lubiła poznawać coś nowego, a nigdy nie miała okazji uczestniczyć w zajęciach. Do tego, chcąc nie chcąc, należała do pozytywnie nastawionych stworzeń i uznała, że skoro już ma umierać to nie w totalnej nie wiedzy, chciała korzystać z życia puki mogła. Nie do końca jeszcze rozumiała co to właściwie znaczy, ale, nie planowała siedzieć z nosem zwieszonym na kwintę. Blondyna i tak wypadało odwiedzić, ostatnio zwędziła mu przecież ciuchy, a nie planowała trzymać ich u siebie „w razie co”. Ruszyła więc do Girie, a stamtąd w stronę wspominanej szkoły, jedynej w tej okolicy tak właściwie. Dziewczyna po ostatnich atrakcjach była przygotowana naprawdę na wiele, dowiedziała się kto to kochanek, lowelas, pocałunek czy nawet podryw. Nadal do niej nie docierało, że ktoś stosował to ostatnie do jej osoby, ale teraz przynajmniej mogła lepiej ocenić całą sytuację z tamtej chwili i ewentualną kolejną, jeżeli taka będzie miała miejsce. Z oddali widziała już istoty w różnym wieku, biegające przy budynku, jednak nie przejęła się, przecież spotykała takie stworzenia na co dzień. Dopiero, gdy banda rzuciła się w jej stronę, ta zatrzymała się gwałtownie. Co tym razem?! Spanikowanym wzrokiem przeskoczyła po każdej obecnej przy niej twarzy. Skąd oni wiedzieli… aa… zaraz się dowiedziała. Adrien? Opowiadał o niej? Nawet ją zaciekawiło co takiego mówił. Przytuliła do siebie niesiony przez cały czas worek z ubraniami i zawiesiła spojrzenie, to na wyciągniętej ręce, to na twarzy dziewczyny mówiącej o wzroście i ostatecznie na tej małej uczepionej nogawki u spodni. Zamrugała szybciej oczyma. Chyba jednak nie była gotowa na taką wizytę. Wypuściła głośno powietrze, po czym szybko złapała dłoń chłopaka, patrząc na niego.
    - Tak Taisja – odezwała się w końcu. – Zawsze wszyscy razem tyle mówicie? – zapytała wyraźnie zaskoczona, ostatnio pewne dialogi sam na sam potrafiły ją zdezorientować, a co dopiero, gdy tyle istot chciało coś od niej, jedna po drugiej.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  168. Wprawdzie Mel dopiero zaczęła swoją analizę, wnioskowała na razie tylko po jego naturze, a to wszystko utrudniał jej jeszcze fakt, że nie miała przed sobą żadnych jego akt. W pracy będzie miała przynajmniej zalążek zbrodni którą popełnił, a tutaj tego nie miała. Nie zadawała mu również żadnych pytań, a do porządnego rozeznania potrzebne było trochę więcej czasu, niż jedno spotkanie przy kawie. No i jeszcze nie miała w tym jakiegoś doświadczenia, więc nie czuła się jakoś gorzej z tego powodu. Uśmiechnęła się nawet, gdy zaczął o sobie opowiadać.

    - Nieźle się trzymasz jak na takiego staruszka- napiła się trochę kawy, ale szybko odsunęła się od niej, gdy mężczyzna zaczął jej machać telefonem przed nosem- Nie lubisz, czy nie potrafisz tego wszystkiego obsługiwać i to Cię frustruje?- spytała. W tych czasach trudno było nie korzystać z technologi, otaczała ich bowiem wszędzie i naprawdę trudno było z niej w jakiś sposób nie skorzystać.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń


  169. - Internet akurat jest przydatny- westchnęła- Możesz dzięki niemu porozmawiać z osobami z drugiego końca świata, znajdziesz tam praktycznie każdą informację, która Cię interesuje, są tam praktycznie wszystkie książki, podręczniki... Dla mnie technologia to coś, co ułatwia tylko życie, bo zamiast na przykład komunikować się przez listy z jakąś osobą, można napisać zwykły sms i odpowiedź możesz mieć nawet od razu, nie czekasz przez kilka tygodni. Ale to tylko kwestia przyzwyczajenia. Ja sama wolę wyjść na spacer, spotkać się ze znajomymi, zamiast siedzieć gdzieś w domu na komputerze i grać w bezsensowne gry- wzruszyła ramionami, kątem oka patrząc na małą Marie, która nadal siedziała przed kominkiem.

    - Właściwie...- zagryzła lekko wargi grzebiąc coś chwilę przy kubku- Czego uczysz w tej swojej szkole? Jesteś od wszystkich przedmiotów czy raczej masz w tej szkole tylko to, co będzie im potrzebne? Jakieś zajęcia magiczne?

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  170. Taisja była ostatnią osobą, której powinno się pytać co wypada, dlatego uśmiechnęła się jedynie, nadal zakłopotana. Słysząc, że wilka nie ma nie zareagowała jakoś specjalnie, nie przyszła tu w końcu do niego ani dla niego. Chciała po prostu zobaczyć jak funkcjonuje ta cała szkoła i oddać blondynowi ciuchy. Gdy usłyszała coś o przyzwyczajaniu się westchnęła cicho.
    - Normalnie… mam dziwne wrażenie, że dla każdego to słowo oznacza co innego – zauważyła, dla niej normalne było olewanie większości istot i zwracanie uwagi tylko na ciekawsze egzemplarze, do niedawna nawet wieczny uśmiech i obłapywanie innych było normalne, tak jak całowanie, nie uważała, że to coś tylko dla wybranych. Szła w towarzystwie dwójki, również zerkając na nich ciekawsko, nadal jednak nieco spięta. Odetchnęła z ulgą widząc dopiero blondyna. Chyba nigdy nie cieszyła się tak na jego widok. Uśmiech zaraz wkradł się na jej twarz i przyspieszyła kroku.
    - Gdzie Wy mnie zwabiliście! – zaczęła z nieco zadziornym uśmiechem i zaraz wepchnęła mu worek trzymany w dłoniach. – Dziękuję za ciuchy, są czyste – dodała, pakując się jak najszybciej do budynku, jakby to tam miało być najbezpieczniej.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  171. Zupełnie zapomniał o tej tapecie, skapnął się dopiero, gdy Melio podał mu telefon do ręki. Dopiero teraz zrozumiał swój błąd, ale na jego ustach nadal błądził zadziorny uśmieszek. Nie lubił, gdy ktoś oglądał jego kobiety, jeśli kobieta już z nim była to tylko on mógł ją oglądać. Ale w takiej sytuacji... Niech będzie. Słysząc o Yensenie uniósł brew ku górze. Facet jego byłej, nie lubił go, Yensen nie przepadał za nim i wolał nie wdrążać się w temat. Najchętniej dałby mu w pysk za to co robił z jego dziećmi, ale musiał się jakoś opanować. Nie chciał znów kwasów z Febe.
    - Zupełnie o niej zapomniałem- przyznał, drapiąc się przy tym po głowie- Mam nadzieję, że nie przyglądałeś się za bardzo, bo musiałbym Ci strzelić w ryj- zaśmiał się cicho czekając na jego reakcję. Ciekawiło go, czy ten żart załapie.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń

  172. - Potrafisz gotować?- zdziwiła się nieco, jednak bardzo pozytywnie. Mało kiedy widziała, by jakiś facet coś gotował i to w dodatku gotował dobrze. Doświadczyła tego może... 2 razy w życiu? Ale te dwa razy nie należały do najlepszych, jedzeniu dużo brakowało Po usłyszeniu odpowiedzi kiwnęła głową z uśmiechem. No proszę, jednak istnieli faceci, którzy lubili urzędować w kuchni- Jeśli chcesz mogę przywieźć wam trochę podręczników, mam je jeszcze z liceum i pewnie przydadzą się tym starszym dzieciakom. Ja już do nich i tak nie zaglądał, tylko leżą na półkach i się kurzą.- wypiła do końca swoją kawę, odstawiła kubek nieco zdala od niej patrząc na Marie.

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  173. Taisja była ostatnią osobą, której powinno się pytać co wypada, dlatego uśmiechnęła się jedynie, nadal zakłopotana. Słysząc, że wilka nie ma nie zareagowała jakoś specjalnie, nie przyszła tu w końcu do niego ani dla niego. Chciała po prostu zobaczyć jak funkcjonuje ta cała szkoła i oddać blondynowi ciuchy. Gdy usłyszała coś o przyzwyczajaniu się westchnęła cicho.
    - Normalnie… mam dziwne wrażenie, że dla każdego to słowo oznacza co innego – zauważyła, dla niej normalne było olewanie większości istot i zwracanie uwagi tylko na ciekawsze egzemplarze, do niedawna nawet wieczny uśmiech i obłapywanie innych było normalne, tak jak całowanie, nie uważała, że to coś tylko dla wybranych. Szła w towarzystwie dwójki, również zerkając na nich ciekawsko, nadal jednak nieco spięta. Odetchnęła z ulgą widząc dopiero blondyna. Chyba nigdy nie cieszyła się tak na jego widok. Uśmiech zaraz wkradł się na jej twarz i przyspieszyła kroku.
    - Gdzie Wy mnie zwabiliście! – zaczęła z nieco zadziornym uśmiechem i zaraz wepchnęła mu worek trzymany w dłoniach. – Dziękuję za ciuchy, są czyste – dodała, pakując się jak najszybciej do budynku, jakby to tam miało być najbezpieczniej.

    Taisja

    OdpowiedzUsuń
  174. Uśmiech z jego twarzy zniknął tak szybko, jak się pojawił ale za to jego krwiste tęczówki rozszerzyły się niebezpiecznie. Gościł ją w swoim łóżku, tak? Przez jego myśli przebiegł tylko jeden scenariusz, pieprzyli się. Ta kurwa go zdradziła! Dłonie zacisnęły się niebezpiecznie. Był wściekły, owszem i nawet nie miał zamiaru tego ukrywać. Nie po to tak się z nią starał, zabierał ją na wycieczki, kupował kwiaty, poszedł na terapię, by ta teraz wbijała mu sztylet w plecy. Już teraz nie patrzył na nic, ani na swoje jedzenie, ani na piwo, na ludzi tylko zwyczajnie podniósł się ze swojego miejsca i silnym ruchem złapał go za kołnierz i przyciągnął do siebie, wprost przed swoją twarz.
    - Jeszcze kurwa raz ją tkniesz, jeszcze raz spojrzysz, a uwierz że będziesz zdychał w męczarniach skurwysynu- puścił go nagle, ale zaraz po tym jego pięść wylądowała na jego nosie. Krew polała się po stoliku, a na ten widok uśmiechnął. Rzucił pieniądze na drugi, wolny stół po czym żwawym krokiem ruszył do wyjścia. Kurwa, zapierdoli ją.

    Kuro

    OdpowiedzUsuń
  175. Nienawidził, kiedy ktoś dotykał coś co należało do niego. Zwyczajnie tego nie znosił, a Rei należała właśnie do niego. Nikt prócz niego nie miał prawa jej dotykać, widzieć jej ciała, czy nawet zbytnio zwracać uwagi, a zwłaszcza jakiś fagas. Tego już było za wiele. Najpierw miał zająć się właśnie dziewczyną, dobitnie pokazać jej, że tylko on ma prawo spędzać z nią czas w łóżku, po wszystkim zgnoić i upokorzyć tak, jak ona upokorzyła jego. Zabolało, mimo wszystko, że nie byli nawet parą to czuł się potwornie. Szedł właśnie do niej, a przynajmniej miał taki zamiar, bo coś wskoczyło na jego plecy. Zablokował szybko kopniaka w brzuch, odskoczył od mężczyzny szybko, aby do łba mu nie wpadło to, że znów może go zaatakować.
    - To może kurwa mów jaśniej?- warknął do niego, a dłonie założył na swoich piersiach.- I czego się kurwa cieszysz?

    Kuro

    Odpowiedz