piątek, 8 grudnia 2017

Akane cz.1

- Spakuj się dokładnie, żebyśmy nie musieli po nic wracać – Blondyn rzucił do dziewczynki, gdy tylko przekroczyli próg jej akademickiego pokoju. Akane spojrzała na niego pytająco.
- Chciałeś powiedzieć wypakuj, tak? – zapytała i spojrzała na swoją torbę, którą cały ten czas ciągnęła za sobą. Niklaus zatrzymał się i obejrzał na nią. 
- Powiedziałem wszystko dobrze, spakuj resztę rzeczy, wyprowadzasz się na jakiś czas – oznajmił i położył swój plecak na salonowej kanapie. Młoda zmarszczyła czoło, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. Chłopak ruszył w jej stronę, kucnął i złapał za obie dłonie. - Muszę zniknąć na trochę… - zaczął, a dziewczynka już zaczęła kręcić głową. – Akane… Przecież wrócę, ale nie zostaniesz tutaj, zamieszkasz z wujkiem Akirą, tam będziesz bezpieczna, kiedy mnie nie będzie – wyjaśnił jej, jednak tej pomysł nadal się nie podobał. Zacisnęła zęby i spuściła głową w dół. – Hej, przestań – Nik przyciągnął ją do siebie i przytulił delikatnie. Mała jak na zawołanie wyszarpała rączki z jego dłoni i objęła szyję chłopaka. Zesztywniał na chwilę… Nie wiedział dlaczego, ale poczuł się po prostu dziwnie. Nie było to negatywne uczucie.
- Nie chce żeby ten wyjazd był naszym ostatnim… - szepnęła czarnowłosa, kładąc policzek na ramieniu opiekuna. On drgnął lekko i uśmiechnął się pod nosem. Pogłaskał plecy dziewczyny.
- Podobał Ci się, co nie? – zagaił, na co Ane oderwała się od niego i entuzjastycznie pokiwała głową. Nie potrzebowała dużo czasu, aby zacząć opowiadać co szczególnie przypadło jej do gustu z wypadu nad jezioro. Niklaus wstał i rozbawiony zmierzwił włosy dziewczyny, by po tym ruszyć z nią do pokoju i przy jej opowieściach pomóc w pakowaniu. Dziewczynka zmieniła się. Kiedy ją poznał, cały czas tryskała energią, tak jak teraz, gdy umarła Verona, mała znacznie spochmurniała. Teraz potrafiła przejść z jednego stanu w drugi. Blondyn miał jednak nadzieję, że w przyszłości uda jej się wyjść z otaczających ją ciemności. W końcu właśnie dlatego musiał odejść. Ruszyć do rodzinnego domu małej i dowiedzieć się czym są dręczące ją coraz częściej wizje. 

Gdy odprowadził podopieczną do Akiry powróciło dziwne uczucie, które poczuł gdy mała go przytuliła. Miał wrażenie, jakby zostawiał u przyjaciela jakąś cząstkę siebie. Kucnął przy niej, gdy nadszedł czas pożegnania i machnął ręką kilka razy, przyciągając do nich okoliczne pyły. Stworzył niewielką różyczkę, tuż przed nosem dziewczynki. Zaśmiała się radośnie, uwielbiała te jego sztuczki. On również zaśmiał się, widząc jej reakcję. Akane przesunęła palcami po tworze Blondyna, a ten rozsypał się delikatnie, jednak wystraszona tym faktem chciała jakby zatrzymać uciekające ziarnka, a te posłusznie wróciły na swoje miejsce. Nik spojrzał na to zaciekawiony, jednak przypisał sztuczkę swojej własnej kontroli, w końcu w głowie cały czas miał wizję róży, więc drobinki wróciły na swoje miejsce automatycznie. 
- No proszę, nawet mój piasek się Ciebie słucha – zażartował, na co w oczach małej pojawiła się ekscytacja.
- Jeszcze trochę i zbuduję taki sam namiot jak Ty bliźniakom, wtedy, na plaży – podskoczyła radośnie i zaraz doskoczyła do nogi Akiry, który zbliżył się do nich. – Zobacz, zobacz co Niki dla mnie zrobił! – pokazała palcem, na co Smok zaśmiał się lekko. 
- Zawsze wiedział jak zadowolić dziewczyny – odpowiedział żartobliwie, na co Blondyn posłał mu wymowne spojrzenie. 
- Panie bystry… Mógłbyś? – zapytał, wskazując głową na stworzony kwiat. Barman przytaknął mu.
- Odsuńcie się – polecił jeszcze, a kiedy dwójka wykonała polecenie potężna fala ognia uderzyła w twór Niklausa. Ziarna pod wpływem ciepła skleiły się i powstała z nich szkło podobna figurka, która opadła na ziemię. Nik podszedł do niej, podniósł i znowu pojawił się przy Akane.  
- Proszę – podarował dziewczynce prezent, który mała przyjęła z wyraźnym zaskoczeniem i jednocześnie radością na twarzy. Przytuliła szybko pochwycony podarek i wdzięcznie spojrzała na opiekuna. - Bądź grzeczna – polecił Blondyn, podopieczna kiwnęła jedynie energicznie głową, gdyż była za bardzo przejęty by cokolwiek odpowiedzieć. 
- A Ty ją pilnuj – rzucił jeszcze do Akiry, na co ten przyciągnął małą do siebie. 
- Jak oka w głowie – dokończył. – Idź już – dodał, a Niklaus przytaknął.Odchodząc w stronę pustkowia, tylko raz odwrócił się, by zerknąć w ich stronę. Czekała go długa droga, ale był na nią dobrze przygotowany.

Podróż w prawdzie nie była męcząca, przynajmniej nie fizycznie. Zajęła chłopakowi niecałe dwa tygodnie, w piaskach pustyni czuł on się jak ryba w wodzie. Nogi nie zapadały się pod ciężarem ciała, nawet kilka dni spędził w swojej pierwotnej formie, pozwalając sobie na chwilę wytchnienia. Mógł pokonać dystans w znacznie szybszym tempie, ale po wydarzeniach z nad jeziora wolał poświęcić czas samotności na przemyślenia. Nie ważne w jakiej formie czy o jakiej porze dnia, jego głowę zajmowały cały czas te same myśli. Zaśmiał się nie raz sam z siebie. Od kiedy stał się tak wrażliwy? Gdyby cofnąć się te kilka lat wstecz, to na tego typu wypad zabrałby jedynie butelkę dobrego alkoholu, jak nie kilka butelek. Do tego kilka paczek papierosów i, prawdopodobnie, nie był by nawet w połowie drogi, jaką teraz pokonał. Ba… gdyby cofnąć się o te kilka lat, to taką wycieczką nawet nie zawracałby sobie głowy. Uśmiechnął się pod nosem. Mimo swojej paskudnej natury, dobrze wspominał czasy szkolne, przynajmniej wiedział na kogo i kiedy mógł liczyć. Zatrzymał się, gdy słońce powoli znikało za widnokręgiem. Pierwsze, co przykuło jego uwagę, to, to że domu państwa Calibri nie było widać. W prawdzie z daleka rzucał się w oczy, coraz słabiej oświetlony kształt budynku, jednak zwykle o tej porze małżeństwo miało zwyczaj palić światło, chociażby w jednym z pokoi. Może zwyczaj ten zmienili, gdy zostali sami? Zaciekawiony ruszył dalej przed siebie, jedynie kilkadziesiąt metrów dzieliło go od celu swojej wyprawy. 

Z każdym kolejnym krokiem zwalniał, cisza panująca dookoła była bardzo intrygująca. Nie chodziło nawet o głosy mieszkańców, w okolicy nie było słychać nic… Zwykle dało słyszeć się zwierzęta myszkujące w ogrodzie, korzystające z sporych zapasów jedzenia i wody. Dom był niczym oaza dla zagubionych i cisza panująca dookoła po prostu tu nie pasowała. Blondyn zatrzymał się przed budynkiem i rozejrzał dookoła. Czyżby gdzieś wyszli? To nie było w ich stylu, przecież jedynie raz do roku urządzali przyjęcie, na które jechali odświętnie ubrani, a o takim przyjęciu Niklaus by po prostu wiedział. Nadal bacznie obserwując okolicę postawił pierwszy krok na drewnianym schodku, potem na drugim, aż ostatecznie stanął przed wejściem. Zmarszczył czoło i od razu złapał za klamkę, nawet nie pukał, po prostu otworzył je i szybko odskoczył w bok, jakby spodziewał się zastawionej zasadzki. Nic jednak nie usłyszał, poza skrzypnięciem zawiasów i zatrzymaniem się drzwi na ścianie domu. Zerknął do środka. Jedno było pewne, Państwo Calibri na pewno nie zostawiliby otwartego domu, wychodząc gdziekolwiek. Blondyn wszedł do środka ostrożnie. Nadal czuwał, jednak posuwał się do przodu. Zajrzał do salonu, przeszedł do kuchni, po drodze zahaczył o łazienkę i zatrzymał się w jadalni. Znowu rozejrzał się i przełknął głośniej ślinę. Spojrzał na schody prowadzące do góry. Nie wiedzieć czemu ruszył do nich pędem i wskoczył wręcz na piętro, wpadając do pokoju, który kiedyś zajmował. Nic, pusto. Ciężko dychając zamknął drzwi i przywarł do nich plecami. Co jest grane? Zapytał sam siebie i spojrzał na pokój Varony. Zacisnął zęby, wyminął go i przeszukał jeszcze obie sypialnie znajdujące się na tym samym piętrze. Zdenerwowany wsunął palce w swoje włosy. Nikogo tu nie było… Zaczął rozglądać się po ścianach, po podłodze, szukał jakichkolwiek wskazówek, ale nic, nadal nic. Wyszedł z pokoju rodziców dziewczyn, trzaskając drzwiami. Zaczął niespokojnie kręcić się przy schodach. 
- Kurwa! – krzyknął uderzając pięścią w ścianę. Czyżby mężczyzna odpowiedzialny za śmierć Verony zaplanował również zniknięcie jej rodziców? Nik wyciągnął rękę z dziury jaka powstała po jego uderzeniu i zagryzając mocno zęby wparował do sypialni nieżyjącej już blondynki. Zatrzymał się w framudze i spojrzał na meble, które stały w jej pokoju. Tu też pusto. 
- Kurwa!! – krzyknął dwa razy głośniej i trzasnął kolejnymi drzwiami, z taką siłą, że te po dotknięciu framugi po prostu podskoczyły, wyskakując z zawiasów i płasko padły na ziemię, rozwiewając przy tym czuprynę Blondyna, lądując bezpośrednio za jego piętą. On jednak nie zwrócił na to uwagi, gdyż pod wpływem uderzenia dom lekko zadrżał, a na biurku Verony zaczęła mrugać żarówka lampki nocnej. Nik spojrzał w jej kierunku z zaciekawieniem na twarzy. Światło podświetlało jakieś papiery. Chłopak podszedł powoli do mebla i poczuł dziwne ciepło w okolicach oczu. Na biurku leżały fotografie, jego z Ane i Ver, samych dziewczyn czy po prostu całej ich rodziny. Nawet te z balu, na który i on został zaproszony. Jednak nie zdjęcia przykuły jego uwagę najbardziej, a koperta, która leżała na nich z wielkim napisem „Niklaus” po środku. Znowu przełknął ślinę i rozejrzał się dookoła. Złapał wszystkie zdjęcia oraz kopertę w obie dłonie, a żarówka zgasła, sycząc cicho, jakby świadcząc o przepaleniu. Chłopak stał chwilę w ciemnym pokoju. Zaraz jednak drgnął i skierował kroki na parter. Przeszedł po popsutych drzwiach, zszedł po schodach, otworzył drzwi tarasowe i wyszedł na balkon. Zagryzł zęby spoglądając na pamiątkowe zdjęcia. Odruchowo usiadł w, zapadającym się już, fotelu ratanowym, należącym do głowy rodziny. Przejrzał na spokojnie zdjęcia i ostatecznie złapał kopertę. Co tam znajdzie? Nie miał pojęcia, ale pierwszy raz bał się otworzyć jakikolwiek dokument. Właśnie zaczął rozdzierać zlepioną część papieru koperty, gdy nagle z daleka usłyszał cichy warkot silnika. Zmarszczył czoło oglądając się w stronę dochodzącego dźwięku. Zaraz światło reflektorów samochodu rozświetliło część ogrodu, w którym chłopak przebywał. Niklaus wstał z miejsca, znowu zagryzając zęby. Usłyszał otwieranie i trzask drzwi samochodu, jego serce zaczęło bić szybciej. Czyżby Państwo Calibri miało niespodziewanych gości? A może… ?


 
CDN.