Tereny Festiwalu


Tereny wyznaczone pod festiwalowe atrakcje, urządzane według obecnej pory roku. Miejsce to niejednokrotnie zamienia się w centrum Cledo.

80 komentarzy:

  1. Febe na terenach festiwalu pojawiła się znacznie szybciej niż przed rozpoczęciem, na szczęście niania miała towarzyszyć jej przez dwie godziny więc miała wystarczająco dużo czasu, aby pomóc w przygotowaniu kilku atrakcji oraz, przede wszystkim, scenę do swojego tanecznego występu, który miał rozpocząć całą zabawę. Innubi zajmowała się właśnie jej pociechami kiedy ta kończyła ustawiać dekoracje. Zbliżała się godzina rozpoczęcia festiwalu i ludzie powoli schodzili się oglądać przygotowania. Meduza rozglądała się jeszcze za pewnym jegomościem, który miał tu pojawić się przed czasem. Jak zwykle miała wyczucie, gdyż ledwo uniosła wzrok, a na horyzoncie pojawiła się blond czupryna. Febe uśmiechnęła się delikatnie na widok byłego ucznia szkoły, w której miała przyjemność uczyć. Niklausa spotkała kilka dni temu na targu, nawet znaleźli czas na pogawędkę przy kawie i ciastku. No, Blondyn uraczył się piwem, ale zawsze coś.
    - Hej – przywitał się widząc znajomą i zaraz odsłonił Akane, chowającą się na jego nogami.
    - Przyprowadziłem podopieczną – oznajmił pogodnie. Kobieta spojrzała na niego dumnie, tak, zdecydowanie wydoroślał, ale mówiła mu to już podczas wcześniejszej pogawędki.
    - No witam – powitała go i zeskoczyła ze sceny, aby pogładzić dziewczynkę po włosach.
    - Nie masz się co mnie wstydzić, patrz – pokazała kiwnięciem głowy swoje dzieci – Tam mam dla Ciebie fajne towarzystwo, podobno ładnie bawiłaś się z ich kuzynostwem, z Lux i Chrisem, czy to aby prawda? – zagadała dziewczynkę. Akane zaraz się ożywiła i przytaknęła kobiecie, po czym zaczęła opowiadać jej o przygodach jakie miała nad jeziorem. Febe zaśmiała się pogodnie.
    - No, w takim razie jesteś zaprawiona w boju, zaraz Ci ich przedstawię, tylko porozmawiam z Twoim tat… - prawie się zapędziła.
    - Spokojnie – mała machnęła ręką – już przywykłam, że tak na niego mówią, nie przeszkadza mi to – stwierdziła z pogodnym uśmiechem. Od kobiety biło takie jakieś przyjemne ciepło, które pozwoliło dziewczynce trochę bardziej się zaaklimatyzować. Meduza spojrzała na Niklausa.
    - Spokojnie, zajmę się nią, jak obiecywałam – powiedziała na co ten uśmiechnął się wdzięcznie.
    - Dzięki, ja pewnie pojawię się na ognisku, teraz praca wzywa więc lecę – oznajmił i pożegnał się z meduzą lekkim objęciem, po tym zmierzwił włosy Akane, rzucił „bądź grzeczna” i ruszył do roboty. Kobieta podała dziewczynce dłoń.
    - To chodź, poznasz Ines i Rahim’a – ruszyła w stronę dzieci. Opiekunka miała się nimi zająć do końca występu kobiety tak więc Febe miała jeszcze odrobinę wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Za każdym razem gdy ten osobnik pojawia się w okolicy atmosfera nieprzyjemnie gęstnieje a przez ciała wszystkich przychodzi jakiś dreszcz, ale gdy tak na niego spojrzeć, szczególnie w aktualnym momencie, jedyne co ci przyjdzie do głowy to -- "He is awesome". Eygon ze słuchawkami w uszach, mocno tanecznym krokiem przechadzał się drogą w kierunku centrum z najcudowniejszą pieśnią na ustach.
    - Never gonna give you up, never gonna let you down. Never gonna run around, and, desert you. - Tuż za nim można zaobserwować dziewczynkę o długich zielonych włosach z widocznym martwym spojrzeniem, zupełnie tak jakby wstyd dawno pochłoną resztki jej duszy. Dyrektor Terumi będąc już na miejscu zrobił kilka obrotów wokół własnej osi, następnie zrobił moon walka, wykonał jeszcze jeden obrót w przeciwnym kierunku do poprzednich obrotów po czym wskazał palcami wskazującymi Sariel która zatrzymała się w tym samym momencie.
    - Never gonna tell a lie, and hurt you... - Wypowiedział w tonie pieśni, uśmiechając się po tym diabelsko. Ostatecznie po tym przedstawieniu wyjął słuchawki z uszu i schował je w wewnętrznej kieszeni płaszcza. - Hmmm Sari? - Uniósł spojrzenie na dziewczynę. - Znowu ponura mina? Przecież zabrałem cię na festyn! Powinnaś się chociaż odrobinę uśmiechnąć. - Podszedł do niej klękając od razu na lewym kolanie i palcami wskazującymi uniósł kąciki jej ust by stworzyć uśmiech na jej pięknej buzi. Szybko zaraz oddalił dłonie mając nadzieję że jego technika zadziałała, lecz założony uśmiech zniknął tak szybko co się pojawił.
    - Nieładnie Sari... hmhmhm. - Odparł dalej z uśmiechem wstając na równe nogi, łapiąc się w tym samym czasie za fedorę prawą dłonią. Przejechał wzrokiem po miejscu w którym powinno być od groma osób, jednak narazie brakuje ich trochę do "od groma". Spojrzał więc na zegarek na lewym nadgarstku.
    - Więc pomyliły mi się pory. No ale cóż, przynajmniej jesteśmy pierwsi! Haha! - Zadowolony rzucił ramionami w powietrzu podśmiechując donośnie. - No. Prawie pierwsi. - Dodał z powrotem normalnym tonem opuszczając ramiona. - O. Spójrz Sari. Dzieciaki. Możliwe że nawet znajdą się w twoim wieku. - Zwrócił się ponownie do zielonowłosej zauważając wspomniane istotki przy scenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Yumi patrzył na wszystkie stoiska z zainteresowaniem, jakby widział takie rzeczy po raz pierwszy w swoim życiu. Kuro zaś tachał ze sobą płótna, sztalugę wraz ze swoim plecakiem, gdzie miał wszystkie potrzebne do tego przyrządy. Robienie portretów wydawało mu się dobrym pomysłem na takim wydarzeniu, ludzie często zjeżdżali z całego kraju, by tylko móc bawić się z innymi Mortielczykami w tym jednym miejscu przy tym wydając ogrom pieniędzy. Więc czemu nie skorzystać? Ludzie pragnęli jakiejś pamiątki. Wystawiane tu były wyroby właśnie z tego regionu, po placu kręcili się fotografowie ze swoimi aparatami, więc czemu On, jako artysta nie mógł zrobić kilku portretów i przy tym zarobić sobie parę groszy. Uśmiechnął się do syna, gdy ten wskazał mu na ogromny, diabelski młyn i zaczął opowiadać, jak to z Nikiem i Akane poszli właśnie na taką atrakcję. Młody często opowiadał o swojej nowej koleżance i czasie z nią spędzonym. Czuł, że z tej znajomości nie wyjdzie nic dobrego, jeszcze młody mu się nieszczęśliwie zauroczy. Ale serce nie wybiera i on to wiedział aż za dobrze.
    - Rozstawimy się tutaj, co?- spytał, patrząc na syna, który również odstawił swoje przyrządy.
    - Tak, bierzmy się do roboty- klasnął w dłonie patrząc, jak jego ojciec rozstawia swoją podniszczoną już sztalugę wraz z kredkami i węglem.
    - Jak będziesz chciał iść gdzieś się pobawić, mów od razu- Kuro spojrzał na syna, a ten energicznie pokiwał głową. Na razie nie było tu za wiele atrakcji, ale jeśli zobaczy coś ciekawego... Teraz bardziej mu pasowało siedzieć obok taty, ze swoimi kartkami papieru i rysować ciekawe rzeczy, jakie tylko wpadną mu w oko.- Tylko nie siedź mi tu na siłę- kontynuował czerwonooki- Dam Ci pieniądze, pójdziesz na lody, czy jakąś zjeżdżalnie...
    - Nie jestem dzieckiem, żeby zjeżdżać- oburzył się chłopiec, na co Kuro uśmiechnął się szeroko. No no, jego chłopiec mu dorastał. Miło było patrzeć na jego przemianę z chłopca, na prawdziwego mężczyznę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Febe widząc nadchodzących ludzi poprosiła Innubi o zwrócenie uwagi na jeszcze jedną dziewczynkę – Akane, która szybko dogadała się, szczególnie z Ines. Rahim przez pierwsze parę minut patrzył na nią jak zaczarowany, co zdarzyło mu się tylko raz w życiu. Ines zaśmiała się głośno i stwierdziła, że jej brat się zakochał, przez co podopieczna Niklausa wyraźnie zaszła rumieńcem. Meduza w tym czasie ruszyła do swojej przebieralni, musiała ubrać przygotowaną na występ sukienkę i nieco poprawić włosy, ogólnie, ogarnąć się, miała całe 15 minut, więc nie było się czym stresować. Różowowłosa niania bacznie obserwowała maluchy, które dzięki nowej koleżance nie potrzebowały innych zajęć. Rahim nawet wstał z piaskownicy i podszedł po malutki kwiatek rosnący niedaleko, po czym podał go Akane.
    - Pose – powiedział i zaraz obojętność wróciła na jego twarz, zupełnie jakby obdarowanie kwiatkami dziewczynki było jego obowiązkiem. Czarnowłosa uśmiechnęła się lekko i podziękowała chłopcu, po czym usiadła obok niego i zaczęła pokazywać maluchom jak się lepi babki.
    W tym samym czacie na terenie festiwalu pojawiła się Rei, wynajęła jeden ze straganów, aby móc rozłożyć się na nim i wykorzystać swoje farbki, przeznaczone do malowania twarzy, oczywiście atrakcja była głównie przeznaczona dla maluchów, jednak i dorośli zaczepiali ją po drodze, pytając czy to właśnie ona się tym zajmie. Biorąc pod uwagę karton, który zasłaniał ją prawie całą, gdyż mierzyła sobie jedyne 1,56m, to uznawała pytania za dość… głupie, ale grzecznie odpowiadała, że tak. Właśnie zaczęła rozglądać się za swoim stanowiskiem, kiedy nagle wpadła na jakiegoś zielonowłosego mężczyznę i przeważona kartonem, oraz innymi przyborami po prostu upadła na ziemię z lekkim krzykiem.
    - Och, najmocniej przepraszam! – zaczęła zaraz, z nieco zakłopotaną miną.
    - Tak to jest jak się stoi w kolejce po rozum, a nie wzrost – dodała zaraz na załagodzenie sytuacji, jednak nadal patrzyła na mężczyznę przepraszająco.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy jakaś postać niosąca spory karton zaczęła iść w kierunku Eygona oraz Sariel, ta zauważyła ją od razu gdy zielonowłosy tłumaczył dziewczynie że znalazł jej nowych przyjaciół. Jednak jedynie stała i patrzyła.
    - Ojoj. - Szturchnięty czyimś ciałem Eygon odwrócił się od razu w kierunku krzyku by zobaczyć na ziemi jakąś kobietę. Szybka dostawa pomyślał, jednak musiałby upewnić się czy dziewica, no ale mniejsza.
    - Ależ nic nie szkodzi. - Odpowiedział na jej przeprosiny dalej się szeroko uśmiechając. Zaproponował pomoc w wstaniu oraz równie ochoczo pomógł podnieść z ziemi jej fanty, jednak nie oddał ich od razu, tylko je trzymał.
    - Widzę że panienka lekko obładowana. Będzie kłopot jeśli pomogę je przenieść? - Szarmanckim głosem zwrócił się do nieznajomej, otwierając trochę szerzej lewą powiekę ukazując swoje ładne złote oczko. Sariel w tym czasie przyglądała się kobiecie bacznie ze swoją standardową twarzą bez wyrazu.
    - Sari słonko. Ty w międzyczasie możesz sobie pooglądać stragany. Jeśli zabraknie ci pieniędzy znajdź mnie. Dobrze? - Dziewczyna nie myśląc długo odwróciła się bokiem do tej dwójki, rozejrzała się, po czym ruszyła przed siebie nie mając konkretnego planu. Spacerując faktycznie rozglądała się po tym co mają do zaoferowania stragany. Niestety po tym jak ujrzała diabelski młyn zagapiła się na nim. Zatrzymała się więc i rozejrzała gdzie zawędrowała, w ten sposób zauważyła jakiegoś czarnowłosego mężczyznę rozkładającego sztalugę i chłopca obok niego. Lekko zaciekawiona przyglądała się obydwóm.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kuro czekał, aż ktoś do nich podejdzie i nie musiał długo na kogoś takiego oczekiwać. Podeszły do nich dwie, na oko dziewiętnastoletnie dziewczyny, które zachciały mieć coś unikalnego. A jego pracy oczywiście były unikalne. Mężczyzna wskazał młodym damą na swój sprzęt, pytając którymi narzędziami miał wykonać rysunek. Chciał, by klienci mieli tu pełen wybór, tym samym jego usługi były unikalne, a wieści o jego "stoisku" rozejdą się szybko. Obie wybrały węgiel połączony z soczystymi, letnimi kolorami i ustawiły się na tle lasu, by miały za sobą piękne, zielone tło. Jak prosiły tak zrobił. Pochylił się nad płótnem zaczynając szkicować obie te twarze.
    Yumi w tym czasie rozglądał się po okolicy, a wzrokiem napotykając młodą, zielonowłosą dziewczynkę zrobił szersze oczy. Była unikalna, na co dzień nie spotyka się osób o takim kolorze włosów, więc musiał mieć ją uwiecznioną. Chciał mieć w swojej kolekcji rysunków kogoś o tak ślicznej buźce, bo dziewczyna była ładna, nie tak jak Akane... ale zawsze. Wstał ze swojego miejsca, wskazując ojcu na to, iż od niego ucieka, wziął pod pachę swoje kartki, opakowanie kredek, miękki ołówek i ruszył w stronę dziewczynki z szerokim uśmiechem. Z bliska okazała się od niego starsza, ale to nie przeszkodziło mu w wyciągnięciu do niej ręki. Zaatakował ją również szerszym uśmiechem.
    - Cześć- przywitał się, chcąc uścisnąć jej dłoń... a zaraz po tym przypomniał sobie jak witają się prawdziwi mężczyźni. Pocałunek w rękę, to miał zamiar zrobić, gdy dziewczyna tylko ją wyciągnie. Wiedział bowiem, że kobiety cenią sobie takie gesty, na równi z otwieraniem drzwi, ściąganiem płaszczy, odsuwaniem krzeseł czy kwiatami, jakimi mężczyźni ją obdarowują. A on już był mężczyzną i mimo, ze miał swoją kobietę, wobec tej również musiał zachować się właściwie.
    - Jestem Yumi- przedstawił się. Przypominała mu nawet kogoś, ale postanowił nie wspominać o tym ani słowem.- A Ty?

    OdpowiedzUsuń
  7. Rei, widząc, że mężczyzna się nie gniewa posłała mu delikatny, subtelny uśmiech. Z pomocy oczywiście skorzystała.
    - Dziękuję, bardzo Pan uprzejmy – zauważyła i otrzepała nieco swoje ciuchy, zwykle miała w zwyczaju chodzić w obcasach, jednak dzisiejszego dnia szła „do pracy w terenie” więc nie szykowała się jakoś specjalnie, wyglądała jak typowa malarka w tych swoich schodzonych trampkach i poplamionych od farbek ciuchów. Zanim w ogóle pomyślała o odebraniu od nieznajomego swoich cennych artefaktów, ten zaproponował pomoc.
    - Och, naprawdę Pan uprzejmy, muszę chyba częściej wpadać na innych – stwierdziła lekko rozbawiona. Spojrzała jeszcze na dziewczynkę, do której zwrócił się mężczyzna i zaraz poczuła się odrobinę głupio. Czyżby spławił ją z jej powodu, no cóż, przecież nie kazała mu tego robić. Znowu uśmiechnęła się delikatnie.
    - Chętnie skorzystam z pomocy, szukam straganu numer 143, tam muszę to wszystko rozłożyć – odpowiedziała przeszukując wzrokiem okolicę, zaraz zauważyła swój numerek i ruszyła w jego stronę z wcześniejszym „Jest!” na ustach. Kiedy wraz z towarzyszem odłożyła wszystko na miejsce, wyciągnęła do niego rękę.
    - Miło mi poznać, jestem Rei Yamawaki, mogłabym zaproponować jakiś uniwersalny rysunek na Pańskim ciele, ale nie jestem pewna czy to byłoby odpowiednie podziękowanie – zaproponowała, nie zdając sobie sprawy z jakim to zboczuchem ma do czynienia.
    Dzieci meduzy w tym czasie bawiły się nadal w piaskownicy, razem z Akane, która od czasu do czasu rozglądała się po okolicy, obserwując zbierające się tłumy, nagle w oddali spotrzegła znajomą postać, uśmiechnęła się nawet na widok chłopca, jednak widząc jak zaczepia inną dziewczynkę jej uśmiech nieco zbladł. Ines szybko to zauważyła i spojrzała w stronę obserwowanego przez Akane miejsca. Zrobiła duże oczy.
    - Yumi, Yumi, to Yumi! – zakomunikowała i szybko wstała, aby ruszyć w stronę brata.
    - Umi? – zapytał Rahim i zaraz podążył za siostrą.
    - Halo! – zawołała ich opiekunka i łapiąc Akane za rękę ruszyła ich śladem. Zaraz czerwono oka dziewczynka wpadła rozpędzona w chłopca, a za nią jej brat, który bardziej wtulił się w swoją siostrę niż samego Yumiego.
    - Yumi! – zawołała entuzjastycznie Ines i zaraz wesoło zaczęła podskakiwać w miejscu. Zaraz do dzieci dołączyła ich opiekunka i wyraźnie smutna Akane, która lekko schowała się za różowowłosą kobietą.
    - Ines! Twój brat rozmawia, nie powinnaś mu tak brzydko przerywać, no ale już się przywitaj – pokręciła głową wyraźnie rozbawiona zachowaniem dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Hahaha. Jeśli koniecznie Panienka będzie chciała na kogoś wpadać, polecam się na przyszłość. - Zielonowłosy skinął głową i zapominając już o Sariel zastanowił się nad podanym mu numerze. Oczywiście nie miał bladego pojęcia gdzie ten stragan może się znajdować ponieważ dopiero co tu przyszedł. Chciał zasugerować poszukanie go kiedy nowo poznana kobieta wyręczyła go i sama znalazła to czego szukała.
    - To było zaskakująco proste. - Powiedział bardziej do siebie, ruszając za nią. Przy straganie odłożył trzymane rzeczy które nie były jego własnością, spojrzał na czarnowłosą kiedy ta mu się przedstawiła.
    - Przyjemność po mojej stronie. Rei. - Zdjął fedorę sięgając po jej dłoń i jak na gościa w garniturze przystało uraczył wierzch jej dłoni niemym pocałunkiem. - Terumi. Terumi Eygon. Możesz mówić mi po prostu Eygon. - Po wyjawieniu swojego umienia "odłożył" jej dłoń i założył z powrotem fedorę.
    - Hmhmhm. Każde podziękowanie za taką skromną przysługę jest odpowiednie. A twoja propozycja jest co najmniej interesująca. - Włożył dłonie do kieszeni i pochylił nieznacznie głowę w bok. - Użyczyłbym całe swoje ciało jako płótno - Stwierdził rozkładając ręce. - Jednak wątpię by arcydzieło było widoczne pod ubraniem. - Z powrotem włożył dłonie do kieszeni. - Więc będziemy musieli się zadowolić moją twarzą. Co ty na to by narysować na niej kilka łusek? - Zaproponował szeroko się uśmiechając, jak zwykle.
    Sariel widząc że chłopak któremu się przyglądała zaczyna prawdopodobnie iść w jej kierunku, złączyła dłonie za plecami i pochyliła nieznacznie głowę w bok. Gdy był już przy niej i to jednak ona okazała się jego celem, przyjrzała się dokładniej swoimi pozbawionymi życia oczyma jego twarzy, następnie spojrzała na wystawioną w jej kierunku dłonią. Podała mu więc swoją i widząc że całuje jej dłoń przez chwilę widziała zamiast niego Eygona, na co lekko się wzdrgnęła.
    - C-cześć. - Odpowiedziała odwracając wzrok oraz oddalając swoją dłoń, którą złapała za dość duży dzwonek który ma przewieszony na szyi, a drugą dłonią złapała się za nadgarstek. - Ja jestem Sariel. - Wyjawiła i swoje imię wracając spojrzeniem na chłopaka. Po chwili ciszy chciała coś powiedzieć jednak zaraz w czarnowłosego wbiegła jakaś dziewczynka przytulająca się do niego, a do niej dołączył się zaraz jeszcze jakiś chłopiec. Przyglądała się im lekko zdziwiona. Gdy doszła do nich jeszcze jakaś kobieta i chowająca się za nią kolejna dziewczyna. Sariel skierowała się przodem do Febe po czym z należnym szacunkiem ukłoniła się jej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chłopiec delikatnie musnął wierzch dłoni dziewczynki, delikatnie, nie nachalnie gdyby w razie czego mogła wyrwać swoją dłoń. Nie był natarczywy i chciał, by każdy w jego towarzystwie czuł się komfortowo, w tym nowo poznana znajoma. Już chciał zapytać o to, czy mógłby ją naszkicować, już pokazywał jej na swoje wcześniejsze rysunki, lecz wtedy ktoś się na niego rzucił. Ines! Spojrzał zdziwiony na swoją małą, słodką siostrzyczkę uśmiechając ją szeroko i pogładził po jej czarnych, miękkich włoskach. Później za nią nadszedł Rahim, którego również pogłaskał. I Akane, jego ukochana Akane. Ta o ślicznych, czarnych włoskach i dużych, miodowych oczach, w których potrafił się zatopić, o których śnił po nocach. Jego przyjaciółka, chyba kobietka, którą lubił bardziej niż powinien.
    - Cześć- zwrócił się do dziewczynki, puszczając swoje rodzeństwo tylko po to, by uścisnąć mocno Akane całując ją przy tym po głowie. Dlaczego tak szybko biło mu serce? Czuł jak pocą mu się dłonie, jak potrzebuje się napić, bo suchość w gardle nie dawała mu spokoju. Ją również musiał narysować! Odsunął się lekko do ulubionej znajomej, może nawet swojej pierwszej miłostki, po czym uśmiechnął się tak lekko, jakby na jej widok spadł ciężar z jego barków.
    - Co wy tu robicie?- spytał ich.- Ah, zapomniałem. To moja nowa koleżanka, Sariel. Będę ją malował- pokazał całej czwórce swoje kartki i kilka szkiców, które już miał. Ale nie mógł sobie pozwolić na to, by jego księżniczka była smutna!
    - Chcecie wspólny rysunek? Namalować was wszystkich oddzielnie?- pytał zapominając o tym, iż jeszcze swojej nowej koleżanki nawet nie spytał o to, czy może ją szkicować.- Sariel?- zwrócił się do niej, opamiętując się w porę- Mógłbym Cię namalować?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ninath westchnęła przeciągle, opierając się o siedzenie pasażera w samochodzie okhotnika. Nie miała specjalnej ochoty przyjeżdżać na tegoroczny festiwal. Jeszcze mniejszą niż w zeszłym roku. Jej uczennica niedawno ją opuściła. Niby cieszyła się, że młoda czarodziejka w końcu odnalazła swoje powołanie, jednak sposób w jaki to odkryła nie należał do najprzyjemniejszych. Altmerka do dzisiaj była wściekła i przygnębiona jednocześnie. Poprawić jej humor mogli jedynie Yensen oraz Akira – smok, do którego niedawno naprawdę się zbliżyła. Spojrzała na mężczyznę, który zdecydowanie miał zbyt duży uśmiech na twarzy.
    - Dziękuję Ci, za twoją pieprzoną troskę. Jesteśmy, oddasz mi w końcu ten talizman? – zapytała.
    - Jasne, jak mi się znudzi na festiwalu – zaśmiał się, wyciągając kluczyk ze stacyjki.
    - Zdajesz sobie sprawę, że to bomba… zresztą, po co się pytam?
    - Bo lubisz. Lubisz też udawać obrażoną, niezależną feministkę. Skończ z tym, okey? Wiem, że jest Ci ciężko, a takie pierdoły zawsze poprawiają humor.
    - O ile lubisz takie imprezy…
    - Ty je lubisz. Lubisz patrzeć na cudzą radość – wtrącił się, po czym wyszedł z samochodu. Rudoswłosa zrobiła to samo, klnąc pod nosem. W zasadzie to tylko na pokaz. W głębi serca cieszyła się, że Yensen aż tak się o nią troszczy. Naprawdę miło jest mieć oddanych przyjaciół. Kiedyś nie miała nikogo poza rodzicami i Firnarem. Tutaj grono osób, które były naprawdę szczere rosło. Powoli, ale jednak. Szła obok wojownika.
    - No dobra… Zgaduję, że kupimy sobie piwo, usiądziemy gdzieś i będziemy oglądać co się dzieje, tak? – zapytała, szukając wzrokiem stoiska z piwem.
    - Nie, pójdziemy na bitwę na balony z wodą, a później na piłeczki – zaśmiał się, szukając tego samego co jego towarzyszka. Oboje wypatrzyli to samo stanowisko z chmielem, więc podeszli do niego. Zamówili dwa duże kufle. Altmerka zamówiła sobie wersję z sokiem, co oczywiście nie obeszło się bez komentarza okhotnika, ale zdążyła się już przyzwyczaić. Prychnęła lekko, odchodząc od stoiska.
    - A więc, jak Ci się układa z Febe? – zapytała.
    - Powoli, byle do przodu. Teraz pomagam jej w remoncie winnicy. Chcę też podłapać kontakt z dziećmi. Z Ines wydaje mi się, że mam dość dobry. Jak na aktualny stan. Gorzej z Rahimem, wiesz, ma taką duszę artysty, a ja znam się na sztuce równie zajebiście, co krowa na balecie – odpowiedział, idąc przed siebie. Mijali wiele różnych stoisk, aczkolwiek na ten czas nie potrzebowali niczego więcej poza piwem.
    - Zaiste, przyjacielu, masz problem. W końcu kupno jakiś książek o sztuce to niesamowicie trudne zadanie. Gdzie Ty je znajdziesz? Księgarnie to takie rzadkie, mroczne miejsca… - zaśmiała się, po czym wzięła łyk piwa. – Jak obiecasz, że będziesz grzecznie czytać, to sama Ci poszukam atlasu malarskiego. I tak muszę wkrótce kupić nowe książki.
    - Będę wdzięczny. A, w ogóle, Aaron coś wspominał o tym, aby wziąć Twoją Nirnaye i jego Fena na rozród. Wiesz, przydałyby się Gildii nowe halle, nie sądzisz?
    - Oczywiście. Ines i Rahim też chętnie je pewnie zobaczą, co? – Yensen zaśmiał się wesoło.
    - Kurwa, aleś Ty sprytna! Są małe, a takie zwierzęta to interesujący widok. Rahim jest stoikiem. Jak będzie starszy może nawet nauczę go tresury smokoliszków – rozmawiali przez cały ten czas. W końcu znaleźli wolną ławkę, na której przysiedli. Ninath faktycznie czuła się lepiej w tej ciepłej, wesołej atmosferze, a okhotnik stale wypatrywał jednej postaci.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Zapamiętam – przyznała z uśmiechem Rei i również lekko się zaśmiała. Gest z ucałowaniem dłoni wcale jej tak bardzo nie zdziwił, w Mortiel był dość popularny, przynajmniej tak zauważyła Japonka. Uśmiechnęła się jednak ciepło, aby pokazać aprobatę dla takiego zachowania i zaraz kiwnęła głową. Na zdanie o całym ciele zaśmiała się delikatnie.
    - Coś wiem na ten temat – przyznała. W końcu uwielbiała sztukę tatuażu.
    - No więc dobrze Eygon, w takim razie zapraszam tu do mnie – wysunęła taboret spod straganu, rozstawiła jeszcze karton z reklamą czym właściwie stoisko się zajmuje i wyciągnęła najpotrzebniejsze przybory na stoliczek. – A więc łuski… Rozumiem, że smocze, tak? – upewniła się, a kiedy dostała odpowiedz wyciągnęła taboret i dla siebie. Kiedy mężczyzna zajął swoje miejsce dziewczyna pochyliła się nad jego twarzą, wcześniej przygotowując odpowiednie kolory farbek i pędzle, przystąpiła do tworzenia, delikatnie muskając skórę Eygon’a włosiem pędzla.
    - Wybacz, jeżeli to nachalne pytanie, ale, ta dziewczynka którą posłałeś na stragany, to Twoja córka? – zapytała, tak dla potrzymania jakiegoś tematu podczas tworzenia. Wbrew pozorom lubiła gdy ktoś mówił podczas tworzenia, wtedy lepiej dopasowywała dany wzór do rys twarzy, co często wywoływało niesamowity efekt.
    Dzieci po ciepłym powitaniu spojrzały na nową koleżankę brata, Ines oczywiście zaraz się zaczęła jej przyglądać z małymi diabełkami w oczach, Rahim natomiast jedynie zerknął w jej strony, by zaraz po tym podążyć wzrokiem za bratem i zobaczyć jak czule wita jego nową koleżankę. Zmarszczył lekko czoło, jednak ostatecznie wyciągnął ręce do niani, aby ta go podniosła do góry, kobieta bez zbędnych komentarzy wzięła chłopca na ręce i odkłoniła się dziewczynce.
    - Wybacz jeżeli przerwaliśmy Wam rozmowę, ale te małe szkraby są po prostu jak skaczące, niewyżyte pchełki – zaśmiała się lekko i spojrzała na Ines.
    - Fajne mas włosy wiesz? – zagadała zaraz do niej dziewczynka, lekko sepleniąc.
    Akane natomiast na przywitanie Yumiego zarumieniła się znacznie i nawet lekko zawstydziła, po pierwsze było jej miło, że tak publicznie ją przytula, a po drugie, zrobiło jej się głupio, że chwilę temu sądziła iż jego nowa znajoma to po prostu kolejna zdobycz. Jej serce również zaczęło szybciej bić i w końcu posłała mu przyjemny, szczery uśmiech. Kiedy się odsunął, ona chwyciła lekko jego nadgarstek, tak, jakby nie chciała aby odszedł za daleko, ale jednocześnie dbała o to, aby nie upuścił swoich przyborów. Zanim cokolwiek odpowiedziała Ines doskoczyła do brata i najpierw bacznie przyglądała się tej całej bliskości jego i Akane, a później jedynie założyła rączki na torsie.
    - No jak to, przecież mamusia tu dzisiaj tańczy, a my jesteśmy na zabawie – wyjaśniła chłopcu jakby to było wręcz oczywiste. Po tym obejrzała się na Sariel i posłała jej łobuzerski uśmiech.
    - Cześć, jestem Ines – przedstawiła się entuzjastycznie i złapała dziewczynkę za rękę.
    - Miło Cię poznać Sariel, ja jestem Akane – ona przedstawiła się zdecydowanie mniej pewnym wzrokiem i unikała kontaktu wzrokowego, nie chciała psuć nikomu zabawy swoimi wizjami. W dodatku bardzo zainteresowały ją szkice Yumiego i teraz to na nich się skupiła.
    - Bardzo ładne – przyznała jeszcze spokojnym tonem.
    - A to jest Rahim – chłopca przedstawiła niania. – Jesteś tu sama? Może… - chciała coś zaproponować, jednak zarówno ona jak i propozycja o wspólnym szkicu zostały zagłuszone uderzaniem w mikrofon.

    OdpowiedzUsuń
  12. - Raz, raz, raz – rozniosło się po całym terenie festiwalu. – Raz, dwa, trzy – znowu zabrzmiało w uszach, jednak tym razem dźwięk został wyregulowany, w tle puszczono jakąś skoczną muzyczkę.
    - Witam Państwa na tegorocznym festiwalu lata! – rozniósł się okrzyk energicznego prezentera, który po krótkim wprowadzeniu w plan dnia rzucił jeszcze dwoma dowcipami i…
    - A teraz, moi drodzy, zapraszamy na oficjalne otwarcie, które rozpocznie, za dosłownie trzy minuty urocza Febe ze swoim niesamowitym tańcem! – zapowiedział występ kobiety, która za sceną czekała już gotowa, w swojej czerwonej sukience, na muzykę.
    - Zapraszam wszystkich zebranych pod scenę! – dodał wodzirej całego festiwalu i zaraz tłum zaczął się zbierać.
    - Mama! – krzyknęła Ines i zaczęła kierować się w stronę sceny, niania na szczęście w porę ją złapała za rękę, przywołała też Akane i spojrzała na Yumiego oraz jego koleżankę.
    - Chodźcie z nami, później znajdziemy jakiś mniej tłoczny zakątek na Twoje szkice Yumi – zaproponowała kobieta idąc w stronę sceny.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak mu zostało polecone, tak zrobił. Po skinieniu głowy Eygon usiadł, zdejmując po tym fedorę którą położył na swoich kolanach.
    - Hmmmm, kusząca propozycja. Wolałbym jednak łuski węża. Oczywiście jeśli to nie problem. - Odpowiedział na pytanie, przyglądając się w międzyczasie tatuaże które Rei nosi na swoim ciele. On sam przeciwko tatuażom nic nie ma, jednak nie specjalnie chciałby mieć jakiś. No ale oczywiście takie rysunki jakie właśnie miał otrzymać są obowiązkowe na festynach. Bardziej się już zrelaksować nie mógł więc po prostu oddał się sztuce. Słysząc pytanie otworzył nieco powiekę jednego z oczu i spojrzał na twarz Rei.
    - Powiedzmy że córka... bardzo bliskiego mi przyjaciela, który ze względu na pewne okoliczności nie może się nią opiekować. - Odpowiedział nie tracąc swojego szerokiego uśmiechu. - Zapewne taka piękna i młoda kobieta jak ty nie ma jeszcze dzieci. Ale zapewne masz chłopaka. - Po zamknięciu powieki dołączył się do podtrzymania konwersacji. Słysząc megafon Eygon zaśmiał się lekko. - Regulację zawsze zostawia się na koniec. - Stwierdził.
    Sariel będąc w takim tłumie nowych twarzy czuła się trochę niepewnie, lecz pozytywna aura którą roztaczali była miłą odmianą od tej którą emanuje dyrektor Terumi. Słysząc komplement dotyczący swoich włosów odwróciła trochę zawstydzona wzrok.
    - D-dziękuję - Odpowiedziała, wracając spojrzeniem do ich twarzy, próbując je zapamiętać. Słysząc jak czarnowłosy wspomniał że będzie ją malował, z niezrozumieniem pochyliła nieznacznie głowę w bok spoglądając na chłopaka. Nie długo na niego patrzyła ponieważ zaraz zwróciła się do niej Ines, na którą przeniosła wzrok, a następnie na Akane.
    - Również miło mi was poznać. - Przyznała wracając wzrokiem na czarnowłosą która miała jeszcze w uścisku jej rękę. Gdy kobieta która wyglądała na ich opiekunkę przedstawiła najmłodszego pośród nich chłopaka pokierowała wzrok na niego a później na kobietę. Chciała wysłuchać do końca co miała do powiedzenia jednak przerwał jej ktoś mówiący przez megafon. Zwróciła wtedy twarz w kierunku z którego dochodziły głośne dźwięki. Słysząc propozycję stwierdziła że pójdzie razem z nimi.

    OdpowiedzUsuń
  14. Miło było widzieć zawstydzoną Akane, zwłaszcza jeśli zawstydzona była przez niego. I to nie przez głupi komentarz, a przytulenie, czyli coś co było zarezerwowane dla najbliższych osób, a dziewczynka była kimś właśnie bliskim, wyjątkowym. Do tego ten gest złapania go za nadgarstek dawał mu wiele nadziei co do ich relacji, choć byli tylko głupimi dzieciakami, brał to wszystko na poważnie tak, jak może brać dziesięciolatek.
    - Nie przeszkadzacie- pokręcił głową chwytając mocniej Akane za rękę, by mu nie uciekła. Nie chciał zostawiać jej nawet na krok... Ines przyglądała im się dziwnie, przez co poczuł się przez to nieswojo, ale rozumiał, iż dziewczynka nie wie co to jest miłość kobiety do mężczyzny... on sam nie wiedział! Ale czuł, że jego serduszko było szybciej przy czarnowłosej, wiec chyba jednak miał o tym jakieś pojecie? Musiał z kimś o tym porozmawiać, kimś starszym kto był kiedyś zakochany. Jego ojciec odpadał, bo zaraz miałby jakieś pretensje do niego, ciotki wstydził się pytać o sprawy sercowe, wiedział iż ta podchodzi do nich na dystans, a może więc Niklaus? Jego kumpel wydawał mu się doskonałym kandydatem. I mogli iść znów na lody.
    - Febe tańczy?- spytał, szukając wzrokiem kobiety po scenie. Musiał to zobaczyć, nie mógł przepuścić okazji widoku tańczącej osoby, sam chciałby jakoś się nauczyć, ale nie miał kogo o to prosić.- Chodź- mruknął do zielonowłosej dziewczynki, łapiąc ją za nadgarstek i obie dziewczynki pociągnął w stronę sceny, przy której zatrzymał się z szeroko otwartymi oczyma. Tańcząca Febe to było coś niesamowitego, tato zawsze karcąco na to patrzył, ale jemu się podobało i nie rozumiał, czemu Kuro miał o to takie pretensje.

    Kuro zaś szybko dość skończył swój rysunek, po czym spojrzał na scenę, na której występowała jego była. Mogła przynajmniej założyć coś, co nie odsłaniałoby tyle ciała. Wstyd mu było za nią właśnie w takim momentach i żałował, że kiedyś samemu wydawało się to seksowne. Teraz było niesmaczne, była matką do kurwy. Ale mimo wszystko wstał od swojego stanowiska, by podejść blisko do sceny. By na nią patrzeć. Kątem oka zauważył również dzieci, swoje dzieci, do których podszedł. Ułożył cicho dłonie na ramionach Yumiego, ten uniósł głowę zdziwiony, ale poznając ojca usmiechnął się szeroko wskazując rączką na Febe, która zaczynała swoje wygibasy. Czerwonooki przeleciał szybko wzrokiem po Ragimie, oczy przeniósł na Ines i do tej dwójki również się uśmiechnął.

    OdpowiedzUsuń
  15. Yensen cały czas błądził gdzieś wzrokiem, aż donośny głos prowadzącego nie zwrócił jego uwagi. Spojrzał na scenę, słysząc o Febe. Opowiadała o tym, że tańczy. Nie raz zresztą miał okazję podziwiać jej taneczny krok. Uśmiechnął się, gdy wyszła na scenę. Rozejrzał się jeszcze dookoła niej, a na widok mężczyzny, który podchodzi tak blisko Ines i Rahima, skamienial. Ninath od razu zauważyła zmianę w jego zachowaniu. Dotknęła jego ramienia.
    - Co się stało? - zapytała, zaciskając uścisk. Czuła, że próbuje wstać. Spojrzała w to samo miejsce co on. – O, Ines i Rahim, a obok jeszcze ktoś. Znasz ich?
    –To pewnie ten chuj, co ją uderzył! - krzyknął. Zerwał się z miejsca, jednak elfka zaraz go przychodziła swoją magią.
    -Albo ich wujek! Pomyśl, gdyby tak było, to czy dzieci stałyby spokojnie obok niego? - wyjaśniła stanowczym tonem. – Twoja porywczosc Ci nie pomoże przy zdobywaniu zaufania maluchów –dodała, po czym upiła łyk piwa.
    –A ja mu nie ufam... - westchnął ciężko. Przeczesal swoje włosy, wracając wzrokiem do sceny. Meduza dawała naprawdę piękny popis i chętnie obejrzałby go w całości. Mimo wszystko coś nie dawało mu spokoju. Miał to swoje paskudne przeczucie.
    -Możemy podejść do sceny. Jeśli coś się stanie - zareagujesz, a ja Ci pomogę, o ile będzie ku temu powód. Pasuje, narwancu? - zaproponowała. Okhotnik uśmiechnął się lekko, po czym wstał z miejsca.
    -Tworzymy zgrany duet, feministko - odpowiedział, dając tym samym do zrozumienia, że akceptuje warunki umowy. Altmerka wstała razem z nim. Oboje podeszli do sceny. Yensen uśmiechnął się do Romki, gdy spojrzała w jego stronę. Tupał nogą do rytmu. Ninath bardziej przyglądala się małej Ines. Już dawno zdążyła polubić tą małą wojowniczkę. Pomachala jej na powitanie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dla Rei wybór Eygon’a nie stanowił najmniejszego problemu.
    - Och naprawdę? Wydajecie się tacy podobni, ale to zapewne przez kolor włosów – zauważyła i posłała mu łagodny uśmiech, zaraz zaśmiała się delikatnie i pokręciła głową.
    - Nie mam ani dzieci, ani chłopaka, jakoś nie dane mi miłostki – powiedziała wesoło, brak partnera nie specjalnie jej przeszkadzał, w końcu… Jak zauważył mężczyzna, była jeszcze młoda, czyli miała czas. Na ogłoszenie wodzireja spojrzała na scenę.
    - Febe? Och, chyba nawet dane było mi ją poznać. Niesamowite, dwójka dzieci, a jeszcze ma siłę na tańce – skomentowała, po czym wróciła do malowania.
    - Och, przepraszam, może mam przestać? Chcesz zobaczyć pokaz? – zapytała, odrywając się od twarzy nowego znajomego.
    Ines, zadowolona z poznania dwóch owych koleżanek, była szeroko uśmiechnięta. Oczywiście nie zamierzała puszczać ręki Sariel i razem z nią powędrowała pod scenę. Z drugiej strony szła jej niania, która starała się nieco ostudzić entuzjazm córki występującej kobiety, dziewczynka bowiem była wniebowzięta, kiedy mama pojawiła się na scenie w swojej czerwonej, falbaniastej sukience, która WCALE NIE ODSŁANIAŁA WIELU CZĘŚCI CIAŁA (jedynie delikatnie dekolt, stopy kobiety i ręce, ozdobione wieloma bransoletkami). Febe postanowiła na powitanie zaprezentować fuzję belly Dance z Flamenco. Oba te tańce były bardzo powszechne w jej rodzinnych stronach – Andaluzji. Zanim jednak zaczęła swój popis, na scenę wyszli towarzyszący jej muzycy, rozgrzać nieco widownie, dopiero po krótkim muzycznym wstępie ona wkroczyła na scenę (https://www.youtube.com/watch?v=_dpFpThBC5Y – tak mniej więcej wygląda rozpoczęcie festiwalu). Na koniec swojego tańca, kiedy dostrzegła w tłumie Yensena, pozwoliła sobie na elegancki szpagat, po czym puściła oczko właśnie do okhotnika.

    Jej dzieci podczas występu głównie skupiły wzrok na scenie, Ines puściła nawet obie trzymane dłonie i wirowała dookoła własnej osi za każdym razem, kiedy Febe to robiła, dziewczynkę roznosiła energia, jednak kiedy w pewnym momencie ujrzała uśmiechającego się do niej Kuro, uśmiech zbladł, a ona zatrzymała się wyraźnie marszcząc czoło. Spojrzała niechętnie na ojca i nie wiadomo co by dalej zrobiła, gdyż jej uwagę przykuła machająca kobieta. Mała zaraz zrobiła duże oczy, na jej twarzy znów zagościła fascynacja.
    - Nina! Nina! Yesen! – zawołała radośnie i ruszyła pędem w ich stronę.
    - Ines! – zawołała za nią opiekunka i przepraszając resztę dzieci ruszyła za młodą. Rahim przez ten czas bacznie obserwował mamę jak zaczarowany i nawet podrygiwania biegnącej opiekunki czy ojciec nie były w stanie wyrwać go z transu, w jaki zapadł.
    Akane cały ten czas czuwała przy Yumim i wymieniała się z nim pozytywnymi komentarzami na temat tańca Romki.
    - Też bym tak chciała tańczyć – przyznała szepcząc mu na ucho, a kiedy występ dobiegł końca zaczęła głośno klaskać. Ines oczywiście, po przywitaniu się z dwójką przyjaciół mamy, znaczy z przyjacielem i ciociom, jak to było podkreślane, poprosiła aby Yensen wziął ją na barana i właśnie z tego miejsca dokończyła podziwianie tańca mamy.
    Febe zadowolona z rozgrzanej widowni i entuzjastycznych oklasków ukłoniła się grzecznie, podziękowała do mikrofonu i zaraz ruchem ust przekazała Yensenowi i Ninath, że zaraz do nich przyjdzie, po tym zniknęła za sceną, gdzie mogła doprowadzić się do porządku, znowu.

    OdpowiedzUsuń
  17. - To zapewne kolor włosów. - Mężczyzna upewnił Rei w jej myśli, siedząc grzecznie na miejscu. Często pracownicy departamentu w którym jest dyrektorem czy jacyś przechodni mylili ich za ojca i córkę. Nie specjalnie go to dziwiło.
    - Hooo. Jestem pewny że długo miłostek szukać nie będziesz. - Zapewnił z ciągłym szerokim uśmiechem na ustach. Rzecz jasna jeśli jego utalentowana znajoma będzie nieświadomie spławiać każdego potencjalnego partnera to nie będzie w stanie za bardzo na to zaradzić. Słysząc jak ta wymawia imię tancerki która właśnie miała wystąpić na scenie, otworzył nieznacznie oko i pokierował je w mniej więcej kierunku sceny, po czym je z powrotem zamknął.
    - Nie. Nie musisz sobie przeszkadzać. Chyba że chcesz sama ją obejrzeć, wtedy ci w tym potowarzyszę. - Eygon miał specyficzne gusta artystyczne, taniec niezbyt go interesował. Ale jeśli akurat Rei zrobiłaby przerwę by sama mogła pooglądać, to nie zaboli go obejrzenie występu.

    Sariel złapana za nadgarstek i następnie pociągnięta w kierunku sceny opuściła na chwilę wzrok, czując się ponownie jak zwykły przedmiot. Nie okazywała tego jednak na swojej obojętnej buzi, ani nie opierała się. Po prostu podążała za chłopakiem. Stojąc już pośród tłumu, gdy miała oswobodzoną rękę, złączyła dłonie przed sobą i patrzyła na tańczącą Romkę. Z początku nie rozumiała gdzie ma szukać w tym zachwytu, lecz im dłużej się jej przyglądała tym bardziej jej się to podobało. Do tego stopnia że nie zauważyła zachodzącego ojca Yumi'ego. Dopiero gdy Ines zaczęła wykrzykiwać obce dla zielonowłosej imiona, spojrzała w jej kierunku, w ten sposób zauważyła również Kuro którego jedynie obejrzała kątem oka. Szybko wróciła spojrzeniem do sceny, czując się samotna, mimo bycia w towarzystwie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Oboje obserwowali występ kobiety, jednak oby dwoje mieli co do niego inne odczucia. Yumi'emu się podobało. Chłopiec śledził uważnie ruchy meduzy z szerokim uśmiechem zafascynowany tym, co kobieta wyrabiała na scenie. Tańczyła naprawdę świetnie, profesjonalnie, aż nie mógł oderwać wzroku od jej ruchów, stóp które zdawały się często nie dotykać nawet sceny. Jakby unosiła się nad sceną czarując przy tym swoją widownię. Kuro zaś miał zupełnie odwrotne odczucia, bardziej negatywne, lecz niezadowolenia nie widać było na jego kamiennej twarzy. Śledził po prostu jej ruchy swoimi uważnymi ślepiami, a to co widział... nie podobało mu się. To nie były kompletnie jego klimaty i chyba wolał zostać przy swoim stanowisku...
    Yumi na koniec koncertu zaczął klaskać wpatrzony w Febe, a gdy twarzyczka Akane zbliżyła się bardziej do jego ucha, spłonął rumieniem. Tańcząca Akane! To dopiero byłoby coś, zwłaszcza z jej rumieńcami, które ślicznie ozdabiały jej twarz.
    - Też- przyznał się. Kuro spojrzał na niego marszcząc brwi.
    Na wzrok Ines nie zwrócił uwagi, wiedział że dziewczynka tak zareaguje na jego widok i nie było to nic dziwnego. Zraziła się, każde dziecko tak miało, ostatnio dwie osoby porządnie wbiły mu to do głowy i nawet nie był na małą zły. Jeszcze miała czas na przekonanie się do niego, już on o to zadba.
    Po zakończonych oklaskach Yumi spojrzał na twarz to jednej, to drugiej koleżanki.
    - Diabelski młyn!- zadecydował ciągnąc obie w jego stronę.- Spodoba wam się, widać wszystko dookoła.- entuzjazmował się, pokazując na wielki, oświetlony młyn. Kilka razy już na takich bywał i nie widział w nich nic strasznego, wręcz przeciwnie. Zawsze rozglądał się wokół siebie podziwiając miasto z góry. Żałował wtedy, iż nie potrafi latać, by unosić się na takie wysokości i podziwiać zapierające dech w piersiach widoki.
    Kuro widząc jak jego syn odbiega z dwiema kobietami, pokręcił głową. Oby nie pchał się w takie zachowania dalej i w innych okolicznościach. Wyjął komórkę z kieszeni, po czym ruszył w stronę swojej sztalugi, jednak nie zaszedł daleko. Wpadł na kogoś z dość dużym impetem, a niższa od niego osoba odbiła się od jego klatki. Nie patrzył nawet na twarz, złapał od razu za nadgarstek przyciągając do siebie, by kobieta nie upadła na pośladki. Dopiero później zauważył ciemną twarz Febe, a na jego polikach znalazły się rumienie.
    - Wybacz...- zaczął nieco zakłopotany.

    OdpowiedzUsuń
  19. Yensen z zaciekawieniem oglądał taniec taniec Febe. Wyglądała na niezwykle szczęśliwą, gdy prezentowała swój talent innym. Zagwizdał pod nosem w geście podziwu. Pił spokojnie piwo, gdy nagle usłyszał wesoły głos Ines, która biegła w stronę jego oraz elfki. Ninath zaśmiała się, na taką reakcję dziewczynki. Nie była to bynajmniej pogarda, a raczej szczęście spowodowane zaraźliwą, pozytywną energią małej.
    - Cześć, mała wojowczniko! – rudowłosa zaśmiała się, podając jej wolną rękę. Schyliła się delikatnie, aby lepiej się jej przyjrzeć. – Ale twoja mama pięknie tańczy, co? – dodała z uśmiechem na ustach. Okhotnik w tym czasie zdążył już zrównać się z altmerką. Zmierzwił dziecko po włosach.
    - No hej, Ines. Jak się bawisz? – zapytał. Na prośbę dziewczynki, przykucnął, aby mogła wskoczyć, po czym jedną dłonią złapał jej nóżkę, aby mogła się bezpiecznie na nim utrzymać. – Trzymaj się tylko mocno, bo jak coś Ci się stanie, to mama nas wszystkich wybierzmuje, a z połamanymi kośćmi nie zrobię wam domku na drzewie – zażartował, oglądając tańczącą Romkę. Elfka spojrzała na niego. Żadnego przekleństwa? Nie spodziewała się, że będzie do tego zdolny.
    - Spokojnie Ines, Ciebie i Rahima obronię, a Yensen jakoś może da radę się schować – powiedziała do dziewczynki. Po zakończonym występie czekali na Febe, w miejscu, w którym oglądali występ. Przemieszczanie się mogło co najwyżej utrudnić ponowne odnalezienie się w tym tłumie. Brunet wodził jedynie wzrokiem, szukając meduzy. Na widok tego gościa, który wcześniej stał przy Rahimie, zacisnął zęby. Naprawdę go nie lubił.
    - Nigdzie nie podchodź – usłyszał stanowczy głos przyjaciółki. – Też ich obserwuję – dodała. – Ines, kto to jest? To jakiś kolega mamy? Wujek? – zapytała spoglądając na dziewczynkę. Okhotnik w tym czasie przyglądał się tamten dwójce.

    OdpowiedzUsuń
  20. Japonka malowała dalej, jednak na uwagę co do miłostek znowu się delikatnie uśmiechnęła.
    - Nie szukam, lepiej będzie jak się do nikogo za bardzo nie przywiąże, zwykle źle to się kończy – wyjaśniła, nadal z lekkim uśmiechem na twarzy. Łuski starała się namalować tak, aby twarz mężczyzny wyglądała jak podczas jakiejś przemiany, tzn. w pewnych miejscach było ich więcej, w innych mniej, jakby transformacja nie dobiegła jeszcze końca. Dodatkowo wykorzystała swoje zdolności do ożywienia malowideł, przez co łuska wyglądała naprawdę bardzo realnie.
    - Nie trzeba, ja tu wszystko kątem oka widzę, prawdę mówiąc uwielbiam sztukę, ale jeżeli chodzi o tanieć to urzeka mnie ten bardziej klasyczny. Chociaż nie spodziewam się, aby na otwarcie festynu taki walc był dobrym pomysłem, zebrani pewnie by posnęli, a ja jako jedna z niewielu patrzyłabym jak zaczarowana na tańczących – przyznała z lekkim rozbawieniem na ustach. Malowanie trwało trochę dłużej, gdyż dziewczyna od czasu do czasu spoglądała na scenę zaciekawiona zdolnościami kobiety. Kiedy Febe zakończyła występ, Rei odsunęła się od twarzy swojego klienta i sięgnęła do torby po lusterko.
    - I jak? – zapytała, pokazując co powstało na jego twarzy.

    Akane po gorących oklaskach nie zdążyła za wiele zrobić, gdyż zaraz została pociągnięta w stronę Diabelskiego młyna. Zaśmiała się lekko zdając sobie sprawę, że Yumi jest w jakiejś niezwykle szczęśliwej euforii, sama więc przyspieszyła kroku i już zaraz biegła przy jego boku. Posłała jeszcze uśmiech Sariel, jednak widząc jej zakłopotanie zwolniła znacznie.
    - Yumi, poczekaj, nawet nie wiemy czy Sariel ma ochotę iść z nami – zauważyła i zrobiła krok w stronę zielonowłosej. – Masz ochotę? Byłaś kiedyś na Diabelskim młynie? – zapytała. Ona sama ostatnio przeżyła swój pierwszy raz na tej atrakcji i wiedziała, że widok jest niesamowity, jednak nie biała obiekcji aby rozrywkę powtórzyć.

    Ines natomiast wyraźnie zadowolona z towarzystwa w jakim się znajduje, po występie mamy również szukała jej wzrokiem. Innubi również szukała kobiety, ponieważ ta miała zwolnić ją z dzisiejszej pomocy zaraz po występie. Febe w tym czasie zdarzyła szybko przebrać się w swoją letnią sukienkę i ruszyła na spotkanie znajomym, po drodze zebrała kilka gratulacji i podziwów przez co nieco zdezorientowana przemieszczała się po tłumie. Nagle wpadła na kogoś i już prawie wylądowała na ziemi, ale na szczęście została w porę złapana. Zanim się spostrzegła wylądowała w ramionach Kuro. Podniosła wzrok i widząc jego zakłopotanie zaśmiała się lekko.
    - Ależ nic się nie stało – zaczęła, jednak widząc rumieńce na jego twarzy zmarszczyła nieco czoło. – Dobrze się czujesz? – stanęła nieco pewniej i dotknęła dłońmi jego policzków, a później jedną przeniosła na czoło. – Wydajesz się rozpalony – zauważyła. Nigdy nie widziała rumieńców na jego twarzy, a bądź co bądź kiedyś dość często się widzieli.
    Ines patrzyła na tą scenę wyraźnie niezadowolona, nawet skrzyżowała rączki na torsie i naburmuszyła się słysząc pytanie Ninath.
    - Taki jeden, nikt ważny – mruknęła, na co opiekunka spojrzała na nią trochę chłodno.
    - Ines, przecież mama z Tobą o tym rozmawiała – upomniała dziewczynkę i spojrzała na znajomych meduzy. – Przepraszam, że się wtrącę, ale to tata dzieci Febe – wyjaśniła i zaraz spotkała się z ponurym spojrzeniem Ines.
    - Żaden tata! Tata był fajny! – krzyknęła mała, marszcząc groźnie brwi.

    OdpowiedzUsuń
  21. Eygon zaśmiał się słysząc co mogłoby się stać, gdyby na rozpoczęcie festynu zapuścili walca.
    - Była by przynajmniej kolejna atrakcja, drzemka dla urody. Hehe. - Stwierdził próbując nie poruszać za mocno twarzą. Nie chciał by arcydzieło które miał mieć na twarzy wyglądało nieco gorzej niż miało wyglądać pierwotnie. Gdy artystka oznajmiła że zakończyła swoją pracę, ten spojrzał w lusterko i zaczął się w nim przeglądać.
    - No no, wyglądam jeszcze przystojniej niż poprzednio. A to nie lada wyczyn. - Ponownie się zaśmiał, szeroko się uśmiechając.
    - Bardzo dziękuje za udostępnienie mi swojej usługi, jestem bardzo zadowolony. - W międzyczasie podniósł się i założył fedorę. Z trochę mniejszym uśmiechem zwrócił twarz w stronę Rei. - Powinienem tu wpaść jeszcze raz z Sari, pewnie spodoba jej się jakiś rysunek dla siebie. A gdybyśmy nie mieli już przyjemności się spotkać... - Urwał na chwilę, wyjmując swoją wizytówkę z wewnętrznej kieszeni płaszcza, którą następnie podał między palcami kobiecie. - Moja wizytówka. Mam nadzieję że spotkamy się kiedyś na herbacie, nie przywiązując się zbytnio do siebie. Hmhmhmh. - Zagadał już ostatni raz, kierując się w tłum ludzi, nie omieszkał jednak unieść jeszcze prawej ręki na pożegnanie.

    Znowu została pociągnięta i znowu się nie opierała. Sariel nie za bardzo miała pojęcie jak ma się w takich momentach zachowywać więc po prostu płynęła z prądem. Gdy Akane się zatrzymała, zielonowłosa zrobiła to samo.
    - Nie byłam nigdy na jednym. - Odpowiedziała łącząc dłonie za plecami. - Chętnie bym spróbowała... ale... - Zaczęła, zwracając twarz na której dalej nie panowała żadna emocja w kierunku młyna. - Trochę nie jestem przekonana do wysokości... - Dopowiedziała odwracając wzrok, łącząc opuszki palców na wysokości swojej klatki piersiowej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kuro czując ciepłe dłonie Febe wpierw na swoich policzkach, później na czole speszył się jeszcze bardziej. Szybko pochwycił jej nadgarstki, delikatnie odciągając od swojej twarzy i spojrzał na nią poważnie, trochę z przelęknieniem.
    - Nic mi nie jest, naprawdę- odsuwał powoli jej dłonie, uważając przy tym, by nie złapać ją za mocno. Jeszcze wyszłoby na to, iż ten ją szarpie, czy bije, a prawda była przecież zupełnie inna.- Czuje się dobrze, natomiast Ty powinnaś odpocząć po takim tańcu- zauważył, wzrokiem szukając jakiejś budki, gdzie sprzedawaliby wodę. od ich ostatniego spotkania czuł się głupio, potwornie głupio, a jej zachowanie nie pomagało w niczym. Zaraz zrobiło mu się gorąco, więc odsunął ją o krok od siebie po czym lekko pociągnął do budki. Na szybko kupił jej wodę, po czym wręczył w dłonie czekając na to, aż ta weźmie pierwszego łyka.
    - Pij pij- westchnął, wsadzając dłonie do kieszeni, by nie czuła się przez niego napastowana.

    Yumi był szczęśliwy, owszem. Jak mógłby nie być szczęśliwy na festynie w towarzystwie dziewczynki, z którą mógł spędzać czas? Nawet zapomniał już o przyborach i szkicach, które trzymał pod pachą, przez co te pomazały mu koszulkę ale nie za bardzo przejął się pobrudzoną koszulką czy zniszczonymi pracami. Mogli wejść na diabelski młyn! Gdy obie dziewczynki się zatrzymały, spojrzał na nie dziwnie, zwłaszcza na zielonowłosą. Uśmiechnął się do niej ciepło, wyciągając rękę jakby chciał ją przeprowadzić przez coś bardzo strasznego.
    - Może i jest trochę wysoko, ale widoki są piękne!- podszedł do niej o krok, wlepiając w nią swoje błękitne oczyska.- I nie wypadniesz, są tam zabezpieczenia. No i ja tam jestem, potrzymam was- zapewnił je, by nie musiały się bać obie. Był tam, mógł je złapać i w razie wypadku, przeteleportować na ziemię. Przy nim były bezpieczne.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ojciec? Yensen z początku zmarszczył brwi. Ten chuj, który zostawił na długi czas paskudną ranę na twarzy Febe, teraz był przez nią dotykany, a później jeszcze praktycznie złapał jej rękę. Okhotnik czuł się po trosze jak skończony idiota. Ines co prawda mówiła, że ten Kuro nie był nikim ważnym, ale ta reakcja. Spojrzał na swoją przyjaciółkę, która również wydawała się zdezorientowana. Ninath wzięła głęboki wdech, po czym spojrzała dość zimnym spojrzeniem na opiekunkę. Idiotka, jakby nie mogła napomnieć dziewczynki kiedy indziej, albo chociaż wyczuć sytuację i się zamknąć.
    - Jeśli będzie Pani na tyle uprzejma i sobie pójdzie, będziemy wdzięczni. Zajmiemy się pociechami Febe bez najmniejszego problemu – powiedziała stanowczym, aczkolwiek spokojnym tonem. Jej wzrok nie tolerował sprzeciwu. Następnie wróciła wzrokiem do mężczyzny. Złapała go za ramię.
    - Yensen? – mężczyzna spojrzał na nią, a w jego oczach widoczny był smutek. Nie miał pojęcia co ma myśleć w tej sytuacji. Miał ochotę po prostu stąd iść, wrócić do Gildii, a tam porządnie się napić. Altmerka pokręciła głową. – Nigdzie nie idziesz. Pogadasz z nią o tym, sama chętnie się dowiem, co to wszystko znaczy – przeniosła swój wzrok na Ines. Dzieci nie potrafiły kłamać.
    - A ty co o tym sądzisz, Ines? – zapytała. Dziewczynka zdecydowanie nie pałała sympatią do swojego ojca, więc nawet nie myślała kiedykolwiek tak tamtego bruneta tytułować.

    OdpowiedzUsuń
  24. Eygon sprawiał wrażenie bardzo wesołej istoty, Rei uśmiechnęła się szerzej na jego spostrzeżenie, jednak roześmiała dopiero, kiedy dość oryginalnie zaprezentował swój narcyzm, jednocześnie komplementując jej pracę.
    - Ciężko zaprzeczyć, w końcu wyszedłeś spod mojej ręki – odpowiedziała rozbawiona i zaraz z subtelnym uśmiechem skłoniła się lekko ku znajomemu.
    - Ja również dziękuję i serdecznie zapraszam, namaluję jej co tylko zechce – stwierdziła i zaraz chwyciła podawaną jej wizytówkę. Szybko przeczytała co jest na niej napisane i podniosła wzrok na Eygon’a, ponownie pokazując mu swoje białe zęby.
    - Nie obiecuję, taki entuzjazm bywa uzależniający, na pewno się odezwę – powiedziała na odchodne i jeszcze chwilę odprowadzała mężczyznę wzrokiem. Zaśmiała się pod nosem, naprawdę sympatyczna istota.
    - Czy można? – usłyszała nagle kobiecy głos i skierowała wzrok na małą kolejkę ustawiającą się do jej straganu.
    - Ojej… - powiedziała do siebie, nawet nie zauważyła kiedy oni wszyscy się ustawili.
    - Ależ oczywiście, zapraszam – odpowiedziała zaraz, zapraszając, dziecko pierwszej w kolejce kobiety, na taboret po czym wróciła do pracy.

    Febe widząc zachowanie mężczyzny znacznie spoważniała. Przed chwilą była jeszcze w euforii po udanym występie i buzia sama jej się cieszyła, jednak teraz… Czyżby Kuro peszył się dotykiem jej dłoni? Zamrugała szybciej oczyma, nie oponowała kiedy odsunął jej ręce, przez głowę przeszła jej nawet myśl, że nieco się zapędziła, a na jej twarzy zagościł lekki niepokój. Przecież jeszcze niedawno patrzył na nią jak na przedmiot, nawet naga nie zrobiłaby na nim wrażenia, a tu nagle zwykły dotyk… Hm… może chodziło o okazanie troski? Wolała nie wnikać. Kątem oka dostrzegła nawet grupkę czekających na nią osób i już chciała coś powiedzieć, kiedy została pociągnięta do budki z napojami. Jeszcze bardziej zdezorientowana przyjęła butelkę i uśmiechnęła się bardzo delikatnie do Kuro.
    - Dziękuje, to miłe z Twojej strony – zaczęła i odkręciła wodę, aby wziąć kilka mniejszych łyków, znowu zerknęła w stronę swojej grupki, widziała, że ją obserwują. Szybko wróciła wzrokiem do nefilim’a.
    - Naprawdę dzięki, ale muszę uciekać, czekają na mnie – wskazała kciukiem w stronę Yensena, Ninath i dzieci (gdyż opiekunka bez sprzeciwu opuściła ich grono jak najszybciej mogła) - … ale słyszałam, że masz tu swój stragan, pewnie później podejdę z dziećmi niech się chociaż przywitają – dodała zaczynając się powoli oddalać. – Miłej zabawy i wielu klientów – rzuciła mu jeszcze na odchodne i ruszyła w stronę swoich.
    Ines naburmuszona nadal siedziała na plecach Yensena, słysząc pytanie Ninath wzruszyła ramionami.
    - Jest miły dla mamusi bo się mu postawiła – powiedziała z odrobiną dumy w głosie. – Mamusia powiedziała, że może nas widzieć tylko na jej warunkach, to musi być miły – skwitowała to jak ona widzi sprawę.

    Kiedy Yumi w dość dwuznaczny sposób oferował pomoc nowej koleżance Akane lekko zmarszczyła czoło. Chłopiec wlepiał się w Sari jak w obrazek, do tego te uśmieszki… mama zawsze ją uczyła, że w towarzystwie odpowiedniego mężczyzny powinna czuć się wyjątkowa, ona w tym momencie przestała się właśnie tak czuć. Cofnęła się o kilka kroków z pogniewaną miną. Nawet nic nie powiedziała, po prostu odwróciła się i sama ruszyła w stronę atrakcji. Nie chciała im przeszkadzać, niech sobie Yumi obłapuje koleżanki, ale wtedy jej nie tyka.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jakoś słowa Yumi'ego nie sprawiły że Sariel poczuła się bezpiecznie. Kiedy ostatnim razem ktoś mówił żeby się nie bała bo będzie bezpiecznie, spadała z kilkunastu metrów obijając się o gałęzie po drodze na dół. Przypominając sobie to powtarzające się kilka razy wspomnienie przeszedł ją dreszcz, przez który zamknęła oczy i zmarszczyła nieznacznie brwi. Gdy ponownie je otworzyła, zobaczyła że Akane odchodzi gdzieś z dziwnym wyrazem twarzy. Zielonowłosa ominęła więc szybko chłopaka który stał przed nią i podbiegła do dziewczyny, łapiąc ją za dłoń.
    - Nie powinnaś chodzić sama. Szczególnie w kierunku wysokich miejsc, one czekają na taką okazję. - Zwróciła się do niej zaraz po tym. Jej twarz pozostawała dalej taka sama, ale w jej głosie można było wyczuć powagę, mimo faktu że jej słowa mogły zabrzmieć dość głupio.

    OdpowiedzUsuń
  26. Chłopiec spojrzał zdziwionym wzrokiem na Akane. Co zrobił tym razem źle? Starał się, uśmiechał do niej, a ona tak po prostu go zostawia! Na jego młodziutkiej twarzy pojawił się cień niezadowolenia, a dłonie zacisnął w pięści. Tak mu się odwdzięcza za uwagę? Przytulał ją nawet i to przy wszystkich...
    - Akane...- zaczął, patrząc się na jej plecy tak, jakby dostał przed chwilą od niej w twarz. Tak się przynajmniej czuł, wykorzystany. Więc tak odpłaca świat za bycie miłym?

    Kuro owszem, był zdziwiony zachowaniem Febe. Jej przejęcie się stanem zdrowia swojego byłego. Byłego!
    - Nie ma za co, naprawdę- westchnął, po czym obserwował w cichy jak odchodzi do dzieci i grupki swoich znajomych. Wyglądali nieco dziwnie, zwłaszcza ten mężczyzna, którego zmierzył nieprzyjemnie. Ale nic więcej nie zrobił, zwyczajnie odwrócił głowę idąc w stronę swojej sztalugi, przy której zebrała się nie mała grupka. Teraz miał przynajmniej czym zająć myśli.

    OdpowiedzUsuń
  27. Miły żeby zbliżyć się do dzieci? Tak, to by sporo wyjaśniało. Yensen lekko odetchnął, aczkolwiek nadal był wrogo nastawiony do osoby Kuro i to nigdy się nie zmieni. Było mu też przykro, że Febe była dla niego miła. On sam nigdy nie wybaczyłby podobnej rzeczy, gdyby był na jej miejscu. Tak mu się przynajmniej wydawało. Spojrzał na Ines.
    - A ty go lubisz? – zapytał. Głównie z czystej ciekawości. Chciał też się upewnić na jakim mniej więcej gruncie stoi, gdyż teraz wszystko stało się dla niego co najmniej niejasne. Miał wielką ochotę wyjaśnić sobie wszystko z Romką, na spokojnie. Cóż, akurat ta szła w ich stronę, więc miał ku temu idealną okazję. Mimo wszystko czekał, aż kobieta do nich podejdzie i sama zaproponuje rozmowę. Teraz, albo później. Nie chciał jeszcze zdejmować z siebie Ines. Dobrze się czuł w pobliżu tych dzieci. Nie umknęło mu tez nieprzyjemne spojrzenie byłego jego ukochanej. Sam posłał mu identyczne, jeśli nie bardziej nienawistne spojrzenie, po czym, gdy meduza była już blisko, uśmiechnął się do niej ciepło.
    - Witaj, tancerko – przywitał się, a następnie delikatnie pocałował ją w czoło. Ninath również uśmiechnęła się ciepło w jej stronę.
    - Cześć, Febe. Naprawdę dobry występ – powiedziała, po czym rozejrzała się dookoła. Szukała jakiś ciekawych atrakcji, jednak jak na razie wszystko było głównie dostosowane do dzieci. Yensen wziął głęboki wdech. Gdy tylko zauważył, że Kuro już nie ma mina mu delikatnie zrzedła. Przed chwilą chciał po prostu pokazać mu, iż Febe jest szczęśliwa z nim, a nie z jakimś skurwysynem, który potrafi jedynie okładać partnerkę. Tak, przesadzał w tym momencie, ale jakoś mu to specjalnie nie przeszkadzało. Zwykła, męska zazdrość potrafiła zrobić swoje.

    OdpowiedzUsuń
  28. Akane szła pewnym krokiem Kidy nagle usłyszała swoje imię i mimowolnie zwolniła. Może trochę przesadziła? Zachowała się dość niegrzecznie… Pewnie zastanawiałaby się dłużej nad tym, gdyby nie nagły dotyk. Czarnulka przestraszyła się lekko i zaraz spojrzała w oczy tajemniczej osoby, którą okazała się Sari. Na wypowiedziane słowa zdziwiła się nieco, normalnie zapytałaby o kim mówi, ale nagle w głowie jej zawirowało. Oczy nowej koleżanki utkwiły w pamięci i zaraz zamknęła powieki ciężko oddychając. Wizje nadeszły bardzo szybko. Wizje przedstawiające moment w którym dziewczyna spada z drzewa szybko zmieszały się z jednym, z najbardziej zapadającym w umyśle Sariel wydarzeniu. Mężczyzna bez twarzy rozszarpujący ciało, droga pełna krwi, serce wyrwane gołą ręką z klatki piersiowej jakiejś kobiety. Akane krzyknęła wyrywając dłoń z uścisku dziewczynki i zasłoniła sobie oczy, jakby to miało pomóc, nie pomogło, a ona roztrzęsiona potknęła się o własne nogi i upadła na ziemię, kuląc się przy tym i osłaniając twarz.
    - Nie! Stop! – krzyczała na przemian zwracając uwagę wielu osób. Jedni patrzyli na nią z przejęciem, inni się nabijali, jeszcze inni postanowili po prostu trzymać się z daleka.

    Ines słysząc pytanie objęła rączkami głowę Yensena i pochyliła się lekko nad jego uchem.
    - Nie – szepnęła i radośnie pomachała nóżkami widząc, że mama w końcu odeszła od Kuro i samotnie zmierzała w ich stronę. Febe podchodząc do grupki miała mieszane uczucia, uśmiechnęła się jednak czując pocałunek na czole, wyczuła jednak drobną różnicę miedzy tym powitaniem a innymi, spojrzała więc na okhotnika przepraszająco. Musiała z nim porozmawiać, ale najpierw chciała się z wszystkimi przywitać. Złapała w ramach zaczepki nóżkę córki i udawała, że zaraz ją zrzuci z pleców mężczyzny.
    - A Ty gdzie się wspięłaś mała żabo? – zapytała z zadziornym uśmiechem, na co Ines zaśmiała się i wyciągnęła do niej rączki, od razu ześlizgując się w ramiona matki. Meduza przytuliła dziecko, lekko się przy tym bujając i ucałowała ją w czubek głowy. Wtedy spojrzała na Ninath i podziękowała jej, posyłając przy tym ciepły uśmiech. Została jeszcze zaatakowana przez Rahim’a, teraz uczepionego do jej nogi. Zaśmiała się i po wysłuchaniu niezwykle ekscytujących komentarzy Ines na temat jej tańca postawiła małą obok brata. Kucnęła jeszcze przy dzieciach i cmoknęła synka w głowę. Po tym spojrzała na Ninath.
    - Mogę liczyć na to, że ich chwilę popilnujesz? – zapytała podnosząc się i odwracając wzrok do Yensena.
    - Chciałabym z Tobą porozmawiać – powiedziała z bardzo delikatnym uśmiechem na twarzy i zaraz wróciła spojrzeniem do jego przyjaciółki, czekając na odpowiedź. Słysząc ją uśmiechnęła się wdzięcznie i spojrzała na swoje pociechy.
    - Ciocia Ninath się teraz Wami zajmie, dobrze? Mama musi porozmawiać z Yensenem i zaraz przyjdziemy – zwróciła się do nich. Rahim spojrzał to na mamę, to na Ninath i po prostu grzecznie podszedł do altmerki, Ines natomiast westchnęła głośno.
    - No ja nie wierzę, znowu będziecie się całowaaać? – spojrzała na parę pretensjonalnie.
    - Ines… - matka powstrzymując szeroki uśmiech zwróciła jej uwagę, na co ona znowu westchnęła.
    - Dobra, dobra, ciocia chodź, coś Ci pokażę! – zakomunikowała zaraz i ruszyła biegiem w stronę czegoś co przypominało trzepak.
    - Tylko bądźcie grzeczni! – krzyknęła za nimi Febe i uśmiechnęła się ciepło w ich stronę. Zaraz spojrzała na twarz okhotnika.
    - Wiem, nie wiesz co myśleć, ale zaraz Ci wszystko wyjaśnię, przynajmniej się postaram – zaczęła, a mina lekko jej zrzedła.

    OdpowiedzUsuń
  29. Akira szedł nader szybkim i zdecydowanym krokiem przez uliczki i ulice Cledo, chcąc znaleźć miejsce, w którym odbywał się festiwal. W ustach dzierżył zapalonego papierosa, mentolowy posmak Marlboro rozlewał się po podniebieniu, a twarz wyrażała spokojne zdecydowanie. Bystre, piwne oczy smoka, ukryte za przeciwsłonecznymi okularami, śledziły wszystko i wszystkich - w końcu przeciwnik mógł w każdej chwili go zaatakować i nie pomogłyby mu wtedy ani płomień, który posiadał, ani ukryte pod rękawem noże. Na szczęście nigdzie nie było go widać, ludzie wydawali się skupiać jedynie na radości i pogodnym, pięknym dniu, więc Akira poszedł ich śladem. Wyjątkowo nie zabrał ze sobą Glena, gdyż ktoś musiał strzec baru i obsługiwać nader licznych gości (a Terayukiemu aka drzwiom nie ufał aż do tego stopnia), zresztą blondyn obiecał mu zrobić zdjęcia.
    W tym celu sfotografował wszystkie stoiska, basen, skate park i tor wrotkarski, a kiedy dokonał tego dzieła, udał się do stoiska malowania portretów - miał bowiem zamiar zamówić sobie takowy.
    Niestety, z drogi sprowadził go krzyk dziecka, który usłyszał - na początku dość słabo, potem z minuty na minutę wyraźniej. Krzyczała niewątpliwie przedstawicielka płci żeńskiej. Kiedy Akira dotarł do owej przedstawicielki rodzaju żeńskiego, ze zdumieniem stwierdził dwie rzeczy: primo, jest to Akane. Secundo, krzyczy wniebogłosy "nie, stop". Oh wait, była jeszcze trzecia rzecz: przed dziewczynką stała nader dziwaczna lolitka, której wygląd i ubiór co najmniej przyciągały wzrok.
    -Akane-chan!-krzyknął, przykląkłszy przy małej. Chwycił ją szybko w ramiona, po czym rozejrzał się uważnie. Kilka zimnych spojrzeń posłanych w kierunku śmieszków powinno wystarczyć, aby owi śmieszkowie co prędzej zniknęli z jego pola widzenia...przynajmniej tak sądził. Objął silnie dziewczynkę, mówiąc łagodnie, przyciszonym głosem:
    -W porządku, Akane-chan. Pamiętasz wujka Akirę? Jestem z tobą. Wszystko jest w porządku. Zaraz znajdziemy kogoś, kto się tobą zajmuje, kochanie, wszystko w porządku...
    Pogładził delikatnie policzek dziecka, starając się ją uspokoić. Wygenerował nawet trochę płomieni, gdyż miał nadzieję, że ciepło smoczego ognia zdoła przekonać Akane, że jest bezpieczna i nic jej nie zagraża.
    Niklaus...Niklaus był jeszcze w robocie, na sto danych jest dziewięćdziesiąt, że nie odbierze, ale można by spróbować...Wyśle mu potem szybkiego smsa z informacją, co i jak. Spojrzał przeciągle na wciąż tu stojącą lolitkę.
    -Z kim Akane przyszła na festyn, wiesz może? Zawołaj natychmiast tę osobę, rzecz nie cierpi zwłoki-polecił dziewczynce stanowczo blondyn, przyglądając się z troską małej. Czy aby nie ucierpiała zbytnio na tym upadku?
    -Wszystko jest w porządku, Akane-chan-zapewnił jeszcze łagodnym, zupełnie niepodobnym do niego tonem.

    OdpowiedzUsuń
  30. -Si jamais j’oublie les nuits que j’ai passé, les guitares et les cris, rappelle moi qui je suis, pourquoi je suis en vie?-zanuciła z uśmiechem Larrete, wchodząc na teren festiwalu od strony toru wrotkarskiego. Jedzenie placka na czas? Miała przecież dbać o linię! Portrety? Ma ich z pięć, a wszystkie zostały namalowane ręką mistrzów w różnych okresach jej życia. Hmm...a gdyby spróbować z torem wrotkarskim? Spojrzała na niego z zaciekawieniem, po chwili zaś już śmigała na torze wśród innych użytkowników.
    To twój dzień, Larrete. Postaraj się o tym nie zapominać.
    I nie zapominała o tym.
    Ponieważ miała na sobie wygodną, letnią, żółtą sukienkę i sandałki, a jej twarzy nie zdobił żaden makijaż, ciężko byłoby w niej rozpoznać tą twardą, zimną kobietę biznesu w czarnej garsonce, która dwie godziny temu negocjowała ważny kontrakt dla koncernu Pamphilli w gabinecie swojego ojca, Andrei Pamphilli. Sztuką było dostosowywać się do okoliczności tak, by uzyskać to, co w danej chwili chciało się osiągnąć, i Larrete najczęściej się to udawało.
    Jakiś czas później, gdy wypiła już ze dwie szklanki chłodnego soku zaserwowanego jej przez uprzejmą kobietę ze straganu i stoczyła bitwę na balony z wodą z dwiema innymi dziewczynami, zdecydowała się odnaleźć osobę, która pomaluje jej twarz. W tym celu ruszyła do stoiska oferującego malowanie ludzkich oblicz, chcąc sprawdzić, czy uda jej się stworzyć coś ciekawego z pomocą właściciela tegoż straganu.

    OdpowiedzUsuń
  31. Gdy Akane zamknęła oczy, Sariel przechyliła nieznacznie głowę w bok nie wiedząc co się dzieje. Czyżby czarnowłosa nie życzyła sobie by ją dotykano, czy próbuje zmienić wyraz swojej twarzy. Zielonowłosa nie musiała jednak długo myśleć ponieważ po chwili jej nowa koleżanka wyrwała swoją dłoń z jej uchwytu i zaczęła wykrzykiwać na przemian dwa te same słowa.
    - A-akane... wszystko w porządku...? - Spytała się dość cicho, nie zdając sobie sprawy że prawdopodobnie przez własne krzyki, nie może jej usłyszeć. - Akane...! - Po wypowiedzeniu jej imienia nieco głośniejszym tonem uklęknęła przy niej i dotknęła jej ramienia. Chwilę później usłyszała nieznany jej głos krzyczący imię Akane. Z zauważalnym lekkim smutkiem na twarzy zwróciła się w kierunku blondyna który wybiegł z tłumu i podszedł do krzyczącej dziewczyny. Gdy mężczyzna objął ją, Sariel odsunęła swoją dłoń, przyciskając ją następnie do klatki piersiowej, jakby nie chciała wyrządzić więcej krzywdy.
    - J-ja... z nią byłam... - Chciała odpowiedzieć blondynowi kiedy usłyszała za sobą znajome klaskanie.
    - Interestingu!! - Krzyknął Eygon z zauważalnym japońskim akcentem rozkładając przy tym szeroko ramiona gdy Sariel zwróciła w jego kierunku twarz. - Sari, Sari, Sari. Teraz wiem dlaczego nie umiesz sobie znaleźć znajomych. - Dodał już normalnym tonem opuszczając ramiona, oczywiście na jego twarzy widniał ten sam creepy uśmiech co zwykle. Obszedł Sariel, po czym przyklęknął przy Akane która była w objęciach Akiry.
    - Dziewczynko. Helloooł. Spójrz na WUJKA Eygona. - Zwrócił się do czarnowłosej przyjaznym tonem, kładąc swoją dłoń na jej policzku. W tym samym momencie specjalnie wzmocnił swoją przerażającą aurę, by ta zastygła i pooooowoli na niego spojrzała. - Spokojnie. - Dodał.

    OdpowiedzUsuń
  32. Yumi nie wiedział co zrobić. Miała tak już raz, pamiętał to doskonale, gdy coś takiego miała na ich wypadzie w wesołym miasteczku. Pamiętał ten lęk i wyraz twarzy, oczy. Jej przerażone, wielkie oczy które wpatrywały się w zielonowłosą z tak wielkim strachem. Nie miał pojęcia co robić. Był tylko dzieckiem! Obok nich nie było Nika, nie było nikogo kto mógłby pomóc jako jego przyjaciółce, sam nie za wiele poradzi. Stał po prostu, wpatrując się w nią i gdy już miał podejść, znalazł się koło nich blondyn. Wpierw myślał, że to Niklaus, lecz to był Akira. Kumpel jego ojca. On im pomoże!
    - Akane- podszedł bliżej nich. Czuł jak gardło powoli się rozkurcza, mógł mówić lecz niespokojnym głosem. Potrzebowali tu jak najszybciej Niklausa, on wiedział co robić. Nagle poczuł się niesamowicie na niego zły, iż nie powiedział mu o żadnych zdolnościach Akane i o tym, jak może sobie z tym radzić.

    OdpowiedzUsuń
  33. - Bez problemu – elfka odpowiedziała, spoglądając na dzieci. Zaśmiała się delikatnie na stwierdzenie Ines, posyłając parze rozbawione spojrzenie. – Och, widzę mała zna was na wylot, co? – dodała swoje trzy grosze, po czym wzięła Rahima na ręce. Był strasznie spokojny i zwyczajnie bała się, że niekoniecznie nadąży za swoją żywiołową siostrą mimo największych chęci. A tak będzie zawsze blisko. Uśmiechnęła się delikatnie do chłopca.
    - Pobędziesz trochę na rękach u cioci, a jak znajdziemy sobie atrakcje, to oddam Cię w sidła siostry, dobra? – zapytała całkowicie już ignorując Febe oraz Yensena. Poszła za rozbawioną Ines, krzycząc za nią, aby nie uciekała tak szybko, bo jej nie znajdzie, dorzucając przy tym coś jeszcze o strusiach pędziwiatrach.

    Okhtonik spojrzał z lekkim uśmiechem na Romkę. Jej córeczka zawsze potrafiła go rozbawić, aczkolwiek nawet pozytywna energia dziewczynki nie potrafiła w całości go rozweselić. Był niepewny swojej sytuacji. Podrapał się w tył głowy, słysząc o wyjaśnieniach.
    - Chętnie je usłyszę, jeśli to nie problem – zaczął. Wziął głęboki wdech. – Ten Twój były to dla mnie skończony chuj, nie ufam damskim bokserom, więc nie będę uradowany z faktu, że z nim rozmawiasz, nawet jeśli nasza sytuacja nie wyglądałaby tak…jak teraz, bo chyba coś między nami jest, a przynajmniej tak mi się wydaje – powiedział najpierw co sam miał do powiedzenia, no, po części. Pominął tą część, w której przez moment poczuł się jak skończony idiota, i jak cała sytuacja mogła wyglądać z daleka. Cóż, to i tak nie miało większego sensu według niego, raczej rozumiało się samo przez się. Nie ukrywał specjalnie swojego stanu emocjonalnego, nie kiedy wiedział, iż ten chuj na nich nie patrzy. Napił się piwa. Cholera, jakby miał się teraz zmywać, to Światowidowi dziękować, że drogówka nie stoi na drodze do Gildii.

    OdpowiedzUsuń
  34. Akane nie zwracała uwagi na nic, ani na pytania dziewczynki, ani na obecność Yumiego czy słowa i bezpieczne ramiona Akiry, drżała wyraźnie przestraszona jednak w pewnym momencie otworzyła oczy. Patrzyła w nieokreślonym punkt, trochę tak jakby widziała więcej niż inni, jakby przed jej oczyma ktoś puścił film, jej zdezorientowany wzrok latał po klatkach wspomnień nowej koleżanki. Zaszlochała głośno, dzięki czemu chociaż na chwilę przestała krzyczeć. Wszystko działo się tak szybko… Nagle jakby odzyskała orientację i zaczęła obłapywać otoczenie. Trafiła na twarz wujka, poczuła pod palcami jego okulary, mimo wszystko nadal wyglądała na mocno przestraszoną. W tym momencie usłyszała głośne „Helloooł” i jej rozbiegane oczy zatrzymały się na twarzy zielonowłosego mężczyzny. Nie musiał nic robić, mała widząc go była wystarczająco przerażona, w końcu w wizji widziała kogoś praktycznie identycznego, jednak tam facet nie miał twarzy. Akane kurczowo złapała się rąk Akiry i wyraźnie wystraszona zastygła w bezruchu.
    - To on ją zabił – szepnęła, jakby nadal była w lekkim transie i nie spuszczała z oczu twarzy nieznajomego.

    Rei słysząc zamieszanie odwróciła głowę w stronę krzyków, akurat kończyła malować twarz uroczej dziewczynki, której buzia zamknęła się dopiero sekundę temu.
    - Na takich imprezach zawsze coś się dzieje, nawet wśród… - tu chciała powiedzieć „ludzi”, jednak uznała to za drobny nietakt, tym bardziej, że ojciec klientki siedział obok i bacznie obserwował jej poczynania. Japonka miała wrażenie, iż istota ta pilnuje, aby na twarzy jego pociechy nie został narysowany przykładowy „kutas”. Przynajmniej tak wyglądało to z jej perspektywy, jednak jakoś nie specjalnie godziło ją w serce.
    - Ta – usłyszała odpowiedź waść mościa i zaraz ponownie usłyszała głos dziewczynki, która zaczęła opowiadać co takiego działo się na poprzednim festynie. Rei uśmiechnęła się delikatnie, ruch nie przeszkadzał jej w tworzeniu, potrafiła wprowadzać poprawki oczyma wyobraźni, co znacznie ułatwiało pracę. Oczywiście co jakiś czas odpowiadała dziewczynce coś w stylu „Och, naprawdę?”, aby ta czuła się słuchana. Kiedy skończyła barwnego motyla na jej twarzy ożywiła lekko dzieło, przez co malowidło od czasu do czasu odrywało delikatnie skrzydła od twarzy małej, aby powiercić się i wystawić je do promieni słonecznych. Na to widowisko zarówno ojciec jak i córka zareagowali głośnym „wow”, a Rei zaśmiała się delikatnie.
    - Taki gratis, za te ciekawe historie – uśmiechnęła się subtelnie do obu i po przyjęciu kilku drobnych komplementów pożegnała klientów, od razu kierując wzrok na kolejną osobę w kolejce. Została już tylko ona, rudowłosa kobieta z pogodnym wyrazem twarzy.
    - Witam – Japonka złożyła dłonie i ukłoniła się jej lekko.
    - Jakieś konkretne życzenie czy malujemy spontanicznie? – zagadnęła od razu łapiąc za pędzelek i posyłając jej delikatny uśmiech.

    Febe posłała jedynie Ninath zadziorny uśmiech i pokręciła głową, tak, ta kobieta zdecydowanie pasowała jej na przyjaciółkę Yensen’a. Rahim w prawdzie nie miał problemów z dogonieniem siostry nigdy, ale uwielbiał noszenie na rękach, dlatego nie oponował. Spojrzał jedynie na twarz Ninath z totalną obojętnością i pomachał jeszcze w stronę mamy i Yensen’a by potem pokazać ciotce palcem na siostrę, zupełnie jakby wskazywał jej za kim ma podążać. Kiedy do niego mówiła patrzył na nią bystrym wzrokiem, jednak na odpowiedz się nie pokwapił, jedynie zaczął bawić się własnymi dłońmi, podążając jednocześnie wzrokiem za Ines. Ta zatrzymała się dopiero na niewielkim placu zabaw. W prawdzie przeznaczony był on dla starszych dzieci i wyposażony w atrakcje typu drabinki czy liny wspinaczkowe, ale młoda nie czekając na ciocię zaczęła wspinać się po bardzo rozbudowanych drabinkach.
    - Ciocia patrz! – krzyknęła kiedy znalazła się na samym szczycie i nagle skoczyła w stronę niedalekiego szczebla przez chwilę będąc całkowicie w powietrzu. Ostatecznie złapała się rurki, na którą skoczyła rozhuśtała się i zaczęła na niej wywijać różnego rodzaju fikołki. Oczywiście znajdując się dość wysoko nad ziemią.


    OdpowiedzUsuń
  35. Febe słysząc słowa okhotnika uśmiechnęła się delikatnie i zaraz zacisnęła swoją dłoń na jego dłoni.
    - Tak, jest, mam przynajmniej taką nadzieję – przyznała po wysłuchaniu tego co ma jej do powiedzenia. – Mam też nadzieję, że po tym co Ci powiem nadal coś między nami będzie – dodała zerkając na diabelski młyn. – Możemy? – zapytała sugerując znalezienie sobie jakiegokolwiek celu podróży, jakoś stanie w miejscu i rozmawianie na takie tematy nie bardzo było jej w smak. Kiedy ruszyli meduza westchnęła ciężko.
    - Zacznę od tego, że… Jego dzisiejsze zachowanie trochę zbiło mnie z tropu, zwykle jest wobec mnie bardzo oschły, znaczy… Po prostu widziałam się z nim i rozmawialiśmy. Pierwsze spotkanie w sumie wyszło dość przypadkowo, chciałam Ci nawet powiedzieć, ale wyskoczyłeś z tą winnicą i wyleciało mi z głowy… Drugie było całkiem niedawno, ale, chodzi o to, że w końcu rozmawialiśmy, normalnie bez wyzwisk czy przepychanek. Wyjaśniliśmy sobie wiele, co nie znaczy, że usprawiedliwiam jego bicie, ale… Jest ojcem tych dzieci, nie zgwałcił mnie, do niczego nie zmusił, byliśmy w związku, chorym, ale z własnego wyboru. Nie mogę mu zakazać próby naprawienia błędów, chcę, żeby dzieci wiedziały kim jest, to czy go polubią czy nie, w to nie mam zamiaru ingerować, ale… Będę z nim rozmawiać, bo nie pozwolę aby został sam na sam z maluchami. Mam dzieci z innym mężczyzną, musisz liczyć się z tym, że ten mężczyzna w jakimś stopniu będzie uczestniczył w życiu tych dzieci, co za tym idzie, w moim również… - zatrzymała się pod diabelskim młynem i westchnęła ciężko - Mówiłam, że nie jestem dobrym materiałem do schadzek – powiedziała trochę przygnębionym głosem.

    OdpowiedzUsuń
  36. -Co? Kto kogo zabił?-zdumiał się Akira. Już nawet nie zwrócił uwagi na to, że dziewczynka macała jego najświętsze okularki i wsunęła mu je cokolwiek brutalnie na nos, takie drobiażdżki nie były teraz istotne.
    Przytulił mocniej Akane do siebie, lustrując Eygona nieufnym, groźnym spojrzeniem. Pierwszy raz w życiu widział kogoś takiego jak on, ale z tego, co zaobserwował, wynikało, że jest to opiekun tej młodej damy, którą określił jako Sari. Pogłaskał delikatnie dziewczynkę po głowie, po czym podniósł ostrożnie Akane i wziął ją na ręce. Wolał jej tu samej nie zostawiać, ludzie zaczynali się już oglądać. Uważał, że lepiej będzie, jeżeli zabierze ją z tego miejsca i udadzą się gdzieś, gdzie Akane będzie czuła się bezpieczniej.
    -Mam przyjemność z opiekunem Sari, prawda?-upewnił się.-Zajmę się Akane w zastępstwie jej em...opiekuna, a mojego przyjaciela, Niklausa. Sari-chan, dziękuję ci, że tak grzecznie bawiłaś się z Akane-chan. Miło mi cię poznać, pana także.
    Uśmiechnął się ciepło do dziewczynki i jej opiekuna, po czym przekierował wzrok na stojącego nieopodal chłopczyka, który kogoś mu przypominał, ale za kontynent australijski nie mógł sobie przypomnieć, kogo. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że ów młodzieniec nosił imię Yumi i był synem Kuro Imito, mężczyzny, z którym ostatnio miał kontakty - nazwijmy to - służbowe. Skinął lekko dłonią, chcąc, by chłopiec podszedł bliżej.
    -Yumi-kun, chodź z nami, pójdziemy gdzieś usiąść z Akane i przyniosę wam lody-zaordynował stanowczo. -Skoro tutaj jesteś, oznacza to, że twój ojciec albo ktoś z twoich opiekunów jest w pobliżu. Akane-chan, już w porządku. Jeżeli ktoś kogoś zabił, to chętnie go spalę ale widzisz, to musi poczekać. Najpierw kupimy ci jakiś soczek, potem pogramy w wojnę na balony...
    To rzekłszy, Akira poprawił wolną ręką źle leżące okulary, po czym oddalił się z Akane, szukając jakiegoś miejsca, gdzie mogliby usiąść z dziewczynką i jej ciemnowłosym, małym towarzyszem. Trzeba by zakupić coś do picia, niech dziewczynka się wzmocni, no i przy tym młody człowiek nie będzie przy niej siedzieć, jak to się mówi, o suchym pysku...
    Gdy tylko dotarli do jakichś pustych krzeseł i stolika, ustawionych pod drzewami, usadowił na jednym Akane, drugie krzesło wskazał Yumiemu, a sam zajął trzecie i pospiesznie wydobył z kieszeni telefon. "Kontakty", A, B, C...Kurna, gdzie to jest? No, w końcu!
    "AKIRA pisze:
    Niki, Akane-chan miała napad jakichś wizji czy czegoś w tym rodzaju, jeżeli dobrze rozumiem. W jego trakcie powiedziała: to on ją zabił. Zaopiekuję się nią aż do czasu, kiedy się pojawisz. Jakby co, jestem z nią przez cały czas."
    Wcisnął przycisk "wyślij", nie schował jednak telefonu.
    -To co, moi drodzy, może zrobimy sobie wspólne selfie i wyślemy Nikowi i tacie?-zaproponował pogodnie.-Niech wiedzą, że się świetnie bawimy!

    OdpowiedzUsuń

  37. Krzyki i hałas zwróciły uwagę także Larrete. Wśród obojętnego, wyindywidualizowanego, zainteresowanego lub śmieszkującego tłumu ona należała do tych, które zaniepokoiły się stanem krzyczącego maleństwa. Aparycja dziewczynki i jej okrzyki pełne cierpienia nie mogły nie poruszyć serca rudowłosej Włoszki, dlatego z "przepraszam, pójdę sprawdzić, co tam się dzieje, zaraz wrócę" na ustach odeszła na chwilę od stanowiska i ruszyła w stronę krzyków. Gdy dotarła na miejsce, jakiś wysoki, postawny blondyn właśnie odchodził szybkim, sprężystym krokiem, niosąc na rękach zatrwożoną dziewczynkę, a obok nich szedł jakiś chłopczyk, być może brat, kuzyn czy przyjaciel tej małej. Widząc to, Larrete uśmiechnęła się lekko i zawróciła do stoiska.
    -Przepraszam, już wróciłam. Nie lubię słuchać, jak małe i trochę większe dzieci krzyczą ze strachu, ani jak się boją...-westchnęła.-Ale już sytuacja chyba się opanowała. A my możemy wrócić do rozmowy, onna-san. Sumimasen gozaimasu.
    Skłoniła się przed kobietą uprzejmie, przepraszając ją za niegrzeczność, jaką mogło być odejście od jej stanowiska przed oddaniem należnego ukłonu.
    - Proszę, niech pani działa spontanicznie - uśmiechnęła się ciepło. - Ufam pani talentom i jestem pewna, że stworzy pani coś wspaniałego.

    OdpowiedzUsuń
  38. - Hooooo. Bezpodstawne oskarżanie o zabójstwo strasznie boli, wiesz? - Eygon położył lewą dłoń na klatce piersiowej i udał niezmiernie zasmucony wyraz twarzy, co wyszło mu zupełnie tak jakby naprawdę był smutny. Po małym, udanym, oszustwie złapał prawą dłonią fedorę którą miał na głowie i podniósł się. Mając okazję chwilę popatrzeć z góry na Akirę który sam mu się przyglądał. Oczywiście w momencie w którym zielonowłosy wstał uśmiech wrócił na jego usta.
    - Hai hai. - Odpowiedział blondynowi gdy ten się upewniał co do jego bycia opiekunem oraz cierpliwie go wysłuchał. Sariel słysząc podziękowanie kierowane w swoją stronę, w milczeniu złapała się za prawe ramię i odwróciła wzrok. Wyrzuty które właśnie się w niej zbierały, sprawiły że jej przeważnie obojętna twarz ukazywała szczery smutek.
    - Bardzo miło poznać. - Eygon odwzajemnił wymianę uprzejmości - Szkoda tylko że się Pan nie podzielił z nami swoim imieniem, Panie Englund. - Eygon zwrócił się do Akiry, otwierając nieznacznie lewą powiekę by ukazać swoje złote oko o pionowej źrenicy, gdy ten skończył rozmawiać z Yumi'm. Najwyraźniej powiedział to takim pół-szeptem że blondyn go nie usłyszał.
    - Yare yare, nieważne. - Podsumował, zamykając ponownie powiekę oraz wkładając dłonie do kieszeni, gdy Akira oddalił się z dzieciakami a tłum praktycznie się rozszedł. - Booo, spójrz na siebie Sari. Będziesz płakać? Hmhehe. Pomyśleć że ciągle ci się to nie znudziło. - Spojrzał na zasmucona dziewczyne która słysząc jego słowa nawet nie drgnęła.
    - Ale mimo wszystko dobra robota. Znalazłaś dobrą kandydatkę. Jeśli podrośnie można ją wykorzystać. Szkoda tylko że nie mam czasu by na to czekać. Hmhmhmh ehh... Podsłuchują nawet na festynach. - Wypowiadając ostatnie słowa odwrócił się plecami do Sariel, spoglądając na nią jeszcze kątem oka. - Poczekam jeszcze na babkę piaskową, więc masz chwilę by się pobawić. A, nie masz z kim. Haha. - I ze śmiechem na ustach zostawił zielonowłosą która stała dłuższą chwilę tam gdzie stała. Ostatecznie pociągnęła nosem i ruszyła w kierunku przeciwnym od centrum, chcąc opuścić tereny festiwalu.

    OdpowiedzUsuń
  39. Ruszył za Akirą nie mówiąc nawet słowa. Pamiętał, iż jego ojciec zadawał się z tym człowiekiem, dodatkowo nie miał powodów, by się go bać więc dlaczego by nie zostać obok Akane. Martwił się o jej stan, wcześniejsza wizjia nie była aż tak ciężka jak ta, widać było że czuła się o wiele gorzej i współczuł jej z całego serca. Gdyby mógł przyjąłby to na siebie, on by jakoś wytrzymał, ale mała Akane... Znów zabolało go serce na myśl, co ona musi przeżywać w tym momencie. Biedna była, ale co on mógł poradzić?
    Usiadł w wolnym miejscu, wpatrując się w Akane z oczekiwaniem, chcąc widzieć każdą zmianę na jej twarzy. Czy aby na pewno poczuła się lepiej, a może o wiele gorzej i trzeba będzie znaleźć większą pomoc na własną rękę. Mógł się postarać, znaleźć blondyna i przyprowadzić go tutaj jak najszybciej. On powinien być przy niej. Yumi miał zamiar mu to wygarnąć twarzą w twarz, jak na mężczyznę przystało. Pogodna mina Akiry nie udzieliła się chłopcu, skrzywiony lekko spojrzał w jego stronę odkładając przy tym na stoliku swoje szkice wraz z przyborami.
    - Kiedy będzie Niklaus?- spytał, ignorując zupełnie pytanie Akiry o popularne selfie. Wbił łyżeczkę w lód grzebiąc w nim przez chwilę i czekając na odpowiedź mężczyzny. Akane nadal nie wyglądała najlepiej. Potrzebowała samotności, otrząśnięcia się po wizji, wiedział to. Każdy młody człowiek z mocami po pierwszym, czy kolejnym ich użyciu był wystraszony. Wiedział to po sobie, że lepiej przeczekać to pod kołdrą.

    OdpowiedzUsuń
  40. [ODPIS PERSA]

    Słuchał słów Febe z uwagą. Miała pełną rację w tym co mówi, aczkolwiek on miał do tego subiektywne podejście, o którym po prostu chcia jej za chwilę powiedzieć. Nie zostawi kobiety, dlatego że jej były nagle chce odnowić kontakt z dziećmi. Może mu co najwyżej wpieprzyc, jeżeli zacznie sobie zbyt dużo wyobrażać. Sam chciał być kimś na miarę ojca dla tych dzieci. Czuł też swego rodzaju pierwszeństwo w tej sprawie, tym bardziej, że już raz spieprzyl sprawę. Nie tylko z tak wspaniałą osobą, jaką była Romka, ale też jej cudownymi dziećmi. -Jasne - odpowiedział, po czym zaprowadził ją do barierek, przy których kupowanl bilety. Zapłacił za oboje, po czym weszli. Usiadł obok meduzy, czekając aż zakończy wywód. Pokiwal na koniec głową, pp czym uśmiechnął się. -Nie jesteś złą partią. Ja jestem gorszą. Jestem bezpłodny, przy okazji jestem chamskim, ignoranckim, cyniczny skurwysynem, który na dobrą sprawę w pełni miły jest tylko dla Ciebie. Nawet z Ninath potrafię się obrażać - zaczął humorystycznie na początek. Dotknął delikatnie jej ramienia. - Nie mam nic do tego, że ten gość chce widywac swoje dzieci, niestety ma do tego prawo. Jestem też zdania, że jeśli dzieci nie będą chciały utrzymywać z nim kontaktu, to mają takie prawo. Skrzywdził was, nic go nie usprawiedliwia i tak naprawdę nie ma prawa wymagać czegokolwiek od was. Jestem trochę subiektywny, nie będę kłamał. Sam chciałbym być kimś na wzór ojca dla Twoich dzieci, dlatego ten Kuro może też czuć we mnie konkurencję. Dla mnie rodziny nje normują przede wszystkim geny, więc cóż... Nie będę ukrywał, że ciężko mi zrozumieć tłumaczenie "bo ja je splodzilem" czy na odwrót. Ale wszystko będzie Twoją decyzją. Ja postaram się w miarę dostosować - powiedział spokojnym tonem. Nie chciał być despotyczny. Nie brzmiał tak, według siebie. Był po prostu szczery w tym co mówił. Skoro mieli tworzyć jakiś związek nie mogli się okłamywac. Ninath przyglądala się z uśmiechem Ines, kiedy ta wyskoczyła na konstrukcję. Radziła sobie na niej wręcz doskonale. Zwłaszcza patrząc na jej wiek. Zaśmiała się delikatnie. Wyglądała jak młoda bosmerka. - Ależ z Ciebie zwinna małpka - rzuciła zadowolona. Spojrzała na Rahima, który zdecydowanie był wpatrzony w siostrę.
    -Chcesz się pobawić z siostrą? - zapytała. Słysząc przytaknięcie, uniosła chłopca do góry za pomocą swojej magii i poprowadziła go do dziewczynki. Dała mu w zasadzie pełną swobodę poruszania się, nie mógł tylko spaść.

    [ODPIS PERSA]

    OdpowiedzUsuń
  41. Akane milcząc patrzyła na Eygona, nie ufała mu, był zbyt wesoły, zupełnie jakby grał. Nie znała jeszcze swoich zdolności, nie wiedziała, że jest istotą idealną do wykrywania cudzych oszustw, nie kontrolowała swoich zdolności, ale poza straszną aurą wyczuwała jeszcze coś… Nawet smutna mina zielonowłosego nie była dla niej przekonująca, przed oczyma mignęła jej twarz mężczyzny z zupełnie innym wyrazem twarzy, przeczuwała, że to właśnie ta mina oddawała prawdziwe emocje opiekuna Seri. Pewnie analizowałaby swoje dziwne przeczucia dalej, ale nagle poczuła dotyk na swoich włosach i wróciła na ziemię. Nadal lekko podenerwowana spojrzała na Akirę, szybko jednak przeniosła wzrok na zielonowłosą dziewczynkę i nadal milcząc obserwowała ją. Wszystkie słowa docierały do niej jak zza ściany, jedynie od czasu do czasu przytaknęła, aby po prostu zbyć rozmówcę. Posadzona na krześle cały czas obserwowała Sari, zupełnie jakby jej postać ją zahipnotyzowała. Dopiero na słowa wujka o selfi podniosła wzrok, który był nad wyraz poważny. Zaraz telefon smoka zadzwonił, Niklaus po odczytaniu wiadomości postanowił się skontaktować i poprosił dziewczynkę do telefonu. Ta posłusznie przyjęła słuchawkę. Głównie odpowiadała „tak” lub „yhm”, kiwając przy tym głową.
    - Tato? – powiedziała nagle do słuchawki, w której zapadła cisza.
    - Tak? – usłyszała w końcu odpowiedź.
    - Muszę kończyć, mam pewną sprawę do załatwienia – wyjaśniła.
    - Leć – usłyszała w odpowiedzi i od razu oddała rozłączony telefon wujkowi. Zeskoczyła z krzesła, podeszła do Yumiego i stając na palcach pocałowała go w policzek.
    - Przepraszam za wcześniej – powiedziała i nagle ruszyła biegiem w stronę Sari. Tym razem to ona złapała ją za rękę i pociągnęła lekko, aby ta odwróciła się do niej przodem. Wzięła kilka głębszych oddechów.
    - Wisisz mi i Yumiemu wejście na diabelski młyn – zauważyła po czym uśmiechnęła się do niej delikatnie. – Chodź, mamy lody, a czeka nas jeszcze bitwa na balony z wodą – dodała, chcąc ją zapewnić, że jest mile widziana w ich gronie.

    Rei sama zaniepokoiła się dalszymi krzykami, więc kiedy kobieta oddaliła się w stronę tłumu, ta jedynie śledziła ją wzrokiem, aby zobaczyć czy wszystko wraca do normy. Szybki powrót Włoszki upewnił Japonkę w przekonaniu, że nic poważniejszego się nie stało.
    - Ależ nic się nie stało, gdyby nie ten stragan zareagowałabym podobnie – odpowiedziała i uniosła delikatnie kącik ust, widząc jej ukłon oraz słysząc poprawną wymowę.
    - Podróżniczka? – zagadnęła, w końcu niewiele poznanych tu przez Rei istot mogło pochwalić się znajomością jej ojczystego języka. Zaraz przyjrzała się też rysom twarzy kobiety i przystąpiła do tworzenia.
    - Można śmiało otwierać usta, skupię się u Pani na oczach – poinformowała. W jej przekonaniu do klientki bardzo pasowała winorośl, zaczęła więc tworzyć pnącza, które wyglądały jakby wydostały się z wewnątrz głowy klientki i stworzyły maskę na jej oczach. Oczywiście, aby nie było za zielono dodała kilka gron fioletowych owoców, idealnie kontrastujących z rudymi włosami Włoszki, jednak ładnie wkomponowanymi w całość malowidła.

    Meduza na krzesełko usiadła z nieco lepszym wyrazem twarzy, okhotnik jeszcze nie uciekł i nie wyglądał na takiego, który gdzieś się wybiera. Teraz czekała na to co on ma do powiedzenia i w spokoju go wysłuchała. Na informację o bezpłodności znacznie się zdziwiła, co dało się łatwo zauważyć… Czyżby dlatego tak bardzo lubił dzieci? Nie wiedziała czy wszystkie, czy to właśnie jej bąble tak bardzo przypadły mu do gustu, ale… Był doskonałym tatą, nie spodziewała się, że nie może mieć własnych pociech. Na resztę wymienianych wad przymknęła oko, Yensen często je wymieniał kiedy schodzili na podobne tematy, poza tym wyczuła nutkę humoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Przynajmniej nie grozi Ci żadna wpadka – zauważyła, również humorystycznie i spojrzała na dłoń, którą położył na jej ramieniu. Wysłuchała komentarza mężczyzny i westchnęła cicho.
      - Yensen ja nie mam zamiaru ciągać ich na siłę na spotkania, teraz są za mali aby zrozumieć sytuację, a nie chcę aby w przyszłości mieli do mnie żal, że nie dałam im możliwości wyboru, że wykorzystałam fakt ich młodego wieku i celowo odciągałam od ojca. Teraz to maluchy, ale przyjdzie okres nastoletni, czas buntu, będą łapać się byle pierdoły, aby wytknąć moje błędy rodzicielskie, pokazać jacy są dorośli… Tu nie chodzi o geny, chodzi o szansę, a Kuro, jeżeli będzie od nich czegokolwiek wymagał to przejedzie się szybciej niż myśli. Masz rację, spieprzył, ale chce to naprawić, a tego mu nie zabronię – wyjaśniła kładąc dłoń na policzku mężczyzny. W tym momencie diabelski młyn ruszył, a Febe rozejrzała się po okolicy.
      - Co do Twojego ojcostwa… - tu wróciła wzrokiem do okhotnika – Ines już raz nazwała Cię tatą, ale… uważaj na nią, przy Kuro powie dosłownie wszystko aby pokazać jak bardzo go nie znosi… przy Kuro, pamiętaj o tym – uśmiechnęła się delikatnie i oparła głowę o ramię partnera. W tym samym czasie Ines popisywała się swoimi sztuczkami przed ciocią, a Rahim uradowany lataniem oraz bliskością siostry energicznie przebierał nóżkami i klaskał w dłonie wyraźnie podekscytowany. Oczywiście fakt latającego brata nie mógł zostać niezauważony przez małą srokę, która teraz, mimo wykonywanych obrotów, ekscytowała się umiejętnościami altmerki.

      Usuń
  42. Czując uścisk na swojej ręce oraz siłę która zachęca ją do obrotu, Sariel odwróciła się. Jednak w momencie w którym zobaczyła że złapała ją Akane, błyskawicznie wyrwała się z jej uchwytu. Złapała się za tę rękę w nadgarstku i przybliżyła ją bliżej ciała, odwracając również wzrok. Na zachętę by dołączyła do nich z powrotem pokręciła zaprzeczająco głową.
    - Nie chcę cię zranić. - Powiedziała swoim cichym tonem, spoglądając w jakiś punkt na ziemi. - Najlepiej będzie jeśli pójdę. - Z twymi słowami stanęła bokiem do dziewczyny do której się zwracała. Stojąc tak spoglądała w kierunku którym była gotowa pójść, jednak nie była w stanie zrobić kroku. Czuła że jeśli znowu wróci z Akane, to znowu stanie się coś dziwnego i skrzywdzi ją ponownie. Bądź będzie po prostu nic nie wartą kulą u nogi, którą się aktualnie czuje.

    W tym samym czasie gdzieś mocno na uboczu straganów w samym centrum, dość umięśniony mężczyzna w białej koszuli z podwiniętymi rękawami przesuwał stół tak by mu to odpowiadało. Nie byłoby to nic dziwnego gdyby nie fakt że jego twarz zakrywa czarna bandana. Gdy ten bawił się przemeblunkiem, na prostopadłym do granicy straganu mniejszym stoliku pewna srebrnowłosa dziewczyna z dużą ilością blizn na ciele rozkładała niezbędne lekarzowi narzędzia.
    - Celine, kiedy skończysz zajdź po jakieś napoje. - Eizen wydał polecenie swojej niewolnicy rozkładając w tym czasie dwa krzesła przy stole skierowanym pod niewielkim kątem ku tłumowi ludzi.
    - Zrozumiałam. - Odpowiedziała z pełnym szacunkiem. Tak też po ustawieniu jeszcze dwóch rzeczy ruszyła w poszukiwaniu jakiejś maszyny czy sklepiku. Doktor w tym czasie usiadł na przygotowanym przez siebie krześle i spojrzał na pozłacany zegarek który miał na lewym nadgarstku.
    - Pomyśleć że zgodziłem się na to... - Westchnął, mówiąc do siebie pół szeptem

    OdpowiedzUsuń
  43. Chłopiec obserwował Akane uważniej i to, jak starała się go ignorować, a złość w nim wzrastała z minuty na minutę. Ważniejsza była dla niej nowo poznana, obca zupełnie osoba niż on? Był przecież tak blisko obok niej, dba o nią gdy tylko miał okazję, a ona odpłacała mu się zupełną ignorancją co nie tyle co raniło chłopaka, ale irytowała. Gdyby mógł poświęciłby dla niej wiele, ale jak widać Ona nie czuła tego tak bardzo jak on. Zmarszczył brwi odwracając od niej wzrok, a dłonią podparł się pod brodę obserwując diabelski młyn, na jaki mieli się wybrać. Cudowna atmosfera odeszła wraz z jej wizją, zamiast tego pojawiły się znów zmartwienia w jego młodej głowie i stracił całą zabawę z tego wyjścia. Nie chciał zostawiać tu małej samej, ale chciał się dobrze bawić, z nią u boku.
    Czując jej ustka na swoim poliku, odwrócił do niej wzrok zaskoczony, a na bladych polikach pojawiły się szerokie rumienie.
    - Nie ma za co- odezwał się do niej, kącik ust uniósł się ku górze. Wstał szybko, czekając na jej kolejny ruch, a zamiast wziąć go za rękę i zaciągnąć na młyn, ona pobiegła ku tej dziewczynie! Był zazdrosny, ot co. Zmarszczył brwi siadając znów na krześle i łapiąc mocniej plastikowe opakowanie lodów, wbił w nie łyżkę i wpakował sobie do buzi. Nie lubił śmietankowych lodów, co jeszcze bardziej popsuło mu humor. Szlag niech to! Odstawił je na stolik, założył dłonie na piersiach patrząc na blondyna oskarżycielsko. Dlaczego Akane nie chciała spędzać z nim czasu! Najpierw przeszkadzał im Niklaus, teraz Sari, a kiedy wyjdą gdzieś sami?

    OdpowiedzUsuń
  44. Wysluchał słów Febe. Szczerze mówiąc, zdziwiła go reakcja na jego bezpłodność. Każdy okhotnik miał taką przypadłość. Gatunek Yensena nie rozmnażał się samoistnie, a byli gatunkiem z probówki. Tak, to było dobre stwierdzenie. Okhotników tworzono sztucznie z innych nieludzkich ras. Zmieniano im cały kod genetyczny. Aż dziwi bierze, że tak prymitywni ludzie byli w stanie to zrobić. Westchnął rozbawiony na jej żart. Cóż, czasami miewał ochotę i na taką wpadkę. Niestety, to było niemożliwe. To nie tak, że przez to lubił wszystkie dzieci. Nadal posiadał swój paskudny charakter. Dzieci Febe po prostu pokochał od pierwszego momentu. Nie potrafil wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Po prostu tak było i już. Wysłuchał jej do końca. Wzmianka o ojcu naprawdę podniosła go na duchu. Ines nie nazwałaby go tak, gdyby uważała go za nieodpowiednią osobę, która może ich zawieść. Dała mu szansę, a to naprawdę dużo, zwłaszcza w tak krótkim czasie. Objął kobietę ramieniem, delikatnie przysuwając do siebie.
    - Ma szansę to naprawić, ale jeżeli znowu spieprzy i skrzywdzi Ciebie, albo Twoje dzieci, osobiście mi za to zapłaci i nie skończy się na zwykłym obiciu mordy – odpowiedział spokojnym tonem. Był całkowicie szczery. Nie chciał, by meduza czuła, że jest w jakiejkolwiek sprawie odosobniona. Miała jego, mogła zawsze liczyć na okhotnika, bez względu na wszystko. O ile pozostaną ze sobą szczerzy. Do końca świata. – Nie chcę rządzić Twoimi dziećmi ani Tobą. To będzie wasza decyzja. Osobiście wolałbym po prostu zająć jego pozycję jako ojciec, ale to niemożliwe ot tak. Jeżeli Ines tak mnie przy nim nazwała, to dla mnie znak, że mam szansę na stanie się ich ojcem. Będę próbował to osiągnąć. Powoli, bez zmuszania się do czegokolwiek.
    - Zobaczymy jak będzie z tym wszystkim. Pamiętaj tylko, że najważniejsze jest wasze bezpieczeństwo. Dlatego też wolę, aby Kuro nie wiedział gdzie dokładnie teraz mieszkasz. Jeżeli znowu coś Ci zrobi w domu, dzieci stracą po raz kolejny bezpieczną przestrzeń, a dom Ci się mimo wszystko podoba – dodał. Ostatnie stwierdzenie miało wpleść nutę humoru, ale mimo wszystko było jak najbardziej prawdziwe.

    Ninath przyglądała się brykającym dzieciom z uśmiechem na ustach. Powoli popijała swoje piwo, nie spuszczając maluchów z oczu. Bawili się naprawdę przednio, takie przynajmniej sprawiali wrażenie. Cóż, elfka nigdy nie myślała, że zostanie nianią na jeden dzień. W sumie nie miała nawet takiego planu. Jeżeli Yensen będzie się zbyt dobrze bawił to go znajdzie, a następnie zwróci dzieci matce. Sama chętnie też rozejrzałaby się po jakiś atrakcjach skoro już tutaj jest.

    OdpowiedzUsuń
  45. Akane wystraszyła się lekko kiedy Sari tak agresywnie zareagowała na jej dotyk. Rozumiała ją lepiej niż ktokolwiek inny. Zielonowłosa obwiniała się o całą sytuację kiedy tak naprawdę to właśnie czarnowłosa była źródłem całej sceny. Nie spodziewała się sprzeciwu i wyraźnie posmutniała słysząc odmowę. Opuściła na chwilę głowę.
    - To nie Twoja wina… Ja zawsze wszystko psuję – powiedziała i zacisnęła lekko zęby. Obejrzała się na chłopca.
    - Tylko Yumi się przy mnie nie boi – stwierdziła po czym wróciła wzrokiem do Sari. Widząc, że dziewczynka, tak jak większość, obawia się z nią kontaktu, straciła ochotę na naciskanie, aby im towarzyszyła.
    - Przepraszam… - szepnęła i zrezygnowana ruszyła w stronę chłopca. Kiedy znalazła się przed nim podciągnęła cicho nosem i spojrzała mu w oczy, po tym na jej twarzyczce zagościł smutny uśmiech, a ona odruchowo przetarła swoje policzki ręką.
    - Boi się przeze mnie, przeze mnie straciłeś koleżankę – powiedziała smutno i spojrzała w ziemię.

    Febe słyszała o okhotnikach, jednak w opowiadanych przez innych historiach nie było wzmianki o bezpłodności, zwykle naciskano na ich podłe charaktery i czyny jakich się dokonali. Objęta ramieniem uśmiechnęła się pogodnie.
    - Jeżeli chociaż spróbuje skrzywdzić mnie lub dzieci to będzie miał i ze mną do czynienia, Tobie ewentualnie podrzucę resztki – zaśmiała się lekko i zaraz pocałowała polik Yensena.
    - Nie szybko przyzwyczaję się do tego, że w końcu mam na kim polegać – szepnęła i wtuliła się w niego mocniej. – A co do mieszkania, na razie nic nie wie i nie dowie się dopóki w pełni mu nie zaufam – dodała, z lekkim uśmiechem na ustach, przymykając przy tym powieki.
    - Proszę, możemy już zakończyć jego temat? – otworzyła oczy i po raz kolejny rozejrzała się po okolicy. – Tu jest tak przyjemnie… - stwierdziła, w końcu przy dzieciach mało kiedy miała czas na odetchnięcie. Całą trasę spędziła wtulona w ramię okhotnika, rozmawiając o dupie Maryni, głównie po prostu strojąc sobie żarty, czy po prostu zaczepiając delikatnie towarzysza. Kiedy koło zatrzymało się na dole meduza z szerokim uśmiechem opuściła atrakcję. Chwyciła podane przez Yensen’a ramię, oplatając je swoją ręką i razem ruszyli w stronę dzieci. Widząc niedaleko rozstawioną arenę na walkę uśmiechnęła się zadziornie. Zaczęła z wyraźnym rozbawieniem opowiadać jakąś anegdotkę z swojego życia, a kiedy przechodzili obok atrakcji, niepostrzeżenie zwinęła jeden z napełnionych wodą baloników. Ten, po skończeniu historyjki wylądował na głowie okhotnika, a meduza, którą znowu dopadła infantylność, rozbawiona uciekła w stronę Ninath i dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  46. Sariel nie wierzyła Akane. Uważała że jak zawsze to ona sama jest winna wszystkiemu. Stała w ciszy nie wiedząc co robić, zaciskając w tym czasie dłonie które miała przy klatce piersiowej. Nie umiała odpowiedzieć czarnowłosej. Gdy ta ruszyła w stronę Yumi'ego, Sariel opuściła wzrok jeszcze bardziej. Jej złote oczy zaczęły drżeć, zaczęły w nich zbierać się również łzy. Złapała się za głowę i mocno zamknęła oczy, próbując je powstrzymać. Lecz tak jak za każdym razem gdy zaczynała płakać, przez jej umysł zaczął przepływać ból oraz obrazy tego co było kiedyś, te które znała i te których nie rozumiała. Gdy łzy zaczęły spływać po jej policzkach rzuciła się biegiem przed siebie, kompletnie na oślep. Gdy tak biegła Eygon leżący na dachu jednego z wyższych budynków w oddali przyglądał się jej spośród tłumu poważnym spojrzeniem.

    - Gdzie ja ją położyłem. - Eizen mamrocząc do siebie grzebał w swojej skórzanej torbie. Po jakiejś chwili szukania czegoś spojrzał na blat stolika na którym miał przygotowane przedmioty na wypadek czyjegoś uszczerbku na zdrowiu. Tam zauważył książkę z tytułem "Jak zdobyć jej serce" na okładce z jakimś chirurgiem przy stole operacyjnym na okładce.
    - Cholera...! - Zaklął niemo podbiegając do niej. Złapał ją szybko po czym wrócił do swojej torby. Po kolejnej chwili szukania wyjął z niej jakąś starą skórzaną okładkę w którą oprawił książkę. Odetchnął po tym z ulgą.

    OdpowiedzUsuń
  47. Chłopak spojrzał na dziewczynkę uśmiechając się do niej miło. Złapał ją za dłoń, po czym zwyczajnie zaczął ciągnąć na diabelski młyn. Nie zwracał uwagi na Akirę, ani na otoczeni, ani nawet na Sari. Chciał pobawić się z Akane! Nikim innym.
    - Mam dużo koleżanek.- skłamał.- Przedstawię Ci je nawet w szkole. Ale teraz musimy iść na diabelski młyn, a potem Cię naszkicuje. Może być?- zwrócił się do niej, uśmiechając najszerzej jak tylko potrafił. Nie mogła płakać! Nie zniósłby jej łez, jeśli już popłyną po jej polikach, przytuli ją i zrobi wszystko, by dziewczynka była szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  48. Rei kończyła właśnie malowanie twarzy Włoszki kiedy kilka metrów dalej, między jakimiś panami wywiązała się dość konkretna bójka. Japonka spojrzała w stronę mężczyzn i pokręciła głową.
    - Już wolałabym czasy kiedy wyciągali miecze i walczyli na śmierć i życie - zauważyła lekko rozbawiona. Nagle spostrzegła, że owa bójka niebezpiecznie przenosi się w stronę jej straganu. Zmarszczyła lekko czoło obserwując jak daleko zajdzie szarpanina, jednak nie wyglądało na to, aby rywale mieli się uspokoić. Dodatkowo nikt nie kwapił się, aby towarzystwo uspokoić.
    - No dobrze, gotowe - zagadnęła do klientki i zaraz wysunęła się przed swój stragan, aby wywiesić kartkę iż idzie na przerwę, zanim jednak zdążyła to zrobić to... Poszłaaa i to bardzo konkretnie. Jeden z mężczyzn uderzył solidnie drugiego, ten wpadł gwałtownie na Rei, a razem polecieli na stragan dziewczyny. Przybory Japonki wyleciały w powietrze, stragan złamał się na pół, zaraz dookoła zebrało się kilka istot niosących pomoc. Podnieśli mężczyznę, który wielkim cielskiem przygniótł drobną dziewczynę i zlękli się na widok czerwonej, obficie ściekającej substancji z głowy ofiary.
    - Lekarza! - zawołało kilka z nich obserwując wyraźnie zdezorientowaną Rei. Ta syknęła cicho z bólu, bolało ją jedno z żeber i lekko głowa. Pchnięta przez obcego wylądowała brzuchem na krawędzi stołu swojego straganu, a później po prostu przywaliła głową w ziemię. W prawdzie czerwona substancja stanowiła w większości rozbitą farbkę, która nieopacznie wylądowała na głowie dziewczyny, ale z tyłu widoczne było drobne rozcięcie.

    Akane widząc uśmiech chłopca i czując jego dotyk na dłoni pozwoliła sobie na cieplejszy uśmiech. Nie gniewał się na nią i nawet zaproponował poznanie innych dziewczynek... Prawdę mówiąc miała wrażenie, że nie potrzebuje nikogo więcej poznawać, Yumi starczył jej w zupełności. Słysząc jego słowa uśmiechnęła się pogodnie i kiwnęła głową.
    - Może być - dodała i zrównała z nim krok, również biegnąc w stronę atrakcji, już zaraz siadali na jedną z wolnych kanap, a twarz dziewczynki wyraźnie promieniała.

    OdpowiedzUsuń
  49. Mimo że to nie była "starość" jaka mu odpowiadała, Eizen zadowalał się siedzeniem pod plandeką straganu oraz książką w dłoni. Do pełnego zachwytu przydała by się jeszcze herbata i spokój. No ale cóż. Sołtysowi się nie odmawia kiedy prosi cię o przysługę, w każdym razie ktoś "uprzejmy" nie odmówi. Słysząc gdzieś w oddali jakieś głośniejsze tony, spojrzał w kierunku z którego dobiegały lecz zaraz wrócił nim do książki. A kiedy zaczęły się krzyki nawołujące lekarza zaznaczył stronę na której skończył.
    - Czyli zaczeło się, co? - Wymamrotał do siebie wstając. Na krześle na którym siedział położył książke i udał się trochę szybszym krokiem w kierunku zamieszania.
    - Przesunąć się. - Rozkazał gapią przedostając się do leżącej na ziemi dziewczyny. Zaraz przy niej przyklęknął i zawęszył parę razy powietrze. W ten sposób upewnił się że czerwona plama nie wypłynęła z jej głowy, na co wskazują ślady.
    - Halo, słyszy mnie Pani? - Lekko pacając ją palcami, u prawej dłoni, po policzku zwrócił się do Rei. Po tym jego ręka powędrowała na jej kark. Delikatnie przejechał opuszkami palców po niewielkim odcinku jej kręgosłupa. Po upewnieniu się że nie jest uszkodzony, ostrożnie wziął ją na ręce i zaczął kierować się do swojego straganu "medycznego".
    - Sprawców zamieszania przytrzymać i wezwać jakieś służby porządkowe. - Zakomunikował jeszcze świadkom zdarzenia i już za chwilę kładł ostrożnie na stół, który wcześniej przesuwał, czarnowłosą. Teraz uważnie przyjrzał się jej głowie spod każdego kąta. Zauważył rozcięcie, jednak było za małe by stanowić jakiekolwiek ryzyko. Złapał lecz szybko za środek dezynfekujący, zmoczył nim wacik i dla pewności przemył rozcięcie na wypadek gdyby miało wdać się zakażenie. Wytarł po tym dłonie do nawilżonej ścierki. Wyjął następnie latarkę i rozszerzając powieki Rei sprawdził czy upadek nie wywołał wstrząsu.

    OdpowiedzUsuń
  50. Karuzela z daleka nie wyglądała na taką wielką, jaką była teraz, gdy siedział na siedzisku już w niej. A tak naprawdę była imponująca. Oświetlona przez neony, które w nocy będą ładnie oświetlać pobliskie stoiska z atrakcjami, teraz nie były aż tak bardzo widoczne, lecz z nadejściem nocy miało się to zmienić. Do tego była wysoka, wyższa niż te, na których bywał i czuł narastającą ekscytację z tego powodu. Mógł zobaczyć z niej całe Cledo! Wyjął nawet telefon z kieszeni, by odpalić w nim aparat, po czym wycelował nim w twarzyczkę dziewczynki i przycisnął jeden z klawiszy.
    - Uśmiechnij się- poprosił ją, wychylając buzię zza urządzenia. W rękach oczywiście nadal trzymał swój szkicownik, ale musiał go odłożyć na bok, by w razie czego nie wypadł niechcący z rączek.- Patrz tam!- palcem wskazał na drzewa, które powoli stawały się coraz to mniejsze. Kolejka ruszyła! Uśmiechnął się szeroko- Ruszyliśmy!- oderwał wzrok od Akane, objął ją jedną z dłoni, lecz druga fotografował to, co było mu tylko dane. Złe emocje wyparowały z niego, nie mógł się długo na nia gniewać, nie gdy byli ze sobą razem. Jak wspaniale! Poczuł przyjemnie chłodny wiatr na twarzy. Latał, miał teraz takie wrażenie i aż zechciał wysiąść z kolejki, by samemu poszybować po błękitnym niebie i dotrzeć do miejsc, które opowiadał jego ojciec.

    OdpowiedzUsuń
  51. Rei jak za mgłą zobaczyła przykucającą przy sobie postać i mruknęła coś pod nosem, nawet nie zdając sobie sprawy co. Zaraz poczuła lekkie uderzenie na policzku i otworzyła nieco szerzej oczy, sycząc przy tym, gdyż oczy rozbolały ją od nadmiaru dostającego się do nich światła.
    - Yhm… - odpowiedziała, minimalnie przytakując głową. Dotyk na szyi również poczuła, sprawił jej nawet pewnego rodzaju ulgę, dłoń mężczyzny była chłodniejsza od jej karku dlatego nie oponowała. Kiedy została podniesiona z ziemi zacisnęła lekko zęby, żebro dawało jej się we znaki przez co skrzywiła się znacznie. Większa świadomość wróciła gdy została położona na stole. Świadkowie wydarzenia oczywiście posłuchali polecenia lekarza i już zaraz na miejscu zdarzenia znowu powstał gwar, gdyż każdy miał coś w sprawie do powiedzenia. Rei leżała grzecznie z odwróconą profilem głową, tak, aby lekarz miał dostęp do owego rozcięcia, powoli wracała do siebie, a ból głowy i żebra odczuwała coraz mocniej. Na światło w oczach ocknęła się już całkowicie i zaraz jej dłoń wylądowała na czole, chcąc zbadać co takiego się do niej lepi. Tu zerknęła na nieznajomego i lekko znieruchomiała.
    - Jesteś dementorem? – zapytała jakby zaspanym głosem. Przez chwilę miała wrażenie, że śpi, a w śnie trafiła do popularnego, ludzkiego filmu o Harrym Potterze.

    Akane z początku zawstydziła się aparatu, jednak emocje jakie w niej szalały z powodu wysokości atrakcji… cóż, dała za wygraną i ostatecznie uśmiechnęła się do zdjęcia. Słysząc jego słowa skierowała głowę z skazanym kierunku.
    - Jesteśmy jak prawdziwe olbrzymy! – zaśmiała się i zaraz spłonęła rumieńcem objęta przez chłopca. Zerknęła na niego kątem oka i patrzyła nad wyraz spokojnie na zdjęcia wyświetlające się po pstryknięciu na jego telefonie. W prawdzie sytuacja z wizjami nie była zbyt przyjemna, jednak Niklaus nauczył ją szybko zapominać o takich przygodach, nie tracić na nie czasu, mówił, że taka jest kolej rzeczy, że zawsze na początku nie kontrolujemy swoich zdolności. Do tego dochodziła znajomość z Yumim, który, chcąc nie chcąc wywoływał uśmiech na jej młodej buźce.
    - O, patrz, patrz! – entuzjastycznie wskazała na przelatujące niedaleko paralotnie. – Są jak na wyciągnięcie ręki! – dodała szeroko uśmiechnięta i wystawiła buzię, zaczynając dmuchać w stronę oddalonych maszyn, co z perspektywy chłopca wyglądało jakby właśnie jej dmuchnięcie je napędzało.

    OdpowiedzUsuń
  52. Upadek, krzyk, hałas, dziwny doktor...wrażenia spiętrzyły się w umyśle Larrete, sprawiając, że gdy to wszystko się działo, ona stała jak skamieniała, nie mogąc się poruszyć w żaden sposób, ba, nie mogąc zareagować. Przyglądała się jedynie niemo napastnikom i krwawiącej sprzedawczyni, drżąc ze strachu jak liść i mając nadzieję, że nic jej nie jest. Lekarz, który się pojawił, zajął się kobietą, kilku mężczyzn pognało za sprawcami, ktoś krzyczał przenikliwym, wibrującym głosem o pomoc. To otrzeźwiło rudowłosą Włoszkę na tyle, by potrząsnęła głową i obudziła się z tego strasznego letargu, w który popadła.
    - Pójdę dowiedzieć się, co z właścicielką, a pan niech wezwie służby, dobrze? - poprosiła jakiegoś staruszka, który podszedł bliżej na miejsce zdarzenia. Ten pokiwał głową w odpowiedzi.
    - Oczywiście, niech pani idzie.
    Zadowolona Larrete pospieszyła więc za lekarzem i kobietą do straganu medycznego, mając nadzieję, że nieznajomej nic poważniejszego się nie stało.
    - Wezwałam służby, powinni tam zaraz być - oświadczyła, zbliżając się po kilkunastu minutach do pracującego lekarza. - Co z nią, panie doktorze? Czy...to coś poważniejszego?
    W jej głosie była autentyczna troska.

    OdpowiedzUsuń
  53. W momencie usłyszenia pytania, Eizen wyłączył latarkę i patrzył na Rei z uniesioną lewą brwią.
    - Jeszcze nikt mnie o to nie spytał. - Stwierdził chowając latarkę do kieszeni. - Ale zawsze jest pierwszy raz. Jestem miejskim lekarzem. Skoro jesteś w stanie się komunikować, wygląda na to że nic poważnego w głowę ci się nie stało. - Mówiąc to zasłonił plandeką większą połowę wejścia po czym wrócił do stołu.
    - Proszę nie panikować. - Powiedział w trakcie podwijania jej bluzki by odsłonić jej brzuch oraz żebra. Po dokładnym przyjrzeniu się, skupił wzrok na podczerwionym punkcie na żebrach Rei. Przybliżył do niego dłoń i bardzo delikatnie trzema palcami przycisk go.
    - Boli? Tu będzie nie mały siniak. - Zaprzestał naciskanie. - Budowa twojego ciała mocno przypomina ludzką, stwierdzam więc że nie ma złamań. - Kontynuował mówić, w tym samym czasie podszedł do stolika ze swoimi gratami. Zabrał mały flakonik oraz białą chustę. Wrócił do pacjentki. Złożył chustę na cztery, następnie otworzył flakonik z którego wydobyła się chłodna para. Odrobinę substancji rozprowadził na wcześniej złożonej chuście. Odczekał chwilę po czym przyłożył ją w miejsce ewidentnego uderzenia.
    - Jeśli masz dość siły, proszę, przytrzymaj. Nie bój się. Może i jest zimne ale nie nabawisz się odmrożeń, Hmhmh. Powinno dodać trochę ulgi. - Z lekkim śmiechem wydobywającym się spod bandany, Eizen zamknął flakon. Wtedy podeszła do niego jakaś rudowłosa kobieta. Przyjrzał się jej pogodnej twarzy, wysłuchując co ma do powiedzenia.
    - Bardzo dobrze. - Odparł na informacje. Na pytanie zerknął na leżącą Rei po czym wrócił do rudowłosej. - Kości są całe. Na ciele nie ma przecięć prócz niewielkiego na głowie. Nie krwawi z uszu ani z nosa. Prócz zauważalnego bólu w okolicach klatki piersiowej oraz dezorientacji nie wygląda to na nic poważnego. - Odpowiedział tak by obydwie go usłyszały.
    - Ale radziłbym Pani poleżeć tu i odpocząć pod moją obserwacją. - Poinformował czarnowłosą, zwracając do niej swoje oblicze. - Ah, proszę podać mi swoje imię... - Zaczął obchodząc stół, schylając się następnie do swojej torby z której wyjął jakiś papier i długopis. - ...następnie wiek, datę urodzenia, rasę, grupę krwi, miejsce zamieszkania oraz ewentualnego lekarza pod którego opieką Pani jest. - Czekał na odpowiedzi z gotową dłonią do zapisków.

    OdpowiedzUsuń
  54. Yumi zaśmiał się, widząc jak Akane zaczyna dmuchać w stronę paralotni. On wiedział, że ta ich nie unosi, ale zabawnie to wyglądało. Nawet zrobił zdjęcie, na uwiecznienie tego śmiesznego momentu, po czym znów wrócił do fotografowania otoczenia. Odwrócił się nawet w tył, by zrobić zdjęcie z lotu ptaka. Będą idealne do wywołania!
    - Chciałabyś umieć latać Akane?- spytał, odrywając się na chwilę od telefonu.- Podobno mój dziadek miał skrzydła i potrafił latać, chciałbym sam takie mieć- dotknął z lekkim uśmiechem swoich łopatek. Słyszał kiedyś, że w ich miejscu były kiedyś skrzydła, a przynajmniej tak opowiadała mu mama... Ojciec jednak stwierdził, że to niemożliwe, bo zwyczajni ludzie nie pochodzą od aniołów, jedynie od pierwszych ludzi jakich stworzył Bóg. Dla niego było to aż nazbyt skomplikowane, ale wierzył w opowieść swojej mamy. Była o wiele ładniejsza, niż wizja grzechu pierworodnego, potępienia, demonów i aniołów, które walczyły zacięcie o życie ludzkie.

    OdpowiedzUsuń
  55. Rei patrzyła na mężczyznę, nadal nieco nieprzytomnym wzrokiem, ale wyraźnie rozumiała wszystkie wypowiedzi.
    - Lekarz – powtórzyła i rozejrzała się, poruszając jedynie oczyma, zaraz drgnęła lekko czując dotyk na ciele. Szybko się jednak uspokoiła, a do jej głowy w końcu dotarła myśl, że po prostu miała drobny wypadek i jest teraz badana. Przytaknęła głową na znak, że rozumie, a kiedy poczuła ból syknęła cicho. Słysząc o ludzkiej budowie ciała uniosła delikatnie kącik ust, w sumie, była człowiekiem, jedynie obdarzonym specyficznymi zdolnościami, ale równie łatwo można było ją zranić, tak samo marzła czy grzała się w słońcu. Obraz przed oczyma już prawie całkowicie wrócił do normy, a Japonka, zaciekawiona obserwowała twarz lekarza, znowu kiwnęła głową i przytrzymała chustę, dostając przy okazji gęsiej skórki, mimo to uśmiechnęła się, nadal obserwując jego twarz.
    - Mam dziwne szczęście do mężczyzn z zasłoniętymi twarzami – zauważyła pogodnie i zaraz spojrzała na swoją klientkę.
    - Och, to Pani, ależ pięknie mi wyszło – zagadnęła patrząc na malunek na jej twarzy i uśmiechając się trochę szerzej. Słysząc radę wróciła wzrokiem do mężczyzny.
    - Mi tam wygodnie pod tą Pana obserwacją więc chętnie sobie odpocznę, akurat miałam iść na przerwę… - odpowiedziała trochę żartobliwie, cóż, przecież mogło się gorzej skończyć, a jej wrodzony stoicyzm po prostu nie pozwalał na jakieś uniesienia i psalmy w podzięce, że jeszcze żyje. Słysząc prośbę kiwnęła jeszcze głową.
    - Rei Yamawaki, 23 lata, 20 kwietnia 1994r., Tennyo… - tu zrobiła pauzę – mieszkam w Salree, w akademiku studenckim, ale… Jestem pierwszy raz u lekarza więc ani grupy krwi ani innego specjalisty nie jestem w stanie podać – wyjaśniła z spokojem na twarzy.

    Na pstryknięcie aparatu dziewczynka zaśmiała się uroczo.
    - Jak przyjdzie Niki to mu wszystkie zdjęcia pokażemy, zobaczysz, zzielenieje z zazdrości – powiedziała roześmiana i zaraz zrobiła duże oczy słysząc pytanie jak i historię o dziadku Yumiego.
    - Oczywiście, że bym chciała, to musi być cudowne uczucie! Niki mi opowiadał, że ma przyjaciółkę, która umie latać! – dodała, nadal wesołym tonem i zaraz złapała koszulkę Yumiego i znacznie mu ją podwinęła, tak, aby dostać się swobodnie dłonią do jego łopatek.
    - Ale jak będziesz się garbić to może i Tobie tutaj coś wyrośnie – uśmiechnęła się szeroko – No, no, widzę nawet pierwsze piórka – zażartowała.

    OdpowiedzUsuń
  56. - To dobrze - uśmiechnęła się z ulgą Larrete. Dopiero by to było, gdyby tej kobiecie stało się coś poważniejszego, nie daj Boże pobiliby ją do nieprzytomności czy coś innego! Na szczęście ów miły, zielonowłosy doktor był tak miły, że udzielił jej informacji co do stanu uroczej Japonki, którą tak niefortunnie poturbowano w czasie trwania festiwalu. Rei Yamawaki, Tennyo? A więc trafiła na istotę nadziemską...obdarzoną mocami iście demoniczną, miłą, no i obdarzoną niezwykłymi talentami plastycznymi. Ciekawiło ją, czy poza malowaniem twarzy pani Yamawaki potrafiła coś więcej, zdecydowanie uważała ją za wartą nawiązania bliższych kontaktów.
    - No, no, pozostaje pani tylko zazdrościć, Yamawaki-san - zaśmiała się. - Przystojny pan doktor, wygodna opieka, a do tego taki talent plastyczny! Pozostawię panią teraz, żeby pozwolić jej dojść do siebie, a po festiwalu odezwę się do pani, bo akurat tak się składa, że jesteśmy sąsiadkami z jednej i tej samej dzielnicy. Nazywam się Larrete Pamphilli.
    Posłała Rei ciepły uśmiech, doktorka również nim zaszczyciła, po czym zwróciła się jeszcze na chwilę do Japonii.
    - Kiedy odchodziłam, służby porządkowe właśnie miały przybyć. Pozostawię kartkę na pani stanowisku, że jest pani na przerwie, tak na wszelki wypadek. Pani niech odpoczywa i dochodzi do siebie. Życzę miłego dnia i szybkiego powrotu do formy!
    Uśmiechnęła się ciepło, ukłoniła się zarówno Rei, jak i lekarzowi, po czym wróciła do stanowiska. Odpowiedni funkcjonariusze właśnie przesłuchiwały świadków, porządkowały teren, kilku mężczyzn w mundurach wyprowadzały winowajców, których - jak się okazało - udało się złapać. Zgodnie ze swoim zapewnieniem złożonym uroczej artystce rudowłosa wyjęła kartkę, ołówek, napisała na niej wielkimi literami: "PRZERWA OD PRACY", po czym umieściła wiadomość w widocznym miejscu, tak aby nikt nie miał żadnych wątpliwości. Uczyniwszy to, Larrete udała się przed siebie, nie myśląc już o niczym konkretnym i po prostu chcąc się odprężyć.

    OdpowiedzUsuń
  57. To, że dzieciaki uciekły spod jego auspicjów, nie znaczyło, że Akira im odpuści. O nie, on miał zamiar mieć na nich oko nadal, dopóki nie przyjdzie tu Niklaus i nie przejmie opieki nad Akane. Tajemniczy wybuch emocji, dziwny napad w każdej chwili mógł się powtórzyć, dlatego blondyn pozwolił im pójść, ale, tojąc pod diabelskim młynem, uważnie obserwował jeżdżące na nim dzieci. Wciąż dręczyło go dziwne, podobne do bólu głowy przeczucie. Skąd te myśli, że coś się stanie...?
    Zrobił kilka zdjęć dzieciom swoim telefonem, choć niełatwo było je uchwycić, po czym jedno przesłał Niklausowi w mmsie, a resztę zapisał w galerii. Oczywiście przy okazji zadbał o to, żeby była odpowiednia rozdzielczość, im lepsze zdjęcia, tym lepsze. Należy odpowiednio uchwycić czas i moment, który upływa...
    Wyciągnął sobie słuchawki i włożył je sobie starannie w uszy. Przesuwał sobie powoli, niespiesznie, palcem po ekranie, szukając piosenki, która idealnie by odpowiadała jego uczuciom i myślom, no i ciepłu lata, tak bliskiego skądinąd skandynawskiej, przywykłej do chłodów w sercu i na zewnątrz, naturze. Po chwili znalazł tą konkretną. Wcisnął przycisk play. Już kilka chwil później z ust Akiry wypływały płynne, hiszpańskie, ciche słowa:
    -Sueño cuando era pequeño, sin preocupación en el corazón, sigo viendo aquel momento! Se desvaneció, desapareció! Ya no te creo, ya no te deseo...e-o, e-o. Solo te dejo, solo te deseo, e-o.
    Zaśmiał się, widząc, że dzieci też nie próżnują. Pokiwał głową, zadowolony.
    -Mira, Sofia-zanucił razem z piosenkarzem, wciąż mając oczy utkwione w Akane i Yumim.-Sin tu mirada sigo, sin tu mirada sigo. Dime, Sofia...sin tu mirada sigo, sin tu mirada, Sofia.

    OdpowiedzUsuń
  58. Ma szczęście do takich mężczyzn? Czyli Eizen nie jest sam. Nasuwa się więc pytanie dlaczego ludzie patrzą na niego dziwnie skoro nie tylko on zasłania twarz. Bo osoba wyglądająca na wiek średni nie powinna się w to bawić? Komentarz odnośnie pozostania pod jego obserwacją przemilczał. Nie może zbytnio spoufalać się ze swoimi pacjentami, on to doskonale wie. Ale gdzie do cholery jest Celine? -- Zastanawiał się jednak postanowił zostawić ewentualne poszukiwania na za chwilę.
    - Dziękuje za udzielenie mi informacji... - Podsumował kończąc zapiski. Pstryknął wówczas długopisem po czym schował go do torby a papier do teczki która również znalazła się w niej znalazła.
    - Dziękuję za okazaną troskę. Życzę miłego dnia i braku koniecznej wizyty u mnie. - Posłał te słowa za wychodzącą Larrete gdy ta skończyła zwracać się do Rei. Przeszkodzenie jej w trakcie wypowiedzi było by nieuprzejme. Gdy był ponownie sam z czarnowłosą, usiadł na krześle i westchnął chwilę.
    - Więc pochodzisz z Japonii? - Spytał się po chwili ciszy, zaczepiając wzrok na twarzy Rei. - Świątynie Koya-san dalej stoją?

    OdpowiedzUsuń
  59. Yumi spłonął mocnym rumieniem, gdy dziewczynka przyłożyła jedną z dłoni do jego łopatek. Było to dla niego zupełnie nowe doświadczenie, bowiem mało kobiet go dotykało i w dodatku były to kobiety należące do rodziny. Akane do niej nie należała, a w dodatku jakoś dziwnie na nią zareagował, bo zaraz zrobiło mu się strasznie gorąco. Co się z nim działo? Odwrócił od niej wzrok, a jej rączkę wyciągnął spod swojej koszulki mrucząc coś pod nosem, ale nie wypowiedział się na głos.
    - Zobaczysz, jeszcze będę je miał.- powiedział speszony, po czym odchrząknął czując jak zaschło mu momentalnie w gardle. Dotknęła go! Może nie tak, jak robią to starsze kobietki z mężczyznami, ale zawsze. Lepsze to, niż nic. Uśmiechnął się do niej lekko, po czym pochylił w jej stronę, by na jej policzku złożyć pocałunek. Serce waliło mu jak młotem, ręce trzęsły mu się niemiłosiernie. Pocałował ją! Zagryzł wargi, po czym odsunął się na drugi koniec siedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  60. Rei na słowa o przystojnym lekarzu zamrugała szybciej oczyma. W prawdzie nie uważała aby mężczyzna ten był brzydki, ale… Po pierwsze nie wiele dało się stwierdzić przez zamaskowaną twarz, a po drugie, nawet przez myśl jej nie przyszło aby kogokolwiek wygląd miał świadczyć o jakości jej wypoczynku. O wygodzie wspomniała tylko i wyłącznie z powodu pewności iż trafiła w odpowiednie ręce, no i całkiem zabawny wydał jej się fakt, że rzeczywiście planowała odpocząć, nic więcej. Wiadomości jakimi została zasypana i nadal trwający stan lekkiego otępienia sprawiły, że przez chwilę po prostu obserwowała Włoszkę… Och, czyli też jest z Salree… Larrete… Japonka uśmiechnęła się delikatnie kiedy wszystko do niej dotarło.
    - Bardzo dziękuję Larrete i… czekam na odzew. Niezmierni miło będzie mi poznać Ciebie bliżej – odpowiedziała. W myślach uśmiechnęła się o wiele szerzej niż na twarzy, ostatnio spotykała wiele sympatycznych postaci. Odprowadzała kobietę wzrokiem kiedy usłyszała głos lekarza. Spojrzała na niego.
    - Tak, z Japonii – potwierdziła uśmiechając się subtelnie. O komentarzu Włoszki już zapomniała, a spoufalanie zdecydowanie nie było w jej stylu, więc rozmowę uznała po prostu za miły dodatek do odpoczynku. Słysząc kolejne pytanie uśmiechnęła się nieco szerzej.
    - Ależ oczywiście, przynajmniej trzy lata temu jeszcze stały. Cieszą się ogromną popularnością wśród bogaczy, no, ale co się dziwić, same krajobrazy są tam iście malownicze, a do tego ciekawa historia i architektura pełna kunsztu – stwierdziła tym swoim specyficznym slangiem, obserwując bandanę mężczyzny, po czym na chwilę spojrzała w niebo i uśmiechnęła się na wspomnienie swojego ojczystego kraju.
    - Skąd znajomość tego miejsca u Pana? Jeżeli mogę wiedzieć – zapytała, wracając do niego wzrokiem.

    Akane spięła się odrobinę, gdy zauważyła rumianą twarz chłopca. Nie wiedziała czy zrobiła coś nie tak, że ten tak nagle zastygł… Do tego zabrał jej rękę i przestał na nią patrzeć czy się uśmiechać. Zaskoczona zrobiła duże oczy i patrzyła na niego, czekając czy powie co takiego się stało. Zamiast tego usłyszała speszony głos Yumiego, co jeszcze bardziej zbiło ją z tropu.
    - Gniewasz się o coś? – zapytała trochę smutnym głosem. Może nie życzył sobie, aby go dotykać? Pewnie zastanawiała by się dalej, ale chłopiec w odpowiedzi pochylił się nad nią i… pocałował ją w policzek. Teraz to ona zastygła, a na jej buźce pojawiły się rumieńce i zawstydzony uśmiech. Przyłożyła zaraz palce do miejsca, w którym ją pocałował i delikatnie po nim przejechała, zerkając kątem oka na chłopca. Nawet fakt, że się odsunął nie sprawił jej przykrości. Wolną ręką zaczęła miętolić kawałek swojej sukienki, widziała, że ich trasa niedługo się kończy, a nie chciała w tej niepewności opuszczać atrakcji.
    - Dz… Dziękuję – szepnęła w jego stronę. – Bardzo Cię lubię Yumi i… I to było bardzo miłę – zaczęła wyraźnie zawstydzona, ale i uśmiechnięta.

    OdpowiedzUsuń
  61. - To znakomicie. - Mężczyzna stwierdził słysząc że świątynie mają się dobrze. Niestety przez bandanę nie dało się zauważyć niewielkiego uśmiechu na jego ustach. Sam myślał że rozsypały się jakiś wiek temu, na szczęście był w błędzie. - Nie śmie się nie zgodzić. To miejsce jest wyjątkowe. - Powiedział z zamkniętymi oczyma, kiwając niezauważalnie głową. Na chwilową pauze otworzył powoli oczy i spoglądał przez siebie, na jeden punkt na plandece przed sobą.
    - Grób matki. - Odpowiedział stanowczo spoglądając dalej w to samo miejsce. - Hmh. Ale nie mam zamiaru się mazać. Jak mogłaś zauważyć, mam na głowię kilka siwych włosów, które świadczą że miałem już czas na żałobę. - Dopowiedział, kierując po tej wypowiedzi wzrok z powrotem na Rei. - No i podobno mieszka tam moja jedyna rodzina. A ty jak się tam zadomowiłaś? Tendo jest jednak tak nudne jak się je maluje? - Zachichotał leniwie przypominając sobie rzeczy które słyszał o tym niebieńskim planie. Ale jeśli im wszystkim wierzyć, to każdy takowy plan wydaje się być strasznie nudny.

    OdpowiedzUsuń
  62. Uśmiechnął się do niej szerzej, gdy ta podziękowała. Może ta ich relacja szła zbyt gładko, zbyt szybko, ale jemu to nie przeszkadzało. Nie wiedział właściwie jak ma się ona rozwijać, w końcu był jeszcze dzieckiem, a nikt nie pokazał mu jak taka zdrowa relacja ma się rozwijać. W jego rodzinie nie było szczęśliwego związku, a jeśli nawet jakieś były to albo szybko się rozpadały, albo przemieniały się w w coś toksycznego. Nie miał pierwowzoru jak miała wyglądać piękna, zdrowa miłość, więc po prostu robił to co podpowiadało mu rozochocone serduszko. A mówiło wiele. I tak już powstrzymał się nie raz, przed zrobieniem czegoś, na co miał ochotę. Nie raz po prostu by ją przytulił, czy nawet musnął w usta, ale obchodzenie się z kobietami ostrożnie, było ważne.
    - Nie ma za co, naprawdę- wzruszył ramionami, patrząc na jej złote oczy.- No to jak? Mogę Cię narysować?- uśmiechnął się do niej szeroko, łapiąc mocniej za swój szkicownik, kredki i ołówek.- Usiądziemy gdzieś z boku, może na tle jakiejś atrakcji. Co Ty na to? Dam Ci go później, żebyś sobie powiesiła na ścianie.

    OdpowiedzUsuń
  63. Uśmiechnęła się delikatnie, mimo iż nie dało się zauważyć jego twarzy, dziewczyna zdawała sobie sprawę, że na chwilę odpłynął do własnego świata. Kiedy usłyszała o grobie, spoważniała i podniosła się na łokciach, zaraz posłała lekarzowi kolejny uśmiech w odpowiedzi, nie chciała niepotrzebnie rozgrzebywać tematu, tym bardziej, że sama miała w pamięci śmierć dwóch ważnych dla siebie osób. Na kolejne pytanie uśmiechnęła się delikatnie pod nosem.
    - Nie najlepiej – przyznała, po raz kolejny posyłając mu subtelny uśmiech. – Ale na szczęście babcia pomogła mi odnaleźć się w swoim własnym świecie, dużo jej zawdzięczam – przytaknęła sobie samej głową i zaraz zaśmiała się delikatnie.
    - Och, prawdę mówiąc nie mam pojęcia, Tennyo jedynie obdarzyła mnie niezwykłymi zdolnościami, nigdy nie byłam w jej świecie, nie ma we mnie nic boskiego – przyznała z tym samym uśmiechem i podniosła się powoli do siadu. Nawet leżenie w nadmiarze bywa męczące. Spojrzała zaciekawiona na mężczyznę.
    - A Pan? Jaką rasę Pan przedstawia? – zapytała.

    Akane może i miała dobre wzorce w domu, ale nigdy nikt z nią nie rozmawiał na takie tematy, nikt jej nie tłumaczył co to miłość, co zauroczenie. Ostatnie co widziała to relacja jaka z biegiem czasu rozwijała się u jej siostry i Niklausa, nie wiedziała czy z Yumim będzie miała podobnie, po prostu była mu wdzięczna, miał już okazję zobaczyć jak dziwnie potrafi się zachować, a mimo wszystko nadal z nią rozmawiał, po prostu był i to coraz bliżej, co dziewczynce bardzo odpowiadało. Słysząc jego słowa uśmiechnęła się szeroko i kiwnęła głową, nadal była lekko zawstydzona, co odbierało jej mowę, ale bardzo chętnie spędzi z Yumim jeszcze więcej czasu, poza tym, jeszcze nikt jej nigdy nie rysował!
    Kiedy zeszli z atrakcji i ruszyli w stronę „gdzieś z boku” dziewczynka tylko poinformowała wujka Akirę o planach i zaraz nie opuszczała boku swojego towarzysza.

    OdpowiedzUsuń
  64. - Miło mieć kogoś takiego - Odparł słysząc o babci. Niby powiedział to jakby miał jakiekolwiek pojęcie o posiadaniu kogoś na kim można polegać, a tak naprawdę sam od niedawna dopiero zaczął tego się dowiadywać jak to jest.
    - Hmm... - Zamruczał cicho, pogrążając się w myślach po usłyszeniu następnej wypowiedzi Rei. Nim jednak zdołał zadać jej odnośnie swoich myśli pytanie, to on został spytany. Zamrugał więc kilka razy nieco szybciej wracając na ziemię, skupiając ponownie wzrok na twarzy japonki.
    - Nie przedstawiam żadnej rasy. Niektórzy nie zawahaliby się nazwać mnie "kundlem". Chociaż tak długo jak nikt nie wie, nie ma podstaw do nazwania mnie w ten sposób. Prawda? - Odpowiedział na jej ciekawość z chwilowym, niewielkim, uśmiechem skrytym pod bandaną. Czystość jego krwi dawno przeminęła. Pogodził się już z faktem że nigdy do czystości już nie powróci.
    - Nurtuje mnie tylko jedna rzecz. Da się faktycznie stać Tennyo? Nie trzeba się nią "narodzić"? - Spytał, obejmując się w pasie prawą ręką na której położył lewą, której dłonią trzymał się za podbródek. Nigdy nie słyszał o czymś takim, co według słów Rei sama przedstawia. Był naprawdę ciekaw.

    OdpowiedzUsuń
  65. Zaprowadził ją do spokojnego miejsca, nie daleko całego terenu festiwalu, a jednak nie tak blisko by nie przeszkadzali im ludzie. Lubił mieć ciszę i spokój gdy tworzył, cichą muzykę brzęczącą gdzieś z boku oraz kubek ciepłej, owocowej herbaty kojącej jego zmysły. Przy malowaniu wykorzystywał wszystkie zmysły, smak, węch, wzrok, nawet dotyk. Tak najlepiej mu szło i zauważył również, że to samo robi jego tato, gdy siedzi przy płótnie. Obok siebie ma wtedy kawę, czasami jakąś herbatę, ale rzadziej. Odpalał sobie świeczki, puszczał jakąś piosenkę i tak mógł przesiedzieć od rana, aż do później nocy. Uśmiechnął się, gdy byli już oddaleni od wszystkich.
    Wskazał Akane na większy kamień, na którym miała usiąść, sam przysiadł nie daleko gryząc końcówkę ołówka i zastanawiając się od czego zacząć. I jak. Sam portret? A może całą posturę?
    - Uśmiechnij się- sam to zrobił, patrząc na nią znad kartki papieru. Po tym, jak dziewczynka się uśmiechnęła, przyłożył dłoń do kartki, by nakreślić pierwszą, pewną linię. Będzie sam portret, ze szczegółami.

    OdpowiedzUsuń
  66. Ninath si-Możemy - odpowiedział. Szczerze mówiąc, kończenie tematu o Kuro było mu na rękę. Nie miał ochoty niepotrzebnie się denerwować, a ten facet po prostu wkuriwał go samym faktem swojej egzystencji. Nie mógł nic na to poradzić, nie mógł nawet próbować, bo inaczej mógłby skończyć na rozprawie sądowej. Tak, tego zdecydowanie wolał uniknąć. Najlepiej dla niego było po prostu cieszyć się chwilą. Przymknął na chwilę oczy, skupiając się głównie na cieple kobiety oraz jej nieziemskim zapachu, który przynosił do głowy same ciepłe myśli. Po kilkunastu sekundach otworzył oczy, ciesząc się widokiem. Nie tylko panoramą widoczną z diabelskiego młyna. Spoglądał od czasu do czasu, w żywe, jadeitowe oczy Febe. Lubili swoje towarzystwo. Każdy temat jaki poruszali był dobry. Śmiali się, poważnieli na chwilę i znowu zaczynali się śmiać. Nie potrzebował więcej, tak było dobrze. Wydawało mu się, że jego towarzyszka czuła podobnie. Po skończonej przejażdżce udali się na małą przechadzkę.
    Gdy Yensen dostał balonem zaśmiał się, ścierając wodę z oczu. Cóż, dostał prosto w głowę. Według okhotnika to był naprawdę dobry strzał.
    - Osz, Ty! – zakrzyknął za nią, biorąc kilka balonów po drodze. Zaraz rzucił się w pościg za meduzą. Gdy znajdował się kilka metór od niej oraz rudowłosej rzucił dwa balony. Oczywiście jeden był przeznaczony dla Ninath. Zaśmiał się, gdy obie kobiety dostały. Altmerka krzyknęła, czując zimno na plecach. Nie przerwała jednak zaklęcia, którym podtrzymywała Rahima w górze. Dawała radę utrzymywać bariery w gorszych warunkach. To ją po prostu zirytowało. Spojrzała na przyjaciela ze złością, unosząc swoje piwo ku górze. Rzuciła nim w stronę mężczyzny, ale ten łatwo odskoczył, puszczając przy tym jeden z pozostałych balonów. Rudowłosa wykorzystała ten fakt i go prędko uniosła. Ulokowała go nad głową Yensena, tak aby nic nie zauważył.
    - Nie trafisz mnie bez ele – tutaj urwał, gdyż wraz z hukiem pękającego balonika, dostał kolejną falą zimnej wody.
    - Mam element zaskoczenia – odpowiedziała, uśmiechając się przy tym. – Dorośnij, chociaż wobec mnie.
    - Spier…znaczy możesz o tym zapomnieć – odpowiedział rozbawiony.

    OdpowiedzUsuń
  67. - Owszem, było miło, babci już nie ma na tym świecie – przyznała, mimo to na jej ustach nadal gościł subtelny uśmiech. Tęskniła za staruszką, ale była pewna, że jest w lepszym miejscu. Na odpowiedź lekarza uśmiechnęła się odrobinę tajemniczo i zaraz przytaknęła głową.
    - Nie ważne, tak czy siak należą się Panu wyrazy wdzięczności i tak, wiem, wykonuje Pan swoją pracę, ale mimo wszystko, dziękuję – uśmiechnęła się wdzięcznie, złożyła jeszcze dłonie i ukłoniła się lekko mężczyźnie. Zaraz podniosła na niego wzrok z wyraźnym zaciekawieniem na twarzy. Słysząc pytanie uśmiechnęła się ciepło.
    - Nie stałam się Tennyo, odruchowo się tak nazywam, w moich rodzinnych stronach krąży pewna legenda. Co kilka tysięcy lat bogini Tennyo zsyła na wybrane przez siebie niemowlę dar, jako iż jest boginką artystów dary te opierają się właśnie na tej dziedzinie. Muzyka, malarstwo, pisanie, technika Chōjū Giga… Po prostu zostałam przez nią wybrana – tu uśmiechnęła się delikatnie – Niektórzy nie zawahaliby się nazwać mnie człowiekiem – dodała tym samym tonem co wcześniejsza wypowiedź lekarza i uśmiechnęła się nieco szerzej.

    Akane widząc głaz zaraz na niego zgrabnie wskoczyła i usiadła w siadzie skrzyżnym, delikatnie podpierając się z tyłu rękoma. Oczywiście uśmiechała się cały czas, ale na prośbę chłopca jej uśmiech nieco się poszerzył, a ona spojrzała swoimi złotymi oczyma bezpośrednio na Yumiego. Starała się nie ruszać, co nawet jej wychodziło. Znalazła na to idealny sposób, po prostu patrząc na swojego towarzysza wyobrażała sobie jak będzie wyglądać ich relacja za kilka dni, tygodni, miesięcy czy lat, na razie widziała tą przyszłość bardzo pozytywnie, jednak nie pozwalała sobie na zbytnie bujanie w obłokach, w końcu nigdy nic nie wiadomo.

    Febe już prawie dobiegła za plecy Ninath kiedy nagle poczuła zimno na plecach i również lekko krzyknęła, zaraz jednak roześmiała się, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Spojrzała na swoje dzieci, które teraz dziwnie zerkały na dorosłych.
    - Mamo? – zapytała Ines, patrząc na meduzę jakby ta źle się czuła. Od kiedy to ich mama bawi się z innymi dorosłymi, a nie z nimi? Dziewczynka nawet zaprzestała fikołków i zaczęła zaintrygowana schodzić z drabinek. Rahim jedynie obserwował wszystkich z wysoka, już nawet fakt latania nie robił na nim wrażenia, wyciągnął jedynie rączki w stronę mamy.
    Febe zaśmiała się na dialog przyjaciół i zaraz spojrzała przepraszająco na altmerkę.
    - Wybacz, to ja zaczęłam ten mały cyrk, czasem przy nim czuję się jak mała dziewczynka – przyznała zbliżając się do mężczyzny i zakładając mu ręce za szyję. Cmoknęła go w polik i uśmiechnęła się zadziornie, wtedy podleciała do nich Ines i objęła jedną rączką nogę matki, drugą nogę Yensena.
    - Tesniłam! – ogłosiła wszem i wobec wtulając głowę między nogi dorosłych. Kobieta spojrzała na córkę i zaśmiała się lekko.
    - Och Ty moja słodka księżniczko – tu spotkała się z surowym wzrokiem małej – Znaczy… odważna wojowniczko – poprawiła się rozbawiona, udając przejęcie. Ines uśmiechnęła się na to porównanie i znowu wtuliła głowę w ich nogi.

    OdpowiedzUsuń
  68. -Ne, Akane-chan, niezła z ciebie modelka-zaśmiał się Akira, podchodząc do małego malarza i portretowanej przezeń damy. Wciąż nie spuszczał ich z oka, niczym pierwszorzędny bodyguard, i nie zamierzał tego zaprzestawać, wszak Niklaus był jego bratem, przyjacielem, nakama, a w jego gestii leżało dbanie o dziewczynkę, którą tak bardzo cenił sobie młodszy ze złotowłosych barmanów. Łączyło ich wiele: wygląd, profesja, styl życia, no i oddanie bliskim osobom. Nie mógł zawieść przyjaciela, pozwalając, by jego podopiecznej coś się stało. Akane była zbyt krucha, zbyt delikatna, by zostawiać ją samą, zwłaszcza po tym, co się wydarzyło całkiem niedawno.
    -Jak ci idzie jej szkicowanie, Yumi?-spytał.-Będę mógł zobaczyć arcydzieło?

    OdpowiedzUsuń
  69. - Niech diist monah czuwa nad jej duszą. - Wymsknęła mu się wpół smocza wypowiedź, by uczcić pamięć o staruszce bliskiej Rei. Mógł na to nie wyglądać, ale Eizen bardzo szanuje zmarłych oraz pamięć o nich. Gdyby chciał przypomnieć sobie swoją przeszłość pewnie mógłby sobie odpowiedzieć dlaczego. Słysząc kolejną wypowiedź miał już powiedzieć to co zawsze, jednak czarnowłosa go w tym uprzedziła, na co pokręcił nieznacznie głową na boki. Skoro go wyręczyła nie miał nic więcej do powiedzenia. Czasami takie słowa dobiegające z ust pacjenta są potrzebne. Dawały poczucie że mimo wszystko pomogło się drugiej osobie, że zrobiło się coś dobrego... Gdy Rei zaczęła odpowiadać na jego pytanie, wpatrywał się w nią skupiony. Parsknął cicho słysząc podobny swojemu ton na końcu.
    - A więc jesteś naprawdę kimś wyjątkowym. Bogowie w końcu nie rozsyłają swoich błogosławieństw na lewo i prawo. - Stwierdził. Po chwili przeplot palce u dłoni które trzymał na swoich kolanach i spojrzał na pacjentkę nieco poważniejszym wzrokiem.
    - Powiedz, Rei. Czym dla ciebie jest bycie człowiekiem? Co oznacza dla ciebie człowieczeństwo? - Co do równie poważnego wzroku, wypowiedział swoje pytania z równie poważnym tonem.

    OdpowiedzUsuń
  70. Chłopiec zajmował się w pełni szkicowaniem swojej przyjaciółki, co jakiś czas tylko zerkając na nią z delikatnym uśmiechem. Szło mu dobrze, a portret zaczynał mieć coraz bardziej "ręce i nogi". Stresował się jednak tym, iż Akira stoi obok nich i spogląda na jego dłonie, tym samym go rozpraszając.
    - Jeszcze długo mi zejdzie- spojrzał na niego z przepraszającym uśmiechem, odrywając na ten moment ołówek od kartki. Nie chciał domalować przypadkiem niepotrzebnej kreski, która zepsułaby całe arcydzieło. Przygryzł znów końcówkę ołówka skupiając się na włosach dziewczyny, które opadały jej na twarz.
    - Ale będziesz mógł, jak skończę- odgonił go gestem dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  71. Akane na słowa Akiry zarumieniła się lekko, wstydziła się pozować przy tak bliskim znajomym Niklausa i co chwilę na niego zerkała.
    - Ach, miałam przekazać, że Niki będzie na ognisku, nie może szybciej się urwać, a skoro ze mną już dobrze to nie widziałam sensu go tu ciągnąć – powiedziała dla zmiany tematu i zaraz spojrzała podejrzanie na mężczyznę.
    - Wujek? Tyle tu ładnych pań, nie chcesz iść jakiejś poderwać? Niki mówił mi, że lubisz się z nimi bawić w doktora… Nie wiem czy zabrałeś sprzęt ze sobą, ale myślę, że i bez niego jakaś pobawi się z Tobą w co innego – zagadnęła do wujaszka z niewinnym uśmiechem na twarzy, starała się przy tym za bardzo nie kręcić, w końcu cały czas pozowała.

    Rei w prawdzie nie znała smoczego języka, ale słysząc słowa posłała lekarzowi wdzięczny uśmiech. Widząc, iż nie wzbrania się od podziękowań, pozostawiła uśmiech, w stanie nienaruszonym, na swojej buzi.
    - Wie Pan, właściwie to zawsze mnie ciekawiło… Jestem wyjątkowa, bo spadło na mnie błogosławieństwo Tennyo, czy może ona po prostu wiedziała już wtedy jaka jestem i będę, dlatego zesłała właśnie mi swoje dary… - przygryzła swoją dolną wargę w geście kontemplacji, zaraz jednak ocknęła się i wróciła do mężczyzny wzrokiem.
    - Bycie człowiekiem i człowieczeństwo? – powtórzyła. Ton oraz wyraz twarzy rozmówcy był poważny, więc i ona poważnie podeszła do pytania.
    - Prawdę mówiąc bycie człowiekiem w takiej formie jakiej jestem uważam za pewnego rodzaju dowód, a zarazem cel, cel trudny do osiągnięcia, bo… Przecież moje istnienie świadczy o tym, że świat nadprzyrodzony i ten zwykły, chcąc nie chcąc, są bardzo podobne, są tak samo złe jak i dobre, ale… - wzruszyła ramionami – jeżeli chodzi o człowieczeństwo… Oznacza pewnego rodzaju granicę… Ludzie są bardzo ograniczeni i nie chodzi mi tu o nadprzyrodzone zdolności, chodzi o ogólny światopogląd – odpowiedziała i zaciekawiona spojrzała na mężczyznę.
    - Ma Pan dość oryginalne pytania – przyznała, unosząc lekko kącik warg.

    OdpowiedzUsuń
  72. Spacer pomógł jej sobie uporządkować sytuację, ułożyć w głowie to, co nurtowało Larrete od tak długiego czasu. Obdarzona przez czarującą damę, która okazała się Tennyo - kolejną już zapewne kobietą, którą jedna z pradawnych wróżek, anielic czy nimf z buddyjskiej i japońskiej mitologii uczyniła swoją następczynią i godną artystycznych zdolności, ciekawym malowidłem na twarzy, najprawdopodobniej doprowadzi ojca do zawału, matkę do stanu paniki, a Leonarda do ostentacyjnej uwagi "panienka wygląda uroczo, ale niezbyt odpowiednio do chwili", ale nie przejmowała się tym. Na tę jedną chwilę warto było być mokrą, umalowaną i spoconą dzięki wysokiej temperaturze, zbliżyć się do dzieciństwa, kiedy beztrosko igrała z nieprzeliczoną chmarą kuzynostwa (sam zio Mario miał siedmioro dzieci, a gdyby przypomnieć sobie potomstwo innych wujów i ciotek...zgroza!, a potem biegała, już jako starsza, za młodym pokoleniem rodu Pamphilli, co chwila krzycząc "Fabrizio, poczekaj! Ezio! Nie jedz tyle czekolady! Marcella! Zostaw te farby!"
    Uśmiechnęła się do siebie, wspominając tamte chwile. Pomyśleć tylko, że gdyby podjęła odpowiednie decyzje, mogłaby mieć dzieci - i to z Yvesem! Co prawda do tanga było trzeba dwojga, ale...Może powinna mu wybaczyć. Zwłaszcza, że wtedy z całą szczerością przyznawał, że żałuje.
    A może nie? Może to była tylko gra? Tak, czy owak, przekona się o tym, wracając już do domu. Jak pomyślała, tak też zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
  73. Zachichotał niskim tonem słysząc że jego pytania są oryginalne. Naprawdę są? No raczej w towarzystwie nadprzyrodzonych istot nikt nie będzie się pytał takich rzeczy. W końcu co tych lepszych mają obchodzić nic nie warci ludzie.
    - Ludzie to po prostu duże dzieci które mimo swoich zdolności do adaptacji potrzebują ciągłej opieki. - Powiedział z zamkniętymi oczyma machając głową delikatnie na boki. Zaraz otworzył lewe oko i spojrzał nim na Rei, z małym uśmiechem ukrytym pod bandaną. - Miejmy nadzieję że ty moja droga masz tylko te lepsze strony człowieczeństwa. Ah i gdzie moje maniery. - Podrapał się po tyle głowy prawą ręką i wrócił pełnym spojrzeniem do Rei.
    - Jestem Eizen Darkling. Jak wcześniej mówiłem, miejski lekarz, tu w Cledo. I Rei, jeśli chcesz znać moje zdanie na temat nurtującej cię niepewności. Bogów jest dużo i nie każdy jest tak wszechpotężny jakby tego pragnął. Bogowie tak naprawdę nie wiedzą z wyprzedzeniem jaki będzie twój los. Oni jedynie są w stanie go przewidzieć, ale nigdy nie jest taki jak go przewidują. Ponieważ każda twoja decyzja, każde działanie nieustannie zmienia twój los. Oczywiście nie mówię że nie zauważyła twojej wyjątkowości gdy pojawiłaś się na świecie, nie mam powodów by temu zaprzeczać. Ale tak jak wybierasz ścieżkę którą podążasz przez życię, tak wybierasz to co jest dla ciebie prawdą. - Opowiedział co ma do powiedzenia w temacie, zupełnie tak jak staruszek do którego młodzi przychodzą po porady. Oczywiście tak jak każdy starzec, nie musi mieć zawsze racji.
    - Oczywiście mogła zauważyć twoją wyjątkowość i postanowiła dać ci jeszcze bardziej wyjątkowości bo jest miła. - Zaśmiał się pogodnie po czym zamknął oczy na chwilę, jakby myślał nad własnymi słowami. Siedząc tak poczuł dość nietypowy zapach. Czując go, otworzył oczy i uniósł wzrok na stojącą w wejściu do jego "straganiku medycznego" niską dziewczynę o długich splecionych blond włosach z dziwnym kosmykiem sterczącym na czubku jej głowy. Ubrana w białą koszulę, z krótkim czerwonym krawatem zawiązanym wokół szyi, ciemnoniebieską podszywaną białym materiałem spódnicy i z czarnymi rajstopami na nogach jakby analizowała go swoimi jasno szafirowymi oczyma. Po chwili obserwacji Eizen stwierdził dlaczego tak mało światła dostaje się do środka. Albowiem blond włosa ma na plecach prawie dwa razy większy od siebie futerał. Już miał się spytać czego pragnie kiedy ta uniosła swoją prawą rękę i podwineł rękaw koszuli pokazując sporą ciągle krwawiącą ranę na przedramieniu. Eizen trochę zaniemówił. Nie miał bladego pojęcia gdzie tu na festynie ktoś mógł stracić tyle własnego mięsa z sprzed ramienia.
    - Układ nerwowy informuje że boli. - Jej pozbawione emocji słowa ocknęły lekarza który podniósł się z krzesła i odkrzypnoł lekko.
    - Nie dziwię mu się. Proszę usiąść. - Wskazał jej miejsce na którym siedział. - Ale czekaj czekaj! Zanim wejdziesz zdejmij futerał. - Uniósł zaraz nieco ton widząc że dziewczyna chce wejść ze wspomnianym futerałem na plecach. Gdyby to zrobiła zniszczyłaby jeszcze stragan i zerwała plandekę.
    - Zrozumiałam. Przystępuję do naprawienia błędu. - Odpowiedziała w trakcie zdejmowania swojego bagażu. Podparła go obok jednej z nóg stelaża na zewnątrz i usiadła na wskazanym miejscu, trzymając prawą rękę nieznacznie uniesioną. Eizen w tym czasie złapał za środek dezynfekujący i podszedł do blondynki.
    - Może zaboleć trochę bardziej. - Zwrócił się do niej po czym odgiął jej rękę trochę w bok by nie pobrudzić jej ubioru. Niepotrzebnie doktorek się chyba przejmował ponieważ dezynfekował ranę jak głupi a dziewczyna nawet raz nie drgnęła.
    - Na trójkąt bermudzki... gdzie i kto ci to zrobił? - Spytał się jej smarując jej ranę maścią z ziół którą zabrał wcześniej, gdy był przy stoliku ze swoimi gratami.

    OdpowiedzUsuń
  74. Szkic zajął mu mniej więcej pół godziny. Na jego kartce już prezentowała się uśmiechnięta buzia Akane, jednak postanowił dodać jakiś kolor, który tylko upiększyłby rysunek. Na początku lekko poprawił rumienie na portrecie i w tym miejscu zastanawiał się, czy aby na pewno chce tak to zostawić. To one głównie przyciągały uwagę, lecz godne dopracowania również były jej złociste oczy, które również potraktował kredką i włosy. Oczy, rumieńce i włosy. To teraz było najbardziej widoczne, a chłopiec cieszył się z efektu. Okazał się bowiem naprawdę niesamowity.
    - Skończone- stając powoli na równe nogi. Te lekko mu zdrętwiały, bo przez cały proces malowania nie poruszył nimi ani razu. Dlatego musiał uważać.- Chcesz zobaczyć?- spytał dziewczynki, wzrokiem przywołując również blondyna, by podziwiał jego dzieło. Ciekawiło go, czy spodoba się im pomysł dodania koloru tylko na tych trzech elementach. Dla niego wyszło naprawdę ładnie, ale ludzie mają różnorakie gusta. Pewnie tato również by go pochwalił, tak jak Febe, ale z obcymi nic nie wiadomo. Dlatego również przez tyle czasu krył się z tym, iż maluje. Po prostu bał się tego, jak zareagują inni widząc, że chłopiec maluje. I to syn Imito!
    Obrócił do nich rysunek, a na jego twarzy pojawiły się szersze rumienie, wzrok wbił w swoje buty oraz przybory, leżące nie daleko jego stóp na trawie. Przygryzał dolną wargę w oczekiwaniu na werdykt. Nikomu bowiem nie pokazywał tak często swoich dzieł, nikt również nie stał obok niego w trakcie tworzenia, dlatego mocno się stresował.

    OdpowiedzUsuń
  75. Rei przytaknęła mężczyźnie, rzeczywiście ludzie byli jak małe dzieci. Dziewczyna uśmiechnęła się na to porównanie i zaraz zaśmiała delikatnie.
    - Tak, miejmy, czasem potrafię zaskoczyć samą siebie więc nic nie obiecuję – powiedziała żartobliwie i zaraz uśmiechnęła się subtelnie.
    - Miło mi poznać – odpowiedziała pogodnie i zaraz nieco bardziej rozszerzyła oczy. Z uwagą słuchała tego co miał jej do przekazania. Całkiem zabawne wydawało się to, że Eizen stara się jej nie urazić, podkreślając, że myśli tak, jednak może być inaczej. Japonka była pewna, że mężczyzna posiadał sporą wiedzę i patrzyła na niego bardziej przychylnym okiem widząc, iż mimo wszystko nie „zjadł wszystkich rozumów”.
    - Dziękuję za opinię, osobiście jednak poczekam na jeszcze inne spostrzeżenia w tym temacie, dopiero wtedy stworzę własną, przemyślaną odpowiedź – odpowiedziała i zeskoczyła ze stołu, otrzepując się i jakby szykując do wyjścia. Już miała powiedzieć coś w stylu „No to chyba na mnie już czas”, kiedy przy stoisku pojawiła się nowa postać z dość rozległym obrażeniem. Rei uśmiechnęła się pogodnie do dziewczynki, cóż, jej wrodzony stoicyzm i uczęszczanie do uczelni pełnej istot nie odczuwających bólu sprawił, że pacjentka nie zrobiła na niej większego wrażenia, bardziej intrygujący był sposób jej wypowiedzi. Mówiła tak, jakby była zaprogramowana. Rei uśmiechnęła się do niej delikatnie, jednak zaraz spojrzała na lekarza.
    - To ja już nie będę zawadzać, czuję się dobrze, a szaleństw nie planuję więc… - tu spojrzała na ranę dziewczynki jeszcze raz – No… chyba, że mogę jakoś pomóc – zagadnęła.

    Wytrzymać pół godziny praktycznie bez ruchu nie było łatwo, dlatego Akane bardzo ucieszyła się na ogłoszenie końca. Od razu zaczęła masować swoje policzki i powoli schodzić z głazu.
    - Jeju, cała twarz mi ścierpła – zauważyła mając problem z nie uśmiechaniem się, trwało to jednak dosłownie kilka sekund i nawet bawiło dziewczynkę. Kiedy spełza w końcu z głazu przeciągnęła się i energicznie pokiwała głową.
    - Pewnie, że chce! – ruszyła zaraz w stronę chłopca i zatrzymała się niedaleko niego, wyczekująco patrząc, to na jego twarz, to na odwróconą kartkę papieru. Widząc szkic uśmiechnęła się szeroko.
    - Yumi! To jest śliczne! Ale mam Łądne oczy! – okrzyknęła i zaraz zarumieniła się wyraźnie, gdyż wypowiedziane zdanie wydało jej się nieco narcystyczne. Spojrzała jeszcze na chłopca i zaraz doskoczyła do jego boku i owinęła swoje ręce na jego szyi.
    - Dziękuję! – dodała, czuła się naprawdę wyjątkowo przez ten cały modeling.

    OdpowiedzUsuń
  76. Zrozumiał że będzie brała pod uwagę jego opinię przy swojej ostatniej kontemplacji w tym temacie. Jeśli dobrze to zrozumiał to jego podniesione morale miały uzasadnienie. Niestety nie mógł zbyt długo myśleć dalej o tym ponieważ musiał się skupić na swoim nowym pacjencie. Ten analizował spokojnie twarz Rei swoimi dużymi oczyma, jakby próbując zrozumieć co się z nią dzieje.
    - Hmm... - Eizen zamruczał próbując ustalić czy potrzebuje pomocy. - Na tamtym stoliku przy flakonach z samej prawej powinna być bawełniana ściereczka w szczelnym opakowaniu, a zaraz obok bandaże. Jakbyś mogła mi je podać, byłbym wdzięczny. - Zlecił więc czarnowłosej coś do roboty skoro z dobrego serca zaoferowała pomoc. On sam złapał mocno dłonią rękę blondynki zaraz przy początku rany by spowolnić krwotok który jakby sfochowany dalej wylewał krew pod takim samym ciśnieniem. Nie miał problemu z objęciem całej jej chudej ręki swoją dłonią, dlatego że on ma dość duże dłonie, oj ma. Po otrzymaniu tego o co poprosił, otworzył zębami opakowanie ścierki którą zaraz przyłożył do rany.
    - Rei ściskaj proszę mocno jej rękę w miejscu w którym ja to robiłem. - Oznajmił kolejną przysługę zaczynając bandażować rękę siedzącej dziewczyny. - Więc? Mogę się dowiedzieć gdzie mój pacjent otrzymał obrażenia? - Powtórzył pytanie w trakcie bandażowania, spoglądając na twarz jasnookiej.
    - Miejsce doznania uszkodzenia: północny wschód, kraniec lasu blisko Cledo. Nie można oszacować dystansu. Ranę zadał: dziki niedźwiedź. Sposób zadania rany: ugryzienie. Aktualny stan funkcji życiowych napastnika: zatrzymane. Dalsze zagrożenie: 0%. - Wyrecytowała tym samym tonem co poprzednie wypowiedzi patrząc przed siebie. Po tym skupiła się na twarzy Eizena. - Jednostka uprawniona jako lekarz otrzymała zadowalająco ilość informacji?
    - Ermm... Tak. T-ak mi się wydaje. - Mężczyzna odpowiedział lekko zdezorientowany. Nie miał bladego pojęcia o co chodziło w sposobie wymowy dziewczyny. Mógł zacząć stwierdzać uraz głowy. Ale nie zauważył żadnej rany ani siniaka na jej głowie, a wyrażała się w wystarczająco złożony sposób by wykluczyć taki uraz. - Mogę się spytać o imię?
    - Esriel. Godność jednostki pytającej oraz naocznego świadka obecnego zdarzenia?
    - Uhmm... Eizen. Eizen Darkling, miejski lekarz. A moja asystentka chyba umie się przedstawić sama. - Spojrzał na Rei z ukrytym pod bandaną uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  77. Miło było oglądać sytuację, kiedy jego dzieło uszczęśliwiało aż tak bardzo kogokolwiek. Akane uszczęśliwił aż nadto, dlatego czuł się z siebie dumny że potrafił aż tak dobrze odwzorować jej twarzyczkę na kartce. Gdy założyła mu ręce na szyję zarumienił się znacznie. Jedną z dłoni ułożył na jej wątłym jeszcze bioderku, w drugiej nadal dzierżył swoją pracę.
    - Nie ma za co.- puścił jej oko patrząc cały czas na roześmianą, szczęśliwą twarz dziewczynki. W pewnym momencie pochylił się ku jej twarzy, wdychając słodki zapach jej skóry, po czym lekko musnął wargi dziewczynki swoimi. Nie był pewny co robi. Czy wogóle powinni? Tyle emocji! W dodatku serduszko biło mu strasznie szybko. Miała miękkie, drobne wargi i smakowała nadal lodami, które niedawno jedli.

    OdpowiedzUsuń